Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 125 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 16 sty 2019, 19:44 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31400
Mówiąc najdelikatniej ideologie wprowadzają w nasze życia, w nasz real, same niedorzeczności. Gdy jednak góra ideologiczna próbuje przeprogramować nasz świat w seksualne szambo, to jest to już więcej niż niedorzeczność, to już jest ohyda, obrzydliwość, zwyrodnialstwo.

Legalizacja pedofilii – ostatnie stadium moralnego upadku [OPINIA]

Czy pedofilia zostanie wkrótce zalegalizowana? Jak dowodzi Bradley Eli z portalu Church Militant, wszystko wskazuje na to, że stopniowo przygotowuje się społeczeństwa na taki scenariusz. Podobnie jak w przypadku innych dewiacji seksualnych, dąży się do zmiany zarówno języka stosowanego na określenie pedofilii, jak i jej medycznej klasyfikacji. Pedofilia miałaby stać się po prostu jedną z „orientacji”, tak jak obecnie określa się np. homoseksualizm, stosując nomenklaturę używaną w przypadku partii i stronnictw politycznych.

W maju zeszłego roku głośno było o prelekcji wygłoszonej w ramach konferencji TEDx przez studentkę medycyny Mirjam Heine. Dowodziła ona, że po prostu „pedofile urodzili się takimi, a zatem potrzebują akceptacji”. Według Heine, nie jest to ich wina, tak jak ludzie nie mają wpływu na swoje emocje, gdyż „ich nie wybieramy”.

W grudniu ubiegłego roku dr James Cantor, kierownik Toronto Sexual Centre, zamieścił na Twitterze opinię, w której stwierdza, że „wybór pedofilii powinien być prawem”. Jak napisał: „Mówiąc jako gay, sądzę, że POWINNIŚMY dołączyć P [do skrótu LGBTQ]. Inne postępowanie oznacza zdradę zasad, które dają nam nasze prawa”.

Choć Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wciąż uznaje pedofilię za dewiację, to są naciski na zmianę jej klasyfikacji jako „po prostu kolejnej orientacji seksualnej”. Tak na przykład brytyjska socjolog, Sarah Goode, stwierdza: „Jest wiele osób, które mówią: Zakazaliśmy homoseksualizmu i myliliśmy się. Być może mylimy się w kwestii pedofilii”. Dalej zaś dodaje: „Pociąg seksualny dorosłych do dzieci jest częścią kontinuum ludzkiej seksualności; nie jest to coś, co moglibyśmy wyeliminować”, a zatem powinno się zacząć traktować pedofilii jako „zwykłych członków społeczeństwa, mających standardy moralne jak każdy inny”.

Z kolei brytyjski dziennikarz Jon Henley argumentuje za legalizacją pedofilii, podpierając się przykładami z historii i odwołując do badań. Przytaczając przykład XVI-wiecznej Anglii, stwierdza, że będąca jeszcze dzieckiem panna młoda była wówczas czymś normalnym, a wiek, w którym dopuszczano współżycie seksualne wynosił 10 lat. Powołując się z kolei na badania holenderskie i amerykańskie, zauważa on, że „współżycie seksualne dorosłych i dzieci może być dobrą rzeczą”, jeśli dochodzi do niego „dobrowolnie”.

Wygląda na to, że obawy tych, którzy po legalizacji związków homoseksualnych spodziewali się uznania za normę pedofilii, są jak najbardziej uzasadnione.

Źródło: ChurchMilitant.com

https://www.pch24.pl/legalizacja-pedofi ... 453,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 15 lut 2019, 19:41 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31400
Demokracja i wszelki lewacki bełkot o niej, o prawach człowieka, o wolności itp. to tylko fałszywa flaga, wywieszona dla przyciągnięcia mniej rozumiejących lewackie zamiary, potrzeby i cele w tym względzie.

Edukacja seksualna. Perwersja jako rdzeń demokracji

Obrazek
fot. pixabay


Demokratyczne społeczeństwo musi akceptować każdą perwersję seksualną. W Niemczech dzieci są uczone szacunku dla morderców dzieci nienarodzonych, zboczeńców i dewiantów. Kto chciałby przed tym uciec, tego - jako faszystę - należy wsadzić do więzienia.

Wprowadzenie edukacji seksualnej zadekretowano w Niemczech w tragicznym roku 1968. Od kilku lat szalała już zaraza łatwo dostępnej antykoncepcji hormonalnej. Ogarnięci ideologią marksizmu studenci domagali się przeprowadzenia społecznej rewolucji i wywrócenia do góry nogami tradycyjnego porządku. Żądano podeptania wszystkich wartości, zniszczenia rodziny, wyzwolenia od każdej normy. W 1969 roku socjalistyczna minister zdrowia Käte Strobel doprowadziła do publikacji pierwszego podręcznika w dziedzinie wiedzy o seksualności. Konserwatyści byli niezwykle krytyczni, choć książka podawała dość podstawowe informacje o narządach, zapłodnieniu czy ciąży.

Państwo przekracza swoje kompetencje

Gniew wzbudzały jednak nie tylko nazbyt naturalistyczne przedstawienia graficzne, ale przede wszystkim sam fakt wkraczania przez państwo w ten zarezerwowany dotąd wyłącznie dla rodziny obszar. Rozumiano czym może się to skończyć. Skoro jednak socjalistycznym władzom spodobało się „oświecać” pod przymusem dzieci, to krytyka nic nie dała; bez pytania obywateli o ich zdanie zrobiono to, czego domagała się antychrześcijańska rewolucja. W ciągu 50 lat doprowadziło to do prawdziwej edukacyjnej katastrofy. Niemieckie państwo przedstawia wszystkim wchodzącym w dorosłość ludziom oczywiste kłamstwa i każe w nie gorliwie wierzyć pod groźbą wykluczenia z kręgu społeczeństwa. Kto uważa, że seks dwóch mężczyzn wychowujących dziecko jest czymś obrzydliwym i godnym potępienia, ten jest ni mniej ni więcej, a faszystą, volkistą, nazistą, prawicowym ekstremistą. Mówiąc krótko: wrogiem.

Nie ma ucieczki

Niemieccy rodzice nie mogą uchronić dzieci przed szkolną deprawacją. W tym demokratycznym i opartym o szacunek dla „praw człowieka” kraju nie wolno prowadzić edukacji domowej. Każde niemieckie dziecko musi chodzić do szkoły i uczestniczyć bezwzględnie we wszystkich lekcjach. Zdarza się, że rodzice, którym nie w smak deprawacja pociech, buntują się. Są na nich jednak proste sposoby. Tym, którzy nie posyłają dzieci na edukację seksualną, najpierw grozi grzywna, a w razie recydywy lub odmowy zapłaty kary – krótkoterminowe więzienie. Dlaczego tak jest, wyjaśnił w roku 2004 hamburski sąd rozpatrując skargę muzułmańskich rodziców. Wyznawcy Allaha chcieli mieć prawo do oszczędzenia dwóm córkom słuchania oświeconych zachodnich prawd o antykoncepcji, aborcji i seksie homoseksualnym. Sąd wskazał im jednak, że państwowa szkoła przekazuje wyłącznie „informacje” o seksie, a to oznacza, że nie ma mowy o naruszaniu zasady neutralności światopoglądowej. Pozwolenie na absencję na zajęciach z edukacji seksualnej należałoby zdaniem sądu rozumieć jako zachętę do budowania równoległego społeczeństwa i rozwijania uczucia obcości w społeczeństwie.

Tym samym edukację seksualną uznano za jeden z nienaruszalnych elementów składowych niemieckiej demokracji. Odtąd każdy, kto jest jej przeciwnikiem, jest zarazem wrogiem systemu. W 2009 potwierdził to niemiecki Trybunał Konstytucyjny rozpatrując skargę baptystów z Nadrenii Północnej-Westfalii. Uparcie nie chcieli posyłać dzieci na lekcje edukacji seksualnej, za co skazywano ich nawet na więzienie. Walka się nie powiodła, sąd powtórzył argumentację z roku 2004. Okazało się, że także osoby chcące żyć zgodnie z nakazami Biblii są zagrożone budowaniem „równoległego społeczeństwa” i wykluczaniem się z narodowej wspólnoty. W roku 2011 z kolei w tej samej sprawie wypowiedział się sam Europejski Trybunał Praw Człowieka, stwierdzając, że szkoły mają prawo prezentować dzieciom „konieczną wiedzę”, a żadne prawo nie daje rodzicom zgody na uchronienie dzieci przed „konfrontacją z innymi przekonaniami”. Bruksela locuta, causa finita. Demokracja to nauka szacunki dla perwersji i zbrodni – i już!

Informacja? Nie, ideologia

Problem w tym, że twierdzenie, jakoby szkoły w Niemczech tylko „informowały” uczniów, jest najzwyklejszym kłamstwem. Dzieciom prezentowana jest nie wiedza, a marksistowska ideologia; muszą ją zresztą nie tylko poznać, ale także – w zależności od landu – nauczyć się „szanować” lub po prostu „akceptować”. W 2016 roku w uchodzącej za katolicką Bawarii w życie wszedł nowy plan edukacyjny, który nakazuje uczyć dzieci „respektu” dla „różnorodnych form wspólnego życia” i odmiennych niż heteroseksualna „tożsamości płciowych”. Protesty przeciwko tym zmianom, owszem, były, ale przyniosły tylko kosmetyczne zmiany. Nic dziwnego – nawet Kościół katolicki opowiedział się „za” nowym programem. Dla hierarchów z Bundesrepubliki homoseksualizm zresztą grzechem już nie jest; także bawarscy biskupi z kard. Reinhardem Marxem na czele forsują ostatnio niezwykle aktywnie „nową ocenę” stosunków i związków jednopłciowych. Nie mają i nie mogą mieć nic przeciwko uczeniu dzieci „poszanowania” dla homoseksualnych „rodzin”, skoro sami marzą o wprowadzeniu kościelnego błogosławieństwa takich patologicznych „form wspólnego życia”.

Z roku na rok może być w Niemczech tylko gorzej, a to zwłaszcza za sprawą zmian prawnych przyjętych w 2017 roku przez Bundestag. Wprowadzono wówczas legalne homoseksualne „małżeństwa”. Tym samym w świetle prawa dwoje osób tej samej płci wychowujących adoptowane dziecko jest taką samą „rodziną”, jak mąż, żona i ich dzieci. W szkole wobec tego nie można przedstawiać tego inaczej, bo oznaczałoby to kontestowanie porządku prawnego, a zatem byłoby bez mała zamachem na demokrację. Także o aborcji nikt nie naucza w zgodzie z rzeczywistością. Mordowanie dzieci nienarodzonych pozostaje w Niemczech szeroko dostępne i stąd tak zwana aborcja przedstawiana jest jako jeden z dopuszczalnych wariantów „poradzenia sobie” z ciążą. Dzieci w szkołach zapoznają się ze wszystkimi „poglądami” - muszą nauczyć się szacunku dla stanowiska, według którego pozbawienie życia dziecka nienarodzonego jest moralnie dopuszczalne lub nawet w niektórych przypadkach dobre. Mówiąc krótko, uczą się szanować zbrodnię. W podręcznikach prezentowane są wprawdzie też opinie krytykujące aborcję – ale jako pochodzące z kręgów kościelnych. W kraju, w którym praktykuje kilka procent społeczeństwa, nie może mieć to żadnej siły przekonywania.

Polowanie na faszystów

Państwo urządza przy tym wszystkim polowanie na rodziców już nie tylko niewysyłających dzieci na zajęcia edukacji seksualnej, ale nawet na tych, którzy po prostu ją krytykują. W ubiegłym roku z aprobatą minister edukacji, socjalistki Franziski Giffey, ukazała się przeznaczona dla nauczycieli broszura dotycząca walki z ekstremizmem w szkołach. Choć w Niemczech olbrzymim problemem jest radykalizm lewicowy, broszura dotknęła tylko problemu radykalizmu „prawicowego”. Pouczono, jak na podstawie zachowań dzieci i wypowiedzi rodziców tropić faszyzm, nazizm i volkizm. Nie zabrakło odniesień do lekcji „uświadamiania”. Opisano w niej przykład matki, która sprzeciwiała się malowaniu paznokci przedszkolnego syna, a edukację seksualną uznawała za „seksualizację dzieci”. Polecono, by podobnie zachowujących się rodziców zapraszać na rozmowy wychowawcze, bo prawdopodobnie obracają się w ekstremistycznym środowisku volkistowskim. Nauczyciel powinien wyjaśnić takim domniemanym wrogom demokracji, że ich pociecha ma prawo do nieskrępowanego rozwoju osobistego, a rodzic pomstujący na malowanie paznokci chłopcom to prawo próbuje ograniczyć... Treść broszury wywołała krytyczne reakcje nawet centrowych mediów, ale jej nie wycofano. Sama minister w wydanym oświadczeniu stwierdziła, że nie dostrzega w inkryminowanym dokumencie problemu. W gruncie rzeczy - ma słuszność. Skoro niemieckie i europejskie sądy uznały marksistowską edukację seksualną za immanentną część nowoczesnej demokracji, to opisany w broszurze rodzic może zostać słusznie uznany za osobę dla tego systemu groźną i jako taki wymaga reedukowania. Nie daj Bóg stworzy katolickie równoległe społeczeństwo…

Jeszcze lekcja czy już molestowanie?

Zdarza się nierzadko, że edukacja seksualna przybiera postać pornografii. Od kilka lat jest w Niemczech w obiegu poradnik, w którym zachęca się nauczycieli do psychicznego molestowania dzieci. Mają mówić im, czym są gejowskie dark roomy, o co chodzi w sadomasochizmie; zapoznawać ich z takimi praktykami seksualnymi jak połykanie nasienia czy seks analny. Zachęca się, by dzieci odgrywały pantomimiczne scenki seksualne w rytm żywiołowej, agresywnej muzyki; nauczyciele mogą w nich uczestniczyć. Według poradnika nastolatkowie powinni też opracować projekt burdelu, w którym każdy mógłby zyskać satysfakcję seksualną, niezależnie od swojej „orientacji” i „tożsamości”. Dzieci miałyby też przed całą klasą opowiada o swoich ulubionych praktykach seksualnych i wymyślać „kosmiczne orgie” polegające na czynach zakazanych na ziemi. Nie wiadomo, czy gdziekolwiek wcielono te zalecenia w życie, ale sam fakt dopuszczalności podobnego „poradnika” musi głęboko zastanawiać. Książeczka prezentująca taką wizję „edukacji seksualnej” została opisana przez media już w 2014 roku, ale jeszcze w 2016 ministerstwo edukacji w Nadrenii Północnej-Westfalii wpisało ją na listę promowanych materiałów edukacyjnych. Mediom tłumaczono potem, że… nie zapoznano się z jej treścią. W tym landzie książeczkę promowała organizacja „Gejowsko-lesbijskie uświadomienie”. I to wszystko w kraju, w którym jeszcze w latach 80. działały otwarcie grupy polityczne domagające się legalnej pedofilii. Teraz takich grup nie ma oficjalnie w polityce; w edukacji, jak widać, niestety wciąż trwają.

Patrzmy - i róbmy inaczej

Wszystko idzie naprzód. W 1968 roku uczono, czym jest zapłodnienie; w 1991 roku zaprezentowano do dziś popularny podręcznik, który w obrazkach uczył, jak nastolatkowie pod namiotem mają stosować antykoncepcję; dziś zachęca się do zgłębiania tajników sadomasochizmu i poszanowania dla praktyk homoseksualnych. Trudno przewidzieć, co niemieccy ideolodzy perwersyjnej edukacji wymyślą w przyszłości. Polacy, którzy wyjeżdżają do Bundesrepubliki w celach zarobkowych i decydują się wychowywać w tym kraju dzieci, muszą zachować niezwykłą czujność. Katolickie przekonania wpojone pociechom jeszcze w ojczyźnie nie tylko mogą, ale z pewnością zostaną w szkole zakwestionowane. Dla nas, którzy wpływając na polityków kształtujemy dziś w kraju także politykę edukacyjną, niemiecki przykład powinien być wielkim ostrzeżeniem. Nie brakuje i w Polsce ideologów dążących do zdeprawowania dzieci, czego dowiódł choćby organizowany w ubiegłym roku w niektórych szkołach „Tęczowy piątek”. Edukacja seksualna, zarówno prowadzona przez homoseksualne grupki jak i przez demokratyczne państwo wydane na pastwę ideologicznych szaleństw lewicy, stanowi bardzo poważne zagrożenie. W tej sprawie nie ma miejsca na żadne kompromisy.

Paweł Chmielewski

https://www.pch24.pl/edukacja-seksualna ... 130,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 25 lut 2019, 18:26 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31400
W obronie Barbary Nowak - przeciw dewiacji!

Jak czytam i jak słyszę Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych złożył do Ministerstwa Oświaty wniosek o odwołanie Małopolskiego Kuratora Oświaty Barbarę Nowak. Kurator zadała bowiem, nie mające nic wspólnego z poprawnością polityczną pytanie: Czy Rafał Trzaskowski poinformował czym lgbt jest naprawdę? CZY WSPOMNIAŁ, ŻE TO PROPAGOWANIE MIĘDZY INNYMI PEDOFILII? Sprzedaje się ludziom kłamstwa, że to walka o równe prawa dla homoseksualistów. WARSZAWIACY DLACZEGO GODZICIE SIĘ NA KRZYWDZENIE WASZYCH DZIECI?!.

Pani Nowak bezpośrednio przełożyła działalność ruchów lgbt na propagowanie pedofilii, co w świetle badań, że homoseksualiści odpowiadają za blisko 40 procent czynów pedofilnych, jest głęboko uzasadnione, zaś obawa o nasilenie owych aktów po przez nachalne lansowanie tych ruchów i przesuwanie granicy akceptacji społecznej jest jak najbardziej racjonalny. Jeśli człowiek uzmysłowi sobie, że 40 procent wszystkich aktów pedofilnych dokonuje 3 procent społeczeństwa (na tyle własnie liczona jest społeczność homoseksualna, czyli na 100 osób normalnych przypada trzech homoseksualnych dewiantów), to włos jeży się na głowie, że można wspierać, tak jak czyni to pan Trzaskowski owe środowisko odpowiedzialne za tyle aktów pedofilnych.

Może jednak w tym szaleństwie jest metoda. Może właśnie Pedofilia zaraz po homoseksualizmie ma być dewiacją, którą narzuci się do akceptacji społeczeństwu? Już teraz środowiska liberalne, artystycznej bohemy, lewackie, a czasem i polityczni i medialni decydenci usprawiedliwiają pedofilię, a z pewnością bronią swoich znanych i sławnych przedstawicieli, jak choćby Polańskiego czy Cohn'a - Bandite'a. Coraz częściej zmiękcza się obraz pedofilii nazywając ją tak ładnie z greckiego - efebofilem, albo efebem, owa przekrętka jawi się całkowicie zrozumiała w kontekście nazywania homoseksualistów gejami - wesołkami, choć co jest takiego wesołego w penetracji kiszki stolcowej jednego mężczyzny przez drugiego, nie potrafię zrozumieć. Jeśli chodzi o liberalizację nazewnictwa, to winię głównie prawą stronę mediów, która choć ma jednoznacznie negatywny stosunek do afirmacji homoseksualizmu sama z konsekwencją człowieka zmanipulowanego używa jedynie formy gej, jakby uznała, że walkę o przywrócenie właściwej nazwy dewiacji przegrała z kretesem. Ślę tutaj ukłony szydercy w stronę panów Semki, Wildsteina, Ziemkiewicza czy braci Karnowskich, mając uzasadnione obawy, że w chwili prób obłaskawienia pedofilii, bez mrugnięcia okiem, zaczną owych nowych dewiantów nazywać efebami...

I właśnie ta druga rzecz, owo przecieranie szlaków przez jedną dewiację, dewiacjom innym jest równie groźna o ile nie groźniejsza od pedofilnych gwałtów na dzieciach, czynionych przez owo środowisko. Co będzie dalej - kazirodztwo, do którego przekonywał niegdysiejszy złotousty mówca lewactwa i liberii profesor Hartman, Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi? – pyta retorycznie prof. Jan Hartman.

Czy więc biorąc pod uwagę to wszystko nie jest zasadny krzyk Barbary Nowak, że wspieranie środowisk lgbt, owego rozsadnika wszelkiej, możliwej moralnej chimery i propagatora idei do których śmieją się pyszczki Barbary Nowackiej, Magdaleny Środy, profesor Płatek czy też brodziata mordka lubownika siostrzano-braterskich ciał - wolnomularza Harmana, godzi w normalność, godzi w rodzinę i porządek społeczny? Czy tak jest, odpowiedzcie sobie moi drodzy sami.

https://www.salon24.pl/u/tajikase/93675 ... bary-nowak


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 07 mar 2019, 21:51 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31400
To próba deprawacji

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zamiast zapowiadanych trzech nowych linii metra jest „tęczowy” tramwaj, a zamiast żłobków jest warszawska deklaracja LGBT+. Jak ocenić ten lewacki kurs Rafała Trzaskowskiego?
– Jak widać, żeby założyć klub LGBT lub klub gejowski, nie potrzeba decyzji prezydenta miasta ani ustaw, wystarczy dobra wola i chęci. Niestety, dzisiaj są takie miejsca w kraju i nie jest to żadne odkrycie. To, z czym mamy do czynienia, to jest tylko sztuczny sukces – pokazanie na zewnątrz, w tym wypadku przez Rafała Trzaskowskiego, że coś robi, że działa i jest w tym skuteczny. Kadencja prezydenta miasta trwa pięć lat, a nie tylko sto dni. I pytanie do prezydenta Trzaskowskiego, czy tak ma wyglądać rządzenie Warszawą? Kolejne pytanie: czy to jest sedno problemów, jakie dzisiaj przeżywa Warszawa i czy karta LGBT+ oraz zatrważające informacje o edukacji, a właściwie pseudoedukacji dziecięcej to zagadnienia, którymi powinno się zajmować stołeczne miasto?

Czy to, co dzisiaj dzieje się w Warszawie, może być zapowiedzią tego, co może być w całej Polsce po ewentualnej wygranej Koalicji Europejskiej? W Łodzi miejscy urzędnicy planują uruchomienie programu „Nowa formuła edukacji seksualnej w łódzkich szkołach”. Takie zajęcia są wdrażane już m.in. w Poznaniu czy Gdańsku…
– Moim zdaniem, tym nie powinny się zajmować władze samorządowe. Jednak są to tematy wrzucane w przestrzeń publiczną, a wszystko ku uciesze środowisk lewackich, które tym żyją. Jednocześnie to, co obserwujemy, jest zapowiedzią tego, co się będzie działo, kiedy do władzy doszłaby „Wiosna” Roberta Biedronia czy Koalicja Europejska, w której są ugrupowania i ludzie forsujący taką lewacką narrację. I tutaj nie mam wątpliwości, bo takie działania są wpisane w polityczny program określonych grup i można się spodziewać, że będą budować swoje poparcie na takich tematach jak LGBT i pseudoedukacja, a właściwie deprawacja, tyle że pod nazwą edukacji seksualnej naszych dzieci i młodzieży.

Czy podejmując takie tematy, ktoś nie chce deprawować naszych dzieci?
– Podczas jednej z audycji telewizyjnych, w której uczestniczyłem, do polityka Nowoczesnej, który bronił podobnych racji, powiedziałem wprost, że natury nie da się oszukać i nie można się obrażać na to, że dwóch mężczyzn nie może mieć dziecka, bo jest to wbrew naturze. Dla mnie są to rzeczy, sprawy bardzo proste i oczywiste i tu nie ma dyskusji. Ale jeśli ktoś chce mącić, to będzie kluczył i próbował zmieniać fakty, tymczasem natury się nie da oszukać i tyle.

Dokąd może nas zaprowadzić ten ideologiczny atak?
– W tym szaleństwie pójdziemy tak daleko, jak sami na to pozwolimy i do tego dopuścimy. Naprawdę możemy dojść do granic absurdu, do szaleństwa, do edukacji seksualnej czteroletnich dzieci. Jednocześnie śmiem twierdzić, że przy ważnych, trudnych wyborach, a takimi są wybory do Parlamentu Europejskiego, polskie społeczeństwo oczekuje od nas czegoś więcej niż ciepła woda w kranie. Społeczeństwo powinno i oczekuje od nas więcej, a więcej oznacza również to, że podejmujemy dyskusję i rozmawiamy na tematy, które są kluczowe dla życia każdego Polaka, ale grupa LGBT to nie jest całe społeczeństwo.

Gdzie zmierzamy, skoro po sprzeciwie wobec karty LGBT+ medalistki olimpijskiej Zofii Klepackiej posypała się na nią fala nienawiści, a Rafał Trzaskowski nie potępił tego ataku. Co więcej, stwierdził, że sama jest sobie winna…?
– To pokazuje, że te środowiska, które bronią rzekomo zagrożonej wolności, które są przeciwne wszelkiej dyskryminacji i gotowe bronić zagrożonych praw, gdy przychodzi co do czego, kiedy jest to dla nich wygodne, to z tej broni same robią użytek wobec tych, którzy mają inne poglądy. Zofia Klepacka, która jest sportsmenką, osobą publiczną, w sposób bardzo dosadny i zdecydowany powiedziała, co myśli o karcie LGBT+ i o deprawacji dzieci. Zapowiedziała też, że będzie bronić tradycyjnej Polski, tradycyjnych wartości, i jak najbardziej ma do tego prawo. Inne zdanie nie musi oznaczać wrogości. Tymczasem w części naszego społeczeństwa wytworzyło się przekonanie, że każdy, kto myśli inaczej, jest wrogiem, ale nie o to przecież chodzi. Inne zdanie, inny punkt widzenia nie musi oznaczać walki na śmierć i życie. Ważne jest jednak, żeby się określić.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/206 ... wacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 02 maja 2019, 16:28 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31400
To jest naprawdę bardzo ważny problem, ochrona naszych dzieci przed destrukcją moralną, intelektualną i duchową. Tego zaniedbania nie będzie już można w przyszłości nadrobić. Dlatego wszystkie nasze ręce, serca i głowy wyłóżmy "na pokład" i nie dopuśćmy do spustoszenia człowieczeństwa w dzieciach.
O ich człowieczeństwo powinniśmy się troszczyć, dbać i pomagać im je rozwijać, a nie oddać nasze dzieci zwyrodnialcom na zatracenie.
Z tej drogi już niemal niemożliwym jest zawrócenie, a przy końcu tej drogi na nasze dzieci czekają choroby, choroby psychiczne, niska ocena własna, poczucie bezużyteczności i straconego życia.
Walczmy o nasze dzieci.


Szkolenia z deprawacji

Warszawski ratusz szykuje instruktaż dla nauczycieli w dziedzinie edukacji seksualnej.

Obrazek

Według zapowiedzi Rafała Trzaskowskiego, jeszcze w tym roku w warszawskich szkołach ma ruszyć edukacja seksualna według wytycznych WHO. – Zobaczymy, czy będziemy gotowi od września – deklarował prezydent Warszawy. Ostateczny program mają opracować „eksperci”. – Przygotowujemy te zajęcia, chcemy je zaprezentować – mówił Trzaskowski. – Chcemy, żeby wszyscy wiedzieli, że te lekcje są absolutnie dobrowolne i nie ma w tych lekcjach nic takiego, na co światły Polak mógłby się nie zgodzić – dodał.

Ponieważ miasto chce, żeby zajęcia przeprowadzali nauczyciele, ratusz organizuje dla nich specjalne kursy. Jak ustalił „Nasz Dziennik”, przygotowania idą pełną parą. Justyna Michalak z Wydziału Prasowego Urzędu m.st. Warszawy informuje, że za opracowanie programu zajęć i przeszkolenie nauczycieli odpowiedzialne będzie Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń (WCIES). Program ma być gotowy do końca tego roku szkolnego.

– Zajęcia z edukacji seksualnej powinny spełniać kryteria: planowane jako zajęcia dodatkowe, dobrowolność uczestnictwa oraz treści dopasowane do odbiorców. Ważne jest także, aby wykorzystać dotychczasowe doświadczenia, m.in. wynikające z realizacji projektu „Warszawska Sieć Pomocy Dzieciom” – wyjaśnia Michalak w odpowiedzi udzielonej „Naszemu Dziennikowi”.

Jest jednak zasadniczy problem. – Edukacja seksualna według standardów WHO jest tworem absolutnie sprzecznym z podstawami programowymi funkcjonującymi w polskich szkołach – mówi nam małopolska kurator oświaty Barbara Nowak.

Do prowadzenia lekcji z seks-edukacji i monitorowania uczniów LGBT+ w roli tzw. latarników mają zostać zaangażowani pracujący w szkole nauczyciele, pedagodzy i psycholodzy, którzy „zgłoszą taką chęć, uzyskają akceptację dyrekcji szkoły i zostaną wyznaczeni do prowadzenia powyż-szych zajęć”.

Przypomnijmy: w lutym prezydent Warszawy podpisał Kartę LGBT+, w której zobowiązał się do pewnego uprzywilejowania środowiska homoseksualistów, jak również do wprowadzenia do warszawskich placówek oświatowych edukacji seksualnej według standardów WHO. Ten sam dokument zakłada wprowadzenie do szkół „latarników”.

Jak alarmują eksperci, standardy edukacyjne WHO są pełne treści wręcz propedofilskich, a ich celem jest jak najwcześniejsza seksualizacja dzieci i młodzieży.

Zdaniem dr. Andrzeja Mazana, działania prezydenta Rafała Trzaskowskiego przekraczają kompetencje samorządu. – Dotykamy tutaj przede wszystkim zakresu władzy samorządowej. Czy samorząd ma prawo wprowadzać zajęcia, które są wprost sprzeczne z polskim prawem i podstawą programową? – podnosi pedagog. – To, co zawierają standardy WHO, mające być jedną z wytycznych tej edukacji, uderza w prawdę o człowieku, jego godności i naturze – dodaje.

Jak zaznacza nasz rozmówca, przy wprowadzaniu tego typu pseudonauki warto zwrócić uwagę na trzy aspekty. – Pierwszy polega na trybie wprowadzenia tego aktu. Pod pozorem równości demokratycznej i naukowości prezydent Warszawy dokonuje manipulacji w podstawie programowej. Po drugie, narusza konstytucyjne prawo społeczeństwa do ochrony małżeństwa rozumianego jako związek kobiety i mężczyzny, dekonstruując tym samym strukturę społeczną – wylicza dr Mazan. Trzeci aspekt sprawy to odpowiedź na pytanie, co mu pozwala tak działać. – Otóż sądzę, że wprowadzając nienaturalne i niemoralne prawo do powszechnej edukacji, postępuje zgodnie z literą i duchem nieszczęsnej konwencji stambulskiej o przeciwdziałaniu przemocy domowej ratyfikowanej za rządów PO, a wciąż nieuchylonej. Widać wyraźnie w tym przypadku bezradność polskiej Konstytucji wobec prawa wymuszanego przez organa europejskie – zaznacza nasz rozmówca. W jego przekonaniu, jeżeli chcemy, aby tego rodzaju działania nie miały miejsca, należy natychmiast tę konwencję wypowiedzieć. – Decyzja taka pozbawi – nazwijmy to „rewolucjonistów postmarksistowskich” – podstaw legalności działania – dodaje.

Wykradanie dzieci
Zdaniem dr. Mazana, wprowadzenie edukacji seksualnej według matrycy WHO nie jest uzupełnieniem programu szkolnego, ale ma na celu przemianę umysłów dzieci i młodzieży. Chodzi wprost o pozbawienie godności dziewcząt i chłopców. – Ma zaciemnić sumienia, by nie odczuwały wstydu. Ma odwieść dzieci i młodzież od zaufania rodzicom i Kościołowi. Najtragiczniejsze jest to, że nauczyciele tego nie widzą. Nie spodziewam się oporu ze strony władz warszawskich szkół przed wprowadzaniem demoralizacji do szkół. Powinniśmy zatem oczekiwać od Ministerstwa Edukacji Narodowej, aby nie pozwoliło na realizację takich programów – wskazuje pedagog.

Z kolei Barbara Nowak, małopolska kurator oświaty, zauważa, że prezydent Trzaskowski konsekwentnie wiąże pomysł edukacji seksualnej w szkołach według standardów WHO z realizacją deklaracji na rzecz środowiska lesbijek, gejów, osób bi- i transseksualnych. – Nie było tu pomyłki ani błędnej interpretacji zaprezentowanego stanowiska na konferencji w związku z podpisaniem deklaracji LGBT+. Prezydent Warszawy uważa, że w interesie tych środowisk jest rozwijanie zainteresowań dzieci swoją seksualnością od najmłodszych lat. Nie przeszkadza mu ani zdrowy rozsądek, ani opinie ekspertów – zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” kurator Barbara Nowak. W jej przekonaniu, na jego decyzje nie ma wpływu obowiązujące prawo w Polsce. – Do niedawna myślałam, że mylą mu się kompetencje organu prowadzącego z organem sprawującym nadzór pedagogiczny, ale to nie o to chodzi. Pan Trzaskowski najwyraźniej uznał, że jest ponad prawem. Nie przyjmuje do wiadomości, że samorząd nie ma uprawnień do wprowadzania treści dydaktycznych do szkół – podnosi.

Prezydent Warszawy – jak wyjaśnia kurator Nowak – jako organ prowadzący może oczywiście na koszt swojego urzędu podnosić kwalifikacje nauczycieli i organizować szkolenia. – Jeżeli jednak są to kursy, które mają w zamierzeniu wyposażyć nauczycieli w wiedzę, którą potem mają w szkole przekazywać uczniom, to ta wiedza musi być zgodna z obowiązującym prawem oświatowym. Edukacja seksualna według standardów WHO jest tworem absolutnie sprzecznym z podstawami programowymi funkcjonującymi w polskich szkołach. Działania prezydenta Trzaskowskiego oceniam jako rozpaczliwą i szalenie szkodliwą próbę realizacji podjętych zobowiązań wobec środowiska lesbijek, gejów, osób bi- i transseksualnych. Zapomina on przy tym, że w Polsce, inaczej niż np. w Szwecji, to rodzice odpowiadają za swoje dzieci, a nie władze samorządowe – wskazuje kurator Barbara Nowak.

W tajemnicy przed rodzicami
Wielu rodziców obawia się, że o tym, jaka ma być forma zajęć, dowiedzą się po fakcie. – Zapowiedzi prezydenta Warszawy o tym, że zajęcia mają być dobrowolne, są niepoważne. Sam fakt wprowadzania do placówek treści demoralizujących powinien budzić jednoznaczny protest rodziców. Obawiam się, że zajęcia będą wdrażane bez naszej wiedzy i możliwości decydowania. Co jeśli rodzice nie zgodzą się, aby takie lekcje w ogóle miały miejsce? Czy ich głos będzie wysłuchany? – pyta pani Maria, której dzieci uczą się w jednej z warszawskich szkół.

Jak zauważa dr Andrzej Mazan, władze Warszawy próbują wprowadzać treści ideologiczne ponad głowami rodziców, co stanowi uderzenie w ich uprawnienia wychowawcze. – Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest protest ze strony rodziców. Jeżeli rada rodziców nie wyrazi zgody na tego typu zajęcia, to nie wyobrażam sobie, aby dyrektor pozwolił na ich wdrożenie. Prezydent Rafał Trzaskowski prowadzi wojnę z rządem na wszystkich możliwych polach, czując się równoprawnym partnerem dla rządu. Obchodzi prawo, mówiąc do nauczycieli, aby strajkowali, bo miasto i tak im zapłaci. Teraz chce wprowadzać zajęcia niezgodne z polskim prawem. Jest to działanie destrukcyjne – ocenia pedagog.

Paulina Gajkowska

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/208 ... wacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 125 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /