Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 21 sie 2014, 08:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Aby człowieka odczłowieczyć, trzeba go od najmłodszych lat deprawować. Takie deprawowanie to motto działań wszystkich lewackich edukatorów.

Toksyczne podręczniki

Magdalena Środa, zdeklarowana feministka, zwolenniczka aborcji i eutanazji, jest autorem programu do nauczania etyki dla klas 4-6 szkoły podstawowej.

Na pierwszy rzut oka całkiem poprawny merytorycznie program kryje treści niepokojące i indoktrynujące.

Program do nauczania etyki w klasach 4-6 szkoły podstawowej autorstwa Środy powstał w 1999r., rok później został dopuszczony do użytku szkolnego przez ministra edukacji narodowej. Począwszy od 2009 r., wprowadzono generalną zasadę dopuszczania programów wychowania przedszkolnego i programów nauczania do użytku w danej szkole przez dyrektora placówki. Ten po zasięgnięciu opinii rady pedagogicznej dopuszcza do użytku w danej szkole przedstawiony przez nauczyciela lub zespół nauczycieli program nauczania do zajęć zakresu kształcenia ogólnego na dany etap edukacyjny.

Jak tłumaczy prof. Bogusław Śliwerski, szef Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, pracę doktorską („Godność – ujęcie historyczne i normatywne idei”) Środa obroniła w 1990 r., jej promotorem był profesor UW Henryk Jankowski, filozof-etyk – członek PZPR do 1990 roku. W 2004 r. Środa uzyskała habilitację na podstawie książki „Indywidualizm i jego krytycy. Współczesne spory między liberałami, komunitarianami i feministkami na temat podmiotu, wspólnoty i płci”. Tak więc autorką programu nauczania etyki dla klas 4-6 była ówczesna doktor UW, która napisała kilka lat później pracę habilitacyjną. Program nie może być więc dzisiaj traktowany tak, jakby był autorstwa profesora, jest programem autorstwa pracownika pomocniczego, a nie samodzielnego naukowo. Co istotne, szkoły mogą, ale nie muszą z niego korzystać.

– Nie ulega wątpliwości, że autorka tego programu była lewicującym filozofem, a kontynuacją twórczości badawczej jest także tak lokowana na mapie kierunków współczesnej filozofii. Nie wolno jednak traktować tego programu jako programu profesor Magdaleny Środy, tylko doktor M. Środy. Był on zresztą recenzowany przez lewicowego profesora filozofii Stanisława Jedynaka i nauczyciela mgr. Ryszarda Walkiewicza. Nie został zatem spełniony już wówczas, w 1999 r., wymóg, by program został oceniony pod względem merytorycznym, dydaktycznym, wychowawczym i językowym. Nie znamy zresztą treści tych recenzji, więc nie wiemy, jakimi kryteriami kierowali się rzeczoznawcy, wskazując na możliwość dopuszczenia tego programu do użytku szkolnego – zaznacza prof. Śliwerski.

Treści z tezą
Dokładna analiza treści zawartych w programie Środy budzi uzasadniony niepokój. Poglądy autorki mają bowiem istotny wpływ na stawiane w programie pytania, a także wyraźnie ukierunkowują oczekiwane odpowiedzi.

Etyk, ks. prof. Paweł Bortkiewicz zwraca uwagę, że wątpliwości może budzić już kwestia kluczowa dla podręcznika. Cały wykład etyki rozpoczyna się bowiem w tej koncepcji od bloku tematycznego „Poznaj samego siebie”. Tożsamość i więzi. W ramach proponowanych zagadnień Środa umieszcza np. kwestie: „Określanie siebie w kategoriach: pamięci przeszłych zdarzeń, poczucia sprawczości, odpowiedzialności, myślenia, czucia (czy »ja« to moje ciało? – moje myśli? – moje ubrania? Czy gdy przestaję myśleć, przestaję istnieć?). Określanie siebie w kategoriach identyfikacji wspólnotowych (jestem dzieckiem, uczniem, Polakiem, przyjacielem, bratem etc.)”.

– Autorka we wprowadzeniu do jednego z genderowych publikatorów pisała: „Społeczność przyszłości to społeczność otwarta (a nie konglomerat narodów), to społeczność spluralizowana (a nie homogeniczna), multikulturowa (a nie monokulturowa), zindywidualizowana (a nie rodzinocentryczna), laicka (a nie fundamentalistyczna) oraz egalitarna (a nie hierarchiczna). I szkoła powinna przygotowywać do bycia członkiem takiej właśnie społeczności”. Wątpliwości dotyczą zatem nie pytań, ale kierunku ich odpowiedzi, czy mają bowiem te pytania służyć rozpoznaniu tożsamości, czy jej dekonstrukcji, skoro Magdalena Środa wykazuje wręcz alergię na elementy tożsamości – wyjaśnia ks. prof. Bortkiewicz.

Niepokojący jest też inny zestaw pytań i problemów w programie. Oto przykładowe tezy do dyskusji proponowane w programie: „osobą jest ktoś, kto jest odpowiedzialny za to, co czyni”, „osobą jest ktoś, kto potrafi współczuć i pomóc innym”, „osobą jest istota, która myśli”, „osobą jest istota, która umie myśleć o własnej śmierci i o sobie”. Jak zwraca uwagę ks. prof. Bortkiewicz, odpowiedzi na tak skonstruowane pytania i na taką sugestię koncepcji osoby eliminują z tej kategorii zarówno tych, którzy jeszcze nie mają świadomości, jak i tych, którzy ją utracili. Ta koncepcja człowieka od lat służy uzasadnieniu aborcji bądź eutanazji.

Dla posła Sławomira Kłosowskiego (PiS), wiceszefa sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, kontrowersyjna, mówiąc delikatnie, jest już sama osoba Magdaleny Środy i głoszone przez nią publicznie poglądy. Stała się ona bowiem sztandarową postacią promującą poglądy zaprzeczające tradycyjnemu modelowi wychowania, rodziny i płci.

– Moim zdaniem, jej program jest stronniczy światopoglądowo i narzuca jeden kierunek rozumowania. Nie życzyłbym sobie jako rodzic, aby na podstawie tego programu były prowadzone lekcje etyki w szkole, do której chodzą moje dzieci. Ten program to kolejny dowód na to, że rodzice powinni bardzo głęboko przemyśleć decyzję, czy posłać dziecko na lekcje etyki, czy lekcje religii. Dziecko nie powinno być przedmiotem gry światopoglądowej na terenie szkoły –uważa Kłosowski.

Jak ustalił „Nasz Dziennik”, Środa jest także autorką podręcznika do etyki pt. „Etyka dla myślących” przeznaczonego do nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych. MEN informuje, że książka została dopuszczona do użytku szkolnego decyzją z dnia 15 lipca 2011 r. na podstawie pozytywnych opinii następujących rzeczoznawców: prof. dr. hab. Stanisława Jedynaka, rekomendowanego przez Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, dr hab. Aldonę Pobojewską, rekomendowaną przez Uniwersytet Łódzki (opinie merytoryczno-dydaktyczne) oraz dr Izabelę Kraśnicką-Wilk, rekomendowaną przez Uniwersytet Jagielloński (opinia językowa). Rzeczoznawcy stwierdzili, że podręcznik jest zgodny z podstawą programową etyki na IV etapie edukacyjnym, tj. w szkołach ponadgimnazjalnych, oraz jest poprawny zarówno pod względem merytoryczno-dydaktycznym, jak i językowym.

Izabela Borańska-Chmielewska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zniki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 17 wrz 2014, 07:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Aby skutecznie zdeprawować człowieka należy zacząć od najmłodszych chwil jego życia.
Podobnie jest z wychowaniem. Aby wychować człowieka na dojrzałego i odpowiedzialnego, dobrego i mądrego, szlachetnego i ... można długo wyliczać, też trzeba zacząć od zaraz, gdy tylko się on pojawi w naszej rodzinie.
Dzięki lewakom mamy dziś możliwość wyboru: wychowanie, czy deprawacja.
Wybór należy do nas.


Seksintruktaż kaleczy

Z siostrą dr hab. Marią Loyolą Opielą BDNP z Katedry Pedagogiki Chrześcijańskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego rozmawia Izabela Borańska-Chmielewska
Jak dziś wygląda i czym jest edukacja seksualna w większości szkół?
– Trzeba zacząć od tego, jak organizuje się system edukacji dzieci i młodzieży. Jeśli jest to system, w którym chodzi o integralny rozwój, wychowanie i kształcenie, wtedy dziecko-osoba jest podmiotem, który wychowujemy i formujemy. W takim ujęciu element wychowania seksualnego będzie miał swoje właściwe miejsce jako jeden z ważnych wymiarów integralnego rozwoju osoby. Przybierze też odpowiednie formy.

Jeżeli będzie to system edukacyjny zawierający z założenia manipulacje obliczone na korzyści inne niż dobro wychowanka, zawsze będzie się to obracało przeciwko dziecku. Dlatego że będzie akcentowany jakiś jeden aspekt rzeczywistości wychowania, a redukowanie jakiegokolwiek wymiaru wychowania jest krzywdzące. Młody człowiek, dziecko powinno być wychowywane całościowo, harmonijnie, z uwzględnieniem w sposób pełny wszystkich wymiarów jego życia i osobowości. To jednak zależy od konkretnej koncepcji filozoficznej człowieka, na jakiej opierają się podstawy systemu edukacji. Jeżeli odpowiemy sobie na pytanie: kim jest dla nas człowiek, to następnie będziemy pytać: jak, dlaczego i w jakim celu go wychowujemy, dokąd go prowadzimy itd. Każde podejście dążące do redukowania jakiejś sfery rozwoju na rzecz innych jest krzywdzące dla wychowanka.

Jako Zgromadzenie Służebniczek prowadzimy przedszkola dla dzieci. Gdybyśmy jako siostry zakonne ograniczały się tylko do wychowywania religijnego, też robiłybyśmy dzieciom krzywdę, bo chociaż jest to ważny wymiar, to jednak jeden z wielu, nie jedyny. Jeżeli zabieramy się do dzieła wychowania, mając świadomość, kogo wychowujemy, powinniśmy działać odpowiedzialnie i uwzględniać wszystkie sfery osobowości wychowanka.

Jakie skutki może mieć przeakcentowanie jednej sfery?
– Panika i jazgot o konieczności edukacji seksualnej najmłodszych jest czymś, co powoduje popadanie w skrajności i jest niekorzystne dla ich wychowania. Niedawno jedna z matek opowiadała nam, jak wyglądały zajęcia w przedszkolu, do którego uczęszczał jej syn. Pani prowadząca zajęcia wywołała na środek chłopca i dziewczynkę, po czym poleciła, żeby najpierw jedno dotknęło drugie, potem żeby dzieci przytuliły się i dały sobie buziaka, co spotkało się z oporem chłopca. Następnie pani poprosiła chłopca z chłopcem i dziewczynkę z dziewczynką, polecając po kolei te same czynności. Za każdym razem pani pytała dzieci, czy coś się stało. Widząc ich zdziwienie, mówiła: „Dzieci, nic się nie stało”. Początkowo sama to przekonująco powtarzała, ale po jakimś czasie dzieci „spontanicznie” już odpowiadały, że nic się nie stało. A stało się bardzo dużo. Owszem, nie spadł sufit, nikt fizycznie nie ucierpiał, ale został przekroczony pewien próg w wyobraźni i psychice dzieci. Zresztą w sposób perfidny i zamierzony przez panią, która prowadziła zajęcia. Jedne dzieci były przerażone, drugie zadowolone, bo zrobiły i odpowiedziały tak, jak pani chciała. Wszystkie zostały z problemem i chaosem, bo nie dowiedziały się, jak sobie z nim poradzić.

Niewielu rodziców wnika w to, co jest w programie nauczania, nie są świadomi zagrożeń. Skąd ten brak zainteresowania?
– Jeśli spojrzymy na standardy WHO, to de facto nie jest wychowanie i uczenie, tylko zwykły instruktaż, odwoływanie się do najniższych instynktów, popędów, które należy formować, kształtować, poddawać pod samodzielną kontrolę człowieka, który dojrzewa. Tymczasem trzeba to czynić odpowiedzialnie, od pierwszych chwil życia, kiedy małe dziecko jest wprowadzane w rzeczywistość poznawania siebie i świata. To rodzice są tu pierwsi i najważniejsi, oni wprowadzają dziecko w świat, uczą je radzenia sobie, zajmowania właściwych postaw w określonych sytuacjach. Dziecko najpierw uczy się poprzez naśladowanie innych, w czym ogromną rolę odgrywa osobisty przykład dorosłych. Relacja rodzica i wychowawcy z dzieckiem opiera się na jego wierze. Gdy zyskamy zaufanie, dziecko nam wierzy, przyjmuje od nas wszystko, uczy się od nas zachowań i jest przekonane, że one są słuszne. Dlatego rodzice i nauczyciele powinni odpowiedzialnie podchodzić do wychowania. Wiemy, że dzieci najpierw więcej czują, niż rozumieją. Mamy obowiązek moralny, aby dać dzieciom wszystko, co dobre i prawdziwe, wychować je jak najlepiej, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty osobowego rozwoju.

Jak agresywne wychowanie seksualne wpływa na najmłodsze dzieci?
– Bardzo negatywnie. Trzeba powiedzieć wprost, że wyrządza dzieciom krzywdę. W naszych przedszkolach nie stosujemy tych praktyk, ale mamy świadomość, jak można dziecko urazić i zniszczyć psychicznie, pomijając różnice płciowe i role, jakie z nich wynikają. Dzieci same rozpoznają fakt, że istnieją różnice między dziewczynkami i chłopcami, nie ograniczając się jedynie do różnicy w budowie ciała. Większość kilkuletnich chłopców w momencie, kiedy zostają ubrani w spódniczkę czy sukienkę, protestuje, nie godzą się na to, reagują gwałtownie. Mali chłopcy nie są psychologami i nie potrafią nazwać tego, co czują, ale wiemy, że w ten sposób można złamać dziecku psychikę. Zaburza to zdolność dziecka do rozwoju w obszarze umysłowym, emocjonalnym i duchowym, a więc w tym, co należy do istoty człowieczeństwa. Tego nie da się później odbudować. To, co zaniedbamy do 7. roku życia, będzie problemem w dalszym życiu człowieka. Wychowanie seksualne proponowane przez WHO jest płytkie i oparte na najniższych instynktach. To powinno być karalne, bo od najmłodszych lat dąży się do uczynienia człowieka niezdolnym do funkcjonowania zgodnego z jego ludzką naturą. Mamy wychować kogoś, kto rozumem i wolą w pełni potrafi panować nad popędami, odpowiedzialnie dążyć do pełni rozwoju, a nie skupiać się tylko na swoich cielesnych potrzebach.

Dziękuję za rozmowę.
Izabela Borańska-Chmielewska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... leczy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 23 wrz 2014, 06:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Wrogowie pedofilów?

Marek Czachorowski

Wszyscy dzisiaj zdają się potępiać pedofilię, ale niektórzy robią to głośniej niż inni. Tajemnicza to jednomyślność moralna współczesnego świata, bo wszystkie pozostałe zbrodnie i występki mają nie tylko swoich przeciwników, ale także zagorzałych obrońców. Dość wspomnieć np. o aborcji, eutanazji czy cudzołóstwie. Wielu sławi te czyny jako dobrodziejstwa, ale dzisiaj jakoby wszyscy walczą z pedofilią. Widzieliśmy to ostatnio w Sejmie, kiedy zablokowano obywatelską inicjatywę „Stop pedofilii”. Mówiono, że przeszkodzi ona obronie dzieci przed pedofilami, bo uratuje je tylko „edukacja seksualna” od kołyski. Teraz szykują sieć jakoby na pedofilów w ich domach, za pomocą Konwencji o „przemocy domowej”.

Jeszcze niedawno było całkiem inaczej. W stanie wojennym podsyłano walczącej Polsce nie tylko materiały poligraficzne i paczki żywnościowe, ale także pedofilską, psychologiczną literaturę „naukową”. „Not for resale”, jak informuje na stronie tytułowej książki „Children and Sex. New finding, new perspectives” (Boston 1981) wbita pieczątka organizacji „Sabre Foundation”. To bowiem „gift” i to od „Friends of Poland”. Polska miała zatem już wtedy rzekomych „przyjaciół”, którzy zachęcali katolickie instytucje naukowe do życzliwego traktowania pedofilów. Wśród autorów rozdziałów tego dzieła znajduję za pomocą internetu co najmniej jednego homoseksualistę pedofila, psychiatrę aktywnego w Holandii i Federalnych Niemczech. Kończy się książka sformułowaniem propedofilskiego programu politycznego, bo zdaniem autorów dotychczasowe fobie wobec pedofilii są skutkiem błędnej judeochrześcijańskiej koncepcji seksualności, jakoby tylko narzędzia prokreacji. Zachęca się zatem do odrzucenia tego balastu złej przeszłości, i dopiero wtedy dzieci będą miały piękne dzieciństwo, ubogacone głębią międzypokoleniowych kontaktów.

Zdaniem o. dr. Jacka Prusaka, taki pogląd na temat pedofilii panował w literaturze psychologicznej do lat 80., czyli pogląd, że dla dzieci „nie jest to trauma, lecz [nawet – M.C.] własna seksualna inicjatywa”. Ta sytuacja w psychologii miała jednak później „ulec przemianie”, a dzisiaj wszyscy jakoby wykazują (z wyjątkami) „brak akceptacji dla tego typu zachowań”. Skąd ta prawdziwa rewolucja w psychologii i psychiatrii? Czy jakieś epokowe nowe odkrycia w sprawie pedofilii, czy też raczej podatność części świata nauki na kierunek wiejących wiatrów?

Fakty wskazują, że to dopiero zatrważające zbrodnie pedofilów ujawnione w latach osiemdziesiątych (np. sprawa Marca Dutroux w Belgii czy siatka pedofilska w Wielkiej Brytanii dokumenty na ten temat w tajemniczy sposób zniszczono niedawno w tamtejszym MSW) obudziły społeczną czujność. Pochowali się zatem pedofile, a nawet wolą jak najgłośniej wołać, aby łapać pedofilów, najlepiej takich niechlujów, scyzorykiem rzezających niemowlęta. Dla zmylenia tropów urządza się nam codziennie medialny spektakl, że przyczyną pedofilii jest najpierw celibat. Już kilka stuleci nam się to opowiada, dość przypomnieć epokę francuskiego oświecenia, kiedy w celu likwidacji pedofilów (zwanych wtedy sodomitami) postulowano zamykanie seminariów duchownych i klasztorów (Monteskiusz, Wolter). Diderot napisał powieść „Zakonnica” o takim gnieździe deprawacji. Natomiast całkowita swoboda seksualna, włącznie z pedofilskimi kontaktami – zachwalana przez Diderota między innymi w „Przyczynku do podróży Bougainville’a” – miałaby zaprowadzić prawdziwy raj na ziemi. Dzisiaj metodą obrazkową wkłada się to wszystkim do głowy. Z wiadomym skutkiem: „ludzie nierządni stają się złymi z nauk swoich mistrzów” (Sofokles, Filoktet). Kiedy zatem następnemu pokoleniu wprowadzi się „edukację seksualną”, to już nie będzie powodów, aby pedofile dalej się ukrywali, i znów część świata nauki sławić będzie otwarcie pedagogiczne zalety międzypokoleniowych kontaktów seksualnych.

Po to też teraz forsuje się ratyfikację Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Przeszkadza pedofilom najpierw silny mężczyzna i ojciec. Trzeba go zatem oskarżyć o patriarchalne ambicje i jeszcze w przedszkolu poddać genderowym przebierankom, aby zapomniał, że jest mężczyzną i ma bronić swoich dzieci.

http://www.naszdziennik.pl/wp/99109,wro ... filow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 03 lis 2014, 06:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Powstrzymać destrukcję ludzkości

Większość ludzkości doznaje dziś ucisku. Niszczymy stworzenie, życie, kulturę, wartości, nadzieję. Ojciec Święty Franciszek przestrzega i wskazuje na ratunek – postawę ewangelicznych Błogosławieństw.

Bardzo poruszające słowa wypowiedział Ojciec Święty Franciszek w uroczystość Wszystkich Świętych na rzymskim cmentarzu Campo Verano. – Kiedy w pierwszym czytaniu słuchałem Anioła wołającego donośnym głosem do aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu, pomyślałem, że my potrafimy wyrządzić ziemi większą szkodę niż aniołowie. I rzeczywiście to robimy – mówił w homilii Papież. Dlatego – jak podkreślił – ludzkość potrzebuje dziś tak bardzo Pana Boga, „aby nas opieczętował swoją miłością i mocą, aby powstrzymać tę szaleńczą niszczycielską pasję”. Przypomniał o okrucieństwach wojny, niesprawiedliwości, prześladowaniu za wiarę, całym systemie destrukcji i panującej dziś „kulturze odrzucenia”.

– Bo człowiek, którzy uważa się za boga, króla, przywłaszczył sobie stworzenie, wszystkie te piękne rzeczy, które Bóg dla nas stworzył. I kto płaci rachunek? Oni! Ubodzy, ci, którzy osobiście doświadczyli odrzucenia. To nie jest jakaś dawna historia. To dzieje się dzisiaj. I ten tłum jest przed Bogiem i prosi: ratunku, daj nam pokój, daj nam chleba, pracy – mówił Następca św. Piotra. I alarmował, że większość ludzkości doznaje dziś ucisku! – Powiem więcej – wydaje się, że ci ludzie, te głodujące dzieci, chorzy, że oni się nie liczą, że są jakimś innym gatunkiem, że nie są ludźmi – ubolewał Papież. Wskazywał, że nadchodzą chłody, a ci ubodzy, którzy muszą uciekać, by ocalić własne życie, koczują pod namiotami, czują chłód, nie mają lekarstw, są głodni.

Jaka zatem powinna być nasza postawa wobec tego niszczenia ludzi i całych narodów? – Naszą postawą, jak słyszeliśmy w Ewangelii, jest postawa Błogosławieństw. Tylko ta droga doprowadzi nas do spotkania Boga. Tylko ta droga uchroni nas od zniszczenia, dewastacji ziemi, dzieła stworzenia, moralności, historii, rodziny, wszystkiego. Tylko ta droga – podkreślał Ojciec Święty. Wskazał też na nadzieję, która nam jeszcze towarzyszy. – Nadzieja, że Bóg zlituje się nad swym ludem, nad tymi, którzy doświadczają wielkiego ucisku. A także że zlituje się nad tymi, którzy powodują zniszczenie, by się nawrócili. I w ten oto sposób wzrasta świętość Kościoła – nauczał Franciszek.

Przed Mszą św. na rzymskim cmentarzu Campo Verano Papież oglądał zdjęcia ukazujące skutki bombardowań Rzymu w 1943 roku, w konsekwencji których ucierpiała również wspomniana nekropolia. Zarówno w uroczystość Wszystkich Świętych, jak i wczoraj, we wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych Biskup Rzymu spotkał się w południe ze zgromadzonymi na placu św. Piotra wiernymi na modlitwie „Anioł Pański”. W rozważaniach mówił o rzeczach ostatecznych człowieka, które przypominają liturgiczne obchody dwóch pierwszych dni listopada.

Papież przypomniał, że wszyscy święci to owi „ostatni dla świata”, którzy stali się „pierwszymi dla Boga”. Nawiązał również do chrześcijańskiej prawdy o świętych obcowaniu. – Tak więc istnieje niezniszczalna więź między nami żyjącymi na tym świecie a tymi, którzy przekroczyli próg śmierci. My tu na ziemi wraz z tymi, którzy przeszli do wieczności, tworzymy jedną wielką rodzinę. I ta rodzinna więź trwa – podkreślił Franciszek. Dodał, że owa wspólnota nieba i ziemi najpełniej wyraża się w Eucharystii, będącej spotykaniem ze zmartwychwstałym Chrystusa, dzięki któremu sami mamy przystęp do wspólnoty braci, również tych, którzy nas poprzedzili w drodze do wieczności.

Sebastian Karczewski, Rzym

http://www.naszdziennik.pl/wiara-stolic ... kosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 13 lis 2014, 07:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zmuszani do porzucenia wartości

Komitet CEDAW wywiera na Polski rząd nieuprawnione naciski przez próby narzucenia postulatów feministek.

Komitet CEDAW, czyli organ monitorujący wykonywanie przez Państwa-Strony Konwencji ONZ w sprawie Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet z 1982 roku wywiera na Polski rząd nieuprawnione naciski, domagając się m.in. osłabienia ochrony życia ludzkiego na prenatalnym etapie rozwoju, ograniczania swobody głoszenia nauki przez Kościół katolicki i inne środowiska krytykujące ideologię gender oraz zwalczania, zwłaszcza w mediach i w podręcznikach, przedstawiania kobiet jako podejmujących tradycyjne role społeczne.

Między 20 października a 7 listopada 2014 odbyła się 59. Sesja Komitetu CEDAW, podczas której polski rząd zdał raport z wykonywania Konwencji w latach 2007-2014. Na czele polskiej delegacji stała Pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania – prof. Małgorzata Fuszara. Podczas obrad obecne również były feministyczne organizacje pozarządowe, które złożyły swoje raporty, tradycyjnie skarżąc się na „restrykcyjne” prawo aborcyjne w Polsce oraz przywiązanie polskiego społeczeństwa do naturalnego ładu społecznego.

Niestety, sytuacja, gdy Polskę reprezentowały przed komitetem CEDAW, z jednej strony znana z kontrowersyjnych poglądów prof. Fuszara jako Pełnomocnik Rządu, z drugiej zaś strony skrajne ugrupowania feministyczne, doprowadziła do przedstawienia sytuacji w Polsce w sposób całkowicie jednostronny i fałszywy. Pozwoliło to Komitetowi CEDAW na przyjęcie niezwykle agresywnego względem Polski dokumentu prezentującego skrajnie lewicową narrację forsowaną przez środowiska feministyczne. Występując w tym procesie we wszystkich rolach, środowiska te czuły się tak swobodnie, że CEDAW formułować zaczął w ich imieniu wręcz roszczenia finansowe, twierdząc, że Polska w zbyt małym stopniu finansuje działalność radykalnych organizacji feministycznych.

Obserwacje komitetu CEDAW podzielone zostały na dwie zasadnicze części. Pierwsza część (znacznie mniej niż 10% objętości) dotyczy pozytywów w dziedzinie walki Polski z dyskryminacją kobiet. Jak się łatwo domyślić, jako zasługę Polski uznaje się głównie działania implementujące do prawa polskiego postulaty feministyczne (np. parytety na listach wyborczych lub prowadzenie polityki genderowej). Druga część natomiast składa się z szeregu uwag krytycznych dotyczących aktualnej kondycji kobiet w Polsce i stosownych zaleceń. Jest to zdecydowanie najobszerniejsza część Obserwacji Końcowych.

Niestety, w Obserwacjach Końcowych Komitetu CEDAW próżno szukać obiektywnej analizy problematyki dyskryminacji kobiet w Polsce. Prezentuje on jednostronną perspektywę organizacji radykalnie feministycznych. O całkowitym oderwaniu Obserwacji od rzeczywistości świadczy chociażby fakt, że w punkcie 22 mówi się o szeroko rozpowszechnionej przemocy wobec kobiet (widespread violence against women), ignorując pierwsze porównywalne w skali całej Unii Europejskiej badania Agencji Praw Podstawowych UE, z których niezbicie wynika, ze przemoc wobec kobiet jest w Polsce na jednoznacznie najniższym poziomie wśród krajów UE. Jak wobec tego CEDAW nazwie poziom przemocy wobec kobiet w Danii, Finlandii lub Szwecji, gdzie jest ona blisko trzy razy częstsza i ponad dwa razy rzadziej raportowana policji? Sytuacja ta dowodzi, że Obserwacje Komitetu CEDAW całkowicie abstrahują od faktów i reprezentują jednostronną feministyczną perspektywę uzupełnioną niekiedy o polityczne postulaty ruchu LGBTI.

Znajduje to swoje potwierdzenie również w kuriozalnych zaleceniach zwalczania postaw sprzeciwiających się upowszechnianiu polityki inspirowanej przez kategorię gender. Szczególną uwagę poświęca się zwłaszcza konieczności walki z przekazem wskazującym na ideologiczny charakter gender. W myśl tego zalecenia, CEDAW domaga się m.in. by rząd ograniczał w tym względzie również swobodę Kościoła katolickiego.

Najbardziej bulwersujący jest w tym kontekście fakt, że termin gender nie pada nigdzie w tekście Konwencji CEDAW, a zatem Polska w żaden sposób nie zobowiązywała się, podpisując Konwencję, do propagowania tej ideologii. Komitet CEDAW jednak nie czuje się w ogóle zobowiązany tekstem konwencji, której wdrażanie monitoruje. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że komitet CEDAW usiłuje odgórnie narzucić Polsce jedynie słuszny „światopogląd naukowy” tak, jak za czasów słusznie minionych czynił to ZSRS. Również wówczas, nauczanie Kościoła prezentowano jako wsteczne i stojące na przeszkodzie urzeczywistnieniu równości.

W części poświęconej zdrowiu CEDAW wzywa polski parlament do osłabienia ochrony życia ludzkiego na prenatalnym etapie jego rozwoju, poprzez rozszerzenie przesłanek dopuszczalności aborcji i liberalizację w stosowaniu dotychczasowych. Tym samym, pozbawiony jakiejkolwiek demokratycznej legitymacji, biurokratyczny organ międzynarodowy pozwala sobie w oficjalnym stanowisku wywierać naciski na demokratycznie wybraną władzę ustawodawczą, by ta przeforsowała rozwiązania prawne, którym sprzeciwia się większość społeczeństwa polskiego. Co więcej, CEDAW domaga się jednocześnie, by ograniczyć możliwość korzystania przez lekarzy i personel medyczny z klauzuli sumienia. Rekomendacje w tej mierze powinny wywołać szczególnie stanowczą reakcję ze strony polskiego rządu i parlamentu, bowiem wzywa się w nich do ograniczenia ochrony praw gwarantowanych przez Konstytucję (prawo do życia i wolność sumienia).

Szczególne zażenowanie budzi fakt, że Komitet CEDAW otwarcie nawołuje do propagowania w Polsce niestereotypowych ról płci i do zwalczania w mediach przekazu ukazującego kobiety podejmujące tradycyjne role społeczne. CEDAW podkreśla zwłaszcza stereotypowy charakter naturalnego podziału ról w rodzinie. Zważywszy, że Komitet ten wywiera jednocześnie presję, by Polska ratyfikowała stambulską Konwencję Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (CAHVIO), potwierdzają się formułowane od dawna obawy, że naturalny podział ról społecznych między kobiety i mężczyzn zostanie uznany za stereotyp podlegający wykorzenieniu na mocy art. 12 konwencji CAHVIO.

Komitet CEDAW naciska również na wprowadzenie przez Polskę obowiązkowej edukacji seksualnej na wszystkich etapach nauczania. Polskim dziewczętom należy, według CEDAW, zapewniać bezproblemowy dostęp do antykoncepcji, aby mogły w sposób „odpowiedzialny” (sic!) realizować swoje „prawa seksualne” (sic!). Jednoznacznie negatywny stosunek społeczeństwa polskiego do propagowanego przez WHO, modelu edukacji seksualnej „na wszystkich etapach nauczania”, jest dla CEDAW bez znaczenia.

Obserwacje Komitetu CEDAW jaskrawo ilustrują jednoznacznie antydemokratyczny charakter tego gremium i wyraźnie pokazują dezynwolturę, z jaką współcześnie komitety monitorujące odnoszą się do suwerennych kompetencji państw. Strony Konwencji zgadzają się przestrzegać swych zobowiązań wyrażonych w tekście konwencji międzynarodowych, gdy tymczasem monitorujące je komitety, nie posiadając żadnego demokratycznego umocowania, uznają tekst Konwencji za zaledwie przyczynek do nakładania na państwa zobowiązań, jakie tylko uznają za stosowne. Kierują się przy tym najczęściej radykalną ideologią, całkowicie lekceważąc suwerenny status stron Konwencji.

Praktyka stosowana przez CEDAW aż nazbyt plastycznie ukazuje również kierunki, w których zmierzać będzie proces wdrażania Stambulskiej Konwencji Rady Europy (CAHVIO), nad której ratyfikacją toczy się obecnie dyskusja. Pamiętać należy, że Konwencja CEDAW w porównaniu do Konwencji Rady Europy jest dokumentem wyjątkowo wyważonym. Skoro na gruncie umiarkowanego tekstu Konwencji CEDAW formułowane są tak zuchwałe postulaty, to jak daleko będzie się posuwać grupa GREVIO, jeśli tylko Polska ratyfikuje Stambulską Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet?

Źródło: Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 10 gru 2014, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Nie możemy pozwolić na to aby psychopaci od zboczeń seksualnych i inni genderopaci deformowali nam umysł i psychikę naszych dzieci.
Nie dajmy zboczeńcom okaleczać naszych dzieci, chrońmy je, aby zarówno one, jak i świat cały pozostały normalne, a nie wynaturzone.


Gender: jeśli nie rodzice?

Prof. Piotr Jaroszyński

Ideologię można narzucić przymusem, choćby drogą administracyjno-prawną, ale można też w sposób bardziej subtelny, co nosi miano warunkowania. W tym drugim wypadku człowiekowi zostawia się wybór, ale ten wybór jest tak skonstruowany, że statystyczna większość postąpi tak, jakby to był przymus. Na przykład są jeszcze matki, które wolałyby zostać z dziećmi w domu i nie iść, jak to się mówi, do pracy, choć wiadomo, że w domu też jest praca. W czasach komunizmu było inaczej, bo wszystkie matki musiały w kilka miesięcy po urodzeniu dziecka iść do pracy poza domem. Teraz matki tego nie muszą, ale…

W obliczu zagrożenia bezrobociem i niskiej pensji męża kobieta nie ma specjalnego wyboru, bo do pracy musi iść, jeśli rodzina ma przeżyć. W ten sposób bez przymusu i drogą wolnej decyzji większość kobiet idzie jednak do pracy. A to oznacza, że nie mają już tyle czasu dla swoich dzieci, ile dzieci by potrzebowały, a nawet zdarza się, że w ogóle nie mają czasu. W praktyce oznacza to, że rodzice coraz mniej wiedzą, co się tak naprawdę dzieje w szkole. Kontakt z dzieckiem sprowadza się do rutynowego pytania o to, czy lekcje zostały odrobione. I to wszystko. A przecież w szkole dziać się może dużo więcej niż tylko zwykłe lekcje, może być wprowadzana jakaś ideologia, wprost lub pośrednio, jak choćby ideologia gender. Ale o tym rodzice się nie dowiedzą, bo przecież są strasznie zajęci.

Co wówczas pozostaje? To samo, co w czasach komunizmu: trzeba wcześnie uaktywniać najstarsze pokolenie, czyli babcię i dziadka. Rodzice, zdając sobie sprawę, że jednak nie będą mieli zbyt wiele czasu dla swoich dzieci, powinni zabiegać o to, żeby dziadkowie pozostawali w bardzo dobrych relacjach z wnuczkami. Nie tylko dlatego, że wymaga tego kultura, ale również dlatego, że dziadkowie naprawdę mogą się przydać z racji wychowawczych. Jeśli bowiem są na emeryturze, to mają znacznie więcej czasu, i właśnie ten czas powinni pożytecznie wykorzystać na wychowanie moralno-religijne wnuków. Nie jest to aż tak trudne, jeśli ten kontakt utrzymywany jest od wczesnych lat. A dziecko ma naturalną potrzebę dzielenia się wrażeniami i spostrzeżeniami z tymi, do których ma zaufanie. W ten sposób dziadkowie i dzięki nim również rodzice mogą się dowiedzieć, że w jakiejś szkole wprowadzana jest ideologia gender. Ideologia bardzo niebezpieczna. Wiedząc wcześniej, mogą też wcześniej zareagować, przeciwstawiając się łamaniu swoich konstytucyjnych i religijnych praw. Jednym słowem, instytucja babci i dziadka jest i dziś jak najbardziej poszukiwana.

http://www.naszdziennik.pl/wp/117831,ge ... dzice.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 16 gru 2014, 07:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Procesy destrukcyjne, które są realizowane systemowo, wymierzone są przeciwko człowiekowi, przeciwko społeczeństwom, narodom, przeciw całej ludzkości.
Staczanie się człowieczeństwa w niedorozwój, w obłęd, w depresje, w choroby, w nędze w tym również moralną, itd. są tylko następstwem tych celowych działań lewackiego kołtuna.
Prawdziwe "żniwa" są jednak dopiero przed nami. Z lękiem i z przerażeniem myślę o tym co czeka ludzkość, co czeka nasz świat, pod rządami psychopatycznych polityków.
Zło zawsze było, ale teraz, w obecnych czasach uzyskuje wyłączność prawną na absolutną dominację, przy czym dla zmyłki nazywane jest dobrem.


Depresja nastolatków

Zamiast na resocjalizację trafiają na zamknięte oddziały psychiatryczne. Już teraz pomocy specjalisty wymaga 630 tys. dzieci poniżej 18. roku życia. Prognozy są jeszcze gorsze.

Utrudniony dostęp do ambulatoryjnej opieki psychiatrycznej nieletnich z ośrodków resocjalizacyjnych sprawia, że trafiają oni do szpitali. Nawet wtedy, gdy nie powinni się tam znaleźć. Psychiatrzy alarmują, że występowanie zaburzeń psychicznych wśród małoletnich wykazuje tendencję wzrostową.

Według danych rzecznika praw pacjentów Krystyny Kozłowskiej, która skierowała w tej sprawie monit do ministra edukacji, młodzież z ośrodków wychowawczych i socjoterapii to aż 7 proc. wszystkich hospitalizowanych na szpitalnych oddziałach psychiatrycznych. Rzecznik zebrała dane z 20 placówek.

W ubiegłym roku na terenie kraju funkcjonowało 68 MOS-ów i 93 MOW-y. O umieszczeniu w nich nieletnich decyduje sąd rodzinny.

Decyzje takie zapadają wtedy, gdy zostały już wykorzystane inne środki wychowawcze takie jak: odpowiedzialny nadzór rodziców, organizacji młodzieżowej lub innej organizacji społecznej, zakładu pracy czy też osoby godnej zaufania, udzielających poręczenia za nieletniego, nadzór kuratora, skierowanie do ośrodka kuratorskiego, a także do organizacji społecznej lub instytucji zajmujących się pracą z nieletnimi.

O przyjęciu pacjenta do szpitala psychiatrycznego zawsze decyduje lekarz, który po jego zbadaniu stwierdza wskazania do hospitalizacji. Jak wskazują psychiatrzy, z którymi rozmawiał „Nasz Dziennik”, sądy kierują często do oddziałów psychiatrycznych nieletnich będących w poważnym konflikcie z prawem, którzy wymagają nie leczenia, a przede wszystkim resocjalizacji.

– Poradni psychiatrycznych dziecięcych i młodzieżowych jest mało, poza tym są ogromne kłopoty kadrowe. Jest bieda w przychodniach i na oddziałach szpitalnych, pogarsza się jakość opieki nad pacjentem, a personel, skonfrontowany z niemożliwymi zadaniami, wypala się albo odchodzi. Bieda panuje też w ośrodkach wychowawczych i socjoterapeutycznych, które wysyłają swoich podopiecznych, którzy wykazują zazwyczaj duże trudności wychowawcze, do szpitali. Na oddziałach dochodzi do konfrontacji, a często przebywa tam młodzież słabsza, która nie jest w stanie przeciwstawić się dysfunkcjonalnym zachowaniom. Często pod wpływem tej trudnej młodzieży dzieją się tam rzeczy dramatyczne. W rezultacie te oddziały psychiatryczne, które miałyby służyć dzieciom chorym, często są zdominowane przez młodzież bardziej z problemami wychowawczymi niż zdrowotnymi – mówi prof. Jacek Wciórka z warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Powołując się na dane prof. Tomasza Wolańczyka, byłego konsultanta krajowego w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, rzecznik praw pacjenta zaznacza, że jeśli chodzi o umieszczanie wychowanków MOW-ów i MOS-ów w szpitalach psychiatrycznych, dochodzi często do nadużyć, zwłaszcza w okresie wakacji i ferii świątecznych. Kiedy natomiast placówka odmawia przyjęcia dziecka, wychowawcy tych ośrodków przywożą je ponownie, argumentując, że przejawiało skłonności samobójcze. Innym problemem jest to, że po odbytej kuracji szpitalnej młodzi ludzie cierpiący na zaburzenia psychiczne nie mogą często liczyć na konkretne zalecenia, co mają robić po opuszczeniu placówki.

Problemem jest też często zbyt duża odległość młodzieżowych ośrodków wychowawczych i młodzieżowych ośrodków socjoterapii od poradni psychiatrycznych oraz – jeśli chodzi o przychodnie – zbyt długi czas oczekiwania na wizytę lekarską. Z kolei obowiązujący stan prawny uniemożliwia ich zatrudnianie na terenie MOS-ów ani MOW-ów. Kwestię tę reguluje rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu opieki psychiatrycznej i leczenia uzależnień. Przed dwoma laty – przypomina rzecznik – resort zdrowia deklarował zmianę dokumentu poprzez rozszerzenie wykazu świadczeń ambulatoryjnych z zakresu psychiatrii, które objęłyby również wychowanków MOS-ów i MOW-ów. Do dziś deklaracja ta nie została zrealizowana.

Coraz więcej zaburzeń

Tymczasem rokowania nie są zbyt pozytywne. Już teraz pomocy systemu lecznictwa psychiatrycznego i psychologicznego wymaga ok. 630 tys. dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia.

Psychiatrzy alarmują, że występowanie zaburzeń psychicznych wśród małoletnich wykazuje tendencję wzrostową. Niepokojący jest wzrost samobójstw, zaznaczający się zwłaszcza w roku 2012 i 2013. Młodzi coraz częściej zachowują się agresywnie, dochodzi do zamierzonych samookaleczeń, co powoduje wzrost ostrych przyjęć nastolatków na oddziały szpitalne, a to z kolei wydłuża okres oczekiwania innych na miejsce w trybie planowym do wielu tygodni. Analiza przeprowadzona przez RPP koreluje z konkluzjami Sekcji Naukowej Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, jakie padły podczas tegorocznej 27. Konferencji Sekcji Naukowej Psychiatrii Dzieci i Młodzieży PTP, która odbyła się w Gdańsku.

W ocenie psychiatrów, w ostatnich latach dostępność do opieki ambulatoryjnej poprawiła się nieznacznie jedynie w niektórych dużych miastach, które posiadają ośrodki szkoleniowe i zwiększoną liczbę specjalistów. W pozostałych regionach Polski okres oczekiwania na wizytę pierwszorazową do psychiatry lub do psychologa wynosi nawet do kilku miesięcy, a do psychoterapeuty jeszcze dłużej.

– Jest to wynik braku jakichkolwiek zachęt do podejmowania pracy przez specjalistów w mniejszych ośrodkach – podnoszą lekarze.

Istnieje wprawdzie Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego (NPOZP), który zakłada zwiększenie liczby łóżek w szpitalnictwie psychiatrycznym: współczynnik ten miałby wynosić 0,4 łóżka na 10 tys. mieszkańców (obecnie jest to 0,34). Tyle że – zaznaczają lekarze – współczynnik ten zaplanowano dla kraju, w którym miało być 30-80 Centrów Zdrowia Psychicznego dla dzieci i młodzieży; tymczasem nie ma żadnego. Program przewiduje też działanie 256 zespołów leczenia środowiskowego. W rzeczywistości są jedynie dwa. Natomiast miejsc na oddziałach dziennych powinno być 3,8 tys., a jest ich poniżej tysiąca. Likwidowane są oddziały psychiatryczne, jest poważny niedobór kadry. Według założeń NPOZP w Polsce powinno być ok. 390 czynnych zawodowo psychiatrów dziecięcych. Obecnie jest ich 280, przy czym – zaznaczają w swym stanowisku lekarze – liczba ta jest przeszacowana, gdyż np. w województwie podlaskim z 13 zliczonych specjalistów 4 osoby są na emeryturze, a 2 dalsze nie pracują ze względu na stan zdrowia. – Podobnie w województwie mazowieckim imponująca liczba 60 specjalistów wymaga uzupełnienia o informacje (według danych NRL), że 42 z nich ma więcej niż 65 lat – zaznaczają lekarze.

Powodem jest niskie finansowanie psychiatrii przez NFZ. Zarówno dziennej, jak i stacjonarnej. W niektórych placówkach środki z funduszy wystarczają na pokrycie tylko części kosztów wizyt. Finansowanie systemu lecznictwa psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży skazuje je na upadek – konkludują lekarze. Postulują przy tym zwiększenie finansowania świadczeń o średnio 40 procent.

– Gdyby nie zabrakło dobrej woli i pieniędzy, Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego od lat byłby realizowany i wszystkie te kłopoty dawno by zniknęły. Od jego uchwalenia nic się jednak w tej sprawie nie dzieje – kwituje prof. Wciórka.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... atkow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 31 gru 2014, 09:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Portret człowieka masowego

Żyjemy w czasach mediokracji. Nie chodzi tu tylko o to, że media są czwartą lub nawet pierwszą władzą, ale o coś wyjątkowego – tylko media pozwalają dotrzeć do tak licznych odbiorców w tak wielkiej skali i w tym samym czasie. Ten sam program telewizyjny mogą jednocześnie oglądać miliony, a nawet miliardy osób na wszystkich kontynentach. Jest to skala niewyobrażalna i nieporównywalna. A choć dla konkretnego odbiorcy mediów nie ma to wprost znaczenia, czy sam ogląda program w swoim telewizorze czy takich jak on są miliony, to jednak ma to olbrzymie znaczenie dla nadawcy programów. Nadawca wie, że jego przekaz może być odbierany przez milionowe rzesze telewidzów. A to już jest coś. Tego nie można zlekceważyć, to można wykorzystać, i to w przeróżnych celach.

Ale najpierw trzeba do tak wielkiej widowni trafić. Programów nie ogląda się pod przymusem, lecz dobrowolnie. Zatem jeżeli nadawcy zależy na określonej wielkości widowni, to musi do jej gustów dopasować program. Musi wobec tego powstać pewien schematyczny jej obraz, czyli musi powstać portret docelowego odbiorcy.

Nadawcy nie interesuje ani Jan Kowalski, który mieszka przy ul. Miedzianej 18, ani Bożena Dąbrowska z ulicy Klonowej, interesuje natomiast taki zakres oraz krąg odbiorców, w którym zmieści się i Jan, i Bożena i setki tysięcy innych osób. Jeżeli ograniczyłby się do tylko do wybranych miłośników mediów, to byłoby przedsięwzięcie skazane na porażkę. Ale jak dotrzeć do miliona potencjalnych odbiorców? Nie ma mowy o tym, żeby fizycznie każdego analizować, jego poglądy i upodobania. Trzeba więc stworzyć wizerunek, w który wszyscy odbiorcy się zmieszczą. Musi powstać portret człowieka masowego.

„Człowiek masowy” jest abstraktem, realnie nie istnieje, ale jego portret – tak. Zajmują się tym specjaliści, głównie psychologowie i socjologowie. Taki portret to efekt pracy naukowców. I właśnie ten obraz jest w większości gwarancją medialnego sukcesu. Medialnego, to znaczy również politycznego lub biznesowego, przydatnego wszędzie tam, gdzie w grę wchodzą wielkie liczby i jeszcze większe interesy.

W portrecie człowieka masowego rozpoznajemy wiele cech, do których żaden konkretny człowiek wcale nie chciałby się przyznać. Człowiek masowy nie jest członkiem ani narodu, ani społeczeństwa. Człowiek masowy jest wynikiem, a właściwie produktem oddziaływania mediów. Bez mediów nie ma człowieka masowego. Sukcesywne i zaprogramowane oddziaływanie mediów sprawia, że tworzy się nowa psychika masowa, z jej logiką, mentalnością, emocjami. A ponieważ proces przebiega stopniowo, to przez większość odbiorców jest niezauważalny, traktowany jest jako coś naturalnego. Tymczasem jest on czymś całkowicie sztucznym, jest jak przewijanie nagrania wstecz, gdy osoba schodząca wygląda tak jakby wchodziła na górę. Dla urządzeń odtwarzających nie ma różnicy kierunek przewijania, jeden i drugi dokonuje się z identyczną łatwością.

Jaki więc jest ten obraz człowieka masowego? Jakie cechy posiada, które dla nas indywidualnie wydawać się muszą szczególnie zaskakujące, a nawet bulwersujące? Zacznijmy od myślenia, tak charakterystycznego dla gatunku, który właśnie z tytułu tej umiejętności nazwany został homo sapiens, a nawet mocniej: homo sapiens sapiens, by podkreślić tę jakże istotną, wprost charakteryzującą nas umiejętność. Otóż, u podstaw myślenia leży kilka zasad, dzięki którym myślenie jest myśleniem, a nie jakimś bujaniem wyobraźni, ekspresją czy ładunkiem uczuć. Wśród tych zasad na plan pierwszy wysuwa się zasada tożsamości i niesprzeczności. Okazuje się, że człowiek masowy te zasady odrzuca! Odrzuca również zasadę przyczynowości, tak potrzebną dla logicznego myślenia o faktach realnych. W efekcie myślenie człowieka masowego zostaje podporządkowane wyobraźni i uczuciom, które sterowane są przez media. Człowiek masowy będąc przekonanym, że myśli logicznie, w rzeczywistości posługuje się pseudologiką, a dostęp do logiki ma tylko nadawca. W sumie człowiek masowy to człowiek całkowicie zmanipulowany. Jego rozum nie potrafi odróżnić rzeczy od jej obrazu, przyczyn od skutków, celu od środków. A gdy rzeczywistość naprawdę już chwyta za szyję, wtedy człowiek masowy robi wielkie oczy i dziwi się, że coś takiego ma miejsce, że ci, którzy rządzą, to są: kłamcy, oszuści, potwarcę, bezwstydni, cyniczni. Dziwi się i dziwi, i... szybko zapomina. Bo człowiek masowy nie ma pamięci.

Nikt z nas nie chce być człowiekiem masowym, to uwłaczałoby naszej godności, ale wielu daje się niestety uwieść tym, którzy dzięki mediom hodują w nas człowieka masowego; hodują dzień i noc. I ten człowiek w nas wrasta, a bywa że i nas przerasta. I wtedy on za nas głosuje i za nas wybiera. A po wyborach chowa się i życie toczy się jak gdyby nigdy nic. Tyle że za każdym razem coraz mniej Polski, coraz mniej…

Piotr Jaroszyński

Nasza Polska

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... portret-człowieka-masowego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 16 sty 2015, 19:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Ja bym gender nie nazwał szczytem głupoty. Moim zdaniem to jest apogeum, albo nawet to są apogea podłości, perfidii, cwaniactwa, nienawiści do ludzi. Gender jest po to i tylko po to, aby zniszczyć człowieka, aby zniszczyć ludzi. Głupota nie jest przebiegła. Gdyby to była głupota to rozsądek ludzki natychmiast by jej publicznie odpowiedział. Ale rozsądek właśnie z rozsądku woli milczeć, gdyż lęka się. Bać można się nie tyle głupoty, co podłości.

Ks. Oko: Gender to apogeum głupoty

Ideologii tak absurdalnej nie spotkałem. To apogeum głupoty - mówił w sali dębowej biblioteki wojewódzkiej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze ksiądz Dariusz Oko.
Warto zaznaczyć, że cała sala była wypełniona po brzegi słuchaczami! To pokazuje, że temat gender jest dla Polaków ważny i chcą poznać wszystko na temat tej szkodliwej ideologii.
„Żeby wytłumaczyć zachowanie pijaka, nie trzeba analizować jego wszystkich kroków. Gdzie on pójdzie, czy na lewo, czy na prawo. Po prostu jest pijany i tak chodzi. Kiedy czyta się dzieła gender, zastanawia się, kto takie bzdury pisze. Muszę powiedzieć, że z takimi absurdami jeszcze się nie spotkałem” - mówił duchowny.
Zaznaczył, że zasadniczą odpowiedzią jest zbadanie ich umysłu.
„On przypomina umysł alkoholika. Czołowi genderyści to dzieci duchowe byłych marksistów. Żeby zrozumieć marksizm, to wcale nie trzeba studiować wszystkich dzieł marksistów. Bo to jest bełkot. Wystarczy popatrzeć na ludzi, którzy to produkują i wymyślają” - mówił ks. Oko.
Ksiądz podał Janusza Palikota za przykład człowieka, który zionie nienawiścią:
„U ateisty łatwo następuje degradacja człowieczeństwa. To widać w głębokiej niemoralności ich życia. Widać to na przykładzie władzy. Kto najbardziej popiera gender? Janusz Palikot. Przecież to człowiek, który zionie nienawiścią do Kościoła” - mowił.
I podał przykład:
„Przywódca ateistów powiedział o innym polityku, że należy go ustrzelić, skórę wypatroszyć i sprzedać. On zapraszał przecież na kaczkę po smoleńsku”.
Gazeta Wyborcza, lz

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/pol ... 2756551345


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 12 lut 2015, 19:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Skoro zanika moralność, to zanika również człowieczeństwo i w konsekwencji zanika człowiek.
Sam wchodzi do swojego grobu i zaczyna się przysypywać swoimi przyjemnostkami.
Mała patologia rodzi większą, a większa jeszcze większą, a jeszcze większa …...


Mathias von Gersdorff: upadek moralny

Organizatorzy poprosili mnie o wygłoszenie wykładu na temat najnowszych osiągnięć rewolucji kulturalnej, która atakuje przede wszystkim fundamenty moralne narodów i całego społeczeństwa. Jak prof. Plinio Correa de Oliveira wyjaśnia w swojej książce pt. „Rewolucja i Kontrrewolucja”, Rewolucja jest jedna i powszechna, dlatego wszystkie obszary życia społecznego, a także wszystkie obecne działania człowieka w jakiś sposób pozostają pod wpływem ducha Rewolucji.

Ze względu na obszerny zakres tematu musiałem dokonać selekcji zagadnień, poruszanych na tegorocznym uniwersytecie – co naturalnie uczyniłem – opierając się na dwóch kryteriach. Po pierwsze - pamiętając o tym, że wielu uczestników tegorocznego uniwersytetu w ten czy inny sposób aktywnie walczy w obronie wartości chrześcijańskich w swoich krajach – wybrałem zagadnienia, które mogą być przydatne dla działalności kontrrewolucyjnej w ich środowiskach. Drugie kryterium dotyczyło przede wszystkim tych aspektów, które moglibyśmy nazwać moralną rewolucją – w Stanach Zjednoczonych określa się je mianem „problemów rodziny." Jest to obszar, który znam najlepiej.

Musimy jednak pamiętać o tym, że Rewolucja postępuje we wszystkich obszarach ludzkiej działalności i z łatwością mógłbym dać tego przykłady w dziedzinach: architektury, teatru, muzyki, organizacji systemu produkcji, pracy i systemu podatkowego, tworzenia ponadnarodowych agencji (UNASUR), itp. Jak wszyscy wiecie, lista ta jest długa i stale rośnie.

Przejdźmy jednak do sedna wykładu. Jakie problemy – osobiście uważam – że będą najważniejsze w najbliższej przyszłości, w miarę postępu Rewolucji kulturalnej i moralnej?

Radykalizacja rewolucji seksualnej

Rewolucja seksualna uległa radykalizacji i prawdopodobnie proces ten będzie nadal postępować. Praktyki, które do niedawna były uważane za perwersyjne, teraz zaczynają być postrzegane jako normalne. Mam na myśli zwłaszcza sadomasochizm.

Rihanna (S & M)

W 2011 r. piosenkarka Rihanna ze Stanów Zjednoczonych wydała singiel zatytułowany „S & M" (sadomasochizm). Zarówno tekst jak i wideoklip nie pozostawiają wątpliwości co do tego, czym jest ten singiel. Wystarczy wspomnieć, że bicze i łańcuchy zajmują w nim nadrzędne miejsce. Wykonywanie tej piosenki na żywo było tak szokujące, że nie można nawet mówić o tym. W każdym razie, wiadomo o co chodzi. Muzyka towarzysząca tekstowi ma coś z wojennej pieśni; nadaje temu tekstowi charakter proklamacji seksualnej perwersji. Najlepiej sprzedająca się płyta w Stanach Zjednoczonych zajęła także drugie miejsce w Niemczech i w Szwajcarii. Również tutaj, w Polsce zajęła pierwsze miejsce. Stała się bestsellerem na całym świecie.

Shades of Grey

Ale to nie największy skandal w tej dziedzinie. W latach 2011 i 2012 pojawiła się trylogia pt. „Shades of Grey”, która traktuje o sadomasochistycznym związku między mężczyzną a kobietą. Wskutek sprzedaży ponad 70 milionów egzemplarzy powieści Angielki EL James, seria wyprzedziła nawet Harry’ego Pottera. Pierwszy tom trylogii był jednym z tych, które sprzedały się najszybciej w Wielkiej Brytanii.

Skutek czegoś takiego jest katastrofalny, bo niszczone są bariery psychologiczne, chroniące przed tego typu horrorami.

Trudno wyobrazić sobie bardziej udany postęp rewolucji moralnej – nie sterowanej politycznie – ale za pomocą kulturowych środków. Naturalnie, zwycięstwo nie przyszło nagle. Kwestia sadomasochizmu pojawiała się wielokrotnie w ciągu ostatnich kilku lat. Tym samym utorowana została droga do triumfu „Shades of Grey.” Ustanowiono też nowy i szerszy paradygmat „społecznie akceptowalnej" perwersji seksualnej.

Połączenie horroru, seksualności i przemocy

Co gorsza, w międzyczasie okazało się, że „połączenie horroru, seksualności i przemocy” stało się akceptowane i uważane jest za coś normalnego. Przez wiele lat można było zaobserwować tego typu kombinację w powieściach grozy i filmów. Niemal wszystkie z nich – by przyciągnąć uwagę - wykorzystują trio: seksualność, przemoc i horror. O ile do niedawna tego typu produkcje uznawane były za obrzydliwe i niebezpieczne, to teraz nastawienie się zmieniło radykalnie. Weźmy na przykład serial telewizyjny „True Blood," emitowany od 2008 roku, który znowu cieszy się coraz większą popularnością, co jest nietypowe dla tego typu serii. Zazwyczaj mają one tendencję do utraty odbiorców.

Serial „True Blood”

„True Blood" rozgrywa się w Luizjanie, w Stanach Zjednoczonych, zaraz po tym, jak wampiry otrzymały prawa obywatelskie. Polityczny kontekst ukazuje integrację wampirów w codziennym życiu społeczeństwa amerykańskiego. Wielu krytyków interpretowało to jako integrację jawnych homoseksualistów w życiu publicznym kraju. To również przywodzi na myśl – w sposób oczywisty – „prawa obywatelskie” epoki i walkę Murzynów z apartheidem. Oprócz integracji politycznej między wampirami a ludźmi – jako coraz bardziej „normalne” – przedstawiono stosunki seksualne między nimi. Całość rozgrywa się w atmosferze homoseksualizmu, narkomanii, przemocy i morderstw, w całkowicie nieuporządkowanym społeczeństwie, które nie opiera się już na rodzinie i moralności. Religia jest w znacznym stopniu obecna w „True Blood”. Przedstawiono ją jako coś anachronicznego, rodzącego dyskryminację (w serii niektóre kościoły protestanckie sprzeciwiły się integracji wampirów). Jednak najbardziej awangardowe w kategoriach rewolucji okazało się okropne przeniknięcie potworów do współczesnego życia. Jest to przykład zakwestionowania podstawowych standardów i kryteriów, które powinny rządzić życiem społecznym.

W horrorach zawsze kwestionowany jest porządek wszechświata, który w końcu zostaje zniszczony. Powieść lub film grozy początkowo prezentuje całkowicie uporządkowany, „apolliński” świat, którego aksjologia jest wystawiana na próbę przez niektóre jednostki. Jednostki, które tak naprawdę nie powinny istnieć. Na przykład, w burżuazyjnym świecie nagle pojawiają się zmarli ludzie (zombie), wampiry, potwory itp. Jest to gwałtowne wtargnięcie dionizyjskiego świata do świata apollińskiego. Te fikcyjne postaci zawsze są konstruowane w taki sposób, aby kontrastowały i były sprzeczne z „dogmatem' współczesnego świata. Często służą one jako metafory Czwartej Rewolucji. To dlatego w 1970 roku modne było produkowanie filmów z udziałem aktorów, będących metaforami hipisów, którzy ze swej strony także kwestionowali burżuazyjny świat w formie ustanowionej po II wojnie światowej. Te straszne postaci walczyły o to, aby w końcu odbudować burżuazyjny apolliński porządek.

Zabawna rzecz dzieje się w "True Blood": potwory (wampiry itp.) przychodzą do "normalnego", burżuazyjnego świata, domagając się swoich praw w tym świecie. Producenci „True Blood" robią oczywistą aluzję do tzw. "praw homoseksualistów". Świat, w którym rodzina jest podstawową komórką społeczeństwa, nagle widzi osoby niezdolne do założenia rodziny, które jeszcze twierdzą, że mają te same prawa i odwołują się do zasad świeckiego społeczeństwa obywatelskiego. Niszczą oni burżuazyjny system, chociaż utrzymują, że go „utrwalają”.

Ale to nie wszystko: "True Blood" to seria grozy, w której horror nie wydaje się, by był zwalczany, ale staje się częścią głównego nurtu, nawet w sprawach seksualnych. Rzeczywiście, jeden z wątków tej serii eksponuje rolę seksualności, będącej bramą do świata szaleństwa i rewolucyjnych fantazji.

Rewolucja seksualna w coraz większym stopniu wpływa na dzieci w wieku przedszkolnym

Radykalizacja rewolucji kulturalnej i moralnej w coraz większym stopniu wpływa na dzieci w wieku przedszkolnym. Reklama, moda i przemysł kosmetyczny, a także niektóre zabawki kierowane są do coraz młodszych dzieci, aby zaszczepić w nich seksualne wzory postępowania. Sugeruje się im, że w ten sposób będą mogły zyskać społeczne uznanie.

Włoski psycholog z Florencji, Daniele Mugnaini pokazuje, jak medialna seksualizacja młodych prowadzi do zmiany postawy w odniesieniu do własnych ciał. Ciało jest postrzegane bardziej jako narzędzie atrakcyjności seksualnej i wykorzystywane w celu zwiększenia własnego statusu społecznego. Młodzi ludzie nie postrzegają już ciała jako część ich tożsamości, ale jako obcą "rzecz", która jest właściwa do osiągnięcia określonego celu – mniej więcej tak, jakby ktoś jechał drogim samochodem, aby zrobić wrażenie na innych. Media przekazują dzieciom i młodzieży ideę, zgodnie z którą stale muszą eksponować swoje ciała i kształtować wszystkie osobiste relacje z innymi ludźmi wg kryterium atrakcyjności seksualnej. To prędzej czy później doprowadzi ich do alienacji i utraty własnej osobowości.

Dzieci oraz młodzież poddawane są przez media praniu mózgu, w którym stają się jedynie obiektami seksualnymi, pozbawionymi osobowości, "życiorysu", lub kontaktów zewnętrznych niebazujących na kontekście seksualnym. Im młodsze dzieci, tym głębszych doznają urazów: do pewnego wieku nie są w stanie dostrzegać różnicy pomiędzy rzeczywistością a fantazją. Dziecko przyjmuje seksualne formy zachowania, ale nie potrafi ich prawidłowo sklasyfikować. Nie zdaje sobie sprawy z tego, co one dokładnie oznaczają i dokąd prowadzą.

Jak mówią autorzy Levin i Kilbourne w książce "So Sexy – So Soon: the New Sexualized Childhood and What Parents Can do to Protect Their Children", wydanej w 2008 r., małe dzieci uczą się tego głównie z reklamy, ale także wskutek przebywania w bardzo zseksualizowanym środowisku. Filmy, telewizja, muzyka, internet, teledyski itd. przekazują dzieciom ideę, zgodnie z którą seksualność jest decydującym czynnikiem w życiu. W oparciu o tę ideę, dzieci kształtują swój charakter. Postrzegają siebie i innych jako obiekty seksualne, pozbawione prawdziwej osobowości. Nawet wtedy - gdy uświadamiają sobie, iż są poddawane pewnej formacji i kształtowaniu tożsamości - postrzegają relacje z innymi niemal wyłącznie z punktu widzenia atrakcyjności seksualnej.

Chciałbym również wspomnieć tutaj o koncepcji – moim zdaniem bardzo trafnie nazwanej – "uprzedmiotowienia". Uprzedmiotowienie postępuje z powodu reklamy, programów telewizyjnych i pop-kultury.

W swojej pracy badawczej w dziedzinie psychologii, Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne (APA) analizuje poczucie uprzedmiotowienia, jako kluczowy proces dla dziewcząt, które uczą się, jak postrzegać i traktować własne ciało. Wg nich, ciało jest przede wszystkim obiektem pożądania.

Ingrid Strobl wyjaśnia tę koncepcję w swoim eseju "Jak dziewczyny są przekształcane w obiekty seksualne", który ukazał się w marcowym numerze niemieckiego magazynu "Psychologie heute" w 2012 r. Zauważa ona, że dziewczyny są przekonane, iż uznanie, postęp i akceptacja są osiągane przede wszystkim dzięki atrakcyjnemu wyglądowi zewnętrznemu. To "uprzedmiotowienie" ma "poważne skutki dla zdrowia fizycznego i psychicznego dziewcząt oraz młodych kobiet, a także wpływa na ich postawy i zachowanie" – pisze Strobl.

Pop kultura

Jednak branża reklamowa nie jest jedynym źródłem negatywnego wpływu. Pop kultura ze swoimi seksualnymi ikonami odgrywa również katastrofalną rolę. W teledyskach z jawnie seksualnym przesłaniem, gwiazdy muzyki pop takie jak: Britney Spears, Christina Aguilera, Miley Cyrus i zespoły dziewczęce jak: "Sugarbabes", "Pussycat Dolls" i wiele innych, do pewnego stopnia są wersjami "Bratz Dolls".

Nawet wtedy, gdy muzyka pop nie zawiera treści o charakterze seksualnym (jak np. utwory w wykonaniu "Kidz Bop" skierowane do widzów w wieku przedszkolnym), stanowi ona bramę do świata muzyki pop. Kiedy dziecko już do niego wejdzie, prędzej czy później zacznie słuchać seksualnych wersji, w szczególności zaś będzie oglądać teledyski w internecie lub w telewizji.

To może zdarzyć się bardzo wcześnie. Levin i Kilbourne opisują przypadek sześcioletnich dziewcząt, które słuchały i obserwowały Britney Spears. Wiedziały one, że skąpy strój piosenkarki "jest sexy" i jeśli chcą zrobić wrażenie, powinny naśladować jej ruchy taneczne, mimo, że nie mogły w pełni zrozumieć ich seksualnego znaczenia.

Podobnie jak w branży reklamowej, pop przemysł jest zdeterminowany, by trafić do dzieci jako grupy docelowej. Kreuje się coraz młodsze "gwiazdy", które mają służyć jako wzór dla najmłodszych fanów. Tymi wzorami często są piosenkarze i aktorzy tacy jak: Lindsay Lohan, Ashley Tisdale, Zac Efron, Vanessa Hudgens (High School Musical) Mitchel Musso (Hannah Montana, Königsbrüder), Jonas Brothers itp.

Wszystko to ma destrukcyjny wpływ, ponieważ dzieci naśladują swoich idoli także wtedy, gdy oni podrosną. W miarę upływu lat, większość aktorów i wykonawców prezentuje się jako osoby coraz bardziej seksualne – jest to z pewnością wymóg show-biznesu, którego nie da się uniknąć – i często pojawiają się oni na czołówkach gazet z powodu skandali seksualnych.

Miley Cyrus

Miley Cyrus jest wzorcowym przykładem artystki, która początkowo przedstawiała się jako niewinne dziecko, choć miała makijaż i nosiła modne ubrania itp. Z czasem stawała się osobą coraz bardziej skandalizującą.

Już w wieku 13 lat odniosła wielki sukces i jako Hannah Montana stała się pop-ikoną. Emisja programu z udziałem aktorów, wyglądających jak dzieci rozpoczęła się w 2006 r. W ostatnim roku transmisji, wiosną 2011 dzieci te naturalnie dorosły. Na długo przed końcem serii, także w produkcjach nie-disneyowskich, Miley Cyrus przyjęła bardziej seksualny, prowokacyjny styl. Widoczne to było, zwłaszcza w teledyskach takich jak "Can’t be tamed". Tak więc dziewczyna, która stała się znana na całym świecie dzięki Disney Productions - idol niezliczonych dziewcząt (w większości przypadków w wieku przedszkolnym) - zamieniła się w odzianą w skórę kusicielkę, całującą inne kobiety. Gdy miała 16 lat wybuchł skandal z powodu piosenki "Party in the USA". Mimo, że sam teledysk był bardzo libertyński, to w czasie prezentacji tego utworu na żywo w nocnych klubach, Cyrus przekraczała wszelkie granice przyzwoitości i obyczajności.

Ktoś zatem mógłby pomyśleć, że seksualizacja dzieci jest zjawiskiem naszych czasów, w których media przenikają wszystkie dziedziny życia. Ale to nie jest tak. Seksualizowanie społeczeństwa i dzieci było wykorzystywane przez długi okres jako instrument rewolucyjnego przekształcania społeczeństwa. Komuniści od dawna wiedzieli, że niezwykle pomocne w osiągnięciu ideologicznych celów jest seksualizowanie dzieci i młodzieży.

Austriacki psychoanalityk Wilhelm Reich (1897-1957), który pracował dla komunistów w ZSRR w 1920 roku, uznał potrzebę rewolucji seksualnej, zwłaszcza wśród ludzi młodych, w celu utworzenia społeczeństwa komunistycznego. Oto kilka fragmentów z jego książki pt. "Rewolucja seksualna": "W związku z tym, jest oczywiste, że wolność seksualna młodzieży oznacza zniknięcie małżeństwa (w sensie obowiązku małżeństwa); seksualny ucisk młodzieży powinien zmierzać do usunięcia obowiązku małżeństwa. W ostatecznym rozrachunku dobrze znane formuły kulturalnego znaczenia małżeństwa i ‘moralności’ nieletnich powinny pozostać tylko formułami. Są to jedyne powody, dla których nie możemy omawiać kwestii małżeństwa bez młodzieńczej seksualizacji, i na odwrót" (s. 113). I dalej: "Nowy porządek w życiu seksualnym powinien się zacząć od reedukacji dziecka" (s. 262).

Należy również zauważyć, że sytuacja jaka panuje obecnie na Zachodzie, była przygotowywana od dłuższego czasu. Rewolucja seksualna została już proklamowana w wielu filmach z lat 50-tych, a w latach 60-tych wyraźnie były widoczne jej skutki. Pigułka antykoncepcyjna w mentalności wielu ludzi dokonała rozdziału pomiędzy aktem seksualnym a rozmnażaniem gatunkowym, tworząc koncepcję "przyjemności bez obciążenia". Z powodów ideologicznych, wśród rewolucjonistów z maja 1968 roku, rozpusta poszła tak daleko, że całkowicie zliberalizowano homoseksualizm, pedofilię, sadyzm itp.

Skrajne formy muzyczne

Nie możemy nie wspomnieć na tej liście ohydnych rzeczy, nowej generacji rocka satanistycznego, który pojawił się w Norwegii na początku lat 90. Ponieważ jeszcze na tym uniwersytecie letnim dam wykład nt. tej muzyki i wyjaśnię dlaczego jest to kwestia ważna, pozwólcie, że teraz ograniczę się jedynie do podkreślenia tego, iż musimy monitorować związane z tą muzyką zagrożenia i organizować kampanie w celu jej zwalczania. W Niemczech wiele inicjatyw przeciwko nowej generacji muzyki satanistycznej odniosło sukces, gdyż skoncentrowano się przede wszystkim na zwalczaniu jej nienawistnego i bluźnierczego przekazu wobec chrześcijan.

Jednak pojawiły się także inne formy ekstremalnej muzyki, które niekoniecznie są szatańskie, lecz odwołują się do najniższych ludzkich instynktów, wzbudzając uczucia sadyzmu, nienawiści, rozpaczy czy buntu. Oto przykłady takich zespołów: "Extirpating the infected" ("Beheading the Dead" CD), "Human filleted", Houwitser ("Brutal Atrocity" CD), "Insidious Torture" ("Lust i Decay" CD), "Funeral Rape" itd. Setki ludzi pojawiają się na festiwalach, takich jak "Obscene Extreme".

Chociaż ten rodzaj muzyki nie jest jeszcze częścią mainstreamu, musimy mieć na niego oko. W rzeczywistości, kilka lat temu, skandynawski satanistyczny rock nie należał do mainstreamu, a jednak turystom oferowano w przewodnikach, by w miastach takich jak np. Oslo odwiedzili miejsca, gdzie tego typu muzyka się narodziła, gdzie jej fani zaczynali się gromadzić itp.

Prawo do życia - medycyna prenatalna

Naturalnie, walka o prawo do życia zawsze pozostanie ważna. Pojawiają się nowe zagrożenia w tej dziedzinie, w szczególności płynące z prenatalnej diagnostyki medycznej. W ostatnich latach nastąpił ogromny postęp technologiczny. Doprowadziło to do dwuznacznej sytuacji. Z jednej strony, szczegółowa wiedza na temat życia płodu w łonie matki prowadzi do prawdziwej selekcji eugenicznej. Te dzieci, które nie odpowiadają normom społecznym – z powodu choroby lub innego rodzaju niepełnosprawności genetycznej – są często pozbawiane życia. Z drugiej strony, nowa technologia doprowadziła do powstania znacznie głębszej wiedzy o życiu dziecka w łonie matki, a przede wszystkim ujawniła, że nie różni się ono od życia ludzi już urodzonych. Dziecko w łonie matki słyszy dźwięki, a nawet potrafi reagować inaczej, gdy ktoś mówi o nim. Teraz już wiemy, że na jego zachowanie duży wpływ mają nastroje matki. Kiedy ona jest smutna i przygnębiona, dziecko przystosowuje się do tego nastroju. Dziecko podziela jej radości, lęki, smutki, itp. Można wyobrazić sobie reakcję psychiczną dziecka w łonie kobiety, gdy jego matka decyduje się na aborcję. Obserwacje pokazują, że wpada ono w prawdziwą panikę, a podczas aborcji próbuje się za wszelką cenę bronić.

Musimy być w stanie przekazać tę rzeczywistość opinii publicznej: dziecko w łonie matki jest znacznie bardziej podobne do nas, niż myśleliśmy. Oczywiście, wiemy już, że aborcja jest wyraźnie zabroniona, jest bardzo poważnym grzechem, a dziecko ma prawo do życia. Ale czy jesteśmy w stanie przekazać tę wiedzę opinii publicznej? Czy możemy dać jej nową świadomość nt. tego problemu?

W Niemczech od wielu lat trwają zabiegi o to, aby wprowadzić wymóg obowiązkowego badania USG dla kobiet, które chcą dokonać aborcji. To pozwoliłoby im zobaczyć na własne oczy potworność, jakiej się dopuszczają.

Inne kwestie

Mógłbym spędzić wiele godzin podając przykłady rewolucji kulturalnej. Znacie bardzo dobrze wiele tematów, takich jak choćby kwestia narzucanej siłą agendy homoseksualnej, wzrost pornografii w mediach, zwłaszcza w internecie, rozpad tradycyjnej rodziny propagowanej za pośrednictwem reklam i seriali telewizyjnych oraz filmów, a także próby ustanowienia w polityce publicznej nowych form "rodziny", rozmontowywanej lub mieszanej, "Gender Mainstreaming" (teoria gender) itp. Te tematy są teraz częścią politycznego i kulturalnego życia praktycznie we wszystkich krajach zachodnich i – z pewnością uczestnicy tegorocznego uniwersytetu letniego – walczą z tymi atakami na cywilizację chrześcijańską w taki czy inny sposób.

Nie możemy też nie wspomnieć o rosnącej chrystianofobii na Zachodzie, gdzie wprowadza się antydyskryminacyjne i antyhomofobiczne prawo, które próbuje ograniczać wolność słowa chrześcijańskich sił przeciwstawiających się pochodowi rewolucji kulturalnej. Ale nawet tam, gdzie nie ma takich przepisów, tworzona jest skrajnie antychrześcijańska atmosfera. W Niemczech na przykład, trudno jest znaleźć demonstrację przeciwko aborcji, która nie byłaby poważnie zakłócona przez ultralewicowe i antyspołeczne siły. We Francji pary homoseksualne atakowały i stosowały inne środki odstraszające, mające zniechęcić uczestników demonstracji przeciwko legalizacji "małżeństw homoseksualnych". W całej Europie media i wielu polityków wykorzystało skandale seksualne, aby stworzyć silnie antykatolicką atmosferę, by zniszczyć autorytet moralny Kościoła w oczach opinii publicznej.

Ponieważ inni wykładowcy zajmą się tymi kwestiami znacznie dogłębniej, chciałbym poprzestać na tym, aby pozostawić więcej czasu na pytania.

Dziękuję bardzo za uwagę.

http://www.pch24.pl/mathias-von-gersdor ... 925,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 16 cze 2015, 07:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Człowiek masowy, to człowiek okaleczony, niepełnosprawny umysłowo, uczuciowo, a przede wszystkim niepełnosprawny duchowo.
Wyalienowany z kultury, z natury, z wiary, z człowieczeństwa, z godności, z mądrości, człowiek - troll, żyjący poza sensem nadanym mu przez Boga.
Człowiek masowy to jednak człowiek przemądrzały, kłótliwy, agresywny, ale i uległy, człowiek którego ukształtowały media i niestety coraz bardziej edukacja. Wierzy bezkrytycznie medialnej propagandzie i uważa treści wbudowane mu do mózgu przez tę propagandę za swoje własne przemyślenia.


Portret człowieka masowego

Żyjemy w czasach mediokracji. Nie chodzi tu tylko o to, że media są czwartą lub nawet pierwszą władzą, ale o coś wyjątkowego – tylko media pozwalają dotrzeć do tak licznych odbiorców w tak wielkiej skali i w tym samym czasie. Ten sam program telewizyjny mogą jednocześnie oglądać miliony, a nawet miliardy osób na wszystkich kontynentach. Jest to skala niewyobrażalna i nieporównywalna. A choć dla konkretnego odbiorcy mediów nie ma to wprost znaczenia, czy sam ogląda program w swoim telewizorze czy takich jak on są miliony, to jednak ma to olbrzymie znaczenie dla nadawcy programów. Nadawca wie, że jego przekaz może być odbierany przez milionowe rzesze telewidzów. A to już jest coś. Tego nie można zlekceważyć, to można wykorzystać, i to w przeróżnych celach.

Ale najpierw trzeba do tak wielkiej widowni trafić. Programów nie ogląda się pod przymusem, lecz dobrowolnie. Zatem jeżeli nadawcy zależy na określonej wielkości widowni, to musi do jej gustów dopasować program. Musi wobec tego powstać pewien schematyczny jej obraz, czyli musi powstać portret docelowego odbiorcy.

Nadawcy nie interesuje ani Jan Kowalski, który mieszka przy ul. Miedzianej 18, ani Bożena Dąbrowska z ulicy Klonowej, interesuje natomiast taki zakres oraz krąg odbiorców, w którym zmieści się i Jan, i Bożena i setki tysięcy innych osób. Jeżeli ograniczyłby się do tylko do wybranych miłośników mediów, to byłoby przedsięwzięcie skazane na porażkę. Ale jak dotrzeć do miliona potencjalnych odbiorców? Nie ma mowy o tym, żeby fizycznie każdego analizować, jego poglądy i upodobania. Trzeba więc stworzyć wizerunek, w który wszyscy odbiorcy się zmieszczą. Musi powstać portret człowieka masowego.

„Człowiek masowy” jest abstraktem, realnie nie istnieje, ale jego portret – tak. Zajmują się tym specjaliści, głównie psychologowie i socjologowie. Taki portret to efekt pracy naukowców. I właśnie ten obraz jest w większości gwarancją medialnego sukcesu. Medialnego, to znaczy również politycznego lub biznesowego, przydatnego wszędzie tam, gdzie w grę wchodzą wielkie liczby i jeszcze większe interesy.

W portrecie człowieka masowego rozpoznajemy wiele cech, do których żaden konkretny człowiek wcale nie chciałby się przyznać. Człowiek masowy nie jest członkiem ani narodu, ani społeczeństwa. Człowiek masowy jest wynikiem, a właściwie produktem oddziaływania mediów. Bez mediów nie ma człowieka masowego. Sukcesywne i zaprogramowane oddziaływanie mediów sprawia, że tworzy się nowa psychika masowa, z jej logiką, mentalnością, emocjami. A ponieważ proces przebiega stopniowo, to przez większość odbiorców jest niezauważalny, traktowany jest jako coś naturalnego. Tymczasem jest on czymś całkowicie sztucznym, jest jak przewijanie nagrania wstecz, gdy osoba schodząca wygląda tak jakby wchodziła na górę. Dla urządzeń odtwarzających nie ma różnicy kierunek przewijania, jeden i drugi dokonuje się z identyczną łatwością.

Jaki więc jest ten obraz człowieka masowego? Jakie cechy posiada, które dla nas indywidualnie wydawać się muszą szczególnie zaskakujące, a nawet bulwersujące? Zacznijmy od myślenia, tak charakterystycznego dla gatunku, który właśnie z tytułu tej umiejętności nazwany został homo sapiens, a nawet mocniej: homo sapiens sapiens, by podkreślić tę jakże istotną, wprost charakteryzującą nas umiejętność. Otóż, u podstaw myślenia leży kilka zasad, dzięki którym myślenie jest myśleniem, a nie jakimś bujaniem wyobraźni, ekspresją czy ładunkiem uczuć. Wśród tych zasad na plan pierwszy wysuwa się zasada tożsamości i niesprzeczności. Okazuje się, że człowiek masowy te zasady odrzuca! Odrzuca również zasadę przyczynowości, tak potrzebną dla logicznego myślenia o faktach realnych. W efekcie myślenie człowieka masowego zostaje podporządkowane wyobraźni i uczuciom, które sterowane są przez media. Człowiek masowy będąc przekonanym, że myśli logicznie, w rzeczywistości posługuje się pseudologiką, a dostęp do logiki ma tylko nadawca. W sumie człowiek masowy to człowiek całkowicie zmanipulowany. Jego rozum nie potrafi odróżnić rzeczy od jej obrazu, przyczyn od skutków, celu od środków. A gdy rzeczywistość naprawdę już chwyta za szyję, wtedy człowiek masowy robi wielkie oczy i dziwi się, że coś takiego ma miejsce, że ci, którzy rządzą, to są: kłamcy, oszuści, potwarcę, bezwstydni, cyniczni. Dziwi się i dziwi, i... szybko zapomina. Bo człowiek masowy nie ma pamięci.

Nikt z nas nie chce być człowiekiem masowym, to uwłaczałoby naszej godności, ale wielu daje się niestety uwieść tym, którzy dzięki mediom hodują w nas człowieka masowego; hodują dzień i noc. I ten człowiek w nas wrasta, a bywa że i nas przerasta. I wtedy on za nas głosuje i za nas wybiera. A po wyborach chowa się i życie toczy się jak gdyby nigdy nic. Tyle że za każdym razem coraz mniej Polski, coraz mniej…

Piotr Jaroszyński

Nasza Polska

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... portret-człowieka-masowego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 16 mar 2016, 19:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Co się stało z Europą? Kolebka cywilizacji łacińskiej stała się „główną kwaterą pedofilii”

Ponad milion wykrytych zdjęć i filmów z pornografią dziecięcą, setki tysięcy stron pedofilskich – to „dorobek” Europy z ostatniej dekady. Dane są przerażające, a organizacje zwalczające pedofilię mówią wprost: Europa jest obecnie „główną kwaterą pedofilii”.

Dane dotyczące pornografii dziecięcej w Europie przedstawiła w siedzibie Radia Watykańskiego włoska organizacja Meter, walcząca z pedofilią. Według danych z ostatniej dwunastolatki wynika, że wykryto ponad milion zdjęć i nagrań filmowych z pornografią dziecięcą. Ponadto do prokuratury zgłoszono 125 tysięcy pedofilskich stron. Dość dodać, że tylko w ubiegłym roku ujawniono istnienie w sieci 10 tysięcy stron z materiałami pedofilskimi.

Ofiarami tych przestępstw padają setki dzieci - od noworodków po 12. i 13-latki. Pedofilia coraz śmielej szerzy się w sieciach społecznościowych. W zeszłym roku organizacja odebrała ponad 3400 takich zgłoszeń, podczas gdy rok wcześniej było ich 180. Niepokoi także wzrost wzrost handlu materiałami pornografii dziecięcej w internecie. W tej sprawie organizacja wysłała 3169 protokołów do policji pocztowej we Włoszech, która zajmuje się ściganiem przestępstw w sieci.

Wnioski z raportu są smutne dla Europy, która stała się „główną kwaterą pedofilii” i zajmuje haniebne pierwsze miejsce jeśli chodzi o liczbę sygnałów dotyczących ujawnienia materiałów dla pedofilów. W skali świata, ze Starego Kontynentu pochodzi prawie 52 proc. takich przypadków. Na drugim miejscu jest Oceania, a na trzecim Afryka.

Europa bryluje nie tylko w produkcji materiałów pedofilskich, ale też i w ich sprzedaży, jak i w szerzeniu propagandy usprawiedliwiającej to przestępstwo. Najwięcej takich stron zostało umieszczonych na rosyjskich serwerach. Kolejne miejsca zajmują domeny ze Słowacji i Czech. Polska nie znalazła się w tym rankingu.

Źródło: tvn24.pl
MA

http://www.pch24.pl/co-sie-stalo-z-euro ... 928,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 04 wrz 2017, 14:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Ideologie zakłóciły, a nawet zatrzymały, a jeszcze nawet uwsteczniły rozwój ludzkości, rozwój kultury, rozwój cywilizacji.
Kiedy technika pozwoliła na to, że zewsząd zaczął się wydobywać krzykliwy bełkot, zagłuszający mniej głośnie głosy rozsądku, to świat, a wiec ludzkość, zaczął dziczeć, atomizować się, wycofywać się z ducha, wycofywać się z umysłu i lokalizować swą aktywność w emocjach.
Naturalna, powolna droga rozwoju ludzkości została roztrzaskana o martwe (kamienne, bo wróciliśmy umysłowo i duchowo do epoki kamienia łupanego) bzdury ideologiczne, służące określonym grupom społecznym do powiększania swojej władzy i stanu posiadania.
Lewacki bolszewizm, przekonstruował się w lewacki liberalizm i jeszcze cyniczniej niż bolszewizm ogłupia masy ludzkie i w sposób bardziej zawoalowany je okrada. I gdzie tu jest miejsce na solidarność? Czyją? Kogo z kim?
To prawda że są dwie solidarności: Jedna okradających, druga okradanych.
Ta okradających jest bardzo mocna, co widać choćby i u nas po utracie władzy przez gangi PO-PSL.
Ta okradanych jest słabiutka i chyba nawet jej nie ma, bo na to, żeby jej nie było, pracują media, politycy, systemy prawne, tzw. kultura itp.
Oczywiście ta solidarność okradanych, niszczonych, oszukiwanych, to pewnie ta solidarność partykularna.

A solidarność ponad masowa, tych co sterują światem to zapewne jest już uniwersalna, choć nie kompletna ilościowo, ale łączy całe światowe lewactwo.

Solidarność w normalnym świecie jest jedna, choć może występować w wielu przejawach łącząc różne grupy społeczne, zawodowe, itp.
"Solidarność, to jeden z drugim, nigdy jeden przeciw drugiemu". I dlatego solidarność jest jedna.
W lewackim świecie jednak zbyt wiele jest tego: "jeden przeciw drugiemu", i przez to tak trudno o jedną, absolutną solidarność.


Elity demoliberalne w pułapce

W każdy piątek bądź sobotę zaglądam do weekendowego wydania Dziennika Bałtyckiego, by zorientować się w przekazach tygodnia. Tym razem natrafiłem na artykuł red. Zalesińskiego poświęcony wygłoszonemu w środę w ECS wykladowi Michaela Sandela, profesora Harvardu “Solidarność i kryzys demokracji”.

Michael Sandel słusznie wskazuje na elity demoliberalne jako na winowajcę kryzysu demokracji, ale nietrafnie identyfikuje źródło kryzysu. Żeby jakoś usprawiedliwić błąd popełniony przez te elity a jednocześnie uderzyć w ich przeciwników, Sandel wymyśla sobie fikcyjną koncepcję, w myśl której istnieją dwa rodzaje solidarności: solidarność partykularna, ograniczona tylko do pewnego kręgu, a więc gorsza i solidarność uniwersalna, a więc lepsza. Do tej pory społeczności odwoływały się do ograniczonej solidarności, a ignorowano solidarność uniwersalną.

Błąd Sandela polega na wymyślaniu fikcji, nie ma bowiem żadnych dwóch rodzajów solidarności, solidarność jest jedna, bo powstaje na bazie relacji emocjonalno-uczuciowych, oddolnie, poczynając od rodziny i stopniowo rozszerza się, obejmując coraz szersze, kolejne kręgi wspólnoty.

Kryzys powstał z innego powodu – z ignorowania przez elity dwoistości natury ludzkiej, jednocześnie indywidualnej i wspólnotowej. Odrzucając aspekt wspólnotowy, elity postawiły na skrajny indywidualizm, porzucając tym samym jakąkolwiek myśl o realnej solidarności.

Czego to ludzie nie wymyślą na usprawiedliwienie własnych błędów i dla przerzucenia ich na innych. Pan profesor widzi źródło problemu w niewłaściwym rozumieniu solidarności. Są, jego zdaniem,

“dwa różne sposoby rozumienia pojęcia solidarności: jedno uniwersalne, drugie partykularne.”

Zdaniem profesora, właściwym rodzajem solidarności jest solidarność uniowersalna, bo

“solidarność partykularna, ogranicza się tylko do jakiegoś kręgu, i to często najbliższego.” i nie “poczuwa się do obowiązków wobec społeczności innych niż własna.”

Jak Państwo widzą, pan profesor winą za problemy obarcza niewłaściwe “rozumienie”. To jest ewenement, żeby w perspektywie socjologicznej używać kategorii umysłowej - “”rozumienia”. W socjologii trzeba sięgać do kategorii społecznych, strukturalnych. Nie mamy żadnej możliwości dostępu do umysłów innych i sprawdzenia, co oni rozumieją, ale widzimy pozycje, jakie oni zajmują w strukturze społecznej.

Na margnesie, w kwestii rozumienia pojęcia “solidarność” można stwierdzić, że jest to dążenie do realizowania z innymi wspólnych wartości. W tym względzie elity demoliberalne wyalienowały się, wybierającć własną osobną ścieżkę realizowania ograniczonych własnych celów grupowych, z lekceważeniem innych grup spolecznych i wspólnego z nimi interesu.

Błędem jest ponadto stosowanie dziwnych kategorii: “ partykularny” kontra “uniwersalny”, przy pomocy których Sandel rozwija sztuczną koncepcję dwóch odmiennych typów solidarności. Wszystkie bowiem wartości muszą być partykularne, indywidualne w tym sensie, że muszą przejść przez pierwotne sito selekcji w toku interakcji między indywidualnymi, konkretnymi jednostkami i ulec utarciu i takiemu przekształceniu by możliwa była współpraca realizująca wspólne, uzgodnione zadania, interesy.

Oczywiście mogą być sporządzone abstrakcyjne kodeksy uniwersalnych wartości, ale one też muszą przejść test praktyczny według wskazanego przeze mnie modelu interakcji.

Tak więc samo pojęcie “ solidarność partykularna”, jest moim zdaniem albo wewnętrznie sprzeczna,jeśli jest rozumiana indywidualistycznie, albo zbędna w sensie zbiorowościowym – solidarność jest zawsze zjawiskiem międzyosobowym, a nie jednostkowym, jest więc zalążkiem wspólnoty.

Takim oto sposobem, ustawiając sobie arbitralnie pojęcia, Sandel znalazł dogodny sposób by krytykować jeden typ solidarności, a wychwalać drugi i przypisywać je, instrumentalnie, różnym siłom politycznym. To bzdura.

Wartości uniwersalne są to, w moim ujęciu, wartości partykularne, które w toku interakcji uległy utarciu i rozpowszechnieniu na tyle by stać się wartościami uznawanymi jako uniwersalne, to po prostu kwestia statystyki. Nie ma więc między nimi sprzeczności lecz istnieje tylko różnica stopnia czy zakresu statystycznego.

Sandel następnie przechodzi do stawiania zarzutu elitom, które, przeciwstawiając się różnym formom “solidarności partykularnej”, grożącym jakoby “prowincjonalizmem czy ksenofobią” nie potrafiły dać nic w zamian i powstała pustka, w którą weszli “populiści”. A co miały dać ? Tego Sandel nie mówi, bo powiedzieć nie może, jako że się wpędził w pułapkę dwóch rodzajów solidarności.

“Liberalne elity zapomniały o zwykłych ludziach”. A “najpoważniejsze szkody w tej właśnie sferze spowodowało, zdaniem Sandela, co innego jeszcze: rynkowe myślenie /.../ wolny rynek nie określał już tylko zasad gospodarki, zaczął wpływać na na wszystkie wymiary ludzkiego życia: media, stosunki w pracy, a nawet w życiu rodzinnym./.../ Liberalne elity przegapiły jakie zaczęło to powodować problemy.”

No i tu ma oczywiście rację, mówiąc o rynkowym myśleniu, ale jak to się zazębia z koncepcją dwóch rodzajów solidarności ? Tu widać jak się Sandelowi wszystko rozjechało. Czego więc elitom zabrakło ? Zabrakło solidarności ? Bo chyba tak należy rozumieć wywód o niezrozumieniu pojęcia solidarności. Tylko której solidarności zabrakło ? I czy naprawdę zabrakło tej uniwersalnej ? A czym raczyły nas elity światowe przez ostatnie kilkadziesiąt lat, jeśli nie propagowaniem wszechświatowego globalizmu, walki z wykluczeniem i multikulturalizmu, czyli innymi słowy – swoistej formy uniwersalistycznej solidarności ?
Czyżby okazało się, że ta uniwersalna solidarność to pic na wodę ?

Sandel mówi o utracie przez elity kontaktu z rzeczywistością. Ucieka w ten sposób od realnej analizy problemu, bo przecież elity wiedziały dobrze co robią – realizowały swój własny, grupowy interes. Mówienie, że nie rozumiały zasad solidarności nie ma tu nic, na tym poziomie, do rzeczy.

Warto też odnieść się do toku rozumowania dziennikarza będącego autorem sprawozdania z wykładu. On też, za Sandelem, uważa, że źródłem polskich problemów, nie są kwestie strukturalne, związane z ukształtowaniem się układu postkomunistycznego, wyznającego demoliberalizm, i pisze co następuje:

“ Intelektualiści, goszczący w Gdańsku przy okazji kolejnych rocznic Sierpnia, za każdym razem pomagają nam uświadomić sobie to, co straciliśmy z oczu, z powodu politycznych swarów pomiędzy liderami i grupami, wywodzącymi się z dawnej Solidarności/.../.”

“Swary między liderami” - taki sposób ujęcia kwestii nie ma nic wspólnego z rzetelną analizą zjawisk społecznych.

“Kryzys demokracji wziął się z braku właściwie rozumianej solidarności w zyciu społecznym.”
A ja powiem, że wszyscy dobrze rozumieli co to jest solidarność, lecz przedłożyli nad nią zupełnie inne partykularne wartości, z całkiem egoistycznych lub grupowych powodów.

Warto też przytoczyć kuriozalną wypowiedź Sandela, która świadczy o tym, że tak naprawdę nie rozumie, co się tak naprawdę stało, nie zrozumiał natury procesów spolecznych, ograniczając się wyłącznie do sfery idei i “rozumienia”:

“W swoich podróżach poznałem trzy kraje, w których wiara w wolnorynkowy indywidualizm wydawała się najsilniejsza – opowiadał Sandel. - Były to Ameryka, Chiny i … Polska. Dzisiaj wszystkie te kraje rządzone są przez reżimy.”

Kompletny misz-masz. Smacznego.
Okazało się, że Sandel stosuje specyficzną metodologię, którą ja określam jako budowanie domu poczynając od dymu z komina. A tym dymem są kategorie takie jak wartości uniwersalne, niezakotwiczone w strukturach społecznych, szybujące gdzieś w zaświatach lub w przepastnych głębiach wtajemniczonych, elitarnych umysłów.

W tej sytuacji wykład pana Sandela w Gdańsku i to na temat solidarności można potraktować jako przysłowiowe wożenie drewna do lasu.

https://www.salon24.pl/u/zetjot/806508, ... -w-pulapce


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 26 lis 2017, 17:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Homo - Brukselus

Przed laty karierę zrobiło pojęcie Homo – Sovieticusa. Opisującego człowieka żyjącego w państwie komunistycznym. Człowieka zdemoralizowanego, ale zarazem przystosowanego do warunków, w jakich musiał żyć. Zastanawiam się, czy dziś, w Europie, może powstać jakiś nowy typ człowieka? Także przystosowanego do naszych czasów. I tak jak Homo – Sovieticus kształtowany był przez ideologów komunistycznych, tak samo i dziś – ten nowy człowiek - ukształtowany będzie przez ideologię liberalno – lewicową. A jeżeli tak, to jak takiego człowieka opisać i jak go nazwać?

Homo - Brukselus, tak go po prostu nazwijmy. Tego – nowego człowieka. Nowoczesnego i postępowego. Uwolnionego od tradycyjnych wartości. Takich jak wartości chrześcijańskie. Religia, a już w szczególności katolicyzm, w tej nowej brukselsko- lewicowej wizji, jest zbyt opresyjny. Co jeszcze … Homo - Brukselus już nie cierpi, a jeżeli cierpi, to w ukryciu, nie na widoku. Cierpienie nie stanowi wiec jakieś stałej cechy antropologicznej, a jest rodzajem przypadku, incydentu. W takim świecie krzyż nie jest już potrzebny. A nawet irytuje. Jedynym chrześcijańskim znakiem, który prawdopodobnie zostanie, to bożonarodzeniowy św. Mikołaj na sankach wyładowanych prezentami. Jednak ten znak, ta ikonografia, pozostanie tak długo, jak długo specjaliści od PR nie wymyślą nowej ikonografii. Także rodzina rozumiana w sensie instytucji, wzoru, nie znajdzie wystarczającego uznania. Chociażby dlatego, że ograniczy wolność nowemu człowiekowi. Ta „ nowa wolność” zostanie także od nowa zdefiniowana, a co najważniejsze, poszerzona. Dla młodego Homo - Brukselusa, także rodzina wyda się zbyt opresyjna. Wymagająca od niego, zbyt wielu wyrzeczeń.

W świadomości Homo - Brukselusa, nie będzie jednej dominującej idei. Tożsamość, to bukiet kolorowych idei. W tych migających kolorach i w tej wielości kwiatów człowiek ma odszukać swój sens. Zamiast bukietu, możemy także wyobrazić sobie łączkę, a człowieka, jako pszczółkę, latającego od kwiatka do kwiatka. Można także powiedzieć, że Homo -Brukselus żyć będzie ponad rozumiem i pięknem. W tym sensie, że to co rozumne, i to co piękne, będzie nieustająco definiowane. Tak jak przed laty najpopularniejszym imieniem żeńskim była Izaura. Tak, i w tym nowym, najpiękniejszych ze światów, najpopularniejszym imieniem będzie Re-definicja. Nadawana dziewczynkom, ale także chłopcom

Płeć Homo - Brukselusa jest deklaratywna. A co najważniejsze, nie będzie zero jedynkowa. To rodzaj układanki. Piramidy z klocków, którą można jednym ruchem reki zburzyć i na nowo ustawić. Re- definicja, jako dziecko, w wieku 5 lat jest ślicznym chłopczykiem, ale już mając 20 lat może dostrzec w sobie cechy kobiece, i wtedy definiuje się od nowa. To przejście od jednej tożsamości do drugiej będzie od tej pory uznawane za jedną z najbardziej przejmujących życiowych doświadczeń. A ilość tak zwanych „ przejść” będzie stanowiło o istocie człowieczeństwa. Takie ujęcie płciowości człowieka wymusi także kolejne zmiany w rodzinie. Rodzina już nie będzie rodzajem instytucji, sakralizowanej przez kościół, czy przez państwo, ale czymś w rodzaju średnio- terminowego kontraktu. Spisywanego drobnym druczkiem.

Homo - Brukselus będzie zarazem Homo - Erektem. Kult członka nie będzie już tak jednoznaczny jak u ludów pierwotnych, ale będzie miał formę bardziej zakamuflowaną i paradoksalnie stanie się … żeński. To nie sprzeczność, to konieczność. W tym przepływie płciowości i nieustającym poszukiwaniu tożsamości, to właśnie kobiety lub mężczyźni aspirujący do bycia kobietą będą bardziej ekspansywne i przebojowe. Czyżby Nazi feministki zamiast chóru przykościelnego…? Całkiem to możliwe.

Paradoksalnie … Seksualność stanie się anty seksualnością. Stanie się to od momentu, gdy kolejna brukselka dyrektywa wprowadzi do szkól wychowanie seksualne w wymiarze 12 godzin tygodniowo. Zarazem ograniczając historie, do godziny, i do tego, co było na ostatnim posiedzeniu Parlamentu Europejskiego. Lecz wracając do seksualności nowego człowieka, ta stanie się tak rozpoznana, przebadana, przenicowana na wszystkie sposoby, że pozbawi się jej wszelkiego uroku. Homo - Brukselus stanie się nagi i bezbronny wobec braku tajemnicy własnej natury. W takim świecie skonstruowanym wg. najdoskonalszych socjotechnicznych reguł, także miłość będzie jak na lekarstwo, wtedy nawet jedno miłosne spojrzenie, jedno bicie serca, zakłóci równowagę systemu. Niczym kamień ciśnięty w lustro gładkiego jeziora.

Jednakże Homo - Brukselus będzie wychowany w przeświadczeniu, że żyje w najpiękniejszym ze światów. Ponieważ w jego świecie nie będzie historii, tragedii, cierpienia, krzyża, takiemu człowiekowi zostanie tylko przypadek. Incydent. Zgrzyt cywilizacyjny. Bardziej spadnie mu na głowę planetoida niż na ulicy spotka araba krzyczącego - Allah akbar. Spóźnienie się Pendolino będzie dramatem, a zepsuty ekspres do kawy komedią… To wszystko co w życiu czeka Homo - Brukselusa. Chyba, że …

Chyba, że Homo - Brukselus taką cywilizacje odrzuci. Zbuntuje się … Przecież, jeżeli nie ma żadnej metafizyki, wtedy człowiek znajdzie sobie Boga nawet w zakamarku świata. A gdy w takim świecie, miłości będzie jak na lekarstwo. I człowieka nie dotknie nawet jedno miłosne spojrzenie, ani jedno miłosne bicie serca, wtedy na ratunek pośpieszą mu różne stowarzyszenia typu animals, czy też organizacje ekologiczne, proponujące mu drzewo do obrony, psa lub kota do przytulenia. Lub też - taki człowiek- zdecyduje się na jakąś formę działalności charytatywnej, która nabierze cech wręcz religijnych czy magicznych. Ta celebra może nawet przyjmie charakter szlachetny. Wzniosły. Starannie wyselekcjonowani celebryci , na oczach widowni, będą szykowali rozmaite szlachetne paczki. Kiedyś te paczki były dla biednych, głodnych i bezdomnych. Ale gdy Europa pierwszej prędkości stanie się syta i najpiękniejsza na świecie, to oczywiście biednych i potrzebujących będzie jak na lekarstwo. No, może w jakieś szczątkowej formie zostanie kilka biednych wsi w Wschodniej Europie. Plus kilkadziesiąt tysięcy post - Polaków zamieszkujących Puszczę Białowieską. Paczki będą więc wędrowały do innych krajów, śledzone na specjalnej aplikacji - Szlachetna paczka na czarnym ladzie.

Homo - Brukselus będzie człowiekiem nie tyle łagodnego usposobienia, co dzięki specjalnej edukacji, pozbawi się go agresji. Klaps, jaki wymierzany będzie dziecku, okaże się szczytem przemocy. Taki łagodny Homo - Brukselus, żyjący w poza -konfliktowym świecie posiądzie także umiejętność cieszenia się z byle czego, z ciepłej wody w kranie, z zimnej wody w kranie. Nawet sam kran, chromowany, z przemyślną gałkologią może wprowadzić go w euforyczny stan. A już kropla wody…

Lecz … Na kroplę wody trzeba uważać, bo gdy kultura jest krucha jak lód na wiosnę, ta kropla wody cieknąca z dizajnerskiego kranu, może być zaczynem do myśli, do buntu. Kropla wody… nawet z kranu drąży skałę.

Nasuwa się wiec pytanie, czy nawet ta kropla wody, to poszukiwanie miłosnego spojrzenia, a także Boga w zakamarku świata, może naruszyć tą nową cywilizacje zamieszkiwaną przez Homo - Brukselusa? Z pewnością tak, ale tylko w wymiarze intelektualnym i etycznym. Lecz jednak najgorsze dopiero nadejdzie… Już nadchodzi. Te miliony ludzi napływających do Europy z innych krajów. Głównie muzułmanów. Z całkowicie innym rozumieniem religii. Boga. Państwa. A wiec i człowieka. I czy nie może zdarzyć się tak, że Homo - Brukselus ulegnie tej nowej religii ? Chociażby – z braku laku. Banalne co? Przecież dla wielu ludzi chrześcijaństwo to bajka. Proszę tylko pomyśleć … Bóg ojciec zsyła na ziemie swojego syna, aby odkupił ludzi. Dalej, Bóg ojciec pozwala, aby mu ukrzyżowali syna. No i chleb i wino, które zamienia się w ciało i krew Chrystusa.

To wszystko jest - n i e d o z r o z u m i e n i a. Islam jest prostszy. Coś jak instrukcja pralki. W tej pralce można wyprać wszystko. Także człowieka. Także Homo - Brukselusa, który po okresie duchowej smuty z pewnością zatęskni za czystością.

https://www.salon24.pl/u/24-24/825098,homo-brukselus


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 03 lut 2018, 15:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Raczej jesteśmy w łapach psychopatów...

Jesteśmy w łapach psychologów

Izabela Brodacka

10 stycznia 2018 roku w Domu Literatury przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie odbyło się spotkanie z Anną Wasiukiewicz, autorką książki pod tytułem „Niebezpieczna psychologia”. Pani Wasiukiewicz jest z wykształcenia właśnie psychologiem ale poświeciła się udowadnianiu, że psychologia nie tylko nie jest nauką ( nie spełnia kryteriów naukowości) lecz że jest niebezpieczna i może wyrządzić wiele szkód. Psychologia jest względnie młodą „dyscypliną nauki”.

Zaczęła się wyodrębniać z filozofii dopiero pod koniec XIX wieku a jej rozkwit przypada na początek XX wieku. Psychologia nie poprzestaje na badaniu i opisywaniu zachowań, emocji, motywacji i zależności społecznych człowieka lecz uzurpuje sobie funkcje normatywne- mówi co jest dobre, co złe, co prawidłowe, a co odbiegające od normy, co zdrowe, a co chore.
Wszystkich liczących się twórców wiodących kierunków w psychologii, jak twierdzi autorka, cechowała niechęć do religii. Wśród nich nie było ani jednego katolika gdyż na ogół wywodzili się z rodzin protestanckich lub żydowskich. Większość z nich za cel życia postawiła sobie walkę z religią, a przede wszystkim z tradycyjną moralnością, która ich zdaniem paraliżowała człowieka i uniemożliwiała mu właściwy rozwój.

Na przykład Sigmund Freud uważał religię za rodzaj społecznej nerwicy. Miał nadzieję, że kiedyś psychoanaliza zastąpi religię podobnie jak religia zastąpiła magię. W liście do przyjaciela napisał: „Jak myślisz dlaczego to żaden pobożny człowiek nie wymyślił psychoanalizy, ale trzeba było czekać na bezbożnego Żyda?” Poglądy Freuda powstawały jako uogólnienie jego osobistych doświadczeń, oraz wyznań jego pacjentów, nie miały jednak żadnego pokrycia w badaniach naukowych gdyż Freud ich nie prowadził. Pojęcia wprowadzane przez Freuda, na przykład pojęcie podświadomości nie nadawały się do zweryfikowania naukowego.

Jeden z najbardziej znanych uczniów Freuda, Wilhelm Reich przeszedł inicjację seksualną w wieku 11 lat, potem zmuszony do małżeństwa ( po seksualnym wykorzystaniu pacjentki) i znudzony tym małżeństwem prowadził bogate życie erotyczne, a właściwie kryminalno - erotyczne. Jedna z jego kochanek zmarła podczas zorganizowanego przez niego zabiegu nielegalnej aborcji. Trudno się dziwić, że Reich stał się jednym z idoli rewolucji seksualnej, a wyzwolenie seksualne i wczesna edukacja seksualna były jego zdaniem najważniejszymi zadaniami ludzkości. Jego poglądy na temat roli orgazmu w terapii doprowadziły do odebrania mu licencji psychoterapeuty, a za prowadzenie nielegalnych badań został osadzony w więzieniu gdzie zmarł.
Inny znany psychoanalityk Carl Gustaw Jung wierzył w astrologię i numerologię. Nic dziwnego, gdyż jego matka organizowała w domu seanse spirytystyczne. Była to osoba niezrównoważona psychicznie, która wiele lat życia spędziła w zakładzie psychiatrycznym. Ojciec Junga protestancki pastor, zaszczepił mu nienawiść do kościoła katolickiego, a jeden z jego pradziadków był Wielkim Mistrzem Loży Szwajcarskiej. W wieku czterdziestu lat Jung sam zdiagnozował u siebie chorobę psychiczną.
Przyzwyczajono nas do wygodnej dla twórców tezy, że drogowskaz nie biegnie w kierunku, który wskazuje. Ta teza nie sprawdza się w przypadku psychologów i psychoanalityków, wydaje się nawet, że jest wręcz przeciwnie. Słynny Andrzej Samson, do którego na przymusową terapię sądy rodzinne kierowały dzieci wykorzystywał je seksualnie zamiast leczyć.

Ordynator jednego ze szpitali psychiatrycznych, czynny homoseksualista permanentnie cierpi na psychozę maniakalno- depresyjną. Nic dziwnego, że według vox populi psychiatrzy i psychologowie to banda świrów. Ja powiedziałabym w sposób bardziej wyważony, że często psychologii poświęcają się ludzie, którzy mają nie rozwiązane własne problemy egzystencjalne i w studiowaniu psychologicznych nauk szukają ratunku i pocieszenia. Najgroźniejsze jest jednak, że psychologowie i psychiatrzy zdobyli sobie w społeczeństwie wyjątkową pozycję. Jako eksperci sądowi decydują o uwolnieniu przestępców od odpowiedzialności karnej, o odbieraniu dzieci rodzicom, o umieszczeniu starych ludzi w zakładzie opiekuńczym. Ich uprawnienia przerastają często ich kompetencje.

Co najistotniejsze psychologowie nie podlegają praktycznie żadnej kontroli i nikt nie zajmuje się oceną szkodliwości terapii psychologicznych. A w Polsce terapeutą może zostać właściwie każdy. Wystarczy, że zgłosi działalność gospodarczą i będzie płacił podatki.
Tymczasem badania przeprowadzone przez Hansa Eysencka wykazały niewielką skuteczność metod terapeutycznych stosowanych we współczesnej psychologii. Negatywny wyjątek stanowi w tych badaniach psychoanaliza której skuteczność okazuje się jeszcze niższa od pozostałych metod co nasuwa wniosek, że może ona wręcz zaburzać naturalny proces odzyskiwania przez chorego równowagi. Szczególnie groźna w skutkach jest bazująca na psychoanalizie współczesna terapia polegająca na odzyskiwaniu wspomnień z wczesnego dzieciństwa. Tego typu terapia powoduje wiele tragedii w rodzinach gdyż terapeuci często sugerują pacjentom wspomnienia rzekomych krzywd, a pacjenci zrywają relacje z rodzinami oskarżanymi przez nich o nadużycia.

Sporo wątpliwości budzą również dogmatycznie traktowane przez ekspertów różne testy psychologiczne w tym osławiony test plam atramentowych stworzony w 1921 roku przez szwajcarskiego psychoanalityka Hermana Rorschacha. Test ten używany jest w diagnostyce klinicznej, na jego podstawie wnioskuje się o nieświadomych treściach psychicznych, cechach osobowości i zaburzeniach psychicznych. Test składa się z 10 tablic z różnokolorowymi plamami atramentowymi. Tablice prezentuje się osobie badanej, która opowiada, co na nich widzi. Ten test kwestionowany zresztą przez wielu psychologów może się stać podstawą wyroków sądowych przesądzających o całym życiu człowieka.
Parafrazując słynne słowa męża Nadieżdy Mandelsztam „ Okazuje się, że jesteśmy w łapach humanistów” stwierdzam:
„Okazuje się, że jesteśmy w łapach psychologów ".

Tekst drukowany w Warszawskiej Gazecie

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /