Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 17 maja 2014, 08:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Kobiety, których zabrakło

Ks. bp Antoni Dydycz

Kilkadziesiąt godzin, czyli parę dni trwał kongres szumnie zwany Kongresem Kobiet. Nawiedzili go wielcy tego świata, najwyżsi przedstawiciele władz państwowych. Telewizyjne informacje były pełne zachwytu. Parę tysięcy przecież zebrało się razem. Różne stroje, różne tańce, a wszędzie obowiązkowe uśmiechy i zachwyt nad perspektywami dotyczącymi przyszłości kobiet w takim wydaniu.

Nie obyło się bez przemówień. Panie w togach profesorskich (w domyśle: wykształcone) zabierały głos, wyrażając współczucie tym kobietom, które nie zdołały dotrzeć na tego rodzaju szczyty. I cieszą się dziećmi, rodziną i młodzieżą.

Z tego powodu wydaje się, że czegoś w tym kongresie brakowało. Czegoś, a może lepiej powiedzieć – kogoś, bardzo ważnego. Brakowało pełnej reprezentacji kobiet.

Nie słyszałem nic o geniuszu kobiety, tak wspaniale upowszechnianym przez św. Jana Pawła II. Nic nie mówiono o macierzyństwie zwyczajnym albo małżeństwie normalnym. Omijano też tematykę domu rodzinnego, atmosfery rodzinnej. Zabrakło poważniejszych głosów o kobietach opiekujących się chorymi domownikami.

Nikt nie zabrał głosu w obronie kobiety, która od dwóch lat przebywa w więzieniu w Kanadzie – Mary Wagner, mającej 38 lat. Jej rzekomą winą ma być to, że broniła życia. Chce bronić nadal. Mając także to na uwadze, czy można głosić, że w Warszawie odbył się Kongres Kobiet? Chyba nie można i chyba nie wypada, aby nie obrażać wszystkich kobiet.

Bo cóż to za kobiety, które nie lubią małżeństwa, nie chcą zrozumieć wartości rodziny; takiej, jaką Pan Bóg powołał do istnienia. Nie widzą perspektywy dla miłości?

Co więcej, to był kongres, który tolerancję ograniczał jedynie do kobiet o takich samych poglądach, czyli nie tylko miłości, a nawet tolerancji chyba tam nie było, tolerancji dla wszystkich kobiet. Mało tego, zachowaniem swoim, wypowiedziami robiono wrażenie, że pojęcie kobiety ograniczać należy tylko do takich osób, jakie były na kongresie.

Bogu niech będą dzięki, że tak nie jest. Czekamy na Kongres Kobiet otwartych na miłość, na rodzinę, na małżeństwo, na dom, na pracę, na wiedzę; ale i na szczęście, szlachetność, na macierzyństwo. Takich kobiet potrzebuje Sejm, Parlament Europejski, administracja rządowa wszystkich szczebli, uniwersyteckie togi, a zwłaszcza dzieci, dom i cudowny klimat nasycony geniuszem kobiecym. Na takie kobiety czeka nasza Ojczyzna! Jak to dobrze, że mamy maj. Pieśń bowiem „Chwalcie łąki umajone” kieruje nasze umysły i serca ku jakże prawdziwej i jakże bliskiej Kobiecie!

http://www.naszdziennik.pl/wp/77497,kob ... raklo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 20 maja 2014, 06:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Istota kobiety?

Marek Czachorowski

W obronie VI przykazania maszerowali ulicami Warszawy w ostatnią sobotę nie katolicy, ale jakby mieszkańcy i mieszkanki Sodomy i Gomory. Któż lepiej od nich orientuje się, jakie są koszty łamania tego przykazania? Zdawali się przewyższać wszystkich także w pokorze, bo nazwali siebie „szmatami” i niektóre damy skromnie się ubrały, a nawet robiły wrażenie, jakby zrywano z nich ubranie. Wzywano wszystkich do zaprzestania „przemocy seksualnej”, niczym na pochodach pierwszomajowych, broniących VII przykazania, żądając zaprzestania grabieży wspólnego mienia przez kapitalistów. Może zatem drgnęły sumienia najpierw katolików zaniedbujących „obowiązki małżeńskie” i cudzołożników oglądających ze swoją żoną w TV publiczne kobiety?

Raczej sumienia jeszcze bardziej się zamuliły od tego umysłowego mącenia. Nawet starcy mają dzisiaj niekiedy problemy z moralnymi rozeznaniami, a po majowych marszach opinia dziewcząt na temat mężczyzn pewnie jeszcze się pogorszyła, bo to przecież jakoby gwałciciele. A widok pokrzykujących ich „ofiar” pewnie napełnił heterofobią przechodzących chłopców.

Takim umysłowym mąceniem zajmują się mątmedia codziennie. W ostatnią sobotę na tym samym marszu wzywano do walki także z „homofobią”, bo ktoś tam, gdzieś tam zadekretował „Dzień walki z homofobią”. Mieliśmy sobie przypomnieć i na baczność radować się decyzją Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, które kilkadziesiąt lat temu jakoby ulżyło ludzkości wykreśleniem homoseksualizmu z listy zaburzeń psychicznych. Wprawdzie mniej pracy mają psychologowie, to jednak część z nas wpadła w umysłowe sidła, odwracając uwagę od meritum sporu o homoseksualizm. Chociaż Arystoteles określał homoseksualizm jako „stan chorobliwy” („wynikający z przyzwyczajenia”), to jednak za coś ważniejszego uznawał identyfikację tego czynu jako „haniebnego”, będącego zawsze i wszędzie moralnym występkiem. Homoseksualna propaganda chce zaś od tego odwrócić naszą uwagę i skupić ją na czymś wtórnym, a mianowicie na ewentualnych psychicznych perturbacjach homoseksualizmu. I u nas zatem homoseksualistom oferuje się niekiedy najpierw nie konfesjonał, ale „leczenie”.

Temu zamąceniu umysłów służyły ostatnio ogólnoeuropejskie występy austriackiego wokalisty, nagrodzonego za publiczne… wyszydzenie kobiety. Zechciał się bowiem ten homoseksualista przebrać w piękną kobietę, ale straszliwie oszpeconą męskim zarostem. Taką metodę uchwytywania i przedstawiania istoty czegoś fenomenologowie nazywają „wariacją imaginatywną”, a niekiedy prowadzi ona do tzw. eksplozji sensu, jak to było w tym wypadku, czyli eksplozji – przed telewizorami – sensu kobiecości, związanej ze swojej istoty z pięknem, wdziękiem i płodnością. Już zapowiedziano na lato na wiedeńskich ulicach utrwalenie tej lekcji na temat kobiety, przy pomocy plakatów przedstawiających kobietę z prostatą, bo tamtejsi katolicy czują się jeszcze – jak to niedawno słyszeliśmy – niczym „w kolorowym ogrodzie Boga”, a nie jako wygnańcy z tego ogrodu.

Przebieranki i kobiece gesty homoseksualistów zawsze zawierają element przerysowania, parodii czy szyderstwa, niekoniecznie uświadomionego. Na europejskiej telewizyjnej scenie zakpiono sobie w ekstremalny sposób z piękna i wdzięku kobiety. To stały element homoseksualnej literatury, bo „Afrodyta niebiańska nie ma nic wspólnego z pierwiastkiem żeńskim, tylko i jedynie z męskim”, twierdził pederasta Pauzaniasz w V wieku przed n.Chr. W obrazkowej epoce czytania tylko „instrukcji obsługi” sprzętu domowego ten wizerunek kobiety szerzy moda tworzona kobietom przez projektantów homoseksualistów (zapewniają znawcy tego środowiska), goszczonych nawet w pewnej katolickiej świątyni, z akompaniamentem filmowej ścieżki dźwiękowej propagandy homoseksualnej. Mężczyźni milczą i cierpią lub też uciekają. Do istoty homoseksualizmu należy właśnie heterofobia, lęk i ucieczka przed drugą płcią, bo lękamy się zawsze tego, co uważamy za złe. Ale ten lęk także zasiewa się w młodym człowieku.

http://www.naszdziennik.pl/wp/77733,istota-kobiety.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 28 lip 2014, 05:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Genderactwo w natarciu. Kołtun ideologiczny spod znaku gender przestaje zabiegać o dominacje nad Polakami i wchodzi w nowy etap, i zaczyna tworzyć pokręcone prawo, aby w konsekwencji przejść do etapu docelowego czyli do wymagania od wszystkich, aby stali się genderowym ciemnogrodem.

Fuszara idealna dla Tuska

Małgorzata Fuszara, nowy pełnomocnik rządu ds. równego statusu, zapowiada „feminizację” prawa i dążenie do zmian postaw polskiego społeczeństwa „w kwestiach równościowych”

Fuszara obejmie urząd formalnie w piątek, ale na wspólnej konferencji prasowej z premierem już przedstawiła zarysy swojego programu. Zapowiedziała, że chce dokończyć proces ratyfikacji konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Ponadto jej priorytetami będą: likwidowanie różnic w płacach między kobietami a mężczyznami, ułatwienie ludziom łączenia życia zawodowego i rodzinnego, tak aby także mężczyźni mogli się realizować w rolach rodzicielskich. Nowa pełnomocnik będzie też dążyć do tego, aby kobiety miały większy udział w strukturach władzy politycznej i gospodarczej. Temu ma służyć tzw. ustawa suwakowa, której projekt leży w Sejmie. Gdyby weszła w życie, wszystkie partie miałyby obowiązek takiego układania list wyborczych, aby kobiety i mężczyźni występowali tam naprzemiennie.

Inżynieria społeczna
Fuszara zapewniła, że realizując te postulaty, nie będzie się ograniczała tylko do działań legislacyjnych, czyli nie będzie tylko proponowała rządowi przyjęcie nowych ustaw. Zależy jej bowiem też na zmianie postaw społecznych. Pełnomocnik nie wyjaśniła, jak będzie dążyła do zmiany tych postaw, ale wiadomo, że jednym z takich instrumentów ma być powoływanie przez pełnomocnika rządu pełnomocników w województwach i na niższych szczeblach władzy, czyli w powiatach i gminach. Można założyć, że pilnowaliby oni wdrażania w terenie pomysłów forsowanych przez pełnomocnika rządu. Zresztą Małgorzata Fuszara mówi konsekwentnie o „pełnomocniczkach”, co wskazuje, że powstałby ogromny urząd zasilany kadrowo przez organizacje feministyczne, które od dawna roszczą sobie pretensje do obsadzania funkcji pełnomocnika rządu ds. równego statusu przez osoby z ich kręgu.

Donald Tusk jest zadowolony ze swojej nowej nominacji. – Nie miałem wątpliwości, że kompetencje i sposób działania prof. Małgorzaty Fuszary idealnie pasują do tego, co chcę zrobić jako premier polskiego rządu w sprawach równościowych – podkreślił Tusk. I powiedział, że oprócz wymienionych wcześniej priorytetów Fuszara ma zająć się także konwencją bioetyczną oraz ustawą o in vitro. Platforma Obywatelska zapowiedziała przyspieszenie prac nad in vitro, projekt w tej materii przygotowuje resort zdrowia, swoje pomysły mają również posłowie, a teraz włączy się do tego także pani pełnomocnik.

Ideologiczna nominacja
Donald Tusk mówi o tym, że nowa pełnomocnik będzie współpracować ze wszystkimi środowiskami, także katolickimi, prawicowymi, choć już nominacja Fuszary wskazuje, że szef rządu na taki dialog niespecjalnie liczy. Fuszara może śmiało kandydować do miana jednej z prekursorek feminizmu i ideologii gender w Polsce, co od razu powoduje, że jest „ustawiona” ideologicznie i ten dialog będzie niezwykle trudny. To ona zaczęła wprowadzać feminizm i gender na Uniwersytecie Warszawskim w latach 90. Jak sama przyznawała w wywiadach prasowych, pomysł na zajęcia z feminizmu i genderyzmu narodził się podczas jej stypendium na amerykańskim Uniwersytecie Harvarda.

Najpierw Małgorzata Fuszara zaczęła prowadzić (wraz z prof. Eleonorą Zielińską) zajęcia z „prawoznawstwa feministycznego”. A potem ruszyły gender studies, które stopniowo rozszerzają swój wpływ na życie uniwersyteckie, także poza Instytut Stosowanych Nauk Społecznych, gdzie od 1996 roku funkcjonują Podyplomowe Studia nad Społeczną i Kulturową Tożsamością Płci Gender Studies. I na tym się koncentruje działalność naukowo-dydaktyczna prof. Fuszary.

Ale nowa pełnomocnik nie ograniczała swojej działalności tylko do murów uczelni. Od 1989 r. brała udział w lewicowych kampaniach przeciwko wprowadzaniu do polskiego prawa przepisów chroniących życie od poczęcia do naturalnej śmierci, pisała też pierwszy projekt ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn, który jednak został odrzucony.

Gdy w 2009 r. z inicjatywy Henryki Bochniarz i Magdaleny Środy powstawał feministyczny Kongres Kobiet, Małgorzata Fuszara aktywnie zaangażowała się w jego prace, zostając członkiem rady programowej KK. Od 2011 r. pełni zaś funkcję wiceprezeski – tak to brzmi w feministycznej nomenklaturze – kongresu.

Fuszara od dawna jest dobrze odbierana w kierownictwie Platformy Obywatelskiej, więc jej nominacja nie jest w partii zaskoczeniem. Bo skoro Donald Tusk zdecydował, że nowym pełnomocnikiem nie będzie polityk PO, ale „niezależny ekspert” wskazany przez Kongres Kobiet, to wybór Małgorzaty Fuszary sam się nasuwał. W 2011 r. prezydent Bronisław Komorowski odznaczył ją Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W uzasadnieniu napisano, że to wyróżnienie zostało przyznane Fuszarze „za wybitne zasługi w pracy naukowo-badawczej, dydaktycznej i społecznej, za popularyzowanie nauki w Polsce i na świecie”. O feminizmie i genderyzmie oczywiście ani słowa.

Posłowie PO mówią nam, że ministrów i innych urzędników rządowych czeka ostra przeprawa z nową pełnomocnik, bo na pewno będzie ona aktywnie walczyła o likwidowanie wszelkich form „dyskryminacji”. – Jeszcze zanim Małgorzata Fuszara została pełnomocnikiem rządu, już zdążyła ostro zaatakować wiceministra sprawiedliwości Michała Królikowskiego, tylko za to, że powiedział, iż pojęcie godności w polskiej Konstytucji należy rozumieć zgodnie z tradycją chrześcijańską – mówi nam parlamentarzysta PO z Mazowsza. – Wyobrażam sobie, co się będzie działo, jak pani pełnomocnik już się zadomowi na urzędzie, i nie są to pocieszające wizje – dodaje.

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tuska.html

Taka fuszerka w kulturze.....


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 15 lis 2014, 22:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Poprzez kobietę i w kobiecie wyraża się naturalny ład świata. Poprzez feministkę i w feministce wyraża się chaos i zniszczenie tego co zaistniało dzięki kobiecie.
Pan Bóg stworzył kobietę, a szatan uczynił z niej feministkę.


Gdy moralnie upada mężczyzna, upada sam, lecz gdy upada moralnie kobieta, wówczas upada całe społeczeństwo

Kobieta w poszukiwaniu świętości

„Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie narody, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Ł 1, 48-49).

Znane są nam te doniosłe słowa, które przed niemal dwoma tysiącami lat wyśpiewała Niepokalana Dziewica podczas odwiedzin u swojej krewnej św. Elżbiety. Jej prorocze słowa potwierdziła historia. Nie ma takiego narodu, w którym nie wielbiono by Maryi, w którym wszystkie rodzaje sztuki i literatury nie opiewałyby Jej chwały. To Ona, prawdziwa kobieta, jest koroną ludzkiego rodzaju. Bo to przez Nią- kobietę, przyszło na świat zbawienie ludzkości.

To Maryja, a nie ktokolwiek inny na świecie, sprawiła, że we wszystkich narodach, których kultury ukształtowało chrześcijaństwo, nikt od wielu wieków nie ośmiela się kwestionować wielkiej, we wszystkim równej mężczyźnie godności kobiety.

W ostatnich dziesiątkach lat mówi się w krajach kultury euroatlantyckiej bardzo wiele na temat godności oraz praw i obowiązków kobiety w rozmaitych sferach współczesnego życia: społecznego, gospodarczego, politycznego i kulturalnego. Przyczyniło się do tego w znaczącym stopniu nauczanie Świętego Jana Pawła II., który temat godności osoby kobiety wyjątkowo pogłębił, często w kontekście pogłębiania kultu Matki Najświętszej, najwspanialszej z kobiet w dziejach świata. Przy wyraźnym akcentowaniu bezcennej wartości uzupełniających się wzajemnie różnic między kobiecością a męskością, Święty Jan Paweł II podjął jednocześnie bardzo gruntownie kwestię roli współczesnej kobiety w Kościele, podkreślając wielokrotnie wagę aktywnej i harmonijnej współpracy kobiet i mężczyzn w jego życiu i pełnionej misji zbawienia świata. Aby zagwarantować tożsamość ludzkiej osoby, w swojej refleksji sięgał przede wszystkim do biblijnej antropologii.

W dyskusjach związanych z kwestią rangi i roli kobiety, pojawiły się w ostatnim czasie nowe tendencje. Jedna z tych tendencji dążąc konsekwentnie do tego, aby wywołać zamierzone z góry protesty kobiet, mocno podkreśla stan podporządkowania kobiety męskiemu światu. Zwolenniczki takiego ujęcia zmierzają do jednoznacznej konkluzji, że kobieta, aby stać się wolną i samoświadomą osobą, musi automatycznie stać się przeciwniczką mężczyzny. Na występujące nadużycia męskiej dominacji odpowiadają strategią konsekwentnego dążenia do władzy we wszystkich sferach życia społecznego. Ten proces prowadzi wprost do rywalizacji płci, w której to rywalizacji tożsamość i rola jednej płci przeciwstawiana jest jako krzywda i uszczerbek dla płci drugiej. Konsekwencją takiej postawy i takich działań jest zamieszanie w sferze antropologii; zamieszanie, które przynosi niedające się uleczyć szkody w strukturze rodziny.

Konsekwencją realizacji wyżej wspomnianej tendencji jest także coraz powszechniej głoszone przekonanie, że aby uniknąć rywalizacji między płciami, należy usunąć wszelkie różnice, jakie występują w postawach, funkcjach, zadaniach i wszelkiego rodzaju działaniach mężczyzn i kobiet, gdyż, jak twierdzą współczesne feministki, różnice te nie mają charakteru naturalnego, lecz są spowodowane wyłącznie warunkami historyczno- kulturowymi. Dla usunięcia niesprawiedliwej dominacji mężczyzn nad kobietami należy więc- podkreślają- sprowadzić rolę różnic cielesnych między kobietą i mężczyzną do niewiele znaczącego minimum, a w najwyższy sposób podkreślić i uznać za jedynie istotny wymiar kulturowy osobowości męskiej i kobiecej, gdzie nie istnieją żadne różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną. Uporczywie tendencyjne przesłanianie różnic, czy mówiąc inaczej dualizmu, jaki istnieje między płcią męską i żeńską, niesie ze sobą doniosłe negatywne skutki.

Tego rodzaju antropologia, która do równouprawnienia kobiety, domaga się usunięcia w cień wszystkiego tego, co różni ją od mężczyzny, stanowi w rzeczywistości inspirację i wsparcie tej współczesnej ideologii, która stawia pod znakiem zapytania sens istnienia i wspierania rodziny tworzonej przez mężczyznę i kobietę, i która wszelkimi sposobami narzuca współczesnym społeczeństwom pogląd, że homoseksualizm jest absolutnie tak samo wartościowy i naturalny jak heteroseksualizm; co więcej, że homoseksualizm góruje w wielu aspektach nad heteroseksua1izmem.
Zwolennicy tej ideologii, pozostające w sprzeczności z biblijną antropologią judeochrześcijańską, atakują biblijny obraz mężczyzny i kobiety, zarzucając mu spetryfikowany patriarchalizm, w którym nie ma mowy o równości płci.

Wobec powyższych, niepokojących i fałszywie interpretujących antropologię biblijną poglądów, Kościół katolicki, odwołując się zarówno do Starego jak i Nowego Testamentu, oraz za ścisłą ich współpracą w społeczeństwie, a z drugiej strony mocno akcentuje wielką wartość wszelkich odrębności obydwu tych natur – kobiecej i męskiej.

Na poparcie swojego stanowiska Kościół odwołuje się do wielu wypowiedzi z Pisma świętego, między innymi do ogromnie ważnych wypowiedzi z Księgi Rodzaju, przedstawiających opisy stworzenia człowieka. W pierwszym z tych opisów czytamy: „A wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” …Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (1,26-27). Z zacytowanych słów Pisma świętego wynika wprost, że człowiek jawi się tu jako istota, która od samego początku wyraża się jako mężczyzna i kobieta- stanowi „Obraz Boży”.

Drugi opis stworzenia człowieka, znajdujący się w drugim rozdziale Księgi Rodzaju, w niedwuznaczny sposób podkreśla ważność, a nawet doniosłość zróżnicowania płciowego, a jednocześnie całkowitą równość między nimi. Czytamy w tym opisie następujące słowa: „Wtedy to Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą… Potem Pan Bóg rzekł: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”. Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką ona da im nazwę… I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny. Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z żeber… Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: „To dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała… Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się z żoną swoją tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (2, 7-24).

Biblijne wyrażenie, że kobieta dana jest mężczyźnie jako odpowiednia pomoc, w żadnym wypadku nie oznacza, że jest mu podporządkowana. Tak samo mężczyzna dany jest kobiecie jako odpowiednia dla niej pomoc. Obydwoje potrzebują wzajemnej pomocy, uzupełniając się doskonale fizycznie i psychicznie, służą sobie wzajemnie i nigdy w swoim związku nie są samotni.

Jak podkreślał to bardzo mocno w swoim nauczaniu (Mulieris dignitatem, 15.08.1988, 6; AAS 80 (1988) 1664) Jan Paweł II: Kobieta jest po prostu innym „ja” we wspólnym z mężczyzną człowieczeństwie. Od początku rodzaju ludzkiego, obydwoje jawią się jako „jedno w dwojgu”, co oznacza przezwyciężenie pierwotnej samotności, w której znajdował się pierwszy człowiek. Nie jest się ani mężczyzną, ani kobietą tylko dla siebie. Jest się stworzonym przez Boga po to, by być jedno dla drugiego, a nie tylko być „ze sobą” lub być „obok siebie”. Jest się stworzonym mężczyzną i kobietą, by wzajemnie, wszechstronnie się wspierać i uzupełniać.

Z wyżej zacytowanych tekstów, a także z wielu innych, które odnajdujemy w Nowym Testamencie, wynika, że antropologia biblijna bardzo mocno akcentuje osobowy charakter człowieka, podkreślając, że niezależnie od tego, czy się jest kobietą czy mężczyzną, przysługuje ludzkiej osobie ta sama, wielka godność dziecka Bożego.

Nie można przy tym jednak pomijać wielkiego daru, jakim jest zróżnicowanie płci. Różnice między męskością i kobiecością stanowią określoną rzeczywistość, głęboko wpisaną w nasz byt. Tych różnic nie można redukować do w gruncie rzeczy najmniej istotnego aspektu biologicznego. One obejmują także i przede wszystkim, sferę psychiczną i duchową, co manifestuje się bardzo wyraźnie w różniących się- męskich i kobiecych- postawach, w różnym dla obydwu płci sposobie myślenia i różnym postrzeganiu całego świata. Przy czym „różny” nie oznacza „lepszy” bądź „gorszy”; nie oznacza bynajmniej „wrogi” sobie; lecz zawsze oznacza „inny”, inny w sensie wielkiej komplementarnej, uzupełniającej świat drugiej płci, wartości.

Tego antropologicznego wymiaru płciowości nie można oddzielić od wymiaru teologicznego. Obydwoje, kobieta i mężczyzna, powołani zostali w równym stopniu przez Boga, aby uświęcać samych siebie i aby uświęcać świat, w którym żyją, kochają się, rodzą dzieci, pracują, odpoczywają, oraz podejmują najrozmaitsze życiowe zadania: społeczne, polityczne, kulturalne i inne.

Świętość to nic innego, jak przyjaźń z Bogiem. Starożytni mówili: „Idem velle et idem nolle est vera amicitia” – „Chcieć, to co chce przyjaciel i nie chcieć tego, czego on nie chce- oto jest prawdziwa przyjaźń”. Nie ma prawdziwej przyjaźni bez wspólnoty poglądów. Nie ma prawdziwej przyjaźni między ludźmi, jeśli nie ma między nimi zgody w odpowiedzi na pytania egzystencjalne; na takie pytania jak to: Co jest prawdziwym dobrem, a co złem? Co jest prawdą, a co fałszem? Jak należy postępować? Do jakich fundamentalnych wartości przykładać największą wagę? Jaki jest cel i sens ludzkiego życia? Jak wychowywać młode pokolenia?

Aby zachować ludzką nawet przyjaźń należy zadbać o zgodność w odpowiedziach na egzystencjalne pytania.

Zachowując odpowiednie proporcje, należy to wszystko odnieść także do przyjaźni człowieka z Bogiem, która oznacza po prostu świętość. Chcąc zachować przyjaźń z Bogiem należy znać i szanować Bożą Wolę. Każdy chrześcijanin i każda chrześcijanka dobrze ją znają, ponieważ znają Dekalog i Ewangelię, ponieważ znają swoje życiowe obowiązki, obowiązki swojego stanu i swojego zawodu. To właśnie tam zawarta jest Wola Boża, tam wyraźnie ukazane jest to, czego Pan Bóg oczekuje od każdego z nas, w naszej konkretnej sytuacji życiowej. Czego oczekuje od matki i ojca, córki i syna, siostry i brata. Czego oczekuje od lekarza, pielęgniarki, zakonnicy, kapłana, szewca, krawca, polityka, dziennikarza, profesora, nauczyciela, dyrektora itd. Nie po liściach słów i dobrych intencji, lecz po owocach czynów naszych, po sposobie spełniania przez nas życiowych obowiązków widać, kto pozostaje w przyjaźni z Bogiem, a kto tę przyjaźń zdradza.

Truizmem jest mówienie, że świętość rodzin, narodów i całego świata w pierwszym rzędzie zależy od kobiet. Tak jest naprawdę. To one wychowują nowe pokolenia kobiet i mężczyzn. To ich kolana są najważniejszym na świecie uniwersytetem. To przede wszystkim matki mogą wskazać właściwy kierunek życia dla swoich dzieci. To one mogą wzbudzić najszczytniejsze powołania i rozwinąć najwspanialsze talenty. Z drugiej strony to także kobiety mogą wywierać jak najgorszy wpływ na swoje dzieci i na otaczający je świat. Mogą karmić siebie i innych toksycznymi iluzjami. Mogą siać niezwykle skutecznie cywilizację śmierci. Mogą przyczyniać się do powszechnego deptania przykazań Bożych i rozpowszechniania anarchii moralnej. Słuszne są zatem słowa zawarte w świętej żydowskiej księdze, w Talmudzie, gdzie napisano, że wtedy, gdy moralnie upada mężczyzna, upada on sam, lecz gdy upada moralnie kobieta, wówczas wraz z nią upada moralnie całe społeczeństwo.

Największy wkład w rozwój kultury przypisywany jest zazwyczaj mężczyznom. To ich nazwiska wymienia się jakom twórców nauki, filozofii, muzyki, architektury, techniki, literatury itd. Tymczasem dobre wychowanie dziecka, czy bycie kapłanką ogniska domowego, wokół którego koncentruje się pełna wzajemnej miłości rodzina, wymaga dużo większego geniuszu niż zbudowanie komputera, wieżowca czy stworzenie nowej formy sztuki. Dojrzała, mądra kobieta jest natchnieniem i skarbem dla mężczyzny, jest błogosławieństwem dla ludzkości. Nie bez powodu w Księdze Mądrości czytamy: „Niewiastę dzielną i mądrą któż znajdzie? Jej wartość przewyższa perły” (Prz 31,10).

Trudno jest wprost wyrazić ogromne znaczenie kobiet w sferze duchowej i religijnej. Są bardziej wrażliwe na te sfery rzeczywistości. Łatwiej niż mężczyźni odczytują naturę człowieka i sens ludzkiego życia. Więcej niż mężczyźni się modlą, chętniej uczestniczą w Eucharystii, odważniej przyznają się do Chrystusa, bardziej troszczą się o religijne wychowanie dzieci i młodzieży oraz więź z Bogiem wszystkich członków rodziny. To kobiety przyprowadzają do Boga tych, których kochają. To one były i są bliżej Chrystusa. Wiemy to z Ewangelii i z codziennego współczesnego życia. Jak pamiętamy z historii zbawienia, Chrystus miał wielu wrogów wśród mężczyzn, ale nie miał ich wśród kobiet. W naszych czasach niektóre kobiety dołączyły niestety do chóru przeklinających Go, gardzących Nim i wołających, by Go ukrzyżować, ponieważ przeszkadza im w zbrodniczej aborcji, w dzikim feminizmie i w bezgranicznym, często sprzecznym z naturą, wyuzdaniu seksualnym, jakiemu wiele z nich niestety uległo. Są one jak Ewa uwiedziona przez diabła, i tak jak ona sprowadzają nieszczęście grzechu na ludzkie generacje.

Tak samo jak każdy mężczyzna, również kobieta, powołana jest przez Boga do świętości.
Bóg przy tym nie jest ani mężczyzną, ani kobietą. Mieć określoną płeć oznacza – być kimś niepełnym i potrzebującym uzupełnienia oraz pomocy osoby drugiej płci. Bóg jest doskonałą pełnią miłości. Miłości zarówno ojcowskiej jak i macierzyńskiej, wyrażającej swoją obecność na ziemi przez miłość ojcowską i matczyną, męską i kobiecą.

Kościół Chrystusowy został założony po to, by prowadzić ludzi do Boga, który jest pełnią miłości, i do siebie nawzajem. Nieocenioną pomoc świadczą Kościołowi właśnie kobiety. To ich niedostrzegalne często działania, to ich modlitwa, to ich ofiarność, samozaparcie i oddanie Bogu, podtrzymują kapłanów i umacniają Kościół. Dlatego to takie ważne, by jak najwięcej kobiet angażowało się w życie Kościoła, by czuły się w nim jak we własnym, przyjaznym i pełnym miłości domu. By pełniąc Wolę Bożą, dla każdej z nich przeznaczoną przez Stwórcę, same były święte i prowadziły do świętości potrzebujący nawrócenia i Bożego miłosierdzia świat.

Amen.

Abp Stanisław Wielgus
W tekście wykorzystano: J. Ratzinger, “Vitale Verschiedenheit in der Gemeinschaft friedlich leben”. „Die Tagespost”, nr 92 (2004), s, 5-7; M. Dziewicki, „Jak wygrać kobiecość”, „Wychowawca”, nr 7-13 (2005), s. 7-13.

Myśl Polska, nr 45-46 (9-16.11.2014), mysl-polska.pl

http://ewastankiewicz.wordpress.com/201 ... more-23541


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 19 lis 2014, 09:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Można żyć w teraźniejszości, czerpać z przeszłości i świadomie budować przyszłość. Można też żyć w teraźniejszości, bez jakiegokolwiek związku z przeszłością, i lekceważyć przyszłość.
Inaczej mówiąc można być kobietą, lub feministką, albo jeszcze inaczej, można być człowiekiem honoru, ładu wewnętrznego, duszą społeczności, albo można być egoistką zapatrzoną w siebie i w swoje potrzeby, wyzutą z człowieczeństwa, z macierzyństwa, z ładu moralnego.
Swoje wnętrze i wnętrze najbliższych można wypełniać kulturą, tą z najwyższej półki (bo tylko taka kultura buduje człowieka), bądź napełniać siebie i najbliższych aktualnymi trendami mody ideologicznej, w której człowiek jest okrajany do kilku form egzystencjalnych (wegetacja, emocje, umysł). Można żyć jako dwuotworowiec ( w przypadku kobiety trójotworowiec), bądź można żyć jako istota ludzka odpowiedzialna za siebie i za innych, kochająca swoje środowisko, te najbliższe i te trochę dalsze i prowadzić siebie i najbliższych drogą dojrzałej świadomości, budując ich tożsamość.


Misja kobiety

Ks. kard. August Hlond

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Kobieta polska będzie filarem moralnej tężyzny narodu. Życie polskie powinno jak najprędzej wrócić do normy prawa Bożego, powinno być czyste, uczciwe, jasne. Dekadentyzm moralny nie powinien się stać ani modą, ani zwyczajem. Grzech powinien być uważany za zło, za upadek, za wstyd, za obrazę bożą. Cnota i zacne życie powinny być ideałem, powołaniem, obowiązkiem, honorem. A moralność to nie fasada ni odświeżony strój zarzucony w oknie wystawowym na martwym manekinie. Dobry uczynek rodzi się w sercu, z wewnętrznej postawy etycznej, z sumienia chrześcijańskiego. Człowiek będzie lepszy, gdy się wewnętrznie na nowo z Ducha narodzi (J 3, 9). Rozległe zadania ma kobieta polska w tej dziedzinie spustoszonej przez zawieruchę wojenną i fałszywe poglądy. Idąc za szlachetnymi wskazaniami swej niewieściej duszy, kobieta polska przysłuży się wybitnie w walce z brudem moralnym i z deprawacją sumień, pomagając upadłym do powstania, podtrzymując chwiejnych, wzmacniając poczucie godności moralnej i utrwalając szacunek dla etyki ewangelicznej. Jak fundamenty wieczne na skale mocnej, tak przykazania Boże w sercu niewiasty świętej (Syr 26, 24).

Kobieta nie będzie obojętna na rozwój polskiego życia zbiorowego i dołoży starań, by państwowość nasza gruntowała się na zasadach moralności chrześcijańskiej. Polska nie powinna być państwem laicystycznym i laicyzującym, któremu księgi święte wróżą czasze pełne gniewu (Iz 51, 19). Powołaniem Polski jest być wzorem państwa chrześcijańskiego, w którym autorytet władzy godzi się z godnością obywateli, karność obywatelska z obywatelską swobodą, wspólne dobro z przyrodzonymi uprawnieniami społeczeństwa i jednostek. Rzeczpospolita z Polską, ustawa państwowa z prawem Bożym.


Fragment pochodzi z przemówienia wygłoszonego 23.06.1946 r. w Warszawie

Gruntowne wychowanie własnych dzieci spoczywa na kobiecie. Nikt nie jest w stanie przeniknąć do serca i umysłu dziecka tak głęboko i tak skutecznie jak matka. Zaniedbań wychowawczych ze strony matki nie da się później w pełni nadrobić. W tej walce o ochronę praw kobiety do wychowywania własnych dzieci stawka jest więc olbrzymia. Od tego przecież zależy przyszły kształt społeczeństwa. Czy będą to ludzie nieczuli, zimni, samotni, czy też osoby pełne radości, bo połączone miłością do Boga i Ojczyzny.

http://www.naszdziennik.pl/wp/113957,misja-kobiety.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 08 cze 2015, 17:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Forsowanie raportu Noichl

Radykalne środowiska działające w strukturach Unii Europejskiej coraz silniej dążą do wywarcia nieuprawnionej presji na państwach członkowskich w celu realizacji swoich ideologicznych postulatów. W dniach 8-9 czerwca czeka nas na forum PE dyskusja nad raportem, który pod płaszczykiem walki z dyskryminacją w istocie stanowi kolejną próbę narzucenia państwom postulatów ruchu LGBTQ oraz proaborcyjnej optyki forsowanej przez feministyczne organizacje.

Raport UE o strategii na rzecz równości między kobietami i mężczyznami po 2015 r. (znany również jako raport Noichl), o którym mowa, jest dokumentem bardzo radykalnym. Choć w teorii służyć ma polepszeniu sytuacji kobiet i mężczyzn w Unii Europejskiej, w rzeczywistości jest on kolejnym krokiem w kierunku przebudowy społeczeństwa na modłę zwolenników feminizmu i wyzwolenia seksualnego. Lektura raportu utwierdza tylko czytelnika w przekonaniu, że to nie o dobro kobiet chodzi jego autorom, lecz o narzucenie „jedynej słusznej ideologii”.

Zacząć należy od tego, że projekt tego raportu nawołuje do promowania i zapewnienia przez państwa zabijania dzieci w łonie matki „na życzenie” i przedstawia tę wyjątkowo okrutną formę pozbawiania życia jako jedno z tzw. „zdrowia i związanych z nim praw reprodukcyjnych i seksualnych” koniecznych do zrealizowania postulatu prawdziwego wyzwolenia kobiet (pkt 52). Nawoływanie do eksterminacji istot ludzkich tylko dlatego, że są one uznane za „niechciane” i przedstawianie aborcji jako jednej z metod planowania rodziny na forum międzynarodowym powinno budzić zgorszenie. Stwierdzenia te nie są jednak przypadkowe, gdyż stoją za nimi oparte na skrajnie relatywistycznej ideologii organizacje feministyczne, dla których fora międzynarodowe, takie jak UE czy ONZ, od początku stanowią narzędzie narzucania swoich radykalnych pomysłów.

Dzięki potężnym nakładom finansowym ze strony takich organizacji jak np. założone przez zwolenniczkę eugeniki M. Sanger „Planned Parenthood” feministkom udało się zawłaszczyć termin „prawa kobiet”. Obecnie roszczą sobie one prawo do mówienia głosem „wszystkich kobiet”, choć w istocie stanowią jedynie ich promil. Feministki II fali, poczynając od ich prekursorki Simone de Beauvoir, już od dawna starały się wmawiać kobietom, że macierzyństwo to pułapka, instrument wyzysku, a rodzina to forma zinstytucjonalizowanej przemocy wobec nich. Propagatorki genderowej wizji ludzkiej płciowości, takie jak Sh. Firestone czy M. Pierce, prześcigały się w tworzeniu utopistycznych wizji nowego lepszego świata, gdzie kobiety nie będą musiały rodzić dzieci (będzie to robiła za nie maszyna), stosunki seksualne zostaną całkowicie uwolnione od „piętna”, jakim jest prokreacja, a tradycyjna rodzina (której istotą jest opresja) przestanie istnieć, porównując przy tym naturalną ciążę i poród np. do „defekacji dyni”.

Choć jeszcze niedawno te wizje „biologicznej rewolucji” wydawały się, co najwyżej, marnej jakości utworami z gatunku science-fiction, dziś znajdują uzewnętrznienie w dokumentach o randze międzynarodowej. Raport Noichl jest dobitnym tego przykładem. W jego projekcie, poza ustępami dotyczącymi upowszechnienia aborcji, znajdują się bowiem również postulaty nawołujące do udostępniania wszystkim, bez „dyskryminacji”, metod sztucznej prokreacji, czyli in vitro (pkt 59). Biorąc pod uwagę ideologiczny sos, w jakim zanurzony jest raport, przepis ten należy odczytywać jako wezwanie do umożliwiania korzystania z in vitro także homoseksualistom czy osobom samotnym. Wszystko to ku chwale „nowej rodziny”, której nadejście wieści ust. 23 raportu, rekomendując państwom przyjęcie w związku z tym odpowiednich rozwiązań legislacyjnych.

Aby jednak przygotować grunt pod nadchodzącą społeczną rewolucję, potrzebna jest również zmiana mentalności społeczeństwa. Jak już zostało to wspomniane, feministki stanowią zaledwie jego nikły promil i choć robią wszystko, by ukazywać siebie jako głos kobiet, to jednak w rzeczywistości niewiele z nim mają wspólnego. Stąd tak silny kładą one nacisk na zmiany w edukacji, które poprzez zwalczanie tzw. stereotypów płciowych (jednym z tych stereotypów, rzekomo upokarzających kobiety, jest przypisywanie kobietom roli matki i żony), mają oswobodzić dzieci i młodzież z wpajanej im przez rodziców opresyjnej i patriarchalnej wizji rzeczywistości (pkt U, 60, 63) . Dlatego od najwcześniejszych etapów szkolnego nauczania młodzi ludzie muszą być uczeni o istnieniu płci społeczno-kulturowej, o dziejowej dyskryminacji kobiet przez mężczyzn, o wynikającym z charakteru społeczeństwa strukturalnym charakterze przemocy i oczywiście całej gamie różnych praktyk seksualnych. Jednocześnie państwa muszą zrobić wszystko, by proces ten uruchomiony został jak najwcześniej – w raporcie rekomenduje się, by jak najwięcej środków przeznaczać na przedszkola i żłobki (27), aby z jednej strony – wyswobodzić kobietę z „ciężaru” spędzania czasu ze swoim dzieckiem we wczesnych jego latach życia i pozwolić jej na prawdziwe spełnienie, jakie ma dawać w optyce feministek tylko i wyłącznie praca poza domem, a z drugiej – od najwcześniejszych lat formować nowego obywatela.

Choć więc tytuł raportu sugeruje, że został on stworzony z myślą o polepszeniu sytuacji kobiet, to w rzeczywistości odbiega on daleko od ich prawdziwych potrzeb. Próżno w nim szukać wzmianek np. o opiece okołoporodowej, która dla kobiet na całym świecie jest tak ważna. Nie znajdziemy w nim propozycji polepszenia kryzysu demograficznego np. poprzez wdrożenie odpowiednich instrumentów polityki prorodzinnej, umożliwiających kobietom dokonanie wolnego wyboru w kwestii kontynuowania kariery zawodowej bądź pozostania w domu z dzieckiem. Zamiast tego, niczym w czasach słusznie minionych, kobiety przysłowiowo wzywa się do „wsiadania na traktory”, widząc jedynie w pracy pozadomowej możliwość prawdziwej samorealizacji. Już samo to, że feministki tak pogardliwie odnosząc się do macierzyństwa, stygmatyzują i – używając ich terminologii – dyskryminują zdecydowaną większość kobiet, marzących o posiadaniu potomstwa, powinno być alarmujące.

Trzeba również dodać, że proponowany raport ma się nijak do gwarancji, jakie zapewniają państwom członkowskim unijne traktaty. Nawołując do upowszechniania praw reprodukcyjnych i seksualnych, aborcji oraz genderowej edukacji, wchodzi on w kompetencje, które powinny leżeć w wyłącznej gestii państw członkowskich (por. np. art. 168 TFUE dotyczący polityki zdrowotnej). Funkcjonowanie Unii Europejskiej opiera się na zasadzie subsydiarności – o czym obecnie zdaje się zapominać.

Nie trudno sobie wyobrazić, że – jeśli feministyczny ruch nie zostanie zatrzymany – już niedługo wizje radykalnych ideolożek tego nurtu zostaną zrealizowane i czeka nas przyszłość bez stabilnych rodzin, bez macierzyństwa i ojcostwa, w której pozornie wolni obywatele będą tak naprawdę łatwymi do sterowania pionkami zniewolonymi własnymi popędami. Jak pisał św. Augustyn: „…dobry człowiek, chociaż jest niewolnikiem, jest wolny, ale człowiek nikczemny, choćby był królem, jest niewolnikiem. Nie służy bowiem tylko jednemu panu, ale, co jest gorsze, tylu panom, ile ma przywar”.

Karolina Dobrowolska

Autorka jest prawnikiem, analitykiem Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

http://www.naszdziennik.pl/swiat/138417 ... oichl.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 19 cze 2015, 22:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/kpPsFiJoWKL

Ta matka została lekceważąco potraktowana w urzędzie. Potem zrobiła coś co zmieniło podejście urzędu.
wojciechowskikrzysztof 24.3.2015 22:26

Ta matka została lekceważąco potraktowana w urzędzie. Potem zrobiła coś co zmieniło podejście urzędu.

Ta matka idzie do urzędu. Kiedy wychodzi, jej życia zmienia się, także na papierze. To, co opowiedziała trafiło do mojego serca.

Kobieta o imieniu Emily udała się do urzędu, aby odnowić swoje prawo jazdy. Gdy urzędnik zapytał ją o wykonywany zawód, kobieta zawahała się, bo nie wiedziała co powinna oficjalnie powiedzieć. Urzędnik kontynuował: „To znaczy ma pani jakąś pracę czy tylko…?” Kobieta odpowiedziała: „Oczywiście, że mam. Jestem matką.” Po chwili usłyszała: „Matka w świetle prawa nie jest oficjalnym zawodem, podobnie jak gospodyni domowa.”

Kobieta całkiem zapomniała o tej sytuacji do momentu aż historia się nie powtórzyła. „Pani przy moim okienku oczywiście była kobietą sukcesu – skuteczna, pewna siebie i szczycąca się dumnie wiszącą na jej piersi plakietką „wyższy urzędnik państwowy”. Z pewnością ma to dla niej ogromne znaczenie. No cóż, ale postanowiłam podejść. „Pani zawód?” – zapytała z lustrującym wzrokiem wbijającym się we mnie. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale odpowiedziałam jej szybko: Jestem pracownikiem naukowym w Instytucie Rozwoju Dziecka i Relacji Międzyludzkich. Urzędniczka zatrzymała rękę z piórem w powietrzu tak jakby się przed chwilą przesłyszała. Postanowiłam powtórzyć wszystko jeszcze raz, bardzo powoli i wyraźnie. Z akcentowaniem na poszczególne wyrazy. Z wewnętrznym chichotem patrzyłam, jak wpisuje to wszystko do dokumentów. „Co dokładnie robi się w tym Instytucie?” – nagle usłyszałam. Z pełnym przekonaniem odparłam: „Zarządzam programem badań długoterminowych (która matka tego nie robi) w laboratorium i podczas badań terenowych (na zewnątrz i wewnątrz). Pracując na moim stanowisku (jako profesjonalny menedżer rodziny) otrzymałam już cztery cenne nagrody (moje córki). Wszystko to oczywiście jest bardzo ciężkim zajęciem i zwykle zajmuje mi około 14 godzin dziennie – czasem nawet więcej (w rzeczywistości to 24 godziny czuwania). Praca ta jest ogromnym wyzwaniem, ale wynagrodzenie jest o wiele lepsze i bardziej satysfakcjonujące niż wszystkie pieniądze świata.

Zauważyłam, z jakim szacunkiem zwracała się do mnie kobieta. Na koniec odprowadziła mnie nawet osobiście do drzwi.

Kiedy podjechałam do domu, szybko zostałam przywitana przez moich fantastycznych laboratoryjnych asystentów – 13-latkę, 6-latkę – i 3-latkę. Udało mi się także zdobyć całkiem nowy obiekt badawczy (6-miesięczny i słodki jak cukier). Byłam z siebie taka dumna! Wygrałam z biurokracją! Teraz w urzędzie nie jestem „tylko” matką. Dla mnie ten zawód jest najwspanialszą karierą, jaką mogłam sobie wymarzyć. Moje kochane! Każda z nas jest pracownikiem tego Instytutu.”

Niech ta historia otworzy wszystkim oczy! Ta kobieta ma rację i to nie jest wcale przesadzone. Matka to zawód, który wymaga skupienia i poświęcenia 24 godziny na dobę. Udostępnij artykuł. Wszystkie mamy – łączmy się!

http://www.popularnie.pl/zawod-matka/?u ... eBelowPost


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 09 lip 2016, 09:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Ofiara feministycznych kłamstw

Alicja Tysiąc, była radna Warszawy, która zasłynęła ze skargi do Strasburga o uniemożliwienie jej aborcji, prosi na swoim profilu o pomoc finansową. Twierdzi, że znów utraciła pracę i została jej jedynie renta inwalidzka. Jak pisze, prosi o tę pomoc, mimo uczucia wstydu. Szuka również innej pracy, chociaż biorąc pod uwagę jej karierę zawodową, podczas której z byle powodu odchodziła i odrzucała dobre oferty, trudno w to uwierzyć.

Tysiąc miała nadzieję, że napiszą o niej książkę albo nakręcą film. W ferworze nakręcanym przez środowiska lewicowe i media sama zaczęła mieć nadzieję na karierę. Jak widać jednak, robienie kariery na prawie do aborcji nie jest takie łatwe. Ciężko jest w obliczu konkretnych zdjęć przedstawiających jej skutki oraz dzisiejszej wiedzy medycznej przekonać ludzi, że zakończenie życia nienarodzonego dziecka powinno być czyimś prawem. Gdy skończyły się pieniądze od państwa polskiego za to, że szesnastoletnia już dziś córka Alicji Tysiąc pozostała przy życiu, odszkodowanie od „Gościa Niedzielnego” i publicysty Tomasza Terlikowskiego, okazało się, że kobieta feministkom jest już niepotrzebna.

Dziś panią Alicję zostawiły nawet jej dawne koleżanki, wykorzystujące jej nazwisko do walki o legalne mordowanie nienarodzonych. Kobieta pracowała przez chwilę w fundacji Feminoteka, gdzie teoretycznie bardzo troszczą się o tak zwane prawa kobiet, przywileje pracownicze i walczą o solidarność wśród płci pięknej. Okazuje się jednak, że solidarności nie ma, gdy kamery znikają. Inne sprawy okazują się dużo ważniejsze, bo przecież walka o zabijanie nienarodzonych jest ważniejsza niż to, że ktoś może chodzić głodny albo nie mieć na lekarstwa. Kobieta stała się więc kolejną ofiarą feministycznych kłamstw.

Feministki dużo mówią o solidarności, gdy chcą torpedować nasze działania. Chętnie zwołują się, z miernym skutkiem, na grupach i portalach, by oprotestować nasze pikiety i zbiórki. Jak jednak widać, przy prośbie o realną pomoc chowają głowę w piach. Nawet jeśli chodzi o pomoc dla ich dawnych przyjaciół. Z Alicji Tysiąc zrobiły użyteczne narzędzie do promowania aborcji. „Narzędzie” spełniło już swoją rolę. Nie jest potrzebne.

Karolina Jurkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... amstw.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 20 sty 2017, 13:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Obrazek

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 09 mar 2017, 12:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Postulaty feministek są obce większości Polek

Ponad 60 proc. badanych Polaków opowiada się za pełną ochroną życia od poczęcia, z tego większość to kobiety – podkreśla Instytut Ordo Iuris, powołując się na badanie IPSOS. Zdaniem Instytutu, pokazuje to, że postulaty środowisk feministycznych są obce większości Polek.

– Feministki prezentują postulaty sprzeczne ze stanowiskiem zwykłych Polek, choć roszczą sobie pretensje do ich reprezentowania – powiedziała w środę wiceprezes Ordo Iuris dr Joanna Banasiuk.

Podczas konferencji „Czy strajk feministek jest rzeczywiście protestem wszystkich Polek?” Instytut zaprezentował wyniki badania opinii społecznej, dotyczące m.in. ochrony życia ludzkiego w prenatalnym okresie rozwoju oraz poziomu wiedzy na temat obywatelskiego projektu „Stop aborcji” (został on wniesiony do Sejmu w zeszłym roku, m.in. z inicjatywy Ordo Iuris, został jednak odrzucony; skierowanie go do dalszych prac wywołało społeczny sprzeciw, przyczyniając się do tzw. czarnego protestu).

– Wbrew upowszechnianym twierdzeniom, poparcie dla pełnej ochrony życia ludzkiego od momentu poczęcia nie spadło od maja 2016 roku. Przeciwnie, utrzymuje się na tym samym wysokim poziomie – podkreślała dr Banasiuk.

To wysokie poparcie – jak mówiła – utrzymuje się „pomimo demonstrowania ogromnej niechęci co do projektu zarówno ze strony większości parlamentarnej, opozycji, ale też agresji ze strony środowisk feministycznych i skrajnej lewicy”.

Z badania przeprowadzonego przez IPSOS na zlecenie Ordo Iuris wynika, że w 2017 roku 60,2 proc. ankietowanych opowiadało się za pełną ochroną życia od momentu poczęcia. 22,1 proc. było przeciwnego zdania. W maju 2016 roku liczby te wyglądały podobnie – za pełną ochroną życia opowiadało się wówczas 59 proc. ankietowanych, a 27 proc. było przeciwnych.

Wśród osób, które popierają pełną ochronę życia, zdecydowaną większość stanowią kobiety. W lutym 2017 roku postulat pełnej ochrony życia popierało 63 proc. ankietowanych Polek, a 22 proc. było przeciwnych. W maju 2016 roku 61 proc. ankietowanych kobiet opowiadało się za pełną ochroną życia, a 29 proc. było przeciwnego zdania.

Z badania IPSOS wynika również, że poparcie dla nieograniczonej aborcji wynosi około 14 proc. – Wysokie poparcie kobiet dla pełnej ochrony życia ludzkiego w prenatalnym etapie rozwoju pokazuje stopień wyalienowania środowisk feministycznych i obcość ich postulatów większości Polek – mówiła dr Banasiuk.

Jak mówiły przedstawicielki Ordo Iuris, ta tendencja byłaby jeszcze większa, gdyby nie „działania dezinformacyjne w zakresie projektu »Stop aborcji«”. – Atakowanie inicjatywy opierało się na rozpowszechnianiu celowo przeinaczonych informacji na temat treści projektu – podkreślała w środę analityk Ordo Iuris Magdalena Olek.

Według badania IPSOS, blisko 60 proc. badanych Polaków nie miało nawet ogólnej wiedzy na temat kluczowych rozwiązań zaproponowanych w projekcie ustawy „Stop aborcji”. Jak podkreślono na konferencji, ponad 42 proc. osób uważało, że projekt przewiduje np. karanie kobiet za samoistne poronienia, co nie jest zgodne z prawdą.

– Brak rzetelnego przekazu i ogromna kampania dezinformacyjna spowodowały, że wokół inicjatywy „Stop aborcji” narosło wiele fałszywych mitów, wprowadzających społeczeństwo w błąd – mówiła Olek.

Badanie IPSOS przeprowadzono w lutym br., a jego wyniki porównano z wynikami uzyskanymi w maju 2016 roku. Przepytano grupę tysiąca osób powyżej 15. roku życia.

W Dzień Kobiet odbywa się Międzynarodowy Strajk Kobiet zorganizowany przez środowiska feministyczne i skrajnej lewicy.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... polek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 09 sie 2017, 08:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Feministyczna strona człowieczeństwa oznacza całkowite odczłowieczenie. Nie mogę napisać zezwierzęcenie, bo zwierzęta potrafią być czułymi matkami. Feministki tego niestety nie potrafią, więc są o wiele bardziej barbarzyńskie niż zwierzęta. Kobieta, gdy traci łączność z kulturą, z wiarą, z duchem, z mądrością, z człowieczeństwem, ze swoim instynktem, powołaniem i zaczyna feminizować, zatraca wszystkie cechy człowieczeństwa, staje się barbarzyńskim tworem, demonem zła i ohydy. Staje się prymitywna. Zachowuje się jak opętana.

Totalna desperacja feministek

W ostatnich latach w odpowiedzi na masowe akcje obrońców życia oraz kilka projektów obywatelskich zakazujących zabijania dzieci środowiska feministyczne próbowały przygotować projekty konkurencyjne, aczkolwiek tylko raz udało im się zebrać wymaganą prawem ilość podpisów. Wówczas projekt zakładał zabijanie dzieci do 3. miesiąca ciąży na życzenie oraz zabijanie dzieci podejrzanych o chorobę do końca ciąży. Oczywiście przepadł bez śladu, bo społeczeństwo w Polsce w ogromnej większości popiera zakaz aborcji, a debata publiczna jest na temat tego, czy już wprowadzimy zakaz zabijania, czy jeszcze politycy muszą do tego dojrzeć.

Feministki muszą być więc całkowicie zdesperowane, skoro ich nowy projekt o przewrotnej nazwie „Ratujmy kobiety 2017”, pod którym rozpoczęły zbiórkę podpisów kilka dni temu, oprócz standardowego postulatu zabijania dzieci na życzenie do 3. miesiąca ciąży oraz zabijania dzieci podejrzanych o chorobę do końca ciąży (!) zakłada również przymusowe przedstawianie dzieciom (od zerówki) treści seksualnych oraz sodomickich.

Feministki stwierdziły również, że są bezradne wobec skuteczności prowadzonej przez nas akcji Szpitale bez aborterów. Wielokrotne próby niszczenia naszego samochodu oklejonego antyaborcyjnymi plakatami, zaparkowanego przed Szpitalem im. Orłowskiego w Warszawie, ataki na wolontariuszy przyniosły im efekt odwrotny od zamierzonego. Ponieważ nie posiadają żadnych argumentów, którymi mogłyby zbić prawdę, postanowiły prawdy… zakazać. Art. 12 przedstawionego przez nich projektu mówi: „Zakazuje się umieszczania treści i organizowania zgromadzeń przeciwnych przepisom niniejszej ustawy w odległości mniejszej niż 100 m od podmiotów leczniczych, w szczególności szpitali ginekologicznych i położniczych […].”

Ruchy feministyczne potwierdziły po raz kolejny nie tylko swoje mordercze zapędy. Tym razem stwierdziły też wprost, że tzw. wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się ich barbarzyńskie „widzimisię”.

Aleksandra Musiał

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... istek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 08 paź 2017, 12:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Obrazek

https://www.salon24.pl/u/marcin-rezik/8 ... sly-kleske

Nic dodać, nic ująć.
Feminizm to nie kobiecość. Kobiecość to nie feminizm.
A co to jest feminizm?
Ideologia.
A kim (czym) są feministki?
Niczym.
Kobieta daje życie i poprzez to staje się ponadczasowa.
Feministka rozsiewa śmierć i poprzez to odchodzi w niebyt.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 09 paź 2017, 06:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Odpowiedź feministom i feministkom, wściekłym Polkom i wszelkim pomyleńcom lewackim na ich obłęd niszczenia wszystkiego co naturalne i normalne.

Obrazek

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... dawac.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 17 lut 2018, 22:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Kobieta - matka nie jest w stanie zabić swojego dziecka. Może to zrobić tylko niedorozwinięta kobieta, lub kobieta morderczyni.

Zamordowanie Kasi, Jasia, Marysi, Radka i Emilki jest OK!

Tak właśnie mówią roześmiane aborcjonistki, lansujące tezę pozytywnych aspektów mordu na nienarodzonych dzieciach w "Wysokich Obcasach" dodatku Gazety Wyborczej. Rzecz jasna trzy panie prezentujące na zdjęciu ową tezę nie mają na koszulkach wypisane imion tytułowych dzieci. Na białych t- shirtach ubranych w nie zadowolonych i uśmiechniętych kobiet widnieje napis - aborcja jest OK i rysunek jakiejś dziwnej, roześmianej buzi. Wszystko to w konwencji różowego studia dla milusińskich, brakuje tylko baloników, konfetti i cukrowej waty.

To nie może być prawda - mówię sobie oglądając owe zdjęcie, bowiem wtłoczenie krwawej, morderczej jatki, pourywanych małych główki i rączek oraz całej traumy związanej z zamordowaniem własnego, nienarodzonego dziecka w ów różowy obrazek zdaje się być pomysłem jakiegoś zdegenerowanego do szpiku kości, psychopaty albo szatańskiego dizajnera robiącego to, na co zapowiadało się od jakiegoś czasu czyli relatywizowaniu zła. Owa bajkowa różowość lansująca krwawy hak aborcyjny jawi się jako rzecz niebywała, a pomysł aby w ten sposób agitować za aborcją, mógł zrodzić się w umyśle wyjątkowego łajdaka.

Pamiętam, dawno temu, podczas oglądania japońskiej anime "Dragon ball Z" - atomowej nawalanki rożnych takich mangowych herosów, papieros wypadł mi z spierzchniętych warg (wtedy jeszcze paliłem) gdy usłyszałem imię jednego z bohaterów - Szatan Serduszko!!! Co i skąd ma mi wypaść dzisiaj gdy czytam, że aborcja jest OK???

Nie chcę już więcej na ten temat pisać bowiem, cóż więcej można dodać, chyba jedynie ciężkie inwektywy, szczególnie jedną zaczynającą się na "k" z mocnym akcentem na drugą sylabę, bowiem przyzwoity człowiek nie zna słów w cywilizowanej mowie mogącej opisać niniejszą sytuację, zaś różnych dewiantów godnych odosobnienia albo neandertalskiego potraktowania twarzy przewala się wielu po polskich ulicach i polskich studiach telewizyjnych. Właśnie patrzę na jednego z nich - posła Szłapkę z Nowoczesnej, wyjątkowo odrażającego młodego gnoma lansującego zawsze to przeciwko czemu wzbrania się przyzwoitość u normalnego człowieka. Właśnie odsądza od czci i wiary polskie władze za to, że mają czelność pytać Ukraińców ubiegających się o prawo stałego pobytu w Polsce o ich stosunek do Bandery i UPA, w końcu polską racją stanu jest przyjmowanie na naszą ziemię tych, którzy popierają bandytów mających na rękach krew stu pięćdziesięciu tysięcy Polaków. Ręce opadają do kieszeni, w której nóż się otwiera!

Opublikowano: 17.02.2018 18:49.

https://www.salon24.pl/u/tajikase/84504 ... ki-jest-ok


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kobieta czy feministka?
PostNapisane: 16 cze 2018, 18:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Kobieta, czy feministka?
A może osoba niepełnosprawna umysłowo?
Posłuchajcie sami...


Tramwaj jako zbiorowy penis. W odmętach feministycznego szaleństwa. Biednym kobiecinom wszystko kojarzy się z jednym

„Krytyka Polityczna” nieodmiennie dostarcza nam rozrywki organizowanymi przez siebie debatami. Dzięki nim poznajemy krainy głupoty i groteski, w których nikt jeszcze nie bywał. Tym razem panie feministki dyskutowały o motoryzacji i transporcie publicznym.

Panie, w tym wdowa po św. pamięci Diduszko, co to poległ w grudniu 2017 pod Sejmem, ale nadludzkim wysiłkiem woli zmartwychwstawał, dyskutowały o motoryzacji, samochodach i transporcie publicznym. Dyskutantki postanowiły podzielić się swymi upławami myślowymi z okazji zbliżających się wyborów samorządowych.

Już w zagajeniu wstępnym wdowa Diduszko powiedziała, że „każdy wie, że auto to niezbędne przedłużenie polskiej męskości„. Skąd wdowa Diduszko wie, że „każdy wie”, tego akurat nie wiadomo.

Potem zadała głębokie filozoficzne pytanie” A zatem, czy natrętna promocja transportu publicznego, to próba kastracji polskich mężczyzna, a w efekcie próba pozbycia się Polaków z Europy?„.

To chyba miała być jakaś ironia, ale pewności nie ma. Jest natomiast pewne, że wdowa Diduszko myśli, że Polacy myślą, że jak wsiądą do tramwaju, to utracą męskość.

A dalej już było tylko ciekawiej i śmieszniej. Posadźcie pijanego wariata, naszprycujcie go narkotykami, a i tak nie wymyśli takich bredni jak feministki.

Prezentujemy fragment rozmowy, a poniżej jak kogoś interesują cudactwa, dziwy przyrodnicze, albo chciałby sobie porozmyślać o ewolucji homo sapiens, to sobie może obejrzeć całość.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na galante sztany i obuwie jakie nosi Monika Płatek. Od razu też wyjaśnijmy. Wiele osób niesłusznie oskarża panią doktor o bycie panią profesor.



http://nczas.com/2018/05/23/wideo-tramw ... -z-jednym/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /