Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - O naszą polską godność

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 73 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 13 mar 2015, 08:42 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Z jakich racyj można więcej ode mnie wymagać niż od Polaków samych?

Henryk Sienkiewicz, POTOP, tom II, Kmicic jedzie do Jasnej Góry

- Jestem w służbie najjaśniejszego króla szwedzkiego - ­rzekł z ukłonem Wrzeszczowicz.

- Nie chcę ja bynajmniej tej służbie ubliżyć - odparł Liso­la - ale takie służby bywają przemijające, będąc zaś poddanym naszego miłościwego pana, gdziekolwiek waszmość byś był, komu­kolwiek byś służył, nie możesz kogo innego za przyrodzonego zwierzchnika uważać.

- Tego nie neguję.

- Więc też powiem szczerze waszmości, że pan nasz boleje nad tą prześwietną Rzeczpospolitą, nad losem wspaniałego jej monar­chy i nie może łaskawym ani chętnym okiem spoglądać na tych swoich poddanych, którzy się do ostatecznej ruiny przyjaznego państwa przykładają. Co waszmości uczynili Polacy, że im taką nieżyczliwość okazujesz?..

- Ekscelencjo! siła mógłbym na to odpowiedzieć, ale obawiam się nadużyć cierpliwości waszej ekscelencji.

- Waszmość wydajesz mi się być nie tylko znamienitym ofi­cerem, ale i rozumnym człowiekiem, a mnie mój urząd nakazuje patrzeć, słuchać, o racje wypytywać; mów więc waszmość choćby najobszerniej i nie obawiaj się znużyć mej cierpliwości. Owszem, jeśli zgłosisz się kiedy do służby cesarskiej, czego ci najmocniej życzę, znajdziesz wasza mość we mnie przyjaciela, który cię wy­tłomaczy i racje twoje powtórzy, jeśliby ci za złe twoją dzisiej­szą służbę poczytać chciano.

- Tedy wypowiem wszystko, co mam na myśli. Jako wielu szlachty, młodszych synów, tak i ja musiałem fortuny poza granicami" kraju szukać, przybyłem więc tutaj, gdzie i naród jest mojemu pokrewny, i cudzoziemców chętnie do służby zaży­wają.

- Źle waszą mość przyjęto?

- Dano mi żupy solne w zawiadywanie. Znalazłem przystęp do chleba, do ludzi i do samego króla. Obecnie służę Szwedom, a jednak, gdyby mnie kto za niewdzięcznika chciał poczytać, wręcz bym mu musiał zanegować.

- A to z jakich racyj?

- A z jakich racyj można więcej ode mnie wymagać niż od Polaków samych? Gdzie są dziś Polacy? Gdzie senatorowie tego królestwa, książęta, magnaci, szlachta, rycerstwo, jeśli nie w obo­zie szwedzkim? A przecie to oni pierwsi powinni wiedzieć, co im czynić należy, gdzie zbawienie, a gdzie zguba dla ich ojczyzny. Ja idę za nimi, więc któryż z nich ma mnie prawo nazwać niewdzięcz­nikiem? Czemu to ja, cudzoziemiec, mam być wierniejszym kró­lowi polskiemu i Rzeczypospolitej niż oni sami? Czemu miałbym pogardzać tą służbą, o którą oni sami się proszą?

Lisola nie odrzekł nic. Wsparł głowę na ręku i zamyślił się. Zdawałoby się, że słucha poświstu wiatru i szumu jesiennego dżdżu, który począł zacinać w okna karczmy.

- Mów waszmość dalej - rzekł wreszcie - zaprawdę szcze­gólne rzeczy mi mówisz.

- Ja szukam fortuny tam, gdzie ją znaleźć mogę - rzekł Wrze­szczowicz - a że ten naród ginie, nie potrzebuję się o to więcej troszczyć od niego samego. Zresztą choćbym się troszczył, nic by to nie pomogło, bo oni zginąć muszą!

- A to dlaczego?

- Naprzód dlatego, że sami tego chcą; po wtóre, że na to zasłu­gują. Ekscelencjo! jestli na świecie drugi kraj, gdzie by tyle nie­ładu i swawoli dopatrzyć można?.. Co tu za rząd? - Król nie rządzi, bo mu nie dają... Sejmy nie rządzą, bo je rwą... Nie masz wojska, bo podatków płacić nie chcą; nie masz posłuchu, bo po­słuch wolności się przeciwi; nie masz sprawiedliwości, bo wyro­ków nie ma komu egzekwować i każdy możniejszy je depce; nie masz w tym narodzie wierności, bo oto wszyscy pana swego opu­ścili; nie masz miłości do ojczyzny, bo ją Szwedowi oddali za obietnicę, że im po staremu w dawnej swawoli żyć nie przeszko­dzi... Gdzie by indziej mogło się coś podobnego przytrafić? Który by w świecie naród nieprzyjacielowi do zawojowania własnej zie­mi pomógł? Który by tak króla opuścił, nie za tyraństwo, nie za złe uczynki, ale dlatego, że przyszedł drugi, mocniejszy? Gdzie jest taki, co by prywatę więcej ukochał, a sprawę publiczną więcej podeptał? Co oni mają, ekscelencjo? Niechże mi kto choć jednę cnotę wymieni: czy stateczność, czy rozum, czy przebiegłość, czy wytrwałość, czy wstrzemięźliwość? Co oni mają? Jazdę dobrą? tak! i nic więcej... To i Numidowie ze swej jazdy słynęli, i Galo­wie, jak to w rzymskich historykach czytać można, sławnego mieli komunika, a gdzież są? Zginęli, jak i ci zginąć muszą. Kto ich chce ratować, ten jeno czas próżno traci, bo oni sami nie chcą się ratować!... Jeno szaleni, swawolni, źli i przedajni tę ziemię za­mieszkują!

Wrzeszczowicz ostatnie słowa wymówił z prawdziwym wybu­chem nienawiści, dziwnej w cudzoziemcu, który chleb znalazł wśród tego narodu; ale Lisola nie dziwił się. Wytrawny dyplomata znał świat i ludzi, wiedział, że kto nie umie płacić sercem swemu dobroczyńcy, ten gorliwie szuka w nim win, by nimi własną nie­wdzięczność osłonić. Zresztą może i przyznawał on słuszność Wrzeszczowiczowi, więc nie protestował; natomiast spytał nagle:

- Panie Weyhard, czy waćpan jesteś katolikiem?

Wrzeszczowicz zmieszał się.

- Tak jest, ekscelencjo! - odpowiedział.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 30 lip 2016, 14:08 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Między Kielcami, Jedwabnem a Wołyniem. Nikt nas nie uszanuje, jeśli nie będziemy szanować się sami

z: http://polskaniepodlegla.pl/opinie/item ... c-sie-sami

Piotr Lewandowski

Dla USA jesteśmy warci tyle, ile są warte nasze relacje z żydowską diasporą oraz z Izraelem, ostatnio zaś także z Ukrainą, bo stanowimy zaplecze tamtejszego frontu, i stąd te kunktatorskie korowody wobec „kwestii drażliwych”, w tym ludobójstwa na Kresach. Ale na dłuższą metę jest to polityka samobójcza. Nikt nas nie uszanuje, jeśli nie będziemy szanować się sami.

1.Kozioł ofiarny

Początek lipca jest osobliwą porą w naszym kalendarzu historycznym. 4 lipca to rocznica tzw. pogromu kieleckiego, 10 lipca to rocznica masakry w Jedwabnem, 11 lipca zaś to rocznica wołyńskiej krwawej niedzieli. Dwie pierwsze daty stanowią przy tym swoiste apogeum żydowskiego, świeckiego „roku liturgicznego” i wraz z rocznicą wybuchu powstania w warszawskim getcie (19 maja) grupują się w swoiste triduum martyrologicznej hagady. W obecnych warunkach owa hagada koncentruje się – jakże by inaczej – na piętnowaniu odwiecznego polskiego antysemityzmu, wychodzi więc na to, że co najmniej trzy razy do roku jesteśmy poddawani quasi-religijnemu obrzędowi rytualnego (samo)biczowania. Innymi słowy, zostaliśmy ustawieni w znanej ze starożytnego judaizmu roli kozła ofiarnego, na którego kapłan przenosi grzechy całego ludu. I tak oto, w przypadku powstania w getcie biczowani jesteśmy za „bierność” w obliczu Zagłady, co jest odpowiednikiem rytualnego oczyszczenia się ludu Izraela z własnej bierności i kolaboracji elit z „nazistami”. „Pogrom kielecki” przesłonić ma łajdactwa „czerwonych” Żydów instalujących na sowieckie zlecenie w Polsce komunizm, natomiast Jedwabne – wcześniejsze entuzjastyczne powitanie na Kresach sowieckich wojsk i czynny współudział w likwidacji przywódczych warstw polskiego społeczeństwa na wschodnich obszarach II RP.

Rytuał ten każdorazowo ma podobny scenariusz. Oto czołowi przedstawiciele polskich władz państwowych stawiają się przed obliczem żydowskich delegacji (bądź piszą stosowne listy) i dokonują ceremonialnej ekspiacji, samokrytyki oraz składają solenne przyrzeczenia, że na „antysemityzm” nie ma i nie będzie w Polsce przyzwolenia. Powyższe w praktyce oznacza zielone światło dla wszelkiej maści zawodowych tropicieli różnych odchyleń od jedynie słusznej linii oraz urzędową gwarancję, że obowiązująca oficjalnie wersja wydarzeń nie zostanie nigdy poddana jakiejkolwiek nieprawomyślnej rewizji. Strona żydowska kwituje ów spektakl samoupokorzenia pomrukiem aprobaty i oddala się do swoich spraw. My zaś oddychamy z ulgą, że znowu nam się upiekło i Żydzi nie urządzą nam jatki w światowych mediach. Społeczność międzynarodowa natomiast zostaje po raz kolejny utwierdzona w przekonaniu o polskich historycznych winach nie do wymazania, które znowu zostały potwierdzone przez samych Polaków. I tak do następnego roku, kiedy to cały ceremoniał powtarza się od nowa.

2. Po co nam historia?

Tymczasem historia nigdy nie jest zapisana raz na zawsze. Jak każda nauka winna ona podlegać nieustannej weryfikacji – w miarę pojawiania się nowych danych, źródeł, faktów, interpretacji. Historia kształtuje się w ogniu sporów i polemik. Jeżeli jakiekolwiek nowe ustalenia, czy wręcz próby dokonania takowych traktuje się niczym zamach na „zapisaną w księgach” dogmatykę, mamy do czynienia nie z historią, a ze świeckim odpowiednikiem religii, hagadą – opowieścią tworzoną nie w celu poznania prawdy, lecz w zgoła innym. Funkcją tego, co obserwujemy w przypadku Kielc i Jedwabnego, jest tworzenie i kolportaż pewnej mitologii przybranej w pseudonaukowy kostium i opatrzonej urzędowym stemplem. Można to również nazwać polityką historyczną – formą „piaru” realizowanego na światowy użytek. Nie jest to jednak ani nasza polityka, ani nasz „piar”. My w tej całej konstrukcji jesteśmy jedynie przedmiotem, nie podmiotem. Tworzywem w rękach twórców, lepiących nas stosownie do swych bieżących potrzeb – a tą potrzebą jest aktualnie, byśmy byli przeczołganym publicznie narodem zbrodniarzy, których można co najwyżej zdawkowo pochwalić, że przynajmniej nie odżegnują się od swych postępków i genetycznie zaprogramowanych morderczych skłonności.

Z drugiej strony jednak, trzeba nas stale mieć na oku, trzymać w ryzach i cyklicznie, konsekwentnie dyscyplinować, byśmy przypadkiem nie zhardzieli i nie uwolnili tkwiących w naszym kodzie kulturowym upiorów, które sprawią, że pewnego dnia znów zaczniemy palić w stodołach swych „sąsiadów”. Krótko mówiąc – trzeba poddawać nas permanentnej reedukacji i tresurze – aż do całkowitego wyleczenia z demonów patriotyzmu.

Patrząc od tej strony – po co nam historia? Tu potrzebny jest preparat, mikstura złożona z kłamstw, półprawd i przemilczeń, którą należy aplikować bez znieczulenia, byśmy na finiszu takiej kuracji patrzyli na siebie samych wyłącznie oczami świata, wypreparowanego już dawno „w kwestii polskiej” w podobnym duchu – tym łatwiej, że wystarczyło jedynie przy naszej bierności wypełnić opisanym tu jadem jego ignorancję.

3. Kielce i Jedwabne – dwa kłamstwa

Doprawdy, przykro było patrzeć na prezydenta Dudę – mojego prezydenta – kiedy przy okazji kieleckiego rytuału oczyszczenia, mającego jak co roku przerzucić winy ze zdominowanego przez Żydów kieleckiego aparatu partyjno-bezpieczniackiego na polskiego ofiarnego kozła, wygłaszał standardowe, celebracyjne formułki. Owszem, wspomniał o roli wojska, milicji i UB – temu już nie da się zaprzeczać – ale tylko po to, by za chwilę zbudować fałszywą symetrię, mówiąc o udziale „zwykłych ludzi” – jak rozumiem, do „zwykłych ludzi” siłą rzeczy zaliczono hurtem również np. partyjnych prowokatorów z Huty „Ludwików”. Wszystko zaś utopione zostało w znanych frazesach i zaklęciach o zwalczaniu antysemityzmu, ksenofobii… czyli jak zwykle. Oczywiście, przemówienie nie jest miejscem na pogłębione analizy. Ale jest znakomitą okazją do zaznaczenia właściwych proporcji i przestawienia dotychczasowych akcentów. Tego zabrakło – również w liście nadesłanym przez premier Beatę Szydło. Tu naprawdę nie trzeba było odkrywać Ameryki – istnieją opracowania, do których można sięgnąć. Tymczasem w ogólnym wydźwięku mieliśmy do czynienia z utrwaleniem dotychczasowego kłamstwa kieleckiego, przyprawionego jedynie szczyptą prawdy. Naczelnym zaś kłamstwem jest terminologia – fraza „pogrom kielecki” kojarzy się bowiem z rozwścieczonym, morderczym, polskim motłochem. Kiedy oficjalnie zacznie się mówić o „prowokacji kieleckiej”, względnie „pogromie ubeckim”?

Aż boję się pomyśleć, co będzie się działo podczas kolejnego zgromadzenia – w Jedwabnem. Ta sprawa, o ile jest to w ogóle możliwe, została zakłamana chyba w jeszcze większym stopniu niż kielecka prowokacja. Wersją kanoniczną wciąż w dużym stopniu pozostają ponure brednie Grossa, lekko jedynie skorygowane, kiedy już nie sposób było utrzymywać, że w stodole zmieściło się 1600 osób. Jednak istota rzeczy – podbechtani przez Niemców Polacy rzucają się na Żydów – wciąż obowiązuje przyklepana przeprosinami Kwaśniewskiego i słowami Komorowskiego, że polski naród musi przyjąć do wiadomości, iż „bywał również sprawcą”. Wstrzymanie ekshumacji pod – fałszywym, jak się okazało – pretekstem natury religijnej, gdy tylko zaczęły wypływać odkrycia obalające fałszywą legendę oraz wyłączenie z oficjalnej dokumentacji raportu prof. Andrzeja Koli to największe zaniechanie w tej sprawie. Niedawno, z inicjatywy dr Ewy Kurek, specjalistki od relacji polsko-żydowskich, rozpoczęto zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawodawczym zobowiązującym rząd do wznowienia ekshumacji w Jedwabnem. Ciekawe, co zrobią z tą inicjatywą władze. Na razie samorząd Pragi-Północ (PiS) pod pretekstem pękniętej rury odmówił w ostatniej chwili dr Kurek sali na spotkanie.

4. Taktyka uległości

I teraz kwestia ostatnia. Skąd bierze się ta uległość, by nie powiedzieć – tchórzostwo – wobec żydowskich uroszczeń historycznych? Jakieś kompleksy? Poronione kalkulacje polityczne? Skąd ta gorliwość w werbalnym zwalczaniu mitycznego polskiego antysemityzmu? Informuję, że o tym, czy antysemityzm w Polsce jest czy go nie ma, decydują zainteresowane środowiska żydowskie i my nie mamy tutaj nic do gadania. Środowiska te, tak się składa, opanowały do perfekcji żerowanie na Holokauście i sztukę szantażu opartego na zagładzie ich pobratymców. Jeśli będzie takie zapotrzebowanie (a obecnie jest), to oni ten antysemityzm wynajdą, choćby nie wiadomo co. Liczenie tutaj na jakąkolwiek dobrą wolę, na to, że jeśli będziemy grzeczni i się pokajamy, odetniemy, przeprosimy, to oni zostawią nas w spokoju, jest dowodem co najmniej ciężkiej naiwności. Zbyt gruba kasa leży na stole i zbyt wiele zainwestowano we wmanipulowanie Polaków we współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione na Żydach. Oni się nie wycofają, zatem jedyną naszą szansą jest adekwatna odpowiedź – a mamy ten komfort, że nie musimy kłamać, wystarczy mieć odwagę głoszenia prawdy, nawet jeśli idzie ona pod prąd zakłamanej do cna martyrologicznej, żydowskiej hagady.

Oczywiście, domyślam się, że dla USA jesteśmy warci tyle, ile są warte nasze relacje z żydowską diasporą oraz z Izraelem, ostatnio zaś także z Ukrainą, bo stanowimy zaplecze tamtejszego frontu – i stąd te kunktatorskie korowody wobec „kwestii drażliwych”, w tym ludobójstwa na Kresach. Ale na dłuższą metę jest to polityka samobójcza. Nikt nas nie uszanuje, jeśli nie będziemy szanować się sami.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa! Kupujcie nowe numery oraz inne tygodniki z naszego wydawnictwa! Wspomagacie w tej sposób niezależne, polskie media!

E-wydania: https://wogoole.pl/

http://www.wyszperane.info/2016/07/29/m ... -sie-sami/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 16 sie 2016, 05:54 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Polska odzyskuje honor

Spełniamy obowiązek, dzięki któremu Polska w dużym stopniu wobec swoich żołnierzy odzyskuje honor – mówił prezydent Andrzej Duda przed Grobem Nieznanego Żołnierza, na filarze którego odsłonił dzisiaj tablicę upamiętniającą „Żołnierzy Wyklętych”.

Uczestników uroczystości na pl. Piłsudskiego przywitał minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Wzięli w niej udział m.in. pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda, marszałek Sejmu Marek Kuchciński, sekretarz stanu w kancelarii premiera Anna Maria Anders, szef BBN Paweł Soloch, szef Sztabu Generalnego WP gen. Mieczysław Gocuł, szef Sztabu Generalnego Gruzji gen. dywizji Vakhtang Kapanadze.

Prezydent przypomniał słowa jednego z Wyklętych, Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, który na pierwszą po II wojnie światowej amnestię, ogłoszoną przez władze komunistyczne, zareagował słowami: „amnestia to jest dla złodziei, a my jesteśmy polskie wojsko”.

– Jestem niezmiernie dumny i szczęśliwy, że w tym tak ważnym dniu rocznicy wielkiego zwycięstwa polskich żołnierzy i polskiego Narodu nad bolszewicką inwazją w 1920 roku, w dniu Bitwy Warszawskiej, w 96. jej rocznicę, stoję wraz z państwem w miejscu świętym dla wszystkich Polaków, przed Grobem Nieznanego Żołnierza, na placu Józefa Piłsudskiego, wielkiego twórcy tamtego oszałamiającego zwycięstwa – powiedział prezydent.

– I w tym dniu spełniamy obowiązek, dzięki któremu Polska w dużym stopniu wobec swoich żołnierzy odzyskuje honor, odsłaniamy tu, na Grobie Nieznanego Żołnierza, tablicę upamiętniającą uczestników tamtego antykomunistycznego powstania, Żołnierzy Niezłomnych, Żołnierzy Wyklętych – dodał Andrzej Duda.

– Dla nich II wojna światowa nie zakończyła okupacji. Dla nich zmieniło się tylko tyle, że zamiast okupantów niemieckich przyszli okupanci sowieccy, przeciwko którym oni postanowili nadal walczyć i czynili to niezłomnie, bardzo często aż do śmierci, aż do 1963 roku, kiedy to w walce zginął ostatni z nich, sierżant Józef Franczak „Lalek” – powiedział prezydent.

– Upamiętniamy ich dzisiaj, niespełna pół roku po słowach, które wygłosiłem tutaj 1 marca, mówiąc, że tutaj powinna znaleźć się, na Grobie Nieznanego Żołnierza, tablica upamiętniająca tamtych bohaterów – podkreślił Duda.

Prezydent wyraził radość z tego, że odsłonięcie tablicy ma miejsce w święto Wojska Polskiego, bo – jak mówił – Żołnierze Wyklęci byli jego „wielkimi reprezentantami w tamtym czasie” i „wierzyli niezłomnie w to, że polskie wojsko idzie aż do zwycięstwa, a w każdym razie, że zawsze ma obowiązek wiernie stać w obronie Ojczyzny, walczyć za jej wolność, walczyć za jej suwerenność".

Andrzej Duda tablicę odsłonił w towarzystwie ministra obrony narodowej i Marka Franczaka, syna Żołnierza Wyklętego Józefa Franczaka ps. „Lalek”.

Minister obrony, witając uczestników uroczystości, mówił, że 15 sierpnia to dzień szczególny dla Wojska Polskiego, w którym przypominamy o wiekopomnych zasługach polskiego żołnierza. Podkreślił, że w 1920 r., często osamotniony, w dramatycznej sytuacji potrafił ze wsparciem całego Narodu, dzięki geniuszowi decyzji marszałka Józefa Piłsudskiego, ze wsparciem sojuszników marszałka Maxime'a Weyganda, kapitana Charlesa de Gaulle'a, żołnierzy lotników amerykańskich, na przedpolach Warszawy obronić Ojczyznę przed bolszewickim najazdem, obronić Europę, całą cywilizację.

– To jego święto. Te wartości, które wówczas przyniosły Polsce, Europie i światu wolność i bezpieczeństwo, po dzień dzisiejszy są obecne i pozwalają odbudować silną armię polską – obrońcę niepodległości Państwa Polskiego – mówił, dodając, że za to żołnierzowi polskiemu należy się cześć i chwała.

Na tablicy, którą odsłonięto w poniedziałek, znajdą się następujące hasła:

Rudniki 6 I 1945 (na pamiątkę walki oddziałów Nowogródzkiego Okręgu AK z jednostkami NKWD)

Rowiny 29 I 1945 (upamiętniające bitwę oddziałów Wileńskiego Okręgu AK z pułkami NKWD)

Kuryłówka 7 V 1945 (odnoszące się do zwycięskiego starcia zgrupowania partyzanckiego NZW (NOW) Okręgu Rzeszów z grupą operacyjną NKWD)

Las Stocki 24 V 1945 (na pamiątkę zwycięskiej walki Zgrupowania Oddziałów AK-DSZ z grupą operacyjną NKWD i UB)

Obława Augustowska 12-21 VII 1945 (czyli operacja oddziałów NKWD i SMIERSZ, w której zginęło co najmniej 592 działaczy podziemia niepodległościowego i która pozostaje największą niewyjaśnioną zbrodnią popełnioną na Polakach po II wojnie światowej)

Miodusy Pokrzywne 18 VIII 1945 (zwycięska bitwa stoczona przez pododdział 5. Brygady Wileńskiej AK z oddziałami NKWD i ludowego Wojska Polskiego)

Zwoleń 15 VI 1946 (nocna bitwa poakowskich oddziałów Związku Zbrojnej Konspiracji z oddziałami Armii Czerwonej, UB i NKWD)

Raczkowszczyzna 12 V 1949 (rozbicie przez NKWD oddziału ppor. Anatola Radziwonika, ps. „Olech”)

Majdan Kozic Górnych 21 X 1963 (śmierć Józefa Franczaka ps. „Lalek” w walce z ZOMO)

Grób Nieznanego Żołnierza powstał w 1925 r. Na filarach jego arkad znajduje się obecnie 18 tablic. Upamiętniają one pola bitew z lat 972-1683, 1768-1921 i 1939-1945 oraz miejsca martyrologii narodowej.

Po uroczystości odsłonięcia tablicy poświęconej „Żołnierzom Wyklętym” prezydent złożył wieniec przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... honor.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 19 wrz 2016, 09:04 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Z refleksji nad Żołnierzami Wyklętymi

Żołnierze Wyklęci i Niezłomni dla większości Polaków klasycznych byli obrońcami Polski, rycerzami naszej wolności i godności, po prostu w tamtej sytuacji historycznej – bohaterami, ale dla orientacji socjalistycznej i komunizującej i dla apatrydów byli fatalistycznymi straceńcami, donkiszotami albo nawet „bandytami”, jak ich nazywali enkawudziści, ubowcy i niekiedy także Polacy rezygnujący z polskości, adorujący marksistowskie imperium sowieckie i widzący w nim najwyższą przyszłość „tego kraju”.

Wobec nowej sytuacji politycznej i społecznej
Po roku 1944 ukształtowały się – mówiąc z dużym uproszczeniem – dwie zasadnicze orientacje w Polsce. Pierwsza głosiła, że Sowieci i przystępujący do nich Polacy są ludźmi przyszłości, nowoczesności i wieczystych już perspektyw historycznych. Druga są to drudzy po Niemcach okupanci i napastnicy, a polscy ich zwolennicy – niejako innym rodzajem volksdeutschów. I potocznie ukształtowały się dwie oceny przeciwstawne: dla Polaków klasycznych Sowieci są najeźdźcami, a ich współpracownicy bandziorami i mordercami Polski, a dla drugiej strony Sowieci są wybawcami spod niewoli niemieckiej, a Polacy nieuznający tego „wyzwolenia” są niejako niegodziwcami, a jeśli się bronią, to są „bandytami”. Przy czym Sowieci i ich współpracownicy nasi oczyszczali swoje sumienia traktowaniem ateistycznego marksizmu jako nowej „religii i etyki”.

A zatem dla większości polskiej Sowieci i ich współpracownicy są po prostu krwawymi okupantami i złoczyńcami, a ludzie broniący się przed nimi na wszelkie sposoby, także z bronią w ręku, są patriotami i bohaterami walczącymi o wolność i o Polskę. Ale wystąpiły bardziej skomplikowane motywacje postaw. Sowieci głosili, że robią wszystko legalnie, łącznie z mordowaniem patriotów polskich, bo czynią to z mandatu Ameryki i Wielkiej Brytanii, no i że nie są okupantami, lecz twórcami wolnej Polski, tyle że „ludowej”, a nie pańszczyźnianej. Z kolei wielu naszych zwolenników komunizmu i Rosji sowieckiej uznało to za nieodwracalną „konieczność historyczną”, której nie należało się opierać ani przeciwstawiać, zwłaszcza z narażaniem życia i zbrojnie, bo to jest bunt i głupota albo anachronizm, choć druga strona uznała to za zdradę Polski i Ojczyzny. Do tej przeciwstawności przyczyniły się także, czego wielu historyków i polityków nie bierze pod uwagę, dwie postawy duchowe: z jednej strony ateizm, a z drugiej katolicyzm, który miał dla marksistów zniknąć ze sceny polskiej.

Wielką chytrością posłużył się tu Stalin. Wziął pod uwagę, że tradycyjne społeczeństwo polskie będzie się mocno opierać z dużą szkodą dla propagandy komunistycznej, dlatego najpierw zajął się dziedziną społeczno-polityczną, a dopiero potem stroną kościelną. Ale w jednym i drugim przypadku posłużył się na początku głównie komunistami pochodzenia żydowskiego, zarówno sowieckimi, jak i polskimi, którzy uciekali przed Niemcami do Rosji. Uznał, że będą bardzo przydatni, bo dla nich Polacy byli „antysemitami” przed wojną. Poddał im także w dużej mierze polskie grupy komunistów, dawnych volksdeutschów, no i różnych przestępców pospolitych. Stalin nie miał zaufania do Polaków. Nawet kościuszkowców wysłał pod Lenino na rzeź, nie dając wsparcia. Stąd poparcie takiej fali Polacy uznali za zdradę Polski, a z czasem i Kościoła.

Dla nas powstał zasadniczy problem: jaką zająć postawę wobec nowej sytuacji? Jeśli państwem polskim będą rządziły oddziały wrogów, zdrajców i przestępców, to zniszczą oni naród, państwo i kulturę albo uczynią nas całkowitymi więźniami. Toteż z czasem pewna, coraz liczniejsza grupa Polaków zaczęła ustępować i żeby ratować kraj, zgodzili się na pewien „surogat” Polski, udając, że jest pełnoprawna i wolna, a tylko współpracująca z Rosją. I tu powstały znowu dwie postawy: jedni służyli Rosji i marksizmowi z koniunkturalizmu, drudzy w duchu wallenrodyzmu. Ale powstała też liczna grupa, zwłaszcza wśród inteligencji, ideowców socjalistycznych i komunistycznych, niekiedy też motywująca się panslawizmem, w każdym razie byli to już „nowi Polacy”, którzy zerwali z tradycją klasyczną.

Jak oceniać te różne grupy „polskich komunistów”? Jeśli dołączyli do Sowietów przestępcy, to nadal byli przestępcami. Ale jak ocenić tych Polaków, którzy byli względnie uczciwi, lecz wyznawali socjalizm i komunizm jako nową religię? A także jako nową etykę? Jest problem w tym, że jednocześnie dla nich Naród Polski, Ojczyzna, patriotyzm klasyczny to przeżytki, a przynajmniej coś drugorzędnego. W każdym razie pierwsze miejsce zajmuje ideologia i rzeczywistość komunistyczna, i to raczej sowiecka. Otóż ci, jeśli czynią to zgodnie ze swym sumieniem, nie mogą być potępiani, należało z nimi dialogować, choć, niestety, pozostaje w nich wiele rzeczy złych, a mianowicie uważanie powstań i ruchów oporu, zwłaszcza zbrojnego, za obłęd, zacofanie, i potępiają w czambuł partyzantów, przede wszystkim militarnych, tradycję polską, bohaterów polskich itd.

Kryteria ocen
Otóż ludzie cierpiący na „ukąszenie marksistowskie” nie są patriotami w naszym znaczeniu, tylko jakimiś „europolitami” i kosmopolitami. Nie akceptują też pojęcia „bohater”, zwłaszcza militarny. A nawet mają do tego stosunek negatywny. Stąd – jak widzimy – ilekroć wynosimy kogoś jako bohatera, patriotę, szlachetnego, to oni starają się przedstawić tego człowieka jako „biało-czarnego”, starają się wydobyć, a nawet zmyślić jakieś jego złe strony czy czyny. Toteż kiedy my przedstawiamy kogoś jako bohatera, to oni mogą nawet oceniać go jako „bandytę”, równego ubowcowi, jeśli używał broni nawet w samoobronie lub w obronie Polski. Jest to więc rozumowanie o innej logice. Podobne stosują też np. Ukraińcy. Według nich, nacjonaliści ukraińscy nie byli gorsi od AK, bo i „AK mordowała Ukraińców”, nieważne, że w odwecie czy w obronie Polaków. I tak nasi odbrązawiacze głoszą, że każdy żołnierz występujący zbrojnie przeciw Sowietom czy i naszym ubowcom „miał coś na sumieniu”, przede wszystkim był „nierozumny”, choćby walczył dla Polski, bo trzeba ratować życie, a nie Ojczyznę, która jest już pojęciem przestarzałym. A poza tym uważają, że i polscy komuniści, i ubowcy, zabijając partyzantów, mogą być bez winy, jeśli działają zgodnie ze swym „sumieniem socjalistycznym”, a i sama prawda jest względna, nie ma prawdy absolutnej.

Jakie jest zatem kryterium oceniania? Jest takie kryterium! A mianowicie moralne! Oczywiście, nie partyjne ani rewolucyjne, lecz po prostu ludzkie! Jeśli komunista – sowiecki czy też współpracujący z nim polski – zachowuje Dekalog w okupowanym przez siebie kraju i nie zabija okupowanych, nie osadza ich w więzieniu, nie osadza ich w obozach, nie wyzyskuje, nie okrada, nie poniewiera, nie odbiera im praw obywatelskich, to nie może być zabijany ani karany przez partyzantów. Jeśli jednak czyni coś takiego złego, to jest nie tylko współpracownikiem złego okupanta, ale jest pospolitym przestępcą, a nie komunistą, i nie może zasługiwać na szacunek ani godność, i walka z nim, także zbrojna, jest uprawniona. I jeśli niektórzy myślą, że współpracując z okupantem krwawym lub prześladując lub mordując okupowanego, nie są przestępcami, a tylko wyznawcami innej ideologii politycznej i społecznej, to są w konflikcie z ludzkim sumieniem, stosują fałszywy wybieg i włączają się w całe zło napaści niesprawiedliwej na kraj. Można mieć różne poglądy na życie, społeczne czy polityczne, ale jeśli już dochodzi do udziału w ciężkim krzywdzeniu okupowanych, to są pospolitymi złoczyńcami i walczący z nimi okupowani mają prawo się bronić, bronić swej wolności i godności, natomiast bandytami są tamci przestępcy. Te właśnie oceny w Polsce Ludowej zostały odwrócone: okupanci i inni komuniści brali obrońców za „bandytów”, tymczasem sami byli najbardziej podłymi bandytami, a tamci patriotami i jeśli się nie złamali – bohaterami.

A kompromis?
Była tu jeszcze inna pułapka moralna. Oto przeciwnicy zbrojnego oporu przed krwawym najeźdźcą i przed niszczycielami Narodu powiadają często, że można było pójść na kompromis w całości bez oporu zbrojnego, bo najważniejsze jest ratowanie życia. Oto partyzanci bywają uważani za fanatyków i szalonych bezkompromisowców. Istotnie, sam Pan Jezus mówi o przypadku kompromisu w dyplomacji wojennej: „Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu. Jeśli nie, to wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju” (Łk 14,31-32). Otóż Jezus mówi o kompromisie politycznym, żeby nie doszło do wojny, a nie jest to ustępstwo i poddanie się bez oporu niszczycielowi i zabójcy napadniętego i podbitego narodu. Przy tym najważniejsze jest nie tylko życie biologiczne, ale wolność człowieka i narodu, samo człowieczeństwo duchowe i prawda moralna. Bez wolności, zwłaszcza moralnej, nie wypełnia się zadań życiowych jednostki czy narodu i nie jest się istotą ludzką. Przy tym nie ma dowolności moralnej, czyli też kompromisu moralnego, kompromisu co do prawdy. Może być tylko kompromis praktyczny – co do sposobu życia, dyplomacji, tolerancji. Nigdy kompromis nie może być łamaniem prawdy czy fundamentów etyki. Na przykład nigdy nie może być kompromisu co do prawdy, że Bóg istnieje, można jedynie nie walczyć fizycznie o zachowanie tej prawdy. Nie można pertraktować, czy Bóg istnieje, czy też nie, można natomiast dyskutować.

Są w historii kompromisy, nawet daleko idące, ale tylko co do dyplomacji. Rzeczywiście, nieraz brak kompromisu takiego powodował straszliwe skutki, zwłaszcza gdy jedną ze stron był morderczy imperator. Kiedy pod koniec IV w. przed n.Chr. wiele miast-państw greckich zwróciło się do królów macedońskich, Filipa i jego syna, Aleksandra Wielkiego, by zjednoczyli państwa greckie, to Teby się temu sprzeciwiły. Aleksander trzy dni stał z wojskiem pod miastem, proponując rokowania. Nadaremnie. Czwartego dnia, kiedy grupa Tebańczyków zdradziła miasto, Aleksander je zdobył. I wbrew radzie swojego mistrza Arystotelesa, żeby się nie mścił, Macedończycy zabili 6 tysięcy Tebańczyków, 30 tysięcy wzięli do niewoli, resztę sprzedali sąsiadom, a samo miasto zrównali z ziemią.

Albo weźmy przypadek bliższy i mniejszego kalibru. Oto we wrześniu 1953 r. komunistyczni zdrajcy Polski aresztowali Prymasa Stefana Wyszyńskiego, a innych biskupów zmusili do wydania listu do wiernych, jakoby się z tym godzili. Byłem wtedy studentem. Razem z kolegami bardzo cieszyliśmy się, że nasz biskup lubelski nie podpisał tego listu, bo po prostu nie pojechał na to posiedzenie. Ale po paru dniach patrzę, a pod domem biskupim stoją trzy auta z rejestracją warszawską. I co? Zmusili biskupa, by jednak ów list podpisał. Bardzo gorszyliśmy się, że taki „słaby”. Było nam łatwo, bo my za nic nie odpowiadaliśmy. Dopiero po pewnym czasie dowiedzieliśmy się, że biskupowi zagrożono zlikwidowaniem seminarium duchownego, wzięciem kleryków do wojska, zakazem budów w diecezji i totalną walką z Kościołem. I nie był to blef. Przecież w owym czasie robili to komuniści w innych demokracjach ludowych. W Czechosłowacji zamykali seminaria, rozwiązywali zakony, zakonników brali do obozów lub do więzień czy też musieli się oni ukrywać. A także polscy komuniści okazali się w pewnym punkcie gorsi niż Stalin, którego już nie musieli przecież słuchać, bo zmarł 5 marca 1953 roku. Podobno komunistyczne władze Polski chciały się popisać rewolucyjną ortodoksją i wcześniej aresztować Prymasa, na podobieństwo Węgier, gdzie ich Prymas Józef Mindszenty już w roku 1949 został aresztowany, torturowany i skazany na dożywocie, ale Stalin się nie zgodził. Miał powiedzieć: „Żebym to ja miał takich ludzi u siebie”.

Albo nie tyle rozważny, ile raczej cwaniacki jest atak niektórych dzisiejszych historyków na rektora pewnego uniwersytetu za to, że „kumał się” z rządem komunistycznym w obronie uczelni i zdradził Polskę. A ów rektor chciał ratować uniwersytet przed rozwiązaniem, a zapewne już potem do dziś nie byłby wznowiony. Zresztą sądzono, że komunizm będzie trwał bardzo długo. Jest nieodpowiedzialne zarzucanie komuś, że nie poświęcił uniwersytetu, żeby zachować osobistą godność. Łatwo tak mówić człowiekowi młodemu, który nie doznał goryczy kompromisu, sam zdobył wykształcenie, ma stanowisko społeczne, może wyjeżdżać za granicę i za nikogo nie odpowiada. A rozwiązanie takiego uniwersytetu to tysiące katolików bez wyższego wykształcenia, bez stanowisk społecznych i państwowych, bez wyjścia poza wieś, bez rozwijania kultury katolickiej i pełne oddanie kraju inteligencji komunistycznej. W owych czasach popularna była maksyma: „Bóg uratował Daniela w lwiej jamie, ale zabronił mu lwów szarpać”.

Charyzmat bohaterstwa
Niedoścignionym wzorem bohatera wojennego jest król spartański Leonidas, który bronił Grecji przed wielką armią króla perskiego Kserksesa I, w wąskim przesmyku między górami, Termopile. Z nielicznym wojskiem Greków odpierał przez dwa dni ataki Persów, a kiedy zdrajca grecki pokazał Persom przejście przez góry, to różni Peloponezyjczycy uciekli, Tebańczycy Persom się poddali, a Leonidas z 300 spartiatami, zaatakowany z dwu stron, bronił się aż do śmierci (480 przed n.Chr.) w obronie Grecji, bo tak rozumiał honor wojskowy spartiaty. Właśnie, można powiedzieć, że i polscy Żołnierze Wyklęci, jak Danuta Siedzikówna „Inka”, Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, August Emil Fieldorf „Nil”, Hieronim Dekutowski „Zapora”, Witold Pilecki „Witold” i setki i tysiące innych, broniących Polski, jej wolności i ducha, nawet człowieczeństwa przed mordercami, są polskimi Leonidasami, czego oczywiście karłowatej osobowości apatrydzi bez duszy zrozumieć nie potrafią. Takie polskie Termopile miała cała armia podziemna walcząca o wolność, o życie, o duszę ludzką i polską, o powstrzymywanie słabych przechodzących na stronę potwornego wroga, o wiarę i honor prześladowanych i mordowanych. Dzięki Bogu dziś i nasza dobra młodzież wolna zaczęła rozumieć bohaterstwo owych ludzi, a także że bez ich przykładu i wzorów mogły skarleć całe następne pokolenia Polaków, co niestety w pewnej części nawet po roku 1989 zaczęło się dokonywać w zezwierzęcających się grupach bez duszy i bez ideałów.

Rzadko kiedy w dziejach funkcjonowała sprawiedliwość i etyka polityczna. Nic dziwnego, że różni minimaliści socjalistyczni, komunistyczni i pseudoliberalni nie mają zrozumienia dla bohaterstwa. Ale ciekawe, że gdy się czci bohaterów, to traktują tę część jako niemądrą, a zarazem jako krytykę ich minimalistycznej postawy. Jednak mimo wszystko owi bohaterowie są dziś zarzewiem odrodzenia polskiego i papierem lakmusowym prawdziwej Polski, wolnej i niezłomnej, choć nie każdy byłby w stanie taką ofiarę za Polskę złożyć. Co więcej, jest w tym coś z Ducha ofiary Chrystusa, który nie szedł za swoją korzyścią, na kompromis duchowy, pozbawiający treści i sensu życia oraz misji zbawczej. Tymczasem karłowaci duchowo ludzie nie przyjmują najwyższych idei. Co więcej, nie poprzestają na ustawicznej krytyce bohaterów, ale nawet w sposób przestępczy ciągle ich poniżają i zwalczają, i chcą za wszelką cenę pokazać, że „jak my wszyscy”, mieli wielkie wady i grzechy lub nawet że byli pomyleni. Motyw fałszywego usprawiedliwiania siebie przez poniżanie wybitnych jest jednym z grzechów głównych ludzi słabych.

Zdarza się to nawet teologom. Na przykład niemieccy teologowie długo nie chcieli uznać ofiary św. Maksymiliana Kolbego za czyn bohaterstwa chrześcijańskiego, lecz tylko za gest polityczny i nacjonalistyczny w walce z Niemcami. I od Papieża Polaka długo domagali się do beatyfikacji i kanonizacji okazania innego cudu niż ofiara za bliźniego. Nie widzieli cudu w czynie ofiarowania swego życia za bliźniego. Po prostu uważali, że polski „konserwatysta i nacjonalista” nie może być chrześcijańskim świętym. Byli też przeciwni beatyfikowaniu tak licznych Polaków, ofiar obozowych. Mieli coś z takiego myślenia jak pewna Niemka, matka, która powiedziała mi, że nienawidzi wszystkich Polaków, bo „Polacy zabili jej syna” w bitwie nad Bzurą w roku 1939. Tak trudno niektórym być obiektywnymi. Tak i ona nienawidziła nas i brała za zbrodniarzy, bo zabiliśmy agresora, który przyszedł mordować Polaków.

***
Taka i podobna zła wola kryje się bardzo często w krytyce polskich bohaterów. I tu trudno taką postawę zwalczyć. Jest to ciemność złego. Ale mimo to faktycznie polskie przykłady obrońców Polski, wolności i wiary mają wielki blask człowieczeństwa, coś z wielkości ludzkiej i coś z samego Chrystusa. Żołnierze Wyklęci jako rzekomi „bandyci” mieli coś z wiecznej duszy polskiej i chrześcijańskiej, a zostali wyklęci przez rzeczywistych/prawdziwych bandytów. Dziś jednak, kiedy ustała okupacja Polski i przeminął zaborczy i militarny marksizm, przyszedł czas, żebyśmy jedni i drudzy zrobili rachunek sumienia polskiego, otworzyli na oścież nasze umysły i serca, żebyśmy zaniechali wzajemnych potępień i przyjęli coś z ducha bohaterstwa prawdy, dobra i piękna wspólnej Ojczyzny oraz Boży dar życia w pokoju, wzajemnej życzliwości i twórczości futurystycznej.

Niewątpliwie wielką rolę może odegrać w tym wiara w Chrystusa jako Króla historii i najwyższego jej Interpretatora. Wielką pomocą w tym może się okazać prawdziwie Święty Kościół, który jest jeden i Chrystusowy dla wszystkich. Wszakże wystąpienia i dziś przeciwko wierze i przeciwko Ojczyźnie pozostaną zawsze hańbiącą zdradą. Ale też – z drugiej strony – trzeba wielkiej i nieustannej modlitwy ludzi „ludzkich”, bo pewna część dzisiejszego społeczeństwa w niepojęty sposób swoje człowieczeństwo społecznie i duchowo zatraca, zakłamuje i wprost dziczeje moralnie.

Zresztą trzeba pamiętać, że historia społeczna podlega najczęściej jakiemuś tajemniczemu i niekiedy bardzo bolesnemu „prawu krzyża”, według którego człowiek bardziej wartościowy, wybijający się i twórczy poddawany bywa przez swoją społeczność, nawet i przez bliskich, szczególnej krytyce, atakom, cierpieniom i w ogóle niezrozumieniu, a jego wartość i znaczenie odkrywane jest, wcześniej czy później, dopiero po śmierci.

Niemniej trzeba zawsze prosić o światło Boże, bo i obecne wystąpienia rzekomo w obronie „demokracji i prawa” zdradzają raczej charakter dziedziczonej napaści na „Polaków Wyklętych”, na wiarę publiczną i na etykę ewangeliczną społeczeństwa polskiego, i to wszystko w imię demonicznego egoizmu władzy w duchu marksizmu, socjalizmu i publicznego ateizmu. Bardzo przygnębiający jest widok wściekających się bankrutów „wierzących w ateizm władzy” i wydziedziczających się z etyki Chrystusowej oraz z bogactwa tradycji ojczystej. Niestety, jest wiele symptomów choroby pomarksistowskiej i poateistycznej. I nasze społeczeństwo w pewnej części pokazuje, jak trudno jest taką chorobę, jak zakrzepica, nawet po 27 latach wyleczyć. Jak może tak tracić zmysł wiary społecznej i etyki ojczystej, i ogólnoludzkiej, chyba że pseudointeligencja! Chyba że porzucająca wyższe wartości w życiu społecznym!

Ks. prof.Czesław S. Bartnik

http://www.naszdziennik.pl/mysl/166767, ... etymi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 15 paź 2016, 21:12 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Powstań, Polsko, skrusz kajdany kłamstwa i zbrodni

Ks. Stanisław Małkowski

Warszawska Gazeta 14 – 20 października 2016 r. KOMENTARZ TYGODNIA

O modlitwie mówią czytania liturgii słowa w niedzielę 16 października. Błagalna i wstawiennicza modlitwa Mojżesza wspiera Izraelitów w walce z pogańskimi Amalekitami. Warunkiem zwycięstwa jest wytrwanie na modlitwie. Wzniesione do Boga ręce Mojżesza dawały przewagę walczącym Izraelitom (Wj 17,11). Modlitwa jest wyrazem duchowej walki, jest wezwaniem Boga, aby stanął w obronie ludzi Jemu wiernych. Jozue zdołał pokonać wrogów nie tylko dzięki sile zbrojnej, ale przede wszystkim w wyniku posłusznego i ufnego błagania Boga, aby wspierał Izraelitów i walczył z nimi. Zwycięstwa ludu wybranego były zwycięstwami Boga wzywanego na pomoc.
W czasie Nowego Przymierza występuje za nas i z nami Chrystus, a modli się razem z Nim Matka Boża i cała wspólnota nieba. Wierząc w dobroć i miłość Bożą modlimy się, poddając się woli Boga, który pragnie naszego zwycięstwa i dobrą drogę wskazuje. Zamiast skłaniać Boga, aby pełnił ludzką wolę, a nawet posługiwać się groźbą i szantażem: gdy nas posłuchasz, uwierzymy w Ciebie, a gdy naszej woli nie spełnisz – wiarę odrzucimy, mówimy razem z modlącym się Jezusem: Ojcze, bądź wola Twoja.

W Ewangelii wzywa Jezus do wytrwania w modlitewnym błaganiu, aby Bóg wziął w obronę swoich wybranych, czyli ludzi, którzy pozwolili Bogu, aby ich wybrał i zgromadził we wspólnocie miłości (Łk 18,7). W tych dniach, 18 października obchodzimy święto Ewangelisty św. Łukasza, nazywanego piewcą dobroci i łagodności Chrystusa (scriba mansuetudinis Christi). Co trzy lata św. Łukasz mówi do wiernych słowami niedzielnej Ewangelii.

19 października wspominamy bł. ks. Jerzego Popiełuszkę w rocznicę jego porwania i początku drogi męczeńskiej, dopełnionej śmiercią 25 października. Rocznica wyboru Ojca Świętego Jana Pawła II w dniu św. Jadwigi Śląskiej 16 października przywołuje modlitwę papieża: aby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z krzyża zmartwychwstanie. Modlitwa połączona z ofiarnym cierpieniem przyjętym w duchu wiary daje owoce zwycięstwa na ziemi i w niebie. Pyta Jezus, czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (Łk 18,8).
Są kraje, w których wiara się budzi, ale są i takie (zwłaszcza w Europie), w których wiara gaśnie. Modlitwa bez wiary staje się magią zaklinania i przeklinania oraz odwołania się do złych duchów (poprzez spirytyzm, okultyzm, satanizm). Papież Franciszek wyraził to zwięźle: Kto nie modli się do Boga, modli się do diabła. Manifestacje „czarnych”, żądnych kłamstwa i zabijania, rzekomo w obronie kobiet „skrzywdzonych” przez odmowę aborcji, są właśnie formą zbiorowej anty-modlitwy.
Zabijanie dzieci poczętych ustawowo uprawnione jest postacią kultu demona. Ów niegodziwy proceder w Polsce trwa. Każdy dzień przynosi nowe ofiary, składne w satanistycznym obrzędzie. Zwlekanie i kluczenie w sprawie obrony ludzkiego życia od poczęcia po naturalną śmierć jest formą wołania: Nie chcemy, aby Chrystus królował!
Są dwie władze, którym nie sposób poddać się jednocześnie: Boska i szatańska. Intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski wymaga zgody na prawo Boże i niezgody na ustawy i przepisy temu prawu przeciwne. „Nie” powiedziane wobec poczętego i rodzącego się życia jest osobistym i publicznym sprzeciwem wobec ojcostwa i macierzyństwa. Ojciec i matka jako rodzice, świadomi swojej godności i powołania, przyjmują z miłością własne dzieci, a te wzrastając, uczą się miłości wobec ojca i matki oraz swojego w przyszłości ojcostwa lub macierzyństwa. Podobnie jak rodzice przyjmują nas z miłością Bóg Ojciec i Matka Boża, gdy modlimy się codziennie w pacierzu, mówiąc: Ojcze, Matko.
Niszczenie ojcostwa i macierzyństwa jako obrazu Bożego w ludziach ma wymiar praktyczny w formie dzieciobójstwa oraz teoretyczny w postaci ideologii gender, niszczącej męską i kobiecą tożsamość, czyli istotę człowieczeństwa zdolnego z natury do małżeństwa i rodzicielstwa.

Modlitwa bez wiary w Boga Stwórcę i Zbawcę traci sens. Pytanie Jezusa o wiarę odnosi się w pełni do tego, co dzieje się w Polsce, Europie i na świecie. Odpowiedzią na dechrystianizację i detronizację Chrystusa Króla w życiu doczesnym powinna być intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla państw i narodów dla ich ocalenia. Wiara w Boga jako dawcę życia oznacza szacunek dla Bożych darów, którymi są ludzie. Sprowadzanie człowieka do roli przedmiotu, rzeczy uznanej za potrzebną albo niepotrzebną jest zniewagą wobec osoby ludzkiej i bluźnierstwem wobec Boga. Ziemia bez wiary, bez prawdy, bez czci dla Boga i ludzkiego życia traci sens swojego istnienia i staje się miejscem zniszczenia i zagłady. Zwolennicy zabijania opartego na wolności rozumianej jako samowola są sprawcami zbiorowego nieszczęścia mieszkańców Ziemi, a wśród nich Polaków.
Czy Polacy chcą tego, czego chce Bóg: aby Polska była i żyła? Gdy Polska powstanie, by żyć, będzie znakiem ocalenia dla innych państw i narodów.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 10 lip 2017, 15:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Błogosławmy Ojczyźnie

Kapłani, biskupi, codziennie błogosławcie Polskę i Polaków! Wezwanie takie skierował wczoraj z Jasnej Góry ks. abp Jan Romeo Pawłowski z Watykanu. Przewodniczył on Mszy Świętej dla uczestników XXVI Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja, których w południe pozdrowił także Ojciec Święty Franciszek.

Obrazek

– Był taki zwyczaj kiedyś, że o godz. 21.00 polscy biskupi, gdziekolwiek by się znajdowali, błogosławili Polakom i Polsce. Księża biskupi tu obecni i w Polsce całej: wróćmy do tego zwyczaju! Błogosławmy w godzinie Apelu w imię Pana, naszej Ojczyźnie i rodakom! – wzywał ks. abp Pawłowski. – Biskupi, księża, błogosławcie wszystkim, nawet tym, którzy nam źle życzą, prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie – dodawał.

W nagradzanej wielokrotnie oklaskami setek tysięcy wiernych homilii ksiądz arcybiskup z wielką troską mówił o naszym polskim trudnym „dziś”. – Polskie serce bije nierównym rytmem. Co się dzieje, że tyle kłótni, złości, pomówień? – pytał ks. abp Pawłowski. Zwracał uwagę, że ci, którzy niespełna 40 lat temu stali po jednej stronie barykady, którzy ryzykowali wszystko w strajkach i w stanie wojennym, teraz się pokłócili, poróżnili… – Nie czują się już braćmi? Zaufali swoim egoizmom, swoim układom, porozumieniom sztucznym? Dobrym radom czy nakazom także spoza granic? Czy może uwierzyli, że można Polskę bez Boga, bez chrześcijańskich korzeni budować? – pytał ksiądz arcybiskup. Przypominając słowa ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, podkreślił, że „nienawiścią nie obronimy naszej Ojczyzny”. – A przecież musimy jej bronić! Brońmy jej więc miłością – apelował. Przestrzegał jednocześnie, aby nie podnosić ręki przeciw nikomu w naszej Ojczyźnie, tak jak to kiedyś czynili nasi najeźdźcy. – Nie możemy ich naśladować. Nie możemy samych siebie poniewierać i bić! – przestrzegał. I wskazywał: Trzeba spróbować innej drogi, drogi porozumienia, przez miłość Ojczyzny.

Jak zatem rozwijać miłość do Ojczyzny? Ksiądz arcybiskup Pawłowski przywołał postać mamy bł. ks. Jerzego Popiełuszki, Marianny, która podkreślała, że „o wszystko trzeba się dużo modlić”. – Myśmy może o tym zapomnieli. Chcemy wszystko rozwiązać poprzez spory, sądy, uchwały, marsze, protesty, trybunały, a tu trzeba się modlić. Boga prosić. Przez Maryję wypraszać wszelkie łaski potrzebne w rodzinach, w Ojczyźnie i świecie – apelował.

W tym kontekście wskazał na Różaniec. Przypominał, że Jan Paweł II nazwał tę szczególną modlitwę najprostszym egzorcyzmem wobec zakusów szatana. – Spróbujmy codziennie odmawiać Różaniec, wszyscy, bez wyjątku – wzywał.

Bardzo mocno zabrzmiało we wczorajszej homilii wezwanie do obrony rodziny i godności macierzyństwa. Ksiądz arcybiskup zwrócił uwagę na silne grupy nacisku i „diabelskie knowania”, które chcą prawdziwy wizerunek rodziny rozmazać, zdestabilizować. Przekonują, że coś, co jest nienormalne, jest normalne, a to, co normalne, jest staroświeckie, przestarzałe. Wyśmiewają tych, którzy pragną mieć rodzinę, którzy pragną mieć więcej dzieci.

– Są niestety nawet tacy pseudonaukowcy, co już wyliczyli, ile dziecko kosztuje, jego narodzenie, wychowanie, wykształcenie; że nie warto tyle wydawać, że można za to jeździć na fajne wakacje, żyć zamożnie, mieć lepsze auto. Ludzie, czy myśmy naprawdę zwariowali, żeby ogromny dar Boży, jakim jest dziecko, owoc miłości dwojga ludzi, przeliczyć na pieniądze? – pytał ks. abp Pawłowski. – To nie jest ludzkie, to jest szatańskie – dodawał. Podkreślił, że dziecko w rodzinie przed wszystkim kosztuje potężną kwotę miłości i tylko głupcy przeliczają miłość na pieniądze.

Bo dziecko to dar Bożego błogosławieństwa, to niebo, które się pochyla nad nami. – Kiedyś mówiono w pięknym staropolskim języku: „kobieta w stanie błogosławionym”, a dzisiaj prawie z pogardą mówi się „ciężarna”. Odnajdźmy ten aspekt błogosławieństwa dla świata w kobiecie, matce oczekującej narodzenia dziecka – apelował ks. abp Pawłowski.

W tym kontekście ksiądz arcybiskup wspomniał postać 11-miesięcznego Charliego z Wielkiej Brytanii, „co mu jakieś ludzkie trybunały, wbrew woli rodziców, odmawiają prawa do życia”. – W solidarności z tym bezbronnym angielskim dzieckiem my wszyscy powinniśmy dzisiaj powiedzieć tym ważnym, choć nieludzkim sędziom: „I am Charlie” – powiedział ks. abp Jan Romeo Pawłowski.

Charlie Gard wciąż walczy o życie. 11-miesięczne dziecko, dotknięte rzadką wadą genetyczną, cały czas jest pacjentem londyńskiego Great Ormond Street Hospital. Tamtejsi lekarze zażądali zgody na odłączenie aparatury wspomagającej oddychanie i żywienie. Rodzice, nie godząc się na to, musieli odwołać się do sądów. Te jednak przyznały rację lekarzom. O szansę dla Charliego i uszanowanie woli rodziców zaapelował Ojciec Święty Franciszek. Chęć pomocy zadeklarował też prezydent Donald Trump.

Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... yznie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 18 sie 2017, 09:30 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Cztery baszty

W Krasiczynie, w zamku warownym będącym miejscem urodzenia przyszłego Księcia Niezłomnego, ks. kard. Adama Stefana Sapiehy (1867-1951), znajdują się cztery odmienne architektonicznie baszty odzwierciedlające odwieczny porządek – Boska, Papieska, Królewska i Szlachecka.

Gdybyśmy jednak chcieli przyłożyć tę symbolikę do modelu czasów współczesnych, to z warownego zamku nie pozostałyby nawet mury obronne ani fosa, a cóż dopiero wspaniałe baszty. Czy jednak nasze pokolenie, które doświadczyło wielkiego pontyfikatu naszego Rodaka, wyświęconego na kapłana właśnie przez ks. kard. Sapiehę, może sobie pozwolić w obliczu faktów na słodką drzemkę lub przehulanie czasu, w którym mamy swoje zadania wobec Boga i Ojczyzny? Czy „klaskaniem mając obrzękłe prawice”, nie powinniśmy przejść do czynu, wymagać czynu od polityków, by słowu „sprawdzam” nadać właściwy jemu sens, tzn. pytania o prawdę?

Kiedy więc otrzymuję drogą internetową kolejne zachęty do internetowego protestu, np. apel do Sejmu o odwołanie rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, to zadaję sobie pytanie, jak to jest możliwe, żeby Sejm sam z siebie nie podjął takiej inicjatywy natychmiast po wypowiedzeniu przez rzecznika słów godzących w dobre imię Polski: „Wiele narodów współuczestniczyło w realizowaniu holokaustu […] w tym także naród polski”. Cóż, gruba kreska stała się trampoliną demoralizacji braci politycznej, która może robić i mówić, co chce, bo wie, że nie poniesie konsekwencji.

Tymczasem komentarz do Konstytucji RP wyjaśnia, że rzecznikiem praw obywatelskich może być tylko obywatel polski, wyróżniający się wiedzą prawniczą, doświadczeniem zawodowym oraz wielkim autorytetem ze względu na walory moralne i wrażliwość społeczną. Skoro więc RPO stracił ten autorytet, to Sejm powinien natychmiast reagować, a nie tylko wtedy, gdy jest ponaglany przez Naród.

Rodzi się jednak nadzieja na odnowę związana z Wielkim Zawierzeniem Niepokalanemu Sercu Maryi w Niepokalanowie wszystkich sfer życia Państwa i Narodu.

W dniu zawierzenia edukacji, 13 sierpnia 2017 r., ks. prof. Tadeusz Guz przypomniał, cytując artykuł z dwumiesięcznika „Miłujcie się”, fakt wstrząsającej wizji otrzymanej przed kanonizacją o. Maksymiliana Kolbego przez Jana Pawła II, po której Papież płakał i prosił o miłosierdzie dla Polski. W tym kontekście ksiądz profesor przekonywał o konieczności przywrócenia miejsca należnego Bogu Stwórcy w edukacji oraz zasad myślenia katolickiego.

Postulat kapłana i uczonego pokrywa się ze słowami ks. kard. Adama Sapiehy, urodzonego w zamku „czterech baszt”, który pisał: „Aby dalej ugruntować zdrowie naszego Narodu, musimy dbać o wychowanie naszej młodzieży. […] Obowiązkiem naszym, jako Polaków i katolików, jest stanowczo żądać, by młodzież nasza była kształcona i wychowywana w zasadach katolickich, by nauka wiary w szkołach należne i pierwszorzędne stanowisko zachowała. Wszelkie niezgodne z tym zamiary musimy bezwzględnie odpierać”.

dr Aldona Ciborowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... aszty.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 26 gru 2017, 20:24 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Prof. Piotr Jaroszyński "Dlaczego zanik Tradycji Narodowej i Religijnej?"



Wykład prof. dr hab. Piotra Jaroszyńskiego zatytułowany: "Dlaczego zanik Tradycji Narodowej i Religijnej?" został wygłoszony w Centrum Edukacji Powiśle, 30.11.2017 r.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 03 lut 2018, 15:02 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Czas skończyć z pedagogiką wstydu

Z prof. dr hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Stosunki na linii Izrael – Polska są coraz bardziej napięte. Skąd bierze się ten zmasowany atak na Polskę, skoro uchwalona już nowelizacja ustawy o IPN wcale nie ogranicza badań naukowych, a ewentualne kary nie będą dotyczyły tych, którzy naukowo udokumentują swoje tezy?
– Społeczeństwo Izraela, ale nie tylko Izraela, bo w wielu aspektach również społeczeństwo amerykańskie czy w ogóle zachodnie, jest przekonane o polskiej współodpowiedzialności za holokaust. To przekonanie jest ugruntowane fałszywym obrazem historycznym propagowanym przez lata i w dużej mierze – pomimo jakiejś tam kampanii – nieskutecznie obalanym przez kolejne polskie rządy. Zaprzepaściliśmy lata powojenne i politykę historyczną. To jest fakt, który jest bardzo bolesny dla nas, ale – w mojej ocenie – zderzenie czy głębsze zapoznanie się z tym problemem, może nam uświadomić, jaką wagę ma polityka historyczna i jak wielkie zaniedbania w tym zakresie poczyniliśmy. Całą ta sprawa bardzo nas boli, ale daje też szanse stworzenia długofalowego planu dla naprawy tego stanu rzeczy.

Skąd bierze się ta fałszywa narracja, że jedynymi ofiarami Niemców byli Żydzi?
– Tak to było przez dziesięciolecia lansowane, a my – niestety – nie potrafiliśmy się skutecznie przed tym bronić. Za czasów rządów komunistycznych polityka historyczna w świecie zachodnim praktycznie nie istniała. Mało tego – chcąc mieć dobre stosunki z NRD, zaczęto mówić nie o niemieckich zbrodniach, ale hitlerowskich, a później przyszedł liberalizm i pedagogika wstydu, a co za tym idzie – przyjmowanie, godzenie się na wiele dziwnych trendów, które się pojawiały i milczenie oraz dyskusja nad rzekomo odkrywczymi, a de facto kłamliwymi tezami Jana Tomasza Grossa, zamiast ich odrzucenie. Ta bierność doprowadziła, że ta zakłamana wizja na świecie dominuje. To jest smutna konstatacja, ale prawdziwa.

Skoro tak wielu Polaków pomagało Żydom przetrwać wojnę to, co zrobił Izrael, aby pomóc Polsce w demontażu tej kłamliwej, oszczerczej narracji o „polskich obozach śmierci”?
– Wydaje się, że w Izraelu dominuje przekonanie, że jednak nie tylko Niemcy, ale też inne narodowości mordowały czy też pomagały – choćby przez fakt zaniechania – w eksterminacji Żydów, w czym zresztą jest trochę prawdy. Pamiętajmy, że choćby nacjonaliści ukraińscy wprost uczestniczyli w różnych zbrodniach, stąd po stronie izraelskiej dominuje teza, że to to był naród najbardziej prześladowany, i to nie tylko przez Niemców, ale przez wszystkich innych dookoła, zwłaszcza w środkowej Europie. W tym względzie więc ta teza wkomponowała się również w formułowanie czy kreowanie polityki historycznej. Natomiast problemem jest to, że ta polityka historyczna zbyt późno spotyka się z reakcją z polskiej strony i niestety w wielu wypadkach wygrywa nie prawda, ale interes polityczny. Być może, gdyby w minionym okresie polska polityka szła bardziej zderzeniowo, a nie schodząc z linii, zgadzając się na ustępstwa, to być może dzisiaj nie mielibyśmy do czynienia z takimi atakami na nasz kraj.

Czy to jednak nie paradoks, że ci, którzy najwięcej pomocy otrzymali do Polski, dzisiaj wysyłają w świat komunikat o Polakach jako współsprawcach niemieckich zbrodni…
– Musimy pamiętać, że również, że w czasie II wojny światowej mieliśmy różne postawy. Nie można też zapominać o roli społeczności żydowskiej w holokauście. Szmalcownicy byli zarówno po stronie izraelskiej, jak też zdarzali się po stronie polskiej. Wojna to wielka próba ludzkich charakterów, gdzie biorąc pod uwagę okoliczności – czasem wychodzi też małość człowieka. Natomiast w tym wypadku nie chodzi o to, że Izrael nie zauważa Polaków ratujących Żydów, bo o tym, że najwięcej Żydów uratowali właśnie Polacy, świadczą drzewka poświęcone polskich bohaterom w Yad Vashem, w Jerozolimie. Kwestia dotyczy rozumienia tego na szerszym poziomie ogólności, tzn. teza jest taka, że polscy sprawiedliwi byli raczej wyjątkiem, a częściej były postawy niechętne, a najbardziej jaskrawe to szmalcownicy, co oczywiście jest nieprawdą, a po drugie, nie ma zrozumienia co do tego, jak podczas holokaustu zachowało się państwo polskie. Warto bowiem przypomnieć, że państwo polskie – nawet to podziemne, zorganizowało Żegotę, czyli Radę Pomocy Żydom, że były regularne, organizowane w profesjonalny sposób działania pomocowe, co więcej – Polskie Państwo Podziemne poprzez swoje wyroki tępiło w sposób bezwzględny przypadki szmalcownictwa. Stąd czym innym jest indywidulna odpowiedzialność czy też zasługi konkretnych osób wobec Żydów, a czym innym jest zachowanie struktur państwa polskiego, któremu nie da się postawić żadnych zarzutów. Wystarczy tylko wspomnieć takie postaci jak rotmistrz Witold Pilecki, czyli podjęte przez niego próby unaocznienia światu tego, co się działo i jaka była skala eksterminacji Żydów przez Niemców. To się odbywało za pośrednictwem państwa polskiego, które działało w podziemiu, ale był też Rząd Rzeczypospolitej na Uchodźstwie, który podejmował takie działania, ale te wysiłki są w świecie, niestety, nieznane lub znane w bardzo niewielkim zakresie. I to trzeba zmienić.

Spór historyczny nie dotyczy jednak tylko Izraela...
– Niestety, to nie jest jedyna rzecz, mamy bowiem spór historyczny z Ukraińcami dokładnie w kontekście tej samej ustawy, mamy też spór historyczny z Sowietami, a więc z punktu widzenia Polski kwestii do odkłamania jest sporo. Bez wątpienia mamy niezwykle chwalebną kartę, jeśli bierzemy pod uwagę II wojnę światową, bo walczyliśmy nie tylko z totalitarnymi czy narodowosocjalistycznymi Niemcami, ale również z totalitaryzmem sowieckim. Jednak mieć chwalebną kartę i mieć rację w sporze to jest jedno, a podjąć zmagania, aby tę walkę o prawdę wygrać, to jest drugie.

Komu zależy na tym, żeby szargać dobre imię Polski, bo nawet ze strony opozycji totalnej czy ze strony komentatorów politycznych sprzyjających poprzedniej władzy słychać głosy, że jednak Polska powinna przyhamować, były też głosy, żeby się wycofać z nowelizacji ustawy o IPN?
– Pytanie, z czego mielibyśmy zrezygnować, a więc w jakim aspekcie, bo w tej ustawie trudno znaleźć coś, co od strony naukowej, poznawczej byłoby niebezpieczne. Natomiast musimy pamiętać – o czym już wspomniałem, że pierwsze lata Polski liberalno-lewicowej to są lata tzw. pedagogiki wstydu. Były to lata pewnej fascynacji rewolucją kulturową, zachodnioeuropejską, która zasadniczo państwa narodowego, wspólnoty narodowej nie uważa za wartościową dla budowania nowych projektów społeczno-multikulturalnych czy też budowy superpaństwa. Dlatego godzono się na tę nową wizję, również w autodestrukcyjnej wewnętrznej narracji. Po drugie, długie lata wpływ na władze Polski mieli postkomuniści i dla nich obciążenie współodpowiedzialnością narodu za pewne zbrodnie było korzystne, bo oni sami nie mieli poczucia winy za zbrodnie komunizmu. W tej sytuacji teza, że wszyscy się upodlili, nie tylko ci, którzy współuczestniczyli w zbrodniach, ale cały naród, była dla nich bardzo korzystna. Wreszcie po trzecie, nie chodzi tu tylko o Izrael, ale także w środowisku zachodnim mamy dominację nowej lewicy, która nie chce w swoim kręgu Polski katolicko-narodowej, ale wolałby widzieć tę rewolucję kulturową również nad Wisłą. Po czwarte, mamy do czynienia z niemiecką polityką historyczną, która zmierza w kierunku, aby twierdzić, że zbrodniarze to naziści, naziści, a nie Niemcy, w związku z czym naziści to są różne narody, a więc nie tylko Niemcy, ale również Polacy i różne inne nacje. To był wygodny wytrych, bo odpowiedzialność za zbrodnie niemieckie rozciągało się na inne narody. W tym względzie wskazanie tylko na czynnik ideologiczny i używanie terminu naziści, a niezauważnie, że sprawcą zbrodni był konkretny naród – naród niemiecki, to jest przekłamanie, chwyt propagandowy, który się stosuje w ściśle określonym celu. Kiedy to wszystko zsumować – idąc tym tropem rozumowania – można by powiedzieć, że skoro zarówno Sowieci, jak i nacjonaliści ukraińscy czy Niemcy nie mają zbyt wiele na sumieniu, jeśli chodzi o relacje do Polski, to w jakimś stopniu kreowanie naszej rzekomej współodpowiedzialności za holokaust jest im na rękę.

Jakie stanowisko zająć, gdy ktoś próbuje zrzucić odpowiedzialność na Polaków za to, co się wydarzyło w okupowanej przez Niemców Polsce?
– To jest spór o naszą narodową tożsamość, dlatego nie może być mowy o ugięciu się. Stanowisko Polski powinno być konsekwentnie prawdziwościowe. Niektórzy próbują wmówić nam, że przecież nie chodzi tu o prawdę, że w dyplomacji liczą się różne inne rzeczy, ale jeśli w relacjach międzyludzkich, a zarazem międzynarodowych nieprawda będzie tym czynnikiem, który porządkuje nasze stosunki, to będzie to fałsz, a jeśli fałsz to poczucie niesprawiedliwości, na którym bardzo łatwo wygenerować różne szowinizmy, złe emocje między narodami i zamiast pojednania będziemy mieli do czynienia z konfliktem. Tylko prawda i konsekwentne stanie przy prawdzie oraz konsekwentne tłumaczenie – czasem spokojne – tak jak się to próbuje robić, może dać efekty. I to jest słuszna droga. Prawda się owszem broni, ale tylko wtedy, kiedy ludzie za nią stają. Jako naród musimy więc tę prawdę wykrzyczeć, wypowiedzieć światu.

W jaki sposób?
– Można to robić na różne sposoby, oczywiście typowo naukowe, publicystyczne, w sferze kultury, ale trzeba sobie uświadomić, w jakim świecie żyjemy. Nie jest prawdą, jak to uważa wielu z nas, że wszyscy na świecie kochają czy lubią Polaków i wszyscy znają naszą historię. Tymczasem prawda jest brutalna, mianowicie prawie nikt tego nie wie i żeby z tą wiedzą dotrzeć do świata, potrzeba wielu wysiłków i lat. Potrzebna jest także edukacja naszej młodzieży, która jest, i może być jeszcze bardziej, ambasadorem prawdy o Polsce. Jeśli nasza młodzież nie będzie znać polskiej historii, to co będzie ona w stanie przekazać na zewnątrz? Jak widać, wszystko to się łączy w jedną całość – znajomość historii Polski, promowanie naszej historii – to jest kluczowe, jeśli mówimy o kształtowaniu naszego wizerunku. Polska ma – zaryzykuję tę tezę – najpiękniejszą kartę, jeśli brać pod uwagę II wojnę światową i czasy totalitaryzmu. Stanęliśmy odważnie przeciwko totalitaryzmom i dokonaliśmy przez św. Jana Pawła II oraz ruch społeczny „Solidarność” złamania tego ostatniego totalitaryzmu sowieckiego na naszych terenach. To wszystko trzeba opowiedzieć światu, ale na to trzeba zarówno wysiłku i nakładów finansowych oraz oczywiście mądrych planów.

To nie takie proste, zwłaszcza że środowiska żydowskie są mocno uprzywilejowane w świecie...
– Oczywiście, dzisiaj racje żydowskie – w sferze dyplomacji – prędzej się przebijają do opinii światowej, ale pamiętamy, że zaraz po wojnie głos Izraela nie przebijał się tak mocno. To, co dzisiaj Izrael osiągnął, wynika z realizacji celów, które sobie wyznaczyło to państwo. Natomiast Polska tego wysiłku nie podjęła i stąd jesteśmy dzisiaj w innym miejscu. Dlatego potrzeba zrozumienia problemu przez naród i instytucje państwa oraz promowania prawdy. Polityka historyczna należy do kluczowych zadań. Jeśli w tym względzie uda się nam taki plan stworzyć i konsekwentnie go realizować, to za lat kilkanaście może kilkadziesiąt będziemy w innym miejscu.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... stydu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 07 lut 2018, 17:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
O wspólny front obrony Polski

Być może w trakcie przygotowywania nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej popełniono jakieś błędy, ale negatywna reakcja na nią sporej części izraelskich, niemieckich, amerykańskich oraz ukraińskich polityków i mediów powinna skłonić naszą opozycję do zajęcia zdecydowanego stanowiska w obronie polskiej racji stanu, zwłaszcza że Prezydent RP już podpisał ten dokument, ale zarazem odesłał go do Trybunału Konstytucyjnego w trybie następczym, co umożliwi korektę jej najbardziej kontrowersyjnych zapisów.

Są bowiem takie sytuacje, w których wszyscy powinniśmy czuć się zobowiązani do solidarnego odpierania zmasowanych ataków światowej opinii publicznej na nasz kraj. Trzeba wtedy mocno zacisnąć zęby i myśleć jedynie o Polsce, a nie uprawiać gry politycznej na użytek wewnętrzny (wyborczy) w sferze narodowych imponderabiliów. Dopiero po zażegnaniu niebezpieczeństwa możemy powrócić do codziennych waśni, surowo rozliczać winnych, piętnować złe decyzje i wskazywać lepsze rozwiązania, których zaniedbała aktualna władza.

W kwestii odpowiedzialności wyłącznie III Rzeszy za Holokaust nikt poważny - od Argentyny po Australię - nie może mieć żadnych wątpliwości, co dobitnie podkreślił ostatnio niemiecki minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel. Dlaczego więc do frontu obrony dobrego imienia Rzeczypospolitej nie chcą przyłączyć się wszyscy polscy politycy, dziennikarze i publicyści?

Mamy znakomitą okazję, aby udowodnić sobie samym i całemu światu, że potrafimy zjednoczyć się w obliczu zagrożeń różnego rodzaju nie tylko podczas wojen. Trzeba ją wykorzystać.

Opublikowano: 07.02.2018 09:40.

https://www.salon24.pl/u/bukojer/842545 ... ony-polski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 25 kwi 2018, 04:36 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Co jest naprawdę ludzkie?

Mówmy posłom o obronie życia – apelowaliśmy i apelujemy na łamach „Naszego Dziennika” szczególnie do wyborców PiS, od kierownictwa którego zależą dalsze losy projektu obywatelskiego „Zatrzymaj aborcję”. Związane to jest z zapowiedzią spotkań wyborczych polityków partii rządzącej w całej Polsce. Okazuje się, że ta inicjatywa przynosi efekty, bo zmusza polityków do wyraźnego opowiedzenia się w tej konkretnej sprawie.

Tak stało się w Bochni, gdzie z wyborcami spotkała się posłanka PiS Joanna Lichocka. Określiła się jako zdecydowana przeciwniczka ustawy „Zatrzymaj aborcję”. Jej zdaniem, projekt, który ma obronić przed zabiciem chore lub jedynie podejrzewane o chorobę dzieci poczęte, jest „bardzo radykalny” i „na miarę ludzką nieludzki”. Odcięła się też wprost od projektu, który poparło ponad 830 tysięcy osób, stwierdzając, że jest on firmowany przez Kaję Godek i „środowiska, które z PiS mają niewiele wspólnego”.

Mam kilka pytań:

Dla kogo ten projekt jest „radykalny”? Chyba nie dla dzieci zagrożonych aborcją? Obecne przepisy są dla nich najbardziej radykalne z możliwych – za chorobę i niepełnosprawność karzą wyrokiem śmierci!

Dla kogo jest „nieludzki”? Chyba tylko dla kogoś, kto uważa, że dziecko przed narodzeniem jest w jakimś stopniu „nieludzkie”, np. ze względu na okoliczności poczęcia, na wczesną fazę rozwoju prenatalnego albo chorobę czy niepełnosprawność. Zabijanie jest nieludzkie!

Dla kogo jest PiS? Czy obrońcy życia, którymi w gruncie rzeczy są wszyscy żyjący autentycznie swą wiarą katolicy, „z PiS mają niewiele wspólnego”?

Wprowadzaniem w błąd Polaków są twierdzenia Lichockiej, że projekt „Zatrzymaj aborcję” „zakłada nadrzędność interesów dziecka nienarodzonego nad życiem i zdrowiem kobiety” i że „dramatyczny wybór między losem kobiety a nienarodzonego dziecka ten projekt stawia jednoznacznie po stronie nienarodzonego dziecka”. Ten projekt odnosi się nie do ujętej w polskim prawie sytuacji związanej z zagrożeniem życia czy zdrowia matki, ale do aborcyjnej przesłanki eugenicznej. Jego celem jest jedynie zakaz mordowania dzieci poczętych podejrzanych o chorobę czy niepełnosprawność.

Jak widać po wypowiedziach posłanki PiS, granice poselskich sumień w sprawie obrony życia wcale nie muszą przebiegać tak jak granice klubów poselskich. Spokojnie pod wypowiedziami poseł Joanny Lichockiej na temat projektu „Zatrzymaj aborcję” mogliby się podpisać członkowie lewicowo-liberalnych ugrupowań. Z drugiej strony są też inne postawy. Na przykład w czasie styczniowych głosowań posłanka Nowoczesnej Kornelia Wróblewska była w stanie publicznie nie zgodzić się ze sformułowaniem promującej aborcyjny projekt ustawy Barbary Nowackiej, że dziecko poczęte to jedynie „zlepek komórek”. „Mnie to osobiście dotknęło, ponieważ ja urodziłam niedawno córkę. Ja wiem, że 12-tygodniowy płód to nie jest wyłącznie zlepek komórek, tylko to już jest dziecko, tu już bije serce, powoli czuć ruchy”, mówiła wówczas posłanka Nowoczesnej.

Od miesięcy próbujemy zrozumieć, dlaczego partia odwołująca się do katolicyzmu i nieukrywająca przywiązania do Kościoła jest taka opieszała w sprawie zapewnienia ochrony życia wszystkim dzieciom od poczęcia. Nie chodzi, jak widać, tylko o kalkulacje wyborcze. Problem jest głębszy. Są posłowie PiS (ilu ich jest?), którzy chyba nie są przekonani nawet do zasady bezwarunkowej nienaruszalności życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. A to przecież sprawa fundamentalna dla naszej teraźniejszości i przyszłości.

I jeszcze jedno. Wypowiedzi poseł Lichockiej rzuciły cień „czarnych marszów” także na wszystkie kobiety w PiS. Dlatego jak najszybciej powinny się one od nich odciąć. Każdy dzień zwłoki daje prawo do stawiania pytania: czy to posłanki PiS stoją w znaczącym stopniu za blokadą w sejmowej komisji i opóźnianiem pracy parlamentarnej nad projektem „Zatrzymaj aborcję”?

Niestety, słowa Lichockiej przypomniały wypowiedź, która padła podczas prowadzonej przed dwoma laty debaty na temat innego projektu: „Stop aborcji”. Marta Kaczyńska w jednym z felietonów także odcięła się wówczas od tego projektu, stwierdzając, że prace w Sejmie nad nim nie odbywają się z woli PiS. Napisała, że „wprowadzenie całkowitego zakazu przerywania ciąży to rozwiązanie iluzoryczne, skazujące wiele kobiet na aborcyjne podziemie, a także nierzadko sprowadzające bezpośrednie niebezpieczeństwo dla ich życia i zdrowia, co w przypadku matek mających już dzieci należy uznać za rozwiązanie zwyczajnie okrutne wobec rodzin”.

Przypomnienie tych słów i obecne wypowiedzi posłanki PiS każą pytać o fundamenty, na jakich „dobra zmiana” PiS ma przynieść pomyślność Polsce i wszystkim Polakom, także tym jeszcze nienarodzonym.

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/196 ... dzkie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 08 maja 2018, 16:49 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
To jest egzamin, który musimy zdać

Z prof. dr. hab. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury i Sztuki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, etykiem, kulturoznawcą, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Obrazek

Komu przeszkadza Pomnik Katyński w Jersey City, czy tylko burmistrzowi Stevenowi Fulopowi?
– Trudno jednoznacznie powiedzieć, komu ten pomnik przeszkadza i kto stoi za inicjatywą jego usunięcia. Może to zadanie dla odpowiednich służb? Z pewnością nie chodzi tu tylko o osobę burmistrza Fulopa, ale jest to cały łańcuszek powiązań, a co za tym idzie – fundusze ludzi bogatych, którzy popierając danego kandydata – jak w tym wypadku na burmistrza – żądają wzajemności. Pomnik Katyński na placu Exchange Place jest symbolem wielkich zbrodni, jakich Sowieci dokonali na polskich oficerach. Monument przypominający o zbrodni ludobójstwa dokonanej na Polakach może przeszkadzać kręgom powiązanym z dzisiejszą Rosją, w jakiejś mierze stanowiącą kontynuację Rosji Sowieckiej, której najwyższe władze były odpowiedzialne za zbrodnię ludobójstwa w Katyniu. Kontynuacja tej zbrodniczej idei poprzez powiązania osobowe, rodzinne może być obecna również wśród obecnej władzy na Kremlu. I choć społeczeństwo amerykańskie, jeśli chodzi o znajomość historii, tym bardziej historii Polski, jest raczej niezorientowane, niemniej jednak symbol i napis na pomniku „Katyń” pozostaje żywy, zwłaszcza po katastrofie smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku, kiedy zginęły elity władzy RP. I biorąc pod uwagę cały ten wspomniany kontekst, można odnieść wrażenie, że za ideą usunięcia monumentu stoją środowiska postsowieckie, które konsekwentnie zabiegają o to, aby wymazywać ze świadomości świata pewne niewygodne dla nich nazwy i wydarzenia.

Czy zatem te działania można uznać za pewną formę antypolonizmu?
– Jak najbardziej. Antypolonizm jest systematycznie wsączany w środowiska zachodnie za pośrednictwem mediów, poprzez edukację czy filmy, i to niekoniecznie przez samych Sowietów, ale przez środowiska Europy Zachodniej czy w ogóle państw cywilizacji zachodniej z różnych kontynentów, które zbiorczo nazywamy lewackimi. Tak propagowana forma antypolonizmu ma za zadanie uderzyć nas, Polaków, w najbardziej czuły punkt. Katyń – jak pamiętamy – był tematem, którego nie wolno było poruszać w czasach PRL-u, a podejmowane przez komunistów działania miały też za zadanie pozbawianie Polaków świadomości, co to znaczy utrata elit. Uznano bowiem, że społeczeństwo pozbawione elit łatwiej ulega manipulacjom i ostatecznie zniewoleniu. Katyń to symbol utraty podmiotowości przez społeczeństwo z dalszymi tego konsekwencjami. Stąd w przypadku Jersey City możemy mieć również do czynienia z nagonką bazującą na antypolonizmie, która zakłada pogardę i brak szacunku dla wartości, które dla nas są wręcz święte. Usunięcie Pomnika Katyńskiego też może wpisywać się w ten nurt pogardy.

Czy i jaką rolę w tej agresywnej, antypolskiej polityce odgrywa czynnik ekonomiczny i wspomniane przez Pana elity wspomagające władzę, w tym wypadku burmistrza Jersey?
– Pomnik jest usytuowany na nabrzeżu rzeki Hudson, na placu Exchange Place, naprzeciw Manhattanu, otoczony wieżowcami, to są tereny, gdzie cena ziemi jest ogromna. W związku z tym biznesmeni, deweloperzy i całe to środowisko tylko czyha, żeby ten teren w odpowiednim momencie przejąć. Niestety pomnik przeszkadza w realizacji tych planów, stąd trzeba go usunąć. Ciekawa jest też argumentacja władz Jersey City, mianowicie, że w miejscu pomnika ma powstać park. Przecież to samo robili Sowieci, którzy chcąc zniszczyć ślady cmentarzy i tym samym zatrzeć pamięć wśród sobie wrogich czy podbitych narodów, zamieniali cmentarze na parki.

Próby usunięcia tak ważnego dla nas Polaków symbolu, jakim jest Pomnik Katyński, mogą obudzić w nas większe poczucie polskości i solidarności?
– My, Polacy, znani z bohaterstwa i walki o wolność i niepodległość, jesteśmy bardzo czuli na wszelkie przejawy podporządkowania innym nacjom. Zginąć w bohaterskiej walce, bitwie za Ojczyznę, to dla Polaka zaszczyt, ale pojmanie, niewola i skrytobójczy mord na bezbronnych – jak to miało miejsce w przypadku polskich oficerów w Katyniu – to dla nas jest nie do pojęcia. Pamięć Katynia jest w nas, Polakach, wciąż bardzo żywa, stąd próba usunięcia symbolu tej narodowej martyrologii może być iskrą, która zapali, przebudzi naszych rodaków za granicą – zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, którzy uznają, że oprócz codziennej egzystencji jest coś więcej, że są sprawy ważniejsze, głębsze, które dotyczą godności Narodu – wspólnoty, do której się należy niezależnie od tego, gdzie się aktualnie mieszka czy pracuje. W związku z tym jest szansa, że Polacy w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, ale też w każdym innym punkcie świata – szczególnie w dobie internetu – obudzą się i co ważne – w sposób zorganizowany – dadzą wyraz swojemu oburzeniu wobec prób usunięcia Pomnika Katyńskiego z centrum Jersey City.

Czy takie „pospolite ruszenie” może być skuteczne?
– Jak wspomniałem na wstępie, nie sądzę, żeby inicjatorem i mózgiem tego przedsięwzięcia był sam burmistrz Fulop. Stąd zorganizowana akcja w internecie skierowana może być do tych, którzy za tym stoją, a więc do środowisk biznesowych, powiązanych – co może być paradoksem – z Moskwą. Ważne, żeby odczuli, czym jest protest milionów ludzi, którzy w obronie polskiego symbolu się jednoczą i potrafią mówić jednym głosem. Oczywiście jak skutecznie się temu zamierzeniu przeciwstawić, to jest kwestia do dyskusji, bo wiadomo, że mogą być różne formy nacisku. Jedno jest jednak pewne, mianowicie, że nie wolno tej sprawy zamieść pod dywan, zostawić samej sobie, bo to znaczyłoby, że z Polakami można zrobić wszystko, że Polacy nie mają poczucia własnej godności i że brakuje im odwagi. To jest test, egzamin, który musimy zdać. I czy to burmistrz Fulop, czy środowiska za nim stojące muszą sobie uświadomić, że wybrali złą drogę, że tylko złudzeniem jest myślenie, iż Polacy są uśpieni, że stracili poczucie swojej narodowej przynależności.

Z tą organizacją Polaków za granicą też bywa bardzo różnie…
– Tym bardziej ta sprawa powinna dać Polonii wiele do myślenia. Inne narody dość łatwo wchodzą w struktury państwa, w którym żyją. Podobnie muszą postępować Polacy w państwie, w którym przyszło im żyć. Jako obywatele powinni się aktywnie włączać w politykę różnego szczebla i tym samym pilnować interesów swoich grup etnicznych. Innymi słowy, zachowując swoją polską narodowość jako obywatele np. Stanów Zjednoczonych, mając określone uprawnienia, powinni się ubiegać o udział w różnych strukturach władzy. Aż nie chce się wierzyć, że w wielu polskich środowiskach panuje apatia, tym bardziej jest to dziwne, że prawo umożliwia udział w różnych gremiach, władzach czy to ulicy, dzielnicy, miasta czy stanu. Dlaczego Polak nie może być burmistrzem np. Jersey City, co stoi na przeszkodzie? Trzeba zatem brać udział w życiu publicznym, tworzyć środowiska, grupy lobbingowe, które będą wpływać na decyzje i powstanie różnych dobrych inicjatyw. Może to być pomocne w obronie dobrego imienia Polski, ale także mieć znaczenie tam, gdzie są potężne ataki na chrześcijaństwo.

Co Polska zrobiła – nie mam na myśli Polonii, która, jak Pan Profesor zauważył, jest statyczna i mało aktywna – ale co zrobiło państwo polskie, aby tę polskość umacniać i jej bronić?
– Poprzednia ekipa nie tylko, że nic nie zrobiła w tej materii, ale nasączała pieniędzmi i agentami środowiska polonijne. Wszystko po to, żeby je rozbić i skłócić. Tymczasem Polska powoli budzi się i wybija na niepodległość. Mamy za sobą II wojnę światową, gdzie struktura państwa została dokumentnie rozbita, następnie niewolę czy półniewolę komunistyczną, a dalej czasy postkomunizmu, gdzie de facto główne role odgrywali komuniści bądź ich spadkobiercy.

Może więc warto się zastanowić, ilu potomków komunizmu wciąż jeszcze zajmuje stanowiska ambasadorów czy pracuje na niższych szczeblach placówek dyplomatycznych?
– Jedni mieli wcześniej dyspozycje, żeby nie bronić dobrego imienia Polski, a inni dopiero się uczą. Proces wymiany kadr dyplomatycznych ciągle trwa, dziwić może tylko fakt, dlaczego tak długo. Stąd, żeby w sprawach ważnych dla naszej państwowości zabrać głos, siły reprezentujące Polskę za granicą muszą być skoordynowane. Skoro jednak cały czas jesteśmy na drodze przemian, to nie dziwmy się, że w sytuacji ataków na Polskę nie ma szybkiej i takiej odpowiedzi, jaka być powinna. Przed nam wciąż jeszcze długa droga, żeby wykształcić pokolenia, które będą konsekwentnie i systematycznie reagować na różne formy antypolonizmu, który nie ma żadnych podstaw. Można się też zastanawiać, czy za takimi antypolskimi działaniami nie stoi zła wola i próby odbierania nam, Polakom, własnej godności. Wszystko to może wskazywać, że jest to akcja zorganizowana. Tym bardziej, aby się przeciwstawić tym antypolskim działaniom, powinny się w nią włączyć miliony Polaków mieszkających w Ameryce. Polacy muszą stanąć w obronie pomnika, który jest symbolem zbrodni katyńskiej i naszej XX-wiecznej historii. Oczywiście trzeba uświadamiać naszym rodakom, że jeżeli w tym wypadku nie zabiorą głosu na odpowiednim, zorganizowanym poziomie, to z czasem będzie im coraz trudniej żyć na obczyźnie, co więcej, będą konsekwentnie spychani na margines życia społecznego, politycznego i ekonomicznego państwa, w którym żyją oni i ich dzieci. Przyznam, że nie wyobrażam sobie, żeby Polonia, mając do dyspozycji internet, środki masowego przekazu, czasopisma, które też sama wydaje, nie potrafiła w tym momencie, i to szybko, znaleźć inteligentnej odpowiedzi na ataki burmistrza Fulopa i środowisk, które za tym stoją. Potrzebny jest tutaj pozytywny program i jasny przekaz: czego bronimy i dlaczego.

W tle sprawy pomnika są obraźliwe komentarze wobec marszałka Sejmu. Czy należy robić z tego incydent międzynarodowy?
– Jeśli przejdziemy nad tym do porządku dziennego, to niebawem burmistrz Fulop wynajmie firmę i usunie Pomnik Katyński. Tutaj chodzi o to, żeby zdecydowanie i na dużą skalę zaprotestować, ale mieć przy tym na uwadze, na czym polega demokracja amerykańska.

Co ma Pan na myśli?
– Amerykanie nie przywiązują większej wagi do tytułów czy hierarchii społecznej jak my w Polsce czy Europie, którzy pielęgnujemy tradycyjne wzorce zachowania. Dla nich król czy królowa, prezydent czy premier nie są kimś nadzwyczajnym. Amerykanie zwracają się do siebie na ty, więc nie ma dla nich znaczenia, czy przeciw jakiejś inicjatywie głos zabiera prezydent, premier, marszałek Senatu czy zwykły obywatel, ale ważna jest siła argumentów i poparcie, jakie ma dana inicjatywa. Nie ma więc powodów, żeby polskie najwyższe władze państwowe wchodziły w bezpośrednie spory, dajmy na to, z burmistrzem Jersey City. To tylko może skutkować kolejnymi, niegrzecznymi wpisami na Twitterze. Natomiast ważne jest, aby w inicjatywę w internecie wprzęgnąć jak największą grupę ludzi – Polaków z Ameryki, pełnoprawnych obywateli Stanów Zjednoczonych, żeby oni dali wyraz swej dezaprobaty. Ważne jest także uruchomienie presji na decyzje dotyczące pomnika w Jersey City wśród samych Amerykanów, żeby znaleźć argumenty, które dla nich będą zrozumiałe, a więc uderzyć w ważne dla nich tony. Zwykły Amerykanin nie zna historii II wojny światowej, tym bardziej nie zna historii Polski, chodzi więc o edukację, aby w sposób jasny, zwięzły wyjaśnić im, w czym rzecz i dlaczego tego pomnika należy bronić.

A co dla Amerykanów jest takim jasnym przekazem?
– Wolność. Ten pomnik musi się kojarzyć z walką o wolność nie tylko Polski i Europy, ale również Stanów Zjednoczonych, o podstawową wolność człowieka zagrożoną przez różne systemy totalitarne. Trzeba mieć też świadomość, że jeśli dojdzie do likwidacji Pomnika Katyńskiego w Jersey City, to za chwilę możemy mieć zmiany nazw ulic, placów bohaterów amerykańskich, głównie Puławskiego i Kościuszki, których będzie się zastępować innymi „bohaterami”, spełniającymi kryteria politycznej poprawności.

To może być furtka do fałszowania historii nie tylko w Stanach Zjednoczonych…
– Dokładnie, to może dotyczyć całego świata. Dzisiaj nie ma już granic, jeśli chodzi o przepływ informacji i podejmowania działań. Trzeba się zatem przygotować, że ta akcja antypolonistyczna może się rozprzestrzeniać. Dlatego pozostając tylko w defensywie, niczego nie zdziałamy. Tam, gdzie nasi rodacy żyją, pracują, muszą myśleć perspektywicznie o tym, aby mieć coś do powiedzenia, aby zajmować odpowiednie stanowisko tam, gdzie podejmowane są decyzje, a nie tylko narzekać, że nas nie szanują. To jest walka.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/197 ... -zdac.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: O naszą polską godność
PostNapisane: 23 maja 2018, 09:50 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Zbrodniarze nie będą gloryfikowani

Obrazek

W Polsce nigdy nie było i nie będzie przyzwolenia, żeby budować pomniki zbrodniczym formacjom; czym innym jest prawo do grobu – powiedział prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN, pytany o planowane prace archeologiczne na cmentarzu w Hruszowicach.

W ubiegłym tygodniu IPN poinformował w komunikacie o planach przeprowadzenia prac archeologicznych na cmentarzu w Hruszowicach (woj. podkarpackie) w dniach 24-25 maja. Jak przypomniał prof. Szwagrzyk w Polskim Radiu 24, wiosną ubiegłego roku doszło tam do demontażu pomnika UPA, wybudowanego na początku lat 90.

– Był to pomnik poświęcony poszczególnym sotniom UPA, czterem sotniom Ukraińskiej Powstańczej Armii. W Polsce nigdy nie było i nie będzie przyzwolenia na to, żeby budować upamiętnienia, pomniki formacjom, które mają na rękach krew […]. Czym innym jest prawo do grobu i tutaj każdy, kto należał do UPA, ten grób powinien mieć, jeżeli jest taka sytuacja, a czym innym jest upamiętnienie zbrodniczej formacji – podkreślił.

Wiceprezes IPN wspomniał, że w marcu strona ukraińska zwróciła się do polskiej „z oczekiwaniem, że to miejsce zostanie wpisane jako grób wojenny, uznając, że pod fundamentami pomnika są pochowani członkowie UPA”.

– Dopóki to miejsce nie zostanie przebadane metodami, które nie budzą żadnych wątpliwości, przez naszych specjalistów, przez nas, będziemy wokół tego miejsca ciągle mieli do czynienia z różnego rodzaju fałszywymi informacjami, półprawdami i jeszcze elementami zwyczajnej propagandy politycznej – zwrócił uwagę prof. Szwagrzyk.

Jak dodał, może okazać się, że pod fundamentem pomnika „nie ma żadnych szczątków ludzkich”. – W związku z tym narracja strony ukraińskiej może się okazać już jutro, pojutrze nieprawdziwa. Albo też te szczątki znajdują się pod fundamentem tego pomnika. Wówczas każdy z ludzi tam pochowanych będzie miał swój grób, ale na pewno nie będzie pomnika ku czci Ukraińskiej Powstańczej Armii – powiedział wiceszef IPN.

Profesor Szwagrzyk zaznaczył, że strona ukraińska została powiadomiona kanałami dyplomatycznymi o planowanych działaniach na cmentarzu w Hruszowicach. – Zaprosiliśmy specjalistów – których chcą delegować – i jesteśmy otwarci na współpracę. Strona ukraińska wyznaczyła pięciu specjalistów. Wczoraj przyszło oficjalne potwierdzenie – poinformował.

Pytany o dalsze plany IPN, odparł, że do końca roku planowane są prace w blisko 40 miejscach w kraju i za granicą. – Wierzę także w przełom wreszcie w kierunku zachodnim, a więc, że będziemy mogli poszukiwać także ofiar – Polaków i Polek – zamordowanych przez Niemców – dodał wiceprezes IPN.

RP, PAP

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/197 ... owani.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 73 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /