Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 70 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: O naszą polską godność
PostNapisane: 29 sie 2012, 13:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Jeżeli my sami nie zadbamy o godność naszego narodu, czyli o godność nas samych, to żadne władze, ani instytucje tego nie uczynią.
Więc dbajmy odważnie, konsekwentnie i wszędzie gdzie nadarzy się nam możliwość. Polska to nasza, a nie jakichś tam tusków, Ojczyzna.
Ojczyzna to nasza Matka, to nasz Dom, to nasza Rodzina, a nie jakiś tam wirtualny dom wariatów i degeneratów, jaki serwują nam media i politycy.


Stocznia Gdańska już nie im. Lenina

Obrazek

Napis „im. Lenina” umieszczony na historycznej bramie nr 2 Stoczni w Gdańsku został zdjęty przez przedstawicieli Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Akcji przyglądali się licznie zebrani gdańszczanie, których bulwersowała decyzja prezydenta Pawła Adamowicza o zmianie nazwy stoczni.

- Czujemy ulgę. To miejsce tworzyli ludzie a nie Lenin i prezydent Adamowicz. (...) Myśmy tu dzisiaj po prostu posprzątali. Miejsce Lenina jest tam, gdzie jest jego miejsce – na śmietniku historii. To miejsce tworzyli ludzie i oni do niego mają prawo. Komisja Krajowa zrobiła to co do niej należało – powiedział Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”.

Wczorajsza akcja odpiłowywania liter trwała ok. pół godziny. Oprócz napisu usunięto także metalowy Order Sztandaru Pracy. Po zakończeniu akcji związkowcy i obserwatorzy odśpiewali hymn narodowy.

- Teraz możemy składać tu kwiaty i pod pomnikiem i pod bramą. Nigdy byśmy kwiatów nie złożyli, gdyby tu była nazwa im. Lenina – dodał – przewodniczący NSZZ „Solidarności”.

Dziś przed rozpoczęciem drugiego dnia obrad Komisji Krajowej związkowcy złożyli pod pomnikiem Poległych Stoczniowców i historyczną bramą BHP, a także na placu Solidarności zmówili wspólną modlitwę, którą poprowadził ks. Ludwik Kowalski, proboszcz parafii św. Brygidy. Kapłan spotkał się ze związkowcami w sali BHP, gdzie poinfomrował ich m. in. o zakończeniu prac przy pomniku ks. prałata Henryka Jankowskiego, kapelana „Solidarności”. Uroczystość odsłonięcia pomnika odbędzie się 31 sierpnia po Mszy św. z okazji 32. rocznicy NSZZ „Solidarności” i podpisania Porozumień Sierpniowych.

14 maja br. decyzją władz Gdańska umieszczono słowa „im. Lenin” na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej, co wywołało oburzenie nie tylko wśród związkowców, mieszkańców Gdańska, ale także społeczeństwa polskiego.

Akcję odpiłowywania liter związkowcy utrwalili na flmie.

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... enina.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 05 wrz 2012, 18:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
EPIDEMIA... ?

... CÓŻ TU MOWIĆ O POJĘCIACH - takich jak "Godność"... Honor"... po cóż porównywać do tradycji naszej czy samurajskiej... ?

... ja nie mówię, ja piszę i myślę o Polsce roku 2012!
Myślę i piszę, bo Polska to dla mnie Ojczyzna, dla mnie - też jako dla Obywatela - coś Najważniejszego.
_______________________
Ciekawe, że nikt (oficjalnie) nie dostrzega, że dziś w mojej Ojczyźnie by nic się nie działo wystarczy powiedzieć „nic się nie stało”? … Czy nikt nie dostrzega, że to nie tylko „sodomia, gomoria, syf i malaria”, ale że to już jakaś EPIDEMIA…?
____________________mkd
Maciej Krzysztof Dąbrowski

http://teksty.salon24.pl/445439,epidemia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 12 wrz 2012, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Nowy atak „Tygodnika Powszechnego” na Jasną Górę

W obronie Jasnej Góry stanął ojciec prof. Janusz Zbudniewek z zakonu paulinów. Artykułu, który napisał jakoś bały się opublikować katolickie czasopisma.

Publikuję artykuł, który z mało chwalebnych, smutnych powodów jakoś nie może się doczekać publikacji w mediach katolickich. Materiał otrzymałam od jednej z osób zatrudnionej w redakcji takiego czasopisma, osoby która dość ma milczenia o modernistycznych "świętych krowach", czy raczej o "złotych cielcach", którym kłaniają się w pas strwożeni dziennikarze i naczelni. Wolą milczeć, gdy atakowana jest Jasna Góra, czyżby naiwnie sądzili, że to milczenie cokolwiek uchroni ich pisma, gdy czas rozgrywki i ataku przyjdzie na nie same?
A oto ów nieopublikowany tekst o. prof. Janusza Zbudniewka - paulina:

Nowy atak „Tygodnika Powszechnego” na Jasną Górę

Stało się już zwyczajem, że przed dorocznymi jasnogórskimi świętami redakcje liberalnych pism lubią popisywać się jakimś trefnym komiksem, lub upiornym w szaty aniołka cynizmem. Słynęły kiedyś z tego dawne tygodniki, m.in.: „Mucha”, „Myśl Niepodległa, „Argumenty”, „Głos Wolnych”, „Kulisy”, „Polityka”, „Sztandar Młodych”, a od czasu transformacji ustrojowej lat 80. ub. wieku nade wszystko „Gazeta Wyborcza” n.b. ufundowana potężnym zastrzykiem dewiz przez Polonię zagraniczną, która z woli L. Wałęsy dostała się obecnemu jej redaktorowi. Każde z w/w. pism redagowane przez określone grupy wrogie Kościołowi, o politycznym wydźwięku obcym narodowym interesom, zostawiło i nadal promuje mroczną opinię o sprawach narodowych i religijnych naszego Narodu. Do grupy tej wpisuje się nie od dzisiaj krakowski „Tygodnik Powszechny”, wielokrotnie już oceniany jako wrogi Prymasowi Tysiąclecia, antymaryjny i pozbawiony patriotyzmu, czego sam doświadczyłem już we wczesnej młodości. To w nim Jerzy Narbutt w 1959 r. wytoczył pierwszy ciężki kaliber armat na jasnogórskie zgromadzenia, zestawiając je z folklorem Kalwarii Zebrzydowskiej, który go nie dziwił, natomiast na Jasnej Górze budził uprzedzenie zbiorowiskiem wiernych z całej Polski bez poczucia jedności, zapatrzonej w „sarnie oczy Czarnej Madonny” (TP 1959 nr 42). Popis krytyki maryjnej religijności wniósł rok później Jacek Susuł, jeden ze stałych redaktorów TP (1960 nr 25), któremu oprócz form religijności nie odpowiadał nade wszystko sam wizerunek Matki Bożej. Artykuł stał się silnym wsparciem dla komunistycznego socjologa E. Ciupaka, nie wyłączając wrogiej akcji „katolickich reformistów” grupy „Znaku” i „Więzi”, wynosząc ją poza granice kraju, m.in. do odbywającego się Soboru w Rzymie sławetnym Pro memoria alcuni aspetti del celto mariano in Polonia. Po tej linii poszedł J. Prokop deprecjonując tradycyjne formy maryjnych nabożeństw na Jasnej Górze, choć mniej ludowych niż w innych sanktuariach Polski („Więź” 1963 nr 7/8). To one, m.in. spowodowały pewne zgrzyty na linii kardynałów Wyszyński – Wojtyła, gdy w 1970 r. TP opublikował na swoich łamach (nr 7) hołdowniczy artykuł S. Stommy o „bohaterskiej” obronie Jasnej Góry przez głośnego fantastę Borysa Polewoja, który dwa latach później potwierdził je w kolejnych konfabulacjach (TP 1972 nr 18).

Drobnych kontrowersji nie miejsce tu wspominać. Rejestr ich będzie wkrótce przedmiotem odrębnej bibliografii sanktuarium. Nie można jednak pominąć antypolskich i antyjasnogórskich wystąpień Czesława Miłosza, który analizując czasy szwedzkiego „potopu”, w wywiadzie danym A. Fiutowi wybrzydzał się z polskiego „niestety katolicyzmu”, reprezentowanego w postawie Jasnej Góry, na rzecz „uniwersalnej idei protestanckiej” tkwiącej w narodzie szwedzkim (Czesława Miłosza autoportret przekorny” 1988). Upust swego cynizmu otworzył w Traktacie Teologicznym opublikowanym na łamach TP (2001 nr 47), w którym napisał m.in., że „sanktuaria maryjne służą umacnianiu narodowej ułudzie i uciekaniu się po obronę pogańskiej bogini, przed najazdem nieprzyjaciela”.

Popisem środowiska krakowskiego TP była niewątpliwie książka ks. Czesława Skowrona podpisana pseudonimem Tadeusza Kosa o fundacji jasnogórskiego klasztoru i zakazie obrazów w Starym i w pierwszych wiekach chrześcijaństwa(2002), owacyjnie zareklamowana przez ks. Jana Kracika na łamach TP (2002 nr 42). O rewelacjach autorskich dociekań w kwestii fundacji klasztoru pisaliśmy już w „Studia Claromontana” 21: 2003, gdzie wypadło wytknąć mu założony a priori ideologiczny cel podważenia autentycznej i na szczęście zachowanej dokumentacji - na rzecz jego wielowątkowych gdybań, kłócących się ze sobą hipotez i niespójnych wniosków. W kwestii czci świętych obrazów autor posunął się do negowania nauki II soboru Nicejskiego z 787 r., co jako duchownemu, co najmniej nie wypadało głosić teorie dawno odparte mimo presji agresywnego islamu, a w czasach nowożytnych krytyki luterańskich reformatorów. O zamiar wzniecenia religijnego konfliktu autora nie posądzaliśmy, dlaczego jednak zależało mu na podrzucaniu jej nawet do krucht kościołów w diecezji krakowskiej, dzięki czemu ją pozyskałem za symboliczne „co łaska”, tego nie wiem. Tak czy inaczej wypadło ją zarejestrować (delikatnie mówiąc) do literatury populistycznej na zamówienie.

W tym kontekście zdziwił mnie artykuł w TP z 5 VIII b.r. pióra Katarzyny Wydry i Marcina Żyły. Zapoznałem się z nim dość późno, ponieważ z zasady od kilku lat go nie czytam, a jego wydruk dostałem kilka dni temu. Założenia autorów są jasne. Posługują się opowiadaniem anonimowej 32 letniej sfrustrowanej Gośki, urodzonej w dawnym jasnogórskim Domu Pątnika w Częstochowie. Najwyraźniej obojętna wobec natłoku przemian kulturowych, religijnych i historycznych, jakie się dokonały w ostatnich latach, czytelnych jak na dłoni we wszystkich zakątkach jasnogórskiego sanktuarium, gdzie wiara, modlitwa i zaufanie w pielgrzymstwie oraz osobistych zawierzeniach Matce Bożej - wyrażane w tablicach, skromnych wotach, urnach z prochami bohaterów i mundurach żołnierskich itp., najwyraźniej ją drażnią. Nie pojmuje dawnej i aktualnej sytuacji, gdy jasnogórskie sanktuarium to nie wiejski, a nawet wielkomiejska kolegiata zwartej społeczności wiernych, ale miejsce narodowej wspólnoty, do której jak do Mekki przybywają wierni z całej Polski, a także obcokrajowcy, co nie powinno ją dziwić, jeśli zna choćby jedno sanktuarium tej rangi w Europie czy świecie ? A jeśli je zna, to wie jakie są tam zwyczaje, folklor, dewocjonalia wysokiego lub ubogiego lotu, nie inne niż może krewnych Gośki, którzy z nich żyli w przeszłości i jeśli są godne świętości – takie świecimy dla ich dobra obecnie !!!

Pogubiła się Relatorka i dwójka autorów, gdy zmieszali nastroje patriotyczne z aktualiami, które przejdą do historii chwały i sławy, jeśli Jasna Góra nie pójdzie z prądem mody i populizmu w stylu ks. Kazimierza Sowy, którego cytują jak wyrocznię, a tymczasem może nie wiedzą kiedy najpierw wyzywał on partię opozycyjną „dziczą pisowską”, czym obraził ludzi i za co musiał przepraszać (Nesweek 2011 nr 31), ale nie wydaje się, aby zmienił swoje obłędne stanowisko wobec swojej partii, która jak żadna dotąd wodzi nas po manowcach obłudy i zdrad. Toteż warto zapytać się autorów, gdzie mają się udawać moherowe panie i słuchacze Radia Maryja, gdzie mogą pójść z bólami poranieni zamachem smoleńskim – dzieci, żony, matki? Do świątyni Opatrzności, by złożyć wota na płycie symbolizującej grób Jana Pawła II nad jego chusteczką od nosa, nie mówiąc o próbie, czy może fakcie kropli krwi jako jego kolejnej relikwii ?, a może na archiwaliach kontestowanego do niedawno Prymasa Tysiąclecia, którego prywatne rękopisy mają być przeniesione pod kopułę wilanowskiej świątyni? Toteż nie tam, czy do Łagiewnik, lecz na Jasną Górę przyniosły strwożone rodziny tragedią Smoleńska – usuniętą stamtąd tablicę, tu złożyli mundury lotników odartych ze czci i sławy – by prosić Matkę Bożą, aby nie zostali pozbawieni pociechy w Radiu i Telewizji TRWAM. Złożyłem również i ja obok reliktów tragedii - skrawek rozerwanego „Tupolewa” zanim wyrzucili nas siłą z bagienka zdrady sowieccy milicjanci w podczas pielgrzymki w dniu 7 IV 2011 r. Żyję nadzieją, że doczekam się prawdy o katastrofie, by zaprzeczyć opiniom o błędach „pijanego” generała czy niedołęstwie pilotów. Toteż jeśli gorszy Gośkę, a może i autorów artykułu jasnogórski pomnik z nazwiskiem niewygodnego prezydenta (i kwiatu polskiej prawicy), który co niektórym przeszkadzał, to na zasadzie metafory warto pamiętać słowa Zbawiciela o kamieniu odrzuconym przez budujących, który tutaj stał się fundamentem, na którym wsparła się spiżowa tablica ofiar zamachu. To prawda, nie jestem zachwycony projektem pomnika z fikcyjną brzozą, ale jak symbol zakłamania też ma on swoją wymowę. Taki jest nasz obowiązek pomagać w znalezieniu prawdy. „My tu po to jesteśmy, aby budzić wiarę w narodzie”, wyznał w czasie okupacji penitent oskarżający się za brak patriotyzmu przed paulińskim spowiednikiem. Jestem dumny, że na tej drodze trwamy i dzisiaj, wszystko jedno ile jeszcze napisze na nas TP, „Gazeta Wyb.”, czy podstępne, lisie gazetki.

Tak można by mówić o wszystkich drobiazgach, które stoją na wałach, wiszą na ścianach, leżą w gablotach izb pamięci wotywnych. Osobiście nieraz buntuje się na ich mnożenie zamiast duchowej konferencji, ale cóż zrobić gdy wierni chcą w tej formie powiększać swoją wiarę? Toteż naszym adwersarzom chciałbym postawić pytanie, czy zastanowili się dlaczego bł. Jan Paweł II przysłał tu swoje wota i zakrwawiony pas? Wymienili go jednym ciągiem wśród pomników i tablic prostackim stwierdzeniem jako „maryjno-ojczyźniany Disneyland”, który Gośkę nie pobudza do duchowego życia. No właśnie, w tym widzi ona „przekleństwo Jasnej Góry, … że jej przestrzeń jest wykorzystywana do interesów politycznych, niekiedy bardzo doraźnych”. Tym razem, to co ją gorszy jest ważnym nerwem duchowości i zadań sanktuarium, a że Gośka i autorzy są może z pokolenia, gdy w latach powojennych Częstochowę przygotowywano do siania nienawiści i walki z Jasną Górą, to niech zechcą wiedzieć, że w latach w ΄70., a więc na kilka lat przed upadkiem komunistycznego systemu, rektor częstochowskiej WSP Marian Jakubowski z dwoma innymi teoretykami realnego socjalizmu, wydał instrukcję walki z Jasną Górą przez odcięcie jej wpływów na naród i utrudnienia z nią reszty świata. Plan bynajmniej nie upadł, linię kolejową odcięto via Częstochowa, po dwóch dekadach życzliwej współpracy z zarządem miasta, nowy zarząd wybrany kilka miesięcy temu odezwał się z tą samą siłą, z jaką nie jeden raz dawała o sobie znać wroga Kościołowi „Gazeta Wyborcza” w częstochowskiej mutacji z bluźnierczymi komiksami rzucanymi gratis pielgrzymom.
Obecnie, chociaż nie czytam z zasady „Tygodnika Powszechnego”, to jednak zadałem sobie trud prześledzenia kilku internetowych informacji o jego profilu, a także odwiedziłem Czytelnię ss. Franciszkanek przy ul. Piwnej w Warszawie, by sprawdzić poprawność wersji elektronicznej omawianego artykułu, którym mnie uraczono. Znalazłem w nim „okruch” Czcigodnego bpa Grzegorza Rysia, stałego współpracownika tegoż tygodnika, a dla mnie specjalistę po fachu w badaniach nad dziejami średniowiecza, wobec czego zaprosiłem go w 1994 r. z wykładem dla studentów. Jest on obecnie przewodniczącym Sekretariatu Episkopatu Polski d/s. Nowej Ewangelizacji. Tak w skrócie, choć w szczegółach targają mnie jego wypowiedzi, na czym ta ewangelizacja ma polegać, skoro jak wyznał on w rozmowie z M. Műllerem „nie jest ona dla niewierzących, ale dla tych, którzy są ochrzczeni”. No właśnie, zdaje mi się, że takich pism jak TP nie biorą do rąk ateiści, lecz wąskie grono wiernych, którym model Kościoła hierarchicznego nie odpowiada, a nade wszystko model ludowej pobożności. Redakcja łącznie z gronem współpracowników w białych habitach (proszę nie mylić z paulińskimi), ma chyba w świadomości mocne słowa Jana Pawła II z okazji jubileuszu TP zaniepokojonego kierunkiem, jakim kroczy i co z jego działalności dzisiaj wynikło ? Pytanie to stawiam à propos artykułu zamieszczonego w początku sierpniu, gdy pielgrzymi ze wszystkich niemal zakątków Polski idą w modlitewnym marszu na Jasną Górę i na odpusty Wniebowziętej do wielu sanktuarium w Polsce. Warszawska Pielgrzymka po raz 301, doszła na Jasną Górę z hasłem Kościół domem życia, a więc pod prąd modnym trendom rozbijania rodziny, morderstwom potomstwa itp. Treść omawianego tu artykułu w katolickim z tradycji tygodniku, jest smutnym obrazem aprobaty dla degradacji wszystkiego co stanowi wartość duchową i kulturową choćby 1/3 społeczeństwa, którego należy uszanować, a nie promować kaprysów sfrustrowanych jednostek żądnych igrzysk, a nie narodowej historii, gdy owa „Reszta Izraela” pragnie świętować z powagą rocznice zwycięstw lub też klęsk, których nie musi się wstydzić. Toteż dołączam się do wdzięczności dla abpa praskiej diecezji Henryka Hosera i gratulacji dla niego ze strony sędziwego kard. Stanisława Nagyego, a współczuję tym, którym przyjaźń dla władzy nie pozwoliła bronić narodowych świętości. No cóż, nie wszyscy pamiętają o rzymskiej maksymie – Amicus Plato, sed magis amica veritas! Dla informacji dedykuję zainteresowanym jedno z mocnych przemówień bł. Jana Pawła II do biskupów polskich, by nie zgasili promyka nadziei, jaką naród żywi do Jasnogórskiej Matki, danej nam ku obronie (L̀Osservatore Romano, wyd. pol., 17: 1993 nr 3).

Warszawa, 10 sierpnia 2012
o. prof. Janusz Zbudniewek (paulin)

Maria Kowalska

http://toczytaelita.nowyekran.pl/post/7 ... jasna-gore


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 13 wrz 2012, 14:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Jestem dumny, że jestem Polakiem!

Polska to mój kraj. Dla mnie zawsze piękny, choć bywa i brzydki, ale i tak przeze mnie kochany. Dla wielu mi podobnych jest umiłowanym Domem Rodzinnym – macierzą będącą obiektem tęsknoty i westchnień, odniesieniem do najważniejszej przesłanki naszej tożsamości. I często przecież im jesteśmy dalej (np. na stałej lub czasowej emigracji) od tej naszej Polski, tym staje się Ona dla nas piękniejsza, idealizujemy ją, gdzieś tam wewnętrznie zaczynamy doceniać jej dla nas ogromne znaczenie, przypominamy sobie już tylko raczej pozytywne z nią wspomnienia... Tęsknimy i może nieraz też żałujemy, że... ją opuściliśmy... że nie zrobiliśmy dla niej tego, co mogliśmy najlepszego i na co było nas stać. Bardzo często chyba też w takich przypadkach mamy poczucie, że nie docenialiśmy jej piękna i znaczenia, gdy byliśmy jej i ona była dla nas...

Utratę tej Ojczyzny i żal za popełnione błędy zapewne odczuwało wielu Polaków wtedy, gdy Polska na przeszło 100 lat straciła niepodległość i zniknęła z mapy świata zagrabiona przez Zaborców. Podobne odczucia towarzyszyły wielu naszym Rodakom (nie mówię tu o zdrajcach i konformistach życiowych oraz ideowych), gdy na przeszło 40 lat Polska znów straciła niepodległość zagrabiona tym razem przez jednego z byłych Zaborców, tym razem pod hasłami "ogólnoświatowej szczęśliwości" zwanej komunizmem czy też realnym, marksistowskim socjalizmem.

Boję się, że i tym razem popełniamy znów ten sam błąd tracąc niepodległość i suwerenność na rzecz tym razem nie ZSRR, ale jego twórczego rozwinięcia, który ja nazywam ZSRE (Związek Socjalistycznych Republik Europejskich). Dzisiejszy proces naszego zniewolenia (i nie tylko naszego) jest niestety bardziej niebezpieczny, bowiem odbywa się nie poprzez walkę zbrojną a walkę, w której orężem jest manipulacja socjotechniczna i puste werbalne frazesy o demokratycznej formie jednoczenia się ludzi...

Mam jednak nadzieję, że znów zwycięży w nas patriotyzm uwalniający nas z jarzma unijnej, totalitarnej dyktatury i utraty naszej Ojczyzny...

Wierzę, że znów poczujemy w naszych sercach dumę z Polski, dumę z tego, że jesteśmy Polakami! Dumę z naszej wielowiekowej historii, tolerancji, tradycji, symboli, ziemi, tożsamości narodowej, języka, kultury i sztuki. Dumę z naszych lasów, jezior i gór, łanów zbóż, polskiej waluty, wypracowanego naszymi rękoma majątku narodowego i dumę z naszych Ojców i Dziadków, którzy za tą Polskę oddali swe życie.

Obrazek

Tak. Jestem dumny, że jestem Polakiem! I dumny jestem nawet z tego, że nasi wrogowie tak nas nienawidzą... że Moskale i Niemcy tak się nas bali i boją, iż muszą ze strachu walczyć o nasze unicestwienie. Jestem dumny, że nie potrafili nas zniszczyć a musieli nam oddawać pruskie i ruskie hołdy.

Jestem dumny, że nasza historia tak razi naszych wrogów. Widać jesteśmy tak mocni duchem, że wzbudzamy nienawistny strach, ale i obiekt pożądania, który często wyrażany jest przez część nienawidzących polskości i Polaków Żydów.

Ten strach przed polskością, naszą tożsamością jest ich porażeniem i wewnętrznym cierpieniem a jednocześnie bywa lichwiarską obrzydliwą pazernością oraz zawistną zazdrością wyrażaną wobec naszej państwowości, naszej ziemi, historii, naszej wiary i umiłowania polskości.

Szkoda jednak, że moja Ojczyzna przez wielu jest niestety znienawidzona, choć nigdy nie byliśmy pierwotnym agresorem wobec innych narodów a nasza dobroć i tolerancja były zawsze naszymi narodowymi cechami...

Dziś jednak w poczuciu dumy z tego, że jestem Polakiem marzy mi się znów Polska i świat, gdzie prawda jest prawdą a fałsz kłamstwem, dobo dobrem a zło złem, zdrajca zdrajcą a patriota patriotą, przestępca przestępcą a prawy człowiek właśnie takim... Po prostu świat, gdzie słowa znaczą to, co znaczą...

Marzy mi się Polska, w której rządzący wypełniają swoją misję i we wszystkich działaniach dbają o nasz kraj. Gdzie prawo jest traktowane powszechnie jako obowiązujące wszystkich w ten sam sposób. Jakże był chciał znów żyć w wolnym i praworządnym kraju...

Polska to nasze państwo i chcę być z niego dumny. Żądam, aby była obowiązkiem Polaków, którzy nią rządzą. Tak jak zapewne obowiązkiem rządzących Izraelem Żydów są obowiązki izraelskie, rządzących Francją Francuzów są obowiązki francuskie, rządzących Niemcami Niemców są obowiązki niemieckie, rządzących Rosją Rosjan są obowiązki rosyjskie, rządzących Grecją Greków są obowiązki greckie...

Takie to proste, naturalne i oczywiste przecież... Wszakże chyba tylko dla tych jednak, którzy czują się narodowo tymi, którymi mają zaszczyt rządzić... Gdy tak nie jest stają się domniemanymi i realnymi zdrajcami obowiązków jakie im powierzono a tym samym zdrajcami mojej Ojczyzny - Polski!

W poczuciu dumy z polskości zacznijmy o nią walczyć, zbudujmy nasze polskie domy!

Pozdrawiam

P.S.1

Krzysztof Kamil Baczyński, Polacy, 23 XII 1942 r.

Oto rozmawiam z cieniami rycerzy
w głuchej, wygasłej urnie mojej ziemi,
a głosy jak organy rosną i strudzeni,
tyle wieków zwalając, co nad nimi leżą,
tyle serc w jeden kamień skutych, nim odwalą,
jak ciemność stygną we mnie i jak wiatr się żalą.


O! straszne, straszne dzieje. Widzę morza głuche,
ziemię z niebem złączoną, a jak step w posuchę,
i tętent burz pod ziemią, i tłumy wśród ogni
wijące się jak węże pocięte w kawały,
i twarze, twarze groźne, o! twarze podobne
obliczom w śnie zabitych. To znów nagle wały,
mury, miecze się wznoszą, krzyk rozcina ziemię;
a potem cisza. Tylko stoją nieme
posągi bohaterów - trzech lub dwu herosów,
a popod nimi przepaść zieje - do dna głosu.


Jeszcze, jeszcze pochody na dalekich lądach,
gdzie huragany armat rwą na strzępy ziemię,
na morzach lśniących, gdzie zamknięci w prądach
mocują się z żyłami golfstromów pod niemi.
I jeszcze, jeszcze da1ej - gdzie stąpną - zwycięscy.
I tam jeszcze, w ojczyźnie, z dłońmi zgorzałemi,
tam zawsze podeptani, tam zawsze na klęsce
jak na trumnie orkanu - wieniec serc na ziemi.


I tak mijają lata: rzeki, miasta niosą
jak czarną krę pożogi odbitą aż do dna,
i ciemność, ciemność głuchą. Wyje ziemia głodna
rykiem z pól wyoranym, wydartym z pogromów,
a na niej stoją widma rozrąbanych domów,
gdzie na zgwałconych sercach pohańbione ciała,
jakby się męka boża w ludziach ciałem stała.


O straszne, straszne dzieje. Huczy czas nad nami.
Kiedy z szubienic dzwony sinych ciał zagrają,
wywloką nas na bruki pokrajane łzami,
na oświęcimskie kaźnie i warczącą zgrają
do gardeł nam przypadną. My będziemy żyli
i tysiąc lat po śmierci w gałęziach szubienic,
płoszący życie z ślepi tych, co nas zabili.


Ja rozmawiam z cieniami umarłych rycerzy,
nad grobowiskiem ziemi, sam jak krzyż zgorzały,
i mówię: "O, przeklęty ten, który nie wierzy
wystygłym prochom ludu i serc żywych grozie;
bo kto na swojej klęsce - klęskę ducha mierzy,
O! tego nie wybawi płomienisty orzeł.
Bo kto nie kochał kraju żadnego i nie żył
chociaż przez chwilę jego ognia drżeniem,
chociaż i w dniu potopu w tę miłość nie wierzył,
to temu żadna ziemia nie będzie zbawieniem".


O, wybudujcie domy, o, nazwijcie wreszcie
Polskę - Polską, nie krzywdą, a miłość - miłością,
i niechaj biegną rzeki, a na każdym mieście
niech słup srebrzystych skrzydeł tryśnie jako - kościół,
kościół ciał odkupienia. Każdy jako posąg
śród liści, nie z marmuru, stoi - sobie mały,
ale rosnący w kształtach jak jabłka dojrzałe,
wszyscy razem w kopułę, co odbije głosy
walnych trąb archanielskich jak lawiny nieba,
by chleb był dla miłości, nie miłość dla chleba,
by czas był tym rosnącym, a nie krwi łakomym.
O, wybudujcie domy, jasne, wielkie domy.


P.S. 2

Profesor J. Szaniawski, Być dumnym Polakiem, marzec 2012


http://krzystofjaw.salon24.pl/446336,je ... m-polakiem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 25 wrz 2012, 14:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Pytam się was…

Jeśli napadną na nas Niemcy, przegramy wolność; jeśli napadną Rosjanie, stracimy duszę” –mówił Józef Beck.

Jego autorstwa są również słowa: „Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor

W ostatnią niedzielę oglądając „Kawa na ławę” Rymanowskiego przysłuchiwałem się wypowiedziom posłów Szejnfelda, Wenderlicha i Biedronia. Według nich nawet po ostatnich skandalach z ekshumacjami państwo nadal „zdało egzamin”, a pomyłki przecież zdarzają się wszędzie.

Kłamczyni Kopacz milczy podobnie jak jej protektor Tusk.

Nagie zwłoki powrzucane byle jak do plastikowych worków, w ciałach zaszyte śmieci ze stołów sekcyjnych. Zwłoki okazywane rodzinom bez wcześniejszego przygotowania, przemywane na życzenie wodą z plastikowej butelki i szmatą, która leży akurat po ręką. Pomylone groby i trumny, sfałszowana dokumentacja medyczna. Opluty polski mundur wspólnie przez rosyjsko-polską koalicję kłamstwa.

Pytam się was.

Czy ludzie pozbawieni duszy i honoru mogą ocalić naszą wolność, skoro nawet ci, którzy te wartości cenili i kultywowali nie potrafili tego uczynić w 1939 roku?

Obudź się Polsko!!!

http://kokos.salon24.pl/450024,pytam-sie-was


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 01 paź 2012, 07:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Razem wokół zadań

Przemówienie o. dr. Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, wygłoszone na zakończenie Mszy św. sprawowanej na placu Trzech Krzyży przed Marszem w obronie Telewizji Trwam, 29 września 2012 r.
o. dr. Tadeusz Rydzyk

Stanęliśmy w sercu niezwyciężonej Warszawy - ogromne rzesze, tysiące - gdy patrzę na was, siostry i bracia, to przypomina mi się dialog Poety z Panną Młodą z "Wesela" Wyspiańskiego:

Akt trzeci - SCENA 16 POETA, PANNA MŁODA

POETA
Panna młoda - ze snu, z nocy?

PANNA MŁODA
A sen to miałam,
choć nie spałam,
ino w taki ległam niemocy...

POETA
Od miłości panna młoda osłabła.

PANNA MŁODA
We złotej ogromnej karocy
napotkałam na śnie diabła;
takie mi sie głupstwo śniło,
tak sie ta pletło, baiło.

POETA
I od razu diabeł jak z procy,
i od razu kareta złota?

PANNA MŁODA
A tak - ta na śnie, nie dziwota,
że sie jakie byle co zwidzi;
niech ino pon nie szydzi,
bo pon, to po dniu zdziwuje,
jesce wsędy rozgaduje,
jakby cejco - choć ni ma co.

POETA
Są tacy, co za to płacą;
że z jednego takiego bajania
można sobie powóz sprawić
i zestrojonego diabła,
i ogromnie wielu gapiów zabawić.

PANNA MŁODA
Od tańcenia takem osłabła...
Śniło mi się, że siadam do karety,
a oczy mi sie kleją - o rety.
Śniło mi sie, że siedze w karecie
i pytam sie, bo mnie wiezą przez lasy,
przez jakiesi murowane miasta
"a gdziez mnie, biesy, wieziecie?"
a oni mówią: "do Polski".
A kaz tyz ta Polska, a kaz ta?
Pon wiedzą?

POETA
Po całym świecie
możesz szukać Polski, panno młoda,
i nigdzie jej nie najdziecie!

PANNA MŁODA
To może i szukać szkoda.

POETA
A jest jedna mała klatka
o, niech tak Jagusia przymknie
rękę pod pierś.

PANNA MŁODA
To zakładka
gorseta, zeszyta troche przyciaśnie.

POETA
A tam puka?

PANNA MŁODA
I cóz za tako nauka?
Serce -!?

POETA
A to Polska właśnie. "A to Polska właśnie"


Siostry i bracia...

Stanęliśmy w stolicy, w której 33 lata temu na początku swej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny największy z rodu Polaków i Słowian, zastępca Chrystusa bł. Jan Paweł II, zawołał przy Grobie Nieznanego Żołnierza: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi, tej Ziemi!".

I stało się - Polacy poczuli się znów Narodem! I stała się solidarność, którą Jan Paweł II dodał do podstawowych cnót chrześcijańskich.

Dziękujemy Panu Bogu, Chrystusowi i Duchowi Świętemu za cnotę i ducha solidarności, która mimo walki złego z nią żyje, objawia się ciągle i jest także tutaj. Dziękujemy tym, którzy solidarność przekładają na życie i w jej imię się organizują dla dobra wszystkich ludzi.

Nie ma solidarności bez miłości
Uczył nas bł. Jan Paweł II, mówił: "Nie ma solidarności bez miłości".

Solidarność to - brzemiona jedni drugich noście; jeden z drugim, a nigdy jeden przeciw drugiemu. Niech sobie przypomną ci z "Solidarności" także w naszych czasach.

Bogu niech będą dzięki za każdego, za tę solidarność, to jest miłość do prawdy, troskę o każdego człowieka, o jego godność, rozwój, aż do osiągnięcia chwalebnego celu ostatecznego.

Dzięki każdemu z was, organizacjom katolickim i świeckim, księżom biskupom - za upominanie się o Telewizję Trwam. Trzy razy Episkopat uczynił to in gremio - upomniał się o miejsce dla Telewizji Trwam, i ciągle bezskutecznie. Wiele razy poszczególni księża kardynałowie, arcybiskupi, biskupi, prefekt Kongregacji do spraw Wychowania Katolickiego z Watykanu, wielki Polak Zenon Grocholewski, zakony, uczelnie - mimo atmosfery zastraszania w Ojczyźnie, o pracę, o przyszłość, mimo tego - już niemal 2,5 miliona odważnych ludzi dało swoje dane i podpisało protest z danymi osobowymi przeciwko tej dyskryminacji, te 2,5 mln trzeba jeszcze pomnożyć przez każdą rodzinę i przez ten strach ciągle wzniecany w Polsce.

Setki, tysiące w marszach protestów w Ojczyźnie i wśród Polonii przeciw dyskryminacji także dzisiaj na wszystkich kontynentach.

Dziękujemy organizacjom katolickim - Akcji Katolickiej, ruchom katolickim, jeszcze raz "Solidarności" z przewodniczącym panem Piotrem Dudą. Niech żyje "Solidarność", niech się rozwija. Dziękujemy organizacjom politycznym, bo polityka to troska o dobro wspólne, polis to miasto-państwo - przypomniał nam ks. abp Mieczysław Mokrzycki na Jasnej Górze w zeszłym roku - i kto w starożytnej Grecji nie interesował się tym polis, swoim miastem-państwem", nazywali go idiotos. Dziękujemy organizacjom politycznym, które chcą na fundamencie Ewangelii budować przyszłość Polski, przyszłość Polski na fundamencie cywilizacji zachodniej. Dziękujemy PiS-owi z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele i życzymy, żeby pan to wszystko wytrzymał. Pan da siłę swojemu ludowi. Alleluja i do przodu.

Dziękujemy Solidarnej Polsce z panem Zbigniewem Ziobro. Dzisiaj chciałbym wymienić dwa nazwiska pań posłanek, które były w Krajowej Radzie, a które nie mogą dzisiaj tu być, a tak dzielnie walczą o wolność słowa: dziękuję pani poseł Elżbiecie Kruk, która jest w Lublinie i nie może być z nami z racji zdrowotnych. I dziękuję bardzo pani poseł Barbarze Bubuli, która w tej chwili jest na pogrzebie swojego tatusia, pomódlmy się za niego: Wieczne odpoczywanie racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci, niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.

Dziękujemy wierzącym i niewierzącym. Możemy się różnić, ale Ojczyzna jest jedna, to jest dana nam ziemia przez Boga, jedna Ojczyzna, niezależnie od poglądów: "Po Bogu najbardziej kocham Polskę", Ojczyzna jest jedna i przez nią idziemy do nieba!

Media mętnego nurtu
Szczególne dzięki i gratulacje dla dziennikarzy, są tacy służący prawdzie. Świadkom prawdy mającym odwagę być znakiem wśród wielu najemników, bo dziennikarz to sługa prawdy, a kto nie jest sługą prawdy, jest najemnikiem. I tych najemników jest wielu w tych mediach nie głównego nurtu, ale mętnego nurtu. Bo główny nurt to prawda, nie siła, nie ilość, prawda to jest główny nurt.

Dziękujemy rolnikom, robotnikom, inteligencji, starszym, chorym, studentom, dzieciom i młodzieży.

Dziękujemy za tę wielką organizację dzisiejszego marszu komitetowi organizacyjnemu, służbom porządkowym, służbom miejskim, policji. Dziś święto waszego patrona św. Michała Archanioła - niech pomaga wam służyć dobru człowieka, nigdy przeciwko człowiekowi, nigdy nie bijcie człowieka, tak jak to było robione pod krzyżem. Pod krzyżem przy Pałacu Namiestnikowskim. To jest hańba, nigdy człowiek przeciwko człowiekowi. Niech św. Michał broni was w zwyciężaniu w dobrym. Dziękujemy służbie zdrowia i wolontariuszom ze służb porządkowych.

Dziękujemy księdzu kardynałowi, metropolicie warszawskiemu Kazimierzowi Nyczowi, za wydelegowanie księdza prałata - by przewodniczył w jego imieniu tej Eucharystii.

Dziękujemy księdzu proboszczowi ze sławnego kościoła św. Aleksandra na tym placu Trzech Krzyży, wszystkim kapłanom tu celebrującym i obecnym, braciom, siostrom zakonnym, modlącym się za nas szczególnie dziś w kościołach i zakonach, w Ojczyźnie i świecie.

Dziękujemy za solidaryzowanie się z nami dziś w marszach i protestach pod konsulatami i ambasadami polskimi w Kanadzie, USA, Australii, Anglii, we Francji, w Belgii i Wilnie.

Dziękujemy wszystkim, którzy zorganizowali przyjazd, i tym, którzy przybyli.

Dziękujemy wspaniałym aktorom scen polskich i wspaniałej Orkiestrze "Victoria" z p. płk. Julianem Kwiatkowskim, niezmordowanym, z Warszawy-Rembertowa, i z założycielem ks. prałatem Edwardem Żmijewskim.

Składamy podziękowania siostrom, świeckim i ojcom posługującym w tych dziełach na ręce delegata Ojca Prowincjała, radnego zwyczajnego o. Sylwestra Cabały, który z racji przed rokiem zaplanowanych święceń diakonatu w Tuchowie nie mógł tu przybyć, ale daje znać, przesyła SMS-y, telefonuje, jest z nami. Dziękujemy misjonarzom, zgromadzeniu redemptorystów, które dzielnie świadczy o prawdzie i troszczy się o te dzieła! I nigdy nie wyparło się Radia Maryja ani Telewizji Trwam, ale nas wspiera bardzo dzielnie. Bóg zapłać, bracia i ojcowie.

A to Polska właśnie!
Stojąc tu i teraz, doświadczając miłości Pana Boga, który rozpala nasze serca, myśląc o Ojczyźnie, słyszę jeszcze słowa wypowiedziane 33 lata temu na koniec pierwszej pielgrzymki w czasie bierzmowania naszego Narodu na krakowskich błoniach 10 czerwca 1979 roku przez Ojca Świętego bł. Jana Pawła II:

"Zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością - taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym. Abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.

Proszę was, abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało, abyście od Niego nigdy nie odstąpili, abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On "wyzwala" człowieka, abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest "największa", która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu.

Proszę was o to przez pamięć i przez potężne wstawiennictwo Bogarodzicy z Jasnej Góry i wszystkich Jej sanktuariów na ziemi polskiej, przez pamięć św. Wojciecha, który zginął dla Chrystusa nad Bałtykiem, przez pamięć św. Stanisława, który legł pod mieczem królewskim na Skałce.

Proszę was o to".

I przyjęliśmy!

A świat zadziwił się, bo przyjęliśmy, klękając na Wybrzeżu i w całej Polsce pod krzyżem, obrazem Matki Najświętszej, spowiadając się, ufając Panu Bogu, przyjęliśmy, przyjęliśmy to dziedzictwo z wiarą, miłością i nadzieją.

Bo prawdziwa solidarność to cnota - sposób życia wypływający z głębokiej wiary w Pana Boga i z miłości.

Powstań, Polsko!
I zamarł wtedy świat w swym zdziwieniu, patrząc na taką Polskę. A zły świat rozpoczął walkę przeciw takiej Polsce i takim uczniom Chrystusa! I walczy do dzisiaj!

I to zawirowanie trwa! I ta walka trwa! Trwa na polskiej ziemi!

Czy dziwić się? NIE!

Po latach okupacji niemieckiej i sowieckiej, po zniszczeniu wielu tysięcy szlachetnych ludzi, po zniszczeniu wielu z elit, po niszczeniu ducha, świadomości przez czas komunizmu, a później od stanu wojennego i Okrągłego Stołu, przy zaprzęgnięciu wielu na uczelniach, wielu propagandystów mediów mętnego nurtu, przy niszczeniu do dziś sumień, obyczajów, kultury międzyludzkiej - manipulacji umysłami, emocjami i sercami, przy takim zmasowanym od lat działaniu na nasz Naród - nie dziwmy się temu zawirowaniu! W umysłach i sercach.

Dobrze, że coraz więcej ludzi woła: "Obudź się, Polsko!".

Dobrze, że zawołaliście tutaj i przyszliście. Obudź się, Polsko! Obudź się, Polsko!

Obudź do prawdy i miłości społecznej!

Powstań, Polsko!

Są tacy, którzy mówią - najważniejszy jest spokój, również w tych dniach chcieli nas przerazić, również porównywali do strasznych rzeczy to wezwanie "obudź się, Polsko". Czy to była dobra wola? Spokój jest najważniejszy, mówią, spokój za wszelką cenę, ci, którzy nie chcą obudzenia Polski.

Bezczynność prowadzi do klęski
Nie spokój, ale pokój! Pokój. Największy spokój jest na cmentarzu i może im o to chodzi. To jest śmierć. My chcemy pokoju, a pokój jest budowany na prawdzie! Prawda jest siłą pokoju i prowadzi do wolności! Tę zaś trzeba zdobywać stale! A więc prawdę i pokój trzeba ciągle zdobywać! Bezczynność prowadzi do klęski! Do śmierci! Bezczynność rozzuchwala zło!

Benedykt XVI ostatnio w Libanie ostrzegał nas, zapamiętajmy: "Dobrzy ludzie nie powinni dopuścić swą bezczynnością, aby triumfowało zło. Jeszcze gorszą rzeczą jest nic nie robić!".

Nie dziwmy się, że tak jest w Polsce, że jest ten zamęt. Ale wszyscy, nie tylko tu obecni, zmobilizujmy się w wysiłkach, by otwierać nasze siostry i braci na prawdę i miłość do Pana Boga i ludzi.

Każdy pragnie wolności! Pan Bóg pragnie szczęścia ludzi, ale człowiek chce nieraz po swojemu to szczęście budować. Tak było z Izraelitami, których Bóg chciał obdarzyć wolnością - wyprowadził z Egiptu, ale potrzeba było aż 40 lat, by inne pokolenia bez zniewolonej mentalności, zniewolonej duszy weszły do Ziemi Obiecanej.

Nas też prowadzi do wolności. Dał nam, Polsce, wiele łask, wielu świętych, bohaterów, a w ostatnich czasach Boże Miłosierdzie - św. Siostrę Faustynę, Ojca Świętego Jana Pawła II i ks. Jerzego, męczenników nazizmu, komunizmu, "Solidarności". Dał nam przemiany bez rozlewu krwi, a zawirowanie w myśleniu i działaniu ciągle jeszcze trwa. Jeszcze potrzeba oczyszczenia umysłów, serc i sumień.

Potrzeba nam łaski Bożej, gorącej modlitwy.

Potrzeba potężnej i wytrwałej pracy nad umysłami i charakterami.

Co jest potrzebne? W Radiu Maryja powtarzamy niejednokrotnie cztery słowa: informacja, formacja, organizacja i akcja.

Informacja, formacja, organizacja, akcja
Potrzeba dobrej informacji, a więc prawdy. Potrzeba nam prawdy, nie mętnego nurtu i najemników. Potrzeba nam dziennikarzy, sług prawdy, i chwała, że tacy rosną i tutaj też są. Potrzeba dobrej informacji wszędzie: w nauce, rodzinie, polityce, mediach. Trzeba prawdy szukać u źródła, a nie z plotek czy z mediów mętnego nurtu - które manipulują umysłami, sercami, emocjami ludzkimi. Po Okrągłym Stole wydawało się, że wszystko się zmieniło, że oddali władzę. A wzięli media, pieniądze, biznes i mają władzę. I mieszają, i kłócą ludzi. Potrzeba mediów, które jednoczą, które prowadzą do dialogu, do pokoju!

"Zadaniem ludzi mediów - jak uczył nas Jan Paweł II - jest pełnić świętą misję, służbę prawdzie i dobru, jednoczeniu ludzi i postępowi ludzkości poprzez przekazywanie wartości kulturowych, duchowych, chrześcijańskich, uniwersalno-humanistycznych". A nie takich jak przy Smoleńsku. To ciągle dzikie, dzikie judzenie również przeciwko zmarłym tak tragicznie, to nie jest cywilizacja chrześcijańska. To jest obce nam i nie poddajmy się temu. Nigdy jeden przeciwko drugiemu. Jeden z drugim.

"A dziennikarstwo jak kapłaństwo jest odpowiedzią na prawdziwe powołanie".

Prawo do informacji, prawo do prawdy, do wzajemnej komunikacji - to prawo do wolności, to prawo do mediów! Tego prawa nam się w Polsce teraz odmawia.

Czy po 32 latach od powstania związku zawodowego "Solidarność" dziś nie znaleźliśmy się w tym samym miejscu? A może w pewnym sensie jeszcze bardziej się cofnęliśmy.

Dziś upominamy się - tysiące ludzi idących przez całą Polskę i tu, w Warszawie - 96 proc. katolików nie ma jednego miejsca na multipleksie dla Telewizji Trwam. Gdzie my jesteśmy, gdzie my jesteśmy!

Wszystko dawane jest stronie liberalno-lewicowej. Wszystko jest zagarniane. Tak jak własność zagarniana, tak jak robotnicy nieuwłaszczeni, wszystko rozkradzione i dalej rozkradane, jeden wielki Amber Gold. Byłoby wiele mówić. Wiecie o tym.

Dziękuję Panu Bogu za tę rwę kulszową, którą dostałem, bo poznałem służbę zdrowia. Jak to jest osobiście. Jakie warunki, ile trzeba zapłacić, żeby mieć wizytę. A ile trzeba czekać, żeby konać. To jest eutanazja.

Czy Polacy muszą wyjeżdżać z Polski? Czy Polacy muszą pracować na Anglików, Niemców, Francuzów, na innych? My się chcemy przyjaźnić ze wszystkimi, ale trzeba pracować na własne rodziny. Czy następne miliony Polaków muszą wyjechać? Polska jest krajem miodem i mlekiem płynącym. Widzę pana ministra. Ile my mamy lasów? Chcą sprzedać lasy jeszcze. Mamy geotermię. W Toruniu geotermia się rozwija. Zapraszamy. Mamy nadzieję, że przyjedziecie i pokażemy. Robimy to, żeby pokazać - Polsko, nie oddaj nic. Polacy, nie oddajcie. Kochajcie Ojczyznę. Tyle Ojczyzny, ile ziemi. Tyle wolności, ile własności.

"Ten marsz - jak powiedział znany prof. Bogusław Wolniewicz - jest wielką próbą sił, bo na naszych oczach dokonuje się zamach na demokrację. Na demokrację - czyli na ustrój ludzi wolnych, obywateli, a nie poddanych. A w zamachu na demokrację pierwszym ruchem jest zdławienie wolności słowa, bo wolność słowa jest głównym oporem demokracji i wtedy wszelkie konstytucje są tylko papierkami".

Formacja po Bożemu
Drugie z powtarzanych słów w Radiu Maryja to formacja. Ta piękna po Bożemu formacja powoduje, że patrzymy w niebo, a kto patrzy w piękno, prawdę, dobro, Bożą miłość, w niebo - temu skrzydła wyrosną i o taką formację chodzi.

Kto zaś jest pod wpływem kłamstwa, propagandy, manipulacji, brzydoty, zła w rodzinach, szkołach, uczelniach, mediach, temu szpony wyrastają, chce sukcesu bez sprawiedliwości, bez prawdy i miłości! Cytuję słowa Ojca Świętego Benedykta XVI rok temu wypowiedziane w Bundestagu: ""Czymże są więc wyzute ze sprawiedliwości państwa, jeśli nie wielkimi bandami rozbójników?" - powiedział kiedyś św. Augustyn". I mówi dalej Ojciec Święty: "My, Niemcy, wiemy z własnego doświadczenia, że słowa te nie są czczymi pogróżkami". Czymże są bez sprawiedliwości rządy - wielkimi bandami rozbójników. Zachowaj Polskę od tego.

Potrzeba dobrej formacji! Dobrych rodzin, szkół, uczelni, organizacji.

Jest już wielu wspaniałych wychowawców, nauczycieli, profesorów, szkół i uczelni. Ale kochani. Chciałbym dzisiaj wam tu powiedzieć. Skorzystać z tego miejsca. Utrzymujecie Radio Maryja. Radio Maryja, Telewizja Trwam, to wszystko mogę wam powiedzieć, ono nie powinno zaistnieć po ludzku. Ono istnieje i rozwija się. Wy to nie tylko utrzymujecie, wy bronicie, wy modlicie się za nas. Wy idziecie pod prąd tych mediów mętnego nurtu i tych ludzi mętnego nurtu. I rozświetlacie drogi - to jest cud. Bronicie nas, wspieracie. Ale w tym miejscu chciałbym wam powiedzieć o jednej rzeczy, takim wielkim marzeniem, wielkim marzeniem jest uczelnia, która powstała w Toruniu.

Zostań mecenasem
Jest wiele dobrych uczelni w Polsce, ale ta uczelnia - i gdy zabory były, to zakładali uczelnie - i ta uczelnia ma opinię najwyższych - nie będę się powoływał w tej chwili na opinie spoza Polski - że jest unikalna, unikalna.

Uczelnia to zdobywanie zawodu - tak, wykształcenie - tak, ale także wychowanie i moralne formowanie studentów, czego brak często, bardzo często w szkołach polskich i na uczelniach. O to nam chodzi, formować uczciwych, którym będzie można zaufać. Kompetentnych, którzy będą wyznawali zasady zapisane w Dekalogu i w życiu codziennym starają się im sprostać!

Ta uczelnia jest dobrze widziana m.in. przez prefekta Kongregacji do spraw Nauczania Katolickiego - ma pod sobą 1500 uniwersytetów katolickich i ponad 200 tys. szkół katolickich. I interesuje się naszą uczelnią, i popiera. To jest znak. Ale kochani, uczelnia niestety kosztuje. Jest wielu studentów, którzy nie mają na to pieniędzy. My chcemy zwrócić się szczególnie do ludzi biednych, do studentów biednych, do studentów zdolnych, do studentów z licznych rodzin i tacy przychodzą. Pomagamy im. Mamy iluś mecenasów, którzy pomagają, ale zapraszamy was wszystkich. Macie firmy, pomóżcie, ci z tych firm. Pan Bóg wam pobłogosławi. Pomóżcie. Pomóżcie kształcić polską młodzież. Bądź mecenasem tej uczelni. Formować młodych dla Polski i dla ludzi. By odnowić Ojczyznę, odnowić oblicze ziemi. Zapraszam was. Tak jak prosiliśmy, żebyście Radio utrzymali, Telewizję. Prosimy was. Powiedzcie jedni drugim. Coraz biedniej jest w Polsce, ale może się da. To jest marzenie. Przyjdzie nowych ludzi plemię. I wreszcie organizujmy się. Informacja, formacja, organizacja. Organizujmy się.

W II Rzeczypospolitej, przed wojną Polacy byli bardzo zorganizowani! Ileż jest organizacji młodzieżowych, sportowych, różnych w każdej wiosce? A teraz ta komuna co zrobiła? Podzieliła, pokłóciła nas i chce nas kłócić. Już w czasie zaborów zaczęto dobrą formację młodzieży i powstało wiele organizacji - dla młodzieży, m.in. Strzelcy, Sokół, SKOK-i Stefczyka i wiele innych.

Po wojnie w komunizmie zniszczono wiele dobrych organizacji - kłócono nas, dzielono! Trzeba się organizować wszędzie, w wioskach, miastach, aglomeracjach, blokach. I wtedy światli, prawi, zorganizowani, miłujący i kochający osiągniemy sukces, powstaniemy, ale teraz każdy do pracy. Kochani, pójdziemy do domów i każdy do pracy. Budźcie ludzi. Mówcie, żeby wyłączyli te media mętnego nurtu, żeby nie słuchali plotek i oszczerstw, nie godzili się na dzielenie, żeby wszyscy żyli w prawdzie. Najwyższy czas organizować się, uczyć ze sobą rozmawiać na argumenty i pracować dla wspólnego dobra - razem - jeden z drugim! Uczyć się być razem, organizować się, dzieci, młodzież, dorosłych, wszędzie, w najmniejszych miejscowościach i w wielkich blokach mieszkalnych i aglomeracjach.

Razem wokół zadań!

I wtedy światli, w prawdzie, uformowani, o prawych sumieniach, zorganizowani - rozumiejący i kochający będziemy mieli sukces i powstaniemy! Ale teraz każdy do pracy, budzić ludzi do prawdy i społecznej miłości!

Dziś święto świętych Archaniołów. Michael - "któż jak Bóg", kto z Bogiem, któż przeciw nam, Boże zwycięstwo przyjdzie piękniejsze, niż sobie wyobrażamy! Tylko przylgnijmy do Pana Boga i Jego słuchajmy! Przykładów, jak działa Pan Bóg z tymi, którzy Go kochają, i jak wielkimi ich czyni, mamy wiele!

Jan Paweł II mówił 7 sierpnia 2002 r. podczas konsekracji świątyni Bożego Miłosierdzia: "Przychodziłem tutaj zwłaszcza w czasie okupacji, gdy pracowałem w pobliskim Solvayu. Do dzisiaj pamiętam tę drogę, która prowadziła z Borku Fałęckiego na Dębniki, którą odbywałem codziennie, przychodząc na różne zmiany w pracy, przychodząc w drewnianych butach. Takie się wtedy nosiło. Jak można było sobie wyobrazić, że ten człowiek w drewniakach kiedyś będzie konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach". Został Następcą Piotra, największym z rodu Słowian i Polaków - Janem Pawłem II - już błogosławiony, bo był z Bogiem i z Nim współpracował.

Anna Solidarność
A wczoraj drugi pogrzeb Anny Walentynowicz - Anny Solidarność!

Urodzona na Wołyniu w wielkie święto religijno-patriotyczne, 15 sierpnia 1929 roku. Miała 10 lat, jak zginął od Niemców ojciec. Krótko później na zawał serca umiera mama. Anna Sierota powiedziała później: "Byłam nikim, teraz jestem robotnicą".

Mówiła: "W dzieciństwie, w domu rodzinnym umiałam się modlić i chodziłam do kościoła. Potem u obcych ludzi zapomniałam chyba, że istnieje Bóg.

Katorżnicza praca w dzień powszedni i w niedzielę, brak jakiegokolwiek kontaktu z innymi ludźmi - czy można się dziwić, ze żyłam obok wiary? A potem weszłam do kościoła, długa rozmowa z księdzem, powiedział: "Nie martw się, poniosłaś wiele ofiar. Do takich jak ty Matka Boża biegnie w jednym pantofelku!"".

Namawiali ją, żeby wstąpiła do partii. "W Boga wierzę" - odpowiedziała Anna Walentynowicz. Wielu jest takich - jak słupy ognisk pokazujących drogę w tych mętnych nurtach.

Kto z Bogiem, któż przeciwko Niemu
I będzie więcej - bo kto z Bogiem, któż przeciwko Niemu!

I na koniec siostry i bracia, w czasie, gdy nie było Polski na mapach świata, pisał Henryk Sienkiewicz w "Potopie": "Drwi i szydzi z nas nieprzyjaciel, pytając: co nam z dawnych cnót pozostało. A ja odpowiem - wszystkie upadły, pozostała wiara i cześć do Najświętszej Panny, na którym to fundamencie reszta odbudowana być może!".

A więc do dzieła z Bogiem i Maryją: informacja, formacja, organizacja, akcja.

Każdy od dziś, od najmniejszego kręgu - rodziny, sąsiedztwa, wioski i miasta! Dla prawdy i miłości społecznej! Obudź się, Polsko! Obudź Polskę, Polaku. Obudź się, Polsko!

Bóg zapłać za wszystko. Kochani, dzisiaj św. Michała Archanioła. Ten Michał Archanioł, który stoi na ołtarzu, to jest dar od Ojca Świętego Jana Pawła II. Myślałem wtedy, że to będzie po Radiu, było takie szaleństwo w tych mediach mętnego nurtu, i nie tylko, i stał się cud, nigdy się nie spodziewałem. Byłem dwa dni w Rzymie i z dnia na dzień zaproszony zostałem na kolację do Ojca Świętego. To było zaskoczenie, a na koniec Ojciec Święty dał mi tego Michała Archanioła, a ks. kard. Dziwisz powiedział: "Dzieło sztuki". Rozumiem, Eminencjo, wymowę tego dzieła sztuki. Rozdaliśmy 200 tys. obrazków z modlitwą do Michała Archanioła, jeżeli zabrakło, to będziemy drukować dalej. I odmówmy ją teraz razem.

"Święty Michale Archaniele, broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną. Niech go Bóg poskromić raczy, pokornie prosimy, a Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne złe duchy, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, Mocą Bożą strąć do piekła. Amen".

Bóg zapłać za cierpliwość i wszystko. Życzę Bożego błogosławieństwa wszystkim. Panie premierze, alleluja i do przodu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/11253,raz ... zadan.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 04 paź 2012, 06:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Naród patrzy na władzę

Z JEm. ks. kard. Stanisławem Nagym z Krakowa rozmawia Sławomir Jagodziński

Księże Kardynale, czy ten ogromny sobotni marsz w Warszawie w obronie Telewizji Trwam to nowa jakość w Polsce?

- Z całą pewnością nowa jakość! Z tym że trzeba go zdecydowanie łączyć z tymi marszami już uprzednimi, których ponad 100 przeszło w tym roku w całej Polsce. Do tej pory, szczególnie w ostatnich latach, nie zdarzało się tak, aby ludzie spontanicznie się organizowali i wychodzili na ulice swoich miejscowości w obronie czegoś. Te małe marsze i te ogromne ogólnopolskie, prawie 2,5 miliona protestów przesłanych do KRRiT to dowód na uaktywnienie społeczne, obywatelskie milionów Polaków, milionów katolików, którzy chcą się w Polsce znów poczuć jak u siebie. Niestety, ta władza tego nie zapewnia. Ludzie dali temu wyraz, przybywając z całej Polski do stolicy.

Przecież przyszła niemal cała Polska i zawołała: "Mamy już dość". Zebrani w tak ogromnej liczbie katolicy powiedzieli tej władzy "nie". To już nie jedna miejscowość, nie jeden kapłan, który zachęcił ludzi do obrony katolickiej telewizji. Tu przyszła Polska ze wszystkich stron i powiedziała rządom, jakie panują w Polsce, bardzo stanowczo: "nie!". Bo przecież ostatecznie sprawą fundamentalną nie jest rząd, ale Ojczyzna, której on powinien służyć. Naród patrzy na tę władzę, obserwuje ją i teraz powiedział: "Takie rządzenie nam się nie podoba". To był sens tego wielkiego pochodu, ogromnego pochodu, który można nazwać krzykiem Narodu.

Czy władza usłyszy ten krzyk?

- Władza musi mieć świadomość, że to jeszcze nie ostateczny krzyk Narodu, a już jakże donośny. Rzesze ludzi z całej Polski na ulicach stolicy ostrzegły: w naszym państwie źle się dziś rządzi! I z tego powodu to jest wydarzenie bez precedensu. Ten marsz jest zapowiedzią, że jeśli nic się nie zmieni, to niezadowolenie może wybuchnąć też w innej postaci...

Marsze w obronie Telewizji Trwam mają bardzo stanowcze, ale pokojowe nastawienie, które wypływa z formacji religijnej ich uczestników...

- Dlatego też widzę w tym ogromną wagę. Ten warszawski, ale i inne marsze to były bardzo spokojne manifestacje, przeniknięte atmosferą religijną. Polityka oczywiście się na nich pojawia, ale ona nie jest wysunięta na czoło. Msza św., modlitwa, obrona katolickiej stacji - to w Warszawie było na pierwszym planie. Przemówienia, które tam się pojawiły, także były w duchu tego zgromadzenia.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ladze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 09 paź 2012, 10:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Prof. Józef Szaniawski zmarł tragicznie w Tatrach

Przerwana lekcja historii

Śp. Józef Szaniawski (1944-2012)

Prof. Józef Szaniawski był wybitnym historykiem. Jako nauczyciel akademicki, dziennikarz, publicysta działał z przekonaniem, że prawdziwa historia jest mistrzynią prawdziwej polityki. Był wykładowcą w wielu uczelniach, m.in. na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Ten wielki pasjonat historii zmarł tragicznie 4 września 2012 r. – spadł w przepaść w Tatrach. Miał 68 lat. Prowadzona przez niego lekcja historii, której z zapartym tchem słuchali Polacy, została nagle przerwana.
Urodził się w 1944 r. we Lwowie. W latach 1970-85 był dziennikarzem PAP-u, a jednocześnie od 1973 r. konspiracyjnie współpracował z Radiem Wolna Europa jako stały korespondent w Warszawie. Przekazywał w świat informacje o zniewoleniu politycznym Polski przez Moskwę, o zbrodniach stanu wojennego, ukazywał prawdziwe oblicze systemu komunistycznego, demaskował zbrodnie komunizmu. W 1985 r. na ślad jego działalności na rzecz ujawniania prawdy wpadli funkcjonariusze SB, a sąd wojskowy stanu wojennego skazał go na 10 lat więzienia jako „agenta” USA. Do 22 grudnia 1989 r. przetrzymywany był w najcięższych więzieniach PRL-u, m.in. w Warszawie na Rakowieckiej i w Barczewie, w dawnym zamku krzyżackim Wartenburg, pilnie strzeżonym, z którego – jak sam mówił – nigdy nikt nie uciekł. Tam, za grubymi murami, w zamknięciu, czytał „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza. Warto wiedzieć, że po latach przyczynił się do wydania narodowej unikatowej edycji „Krzyżaków”, ilustrowanej fragmentami „Bitwy pod Grunwaldem” Jana Matejki. W czasie czteroletniego pobytu w Barczewie Józef Szaniawski pół roku spędził w podziemnym karcerze bez okna. Przebywał też w jednej celi ze zbrodniarzem płk. Adamem Pietruszką, skazanym za udział w zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki. W 1990 r. Józef Szaniawski został uniewinniony, ale nastąpiło to dopiero dzięki oddolnej akcji, zorganizowanej przez rodzinę, dziennikarzy, twórców kultury, działaczy podziemia. W 1990 r. został zrehabilitowany przez Sąd Najwyższy i uznany za „ostatniego więźnia politycznego PRL-u”.

Prof. Szaniawski sprzeciwiał się wpływom sowieckim w Polsce, jednocześnie działając na rzecz integracji Polski z NATO. Był pełnomocnikiem i przyjacielem płk. Ryszarda Kuklińskiego, dzięki któremu nie doszło do wybuchu trzeciej wojny światowej. Wspólnie doprowadzili do powstania Pomnika Katyńskiego w Warszawie. Walczył o dobre imię płk. Kuklińskiego, ostatecznie przyczyniając się do jego rehabilitacji w świetle prawa. To prof. Szaniawski osobiście przywiózł z USA do Polski urnę z prochami płk. Kuklińskiego i założył w Warszawie poświęconą mu Izbę Pamięci. Był kustoszem i przewodnikiem tego szczególnego muzeum poświęconego Pułkownikowi.
Publikował w prasie polskiej, m.in. w „Niedzieli”, oraz w prasie polonijnej. Pisał artykuły naukowe i prasowe, eseje polityczne, scenariusze filmów dokumentalnych oraz książki. Oto niektóre tytuły: „Reduta – Polska między historią a geopolityką, „Samotna misja – pułkownik Kukliński i zimna wojna”, „Pułkownik Kukliński. Misja Polski”, „Pułkownik Kukliński – tajna misja”, „Marszałek Piłsudski i Polacy”, „Victoria Polska. Marszałek Piłsudski w obronie Europy”, „Bitwa Warszawska 1920 w obronie Polski i Europy”, „Nowy Jork – symbole miasta”, „Grunwald – pole chwały”, „Imperium zła. Rosja przeciw Polsce i Europie”.

Prof. Józef Szaniawski był wielkim patriotą, niestrudzonym badaczem historii ojczystej oraz dziejów Europy i świata. Jego studia i badania dokumentów niejednokrotnie doprowadzały do wniosku, że dzieje Polski to historia zmarnowanych szans. Niezmordowanie odkrywał te karty historii Rzeczypospolitej, które świadczyły o jej potędze. Na wielkiej historii polskich zwycięstw i klęsk wychowywał młodzież, jako przyszłą patriotyczną polską elitę, i wytrwale budował lepszą przyszłość Ojczyzny. Na jego przykładzie widać, że są ludzie, których nie da się zastąpić.
Miejscem wiecznego spoczynku śp. prof. Józefa Szaniawskiego jest cmentarz Powązkowski w Warszawie.

Lidia Dudkiewicz

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 01238&nr=0


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 10 paź 2012, 08:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Praw­da o Pol­sce Tu­ska jest wstrzą­sa­ją­ca

Eks­hu­ma­cje czy „wy­kop­ki”, czy­li „prze­stań­my uwa­żać by­dło za nie­by­dło”

Upór pro­ku­ra­tu­ry woj­sko­wej, któ­ra na­wet w ob­li­czu te­go skan­da­lu nie wy­ra­zi­ła zgo­dy na udział w sek­cjach zwłok nie­za­leż­nych eks­per­tów wska­za­nych przez ro­dzi­ny, świad­czy o tym, że jest coś do ukry­cia, a pro­ku­ra­to­rzy nie chcą czy wręcz nie mo­gą – po­zwo­lić ro­dzi­nom na roz­wia­nie tych de­li­kat­nie mó­wiąc – wąt­pli­wo­ści.

Dla wszyst­kich od dłuż­sze­go cza­su jest już ja­sne, że ca­łość ro­syj­skich do­ku­men­tów z tak zwa­ne­go smo­leń­skie­go śledz­twa jest sfał­szo­wa­na lub – jak ktoś wo­li ter­mi­no­lo­gię praw­ni­czo-sa­lo­no­wą – po­świad­cza nie­praw­dę.

Wie­dzą o tym ro­dzi­ny i ich peł­no­moc­ni­cy, pro­ku­ra­to­rzy, po­li­ty­cy z pre­zy­den­tem i pre­mie­rem na cze­le oraz dzien­ni­ka­rze, lecz z ja­kichś ta­jem­ni­czych przy­czyn nikt nie ma od­wa­gi ogło­sić te­go pu­blicz­nie wszem i wo­bec.

Ostat­nie eks­hu­ma­cje tyl­ko po­twier­dza­ją tę ta­jem­ni­cę Po­li­szy­ne­la, a upór pro­ku­ra­tu­ry woj­sko­wej, któ­ra na­wet w ob­li­czu te­go skan­da­lu nie wy­ra­zi­ła zgo­dy na udział w sek­cjach zwłok nie­za­leż­nych eks­per­tów wska­za­nych przez ro­dzi­ny, świad­czy o tym, że jest coś do ukry­cia, a pro­ku­ra­to­rzy nie chcą, czy wręcz nie mo­gą, po­zwo­lić ro­dzi­nom na roz­wia­nie tych – de­li­kat­nie mó­wiąc, wąt­pli­wo­ści.

Pierw­szy lo­gicz­ny wnio­sek, ja­ki się na­su­wa, jest ta­ki, że dys­po­zy­cje, za­ka­zy i na­ka­zy przy­cho­dzą wprost z Mo­skwy, a miej­sco­we słu­gu­sy i pa­choł­ki Krem­la mu­szą je wy­ko­ny­wać, do­ra­bia­jąc do te­go co­raz bar­dziej po­kręt­ne uza­sad­nie­nia i uspra­wie­dli­wie­nia, ad­ap­tu­jąc jed­no­cze­śnie od na­sze­go wschod­nie­go są­sia­da tę zna­ną po­wszech­nie po­gar­dę dla czło­wie­ka.

Na do­da­tek w przy­pad­ku wszyst­kich eks­hu­ma­cji pol­scy śled­czy sta­wia­ją nie­ustan­nie na prof. Bar­ba­rę Świą­tek, tę sa­mą, któ­ra po la­tach po­twier­dzi­ła kłam­li­wą, es­bec­ką wer­sję śmier­ci Sta­ni­sła­wa Py­ja­sa.

Ra­zi mnie po tych po­nad dwóch la­tach od tra­ge­dii już na­wet to, że przed­sta­wi­cie­le woj­sko­wej pro­ku­ra­tu­ry, a szcze­gól­nie nie­ja­ki Sze­ląg, po­ka­zu­ją się bez­czel­nie przed ka­me­ra­mi w pol­skich woj­sko­wych mun­du­rach. Nie za­po­mi­naj­my o ha­nieb­nej, wspie­ra­ją­cej ro­syj­skie kłam­stwa, ak­cji wy­mie­rzo­nej w cześć i ho­nor pol­skie­go żoł­nie­rza, czy­li za­ło­gę sa­mo­lo­tu oraz ge­ne­ra­ła Bła­si­ka.

Ape­lu­ję do was pa­no­wie, wy­stę­puj­cie po cy­wil­ne­mu, a je­że­li już mu­si­cie wdzie­wać mun­du­ry, to niech na Bo­ga bę­dą one ru­skie. Wte­dy wa­sze wy­po­wie­dzi, jak za do­tknię­ciem cza­ro­dziej­skiej różdż­ki, sta­ną się lo­gicz­ne, ja­sne i zro­zu­mia­łe dla wszyst­kich, a po­gar­da dla wła­snych ro­da­ków nie bę­dzie dzi­wić i ra­zić.

Praw­da o Pol­sce Tu­ska jest wstrzą­sa­ją­ca.

Po ka­tyń­skich opraw­cach, a póź­niej ich pol­skich na­jem­ni­kach po­now­nie w Pol­sce na­sta­ła eki­pa rzą­dzą­ca, któ­rej naj­bar­dziej za­pa­mię­ta­nym przez wszyst­kich „do­rob­kiem” bę­dą ko­lej­ne po­szu­ki­wa­nia praw­dzi­wych miejsc po­chów­ków na­szych po­mor­do­wa­nych ro­da­ków.

Zło­śli­wy i prze­wrot­ny los spra­wił, że po la­tach sło­wa nie­do­szłe­go pro­fe­so­ra Bar­to­szew­skie­go na­bie­ra­ją no­we­go wy­mia­ru i zna­cze­nia, a je­go twier­dze­nia, że „Jak się ktoś uro­dził czło­wie­kiem, to ła­twiej mu jest być czło­wie­kiem, niż stać się świ­nią” lub trze­ba „prze­stać uwa­żać by­dło za nie­by­dło” tra­fia­ją dzi­siaj jak po­wra­ca­ją­cy zło­śli­wie bu­me­rang, ude­rza­ją­cy pro­sto w zdra­dziec­ki łeb to ca­łe ze­świ­nio­ne i zby­dlę­co­ne śro­do­wi­sko sa­lo­now­ców III RP, któ­re od dnia smo­leń­skie­go mor­du to­ko­wa­ło o „ne­kro­fi­lii” i „grze trum­na­mi”.

Dziś zaś, wi­dząc to­tal­ną kom­pro­mi­ta­cję i upa­dek te­go pa­ra-pań­stwa, za­czę­li gar­dło­wać zgod­nie z wy­tycz­ny­mi Czer­skiej i Wiert­ni­czej o „prze­mie­sza­niu ma­te­ria­łu ge­ne­tycz­ne­go”.

I tu czy­tel­ni­kom na­le­ży się wy­ja­śnie­nie.

Owe „po­my­lo­ne po­chów­ki” do­ty­czą tyl­ko tych 28 ciał, któ­re w Mo­skwie oka­za­no ro­dzi­nom, gdyż za­cho­wa­ły się w do­brym, na­da­ją­cym do bez­po­śred­niej iden­ty­fi­ka­cji sta­nie i nic w tym przy­pad­ku do rze­czy nie ma „prze­mie­sza­nie ma­te­ria­łu ge­ne­tycz­ne­go”.

Cia­ło An­ny Wa­len­ty­no­wicz zo­sta­ło zi­den­ty­fi­ko­wa­ne w Mo­skwie przez ro­dzi­nę, a więc nie mo­że tu być mo­wy o „po­mył­ce” spo­wo­do­wa­nej „prze­mie­sza­niem ma­te­ria­łu ge­ne­tycz­ne­go”.

Je­że­li na­wet w tych 28 przy­pad­kach ist­nie­ją po­waż­ne wąt­pli­wo­ści, na ra­zie co do trzech po­chów­ków, czy­li sze­ściu ciał, to ozna­cza, że tam, gdzie iden­ty­fi­ka­cja mo­gła być prze­pro­wa­dzo­na ze stu­pro­cen­to­wą pew­no­ścią, po­my­lo­no cia­ła przy wkła­da­niu ich do tru­mien. Ska­la tej po­mył­ki jest skan­da­lem i to­tal­ną kom­pro­mi­ta­cja rzą­du, któ­ry „zdał eg­za­min”.

Na dziś mo­że­my przy­jąć, że po­nad 20 pro­cent tych naj­le­piej za­cho­wa­nych ciał zna­la­zło się w po­my­lo­nych trum­nach i le­ży nie na tych cmen­ta­rzach, na któ­rych po­win­ny.

Współ­czu­ję szcze­rze tym ro­dzi­nom, któ­rych szcząt­ki bli­skich znaj­do­wa­ły się w po­zo­sta­łych 68 trum­nach. Praw­do­po­do­bień­stwo, że w zbli­ża­ją­cy się Dzień Wszyst­kich Świę­tych bę­dzie­cie się Pań­stwo mo­dlić nad gro­ba­mi, w któ­rych są do­cze­sne szcząt­ki wa­szych bli­skich, jest bli­skie ze­ru, na­wet je­że­li pan Pa­weł De­resz, by­ły se­kre­tarz POP PZPR w re­dak­cji pe­ere­low­skie­go „Ku­rie­ra Pol­skie­go”, bę­dzie od ra­na do wie­czo­ra sie­dział w stu­dio TVN24 i bił się w swo­ją ko­mu­ni­stycz­ną pierś za­pew­nia­jąc, że wie­rzy i ufa za­rów­no Pu­ti­no­wi, Ano­di­nie, Tu­sko­wi, jak i Ewie Ko­pacz. To co wy­ga­dy­wał na an­te­nie i po­wtó­rzył w „Ga­ze­cie Wy­bor­czej” nie na­da­je się na­wet do przy­to­cze­nia i świad­czy, że Pa­weł De­resz to czło­wiek pod­ły, zim­ny i cy­nicz­ny o wraż­li­wo­ści ali­ga­to­ra.

W do­dat­ku za­ata­ko­wał cór­kę śp. Zbi­gnie­wa Was­ser­man­na, stwier­dza­jąc: „dzi­wię się in­nym ro­dzi­nom, że chcą wy­ko­rzy­sty­wać zwło­ki swo­ich naj­bliż­szych do po­li­tycz­nej gry. Mam za­ufa­nie do Ewy Ko­pacz”.

Na szczę­ście pa­ni Mał­go­rza­ta Wsser­mann szyb­ko spro­wa­dzi­ła krę­ta­cza na zie­mię, mó­wiąc:

– „To pan star­tu­jąc w wy­bo­rach, wy­ko­rzy­stał tra­ge­dię smo­leń­ską po­li­tycz­nie. To szczyt hi­po­kry­zji”.

War­to jesz­cze przy­po­mnieć ostat­nia opi­nię „mę­dr­ca Bol­ka” Wa­łę­sy o Mar­cie Ka­czyń­skiej:

„Nie znam jej, nie wiem, czy ma ukry­te ta­len­ty. Ale je­że­li wy­cho­wy­wa­ła się w po­bli­żu tam­tych dwóch, to oba­wiam się, że jej war­tość jest nie­wiel­ka".

Wi­dać dzi­siaj wy­raź­nie, że po­szu­ku­ją­cy kie­dyś „by­dła” Wła­dy­sław Bar­to­szew­ski szu­kał go zbyt da­le­ko i nie za­uwa­żył, że stoi w obo­rze po­śród do­rod­ne­go ry­czą­ce­go sta­da.

Za­zna­czam, że to nie ja je­stem okrut­ny, po­da­jąc do wia­do­mo­ści tę smut­ną praw­dę o ska­li smo­leń­skie­go kłam­stwa i nie­koń­czą­cej się ge­hen­nie ro­dzin. Pre­ten­sje na­le­ży kie­ro­wać do tej fe­raj­ny szkod­ni­ków i kłam­ców mie­nią­cych się pol­skim rzą­dem, a cho­dzą­cych na krót­kiej smy­czy Pu­ti­na oraz do tej ca­łej me­dial­nej ban­dy bę­dą­cej pol­ską fi­lią par­tii „Jed­na Ro­sja” i wy­ko­rzy­stu­ją­cej w swo­jej pod­łej grze lu­dzi o mo­ral­no­ści al­fon­sów.

Jak się oka­zu­je, to oni wspól­nie z Krem­lem gra­li ty­mi trum­na­mi jak zwy­kli oszu­ści w trzy kar­ty czy ro­syj­ską ru­let­kę. Dla­te­go wła­śnie dzi­siaj pra­wie nikt nie wie, kto le­ży w któ­rym gro­bie i na ja­kim cmen­ta­rzu.

Zna­jąc wraż­li­wość tej dzien­ni­kar­skiej ho­ło­ty, to już wkrót­ce dla mło­dych i do­brze wy­kształ­co­nych z du­żych miast or­ga­ni­zo­wa­ne bę­dą za­kła­dy buk­ma­cher­skie, w któ­rych moż­na bę­dzie po­sta­wić za­kład, kto znaj­du­je się w czy­jej trum­nie, a sę­dzio­wie bro­nią­cy do­bre­go imie­nia Ad­ma Mich­ni­ka czy ska­zu­ją­cy Ro­ber­ta Fry­cza nie do­strze­gą w tym ni­cze­go zdroż­ne­go i na­gan­ne­go.

Zby­dlę­ce­nie i ze­świ­nie­nie es­ta­bli­sh­men­tu III RP i je­go słu­gu­sów jest cho­ro­bą nie­ule­czal­ną i za­pew­ne dla­te­go w dniu, kie­dy oka­za­ło się, że to nie An­na Wa­len­ty­no­wicz le­ży w gro­bie na gdań­skim „Sre­brzy­sku”, ani TVP1 ani Pol­sat w głów­nych wia­do­mo­ściach na­wet o tym nie wspo­mnia­ły.

Kie­dy jed­nak dłu­żej mil­czeć już nie wy­pa­da­ło, ta men­tal­nie wschod­nia dzicz za­miesz­ku­ją­ca kra­inę nad Wi­słą da­ła głos. Re­dak­tor Jan Or­dyń­ski w wy­wia­dzie dla TVP-in­fo za­dał Te­re­sie To­rań­skiej pa­te­tycz­nym to­nem py­ta­nie: Po co te eks­hu­ma­cje, po co? Ta z ko­lei jak zwy­kle bły­sko­tli­wie od­po­wie­dzia­ła: „…bo my lu­bi­my wy­kop­ki… bo to ta­ka na­sza na­ro­do­wa spe­cjal­ność”.

Czy eks­hu­mo­wa­nie po­mor­do­wa­nych w Je­dwab­nem rów­nież re­dak­tor To­rań­ska po­rów­ny­wa­ła do je­sien­nej kam­pa­nii ziem­nia­cza­nej, a re­dak­tor Or­dyń­ski krzy­czał: „Po co?” Czy kie­dy bez­czesz­czo­no ży­dow­skie cmen­ta­rze lub grób oj­ca re­dak­to­ra Ada­ma Mich­ni­ka, mó­wi­li­ście lek­ce­wa­żą­co: „bo my lu­bi­my graf­fi­ti… bo to na­sza na­ro­do­wa spe­cjal­ność”? A mo­że te „wy­kop­ki” to po­etyc­kie na­wią­za­nie do „kar­to­fla”, czy­li Le­cha Ka­czyń­skie­go za­szczy­co­ne­go tym mia­nem przez nie­miec­ką pra­sę, co jak pa­mię­ta­my, bar­dzo was ura­do­wa­ło?

Kie­dy mó­wi­cie cy­nicz­nie, że nie­waż­ne, kto le­ży w gro­bie, gdyż Bóg wie do­sko­na­le, ko­mu pa­li­my zni­cze i za ko­go się mo­dli­my, to sta­wia­cie się po raz ko­lej­ny w ro­li wschod­niej dzi­czy ro­dem z Dzi­kich Pól, bar­dziej przy­po­mi­na­ją­cej zwie­rzę­ta niż lu­dzi. Dys­po­nu­jąc ta­ką by­dlę­cą i świń­ską wraż­li­wo­ścią, mo­gli­ście wy­ko­pać je­den wiel­ki dół i ze­pchnąć do nie­go te 96 ciał spy­cha­czem. Wszak ta­ki po­mysł w uwspół­cze­śnio­nej wer­sji zgła­szał mę­drzec „Bo­lek” Wa­łę­sa:

„Ja pro­po­no­wa­łem od po­cząt­ku: zrób­my wspól­ną mo­gi­łę. Oni ra­zem zgi­nę­li, więc po­cho­waj­my ich w jed­nym miej­scu”.

Bio­rąc na po­waż­nie ich naj­now­szy prze­kaz dnia, to opła­ku­ją­cy po­mor­do­wa­nych w Smo­leń­sku, Ro­dzi­ny Ka­tyń­skie i bli­scy za­strze­lo­nych i za­tłu­czo­nych „Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych”, a tak­że IPN pe­ne­tru­ją­cy po­wąz­kow­ską „łącz­kę”

– to ban­da zwy­kłych dur­niów bio­rą­cych udział w tych bez­sen­sow­nych „pol­skich wy­kop­kach”.

Nie wiem, co sta­ło się z na­mi Po­la­ka­mi ta­kie­go, że na­wet w ob­li­czu ewi­dent­nej zdra­dy i zby­dlę­ce­nia „elit” nie po­tra­fi­my cią­gle po­wie­dzieć gło­śno tej wschod­niej zdra­dziec­kiej dzi­czy ucha­rak­te­ry­zo­wa­nej na Eu­ro­pej­czy­ków i plu­ją­cej nam pro­sto w twarz: WON BY­DLA­KI!!!

Wy­mień­cie mi, Dro­dzy Czy­tel­ni­cy, choć je­den za­chod­ni cy­wi­li­zo­wa­ny kraj, w któ­rym ta­ka zgra­ja łaj­da­ków po tym wszyst­kim, cze­go z ich stro­ny do­świad­czy­li­śmy utrzy­my­wa­ła się na­dal u wła­dzy i za­sta­nów­my się, ja­kie to wy­sta­wia świa­dec­two nie im, ale nam, Po­la­kom AD 2012?

Źró­dła:

http://​www.​fronda.​pl/​news/​czytaj/​tytul/​walesa_​zgineli_​razem,_to­_po­cho­waj­my­_ich_w_jed­nym_miej­scu­_24120/

http://​wiadomosci.​gazeta.​pl/​wiadomosci/​1,114 883,12 524 987,Was­ser­mann_chce­_eks­hu­ma­cji­_wszyst­kich_o­fiar_ka­ta­stro­fy.html

http://​wpolityce.​pl/​artykuly/​36 635-co-mu­sia­lo­by-sie-stac-w-spra­wie-smo­len­ska-ze­by-was-obu­rzy­lo

http://​wiadomosci.​wp.​pl/​kat,1342,ti­tle,Lech-Wa­le­sa-Lech-Ka­czyn­ski-nic-tam-nie-zna­czyl,wid,14 951 298,wiadomosc.​html?ti­ca­id=1f39e

Mi­ro­sław Ko­kosz­kie­wicz

http://www.warszawskagazeta.pl/polityka ... strzsajca-


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 04 lis 2012, 14:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Szczerość

Ewa Polak-Pałkiewicz

Wszystkie pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny, oprócz daru, jakim było papieskie nauczanie, niosły jedyną w swoim rodzaju wartość rozmowy z nami. Nie bez powodu Ojciec Święty – w czasach zniewolenia – sam podkreślał, że mówi „do nas i za nas”. Ten dialog Ojca z narodem oparty był na zaufaniu, szczerości. Dzięki nim mogliśmy dojrzewać. Tylko człowiek – ale także naród – traktowany poważnie przez kogoś, kto reprezentuje autorytet ojcowski, może zmieniać się na korzyść. Rozmowa Ojca Świętego i narodu oparta była na założeniu, że spotkać się można tylko w prawdzie, i że każda prawda – także ta najbardziej bolesna, o nas samych – jest niezbędna, by można było się rozwijać. Kiedy mówił, że musimy od siebie wymagać, to dlatego, że wiedział, iż każdy system zniewolenia zbudowany jest na ludzkiej słabości. Kiedy, przypominając Dziesięcioro Przykazań, robił nam rachunek sumienia, to był to rachunek sumienia mistrza duchowości, który potrafi ukazać przyczyny upadku i – delikatnie, ale konsekwentnie – zmusić do wysiłku wyzbycia się zła.

Rozmowa z Ojcem to najcudowniejszy dar Boga. W rozmowie wszystko się prostuje. W rozmowie jesteśmy podmiotem, nie przedmiotem czyichś zabiegów. Chodzi tu o nas samych, nie o korzyść odnoszoną naszym kosztem. Takiej rozmowy – poważnej, szczerej, głębokiej, nieprzynoszącej ułatwionych, dziecinnych odpowiedzi – Polacy oczekują od dawna od swoich przywódców.
Dziś widać wyraźniej niż kiedykolwiek, że aby w Polsce nastąpiła zmiana, między narodem, a tym, kto będzie sprawował władzę, także władzę polityczną, musi zostać nawiązana subtelna więź wzajemnego zaufania i szacunku. Więź, której jedynym fundamentem będzie prawda. Bowiem sprawowanie władzy w Polsce to nie tylko zarządzanie instytucjami i majątkiem państwa. To wspólna odpowiedzialność za polskie dziedzictwo. Także za dziedzictwo Jana Pawła II.

Współcześni politycy w większości bardzo daleko odeszli od ideału władzy, która czuje moralny wymiar swojego urzędu. Decyduje pragmatyzm i zimny realizm. A jednocześnie zdają sobie oni sprawę, że ludzie, którzy im powierzają władzę, oczekują nie tylko „skutecznej polityki”, ale poszanowania i rozwinięcia własnych motywacji ku przekraczaniu ograniczeń, tak by poszukiwać w swoim życiu dobra. Wielkie potencjały bezinteresowności, szlachetności, współczucia wykorzystywane są często przez polityków dla celów, których się nie ujawnia. Ci, którzy lepiej sobie zdają sprawę ze złożoności natury ludzkiej, z zakodowanych w niej „odwiecznych” pragnień – dobra, prawdy, piękna – będą starali się zawsze wykorzystać do swoich planów element religijny. A nawet – gdy nie zamierzają działać w prawdzie – spreparować go i podsunąć jako czysto użytkowy. „Od stulecia historia się powtarza” – pisała Maria Tarnowska w swoich Wspomnieniach (KAW, 2002), przypominając, jak władze carskie na Podlasiu, tuż przed rokiem 1905, siłą zapędzały chłopów do cerkwi. „Ludzie opętani ambicją, zaślepieni żądzą władzy, zwani tyranami, cesarzami lub dyktatorami, nieodmiennie zwalczają najpierw religię i duchowość. Z tego powodu walki o wolność nie wygrywa się wcale na poziomie politycznych machinacji, tylko w najtajniejszych zakątkach ludzkiego umysłu. Przeciwnikami są prymitywne, brutalne, zwierzęce instynkty, czyli podłoża natury ludzkiej, jak również złudne dążenie człowieka, by dorównać Bożej potędze”.
To, co niegdyś określano mianem „instynktów”, a co jest splotem różnych czynników motywujących wolę człowieka, dziś zyskuje rangę ideologii, czyli związku prawd, półprawd i małych kłamstewek, bazujących na tym, że przez nieuwagę, lenistwo umysłowe, nie dostrzeżemy, iż karmieni jesteśmy pokarmem zatrutym. Domieszka religii, najczęściej fałszywej, jest w każdej ideologii nieodzowna.

Uważajmy więc na polityków, którzy z ustami pełnymi cudownych słów będą chcieli rzucić nam zatrute ziarno. Polityka potrafi dziś bardzo subtelnie wykorzystać nowoczesną wiedzę psychologiczną, antropologię, socjologię. Potrafi też wydestylować z historii potrzebne jej frakcje – przywołać wydarzenia, mity i idee nieraz bardzo stare, a wciąż jakoś poruszające wyobraźnię. Polacy na tle innych narodów wydają się bardziej dogłębnie obcować z własnymi dziejami, być może więcej z nich rozumieć.

Oby prowadził nas w wyborach politycznych ów słynny polski „instynkt prawdy”, czyli refleksja, która wciąż pyta o sedno, która chce poznać do końca, zastanawia się nad kryteriami, sądzi po czynach. Taka refleksja nieomylnie odkrywa wyspekulowaną grę, nie godzi się na intelektualną i duchową taniość.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0529&nr=31


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 07 lis 2012, 11:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Święto

Ewa Polak-Pałkiewicz

Czy Polacy potrafią świętować? Czy szlachetny i piękny dawny obyczaj, który świętowanie łączył z oddawaniem czci Bogu, przetrwał w naszym kraju? Ta tradycja wydobywała prawdę o człowieku, ten, kto był świadomy, wiedział, że jedynym powodem radości jest dla człowieka Bóg, przeżywanie swojego życia z Bogiem. Stąd tak bogata polska kultura związana z rokiem liturgicznym, tak mocny akcent stawiany na Wielkanocy i Bożym Narodzeniu, które w naszej tradycji są czasem najbardziej intensywnego świętowania. Nie poddać się temu nastrojowi w obrębie tych dwu znamiennych dat w roku – to utracić część siebie samego, wyrwać sobie z serca przynależność do wspólnoty. Polacy mocno to czują, dlatego nawet zeświecczone środowiska, wystygłe w swoim życiu duchowym, trzymają się kurczowo tradycji nakazującej w tych dniach bujnie i z rozmachem cieszyć się radościami tego świata i dzielić się z innymi urokami stołu, manifestować uroczysty nastrój odpowiednim strojem czy nie odmawiać sobie głośnego śpiewania kolęd. Podobnym znakiem jest uroczysty i nawet wystawny sposób świętowania odpustów, gdzie radość ducha staje się źródłem i towarzyszy nieraz wielkiemu wysiłkowi, by materialny wymiar tego dnia – a zwłaszcza gościnność, otwartość wobec innych – godnie wyrażał jego duchową treść. To piękne, że w tak wielu miejscowościach w Polsce chwila wyjścia na niedzielną Mszę św. jest tą chwilą, w której jesteśmy najbardziej wymagający wobec siebie. Godny wygląd nie jest wcale wyrazem rytuału czy próżności, ale komunikatem, że czujemy swoją przynależność do wspólnoty, za którą Chrystus umarł na krzyżu. Że chcemy o tym mówić, choćby bez słów.
Taka jest Polska i każdy, kto do niej powraca, po latach czy miesiącach spędzonych w obcym kraju, musi odczuwać drżenie serca przy spotkaniu z kulturą tego narodu, dla którego, mimo wielu pokus i dramatycznych prób, niedziela nie przestaje być niedzielą – w której się „nie działa” – i większość świąt religijnych i rocznic patriotycznych ma swój ujmujący wymiar zewnętrznej manifestacji, pięknej formy.
Są też specjalne okazje, w których męstwo polskiego ducha znajduje przełożenie na dobro materialne i piękno widzialne. Miałam okazję uczestniczyć w święcie niewielkiego miasta diecezji zamojsko-lubaczowskiej, Tomaszowa Lubelskiego, które może zaskakiwać i budzić tę najzdrowszą odmianę zazdrości. Oddano tam do użytku mieszkańców wspaniale wyposażony obiekt szpitalny, dwa nowoczesne oddziały, neurologię i oddział leczenia chorób płuc, połączone ze „starym szpitalem”, który uchodzi w regionie za przykład znakomitej syntezy służby człowiekowi z najwyższej klasy fachowością i gospodarnością. Jeżeli służba zdrowia miałaby być w Polsce „chora”, to tam z pewnością jest ona „zdrowa”, co jest zasługą czuwania nad nią charyzmatycznych twórców tego szpitala, lekarzy, którym ciężar instytucji nie przysłaniał nigdy ludzkiego, służebnego wymiaru dzieła. A całość więcej ma z pewnością wspólnego ze sztuką medyczną i sztuką pracy z ludźmi niż z mozolnym wypełnianiem formalnych tylko obowiązków. Ta tajemnica sukcesu szpitala w Tomaszowie Lubelskim może być wskazówką i natchnieniem dla ludzi dobrej woli, którzy w różnych miejscach w Polsce starają się w trudnych, wręcz skrajnie niesprzyjających warunkach nie utracić niczego z ideałów, które pracę lekarza czynią służbą. Jeżeli niemożliwe stało się możliwym, jeżeli niewielka społeczność „wygospodarowała środki” – jak to się mówi w języku gazet – czyli wzniosła się ponad wszechobecne podziały, zjednoczyła we wspólnej wizji większego dobra, to stało się to dzięki zaufaniu Bogu i modlitwie. O tym, w sposób jasny, pełen prostoty, ale też i prawdziwie polskiej dumy, mówiła spiritus movens przedsięwzięcia, dr Maria Sendecka, w czasie uroczystości oddania miastu i powiatowi nowej części szpitala. O tym zaświadczył dr Andrzej Kaczor, dyrektor szpitala, który swoim przemówieniem sprawił, że cała społeczność tego miasta mogła na nowo poczuć swą siłę. Siłę, jakiej udziela Bóg tym, którzy w walce dobra ze złem stają po właściwej stronie. Figura św. Michała Archanioła, przywieziona specjalnie na tę chwilę z włoskiego sanktuarium, wyrażała to wszystko, co jednym mogło wydawać się całkowitą mrzonką, szaleństwem, wręcz prowokacją, a dla innych, dla ludzi wiary stanowiło godne wyzwanie, wyzwanie na miarę ich ufności, wierności Bogu i swemu powołaniu. Uderzające, że w tym nieomal rodzinnym, niezwykle radosnym – tą swojską, bezpretensjonalną radością – święcie lekarzy i pacjentów, którego głównym momentem była Msza św. celebrowana przez bp. Mariusza Leszczyńskiego, nikt nie odważył się popełnić tak pospolitego dziś nadużycia i wykorzystać osób i ich wysiłku, wręcz geniuszu organizacyjnego, do doraźnej polityki. Nikt nie zdecydował się przy tym ogniu upiec swojej „partyjnej pieczeni”, jak mawia się przed wyborami zwłaszcza, w sposób ironiczny i często niemądrze osądzający całą politykę. To niezwykle wymowne, że nowy szpital – pod który kamień węgielny pobłogosławił Jan Paweł II w czasie ostatniej pielgrzymki do Polski, szpital, dla którego twórców natchnieniem jest Dom Ulgi w Cierpieniu w San Giovanni Rotondo i których pracy towarzyszyła modlitwa do Ojca Pio – pozostał poza rozgrywkami o wpływy polityczne, posady i apanaże, jako symbol zwycięstwa czystych intencji, zwycięstwa pokornej i mądrej służby ludziom w potrzebie, która – gdy pozostaje niezafałszowana w umysłach ludzi sprawujących władzę, jakąkolwiek władzę – rodzi dzieła zachwycające i podnoszące na duchu.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0533&nr=27


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 10 lis 2012, 14:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Dumni z Polski

Bogusław Rąpała

17-letni Jan Lisiecki, kanadyjski pianista polskiego pochodzenia, właśnie podbija serca słuchaczy zasiadających w salach koncertowych na całym świecie. Kocha muzykę polskich kompozytorów i daje temu wyraz na swoich koncertach. W każdym swoim recitalu gra polskie utwory, przeważnie Chopina i Paderewskiego.

Tacy jak on młodzi, zdolni i odważnie patrzący w przyszłość Polacy to najlepsza wizytówka dla naszego kraju. Mają różne zawody i pasje, ale polskość odczytują tak samo – jako powód do dumy i zobowiązanie. Niektórzy o polski język, kulturę i pamięć o historii troszczą się tu, w kraju, inni sprawiają, że o Polsce staje się głośno poza jej granicami.

Ojczyzna w każdej nucie

Krytycy nazywają go arystokratą fortepianu lub młodym Chopinem i podkreślają jego poetyckość oraz muzyczną dojrzałość. Jan Lisiecki grał na otwarciu Międzynarodowego Festiwalu w Seulu w Korei, występował dla brytyjskiej królowej Elżbiety II przed stutysięczną publicznością w Ottawie, otwierał aktualny sezon koncertowy w Paryżu, latem wystąpił na słynnym festiwalu w Verbier, a w grudniu zadebiutuje z Nowojorskimi Filharmonikami. Mimo młodego wieku ma już na swoim koncie kilka prestiżowych nagród, m.in. Révélations Radio-Canada Musique 2010 oraz Jeune Soliste des Radios Francophones 2011.

Jan urodził się w Calgary w Kanadzie jako dziecko polskich emigrantów. Ma polskie obywatelstwo i mówi piękną polszczyzną. Czuje się dumny z faktu, że jest Polakiem. – Ta świadomość daje mi inspirację i motywację do pracy – wyznaje. Do Polski przyjeżdża co najmniej dwa razy w roku. Tu mieszkają jego dziadkowie, corocznie występuje też na festiwalu „Chopin i jego Europa” w Warszawie. Młody artysta to przykład nieprzeciętnego talentu połączonego ze skromnością, spontanicznością i naturalnością. Uważa się za człowieka szczęśliwego, który cieszy się każdym dniem.

Zapytany, czy zastanawia się czasem, komu zawdzięcza swój talent i dotychczasowe sukcesy, odpowiada: – Codziennie modlę się i dziękuję Bogu za moje życie, za opiekę i za zdrowie. Poza tym ciężko pracuję i mam wspaniałych, kochających rodziców. Bo – jak mówi – to im zawdzięcza swoje religijne wychowanie osadzone w polskiej tradycji. Jan jest najmłodszym pianistą, z jakim kiedykolwiek podpisała kontrakt legendarna niemiecka wytwórnia płytowa Deutsche Gramophon. Efektem tej współpracy jest wydana na wiosnę płyta z koncertami Mozarta. W nowym roku młody pianista rozpocznie pracę nad kolejną, na której znajdą się etiudy Fryderyka Chopina. To dla niego wielkie przeżycie, bo właśnie ten polski kompozytor jest mu najbliższy – jako muzyk i jako patriota. – Chopin kochał swoją Ojczyznę, choć wyjechał z niej jako bardzo młody człowiek. Ta miłość zapisana jest w każdej nucie jego utworów – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Fakt, że Chopin poprosił, aby po śmierci jego serce wróciło do kraju, jest dla Jana Lisieckiego wzruszającym dowodem patriotyzmu wielkiego kompozytora.

Uznanie w świecie nauki

Rzadko się zdarza, aby organista w niewielkiej parafii był zarazem wybitnym naukowcem. W sanktuarium pw. Narodzenia NMP w Sobocie koło Poznania już od dwudziestu lat przy organach zasiada dr hab. Ireneusz Weymann, na co dzień adiunkt w Zakładzie Fizyki Mezoskopowej na Wydziale Fizyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Muzyka to po fizyce jego druga pasja. Gra, bo lubi. A poza tym – jak mówi – muzyka organowa wielkich kompozytorów ma wiele wspólnego z naukami ścisłymi, zwłaszcza z matematyką.

Doktor Weymann mimo młodego wieku (35 lat) w prowadzonych przez siebie badaniach osiągnął już bardzo dużo. Jego wyniki budzą podziw utytułowanych i znacznie starszych od niego kolegów po fachu i są nagradzane prestiżowymi nagrodami oraz stypendiami w kraju i za granicą. Zdobył m.in. Nagrodę Prezesa Rady Ministrów za rozprawę doktorską, stypendium Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla wybitnych młodych naukowców, Stypendium Fundacji im. Alexandra von Humboldta, wielokrotnie też był nagradzany przez rektora UAM za osiągnięcia w pracy naukowej. Swoje badania prowadzi w ramach grantów uzyskiwanych w drodze otwartego konkursu. Od 2012 roku jest także członkiem Akademii Młodych Uczonych Polskiej Akademii Nauk.

Doktor Weymann zajmuje się rzeczami, które osobom kończącym naukę fizyki na etapie liceum nie mówią nic lub mówią niewiele, a mianowicie nanoelektroniką spinową. – To stosunkowo nowa dziedzina fizyki, która stawia sobie za cel wykorzystanie spinu, czyli własnego momentu pędu elektronów, jako nośnika informacji – tłumaczy naukowiec.

Ogólnie rzecz ujmując, badania podstawowe, które prowadzi dr Weymann, przyczyniają się do dalszego postępu w nauce i technice. Na tę chwilę trudno powiedzieć, kiedy wyniki prowadzonych badań znajdą powszechne zastosowanie. Historia pokazuje, że niektóre odkrycia wchodzą do powszechnego użytku nawet po kilkudziesięciu latach. Być może badane przez niego i jego kolegów układy w przyszłości staną się alternatywą dla technologii półprzewodnikowej, która obecnie dominuje w elektronice, np. w komputerach i telefonach komórkowych.

Za jeden ze swoich największych sukcesów dr Weymann uważa opracowanie teorii zależnego od spinu transportu elektronowego przez różnego typu nanostruktury, takie jak tranzystory jednoelektronowe, kropki kwantowe czy też nanorurki węglowe, którą opracował między innymi wraz ze swoim promotorem prof. dr. hab. Józefem Barnasiem. Jak sam przyznaje, ta teoria to znaczący wkład w rozwój nauki dotyczącej transportu pojedynczych elektronów.

Doktor Weymann współpracuje z kilkoma zagranicznymi ośrodkami naukowymi. Ma także kilka wspólnych publikacji naukowych z prof. Albertem Fertem, laureatem Nagrody Nobla w 2007 roku.

Wyniki swoich badań przedstawia na sympozjach i konferencjach naukowych w Europie, Ameryce i Azji. Tam zwraca się uwagę, skąd dany naukowiec pochodzi, a po pewnym czasie konkretne osoby są kojarzone z konkretnym ośrodkiem naukowym. Zdaniem dr. Weymanna, to świetna okazja do promowania naszego kraju poza jego granicami. Wcześniej wiele czasu spędził za granicą – był na stypendiach w Holandii, Niemczech i na Węgrzech. I choć nakłady na naukę w krajach na Zachodzie są dużo większe niż w Polsce, zawsze wracał. Na pytanie, czy nie kusiło go, aby zostać i prowadzić swoje badania za granicą, odpowiada krótko: – Zawsze chciałbym to robić w Polsce. Tu się urodziłem, więc czemu miałbym to robić gdzie indziej?

Doktor Weymann uważa, że młodzi ludzie w pewnym okresie swojego życia nawet powinni wyjeżdżać w celu zdobycia doświadczenia i nawiązania współpracy z innymi ośrodkami naukowymi. – Ale dobrze jest, jeśli po pewnym czasie wracają, przenosząc zdobytą wiedzę i doświadczenie na grunt Polski – podkreśla.

Niepospolita inicjatywa

Uczeń, który w swojej szkole zobaczy dumnie przechadzającego się szlachcica przyodzianego w żupan, hajdawery i z szablą u boku, niekoniecznie musi się uszczypnąć w policzek, żeby sprawdzić, czy to nie sen. Bo być może do jego szkoły zawitali właśnie członkowie Stowarzyszenia Pospolite Ruszenie Szlachty Ziemi Krakowskiej prowadzący lekcje żywej historii.

Jak to się stało, że grupa krakowskich studentów w 2006 r. postanowiła założyć stowarzyszenie zajmujące się rekonstrukcją historyczną? Zaczęło się od zainteresowania historią pogłębianego lekturą dzieł Sienkiewiczowskich oraz… gry fabularnej „Dzikie Pola” polegającej na wcielaniu się w rolę polskiego szlachcica z XVII wieku. Od tego był już tylko krok do gromadzenia przedmiotów z tamtej epoki oraz odtwarzania ówczesnych obyczajów.

Dlaczego XVI i XVII wiek? – Rzeczpospolita była wówczas unikatowym wzorem państwa opartego na nowoczesnych wartościach – demokracji, równości, wolności, tolerancji i prawach obywatelskich – odpowiada Łukasz Pleśniarowicz, prezes stowarzyszenia. Ubolewa nad tym, że dziś na tamten okres patrzy się głównie przez pryzmat stereotypów ujętych w powiedzeniu: jedz, pij i popuszczaj pasa. – Chcemy pokazywać prawdziwy obraz szlachty i odnaleźć dobre wzorce w sarmatyzmie i dawnej polskiej kulturze, do których warto się dziś odwoływać – wyjaśnia Pleśniarowicz.

Stowarzyszenie liczy ponad dwadzieścia osób. Główne filary jego działalności to edukacja oraz rekonstrukcja historyczna. – Chcielibyśmy poprzez naszą działalność zainteresować historią innych – deklarują jego członkowie.

Poprzez swoje projekty edukacyjne stowarzyszenie chce nie tylko popularyzować historię, ale również przyczynić się do poszerzania świadomości obywatelskiej i patriotycznej wśród Polaków. Na swoim koncie ma już m.in. organizowany w liceach projekt Przeszłość zobowiązuje, Mistrzostwa w Sportach Dawnych dla uczniów szkół podstawowych oraz projekt Rota Piechoty Województwa Krakowskiego.

Właśnie trwa realizacja kolejnego projektu DEMOkracja, który ma zachęcać młodych ludzi do aktywnego uczestnictwa w życiu publicznym. W ramach tego projektu uczniowie szkół gimnazjalnych biorą udział w grze fabularnej osadzonej w realiach XVII-wiecznego rokoszu Zebrzydowskiego. Wcielają się w role szlachciców, którzy w czasie sejmików i zjazdów rokoszowych wybierają swoich przedstawicieli i decydują, jak rozwiązać napiętą sytuacją polityczną w kraju. Do udziału w projekcie zostały wybrane szkoły w tych rejonach Małopolski, w których frekwencja w ostatnich wyborach była najniższa.

Stowarzyszenie regularnie bierze udział w rekonstrukcjach historycznych odbywających się na terenie kraju oraz za granicą. Ostatnio można było je podziwiać przy okazji odbywającego się w centrum Krakowa wrześniowego happeningu historycznego zatytułowanego „Diariusz z kampanii moskiewskiej” – młodzi ludzie przedstawili inscenizację hołdu ruskiego z 1611 roku.

Przy okazji projektów edukacyjnych stowarzyszenie wydało dwie gry edukacyjne. Pierwsza to wspierająca projekt DEMOkracja gra Konsensus mająca na celu podniesienie stanu wiedzy na temat współczesnych realiów politycznych. Natomiast w drugiej grze – Folwark, gracze wcielają się w XVII-wiecznych właścicieli ziemskich. Wygrywa nie ten, kto zgromadzi największy majątek, ale ten, kto w kluczowych momentach historii potrafi wznieść się ponad własny interes i wspomóc Ojczyznę w potrzebie.

– Tradycja sarmacka jest wciąż żywa w naszym Narodzie. Może tego nie widać na zewnątrz, ale tak naprawdę gdzieś w środku wszyscy po trochu jesteśmy Sarmatami – przekonuje Łukasz Pleśniarowicz.

Pamięć w fotografiach

W styczniu tego roku w Ostrowie Wielkopolskim odbył się niezwykły wernisaż. W tamtejszym muzeum miejskim zaprezentowano ponad 400 fotografii oraz oryginalnych filmów przedstawiających polskich lotników Dywizjonu Bombowego 300 w latach 1944-1946. Wszystkie eksponaty pochodziły z prywatnej kolekcji Karola Kubiaka, prawnuka szefa dyscyplinarnego Skrzydła Technicznego Dywizjonu 300.

Zamiłowanie do lotnictwa towarzyszyło Karolowi od zawsze. Już jako mały chłopiec zaczął zajmować się modelarstwem. Gdy miał piętnaście lat, jego babcia przekazała mu cenną pamiątkę. Były to zdjęcia jej ojca, a pradziadka Karola, który w czasie II wojny światowej służył w 300. Dywizjonie Bombowym w Wielkiej Brytanii. Wśród nich wyróżniała się duża panoramiczna fotografia przedstawiająca lotników stojących na tle czterosilnikowej maszyny, a wśród nich Jana Czwojdraka – pradziadka Karola. To budzące podziw zdjęcie zawisło na ścianie w jego pokoju.

Po jakimś czasie Karol postanowił odszukać więcej fotografii i informacji dotyczących pradziadka oraz innych lotników Dywizjonu 300. – Chciałem ocalić od zapomnienia pokolenie, które powoli odchodzi. Zwrócić uwagę na ich bohaterstwo i ofiary, jakie ponosili, służąc Ojczyźnie poza jej granicami – wyjaśnia.

Pierwszym krokiem było odnalezienie żyjących weteranów i przesłanie im zdjęcia pradziadka z zapytaniem, czy go znali i pamiętają z czasów wojny. Udało mu się skontaktować z majorem Czesławem Blicharskim, bombardierem biorącym udział w słynnych nalotach na Drezno oraz na kwaterę Hitlera w 1945 roku. Mimo że major Blicharski nie znał osobiście Czwojdraka, przekazał jego prawnukowi wiele cennych zdjęć i danych dotyczących jednostki. Następnie na podstawie brytyjskich archiwów Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii udało się Karolowi odtworzyć biografię pradziadka, sapera w armii niemieckiej podczas I wojny światowej, powstańca wielkopolskiego w wojnie polsko-bolszewickiej, żołnierza służącego w polskiej armii, a w końcu ofiary komunistycznych prześladowań. Kolejne zdjęcia zdobywał od innych weteranów oraz rodzin tych, którzy już poumierali. – Odeszli do Niebieskiej Eskadry, tak właśnie w gwarze lotniczej pisze się o zmarłych lotnikach – prostuje Karol. I tak krok po kroku udało mu się zebrać imponującą kolekcję 800 zdjęć, które chce udostępniać jak najszerszej publiczności. – W Polsce istnieje niewielka świadomość tego, że poza Dywizjonem Myśliwskim 303 na terenie Anglii istniały także inne polskie jednostki lotnicze – tłumaczy Karol. Na uwagę zasługuje również fakt, że Dywizjon 300 był jedyną jednostką bombową, która przetrwała całą II wojnę światową. Organizując wystawę w rodzinnym Ostrowie Wielkopolskim i mając w planach kolejne, Karol chce również przypominać o wartościach, które wyznawało pokolenie jego pradziadka – o patriotyzmie, honorze i wyjątkowej sumienności w wypełnianiu obowiązków przedkładanych nawet ponad własne dobro.

Zaledwie miesiąc po wystawie zdjęć Karola Kubiaka przy Szkole Podstawowej nr 1 w Ostrowie Wielkopolskim otworzono modelarnię im. Feliksa Mikuły, innego lotnika Dywizjonu Bombowego 300, który w 1946 r. zginął w katastrofie lancastera podczas lotu treningowego.

Jako gość honorowy na uroczystość otwarcia przybyła Mary Lawson, była dyrektor szkoły, obok której rozbił się bombowiec Mikuły. Jak wynika z relacji świadków, pilot rażonego piorunem spadającego bombowca – dowódca jednostki, ppłk Romuald Suliński, robił wszystko, aby ominąć pełen dzieci budynek szkoły. Mieszkańcy miasteczka do dziś kultywują pamięć o bohaterskich lotnikach, a na terenie szkoły znajdują się liczne symbole upamiętniające poległych.

Po prostu warto

Ci młodzi ludzie nie mają wrażenia, że robią coś nadzwyczajnego. Idą za głosem swojego powołania, realizują swoje pasje, wypełniają swoje zobowiązania. Jak mówią – robią swoje. A przy tym pokazują innym, że dla Polski warto pracować i dbać o jej dobre imię. I chyba trudno w ich przypadku o trafniejszy komentarz niż słowa wybitnego polskiego kaznodziei ks. Piotra Skargi: „Kto Ojczyźnie służy, sam sobie służy”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/14655,dumni-z-polski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 13 lis 2012, 08:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Katastrofa jak totem założycielski

Marta Ziarnik

Z Grzegorzem Januszką, ojcem Natalii Januszko, stewardesy na Tu-154M, najmłodszej ofiary katastrofy smoleńskiej, rozmawia Marta Ziarnik

Jeden z ostatnich numerów "Newsweeka" w dużej mierze skupiony był na atakowaniu rodzin smoleńskich, dziennikarzy i osób zajmujących się tematem katastrofy. Co Pan sądzi o takim sposobie prezentacji problemu?
- "Newsweeka" nie czytam, tak jak nie czytałem "Nie" ani "Trybuny". Mam wrażenie, że "Newsweek" stara się zagospodarować czytelników osieroconych właśnie przez "Trybunę", konkurując przy tym z "Nie". Tak zwana mission statement [hasło przewodnie - przyp. red.] "Newsweeka" mówi o dbałości o środowisko jako jednym z celów przyświecających tej publikacji. Słyszałem, że w Stanach Zjednoczonych wspomniany tygodnik będzie rezygnować z wydania papierowego. Myślę, że i w Polsce niedługo dojdą do wniosku, że szkoda drzew. Jeśli zaś chodzi o pani pytanie, to widziałem ten numer, ale przyznam, że się w niego nie zagłębiałem.

"Jaruś zawsze coś palnie" - napisał Tomasz Lis. Czy dziennikarzowi wolno mówić w ten sposób nie tyle o polityku, ile o człowieku, który nagle stracił brata, przyjaciół?
- Jarosław Kaczyński poleciał do Smoleńska identyfikować swojego brata przy jeszcze dymiącym wraku. Wątpię, czy ktokolwiek może zrozumieć, jakie to mogło być przeżycie.

"Chroń mnie, bym nie musiał co dzień udowadniać swojej męskości, swojej polskości, swojej katolickości, niech mej pamięci nie mierzą grobami bohaterów" - to słowa cytowanego na kolejnej stronie "Newsweeka" poematu Antoniego Pawlaka pt. "Walc trumienny". Autor jest na co dzień rzecznikiem prasowym prezydenta Gdańska.
- Nie znam tego pana, ale jestem ciekawy, czy w swojej twórczości pochylił się nad problematyką trójmiejską...

Kolejny artykuł dotyczy "podpuszczenia" PiS w sprawie sławnego trotylu.
- A to ciekawe. Jeśli była to rzeczywiście "podpucha", to kto za tym stał? Jeśli "Newsweek" ma na ten temat jakieś informacje, to akurat może być ciekawe i chętnie dowiedziałbym się, kto i po co rzeczywiście to zrobił. Czy po to, by kolejny raz ośmieszyć problem i rodziny? Ta sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.

Agnieszka Holland przekonuje, że w całym dążeniu rodzin do poznania przyczyn katastrofy smoleńskiej chodzi nie tyle o prawdę, ile o nurzanie się w "męczeństwie", które ma być polską domeną. Co odpowiedziałby Pan Holland jako ojciec, który stracił dziecko?
- Gdyby ktoś napisał stereotypowe uwagi na temat przywar innych narodowości, grup etnicznych lub tzw. mniejszości seksualnych, to mogę się założyć, że pani Holland byłaby jedną z pierwszych, która by przeciwko temu protestowała. Czy to wszyscy Polacy według pani reżyser, czy tylko niektórzy? Agnieszka Holland nie jest dla mnie partnerem do dyskusji na tematy tak intymne, jak śmierć naszych najbliższych.

Gdzie, Pana zdaniem, tkwi przyczyna tego nieludzkiego traktowania i tak straumatyzowanych rodzin czy osób, które chcą poznać prawdę?
- Nie wiem. Katastrofa czy jej geneza wydają się jednym z mitów założycielskich III RP i przyznanie się do błędu jest dla niektórych bardzo trudne. Na nasze nieszczęście stało się to pewnym symbolem, kwestią totemiczną, co nie pozwala na merytoryczną dyskusję.

Tadeusz Mazowiecki pyta z kolei, jak żyć w państwie, kiedy część obywateli wierzy, że polski rząd uczestniczył w zamordowaniu polskiego prezydenta. To pytanie można jednak odwrócić: jak żyć w państwie, którego władze dokładają wszelkich starań, by prawda o jednej z najtragiczniejszych katastrof w naszej historii, w której zginęło dwóch prezydentów RP, nie ujrzała światła dziennego?
- Kiedyś słyszeliśmy, że paru naukowców badających przyczyny katastrofy to "nieuki". Teraz na konferencji, która odbyła się w zeszłym miesiącu w Warszawie, było ich ponad stu. Czy to nadal nieuki? Nikt nie ma niezbitych dowodów na zamach, ale też nie ma dowodów, które by jasno wskazywały, że zamachu nie było. Są pewne ustalenia w sferze nauk ścisłych, które można chyba skonfrontować i ustalić, czy coś było możliwe, czy też nie. Stopień rozczłonkowania samolotu i stan ciał, poza innymi dowodami, budzą wątpliwość, czy to jest aby na pewno możliwe na skutek wypadku lotniczego, gdzie samolot rzekomo spadł z zaledwie kilkunastu metrów. W katastrofie samolotu Tu-134, w której zginął prezydent Mozambiku Machel pod koniec lat 80., samolot uderzył w górę z prędkością około 400 km/h, a połowa pasażerów przeżyła.

Często słyszymy, że czas już uciąć temat smoleński, bo poza garstką osób nikogo nie obchodzi, a ludzie są nim zmęczeni.
- Być może są osoby, które bardziej zajmuje wirtualna śmierć gwiazd telenoweli niż temat katastrofy smoleńskiej. Dla nas jednak jako rodzin oraz dla przyjaciół tych 96 ofiar temat katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku i śmierci naszych bliskich nie jest obojętny, a myślę, że i dla kraju i większości obywateli doprowadzenie do konkluzji, wyjaśnienia tego, co się stało pamiętnego dnia pod Smoleńskiem, jest racją stanu.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/14916,kat ... elski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 24 lis 2012, 09:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Mentalność eutanazyjna

Władza musi nieustannie pozyskiwać legitymację do uprawiania jawnej polityki wykluczania coraz szerszych grup obywateli z systemu publicznej ochrony zdrowia. Narzędziem pozostaje stymulowanie atmosfery wrogości i walki: zdrowych z chorymi, bogatych z biednymi, lekarzy z pacjentami…

Beata Falkowska

Clive S. Lewis pisał, że nazwanie dzieci słodkimi, a starców czcigodnymi nie jest tylko odnotowaniem faktu psychologicznego, lecz uznaniem pewnej jakości, która domaga się określonej reakcji. Ludzi chorych nazwać trzeba najbardziej bezradnymi członkami wspólnoty, a naszą reakcją powinna być szczególna troska o ich komfort w cierpieniu. W imię podstawowej wartości cywilizacji europejskiej: czynienia dobra. Lub chociażby uwierającego poczucia powinności zachowania się przyzwoicie.

Do uznania tego stwierdzenia za swoje potrzeba jednak oglądu rzeczywistości bazującego na klasycznej doktrynie prawa naturalnego, gdzie najwyższą wartością pozostaje człowiek z prawem do ochrony i zachowania życia. Ono nie podlega wartościowaniu na żadnym etapie. Pogardliwy sąd Joanny Muchy o chorych, starszych ludziach, którzy dla rozrywki okupują przychodnie i u których nie warto przeprowadzać operacji ortopedycznych, bo się „nie zrehabilitują”, pozostaje smutnym świadectwem ideowych inklinacji Platformy Obywatelskiej. Negacja kulturowego kodu Europy skutkuje barbaryzacją stosunków społecznych. Choć najczęściej odzianą w kostium scjentyzmu lub stanu wyższej ekonomicznej konieczności. Czym innym jeśli nie różnicowaniem i instrumentalizowaniem ludzkiego życia są limity na procedury medyczne dla pacjentów onkologicznych? To władza arbitralnie selekcjonuje, którzy chorzy mają prawo do leczenia. Nie jest więc przesadą stwierdzenie, że mamy do czynienia z eutanazyjną mentalnością, na naszych oczach wprowadzaną w życie.

Drakońskie ograniczenie nakładów na najnowsze techniki medyczne, deficyt leków, które z powodzeniem ratują życie obywateli państw Europy Zachodniej, dramatyczna sytuacja finansowa szpitali klinicznych dopełniają obrazu tego zjawiska. Dodajmy, że różnica w pięcioletniej przeżywalności pacjentów onkologicznych między Polską a starymi państwami Unii Europejskiej wynosi, wegług różnych szacunków, od kilkunastu do nawet 20 procent. Mrożąco brzmią opinie onkologów, że życie pacjentów z diagnozą: rak, mogłoby trwać dłużej, gdyby racjonalniej wydatkować choćby te środki, które krążą w systemie opieki zdrowotnej.

Władza musi nieustannie pozyskiwać legitymację do uprawiania jawnej polityki wykluczania coraz szerszych grup obywateli z systemu publicznej ochrony zdrowia. Narzędziem pozostaje stymulowanie atmosfery wrogości i walki: zdrowych z chorymi, bogatych z biednymi, lekarzy z pacjentami, farmaceutów z lekarzami, szpitali z Narodowym Funduszem Zdrowia. Dzieła zniszczenia dopełnia organizacyjny bałagan generowany przez resort zdrowia, w którym absurd goni absurd. Poza wszelką winą pozostaje zwolniona z odpowiedzialności Platforma Obywatelska, zbyt zajęta modernizacją naszej świadomości w kierunku pochwały refundacji in vitro i aborcji eugenicznej.
W rankingu Europejskiego Konsumenckiego Indeksu Zdrowia (EHCI) z maja bieżącego roku Polska plasuje się na 27. miejscu wśród 34 badanych państw, ze wskazaniem na chroniczne niedofinansowanie jako główną bolączkę naszej służby zdrowia. Przed nami są wszyscy unijni sąsiedzi, w tym postkomunistyczne Czechy i Słowacja oraz posowiecka Litwa. Z całą ostrością wyłania się kontrast pomiędzy stanem faktycznym a ukutym przez Donalda Tuska bon motem o „wielkim skoku cywilizacyjnym”, którego doświadczamy.

Nakłady Ministerstwa Zdrowia na finansowanie leczenia w 2013 r. będą niższe niż w roku bieżącym, a dyrektorzy placówek medycznych alarmują, że wysokość kontraktów NFZ częstokroć relatywnie się zmniejszy. Komercjalizacja szpitali, autorski projekt Platformy Obywatelskiej, w żaden sposób nie pomnaża pieniędzy w systemie, ale za to otwiera furtkę do prywatyzacji jednostek opieki zdrowotnej. Z ubiegłorocznego raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że skomercjalizowane szpitale nadal się zadłużają, a dostęp do nieodpłatnych świadczeń nie poprawił się. Zysk osiągały te placówki, które generowały go przed komercjalizacją lub zredukowały straty poprzez dostosowanie się do potrzeb rynku. Resort zdrowia najwyraźniej nie był nawet zainteresowany efektami komercjalizacji. Jak wskazali kontrolerzy NIK, ministerstwo nie zagwarantowało sobie przesyłania twardych danych pozwalających na realną ocenę skutków przekształceń. Cała para rozgrzanej urzędowej maszynerii idzie najwyraźniej w kontrolę lekarzy, dla których nową misją ma się stać weryfikacja dokumentów ubezpieczeniowych.
W przemówieniu podsumowującym 5 lat rządów Tusk nawet nie zająknął się na temat sytuacji służby zdrowia. Była za to skumulowana dawka „normalności” – Euro, orliki i zazdrosne oko Europy śledzące te przejawy „geniuszu”. Ile czasu musi minąć, byśmy się z tej „normalności” otrząsnęli?

http://www.naszdziennik.pl/wp/15969,men ... zyjna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 02 gru 2012, 17:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Ale się porobiło! – felieton Jadwigi Chmielowskiej

Od dawna środki masowej informacji, są środkami masowego rażenia. Przestały służyć rozprzestrzenianiu się informacji i być miejscem poważnych debat. Nie ułatwiają powszechnego dostępu do dóbr kultury i nie pełnią swej roli edukacyjnej.

Upowszechniają natomiast postawy, jak najmniej w społeczeństwie pożądane - tumiwisizm i „róbta co chceta”, „życie jest wieczną zabawą”. Słowem - można dosłownie wszystko i nikt za nic nie odpowiada. Przed laty instruowano nawet, że człowiek napadnięty powinien ulec żądaniom napastnika i broń Boże mu się nie przeciwstawiać. No cóż - potem wielkie zdziwienie, że nikt nie pomógł policjantowi interweniującemu w obronie poszkodowanej kobiety. Pewność braku sprzeciwu i woli walki ofiary, rozzuchwala agresora. Pewna młoda panienka z telewizji usiłowała widzom przedstawić nową doktrynę obronną Polski. Polemizowała z zaproszonym gościem na temat konieczności utrzymywania wojska. Po co nam armia … jak nas napadną, to po prostu poddamy się! Nikt nie odesłał jej z redakcji tam, gdzie jej miejsce. To nie jej wina, że rozumek mały, chyba że doskonale wie, co robi. Może w ten sposób społeczeństwu ma być wpajana nowa forma pacyfizmu.

Polska flaga w psiej kupie, filmy takie jak „Pokłosie” - mają nam wybić z głowy patriotyzm oraz dumę z faktu z bycia Polakami. Hasełko „patriota to idiota” funkcjonuje już od dwudziestu lat.

Jak dotąd nikt nie poniósł za to żadnych konsekwencji.

Z premedytacją natomiast niszczy się jakiekolwiek przejawy niezależnego myślenia. Nikt nie powinien mieć złudzeń, że zmiany personalne, dokonane przez właściciela tygodnika „Uważam Rze”, były na polityczne zamówienie, podobnie jak wcześniej w dzienniku „Rzeczpospolita”. Żaden rozsądny właściciel nie rujnuje dobrze prosperującego przedsięwzięcia. Wielkim sukcesem zespołu „Uważam Rze” było nie tylko wejście nowego tytułu na upadający rynek prasy, ale i osiągnięcie poziomu sprzedaży ok. 130 tys. egzemplarzy. Różnice pomiędzy czterema potentatami wynoszą tylko ok. 2 tys. egz. I znów polityka wzięła górę nad ekonomią.

Nikt też nie wmówi mi, że likwidacja wszystkich dziedzin naszego przemysłu nie była działaniem celowym - na polityczne zamówienie. Wielu, być może jedynie z powodu niekompetencji, uczestniczyło w destrukcji państwa. Ale nikt ich do foteli ministerialnych i poselskich siłą nie przywiązywał. Żaden z polityków nie poniósł odpowiedzialności za swoje decyzje i czyny. Czy można się dziwić Grzegorzowi Braunowi, który krytykuje wpajany Polakom mit pacyfizmu?

Czyż naganne jest żądanie poniesienia odpowiedzialności za zdradę Ojczyzny? Owszem, Braun wypowiedział się może zbyt ekspresywnie, mówiąc o rozstrzelaniu winnych destrukcji państwa. Ale nic się nie zmieni, jeśli nikt nie będzie ponosił konsekwencji swoich czynów.

Czy ograniczenie dostępu do opieki zdrowotnej nie pociągnęło za sobą tysięcy ofiar śmiertelnych? Czyż bezrobocie, będące skutkiem bezmyślności w przeprowadzaniu reform gospodarczych, nie jest przyczyną tragedii tysięcy polskich rodzin? Jak to się dzieje, że prowadzenie uczciwego biznesu w Polsce jest prawie niemożliwe? Każdy niemal przedsiębiorca boi się mafii urzędniczo- prawnej i bankowej. Kto ponosi winę za selekcję negatywną „elit” politycznych?

Czy polityka historyczna nie doprowadziła do sytuacji, w której bohaterowie walczący o niepodległość Polski żyją w nędzy, a zdrajcy opływają w dostatki?

Im ciaśniejszy jest kaganiec, tym bunt i sprzeciw większy. Oby jednak Grzegorz Braun nie miał racji i nie skończyły się rewolucją eksperymenty z Polską.

Media w demokracji, to agora – miejsce debaty publicznej. Sekowanie wolnych i niezależnych mediów nie złagodzi, a wprost przeciwnie, zaostrzy walkę polityczną.

Zniszczenie „Uważam Rze” jest kolejnym sygnałem upadku demokracji w naszym państwie.

Wszak bez wolności mediów - nie ma wolności i niepodległości - samostanowienia.

Jadwiga Chmielowska

30 listopada 2012
.
http://www.sdp.pl/ale-sie-porobilo-feli ... hmielowska


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 70 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /