Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Rozważania duchowo - filozoficzne

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 140 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 26 paź 2017, 10:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/romano-amerio--licz ... 450,i.html

Romano Amerio: liczy się cnota – nie praca, produkcja i technika!

Czy praca i technika to najwyższe wartości? Nie – trzeba jednoznacznie odpowiedzieć w świetle nauczania katolickiego. Najskromniejsza cnota ważniejsza jest od lądowania na Księżycu. Dziś jednak nawet konserwatyści nie przypominają tez o wyższości kontemplacji nad wysiłkiem produkcyjnym. Tego „obrazoburczego” poglądu nie wahał się jednak głosić Romano Amerio. Szwajcarski filozof przekonuje też, że nie można mówić o Panu Jezusie jako o robotniku.

W starożytności pracę fizyczną uznawano za zajęcie godne niewolników. Dlatego też, jak przypomina Romano Amerio w „Iota Unum”, Aleksandryjczycy – twórcy mechaniki odmawiali stosowania swych wynalazków do produkcji dóbr ekonomicznych. Tę bowiem uważali za domenę niewolników. Dla odmiany współczesna gospodarka stała się możliwa dzięki wykorzystaniu tworów ludzkiego intelektu do celów ekonomicznych, do poprawy materialnego i codziennego bytu. W znacznej mierze stało się tak dzięki chrześcijaństwu i jego dowartościowaniu pracy fizycznej. „Czyńcie sobie ziemię poddaną” – czytamy wszak na kartach Księgi Rodzaju.

Współczesna teologia mówi o współpracy z Bogiem w dziele stworzenia. Staje się ona możliwa dzięki pracy. Zapomina się jednocześnie o związanym z nią trudzie, stanowiącym karę za grzech pierworodny. Pracowitość, tradycyjnie „tylko” jedna z cnót, staje się w pewnym sensie cnotą najważniejszą. Dla wielu współczesnych katolików staje się ona ogólną kategorią moralną.

Romano Amerio nie waha się polemizować z tym nadmiernym dowartościowaniem pracy. Dostrzega je nawet we fragmentach encykliki świętego Jana Pawła II „Laborem exercens”. Papież twierdził na jej kartach, w 9 paragrafie, że osoba ludzka dzięki pracy „urzeczywistnia siebie jako człowiek, a także poniekąd bardziej staje się człowiekiem”.

Czy coś w tym niewłaściwego? Szwajcarski teolog obawia się interpretowania tych słów jako tezy, że „praca stanowi kwintesencję moralności i że bez pracy człowiek nie może spełnić się jako człowiek”. Groziłoby to umniejszeniem wagi tak cenionych w chrześcijaństwie, choć „pasywnych” wartości, jak ból, cierpienie, modlitwa czy kontemplacja.

Szwajcarski teolog przywołuje naukę świętego Tomasza z Akwinu o wyższości kontemplacji nad pracą. Akwinata wskazywał, że ta pierwsza lepiej odpowiada ludzkiej inteligencji, mającej niematerialny charakter. Umysłowa aktywność trwa nawet w życiu przyszłym. Z kolei przykrość związana z trudem pracy i niechęć do niego przypomina, że stanowi on karę za grzech pierworodny.

Zdaniem Romano Amerio, podobnie jak i świętego Tomasza, praca fizyczna jest więc niższa od umysłowej. Trudno o bardziej niepoprawne politycznie twierdzenie. A jednak spotykamy je nie tylko w dziełach Akwinaty, ale i w biblijnym wyróżnieniu Marii nad Martę.

Traktowanie pracy jako uprzywilejowanego celu życia człowieka jest zgodne z przesłaniem Starego Testamentu. Wówczas koncepcja życia pozagrobowego była słabo rozwinięta. W efekcie uważano, że błogosławieństwo Boże obejmuje dobra doczesne. Ewangelia jednak poszerza tę perspektywę. Choć Stwórca może błogosławić już na tym świecie, to zasadniczym celem jest życie wieczne. Jedna z dróg do niej, wybierana zwłaszcza przez zakonników, wiedzie przez dobrowolne ubóstwo. Przesadny nacisk na pracę, choć wydaje się postępowy, stanowi zdaniem Amerio regres. To cofnięcie się do Starego Testamentu! – przekonuje filozof.

Chrystus robotnikiem? Nieprawda!

To nie jedyne „obrazoburcze” twierdzenie szwajcarskiego myśliciela. Neguje on także niezwykle rozpowszechniony pogląd o Chrystusie jako robotniku. Jak to?! – mógłby ktoś zapytać. Czyż Pan Jezus nie był synem cieśli i nie pomagał Swemu przybranemu ojcu w warsztacie? Owszem, pomagał. Tym niemniej „(…) z Ewangelii dowiadujemy się (ŁK, II, 46), że życie młodego Jezusa, jakkolwiek pomagał on zapewne swemu ojcu, było życiem wypełnionym zgłębianiem pism i rozważaniami: gdy Jezus miał dwanaście lat, pojawił się w Świątyni, gdzie siadł między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania” (s. 572).

Nieprzypadkowo z resztą Pius XII ustanowił święto Józefa Robotnika, a nie Chrystusa Robotnika. Nawiasem mówiąc i to stanowiło ewenement. Wszak do tej pory Kościół tytułował świętych wyłącznie za pomocą słów stricte religijnych.

Lądowanie na Księżycu? Religijnie mało istotne

Z przesadną rolą przypisywaną pracy wiąże się także swego rodzaju kult techniki. „Wielu zdaje się pokładać w technice wręcz nieograniczone nadzieje: ma ona być przewodnikiem ludzkości w drodze do racjonalności i szczęścia” – pisze autor „Iota Unum” (s. 566). Tego typu zafascynowanie możliwościami technologii udzieliło się w pewnym stopniu ludziom Kościoła. Na przykład zdaniem zastępcy dyrektora L’Osservatore Romano, demonstracja zdolności człowieka, prowadząca do lądowania na Księżycu cechowała się charakterem religijnym, a może nawet chrześcijańskim. Z kolei ojciec Gino Concetti w tym półoficjalnym dzienniku Watykanu 25 lipca 1969 roku stwierdził, że „nigdy wcześniej Boski obraz wyrzeźbiony przez Stwórcę w naturze ludzkiej nie zajaśniał z taką pełnią majestatu”.

Tymczasem, jak przekonuje szwajcarski teolog, odbicie Boga w człowieku widoczne uwidacznia się dzięki cnotom, a nie technice – choćby najbardziej wyrafinowanej. Nie chodzi tu, przekonuje Romano Amerio, o negację tej ostatniej. Technika, podobnie jak praca, ma swą rolę do odegrania. Traktowanie ich jako wartości najwyższych to jednak poważny błąd.


Źródło: Romano Amerio, Iota Unum.
(Książkę można zamówić w Wydawnictwie ANTYK, 05-806 Komorów, Klonowa 10a, tel. 227580359, [email protected]).

Marcin Jendrzejczak


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 16 lis 2017, 10:40 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Klucz w komunikacji

Rola mediów jest szczególna. Chodzi o komunikację między Bogiem a stworzeniem – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz.

W dniach od 6 sierpnia do 22 sierpnia 2017 r. w sanktuarium w Niepokalanowie odbywało się Wielkie Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi. Piątek, 11 sierpnia 2017 r., był dniem poświęconym modlitwie za wszystkie media. Tego dnia Msze św. sprawował i kazanie głosił ks. prof. Tadeusz Guz.

– Św. Franciszek i św. Klara odczytali ostateczne tajemnice komunikacji między człowiekiem a człowiekiem. Jest nią wiekuiste życie Trójcy Świętej. Dlatego wspólnota bazująca na komunikacji Trójcy Świętej jest nie tylko święta, ale też trwała i nieprzezwyciężona przez ducha czasu – podkreśla kapłan.

Cała homilia TUTAJ.



http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... kacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 30 mar 2018, 14:39 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Pan Jezus demokratycznie na śmierć skazany

Obrazek
Pan Jezus demokratycznie na śmierć skazany


Historia uczy, że chrześcijaństwa nie da się pogodzić z demokracją. Prawdy tej wielokrotnie dowiedziono, dogłębnie ją zanalizowano, wnioski z tego płynące przez stulecia ogłaszano, a mimo to niesłabnąca armia „chrześcijańskich demokratów” usilnie dąży do zaślubienia owych dwóch organizmów nie bacząc, iż tworzy hybrydę – byt sztuczny, śmieszny i jałowy.

Wszystkie poważniejsze błędy i herezje w łonie Kościoła zawierały w sobie próby udemokratycznienia na siłę instytucji, która z samego założenia jest hierarchiczna, ufundowana zaś na Boskim autorytecie, nie na międzyludzkich umowach. Spójrzmy tylko na naukę Wiklifa, Lutra bądź Kalwina, przestudiujmy założenia koncyliaryzmu, febronianizmu czy ruchu Wir sind Kirche – wszędzie znajdziemy ziarna demokracji.

W tym miejscu zapewne zabrzmi oburzony głos „chrześcijańskiego demokraty”, iż chrześcijaństwo było i jest z natury demokratyczne, tylko w przeszłości nie przystawało do ducha czasów!

Nieprawda – najlepiej dowodzą tego czasy dzisiejsze: wiek demokracji wprost nieokiełznanej, która dawno już przestała być jedynie systemem powoływania urzędników państwowych, stając się powszechnie panującą ideologią, ba, państwową religią opartą na magicznym wręcz rytuale. Demokracja stanowi dziś przedmiot powszechnego kultu. W dzisiejszym demokratycznym świecie Bóg dawno przestał być najwyższym dobrem – nie jest nim teraz już nawet człowiek – liczy się tylko demokracja. Czyż więc nie jest bożkiem, idolem, bałwanem, przed których wyznawaniem przestrzega nas pierwsze przykazanie Boże?

Nie ma miejsca na Prawdę

Czy zatem można demokrację pogodzić z wiarą i moralnością chrześcijańską? Nie, ponieważ w demokracji nie ma miejsca na prawdę. Panoszą się w niej najrozmaitsze, sprzeczne ze sobą opinie publiczne, a racja jest po stronie tego, kto ma za sobą większość głosów. A wartości, moralność, Dekalog? W demokracji co najmniej nie istnieją, o ile wręcz nie są postrzegane jako siła hamująca, którą należy jak najszybciej zneutralizować (czyli wyeliminować). Istotą i fundamentem demokracji jest międzyludzka umowa. Skoro więc umówimy się, że, na przykład, normę stanowić ma nurzanie się w plugastwie, bo sprawia nam fizyczną przyjemność, a fizyczne zadowolenie (jak już się wcześniej umówiliśmy) ma być najwyższą ludzką wartością, to chrześcijaństwo z miejsca stanie się wrogiem publicznym numer jeden. Albo włączy plugastwo w zestaw najprzedniejszych dobrych uczynków. Tertium non datur.

Jeśli człowiek jest najwyższym autorytetem, swoim własnym stwórcą, to o tym co jest dobre, a co złe rozstrzyga większość głosów. Uczynki nie dzielą się na dobre i złe, ale na te, na których kogoś przyłapano, i na te, które uszły płazem. (…) Nie ma ducha, nie ma absolutu. A więc dobro i zło zależy od decyzji parlamentu, tak samo jak zakaz przyjmowania zakładów totalizatora i sprzedaży alkoholu po wpół do jedenastej wieczorem – jak trafnie rzecz ujął angielski pisarz William Golding. W demokracji zmiana odwiecznych, świętych zasad to kwestia pięciu minut przy korzystnym rozkładzie głosów w parlamencie. W praktyce więc system w pełni demokratyczny w pełni respektujący zasady chrześcijańskie to mrzonka lub pobożne życzenie.

Do czego zaś to wszystko prowadzi? Na pewno do absurdu – przykładu w tej materii dostarcza wspólnota anglikańska sprzed fali powrotów na łono Kościoła rzymskiego, której biskupi większością głosów odrzucili dogmat o istnieniu piekła. Osobiście pytałem wówczas, czy Pan Bóg podpisze tę ustawę. Ośmieliłem się wręcz zasugerować, że chyba powinien, bo inaczej większością głosów może zostać odwołany. Co też się wkrótce stało – anglikanie w kwestii swej pobożności zagłosowali nogami, w miejsce kościoła wybierając inne formy duchowej aktywności.

Lekcja demokracji

Czy Wielki Piątek to dzień stosowny dla tego typu rozważań? Czy w dzień, w którym umarł Chrystus, nie powinniśmy raczej odsunąć od siebie spraw tak przyziemnych, by wspiąć się na wyżyny transcendentnej kontemplacji eschatologicznego misterium? Tyle wokół tej polityki, pełnej podziałów i wrogości – czy nie lepiej w czas Paschalnego Triduum skupić się na własnej duszy? Owszem – święte słowa – niniejszy tekst ma właśnie służyć przypomnieniu tego, ze szczególnym wskazaniem na niemożliwość wykluczenie z rachunku sumienia sfery publicznej, bo to w niej wykluwają się grzechy najpotworniejsze.

Nie dajmy się łapać na lep przewrotnej retoryki pięknoduchów. Nie wolno nam z refleksji natury duchowej wykluczać kwestii politycznych, bo – zwłaszcza w demokracji – nie ma takiej sfery życia, która nie wiązałaby się z polityką. A żaden dzień w takim stopniu nie nadaje się do rozważań na temat demokracji jak Wielki Piątek – dzień, w którym mocą demokratycznej procedury zgładzono Króla.

Wielki Piątek to znakomita lekcja demokracji. Oto na prowincji rodzi się masowy ruch społeczny, w którym „grupa trzymająca władzę” upatruje zagrożenia dla własnej uprzywilejowanej pozycji. Czują lęk przed jego Przywódcą, gdyż cały tłum był zachwycony Jego nauką (Mk 11, 18). Podczas zamkniętego spotkania wpływowego lobby zapada więc decyzja o likwidacji zagrożenia – nie obeszło się bez kontrowersji, które jednak sprawnym popisem demagogii szybko uciął Kajfasz: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród (J 11, 49-50). Ważne tylko, by nie doszło do tego w czasie święta, żeby wzburzenie nie powstało wśród ludu (Mt 26, 5). W czasie święta bowiem gościło w Jerozolimie liczne grono pielgrzymów z prowincji, a takich właśnie – mieszkańców odległych od stolicy regionów – odizolowana od realnego życia narodu „elita” obawia się najbardziej.

Na łasce demosu

Jezusa aresztowano bezprawnie i osądzono nielegalnie – jakież to demokratyczne, jeśli tylko dysponuje się większością. Później zaś żydowski demos podburzony przez wpływowe lobby faryzeuszy głosował w zgromadzeniu przed rzymskim pretorium za Jego ukrzyżowaniem, a uczniowie Pańscy nie mogli na to nic poradzić – byli w mniejszości. W tym kontekście przychodzi na myśl arcydemokratyczne narzędzie – badanie opinii publicznej. O jego jałowości najtrafniej świadczy porównanie Wielkiego Piątku z Niedzielą Palmową. Tłum, który w entuzjastycznym powitaniu Jezusa słał mu pod nogi własne płaszcze, teraz lży opluwa i bije niosącego krzyż. Zaprawdę, łaska demosu na pstrym koniu jeździ.

Ale z drugiej strony, skąd wiemy, czy to w istocie ten sam tłum? Aresztowanie i proces przeprowadzono wszak po kryjomu, stąd wielu sympatyków Jezusa nie miało pojęcia, co się z Nim dzieje, zwłaszcza że działo się to w piątek, kiedy pobożni Żydzi skupiają się przede wszystkim na nadchodzącym szabacie, a w ten dzień mieli jeszcze na głowie przygotowanie do Paschy. Najprawdopodobniej więc doszło do zaistnienia innego mechanizmu demokracji – przedstawicielstwa. Demos, jak wiadomo, spożywa kawior ustami przedstawicieli. Niekoniecznie własnych. I tak właśnie sprawa mogła wyglądać w dniu męki Pańskiej, wiemy wszak, iż starszyzna żydowska powołała licznych fałszywych świadków – wielu zeznawało fałszywie przeciwko Niemu (Mk 14, 56). Niewykluczone więc, iż również w gronie wołających: Na krzyż z Nim! (Mt 27, 23) znalazła się większość starannie wyselekcjonowanych.

Czyż nie tłumaczy to również niezrozumiałego zaślepienia tłumu. Na próżno Piłat trzy razy stwierdzał, że Jezus jest niewinny, na próżno trzy razy dowodził, iż nie znajduje w Nim żadnej winy – nieszczęsny naród ustami przedstawicieli (wcale niekoniecznie swoich) dopuścił się największego bluźnierstwa, słowami: Poza cezarem nie mamy króla! (J 19, 15) w istocie wyrzekając się Boga.

Triduum Paschalne – czas wzmożonego zastanowienia nad samym sobą i otaczającym światem – powinno nam uzmysłowić, że rozpamiętywane w nim wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat oraz okoliczności, w jakich do nich doszło, to nie przebrzmiała pieśń historii, lecz zawsze aktualna nauka, nie tylko w stricte religijnym znaczeniu tego słowa – refleksja natury religijnej ma w naszych umysłach natychmiastowo skutkować refleksją społeczno-polityczną. Tak przecież zostaliśmy stworzeni – jako zoon politikon – istota z natury swej społeczna dążąca ku wpólnemu dobru.

Jerzy Wolak

http://www.pch24.pl/pan-jezus-demokraty ... 494,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 28 kwi 2018, 19:52 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Jim Caviezel - Mocne przesłanie do świata! (2018


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania duchowo - filozoficzne
PostNapisane: 14 maja 2018, 14:35 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Człowieczeństwo Pana Jezusa

Pan Jezus pracował nad swoją ludzką naturą, chociaż ona była święta – podkreśla ks. prof. Tadeusz Guz.

W dniach od 9 do 11 marca 2018 r. ks. prof. Tadeusz Guz w Domu Rekolekcyjnym OO. Paulinów w Łukęcinie wygłosił rekolekcje wielkopostne dla rodzin.

– Pan Jezus w swoim człowieczeństwie przygotowywał się do złożenia ofiary krzyżowej. Dlaczego nawet Pan Jezus, chociaż jest Bogiem, przygotowywał swoje człowieczeństwo? Ponieważ człowieczeństwo – także Pana Jezusa – ma swoje granice. Gdyby Pan Jezus się nie przygotowywał, mogło by się zdarzyć, że w obliczu tego szczytowego aktu człowieczeństwo mogłoby odmawiać posłuszeństwa – mówi ks. prof. Tadeusz Guz.



https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w ... ezusa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 140 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /