Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 02 lis 2012, 21:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Modernizm, postmodernizm i absolutna nowoczesność, trendy i europejskość, globalna wioska i prawa człowieka, tolerancje, feminizmy i walki z fobiami, etc....
Cały ten zwariowany pomiot psychopatycznych wyobraźni chorych umysłów jest załadowywany w atrakcyjne, cacuszkowate opakowania i podawany masom jako absolutna prawda, mająca cechy wyższości nad dorobkiem kulturowym przeszłych pokoleń.
Po co?
Ano ktoś na tym coś zyskuje. Jednak gdy jedni zyskują inni muszą tracić. Wystarczy przyjrzeć się przekrojowi społecznemu, aby dostrzec tych co rosną i tych co maleją. Wnioski?... same się narzucają.


Trzy jaskółki

Ewa Polak-PaŁkiewicz

Mówi się, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, i jest to z pewnością słuszna opinia. Czy jednak trzy jaskółki nie prowadzą naszych myśli do obrazu świeżej zieleni i niebieskiego nieba?

Pierwsza jaskółka jest jaskółką amerykańską. Nazywana jest w mediach „domową rewolucją”. Kobiety amerykańskie wracają do pieluszek, spacerów z wózkiem i wymyślania najbardziej ekstrawaganckich – i edukacyjnych zarazem – poranków i popołudni z dziećmi we własnym domu. Feministki są przerażone. Kampanie „wyzwolenia kobiet” patrzą na spopielałe ruiny swojej heroicznej, ponadstuletniej pracy. Oczywiście, nie chodzi tu o wszystkie kobiety. Rzecz dotyczy najlepiej wykształconych Amerykanek (zarabiających powyżej 55 tys. dolarów rocznie) – co czwarta z nich, zamiast do firmy, udaje się każdego ranka na rekreację z własnymi dziećmi. Sylwia A. Hewlett, znana profesor ekonomii, mówi wprost: „Wygląda na to, że wykształcone matki, które mają jakikolwiek wybór i oparcie finansowe, decydują się zostać w domu”. (Pisze o tym w interesującym tekście Eliza Sarnacka-Mahoney w 9. numerze Nowego Państwa). Naturalnie, socjologowie i psychologowie społeczni zajęli się energicznie badaniem tego nadzwyczaj dziwnego zjawiska. Ich wyniki są zadziwiająco proste: Amerykanki widzą, że zarabianie pieniędzy i kariera zawodowa nie czynią szczęśliwymi ani ich, ani ich dzieci i mężów, choć długo przekonywane były przez media i naukowe autorytety, że tak właśnie będzie. Co więcej, doświadczyły na własnej skórze, jak wygląda życie dziecka, które od rana do nocy jest pozbawione obecności rodziców, ponieważ w poprzednim pokoleniu brakowało chętnych do wyłamania się z obowiązującego wzorca; byłoby to wyrazem postawy niewybaczalnie anachronicznej i niepraktycznej. Ekonomiści z kolei dowodzą, że właśnie dziś, gdy koszty przedszkoli są absurdalnie wysokie, kierujące się zdrowym rozsądkiem matki wybierają rozwiązanie lepsze i tańsze, nie pogardzając zresztą wsparciem ze strony pomocy domowych i opiekunek. Te ostatnie, z uwagi na nieprzerwany strumień imigrantów, zatrudniane są na czarno, ku zgrozie działaczek feministycznych, które widzą w tym klęskę „amerykańskiej demokracji” i powrót do form „pracy pańszczyźnianej”. Być może tak jest w istocie, zwłaszcza że definiowaniem tych pojęć zajmowali się od dawna ludzie próbujący rozwiązać kwadraturę koła i wymyślić idealny ustrój (idealnie wyrównujący wszelkie nierówności), czyli lewica.

Druga jaskółka jest międzynarodowa, ale w dużej mierze belgijska. Dwaj Belgowie – Jean-Pierre i Luc Dardanne nakręcili film, a jury festiwalu w Cannes dało im główną nagrodę. Film nosi tytuł Dziecko i jest historią rzezimieszka, który sprzedaje swoje dziecko, gdyż wszystko dla niego jest rzeczą, która ma swoją cenę, wszystko można mieć za pieniądze. Stopniowo jednak dociera do niego, co zrobił, czym jest życie, ojcostwo, rodzicielstwo. Ten powrót do sensu człowieczeństwa, opowiedziany w sposób prosty, bez efektów specjalnych, bez epatowania grozą, bez sentymentalizmu, jest siłą obrazu, który, jak opowiadają bracia, powstał w ich wyobraźni, kiedy obserwowali dziewczynę pchającą przed sobą wózek z niemowlęciem. „Potem często myśleliśmy o człowieku, którego w tym obrazie brakowało: o ojcu niemowlęcia”.
Jeżeli kultura chce przypominać o ojcach i jeżeli taka kultura podoba się krytykom, to znaczy, że czas rewolucji obyczajowej nieuchronnie się kończy. I kończy się – być może – ponura epoka eksperymentowania przez sztukę z człowiekiem, z jego naturą, ukazywania, m.in. przez dzieła filmowe, rodziny jako zagrożenia.

Trzecia jaskółka jest francuska i poniekąd także holenderska. Oba te narody deklarują – w znaczącej części – swój sprzeciw wobec konstytucji europejskiej właśnie dlatego, że czują się narodami. Nie rozumieją, dlaczego w swoim własnym państwie muszą wciąż ustępować przed ludźmi innych narodowości, religii i kultur. A przecież tyle lat kładziono im do głowy, że takie są teraz wymagania, że poprawność polityczna żąda ich ofiary z bycia u siebie na tych samych co kiedyś zasadach, że teraz narody nie są już ważne i państwa są nieważne, wszystko ma być maksymalnie wymieszane, zmiksowane i zakorkowane w jednym wspólnym (ale za to „super”) państwie.
To wszystko jest zastanawiające. Czyżby te miliardy dolarów, które szły na jeden cel: wyedukować nowe społeczeństwo tak, by brzydziło się starych nawyków, naprawdę poszły na marne? Być może trzy jaskółki to jeszcze nie wiosna, ale czas pomyśleć o lżejszym przyodziewku.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0523&nr=26


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 03 lis 2012, 11:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):

Cały ten zwariowany pomiot psychopatycznych wyobraźni chorych umysłów jest załadowywany w atrakcyjne, cacuszkowate opakowania i podawany masom jako absolutna prawda, mająca cechy wyższości nad dorobkiem kulturowym przeszłych pokoleń.

Za to przeciwne pomiotowi postawy pokazuje się, jako zmurszałe, rozpadające się w palcach, pleśniejące lub gnijące starocie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 04 lis 2012, 12:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Lewicowość jako przebranie

Ewa Polak-Pałkiewicz

Jak cię widzą, tak cię piszą. O tej zasadzie, ujętej w zgrabne porzekadło, pamiętają zwłaszcza politycy i działacze partyjni, dla których częścią zawodowej roli jest pokazywanie się. Do ich roli publicznej musi być dopasowany odpowiedni kostium. Całość – głoszone poglądy, koalicje i wygląd zewnętrzny – musi być spójna. Inaczej w świadomości potencjalnego wyborcy powstanie obraz rozdarcia, przypadkowego zlepku niepasujących do siebie elementów.
Problemu z zewnętrznym wyglądem nie ma prawica. Konserwatywna elegancja jest zawsze na miejscu, bowiem zgodna jest z poczuciem – i rozumieniem – osobistej godności człowieka. Bardziej skomplikowana jest sytuacja ludzi lewicy. Zbytnia dbałość o wygląd zewnętrzny nie pasuje do deklaracji, że „jesteśmy z najbiedniejszymi” czy „walczymy o prawa prześladowanych kobiet” etc., a jednocześnie czasy czapek leninówek i komisarskich kurtek, czerwonych krawatów przeminęły bezpowrotnie. „Prześladowana kobieta” nie powinna wyglądać ani zbyt kobieco, ani wytwornie, ani modnie. Cała więc sztuka lewicowych działaczek (posłanek, ministrów etc.) to znaleźć jakiś kompromis między naturalną potrzebą, by wyglądać estetycznie, a zarazem nie narazić się na zarzuty, że schlebia się „szowinistycznemu, seksistowskiemu męskiemu lobby”. Zwłaszcza dziś, gdy feminizm jest uniformem równie obowiązującym jak dawniej marksizm. W istocie rzeczy, jest on tym samym co marksizm, tyle że zmodyfikowany przez Nową Lewicę. Efekt ostateczny jest często nadzwyczaj mocny – i o to zapewne chodzi – ale za to nie zawsze mogą go znieść najbliżsi. Oto w jaki sposób pewna młoda Amerykanka opisuje swoje męki z powodu kontaktu z manifestacją kobiet ucharakteryzowanych na feministki, wśród których była również jej matka: „Moja siostra, brat i ja umieraliśmy z upokorzenia, chichotaliśmy i pokazywaliśmy sobie palcami maszerujące kobiety skandujące «Women Unite – Take Back the Night!» W tym tłumie wszystko było zaniedbane (pomińmy ten nieco naturalistyczny opis ze względów ludzkich – E. P. P.)(...). One nie wstydziły się ani trochę. Ale ja tak. Myślałam: nigdy nie będę tak wyglądać”.
Kwestia wstydu wydaje się kluczowa. Wielu młodych ludzi ma problem: chcą być tacy sami jak ich rówieśnicy z kolorowych magazynów, a zarazem nie mogą przezwyciężyć wstrętu do rzeczy, które są atrybutami innej płci: koralików, kolczyków, farbowanych włosów. Co innego lewicowi politycy. Oni nie mogą być tylko sobą, muszą pamiętać o scenie, na której się znajdują. Najbardziej przebiegłym zagraniem jest nierezygnowanie ze swojego, w miarę nobliwego, wyglądu, ale za to pokazywanie się publicznie z osobami o trudnej do ustalenia płci.
Kostium działacza organizacji czy partii lewicowych jest z reguły okazjonalny. Zresztą, czyż sama lewicowość nie jest rodzajem przebrania? Spotkałam kiedyś jednego ze znanych przedstawicieli lewicy, którego poglądy mogłyby służyć za wzorzec „walki o słuszne prawa klasy robotniczej” – dziś są nią feministki i homoseksualiści zrzeszeni w organizacje – który był ubrany w kremowy garnitur z kamizelką, złotym zegarkiem na łańcuszku, a na palcu miał złoty sygnet. Wyglądał na człowieka szczęśliwego. Ale było to w kuluarach i nie sądzę, by ów prominent postkomunistów odważyłby się tak wystąpić w telewizji czy na manifestacji z okazji 1 Maja. Lewica od początku zdawała sobie sprawę, że musi w tej dziedzinie lawirować i zachować wyjątkową czujność. Mieczysław Jałowiecki opisuje w swoich wspomnieniach metamorfozy, jakim podlegał przedwojenny socjaldemokrata Ignacy Daszyński, któremu w chwili szczerości autor wspomnień powiedział: „Zawsze podziwiałem pańską zręczność, z jaką pan, jadąc na wiec robotniczy, rozparty w pierwszej klasie, potrafił, podjeżdżając do miejsca, gdzie miał się odbyć wiec, przeskoczyć w porę do wagonu trzeciej klasy, wcisnąć na głowę zapasowy, spłowiały kapelusz i występować jako proletariusz i obrońca ludzi”. Z kolei Leopold Tyrmand w Dzienniku zamieszcza malownicze wspomnienie z Międzynarodowego Festiwalu Młodzieży i Studentów w Warszawie, podczas którego dzielił pokój hotelowy z pewnym sekretarzem partii komunistycznej z małego państewka na Czarnym Lądzie. Wieczór upłynął im na wspominaniu przedwojennych warszawskich Nalewek, jak się okazało bowiem, ów rzekomy sekretarz był rodowitym warszawiakiem, przemalowanym na okoliczność Festiwalu na Murzyna i komunistę w jednej osobie.
Tak oto zmieniają się lewicowe mody, w zależności od obowiązujących kanonów, sporządzanych przez najlepszych znawców tego, co powinno się nosić. Nosić po to, by wcielać w życie idee równie stare, jak marksizm, poddane odmładzającej kuracji, znanej szerzej pod nazwą poprawności politycznej.

Cytaty za (w kolejności): Agnieszka Graff, Trzecia fala, Wysokie Obcasy, 21 maja 2005 r.; Mieczysław Jałowiecki, Wolne miasto, Wyd. „Czytelnik”

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0527&nr=24


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 08 lis 2012, 08:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Media to kluczowe pole walki

Z Massimo Introvignem, włoskim socjologiem, kierownikiem Obserwatorium Wolności Religijnej powstałego z inspiracji Benedykta XVI, rozmawia Anna Bałaban

W Europie na rogach wszystkich ulic głosi się demokrację, tolerancję i wolność. Rzecz ciekawa, coraz częściej owej tolerancji nie ma dla katolickich środków społecznego przekazu. Dlaczego, Pana zdaniem, instytucje państwowe blokują możliwość nadawania cyfrowego katolickim stacjom, jak np. Telewizji Trwam w Polsce czy Telewizji KTO we Francji?
- Myślę, że jako punkt wyjścia należałoby przyjąć jeden z wątków zawartych w encyklice "Caritas in veritate", a mianowicie ten dotyczący zdemaskowania technokracji. Gdy mówimy o technokracji, w pierwszym rzędzie myślimy o nauce, która stanęła na głowie, poszła w niewłaściwym kierunku. Mamy na myśli eutanazję, eugenikę itd. I bez wątpienia ten aspekt również trzeba wziąć pod uwagę. Ale Papież mówi nam jasno, że istnieje również technokracja mediów. Media są głównym narzędziem dyktatury relatywizmu i są nim dlatego, że skutecznie stwarzają iluzję, iż są "niezależne". Sprawiają, że w to wierzymy. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że owa niezależność jest bardzo często kłamstwem. Papież pisze w encyklice: "Wydaje się absurdalne stanowisko tych, którzy uważają je [środki społecznego przekazu] za neutralne (...). Często podobne perspektywy, w których nadmiernie akcentuje się ściśle techniczną naturę mediów, faktycznie sprzyjają ich podporządkowaniu kalkulacjom ekonomicznym, zamiarom panowania na rynkach oraz - nie na ostatnim miejscu - chęci narzucenia wzorców kulturowych, odpowiadających planom władzy ideologicznej i politycznej". Zatem tak, mamy dyktaturę relatywizmu, mamy technokrację, a kluczowym narzędziem tej dyktatury są rzekomo "neutralne" media głównego nurtu, które w rzeczywistości są podległe ideologii relatywizmu i jej dyktaturze. "Dyktatura" nie jest mniej ważnym terminem. Oznacza, że technokracja nie może tolerować ważnych i cieszących się popularnością mediów, które wymykałyby się spod jej kontroli. Stąd te wszystkie działania zmierzające do stłamszenia i zlikwidowania mediów, które nie są zgodne z dominującą ideologią.

Już w 1963 r. w dekrecie "Inter mirifica" Sobór Watykański II wskazywał, że Kościołowi przysługuje naturalne prawo używania i posiadania wszelkiego rodzaju środków społecznego przekazu. Ale co z tego, że ma prawo, skoro państwo stawia mu w tym takie przeszkody?
- Trzeba sobie zdawać sprawę, że obecnie - jak czytamy również w "Caritas in veritate" - mamy do czynienia z prawdziwym polem walki, "polem walki kulturowej między absolutyzmem techniki a odpowiedzialnością moralną człowieka", między technokracją a wolnością. Nie jest to żaden przypadek, że mediom katolickim odbierana jest dziś wolność. "Ë la guerre comme á la guerre" (Na wojnie jak to na wojnie), a relatywizm doskonale zdaje sobie sprawę, że media to jest kluczowe pole walki. Problemem dla katolików jest zatem to, by powrócić do wizji dziejów takiej, jaką Papież zaproponował nam w innej wielkiej encyklice "Spe salvi" - zbyt szybko zapomnianej: wolność przeciwko ideologiom. Nie chodzi wcale o jakieś "dwuznaczności". To jest pole walki. Jednocześnie zrozumieć fakt, że mamy do czynienia z polem walki, nie oznacza jeszcze, że zwyciężymy. Ale nie można zwyciężyć, jeśli nie dostrzega się nawet, że faktycznie toczy się walka.

Czy odmowa miejsca na multipleksie katolickiej Telewizji Trwam nie jest po prostu ordynarną, bezczelną dyskryminacją katolików przez tych, którzy mają władzę?
- To nawet więcej niż dyskryminacja. Ta odmowa wpisuje się dokładnie w dyktaturę relatywizmu, która sprzyja monopolowi medialnemu i nie toleruje głosów, które wymykałyby się spod jego kontroli.

Czy zatem w Unii Europejskiej, której niedawno przyznano Pokojową Nagrodę Nobla, można rzeczywiście mówić o wolności mediów?
- Oczywiście, że nie można mówić o wolności mediów w Europie. Bo albo nieprzyznawane są częstotliwości, albo nakładane są astronomiczne podatki, albo ustanawia się specyficzne prawa pracy... Krótko mówiąc - każdy środek jest dobry, by stłumić głos mediów, które ośmielają się kontestować jedyne słuszne myślenie.

Pozostaje pytanie, co należy zrobić, żeby media katolickie mogły być obecne w przestrzeni publicznej Europy?
- Nie można - jak mi się wydaje - oddzielać problemu mediów katolickich od problemu chrystianofobii w ogólności i od przypadków dyskryminowania katolików i wszystkich tych, którzy sprzeciwiają się dyktaturze relatywizmu, m.in. w kwestii życia i rodziny. Tak jak już wspomniałem, mamy do czynienia z polem walki i musimy sobie z tego zdawać sprawę. Trzeba opracować globalną strategię. W dziedzinie mediów nie wolno nam zaniedbywać tych mniejszych środków przekazu, blogów, portali społecznościowych typu Facebook, Twitter, spotkań w regionie w niewielkich kręgach, w parafiach czy nawet domach prywatnych. Świat daje nam mnóstwo przykładów ruchów, które odniosły sukces pomimo braku mediów wielkiego formatu. Oczywiście nie wolno nam mitologizować Facebooka czy Twittera, ale prawdą jest również to, że połączenie niewielkich środków może czasami pomóc zwalczyć tych, którzy sądzą, że kontrolują wszystko, bo mają w garści media głównego nurtu.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Bałaban

http://www.naszdziennik.pl/wiara-stolic ... walki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 16 lis 2012, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Prof.Chodakiewicz o polit.poprawności i ideowej walce z lewicą

O politycznej poprawności i jej antyelitach, o projektach prof.Singera & Co. równouprawnienia ludzi, kamieni i motyli, o aborcji w 3 miesiącu po urodzeniu, dawaniu w zęby w sensie filozoficznym, o tym, że dość oznacza dość, oraz o zaniechaniach porządnych ludzi i konieczności kontrakcji zamiast trwania...



http://nick.salon24.pl/464334,prof-chod ... e-z-lewica


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 19 lis 2012, 08:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Dyktat nowomowy

Łukasz Sianożęcki, Toruń

W jaki sposób antykultura wpływa na sytuację katolicyzmu i katolików na świecie? Na to pytanie starali się odpowiedzieć uczestnicy V Międzynarodowego Kongresu "Katolicy i kultura: szanse i zagrożenia" w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Najbardziej jaskrawe przykłady tego procederu można zauważyć w Ameryce Południowej. Jak przypomniała dr Corina Yoris de Piacenza z Uniwersytetu Andres Bello w Wenezueli, w Ameryce żyje ok. 432 mln katolików (prawie 40 proc. wyznawców Chrystusa w skali świata). - Jeśli pozostawilibyśmy te liczby, można dojść do przekonania, że katolicyzm rośnie w siłę, ale to nieprawda - powiedziała dr de Piacenza. Przyczyny tego zjawiska są dość złożone, ale generalnie chodzi o postępującą antykulturę, czyli polityczne wpływy lewicy, która w swoim programie politycznym ma wpisaną walkę z Kościołem. - W Wenezueli na kolejną kadencję został wybrany wyjątkowo lewicowy prezydent Hugo Chavez. Podobnie jest też w innych krajach Ameryki Południowej - wskazała prelegentka, dodając, że coraz więcej "katolickiego pola" zawłaszczają protestanci.

W ocenie dr. Aimable-Andre Dufatanye pracującego w Rwandzie, tylko wartości wypływające z nauki społecznej Kościoła są w stanie odeprzeć ryzyko antykultury. - W wielu afrykańskich krajach rządy prawa i demokracja pozostają odległym marzeniem. Kościół w Afryce spełnia jedną ze swoich funkcji wtedy, gdy demaskuje reżimy, które wyniszczają ludzi, gdy demaskuje niesprawiedliwości i morderstwa - mówił Dufatanye. Z kolei sam Kościół jest zagrożony ze strony różnego rodzaju sekciarskich dewiacji. - One wyjątkowo skutecznie niszczą to, co jest najbardziej podstawowe dla bytu ludzkiego: wolność i wolną wolę - podsumował prelegent.

Sytuację w Europie omówili naukowcy z Hiszpanii, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Doktor Ruth Gutierrez Delgado wyjaśniła, w jaki sposób postmodernizm niszczy obyczaje i język komunikacji. Z kolei Edmund Adamus, dyrektor departamentu ds. małżeństwa i życia rodzinnego diecezji Westminster, stwierdził, że jednym z najlepszych sposobów walki z antykulturą jest budowanie cywilizacji miłości opartej na zdrowej rodzinie.

Na zakończenie kongresu prof. dr hab. Piotr Jaroszyński z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego wygłosił wykład na temat, w jaki sposób deprecjonowano i niszczono kulturę wysoką w Polsce. - Polska kultura wysoka była z różnych powodów przedmiotem ataków różnej maści wrogów, którzy nasz kraj rozbierali, okupowali bądź kolonizowali. Czyniono to z racji politycznych, ekonomicznych lub ideologicznych, wiedząc, że siłą polskości jest właśnie kultura wysoka i dlatego to ona była na celowniku tych, którzy chcieli Polskę podbić - diagnozował Jaroszyński. - Jeżeli dziś w dalszym ciągu próbuje się polską kulturę deprecjonować, odwołując się do postmodernistycznej nowomowy, to akcja ta, mimo formalnego odzyskania przez nasz kraj niepodległości w roku 1989, wpisuje się w dalszy ciąg walki z polskością - puentował.

http://www.naszdziennik.pl/wp/15485,dyk ... omowy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 02 gru 2012, 14:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Grzeczność

Ewa Polak-Pałkiewicz

W czasach dobrze zakonserwowanego komunizmu, w latach 60. i na początku 70., olbrzymią popularnością w krakowskim Przekroju cieszyła się rubryka pod nazwą „DSV”, czyli „Demokratyczny savoir-vivre”. Słowo „demokratyczny” było celowo mylące i stanowiło formę zasłony dymnej; savoir-vivre tym się różni od rozmaitych mód obyczajowych, że przekazuje te same w każdej epoce zasady, jest więc ponadczasowy i ponadustrojowy.

Komuniści bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z siły kulturowych konwencji, nie rozumiejąc i nie zamierzając szanować jej ducha, jej moralnych zakorzenień. Rozpracowanie kulturowego rdzenia zachowań i postaw ludzkich doprowadziło do wyklarowania się nowego kierunku ideologicznej ofensywy, zwanej marksizmem kulturowym. Jej autorem był Antonio Gramsci. Przetworzony przez autorów rewolucji kulturalnej i obyczajowej roku 1968 r., marksizm kulturowy dał początek jednej z najbardziej zakonspirowanych ideologii współczesnych, jaką jest poprawność polityczna, z angielskiego – political correctness. Poprawność polityczna ma formę nowego kodeksu obyczajowego, czegoś w rodzaju spisu norm – co można, czego nie można. Jej zwolennicy lubią nazywać ją savoir-vivrem stworzonym na użytek ochrony słabszych, mniejszych i prześladowanych. Z definicji ochrona ta dotyczy np. wyznań tzw. mniejszościowych, wykluczona zaś jest spod jakiejkolwiek ochrony religia katolicka – jako „większościowa”, a więc taka, która rzekomo sama się obroni. „Sami się obronią” ludzie o poglądach konserwatywnych, zwolennicy tradycji, partie i ugrupowania o programach prawicowych, wszyscy, którzy uznają, że dawny kodeks etyczny i obyczajowy, dawna kultura oparta na poszanowaniu prawa naturalnego i respektująca tradycyjną hierarchię wartości w żadnej mierze się nie zdezaktualizowała i nie może podlegać korekcie. A więc pod hasłem „poprawności politycznej”, nowej kultury, zupełnie innej hierarchii wartości można – i należy – przystąpić do eliminowania tych, którzy nie podlegają ochronie, bo nie są partiami „postępu” i nie mieszczą się w kategoriach „prześladowanych” mniejszości etnicznych, seksualnych etc. Rzecz jest sprytnie podana, bo, jak zauważył Paweł Hertz, jest „rodzajem szantażu, który został wymyślony, żeby trzymać ludzi na uwięzi”. Skuteczna zwłaszcza wobec tych, którzy muszą wiedzieć, „co się nosi”, są wrażliwi na to, skąd wieje wiatr, bo bez tej wiedzy nie mają pojęcia, jak się zachować, co mówić, z czym się zgadzać, co piętnować. W gruncie rzeczy polityczna poprawność jest niczym innym jak „cenzurą pełzającą, być może skuteczniejszą, ponieważ działa na snobizm, na chęć ustawienia się na pozycji wykwintu, zrównania z wzorcem elitarnym” (P. Hertz). A praktyczne zalecenia poprawności politycznej są proste. To, co jest zabronione wobec partii i ludzi „postępu”, mniejszości, rzekomo prześladowanych etc, powinno być możliwie najszerzej wprowadzane w życie wobec tych, którzy nimi nie są. Poprawność polityczna żyje i szerzy się dzięki mediom. One ją wielbią i bezbłędnie stosują.

Najdoskonalszym popisem opanowania do perfekcji sztuki p. p. był pierwszy telewizyjny wywiad – w Telewizji Publicznej, w I programie – z prezydentem elektem Lechem Kaczyńskim, kiedy dziennikarka, siląc się na luz, zapytała wybranego przez Polaków człowieka, który ma reprezentować państwo: „Kiedy pan schudnie, panie prezydencie?”. Czy można sobie wyobrazić podobne pytanie pod adresem Aleksandra Kwaśniewskiego czy – gdyby wygrał wybory – Donalda Tuska? Nigdy. Brawa dla dziennikarki! Brawa dla TVP! Tak to się robi. Nasi – PO – to kultura, moralność i postęp, tamci – prawica, PiS – to banda łobuzów, nie ma więc niczego, co byłoby nazbyt uwłaczającym, nazbyt łamiącym normy kultury i dobrego smaku odezwaniem się, bo za ich poglądy musi ich spotkać kara, zasługują na każde poniżenie. Dziennikarka z TVP już nie rozumie, co znaczy kultura, co oznacza godność prezydenta państwa, na co pozwala, a na co nie, szacunek dla głowy państwa i dla tych, którzy go wybrali. Horyzont jej kultury określa polityczna poprawność. W tym obszarze czuje się bezpieczna, bo wie, że gdy będzie wypełniać zalecenia tego „szantażu”, który chce uchodzić za kanon kulturowy, spotykać ją będą komplementy, pochwały i nagrody. Polityczna poprawność to rak, który niszczy myślenie, prawdziwą kulturę i niezależność w rozróżnianiu wartości i zjawisk. To choroba mediów, kultury masowej, oświaty. To choroba języka. Przy milczącym przyzwoleniu ośrodków opiniotwórczych i przy masowym uleganiu jej przez dziennikarzy i ludzi związanych z obozem władzy robiła ona przez ostatnie lata błyskawiczne postępy w życiu umysłowym kraju, czyniąc spustoszenia w posługiwaniu się pojęciami, zakłócając zdolność rozumienia świata. Tę poważną ideologiczną chorobę trzeba w mediach wyleczyć. To narzucone zniewolenie trzeba zrzucić. Tego domaga się zwyczajna kultura, zwykła znajomość zasad grzeczności i racja stanu naszego ledwie odzyskanego – z trudem stającego na nogi – państwa.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0546&nr=28


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 05 gru 2012, 08:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Mowa nienawiści

Filip Frąckowiak

Większość mediów żyje bezmyślnymi oskarżeniami o "mowę nienawiści" w życiu publicznym, debatując o tym, jakich słów należy używać w kontekście dochodzenia do prawdy o śmierci polskiego prezydenta za granicą. A to wszystko w przededniu 31. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Już dziś wiadomo, że 13 grudnia padną słowa "mowy nienawiści" wobec gen. Wojciecha Jaruzelskiego i całego komunistycznego aparatu PRL. Ta "nienawiść" to głównie wnioski o rozliczenie odpowiedzialnych za zbrodnie stanu wojennego.

"Mowa nienawiści" cechuje w tej sprawie nie tylko polskich patriotów. 23 grudnia 1981 roku amerykański prezydent Ronald Reagan w orędziu bożonarodzeniowym mówił tak: "Tegoroczne święta przynoszą niewiele radości odważnym Polakom. Zostali zdradzeni oni przez własną władzę. Ludzie rządzący nimi oraz ich totalitarni sojusznicy boją się wolności. (...) Na jej nieśmiałe przebłyski odpowiedzieli brutalną siłą, morderstwami, masowymi aresztowaniami i tworzeniem obozów internowania". Nie jest zbiegiem okoliczności, że obwieszczenia o wprowadzeniu stanu wojennego przez polski rząd były drukowane w Związku Sowieckim już we wrześniu.

8 marca 1983 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan został niekwestionowanym liderem "mowy nienawiści". Wypowiedział wtedy po raz pierwszy słynną kwestię, nazywając Związek Sowiecki Imperium Zła. "Komuniści głoszą wszechwładzę państwa, deklarują jego władzę nad człowiekiem i przewidują swoją władzę nad wszystkimi ludźmi na świecie. (...) Koncentrują w sobie zło współczesnego świata. W dyskusji nad zamrożeniem rozbudowy potencjału nuklearnego przestrzegam was przed pokusą (...) ignorowania faktów historycznych i agresywnych działań Imperium Zła". W odpowiedzi agencja TASS opublikowała oświadczenie, w którym podała, że słowa o Imperium Zła świadczą, iż "Administracja Reagana może działać tylko w kategoriach konfrontacji i wojny".

9 lipca 1981 roku Reagan w liście do dziennikarza i pisarza Johna Koehlera, wspominając pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski, napisał, że uważa, iż religia i wiara mogą być piętą achillesową komunizmu. Nie ma ucieczki od wolności słowa. Ta wolność zawsze będzie się tlić w sercach ludzi o wolnych sumieniach.

W Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji pana Michała Boniego, który zaproponował powstanie Rady ds. Mowy Nienawiści, nie ma "mowy nienawiści". Jest za to mowa-trawa. Na swojej stronie internetowej informuje, że zajmuje się administracją rządową (w tym e-administracją) i samorządem, pocztą i telekomunikacją, wyznaniami i mniejszościami religijnymi, społeczeństwem informacyjnym oraz przeciwdziała wykluczeniu cyfrowemu. Michał Boni zajmuje się też rozwojem usług świadczonych drogą elektroniczną, przeciwdziałaniem klęskom żywiołowym oraz usuwaniem ich skutków, a także nadzorowaniem systemu powiadamiania ratunkowego i zbiórek publicznych. Czyli tak jakby zajmuje się wszystkim - głównie mydleniem oczu.

Dlatego padają słowa "mowy nienawiści". W akcie oburzenia na działania rządu lekceważące problem śmierci polskiego prezydenta w Rosji, nierozliczenie zbrodni stanu wojennego, a także wciskanie zamaskowanych policjantów w Marsz Niepodległości i ograniczenie prawa do ogólnodostępnej, katolickiej Telewizji Trwam. To mowa sprzeciwu w demokratycznym kraju. Niech te słowa padają.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17026,mow ... wisci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 13 gru 2012, 11:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
MOWA NIENAWIŚCI, czyli CENZURO WITAJ!

Mowa-trawa, nowo-mowa, gadka-szmatka... Do wielu określeń związanych z gawędzeniem dołączyła ostatnio coraz bardziej popularna „MOWA NIENAWIŚCI”.

Już samo sformułowanie brzmi nieprzyjemnie, odpychająco, pejoratywnie... Ktoś, na kogo padnie podejrzenie o używanie „mowy nienawiści” kojarzyć się będzie z osobnikiem wstrętnym, niegodnym, z oszołomem, wręcz niebezpiecznym przestępcą, wymagającym izolacji od zdrowej tkanki społeczeństwa...
I – żeby nie było wątpliwości – takie indywidua w ogóle nie występują w obozie partii rządzącej!... Co to, to nie...

Kiedyś nienawistników można było rozpoznać dość łatwo; wystarczyło popatrzeć w czyjeś wściekłe oczy, usłyszeć jadowite słowa, pełne kalumnii, insynuacji, kłamstw, obelg czy bluźnierstw – i sprawa była jasna.

Teraz to już za mało, to są pozory, które mogą mylić (patrz – „gołąbki pokoju” typu Palikot, Niesiołowski, Kutz i in.). Dlatego dla ułatwienia namaszczeni przez rządzących eksperci będą konkretnie pokazywać palcem tych, co przodują w „mowie nienawiści”...

Bo nie może być tak, że w demokracji każdy może mówić, co mu się żywnie podoba...
Rządu nie można krytykować; rządzących można tylko chwalić i kochać! A jak się komuś nie podoba – niech sobie wygra wybory! Wtedy to on będzie wskazywał, kogo ośmieszyć i zgnoić, kogo zakneblować, kogo zamknąć, a kogo po prostu za.....
Stop! Rozpędziłem się... To może mieć przykre konsekwencje...

Bo tak naprawdę rzecz zasadza się nie w słowach, lecz czynach...
A CZYNÓW NIENAWIŚCI jakoś nikt nie zauważa...
Dlatego zaczynam rozumieć stare, rosyjskie przysłowie: „Ciszej będziesz, dalej zajedziesz”...

Lech Makowiecki

P.S. I coś w bieżącym temacie - najnowszy „wierszowany felieton” z „Naszego Dziennika” – wersja bez cenzury...
Poniższy tekst – to trafne spostrzeżenia poczynione przez mego nieocenionego druha, blogera Sea Wolfa; ja je tylko zrymowałem... Dzięki, Wilku...

MOWA NIENAWIŚCI

Dziś debatę publiczną zdominował schemat:
„Dość mowy nienawiści!”... Więc rozwińmy temat...

Choć wyrażam łagodnie to, co mnie nurtuje
Słyszę wrzask z drugiej strony: „Nie rozmawiać z szują!”...

Prawię o moralności, wolności i Bogu...
Mówią: „Nie ma wolności dla wolności wrogów!”

Gdy taką „demokracją” jestem zniesmaczony,
Krzyczą: „Jątrzy i dzieli! Faszysta pieprzony...”

Milknę więc (wszak milczenie jest podobno złotem)
„On milczy nienawistnie!” – szepczą chwilę potem...

Lecą wciąż epitety na mą biedną głowę:
„Oszołom! Sekta! Wiocha! Bractwo moherowe!
Smoleńskiem zaczadzony „patryjot” kibolski!
To on! To on jest winien wojnie polsko-polskiej!”

Takoż byli kapusie – z gazet i z ekranu –
Uczą mnie bez ustanku polskiej racji stanu...

Nie wiem, gdzie mam się ukryć... Wszędzie jakieś strachy;
Ktoś wypuszcza nagonkę, by dorżnąć watahy...

To podłe, że tak walą do nas z rury grubej...
Wolność poglądów – dla nich... Reszta – morda w kubeł!

P.S.
Nauka w las nie idzie; mowy nienawiści
Należy w pierwszym rzędzie uczyć się od mistrzów!
Gdy łeb mi pęka od tych faryzejskich kwików
Nachodzi mnie ochota rzec coś w ich języku...
Albo Kozakiewicza gest posłać, gdzie trzeba...
Przypomnieć legionistów słowa : „Pies was je..ł*!”...

* nawiązanie do jednej z wersji pieśni „My, Pierwsza Brygada”:

Nie chcemy już od Was uznania
Ni Waszych mów, ni waszych łez!
Skończyły się dni kołatania
Do waszych serc, jebał was pies!

I z cyklu – znalezione w sieci: do czego mogą doprowadzić wspomniane wyżej CZYNY NIENAWIŚCI... „Ballada o rotmistrzu Pileckim” z płyty „Obudź się, Polsko”...



http://naszeblogi.pl/34797-mowa-nienawi ... zuro-witaj


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 18 gru 2012, 11:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Mowa nienawiści?

Ostatnio pojawiło się sformułowanie „mowa nienawiści”. Skąd się ono wzięło, co oznacza i w jakim celu jest stosowane? Czy to sformułowanie, na pierwszy rzut oka bardzo słuszne, nie jest jednak jeszcze jedną intelektualną i moralną deprawacją liberalistyczną?

Forma prawnicza

W kodeksie karnym jest art. 256 par. 1 penalizujący publiczne nawoływanie do nienawiści: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”.

Tymczasem PO zgłasza w listopadzie 2012 r. projekt nowelizacji tego artykułu w następującym brzmieniu: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań, albo z tego powodu grupę osób lub osobę znieważa, podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”.

Z interpretacji

Trzeba z góry zauważyć, że zarówno tekst pierwotny, jak i nowelizacja są zredagowane raczej w języku medialnym i propagandowym, a nie prawniczym, i posługują się pojęciami w istocie rzeczy mętnymi. Już na samym początku jest zakryty totalitaryzm marksistowski. Jak rozumieć „nienawiść na tle różnic”, a także „nienawiść z powodu przynależności”? Co znaczy „przynależność do przekonań” lub do „nabytych cech osobistych”? Poza tym czy „mowa nienawiści” różni się od ostrej krytyki? Nie ma o tym mowy.

Ale zajmijmy się, choćby pokrótce, sprawami najważniejszymi! Wydaje się, że ogólnie chodzi w nowelizacji o obronę PO przed krytyką i utratą władzy, o jeszcze dalsze zepchnięcie na bok ludzi publicznie religijnych i patriotycznych oraz o pełniejsze wprowadzenie ideologii lewicowej i liberalistycznej.

Jest charakterystyczne, że w nowelizacji mają zostać opuszczone słowa o różnicach „wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość”. Niewątpliwie teraz chodzi o to, by wolno było bezkarnie nawoływać do nienawiści do religii, Kościoła, etyki ewangelicznej, ludzi publicznie religijnych, natomiast karalność krytyki „bezwyznaniowców” ma być zachowana w zakazie krytyki „z powodu przekonań”, czyli po prostu nie będzie wolno zwalczać nawet w dyskusji niewierzących, ateistów, agnostyków, masonów i ludzi nieprzyznających się do żadnego Kościoła. Krótko mówiąc, będzie można zwalczać religię bezkarnie wszelkim słowem, a nie wolno będzie otwarcie krytykować ateizmu.

Bardzo podstępne i tylko pozornie mętne są słowa dodane przez nowelę do tekstu dawnego, a mianowicie: (Kto nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności…) „politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań, albo z tego powodu grupę osób lub osobę znieważa…”. A więc po kolei:

Może być karany ktoś, kto ostro atakuje jakąś osobę za jej postępowanie, a ona należy do orientacji ateistycznej.

Nie może być ktoś bezkarnie krytykowany za „przynależność polityczną”, np. do PZPR, do partii niszczącej kraj, do partii antyreligijnej, do partii zdrady narodowej, do Ruchu Palikota itp.

Nie może być atakowana ani jednostka, ani grupa za jej przynależność „społeczną”, co może implikować także, iż nie wolno oceniać negatywnie różnych teorii, kierunków i szkół społecznych, jak marksizm, liberalizm, ateizm społeczny czy nihilizm.

Bardzo mętny, ale i podstępny jest zakaz negatywnego wypowiadania się o osobie lub grupie z powodu przynależności do „naturalnych lub nabytych cech osobistych”. Chodzi tu niewątpliwie o ochronę, równouprawnienie, a nawet wyniesienie na plan pierwszy homoseksualistów, transwestytów, osobowości prowokacyjnych, odmieńców moralnych i innych. Autorom nowelizacji chodzi przede wszystkim o to, by Kościół i klasyczny ogół wszystko to tolerowali, ale i uznali w Polsce. Prawdopodobnie będzie to jeden z warunków otrzymania z UE pomocy materialnej.

Jeszcze bardziej podstępne jest żądanie ochrony z powodu przynależności do „przekonań”. Jest to sformułowanie absolutnie liberalistyczne, skrajnie indywidualistyczne i antyreligijne. Jest to zakaz negatywnego wypowiadania się nie tylko o ateistach, bezwyznaniowcach czy masonach, ale przede wszystkim o ludziach wszelkich przekonań, a więc i o buntownikach i niszczycielach życia religijnego, społecznego, moralnego, kulturalnego, narodowego, patriotycznego. Jest to też zakaz głoszenia Ewangelii, formowania postaw, wychowywania, upominania, karcenia, kształcenia, podawania prawd humanistycznych itp. – jeśli jest to wbrew przekonaniom odnośnej osoby lub grupy osób. Tak idiotycznego sformułowania jeszcze w całej historii świata nie było (por. Human Rights. Ed. M. Zubik, J. Zajadło, Warsaw 3 t. 2008).

Całą sprawę komplikuje jeszcze i to, że PO nie chodzi o jakieś wielkie „nawoływanie do nienawiści”, ale już o same „słowa nienawiści”, o „mowę nienawiści”. Według nowelizacji zatem nie wolno byłoby używać już samych słów o brzmieniu negatywnym i krytycznym. Prosto mówiąc, nie można będzie nazywać aborcjonisty zabójcą dziecka, homoseksualisty – homoseksualistą, zabójcy – zabójcą, zdrajcy – zdrajcą, a nawet czynić odniesień do narodowości i ras, np. określając Żyda – Żydem, Murzyna – Murzynem itp. Ale co ciekawsze: nie wolno by było tak mówić ludziom z prawicy, Polakom, katolikom o ludziach z lewicy, o apatrydach i ateistach, totalnych czy tylko publicznych, ci drudzy natomiast mogą używać określeń negatywnych o prawicowcach, patriotach, katolikach, co też się już dzieje w Sejmie, w mediach i w mowie władzy.

Z takimi niedopuszczalnymi celami nowelizacji zdradził się min. Michał Boni, który zwrócił się do Kościoła katolickiego, by ten właśnie przeciwstawił się „mowie nienawiści i wszelkim objawom nietolerancji”. Akurat jest to typowa „mowa nienawiści” w stosunku do Kościoła. Co ona oznacza?

1. Chodzi o to, by hierarchia i katolicy świeccy nie krytykowali PO i rządu, a także polityków, urzędników państwowych i wszystkich partii, także niemoralnych. Minister dodał później wprost, że do mowy nienawiści należą „kazania, gdzie padają słowa deprecjonujące polski rząd”. U podstaw tego jest założenie, że Kościół nie może w ogóle zabierać głosu w sprawach polityki, państwa i rządu, nawet w aspekcie moralności. A więc „mówcami nienawiści” w Polsce – patrząc wstecz – byli: ks. Piotra Skarga, Romuald Traugutt, św. Andrzej Bobola, św. Jozafat Kuncewicz, ks. kard. Stefan Wyszyński, bł. ks. Jerzy Popiełuszko, bł. Jan Paweł II i liczni inni, którzy krytykowali i krytykują czynniki rządowe.

2. W tej wypowiedzi kryje się zapewne też wezwanie Kościoła do pełnej tolerancji wewnętrznej wobec ateistów, odszczepieńców, łamiących Dekalog, ciężkich grzeszników, reformatorów, ludzi mieszających wiarę i doktrynę katolicką z amoralną ideologią unijną i w ogóle ludzi przyjmujących całą ideologię unijną, co miałoby rzekomo wyprowadzić społeczeństwo polskie z zacofania, izolacji i ksenofobii.

Co więcej – żeby paranoja była pełna – PO proponuje utworzyć specjalną radę, która zwalczałaby prawnie wszelką „mowę nienawiści”, a w jej skład mieliby wchodzić tylko ludzie PO, co też oznacza, że tylko PO nie posługuje się „mową nienawiści”. Tego już nie da się komentować.

Nienawiść

Trzeba zwrócić uwagę, że już i nasi ateiści, postmarksiści i liberałowie nie operują językiem religijnym i nie ma dla nich „zła” albo „dobra” moralnego w ścisłym znaczeniu, są tylko czyny zgodne z prawem stanowionym przez człowieka albo niezgodne i dlatego nienawiść jest dla nich absolutnie relatywistyczna. Może być nienawiść do dobra i miłość do zła. Tymczasem według chrześcijaństwa nie może być nienawiści do dobra ani miłości do zła, zwłaszcza moralnego. Oczywiście, Chrystus żąda zawsze miłości do samego człowieka, choćby popełniał zło, czyli może być nienawiść do zła tego człowieka, a jednocześnie miłość do człowieka. Dzisiejsi pseudomyśliciele tego nie rozróżniają i uważają, że jeśli się potępia ich złe czyny, to potępia się ich samych jako ludzi.

I dlatego niekiedy ci niemyślący ludzie gotowi są oskarżać samego Chrystusa o stosowanie „mowy nienawiści”, kiedy np. zarzucał swoim wrogom, że chcą Go zabić: „Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca” (J 8, 44), albo gdy karci za grzechy króla Heroda Antypasa: „Idźcie i powiedzcie temu lisowi” (Łk 13, 32). Prorok Amos wołał: „Miejcie w nienawiści zło, a miłujcie dobro” (Am 5, 15) i „Pan miłuje tych, co zła nienawidzą” (Ps 97, 10), co „nienawidzą kłamstwa” (Ps 119, 163). Tymczasem ludzie dzisiejszej obłędnej ideologii sekularystycznej raczej są gotowi miłować zło moralne, a nienawidzić dobra moralnego. Przed takimi przestrzega Pismo: „mają oni w nienawiści dobro” (Mi 3, 2), „nienawidzą własnego narodu” (l Mch 11, 21), a nawet „niektórzy nienawidzą samego Boga” (Ps 68, 2). I tu jest wyjaśnienie prześladowania chrześcijan: „I będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mojego imienia” (Mk 13, 13); „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że mnie pierwej znienawidził” (J 15, 18). A przecież nakaz miłowania każdego człowieka jest istotą całej nauki Chrystusa (por. Mk 12, 31-33; Mt 5, 43; 19, 19; 22, 39).

Trzeba nam zatem unikać czegoś więcej niż tylko słów nienawiści, trzeba dziś walczyć także z umysłowością nienawiści, z uczuciem nienawiści, postępkami nienawiści, postawami nienawiści, czynami i dziełami nienawiści, ideologią nienawiści, wychowaniem do nienawiści i z całą cywilizacją nienawiści. Trzeba natomiast nienawidzić tylko zła i grzechu.

Nienawiść w życiu i kulturze jest wielką, ale bardzo ciemną siłą perwersyjną. Pamiętam, jak politrucy sowieccy po wkroczeniu do Szczebrzeszyna w 1944 r. zarzucali nam, gimnazjalistom, że my, Polacy, nienawidzimy Związku Sowieckiego, Rosjan i „demokracji”, siebie natomiast przedstawiali jako wielkich przyjaciół, wyzwolicieli i twórców raju społecznego dobra. Zachodziliśmy w głowę, jak oni mogą tak myśleć, dlaczego są tacy nienormalni i oszukańczy. Znaliśmy już przecież zatajaną prawdę o Katyniu od partyzantów. A wkrótce zaczęliśmy też dyskutować, dlaczego tak znaczna część naszej inteligencji przyjęła poglądy sowieckie. Kontynuując: i dziś człowiek się dziwi, dlaczego większość inteligencji zaczyna przyjmować obłudną i antypolską ideologię postkomunistyczną i ateistyczno-liberalną.

Jest jakaś dziwna słabość u inteligencji, która żyje z garnuszka państwowego. Widać to już na historycznym przypadku starożytnej Grecji. Kiedy w roku 338 przed n.Chr. król macedoński Filip II, jeszcze na poły barbarzyński, podbił wielkie i dumne Ateny, to liczni jej arystokraci już za miesiąc utworzyli partię promacedońską. A jakie straszne jest zacietrzewienie partyjne, ukazuje dobrze zdarzenie wcześniejsze. Otóż kiedy toczyła się zażarta bitwa Ateńczyków z Persami pod Maratonem w roku 490 przed n.Chr. i Ateńczycy wygrywali, to żołnierze rodu Alkmeonidów, skłóconych z dowodzącym strategiem Miltiadesem, dawali ze wzgórza tarczami znaki Persom, by zaatakowali niebronione Ateny. A przecież wiedzieli, że gdyby Persowie zajęli miasto, to urządziliby tam wielką rzeź zgodnie z ówczesnymi prawami wojny. Szczęście, że Miltiades to zauważył.

Z kolei dziś bardzo łatwo mediom rządowym ogłupić całe społeczeństwo. Kiedy np. niedawno PO zaczęła rzucać coraz większe obelgi pod adresem PiS i dołączyli do niej inni, to sondaże wykazały, że 58 proc. uznało, iż najbardziej agresywne jest PiS, tylko 26 proc. – że PO, a zaledwie 2 proc. – że Ruch Palikota. Inna rzecz, że trudno pojąć, co się dzieje z sondażami w Polsce.

Niektóre czyny nienawiści publicznej

Mówiąc krótko, bardzo nas boli bezczelne pomawianie ludzi Kościoła o „mowę nienawiści”. Niestety, teza George’a Orwella w książce „Rok 1984”, że istotą systemu komunistycznego jest kłamstwo, odnosi się dziś coraz wyraźniej i do naszej pseudodemokracji i liberalizmu. Normalny człowiek nie dowierza swoim uszom, gdy słyszy ludzi niby wykształconych, że aborcja, zabijanie dzieci chorych, zabijanie embrionów podczas in vitro, eutanazja to są akty miłości, a Kościół, który zakazuje tych rzeczy, jest instytucją nienawiści do człowieka albo przynajmniej instytucją wstecznictwa. Dziczeją też wielkie organizacje. Przedstawicielka Komitetu Praw Dziecka przy ONZ Maria Herczog nakazuje wszystkim krajom zlikwidować „okna życia” rzekomo z miłości do tych porzuconych dzieci, choć bez „okna życia” raczej zginą. Tak to zanikają rozum społeczny i zasady moralne.

Jeszcze raz trzeba zauważyć, że istotnie rząd PO kieruje się zapowiadaną w roku 2007 miłością społeczną do ok. 95 proc. obywateli, gdy chce zamknąć usta Kościołowi i zniszczyć Telewizję Trwam, Radio Maryja i o. dr. Tadeusza Rydzyka, gdyż nie mówiąc kłamstw prorządowych, a starając się o prawdę, uprawiają „mowę nienawiści” do rządu. Czynami miłości są też zastraszanie przez policję ludzi udających się na pokojowy marsz w obronie głosu katolickiego społeczeństwa, pewne szykany na wzór tych, jakie stosowały milicja i SB przed pierwszą pielgrzymką Jana Pawła II do Ojczyzny, wobec niektórych ludzi w Warszawie, prowokowanie zamieszek przez przebranych policjantów w czasie pochodu 11 listopada, a wreszcie próby cenzurowania kazań. Wraca komuna, ale już ta sprzed Gierka. Już też szerzy się coraz bardziej pogarda wobec ludzi pracy fizycznej, robotników, chłopów, drobnych rzemieślników, a przede wszystkim wobec otwartych publicznie katolików. Rodzi się jakaś „arystokracja wyzwolonych z tradycji”, którzy zdają się powtarzać za Horacym z I w. przed n.Chr.: „Odi profanum vulgus et arceo” – „nienawidzę pospolitego motłochu i trzymam się od niego z dala”. Również apatrydzi (bezojczyźniani) wszelkiej maści gardzą patriotami według reguły Teodorosa z IV w. przed n.Chr., że „ojczyznę miłuje i umiera za nią tylko głupiec”. I podobnych zjawisk jest bardzo dużo.

Co się z Polakami stało? Przecież nie jesteśmy takimi idiotami ani zdegenerowanymi moralnie, a życie obecne robi się złe i bez sensu społecznego. Kto to sprawia? Może to również do Polski mówi Chrystus: „Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu” ( Mt 13, 18-19)?

Wielka analogia historyczna

Przypomina się tu teza krakowskiej szkoły historycznej z XIX i początku XX wieku, że Rzeczpospolitą zgubiły trzy wolności: liberum veto, liberum mentiri i liberum infamare – wolność wetowania kraju, wolność oszukiwania społeczeństwa i wolność zniesławiania. Niestety, coś takiego dzieje się i dziś, co niechybnie zapowiada wielki upadek. Liberum veto dziś to prawo niespołecznych jednostek do sprzeciwiania się ogółowi, jak jeden człowiek z KRRiT sprzeciwia się nielegalnie wielkim milionom obywateli katolików, przy czym najwyższe władze uważają ten czyn za „czysto demokratyczny”. Liberum mentiri to wolność bezczelnego oszukiwania całego Narodu przez media, dziwne grupki partyjne, a także często i przez władze. Liberum infamare czy criminari to wolność zniesławiania słabszych w życiu państwowym, oczerniania, bezczeszczenia świętości narodowych i hańbienia wszystkiego, co wysokowartościowe, polskie i katolickie – często na sposób doprawdy satanistyczny, jak robi to jedna z partii politycznych.

Tymczasem historia uczy, że nie ma innej takiej siły dla normowania, odradzania i rozwijania życia społecznego, państwowego, kulturalnego, moralnego i duchowego, jak religia, jak religie, jeśli tylko nie są one czysto hobbystyczne, prywatne lub abstrakcyjne, lecz nierozerwalnie związane z realnym społeczeństwem i z żywym narodem.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

http://www.naszdziennik.pl/mysl/18461,m ... wisci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 22 gru 2012, 11:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.radiomaryja.pl/informacje/ch ... -tv-trwam/

Władza okupacyjna za nic ma miliony protestów, za nic stutysięczne pochody.

Kopia artykułu:

Piątek, 21.12.2012 policzono 2 mln 412 tys. 944 kopie podpisów w obronie TV Trwam

Chcą wyeliminować TV Trwam

Radio Maryja 21 grudnia 2012, godz. 19:43

Trwają rozmowy, by w kolejnym konkursie na miejsce na cyfrowym multipleksie zamiast TV Trwam miejsce otrzymała inna stacja o charakterze społeczno-religijnym.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wszelkimi możliwymi sposobami chce wyeliminować Telewizję Trwam. Według nieoficjalnych informacji już teraz trwają rozmowy aby w kolejnym konkursie na miejsce na cyfrowym multipleksie zamiast Telewizji Trwam miejsce to otrzymała inna stacja o charakterze społeczno-religijnym, której powstanie jest dopiero w planach.
Sprzyja temu KRRiT, która poinformowała, że podmiot ubiegający się w kolejnym konkursie na nadawanie cyfrowe naziemne wcale nie musi nadawać swojego programu ani posiadać jakiekolwiek dorobku i zaplecza medialnego.
Z wielkim niepokojem obserwuje, że są środowiska, które bardzo mocno dążą do tego, aby zlekceważyć miliony Polaków, którzy domagają się miejsca na cyfrowym multipleksie dla Telewizji Trwam – stwierdził poseł Andrzej Jaworski.
- KRRIT, czy jej członkowie prowadzą rozmowy – różnymi osobami, w tym także z niektórymi hierarchami. Wynika z nich, że dobrze by było aby jakaś konkurencyjna spółka wystartowała w konkursie, by można było jej przyznać miejsca na multipleksie tylko i wyłącznie po to, aby nie otrzymała go Tv Trwam. To jest działanie antyobywatelskie i pokazuje jak bardzo niektóre osoby są zacietrzewione, jak wrogo nastawione do milionów Polaków. Robią wszystko, robią różnego rodzaju knowania, aby nie przydzielono TV Trwam miejsca na multipleksie – powiedział Andrzej Jaworski.
W tym kontekście o. Tadeusz Rydzyk, Dyrektor Radia Maryja powiedział, że obecnie obserwujemy wiele działań, które służą podzieleniu i rozbiciu Kościoła katolickiego.
- Czy to przypadek? To jest po to, żeby podzielić i rozbić Kościół katolicki. Dzieje się tak dlatego, że Kościół jest zjednoczony i naprawdę trwa w nauce Chrystusa. Jest zjednoczony z Piotrem naszych czasów w jedności z biskupami, którzy są w jedności z Papieżem. Taki Kościół nie odpowiada pewnym siłom, które chcą tworzyć coś innego. To samo jest w Polsce. Pamiętamy co było w czasach komunizmu. Byli tzw. księża patrioci, rozbijali Kościół, niszczyli Go - powiedział o. Tadeusz Rydzyk.
Dyrektor Radia Maryja jednocześnie zwraca się z apelem o nieeliminowanie milionów katolików, którzy protestują ws. Telewizji Trwam.
- Apelujemy do tych, którzy chcą iść na kolaborację. Jeżeli chcecie robić telewizję – róbcie dobro, ale nie eliminujcie TV Trwam. Nie eliminujcie milionów Polaków. To jest apel do katolików jakiegokolwiek szczebla, czy duchownych, czy świeckich – nie dajmy się podzielić – dodał o. Tadeusz Rydzyk.
Tymczasem sąd nakazał prokuraturze, by ponownie zbadała okoliczności przyznawania koncesji telewizyjnej na nadawanie cyfrowe naziemne. To odpowiedź na skargę Fundacji Lux Veritatis ws. decyzji prokuratury, która wcześniej odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie. Zawiadomienie dot. szkodliwych działań Agnieszki Ogrodowczyk, dyrektora departamentu Koncesyjnego KRRiT.
Sąd uznał decyzję prokuratury za niewłaściwą i nakazał prowadzić postępowanie. Wydaje się, że sąd dostrzegł, że decyzja prokuratury była zbyt łagodna i pospieszna – powiedziała poseł Barbara Bubula z Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu.
- Bardzo dobrze, że sprawa będzie wnikliwie rozpatrzona. Nie wiemy jeszcze jakie będą rezultaty, ponieważ ta sentencja orzeczenia sądu mówi tylko o tym, że mają być podjęte czynności. To jeszcze nie przesądza o ich intensywności i rezultacie, więc nie należy na tak wczesnym etapie przesądzać o kierunku, jaki przybierze sprawa. Nie mniej jednak to pokazuje, że zbyt łagodnie i zbyt pospiesznie prokuratura zareagowała na wniosek Fundacji Lux Veritatis. Dobrze, że sąd dopatrzył się tego, co wydawało się dla wszystkich obserwatorów niezależnych oczywistym zaniedbaniem prokuratury – powiedziała Barbara Bubula.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 23 gru 2012, 12:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Terror ideologiczny to między innymi szerzenie nienawiści do chrześcijan, do katolików, do Kościoła Św., do Pisma Św., do przyzwoitości, do tradycji, do kultury, do naszej tożsamości, do patriotyzmu, do świata który był dla nas matką i ojcem, dziadem, pradziadem i ogólnie przodkiem. Ta nienawiść obejmuje też wszystko to co nam nasi przodkowie przekazali w depozyt i do uzupełnienia o nasz wkład kulturowy.
Ta nienawiść dotyczy też wiedzy o tym jak poświęcali się dla nas nasi przodkowie, masowo ginąc w walkach o wolną i podmiotową Polskę.
Wreszcie ta nienawiść dotyczy też prawdy o tym ile cierpienia wsączyli w nasze dusze bolszewiccy oprawcy, najeźdzcy i ich sługusy.
Nie mamy wiedzieć nic, a nic o tym ile nienawiści przynieśli do nas przodkowie dzisiejszych millerów i palikotów.
Nienawiść to ich sposób na życie, sukces i władzę. Nienawiść to ich siła napędowa, to wzór ich "cnót".
Cały bolszewizm, czy jak kto woli lewicowy ruch (anty)społeczny wyrósł i rośnie nadal na nienawiści.
A oni nam mówią:


Postkomunista i cham w walce z nienawiścią

Świat wymarzony przez Marksa miał być światem powszechnej równości, wspólnoty żon, bez żadnych praw własności. Świat Millera i Palikota ma być z kolei światem, w którym Pismo Święte zostanie umieszczone w dziele ksiąg zakazanych, jako pozycja w której na każdej stronie roi się od sformułowań podpadających pod „mowę nienawiści”.

Zgromadzenie z okazji 90. rocznicy zabicia Gabriela Narutowicza miało być zupełnie inne, niż to, zorganizowane 13 grudnia pod auspicjami PiS. Mainstream huczał w najlepsze o obywatelskiej manifestacji, która ma stanowić swoiste przebudzenie i rozwiać spowijające Warszawę miazmaty faszyzmu. Przeciwko „mowie nienawiści”, przez którą zginąć miał Narutowicz, wystąpili między innymi Leszek Miller i Janusz Palikot. Podczas gdy ten pierwszy zdzierał gardło, pomstując na „mowę nienawiści” wobec zgromadzonej przy warszawskiej Zachęcie grupy trzystu osób, w Katowicach odbywały się uroczystości upamiętniające pacyfikację kopalni „Wujek”. 16 grudnia 1981 roku oddziały ZOMO, za zgodą Kiszczaka, otwarły ogień do okupujących kopalnię górników. Zginęło 9 osób, a 21 zostało rannych. Gdzie był wtedy Miller? Tuczył się w najlepsze na kolejnych partyjnych stanowiskach. Dzisiaj jest „człowiekiem lewicy”, którego guzik obchodzą zabici przez jego dawnych mocodawców górnicy.

Palikot z kolei, który również przed Zachętą miał swoje pięć minut, zapewne niechętnie pamięta o tym, że jeszcze całkiem niedawno chciał wypatroszyć i zastrzelić Jarosława Kaczyńskiego. Podczas niedzielnego wiecu miał zresztą uznać te słowa za błąd. Ciekawe, czy za błąd Palikot uważa też popieranie ekscesów Dominika Tarasa, herszta barbarzyńców z Krakowskiego Przedmieścia ‘2010. „Niech pan sobie wyszuka odpowiednich ludzi spośród łobuzów przebywających w naszych obozach koncentracyjnych i wśród zawodowych przestępców” – miał powiedzieć w 1944 roku Himmler do przestępcy w szeregach SS Oskara Dirlewangera, który zebrał bandę największej hołoty, by mordować powstańców warszawskich. Czy Palikot podobne słowa skierował do Tarasa? Może tak, a może nie, jedno jest pewne: ludzie modlący się pod krzyżem byli bezkarnie atakowani przez grupy ostatnich chamów i wyjątkowo perfidnych prostaków, których głównym zadaniem było bluźnierstwo i prowokacja.

Nie inaczej było przed kilkoma dniami, gdy dwóch błaznów z partii Palikota bluźniło w świetle kamer Matce Bożej Jasnogórskiej, nazywając jej wizerunek „bohomazem”. Czy publicyści i politycy, którzy gotowi są bronić Polski przed zalewem faszyzmu zająknęli się choćby jednym słowem o tym, niebywałym wręcz, akcie pogardy dla Kościoła? Nic z tego. Za to Palikot w najlepsze występuje w roli hetmana w wojnie z tymi, którzy – jak określiła to niegdyś dziennikarka TVN-u – „wznoszą hasła wzywające do nienawiści, takie jak: Bóg, Honor i Ojczyzna”.

Wystarczą nazwiska Millera i Palikota by uświadomić sobie, ile warta jest cała kampania na rzecz walki z „mową nienawiści” i o co w niej chodzi. Rzecz w tym, by uciszyć tych, którzy mają czelność odwoływać się do Dekalogu i Ewangelii i którzy bez wahania mówią o tym, że kochają swoją Ojczyznę, hołdując jej tradycjom. Jak świat wymarzony przez Marksa miał być światem powszechnej równości, wspólnoty żon, bez żadnych praw własności, tak świat Millera i Palikota ma być światem, w którym Pismo Święte zostanie umieszczone w dziale ksiąg zakazanych, jako pozycja w której na każdej stronie roi się od sformułować podpadających pod „mowę nienawiści”. Nie trzeba już chyba dopowiadać, gdzie w takim świecie swoje miejsce będą mieli katolicy. Pytanie, czy potulnie przyjmą rolę wyznaczoną im przez lumpensalon.

Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/postkomunista-i-cha ... 943,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 31 gru 2012, 10:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
W Księdze absurdów: viewtopic.php?f=7&t=1314&p=93911&sid=bc48ba2b09b486b1f70345209d887d18#p93911
znajduje się dość szczegółowe podumowanie terroru ideologicznego za rok 2012. Polecam.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 01 sty 2013, 12:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/widziec--ocenic--dz ... 119,i.html

Widzieć, ocenić, działać!
Data publikacji: 2012-12-29 20:00
Data aktualizacji: 2012-12-29 20:41:00

Jan Lievens, Piłat umywający ręce, XVII wiek. Repr. Wikimedia Commons
Kolejne rozdziały książki Moniki Kacprzak odsłaniają podstawy ideologii, którą niesie ze sobą poprawność polityczna. Dla wielu czytelników może być ogromnym zaskoczeniem fakt tak szerokiego wpływu na życie publiczne tzw. marksizmu kulturowego. Skuteczność jego oddziaływania na społeczeństwa tkwi w zaprojektowanym przez twórców i propagatorów tego zjawiska “marszu przez instytucje”. Paradoksalnie, w świecie wolnym stajemy się zniewoleni bardziej niż nam się wydaje, jesteśmy przedmiotem manipulacji, stosowanej z powodzeniem przez chcących sprawować “rząd dusz” ideologów religii bez Boga.

Jak podkreśla autorka wydanej właśnie książki pt. Pułapki politycznej poprawności, zastosowana przez ideologów political correctness strategia zakorzeniona jest w programowym ateizmie i dotyka jednej z najczulszych sfer człowieka – świadomości. To w niej dokonuje się szatańskiej sztuczki – kłamstwa. Najpierw “niewinnie”, poprzez semantykę, potem poszerzając horyzonty etyczne, kreując nową wizję człowieka i wreszcie sankcjonując ją prawnie. Twórca tej ideologii, Antonio Gramsci nigdy nie ukrywał swych celów i konkretnie określał przestrzenie życia, w które należy uderzyć dla ich osiągnięcia: szkolnictwo, rodzinę, Kościół. Jako narzędzie tych działań wskazał istniejące środki przekazu, a sojuszników upatrywał w rozmaitych organizacjach. Jego idee kontynuowali reprezentanci Szkoły Frankfurckiej, którzy bezpośrednio atakowali Kościół i “problem religii”. Uznali, że potrzeba Absolutu zniknie, jeśli tylko pokaże się ludziom, jak może funkcjonować społeczeństwo w oparciu o ideę powszechnej równości. Uderzyli więc w rodzinę, twierdząc, że hamuje ona prawidłowy rozwój dziecka. Marzeniem utopistów stało się określenie człowieczeństwa jako takiego, człowieczeństwa „wyzwolonego”, któremu „należy się” rozumiane na ich sposób szczęście.

Rzeczywistości duchowej, kształtowanej przez tysiąclecia, wartościom klasycznym, tradycyjnemu modelowi rodziny wystawiono totalnie złą ocenę, sugerowano jakoby niszczyła ona człowieka, postanowiono więc odciąć go od korzeni.

Czas narastającej dominacji popkultury przyniósł kolejne etapy przemian świadomości społecznej w myśl idei jej protagonisty Herberta Marcusego. Szczęście i wolność miała, według tej koncepcji, dać jednostce cywilizacja bez ucisku, w której człowiek pozostaje “sobą” bez presji społecznych, obyczajowych, instytucjonalnych. Aby to osiągnąć, należało “uwolnić Erosa” i odrzucić autorytety. Jednostka miała więc swobodnie rozwijać się i autonomicznie określać swoje cele. Paradoksalnie jednak promowanie “wartości kulturowych” w skali masowej pozwala na zwiększenie stopnia panowania nad jednostką poprzez redukcję języka do formy, a symbolu do obrazu. Prawda i fałsz nie są poszukiwane i rozpoznawane, ale stają się wartościami wymiennymi, w duchu relatywizmu.

Kolejne przemiany kulturowe w Ameryce i Europie w latach 60. XX wieku przyniosły propagowanie “hegemonii tolerancji wyzwalającej” upatrywanej w hasłach – pokój, miłość, szczęście – a osiąganej rzekomo poprzez brak przymusu, rodziny, norm moralnych, odrzucenie zasad, nową duchowość (odnajdywaną w religii Wschodu), modę na psychoanalizę, a z czasem hasło “rewolucji seksualnej”. Promowano badania (autorstwa Margaret Mead, Wilhelma Reicha, Alfreda Kinseya) przekonujące, że seks rządzi światem, a upowszechnienie środków antykoncepcyjnych “wyzwoliło życie seksualne od płodności”.

Świadomie stosowane strategie manipulacyjne pokazują, że ideologia poprawności politycznej nie chroni jednostki dla niej samej, ale w sposób przemyślany kształtuje człowieka: daje mu poczucie możliwości wybierania jakości doznań i przeżyć, złudne samodoskonalenie, pozbawiając jednak dążenia do poznania prawdy i możliwości wejścia w wiążącą się ze zobowiązaniami głębszą relację z drugim człowiekiem. Fałszywie sugeruje się, jakoby Kościół i rodzina (określani jako wrogowie społeczeństwa) patrzący w Bożej perspektywie nie pozwalają człowiekowi stawać się wolnym i stawać się sobą. Pozorna wolność proponowana przez tę ideologię odbiera możliwość rozróżniania i moralnej oceny (pod groźbą oskarżenia o dyskryminację) zachodzących zjawisk. Kiedy jednak unika się adekwatnej aksjologii, obraz świata staje się uproszczony i zafałszowany. Takie postawy konsekwentnie przesuwają horyzont etyczny. Traci się siłę do przemiany świata w stronę dobra i prawdy, bo te wartości zostają zakwestionowane, wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Bogactwo przytoczonego przez Autorkę materiału, skrzętnie zebranego z wielu źródeł, analiza rządowych raportów, które przygotowują Polskę na taką formę ideologizacji, wywołują różne spostrzeżenia. Porażająca staje się świadomość, że mamy tu do czynienia ze znanymi już ludzkości postawami oraz strategią, która odebrała życie staremu Sokratesowi: z subiektywizacją prawdy, relatywizmem moralnym, pragmatyzmem, konwencjonalizmem. To, z czym zmagał się filozof u sofistów, powróciło we wzmocnionej formie. Ale dużo ważniejsza jest tu kwestia naszej odpowiedzialności za tak postępujący bieg rzeczy. Książka Moniki Kacprzak to swoisty rachunek sumienia dla tych, którym bliska jest kultura chrześcijańska i jej korzenie. Ta lektura powinna się stać wyzwaniem do przyjęcia konkretnej postawy, bowiem zmaganie, w obliczu którego stoimy, wymaga dawania świadectwa – jednoznacznego i konkretnego. Świadectwa swojej wiary i postaw moralnych z niej płynących.

Jak wykazała Autorka, nauczanie Jana Pawła II i Benedykta XVI było i jest wynikiem głębokiej analizy postępujących przemian. Ale ta analiza stanowi również wezwanie do odświeżenia z nową siłą tego, co najważniejsze – wierności Ewangelii: jednoznacznie, konsekwentnie i powszechnie. Tylko tak bowiem można podkreślać godność człowieka - dziecka Bożego - jako wartość daną i zadaną do rozpoznania, a nie poprzez kreowanie siebie. Przybrane wizerunki bywają bowiem zmienne i iluzoryczne. To, o co się zmagamy, to ochrona godności każdej kobiety i każdego mężczyzny, by nie traktowali swojego ciała instrumentalnie, by – na przykład - mieli wpływ na postawy propagowane przez media i kulturę masową, w której świecie poruszają się ich dzieci; by mieli wpływ na edukację, poprzez którą chroni się poczucie tożsamości narodowej.

By jednak móc wprowadzać w życie te założenia, by zobojętniałą społeczną większość pobudzić do podjęcia zwyczajnych, konkretnych działań (każdy w swoim środowisku, w swojej przestrzeni codzienności), warto dowiedzieć się, jak w sposób metodyczny, zaplanowany i ukierunkowany manipuluje się społeczeństwami poprzez narzucanie im fałszywych, niezgodnych z ludzką naturą postaw. Warto wreszcie uświadomić sobie, że ta ateistyczna wizja odcina kolejne pokolenia od relacji z Bogiem, od poszukiwania prawdy, dobra, wartości własnego życia i pełnej radości z niego. Lektura książki Moniki Kacprzak to wyzwanie do samookreślenia własnego życia, tego, co w nim ważne, nienaruszalne; wezwanie nie pozostawiające złudzeń: albo damy się poprowadzić w stronę sukcesywnie nam narzucanej “nowej świadomości” albo podejmiemy zmaganie o kształt siebie i życia zakorzenionego w Bogu. To wyzwanie skierowane jest do każdego, odsunięcie zaś od siebie decyzji o podjęciu walki, bierność oznacza już świadome wyrażenie zgody na uprzedmiotowienie siebie.

Czasy apokalipsy? Z pewnością czasy imperatywu moralnego – podjęcia odpowiedzialności za własne postawy, odważnego opowiedzenia się za wartościami płynącymi z wyznawanej wiary. Imperatyw ten dotyczy każdego, kto nie godzi się na narzucanie obrazu świata, ludzi, wartości, bo nowy dyktat dysponuje silnym orężem i działa precyzyjnie, instytucjonalnie.

Małgorzata Piotrkowska

Książkę nabyć można poprzez internetową witrynę wydawcy: http://www.ksiegarnia.vb.com.pl/start/nowosci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 12 sty 2013, 10:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Żałosne skutki cyfryzacji

Barbara Bubula

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji w marcu 2011 r. uchwaliła obszerną strategię, zobowiązując się tym samym do jej przestrzegania. W dokumencie zapisano, że celem jest „zapewnienie pluralizmu mediów elektronicznych rozumianego jako różnorodność podaży, dystrybucji i korzystania z zawartości mediów oraz odzwierciedlenie w nich szerokiego wachlarza informacji, opinii i interesów, a także wartości społecznych, demokratycznych oraz kulturalnych”.

Już miesiąc później zapadła pierwsza krzywdząca dla Telewizji Trwam decyzja o dopuszczeniu konkretnych stacji do nadawania cyfrowego w pierwszym multipleksie. „Szeroki wachlarz” nie dotyczył, jak widać, stacji katolickiej.

Teraz rozpoczął się kolejny etap batalii o dostęp Telewizji Trwam do naziemnej emisji cyfrowej. 27 grudnia przewodniczący KRRiT opublikował ogłoszenie o konkursach na ostatnie cztery miejsca na MUX-1, które w roku 2014 ma zwolnić TVP, umieszczona tam czasowo do momentu przejścia na własny MUX-3. Jan Dworak uczynił to w ostatniej chwili, ponieważ ustawa o wdrożeniu telewizji cyfrowej zobowiązywała go do rozpisania konkursu do końca 2012 roku. Trudno oprzeć się wrażeniu, że przez cały rok 2012 szukano pretekstu, by uzasadnić przedłużanie w czasie tej procedury. Najpierw przeszkadzał brak wyroku sądu administracyjnego w sprawie odwołania Telewizji Trwam od wyników pierwszego konkursu z roku 2011. Potem wymyślone zostały konsultacje społeczne, zakończone w lipcu. Następnie w sierpniu, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, wskutek zaniedbania i nieprzygotowania na czas stosownego projektu, zabrakło podstawy prawnej do ustalenia wysokości opłat koncesyjnych. Kiedy ją, z dużym opóźnieniem, parlament wreszcie uchwalił, potrzebne było rozporządzenie. I tak nastał grudzień.

A przecież szybka reakcja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na wyrażone już w kwietniu 2012 r., podczas pierwszego wielkiego zgromadzenia w Warszawie, ogromne poparcie społeczne dla Telewizji Trwam, mogła zapobiec konfliktowi i stanowić dowód dobrej woli ze strony rządzących. Teraz nie ma co się dziwić, że katolicy nie mają za grosz zaufania do regulatora mediów. Obserwują bowiem z niepokojem owoce pracy członków KRRiT.

Programowa sieczka
Jaki mamy bowiem rezultat cyfryzacyjnej działalności Rady pod wodzą Jana Dworaka? Czy Polacy zyskali wartościowe programy? Czy zwiększył się pluralizm treści informacyjnych i publicystycznych? Na multipleksie pierwszym na dwóch kanałach rozbrzmiewa wątpliwej jakości muzyka rozrywkowa, na czele z przebojami disco polo. Kolejny kanał powiązany jest kapitałowo z TVN, co widać w ofercie programowej, w której pojawia się wiele powtórek z tej stacji. Ostatni z czwórki obdarzonych miejscem, którego nie dano katolickiej telewizji, zapycha swą ramówkę powtórkami seriali znanych z Polsatu, co potwierdza związki gospodarcze z tą stacją. Na siłę, i widać, że kompletnie bez pieniędzy, zapełniane są także kolejne dni emisji stacji Puls2 i TV6, przydzielone w ramach bonusu dotychczasowym nadawcom naziemnym. Ciekawe, czy KRRiT bada zgodność zawartości tego programu z ramówką przedstawioną przy udzielaniu koncesji i czy odbierze koncesje za niewykonywanie obietnic. Skutki programowe cyfryzacji są bowiem żałosne. Sytuacja ta powinna być przedmiotem solidnej debaty publicznej.

Katolicy na marginesie
Siła naziemnej telewizji jest jednak wielka, o czym świadczy fakt, że w ciągu roku 2012 te niewiele warte oferty programowe zyskały znaczny wzrost widowni tylko dlatego, że dotarły za darmo do każdego gospodarstwa domowego z odpowiednim odbiornikiem. Według badań firmy Nielsen Audience Measurement, TV Puls i TVN7 obecne na drugim multipleksie, podwoiły widownię do 3 proc. i przegoniły TVP Info pod względem udziału w rynku. TTV firmy STAVKA oraz Polo TV i Eska TV z MUX-1 dorównują już popularnością TVP Polonia (!).

To dowód, jak wielką stratą dla katolików jest to, że w ofercie nie ma Telewizji Trwam, która mogła już od roku trafiać do kilku milionów nowych domów. To także miara niebezpieczeństwa obniżania gustów polskiej widowni poniżej wszelkiego poziomu.

Operatorzy telewizji płatnych, czyli kablówek i platform satelitarnych, szacują, iż utracą nawet milion dotychczasowych abonentów.

Do 25 lutego
Jak w tej sytuacji wyglądają perspektywy rozstrzygnięcia tegorocznego konkursu na miejsca na MUX-1? Ogłoszenie przewodniczącego KRRiT dokonuje rozdzielenia procedury na cztery odrębne postępowania, każde miejsce przeznaczone jest dla programu o innej specjalności. Krajowa Rada uznała, że chce, by oferta cyfrowa uzupełniona została o kanał społeczno-religijny, filmowy, edukacyjno-poznawczy i przeznaczony dla dzieci w wieku 4-12 lat. Przypomnijmy, że w ubiegłorocznych oficjalnych konsultacjach KRRiT na blisko pięć tysięcy odpowiedzi 98 proc. uczestników postulowało umieszczenie na tym multipleksie Telewizji Trwam. Tylko pojedyncze głosy domagały się programu dla dzieci (tu zgłosił się amerykański koncern TURNER, nadawca Cartoon Network), kanału filmowego czy popularnonaukowego. Podobna, niewielka liczba respondentów proponowała program sportowy lub informacyjny. Te ostatnie postulaty nie zostały spełnione. Pod każdym więc względem – liczby blisko 2,5 mln podpisów składanych w obronie Telewizji Trwam w trybie skarg, liczby marszów protestacyjnych, uchwał samorządów i stowarzyszeń, oczekiwanie obywateli na tę konkretną telewizję katolicką nie ma porównania do poziomu zapotrzebowania na inny typ stacji.

Termin składania wniosków upływa 25 lutego. Wtedy dopiero dowiemy się, czy w konkursie pojawi się nowa stacja religijna konkurencyjna dla Telewizji Trwam. Ogłoszenie przewodniczącego KRRiT otwiera furtkę dla takiego rozwiązania, ponieważ daje możliwość nie tylko rozszerzenia koncesji istniejącemu nadawcy (jak w przypadku Telewizji Trwam), ale udzielenia koncesji nadawcy całkiem nowemu. Takiego rozwiązania nie było w poprzednim konkursie z 2011 roku, więc nawet nowicjusze, tacy jak STAVKA czy ATM Rozrywka, musieli mieć uprzednio uzyskane koncesje satelitarne. Dlatego uzasadnione są obawy wyrażane przez księży biskupów i widzów Telewizji Trwam, że szykowane jest rozstrzygnięcie konfrontacyjne.

Zmienił się także poziom wymagań finansowych. W styczniu wchodzi w życie nowa ustawa o prawie telekomunikacyjnym, która podnosi maksymalną stawkę za używanie częstotliwości na MUX z 240 tys. do ponad 10 mln rocznie, do podziału na ośmiu użytkowników. Fundacja Lux Veritatis będzie więc musiała zaplanować rocznie wydatek o ponad milion wyższy niż w postępowaniu z roku 2011.

http://www.naszdziennik.pl/wp/20710,zal ... zacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /