Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 73 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 03 gru 2012, 07:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Świadkowie prawdy

Agnieszka Gracz, Toruń

Radosna i pełna wdzięczności modlitwa za dar istnienia Radia Maryja popłynęła z Torunia. 1 grudnia w sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy odbyły się uroczystości 21. rocznicy powstania katolickiej rozgłośni.

Kulminacją radosnego świętowania z udziałem tysięcy pielgrzymów z całej Polski i ze skupisk Polonii w świecie była uroczysta Msza Święta w sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy pod przewodnictwem ks. bp. Andrzeja Suskiego, ordynariusza toruńskiego. Przy ołtarzu stanęła figura Matki Bożej, Patronki Radia Maryja, w otoczeniu złotych róż, ozdobiona w tym roku nową koroną wykonaną z obrączek małżeńskich i pierścionków ofiarowanych przez słuchaczy Radia.

- Po darze życia wiara stanowi dar największy - powiedział na rozpoczęcie Eucharystii ks. bp Andrzej Suski, podkreślając, że 21. urodziny Radia Maryja przypadają w zainaugurowanym niedawno Roku Wiary. - Kto walczy z wiarą - niszczy człowieka. Kto ośmiesza wiarę i profanuje symbole religijne - rani człowieka. Kto usuwa wiarę z życia społecznego - niszczy jego fundament - akcentował celebrans.

O roli Radia Maryja i dzieł przy nim powstałych w krzewieniu wiary i budzeniu sumień Polaków ewangeliczną prawdą mówił w wielokrotnie przerywanej oklaskami homilii ks. bp Ignacy Dec. - Jako chrześcijanie naszym poprawnym myśleniem, mówieniem i działaniem mamy przydawać smaku życiu społecznemu. (...) Radio Maryja, niosąc prawdę, także przydaje smaku życiu. Prawda bowiem jest najzdrowszym pokarmem dla naszego ducha - podkreślał ordynariusz świdnicki. Zwracając uwagę m.in. na obowiązek głoszenia prawdy, jej obrony, ale też szukania i odkrywania, kaznodzieja podkreślił znaczenie Radia Maryja, które pomimo nagonki medialnej i wielu przeszkód wiernie trwa w nauce Kościoła.

- Czy upominanie się o prawdę jest mową nienawiści?; czy upominanie się np. o ochronę życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej śmierci jest mową nienawiści, czy formą agresji; czy domaganie się prawdy o katastrofie smoleńskiej jest mową nienawiści? Czy Chrystus, gdy nazywał faryzeuszy grobami pobielanymi, wytykając im hipokryzję, przemawiał językiem nienawiści? - pytał ordynariusz diecezji świdnickiej, odpierając motywowane ideologicznie zarzuty o "mowę nienawiści" pod adresem Radia Maryja. - Jesteśmy dziś świadkami zniekształcania prawdy o dobru i o złu. Dziś zaczyna się nazywać dobrem to, co dotąd było uznawane za zło, a także nazywa się złem to, co dotąd było uznawane za dobro - podkreślał ks. bp Ignacy Dec. Zaznaczył, że Kościół nie może się wycofać z przypominania o obowiązku respektowania prawa Bożego. Podobne zadania czekają również wiernych, którzy jako uczniowie Chrystusa powinni być obrońcami prawdy, dobra, piękna i innych wartości.

- Chciałem dać świadectwo prawdzie, by Pan Bóg był dla nas nadal najważniejszy - powiedział na zakończenie ks. bp Dec, na co wszyscy zebrani powstali z miejsc i nagrodzili te słowa długimi oklaskami, składając swoiste wyznanie wiary.

W modlitewne dziękczynienie za 21 lat posługi katolickiej rozgłośni nie tylko w Polsce, ale i na świecie włączył się ks. kard. Zenon Grocholewski. Prefekt Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego zbudowany niedawną pielgrzymką Rodziny Radia Maryja do Wiecznego Miasta, podziękował za owoce Radia Maryja i Telewizji Trwam, dołączając swoje błogosławieństwo dla wszystkich szlachetnych zamierzeń Rodziny Radia Maryja. Swój list z gratulacjami nadesłał także ks. kard. Stanisław Nagy z Krakowa.

Fundamenty pięknej Polski
Do pogłębiania wiary w tym szczególnym czasie ofiarowanym przez Ojca Świętego, "byśmy mogli nieść Dobrą Nowinę Ewangelii całej ludzkości, w duchu pokoju i pojednania", wezwał w słowie skierowanym do wiernych Michael Brehl CSsR, przełożony generalny Zgromadzenia Ojców Redemptorystów.

Jak co roku Rodzina Radia Maryja wystosowała specjalny telegram do Ojca Świętego Benedykta XVI, który odczytał prof. Janusz Kawecki, przewodniczący Zespołu Wspierania Radia Maryja w Służbie Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu. Znalazły się w nim słowa zapewnienia o stałej modlitwie w intencjach Ojca Świętego i podziękowania za życzliwość okazywaną Rodzinie Radia Maryja.

Na zakończenie Mszy Świętej do zebranych zwrócił się o. dr Tadeusz Rydzyk. - Człowiek nie jest samotną wyspą, a razem możemy uczynić wiele. Wszystko dlatego, że słuchamy Ducha Świętego, Jego natchnień, i idziemy razem. Takie są rezultaty bardzo małych cegiełek, z których można zrobić bardzo wiele - mówił dyrektor Radia Maryja. Najnowszymi cegiełkami, które Rodzina Radia Maryja kładzie pod fundament pięknej Polski, jest powstający przy kampusie WSKSiM kościół pw. Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i bł. Jana Pawła II oraz termy toruńskie. Ojciec Tadeusz Rydzyk wyraził nadzieję, że oba te dzieła dzięki ofiarności ludzi będą gotowe już za dwa lata. Pielgrzymi mogli sami przekonać się, jak szybko postępują prace przy budowie świątyni, wotum za Jana Pawła II. - Cieszę się, że 21. rocznicę Radia Maryja możemy spędzić wspólnie z całą Rodziną naszego Radia. Mamy za co Bogu dziękować, ponieważ w tych trudnych czasach potrzebujemy słowa prawdy, które możemy usłyszeć właśnie z Radia Maryja - mówi pan Józef Bąk z Koła Przyjaciół Radia Maryja w Chełmie.

W koncelebrze uczestniczyli pasterze Kościoła katolickiego w Polsce: ks. bp Ignacy Dec, ordynariusz świdnicki; ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, ordynariusz drohiczyński; ks. bp Edward Janiak, ordynariusz kaliski; ks. bp Wiesław Alojzy Mering, ordynariusz włocławski; ks. bp Stefan Regmunt, ordynariusz zielonogórsko-gorzowski; ks. bp Jan Styrna, ordynariusz elbląski; ks. bp Stanisław Stefanek z Łomży; ks. bp Stanisław Napierała z Kalisza; ks. bp Tadeusz Bronakowski, biskup pomocniczy z Łomży; ks. bp Edward Frankowski z Sandomierza; o. dr Janusz Sok, przełożony Prowincji Warszawskiej Redemptorystów; liczni kapłani.

W uroczystościach wzięli udział również przedstawiciele władz miasta Torunia z prezydentem Michałem Zaleskim na czele oraz senatorowie i posłowie polskiego parlamentu, europarlamentarzyści.

http://www.naszdziennik.pl/wp/16839,swi ... rawdy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 05 gru 2012, 09:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Reduta Dobrego Imienia

Obrońmy godność Polski i Polaków

Polacy podczas wojny walczyli przeciwko agresorom zarówno z zachodu jak i wschodu, budując najpotężniejszą konspirację okupowanej Europy i wystawiając czwartą co do liczebności armię państw wojujących w II wojnie światowej. Dla przeciętnego Polaka sprzed 25 lat były to fakty historyczne, oczywiste.

W ciągu lat istnienia III RP okazało się, że w świecie panuje zupełnie inne przekonanie – że to Polacy są współwinowajcami II wojny światowej, a o ofiarach polskich mało kto słyszał. I że istniały „polskie obozy koncentracyjne”. Świat jest przekonany, że obok mitycznych nazistów Holokaustowi są winni Polacy

Wykluczenie ze wspólnoty międzynarodowej

Stajemy, my współcześni Polacy ze zdumieniem przed tą propagandową wersją historii nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co to tak naprawdę oznacza dla przyszłości Polski i przyszłości tego narodu.

Skoro Niemcom udało się otrząsnąć z poczucia winy i dokonali gigantycznej pracy propagandowej, żeby słowo „nazi” nie kojarzyło się ze słowem „Germany”, skoro Rosjanie publicznie mówią o Polsce jako „bękarcie traktatu wersalskiego”, skoro Polacy zostali ustawieni przez propagandę historyczną we współczesnym świecie jako co najmniej współwinowajcy wymordowania Żydów europejskich – to konsekwencje tego dla naszej przyszłości, dla przyszłości kraju są jednoznaczne – katastrofa.

Jesteśmy członkiem sojuszu NATO, uważamy, że pełnoprawnym. Wydaje nam się, że „w razie czego” sojusz obroni nas, wyśle swoje wojska przeciwko agresorowi napadającemu nas, że artykuł 5 traktatu zadziała.

I zapewne tak się stanie, z jednym zastrzeżeniem – jeśli narody zjednoczone w sojuszu NATO będą chciały nas bronić. A jak te narody dzisiaj widzą Polaków? I to już nie jest kwestia niechęci do „umierania za Gdańsk”, jak to było w 1939 roku, gdy Francuzi usprawiedliwiali swoją bezczynność.

Zafałszowanie prawdy o drugiej wojnie światowej, ustawienie Polaków w roli katów delegitymizuje Polskę jako pełnoprawnego członka wspólnoty międzynarodowej!
W obronie narodu morderców nikt się nie ujmie i nie wyśle wojsk. Narodowi morderców nie należy się współczucie. Nie trzeba nawet wysyłać delegacji na pogrzeb ich prezydenta, który zginął w dziwnych okolicznościach.
Bierność polskiej władzy

Patrząc na przebieg wydarzeń, na to jak pojawiały się sformułowania o „polskich obozach koncentracyjnych”, przesadzone i przejaskrawione informacje o polskich winach względem Żydów (poczynając od pamiętnego filmu „Shoah”), negowanie polskiej roli w pokonaniu hitleryzmu i komunizmu, kolportowane fałszywe informacje o powszechnym jakoby w Polsce antysemityzmie – widać, że to nie jest przypadek. To jest zorkiestrowana akcja wrogów Polski, korzystających z tego, że jej rola w Europie została pomniejszona, poczesne miejsce wśród narodów Europy i świata unieważnione, a Polacy zostali obsadzeni w roli dyżurnych czarnych charakterów. Dokładnie tak jak było z Niemcami przez lata po drugiej wojnie światowej.

Film Pasikowskiego, pokazujący, że współcześnie w Polsce może się zdarzyć prześladowanie za chęć dialogu z Żydami wpisuje się idealnie w ten mechanizm zniesławiania Polski i Polaków. Dodajmy, że film zrobiony także za rosyjskie pieniądze.

Rząd Polski i władze publiczne nie przeciwstawiają się tej kampanii oszczerstw w sposób zdecydowany. Prawdopodobnie mamy tu do czynienia z takim samym mechanizmem jak w wielu innych dziedzinach polskiego życia – kompleks „brzydkiej panny bez posagu”. Być może ludzie zarządzający MSZ nie zdają sobie sprawy z tego jaki wpływ ma zniesławianie narodu polskiego na pozycję Polski i jej szanse rozwojowe i obronne. Albo też im na tej pozycji nie zależy.

Brońmy się sami.

Jak wiele razy w historii Polski naród musi się upomnieć o swoją godność. Jeśli współcześni Polacy nie wystąpią czynnie przeciw kampanii kłamstw, to przylgną one do nas już na zawsze. Zadbają o to ci, którym przeszkadza silny, inteligentny i przedsiębiorczy naród w centrum Europy, naród ludzi ceniących wolność.

Dlatego trzeba powołać organizację społeczną występującą w obronie dobrego imienia Polski i Polaków. Taką Redutę Dobrego Imienia Polski, działającą trochę na wzór Żydowskiej Ligi Przeciwko Zniesławieniom. (Anti-defamation League). Skuteczność działań tej Ligi można sobie uświadomić, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że jeszcze w latach 60 ub. wieku w hotelach w Nowym Jorku były napisy zabraniające wstępu Żydom.

Osiągnięto to poprzez systematyczną akcję propagandową zmieniającą wizerunek zniesławianej społeczności. Robiono to poprzez ogłoszenia prasowe, lobbying i procesy sądowe wytaczane defamatorom.

Podobnie powinni robić Polacy. Polska Reduta Dobrego Imienia jako organizacja powinna we wpływowej prasie światowej zamieszczać ogłoszenia prostujące kłamstwa, inspirować artykuły pokazujące prawdę, a kłamców za pośrednictwem renomowanych kancelarii prawnych stawiać przed sądami z żądaniem rujnujących odszkodowań. Każdy kto kłamie na temat Polski i Polaków powinien liczyć się z konsekwencjami. Tak jak współcześnie antysemityzm stał się nieakceptowalnym tak antypolonizm poprzez działania Reduty Dobrego Imienia Polski stanie się symbolem obskurantyzmu i głupoty, a czasem po prostu antypolskich interesów.

Polskość jest wyborem kulturowym a nie rasowym. Jako naród możemy być dumni z tego czego dokonaliśmy. Członkami narodu polskiego są z pochodzenia Niemcy, Rosjanie, Żydzi – wszyscy, którzy polskość odbierają jako życiodajne źródło. I to źródło nie może zostać zatrute.

Jesteśmy ostatnim pokoleniem Polaków, które może obronić godność. Za chwilę nie będzie nikogo, kto upomni się o dobre imię Polski – bo nie będą to na pewno ci, którzy stadami zapędzają młodzież na film „Pokłosie”.

Czas na działanie

Maciej Świrski

maciej@swirski.pl
27.XI.2012

ZGŁOŚ SIĘ DO REDUTY DOBREGO IMIENIA

http://reduta-dobrego-imienia.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 11 gru 2012, 08:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Bądźmy odważni

Małgorzata Pabis

Media co jakiś czas powracają do tradycji szlacheckich zajazdów, wymachując wyimaginowanymi faktami, krzycząc "Hajda na Kościół", jak kiedyś "Hajda na Soplicę". Kościół jednak nie zgodzi się na skrzywdzenie kogokolwiek. W kolejną miesięcznicę katastrofy smoleńskiej ks. bp Antoni Dydycz, ordynariusz drohiczyński, piętnował ataki na Kościół i bronił prawa do prawdy, także o tragedii z 10 kwietnia 2010 roku.

W bazylice archikatedralnej w Warszawie jak co miesiąc zgromadziły się rzesze wiernych, aby modlić się za tych, co zginęli w katastrofie lotniczej ponad dwa i pół roku temu. O prawie do poznania prawdy mówił w homilii ks. bp Antoni Dydycz. - Kto lęka się prawdy, ten lęka się i uczciwości - wskazywał. Przypomniał, że czegoś takiego jak katastrofa smoleńska nie odnotowała historia. - Czy można się dziwić, że takiego wydarzenia zapomnieć się nie da? - pytał ordynariusz drohiczyński. Zwrócił uwagę, że wraz z upływającym czasem rodzi się coraz więcej niewiadomych. I pytał: Jak to się stało, że lotnisko w Smoleńsku nie było dobrze przygotowane? Gdzie byli ludzie zabezpieczający przylot? Kto był przy rozpoznawaniu ciał?

Biskup drohiczyński zwrócił uwagę, że po katastrofie smoleńskiej nie zgasła pamięć o zmarłych. - Ludzie gromadzili się na modlitwie przed Pałacem Prezydenckim. Tymczasem od razu pojawiły się głosy sprzeciwu - przypomniał. - Ktoś się boi krzyża, kogoś innego denerwują kwiaty i znicze. Doszło do niepokojów - mówił ks. bp. Dydycz. - Czyżby to była zapowiedź wrogiej cywilizacji? Czyżby cynizm tak mocno zagościł wśród nas? - pytał dalej.

W kontekście różnych ataków na Kościół ordynariusz drohiczyński wezwał media, aby przestały być instytucjami stronniczymi. - Dziś bardziej niż kiedy indziej rozumiemy, jak potrzebny jest nam autentyczny pluralizm - mówił ksiądz biskup. Zwrócił uwagę na dyskryminację Telewizji Trwam. Na to, że władze nie reagują na 2,5 mln protestów, na tysiące ludzi wyrażających swoją wolę na ulicach. - Telewizja Trwam jednak trwa - mówił. Zaapelował do nas, abyśmy w poszukiwaniu prawdy byli odważni. - Oto dokonano zamachu na wizerunek Matki Bożej, a my jesteśmy oskarżeni o nienawiść, nawet kiedy się modlimy. Chcemy mieć prawo do prawdy, do modlitwy - podkreślał ordynariusz drohiczyński.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17683,badzmy-odwazni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 22 gru 2012, 17:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Bohaterowie nadal żyją

Prof. Piotr Jaroszyński

Kiedy zastanawiamy się nad pytaniem, jaki jest obraz Polaka w naszej literaturze, to od razu uświadamiamy sobie, że nie może tu być mowy o jednym obrazie jednego Polaka. Płynie to stąd, że każdy pisarz odciskał własne piętno na kreślonych przez siebie obrazach, a poza tym nie ma kogoś takiego, jak jeden obowiązujący archetyp Polaka, jest bowiem wiele typów polskich.

klucz do polskości

Weźmy jako przykład „Trylogię” Sienkiewicza: Polakiem był Zagłoba, Polakiem był Skrzetuski, Polakiem był Wołodyjowski, to byli różni Polacy, ale Polacy. A byli też inni bohaterowie, choć pod względem narodowym nie musieli być Polakami, jak szlachcic litewski Longinus Podbipięta czy Szkot Hassling-Ketling of Elgin. Mimo różnic było w nich coś wspólnego, coś właśnie polskiego. Co to takiego?

Sienkiewicz nie pomija licznych słabości ludzkich czy nawet tzw. wad polskich, jak np. pijaństwo czy pieniactwo, ale one zostają pokonane przez cnoty zarówno osobiste, jak i społeczne. Tu jest klucz do polskości, która rodzi siłę. Każdy z tych rycerzy jest naprawdę rycerzem, dlatego że jest mężny. Zwróćmy uwagę, w jak wielu trudnych sytuacjach o włos od śmierci znajdował się Wołodyjowski, Skrzetuski, a cóż dopiero Kmicic – i zawsze górę brało męstwo. Nawet najbardziej może podszyty strachem Zagłoba, ten również w ostatnim nieomal momencie przełamywał lęk, by walczyć jak lew. To nas, czytelników, Polaków od razu podnosi na duchu, bo przecież w każdym z nas jest lęk, każdego z nas i dziś ciągle się straszy, a to podatkami, a to fotoradarami, a to oddziałami szturmowymi. Chcą, byśmy ze strachu schowali się pod stół. A co na to Zagłoba? „Zaraz, zaraz, panowie… niech no tylko nadjedzie pan Michał i Jan Skrzetuski, to zaraz coś uradzimy”. Więc mamy drugą cnotę: roztropność, która polega na bystrym przyjrzeniu się sytuacji, najlepiej w dobrym towarzystwie. I znowu pytamy, czy jest w nas dziś ta otwartość na trafną diagnozę w mądrym towarzystwie, czy tylko narzekanie i gadulstwo?

I trzecia cnota: pobożność. Tak, ci panowie byli nie tylko do tańca, nie tylko do miecza, nie tylko do miodu, ale i do różańca. Nie troszeczkę, nie połowicznie, ale w całości. Czy słyszymy, jak Zagłoba siedząc już o świcie na koniu śpiewa tubalnym głosem Godzinki? Cóż dopiero Kmicic! Potrafił celnie ciąć, znosić największe trudy, ale gdy modlił się do Najświętszej Panienki, to aż po ścianach klasztoru jasnogórskiego płynęły łzy. Maryi gotów był oddać wszystko: perły, zdrowie i życie.

cnoty – wzór do naśladowania

Na tym właśnie polegał fenomen Polaka skreślonego piórem Sienkiewicza. Miał być odważny, rozumny i pobożny, ale w dobrej kompanii, nie sam. Dobrzy oraz mądrzy mieli być razem, a źli i głupi mieli być sami. Epoka, jaką Sienkiewicz opisywał, posiadała rekwizyty, które ułatwiały kreślenie obrazów, ale cnoty owych mężów były i są wieczne. To znaczy, że są również wyzwaniem dla kolejnych pokoleń. I były, zwłaszcza dla pokolenia legionistów, dla pokolenia powstańców. To oni przyjmowali imiona bohaterów sienkiewiczowskich. Niech będą takimi i dla nas. Dlaczego nie?

Ale pamiętajmy: to jest idealizowanie cnót, a nie osób. Osoby są fikcją albo kreacją literacką (nawet jeśli na bazie osób prawdziwych jak kapitan Piotrowski, który był prototypem Zagłoby), natomiast cnoty są żywe. Krytycy, którzy albo nie czują polskości, albo zostali oddelegowani na tzw. „odcinek walki” z polskością, prześmiewają bohaterów powieści Sienkiewicza. Biedni, nie wiedzą, że to o cnoty chodzi jako wzór do naśladowania. Cnoty, czyli moce, siły, umiejętności. Te właśnie dobre wzory możemy w sobie wypracować, hartując duszę i ciało.

Ale „Trylogia” to czas wojny, czas rycerzy. A jaki portret Polaka skreślić można w czasach pokoju? Nie jest to łatwe, ponieważ dzieje Polski ostatnich ponad dwustu lat to dzieje kraju, który jeśli nie brał udziału w wojnie, to był kolonizowany i zniewalany. Trudno więc mówić o czasie zwykłej pracy organicznej, skoro Ojczyzna jest zagrożona lub już została podbita. Praca organiczna bez docelowej pracy dla niepodległej Polski stawała się pracą, której owoce mogły wzmacniać naszych wrogów, zewnętrznych i wewnętrznych. Ale brak pracy mógł z kolei działać rozstrajająco i demoralizująco. Po zsyłkach, konfiskatach majątków, pełzającej biedzie łatwo o życie byle jakie, bez żadnego kośćca moralnego. Na to właśnie szczególnie wyczulona była Maria Rodziewiczówna. Malowała przeróżne obszary biedy, w których nietrudno było stoczyć się na samo dno. I wtedy potrzebny był jakiś znak, jakiś przykład, jakieś słowo czy wręcz gest. Inaczej człowiek ginął albo porywał go żerujący na biedzie bezbożny socjalizm.

lekarstwo na skołataną duszę

Komuniści i ich przyklejone elity (tzw. krytycy literaccy) nienawidzili Rodziewiczówny, ponieważ swoją twórczością potrafiła trafić do biednych, skołatanych serc, by je ocalić dla Polski i dla Boga. Wynosiła więc na piedestał wartość rodzinnej ziemi, której za żadne skarby nie można utracić, którą nie wolno frymarczyć i na której trzeba w pocie czoła pracować („ziemi to nie puść, pazurami, zębami dzierż” – „Byli i będą”). Przypominała o obowiązku wychowania religijnego od pierwszych dni („Przędła i przypominała pacierze, słowo po słowie, powoli, jakby już dziecko uczyła” – „Macierz”), a wreszcie o jednym kompasie postępowania przez całe życie (gdy umierająca matka mówi do syna: „Ruciu, pamiętaj o mnie i bądź prawym! A potem pobłogosławiła go na sierocą dolę i zasnęła z rękoma na jasnej głowie chłopca. ’Bądź prawym’ nie wyszło mu nigdy z pamięci” – „Straszny dziadunio”). Tu już nie ma mowy ani o idealizowaniu bohaterów, ani o pełnym wzorze cnót, jest jednak cierpliwa, charakterystyczna dla kobiety walka o to, by bez reszty nie pogrzebać własnego człowieczeństwa, aby je ocalić przez miłość do ziemi, macierzyństwo, wiarę i prawość. I choć nie jest konieczne, by nazwać taką postawę polską, to przecież właśnie ona stała się charakterystyczna dla Polaków, którzy dostrzegali w niej różnicę, jaka dzieliła ich od zaborców. I stąd też bohaterowie powieści Marii Rodziewiczówny są nam tak bliscy, bo reprezentują pewien typ polski, który – można by sądzić – chyli się całkowicie ku upadkowi i jeszcze moment, a zaniknie, on jednak potrafi przetrwać.

Sienkiewicz i Rodziewiczówna – inne pisarstwo, inna epoka, inne realia, a jednak każdy z bohaterów ich powieści, jeśli tylko zachował w sobie pierwociny szlachetnej duszy, mimo trudności i mimo słabości, potrafi odżyć, rozrosnąć się i wydać cudowne owoce, lekarstwo na skołatane dusze czytelników. Dawniej i dziś. Dziś może jeszcze bardziej, bo przecież zerwano nam ciągłość pokoleń, a także ciągłość tradycji, wielu odebrano ojcowizny na zawsze, innych zawrócono z drogi prawej. Jak się pozbierać, jak odnaleźć wspólną drogę, by dalej przemierzać nasz historyczny szlak? Nie wszystko stracone, bohaterowie nadal żyją.

Autor jest kierownikiem Katedry Filozofii Kultury KUL.

http://www.naszdziennik.pl/wp/18873,boh ... -zyja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 07 sty 2013, 08:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Jak oni uwielbiają nas Polaków upokarzać

Nagroda im. Włodka, czyli „figa” zza grobu

Nagroda-stypendium im. Adama Włodka, poza wszystkim innym, rzuca ciekawe światło na postać samej Szymborskiej.

I. Rejterada Gaudena

Afera wokół nagrody-stypendium im. Adama Włodka zakończyła się w sumie pozytywnie – tzn. Instytut Książki wycofał się ze współpracy z Fundacją Wisławy Szymborskiej przy tym przedsięwzięciu, sama Fundacja zaś poinformowała o zawieszeniu przyznawania nagrody (50 tys zł) w roku 2013. Tu, na marginesie, warto odnotować jakiś niezrozumiały z punktu widzenia dotychczasowej kariery przebłysk Grzegorza Gaudena - prezesa Instytutu Książki - który w swoim czasie, jako naczelny „Rzepy”, nie miał oporów przed wyrzuceniem z pracy Bronisława Wildsteina na lekko tylko zakamuflowane życzenie „Wyborczej”. Na początku 2011 natomiast wsławił się bezkompromisowym obcięciem dotacji „niesłusznym” czasopismom społeczno-kulturalnym (m.in. „Frondzie”, „Pressjom” i „Christianitas”), hojnie futrując w zamian lewacką „Krytykę Polityczną”, salonowe „Więź” i „Znak” oraz „Przegląd polityczny”, wydawany przez Wojciecha Dudę - kumpla i doradcę Tuska z którym wspólnie rzeczone czasopismo zakładali. Trzeba było nielichej awantury, by zwierzchnik Gaudena, czyli minister kultury Bogdan Zdrojewski w końcu przyznał to i owo również „kato-talibom” od Terlikowskiego, Rzegockiego i Milcarka.

Wydawałoby się zatem, że Gauden to człowiek zaufany i sprawdzony w różnych terminach, prawdziwy weteran salonowych bojów z prawicowymi lustratorami tudzież moherowymi fundamentalistami i komu jak komu, ale jakiemuś Gawlikowskiemu kłaniał się nie będzie. A tu zaskoczka – kilka dni facebookowego protestu i trochę szumu w oszołomskich mediach wystarczyło, by Instytut Książki podkulił ogon. Albo przyszły jakieś wytyczne z „góry”, albo też siła salonowszczyzny sparciała na tyle, że nawet jej wsparcie nie uchroniłoby Gaudena i zarządzanej przez niego instytucji przed kompromitacją. Gdzież ta dawna potęga z czasów manipulanckiej nagonki na Wildsteina, kiedy to wystarczyło ochrzcić jego imieniem rzekomą „listę” będącą w istocie jawnym katalogiem zasobów IPN, by wszelkie autorytety z miejsca zaczęły wydawać stosowne odgłosy, zaś pomniejsi akolici pokroju Gaudena posłusznie pozbyli się „dzikiego lustratora”...

II. Nie mogła nie wiedzieć

Charakterystyczne, że nawet „Wyborcza” na swoich stronach internetowych (nie wiem jak w wersji drukowanej, nie kupuję) nie zrobiła dzikiego rabanu, jak to ma w zwyczaju, gdy ruszy się kogoś od nich. Ograniczyła się do informacji relacjonującej stanowisko Instytutu oraz Fundacji okraszonej jakimiś pojękiwaniami iluż to młodym literatom Włodek dopomógł w rozwinięciu skrzydeł. Ale w całej sprawie ciekawy jest jeszcze jeden aspekt. Otóż ta nagroda-stypendium im. Adama Włodka, ufundowana na mocy testamentu Wisławy Szymborskiej, poza wszystkim innym rzuca ciekawe światło na postać samej noblistki. Na jej rzekome „rozliczenie się” z etapem komuny i stalinizmu, na poziom autorefleksji nad tamtym okresem życia.

Chyba można przyjąć, że noblistka wiedziała o konfidenckim zaangażowaniu męża we współpracę z „organami” władzy ludowej w jej najbardziej represyjnym okresie. Wtedy, w kręgach partyjnych nie było to raczej niczym wstydliwym, o szlachetnych ubekach pisano wiersze-peany, sławiono ich w powieściach i filmach jako bojowników o wolność i demokrację, przywracających w kraju porządek i chroniących lud pracujący przed „bandami”, szpiegami Londynu, dywersantami... Słowem – czegóż tu, biorąc pod uwagę optykę zaangażowanych komunistów, trzeba się było wstydzić? Szczególnie, że – przypomnę – był to czas, kiedy późniejszy marcowy „patriota” Moczar, do dziś wspominany z sentymentem w niektórych kręgach „endokomuny”, deklarował, że „Dla nas, partyjniaków, ZSRR jest naszą Ojczyzną, a granice nasze nie jestem w stanie dziś określić, dziś są za Berlinem, a jutro będą na Gibraltarze”.

Zatem, nawet jeśli Szymborska nie znała szczegółów bliskiej zażyłości swego małżonka z Urzędem Bezpieczeństwa, to samego faktu kontaktów musiała być świadoma, zaś później, szczególnie po '89 roku, kiedy mimo rozlicznych przeszkód prawda o naturze bezpieki i charakterze jej relacji z konfidentami wychodziła na jaw, zwyczajnie nie mogła co najmniej się nie domyślać natury współpracy eks-męża z UB. Wszelkie wątpliwości rozwiać musiał nakręcony przez Macieja Gawlikowskiego odcinek „Erraty do biografii” poświęcony Maciejowi Słomczyńskiemu, gdzie ujawniono donos Adama Włodka na swego kolegę (TVP, emisja w 2007 – na 5 lat przed śmiercią Wisławy Szymborskiej w 2012 roku).

Mimo to, postanowiła w testamencie ufundować nagrodę jego imienia dla obiecujących literatów. O czym to świadczy?

III. „Figa” zza grobu

Najwyraźniej Wisława Szymborska do końca swych dni nie uznawała faktu donoszenia do bezpieki na kolegów w najczarniejszym, stalinowskim okresie „procesów kiblowych” za coś dezawuującego, czy choćby stanowiącego przeszkodę dla patronatu nad prestiżowym w założeniu stypendium. To, że Maciej Słomczyński został w następstwie donosów złamany przez ubecję i sam został konfidentem, z czego później przez lata nie mógł się wywikłać, również naszej noblistki jakoś nie obeszło. Już nawet nie wspominam o kompletnym zaprzedaniu się komunizmowi, bo takie „młodzieńcze zauroczenie”, „ukąszenie heglowskie” jest na salonach III RP obowiązkowym elementem biografii. W przynależności do „wnucząt Aurory”, owych „chłopców o twarzach ziemniaczanych” i „bardzo brzydkich dziewczyn o czerwonych rękach” dopatrują się tam wręcz jakiejś formy czerwonego romantyzmu. No cóż - „kwestia smaku”...

Sprawa stypendium im. Adama Włodka mówi też nam co nieco o podglebiu postawy Szymborskiej w kwestii lustracji, zwieńczonej niesławnym wierszem „Nienawiść”, który po „nocy teczek” i obaleniu rządu Jana Olszewskiego opublikowała na pierwszej stronie „Wyborcza”. Ile w autorce pozostało ze stalinistki piszącej na zamówienie poetyckie „produkcyjniaki”. Jest również ponurym świadectwem skali emocjonalnego zaangażowania po stronie michnikowszczyzny, a przeciw obozowi antykomunistycznemu z jego postulatami rozliczenia peerelowskich zbrodni i innych zaszłości, skoro postanowiła pokazać „lustratorom” taką „figę” zza grobu.

Nieważne, że Włodek był donosicielem, stalinistą, jego działalność na rzecz bezpieki mogła rujnować ludziom życie, czy wręcz doprowadzić do ich śmierci. Ufunduję w testamencie nagrodę na jego cześć, „oszołomy” będą się bezsilnie pieklić, a każdy „młody zdolny”, który ją przyjmie, poczuje się choć odrobinę nieświeżo... Złośliwość, czy jakaś pokręcona psychologia, mająca dostarczyć adeptom literatury namiastki stalinowskiego uwikłania? Chciała umoczyć ich na starcie w obronę tego, czego uczciwie obronić nie sposób i hodować tym samym kolejne pokolenie dla bliskiej jej formacji towarzysko-światopoglądowej?

No chyba, żeby rzutem na taśmę bronić poetki tym sposobem, że była tak zamknięta w półświatku salonowszczyzny, tak odcięta od wszelkich „nieprawomyślnych” informacji i do tego stopnia zaimpregnowana na oczywiste fakty w myśl zasady „nie czytałem, nie widziałem, ale się brzydzę, bo przecież każdy na poziomie...” i tak dalej, że zwyczajnie nie wiedziała o niczym, czego nie napisała „Wyborcza” z przyległościami. Ale kto wie, czy taka linia obrony nie wystawiałaby noblistce jeszcze gorszego świadectwa, niż ta nieszczęsna nagroda.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Errata do biografii – Maciej Słomczyński”: http://www.tvp.pl/vod/dokumenty/histori ... ki/4285104

http://niepoprawni.pl/blog/287/nagroda- ... -zza-grobu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 26 sty 2013, 11:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
„Kto kark do ziemi zgina,…

… nie ma prawa dziwić się, że po nim depczą”

W ubiegły tygodniu, takimi najbardziej dla mnie znaczącymi przeżyciami było obejrzenie filmu Anity Gargas „Anatomia upadku” oraz lektura drugiej już części pracy prof. Jerzego Roberta Nowaka, „Żydzi przeciw Żydom”.

Tylko z pozoru może się wydawać, że filmu i książki nic z sobą nie łączy, a autorzy opowiadają o zupełnie różnych historiach.

Zacznijmy od filmu.

Wydawać by się mogło, że poza zupełnie nowymi relacjami nieznanych dotąd świadków uprawdopodobniającymi wersję zespołu parlamentarnego kierowanego przez Antoniego Macierewicza, wszystko pozostałe jest nam już doskonale znane. Jednak przynajmniej ja byłem wstrząśnięty widząc w skondensowanej formie przerażający obraz kłamstw, matactw, zaprzaństwa, tchórzostwa i kapitulanctwa polskiego państwa, gdzie widok Bronisława Komorowskiego, który na koniec filmu z tym wsiowo-głupkowatym wyrazem twarzy mówi jak to państwo wspaniale zdało egzamin, a my możemy by z tego dumni, jawi się jak kabareciarz żerujący na najbardziej prymitywnym czarnym humorze.

Wszyscy ci, którzy skłaniają się do wersji o zamachu wiedzą też doskonale, że w jego planowaniu i przeprowadzeniu nie mogła brać udziału jakaś wielka liczba osób. I właśnie ta wiedza karze nam zadać sobie pytanie, co spowodowało, że ujrzeliśmy na ekranie tak liczną gromadę zwykłych śmierdzących tchórzy i krętaczy, począwszy od Tuska, a kończąc na prokuratorze generalnym Andrzeju Seremecie, dwóch Klichach, pułkowniku Szelągu i pułkowniku Rzepie z tymi wylęknionymi, jak zwykle, zajęczymi oczętami.

Co stało się z nami Polakami, że władzę nad naszą Ojczyzną przekazaliśmy kompletnie nieodpowiedzialnym, nieuczciwym, słabym, tchórzliwym ludziom, pozbawionym nie tylko moralnego kręgosłupa, ale i honoru, choćby w formie szczątkowej? Czy „Smoleńsk” nie powinien być wyrzutem sumienia dla nas wszystkich?

Teraz przejdźmy do książki profesora Jerzego Roberta Nowaka, „Żydzi przeciw Żydom”.

Jest to praca niezwykła z tego powodu, iż autor, którego salon zawsze, kiedy całymi latami bronił godności i honoru narodu Polskiego, walił po głowie pałą antysemityzmu, wziął się na sposób.

Pan profesor sięgnął po nigdy nieprzetłumaczone dotąd na język polski relacje, pamiętniki i wydawnictwa autorstwa samych Żydów, świadków holokaustu.

Wyłaniający się z książki ogrom zbrodni i zdrady, jakiej dopuścili się sami Żydzi i to na własnych pobratymcach jest porażający i dosłownie niewyobrażalny.

Dzieci denuncjujące lub mordujące własnych rodziców. Szabrownicy i złodzieje okradających swoich rodaków, gwałciciele wyciągający na chwilę „uciechy” maszerujące do komór gazowych młode Żydówki, by po chwili znowu dołączyć je do tego marszu śmierci. Żydowscy zwyrodnialcy odbywający stosunki z dopiero co zagazowanymi kobietami, twierdzący, ze tuż po śmierci kobieta jest jeszcze jak żywa. Takich niemieszczących się w głowie normalnego człowieka historii relacjonowanych przez ocalałych z holokaustu jest w tej książce mnóstwo.

Po tej lekturze nasunęła mi się pewna refleksja.

Ta cała propagandowa akcja, której symbolem jest Tomasz Gross, a ostatnio film „Pokłosie” nie tylko ma na celu obarczyć Polaków współwiną za holokaust i jest pomyślana, jak twierdzą niektórzy publicyści, tak by rzucić nas na kolana i wytworzyć ogólnonarodowe poczucie winy. Tu nie chodzi tylko o swego rodzaju artyleryjski ostrzał tuż przed zmasowanych atakiem na polską kasę przez „przedsiębiorstwo holokaust”.

Moim zdaniem „polski zwierzęcy antysemityzm” jest swoistym wołaniem na cały świat „łapaj złodzieja”, odwracającym uwagę od wielkiej hańby i zbrodni, jakiej dokonali Żydzi na Żydach.

A teraz wrzucę kamyczek do naszego, prawicowego ogródka.

Niemal wszystkie niezależne i mieniące się patriotycznymi media darły szaty i krytykowały dzieła pseudo-historyka Grossa. Wszystkie bez wyjątku prawicowe portale internetowe i gazety przejechały się bohatersko po Pasikowskim i Stuhrze.

Dlaczego zatem nikt poza Radiem Maryja i Warszawską Gazetą nie próbuje wykorzystać doskonałego obronnego narzędzia, jakiego swoją benedyktyńską pracą dostarczył Polakom profesor Jerzy Robert Nowak pisząc składającą się z dwóch części książkę „Żydzi przeciw Żydom”? Zwłaszcza, że posługując się tym narzędziem nie narazicie się na zarzut antysemityzmu.

Naprawdę nie mogę tego zrozumieć.

No chyba, że zepniemy pewną klamrą film Anity Gargas z książką profesora J.R. Nowaka.

Niech będą nią przytoczone przez profesora w jego książce słowa Izy Moszczeńskiej, patriotycznej publicystki, która w 1911 roku ostrzegała:

„Kto kark do ziemi zgina, nie ma prawa dziwić się, że po nim depczą”

Artykuł opublikowany w ogólnopolskim tygodniku Warszawska Gazeta

http://kokos.salon24.pl/481704,kto-kark-do-ziemi-zgina


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 16 lut 2013, 09:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Bohaterowie wychodzą z ukrycia

Piotr Szubarczyk

Żołnierze wyklęci. Może lepiej trzeba było ich nazwać niezłomnymi? Przecież to wróg ich „wyklął”, a nie Naród. To prawda, tylko że w każdym języku funkcjonuje usus społeczny, czyli przyjęty, utarty zwyczaj, akceptacja tego, co już jest. Wyrażenie „żołnierze wyklęci” przyjęło się dzięki głośnej książce Jerzego Ślaskiego, weterana AK i WiN, po wojnie więźnia politycznego („Żołnierze wyklęci”, 1996), dzięki głośnej wystawie „Żołnierze wyklęci”, piosence Leszka Czajkowskiego pod tym samym tytułem, uchwale sejmowej powziętej w 55. rocznicę śmierci mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” (2006). I tak już będzie. Może ten „duch języka” ma rację.
Do tego określenia sięgnął prezydent Lech Kaczyński, składając 26 lutego 2010 r. w Sejmie (jakby przeczuwał, że czasu pozostało mu już niewiele…) swój projekt uczczenia żołnierzy wyklętych i proponując, by ich święto wyznaczyć na dzień 1 marca. Ta data nic ogółowi Polaków wtedy nie mówiła. 1 marca 1951 r. w piwnicy mokotowskiej umierali z rąk kata wybitni polscy oficerowie, członkowie IV Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN z płk. Łukaszem Cieplińskim na czele. Prezes IPN Janusz Kurtyka zabiegał o to, by dzień ich śmierci był dniem pamięci o wszystkich „wyklętych”. Wszak IV Zarząd był ostatnią ogólnopolską strukturą niepodległościową, wywodzącą się bezpośrednio z Polskiego Państwa Podziemnego, z Armii Krajowej. Śmierć tych oficerów można uznać za symboliczny koniec wojny, której nie skończyło sowieckie zwycięstwo w roku 1945 – mówiąc słowami gen. Okulickiego. Ale ten koniec wojny nie był przecież końcem walki o „świętą Sprawę”, jedynie końcem pewnego etapu.

Potrzeba pamięci

Nawet najlepsza ustawa sejmowa pozostanie martwa, jeśli nie zostanie wypełniona treścią przez współodczuwających tragedię żołnierzy wyklętych historyków, publicystów, nauczycieli. Do takich historyków należy niewątpliwie Joanna Wieliczka-Szarkowa, m.in. autorka książek dla dzieci i młodzieży, popularyzujących dzieje Polski, nie tylko te najnowsze. Na tegoroczny Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych przygotowała książkę, która jest pod wieloma względami kompendium wiedzy o „wyklętych”. Będzie ono przydatne szczególnie nauczycielom. Ale nie tylko. Książka „Żołnierze wyklęci. Niezłomni bohaterowie” jest wyjątkowa w naszej literaturze historycznej. Pomnikowe dzieła IPN – „Atlas polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956” (wyd. 2007) oraz słownik biograficzny – „Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944-1956” (kolejne tomy wydaje się w systemie holenderskim) – to prace bezcenne dla upamiętnienia bohaterów walki o „święta Sprawę”. Są to jednak dzieła naukowe, syntetyczne, bez możliwości ukazania dramatu ówczesnych wyborów i refleksji nad tymi, co „rzucili swój życia los na stos” – dla Polski. Liczne publikacje prasowe poświęcone „wyklętym” są rozproszone i nauczycielowi trudno z nich korzystać.
Joanna Wieliczka-Szarkowa dokonała wyboru spośród setek dowódców powstania antykomunistycznego. To wybór szeroki, ponad 30 postaci, i reprezentatywny, przemyślany. Są tu „wyklęci” z różnych regionów kraju, także z kresowych ziem utraconych, gdzie powojenna walka miała szczególnie tragiczny charakter. Są ludzie powszechnie już znani – jak bohater z Auschwitz rtm. Witold Pilecki „Witold” czy mjr Józef Kuraś „Ogień”. Są też jednak postacie zupełnie zapomniane, a godne narodowego panteonu.

Wojna trwała 24 lata

W historii większości bohaterów książki pojawiają się dwa motywy przewodnie. Po pierwsze, ich wojna trwała nie sześć lat, lecz znacznie dłużej. Dla Józefa Franczaka „Lalka”, ostatniego partyzanta wolnej Polski, aż 24 lata!
Po drugie, nie mają mogił, odwiedzamy tylko ich symboliczne groby. Uznano ich za niebezpiecznych nawet po śmierci… A przecież „ojczyzna to ziemia i groby”. Skoro nie ma grobów, to brońmy pamięci w inny sposób. „Jeśli zapomnę o nich” – pisał narodowy wieszcz o „wyklętych” swojego pokolenia – „Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”… Książka Joanny Wieliczki-Szarkowej służy narodowej pamięci i nie pozwala zapomnieć. Polecam ją szczególnie nauczycielom przedmiotów humanistycznych szkół ponadpodstawowych i studentom. Polska nie jest zamkniętą kartą. Żołnierze wyklęci walczący z systemem totalitarnym pozbawiającym człowieka podstawowych praw obywatelskich byli bliżej Europy niż wielu spośród tych, którzy w imię tej Europy każą nam dziś zapomnieć o tragicznym, powojennym powstaniu i „iść do przodu”. Nie ma przyszłości bez przeszłości – szczególnie wtedy, gdy jest ona bolesna i do końca nierozpoznana.

Są wśród nas!

Poza wspomnianymi już bohaterami czytelnik znajdzie w książce obszerne szkice ze zdjęciami poświęcone Stanisławowi Sojczyńskiemu „Warszycowi”, Antoniemu Hedzie „Szaremu”, Janowi Borysewiczowi „Krysi”, Mieczysławowi Niedzińskiemu „Menowi”, zapomnianemu bohaterowi ziemi grodzieńskiej, Anatolowi Radziwonikowi „Olechowi” z Nowogródczyzny, Łukaszowi Cieplińskiemu „Pługowi”, Marianowi Bernaciakowi „Orlikowi”, Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”, Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi”, braciom Taraszkiewiczom („Jastrząb” i „Żelazny”), Janowi Leonowiczowi „Burcie”, Hieronimowi Piotrowskiemu „Jurze”, Franciszkowi Jaskulskiemu „Zagończykowi”, Tadeuszowi Zielińskiemu „Igle”, Janowi Tabortowskiemu „Bruździe”, Franciszkowi Przysiężniakowi „Ojcu Janowi”, Michałowi Bierzyńskiemu „Sępowi”, Kazimierzowi Żebrowskiemu „Bąkowi”, Mieczysławowi Dziemieszkiewiczowi „Rojowi”, Henrykowi Flame „Bartkowi”, Antoniemu Żubrydowi „Zuchowi”, Zygmuntowi Szendzielarzowi „Łupaszce”, jego dzielnemu dowódcy szwadronu Zdzisławowi Badosze „Żelaznemu” i sanitariuszce z tego szwadronu Danusi Siedzikównie „Ince”, Zygmuntowi Błażejewiczowi „Zygmuntowi”, Władysławowi Łukasikowi „Młotowi”, Kazimierzowi Kamieńskiemu „Huzarowi”, Mieczysławowi Wądolnemu „Mścicielowi”. Ksiądz Władysław Gurgacz „Sem” i Józef Franczak „Lalek” zamykają tę listę nieprzypadkowo. „Lalek” był ostatnim z „wyklętych”, który poległ w walce. 21 października 1963 roku! Ksiądz Gurgacz to kapelan „wyklętych” z Nowosądecczyzny, odchodzący w opinii świętości ze słowami wypowiedzianymi dumnie przed komunistycznymi „sędziami”: „Na śmierć pójdę chętnie. Cóż to jest zresztą śmierć (…). Wierzę, że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę”. Czytając te słowa, lepiej rozumiemy, dlaczego sowieccy komuniści w Polsce tak panicznie bali się grobów żołnierzy „wyklętych”, a i teraz patrzą ze zgrozą i dezaprobatą na ekshumacje prowadzone po latach!

Sens walki

Na okładce wydawca umieścił zdjęcie mjr. „Łupaszki” i jego najdzielniejszych żołnierzy. Tylko jeden z nich umarł naturalną śmiercią. Pozostali polegli albo zostali zamęczeni. „Łupaszko”, zamordowany w więzieniu mokotowskim, pozostanie chyba już na zawsze postacią symboliczną dla wszystkich „wyklętych”. Przede wszystkim za sprawą ubeckiej kampanii nienawiści i pokazowego, w stylu sowieckim, „procesu”, transmitowanego przez radio na całą Polskę. Mimo wysiłków sędziego – reżysera spektaklu – „bandyta »Łupaszko«” nawet w takich warunkach pokazał, co to jest honor polskiego oficera.
We wstępie do książki Joanna Wieliczka-Szarkowa przypomina znamienne słowa zapisane przez najwybitniejszego polskiego pisarza politycznego XX wieku Józefa Mackiewicza: „Społeczeństwo, które strzela, nigdy się nie da zbolszewizować. Bolszewizacja zapanuje dopiero wtedy, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach”. l


Joanna Wieliczka-Szarkowa „Żołnierze wyklęci. Niezłomni bohaterowie”, Wydawnictwo AA, Kraków 2013.
--------------------------------------------------------------------------------

Książka do nabycia w księgarniach „Naszego Dziennika”:
– w Warszawie, al. Solidarności 83/89, 00-143,
tel. (22) 850 60 20,
e-mail: ksiegarnia.wawa@naszdziennik.pl;
– w Krakowie, ul. Starowiślna 49, 31-038,
tel. (12) 431 02 45,
e-mail: ksiegarnia@naszdziennik.pl.
Księgarnia w Krakowie prowadzi także sprzedaż wysyłkową.

http://www.naszdziennik.pl/wp/24224,boh ... rycia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 22 lut 2013, 08:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Wojciech Wencel

Obrona pokory

Człowiek prawdziwie wolny nie definiuje się przez zaprzeczenie.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 13 lutego 2013

Nigdy nie lubiłem słowa „niepokorny”. Do dziś kojarzy mi się ono z odesłanym do kąta dzieckiem, które tupie nóżką, robi groźną minę albo pokazuje język. Nawet głośna niegdyś książka Bohdana Cywińskiego o rodowodach polskiej inteligencji nie zredukowała mojej nieufności. Chodzi o to, że termin „niepokorny” definiuje postawy Polaków z punktu widzenia okupanta. Od określeń typu „polscy bandyci” czy „karły reakcji” różni się tylko tym, że jest bardziej protekcjonalny. Rozumiem, że mogli się nim posługiwać carscy urzędnicy, gestapowcy, enkawudziści albo esbecy. Nie rozumiem tych, którzy uważając się za ludzi wolnych, z dumą powtarzają: – Jesteśmy niepokorni!

Symbolem „postawy wyprostowanej” w PRL jest Zbigniew Herbert. Można o nim mówić w kategoriach wierności, godności czy nawet heroizmu, ale przecież nie da się go nazwać poetą niepokornym. Manifestacja braku pokory jest rozpaczliwym gestem dzieci lub niewolników, którzy paradoksalnie potwierdzają w ten sposób swoją zależność od autorytetu czy systemu władzy. Tymczasem autor „Pana Cogito” miał własny świat wartości, którym po oficersku służył (służba wymaga pokory). Pozwalało mu to patrzeć na komunistyczne robactwo z wysokości, z pogardą lub zimną ironią. Zarządców Polski traktował jak obce ciało. Dzięki poczuciu cywilizacyjnej odrębności nawet na moralnym grzęzawisku udało mu się zachować duchową niepodległość.

Inny przykład: ks. Jerzy Popiełuszko, człowiek głęboko pokorny wobec Boga i prawdy, co doprowadziło go do męczeńskiej śmierci. Można oczywiście dostrzec w nim również niepokornego kaznodzieję, który zderzył się z brutalną machiną historii, ponosząc karę za swój upór. Tyle że jest to perspektywa esbeków. Gdybyśmy się na nią zgodzili, błogosławiony kapłan stałby się jednym z wielu młodzieżowych buntowników, jakąś niedorobioną kopią Jamesa Deana, smutnym dowodem na to, że idealistyczna brawura zawsze kończy się klęską.

A emigracja niepodległościowa po drugiej wojnie światowej? Czy Ignacy Matuszewski albo Kazimierz Wierzyński byli niepokorni? Nic z tych rzeczy. Zaszczepiony sowieckimi bagnetami system kłamstwa nie miał nad nimi żadnej władzy. Nie chcieli go reformować ani nie ustalali z nim warunków powrotu. Wbrew geopolitycznym realiom, pełnym głosem wyrażali „wolę Polski”. Byli niezłomni, ale nie na złość krajowym posługaczom Sowietów, lecz w imię wierności ojczyźnie. Do końca swoich dni pozostali wolni, choć była to wolność tragiczna, okupiona bólem i samotnością.

Oczywiście, PRL miała swoją galerię niepokornych. Niepokorne były bez wątpienia dzieci komunistów, które w okolicach 1968 r. zbuntowały się przeciwko rodzicom. Jak to jednak bywa w rodzinie, z wiekiem spokorniały i w III RP wróciły do form grzecznościowych „mamo, tato”. Niepokorny był Jurek Owsiak, kiedy jako nastolatek wymykał się spod opieki ojca-milicjanta na rockowe koncerty. Niepokorni są gitowcy z kryminału Marka Piwowskiego „Przepraszam, czy tu biją?”, punkowcy z dramatu Jacka Borcucha „Wszystko, co kocham” i złodzieje z prozy Marka Nowakowskiego. Niepokorni byli wreszcie pisarze namaszczeni na niepokornych przez propagandę PRL: kokieteryjny Marek Hłasko, zachlany Rafał Wojaczek i inni „kaskaderzy literatury”.

Wiem, że dla dzisiejszych „niepokornych” takie samookreślenie jest po prostu synonimem nonkonformizmu. Mimo szczerych chęci, nie potrafię im jednak zaufać. Brak pokory nie jest żadną wartością, zwłaszcza jeśli robi się z niego slogan reklamowy. Tam, gdzie nie ma trwałego, duchowego fundamentu, zwycięża relatywizm. Poddani smoka, którzy porzucili go z hukiem, będą wracać do niego po cichu. Zapytani o powód, odpowiedzą, że zapomnieli o wczorajszej przysiędze albo że prowadzą ze smokiem oszukańczą grę w trzy kubki. Smocza jama jest bowiem ich naturalnym środowiskiem. Na zewnątrz trudno im złapać oddech.

Człowiek prawdziwie wolny nie definiuje się przez zaprzeczenie. Wie, że jego życiowe wybory nie podobają się smokowi, ale nie ma czasu o tym myśleć. Jego punktem odniesienia jest absolut: Bóg, prawda, miłość ojczyzny. Drugi obieg budują pokorni, którzy jedynie funkcjonariuszom systemu wydają się buntownikami.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2013 ... okory.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 06 mar 2013, 08:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Pięć Prawd Polaków

Piotr Szubarczyk


1. Jesteśmy Polakami.

2. Wiara Ojców naszych jest wiarą naszych dzieci.

3. Polak Polakowi Bratem.

4. Co dzień Polak Narodowi służy.

5. Polska Matką naszą – nie wolno mówić o Matce źle!


Ksiądz Bolesław Domański sformułował przed 75 laty Pięć Prawd Polaków w Niemczech. Obowiązują one każdego Polaka, w każdym zakątku ziemi! Niestety, nie są nam znane, są „nieeuropejskie”…

W niedzielę, 6 marca 1938 roku, rozpoczął się w Berlinie I Kongres Polaków w Niemczech. Przybyło 5 tysięcy delegatów, mimo wrogiej atmosfery wobec polskości panującej w stolicy państwa, przygotowującego się do wojny. Polacy mieli swoje prawa mniejszości, których dziś w Niemczech nie posiadają! Nie bali się głośno mówić po polsku, co się dziś obserwuje w Niemczech w miejscach publicznych. Mniejszość polską w Niemczech szacowano na około półtora miliona ludzi. Mniejszość niemiecka w Polsce była o połowę mniejsza. Dziś mniejszość niemiecka w Polsce stanowi niemal 150 tysięcy osób. O dzisiejszej mniejszości polskiej w Niemczech trudno dokładniej coś powiedzieć, ponieważ ma ona ograniczone prawa, odebrane jej jeszcze za czasów Hitlera! Zachodzi drastyczna dysproporcja między prawami mniejszości niemieckiej w Polsce, mającej swoje zastrzeżone przedstawicielstwo w Sejmie RP, a enigmatycznymi prawami Polaków w Republice Federalnej.

W roku 1938 Polak w Niemczech był dumny z tego, że jest Polakiem. W tej dumie utrzymywali go ofiarni, ideowi działacze Związku Polaków w Niemczech, szczególnie ksiądz Patron, jak nazywano ks. Domańskiego. Pan Bóg oszczędził mu września 1939 roku. Zabrał go do siebie kilka miesięcy wcześniej.

W Opolu znajduje się obelisk pamiątkowy, a w Stargardzie tablica pamiątkowa z wyrytymi Pięcioma Prawdami Polaka. Podobna jest we Wrocławiu. Takie tablice powinny być w każdym polskim mieście, zwłaszcza na zachodnim pograniczu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/25914,pie ... lakow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 25 mar 2013, 07:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Sól polskiej ziemi

Małgorzata Pabis

Ojczyzno nasza, podnieś się! – wołał w ostatnim dniu rekolekcji dla rolników, jakie odbywały się w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rybnie, ksiądz biskup Edward Frankowski. Rekolekcje transmitowało Radio Maryja.

Już na początku ostatniej nauki ks. bp Frankowski podziękował Radiu Maryja za transmisję rekolekcji. – Media zgromadzone wokół o. Rydzyka to wielkie dobro, za które trzeba dziękować i prosić, by żadne siły nie zatrzymały ich rozwoju, nie zniszczyły tego dzieła, a zwłaszcza, by Telewizja Trwam dostała miejsce na multipleksie. O to będziemy się gorąco modlić w tej Mszy Świętej – zaznaczył.

Biskup pomocniczy diecezji sandomierskiej podkreślił, że chłop polski jest solą polskiej ziemi. – Niestety, jest też dla wielu solą w oku. A dzieje się tak ze względu na jego przywiązanie do Kościoła, tradycji, ziemi. Mimo postępującej deprawacji trwa i walczy. (…) Będzie pilnował ładu i porządku i stąd będzie czerpał radość wiary. Bo jeśli nawet ludzie zawodzą, to Bóg nigdy. To jest pewne źródło radości i na nim musimy się oprzeć – mówił kaznodzieja.

Ksiądz biskup Frankowski zaznaczył, że mamy media, które służą Polsce. – Obecnie narzędziem, które chce służyć oczyszczeniu naszej Ojczyzny z kłamstw, chciwości, są Radio Maryja, Telewizja Trwam, „Nasz Dziennik”, a z nimi o. Tadeusz Rydzyk. Dlatego te media są przedmiotem ordynarnych ataków – stwierdził.

Kończąc homilię, ksiądz biskup zaapelował: „Ojczyzno nasza, podnieś się! Polsko, obudź się!”. Zwrócił uwagę, że podobną retorykę znajdziemy w Telewizji Trwam, „Naszym Dzienniku”, Radiu Maryja. – To są wołania, które chcą obudzić sumienia Polaków. Bo im lepsi będziemy, tym będzie nam lepiej. Dobre drzewo rodzi dobre owoce – mówił ks. bp Frankowski. Podkreślał, że dziś potrzebny jest nam język miłości do Ojczyzny i do Narodu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/27822,sol ... ziemi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 19 kwi 2013, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Jak ludzie wolni

Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Dr Joanna Wieliczka-Szarkowa

W trzecią rocznicę śmierci prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, prof. Janusza Kurtyki, który wraz z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim i towarzyszącymi mu osobami zginął 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie pod Smoleńskiem, studenci Koła Naukowego Historyków Uniwersytetu Jagiellońskiego przygotowali w Wydawnictwie Kasper książkę złożoną ze wspomnień o swoim starszym koledze. Portret szefa IPN budują jego bliscy, przyjaciele i znajomi, opowiadając o młodości historyka, jego działalności opozycyjnej i pasjach naukowych. Janusz Kurtyka był wiceprezesem Koła w latach 1981-1982 (jego portret do dziś tam wisi) i jak przyznają redaktorzy wspomnień, stał się dla nich inspiracją w działaniach zgodnych ze złożonym studenckim ślubowaniem – „dążenia do prawdy, podstawy wszelkiej nauki”.

Ze wspomnień zamieszczonych w książce wyłania się zupełnie inny obraz profesora niż ten znany z mediów czy antyipeenowskiej narracji. Charakterystyczny rys osobowości profesora wydobywa np. taka opowieść. Gdy Janusz Kurtyka odkrył, że jego studenci nie czytali „Trylogii”, „był tak zirytowany, że przez tydzień nie potrafił mówić o niczym innym, jak tylko o tym, że tam, w Przemyślu, nowy rocznik studentów Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej nie zna Sienkiewicza. Było to dla niego niewyobrażalne” – wspomina żona Zuzanna. Sam znał „Trylogię” na pamięć i uważał ją za lekturę obowiązkową dla każdego Polaka, dlatego wyrzucił wtedy wszystkich z zajęć i kazał wrócić, kiedy przeczytają Sienkiewicza.

Biblioteka Janusza Kurtyki była imponująca. Trzymał ją w garażu, bo jak mówił, „samochód może stać pod wiatą, a książki nie”. Miał „nosa” do wynajdywania okazji i kupowania poszukiwanych tytułów jeszcze w PRL, gdy o wartościowe publikacje było trudno. Już w liceum zaczytywał się w Teodorze Parnickim, ale też prawie na pamięć znał „Przygody dobrego wojaka Szwejka”. Nie fascynował go Dostojewski i w ogóle literatura rosyjska. Z założenia nie chodził też do kina na filmy sowieckie. Był antykomunistą – zawsze. Uważał komunizm „za skrajnie zbrodniczą ideologię, o konsekwencjach podobnych do nazizmu. Temu przekonaniu był wierny, miał na nie tyle dowodów dzięki swojej wiedzy historycznej” – wspomina prof. Andrzej Nowak. To właśnie Janusz Kurtyka jako uczeń nowohuckiego liceum wstał na lekcji historii i zaczął mówić o Katyniu. Wielu kolegów usłyszało o tej sowieckiej zbrodni wtedy po raz pierwszy w życiu. Kiedy po trzeciej klasie liceum pojechał ze studentami archeologii UJ na wykopaliska, poza odkrywaniem starożytnych śladów zajmował się z przyjaciółmi także inną działalnością – ściąganiem komunistycznych flag z budynków publicznych.

Na studiach należał do Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Andrzej Nowak zapamiętał moment przysięgi, której tekst przygotował Janusz Kurtyka”, a którą złożyli „w jakimś ciemnym zakamarku budynku Instytutu Filozofii UJ przy ul. Grodzkiej”, po wprowadzeniu stanu wojennego. „Mieliśmy wrażenie, że włączamy się w ten sam nurt starań, zabiegów o wolną Polskę, jakie podejmowali członkowie podziemia niepodległościowego czterdzieści lat wcześniej” – zauważa prof. Nowak.

Niewątpliwie celem działań Janusza Kurtyki była wolna i suwerenna Polska. W jego gabinecie prezesa IPN w Warszawie wisiał portret Józefa Piłsudskiego. To myśl Marszałka miała decydujący wpływ na ukształtowanie poglądów Kurtyki na państwo, a jego misją stało się przywracanie Polakom pamięci historycznej. I może nikt nie przysłużył się bardziej niż on przywróceniu tej pamięci żołnierzom wyklętym: – Jego wielkim atutem oprócz energii i zapału była ogromna wiedza, która pozwalała nam spokojnie powierzyć nasze sprawy w jego ręce, bez najmniejszej obawy, że zostaną poprowadzone w złym kierunku – mówił Andrzej Kostrzewski, żołnierz Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Ustanowienie Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych było też w dużej mierze zasługą prezesa IPN.

Trzy tygodnie przed wylotem do Smoleńska przestrzegał, że przy okazji obchodów rocznicy katyńskiej Rosja próbuje poróżnić polskie elity polityczne, a zachowanie ambasadora Władimira Grinina w Warszawie przypomina relacje polsko-rosyjskie w XVIII wieku. Kiedy Tusk i Putin spotkali się w Katyniu 7 kwietnia 2010 roku, Janusz Kurtyka prezentował w IPN książkę „Zbrodnia Katyńska” ze swoim wstępem. Napisał w nim znamienne słowa: „Służba Ojczyźnie ma niekiedy swoją wielką cenę, zaś obowiązkiem państwa jest pamiętać o tych, którzy w imię tej służby oddali życie”. Warto też zapamiętać to, co prezes Kurtyka często powtarzał swoim podwładnym i o czym chcieli przypomnieć nam wydawcy książki o nim: „Zachowujmy się jak wolni ludzie”.

„Zachowujmy sie jak ludzie wolni. Janusz Kurtyka we wspomnieniach bliskich”, Wydawnictwo Kasper, Kraków 2013.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 04 maja 2013, 07:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Tą rzeczą jest honor

Piotr Szubarczyk

Działo się to w piątek, 5 maja 1939 r., w samo południe, w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie. Dzień i godzina zostały wybrane starannie. Tydzień wcześniej, 28 kwietnia o godz. 12.00, w berlińskim Reichstagu przemawiał Adolf Hitler. Straszył i szantażował Polaków. Wypowiedział polsko-niemiecki układ o niestosowaniu przemocy z roku 1934. Oświadczył bezczelnie, że Polska go pogwałciła! Zażądał autostrady dla Niemców przez terytorium Polski. Zażądał włączenia Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy. Obiecywał „gwarancje” niemieckie dla naszych granic, czyli uzależnienie Polski od Niemiec.

Świat czekał na odpowiedź ministra spraw zagranicznych płk. Józefa Becka, który był twórcą polsko-niemieckiego traktatu i prowadził rozmowy z Niemcami. Przed odbiornikami radiowymi w całym kraju gromadził się, kto żyw. Mowy słuchała cała Polska, przerwano pracę i naukę w szkołach. Co tak poruszyło w przemówieniu ministra miliony rodaków? Czy tylko odrzucenie niemieckich żądań – w sposób godny, przy użyciu racjonalnych argumentów? A może pamiętne résumé, gdy wyraził ducha Narodu Polskiego i nasz system wartości, w którym „pokój jest rzeczą cenną, ale jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”!

Żyjemy w czasach braku zasad i honoru, za „ludzi honoru” niektórzy uważają komunistycznych zbrodniarzy. Państwo polskie jest ostentacyjnie poniewierane, zwłaszcza w ostatnich trzech latach. Pamiętajmy o 5 maja 1939 roku, by jeszcze raz zaczerpnąć łyk powietrza wolności od tych, którzy byli przed nami i lepiej wiedzieli, co w życiu narodów jest „bezcenne”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/31585,ta- ... honor.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 22 maja 2013, 04:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Dosyć upokarzania

Z JE ks. bp. Wiesławem Meringiem, przewodniczącym Rady KEP ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego, rozmawia Sławomir Jagodziński

Tysiące osób zamanifestowało w niedzielę w Warszawie poparcie dla Telewizji Trwam. O czym świadczy to, że od półtora roku nie słabnie społeczny protest przeciw decyzji KRRiT o wykluczeniu tej jedynej ogólnopolskiej katolickiej stacji z multipleksu?
– Przede wszystkim świadczy to o tym, jak czujemy się ignorowani i pogardzani. Te minione miesiące protestów, to niedostrzeganie problemu przez polityków, niezabieranie głosu, prawdziwie piłatowe umywanie rąk jest dowodem na to, jak lekceważeni są katolicy w naszym kraju. Przecież o tym, że milionom ludzi zależy na obecności Telewizji Trwam na multipleksie, nie musimy już chyba nikogo przekonywać! Marsze, manifestacje, miliony podpisów pod protestami jednak coś znaczą! Ale jest jeszcze coś. Proszę popatrzeć, jaki to jest paradoks: władze dbają o prawa żab, ślimaków, rząd i Sejm zajmują się promocją takich czy innych mniejszości, a woli rozeznania i rozwiązania realnego problemu dyskryminacji, którą poprzez decyzję KRRiT odczuli katolicy w Polsce, nie widać. Zupełna obojętność, zupełna pogarda. Ja chcę ostrzec rządzących, że takie odnoszenie się do ludzi nigdy nie przynosi dobrych efektów, jak i politycznych korzyści. Obywatele do jakiegoś czasu zniosą lekceważenie, nawet pogardę, jednak w pewnym momencie Naród sobie przypomni, że ma możliwości wpłynięcia na to, kto w kraju sprawuje rządy.

Ignorowanie tak ogromnego społecznego protestu w Polsce świadczy o tym, że ta władza zupełnie oddaliła się od ludzi…
– To jest z jednej strony oddalenie się od ludzi, a z drugiej zupełne niezrozumienie tego, czym jest polityka. Bo polityka jest sztuką takiego rządzenia, które w miarę możliwości bezkonfliktowo układa współżycie między grupami tworzącymi społeczeństwo. Jeżeli natomiast ktoś politykę traktuje ideologicznie, czyli chodzi mu tylko o to, aby pokonać kogoś w dyskusji, by za wszelką cenę obronić jakieś swoje stanowisko, żeby mieć korzyści, żeby zdobyć jakiś urząd, żeby zachować władzę, to znaczy, że idzie zupełnie pod prąd temu, czemu powinna służyć autentyczna demokracja, polityka. To jest straszne. Nie można postępować w ten sposób, bo to jest działanie na wyniszczenie, to takie zmierzanie ku przepaści.

Nie jest więc przypadkiem mówienie przy tej batalii o multipleks dla Telewizji Trwam o demokracji, o wolności?
– Strona rządowa czasem się obraża, gdy mówimy, że w swym rządzeniu ma pokusy totalitarne. Ale czyż tak nie jest? Bo jak nazwać sytuację, w której ktoś chce zawładnąć myśleniem Polaków? I robi to za pomocą niemal wszystkich środków przekazu, które „pieją” dokładnie to samo. Wszędzie w tym samym duchu dają komentarze, interpretują wydarzenia, a jedyna rozgłośnia, która ma odwagę mówić inaczej, jest tępiona metodami administracyjnymi, niedopuszczana do dyskusji. Nie ma wątpliwości, że to są pokusy totalitarne. Bo totalitaryzm na tym też polega, że usiłuje się narzucić społeczeństwu jeden sposób myślenia. To jest dla mnie bardzo bolesne. Bo teoretycznie jesteśmy krajem demokratycznym, w którym jest miejsce np. dla różnych obrzydliwych tygodników czy pewnych, także obrzydliwych, ruchów, ale dla katolickiej Telewizji Trwam nie ma miejsca.

Monopolizacja mediów to też wielkie zagrożenie działaniami manipulacyjnymi…
– To zagrożenie polega przede wszystkim na tym, że nie szuka się prawdy, tylko podaje się „prawdę” do wierzenia. Nie szuka się wspólnie prawdy. Manipulacja jest działaniem zmierzającym do zmuszenia jak największej liczby ludzi, aby myśleli tak samo, i to zgodnie z określoną linią. Prawda się wtedy już tak nie liczy. Zatraca się to, co jest dowodem demokracji, dowodem prawdziwej wolności. A tak się dzieje, gdy zmusza się wszystkie media do mówienia dokładnie tego samego. Błogosławiony Jan Paweł II nauczał, że jeżeli nie będziemy szukali prawdy, jeżeli nie będziemy mówić i pisać, spotykać się ze sobą i dyskutować po to, aby osiągnąć prawdę, to brniemy w ślepy zaułek. I to się niestety dzieje teraz na naszych oczach. Bo spór o multipleks dla katolickiej Telewizji Trwam nie trwa 2-3 miesiące, ale ok. 1,5 roku! To nie może być przypadek. To jest przyjęte przez sprawujących władzę, decydentów, określone stanowisko, aby ludzi upokarzać.

Ta władza na siłę narzuca nam określone rozwiązania w sferze obyczajowej, co zresztą widzimy w całej Europie. Robi się sztuczne problemy z prawami mniejszości, w czym usłużne są liberalne media. Ale nie widzi się problemów rzeczywistych, tego, że nie ma pracy, że Polska wymiera, że młodzi ludzie wyjeżdżają i nie mają po co wracać; tego, że nie umiemy zbudować właściwego systemu służby zdrowia, że pada nam edukacja, że chce się indoktrynować dzieci od 6. roku życia. Tu są problemy. A gdzie są rozmowy, dyskusje, publikacje, audycje na te tematy? Tego typu postępowanie jest ohydne.

Walka w obronie Telewizji Trwam stała się zatem symbolem walki o obecność katolików, wartości religijnych, chrześcijańskich już nie tylko w mediach, ale w ogóle w życiu publicznym.
– Oczywiście. Stacja nie staje się religijna przez to, że mówi na przykład na temat Kościoła, ale ona jest religijna wtedy, gdy buduje wartości religijne, sprawiedliwość, prawdę, pokój… Chrześcijańska jest wtedy, kiedy dąży do pokazania człowiekowi właściwego wymiaru jego życia, właściwej drogi, którą jest Chrystus. Dlatego dyskryminowanie Telewizji Trwam nam ubliża. Mówiąc „nam”, myślę o chrześcijanach, katolikach, którzy wyrażali i wyrażają swój pokojowy protest, tak jak choćby uczestnicy tej niedzielnej manifestacji w Warszawie. To są ludzie, którzy nakładem ogromnych sił i czasem środków jadą, aby jasno zamanifestować swoje stanowisko. I nie pomoże, że w odwecie ktoś krzyczy: mohery, katole, czy jak tam jeszcze nas nazywają. Nie wolno nigdy poniżać żadnego człowieka, a już tym bardziej z racji jego więzi z Panem Bogiem, z racji jego wiary.

Dziękuję za rozmowę.
Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... zania.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 25 maja 2013, 06:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
Drogowskazem Bóg, Honor, Ojczyzna

dr Jarosław Szarek

Kochajcie ojczystą ziemię. Kochajcie swoją świętą wiarę i tradycję własnego Narodu. Wyrośnijcie na ludzi honoru, zawsze wierni uznanym przez siebie najwyższym wartościom, którym trzeba służyć całym swoim życiem” – takie przesłanie zostawił rotmistrz Witold Pilecki swoim dzieciom jeszcze podczas wojny.

Trzy proste i oczywiste zdania. Nie mógł przewidzieć, że kilka pokoleń później, po latach komunistycznego zniewolenia i deprawacji, „elity” III RP powstałe po 1989 roku całkowicie je odrzucą. Staną się za to programem dla wszystkich pragnących lepszej, dumnej i wielkiej Polski. Bo w tym miejscu Europy tylko taka może przetrwać.

Jego rodzinny dwór bolszewicy zrównali z ziemią, wycięli nawet lipową aleję. Zmasakrowane torturami ciało wrzucili do bezimiennego dołu pod cmentarnym płotem. Miejsce zadeptali żołnierskimi butami. Komuniści zadbali, aby po rotmistrzu nie pozostał żaden ślad, nawet żeby rodzina nie mogła pomodlić się na jego grobie, złożyć na nim kwiatów, zapalić świec. Nie tylko miał przestać istnieć, ale również jego świat, ze swym odwiecznym ładem. Na kościach pokolenia rtm. Pileckiego, ruinach domostw, systemie antywartości, zdrajcy Polski zbudowali nową, komunistyczną rzeczywistość. Runęła ona po kilkudziesięciu latach.

Prawdy o życiu i czynach „ochotnika do Auschwitz” – mimo że po 1989 roku nie trafił do szkolnych podręczników, a jego mordercy uniknęli doczesnej kary – nie udało się zepchnąć w niepamięć. Dla milionów rodaków ma on już stałe miejsce w narodowym panteonie – chociaż dopiero po siedemnastu latach wolnej Polski prezydent RP Lech Kaczyński uhonorował go pośmiertnie najwyższym odznaczeniem – Orderem Orła Białego. Być może wkrótce zostaną odnalezione jego szczątki i zostanie godnie pogrzebany. Czekamy na to już ćwierć wieku. Polska rtm. Pileckiego, o którą walczył i której służył, przetrwała krócej.

Trzecia RP, od swych pierwszych dni opętana pseudomodernizacyjną wizją „wchodzenia do Europy”, zajęła się destrukcją narodowego dziedzictwa, wielowiekowej tradycji, uznawszy je za „nienormalność” czy „ciemnogród”. Odrzuciła Dekalog, podważając podstawowe wartości, odwróciła ich znaczenie, dewastując cywilizacyjny ład i otwierając szeroko bramy coraz bardziej zuchwałemu barbarzyństwu. Próbuje zawładnąć językiem, odbierając słowom ich pierwotne znaczenie. Jak pisze w swym nowym tomiku wierszy „Polska wyklęta” Aleksander Rybczyński:

„W Europie bez granic/ zwanej dawniej Polską/ pojawiło się wielu/ fałszywych językoznawców/ na skrzyżowaniach ruchliwych ulic/ w godzinach szczytu rozdają/ codzienne wydania/ poprawnej polszczyzny/ patriotyzm nazywają faszyzmem/ zabór pojednaniem/ zbrodnię wypadkiem/ odwagę szaleństwem/ szczerość obłędem…”.

Przed trzydziestu laty Jan Paweł II przestrzegał: „Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała”. Tymczasem dzisiaj wpływowe, hałaśliwe środowiska nie tylko nie chcą, aby Polska cokolwiek je kosztowała, ale wydaje się, że w ogóle nie chcą, aby Polska istniała.

Ale próżne to zamiary. Nie brakuje bowiem Polaków chcących z „tego trudnego doświadczenia, które nosi nazwę ’Polska’, wydobyć lepszą przyszłość, ale tylko pod warunkiem uczciwości, trzeźwości, wiary, wolności ducha i siły przekonań”. W to doświadczenie wpisuje się życie rtm. Witolda Pileckiego.

Dzisiaj nikt nie wymaga od nas heroizmu tej miary, co jego pobyt w oświęcimskim piekle i powojenna decyzja powrotu do komunistycznej Polski, bo „ktoś musi trwać bez względu na konsekwencje”, a potem doświadczeń w ubeckim więzieniu i słynnych słów: „Ja już nie mogę żyć. Oświęcim to była igraszka”.

Natomiast teraz, gdy nie brakuje krzykliwych deklaracji niechęci do polskości i wezwań, by się od niej „wyzwolić”, jakże aktualna jest jego prośba skierowana do własnych dzieci: „Kochajcie ojczystą ziemię”.

Gdy sam był dzieckiem, Polski nie było na mapach Europy, ale matka czytała mu do snu „Trylogię”, a rodzice, uciekając przed rusyfikacją, przeprowadzili się do Wilna. Charakteru uczyło go harcerstwo, odwagę zdobywał, walcząc o Wilno, bijąc się z bolszewikami. Nie wahając się, porzucił studia, aby wypełnić synowski obowiązek: zaopiekować się chorym ojcem i ratować rodzinny majątek. Obowiązki te dzielił z pracą społeczną i charytatywną.

Wydaje się, że tę aktywność dobrze oddał Ojciec Święty Jan Paweł II, przybywszy do Ojczyzny w 1991 roku, aby wskazać nam, co czynić z odzyskaną wolnością: „Pracować wielkodusznie nad budową społeczeństwa odznaczającego się stałym poszukiwaniem sprawiedliwości, zgody, solidarności i pokoju, oto ideał, który odsłania każdemu bogactwa daru z samego siebie oraz służby. Ideał, jaki każdy w sobie nosi. We współpracy nad budowaniem braterstwa między ludźmi pośród narodów, w wielkodusznym niesieniu pomocy najuboższym, człowiek może odkryć piękno życia”. I tego „piękna życia” dane było doświadczyć rtm. Pileckiemu. Oby współcześni Polacy chcieli odkryć w sobie te ideały.

http://www.naszdziennik.pl/wp/33717,dro ... zyzna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 11 cze 2013, 06:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30798
W obronie godności i wolności

Piotr Szubarczyk

W roku 1998 Sejm RP ustanowił Dzień Polskiego Państwa Podziemnego – każdego 27 września. Już rok wcześniej powstał w Warszawie pomnik Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej – w bardzo ważnym dla Polaków miejscu, przed gmachem Sejmu, na rogu ulic Wiejskiej i Matejki. Autorem projektu był Jerzy Staniszkis, kiedyś szwoleżer 3. Pułku Szwoleżerów, syn Witolda Teofila Staniszkisa, zamordowanego przez Niemców wybitnego polityka Narodowej Demokracji.

Pomnik pobłogosławił bł. Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Ojczyzny – w piątek, 11 czerwca 1999 roku. Papież modlił się wtedy słowami: „Boże, w swoim niepojętym miłosierdziu wejrzyj na naszych braci i siostry, którzy stali się ofiarami ucisku, przemocy i złości i oddali swe doczesne życie w obronie ludzkiej godności i wolności Ojczyzny. Obdarz ich nagrodą nieśmiertelności i chwały. Pobłogosław ten pomnik wzniesiony ku czci walczących o wolność Ojczyzny”. Tego samego dnia, podczas wystąpienia w Sejmie, Jan Paweł II powiedział: „W warunkach śmiertelnego zagrożenia samego biologicznego istnienia narodu, [powstało] Polskie Państwo Podziemne, które nie miało analogii w całej okupowanej Europie”.

Polskie Państwo Podziemne ma swe pomniki także w innych miastach. Prawie na każdym są daty 1939-1945. Gdzie jest zbiorowy pomnik tych, których śmiertelne szczątki młodzi ludzie – pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka – wydobywają z dołów w kwaterze „Ł”? Gdzie jest pomnik tych, którzy umierali za Polskę suwerenną, „wolną i czystą jak łza” – już po wojnie? Którzy nie obliczali szans, bo „wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, ale w wartości samej sprawy”?

Od wielu lat ciągnie się sprawa budowy w Sopocie pomnika Żołnierzy Wyklętych 1945-1963. Mówią, że jest problem z właścicielami terenu. Więc wybudujmy ten pomnik w Warszawie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/35362,w-o ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 73 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /