Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 06 cze 2014, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Bronił naszej wolności

Ks. dr hab. Piotr Steczkowski

W homilii wygłoszonej podczas Mszy św. beatyfikacyjnej legat papieski ks. kard. Angelo Amato, charakteryzując istotę czynu Księdza Jerzego, powiedział: „Ksiądz Popiełuszko był po prostu wiernym katolickim kapłanem, który bronił swojej godności jako sługi Chrystusa i Kościoła oraz wolności tych, którzy byli podobnie jak on ciemiężeni i upokorzeni… Przy pomocy jedynie duchowych środków, takich jak prawda, sprawiedliwość oraz miłość, domagał się wolności sumienia obywatela i kapłana”.

Te słowa są bardzo ważne. Wskazują na uniwersalizm świadectwa błogosławionego kapłana. Trzeba bowiem mieć świadomość, że do aktu beatyfikacji i kanonizacji męczennika konieczne jest ukazanie związku jego śmierci z prawdą Ewangelii. Dlatego nie każdy, nawet wielki patriota, który zginął w obronie Ojczyzny, może być ogłoszony męczennikiem Kościoła.

A zatem w czym wyraża się uniwersalizm postawy i męczeństwa ks. Jerzego Popiełuszki? Co jest w nich ponadczasowego i zawsze aktualnego, a równocześnie specyficznego, wartego pokazania współczesnemu człowiekowi jako przykład? Myślę, że tym przesłaniem jest obrona wolności sumienia człowieka. Błogosławiony ks. Popiełuszko stanął na straży wolności ludzkich sumień. Jednocześnie był tych sumień budzicielem. To dlatego ludzie przychodzili Go słuchać, chociaż mówił im rzeczy wymagające, trudne do realizacji w rzeczywistości totalitarnego państwa. Jego kazania miały jednak też moc wyzwalającą. Wyzwalały wewnętrznie, dodawały odwagi, budziły nadzieję. Ksiądz Jerzy wyrywał ludzi systemowi i przywracał ich samym sobie, pozwalając zwyciężać godności, która jest w każdym. To była wielka praca na rzecz wolności. Dlatego służalcy, a zarazem ofiary ideologicznego zniewolenia, nienawidzili Go i w końcu zamordowali.

Na straży godności
Ktoś może powiedzieć, że to historia. Dzisiaj żyjemy w wolnym kraju wolnych ludzi. Jednak zagrożenia dla wolności sumienia nadal istnieją. Dzisiaj też lekarze i pielęgniarki muszą bronić wolności sumienia, które nie pozwala im zabijać nienarodzonych. Współcześni nauczyciele muszą bronić wolności sumienia, które nakazuje im nauczać i wychowywać młode pokolenie zgodnie z najgłębszą prawdą o człowieku. Dziennikarze muszą bronić wolności sumienia i słowa, żeby nie ulegać politycznej poprawności. Rodzice muszą bronić wolności sumienia i prawa do edukacji własnych dzieci w zgodzie z ich przekonaniami, a nie według ideologicznie zaprojektowanych programów wychowania, a raczej demoralizacji.

Uniwersalizm męczeństwa ks. Popiełuszki, oprócz indywidualnego wymiaru obrony wolności ludzkiego sumienia, ma jeszcze wymiar społeczny. Jego postawa jest wyzwaniem rzuconym pewnej wizji państwa i porządku społecznego. Błogosławiony Ksiądz Jerzy nie był buntownikiem, anarchistą czy rewolucjonistą. Nie negował konieczności istnienia władzy, prawa i porządku społecznego. Nie chciał walczyć i nie walczył z instytucjami państwa ani z ludźmi władzy, chociaż oni go prześladowali. Wręcz przeciwnie, funkcjonariuszom, którzy Go inwigilowali, okazywał wyrozumiałość i ludzką dobroć. Ale tak naprawdę chodziło o coś więcej. Chodziło o przekonanie, że państwo ma obowiązek respektowania porządku moralnego, a prawo stanowione nie może sprzeciwiać się prawu Bożemu. Błogosławiony Ksiądz Jerzy głosił: „Chcemy, by państwo zrozumiało, że może być silne tylko wraz ze społeczeństwem. A do tego prowadzi droga przez poszanowanie człowieka, jego sumienia i przekonań”, oraz: „Ustawy państwowe, także dotyczące wychowania, nie mogą być przeciwne prawu Bożemu, bo wtedy nie obowiązują w sumieniu. A dążeniem do zniewolenia człowieka jest narzucanie mu światopoglądu, odbieranie wolności wierzenia i umiłowania Boga, laicystyczne obdzieranie go z wszelkich pragnień i aspiracji religijnych”.

Przez swoją wierność nauce Kościoła bł. ks. Popiełuszko dołączył do znakomitego grona obrońców ładu moralnego w wymiarze społecznym. Historia Kościoła w Polsce zna wielu takich obrońców, począwszy od św. Stanisława, biskupa krakowskiego, który miał odwagę napomnieć króla, przez Prymasa Wyszyńskiego, który miał odwagę powiedzieć komunistycznym władzom: „Non possumus” – nie możemy na ołtarzu cezara składać tego, co Boże, aż po ks. Popiełuszkę, który bronił ludzkich sumień przed zniewoleniem.

Nowe zagrożenia
Tak było w historii. A jak jest dzisiaj? Pod względem formalnym wszystko wydaje się być w porządku. Mamy zagwarantowaną w Konstytucji wolność sumienia i wyznania oraz wpisaną zasadę współpracy pomiędzy państwem a Kościołem dla dobra człowieka i dobra wspólnego. Istnieje konkordat, który reguluje w cywilizowany sposób stosunki instytucjonalne i chroni prawa katolików. A jednak współczesne państwo polskie nie jest wolne od tych samych zagrożeń, które od zawsze wywoływały reakcję ze strony świętych. Źródłem tych zagrożeń są ideologie, które negują porządek moralny.

Papież Benedykt XVI nazwał to zjawisko dyktaturą relatywizmu moralnego. Polega ona na odrzuceniu i nieuznawaniu niezmiennych norm prawa naturalnego i regulowaniu całego życia społecznego wyłącznie w oparciu o prawo stanowione, które ma być emanacją jedynie woli politycznej. Ta zaś sama w sobie może się przecież zmieniać w zależności od różnych czynników. Prowadzi to do ukształtowania się takiego porządku społeczno-politycznego, w którym jedyną zasadą jest brak zasad lub ich nieustanna zmienność. W takich warunkach prawo przestaje być wyrazem naturalnej moralności, a staje się narzędziem w ręku grup dysponujących finansami, mediami i ostatecznie wpływami politycznymi. To o takim państwie Benedykt XVI powiedział, przywołując św. Augustyna, że przypomina bardziej dobrze zorganizowaną bandę zbójców niż instytucję mającą służyć społeczeństwu i człowiekowi.

Przed stworzeniem takiego państwa przestrzegał nas św. Jan Paweł II, nauczając, że demokracja oderwana od wartości prowadzi do jawnego lub zakamuflowanego totalitaryzmu. Z takim pomysłem na państwo nam, katolikom, nigdy nie będzie po drodze. I należy jasno to powiedzieć – jeżeli zajdzie taka konieczność, to wierni biblijnemu wezwaniu, że bardziej trzeba słuchać Boga niż ludzi, powiemy: „Non possumus”. Nie możemy złożyć wolności naszych sumień na ołtarzach współczesnych cezarów.

Autor jest wykładowcą prawa kanonicznego na Uniwersytecie Rzeszowskim i na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/81356,bro ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 24 wrz 2015, 08:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Zmarł apostoł Miłosierdzia

Zmarł ks. Feliks Folejewski SAC. W tym roku obchodził 56. rocznicę święceń kapłańskich.

Obrazek
Ks. Feliks Folejewski Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik


Ks. Feliks Folejewski urodził się 4 lipca 1934 r. W czwartek, 11 czerwca 1959 roku, w Seminarium Księży Pallotynów w Ołtarzewie, wraz z 30 seminarzystami kleryk Feliks Folejewski przyjął święcenia kapłańskie.

– Na kapłaństwo patrzę jako na dar z Nieba. Ten dar jest dla mnie wciąż nowym wyzwaniem – mówił w 55. rocznicę święceń kapłańskich apostoł Miłosierdzia Bożego – ks. Feliks Folejewski SAC.

Przez wiele lat był opiekunem duchowym Ruchu Rodziny Rodzin, asystentem kościelnym miesięcznika Sióstr Loretanek „Różaniec”. Był następcą ks. Jerzego Popiełuszki w duszpasterstwie ludzi pracy archidiecezji warszawskiej. Pracował też jako rektor Seminarium Pallotynów w Ołtarzewie.

Głoszenie Miłosierdzia Bożego zawsze było dla niego nieodłącznym elementem kapłańskiej posługi. To zobowiązanie podjął w 1993 r. – podczas uroczystości beatyfikacyjnych Siostry Faustyny. „Panie, jak dasz mi siłę i zdrowie, to poświęcę je na głoszenie Bożego Miłosierdzia” – wyznawał wówczas w duchu.

RP

http://m.naszdziennik.pl/artykul/144189




Kapłan według Serca Jezusowego

Z ks. prałatem Jerzym Banakiem, przyjacielem śp. ks. Feliksa Folejewskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk

We wtorek późnym wieczorem zmarł ks. Feliks Folejewski, znany i zasłużony duszpasterz i rekolekcjonista. Ksiądz Prałat był przyjacielem ks. Feliksa…
– W środowisku kapłańskim mówi się o pewnym ideale księdza, który jest kapłanem według Serca Jezusowego. Takim niezwykłym kapłanem był ks. Folejewski. Był całkowicie zanurzony w Chrystusie, oddany Mu bezgranicznie. Także ludziom. Był dla nas wielkim wzorem. Dziękujemy Bogu, że za naszych czasów był wśród nas ktoś taki jak ks. Feliks. Każdy proboszcz marzył, aby móc gościć ks. Feliksa i żeby ten usłużył jego parafii słowem Bożym, bo mówił z głębi serca.

A jak mijały ostatnie lata posługi ks. Feliksa?
– W podeszłych latach nie było widać u niego starczych słabości. Wciąż słuchało się go z wielkim zainteresowaniem, identyfikując się z tym, co mówił. Każdym swoim słowem uderzał prosto w serce. Zawsze przeżywałem jego słowa, które kierował czy to prywatnie, czy z ambony. To był wielki lider.

Głoszenie Miłosierdzia Bożego było dla niego nieodłącznym elementem posługi. Widać to było w każdym dniu jego życia?
– Każdy telefon odbierał słowami: „Jezu, ufam Tobie”. Po wszystkich trudnościach, które miał w związku z chorobą serca, uważał, że tylko dzięki Bożemu Miłosierdziu żyje i ma coś ciągle do spełnienia. Nigdy się nie oszczędzał. Podejmował wszelkie trudy, ufając Miłosierdziu. Kiedy wszyscy wkoło, także lekarze, mówili mu, żeby zwolnił, on głosił Miłosierdzie dalej. I żył jeszcze długo po pierwszym zawale. Widać było, jak Miłosierdzie go podtrzymuje, aby dalej mógł służyć. To było bardzo wzruszające patrzeć na jego apostołowanie i jego gorliwość.

Nie byłoby kapłaństwa ks. Folejewskiego bez formacji, którą uzyskał w domu rodzinnym.
– Gdy go zapraszano, wielokrotnie wspominał o wartościach, które go ukształtowały w dzieciństwie i młodości. Wspominał o domu rodzinnym, o tym, co otrzymywał od rodziców, rodzeństwa. To był motyw, który wracał w jego homiliach. Przypominał to każdemu, że początkiem zawsze jest rodzina.

Ksiądz Feliks Folejewski był następcą bł. ks. Jerzego Popiełuszki w duszpasterstwie ludzi pracy archidiecezji warszawskiej. Ksiądz Popiełuszko był dla niego wzorem kapłaństwa?
– Błogosławiony ks. Popiełuszko był i jest wzorem dla nas wszystkich. Jest wzorem odwagi i męstwa, czyli tego, czego brakuje dziś wielu kapłanom. A odwaga w pokazywaniu zagrożeń i niebezpieczeństw jest konieczna. Zagrożenia, które dziś wcale nie są mniejsze od tych, które mieliśmy w latach 80., a nawet większe. Zastanawialiśmy się, jak w obecnym kryzysie zachowałby się bł. ks. Jerzy. To pytanie zadajemy sobie często. Tak robił również ks. Feliks, stając się kustoszem pamięci o ks. Jerzym. Nie było kazania, w który ks. Feliks nie przywołałby patrona „Solidarności”.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... owego.html




Ojciec każdej rodziny

Obrazek

Z Ewą Samulską, wieloletnim członkiem Rodziny Rodzin, rozmawia Rafał Stefaniuk

Rodzina Rodzin przeżywa wielką stratę, gdyż zmarł jej wieloletni duszpasterz ks. Feliks Folejewski. Jaki obraz tego kapłana pozostanie w Pani pamięci.
– Ksiądz Feliks był wspaniałym kapłanem. Ciężko mi jest teraz mówić, bo jego strata jest wielka. Należę do Rodziny Rodzin od 1965 r. Za każdym razem, gdy spotykałam ks. Feliksa, to czułam od niego tę niezwykłą dobroć. Kapłan ten był niezwykle oddany sprawie św. s. Faustyny, a więc szerzeniu kultu Miłosierdzia Bożego. Był tak w to zaangażowany, że chyba najczęściej powtarzanym przez niego zdaniem było: „Jezu, ufam Tobie”. Wielokrotnie był gościem Telewizji Trwam i tam również głosił znaczenie Bożego Miłosierdzia. To był ksiądz Bożego Miłosierdzia.

I to na spotkaniach Rodziny Rodzin poznała Pani ks. Feliksa?
– Tak. Spotkania początkowo odbywały się w parafii pw. Wszystkich Świętych, to się z czasem zmieniało, gdyż Rodzina Rodzin nie była przypisana do jakiegokolwiek kościoła. Ksiądz Feliks został naszym duszpasterzem. Od razu wszyscy go bardzo pokochali i kochają dalej, chociaż już go nie ma. Interesował się każdą rodziną. Nie mógł przejść obok kogokolwiek obojętnie. Wszystkie sprawy rodzin były dla niego ważne.

Jak i ilu rodzinom pomógł duszpasterz?
– Przede wszystkim pomagał modlitwą i duchowo. Spowiedź, rekolekcje, nauka. Bardzo często organizował spotkania rodzin. Wielu księży, szczególnie młodych, czerpało z jego doświadczenia. Był wspaniałym kapłanem i całą swoją posługę nakierował na to, aby rodzina była Bogiem silna. Potrafił także, gdy zaszła tak potrzeba, upomnieć każdego. Setki małżeństw, których dzieci będą mieć swoje rodziny. Przy tym setki kapłanów, którzy chętnie go słuchali. Widać więc, że jego praca miała wpływ na wielu. To była nieoceniona posługa. Po śmierci mojej córki na każdym pogrzebie powtarzał, że Ola mu pomaga. On był częścią każdej rodziny.

Przy tym zmarł w opinii bardzo dobrego kaznodziei.
– Był wybitnym kaznodzieją. Jego słowa trafiały do każdego, gdyż on mówił do ludzi. To nie były kazania, które miały być bogate w słowa, a w treści. A zarazem były wypowiadane w tak prosty sposób. To wszystko wypływało z jego niesamowitego serca. Robił tak, bo chciał być ojcem dla wszystkich i wszystkich traktował jak swoje dzieci. Więc mówił do nas jak do dzieci.

To z kultu Bożego Miłosierdzia czerpał swoją siłę?
– Tak. Na początku lat 80. ks. Feliks zachorował na serce. Od tej pory, gdy ktoś pytał go, jak się czuje, odpowiadał: „Jezu, ufam Tobie”. Jego kult Miłosierdzia Bożego był wielki. Często mówił o nim w swoich kazaniach i prywatnych rozmowach. Bez wątpienia to zawierzenie i szczególna cześć dla Bożego Miłosierdzia i św. s. Faustyny miały wpływ na jego duchowy wzrost. Nie byłoby ks. Feliksa takiego, jakiego go znamy, bez św. s. Faustyny. Nie byłoby też wielu rodzin, gdyby nie ks. Feliks. Dobro promieniuje na innych.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... dziny.html




Testament ks. Folejewskiego

„Moje życie jest cudem Bożego Miłosierdzia” – mówił mi nieraz śp. ks. Feliks Folejewski. Zawsze, kiedy odbierał telefon, mówił: „Jezu, ufam Tobie”. I takie było jego życie, pełne zawierzenia i miłosierdzia. Wypełnione działaniem.

Obrazek

Z ks. Feliksem dużo rozmawiałam o cudach i łaskach w jego życiu. On dotknął niemal namacalnie świętości bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

– Ksiądz Jerzy Popiełuszko to był człowiek, któremu miłość do Ojczyzny była bardzo bliska. Wywodził się ze szkoły Prymasa Tysiąclecia – ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Był ode mnie młodszy i miał bardzo słabe zdrowie. Zawsze postrzegałem go jako zwyczajnego księdza, bez żadnych niezwykłości. Wiedział, że jest kochany i sam kochał Boga i ludzi. On po prostu służył... Dla mnie ks. Jerzy był i jest orędownikiem u Pana Boga – powiedział mi kiedyś kapłan.

Ks. Feliks Folejewski opowiedział mi historię swojej choroby, która rozpoczęła się na początku 1980 roku. Czterdziestoczteroletni kapłan, ówczesny ojciec duchowny seminarium Księży Pallotynów w Ołtarzewie, prowadził rekolekcje u sióstr w Krakowie-Łagiewnikach. Podczas rekolekcji zachorował na zapalenie żył i tęczówki. W marcu pojawiły się dodatkowo bóle wieńcowe.

„Bardzo źle się czułem i rektor seminarium wezwał pogotowie. Trafiłem na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. W nocy miałem pierwszy zawał, potem nastąpił dorzut, doszła niewydolność krężenia, migotanie komór serca oraz obrzęk płuc. W końcu zapadłem w stan śmierci klinicznej. Miałem poczucie wychodzenia z ciała i wizję światła. Gdy się obudziłem, ujrzałem jasność nad biało-czarnym zdjęciem ks. Jerzego Popiełuszki, które zawsze miałem przy sobie. Biło od niego wszechogarniające światło. Uznałem to za znak. Przeżyłem i uważam to za łaskę, której doznałem za wstawiennictwem ks. Jerzego” – podkreślał pallotyn.

We wrześniu lekarze wysłali ks. Folejewskiego na rekonwalescencję do Nałęczowa. Zamiast odpoczywać, rzucił się w wir pracy – głosił kuracjuszom orędzie Bożego Miłosierdzia.

W 1982 roku kapłan przeżył kolejny zawał. Rok później zawieziono go na operację do Niemiec, gdzie wszczepiono mu by-passy. Znów poczuł działanie szczególnej łaski Bożej. Po zabiegu nieco poprawiło się zdrowie kapłana, ale wkrótce nastąpił kolejny zawał.

W 1993 roku podczas beatyfikacji s. Faustyny Kowalskiej powiedział: „Panie, jak dasz mi siłę i zdrowie, to poświęcę je na głoszenie Bożego Miłosierdzia”.

Niedługo potem w Boże Ciało przewodniczył procesji w Lublinie. Wieczorem poczuł ból. Do szpitala w Aninie poszedł jeszcze o własnych siłach. Niestety, musiał tam spędzić aż dwa miesiące, a lekarze ostrzegali go, że nie będzie żył, jeśli nie zrobią przeszczepu serca. Nie zdecydował się na to, zaufał Bożemu Miłosierdziu. Pewnego dnia usłyszał bowiem w swoim sercu słowa: „Twój przeszczep będzie miał na imię Jezu, ufam Tobie”.

Od tamtego czasu minęło wiele lat. Badania cały czas wskazywały, że ks. Feliks Folejewski miał zniszczone serce, a główne jego tętnice były niedrożne. Lekarze nie rozumieli, jak takie serce może działać.

„A ja wiem, że to cud. Mam wielkiego orędownika w Niebie – bł. ks. Jerzego Popiełuszkę, a Boże Miłosierdzie jest nieskończone” – wyjaśniał kapłan.

Jak podkreślał apostoł Bożego Miłosierdzia, ks. Jerzy uczył ludzi, jak być wiernym.

„On nas bronił, a my nie broniliśmy jego. Powinniśmy więc dziś – kiedy nasza Ojczyzna jest w trudnej sytuacji – słuchać go, poznawać jego kazania i bardziej niż kiedykolwiek indziej z wielką intensywnością, za jego przykładem modlić się za Ojczyznę. Pamiętajmy, on jest naszym orędownikiem przed Bogiem w Niebie i na pewno nigdy nas nie zostawi. Ja jestem tego żywym przykładem” – powiedział mi kiedyś ks. Feliks Folejewski. Te słowa niech będą swoistym testamentem ks. Folejewskiego dla każdego z nas.

Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... kiego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 05 gru 2015, 06:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Kochał Polskę i o nią walczył

Na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie odbyła się dzisiaj konferencja upamiętniająca śp. prof. Józefa Szaniawskiego.

Obrazek

– Pan Profesor nie tylko był wykładowcą na UKSW, ale i na WSKSiM w Toruniu. Przypominał studentom o wielu aspektach historycznych, które często nie są uwypuklane – powiedział dr Paweł Pasionek z WSKSiM.

Zwrócił uwagę na fakt, że prof. Szaniawski słynął z tego, że rozumiał politykę jako troskę o innych i dobro wspólne. Podkreślał także, że dziennikarze powinni być stróżami prawdy, i to bez względu na okoliczności.

Studentom toruńskiej uczelni najbardziej zapadł w pamięć jego patriotyzm.

– Nasi studenci mieli możliwość wyjazdów studyjnych, chociażby do Warszawy, gdzie profesor zabierał ich zawsze na Powązki, do Zamku Królewskiego czy Izby Pamięci Pułkownika Ryszarda Kuklińskiego – przypomniał dr Pasionek.

Filip Frąckowiak, syn prof. Szaniawskiego, zauważył z kolei, że jego ojciec do końca życia nie pogodził się z odebraniem Polsce Lwowa, w którym się urodził.

– To, że wraz z rodzicami uciekał ze Lwowa ostatnimi transportami, gdy miał niecały rok, nakreśliło już ten pierwszy rys jego postawy życiowej – mówił.

Prelegenci podkreślili, że prof. Józef Szaniawski bardzo kochał Polskę i jej historię.

– Był nie tylko nauczycielem, badaczem historii, ona go pasjonowała. Józek walczył o Polskę i ją kochał. Z dumą mówił o Kuklińskim, był jego przyjacielem. Mówił o nim prawie tyle samo, co o Piłsudskim – stwierdziła prof. Krystyna Czuba.

Seminarium poświęcone Józefowi Szaniawskiemu poprzedziła Msza św. Konferencji towarzyszyła wystawa zorganizowana przez Izbę Pamięci Pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, której pomysłodawcą i założycielem był Józef Szaniawski. Ekspozycję będzie można oglądać do 11 grudnia w holu Nowego Budynku przy ulicy Dewajtis 5.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... lczyl.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 04 sty 2016, 13:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Był powiernikiem polskiej sprawy

Obrazek

Z Leszkiem Murzynem, byłym posłem, prezesem stowarzyszenia Polskie Forum Ludowo-Chrześcijańskie „Ojcowizna”, rozmawia Rafał Stefaniuk

Kiedy i w jakich okolicznościach poznał Pan Romana Bartoszcze?
– Romana poznałem pod koniec lat 80., podczas jego spotkania z rolnikami w Opactwie Cystersów w Szczyrzycu w okolicach Limanowej. Tak się złożyło, że przyszło mi żyć na ziemi raciechowickiej pod Krakowem. Wierzchosławice i Raciechowice to kolebki małopolskiego Ruchu Ludowego. Jako nauczyciel pracę rozpocząłem w szkole w Raciechowicach, pod którą kamień węgielny wmurowywał premier i przywódca Polski z 1920 roku Wincenty Witos. Nieopodal mojego domu mieszkał jezuita, prałat domowy Papieża Piusa IX ks. Stanisław Stojałowski – prekursor Ruchu Ludowego. Do Franciszka Święchowicza, dziadka mojej żony, przyjeżdżał Wincenty Witos. Prawie na co dzień w Raciechowicach bywał Stanisław Mierzwa. Mieszkając w takim otoczeniu i będąc politycznie „wychowywany” przez przedwojennych działaczy ruchu ludowego oraz uczestników strajku chłopskiego w Łapanowie z 1932 roku, zacząłem od 1987 roku działać w Ruchu Ludowym na poziomie gminnym i województwa krakowskiego. Poznałem rodzinę Mierzwów, mec. Adama Bienia, mec. Edwarda Kaletę czy Hannę Chorążynę. Byli to działacze ówczesnego PSL-u wilanowskiego, z którymi ściśle współpracowałem. Uczestniczyłem w kongresie PSL-u wilanowskiego 11 listopada 1989 r. w Warszawie, a potem 5 maja 1990 r. w Kongresie Jedności PSL.


I jakie wrażenie zrobił na Panu?
– Od pierwszego spotkania z Romanem wiedziałem, że to on jest przywódcą Ruchu Ludowego, że jest gwarantem ciągłości wizji Stojałowskiego czy Witosa. Wiedzieli o tym również przedwojenni działacze. Roman był liderem. Miał charyzmę i dar jednoczenia ludzi. Stanął na czele odrodzonego Polskiego Stronnictwa Ludowego, dając tym samym nadzieję na realizację koncepcji społecznej Prymasa Wyszyńskiego. Był powiernikiem polskiej sprawy i... zagrożeniem dla tych drugich.


Działalność społeczna Romana Bartoszcze, to związek „Solidarność” RI. Co stało za jego decyzją o powołaniu do istnienia związku?
– Roman był człowiekiem, który doskonale znał i czuł sprawy wsi. Rolnictwem zajmował się zawodowo, chłopem się urodził. Bardzo dobrze wiedział, w jaki sposób ówczesna władza instrumentalnie traktowała sprawę chłopską. W czasie, w którym zaczynał swoją działalność, związek rolników miał formę rządowo-partyjnego aparatu wykonawczego, który był spozycjonowany na realizację odgórnych dyrektyw. Roman doskonale wiedział, że jest potrzeba powołania do życia autentycznego związku zawodowego rolników. Związku, który będzie bronił interesu polskiej wsi i upodmiotowi stan chłopski. Determinacja rodziny Bartoszcze: Romana, Michała i Piotra, oraz wielu wspaniałych rolników, przy ogromnej pomocy Prymasa Polski ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, sprawiła, że „Solidarność” RI została zarejestrowana.


Jak wyglądałaby wieś bez „Solidarności” RI?
– „Solidarność” RI była oparta na społecznym nauczaniu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. To nie byli ludzie, którzy walkę z ówczesnym ustrojem instrumentalizowali czy wykorzystywali do budowania kapitału politycznego. Oni tym żyli, jak nikt inny czuli i się z tym identyfikowali. Wiedzieli, że jest to ich ratunek. Koniec lat osiemdziesiątych to koniec tzw. czerwonego człowieka i początek homo oeconomicus. Ta transformacja nie dotyczy tylko Polski, ale wszystkich państw postkomunistycznych oraz neokolonialnych. Ksiądz kard. Wyszyński doskonale wiedział o tych zagrożeniach. Podzielała je rodzina Bartoszcze. Najwybitniejsi działacze „Solidarności” RI umarli lub są zepchnięci na margines działalności społeczno-politycznej, zaś część obecnego kierownictwa związków poszła w wysokie urzędy i improwizuje obronę rolników. Pytanie, które powinniśmy wszyscy sobie zadać, brzmi: jak wyglądałaby polska wieś, wierna ideałom „Solidarności” RI?

Bartoszcze był pierwszym prezesem PSL. Jednak został odsunięty od swojej funkcji. Jak odebrał rozstanie z tą partią?
– Respektując prawo w Polsce, należy stwierdzić, że do 31 grudnia 2015 r. Roman Bartoszcze był legalnym prezesem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Kongres Jedności PSL, który się odbył 5 maja 1990 r., i w którym jako delegat uczestniczyłem, podjął uchwałę dopuszczającą zmianę prezesa NKW PSL nie wcześniej niż po następnych wyborach parlamentarnych. 25 listopada 1990 r., przy minimalnych nakładach finansowych, w wyborach prezydenckich Roman Bartoszcze uzyskał bardzo dobry wynik: zagłosowało na niego ok. 1,2 mln obywateli, tj. 7,5 proc. wszystkich ważnie oddanych głosów. Niektórzy twierdzą, że głosów było dużo więcej... Ten wynik, przy ówczesnym micie Lecha Wałęsy oraz w perspektywie zbliżających się wyborów parlamentarnych, zaniepokoił ówczesną klasę polityczną. Na wiosnę 1991 r. Roman Bartoszcze, z pogwałceniem immunitetu poselskiego, przemocą został wyrzucony z gabinetu prezesa PSL. Doskonale pamiętam atmosferę tamtych dni. Wokół Romana organizował się wówczas autentyczny ruch ludowy. 27 kwietnia 1991 r. grupa dyspozycyjnych działaczy PSL, niespełniająca kworum (głosowało 54 członków RN PSL, wymagane kworum minimum 56 członków RN), zwołała tzw. kongres, który odbył się 29 czerwca tego samego roku. Należy podkreślić, że została wtedy złamana uchwała z Kongresu Jedności PSL. Roman Bartoszcze nie uczestniczył w tzw. kongresie. Największym zaskoczeniem dla nas wszystkich skupionych wokół Romana była bierność ówczesnego rządu RP. Bartoszcze już wtedy miał świadomość, że sytuacja z Polsce zmierza w złym kierunku. Roman był realistą, bardzo dobrze znał cenę swoich wyborów i wiedział, że odsunięcie go od funkcji prezesa PSL jest ich konsekwencją. Nie dał się wtedy złamać, nie użalał się… Wręcz przeciwnie, motywował i pracował nadal na rzecz wolnej Polski.


Następnie narodziło się Polskie Forum Ludowo-Chrześcijańskie „Ojcowizna”.
– W dniu 11 czerwca 1991 r. w moim rodzinnym domu podjęliśmy decyzję o powołaniu do życia organizacji Polskie Forum Ludowo-Chrześcijańskie „Ojcowizna”. Dokładnie 10 lipca Roman Bartoszcze zaprosił do Warszawy na spotkanie 21 przyjaciół, aby dopełnić formalności i zarejestrować „Ojcowiznę”. Dnia 19 października 1991 r. zorganizowałem w Gruszowie k. Raciechowic spotkanie wyborcze z mieszkańcami, w którym wzięli udział: Roman Bartoszcze, Jan Olszewski oraz Jarosław Kaczyński. Spotkanie pomógł mi przygotować proboszcz parafii pw. Rozesłania Świętych Apostołów w Gruszowie ks. kanonik Kazimierz Puchała – kapelan „Ojcowizny”. W kolejnych latach Roman był częstym gościem w moim domu. Każde nasze spotkanie to długie rozmowy na temat sytuacji Polski i jej przyszłości, do których często wracam.


Człowiek całym swoim życiem pisze testament dla potomnych. Co pozostawił po sobie Roman Bartoszcze?
– Roman dał świadectwo człowieka prawego, nieprzekupnego, wolnego i wiernego swoim ideałom do końca. W 1968 r., będąc żołnierzem zasadniczej służby wojskowej, odmówił wyjazdu do Czechosłowacji, za co został umieszczony w więzieniu. Pokazał wtedy, że jest przeciwnikiem systemu totalitarno-komunistycznego. Były to jego młodzieńcze ideały. Miał wykształcenie rolnicze, był pasjonatem historii. Praca na roli, blisko natury, budowała w nim ufność w Opatrzność Bożą. Jego intuicja w stosunku do procesów społeczno-gospodarczych była oparta na prostej zależności: jak posiejesz, tak zbierzesz. Te wszystkie cechy stworzyły polityka zdeterminowanego i oddanego sprawie polskiej. Wspólnie z Romanem oraz ks. kanonikiem Kazimierzem Puchałą napisaliśmy „Program dla Polski”. W polityce kierował się zasadą: „ Ze Wschodem i Zachodem, ale głównie z własnym Narodem”. To był człowiek, który doskonale znał granicę słabości i kompromisów osoby aspirującej do urzędów państwowych. Kiedy ta granica była przekraczana, miał odwagę, powiedzieć, cytując Sługę Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego: „Non possumus”. Dzisiejsza sytuacja Polski jest dowodem, że jego sprzeciw był uzasadniony. Polska wierna swoim wartościom religijnym, kulturowym i historycznym: to jest testament Romana Bartoszcze.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... prawy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 04 sty 2016, 15:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Człowiek doświadczony przez komunistów

W ostatni dzień 2015 r. odszedł do Pana Roman Bartoszcze, twórca „Solidarności” Rolników Indywidualnych. Wczoraj, w sobotę, 2 stycznia 2016 r., odbył się jego pogrzeb.

Roman Bartoszcze był jednym z przywódców strajków rolniczych w Bydgoszczy w marcu 1981 r. Studiowałem wtedy na Wydziale Rolniczym Akademii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy i byłem szefem Niezależnego Zrzeszenia Studentów. W sposób naturalny ja, jak i moi koledzy, mieliśmy kontakt z protestującymi rolnikami.

Protest ten, prowadzony w siedzibie ZSL, doprowadził do zarejestrowania „Solidarności” RI. W tym szczególną rolę, a często pomniejszaną, odegrał również Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński. Protesty rolników i determinacja umierającego ks. Prymasa wymusiły na władzy zgodę na rejestrację rolniczego związku zawodowego. W krajach demokracji ludowej był to ewenement.

Był, co podkreślałem na jego pogrzebie, nie tylko politykiem i działaczem społecznym, ale przede wszystkim rolnikiem prowadzącym w okolicach Inowrocławia gospodarstwo. Podkreślał etos pracy rolniczej, która jest służbą dla Narodu. Żył skromnie. Jego rodzina wielokrotnie była szykanowana przez komunistów, m.in. podpalono mu budynki gospodarcze. Jego brat Piotr, wszystko na to wskazuje, został zamordowany przez SB w nocy z 7 na 8 lutego 1984 r. Widzimy więc, jak on i jego krewni byli mocno doświadczeni przez komunistów. To powodowało u niego smutek i żal do życia.

Pamiętam Romana, kiedy próbował, a powiem to szczerze, dość naiwnie zmieniać Zjednoczone Stronnictwo Ludowe. Partia ta miała w nazwie ludowość, odwoływała się do etosu chłopskiego, ale nie miała prawa moralnego odwoływać się do Wincentego Witosa i Stanisława Mikołajczyka, gdyż stanowiła filar utrzymania rządów komunistów w Polsce.

Na początku lat 90. Roman Bartoszcze uwierzył, że można zjednoczyć ruch ludowy łącznie z ZSL, które wtedy podjęło próbę uwiarogodnienia się i zmieniło nazwę na Polskie Stronnictwo Ludowe. Koncepcja Bartoszcze sanacji ZSL okazała się niemożliwa do zrealizowania. To była partia karierowiczów pilnujących swoich wywiezionych z komunizmu interesów. Bartoszcze nawet przez chwilę był prezesem PSL. Kiedy okazało się, że ludziom ZSL nie są potrzebni już działacze o pięknym życiorysie, to ich usunięto. Romana Bartoszcze w sposób wyjątkowo brutalny. Fizycznie wyrzucono go z budynku Komitetu Naczelnego PSL, zrzucając go ze schodów, dokonując na nim brutalnego samosądu.

Wiele krzywd wycierpiał od tej ponoć chłopskiej partii. To odbiło się na jego zdrowiu i kondycji psychicznej. Potem trudno mu było odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Próbował zbudować reprezentację chłopów, alternatywnę dla przefarbowanego ZSL, tworząc Polskie Forum Ludowo-Chrześcijańskie „Ojcowizna”. Opierając się na nauce Kościoła, która była dla niego bardzo ważna, starał się szukać rozwiązań politycznych, które by pozwoliły rolnikom wyrażać swoje potrzeby wobec kolejnych rządów.

Wiele refleksji budzi śmierć Romana, człowieka, którego miałem okazję znać osobiście. Dlatego z potrzeby serca byłem na jego pogrzebie, bo to człowiek, którego darzyłem szacunkiem. Również na prośbę marszałka Marka Kuchcińskiego w imieniu Sejmu złożyłem wieniec na jego mogile.

Na pewno straciliśmy wielkiego patriotę, człowieka zaangażowanego w przemiany ustrojowe. To był człowiek, którego nie tylko powinniśmy wspominać, ale także analizować to, o czym mówił. Jego wskazania, sugestie, jego myśli można uznać za testament człowieka oddanego i życzliwego polskiej wsi.

Jan Krzysztof Ardanowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... istow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 12 kwi 2016, 08:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Pięknie służyła Rzeczypospolitej

Profesor Zyta Gilowska dobrze przysłużyła się Rzeczypospolitej, łączyła ambicje polityczne z wysokimi kwalifikacjami, wywarła wpływ na politykę gospodarczą – mówili podczas pogrzebu Zyty Gilowskiej w Świdniku (Lubelskie) przedstawiciele najwyższych władz państwowych.

W uroczystościach pogrzebowych prof. Gilowskiej uczestniczyli: prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło, marszałek Sejmu Marek Kuchciński, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, ministrowie, przedstawiciele władz lokalnych, Senatu KUL.

– Jesteśmy wszyscy tutaj dlatego, że żegnamy osobę absolutnie nietuzinkową – powiedział Andrzej Duda.

Prezydent odznaczył pośmiertnie Zytę Gilowską Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju działalności państwowej i publicznej”. Odznaczenie odebrał syn – Paweł Gilowski.

Andrzej Duda podkreślił, że przez obecność najwyższych władz hołd i podziękowanie prof. Gilowskiej składa państwo polskie.

– Jesteśmy tutaj po to, żeby oddać hołd pani profesor, pani premier, ale jesteśmy tutaj też z wielkiej osobistej sympatii – dodał.

Wspominając, jak w dniu śmierci prof. Gilowskiej prasa informowała o odejściu „Żelaznej Damy polskiej polityki”, prezydent podkreślił, że była ona jednocześnie żelazna i ciepła, zdyscyplinowana i wymagająca, roztaczająca wokół siebie atmosferę sympatii i życzliwości.

– Czy można obniżać koszty pracy, obniżać daniny publiczne, a więc wpływy do budżetu, i jednocześnie zaoszczędzić pieniądze w budżecie? Okazuje się, że można. Profesor, premier Zyta Gilowska taką osobą była i takich niezwykłych rzeczy umiała dokonać – powiedział Andrzej Duda.

Dziękował Zycie Gilowskiej za to, „kim i jaka dla nas była, oraz za to, jak wiernie i pięknie służyła Rzeczypospolitej”.

– Dziękuję, Pani Profesor, że kiedyś podjęła Pani taką decyzję, że trochę zrywając, bo przecież tego to wymaga, ze swoją karierą i pracą naukową, zdecydowała się Pani służyć swojemu państwu, Polsce i naszemu społeczeństwu także jako polityk. Bardzo często, jak to bywa w tej robocie, ponosząc także i osobiste ofiary – mówił prezydent.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński podkreślił, że Zyta Gilowska łączyła polityczne ambicje z politycznymi zdolnościami i bardzo wysokimi kwalifikacjami merytorycznymi.

– To naprawdę nieczęste. Znakomicie się znała na gospodarce, miała wrodzony autorytet, każde jej wystąpienie parlamentarne budziło zainteresowanie, niekiedy grozę wśród naszych przeciwników, ale to była groza pełna szacunku – mówił prezes PiS.

Podkreślił, że była „niezwykłą w bezpośrednim kontakcie, sympatyczną, pełną pomysłów, błyskotliwą, potrafiącą mówić na najróżniejsze tematy, potrafiącą mówić różnego rodzaju paradoksami; mówić o sprawach, ludziach”.

– Była zdecydowana, wymagająca i jednocześnie wyjątkowo wręcz urocza. To rzeczywiście bardzo rzadkie połączenie – dodał.

W ocenie Kaczyńskiego, Zyta Gilowska miała swoją wizję Polski, w szczególności polskiej gospodarki.

– Była głęboko przekonana, że polska gospodarka jest w stanie rozwijać się szybko, jest w stanie rozwijać się o własne zasoby – powiedział.

Według prezesa PiS, jej polityka gospodarcza, wbrew temu, co się jej zarzuca, była prospołeczna.

– W czasie jej rządów, bo to ona rzeczywiście rządziła polską gospodarką, było bardzo wiele posunięć prospołecznych, rozpoczęła się polityka prorodzinna, bardziej intensywnie pomagano wsi – podkreślił.

Kaczyński dodał, że Zyta Gilowska „miała w sobie coś z dobrej gospodyni”.

– Chciała, żeby Polska się nie zadłużała [...] Bardzo dbała, żeby nasze wnuki nie znalazły się w bardzo trudnej sytuacji, by nie miały na sobie brzemienia ogromnego długu – konkretyzował.

Prezes PiS zaznaczył, że to, co Zyta Gilowska zrobiła dla Polski, wystarczy, żeby powiedzieć o niej, że dobrze przysłużyła się Rzeczypospolitej.

Premier Beata Szydło podkreśliła natomiast, że prof. Gilowska wywarła ogromny wpływ na polską politykę, a przede wszystkim na politykę gospodarczą.

– Wszystkie decyzje, które podejmowała, zawsze w ich tle był człowiek. Zastanawiała się, co zrobić, żeby ten szybszy rozwój służył przede wszystkim polskim obywatelom – powiedziała Beata Szydło podczas uroczystości na cmentarzu.

Według niej, Zyta Gilowska była profesorem, samorządowcem, politykiem, ministrem, wicepremierem, „ale przede wszystkim była niezwykłą, mądrą kobietą w polskiej polityce”. – A proszę mi wierzyć, że to nie jest łatwe być kobietą w polityce – zaznaczyła.

Premier przypominała wypowiedzi prof. Gilowskiej w jednym z wywiadów, gdy mówiła, że powinniśmy pamiętać o swoich tradycjach, strzec swego kodu kulturowego, pilnować wartości, w których zostaliśmy wychowani, bo „opłaca się mieć Polskę”.

– Pani Profesor, dziękujemy Pani za Pani wspaniałą, piękną historię – dodała Beata Szydło.

Zyta Gilowska zmarła 5 kwietnia. Miała 66 lat. Była wicepremierem i ministrem finansów w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego.

W lutym 2010 r. powołana została przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w skład Rady Polityki Pieniężnej. Została odwołana z RPP w październiku 2013 r. w związku ze zrzeczeniem się przez nią funkcji.

Zyta Gilowska była absolwentką Wydziału Ekonomii Politycznej Uniwersytetu Warszawskiego. Uczestniczyła w wydarzeniach marcowych, usunięto ją z uczelni w marcu 1968 r. i ponownie przyjęto na studia pod koniec czerwca 1968 r. Od 2001 r. była profesorem zwyczajnym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, autorką ponad 200 publikacji naukowych z zakresu finansów publicznych.

ren/ kop/ kno/ tgo/ mhr/ woj/

RP, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... litej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 23 lip 2016, 07:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Zmarł Iwo Cyprian Pogonowski

Zmarł prof. inż. Iwo Cyprian Pogonowski, wykładowca akademicki, działacz i publicysta polonijny. Wieloletni współpracownik „Naszego Dziennika”. Miał 94 lata.

Obrazek

W czwartek, 21 lipca 2016 r., prof. inż. Iwo Cyprian Pogonowski w stanie ciężkim trafił do szpitala w Stanach Zjednoczonych. Kilka godzin później zmarł.

Prof. inż. Iwo Cyprian Pogonowski urodził się 3 września 1921 r. we Lwowie. Jego ojciec był doktorem filozofii i prawa, a matka malarką.

Profesor brał czynny udział w kampanii wrześniowej. Wojnę spędził w niemieckich więzieniach i obozach. Oswobodzony w 1945 r. trafił do Belgii, gdzie rozpoczął studia na Katolickim Uniwersytecie św. Ignacego w Antwerpii. Następnie pracował w Wenezueli, skąd trafił do Stanów Zjednoczonych. Tam spędził większość swojego życia, poświęcając się pracy naukowej i działalności polonijnej.

Na emigracji zajmował się publicystyką polonijną. Jego teksty ukazywały się przez wiele lat w „Naszym Dzienniku”, gdzie cieszyły się wielkim zainteresowaniem Czytelników. Był wykładowcą akademickim, autorem wielu atlasów i przewodników.

Zmarł w wieku 94 lat.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-polon ... owski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 03 sie 2016, 06:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Człowiek o bardzo miłosiernym sercu

Z ks. dr. Franciszkiem Ślusarczykiem, rektorem sanktuarium Bożego Miłosierdzia, rozmawia Małgorzata Pabis.

Odszedł od nas wielki czciciel Bożego Miłosierdzia. Jak Ksiądz Prałat wspomina ks. kard. Franciszka Macharskiego?
– Postać ks. kard. Franciszka Macharskiego jest związana przede wszystkim z kultem Bożego Miłosierdzia i on w tej tajemnicy zapisał piękne karty. Był apostołem Bożego Miłosierdzia od czasów okupacji, podobnie jak Karol Wojtyła. Potem, kiedy został biskupem, to właśnie w jego herbie pojawiły się słowa: „Jezu, ufam Tobie”. To był program jego pasterskiej posługi nie tylko wobec Kościoła krakowskiego, ale powszechnego. Po beatyfikacji i kanonizacji św. Siostry Faustyny ten kult cały czas wzrastał, dojrzewał i dlatego też była konieczność zbudowania potężnej świątyni Bożego Miłosierdzia. Przy wejściu do bazyliki znajduje się Kamień z Golgoty, który pobłogosławił św. Jan Paweł II podczas pielgrzymki w Łagiewnikach, a później wmurował ten kamień węgielny właśnie ks. kard. Franciszek Macharski. On jest jakby fundamentem nie tylko tej świątyni, ale rozwoju kultu Bożego Miłosierdzia. On nie tylko to miłosierdzie głosił. On to miłosierdzie nieustannie czynił poprzez konkretne czyny, całe dzieło Caritas, domy opieki, domy miłosierdzia – to wszystko powstawało z jego inspiracji. Także dzięki jego postawie troski o wiernych, o kształtowanie duchowe powstała ogromna rzesza nowych świątyń, kiedy upadł komunizm i pojawiły się nowe możliwości. On nieustannie głosił to orędzie Bożego Miłosierdzia i o to miłosierdzie nieustannie się troszczył. To właśnie ks. kard. Macharski zaprowadził w Łagiewnikach trzecie piątki miesiąca ku czci Bożego Miłosierdzia. Jeśli mógł, to sam przybywał osobiście i odprawiał Msze Święte, wypraszając Boże Miłosierdzie dla całego świata.

Niedawno pokazywał mi Ksiądz zdjęcie ks. kard. Macharskiego, który odwiedził sanktuarium w Łagiewnikach...
– Swoje ostatnie urodziny – 20 maja – chciał przeżywać koniecznie właśnie w sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Wraz z nim przybyli także ks. kard. Marian Jaworski, ks. bp Grzegorz Ryś, ks. bp Jan Zając oraz ks. Robert Tyrała. Wszyscy razem odprawiliśmy Mszę Świętą przed obrazem Pana Jezusa Miłosiernego. Później spotkaliśmy się przy stole. Ks. kard. Macharski był ogromnie szczęśliwy, rozradowany, że może ten ważny dzień w swoim życiu przeżywać właśnie tak blisko Pana Jezusa Miłosiernego. On to miejsce umiłował całym sercem. Ciągle do niego powracał.

Można chyba powiedzieć, że całe swoje życie ks. kard. Macharski związał z Bożym Miłosierdziem.
– W duchu miłosierdzia. Myślę, że takimi szczególnymi jego przewodnikami na tej drodze byli: św. Brat Albert, św. Siostra Faustyna i św. Jan Paweł II, z którym uzgadniał wszystkie ważniejsze decyzje w swoim pasterskim posługiwaniu, także decyzję o budowie sanktuarium Bożego Miłosierdzia, o rozwoju kultu Bożego Miłosierdzia i o kolejnych pielgrzymkach. To dzięki jego zapobiegliwości Ojciec Święty, mimo że był już bardzo schorowany i cierpiący, przybył tu, do Łagiewnik, dokonał konsekracji tej świątyni i właśnie wtedy zawierzył cały świat Bożemu Miłosierdziu. To taka piękna pieczęć, że właśnie w tym miejscu Pan Jezus chce udzielać swoich łask wszystkim przybywającym tu pielgrzymom.

Dzisiaj do grona apostołów Bożego Miłosierdzia – myślę, że już jako orędownik z Nieba – dołączył ks. kard. Franciszek Macharski. Człowiek o bardzo miłosiernym sercu.

Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... sercu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 06 sie 2016, 09:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/08/0 ... gonowskim/

Wspomnienie o prof. Iwo Cyprianie Pogonowskim
Posted by Marucha w dniu 2016-08-04 (czwartek)

Obrazek

Z opóźnieniem reagujemy na śmierć wybitnego Polaka działającego na emigracji.
Admin.


Zmarł prof. inż. Iwo Cyprian Pogonowski, wykładowca akademicki, działacz i publicysta polonijny. Miał 94 lata.
W czwartek, 21 lipca 2016 r., prof. inż. Iwo Cyprian Pogonowski w stanie ciężkim trafił do szpitala w Stanach Zjednoczonych. Kilka godzin później zmarł.
Inż. Iwo Cyprian Pogonowski urodził się 3 września 1921 r. we Lwowie. Jego ojciec był doktorem filozofii i prawa, a matka malarką. Profesor brał czynny udział w kampanii wrześniowej. Wojnę spędził w niemieckich więzieniach i obozach.
Oswobodzony w 1945 r. trafił do Belgii, gdzie rozpoczął studia na Katolickim Uniwersytecie św. Ignacego w Antwerpii. Następnie pracował w Wenezueli, skąd trafił do Stanów Zjednoczonych. Tam spędził większość swojego życia, poświęcając się pracy naukowej i działalności polonijnej.
Na emigracji zajmował się publicystyką polonijną.Był wykładowcą akademickim, autorem wielu atlasów i przewodników. Zmarł w wieku 94 lat.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-polon ... owski.html

* * *

Obrazek
Prof. Pogonowski z żoną


Człowiek wielu talentów: Iwo Cyprian Pogonowski (1921-2016)

Nie ma jednego określenia, którym można opisać prof. inż. Iwa Cypriana Pogonowskiego. To człowiek o wielu talentach.
Z zawodu – inżynier budowlany i przemysłowy oraz wynalazca, ale też autor słowników, atlasów oraz publicysta i działacz polonijny. Zmarł 21 lipca br. Miał 94 lata.
Iwo Cyprian Pogonowski urodził się 3 września 1921 r. we Lwowie w rodzinie o głębokich tradycjach patriotycznych. Jego ojciec – Jerzy – doktor slawistyki i prawa, w czasie II wojny światowej był torturowany przez gestapo przy alei Szucha w Warszawie. Matka Wanda z Żygulskich, malarka i rzeźbiarka, walczyła w powstaniu warszawskim, gdzie została poważnie ranna.
Była też więziona na Pawiaku. W powstaniu warszawskim zginął jego ukochany brat Krzysztof. Wuj Iwa Cypriana – Adam Pogonowski, oficer Legii Akademickiej, spoczywa na Cmentarzu Orląt Lwowskich, a kuzyn ojca – Stefan zginął pod Radzyminem w bitwie warszawskiej w sierpniu 1920 r.
Gdy wybuchła II wojna światowa, Iwo Cyprian również postanowił przyłączyć się do walki w obronie ojczyzny. Przemaszerował 750 km w kampanii wrześniowej, potem opuścił Warszawę z zamiarem wstąpienia do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Niestety, został aresztowany 30 grudnia 1939 r. w Dukli i potem przez pięć lat przetrzymywany w obozach i więzieniach, m.in. w Barwinku, Krośnie, Jaśle, Tarnowie. We wrześniu 1940 r. trafił do obozu Oranienburg-Sachsenhausen, gdzie przebywał do końca wojny.
W kwietniu 1945 r. wziął udział w tzw. marszu śmierci z Sachsenhausen do Schwerina i po przybyciu do Schwerina, 2 maja, został oswobodzony. Jak czytamy we wstępie do jego książki „Świat po amerykańsku”, pobyt w obozach bardzo wycieńczył młodego Pogonowskiego – „o ile w 1939 r. ważył 80 kg, to tuż po wyzwoleniu – tylko 50 kg”.
Niektóre z okrutnych wspomnień wojennych opisał w artykule, który znalazł się w publikacji Richarda C. Lukasa „Out of the Inferno: Poles remeber the holocaust”.
Na szczęście wojna nie zniszczyła u Iwa Cypriana Pogonowskiego jego patriotyzmu, pasji i chęci zdobywania świata. Jego życie pełne było sukcesów zawodowych oraz osiągnięć w działalności na rzecz propagowania kultury, historii i języka polskiego.
Tuż po wojnie 23-letni Iwo Pogonowski podjął studia na wydziale handlowym (Institute Superieur de Commerce) na Katolickim Uniwersytecie św. Ignacego w Antwerpii. W latach 50. ukończył kierunki inżynieria budowlana i inżynieria przemysłowa na University of Tennessee i tam też pracował, wykładając geometrię opisową.
Życie zawodowe związał jednak z przemysłem naftowym. Już w latach 1947–1950 pracował w tym sektorze w Wenezueli, a potem przeszedł szkolenia z zakresu zarządzania w Shell Oil Company i podjął pracę w Nowym Orleanie, gdzie projektował maszyny wiertnicze oraz służące do wydobywania ropy naftowej.
Jego dalsza kariera zawodowa, którą od 1960 r. związał z Texaco Research and Development w Teksasie, skupiona była na projektowaniu przemysłowym i zaowocowała 50 patentami i licznymi wynalazkami.
Praca inżyniera, która wymaga ścisłego umysłu, nie przeszkodziła Polakowi w rozwijaniu innych zainteresowań, w tym z zakresu historii i lingwistyki. „Obdarzony nieprzeciętną wrażliwością społeczną, talentem krytycznej obserwacji i silnym charakterem, a ponadto zatroskany o kraj ojczysty i żywo zainteresowany przemianami na świecie, jakie dokonują się również pod wpływem polityki amerykańskiej, profesor Pogonowski od lat podejmuje rozmaite inicjatywy, których celem jest przybliżenie Polakom, Polonii i Amerykanom historii i kultury polskiej” – czytamy we wstępie do książki „Świat po amerykańsku”.
Iwo Pogonowski ma na swoim koncie liczne publikacje. Stworzył słowniki polsko-angielskie i angielsko-polskie – w wersji pełnej i podręcznej, które sprzedały się w około 25 milionach egzemplarzy. Można z nich również skorzystać na jego stronie internetowej
http://www.pogonowski.com.
Tam też znaleźć można stworzone przez niego rozmówki polsko-angielskie i angielsko-polskie, przewodnik do wymowy polskich głosek, które autor stworzył z myślą o osobach niepolskojęzycznych czy przewodnik po polskich liczbach i systemach miar (polskiej, amerykańskiej i brytyjskiej).
Pasja do historii Iwa Pogonowskiego zaowocowała wydaniem historycznego atlasu Polski, przedstawiającego dzieje Polski począwszy od dynastii Piastów do roku 1569 r.
Ponadto stworzył on wiele map z opisami ważnych wydarzeń w XX-wiecznej historii Polski. Do tej serii zaliczyć można np. mapę pt. „Wojna polsko-sowiecką 1919-1920”, która zawiera m.in. informacje dotyczące kierunku działań wojennych, liczby żołnierzy biorących udział w wojnie po obu stronach. Podobnie jest z mapą „Powstanie warszawskie” – jeden rzut oka na nią daje obraz działań powstańczych i informację o najważniejszych jego faktach.
Na początku lat 90. ubiegłego wieku Pogonowski podjął się przetłumaczenia z języka rosyjskiego na angielski XIX-wiecznego „Katechizmu rewolucjonisty”. W 1993 r. natomiast wydał książkę „Jews in Poland – a Documentary History”, w której przedstawia 1000-letnią historię Żydów w Polsce zakończoną holokaustem i utworzeniem narodu żydowskiego w Izraelu.
„Pan Pogonowski, który sam wiele przeszedł z rąk nazistów, zebrał ogrom materiału dotyczącego historii Żydów w Polsce i jej tragicznego finału. W przeciwieństwie do powszechnego przekonania, historia polskich Żydów nie zawsze była historią biedy i prześladowania. Przez wiele lat Żydzi żyli w Polsce jak w niebie” – napisał we wstępie do książki Richerd Pipes, profesor historii z Harvard University i kolega Pogonowskiego ze szkolnych lat.
Inne znaczące dzieła Pogonowskiego to „Heraldyka”, „Poland: An Illustrated History”, która w Barnes & Noble sprzedała się w 40 tysiącach egzemplarzy, „Hegemonia – On US Foreign Policy” oraz „Pierwsza demokracja w nowożytnej Europie: milion wolnych obywateli w Polsce w 1600 roku”.
Iwo Pogonowski jest autorem wielu recenzji i komentarzy historyczno-politycznych, które publikował na wspomnianej już swojej stronie internetowej i w polskiej prasie (jeden z nich drukujemy obok).
W książce „Świat po amerykańsku” zostały zebrane artykuły profesora, które ukazały się w „Naszym Dzienniku”. W tekstach tych autor komentował sytuację polityczno-gospodarczą USA, krytykował wojnę w Iraku, analizował ataki terrorystyczne z 11 września, przedstawiał wizję przyszłości Stanów Zjednoczonych, wypowiadał się o demokracji, wojnie, o stosunkach polsko-żydowskich i amerykańsko-izraelskich, na temat muzułmanów i ich ekspansji w Europie.
W felietonach tych jawi się jako wnikliwy obserwator tego, co się dzieje w Polsce, w Stanach Zjednoczonych oraz na całym świecie, wykazując się wiedzą i umiejętnością analizy.
„Mam dobrą pamięć, a poza tym pochodzę z rodziny, gdzie ceniło się naukę – powiedział Pogonowski w 2014 r. „Nowemu Dziennikowi” zapytany, skąd u niego pasja do historii i ogromna wiedza z tego zakresu. – Zawsze się zajmowałem prawdą historyczną, a ta prawda, niestety, była gwałcona przez Sowietów.
Ludzie w Polsce nie wiedzą podstawowych rzeczy, np. tego, dlaczego Polska została napadnięta w czasie II wojny światowej i jaką rolę w niej odegrała”. Dlatego Pogonowski często podważał w swoich publikacjach i wystąpieniach telewizyjnych informacje historyczne dotyczące Polski i II wojny światowej, które jego zdaniem były nieprawdziwe.
Iwo Cyprian Pogonowski, który przez lata mieszkał na Florydzie, w 2002 r. otrzymał Medal Polonia Mater Nostra Est – przyznawany Polakom i obcokrajowcom oraz organizacjom za specjalne zasługi dla narodu i państwa polskiego, nadawany jest przez Społeczną Fundację Pamięci Narodu Polskiego. W lutym 2014 r. na Balu Polonaise Instytutu Kultury Polskiej w Miami został odznaczony za wybitne osiągnięcia z zakresu inżynierii i promowania polskiej historii i kultury.

Autor: AS

http://www.dziennik.com/wiadomosci/arty ... -1921-2016


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 08 sie 2017, 19:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=89686

Wspomnienie: Iwo Cyprian Pogonowski
Opublikowano 2 listopada 2016, autor: emka

Obrazek
Iwo Cyprian Pogonowski

Marek Jan Chodakiewicz wspomina Iwo Cypriana Pogonowskiego – człowieka renesansu: inżyniera przemysłu naftowego, literata, koniarza, szermierza, farmera, wykładowcę akademickiego, architekta, rzeźbiarza i malarza, lingwistę, historyka. Lwowianina żyjącego według dewizy swego miasta: „Semper Fidelis.”
W starej Rzeczypospolitej był taki zwyczaj, że gdy umarł zacny obywatel, szczególnie żołnierz wyśmienity, podczas mszy pogrzebowej do kościoła wjeżdżał rycerz w pełnej zbroi i spadał z konia przy trumnie żegnanego szlachcica. Ksiądz wzywał go do zmartwychwstania, do przyjścia znów na pomoc Ojczyźnie w potrzebie. Takie było symboliczne pogrzebanie. Tak powinniśmy żegnać mego przyjaciela, Iwo Cypriana Pogonowskiego.
Inżynier Iwo Cyprian Pogonowski (ur. 3 września 1921 r. we Lwowie – zm. 21 lipca 2016 r. w Sarasota na Florydzie, USA) – człowiek renesansu: inżynier przemysłu naftowego, literat, koniarz, szermierz, farmer, wykładowca akademicki, architekt, rzeźbiarz i malarz, lingwista, historyk. Lwowianin żyjący według dewizy swego miasta: „Semper Fidelis”. Szlachcic herbu Ogończyk. Żonaty przez 59 lat z dr. med. Magdaleną z Czarnków herbu Półkozic. Jej ojciec, Zbigniew Czarnek, był płk. WP, lekarzem, zamordowanym w Katyniu, a brat Stanisław, podporucznik AK, przeszedł przez Auschwitz, Gross-Rosen, a zamęczony został w KL Mittlebau.
Iwo Cyprian Pogonowski urodził się w rodzinie inteligenckiej, wielce świadomej swego szlacheckiego pochodzenia. Wywodzą się z Podlasia. Mają rozpisane drzewo rodowe mniej więcej od bitwy pod Grunwaldem.
Z domu wyniósł patriotyzm i umiłowanie tradycji, wraz z szaloną erudycją. Jego ojciec Jerzy był adwokatem i dyplomatą z dwoma doktoratami: z historii prawa i literatury słowiańskiej. Był też kronikarzem, historykiem, tłumaczem i genealogiem. Matka Wanda z Żygulskich była rzeźbiarką, malarką i pianistką. W domu był jeszcze młodszy brat Iwa, Krzyś.
W zasadzie rodzina prowadziła żywot miejski. Ojciec był w MSZ, ale prowadził też kancelarię prawną. Iwo w niej terminował jako nastolatek. A Iwo był krnąbrny i urwisowaty. Hardy, honorowy i dumny. Ale przede wszystkim błyskotliwy. Życie miejskie, warszawskie pp. Pogonowskich przerywane było wyprawami do majątków rodziny i przyjaciół. Tam Iwo uczył się strzelać, także z łuku. W dzieciństwie Ojciec przyłożył go również do szermierki. Iwo raz zademonstrował mi jak się fechtuje dwoma szablami na raz. Lekcje fechtunku też miały miejsce konno.
Iwo trafił do gimnazjum Kreczmara, gdzie był w jednej klasie z Rysiem Pipesem, znanym dziś historykiem Rosji. Richard Pipes napisał nawet wstęp do jednej z książek Iwa.
Najważniejsza dla Iwa była Prawda. O nią się stale wykłócał, stąd na przykład gorące zaangażowanie w sprawę Jedwabnego. Tak go uczono w domu. A najcenniejsze wzorce to służba społeczeństwu. Pogonowscy od zawsze służyli Rzeczypospolitej. Ojciec walczył o Lwów w stopniu kaprala. Jego brat kpt. dr. Adam Pogonowski, weteran wojny z Ukraińcami, poległ w obronie miasta Semper Fidelis przed bolszewikami 8 sierpnia 1920. Kuzyn ojca, por. Stefan Pogonowski z 15 pułku strzelców kaniowskich padł wiodąc pierwszy atak na czerwonych na przedsionku Warszawy 15 sierpnia 1920 r.
Heroizm miał zaszczepiony w domu. Miał go w krwi. Gdy wybuchła II wojna światowa, Iwo właśnie kończył 18 lat. 7 września na apel płk. Umiastowskiego wraz z oddziałem junackim odszedł na wschód. Tam miał otrzymać broń i walczyć. Nie udało się, wszystko poszło w rozsypkę. Iwo zrzucił mundur i przemknął się do Warszawy. Tam zastał zbombardowany dom, spaloną bibliotekę. Wnet matkę zaaresztowało Gestapo. Wylądowała na Pawiaku.
Po świętach bożonarodzeniowych w grudniu 1939 r. Iwo wyszedł z Warszawy. Postanowił przebijać się do Francji, do wojska. Złapali go na granicy z Węgrami ukraińscy chłopi. Po prostu wskazali obcego policji niemieckiej. Było to w styczniu 1940 r. Uwięziono go w Krośnie, Jaśle, a potem Tarnowie. W sierpniu 1940 r. jednym z pierwszych transportów posłano go do Auschwitz. Okazało się, że dla wszystkich jeszcze nie było miejsca. Wyładowano część transportu, ale Iwo wraz z innymi współwięźniami czekali na bocznicy w wagonie. Po dwóch dobach oczekiwania zdecydowano się ich nie rozładowywać, a wysłano do Sachsenhausen-Oranienburg. Podróżowali głodni, spragnieni. Wywalono ich z wagonu, posypały się na nich kopniaki, przekleństwa.
Wbiło mi się w głowę kilka opowieści Iwa o niemieckich lagrach. O tym jak przeżył gruźlicę, stracił ponad 30 kilo wagi, ale kolega Kazimierz Więcek dał się prześwietlić za niego (dzięki dr. Stanisławowi Kellus-Krauzowi). I Iwo dlatego przeżył selekcję, nie poszedł do gazu. Chyba najbardziej niesamowita historyjka to ta, gdy Iwo podpadł kapo i trafił do komanda śmierci. Przeżył, bo nauczył się spać chodząc. Po prostu niósł wraz ze współwięźniami belkę i drzemał. Budził się jak trzeba było ją zrzucić, a potem znów spał.
W obozie Iwo wyrobił w sobie niesamowity odruch błyskawiczności i inicjatywy. I to mu kilkakrotnie ratowało życie, a służyło świetnie również po wojnie. W kwietniu 1945 r. Iwo i innych współwięźniów popędzono na marsz śmierci. 6 maja zmordowana kolumna ledwo słaniających się na nogach więźniów usłyszała komendę: „Halt!” Następnie oficer szczeknął do SS-manów: „Odbić na lewo.” Iwo natychmiast zrozumiał, że szykuje się egzekucja. Chwycił kolegę za ramię, szarpnął, wskoczyli do rowu. Rozległy się salwy. Na Iwa posypały się posiekane, krwawiące ciała. Siedział jak trusia. Przeżył on i kolega. Niedługo potem pojawili się Amerykanie, traf chciał, że byli wśród nich polskiego pochodzenia chłopacy z Chicago. Dogadali się. Amerykanie zebrali okolicznych Niemców-cywili i kazali im grzebać wymordowanych więźniów.
Iwo poszedł na zachód. Nie chciał zemsty. Z niesmakiem odpowiadał mi jak był świadkiem, gdy wracający z przymusowych robót Polacy złapali żołnierza niemieckiego na stacji i skatowali do nieprzytomności, zrywając mu buciorami ucho. „To nie po rycersku, nasz lud potrafi być okrutny”, komentował. Pan Bóg nad Iwem czuwał dalej. Uniknął zagonu sowieckiego i trafił do swoich, do Maczkowa.
Wnet nawiązał kontakt z rodziną w kraju. Dowiedział się, że i matka i ojciec ledwo przeżyli więzienie Gestapo. Jego stryjna, dr. Maria Pogonowska zginęła w sowieckich kazamatach we Lwowie. Jego kuzyn Janusz Pogonowski został powieszony w Auschwitz, a nastoletni brat Krzysztof zginął w Powstaniu Warszawskim pod koniec sierpnia 1944 na Starym Mieście. Walczył w plutonie „Mieczyków” wywodzącym się z Konfederacji Narodu. Matka Iwa była w powstaniu ciężko ranna. Rodzina właściwie straciła wszystko. Ojciec zabronił wracać mu do Polski, która znalazła się pod sowiecką okupacją. Z kraju dochodziły wieści o komunistycznym terrorze, aresztowaniach, wywózkach, egzekucjach, pacyfikacjach i walce.
Cudownie ocalony Iwo chciał do Wojska Polskiego. Ale władze polskie wolały, aby doszedł do siebie i zabrał się za studia. Udało mu się uzyskać stypendium w jezuickim Uniwersytecie św. Ignacego Loyoli w Antwerpii (dzisiejszy Uniwersytet Antwerpski) na wydziale handlowym. Po dwóch latach skończyły się fundusze. Iwowi udało się uzyskać zapomogę ONZ i wyemigrował do Wenezueli, gdzie pracował jako kreślarz. Zapoznał się też z tamtejszym, jeszcze wtedy będącym raczej w powijakach, przemysłem naftowym.
W 1949 r. zachorował na chorobę Heine-Medina. Sparaliżowało go. Tylko żelaznym wysiłkiem woli powrócił do zdrowia, ale nie całkiem. Choroba dopędziła go w starszym wieku. Po przejściu na emeryturę poruszał się na dwóch laskach albo jeździł wózkiem inwalidzkim. Pchałem go często, chyba ostatnią wielką frajdę, jaką mu urządziliśmy, to zabraliśmy Iwo z Magdą (oraz grupą innych przyjaciół, a w tym i pp. Poncetami) na bal The American Institute of Polish Culture w Miami, gdzie kręcąc się w wózku tańczył z przemiłą panią major, spadochroniarzem US Army.
W 1950 r. Iwo, jako uchodźca polityczny przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych. Pomagał mu w tym znajomy pisarz Clarence Pendelton oraz senator William Fulbright. W USA natychmiast wstąpił na wydział inżynierski University of Tennessee. Ukończył najpierw licencjat (BS) a potem magisterium (MS) w inżynierii. Jako student utrzymywał się m.in. wykładając geometrię. Wolałby studiować nauki humanistyczne, ale trzeba było z czegoś żyć, powiadał.
W 1955 r. przyjęła go do pracy prestiżowa firma Shell Oil. Zajmował się projektami naftowymi m.in. w stanie Luizjana i Texas. Miał ponad 50 patentów. Chyba najważniejszym wynalazkiem była platforma wiertnicza-trójnóg, inna to sześciokąt. Te pionierskie rozwiązania ograniczyły do dużego stopnia przypadki wywracania się platform podczas sztormów i huraganów.
Od 1972 r. Iwo Pogonowskki nauczał inżynierii oceanicznej i naftowej na prestiżowej Virginia Polytechnic Institute and University (Virginia Tech) w Blacksburg, w stanie Wirginia. I coraz bardziej poświęcał się humanistyce, szczególnie lingwistyce, a właściwie wszystkiemu co dotyczyło Polski i jej kultury oraz historii. Raz na publicznym odczycie skorygował badziewia Czesława Miłosza, który potem gniewnie odgryzł się na łamach Kultury. Zdenerwowany, że „jakiś inżynier” ośmielił się mieć opinię o literaturze. A Iwo nic sobie z tego nie robił. Ukoronowaniem jego pracy był trzy tomowy Unabridged Polish-English Dictionary. Wydanie skrócone tego dzieła jest absolutnym bestsellerem. Miało przynajmniej pięć edycji i służy każdej nowej fali emigrantów z Polski do krajów anglojęzycznych do dnia dzisiejszego. W 1987 r. Iwo opublikował Poland: A Historical Atlas zawierający mapy i odredakcyjny komentarz; oprócz tego w 1993 r. wyszło jego dzieło Jews in Poland: Rise of the Jews as a Nation from Congressus Judaicus. Dzieło to docenili tacy jak Richard Pipes i Zbigniew Brzeziński.
Iwo był wielkim zwolennikiem polsko-żydowskiego dialogu i przyjaźni. Ale uważał, że wszystko powinno odbywać się w oparciu o prawdę historyczną i wzajemność. A z tym z ubiegiem lat było coraz bardziej krucho. Pod koniec lat 90. pokłócił się nawet z Janem Karskim o Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Ostatnią ekspozycją tej wystawy jest informacja pogromie w Kielcach. Iwo wściekł się. Podkreślał, że nie godzi się twierdzić, że Kielce to był ostatni akt Holocaustu. Wychodzi na to, że Zagładę Żydów popełnili jacyś tam naziści, a skończyli Polacy. Karski się obraził, wyszedł, trzasnął drzwiami i nigdy już nie rozmawiali. A przyjaźnili się kilkadziesiąt lat. Iwo opowiadał, że Jan Karski był taki jak on – polski patriota. Ale nikt o nim nie wiedział, nikt nie zwracał uwagi, dopóki Elie Wiesel go nie wyciągnął z mroków historii pod koniec lata siedemdziesiątych. I wtedy Karski zaczął wczuwać się w rolę. Z politycznego kuriera polskiego podziemia stał się posłańcem z Polski do USA właściwie wyłącznie w sprawie Holocaustu. Taka metamorfoza.
U Iwa też nastąpiła metamorfoza. Wściekł się na Upiorną dekadę Jana Tomasza Grossa, któremu od dawna nie ufał bowiem jego znajomy Stefan Korboński chyba w 1980 r. bardzo negatywnie ocenił najwcześniejszą pracę socjologa dotyczącą okupacji niemieckiej w Polsce. Kroplą, która przelała czarę goryczy była sprawa Jedwabnego. Iwo poświęcił się absolutnie odkłamaniu „grossjady”. Była to jego ostatnia wielka wojna. Nigdy nie był cierpliwy. Tutaj dwoił się i troił. Działał błyskawicznie. Popędzał mnie – zresztą zgodnie ze swoim kolegą profesorem Marianem Kamilem Dziewanowskim. Wyskakiwał przed szereg. Publikował. „Jak post-PRLowska inteligencja chce być na kolanach, to dobrze. Ja będę pisać dla ludu, prości ludzie prędzej zrozumieją logikę, bo nie są tak otwarci na wyrafinowaną propagandę grossjady”. Zaczął współpracować z Radio Maryja i „Naszym Dziennikiem”, z Arcanami.
Do końca pozostał wierny zasadzie „in corpore sano spiritus sanus”. Gimnastykował się codziennie, potrafił nogę założyć niemal na głowę, jeździł na skonstruowanym przez siebie rowerem. Był niecierpliwie błyskotliwy. Używał skrótów myślowych. Był osobą publiczną, co często powodowało kłopoty rodzinne. Najbliżsi bowiem najbardziej doświadczali jego bojów. A on walczył bez przerwy o to, co święte, piękne i dobre. Nigdy nie poddawał się i zawsze został sobą.
Cześć pamięci ostatniego husarza I RP.

Marek Jan Chodakiewicz

Washington, DC, 28 września 2016
www.iwp.edu

za: http://www.portal.arcana.pl/Wspomnienie ... ,4491.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 14 wrz 2017, 12:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Zmarł ks. bp Kazimierz Ryczan

Obrazek

Komunikat biskupa kieleckiego Jana Piotrowskiego po śmierci ks. bp. Kazimierza Ryczana.

Informacja o śmierci Śp. Księdza Biskupa Kazimierza Ryczana

Z głębokim bólem informuję, że w dniu 13 września 2017 r. po długiej i ciężkiej chorobie, zaopatrzony Sakramentami Świętymi, odszedł do Pana Śp. Ksiądz Biskup Kazimierz Ryczan, biskup senior diecezji kieleckiej. Informacja o uroczystościach pogrzebowych zostanie podana w najbliższym czasie.

Śp. Ksiądz Biskup Kazimierz Ryczan urodził się 10 lutego 1939 r. w Żurawicy koło Przemyśla, w rodzinie Stanisława i Joanny. Uczęszczał do Szkoły Podstawowej w Żurawicy, a potem do II Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Morawskiego w Przemyślu. W 1956 r. rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu, przerwane dwuletnią służbą wojskową w Morągu. Święcenia prezbiteratu przyjął 16 czerwca 1963 r. w Przemyślu z rąk ks. biskupa Franciszka Bardy. Po święceniach posługiwał w parafii Szebnie, a potem w Rzeszowie. Następnie został skierowany na studia specjalistyczne na KUL. Po ich ukończeniu pracował jako duszpasterz akademicki w Rzeszowie, a w 1976 r. został pracownikiem naukowym KUL. W 1992 r. uzyskał stopień doktora habilitowanego i został powołany na Kierownika Katedry Socjologii Religii w Instytucie Teologii Pastoralnej KUL.

Biskupem kieleckim został mianowany 17 lipca 1993 r. Kanonicznie objął diecezję w dniu 9 września 1993 r. W dniu 11 września 1993 r. miała miejsce uroczystość konsekracji Księdza Biskupa. W liście inauguracyjnym skierowanym do kapłanów, sióstr zakonnych i wszystkich wierzących diecezji kieleckiej, odczytanym w kościołach diecezji kieleckiej, Ksiądz Biskup napisał: „chciałbym, abyśmy w cieniu krzyża, w zasięgu macierzyńskich oczu Maryi tworzyli wspólnotę wierzących”. Od tego momentu te trzy elementy: Krzyż, Maryja i Wspólnota stały się kluczem do zrozumienia Jego posługi biskupiej w Kościele Kieleckim, którą pełnił przez 21 lat. Od 11 października do 28 listopada 2014 r., tj. do czasu mianowania nowego biskupa, był Administratorem Apostolskim Diecezji Kieleckiej.

Ksiądz Biskup Kazimierz Ryczan w ramach Konferencji Episkopatu Polski należał przez dwie kadencje do Rady Stałej. W 1994 r. objął funkcję przewodniczącego Komisji Społecznej. W 2008 r. został delegatem ds. Duszpasterstwa Ludzi Pracy. Ponadto był w składzie Rady Naukowej. W 2009 r. został odznaczony przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Złotym Medalem za Długoletnią Służbę. W 2013 r. nadano mu tytuł honorowego obywatela Kielc. Otrzymał również honorowe obywatelstwo gminy Żurawica. W 1996 został przyjęty w poczet członków Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie.

† Jan Piotrowski
BISKUP KIELECKI

www.episkopat.pl

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... yczan.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 18 lis 2017, 09:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Legenda polskiego lotnictwa

Zmarł legendarny żołnierz II wojny światowej – podpułkownik Franciszek Kornicki. Wybitny pilot Dywizjonu 303 i dowódca Dywizjonu 308.

Obrazek

Ppłk Franciszek Kornicki urodził się 18 grudnia 1916 r. w Wereszynie na Lubelszczyźnie. Przez całe swoje życie był związany z lotnictwem, a szczególnie z myśliwcami. Ukończył Szkołę Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Był uczestnikiem wojny obronnej 1939 r. Po wkroczeniu Sowietów uciekł do Rumunii, skąd przedostał się do Francji. W związku z kapitulacją Francuzów dostał rozkaz ewakuacji do Wielkiej Brytanii.

Tam został pilotem 307. Dywizjonu Myśliwskiego Nocnego „Lwowskich Puchaczy”. Wkrótce zmieniono mu przydział i 11 października 1940 r. zasilił Dywizjon 303. Kilkakrotnie zmieniał miejsce stacjonowania, aby 12 lutego 1943 r. objąć dowództwo nad Dywizjonem 308. Tym samym został najmłodszym dowódcą dywizjonu w Polskich Siłach Powietrznych. Po wojnie nie chciał wracać Polski rządzonej przez komunistów. Pozostał w Wielkiej Brytanii. Powrócił do pilotowania samolotami, zasilając Królewskie Siły Powietrzne, gdzie uzyskał rangę majora.

Za swoje wybitne zasługi był wielokrotnie nagradzany. Został kawalerem Krzyża Srebrnego Orderu Virtuti Militari, Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski i trzykrotnie Krzyża Walecznych. We wrześniu 2017 r. głosami internautów zwyciężył w plebiscycie Muzeum Królewskich Sił Powietrznych i dziennika „The Telegraph” na bohatera wystawy na stulecie RAF. Zmarł w czwartek w wieku 100 lat.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ictwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 24 sty 2018, 20:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
To jest dla nas smutna i bolesna wiadomość, którą otrzymaliśmy od Rodziny naszego redakcyjnego Kolegi, Asindzieja.
Kilka dni temu Asindziej zmarł.
Straciliśmy oddanego Bogu, Polsce, Dobru, Prawdzie i Pięknu, szlachetnego Człowieka.
Straciliśmy Rycerza Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, druha i brata duchowego.

Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie,
a Światłość Wiekuista niechaj Mu świeci.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 24 sty 2018, 21:30 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7509
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie,
a Światłość Wiekuista niechaj Mu świeci.


Odpoczywaj w pokoju Przyjacielu.
Będzie nam Ciebie brakowało.
R.I.P.+

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /