Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 06 cze 2014, 06:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Nasza kultura europejska powstała na bazie filozofii antycznej, prawodawstwa rzymskiego, nauki chrześcijańskiej. Osiągnęła ona swoje apogeum rozwojowe przede wszystkim w Polsce.
Barbarzyństwo wciąż marzące o władzy nad masami ludzkimi nie było w stanie jej zniszczyć w oparciu o argumenty merytoryczne, gdyż idiota nie przekona mędrca do swoich bredni.
Bełkot ideologiczny nie przebijał się do mas. Barbarzyństwo aby zwyciężyć musiało mordować. Mordowało nasze elity, naszych obrońców ojczyzny, kapłanów i wszystkich których uznało w swojej paranoi za wrogów ideologicznych. To i tak nie dało pożądanego rezultatu, więc współczesne nam barbarzyństwo wybrało się na wędrówkę po instytucjach państwowych i próbuje rozłożyć nasz świat, naszą cywilizację łacińską od środka.
Uderzyło też w korzenie naszej kultury próbując je podcinać poprzez niszczenie edukacji, pamięci historycznej, moralności, literatury, rodziny, nauki i przede wszystkim Kościoła Katolickiego jako ostoi, jako depozytu dorobku kulturowego ludzkości.
Barbarzyństwu lewackiemu potrzebne są ogłupiałe, tępe masy społeczne, głupsze od barbarzyńskich elit, aby mogło ono czuć się wyżej postawione, wartościowsze niż ogół społeczny i aby mogło wreszcie przystąpić do konsumpcji swojego zwycięstwa nad człowiekiem, nad ludzkością, nad kulturą, nad światem.
Strach pomyśleć co szykuje ludzkości opętane ideologiami z piekła rodem współczesne barbarzyństwo. Namiastkę możliwości twórczych barbarzyństwa mieliśmy już w latach nazizmu i sowietyzmu, mamy też obecnie np. w Korei Pn.


Być jak Ksiądz Jerzy

W Polsce narasta kampania antykatolicka. Księża są lżeni i publicznie obrażani. Nie tylko przez anonimowych nienawistników, ale i przez polityków z socjallibertyńskich środowisk. Powołani do tego, by poświęcić się niepodzielnie Panu, kapłani jako pasterze Kościoła oddani na służbę Bogu i ludziom muszą stawić czoła mainstreamowej niechęci.

W epoce społeczeństwa zabawy, zatrutego libertyńskimi ideologiami zła, w sposób szczególny potrzebujemy takich kapłanów jak bł. ks. Jerzy Popiełuszko, będących z jednej strony wiarygodnymi świadkami, autorytetami i jasnymi drogowskazami w naszym, coraz bardziej relatywistycznym i pozbawionym przewodników życiu, z drugiej –bohaterskich i żyjących na co dzień tak, jak głoszą. W bałaganie postmodernistycznych antywartości istnieje potrzeba mówienia, co jest dobre, a co złe. Dzięki odwadze kapłanów my także stajemy się odważni, możemy działać dla prawdy, bo wiemy, że przed nami kroczą duszpasterze w pełni zdecydowani ponieść najwyższą ofiarę.

W świecie rozmytych wartości i podupadłych autorytetów heroiczny kapłan może jednoczyć wokół siebie całą wspólnotę, i to nie tylko ludzi należących do Kościoła, ale wszystkich ludzi dobrej woli.

Prorządowe media i elity władzy liczą na to, że staniemy przeciwko nim, że poddamy się prymitywnej propagandzie agresji. Niestety, sami księża mogą pobłądzić, występując publicznie przeciwko swoim biskupom, a w świetle reflektorów mediów promujących tak zwany Kościół otwarty i tolerancyjny zdarza się, że atakują podstawowe dogmaty wiary, sieją zgorszenie, napadają na współtowarzyszy kapłańskiej drogi życia.

Pomimo stałej nagonki na naszą wspólnotę katolicką polscy katolicy nie dają się wciągnąć w spiralę nienawiści, ponieważ dostrzegają istotność i sensowność mocno ugruntowanej nauki społecznej, eklezjalnej i doktrynalnej Urzędu Nauczycielskiego Kościoła katolickiego i co najważniejsze – bronią swoich biskupów i księży. Spektakularne zmiany, których domaga się świat, naciskając również na stanowisko Kościoła w wielu aspektach jego wewnętrznych spraw, a więc działalności duszpasterskiej, pogłębiania u wiernych wiary, wzmacniania mocy Tradycji, pomimo naporu nigdy nie zostaną przeforsowane.

Zdrowa gleba kapłańskiej świętości
Z okazji pięćdziesięciolecia swoich święceń kapłańskich w książce „Dar i Tajemnica” św. Jan Paweł II snuje refleksję na temat swojego powołania. Papież próbuje odpowiedzieć na pytanie, kim powinien być kapłan w dzisiejszym świecie, czego od niego oczekuje współczesny Kościół, a więc również wierni świeccy. Wedle słów nauczania Jana Pawła II, powołanie kapłańskie jest misterium, tajemnicą „szczególnej wymiany” pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Człowiek służy Bogu na ziemi, stając się narzędziem zbawienia, Chrystus zaś czyni człowieka swoim zastępcą, swoim alter ego na ziemi. Istnieje ścisły związek pomiędzy kapłaństwem a sakramentem Eucharystii, bowiem jest to „wielka tajemnica wiary”, działająca w całym Kościele, wśród kapłanów i wiernych. Kapłan służy zgromadzeniu wiernych jako szafarz „Bożych tajemnic”, jako szafarz miłosierdzia w tajemnicy sakramentu pojednania obcuje w sposób szczególny ze świętością Boga, co stanowi jego powołanie do bycia świętym w dzisiejszym zsekularyzowanym świecie. „Tylko z gleby kapłańskiej świętości może wyrastać skuteczne duszpasterstwo – cura animarum”.

Kapłan stanowi niejako centrum lokalnych wspólnot, jest organizatorem katolickich działań. Prezbiter, człowiek powołany do służby w zachowaniu świeżości i młodości Kościoła, powinien dbać o zdrową relację z wiernymi. Kapłani z radością powinni dążyć do bycia świadkami Chrystusa, z dumą i ufnością podążając za Jezusem, winni wyrzekać się wszystkiego, co światowe, żeby służyć światu z miłością i pokorą. W czasie kryzysu chrześcijaństwa w Europie polscy kapłani mają szczególne zadanie dzielenia się licznymi powołaniami ze światem, jak powiedział Benedykt XVI w Warszawie: „Kapłani polscy, nie bójcie się opuścić wasz bezpieczny i znany świat, by służyć tam, gdzie brak kapłanów i gdzie wasza wielkoduszność przyniesie wielokrotne owoce!”.

Kapłani są na pierwszej linii boju o Królestwo Boże. Są z tego powodu głównym celem ataku. W Kolumbii, Meksyku, Syrii i Iraku są zabijani, w Tanzanii, Pakistanie okaleczani, w Chinach, Wietnamie i Uzbekistanie wtrącani do więzień, w Nigerii, Kamerunie i Republice Środkowoafrykańskiej uprowadzani, w Indiach napadani i bici, nawet w Wielkiej Brytanii są wściekle zwalczani. Dzielą tym samym los prześladowanych chrześcijan, dzielą los swego Mistrza i apostołów.

Dlatego szanujmy kapłanów, módlmy się za nich. Jako duszpasterze wspólnoty powołanej przez Ducha Świętego, ale budowanej przez żywych ludzi, są szczególnie narażeni na pokusy i ataki szatana. Jako wierzący nie mówmy o nich złego słowa, występując przeciwko ósmemu przykazaniu, bo dotyka ich to boleśnie, rani i demoralizuje. W tej demoralizacji i zgorszeniu mamy także swój udział, gdy przyłączamy się do grupy szyderców. Ponadto przez złe i fałszywe słowo, żart, kpinę stajemy się ich oprawcami na równi z wrogami Kościoła, Boga i wartości chrześcijańskich. Słowo leczy i uzdrawia, ale słowo może ranić i zabijać. Podczas rekolekcji warszawskich o. James Manjackal mówił o konieczności wspierania kapłanów, stawania za nimi murem. Charyzmatyk z Indii, kraju, gdzie trwa brutalna rozprawa z Kościołem, powiedział: „Nie krytykujcie ich, jak robi to świat, brońcie ich, wstawiajcie się za nimi w modlitwie, zanoście dziękczynienie za nich do Boga, bo dzięki ich dłoniom i wypowiadanym słowom podczas Przeistoczenia macie u siebie tak blisko zmartwychwstałego Pana w Najświętszym Sakramencie. Przychodzi do was przez ich dłonie, dlatego całujcie je z pobożnością”.

Wzór wciąż aktualny
Delikatny, bezbronny kapłan, szykanowany, zastraszany i nękany przez zbrodniczy system zła, oddał swoje życie w obronie prawdy i pokazał, czym jest bohaterstwo i heroiczność cnót kapłańskich. Moc tę czerpał wprost ze źródła, jakim jest Chrystus. Siłę – i to już zadanie dla nas na dziś – dawały Mu miłość i oddanie całej wspólnoty katolickiej, która kochała swojego Księdza Jerzego. Gdy dziś wspominamy bł. ks. Jerzego Popiełuszkę, prośmy za Jego wstawiennictwem za kapłanów, aby nie lękali się, nie dali się zastraszyć, sprostali próbom codzienności, stanowili wzór dla świeckich i byli gotowi ofiarnie oddać swoje życie za prawdę.

Obrazek

W zmieniającym się świecie mód wierni, w tym ludzie młodzi, doceniają wartość rozsądku, pewności, zrównoważenia, medytacji, miejsca odpoczynku od gwaru świata, które odnajdują w Kościele. Ta „konserwatywna staromodność” w wykonaniu Kościoła jest bardziej jego walorem niż wstydem. Warto to podkreślać, ponieważ istnieje niebezpieczeństwo podejmowania przez katolickich wychowawców, w tym przede wszystkim księży, metod przypodobania się młodzieży, bycia „cool” i „spoko”, przybierających postać żenującej nieudolności. A jednym z przykładów powagi kapłaństwa jest właśnie posługa w służbie miłości, posłuszeństwie, ofiarności i całkowite wyrzeczenie się świata na wzór Jezusa Chrystusa, ponieważ to w Nim istnieje mocny i niewzruszony fundament. Ataki na Kościół i jego kapłanów trwają od wieków, ale nasza solidarna współpraca z duszpasterzami jest dziś szczególnym wyzwaniem i zadaniem, a jak podkreśla w swoich homiliach i wykładach ks. prof. Tadeusz Guz, jedyną odpowiedzią na zło, nienawiść i agresję jest miłość.

Dr Tomasz M. Korczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/81367,b ... jerzy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 09 cze 2014, 06:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Zdziczenie też tworzy sobie religie, też buduje swoją symbolikę.
W biblii były to złote cielce. Nazizm i sowietyzm też miały swoją symbolikę, swoje rytuały i swoich bożków, swoje procesje.
Zwyrodnialstwo jest ulepione z tej samej ideologicznej gliny i też otacza się symbolami - bożkami. Dzisiejsze zwyrodnialstwo to już zorganizowana antyreligia przecierająca sobie szlaki do wszystkich, ale głównie do tych najmłodszych, których najłatwiej zarazić chorobą zwyrodnienia. Paskudztwo jest w permanentnym natarciu i nie odpuszcza. Wszędzie stara się szerzyć swój zboczony kołtunizm, wszystko co dobre, moralne, czyste pragnie zbrukać. Zdziczenie to straszna choroba pustosząca serca i umysły, niszcząca zdrowie i szansę na rozwój, na wzrastanie, na wykształcenie się Dobra, Prawdy i Piękna w człowieku.


Stańmy w prawdzie

Warszawiacy, sprzątnijcie ten symbol sodomskich grzechów sprzed kościoła Zbawiciela. Nie zasłaniajcie grzeszną tęczą kościoła, który jest domem naszego Zbawiciela – apelował na Jasnej Górze ks. bp Józef Zawitkowski.

Trzeba stanąć w prawdzie swojego sumienia, a Bóg, nawet z wyschniętej kości tego narodu, wskrzesi sobie naród doskonały. Tak do gorliwej modlitwy różańcowej i szerzenia kultu Maryi zachęcał w sobotę ks. bp Józef Zawitkowski z Łowicza uczestników 2. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Żywego Różańca na Jasną Górę.

– Miną rozbiory, zabory, okupacje, przeminą partie, orientacje, rewolucje genderowe, kulturowe. Ona tu jest Królową, Zwycięską Hetmanką. Tylko weźcie do ręki z ufnością koronkę różańca, bądźcie założycielami nowych kółek. Nie musi być 20 osób, wystarczą 4 – wzywał.

Apelu biskupa wysłuchało ok. 20 tys. pielgrzymów, którzy na Jasnej Górze potwierdzili swoje oddanie Matce Bożej i włączyli się w Wielką Nowennę Fatimską.

Ksiądz biskup odniósł się też do bieżących wydarzeń społecznych i przestrzegał przed zagrożeniami, jakie niosą ze sobą źle pojmowane wolność i demokracja.

– U babci na kredencji stała figurka Matki Boskiej, a na Jej rączkach wisiały nasze różańce. U Jej stóp leżały nasze książeczki. Bo myśmy w październiku codziennie na kolanach wszyscy głośno mówili Różańce. A w maju przy kapliczkach, przy krzyżu śpiewaliśmy Litanię Loretańską do Matki Bożej – wspominał ksiądz biskup.

Dziś wiele się zmieniło, a tematy najważniejsze, jak dążenie do świętości, przysłaniają nam sprawy błahe.

– U nas telewizor gra do końca. Ludzie padają jak ćmy. Nie mówią sobie „dobranoc”. Mama nie czyni dzieciom krzyżyka. Mają sny koszmarne. Taka ta nasza demokracja – mówił.

Za św. Janem Pawłem II i Sługą Bożym ks. kard. Augustem Hlondem ks. bp Zawitkowski wskazywał, że nadzieją jest Różaniec, bo ta modlitwa może odmienić losy świata. – Teraz wy, ludzie różańcowi, będziecie świadkami aż po krańce ziemi. Opaszcie świat Różańcem. Przecież to modlitwa zwycięstwa – apelował.

Jak zaznaczył, świat obrał złą drogę. – Zrobiliście sobie golema i składacie mu ofiary z własnego ciała. Coś ty zrobił, Conchita? Nie poprawiaj Pana Boga, który stworzył nas tak pięknie na swój obraz i na swoje podobieństwo. Posłanki, nie straszcie mi dzieci! I wy chcecie prawa stanowić? Kto cię tak oszpecił, dziecko? Chodź, wyspowiadam cię. Ludzie homo, wy ani grzeszyć normalnie nie potraficie, ani kochać nie potraficie. Dlatego przykro mi oglądać ciebie w telewizji. Ani godności, ani wstydu już nie masz – mówił ks. bp Zawitkowski.

Nawoływał też, by nie poddawać się niewoli grzechu, ale umiejętnie się przeciwstawiać złu. – Warszawiacy, sprzątnijcie mi ten symbol sodomskich grzechów sprzed kościoła Zbawiciela! Już jedni zasłaniali ten kościół placem bolszewickiej konstytucji. Diabli to wszystko wzięli. Nie zasłaniajcie grzeszną tęczą kościoła, który jest domem naszego Zbawiciela – mówił ks. bp Zawitkowski. Warto przypomnieć, że na placu Zbawiciela miał stanąć pomnik Najświętszego Serca Chrystusa Króla.

Ksiądz biskup Józef Zawitkowski przestrzegał w sobotę na Jasnej Górze, że nie można tylko czekać na zwycięstwa Maryi, ale trzeba paść na kolana i modlić się gorliwie. – Wolność trzeba Różańcem zdobywać i ciągle jej Różańcem bronić. Wolność krzyżami się mierzy – mówił.

--------------------------------------------------------------------------------

Homilię ks. bp. Józefa Zawitkowskiego wydrukujemy w jutrzejszym numerze „Naszego Dziennika”

Marcin Austyn, Jasna Góra

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wdzie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 14 cze 2014, 06:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Rządzące światem lewackie barbarzyństwo usilnie dąży do zredukowania człowieka jedynie do wymiaru materialistycznego.
Postanowiono wykorzenić w ludziach, w całej ludzkości, transcendentny wymiar życia. Człowiek już nie ma pielgrzymować w swoim życiu w kierunku wieczności, ale przejść jedynie drogą doznań i przyjemności w kierunku śmierci, nie rzadko eugenicznie przyspieszonej.
Ateizacja człowieka to jego redukcja, uszczuplenie potencjału człowieczeństwa, to jego zamknięcie w przestrzeni bez wyjścia, to jego zaduszenie i zgaszenie.


Oswajanie z ateizacją życia

Temida Stankiewicz-Podhorecka, krytyk teatralny

Warto zastanowić się, gdzie mieści się centrala, skąd idą dyspozycje do realizowania antykatolickiego, zbrodniczego scenariusza we wszystkich przestrzeniach naszego życia

Premiera „Lekcji religii” autorstwa duetu Strzępka – Demirski w Teatrze Imka w Warszawie może wprowadzić publiczność w błąd. Bo jeśli widz zasugerowany tytułem przedstawienia przychodzi na spektakl z nastawieniem, że znajdzie w nim przestrzeń, z którą duchowo może się identyfikować, to się zawiedzie. Spektakl powinien nosić tytuł „Lekcja antyreligii”. Rzecz napisana i zrealizowana ze skrajnie lewicowych pozycji.

Jest aktor udający księdza (Dobromir Dymecki), jest stół udający ołtarz, jest scena udająca Mszę, są słowa modlitwy wypowiadane przedrzeźniająco przez aktora przebranego za księdza. Wszystko to odbywa się przy huraganach śmiechu na widowni. A przebrany za księdza aktor po obnażeniu do pasa udaje Chrystusa. Celowo obnosi niby biczowaniem poranione plecy. Jest mściwy, wulgarny. Samo zło. Przyszedł na świat, bo nastały już czasy ostateczne. Następuje ponowny chrzest w jakimś brudnym bajorku. Parodia liturgii miesza się tu z piekłem i wulgaryzmami. Miejsce „akcji” raz tu, raz tam, wszędzie. Także w Watykanie, gdzie – jak mówią aktorzy – w piwnicach papież trzyma diabła od dwóch tysięcy lat. W tym chaosie wszystkiego nie braknie kpiny z nawróceń i egzorcyzmów (nadgorliwa w tej roli Klara Bielawka). Wszystko jest ośmieszone, zbanalizowane, łącznie ze straszeniem piekłem. W rozmaite postaci wchodzi duch innych, znanych polityków (Krzysztof Dracz tak się zagrywa, że już sam nie wie, kim jest w danym momencie). Bieganina, rzucanie się na ziemię, bełkot. Nic z tego nie wynika. Aktorzy plączą się po scenie, nie wiadomo w jakim celu.

Bluźniercy w akcji
„Lekcja religii” to drugi odcinek serialu teatralnego „Klątwa” autorstwa Pawła Demirskiego (grafomania) i Moniki Strzępki (reżyseria, cóż za amatorstwo!). Pytam: po co to wszystko? I jak długo można pokazywać wciąż to samo: parodię Jezusa Chrystusa? Nie dość, że było w pierwszym odcinku? Zdaje się, że we wszystkich następnych tandem Strzępka – Demirski będzie bezkarnie obrażać widzów karykaturą Chrystusa i zgranymi już do cna „numerami”.

Tłumaczenie się w takich przypadkach wolnością artystyczną jest tu nadużyciem i tezą już z założenia fałszywą. Bo wolność w twórczości artystycznej, na szczęście, ma swoje granice. Kończy się tam, gdzie zaczyna się przestrzeń wolności drugiego człowieka, a więc przestrzeń naszego systemu wartości, którego artysta nie ma moralnego ani żadnego innego prawa nam zabierać, deprecjonować, niszczyć. W przeciwnym razie wolność artystyczna jest działaniem destruktywnym i nie powinna mieć prawa bytu. Sztuka ma budować, a nie niszczyć i szczuć jednych na drugich.

Żyjemy dziś w okresie rewolucji aksjologicznej. Wartości moralne, estetyczne, poznawcze, religijne, kulturowe są nieustannie poddawane brutalnemu rewizjonizmowi. Także w teatrach. Wartości związane z etyczną koncepcją dobra (co powinno stanowić stały i nieodłączny składnik sztuki) są obecnie bezwzględnie zabijane poprzez takie przedsięwzięcia teatralne, jak m.in. „Lekcja religii” i inne przedstawienia Moniki Strzępki czy Jana Klaty, Michała Zadary, Mai Kleczewskiej i jeszcze paru innych niszczycieli teatru, którzy przejęli dziś reżyserię w teatrach w całej Polsce.

Oglądamy zatem spektakle wyprane z intelektu i wszelkich wartości. A wszystkie są podobne bez względu na to, kto je wyreżyserował. Bo ci tzw. artyści „zżynają” od siebie wzajemnie owe nieszczęsne pomysły i pseudoestetykę. Toteż wszystkie te spektakle łączy przede wszystkim chaos, brak spójności artystycznej i myślowej, brak logicznych rozwiązań scenicznych, a głównym elementem spektakli jest szokowanie widza obscenami oraz uderzanie w Kościół katolicki, w kapłanów, ośmieszanie symboliki religijnej, nierzadko nawet szydzenie z Męki Chrystusowej. I jakby tego było mało na rodzimych scenach, to jeszcze sprowadza się podobne „badziewie” także z zagranicy, i to za niemałe pieniądze. Nasze pieniądze, podatników. Najnowszy przykład takiej samowoli mamy w osobie Michała Merczyńskiego, dyrektora Malta Festival w Poznaniu, który z całą premedytacją, perfidnie, wbrew ogromnej rzeszy Polaków katolików zaprosił na festiwal spektakl „Golgota – Picnic”, którego twórca, marnej klasy reżyser, Argentyńczyk Rodrigo Garcia w obrzydliwy sposób szydzi z cierpień i śmierci Chrystusa na krzyżu.

Przecież są przepisy dotyczące obrazy uczuć religijnych zawarte w kodeksie karnym, które mówią, że za znieważenie przedmiotu czci religijnej grożą dwa lata więzienia. Wydawałoby się, że powinno to być przestrogą dla tzw. artystów bluźnierców, bo chyba żaden z nich nie chciałby mieć w swoich dokumentach wpisu, że jako przestępca (bo złamał prawo) przesiedział w kryminale dwa lata. Tymczasem, jak widzimy, nikt się tego nie obawia. A nie obawia się dlatego, że na taką przestępczą działalność (bo to jest przestępcza działalność) istnieje nie tylko przyzwolenie ze strony obecnej władzy, ale wręcz zachęta. Bo skoro władze finansują ową przestępczą działalność pseudoartystów, to znaczy, że zachęcają do dalszej takiej właśnie działalności.

Przesuwanie granic
W tej sytuacji pseudoartysta, Argentyńczyk Rodrigo Garcia bez przeszkód przyjeżdża do naszej Ojczyzny, ma prezentować swoje antyartystyczne przedsięwzięcie z pogranicza pornografii, znieważające Mękę Chrystusa na krzyżu, obrażając nas tym do żywego i jeszcze za to my, Polacy, jako podatnicy płacimy ciężko przez nas zapracowane pieniądze. Takiej działalności dyrektora Merczyńskiego nie można inaczej nazwać jak procederem. Ale widocznie dyrektor festiwalu ma tak silne poparcie władz, że czuje się bezkarny i może robić, co tylko zechce, szafując publicznymi pieniędzmi i boleśnie raniąc uczucia katolików.

Na szczęście tym razem nie ma przyzwolenia społecznego. Trwają protesty, organizuje się młodzież, ludzie z całej Polski „skrzykują się”, by wziąć udział w poznańskiej manifestacji sprzeciwu. Ale dyrektor Michał Merczyński wespół z władzami nic sobie z tego nie robi. W internecie aż huczy od wielkiego wzburzenia. W jednym z wpisów czytam: „Należy przygotować pozew zbiorowy przeciw artyście i kolaborantom, którzy chcą wesprzeć obrazoburcze szkodliwe pomysły”. Nic dodać, nic ująć.

Każdy kolejny obrazoburczy spektakl jest następnym krokiem do zbadania, na ile owi pseudoartyści mogą sobie pozwolić. Czy raczej, na ile my im pozwolimy. Jak dotąd, wyraźnie pozwalają sobie na coraz więcej. To jest krok po kroku tzw. oswajanie publiczności z ateizacją życia. Do czego walnie przyczynia się dziś teatr. Na przeszkodzie tworzenia nowego świata bez Boga stoi krzyż. Dlatego jest nieustannie atakowany, ośmieszany, wyszydzany, banalizowany. Chodzi o wyparcie hierarchii wartości związanych poprzez krzyż z Chrystusem i co za tym idzie celowe wprowadzanie zamętu do pełnego zrozumienia sensu życia. Od poczęcia do naturalnej śmierci.

Może warto by zastanowić się, gdzie mieści się centrala, skąd idą dyspozycje do realizowania owego antykatolickiego, zbrodniczego scenariusza we wszystkich przestrzeniach naszego życia. Najbardziej widoczna jest tu wściekła nienawiść środowisk liberalno-lewicowych przejawiająca się w bezpardonowych atakach na Kościół katolicki i jego kapłanów raz po raz pomawianych o najrozmaitsze, najstraszniejsze rzeczy. Ten terror medialny i jego okrutne konsekwencje to współczesny rodzaj męczeństwa, jakie dźwiga Kościół katolicki, księża i wierni, w obronie Chrystusowego krzyża.

„Klątwa 2 – Lekcja religii”, tekst Paweł Demirski, reż. Monika Strzępka, spektakl powstał w koprodukcji Łaźnia Nowa Kraków i Teatr Imka Warszawa. Malta Festival 2014, Poznań.

http://www.naszdziennik.pl/wp/82143,osw ... zycia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 19 sie 2014, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Patologia, aby mogła zdominować człowieka, społeczeństwa, narody, ludzkość, musi najpierw coś od siebie zaoferować, coś co ma szansę dotrzeć do większości ludzi i być zrozumianym. Komunizm bazował na rozwarstwieniu społecznym i docierał do mas poprzez obietnicę dostatniego życia. Zwracał się ze swoją ideologią do ludzi już dorosłych, umiejących ocenić swój status społeczny, ekonomiczny. Porywał za sobą biedną część ludzkości. W efekcie dostatnio w nim żyli działacze komunistyczni, a reszta ludzi po chwilowej poprawie znów stopniowo wracała do biedy.
Obecna patologia (sodomizm) realizowana jest systemowo w całym niemal świecie i skierowana jest przede wszystkim do najmłodszych. Obiecuje im legalizację seksu od zaraz i w każdej, nawet zboczonej formie, a nawet podejmuje się nauki seksualnych zachowań już wśród przedszkolaków, aby jak najskuteczniej złapać ich w swoje łapy. Obecna patologia odrzuca, jako zagrożenie dla siebie i dla swoich celów, wychowanie, humanizm, kulturę, wiarę, narodowość, moralność, godność, pamięć historyczną, tradycje, prawdę, dobro i piękno, edukację.
Dlaczego?
Bo wie, że nad mądrzejszymi od siebie, rozwiniętymi duchowo, umysłowo ludźmi nie zapanuje.
Aktualnie najagresywniejsza patologia (sodomizm) wprowadza w stosunki międzyludzkie dawno już przerośnięte przez ludzkość i pozostawione daleko w przeszłości, barbarzyństwo.
Człowiek, ludzkość, poprzez rozwój kultury wydostał się (wyrósł) z obszaru barbarzyństwa. Kultura choć nie jest przekazywana genetycznie, to jednak młodsi otrzymywali ją w procesie edukacji od starszych i w świecie człowieka panował rozwój.
Genderyzm, feminizm, homoseksualizm stanął nam ludziom w poprzek na naszej drodze rozwoju.
Otwartym jest pytanie o cel zawracania człowieka z drogi jego rozwoju.


Libido dominandi

Wielokrotnie staliśmy na bocznym torze nowożytnej historii. To diagnoza Jana Pawła II z początku jego pontyfikatu. Radził on nam jednak nie doganiać świata. Trzeba być na czele, ale tylko biegnąc we właściwym kierunku. Dzięki dziejowemu zapóźnieniu mogliśmy ominąć katastrofy liderów nowoczesności i „ponowoczesności”. Wciąż na nowo przypominają nam o tym kolejni goście przybywający do Polski.

W grudniu 2013 r. mieliśmy okazję gościć w naszym kraju E. Michaela Jonesa, czołowego w świecie historyka „rewolucji seksualnej”, autora monografii na ten temat zatytułowanej „Libido dominandi”, znakomicie udokumentowanej i opartej na trafnym pojmowaniu człowieka jako istoty rozumnej i wolnej, ale zagrożonej w swej rozumności i wolności przez irracjonalne i odśrodkowe siły. Poddanie się im prowadzi do zgotowania straszliwej tyranii sobie i innym. Na zakończenie swoich – tylko pięciu – spotkań z Polakami wyrażał on nadzieję, że potomkowie zwycięzców pod Wiedniem również dzisiaj uratują świat przed śmiertelnym zagrożeniem. Skąd ta nadzieja?

Pewnie nie z aktualnych faktów na nasz temat. Chyba nie opowiedziano Gościowi o kąpielach naszej młodzieży w błocie na Woodstocku nad Odrą, pod opieką samych prezydentów i uśmiechniętych duszpasterzy. Dobrze, że nie usłyszał amerykański gość także o odzyskanym mieście Wrocław, poczuwającym się dzisiaj do duchowej wspólnoty z Marylin Monroe, publiczną kobietą z Hollywood, która sparaliżowała w całym świecie niejedną męską młodość, wypromowując swoją nagością pierwsze czasopismo pornograficzne w USA. Podobno nawet jedyny katolicki prezydent USA zapomniał w jej ramionach o tym, kim jest. A we Wrocławiu zrobili z niej swoją wizytówkę i wzór dla młodzieży. Podobnie myślą władze Warszawy, strzegące dzisiaj nie polskiej wolności, ale skradzionej przez sodomitów tęczy. Nasza teraźniejszość staje się zatem już nie śmieszna, ale żałosna…

Ufność amerykańskiego badacza w siłę Polski ma pewnie inne źródła. Zaoferował nam także pomoc w zrozumieniu naszego aktualnego zagrożenia. Michael Jones analizuje pooświeceniową historię i naszą teraźniejszość z perspektywy kształtowania jej także przez chęć panowania nad innymi oraz chęć użycia seksualnego. Począwszy od starożytności, ludzkość zazwyczaj orientowała się, że rozwiązłość seksualna paraliżuje myślenie i działanie nie tylko istoty rozumnej, ale także całych społeczeństw. Równie stary jest zbrodniczy pomysł, aby ujarzmić innych, organizując im rozwiązły styl życia.

Mamy w dziejach Polski wiele tego typu przykładów. Nowosilcow w ten także sposób odwodził polską młodzież od walki o niepodległość. Również niemiecki okupant organizował Polakom aborcję, rozwiązłe teatrzyki i pornograficzny miesięcznik „Fala”. Prowadzono tu nie tylko edukację onanistów, ale także zachwalano wyłącznie techniczne wykształcenie i sprawności do pracy fizycznej, zamiast bezużytecznej „humanistyki”. Całkiem zatem jak dzisiaj, w tzw. Unii Europejskiej. W PRL też dbano o aborcję i karmiono młodzież roznegliżowanymi fotkami, także w prasie dla harcerzy z ZHP. Kierowali całą akcją działacze Towarzystwa Rozwoju Rodziny (filia International Planned Parenthood Federation), pod kierunkiem marszałka Sejmu Mikołaja Kozakiewicza, a później Zbigniewa Lwa-Starowicza. Dzisiaj zbierają nagrody za swoją aktywność, bo np. wydawnictwo Znak nagrodziło autobiografią tego ostatniego, uważającego się całkiem słusznie za ucznia Alfreda Kinseya.

Chyba zatem mało rozumiemy światową politykę. Pilnie nam zatem jest potrzebna lektura książki Michaela Jonesa, a może najpierw jej ostatniej części, poświęconej klęsce jedynej dzisiaj superpotęgi ekonomicznej i militarnej, jaką są USA. Rewolucja seksualna przeniesiona tam z Europy zadała temu państwu śmiertelne ciosy. Pierwszym jej celem stali się tamtejsi katolicy, rosnący w polityczną siłę z racji demograficznych i zagrażający supremacji w tym kraju protestanckich „WASP-ów”. Jakimi metodami szybko poradzono sobie z amerykańską katolicką wspólnotą i uczyniono ten kraj kolosem na glinianych nogach? Tej szczegółowej wiedzy dostarczyć nam może najpierw „Libido dominandi” Michaela Jonesa. Obyśmy nie przeczytali jej zbyt późno.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... nandi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 26 sie 2014, 07:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Niedostrzeganie człowieka w człowieku, to najgorsze zło zatruwające ład społeczny.
Człowiek w stanie embrionalnym nie jest ani kamieniem, ani przedmiotem, tylko człowiekiem powierzonym nam przez naturę pod opiekę.
Kultura łacińska to rozumie i chroni każde życie otaczając je troską na wszystkich płaszczyznach egzystencji.
Ideologie jako systemy wynaturzone i pozbawione uczuć wyższych, a nawet zwykłej empatii nie widzą problemu w masowym mordowaniu najsłabszych i najbardziej bezbronnych form człowieka jeżeli daje to zysk, korzyść, czy służy ich ulubionej destrukcji.
Ideologiczny potwór wyrasta niczym nowotwór na tkance społecznej po to aby tę tkankę zdegenerować i uśmiercić.
Dostrzegajmy bestialstwo ideologiczne i mówmy o tym głośno, aby uwrażliwić ludzi na ich własny los, jaki pragnie im zdegenerowany potwór sprawić.


Ministerialny deficyt myśli etycznej

To najgorszy z projektów ustawy bioetycznej, jakie były dotąd przygotowane. Biskupi diecezjalni zebrani wczoraj na Jasnej Górze negatywnie ocenili projekt ustawy o leczeniu niepłodności zaproponowany w lipcu br. przez Ministerstwo Zdrowia. Dzisiaj Episkopat weźmie udział w uroczystościach odpustowych ku czci Matki Bożej Częstochowskiej.

– Nie sposób traktować tej ustawy poważnie – stwierdził ks. abp Henryk Hoser, przewodniczący Zespołu KEP ds. Bioetycznych. Ordynariusz warszawsko-praski podkreślił, że obecny projekt ustawy bioetycznej jest najgorszym z dotąd przygotowanych. Wskazał, że Ministerstwo Zdrowia, zapowiadając w tytule, że jest to ustawa o leczeniu niepłodności, tak naprawdę ogranicza się tylko do regulacji zasad stosowania technologii in vitro, i to w sposób skrajnie liberalny. W przedstawionym projekcie nie ma mowy o leczeniu bezpłodności, która obecnie stanowi w Polsce poważny problem społeczny.

Status ludzkiego embrionu
W ministerialnym projekcie pominięto ochronę życia ludzkiego na etapie embrionalnym. Jak podkreślił ks. abp Hoser, przedstawiony przez ministerstwo projekt charakteryzuje ogromny deficyt myśli etycznej. Ale to jest właśnie problem bioetyki w ujęciu laicko-liberalnym. Przewodniczący Zespołu KEP ds. Bioetycznych zwrócił uwagę, że bazuje ona na niejasnych, niedopracowanych pojęciach i kryteriach, a jej zasadniczy problem to trudność w ustaleniu statusu i człowieczeństwa ludzkiego embrionu. Równocześnie przypomniał, że bioetyka katolicka oparta jest przede wszystkim na mocnym fundamencie antropologicznym i uznaje człowieczeństwo ludzkiego bytu od momentu poczęcia, przez to domaga się jego ochrony jako jednego z podstawowych praw człowieka.

Zespół KEP ds. bioetycznych przygotował projekt opracowania na temat statusu embrionu ludzkiego. To będzie wstęp do szerszego dokumentu – zapowiedział wczoraj przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski ks. abp Stanisław Gądecki. Przypomniał, że eksperymenty biomedyczne, które traktują zarodek ludzki przedmiotowo, odczłowieczają osobę ludzką. – Eksperymentowanie na życiu to zagadnienie bardzo delikatne. Są sprawy, które dotyczą zdrowia osoby ludzkiej, które są dopuszczalne i chwalebne, ale są też eksperymenty na zarodkach, które traktują sprawę przedmiotowo, odczłowieczają to, co należy do właściwości człowieka i osoby ludzkiej – podkreślił ks. abp Stanisław Gądecki. Zwrócił uwagę, że człowiek ma prawa od poczęcia, „choć niektórym wydaje się, że można lekceważyć życie ludzkie w tym pierwszym jego etapie”.

Ksiądz arcybiskup Gądecki wyjaśnił też, że procedura in vitro jest nie do pogodzenia z katolicką wizją, także z tego powodu, że ta ostatnia wiąże początki życia ludzkiego z miłością małżonków, a nie tylko z jej technicznymi aspektami. – Człowiek nigdy nie może być przedmiotem manipulacji ani produkcji mającej znamiona produkcji zwierzęcej – dodał.

Pytany przez dziennikarzy, czy Kościół nie powinien być bardziej postępowy w kwestiach bioetycznych, zwłaszcza in vitro, stwierdził: – Kościół jest postępowy, gdy jest wierny Ewangelii, a jest niepostępowy wtedy, kiedy od Ewangelii odchodzi.

Przewodniczący KEP poparł także decyzję ks. abp. Hosera o nałożeniu kary suspensy na ks. Wojciecha Lemańskiego. Jak ocenił ks. abp Gądecki, była ona odważna, podjęta po wielu próbach osiągnięcia porozumienia i cierpliwa.

Modlitwa o pokój
Oprócz spraw bioetycznych w przeddzień uroczystości Matki Bożej Częstochowskiej biskupi podjęli m.in. temat dotyczący obchodów 75. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

Jak zaznaczył ks. Józef Kloch, rzecznik KEP, tegoroczne uroczystości rocznicowe obchodzone będą w kontekście wojny na Ukrainie, ale również prześladowania chrześcijan w Iraku i w Syrii oraz konfliktu trwającego w Ziemi Świętej. Ksiądz Kloch przypomniał, że od 30 sierpnia przebywać będzie w Polsce przewodniczący Episkopatu Niemiec ks. kard. Reinhard Marx. W niedzielę w Gliwicach odprawi Mszę św. wraz z przewodniczącym Episkopatu Polski ks. abp. Stanisławem Gądeckim. 1 września ks. kard. Marx modlić się będzie na grobie ks. Jerzego Popiełuszki, odwiedzi też Muzeum Powstania Warszawskiego. Rzecznik KEP zwraca uwagę, że istnieje realna groźba III wojny światowej. – 1400 km od Warszawy prowadzone są działania wojenne i giną ludzie – zaznaczył.

Dziś pod przewodnictwem Prymasa Polski ks. abp. Wojciecha Polaka na Jasnej Górze z udziałem Episkopatu odbędą się główne obchody uroczystości Matki Bożej Częstochowskiej. Ten dzień jednocześnie przeżywamy w Polsce jako Dzień Modlitwy za Prześladowany Kościół na Bliskim Wschodzie, to odpowiedź polskich biskupów na apel Ojca Świętego Franciszka o modlitwy w intencji cierpiących chrześcijan. W Polsce przebywa ks. abp Jean Sleiman, łaciński ordynariusz Bagdadu. Metropolita stolicy Iraku spotkał się wczoraj z polskimi biskupami.

Podczas wczorajszych obrad biskupi diecezjalni wysłuchali także relacji z międzynarodowej konferencji naukowej na temat ochrony dzieci i młodzieży, która w czerwcu odbyła się w Krakowie. Biskupi zdecydowali, że w Polsce niebawem zostaną utworzone cztery regionalne centra ochrony dziecka pokrzywdzonego przez przestępstwa pedofilii.

Małgorzata Bochenek

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... cznej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 08 paź 2014, 08:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Czy czasy barbarzyńskie mamy już za sobą, czy jeszcze przed sobą?
Barbarzyństwo znika, zamiera naturalnie w wyniku narastania, nawarstwiania się kultury.
Ale gdy kulturę zaczyna wypierać z przestrzeni publicznej ideologia, to konsekwencją tej podmiany jest powrót, przemocy, terroru, zdziczenia, zakłamania, upadku moralnego, wymiany elit, zbrodni i wielu jeszcze innych przejawów zła.
Wraz z każdą kolejną ideologią wraca barbarzyństwo, a człowieczeństwo zmuszone jest do życia w podziemiu, do ukrywania się, albo do kolejnej walki z nowotworem ideologicznym, walki o normalność.
Życie dla jednych staje się trwogą, męką, cierpieniem, nędzą, strachem, niedostatkiem, beznadzieją, a dla innych sytością, nadmiarem, władzą, bogactwem, przepychem, uciechami.


Dymiące zgliszcza

Étienne Gilson

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Od 1914 do 1918 r. świat został spustoszony przez wojnę, która nie miała sobie równej. Możni tego świata przedarli się przez granice i zalali Europę, pozostawiając po sobie niezliczone zgliszcza, milionowe rzesze ludzkich ofiar, a także historyczny materializm, panujący nad Świętą Rosją, z której później – jak widzimy – zagrozi całemu światu. Nawet podczas trwającego dwadzieścia lat zawieszenia broni, które uznaliśmy za pokój – cóż za tragiczny rozlew krwi! Chiny, znajdujące się w stanie nieustannej wojny, wydają się być trochę za daleko, aby miało martwić nas to, co się tam dzieje. Ale czyż zapomnieliśmy już o tym, co miało miejsce w Hiszpanii, w kraju w większości chrześcijańskim, podczas tej barbarzyńskiej wojny domowej, w której człowiek wobec człowieka okazał takie okrucieństwo, że świadkowie na jego wspomnienie ściszają swój głos i szepcą: ,,cokolwiek, byle nie oglądać tego znowu!”. Głód w X w.? Wystarczy, że na chwilę zamknę oczy, a widzę raz jeszcze martwe dzieci z 1922 r. w ukraińskich wioskach i na brzegach Wołgi, których małe zwłoki walały się w opuszczonych szkołach; to znowu doprowadzone do stanu barbarzyństwa bandy dzieci, włóczące się wzdłuż torów kolejowych, które później miały paść od kul karabinów maszynowych. Na początku XX w., tak jak na końcu wieku X – świadczą o tym oficjalne dokumenty – rodzice zjadali własne dzieci. Ojcowie i matki, tacy jak nasi rodzice, jak my sami, lecz znający znaczenie tego strasznego słowa: głód.

Fragment pochodzi z: „Terror roku dwutysięcznego”, 1949 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Czarną legendę chrześcijaństwa po dziś dzień buduje się w oparciu o przykłady zaczerpnięte ze średniowiecza. Są one często tak drastyczne, że aż niewiarygodne, a przy tym słabo udokumentowane, ich skala zaś wcale nie jest duża. Na pewno mniejsza niż potworne zbrodnie rewolucji francuskiej czy sowieckiego komunizmu, udokumentowane i potwierdzone, choć ciągle towarzyszy im legenda mocno wybielona.

http://www.naszdziennik.pl/wp/102077,dy ... szcza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 25 sty 2015, 21:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Spójrzmy uważnym okiem na dawne, zdawałoby się minione barbarzyństwo i doszukajmy się analogii do naszych obecnych czasów.
Tamto już minione barbarzyństwo wyrastało z ludzkich urojeń, omamów, fantasmagorii zwanych mitologią.
Obecne barbarzyństwo odradza się gdyż ludzie nadal sobie roją i tworzą wokół siebie i dla siebie świat zbudowany z omamów, fantasmagorii, czyli świat wymyślony w chorych patologicznych głowach. Takie patologie zwiemy dziś ideologiami.
Mitologia była czymś naturalnym, była krokiem poznawczym dawnego człowieka.
Ideologia jest czymś nienaturalnym, jest odwróceniem się od poznawania i zwróceniem się do wyobrażeń.
Wyszliśmy z barbarzyństwa już dość dawno (cywilizacja łacińska), ale lewactwu to nie odpowiada, więc znów zaganiają nas ludzi w otchłań zdziczenia zmuszają do powrotu do ... barbarzyństwa.


Samobójstwo cywilizacji

Leszek Śliwa
|
Majowie zbudowali wielką cywilizację. Jak to możliwe, że nagle przestała ona istnieć? To jedna z największych zagadek w historii ludzkości.

Obrazek
Serca ofiar kapłan wycinał z piersi kamiennym nożem. Kadr z filmu „Apocalypto”


W XIX wieku europejscy uczeni ze zdumieniem odkryli, że indiański lud Majów stworzył ponad tysiąc lat temu kulturę, która pod niektórymi względami przewyższała współczesną sobie cywilizację europejską. Kultura Majów przeżywała rozkwit od IV do IX wieku. Potem nadszedł tajemniczy kataklizm. Z czasem ta cywilizacja odrodziła się w zdegenerowanej formie, stopniowo zanikając. Dziś Majowie to zacofany lud żyjący w prymitywnych warunkach.

Grecy Ameryki

Majowie nie stworzyli państwa. Były to luźno powiązane ze sobą miasta, trochę przypominające starożytną Grecję. Dlatego uczeni nazywają czasem Majów Grekami Ameryki. Ich matematyka i astronomia stały na bardzo wysokim poziomie. Wcześniej niż Europejczycy znali liczbę zero, a ich kalendarz był dokładniejszy niż kalendarz gregoriański, wprowadzony w Europie w XVI wieku! Budowali ogromne piramidy służące celom kultowym. Budowali też kamienne drogi, domy z podziemnymi piecami, łaźnie parowe. Pisali księgi, sporządzali mapy.

Jak dinozaury?

Uczonych od dawna intrygowała pewna prawidłowość. Wszystkie wielkie kultury Ameryki po okresie rozkwitu nagle znikały. Wielkie miasta ze wspaniałymi budowlami porzucano niemal z dnia na dzień. Do dziś uczeni odkrywają w dżungli takie porzucone miasta. Tak było z kulturą Olmeków, ten sam los spotkał Majów. Nagle upadły też dwa wielkie indiańskie imperia: Azteków w Meksyku i Inków w Peru. Długo sądzono, że stało się to za sprawą hiszpańskich konkwistadorów. Zapominano przy tym, że zdobywca Meksyku, Hernán Cortés, miał raptem 500 żołnierzy, a zdobywca Peru, Francisco Pizarro – zaledwie 180. Taką siłą nie da się podbić rozległego państwa liczącego kilka milionów mieszkańców. Uczeni szukali przyczyn kataklizmów indiańskich kultur. Badano zmiany klimatu, szukano śladów wojen. Na próżno.

Bogowie żądają krwi

W cywilizacjach prekolumbijskich ogromną rolę odgrywała religia głosząca, że świat odradza się przez śmierć, a ludzkie ciało jest pokarmem bogów. Bogowie są wciąż głodni. Jeśli padają deszcze, trzeba ubłagać boga deszczu, który żywi się łzami dzieci. Wtedy składa się w ofierze dzieci. Z kolei bóg słońca, wycieńczony po nocnej wędrówce przez podziemia, łaknie krwi i serc mężnych wojowników.
Aztekowie, których religię znamy dziś najlepiej, składali rocznie w ofierze około 20 tysięcy ludzi. Nie było miesiąca bez krwawej ceremonii. Żeby wyłonić ofiary, organizowano tzw. wojny kwiatowe. Mieszkańcy umawiali się na bitwę na polu kwiatów. Pokonani wojownicy musieli poświęcić się dla dobra innych i zginąć podczas najbliższego obrzędu.

Nie inaczej było w cywilizacji Majów. Wydaje się, że problemy gospodarcze spowodowały zwiększanie liczby ofiar, by przebłagać bogów. Tymczasem indiańska gospodarka skazana była na kłopoty. Cywilizacje prekolumbijskie były bowiem w niektórych sprawach zacofane. Indianie nie potrafili np. zastosować koła w transporcie. Nie znali też zwierząt jucznych i pociągowych. Uprawiali ziemię kamiennymi motykami i drewnianymi kijami. Tymczasem kapłani mówili, że ofiar jest wciąż za mało. Możliwe więc, że co pewien czas następował bunt ludności. To tłumaczyłoby nagłe porzucanie miast, będących przede wszystkim ośrodkami kultu, a nie miejscami zamieszkania.

Dzieło szatana?

Ostatnie miasta Majów padły pod ciosami Hiszpanów. Uczeni często narzekają, że zdobywcy zniszczyli cywilizację pokonanych. Ma to rzekomo świadczyć o barbarzyństwie Europejczyków. Dziś, gdy więcej wiemy o cywilizacjach prekolumbijskich, reakcja konkwistadorów wydaje nam się bardziej zrozumiała. Hernán Cortés, który podbił Meksyk, pierwszy szok przeżył, gdy Indianie ugościli go osobliwą potrawą: mięsem człowieka z kukurydzą, polanym ludzką krwią. Indianie byli bowiem kanibalami, spożywali mięso ofiar składanych bogom. Uczty miały charakter kultowy, ale mięso ludzkie przyrządzano jak zwykłą potrawę! Hiszpanie byli wstrząśnięci. Potem, kiedy w kolejnych świątyniach znajdowali dziesiątki tysięcy szkieletów ofiar, przerazili się, że mają do czynienia z cywilizacją stworzoną przez szatana.

Obejmując władzę, surowo zakazali składania ofiar z ludzi, niszczyli świątynie i posągi „krwiożerczych” bogów. Niszczyli też księgi, które o tych bogach mówiły. Wierzyli, że w ten sposób walczą z diabłem.

Czarna legenda

Przyczyny zagłady cywilizacji prekolumbijskich byłyby lepiej znane, gdyby nie istniejąca do dziś „czarna legenda” hiszpańskiego podboju. Wiadomo, że w ciągu stu pierwszych lat panowania Hiszpanów populacja Indian zmniejszyła się aż o 90 procent. Mówiono więc o masowej eksterminacji. W rzeczywistości hiszpańscy zdobywcy nie mordowali Indian, zależało im przecież na sile roboczej. Traktowali ich tak samo jak szlachta traktowała chłopów w Europie. Królowie Hiszpanii byli zaniepokojeni zmniejszaniem się populacji tubylców i wzięli Indian pod swą prawną ochronę.

Mówiono też o niewolniczej pracy, do jakiej zmuszani byli Indianie. Indiańscy chłopi równie niewolniczo pracowali wcześniej dla swych indiańskich panów. Ich praca nie różniła się zresztą od tej, którą w tym samym czasie wykonywali chłopi europejscy. A jednak Indianie masowo wymierali. Dlaczego?
Prawdę odkryto stosunkowo niedawno. Indian w XVI wieku nękały straszliwe epidemie. Grypa, malaria, ospa były chorobami nieznanymi w Ameryce. Europejczycy przynieśli ze sobą zarazki. Indianie nie byli na nie uodpornieni. To jednak nie wyjaśnia wszystkiego. W XIV wieku do Europy zawleczono z Azji dżumę. W 1348 roku zmarła jedna trzecia mieszkańców Europy. Ludność naszego kontynentu odrodziła się jednak. Kolejne zarazy zbierały coraz mniejsze żniwo. A Indianie nie potrafili się już po epidemiach podźwignąć.

Cywilizacja śmierci

Religia Indian nie dawała im żadnego oparcia w walce o przetrwanie. Bogowie, pragnący ludzkiej krwi, zdawali się tylko czekać na ich śmierć. Hiszpańscy misjonarze byli zaskoczeni, że przychodzą do nich tysiące Indian proszących o chrzest. Ci ludzie szukali sensu życia, sensu, jaki odbierała im dotychczasowa religia, a dawało chrześcijaństwo. Nie mogli się nadziwić, że Bóg chrześcijański jest dobry i umarł za nich na krzyżu. Nie żywi się ich krwią i chce, by byli szczęśliwi.

Potomkowie tych, którzy się nawrócili, tworzyli kulturę chrześcijańskiej Ameryki Łacińskiej. Ci, którzy zdecydowali się trwać przy dawnych wierzeniach, nie potrafili znaleźć w sobie sił na odrodzenie starej kultury. Rezygnowali ze zdobyczy cywilizacji Europejczyków. Wegetujący na marginesie społeczeństwa, niedożywieni i zaniedbani, łatwo stawali się ofiarami kolejnych epidemii. Poddawali się swemu losowi, jak wcześniej ofiary składane bogom.

http://gosc.pl/doc/804739.Samobojstwo-cywilizacji


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 19 lut 2015, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Światowe, lewackie barbarzyństwo robi wszystko, aby posiekać nasz naród, podzielić, pokawałkować, rozproszyć, zniweczyć, rozdeptać.
Atakują poprzez ideologie, poprzez fałsz, poprzez obniżanie jakości kultury, poprzez zaniżanie poziomu edukacji, poprzez jazgot bezmózgowia, poprzez niszczenie wiary, Kościoła, poprzez relatywizację tego co jest naszym fundamentem, poprzez podcinanie korzeni naszych, poprzez wprowadzanie sodomizmu, poprzez ucisk ekonomiczny, poprzez bełkot medialny, itd.
Po coś to przecież robią. Zastanówmy się więc po co? Co dla nas planują? Czy przyjmiemy to biernie? Zgodzimy się na takie życie, jakie oni dla nas przewidzieli?


Najazd Hunów

Od pewnego czasu Ojczyzna nasza przeżywa istny najazd Hunów podobny do tego, jaki miał miejsce w średniowiecznej Europie. Tym razem jednak barbarzyńcy upatrzyli sobie naszą przestrzeń wzrokową. Ściany domów, ulice miast, szosy są obkładane coraz bardziej natrętną pornografią. Mało tego, pornografia przechodzi w zboczenia, te w fizjologię, a fizjologia - w bestializm. Poruszanie się w tym zwyrodniałym świecie obrazu budzi coraz większy wstręt, a wręcz obrzydzenie. Można być pewnym, nie jest to sztuka i nie jest to reklama, jest to natomiast objaw całkowitego upadku kultury. Komuś koniecznie zależy na tym, aby docierać do naszej świadomości i podświadomości za pomocą wzbudzania odruchów wymiotnych.

Człowiek nie jest czystym duchem, aniołem, ale człowiek nie jest też czystym ciałem, zwierzęciem. Jeżeli spełniamy czynności niższe, zbliżone do świata zwierzęcego, to staramy się zachować dyskrecję, właśnie z uwagi na szacunek dla naszej ludzkiej godności, która ma źródło w naszym duchu. Można powiedzieć, że im wyższa kultura cechuje jakieś społeczeństwo, tym z większym taktem podchodzi się do prozy życia związanej z jego zachowaniem i przekazywaniem. Można szarpać mięsiwo paznokciami, a można posługiwać się widelcem i nożem. Nikt nie przeczy, że człowiek nie jest samym duchem, ale redukowanie bytu człowieka do fizjologii świadczy albo o braku wiedzy, albo o jakiejś celowej próbie obniżenia rangi człowieczeństwa w danym społeczeństwie.

Gdy przekraczamy granicę Polski i wjeżdżamy na Zachód, widzimy zdecydowanie mniej reklam. W Niemczech obowiązuje zakaz ustawiania reklam wzdłuż szos. Powód jest prosty, prowadzenie samochodu to zajęcie bardzo odpowiedzialne, kierowcę powinno jak najmniej rzeczy rozpraszać. Podobnie jest w innych krajach zachodnich. Jeżeli więc u nas wzdłuż szos spotykamy tak nieprawdopodobną ilość billboardów, to można przypuszczać, że staliśmy się obiektem jakiegoś podboju, który nie liczy się ani z dobrymi zwyczajami, ani z bezpieczeństwem ruchu drogowego. A cóż mówić o miastach, które dosłownie duszą się od plakatów, na które patrzą codziennie oczy milionów mieszkańców. Wśród tych mieszkańców są bardzo często dzieci. Nie szanuje się ich wrażliwości, skromności, trudnej drogi prowadzącej do dobrego wychowania.

Napadli więc na nas, na polski naród, barbarzyńcy. Nie wiadomo dokładnie, kim są. O ile bowiem dzieła wybitne są zazwyczaj podpisane, wiemy kto namalował Mona Lisę, a kto Straż Nocną, o tyle reklam nikt nie podpisuje. Albo się wstydzi, albo nie chce brać odpowiedzialności, ukrywa się, chce pozostać anonimowy. Tymczasem owo dzieło zatruwa dusze mieszkańców w większym stopniu niż spaliny ciało.

Cywilizacja oparta na czystej fizjologii i konsumpcjonizmie gardzi człowiekiem. Traktuje człowieka jako istotę zniewoloną przez odruchy, nad którymi nie da się zapanować. Odpowiednia dawka fizjologicznych reklam wytwarza statystyczną reakcję w olbrzymiej masie ludzi, którzy pędem, nie patrząc na to, czy to świątek, czy piątek, lecą na zakupy, oglądają bezeceństwa w telewizji, czytają kłamliwe gazety. Reklamy prowokują do reakcji nieomal zwierzęcych, jakim ulegały nikomu nic nie winne psy Pawłowa. W sposób szczególny zaatakowano ostatnimi laty naród polski, osłabiony i zmaltretowany przez komunizm. Można odnieść wrażenie, że nowoczesna reklama zadziałała na Polaków tak silnie jak alkohol na Indian, którzy po dosłownie niewielkiej dawce słaniają się na nogach. Polacy słaniają się od uderzenia młotem reklam, zdradzając całkowity brak odporności moralnej i intelektualnej. Nieznany wróg od razu to spostrzegł i przystąpił do reklamowego rozbicia w drobiazgi naszych dusz. Jeżeli jesteście tak słabi i tak podatni, to macie więcej, więcej pornografii, fizjologii, bestialstwa. Macie wy i wasze dzieci, wyrastajcie w świecie, który nie zna nic poza fizjologią.

Jeszcze jest pora, abyśmy zastanowili się, kim mamy i chcemy być. Jakie jest nasze miejsce i rola w świecie? Przed 150 laty Zygmunt Krasiński pisał: „Kto celem sobie obrał przebydlęcenie ludzkości, ten wprzód Chrystusa wyrugować musi znad powierzchni ziemi i siebie samego ogłosić bóstwem planety."1 A zatem pornografia, fizjologia, konsumpcjonizm tak natarczywie wdzierające się w nasze życie pochodzą ze źródeł, których celem jest przebydlęcenie ludzi po to, aby świat zdechrystianizować. Te prozaiczne zdawałoby się reklamy mają głębsze podłoże religijne, a właściwie antyreligijne. Przebydlęcić człowieka - to znaczy zabrać mu życie duchowe i odniesienie do prawdziwego Boga.

Jako naród od tysiąca lat chrześcijański stajemy dziś na rozdrożu, musimy wybrać dalszą dla nas drogę. Za 10, 20 lat zobaczymy tragiczne skutki zmiany stylu życia, w którym nie liczy się godność człowieka. Wiele z tych zmian może być beznadziejnie nieodwracalnych. Dlatego już dziś musimy zastanowić się, co robić, aby nie pozwolić na tak cyniczne niszczenie naszych wartości na reklamach, w prasie i w telewizji. To nie jest rozrywka, tu rozstrzygają się dalsze losy naszego narodu.

Piotr Jaroszyński
"Kim jesteśmy"

Przypisy:
1 Z. Krasiński, O stanowisku Polski z Bożych i ludzkich względów, w: Pisma filozoficzne i polityczne. Warszawa 1999. s. 62.

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... jazd-hunow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 04 kwi 2015, 18:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Barbarzyństwo to nie tylko przeszłość. Ono nigdzie nie odeszło. Ono tylko wciąż się modyfikuje, mutuje i wciąż czyha na nas jak zmora, aby krzywdzić ludzi w imię szatana. Barbarzyństwo to wszystko to, co przyniosło światu wszelkiej maści lewactwo i nadal przynosi, podrzuca i narzuca. W cywilizacji łacińskiej świat wypływa z głębin ciemności i wznosi się ku światłu. Wznosi się w kierunku Dobra, Prawdy i Piękna, napełniając się Miłością. Wzrasta w Duchu.
Barbarzyństwo lewackie, to szatańsko - ludzkie zdziczenie, ściąga ludzkość, człowieka, z wyżyn humanizmu, moralności i powtórnie zatapia w głębiach bagiennych ciemnoty, odrzucając wszystko co dobre, co prawe i co piękne. Miłość zastępuje zwyrodniałym seksem, okrada, zniewala, kolonizuje, wyrzuca poza margines, krzywdzi i udaje fałszywie celebrycką (nie naturalną) dobroć, jest złośliwe (tęcza dewiancka w Warszawie).
Po czynach poznacie ich......


Barbarzyńcy z daleka i z bliska

Rozgorzała dyskusja: Krzyże w nowoczesnej Europie przeszkadzają, krzyże są nie na miejscu, krzyże są passé. Tego samego dnia ktoś z moich znajomych udostępnił fotografie przedstawiające bojowników Państwa Islamskiego, z zapałem niszczących wszelkie ślady religii chrześcijańskiej.

W czwartym tygodniu Wielkiego Postu ktoś z moich znajomych na Facebooku zdeklarował się, że weźmie udział w ogólnopolskiej akcji „Domagamy się wycofania religii ze szkół”. Organizatorzy piszą o potrzebie wsparcia tej inicjatywy, o konieczności, o zdeterminowaniu, o potrzebie wyjścia naprzeciw nowym tendencjom, o nowoczesnym społeczeństwie. Oczywiście przy tej okazji rozgorzała dyskusja. Jedni pytają: dlaczego i komu te lekcje przeszkadzają, inni domagają się zdjęcia krzyży ze ścian szkół i instytucji. Krzyże w nowoczesnej Europie przeszkadzają, krzyże są nie na miejscu, krzyże są passé. Tego samego dnia ktoś z moich znajomych udostępnił fotografie przedstawiające, jak się domyślam, bojowników Państwa Islamskiego, z zapałem niszczących wszelkie ślady religii chrześcijańskiej. Monumentalne i filigranowe krzyże spadają z kopuł świątyń, zsuwają się ze ścian, uderzane młotem, ścinane, przewracane, rozbijają się o ziemię. Media mówią o tego rodzaju akcjach z przerażeniem, niedowierzaniem, z oburzeniem. A to po prostu usuwanie krzyży. Barbarzyństwo bojowników? A w nowoczesnej Europie jak nazwać te same gesty, podobne inicjatywy? Tym samym słowem? Zakrzyczą. A jednak pozwalam sobie na tę refleksję, którą zamieściłam także tego dnia na Facebooku, bo wierzę słowom Galilejczyka. Powiedział: „kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i ja...” Nie oszukujmy się, wyrzucanie, usuwanie, zdejmowanie krzyży, nawet jeśli robi się to w białych rękawiczkach, jest i pozostanie wchodzeniem w krąg cywilizacji śmierci.

Joanna Jurgała-Jureczka

http://gosc.pl/doc/2395094.Barbarzyncy- ... i-z-bliska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 15 kwi 2015, 08:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Testy gimnazjalne z GW: "hipokryzja = bogobojność i religijność"

PZ: Od Kolegi Marka G. dostałem... Wierzyć się nie chce.

Rozwiązuję z córką Zofią próbny egzamin gimnazjalisty z języka polskiego z czwartkowej Wyborowej.

"Świętoszek" Moliera (skądinąd już nie tłumaczenie Boy'a) i do niego pytania. Różnie mądre, ale, jak wiadomo w testach kluczem jest klucz.

Oto zadanie 21: "W którym szeregu poprawnie dobrano do bohaterów nazwy cech i ich synonimy" i tabelka z bohaterami, cechami i synonimami. Tartuffe ma do wyboru cztery cechy: hipokryzja, pobożność, spryt, szczerość oraz synonimy: otwartość, bezpośredniość; obłuda, dwulicowość; bogobojność, religijność; przebiegłość, dyplomacja. Prawidłowa odpowiedź z klucza to hipokryzja = bogobojność i religijność, a niektórym, zwłaszcza tym słabiej wykształconym, wydaje się, że bardziej "obłuda i dwulicowość".

To już nie są redaktorzy GW, ale ich wczesne, wychowane syny, tworzący takie testy i klucze odpowiedzi. Strach myśleć o późnych wnukach.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 30 kwi 2015, 04:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Słychać diabelski rechot. Neopoganie nadciągają!

Rodzajów neopogaństwa jest mnóstwo. Zarówno jeśli chodzi o kulturę, do jakiej nawiązuje (mamy pogaństwo słowiańskie, greckie, nordyckie czy celtyckie), jak i poglądy (humanistyczne, ekologistyczne, postępowe, antymodernistyczne, prawicowe, lewicowe, rasistowskie). Wymieniać można bez liku i w tym tekście brak miejsca na opisanie wszystkich jego rodzajów. Jest jednak jedna rzecz, która łączy je wszystkie – antychrystianizm. Neopogaństwo jest jak szwedzki stół z zatrutym jedzeniem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, pod warunkiem, że nie znosi chrześcijaństwa.

Wzrost popularności neopogaństwa w Polsce nie jest bynajmniej zjawiskiem czysto polskim, choć ową rodzimość neopoganie tak często starają się podkreślać. Przeciwnie – wynika ono z bezkrytycznego otwarcia na Zachód, gdzie neopoganizm wypełnia pustkę wynikającą z wycofywania się chrześcijaństwa. Dość powiedzieć, że liczba wyznawców jednej z gałęzi neopogaństwa – tzw. wiccanizmu w samych Stanach Zjednoczonych sięga miliona osób.

W tym świetle można zrozumieć znaczący wzrost popularności tej religii w Polsce w okresie III RP – podczas gdy za czasów PRL zjawisko to było obecne w sposób śladowy i mało kto o nim – podobnie jak o aktywistach homoseksualnych – słyszał. Jak podaje religioznawca Scott Simpson cytowany przez Wiktora Ferfeckiego na łamach „Rzeczpospolitej” obecnie w Polsce jest 2 tysiące neopogan. Dokładną liczbę sympatyków, którzy nie należą do żadnej z grup trudno jednak zliczyć. Pociechą jest jednak to, że wielu z nich to młodzi internauci, którzy z takich „oryginalnych” poglądów wyrosną. Jednak także coraz więcej poważnych zdawałoby się ludzi także przyznaje się do neopogaństwa, co można przypisać modzie, poczuciu wewnętrznej pustki i nudzie.

Bożki i lewactwo

Lewicowy neopoganizm na zachodzie zyskał na popularności w latach 60 i 70. XX wieku. W 1973 r. w Stonhenge odbyły się obrzędy odprawione przez byłych hipisów. Przykładem lewicowego nepopogaństwa jest wspomniany wiccanizm, którego wyznawcy, z resztą podzieleni na pomniejsze nurty, oddają cześć podwójnemu bóstwu - Boskiemu Królowi i Wielkiej Matce. Jak zauważa Jarosław Tomasiewicz w książce „Neopoganizm w dobie New Age” to ta ostatnia reprezentująca pierwiastek kobiecy jest dominująca. Neopogańskie feministki związane z wicca sięgają także po - zdawałoby się dawno zapomniane - praktyki magiczne.

Konkurencyjnym ruchem dla wiccan jest ruch druidyczny, starający się rekonstruować pradawne wierzenia Celtów. Organizacja The Druid Network uzyskała w 2010 r. status…organizacji charytatywnej. Uznano, że jej działalność jest społecznie korzystna.

Nie brakuje także pogan-homoseksualistów. W przeszłości neopoganizm wiązał się z antysemityzmem i antyfeminizmem (z kobietami utożsamiano Żydów). Takie poglądy głosiła grupa religijna skupiona wokół niemieckiego poety Stefana George'a. Współcześnie tego typu poglądy nie są częste, ale diaboliczna mieszanka homoseksualizmu i pogaństwa trwa nadal. Przykładem są tu grupy takie jak ezoteryczne Minoan Brotherhood czy Brotherhood of Fenix.

Lewicowi neopoganie często wiążą swoje idee religijne z ekologizmem i związanym z nim pochwałą życia plemiennego jako rzekomo bliższego naturze. Przykładem organizacji zainspirowanej tego typu religijnością jest organizacja Earth First. Podczas ceremonii inicjacyjnych odprawianych przez tych zwolenników ekologii głębokiej dokonują się obrzędy spirytystyczne, polegające na oddaniu się człowieka we władanie duchom nieludzkich elementów przyrody...np. skał czy rzek. Wielu z nich wierzy także w możliwość przemiany z człowieka w zwierzę lub odwrotnie.

Za polski przykład eko-pogaństwa można w pewnym sensie uznać tu Pracownię na Rzecz Wszystkich Istot. Jest to, jak czytamy na stronie organizacji pracownia.org.pl grupa wyznająca zasady tzw. ekologii głębokiej. Zgodnie z filozofią organizacji rozwój liczebności populacji ludzkiej powinien zostać ograniczony w celu rozwoju pozaludzkich form życia. W tym celu należy dokonać radykalnych przeobrażeń ekonomicznych, technologicznych i ideologicznych, w tym ograniczyć materialny standard życia ludzi.

Wprawdzie członkostwo w grupie nie wymaga wyznawania neopoganizmu, jednak obrona pogaństwa jest obecna w pismach tej grupy. „Do XX wieku ludzie starali się znaleźć system wierzeń, który dałby im odpowiedź i rozwiązał ich problemy. Szukali tego w instytucjonalnej religii, w nauce, w polityce, ale się rozczarowali. Pod koniec XX wieku ludzkość szuka czegoś innego, odpowiedzi na pytanie serca, zwraca się w stronę tego, co do tej pory było na uboczu. Ale czy jest możliwe, aby stare wierzenia zostały odkryte na nowo?”, pyta na łamach pisma grupy „Dzikie życie” Joanna Kępińska.

Neopogańska „prawica”

„Prawicowe” neopogaństwo za Zachodzie rozwijało się początkowo w Skandynawii i Stanach Zjednoczonych. Często wiązało się z poglądami o charakterze rasistowskim. Pewną estymę zyskało za sprawą francuskiej Nowej Prawicy. Jej koryfeusz, Alain de Benoist w „Manifesto of the French New Right In The Year 2000” oskarżył chrześcijaństwo o rozpowszechnienie idei, które po ich sekularyzacji stały się fundamentami nowoczesności. Chodzi tu o indywidualizm, egalitaryzm, uniwersalizm czy ideę o historii jako mającej początek i koniec. Idee Nowej Prawicy nawiązują do, zyskującego popularność w pewnych kręgach polskiej prawicy nurtu tzw. tradycjonalizmu integralnego.

Powstanie tego ostatniego przypisuje się włoskiemu masonowi i neopitagorejczykowi Arturo Reghiniemu (1978-1946), Francuzowi Rene Guenonowi (1886-1951) i zainspirowanemu przez nich obydwu Włochowi Juliusowi Evoli (1898-1974). Fascynację młodych prawicowców tym kierunkiem tłumaczy radykalizm jego koryfeuszy i bezkompromisowy sprzeciw wobec liberalizmu, egalitaryzmu i materializmu. Wraz z tymi poglądami potępione zostaje także chrześcijaństwo. Ponadto tradycjonalizm integralny tylnymi drzwiami sam wprowadza takie negatywne aspekty współczesności jak synkretyzm, amoralizm czy ubóstwienie człowieka. Jest to szczególnie widoczne w myśli Evoli, którego inspirował m.in. Fryderyk Nietzsche. O ile katolicki konserwatyzm bazuje na pokorze, tak tradycjonalizm integralny – na pysze, a więc tej samej namiętności, która stoi za współczesną Rewolucją. Któryż z fanów Evoli czy Guenona uważa się za pariasa czy chłopa, którym mógłby rzeczywiście być – biorąc pod uwagę swoje pochodzenie – gdybyśmy nadal żyli w świecie kastowym lub feudalnym.

Tradycjonalizm integralny jawi się więc jako prawicowa odmiana New Age. Religia, o której dużo mówią zwolennicy tego kierunku staje się czymś drugoplanowym. Kluczową kwestią jest walka z „egalitaryzmem” i „nowoczesnością”. Do realizacji tego celu nadaje się hinduizm, islam, neopogaństwo, jak i średniowieczny katolicyzm. Religia jest tu wykorzystywana do celów ideologicznych, a ustalenie prawdy schodzi w praktyce na drugi plan.

Czysto polskim przykładem prawicowego (choć tylko pod pewnymi względami) upolitycznionego neopogaństwa jest działalność środowiska Zadrugi, do którego można zaliczyć związek wyznaniowy Rodzima Wiara i wydawnictwo Toporzeł. Środowisko to nawiązuje do działającego w okresie międzywojennym Jana Stachniuka, wydaje jego książki i upowszechnia idee. Czym była Zadruga, której nazwa nawiązuje do słowiańskiej organizacji plemiennej. Jak czytamy na toporzel.pl była ona ruchem społeczno kulturowym skupionym wokół czasopisma o tej nazwie wydawanego Warszawie w latach 1937 - 1939. Ideologia ruchu postulowała przeobrażenie mentalności Polaków (a później wszystkich Słowian) z chrześcijańskiej na właściwą dla nich, panteistyczną".

Stachniuk w swojej twórczości oskarżał chrześcijaństwo o wszelkie możliwe zło. Jak pisał w „Chrześcijaństwo a ludzkość” chrystianizm stanowił "próbę odwrócenia kierunku rozwojowego ludzkości". potępiał on ideę kościoła, rzekomy nihilizm i hedonizm, spirytualizm, moralizm, ascetyzm, a nawet personalizm i miłość bliźniego. Co ciekawe, przez chrześcijaństwo rozumiał Stachniuk wyłącznie katolicyzm. Protestantyzm uważał on za… niechrześcijański, a jednocześnie cywilizacyjnie korzystny. To echa poglądów bynajmniej nie neopogańskiego autora jakim był Max Weber, zauważa – Tomasz Szczepański w piśmie "Fronda" z 1996 r. Antykatolicyzm wydawał się głównym spoiwem poglądów Stachniuka łączących antykapitalizm, protestancką etykę kapitalizmu i nowożytny humanizm.

Do wskrzeszenia ruchu zadrużnego przyczynił się Antoni Wacyk i jego wrocławscy koledzy. W 1987 r. na Górze Ślęża odprawiono neopogańskie gusła, które uczestniczący w nich uznali… za przejaw repolonizacji kraju. Poglądy głoszone przez Stachniuka i jego epigonów są dziwną mieszkanką idei prawicowych i lewicowych, których łączy nienawiść do chrześcijaństwa. Przykładem współczesnego "dzieła", które wyszło spod pióra zwolenników Zadrugi jest książka pod znamiennym tytułem "Na pohybel katolictwu" autorstwa wspomnianego Wacyka. Jej autor obwinia katolicyzm o upadek Polski, „ubliżanie człowieczeństwu” i racjonalizowanie ludzkiej małości.

Współcześni neopoganie nie chcą widzieć, że pozytywne elementy starożytnej kultury i wierzeń zostały schrystianizowane i przechowały się właśnie dzięki Kościołowi. Ich „religijne” praktyki są przejawem mody i ulegania różnym współczesnym ideologiom, chociaż stroją się w szaty tradycji i nonkonformizmu.

Marcin Jendrzejczak

http://www.pch24.pl/slychac-diabelski-r ... 419,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 30 kwi 2018, 12:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Lewacka dzicz to ludzie bez sumień, bez moralności. Ich bogiem jest zysk, jest mamona, jest sukces.
Los drugiego człowieka ich nie obchodzi, chyba, że człowiek ten stoi na ich drodze do zysku, mamony, sukcesu. Wtedy go usuną.
Lubią ludzi zastraszać. Odmówienie ratunku choremu dziecku, to wyjątkowo nośna forma zastraszenia reszty ludzkości. Bójcie się nas, bo my mamy władzę nad wami.


Lekcja dla Polaków

Rozmowa z ks. dr. hab. Piotrem Kieniewiczem MIC, bioetykiem, teologiem moralistą

Alfie Evans zmarł w sobotę w nocy po kilku dniach od odłączenia go od respiratora. Dwuletni chłopczyk walczył dzielnie o życie, z nim i z jego rodzicami solidaryzowało się tysiące ludzi na całym świecie.
– W pierwszej kolejności, komentując tę sprawę, zachęcam do zapoznania się ze stanowiskiem Zespołu Ekspertów KEP ds. Bioetycznych. Jest to dokument ekspercki, który bardzo precyzyjnie opisuje sytuację. To bardzo profesjonalna opinia bioetyczna. Pamiętając o wielości aspektów całej tej historii, sprawę Alfiego Evansa warto, według mnie, rozpatrywać także na płaszczyźnie dobra, które w jej wyniku się objawiło. Zamiast zajmować się tylko tym, co jest w tej historii najbardziej przerażające, należy przyjrzeć się temu, co jest w niej piękne i dobre. Rodzice małego Alfiego praktycznie do samego końca walczyli o jego godne życie, a jeżeli taka wola Boża, to o godne umieranie.

Sądy kolejnej instancji odmawiały rodzicom możliwości przeniesienia małego Alfiego do placówki we Włoszech, mimo że chłopiec otrzymał włoskie obywatelstwo.
– Rodzice wciąż byli przy nim. Otaczali go miłością. W tym miejscu warto wskazać na drugą piękną sprawę, która miała miejsce w tej historii, a mianowicie niezwykłą otwartość i chęć pomocy ze strony kliniki Bambino Gesu w Rzymie oraz apel Ojca Świętego Franciszka. Bezprecedensowy był również ruch rządu włoskiego, który dał małemu Alfiemu włoskie obywatelstwo. Wiele wyjątkowych gestów ze strony różnych ludzi, którzy byli gotowi zaoferować pomoc nieukierunkowaną na uśmiercenie. Warto również podkreślić słowa wsparcia ze strony prezydenta Andrzeja Dudy. Wypowiedzi głów państwa o sytuacji, która ma miejsce na terenie innego państwa, nie były głosami wymierzonymi w państwo brytyjskie, ale wyrazem przekonania, że państwo powinno chronić swoich obywateli i że należy chronić życie dziecka. Byłem bardzo zbudowany tymi wypowiedziami. Rzecz zupełnie niezwykła i bardzo wzruszająca to niemal powszechny ruch solidarnościowy, który zrodził się pomiędzy zwykłymi ludźmi, wyrażający jedność z małym Alfiem i jego rodzicami. Ten ruch doprowadził do wydobycia na światło dzienne wielu informacji o faktycznym stanie zdrowia chłopca i jego sytuacji prawnej, jak również był ruchem obywatelskim skierowanym na uzyskanie przez rodziców swobody do decydowania o dziecku w jego najlepszym interesie. Był to jednocześnie ruch wyjątkowy, bo oparty na modlitwie. Z jednej strony podejmowane były działania możliwe z ludzkiego punktu widzenia, z drugiej strony gorąca modlitwa skierowana do Boga. To było bardzo piękne i dla mnie osobiście niezwykle budujące. To pokazało, że są takie miejsca na świecie, gdzie ludzkie życie i godność są cenniejsze od reputacji i pieniędzy, i mam tu na myśli takie kraje jak Polska, Włochy i Irlandia. To jest niezwykle ważna lekcja dla nas, Polaków, w momencie, gdy projekt „Zatrzymaj aborcję” został zamrożony w Sejmie. Alfie Evans nie jest różny od tych dzieci, które się poczęły i są chore. To jest wyłącznie kwestia tego, że Alfie zdążył się urodzić…

W cywilizacji śmierci nie ma miejsca dla chorych dzieci. Aborcja eugeniczna prowadzi do eutanazji niepełnosprawnych dzieci już urodzonych.
– Każdy człowiek od poczęcia, niezależnie od stanu swojego zdrowia, zasługuje na ten sam szacunek i ma prawo żyć. Jestem pewny, że historia małego Alfiego może nas jako społeczeństwo obudzić do większej troski o życie, także to najsłabsze, nienarodzone i bezbronne. Czy ta lekcja zostanie właściwie odczytana i osoby, które mają władzę, postąpią na miarę godności, którą piastują, to osobna kwestia. Obawiam się, że nie. Nie ukrywam jednak, że sprawa Alfiego Evansa wzbudziła w tym względzie trochę nadziei we mnie.

Determinacja aparatu państwowego, aby dwuletni chłopiec nie otrzymał szansy na inną opiekę i aby skutecznie odebrać rodzicom możliwość decydowania o własnym dziecku, rodzi pytanie: dokąd zmierza Europa?
– Może to zabrzmi złowieszczo, ale myślę, że Europa już umarła. Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”. Przez pewien czas myślałem, że Europa umiera, bo wyrzekła się chrześcijaństwa i dlatego islam wdarł się na jej terytorium. Dziś uważam, że jest znacznie gorzej. Islam wszedł w teren, który już był martwy i pusty. Europa już umarła, być może jeszcze w niektórych miejscach dogorywa, ale jako cywilizacja jest martwa. Pytanie, czy Polska dzieli jej los, czy jeszcze żyje, pozostaje dla mnie otwarte, a odpowiedź pokaże nasz stosunek do życia poczętego. Nie ma co płakać nad Europą, która jako cywilizacja jest martwa. Podobny los spotkał w swoim czasie Imperium Rzymskie, które choć w IV wieku formalnie istniało, kurcząc się coraz bardziej, tak naprawdę już go nie było. Barbarzyńcy wlewali się w jego terytorium tak jak dzisiaj dzieje się to z islamem w Europie. Jesteśmy dziś świadkami upadku Starego Kontynentu, który wyrzekł się Boga i wyrzekł się człowieczeństwa. Europę zabiły nie dwie wojny światowe, nie nazizm i komunizm, ale to, że w imię wolności wyrzekła się Boga, a co za tym idzie – prawdy i dobra. Sprawa Alfiego odsłania to, co już dawno się w państwach europejskich dokonało. Dlatego albo dziś staniemy w Polsce w obronie życia, albo dołączymy do reszty martwego świata, gasząc światło przy dźwięku fanfar. Nie, nie chcę takiego końca dla mojej Ojczyzny.

Dziękuję za rozmowę.
Paulina Gajkowska

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/196 ... lakow.html

Czy chcemy tego, aby o naszym losie decydowali zbrodniarze?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 15 paź 2018, 19:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Cicha apostazja Europy

Odrzucenie Boga doprowadziło Zachód do pogaństwa, idolatrii i barbarzyństwa – wskazuje ks. prof. Tadeusz Guz.

Obrazek

Negacja Boga i rzeczywistości dokonała się w państwach Europy Zachodniej w ramach procesu globalizacji. Na ten temat debatowali w minioną sobotę w Domu Pielgrzyma „Amicus” ks. prof. Tadeusz Guz oraz prof. Marguerite Peeters, autorka licznych książek na temat politycznej globalizacji rewolucji kulturowej. – W twórczości pani profesor struktura duchowa globalnej ideologii przekazywana jest właściwie bez cienia komentarza. Chodzi o zaprezentowanie etyki postmodernistycznej zarządzania globalnego i globalizacji zachodniej rewolucji kulturowej.

Przez globalną rewolucję kulturową rozumiemy globalne propagowanie po upadku muru berlińskiego nowej etyki laickiej w jej aspektach radykalnych, zapoczątkowanych w zachodnich rewolucjach feministycznej, seksualnej i kulturowej minionego wieku i w długim marszu zachodu w stronę postmodernizmu – wyjaśniał ks. prof. Guz, omawiając twórczość prof. Peeters.

Jak tłumaczył, owa etyka ogłasza normy polityczne zarządzania globalnego i potajemnie przemienia kulturę całej ludzkości od wewnątrz. W wyniku tego pojawiają się nowe pojęcia: konstruowanie konsensusu (kryje się za nim próba konstruowania całej rzeczywistości od samych podstaw), demokracja uczestnicząca, zrównoważony rozwój, zdrowie seksualne i reprodukcyjne, równość płci kulturowej, czyli gender equality.

Rozum rozjaśniony wiarą
– Nasza perspektywa, z której mamy zmierzyć się z tym wyzwaniem jest chrześcijańska. Naszym celem jest zatem podtrzymanie i wzrost wiary wobec wyzwań postmodernizmu. Do całego wyzwania globalizacji chcemy podchodzić z pozycji rozumu, ale rozumu rozjaśnionego wiarą i Objawieniem ze wsparciem Ducha Świętego – wskazywał wybitny filozof. Podkreślał on również, że kluczowe jest rozeznanie procesów, które zachodzą na świecie, ponieważ są to problemy żywotne, mające wpływ na życie człowieka.

Jak wyjaśnia w swoich książkach prof. Marguerite Peeters, zachodnia rewolucja kulturowa znalazła swoją asymilację w globalnych normach politycznych i kulturowych w trakcie dziewięciu wielkich konferencji ONZ-owskich w latach 90. – Od tej pory zarządzanie globalne aplikuje te normy w sposób niezwykle skuteczny, nie tylko w krajach rozwijających się, lecz wszędzie.

Pani prof. Peeters zwraca uwagę na związek przyczynowo-skutkowy, który istnieje pomiędzy rewolucją seksualną i kulturową z jednej strony a procesami utraty i zamierania wiary chrześcijańskiej z drugiej strony. W globalizacji chodzi o to, żeby transportować kryzys antropologiczny, kryzys małżeństwa i rodziny – wskazywał podczas spotkania w Amicusie ks. prof. Tadeusz Guz.

Destrukcja rzeczywistości
Oznacza to globalizację totalnej sekularyzacji. Destrukcja rzeczywistości, która jest wynikiem globalizacji, nie dokonałaby się bez udziału ludzi nauki. – Dzisiaj spotkać uczelnię jako uczelnię czy uczonego jako uczonego wolnego od obciążeń tych ideologii prawie graniczy z cudem – zauważył filozof.

Ksiądz profesor Guz podkreślał również to, co mówił w „Ecclesia in Europa” Jan Paweł II, a mianowicie, że mamy do czynienia z „cichą apostazją” Starego Kontynentu. Kolejne państwa zachodniej Europy legalizują sprzeczne z prawem naturalnym i objawionym barbarzyńskie praktyki, takie jak aborcja, metoda in vitro, eutanazja, związki jednopłciowe.

– Odrzucenie Prawdziwego Boga doprowadziło Zachód do pogaństwa, idolatrii i barbarzyństwa – wskazywał ks. prof. Tadeusz Guz. Analizując myśl prof. Marguerite Peeters, filozof zwraca uwagę również na to, że w ramach globalizacji rewolucji kulturowej zanegowano to, że człowiek poznaje rzeczywistość po to, aby zrealizować siebie w niej. – Chodzi o to, żeby doprowadzić do totalitarnego konstruktywizmu, żeby istotnie przemienić racjonalność ludzkości do pierwotnego zamiaru, który pojawił się u upadłego ducha, żeby w miejsce wszechświata jako daru wiecznie istniejącego Boga Stwórcy wprowadzić własną konstrukcję rzeczywistości. Aby to uczynić, trzeba zastaną rzeczywistość totalnie zanegować – stwierdził ks. prof. Guz.

Proces ten jest dalej potęgowany poprzez realizację kolejnych planów. Obecnie mamy do czynienia z siedemnastoma celami zrównoważonego rozwoju. Destrukcja w wyniku politycznej globalizacji rewolucji zachodzi na wszystkich płaszczyznach działalności człowieka: małżeństwa, rodziny, tożsamości seksualnej, prokreacji, prawa, nauki, sztuki, ekonomii. Ksiądz prof. Tadeusz Guz zapytał podczas spotkania w Amicusie prof. Marguerite Peeters, co poradziłaby ona w obliczu tego procesu polskiemu rządowi. – Potrzeba intelektualistów, którzy mogliby pomóc politykom uderzyć w problem u samych jego korzeni. Jeśli polski rząd nie zgadza się z zobowiązaniami związanymi z gender narzucanymi przez Unię Europejską, to trzeba się im oprzeć – radziła prof. Peeters.

W jej przekonaniu, bardzo ważne jest, aby politycy mieli dziś charakter i odwagę mówić „nie”. Jako przykład takiego polityka wskazała prezydenta Donalda Trumpa, który w pewnych kwestiach umie się sprzeciwić. Profesor Peeters wyjaśniła również zgromadzonym w Amicusie słuchaczom, czym konkretnie jest globalne zarządzanie. – Jest to nieformalny, ale skuteczny operacyjno-polityczny reżim. Ustanowił się on w latach 90. W centrum znajduje się ONZ, wokół niego są partnerzy, czyli organizacje pozarządowe, jak Amnesty International, Planned Parenthood, Greenpeace. Są one powiązane ideologicznie i posługują się tym samym językiem globalnego zarządzania. Rządy poszczególnych państw zamiast korzystać z prawa do suwerenności, podążają za ONZ i adaptują jego język – podsumowała prof. Marguerite Peeters.

Paulina Gajkowska

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/202 ... uropy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 02 lis 2018, 17:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Czy my się rozwijamy, czy zwijamy, czy wzrastamy, czy upadamy, czy dojrzewamy, czy się tylko realizujemy?
Zapewne są i tacy co mimo wszystko się rozwijają, wzrastają, dojrzewają, ale ... chyba większość z nas pod kierunkiem wiodących sił raczej się zwija, upada, realizuje.
Wielu z nas dało się wiodącym siłom zaprogramować medialnie na wycofywanie się z rozwoju ducha, umysłu, serca na rzecz rozwoju doznań zmysłowych, konsumpcji, kariery, znaczenia, ale czy w tym kryje się rozumienie siebie jako człowieka, rozumienie życia?
Nasze człowieczeństwo staje się coraz bardziej uproszczone, rozproszone, zagubione, bezradne.
Zaczynamy się rozpadać na fragmenty całości, a proces naszej rozsypki dobiega ziemskiego końca w przyspieszonym spopieleniu naszych zwłok.
A mogło by być inaczej, gdybyśmy trzymali się kulturowej drogi wyznaczonej nam przez najmądrzejszych przodków i sami ją udoskonalali.


Kremacja - pożar współczesnej dechrystianizacji

Popularyzacja kremacji następuje w miarę postępów materializmu. Przy okazji pogrzebów stopniowo ważniejsze od idei Boga stają się inne koncepcje, motywowane ekonomicznie (kremacja jest tańsza), utylitarnie (duże obszary zajęte pod cmentarze mogłyby służyć społeczności w inny sposób), pozorami higieny (by nie zanieczyszczać podglebia) lub sentymentem. Testamenty nakazują wrzucanie prochów do morza, rozsypywanie ich w górach lub na boiskach. (...) Proponuje się również rozsypywanie prochów na cmentarzach, w tak zwanych ogrodach pamięci. Jak widać pod różnymi pretekstami wprowadza się tu idee antychrześcijańskie – czytamy w tekście autorstwa Nelsona Fragelliego opublikowanym w najnowszym numerze magazynu „Krzyżowiec”.

Georges D. był dystyngowanym emerytem, uposażenie miał godziwe. Był dobrym obserwatorem, wnikliwie badającym istotę rzeczy, rozsmakowującym się w niej i umiejącym opowiadać skupiając uwagę słuchaczy. Ci zaś mieli wrażenie, jakby uczestniczyli w opowiadanym zdarzeniu

Przyjaciele rezygnowali ze spektakli teatralnych czy meczów, by niedzielne popołudnia spędzać właśnie z nim. Jako potomek starego francuskiego rodu mieszczańskiego umiał posługiwać się sztuką konwersacji z prostotą i naturalnością. Urodzony i wychowany w Lotaryngii, w pobliżu granicy z Niemcami, już jako młodzieniec, podczas drugiej wojny światowej, rozpoczął karierę inżyniera górnictwa.

Podczas tego globalnego konfliktu przeżył swoje dni próby. Trudności nauczyły go odróżniać odmienne sytuacje i poznawać różne umysłowości. Wiedza ta stanowiła esencję jego konwersacji. Choć był żonaty od ponad 50 lat, również jego żona, Jeanne, nie była wcale zmęczona słuchaniem go. Opowiadał naprawdę interesująco.

Wreszcie Georges umarł, ale pogrzebu nie było. Fakt ten zaskoczył przyjaciół, choć żaden z nich tego nie skomentował. Ciało skremowano. Podczas uroczystości odtworzono z taśmy modlitwy ekumeniczne, którym towarzyszyła muzyka New Age nadająca temu pożegnaniu nastrój tajemniczego niepokoju. Choć zarówno zmarły, jak i jego żona byli katolikami, nie odprawiono żadnego pobożnego obrzędu. Nigdy nie zostało też wyjaśnione, czy kremacja była jego decyzją, czy jej.

Jeanne złożyła prochy męża do urny w kształcie książki i „przechowywała” je w regale, nad telewizorem, w salonie. Nikt nie mógł pomodlić się nad grobem przyjaciela, przynieść kwiatów, powspominać wspólnych rozmów, wspólnych niedziel, jego wykwintnej konwersacji.

Zażyła relacja przyjaźni domagała się tego prostego aktu szacunku. Ale nie było to możliwe. Płomienie, które gwałtownie i natychmiast obróciły w proch jego ciało, zdawały się, że pochłonęły również wspomnienia o nim. O dwadzieścia centymetrów ponad prostackimi komediami czy innymi nieprzyzwoitymi opowieściami emitowanymi przez telewizor spoczywał Georges, wraz z całą swoją życzliwością i pulsującą energią. W takim otoczeniu nie można było odmówić choćby Zdrowaś Maryjo za jego duszę.

Kremacja jako rewolucyjna zmiana zwyczajów
Jak podaje A. Favole w „Corriere della Sera” z 28 lutego 2017 roku, Renato Bialetti, zmarły na początku ubiegłego roku twórca kafeterki Moka, która okazała się wielkim sukcesem, chciał, by go skremowano i złożono jego prochy w jednym z egzemplarzy jego wynalazku. Jego kafeterka stała się jego grobem. Gene Roddenberry, znakomity amerykański producent i scenarzysta telewizyjny chciał, by prochy jego i jego żony rozrzucono w przestrzeni pozaziemskiej. Istnieje nawet przedsiębiorstwo zajmujące się takimi kosmicznymi pogrzebami.

François Michaud Nérard (Une révolution rituelle, Atelier, 2012), wskazuje, że jeśli chodzi o kremację nastąpiła głęboka zmiana zwyczajów Francuzów. W ciągu niespełna 40 lat odwieczne obrzędy żałobne uległy daleko idącym przeobrażeniom. Do 1980 r. jedynie 1 proc. Francuzów opowiadał się za kremacją. Dziś około 50 proc. twierdzi, że chce ją wybrać. W krajach północnej Europy odsetek ten może sięgać 50 proc.

Popularyzacja kremacji następuje w miarę postępów materializmu. Przy okazji pogrzebów stopniowo ważniejsze od idei Boga stają się inne koncepcje, motywowane ekonomicznie (kremacja jest tańsza), utylitarnie (duże obszary zajęte pod cmentarze mogłyby służyć społeczności w inny sposób), pozorami higieny (by nie zanieczyszczać podglebia) lub sentymentem. Testamenty nakazują wrzucanie prochów do morza, rozsypywanie ich w górach lub na boiskach. Jak wspomina w tym samym artykule Favole, proponuje się również rozsypywanie prochów na cmentarzach, w tak zwanych „ogrodach pamięci”. Jak widzimy pod różnymi pretekstami wprowadza się tu idee antychrześcijańskie.

Sakralność pogrzebu vs. zwyczaje pogańskie
Po co odrzucać pogrzeb i sakralny wymiar pochówku na rzecz brutalnego, natychmiastowego zniszczenia ciała? Grzebanie umarłych zawsze stanowiło poważny obowiązek chrześcijan. Kościół przejął tę praktykę już u zarania chrześcijaństwa nie tylko ze względu na własne nauczanie, ale również ze względu na symboliczną wymowę pogrzebu. Z tego właśnie względu ciała zmarłych zawsze były otaczane szacunkiem. W przeszłości Papieże potępiali niegodne traktowanie ciał zmarłych takie jak przechowywanie ich czy przewożenie. Palenie zwłok również było uznawane za czynność niegodną, właściwą poganom.

Również w Lotaryngii, w innej niewielkiej miejscowości i nieodległej od domu Georgesa, mieszkał samotnie Antoine M. Był to bezdzietny wdowiec, miał niewielu krewnych, mieszkali oni daleko i jak zwykł mawiać swojemu proboszczowi, ks. Michelowi R, miał na świecie tylko jednego prawdziwego przyjaciela: piękne drzewo w swoim ogrodzie. Dbał o nie, podlewał je, nawoził. Był to bujny kasztanowiec.

Latem Antoine z przyjemnością spożywał obiad w jego cieniu, a zimą spalał w kominku nieliczne, przycięte wczesną jesienią z chirurgiczną precyzją gałązki. Patrzył w palenisko oczarowany nie dającym się z niczym porównać pięknem płomieni pochodzących z tych odrośli, głęboko wdychał przyjemną woń spalanego drewna. To wszystko dawał mu jego kasztanowiec.

Czując, że sił mu ubywa, Antoine spisał testament. W swej ostatniej woli zażądał, by jego ciało zostało skremowane, a prochy rozsypane wokół umiłowanego drzewa. Miał to być ostatni hołd dla istoty, która za życia dała mu tyle pociechy. Kilka lat później Antoine faktycznie zmarł. Wszystko uczyniono zgodnie z jego testamentem: była kremacja, a prochy rozsypano u stóp drzewa.

Dom – i tym samym drzewo – odziedziczył bratanek Antoine'a. Po objęciu spadku przeprowadził się do domu stryja z Marsylii, gdzie mieszkał w momencie śmierci Antoine'a. Przyzwyczajony do ciepłego, śródziemnomorskiego klimatu zauważył, że w Lotaryngii słońca jest znacznie mniej. I jeszcze tę niewielką ilość ciepła zabierało drzewo starca. Polecił je zatem ściąć. Bezwzględna mechaniczna piła obróciła jedynego przyjaciela Antoine'a w polana. Wszystko, łącznie z ziemią otaczającą piękną roślinę, wywieziono na śmietnisko. Ks. Michel, udając przerażonego, ale z przebiegłym uśmieszkiem, opowiedział o wszystkim mieszkańcom osady.

Szczątki zmarłych oczekują dnia zmartwychwstania
Z punktu widzenia religii powiada św. Paweł: Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz 12, 1-2).

Jakże więc to ciało, o którym pisze Apostoł, uświęcone chrztem i przyjmowaniem Najświętszej Eucharystii, ożywiane przez duszę wyniesioną dzięki łasce ku życiu Bożemu, świątynię Ducha Świętego, spopielić niczym niepotrzebne odpadki?

W zwyczaju kremacji nieobecna jest idea spoczynku tego, który duszę oddał Bogu: requiescat in pace („niech odpoczywa w pokoju”). Wszystko dzieje się szybko. Pogrzeb traci swój uroczysty wymiar, obrzędy żałobne odarte są z dostojeństwa. Akt pozoruje całkowite unicestwienie w momencie, gdy płomień obraca w szary popiół rysy oglądane przez najbliższych przez wiele lat z szacunkiem i miłością.

Poprzez obrzęd złożenia ciała do grobu Kościół wyraża w sposób symboliczny wiarę w dogmat o zmartwychwstaniu ciał. Dla Kościoła grób jest dormitorium, w którym śmiertelne szczątki oczekują na zmartwychwstanie niczym ziarna rzucone w glebę, z których po Sądzie Ostatecznym wykiełkuje nieśmiertelność. W poświęconej ziemi, w cieniu krzyża ciało wiernego oczekuje na zmartwychwstanie tak jak Jezus, który zmarły i złożony do grobu powstał z martwych. Ciało to zasługuje na szacunek ze względu na to, czym było i czym będzie przez całą wieczność.

Lekceważąca czynność palenia zwłok w piecu krematoryjnym niszczy ten wizerunek w oczach świadków takiej procedury. Zgodnie z tym, co Kościół mówi śmiertelnikom memento homo, quia pulvis es et in pulverem reverteris, ciało winno powoli, w sposób naturalny, rozłożyć się na proch ziemi, z którego wzięło początek. Ma to być proces naturalny, zgodny z rytmem organicznym, nie zaś sztuczne zniszczenie.

Kościół, współczująca Matka, bierze pod uwagę szacunek, jaki żywią wobec siebie kochające się istoty. Miłość rodzicielska czy miłość dziecka, każde uczucie ludzkie doznaje w momencie śmierci uwznioślenia. Wyobrażanie sobie ukochanych jako powykręcanych przez płomienie jest przykre dla osób żywiących te uczucia. Pociechą jest natomiast dla wszystkich świadomość, że w poświęconej ziemi to ciało stopniowo zniknie zgodnie z ustalonym przez Boga porządkiem naturalnym: in pulverem reverteris – w proch się obrócisz.

Chrześcijański zwyczaj grzebania ciał wiernych
Czynność kremacji ma również wymiar symboliczny. Ma ona przysłonić istnienie dogmatu o zmartwychwstaniu ciał. Nadzieja zmartwychwstania jest z kolei jasno wyrażona w powierzeniu duszy Bogu. Pierwsi zwolennicy kremacji mieli na celu wyeliminowanie religii z czynności związanych ze śmiercią.

We Francji ideę kremacji jako pierwsza wprowadziła Rewolucja 1789 r. Na fali tego antychrześcijańskiego trendu przeprowadzono w sposób zorganizowany kampanię promocji kremacji. W latach następujących po Rewolucji Francuskiej, na początku XIX w., propaganda materialistyczna i ateistyczna jeszcze się wzmogła, z korzyścią dla popularyzacji kremacji. Wreszcie na początku XX w. zaczęto pod różnymi pretekstami budować w Europie piece krematoryjne.

Kościół był zdecydowanie przeciwny kremacji. W 1886 r. Święte Oficjum wydało dokumenty wykazujące fałszywość doktryn zwolenników palenia zwłok. Wskazano, że „kłamliwe podstępy i sofizmaty niepostrzeżenie pomniejszają cześć i szacunek dla chrześcijańskiego zwyczaju chowania ciał zmarłych do ziemi, który to zwyczaj jest stale zachowywany i uświęcony uroczystymi obrzędami Kościoła”.

Wówczas to wiernym, którzy by z własnej woli zadecydowali o kremacji, nie tylko odmówiono kościelnego pogrzebu, ale także odprawiania Mszy publicznych w ich intencji. Zwolenników tych błędów uznano również za niegodnych ostatnich sakramentów. W ten sposób Kościół ze względów dogmatycznych chronił kult i obyczaje wiernych (Dictionnaire Apologétique de la Foi Chrétienne, “Incinération”, Beauchesne éditeurs, Paris 1911).

Związany z Soborem Watykańskim II pęd ku reformom sprawił, że 5 lipca 1963 r. Święte Oficjum promulgowało instrukcję „Piam et Constantem”, która otwierała możliwość kremacji. „Kremacja nie ma wpływu na duszę, nie uniemożliwia Bogu Wszechmogącemu odtworzenia ciała, nie oznacza także sama w sobie obiektywnego zaprzeczenia wspomnianych dogmatów. Kościół nie sprzeciwiał się tej praktyce ani się jej nie sprzeciwia, jeśli wypływa ona ze sprawiedliwej motywacji opartej na rozsądnych przesłankach”. Nie jest łatwo zrozumieć, w jaki sposób instrukcja ta ma nie sprzeciwiać się cytowanym wyżej słowom św. Pawła: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata”.

Szczególne modlitwy za zmarłych
Kościół ustanowił dzień 2 listopada Dniem Zadusznym (wspomnieniem wszystkich wiernych zmarłych). Tego dnia niemal na całym obszarze chrześcijaństwa cmentarze zapełniają się nawiedzającymi. Na cmentarzach tych groby przodków ozdobione są ich fotografiami, utrwalającymi ich ukochane rysy, wizerunkami świętych i aniołów czuwających nad zmarłym.

Wbrew temu odwiecznemu zwyczajowi brak ceremonii i „przechowywanie” niewielkich urn zawierających spalone szczątki na półkach zabija szacunek wobec zmarłych. Taki widok sprawia, że zaczynamy nabierać błędnego przekonania, iż wszystko się kończy na tym świecie. Przesłania świadomość życia po śmierci. Tłumi również ludzkie i naturalne uczucie uznania wobec zmarłych.

W Dzień Zaduszny krewni i przyjaciele przynoszą na groby swoich ukochanych kwiaty i znicze. Za dusze wiernych zmarłych odprawiane są Msze, odmawia się w ich intencji różańce. Jest to macierzyńskie i potężne wsparcie dla dusz cierpiących, które jęczą w Miejscu Oczyszczenia. Kościół Walczący przy grobach zmarłych prosi Boga, by dusze czyśćcowe mogły rychło wstąpić do Nieba, by zjednoczyć się z Kościołem Triumfującym i oglądać Boga twarzą w twarz

„Uwolnij, Panie, dusze wszystkich wiernych zmarłych od wszelkich więzów grzechowych” – prosimy w liturgii za zmarłych. Odprawiane są również modlitwy na chwałę tych, którzy są już w Niebie i których prosimy o wstawiennictwo w intencji uświęcenia tych, którzy toczą jeszcze ciężki bój na tej Ziemi. Już w XI w. św. Odylon, opat z Cluny, polecił swoim mnichom odprawiać 2 listopada Mszę za zmarłych. W Rzymie najstarsze nawiązania do tego święta pojawiają się w XIV w.

Zaduszki w Krakowie
Głęboko chrześcijański charakter ludu polskiego nadaje wspomnieniu zmarłych ton bolesnej wzniosłości. Ludność licznie nawiedza cmentarze. Listopad to już pełnia europejskiej jesieni. Jeszcze w godzinach popołudniowych nad miastem zapada noc, której towarzyszy drobna mżawka. Poświęconą ziemię okryłaby głęboka ciemność, gdyby nie tysiące zniczy, głównie czerwonych, nabożnie zapalanych zmarłym przez ich krewnych. Ci, skruszeni, przesuwają się niby cienie między nagrobkami i grobowcami z powagą akolitów niosąc rozżarzone latarenki.

Na grobach, nad którymi rodziny odmawiały wspólne modlitwy, te małe pochodnie pobłyskują w mroku niczym konstelacje świec na czuwaniu modlitewnym. Bo są to modlitwy żywych za tych, którzy odeszli już do Wieczności. Kropelki dżdżu opadające na znicze natychmiast odparowują niczym małe obłoczki, wydając się duszami, które opuszczają ten świat.

Czasem ktoś coś do kogoś szepnie. Dzieci pytają o przodków. Ze złożonymi rączkami naśladują modlitwę i uczucia rodziców. Na progu życia niewinność staje w zachwycie wobec misterium zaświatów. W ciszy przysuwają się do rodziców, jakby chciały być bliżej życia.

Tylko Kościół umie z łagodnością pogodzić tak przeciwne odczucia: czas i wieczność, śmierć jako nasienie życia wiecznego. W tej scenerii niczym krople deszczu opadające na płonące znicze, ulatnia się smutek i wzajemne przenikanie pełne nadziei i rezygnacji. Te cienie poruszające się w czasie poszukują tego, co niewidzialne w Wieczności, zaś z tego spotkania wyrasta afirmacja Wiary.

Gdyby Kraków przyjął zwyczaj kremacji, redukując swe cmentarze do pustki „ogrodów pamięci” – bez nagrobków, pomników czy grobowców – wierni nie przeżywaliby już podczas Dnia Zadusznego tych chwil religijnej refleksji. Kremacja poprzez likwidację pogrzebów i cmentarzy zmierza do usunięcia religii z obrzędów pogrzebowych i usunięcia prawdy o cierpieniu przodków, którzy „nas poprzedzili ze znakiem wiary”.

Nelson Fragelli
Catolicismo, nr 799, lipiec 2017 r.
tłum. Krzysztof Jasiński

https://www.pch24.pl/kremacja---pozar-w ... 813,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /