Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 103 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 07 lip 2014, 07:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Musimy dbać jeden o drugiego

Lukas z Mediolanu, lat 26; not. Izabela Kozłowska

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Mam na imię Lukas i pochodzę z Mediolanu. Jestem alumnem w seminarium Redemptoris Mater we włoskiej miejscowości Macerata. W Niedzielę Bożego Miłosierdzia przeżywaliśmy wielkie święto dla Kościoła i świata – kanonizację św. Jana XXIII i umiłowanego św. Jana Pawła II. Uczestniczyłem w tym wydarzeniu. Nie wyobrażałem sobie, by mogło mnie tu zabraknąć.

Chciałbym być takim człowiekiem i kapłanem jak ci święci Papieże. Chciałbym jak św. Jan Paweł II służyć Panu Bogu i głosić wytrwale Dobrą Nowinę całemu światu, uwielbiając przy tym z wielką czcią i oddaniem naszego Zbawiciela oraz Jego Matkę Najświętszą. Przez całe swoje życie święty Papież Karol Wojtyła żył zgodnie z Ewangelią, co jest trudne, lecz mimo to potrafił trwać przy Maryi i Chrystusie, pozostając Ich prawdziwym świadkiem. Kapłani muszą być autentycznymi świadkami. Tak jak św. Jan Paweł II musimy czerpać ogromną radość i siłę z modlitwy oraz kontemplacji z Panem Bogiem. To Jemu służymy i nie możemy o tym zapominać. Ponadto święty Papież Wojtyła dał wzór właściwego odczytania i trwania w powołaniu.

Święty Jan Paweł II jest naszym zwykłym-niezwykłym orędownikiem u Pana Boga. Zwykłym, ponieważ jak każdy z nas podróżował, miał poczucie humoru, ewangelizował, a także chorował, cierpiał i umarł jak każdy człowiek. Niezwykłym – otacza swą miłością każdego, kto się do Niego ucieka i za Jego pośrednictwem prosi.

Na dzień kanonizacji oczekiwałem z wielkim utęsknieniem i ogromną radością. Uważam, że w tym dniu radowało się każde serce, dziękując Panu Bogu za dar wielkich Papieży. Wbrew temu, co niektóre środowiska antykościelne i antyklerykalne przekazują, ta kanonizacja pokazała nam, że Kościół jest jednością, jest silny, młody, radosny. Katolicy gromadzili się nie tylko w stolicy Włoch, ale także w różnych częściach świata, w swoich parafiach, wspólnotach czy domach. Byliśmy wszyscy razem. To piękne i bardzo wymowne.

Z tej kanonizacji wypłynęło silne przesłanie, że każdy z nas ma zadanie do wypełnienia. W końcu tak niedawno mówiliśmy, że jesteśmy „pokoleniem JPII”. Teraz musimy udowodnić, że nie były to tylko puste słowa, lecz kryła się za nimi silna, mądra młodzież. Te zadania postawione są każdemu bez względu na wiek, miejsce pochodzenia czy wykonywany zawód. Święty Jan Paweł II pokazywał nam, że wszyscy jesteśmy cenni, bo jesteśmy dziećmi Bożymi i musimy dbać jeden o drugiego. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za naszych bliźnich.

Święty Jan Paweł II był świętym Papieżem, który odważnie, wytrwale żył Ewangelią, bezkompromisowo walczył o każdego człowieka, upominał się o poszanowanie godności. Jednocześnie swoim życiem pokazał nam, że każdy musi dążyć do świętości. Z Jego pomocą jesteśmy w stanie wytrwać w tej drodze.

http://www.naszdziennik.pl/wp/84240,mus ... giego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 11 lip 2014, 20:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
U CHRYSTUSA MY NA ORDYNANSACH, SŁUDZY MARYI

Ks. Stanisław Małkowski

Słowo Boże, gdy jest przyjęte, spełnia pomyślnie swoje posłannictwo (por. Iz 55,11). „Kto słucha słowa i rozumie je, wydaje plon” (Mt 13,23). Kto ma uszy, które słyszą i oczy, które widzą i rozumne serce, temu będzie dane poznanie tajemnic królestwa niebieskiego. Kto zaś rozumu ani światłych oczu i serca nie ma, temu zabiorą i to, co ma. Taką naukę słyszymy w piętnastą niedzielę zwykłą 13 lipca. Królestwo niebieskie w wyniku przyjęcia prawa Bożego w doczesności przybiera na ziemi postać państwa Bożego.
Trwa poprzez dzieje nieuchronna walka wypowiedziana Bogu i ludziom przez państwo szatana, walka Kościoła z anty-Kościołem, ewangelizacji z anty-ewangelizacją, dobra ze złem. Kto uznaje wyższość prawa Bożego nad prawem stanowionym przez ludzi, kto bardziej niż ludzi słucha Boga, ten państwo Boże dla doczesnej pomyślności i wiecznego zbawienia buduje.

Coraz bardziej widoczny w Polsce i w Europie spór o podstawy społecznego i państwowego ładu ujawnia dążenia i dokonania obu stron konfliktu. Po której opowiemy się stronie? Duchowe i materialne niszczenie Polski ma swoich wykonawców i wspólników, którzy właśnie odsłaniają twarze, a raczej ich brak. Ludzie bez twarzy, kręgosłupa, charakteru, właściwości i tożsamości, a takich chce się dzisiaj tworzyć za pomocą narzucanych nihilistycznych ideologii, nie są zdolni do budowania i obrony wspólnego dobra; za cenę chwilowych korzyści gotowi są sprzedać siebie oraz innych wokół siebie. Ideologiczni krętacze są u władzy w Polsce i wykorzystują czas im dany do niszczenia tego, co jeszcze da się zniszczyć; liczą na zbiorową bezsilność i obojętność posuniętą aż do skłonności samobójczych. Jedni chcą Polskę zabić, a inni gotowi są siebie zabić w poczuciu beznadziejności.

Sługa Boży ks. prymas Stefan kard. Wyszyński pisał: „Trzeba mieć bazę, oparcie, fundament, na którym Kościół opiera swoje myślenie. Jeżeli tego zabraknie, to będzie tylko płytka kontestacja programowa. Jesteśmy świadkami różnych form kontestacji. Pytamy kontestujących: w jakim kierunku idziecie, czego uczycie, co chcecie powiedzieć? – I na to odpowiedzi nie ma, oprócz wielu zażaleń emocjonalnych, bardzo często słusznych, ale niedostatecznie uzasadnionych. Często wygląda to tylko na polityczne zmagania się, podczas gdy nam chodzi o rzetelną i gruntowną naukę, którą Kościół reprezentuje jako właściwe rozwiązanie. Może kiedyś świat doczeka się tego, po wielkich błędach i zawodach, mylnej filozofii, przed którą ostrzegał już św. Paweł w Liście do Kolosan, a która tak nas dzisiaj dręczy i męczy” („Źródła odrodzenia”, wydawnictwo Soli Deo, Warszawa 1993, s. 158).

Dręczą i męczą Polaków ideologiczne projekty narzucane i finansowane z zewnątrz, a wspierane przez miejscowych funkcjonariuszy władzy, uważających się często za katolików, ale nieliczących się z wiarą i moralnością. Fałszywych katolików trzeba rozpoznać i odsunąć od władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, bo wskutek kamuflażu są gorsi od jawnych bezbożników. Okrucieństwo zewnętrzne poprzednich totalitaryzmów mobilizowało opór społeczny i narodowy.

Nowy totalitaryzm pod przykrywką demokracji działa od środka przez edukację, kulturę, prawo – bezprawie, rząd – nie rząd, pozorowaną nieudolność wobec dobra, skuteczność w destrukcji, orgię kłamstw i bluźnierstw, okazuje się tym samym bardziej niszczycielski i niebezpieczny od obu minionych. Świat z pewnością doczeka się właściwych rozwiązań, ale czy to stanie się kiedyś, czy niebawem – jest sprawą życia Polski. Czy Polska wtedy będzie? Jest jej coraz mniej. Przeciwnik jest silny, bo współpracuje z piekłem.

Tylko wytrwała współpraca z niebem może nas ocalić. Wiemy, jakie są narzędzia i sposoby tej współpracy. Korzystajmy z tej wiedzy póki czas. Mamy wielu mądrych przewodników i świętych orędowników u Chrystusa i Maryi na ordynansach.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 12 lip 2014, 07:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Odcienie obojętności

ks. Paweł Siedlanowski

Przypowieść o siewcy to historia o odcieniach obojętności człowieka wobec Bożego słowa. Przybiera ona różny kształt: braku czujności wobec destrukcyjnego działania Złego, niestałości, uległości wobec złudzenia, że bogactwo i doraźne zabezpieczenia są w stanie zachować kształt życia. Finałem jest zawsze bezowocność i jałowość wszelkich działań, które podejmowane tylko z ludzkiej motywacji, dla osiągnięcia doraźnych celów, stają się bezwartościowe. Prowadzą ku cywilizacji śmierci.

Zaskakujące, z jaką łatwością pozwalamy dziś sobą manipulować, kierować całą swoją uwagę tam, gdzie nie ma nadziei, gdzie jest pustynia ze swoimi złudnymi mirażami. Zachowujemy się jak pierwotni mieszkańcy buszu, pierwszy raz widzący białych ludzi, sprzedający za blask szklanych paciorków wszystko, co najcenniejsze. Jak napisał na swoim blogu licealista: „Dla kilku srebrników i odrobiny ziemskich uciech uciekamy przed odpowiedzialnością. […] Wolimy odejść z podkulonym ogonem, nie mając odwagi spojrzeć w oczy Bogu”.

Od wieków Słowo Boże jest niezmienne – od zawsze jest też skuteczne, nie wraca do Boga bezowocnie, zanim nie dokona tego, co On chciał i „nie spełni pomyślnie swego posłannictwa” (por. Iz 55,11). To jeden z nielicznych elementów stałości w ciągle zmieniającym się świecie. A skoro tak jest, tylko on może stać się opoką wszelkiego budowania. Wszak nikt rozsądny nie stawia domu bez fundamentów, nie lokuje ich też na lotnym piasku. Inaczej budowla zawali się podczas pierwszej burzy – tak jak rodzina bez prawdziwej miłości, struktura państwa bez szacunku do prawdy, uczciwości, poszanowania dla ludzkiego życia, jak przyszłość budowana bez odniesienia do Boga i Jego praw.

Dzisiejsza Liturgia Słowa winna wnieść w serce chrześcijanina kreatywny niepokój. Poprowadzić do zmierzenia się z prawdą o sobie. Istnieje niebezpieczeństwo puszczenia mimo uszu jej treści, tak doskonale przecież znanej i tylekroć słyszanej. Pokusa zamknięcia się na Słowo Boże, wybrania któregoś z odcieni obojętności, jest bardzo realna. I bardzo zgubna.

http://www.naszdziennik.pl/wp/85018,odc ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 24 lip 2014, 07:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Strzeżmy się buchalterii

Małgorzata Jędrzejczyk

„Ojczyzna błaga o modlitewną pamięć i pomoc. Nie odmawiajmy” – zaapelował ks. bp Kazimierz Ryczan w liście wystosowanym z okazji XXXIII Diecezjalnej Pieszej Pielgrzymki Kieleckiej na Jasną Górę. Wezwał do wierności znalezionemu skarbowi, jakim jest nasza wiara w Chrystusa.

Od modlitwy za Polskę „nie ma wakacji” – stwierdza ksiądz biskup, wzywając pielgrzymów do modlitwy za Ojczyznę. „Niech Królowa Polski stanie na czele walczących o uczciwość rządzących. Niech modlitwa doprowadzi do nawrócenia skorumpowanych urzędników. Niech Polacy zjednoczeni wiarą staną w obronie prawdy, życia, zagrożonej wolności słowa. Niech zamysły szatana nie znajdują posłuchu w polityce, sądownictwie, w administracji, w parlamencie, w służbach ministerialnych” – wzywa ks. bp Ryczan.

W liście przypomina dzieło życia św. Jana Pawła II, który „znalazł skarb, sprzedał wszystko, co miał, i nabył go z rolą Kościoła”. Wskazuje, że Papież Polak „umiłował ten skarb”, w konsekwencji „nie zdradził Chrystusa mimo kuli zamachowca skierowanej przez przerażone imperium zła, lecz wezwał świat do otwarcia drzwi Chrystusowi”.

Głównym motywem listu jest skarb ukryty w roli. „Kto chce mieć skarb, musi nabyć rolę, w której ukryty jest skarb. Za jaką cenę? Za cenę wyzbycia się dotychczasowych pozornych bogactw” – pisze pasterz kielecki. Jak następnie zwraca uwagę, w zwyczajnym życiu, „decydując się na macierzyństwo, wybieram je z całą gamą radości i trudów oraz zobowiązań. Decydując się na ojcostwo, wybieram je z całą gamą trudu i odpowiedzialności. Decydując się na zawód lekarza, wybieram go z poświęceniem dla chorych, z odpowiedzialnością, z ryzykiem oskarżeń, jak dr Chazan”.

Ksiądz biskup Ryczan wskazuje, że skarbu Bożego nie da się pogodzić ze służbą szatanowi, ze służbą złu, pod żadną postacią. Jak stwierdza, „udawanie doprowadza do podwójnej twarzy, do podwójnej duszy”. Podkreśla, że „nie można skarbu zostawić przed wejściem do urzędu, do szpitala, do ministerstwa, do parlamentu. W tajemnicy Królestwa Bożego nie liczy się nasza buchalteria”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/87301,str ... terii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 29 lip 2014, 06:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Doczekaliśmy się XXI wieku i okazuje się, że nadal musimy się wzajemnie przekonywać o tym, że zabijanie jest zbrodnią, a lekarze wybrali zawód w którym ludziom się pomaga, ratuje ich, przedłuża im życie. Wszystko to stąd, że światem rządzą zbrodniarze, lewackie kołtuny, którym jeszcze nie wykształciła się gdzieś w sercu moralność, a jedynie posiadają chłodną umysłową kalkulację, co im bardziej się opłaca.

Słudzy życia, a nie śmierci

Z dr. Januszem Chudybą, sygnatariuszem Deklaracji Wiary, właścicielem Przychodni „Chumed” w Warcie Bolesławieckiej, członkiem Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy, rozmawia Marek Zygmunt
Dlaczego podpisał się Pan pod Deklaracją Wiary?
– Uczyniłem to bez najmniejszego wahania. Serdecznie dziękuję prof. Wandzie Półtawskiej za tę inicjatywę jako wyraz wdzięczności za św. Jana Pawła II oraz solidarności z jego nauczaniem. Jesteśmy świadkami walki cywilizacji – ścierają się obozy życia, prawdy, dobra i piękna z obozem zła, śmierci, deprawacji moralnej, zniszczenia. Jednym z pól bitewnych tej bezwzględnej batalii jest walka z etosem lekarza jako sługi życia i zdrowia człowieka – chorego, słabego, bezbronnego. Ci, którzy chcą zabijać bezbronne dzieci i słabych starców, mają w tym swój cel – doskonały interes, w tym między innymi owo słynne „kręcenie lodów” na służbie zdrowia. Lekarze mają być w tym procederze narzędziem katowskim. Z tą jednak różnicą, że kat zabija skazanych za określone winy, natomiast lekarze mają zabijać bezbronnych, nieuleczalnie chorych i cierpiących ludzi dla interesu określonej grupy biznesu zagłady.

Wcześniej czy później każdemu z nas zabraknie zdrowia i ulegniemy chorobie. Co się z nami stanie, gdy zabraknie lekarzy sumienia?
– Pytamy tych, którzy krytykują lekarzy obrońców życia i zdrowia ludzkiego, lekarzy sumienia, używających najlepszej wiedzy, godziwych środków i metod: czy zawierzyliby życie i zdrowie własne i najbliższych lekarzowi, który podpisuje klauzulę niewiary i przy najbliższej sposobności dokona aborcji lub eutanazji? A może jednak wybierze lekarza, który nie podporządkuje się niegodziwemu prawu stanowionemu, pozwalającemu zabić w ramach tzw. procedury medycznej i w majestacie obowiązującego prawa. Lekarz zawsze pozostanie w świadomości ludzkiej jako ten, który przynosi ulgę w cierpieniu i ratuje życie, bo takie jest jego powołanie i zadanie.

Uderzenie w prof. Bogdana Chazana, lekarza o wielkim autorytecie, znanego z szacunku dla życia ludzkiego, stanowi ostrzeżenie, by lekarze nie kierowali się w swojej pracy sumieniem?
– Oczywiście, że tak. Mamy być bezwolną, bezmyślną i bez sumienia masą wyrobników. Bez sumienia może być tylko bestia. Jeśli nie wykonamy gestu solidarności i poparcia dla profesora Chazana oraz kategorycznego sprzeciwu wobec tyranii rządu, to staniemy się współudziałowcami zbiorowej zbrodni popełnionej w „majestacie prawa”. Wierzę, że środowisko lekarskie czynnie przeciwstawi się temu barbarzyństwu. Nagonka na tego rodzaju fachowca i tak wielkiej miary specjalistę i człowieka musi oznaczać coś więcej niż tylko atak z powodu podpisania przez niego Deklaracji Wiary. Całe środowisko dobrze zarabiające na in vitro oraz proaborcyjne wpadło we wściekłość, że oto wyszła na jaw prawda o tym, jak nieskuteczne, a jednocześnie jak bardzo intratne dla określonych środowisk jest zapłodnienie pozaustrojowe in vitro.

Media przemilczały fakt, że chore dziecko zostało poczęte metodą in vitro. Przekazywały skrajnie zmanipulowany obraz – z jednej strony zawiedzeni, zrozpaczeni rodzice, a z drugiej „nieludzki” lekarz.
– Cała sprawa zbiegła się akurat z obradami w Sejmie na temat dopłacania z naszych podatków do procedury in vitro w ramach NFZ. Na zabiegi wydano ponad 72 mln złotych, przy tym zaklasyfikowano do tej procedury 8,6 tys. par, a uzyskano 2,5 tys. ciąż, z których urodziło się zaledwie 214 dzieci – reszta nie przeżyła. Owe 2,5 tys. ciąż pociąga za sobą co najmniej 8 zarodków na każdą ciążę „do wyrzucenia”, co daje ok 20 tys. osób zabitych. Rodzi się przy tym tylko 214 dzieci, które – jak podają wyniki badań – są obarczone wadami zdrowotnymi. Zatem łatwo wyliczyć – skuteczność metody zapłodnienia pozaustrojowego to niespełna 1 procent. Jest to wynik szokujący. Poza tym Ministerstwu Zdrowia zniknęło gdzieś 450 aborcji dokonanych „zgodnie” z prawem. Pan profesor Chazan, człowiek, który ujawnił tę prawdę, jest wrogiem numer jeden dla lobby proaborcyjnego.

Uczestnicy nagonki na profesora kreują jako pozytywnych bohaterów rodziców chorego dziecka.
– Zrozumiałe jest wielkie cierpienie małżeństwa bezdzietnego, które otrzymuje „nowoczesną propozycję” od biznesu in vitro zaradzenia problemowi – zapłodnienie in vitro. Czy ktoś ich poinformował o technice zapłodnienia pozaustrojowego obarczonej bardzo dużym ryzykiem poczęcia dziecka z licznymi wadami wrodzonymi? Jedyna propozycja, jaka pada ze strony biznesu in vitro, to zabić chore nieuleczalnie dziecko jako „wybrakowany produkt technologii” dokonywanej w laboratoriach przez tzw. selekcjonera-inseminatora. Przez zabicie dziecka z wadami ukrywa się wielką wadliwość techniki in vitro działającej wbrew naturze i miłości i prokreacji ludzkiej. Niegodziwość procederu zapłodnienia pozaustrojowego widać bardzo dokładnie – chodzi tu o pieniądze, a nie o dobro małżeństwa i rodziny. To nie jest metoda leczenia – bezpłodność nadal istnieje. W sytuacji problemu i choroby osoby te zostają osamotnione.

Przy okazji lobby aborcyjne sięga po wyświechtane frazesy o „katolickich fundamentalistach”. A przecież przysługujące każdemu człowiekowi prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci zakorzenione jest w prawie naturalnym niezależnym od prawa konfesyjnego.
– Hipokrates – lekarz i poganin, nieznający religii objawionej, stworzył ramy postępowania moralnego dla lekarzy. Kończąc akademię medyczną, składamy przysięgę Hipokratesa, gdzie jednoznacznie stajemy po stronie życia, ślubując, że „nie podamy pacjentowi trucizny, nawet na jego żądanie, a kobiecie brzemiennej środka poronnego”. Już wtedy uczciwe myślenie jest odczytywaniem godności człowieka i roli lekarza jako strażnika życia i zdrowia. Arystoteles – kolejny mędrzec, poganin, rzetelnie poszukujący prawdy, twierdzi, że lekarz ma obowiązek moralny podjąć leczenie nawet wtedy, gdy nie widzi po ludzku szans jego powodzenia.

Opierając się na etyce klasycznej, widzimy lekarza jako człowieka, który strzeże życia i zdrowia ludzkiego, używając do tego wiedzy, którą ma obowiązek ciągle zdobywać i pogłębiać, oraz wszelkich godziwych środków. To jest etos lekarza wypracowany przez starożytnych myślicieli, którzy uczciwie i w prawdzie czytali rzeczywistość.

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, która związana jest z Odnową w Duchu Świętym, zwolniła jednak prof. Bogdana Chazana z zajmowanego stanowiska.
– Duch Święty na pewno nie ma nic wspólnego z czynami tej pani. Usta zwykle mówią z obfitości serca. Trzeba być czujnym wobec takich ludzi. Nigdy nie wiemy, z której strony nastąpi atak. Z uśmiechem na ustach czynią zło. Co za cynizm.

Bardzo podobała mi się niezwykle trafna wypowiedź ks. prof. Pawła Bortkiewicza, który stwierdził, że pani Gronkiewicz-Waltz sama skazała się na ekskomunikę. Oczywiste jest, że naprawę świata należy zaczynać od samego siebie, ale jako katolicy musimy być jednoznaczni ewangelicznie. Nasza mowa ma być tak – tak, nie – nie.

Dziękuję za rozmowę.
Marek Zygmunt

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ierci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 14 sie 2014, 06:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Do czego Ty mnie powołujesz, Panie

Z Mary Wagner z Kanady, która za działalność pro-life trafiła na 23 miesiące do więzienia, rozmawia Beata Falkowska

Gdy trafiła Pani do więzienia, kreowano Panią na agresywnego osobnika atakującego kobiety pod klinikami aborcyjnymi. Proszę opowiedzieć o swoich działaniach. Dlaczego daje Pani kobietom róże?
– Około 20 lat temu działacze pro-life zostali pozbawieni możliwości korzystania z wolności słowa w pewnym promieniu od ośrodków aborcyjnych. Kiedy idę do takich miejsc, staram się rozmawiać z matkami, czasem z ojcami, a nawet pracownikami, ale priorytetem są zawsze matki. Staram się nawiązać z nimi kontakt i pozostawać możliwie blisko, jeżeli wciąż są nastawione na aborcję. Przynoszę róże jako znak miłości i zainteresowania oraz literaturę na temat tego, gdzie mogą otrzymać pomoc. Przedtem zawsze idę na Mszę św. i oczywiście dużo modlę się za wszystkich, których tego dnia spotkam. Reakcje matek bardzo się różnią. Wiele z nich nie mówi dużo, inne odwrotnie. Niektóre złoszczą się, ale większość nie.

Miała Pani jakieś kontakty z personelem klinik?
– Bardzo trudno jest przebić się przez ich mechanizmy obronne, gdy już znalazły się w takim miejscu. Personel jest często bardziej wrogi i głośny. Kiedy pracownicy są świadomi mojej obecności, robią wszystko, żeby uniemożliwić mi kontaktowanie się z matkami. Pamiętajmy, że kliniki aborcyjne są biznesem i każda kobieta to dla nich klient.

A motywy Pani działania? Czy chodzi tylko o nadprzyrodzony owoc modlitwy i ofiary, czy też chce Pani jakoś wpłynąć na kobiety? Czy też wreszcie jest to protest, publiczna działalność obywatelska pokazująca, że los najmłodszych dzieci nie może być obojętny?
– Od dzieciństwa byłam związana z ruchem pro-life. Opuszczenie kobiet nastawionych na aborcję i ich dzieci zawsze bardzo leżało mi na sercu. Bardzo mocno zainspirowała mnie Matka Teresa, która powiedziała: „Nie widzę tłumów. Widzę za każdym razem tylko jedną osobę – Jezusa”. Te słowa pomogły mi zobaczyć, jak Bóg prowadzi mnie po prostej ścieżce. Bóg dotknął mojego serca, otworzył mnie na większe zaufanie Jemu i głębszą wiarę w Jego miłość do każdego z nas.

Ognisko zaczęło przesuwać się od „problemu” aborcji i tego, jak go rozwiązać, do szukania bliższej jedności z Bogiem, wiedząc, że On oczyszcza pragnienie służenia Mu w tych najmniejszych. Odkryłam, że jest to niemożliwe bez spotkania z Nim sam na sam w modlitwie, w adoracji. Tam On nas oczekuje, w Najświętszym Sakramencie, i On oczekuje nas w ubogich, a szczególnie w opuszczonych.

Matka i dziecko wchodzące do ośrodka aborcyjnego z pewnością są wśród najuboższych z ubogich i oczekują miłości i miłosierdzia. Chociaż może mi się nie udać pomóc matce podjąć decyzji, że pokocha i przyjmie swoje dziecko, wciąż mogę z łaską Bożą być tam, uczynić zobowiązanie, że będę tam stać po stronie życia. Nie chodzi więc w pierwszym rzędzie o zmianę prawa i zrobienie protestu, chociaż takie wysiłki są konieczne. Porównywalną sytuacją jest dotarcie do kogoś, kto jest bliski popełnienia samobójstwa. Załóżmy, że słyszymy o kimś, kto właśnie jest blisko skoczenia z mostu, i wiemy również, że nie ma przy nim nikogo, kto pomógłby mu się opamiętać. Jaka jest nasza reakcja?

Większość z nas pobiegłaby, żeby zatrzymać tę osobę.
– Tak samo jest z matką i dzieckiem. Mamy linie kryzysowe i programy edukacyjne, by zapobiegać samobójstwom, ale oczywiście kluczowe jest, żeby być przy osobie narażonej na to ryzyko.

Wymieniłyśmy wcześniej kilka e-maili, w których opisałam Pani sprawę polskiego lekarza prof. Bogdan Chazana. Wspominała Pani, że modli się za pana profesora.
– Dziękuję za tę informację o lekarzu, który okazał zdecydowanie w bronieniu czystości zawodu przez odmowę dokonania aborcji. Łączę się w modlitwach z doktorem Chazanem i jego obrońcami. Czytałam artykuł o jego sytuacji. Niech Bóg błogosławi waszej pracy.

Jestem także bardzo poruszona wielkim poparciem i zapałem okazanym mi przez wielu Polaków. Wiedząc nieco o tym, jak żyliście waszą wiarą i broniliście się przed komunistycznym reżimem, ostatecznie doprowadzając do jego upadku, jestem zbudowana i zachęcona waszym wsparciem do wysiłku pomocy budowania tego, co św. Jan Paweł II nazwał „kulturą życia”.

Przy tej sprawie znów pojawiły się głosy, że nasz, katolików, sprzeciw wobec aborcji nie może być głośny, zdeterminowany. Oczywiście środowiska lewicowe rozgrywają tę kwestię propagandowo. Jakie jest Pani świadectwo w tym względzie? Jaka powinna być nasza walka?
– Jako katolicy jesteśmy wezwani, by być miłosierni dla wszystkich, włączając w to naszych „wrogów”. To znaczy, że musimy ich naprawdę kochać, nawet jeśli jesteśmy zdecydowanie przeciwni temu, w co wierzą lub robią. Musimy chcieć raczej oddać swoje życie niż odebrać je innemu. Nie znaczy to jednak, że mamy zawsze być cicho.

Wierzę, że jest czas i miejsce, by być głośnym, o ile nie robi się tego w sposób raniący. Czyż nasz ukochany Papież Franciszek nie powiedział w Rio de Janeiro, że mamy zrobić dużo hałasu? Pojawia się pytanie: „Do czego Ty mnie powołujesz, Panie?”. Każdy ma inne powołanie. Wszyscy jesteśmy powołani do miłości i do pokory, ale to nie oznacza unikania konfrontacji za wszelką cenę. „Łagodność nie jest schronieniem dla tchórzostwa”. Jezus mówi nam, byśmy byli „roztropni jak węże, nieskazitelni jak gołębie”. Musimy prosić Ducha Świętego, by nas tego nauczył. Inaczej możemy być zjadliwi, a zjadliwość wydaje się wyrastać z pychy, nieprawda?

Kiedy kanadyjskie społeczeństwo straciło poczucie godności ludzkiego życia od poczęcia? Jakie były główne przyczyny tego przełomu?
– Im więcej o tym myślę, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że to nie jest takie proste. Ale jeśli mówimy konkretnie o szacunku dla życia dziecka w łonie matki, widzimy kontrast pomiędzy Kanadą przed i po „rewolucji seksualnej”. Przed rewolucją seksualną aborcja była w Kanadzie nielegalna. Chociaż była pewna ilość nielegalnych aborcji, to w większości przypadków kobiety przynajmniej pozwalały urodzić się swoim dzieciom. Dla większości ludzi, także niemających nic wspólnego z Kościołem, aborcja była czymś nie do pomyślenia, tabu.

Od kiedy aborcja została zdekryminalizowana około 40 lat temu, staliśmy się narodem druzgocąco uległym i złamanym. Zabijanie nienarodzonych dzieci stawało się coraz bardziej akceptowane. Oprócz zmiany prawa nastąpiła też zmiana mentalności. Ludzie, którzy chcą współżyć w każdej chwili, ale nie chcą począć dziecka, używają kontroli urodzeń. Jeśli ona zawiedzie i dziecko się pocznie, to jest ono postrzegane jako „pomyłka”, zaś aborcja staje się planem zapasowym. Warto też zobaczyć, co się zaczyna dziać, gdy raz się odejdzie od podstawowej zasady.

Czy w Kanadzie, tak jak obecnie w Polsce, niekaralność aborcji była najpierw promowana w odniesieniu do przypadków „skrajnych”, „wyjątków”?
– Było dokładnie tak. Lekarze mieli wykonywać aborcje albo odsyłać na aborcję, jeśli sami jej nie robili. Oczekiwano, że pielęgniarki będą w tym uczestniczyć. Zawód lekarza został splamiony odejściem od filozofii „nie szkodzić”. Pracownicy socjalni, doradcy także zostali włączeni w organizowanie aborcji, a zwykli kanadyjscy podatnicy mają płacić za zabijanie. Bardzo niewielu oparło się presji dopasowania się do zaistniałej sytuacji. Wraz z upływem czasu przychodzi kolejne pokolenie, które wydaje się wierzyć, że zabicie dziecka jest po prostu ok, jeżeli się jeszcze nie narodziło. Tym samym zakorzenia się przekonanie, że pewne ludzkie istnienia są nieużyteczne.

Czy uważa Pani, że poznanie prawdy, czym naprawdę jest aborcja, może zmienić sposób myślenia? Chodzi mi zarówno o pojedyncze osoby, które przychodzą do klinik, jak i tę większość społeczeństwa, która opowiada się za „prawem” do aborcji.
– To pytanie skłania mnie do myślenia nad kwestią zła jako takiego. Dlaczego zazwyczaj jest tak, że akceptujemy zło tylko, gdy w jakiś sposób postrzegamy je jako dobro? Czy gdyby współcześni Jezusowi wiedzieli, że jest On naprawdę Synem Boga, to czy ukrzyżowaliby Go? Jeśli matka i ojciec naprawdę wiedzieliby, że ich dziecko jest cennym darem od Boga, to czy zdecydowaliby się na aborcję? Jaka jest ostateczna prawda o aborcji?

Wiedza, że jest to brutalne zabicie bezbronnej istoty ludzkiej, jednym ludziom wystarczy, by zmienić myślenie, ale innym potrzeba czegoś więcej, ponieważ jest to problem serca. Szczególnie matki i ojcowie mogą być tak pochłonięci utrzymaniem swojego życia takiego, jakie znają, że nie przekona ich wiedza na temat ich dziecka; sami nie pozwolą sobie o nim myśleć. Moje doświadczenie w spotkaniach z ludźmi, którzy bronią aborcji, jest takie, że oni sami lub ktoś im bliski miał do czynienia z aborcją. A w Kanadzie bardzo wielu ludzi zostało dotkniętych przez aborcję, prawdopodobnie prawie każda rodzina (na przestrzeni kilku pokoleń).

Dziś, mimo naporu cywilizacji śmierci, gdy ktoś chce się dowiedzieć, czym jest aborcja, ma ku temu wiele okazji.
– Dla ludzi z rodzin dotkniętych problemem aborcji obrona aborcji jest w rzeczywistości samoobroną, osłoną przed straszliwą prawdą, że aborcja zabija dziecko, może ich dziecko. Większość ludzi przestanie bronić swoich przekonań i otworzy się na prawdę tylko wtedy, gdy będzie miała gdzie z tą prawdą pójść, gdy będzie wiedziała, że osoba broniąca życia ich kocha i – co jest nieskończenie ważniejsze – Bóg ich kocha, nie potępia ich samych, potępiając czyn, jakim jest aborcja.

Wtedy jest o wiele bardziej prawdopodobne, że zrewidują swoje poglądy. To kieruje nas z powrotem do prymatu życia naszą wiarą. Aborcja jest ciężką konsekwencją braku czci Jedynego Prawdziwego Boga, nieuznania Jezusa, jak powiedziała Matka Teresa, „w odpychającym przebraniu ubogiego”.

Jakie ograniczenia prawo kanadyjskie, sądy i administracja nakładają na działalność ruchu pro-life?
– Ponieważ w naszym kraju aborcja jest dozwolona, jesteśmy karani przez prawo za próbę ochrony dziecka w czasie i miejscu, w jakim najbardziej tego potrzebuje. Miejsce, w którym odbywa się zabijanie, jest uznawane za prywatną posiadłość, a także legalny biznes. Mój ostatni zarzut to była „szkoda wywołana ingerencją w legalne użytkowanie własności lub wykonywanie działalności gospodarczej”.

Linda Gibbons była wielokrotnie aresztowana i spędziła za kratami ponad dziesięć lat za uprzejme mówienie i trzymanie znaku przed „kliniką” aborcyjną. Jest zatrzymywana, od kiedy ponad 20 lat temu uznano, że obrońca życia, który przebywa w określonym obszarze w pobliżu ośrodków aborcyjnych, nawet jeśli są to miejsca publiczne, czyni to nielegalnie.

Jak w takim razie działają obrońcy życia w Kanadzie?
– Ruch pro-life w Kanadzie powstał, gdy pojawiło się zagrożenie dekryminalizacji aborcji. Chrześcijanie byli w centrum tego ruchu i są nadal. Pamiętam, że jako małe dziecko spotykałam dorosłych, którzy wiele swojego czasu poświęcali na tę pracę i wciąż są bardzo głęboko zaangażowani.

Dobrym pytaniem na dziś jest, co właściwie znaczy bycie pro-life. Są ludzie bardziej bezpośrednio zaangażowani w walkę na rzecz nienarodzonych dzieci i matek, a także ci, którzy starają się edukować i budzić świadomość na temat zagrożeń wobec starszych i niepełnosprawnych, nie zawsze otoczonych troską.

Są bardzo oddani młodzi ludzie, którzy odpowiedzieli na wezwanie św. Jana Pawła II, by nie bać się iść z Ewangelią życia na ulice, i są inni, którzy dają świadectwo na rzecz życia przez to, jak sami żyją, przez gotowość ofiary w obronie słabszego i stanie na straży prawdy. Na przykład znam ludzi, którzy zabierali głos w miejscach pracy, na swoich uczelniach, w sytuacjach społecznych, którzy nie ulegają konformizmowi i mają większy wpływ na kulturę, niż sobie wyobrażamy. Niedawno poznałam małżeństwo, już wcale niemłode, które kilka lat temu adoptowało dziecko z zespołem Downa.

To chyba cud, że się w ogóle urodziło w Pani ojczyźnie?
– W Kanadzie 90 proc. takich dzieci po diagnostyce prenatalnej jest zabijanych przed urodzeniem. A ci rodzice mocno kochają swojego syna. Tymczasem ustanawiane prawo jest coraz bardziej bezwzględne. W Quebecu właśnie uchwalono ustawę dopuszczającą zredefiniowane zabijanie ludzi w pewnych okolicznościach przez lekarzy jako „pomoc medyczną w umieraniu”. Chociaż podjęto próbę, by odrzucić te regulacje poprzez sąd federalny, to jednak względnie mało ludzi dostrzega ciężar tego, dokąd to nas prowadzi. Kanadyjczycy w ogólności cieszą się pewnym poziomem komfortu, o jakim większość ludzi może tylko śnić. Ale ten komfort może zrodzić apatię i samozadowolenie, które jest bardzo trudno strzasnąć.

A jak wygląda biznes aborcyjny? Czy dużo jest klinik? Kto je wspiera?
– W samym Toronto, kiedy ostatnio sprawdzałam, było siedem czy osiem ośrodków aborcyjnych reklamujących się w internecie. Dwa z nich proponowały wirtualne wycieczki po swojej „firmie”, wskazujące, że rywalizują z innymi miejscami o klientów. W Kanadzie to rząd, czyli podatnicy, są „zmuszeni” do wspierania tych „biznesów aborcyjnych” lub muszą ponosić kary, gdy odmawiają.

Co kobiety w Kanadzie myślą o aborcji? Co zazwyczaj skłania je do decyzji o zabiciu swojego dziecka? Co kształtuje ich myślenie – media, debata publiczna, proaborcyjna propaganda w sztuce, kulturze i reklamie czy edukacja seksualna w szkołach? Pytam o to ostatnie, ponieważ w Polsce właśnie od września w szkolnych programach mają być elementy ideologii gender.
– Kobiety w Kanadzie są podzielone w kwestii aborcji. Bardzo powszechne jest stanowisko, że: „ja właściwie nie uznaję aborcji, ale każdy ma prawo sam zadecydować”. Media i edukacja, szczególnie na wyższych poziomach, starają się utrwalać przekonanie, że aborcja nie jest niczym więcej niż usunięciem zbędnej tkanki, a kobieta ma prawo robić to, co chce ze swoim ciałem. Ale kiedy podaje się przypadek aborcji z tego powodu, że rodzice chcą chłopca, a nie dziewczynkę, już bardzo mało osób podtrzymuje ten argument.

To jest właśnie sytuacja, gdy mamy okazję wejść głębiej niż slogany. Kobiety wybierają aborcję z wielu różnych „powodów”. Możliwe, że niektóre robią tak dlatego, że nie zdają sobie sprawy ze wsparcia, jakie jest dla nich dostępne, gdy są same, bez pomocy ojca dziecka. Ale jest też bardzo powszechne, że kobiety decydują się na aborcję nawet wtedy, gdy mają zapewnioną pomoc.

Dziecko jest postrzegane jako zagrożenie. Ponieważ mamy już tak długo aborcję na życzenie, młodsze kobiety i dziewczyny spotykają się często z presją swoich matek, które same dokonały aborcji. Zetknęłam się z wieloma takimi przypadkami. Bardzo często nastolatki nie chcą aborcji, a otaczający je dorośli przekonują je, że to właściwe rozwiązanie.

Czy lekarz albo inny pracownik służby zdrowia może według prawa w Kanadzie odmówić przeprowadzenia aborcji?
– Lekarze w Kanadzie mogą odmówić wykonania aborcji, ale muszą wskazać innego lekarza, który to zrobi. Nie ma takiej ochrony dla pielęgniarek i niektóre zostały wyrzucone z pracy za odmowę uczestniczenia w aborcji. Słyszałam o przypadku sprzed 10 lat, kiedy osobie, która ukończyła studia medyczne, groziło, że nie będzie mogła praktykować w Kanadzie, gdyż odrzuca wszystko, co ma związek z aborcją i antykoncepcją. Wówczas było to nagłośnione przez media, powstało na tyle duże oburzenie społeczne wśród Kanadyjczyków, że pozwolono tej osobie na wykonywanie zawodu.

Jak Pani ocenia sens swojej działalności? Czy nasza katolicka postawa zmienia rzeczywistość, w tym prawo?
– Jako katolicy mamy największy skarb, którym jest nasza wiara w Boga, „który tak umiłował świat…”! To, co Bóg uczynił dla nas przez Jezusa Chrystusa 2 tys. lat temu, jest tak samo potężne teraz jak wtedy. Nawet gdy jest nas mało w liczbach (a przecież tak nie jest), to jeśli nasza wiara będzie jak ziarnko gorczycy, będziemy mogli wpłynąć na świat wokół nas, także na prawo. Żeby to udowodnić, wystarczyć po prostu popatrzeć na świętych. Podczas gdy niektórzy posiadali nadzwyczajne talenty, wielu, np. św. Teresa od Dzieciątka Jezus, pokazało, że Bóg sprawia cuda w sercach tych, którzy ufają Mu bez ograniczeń. Oczywiście musimy chcieć się ofiarować i pozwolić Bogu nas prowadzić. Jest pokusa, żeby próbować tworzyć świat na podstawie naszych własnych pomysłów, zamiast pokornego poddania się Bogu.

Czy jakieś kanadyjskie osobistości, autorytety okazywały Pani pomoc lub poparcie podczas uwięzienia? Czy ta sprawa w ogóle była głośna w kraju?
– Podczas mojego uwięzienia Linda Gibbons i ja otrzymałyśmy Medal Diamentowego Jubileuszu Królowej od deputowanego Maurice’a Vellacotta. Tysiące takich medali powierzono wszystkim członkom parlamentu, żeby je rozdzielali według uznania. Pan Vellacott chciał zwrócić uwagę na naszych nienarodzonych braci i nasze siostry, którzy są zabijani podczas aborcji, więc wręczył Lindzie i mnie te medale, żeby podziękować w ten sposób za walkę o nich. Jego decyzja wywołała wiele kontrowersji w świeckich mediach, ponieważ obie jesteśmy „skazanymi przestępcami” i było wiele głosów, że z tego powodu nie możemy być nagradzane. Otrzymałam również wsparcie i zachętę od wielu duchownych i zgromadzeń zakonnych. Wiadomości o mojej sprawie najszerzej publikował [portal internetowy] LifeSiteNews.

Co Pani sądzi o długofalowych konsekwencjach dla ludzi, dla całego narodu tak drastycznego naruszenia prawa naturalnego, jakim jest masowe zabijanie nienarodzonych dzieci?
– Długotrwałe konsekwencje tak rozpowszechnionej aborcji są wielorakie. Jeśli jedna kobieta dokonała aborcji w swoim życiu, to cała rodzina jest tym dotknięta. Jak powiedziała Matka Teresa: „Każdy kraj, który akceptuje aborcję, nie uczy swoich obywateli kochania się nawzajem, ale uczy używania wszelkiej przemocy w osiąganiu tego, czego chcą; to właśnie dlatego rzeczą, która w największym stopniu niszczy miłość i pokój, jest aborcja”.

Co się stało w Kanadzie od czasu dekryminalizacji aborcji? Widzimy kobiety, które dokonały wiele aborcji, mamy więcej nadużyć wobec dzieci, więcej samobójstw (czytałam, że kobieta, która miała aborcję, podlega większemu ryzyku samobójstwa), bardzo wysoki odsetek rozwodów. Mamy opinię publiczną podzieloną wokół tego, kto ma mieć „prawo” umrzeć, ludzi bojących się zaufać sobie nawzajem, pogardę dla starszych i niepełnosprawnych. Widzimy tę „kulturę śmierci”, antykulturę, której końcem jest totalna autodestrukcja, wojna?

Z drugiej strony, gdy kobieta naprawdę dochodzi do tego, czym jest aborcja (co wymaga ogromnej odwagi i pokory), kiedy zmierza się z tym uczciwie, otrzymuje przebaczenie i miłosierdzie naszego Pana. Jak napisał św. Jan Paweł II w „Evangelium vitae”, jej świadectwo może być „jednym z najbardziej wymownych argumentów w obronie prawa wszystkich do życia”. Widziałam taką przemianę w życiu kilku osób. Coraz więcej uwagi poświęca się potrzebie dotarcia do matek po aborcji (i ojców) oraz rodzeństwa, które przeżyło, na których wpływ aborcji jest istotny, a dotąd mało dyskutowany.

Dziękuję za rozmowę.
Beata Falkowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/91335,d ... panie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 16 sie 2014, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Nieście światu nadzieję

Sebastian Karczewski

Przed zafascynowaniem materializmem, tłumiącym autentyczne wartości duchowe i kulturowe, oraz duchem nieokiełznanej konkurencji, rodzącym egoizm i konflikty, przestrzegł Koreańczyków Ojciec Święty podczas Mszy św., której przewodniczył wczoraj na World Cup w mieście Daejeon. Franciszek wezwał do odrzucenia nieludzkich modeli ekonomicznych, które tworzą nowe formy ubóstwa i marginalizacji pracowników oraz „kultury śmierci, która deprecjonuje obraz Boga, Boga życia, i narusza godność każdego mężczyzny, kobiety i dziecka”. W Eucharystii uczestniczyło ponad 50 tysięcy wiernych.

W homilii Ojciec Święty nawiązał do uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, które „ukazuje nam nasze przeznaczenie jako przybranych dzieci Bożych i członków Ciała Chrystusa”. – Świętując tę uroczystość, łączymy się z Kościołem na całym świecie, spoglądając na Maryję jako naszą Matkę nadziei – powiedział Franciszek, zwracając uwagę, że Jej kantyk chwały przypomina nam, że Bóg nigdy nie zapomina o swojej obietnicy miłosierdzia. Papież podkreślił, że właśnie wypływająca z Ewangelii nadzieja jest antidotum na ducha rozpaczy, który zdaje się rozrastać jak rak w społeczeństwach zamożnych, zewnętrznie bogatych, ale często doświadczających wewnętrznego smutku i pustki. – Jak obfite żniwo zebrała ta rozpacz wśród wielu naszych młodych! Oby młodzi, którzy nas w tych dniach otaczają z ich radością i zaufaniem, nigdy nie byli okradani z nadziei! – mówił Ojciec Święty.

Ponieważ warunki meteorologiczne uniemożliwiły skorzystanie ze śmigłowca, drogę z Seulu do oddalonego około 140 km miasta Daejeon Franciszek przebył pociągiem. Msza św. rozpoczęła się z niewielkim opóźnieniem. Po Eucharystii i odmówieniu modlitwy „Anioł Pański” Ojciec Święty udał się do miejscowego seminarium duchownego, gdzie spożył obiad z grupą młodzieży reprezentującą delegatów na VI Azjatyckie Dni Młodzieży.

O naśladowaniu Chrystusa
Liczyć na siłę, jaką daje Chrystus, trwać blisko Pana w codziennej modlitwie i w każdej myśli, słowie oraz działaniu kierować się mądrością słowa Chrystusa oraz mocą Jego prawdy – takie trzy wskazówki przekazał młodym mieszkańcom Azji Ojciec Święty podczas wieczornego spotkania z młodzieżą w sanktuarium Męczenników Koreańskich w Solmoe. W swoim przemówieniu Papież nawiązał do heroicznego świadectwa męczenników, w którym „zajaśniała” chwała Chrystusa. – Dzisiaj Chrystus puka do drzwi waszych serc. Wzywa, byście powstali, byli w pełni rozbudzeni i czujni, byście dostrzegli to, co w życiu liczy się naprawdę – powiedział Franciszek. Zwracając uwagę na „rosnący w naszych społeczeństwach rozziew między bogatymi a ubogimi, „oznaki bałwochwalczego kultu bogactwa, władzy i przyjemności, uzyskiwanych wysokim kosztem życia ludzkiego” i rozszerzającą się we współczesnych społeczeństwach „pustynię duchową”, Następca św. Piotra zachęcił młodzież do niesienia światu „świadectwa Ewangelii nadziei, Ewangelii Jezusa Chrystusa i obietnicy Jego Królestwa”.

Do sanktuarium Męczenników Koreańskich w Solmoe Ojciec Święty przybył z Daejeon śmigłowcem. Wprost z lądowiska Franciszek udał się odkrytym samochodem do domu św. Andrzeja Kima Taegona, pierwszego koreańskiego kapłana i męczennika. Po modlitwie przejechał do dużego namiotu, w którym oczekiwali go uczestnicy VI Azjatyckich Dni Młodzieży. Franciszek przeszedł wzdłuż rozstawionych przez środek namiotu barierek, pozdrawiając entuzjastycznie witających go młodych ludzi.

Po powitaniu przez ks. bp. You Heung-sika, ordynariusza diecezji Daejeon, i wykonaniu przez młodzież z Indonezji tradycyjnego tańca głos zabrało troje przedstawicieli młodzieży – z Kambodży, Hongkongu i Korei Południowej. Przedstawiając swoje świadectwa, zadawali Ojcu Świętemu pytania; Franciszek z uwagą notował je na kartce. Po programie słowno-muzycznym, opartym na przypowieści o synu marnotrawnym, głos zabrał Następca św. Piotra, który wygłosił swoje przesłanie w języku angielskim, a zarazem odpowiadał na pytania młodzieży w improwizowanych wypowiedziach w języku włoskim. Po ponaddwugodzinnym spotkaniu z młodzieżą, Ojciec Święty udał się na lądowisko, skąd śmigłowcem odleciał do Seulu.

Zwiastun pokoju
Samolot włoskich linii lotniczych Alitalia „Michelangelo Buonarroti” z Franciszkiem na pokładzie wystartował z rzymskiego lotniska Fiumicino w środę, 13 sierpnia, kilka minut po godz. 16.00. W drodze do Korei Południowej przelatywał nad 10 krajami, w tym Polską. Po raz pierwszy samolot z Biskupem Rzymu przelatywał nad Chinami. Zgodnie ze zwyczajem i watykańską praktyką dyplomatyczną, wchodząc w przestrzeń powietrzną danego kraju, Ojciec Święty przesyłał okolicznościowy telegram na ręce jego prezydenta. „Wlatując w polską przestrzeń powietrzną, pragnę przesłać serdeczne pozdrowienia dla Pana Prezydenta oraz Pańskich rodaków. Dla was wszystkich przyzywam Bożego błogosławieństwa i modlę się, aby wszechmogący Bóg pobłogosławił wasz naród pokojem i dobrobytem” – napisał Franciszek w telegramie do Bronisława Komorowskiego. Podobne życzenia Ojciec Święty przekazał w telegramie do prezydenta Chin Xi Jinpinga.

Na pokładzie samolotu Franciszek tradycyjnie spotkał się z lecącymi wraz z nim dziennikarzami. Tym razem nie było konferencji prasowej, a Ojciec Święty ograniczył się do krótkiego pozdrowienia i modlitwy za włoskiego fotoreportera agencji AFP Simone Camilli, który zginął w Strefie Gazy na skutek eksplozji niewypału.

Po ponad 11-godzinnym locie i pokonaniu dystansu 8970 km, o godz. 10.15 czasu lokalnego (3.15 czasu polskiego) papieski samolot wylądował na terenie bazy lotnictwa wojskowego w Seulu. Tutaj przy asyście kompanii południowokoreańskich sił zbrojnych Ojca Świętego przywitała osobiście pani prezydent Park Geun-hye, a także przedstawiciele władz oraz Kościoła katolickiego. Na powitanie Biskupa Rzymu rozległ się również salut artyleryjski.

Z lotniska Franciszek udał się do nuncjatury apostolskiej, która jest jego stałą rezydencją przez cały czas wizyty w Korei Południowej. Po odprawieniu w tym miejscu Mszy św. i posiłku Ojciec Święty odjechał do siedziby prezydenta, gdzie odbyło się oficjalne powitanie.

Witając Biskupa Rzymu na koreańskiej ziemi, pani prezydent Park Guen-hye przypomniała m.in. o bolesnych skutkach podziału półwyspu, będących konsekwencją wojny z lat 50. ubiegłego wieku, które poszczególne rodziny koreańskie odczuwają do dziś.

W wygłoszonych do koreańskich władz słowach Ojciec Święty nawiązał do motywów swojej wizyty w Korei Południowej, a więc beatyfikacji 124 męczenników koreańskich i obchodów VI Azjatyckich Dni Młodzieży. W tym kontekście Franciszek zwrócił uwagę na „konieczność przekazania naszej młodzieży daru pokoju”. Papież zaznaczył, że budowanie pokoju opiera się na poszukiwaniu dobra wspólnego oraz burzeniu murów nieufności i nienawiści, a krzewieniu kultury pojednania i solidarności, do czego szczególnie powołana jest dyplomacja. – Jakże to ważne, by był słyszany głos każdego członka społeczeństwa oraz by krzewić ducha otwartej komunikacji, dialogu i współpracy! Równie ważne jest okazanie szczególnej troski o ubogich, słabych i pozbawionych głosu, nie tylko zaspokajając ich bezpośrednie potrzeby, ale także towarzysząc im w ich rozwoju ludzkim i kulturowym – powiedział Ojciec Święty.

Być stróżem pamięci i nadziei
Kolejnym, a zarazem ostatnim punktem programu pierwszego dnia papieskiej wizyty w Korei Południowej było spotkanie w siedzibie Konferencji Episkopatu Korei w Seulu z miejscowymi biskupami. W skierowanym do nich przemówieniu, Ojciec Święty zaapelował, by byli „stróżami pamięci i stróżami nadziei”.

Mówiąc o zadaniu biskupów jako „stróżów pamięci”, Papież Franciszek nawiązał do beatyfikacji męczenników koreańskich. Przypomniał, że katolicy w Korei są „spadkobiercami ich heroicznego świadectwa wiary”, a zarazem „spadkobiercami niezwykłej tradycji, która rozpoczęła się i dojrzewała w znacznej mierze dzięki wierności, wytrwałości i pracy pokoleń ludzi świeckich”.

Dziś, w trzecim dniu pielgrzymki, Ojciec Święty będzie się modlił w sanktuarium męczenników Seo So mun w Seulu, a następnie przy bramie Gwanghwamun – symbolu koreańskiej historii i kultury, Papież będzie przewodniczył uroczystości beatyfikacji Pawła Yun Ji-chunga i 123 towarzyszy, męczenników z XVIII i XIX wieku. W tym dniu odwiedzi także ośrodek rehabilitacji niepełnosprawnych Dom Nadziei w Kkottongnae. Spotka się też ze wspólnotami zakonnymi Korei oraz liderami apostolatu laikatu. W niedzielę głównym wydarzeniem będzie Msza św. na zakończenie VI Azjatyckich Dni Młodzieży. Do Rzymu Papież wyruszy dzień później.

http://www.naszdziennik.pl/wp/91651,nie ... zieje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 06 paź 2014, 08:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Ogień miłosierdzia

Małgorzata Pabis

W sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie zakończył się wczoraj IV Międzynarodowy Kongres Apostołów Bożego Miłosierdzia. Czciciele Bożego Miłosierdzia z wszystkich kontynentów odebrali ogień miłosierdzia i zadanie, by iskrę Bożego Miłosierdzia rozniecić na cały świat.

W kongresie uczestniczyło ponad 200 osób z 16 krajów świata, które wysłuchały wykładów poświęconych Bożemu Miłosierdziu, a także św. Siostrze Faustynie, św. Janowi Pawłowi II oraz bł. ks. Michałowi Sopoćce. Wykład na temat „Apostolstwo Bożego Miłosierdzia w Radiu Maryja i Telewizji Trwam” w sobotę przedstawił o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR. Dyrektor Radia Maryja mówił o kulisach powstania Radia Maryja i Telewizji Trwam. – Od dzieciństwa towarzyszyła mi myśl o powszechnym wezwaniu do ewangelizacji. Już wtedy myślałem o stworzeniu centrum ewangelizacji. O błogosławieństwo dla tego pomysłu poprosiłem później Jana Pawła II, który z grupą młodzieży przyjął nas w prywatnej bibliotece. Tak się zaczęło Radio Maryja – mówił o. Tadeusz Rydzyk.

Jak przypomniał redemptorysta, z tajemnicą Bożego Miłosierdzia wiąże się także historia Telewizji Trwam, która rozpoczęła nadawanie programu na cyfrowym multipleksie 15 lutego, w dzień imienin św. Siostry Faustyny i w liturgiczne wspomnienie jej duchowego kierownika bł. ks. Michała Sopoćki. Założyciel toruńskich mediów przypomniał także o Koronce do Bożego Miłosierdzia, która codziennie płynie z Radia Maryja. Podkreślił, że modlitwa ta przynosi błogosławione owoce.

Przypomniał również rolę św. Jana Pawła II w powstaniu Radia Maryja, jego wsparcie, gdy Radio miało trudności. – Ojciec Święty mówił wciąż: „Nie poddawaj się” – przypomniał o. Tadeusz Rydzyk.

Dyrektor Radia Maryja, nawiązując do planowanych Światowych Dni Młodzieży, które pod hasłem „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” odbędą się w Krakowie w 2016 r., zaproponował, by „wezwać wszystkich ludzi starszych i chorych, dzieci, rodziców i dziadków, żeby modlili się o wielkie łaski i Boże Miłosierdzie dla młodzieży. Bo młodzież to przyszłość Kościoła i świata”.

Z apelem, aby jednym z owoców kongresu była ogólnopolska wielka peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego, wystąpił ks. abp Stanisław Nowak.

Wczoraj, w liturgiczne wspomnienie św. Siostry Faustyny, w czasie Mszy św. ks. bp Henryk Ciereszko mówił do uczestników kongresu: – Święta Faustyna miała odwagę rozniecić mały płomyk ufności w Miłosierdzie Boże, a Bóg rozpalił go w wielki ogień swego niezmierzonego miłosierdzia. Prośmy przez jej wstawiennictwo, aby nas i świat cały ogarniał.

Uczestnicy kongresu skierowali do Ojca Świętego Franciszka list z prośbą o to, by św. Siostrę Faustynę uczynić Doktorem Kościoła. Pod petycją podpisali się ks. kard. Stanisław Dziwisz, księża biskupi, kapłani, siostry zakonne oraz ludzie świeccy.

http://www.naszdziennik.pl/wp/101649,og ... rdzia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 21 paź 2014, 12:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Zarówno człowiek, jak i rodzina są dziełami Boga. Bóg stworzył człowieka i stworzył rodzinę, aby ludzie mogli się rozmnażać i rozwijać. Bez rodziny nie może być ani człowieka, ani rozwoju, gdyż nie ma rozmnażania.
Ten kto niszczy rodzinę jest wrogiem człowieka, choćby sam był człowiekiem, przynajmniej z wyglądu.
Zdrowe społeczeństwa, zdrowe narody, zdrowa państwowość wspiera rodzinę. Chore, zdegenerowane, zbiorowości ludzkie, a przede wszystkim chore i zdegenerowane władze państwowe, niszczą rodzinę dopatrując się w niej zagrożenia dla swoich prywatnych egoistycznych ambicji wyrażających się we władzy, w dostatku i w bezkarności.


Kryzys w myśleniu o rodzinie?

Marek Czachorowski

Dochodzą z Rzymu dobre wieści. Podczas ostatniego synodu poświęconego rodzinie udało się biskupom zablokować homoseksualne lobby. Tak te wydarzenia ostatecznie zdiagnozował Papież Franciszek. Sodomia jest stałym elementem kananejskiego kultu, dzisiaj nazywanego satanizmem, przeciwstawnego prawdziwej czci jedynego Boga, o którą walczył Naród Wybrany z czcicielami Baala. Ta cześć jedynego Boga wyraża się najpierw w szacunku dla Jego pierwszego przykazania (znanego z Księgi Rodzaju), czyli uczestniczenia w Bożym dziele stwarzania człowieka i zaludniania ziemi. Sodomia to nie tylko brak odpowiedzi na to wezwanie, ale wręcz jej karykatura. Ujawnił się jednak poważny kryzys w Kościele dotyczący myślenia o rodzinie. Jest on zatem poważniejszy niż sam kryzys rodziny. Jakże poradzić sobie z kryzysem rodziny, jeśli nie potrafimy go zrozumieć? Dla jego rozumienia proponowane są dzisiaj różne metody i narzędzia, ale czasami pomija się najbardziej właściwe.

Nie zawiedli na synodzie polscy biskupi. Zamiast miotania gromami potępienia na sodomitów ks. abp Stanisław Gądecki podał argumenty, czyli odwołał się do narzędzia rozumu. Od wieków to polskie narzędzie walki o dobro. Dość przypomnieć aktywność rektora Pawła Włodkowica na Soborze w Konstancji (1414-1418). Zaapelował o uszanowanie ludzkiego rozumu w przekazywaniu chrześcijaństwa, czyli oparcie się na sile argumentów, a nie sile mieczów, jak wtedy „nawracali” Krzyżacy.

Siłą argumentów posłużył się polski kardynał Karol Wojtyła podczas Soboru Watykańskiego II, ratując Kościół przed już przygotowanym, ale wypaczonym dokumentem w sprawie małżeństwa i rodziny. Ojcowie Soboru posłuchali kardynała Wojtyły nie z powodu jego pięknej wymowy czy duchowego uroku, ale mocy przedstawionych przez niego argumentów. Dysponował takimi argumentami, bo całą pracę naukową poświęcił przecież filozofii małżeństwa i rodziny, jak to wyjawił w jednej ze swoich prac, wciąż jednak jakby ukrywanych w specjalistycznych bibliotekach.

Po ujawnieniu się sodomitów z planami ich „witania” w Kościele ks. abp Gądecki przypomniał gigantyczne dzieło na temat rodziny pozostawione przez św. Jana Pawła II. Jest to dzieło nie tylko teologiczne, ale wpierw filozoficzne. Teologia bez filozofii przestaje być sobą, co również, i to wielokrotnie, przypominał polski Papież.

Chociaż ujawniony ostatnio kryzys w Kościele został przezwyciężony, to jednak jest sygnałem, aby podjąć zaradcze działania. Wszelakie kryzysy pokonuje się odpowiednimi ku temu środkami. Kryzys w budownictwie przezwycięża się przy pomocy dobrych budowniczych, a na kryzys ekonomiczny aplikuje się środki postulowane przez dobrych ekonomistów. Mamy dzisiaj całkiem duże grono osób uważających się za specjalistów od rodziny. Lekarze, psychologowie, socjologowie, pedagodzy i teologowie niekiedy nawet uważają swoją dyscyplinę za jedynie kompetentną w sprawach rodziny. Historia chrześcijańskiej Europy jest pełna przykładów arcyszkodliwego dla chrześcijaństwa mieszania granic kompetencji rozmaitych nauk, co dobrze było widoczne u schyłku średniowiecza. Nadwerężono jego dorobek nie tylko z zewnątrz, ale nade wszystko od wewnątrz, i to przez niektórych najbardziej gorliwych i najbardziej inteligentnych chrześcijan. Znakomicie pokazuje ten proces Etienne Gilson (w książce „Jedność doświadczenia filozoficznego”), tomista, najwybitniejszy znawca myślenia średniowiecza. Kończy się ta epoka powszechnym zwątpieniem w możliwości ludzkiego rozumu, Bożego dzieła, otwierając w ten sposób drogę Lutrowi i innym „reformatorom”, rozbijającym chrześcijaństwo. Jeśli św. Tomasz z Akwinu rozróżnił poznanie filozoficzne od poznania teologicznego, to inni gorliwi chrześcijanie tej epoki „podejmują w sposób radosny dzieło unicestwienia tego, co stworzył sam Bóg”, dowodząc, że „pobożne dusze nie potrzebują wiedzy filozoficznej”. Dzisiaj także niektórzy mniemają, że kryzys myślenia o rodzinie da się przezwyciężyć bez filozofii.

http://www.naszdziennik.pl/wp/104397,kr ... zinie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 23 paź 2014, 07:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Wokół życia i śmierci

Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Małgorzata Bochenek

Tematyka opieki perinatalnej, wielowymiarowego spojrzenia na cierpienie człowieka zostanie podjęta podczas konferencji naukowej „Życie bliskie śmierci”, która odbędzie się w najbliższą sobotę w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Warszawsko-Praskiej. Konferencja rozpoczyna cykl sesji „W kręgu nauki”, organizowanych co pół roku z inicjatywy ks. abp. Henryka Hosera.

Wymiana myśli, formułowanie interdyscyplinarnych wniosków naukowych oraz popularyzacja najnowszych wyników obserwacji i badań z dziedziny bioetyki – to cele cyklu spotkań „W kręgu nauki”. Sobotnia konferencja jest pierwszym z nich.

Podczas konferencji wybitni naukowcy szukać będą odpowiedzi na nurtujące pytania, wyzwania współczesności, w duchu nauki i wiary. – Zaproszenie na konferencję skierowane jest do lekarzy z całej Polski, również do studentów medycyny, ale także do zainteresowanych tematyką bioetyczną. Ma charakter otwarty, zapraszamy wszystkich – podkreśla Magdalena Kowalewska z biura prasowego diecezji warszawsko-praskiej.

Wśród prelegentów będą wybitne osobistości, a wśród nich ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz, filozof, teolog i socjolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który podejmie temat „Śmierć jako negacja życia”. Po każdym wystąpieniu przewidziano czas na dyskusję, oczywiście z możliwością zadawania pytań.

– Poruszane będą bardzo istotne problemy, z którymi dziś niejednokrotnie muszą zmierzyć się lekarze. Takie spotkanie ma ogromne znaczenie zwłaszcza dla młodych lekarzy – zaznacza Magdalena Kowalewska. – Ksiądz arcybiskup Henryk Hoser przestrzega młodych, aby się nie bali, by potrafili podejmować decyzje zgodne z sumieniem. Na tej konferencji będą mogli znaleźć odpowiedź na wiele nurtujących pytań – dodaje.

Jednym z prelegentów będzie prof. Bogdan Chazan, który podejmie temat „Śmierć przed narodzeniem”. Zainteresowanie konferencją jest bardzo duże. Do wczoraj zgłosiło się ponad sto osób, ta liczba wciąż rośnie. Ponieważ spotkanie ma charakter otwarty, ostateczna liczba uczestników będzie znana dopiero po tym wydarzeniu. – Na konferencji obecna będzie grupa studentów uniwersytetu medycznego. Dla nich szczególnie cenne jest spotkanie z autorytetami medycznymi, a także możliwość zadania ważnych pytań i poruszenia trudnych kwestii – podkreśla Magdalena Kowalewska.

Działalność hospicjów perinatalnych przybliży prof. dr hab. n. med. Joanna Szymkiewicz-Dangel (Fundacja Warszawskie Hospicjum dla Dzieci OPP, Warszawski Uniwersytet Medyczny). „Holistyczne postrzeganie człowieka od rozpoznania choroby do ostatnich dni życia” omówi dr Janusz Meder (prezes Polskiej Unii Onkologii, kierownik Oddziału Zachowawczego Klinki Nowotworów Układu Chłonnego w Centrum Onkologii – Instytut w Warszawie). Na temat „Psychicznych aspektów cierpienia człowieka umierającego” wypowie się dr n. med. Mariola Kosowicz (Poradnia Psychoonkologii Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie). Zagadnienie „Prawnych aspektów stanów bliskich śmierci” podejmie Zbigniew Cieślak (sędzia Trybunału Konstytucyjnego), a prelekcję „Etyczne aspekty stanów bliskich śmierci” wygłosi ks. prof. dr hab. Stanisław Warzeszak (krajowy duszpasterz służby zdrowia, Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie).

http://www.naszdziennik.pl/wp/104833,wo ... ierci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 27 paź 2014, 10:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Nauka się nie zmieni

Możemy być spokojni, nauka Kościoła o rodzinie nie zostanie zmieniona, ponieważ pochodzi od samego Jezusa – zapewnił ks. kard. Gerhard Müller
Sławomir Jagodziński, Skarżysko-Kamienna

Prefekt Kongregacji Nauki Wiary ogłosił w sobotę świątynię sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej (diecezja radomska) bazyliką mniejszą.

Stojący na czele kongregacji strzegącej depozytu wiary ks. kard. Gerhard Müller przyznał, że w czasie swego kilkudniowego pobytu w Polsce często był pytany, czy teraz, po synodzie, zostanie zmieniona nauka o rodzinie. – Słowa Pana Jezusa o małżeństwie i rodzinie zostały wypowiedziane przez Jezusa i przekazane nam na kartach Ewangelii i pozostaną na całą wieczność aktualne. Dlatego że fundamentem małżeństwa jest sakrament, który ustanowił Chrystus – podkreślił, przemawiając na zakończenie uroczystości w Skarżysku-Kamiennej, ksiądz kardynał. Zwrócił uwagę, że jest to sakrament opierający się na planie Bożego zbawienia dla człowieka. – Dlatego miłość i wierność, którą ślubują sobie małżonkowie przy ołtarzu Pańskim, jest wyrazem tej miłości i wierności, którą otrzymują od Boga. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela – przypominał ks. kard. Müller. Zwrócił jednocześnie uwagę, że właśnie owocem tej miłości i wierności są m.in. dzieci. – One mają prawo do tego, aby mieć ojca i mieć mamę, czyli mieć rodziców, którzy będą je kochać i których też one mogą kochać – podkreślił ksiądz kardynał. Wskazał też, że mamy za wzór ten wspaniały model rodziny – Rodziny z Nazaretu, którą stanowili Jezus, Maryja i Józef. – Módlmy się w związku z tym za drugą część synodu, która będzie w przyszłym roku, aby ojcowie synodalni pod natchnieniem Ducha Świętego dokonali dobrych wyborów, a nie słuchali tych głosów ze świata, które próbują tendencyjnie zmienić tę jedną, jedyną i właściwą naukę Kościoła – zachęcał prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

Warto wspomnieć, że dzień wcześniej ks. kard. Gerhard Müller, goszcząc na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, podkreślał, że synod biskupów zwołany przez Franciszka miał na celu wzmocnienie rodziny. – Bóg powołał mężczyznę i kobietę z miłości. W wielu krajach relacje międzyludzkie są niszczone. Naszym celem jest je wzmocnić –podkreślał prefekt Kongregacji Nauki Wiary. Zwracał także uwagę, aby mówiąc o rodzinie, nie zapominać o dzieciach, „ponieważ one są najważniejsze w rodzinie, są naszą przyszłością”. – Mam nadzieję, że Polska stanie się krajem pozytywnym wobec dzieci, czyli krajem, w którym będzie najwyższa liczba narodzin w Europie, ufamy, że tak będzie. Polska ma być wzorem dla katolickiego świata – mówił ksiądz kardynał.

Warto podkreślić, że także w czasie sobotniej uroczystości podniesienia do rangi bazyliki mniejszej kościoła sanktuaryjnego Matki Bożej Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej potwierdzenie przez ks. kard. Gerharda Müllera nauczania Kościoła na temat małżeństwa i rodziny odbierane było owacjami wiernych. Mszę św., której przewodniczył i homilię wygłosił prefekt Kongregacji Nauki Wiary, koncelebrowali arcybiskupi, biskupi i ponad 150 kapłanów. Papieski dekret w sprawie ogłoszenia kościoła tytułem bazyliki mniejszej odczytał były ordynariusz radomski ks. abp Zygmunt Zimowski, obecny przewodniczący Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia. – 30 lat temu stał tutaj kiosk, który rozpowszechniał komunistyczną propagandę. Ile się zmieniło? Dlatego to miejsce jest miejscem przemienienia. Ale czy tylko miejscem przemienienia zewnętrznego? Niech będzie – i to są moje życzenia – również miejscem przemienienia naszych serc – mówił ksiądz arcybiskup. W homilii ks.kard. Müller dziękował za świadectwo miłosierdzia, jakie dokonuje się u stóp Matki Bożego Miłosierdzia. Przypomniał słowa Papieża Franciszka, który mówił, że Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem, tylko my często męczymy się, gdy o nie prosimy. – Niech więc w tej bazylice obficie udzielane i doświadczane będzie miłosierdzie Boże. – Trwajcie na modlitwie z Matką Miłosierdzia. Niech wierni korzystają tutaj z daru Bożego przebaczenia. Niech pogubieni na drogach świata spotykają tutaj czekającego Boga – apelował prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

Uroczystości ogłoszenia świątyni bazyliką mniejszą, które transmitowały Radio Maryja i Telewizja Trwam, były jednocześnie jubileuszem 25-lecia istnienia miejscowej Ostrej Bramy, z cudownym, koronowanym papieskimi koronami obrazem Matki Bożej. Do tej pory w diecezji radomskiej były tylko dwie bazyliki: sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej w Studziannie i kościół św. Kazimierza w Radomiu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/105619,na ... mieni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 04 lis 2014, 08:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Święta samotność

Marek Czachorowski

Niedawna uroczystość Wszystkich Świętych ostrzega nie tylko przed zapomnieniem któregokolwiek świętego, ale i zagubieniem specyfiki ich świętości. Nawet rozpoznanych świętych próbuje się odpowiednio spreparować, aby stali się niestrawni, nie byli dla nas życiodajnym pokarmem. Trzeba czuwać, aby tak się nie stało i z ostatnio beatyfikowanym Pawłem VI. Zadomowiła się bowiem wszędzie typowo nowożytna mentalność, paraliżująca życie moralne, w tym także rozumienie specyfiki świętości Pawła VI. Polega ona na zdolności oparcia się sile panujących opinii.

Tymczasem sednem nowożytnej i współczesnej mentalności jest bezwzględne podporządkowanie się panującym opiniom. To jedyna droga oczekiwanego wygodnego życia. Nawet z rąk samego Boga jesteśmy w stanie tuż przed śmiercią uciec, ale nie umkniemy nigdy przed opinią ludzką. Trzeba o nią nade wszystko dbać, przypominał John Locke, jeden z filarów nowożytnego myślenia. Podporządkowanie sile opinii publicznej uznał za naczelną zasadę „moralności tymczasowej” także sam Kartezjusz, ojciec nowożytności. Dzisiaj wszelkie sprawy, także moralne, próbuje się załatwiać przez głosowanie, biorąc pod uwagę nie tylko samą liczbę głosów, ale ich siłę.

Błogosławiony Papież postąpił inaczej, ratując w ten sposób Kościół swoim sprzeciwem wobec hałaśliwego i niezwykle wpływowego wtedy „katolickiego” lobby, żądającego papieskiej aprobaty dla antykoncepcji. Ogłosił w 1968 roku encyklikę „Humanae vitae” wbrew opinii większości grupy ekspertów. Stworzona ona została przez Jana XXIII i uzupełniona przez Pawła VI. Wchodzili w jej skład odpowiednio dobrani kardynałowie, biskupi, teologowie i małżonkowie. Na początku wspólnej pracy cała ta grupa jednomyślnie odrzucała antykoncepcję, ale większość ekspertów zmieniła zdanie pod wpływem wywieranych nacisków. W grupie eksperckiej był także biskup Karol Wojtyła, ale nie brał udziału w obradach i głosowaniu, bo – domyślamy się – „towarzysze” nie dali mu paszportu, lepiej rozumiejąc niż niektórzy chrześcijanie stawkę, o którą toczy bój na Watykanie. Polski biskup był oczywiście po stronie Papieża, argumentując w wielu tekstach za pozycją zajętą w encyklice Pawła VI.

Papież walczył wtedy także z całym światem, opierając się ogólnoświatowej propagandzie, szerzącej lęk przed przeludnieniem. Począwszy od Kennedy’ego, wszyscy kolejni prezydenci USA wzięli udział w tej antyurodzeniowej histerii. Szerzyły ją także organizacje międzynarodowe (między innymi ONZ), ośrodki naukowe i media, wbrew zresztą temu, co miała wtedy do powiedzenia rzetelna nauka. Organizatorom tej akcji nie chodziło jednak o prawdę, ale o własne ekonomiczne interesy, zagrożone dobrą sytuacją demograficzną krajów Trzeciego Świata, stymulującą ich postęp ekonomiczny. Te ukryte interesy bogatej Północy zawarte w hasłach „przeludnienia świata” zdemaskował Paweł VI w przemówieniu wygłoszonym na forum ONZ w 1965 roku. Od początku aktualnego tysiąclecia zamilkli straszący przeludnieniem świata. Oczekiwany cel został prawie zrealizowany, bo ludzkość stoi dzisiaj o krok od swojego demograficznego grobu. Już byśmy w nim dawno leżeli, gdyby w porę nie ostrzegał bł. Paweł VI. Jeszcze możemy tego kroku nie uczynić.

Ale jest jeszcze drugi cel zachęcania świata do korzystania z antykoncepcji. Jej akceptacja i praktykowanie skuteczniej niszczy chrześcijaństwo niż inne moralne występki. W centrum Dobrej Nowiny znajduje się przecież wieść, że Bóg jest naszym Ojcem. Pierwszym miejscem Bożego „ojcowania” jest płodna miłość małżeńska. Antykoncepcyjna manipulacja tą płodnością to zatem najpierw manipulacja samym Bogiem jako Stwórcą człowieka. Tam gdzie praktykuje się i akceptuje antykoncepcję, tam musi dochodzić do dramatycznego załamania wiary w Boga jako Ojca. Co się zatem musiało stać w tych krajach i diecezjach, z których kardynałowie (w liczbie 9) i biskupi wchodzący w skład Komisji Pawła VI sprzeciwili się niezmiennemu nauczaniu Kościoła w sprawie antykoncepcji? Co by się stało z chrześcijaństwem, gdyby zabrakło wtedy głosu samotnego Pawła VI?

http://www.naszdziennik.pl/wp/106841,sw ... tnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 10 lis 2014, 09:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Wedle zasady dialogu

Na obraz Boży go stworzył (Rdz 1,27)
Ks. bp Stanisław Stefanek TChr

Święto Odzyskania Niepodległości, przeżywane w pełni odniesień historycznych i zadań współczesnych, nakazuje nam spojrzeć głębiej na elementarne zasady, które budują społeczną więź, stabilizują pokój między różnymi grupami społecznymi, a także zabezpieczają miejsce dla każdego z obywateli. Porównujemy tę atmosferę do tej z roku 1918 i lat następnych, a równocześnie próbujemy rozeznać zadania współczesne, które realizujemy według zdobytej wiedzy i zaangażowania w budowanie współczesności.

W tym kontekście patrzymy na rodzinę. Jest to podstawowa komórka tegoż społecznego budowania, a równocześnie przestrzeń szczególnej troski Kościoła przypomniana z jakże serdecznym zaangażowaniem Ojca Świętego Franciszka. Natomiast głosem Kościoła, do którego będziemy odnosić nasze opinie, jest nauczanie bł. Papieża Pawła VI, szczególnie w jego encyklice „Humanae vitae”. Wydawałoby się, iż te dwa odniesienia: narodowe święto niepodległości i duszpasterska troska o zadania wobec rodziny, są dalekie od siebie, a jednak przywołana w tytule zasada dialogu prowadzi nas na miejsce, w którym obydwa nurty myślowe płyną jedną wspólną rzeką. Dlatego tym chętniej przywodzę na pamięć sformułowanie Karola Wojtyły z „Wprowadzenia do encykliki »Humanae vitae«”, który mówił, iż Paweł VI przygotowywał ją „wedle zasady dialogu”. Zasada ta doskonale sprawdza się w organizowaniu życia politycznego, społecznego, ekonomicznego. Dialog w tym kontekście nazywamy konsultacją, może to być jednakże sposób na „przeprowadzenie swego”, zwłaszcza gdy ośrodki władzy, zasłaniając się konsultacją i dialogiem w sposób nacechowany egoizmem partyjnym, troszczą się tylko o własne interesy.

Papież Paweł VI nawiązał do przygotowania zapoczątkowanego jeszcze za pontyfikatu św. Jana XXIII i podjął dialog wszechstronny, o którym szerzej, jako o metodzie dochodzenia do prawdy, pisał już w pierwszej encyklice „Ecclesiam suam”. Ma być to dialog bardzo szeroko rozumiany i przede wszystkim oparty na modlitwie – dialogu z Bogiem, na odniesieniu się do świadomości całego Kościoła. Trzeba wykorzystać wszystkie źródła, którymi wypowiadają się dzieje Kościoła, począwszy od Tradycji przekazywanej przez kolejne dokumenty Urzędu Nauczycielskiego, poprzez przemiany ludzkiej świadomości, które towarzyszą temu przekazywaniu, aż po pytanie o współczesne problemy, a zwłaszcza zawiłości postaw moralnych, które przeżywa każde dziecko Kościoła.

Na tak szeroko rozumiany dialog wskazał już Sobór Watykański II w Konstytucji Apostolskiej o Kościele (nr 12): „Dzięki zmysłowi wiary, wzbudzonemu i podtrzymywanemu przez Ducha Prawdy, Lud Boży pod przewodem świętego Urzędu Nauczycielskiego – za którym wiernie idąc już nie ludzkie, lecz prawdziwie Boże przyjmuje słowo – niezachwianie trwa przy wierze, raz podanej świętym, wnika w nią głębiej i z pomocą słusznego sądu w sposób pełniejszy stosuje w życiu”. Tak więc podstawą prawdziwego dialogu jest sięgnięcie w całej szerokości do świadomości wiernych Kościoła, a w wymiarze społecznym do wszystkich obywateli.

Znamy też powszechne zjawisko, że ustalenia nawet najbardziej potwierdzane opinią społeczną spotykają się ze sprzeciwem. Na przykład dla dobra miasta potrzebna jest budowa drogi, ale zabiera ona ziemię i niszczy całość już dobrze zagospodarowanego siedliska konkretnej rodziny. Stąd też potrzebna jest jakaś instancja, która rozsądzi sprzeciw i zatroszczy się, aby osoba pokrzywdzona znalazła formę wynagrodzenia i właściwego zorganizowania warunków życia. To odnosi się do ustaleń politycznych i do inwestowania w przestrzeń społeczną.
Gdy dotykamy praw fundamentalnych, takich jak zasady wychowania, obyczaje ludzkie, kultura, moralność, zastrzeżone w sposób szczególny kompetencji rodziny, trzeba odnieść się do pierwszego autorytetu. Jest nim Bóg, który swoim zamysłem przewiduje miejsce dla każdego z nas i ustanawiając ład społeczny, najważniejsze dziedziny życia poddaje dyscyplinie prawdy, a nie większości głosujących osób.
Tak więc dyscyplina prawdy Bożej, która przede wszystkim przywołana jest przez Papieża Pawła VI przy pisaniu encykliki „Humanae vitae”, byłaby bardzo skutecznym wsparciem w rozwikłaniu węzłów, zacięć życia obywatelskiego. Trzeba ją wykorzystać w całej pełni, bez lęku, że życie świeckie straci swoją autonomię i poddane będzie przemocy wpływów klerykalnych. To nie przywileje jednej grupy duchownych. Prawda, do której dostęp powinien mieć każdy obywatel, staje się podstawą dialogu, wedle którego budujemy wspólny dom Ojczyzny.

http://www.naszdziennik.pl/wp/112261,we ... alogu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 15 lis 2014, 17:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
„Wesoło żyć, z rozpaczą umierać…”, czyli polscy obrońcy szóstego przykazania

Ewa Polak-Pałkiewicz

Panowie – mówił Chateaubriand w pewnym towarzystwie uczonych – proszę położyć rękę na sercu. Wyznajcie szczerze: czy mielibyście odwagę nie wierzyć, gdybyście mieli odwagę czysto żyć?

Obrazek
Francois-Rene Chateaubriand


Podobnie rzecz ujął Blaise Pascal: Jeśli chcesz się przekonać o wiecznych prawach, nie gromadź dowodów, lecz poskramiaj swoje namiętności. *)

„Jestem w związku!”, oświadczają dziś na facebookach z dumą tysiące nastolatków. „Są w związku!”, mówią znajomym z solenną powagą o swoich dzieciach i ich partnerach rodzice, nierzadko chodzący do kościoła. Bez rumieńca wstydu. To standard, to obyczajowa norma. Wszyscy tak mówią, wszyscy tak żyją. Szóste przykazanie nie obowiązuje!, mogliby powiedzieć wszyscy ci ludzie, z odcieniem triumfu. Ale komu przejdzie dziś przez usta powoływanie się na Dekalog, nawet negatywnie! Skoro nawet niektórzy prominentni ludzie Kościoła nie przypominają o prawach Boga. Najwyżej o prawach rodziny, prawach tradycyjnego małżeństwa i prawach dziecka… Ale na sercu leżą im najbardziej rzekome prawa tych, którzy wybrali grzech.

Obrazek
Abp Fulton John Sheen


Ten ton triumfu zabarwiony jest jednak jakimś złowieszczym smutkiem, jakąś ledwo wyczuwalną nutą rezygnacji. Nie brzmi wcale radośnie.

„Będziemy mogli lepiej zrozumieć przypadek współczesnego człowieka, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że w tym stuleciu sięgnął on dna swojej duszy”, miał odwagę powiedzieć w latach 50. ubiegłego wieku Fulton John Sheen, biskup Nowego Jorku, arcybiskup Newport. „Tani liberalizm, tchórzliwa obojętność, fałszywa tolerancja, która nie potrafi dokonać rozróżnienia między dobrem a złem – wszystkie te rzeczy uczyniły człowieka pasywnym i nieszczęśliwym”.

Sytuacja przypomina wygraną walkowerem. Ten, który stawał w szranki o ludzką duszę – głosząc, że walczy tylko o jego wolność – chowa się nagle za słupek, udaje, że go nie ma. Człowiek, który został sam na arenie, któremu nakładają właśnie wieniec zwycięzcy, jest zdezorientowany. Czuje się w głębi duszy oszukany.

„Nie ma prawie daru Bożego, którego by człowiek nie nadużywał do złego, ale ze smutkiem bezgranicznym możemy powiedzieć, że żadnego planu Bożego ludzkość tak nie wytrąciła z pierwotnego przeznaczenia, jak poszanowania czystości duszy, jak wzajemnego stosunku mężczyzny i kobiety” (biskup Budapesztu Tihamér Tóth).

Obaj biskupi, Sheen i Tóth, dawno już nie żyją. Jeśli nadzieję można pokładać w ludziach Kościoła, to dziś nadzieja w kardynałach takich jak Raymond Leo Burke z USA oraz polskich biskupach, którzy na Synodzie o Rodzinie (III Nadzwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów, 5 – 19 października br) w Rzymie bronią szóstego przykazania.

Arcybiskup Stanisław Gądecki z Poznania, arcybiskup Zbigniew Stankiewicz z Rygi, arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz z Mińska… Ich wypowiedzi, cytowane w prasie i Radiu Watykańskim, nie pozostawiają wątpliwości. Nie ma zgody na stopniowanie moralności, na udawanie, że Kościół daje przyzwolenie na grzech „pod pewnymi warunkami”, nawet, gdyby te warunki nie dotyczyły „litery” (nic nie zmieniamy w doktrynie…), tylko „praktyki duszpasterskiej”. Czy praktyka duszpasterska może brać w nawias to, co Bóg ogłosił Mojżeszowi na górze Synaj? I to w imię „miłosierdzia”, „troski duszpasterskiej”? Albo w imię połączenia Kościołów, fałszywego ekumenizmu, bo powtórne małżeństwo jest akceptowane zarówno przez Cerkiew prawosławną jak przez protestantów? Czyje to duszpasterstwo?

„Jak ja mam wrócić do domu? Z czym?…”, pytał abp Kondrusiewicz, indagowany o Synod przez watykańskiego dziennikarza…

Polscy biskupi okazują się obrońcami szóstego przykazania wobec innych biskupów i kardynałów… Kryzysu Kościoła nie da się już ukryć, został ujawniony z całą swoją grozą w świetle jupiterów. Czym jest w takim razie ogłaszana wcześniej „wiosna Kościoła”?

Kościół zdaje się znajdować w stanie eksplozji, jak zapowiadał to niedawno jeden z biskupów wiernych Mszy św. trydenckiej. Synod stał się miejscem powtórki tego, co wydarzyło się przed pięćdziesięciu laty na soborze.

Dlaczego Pius XII był przeciwnikiem zwoływania soboru i dokąd żył nie było o nim mowy? Pius XII był przekonany, że w epoce, w której media wywierają tak wielki wpływ – także na postawy niektórych ludzi Kościoła – gdy potrafią szantażować, wymuszać, narzucać swoje opinie, gdy nie tylko nie bronią zasad chrześcijańskich, ale je ośmieszają, straszą nimi, sobór nie powinien być zwołany. A jednak się odbył. To co znalazło się następnie w dokumentach soborowych – a było zaledwie zapowiedzią kompromisu ze światem, znajdowało się w sferze sugestii, subtelnych podpowiedzi i nawiązań, słowem, otwarcia na dowolność interpretacji nauki Kościoła – po niewielu latach umożliwiło podmycie fundamentu całego gmachu… Brak precyzji w niektórych sformułowaniach dokumentów soborowych przy uśpionej czujności dużej grupy biskupów i kardynałów spowodował rewolucję w Kościele. Dziś, na Synodzie o Rodzinie nie ma już potrzeby posługiwania się subtelnymi niedomówieniami, w zespołach dyskusyjnych antykatolickie postulaty podawane są bez żenady, upubliczniane natychmiast przez media… Pretekstem jest troska o człowieka, żeby się biedak zbytnio nie namęczył walcząc z pokusami. Pokażmy, że grzech to papierowy tygrys! Rozwodnicy niech tylko po cichu żałują, homoseksualiści mogą nas ubogacić…

Opinia katolicka doznała wstrząsu. Relatywizacja praw moralnych, kwestionowanie prawa Bożego pojawia się oto otwarcie na watykańskim forum. Poświęceni Bogu na serio rozważają wzięcie w nawias przykazań Dekalogu.

Obrazek
Pius XII


Konieczna jest modlitwa za naszych biskupów, wiernych obietnicy złożonej Chrystusowi. Za tych, którzy rozumieją, że będą musieli odpowiedzieć przed Bogiem, jeśliby przyłożyli rękę do ogłoszenia katolikom, że VI i IX przykazanie „już nie obowiązuje”. Ci ludzie Kościoła przypominają, że prawa Boże mają sankcję absolutną. Mówią to, co powiedział Chrystus: „…ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie” (Mt 5,17-19). Aż do końca świata! Nie ma takiej siły, która mogłaby na Kościele wymusić tę zmianę. Kardynał Burke, nasi biskupi, dzielni Polacy mówią coś jeszcze. Pokazują swoją postawą wyraźnie, jakie jest prawdziwe znaczenie tak dziś okrzyczanych dóbr jak „dialog” (z niewierzącymi, innowiercami, rozwiedzionymi, homoseksualistami…), należący do dóbr względnych, nieistotnych z punktu widzenia prawdy katolickiej. I takich jak słynne„wartości” – do których zalicza się prawa człowieka, prawa rodziny, małżeństwa, dzieci, czy pokój światowy, ekumenizm, braterstwo, ochronę środowiska etc. Rodzina będzie kwitła, gdy w poszanowaniu będą prawa Boże. To nie dialog, nie wartości, nie jakiekolwiek „prawa” ludzkie, nie ideały humanistyczne, z pokojem światowym na czele, nie „standardy” wreszcie, o których dzisiaj trąbią np. tropicie grzechu w szeregach duchowieństwa, ale normy bezwzględne, bezwarunkowe, czyli Przykazania Boskie, od których zależy wszelki ład na ziemi i życie wieczne, są tym, co Kościół ma nieustannie przypominać.

Ukłon w stronę norm ludzkich, także tych narzucanych podstępem i wymuszanych szantażem przez świat, jest oparty na fałszywym miłosierdziu i pokrętnej litości; miłosierdziu i litości na pokaz. Jeszcze przed rozpoczęciem Synodu kilku kardynałów ujawniło poważne zarzuty wobec propozycji kard. Kaspera dotyczących udzielania Komunii św. osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach. „Podobna sytuacja nie miała w Rzymie miejsca od czasu interwencji kardynałów Ottavianiego i Bacciego i upublicznienia ich Krótkiej analizy krytycznej nowego porządku Mszy w 1969 r.”, podkreślił jeden z biskupów wiernych Mszy św. trydenckiej, Bernard Fellay. „Hierarchowie dostrzegają kryzys, który wstrząsa Kościołem na jego najwyższym szczeblu”, dodał ten duchowny, „teraz dotyka on kardynałów – ale nie uważają, że jego przyczyną może być właśnie sobór…”.

Obrazek
Abp Tihamer Toth


Sobór nadal jest nietykalną świętością. Propozycje kard. Kaspera umożliwienia Komunii św. osobom rozwiedzionym, pozostającym w nowych związkach, potwierdzone zostały podczas obrad Synodu, mimo, że zawierają w sobie postulaty, aby nie odstępując od nauki Kościoła, werbalnie uznając ją, podsunąć – w istocie negujące ją! – „rozwiązania duszpasterskie”. Tak właśnie jak uczyniono to podczas ostatniego soboru. Kard. Kasper twierdząc, że doktryna nie podlega zmianie, a jednocześnie dodając, że szacunek dla rzeczywistości zmusza do przyznania, iż w różnych życiowych sytuacjach nauczanie Kościoła nie znajduje zastosowania, używa wytrychu, który został wynaleziony na soborze.

„Winimy sobór za stworzenie tego sztucznego podziału między doktryną a praktyką duszpasterską, ponieważ ta praktyka musi wynikać z doktryny. Na skutek wielu ustępstw poczynionych ze względów duszpasterskich w Kościele zostały wprowadzone istotne zmiany, a jego doktryna została naruszona”, wyjaśnił biskup Fellay. Tej samej strategii dziś używa się przeciwko moralności małżeńskiej. Biskup przypomniał wciąż niechętnie zauważany fakt, że podczas soboru „poważne zmiany zostały dokonane również w samej doktrynie: wolność religijna, kolegializm, ekumenizm… Jednak jest prawdą, że te zmiany wyraźniej przejawiają się w swoich konkretnych zastosowaniach duszpasterskich, ponieważ w dokumentach soborowych są one przedstawione jako nieśmiałe sugestie, podane nie wprost, pełne niedopowiedzeń…”

Jeśli poza Kościołem istnieją elementy eklezjalności, jak uznał de facto ostatni sobór – kierując się ekumenizmem kościelnym, to dziś z równą swobodą można uznać „w imię ekumenizmu małżeńskiego”, że i poza sakramentalnym małżeństwem zawartym w Kościele mogą znajdować się jakościowo tożsame z nim byty. Do tego ta logika się sprowadza.

Jak zawsze, tego rodzaju propozycję godzą bezbłędnie w sam rdzeń chrześcijaństwa, w wiarę w Trójcę Świętą.

„Każdy grzech niszczy duszę, ale żaden nie niszczy jej w tym stopniu, co grzech nieczystości. Żaden grzech nie atakuje tak podstępnie podstawy życia duchowego: wiary” (bp Tihamér Tóth). Grupa polskich biskupów, obrońców praw Bożych tę zależność widzi. Widzi i drży. „Dziś w dyskusji [synodalnej] zwrócono również uwagę, że doktryna przedstawiona w dokumencie w ogóle pominęła temat grzechu. Jakby pogląd światowy zwyciężył i wszystko było niedoskonałością, która prowadzi do doskonałości… ” (abp Stanisław Gądecki podczas trwania Synodu). Przewodniczącego polskiego Episkopatu natychmiast zaatakowano w mediach (tych najbardziej zatroskanych o Kościół), że ma bardzo mały rozumek, który nie pojmuje złożonej psychiki współczesnego człowieka. Że został w tyle, w ogonie zacofańców i ponuraków.

„Myśl o życiu wiecznym nadaje wspaniały urok chrześcijaństwu. Odrzucić ją? Cóż pozostanie? Pięknie zbudowany system o miłości, o przyjściu Chrystusa, o pokoju, ale zabraknie fundamentu, na którym stoi gmach wiary. Bez świata pozagrobowego, bez przygotowania się do życia wiecznego chrześcijaństwo jest tylko zabawką, poezją, ozdobą, ale nie potrafi dodać sił, kiedy zbliżają się pokusy”, przestrzegał jeszcze w latach 30. ub wieku biskup Budapesztu, wielki przyjaciel Polski. „…grzeszni synowie zdemoralizowanego świata umieją wesoło żyć, ale z rozpaczą umierają…”.

Obrazek
Philippe de Champaigne – Mojżesz i tablica Dekalogu


Polscy biskupi na watykańskich Synodzie mówią dziś to samo. To samo, co głosił przez dwa tysiące lat Kościół. Byśmy patrząc na swoje życie – i beztrosko planując nowe związki, czy patronując im niefrasobliwie w pokoleniu własnych dzieci – nie zapominali o wieczności.

_________

*) Oba cytaty za: Dzieła zebrane biskupa Tihaméra Tótha: Dekalog, Te Deum, Warszawa 2002

http://ewapolak-palkiewicz.pl/polscy-ob ... zykazania/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 20 lis 2014, 08:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31139
Tożsamość katolicka

MB, KAI

Katolickie media pozostają wciąż w mniejszości – ocenia ks. abp Wacław Depo, który we wtorek wieczorem był gościem Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie. Przewodniczący Rady ds. Środków Społecznego Przekazu KEP odpowiadając na pytanie o kondycję mediów katolickich, stwierdził: „Z bólem zauważam, że sami katolicy nie korzystają z mediów katolickich. I trudno jest mówić o budowaniu tożsamości katolickiej”. Zapytany o powody ataków medialnych na Kościół ks. abp Depo stwierdził, że ci, „którzy atakują Kościół i Prawdę zawartą m.in. w Dekalogu, bazują na tezie, że Bóg jest konkurentem wolności człowieka. I że Boga trzeba wygnać nie tylko z życia publicznego, ale także ze sposobu myślenia”

http://www.naszdziennik.pl/wp/114107,to ... licka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 103 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /