Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 08 wrz 2012, 10:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Mistrz z pasją

Obrazek

Po nagłej i tragicznej śmierci profesora Józefa Szaniawskiego zmarł profesor Jerzy Urbanowicz, wybitny matematyk, społecznik, doradca Antoniego Macierewicza, wydawca, a w ostatnich latach autor licznych artykułów poświęconych tematyce bezpieczeństwa teleinformatycznego Polski. Publikował również w "Naszym Dzienniku".


Profesor Jerzy Urbanowicz był wymagającym, ale sprawiedliwym współpracownikiem mimo ogromnego dorobku naukowego, pozycji akademickiej miał dystans do siebie.
Jego prawdziwą pasją była matematyka. Lubił chwalić się osiągnięciami swoich byłych studentów.

Był profesorem w Instytucie Matematycznym i Instytucie Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk.

Marcin Gugulski poznał prof. Jerzego Urbanowicza na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego: "40 lat temu Andrzej Schinzel uczył najmłodszych adeptów tego fachu, że jest tu jak w cechu, bo "matematyk to ktoś, kogo matematyk uważa za matematyka" i dopinając rekurencyjną definicję dodawał, że matematykiem był Karol Fryderyk Gauss. Matematykiem był też prof. Wacław Sierpiński, który był nauczycielem prof. Schinzla i jemu przekazał prowadzenie swego seminarium z teorii liczb, a w 1920 roku skutecznie łamał bolszewickie szyfry wojskowe.

Od lat piątkowe seminarium z teorii liczb w Instytucie Matematycznym PAN na ul. Śniadeckich prof. Schinzel firmował wspólnie z profesorem Urbanowiczem. Ale profesor Urbanowicz był nie tylko matematykiem. Poznałem go w połowie lat 70. na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego, o czym mi z detalami przypomniał w czerwcu 1989 roku, po debacie przedwyborczej Jacek Kuroń - mec. Władysław Siła-Nowicki w warszawskim kinie "Wisła".

Spotykaliśmy się potem przy różnych innych niematematycznych okazjach, najdłużej w trakcie pracy w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, a ostatnio w Sejmie na jednej z konferencji. W ostatnich miesiącach życia z właściwą sobie energią zaangażował się w organizację smoleńskiej konferencji naukowej na Politechnice Warszawskiej. Nigdy nie słyszałem, by mówił, że czegoś nie da się zrobić. A gdy oceniał, że może być trudno, to tylko po to, by z błyskiem w oku zabrać się za rozwiązywanie problemu" - kończy swoje wspomnienie Marcin Gugulski.

Nowe szyfry SKW

Jerzy zachowywał się tak, bo sprawy Polski żywo go poruszały. Mimo ciężkiej choroby żył jej problemami. W 2006 r., po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, zaangażował się w budowę Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Został doradcą Antoniego Macierewicza. Jego ocena WSI była jednoznaczna: "To, co zobaczyliśmy, można nazwać technologiczną zapaścią. Samo istnienie WSI pogarszało stan bezpieczeństwa i obronności państwa. WSI były niewydolną postkomunistyczną instytucją kierowaną w dużym stopniu przez ludzi o mentalności sowieckiej" - mówił w wywiadzie dla "Naszego Dziennika".

Przez dwa lata zajmował się budową ochrony kryptograficznej państwa. Pracował z wielkim zaangażowaniem kosztem zdrowia i życia prywatnego. Dzięki jego poświęceniu wykryto kilkanaście poważnych zagrożeń, wyeliminowano luki w sieci informacyjnej państwa, kilka instytucji uniknęło kompromitacji.

Był orędownikiem budowy narodowej kryptografii w oparciu o polskich naukowców, rodzime podmioty, niezależne od obcych powiązań. Rygorystycznie przestrzegał przepisów. Mecenas Bartosz Kownacki opowiadał, jak kiedyś po pracy Jerzy odwoził go samochodem do domu. Była godz. 4.00, a ulice Warszawy puste. Jerzy jednak jechał bardzo powoli, nawet wolniej niż w czasie dnia, zatrzymywał się na każdym skrzyżowaniu. Na ponaglenia odpowiadał: "A po co im dawać pretekst?".

Wyrzucony z SKW

Po wyborach parlamentarnych, wygranych przez Platformę Obywatelską w 2007 r., zdawał sobie sprawę, że czeka nas trudny czas. Nie miał złudzeń co do intencji zwycięzców. Ostrzegał, żebyśmy dochowali staranności, pilnowali dokumentów, mawiał: "Miejcie porządek w papierach, nie będą mieli skrupułów, rozliczą z każdej zgubionej szpilki".

Nowa ekipa nie doceniła dorobku i zaangażowania profesora Urbanowicza. Został zwolniony z SKW. Wrócił do życia naukowego, ale przejmował się losem SKW i swoich kolegów. Stawał w naszej obronie, publikował artykuły w tej sprawie. Nie pozostał obojętny na ataki na Macierewicza. Interesował się losem młodszych kolegów wyrzuconych na bruk. Nieustannie dreptał, pomimo choroby, w naszych sprawach do różnych osób. Zachęcał nas do publikowania, rozwijania swoich umiejętności, planował szukać stypendiów.

Testament

Po 10 kwietnia 2010 r. zaangażował się w wyjaśnianie tragedii smoleńskiej. Był sekretarzem komisji naukowej przygotowującej konferencję na ten temat.
Jako jeden z pierwszych publicznie alarmował o skandalicznej sytuacji w zakresie bezpieczeństwa teleinformatycznego Polski. Krytykował prywatyzację sektora łączności: "Gdy Rosjanie chcieli kupić część udziałów w Deutsche Telekom, rząd niemiecki kategorycznie odrzucił ich ofertę, tłumacząc swoją decyzję względami bezpieczeństwa państwa. My sprzedaliśmy na wolnym rynku naszą infrastrukturę narodową TP SA z odrębną siecią ponad 300 radiowo-telewizyjnych stacji nadawczych".

Postulował zbudowanie sieci łączności strategicznej na bazie nowego operatora narodowego. Alarmował, że rząd Donalda Tuska bezrozumnie prywatyzuje sektor bezpieczeństwa teleinformatycznego. W artykule opublikowanym w "Naszym Dzienniku" 22 kwietnia 2011 r. pisał: "Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy świadkami ostatniej fazy demontażu systemu bezpieczeństwa państwa polskiego trwającego od końca lat 90.".

Słowa profesora brzmią teraz nie tylko jak ostrzeżenie, ale również jak jego wskazówka z obszernego testamentu naukowego, który trzeba jak najszybciej zrealizować.
--------------------------------------------------------------------------------

Autor był członkiem komisji weryfikacyjnej ds. WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił funkcję szefa Zarzadu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu Urzędu Prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Piotr Bączek

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... pasja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 10 wrz 2012, 17:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Pogrzeb Profesora Józefa Szaniawskiego

Uroczystości pożegnalne rozpoczynają się w sobotę 15 września o godzinie 11.00 Mszą Świętą za Jego duszę w Archikatedrze Św. Jana Chrzciciela. Pogrzeb Profesora Józefa Szaniawskiego, politologa, sowietologa, publicysty, wykładowcy UKSW , pełnomocnika i przyjaciela płk. Ryszarda Kuklińskiego odbędzie się na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach około godziny 13.00.

Profesor Józef Szaniawski zginął 4 września w Tatrach ,... spadł w przepaść
.

"... Pamiętałem go jako człowieka wielkiej wiedzy, szczególnie historycznej. Ale jeszcze bardziej utkwił mi w pamięci jako niezłomny człowiek walczący ze złem, z komunizmem..." - ks. Bogdan Bartold, proboszcz bazyliki archikatedralnej św. Jana w Warszawie.

Ostatni więzień PRLu ...

"... Władze świadomie chciały jak najdłużej przetrzymać go w więzieniu, a ówczesna opozycja nie protestowała. To był prawdziwy skandal i jeden z wielu politycznych grzechów pierwszego solidarnościowego rządu ..."
- Piotr Bączek.

Pamiętajmy o Profesorze w tym dniu.


http://legionnaire.salon24.pl/446515,po ... niawskiego

Sporo artykułów nt. Profesora Józefa Szaniawskiego jest tutaj: viewtopic.php?f=5&t=3348


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 15 wrz 2012, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Pożegnaliśmy profesora Urbanowicza

Na warszawskich Powązkach Wojskowych pochowano wczoraj prof. Jerzego Urbanowicza, wybitnego matematyka i kryptografa. Uczestnicy ceremonii pogrzebowej podkreślali, że pożegnaliśmy nie tylko cenionego naukowca, ale również wielkiego patriotę.


Żałobna Msza Święta odprawiona została w kościele św. Katarzyny na warszawskim Służewiu. Ksiądz prałat Józef Maj w homilii podkreślił, że dobrze znał zmarłego.

- Mam świadomość, że uczestniczymy w pogrzebie człowieka wierzącego i praktykującego katolika. W środowisku dawał jasne i czytelne świadectwo w tym zakresie - stwierdził ksiądz prałat.

Podkreślił, że prof. Jerzy Urbanowicz swoją postawą dawał także świadectwo głębokiego patriotyzmu, który prezentował również jako naukowiec, pracując nad systemem kryptograficznym i narodowym systemem teleinformatycznym.

- Sam mi powiedział, że jego główną troską, jako matematyka, było zachowanie przez Polskę suwerenności w dziedzinie łączności i kryptografii - wspominał ks. prałat Maj.

Kolejną cechą zmarłego, zdaniem duchownego, "była świadomość zagrożenia praw ludzkich w obecnym dominującym trendzie polityczno-cywilizacyjnym w świecie".

- Czytał "Nasz Dziennik" i zaczynał rozmowy na temat przesłań płynących z Telewizji Trwam. Dlaczego? Ponieważ uważał, że obrona tych mediów jest istotną linią obrony prawa do wolności słowa. Zagrożonej, według niego, przez społeczne mechanizmy funkcjonowania tzw. poprawności politycznej - konkludował ks. Józef Maj.

Duchowny wyraził przekonanie, że uczestniczy w pogrzebie "człowieka spełnionego od strony wiary, człowieczeństwa i wiedzy".

Po Mszy Świętej ciało profesora Urbanowicza spoczęło na Powązkach Wojskowych.


Bezpieczeństwo bez kompromisu

Zmarłego z niekłamanym uznaniem wspominają współpracownicy ze Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

- Profesora Urbanowicza znałem od wielu lat, od czasów pierwszej "Solidarności", kiedy spotkałem go w Zarządzie Regionu Mazowsze w Warszawie. Wielokrotnie z nim współdziałałem, był jednym z założycieli Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Następnie współpracowaliśmy w SKW, gdzie był moim doradcą - mówi poseł Antoni Macierewicz (PiS), były szef wojskowego kontrwywiadu. Profesora zapamiętał jako wybitnego matematyka i kryptografa.

- Ale przede wszystkim był wielkim patriotą, człowiekiem, o którym można powiedzieć, że rzeczywiście życie poświęcił dla zachowania suwerenności Polski - zaznacza Macierewicz.

Podporucznik Maciej Lew-Mirski także poznał Jerzego Urbanowicza w SKW, gdzie profesor odpowiadał za kryptografię i systemy teleinformatyczne oraz za ich bezpieczeństwo.

- Dał się poznać jako człowiek, który całym sobą był zaangażowany w to, co robi. Cały wolny czas poświęcał na to, żeby uprzątnąć ten bałagan i nieprawidłowości, które odziedziczyliśmy po Wojskowych Służbach Informacyjnych. Siedział w pracy od rana do nocy, chociaż już wtedy nie cieszył się najlepszym zdrowiem - mówi ppor. Lew-Mirski. Jak zaznacza, prof. Urbanowicz był osobą bezkompromisową.

- Dla niego tak jak w świecie matematyki była prawda i fałsz, czyli 1 i 0. Nie akceptował szarości. Dla niego nie było kompromisów w pracy dla Polski - twierdzi podporucznik.

Piotr Bączek, były członek komisji weryfikacyjnej ds. WSI, zwraca uwagę na dokonania prof. Urbanowicza.

- Dzięki jego pracy udaremniono kilka ataków na polskie instytucje państwowe. Był osobą bardzo otwartą, uczynną, zawsze pomocną dla młodszych kolegów. Charakteryzował się otwartością na nowe osoby, serdeczny, bezpośredni w kontaktach. Można powiedzieć, że przejął cechy przedwojennej profesury - uważa Bączek.

Nasz rozmówca wskazuje, że prof. Urbanowicz sporządził m.in. raport, który ujawniał, że serwery Państwowej Komisji Wyborczej mogą być podatne na wpływy instytucji rosyjskich, a zawarte tam dane mogą podlegać manipulacji, zniekształceniu.

- Razem z profesorem budowaliśmy SKW. Mam bardzo miłe o nim wspomnienia: świetny fachowiec, nie ma co do tego żadnych wątpliwości - mówi poseł Bartosz Kownacki. Podkreśla też dobre osobiste relacje, jakie łączyły go ze zmarłym.

Profesor Jerzy Urbanowicz zmarł 6 września w Warszawie. Był wybitnym polskim matematykiem, profesorem w Instytucie Matematycznym Polskiej Akademii Nauk i Instytucie Podstaw Informatyki PAN. Urodził się 28 maja 1951 r. w Szczecinie. W 1975 r. ukończył studia matematyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmował się algebraiczną teorią liczb i kryptografią.

Był członkiem Polskiego Towarzystwa Matematycznego. Wykładał także za granicą: w Kanadzie, USA, Francji, Niemczech i Holandii. Za rządów Prawa i Sprawiedliwości był doradcą ds. kryptografii i teleinformatyki Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

W 2012 roku został sekretarzem komitetu organizacyjnego konferencji poświęconej badaniom katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku metodami nauk ścisłych, która ma odbyć się w przyszłym miesiącu.

Jerzy Urbanowicz gościł też na łamach "Naszego Dziennika", gdzie z troską pochylał się nad zagadnieniami związanymi z bezpieczeństwem państwa. Wskazywał na przykład, jak wielkim błędem była sprzedaż strategicznych dla państwa firm z sektora telekomunikacyjnego i energetycznego, bo pogarszało to bezpieczeństwo Polski.

Jacek Dytkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wicza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 15 wrz 2012, 20:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Pożegnanie wielkiego przyjaciela Polski

Najbliżsi, rodzina, przyjaciele, studenci oraz ogromna rzesza ludzi pożegnali dziś ś.p. prof. Józefa Szaniawskiego. Wybitny historyk, sowietolog i publicysta, który 4 września br. zginął tragicznie w ukochanych przez siebie Tatrach, spoczął na cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach.

Msza Św. pogrzebowa odprawiona została w Bazylice Archikatedralnej p.w. Męczeństwa Świętego Jana Chrzciciela w Warszawie. Przewodniczył jej i homilię wygłosił ks. bp Piotr Jarecki, biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej.

Zawsze blisko drugiego człowieka

Hierarcha przypomniał osobę tragicznie zmarłego profesora na podstawie własnych wspomnień z ich znajomości. Zaznaczył, iż „szedł on własną drogą, bardzo często przeciwną niż trendy współczesnego świata”. Ks. bp Jarecki dodał, że śp. prof. Szaniawski miał „bardzo silną osobowość i nie zrażał się przeciwnościami”. – Nie zamykał się w sobie. Niejako tęsknił za drugim człowiekiem. (…) Tęsknił za rozmową, za kontaktem z drugim człowiekiem, czyli nie ulegał temu co jest pewną modą dzisiaj, pewnym niebezpiecznym trendem dzisiejszej kultury – zamknięcie się w sobie, indywidualizm, prywatyzacja życia. On taki nie był – wspomniał ks. bp Jarecki. Jednocześnie podkreślił, iż zmarły profesor „nie zawahał się zaakceptować dojrzałość i to, że ma misję nauczyciela i pedagoga, szczególnie młodego pokolenia”. Ponadto zaznaczył, iż tragicznie zmarły profesor nie bał się podejmowania trudu. – Nie wybrał życia łatwego, lekkiego i przyjemnego. Choćby poczytajmy sobie na temat obfitości jego relacji, artykułów, wydanych książek, wykładów, konferencji. To był człowiek pracy - podkreślił.

Ufność pokładał w Bogu

Biskup Jarecki jednocześnie mówiąc o prof. Szaniawskim wspomniał, że był on także człowiekiem ogromnej wiary i ufności Panu Bogu. - To wszystko, co w życiu czynił, można wyciągnąć taki wniosek, było inspirowane wiarą chrześcijańską i religijnością. (…) Za życia nie zadowalał się tym, co prozaiczne tylko żył w świecie wartości i zasad. Poszukiwał prawdy, także prawdy o naszej Ojczyźnie, jej wrogach i przyjaciołach. Pisał i mówił o tym tak wyraźnie i tak odważnie jak bodaj nikt inny. To było godne podziwu i dlatego wyrażamy nadzieję, że Pan przyjmie go do swojego Królestwa – powiedział w homilii hierarcha.

Umiłował Ojczyznę i jej dzieje

- Victoria to słowo przewijało się w naszych rozmowach. Mówił o pięknych Victoriach Polaków i o tych Victoriach, o których nikt nie mówił. Pokazywał nam je – zaakcentował o. dr Tadeusz Rydzyk, Dyrektor Radia Maryja, który wspominał prof. Szaniawskiego i żegnał go w imieniu milionów słuchaczy Radia Maryja, Telewizji Trwam, studentów i społeczności Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. – Panie profesorze dziękujemy za pokazywanie Victorii polskich wypływających z krzyża i orła, tych z wierności pięknemu Lwowowi i Polsce – dodał o. Rydzyk. Jednocześnie podkreślił, iż zwycięstwo jest nam zadane, gdyż jest to droga do świętości. – Niezwykle odważny, bohaterski, otwierał nam oczy na historię, również tą niewygodną historię ostatnich dziesiątków lat – podkreślił Dyrektor Radia Maryja. Jak dodał Naród, który nie pamięta własnej przeszłości nie ma przyszłości. - Dziękujemy Panie Profesorze, że Pan uczył tej przeszłości młodzież, że Pan nas uczył. Za wszystkie wykłady w radiu, w telewizji, w uczelni. Dzięki Panu i wielu podobnym do Pana, te media, które nazywane są dla ludzi starych, chorych, upośledzonych, nawiedzonych, te media stały się wielkim uniwersytetem. Dziękujemy Tobie Panie profesorze– powiedziało. Tadeusz Rydzyk.

List JM rektora Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie - ks. prof. dr hab. Stanisława Dziekońskiego odczytał ks. prof. Jarosław Sobkowiak, prodziekan Wydziału Teologicznego. Szczyciliśmy się i byliśmy dumni z tego, że mieliśmy w swym gronie tej miary Człowieka co śp. Zmarły. Był On wysoko ceniony przez władze uniwersytetu i wielce lubiany przez młodzież uniwersytecką" - napisał rektor UKSW.

Prof. Józef Szaniawski pośmiertnie, za wybitne osiągnięcia w dokumentowaniu i upamiętnianiu prawdy o najnowszej historii Polski, za zasługi działalności nad przemianami demokratycznymi odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Po Mszy Św. kondukt żałobny udał się na warszawskie Powązki, by towarzyszyć w tej ostatniej drodze na wieczny spoczynek zmarłemu profesorowi, które całe swoje życie ofiarował umiłowanej przez niego Ojczyźnie, a przede wszystkim polskiej młodzieży.

Prof. Józef Szaniawski zginął 4 września br. Wówczas schodząc ze Świnicy spadł w przepaść w kierunku Doliny Pięciu Stawów. Miał 68 lat.

Był znakomitym historykiem, wybitnym sowietologiem. Fascynowała go postać Marszałka Józefa Piłsudskiego. Przyjaźnił się z płk. Ryszardem Kuklińskim, którego został pełnomocnikiem. Dzięki zaangażowaniu i poniesionemu trudowi śp. prof. Szaniawskiego udało się rehabilitować osobę "pierwszego oficera NATO". W stolicy Polski powstała także Izba Pamięci płk. Kuklińskiego. Profesor był też inicjatorem m.in. budowy pomnika Katyńskiego na placu Zamkowym - 30 lipca 2011 roku otrzymał tytuł Zasłużony dla miasta stołecznego Warszawy. Był przyjacielem młodzieży i swoich studentów, których chętnie oprowadzał po Warszawie, opowiadając jej dzieje.

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 17 wrz 2012, 07:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Dziękujemy, Panie Profesorze

Kochany Księże Biskupie, Współbracia Kapłani, Siostry, wszyscy Bracia i Siostry,

Kochana Żono śp. profesora i Synu Filipie,

Bardzo trudno w tej chwili cokolwiek powiedzieć, tu nawet myśli nie nadążają. Chciałbym w imieniu bardzo wielu słuchaczy, którzy do nas zwracają się w ostatnich dniach, telewidzów, współpracowników z Polski, z Polonii w sposób bardzo nieudolny podziękować. Chciałbym podziękować również w imieniu rektora młodej uczelni Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu o. dr. Krzysztofa Bielińskiego, który jest tu obecny.

Kochani, myśląc o panu profesorze, z tych wszystkich kontaktów, z rozmów, ciągle przebija mi się jedno słowo - „wiktoria”. To ciągle się przewijało, mówił o wiktorii, o pięknych wiktoriach Polaków i o tych wiktoriach, o których nikt nie mówił. Pokazywał nam je, myśmy już zapomnieli, bo o nich nam nie mówili, bo takie poprawności polityczne i układy, słabe charaktery, słabe umysły i serca.

Panie Profesorze, dziękujemy za pokazywanie wiktorii polskich wypływających z krzyża i orła, z wierności pięknemu Lwowowi i Polsce.

Semper Fidelis. Zawsze kiedy się spotykaliśmy, przychodził z jakąś propozycją i mówił o tym, rozmawialiśmy, nieraz godzinami, w radiu, na uczelni, to było niesamowite. Wiktoria – zwycięstwo jest nam zadane, gdyż jest to droga do świętości. Ciągle zwyciężać w zjednoczeniu z Chrystusem, z wszystkim świętymi, z wszystkimi bohaterami. To jest niezwykle wzruszające stać na tym miejscu w Warszawie. W tej archikatedrze, o której on mówił: „Archikatedra Rzeczypospolitej”. Tu wszystkie kamienie mówią, tu powietrze mówi, tu mówi nasza historia, ta bolesna, z błędami, ale i ta wspaniała. Tylu świętych, bohaterów… To jest nasza droga do świętości – ciągle zwyciężać, ciągle być zjednoczonym z Chrystusem, pokonywać siebie i wspinać się na górę.

Panie Filipie, mówił mi Pan w dzień śmierci tatusia, że tatuś zatelefonował 20 minut przedtem i mówił: „Synu, jestem na Świnicy”.

Jeszcze jedno, był niezwykle bohaterski i szlachetny, otwierał nam oczy na historię, również na tę niewygodną historię ostatnich dziesiątków lat.

Świat, politycy przemilczeli to, to jest tylko maleńkie muzeum przy katedrze, o które tak walczył, które mu tak niszczyli, oby nie zniszczyli – nie dopuście do tego. Pamiętajcie: naród, który nie pamięta własnej przeszłości, nie ma przyszłości. I nie zrealizujemu marzeń wielu Polaków i Jana Pawła II, byśmy ponieśli prawdę i miłość w świat i w Europę. Jeżeli nie będziemy pamiętali przeszłości…

Dziękujemy, Panie Profesorze, że Pan uczył tej przeszłości młodzież, że Pan nas uczył. Za wszystkie wykłady w radiu, w telewizji, na uczelni. Dzięki Panu i wielu podobnym do Pana te media, o których się mówi, że są dla ludzi starych, chorych, upośledzonych, nawiedzonych, stukniętych - te media stały się wielkim uniwersytetem. Dziękujemy Tobie, Panie Profesorze, i wszystkim innym za to, że nas uczycie, że kształtujecie nasze intelekty, kształtujecie nasze serca, żebyśmy mieli charaktery właściwie ukształtowane.

Kochani, jeszcze tak bardzo osobiście, pan profesor za każdym razem, jak się rozstawaliśmy, mówił do mnie: „Proszę wybaczyć, że to powiem. Niech ojciec uważa na siebie”.

Chciałbym powiedzieć, Siostry i Bracia, Polacy, Rodacy, dzisiaj przystąpiliśmy do Komunii Świętej, jesteśmy ochrzczeni, wyrośliśmy na Chrystusie, uważajmy na siebie. Żebyśmy prawdy poszukiwali w miłości, a miłości w prawdzie i żebyśmy się nie bali… Tak marzę o tym, żeby w Polsce skończyło się to judzenie Polaka przeciwko Polakowi, to jest strasznie bolesne, jest straszne to „divide et impera”, żeby to się skończyło, żeby skończył się ten marksizm czy diabelstwo. Abyśmy mogli rozmawiać ze sobą, bo przed nami wielkie zadania. Niech Polska zwycięża.

Panie Profesorze, jeden z profesorów zapytał mnie, kto będzie nas uczył historii. Ty módl się i módlcie się wszyscy święci nasi, módlcie się, Janie Pawle II i Prymasie Wyszyński, żebyśmy wszyscy nawzajem uczyli się w miłości i w prawdzie, żebyśmy wszyscy przebudzili się z tego letargu. Obudź się, Polsko, do miłości, do prawdy, i nie dajmy nigdy uśpić prawdy i miłości. Bóg zapłać.

not. MM

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... sorze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 15 gru 2012, 08:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Żegnamy naszego Przyjaciela

Sobota, 15 grudnia 2012 (02:00) Pożegnaliśmy wczoraj śp. ks. prof. Jerzego Bajdę, wybitnego teologa moralistę, specjalizującego się w problematyce małżeństwa i rodziny. Znakomity publicysta, nieodżałowany Przyjaciel. Święty! Taki był Ksiądz Profesor.

Msza Święta żałobna w intencji śp. ks. prof. Jerzego Bajdy została odprawiona wczoraj o godz. 13.00 w bazylice mniejszej pw. św. Mikołaja Biskupa w Bochni.

Koncelebrowało ją ponad 80 księży. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczył również ks. bp Stanisław Stefanek, wieloletni dyrektor Instytutu Studiów nad Rodziną - uczelni, na której Ksiądz Profesor wykładał.

Mszy św. żałobnej przewodniczył i wygłosił homilię biskup diecezji tarnowskiej Andrzej Jeż.

- Wiemy, że miarą wartości naszego życia jest przede wszystkim nasze człowieczeństwo. Ksiądz Jerzy był szczególnie uczulony na antropologię przeżywaną na co dzień. Nie tylko mówił na wykładach czy pisał w wielu publikacjach o wartości i godności człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga, ale potrafił realizować pełnię i autentyzm człowieczeństwa w swoim życiu - mówił kaznodzieja.

Jak podkreślał, przykład życia ks. Bajdy był podstawą wielkiego autorytetu na płaszczyźnie akademickiej, wśród studentów i pracowników naukowo-dydaktycznych.

- Kapłaństwo, które przyjął w 1954 roku, nie było jakimś dodatkiem do Jego życia czy pracy akademickiej. Ono stanowiło integralną część Jego życia, człowieczeństwa i pracy naukowej - wskazywał ksiądz biskup Jeż.

Księdza Profesora żegnało liczne grono naukowców, przedstawicieli świata nauki, wykładowców seminariów.

- W imieniu wszystkich teologów moralistów w Polsce żegnamy naszego Kolegę, Mistrza i Brata. Uczył nas wierności Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, odkrywał sposoby posoborowej odnowy teologii moralnej. Dostrzegał wyzwania czasu. Żegnamy Go słowami z hymnu seminarzystów, którego był autorem jeszcze w czasach pełnienia funkcji ojca duchownego w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie: "O Boże nasz! Wszechmocne Twe władanie, zwycięska jest Piotrowa łódź Kościoła. Pójdziemy tam, gdzie poślesz nas, o Panie. Któż oprze się, gdy Twoja miłość woła" - mówił ks. prof. dr hab. Ireneusz Mroczkowski, przewodniczący Stowarzyszenia Teologów Moralistów w Polsce.

Jak dodał, mimo swojego wieku Ksiądz Bajda trzymał się prosto, zawsze dyskretnie uśmiechnięty, serdeczny, ciekawy życia, gotów do pomocy.

Każdy, komu dane było poznać ks. prof. Jerzego Bajdę, podkreśla Jego świętość i jako łaskę poczytuje sobie tę znajomość. Jego wychowankowie, znajomi i parafianie mówią, że był to człowiek wielkiego serca, wielkiej wiary i pokory oraz wielkiego umysłu. Mówią wprost: "Święty!". Na co dzień łagodny, prosty, delikatny. W artykułach, publikacjach naukowych, książkach - zdecydowany, trafiający w sedno. Tak wielu wspomina Księdza Profesora. Natomiast w codziennym kontakcie zaskakiwał wręcz swoją skromnością, pokorą i świętością.

- Nigdy nie myślał o sobie. Zawsze potrzeby drugiego człowieka były dla Niego najważniejsze. Dzielił się wszystkim, co miał, choć sam bardzo niewiele posiadał. I nawet gdy zaczęła się Jego ciężka choroba, twierdził, iż nie potrzebuje stałej opieki, czy to lekarskiej, czy pielęgniarskiej, twierdząc, że są bardziej potrzebujący - mówi "Naszemu Dziennikowi" Mirosława Kwas. Pod dachem państwa Kwasów Ksiądz Profesor spędził 22 lata swojego życia.

Ksiądz prof. Jerzy Bajda zmarł po ciężkiej chorobie 10 grudnia o godz. 4.10, w Domu Księży Emerytów w Tarnowie. Służąc Bogu i bliźniemu, przeżył 84 lata. Swoją drogę do kapłaństwa rozpoczął w 1949 r., zaraz po maturze wstępując do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1954 roku. Przez lata swojej posługi duszpasterskiej szczególną troską otaczał małżeństwa i rodziny, starając się je bronić przed postępującym w dzisiejszych czasach rozkładem.

Jak podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" wieloletni przyjaciel Zmarłego - o. prof. Karol Meissner OSB, w myśli teologicznej śp. ks. prof. Bajdy świat zbudowany był na rodzinie jako podstawowym wzorcu.

- Ksiądz Jerzy był rzecznikiem tego, co w adhortacji apostolskiej "Familiaris consortio" podkreślał Ojciec Święty Jan Paweł II, a mianowicie, że przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę - dodaje o. Meissner.

Razem z ks. kard. Karolem Wojtyłą, późniejszym Papieżem Janem Pawłem II, ks. prof. Bajda współtworzył także w Krakowie środowisko podejmujące w formie naukowej refleksji problemy powołania małżeństwa i rodziny. Powstała w ten sposób praca teologów (tzw. "Memoriał krakowski") została następnie przedstawiona ówczesnemu Ojcu Świętemu Pawłowi VI i posłużyła do przygotowania encykliki "Humanae vitae", traktującej o moralnych zasadach współżycia małżeńskiego.

Następnie w podwarszawskich Łomiankach stworzył pierwszy na świecie Instytut Studiów nad Rodziną. Pracował ponadto na Akademii Teologii Katolickiej, a następnie na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 1997 roku był kierownikiem Katedry Teologii Moralnej Małżeństwa i Rodziny w Instytucie Studiów nad Rodziną UKSW.

Był również członkiem Rady Naukowej Instytutu Jana Pawła II i redakcji kwartalnika "Ethos" KUL.

Ksiądz prof. Bajda był także wielkim przyjacielem Radia Maryja i Telewizji Trwam, wielokrotnie gościł jako ekspert na antenie tych katolickich mediów i zabiegał o należyte miejsce dla nich - zarówno w eterze, jak i w sercach ludzi. Świętej pamięci ks. prof. Jerzy Bajda został pochowany na cmentarzu komunalnym przy ul. Orackiej w Bochni.

Marta Ziarnik Bochnia

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ciela.html

więcej tu: viewtopic.php?f=9&t=1591&p=93592#p93592


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 31 gru 2012, 09:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Biografia niezwykła

To nie był pierwszy cud w jego życiu. Nie dowiemy się, czy to władza straciła głowę, doznając klęski swych konfrontacyjnych obchodów Milenium Chrztu Polski, czy „żelazny premier” Józef Cyrankiewicz tak skutecznie zagubił gdzieś pismo Prymasa Stefana Wyszyńskiego informujące o wyznaczeniu ks. Ignacego Tokarczuka na biskupa przemyskiego. Dość, że minęły przepisowe trzy miesiące, a rząd PRL nie wniósł sprzeciwu wobec kandydata. Nominacja mogła bez przeszkód wejść w życie.


6 lutego 1966 r. w katedrze przemyskiej „zdecydowany przeciwnik komunizmu i człowiek kard. Wyszyńskiego”, jak funkcjonariusze frontu walki z Kościołem charakteryzowali ks. Ignacego Tokarczuka, przyjął z rąk Prymasa Polski sakrę biskupią. – Powiedziałem sobie, że trzeba słuchać bardziej Boga niż ludzi. I tej zasady się trzymałem – mówił nowy pasterz.

Czas próby

Zaledwie 10 kilometrów dzieliło Przemyśl od granicy z Imperium Zła, ale i od ziemi rodzinnej ks. abp. Tokarczuka. Jako jeden z nielicznych polskich biskupów komunizm poznał teoretycznie i praktycznie, jeszcze zanim bezbożna ideologia została zainstalowana w Polsce na bagnetach Armii Czerwonej.

1 lutego 1918 r. w domu Szymona i Marii Tokarczuków panowała radość. Urodził się im kolejny, czwarty syn. Ale trzech poprzednich zmarło w dzieciństwie. Rodzice uczynili więc ślub: jeżeli Ignacy przeżyje, w podzięce ufundują figurę Matki Bożej. Wystawili ją w 1928 r., gdy chłopiec miał 10 lat.

Łubianki Wyższe leżą nieopodal słynnego Zbaraża, stamtąd blisko było do granicznego Zbrucza, a tam już rozciągał się inny świat – bolszewia. Ignacy z przejęciem patrzył na sowieckich sołdatów po drugiej stronie rzeki, na kołchozowe pola zagrabione gospodarzom. Mimo zasieków przedostawały się do Polski wiadomości o niszczeniu Kościoła, prześladowaniu Polaków, masowych zbrodniach i deportacjach na Wschód. Nasyłani agitatorzy sączyli swoją zatrutą propagandę antyreligijną i antypolską. Na Kresach charaktery w każdym pokoleniu przechodziły próbę ognia.

Rówieśnik II Rzeczypospolitej rósł razem z niepodległą Ojczyzną, wykorzystując szanse, jakie stwarzało własne państwo. Dla chłopca z rodziny średniozamożnego gospodarza droga w świat wiodła przez szkołę – uczył się zawsze doskonale – harcerstwo i Sodalicję Mariańską.

Wcześnie przyszło rozpoznanie powołania do służby Panu Bogu jako kapłan. „Żebyś tylko był dobrym księdzem, a nie byle jakim” – usłyszał od ojca. Że nie będzie letni, pokazał już w gimnazjum w Zbarażu, gdy odmówił udziału w widowisku, w którym zamierzano wyśmiewać św. Mikołaja. W 1937 r. wstąpił do seminarium duchownego we Lwowie, zostając jednocześnie studentem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jana Kazimierza. Formację zdobywał u boku świątobliwych kapłanów Kościoła lwowskiego, m.in. ks. abp. Bolesława Twardowskiego, rektora seminarium ks. Stanisława Frankla – przyszłych męczenników II wojny światowej; o ich wpisanie do martyrologium będzie zabiegał do końca życia. Święcenia kapłańskie przyjął w katedrze lwowskiej 21 czerwca 1942 r. z rąk ks. bp. Eugeniusza Baziaka, po ukończeniu studiów w konspiracyjnym seminarium.

Podobnie jak większość Polaków na Kresach Południowo-Wschodnich ks. abp Ignacy Tokarczuk doświadczył totalitaryzmów XX wieku: komunistycznego, nazistowskiego i ideologii nacjonalizmu ukraińskiego Dmytry Doncowa. Ocalał, chociaż musiał się ukrywać przed Armią Czerwoną. Cudem uniknął aresztowania z rąk Niemców, a UPA wydała na niego wyrok śmierci. Z rąk Ukraińców zginęli za to najbliżsi młodego kapłana.

W listopadzie 1945 r., gdy cień Jałty podzielił Europę, został zmuszony do opuszczenia Lwowa i parafii św. Marii Magdaleny. Nigdy już nie odwiedził kraju lat dziecinnych, ale los Kościoła i Polaków na Kresach będzie zawsze przedmiotem jego najżywszej troski.

Śladem tzw. repatriantów podążył na Ziemie Zachodnie, gdzie osiedlali się Polacy wyzuci z ojcowizny. Pracował wśród nich jako wikariusz parafii pw. Chrystusa Króla w Katowicach. Tam szybko wzięli go na cel aktywiści partyjni – nie spodobały się im dynamizm, jednoznaczność ks. Tokarczuka. Taki będzie zawsze: otwarcie głoszący prawdę i bezkompromisowy w sprawach wiary i godności człowieka, bez żadnych światłocieni. Gdy chodziło o wolność religijną, nie oglądał się na łaskę państwa. Bez zgody urzędników zorganizował w 1958 r. pielgrzymkę studentów na Jasną Górę. Za „karę” nie dostał zgody na objęcie probostwa w Olsztynie.

Niech się ksiądz nie boi

Zaskakujące, jak Pan Bóg przygotowywał kapłana wygnańca do służby Kościołowi na najbardziej wysuniętym na wschód bastionie wiary. Najpierw był czas kładzenia fundamentów: studia z nauk społecznych i filozofii chrześcijańskiej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W konfrontacji z systemem marksistowskim, aspirującym do „naukowego światopoglądu”, trzeba było być uzbrojonym w solidną, wielodyscyplinarną wiedzę. Dlatego doktorat z filozofii, wykłady w Wyższym Seminarium Duchownym „Hosianum” w Olsztynie i praca akademicka na KUL. W proteście przeciwko wprowadzeniu komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej opuścił w 1952 r. katolicką uczelnię. Powrócił do zajęć wykładowcy 10 lat później. Pracę nad habilitacją przerwała nominacja biskupia.

W 1965 r. Polska katolicka żyła wielkim Milenium Chrztu. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia: na każdej stacji uroczystych obchodów Prymasa Polski otacza morze ludzi. Partia i Gomułka ostentacyjnie świętują „tysiąclecie państwa polskiego’’, ale oficjalne galówki kończą się klapą. Naród w symboliczny sposób wypowiedział posłuszeństwo komunistycznej władzy.

13 grudnia ks. Tokarczuk odebrał telegram zapraszający go na rozmowę do sekretariatu Prymasa Polski. Dowiedział się, że Ojciec Święty Paweł VI mianował go biskupem przemyskim. – Propozycja była wielkim zaskoczeniem. Wyraziłem swoje obawy, czy w takiej sytuacji państwa, ówczesnych władz, Narodu, dam radę, w szczególności w takiej diecezji, jak przemyska, której nie znałem. Prymas odpowiedział: „Niech się ksiądz nie boi, nie będzie ksiądz sam” – opowiadał po latach. – Zaufałem Panu Bogu i powiedziałem sobie: cokolwiek będzie, nie będę się bał, bo chodzi o dobro Narodu. Nie bałem się, choć byłem już wystarczająco doświadczony i wiedziałem, że wiele rzeczy może mnie spotkać. Nie wykluczałem ani aresztowania, ani zabójstwa, ani innych przypadków – wyznawał. Był chyba jedynym biskupem w Polsce, który nie miał telefonu prywatnego. Nie czytał żadnych anonimów. – Partia zobaczyła, że nie ma do mnie dostępu – stwierdził.

Bez kompromisu

Już pierwsza wizyta, jaką nowy ordynariusz złożył lokalnym władzom, pokazała, że ks. abp Tokarczuk nie ulęknie się żadnych gróźb i szantaży. Na zarzuty o niewłaściwe akcenty w kazaniu ingresowym odpowiedział: – W sprawach prawdy wiary nie będzie żadnego kompromisu.

Gdy przyszła odmowa na budowę kościoła w Jaśle, zdecydował: „Więcej nie proszę. Na płaszczyźnie religijnej prawo Polski Ludowej jest bezprawiem ubranym w szaty prawa”. Zbudował bez zezwolenia władz 430 kościołów i kaplic, utworzył 220 nowych parafii. Wszystko dzięki gorliwym kapłanom i odważnym ludziom, którzy wiedzieli, że mają pełne oparcie w swoim biskupie. To zdumiewające dzieło zaczęło się od bardzo prostej rzeczy: wspólnej modlitwy księdza biskupa z parafianami przy przydrożnych kapliczkach. Tak przełamywał barierę strachu przed represjami. Ludzie zaczynali się prostować i upominać o należne prawa.

Władza odpowiedziała wściekłym atakiem. Usłużne sądy tylko w ciągu pierwszych pięciu lat skazały za nielegalną budowę kościołów 95 księży, nakładano dotkliwe kary finansowe. Pojawili się też „nieznani sprawcy”, którzy podpalali budowane obiekty. Spłonęło 10 kościołów i kaplic.

Niezliczone prowokacje, kłamstwa, nasyłanie agentury (w tym kierowanie esbeków do seminarium – dwa takie przypadki wykryto w Przemyślu, zostali wydaleni przed święceniami), nieustająca inwigilacja. Esbecja wykorzystała wszystkie metody ze swojego bogatego arsenału, by zniszczyć niezłomnego księdza biskupa, także dezinformując najwyższe koła w Watykanie. Naciski na dyplomatów Sekretariatu Stanu: ks. abp. Luigi Poggiego i ks. abp. Agostino Casarolego, prowadzących w latach 70. rozmowy z władzami PRL o „normalizacji stosunków”, miały doprowadzić do usunięcia ks. abp. Tokarczuka z urzędu rękami Kościoła.

Misternie snuta intryga się nie powiodła, przede wszystkim dzięki Prymasowi Wyszyńskiemu i postawie ordynariusza przemyskiego. Gdy watykańscy dyplomaci zażądali od ks. abp. Tokarczuka zmiany polityki, biskup przemyski oddał się do dyspozycji Pawła VI. – To był moment w moim duszpasterstwie czy moim biskupstwie najtrudniejszy, bo człowiek ma szacunek do Pana Boga, wie, kim jest Papież, wie, czym jest Kościół, ale z drugiej strony wie, czym jest prawda, czym jest sumienie, wie, czym jest znajomość rzeczy, sytuacji –wyznawał po latach. Machinacje komunistów unicestwił ostatecznie pontyfikat Jana Pawła II i zmiana wektorów polityki wschodniej Watykanu. Ksiądz arcybiskup Poggi po latach przeprosił ks. abp. Tokarczuka i przyznał mu rację. Jako jeden z nielicznych już w połowie lat 70. XX wieku ks. abp Tokarczuk przewidział, że system komunistyczny rychło się rozpadnie, a uciskane narody rozpoczną drogę do wolności.

Życie na podsłuchu

Aparatura podsłuchowa w Pałacu Biskupów w Przemyślu została założona przez SB jeszcze za rządów poprzednika ks. abp. Tokarczuka, ks. Franciszka Bardy, podczas instalowania centralnego ogrzewania. Wiadomo było, że na zewnątrz wypływają poufne informacje. Życie na podsłuchu przerwało odnalezienie podczas remontu tajemniczych przewodów oraz odkrycie ośmiu aparatów, w tym aż dwóch w gabinecie księdza biskupa. Na jednym, zagranicznej marki, białą farbą wypisana była sygnatura MSW. Urządzenia zostały zinwentaryzowane i sfotografowane.

O popełnionym przez władze przestępstwie ksiądz biskup poinformował w specjalnym komunikacie wiernych. Komuniści zareagowali obcesowo, nakazując biskupowi stawić się w prokuraturze. Odmówił. Wysłali skargę do Watykanu. W odpowiedzi ks. abp Tokarczuk posłał ks. Poggiemu jako corpus delicti jeden komplet aparatury podsłuchowej. Reszta dowodów bezprawia spoczęła w muzeum na Jasnej Górze.

Powrót katechezy

Na mapie oporu społecznego peryferyjny Przemyśl zajmował w dwóch ostatnich dekadach czołowe miejsce. Ksiądz arcybiskup wspierał raczkujące ruchy opozycyjne, niezależne inicjatywy i od początku wielki zryw ku niepodległości –„Solidarność”. W stanie wojennym szeroko otworzył podwoje kościołów dla ludzi represjonowanych przez reżim, wyrzucanych z pracy. Do ks. abp. Tokarczuka zwracał się o radę ks. Jerzy Popiełuszko. Błogosławił więc służbie ks. Jerzego, utwierdzał, że idzie dobrą drogą.

W 1989 r. został współprzewodniczącym Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu ze strony Kościoła i już na pierwszym posiedzeniu wysunął inicjatywę powrotu katechezy do szkół. Weto zgłosiła część strony rządowej, m.in. Jacek Kuroń, strasząc, że spowoduje to prześladowanie niewierzących. Ksiądz arcybiskup ripostował, że gdy Kuroń i Michnik przyjeżdżali do Przemyśla po pomoc, to nie czuli się jakoś dyskryminowani. Religia została przywrócona tylko dzięki zdecydowaniu niezłomnego księdza biskupa. Wyznawcy laickości państwa nie złożyli jednak broni. Jak wspominał ks. abp Tokarczuk, rok czy dwa potem do Przemyśla przyjechał Adam Michnik, przekonując, jakim złym posunięciem jest obecność katechezy. „Będziecie tego żałować” – relacjonował jego słowa ksiądz arcybiskup. Powrót religii do szkół uważał za jedno z największych osiągnięć Kościoła po 1989 roku.

Małgorzata Rutkowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/19585,b ... wykla.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 18 sty 2013, 16:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Wyjątkowa opowieść wyjątkowej kobiety

Obrazek

Miałem zaszczyt rozmawiać z Nią w szczególnym momencie. Był rok 2005. W kraju toczyły się dwie kampanie wyborcze – parlamentarna i prezydencka. W niewielkim, szarym segmencie na warszawskim Żoliborzu, w saloniku urządzonym starymi meblami, przyjęła mnie drobna kobieta w skromnej, niebieskiej sukience.

Jadwiga Kaczyńska, matka najsłynniejszych w Polsce bliźniaków, z których jeden miał wkrótce zostać prezydentem RP, a drugi - premierem. Nie rozmawialiśmy o polityce. Jadwiga Kaczyńska opowiadała mi o swoim życiu, rodzinie, wychowaniu synów. Szczerze, ciepło, barwnie. Żegnając Ją przytaczam fragmenty tej niezwykłej relacji.

Leszek i Jarek przychodzą na świat

Urodzenie bliźniaków było dla mnie i dla rodziny wielkim zaskoczeniem. Przez całą ciążę byłam przekonana, że mam jedno dziecko. To miała być dziewczynka - Magdalena. Nie wiem dlaczego tak się nastawiałam. Może przez lekarza, który leczył¸ mojego ojca i często do nas przychodził, również towarzysko. Patrzył na mnie przenikliwie i bez cienia wątpliwości wyrokował: "Będzie dziewczyna". Nikt z lekarzy nie domyślał się, że urodzi dwóch chłopców. Dopiero pani akuszerka przed porodem dokonała zaskakującego odkrycia. A warto wspomnieć, że była to matka poety Tadeusza Gajcego. O tym co stwierdziła powiedziała tylko mojej mamie. Ja przez kilka godzin nic nie wiedziałam. Pewnie obydwie uznały, że nie potrzebuję dodatkowych wrażeń.

Dzieci przyszły na świat w domu. Najpierw urodził się Jarosław. Była druga w nocy, 18 czerwca 1949 r. Leszek przyszedł na świat 45 minut później. Wiem to wszystko z opowiadań, bo podczas porodu nic do mnie nie docierało. Męczyłam się 24 godziny. Jedno co chciałam to zemdleć żeby mnie nie bolało. Oprzytomniałam po dwóch, trzech godzinach. Dopiero w tym momencie dowiedziałam się, że mam dwóch synów. Czułam zmęczenie, ale szybko zerwałam się do życia. I wtedy już była radość, taka normalna, kobieca, że mam dzieci, dwoje dzieci!

Mama - studentka

Często mnie pytano, jak po urodzeniu bliźniaków mogłam skończyć studia. A mnie nawet przez myśl nie przeszło, żeby przerwać naukę. Gdy ich urodziłam, byłam na trzecim roku polonistyki na UW. Trzeba było chodzić na wykłady, seminaria, zdawać egzaminy.

Czasami przyjeżdżałam na uczelnię z tym moim podwójnym wózkiem, zostawiałam dzieci przed Audytorium Maximum. I tak patrzyliśmy wszyscy, razem z profesorem, czy przypadkiem nie krzyczą.

Skromnie o opozycji

Nie byłam działaczką opozycji. Jan Józef Lipski, jeden z założycieli KOR-u był moim dobrym kolegą i później, od 1975 roku, bywałam jego skromną pomocnicą, jedną z wielu. Ot, coś przenieść, załatwić, przesłać. Ale jeśli człowiek cokolwiek robił w opozycji, nawet malusieńko, to już miał poczucie, że to ma sens, że tak trzeba.

Marzec 1968 był natomiast zaskoczeniem. Wracałam z pracy, był Dzień Kobiet. I zobaczyłam zamknięte bramy Uniwersytetu, a na ulicy kordony milicji. Pobiegłam do domu, nie zastałam Jarka i Leszka, ogarnęło mnie przerażenie. Bałam się ponieważ nie wierzyłam, że protesty mogą cokolwiek dać poza represjami.

Lata 60. były okresem zniechęcenia, poczucia, że nic się już nie zmieni. Stan mojego ducha wyglądał wtedy tak: podział my-oni istnieje; absolutnie nigdy w życiu nie pójdę na żadne ugody; lepiej nie będzie. Uczyłam w w liceum i ciągle byłam wzywana przez inspektorat oświaty z najdziwniejszych w świecie powodów. Pytano mnie na przykład dlaczego mówiąc o "Granicy" Zofii Nałkowskiej nie opowiadam tylko o nędzy proletariatu, a mówię o konstrukcji powieści. Przyzwyczaiłam się do tego i nie przejmowałam się tym. Ale nie wierzyłam, że coś się zmieni. A potem uwierzyłam i już się nie bałam.

W duchu przodków

Wiedziałam, że zaangażowanie moich synów w opozycji jest nieuchronne. Byłabym zawstydzona gdyby był o inaczej. Mój pradziad walczył w powstaniu styczniowym, prapradziad w listopadowym. Były też w dziejach naszej rodziny strajki szkolne 1905 r. Na wojnie z bolszewikami w 1920 r. zginęli mój wuj ze strony matki i stryj - brat mojego ojca. Pierwszy, Rusław Szydłowski, był harcerzem. Poszedł na wojnę razem ze starszymi braćmi i kolegami z gimnazjum. Zginął mając zaledwie 16 lat, Stryj, rotmistrz Edward Jasiewicz, poległ w wieku 25 lat. Mój przyrodni brat, Jan Fyuth, został zamordowany w sowieckim łagrze za próbę przedostania się na Zachód do polskiego wojska. Mąż był w AK i w Powstaniu Warszawskim, ja w Szarych Szeregach. W tym duchu wychowałam Jarka i Leszka.

Gorący Sierpień

W sierpniu 1980 r. byłam na wakacjach. Niedaleko Wieruszowa był pałacyk Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego - dom pracy twórczej. Mój mąż pracował wtedy na Politechnice Warszawskiej i stamtąd dostawaliśmy wczasy. Z telewizji dowiedzieliśmy się o "przerwach w pracy" w Stoczni Gdańskiej. Nie mogliśmy dodzwonić się do Leszka bo łączność z Gdańskiem była zerwana. Nie mieliśmy też żadnych wieści od Jarka. Nie mogliśmy z tych wakacji dostać się do domu. W końcu ktoś nas przywiózł samochodem. Wchodzę do mieszkania, a na drzwiach kartka: "Koty nakarmione, Jarek w Pałacu Mostowskich". Wypuścili go 31 sierpnia wieczorem. Już przedtem dzwonił Leszek, który był w stoczni. Ale pełnia szczęścia zaczęła się gdy wrócił Jarek. W domu było parę osób. 31 sierpnia to imieniny mojego męża. Drugie przyjęcie odbywało się w Sopocie u Lecha. To była jedna z najlepszych chwil w moim życiu.

Straszny grudzień

O stanie wojennym dowiedziałam się od męża. Jarka zabrali dopiero 17 grudnia. Ale wrócił jeszcze tego samego dnia. Na piśmie odmówił podpisania "lojalki", ale mimo to go nie internowali. Natomiast zupełnie nie wiedziałam co się dzieje z Leszkiem.
Wywieźli go do Strzebielinka, ale zanim się o tym dowiedziałam, przeżyłam straszne chwile. To był okropny czas. Chodziłam wszędzie żeby dowiedzieć się gdzie jest Leszek. Ale nikt nic nie wiedział. W Pałacu Mostowskich był taki punkt informacyjny. Wchodziło się do specjalnych kabin i niewidoczne informatorki mówiły co wiedzą. To były milicjantki. Ale chyba było im przykro, przynajmniej takie miałam wrażenie. Chociaż oczywiście nie jestem pewna. Usłyszałam sympatyczny głos osoby, która wie co czuje matka szukająca wieści o synu. Ale wiadomość nie była dobra. Leszek mógł być w Czarnym, a to było najcięższe więzienie. Dopiero po kilku dniach dowiedziałam się, że jest w obozie dla internowanych w Strzebielinku. (...) Wydało mi się, że w porównaniu z Czarnem to musi być piękne miejsce. Żeby tam pojechać najpierw musiałam pójść do rady narodowej, a potem na komendę milicji po przepustkę. Jeździłam do Leszka raz na miesiąc, potem co 3 tygodnie.

Szczęście w rodzinie

Jarek mieszka z nami. To nasz opiekun, bardzo czuły i kochający. Zawsze uprzedza mnie przez telefon, jeśli ma zamiar późno wrócić do domu.

Leszek też jest na każde zawołanie. Wpada do nas, gdy tylko ma wolną chwilę, choćby na 5 minut. Codziennie o dziesiątej rano dzwoni, żeby zapytać, jak się czuję i czy czegoś nie potrzebuję. Natomiast późnym wieczorem, przed zaśnięciem, Leszek dzwoni zawsze do brata. To są takie nocne telefony, o północy lub jeszcze później. Jarek lubi pracować nocą, nawet do trzeciej nad ranem. Rano wychodzi z domu bardzo wcześnie, kiedy jeszcze śpię. Ale on lubi samotne śniadania (…).

Niezbyt często udaje nam się wszystkim razem zebrać, bo Leszek jest strasznie zapracowany. A jak tylko ma wolną sobotę czy niedzielę, wyrywa się do córki i wnuczki do Sopotu. Jest kochającym mężem, ojcem i dziadkiem. Jestem bardzo dumna z moich chłopców...

Fragmenty książki "Jadwiga Kaczyńska. Moja prawdziwa historia".

Jerzy Kubrak

http://wpolityce.pl/artykuly/45017-jest ... ej-kobiety


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 24 sty 2013, 07:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Pamiętaj w Niebie o Polsce

Piotr Czartoryski-Sziler

Rzesze Polaków żegnały wczoraj w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie Jadwigę Kaczyńską, matkę śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Pogrzeb miał zarazem wymiar uroczystości patriotycznej. Bazylika wypełniona była po brzegi. Ludzi zgromadziło się tak wielu, że nie sposób było nawet uklęknąć w kościele. Ci, którym nie udało się wejść do świątyni, zapełnili cały plac i ulicę.

W homilii ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, ordynariusz drohiczyński, wiele mówił na temat patriotyzmu zmarłej i jej poświęcenia dla rodziny. Jak podkreślił, Jadwiga Kaczyńska łączyła rolę Polki i role wynikające z przykładnego zaangażowania w życie rodzinne z aktywnością człowieka nauki. – Lubiła ludzi, rozmowy i spotkania. Zawsze pogodna i życzliwa. Natomiast przez ostatnie lata pobytu na ziemi musiała zmagać się z chorobą; chorowała przewlekle, ale znosiła choroby dzielnie. Wierzyła w Boga i była bardzo wdzięczna za dar Radia Maryja i Telewizji Trwam – zaznaczył ksiądz biskup. W poruszający sposób nakreślił atmosferę domu, jaki stworzyła swoim synom Jadwiga Kaczyńska.

Padło wiele ciepłych słów charakteryzujących Jadwigę Kaczyńską. Ordynariusz drohiczyński zadedykował jej słowa, które bł. Jan Paweł II wypowiedział w 1994 r. na temat roli polskich matek w kształtowaniu narodowego ducha. Ksiądz biskup Antoni Dydycz zauważył, że zmarła należała do grupy często cichych, lecz jakże ofiarnych bohaterek życia rodzinnego, wychowania domowego i życia społecznego.

Ksiądz biskup Antoni Dydycz przytaczał wczesne wspomnienia synów Jadwigi Kaczyńskiej. Lech Kaczyński mówił kiedyś, że był to dom starannego wychowania, w którym czytało się głośno ważne lektury, rozmawiało z dziećmi o świecie. Z kolei Jarosław Kaczyński często podkreślał, że matka poświęciła swoją karierę na rzecz wychowania synów, wkładając w to ogrom czasu i energii. Ordynariusz drohiczyński zaakcentował, że siły do wypełniania posłannictwa żony i matki zmarła czerpała z modlitwy.

– Świętej pamięci Jadwiga żyła dla Pana, dla swojej rodziny, dla swoich dwóch ukochanych synów. Za to piękne życie dzisiaj Panu Bogu dziękujemy, a jednocześnie prosimy o Boże Miłosierdzie, aby dobry Pan otworzył dla niej bramy Nieba. Modlimy się także za rodzinę, za syna Jarosława, za wszystkich, których ta śmierć napełniła smutkiem i bólem – powiedział na początku Mszy Świętej metropolita warszawski ks. kard. Kazimierz Nycz, który przewodniczył Eucharystii. W koncelebrze licznie uczestniczyli księża biskupi i kapłani. Poza ordynariuszem drohiczyńskim obecni byli metropolita gdański ks. abp Sławoj Leszek Głódź, ks. abp Andrzej Dzięga ze Szczecina, ks. bp Wiesław Mering z Włocławka. Z zebranymi modlił się również dyrektor Radia Maryja o. dr Tadeusz Rydzyk (uroczystości pogrzebowe transmitowały Radio Maryja i Telewizja Trwam).

Oprócz najbliższej rodziny – syna Jarosława oraz wnuczki Marty z córkami – hołd zmarłej przyszli złożyć jej przyjaciele i koledzy z Polskiej Akademii Nauk, delegacje państwowe, harcerze, kombatanci, lekarze, którzy ją leczyli, jak również siostry zakonne opiekujące się panią Jadwigą do ostatnich chwil ziemskiego życia. Przybyli również przedstawiciele służb mundurowych, Wojska Polskiego i policji, a także działacze „Solidarności” i związków zawodowych. We Mszy Świętej uczestniczyli parlamentarzyści, członkowie Prawa i Sprawiedliwości, ambasador USA w Polsce Stephen Mull i tysiące osób z całej Polski.

Cicha bohaterka
W homilii padło wiele ciepłych i ciepło przyjętych słów doskonale charakteryzujących Jadwigę Kaczyńską. Ordynariusz drohiczyński zadedykował jej słowa, które bł. Jan Paweł II wypowiedział w 1994 r. na temat roli polskich matek w kształtowaniu narodowego ducha. Ksiądz biskup Antoni Dydycz zauważył, że zmarła należała do grupy często cichych, lecz jakże ofiarnych bohaterek życia rodzinnego, wychowania domowego i życia społecznego. Taka postawa w istocie stanowi posłannictwo świeckich apostołów. – Dziękuję, mamo Jadwigo, za wspaniałe wychowanie synów, prezydenta Rzeczypospolitej – już męczennika, i premiera – mówił w osobistym tonie kaznodzieja. – Za twój patriotyzm, miłość do Polski, za słowa, które nieraz słyszałem w telefonie, ciepłe, pełne zachęty, jakby nie było cierpienia i choroby. Dziękuję za utrwalenie wizerunku matki Polki w licznych umysłach i sercach – dodał. – Pamiętaj w Niebie o Polsce – konkludował ordynariusz drohiczyński.

Na zakończenie uroczystości w bazylice Świętego Krzyża wspomnieniem o matce podzielił się Jarosław Kaczyński, przewodniczący Prawa i Sprawiedliwości. Jak zaznaczył, zmarła była osobą bardzo skromną, cichą, spokojną, sympatyczną, czym bardzo zjednywała sobie ludzi. – Z jej pokoju, gdy odwiedzali ją goście – także w ostatnich tygodniach życia – dobiegał śmiech. Miała szeroki krąg przyjaciół, zawsze chętnie pomagała ludziom. Nie potrafiła jednak zabiegać o swoje sprawy, a życia nie traktowała w kategoriach kariery. Poświęciła swoim dzieciom znaczną część życia – powiedział Jarosław Kaczyński. Prezes PiS zaakcentował, że jego mama od wczesnej młodości stawała w obronie zasad i wartości, w które wierzyła. W szczególności broniła prawa nauczycieli do tego, aby nauczać historii polskiej literatury zgodnie z prawdą, uwzględniając np. poezję metafizyczną Mikołaja Sępa Szarzyńskiego. – Miała wiarę, której można było jej zazdrościć, wyniesioną od ludzi XIX wieku, a wpojoną jej przez dziadków. Cechował ją także patriotyzm i niezachwiany charakter. Miała też ujmującą osobowość, była bliska ludziom i kochała literaturę – powiedział Jarosław Kaczyński, który następnie podziękował wszystkim celebransom, uczestnikom Mszy św., a także osobom, które zajmowały się jego matką w czasie choroby.

Uroczystości pogrzebowe w bazylice Świętego Krzyża zakończyły się odczytaniem listu kondolencyjnego od ks. kard. Stanisława Dziwisza. „Dała nam przykład wiernej miłości do Polski, pełniąc z odwagą posługę sanitariuszki w czasie II wojny światowej, a potem pracując z oddaniem jako nauczycielka języka polskiego i pracownik naukowy w Instytucie Badań Literackich PAN” – napisał metropolita krakowski. „Wspominam waszą Mamę z perspektywy wielu spotkań z Prezydentem Rzeczypospolitej Lechem Kaczyńskim i jego świadectwa wiary chrześcijańskiej. Dziękuję Bogu za dar jej życia, poświęconego bez reszty rodzinie i konsekwentnemu urzeczywistnianiu ideału matki, towarzyszącej swoim synom mądrą radą i wiernym trwaniem przy najwyższych wartościach” – podkreślił ks. kard. Stanisław Dziwisz.

Jadwiga Kaczyńska z domu Jasiewicz urodziła się 31 grudnia 1926 r. w Starachowicach, w rodzinie o ziemiańskich tradycjach. Była wychowana w duchu chrześcijańskiego etosu polskiej inteligencji. Mając 15 lat, po wybuchu II wojny światowej wstąpiła do Szarych Szeregów, pełniła posługę sanitariuszki. Od 1944 roku pracowała na oddziale chirurgii w starachowickim szpitalu. W mieście tym ukończyła też liceum. Studiowała polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, a po jej ukończeniu podjęła pracę w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, gdzie zajmowała się głównie dokumentacją. W latach 1946-1948 działała w Sodalicji Mariańskiej. Nauczała języka polskiego w liceach warszawskich. W 1948 roku wyszła za mąż za Rajmunda Kaczyńskiego, żołnierza Armii Krajowej, uczestnika Powstania Warszawskiego, odznaczonego Orderem Virtuti Militari. Rok później przyszli na świat jej synowie – Jarosław i Lech – i od tej pory poświęciła się całkowicie ich wychowaniu, ucząc ich umiłowania Polski i książek, które stanowiły pasję jej życia. Była członkiem „Solidarności” i wspierała opozycję demokratyczną. Jadwiga Kaczyńska zmarła po długiej chorobie 17 stycznia br. w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. Miała 87 lat. Spoczęła w rodzinnym grobowcu na warszawskich Starych Powązkach.

http://www.naszdziennik.pl/wp/21886,pam ... olsce.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 23 lut 2013, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Polka niezwykła – wspomnienie o Władysławie Milczarek (1925-2013)

Pani Władysława odeszła 5 lutego 2013 r., cicho i niepostrzeżenie, jakby nie chciała swoją osobą robić kłopotu. Mimo swoich 87 lat zachowała w obcowaniu z innymi w słowach i gestach dziecięcą prostotę.

Kilka tygodni temu podczas rozmowy telefonicznej głos miała już łamliwy, jakby pozbawiony dźwięku i tej dziewczęcej, typowej dla niej radosnej świeżości. Bo nawet gdy mówiła o trudnych sprawach, zawsze towarzyszyła jej nadzieja. Mówiła z uśmiechem na ustach; „Niczego się nie boję, bo jest Pan Bóg, a ja zawsze Jemu ufałam i na Niego liczyłam”. Będąc wierna Panu Bogu, miała we krwi ewangeliczną zasadę, że wiara bez uczynków jest martwa, czyniła więc dobro, od najbliższej rodziny poczynając. Zawstydzała nas swą młodzieńczą werwą obecną jeszcze w ostatnich miesiącach życia, silnie rozwinięty zmysł organizacyjny pozwalał jej na szybkie i skuteczne reakcje. Nieprawdopodobne, ile taka drobna osoba, z licznymi schorzeniami, coraz trudniej poruszająca się w granicach własnego pokoju, mogła załatwić spraw, rozruszać biernych i lękliwych. Zapewne te dyspozycje serca i charakteru nie były przypadkowe – wyniosła je z domu rodzinnego, z niewielkiej mazowieckiej wsi, gdzie fundament stanowiły katolicka wiara, zasady moralne, miłość do Ojczyzny, tradycja, pracowitość, szacunek okazywany autorytetom, pomoc bliźnim, gdzie wielką wartość miała dobra książka i wspólne czytanie. (…) Łódzkie środowisko mogłoby na ten temat napisać opasłą księgę, bo Pani Władysławie to się należy.

(…) Gdy już fizycznie nie mogła uczestniczyć w życiu społecznym, pisała przesłania do Polaków, redagowała pisma urzędowe, teksty protestów, także w obronie prześladowanych osób, kierowane do różnych instytucji (niektóre publikowane w dziale „Czytelnicy” „Naszego Dziennika”). Utrwalała na papierze pamięć o zasłużonych ludziach. (…) Pisała sercem o tym, co dla niej było najważniejsze – o Polsce, którą kochała jako pierwszą po Bogu. Teraz po jej odejściu tomiki wierszy wysyłane systematycznie do przyjaciół, wydawane z wielkim trudem z powodów finansowych, będą nie tylko pamiątką po Pani Władysławie, ale zobowiązaniem. Bo wzór człowieka, jakim była, jest godny naśladowania – hierarchia wartości, wierność zasadom, niezwykła wrażliwość i w konsekwencji pomoc bliźniemu bez granic, pomoc wykraczająca poza czyjąś prośbę, czyniona z własnej inicjatywy, a także skromność.

Czytelnicy „Naszego Dziennika” zapewne pamiętają jej krótkie wiersze-modlitwy zamieszczane przez wiele lat w dziale „Czytelnicy”. Dziękujemy dobremu Bogu, że postawił Panią Władysławę na naszej drodze, osobę, dla której mottem było mobilizujące: „Nie spocznę, bo jeszcze żyję”.

Danuta Lewandowicz z rodziną

http://www.naszdziennik.pl/wp/24853.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 11 maja 2013, 05:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Człowiek odważnej wiary

Długie lata wspólnej pracy pozwoliły mi poznać Marię Okońską jako człowieka żywej, jakby „wcielonej” wiary. Bóg obdarzył ją silną, bogatą osobowością. Zachwycała mnie jej radość życia. Jeszcze na kilka dni przed śmiercią, przy stole podczas kolacji w Domu Pamięci Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Częstochowie, zapytała: „Życie jest piękne, prawda dzieci?”.

Maria zawsze była sobą, „nie kłaniała się okolicznościom”. Aby te słowa nie były tylko literackim cytatem, spróbuję zobrazować je krótkim, ale bardzo sugestywnym, bogatym w treść fragmentem z jej życiorysu, dotyczącym trzech miesięcy pobytu w areszcie śledczym na Koszykowej.

Była zatrzymana za organizowanie obozów letnich dla młodzieży akademickiej. W 1948 roku zorganizowała wakacje z Bogiem dla dwustu studentek. W Wielkim Tygodniu przyjechało na spotkanie na KUL blisko sto dziewcząt, które w ciągu roku skupiały się w tzw. ogniskach. Maria przeczuwała, że może być aresztowana.

W Wielki Wtorek poprosiła biskupa lubelskiego Stefana Wyszyńskiego, swojego kierownika i ojca duchowego, o błogosławieństwo „na trudne dni” i powiedziała o swoim przeczuciu. Ksiądz biskup był zdumiony. Maria z pogodą serca dodała: „Przecież to wszystko za ciebie ojcze i za Kościół w Polsce. Czy może być większa radość duchowa?”.

W Wielką Środę, 24 marca, Maria otrzymała z sekretariatu KUL wiadomość, że o godz. 17.00 będzie do niej na poczcie ważny telefon. Zdziwiona taką informacją pojechała na pocztę, przeczuwając, że może chodzić o coś innego niż telefon. Założyła ładną, wełnianą sukienkę, myśląc: „Jeśli mnie aresztują, muszę wyglądać przyzwoicie, nawet elegancko”.

Przed wyjściem powiedziała dziewczętom, że jeśli nie wróci za godzinę, to znaczy, że jest aresztowana. Kiedy dojechała do poczty, okazało się, że poczta jest zamknięta. Natychmiast podeszli do niej dwaj mężczyźni i oświadczyli, że jest aresztowana. Maria zapewniała, że to pomyłka.

Wtedy panowie powiedzieli, że wiedzą o istnieniu Ósemki, grupy konspiracyjnej niezarejestrowanej u władz państwowych, wiedzą o obozie akademickim w Bukowinie Tatrzańskiej i o stu dolarach, które otrzymała od pewnego inżyniera z Delegatury Rządu Londyńskiego. Maria odpowiedziała: „Jak tak wszystko wiecie, to po co mnie aresztowaliście?”. Nie uzyskała odpowiedzi.

Została przewieziona pociągiem do Warszawy. Wspominała, że całą drogę spała zmęczona pracą na zjeździe młodzieży akademickiej, aż się panowie głośno dziwili: „Ale śpi, ma mocne nerwy”. Po wstępnym śledztwie zaprowadzono Marię do celi więziennej. Była godzina 23.00.

O tej godzinie Maria była zapisana na KUL na adorację wielkoczwartkową. „Byłam więc szczęśliwa – pisze w swoich wspomnieniach więziennych – że z pewnymi zmianami zaczynam moją od dawna ustaloną adorację Bolejącego Chrystusa. Jakże Bóg jest Dobry, jak wierny, jak nieskończenie Miłosierny”. Był to 25 marca.

W czasie śledztwa zachowywała spokój. Na początku przez kilka minut modliła się po cichu do Ducha Świętego, do Matki Bożej, do Michała Archanioła i do Aniołów Stróżów – swojego i oficera śledczego. Gdy po kilku minutach major zapytał, dlaczego tak milczy, odpowiedziała zgodnie z prawdą, że się modli. Od tej pory więcej nie pytał. W czasie śledztw Maria najczęściej odpowiadała, że nie wie, nie pamięta, nie zna. W ciągu pierwszego miesiąca miała trzynaście przesłuchań, każde trwało po kilka godzin.

Pewnego dnia pułkownik zaprowadził ją do samej Julii Brystygierowej (szefowa IV Departamentu UBP, jedna z czołowych postaci stalinizmu w Polsce). Maria podczas całego pobytu w więzieniu, także w czasie tego spotkania, chciała dać świadectwo Chrystusowi i przybliżyć jej chociaż trochę miłość Boga.

Na początku pani pułkownik przedstawiła się: „Jestem szefem wydziału, który panią więzi”. Maria odpowiedziała: „Rola raczej niemiła”. „Chciałam panią poznać” – kontynuowała pani Brystygierowa. „Oto jestem w całej okazałości” – odpowiedziała Maria. Wspominała, że po tych ponad dwóch miesiącach więzienia wyglądała raczej koszmarnie – z rozpuszczonymi włosami, bo spinki jej zabrali, blada, chwiejąca się na nogach. Ze zdumieniem wspominała również, że Bóg wzbudził w jej sercu uczucie życzliwości dla tej „krwawej kobiety”.

Także Brystygierowa zwracała się do niej z dziwną, ale chyba nieudawaną sympatią. W trakcie śledztwa w pewnym momencie Maria oświadczyła: „Widzę, że to pani wydała nakaz aresztowania mnie, ale nie mam żalu do pani, bo więzienie jest dla mnie wielką łaską, raczej odczuwam do pani wdzięczność”. Widząc zdziwienie, Maria postanowiła przybliżyć, co ma na myśli: „Wyjaśniłam więc, dlaczego więzienie jest dla mnie łaską i to wielką, za Kościół, za Ojca, za Bożą sprawę itd. Była zdumiona i coraz milej do mnie nastawiona.

Czasami mówiła: ’moje dziecko’”. Maria wyjaśniła jej, co to jest Kościół i jaką potęgą jest w Narodzie Polskim. Jaką radością jest móc cierpieć za Kościół i dla Kościoła. „Przecież nie prowadziłam żadnej pracy politycznej, tylko apostolską, wychowując religijnie polskie dziewczęta zmarnowane okupacją niemiecką i zdobywając ich serca dla Pana Boga, dla Ojczyzny, więc więzienie za taką działalność jest dla mnie zaszczytem. Była bardzo zdumiona moją wypowiedzią”.

Rozmowa trwała około dwóch godzin. Julia Brystygierowa zapytała w pewnym momencie: „Co pani o nas myśli?”. Maria zapytała: „O was, to znaczy o kim?”. „O ludziach komunizmu i pracownikach Urzędu Bezpieczeństwa”. Maria odpowiedziała: „Myślę bardzo źle” – i uzasadniła dlaczego. Powiedziała nawet o swoim zdziwieniu wobec faktu, że na korytarzach spotyka się oficerów w sowieckich mundurach.

Brystygierowa wyjaśniła, że jest to znak przyjaźni polsko-radzieckiej. Maria odważyła się też zapytać wprost: „Proszę pani, czy pani jest osobą wierzącą, czy pani wierzy w Boga?”. „Ależ skąd! Co pani przyszło do głowy” – odpowiedziała. Maria nie ustępowała, mówiła dalej: „Bo jeśli pani ma doktorat z filozofii, to znaczy, że jest pani człowiekiem myślącym, a jeśli się myśli, to niemożliwą rzeczą jest nie dojść do wiary w Boga. Jak pani mogła do tego nie dojść?”. Potem w długiej rozmowie Maria opowiadała jej z wielką miłością i życzliwością o Bogu, o mocy wiary w Narodzie, o Jasnej Górze.

Brystygierowa słuchała ze zdumieniem, ale bardzo życzliwie. Na koniec zwróciła się do Marii słowami: „Daję pani, moje dziecko, mój zastrzeżony telefon. Nigdzie on nie istnieje. Niech się pani teraz go nauczy (…). Proszę dzwonić zawsze, kiedy pani będzie miała do mnie jakąkolwiek sprawę czy prośbę. Jestem do dyspozycji”. Maria zapamiętała telefon. Przydał się, gdy potrzebowała przepustki do uwięzionego księdza Prymasa, do Komańczy. Ilekroć słuchałam tych wspomnień Marii, myślałam, że tak może się zachowywać człowiek ogromnej wiary, silniejszej niż wszelkie zewnętrzne okoliczności.

--------------------------------------------------------------------------------

Cytaty zaczerpnięte są z książki Marii Okońskiej „Światło w mroku”, Warszawa 2004, Oficyna Wydawnicza „Adam”.

Anna Rastawicka

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wiary.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 05 cze 2013, 15:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Zmarł ks. kard. Stanisław Nagy

Obrazek
Fot. Robert Sobkowicz

Ks. kard. Stanisław Nagy, kapłan Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, urodził się 30 września 1921 roku w Bieruniu Starym (woj. śląskie) w rodzinie górniczej, zmarł dziś rano w Krakowie, w wieku 92 lat.

Ksiądz Kardynał był wybitnym teologiem fundamentalistą i ekumenistą, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, przewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Jana Pawła II w Lublinie.

Ks. prof. zw. dr hab. Stanisław Nagy SCJ – kapłan Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, profesor zwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Jana Pawia II w Lublinie, wykładowca teologii fundamentalnej i ekumenicznej. Urodził się 30 września 1921 r. w Bieruniu Starym w religijnej rodzinie czynnie zaangażowanej na rzecz przynależności Śląska do Macierzy.

Po wstąpieniu do Zgromadzenia (1937) i złożeniu ślubów wieczystych (1941) przyjął w Krakowie święcenia kapłańskie z rąk biskupa Stanisława Rosponda (1945). Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim uzyskując magisterium (1948), a następnie przeszedł stopnie kariery akademickiej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim: 1952 – doktorat, 1968 – habilitacja, 1979 – profesor nadzwyczajny, 1985 – profesor zwyczajny. Rektor Małego Seminarium Księży Sercanów w Krakowie Płaszowie (1947-1950), rektor Wyższego Seminarium Duchownego Księży Sercanów w Tarnowie (1952-1958). Od roku 1958 prowadzi wykłady na KUL, mianowany w 1970 roku kierownikiem nowo utworzonej Sekcji Teologii Porównawczej i Ekumenicznej. Prodziekan Wydziału Teologii KUL (1972-1974). Kierownik Katedry Eklezjologii Fundamentalnej (1972-1991). Członek Komisji Mieszanej Katolicko-Luterańskiej powołanej przez watykański Sekretariat ds. Jedności Chrześcijan i Światową Federację Luterańską. Wieloletni przewodniczący Sekcji Profesorów Teologii Fundamentalnej przy Komisji Episkopatu Polski ds. Nauki. Dwukrotnie uczestniczył w charakterze eksperta w Synodach Biskupów (1985 i 1991). Z nominacji Jana Pawła II członek Międzynarodowej Komisji Teologicznej przez dwie kadencje (1986-1996). Redaktor działu ekumenicznego Encyklopedii Katolickiej i członek kolegium redakcyjnego Roczników Teologicznych. Od roku 1973 pracownik naukowo-dydaktyczny Papieskiego Fakultetu Teologicznego we Wrocławiu. Promotor licznych prac doktorskich i magisterskich, uczestnik wielu przewodów habilitacyjnych i profesorskich. Przyjaciel młodzieży akademickiej. Ceniony kaznodzieja i rekolekcjonista. Dnia 28 stycznia 2003 roku otrzymał medal Pontificia Facultas Theologica z okazji trzechsetlecia Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

Ojciec Święty Jan Paweł II w niedzielę 28 września 2003 r. mianował ks. prof. Stanisława Nagy’ego kardynałem.

W dniu 13 października 2003 r. Ks. prof. Stanisław Nagy – kardynał nominat – przyjął w Katedrze na Wawelu święcenia biskupie.

Ksiądz kardynał nominat decyzją Ojca Świętego otrzymał także tytuł arcybiskupa. Dewizą nowego kardynała oraz Mottem herbu arcybiskupiego i kardynalskiego będą słowa: “In Te Cor Iesu speravi” – „W Tobie, Serce Jezusa, swą ufność złożyłem”. W jego kardynalskim herbie znajdą się symbole: Serca Jezusa, Biblia, kotwica – symbol nadziei i wiary oraz monogram słów Ave Maria.

Kapelusz kardynalski otrzymał on na uroczystym konsystorzu w dniu 21 października br. w Watykanie.

W dniu 29 XII odbyła się w rodzinnej parafii Księdza Kardynała niecodzienna uroczystość Prymicji Kardynalskich. Podczas uroczystej Mszy świętej w kościele św. Bartłomieja wspólnie z Ks. Kardynałem dziękowaliśmy Bogu za to szczególne wyróżnienie. Razem z Kardynałem Eucharystię celebrowali biskupi katowiccy i księża dekanatu Bieruń. Uroczystość zgromadziła licznych parafian z Bierunia i okolicznych miejscowości. Po Mszy św. władze miasta uhonorowaly Ks. Kardynała honorowym obywatelstwem Bierunia.

Archidiecezja Krakowska/RIRM




Ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, ordynariusz diecezji drohiczyńskiej

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ercu-jez...

Wiadomość o śmierci ks. kard. Stanisława Nagy jest z pewnością jedną z tych informacji, które przynoszą wiele bólu.

Zmarły dziś kardynał uzyskał ten wspaniały tytuł nie ze względu na pełnienie roli administracyjnej, lecz ze względu na wybitne walory osobowe, jakimi się wyróżniał jako kapłan, zakonnik, sercanin. Takie nadanie tytułu kardynalskiego jest wyjątkowe i nie zdarza się często.

Ojciec Święty Jan Paweł II zastosował tego typu metodę dla podkreślenia wartości postawy ks. kard. Nagy, jaką przez całe życie się wyróżniał. Bez względu na to, jakie obowiązki i posługę pełnił.

Należy pamiętać, że ks. kard. Nagy był profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Był bardzo bliski bł. Janowi Pawłowi II, po tym jak przeniósł się do Krakowa.

Często odwiedzał Ojca Świętego w Watykanie, by służyć mu swym wsparciem i pomocą, m.in. przy opracowywaniu ważnych dokumentów. Ta pomoc była ceniona przez Ojca Świętego. Podczas pierwszego synodu poświęconego Europie wśród ekspertów był obecny m.in. ks. kard. Nagy, który zawsze zdecydowanie, klarownie i odważnie reagował na wszystkie sprawy dotyczące Kościoła.

Zmarły dziś ks. kard. Nagy zapisał się w pamięci jako gorliwy kapłan, wierny katolik i wspaniały Polak. Starał się zawsze wypełniać w sposób bardzo dokładny wszystko to, do czego Pan Bóg go powołał.

Miałem okazję często spotykać się z księdzem kardynałem.

Pamiętam pewne rekolekcje, które prowadziłem dla Księży Sercanów w ich wyższym seminarium duchownym. Na to modlitewne spotkanie przybył ks. kard. Nagy. Jego obecność nadała tym rekolekcjom szczególny wymiar. Wniósł bardzo wiele żywotności, siły ducha. Jego spojrzenie na życie i wiarę było silne, otwarte, żywe. Mimo iż miał trudności z poruszaniem się, to widoczny był ogień, jaki płonął w jego sercu i umyśle.

Ta jego siła i ogromna wiara oraz ufność Panu Bogu i Matce Najświętszej widoczne były przy każdym spotkaniu. O tej ogromnej i bezgranicznej ufności świadczy kardynalska dewiza, jaką przyjął: „In Te Cor Jesu speravi” (W Tobie, o Serce Jezusa, mą ufność złożyłem).

Będzie brakowało nam ks. kard. Nagy jako kapłana, człowieka i przyjaciela.

Jezus Chrystus nam powiedział: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce” (J 14, 2). Dlatego wierzymy, że w tym domu ks. kard. Nagy już znalazł swoje miejsce i będzie tam kontynuował swoje wielkie dzieło. Może nie swoją inteligencją, mądrością i posługą kapłańską, ale wstawiennictwem za nami u Pana Jezusa.

Zapewne od czasu do czasu będzie dyskretnie uśmiechał się do nas, dodając nam otuchy i odwagi, byśmy nie zrezygnowali z tych wartości, dla których szerzenia i głoszenia zostaliśmy powołani, a także byśmy szli spokojnie i odważnie przekazywać całemu światu Ewangelię Pana naszego Jezusa Chrystusa.

http://blogmedia24.pl/node/63663


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 11 cze 2013, 06:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Broń Radia Maryja i Telewizji Trwam

Bp Ignacy Dec, ordynariusz świdnicki

Księdza kardynała Stanisława Nagy poznałem osobiście w czasie moich akademickich studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (1970-1976). Studiowałem wówczas filozofię teoretyczną na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej. Po uzyskaniu magisterium z filozofii (czerwiec 1973 r.) podjąłem studia doktoranckie na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej i równocześnie zapisałem się na studia z zakresu teologii fundamentalnej na Wydziale Teologicznym. W roku akademickim 1973/1974 uczęszczałem na osiem wykładów teologicznych, wśród których był wykład ks. doc. dr. hab. Stanisława Nagy pt. „Nieomylność Kościoła” – w wymiarze dwóch godzin tygodniowo. 11 czerwca 1974 roku zdałem egzamin z tego wykładu monograficznego z wynikiem bardzo dobrym. Podobnie było w roku akademickim 1974/1975.

Nasz mistrz

Oprócz zajęć na studiach doktoranckich z filozofii kontynuowałem studia doktoranckie na Wydziale Teologicznym. Wśród ośmiu wykładów teologicznych słuchaliśmy wykładu monograficznego ks. prof. Stanisława Nagy pt. „Znamiona prawdziwego Kościoła”. Wykład zakończył się egzaminem końcowym 23 czerwca 1975 roku. Ksiądz profesor Nagy prowadził wykład z pamięci, nie posługując się żadnymi pomocami naukowymi. Mówił z wielką pasją. Zasadniczo w czasie wykładu nie siedział, ale chodził tam i z powrotem wzdłuż frontowej ściany, gdzie znajdowała się katedra profesorska. Wszyscy słuchaliśmy profesora z dużym zainteresowaniem. Podziwialiśmy jego wielką erudycję i miłość do Kościoła, o którym mówił jak o swoim rodzinnym domu.

Po powrocie ze studiów do archidiecezji wrocławskiej, pełniąc przez pierwsze trzy lata obowiązki wikariusza parafii Świętej Rodziny we Wrocławiu (1976-1979), prowadziłem także zajęcia w Papieskim Wydziale Teologicznym i w Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu. Zakres moich zajęć poszerzył się z chwilą, gdy zostałem wychowawcą alumnów w Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu. Mieszkając w seminarium, spotykałem się przynajmniej raz w miesiącu z ks. prof. Stanisławem Nagy, który od roku 1973 regularnie przyjeżdżał przez ponad dwadzieścia lat z wykładami do Wrocławia aż do swojej emerytury, a więc do lat dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia. We Wrocławiu był bardzo lubiany i oczekiwany. Przyjaźnił się bardzo z ks. prof. Józefem Majką i ks. prof. Janem Kruciną, którzy stanowili wówczas rodzimy fundament Papieskiego Wydziału Teologicznego. Pozostały mi w miłej pamięci przede wszystkim dyskusje, które były prowadzone przy stole, w małym profesorskim refektarzu seminaryjnym. My, wówczas młodsi adepci teologii i młodsi pracownicy naukowi oraz wychowawcy, z wielkim zainteresowaniem przysłuchiwaliśmy się uczonym dyskusjom prowadzonym przez dojeżdżających profesorów (o. prof. Ludwik Krupa OFM, o. prof. Hugolin Langkammer OFM, ks. prof. Jan Dudziak, ks. prof. Jan Kowalski, ks. prof. Stanisław Nagy i inni).

Ksiądz profesor Nagy wraz z innymi profesorami dojeżdżającymi na wtorki do Wrocławia (z Lublina, Krakowa, Warszawy i Poznania) bardzo nobilitowali wrocławskie środowisko teologiczne i mają swój wielki udział w kształtowaniu tego środowiska przynajmniej przez ćwierć wieku.

Ważne zobowiązanie

Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu odwdzięczył się ks. prof. Stanisławowi Nagy, nadając mu najwyższą godność akademicką, tytuł doktora honoris causa. Uroczystość nadania doktoratu honorowego odbyła się w Krakowie, 10 maja 2009 roku, w Arcybiskupim Seminarium Duchownym. Uczestniczyło w niej czterech kardynałów (kard. Stanisław Dziwisz, kard. Franciszek Macharski, kard. Marian Jaworski i kard. Henryk Gulbinowicz). Obecny był także ks. abp Marian Gołębiewski, ówczesny metropolita wrocławski. Laudację na cześć profesora laureata wygłosił ks. prof. Waldemar Irek, rektor PWT we Wrocławiu. Po promocji doktorskiej przemówienia wygłosili ks. abp Marian Gołębiewski, prof. Tadeusz Więckowski, rektor Politechniki Wrocławskiej, ks. prof. Józef Swastek z Wrocławia, ks. prof. Marian Rusecki z Lublina i ks. kard. Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski. Na końcu wykład magistralny z pamięci wygłosił laureat, ks. kardynał Stanisław Nagy. Mówił o kształtowaniu się polskiej teologii po drugiej wojnie światowej.

Podczas posiłku ks. kard. Nagy przyjmował gratulacje i życzenia. Kolejka była długa. Podszedłem i ja, by pogratulować otrzymanego wyróżnienia i podziękować za to, co w ciągu lat otrzymałem z jego mądrych wypowiedzi i publikacji, w których było tak wiele miłości do Kościoła, do Ojca Świętego Jana Pawła II. Kardynał popatrzył na mnie. Czekałem, co powie. Powiedział tylko jedno zdanie: „Broń Radia Maryja i Telewizji Trwam”. Słowa te noszę w moim sercu i traktuję je jako jedno z bardzo ważnych zadań mojej posługi kapłańskiej.

http://www.naszdziennik.pl/wp/35343,bro ... trwam.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 22 lut 2014, 07:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Dbajmy o jedność Kościoła

Niepublikowana rozmowa ze śp. ks. infułatem Józefem Wójcikiem przeprowadzona przez Krzysztofa Losza

Dlaczego zdecydował się Ksiądz na napisanie książki „Był taki Wielki Tydzień”?

– Chciałem przypomnieć tamte bolesne w historii Ojczyzny i Kościoła wydarzenia, gdy komunistyczne władze powołały tzw. niezależną parafię w Wierzbicy. Chciały w ten sposób rozbić jedność Kościoła, to był jeden z najbardziej wymownych przykładów tego, jak wygląda polityka wyznaniowa Władysława Gomułki i jego ekipy, jak komuniści pojmują wolność wyznawania religii, która była przecież zapisana w konstytucji PRL. Oni nie szanowali nawet prawa, które sami uchwalili. Ale ta książka ma być również nauką, przestrogą, bo teraz też próbuje się rozbijać Kościół.

Do wydarzeń w Wierzbicy doszło w latach 60. To już dla wielu osób zamierzchła przeszłość. Gdyby mógł Ksiądz Infułat przypomnieć atmosferę tamtych lat?

– Lata 60. to był bardzo trudny czas dla Kościoła, bo komuniści dążyli do otwartej konfrontacji. Władysław Gomułka wyrzucił lekcje religii ze szkół, utrudniał zakładanie nowych parafii, budowę kościołów. To wtedy Służba Bezpieczeństwa uaktywniła swoje działania wymierzone przeciwko kapłanom, ludziom wierzącym, starała się wciągać niektórych z nich do formalnej tajnej współpracy, i to się niekiedy udawało. Równolegle na ludzi Kościoła spadały różnorakie represje. Dlatego komuniści postanowili wykorzystać propagandowo sprawę Wierzbicy, gdzie w 1962 roku przeciwko swojemu biskupowi zbuntował się wikary, ks. Zdzisław Kos. Jego bunt poparła część parafian. Być może całą sprawę udałoby się polubownie załagodzić, gdyby nie wmieszały się w to władze i SB. Od nich ks. Kos otrzymał ogromne wsparcie, do Wierzbicy skierowano do pracy innych zbuntowanych księży. Komuniści zalegalizowali tzw. niezależną parafię, której przekazali kościół i inne budynki parafialne. Było to bezprawie, bo kościół należał do diecezji sandomierskiej i władze nie miały prawa nim dysponować. Ja i inni kapłani, których biskup skierował do Wierzbicy, musieliśmy odprawiać Msze Święte i nabożeństwa w prywatnych domach. Byliśmy karani, tak samo jak właściciele tych domów, za „organizowanie i udział w nielegalnych zgromadzeniach”. Ta sytuacja trwała aż do 1968 roku.

W Wierzbicy udało się uratować jedność Kościoła. Ale ten konflikt najbardziej odbił się na lokalnej społeczności.

– Niestety. Bunt księdza Kosa spowodował, że w konflikcie żyli sąsiedzi, gdyż jedni poparli byłego wikarego, a inni zachowali jedność z Kościołem. Skłóconych i podzielonych z tego samego powodu było wiele rodzin. Potem godzenie ludzi, leczenie ran, zasypywanie podziałów zajęło dużo czasu i pracy księży. Zawsze tak jest, że gdy w jakiejś parafii dochodzi do różnych podziałów, konfliktów, to najbardziej cierpi ta konkretna wspólnota.

Ksiądz Infułat, wspominając tamte wydarzenia, zawsze mówił o tym, że Wierzbica to był komunistyczny eksperyment, służący opracowaniu metody rozbijania jedności Kościoła. Dlaczego wydarzenia w niewielkiej parafii pod Radomiem mogły wpłynąć negatywnie na cały Kościół?

– Gdyby komunistom udało się osiągnąć sukces w Wierzbicy, gdyby tu odnieśli zwycięstwo, w podobny sposób mogliby walczyć z katolikami w innych miejscach. Oni wiedzieli, że dopóki Kościół jest silny, dopóki jest jednością, nie da się go pokonać, zniszczyć, a na tym im zależało. Chcieli oderwać Naród od Kościoła, od wiary. Ale na szczęście wtedy na czele polskiego Kościoła stał Sługa Boży ks. kard. Stefan Wyszyński, człowiek głębokiej wiary, cieszący się ogromnym szacunkiem i autorytetem. Ksiądz Prymas był także w Wierzbicy, aby wesprzeć parafian szykanowanych przez komunistów za dochowanie wierności Kościołowi. Ogromne znaczenie miała też postawa Sługi Bożego ks. bp. Piotra Gołębiowskiego. Księdzu biskupowi bardzo zależało na pokojowym, zgodnym z zasadami miłości chrześcijańskiej i miłosierdzia, rozwiązaniu konfliktu w Wierzbicy. I to się udało.

Zwrócił Ksiądz na początku naszej rozmowy uwagę na to, że ta książka ma też być przestrogą. Dlaczego?

– Jeśli uważnie przyjrzymy się temu, co dzieje się w Polsce, to łatwo dostrzeżemy, że wiele osób, środowisk dąży do tego, żeby rozbić jedność Kościoła. I my, katolicy, musimy się temu przeciwstawić.

Tylko metody są inne niż w czasach komunistycznych.

– Tak, te metody są bardziej subtelne. Teraz nie widzimy brutalnych, antykościelnych działań władz. Ale jedność Kościoła jest zagrożona, choćby przez działania nieprzychylnych mediów. Rozdmuchują one różne „afery”, aby skompromitować kapłanów, biskupów, ludzi wierzących. Te „afery” mają podważyć zaufanie ludzi do kapłanów, do Kościoła. W tę jedność uderza też manipulowanie słowami, wypowiedziami Ojca Świętego Franciszka. Media budują taki oto obraz: dobry Papież i źli biskupi, księża. Co znamienne, dziennikarze mają usta pełne frazesów o tym, że „Kościół musi się zmienić, zreformować”. Ale do tych zmian wzywają ludzie, którzy sami są daleko od Kościoła, krytykują katolicką naukę w kwestii ochrony życia, nierozerwalności małżeństwa, godności człowieka. A teraz twierdzą, że podobno zależy im na dobru Kościoła, że się o niego troszczą. Niestety, niektórzy ludzie tej manipulacji ulegają, są podatni na taką propagandę. I przyłączają się do antykościelnego chóru.

W mediach też chętnie promuje się księży, którzy z różnych powodów weszli w konflikty z biskupami. Na dobry czas antenowy mogą liczyć też osoby, które odeszły z kapłaństwa, a teraz chętnie krytykują biskupów, swoich braci w kapłaństwie. I wzywają oczywiście do „reformy, odnowy Kościoła”, jego „demokratyzacji”, a także zmiany dogmatów wiary.

– To jest ogromny problem. W Wierzbicy doszło do tych tragicznych wydarzeń, bo ksiądz zbuntował się przeciwko Kościołowi, bo wypowiedział posłuszeństwo swojemu biskupowi. Teraz niestety zdarzają się sytuacje, gdy księża kwestionują decyzje swoich zwierzchników, bo im się z jakiegoś powodu nie podobają. Nieliczni księża publicznie krytykują też biskupów, którzy przypominają naukę Kościoła, i ich wypowiedzi są ogromnie nagłaśniane w mediach, aby powstało wrażenie, że jest to dominujący głos w Kościele. Tymczasem w praktyce mamy do czynienia w takich sytuacjach z wypowiedzeniem posłuszeństwa. A przecież każdy z nas, kapłanów, składa biskupowi przysięgę posłuszeństwa, przyjmując święcenia. Niestety, księża dają się wykorzystywać mediom, którym nie zależy na dobru Kościoła. Bo gdyby było inaczej, to media nie nagłaśniałyby konfliktów między ludźmi Kościoła, nie podsycałyby ich, nie posuwałyby się do manipulacji. Myślę też, że w takich sytuacjach ludziom Kościoła brakuje pokory, dają się uwieść „blaskowi fleszy”, medialnej popularności. To jest bardzo niebezpieczne. I dlatego w obecnych czasach dbanie o jedność Kościoła ma ogromne znaczenie. To zadanie dla nas wszystkich: kapłanów, zakonników, zakonnic, świeckich.

Rozbijanie, dzielenie Kościoła jest widoczne zwłaszcza w zachodniej części Europy i przynosi ono bardzo złe skutki, bo słabość Kościoła powoduje, że wiele osób porzuca wiarę, umacnia się moralny relatywizm, a grzech staje się cnotą.

– Tak, ale ta fala może dotrzeć też do nas. Wrogowie Kościoła wiedzą, że muszą w Polsce działać powoli, przebiegle, aby ich zamiary nie zostały przedwcześnie ujawnione. Umiejętnie też wykorzystują różne spory wewnątrz Kościoła, podsycają je, udowadniają, że istnieje rzekomy podział na Kościół „otwarty” i „zamknięty” i ten drugi trzeba oczywiście zwalczać. I widzimy, że to czasami przynosi efekty. Katolicy powinni się temu przeciwstawiać.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/mysl/69035,d ... ciola.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oddani i wierni Polsce, którzy już od nas odeszli.
PostNapisane: 24 lut 2014, 08:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31047
Oddany Bogu i Polsce

Pożegnaliśmy ks. infułata Józefa Wójcika. Wiernego Bożej sprawie, oddanego ludziom, bez reszty kochającego Polskę.

W sobotę w Suchedniowie, w kościele św. Andrzeja, biskupi, kapłani, rzesze wiernych, parlamentarzyści ziemi świętokrzyskiej, przedstawiciele władz lokalnych, stowarzyszeń, grup parafialnych, bożogrobcy i Rycerze Kolumba żegnali śp. ks. infułata Józefa Wójcika zmarłego 16 lutego br. Dzień pogrzebu w Suchedniowie został ogłoszony przez władze lokalne dniem żałoby. Ksiądz infułat od ponad 40 lat był proboszczem suchedniowskiej parafii. Zapamiętamy go jako kapłana, który swoją niezłomną postawą odmówił współpracy z SB, był wielokrotnie aresztowany, więziony i sądzony za obronę praw Bożych oraz Kościoła w Polsce Ludowej. W 1972 r. uwolnił z Jasnej Góry więzioną przez władze PRL kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, by mogła peregrynować po Polsce.

Uroczystościom żałobnym przewodniczył ks. bp Henryk Tomasik, ordynariusz radomski, a homilię wygłosił ks. bp Antoni Dydycz.

W ostatniej drodze ks. Józefa Wójcika towarzyszyli księża biskupi: Kazimierz Gurda z diecezji kieleckiej, Piotr Sawczuk z diecezji siedleckiej i Adam Odzimek z diecezji radomskiej. Wśród licznie przybyłych kapłanów i duchowieństwa obecny był także o. dr Tadeusz Rydzyk, założyciel i dyrektor Radia Maryja. Mszę Świętą transmitowały Telewizja Trwam i Radio Maryja.

– Jesteśmy głęboko przekonani, kochany Księże Józiu, że Pan znalazł Cię godnym siebie. Przyjął Twoją ofiarę, gdyż okazałeś się wierny „w miłości”. I dlatego korzystasz z nieśmiertelności – mówił ks. bp Antoni Dydycz.

W służbie Ojczyźnie
Jak podkreślił, ks. infułat Wójcik był kapłanem „oddanym Bożej sprawie, służącym ludowi i zakochanym w Polsce”. Kaznodzieja przypomniał drogę kapłańską zmarłego, która zaczęła się w czasach PRL, gdy – jak mówił – media, chcąc się przypodobać władzy, rozpowszechniały różne oszczerstwa i kłamstwa dotyczące Kościoła. – Dadzą o sobie znać różne prowokacje i naciski na duchownych, aby podejmowali współpracę z reżimem. Uwięziony zostanie ks. bp Czesław Kaczmarek, ordynariusz kielecki, przejdzie straszliwą gehennę. Potem nastąpi zamach na kurię krakowską, z odsunięciem ks. abp. Baziaka od kierowania archidiecezją; internowanie wszystkich biskupów katowickich. Uwięzienie biskupa Antoniego Baraniaka, sekretarza ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, a 25 września – w dzień bł. Ładysława z Gielniowa – kiedy po uroczystej Eucharystii ku jego czci odprawionej w kościele św. Anny ksiądz Prymas powrócił do domu, to nieco później – przybyli przedstawiciele władz z funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa i obwieścili odsunięcie od pełnienia misji powierzonej przez Papieża Piusa XII oraz decyzję o wywiezieniu z Warszawy – przypominał ks. bp Dydycz. Wskazał także, że podobny los dzielił z nimi ks. Wójcik, słysząc z ust sędziów PRL 18 wyroków i 9 razy przebywając w więzieniu. Kapłan był karany przez sądy i kolegia w okresie PRL za obronę krzyży w szkole w swojej pierwszej parafii w Ożarowie koło Ostrowca Świętokrzyskiego oraz odprawianie Mszy św. i nauczanie religii w Wierzbicy. Mimo to ks. Wójcik nigdy nie czuł się szczególnie prześladowany w minionym ustroju.

– Po prostu wypełniałem swoje obowiązki zgodnie z sumieniem i powołaniem. A że miałem opinię wroga numer jeden Polski Ludowej, z tego jestem na swój sposób dumny – przypomniał słowa księdza infułata kaznodzieja. Jak wiadomo, oprócz wspierania ks. bp. Piotra Gołębiowskiego podczas tzw. konfliktu wierzbickiego, a więc próby ogłoszenia niezależnej od władz kościelnych parafii katolickiej przez jednego ze zbuntowanych księży, zmarły kapłan zasłynął z akcji uwolnienia kopii Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, który powrócił na szlak peregrynacji w Radomiu w 1972 roku.

– Maryja z pomocą księdza infułata kolejny raz odniosła zwycięstwo. Ksiądz Józef zaś nadal otrzymywał listy z pogróżkami. Krzyże przyjmował odważnie – kontynuował ks. bp Dydycz. – Żegnamy kapłana, który przez całe swoje życie kapłańskie świecił świadectwem wiary i miłości do Chrystusa. To światło było tym jaśniejsze, gdyż dawało o sobie znać. Ponurą nocą, którą było bezwzględne promowanie ateizmu w komunistycznym wydaniu. Ksiądz Józef dostąpił tej łaski, że właśnie jego pogrzeb odbywa się w święto konsekracji Bazyliki św. Piotra w Rzymie – dodał.

Wdzięczność i hołd
Ksiądz biskup Henryk Tomasik również dziękował za pracę duszpasterską księdza Wójcika, za troskę o to, by Bóg miał należyte miejsce w sercu i Ojczyźnie. Dziękujemy wszystkim, którzy towarzyszyli w drodze kapłańskiej ks. Józefa – mówił ordynariusz radomski. Specjalne listy na uroczystość przesłali między innymi ks. abp Józef Michalik, ks. kard. Stanisław Dziwisz, ks. abp Zygmunt Zimowski, ks. abp Sławoj Leszek Głódź, jak też przedstawiciele RP: minister sprawiedliwości Marek Biernacki, prezes PiS Jarosław Kaczyński. „Odwaga i gotowość na prześladowania stawiają go w długim szeregu Polaków, którym zawdzięczamy naszą tożsamość. Obecność ks. Wójcika stanowiła dla wielu z nas niezastąpione wsparcie, otuchę i pogodę ducha” – napisał o śp. księdzu infułacie prezes PiS.

Na wiele zalet księdza infułata, jak koleżeństwo, pogoda ducha, zwrócił uwagę ks. Jan Mikos, jego kolega z seminarium. Dodał, że dzisiaj, podobnie jak w czasach PRL, Kościół jest znów niszczony. Jeszcze w ubiegłym roku ks. Wójcik wystosował list otwarty do premiera Donalda Tuska, w którym wyraził swój sprzeciw oraz ubolewanie ze względu na dyskryminowanie katolików w Polsce. Ksiądz dr Jerzy Karbownik, kustosz sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zauważa, że list księdza infułata do rządzących był wyrazem bólu z powodu tego, co się obecnie dzieje w Polsce.

– Przez całe swoje życie bardzo kochał Polskę. Początki jego kapłaństwa mocno związane były z obroną krzyża w szkole. Wiara i patriotyzm zostały w nim zaszczepione już w jego rodzinnym domu, gdyż jego ojciec walczył w wojnie bolszewickiej w 1920 roku i w wojnie obronnej z Niemcami w 1939 roku – ocenia. Siostra Kazimiera ze Zgromadzenia Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, z którą ks. Wójcik chodził do tego samego Liceum Ogólnokształcącego w Mariówce, podkreśla, że ks. Wójcik miał w sobie mocne przekonanie, że jako kapłan musi dobrze służyć człowiekowi i Ojczyźnie. – Wiedział, kim jest i co ma robić. Niczego się nie bał. Posłany do pracy przez biskupa robił wszystko, co mógł, jak najlepiej, nawet jeśli za tę pracę groziło mu więzienie – podkreśliła.

Maciej Walaszczyk, Suchedniów

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... olsce.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 16 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /