Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Godność upokarzanych
PostNapisane: 20 paź 2012, 15:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Niewygodny świadek

Ewa Polak-Pałkiewicz

Wspomnienia Polaków, którzy przeżyli niemieckie obozy zagłady, mogły ukazywać się drukiem w czasach PRL-u. Pod jednym wszakże warunkiem: nie miały prawa zawierać przesłania o tym, że wiara pomaga człowiekowi przetrwać i moralnie zwyciężyć w najskrajniejszych warunkach. Że ludzką godność można było ocalić także w Oświęcimiu i Ravensbrück. Obowiązywał twardo przestrzegany dogmat, w myśl którego – zgodnie z wykładnią marksistowskiego pisarza Tadeusza Borowskiego (Byliśmy w Oświęcimiu, Pożegnanie z Marią, Kamienny świat), wyjść żywym z obozu można było tylko za cenę upodlenia. Książka pt. Siedem bram, autorstwa Karola Potockiego, człowieka, który przeszedł przez siedem niemieckich obozów koncentracyjnych i ocalił swoją godność, pozostaje nieznanym świadectwem. Obok świadectwa św. Maksymiliana potwierdza, jak bardzo mylił się lub rozmyślnie kłamał Borowski.

Wspomnienia Potockiego udało mi się przeczytać dzięki uprzejmości jego Rodziny, która wydała je 20 lat po śmierci Autora (zmarł w 1977 r.) własnym sumptem, w symbolicznym nakładzie. Wcześniej, gdy sam Potocki starał się o jej wydanie, próbowano książkę cenzurować. Napisana dwa lata po opuszczeniu ostatniej bramy piekielnej – obozu w Ravensbrück w 1947 r., jest relacją, można by rzec, na gorąco, a jednocześnie pełną dystansu, jaki dawało Autorowi jego wychowanie i wyniesiona z domu kultura.

Potocki był właścicielem majątku Parzymiechy pod Częstochową, absolwentem elitarnych szkół, m.in. Gimnazjum św. Anny w Krakowie, inżynierem leśnikiem, absolwentem Podchorążówki w Grudziądzu, wolnym słuchaczem Akademii Sztuk Pięknych, człowiekiem obdarzonym talentem plastycznym i muzycznym, władał kilkoma językami. Jego sześcioro dzieci wspominało go zawsze jako człowieka wielkiej prostoty, pogody ducha, który najbardziej nienawidził kłamstwa. Ze wspomnień dotyczących spotkania rodziców po wojnie, po cudownym ocaleniu Ojca, najbardziej zapamiętały one dziękczynną Mszę św. w kościele w Kowalewie i rodziców długo leżących krzyżem przed ołtarzem.
Potocki ze względu na swoją osobowość – prostolinijność i spokój, jakim emanował, a także poczucie humoru – zdobył w obozach wielu przyjaciół. Pomagali mu przetrwać ludzie tak różni, jak książę Hohenberg – syn arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, zamordowanego w Sarajewie w 1914 r. – uwięziony za zrywanie w Wiedniu plakatów hitlerowskich, Tatar o imienieu Alijew, Polak Józef Aksamit, ale nawet obozowi kapo, jak Hans Weber, zdegradowany oficer niemiecki. Opis wewnętrznej walki, jaki toczył ze sobą ten ostatni, w którym żyły jeszcze resztki sumienia po skopaniu na śmierć rosyjskiego więźnia – przeżywał wówczas najokropniejsze duchowe męczarnie przed swoim ostatecznym upadkiem – jest jednym z najdoskonalszych fragmentów wspomnień Potockiego. Jedna z największych moralnych prób, przez którą przeszedł Potocki, ma związek właśnie z tą sytuacją. Ów rosyjski więzień otrzymał polecenie od Webera, by sam się powiesił, a Potocki miał mu przekazać ten rozkaz po rosyjsku. „Z obrzydzeniem przypominam sobie w tej chwili najbliższego mojego kolegę i towarzysza, spod wspólnego koca, który pod groźbą własnej śmierci wykonał otrzymany rozkaz i powiesił przyjaciela. W moim pojęciu nie ma dla tego kolegi żadnego wytłumaczenia i dla mnie, gdybym rozkaz Hansa powtórzył. Odmówiłem. Rozwydrzony i straszny w tej chwili Hans doczekał się tego, że w obecności jego licznej asysty znalazł się ktoś bezczelnie mu odmawiający. Na jego ostre słowo: „Warum?” odpowiedziałem, że jestem katolikiem i w związku z mymi zasadami nie mam prawa nikogo namawiać do samobójstwa. Hans zbladł, jego oczy stałe się białe ze złości. Bezczelność moja przekroczyła wszystko, co sobie mógł wyobrazić. Patrzy mi w oczy swym wzrokiem upiora. Kilka sekund decyduje o moim życiu”. Takie sytuacje udowadniają, że prawda o nadrzędności prawa moralnego była także potrzebna Niemcom, bez tej prawdy nie sposób żyć, ona na dnie hitlerowskiego piekła była źródłem jedynej nadziei.

Każdy, kto przeczyta książkę Potockiego, nie będzie miał wątpliwości: epik wszech czasów R. Tolkien, mistrz w opisie zła, jego scenerii i jego straszliwych podstępów, musiał znać z relacji bezpośrednich świadków realia obozu pracy w Dorze, gdzie więźniowie byli zamknięci przez kilka miesięcy we wnętrzu olbrzymiej góry i nie wychodzili z ociekających wodą dusznych, cuchnących tuneli, pracując przy produkcji najstraszniejszej broni niemieckiej, pocisków V-2. Opis tego kręgu piekielnego, najgorszego ze wszystkich obozów hitlerowskich, gdzie śmierć kosiła każdego dnia ogromne żniwo, a jednak był tam prowadzony spisek i sabotaż, ma największą wartość historyczną, ale także udowadnia, że walka ze złem może odbywać się w każdych warunkach.

Potocki, który dogłębnie poznał niemiecką mentalność – manifestowali ją nie tylko obozowi kaci, ale i cywilna ludność, od której doznał niejednego upokorzenia jako ktoś, kto nie zasługuje na cień współczucia, bo „nie jest w pełni człowiekiem” – potrafił z wielką przenikliwością ocenić, jak bardzo mylili się Anglicy co do niemieckiego charakteru. Nie docenili zamykającego umysł kłamstwa. Anglicy zrzucający ulotki propagandowe po bombardowaniu Berlina – w tym czasie Potocki zamknięty był za drutami obozu Lichterfeld – nie byli w stanie zawrzeć w nich ani jednej treści zdolnej naprawdę trafić do umysłów Niemców. „Inna byłaby wasza skrucha i obietnica poprawy – pisze z goryczą Autor pamiętnika – gdyby każda ulotka wam głosiła: dziś za to, jutro za tamto! Dziś za Warszawę, jutro za Amsterdam, ta seria za ten obóz, a ta za tamten!... Anglicy nie są w stanie zrozumieć Niemca. Sami nie byli w jego rękach, pozostali przeto naiwni do dziś dnia”.

Tworzone dziś w Niemczech dzieła filmowe i literackie odnoszące się do III Rzeszy starają się zainstalować w umysłach współczesnych obraz tamtej rzeczywistości, pozbawiony elementu duchowego zniewolenia czy wręcz opętania. Volker Schlöndorff robi właśnie film, którego głównym bohaterem jest „fascynujący” go gestapowiec: „inteligentny, dobrze wychowany człowiek, który z idealizmu uległ ideologii”, jak mówi sam reżyser. Warto zadedykować autorowi tych słów pamiętnik naocznego świadka i uczestnika maszynerii śmierci. Postacie gestapowców nie fascynowały go, miał jednak dla nich rodzaj współczucia, jako dla ofiar systemu. Po latach, zapytany przez córkę, czy skazałby na śmierć kogoś ze swych oprawców, powiedział: „Nigdy”. Nie mógł jednak znieść kłamstwa o totalitaryzmie, który wdeptując w ziemię swoje ofiary – duchowo niszczy przede wszystkim katów.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0447&nr=21


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 22 paź 2012, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Głos przeciw totalitaryzmowi

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

W jakich warunkach dokonuje się alienacja człowieka? Odpowiedź na to pytanie jest prosta i wskazuje na system polityczny o znamionach dyktatury totalitarnej. Totalitarne wykorzenienie czy wyizolowanie oznacza odcięcie od kontaktów rodzinnych, przyjacielskich, ze znajomymi. Tak przecież czyniono i czyni się w koszmarnie żenującym działaniu państwa wobec rodzin tragedii smoleńskiej. Zrobiono wiele, by zbrukać pamięć o ofiarach, a nawet - najdelikatniej ujmując - zaniedbać godziwego pochówku.

Wykorzenienie oznacza także pozbawienie poczucia wspólnoty z jakąkolwiek grupą społeczną. Wyraża się w pozbawieniu sensu posiadania starych, tradycyjnych wartości. Czyż nie stygmatyzowano w swoim czasie nas, "moherowych beretów", jako zacofanych i archaicznych, skazanych na nieobecność?

Wyizolowanie i wyobcowanie ma swój strategiczny sens. Taki "wyprany" z tradycji człowiek wykazuje znaczną łatwość w podporządkowaniu się partii totalitarnej. W konsekwencji tego utożsamienia dokonuje się bezwzględne podporządkowanie władzy, pozbawienie instynktu oporu i wolności, całkowita plastyczność, niezdolność do własnego wyboru, a także permanentna relatywizacja wartości. System totalitarny dąży do tego, by zarówno rządzący i rządzeni, jak i zniewoleni wykazywali brak własnej woli, możliwości myślenia i działania, całkowite uzależnienie od wodza. Chodzi o to, by ludzi cechował brak racjonalnego myślenia i postępowania, by jedynie konieczne było stałe przystosowywanie się do zmiennej woli wodza. Można dostrzec w tym pewien zaprogramowany schemat: potrzeby g wola wodza g możliwości ich zaspokajania + wola wodza g działania g nagroda lub kara.

Wskazany układ staje się wszechobecny, nawykowy, trwały. Motorem działania są nieracjonalność i konformizm. Władza jest tutaj utożsamiona z dobrem. Natomiast jej przeciwnicy - ze złem. Ostatecznie jest to całkowite wyrugowanie moralności: zanika bowiem kryterium dobra moralnego, czemu towarzyszy niezdolność posługiwania się nim. Wyłączną normą jest odtąd podporządkowanie się władzy i żądza jej posiadania.

Według Theodora Adorno ("The Authoritarian Personality", New York 1950), syndrom totalitarny odznacza się najpierw autorytatywną podległością, brakiem krytycyzmu wobec wyidealizowanych autorytetów, agresywnym wyszukiwaniem autorytetów w razie ich braku, a dalej - ostracyzmem i wyłączaniem z grupy tych, którzy nie szanują uznawanych norm, wiarą w przesądy i myślenie stereotypami, siłą i brutalnością przy jednoczesnym identyfikowaniu się z osobami i symbolami, wreszcie - destrukcyjnością i cynizmem oraz transformacją własnych popędów w świat zewnętrzny.

Właśnie w tym miejscu widać najdobitniej zagrożenie dla systemu, jakie niesie to wszystko, co skupia się konkretnie i symbolicznie zarazem w Telewizji Trwam.

Jej misja, jej rola to przede wszystkim działanie ewangelizacyjne. To znaczy działanie na rzecz wyzwolenia człowieka (taki jest przecież rdzeń Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie, Odkupicielu człowieka). Działanie ewangelizacyjne dokonuje się poprzez kulturę. Religia i kultura to jednocześnie w sposób czytelny przywołanie fundamentów tożsamości narodowej - odsłonięcie ich w wymiarze kultury. W czerwcu 1979 r. Ojciec Święty wskazał nam, że nasza rodzima ojczysta kultura - to podstawowy sposób bytowania Narodu. Przypomniał, że rdzeniem tej kultury jest christianum. I podkreślił zarazem, że właśnie ta kultura stanowi z jednej strony wyraz suwerenności Narodu, a z drugiej - jest czynnikiem otwarcia na świat i swoistą legitymacją uczestnictwa Narodu Polskiego w rzeczywistości europejskiej.

Drugi ogólnopolski marsz w obronie Telewizji Trwam zgromadził ludzi protestujących przeciw ubezwłasnowolnieniu, upominających się o godność i tożsamość, o demokrację. Bo demokracja nie jest - wbrew niektórym mediom - tym, co ma na myśli pewien emerytowany elektryk czy nieczynny zawodowo specjalista od owadów - prostym wrzucaniem kartek do urn wyborczych. Demokracja to system większościowy, ale i system praworządności zakotwiczony w państwie prawa. Marsz wrześniowy był głosem wydobywającym się spod zakamuflowanego totalitaryzmu, wołającym o państwo prawa.

Autor jest etykiem, wykładowcą na WSKSiM.

http://www.naszdziennik.pl/wp/12961,glo ... zmowi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 28 paź 2012, 11:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Wojciech Wencel

Epitafium dla Wernyhory

Gdyby nie pieśni i wiersze, zwęglone ciało Levittoux czy zwłoki oficerów z Katynia byłyby dla nas jedynie materią, budzącym odrazę, lęk lub żądzę zemsty świadectwem triumfu wroga. Nasza historia stałaby się nie do zniesienia.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 24 października 2012

Śmierć Przemysława Gintrowskiego nie okazała się wstrząsem dla kultury III RP. Większość portali internetowych poinformowała, że odszedł długoletni współpracownik Jacka Kaczmarskiego i autor muzyki do serialu „Zmiennicy”. Tak jakby chodziło o muzycznego wyrobnika, którego bez popularnych protez byłoby trudno zidentyfikować. Najwyraźniej młodym redaktorom nikt nie powiedział, kim był brodaty bard dla pokolenia dojrzewającego w stanie wojennym. A był nie tylko oryginalnym artystą, ale i postacią wręcz symboliczną. Jeśli Kaczmarski miał w sobie coś ze Stańczyka, to Gintrowski z powodzeniem wcielał się w Wernyhorę z „Wesela” Wyspiańskiego. Obdarzony charyzmatycznym głosem, kojarzył się z „Panem-Dziadem z lirą”, który przybywa z głębi dziejów, niosąc Polakom przesłanie walki i wolności.

Przynajmniej tak odbieraliśmy go jako licealiści w ostatnich latach PRL. Każda nasza gitarowa prywatka zaczynała się od ballad Stachury i bieszczadzkich smętów, później były „Mury” i „Sen Katarzyny II”, ale prawdziwą energię niosły utwory Gintrowskiego do słów Jerzego Czecha: „Karol Levittoux” i „Margrabia Wielopolski”. Po pierwsze, skuteczniej niż okrojone lekcje historii budowały w wyobraźni mit polskości, a po drugie, inspirowały do działania. Gdy je śpiewaliśmy, atmosfera gęstniała jak podczas koncertu Mochnackiego w genialnym wierszu Jana Lechonia. „Uciekać! Krew pachnie w tej sali!!!” – wzdychały co wrażliwsze koleżanki.

Podobny wpływ miały na nas pieśni wprost odnoszące się do współczesności: „Gdy tak siedzimy” czy „ZOMO – spokój – bies”. Nasze konspiracyjne doświadczenia z racji szczenięcego wieku były raczej skromne, ale świadomość niepodległościowa, uzyskana dzięki poezji śpiewanej, wydawała się drogowskazem na całe życie. Inna sprawa, że nie wszyscy zrobili z niej użytek. Często zastanawiam się, gdzie są dziś ówcześni właściciele gitar, którzy zachrypniętym głosem starali się dorównać Gintrowskiemu. I dlaczego autorzy tekstów: Leszek Szaruga i Tomasz Jastrun, tak łatwo zgubili się w III RP.

Gintrowski wytrwał na prostej drodze. Gdy „Gazeta Wyborcza” ogłosiła, że „Pan Cogito ma kłopot z demokracją”, pozostał wierny swojemu mistrzowi. Kilka spośród jego utworów do wierszy Zbigniewa Herberta to interpretacyjne arcydzieła: „Guziki”, „Prośba”, „Odpowiedź”, „Do Marka Aurelego”... Także jego wybory polityczne nie miały nic wspólnego z koniunkturalizmem. W maju 2010 r. podpisał wystosowany przez środowisko herbertowskie apel o poparcie Jarosława Kaczyńskiego na urząd prezydenta RP. Jego komentarze regularnie pojawiały się na łamach „Naszego Dziennika” i „Gazety Polskiej”. Po tragedii smoleńskiej zdecydowanie upominał się o prawdę. A jednocześnie w każdym niemal wywiadzie podkreślał destrukcyjne dla wspólnoty skutki komercjalizacji kultury. Nie robił tego z żalu za utraconą popularnością. Miał raczej głęboką świadomość roli, jaką kultura protekcjonalnie zwana dziś „wysoką” odgrywa w oswajaniu narodowej traumy.

Gdyby nie pieśni i wiersze, zwęglone ciało Levittoux czy zwłoki oficerów z Katynia byłyby dla nas jedynie materią, budzącym odrazę, lęk lub żądzę zemsty świadectwem triumfu wroga. Nasza historia stałaby się nie do zniesienia. Kultura jest od tego, żeby odsłonić sens tej historii w sferze mitu, religii, wartości. Bez niej stajemy się bezbronni wobec krwi, cierpienia, poniżenia. Zaczynamy kierować się zwierzęcym instynktem, który w dłuższej perspektywie prowadzi do rozpaczy.

Warto o tym pamiętać w kontekście ujawnionych przez Rosjan zdjęć ze Smoleńska. Świadome pogwałcenie tabu ma nam odebrać poczucie godności, rozbudzić zbiorowe emocje i zredukować nas do poziomu ofiar bezdusznej historii. Na szczęście tradycja polskiej kultury to potężna broń. Pozwala przenikać w przestrzeń tabu, nie naruszając go. Potrafi zamieniać drastyczność w piękno człowieczeństwa, gniew w wierność, a ślepą nienawiść w „ranioną miłość”, o której pisał Kazimierz Wierzyński. Nie trzeba bać się szczątków naszych poległych ani się ich wstydzić. Trzeba zaczerpnąć z polskiej kultury choć odłamek tej czułości, z jaką Matka Boża Katyńska obejmuje przestrzeloną czaszkę żołnierza. Twórczość Gintrowskiego może nam w tym pomóc.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... yhory.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 05 gru 2012, 21:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Sztuka wybaczania

Ewa Polak-Pałkiewicz

Między wybaczaniem a staraniem się o naprawianie krzywd i ukaranie winnych nie ma sprzeczności. Między domaganiem się sprawiedliwości a piętnowaniem winnych różnica bywa decydująca. Sprawiedliwość to atrybut Boga, człowiekowi trudno być sprawiedliwym do końca. Między chęcią ukarania tych, którzy nam pomieszali szyki, a jakąkolwiek chrześcijańską postawą wobec nich często otwiera się przepaść. Dziś w Polsce widać jak na dłoni, w jaki sposób przegrani w politycznej walce, deklarujący wcześniej swoje umiłowanie demokracji, wkroczyli na drogę moralnego regresu, bo dali się poprowadzić pragnieniu odwetu, zemście. Nazywa się ją słuszną sprawą, sprawiedliwością historyczną, logiką czy konsekwencją. Na takiej podstawie wyrosły wszelkie totalitaryzmy. Tu decyduje się nie czyjekolwiek dobro, dobro państwa, narodu, ale rzecz – dla wyznawców tej tezy – nadrzędna, autonomiczna, odcinająca wszystko, co nią nie jest. Władza.

Historia Polski przekonuje, jak dalece ta postawa była nam obca. Wśród tylu przeciwieństw, sprzymierzonych potęg, wśród perfidii wrogów, którzy z niej uczynili swój oręż, uczyliśmy się wybaczać. Wybaczać to nie znaczy lekceważyć doznane krzywdy. Wybaczać to znaczy traktować winowajców z chrześcijańską miłością. Egzekwować naprawienie krzywd, domagać się zadośćuczynienia, ale nie potępiać drugiego człowieka, nie przekreślać innego narodu. To nie jest łatwe. To naprawdę wymaga mądrości. Nasi władcy wiedzieli, jak ta mądrość się nazywa. To zaprzeczenie pychy – pokora.
Może najtrudniejsza była – i jest – miłość chrześcijańska wobec ludzi, którzy stali się sprawcami największych naszych nieszczęść czasów współczesnych – Niemców i Rosjan, bo to oni kryją się za pojęciami hitlerowców i komunistów. Ale przecież skala zbrodni, skala krzywdy nie może brać w nawias zasady, a ta jest jasna: przebaczać wszystko i zawsze. Brak przebaczenia godzi bardziej w nas niż w tych, którym przebaczenia odmawiamy. Brak przebaczenia to pomnażanie zła. Zło rodzi zło. Tylko dobro pokona zło.
Pewna polska rodzina, doświadczona może bardziej niż inne nieszczęściami ostatniej wojny i tego, co po niej nastąpiło – bezmyślną zemstą komunistów, którym nie podobało się nazwisko, jakie rodzina ta nosiła od wieków – w lipcu 1940 r. miała w swoim dworze nieproszonych gości. Najeźdźcy opanowali budynki, pokoje, czuli się jak u siebie. Nieświadom niczego dwuletni chłopiec podszedł do niemieckiego oficera, który siedział na dworskim gazonie, i – przytulił się do niego. Widać tych wrogów nie traktowano jak wrogów, choć nie witano ich wylewnie. Niemiec poruszony do głębi napisał do chłopca list, wpisany w tekst hitlerowskiej gazety. Poprosił ojca, hrabiego Mycielskiego, by jego słowa przepisać i przekazać chłopcu, gdy podrośnie, a gazetę spalić. Oto list:

Siedzę wśród cichej rozkoszy,
Przeciągam członki znużone.
Tuż obok stworzonko małe:
Ufnie uśmiecha się do mnie.
Złote włosy rozgarnia
Podmuch letniego wiatru.
Jakże na ciebie patrzeć cudownie!
Dlaczego nie nazwać cię moim?
Ale nie: muszę odejść.
Myśli te trzeba odcinać!
Tak... dzień za dniem mija.
Tęsknota ta nie ma granic.
Kiedy się skończy ta hańba?
Składam do modlitwy me dłonie.


Adresat tego listu – Stanisław Mycielski został po latach benedyktyńskim mnichem – później przeorem wspólnoty zakonnej w Biskupowie – i przyjął imię Ludwik Maria. We wspomnieniach, które napisał niedawno, które są przejmującym opisem drogi do kapłaństwa, jednym z najczęściej powracających motywów jest motyw modlitwy wieczornej rodziców i dzieci, w której dołączano kolejne imiona i nazwiska, w miarę jak rosła lista zdrad, pogromów, rabunków, jak doznawane krzywdy przeradzały się w męczeństwo. Biografia o. Mycielskiego, która mogłaby niejednego przerazić rozległością nieszczęść, nie zawiera elementu rozpaczy. Nikt tu nigdy nie krzyczał, że to koniec, że wszystko stracone. Nikt też nie domagał się natychmiast sprawiedliwości i powieszenia winnych. Z dnia na dzień wzrastało ciche męstwo głównych bohaterów. Dojrzewało zaufanie Bogu. Przybywało osób – w miarę jak rozwijała się historia pierwszych lat Polski pod władzą komunistów – które uderzone bohaterstwem tej rodziny, walczącej o przetrwanie w warunkach skrajnej nędzy i nieustannych prześladowań, ale też pomagającej wszystkim napotkanym na drogach swej tułaczki, chciały tę rodzinę wspierać. Wiedzionych tylko odruchem serca. Pomagały bowiem skazanym na nieistnienie.

Ta historia – i wiele innych, tak podobnych do niej – pokazuje, jak pozbawione przyszłości są próby podejmowane przez nieudolnych pretendentów do władzy. Władzy opartej na niejawnych powiązaniach z tymi, którzy weszli tu podstępem, na ukrywanych związkach z układem kłamstwa. Ale jednak te próby podejmowane są wciąż, desperacko i uparcie. Stawiają nas wobec tego samego co zawsze dylematu: broniąc się przed kłamstwem i podstępem, potępiać tych, którzy je głoszą – jego rzeczywiste ofiary – czy też ukazywać prawdę, z godnością i spokojem, nie odpowiadając na potwarze tą samą monetą. Trudne to w dziedzinie tak delikatnej, ale i twardej jednocześnie, jaką jest polityka. Ale – jaka wielka szansa dla odrodzenia Polski, gdy wybierze się tę trudną drogę.

Ludwik Mycielski, Mój szary różaniec, Wydawnictwo Sióstr Loretanek 2003.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0548&nr=27


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 15 gru 2012, 11:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Sympatia do Polski

Szanowni Państwo!

„Zawsze byłem stronnikiem polskiej idei, nawet wtedy, gdy moje sympatie opierały się wyłącznie na instynkcie. Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i rzec mogę wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół.

Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów i metoda okazała się niezawodną.”


Gilbert Keith Chesterton




Nie wiem jak Państwo, ale ja chciałabym zasługiwać na dobrą opinię o Polakach wyrażoną przez znakomitego angielskiego pisarza.


Do następnej soboty. Pozdrawiam

Małgorzata Todd http://www.mtodd.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 24 mar 2013, 19:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Wojciech Wencel

Domino dancing

Czy „Syberiada polska” to dobry film? Nie wiem, bo go nie widziałem. I raczej nie obejrzę.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 6 marca 2013

Ekranizacja książki emerytowanego stalinowskiego prokuratora zupełnie mnie nie interesuje. Dyskwalifikuję ją na starcie ze względu na materiał źródłowy, a ściślej – biografię pisarza. Czy mam rację? Ludzie „na poziomie” z pewnością okrzykną mnie ignorantem. Chodzi przecież o literaturę! Może i Zbigniew Domino ma niejasną przeszłość, ale trzeba umieć oddzielić dzieło od twórcy. To polonistyczne abecadło. Świat przedstawiony w powieści jest wartością autonomiczną. Należy docenić prozę, jeśli wyróżnia się ona gęstością języka, pięknymi opisami przyrody czy wiarygodnymi psychologicznie dialogami. W tym przypadku nie jest to wykluczone, bo w internecie Domino bywa chwalony za „świetną pisarską robotę”. W jego książkach zawarty został ponoć „epicki obraz” masowej deportacji Polaków na Syberię i do Kazachstanu. Powieści te są nawet tłumaczone na języki obce: rosyjski, ukraiński, białoruski i kazachski. Ach! – byłbym zapomniał – jeszcze na bułgarski.

Czytałem w życiu kilka książek o sowieckich deportacjach Polaków, m.in. „W domu niewoli” Beaty Obertyńskiej, „Między młotem a sierpem” Wacława Grubińskiego, „Kazachstańskie noce” Herminii Naglerowej, „Książkę o Kołymie” Anatola Krakowieckiego czy „Przeżyłem sowieckie łagry” ks. Józefa Hermanowicza. Ich poziom literacki jest zróżnicowany, jak to w prozie wspomnieniowej. A jednak wszystkie są dla mnie wielkimi osiągnięciami literatury polskiej. Rejestrują bowiem duchowy i moralny wysiłek, którego efekty można znaleźć w późniejszych biografiach ich autorów. Obertyńska, Grubiński, Naglerowa, Krakowiecki i Hermanowicz to pisarze integralni, wykonujący jednocześnie pracę nad językiem i nad sobą. Dlatego ich książki fascynują nie tylko „epickimi obrazami” czy wstrząsającymi faktami historycznymi, ale i zapisem przezwyciężania losu i pogłębiania własnego człowieczeństwa.

Według Jacquesa Maritaina, referującego w „Sztuce i mądrości” starożytne i średniowieczne rozumienie piękna, warunkiem wielkiej sztuki jest cnota. Tworzenie dzieł wymaga wewnętrznej siły, która nie da się zastąpić żadną „strategią twórczą”. Pomiędzy dziełem a duszą twórcy musi istnieć rodzaj wspólnoty i proporcji intymnej, zgodnie z zasadą, że „jakim kto jest, takie dzieła wykonuje”. Bardzo podobne przesłanie zawarł w „Liście do artystów” Jan Paweł II. Twórczość jest według niego świadectwem rozwoju duchowego, a doskonałym wcieleniem artysty pozostaje błogosławiony Fra Angelico, jako ten, który „tworzył dzieła, tak jak tworzył siebie”. Wnioskując z oficjalnej biografii, autor „Syberiady polskiej” poprzestał na pierwszej z tych czynności. Chyba że za „tworzenie siebie” uznać pisarską autokreację, pozę, swoisty „Domino dancing” ze starej piosenki Pet Shop Boys.

Integralne traktowanie dzieła i osoby paradoksalnie uchodzi dziś za prostactwo. Ilekroć swoją niechęć do książki czy filmu uzasadniamy biografią twórcy, słyszymy, że nie znamy się na sztuce. W takich chwilach warto pamiętać, że to po naszej stronie jest kilkusetletnia chrześcijańska tradycja. Po stronie przeciwnej są tylko popłuczyny po dwudziestowiecznych przesądach. Na przykład po skamandryckim „talentyzmie”. Przekonanie, że talent jest jakimś cudownym eliksirem poezji, niezależnym od życia, było w tym środowisku tak silne, że funkcjonowało nawet po wojnie, w czasach ostrego podziału między emigracją a krajem. Choć Jan Lechoń sam stał się wzorcem integralności życia i sztuki, to względem Juliana Tuwima konsekwentnie stosował podwójną miarę: pachołek Sowietów, ale wielki poeta. W swoim „Dzienniku” notował: „Wszystko między mną a Tuwimem zerwane na zawsze oprócz poezji. W niej będzie jego ułaskawienie”.

Ułaskawienie? Na Sądzie Bożym – być może, choć raczej nie za wiersze, bo trudno sobie wyobrazić, że Bóg jest skamandrytą. Ale w polskiej kulturze miejsca dla Tuwima nie ma i nie będzie. Cóż dopiero dla Zbigniewa Domino, który talentu chyba jednak dostał nieco mniej. W tej sytuacji radziłbym mu kontynuować ofensywę na rynki zagraniczne. Państwa postsowieckie i Bułgaria to właściwy kierunek.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2013 ... ncing.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 18 kwi 2013, 21:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Upokarzano każdego z nas, nie tylko Prezydenta Kaczyńskiego. Prezydent Kaczyński utożsamiał te wartości, które są fundamentalne dla każdego Polaka. Nie rozumiejący czym jest Polskość, nie rozumieją również o czym tu jest mowa. Polskość nie daje się zbolszewiczyć, jest odporna na tę propagandę. Ale tym u których się nie ukształtowała, bolszewizm obniżył poziom godności, moralności i człowieczeństwa.
Ci żyją w szerokim rozkroku między tym co nasze polskie a tym co nam starano się ideologicznie narzucić.


Zawiedliśmy

To co wydarzyło się po 10 Kwietnia zmusiło wielu z Polaków do ostatecznego opowiedzenia się po jednej i drugiej stronie. Nastąpiła katalizacja postaw – to co do 10 Kwietnia było możliwe do przyjęcia, to po ujrzeniu szczątków samolotu w smoleńskim błocie – stało się do przyjęcia niemożliwe. Dla wielu ten widok był – paradoksalnie w tym kontekście – katharsis, ponieważ do tej pory w żyli w tej szaroburej strefie „niewychylania się”, życia w swoistym bezpieczeństwie, równocześnie zdając sobie sprawę ze zła, które się działo w Polsce, z przemysłu pogardy, który niszczył Prezydenta. Dla tych, którzy tego ranka i w następne dni pod Pałacem wychodzili z tej szaroburej strefy wygody, którzy przeżyli to katharsis ten dzień jest najważniejszy w życiu. Stanięcie w prawdzie, zdanie sobie sprawy z tego, że się zawiniło temu co się stało musiało być szokiem.

Zawiniło?

I tu trzeba spojrzeć na to co się stało 10 Kwietnia z punktu widzenia okresu całej prezydentury Lecha Kaczyńskiego, a co tak dobrze ujęła prof. Fedyszak – Radziejowska w znakomitym filmie Joanny Lichockiej „Prezydent”: Lech Kaczyński był wydany na łup przemysłu pogardy, a ludzie, jego wyborcy, nie obronili go. Patrzyli obojętnie. Jedni z oportunizmu i lęku, właśnie dlatego, że przebywali w tej szaroburej strefie wygody, inni dlatego, że uważali, że jak wybrali go , to od tego jest politykiem, żeby sobie poradzić, a jeszcze inni po prostu ulegli wrogiej propagandzie, ponieważ wyżarto im mózgi.

A przecież polityk nic nie znaczy, nie ma żadnej możliwości ruchu, jeśli nie czuje poparcia ludzi, którzy go wybrali i równocześnie: jego wrogowie mogą sobie na wiele pozwolić jeśli widzą, że obywatele na to pozwalają.

I w tym sensie jako wyborcy Lecha Kaczyńskiego zawiedliśmy. Nie obroniliśmy go. Był wydany na łup zuchwałej szajki medialnej, a my się temu przyglądaliśmy, i jedynie odważniejsi nieśmiało protestowali.

Dlatego był możliwy Smoleńsk. Nawet jeśli nie był to zamach, lecz wynik karygodnych zaniedbań, to fakt widocznej bierności społeczeństwa nie broniącego swojego prezydenta był zezwoleniem – na działanie gdyby to był zamach, lub zaniechanie – gdyby tego zamachu nie było.

Jako naród, bez względu na to jakie kto miał poglądy polityczne, czy popierał Lecha Kaczyńskiego, czy był mu przeciwny – jako naród mamy na sumieniu ten grzech zaniechania obrony Prezydenta, ponieważ mordercza propaganda atakowała w jego osobie nie tylko wartości bliskie jego wyborcom, lecz całość wartości, które uosabia urząd Prezydenta – majestat Rzeczypospolitej, straż wolności obywatelskich, równość wobec prawa, ciągłość historyczną Państwa. To wszystko podczas tej prezydentury było nieustannie atakowane, i nie przeciwdziałano bezprawnym działaniom negującym prawo Prezydenta do uczestniczenia w kształtowaniu polityki państwa w najistotniejszych sprawach.



Gdzie byli obywatele-urzędnicy?

Gdzie byli obywatele-prawnicy?

Gdzie byli obywatele-dziennikarze?

Gdzie byliśmy my - obywatele Rzeczypospolitej?


Mordercza propaganda nienawiści osiągnęła swój cel.

Naród nie obronił swojego Prezydenta.

Zło tryumfuje.

Będziemy na to patrzeć i rozpamiętywać?

http://szczurbiurowy.salon24.pl/499438,zawiedlismy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 23 kwi 2013, 18:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Radwańska nie wpuszcza TVN-u

Agnieszka Radwańska przyznaje, że dziennikarze TVN nie są wpuszczani na jej konferencje prasowe. „Ta telewizja ma ode mnie dożywotnią czerwoną kartkę, nie na rok, miesiąc, ale na zawsze” – wyznała najsłynniejsza polska tenisistka.

Radwańska w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” wspominała m.in. czas tuż po igrzyskach olimpijskich w Londynie.

„Moje wypowiedzi po meczach zostały wyrwane z kontekstu, szczególnie przez jedną z telewizji. Ja po prostu po porażce nie rozpaczałam jak inni, nie mówiłam, że to koniec świata, że nie wiem, jak dalej żyć. Skupiałam się na kolejnych wyzwaniach, następnym turnieju. Trzeba umieć wygrywać i przegrywać. Nie pójdę się powiesić dlatego, że odpadłam w I rundzie jako wysoko rozstawiona” - tłumaczyła tenisistka.

„Przykro mi, że mamy takie media, że moje nazwisko wykorzystuje się do tego, żeby zrobić efektowny, negatywny i nieprawdziwy materiał w telewizji, na dodatek szczuje się jeszcze na mnie innych sportowców, ale jakoś nikt nie wpadł na pomysł, żeby mnie zapytać o zdanie przed kamerą. Ten materiał był skandaliczny” - oceniła Radwańska.

I ujawniła, że TVN ma od niej dożywotnią czerwoną kartkę, a dziennikarze tej stacji nie mają wstępu na konferencje z jej udziałem.
Autor: gb
Żródło: fronda.pl, Gazeta Wyborcza, niezalezna.pl

http://niezalezna.pl/40615-radwanska-nie-wpuszcza-tvn-u


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 02 maja 2013, 06:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Liźnij orła z czekolady, a nie będziesz taki blady !

Luzackie hasełka „Orzeł może” i „Polaku, nie bądź ponury. Rozwiń skrzydła. Dziób do góry !” z orłem robiącym znaczek „cool”, firmowane przez prezydęta Komorowskiego dokładnie w Dzień Flagi to kaliber tv „przeboju” Kuby W. sprzed kilku lat...

Czekoladowy potworek, krzyżówka mrówkojada z pterodaktylem pod egidą prezydęta to też coś znacznie gorszego niż krążący w sieci graficzny wygłup w formie oskubanego kurczaka, udającego godło Polski.

Nawet prezydęt przygłup powinien zachować umiar i symbole państwowe traktować z należnym szacunkiem !

Urząd prezydenta RP to nie jest zabawa nawet wtedy gdy osoba sprawująca urząd prezydenta RP wciąż nie wyrosła z piaskownicy !

http://contessabalcanese.salon24.pl/504 ... taki-blady


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 05 maja 2013, 16:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Orzeł może zrobić w zboże

Zdaniem Polskiego Radia i Prezydenta Rzeczpospolitej Narodowe Święto Flagi ma być wesołym happeningiem, w którym naród wyrazi swoją niezmierną radość i niesłychaną wdzięczność władzuchny państwowej, że jest tak fajnie jak jest.

Do kolorowych jaj narodowych wydesygnowano biednego orła, godlaka państwowego, znanego zasrańca polnego i myszołowa, w którego jak jacyś kretyni zawsze byli zapatrzeni Ci niewydarzeni śmiertelnie poważni bojownicy, czy inni smutni bohaterowie, o których mówi się za dużo i za patetycznie. W ramach akcji Orzeł Może zrobić w zboże Polskie Radio, z radosną misją kazało słodziakom z Wedla zdefasonować pysk pierzakowi na jakiegoś wypróżniającego się gargulca dziobaka, który w ramach poszanowania symboli narodowych zostanie zeżarty przez Prezia Bul Gula Komorowskiego i pląsającą tłuszczę wypadłą na gryza z „Przekąsek – Zakąsek”. Rozdęta z ubawienia Pierwsza Dama da wszystkim sama. Śmiechom i żartom podczas Święta Flagi nie będzie końca. Będzie można powspominać glanowanie staruszek trzy lata temu, zimnego lecha, pobawić się w całowanie gleby i żegnanie to prawą to lewą. Przy okazji akcja społeczna ściągania sobie naszek na zmianę i patrzenia kto przyszedł w biało-czerwonych stringach, by porobić bekę. W zasadzie po co narzekać kiedy się można dobrze bawić? Po co przypominać o problemach, nie daj Boże upamiętnić 70-lecie Rzezi Wołyńskiej? Czy wszystko musi być takie seriozne?

Zaiste, my Polacy jesteśmy zbyt ponurzy.

Polskie Radio nic nie mówi, ale być może, by to przełamać, będą też zawody zręcznościowe w sikaniu do zniczy (dla panów) i parada cycatych usmażelin na biało-czerwono, prosto z solarki (dla Pań).

Oczywiście, oczywiście nie ma to nic wspólnego z profanacją symboli narodowych. Czy ja coś takiego twierdziłem? Ot radość o poranku, serdeczność, klepanie się po pupciach i święto, biwak oraz festyn Trybuny Ludu w jednym. Kto wie, może wchodząc w konwencję pojawi się na imprezie zbytnik Romuald Piątek, chłop zadowolony z życia, bo go tylko przekręcono na rencie i jak to on, z batutą i humorem, pełnym ciepła głosem naubliża Prezydentowi i go śmiesznie pozniesławia. Potem rozochocony tłumek wspólnie z Piątkiem spali przyniesione flagi i proporce. Zrobi się naprawdę bratersko, ciepło i kolorowo. Co uczczą być może jacyś Narodowcy równie tanecznie, z ochoczymi okrzykami, wyrażając swój podziw dla konwencji poprzez obrzucenie polityków smacznymi jajami (palce lizać) smażąc i rozrywając dwugłowego wielkoruskiego orła oraz mocząc w szambie i smole niemiecką gapę. Na to Tusk dowcipasek pohajluje małpując dziadka i grożąc filuternie paluszkiem dokazującej młodzieży. A na wieczór ognisko i macane muminki po kątach. Całość oficjalnie zamknie zmęczony Dyplom-Sryplom Kwaśniewski, a popiół zasika sufler Leszka Millera.

Bulwersują was czekoladowy orzeł i dziwnie świętujący politycy? Niepotrzebnie. Oni są w delegacji i zrobili sobie imprezę integracyjną.

A może poprzewidujemy co będzie w przyszłym roku?

Otóż, może Prezio Radia i Prezio Wesołych Polaczków pójdą absolutnie na całość, zaproszą finansistów z UE i energetyków z Rosji, by wspólnie porozrywać wielki białoczerwony naleśnik w kształcie Polski. Taką zrobią nam patelnię. A potem… uff… pachnidło. Masowe, tolerancyjne i wielonarodowe pieprzenie polskich uczestników pod hasłem „Orzeł może więcej”. Niech Europa nas zobaczy i zazdrości luzu.

Wyobrażacie sobie? To dopiero byłaby świąteczna impreza.

Tomasz Parol - bloger Łażący Łazarz, Redaktor Naczelny Trzeciego Obiegu

http://3obieg.pl/?p=95614


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 22 maja 2013, 05:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
O naszą godność

Przemówienie poseł Małgorzaty Sadurskiej, przewodniczącej Solidarnej Polski, wygłoszone podczas manifestacji w obronie Telewizji Trwam

Szanowni Państwo!

Wczoraj wystąpiłam w Programie Pierwszym Polskiego Radia, gdzie zachęciłam Polaków do tego, żeby dzisiaj przyszli na plac Zamkowy i zamanifestowali swoje poparcie dla Telewizji Trwam. Obecna ze mną w programie pani prof. Środa powiedziała, że tam będą tylko członkowie Radia Maryja i Prawa i Sprawiedliwości, nie będzie Polaków.

To jest niedopuszczalne i skandaliczne, że osoba publiczna dopuszcza się takich słów, że obraża 90 proc. Polaków, którzy deklarują się jako katolicy i którzy w większości wspierają o. Tadeusza Rydzyka, Radio Maryja i Telewizję Trwam.

Na takie słowa nie pozwolimy, będziemy przez cały czas walczyć o naszą godność, będziemy wspierać Ojca Dyrektora w pracy na rzecz Ojczyzny, Boga i Kościoła.

http://www.naszdziennik.pl/wp/33381,o-n ... dnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 29 cze 2013, 15:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Nie dajmy tym bolszewickim wymóżdżeńcom poniewierać naszymi Bohaterami Narodowymi.
Broniąc Ich godności, bronimy również naszą godność. Nie pozwólmy aby wszy i gnidy nas obeszły i one decydowały o tym kto jest kim.


Wojciech Wencel

Papuasi są wśród nas

Insynuacje na temat „Rudego” i „Zośki” to nie wygrzebywanie trudnych faktów z czyjegoś życia, lecz grzebanie się we własnych obsesjach i projekcjach.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 30 kwietnia 2013

W 2004 r. w ramach literackiego stypendium spędziłem trzy tygodnie w Szwecji. Było to dla mnie pierwsze spotkanie z absurdalną ideologią, która wydawała mi się wtedy egzotyczna niczym kult świń wyznawany przez Papuasów. Pamiętam, jak podczas libacji alkoholowej miejscowy pisarz poinformował mnie triumfalnie, że Jezus Chrystus był gejem. Jako dowód posłużył ewangeliczny opis Ostatniej Wieczerzy: „Jeden z uczniów Jego – ten, którego Jezus miłował – spoczywał na Jego piersi”. Uśmiechnąłem się miłosiernie, bo co taki szwedzki Papuas może wiedzieć o chrześcijańskiej agape? W szkole go o tym nie uczono, na religię nie chodził, a katolickie wspólnoty omija szerokim łukiem.

Na razie, o ile mi wiadomo, kwestia Jezusa nie została w Polsce podjęta. Ale przyjaźń bohaterów „Kamieni na szaniec” doczekała się już homoerotycznej interpretacji. Elżbiecie Janickiej wystarczył fragment, w którym skatowany przez Niemców „Rudy” jest duchowo wspierany przez „Zośkę”. Faktycznie, mocny argument. Żeby uniknąć homoseksualnych podtekstów, nie wolno trzymać umierającego przyjaciela za ręce, bo to kojarzy się dziś jednoznacznie. Bezpieczny byłby pewnie SMS z tekstem: „Trzymaj się, chłopie”. Niestety, harcerze z Szarych Szeregów nie mieli telefonów komórkowych.

Zadziwiająca jest zachłanność, z jaką zawodowi odbrązawiacze starają się zbrukać pamięć kolejnych postaci historycznych. Przecież w naszej kulturze nie brakuje twórców, którzy naprawdę borykali się z problemem homoseksualizmu. Dlaczego więc „badacze” pokroju Janickiej szukają grzechu tam, gdzie ponad wszelką wątpliwość go nie było? Zapytani, odpowiedzieliby pewnie, że pragną dokładnie prześwietlić biografie narodowych bohaterów, naruszyć martyrologiczne tabu. Ale przecież insynuacje na temat „Rudego” i „Zośki” to nie wygrzebywanie trudnych faktów z czyjegoś życia, lecz grzebanie się we własnych obsesjach i projekcjach. Nawet Marcin Meller prowadzący w TVN24 program „Drugie śniadanie mistrzów” zauważył, że nie ma żadnych przesłanek potwierdzających rewelacje Janickiej. – A czy jest przesłanka, aby twierdzić, że w Smoleńsku był zamach? – odpowiedział mu w swoim stylu prof. Janusz Czapiński. Po czym stadko celebrytów zajęło się roztrząsaniem kwestii: „Czy gej może być dobrym patriotą?”.

Najgorsza jest świadomość, że ten świński totalizm niszczy pamięć bezbronnych pokoleń, które potrafiły żyć pięknie. Ich wyobraźnia była moralnie czysta, może naiwna z dzisiejszego punktu widzenia, ale pierwotna czy wręcz ewangeliczna z perspektywy duchowej. Kobiety dzielące pokój z przyjaciółkami i mężczyźni zaczynający listy do kolegów od słowa „kochany” naprawdę nie widzieli w tym nic zdrożnego. Choć często na własnej skórze doświadczamy dziś wpływów hedonizmu, chciałbym, żebyśmy umieli bronić tej czystości jako historycznego faktu, wielkiej idei i źródła moralnej odnowy. Z szacunku dla zmarłych i dla własnego dobra. Na pohybel Papuasom.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2013 ... d-nas.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 13 lip 2013, 07:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Okrutna uchwała

Sejm głosami Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota nie zgodził się na nazwanie zbrodni wołyńskiej ludobójstwem. Posłowie odrzucili też wniosek o ustanowienie 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej.

Po kłótniach nielicujących z godnością ponad 130 tysięcy ofiar Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej. Zgodnie z przewidywaniami i wolą partii rządzącej została ona określona jako „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa”.

Posłowie PO nie chcieli, by to, co wydarzyło się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej podczas ostatniej wojny, określić zgodnie z prawdą jako ludobójstwo dokonane na Polakach przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), które były zbrojnym ramieniem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).

Za przyjęciem uchwały zagłosowało 263 posłów, przeciwko było 33, zaś aż 146 wstrzymało się od głosu.

Tuż przed głosowaniem ogłoszono przerwę, o którą poprosiła Beata Kempa z Solidarnej Polski. Apelowała wcześniej, by posłowie poparli termin „ludobójstwo” w treści uchwały nie tylko ze względu na szacunek dla ofiar i fakty historyczne, ale również ze względu na jej polityczny wymiar.

– Rosjanie i Ukraińcy, ludzie Wschodu, liczą się z silnym – wołała z trybuny sejmowej, podkreślając, że brak jednoznacznego napiętnowania tej zbrodni pokazuje słabość polskiego państwa.

Zdaniem Janusza Wojciechowskiego, europosła PiS i prawnika, to, co działo się na Wołyniu, jest przykładem największego bestialstwa podczas wojny.

– Przyjmując formułę „o znamionach ludobójstwa”, Sejm przyjął fałszywą terminologię zastępczą. To zbrodnia w wielkiej skali na wielkiej grupie ludzi, którzy mieli stamtąd zniknąć. Był to plan politycznie przygotowany, nie można tego inaczej nazwać. Mordowano ludzi tylko z tego powodu, że byli Polakami – podkreśla Wojciechowski.

Sejm nie zgodził się także na ustanowienie 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej – Męczeństwa Kresowian, tak jak wnioskowali o to posłowie PiS i SP. Za przyjęciem wniosku mniejszości zgłoszonego przez PiS głosowało 178 posłów, 259 było przeciw, 1 wstrzymał się od głosu.

– To pokrętna uchwała. W 70. rocznicę zbrodni mamy do czynienia z nieuzasadnionym tchórzostwem wobec Ukrainy. Jej treść nie ma istotnego znaczenia w stosunkach polsko-ukraińskich, ale jest wynikiem tchórzostwa i uległości wobec ukraińskiego lobby. To, że różne gremia ukraińskie usiłują wpływać na naszą politykę, jest widoczne nie od dziś – podkreśla Ewa Siemaszko, badaczka ukraińskich zbrodni na południowo-wschodnich Kresach II Rzeczypospolitej.

Współautorka (wraz z ojcem Władysławem Siemaszką) monumentalnego dzieła „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945” uważa, że jedynym właściwym określeniem tej zbrodni jest upowszechniane przez nią określenie: genocidum atrox – ludobójstwo okrutne.

Posłowie nie wzięli jednak pod uwagę nawet tego, że większość Ukraińców również ma krytyczny stosunek do zbrodni OUN/UPA. Tradycja nacjonalistyczna, której symbolem jest Stepan Bandera (1909-1959), przywódca OUN, pielęgnowana jest głównie na Ukrainie Zachodniej. W centrum i na wschodzie kraju banderowcy są krytykowani za dokonywane podczas wojny zbrodnie.

Zanim posłowie rozpoczęli głosowanie, Sejm upamiętnił ofiary zbrodni minutą ciszy i modlitwą, o którą poprosił Franciszek Stefaniuk z PSL.

– W samej istocie projektu uchwały, nad którym procedujemy, była zasadnicza intencja, żeby oddać cześć i hołd ofiarom bestialsko pomordowanym w ludobójstwie. Wysoka izba nie doszła do konsensusu, nie doszła do zgody, co uwłacza treści tej uchwały. Niech w tej intencji oddania czci choć jedno połączy salę, niech sala powstanie i chwilą ciszy chociaż uczci ich pamięć – powiedział Stefaniuk, po czym posłowie wstali i odmówili „Wieczny odpoczynek”.

Zdaniem Ewy Siemaszko, brak jednoznacznego potępienia zbrodni wołyńskiej oraz nieustanowienie przez parlament Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian jest błędem i nie ma uzasadnienia w faktach historycznych.

– 17 września wszystkim kojarzy się z IV rozbiorem Polski i napaścią sowiecką na Polskę oraz martyrologią związaną ze zbrodniami sowieckimi. Nikomu jednak nie kojarzy się ze zbrodnią na Wołyniu, która była trzecim, po niemieckim i sowieckim, ludobójstwem na Polakach – ocenia Ewa Siemaszko. Jak podkreśla, środowiskom kresowym bardzo zależało na ustanowieniu dnia, który symbolizuje ogrom zbrodni dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów od 1939 do 1947 roku.

Daremne apele

Decydujące głosowania odbyły się kilkadziesiąt minut wcześniej, gdy sejmowa większość nie przyjęła poprawki do projektu Komisji Kultury i Środków Przekazu, zgodnie z którą „zbrodnia wołyńska na Polakach ze względu na jej zorganizowany i masowy wymiar to zbrodnia ludobójstwa”.

Józef Zych (PSL) i Kazimierz Michał Ujazdowski (PiS) apelowali o nazwanie rzeczy po imieniu. Zych przestrzegał, by Sejm nie budował stosunków z innymi narodami na zakłamaniu historii własnego Narodu. Podkreślał, że zgodnie z konwencją ONZ z 1948 r. ludobójstwem jest którykolwiek z czynów dokonanych w zamiarze zniszczenia w całości lub w części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych.

– W świetle faktów i dokumentów nie może być wątpliwości, że definicja ta jest w pełni spełniona w odniesieniu do zbrodni wołyńskiej, a zatem zachodzi pytanie, czy wolno stosować inne kryteria pozaprawne. Nie może być takiej sytuacji, w której stosunki z innymi narodami miałyby być budowane na zakłamaniu historii własnego Narodu – mówił Józef Zych.

Natomiast Kazimierz Ujazdowski przypomniał, że ukraińskie mordy na Polakach określa również jednoznacznie polskie prawo.

– Nie tylko konwencje prawa międzynarodowego, ale także polskie prawo zna jeden typ przestępstwa w odniesieniu do tego, co się stało na Wołyniu: to jest ludobójstwo. Sejm nie może przeczyć prawu i instytucjom państwowym – mówił Ujazdowski.

Mecenas Ireneusz Kamiński, prawnik, pełnomocnik rodzin katyńskich, który był też ekspertem komisji sejmowej pracującej nad tekstem uchwały, nie ma wątpliwości, że gdyby w 1943 roku obowiązywała konwencja ONZ z roku 1948, masowe mordy na Polakach odpowiadałyby definicji ludobójstwa.

Kamiński podkreśla, że co prawda pojęcie ludobójstwa zostało w prawie międzynarodowym określone później niż to, co wydarzyło się w roku 1943, ale i tak czyny dokonane przez ukraińskich nacjonalistów podlegają jednoznacznej ocenie.

– Nie znaczy to oczywiście, że nie było prawa, które zabraniałoby ścigać sprawców tej zbrodni. Nie ulega wątpliwości, że była to zbrodnia wojenna i zbrodnia przeciw ludzkości – podkreśla prawnik. Janusz Wojciechowski jest zdania, że data przyjęcia konwencji ONZ nie ma znaczenia dla oceny rzezi wołyńskiej.

– Jeśli ludobójstwem nie jest okrążanie, mordowanie i palenie całych wsi, mordowanie ludzi zamykanych w Kościołach, to co nim jest? – pyta retorycznie poseł do Parlamentu Europejskiego.

Jednak przeciwko nazwaniu rzezi wołyńskiej „ludobójstwem” zagłosowało 222 posłów, za było 212, zaś trzech wstrzymało się od głosu. W związku z tym posłowie opowiedzieli się za pierwotną wersją projektu, w którym te tragiczne wydarzenia są określone jako „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa”.

Za wpisaniem do uchwały określenia „ludobójstwo” głosowały PiS, PSL, SP oraz SLD. Przeciwko głosował Ruch Palikota oraz 184 z 206 posłów PO. Dwóch z nich – Andrzej Kania oraz Arkadiusz Litwiński – wstrzymało się od głosu, natomiast 10 poparło poprawkę mówiąca o ludobójstwie na Kresach: Jarosław Gowin, Jacek Żalek, Jerzy Budnik, Łukasz Borowiak, Zenon Durka, Andrzej Gut-Mostowy, Michał Jaros, Wiesław Suchowiejko i Grzegorz Raniewicz.

Integracja z UE ważniejsza od prawdy

Wcześniej głos zabrał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który przekonywał, że podejmując tak jednoznaczną uchwałę, nie należy utrudniać Ukrainie wypełnienia warunków umowy stowarzyszeniowej z UE.

– Szanując zdanie rodzin ofiar i tych, którzy uważają, że zbrodnia wypełnia znamiona ludobójstwa, zastanówmy się, czy chcemy pomóc młodemu narodowi ukraińskiemu radzić sobie ze swoją przeszłością, czy chcemy dać upust emocjom. Możemy eskalować definicję i upokorzyć Ukraińców albo zrobić coś, co będzie służyło integracji Ukrainy z UE – dodał.

W jego ocenie, jeśli Polska zaostrzy swoje stanowisko w tej konkretnej sprawie, to może „utrudnić europejską perspektywę Ukrainy” – powiedział Sikorski ku zdumieniu wielu posłów opozycji.

Przypomniał, że Sejm 15 lipca 2009 roku przyjął uchwałę w sprawie tragicznego losu Polaków na Kresach Wschodnich zawierającą sformułowanie o „czystce etnicznej o znamionach ludobójstwa”. Przypomniał także, że podobne stanowisko zajął w ubiegłym miesiącu Senat. Janusz Wojciechowski uważa, że racje przedstawione przez Sikorskiego są absurdalne i wydumane.

– To powrót do czasów komunizmu, kiedy to, by nie denerwować Związku Sowieckiego, zabroniono mówić o zbrodni katyńskiej. Teraz, by nie denerwować Ukrainy, używa się eufemizmów, by nazwać tę zbrodnię – podkreśla. Na sali sejmowej wypowiedź Sikorskiego wywołała poruszenie i została określona jako kuriozalna.

– To, co usłyszeliśmy, to skandal – zareagował na wypowiedź szefa MSZ Tomasz Kamiński, poseł SLD. Przypomniał, że sami Ukraińcy prosili, by uznać rzeź wołyńską za ludobójstwo. Zaapelował do marszałek Sejmu, aby przywołała do porządku szefa MSZ, żeby zaczął mówić do rzeczy. Poseł SP Patryk Jaki stwierdził z kolei, że słowa szefa MSZ upokorzyły Polaków z Kresów.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... hwala.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 02 sie 2013, 07:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Milczenie pod pomnikiem

Głuche milczenie przywitało delegację Platformy Obywatelskiej składającą wiązanki pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. Nie o taką Polskę walczyliśmy – komentowali wystąpienia Bronisława Komorowskiego i Hanny Gronkiewicz-Waltz powstańcy.

Jarosław Kaczyński przyszedł w środę wieczorem na plac Krasińskich w asyście prof. Piotra Glińskiego i posła Mariusza Kamińskiego, pod koniec przemówienia prezydenta Bronisława Komorowskiego. Gdy tylko zauważyli go powstańcy, wstali i zaczęli wołać: „Brawo, brawo”.

Owacje powtórzyły się, gdy składał wieniec pod pomnikiem po uroczystej Mszy św. w intencji poległych powstańców, której przewodniczył nuncjusz apostolski w Polsce ks. abp Celestino Migliore.

Delegację Platformy Obywatelskiej składającą wiązanki pod pomnikiem przywitało głuche milczenie.

W homilii ks. abp Migliore podkreślił, że Powstanie Warszawskie, choć z jednej strony było tragicznym i wyniszczającym wydarzeniem historii dwudziestego wieku, to jednak jest „bardzo ważnym i symbolicznym dla historii wielkiego Narodu Polskiego”.

Nuncjusz apostolski przypomniał słowa bł. Jana Pawła II, który 2 czerwca 1979 r., podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski, powiedział w Warszawie: „Nie sposób zrozumieć tego Narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną, bez Chrystusa. Nie sposób zrozumieć tego miasta Warszawy, stolicy Polski, która w 1944 r. zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu”.

Ksiądz arcybiskup Migliore powołał się także na Gilberta Keitha Chestertona, który pisząc o patriotyzmie, stwierdził, że najczęściej objawia się on w ofierze krwi, a nawet życia.

– Chesterton dodaje jednak, że równie ważny i trudny jest patriotyzm, który ofiarowuje swojej ojczyźnie prawdę. Prawda i wolność zawsze idą w parze. Żadna z nich nie jest autentyczna i pełna bez drugiej – podkreślił nuncjusz.

We Mszy św. uczestniczyli prezydent Bronisław Komorowski, przedstawiciele parlamentu, władz samorządowych stolicy, żołnierze, harcerze, przedstawiciele korpusu dyplomatycznego i mieszkańcy stolicy. Bronisław Komorowski mówił o etosie sierpniowego zrywu, komplementując komunistów.

Z kolei Hanna Gronkiewicz-Waltz chwaliła się, jak to Warszawa „wyszła z kompleksów, ograniczeń, nie tracąc jednocześnie charakteru miasta niezłomnego, i rozwija się bardzo dynamicznie”.

– Nie tylko pod względem infrastruktury, rozwiązań architektonicznych i komunikacyjnych, ale również jako miasto otwarte, przyjazne ludziom, którzy przecież przyjeżdżają tu z różnych części Polski i zagranicy. Miasto współrządzone przez swoich mieszkańców – stwierdziła prezydent. W reakcji na te słowa część warszawiaków opuściła plac, głośno wyrażając swoje niezadowolenie.

– Nie mam nerwów, by słuchać takich rzeczy – komentował jeden z mężczyzn. Zaznaczył, że przyszedł na plac Krasińskich, by złożyć hołd poległym kolegom, ale cały czas czuje się oszukiwany przez obecne władze i nie może spokojnie słuchać gładkich słów prezydenta Komorowskiego czy prezydent Warszawy.

– Rzeczywistość jest inna od ich ciągłych zapewnień. Nie o taką Polskę walczyliśmy i przelewaliśmy krew – skwitował nasz rozmówca. Po zakończeniu Mszy św. i przemówieniach przed pomnikiem Powstania Warszawskiego odbył się uroczysty Apel Poległych, zaś po nim bardzo ciekawy spektakl „Sierpniowa melodia” w reżyserii Romana Kołakowskiego, w którym w nowej aranżacji przedstawiono najpopularniejsze piosenki śpiewane podczas niemieckiej okupacji i Powstania Warszawskiego. Wykonawcami byli młodzi warszawscy artyści w strojach nawiązujących do powstańczych mundurów.

PCz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ikiem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Godność upokarzanych
PostNapisane: 07 sie 2013, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
I kto tu prowokuje?

Specjalistów od budowania alternatywnej rzeczywistości nie brakuje. Prym w tym fachu wiodą dziennikarze, którzy każde wydarzenie przedstawiają w sposób wygodny dla władzy i siebie.

Katarzyna Kolenda-Zaleska (która, swoją drogą, kompletnie straciła wiarygodność jako dziennikarz, wymyślając sobie „prawdziwych Polaków”, o których miał niegdyś mówić Jarosław Kaczyński) ubolewa w tonie typowym dla swojego środowiska nad tym, że „pozwoliliśmy sobie odebrać wszystkie ważne święta”, które – a jakże! – zostały upolitycznione.

Brak umiejętności analizy prowadzi oczywiście do wniosku, że za taki stan rzeczy odpowiada opozycja i jej zwolennicy buczący na cmentarzach i pod pomnikami.

Dziennikarka kompletnie nie widzi winy obecnej sytuacji i awantur wokół obchodów ważnych rocznic w prowokacjach i manipulacjach swoich kolegów z redakcji – zarówno „Gazety Wyborczej”, jak i TVN.

Kto naprawdę odbiera Polakom możliwość godnego świętowania i inicjuje upokarzające, głupie akcje typu „Orzeł może” okraszone różowymi balonikami i czekoladowym orłem bez korony.

Kolenda-Zaleska nie dostrzega oczywiście przyczyn zjawiska, które rzekomo opisuje – a raczej fałszuje, prezentując sytuację tak, jakby dzikie tłumy, nie pozwalając prezydentowi, premierowi czy delegacji rządowej podejść do pomnika w spokoju, buczały niemiłosiernie i wykrzykiwały agresywne hasła. Tak oczywiście nie jest.

A jak jest? Otóż, prowodyrami wszelkich nieprzyjemnych dla władzy incydentów jest sama władza i kibicujący jej dziennikarze. Rzecz jasna, skala zjawiska nie jest tak wielka, jak to relacjonują rozhisteryzowani dziennikarze z Czerskiej i Wiertniczej.

Właściwie sprawa omawianego na okrągło „motłochu” została celowo stworzona, aby rozmyć istotę obchodów Powstania Warszawskiego.

Natomiast dużo bardziej uderza skrajna ślepota reżyserów awantur, którzy nie dostrzegają, że ich własne „radosne” świętowanie nie ma nic wspólnego z naszą tradycją, tożsamością i historią. Jest w istocie uderzeniem w to, co dla Polaków drogie.

Do tego należy dorzucić jeszcze konsekwentne i uporczywe wmawianie rodakom, że ich historia to pasmo klęsk, nieudacznictwa. I jeszcze oczywiście Polacy muszą za wszystko przepraszać i swoim ekspiacyjnym zawodzeniem dążyć do pojednania za wszelką cenę z państwami, które dziś piszą historię na nowo i ją fałszują.

Relatywizacja i ośmieszenie – wymaga w sumie niewiele zaangażowania. Dużo trudniej mówić prawdę.

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... okuje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /