Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Destrukcja człowieczeństwa

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 21 paź 2012, 16:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Czas przerwać tę świadomą i zamierzoną destrukcję, niszczącą człowieka już u jego podstaw w okresie w którym powinno się chronić go i kształtować.

Pedagog i dziecko

Ewa Polak-Pałkiewicz

Coraz częściej ludzie współcześni czują się jak laboratoryjne okazy, schwytane do niewidzialnej klatki, których zachowanie obserwowane jest przez specjalistów w białych kitlach. Osobnicy ci zachowują się tak, jakby nie mieli pojęcia, że gatunek, który „badają”, jest człowiekiem, a eksperymenty, którym go poddają, nie mają nic wspólnego z etyką badań naukowych. Ślepi i głusi na rzeczywistość, zajęci są wyłącznie mikrokosmosem swoich tabelek i cyferek. Legiony „nowych uczonych”, ludzi nie tyle wykształconych, co swoiście wytrenowanych na uczelniach nowego typu, zasilają zwłaszcza kierunki nauk społecznych. Wśród nich wyróżnia się szczególnie pedagogika. Widać wyraźnie, że ta dziedzina, uprawiana na świeckich polskich uczelniach, staje się terytorium propagowania skażonej wiedzy o człowieku i niebezpiecznych eksperymentów na dzieciach.

Znajomi pokazali mi niedawno ankietę, na której pytania odpowiadać miał ich syn, uczeń II klasy szkoły podstawowej. Ankietę przeprowadzał student Wydziału Pedagogicznego UW w ramach semestralnych ćwiczeń. Wszystkie pytania sugerowały niedwuznacznie, że w stosunkach chłopca z rodzicami musi być coś nienormalnego. Pod pozorem „badań” wbity został klin między dziecko a rodziców. Po przeczytaniu pytań ankiety najbardziej nawet pewien miłości swoich najbliższych mały człowiek będzie miał poczucie, że dotknął czegoś obrzydliwego, co zawiera się – choćby potencjalnie – w istocie jego relacji z rodzicami. W perfidny sposób zasiane zostało ziarno podejrzliwości o złe, brudne intencje najbliższych, które może zniszczyć każdą więź.
Znajomi rodzice wyrzucili za drzwi studenta razem z ankietą. Ale czy wszyscy rodzice czytają to, co podrzucane jest ich dzieciom pod pozorem „badań”?

Rzecz w tym, że akty agresji wobec rodziny przychodzą ostatnio z najmniej oczekiwanej strony. Wiedza o tym, co dzieje się na uczelniach pedagogicznych – także na psychologii – jakie kierunki ideowe tam dominują, nie jest bynajmniej wiedzą powszechną. Rozmawiałam ze studentami jednej z takich uczelni i odniosłam wrażenie, że nie bardzo się orientują, jaki typ pedagogiki się tam wykłada, oraz że coś, co uważają za nowoczesną wiedzę pedagogiczną, jest w istocie antypedagogiką.

Do szkół w województwie pomorskim trafiła ostatnio ankieta, w której magistranci z Akademii Pedagogicznej w Słupsku pytali uczniów, kogo z rodziny nienawidzą, kogo chcą się pozbyć, a kogo zabiliby. To kolejny szokujący przykład kryminalnego wręcz nadużycia wobec młodych ludzi, traktowanych jak białe myszki w szklanym naczyniu. Prowadząca eksperyment pani prof. Elżbieta Gaweł-Luty tłumaczyła się w Gazecie Wyborczej tak, jakby chodziło o rzecz najbardziej oczywistą pod słońcem. Absolutnie nie przyszło jej do głowy, że tego rodzaju „badania” mogą szkodzić, okaleczyć psychicznie, niszczyć rodzinę. Kuriozalny był jej argument, że przecież „takie pytania nie są bardziej szkodliwe niż filmy, w których się morduje”. Ta demagogia po raz kolejny udowadnia, że zamysłem tej ciężko chorej pedagogiki – i psychologii – jest wprowadzanie całego brudu „ulicy”, brudu demoralizującej masowej rozrywki, na terytorium szkół. Nie jest też zaskoczeniem, że podręcznik „pary Amerykanów, z którego zaczerpnięto pytania, zawierający rzekomo obiektywne techniki badania postaw emocjonalnych dzieci”, wydało Ministerstwo Edukacji Narodowej.
Podobnie jak w przypadku ankiety, w której pytano uczniów o ich „preferencje seksualne” i recenzje publikacji pornograficznych, jest to kolejne niewyobrażalne nadużycie dokonane w szkole, bez wiedzy rodziców, bez wystarczającego przygotowania i analizy dokonanej przez nauczycieli. Tego rodzaju działania zwykle przeprowadza się przez zaskoczenie, wykorzystując czyjąś nieobecność, ale także nieodpowiedzialność.

Skąd biorą się takie potworki w myśleniu i w postawach etycznych ludzi reprezentujących „świat nauki”? Mówił już o tym kilka lat temu bp prof. Stanisław Wielgus w swoim wykładzie do nauczycieli, wygłoszonym w Płocku pt. O odrodzeniu wychowania. Intelektualiści reprezentujący tzw. Nową Lewicę usiłują „wrócić do ideałów marksistowskich, leninowskich, a zwłaszcza nazistowskich przy pomocy totalnej, wywracającej całkowicie dotychczasowy ład, rewolucji”. „Nowa Lewica” odpowiedzialna była za rewoltę młodzieżową 1968 r. i terroryzm. Jej wychowankowie doszli obecnie do władzy w wielu krajach zachodnich i wprowadzają w życie swoje koncepcje wychowawcze, oparte na myśli komunizujących i anarchizujących filozofów, psychologów, socjologów, pedagogów, teoretyków kultury. Koncepcje te „w sferze wartości głosiły relatywizm – mówił bp prof. Wielgus – (nie istnieje żadne obiektywne moralne dobro ani zło), w sferze istniejącej od 25 wieków europejskiej tradycji naukowej głosiły sceptycyzm (niczego nie da się poznać obiektywnie, zatem nie istnieje obiektywna prawda), a w sferze samego procesu wychowania głosiły tzw. antyautorytaryzm, domagający się odrzucenia jakiejkolwiek dyscypliny i jakichkolwiek wymagań od wychowanków”. Widać całkowitą zgodność tej ideologii z coraz powszechniejszym nurtem postmodernizmu, który w teorii wychowania głosi pogląd, „że każdy człowiek, również dziecko, powinien sam sobie wybrać wizję świata z różnych, konkurujących ze sobą idei i systemów filozoficznych. (...) Same dzieci mają decydować, co jest słuszne i jak należy postępować, ponieważ nie ma żadnych przekraczających człowieka norm moralnych w rodzaju Dekalogu czy jakiejś określonej etyki normatywnej”.
Nie sposób pominąć faktu, że ten typ myślenia, zrodzony przez marksistowski obłęd, jest niezwykle na rękę politykom lewicy. To oni stoją na straży tego zaścianka na polskich uczelniach, tego żenującego umysłowego skostnienia. Ma to swój smutny wyraz w postaci firmowania wielu inicjatyw antypedagogiki przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, przedziwny przyczółek lewicy, trzymający się twardo zasad marksizmu i neomarksizmu.

W takich warunkach z łatwością lęgną się tak moralnie niedopuszczalne eksperymenty, jak opisywane ankiety. Jest wręcz koniecznością chwili, by powróciła na polskie uczelnie racjonalna myśl pedagogiczna poprzedzona ogólnonarodową debatą na temat zabrnięcia nauki – i instytucji edukacyjnych – w ideologię. Debata, która uniemożliwiłaby następne niebezpieczne eksperymenty, godzące w młodych ludzi i dzieci, całkowicie bezbronne wobec technik psychologii i antypedagogiki.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0506&nr=27


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 27 paź 2012, 15:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Przeciwieństwa

Szanowni Państwo!

Jakie ma szanse arystokrata spotykając cwaniaka? Raczej mizerne. I nie chodzi nawet o przewagę fizyczną, a o podejście do drugiego człowieka, i o wartości jakimi obaj się kierują.

Dla cwanego niewolnika kłamstwo jest środowiskiem naturalnym, prawdę odbiera jako zagrożenie. Dlatego żadna afera nie jest w stanie zniechęcić go do „państwa”, które pojmuje raczej w znaczeniu feudalnym. Pan na czele państwa, to ktoś w rodzaju herszta, któremu należy się posłuszeństwo, a nie patrzenie na ręce. Kwaśniewski dwukrotnie wygrał wybory nie pomimo notorycznych kłamstw i pijaństwa, a właśnie głównie z tych powodów! Swój chłop, lubi wypić, nie taki jak te wszystkie oszołomy, które domagają się prawdy. „Po co ci prawda? Ogrzeje cię, albo wyżywi”? Prostak, również pragmatyk - nie chce albo nie jest w stanie tego pojąć i żadne dyplomy, ani wille i wypasione fury niczego nie zmieniają.

Jeśli potrzebna Ci prawda i chcesz jej – domagaj się jej. To daje Ci tytuł bycia arystokratą ducha, ale nie licz, że takich jak ty będzie większość. Wytykanie miernocie ich miernoty, to droga do nikąd. Dlatego nie liczyłabym, że PO przegra wybory. Każda afera tylko ją umocni.

Do następnej soboty. Pozdrawiam

Małgorzata Todd

www.mtodd.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 30 paź 2012, 15:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Ks. Boniecki sieje zgorszenie

- Natychmiast jego przełożony powinien go obłożyć ekskomuniką, władza kościelna powinna zareagować natychmiast na to publiczne zgorszenie. O tym powinno trąbić się we wszystkich mediach. Skoro zdarzyło się to w Krakowie, to powinien to zrobić lokalny biskup. Nie jestem specjalistą od prawa kanonicznego, ale tak mi się wydaje na chłopski rozum. Niegodziwe zachowanie księdza, który posługuje się w tym przypadku rangą kościelną - to jest ksiądz Kościoła Katolickiego - a dopiero potem pan Boniecki. Tego nie wolno było zrobić, to skandaliczne zachowanie. To osobiście dotyka również mnie - powiedział Wojciech Cejrowski w rozmowie z portalem conowego.pl, komentując spotkanie ks. Adama Bonieckiego z liderem zespołu muzycznego Behemoth Adamem Darskim-„Nergalem”.

Jest to reakcja na poniższy wpis muzyka na Facebooku sprzed kilku dni:
„W drodze na Targi Książki do Krakowa spotkałem...ks. Bonieckiego! Jak się okazało, cel naszej podróży jest ten sam. Sprezentowałem mu <Spowiedź heretyka> i uścisnąłem rękę... zaskoczył mnie prosząc o dedykację:). Ks. Adam Boniecki stanął w mojej obronie w niejednej debacie publicznej, narażając sie tym samym hierarchom kościelnym. Szacunek i sympatia ponad podziałami? Jestem na TAK.”
Czy tylko tych parę zdań aż tak oburzyło Cejrowskiego? Myślę, że sprawa jest znacznie głębsza i dla jej lepszego zrozumienia trzeba się trochę cofnąć w czasie.

Zapewne nie wszyscy już pamiętają, że w ubiegłym roku Darski wystąpił w programie rozrywkowym Telewizji Polskiej „The Voice of Poland”, chociaż wcześniej w spektakularny sposób podarł na kawałki Biblię podczas jednego ze swych koncertów i rzucił nimi w publiczność, wołając: „żryjcie to gówno”, czym wzbudził falę krytyki nie tylko ze strony kapłanów, ale także wiernych.
Ks. Boniecki nie potępił go wówczas, a w rozmowie z radiem TOK FM zbagatelizował satanistyczne występy lidera Beehemotha i stwierdził m.in, iż „facet przebrany w straszliwą maskę, w dymach, w straszliwej muzyce, w metalu, jest postacią z jasełek, a nie szatanem, o którym mówi Ewangelia” i że jego zdaniem działalność artystyczna „Nergala” to nic groźnego w porównaniu z niektórymi zespołami hiphopowymi czy tym, co dzieje się na stadionach, gdzie mamy do czynienia z takim stężeniem nienawiści, że Darski jest przy nich „przedszkolaczkiem”.
Ta opinia byłego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego” w połączeniu z nieco późniejszą wypowiedzią o tym, że jest mu - jako księdzu - obojętne, czy w sali obrad plenarnych polskiego Sejmu wisi krzyż skłoniły jego zakonnych przełożonych do wydania mu niemal równo rok temu zakazu wypowiadania się w mediach (poza „TP”), który nadal obowiązuje krakowskiego kapłana.

Teraz ks. Boniecki ostentacyjnie prosi „Nergala” o dedykację, a w trakcie trwania Targów Książki z przyjemności daje się z nim fotografować.
Nie sądzę, aby takie zachowanie kwalifikowało się do ekskomuniki, ale niewątpliwie stanowi ono przejaw publicznego zgorszenia, na który niezwłocznie powinien zareagować generał Zgromadzenia Księży Marianów w Polsce, a może również miejscowy biskup ordynariusz, czyli metropolia krakowski ks. kardynał Stanisław Dziwisz.

Są sytuacje, w których nie przystoi się znaleźć pewnym osobom z racji ich zawodu, społecznej roli, czy pretendowania do miana autorytetu moralnego. Co innego naukowa dyskusja nawet z największymi wrogami religii w akademickim kręgu (tam nie zaproszono by zaś Darskiego, ale raczej profesorów Magdalenę Środę, Jana Hartmana, czy Jana Woleńskiego), co innego zaś spektakularne, publiczne szczycenie się czymś, co trudno nazwać właściwie pojętą tolerancją, nawet biorąc pod uwagę wyjątkową łagodność chrześcijaństwa.

http://bukojer.salon24.pl/459175,ks-bon ... zgorszenie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 06 lis 2012, 11:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Nagroda

Ewa Polak-Pałkiewicz

Jeszcze dwadzieścia – i wcześniej – lat temu czasopisma nagradzały czytelników, którzy przysyłali do nich próbki swojej twórczości literackiej, wiersze, opowiadania, wspomnienia. Dziś nagrody czekają przede wszystkim na tych, którzy zaświadczą, że wpisują się swoim życiem w nową ideologię. „Ja uważam, że to strasznie do kitu być kobietą” – pisze młoda dziewczyna w liście do pisma dla kobiet, które uchodzi w Polsce za najbardziej postępowe. Po czym następuje kilka przykładów męczeństwa kobiet ze szkolnego podwórka (bo „oni – chłopcy – nie umieją gadać z normalnymi, dobrze uczącymi się dziewczynami”) i z domu rodzinnego. Clou listu jest donos na własnego ojca, który przychodzi z pracy, nic nie robi „i oczywiście chce obiadu”. Mama autorki listu, a jest nią „Mundaya z Zachodniopomorskiego”, bez protestu gotuje, sprząta, prasuje, bowiem „wierzy w te wszystkie stereotypy”. Córeczka czuje się zapewne równie komfortowo, jak Pawka Morozow, gdy zdradził Partii, że jego rodzice ukrywają zboże, bowiem tak samo jak ów sowiecki bohater Komsomołu otrzymała nagrodę: list zostaje „listem tygodnia”, a redakcja funduje buteleczkę wody kolońskiej. Czy więc naprawdę tak „strasznie do kitu być kobietą”? Przed nastolatkami, które zdecydują się zadenuncjować własnych rodziców, otwiera się perspektywa kariery. Czyż nie podobnie zaczynała wpływowa dziś w kręgach literackich córka znanego obrońcy politycznego, która na łamach tego samego pisma opisała go jako „nieudanego” ojca i męża, a siebie jako osobę, która osiągnęła „dojrzałość” dzięki nienawiści do niego? I ta nienawiść wytyczyła szlak artystyczno-polityczny owej, dzisiejszej duchowej przywódczyni warszawskich feministek.

Nienawiść do rodziców, bo nie są tacy, jak nakazuje współczesny ideologiczny dyktat, nienawiść, za którą czeka młodego człowieka nagroda od innych dorosłych – niegdyś reprezentujących państwo, dziś cieszące się równie wielkim autorytetem media – to wizytówka przetworzonego przez Antonio Gramsciego marksizmu. Dawniej krainą powszechnej szczęśliwości miał być świat bez religii i bez bogactwa, dziś – świat bez Boga i bez rodziny. Dawniej uczono, jak nienawidzić Kościół i księży oraz „klasę wyzyskiwaczy”, dziś „ludzie kulturalni” – redaktorzy, artyści, postępowi nauczyciele – uczą, jak kobiety mają nienawidzić mężczyzn, a dzieci nienawidzić rodziców. Myślący marksiści, do jakich należał Antonio Gramsci, wiedzieli bowiem, że rodzina jako instytucja hierarchiczna, przekazująca i chroniąca życie, prowadzi do Boga. A osłabić i pokonać rodzinę można jedynie niszcząc więzi osób ją tworzących i niszcząc kobietę, wmawiając jej, że „musi się za wszelką cenę zrealizować”. Przez narzucanie kobiecie egoizmu, budzenie w niej coraz to nowych „potrzeb”, kuszenie jej materialnym spełnieniem, odbywa się precyzyjne wmontowywanie jej w walkę ze światem męskim, zwane walką o równouprawnienie. Z listu nastolatki nagrodzonej za swój manifest nienawiści wodą kolońską wynika, że przyswoiła sobie bezbłędnie formułki języka poprawności politycznej („ trzeba udawać idiotki, żeby być na takim samym poziomie jak faceci”). Czy nie dlatego, że nagroda jest kusząca? Pawka Morozow sprzedał swoich rodziców za odznakę Komsomolca, „Mundaya z Zachodniopomorskiego” – za perfumy, modna pani krytyk literacki – za znakomity start w mediach. Cena jest często niewygórowana, wręcz śmiesznie niska. Wystarczy jednak, by obudzić motywacje do popełnienia rzeczy obrzydliwej, do upokarzającej własne człowieczeństwo zdrady. Ludzie potrzebują nagrody, bo stwarza im ona niezbędne iluzje rozgrzeszenia własnej podłości.
Karol Potocki w swojej książce Siedem bram, która jest zapisem jego pobytu w siedmiu niemieckich obozach – koncentracyjnych i obozach pracy – przedstawia psychologiczną sylwetkę jednego ze swoich kapo, Hansa Webera. Zakatował on rosyjskiego więźnia, kopiąc go na oczach współwięźniów. Czy może być straszliwsze świadectwo moralnej klęski człowieka? „A jednak w Hansie drzemały mimo wszystko resztki człowieczeństwa” – pisze Karol Potocki. – Na drugi dzień widzimy Hansa na zbiórce porannej. Ma gorączkę, jest chory i złamany. Przyglądam mu się uważnie: Hans nieprzytomnie cierpi moralnie. Tak, Hans ma sumienie! (...) Cały dzień następny Hans nikogo nie uderzył, jest łagodny, dobry i uczynny, widać, że nadrabia miną, ale wewnątrz cierpi i żałuje. Wtem zmieniają się okoliczności tej głębokiej wewnętrznej walki, która się w nim toczy: dowództwo obozu wzywa Hansa (...). Hans jest ambitny, lubi pochwały i wyróżnienia. Dowództwo obozu chwali Hansa, postąpił on jak prawy, rasowy Niemiec, postąpił po męsku (...). Dowódca obozu pogratulował Hansowi spełnionego obowiązku i kazał wypłacić zasłużoną nagrodę: 20 marek gotówką, wielką pszenną bułkę i kilogram kiełbasy. Hans powraca do nas, jest on już własnością złego ducha. Zapowiada przed swoim oddziałem, że tak postąpi z każdym i ze wszystkimi, gdy tylko uzna za stosowne. Zabitego nie żałuje i ma pełne uznanie władz obozu dla swego czynu. Oto dowód: pieniądze, bułka, kiełbasa”.

Co łączy opisywane przypadki? Czy zestawianie ich nie jest nadużyciem? Podły czyn może być donosem, wyśmianiem kogoś, kto kocha i ufa nam, a może być też fizycznym unicestwieniem osoby, całkowicie zależnej od swego prześladowcy. Przytoczone czyny należy oceniać według ich skali. Istotne jest, że we wszystkich pojawił się motyw autorytetu i nagrody. Nagradza ktoś, kto urasta do miary autorytetu. I to często wystarcza, by uśpić sumienie.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0531&nr=22


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 18 cze 2013, 07:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Odpoczynek na bruku?

Przed nami najtrudniejsza część roku. Pora odpoczynku. Jeśli jest to sprawa ważna, to musi być trudna. Łatwe sprawy są bez wartości, na czele z marnowaniem czasu na wypoczynek, czyli pozostawienie siebie zamiast powrotu do siebie, od-poczynku.

O jego ogromnej wadze poucza nas judeochrześcijańskie Objawienie, w obrazie odpoczywającego Boga po dokonaniu dzieła stworzenia. Tutaj staje się szczególnie widoczna głęboka przepaść cywilizacyjna pomiędzy tą tradycją religijną a islamem.

Koran bowiem odrzuca tę wizję Boga, a zatem i odpowiadającą mu koncepcję człowieka. Skrzydło chrześcijańskiej wiary wsparte jest siłami naszego rozumu. Jego odkrywcy – starożytni Grecy – traktowali odpoczynek bardzo poważnie.

Widoczne jest to również u Arystotelesa. W „Metafizyce” wyjaśnia powstanie nauki dysponowaniem wolnym czasem. Cała koncepcja państwa zaprezentowana przez tego wiecznie żywego filozofa podporządkowana jest tezie o przeznaczeniu człowieka do odpoczynku.

O tym najpierw winni pamiętać rządzący: o „spoczynku obywateli” (Arystoteles, Polityka, VII). Praca ma służyć odpoczynkowi, tak jak wojna pokojowi. Nawet mądrość traktował jako służącą spoczynkowi, a ten służył mądrości. Stąd też odpoczynek określany był przez Greków jako „sχολ´η”, od którego pochodziło łacińskie „schola” i nasza „szkoła”.

Odpoczynek to bowiem czas intensywnego uczenia się, wzrastania w mądrości. Wszystkie szczegółowe regulacje prawne, zaproponowane przez Arystotelesa, podporządkowane były założeniu, iż służyć mają odpoczynkowi człowieka, czyli jego powrotowi do swojego „początku”, samego sobie.

Dopiero nowożytny człowiek przestał rozumieć znaczenie odpoczynku, sprowadzanego do regeneracji sił psychofizycznych. Uczyniwszy wymierną korzyść celem życia i posługiwania się rozumem, zaczęło się cenić tylko aktywność służącą wymiernym korzyściom. Temu zaś odpoczynek nie służy, a nawet przeszkadza gromadzeniu i konsumpcji przyjemnych dóbr.

To nie zatem tylko walka ze znienawidzonym chrześcijaństwem prowadziła do wprowadzania nowego rewolucyjnego kalendarza, z mniejszą liczbą dni odpoczynku, ale przeżywana pustka, „mdłości” (J.P. Sartre) w dni świąteczne i poczucie zbyt szybkiego upływu czasu. Z perspektywy życia poświęconego uganianiu się za przyjemnością życie wydaje się zawsze zbyt krótkie, jak zauważył Seneka („O krótkości życia”).

Widzimy ten pośpiech, ubolewanie nad krótkością życia u Kartezjusza, ojca nowożytnej filozofii. Miał on wrażenie, że dzięki wypracowanej przez niego metodzie poznania naukowego będzie można dokonać niezwykłego postępu w dziejach, a nawet moralnej rewolucji (moralnego zbawienia) ludzkości.

Na przeszkodzie stoi jednak krótkość ludzkiego życia. Trzeba się zatem spieszyć – jak czytamy w „Rozprawie o metodzie”. Strasznie się spieszył także Luter, z racji wielości podjętych przez siebie niepotrzebnych zajęć. Brewiarz odmawiał zatem w sobotę, za cały tydzień. Szybko się zatem wywrócił pod ciężarem braku odpoczynku.

Wydaje się, że nasze władze dbają najpierw o nasz odpoczynek. Armia podobno znakomitych ekonomistów i polityków nie potrafi zorganizować nam pracy, ale „odpoczynek” jest u nas na wyciągnięcie ręki, a nawet i bez tego.

Zmuszani jesteśmy powszechnie do poznania jakoby uroków życia kloszardów. W niezawodnych mediach otrzymaliśmy niedawno cały instruktaż przyjemnego życia dla bezrobotnych i bezdomnych.

Z życiem św. Brata Alberta nie ma to jednak nic wspólnego. Cnota nigdy nie może pojawić się pod przymusem. Znalezienie się na bruku nie ma nic wspólnego z odpoczynkiem. Nękanie zresztą prawie wszystkich widmem zwolnień, brakiem pracy, niemożliwością wypełnienia swoich małżeńskich i rodzicielskich obowiązków odbiera tym samym możliwość odpoczynku, służącego mądrości. Pewnie o to najpierw chodzi.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... bruku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 24 cze 2013, 07:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Ateizm to jest choroba. Choroba nierozumienia. Świat ateisty powstaje w jego głowie i zamyka się w jego umyśle.
Człowiek wrażliwy dostrzega samodzielnie trancendentny wymiar świata i życia. Ateista dostrzega jedynie idee, czyli myśli swojego rozumu.
W jego głowie nie mieści się całościowy obraz świata i całościowy obraz życia, więc uważa że niczego więcej ponad to co sam dostrzega nie ma. Jest to choroba niedorozwoju.
Ateizm może też być dewiacją, wynaturzeniem, zwyrodnieniem jeżeli jest świadomie używany jako pseudoreligia, jako opium dla mas, jako droga do władzy, czyli do panowania nad masami i wreszcie jako wyzwolenie w ludziach zbrodniczych instynktów umiejętnie kierowanych przeciw innym opcjom kulturowym, głównie przeciw chrześcijaństwu.


Pokłosie wściekłej ateizacji

Lewicowe tygodniki i portale to kopalnia kuriozalnych opinii i pseudointeligenckich tekstów, których szczytem finezji jest szydzenie z Kościoła. Wzór pełnego jadu wobec katolików i wszystkiego, co dla katolików najdroższe, może stanowić medialna aktywność blogerów, m.in. na portalu Tomasza Lisa.

Znalazłam tam niedawno tekst, którego autor nie tylko nie rozumie podstawowych spraw dotyczących wiary katolickiej. Jak to często bywa w przypadku osób walczących z Kościołem, szczyci się swoją niewiedzą i czyni z niej swój atut w celu ośmieszenia katolików i ich wiary.

Być może nie byłoby sensu zajmować się w ogóle tekstem „Czy dzieci ateistów są prześladowane?”, gdyby nie to, że jest on mocno reklamowany na bardzo popularnym niestety wśród młodych ludzi portalu.

Odzwierciedla on również niezwykle groźne skutki ateizacji – zjawiska nachalnie pompowanego przez lewackie środowiska, w dodatku w najbardziej wulgarnej formie. Już właściwie nie sączy się antyklerykalnej propagandy, tylko próbuje się ją wbijać młotkami.

Rzeczony tekst o dzieciach ateistów, tak jak powiedziałam, nie byłby wart przytoczenia, gdyby nie to, że stanowi on idealne exemplum tego, do jakich zaciekle szyderczych argumentów uciekają się dziś ateiści, ofiary Palikota, Hartmana czy Środy.

Autorka zaczyna od wezwania do wychowywania dzieci w postawie ateistycznej, ponieważ w jej przekonaniu jest to „najlepsza, najuczciwsza i najbardziej moralna postawa”. Dalej jest już tylko gorzej.

Blogerka brnie w totalną kompromitację, apelując do swoich „współ-nie-wyznawców”, aby nie chrzcili dzieci, bo „wypisanie się z Kościoła jest bardzo trudne!”. Z drugiej jednak strony twierdzi, że gdyby jej obecnie kilkuletnie dziecko „zechciało iść do komunii”, to by mu pozwoliła, bo zakazy to domena Kościoła. Szanowna pani, dziecko nieochrzczone nie może przystąpić do Komunii Świętej.

Tak więc zanim powie się coś na temat Kościoła, proponuję ugryźć się w język, bo taka żałosna niewiedza jest prostą drogą do samoośmieszenia.

Mało tego, autorka idzie w zaparte – choć doprawdy przy pierwszym akapicie straciła już wszelkie kwalifikacje, aby w wybranym przez siebie temacie się wypowiadać – i twierdzi, że do Kościoła zabiera dziecko, aby pokazać mu architekturę i sztukę.

Kilka razy podkreśla również, że „religia jest zła”. Czemu? „Bo potrafi zepsuć relacje wewnątrz rodziny”. „Religia jest zła” – oto, czym karmią swoje ofiary ideolodzy nowego postępu.

Tak na marginesie: kto powiedział, że „religia to opium dla mas”? Czy nie człowiek odpowiedzialny za stworzenie podwalin pod najbardziej zbrodniczy system w historii ludzkości? Zanim zacznie się wychwalać ateizm i jego „wspaniałe” skutki, warto sięgnąć po podręcznik do historii.

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 03 lip 2013, 21:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Mordowanie dziecięcych dusz w wydaniu bolszewickich genderów. Niszczenie człowieka od podstaw.

Edukacja czy demoralizacja?

Agresywna edukacja seksualna już nawet nie wślizguje się do szkół tylnymi drzwiami, ale wchodzi głównym wejściem, często przy braku świadomości rodziców – mówi psycholog prof. Maria Ryś.

Z prof. Marią Ryś z UKSW rozmawia Monika Florek-Mostowska

Najnowszy raport Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nt. standardów edukacji seksualnej w Europie zaleca taką edukację już od czwartego roku życia dziecka, i to w zakresie daleko przekraczającym zainteresowania maluchów. Nie przeraża to Pani Profesor?

Przeraża, i to coraz bardziej. Jeszcze do niedawna większość osób przeciwstawiających się tego typu edukacji seksualnej uważała, że mówienie przedszkolakom o antykoncepcji i związkach jednopłciowych oraz uczenie w klasach I-III sposobów masturbacji jest czymś tak absurdalnym, że zdrowy rozsądek Polaków do tego nie dopuści. Okazuje się jednak, że byli w błędzie. Permisywna edukacja seksualna już nawet nie wślizguje się do szkół tylnymi drzwiami, ale wchodzi głównym wejściem, często przy braku świadomości rodziców.


Skąd płynie największe zagrożenie?

Dostrzegam cztery główne kanały dystrybucji treści seksualnych oraz seksualizacji społeczeństwa. Po pierwsze: prawodawstwo, które chce m.in. zalegalizować związki jednopłciowe, wprowadzić zmianę definicji rodziny i pozwolić osobom tej samej płci na wychowywanie potomstwa. Po drugie: psychologia; nawet niektórzy profesorowie z tej dziedziny zaangażowali się w promowanie ideologii gender. Na uniwersytetach powstały gender studies. Głosi się tam, że rodzina jest już przeżytkiem, że nie ma znaczenia, czy dziecko jest wychowywane przez gejów, czy lesbijki, bo jest w takich strukturach równie szczęśliwe i równie dobrze się rozwija, jak dziecko wychowywane kiedyś w tradycyjnej rodzinie; przemilcza się badania, które wskazują na tendencje samobójcze osób wzrastających w tego typu środowiskach, na zaburzenia w poczuciu tożsamości, depresje, wykorzystywanie seksualne, molestowanie. Trzeci kanał promocji gender – to kultura i sztuka. Nawet w czasach najbardziej radykalnego komunizmu ideologia nie była tak bezwzględnie wplatana w wątki filmów i seriali, jak obecnie wplata się ideologię gender. Czwarty kanał to medycyna i działania osób związanych ze służbą zdrowia: promowanie prawa do aborcji, antykoncepcji, zapłodnienia in vitro, chirurgicznej i hormonalnej zmiany płci. Przecież gdyby zdroworozsądkowo przyjrzeć się problemowi in vitro, widać gołym okiem, że o wiele tańsza, zdrowsza, skuteczniejsza jest naprotechnologia. Niestety, nie jest ona wspierana, a wręcz jest przemilczana, podczas gdy in vitro traktuje się – wbrew oczywistym faktom medycznym dotyczącym niskiej skuteczności medycznej – jako… najskuteczniejszą pomoc w posiadaniu potomstwa. Antykoncepcję promuje się jako coś, co rzekomo służy dobru małżonków, a zupełnie przemilcza się jej negatywne skutki zdrowotne, ze śmiercią kobiety włącznie! Nie mówi się o niszczeniu więzi małżeńskiej, o tym, że wiele z tych środków ma charakter wczesnoporonny. Podczas gdy naturalne planowanie rodziny – zdrowe, ekologiczne, naukowo uzasadnione, służące umacnianiu więzi małżeńskiej – jest ośmieszane!


Może jednak szkoły, przynajmniej podstawowe, potrafią oprzeć się tym trendom?

Dla edukatorów seksualnych, zaangażowanych we wdrażanie zaleceń z raportu WHO, szkolnictwo jest szczególnym terenem oddziaływań. Ideolodzy gender, mając świadomość, że pokolenie starsze i średnie uzna ich ideologię za szkodliwą, obrali sobie za cel dzieci. Działalność tzw. edukatorów seksualnych polega na promowaniu masturbacji, np. podczas odrabiania lekcji, jako prawa i dobra fizycznego, psychicznego i… duchowego; na przekazywaniu informacji, że prawem człowieka jest posiadanie tylu partnerów seksualnych i takiej płci, ilu człowiek sobie zamarzy; na informowaniu dzieci, że każdy – także dziecko – ma prawo do aborcji; wreszcie na informowaniu dzieci, że rodzice nie mają prawa sprzeciwiać się udziałowi w tego typu zajęciach edukacji seksualnej, bo uczniowi prawo to gwarantuje Unia Europejska. O promowanych przez nich książkach dorośli mówią, że są obsceniczne, wulgarne! A co dopiero mogą odczuwać niewinne dzieci, które w czasie zajęć z tzw. edukacji seksualnej otrzymują tego typu pomoce naukowe? Te książki uderzają w wartości religijne, bo Matka Boża jest przedstawiana jako ktoś, kto molestuje seksualnie małego Jezusa, a sam Jezus jest przedstawiany na krzyżu nago jako kobieta, z kobiecymi narządami, w dodatku wulgarnie określonymi!

Nie mogliśmy wcześniej zapobiec inwazji gender?

Zapobiegaliśmy. Na początku lat 90., kiedy miała miejsce pierwsza próba wejścia ideologii gender do Polski, ówczesny minister edukacji Mirosław Handke wyraził zgodę, by przy Ministerstwie Edukacji działał zespół, który postawił sobie za cel obronę dzieci przed demoralizacją ze strony ideologii gender, poprzez troskę o przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie”. Praca w tym zespole nie była łatwa, zwłaszcza że niektórzy uważali, iż ideologia gender jest tak absurdalna, że nie tylko nie zostanie przyjęta w Polsce, ale że w tym zagrożeniu polskie rodziny z całą pewnością obronią się same. Ja także początkowo w to wierzyłam, że to rodziny wezmą na siebie odpowiedzialność za wychowanie seksualne swoich własnych dzieci. Jeździłam wtedy po wielu szkołach, zachęcałam rodziców do przejęcia odpowiedzialności w tym zakresie za własne dziecko, a przynajmniej do większego zainteresowania się tym, co jest i co będzie proponowane w szkołach. Czasem udało mi się otworzyć oczy, ale jedynie pojedynczym rodzicom. Dzisiaj trzeba przyznać, że dzięki wysiłkom i staraniom tego zespołu, kierowanego przez Teresę Król, ochroniliśmy nasze dzieci przed wielką falą demoralizacji. Pozytywne programy, integralnie ujmujące seksualność człowieka sprawiły, że wielu rodziców – ciesząc się, iż powstały programy mówiące o miłości, które bardzo delikatnie wprowadzały wiedzę o seksualności – zaufało szkole. Tymczasem osoby zaangażowane w promowanie ideologii gender w Polsce wykorzystały to i w wielu szkołach ostatnio zaczęto wprowadzać programy niezgodne z hierarchią wartości rodziców.


W pomocach naukowych tzw. edukacji seksualnej
Matka Boża jest przedstawiana jako ktoś,
kto molestuje seksualnie małego Jezusa,
a sam Jezus jest przedstawiany na krzyżu
nago jako kobieta

W jakiej sytuacji obecnie jesteśmy?

Jako ludzie wierzący musimy wierzyć, w to, co powiedział Jezus: bramy piekielne nie przemogą Kościoła. Ale walka z ideologią gender pociągnie za sobą ogromne koszty. Jednym z najtrudniejszych uwarunkowań jest to, że Unia Europejska przyjęła lansowane przez tę ideologię zalecenia, postulując przyjęcie gender we wszystkich krajach zjednoczonej Europy. W Polsce także powstało ministerstwo ds. równości, które – w wielkiej tajemnicy przed ogółem społeczeństwa – przygotowuje programy niby przeciwdziałające dyskryminacji, a tak naprawdę otwierające szeroko wrota do wdrażania ideologii gender. W ramach Krajowego programu działań na rzecz równego traktowania na lata 2013-2015, pod wydawałoby się pozytywnymi hasłami budowania bezpieczeństwa społecznego, przeciwdziałania dyskryminacji – kryje się ideologia, która prowadzi do zniszczenia zarówno jednostki, jak i rodziny, a w efekcie do unicestwienia społeczeństwa. Program był, jak się okazuje, rzekomo szeroko społecznie konsultowany. Tylko kto słyszał o tych szeroko zakrojonych społecznych konsultacjach, które w dodatku już się zakończyły? W ramach tego programu, który jest już na etapie uzgodnień międzyresortowych, podano przedmioty szkolne, poprzez które realizatorzy programu mają oddziaływać. Należą do nich teraz już nie tylko wychowanie do życia w rodzinie, ale też wiedza o społeczeństwie, historia, biologia, a nawet język polski i religia! Tematyka ta ma być uwzględniona w „Standardach kształcenia i doskonalenia nauczycieli” oraz w ofercie ośrodków doskonalenia nauczycieli na różnych poziomach. Szczególne zaniepokojenie budzi zobowiązywanie nauczycieli do zapraszania do szkół edukatorów seksualnych oraz pomysł tworzenia stanowisk tzw. pełnomocników, śledzących wdrażanie programów genderowskich w szkołach. Myślę jednak, że ujawnienie pomysłu wdrażania Krajowego programu zadziała na nasze społeczeństwo jak zimny prysznic. Trzeba zdecydowanie podkreślić, że treści postulowane w ramach tego programu stoją w sprzeczności z Konstytucją RP, a prawodawstwo Unii, choć wyznacza kierunki działań, to jednak uwzględnia prawodawstwo danego kraju. Mamy więc skuteczne możliwości obrony.


Jaki cel chce Pani Profesor osiągnąć organizując 8 czerwca na UKSW konferencję, „Ludzka seksualność. Piękno czy zagrożenie?”.

Zagrożenie ze strony gender jest bardzo poważne. Tą konferencją chcemy nie tylko otworzyć oczy rodzicom, nauczycielom i wychowawcom oraz przedyskutować skuteczne sposoby powiedzenia zdecydowanego „nie” seksualizacji dzieci i młodzieży. Chcemy także wspólnie zastanowić się, jakie są możliwości pozytywnego oddziaływania na dzieci i młodzież w kształtowaniu ich prawidłowych postaw wobec seksualności człowieka. Jesteśmy to winni i bł. Janowi Pawłowi II, który tak pięknie głosił teologię ciała i wielokrotnie wzywał, szczególnie młodych, do pójścia drogą prawdziwej, czystej miłości, i Prymasowi Tysiąclecia, który przekonywał młodych: „Wy z pokolenia orłów jesteście!”. To przekonanie musi być powszechne!
--------------------------------------------------------------------------------
Prof. Maria Ryś, psycholog, kierownik Podyplomowego Studium Relacji Interpersonalnych i Profilaktyki Uzależnień Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej UKSW.

http://padre.info.pl/spo%C5%82ecze%C5%8 ... zacja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 27 lip 2013, 07:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Znieczulanie młodych

Bogusław Rąpała

Stojący na podwyższeniu didżej za pomocą połączenia bitów i laserów wprawia w trans nieświadomych, będących często pod wpływem narkotyków młodych ludzi. Nie bez powodu twórcy muzyki techno zapożyczają od plemion pierwotnych dźwięki wprowadzające ludzi w stan odurzenia. Inna scena: półnaga młodzież tapla się w błotnych kałużach w rytm ogłuszających dźwięków muzyki rockowej i heavymetalowej. Strumieniami leje się alkohol, nie brakuje narkotyków, żniwo zbierają również przedstawiciele sekt.

Czy rodzice wiedzą, na co narażają swoje dzieci, godząc się na ich udział w imprezach typu Woodstock czy Love Parade?

Technoatak

Przed laty gitarzysta rockowy Jimi Hendrix w wywiadzie dla „Life Magazine” tłumaczył: „Nastroje powstają właśnie dzięki muzyce, bo jest ona sprawą duchową. (…) Hipnotyzujemy ludzi i wprowadzamy ich w pewien stan pierwotny, który zawsze jest pozytywny. Jak u dzieci, które bujają w obłokach. A kiedy pozna się najsłabszy punkt człowieka, można wtłoczyć w jego podświadomość wszystko, co się chce. Muzyk, który w ten sposób staje się jakby ’zwiastunem’, zachowuje się jak dziecko wyzwolone spod wpływu dorosłych”.

Technikę manipulacji tłumem do perfekcji opanowali twórcy muzyki techno. Stosowane w czasie imprez techno połączenie pulsacji światła i dźwięku może prowadzić do przyspieszenia bicia ludzkiego serca nawet do 130 uderzeń na minutę oraz utraty kontroli nad organizmem.

Reżyser i scenarzysta Lech Dokowicz jako młody człowiek przez jakiś czas mieszkał w Niemczech, gdzie był świadkiem powstawania i rozwoju techno – charakteryzującej się generowaną przez komputery agresywną muzyką, nowymi narkotykami, nowym językiem oraz specyficznym wyglądem przynależących do tej grupy ludzi (kolorowe włosy, odblaskowe ubrania w ostrych barwach).

W swoim wstrząsającym świadectwie przedstawia jednego z głównych ideologów tego ruchu, profesora amerykańskiej szkoły filmowej, który studiował przez wiele lat pracę mózgu, prowadził doświadczenia ze światłem w nocnych klubach oraz zajmował się tworzeniem filmów oddziałujących na podświadomość. W czasie odbywającej się co roku największej na świecie imprezy muzyki techno May Day, Dokowicz na własne oczy i uszy przekonał się, kim są ludzie stanowiący tzw. pierwszy garnitur techno.

Prowadzący imprezę, wśród których był jego znajomy, zaczęli podawać 20 tys. bawiącym się w największej hali w Dortmundzie ludziom obrazy nieczytelne dla osób z zewnątrz, które Dokowicz rozumiał dzięki znajomości pewnych symboli. Obrazy te przedstawiały walkę, mającą doprowadzić do potężnej wojny atomowej, zniszczenia świata oraz przejęcia władzy przez ludzi ze sceny techno. Towarzyszyły temu tysiące watów, oślepiające światła, a także wisząca na łańcuchach ruchoma świetlna konstrukcja w kształcie krzyża, którą szastano nad głowami tancerzy, i na której projektowane były różne figury graficzne. – Zrozumiałem, że ci ludzie to sataniści, którzy prowadzą młodzież całego świata na zatracenie, że ja jestem jednym z nich i nie ma dla mnie odwrotu – opowiadał Dokowicz. Cudem udało mu się wyrwać z tego kręgu, nawrócił się, stał się człowiekiem głęboko wierzącym w Boga. Od tamtej pory ostrzega innych przez zgubnymi skutkami obcowania z techno.

Wybitny włoski psychiatra prof. Simone Morabito, nominowany do Nagrody Nobla, podaje przykład pewnej kobiety, która została opętana przez szatana. Jej tragedia rozpoczęła się właśnie od wizyty na dyskotece. Młodzi, którzy wcześniej świetnie sobie radzili, w pewnym momencie swojego życia załamują się psychicznie i duchowo, tracą chęć do życia, stają się przygnębieni i znerwicowani, szybko się męczą i brak im wiary w siebie. Psychiatra odkrył, że kłopoty większości jego młodych pacjentów rozpoczęły się właśnie w chwili, gdy zaczęli regularnie chodzić na dyskoteki oraz słuchać ciężkiej muzyki rockowej zawierającej treści satanistyczne.

Zabójczy trans

Zdarza się, że młodzi ludzie, podobnie jak ich muzyczni idole, umierają z przedawkowania alkoholu, narkotyków czy na skutek samobójstwa.

Kiedy przed dwoma laty świat obiegła wiadomość o śmierci dwudziestosiedmioletniej piosenkarki Amy Winehouse, której bezpośrednią przyczyną był alkoholizm i narkomania, niemiecki neurolog i psychiatra Borwin Bandelow w jednym z telewizyjnych wywiadów stwierdził, że wielu muzyków grających tego rodzaju muzykę, jak również aktorów, cierpi na syndrom borderline, czym można tłumaczyć zarówno ich popularność, jak i narkotykowe oraz alkoholowe ekscesy.

Syndrom ten, najogólniej rzecz biorąc, przejawia się chwiejnością emocjonalną i nieradzeniem sobie z własnymi emocjami. – To, że właśnie takie osoby cieszą się popularnością, świadczy o tym, jak bardzo chore stało się nasze społeczeństwo, ulegające wpływom muzyki popularnej – twierdzi dr Klaus Miehling. Ten niemiecki kompozytor i muzykolog od wielu lat bada skutki słuchania muzyki wywołującej agresję. Trudno wymienić wszystkie rodzaje takiej muzyki, bo jest ich tak dużo, ale dr Miehling wskazuje najbardziej charakterystyczne dla niej parametry: dużą ilość perkusji, zniekształcone dźwięki oraz agresywny i pełen napięcia wokal. W odróżnieniu od muzyki klasycznej, która przedstawia agresję, pozostawiając przy tym miejsce na refleksję, muzyka popularna ucieleśnia agresję i ją podsyca, ucząc przemocy, zachowań przestępczych, rozbudzając pożądanie seksualne oraz eliminując myślenie. Rytm, dźwięki podprogowe, głośność działają jak narkotyk i prowadzą do psychicznego regresu.

Klasyka w odwrocie

Gdy ze szkół znikają lekcje muzyki, muzyczne gusty kształtują największe stacje telewizyjne i radiowe. A tu liczą się pieniądze, a więc to, co się dobrze sprzedaje. Nie ma miejsca na muzykę klasyczną, została wyparta przez różne odmiany muzyki popularnej. Tym samym proces spłycania uczuć i zabijania wrażliwości, nie tylko u młodych ludzi, trwa w najlepsze.

Zdaniem Michała Lorenca, znanego kompozytora muzyki filmowej i teatralnej, to, co się dzieje z muzyką w Polsce, to świadoma degradacja kulturowa Polaków. – Uproszczona muzyka rozrywkowa, jaką się promuje, np. disco polo, jest schlebianiem najniższym gustom publiczności i szerzeniem antykultury muzycznej – ocenia kompozytor.

Dobrą muzykę można usłyszeć w nielicznych stacjach radiowych. – To smutne, że współczesna muzyka klasyczna, tworzona przez wielkich polskich twórców granych na całym świecie, od Góreckiego po Lutosławskiego, w naszym kraju znajduje się w absolutnej pogardzie i jest w odwrocie – dodaje Michał Lorenc. Ze wszystkich stron jest się narażonym na kompletną degradację gustu i emocji oraz niszczenie wrażliwości.

Ta degradacja może postępować od najmłodszych lat. Amerykańska dziennikarka Diana West przyjrzała się muzyce współczesnej z punktu widzenia matki sześćipółletnich córek. Były one zapraszane na przyjęcia, gdzie zachęcano je, aby „dawały czadu” w rytm muzyki Britney Spears oraz Backstreet Boys – „jednodniowych idoli małolatów”. „Dziecko wychowane na muzyce, którą można określić jako ’hop-pop’ – z jej pierwotną natarczywą perkusją i użalaniem się nad sobą – nie oprze się jej wpływowi. Jest ona wrogiem dziecięcej niewinności, a w końcu znieczula ucho na lepsze formy muzyczne” – do takich wniosków doszła West.

Chrystoteka

Jak bronić się przed muzyką, która zabija wrażliwość i wypacza wyobrażenie o świecie? Odpowiedź wydaje się prosta: unikać imprez, gdzie gra się muzykę wyzwalającą agresję, nie kupować płyt, nie słuchać stacji radiowych promujących taką muzykę, rozmawiać ze swoimi dziećmi na temat ich muzycznych zainteresowań. A przede wszystkim przedstawiać sensowną alternatywę, bo pięknej i dobrej muzyki nie brakuje.

– Muzyka połączona z wartościami duchowymi może być wspaniałym narzędziem ewangelizacji. Jednak młodzi ludzie oczekują oferty na najwyższym poziomie, która ich pociągnie i zapali – zauważa Zbigniew Małkowicz, dyrygent, pianista i kompozytor, twórca zespołu muzyki sakralnej Lumen.

Na niecodzienny i odważny pomysł wpadł ks. Michał Misiak z parafii Matki Bożej Fatimskiej w Łodzi. Aby przyciągnąć młodych ludzi do wspólnoty Kościoła, postanowił zorganizować w klubach, gdzie co sobotę bawi się młodzież, dyskoteki ewangelizacyjne z muzyką, która nie niesie ze sobą zagrożeń duchowych, wolne od wszelkiego rodzaju używek. – Właściciele klubów, którzy nam zaufali, pozwalali na jedną noc zrobić z ich dyskoteki miejsce ewangelizacji – wyjaśnia ks. Misiak.

Scenariusz dyskotek był następujący: najpierw odbywało się specjalne nabożeństwo przebłagalne za grzechy agresji i nieczystości, do których dochodzi tam na co dzień. Następnie kapłan solą egzorcyzmowaną posypywał sale i korytarze, aby w ten szczególny wieczór i noc nie miały do nich wstępu demony. W każdym z lokali wyznaczona była jedna sala, gdzie czekali kapłani otwarci na rozmowę, proponujący spowiedź oraz modlitwę wstawienniczą.

– To, co się działo, było czymś fenomenalnym. Na jednej z takich dyskotek w największym klubie w Łodzi bawiło się 2,5 tys. osób. Działy się cuda – w czasie jednej nocy wyspowiadało się aż 250 osób! – opowiada ks. Misiak. Jednak niektóre z tych klubów, gdzie odbyły się dyskoteki ewangelizacyjne, po kilku tygodniach zostały zamknięte. – Nagle interes przestał się kręcić. Szatan nie mógł się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jako Kościół nie możemy się tych miejsc bać. Mamy obowiązek walczyć o każdego człowieka i o każde miejsce – podkreśla kapłan. Po dwóch latach zaprzestał organizowania dyskotek ewangelizacyjnych w klubach i wymyślił Chrystotekę, czyli zabawę w miejscu, które nie kojarzy się z pokusami.

Z muzyką jest jak z jedzeniem – lepiej wiedzieć, co się je, niż jeść wszystko, nie patrząc na etykietkę i skład. Warto być świadomym, o czym śpiewają polscy i zagraniczni wykonawcy, oraz warto przyglądać się temu, jak żyją. Bo ewangeliczna zasada „po owocach ich poznacie” sprawdza się również w muzyce.

http://www.naszdziennik.pl/wp/49228,zni ... odych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 30 lip 2013, 06:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Ideologia gender a samotność

Nic tak nie wzmacnia zagrożenia, jak lekceważenie go. U nas nawet nagradza się naszych katów i prześladowców. Po latach umysłowego molestowania kilku pokoleń naszych dzieci, młodzieży i dorosłych nagrodzono ostatnio Zbigniewa Lwa-Starowicza publikacją w krakowskim Znaku.

Są to wspomnienia jego aktywności na rzecz także zbrodniczej (por. sprawa Clauberga podczas procesu w Norymberdze) depopulacji Polski, prowadzonej przez wiele lat mocą urzędu prezesa Towarzystwa Rozwoju Rodziny, filii IPPPF (International Planned Parenthood Federation, siedziba w Londynie) na Polskę. Międzynarodowej sieci depopulatorów, stworzonej w latach 50. przez Rockefellerów. Pewnie dla jakichś własnych interesów…

Gdzieś indziej pokpiwa się z ideologii gender, ponawiając uwagi o niskim ilorazie inteligencji jej twórców, jakoby najgłupszej z dotychczasowych ideologii.

Być może tak jest, ale podstawowym kryterium, które stosować należy do każdej ideologii, nie jest jej mniejsza czy większa „głupota”, ale stopień jej zagrożenia dla ludzkości. Od tej strony patrząc, ideologia gender jest bardziej niebezpieczna niż trapiące nas wcześniej ideologie, np. „klasy” czy „rasy”.

Wszystkie ideologie, którymi karmi się ludzkość, stanowią wersje pierwotnego, zakończonego sukcesem kuszenia człowieka świata „poza dobrem i złem”. W ramach ulegania tej pokusie niektóre dziedziny życia wyłącza się poza pole dobra i zła moralnego.

Co jakiś czas pojawia się w dziejach np. oferta ustawienia sfery ekonomicznej „poza dobrem i złem”, czy to w wersji marksistowskiej, z „obcinaniem rąk” trzymających własność prywatną, czy to w wersji Leszka Balcerowicza, z tajemniczym „pierwszym milionem” towarzyszy.

Ideologia gender nie ustawia swojego sukcesu na trapiących ludzkość pragnieniach, aby więcej mieć czy aby być kimś więcej niż inni, ale na bardziej jeszcze podstawowym pragnieniu „natury upadłej” człowieka: aby być samym, niezwiązanym z drugim człowiekiem.

Temu najpierw przeszkadza odmienność płciowa, realna różnica pomiędzy mężczyzną i kobietą, która to baza jest tworzywem możliwości nawiązania bliskości z drugim lub Drugim, innym człowiekiem lub Bogiem. Zamiast tego ideologia gender zmierza do osamotnienia człowieka, ustawienia kobiety przeciwko mężczyźnie i vice versa.

Odmienność płciową traktuje bowiem jako tylko biologiczny surowiec, któremu nigdy nie należy się bezwzględnie podporządkowywać i go respektować. Po epoce forsowania oświeceniowych haseł „swobody seksualnej” (w wersji Diderota z „Przyczynku do podróży Bougainville’a” albo wersji Rousseau z „Emila”) okazało się, że różnice płciowe uniemożliwiają zgodne kroczenie mężczyzn i kobiet w kierunku owej swobody.

Przyjemność nigdy ludzi nie łączy, ale przeciwstawia ich sobie. Boleśnie się o tym na co dzień przekonują rozmaici libertyni, a ostatnio znany w świecie polski tenisista. Zamiast nagrody za świadczenie usług dla podstarzałych i bogatych mężczyzn –według wytycznych dla „Ministerstwa miłości” Charles’a Fouriera, niezwykle cenionego zarówno przez Marksa, jak i Johna Stuarta Milla, lidera współczesnego liberalizmu i feminizmu – spotkały go najdotkliwsze dla niego kary: śmiech za przyczyną „sportsmenki” z oślizgłej gazety rzecznika prasowego „generała”.

Nie po drodze zatem nawet wyuzdanym kobietom z mężczyznami – libertynami. Część z nich z tego powodu już straciła zainteresowanie drugą płcią, a pozostali rozumieją, że w relacjach płciowych opartych na konsumpcyjnych celach oczekiwać można tylko czasowych sojuszy, np. do czasu wyczerpania się zapasów portfela.

W ideologii gender nie chodzi zatem o świat bezproblemowej konsumpcji seksualnej, czyli starą zasadę „make love not war”, ale o świat ludzi samotnych, niezdolnych do otwarcia się na drugiego człowieka. Tego zagrożenia lekceważyć nie należy.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... tnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 12 paź 2013, 13:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Między normalnymi ludźmi dyskusja o płci kulturowej (społecznej) odbyłaby się co najwyżej na poziomie kabaretu.
Tymczasem nachalne medialne przeobrażanie ludzi z normalnych w dewiantów, zmusza wszystkich pozostających przy zdrowych zmysłach do konieczności wyjaśnienia tym wolniej i bardziej zależnie myślącym, że są przedmiotem manipulacji nieustannych bolszewickich rewolucjonistów, którzy na ludzkiej naiwności pomnażają swoje fortuny i umacniają swoją władzę nad światem.


Co istnieje naprawdę: płeć czy "płeć społeczna" ?

Ideologia gender zapowiedzią totalnej destrukcji

ks. Karol Stehlin FSSPX „Zawsze wierni”. Nr. 5 (168) wrzesień 2013

Kiedy przychodzimy na świat, mamy już własną i określoną tożsamość płciową, która jest zasadniczym elementem naszej natury. Człowiek może i powinien tę tożsamość sobie uświadomić. Otoczenie ma mu w tym pomóc, a nie przeszkadzać. Ideologia gender zawiera w sobie i rozpowszechnia tezę przeciwną. Została wymyślona jako narzędzie nie do zrozumienia rzeczywistości, ale do walki z ludzkością i z Bogiem.

Wielkie dzieło wychowania ma jeden za­sadniczy cel: wykształcić dobrego człowie­ka, szlachetny charakter, prawą osobowość. Aby ten cel mógł być osiągnięty, trzeba pozwolić i dopomóc dziecku (wychowan­kowi, podopiecznemu), aby uświadomi­ło sobie swoją wynikającą z natury osoby tożsamość oraz odpowiedziało na dwa podstawowe pytania: kim jest i po co żyje. Najczęstszym pytaniem każdego rozwijają­cego się dziecka jest słynne: "Po co to jest, do czego to służy?". Szukanie odpowiedzi na temat otacza­jącego świata jest nie tylko zaspokojeniem ciekawości dziecka, ale także - a może przede wszystkim - naturalnym dąże­niem do nabrania orientacji w otaczającej je rzeczywistości. Z biegiem czasu dziecko kieruje zain­teresowanie z otoczenia na samego siebie, a pytanie "Po co to jest?" staje się coraz bardziej nurtujące w odniesieniu do niego samego.

Tożsamość należy odkryć, a nie kształtować

Młodzi ludzie wiele razy zadają sobie py­tanie: "Po co żyję?". I częstokroć nie potrafią na nie odpowiedzieć. Ich świadomość zderza się z otaczającym światem, a ta konfrontacja często powoduje zamęt i zachwianie stabil­ności ich osobowości. Pojawiają się kolejne pytania, już nie tylko "Po co jestem?", ale też "Kim jestem?". Rodzice i wychowawcy mogą swoim dzieciom bądź wychowankom poma­gać lub przeszkadzać w znalezieniu odpowie­dzi na te zasadnicze, egzystencjalne pytania.

Są to pytania przede wszystkim o własną tożsamość, dlatego rodzice mają obowiązek pomóc, a nie przeszkadzać.

Pomoc dziecku w uświadomieniu sobie jego tożsamości ułatwia znalezienie odpo­wiedzi na nurtujące go pytania. Jest to tak­że niezbędna inwestycja, umożliwiająca późniejsze, owocne dorosłe życie. Rodzice i wychowawcy w zasadzie nie kształtują toż­samości dziecka, ale jedynie pomagają mu ją odkryć, pomagają mu ją sobie uświadomić. Kształtować można coś jeszcze nieokreślone­go, np. charakter człowieka, a więc zbiór cech jego osobowości, poprzez rozwijanie cnót i zwalczanie wad. Kształtować można inte­lekt poprzez proces edukacyjny. Do pewne­go stopnia można kształtować temperament człowieka, rozwijając jego dobre cechy i mi­nimalizując złe skłonności.

Z tożsamością płciową jest inaczej. Człowiek przychodzi na świat z określoną już własną tożsamością płciową, która jest zasadniczym elementem jego ludzkiej natu­ry. Człowiek może i powinien sobie swą toż­samość po prostu uświadomić, a otoczenie powinno mu w tym pomóc, a nie przeszka­dzać.

Ideologia gender zawiera w sobie i roz­powszechnia tezę przeciwną. Użyłem pojęcia "ideologia", bowiem została ona wymyślona jako narzędzie nie do zrozumienia rzeczywi­stości, ale do rewolucyjnej przemiany świata w imię interesów pewnej grupy doktrynerów.

Co istnieje naprawdę: płeć czy "płeć społeczna"?

Autorzy ideologii gender musieli najpierw zmienić znaczenie samego terminu gender. I zrobili to. Termin gender tak naprawdę ozna­cza po prostu "rodzaj". W przypadku czło­wieka rodzaje są dwa: męski i żeński. W gra­matyce mamy trzy rodzaje: męski, żeński i nijaki. Od lat 90. ubiegłego wieku autorzy ideologii gender zaczęli definiować to pojęcie inaczej. Ustalili, że będzie ono oznaczać "płeć społeczną". Wprowadzenie do języka mediów i - niestety - na niektóre uniwersytety ter­minu "płeć społeczna" było posunięciem rewolucyjnym. Tak oto zdumieni studenci do­wiedzieli się, że obok "płci" jest jeszcze coś takiego, jak "płeć społeczna". Czyli jest to jesz­cze inna, nowa płeć, która nie zależy od naszej biologiczności, ale od wychowania i od uwa­runkowań kulturowych.

Z czasem postawiono krok następny, twierdząc, że w ogóle nie ma czegoś takiego jak płeć wynikająca z biologii, z natury czło­wieka, ale istnieje wyłącznie "płeć społecz­na" - zależna od czynników społecznych, od wychowania, od panujących w danej społeczności zasad i systemów kulturowych.

Wraz z wprowadzeniem do obiegu medial­nego terminu "płeć społeczna", rozpoczęły się dyskusje nad rozumieniem terminu gen­der. Rozpoczęła się także batalia w obronie terminu "płeć" bez żadnego, dodatkowego przymiotnika. Ideologię gender należy uznać za najnowszą, najbardziej radykalną i nie­bezpieczną formę feminizmu. Ciekawy jest też związek ideologii gender z myślą mark­sistowską, ale ten obszerny temat zasługuje na odrębną analizę.

Gender, we właściwym rozumieniu tego terminu, oznacza po prostu rodzaj, czyli płeć człowieka, która należy do samej istoty oso­by ludzkiej. Płeć jest faktem biologicznym, który w zasadniczym stopniu determinuje naszą tożsamość, czyli to, kim jestem. A kim jestem? Przede wszystkim jestem chłopcem - mężczyzną lub dziewczyną - kobietą. Autorzy ideologii gender na to pytanie odpo­wiadają inaczej: dla nich przede wszystkim jestem człowiekiem. Otóż człowieczeństwo jako takie jest pojęciem abstrakcyjnym. Rodząc się, raz na zawsze mamy określoną pleć

O człowieczeństwie jako takim, o byciu człowiekiem jako takim można myśleć, jest ono przedmiotem rozważań teoretycznych. Ale w rzeczywistości nie występuje ono w postaci bezpłciowej, nijakiej. Proszę poka­zać mi człowieka, który nie byłby chłopcem - mężczyzną lub dziewczyną - kobietą. Nie ma takich ludzi. Już w chwili narodzin w do­kumentach lekarskich zaznacza się, kto przy­szedł na świat, chłopiec czy dziewczynka.

W dowodach osobistych płeć jest zapisana jako istotny znak naszej tożsamości.

Przez całe dzieje ludzkości nikomu nie przyszło do głowy, by ten naturalny podział ludzkości na mężczyzn i kobiety kwestiono­wać czy relatywizować. Nikomu nie przycho­dziło do głowy, by wymyślać człowieka "płci nijakiej". Nigdy przy narodzinach człowieka nie powiedziano: "Oto urodził się człowiek płci nijakiej, nieokreślonej. Czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka, to się dopiero okaże...". Aż wreszcie, w naszych czasach ktoś postanowił to zmienić i postawić świat na głowie. Dodać jeszcze należy, że płeć człowieka jest nie tylko kwestią przesądzoną przez bio­logię. Co więcej, jest kwestią przesądzoną przez biologię raz na zawsze. Natura pozo­stawiona sama sobie, nie myli się i nie daje dziewczynce ciała chłopca, a chłopcu ciała dziewczynki. Oczywiście, mówiąc "natu­ra" lub "biologia", ostatecznie mam na myśli Boga, który tę naturę stworzył i podyktował jej prawa, również prawa biologiczne.

Zmiana tożsamości płciowej jest niemożliwa

Człowiek otrzymuje albo ciało męskie - i staje się tym samym raz na zawsze męż­czyzną, albo żeńskie - i staje się tym samym raz na zawsze kobietą. Później można tylko narzędziami chirurgicznymi lub środkami hormonalnymi męskie lub kobiece ciało ze­wnętrznie okaleczyć lub zdeformować jego wewnętrzne funkcjonowanie. Nic więcej z ciałem mężczyzny lub kobiety nie da się zrobić. Zmiana tożsamości człowieka jest niemożliwa. Oczywiście, można próbować zrobić to, co jest niemożliwe, ale po co?

Każda próba zmiany tożsamości człowie­ka kończy się fiaskiem, ponieważ jest to dzia­łanie fałszywe, niszczące, zawsze ze szkodą dla niego. Dotyczy to zresztą nie tylko czło­wieka, ale bytu w ogóle. Dlatego od właści­wego traktowania zjawiska gender zależy dobre wychowanie dzieci. Jeśli rodzic czy wychowawca ma fałszywe rozumienie tego, czym jest płeć i jaki wpływ ma płeć na funk­cjonowanie człowieka, to wówczas w pracy wychowawczej nie odniesie żadnego sukcesu. Jedynie skrzywdzi dziecko, popełniając wo­bec niego zasadnicze błędy.

Nie wolno chłopca traktować jak dziew­czynkę, a dziewczynkę jak chłopca. Nie wol­no dzieci traktować jak istoty bezpłciowe, które dopiero na jakimś etapie rozwoju same wybiorą swoją płeć, albo pozostaną bezpłcio­we. Jeśli robi się takie próby, to zamiast wy­chowania mamy do czynienia z destrukcją psychiki i duchowości człowieka. Dlatego obok ideologii gender nie można przejść obo­jętnie. Oczywiście, nie należy jej demonizo­wać, ale lekceważenie jej oznaczałoby zgodę na rozpowszechnianie jej zatrutych, choć es­tetycznie opakowanych owoców.

Pierwsza fałszywa teza ideologii gender

Teza: tożsamość płciowa jest czymś su­biektywnym, każdy człowiek powinien móc sam wybrać sobie płeć, zadecydować kim jest: chłopcem - mężczyzną czy dziewczy­ną - kobietą. Nie ma w tej kwestii żadnych obiektywnych norm, które ograniczałyby de­cyzję człowieka.

Odpowiedź: jeśli natura ludzkiej płcio­wości jest czymś subiektywnym, to również jako subiektywne trzeba byłoby uznać naturę innych bytów: organizmów żywych lub ciał nieożywionych stałych, ciekłych i gazowych. Także prawa fizykalne (np. prawo ciążenia) lub biologiczne (np. fotosynteza) należałoby uznać za coś subiektywnego. Gdybyśmy to zrobili, ~o wszystkie nauki eksperymental­ne (np. biologię czy fizykę) uczynilibyśmy bezprzedmiotowymi. Tymczasem zarówno prawda o naturze człowieka (czy jest on męż­czyzną czy kobietą), jak również o naturze innych bytów, jest obiektywna.

Byt jest bytem i niczym innym. Mężczyzna jest mężczyzną, a kobieta kobietą. Prawo toż­samości jest podstawowym prawem logiki arystotelesowskiej, odzwierciedlającym wier­nie rzeczywistość. Natura bytu jest czymś obiektywnym, a nie zależnym od stanu świa­domości tego bytu. Człowiek może decydo­wać, jak się ubierze lub co zje, dokąd pójdzie lub czego się będzie uczył, ale nie może decy­dować, czy chce być mężczyzną czy kobietą.

Jeśli wychowanie ma służyć osiągnięciu przez człowieka celu jego życia; jeśli ma przy­gotować młodego człowieka do wkroczenia w samodzielne i odpowiedzialne życie, to musi oprzeć się na tym, kim on jest i jakie są jego przyszłe zadania. To zaś stanowi obiek­tywny konkret, w którym nie ma miejsca na subiektywne wahania.

Druga fałszywa teza ideologii gender

Teza: płeć jest kwestią wyboru ludzkiej świadomości, a nie cechą ludzkiej natury, która jest taka sama u mężczyzny i u kobie­ty. Nie ma natury męskiej i natury kobiecej, jest tylko jedna natura ludzka. Zadaniem wy­chowania jest: po pierwsze – uświadomienie dziecku istnienia dwóch płci, a nawet trzech, łącznie z "płcią nijaką", oraz uświadomienie mu, że może dokonać wyboru swojej płci; po drugie - dopomożenie dziecku w dokona­niu takiego wyboru. Budowa ludzkiego ciała nie powinna mieć dla wyniku tego wyboru żadnego znaczenia. Dziecko, odpowiadając na pytanie, "Kim jestem - chłopcem czy dziewczynką?", nie powinno brać pod uwagę fizycznej budowy swego ciała, ale jedynie to, kim się czuje. O wszystkim zdecydować ma stan świadomości. Teza, iż o prawdzie decy­duje stan świadomości, jest rozpowszechnio­na w systemach spirytualistycznych, a szcze­gólnie w wielu odmianach protestantyzmu.

Odpowiedź: natura ludzka jest rzeczy­wiście jedna w tym sensie, że i mężczyźni, i kobiety są ludźmi. Jednak nie we wszyst­kich wypadkach natura ludzka jest taka sama. Mężczyzna jest człowiekiem i kobieta jest człowiekiem, ale każde z nich jest czło­wiekiem na swój własny, odmienny sposób.

Wymownym przykładem jest choćby tylko ludzka dłoń. Jest ona u mężczyzny i kobie­ty zbudowana dokładnie tak samo, a jednak porównując je, nie sposób pomylić dłoni mę­skiej z kobiecą. Wychowanie ten naturalny stan bycia chłopcem lub bycia dziewczyną musi honorować i rozwijać w świadomości dziecka.

Budowa ciała świadczy o pewnych okre­ślonych cechach psychicznych człowieka, a nie są one u chłopców i dziewczyn iden­tyczne. Ujawniają się one stopniowo, podczas gdy to, jak zbudowane jest ciało dziecka, wi­dać od razu. Wychowawca po budowie cia­ła dziecka poznaje, z kim ma do czynienia i dostosowuje do tego działania wychowaw­cze. Niektóre niezmienne, zewnętrzne ce­chy ludzkiego ciała (np. budowa narządów płciowych) nie są dla świadomości człowieka obojętne, lecz manifestują jego niezmienną tożsamość.

Trzecia fałszywa teza ideologii gender

Teza: wszyscy ludzie są równi, dlatego sposób wychowania powinien być taki sam wobec chłopców, jak i dziewcząt. Zabawki i stroje powinny być dla dzieci, a nie dla chłopców albo dla dziewczynek. Należy wy­chowywać dziecko tak, jakby jego płeć była przynajmniej na początku kwestią otwartą, a nie tak, jakby dziecko od początku było zdeterminowane swoją płcią. Nie istnieje żadna wrodzona, psychiczna różnica pomię­dzy płciami, dlatego nie ma żadnych natu­ralnych, specyficznie męskich lub żeńskich zadań czy funkcji społecznych. Wyznaczenia tych zadań i funkcji dokonano różnie w po­szczególnych społeczeństwach; stanowi to wytwór uwarunkowań danej kultury i jest wynikiem swoistej umowy społecznej, jaką ludzie zawarli ze sobą w danej kulturze. Jeśli więc np. przyjmujemy zasadę, że dziecko zbu­dowane jak chłopiec, traktujemy jak chłopca, to robimy mu krzywdę. Wychowawca po­winien traktować dzieci w taki sam sposób, bez względu na to, jak zbudowane są ich ciała - przynajmniej do czasu, gdy same jedno­znacznie nie określą, kim są, chłopcami czy dziewczynkami. Stan, w którym mężczyzna i kobieta muszą wchodzić w społecznie ak­ceptowalne role, wbrew swym subiektyw­nym zapatrywaniom, jest wynikiem niespra­wiedliwej, z góry narzuconej wizji płciowości.

Odpowiedź: "wszyscy ludzie są równi" - to często powtarzane hasło, ale rzadko kie­dy próbuje się wyjaśnić je szczegółowo. Hasło to ma niewątpliwie bardziej cechy narzędzia propagandowego, niż diagnozy ukazującej rze­czywisty stan. Na pewno wszyscy ludzie są tak samo kochani przez Boga, który jest tak samo Ojcem dla wszystkich i za wszystkich umarł na krzyżu, pragnąc, by wszyscy dostąpili wiecz­nego szczęścia. Wszyscy ludzie mają tę samą bytową (metafizyczną) istotę. Jednak wszyscy ludzie znacząco różnią się między sobą, ich metafizyczna bytowość realizuje się w różnych konkretach, np. poprzez różnicę pamięci i tem­peramentu, stopnia inteligencji i odporności psychicznej - a także właśnie poprzez różnicę płci! Nie wolno tych różnic minimalizować.

Jeśli ktoś chciałby wychowywać dzieci bez uwzględnienia ich różnych płci, to po­stępowałby tak, jakby w wychowywaniu nie uwzględniał ich różnych temperamen­tów. Im szybciej wychowawca zidentyfi­kuje, z jakim dzieckiem ma do czynienia (flegmatyczne, choleryczne, sangwiniczne lub melancholiczne), tym lepiej dobierze środki wychowawcze. Określenie płci jest

dużo prostsze niż określenie temperamentu. Ale nieuwzględnienie różnicy płci jest dużo szkodliwsze dla dziecka, niż nieuwzględnie­nie różnicy temperamentu. Dlatego zajęcia wychowawcze, przynajmniej z niektórych przedmiotów, np. z wychowania technicz­nego czy fizycznego, powinny być zróżnico­wane w zależności od płci.

Czwarta fałszywa teza ideologii gender

Teza: płeć. danego człowieka jest wyni­kiem stanu jego świadomości i może się zmieniać, tak jak zmieniać się może stan świadomości. Niezmienna płeć nie należy do istoty człowieka. Ludzie tej samej płci mogą zawierać "małżeństwo", takie samo, jak mał­żeństwo mężczyzny i kobiety. Płeć jest swe­go rodzaju okazją do uzyskania satysfakcji, z czym wiąże się nieskrępowane prokreacją życie seksualne. Powinno być ono swobodne, bowiem chodzi o uzyskanie jak największej satysfakcji związanej z płciowością. Temu ma też służyć jak najwcześniej rozpoczęta "edu­kacja seksualna", a jej celem ma być poucze­nie dziecka i młodego człowieka, w jaki spo­sób czerpać największą satysfakcję z własnej płciowości.

Odpowiedź: przede wszystkim trzeba zaprotestować przeciw użytym w tej te­zie określeniom. Nie ma czegoś takiego jak "małżeństwo" osób tej samej płci, ani

czegoś takiego jak "edukacja seksualna". Małżeństwo jest nierozerwalnym związ­kiem mężczyzny i kobiety. I takim pozosta­nie zawsze. Nie należy pojęcia małżeństwo opatrywać jakimś specjalnym, uszczegóła­wiającym, definiującym przymiotnikiem, bo to oznacza mniejszą czy większą kapitu­lację przed wynaturzeniami. Jeśli mówimy "małżeństwo osób tej samej płci" to jest to całkowita kapitulacja wobec wynaturzenia. Ale kapitulujemy także, gdy mówimy "mał­żeństwo tradycyjne", bo tym samym do­puszczamy myśl, że może być jakiekolwiek inne.

Amerykański pisarz Chuck Huber powiedział niedawno: "W momencie kiedy przyznasz się do bycia otwartym zwolenni­kiem «tradycyjnego małżeństwa», tym sa­mym uznałeś klęskę pojęcia «małżeństwo», Nie ma ważniejszej i bardziej niebezpiecz­nej linii frontu niż ta, gdzie rozgrywa się sub­telna i podstępna bitwa na słowa".

Podobnie jest z terminem "edu­kacja seksualna", Nie ma czegoś takiego jak edukacja seksualna. Jest natomiast depra­wacja seksualna pole­gająca na uwolnieniu ludzkiej płciowości spod prawa moralnego, w imię osiągnięcia maksymalnej, zmysłowej satysfakcji.

Płeć nie jest czymś przypadkowym, ale stanowi dar Boga dla człowieka. Nie moż­na jej zmienić, tak jak nie można zmienić swej natury, koloru skóry, linii papilarnych. Po prostu nie można przestać być tym, kim się jest. Płciowość nie jest rozrywką, która ma dać człowiekowi jak największą przyjem­ność. Jest natomiast darem, który umożliwia człowiekowi realizację zadania wyznaczone­go mu przez Boga. Satysfakcja płynąca z tego daru jest sprawą wtórną i musi być podpo­rządkowana celowi wyższemu, jakim jest od­powiedzialna prokreacja.

Zarys chrześcijańskiej nauki na temat płciowości ludzkiej

Nauka ta, przynajmniej w głównej części, jest przestawiona w dwóch orzeczeniach pa­pieskich: w encyklice Leona XIII Arcanum Divinae sapientiae (O sakramencie małżeń­stwa) i w encyklice Piusa XI Casti connubii (O małżeństwie chrześcijańskim).

l. Między mężczyzną a kobietą istnie­je nie tylko różnica fizyczna w budowie ich ciał, ale też różnica psychiczna w konstrukcji ich osobowości. Kobieta odczuwa, przeżywa samą siebie i otacza­jący ją świat inaczej niż mężczyzna. Te wi­doczne różnice są za­korzenione w nadprzy­rodzonym wymiarze ludzkiej natury. Oto "stworzył Bóg człowie­ka na obraz swój, na obraz Boży stworzył go, mężczyzną i nie­wiastą stworzył ich" (Rdz l, 27). Istotą czło­wieka, zarówno męż­czyzny jak i kobiety, jest nie tyle jedna czy druga płeć, ile "duch w ciele", czyli nieśmier­telna dusza, znajdująca się w niepowtarzal­nym, ożywianym przez nią ciele. Ponieważ człowiek taką duszę ma, dlatego możemy go nazwać animal rationale.

Człowiek jest przez Boga, w Bogu i dla Boga stworzony na "obraz i podobieństwo" swego Stwórcy (por. Rdz l, 26). Rozum ludz­ki jest słabym odzwierciedleniem doskona­łego rozumu Boga. Wola ludzka jest cieniem wszechmocnej woli Bożej. To, kim jest Bóg w bezgranicznej wieczności, człowiek żyjący na ziemi może jedynie nieudolnie odzwier­ciedlać, naśladować, uobecniać, niejako ko­piować. Stworzenie w swej ograniczoności potrafi odzwierciedlić tylko nieliczne z nie­skończonych aspektów rzeczywistości Boga. Dlatego Bóg stworzył człowieka w różnorod­ności płci. Człowiek jako mężczyzna potrafi odwzorować pewne cechy Boga, a człowiek jako kobieta inne, różne od tych pierwszych.

Różnica między płciami jest czymś bardzo pozytywnym, ponieważ daje każdej z płci bardzo szczególne, odrębne, niepowtarzalne wartości. Dzięki niej mężczyzna może pa­trzeć na kobietę - i vice versa - z podziwem oraz szacunkiem, dać jej - i vice versa - to czego ona nie ma. W tym wzajemnym obda­rowywaniu się leży najgłębszy sens i istota wzajemnej relacji kobiety i mężczyzny, czyli miłość rodząca owoce, owocująca nowym życiem. Tak więc poprzez zróżnicowanie płci człowieczeństwo zostało ubogacone, co jest pewną (analogiczną) ilustracją bogactwa natury Bożej, którą wyraża każda z trzech Boskich Osób.

2. Oto dwa wymowne przykłady podo­bieństwa człowieka, jako mężczyzny i ko­biety (w obu płciach) do Boga. Przykład pierwszy: mężczyzna odzwierciedla Bożą transcendencję, a kobieta Bożą immanencję.

A. Mężczyzna jest odbiciem Boga obec­nego "ponad nami". Dlatego szuka on Boga "ponad wszelkim bytem", badając dzie­ło Boga, rozmyślając o Nim w kontekście Jego wielkości i zgłębiając Jego tajemnice. Mężczyzna jest odbiciem transcendentne­go Boga przez to, że Go naśladuje w Jego stwórczym działaniu, w Jego dominacji nad rzeczami i w podporządkowywaniu sobie rzeczy. Na ziemi mężczyzna uczestniczy w Bożym autorytecie. Jest głową, przywódcą, organizatorem, dowódcą wojskowym, ka­płanem. Jego inteligencja planuje działania, a wola realizuje plany i osiąga cele. Jest więc jednocześnie architektem i bu­downiczym pałacu lub świątyni (dokładnie tak, jak Antonio Gaudi). Ten transcendentny charakter Boga obecny w mężczyźnie, jawi się szczególnie w byciu przez mężczyznę przyczyną i celem. W relacji intymnej do ko­biety, to mężczyzna daje część siebie, a kobie­ta tę część przyjmuje. Podobnie jak Bóg daje się stworzeniom, powołując je do istnienia, a one, stając się, przyjmują Go. To mężczyzna wyznacza cel społeczności, podobnie jak czy­ni to Bóg wobec całego stworzenia.

B. Kobieta jest natomiast odbiciem opie­kuńczości i troskliwości, jaką Bóg otacza Swe stworzenia. Ukazuje Boga bardziej jako obec­nego "w nas", niż jako górującego "nad nami", a więc ukazuje Bożą immanencję. Spoczywa w Bogu, znajduje w Nim ochronę, bezpie­czeństwo, dom, przystań. Ją samą można po­równać do osobowego domu, kielicha. To ona ma w sobie łono zdolne do przyjęcia nowego życia. Jest tą, która przyjmuje życie, jak dom - wędrowca, jak kielich - wino, jak port ­statki i okręty. Kobieta jest strażniczką życia Bożego i miłości. Jest przede wszystkim tą, która w Bogu spoczywa, a mężczyzna przede wszystkim tym, który Boga szuka, tajemnice Boga bada i odtwarza.

C. Bóg działa nieustannie ukryty w naj­głębszej istocie wszelkiego bytu, napełnia wszystko życiem, wspiera, chroni i utrzymuje Swoje dzieło w istnieniu. Błogosławi wszyst­ko, otacza opieką, strzeże. Jest On, powtarza­jąc za św. Augustynem, w głębi stworzenia bezustannie tryskającym źródłem, ojcowską praprzyczyną wszelkiego bytu i brzemien­nym, matczynym łonem. W Swoje kocha­jące, troskliwe oddanie się Swemu stworze­niu, Bóg wprowadził w szczególny sposób

kobietę. Może ona uczestniczyć w rządach Opatrzności Boga jako matka przyjmująca, otaczająca troskliwością i dająca wzrost ży­ciu. Może ona służyć życiu, być bezpiecznym skarbcem, gdzie powstaje i rozwija się życie. Dlatego imię pierwszej kobiety brzmi Ewa, co znaczy "matka żyjących". Bóg obdarza kobietę cechami, których ona potrzebuje, by tę misję wypełniać, a więc przede wszystkim daje siłę i zdolności, by przyjmować, nosić, wydawać na świat, karmić i wychowywać nowe życie.

Daje też takie cechy, dzięki którym może życiu służyć, troskliwie je strzec i chronić. U zwierząt także istnieje instynkt macierzyń­ski, jest to słabe odbicie ludzkiej - kobiecej siły przyjmowania i chronienia życia. Kobieta przyjmuje życie, daje dziecku pod swym ser­cem bezpieczne schronienie, a po narodzinach dba o jego wzrastanie. Chroni i utrzymuje przy życiu chłopca, tak by mógł stać się męż­czyzną, lub dziewczynkę, by mogła dorosnąć i stać się kobietą. Jest dla dzieci ostoją, domem, miejscem ucieczki i źródłem poczucia bezpie­czeństwa. Zwrócona ku bliźnim, troszczy się o ochronę życia zagrożonego, w miarę możli­wości stara się zaradzić ubóstwu, łagodzić bie­dę. Ojcowie Kościoła nazywali ją strażniczką miłości, sercem świata.

D. Połączenie odmienności "Bóg w nas" i "Bóg ponad nami" widoczne jest w zjedno­czeniu mężczyzny i kobiety. Znajdujemy dla tego zjednoczenia piękny symbol - drzewo. Kobieta jest niewidocznym, ukrytym korze­niem, nośnym fundamentem, mężczyzna zaś jest widoczną koroną. Kobieta jest całą istotą drzewa, zanurzoną w płodnej ziemi, mężczy­zna zaś jest konkretnym rozkwitem drzewa we wszystkich jego widocznych formach, aż po sam wierzchołek. Kiedy więc mężczyzna i kobieta harmonijnie jednoczą się, ich zaślu­biny ukazują w pełni obraz Boga i wskazują, jaka powinna być rodzina ludzka.

3. Przykład drugi: mężczyzna odzwiercie­dla Bożą sprawiedliwość, a kobieta Boże mi­łosierdzie. Nam, ludziom, trudno przychodzi pogodzić ze sobą te dwa przymioty Boga. Trudno zrozumieć fakt, że w Bogu sprawie­dliwość i miłosierdzie nie stanowią przeci­wieństwa, ale dopełniają się. Bóg jest najlep­szym Ojcem, a jednocześnie sprawiedliwym władcą, ustawodawcą i sędzią. Mężczyzna i kobieta w swym zjednoczeniu są odbiciem sprawiedliwego i jednocześnie kochającego ponad wszystko Boga.

A. Mężczyzna uosabia przede wszystkim Boską sprawiedliwość. Jego zadaniem jest rządzić i zaprowadzać porządek w duchu sprawiedliwości, a więc każdemu oddać to, co mu się należy zgodnie z jego natu­rą i wcześniej zawartymi umowami. Aby tego dokonać, mężczyzna potrzebuje ta­lentu organizacyjnego, potrzebuje również odpowiedniego autorytetu, by strzec po­rządku i go sankcjonować. Mężczyzna ma wyczucie rzeczowego porządku i umiaru. Najważniejszy jest dla niego obowiązek po­noszenia odpowiedzialności za swoje dzia­łania, dopiero potem przychodzą porusze­nia miłości.

B. Kobieta natomiast uosabia Boskie miło­sierdzie. Jeśli tylko może kochać i ofiarować siebie, przynieść komuś ulgę w cierpieniu, okazać litość, czyni to hojnie, nie pytając, dlaczego i po co. To gorące pragnienie mi­łości nie zna w niej granic, jak niewyczerpa­ny strumień, który płynie rwącym prądem. Po grzechu pierworodnym to pragnienie mi­łości może stać się łatwo przyczyną zguby, co chyba najlepiej ukazuje przykład św. Marii Magdaleny. Czyż sam Chrystus nie powie­dział, że kochała bardzo, ale swą miłość źle ukierunkowała? Nie strzegła miłości, więc rozlała się ona bezładnie i została zmarnowa­ła, tak jak roztrwoniony zostaje cenny napój, gdy ktoś bezmyślnie rozlewa go po posadz­ce, zamiast ostrożnie wlać do pucharu. Siła miłości kobiecego serca potrzebuje dłoni, która ją podtrzyma i poprowadzi, a strumie­nie tej miłości niejako zbierze, nadając im odpowiednią formę, strukturę i ład. Kobieta będzie potrafiła właściwie zarządzać swoją miłością, jeśli pozwoli, aby wewnętrzne bo­gactwo jej życiodajnych uczuć zostało wzięte w karb pewnego porządku, którego zarządcą jest mężczyzna. Ona jest sercem, a on głową. Ona jest ogniskiem miłości, on jest ogni­skiem sprawiedliwości.

4. Różnica płci umożliwia, po pierwsze - wzajemne zjednoczenie, po drugie - re­alizację życiowego zadania bycia ojcem i matką. Doskonałe odzwierciedlenie naj­głębszej istoty Boga w człowieku następu­je wtedy, gdy mężczyzna i kobieta łączą się nierozerwalnym węzłem miłości. To stano­wi, zgodnie z wolą Boga, ich przeznaczenie na ziemi: "Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem" (Rdz 2, 24; Mt 19, 5). Różnica płci ubogaca człowie­ka i służy temu, by móc się wzajemnie uzu­pełnić, tak jak dwie ręce ma on po to, aby dobrze wykonać swoją pracę. Lewa ręka wspiera prawą, a prawa - lewą, razem wy­konując dzieło.

Szaleństwo ideologii gender Ideologia gender zaciera różnice pomię­dzy płciami, relatywizuje je lub zmienia te, które wytyczył Bóg, ustanawiając porządek natury i prawa biologii. Takie postępowanie nie może dokonać się bez szkody człowie­ka, a także - dodajmy to, co najważniejsze - bez obrazy Boga. Wpływ ideologii gender na tożsamość wychowanka jest zdecydowa­nie destrukcyjny. Podstawowa odpowiedź na pytanie o doczesną celowość człowieka wiąże się z jego płcią i z wynikającymi z niej za­daniami. Określona w chwili poczęcia i sta­bilna płeć jest darem od Boga, który to dar człowiek powinien rozwijać dla Bożej chwały i dla swego własnego pożytku.

Zaprzeczanie odrębnym rolom społecz­nym mężczyzny i kobiety jest burzeniem ładu ustanowionego przez Stwórcę i po­rządku społecznego, umożliwiającego wła­ściwy rozwój osoby ludzkiej. Należy więc ze wszystkich sił przeciwstawić się tej ide­ologii. Wychowawcy, rodzice, nauczycie­le i kapłani powinni szanować i rozwijać, a nie niwelować, odrębność płci u swoich podopiecznych.

Dziewczęta powinny od­najdywać swą tożsamość w trzech wymia­rach jako virgo, sponsa, mater - dziewica, żona, matka. Piękno, miłość i przyjęcie daru życia - oto ich główne życiowe zadania.

Chłopcy zaś powinni odnajdywać swą toż­samość w wymiarach przewodnika, obrońcy i ojca. Męstwo, służba i odpowiedzialność - oto ich podstawowe życiowe zadania.

Ideologia gender wszystkiemu temu total­nie i radykalnie zaprzecza. Stoi w oczywistej sprzeczności ze wszystkim, co znajdujemy w encyklice papieża Piusa XI Divini illius magistri (O chrześcijańskim wychowaniu młodzieży). Jest jakby ostatnim etapem bu­rzenia ładu ustanowionego przez Boga; ładu, który odzwierciedla w sobie natura. Jeśli cele ideologii gender zostaną osiągnięte, to - do­prawdy - już nic nie pozostanie normalne w społecznym wymiarze ludzkiego życia.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 05 lis 2013, 08:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Niebo dla pedofilów?

Marek Czachorowski

W listopadzie spoglądamy chętnie lub niechętnie w pozaziemską przyszłość. Chrześcijanie ją znają. Nie potrzebują się pytać w tej sprawie Azteków, Celtów czy starożytnych Greków. Ci ostatni jednak – dzięki kultywowanemu szacunkowi dla ludzkiego rozumu, jego możliwości poznania prawdy – znakomicie się orientowali, że nieludzkie czyny nie mogą prowadzić do dobrego życia po śmierci. Natomiast dzisiejszym chrześcijanom niekiedy śni się Niebo zapełnione homoseksualistami i lesbijkami. Pod niebiosa wysławia się też cnoty polityków głosujących za aborcją, a głośni obrońcy antykoncepcji to jakoby „głęboko wierzący” chrześcijanie. Nie atakuje się zatem wprost chrześcijańskich dogmatów „o rzeczach ostatecznych”, ale w pokrętny sposób kwestionuje się rozumienie czynów, które prowadzą do wiecznej przyszłości. Już niedługo śnić się będzie niektórym Niebo zapełnione pedofilami, bo przygotowuje się umysły w tym kierunku. Bierze udział w tej formacji umysłów także najpotężniejsze w świecie stowarzyszenie psychologów, Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (APA).

Dowiedzieliśmy się ostatnio z wielu polskich mediów, iż APA uznało pedofilię za „orientację sek- sualną”. Komentujący tę informację psycholog twierdził, iż wszystko byłoby w porządku, ale zgubione zostało tylko jedno słowo: „niewłaściwa”, jako niezbędne dookreślenie pedofilii jako „orientacji seksualnej”. Za parę dni APA dokonało jednak innego sprostowania w swoim dokumencie. Uznano to w mediach za sukces „chrześcijan”.

Z pewnością chrześcijanie powinni być czujni i nie dawać się nikomu – także innym współwierzącym – wyprzedzać w tej czujności. Niepokoić jednak powinno ukryte w medialnym komentarzu arcyważne, ale błędne założenie: założenie tylko konfesyjnych podstaw negatywnej oceny pedofilii. Ostrzegał przed takim sposobem stawiania zagadnień moralnych śp.ks. prof. Tadeusz Styczeń, słynny nauczyciel wielu pokoleń KUL-owskich studentów, wielokrotnie powtarzając, że idzie do krawca nie dlatego, że on jest chrześcijaninem, ale dlatego, że dobrze szyje ubrania. Innym razem wyjaśniał, że zmienił fryzjera, ponieważ dotychczasowy zawiesił na ścianie kalendarz z frywolnymi zdjęciami. Znów nie jest ważne, czy fryzjer i jego klienci są czy nie są chrześcijanami. Ważne jest to, że człowiek narzuca innemu człowiekowi poniżenie człowieka (kobiety). Ewentualna deklaracja fryzjera, że nie jest wierzący, niczego by w tej sprawie nie zmieniła. Protestując zatem wobec uznania przez amerykańskich psychologów z APA, iż pedofilia jest „orientacją seksualną”, nie należy wskazywać, iż jest to protest środowisk „chrześcijańskich”. Tworzy się bowiem w ten sposób wrażenie, iż kryją się za tym protestem jakieś konfesyjne racje, niezobowiązujące niewierzących. Utrwalenie tego wrażenia to pierwszy krok w kierunku społecznej akceptacji pedofilii.

Niestety, i kolejne kroki zostały już postawione. Po zapoznaniu się ze „sprostowaniem” APA (z 31 X 2013) widzimy, że w określeniu pedofilii tylko zastąpiono „orientację” „inklinacją”. Z punktu widzenia moralnego jest to zabieg tylko kosmetyczny, niemający znaczenia merytorycznego. Co jeszcze ważniejsze, z lektury całego dokumentu (klasyfikacja zaburzeń psychicznych –DSM-5) wynika, że owi psychologowie już odróżniają pedofilię jako tylko „inklinację” (do dzieci poniżej 13. roku życia) od pedofilii jako psychicznego zaburzenia. W pierwszym przypadku ma to być inklinacja, która nie jest związana z poczuciem „winy, wstydu i lęku”; nie zmusza do pedofilskich czynów i nie doprowadziła do takich czynów. Już zatem negatywnie ocenia się tylko czyny pedofilskie, ale nie pragnienia („inklinacje”) pedofilskie. Kiedy zatem chwila nadejdzie, to pójdzie się dalej. Otrąbi się sukces jakichś „naukowców”, którzy jakoby odkryli, że rozwój dziecka niezwykle ubogacają jego „dojrzałe”, „niewymuszone” i „odpowiedzialne” intymne kontakty z dorosłymi. Już niektórzy helleniści (także w Polsce) upierają się, że w starożytności greckiej tak właśnie było. Ale ta nasza grecka przeszłość zbyt szanowała rozumność człowieka, aby uznać dziecko za zdolne do dojrzałych decyzji. Wiedziano wtedy również, że krzywda dziecka nie prowadzi do dobrej wieczności.

http://www.naszdziennik.pl/wp/58654,nie ... filow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 14 lis 2013, 20:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Ludzie oddzieleni od kultury, a za to z wbudowanym do głowy i do serca ideologicznym ukierunkowaniem na samodestrukcję, zaczynają zachowywać się gorzej niż zwierzęta. Np. sikają na innych ludzi. Czy to normalne zachowanie, godne człowieka?

PCh24.pl: „Tęczowe” barbarzyństwo

Media i lobby homoseksualne próbują przedstawiać pederastów jako zwykłych, miłych, czułych i wrażliwych ludzi. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna – mówi w rozmowie z PCh24.pl Maciej Maleszyk z Krucjaty Młodych.

Czym jest karawana Krucjaty Młodych, której to wrocławska odsłona stała obiektem bezpardonowego ataku?
- Jak sądzę, karawana Krucjaty Młodych to przedsięwzięcie absolutnie bezprecedensowe w działalności polskich katolików świeckich. W Brazylii i USA takie przedsięwzięcia realizują oddziały TFP – Stowarzyszenia na rzecz Obrony Tradycji, Rodziny i Własności. To jest nasza główna inspiracja. Polska karawana bazowała na siedmiu osobach, które podróżowały ze sobą przez kilka dni. Mieliśmy ze sobą gotowe do wysyłki ulotki-apele do premiera Donalda Tuska, aby wycofał się z popierania tzw. związków partnerskich.

Ponadto, odczytywaliśmy wyniki badań naukowych dr. Paula Camerona na temat szkodliwości homoseksualnego stylu życia. Dla przykucia uwagi przechodniów korzystaliśmy z wysokiego masztu oraz czerwonego sztandaru TFP ze złotym lwem. Nasi działacze zakładali na siebie czerwone szarfy ze złotym lwem na piersi. W sumie odwiedziliśmy trzy miasta: Łódź, Wrocław i Piotrków Trybunalski. Największe poruszenie wzbudziliśmy w stolicy Dolnego Śląska.

Celem karawany jest bezpośredni kontakt z opinią publiczną bez pośrednictwa często nieprzychylnych nam mediów głównego nurtu. Chcemy dotrzeć do ludzi, którzy często czują się osamotnieni lub są szykanowani za wyznawanie katolickich poglądów. Chcemy im pokazać, że trzeba dumnie przyznawać się do tego, kim jesteśmy.

Zostaliście zaatakowani i znieważeni przez pijanego osobnika, widać że słowa modlitwy wyzwalają u niektórych doprawdy szatańską wściekłość. Czy nie boicie się kolejnych, być może jeszcze bardziej agresywnych ataków?

- Jak wielokrotnie wspominają księża egzorcyści, takie zachowanie jest częste dla osób opętanych. Napaść ze strony pijanego pederasty to nie był odosobniony przypadek ataku na naszą akcję. Próbowano nam wyrwać mikrofon oraz odczytywany przez nas tekst z wynikami badań dr. Paula Camerona. Poza tym, przed Uniwersytetem Wrocławskim zostaliśmy obrzuceni jajkami przez dwie aktywistki homoseksualne. Nękała nas również policja.

Zadawaliśmy sobie pytanie czy nie było to działanie na czyjeś polecenie „z góry”. Nasze manifestacje zawsze były zgodne z prawem, tymczasem przeciwko sześciu członkom Krucjaty Młodych zmobilizowano kilkudziesięciu policjantów, w tym nieumundurowanych, którzy przyjechali na sygnale sześcioma dużymi radiowozami. Funkcjonariusze przerywali nasze akcje pod absurdalnymi pretekstami zakłócania porządku publicznego poprzez kolportaż ulotek w trakcie głośnego odczytywania haseł oraz złamania ustawy… o ochronie przyrody, co jest absurdem, bowiem taka ustawa w polskim systemie prawnym nie istnieje!

Jeden z policjantów ośmielił się nawet bezpodstawnie oskarżyć organizatora naszego zgromadzenia o pobicie i rozcięcie ręki pederaście. Co jeszcze wymyślą przeciwnicy instytucji małżeństwa i rodziny? Jeśli wejdzie w życie nowe “prawo antydyskryminacyjne”, to na pewno będą mieli ułatwione zadanie. W przyszłości nasza akcja zapewne zostanie uznana za “homofobiczną” i w majestacie prawa zostaniemy skazani na kary grzywny lub więzienia. Sprzeciw wobec homoseksualnej dyktatury będzie karany. Jeśli chcemy temu przeciwdziałać, to wciąż na stronie stopdyktaturze.pl można protestować przeciwko nowemu prawu, które lada dzień może zostać uchwalone.

Wśród osób komentujących na naszym portalu to zajście dość często pojawiało się pytanie: dlaczego nie zareagowaliście w sposób bardziej zdecydowany?

- Środowiska homoseksualne starają się oswoić opinię publiczną z ich zboczeniem. Media i lobby homoseksualne próbują przedstawiać pederastów jako zwykłych, miłych, czułych i wrażliwych ludzi. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Nasze akcje służą ukazaniu prawdziwej twarzy tego zepsutego środowiska. Naszą postawą zdzieramy im obłudne maski. Aby to osiągnąć, jesteśmy gotowi całkowicie się poświęcić.

Nasz spokój i opanowanie mogą być postrzegane przez niektórych jako coś niegodnego i ośmieszającego nas. W podobny sposób próbowano wyśmiać Naszego Zbawiciela, którego obnażono, opluwano i lżono. Wtedy Nasz Pan Jezus Chrystus zachował powagę i spokój. W ten sposób dogłębnie ukazał nam nienawiść Jego wrogów. Bardziej przejmuje nas postawa bitego, opluwanego Chrystusa, który zachowuje w całej tej sytuacji pełen godności spokój, niż gdyby Jego reakcja była zgoła inna.

Podobnie my chcemy wzorować się na Naszym Zbawicielu i w naszym apostolacie nie skupiamy się na sobie, lecz na naszym celu, czyli ukazywaniu prawdy o homoseksualizmie. Oczywiście wtedy, gdy katolik jest bezpośrednio świadkiem bluźnierstwa (a więc obrazy Boga, a nie nas) i bezczeszczenia świętości, powinien reagować w sposób zdecydowany. Wystarczy wspomnieć, że Chrystus wypędził kupców ze świątyni.

Czy coś wiadomo o działaniach policji zmierzających do zatrzymania agresora? Jak zareagowały służby porządkowe na doniesienie o tym akcie agresji?

- Widzieliśmy, że osobnik, który dopuścił się tak haniebnego czynu wszedł do sklepu, więc decydowaliśmy dokończyć modlitwę, a następnie kiedy wychodziłby ze sklepu zastosować wobec niego obywatelskie zatrzymanie, zgodne z Kodeksem Postępowania Karnego. Zdarzało się nam już to czynić, jak choćby w przypadku agresywnych aktywistów homoseksualnych, którzy zakłócili wykład dr. Paula Camerona w Warszawie. Niestety, okazało się, że napastnik wyszedł tylnym wyjściem sklepu. W pobliżu znajdował się oddział policji i straży miejskiej, więc niezwłocznie zawiadomiliśmy funkcjonariuszy o zaistniałej sytuacji.

Stróże prawa zaznajomili się z nagraniem całego zajścia. Stwierdzili oni jednak, że zostali wezwani w sprawie innej interwencji i nie mogą się zająć naszą sprawą, dlatego polecili nam złożenie zawiadomienia i przedstawienia nagrania na komendzie. Z kolei na komisariacie powiedziano nam, że wszystkie jednostki policyjne są na interwencjach i nie mogą przyjąć zgłoszenia. Poproszono nas o zrobienie tego w późniejszym terminie. Natomiast będąca na miejscu straż miejska nie zainteresowała się osobnikiem, lecz nami. Stwierdzili, że wezwani zostali tutaj, aby nas ukarać mandatami, gdyż używaliśmy tuby pielgrzymkowej. Zagrozili nam, że jeśli rozpoczniemy kolejną akcję, to nie będą dla nas pobłażliwi.

Niezrażeni tymi absurdami, wkrótce złożymy pozew przeciwko homobarbarzyńcy, który spożywał alkohol i obnażył się w miejscu publicznym oraz zaatakował uczestników modlitwy. Apelujemy do wszystkich, a zwłaszcza do mieszkańców Wrocławia o pomoc w identyfikacji napastnika. Gdyby ktokolwiek go znał, prosimy o kontakt na adres warszawa@krucjata.org.pl.

Dlaczego warto wychodzić z modlitwą na ulicę polskich miast?
- Modlitwa, zwłaszcza różańcowa, ma wielką moc oddziaływania. W 1917 roku Matka Boża w Fatimie powiedziała siostrze Łucji dos Santos, że nie ma takiego problemu osobistego ani rodzinnego, ani międzynarodowego, którego nie można byłoby rozwiązać przy pomocy Różańca. Wrogowie religii katolickiej chcieliby nas widzieć modlących się w domu po kryjomu, ewentualnie w kościele.

Tymczasem już nie po raz pierwszy Krucjata Młodych zorganizowała publiczne odmawianie Różańca, ponieważ grzech publiczny, jakim jest propagowanie grzechu homoseksualizmu domaga się publicznego zadośćuczynienia. Ponadto sodomia jest grzechem wołającym o pomstę do Nieba. W Starym Testamencie mieszkańcy Niniwy publicznie pokutowali za swoje przewinienia i dzięki temu ich miasto zostało oszczędzone przed karą Bożą. Natomiast zatwardziałe miasta Sodoma i Gomora, gdzie publicznie praktykowano stosunki homoseksualne, zostały doszczętnie spalone.

Gorąco zachęcam do organizowania publicznej modlitwy różańcowej jako zadośćuczynienia za grzechy sodomii, aborcji czy bluźnierstwa.

Rozmawiał Łukasz Karpiel

http://ewastankiewicz.wordpress.com/201 ... more-16811


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 09 lip 2014, 14:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Jeżeli zdegenerowanie jakiegoś człowieka zostanie przez lewactwo dostrzeżone, to może zostać wykorzystane w sztuce, w literaturze, w mediach, w lecznictwie, w edukacji, w sądownictwie itp. Dmucha się w takiego degenerata i tworzy z niego celebrytę, autorytet moralny, gwiazdę, uznany talent.
Jeżeli jednak zdegenerowanie nie zostanie zauważone przez lewactwo, to taki człowiek może liczyć tylko na to, ... że zostanie makabrycznym mordercą.


Moje stanowisko w sprawie sztuki i śmierci.

Izabela BRODACKA 2014-7-9

1 czerwca 1966 roku został aresztowany w Krakowie seryjny morderca, 20 letni maturzysta, absolwent technikum energetycznego Karol Kot. W dzieciństwie Karol lubił dręczyć zwierzęta. Rodzice uważali to za nieszkodliwy etap rozwojowy. Jako 13 letni chłopiec Kot załatwił sobie ( za zgodą rodziców ) praktykę w rzeźni gdzie swoim zachowaniami szokował nawet doświadczonych fachowców. Podobno miał zwyczaj wypijać gorącą krew spuszczaną z ubitego własnoręcznie cielaka.

W szkole był znany z kolekcjonowania noży i z makabrycznych rojeń niesłusznie traktowanych przez kolegów jako rodzaj fantazji erotycznych, które nigdy nie doczekają się realizacji. Gdy zwierzał im się z planowanych zbrodni zaśmiewali się do łez. Dzięki tym zwierzeniom zasłużył na przydomki: „Lolo wariat” oraz „Lolo wampir”. Trenera z klubu strzeleckiego wprawdzie trochę niepokoiła gorliwość młodego chłopca w ostrzeliwaniu ludzkich sylwetek, uważał go jednak za zdyscyplinowanego młodzieńca. Stawiał go nawet za wzór swemu jedynakowi. Nie wiedział biedaczek, że jego ukochany jedynak był przewidziany na kolejną ofiarę.

Pierwszą ofiarą Kota była starsza kobieta. W lutym 1966 roku w okolicach Kopca Kościuszki został przez niego zabity nożem 11 leni chłopczyk, Leszek Całka. Potem Kot napadł na klatce schodowej na siedmio- letnią dziewczynkę, ale lekarzom udało się ją uratować.

O skłonnościach Karola oprócz rodziców i kolegów wiedziała również jego dziewczyna. Jej zwierzał się ze swych planów i dokonań, ją też próbował dwukrotnie zamordować. Proponowała mu wizytę u psychiatry, ale nie zrobiła nic żeby go powstrzymać. W czasie procesu oskarżony nie wykazywał skruchy. Udowodniono, że w niesprzyjających okolicznościach potrafił powstrzymać się od zabijania i że wybierał sobie celowo na ofiary staruszki lub dzieci.

Nie zapamiętałabym tych wszystkich szczegółów, w tym nazwiska zamordowanego chłopczyka gdyby nie efekt, który nazywa się w psychologii wzmocnieniem. Znajoma z którą jechałam właśnie do Zakopanego w pewnej chwili powiedziała, że widzi w poczynaniach Kota „coś niezwykle pięknego”. Doznałam szoku. Najpierw myślałam, że się przesłyszałam, potem instynkt samozachowawczy kazał mi przerwać dyskusję. Uznałam znajomą za niebezpieczną wariatkę. Nie przyszło mi nawet do głowy zapytać czy chciałaby sama tak „pięknie” zginąć.

Znajoma jest dziś znanym historykiem sztuki . Ją i całe jej środowisko uważam odtąd za idiotów.

Lautréamont i jego „Les Chants de Maldoror” , Markiz de Sade i jego „Sto dwadzieścia dni Sodomy” - oczywiście to wszystko czytałam. Traktowałam to jednak jako aberrację, przerafinowaną intelektualną zabawę, którą dosłowność zbrodni całkowicie unieważnia.

Zarzynanie dziecka, krew, łzy, fekalia. Cóż może być w tym pięknego i pociągającego?

Pierwszy raz o Rodrigo Garcii autorze „ Golgota Picnic” zrobiło się głośno przy okazji wrocławskiego festiwalu "Dialog" w 2009 roku. Wówczas ugotował homara żywcem - tak samo, jak zapewne każdego dnia przyrządza się go w tysiącach restauracji na świecie. Różnica była jedna - Garcia zrobił to publicznie, nagłaśniając przez mikrofon wydawane przez skorupiaka dźwięki. Wsławił się również publicznym topieniem chomików.

Rodrigo podobnie jak Kot zafascynowany był rzeźnią. Nazwał nawet tak swoje spektakle.

Kot został skazany na śmierć. Wyrok – jeżeli wierzyć prasie PR- wykonano. Lekarze uznali, że nie da się go wyleczyć. Nie wiem czy da się wyleczyć Rodrigo i nic tu nie sugeruję. Na pewno nie warto jednak go popierać.

W czasach wojny w Afganistanie pewien spragniony sławy dziennikarz usiłował nakłonić dowódcę plutonu egzekucyjnego, aby pozwolił mu filmować zabijanie. Powoływał się oczywiście na sztukę przez wielkie S. Dowódca się nie zgodził. Powiedział :

„Вот блядин сын, жизнь этo жизнь, смерть этo смерть, искусство eбaть”.

Pozwolę sobie przetłumaczyć to dosłownie. Wszak język ten od niedawna mamy prawo traktować jako język stricte parlamentarny.

„A to sukinsyn. Życie to życie, śmierć to śmierć, a sztukę pierdolić”.

Rosyjski dowódca precyzyjnie wyraził moje stanowisko w tej sprawie.[Jednak : блядин сын – to skurwysyn. MD]

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 21 lip 2014, 15:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Destrukcja, degeneracja, dewiacja są jak zaraza, pojawiają się w naszym świecie wprost z piekła i są roznoszone przez jednostki porażone tymi przypadłościami.
Sposób rozprzestrzeniania się zarazy jest różny np. media, edukacja, brak wychowania, nachalne ankiety, literatura, rozmowy, przebywanie z chorymi na brak normalności.


Ankieta " Młodzież o sobie": „Jaki rodzaj wynagrodzenia otrzymałeś (-aś) za swoje usługi seksualne?”

[ Nie wiedziałem. Czy ten zbrodniarz, prof. dr hab. Zbigniew Izdebski, siedzi w więzieniu dla BESTII, gdzie podobno siedzi ten pederasta – pedofil – morderca Trynkowski? Mogliby wymieniać się doświadczeniami. Mirosław Dakowski]

=====================

Izabela BRODACKA 2014-7-20

Jako dowód, że metodologia badań Kinsya psuje obyczaje badawcze umieszczam fragment pracy mego syna ( zastrzeżenie konieczne ze względu na mechaniczne poszukiwanie plagiatów na UW) poświęcony badaniom niejakiego Izdebskiego.

Badanie Zbigniewa Izdebskiego zostało zrealizowane przez TNS OBOP na zlecenie stowarzyszenia PRO-ECPAT, w ramach projektu badawczego Państw Regionu Morza Bałtyckiego koordynowanego przez Norwegian Social Research NOVA ( Norwegia, Szwecja, Islandia, Litwa, Estonia, Rosja i Polska) .

Badanie przeprowadzono w kwietniu i maju 2004 roku na reprezentatywnej próbie ponad 5000 nastolatków w 250 szkołach ponad-gimnazjalnych w Polsce przy pomocy ankiety wypełnianej przez respondenta.

Ponieważ badanie było przeprowadzone na nieletnich rodzice podpisywali zgodę na udział w nim dzieci. W liście informującym rodziców na temat badań Izdebski nie ujawnił, że chodziło mu o badanie patologii seksualnej wśród polskiej młodzieży, między innymi o zbadanie dziecięcej prostytucji i pedofilii ( Ujawnił to expressis verbis w programie telewizyjnym Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać”) . Wręcz przeciwnie zapewnił że: „ celem badania jest poznanie poglądów i zachowań młodzieży związanych z różnymi sprawami, miedzy innymi dotyczącymi rodziny, szkoły, przyjaciół. Pytamy też o doświadczenia i relacje między młodymi ludźmi oraz o ryzykowne zachowania przez nich podejmowane.”

Jak się okazało badanie było przeprowadzone bez rekomendacji Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu, a nawet bez wiedzy kuratoriów.

Na 75 pytań 50 dotyczyło zachowań seksualnych. Młodzież miała najczęściej oceniać proponowane stwierdzenie w 5 punktowej skali ocen, od „ całkowicie się nie zgadzam” do „ całkowicie się zgadzam”. Na niektóre pytania należało odpowiedzieć „tak” lub „nie”.

Wiele pytań wzbudziło zastrzeżenia specjalistów i rodziców. Oto przykłady budzących zastrzeżenia stwierdzeń które należało ocenić w skali od 1 do 5 .

„ Niektóre 13-letnie dzieci są już na tyle dojrzale, że nie ma nic złego w tym, że będą współżyć z osobą dorosłą.”

„Wielu chłopców nieświadomie pragnie zgwałcić dziewczynę”

oraz pytań na które należało odpowiedzieć „tak” lub „nie”.

„Czy kiedykolwiek masturbowałeś( aś) się?

„ Czy kiedykolwiek miałeś ( aś) kontakt oralny, analny, stosunek seksualny?”

„Czy przypominasz sobie sytuacje gdy po raz pierwszy byłeś(aś) namawiany, naciskany, zmuszany do pewnych zachowań seksualnych ( czy był to tata, mama)?”

„Czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś (aś) spróbować mieć kontakt analny?

Niektóre pytania mogą być traktowane jako zachęta do zachowań ryzykownych lub wręcz zabronionych przez prawo.

„Jak bardzo prawdopodobne jest, że zdecydowałbyś (ała) się na stosunek seksualny z dzieckiem gdybyś był (a) pewien, że nikt się nie dowie i nie będziesz za to ukarany?”( Pytanie 27)

„Jaki rodzaj wynagrodzenia otrzymałeś (aś) za swoje usługi seksualne?” (Pytanie 49)

„Z kim zwykle oglądałeś(aś ) pornografię? Jaki rodzaj pornografii ( E Seks ze zwierzętami, F Seks pomiędzy więcej niż dwojgiem ludzi- seks grupowy) ?” (Pytania 57, 58)

Rzecznik praw dziecka Paweł Jaros na którego ręce przychodziły liczne protesty od rodziców i nauczycieli uznał, że ankieta gwałci konstytucyjne prawa rodziców.

Dyrektor Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Aleksander Nalaskowski stwierdził, że badanie Izdebskiego narusza podstawową zasadę badań socjologicznych, a mianowicie: „ badanie nie zmienia obiektu”.

Interpelację poselską złożyła w tej sprawie poseł Gertruda Szumska (15. 6.2004)

Senator Jan Szafraniec złożył w tej sprawie oświadczenie na 63 posiedzeniu Senatu ( Diariusz Senatu RP 64)

Polskie stowarzyszenie Nauczycieli i Wychowawców skierowało list do Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu wnosząc o natychmiastowe wstrzymanie dalszego wysyłania do szkół ankiet pod którymi podpisał się kierownik naukowy, prof. dr hab. Zbigniew Izdebski.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=53


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Destrukcja człowieczeństwa
PostNapisane: 21 lip 2014, 17:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Trynkiewicz czemuś takiemu do pięt nie dorasta, i dlatego nie jest profesorem. Przed wojną takie indywidua załatwiała komora gazowa i nie było więcej o nich mowy. Dziś stoją na czele frontu eksterminacji Polaków metodą totalnej degeneracji.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /