Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 112 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 02 lut 2019, 15:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Zdziczałe lewactwo pragnie odebrać wszelkiej normalności prawo głosu, gdyż nie ma w sobie i w tym co głosi tyle racji ile jest potrzebne do rzeczowej dyskusji. Głupota zwycięża mądrość jedynie siłą.

Jak zatrzymać świat w drodze donikąd

Ks. Stanisław Małkowski

Warszawska Gazeta 1 – 7 lutego 2019 r. KOMENTARZ TYGODNIA

W sobotę 2 lutego obchodzimy w Kościele święto Ofiarowania Pańskiego, zwane w Polsce świętem Matki Bożej Gromnicznej. Gdy Maryja przynosi do świątyni w Jerozolimie Chrystusa, Duch Święty przez usta Symeona ogłasza, że jest On chwałą ludu Bożego i światłem narodów, oświeceniem pogan, znakiem, któremu sprzeciwiać się będą (Łk 2,29-35).

Prawy i pobożny Symeon zapowiada ból serca Matki Bożej dla ujawnienia zamysłów wielu ludzkich serc. Ofiarowanie Chrystusa w czterdziestym dniu po Jego Narodzeniu, proroczo poprzedza ofiarę krzyża i ofiarę Mszy świętej. Obecna w świątyni prorokini Anna mówi o Bogu wszystkim, którzy oczekują wyzwolenia Jerozolimy jako miasta Bożego Pokoju. Ceną wolności jest ofiara. W świetle ofiary Chrystusa widzimy sens naszych ofiar spełnianych w duchu posłuszeństwa Bogu, czego symbolem są płonące świece zw. gromnicami, rozjaśniające zwycięsko sytuację uderzeń przez gromy Bogu i dzieciom Bożym przeciwne.

Ofiarowany i przedstawiony w świątyni Chrystus spotyka się ze swoim ludem odpowiadając na oczekiwanie wiernych tworzących wspólnotę miłości i nadziei, staje się dla nas darem, daje nam zdolność włączenia się w Jego ofiarowanie, nadaje znaczenie naszym ofiarom, niesie światło rozpraszające ciemności grzechu i bałwochwalstwa na drodze życia na ziemi prowadzącej z Chrystusem ku światłości nieba, albo bez Chrystusa ku ciemności piekła. Taki jest ostateczny wybór: żyć w świetle z Bogiem albo w ciemności bez Boga ginąć.

W niedzielę 3 lutego słyszymy w pierwszej lekcji mszalnej z księgi Jeremiasza Boże zapewnienie: „Ja jestem z tobą, by cię ochraniać” (Jr 1,19). W drugiej lekcji św. Paweł ukazuje miłość jako największy dar i głosi hymn o miłości (1 Kor 12, 31-13,13). Mówi Apostoł: „Bez miłości byłbym niczym” (w. 2).

Słowo „miłość” ma wiele znaczeń dotyczących ciała i ducha. Miłość jest uczuciem i postawą woli. Jest miłość rozumna i głupia, budująca i niszcząca, dobra i grzeszna, trwała i chwilowa, wyzwalająca i zniewalająca, przyjmująca i odpowiadająca na darowaną miłość, albo samolubna.

Bóg pierwszy objawia i daje miłość, uczy miłości, jest miłością, pozwala i uzdalnia odpowiadać na miłość wzajemnością i wiernością, ukazuje miłość jako zadanie i obowiązek, jako wyrzeczenie i ofiarę. Miłość w świecie ludzkim wymaga oczyszczenia i doskonalenia w zgodzie z wolą i miłością Bożą.

Motywem Starego i Nowego Przymierza jest Boża miłość. Skuteczność daru miłości zależy od rozumnej odpowiedzi oraz wytrwania. Miłość może być przyjęta albo odrzucona. Miłość do Boga i do ludzi zgodnie z pierwszym przykazaniem miłości stanowi jedno. Miłość bliźniego odnosi się do przyjaciół i do nieprzyjaciół, do swoich i obcych, ale formy wyrażenia miłości są różne. Dzięki miłości działanie Boga może być w świecie ludzkim uobecnione i przedłużone.

Wzajemne oddanie się w miłości co do formy i sposobu zależy od powołania i sytuacji. Miłość małżeńska i rodzicielska różni się od miłości kapłańskiej i zakonnej, miłość może mieć wymiar bardziej indywidualny lub społeczny, jednoczący, przekraczający podziały i granice, a zarazem szanujący ludzką wolność i zobowiązanie do sprzeciwu wobec zła, które niszczy miłość, oddziela pojęcia i przeżycie od prawdy.

Stać się uczniem Jezusa to zarazem pragnąć w duchu apostolstwa, aby świat poznał Jezusa i przyjął, aby pokonana była nienawiść. Nieprzyjaciele Boga nienawidzą sprawiedliwych. Miłość Boża łączy się z odrazą wobec grzechu i sprzeciwem wobec tych, którzy zło grzechu pochwalają i wspierają. Pojęcie „mowy nienawiści” oznacza potępienie i karanie form wyrażania sprzeciwu wobec zła, nie tylko form, ale istoty wynikającej z odróżniania zła od dobra, kłamstwa od prawdy. Orężem „mowy nienawiści” posługują się propagatorzy relatywizmu poznawczego i etycznego. „Mową nienawiści” staje się więc publicznie wyrażany osobiście lub społecznie sprzeciw wobec zła, kłamstwa, zepsucia i różnych przejawów nienawiści właśnie. Nie wolno więc nienawidzić nienawiści, bo wszystko i wszystkich trzeba kochać, łącznie z tymi, którzy rzeczywiście szerzą nienawiść. Zarzut „mowy nienawiści” opiera się nie tylko na kłamstwie założycielskim, ale na absurdzie, z którym żaden dialog nie jest możliwy. Propagatorzy tej ideologii nonsensu, posługujący się tym zarzutem sami nienawidzą tego, co prawdziwe i rzeczywiste, kierując swoją walkę przeciwko wspólnocie Boga z ludźmi i ludzi między sobą. W oczach i umysłach walczących z „mową nienawiści” ostoją „nienawiści” jest rodzina, Kościół i ojczyzna, Boże objawienie, Pismo święte, tradycja, wiara i kultura. Światowi przeciwnicy „mowy nienawiści” chcą zastąpić rodzinę dowolnym partnerstwem, wspólnoty – kołchozem, państwa i narody – globalizmem totalitarnym, ludzi – automatami, Boga – bożkami władzy, przepisów, posiadania, wrażeń, przyjemności, konsumpcji.

Bóg nienawidzi zła i złoczyńców każdemu dając szansę nawrócenia. Ostatnie słowo należy do miłości. Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Warszawie 25 stycznia 1976: „Natchnieniem dla nas pozostanie zawsze Chrystus, bo tylko o Nim powiedziano, że jest ojcem przyszłego wieku. Dlatego nie możemy i nie chcemy rozstać się z Nim w dalszych dziejach naszego narodu, w naszym życiu osobistym i rodzinnym. Pragnęlibyśmy też aby Chrystus, który przyjął postać sługi, był również natchnieniem dla tych, którzy nami rządzą”.

„Miłość nigdy nie ustaje”, mówi św. Paweł Apostoł (1 Kor 13,8). Trwa tchnienie Ducha Świętego, aby odnowić oblicze ziemi, tej ziemi, polskiej ziemi. Dla tej odnowy koniecznie potrzebny jest Bóg i ludzie Jemu wierni.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 23 lut 2019, 15:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Nigdy nie zapominajcie o Bogu

Rozmowa z ks. prof. Tadeuszem Guzem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II

Księże Profesorze, w dniach 11-16 lutego Archikonfraternia Literacka z oddziału bydgoskiego pielgrzymowała do San Giovanni Rotondo. W centrum pielgrzymki było spotkanie ze św. Ojcem Pio.
– Jest to bez wątpienia powiązanie z faktem, że o. Pio należy do najwybitniejszych Świętych w dziejach Kościoła Jezusa Chrystusa jako prawdziwego Mesjasza, posłanego przez Boga Ojca w celu zbawienia i odkupienia człowieka oraz całego kosmosu, stosownie do pierwotnej Woli Boga Stwórcy, czyli: Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego. Swoim heroizmem Człowieczeństwa poświęconego na drodze życia według rad ewangelicznych w zakonie franciszkańskim oraz w powołaniu kapłańskim, wypełnionym wprawdzie gigantycznym krzyżem, który nakładali o. Pio na barki przede wszystkim diabeł, a następnie swoi i obcy, po prostu fascynuje naszą osobistą duchowość do stałego pogłębiania się, wydoskonalania aż po uzyskanie statusu osobistej świętości w wiecznie Świętym świętych, czyli w Bogu chrześcijańskim. W tym wyraża się istota naszego ziemskiego pielgrzymstwa i święci ludzie, jak właśnie o. Pio, są nam, tj. duchownym i świeckim chrześcijanom, w tym bardzo pomocni, co wyraża katolicka prawda wiary o „obcowaniu świętych”.

Jak zatem opisać tę niepowtarzalną duchowość św. o. Pio, z którą jakby „spokrewniona” jest duchowość księdza Dolindo Ruotolo?
– Opatrznościowo Konfraternia Literacka poprzez jej biuro FRATER skierowała nasze kroki przed Oblicze Jezusa Chrystusa w Manoppello, zapisane niczym Ikona Zmartwychwstałego Pana na chuście wykonanej z bisioru, którą położono na Twarz zmarłego Ciała Syna Bożego złożonego po śmierci na Krzyżu do Grobu. Rozważania rekolekcyjne przeżywaliśmy w San Giovanni Rotondo, czyli w bliskości relikwii świętego Kapucyna, który wielokrotnie powtarzał: „Nie zapominajcie nigdy o obecności Boga w waszym życiu”, a ks. Dolindo zachęcał w tymże samym duchu, aby „spojrzeć na siebie w obecności błogosławionego Boga”. Wspólnie uświadomiliśmy sobie, iż nam, Polakom, właśnie najbardziej tego potrzeba, aby w XXI wieku permanentnie odnawiać nasz katolicyzm na fundamencie stałej Obecności naszego Boskiego Stwórcy i Zbawiciela. Tam, gdzie Pan Bóg, tam powinna być Polska, tj. przed wiecznie żywym Bogiem Polska jest i pozostanie Polską. Poza Bogiem nie było i nie będzie Polski. W przeszłości było wiele Narodów, ale pozostało po nich tylko trochę archeologicznych śladów, bo – z różnych racji – nie żyły lub nie chciały żyć przed Obliczem Bożym.

A co to konkretnie znaczy w naszym osobistym czy narodowym życiu chrześcijańskim?
– W pierwszym rzędzie oznacza to świadome i wolne pełnienie Woli Boga objawionej w Jezusie Chrystusie. Święty o. Pio nauczał – również w najtrudniejszych chwilach swojego posługiwania – abyśmy chcieli „to, czego pragnie Bóg, nawet do skończenia świata”, bo Wola Boża jest przecież wieczną mapą dla naszego życia i działania. I tylko z Jego planem może rozwijać się architektura naszego jestestwa do Boskich postaci. To doświadczenie w radosnych chwilach i najcięższych próbach krzyża miał św. Zakonnik z Pitrelciny: „We mnie zawsze jest drugie ja”, czyli sam Pan Bóg działający w o. Pio i przez Niego, co uzewnętrzniało się w morzu cudów, jak np.: wskrzeszanie umarłych, uzdrawianie chorych, wyproszenie współmałżonków, bilokacja i tysiące „bezimiennych” darów i łask od Najwyższego. Pełnienie Woli Bożej jest przecież najlepszą strategią człowieka, narodu, Kościoła i państwa i Ona powinna być dzisiaj jedyną strategią rozwoju Rzeczypospolitej Polskiej. Ksiądz Dolindo niczym nieodłączny partner o. Pio w duecie harmonii życia z Bogiem zachęcał wiernych słowami: Niech w waszym życiu „działa i wypełnia się dobroć Boga”, tj. Jego Wola odwieczna, a o całą resztę nie należy się martwić, bo chrześcijaninowi pełniącemu Wolę swojego niebiańskiego Pana pozostaje pełne nadziei zawołanie: „Jezu, Ty się tym zajmij!” (Sługa Boży ks. Dolindo).

No dobrze, ale jak to spełnić święcie, skoro nawet we wnętrzu naszego Kościoła Chrystusowego na ziemi jest tyle tego, co ludzkie i co przecież było przedmiotem ogromnych i rozlicznych cierpień naszych bogobojnych kapłanów?
– Każdą osobistą lub wspólnotową słabość i krzyż człowiek Kościoła katolickiego przezwycięży szczerą, prawdziwą i świątobliwą miłością oraz bezwarunkową wiernością Kościołowi Jezusa Chrystusa, zbudowanego na św. Apostole Piotrze: „Wszystko otrzymałem od Świętego Kościoła”, wyzna pomimo wielu znanych opinii publicznej prześladowań z wnętrza ludzkich struktur w Kościele św. o. Pio. On wiedział doskonale, że Kościół to nade wszystko nasz Bóg i Pan, a następnie człowiek potrzebujący zbawienia jak każdy z nas. Trwać niezachwianie w Miłości Bożej i dźwigać siebie oraz drugiego z padołu kruchości bycia chrześcijaninem w tym upadłym świecie – oto życiodajna i konstruktywna maksyma wielkiego sercem Kapucyna. Nie inaczej składał świadectwo wierności Kościołowi katolickiemu Sługa Boży ks. Dolindo, który pomimo ponad 16 lat obiektywnie bezpodstawnego zakazu pełnienia obowiązków kapłańskich wyzna z żarliwością ducha: „Żyłem wielkością Kościoła”. W Świętych żyjących Bogiem Przenajświętszym nie ma miejsca ani czasu na puste rozczarowania, bezowocne żale i bezsensowne pretensje. Po prostu, jeśli pojawia się jakiś krzyż, to znaczy, że trzeba go podnieść i wzorem Jezusa Ukrzyżowanego zanieść go tam, gdzie jest nasza osobista golgota, jak uczynił ON, nasz Mistrz z Wielkiego Piątku na szczycie Jego Golgoty.

Czy jest to jednak realnie możliwe do wykonania przez każdego chrześcijanina: świeckiego i duchownego?
– Tak, ale wyłącznie wtedy, gdy nasze cierpienie zjednoczymy z Męką i Krzyżem Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa – najświętszym Wzorem postawy każdego katolika i oczywiście samym Źródłem Boskich łaski i darów także dla udźwignięcia naszych krzyży. Ojciec Pio to zrozumiał, że po upadku grzechowym naszych Prarodziców w Raju nie zasłużyliśmy już na istnienie i życie, ale na wieczną śmierć. I dlatego mawiał często: „Zawsze cierpieć, nigdy nie umrzeć”, co oznacza, iż nasze życie, nawet wtedy, gdyby na zawsze pozostało w tym znaku ziemskiego krzyża, i tak byłoby niezasłużoną przez nas, ludzi, z wyjątkiem Matki Najświętszej Maryi, łaską Boskiego Miłosierdzia. Stąd jego zgoda na olbrzymie dawki cierpień, czego święte stygmaty były uzewnętrznieniem. Podobnie myślał i przeżywał – niekiedy jeszcze większe cierpienia niż o. Pio – ks. Dolindo, który powiedział: „źródło moich wewnętrznych cierpień tkwiło w miłości [...], która w tyglu przeciwności rosła zamiast słabnąć”. Krzyż przyjęty w imię Ukrzyżowanego Jezusa wzmacnia, oczyszcza i unosi niczym orle skrzydła ku Niebu i szczęściu bez żadnej skazy.

Jaką misję pełni w egzystencji chrześcijanina sakrament? Czym, a raczej Kim, jest w gruncie rzeczy to, co jest w Kościele najświętsze?
– Najlepiej odczytać pozycję sakramentu św. w życiu Matki Bożej Niepokalanej Maryi, która w dniu 9 maja 1921 r. powiedziała do ks. Dolindo te słowa: „Nosiłam Go w swoim łonie przez dziewięć miesięcy, aż nastała godzina, aby dać Go światu [...]. Także i wam Jezus nie daje się, by pozostać w ukryciu serc waszych. On pragnie narodzić się z was, objawić się przez wasze życie”. Można powiedzieć, iż tajemnica sakramentów św. pokrywa się z tajemnicą Boga w Trójcy Świętej Jedynego, bo sakrament jest przecież samym Bogiem. Stąd szczytem naszego bycia chrześcijaninem jest dotrzeć na ziemi do św. sakramentu, a następnie w Niebie przed samo Oblicze Boga żywego. Niepokalana niczego innego nie czyni, lecz przed Zwiastowaniem przygotowuje się na Boże Macierzyństwo, a po nim żyje nim jako Matka Stworzyciela i Odkupiciela, czyli żyje treścią Boga Przenajświętszego. Dlatego też Ona jest Królową Apostołów i Kapłanów, ponieważ Ona Pierwsza jest Domem Złotym, w którym na ziemi mieszka Pan Bóg. Ona zatem uczy duchowieństwo, jak święcie sprawować i szafować sakramentami św. pośród Ludu Bożego, a ten ostatni, jak przyjmować i żyć Boskimi treściami sakramentalnymi, czyli jak żyć Bogiem na co dzień, na zawsze i na wieki. Tego uczy się całe życie biskup i kapłan, aby mocą św. sakramentów doprowadzić Lud Boży do Królestwa Niebieskiego, gdzie żyje prawdziwie Bóg, o czym zaświadczył św. o. Pio słowami: „W pewnej chwili wielka światłość poraziła moje oczy, a wewnątrz tej światłości ukazał mi się Chrystus pokryty ranami”. Cierpiący człowiek przecież potrzebuje Syna Bożego, który przychodzi najdoskonalej w sakramentalnej postaci. Do tego niezbędny jest biskup i kapłan, którzy sami zanurzeni w sakramencie Kapłaństwa Chrystusowego niosą ludziom żywego Boga w sakramentalnych znakach.

Co jest w świetle duchowości i nauczania tych dwóch niezwykłych i nam współczesnych Postaci najniebezpieczniejsze dla naszej drogi ku Bogu w Niebie?
– Skoro Pan Bóg przychodzący do nas poprzez kapłana katolickiego jest Kimś Najświętszym, to upadły anioł światłości, czyli ze swojego wolnego wyboru diabeł jest największym przeciwnikiem zarówno Boga, jak też człowieka i świata. Ten „ojciec kłamstwa” był sprawcą największych trosk i krzyży o. Pio i ks. Dolindo. Do tego pierwszego powiedział kiedyś, że „będzie robił mu takie rzeczy, jakich rozum ludzki nigdy nie będzie w stanie pojąć”, i tak też się działo, że przychodził do jego kapucyńskiej celi w San Giovanni Rotondo z zamiarem, aby go bić i zabić, ale zawsze ratowała go Niepokalana, której Bóg przekazał moc do pokonania szatana: „Ona zetrze głowę węża”. Między innymi z tej racji na naszym szlaku pielgrzymim odwiedziliśmy Niepokalaną Matkę Jezusa w Jej Sanktuarium w Pompejach, czczoną tam od wieków jako Królową Różańca św., aby zrozumieć na nowo, że ta forma pobożności jest wciąż bardzo skutecznym narzędziem w walce ze złem. Sługa Boży ks. Dolindo ubolewał bardzo za swoich ziemskich dni, że „świat współczesny nie wierzy w diabła, ale boleśnie jest z nim w ciągłym kontakcie i stał się jego niewolnikiem”, co potwierdzają fakty, iż wszystkie najbardziej wpływowe ideologie świata mają bezpośredni kontakt z szatanem. Kto zatem lekceważy sobie złego ducha, ten wdaje się w grę, w której skazany jest na porażkę. Realność diabła i jego strącenie „do piekieł” oraz przedłużenie jego egzystencji oraz istnienia piekła na wieki są prawdami biblijnymi, które Jezus Miłosierny potwierdził m.in. w objawieniach do św. s. Faustyny i innych świętych i dlatego nie mogą się zdezaktualizować, i to nie dlatego, że Pan Bóg jest jakoś „uparty”, lecz że diabeł zechciał stać się definitywnie złym duchem. Pomimo tego doświadcza on Miłosierdzia Bożego, bo Ono podtrzymuje całe piekło w istnieniu.

Odwiedziliście też Neapol. Tu nawiedziliście miejsce cudu krwi św. Januarego, ale również kościół pw. Matki Bożej z Lourdes i św. Józefa, gdzie mieści się trumna z doczesnymi szczątkami ks. Dolindo Ruotolo. Jakie przeżycia towarzyszyły Wam jako pielgrzymom w tak namacalnych wydarzeniach Bożej Obecności pośród nas?
– Każdy z nas przeżywał wszystkie te błogosławione dni wprawdzie wspólnie, ale też i specyficznie osobiście. Boskość jest na każdym miejscu tak wielka, mądra, niezgłębiona naszymi umysłami i sercami, że Ona po prostu fascynuje, skupia ducha na kontemplacji tego, co po ludzku jest niewytłumaczalne, jak choćby krzepnięcie krwi św. biskupa Januarego w kryształki i coroczne upłynnianie się tych kryształków. Nauka rozkłada ręce i jeśli jest uczciwa, to mówi wprost, że to jest cud Boży, czyli w sensie racjonalnym coś przekraczającego prawa przyrody tego kosmosu. Również miejsce grobu ks. Dolindo jest Boże i staje się coraz bardziej – głównie za przyczyną polskich katolików – celem pielgrzymek, co też nie zaskakuje, bo przecież ks. Dolindo wypowiedział w imieniu Maryi pod datą 2 lipca 1965 roku, czyli w przededniu naszego Millennium, jedno ze wspanialszych proroctw w stosunku do Polski: „Maryja do duszy: Świat chyli się ku upadkowi, ale Polska, dzięki nabożeństwom do Mego Niepokalanego Serca, uwolni świat od straszliwej tyranii komunizmu, tak jak za czasów Sobieskiego z dwudziestoma tysiącami rycerzy wybawiła Europę od tyranii tureckiej. Powstanie z niej nowy Jan, który poza jej granicami, heroicznym wysiłkiem zerwie kajdany nałożone przez tyranię komunizmu. Pamiętaj o tym”. Z tego wynika jakieś nasze polskie zobowiązanie, aby troszczyć się o kult tego Przyjaciela naszego Narodu i Ojczyzny Polski i raduję się wielce, że on już trwa...

Księże Profesorze, jakie intencje poprzez wstawiennictwo tych trzech wielkich ludzi Kościoła polecali Panu Bogu uczestnicy pielgrzymki?
– Myślę, że każdy z nas miał wiele osobistych intencji, ale naturalnie, że zawsze towarzyszyła nam duchowa więź z naszym Narodem w Polsce i pośród Polonii oraz innymi Narodami, bo przecież jesteśmy cząstką rodziny ludzkiej. Także modlitwa za Kościół w Polsce i na świecie, za Papieża, całe Duchowieństwo i Lud Boży oraz za inaczej wierzących i niewierzących stale nas przenikała, nie mówiąc o duszach w czyśćcu cierpiących i zmarłych pokoleniach naszych rodzin. W dynamiczny rytm pielgrzymki i podróży autokarowo-samolotowej wpisaliśmy jako reprezentanci różnych zakątków Polski i jednego brata Henryka z Chicago całą Polskość współczesną i całe stworzenie...

Archikonfraternia Literacka to stowarzyszenie mężczyzn, którzy swoim życiem, działaniem każdego dnia zaświadczają o Chrystusie. Jak bardzo dziś potrzeba świadków wiary?
– Można powiedzieć, że na świecie jest tyle Pana Boga, ilu jest Jego wiarygodnych i świątobliwych świadków. Oni są tą „solą” i „światłem świata”, w których ludzkość czuje „smak” cudu obcowania z Panem wszechrzeczy w czasoprzestrzeni oraz poznaje światło Bożej Mądrości i doświadcza Jego Miłości wiecznej w ciemnościach tego zranionego fałszem, kłamstwem, nienawiścią i różnymi grzechami świata. Dlatego są oni konieczni, aby ludzkość i świat dotrwali do Dnia Ostatecznego i ostatecznie wsparci Bożymi łaskami zwyciężyli w Chrystusie.

Ksiądz Profesor był opiekunem duchowym tej pielgrzymki. Czy widać już jej owoce?
– To bardzo ciekawe pytanie, ale pozwolę sobie w mojej odpowiedzi nawiązać do przyrody. Pamiętamy, że podobnie czynił Jezus i w przypowieści o „ziarnie” nauczał, że aby ono wydało plon, musi najpierw „obumrzeć” i dopiero potem, gdy przyjdzie wiosna i lato, to wydaje ono plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny. Czas pielgrzymki to nade wszystko czas zasiewu dobrych ziaren i od łaski Bożej, naszej osobistej pracy, wyrzeczeń, wierności, samozaparcia, modlitwy i ofiary zależy jego obumieranie, wzrost i owocowanie. Moim życzeniem ducha jest, aby to ostatnie za Boskim zrządzeniem Opatrzności poprzez wstawiennictwo wspomnianych Świętych – łącznie z Niepokalaną i św. Michałem Archaniołem z Gargano – było w każdym pielgrzymim sercu jak najobfitsze...

Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Bochenek

https://naszdziennik.pl/mysl/206105,nig ... -bogu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 15 mar 2019, 20:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Mieć i dać serce - jak Bóg

Życia trzeba bronić, nie dzieląc ludzi na wartych i niewartych życia.

Ks. Stanisław Małkowski
Warszawska Gazeta 15 – 21 marca 2019 r. KOMENTARZ TYGODNIA

Każdy poczęty i zrodzony człowiek ma ojca i matkę. Źródłem i wzorem miłości ojcowskiej i macierzyńskiej jest Bóg – Ojciec i Matka zarazem. IV przykazanie Dekalogu: „Czcij ojca swego i matkę swoją” zobowiązuje do miłości wobec rodziców, bo przez nich Bóg darował ludziom życie. Powołanie do wierności Bogu i swoim zadaniom małżeńskim i rodzicielskim zobowiązuje w miarę dorastania ku dojrzałości do opuszczenia rodziców, aby samemu wejść w rolę ojca i matki, jako mąż i żona.
Dziecięctwo ludzkie wynika z dziecięctwa Bożego, które nie podlega osieroceniu. Ziemscy rodzice niekiedy wyrzekają się własnych dzieci, krzywdzą je i zabijają; Bóg nie wyrzeka się swoich dzieci nigdy, chociaż one mogą wyrzec się Boga. Doświadczamy miłości Boga i ludzi w rodzinie i w rodzinie rodzin – Kościele, a zarazem ojczyźnie. Dla Polaków ojczyzną i matką jest Polska w swojej historii, w swoim trwaniu i powołaniu do pielgrzymowania przez ziemię ku niebu. Zagłada jest losem tych, których dążenia są tylko przyziemne, natomiast „nasza ojczyzna jest w niebie”, czytamy w drugiej niedzielnej lekcji 17 marca (zob. Flp 3,18-21). Wierność ziemskiej ojczyźnie wynika z wierności Bogu, którą to i doczesną – ziemską, i wieczną – w niebie, ojczyznę nam darował. Droga do nieba prowadzi przez ziemię, czyli zadaniem ojczyzny na ziemi w postaci narodu i państwa jest tą drogą być i nią iść w jedności z Kościołem jako wspólnotą przymierza Boga z ludźmi na całym świecie. Walka z Kościołem i Bożym prawem Dekalogu powszechnie zobowiązującym ludzi w wymiarze prawa naturalnego jest działaniem samobójczym w znaczeniu osobistym, rodzinnym, społecznym, narodowym i państwowym. Niektórzy ludzie u władzy w Europie i w Polsce upodobali sobie postawy i decyzje oznaczające zbiorowe samobójstwo Europy, Polski i Polaków, dążenie do ziemskiej pomyślności po myśli nihilistycznych ideologii przeciwnych rodzinom i narodom. Światowe organizacje w rodzaju WHO narzucają bezprawny marsz przez instytucje, edukację i kulturę pozbawiający ludzi człowieczeństwa stworzonego na obraz Boży, wiernego życiu, prawdzie, miłości i dobru, człowieczej tożsamości i powołaniu. W sprzeciwie wobec zła i złych trzeba łączyć pokorę, miłosierdzie i łagodność z męską stanowczością i odwagą. Potrzebni są nam nowi żołnierze niezłomni.

17 marca wspominamy w kalendarzu liturgicznym św. Patryka – patrona Irlandii katolickiej oraz kościoła i parafii na Gocławiu w Warszawie. Porwany i uwięziony w młodości przez irlandzkich korsarzy, po sześciu latach niewoli zbiegł do północnej Francji, gdzie kształcił się w szkołach misyjnych. Wyświęcony w roku 432 przez papieża na biskupa, wysłany do pogańskiej Irlandii, w ciągu 40 lat pracy gromadził pomocników, zakładał klasztory, przemieniał wyspę w kraj katolicki; pod koniec życia przeżył napad wodza Bretańczyków, o którym napisał w swoich „Wyznaniach”: „Lwy żarłoczne rozszarpują owczarnię moją”. Napastnicy nie zdołali jednak chrześcijaństwa z Irlandii wykorzenić. Inni napastnicy starają się to zrobić dzisiaj.

19 marca czcimy św. Józefa – małżonka Maryi i według ówczesnego prawa – ojca Jezusa. Kult św. Józefa trwa w Polsce od wieku XI, rozwinął się szczególnie w wiekach XVII i XVIII. W Ewangelii w drugą niedzielę Wielkiego Postu czytamy o Przemienieniu Pańskim. Wobec trzech Apostołów: Piotra, Jana i Jakuba, późniejszych świadków modlitwy w Ogrójcu, zw. konaniem, ukazał Jezus swoje promienne oblicze i jaśniejące szaty w czasie modlitwy i rozmowy z Mojżeszem i Eliaszem na górze Tabor. Przemienienie umacniało wiarę Apostołów, zapowiadało Zmartwychwstanie Chrystusa po męce i śmierci na krzyżu, było znakiem przejścia od Przymierza Starego do Nowego. Dopiero w świetle Zmartwychwstania i mocy Ducha Świętego zrozumieli uczniowie całą drogę Jezusa, świadczyli o niej swoim głoszeniem Ewangelii aż po śmierć męczeńską, uczynili ją własną.

Do naśladowania Chrystusa jesteśmy wezwani w chwilach smutku i radości, w cierpieniu i zdrowiu, w poczuciu przegranej i w czasie zwycięstw, aby być w pełni człowiekiem w życiu ku śmierci, ku przejściu do nowego, wiecznego życia w niebie. Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Warszawie 18 kwietnia 1971: „W nauczaniu prawd Bożych niezmiernie ważną rzeczą jest, aby człowiek wpatrywał się nie w siebie, nie w wiedzę, którą posiadł (…), lecz w Nauczyciela Jezusa Chrystusa i w Jego naukę”. Dwa lata wcześniej, 13 kwietnia 1969, ks. prymas powiedział w Niepokalanowie: „Człowiek bardzo mądry i bardzo dobry, ale zimny, jeszcze nie jest pełnym człowiekiem. W człowieku bowiem Bóg umieścił trzy potężne moce: rozum, wolę i serce. Wszystkie te moce muszą być należycie wykształcone, wychowane, zharmonizowane i uruchomione, aby dawały obraz człowieka pełnego”.

Ludzkie serca w jedności z Sercem Jezusa i Sercem Maryi tworzą wspólnotę serc, o której jako solidarności serc mówił bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Mądrość i dobroć bywa ograniczona, częściowa, a wobec ludzi – selektywna. Natomiast serce symbolizuje jedność wewnętrzną w człowieku i wynikającą z niej jedność międzyludzką. Dzięki żywemu sercu płynie w organizmie krew dająca życie całości bez podziału. Tam, gdzie życie jest zagrożone, trzeba go bronić, nie dzieląc ludzi na wartych i niewartych życia.
W czasie każdej Mszy św. słyszymy wezwanie: „W górę serca!” i odpowiedź: „Wznosimy je ku Panu”, łącząc się z Sercem Bożym.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 23 mar 2019, 20:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Nadzieja w Bogu zawieść nie może

Ks. Stanisław Małkowski
Warszawska Gazeta 22 – 28 marca 2019 r. KOMENTARZ TYGODNIA

Bóg objawia stworzonym przez siebie i na swój obraz ludziom swoje imię, wolę i pragnienie, mówi Mojżeszowi: „Ja jestem, który jestem” (Wj 3,14) w pierwszej niedzielnej lekcji 24 marca. Bóg przychodzi, aby ludziom zniewolonym i udręczonym dać życie, nadzieję i wolność. Odpowiedzią na Boże objawienie są słowa: „Oto jestem” (w. 4). Bóg jest z Mojżeszem, a przez niego – ze swoim ludem, a Mojżesz chce być z Bogiem w zaufaniu i posłuszeństwie.
W drugiej lekcji św. Paweł ukazuje związek między złem i śmiercią (zob. 1 Kor 10,5n). Odróżnienie życia od śmierci wydaje się ludziom oczywiste, natomiast rozróżnienie dobra i zła, Boga prawdziwego i fałszywych bożków już oczywiste nie jest. Poznanie do czego zmierza zło, a ku czemu prowadzi dobro, wymaga myślenia i wiary. Życie bezmyślne i niewierne przybliża śmierć doczesną i wieczną.

W Ewangelii Jezus wzywa do nawrócenia: „Jeżeli się nie nawrócicie, wszyscy zginiecie” (Łk 13, 3.5). Nawracanie się oznacza szukanie Boga, odwracanie się od zła ku dobru, od zniechęcenia i rozpaczy do nadziei. Ewangelista przez przypowieść o drzewie figowym (Łk 13, 6-9) ukazuje Bożą cierpliwość: dany jest czas dla nawrócenia, aby przynieść upragnione przez Boga owoce wiary i miłości. Miłość Boża przyjęta w czasie trwa wiecznie, ale czas się kończy. Publiczna działalność Jezusa rozpoczyna się wezwaniem do nawrócenia (Mt 4,17; Mk 1,15). Słuchający Jezusa dzielą się na jednych, którzy się nawracają oraz drugich, którzy nawracać się nie chcą, bo sądzą, że tego nie potrzebują, a zarazem myślą, że raczej Jezus powinien nawrócić się do nich, a nie oni do Jezusa.

Trwa pytanie: Czy Bóg ma być posłuszny ludziom, czy ludzie Bogu? Czy Kościół założony przez Chrystusa ma wzywać ludzi do posłuszeństwa, czy ludzie mają zmieniać Kościół po swojemu? Czy reformować siebie, czy też Boga na swoje podobieństwo? Kto nad kim ma władzę: Bóg nad ludźmi, czy ludzie nad Bogiem?
W męce i śmierci Chrystusa ukazała się ograniczona władza ludzi. Gdy władza ludzka usiłuje zastąpić lub ograniczyć władzę Bożą, pojawiają się pomysły modyfikowania lub zastępowania Bożych sposobów komunikowania się z ludźmi rozwiązaniami opartymi na ludzkiej pomysłowości i samowoli. Reformowanie Kościoła posuwa się niekiedy aż do zaprzeczenia jego istocie, gdy już nie Bóg ale człowiek ma znaleźć się na pierwszym miejscu. Gdy człowiek bezbożny staje się nieludzki, powstaje pytanie: komu zawdzięczamy swoje człowieczeństwo: Bogu czy sobie? Czy stworzył nas Bóg, czy raczej stwarzamy samych siebie, a jeżeli Boga to na swój obraz.
Ludzkie i nieludzkie pomysły idą w stronę odmawiania lub przyznawania człowieczeństwa i modyfikowania go w zależności od przyjętych powszechnie i wspieranych przez prawo stanowione i bezprawną praktykę pogańskich ideologii w rodzaju gender, gdy człowiek sam chce być swoim stwórcą i zbawcą. Człowiek ofiarowany Bogu przez nawracanie się i posłuszeństwo nie znieważy samego siebie, także gdy jest znieważony przez innych. Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Niepokalanowie 13 kwietnia 1969: „Często się zdarza, że nasza ofiara, kiedy się już nie może przed nami obronić, jeszcze okazuje nam współczucie. Bo człowiek wymierzający cios jest bardziej nieszczęśliwy i godny współczucia niż ten, w którego godzi. Bijący poniewiera sam siebie. Większym nieszczęściem jest znieważyć siebie samego przez niegodziwe postępowanie, niż być sponiewieranym przez innych”.

Współczesne upodlenie człowieka zmierza nie w stronę podziału na podłych i nie podłych, tchórzy i odważnych, prześladowców i prześladowanych, zabijających i zabijanych, lecz w stronę upodlenia jako duchowego zabicia wszystkich ludzi, gdy niegodziwe postępowanie staje się powszechne i zwyczajne. Szyderstwem z pojednania przez nawrócenie jest zamiana tęczy nad ziemią wolną od potopu (zob. Rdz 9,12-17) na tęczę nad szambem. Trwały potop zamienia ziemię w bagno, a ono staje się szambem za sprawą bagnistych istot, których bytem jest spożywać i wydalać.
Komunistyczne bagno, w którym jednak wielu nie utonęło, przemienia się stopniowo w szambo, w którym wszyscy mają się pogrążyć. Bagno jest stanem długotrwałym ale przejściowym, natomiast szambo ma w założeniu trwać bez końca, stąd więc biorą się projekty psucia ludzi od wczesnego dzieciństwa, od zarania. Te projekty zagrażają Polsce i Europie bardziej niż komunizm.
Bóg darował pierwszym ludziom ziemię jako rajski ogród. Ku nowej ziemi złączonej z niebem Bóg świat prowadzi. Dzięki nawracaniu się i wielkopostnej pokucie stajemy się pomocnikami i współpracownikami Boga. „Człowiek nie może istnieć bez pomocy Boga”, powiedział ks. prymas Stefan Wyszyński w Warszawie 2 kwietnia 1967 i dodał: „Jeżeli człowiek nic nie może uczynić dobrego i trwałego bez pomocy Bożej, to cóż dopiero cała rodzina ludzka! Bóg jest nieustannie rodzinie ludzkiej potrzebny”. Boża rodzina ma Ojca i Matkę.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 12 lip 2019, 21:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Człowiek nie może i nie potrafi stać się ani diabłem, ani aniołem, ale może albo z jednym, albo z drugim współdziałać dla przeciwnych skutków.

Wysławiajmy i naśladujmy miłosierdzie Boga

Ks. Stanisław Małkowski
Warszawska Gazeta, 12 – 18 lipca 2019 r. KOMENTARZ TYGODNIA

Miłość Boża ma postać miłosierdzia wobec ludzi pokornych, ufnych, cierpiących, grzesznych, nawracających się, polegających bardziej na Bogu niż na sobie.
Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie czytana w Ewangelii niedzielnej 14 lipca (Łk 10,25-37) jest odpowiedzią na pytanie uczonego w Prawie, uznającego przykazanie miłości bliźniego: „A kto jest moim bliźnim?”, rozumiejącego bycie bliźnim, jako sposób dzielenia ludzi na bliźnich wartych miłowania i nie bliźnich, którym miłości słusznie się odmawia, bo na nią nie zasługują. Ciężko poraniony przez zbójców mieszkaniec Jerozolimy, bezsilny i półumarły doświadcza obojętności czołowych przedstawicieli narodu wybranego idących drogą, widzących go i mijających oraz ofiarnej pomocy obcego Samarytanina ratującego rannemu życie. Samarytanin wzrusza się głęboko, podchodzi, opatruje rany, wiezie do gospody, pielęgnuje, następnego dnia daje gospodarzowi dwa denary, zapewniając, że jeżeli więcej wyda, odda mu, gdy będzie wracał.
Miłosierny Samarytanin oznacza Chrystusa Króla Miłosierdzia idącego drogą ludzkich doświadczeń, dającego pomoc osobiście i w gospodzie Kościoła, zapewniającego o zapłacie dla posłusznych i naśladujących Go pomocników. Oliwa i wino, jako opatrunek na rany, oznaczają sakramenty Kościoła, dwa denary – cierpienie i śmierć Zbawiciela, powrót – ponowne Jego przyjście u kresu czasów. Miłosierdzie jest darem niezasłużonym, zwycięskim wobec obojętności i krzywdy, poprzedzającym i przewyższającym sprawiedliwość. Zbójcy to złe duchy i oddani złu ludzie. Opuszcza Jerozolimę – miasto Bożego pokoju i zdąża do Jerycha – miasta zagradzającego drogę do obiecanej ziemi i obiecanego nieba każdy, kto w grzechu chce zamieszkać, a wpadając w ręce zbójców ponosi skutki złego wyboru.
Ks. Edmund Boniewicz pisze w książce „Głośmy orędzie Bożego miłosierdzia” (Częstochowa, rok 2000, s. 118), nawiązując do ogłoszenia i ukoronowania Najświętszej Maryi Panny na Królową Polski: „Podobnie powinno się postąpić wobec Króla Miłosierdzia – ogłosić Go Królem Polski – by razem z Niepokalaną Matką prowadził nasz naród przez nowe tysiąclecie”. Takie ogłoszenie miałoby postać intronizacji dokonanej przez obie władze – kościelną i państwową w odpowiedzi na kilkakrotne wezwanie Chrystusa z lat 30. ubiegłego stulecia. Świadectwo woli Chrystusa, aby ocalić Polskę, Europę i świat mocą miłosierdzia, daje św. Faustyna Kowalska w „Dzienniczku”, przyjmując i przekazując wezwanie Chrystusa w formach: wizerunku Zmartwychwstałego z napisem „Jezu, ufam Tobie”, koronki do Bożego miłosierdzia, nowenny od Wielkiego Piątku do soboty przed II Niedzielą Wielkanocy i świętem Bożego Miłosierdzia, uczczenia trzeciej po południu, jako godziny konania i śmierci Jezusa na krzyżu, świadczenia miłosierdzia przez czyn, słowo i modlitwę w postawie zaufania, posłuszeństwa i pokory wobec Boga Ojca Miłosierdzia, przez miłość i cześć dla Maryi Matki Miłosierdzia. Stworzeni i wydobyci z nicości przez Boga, zbawieni i ocaleni przez krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa, korzystajmy z Bożych darów objawień i wezwań dla dobra osobistego i wspólnego, doczesnego i wiecznego, duchowego i materialnego.
Życie i dobro oddalone od źródła podlega zepsuciu. Gdy dobro i życie poddane jest samowoli ludzi wchodzących w rolę stwarzania i zbawiania siebie, w myśl przyjętych ideologii niezgodnych z naturą i wiarą, spełnia się bunt przeciwko Bogu podobny, chociaż nie aż tak radykalny i ostateczny, do buntu części aniołów.
Człowiek nie może i nie potrafi stać się ani diabłem, ani aniołem, ale może albo z jednym, albo z drugim współdziałać dla przeciwnych skutków nie od razu w pełni widocznych. Taktyka złych duchów i poddających się im ludzi bywa zróżnicowana: raz lepiej ukryć się i zachować pozory dobra, kiedy indziej ujawnić się i odebrać odwagę świadkom zła. Zapaść semantyczna, czyli oderwanie słów od znaczeń, mowy od sensu, bywa skuteczna w obu przypadkach w postaci tzw. bełkotu.
Trwałe pojednanie w wierności prawdzie i życiu możliwe jest tylko w Chrystusie – obrazie Boga niewidzialnego (zob. druga niedzielna lekcja – Kol 1, 15-20).
– „Słowo Boga jest bardzo blisko Ciebie, nie przekracza ludzkich możliwości” – czytamy w pierwszej niedzielnej lekcji (Pwt 30, 10-14). Korzystajmy więc z dobrych możliwości darowanych przez Boga we wspólnocie miłości i życia Kościoła, widząc zarazem nienawistne działanie antykościoła, co nie jest poza naszym zasięgiem (por. w. 11).
W poniedziałek 15 lipca wspominamy św. Bonawenturę, zwanym drugim ojcem Zakonu św. Franciszka. W Polsce św. Bonawentura był czczony jako patron matek oczekujących potomstwa. Jeden z historyków soboru w Lyonie napisał o nim: „Człowiek wybitnej nauki i wymowy, mąż wielkiej świętości i miłosierdzia, łagodny, pobożny, Bogu i ludziom miły”. Kiedy posłowie papieża przyszli do niego z kapeluszem kardynalskim, zastali go przy myciu naczyń kuchennych.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 10 sie 2019, 18:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
PRAWDA O CZŁOWIEKU W NATURZE LUDZKIEJ I W BOŻYM OBJAWIENIU

Ks. Stanisław Małkowski

Warszawska Gazeta, 9 – 15 sierpnia 2019 r. KOMENTARZ TYGODNIA

Natchniony autor Księgi Mądrości widzi w wyzwoleniu Izraelitów z niewoli egipskiej działanie Boskiego prawa, gdy zgodnie z nim „te same dobra i niebezpieczeństwa święci podejmą jednakowo” (Mdr 18,9). Warunkiem doczesnego wyzwolenia, a następnie wiecznego zbawienia, jest uległość i posłuszeństwo wobec Bożego prowadzenia, czyli zgody woli ludzkiej z wolą Boga. Oczekiwanie ocalenia sprawiedliwych i zatraty wrogów (zob. w. 7) wymaga nadziei pokładanej w Bogu. Ta treść zawarta w pierwszej niedzielnej lekcji mszalnej 11 sierpnia uczy zachowania wewnętrznej wolności w warunkach zewnętrznego zniewolenia, z którym łączą się pewne doraźne korzyści. Wolność ma swoją cenę, warto ją dla wolności zapłacić w postaci przejścia przez pustynię ku Ziemi Obiecanej. Jest to droga wiary ukazana w drugiej lekcji z Listu do Hebrajczyków, otwarta dla uznających siebie „za gości i pielgrzymów tej ziemi”, szukających lepszej ojczyzny (zob. Hbr 11,13 i 16), przyjmujących Bożą obietnicę wejścia do ojczyzny wiecznej. Wyzwolenie z trudów i cierpień związanych z ziemskim pielgrzymowaniem prowadzi do udziału w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa (por. w. 19). Niedzielna Ewangelia (Łk 12, 3-48) wzywa do odwagi i gotowości na spotkanie z przychodzącym do nas Panem. Motywy wiary i odwagi są nam dane, nagroda obiecana, dlatego „komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie, a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą” (w. 48).

Dano nam Bożą miłość twórczą i zbawczą, Bożą łaskę zawartą w sakramentach i Bożym słowie, udział we wspólnocie Kościoła i nadzieję wiecznej radości nieba. Uczestnicząc w Mszy św., warto i trzeba słuchać słów Pisma Świętego, odnosić je do siebie, a w ich świetle widzieć sprawy ojczyzny i świata, osobiste i społeczne.
W środę 14 sierpnia wspominamy św. Maksymiliana Marię Kolbego kapłana i męczennika Oświęcimia, a zarazem rozpoczynamy wieczorem obchód uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W pierwszej lekcji Mszy św. wigilijnej wprowadzenie Arki Bożej do Miasta Świętego – Jerozolimy, jest znakiem i zapowiedzią wprowadzenia Arki Nowego Przymierza – Maryi do nieba (1 Krn 16,1). W drugiej lekcji św. Paweł zapowiada nasz udział w zwycięstwie nad śmiercią w wyniku zwycięstwa nad grzechem prowadzącym do śmierci wiecznej, który jest obecnie publicznie propagowany przez wrogie Bogu i ludziom ideologie, w rodzaju multi-kulti lub LGBT, odrzucające naturę ludzką oraz istotę i powołanie człowieczeństwa, traktujące (zwłaszcza ta druga) ludzi gorzej od zwierząt.

Słuchanie słowa Bożego i wierność jemu daje Boże błogosławieństwo, darowane najpełniej wśród ludzi Maryi Matce Bożej, której zwycięstwo nad Smokiem ognistym ukazuje pierwsze czytanie w dniu 15 sierpnia. W drugim czytaniu słyszymy: trzeba, ażeby Chrystus zwycięski królował (zob. 1 Kor 15,25). Królowanie Chrystusa ma wymiar powszechny i wieczny, ale w doczesności jego skuteczność zależy od ludzkiej woli, gotowej uznać królewską władzę Chrystusa albo jej się sprzeciwić. Kogo uznają za króla ci wszyscy, którzy odrzucają Chrystusa Króla? Czy siebie, czy jakieś władze, czy złe duchy? Dobre albo złe skutki wyboru trwają w czasie i wieczności. Sprawujący władzę społeczną i państwową w Polsce mogą swój katolicyzm traktować zobowiązująco albo wybiórczo, w pełni szczerze albo dekoracyjnie.

Uwięziony w Komańczy ks. prymas Stefan Wyszyński zapisał 3 maja 1956 słowa: „Mój Naród jest ciągle w męce. Brnie z niewoli w niewolę. Ale nadal pozostaje prawda – nawet wśród największej niewoli – że Królową Narodu niewolniczego jest Maryja”. W świetle wiary wiemy gdzie i u kogo szukać wyzwolenia. Tę wiarę i nadzieję wyraził ks. prymas w Warszawie 22 maja 1981 r. i zawarł w słowach: „Program w Polsce nie może być sztywny. Nasza stałość wyraża się w credo, wyraża się w Ojcze Nasz, w Zdrowaś Mario, w Ślubach Jasnogórskich, w zawierzeniu, które Ojciec Święty uczynił na Jasnej Górze. A reszta jest płynna. Największą naszą wartością jest wiara naszego ludu, jego przywiązanie do Kościoła, jego więź z Kościołem w Chrystusie i Jego Matce, w waszej wierze, w waszej gorącej miłości i w waszej niezwykłej, apostolskiej gorliwości”.

Przeciwnicy wiary i Kościoła w ojczyźnie udoskonalają swe narzędzia dechrystianizacji, odchodząc od otwartych i często krwawych prześladowań w stronę „marszu przez instytucje”, czyli przez edukację, kulturę i środki społecznego przekazu. Dlatego zachęceni skutkami swojej działalności w Europie, chcą zniszczyć katolicyzm w Polsce odbierając Kościołowi środowiska podatne na propagandę wolności jako swobody samozniewolenia i uzależnienia od zła w różnych postaciach. Zamiast odbierać życie fizyczne ludziom dorosłym i świadomym, poza dziećmi poczętymi i ludźmi ciężko chorymi, odbiera się ludziom życie duchowe, a wierność prawu moralnemu przedstawia się jako niewolę. Wolności jako wierności prawdzie i życiu przeciwstawia się swobodę wyboru, odbierając znaczenie słowom, szerząc tolerancję dla zła i brak tolerancji dla dobra rzekomo ograniczającego wolność. Powiedzieć słowem i czynem „nie” Bogu to zarazem zaprzeczyć sobie stworzonemu na obraz Boży. Dlatego „tak” Bogu na wzór Maryi jest również „tak” ludziom, nie w ich poglądach, często błędnych, ale w naturze ludzkiej i powołaniu do świętości i nawrócenia oraz wiecznego życia we wspólnocie nieba. Kto nie wierzy w wieczne istnienie stworzonego człowieka, ogranicza sens i wartość ludzkiego życia do czasu na ziemi. Z tego wyboru wynikają dobre albo złe konsekwencje. Dlatego niewiara jest zagrożeniem człowieczeństwa, a wiara – ratunkiem.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ład Boży, czy ludzkie (o)błędne koło?
PostNapisane: 18 sie 2019, 13:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
WIECZNIE ISTNIEĆ CZY WIECZNIE ŻYĆ?

Warszawska Gazeta, 16 – 22 sierpnia 2019 r.
KOMENTARZ TYGODNIA

Ks. Stanisław Małkowski

Na mocy Chrztu św. potwierdzonego wiarą, posłuszeństwem Bogu i przyjmowaniem kolejnych sakramentów we wspólnocie Nowego Przymierza czyli Kościoła jesteśmy włączeni we władzę Chrystusa – Kapłana, Proroka i Króla. Powołani przez Boga prorocy Starego Przymierza w swoim nauczaniu i postawie aż po prześladowania doświadczone i przyjęte ze strony niewiernych Bogu bałwochwalców ku ofiarnej śmierci za wiarę, zapowiadają przyjście Chrystusa, gdy później Jego uczniowie sami staną się do Niego podobni. Prorocki sprzeciw wobec niewiernej Bogu władzy i odstępstwa narodu pojęty ofiarnie w imię prawdy kosztuje. Współczesny bunt zwrócony przeciwko zobowiązującej do posłuszeństwa prawdzie, której rzekomo nie ma, bo „prawd” i poglądów jest wiele, często sprzecznych, spotyka się z tchórzliwą uległością w imię tolerancji, kompromisu i pojednania w warunkach zgody na zło. Prorok Jeremiasz obecny w pierwszej niedzielnej lekcji 18 sierpnia, powołany w młodym wieku przez Boga, zapowiada upadek Jerozolimy za sprawą władcy babilońskiego Nabuchodonozora panującego w latach 605-562 przez narodzeniem Chrystusa. Miłość Jeremiasza do Boga i własnego narodu spotykała się z niezrozumieniem i posądzeniem o zdradę na rzecz nieprzyjaciela z Północy czyli Babilonu. Tymczasem kara była wynikiem odstępstwa.

W niedzielnej Ewangelii Jezus zapowiada rozłam w wyniku przyjęcia Jego nauki: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam” (Łk 12,51). Te słowa wydają się sprzeczne z zapewnieniem: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam” (J 14,27). Powszechny i ostateczny pokój wprowadza panowanie Chrystusa Króla, a jego przyjęcie pozwala pokonać rozłam i trwać w pokoju w czasach rozłamu. Boży, zwycięski pokój trzeba więc odróżnić od spokoju za wszelką cenę jako skutku demokratycznego pojednania. Nie ma pokoju bez prawdy i sprawiedliwości. Moc jednoczenia ludzi w pokoju i rozłamie wobec Antykościoła darowuje Bóg Kościołowi jednemu, świętemu i powszechnemu. Przejście ostateczne do nieba albo piekła utrwala na zawsze pokój i rozłam. Matką Kościoła i Królową jest Maryja Matka Chrystusa. O Maryi i sile Kościoła pisze ksiądz prymas Stefan Wyszyński w „Zapiskach więziennych”: „O, Maryjo! Wydaje mi się, że jednak potrzeba Ci gotowych ofiar, byś mogła zachować całość i czystość Kościoła Świętego, byś mogła przynieść dar męstwa sługom jego. Ciągle jeszcze lękają się, poniżej roztropności i obowiązku wyznania. Milczą nawet wtedy, gdy trzeba, by wielkim głosem krzyczeć. Daj im męstwo, niech rozumieją, że siła Kościoła polega na wyznaniu przed ludźmi”. (Komańcza, 12 maja 1956).

Dar odwagi i męstwa wymaga ofiary w jedności z Krzyżem. Niedzielne drugie czytanie z listu do Hebrajczyków (12,1-4) wzywa do naśladowania Chrystusa we wspólnocie wielu świadków, czyli świętych: „Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala (…), który tak wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie ze strony grzeszników (…), abyście nie ustawali złamani na duchu” (w. 2 i 3). Ludzka i nieludzka wrogość może wzbudzić zastanowienie i oparcie się na Chrystusie w walce przeciw grzechowi. Zatwardziali grzesznicy sprzeciw wobec ich grzechów odnoszą do siebie, skarżąc się, jakoby byli prześladowani; identyfikując się niesłusznie z własnym złem, z którym przecież mogliby się rozstać, gdyby chcieli uniknąć piekła i wyrzec się współdziałania z diabłem na swoją zgubę; znakiem miłości gotowej przebaczać jest odróżnienie człowieka od zła, które czyni. Miłosierdzie darowane jest znakiem i możliwością ocalenia. Odrzucenie zła nie oznacza odrzucenia tego, który zło czyni a nawet z nim niesłusznie się utożsamia na własną szkodę doczesną i zgubę wieczną. Nienawiść wobec zła nie oznacza nienawiści wobec człowieka, który dopóki żyje może od zła się odłączyć poprzez nawrócenie aby żyć nie tylko częściowo i tymczasowo, ale na zawsze i w pełni. Zwycięskie, dobrowolnie przyjęte miłosierdzie poprzedza Bożą sprawiedliwość. Gdy myślenie i postępowanie ludzi bywa zaprzeczeniem miłosierdzia i sprawiedliwości, Bóg pragnie naszego zbawienia czyli życia na zawsze we wspólnocie miłości, ale do miłości nie zmusza, dając doczesną możliwość przyjęcia szczęścia wiecznego. Błędem antropologicznym jest utożsamianie śmierci człowieka z unicestwieniem pomimo zawodnej pamięci bliskich i historii. Od ludzkiej pamięci nieporównanie lepsza jest Boża pamięć, zwana „świętą pamięcią”, której uznanie i przyjęcie oznacza wieczną wspólnotę z Bogiem w miłości i szczęściu.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 112 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /