Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 140 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 10 gru 2015, 19:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/CGstsxiFtUo

Uczynki miłosierdzia względem ciała
4 months ago

Uczynki miłosierdzia względem ciała
Ks. Jan Augustynowicz

W swoim czasie na łamach „Niedzieli Płockiej” wydrukowany został mój tekst traktujący o uczynkach miłosierdzia względem duszy. Dla naszej religijności niezwykle ważne są też uczynki miłosierdzia względem ciała, bo przecież nasze ciało kiedyś zmartwychwstanie i będzie podobne do uwielbionego ciała zmartwychwstałego Jezusa, naszego Pana i Zbawiciela.

1. Łaknących nakarmić
Smutne jest to, że nie tylko w krajach Trzeciego Świata, ale i w wielu polskich domach panuje niedostatek, a czasami nawet głód. Zdarza się tu i ówdzie, że dzieci mdleją w szkołach, bo rodzice - jak informują dociekliwe media - nie byli w stanie dać im drugiego śniadania. To bolesny efekt bezrobocia, niskich płac i rent, dramatycznej sytuacji w polskim rolnictwie i wybitnie nieudolnych rządów naszych lewicowych polityków w ostatnich trzech latach. W licznych stołówkach prowadzonych w wielu polskich miastach przez diecezjalne Caritas i inne organizacje humanitarne tłok jest coraz większy. Przychodzą najubożsi, by w ludzkich warunkach zjeść choćby jeden ciepły, solidny posiłek. W to dzieło nakarmienia łaknących angażują się liczni kapłani, bracia zakonnicy, siostry zakonne, świeccy wolontariusze. W jakiś sposób pomaga także każdy z nas, chociażby poprzez drobną nawet ofiarę pieniężną, którą składamy na tacę w kościele na rzecz najbardziej potrzebujących, którymi opiekuje się kościelna organizacja charytatywna Caritas Polska. Jak możemy, troszczymy się, by głodnym dać niezbędny do życia pokarm. Chrystus apelował, byśmy dali im jeść. Dlatego dajemy. Czy jednak jesteśmy w stanie nakarmić wszystkich łaknących chleba naszego powszedniego?

2. Pragnących napoić
Chyba każdy z nas odczuwał kiedyś pragnienie, by napić się choć trochę najzwyklejszej wody, nawet z kranu. Szczególnie tego doświadczamy, gdy doskwiera nam upał, gdy żar leje się z nieba. Bez napoju, podobnie jak bez pokarmu, człowiek nie może żyć, nie może normalnie funkcjonować. Nic więc dziwnego, że wielu jest pragnących. Gdy wydarzy się gdzieś na świecie jakaś katastrofa np. trzęsienie ziemi, wtedy różne organizacje humanitarne proszą najpierw o wodę i inne napoje. Na te apele odpowiadają nie tylko ludzie wierzący w Boga, ale i niewierzący, wszyscy ludzie dobrej woli. Ta nasza humanitarna pomoc, często z pobudek religijnych i moralnych ratuje zdrowie i ludzkie życie. Ale przecież wśród nas jest wiele osób, które pragną czegoś ważniejszego niż ziemskiego napoju. Oni pragną samego Boga. Bo przecież to tylko Stwórca nieba i ziemi potrafi w pełni, w stu procentach zaspokoić ludzkie pragnienia. Nawet woda ze studni Jakubowej podana przez samego Chrystusa Samarytance na dłużej nie wystarczy. Potrzeba nam bowiem wody żywej, o której mówił Pan Jezus.

3. Nagich przyodziać
Różnie patrzy się dzisiaj na problem nagości. Niektórzy z nią się obnoszą. Bezwstydnie pokazują wszystko wszystkim. Widać taką postawę w wielu filmach i czasopismach. Ciało, zwłaszcza kobiety, mocno wykorzystywane jest w reklamach. Czy zatem Kościół katolicki negatywnie patrzy na ludzkie ciało? Czy mój Kościół, do którego przynależę jest pruderyjny? Absolutnie nie. Kościół pragnie otoczyć ludzkie ciało możliwie największym szacunkiem. Nie chce, by było ono profanowane. Naga, piękna kobieta i nagi, przystojny mężczyzna nie mogą być jednak jedynie przedmiotem grzesznego pożądania. Oni są stworzeni dla siebie do życia w sakramentalnym małżeństwie. Ale są też tacy nadzy, którzy z biedy nie mają odzienia. Ich trzeba przyodziać, zwłaszcza wtedy, kiedy jest zimno. Każdy z nas ma jakieś dobrze zachowane ubrania, których w zasadzie nie używa. Niech one nie leżą w naszych szafach. Niech nie niszczeją. Oddajmy je lepiej ubogim czy też organizacjom pomagającym najbardziej potrzebującym. Pan Jezus też mówił o dwóch sukniach: drugą oddaj biedniejszemu od siebie. Uczyń to jednak kulturalnie, by nie zbrukać godności ubogiego człowieka.

4. Podróżnych w dom przyjąć
Współczesny człowiek bardzo lubi podróżować. Czyni to chętnie, bo jest ciekawy świata, bywa nieźle sytuowany pod względem materialnym, stać go na to. Latamy więc samolotami i helikopterami, jeździmy pociągami, autobusami i samochodami, pływamy promami, statkami i kajakami. Rzecz jasna, dzisiejsi podróżni są rozmaici. Warto byłoby dostrzec, że są wśród nich także pobożni pielgrzymi, ubodzy pątnicy zdążający pieszo do maryjnych sanktuariów w kraju i poza granicami. Są też autentycznie zagubieni podróżni. Trzeba im pomóc w sposób bardzo konkretny. Najpierw po ludzku i chrześcijańsku zaufać, a potem nakarmić, napoić, przenocować i wskazać dobrą drogę do celu. Rzeczą wspaniałomyślną, wielce szlachetną będzie przy tym nie wziąć od tych podróżnych zapłaty. Tu trzeba liczyć na Boże podziękowanie. „Bóg zapłać” - tak często wyśmiewane przez ignorantów - daleko więcej znaczy niż parę złotych przyjęte od człowieka potrzebującego pomocy.

5. Więźniów pocieszać
Bywa i tak, że człowiek popełnia przestępstwo i trafia do więzienia. Ciężko jest mu żyć bez wolności, choć niektórzy mówią, że więźniowie w Polsce mają dosłownie wszystko: jedzenie lepsze niż w wielu porządnych domach, darmowy opierunek, nie muszą ciężko pracować jak to było dawniej, uprawiają sporty, mają do dyspozycji telewizję kablową i rozmaite gazety, a na dodatek jeszcze intymne pokoje. To może i prawda, ale chyba nie do końca. Nic bowiem nie może zastąpić braku czy ograniczenia wolności, która jest wielkim darem Bożym dla człowieka. Nie traci na aktualności wezwanie Kościoła, by więźniów pocieszać. Pomagajmy im dobrze przeżyć czas utraconej - niestety, najczęściej z własnej winy - wolności. Przecież kiedyś, prędzej czy później, wyjdą z więzienia i będą żyli wśród nas, może nawet w naszym sąsiedztwie. Niech będą dobrymi ludźmi, którzy odpokutowali szczerze swoje przewinienia. Jeśli żałują za swoje złe czyny, Pan Bóg - jako miłosierny Ojciec - bez wątpienia im przebaczy. Ale czy my jesteśmy gotowi przebaczyć niegodziwości naszych bliźnich?

6. Chorych nawiedzać
Choroba i cierpienie w mniejszym czy większym wymiarze są udziałem każdego człowieka. Niektórzy nawet przez swoją niepełnosprawność cierpią przez całe swoje doczesne życie. Rozejrzyjmy się dookoła i popatrzmy, iluż to naszych bliźnich przebywa obecnie w szpitalu czy hospicjum, iluż leży w domowych łożach boleści. Może i my kiedyś znajdziemy się w podobnej sytuacji. Będziemy wtedy potrzebowali - z racji tej czy innej choroby albo starczego niedołęstwa - pomocy pracowników służby zdrowia, rodziny i otoczenia. A czy dzisiaj, będąc zdrowymi i w pełni sił, dobrze traktujemy chorych, starych, zniedołężniałych? Może dokuczamy swemu ojcu, który - jak mówi Księga proroka Syracydesa - rozum stracił, albo matce cierpiącej na chorobę Alzheimera. Czy dbamy o ich potrzeby duchowe i religijne, chociażby przez Bożym Narodzeniem czy Wielkanocą? Oni często tak bardzo chcą się wyspowiadać, przyjąć Komunię św. i namaszczenie chorych. Marzą, by choć jednego dnia wziąć udział w rekolekcjach wielkopostnych i adwentowych. A może nie masz czasu i ochoty, by przywieźć chorych do kościoła albo kapłana do ich domu? Może nie ma to dla Ciebie żadnego znaczenia. Może nabrałeś przekonania, że zawsze będziesz młody, zdrowy, przystojny i bogaty? Jeśli tak jest, szybko idź jutro do szpitala, popatrz na chorych i umierających.

7. Umarłych grzebać
Przyjdzie nam kiedyś umrzeć, zejść z tego świata, bo nie mamy tu stałego zameldowania. To rzecz pewna, chyba nie ma pewniejszej. Ta konieczność śmierci zasmuca nas, ale nie paraliżuje. W ciągu ziemskiego życia przychodzi nam wielokrotnie spotykać się z fenomenem śmierci i organizować pogrzeby osób najbliższych. Ze smutkiem, z racji rozstania na jakiś czas, grzebiemy naszych zmarłych. Duszę powierzamy Bogu, a ciało oddajemy ziemi. To nasz obowiązek wynikający z szacunku dla ciała, które kiedyś dostąpi chwały zmartwychwstania. Czynimy to najczęściej w duchu chrześcijańskim z wielką wiarą w życie wieczne. Niestety, w to grzebanie umarłych wkrada się ostatnio coraz więcej pogaństwa. Denerwuje nas dłuższe kazanie pogrzebowe księdza, bo porusza nasze zatwardziałe serce. Zresztą za chwilę będzie stypa pogrzebowa w - nierzadko luksusowej - restauracji, a tam przecież dobre jedzenie, czasami nawet mocniejsze trunki. Liczy się dla nas jedynie „ładny pogrzeb”, piękny pomnik, kwiaty i znicze podczas uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. Jakże to przykre, ale wielu z nas nie pamięta później o swoich zmarłych. Nie ma Mszy św. w rocznicę śmierci czy z racji imienin bądź urodzin, nie ma wypominek, a na cmentarzu - nawet w te listopadowe dni - brak modlitwy. Trzeba bezwzględnie przywrócić chrześcijańską pamięć o naszych zmarłych. Przecież naszym drogim zmarłym zawdzięczamy życie, wykształcenie, wychowanie, a nierzadko pokaźny majątek. To mało? Jakaż więc jest nasza wdzięczność i pamięć? Przecież zmarłych mamy grzebać, a nie zagrzebać.
Niech te refleksje przypomną nam nieco zapomniane uczynki miłosierdzia względem ciała i przyczynią się do ich solidniejszego praktykowania w naszym codziennym, chrześcijańskim życiu.

http://www.niedziela.pl/artykul/25371/n ... edem-ciala


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 14 sty 2016, 10:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/fideizm-wypacza-wia ... z3ij5pSUD0

Fideizm wypacza wiarę
Data publikacji: 2015-07-28 10:00
Data aktualizacji: 2015-07-17 15:41:00

Obrazek

Jeśli tylu katolików, nieraz nawet zacnych i poczciwych, nie żyje u nas pełnią modlitwy, nieraz nawet skarży się na to, że ta modlitwa tak mało im daje, to w wielu wypadkach winne tu jest, przynajmniej częściowo, pewne skrzywienie życia religijnego, bardzo rozpowszechnione wśród wyższych warstw naszego społeczeństwa, a zwane fideizmem.

Fideizm przy pozorach wywyższania wiary nie ufa jej siłom, obawiając się zawsze, że w zatargu z rozumem musi ona ulec. Stąd dąży on do uniezależnienia wiary od rozumu i kopie między nimi głęboki rów, mający na celu zabezpieczyć wiarę od destrukcyjnych wpływów rozumu.

Bardzo rozpowszechniony w Europie w 1. poł. XIX wieku, fideizm został ostatecznie potępiony przez Kościół na soborze watykańskim (I) jako nadzwyczaj szkodliwy dla życia chrześcijan. U nas, niestety, wpływ fideizmu do dziś dnia daje się odczuwać. Mamy wielu wierzących katolików, którzy żyją w przekonaniu, że o prawdach wiary lepiej jak najmniej myśleć, bo wszelkie zastanawianie się nad nimi grozi osłabieniem przekonania o ich wiarogodności. Pewną bezmyślność w dziedzinie wiary, obojętność na jej treść rozumową, nawet ślepotę, uważają oni za konieczne zalety wiary, bez których może ona być na wielkie niebezpieczeństwo narażona.

Jasne jest chyba, że takie pojmowanie wiary jest dla życia duchowego fatalne. Jeśli Bóg nam objawił tajemnice Swego życia ukrytego; jeśli nam objawił tyle prawd, odnoszących się do naszego przeznaczenia; jeśli dla uprzystępnienia nam całej tej nauki objawionej zesłał Swego Syna Jednorodzonego, Swe Słowo Odwieczne – Zbawiciela, który w tak prostych a głębokich wyrazach sformułował podstawowe dane wiary; jeśli wreszcie przez tegoż Syna ustanowił Kościół Święty i obdarzył go darem nieomylnego nauczania prawd objawionych, toć chyba nie dlatego, abyśmy się starali o tych prawdach jak najmniej myśleć, abyśmy się od nich odgradzali jakimś murem bezmyślności.

Przeciwnie, już od pierwszych wieków Kościół żądał, aby wierni byli, podług słów o. Morawskiego, święcie ciekawi prawd wiary, a św. Piotr sformułował to w swoim I Liście w słowach: Bądźcie zawsze gotowi do zadośćuczynienia każdemu, kto domaga się od was sprawy o tej nadziei, która w was jest (1 P 3, 15). To znaczy, że każdy – w miarę tego, na co mu jego rozwój umysłowy pozwala – powinien być w stanie uzasadnić swoją wiarę i nadzieję i pokazać tym, którzy go o to pytają, że nie bezmyślnie przyjął te prawdy, ale że jest o nich rozumnie przekonany.

Ma się rozumieć, że obowiązek ten wzrasta wraz z rozwojem umysłowym i wykształceniem. Ludzie, posiadający wyższe wykształcenie, winni i swoje życie religijne podnieść do równego poziomu z innymi dziedzinami myśli, inaczej sami są odpowiedzialni za ten rozdźwięk, tak często spotykany wśród inteligencji, między ogólną kulturą umysłową a wiadomościami życia religijnego, pozostającymi nieraz na poziomie wprost dziecinnym.

I cóż dziwnego, że wtedy modlitwa kuleje i ciąży! Jakże tu z pełną ufnością zwracać się do Boga Ojca, skoro się nie ma jasnego pojęcia o Jego nieskończonych doskonałościach, skoro nawet nieraz te pojęcia są zanieczyszczone najróżniejszymi uprzedzeniami, którym nie potrafiło się przeciwstawić nic innego, jak strusią taktykę niemyślenia o nich wcale!

Jakże tu wytworzyć sobie serdeczny stosunek z Chrystusem i czerpać z nieskończonych skarbów Jego Najświętszego Serca otuchę i moc do walk życiowych, skoro się nie ma najmniejszego zainteresowania do prawd wiary, odnoszących się do Jego Osoby, skoro nawet nosi się może w podświadomości różne, zaczerpnięte ze współczesnej atmosfery umysłowej, wątpliwości co do Jego Boskiego charakteru i posłannictwa!

To samo można powiedzieć o Sakramentach Świętych z Eucharystią na czele, o Kościele, o Matce Najświętszej i Świętych Pańskich. Wszystkie te tak obfite źródła, mające zasilać naszą modlitwę, nic nam nie dają, skoro nie okazujemy najmniejszego zainteresowania nimi, skoro pozwalamy im porastać chwastem uprzedzeń i sądzimy, że jedynym naszym wobec nich obowiązkiem jest ślepo wierzyć i jak najmniej się nad nimi zastanawiać.

Modlitwa przetwarza się wówczas w czcze marzycielstwo, od czasu do czasu okraszone wzruszeniami natury uczuciowej. Dusza się w niej rozmazgaja, traci hart i zrozumienie służby Bożej; z czasem nawet – gdy uczucia w inną stronę się zwrócą i przestaną modlitwę zasilać – potrafi ona o Bogu zupełnie zapomnieć.

Tymczasem żywa, oświecona, utrzymana na poziomie ogólnego wykształcenia i wciąż pogłębiana gorącym zainteresowaniem prawdami objawionymi, tą świętą ciekawością rzeczy Bożych -jest wiara dla modlitwy niewygasającym nigdy źródłem odrodzenia i ochłody. Wtedy się wie, kogo się chwali i za co, wtedy nie brak pobudki do dziękowania Bogu ani do przepraszania Go, wtedy też wiadomo, o co Go prosić i jak Mu najważniejsze sprawy życia polecać. Wiara staje się prawdziwym pokarmem modlitwy, ona ją żywi, oświeca, rozgrzewa, ona nią kieruje i sprawia, że człowiek, im więcej się modli, tym więcej się do wiary przywiązuje, a im więcej się do wiary przywiązuje, tym chętniejszy się staje do modlitwy.

O. Jacek Woroniecki, Pełnia modlitwy, VIATOR, Warszawa 2003, s. 89–92


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 24 lut 2016, 12:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/73833

Non occides. Nie zabijaj!
intix, pon., 22/02/2016 - 22:11

NIE ZABIJAJ!
O. M. A. Bellouard OP
"«Nauczycielu dobry, co mam czynić, abym miał żywot wieczny».
A Jezus mu rzekł: «Znasz przykazanie: Nie zabijaj»" (Łk. XVII, 19-20)
Zasada: szanować życie
I. – CO TO ZNACZY ZABIĆ?
Zabić, to znaczy pozbawić życia, uniemożliwić na zawsze podstawowy pęd do urzeczywistnienia się istoty żywej, to powstrzymać przeznaczenie, zamknąć przyszłość.
II. – BÓG PANEM ŻYCIA I ŚMIERCI.
Ponieważ Bóg jest stwórcą wszystkiego, jest również nieograniczonym władcą. Wszystkie byty, które pochodzą od Niego, należą do Niego, wpierw nim należały do siebie, lub do kogoś innego.
Jeśli mają prawo do życia cudzego, dostały je od Boga albo drogą władzy, której im udzielił, albo drogą zależności przyrodzonej, którą ustanowił, tak że jedne byty zabijają drugie w celu utrzymania własnego życia. I tak zwierzęta zjadają rośliny, człowiek spożywa zwierzęta. Prawo to jest jednak ograniczone miarą rzeczywistej potrzeby, którą Bóg pozwala zaspokoić.
III. – DLACZEGO POSZANOWANIE ŻYCIA JEST PRAWEM OPATRZNOŚCIOWYM.
1. Każdy obowiązany jest szanować życie własne i bliźniego. Nie wolno odebrać go nikomu bez ważnej moralnej przyczyny, która by ten czyn usprawiedliwiała.
2. I to tym bardziej, im to życie, o którym jest mowa, jest wyższe, piękniejsze, cenniejsze, przeznaczone do celu bardziej wzniosłego.
Kwiat ma mniejszą wartość niż dusza; mrówka mniej znaczy niż człowiek.
3. Jeśli zagadnienie «zabijać, czy nie zabijać» odnosi się nie do ludzi, znajduje rozwiązanie zwykle w tym, że jedne byty zostały stworzone dla drugich i że życie powszechne opiera się na życiu jednostek; z tego powodu jagnię żywi się roślinami, wilk zjada jagnię, a człowiek zabija wilka, aby nie został przez niego rozszarpany.
4. Jeśli chodzi o życie ludzkie, zagadnienie to zmienia się zasadniczo ze względu na cel, dla którego człowiek jest stworzony i przeznaczony. Tu się rozgrywa dramat wieczności! Człowiek ma wartość sam w sobie i dla siebie; życie jego jest środkiem doczesnym do osiągnięcia przeznaczenia wiecznego.

Wielkie zastosowania!
Nie wolno zabijać, tzn. pozbawiać kogoś bezprawnie życia.
Czym jest jednak «życie» dla człowieka? Człowiek składa się i z duszy i z ciała, jest istotą śmiertelną i nieśmiertelną, dla którego umrzeć znaczy, z jednej strony powrócić do prochu, z którego powstał, z drugiej wejść do żywota wiecznego. Oto powód, dla którego jest różnica między zabiciem człowieka a zwierzęcia. W człowieku można zabić jego życie cielesne, moralne i duchowe. Przykazanie «nie zabijaj» odnosi się do wszystkich trzech.

1. Nie zabijaj ciała.
Nigdy nie wolno zabijać bliźniego, za wyjątkiem sprawiedliwej obrony życia jednostki lub zbiorowego. W obliczu bowiem śmierci, jeżeli zamach na nasze życie był bezprawny, życie własne ma większą wartość, niż życie cudze. Zabijamy, aby ratować życie własne. Ten, kto godzi na życie nasze, popełnia przestępstwo; broniąc się mamy prawo nawet zabić.
Nie zabijaj człowieka z powodu zazdrości lub namiętności, dla zemsty, dla korzyści materialnej, dla przyjemności patrzenia na czyjąś śmierć, w celu pozbycia się rywala, dla przeszkodzenia czyjemuś szczęściu, aby zdobyć miejsce wroga. Jeśli dla tych powodów zabijesz bliźniego, będziesz mordercą. Odpowiesz przed Bogiem za skutki twego czynu. «Krew wylana woła przeciw tobie» mówi Pismo święte.

Nie zabijaj życia dziecka w łonie matki.
Pomiędzy zniszczeniem ziarnka, trawy lub kłosu nie ma zasadniczej różnicy. Jest to tylko kwestia czasu. Zabić człowieka czterdziestoletniego, trzechletniego, trzymiesięcznego, zabić go po urodzeniu, czy też przed urodzeniem – to znaczy być w każdym wypadku mordercą. A im istota jest słabsza, aby się obronić, tym zbrodnia jest wstrętniejsza. We wszystkich wypadkach niszczy się życie albo od chwili jego poczęcia, albo w chwili jego pełnego rozkwitu.
Ani pobłażanie opinii publicznej, ani wielka liczba tych, którzy popełniają tę zbrodnię, ani milczenie, jakie ją pokrywa, ani bezkarność, która do niej zachęca, nie uchronią od nazwy mordercy tego, kto się tego czynu dopuszcza. Mimo swej winy, matka nieślubnego dziecka, tak często pogardzana, jest mniej pogardy godna niż ta, która matką nie została, gdyż zabiła. Nieślubna matka uszanowała życie.
Nie wystarczy umyć rąk, podobnie jak Piłat, i pokazać je czyste opinii, która uniewinnia i wielbi, aby być czystym wobec Boga. Zostanie krew niewidzialna, którą Pan Bóg widzi. Można być Kainem, nie nosząc tego imienia. Każdy jest Kainem (mordercą), kto zabił istotę małą lub dużą dobrowolnie i bezprawnie z jakiegokolwiek powodu.

2. Nie zabijaj serca.
Serce jest siedliskiem uczuć. Ono ma własne życie powstałe z najtkliwszych uczuć, które promieniują na tych, których kocha i które przyjmuje od tych, którzy je kochają.
Serce żony, serce matki, serce dziecka, serce dziewczyny, każde serce, które kocha!
Jakie prawo masz do tego serca i jego życia? A możesz zabić je przez ból, jaki mu zadajesz, przez miłość, z której robisz igraszkę, przez rozpacz, w jaką je pogrążasz.
Nie zabijaj serca, niszcząc jego uczucie, przez rzucenie potwarzy na istotę, która była dla kogoś radością i mocą.
Nie zabijaj serca przez okrutną zdradę, przez niedotrzymanie obietnic, jakie dałeś, przez porzucenie go w pustynię zwykłego opuszczenia.
Nie zabijaj serca odbierając mu piękno czystej miłości, aby je skłonić do kochania, które jest tylko niską zmysłowością i namiętnym pożądaniem.
Serce umarłe! Jak dużo jest serc umarłych! Jedne umarły przez chorobę, inne popełniły samobójstwo. Ale inne, i to bardzo liczne, zostały zabite. Istnieje ich zabójca. Który? Gdzie się znajduje obecnie?
Często głębokie milczenie serc umarłych sprawia, że morderca przechodzi niezauważony. «Co dziwniejsze!... żyje się nawet z sercem zabitym». Możliwe. Ale jakim życiem? I tyle pięknych rzeczy ginie na ziemi między ludźmi – przez śmierć serca.

3. Nie zabijaj szlachetnych marzeń!
One są miarą wielkości życia! Przez nie urzeczywistnia się to, co jest w nim najlepszego. Bez nich życie staje się w swej nicości bezbarwne i pozbawione wszelkiej treści. One są punktem wyjścia dla wszystkiego, co świat ulepsza i upiększa istnienie. One są myślą przewodnią w pracy nad ukształceniem wewnętrznym. Urzeczywistnione, czy nie, o ile tylko istnieją, są źródłem tajemnej mocy. Każdy, prawdziwy apostoł świętej sprawy odczuwał je w głębi swego jestestwa i czerpał z nich moc i zapał do wypełnienia swego dzieła.
Nie gaś ideałów swoim sceptycyzmem, jak gasi się zapaloną świecę.
Nie niszcz ich szyderstwem, jako coś naiwnego, głupiego, jako coś, co się nie da zrealizować w życiu.
Nie zabijaj ich krytyką, zniechęcaniem, starając się złośliwie zniszczyć ich poczynania.
Skoro tak bardzo potrzebują ciepła, nie zabijaj ich przez stworzenie wokół nich atmosfery wprost mrożącej, tak że powoli muszą ulec w niej zniszczeniu.
Cóż uczyniłeś, jeśli wskutek zniszczenia tych ideałów zmarnowała się młodość duszy, apostolstwo, gorliwa działalność? Ideały obalone, jak liście wdeptane w błoto, czy nie są ofiarami, które cię oskarżają? Czy grzech twój wobec nich nie jest zbrodnią? Jakim prawem go popełniłeś? Może powodem była zazdrość, nienawiść duszy lub Boga, zgubny pęd do niszczenia? Podobne przyczyny, jedynie możliwe, zamiast cię usprawiedliwić, surowo cię potępiają.

4. Nie zabijaj wiary.
Wiara jest życiem, jest nieodzownym początkiem życia z Bogiem i w Bogu, jest życiem prawdziwym. Jak wielki posiada wpływ na rozum, na serce, na sumienie, na duszę całą! Jak ona wszystko przeobraża!... Kto nie posiada wiary, czy rozumie cokolwiek? Czy spodziewa się czego? Skąd czerpać będzie dostateczną siłę do cierpliwego znoszenia krzyża i nie poddawania się zwątpieniu?
Jeśli wiarę posiadasz, musisz zrozumieć, że ona jest skarbem niezastąpionym. Jeśli jej nie masz, to powinieneś także to zrozumieć, przez szczere porównanie pełności, jaką daje wiara, z zupełną pustką i nieskończoną ciemnością, w jaką cię niewiara strąciła.

Nie zabijaj wiary:
Przez szyderstwa, niedomówienia, ostre krytyki, wyniosły sposób wygłaszania o niej sądów;
Przez rozmowy, książki, które pożyczasz, przez twój wpływ uczenie niszczycielski, jaki masz na duszę bezbronną, a pełną zaufania;
Przez wszelkiego rodzaju przeszkody, jakie czynisz, aby jej uniemożliwić utrzymanie się przy wierze przy pomocy praktyk religijnych; przez nadużycie twej powagi, pozbawiając tę duszę potrzebnych jej pomocy duchowych;
Przez twoje oszczerstwa, które zohydzają wiarę, budzą powoli wątpliwości i doprowadzają do zupełnego odstępstwa od wiary;
Przez twoje szkodliwe aluzje, wciąż powtarzane, a dające do zrozumienia, że wiara jest rzeczą głupią, że nie przystoi człowiekowi inteligentnemu, że dobra jest dla prostaczków i niewykształconych, że im kto bardziej uczony, tym prędzej zrzuca jej jarzmo i jej pęta.
Jeżeli ośmielasz się zabijać wiarę w sposób powolny, czy brutalny, popełniasz błąd nie do przebaczenia. Co postawisz na miejscu tego życia wyższego, które burzysz? Co zbudujesz dla duszy na gruzach zburzonej wiary? Jaką gwiazdę przewodnią, jakie światło zaświecisz nad jej drogą? Czy sceptycyzm i brak wiary dają siłę w życiu? Czy pocieszają? Czy uzdrawiają głęboko ukryte rany?
Krzyczysz o zbrodni, gdy jakiś łotr zabije podróżnego w lesie... Kto jest jednak większym bandytą? Może głód popchnął go do tego. A ciebie co do tego zmusza? Wiara ma większą wartość niż pieniądze. Ten, kto zabija ciało, aby ukraść pieniądze, popełnia mniejszą zbrodnię niż ten kto zabija żywą wiarę.
Zrozum to dobrze. Nawet gdy ofiara ginie bez krzyku lub z uśmiechem na ustach, jakby umierała wśród kwiatów, to jednak ginie, i to wystarczy, abyś ty był mordercą. Mord ten nie podlega karze prawa; prawo nim się nie zajmuje; niejednokrotnie nawet zachęca do niego. Opinia również nie uważa takiego za zbrodniarza. Przeciwnie! Uznaje go i schlebia. Niektóre ze «sław literatury» odznaczono wawrzynami; wzbogacone sprzedażą swoich książek, królując na tronie po Wolterze, Renanie i innych, triumfują. Zastanów się jednak! Znajdują się w celi więziennej ludzie skazani na śmierć, okuci w kajdany, którzy popełnili mniejszą zbrodnię, bo zabili tylko ciało, i przyspieszyli zgon jego o lat kilka. Ci zaś, którzy zabili wiarę w liczbie dusz, bliżej nieznanej, zabili to, co było nieśmiertelne i miało żyć wiecznie...
Na sprawy te należy patrzeć trzeźwo, w oświetleniu nagiej prawdy. Wnioski budzą grozę! Wybuch śmiechu nie zmieni niczego. Przeciwnie! Morderca, który płacze w przeddzień egzekucji, budzi litość. Morderca, który się śmieje i żartuje, wygodnie rozparty w swym fotelu, jest wstrętny.

5. Nie zabijaj sumienia.
Sumienie, to zmysł dobra i zła, to zdolność odczuwania wstydu i wyrzutów..., niepokój przed popełnieniem winy, męka w czasie jej spełniania, wyrzuty po jej dokonaniu..., to życie moralne, to zastosowanie prawa etycznego do poszczególnych czynności. Dla człowieka pozbawionego sumienia nie istnieje ani obowiązek, ani grzech, ani cnota. Istnieje tylko nieograniczony popęd, nieokiełzana żądza, nieopanowana namiętność, folgująca wszelkim zachciankom, które się stają regułą jego życia...
Takich ludzi jest dużo. Są jednak ludzie, którzy mają sumienie.
Sumienie, tak samo jak co innego, mogą inni w nas lub my sami możemy w sobie zabić. Wtedy mówi się o takim człowieku, że jest «bez sumienia».
Można zabić własne sumienie lub bliźniego:
Przez pozwalanie mu na coraz poważniejsze ustępstwa, tak że w miarę coraz częstszego przyzwalania na zło, traci swą delikatność, aż do zupełnego zaniku czujności.
Przez nieuczciwe zapewnianie go, gdy wobec niebezpieczeństwa grzechu niepokoi się, przestrzega i lęka: «Nie bój się, to nie grzech».
Przez dostarczanie mu fałszywych, lecz jakże przekonywujących uniewinnień, gdy waha się i nie śmie popełnić jakiejś winy.
Przez uśmierzanie jego wyrzutów i zagłuszanie ich w wirze rozkoszy i zabaw, aż powoli zamilknie.
Przez przedstawianie mu, że «wszystko to», to próżne skrupuły, którym trzeba stanowczo się przeciwstawić i którym nie będzie nigdy końca, jeśli tak długo będzie się zastanawiać nad takimi błahostkami.
Przez «dowodzenie», że sumienie to tylko sprawa wychowania; że nadchodzi chwila, w której trzeba zrzucić jego jarzmo i stać się sobą samym, że tylko w ten sposób można stać się człowiekiem.
Zabijając więc sumienie, co zabiłeś?
Czy robaka, który gryzł? Czy żmiję, która kąsała? Czy wspomnienie, które szło za tobą, budząc wyrzuty i psując radość życia? Czy tyrana, który cię prześladował?
Niestety! Coś daleko ważniejszego. Zabijając sumienie, zabiłeś wszystko, całe poczucie moralności. Na miejscu sumienia, które zostało zabite, co pozostało, aby życie uregulować, ustrzec, oczyścić, naprawić? Nic. Pustka niczym nie wypełniona.
Skutki tego czynu mnożą się w nieskończoność. O jakże pozory są mylne! Spokój, który nastąpił, i cisza z powodu braku dawnych niepokojów i wyrzutów pozwalają przypuszczać zmianę. Ma się wrażenie wyswobodzenia od nieprzyjaciela i osiągnięcia tajemniczego szczęścia... Złudzenie! Zbrodniarze omamili ofiarę, która w błąd wprowadzona, przychodzi im podziękować... To, co się osiągnęło, to nicość moralna życia do głębi zepsutego. To pozorne szczęście jest o wiele gorsze od nieszczęścia.

6. Nie zabijaj czystości.
Dla dziecka i dla dziewicy czystość posiada ogromną w życiu wartość. Wartość ta może jednak łatwo ulec zniszczeniu. Błogosławieni czystego serca. Błogosławieni również ci, którzy przeniknięci świętą bojaźnią przed pozbawieniem tamtych czystości i świętości serca, odnoszą się do nich z należną czcią i szacunkiem. Jakież ogromne mnóstwo znajduje się zgnilizny moralnej, a jak rzadko spotyka się lilie czystości. Tym bardziej powinno się troskliwie dbać o ich rozwój. Jak często brudne ręce kalają je! Iluż zazdrosnych zrywa te kwiaty, znajdując zgubną przyjemność w ściągnięciu ich do wspólnego błota!

Nie zabijaj czystości.
Nie gorsz niewinnych niewłaściwym uświadamianiem. Nie odsłaniaj występku dotąd przed nimi zakrytego. Nie wszczepiaj trucizny w ich niewinne serca. Nie burz tego ufnego spokoju. Nie kuś tej słabości. Nie chwytaj na wędkę rozkoszy tych maluczkich, którzy żyją dotąd szczęśliwi w nieświadomości zła...
Nie gorsz ich ani słowem, które do nich powiesz, ani rycinami, które im pokażesz, ani miłością, którą ich pokochasz, ani pieniędzmi, które im ofiarujesz, i nie staraj się ich zdobyć, bo są nie dla ciebie, jesteś ich niegodzien...
Nie pochlebiaj piękności, aby łatwiej ją zbezcześcić. Nie wykorzystuj nędzy, pozbawionej środków do życia, aby ją ściągnąć do twego błota. Nie nadużywaj swej władzy, siły i zgubnego uroku, aby poddać te dusze bezbronne tyranii twych namiętności.
Ciało bowiem zawsze i wszędzie mdłe jest i słabe. Niewinność można zachować tylko wielką czujnością i walką z pokusami. Nie utrudniaj więc tej walki, która wymaga nieraz bohaterskich wysiłków, swoim kuszeniem do złego, któremu może ulec.
Jeżeli to uczynisz, rozważ wielkość swej zbrodni.
W mniemaniu świata i ludzi, którzy sieją zepsucie i zgorszenie, jest to tylko drobny epizod. «Cóż tak ważnego? myślą sobie! Spróbowano swej siły; przeprowadzono mądrze atak; udało się! Niech żyje rozkosz!... Czyż stworzenia nie istnieją po to, aby drugim służyć, kwiaty, aby je zrywać, piękność, aby z niej korzystać?... Wyrzuty sumienia? Ależ skąd! Przeciwnie!... Cierpienie ofiar i ich hańba?... Nie istnieje; one są również zadowolone... O ile zaś nie, niech dadzą się pocieszyć».
W człowieku wszakże, który zachował resztę prawdziwej uczciwości, sama chęć splamienia niewinnego serca budzi odrazę. Zbrodnią jest zabić niewinność. «Zachowana niewinność» czy «utracona», to nie to samo! Jak nazwać tego, który pozbawił kogoś niewinności?... Podłym, tchórzliwym mordercą, który odniósł łatwe zwycięstwo, bo ofiara była słaba, młoda i bezbronna... Była nieświadoma i pełna zaufania. Wilk miał wygląd pasterza.
Co się stanie w przyszłości z istotą, która poznała występek? Kto jej powróci to, co straciła? Kto jej przywróci cześć w oczach własnych, o ile jeszcze wstyd zachowała? Kto ją uzdrowi z tego gorzkiego zwątpienia, w które ją pogrążono? Czyn przechodzi, ale skutki pozostają... I pozostaje wszystko, co sprowadziła utrata niewinności! Ta żałosna skarga, o której mówi Apokalipsa, wołająca do Boga od ołtarza, gdzie leżą pomordowani, czyż nie jest zarówno skargą męczenników, jak i skargą zgorszonych niewiniątek, zhańbionych dziewic, skażonych niewinności? Ponure zagadnienie. Ewangelia daje straszną odpowiedź: «Kto by zgorszył jednego z tych małych, którzy we mnie wierzą, lepiej by mu było, aby zawieszono kamień młyński u szyi jego, i zatopiono w głębokościach morskich!».

7. Nie zabijaj powołania.
Powołanie, jakie budzi się w duszy, staje się treścią życia. Jest również przeznaczeniem, które zsyła Opatrzność na dusze wybrane. Czy się je zrozumie, czy nie, czy się je pochwali, czy zgani, stanowi ono dla tego, kto je posiada, wielki skarb duchowy, łaskę wybrania, której nikt nie powinien się przeciwstawiać.

Nie zabijaj powołania.
Ojcowie, matki, nie zabijajcie go w swoich dzieciach. Jeżeli Bóg powołuje je do stanu kapłańskiego, do życia zakonnego lub do apostolstwa, nie walczcie z Bogiem; dom wasz niech nie będzie terenem walki, w której zginie wielki dar powołania.
Nie zabijajcie go przez brutalną odmowę; przez zakaz zwrócony przeciw wszystkiemu, co może rozwinąć w duszach młodych łaskę powołania i wznieść ich na wyżyny ideałów.
Nie przytłumiajcie go wprowadzaniem dzieci w wir zabaw, rozkoszy i pokus, i nie bądźcie sami – o wstydzie! – ich źródłem.
Nie zabijajcie go ani oziębłością, od której także może zginąć, ani rozpalaniem ognia namiętności.
Jakież powody mogą skłaniać rodziców do tłumienia powołania w duszach ich dzieci? Może zawiedziona ambicja, zazdrość o Chrystusa, nienawiść religii? Mniejsza o powód. Dość, że skoro dziecko widzi w powołaniu cel swego życia, a rodzice je z taką zaciekłością zwalczają, to wtedy czynią dziecko nieszczęśliwym, i zmuszają do bolesnego milczenia, w którym powołanie zamiera.
Cóż jednak uczynili?
«Nic niewłaściwego – myślą może? Dziecko jest ich własnością; pragnęli tylko jego szczęścia; wiedzą najlepiej, co dla niego jest odpowiednie... Dlaczego Bóg nie wybrał kogoś innego?». Wymówek bowiem nie braknie nigdy, łatwo jest znaleźć powody sprzeciwienia się Bogu!
Młodzieniec nie zostanie kapłanem, dziewczyna nie wstąpi do klasztoru!? No i cóż z tego? Co? Skutki mogą być nawet najgorsze, nie wiadomo bowiem, czy utrata powołania nie pociągnie także za sobą utraty zbawienia? Rozminięcie się z powołaniem, może również narazić na utratę zbawienia te dusze, które mieli pociągnąć do Boga, i stać się ich ojcami i matkami w duchowym znaczeniu.
Powiedzieć łatwo: «Cóż z tego?». Gdy się jednak zastanowimy głębiej nad tym słowem, to musi nas ogarnąć lęk przed groźnymi, a zawsze możliwymi następstwami takiego postępowania.

O. M. A. Bellouard OP
O. M. A. Bellouard OP, Odpowiedzi Chrystusa na pytania ludzi. Kraków [1938], ss. 7-19.
Tytuł oryginału francuskiego: Réponses du Christ aux questions des hommes. Paryż [1936].
________________________________________________________________________
Pozwolenie Władzy Duchownej:
Można drukować.
Kraków, dnia 20 VIII 1938.
Ks. Władysław Lohn T. J.
Prowincjał Małopolski
L. 6767/38.
Pozwalamy drukować.
Z Książęco-Metropolitalnej Kurii.
Kraków, dnia 23 VIII 1938.
† Adam Stefan
Ks. Stefan Mazanek
kanclerz
________________________________________________________________________
© Ultra montes (http://www.ultramontes.pl)


intix - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 27 lut 2016, 10:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/02/2 ... -na-ziemi/

Rola człowieka na Ziemi
Posted by Marucha w dniu 2016-02-26 (piątek)

Obrazek

Wielu ludzi żyje dziś w przekonaniu, że przyroda posiada naturalnie wykształcone mechanizmy tworzenia i przywracania równowagi, dzięki którym pogłębia się różnorodność wśród rodzajów zwierząt, a ewentualne odchylenia są poddawane korekcie.
Według nich wyjątkiem od tej reguły jest człowiek, który opanowuje dane terytorium, eksploatuje je w maksymalnym stopniu i przenosi się na inne. Podnosi się także, iż człowiek jest jedyną żyjącą istotą zabijającą dla przyjemności, a nie w celu zdobycia pokarmu.
Nic bardziej mylnego. Tzw. naturalny ład zakłócany przez człowieka nigdy nie istniał. W rzeczywistości każdy rodzaj zwierzęcia postawiony w sytuacji obfitości dóbr takich jak pokarm, pozbawiony naturalnych konkurentów lub zdolny do ich wytrzebienia i funkcjonujący w środowisku sprzyjającym swemu rozwoju dąży do maksymalizacji swojej liczebności. Widać to doskonale na przykładzie owadów, których mrowie pojawia się, jeśli tylko nie ma ostrej zimy, czy dzikich kotów, które dokarmiane i znajdujące schronienie przed zimnem bardzo szybko zwielokrotniają swoją liczebność. Żaden rodzaj zwierząt nigdy nie przejmował się tym, co będzie, jeśli liczebnie rozrośnie się ponad miarę i wyeksploatuje dobra, które spotyka w swoim otoczeniu.
Nieprawdą jest także wyjątkowe okrucieństwo człowieka w porównaniu z innymi zwierzętami i nasze wyłączność w zabijaniu dla przyjemności. Przypomnę, że większość posiłków w przyrodzie odbywa się na żyjącej przynajmniej przez pewien czas ofierze, jedynie odpowiednio wymęczonej lub poddanej działaniu najróżniejszych środków chemicznych lub pułapek. Każdy kto miał wychodzącego z domu kota wie również, że ten zabawia się polowaniem na małe ssaki lub ptaki po to, by je zamęczyć na śmierć. Następnie nasycony zwierzak porzuca swoją ofiarę. Nieraz podobnie postępują psy, wykopując i zagryzając myszy na polu.
Nieobce światu przyrody są również wojny i pojedynki. Co roku pod naszymi stopami setki tysięcy mrówek toczy zacięte bitwy z wykorzystaniem artylerii (kwas mrówkowy), czołgów i pojazdów opancerzonych (specjalnie do tego wyhodowane osobniki i silnym pancerzu i ogromnych szczypcach, noszone na plecach innych podczas bitwy), a nawet lotnictwa – jeśli akurat sprzymierzą się z owadami latającymi. Podobnie wiele ssaków wojuje o dominację w stadzie, nieraz po pokonaniu dotychczasowego lidera bestialsko mordując wszystkich jego potomków.
Prawdę mówiąc im dłużej obserwuje się dziką przyrodę, tym bardziej zauważa się nie tylko jej ogromne piękno, ale także niezrównane bestialstwo i krwiożerczość. W tym świecie na każdym kroku czyha drapieżnik, wróg, zagrożenie. To rzeczywistość mile wyglądająca dla obserwatora z zewnątrz, ale będąca prawdziwym piekłem dla mieszkającego w jej wnętrzu. Miesiące starań wziętej gwałtem samicy by wychować swoje potomstwo może zostać pogrzebane przez jedną chwilę nieuwagi, a starego kozła, który przeżył większość swoich pobratymców i przyuczał całe pokolenia młodych do radzenia sobie w życiu czeka śmierć z wyczerpania w jakiejś jamie, którą sobie ku temu wynalazł. Słaby i ranny członek stada bywa porzucany lub skazywany na pożarcie przez drapieżniki by ochronić zdrowsze potomstwo.
Zero współczucia, brutalność, dochodzenie do swego po trupach, brak poczucia winy i wyższych emocji. Czy te cechy nie są charakterystyczne dla największych bestii, jakie chodzą na ziemi, czyli psychopatów? A jednocześnie możemy je zauważyć w otaczającej nas przyrodzie.
W tym kontekście pozytywnie wyróżnia się człowiek. Istota stworzona by czynić sobie Ziemię poddaną, przy wszystkich swoich wadach, potrafi widzieć więcej niż czubek własnego nosa. O ile żyjąc dziko niejako wpisuje się w arsenał śmierci nieodłącznie towarzyszący przyrodzie (choć i wśród pierwotnych widać bezinteresowną dbałość o udomowione zwierzęta), o tyle będąc nasyconym i mając wolny czas jest zdolny do zauważania najróżniejszych zależności w otaczającym go świecie i podejmowania refleksji nad nimi. Im bardziej dana społeczność się rozwija, tym większe siły poświęca na minimalizowanie swojego negatywnego wpływu na otoczenie.
Osoba przedstawiająca sobą wyższy typ człowieka nie tylko coraz mocniej troszczy się o swoją wspólnotę, ale także o otaczające ją środowisko. Im bardziej człowiek rozwinięty emocjonalnie, technologicznie i intelektualnie, tym więcej wymyśla metod na jak najefektywniejsze wykorzystanie zasobów przy minimalizacji zanieczyszczenia środowiska, w którym żyje.
Przy człowieku przyroda łagodnieje i staje się potulna. Więcej niż drapieżników jest potulnych gatunków zwierząt udomowionych i hodowlanych, a niektóre, szczególnie krwiożercze i niebezpieczne bestie, zostają wyeliminowane. Nie zgadzam się z tezą, że jest to zjawisko złe. Przetrwanie jadowitego węża, który swoim bytem przynosi światu jedynie truciznę i śmierć w straszliwych męczarniach swoich ofiar nie jest dla mnie równie cenne jak przetrwanie łagodnego ssaka, który swoim mlekiem wykarmia nie tylko swe młode, ale także przysparza witamin i minerałów innym.
To ludzie troszczą się o los innych gatunków zagrożonych wyginięciem, także drapieżników, które, gdyby tylko uzyskały przewagę, bez skrupułów wytrzebiłyby ludzi polując na nich. Rozwijając swoją wiedzę i umiejętności człowiek przestał polegać jedynie na tym, czego dostarczy mu natura. Zamiast zbieractwa wytworzył rolnictwo, zamiast polowania hodowlę zwierząt, a w przyszłości najpewniej zamiast wyłącznie przemysłu wydobywczego znajdzie sposób na to, by w inny sposób wytwarzać to, co można wykopać spod Ziemi. Dzieje się tak również dlatego, że wszelkie metody pozyskiwania dóbr wyższych wiążą się z pewnymi stratami. Pył wylatujący z naszego komina mógłby zostać spalony i wytworzyć energię, gdyby tylko używać właściwej metody opałowej. Straty paliwa przez nieefektywną konstrukcję silnika są coraz mocniej minimalizowane przez doskonalsze technologie jego konstrukcji.
Takie procesy zachodzą jednak tylko w społeczeństwach na tyle bogatych, by znaleźć czas i środki na tego typu wynalazki. To bardzo ważny trop. Obecnie na świecie mamy do czynienia z przeogromnym, niewykorzystanym kapitałem ludzkim. Setki milionów żyje w biedzie, ponieważ ich państwa nie mogą dość swobodnie rozwijać się i sięgać po nowoczesne technologie. Widać to również w Polsce. Rokrocznie zauważyć można zdecydowaną słabość polskiej wynalazczości na tle innych nacji, a te, nieraz genialne wynalazki, które uda się stworzyć, zostają szybko przejęte przez inwestorów z bogatszych krajów.
Aby człowiek coraz lepiej koegzystował z przyrodą konieczne jest popieranie umoralnienia, rozwoju emocjonalnego i intelektualnego, a także technologicznego. Zupełnie odwrotnie do współczesnych trendów, które promują moralną degrengoladę, oferują płytkie i głupkowate rozrywki oraz wspierają model słabo rozwiniętego emocjonalnie człowieka, którego wzruszają co najwyżej komedie romantyczne, bo w życiu chodzi o karierę, a nie rodzinę. Podobnie mają się trendy w nauce, gdzie prym wiedzie neomaltuzjanizm i prąd zerowego wzrostu, by ratować środowisko. Wszystko to sprawia, że wymierają kolejne gatunki, a siły pragnące się temu przeciwstawić są słabe. Bo ci, którzy mogliby to wspierać, zajęci są poszukiwaniem pożywienia, ciepła i dóbr dla swojej rodziny, nie znajdując czasu na roztkliwianiem się nad losem innych.

Piotr Beczała

https://pbeczala.wordpress.com/2016/02/ ... -na-ziemi/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 01 mar 2016, 12:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://eremmaryi.blogspot.com/2015/09/m ... rtosc.html

Modlitwa i otwartość

Prośba o modlitewne wsparcie w życiowych zmaganiach... To piękny i pokorny znak uznania prawdy, że potrzebujemy Bożej i ludzkiej pomocy. Wspaniale, gdy dar tej wspomagającej modlitwy zostanie udzielony. Niestety, niejednokrotnie wiele z otrzymanego obdarowania marnujemy, gdyż zatrzymujemy się niejako w pół drogi. Najpierw wyrażamy modlitewną intencję, ale potem już nie otwieramy się świadomie i z zaangażowaniem, pozostając w stanie zamknięcia wobec dopływającego strumienia wymodlonej łaski. To tak, jakby poprosić obsługę na stacji benzynowej o wlanie paliwa, a potem zapomnieć o tym, że trzeba otworzyć wlew do baku w samochodzie.

Modlitwa nie jest zabiegiem magicznym. Istotna jest wiara w Boga i otwarcie swego wnętrza na Jego działanie. Prawdę mówiąc, Bóg nieustannie emituje w naszą stronę wszelkie niezbędne łaski. Sens modlitwy nie polega na tym, aby obudzić śpiącego Boga i zmobilizować Go do pracy, ale chodzi o to, aby otworzyć się na wciąż dopływające łaski i przyjąć je w siebie. To oznacza konieczność wzbudzenia w sobie intensywnego pragnienia, zarówno w sensie fundamentalnym, jak i konkretnym. Pragnienie fundamentalne oznacza żywą wolę przyjęcia tego, co Bóg udzieli. Ale nie na tym koniec. Jeśli prosimy o modlitwę jakąś osobę, to potem bardzo ważne jest wzbudzenie w sobie pragnienia przyjęcia owoców jej modlitwy. Otrzymywana modlitwa wspierająca jest jak dopływający do nas strumień, na który trzeba potem otworzyć swe serce. Najlepiej, jeśli wzbudzamy w sobie świadomie myśl: „Pragnę przyjąć owoce jego/jej modlitwy”. Im bardziej z rdzenia woli wydobywa się „gorące pragnę”, im serce szerzej się otwiera, tym głębiej i obficiej strumień modlitwy może wypełnić i zaowocować obecnością Bożej Miłości. Z kolei ta Miłość nie jest abstrakcyjną chmurką, ale konkretnym dobrem, które w nas się „materializuje”. Może pojawić się także doświadczenie wdzięcznej radości, a nawet wielkiego szczęścia.

Gdy jestem spragniony i proszę o pomoc, to „odpowiedzią i wcieleniem miłości” będzie dla mnie konkretna szklanka wody. Zarazem muszę skoncentrować się na ręce osoby, która mi ją podaje. Jeśli będę rozglądał się na wszystkie strony wypatrując „promieni Bożej miłości”, to z wysokim prawdopodobieństwem albo tej szklanki nie zauważę, albo ją niezręcznie uderzę i potłukę, rozlewając zbawienną wodę. Uważne skoncentrowanie się na otrzymywanej szklance wody jest otwieraniem swego spragnionego wnętrza, poprzez pomoc konkretnej osoby, na źródłową Miłość Boga.

Wielką wagę postawy otwarcia się i różnych konkretyzacji ukazuje pewien ewangeliczny epizod (por. Mk 7, 31-37). Otóż Jezus, uzdrawiając głuchoniemego, „włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka, a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Jezus wyraźnie pokazuje, że nie działa magicznie, ale jako człowiek pokornie zwraca się do Boga Ojca („spojrzawszy w niebo”). Głuchoniemy otworzył się na modlitwę stojącego przed nim człowieka; nie wiedział przecież, że w osobie Jezusa ma jednocześnie przed sobą Boga. Co więcej, cały proces otwarcia zostaje zintensyfikowany poprzez fizyczne gesty. Trzeba mocno podkreślić, że włożenie palców do uszów i dotknięcie śliną języka nie były czynnościami magicznymi. Były to gesty symboliczne, które miały na celu wizualne pobudzenie wiary oraz wyzwolenie przez dotyk jeszcze głębszej podatności chorych części ciała na działanie uzdrawiającej łaski. Głuchoniemy rzeczywiście posłusznie się otworzył i dzięki temu został uzdrowiony.

Modlitwa, którą otrzymujemy w odpowiedzi na naszą prośbę, jest jak strumień wody. Potem możemy być jak „zamknięty kamień” lub jak „otwarta gąbka”. W pierwszym przypadku modlitwa nie przynosi owoców, gdyż opływa po zamkniętym człowieku jak woda po kamieniu. W drugim przypadku modlitwa pięknie owocuje, gdyż zostaje wchłonięta przez otwartego człowieka tak, jak woda przez gąbkę. Dzięki temu dokonuje się optymalne działanie Bożej łaski.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 27 mar 2016, 23:59 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Historia dobrego łotra. Dla Ciebie też nie jest jeszcze za późno

Obrazek

Cóż mogą mieć wspólnego ze sobą Wojciech Jaruzelski, Nina Andrycz, Fryderyk Chopin, Jacek Kaczmarski oraz Aleksander Małachowski? Otóż po śmierci każdej z wymienionych osób pojawiły się mniej lub bardziej oficjalnie informacje o ich „nawróceniu na łożu śmierci”. Doniesienia te zweryfikował już Pan Bóg, jednak trzeba mieć nadzieję, że – niczym dobry łotr, czyli święty Dyzma – także i oni usłyszeli w odpowiedzi na swoją, oby szczerą i żarliwą prośbę o przebaczenie, słowa: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju”.

Niewiele o nim wiemy, poznajemy go na krótko przed tym, jak wyda ostatnie tchnienie. Nawet jego imię – Dyzma – nie jest pewne, pochodzi bowiem z pism apokryficznych. Można w nich zresztą odnaleźć sporo brzmiących fantastycznie informacji. Według jednej z nich Dyzma miał być „mlecznym bratem” samego Jezusa, ale po obiecujących początkach, zszedł na drogę występku. Zgodnie z inną legendą, spotkanie Dyzmy z Chrystusem na Kalwarii nie było pierwszym – łotr miał bowiem uratować Świętą Rodzinę przed zbrojną bandą, gdy uciekała ona do Egiptu obawiając się zemsty Heroda. Trudno się dziwić, że apokryficzne CV dobrego łotra jest tak bogate, jeśli uświadomiony sobie, że Dyzma jest pierwszym z ludzi, którzy jeszcze za życia dowiedzieli się, że będą zbawionymi! Przecież to pierwsza kanonizacja! O tym wszak informuje skruszonego łotra umęczony Zbawiciel, kiedy mówi: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju”.

Odnajdujemy w tych słowach przejaw Bożego Miłosierdzia, jednak aby właściwie zrozumieć tą pedagogikę zbawienia, należy wczytać się uważnie w słowa poprzedzające radosną nowinę płynącą z przenajświętszych ust naszego Pana Jezusa Chrystusa. Cóż zatem mówi Dyzma?

Po pierwsze wyznaje publicznie, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym i Mesjaszem. Przyznaje się więc do Jezusa, czego konsekwencją jest wzajemne, natychmiastowe przyznanie się Zbawiciela do Dyzmy. Jak bowiem rzekł do Apostołów „który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”.

Dyzma uznaje również swoją winę i ma świadomość że należy się za nią kara, którą „słusznie odbiera”. Dobry łotr znając swoją grzeszność wie, że może liczyć tylko na Boga, dlatego też ośmiela się powiedzieć: wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Nie ma w jego postawie krzty wyrachowania. Można przypuszczać, że to nie bliskość śmierci wpłynęła na jego nawrócenie, ale rozpoznanie w Jezusie Chrystusie Boga.

To co nastąpiło później, stanowiło już tylko konsekwencję tego wydarzenia.

Wróćmy teraz do wspomnianych na początku osób, o których stugębna plotka mówi, że nawróciły się na łożu śmierci. Nie wiemy, jak wyglądały ich ostatnie chwile. Czy przeważał w nich strach w obliczu końca? Czy może wciąż tliły się w nich iskry pychy nakazujące zagłuszyć wszelkie wyrzuty sumienia? To wie tylko sam Bóg. Można przyjąć jednak, że prawdziwie chrześcijańską postawą wobec takich doniesień winna być nadzieja, iż nie są one tylko medialna papką mającą napędzić oglądalność, ale odbiciem rzeczywistej przemiany dokonującej się w sercach na wzór św. Dyzmy.

Łukasz Karpiel

http://www.pch24.pl/historia-dobrego-lo ... 146,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 28 kwi 2016, 09:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://eremmaryi.blogspot.com/2015/10/r ... serca.html

Różaniec i pokój serca

Zewnętrzny spokój… To już bardzo dużo, ale jeszcze nie wszystko. Tak naprawdę wielkim pragnieniem człowieka jest pokój serca. Jest to „coś” więcej niż zmysłowy błogostan, będący jedynie zewnętrznym ukojeniem zmysłów. Chodzi o głębokie wewnętrzne wyciszenie, które jest wyzwalającym duchowym doświadczeniem „Boskiej Rzeczywistości”. Ludzkie środki nie wystarczą, aby osiągnąć taki stan. Tylko Bóg ma moc obdarzyć błogosławionym pokojem, który już na ziemi pozwala nieco zasmakować Nieba.

Posyłając swych uczniów na misje, Jezus polecił, aby po wejściu do domu mówić: „Pokój temu domowi”. To nie była jedynie zachęta do kulturalnego powitania wedle ówczesnych zwyczajów. Celem tych słów było przekazanie bezcennego daru w postaci Bożego pokoju. Jezus udzielił swym uczniom mocy, dzięki której treść zawarta w słowie „pokój” mogła stać się rzeczywistością. Ale to nie oznaczało, że samo wypowiedzenie słów dawało gwarancję skuteczności. Następnie wszystko zależało od adresata. „Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was” (por. Łk 10, 1-12). Słowo w Biblii jest konkretną rzeczywistością, która może być przez odbiorcę przyjęta lub nie. Gdy jest odrzucona, wówczas odbija się jak piłka od ściany i wraca do nadawcy.

Dzisiaj, pierwszego października, warto uświadomić sobie, że wielką pomocą w odkrywaniu i przyjmowaniu Bożego pokoju jest modlitwa różańcowa. Zarazem dzisiejsza patronka, św. Teresa od Dzieciątka Jezus, świadectwem swego życia pokazuje, że można być misjonarzem bez opuszczania klasztornych murów. Potrafiła uznawać swe ograniczenia, aby potem z dziecięcą ufnością co dnia powierzać się Bogu. Dzięki temu św. Teresa z Lisieux stała się pokornym i posłusznym narzędziem, za pośrednictwem którego Bóg zaczął obdarzać łaskami ludzi na całym świecie.

Łącząc te trzy dzisiejsze wątki: pokoju, różańca i patronki, otrzymujemy rewelacyjną inspirację. Otóż w poczuciu swej ograniczoności warto na całego zaangażować się w modlitwę różańcową, aby w ten sposób jak najpełniej przyjąć Boży pokój i potem tym darem dzielić się z innymi. Niejednokrotnie różaniec jest traktowany jedynie jako „pobożna praktyka” do wypraszania różnych „zewnętrznych łask”. Oczywiście jest to chwalebne. Ale jest to duże zubożenie wobec tego, co Bóg pragnie udzielić. Pierwszym darem jest uszczęśliwiające zjednoczenie z Bogiem. Dlatego warto traktować różaniec przede wszystkim jako „świętą metodę”, która pozwala bardzo owocnie przyjmować wewnętrzny pokój, ofiarowany przez Jezusa. W słowach „Pozdrowienia Anielskiego” i „Ojcze nasz” zawarta jest potężna duchowa moc. Gdy odmawiamy różaniec, wtedy Jezus za wstawiennictwem Maryi przychodzi i mówi: „Pokój wam”. Jeśli mamy otwarte serce, możemy być pewni, że pokój zstąpi na nas. Boża obecność będzie nas wypełniać i nasycać. Jednocześnie duchowa otwartość jest procesem. Czyli jesteśmy zaproszeni do tego, aby coraz szerzej otwierać swe serce, by słowo niosące Boży pokój mogło coraz pełniej i coraz głębiej wnikać i wewnętrznie wypełniać Boskim ukojeniem.

Kto odmawia codziennie przynajmniej jedną część różańca, już bardzo dużo otrzymuje. Niezwykłe jednak owoce można uzyskać, gdy przynajmniej przez pewien czas zdołamy w ciągu dnia odmawiać wszystkie cztery części (radosna, bolesna, światła, chwalebna). Najlepiej rozłożyć na cztery pory dnia (dobrze sprawdza się model: wcześnie rano, przedpołudniem, popołudniu, nocą). Poprzez wypowiadane słowa modlitwy Jezus obdarza darem swej wyciszającej i uświęcającej Obecności. Trzeba bardzo uważać, aby na skutek „mechaniki” lub „interesowności” przy odmawianiu nie stracić tego, co najważniejsze: daru serdecznego spotkania. Poprzez współobecność Jezus nasyca swym Boskim pokojem. Tak ubogaceni możemy potem ten dar przekazać innym osobom. W ten sposób modlitwa różańcowa staje się pięknym środkiem autentycznej ewangelizacji. Jezus, poprzez nasze usta, ręce i serca może promieniować i błogosławić. Jeśli osoby obdarzane naszą modlitwą mają otwarte serca, wówczas „pokój spocznie” na nich, wypełniając świętym wyciszeniem i nieziemskim szczęściem.

Św. Tereso z Lisieux, wspieraj nas na "małej drodze" do Wielkiego Nieba...

1 października 2015 (Łk 10, 1-12)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 29 kwi 2016, 11:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/wplyw-ciala-i-ducha ... z3n32XhX9I

Wpływ „ciała” i „ducha” na ludzką wolę
Data publikacji: 2015-09-07 14:00
Data aktualizacji: 2015-09-07 14:20:00

Rozdarta tymi pragnieniami wola zajmuje bardzo naganne miejsce pomiędzy jednym a drugim. Nie ma ona upodobania w grzesznych występkach, ale też nie cieszy się z ofiar ponoszonych dla zdobycia cnoty. Chciałaby powstrzymać się od namiętności ciała, ale chciałaby też uniknąć związanego z tym bolesnego wysiłku, bez którego nie można zrealizować duchowych pragnień.

Rada by osiągnąć czystość obyczajów – ale bez powściągliwości, czystość serca – ale bez trudów czuwania. Obfitości duchowych cnót pragnęłaby bez umartwienia ciała, łaski cierpliwości – bez przykrych obelg, Chrystusowej pokory – bez utraty światowej sławy, pobożnej prostoty – nie tracąc zaszczytów tego świata. Chciałaby też służyć Chrystusowi, ciesząc się jednak chwałą i względami u ludzi, oraz głosić surową prawdę, nie dopuszczając się najmniejszej nikogo obrazy. Mówiąc inaczej: pragnęłaby dostąpić przyszłych dóbr, nie tracąc jednak doczesnych.

Taka wola nigdy, oczywiście, nie pozwoliłaby nam dojść do doskonałości; przeciwnie, wnet doprowadziłaby nas do owego najgorszego stanu obojętności ducha, narażając na surową naganę Pana z Apokalipsy: Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. Przed tym stanem chronią nas jednak wspomniane wcześniej wewnętrzne zmagania.

Weźmy tylko taki przykład: ulegając naszej woli, chcielibyśmy trochę sobie ulżyć i dogodzić, natychmiast jednak odzywają się w nas impulsy naszego ciała. Raniąc swymi namiętnościami i występkami, nie tylko nie pozwalają zachować tego stopnia czystości, którym chcieliśmy się cieszyć, lecz popychają nas na śliską i ciernistą drogę rozkoszy, przed którą przecież się wzdrygamy.

Innym razem, rozpaleni żarem naszego ducha, chcielibyśmy wytępić uczynki cielesne, nie bacząc jednak na naszą ludzką ułomność. Ogarnięci zarozumiałością zaczynamy wtedy przekraczać wszelką miarę w zdobywaniu cnoty. Wówczas daje jednak o sobie znać słabość naszego ciała, która nie dopuszcza do nagannej przesady i powstrzymuje nadmierny zapał ducha.

Tak oto zmagają się ze sobą te dwa przeciwstawne pragnienia, pośród których nasza wola – nie ulegając cielesnym żądzom, ani też nie trudząc się zbytnio zdobywaniem cnoty – zyskuje właściwą sobie miarę. Ponieważ zaś walka między tymi pragnieniami chroni naszą wolę przed nadmiernym lenistwem, to i na „wadze”, która w naszym wnętrzu rozsądza sprawiedliwie „graniczne spory” między duchem i ciałem, nastaje wtedy równowaga. W ten oto sposób rozgrzany duchowym płomieniem umysł nie przeważa na prawo, a pobudzane namiętnościami ciało nie chyli się na lewo.

Dzięki tej codziennej, pożytecznej walce, dochodzimy mimo woli do wspomnianej wcześniej czwartej rzeczy, tzn. do tego, że czynimy coś, niejako wbrew naszej woli. Oto bowiem czystość serca zdobywamy nie lenistwem i bezpiecznym spokojem, ale znojną walką i pokorą; nieskazitelności ciała strzeżemy surowym postem, głodem, pragnieniem i czuwaniem; skupienie serca okupujemy czytaniem, nocnym czuwaniem, nieustanną modlitwą i uciążliwością tej pustyni; cierpliwość chronimy znoszeniem przykrości; naszemu Stworzycielowi pragniemy służyć pośród spadających na nas licznych obelg i złorzeczeń; prawdy chcemy bronić pośród zazdrości, a gdy potrzeba, pośród nieprzyjaźni tego świata.

Te właśnie boje, które toczą się w naszym ciele, wyrywają nas z gnuśnego spokoju i mimowolnie zmuszają do pracy i zdobywania cnoty. Uczą nas także, jak omijając skrajności, kroczyć po najlepszej drodze środka.

Naszą oziębłą wolną wolę z jednej strony rozgrzewa więc płomień ducha, z drugiej zaś ochładza surowe zimno ciała. Pragnienia ducha nie pozwalają, aby nieposkromione namiętności porwały za sobą naszą duszę, ułomność ciała temperuje natomiast nierozumne uniesienia ducha w dążeniu do cnoty. Wszystko to po to, aby brak powściągliwości cielesnej nie rozpalił ogniska wszelkich występków, a nadmierna gorliwość ducha nie wywołała zarozumiałości i grzechu głównego – pychy, raniącego nas dotkliwie swymi strzałami. Z walki obydwu pragnień powinna bowiem wyniknąć stateczna równowaga, która bojownikowi Chrystusowemu ukaże zdrową i wypośrodkowaną ścieżkę cnoty, ucząc go przy okazji, aby zawsze kroczył tą królewską drogą.

W ten sposób, gdyby wskutek oziębłości leniwej woli dusza nasza pochylała się zanadto ku żądzom cielesnym, wnet powstrzymają ją pragnienia ducha, nie mającego upodobania w światowych występkach. Gdyby znowu duch nasz został porwany w nadmiernym zapale i zachwycie serca do rzeczy niemożliwych i nierozważnych, wówczas słabość ciała przywróci mu właściwą równowagę. Tak oto przezwyciężymy nazbyt „letni” stan naszej woli i z właściwym „gorą­cem” kroczyć będziemy pilnie, choć w znoju, prostą drogą doskonałości.

Coś podobnego sprawił Pan przy budowie owej wieży, o której czytamy w Księdze Rodzaju. Nagłe pomieszanie języków poskromiło wówczas bezbożne i grzeszne zakusy ludzi. Gdyby nie to, dalej trwałaby ich zgubna zgoda, skierowana wprawdzie przeciw Bogu, ale szkodząca również ludziom, którzy zbuntowali się przeciw Jego majestatowi. Zrządzenie Boże sprawiło jednak, że pomieszały się ich języki, co zmusiło ich do zmiany życia na lepsze. Grzeszna zgoda pobudziła ich wprawdzie do własnej zagłady, ale dobra i pożyteczna niezgoda utorowała im z powrotem drogę do zbawienia. Pomieszanie języków sprawiło bowiem, że zaczęli odczuwać ludzką ułomność, której przedtem, gdy szkodliwa jednomyślność pobudzała ich do pychy, w ogóle nie znali.

Jan Kasjan, Rozmowy z Ojcami – tom 1, Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Jan Kasjan


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 05 cze 2016, 09:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://eremmaryi.blogspot.com/2015/10/m ... upota.html

Mądrość i głupota
19 października 2015 (Łk 12, 13-21)

Pracowała u bardzo bogatych ludzi. Wielkie pieniądze było widać wszędzie. Ale przy otrzymywaniu swej malutkiej pensji miała dokładnie odliczony każdy grosik. Pomimo swej ciężkiej sytuacji życiowej nigdy nie otrzymała nawet najmniejszego wsparcia finansowego. Wręcz przeciwnie musiała bardzo uważać, aby pod byle pretekstem nie usłyszeć przy rozliczeniu o „karnym potrąceniu”…

W kontekście tej sytuacji warto uświadomić sobie bardzo ważne prawo duchowe. Im bardziej człowiek pragnie mieć pełne kieszenie, tym bardziej jego serce staje się puste. Wówczas w miarę wzrostu ilości zgromadzonych pieniędzy następuje proces oddalania się od „przestrzeni miłości i mądrości”. Nawet gdy rozum coraz sprawniej działa w interesach, wspierany przez szatańską inteligencję, serce staje się coraz bardziej otępiałe i głupie. Wobec człowieka, który ufność pokłada jedynie w dobrach materialnych, Jezus mówi bez ogródek: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?”. Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem” (por. Łk 12, 13-21). Słowa te padły w przypowieści, którą Jezus wypowiedział wobec człowieka, który prosił o interwencję w prowadzonych sprawach spadkowych. Zapewne istotny problem w tym przypadku nie polegał na uzyskaniu sprawiedliwego podziału, ale na chciwości. Głupiec za wszelką cenę dąży do tego, aby zdobyć i zgromadzić jak najwięcej pieniędzy. Ten mechanizm może występować w dwóch wersjach.

W pierwszym przypadku chodzi o pracę, której zasadniczym celem jest „więcej mieć”. Człowiek w pogoni za pieniądzem „pada na twarz” i „traci twarz”. Wszystko podszyte jest złudnym przekonaniem, że pieniądze zapewnią „wieczne bezpieczeństwo”. Iluzja! Nawet najpotężniejsza fortuna nie uchroni przed nagłą śmiercią. Co więcej, wartość człowieka nie zależy od wielkości posiadanego majątku. Kto z tego powodu myśli, że jest „kimś”, w chwili śmierci, na Sądzie Ostatecznym, dowie się, że jest „nikim”. Totalne piekło upokorzenia!

Złym pomysłem jest także gromadzenie pieniędzy, aby potem nie pracować, lecz tylko odpoczywać. Tego typu brak pracy powoduje moralną deprawację. Wówczas na plan pierwszy wysuwa się doczesne egoistyczne używanie, które powoduje uśmiercenie duszy.

W drugim przypadku głupi człowiek wszędzie wykłóca się o należne sobie dobra. Nawet niewielka ilość niesłusznie utraconych pieniędzy staje się powodem „mocnego przeżywania” i „ciężkiej walki o sprawiedliwość”. Aby uzyskać „trochę materii”, człowiek bezsensownie niszczy sobie zdrowie fizyczne i psychiczne oraz traci duchowy pokój serca.

Jezus zachęca do kroczenia drogą mądrości. Tym razem działa inna zasada duchowa. Im człowiek bardziej pragnie wypełnić swe serce, tym sensowniej postępuje z tym, co ma w kieszeniach. Gdy z woli Bożej posiada dużo, potrafi realizować różne piękne dzieła miłosierdzia. Gdy ma trochę, cieszy się wolnością od różnych niszczących trosk zarządzania. Nawet perspektywa śmierci z powodu braku pieniędzy, na przykład w ciężkiej chorobie, nie martwi zbytnio, a wręcz bardzo cieszy. Wszak od największych doczesnych luksusów bez porównania wyższy standard ma życie w wiecznym Domu Ojca.

Przy takim podejściu, praca jest tylko środkiem do tego, aby zdobyć tyle pieniędzy, ile do życia jest potrzebne. To zakłada także ewentualne posiadanie oszczędności na miarę posiadanych możliwości i zdolności. Nie ma tu jednak morderczej pogoni za fortuną. Wielką mądrością jest gotowość do ewentualnej rezygnacji z tego, co mi się należy, aby zachować wewnętrzny pokój serca oraz nie tracić czasu i zdrowia na wyniszczające procesy. Bóg poniesioną krzywdę na pewno wynagrodzi; nie tylko w wieczności, ale także w doczesności. Mądry człowiek do ostatniego tchnienia podejmuje trud, aby „być bogatym przed Bogiem”. To chroni duszę przed upadkiem duchowym, który może nastąpić nawet w ostatnich latach życia.

Panie, chroń nas przed głupotą! Panie, obficie błogosław darem mądrości!...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 09 cze 2016, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://eremmaryi.blogspot.com/2015/10/m ... biety.html

Mnich i piękno kobiety

Doznanie olśniewającego piękna… Jakże niezwykłe doświadczenie! Zarazem jakże niebezpieczne! Fascynujące wznoszenie się do nieba lub przerażające spadanie do piekła. Mnich, zgodnie ze swym powołaniem, jest w szczególny sposób wezwany do tego, aby nieustannie czuwać i oczekiwać na przyjście Pana (por. Łk 12, 35-38). W tym świetle powstaje pytanie, jaką postawę prezentować wobec najwyższej formy stworzonego piękna, jakim dla mężczyzny jest kobieta? Otóż mnich, prawdziwie czuwający, powinien dążyć do tego, aby nie widzieć kobiety… Jak to rozumieć?

Przede wszystkim chodzi o to, aby w kobiecie widzieć człowieka. Poważny problem polega na tym, że piękno kobiety jest często redukowane do środka, który ma na celu pobudzać do konsumpcji i dawać zaspokojenie pożądania. Pewna opowieść mówi o dwóch mnichach przechodzących nad rzeką, przy której stała piękna kobieta. Chciała przejść na drugą stronę, ale z powodu silnego nurtu wody nie była w stanie. Jeden z mnichów czym prędzej oddalił się, aby nie widzieć „szatańskiej pokusy”. Drugi natomiast podszedł do niej, wziął ją na ręce i przeniósł na drugą stronę rzeki. Potem wrócił i dołączył do swego towarzysza. Od razu ujrzał na jego twarzy przerażenie i zgorszenie. Po chwili usłyszał zarzut: „Nie godzi się mnichowi spojrzeć na kobietę, a ty ją nawet wziąłeś na ręce! O zgrozo!”. Wówczas usłyszał odpowiedź: „Ja w sercu nie widziałem kobiety, ale człowieka, któremu pomogłem, jedynie krótko niosąc na rękach. Ty natomiast egoistycznie nie pomogłeś i co więcej, nadal ją niesiesz w myślach jako kobietę, czując do niej pożądanie”. Mnich, który czuwa nad czystym spojrzeniem, widząc piękną kobietę, dostrzega przede wszystkim człowieka, którego pragnie obdarować miłością, a nie kobietę jako przedmiot wyzwalający pożądanie.

Następnie cała wielka sztuka polega na tym, aby poprzez piękno kobiety doświadczyć Boskiego Piękna. Przecież najgłębszym źródłem piękna nie jest ciało, które w jednej chwili może utracić swe cudne walory. Drastycznie pokazują to przypadki kobiet, których twarze zostały okrutnie polane kwasem i oszpecone. Tym źródłem nie jest także dusza, która może utracić swe duchowe cnoty. Ostatecznie piękno wypływa z Boga i tylko ujawnia się poprzez obecność kobiety. Każda pokorna kobieta, gdy słyszy: „Jesteś piękna!”, uwielbia Boga, a nie popada w pyszny zachwyt nad sobą. Mnich jest zaproszony do tego, aby widząc fizycznymi oczami kobietę, oczami serca kontemplować Boga. Pierwsze odczucie: „Ależ ona jest piękna!” powinno być jak najszybciej przeobrażone w myśl: „Ależ Bóg jest piękny!”. Wówczas duchowy i psychologiczny efekt jest taki, jakby mnich nie widział kobiety, ale Boga. Dzięki temu nie powstaje pożądanie i nie ma szkodliwego rozproszenia wewnętrznego. Modlitwa nie jest utrudniona, ale wręcz ułatwiona. Przy odmawianiu psalmów nie ma w pamięci ujrzanej kobiety, ale pozostaje rozbudzone przeżycie Bożego piękna. Wszyscy zyskują na takim podejściu. Bóg jest jeszcze pełniej uwielbiony. Mnich niezmiennie czuwa, wpatrując się w Boskie Piękno. A „niezauważona kobieta” w żaden sposób nie jest zlekceważona, ale doznaje wyjątkowego szacunku i obdarowania. Czyż nie jest dla kobiety czymś wspaniałym fakt, że jest z miłością traktowana jako niepowtarzalne uobecnienie i zobrazowanie Boskiego Absolutu Nieskończonego Piękna?

Wreszcie zalecane jest roztropne ograniczenie fizycznego spoglądania na kobiety. Nie jest to obojętność lub mizoginizm, ale jedna z form nieustannego czuwania tylko przed Bogiem. Zarazem jest to specyficzna metoda miłości. W ten sposób mnich składa ofiarę, poprzez którą Bóg udziela docześnie najbardziej potrzebnych łask. Zarazem doczesna rezygnacja z patrzenia na kobiece piękno jest formą „postnego przygotowania” do wiecznej kontemplacji Bożego Piękna i w Bogu do jak najgłębszego obdarowywania się wzajemnym czystym spojrzeniem.

20 października 2015 (Łk 12, 35-38)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 10 cze 2016, 12:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://eremmaryi.blogspot.com/2015/10/d ... cenia.html

Dar nawrócenia

Nawrócenie… To nie jest ciężki obowiązek, ale wielka szansa. Człowiek jest słaby i bardzo łatwo błądzi. Na szczęście Bóg nie wydaje od razu definitywnego wyroku za popełnione grzechy. Nieskończone Miłosierdzie nieustannie zachęca, aby zrezygnować ze zła, które niszczy, i wejść na dobrą drogę. Można bardzo łatwo się pogubić, ale Jezus cierpliwie udziela łask, aby wszystko uporządkować i poukładać zgodnie z wolą Bożą. Choć nawrócenie jest bezcennym skarbem, często jednak jest odrzucane. Dlatego Jezus przestrzega: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (por. Łk 13, 1-9). Było to nawiązanie do śmiertelnych tragedii, które wówczas miały miejsce.

Warto uświadomić sobie główne czynniki, które powodują, że nawrócenie jest odrzucane pomimo swej zbawiennej wartości. Najpierw duże znaczenie odgrywa życiowa bezwładność. Człowiek pragnie kontynuować sposób życia, który aktualnie ma miejsce. Każda zmiana wymaga nakładu dodatkowych sił. Często ewentualne korekty mają charakter jedynie powierzchowny. W głębszych pokładach egzystencjalnych wszystko pozostaje bez zmian. Wiele słuszności jest w stwierdzeniu, że przyzwyczajenie jest drugą naturą. Trwała przemiana jest możliwa tylko wtedy, gdy nowe reakcje i zachowania są cierpliwie praktykowane przez dłuższy czas. Niejednokrotnie po czasowej przemianie wszystko z powrotem wraca do starego porządku. Ujawnia się także swoiste „prawo egzystencjalnego pędu”. Im większa „masa grzechu” i „prędkość złego zaangażowania”, tym trudniej spowodować zmianę niewłaściwego kierunku "życiowego pędu”.

Drugi powód łączy się z duchową pychą. Pycha nie dopuszcza do tego, aby uznać swój błąd lub grzech. Włącza się mechanizm samousprawiedliwienia i racjonalizacji. Nawet największe zło bywa tak interpretowane, że przybiera postać dobra. Szatan podsuwa inteligentnie argumenty, które pozwalają zyskać poczucie: „Postępuję prawidłowo”. Całe ostrze krytyki jest kierowane na innych ludzi, którzy zyskują miano grzeszników lub winowajców. W rezultacie pokorne stwierdzenie: „Zgrzeszyłem”, zostaje wyłączone ze słownika używanych określeń. Zwłaszcza czyjeś nieszczęścia są postrzegane jako kara za złe postępowanie. Własna pomyślność uważana jest jako potwierdzenie stanu bezgrzeszności i mądrości. Jezus mocno podkreśla, że jest to zdecydowanie błędne myślenie. Informacja o czyimś nieszczęściu nie jest materiałem do ferowania osądzających wyroków, ale wezwaniem do refleksji nad własnym życiem.

Wreszcie największą trudnością w podjęciu nawrócenia jest to, że trzeba zgodzić się na doświadczenie śmierci. Grzech funkcjonuje jak pokarm, który pozornie udziela życia. Wyraziście pokazuje to mechanizm zniewolenia. Branie używek lub niewłaściwa relacja czasowo są źródłem sił witalnych i pozwalają odczuwać przyjemność lub szczęście. Rezygnacja oznacza koniec dotychczasowego świata, co jest przeżywane podświadomie jako śmierć. Powstaje poczucie, że nawrócenie spowoduje wejście w stan uśmiercającej pustki. Bóg oczywiście pragnie udzielać autentycznie życiodajnych łask. Jednakże początkowo „Boża oferta” jest odbierana jako „coś” abstrakcyjnego. Grzeszne zachowanie jawi się jako uszczęśliwiający konkret; nawet jeżeli doznawana przyjemność trwa bardzo krótko. Nawrócenie zakłada zgodę na śmierć oraz wiarę, że Bóg naprawdę wprowadzi w nowy rodzaj istnienia, gdzie pojawi się właściwy sposób zyskiwania życia i szczęścia.

Wymienione powody działają jak paraliżujące blokady. Bardzo ważne, aby podjąć trud, który umożliwi wewnętrzne odblokowanie. Oznacza to podjęcie koncepcji życia, gdzie dominuje gotowość do podejmowania zmian, pokorne uznawanie swych słabości i grzechów oraz ufność, że Bóg nigdy nie uśmierca definitywnie. Jeżeli umieramy dla grzechu, wówczas zyskujemy nowe, lepsze życie.

Każdy dzień jest darem, aby od nowa podejmować nawrócenie. Kto codziennie pragnie się nawracać, jest na drodze do wiecznego szczęścia. Kto nie widzi potrzeby nawrócenia, zdąża ku wiecznej zgubie. Taka diagnoza jest opisem rzeczywistości. Gdy Jezus ostrzega, że brak nawrócenia prowadzi do tragicznych konsekwencji, wypowiada się jako „Boski znawca” doczesności i wieczności. Po grzechu pierworodnym „rzeczą ludzką” jest grzeszyć. „Rzeczą diabelską” jest odrzucać nawrócenie i trwać w grzechu.

Obficie czerpmy z miłosiernego daru nawrócenia…

24 października 2015 (Łk 13, 1-9)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 11 cze 2016, 08:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Zamyślenia z nowym świętym

Obrazek
o. Stanisław Papczyński (1631-1701)


11-12 czerwca 2016

Ludzkie konanie, stan ludzkiego ciała po odejściu duszy na sąd Boży i pogrzeb

1
Rozważ lub wyobraź sobie jakiegoś człowieka, a nawet samego siebie, znajdującego się już w chwili ostatecznego zmagania u kresu życia. W takim momencie złe duchy atakują duszę i chcą albo przez przypominanie zasług pobudzić ją do zarozumiałości, albo przez wyolbrzymianie grzechów wtrącić ją w rozpacz. Potem zaś wyobraź sobie, że jesteś otoczony przez przyjaciół, członków rodziny i bliskich. U wezgłowia leżącego i bardzo ciężko jęczącego jest zapalona świeca, jakiś obrazek lub krucyfiks włożony w ręce. O jak straszne jest to konanie, gdy potężna moc choroby będzie usiłowała wyprzeć duszę z ciała, ona zaś będzie się sprzeciwiać, ociągać i opierać, nie chcąc opuścić swego nieodłącznego towarzysza, zwłaszcza gdy będzie świadoma złych uczynków, które w nim popełniła. Cóż wtedy powiesz? Co wyrazisz w modlitwach? Którego wezwiesz Patrona? Kogo przywołasz na pomoc z Bożych lub swoich przyjaciół? Nic ci nie będzie mogło pomóc, jak tylko świadomość spełnionych dobrych uczynków opartych na zasługach Chrystusa.

2
Zastanów się już nad odchodzeniem duszy, która ciężko walcząc, ustępuje ze swej siedziby, to jest z serca, gdy z rąk, z nóg i z głowy uchodzi z żywotnym ciepłem i wychodzi przez bramę ust. Następnie, z jednej strony, w towarzystwie strzegącego jej Anioła, a z drugiej, obecnego też złego ducha kusiciela, śpieszy ona przed trybunał Sędziego. Tam, po rozpatrzeniu jej uczynków, w zależności od ich jakości, otrzyma ona wyrok: albo zostanie dopuszczona do niebieskiej chwały, albo zostanie skazana na oczyszczające płomienie, albo na wieczne potępienie. Zobacz więc, jak bardzo winieneś czcić wielu świętych, a wśród nich szczególnie Najświętszą Dziewicę, Matkę umierających, i wiernego ci podczas życia Anioła Stróża. Obyś wtedy doznał ich pomocy, gdy sam sobie w żaden sposób nie będziesz mógł poradzić.

3
Rozważ, jak twoje ciało, gdy tylko opuści je dusza, zaraz stanie się zimne, blade i cuchnące. Wszystkie członki zesztywnieją i ściągną się, a u otaczających je będą do tego stopnia wzbudzać wielką odrazę, że ci, którzy za życia wesoło się z tobą bawili, teraz ze wstrętem i ze zgrozą odwrócą się od zmarłego, i sami w pojedynkę nie będą mieli nawet śmiałości podejść bliżej. Później to samo ciało, obmyte ciepłą wodą, zostanie złożone na katafalku i, aby nie drażnić ludzkich nozdrzy swoim odrażającym zapachem, z pośpiechem zostanie pogrzebane w grobie. Bo ci sami, którzy ci życzą długich lat życia, czym prędzej usuną twoje zwłoki sprzed swych oczu i powierzą ziemi, żebyś umarły już im nie cuchnął. Co natomiast stanie się z pięknem twego ciała? Ono spuchnie, rozłoży się, rozleje w cuchnącą posokę, w której wylęgnie się mnóstwo robactwa i zje wszystko, co tylko pozostanie z ciała z wyjątkiem kości; wszystko obróci się w proch, z którego powstałeś. Skoro więc w przyszłości nie będziesz niczym więcej, tylko puchliną, zgnilizną, ropą, fetorem, pokarmem robaków i prochem, to dlaczego teraz się wynosisz i śnisz, że jesteś czymś wielkim? Po co idziesz za zmysłowością? Dlaczego pozwalasz ciału na więcej, niż mu się należy? Czyż ciała, które jest nieprzywykłe do służenia, a które szybko powróci do swojego prochu, nie powinieneś poddać pod władzę nieśmiertelnej duszy?

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ietym.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 21 cze 2016, 09:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Żyć mocą chrztu

Wszystkie akty naszego rozumu trzeba mierzyć prawdą najwyższą – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz.

W poniedziałek, 30 maja 2016 r., ks. prof. Tadeusz Guz w klasztorze Sióstr Loretanek w warszawskim Rembertowie odprawił Mszę św. dla redakcji „Naszego Dziennika”. Był to czas, w którym dziennikarze polecali Bożej Opatrzności sprawy naszych Czytelników, redakcji oraz Ojczyzny.

W homilii ksiądz profesor przypomniał bogaty testament patrona tamtego dnia św. Jana Sarkandra, kapłana i męczennika, który zginął w wyniku tortur, którym był poddany z rąk protestantów. Przypomniał też, jak wielkie znaczenie ma codzienne życie chrztem świętym.

– Kiedy człowiek rozumny dokonuje zdrady prawdy, zdradza łaskę chrztu świętego. Nie żyje chrztem. Chrztem żyję tylko wtedy, kiedy całym moim rozumem służę prawdzie. A gdzie się jej nauczyć? […] Jeżeli kiedykolwiek w naszych rozstrzygnięciach rozumu przesuniemy akcent i przyjmiemy kryterium ludzkie za prawdę, to zginiemy. Zdradzimy siebie i naszą misję – podkreśla ks. prof. Tadeusz Guz.

Całą homilię znajdziesz TUTAJ: http://www.naszdziennik.pl/galeria/1604 ... hrztu.html

lub: https://www.youtube.com/watch?v=NSyoT8guIgc

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... hrztu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 30 cze 2016, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.wyszperane.info/2016/06/28/n ... u-i-wiary/

Nie da się żyć bez rozumu i wiary

za: http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=46


Ks. Stanisław Małkowski


Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko w kazaniu wygłoszonym w Warszawie u św. Stanisława Kostki 24 czerwca 1984, cztery miesiące przed swoją męczeńską śmiercią, ukazał św. Jana Chrzciciela, który jako człowiek odważny i sprawiedliwy może być patronem i wzorem dla wszystkich pragnących swoje życie budować w oparciu o sprawiedliwość, prawdę i miłość. Ta postawa przygotowuje na spotkanie z Chrystusem, a owocem tego spotkania jest naśladowanie Go i pójście za Nim.

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus – mówi św. Paweł w drugiej niedzielnej lekcji 26 czerwca.

Bez Chrystusa wolności ani sprawiedliwości nie ma.

Orędzie Ewangelii odnosił ks. Jerzy do spraw społecznych i państwowych, czyli upominał się o sprawiedliwość jako wierność prawdzie nie tylko prywatnej, ale i publicznej. Twórcy społecznego zakłamania potraktowali ks. Jerzego jak wroga, zabijając go i włączając do szeregu męczenników, zdążających drogą Chrystusa przez krzyż do zmartwychwstania.

Dzisiejsze męczeństwo niezliczonych chrześcijan prześladowanych za wiarę, widziane w świetle Ewangelii, może stać się w przyszłości posiewem odrodzenia wiary i Kościoła.

Duchowa pustka w wyniku dechrystianizacji i apostazji narodów prowadzi do zbiorowego samobójstwa i wojny.

Liturgia uroczystości świętych Apostołów Piotra i Pawła 29 czerwca oraz w wigilię 28 czerwca wieczorem, ze słowami Jezusa do Szymona Piotra „Pójdź za Mną” (J 21,19) razem z obietnicą: Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w niebie (Mt 16,19), budzi nadzieję skuteczności Bożego działania w świecie ludzkim. Darowana św. Piotrowi i jego następcom w Kościele władza kluczy, czyli otwierania i zamykania, połączona z władzą wiązania i rozwiązywania, oznacza otwieranie wiecznej ojczyzny nieba i zamykanie otchłani piekła oraz związanie Bożoludzkiej i międzyludzkiej wspólnoty, którą bł. ks. Jerzy nazywał solidarnością serc, i rozwiązywanie kajdan zniewolenia w postaci kłamstwa i przemocy. Bóg Stwórca w świecie ludzkim buduje tożsamość i relacje: męskość, kobiecość, małżeństwo, ojcostwo, macierzyństwo, rodzicielstwo, synostwo, braterstwo. Bóg Zbawca odnawia i naprawia to, co przez grzech uległo zepsuciu w dziele stworzenia, przymierze czasowe czyni wiecznym.

Przenikliwą analizę transformacji dokonującej się na świecie zawarł Marcin Masny w książce Wolni Polacy, poradnik antysystemowca (wyd. Bolinari Publishing House). Autor konkluduje: Na ziemi ma zostać totalnie zniszczona relacja ojcostwa-synostwa. Innymi słowy świat i poszczególne indywidua mają na zawsze zostać pozbawione ojca we wszystkich wymiarach. Potencjalnie ojcowie, nawet ci, którzy realizują już powołanie ojca, mają zaś zostać pozbawieni synów. Ojcostwo ma zniknąć z powierzchni ziemi. Nie trzeba chyba wskazywać, jaka religia i jaka instytucja nieuchronnie pojawia się a celowniku rewolucyjnej artylerii (s. 151).

Bóg objawia siebie jako Ojca. Modlitwa Pańska rozpoczyna się od słów „Ojcze nasz”. Ludzkie ojcostwo ma być obrazem ojcostwa Bożego. Macierzyństwo jest możliwe tylko w relacji do ojcostwa. Braterstwo międzyludzkie jest niemożliwe bez ojcostwa i macierzyństwa. Wspólnictwo nie jest ani braterstwem, ani wspólnotą.

Alternatywą wspólnoty jest więc wojna albo samotność, lub jedno i drugie. Ku temu zmierza świat wyrzekający się Boga, wiary, nadziei i miłości. Żadne substytuty, czyli podróbki nie zastąpią treści wyrażonej w odpowiedniej formie. Słyszałem kiedyś rozmowę dwojga młodych w autobusie, bo stałem niedaleko. Dziewczyna mówi do chłopaka: Ksiądz w sutannie? To chyba podróbka! Chłopak odpowiada: Nie, nie, ja go znam.

Gdy forma zgadza się z treścią, trwamy w prawdzie, rozumianej przynajmniej jako jedność tego, co wewnętrzne, z tym co zewnętrzne. Zachowanie formy bez treści to obłuda, udawanie. Dzisiaj niszczy się jedno i drugie. Dewianci szczerze manifestują swoją nicość.

Diabeł przestaje udawać anioła światłości, chce abyśmy polubili brzydotę, cieszyli się i klaskali, gdy pseudo-aktor oddaje mocz na scenie, aprobowali totalną destrukcję, np. w wykonaniu poprzednich rządów w Polsce jako III RP. Ta destrukcja dysponuje nagrodami, obietnicami i pozorną ozdobą, potrafi pozbawić ludzi nie tylko wiary, ale i rozumu. Oto pewna starsza pobożna pani oświadcza mi w rozmowie: To Kościół zniszczył Komorowskiego, takiego dobrego prezydenta; a że ów podpisał ustawę o in vitro, przystępując do Komunii świętej? Dobrze zrobił, bo był prezydentem wszystkich Polaków, nie jak ten pisowiec.

Drogą donikąd jest „wiara” jako zwyczaj, bez rozumu oraz „rozum” jako ideologia bez wiary.

Jedna jest prawda wiary i rozumu, jest nią Chrystus, który chce być teraz uznany Królem Polski dla ocalenia wiary, rozumu i życia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 30 cze 2016, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://delurski.pl/6136/posredniczka-lask/

Pośredniczka łask

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina».
Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?»
Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».
Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.
Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi.
Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli.
Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».
Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
Mówi się, że Kościół czeka na jeszcze jeden Maryjny dogmat. Dogmat ten miałby ogłosić Maryję (Wszech)Pośredniczką Łask. Ku oburzeniu protestantów i na początku Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan (a także w dniu judaizmu) Kościół daje nam Ewangelię o cudzie w Kanie. Ta Ewangelia do końca przemyślana i przemodlona idzie wbrew judaizmowi jak i protestantyzmowi. I jeśli kiedykolwiek wspomniany Maryjny dogmat zostanie ogłoszony, to podejrzewam, że papież powoła się na ten fragment Ewangelii.
Święty Jan wytrawny teolog jakiego widzieliśmy w Prologu, daje nam z pozoru zwykłą scenę wesela w Kanie. Jak to u Jana zazwyczaj jest, nic tu nie jest aż tak proste. On opisuje wydarzenia z dość odległej perspektywy. Znane są już prawdopodobnie pozostałe Ewangelie (synoptyczne). Kiedy więc Jan, opisuje wydarzenia, to nadaje im sens dużo głębszy niż pozornie przedstawiają opisane u niego słowa i gesty. Nie zamierzam zatem wyjaśnić ich wszystkich, to przekracza możliwości tego skromnego rozważania. Na pierwszy rzut oka i ucha brakuje w tej scenie młodych, bo nie oni są tu najważniejsi. Jan pokazuje inną relację. Między Maryją a Jezusem pada kilka zdań. Sytuacja jest znana, zabrakło wina. Maryja dostrzega brak. Tę interpretację pewnie znamy najlepiej. Pójdźmy jednak krok dalej. Kiedy Jezus zwraca się do Maryi „niewiasto”, oznacza to po prostu kobietę. Niemniej gdybyśmy prześledzili inne miejsca u Jana, gdzie Jezus używa takiego zwrotu, to stwierdzamy, że zawsze to określenie związane jest z wołaczem. „Wierz mi, niewiasto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca…”, Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił ?… I ja ciebie nie potępiam”, „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?”Wynika z tego, że słowo „niewiasto” związane jest zawsze z przekazaniem jakiejś głębokiej tajemnicy. W scenie z Kany wiąże się ono logicznie ze stwierdzeniem Jezusa „nie nadeszła jeszcze moja godzina„. Logicznie wyrażenie „moja godzina” ma nas odsyłać do innej rzeczywistości, innego czasu i innego wina, do owej „godziny Syna Człowieczego”. Wtedy dopiero ma okazać się rola Maryi. Mając to w pamięci przejdźmy dalej. Są stągwie przeznaczone do „żydowskich oczyszczeń„. Nie trzymano tam zatem wina (do tego służyły bukłaki o czym wiemy z przypowieści Jezusa). Ewangelista wyraźnie zaznacza „do żydowskich oczyszczeń„. Oczywiście żydzi znali praktykę rytualnych obmyć i mieli stosowne do tego przepisy. Jednak te obmycia nie mogły przecież usuwać z duszy grzechu. Służyły „do żydowskich oczyszczeń„. Były nieskuteczne. Dlatego też Jan podaje ich liczbę. Było ich sześć. To cyfra niedoskonałości. Puste, zimne kamienne stągwie jak prawo i religia żydowska czekały w progu (tam dokonywano oczyszczeń), aby je napełnić. Dlatego ta Ewangelia idealnie pasuje na Dzień Judaizmu. Stre Przymierze wyczerpało się. Jest puste i oczekuje napełnienia. Jest zimne jak kamień i nie może obmywać duszy. Chrystus przemienia zatem wodę w wino. Starosta weselny rozpoznaje smak wina, ale nie rozpoznaje znaczenia. Może mieć tu miejsce ciekawa gra słów. Starosta (archi-triklinos) i arcykapłan (archi-reus). Starosta jak arcykapłan miał czuwać. Pierwszy nad przebiegiem wesela, drugi nad strzeżeniem Prawa. Jan zdaje się mówić, że żaden z nich nie wykonał swoich funkcji. Starosta weselny nie wypełnił swoich obowiązków. Arcykapłan nie rozpoznał Jezusa jako mesjasza, chociaż widział Jego cuda. Tak więc woda staje się winem (i to winem lepszym niż to z początku). Wino to symbol czasów mesjańskich znany w Starym Przymierzu. To symbol łaski, oczyszczenia z grzechów i obfitości (sześć stągwi po dwie lub trzy miary, to kilkaset litrów wina). To czytelny znak przejścia ze Starego Przymierza do Nowego.
Jaka jest więc rola Maryi kiedy widzimy wyraźnie, że nie o zwykłe wesele i nie o jeden z wielu cudów Jezusa tu chodzi?
Otóż wyrażenie „niewiasto” u Jana jest jak klamra. Słychać je tu i pod krzyżem. Wtedy nadeszła „Jego godzina”. Wtedy też Maryja może zawołać „nie mają już wina„. Jan tak układa swoją Ewangelię, aby przypominała księgę Rodzaju. Prolog zaczynał się od tych samych słów „Na początku”. Drugi rozdział Jana odpowiada opowiadaniu o Ewie z ogrodu Eden. Analogia jest bardzo wyraźna. Ewa zrywa owoc okazując nieposłuszeństwo Bogu, Maryja mówi „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie„. Bóg zapowiada nieprzyjaźń między wężem i niewiastą oraz między potomstwem węża i potomstwem niewiasty. Tu Jan kwituje „Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie”. Jest więc Maryja w scenie w Kanie pośredniczką, bo na Jej prośbę Syn uczynił cud. A Jej prośba ma konsekwencje dla wielu uczestników i to w obfitości. I jest Maryja pod krzyżem, gdzie nadeszła godzina Syna, też jako pośredniczka. Jej obecność zdaje się wołać tymi samymi słowami „nie mają już wina„. Nie mają już łaski, nie mają już życia. Potrzeba czegoś, co oczyszcza wnętrze, co może napoić i to w obfitości. Dlatego Jej Syn, spełnia znów tę prośbę. Krew Baranka, w której wierzący mogą opłukać swe szaty, wylewa się z boku Jezusa obficie. W Jej rękach jest początek znaków w Kanie i sprowadzanie łaski. Jakkolwiek protestanci by się oburzali i krzyczeli jak żydzi pod krzyżem, Ona cierpliwie przechowująca wiarę aż do dnia Zmartwychwstania jest pośredniczą łaski. Taki obraz rysuje nam Jan, umiłowany uczeń i jednocześnie z woli umierającego Jezusa, syn Maryi. A gdzie jest Matka i syn, tam też jest zrodzenie, wspólnota, czyli Kościół. Wszystko zaś zamyka się na nowej uczcie weselnej, na ofierze Jezusa na Golgocie, która ma miejsce w każdej Mszy świętej. Ta sama Ofiara, ta sama obfitość łask. Ta sama milcząca rola Maryi.
Tam, gdzie puste stągwie judaizmu, Ewangelia mówi o Jezusie jako pełni. Tam, gdzie obfitość łaski, Ewangelia mówi o Maryi jako Pośredniczce. Dlatego ta Ewangelia jest doskonała na Dzień Judaizmu i Tydzień Ekumeniczny.
Stągwie, jak już wspomniałem, stały w progu, za drzwiami. Zimne, kamienne i puste. Można się także w nich przejrzeć osobiście. Każdy przechodzący zostawiał w nich tylko brud swoich rąk i szedł dalej.
„To jest takie bezsensowne życie, dopóki nie pojawi się Maryja. Jej imię można przetłumaczyć jako kropla – MIRIAM. Kropla tak mała jak małe jest ziarenko drewniane na różańcu. Wystarczy jedna łza, jedna kropla z Jej policzka i wszystko jest inne. Trzeba jednak chwytać w swe ręce Jej łzy, zaklęte w różańcowy sznur. Wystarczy jedną kroplę, jedną łzę wylać przed Jej obliczem i Ona przytuli bardziej bezpiecznie niż matka” (o. A. Pelanowski).


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 140 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /