Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 21 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Świat pozamaterialny
PostNapisane: 24 sie 2017, 07:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Święte symbole ocalały

Obrazek

Z siostrą Mironą Turzyńską, przełożoną prowincjalną Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej Prowincji Polskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jaki jest rozmiar zniszczeń w klasztorze Sióstr w Orliku po nawałnicy, która niedawno przeszła przez Kaszuby?
– Straty materialne, póki co, trudno oszacować. Chciałabym zaznaczyć, że straty te nie dotyczą budynku klasztoru. Obiekty klasztorne w Orliku są, a właściwie były otoczone terenem leśnym. Zniszczenia po nawałnicy dotyczą ogrodzeń klasztornych i wszystkiego, co jest związane z drzewami. Mamy pięć hektarów lasu i po wichurze ten las praktycznie zniknął. Zniszczeniu uległa przede wszystkim część lasu w bezpośrednim sąsiedztwie klasztoru, nasz park, do którego przybywało modlić się i wypoczywać wielu ludzi. W ten park zostały wkomponowane stacje Drogi Krzyżowej i figury świętych, jest też cmentarz. Po nawałnicy po parku została pustynia, nietknięte zostały tylko figury świętych i stacje Drogi Krzyżowej, natomiast cały teren jest doszczętnie zniszczony. Uporządkowanie, nie mówiąc już o odnowieniu lasu, wymaga olbrzymiego nakładu pracy. Trzeba wszystko wyciąć, po lesie zostanie tylko wspomnienie.



Obiekty klasztorne – jak Siostra wspomniała – ocalały.
– Same budynki i obiekty klasztorne są nienaruszone. Owszem, podczas nawałnicy, kiedy woda lała się strumieniami, zostały zalane piwnice, mimo zamkniętych okien wszędzie była woda. Dlatego pierwsze, co robiłyśmy, to przystąpiłyśmy do ratowania pomieszczeń, ale strat z tego tytułu na szczęście nie było.



Zrobiła na mnie wielkie wrażenie informacja, że żywioł, który pustoszył wszystko, oszczędził święte figurki i krzyże.
– To rzecz niebywała, że wszystkie drzewa, które pod naporem wiatru się łamały, nie padały na klasztor, ale układały się równoległe wokół domu, a te, które padały na dom, ocierały się jedynie o ściany. Czasami brakowało zaledwie kilku centymetrów, aby drzewa zwaliły się na dach czy mury. Opatrzność Boża nad nami czuwała. Podobnie rzecz ma się z figurami świętych, które były zarzucone, przykryte gałęziami. Kiedy je odkrywałyśmy, za każdym razem przecierałyśmy oczy ze zdumienia, że wszystkie figurki są całe, nawet nie zostały draśnięte. Również doniczki z kwiatami stojące w grocie Matki Bożej Niepokalanej stoją tak, jak stały wcześniej.

Na drzewach były zawieszone stacje Drogi Krzyżowej i np. jedno drzewo, łamiąc się, ucięło drugie – ale powyżej stacji Drogi Krzyżowej, która została nietknięta. Jeśli zaś chodzi o cmentarz, to łamiące się drzewa spadały na nagrobki i część z nich jest lekko uszkodzona. Zniszczeniu uległo też całe ogrodzenie wokół cmentarza, które po tym, jak zwaliły się na nie ciężkie drzewa, całe jest do wymiany. To, co zadziwia nas i wszystkich, którzy przybywają do naszego klasztoru, to z jednej strony pustynia, jaka powstała po tym żywiole, a z drugiej – ocalałe wspomniane już znaki. Wiatr – jak widzimy – może zrobić wszystko, ale skoro po takiej nawałnicy mimo wielkich zniszczeń zachowały się nietknięte symbole wiary chrześcijańskiej, to możemy śmiało powiedzieć, że żadna moc, żadna nawałnica nie jest w stanie wyrwać wiary z naszych serc. Patrząc na te ocalałe figury i krzyże, wiemy, że Pan Bóg z nami pozostał. Tak to odczytujemy.



W tych trudnych chwilach Siostry nie pozostały same. Skąd nadeszła pomoc?
– W pierwszych godzinach po przejściu nawałnicy, już po północy, przy usuwaniu skutków burzy pomagali nasi sąsiedzi, którzy przecinali drogę, później przybyła straż pożarna. Zaraz następnego dnia rano – ponieważ nasi sąsiedzi musieli się zająć także usuwaniem zniszczeń ze swoich posesji – pomagały i wciąż, każdego dnia pomagają nam nasze rodziny mieszkające w pobliżu. Od rana do wieczora, jak mogą, nas wspierają. Jeden dzień pomagali nam również strażacy przysłani przez komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku, ponadto pomagają nam okoliczne parafie i sympatycy naszego klasztoru, m.in. członkowie Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, młodzież z okolicznych szkół, Caritas diecezjalna. Można powiedzieć, że serca są otwarte i pomocy jest bardzo dużo.



Jakie są w tej chwili najpilniejsze potrzeby?
– Potrzebne są ręce do pracy. Działania, które trwają od rana do wieczora, polegają na wycince i usuwaniu drzew. Potrzebny jest ciężki sprzęt i paliwo także do pił motorowych, bo musimy usunąć te zwalone drzewa, a następnie coś z nimi zrobić. Na razie składujemy je na jednym miejscu. Kolejnym krokiem będzie zasadzenie nowego lasu. Wcześniej teren wokół klasztoru żył, od rana towarzyszył nam śpiew ptaków. Po tej tragedii ptaki od nas odleciały. Widać, jak ptaki i zwierzęta są zagubione, bo tu były ich domy. Teraz tylko dźwięk pił motorowych zagłusza tę przykrą ciszę. Przeżywamy to bardzo, zwłaszcza jako franciszkanki, bo natura po dotknięciu kataklizmu została zachwiana.



W ostatnią niedzielę w cieniu tej tragedii odbyły się uroczystości wielkiego jubileuszu 150-lecia przybycia Sióstr Franciszkanek na ziemie polskie.
– Na czas uroczystości przerwałyśmy naszą pracę. Przybyli do nas dostojni goście z Prymasem Polski ks. abp. Wojciechem Polakiem i księżmi biskupami. Ksiądz Prymas nawiedził też okoliczne wioski, które dotknęła tragedia, spotkał się z poszkodowanymi. Podczas Mszy św. ks. abp Polak, mimo iż była to nasza uroczystość, ze wzruszeniem wiele miejsca poświęcił w homilii poszkodowanym i tym, którzy im pomagają. W trakcie uroczystości ludzie w pobliżu pracowali i Eucharystia co rusz była przerywana rykiem pił motorowych, stąd nie sposób było zapomnieć o tym, co wyrządziła nawałnica. Przyszło nam świętować w cieniu tej wielkiej tragedii, radość przeplatała się ze smutkiem. Mimo to jubileusz się odbył i dziękowałyśmy, że 150 lat możemy służyć Panu Bogu i ludziom na ziemiach polskich.



Podczas uroczystości ks. bp Wiesław Śmigiel z diecezji pelplińskiej podkreślał, że w tym wydarzeniu – burzy i rozmiarze zniszczeń – można dostrzec symbol tego, co Siostry przeżyły w Polsce przez minione 150 lat.
– Ksiądz biskup Śmigiel dokładnie zapoznał się z naszą historią. Nasze siostry przywędrowały do Polski z Holandii poprzez Niemcy. Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek od Pokuty i Miłości Chrześcijańskiej powstało w Holandii. Do Polski siostry zostały zaproszone przez katolików, szczególnie chojnickich. Przybyły na te ziemie w okresie zaboru pruskiego, gdy panowała germanizacja i Kulturkampf. Dlatego były tu tylko 10 lat i po prostu zostały wyrzucone. Wiatr historii wywiał je do Brazylii, skąd po 10 latach zostały ponownie zaproszone do Polski i rozpoczęły przepiękną, owocną pracę opiekuńczo-wychowawczą. Wybudowały wspaniały Zakład św. Boromeusza, w skład którego wchodziły: szpital, dom dziecka, przedszkole, szkoła elementarna i sierociniec. Po wybuchu I wojny światowej siostry w szpitalach pomagały rannym na froncie, nie zważając na ich narodowość. Część na skutek chorób zakaźnych poniosła śmierć. Kiedy przyszło „wyzwolenie”, Sowieci zamordowali jedną z naszych sióstr, która broniła dziewcząt przed gwałtami. W czasach komunistycznych władze odbierały nam jeden dom za drugim, szkołę, dom dziecka, szpital, szkołę gospodarstwa domowego.

Zbudowałyśmy w zamian mały dom, zostałyśmy w Chojnicach. Teraz pracujemy w szkole, posługujemy w szpitalu, prowadzimy też świetlicę popołudniową dla dzieci. Historia naszej posługi w tym regionie jest – można powiedzieć – od samego początku tragiczna, burzliwa. W innych miejscach było lepiej. Stąd – jak porównywał ks. bp Wiesław Śmigiel – ten kataklizm dziejowy dotykał przez minione 150 lat również siostry w Chojnicach, które wiele wycierpiały, ciężko pracowały fizycznie, umierały w młodym wieku. To był trudny czas także dla innych zgromadzeń zakonnych w Polsce. Dzisiaj dziękujemy Panu Bogu za wszystko, także za ostatnie doświadczenia związane z nawałnicą.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... alaly.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat pozamaterialny
PostNapisane: 03 paź 2017, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Dziś wspomnienie Aniołów Stróżów

Obrazek

Obchodzone dziś w Kościele wspomnienie Aniołów Stróżów ma w Zakonie Paulinów rangę święta. Kult Bożych Posłańców stanowi jeden z ważnych elementów duchowości paulińskiej.

Jest to wyraz wdzięczności zakonników za opiekę na pustyni nad św. Pawłem Pustelnikiem, patriarchą Zakonu Paulinów. W Polsce kult Aniołów Stróżów rozpowszechnił się właśnie dzięki paulinom, którzy w XVII w. założyli na Jasnej Górze pierwsze Bractwo Aniołów Stróżów.

Paulini oprócz kultu maryjnego mają za zadanie szczególnie pielęgnować nabożeństwo do św. Aniołów. W tradycji zakonnej dniem szczególnie poświęconym Aniołom Stróżom jest każdy wtorek. Szczególnie uroczyście obchodzone jest także ich święto 2 października.

– W nasze zakonne konstytucje mamy wpisane zadanie, by czcić Aniołów Stróżów – wyjaśnia o. Augustyn Pelanowski. – Ich rola jest nieraz bardzo decydująca w naszym powołaniu, sam zresztą tego doświadczyłem. Nie tylko im zależy na nas, ale też na tym, byśmy służyli Kościołowi we właściwy sposób, jak najgłębiej, jak najskuteczniej – tłumaczy zakonnik.

– Stróżem jest ktoś, kto mówi albo doprowadza kogoś do prawdy – mówi o anielskim posłannictwie o. Pelanowski – bo prawda jest warunkiem miłości, Miłosierdzia Bożego. Bez prawdy miłosierdzie nie może się jakby rozgościć w naszym sercu. Niemożliwe jest, żebyśmy doznali łaski, jeżeli trwamy w zakłamaniu permanentnym i jeszcze świadomym.

Zadaniem Anioła Stróża jest – zwraca uwagę paulin – przygotowanie ludzkiej duszy, sumienia, człowieka w ogóle, aby był w dyspozycji przyjęcia Miłosierdzia Bożego.

Kult Aniołów Stróżów wyrasta z duchowego dziedzictwa patriarchy zakonu – św. Pawła Pustelnika. Święty Hieronim, który opisał żywot Pawła, podaje, jak to św. Antoni, podążający do Pawłowej groty z płaszczem biskupa Atanazego, ujrzał Pawła, lśniącego śnieżną bielą, jak otoczony rzeszą aniołów, chórem proroków i apostołów unosił się do nieba. Tak św. Paweł Pustelnik, który spędził życie na pustyni w towarzystwie Aniołów, wśród nich także wstępował do Pana.

W białym kolorze zakonnego paulińskiego stroju widziano nie tylko znak niewinności i pokory, lecz również symbol nieustannej modlitwy uwielbienia na wzór aniołów.

W tradycji zakonu paulinów ujawnia się przekonanie, że ich psalmodia i liturgia Eucharystii jest odbiciem liturgii niebieskiej. Już o. Grzegorz Gyöngyösi (1472-1526) porównywał życie paulinów do życia Aniołów przede wszystkim dlatego, że chętnie i długo śpiewali – jak Aniołowie – chwałę Bogu. Nawet w iluminowanym mszale paulińskim z początku XVI wieku daje się zauważyć postać modlącego się na klęczkach paulina, który znajduje się w wielkiej literze „G” oznaczającej „Gloria”, czyli „Chwała na wysokości Bogu”. Paulini powinni zawsze śpiewać – jak Aniołowie – chwałę Bogu. Zarówno najnowsze, jak i najstarsze modlitewniki i ceremoniały (rytuały) paulińskie przekazują nam w tym zakresie bogatą spuściznę.

W Polsce kult Aniołów Stróżów rozpowszechnił się właśnie dzięki paulinom, którzy w XVII w. założyli na Jasnej Górze pierwsze Bractwo Aniołów Stróżów. Powstało na prośbę króla Zygmunta II Wazy przed 1616 r., a erygowane zostało na mocy dekretu Urbana VIII, „In supermo Apostolicae dignitatis” z 1624 r. Bractwo istniało także przy paulińskim kościele św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa na Skałce w Krakowie przez 237 lat, przechodząc różne etapy rozwoju. Swoją działalność prowadziło do 1951 r. Ponownie zostało reaktywowane w 2005 r., gdy na Skałce obchodzono Rok Aniołów.

Do Bractwa wstępowali przedstawiciele wszystkich stanów, od panujących do prostych ludzi. Mamy cenną księgę autografów, do której osobiście wpisywali się członkowie Bractwa. W latach 1628-1640 odnotowano ponad 200 tys. członków – opowiada o. Stanisław Rudziński. Historyk sztuki wśród ludzi kultury wymienia wpisy m.in. Zygmunta Krasińskiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Jana Matejki, Elizy Orzeszkowej, Bolesława Prusa czy Stanisława Reymonta.

Do roku 1640 r. – przypomniał o. Rudziński – paulini erygowali Bractwa Aniołów Stróżów w 122 polskich miejscowościach, a przede wszystkim we wszystkich paulińskich klasztorach. Zakładano je także na terenach objętych wojną. Bractwa zakładano także przy klasztorach paulińskich za granicą: szczególnie na Węgrzech, w Chorwacji, Czechach, Austrii, Szwajcarii, w południowych Niemczech. Niestety w wyniku kasaty Zakonu w monarchii austro-węgierskiej bractwa zaczęły tam zanikać, ostateczne zahamowanie rozwoju nastąpiło na przełomie XIX i XX w.

Bractwo – zarówno dawne, jak i współczesne – ma szerzyć nabożeństwo do Aniołów Stróżów, wyrażać szacunek dla ich obecności, zaufanie i wdzięczność za ich opiekę. Ponadto członkowie bractwa powinni nawiedzać chorych i chronić innych przed zagrożeniem grzechu. Do specjalnych zadań członków Bractwa należała pomoc biedniejszym pielgrzymom i udzielanie im noclegów. Uczestnicy gromadzący się na swoje nabożeństwa odmawiają Litanię do Aniołów Stróżów, Koronkę, Godzinki, nowennę i śpiewają pieśni.

Na Jasnej Górze w każdy piątek na wieczornej Mszy św. w Kaplicy Matki Bożej o 19.30 spotykają się przedstawiciele Armii św. Michała. Tę modlitewną grupę zainicjował w 2010 r. o. Roman Majewski, ówczesny przeor Jasnej Góry. Jej głównym celem jest duchowe wsparcie sanktuarium i posługujących tutaj zakonników poprzez dar Eucharystii, codzienną modlitwę do św. Michała Archanioła, podejmowane posty.

Na Jasnej Górze znajduje się też specjalna Kaplica Aniołów Stróżów, nazywana także kaplicą Najświętszego Serca Pana lub też kaplicą Jabłonowskich. Należy ona do zespołu kaplic bocznych, przylegających do południowej nawy bocznej bazyliki jasnogórskiej.

JG, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... rozow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat pozamaterialny
PostNapisane: 01 lis 2017, 13:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
O cierpieniach w czyśćcu (1)

Obrazek

Nauka św. Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars

Bardzo bolesne i przejmujące jest położenie naszych rodziców, krewnych, znajomych, jeżeli zeszli z tego świata nie uczyniwszy zadosyć sprawiedliwości Bożej. Skazani bowiem zostali do tego strasznego więzienia, które się czyśćcem nazywa, i tam zostawać będą dopóty, dopóki długów swoich całkowicie nie spłacą. „O jak straszną jest rzeczą – mówi Apostoł narodów – wpaść w ręce Boga żywego”.

Ale po co ja bracia drodzy wszedłem dziś na ambonę i w czyim imieniu mam przemawiać do was? – Wszedłem z rozkazu Boga i przemawiać mam w imieniu waszych rodziców, krewnych, znajomych. Wszakże od was dla nich należy się dług wdzięczności. Przypomnijcie sobie, co oni zrobili dla was, kiedy na tej ziemi żyli. Weźcie na uwagę ich położenie w płomieniach czyśćcowych i pośpieszcie im z pomocą.

Zdaje mi się, że słyszę ich, jak wołają: „Powiedz naszym ojcom, naszym matkom; powiedz naszym dzieciom, wszystkim naszym krewnym, co my za straszne męki cierpimy. Niech się zlitują nad nami i niech nam swej pomocy nie odmawiają. Od czasu, jakeśmy się rozłączyli z nimi, ciągle w tych płomieniach gorejemy. Oby się poruszyli naszymi wołaniami i wyrwali nas z tej niedoli! Przedstaw im sługo Boży szczegółowo naprzód wielkość mąk naszych, a potem środki, którymi mogą nam ulżyć albo całkiem uwolnić”. Pocieszycielko strapionych, wstaw się za nami. Zdrowaś Maryjo!



Pokuty!
Jako katolicy wiemy dobrze bracia drodzy, że jest czyściec, to jest miejsce, gdzie się dusze wiernych zmarłych wypłacają Boskiej sprawiedliwości. Jest to artykuł naszej wiary, że jeżeli pokuta nasza nie była odpowiednią do wielkości naszych grzechów, to chociaż grzechy nasze Pan Bóg nam przebaczył, gdyśmy się spowiadali, chociaż nas z wiecznej kary uwolnił, zostaniemy jednak dla uiszczenia się w zupełności z kary doczesnej skazani na męki do czyśćca. Jeśli Bóg nie zostawia bez nagrody żadnej myśli dobrej, żadnego pragnienia i czynności chociażby najmniejszej; to nie zostawi także bez kary żadnego przewinienia chociażby najlżejszego. Pójdziemy do czyśćca i cierpieć będziemy, dopóki sprawiedliwość Boska nie uzna nas za zupełnie oczyszczonych. W Piśmie świętym wiele dowodów znajdujemy na to, że chociaż grzechy nasze zostają nam darowane, Bóg jednak wkłada na nas obowiązek, abyśmy na tym świecie ponosili różne kary doczesne, a na tamtym wypłacali się aż do ostatniego szelążka w płomieniach czyśćcowych.

Patrzmy, co się stało z Adamem: kiedy żałował za grzech swój, Bóg mu przebaczył, skazał go jednak na pokutę; więcej niż 900 lat trwającą. Jakaż to długa pokuta! Dawid wbrew woli Boga rozkazał spisać wszystkich swoich poddanych; ale później dręczony wyrzutami sumienia uznał swój grzech, padł twarzą na ziemię i prosił Boga o przebaczenie. Bóg wejrzał na żal jego, winę darował, ale pomimo to proroka Gada posłał, aby mu powiedział: Wybierz królu jedną z trzech kar, jakie Bóg przeznaczył za grzech twój: morową zarazę, wojnę lub głód. Dawid rzekł: lepiej wpaść w ręce Pana, który już tyle razy okazał swe miłosierdzie, niż w ręce ludzkie. Wybrał więc morową zarazę, która trwała trzy dni, i zabrała mu przeszło siedemdziesiąt tysięcy poddanych; a gdyby był Pan Bóg nie powstrzymał ręki anioła wyciągniętej na miasto, to by była spustoszała cała Jerozolima. Dawid widząc, ilu nieszczęść był powodem grzech jego, prosił Boga, aby karę swą przeciw niemu samemu zwrócił, a oszczędził lud, który był niewinny.

Ach! bracia drodzy, ileż lat wypadnie nam cierpieć w czyśćcu, którzyśmy tyle popełnili grzechów, i pod pozorem żeśmy się wyspowiadali, nie czynimy odpowiedniej pokuty. Ileż lat męczarni czeka nas na tamtym świecie!

Ogień czyśćca
Ogień w czyśćcu jest ten sam co w piekle; różnica na tym tylko polega, że nie jest wieczny. Dałby Bóg, żeby która z tych dusz biednych, które tam przebywają, stanęła dziś na moim miejscu otoczona ogniem ją pożerającym i opowiedziała sama męczarnie swoje, napełniła ten kościół swymi jękami: to może by zmiękczyła i do litości pobudziła serca wasze! O jakże my cierpimy, uwolnijcie nas bracia z tych męczarni, wy to możecie uskutecznić. O gdybyście wy czuli, co to za boleść być w rozłączeniu z Bogiem! Któż to wysłowi? […]

Tak bracia drodzy, kiedy w płomieniach jęczymy, to sąd nasz zmieniamy o tych lekkich przewinieniach, jeżeli je można nazwać lekkimi, którycheśmy się dopuszczali.

[…]

Bóg jest sprawiedliwy bracia drodzy w tym wszystkim, co czyni. Nagradza nas za najmniejszą czynność, nagradza nawet nasze pragnienia, każdą myśl dobrą, każdą chęć, chociaż byśmy jej dla jakich przeszkód uskutecznić nie mogli. Ale z drugiej strony, kiedy idzie o karę, nic nie daruje. Każde przewinienie, chociażby najlżejsze, może nas do czyśćca zaprowadzić. Wielu ze Świętych nie pierwiej dostali się do nieba, aż po przebyciu odpowiedniego czasu w czyśćcu. Święty Piotr Damian mówi, że siostra jego przez wiele lat zostawała w czyśćcu za to, że słuchała raz z pewną przyjemnością piosenki lubieżnej. Dwaj zakonnicy przyrzekli sobie nawzajem, że który z nich pierwiej umrze, to w jakikolwiek sposób da znać pozostałemu przy życiu o stanie, w jakim się znajduje po śmierci. Bóg pozwolił temu, co pierwiej umarł, aby spełnił swoją obietnicę. Pokazał się więc swemu przyjacielowi i zapewnił go, że 15 dni przebywał w czyśćcu za to, że zbyt lubował się w spełnianiu swojej woli. Kiedy żyjący winszował mu, że tak niedługo przebywał w czyśćcu, umarły odrzekł: „Wolałbym za życia ze skóry być obdzieranym przez dziesięć tysięcy lat; gdyż to cierpienie jakkolwiek wielkie nie wyrównywałoby cierpieniom, jakie w czyśćcu ponosiłem”. Pewien kapłan zapewniał swego przyjaciela, że przez kilka miesięcy zostawał w czyśćcu za to, że zwlekał z wykonaniem testamentu, w którym były zapisy na różne cele dobroczynne.

Powie kto: moi rodzice dobrze żyli, o łaskę Boga i zbawienie swoje bardzo się starali. Ach! czy to tak wiele potrzeba, aby się do czyśćca dostać? Posłuchajmy, co mówi w tej mierze Albert Wielki, którego cnoty znane były powszechnie. Oto pokazał się po śmierci jednemu ze swoich przyjaciół i oznajmił, że go Pan Bóg posłał do czyśćca za to, że miał chwilowe upodobanie w swojej nauce. Co dziwniejsza, wielu Świętych nawet kanonizowanych przechodziło przez czyściec. Święty Seweryn, arcybiskup koloński, w kilka lat po śmierci pokazał się jednemu ze swoich przyjaciół i powiedział, że był w czyśćcu za to, że odłożył do wieczora modlitwę, którą był powinien zmówić rano. O jakże wielu chrześcijan w czyśćcu będzie za to, że swe modlitwy odkładali na czas inny, pod pozorem że coś ważniejszego mieli do załatwienia! Gdybyśmy szczerze pragnęli posiadać Boga, to byśmy unikali zarówno małych jak, wielkich grzechów; ponieważ odłączenie od Boga, chociażby krótkie, jest tak strasznym dla dusz!

Cyt. za: Nauki na niedziele i święta całego roku miane w Kollegiacie Łowickiej, T. III: Czas po Zielonych Świątkach, Warszawa 1893

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

http://www.naszdziennik.pl/mysl/190965, ... ccu-1.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat pozamaterialny
PostNapisane: 04 lis 2017, 14:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
O sposobach ratowania dusz cierpiących (2)

Obrazek

Nauka św. Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars.

Ale, powiecie może, jakim sposobem moglibyśmy te dusze pocieszyć, uwolnić z czyśćca i do nieba zaprowadzić? – Odpowiedź na to łatwa, już dawno przez Kościół wskazana. 1. Przez modlitwy i jałmużny. 2. Przez odpusty. 3. Przez ofiarę Mszy świętej.

Modlitwa, post, Msza św.
Naprzód przez modlitwy. Kiedy się modlimy za duszami w czyśćcu, to na ich korzyść odstępujemy to wszystko, co by Bóg nam udzielił, gdybyśmy się za siebie modlili. Ale niestety, modlitwa nasza jest czymś bardzo małym, ponieważ jesteśmy grzesznikami i prosimy za winnymi. Mój Boże, czegoż to potrzeba, aby twoja miłość była wielką? Każdego poranku możemy ofiarować za dusze w czyśćcu cierpiące wszystkie czynności nasze dzienne i wszystkie modlitwy, jakie w ciągu dnia odmówimy. Jest to niewiele zaprawdę. Wyobraźmy sobie, że ktoś ma ręce związane i jest ciężarem obciążony; że my przechodzimy każdego dnia około niego i trochę z tego ciężaru ujmujemy: po niejakim czasie owego biedaka spod ciężaru całkiem uwolnimy. Z duszami w czyśćcu cierpiącymi rzecz się ma podobnie, ujmujemy im ciężaru, zmniejszamy ich cierpienia, ile razy coś dla nich czynimy. To o kwadrans, to o godzinę zmniejszamy ich karę, i coraz bardziej zbliżamy ich do nieba.

Po wtóre, możemy dusze z czyśćca uwalniać za pośrednictwem odpustów. Jest to wielka pomoc, ceny niesłychanej, dusze nią wsparte bardzo prędko przybliżają się do nieba. Ofiarujemy im bowiem zasługi Przenajdroższej Krwi Jezusa Chrystusa, zasługi cnót Najświętszej Maryi Panny i Świętych różnych, którzy większe czynili pokuty, niż ich grzechy wymagały. Ach! gdybyśmy chcieli, to byśmy prędko czyściec pustym uczynili, ofiarując za biedne dusze czyśćcowe wszystkie odpusty, jakie pozyskać możemy. Pomyślcie bracia drodzy, ile odpustów otrzymać można, odbywając drogę krzyżową, odmawiając różaniec lub inne modlitwy, do których odpusty są przywiązane. Bardzo winnymi jesteśmy, bardzo nieczułymi, gdy tak łatwymi środkami mogąc uwolnić dusze rodziców, nie czynimy tego, ale pozwalamy, aby się paliły w strasznych płomieniach czyśćcowych!

Po trzecie, sposobem najpotężniejszym do uwolnienia dusz z czyśćca jest Msza święta. Gdy ją ofiarujemy za te biedne dusze, to już nie grzesznik prosi za grzesznikiem, ale Bóg równy Ojcu swojemu, który nic nie odmówi Synowi. Zapewnił nas o tym Jezus Chrystus, kiedy powiedział: „Ojcze mój, dziękuję Ci, ponieważ mnie zawsze wysłuchujesz”.

Oto przykład, który świadczy jak wielka jest skuteczność Mszy świętej. Czytamy w historii kościelnej, że w krótkim czasie po śmierci cesarza Karola [Łysego], pewien człowiek świątobliwy z diecezji Reimskiej, imieniem Bernold, zachorowawszy i otrzymawszy ostatnie Sakramenta, przez cały dzień prawie nic nie mówił i zaledwie słabe oznaki życia dawał; pod wieczór otworzył oczy i o spowiednika poprosił. Stało się jego woli zadość, spowiednik przybył, a on zalawszy się łzami w te słowa przemówił: „Byłem na tamtym świecie i znalazłem się w tym miejscu, w którym biskup Pardul z Laon przebywa. Strasznie cierpi w płomieniach. Zobaczywszy mnie rzekł: ’Ponieważ wracasz jeszcze na ziemię, proszę cię nie zapomnij o mnie; możesz mnie stąd uwolnić i z Bogiem, czego ja tak pragnę, połączyć’. ’Jakiż sposób na to?’ – zapytałem. ’Wyszukaj tych, którym ja dobrze za życia czyniłem, i powiedz im, żeby się modlili za mną, żeby o Mszę świętą prosili’. Uczyniłem, czego ode mnie żądał, i ujrzałem go wkrótce pięknym jak słońce, nie cierpiącym wcale, zadowolonym zupełnie, te słowa mówiącym: ’Patrz, ile modlitwy i Msza święta sprawiły mi szczęścia’. Nieco dalej ujrzałem króla Karola, który tak przemówił: ’Mój przyjacielu, ach! jakże ja cierpię; pójdź do biskupa Hinkmara i powiedz mu, że cierpię za to, iż nie słuchałem rad jego; liczę jednak na to, że on mi dopomoże do wyjścia z tego miejsca mąk. Proś także tych wszystkich, którym ja czyniłem dobrze za życia, aby się za mną modlili, aby Msze święte ofiarowali, abym był wyzwolony’. Biskup Hinkmar, który zabierał się właśnie do odprawiania Mszy świętej, począł zaraz modlić się z ludem na tę intencję. Ujrzałem następnie króla odzianego swymi szatami królewskimi i jaśniejącego chwałą” […].

Powrót z wygnania
Biedne te dusze w miarę jak się zbliżają do nieba, zdają się jeszcze więcej cierpieć. Są w tym położeniu, w jakim Absalon: zostawał on przez jakiś czas na wygnaniu, potem powrócił do kraju, ale nie wolno mu było widzieć się z ojcem, który go czule kochał. Kiedy mu oznajmiono, że jest blisko ojca, ale go nie zobaczy, zawołał: „Ach! zobaczę okna i ogrody mojego ojca, a nie zobaczę jego samego. Powiedzcie mu, że wolę umrzeć, niż tu być a jego nie widzieć. Powiedzcie mu, że to nie dosyć, iż mi przebaczył, ale że ja pragnę i proszę, aby mi pozwolił widzieć się ze sobą”. Z owymi duszami biednymi rzecz się ma podobnie: im bardziej zbliża się czas ich wyjścia z wygnania, tym bardziej zwiększa się ich miłość ku Bogu, ich pragnienie widzenia Go – nie czują w sobie dość siły do wytrwania w męczarniach. „Panie – wołają – wejrzyj na nas okiem swego miłosierdzia, jesteśmy już przy końcu naszych cierpień, pozwól nam co rychlej ujrzeć Siebie. Ach! jakże szczęśliwi są ci, którzy mogą uniknąć tych płomieni. My już jesteśmy pozbawieni tego szczęścia; nie mamy nadto ani rodziców, ani przyjaciół. Oby się przynajmniej zlitowali nad nami ci, których głos nasz dojdzie; od tylu lat zostajemy w tym ogniu zapalonym sprawiedliwością Bożą. Gdybyście mogli pojąć wielkość tych cierpień, jakie ponosimy, to byście nas nie opuścili. Cóż za straszne położenie nasze, nikt nad nami litości nie ma!”.

Jest to rzecz pewna bracia drodzy, że te biedne dusze dla siebie nic nie mogą, ale dla nas wiele mogą. Kto się do nich odwołuje, ten zawsze upragnioną łaskę otrzyma. […] Jakież to szczęście dla nas, że w modlitwach, jakie za dusze czyśćcowe zanosimy, mamy tak wyborny środek na zapewnienie sobie nieba! […] Jakiż koniec tego wszystkiego? Oto pewną jest rzeczą, że nadzwyczaj mała jest liczba wybranych, którzy nie przechodzili przez płomienie czyśćcowe; że kary, jakie tam ponosili, są nad pojęcie nasze.

W końcu, to niezawodna, że te dusze pełne miłości, wywdzięczając się, wyproszą dla nas tysiąc razy więcej niż my im dajemy. Jeśli będziemy w czyśćcu, to te dusze nie omieszkają prosić Boga o tę samą łaskę dla nas, jaką myśmy wyprosili dla nich: bo one dobrze wiedzą, jakie tam cierpienia straszne, jakie rozłączenie z Bogiem okrutne.

Poświęćmy bracia drodzy kilka godzin w ciągu tej oktawy na rzecz tak zbawienną. Wiele, wiele bardzo dusz dostanie się do nieba przez Msze święte i modlitwy nasze, jałmużny, umartwienia. Niech każdy z nas myśli o swoich biednych rodzicach, krewnych, znajomych, dobrodziejach. […] Amen.

http://www.naszdziennik.pl/mysl/190991, ... ych-2.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat pozamaterialny
PostNapisane: 18 gru 2017, 09:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/03/0 ... ozwiazana/

Św. Józef pokazał klasę a architekci zachodzą w głowę jak powstały schody. Zagadka nadal nierozwiązana.
Posted by Marucha w dniu 2017-03-05 (Niedziela)



W Santa Fe, w stanie Nowy Meksyk w USA znajduje się kaplica sióstr loretanek, a w niej niezwykłe schody, o których mówi się, że są dziełem samego wielkiego Cieśli z Nazaretu, czyli św. Józefa, albo przynajmniej genialnego rzemieślnika posłanego przez niego.
W 1872 r. biskup miasta Santa Fe zawarł kontrakt na budowę kaplicy dla sióstr loretanek, sprowadzonych ze środkowej części USA, które miały w tym mieście prowadzić szkołę dla dziewcząt. Owa kaplica pw. Najświętszej Maryi Panny miała być miniaturą paryskiej Sainte Chapelle, którą zbudował król św. Ludwik do przechowywania Korony Cierniowej i innych relikwii męki Zbawiciela przywiezionych z wyprawy krzyżowej.
Budowa trwała kilka lat i kiedy była już na ukończeniu zdarzyło się nieszczęście. Ktoś zamordował architekta. Po jego śmierci okazało się, że w planach nie ma schematu budowy schodów prowadzących na chór, o czym architekt zwyczajnie zapomniał.
Siostry miały nie lada kłopot. Teoretycznie schody można było wybudować, ale ze względu na niewielkie rozmiary kaplicy ich budowa była niewskazana. Każdy ze sprowadzonych architektów tak uważał. W tej sytuacji przygnębione siostry rozpoczęły nowennę do św. Józefa z prośbą o pomoc.
Nie czekały długo. Już następnego dnia po ukończeniu nowenny do furty klasztornej zapukał brodaty staruszek licho ubrany, w dodatku z osiołkiem, który dźwigał skrzynię z narzędziami i osobistymi rzeczami. Przybysz nie przedstawił się, a jedynie powiedział, że dowiedział się o kłopocie sióstr i że jest gotów wybudować schody. Przełożona matka Magdalena pokazała mu prawie ukończoną kaplicę, w której trzeba było wybudować bardzo wąskie schody prowadzące na chór, których budowy po prostu nikt się nie chciał podjąć. Staruszek powiedział, że nie potrzebuje niczyjej pomocy. Nie chciał też, aby mu przeszkadzano, toteż zamknął kaplicę na klucz.
Po trzech miesiącach można było oglądać jego dzieło. Zakonnice i okoliczni mieszkańcy byli zdumieni widokiem schodów w kształcie ślimacznicy, kunsztownie wykonanych, które według praw fizyki powinny były runąć chociażby pod ciężarem jednej osoby, nie mówiąc o większej liczbie, bo przecież nie zawierały one żadnej podpory. Nie miały słupa, wokół którego by się wiły, ani ściany, na której by się wspierały, ani podpory od dołu. Schody pnąc się w górę robiły dwa obroty po 360 stopni każdy.
Do tego trzeba dodać fakt, że tajemniczy staruszek do ich budowy nie użył ani jednego gwoździa i ani jednej śrubki. Do spojeń rzemieślnik użył drewnianych czopów. Wykonał także doskonale dopasowane spirale, czyli skręcone szyny drewniane, na których wznosiły się trzydzieści trzy stopnie. Spirale nie zostały wykonane z jednego dużego kawałka drzewa, lecz złożone z wielu mniejszych kawałków.
Do tych dziwów dodajmy jeszcze to, że schody wykonano z rzadkiego budulca – drzewa o wielkiej trwałości, z pewnością niewystępującego w okolicy. Nikt nawet nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, gdzie takie drzewo rośnie.
Dziś, żeby wykonać takie schody, trzeba by było pół tuzina fachowców, jednego lub dwóch inżynierów, precyzyjnych aparatów mierniczych i specjalnych narzędzi do naginania drzewa pod żądanym kątem. Tymczasem cieśla nie miał ani pomocnika, ani tym bardziej specjalistycznych narzędzi. Miał jedynie, wg relacji matki Magdaleny, parę młotków, dziwacznie wyglądającą piłę i miarę w kształcie dużej litery T oraz dłuto.
By było jeszcze ciekawiej, ów rzemieślnik zaraz po skończonej pracy, kiedy matka przełożona widząc jego dzieło, pobiegła po inne siostry, przepadł jak kamień w wodę. I chociaż wszczęto poszukiwania dziwnego staruszka na osiołku, wyznaczono nawet nagrodę (siostry chciały mu zapłacić za pracę), nie odnaleziono go.
Zakonnice z Santa Fe, które tak gorliwie w owym czasie modliły się do św. Józefa, były przekonane, że to sam święty przybył im z pomocą pod postacią starego człowieka, albo przynajmniej przysłał im genialnego mistrza stolarskiego.
A schody, które przez osiemdziesiąt pięć lat służyły zakonnicom każdego dnia, stoją do dziś. Trzydzieści siedem lat temu odgrodzono je i przeznaczono do zwiedzania jako ciesielskie curiosum.

Obrazek

Ojciec Kornelian Dende, franciszkanin, który opowiedział tę historię, zwrócił uwagę na to, że schody są przede wszystkim świadectwem potęgi modlitwy, podkreślając, że św. Józef Robotnik-Rzemieślnik, wierny małżonek Maryi, odpowiedzialny ojciec rodziny, przyjaciel nieszczęśliwych, opiekun chorych i umierających, opiekun Kościoła, poskromiciel złych duchów trapiących człowieka – złych nałogów, nieopanowanych namiętności, jest naszym potężnym orędownikiem w niebie.

http://cudajezusa.pl/sw-jozef-pokazal-k ... ozwiazana/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat pozamaterialny
PostNapisane: 02 paź 2018, 19:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Anielscy obrońcy

W czasie podkopywania autorytetu Kościoła i atakowania jego pasterzy, w czasie gdy nasza wytrwałość w wierze wystawiana jest na próbę, tak bardzo potrzeba nam pomocy z Nieba. Dziś Kościół wspomina szczególnych naszych orędowników – świętych Aniołów Stróżów.

Obrazek

– 2 października Kościół obchodzi wspomnienie Aniołów Stróżów. Jest to dla nas okazja, aby uświadomić sobie prawdę wiary, że każdy z nas ma osobistego Anioła Stróża, który ma nas strzec, oświecać i prowadzić do pełni życia w Niebie – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” s. Maria Jadwiga Jastrzębska z Dzieła Świętych Aniołów. – Nasi Aniołowie Stróżowie są wyrazem miłości Boga do nas, Jego opieki i troski o nasze życie i zbawienie – zwraca uwagę.

Piękna tradycja
Jak zauważa ks. Krzysztof Poświata CSMA, kustosz sanktuarium św. Michała Archanioła w Miejscu Piastowym, wielką troską Kościoła jest, byśmy jako wędrowcy nie zapomnieli, że nie idziemy sami, że dookoła nas mamy wielu przyjaciół, którzy chcą nam pomóc, pocieszyć, zainspirować, a nieraz zawstydzić. – Nauka o Aniołach Stróżach jest zdefiniowaną dogmatycznie prawdą naszej wiary – przypomina.

Kult świętych aniołów to wspaniała tradycja Kościoła, zaczerpnięta z Pisma Świętego i żywo podtrzymywana przez wiernych, kapłanów i biskupów. Warto przypomnieć XX-wiecznych Papieży. Siostra Jastrzębska przywołuje anielskiego pasterza, czyli Papieża Piusa XII zwanego Pastor Angelicus. 3 października 1958 roku wygłosił on przemówienie, które całkowicie poświęcone było aniołom. „Obudźcie i wyostrzcie wasze zmysły na niewidzialny świat, który was otacza – ’co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie’ (2 Kor 4,18). Pielęgnujcie ufne obcowanie z aniołami, którzy tak wytrwale dbają o wasz ratunek i świętość! Niech Bóg sprawi, abyście mogli spędzić z nimi błogosławioną wieczność. Dlatego rozpocznijcie już teraz ich poznawać!”, nauczał wówczas Ojciec Święty.

Obronny szaniec
O wielkim wpływie aniołów na naszą doczesność mówił też jego następca. Święty Jan XXIII często praktykował modlitwę do Anioła Stróża tego człowieka, z którym miał się spotkać. Zwłaszcza kiedy przewidywał, że nie będzie to łatwe spotkanie. I – jak zapewniał – zawsze była to skuteczna modlitwa – zaznacza ks. Krzysztof Poświata.

Nabiera to szczególnego znaczenia w świetle ataków na Kościół, którym można się przeciwstawić modlitwą, a kapłanów wzmacniać modlitwą przez wstawiennictwo ich Aniołów Stróżów. – Prawdziwa modlitwa rodzi się z zaufania do Boga, a psalmista nas przekonuje, że wtedy Anioł Pański buduje obronny szaniec wokół takich ludzi. Uderzenia zła, zabójcze ciosy nie mają wtedy takiego łatwego dostępu do serca człowieka. Modlitwa do aniołów, wołanie o ich pomoc to tarcza obronna, którą sam Pan nam podarował – wskazuje kustosz sanktuarium św. Michała Archanioła w Miejscu Piastowym.

Nie bójcie się
Na pomoc aniołów zawsze można liczyć. Jak zauważa s. Maria Jadwiga Jastrzębska, one słuchają polecenia Boga i spieszą nam na skrzydłach na pomoc we wszystkich potrzebach, dlatego należy im się szacunek i miłość. – Obecność naszego Anioła Stróża w naszym życiu daje nam poczucie bezpieczeństwa – podkreśla nasza rozmówczyni. Dlatego nie mamy się czego lękać, mając takich opiekunów. Kiedy aniołowie objawiają się ludziom, mówią: „Nie bójcie się!” (Łk 2,10). Oni są z nami, dlatego nie lękajmy się trudów, przeciwności, lecz ufni w ich pomoc podejmujmy śmiało zadania na rzecz Królestwa Chrystusowego na ziemi – dodaje.

Aniołowie są blisko Boga, żyją zachwyceni Jego pięknem, dobrocią, miłosierdziem. Każde spotkanie z aniołem, rozmowa z nim, jest zawsze wejściem w tę przestrzeń świętości Boga. – Znane przysłowie mówi: Kto z kim przestaje, takim się staje. Dobra relacja z moim Aniołem Stróżem jest doświadczeniem pięknej przyjaźni, która może nauczyć mnie anielskiej cierpliwości, zrodzić pragnienie anielskiej czystości – zachęca do modlitwy i troski o relacje ze swoimi Aniołami Stróżami ks. Krzysztof Poświata.

Krzysztof Gajkowski

https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w ... roncy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 21 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /