Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 29 sie 2012, 09:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Odpowiedź na artykuł Artura Sporniaka „Nowi poszukiwacze zaginionej arki” (TP 26 VIII 2012)

Jest jasne, że jeżeli naukę zdefiniujemy jako ateizm, to żaden teizm nie będzie naukowy. Tyle, że idąc za tą logiką, nawet zwykłe odmówienie „Ojcze nasz” będzie atakiem na naukę - przekonuje o. Michał Chaberek w odpowiedzi na artykuł Artura Sporniaka.


Pan Artur Sporniak na łamach Tygodnika Powszechnego zdecydował się podjąć polemikę z kwartalnikiem Fronda (nr 63) z tego powodu, że „pismo dołączyło do nielicznych w polskim Kościele środowisk o otwarcie antyewolucyjnym nastawieniu”. Czy diagnoza ta jest słuszna, to inne pytanie. Swoją odpowiedź na tekst pana Sporniaka chciałbym skoncentrować na tych fragmentach, które uważam za merytoryczne. Można w nim zauważyć trzy takie „merytoryczne” tezy. Po pierwsze, jest to polemika z koncepcją nieredukowalnej złożoności Michaela Behe, po drugie, twierdzenie, że koncepcja inteligentnego projektu nie ma znamion naukowości, gdyż jest „niefalsyfikowalna” i po trzecie, Sporniak przedstawił krótką apologię „teorii ewolucji”, która – jak uważa – jest obecnie jedną z trzech globalnych teorii przyrodniczych. Zdaniem Sporniaka, w przeciwieństwie do inteligentnego projektu, teoria ewolucji spełnia „metodologiczne wymogi”, „znajduje nowe empiryczne potwierdzenia” a atak na nią to „atak na naukę”.

Nieredukowalna złożoność i „przypadkowe algorytmy”

Ad 1. Pan Adam Sporniak referuje nieredukowalną złożoność poprawnie, to znaczy unika powszechnego błędu utożsamienia „nieredukowalnej złożoności” z „niewiarygodną złożonością”. Istotną cechą układów nieredukowalnie złożonych nie jest to, że są bardzo skomplikowane, lecz to, że są złożone nieredukowalnie, to znaczy, że wszystkie części danego układu muszą być obecne (i odpowiednio dopasowane), aby układ mógł spełniać swoją podstawową funkcję. W istocie układ taki może być całkiem prosty, jak na przykład pułapka na myszy, ale to, co sprawia, że nie może powstać na bazie mechanizmu darwinowskiego to nie jego złożoność, lecz właśnie nieredukowalna złożoność. To, że układy nieredukowalnie złożone, które odkrywamy w przyrodzie (jak np. wić bakteryjna) są ponadto „niewiarygodnie skomplikowane” tylko wzmacnia argument z nieredukowalnej złożoności, ale nie rozstrzyga o jego wartości. Pan Sporniak, odpowiadając na ten argument powołuje się na biologów ewolucyjnych, którzy wskazali, że „te same białka, z których zbudowana jest wić, u innych szczepów bakterii tworzą np. pokładełko przy pomocy którego bakteria wstrzykuje toksyny […] jest zatem prawdopodobne, że moduły wici bakteryjnej wcześniej pełniły ewolucyjnie inne funkcje”. No właśnie. Jest to prawdopodobne. Ale czy rzeczywiście owi biologowie (podobnie jak i sam pan Sporniak) konsekwentnie wypowiadają się o swojej teorii jedynie w kategoriach prawdopodobieństwa? Behe wie (i wiedział zanim opublikował swoją książkę), że część białek tworzących wić bakteryjną występuje w innych organellach komórkowych pełniąc inne funkcje. Szkopuł w tym, że to nie jest odpowiedź na jego argument. To, że samochód, rower i motocykl mają wiele części wspólnych z samolotem (zębatki, zawory silnika, czy aluminiowe rurki) nie oznacza, że z tych trzech można zbudować jakikolwiek samolot. W ewolucji typu darwinowskiego miało się to stać na bazie czysto przypadkowego procesu (!).

Problem darwinizmu w kontekście nieredukowalnej złożoności leży w samej logice procesu ewolucyjnego. Twierdzenie, że „przetrwają organizmy lepiej przystosowane” jest tautologią. W końcu jest to oczywiste. Ale, co to znaczy, że organizm jest lepiej przystosowany? Ostatecznie nie znajdzie się tu innej definicji, jak ta, że „organizm lepiej przystosowany to ten, który… przetrwa”. Zatem cała idea „przetrwania najlepiej przystosowanych” opiera się na klasycznym błędzie logicznym zwanym circulum vitiosum (błędne koło). Czasami jednak definiuje się „lepsze przystosowanie” jako posiadanie dodatkowej funkcji (takiej, która na przykład pozwala przetrwać). Problem w tym, że, aby organizm mógł przetrwać musi tę „nową funkcję” spełniać, a organizm w trakcie „naturalnej selekcji” jeszcze tej funkcji nie spełnia, więc nie może przetrwać. Organy nieredukowalnie złożone wymagają istnienia wszystkich elementów od razu dla spełniania funkcji. Tymczasem proces ewolucyjny może postępować tylko „małymi krokami” drogą stopniowych ulepszeń. Organy nieredukowalnie złożone to takie, które nie mają stopniowych ulepszeń, gdyż spełniają swoją funkcję dopiero, gdy wszystkie ich części znajdują się precyzyjnie dopasowane na swoim miejscu. Nie mogą więc powstać na drodze przekształceń. Behe wykazał w swojej książce, że żaden biolog nie przedstawił realnego ewolucyjnego schematu powstania wici. Było tak w 1996 roku, kiedy amerykański biochemik opublikował swoją książkę po raz pierwszy, a mógł to potwierdzić również w 2006 roku, kiedy pojawiło się drugie wydanie książki wraz z suplementem obejmującym kolejne dziesięć lat badań. Mimo więc istnienia dziesiątek tysięcy artykułów z zakresu biochemii, bardzo niewielu autorów podejmuje istotne pytanie, a żaden nie przedstawia realnego (nie opartego na domysłach lub upraszczających schematach) ewolucyjnego scenariusza powstania wici. Zatem argument Behego nie został sfalsyfikowany. Jednocześnie argument ten falsyfikuje teorię Darwina. W końcu sam Darwin pisał: „Gdyby można było wykazać, że istnieje jakikolwiek narząd złożony, który nie mógłby powstać drogą licznych następujących po sobie drobnych przekształceń – moja teoria musiałaby absolutnie upaść”. Współczesna biochemia wykazała, że istnieje wiele takich narządów.

Pan Sporniak odwołuje się do „komputerowych symulacji procesu ewolucji”, które, jego zdaniem, przynoszą zaskakujące efekty w postaci generowania nowych programów na bazie ustalonych algorytmów. Zdaniem publicysty „algorytmy przypadkowo kompilujące fragmenty najlepszych pod danym względem programów wyjściowych potrafią po wielu cyklach stworzyć w efekcie program o wiele lepszych parametrach niż napisany na piechotę. Ponadto informatycy […] nie potrafią zrozumieć ich zasady działania”. To bardzo wymagająca teza w obliczu podstawowej logiki – jak bowiem można twierdzić, że program jest lepszy, gdy nie rozumiemy jego zasady działania? Być może najlepszym sposobem odpowiedzi na taki argument byłoby przeniesienie go z kategorii science do science–fiction. Niestety jednak nie tylko publicyści, ale nawet naukowcy posługują się takimi argumentami. Czego właściwie dowodzą te sławne „symulacje komputerowe”? Dowodzą po prostu tyle, że inteligentny działacz, taki jak na przykład informatyk, może napisać program, który będzie wykonywał określone funkcje. Samo sformułowanie „algorytm przypadkowo kompilujący” jest – delikatnie mówiąc – nieprecyzyjne i wskazuje na rozumienie owych symulacji raczej w kategoriach projektu a nie przypadku. Jeżeli coś jest algorytmem to nie jest przypadkowe. To czy model ten będzie opisywał „ewolucję” zależy głównie od tego, czy informatyk przyjmie założenie, że ewolucja zachodzi. Jeżeli przyjmuje takie założenie i tworzy program opisujący ewolucję, a następnie na podstawie wygenerowanej symulacji dowodzi, że ewolucja faktycznie zachodzi to popada w argumentację na zasadzie błędnego koła. Taka argumentacja nie ma żadnej wartości naukowej. W końcu program nie wygeneruje nowego typu komputera, może jedynie wykorzystać zasoby komputera, dla którego został napisany. Ponieważ zaś teoria inteligentnego projektu sama z siebie nie wyklucza transformizmu gatunkowego, to symulacje, na które powołuje się pan Sporniak, są raczej argumentem za IP niż ewolucją darwinowską. Problem, przed którym stoją ewolucjoniści darwinowscy, nie polega na tym, czy komputer potrafi czytać programy o określonych założeniach, tylko, czy chaotyczny proces może wytworzyć coś takiego jak np. komputer? Niektórzy, nawet znani naukowcy, wierzą, że jest to możliwe – teoretycy IP po prostu nie podzielają tej wiary.

Darwin zapchajdziura

Ad 2. Pan Artur Sporniak pisze: „Zwolennicy koncepcji IP bronią się, wskazując, że nawet jeśli jakiś konkretny przypadek biologicznej złożoności da się ewolucyjnie wyjaśnić, istnieje wiele innych nieredukowalnych układów. W ten sposób sama koncepcja staje się niefalsyfikowalna. Nie ma zatem znamion naukowości. Można wręcz dojść do przekonania, że charakterystyczną cechą metodologii IP są tworzone doraźnie reinterpretacje-uniki chroniące przed racjonalną krytyką”. Szkoda, że autor pozostał tu na poziomie zupełnych ogólników i nie podał choćby jednego przykładu wyjaśnienia układu nieredukowalnie złożonego poprzez mechanizm ewolucyjny. Takie zostawienie sprawy nie przekonuje do ogólnej tezy autora, budzi natomiast podejrzenie, że być może żaden z przykładów podawanych przez Behego nie doczekał się jak dotąd ewolucyjnego wyjaśnienia. Być może więc sam autor dokonuje tutaj „uniku chroniącego przed racjonalną krytyką”. W każdym razie, zarzut pana Sporniaka występuje w literaturze przedmiotu w nieco bardziej wyszukanej postaci. Mówi się, że inteligentny projekt jest rodzajem argumentacji z niewiedzy. Ludzie pierwotni nie znali przyczyn zjawisk naturalnych, (takich jak na przykład pioruny czy zaćmienia), byli więc skłonni przypisywać je działaniom różnorakich sił ponadnaturalnych. Tak też obecnie, ponieważ nie są znane żadne precyzyjne scenariusze ewolucji, zwolennicy IP przypisują ich wyjaśnienie jakiejś inteligentnej sile. Jest to więc argument „boga zapchajdziury” (god of the gaps), polegający na tym, że Boga wstawia się tam, gdzie nie sięga ludzka wiedza. Naukowcy i filozofowie wysuwający ten argument przeciwko IP martwią się ponadto, że w miarę jak ludzka wiedza będzie postępować, może się okazać, że Bóg będzie znikał z naszej świadomości, gdyż będziemy poznawali naturalne wyjaśnienia tego, co wydawało się mieć przyczynę ponadnaturalną. Ale jakie rozwiązanie proponują owi myśliciele? – Metodologiczny naturalizm, czyli twierdzenie, że każde zjawisko w historii życia, ziemi czy kosmosu musi mieć tylko i wyłącznie naturalne wyjaśnienie. W ten sposób w „trosce o czystość wiary” stają się apriorycznymi naturalistami. Nie traktują poważnie myśli, że być może sam Bóg zostawił w stworzeniu takie „dziury” przez które człowiek mógłby Go dostrzec. Przyjąwszy zaś metodologiczny naturalizm spotykają się na jego płaszczyźnie z ateistami w rodzaju R. Dawkinsa czy D. Dennetta. W ten sposób kwitnie tak zwany „dialog nauki i religii”, gdzie teistycznym naturalistom znacznie bliżej jest do ateistów niż zwolenników inteligentnego projektu.

Argument „boga zapchajdziury” używany w odniesieniu do IP jest podwójnie nietrafny. Po pierwsze, teoria IP nie opiera się na niewiedzy, tylko na znajomości struktur. W końcu cała filozofia argumentacji Behego opiera się na założeniu, że nieredukowalną złożoność można orzec tylko wtedy, gdy znamy funkcję i istotne elementy danego układu. Nawet tytuł książki „Czarna skrzynka Darwina” nawiązuje do tej idei. Mianem „czarnej skrzynki” Behe określa każdy system, którego znamy dane wejściowe i dane wyjściowe, ale nie wiemy co zachodzi w środku. Dla Darwina taką „czarną skrzynką” była żywa komórka. Wiedział, że komórki istnieją, że się dzielą, że pobierają pokarm i w końcu umierają. Ale Darwin nie miał pojęcia o tym, co zachodzi wewnątrz komórek i dlatego mógł wnioskować, że powstały one na bazie przypadkowego procesu. Jednak postęp wiedzy doprowadził do przekonania, że na podstawowym poziomie życia mamy do czynienia nie z prostymi „woreczkami protoplazmy” (Darwin, Haeckel), lecz mikrokosmosem – całym zespołem maszynerii, często przypominającej maszyny znane nam z codziennego użytku. Dopiero znajomość tych maszyn, czyli „otwarcie czarnych skrzynek” umożliwia wnioskowanie o projekcie. Jednocześnie, wraz ze wzrostem pewności wnioskowania o projekcie, spada wiarygodność wyjaśnienia darwinistycznego, mówiącego, że komórka powstała na drodze przypadkowych procesów ewolucji chemicznej i biochemicznej. W ten sposób należałoby raczej mówić o „Darwinie zapchajdziurze”, czyli wtłaczaniu mechanizmów darwinowskich tam, gdzie brakuje wiedzy przyrodniczej. Wnioskowanie o projekcie nie odwołuje się do żadnych racji teologicznych, jest obiektywnym spojrzeniem na przyrodę. Skoro wiemy, że silnik zaburtowy łodzi został zaprojektowany, to mamy prawo wnioskować, że również wić bakteryjna, będąca w istocie miniaturowym „silnikiem zaburtowym” komórki, również została zaprojektowana.

Drugi powód, dla którego argument „boga zapchajdziury” używany w odniesieniu do IP nie jest trafny wynika z błędnego założenia, że tylko naturalistyczne spojrzenie na przyrodę może być owocne naukowo. Ateistyczni zwolennicy tego ujęcia twierdzą, że dopiero całkowite porzucenie religii umożliwia postęp nauki, a z drugiej strony nauka stopniowo wypiera „religijne przesądy”. Ateiści są zwolennikami historiozofii w stylu Comte’a, głoszącej, że po epoce mitycznej (przedchrześcijańskiej) nadeszła epoka religijna (chrześcijańska) a po niej nieuchronnie nadchodzi epoka pozytywna, gdzie jedynym usprawiedliwionym źródłem wiedzy są już wyłącznie nauki szczegółowe. Teistyczni zwolennicy naturalizmu głoszą podobne tezy – ich zdaniem to dzięki tak zwanej „desakralizacji rzeczywistości”, która dokonała się za sprawą chrześcijaństwa w Europie możliwy był postęp cywilizacyjny, w tym znaczący postęp wiedzy przyrodniczej i technicznej, niespotykany w cywilizacjach pozaeuropejskich. Jednak tezy teistycznych naturalistów nie są bardziej trafne niż tezy głoszone przez ich ateistycznych kompanów. To nie desakralizacja świata, czyli rezygnacja z wyjaśniania zjawisk przez odwołanie do wyższych przyczyn, legła u podstaw „sukcesu nauk”, lecz raczej religijna idea stworzenia świata przez Boga. To właśnie przekonanie, że świat został stworzony według jasnych idei tkwiących w Boskim intelekcie stało się głównym motywem poszukiwań przyrodniczych. Biblijna idea, że Boga można poznać na podstawie Jego dzieł, na podstawie badania natury, a nie na mocy wyłącznie nadprzyrodzonej wiary, zapoczątkowało rozwój nauk w średniowiecznej Europie. Jeżeli bowiem świat został stworzony przez Boga (a to jest religijne założenie), to musi być racjonalny, jeżeli jest racjonalny, to warto go poznawać i szukać rządzących nim reguł. Przeciwnie – jeżeli świat nie pochodzi ze stwórczej mocy Boga, tylko chaotycznych procesów natury lub działania złośliwych demonów (jak wierzyli niektórzy starożytni), to nie będziemy się spodziewali znaleźć w nim nic przepełnionego sensem czy pięknem. Takiego świata po prostu nie chce się poznawać. Teoria inteligentnego projektu nie szuka Boga w świecie, tylko szuka wyjaśnienia tego, co znajdujemy w świecie. Behe mówi, że doszedł do tej teorii, gdyż chciał wyjaśnić dane, które zaobserwował. W przypadku układów nieredukowalnie złożonych wyjaśnienie stanowi odwołanie się do celowego działania jakiejś inteligencji. Być może odpowiedź ta nie jest satysfakcjonująca, ale, jak mówi amerykański biochemik – „nie szukam odpowiedzi satysfakcjonujących, lecz prawdziwych”. Na dłuższą metę to naturalizm jest szkodliwy dla nauki, a przede wszystkim dla samych naukowców. Największe odkrycia w historii nauki nie były dokonywane przez programowych naturalistów, lecz raczej, przez ludzi myślących w kategoriach teistycznych.

Wielka materialistyczna opowieść

Ad 3. Trzeci problem dotyczy wiarygodności teorii ewolucji. Ale co właściwie ma pan Sporniak na myśli nazywając teorię ewolucji „jedną z trzech globalnych teorii przyrodniczych”? Jeżeli ewolucję zdefiniujemy jako po prostu zmianę rzeczy w czasie, to ewolucja jest faktem. Wszystko się zmienia i my to widzimy. Nie sposób zaprzeczyć takiej „globalnej teorii”. Niemniej, teorie tłumaczące wszystko, w istocie nie tłumaczą nic. Dlatego ewolucjoniści mają na myśli coś innego niż tylko „zmianę w czasie” – w istocie chodzi tu o wielką materialistyczną narrację, w myśl której cały świat, wszystkie elementy przyrody, tak ożywionej jak i nieożywionej, ukształtowały się w wyniku chaotycznych procesów przyrodniczych poddanych naturalnej selekcji. Teoretycy IP ostrze krytyki kierują nie przeciwko „ewolucji w ogóle”, lecz przeciwko bardzo określonej idei makroewolucji biologicznej opartej na procesach darwinistycznych. Istotę tego poglądu stanowi teza, że wszystkie gatunki zwierząt i roślin powstały na mocy przypadkowych mutacji i przetrwania najlepiej dostosowanych. Z teorią inteligentnego projektu może być nawet zgodna idea wspólnego pochodzenia od jednego przodka (common ancestry), czy idea transformizmu gatunkowego, ale nie może być z nią zgodny pogląd, jakoby taka ewolucja dokonała się na mocy wyłącznie przypadku i konieczności. Zatem podstawowy błąd pana Sporniaka polega na tym, że nie wyjaśnia znaczenia słowa „ewolucja”, czy określenia „teoria ewolucji”, którymi operuje. W zależności od tego, co przez nie rozumie, jego tezy mogą być bardziej lub mniej uzasadnione.

Często stawia się teorię Darwina obok teorii Newtona (mechanika klasyczna), teorii heliocentrycznej Kopernika, ogólnej teorii względności Einsteina czy mechaniki kwantowej. Jednak zestawienie to jest chybione, ponieważ wszystkie te teorie odpowiadają na pytanie „jak działają elementy świata przyrody?” Spośród nich tylko teoria Darwina próbuje odpowiedzieć na rodzajowo inne pytanie – „skąd się wzięły elementy świata przyrody?” O ile to pierwsze pytanie jest naukowe i nauka ma kompetencje udzielić na nie odpowiedzi, o tyle to drugie przekracza jej możliwości. Z samej natury rzeczy teoria Darwina nie może wyjaśnić tego, co próbuje wyjaśnić, gdyż pytanie o pochodzenie gatunków przekracza kompetencje czystego przyrodoznawstwa. Zamiast więc szukać analogii między teorią ewolucji Darwina a teoriami Einsteina czy Newtona, należałoby raczej poszukać analogii między teorią Darwina a tak zwanymi wielkimi redukcjonizmami XIX wieku, takimi jak marksizm, freudyzm, pozytywizm, czy ateizm Feuerbacha i Nietschego. Redukcjonizm to pogląd, który próbuje sprowadzić zjawiska wyższego rzędu do zjawisk rzędu niższego, najczęściej do czysto materialnych procesów. Tak powstały marksistowskie koncepcje genezy religii i freudowskie koncepcje genezy relacji międzyludzkich. Wszystkie wielkie redukcjonizmy w zasadzie upadły na przestrzeni XX wieku. Ostatnim żywotnym redukcjonizmem pozostał darwinizm. Nie ma jednak wątpliwości, że i go czeka wielki schyłek. Dlaczego jednak darwinizm jest dużo trwalszy niż pozostałe dziewiętnastowieczne „–izmy”? Ponieważ jest bardziej abstrakcyjny i ahistoryczny. Jego tezy nie są weryfikowalne ani empirycznie ani historycznie. W dodatku, jak twierdzi R. Dawkins, to dopiero darwinizm sprawił, że można być intelektualnie spełnionym ateistą. Przed Darwinem ateizm był logicznie możliwy, ale dopiero po nim stał się intelektualnie „kompletny”. W istocie toczą się dzisiaj dwie równoległe debaty: Pierwsza to spór darwinizm – inteligentny projekt. Ta debata toczy się na forum powszechnym i będzie trwała tak długo, jak długo będzie istniał ateizm, czyli zapewne do końca świata. Nowożytny ateizm nie może bowiem istnieć bez ewolucji. Zatem sama ewolucja nigdy nie upadnie; będą się jedynie zmieniać jej rzekome „mechanizmy” i „wyjaśnienia”. Druga debata toczy się w samym Kościele i dotyczy sposobu powstania świata – czy jego główne elementy powstały w wyniku osobnych Boskich aktów stwórczych, jak naucza Pismo Święte i cała Tradycja, czy raczej na mocy nieokreślonych procesów naturalnych, czyli, tak zwanych, „przyczyn wtórnych” jedynie zaplanowanych lub kierowanych przez Boga? Co do pozytywnego zakończenia tej debaty można być optymistą, choć nie należy także lekceważyć tajemniczego pytania Jezusa: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8).

Pan Sporniak nie dopuszcza myśli, że być może to, co nazywa „teorią ewolucji” wcale nie jest jakąś określoną teorią tylko niezwykle obszerną zbitką często sprzecznych i zazwyczaj nieuzasadnionych twierdzeń. Dawid Berliński porównuje „teorię ewolucji” do pokoju pełnego dymu – tam nie jest nic jasno określone, nic rzetelnie zdefiniowane. Zdaniem pana Sporniaka teoria ewolucji jest „teorią spełniającą metodologiczne wymogi, znajdującą nowe empiryczne potwierdzenia, nie tylko wyjaśniającą coraz szerszy zakres zjawisk, ale także przewidującą nowe zjawiska”. Jeżeli tak jest, to dlaczego w USA około 70% a w Wielkiej Brytanii (ojczyźnie „wielkiego badacza”) około 50% społeczeństwa nie akceptuje tej teorii?1 Dane te nie zmieniły się znacząco na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Czy istnieje jakakolwiek teoria naukowa, która budziłaby tak szerokie społeczne niedowierzanie? Czy jest w ogóle sens robić badania na temat akceptowalności ogólnej teorii względności lub mechaniki kwantowej? Czy jakakolwiek inna teoria wzbudza społeczne kontrowersje? Już same te fakty sugerują, że z „Darwinem coś jest nie tak” i większość ludzi po prostu intuicyjnie to wyczuwa. Kiedyś sądzono, że brak akceptacji dla darwinizmu w społeczeństwie amerykańskim wynika z niskiego poziomu edukacji. W związku z tym teorii Darwina naucza się od przedszkola po studia wyższe. W efekcie przeciętny uczeń (tak w USA, jak i w Polsce) może przejść wszystkie szczeble edukacji podstawowej i średniej nie usłyszawszy nawet o głównych założeniach mechaniki kwantowej, ale o ewolucji Darwina słyszał każdy. Mimo to przeciętny uczeń nie ma problemu z akceptacją jakiejkolwiek teorii naukowej, ale z teorią Darwina taki problem pojawia się nader często. Być może więc nie mamy tu do czynienia z jakąś rzetelną teorią a raczej zespołem postulatów o materialistycznej proweniencji, które wzbudzają spontaniczny sprzeciw środowisk co bardziej odpornych na nachalną propagandę. Sami ewolucjoniści przyznają, że ewolucja jest raczej założeniem z jakim podchodzą do zgromadzonego materiału, niż wnioskiem z badań.

W tym kontekście tym wyraźniej objawia się ideologiczne zaplecze twierdzenia pana Sporniaka, że „atak na współczesny neodarwinizm jest po prostu atakiem na naukę”. W tego typu twierdzeniach wyraża się przewrotność myślenia „piewców ewolucji”. Nie jest bowiem ważne jakimi argumentami dysponują przeciwnicy „ewolucji”. Jeżeli stawiają niewygodne pytania, to atakują nie teorię ewolucji, lecz samą naukę. Dlaczego tak? Ponieważ nauka utożsamia się tutaj z ewolucją. Ewolucja nie jest już jakąś wybraną teorią, lecz fundamentem, optyką, założeniem, religią naukowców-ateistów. Zgrabnie operując definicją nauki, wstawia się założenia w miejsce wniosków, utożsamia się „teorię ewolucji” nie tylko z wytłumaczeniem określonych zjawisk, ale z samą nauką, a ostatecznie z wszelkim racjonalizmem. Jest jasne, że jeżeli naukę zdefiniujemy jako ateizm, to żaden teizm nie będzie naukowy. Tyle, że idąc za tą logiką, nawet zwykłe odmówienie „Ojcze nasz” będzie atakiem na naukę. Tymczasem to czego oczekują przeciwnicy darwinizmu, to nie żonglowanie definicją nauki tak, aby wykluczała inne niż darwinistyczne wyjaśnienia, lecz raczej odpowiedzi na konkretne argumenty. Szkoda, że pan Artur Sporniak nie podjął nawet próby udzielenia takiej odpowiedzi.

Na koniec podzielę się cytatem z książki, która we wrześniu ukaże się w USA. Tytuł: Mind and Cosmos: Why the Materialist Neo-Darwinian Conception of Nature Is Almost Certainly False (Umysł i kosmos. Dlaczego materialistyczna neodarwinistyczna koncepcja przyrody jest prawie na pewno fałszywa?). Choć autorem książki jest filozof-ateista, Thomas Nagel, to tytuł nie jest ironiczny. Nagel nie akceptuje wprawdzie inteligentnego projektu, ale jednocześnie widzi, że teoria ta stawia poważne wyzwanie darwinizmowi:

„[…] Do rozważenia tych zagadnień zostałem zachęcony przez krytykę obowiązującego obecnie obrazu świata […] prowadzoną przez obrońców inteligentnego projektu. Nawet jeśli pisarze tacy jak Michael Behe lub Stephen Meyer kierują się choćby w części swoimi motywacjami religijnymi, argumenty empiryczne, które przedstawiają przeciwko prawdopodobieństwu, że początki życia i jego ewolucyjna historia mogą zostać całkowicie wyjaśnione przez fizykę i chemię, są same w sobie najbardziej godne zainteresowania. Inny sceptyk, Dawid Berlinski, podniósł te same zastrzeżenia bez odniesień do wnioskowania o projekcie. Nawet jeżeli ktoś nie skłania się do wyjaśnienia poprzez działania projektanta, problemy, które stawiają ci „ikonoklaści” wobec ortodoksyjnego konsensusu naukowego powinny być traktowane poważnie. Nie zasługują na pogardę z jaką się powszechnie spotykają. Jest to w sposób jawny nieuczciwe”2.

Michał Chaberek OP

1 Por. np. badania instytutu „Theos” z końca 2008 roku. C. Lawes, Faith and Darwin: Harmony, Conflict, or Confusion?, London: Theos 2009.

2 http://www.evolutionnews.org/2012/08/no ... 63451.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 30 sie 2012, 10:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
RATUJMY KOSMOS- spojrzenie neo-darwinisty


Lem o evolucjonizmie

[Przypominam tekst, który umieściłem przed prawie pięciu laty. Liczba czytelników wzrosła od tego czasu pięciokrotnie, a pamięć pozostałych ... może juz nie tak doskonała.. MD]

[St. Lem, przed swym zauroczeniem poprawnością, pisywał piękne i mądre przypowieści. Poniższy fragment z Dzienników gwiazdowych Ijona Tichego, podróż XXV. Poniższy tekst to nie parodia uczonych ewolucjonistów, to jakby przepisane od NICH. Adm.]

...Dawno temu w okolicy Tairii wpadł na rafę meteory­tową statek wiozący kartofle dla kolonistów na Latrydzie. Przez powstałą w powłoce dziurę wysypał się cały ładunek. Statek zdjęto z rafy i przyholowano ratowniczymi rakie­tami na Latrydę, po czym historia ta poszła w zapomnienie. Tymczasem kartofle, które spadły na powierzchnię Tairii, wypuściły kiełki i poczęły w najlepsze rosnąć. Jednakowoż warunki ich bytowania były niesłychanie ciężkie: z wyso­kości spadał raz po raz żwir kamienny tłukąc młode pędy, a nawet zabijając całe rośliny. Skutek tego był taki, że ze wszystkich ocalały tylko ziemniaki najroztropniejsze, które umiały się odpowiednio urządzić i znaleźć sobie schronie­nie. Tak wyłoniona rasa bystrych kartofli rozwijała się coraz bujniej. Po szeregu pokoleń, znudziwszy sobie osia­dły tryb życia, ziemniaki same się wykopały i przeszły do bytowania koczowniczego. Równocześnie straciły zupełnie łagodność i bierność właściwą kartoflom ziemskim, oswo­jonym dzięki troskliwej opiece i hodowli. Dziczejąc coraz bardziej, stały się w końcu drapieżnikami. Ma to głębokie uzasadnienie w ich rodowodzie. Jak wiadomo, kartofel, Solanum tuberosum, należy do rodziny psiankowatych (Solanaceae), a pies, rzecz znana, pochodzi od wilka i pusz­czony do lasu może zdziczeć. To właśnie stało się z kar­toflami na Tairii. Kiedy im się już ciasno zaczęło robić na planecie, nadszedł nowy kryzys; młode pokolenie kartofli rozpierała żądza czynu; pragnęły dokonać rzeczy niezwy­kłych i całkiem dla roślin nowych. Zwróciwszy nać w stro­nę nieba dostrzegły szybujące tam odłamy kamienne i po­stanowiły się na nich osiedlić.

Zbyt daleko by to nas zaprowadziło, gdybym chciał streścić tu całą teorię profesora Tarantogi, ukazującą, jak kartofle przyuczyły się najpierw latać trzepocząc liśćmi, a następnie jak wzniosły się poza obręb atmosfery Tairii, by osiąść wreszcie na okrążających planetę odłamach skal­nych. W każdym razie udało im się to tym łatwiej, że za­chowując roślinną przemianę materii mogły przez dłuższy czas przebywać w próżni, obywając się bez tlenu i czerpiąc życiową energię z promieni słonecznych. Na koniec, roz­zuchwalone, jęły napadać na rakiety przelatujące obok planety.

Każdy badacz na miejscu Tarantogi ogłosiłby tę wy­śmienitą hipotezę i spoczął na laurach, lecz profesor posta­nowił nie spocząć, póki nie schwyta jednego przynajmniej drapieżnego kartofla. .........

......... cd. w Podróży XXV Ijona Tichego

============================

Bardzo zabawna parodia rozumowań "uczonych" jest też w Apelu Ijona Tichego "Ratujmy Kosmos". Polecam!

Ponieważ zdarzają się (rzadko, mam nadzieję) lenie, którym nie chce się sięgnąć na półkę po Lema, kopiuję mały fragment Apelu :

..........

Na Protostenezie żyje mały ptaszek, będący odpowiednikiem ziemskiej papugi, nie gada on jednak, lecz pisze. Najczęściej niestety wypisuje na pło­tach nieprzyzwoite wyrazy, jakich uczą go ziemscy turyści. Ptaszka tego pewni ludzie umyślnie doprowadzają ci: wściekłości, wytykając mu błędy ortograficzne. Zaczyna wówczas zjadać ze złości wszystko, co zobaczy. Podtykają mu pod dziób imbir, rodzynki, pieprz oraz krotowrzask, rodzaj ziela, wydającego o wschodzie słońca przeciągły krzyk (jest to ziele kuchenne, używane też czasem zamiast budzika). Kiedy ptaszek ginie z przejedzenia, biorą go na rożen. Zwie się on pismaczek przedrzeźniak (graphomanus spasmaticus Essenbachii). Temu rzadkiemu gatunkowi grozi obecnie zagłada, ponieważ każdy turysta, przybywający na Protostenezę, ostrzy sobie zęby na przysmak, za jaki uchodzą pieczone pismaczki w malignie.

I znów, pewne osoby uważają, że jeśli my zjadamy stworzenia z innych planet, wszystko jest w porządku, gdy natomiast dzieje się wręcz odwrotnie, podnoszą wrzask, wzywają pomocy, domagają się ekspedycji karnych. A przecież wszelkie oskarżenia fauny czy flory kosmicznej o przewrotność i podstępne skłonności są antropomorfizują­cym nonsensem.

Jeśli zmyłek oczajduszny, który wyglądem przypomina zbutwiały pień, staje w odpowiedniej pozie na tylnych nogach i udaje drogowskaz przy górskim szlaku, wyprowadzając przechodniów na bezdroża, a gdy spadną w przepaść, schodzi na dół, żeby się posilić, jeśli, powiadam, czyni tak, to tylko dlatego, że służba porządkowa nie dba w Rezerwacie o znaki drogowe, z których złazi farba, przez co butwie­ją i stają się podobne do owego zwierzęcia. Każde inne na jego miejscu uczyniłoby to samo.

Osławione fatamorgany Stredogencji zawdzięczają swe istnienie wyłącznie niskim skłonnościom ludzkim. Dawniej rosły na tej planecie liczne zimniaki, a cieplaków prawie się nie spotykało. Obecnie te ostatnie rozmnożyły się nie­słychanie. Nad ich zaroślami ogrzane w kunsztowny sposób powietrze, uginając się, powoduje miraże barów, które nie­jednego już przybysza z Ziemi przyprawiły o zgubę. Po­wiadają, że wszystkiemu winne są cieplaki. Ale czemuż to wytwarzane przez nie fatamorgany nie naśladują szkół, księgarni lub klubów samokształceniowych? Czemu ukazują zawsze tylko miejsca wyszynku alkoholowych napoi? Bez wątpienia, ponieważ mutacje są bezkierunkowe, zrazu cie­plaki wytwarzały wszelkie możliwe miraże, ale te z nich, które demonstrowały przechodniom kluby, biblioteki czy kółka samokształceniowe, zginęły z głodu, przy życiu utrzy­mała się jedynie odmiana barowa (thermomendax spirituo­sus halucinogenes z rodziny Antropofagów). Cudowne zaiste zjawisko, jakim jest doskonałość przystosowania, umożli­wiająca cieplakom rytmiczne wyrzucanie ciepłego powie­trza, w którym powstaje miraż, stanowi dobitne oskarżenie naszych wad. Selekcję odmiany barowej wywołał sam czło­wiek - jego godna pożałowania natura.

Oburzył mię list do redakcji zamieszczony w "Echu Stredogenckim". Czy­telnik tej gazety domagał się wykarczowania zarówno cie­plaków, jak i uroczych cichlustów, tych wspaniałych drzew, stanowiących największą ozdobę każdego parku. Kiedy na­tnie się ich korę, tryska spod niej jadowity, oślepiający sok. Cichlust jest ostatnim drzewem stredogenckim, nie zrytym od góry do dołu napisami i monogramami i mielibyśmy teraz z niego zrezygnować? Podobny los zdaje się czekać tak cenne okazy fauny, jakimi są: mściwiec bezdrożnik, za­tapiacz bulgotny, rozkęs przytajnik czy wyjec elektryczny, który, aby ratować siebie i swoje potomstwo przed niszczą­cym nerwy hałasem, jaki w leśną głuszę wniosły niezliczone aparaty radiowe turystów, wytworzył dzięki selekcji od­mianę zagłuszającą szczególnie hałaśliwe audycje, a zwłasz­cza muzykę jazzową! Organy elektryczne wyjca emitują fale na kształt superheterodyny, niezwykły więc ów stwór przyrody winien znaleźć się rychło pod ochroną.

Co się tyczy fetorówki obrzydlnicy, przyznaję, iż woń, jaką ona wydaje, nie ma sobie równej. Doktor Hopkins z uniwersytetu w Milwaukee obliczył, że szczególnie ener­giccze okazy potrafią wytwarzać do pięciu tysięcy cuchów (jednostka odorowa) na sekundę. Ale nawet małe dziecko wie, że fetorówka zachowuje się w ten sposób tylko wtedy, kiedy się ją fotografuje.

Widok wycelowanego aparatu fotograficznego wyzwala odruch, zwany refleksem soczewkowo-podogonowym, jakim Natura usiłuje bronić owe niewinne stworzonko przed natarczywością gapiów. Prawda, że fetorówka, będąc nieco krótkowzroczna, bierze niekiedy za fotoaparat przedmioty takie, jak papierośnica, zapalniczka, zegarek, a nawet orde­ry i odznaki, ale to także po części dlatego, że niektórzy turyści używają aparatów zminiaturyzowanych, a wtedy łatwo o pomyłkę. Co się zaś tyczy spostrzeżenia, że feto­rówka w ostatnich latach zwielokrotniła swój zasięg i pro­dukuje do ośmiu megacuchów na hektar, należy wyjaśnić, że spowodowane to zostało masowym stosowaniem tele­obiektywów.

Nie chciałbym wywołać wrażenia, jakobym uważał wszystkie zwierzęta i rośliny kosmiczne za nietykalne. Za­pewne, mordelia wyżwawka, tryblas druzgotek, ćpacz sma­kowniczek, pośladkówka otwornica, trupawka niedoćmawa czy wszechjadek bylepas nie zasługują na jakąś specjalną sympatię. Jak również te wszystkie wychwostki z rodziny autarkicznych, do których należą Gauleiterium Flagellans. Syphonophiles Pruritualis. czyli drwacz wyprzasek brzesz­czozgrzębny oraz rozrabień wrzaskotek i stróżyczka pieści­dławka (lingula stranguloides Erdmenglerbeyeri). Ale jeśli się dobrze zastanowić i postarać o obiektywizm, dlaczego właściwie człowiek może zrywać kwiaty i suszyć je w ziel­niku, a roślinę, która obrywa i maceruje uszy, uważać trze­ba zaraz za coś przeciwnego Naturze? Jeśli echoń pyskatek (echolalium impudicum Schwamps) rozmnożył się na Aedo­noksji ponad wszelką miarę, to i za to winę ponoszą ludzie. Echoń czerpie bowiem energię życiową z dźwięków - dawniej służyły mu do tego celu grzmoty, dlatego i teraz jeszcze chętnie przysłuchuje się odgłosom burzy, ale obecnie prze­stawił się na turystów, z których każdy poczytuje sobie za obowiązek uraczyć go wiązanką najplugawszych przekleństw.

[....]

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 07 wrz 2012, 11:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Czytając te brednie lewackiego ideologa można mieć kłopot ze zrozumieniem tego wyalienowania, wyobcowania, braku empatii, braku współczucia, braku zrozumienia. Skąd u człowieka wykształconego, umiejącego pisać i czytać, i nawet formułować własne myśli, tyle barbarzyństwa? To wypowiedział jeden z największych materialistycznych ideologów, autorytet, posąg ideologiczny.
Chciał aby wszyscy byli takimi jak on. Jeżeli ktoś inaczej pojmował życie, świat to wg. niego należało go zabić.


Engels – opowieść o lewicowych tradycjach

Spojrzenie na historię przez pryzmat biografii znaczących postaci jest zawsze interesujące, odświeżające; pozwala odkryć nowe, nieznane aspekty dość dobrze (jak mogłoby się wydawać) znanych zjawisk historycznych. Nie inaczej jest z biografami twórców tzw. socjalizmu naukowego. Książka o Fryderyku Engelsie, autorstwa brytyjskiego historyka Tristrama Hunta (Świat Książki 2012), pozwala spojrzeć na narodziny marksizmu nie tylko od strony kształtowania się doktrynalnego oblicza tej nowej emanacji socjalizmu, ale również daje pogląd o „życiu towarzyskim i uczuciowym” jego twórców. Dzięki lekturze tej monografii można skonstatować, jak wiele starego jest w tzw. nowej lewicy.

Ot, chociażby pojęcie „kawiorowej lewicy”, które przyjęło się stosować wobec zachodnioeuropejskich socjalistów z przełomu XX i XXI wieku. Ale na długo przed tym, jak niemiecki kanclerz (i szef SPD) Gerhard Schroeder zaczął występować w sesjach zdjęciowych, reklamując drogie garnitury i markowe cygara, to Fryderyk Engels paradował we fraku („Komunista we fraku” – taki jest tytuł biografii autorstwa Hunta).

Odsłonięta przez brytyjskiego historyka biografia Engelsa to archetyp (w sensie obyczajowym, życia codziennego) całej dzisiejszej „kawiorowej lewicy” i wywodzących się z bogatych rodzin „dzieci kwiatów”, dziarsko walczących z marihuaną w ręce przeciw niegodziwościom burżuazyjnego świata. Engels - syn właściciela jednej z największej w Manchesterze firm przemysłu bawełnianego – miał jednak swoje zmartwienia. Jak pisał w 1858 roku z żalem do swojego przyjaciela Marksa: przez ostatnie sześć miesięcy nie miałem ani jednej okazji, żeby zrobić użytek ze swojej umiejętności przyrządzania sałatki z homara – ‘quelle horreur’; można zupełnie wyjść z wprawy.

Cóż dziwnego więc, że w tych zmartwieniach człowiek szukał zapomnienia w innych przyjemnościach. Na przykład w polowaniach na lisa w ramach ekskluzywnego klubu myśliwskiego „Cheshire Hounds”. Oddawanie się tej arystokratycznej przyjemności umożliwił Fryderykowi Engelsowi fabrykant i „wyzyskiwacz manchesterskiej klasy robotniczej”, czyli jego ojciec. Mój stary, jako prezent na Boże Narodzenie, dał mi do dyspozycji pieniądze na kupno konia, a że się dobry koń trafił, więc kupiłem go w ubiegłym tygodniu – dowiadywał się w 1857 roku w jednym z listów od swojego przyjaciela (i sponsora strategicznego) Karol Marks.

W tym czasie ten ostatni pracował nad ukończeniem pierwszego tomu „Kapitału”. Engels, jak możemy dowiedzieć się z książki Tristrama Hunta, preferował zapoznawanie się z kapitałem w bardziej praktyczny i namacalny sposób. Po jego śmierci wśród aktywów ujawnionych w testamencie znajdowało się ponad 22 tysiące (w przeliczeniu na dzisiejszą walutę: ponad dwa miliony) funtów w akcjach. Jak wyjaśniał jednemu z przywódców niemieckiej socjaldemokracji: pomstowanie na giełdę słusznie nazywa Pan drobnomieszczańskim. Giełda zmienia tylko podział ukradzionej już robotnikom wartości dodatkowej. Co ciekawe, jako aktywny inwestor giełdowy Engels wiedział, kiedy należy dać sobie spokój z socjalistycznymi mrzonkami. Jak wyjaśniał Eduardowi Bernsteinowi: nie jestem taki głupi, żeby szukać w socjalistycznej prasie rady przy takich operacjach [giełdowych]. Każdy kto tak postępuje, sparzy sobie palce, i dobrze mu tak!

Tristram Hunt przypomina na kartach swojej książki o jeszcze jednym, istotnym wątku, stale obecnym w tradycjach niemieckiej lewicy, to znaczy o szowinizmie narodowym. Zanim niemiecki narodowy socjalizm zaczął głosić swoje „naukowe teorie” o wyższości rasowej „Nordyków” i o istnieniu „mniej wartościowych narodów”, w pismach Fryderyka Engelsa (oraz Karola Marksa) co rusz można natknąć się na pogardliwe uwagi o tzw. niehistorycznych narodach. W tym gronie Engels umieszczał przede wszystkim Słowian, ale również Irlandczyków czy Duńczyków.

Zniknięcie z mapy Europy tych „pozbawionych historii” narodów – jak uczył Engels – było czynem ze wszech miar pozostającym w zgodzie z „obiektywnym rozwojem dziejowym”, było wprost dziejową koniecznością i czymś postępowym, bowiem – jak wyjaśniał Engels – owe szczątki ludów występują za każdym razem jako fanatyczni nosiciele kontrrewolucji i pozostają nimi aż do zupełnej swej zagłady bądź wynarodowienia, tak jak w ogóle samo ich istnienie jest już protestem przeciw wielkiej rewolucji historycznej.
Te słowa Engels pisał w okresie Wiosny Ludów, wielkiego przebudzenia narodowego w całej Europie Środkowej. Tego typu poglądom pozostał wierny długo po 1848 roku. W 1882 roku w jednym ze swoich listów pisał o Słowianach: mam w sobie tyle autorytaryzmu, że uważam za anachronizm istnienie takich małych prymitywnych narodów w sercu Europy […] trzeba te narody oraz ich prawo do grabieży bydła poświęcić bez litości w imię interesu europejskiego proletariatu.

Przyszła rewolucja – jak uczył Engels – będzie nie tylko eksterminacją „klas wyzyskujących”, ale jej koniecznym dopełnieniem musi być ludobójstwo. Najbliższa wojna światowa zmiecie z powierzchni ziemi nie tylko reakcyjne klasy i dynastie, lecz również całe reakcyjne narody. A to jest także postęp. Kilkadziesiąt lat później niemieccy narodowi socjaliści na ten sam proceder ukują inną nazwę: „ostateczne rozwiązanie”.

Wobec „reakcyjnych narodów” każdy akt agresji należy usprawiedliwić. W dobie Wiosny Ludów Fryderyk Engels w następujący sposób usprawiedliwiał niemiecką (pruską przede wszystkim) agresję na Danię: takim samym prawem, jakim Francuzi zabrali Flandrię, Lotaryngię oraz Alzację, i prędzej czy później zabiorą Belgię – takim samym prawem Niemcy zabierają Szlezwik: prawem cywilizacji wobec barbarzyństwa, prawem postępu wobec zastoju.

Warto w tym kontekście przypomnieć, że pruska propaganda już od czasów Fryderyka II przedstawiała rozbiory Polski jako czyn „cywilizacyjnie postępowy”. Prusacy mieli wchodzić na polskie ziemie jako „ci, którzy przynoszą kulturę” (Kulturtrager) do zupełnej dziczy. Znamieniem szczególnego cywilizacyjnego regresu, zarówno dla pruskich propagandystów, jak i Fryderyka Engelsa (toczącego ze swoich rezydencji w Manchesterze i Londynie zażarte boje z „reakcyjnym junkierstwem”), była katolickość całego narodu. Tak bardzo reakcyjny naród musi być tym surowiej ukarany, rzecz jasna w imię postępu.

Po wojnie meksykańsko-amerykańskiej (zakończonej w 1846 roku) Engels nie miał żadnych wątpliwości, że odebranie Meksykowi niemal połowy terytorium jest właśnie czynem postępowym: czy to takie nieszczęście, że wspaniałą Kalifornię odebrano leniwym Meksykańczykom, którzy nie wiedzieli w ogóle, co z nią począć? A cóż powiedzieć o Irlandczykach? W swoim pierwszym „naukowym” dziele o położeniu klasy robotniczej w Anglii Engels odpowiadał: południowy [sic!], lekkomyślny charakter Irlandczyka, jego nieokrzesanie stawiające go niewiele wyżej od dzikusa, jego pogarda dla wszelkich bardziej ludzkich przyjemności (…) jego brud i nędza, wszystko to sprzyja u niego pijaństwu.

Postponując Irlandczyków, Engels posługiwał się, jak widać z powyższego cytatu, motywami dobrze nam znanymi z pruskiej (a potem niemieckiej) antypolskiej propagandy posługującej się pojęciem polnische Wirtschaft („polskie gospodarowanie”) jako synonimem „polskiego niedbalstwa, niechlujstwa, niezaradności”. Stałym motywem (także ikonograficznym) w tym szkalowaniu była „polska świnia” ukazująca nie tylko rzekomą predylekcję Polaków do brudu, ale również naszą niską moralną konduitę. Tym samym instrumentem posłużył się Engels wobec Irlandczyków: Irlandczyk przywiązany jest do swojej świni tak jak Arab do swojego konia (…) je z nią i śpi z nią, jego dzieci bawią się z nią, jeżdżą na niej, tarzają się z nią w błocie.

Hunt przypomina również ogólnie znaną kwestię antysemityzmu twórców „naukowego socjalizmu”, prezentowaną zwłaszcza wobec każdorazowych konkurentów do dominacji w ruchu socjalistycznym. Ferdynand Lassalle – pierwszoplanowa postać w powstającej na początku lat sześćdziesiątych XIX wieku w Prusach socjaldemokracji – regularnie był nazywany przez Engelsa w jego korespondencji z Marksem jako „Icek” vel „baron Icek”, względnie „żydowski Murzyn”.

Człowiekowi, wedle którego zniszczenie całych narodów jest czynem „cywilizacyjnie postępowym”, tym łatwiej przychodziło zaakceptować powstawanie wielkich imperiów kolonialnych. Z pewnością Engels nie postrzegał tego zjawiska jako „ostatnie stadium rozwoju imperializmu” (Lenin), ale raczej jako czyn usuwający z mapy świata narody „pozbawione historii”. Na przykład – jak pisał w 1848 roku – „podbój Algierii jest ważnym i korzystnym czynnikiem dla postępu cywilizacji. A jeśli możemy ubolewać nad utraconą wolnością Beduinów z pustyni, nie wolno nam zapominać, że ci sami Beduini byli narodem rabusiów. Wszak nowoczesny burżuj, z cywilizacją, przemysłem, porządkiem i choćby względnym oświeceniem, jakie ze sobą przynosi, jest lepszy od pana feudalnego czy koczowniczego rozbójnika.

Z perspektywy takiej emanacji niemieckiej lewicy, jaką był narodowy socjalizm, tego typu wynurzenia Engelsa skłaniają do akcentowania ciągłości pewnych wątków w lewicowym spojrzeniu na świat. Z drugiej strony w obecnym świecie lewicowej politycznej poprawności, za tego typu komentarze Engels łatwo mógłby narazić się na sprawę karną z paragrafu o „mowie nienawiści”. Tym bardziej że był zadeklarowanym „homofobem”. W 1869 roku z nieukrywanym obrzydzeniem informował Marksa o tym, że pederaści zaczynają liczyć swoje szeregi i uważają, że stanowią siłę w państwie (…) Całe szczęście, że my osobiście jesteśmy zbyt starzy, byśmy w razie zwycięstwa tej partii mieli się jeszcze obawiać, że każą nam ciałem płacić haracz zwycięzcom (…). Nam biednym ludziom operującym frontalnie, z naszą dziecinną skłonnością do kobiet, niełatwo wówczas będzie żyć.

Jedno jest pewne. Fryderyk Engels mając do wyboru: polowanie na lisa czy „paradę równości”, specjalnie by się nie wahał.

Grzegorz Kucharczyk

http://www.pch24.pl/engels---opowiesc-o ... z25m1pGIgi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 20 paź 2012, 15:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Zabawa w państwo

Ewa Polak-Pałkiewicz (2004 r.)

Jedna z najbardziej uroczych scen Dzieci z Bullerbyn opowiada, jak dwie dziewczynki siedziały w parowie pod lasem i „same nie wiedziały, co robiły”. Polegało to na tym, że namaszczonym tonem wypowiadały różne głupstwa, z czego zaśmiewała się, siedząca w ukryciu, reszta towarzystwa z Bullerbyn.

W życiu zdarza się, że dorosłe kobiety „same nie wiedzą, co robią”, nie jest to jednak ani urocze, ani zabawne. Tym bardziej, że zwykle nie są w stanie przyznać się do tego nawet same przed sobą, a wypowiedziane przez nie z największą powagą nonsensy budzą tylko irytację i gniew. Magdalena Środa, pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, wypowiadając w Sztokholmie swoją oficjalną opinię na temat „win Kościoła wobec kobiet”, ośmieszyła zarówno rząd, jak i środowisko naukowe – jest filozofem, etykiem z tytułem doktora – ale jej wysokie mniemanie o sobie pozostało niczym niezmącone. Należy sądzić, iż odczucie, że coś jest nie tak z myśleniem, z odczytywaniem rzeczywistości, nie jest znane tej kategorii intelektualistów. Są oni w stanie zaadoptować do swojego systemu myślowego każde głupstwo, o ile można je efektownie sprzedać na giełdzie politycznej, gdzie licytują się wyznawcy postępu.

Głupstwa wygłaszane przez panią Środę nie są beztroską paplaniną, są ponure, twarde jak cepy. Różnica między agitatorkami dawniejszych rewolucji a dzisiejszymi ich muzami jest taka, że w wydaniu tych pierwszych Kościół prześladować miał lud, proletariat, a dziś jego ofiarami mają być kobiety (i homoseksualiści). Pani dr Środa twierdzi wszakże, że nie ma nic wspólnego z lewicą, a jej gwiazdą przewodnią jest oświecenie. Niewątpliwie, początki rewolucji sięgają tej epoki i jeszcze wcześniejszych czasów reformacji. Zanik pojęcia grzechu i rozzuchwalona pycha zaczęły już wówczas wyprowadzać ludzki umysł na manowce, co zaowocowało krwawą rewolucją we Francji. Smutny jest poziom „nauki”, który reprezentuje pani Środa, smutny obraz uniwersytetu, który ją wykształcił, tragiczny wręcz obraz środowiska feministek europejskich, do którego przyznaje się pani minister. Wszystko to ujmuje dziwaczna, karykaturalna funkcja rządowa, którą jej przydzielono. Opowiadanie się za czynieniem niwelacji, gdzie różnice uczynił Pan Bóg, jest zajęciem naprawdę godnym pożałowania. Przyniesie ono równie opłakane skutki społeczne, jak niegdysiejsze „wyzwalanie klasy robotniczej”. Marksistowski obłęd nakręcany przez nową lewicę europejską i przybierający formę ideologii poprawności politycznej, której ulegają najbardziej dziś wpływowe gremia w Europie – czego przykładem było odsunięcie prof. Rocco Buttiglionego od stanowiska komisarza unijnego – jest złą prognozą dla Polski. Kobieta, której wmawia się, że jest „proletariuszem świata”, „Żydem świata”, będzie niszczyła siebie i swoją rodzinę, będzie sfrustrowana, nieszczęśliwa, będzie myślała tylko o buncie i zemście. Takie kobiety są coraz częściej bohaterkami filmów, które stają się głośne tylko z powodów milionowych nakładów na reklamy.

Pani Środa, wychowana na analogicznych produktach kontrkultury – a kontrkultura likwidowała kontakt z rzeczywistością i próbowała wprowadzić w miejsce tradycyjnych instytucje zbędne, rozkładające ład moralny – będzie musiała kiedyś sama przed sobą rozliczyć się ze swoich uwikłań w kłamstwo. Opinia publiczna domagająca się odwołania pani pełnomocnik rządu wydaje walkę nie tyle jej samej, bo jest ona raczej osobą godną współczucia, ale jej niczym nieusprawiedliwionej pozycji urzędnika państwowego, którego zadaniem jest przecież reprezentować polską rację stanu. Harmonia między pozycją kobiet i mężczyzn, rodziny i państwa, Kościoła, społeczności wierzących, i władzy państwowej jest ważną częścią racji stanu.

Trudno spodziewać się, by obecny rząd stanął na wysokości zadania i istotnie wyciągnął wnioski personalne z tego manifestacyjnego ugodzenia w rację stanu przez panią Środę w Sztokholmie. Ale opinia publiczna – czyli my wszyscy, których myślenia nie zdołano wykoślawić, mamy obowiązek, w imię sprzeciwiania się anarchii urzędników państwowych, upominać się o tę zagrożoną rację stanu. W tym przypadku jest ona tożsama z upominaniem się o to, by szanowana była prawda o nauczaniu i roli Kościoła, a także by szanowana była kobieta, żona i matka, oraz by szanowany był mężczyzna, mąż i ojciec, w swoich niepowtarzalnych rolach.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0452&nr=41


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 05 gru 2012, 11:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Definicja marksizmu wg L. Kołakowskiego.

W debacie publicznej co rusz ktoś kogoś pomawia o bycie marksistą. Zastanówmy się nieco bardziej szczegółowo nad pytaniem, co to znaczy być marksistą. Leszek Kołakowski dowodził („Główne nurty marksizmu”, t. 2, PWN, Warszawa 2009, s. 12), że najprościej można scharakteryzować pojęcie marksizmu wyliczając kilka - kilkanaście klasycznych idei, które bodaj dostatecznie odróżniały marksistów od wyznawców utopijnego socjalizmu, anarchizmu, ale także od doktryn liberalnych i chrześcijańskich. Kołakowski kataloguje co najmniej dziesięć istotnych przekonań, które łącznie zebrane stanowią o światopoglądzie marksistowskim.

Pierwsze przekonanie głosi, że tendencje rozwojowe społeczeństwa kapitalistycznego, w szczególności koncentracja kapitału, uruchomiły ‘naturalną’ tendencję dziejowego procesu w kierunku socjalizmu. W konsekwencji socjalizm jest bądź nieuchronnym następstwem procesów akumulacji, bądź przynajmniej ich bardzo prawdopodobnym wynikiem.

Drugie, że socjalizm zakłada społeczną własność środków produkcji, a przez to zniesienie wyzysku, zniesienie dochodu niewypracowanego, zniesienie przywilejów i nierówności powstających z różnic w posiadaniu, zniesienie wszelkiej dyskryminacji ras, narodów, płci, religii.

Trzecie przekonanie głosi, że socjalizm zakłada powszechny dostęp do oświaty, swobody demokratyczne tj. wolność słowa i zrzeszeń, system reprezentacyjny na wszystkich szczeblach organizacji społecznej, a ponadto rozwinięty system opieki społecznej i zniesienie armii stałej.

Czwarte, że socjalizm jest w interesie całej ludzkości i otworzy wszystkim ludziom możliwości nieograniczonego rozwoju kulturalnego i dobrobytu. Jednakże nosicielem walki o socjalizm jest klasa robotnicza jako bezpośredni wytwórca podstawowej masy wartości, w związku z tym jest to klasa bezpośrednio i najbardziej zainteresowana w zniesieniu instytucji pracy najemnej.

Piąte przekonanie, że ruch ku socjalizmowi zakłada ekonomiczną i polityczną walkę proletariatu, to znaczy zarówno walkę o doraźną poprawę losu w ramach kapitalistycznego ustroju, jak też użycie wszelkich form politycznych, a zwłaszcza parlamentarnych. Walka o nowy ustrój wymaga, by proletariat zorganizował się uprzednio w samodzielne partie polityczne.

Szóste, że kapitalizm nie może być radykalnie zmieniony przez mnożenie reform i że klęski społeczne tego systemu tj. kryzysy, bezrobocie, postępująca nędza są zasadniczo nienaprawialne. Jednakże walka o reformy tj. ustawodawstwo pracy, demokratyzacja instytucji politycznych, czy lepsze warunki płacy jest konieczna, gdyż zaprawia proletariat do przyszłych bojów, uczy solidarności klasowej i znośniejszymi czyni istniejące warunki.

Siódme przekonanie głosi, że ostatecznie kapitalizm zostanie zniesiony w drodze rewolucyjnej, gdy dojrzeją ku temu zarówno warunki ekonomiczne kapitalizmu, jak świadomość klasowa proletariatu. Rewolucja nie jest jednak zamachem stanu, nie może być więc dziełem garstki konspiratorów, ale olbrzymiej większości pracującego społeczeństwa.

Ósme, że interesy proletariatu w skali światowej są identyczne, a rewolucja socjalistyczna musi być dziełem międzynarodowym.

Dziewiąte przekonanie, że w historii ludzkiej postęp techniczny jest decydujący w określaniu przemian struktury klasowej, te zaś wyznaczają podstawowe cechy instytucji politycznych i panujących ideologii.

Dziesiąte wreszcie głosi, że socjalizm nie jest tylko programem politycznym, ale poglądem na świat (światopoglądem), zakładającym, że rzeczywistość jest dostępna naukowej analizie. Tylko racjonalne badanie może odsłonić naturę świata i historii. Doktryny religijne i spirytualistyczne są wyrazem świadomości zmistyfikowanej i muszą obumrzeć wraz ze zniesieniem wyzysku i antagonizmów klasowych. Świat poddany jest prawom naturalnym i nie podlega opiece opatrznościowej, a człowiek jest produktem przyrody i powinien być badany jako jej cząstka, ale rządząca się szczególnymi prawami, niesprowadzalnymi wprost do praw przyrody przedludzkiej.

http://wierzejski.salon24.pl/469497,def ... akowskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 15 lut 2013, 07:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Gender – nowe słowo, stare lewactwo

Pragnąc zrozumieć ideologię gender, trzeba odbyć krótki kurs historii marksizmu-leninizmu. I nie można tego traktować jako pomyłki piszącego te słowa. Bez marksizmu nie zrozumiemy genderyzmu.

Marksizm – reaktywacja

Warto przypomnieć, że choć punktem wyjścia dla Marksa była analiza sytuacji Niemiec w XIX wieku, to stawiał on sobie ideały o wiele większe. Twierdził wprost, że „emancypacja Niemca jest emancypacją człowieka”. Co najbardziej ogranicza Niemca w szczególności, a człowieka w ogólności? Klasyk nie miał wątpliwości, że tym złowieszczym czynnikiem zniewolenia człowieka jest religia – swoisty produkt ludzkiej świadomości, „samowiedza i poczucie samego siebie u człowieka, który siebie bądź jeszcze nie odnalazł, bądź już znowu zagubił”.

Marks nie poprzestawał na rzucaniu haseł. Dążył do konsekwentnego ukazania i usunięcia korzeni zła, czyli koncepcji Boga. Pierwszym działaniem marksizmu była zatem eliminacja Boga, orzeczenie Jego nieistnienia. Skoro zaś pozbyto się Boga, to człowiek mógł przypisać sobie odebrane Bogu atrybuty. Stawały się one atrybutami człowieka. A pierwszym z nich jest atrybut stwórcy. Człowiek przestał w tej jednej chwili orzeczenia marksowskiego być stworzeniem, a odtąd stwarzał siebie sam.

„Wprost przeciwnie niż w filozofii niemieckiej, zstępującej z nieba na ziemię, my wstępujemy tu z ziemi do nieba. To znaczy, bierzemy za punkt wyjścia nie to, co ludzie mówią, imaginują sobie czy wyobrażają (…); bierzemy tu za punkt wyjścia ludzi rzeczywiście działających i z ich rzeczywistego procesu życiowego wyprowadzamy też rozwój ideologicznych refleksów i cech tego procesu życiowego. (…) Moralność, religia, metafizyka i wszystkie inne rodzaje ideologii oraz odpowiadające im formy świadomości tracą już przeto pozory samodzielności” (K. Marks, F. Engels. Ideologia niemiecka).

Człowiek został zatem wyzwolony od Boga, a zarazem pozbawiony moralności, religii, metafizyki. Problemem pozostała jednak natura człowieka. Marks miał za złe znanemu krytykowi chrześcijaństwa – Feuerbachowi, iż jego krytyka religii usunęła Boga, ale nie usunęła konsekwencji religijnego obrazu świata i człowieka.

Dopóki pojawia się mówienie o naturze człowieka, o prawie naturalnym, o naturalnej instytucji małżeństwa czy rodziny, to znaczy, że opisuje się człowieka nadal w kategoriach abstrakcyjnych i ahistorycznych. Faktycznym elementem walki z naturą stała się destrukcja natury społecznej i rodzinnej człowieka. Najkrócej i najzwięźlej – skoro nie ma Boga, nie ma też małżeństwa, które było ustanowione z Jego zamysłu. Tą kwestią zajął się wnikliwie Fryderyk Engels: „Tak więc małżeństwo pojedynczej pary bynajmniej nie wkracza do historii jako pojednanie między mężczyzną i kobietą, a tym mniej jako najwyższa forma małżeństwa. Przeciwnie. Zjawia się ono jako ujarzmienie jednej płci przez drugą, jako proklamowanie nieznanej dotychczas w dziejach pierwotnych wrogości płci. (F. Engels, Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa. W związku z badaniami Lewisa H. Morgana).

Gender – wagon w pociągu rewolucji

Marksistowski opis rzeczywistości małżeństwa i rodziny stał się znakomitym narzędziem w radykalnym feminizmie, który zawiązał się mniej więcej w latach 70. XX wieku. Do ruchu feministycznego radykałowie wnieśli stereotyp kobiety jako prototypu ”klasy uciskanej„, a za narzędzia ucisku uznali małżeństwo i ”obowiązkowy heteroseksualizm„.

Celem rewolucji feministycznej w tym okresie stało się już nie tylko usunięcie przywilejów mężczyzn, lecz wyeliminowanie różnicy między płciami. Dlatego w równym stopniu nowy feminizm godził zarówno w mężczyzn, jak i w kobiety podejmujące macierzyństwo.

Wtedy też pojawiła się mocna artykulacja marksowskiej tezy, iż role, jakie odgrywają kobieta i mężczyzna, zależą od kultury i historii. Istotnie, trzeba pamiętać, że w antropologii marksowskiej, człowiek jest pochodną materii i jej ruchu, jak również pochodną stosunków społeczno-ekonomicznych. Stąd jednak konsekwentny wniosek, że efektem tych dogmatów materializmu dialektycznego i materializmu historycznego jest nie tylko kwestia ról i zadań społecznych. Jest to kwestia produkcji tego, co tradycyjnie nazywane było ”naturą społeczną„ człowieka. Dlatego też radykalny feminizm, a za nim ideologia gender podkreślają, że np. w sercu kobiety nie ma naturalnych uczuć macierzyńskich, pojawiają się one dopiero na pewnym etapie historii. Skoro zaś się pojawiają, mogą też zanikać. I nie ma w tym nic zaskakującego.

W tym miejscu rodzi się postulat nowej rewolucji kulturalnej, która zniesie wszelką odmienność, wszelkie różnice, konstytuujące rodzinę. Nie można już tolerować rodziny budowanej na instytucji heteroseksualnego małżeństwa. Takie małżeństwo wyznacza wszak sztywny gorset ról i funkcji społecznych. Wyznacza zarazem kierunki ucisku kobiet. Istotą ucisku kobiet jest macierzyństwo i wychowywanie dzieci. Dziecko staje się zatem ostatecznym potwierdzeniem podrzędnego statusu kobiety, jest niejako symbolem jej ucisku i wyzysku. Wszystko zatem, co godzi w dziecko, w samo jego istnienie, nabiera charakteru wyzwoleńczego.

Z czym zatem należy wiązać gender od strony programowej? Aborcja na żądanie, antykoncepcja, całkowita wolność seksualna, zatrudnienie kobiet i przetrzymywanie dzieci we wspomaganych przez państwo żłobkach są warunkami koniecznymi do wyzwolenia kobiet. Jedna z czołowych propagatorek ideologii, Nancy Chodorow, w swojej książce ”The Reproduction of Mothering„ zauważa, że dopóki kobiety będą pełnić funkcje wychowawczo-opiekuńcze, dzieci będą rosnąć, postrzegając ludzkość podzieloną na dwie różne i – według niej – oczywiście nierówne klasy.

Dlatego też radykalny feminizm i genderyzm domaga się tego, aby dzieci żyły bez rodziny. Absolutnie zakazana staje się w tej perspektywie rodzina biologiczna. Jej odrzucenie czy wręcz unicestwienie sprawi, że ludzkość będzie mogła wreszcie powrócić do swej naturalnej, wielopostaciowej i perwersyjnej seksualności.

Ruch promarksistowski

Nietrudno dostrzec, że elementy lewactwa, wskazane pobieżnie wyżej, znajdują się u podstaw jednej z partii zasiadających w Sejmie. Może nawet nie jednej… Spory sejmowe najnowszej kadencji rozpoczęły się od walki o krzyż, o zniesienie znaku obecności Boga w przestrzeni publicznej. Tak jak to postulował stary Marks. Najpierw detronizacja Boga, potem intronizacja… No właśnie, kogo? Człowieka? Przecież nie ma czegoś takiego jak człowiek, pojęty abstrakcyjnie, czegoś takiego jak natura ludzka?

Nie ma Boga, nie ma moralności, religii, kultury. Określają człowieka stosunki społeczne i ekonomiczne, określa człowieka materia, ”płeć mózgu„, geny, które – jak powiada socjobiologia – ”trzymają nasz umysł na smyczy„. Wszystko to jednak jest poniżejludzkie. I tak, po raz kolejny, jak pisali o tym kiedyś księża profesorowie Tadeusz Styczeń i Andrzej Szostek, w tego typu projekcie człowiek zaczyna służyć zwierzęciu w sobie – projekt ubóstwienia staje się ubestwieniem człowieka.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

http://www.naszdziennik.pl/mysl/24112,g ... actwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 09 lip 2013, 05:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Gender jak perz

Marek Czachorowski

Żeby zrozumieć ideologię gender, trzeba sięgać do samego korzenia tego sposobu myślenia i jego aktualnej popularności. Wiedzą o tej metodzie radzenia sobie ze złem np. ogrodnicy walczący wiosenną, letnią i jesienną porą z perzem. Wyrwanie samego liścia to gwarantowane powtarzanie tego samego zajęcia już wkrótce, aż do śmierci, a spryskanie jakimś środkiem to ekologiczna katastrofa na jeszcze dłużej. Fundowane nam pracowite wyrywanie „marksizmu”, gdziekolwiek tylko się pojawi, daje ten sam efekt. Jeszcze kolejne stulecia będą się musiały męczyć z kolejnymi odrostami tego samego zbrodniczego myślenia. Rozglądając się wszędzie za „marksistami”, przestajemy widzieć sam korzeń właściwego mu sposobu myślenia, a może nawet ten korzeń pieczołowicie pielęgnujemy.

Wprawdzie „marksistami” niewątpliwie nie jesteśmy, ale niekiedy dokładnie w ten sam sposób myślimy, czego jednak nie zawsze jesteśmy świadomi. Również w kwestii tzw. gender, „równości kobiet”, czyli traktowania ludzkiego ciała jako tylko „materiału”, który należy poddać twórczej obróbce, np. przy pomocy antykoncepcji. To tylko przykład genderowego myślenia, i to w dodatku rozpowszechnionego w obrębie naszej własnej, niemarksistowskiej wspólnoty. Aprobujący in vitro minister Jarosław Gowin, nieprzejmujący się tym, co polscy biskupi mówili w sprawie „adopcji prenatalnej”, to kolejna postać mimowiednego (mimowiednego!) genderowego myślenia. Ulegli mu też – nawet bez przejścia przez marksistowskie „gender studies” – profesorki i profesorowie określający Papieża Franciszka językiem alfonsów.

Dokładnie tak samo było z rozpoznaniem ideologii marksistowskiej w stuleciu jej sukcesu, nad czym ubolewali kolejni papieże, począwszy od encykliki „O bezbożnym komunizmie”. Intelektualiści, także katoliccy, tamtych lat nie potrafili zobaczyć zbrodniczego oblicza marksizmu, a nawet podkreślali jego „humanistyczne” walory (np. E. Fromm czy E. Mounier). Już realizuje się – nie tylko na papierze czy w tworzonych prawach – totalitarny świat „genderyzmu”, ale nieraz nie potrafimy zobaczyć jego korzenia, czyli jego istoty.

http://www.naszdziennik.pl/wp/47456,gen ... -perz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 01 paź 2013, 07:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Dzisiejszy nie-ład kreują kuglarze rzeczywistości. Ta podawana przez nich nam, a szczególnie młodym "rzeczywistość" to efekt ich chorej wyobraźni, wyobraźni schizofrenicznej. Świat jest jaki jest, a nie taki jak maluje się on w pokręconych umysłach współczesnych ideologów.
Ale tworzenie wszystkich ludzi na jedną modłę z wbudowanym w ich umysły horyzontem pojmowania, zawsze było prestiżowym zadaniem dewiantów budujących swoją pozycję w społeczeństwach, na bazie zniewolenia pozostałej ludności.


Ideologia scjentyzmu a ideologia gender

Marek Czachorowski

O ogromnym zainteresowaniu seksualną deprawacją w szkołach świadczą przeznaczane na ten cel potężne pieniądze. Za pomocą 63 500 złotych, otrzymanych od Fundacji Batorego, już skreślono z listy szkolnych podręczników „Wędrując ku dorosłości”, od dawna służący nauczycielom jako pomoc dojrzewającej młodzieży w dojrzeniu prawdy o ludzkiej seksualności. Szczególnie dobranych czterech jakoby specjalistów od erotyki przygotowało ekspertyzę, uznającą ten podręcznik za obarczony podejściem „ideologicznym”, „nienaukowym”, a w szczególności – „ideologią” Kościoła katolickiego. W roli owych ekspertów mamy lekarza, psychologa, pedagoga i socjologa. Ich zdaniem, podręcznik nie zgadza się z wynikami współczesnej nauki, forsując tylko „ideologię”. Domyślać się należy, iż chodzi tutaj o nauki szczegółowe, które uprawiają eksperci. Czy na miano ideologii nie zasługuje jednak uznanie tylko nauk szczegółowych za kompetentne w rozumieniu sfery seksualnej?

Porządne uprawianie każdej nauki wymaga znajomości jej specyfiki metodologicznej. Odróżniać zatem należy przedmiot materialny nauki (to, co nauka bada) od jej przedmiotu formalnego (w jakim aspekcie bada to, co bada). Jeśli w ramach zainteresowania naukowego pojawi się temat seksualności człowieka, to w innym aspekcie badać ją będzie lekarz, w innym psycholog, a w jeszcze innych – odpowiednio socjolog i pedagog. Oprócz tego jest jeszcze aspekt istoty tej seksualności, a tym zajmować może się tylko filozofia w sensie klasycznym, właśnie jako badanie przedmiotów w aspekcie ich istoty. Uznanie tylko tzw. nauk szczegółowych za wyczerpujące wszystkie aspekty badania sfery seksualnej obciążone jest nowożytną ideologią scjentyzmu. Na jej gruncie właściwie każde twierdzenie da się zdyskwalifikować jako „nienaukowe”, niezgodne z tym, co mówi „współczesna nauka”. Tymczasem bez poprawnego uchwycenia istoty życia psychicznego nie sposób uprawiać trafnej psychologii; bez rozumienia istoty życia społecznego – poprawnej socjologii. Także ludzkiej medycyny nie sposób po ludzku uprawiać, jeśli nie uchwycimy istoty zdrowia człowieka. Bez trafnego ujęcia istoty sfery seksualnej – czyli filozofii sfery seksualnej – nie da się poprawnie uprawiać seksuologii, socjologii i psychologii seksualności. Dogmatyczne i błędne założenie, iż sfera seksualna ze swojej istoty służy celom konsumpcyjnym, musi prowadzić do potraktowania wielu prawdziwych twierdzeń jako „nienaukowych”. Przywołani eksperci wyraźnie zatem ulegają ideologii scjentyzmu.

Scjentyzm jest produktem nowożytnej zmiany koncepcji poznania naukowego: uznania wiedzy za służącą uprzyjemnianiu ludzkiego życia, a nie poznaniu prawdy. Z tej perspektywy patrząc, nie ma sensu zajmować się poszukiwaniem jakiejkolwiek innej wiedzy niż dostarczanej przez nauki szczegółowe. Ideologia scjentyzmu zakłada – wbrew elementarnym faktom – że człowiek jest istotą ukierunkowaną na poszukiwanie przyjemności, a nie istotą rozumną, otwartą na prawdę, niemogącą zatem poprzestać na tym, co mówią nam nauki szczegółowe. Nowożytność uległa więc kuszeniu znanemu ludzkości chociażby z mitu o Heraklesie na rozstajnych drogach. Kuszeniu światem Rozkoszy, który „oszczercy (…) nazywają Rozpustą”. Taki też świat zachwalają autorzy omawianej tutaj ekspertyzy. Świat poszukiwania przyjemności, a nie prawdy. Stawiając podręcznikowi „Wędrując ku dorosłości” zarzut „ideologicznego” podejścia, samemu wpada się w sidła ideologii scjentyzmu. Pytanie o to, co jest istotą ludzkiej seksualności, wykracza poza zakres kompetencji wszystkich nauk szczegółowych. Jest to pytanie filozoficzne. Na tej też wiedzy filozoficznej odnośnie do człowieka i jego seksualności opiera się nauczanie Kościoła katolickiego. Nazwanie tego nauczania „ideologią” może wypływać tylko z ideologicznych założeń scjentyzmu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/55456,ide ... ender.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 09 lis 2013, 09:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
O manipulacji racjami, ideami i emocjami

Temida Stankiewicz-Podhorecka krytyk teatralny

Na swój debiut reżyserski Tomasz Szczepanek wybrał niełatwą sztukę, bo zasadzającą się wyłącznie na dialogu dwóch kobiet. To tzw. gabinetowa rozmowa bez zabiegów sytuacyjnych. Jedynym przerywnikiem jest kilkakrotnie dźwięczący telefon. Chodzi o „Anarchistkę”, najnowszą sztukę amerykańskiego dramaturga, scenarzysty i reżysera filmowego Davida Mameta, wystawioną w warszawskim Teatrze Studio.

Akcja toczy się w amerykańskim więzieniu. W warstwie fabularnej jest to historia dwóch skrajnie różniących się kobiet. Jedyne, co ich łączy, to siła charakteru i upór w dowodzeniu własnej słuszności. Tylko że ich racje skrajnie różnią się od siebie. Każda z nich przychodzi wszak z innego porządku rzeczy. Kathy (Dorota Landowska) to więźniarka, tytułowa anarchistka. Jest Żydówką, lesbijką. Wiele lat temu jako osoba silnie związana ze skrajnym ruchem lewicowym brała udział w akcji terrorystycznej, w wyniku której zginęli policjanci. Odsiaduje więc dożywocie. Za sobą ma już wiele lat pobytu za kratami. W tym czasie przeszła – jak twierdzi – radykalne nawrócenie. Zarówno ideowe, jak i duchowe. Najważniejsza jest jej przemiana wewnętrzna, duchowa. Jak sama twierdzi, właśnie tutaj odnalazła Boga, poznała Chrystusa. Wszystko to opisała w książce. Jednak czy można Kathy wierzyć?



Dialogi w więzieniu
Jej oponentką jest starsza od niej Ann, przedstawicielka wymiaru sprawiedliwości, kurator sądowy, która przez te wszystkie lata obserwuje zachowania swojej podopiecznej i prowadzi z nią rozmowy (w tej roli Jadwiga Jankowska-Cieślak). Spotkanie kobiet ma na celu ustalenie, czy Ann ma wystarczające argumenty, by wydać stosowną opinię, dzięki której Kathy zostanie przedterminowo zwolniona z więzienia. Kobieta pragnie za wszelką cenę wyjść na wolność. Przekonującą motywacją ma być śmiertelna choroba jej ojca. Mocnym argumentem za uwolnieniem Kathy ma być także – jak sama twierdzi – jej nawrócenie, a przez to oczyszczenie z win. Tak rozumuje albo udaje, że tak właśnie rozumuje. Więźniarka chwyta się rozmaitych sposobów, aby przekonać przesłuchującą ją kuratorkę, że powinna opuścić więzienie. Bo – według niej – ze zbrodni, jaką popełniła w imię ideologii, została już oczyszczona poprzez duchową przemianę i nawrócenie. A także poprzez odsiedzenie wielu lat w więzieniu, co uważa za odbytą pokutę, a tym samym za zmazanie winy. Stara się więc przekonać kuratorkę, że są wszelkie realne podstawy, by wyszła na wolność, bo dzięki temu będzie mogła przysłużyć się społeczeństwu w ramach zadośćuczynienia za popełnioną zbrodnię.

Pierwowzorem bohaterki sztuki była Kathy Boudin, terrorystka ze skrajnie lewicowego ruchu Weather Underground, która w 1981 roku brała udział w napadzie na konwój; wówczas zostali zabici policjanci i strażnik. Prawdziwa Kathy Boudin po wielu latach odsiadki została zwolniona z więzienia, pracuje obecnie jako wykładowca na Uniwersytecie Columbia, o czym informują pojawiające się na ścianie napisy rzucane z projektora w finale spektaklu.



Poza dobrem i złem
Młody, początkujący reżyser ma prawo do błędu warsztatowego. Tym bardziej, jeśli jest to spektakl dyplomowy. Ale są pewne podstawowe prawidła rzemiosła reżyserskiego, które zna nawet profan w tej dziedzinie: nie sadza się aktora tyłem do widowni, na ponad połowę spektaklu każąc mu przy tym wygłaszać przewidziane scenariuszem kwestie. A tak jest właśnie w „Anarchistce”. Jadwiga Jankowska-Cieślak (Ann – kuratorka) usadowiona tyłem do publiczności prowadzi dialog z Dorotą Landowską (więźniarką). W tej sytuacji kwestie wypowiadane przez Jadwigę Jankowską-Cieślak nie dochodzą w sposób komunikatywny do publiczności. Czytelności granej postaci nie dodają też niczym nieumotywowane nadekspresywne gesty aktorki. Wszystko razem zamazuje wyrazistość postaci Ann. Sytuacja ta dziwi. Jadwiga Jankowska-Cieślak to przecież znakomita, doświadczona aktorka, posiadająca w swoim bogatym dossier sporo wspaniale zagranych ról.

Natomiast kwestie wypowiadane przez Dorotę Landowską są w pełni słyszalne; aktorka siedzi przodem do widowni. Słyszymy tu każde wypowiadane słowo wsparte zachowaniem aktorki, jej sposobem bycia: ruchem, gestem, mimiką. To ważne, albowiem dzięki temu widz może uwierzyć byłej anarchistce, która podobno przeszła za kratami proces nawrócenia, albo też nie uwierzyć. Myślę, że nie uwierzy. Kathy Doroty Landowskiej przez prawie cały spektakl jest łagodna niczym baranek, zachowuje się spokojnie, wypowiada swoje kwestie na nieco ściszonej, zbyt jednolitej tonacji, co niestety wprowadza monotonię. Dopiero pod koniec spektaklu wybucha. Pokazuje swoją prawdziwą naturę, gdy widzi, że nie uzyska zwolnienia. Nie wierzymy w jej rzekome nawrócenie, ponieważ nie potępia zbrodniczej organizacji, w której działała, nie odcina się od niej. Lewicowa ideologia odbija się echem w jej „nowej” filozofii postrzegania na przykład wolności człowieka, wartości moralnych czy życia ludzkiego.

Tekst Mameta nie jest łatwy do tzw. atrakcyjnego wystawienia. To kameralna sztuka oparta wyłącznie na konwersacji, wymagająca od widza skupienia na dialogu. Stąd oszczędna scenografia, nierozpraszająca uwagi publiczności. Główne zadanie spoczywa tu na wykonawcach. Cała dramaturgia spektaklu zawiera się w sposobie dialogowania zderzonych ze sobą dwóch kobiet diametralnie różnych charakterologicznie, światopoglądowo, wiekowo, wizualnie. Ale nie moralnie, bo żadna z nich nie kieruje się zasadami moralnymi. Ta konfrontacja wywołuje napięcie prowadzące do konfliktu racji, idei, a to z kolei powinno podnosić dynamikę spektaklu i wywoływać emocje na widowni. Myślę, że tej emocji niestety zabrakło. Być może z powodu za mało wyraziście zagranych postaci. Natomiast czytelnie wybrzmiała tu manipulacja racjami i emocjami.
--------------------------------------------------------------------------------

„Anarchistka” Davida Mameta, reż. i oprac. tekstu Tomasz Szczepanek, scenog. Martyna Kander, Teatr Studio, Warszawa.

http://www.naszdziennik.pl/wp/59149,o-m ... cjami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 14 lis 2013, 09:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Nowa Lewica – zabójcza filozofia

Prof. Piotr Jaroszyński

Nowa Lewica doskonale wie, że współczesny człowiek, w tym inteligent, za nic ma filozofię. Dlatego też przedstawiciele Nowej Lewicy swobodnie ujawniają swoje poglądy językiem filozoficznym, ponieważ nie obawiają się, że wstrząsną one każdym, kto zachował choćby minimum zdrowego rozsądku i ludzkiego sumienia. Dla Nowej Lewicy filozofia to nie jest tylko takie gadanie o gwiazdach czy abstraktach, to jest początek budowania strategii i systemu, które mają doprowadzić do zmiany natury całej ludzkości.
Ponieważ jednak ludzie filozofii nie znają, nie rozumieją jej terminów, to zachowują się tak, jak gdyby nic się nie stało i nic im nie groziło. A tak właśnie jest z odrzuceniem zasady tożsamości i niesprzeczności. Odrzucenie to umożliwia prowadzenie globalnej rewolucji kulturowej z jej porażającymi skutkami, które w pewnym momencie, choć najczęściej za późno, odczuje każdy człowiek, każda rodzina, każdy naród, cała ludzkość. Od filozofii nie ma ucieczki i trzeba wiedzieć, jaka filozofia może nas ocalić przed marksizmem wraz z jego rozlicznymi wcieleniami, a jaka prowadzi do naszej zguby.
Odrzucenie przez marksizm zasady tożsamości i niesprzeczności, a więc dwóch fundamentalnych zasad rzeczywistości i poznania, ma swoją bezpośrednią przyczynę w systemie Hegla. To Hegel stwierdził, że sprzeczność jest podstawową racją dynamiki bytu. Tożsamość oznaczałaby nieruchomość, statyzm, a jeśli w świecie istnieje zmiana, to coś od wewnątrz musi tę zmianę powodować. Jest nią, zdaniem Hegla, sprzeczność. Ale tu Hegel popełnił kardynalny i niewyobrażalny w skutkach błąd: pomylił sprzeczność z przeciwieństwem. Sprzeczność pojawić się może tylko na poziomie wydawanych przez nas sądów, gdy mówię np., że ten oto człowiek zarazem jest człowiekiem i nie jest człowiekiem. Tak mogę sobie mówić, ale w świecie realnym ani człowiek, ani jakikolwiek byt nie może być w sobie sprzeczny. Jeżeli ten człowiek jest człowiekiem, to jest człowiekiem. Nie jest niedźwiedziem, małpą czy ogórkiem. W człowieku mogą być przeciwieństwa, np. może postępować raz dobrze, raz źle, ale postępując tak lub inaczej, ciągle jest człowiekiem. W człowieku jako człowieku nie ma sprzeczności.
A co będzie, gdy ktoś się „uprze”, że sprzeczność jednak jest, i w człowieku, i we wszystkim, nawet w Bogu? Wtedy może być różnie, a zawsze niebezpiecznie, i to nie tylko na poziomie myślenia, bo to jeszcze pół biedy.
Zasada sprzeczności została użyta do zobrazowania i wytłumaczenia praw rządzących historią ludzkości: historia ta to walka klas, walka bezwzględna, na śmierć i życie, sprzeczność nie uznaje koegzystencji. Dlatego program rewolucji inspirowanych marksizmem był prosty: wrogów można tylko zabić. Nie ma pardonu, nie ma przebaczenia, nie ma litości: prawo sprzeczności mówi, że jedno drugie może tylko unicestwić, bo jeżeli pierwsze nie unicestwi drugiego, to drugie unicestwi pierwsze. Podburzeni przez marksistowskich agitatorów robotnicy mordowali tych, których marksistowska ideologia wskazywała jako drugi kraniec sprzeczności: arystokrację, szlachtę i duchowieństwo. Zabójstwo nie brało się z chęci zamordyzmu, lecz było chłodną konsekwencją ideologii.
Ten początkowy błąd filozoficzny: pomieszanie sprzeczności z przeciwieństwem, kosztował w konsekwencji życie milionów ludzi. A filozofia klasyczna, która broni zasady tożsamości i dobra, stała się głównym wrogiem marksizmu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/59525,now ... zofia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 17 gru 2013, 22:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Spójrzmy jak wygląda gender podawane nam przez byłych marksistowskich kuglarzy, tzn. pseudofilozofów, gdyż marksizm nawet koło filozofii nie leżał. O zgrozo, artykuł opublikował Tygodnik Powszechny, ponoć katolickie pismo.
W pierwszym zdaniu już ustawia sobie czytelnika. Zdanie to brzmi: "Niegdyś w roli zagrożenia występowali Żydzi, masoni i Unia Europejska. Od jakiegoś czasu królują homolobby i gender."
Otóż tak. I tak jest nadal, gdyż Żydzi, masoni, Unia Europejska, czy gender to są po prostu, upraszczając, synonimy. To Żydzi i masoni są głównymi źródłami różnych obłędnych ideologii, jak nazizm, bolszewizm, ... genderyzm. A Unia Europejska to już otwarcie można powiedzieć istna Genderia. Nie cykliści stworzyli patologię na świecie, która jest faktem i którą ktoś musiał stworzyć, i nadać jej strukturę, kształt, podstawy.
Mydlenie oczu to typowe dla opętanych ideologią, gdy próbują się w społeczeństwach zainstalować i ich kosztem rozwinąć.
Hitler, Lenin też na początku pokazywali trochę kultury. Potem opierali się już tylko na terrorze.


Przepis na wroga

Niegdyś w roli zagrożenia występowali Żydzi, masoni i Unia Europejska. Od jakiegoś czasu królują homolobby i gender.

Abp Józef Michalik znów zaskoczył, za jedną z przyczyn pedofilii uznając gender. Ściślej: „ideologię gender”. Nie wszyscy jednak byli zaskoczeni, bo czytelnicy, słuchacze i telewidzowie co bardziej kościelnych mediów już od dawna muszą drżeć na dźwięk tego słowa. Naporem genderu, czy raczej genderyzmu (podobieństwo do bolszewizmu nieprzypadkowe), straszeni są bowiem systematycznie.

REKLAMA
Przypomnijmy fakty znane. W grudniu 2012 r. polscy biskupi wypowiedzieli się krytycznie w sprawie konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Dokument m.in. zobowiązywał sygnujące go państwa do podjęcia działań niezbędnych, „by promować zmianę społecznych i kulturowych wzorców zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn”. Episkopat wskazywał, że konwencja opiera się na „ideologicznych i nieprawdziwych założeniach”.

Niedługo później relacjonowaliśmy w „Tygodniku” przedświąteczną wypowiedź Benedykta XVI, w której krytykował gender: „Płeć, zgodnie z tą filozofią, nie jest już pierwotnym faktem natury, który człowiek musi przyjąć i osobiście wypełnić sensem, ale rolą społeczną, o której decyduje się autonomicznie, podczas gdy dotychczas decydowało o tym społeczeństwo. Oczywisty jest głęboki błąd tej teorii i podporządkowanej jej rewolucji antropologicznej. Człowiek kwestionuje, że ma uprzednio ukonstytuowaną naturę swojej cielesności, charakteryzującą istotę ludzką”. W tym czasie przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny abp Vincenzo Paglia tłumaczył, że podejmowanie tych tematów jest niezbędne, że to swoisty „kairos dla magisterium Kościoła”.

INNA NIE ZNACZY ZŁA

Tymczasem teoria gender rozróżnia dwie kategorie: płeć biologiczną (sex) i płeć społeczno-kulturową (gender). Nie kwestionuje biologicznych fundamentów, lecz zwraca uwagę na role, jakie są na tej podstawie kształtowane. To krytyczne, teoretyczne narzędzie, którego można użyć, a nie ideologia. Owszem: sięgają po nie często środowiska LGBT, bo dobrze uzasadnia ich problem i postulaty. Mogą z niej jednak skorzystać również katoliccy teologowie, zastanawiając się nad powołaniem kobiet i mężczyzn. Gender uczy, że musimy być podejrzliwi wobec własnych wyobrażeń o tym, co znaczy być mężczyzną i kobietą, oraz wobec ról, jakie na tej podstawie zadało nam społeczeństwo i Kościół. W tym sensie krytyczne spojrzenie na tradycję i praktykę społeczną może być wyzwalające. „Jakim prawem współczująca miłość, szacunek czy opiekuńczość mają być uznawane za cechy kobiece, a nie po prostu ludzkie? – pytała Elisabeth Johnson, cytowana przeze mnie przed tygodniem w tekście „Druga połowa ludzkości”. – Dlaczego siła, władza, racjonalność mają przynależeć bardziej do mężczyzn niż do ludzi, włączając w to kobiety?”.

To, że antropologia teologów korzystających z tej teorii jest inna niż tradycyjnie kościelna, nie znaczy, że jest zła.

KAIROS DLA KOŚCIOŁA

Gdy zaglądam do prawicowo-katolickich mediów, okazuje się, że jesteśmy na wojnie z inną cywilizacją: próbujemy obronić się przed płynącą z Zachodu ideologią podobnie jak w czasach Sobieskiego, gdy byliśmy polskim przedmurzem chrześcijaństwa. Z pewnością autorzy przejęli się słowami abp. Paglii, że to kairos dla Kościoła, i mówią o genderze kompulsywnie.

Tygodnik „Niedziela” namierza wpływy ideologii gender z pewną regularnością – larum podniosło się zwłaszcza, gdy okazało się, że mogą się o niej uczyć studenci KUL. Tomasz Terlikowski w primetimeu Tomasza Lisa nazwał gender jednym z największych zagrożeń dla Kościoła XXI wieku. Bp Wojciech Polak, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski, mówił, że filozofia gender, zmieniając wizję człowieczeństwa, zmienia lub nawet niszczy rodzinę, a w efekcie społeczeństwo. UKSW zorganizował w październiku międzynarodową konferencję „Gender jako kategoria polityczna”. Kilka dni wcześniej w Legnicy konferencję „Gender uderzeniem w rodzinę. Poznaj prawdę o gender”, zorganizowaną z inicjatywy senator Doroty Czudowskiej (PiS) wraz z duszpasterstwem rodzin diecezji legnickiej oraz stowarzyszeniem Civitas Christiana, rozpoczęła Msza pod przewodnictwem ks. prof. dr. hab. Stanisława Araszczuka, prorektora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wszystko to ma zatem solidne kościelne plecy.

Na celowniku znalazła się kojarzona z genderem edukacja seksualna. W Legnicy ks. Paweł Bortkiewicz mówił o „indoktrynacji od przedszkola do studiów, której towarzyszą takie hasła, jak: edukacja do równości, świadomość własnej tożsamości, równość płci czy łamanie stereotypów”. I apelował, by zrobić wszystko, żeby powstrzymać tę totalną indoktrynację. Tylko co jest złego w edukacji do równości, świadomości własnej tożsamości i stereotypów dotyczących płci?

Ks. Dariusz Oko twierdzi, że „wprowadzać genderyzm do szkół to tak, jakby wprowadzać obowiązkowe lekcje pornografii”. Nie wolno dopuszczać ludzi zaburzonych ideologicznie i seksualnie ani do szkół, ani do dzieci – podkreślał bp Marek Mendyk. Podobnie ks. Leszek Woroniecki w wywiadzie dla KAI ostrzega przed „bardzo poważną próbą seksualizacji dzieci”.

Zaczynam rozumieć, na podstawie jakiego myślenia abp Michalik oparł swoje stwierdzenie, że gender jest winny pedofilii...

ZABAWA PRZESTĘPCÓW

Linia wobec gender wydaje się u wielu autorów wystąpień i artykułów wspólna. Gender to dla nich ideologia, indoktrynacja społeczeństwa, która – jeśli odniesie sukces – przyniesie jego zniszczenie. Ideologia gender ma być finansowana z dochodów z antykoncepcji czy nawet klinik aborcyjnych. Wkrada się ona do naszych głów przez media, przez sztukę, literaturoznawstwo, seriale filmowe z pozytywnym bohaterem gejem...

Najbardziej malownicze są opinie wspomnianego już ks. Dariusza Oki, wykładowcy krakowskiego UPJPII. Z wypiekami wynotowuję obszerne fragmenty wywiadu przeprowadzonego z nim przez „Niedzielę”. Wynika z niego, że ideologię gender tworzą lewaccy ateiści, a ateiści – jak zaznacza – są odpowiedzialni za największe błędy i zbrodnie w historii. Przy okazji są też największymi seksmaniakami, seksoholikami czy seksonarkomanami. Kiedy skompromitowany historią XX wieku marksizm przestał spełniać swoją funkcję – stworzyli genderyzm.

Ponieważ są oni potomkami „najgorszych ateistycznych przestępców, trzeba się spodziewać, że będą podobnie niegodziwi, zakłamani i bezwzględni w swoim działaniu”. U źródeł ideologii gender stoją, według ks. Oki, walczący geje, fanatyczne feministki (również lesbijki), a popierają ją wrogowie religii biblijnych, masoni i grupa najbogatszych miliarderów amerykańskich.

To właśnie miliarderzy inwestują gigantyczne pieniądze w promocję antykoncepcji, aborcji i gender po to, by – jak mówi ksiądz wykładowca – „było maksimum seksu, ale minimum dzieci”. Ludźmi pochłoniętymi seksem łatwiej sterować. Ideologia Moskwy narzucana była przez czołgi, teraz zaś narzuca się nam genderyzm z pomocą potężnych środków politycznych i finansowych, z Brukseli i ONZ.

Przy okazji ks. Oko zaznacza, że genderyści to ludzie często głęboko seksualnie zaburzeni. I tak dalej, i temu podobne – rozmowa jest hipnotyzująca.

MOWA NIEBEZPIECZNA

To nie jest tak, że o zagadnieniach wymienionych pod wspólnym mianownikiem „ideologia gender” nie można rozmawiać. Ależ jak najbardziej. Rozmawiajmy o antykoncepcji i edukacji seksualnej, o związkach partnerskich i rolach społecznych kobiet i mężczyzn. To wszystko wymaga rozmowy, a nie potępiania

en block. Rozmowy, a nie walki z kimś porównanym do bolszewika... Ten język obsesji nie wróży dobrze na przyszłość.

Zapał i plastyczność fraz oraz apokaliptyczne, lecz jednak absurdalne wizje zagłady ludzkości coś przypominają. Niegdyś w roli zagrożenia występowali Żydzi, masoni i UE, od jakiegoś czasu królują homolobby i gender właśnie. A właściwie wciąż owe „źródła zagrożeń” występują razem, bo wszak wyrobiony czytelnik złapie w mig aluzje do amerykańskich miliarderów. Przepis jest dość prosty: wrzucić do jednego worka zjawiska obce, niezrozumiałe, z którymi się nie zgadzamy, i nazwać „duchowym AIDS” naszych czasów. Wspólny mianownik i chwytliwa nazwa ułatwiają perswazję.

Spisek, zagrożenie, konieczność walki to wizja, w której trudno się odnaleźć. Problem w tym, że jeśli prześledzić to, co księża mówią o genderze, co publikują na ten temat katolickie pisma, wyłania się właśnie taki obraz. A my, polscy katolicy, stoimy znów na placu boju, niczym Sobieski chroniąc Europę i chrześcijaństwo przed zapaścią.

Słysząc taki „katolicki głos”, niejeden pomyśli, że w Kościele już nie ma czego szukać. Albo że zostaliśmy rozbici na odmienne, wrogie plemiona, które przestały się rozumieć. Nie śmiem marzyć, aby zamiast dolewać oliwy do ognia, biskupi pomyśleli, jak doprowadzić do dialogu wewnątrz Kościoła, również dotyczącego takich tematów jak gender.

Zuzanna Radzik

teolożka, zajmuje się dialogiem chrześcijańsko-żydowskim i feminizmem Źródło: Tygodnik Powszechny

http://tygodnik.onet.pl/wiara/skad-sie- ... roga/z8kkm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 14 sty 2014, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Materializm dialektyczny przez dziesięciolecia wmawiany był nam jako nauka i to do tego jedynie słuszna. Wszystkie kuglarstwa ideologiczne lewusów, są nam przedstawiane jako nauka. Głupi ma w to uwierzyć, a wykształcony siedzieć cicho, aby nie podpaść lewackim terrorystom.
Zmutowany w genderopatię materializm dialektyczny, znów wciskany jest nam do naszych umysłów jako jedynie słuszna nauka.
Lewactwo to plaga, to psychopatyczne robactwo gotowe zawsze szerzyć zniszczenie, zboczenia, chamstwo i miernotę.
Zawsze też ich dewiacje naukawe kończą się milionami okrutnych zbrodni. Już nie tylko jako naród, ale jako zwyczajni ludzie musimy się spod ich terroru wyzwolić, a im wystawić rachunek za lata zbrodni, zapaści gospodarczej, za korupcje, za wszystkie zniszczenia i za naszą biedę i zacofanie. Podłość i perfidia, czyli lewackie atrybuty, powinny zniknąć na zawsze z naszej historii.


Kłębowisko żmij

W sytuacji gdy środowiska katolickie, liderzy Kościoła, przedstawiciele nauki, liczne stowarzyszenia i ruchy chrześcijańskie, w końcu zwykli obywatele podjęli akcję zwalczania ideologii gender, oczywiste jest, że musiało to wywołać szok w okopach wrogów chrześcijaństwa, którzy uważali, że dewastacja rodziny przeprowadzona zostanie lekko i bez wywołania oporu.

List biskupów o bezbożnej ideologii gender, mobilizacja parlamentarzystów przeciwko planowi zniewalania naszych dzieci, listy otwarte naukowców, wypowiedzi ekspertów, akcje zaniepokojonych rodziców (nie tylko wierzących) są nadzwyczaj słuszne, potrzebne i ukazały także wyraźnie, że nieprzyjaciel wpadł w popłoch. Został zdemaskowany.

Między Scyllą a Charybdą
Politycy, którzy zdecydowali się na inicjatywę w Sejmie RP „Stop ideologii gender”, nie wystraszyli się nagonki zainicjowanej, co znamienne, przez samego premiera. Donald Tusk dobrze wie, że zasiadający w parlamencie posłowie są niejako najbliżej i mogą też szybciej reagować, informując opinię publiczną o planach centrolewicy i libertynów w zniekształcaniu prawa naturalnego, dewastowaniu rodziny i molestowaniu dzieci, gdzie liderkami w tych inicjatywach są słynne już „ministry”: Agnieszka Kozłowska-Rajewicz i Joanna Kluzik-Rostkowska. Nasi podopieczni znaleźli się zatem między Scyllą a Charybdą i tylko zdmuchnięcie tego rządu może powstrzymać neomarksistowski eksperyment tak zwanej „polityki równościowej”.

W wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” Kozłowska-Rajewicz mówi, że nie rozumie protestów związanych z wprowadzaniem przez nią kluczowego dla tego rządu „programu równościowego”. Może dlatego, że większości zdroworozsądkowych ludzi nowomowa ideologów lewicy kojarzy się bezpośrednio z marksizmem i leninizmem, co jest oczywiście prawdą.

Feministka Bratkowska powiedziała publicznie, że jest komunistką, a komunizm jest według niej „najbardziej proludzkim, humanitarnym ustrojem”. Polityka równościowa była realizowana przez jakobinów, bolszewików, socjalistów i komunistów. Dziś ideolodzy nowej lewicy projektują swoje eksperymenty na dzieciach i rodzinie, na najważniejszej, naturalnej komórce społeczeństwa. Jeśli sama pani minister przyznaje, że gender to równouprawnienie, to jest się czego obawiać. Pierwszym zagorzałym fanem równouprawnienia był Engels, a za nim jak w dym poszli Lenin i Mao.

Biskupi w swoim liście zauważyli, że Światowa Organizacja Zdrowia promuje wśród dzieci w wieku przedszkolnym bulwersujące zachowania seksualne. Elementy tych tzw. standardów są wdrażane najczęściej bez wiedzy i zgody rodziców, np. w projekcie „Równościowe przedszkole” współfinansowanym przez Unię Europejską.

Na to Kozłowska-Rajewicz odpowiedziała, że „w dokumencie WHO zawarto odważny program edukacji seksualnej, fragmentami dyskusyjny, ale nieprzekraczający dopuszczalnych norm. To tylko propozycja, i państwa mogą z niej skorzystać, ale nie muszą”. Właśnie. Te standardy są groźne, a bagatelizowanie ich prowadzi m.in. do wprowadzania na rynek polski obrzydliwych, zdemoralizowanych i wulgarnych podręczników do edukacji seksualnej dla młodzieży, np. „Wielkiej księgi siusiaków” autorstwa Szwedów Dana Höjera i Gunilli Kvarnström, opublikowanej przez wydawnictwo (o znamiennej nazwie) „Czarna Owca”.

W książce jest sporo odniesień do religii chrześcijańskiej, wulgarne obrazy są z premedytacją wiązane z osobami Jezusa czy Najświętszej Maryi Panny, a także symbolami krzyża. Na okładce drugiej części tej edukacyjnej pozycji (której nazwę pominę) znajduje się informacja: „Uwaga! Treści zawarte w książce mogą obrażać uczucia religijne”.

Tylko od woli gabinetu Tuska zależy zatem, czy program zacznie być realizowany, czy nie. Najprościej rzecz ujmując, i bez zbędnych dysput, na pytanie, czy można wierzyć w jakiekolwiek zapewnienia i dobór argumentów przez tę grupę trzymającą władzę, najprostsza odpowiedź, jaka się pojawia, to głośne NIE.

Feminomądrości
Wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka uznała, że mogło dojść do wykorzystania funduszy unijnych niezgodnie z ich przeznaczeniem przez instytucje Kościoła katolickiego, i dlatego chce, by Najwyższa Izba Kontroli skontrolowała legalność i celowość przyznania im funduszy na projekty. Nowickiej chodzi o weryfikację, czy Kościół wdraża zasady równości płci. I znów wielka kompromitacja feministek. Gdyby znały, choćby w skrócie, katolicką naukę społeczną, wiedziałyby, że jest to aktualnie jedyna w świecie instytucja, która respektuje prawa kobiet.

Równość między kobietą i mężczyzną w oczach Boga nieustannie podkreślał np. bł. Jan Paweł II. A nie wymyślił tego sam, tylko wywodził ją ze Starego Testamentu, z Księgi Rodzaju. Fakt tej równości był uznany przez Stwórcę od początku aktu stworzenia świata: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27). I od początku tak było, można dodać.

Dla chrześcijan, także katolików, akcent pada na świętość i godność kobiety, którego tłem historycznym były wydarzenia w Nazarecie, kiedy to Bóg za sprawą Ducha Świętego począł z Maryi Dziewicy swojego Syna i stał się człowiekiem. Szacunek i cześć, jakie dziś Kościół katolicki oddaje Maryi, Matce Jezusa, powinny przekładać się na poszanowanie wszystkich kobiet, w szczególności na ich równość wobec prawa. Ten wątek podejmował Papież m.in. w encyklice „Laborem exercens”, adhortacji apostolskiej „Familiaris consortio”, a przede wszystkim w liście do kobiet „Mulieris dignitatem”, które to dokumenty panie walczące z fikcyjnym obrazem nauczania kościelnego (stworzonym przez nie same) powinny koniecznie przeczytać.

Gender to nie ideologia?
Nikt nie zabrania badaczom zjawisk społecznych prowadzenia badań z zakresu tzw. gender studies (wyrosłych z koncepcji feministycznych). Jeżeli służy to zaspokajaniu ciekawości badawczej i poznawczej, nikt tego nie może kwestionować. Zresztą sami biskupi polscy wspomnieli o tym w swoim słynnym liście. Jednak należy reagować zawsze wtedy, gdy niekoniecznie słuszne i niekoniecznie prawdziwe odkrycia naukowe stają się okazją, a nawet pretekstem do produkowania na ich podstawie programów politycznych oraz przeprowadzania ideologicznych eksperymentów, zwłaszcza gdy chodzi o naturalną strukturę społeczną, rodzinę, a także o zdrowy rozwój osobowości, psychiczny i fizyczny, dzieci.

Ponieważ kiedy nauka wkracza na obszar inżynierii społecznej, czyli społecznej nauki stosowanej, wówczas przestaje być nauką, stając się ideologią. I właśnie w takim aspekcie możemy mówić o istnieniu ideologii gender, która jest wdrażana przez „politykę równościową” w państwach Unii Europejskiej, zaczynając od państw skandynawskich, których przykład edukowania na modłę gender przywołałem przy okazji wspominania o perwersyjnej książce do edukacji seksualnej szwedzkich autorów, a może lepiej deprawatorów.

Dr Tomasz M. Korczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/65211,k ... -zmij.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 18 sty 2014, 13:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Jak nie odstrzał to, co?

Zarzekałem się, że już więcej niczego nie napiszę o ideologii dla idiotów, czyli gender i jej piewcach, których nie bez racji porównałem na łamach Warszawskiej Gazety do dawnych wielbicieli i propagatorów teorii radzieckiego profesora-szaleńca, towarzysza Łysenki.

Widząc jednak jak lewactwo nerwowo i histerycznie reaguje na miażdżące argumenty, które w pył obracają fantasmagorie spadkobierców Marksa Engelsa i Stalina, postanowiłem jeszcze raz zabrać na ten temat głos.

Lewactwo panoszące się w Polsce jak i to zachodnioeuropejskie jest bardzo zdziwione faktem, że to, co mieszkańcy krajów leżących po wolnej demokratycznej stronie dawnej żelaznej kurtyny łykają bez większych sprzeciwów i bez pójścia po rozum do głowy, w Polsce napotyka na gigantyczny opór i kategoryczny brak zgody na łamanie nie tylko praw boskich, ale i naukowych oraz zwykłego zdrowego rozsądku. Dziwią się, dlaczego „ciemny lud” będący tyle lat pod wpływem komunistycznej indoktrynacji i zamknięty w klatce tak zwanego obozu socjalistycznego okazuje się być bardziej odpornym na uroki genderowej głupoty.

Wbrew pozorom odpowiedź jest wyjątkowo prosta. My w Polsce doskonale i dobrze pamiętamy, że te same zakłamane komusze mordy, które z historycznego punktu widzenia jeszcze nie tak dawno fałszywie troszczyły się o los „klasy uciskanej”, czyli robotników i chłopów, dzisiaj wraz ze swoimi potomkami, tak w dosłownym jak i ideologicznym znaczeniu, stracili całkowicie dla nich empatię i porzucili walkę o prawa klasy robotniczej po tym jak tylko rozkradli „wspólną” jak solennie zapewniali własność środków produkcji. Od kiedy sami stali się kapitalistycznymi krwiopijcami, którzy bezczelnie wydymali tych, o których prawa obiecywali walczyć, a nawet zginąć postanowili poszukać sobie kolejnej ofiary.

Hołubienie przez tych samych dawnych komuchów tak zwanych ruchów feministycznych i różnej maści dewiantów oraz wmawianie im, że pozbawieni są oni podstawowych praw to nie jest nic innego jak wymyślenie sobie nowej zastępczej „klasy uciskanej”, na której plecach, jako ich wyzwoliciele znowu chcą dorwać się do władzy.

Przecież nie jest trudno zauważyć, że komuchy z towarzyszem sekretarzem Leszkiem Millerem na czele już od dawna nie troszczą się o los robotników, bezrobotnych czy ludzi żyjących w nędzy za to głośno gardłują na temat ciężkiego losu prześladowanych kobiet oraz dewiantów wszelkiej maści.

Tu w krajach byłego bloku sowieckiego widać jak na dłoni, że próbuje się nam zaszczepić neomarksizm, z tym że w roli klasy uciskanej robotników i chłopów zastąpiono kobietami i zboczeńcami zaś za narzędzia ucisku nie robią już kapitaliści, ale tradycyjne małżeństwo i normalna rodzina no i oczywiście Kościół. My w Polsce widzimy, że na czele tej nowej ideologii stoją w dużej mierze te same fałszywe autorytety i ci sami co w PRL-u polityczni oszuści i zdrajcy.

Jedno tylko się nie zmieniło. Zarówno wtedy jak i dzisiaj główną przeszkodą stojąca na drodze lewaków jest Kościół Katolicki i to z nim toczy się główna walka o rząd dusz, a czerwona zaraza nie znosi żadnej konkurencji i chce jak zwykle pełnić rolę jedynego nieomylnego pasterza.

Tu nad Wisłą jeszcze dobrze pamiętamy, ze nie są to żadni pasterze, ale stado wiecznie wygłodniałych i nienażartych bezwzględnych i krwiożerczych wilków, których nie da się wytępić łagodnymi i cywilizowanymi metodami.

Jeżeli drapieżniki zagrażają bezpieczeństwu i zdrowiu stada to najlepiej jest je po prostu odstrzelić, albo wyłapać i pozamykać w klatkach. Co dzisiaj zrobić z czerwoną zarazą, którą z premedytacją w 1989 roku niczym wilki wpuszczono między owce przekonując, że wyrwano im kły i od tej pory będą one jak całe stado wypasać się spokojnie na polskich halach?

Warto o tym pomyśleć choćby w momencie, kiedy udajemy się do lokali wyborczych.

Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie

http://kokos.salon24.pl/561821,jak-nie-odstrzal-to-co


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 18 lut 2014, 20:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
A co tam panie nowego w świecie tworzonym wspólnym wysiłkiem połączonych idiotów z wszystkich krajów?

Zwycięski pochód „nauki przodującej”

Narodowe Centrum Nauki rozpoczęło działalność w 2011 roku, powołane oficjalnie gwoli „finansowania badań podstawowych”, w dodatku „bez nastawienia na praktyczne zastosowania ani użytkowanie” - oczywiście z pieniędzy zrabowanych uprzednio podatnikom. Z nadania ministra nauki i szkolnictwa wyższego, którym tempore criminis była pani Barbara Kudrycka, co to teraz - jak to powiedział Józef Stalin o Adolfie Hitlerze - „obawiając się sądu zagniewanego ludu”, podobnie jak słynny minister Jacek „Vincent” Rostowski, wycofała się z rządu na z góry upatrzone pozycje - więc z nadania pani minister Kudryckiej, dyrektorem wspomnianego Centrum jest pan prof. Andrzej Jajszczyk.

Piszę o tym wszystkim nie tylko dlatego, by prawdziwa cnota nie pozostała bez nagrody i kiedy w przyszłości potomność będzie z rosnącym niedowierzaniem czytać o działalności tych wszystkich instytucji, żeby wiedziała, komu stawiać pomniki, a komu obalać - ale również dlatego, że deklaracja, iż te „badania podstawowe” nie są nastawione na „użytkowanie” to tylko taka kokieteria. W ogóle za cudze pieniądze, to każdy mądry - o czym najlepiej świadczy przypadek pani wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej. Niczym pieniądze za pacjentem w naszej służbie zdrowia, szła za nią reputacja wielkiej profesjonalistki, jako że dawała każdemu, kto prawidłowo, albo przynajmniej ładnie poprosił. Mam oczywiście na myśli pieniądze z Unii Europejskiej, dzięki którym niejeden założył starą rodzinę na takiej samej zasadzie, jak Cześnik Raptusiewicz swoją szablą niejednego posła wykrzesał z kandydata.

Więc Narodowe Centrum Nauki sypnęło zrabowaną uprzednio podatnikom forsą dla Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, która, mimo transformacji ustrojowej, najwyraźniej pozostała wierna swemu pierwotnemu powołaniu krzewienia przybranego w naukowy kostium szamaństwa. Za te pieniądze Instytut ma urządzić w marcu konferencję pod tytułem: „Zwierzęta i ich ludzie”, podczas której luminarze „nauki przodującej” podzielą się swymi odkryciami w dziedzinie stosunków ludzi ze zwierzętami i zwierząt między sobą. Jak pamiętamy ze słynnego przemówienia Józefa Stalina, nauka dzieli się na dwa rodzaje: „nauka przodująca” i pozostała. Przedstawicielem „nauki przodującej” był Aleksy Stachanow, ponieważ „obalił istniejące w nauce normy pracy”. „Nauka przodująca” jest nosicielem nieubłaganego postępu, który - jak zauważył Edek, bohater sztuki Sławomira Mrożka „Tango” - ma miejsce wtedy, gdy nie tylko przód idzie do przodu, ale kiedy również tył idzie do przodu.

I rzeczywiście! Jeszcze w naszym nieszczęśliwym kraju siły nieubłaganego postępu nie uporały się z uśmierzeniem ostatnich podrygów ginącego świata, co to, puszczając mimo uszu przestrogi Meryl Streep próbuje sypać piasek w szprychy rozpędzonego koła Historii i zuchwale sprzeciwia się genderactwu, które nie tylko jest przecież zatwierdzone w charakterze perły wiedzy przez communis opinio doctorum pod przewodnictwem pani filozofowej Magdaleny Środziny, ale wychodzi naprzeciw marzeniom uciśnionych przez męskie szowinistyczne świnie kobiet, które aż przebierają nogami, nie mogąc doczekać się chwili, „żeby książę także zachodzić musiał w ciążę” - a już na horyzoncie pojawiła się nowa jutrzenka swobody w postaci „studiów animalnych”, które będą przedmiotem wspomnianej konferencji.

Podstawową tezą tej nowej gałęzi nauki przodującej jest pogląd, iż zwierzęta są jak ludzie. Wynika z tego a contrario, że ludzie są jak zwierzęta. I rzeczywiście - kiedy przyglądamy się naszym Umiłowanym Przywódcom, zwłaszcza z dziwnie osobliwej trzódki posła Palikota, albo resortowym celebrytom, to pogląd ten, przynajmniej prima vista, wydaje się prawdopodobny. Nie o to jednak przede wszystkim chodzi, tylko o to, że wspomniana konferencja jest zwiastunem nowego etapu w rozwoju „nauki przodującej” - etapu na którym genderactwo stanie się przestarzałe, a kto wie - może nawet obciachowe?

Jak wiadomo, zarówno genderactwo, jak i „studia animalne” zostały sprokurowane w ramach rozwijania „socjalizmu naukowego”, zapoczątkowanego przez słynną spółkę Marks&Engels, gwoli stworzenia pozorów naukowego uzasadnienia dymania proletariatu przez rewolucyjną lewiznę. Niestety - tradycyjny, pierwotny proletariat, to znaczy - pracownicy najemni - rewolucyjną lewiznę gremialnie olali, a poza tym nigdy nie byli prawdziwymi sojusznikami rewolucji. Taki prolet myślał tylko o tym, żeby przestać być proletem, to znaczy - żeby się wzbogacić, a kiedy już mu się to udało, stawał się nieprzejednanym wrogiem lewizny, nie bez powodu podejrzewając, że będzie próbowała odebrać mu z takim trudem zgromadzony dorobek.

Toteż lewizna najbardziej nienawidzi „drobnomieszczanina”, czyli proletariusza wzbogaconego. Zatem kiedy tradycyjny prolet się od lewizny odwrócił, jej argusowe oko spoczęło na kobietach. Kobieta bowiem, wszystko jedno - bogata, czy biedna - kobietą być nie przestanie, więc trzeba jej tylko wmówić, że jest oprymowana przez męskie szowinistyczne świnie i już lewizna będzie mogła ją wyobracać na wszystkie strony. Ale kobiety, to jednak osoby dorosłe, więc nie zawsze ta perswazja się udaje, zwłaszcza nie udaje się wtedy, gdy taka jedna z drugą kobieta natrafi na męską szowinistyczną świnię, która przypadnie jej do gustu. Wtedy jest dla świętej sprawy rewolucji bezpowrotnie stracona. Na wszelki tedy wypadek lewizna upatrzyła sobie rezerwuar proletariatu zastępczego w dzieciach. Bo dzieci - jak to dzieci - tylko im wódka i panienki w głowie, więc jak ktoś im powie: „róbta, co chceta!”, to z tej radości gotowe dać się nawet na ołtarzu rewolucji zaszlachtować. Z jednej strony niby tak, ale z drugiej - jak ktoś próbuje im pozabierać zabawki, to natychmiast rzucają się do gardła.

Dlatego najbezpieczniejszym proletariatem są właśnie zwierzęta. Ten, kto kreowałby się rzecznikiem interesów animalnych, może spokojnie sięgnąć po władzę nad światem, zwłaszcza w warunkach demokracji politycznej - bo przecież zwierząt, ot, takich choćby owadów, jest znacznie więcej, niż ludzi, a po drugie - animalia nie będą przecież takiej reprezentacji, ani takiego przywództwa kwestionowały, nawet, gdyby ktoś, na przykład Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, im w tej sprawie zafundowała referendum. Trzeba tylko postawić znak równości między zwierzętami i rodzajem ludzkim, a warto przypomnieć, że pierwszy, milowy krok w tym kierunku w naszym nieszczęśliwym kraju został zrobiony w postaci ustawy stanowiącej, iż zwierzęta są „istotami czującymi”. To niby jeszcze nie to samo, ale powiedzmy sobie otwarcie i szczerze - czy taka np. pani Katarzyna Maria Piekarska nie jest „istotą czującą”? A skoro jest, to wszystko - jak powiadają gitowcy - „gra i koliduje”, więc n’en parlons plus. A w dodatku, skoro Narodowe Centrum Nauki sypnęło zrabowanym uprzednio podatnikom groszem, to tylko patrzeć, jak zaleją nas rozprawy doktorskie i habilitacyjne, podobnie jak za pierwszej komuny na temat „centralizmu demokratycznego”, czy innych, podobnych wynalazków „nauki przodującej”, którą Polska Akademia Nauk z podziwu godnym samozaparciem krzewi w naszym nieszczęśliwym kraju od czasów, gdy Józef Stalin powierzył jej polityczne rukowodstwo nad tutejszą, tubylczą szaraszką.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3028


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Materialistyczne kuglarstwo zwane filozofią
PostNapisane: 20 lut 2014, 08:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31128
Postępowcy

Gilberth Keith Chesterton

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Kiedy następnym razem usłyszycie, jak „postępowi chrześcijanie” mówią, że powinniśmy przyswoić sobie to, co najlepsze w wielkich religiach Wschodu, upewnijcie się, co też ludzie w rodzaju dziekana Inge uważają za najlepsze; co też chcą przyswajać. Odkryjecie, że wcale nie zamierzają naśladować wojennej odwagi muzułmanów ani mistycznej ekstazy hinduistów. Im uważniej będziecie śledzić ten „otwarty” ruch, tym wyraźniej zobaczycie, że ludzie ci pragną nie tyle chińskiej metafizyki, co chińskich robotników. Odkryjecie, że ujednolicanie wyznań idzie zadziwiająco w parze z obniżaniem wartości płac.

Dziekan Inge to typowy współczesny postępowiec, co świetnie widać, kiedy przemawia nie jako apostoł skośnookich biedaków, lecz jako apostoł skośnookich łamistrajków. Nasze braterstwo z islamem czy buddyzmem, głoszone głównie wśród wykształconych i dobrze prosperujących warstw społecznych, oznacza w praktyce, że biedacy muszą być tak pokorni jak buddyści, podczas gdy bogacze mogą być tak bezwzględni jak muzułmanie. Na tym właśnie polega zjednoczenie wszystkich religii.


Fragment pochodzi z „Obrony człowieka”, 2008

--------------------------------------------------------------------------------

Wielu chrześcijan nie potrafi docenić własnej religii nie tylko w wymiarze teologicznym, ale również politycznym czy ekonomicznym. Wydaje się im, że katolicka nauka społeczna to takie sobie pobożne życzenia albo płytkie moralizatorstwo. Tymczasem to dopiero w chrześcijaństwie mowa jest tak naprawdę o prawach człowieka i o uniwersalnej sprawiedliwości, które nie są ograniczone tylko do własnego i wąskiego grona wyznawców lub zwolenników. Z kolei ateiści, którzy bardzo sprytnie głoszą hasło jednoczenia różnych religii, mają na oku tylko własne interesy, bo chcą, aby taka mieszanka czyniła ludzi biednych i wykorzystywanych zupełnie bezbronnymi.

http://www.naszdziennik.pl/wp/68794,postepowcy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /