Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 96 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 24 lis 2014, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Umocnić rodzinę

MJ, RW

Stoimy nad przepaścią, musimy się zatrzymać. Jeśli zrobimy kolejny krok, nie będzie już odwrotu – w ten sposób prefekt Kongregacji Nauki Wiary ks. kard. Gerhard Müller opisuje sytuację małżeństwa i rodziny w zeświecczonym świecie zachodnim.

– Małżeństwo jako uzupełniający się wzajemnie związek kobiety i mężczyzny jest zagrożone i deprecjonowane. Jesteśmy świadkami swoistego samobójstwa ludzkości – powiedział ksiądz kardynał w wywiadzie dla amerykańskiego tygodnika. Zwrócił on uwagę, że przełomem w tej tendencji było międzyreligijne kolokwium o komplementarności kobiety i mężczyzny w małżeństwie, które odbyło się na początku ubiegłego tygodnia w Watykanie. – Okazało się, że różne wyznania chrześcijańskie i 14 ogólnoświatowych religii potrafią dać zgodne świadectwo o podstawowych prawdach o małżeństwie. Choć różne są tradycje i wizje małżeństwa, to jednak wszyscy jesteśmy zgodni co do samej jego natury – stwierdził ksiądz kardynał.

Podkreślił, że w medialnym szumie podnosi się wiele spraw związanych z rodziną, jednak cały ten zgiełk dotyczy spraw marginalnych, problematycznych czy wręcz wrogich rodzinie, jak dążenie do redefinicji małżeństwa. W tej dyskusji wiele miejsca zajmują sprawy seksualności czy nieudanych relacji. Tymczasem większość jest zainteresowana tym, jak sprawić, by małżeństwo było lepsze i silniejsze.

Prefekt Kongregacji Nauki Wiary podkreślił, że milcząca większość nie rozumie tego, co się dzieje, albo została wyciszona oskarżeniami o dyskryminację wysuwanymi pod adresem tych, którzy bronią tradycyjnej rodziny. – My jednak nie możemy zgodzić się na to, że małżeństwo traktuje się jako wytwór kultury czy społeczeństwa. Nie jest to prawdziwy fundament ludzkości – podkreślił. Wyraził też nadzieję, że zakończone 19 listopada kolokwium będzie miało pozytywny wpływ na synodalną dyskusję o rodzinie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/114871,um ... dzine.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 29 lis 2014, 08:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Recepta na szczęście

Beata Falkowska

Nadawane od 22 lat w Radiu Maryja „Audycje dla małżonków i rodziców” zrodziły się m.in. z ogromnego pragnienia prowadzących je do dziś Lecha i Elżbiety Polakiewiczów, by jako małżeństwo służyć innym i dzielić się dobrem. Konkretnie dobrą nowiną o szczególnej Bożej miłości do małżonków, bo małżeństwo to nie nasz, ale Boży zamysł i z Bożą pomocą udaje się doprowadzić ten okręt do szczęśliwego portu. Jak potrzebne były te audycje, widzimy wyraźnie po tych ponad 1000 emisji, teraz, gdy polska rodzina przeżywa prawdziwy szturm wrogich jej sił.

– Jeżeli człowiek uważa, że jest dobrze i nic nie robi, to zaczyna się cofać. Potrzebna nam jest ciągła formacja, praca nad sobą. Trzeba chcieć więcej i coś robić w tym kierunku. Audycje mają na celu m.in. zainspirować tych małżonków, którzy uważają, że generalnie u nich jest w porządku, aby szli dalej – mówią Elżbieta i Lech Polakiewiczowie. W telefonach do studia czy w listach często okazuje się, że pod całkiem ładnym opakowaniem rzeczywistość skrzeczy i jest dużo gorzej, niż mogłoby się wydawać.

Kolejność słów w tytule „Audycja dla małżonków i rodziców” nie jest przypadkowa, bo jeśli mówimy o rodzinie, społeczeństwie, musimy cofnąć się do początku, czyli do małżeństwa. Polakiewiczowie nie mają wątpliwości, że jeśli małżonkowie nie żyją w Bożej obecności, nie kochają się, to cała reszta będzie się psuła. Kiedyś cały cykl audycji poświęcili zagadnieniu Bożego ładu w rodzinie, który opiera się na tym, by Pan Bóg był na pierwszym miejscu, małżonek na drugim, zaś potem dopiero dzieci i dalsza rodzina. To ideał.

Niestety, większość problemów małżeńskich bierze się ze stawiania siebie na pierwszym miejscu czy przedkładaniu dziecka lub dalszej rodziny przed małżonkiem.

Tym gorzej wygląda sytuacja rodzin, im dalej od Polski. Telefony z zagranicy stawiają prowadzących program do pionu i są swoistym memento. Gdy dzwonią ludzie spoza Polski, mówią wprost: wy jeszcze możecie projektować działania wychowawcze, my już na nasze dzieci wpływu nie mamy. Odebrano nam je przez szkołę, wszelkie inne zajęcia poza domem. My już nie jesteśmy takimi autorytetami dla naszych dzieci, jakimi chcielibyśmy być. – Uświadamia nam to, że nie można przestać, że trzeba cały czas siać – mówią Elżbieta i Lech.

„Dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”

– Kościół jest domem, a dom, rodzina jest Kościołem, mówimy domowym Kościołem. Szczęście, radość znajdujemy wtedy, gdy spotykamy Chrystusa, który przecież przyszedł po to, byśmy radość mieli w pełni, a szczególnym miejscem spotykania Chrystusa jest rodzina – mówi ks. bp Józef Wysocki, autor książki „Rytuał rodzinny”. – Być szczęśliwym to mieć swój dom rodzinny, czuć ciepło rodzinnego domu, mieć sens życia, który daje przede wszystkim Chrystus, zatem w naszym życiu najważniejsze jest, aby osobiście spotkać Chrystusa – dodaje.

Życie rodziny chrześcijańskiej powinno przebiegać w podwójnym wymiarze – ziemskim i nadprzyrodzonym. W sakramencie małżeństwa obecny jest Jezus ze swoją miłością i żadne małżeństwo, żadna rodzina, nawet w najgorszej sytuacji, nie jest nigdy sama. Pan Bóg daje nam szereg łask, pakiet ułatwień i wsparcia na tej wspólnej drodze: sakramenty, Pismo Święte, modlitwę, parafię, wspólnoty rodzin. Nie zawsze jednak korzystamy z tego skarbca Bożej miłości.

– Rodzina ma stawać się domowym Kościołem, bo to prawdziwy kształt rodziny i tu nie chodzi tylko o obrzędowość. Mnie chodzi o formację chrześcijańską i rodziców i dzieci – zaznacza ks. bp Wysocki i zachęca, by w rozpoczynającym się Adwentem nowym roku liturgicznym dołożyć starań, by nasza rodzina stała się Kościołem domowym. By być bliżej Serca Jezusa i bliżej siebie nawzajem.

Ksiądz biskup Wysocki nawiązuje do ewangelicznego Zacheusza, który chcąc zobaczyć Chrystusa, wspiął się na sykomorę. A Jezus, każąc mu zejść, po prostu oświadcza: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Bo to, co my w naszych rodzinach możemy zrobić najważniejszego, to zaprosić Chrystusa do swojego domu. Wtedy tak jak Zacheusz doświadczymy przemiany, nawrócenia, radości.

– Chciałbym, aby to przydarzyło się nam w Adwencie, byśmy zaprosili do naszych domów Chrystusa, by następnie w atmosferze miłości zasiąść do stołu wigilijnego – podsumowuje ks. bp Wysocki.

Dalecy bliscy

Gdy nie rozmawia się ze sobą przez tydzień, miesiąc, rok, bo dzieci, bo praca, to potem, gdy czas się znajdzie choćby przy Wigilii, po prostu nie ma już o czym rozmawiać. Każdy z małżonków i członków rodziny żyje własnym życiem. A Bóg przemawia do człowieka przez innych ludzi, a najbardziej przez małżonka. Poddenerwowana, krzycząca żona kanałem Bożej łaski? Dla niektórych może to kakofonia, ale Elżbieta i Lech Polakiewiczowie radzą: słuchajmy się, rozmawiajmy ze sobą, i nawet wtedy, gdy uwagi małżonka bolą, bierzmy pod uwagę, czy nie ma w tym głębszego sensu.

Problem z rozmową i słuchaniem mają szczególnie mężczyźni. – Żony są z reguły bardziej nastawione na budowę więzi, my, mężowie, skupiamy się na budowie domu czy kupnie samochodu. Gdy mężczyzna jako priorytet przyjmie budowę więzi z żoną, to wtedy wszystko będzie dobrze – wskazuje Jacek Pulikowski, autor wielu publikacji poświęconych życiu rodzinnemu.

Podstawą życia katolickiej rodziny jest wspólny udział w Eucharystii.

– To już prawie gwarancja, że to małżeństwo nie będzie się sypać. Jeśli dołączy się do tego codzienną wspólną wieczorną modlitwę małżonków, choćby jedno „Ojcze nasz”, to mogę powiedzieć, że nie spotkałem małżeństwa, które by się rozpadło przy tak ustalonych praktykach – zauważa Pulikowski. Przynajmniej raz w miesiącu należy pamiętać o spowiedzi. Jeśli będziemy praktykować ten program, otrzymamy łaskę wiary. Ważne, by osoba gorliwsza podciągała w górę współmałżonka.

Ogromne znaczenie ma też sposób spędzania wolnego czasu.

– Wybierajmy dobre media. Jeśli w złą stronę lokujemy nasze zainteresowania, zmieniamy się, i to nie na lepsze. Na zło nie wolno nawet patrzeć, a ile zła, przemocy mamy w telewizji. Nie ma argumentu, że to po prostu film akcji. Nie, to nie buduje w nas dobra – akcentują Polakiewiczowie. Ważny jest też odpowiedni dobór bajek czy książek, a także prasy.

W kontekście relacji z dziećmi zwłaszcza ojcowie muszą nieustannie przypominać sobie słowa Prymasa Stefana Wyszyńskiego, że „czas to miłość”. Jako regułę przyjmijmy, że dorastające dzieci bardziej potrzebują kontaktu z ojcem. – Badania pokazują, że ojcowie spędzają ze wszystkim swoimi dziećmi 7 minut w ciągu dnia, a ponad 4 godziny przed komputerem i telewizorem. Tu także trzeba narzucić sobie program spędzania czasu z dziećmi. Mężczyźni przekonani są, że są powołani do wielkich celów, tymczasem to od budowanej codziennie więzi z ojcem zależy w dużej mierze stabilność psychiczna dzieci, to, czy pogubią się w dojrzałym życiu czy nie – wskazuje Pulikowski, który prowadzi także warsztaty adresowane do ojców, bo wielu mężczyzn wchodzi w małżeństwo zupełnie niedojrzałych do roli męża i ojca. Optymistycznie dodaje, że obserwowany w ostatnich latach wzrost inicjatyw formacyjnych skierowanych do mężczyzn pokazuje, że panowie w Polsce się budzą.

Znaki wiary

Autor bestsellerowego „Rytuału rodzinnego” zaznacza, że nie chce kłaść nacisku na obrzędowość, lecz na osobę Jezusa i przemieniającą moc przyjęcia Go do serca i domu, ale zewnętrzne znaki naszej wiary także są ważne. W gonitwie codzienności przypominają nam, by nie tracić tej „najlepszej cząstki”. „Rytuał rodzinny” podsuwający propozycje celebracji roku liturgicznego w rodzinie podbił serca wielu, wypełniając niejednokrotnie pustą przestrzeń międzypokoleniowej transmisji zwyczajów i tradycji.

– Tak jak wchodzimy do Kościoła i wiemy, gdzie jesteśmy, tak i Kościół domowy pod względem zewnętrznym ma wyrażać naszą wiarę. Rodzina parafialna gromadzi się przed ołtarzem, stołem eucharystycznym, w domu gromadzimy się przy stole, gdzie jemy, ale i modlimy się, czytamy Słowo Boże – tłumaczy ks. bp Wysocki, radząc zadbać o estetykę naszych domowych stołów. Zachęca do wyeks- ponowania krzyża w domu w widocznym miejscu, nie nad drzwiami, gdzie nikt go nie dostrzeże.

W Boże Narodzenie – zwraca uwagę ks.bp Wysocki – nie może pod naszym dachem zabraknąć figurki Dzieciątka Jezus i żłóbka, przy których warto położyć Pismo Święte. Nade wszystko zaś sięgajmy po Słowo Boże i czytajmy je z dziećmi.

Każda niedziela powinna być przeżywana w rodzinie jak „mała Wielkanoc”. Trzeba robić wszystko, by zawsze być na niedzielnej Eucharystii, bo to uprzywilejowane miejsce spotkania z Jezusem. Pamiętajmy w naszym dziennym rytmie w liturgii rodzinnej, aby każdego dnia pobłogosławić dzieci, kreśląc krzyżyk na czole i przywołując Trójcę Świętą. Przez ten prosty gest sprowadzamy na dzieci Boże błogosławieństwo, wprowadzamy je w relacje z Bogiem i przekonujemy o naszej rodzicielskiej miłości. Także małżonkowie na pożegnanie niech „dadzą sobie krzyżyk”. To błogosławieństwo, ale i rozładowujący napięcia wyraz więzi.

Znajomy ksiądz katecheta prosi o Ducha Świętego dla każdego spotkanego w szkole dziecka. Inspirujmy się takimi prostymi gestami modlitwy, które przecież nie pozostają bez odpowiedzi.

– Warto obrać sobie patrona rodziny, przeżywać jego święto jako święto patronalne, tak żeby rodzina wspierała katechezę, a katecheza była umocnieniem dla rodziny – podsumowuje ks. bp Wysocki.

Parafia

Na rolę katechezy jako jednego z ogniw odbudowujących naszą więź z Bogiem wskazuje ks. abp Stanisław Wielgus.

– Jednym z powodów niewiary jest analfabetyzm religijny. Niewiara często bierze się z niewiedzy albo wiedzy szczątkowej. Jako biskup płocki powołałem cały zespół, który przygotowywał krótkie 5-, 7-minutowe katechezy na temat wiary, które były czytane przed każdą Mszą Świętą. Cieszyły się dużym uznaniem. Dotyczyły oczywiście także nauczania Kościoła o rodzinie – opowiada ksiądz biskup i dodaje, że co innego wiedzieć, co innego postępować, choć to się ze sobą łączy. Dlatego potrzebna jest codziennie praca duszpasterska Kościoła, dotykanie tematu rodziny w katechezie, w homiliach, w życiu parafii.

– Trzeba organizować takie płaszczyzny, gdzie możemy się spotkać i przenosić naukę Kościoła w praktykę życia ludzi. Uczulać ludzi na wspólnoty, stowarzyszenia, w które można się angażować. Jest ich naprawdę duża gama – charytatywne, młodzieżowe, formacyjne –zauważa ks. abp Wielgus. Konkretne zaangażowanie w życie parafii to dobra kontrpropozycja dla marnowania czasu w internecie czy przed telewizorem.

Parafia to środowisko wzrostu dla nas i dzieci, miejsce poznawania rodzin, ale i szkoła służby, która chroni przed pychą i karmiącym się nią konsumizmem. A nadmierne potrzeby, zaciąganie kredytów, praca kosztem najbliższych doprowadziły już do niejednego rodzinnego dramatu. Wejdźmy zatem w ten Adwent z sercami otwartymi na Bożą miłość i na najbliższych, których dał nam Bóg.

http://www.naszdziennik.pl/wp/115885,re ... escie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 16 gru 2014, 10:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Ognisko domowe

Jadwiga Zamoyska

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Mężczyźni, im cięższe warunki życia zawód przez nich obrany zapowiada, tym wcześniej do ożenienia się zabierają; zdają sobie oni sprawę z tego, że napracowawszy się poza domem dla bliźnich i społeczeństwa, potrzebują przy domowym ognisku znaleźć pokrzepienie zarazem duchowe i fizyczne; potrzebują, ażeby ktoś w domu na nich czekał, o ich wypoczynku, wygodzie, zdrowiu pamiętał; dolą i niedolą z nimi się dzielił; tego w ożenieniu się mają prawo się spodziewać. Takim „podziałem pracy” między mężem a żoną urzeczywistniają się nowoczesne dążenia ku udoskonaleniu pracy materialnej, a zarazem urzeczywistnia się to, co Bóg zamierzył, tworząc kobietę; ona w istocie tym sposobem staje się dla męża potrzebną mu „pomocą”, bo „niedobrze być człowiekowi samemu”. Jeżeli mężczyźni wyczerpują się, pracując poza domem i potrzebują przy domowym ognisku odnawiać swe siły, to mniej jeszcze odporne są siły kobiece i więcej codziennego odnawiania się potrzebują; zatem przy wyborze pracy i zarobku dla panien nie godzi się pomijać potrzeby miłego ogniska. Ognisko samotne może być bardzo miłe, ale pod warunkiem, że się w nim żyje i pracuje, dni całych poza domem nie spędzając, jak tego wymagają niektóre zawody. Niechże pamiętają o tym ci, co chcą równouprawnienia, a tak łatwo zapominają o znaczeniu ogniska domowego w życiu kobiety.

Fragment pochodzi z: „O wychowaniu”

Nie każde ognisko jest ogniskiem domowym. Bo choć nie braknie drew, a płomień strzela wysoko, to jeśli zabraknie kobiecego serca, nawet przy ognisku robi się ciemno i zimno, robi się zimno i mroczno w domu. Nie pomogą ani nowoczesne lampiony, ani cyfrowe telewizory. Duszę ma tylko człowiek, a serce kobiety jest nie do zastąpienia.

http://www.naszdziennik.pl/wp/118859,og ... omowe.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 14 sty 2015, 08:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Bp Regmunt: życie rodzin jest fundamentem narodu

„Życie rodzin jest fundamentem narodu. Kto zapomina o rodzinie, zapomina o Polsce, kto lekceważy zagrożenia dla życia rodzinnego, lekceważy przyszłość ojczyzny” – powiedział bp Stefan Regmunt podczas Mszy św. w katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gorzowie Wielkopolskim, z okazji Święta Niepodległości.

Ordynariusz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej zwrócił szczególną uwagę na wartości, którymi są wolność i rodzina. „Bez silnej, zdrowej, dojrzałej rodziny nie będzie biologicznie, moralnie i duchowo silnej Polski - mówił kaznodzieja dodając, że nowe pokolenia narodu rodzą się i wzrastają dzięki dobrze uformowanym rodzinom.

"Dzieci, które rodzą się poza rodzinami i mniej mają pomocy ze strony rodzin, tym bardziej wymagają pomocy wspólnoty narodu. Życie rodzin jest fundamentem narodu. Kto zapomina o rodzinie, zapomina o Polsce, kto lekceważy zagrożenia dla życia rodzinnego, lekceważy przyszłość ojczyzny” – wskazał bp Regmunt.

Musimy pamiętać - zaznaczył hierarcha - o pojawiających się zagrożeniach sowieckiego imperializmu i bezradności świata wobec agresji. Przypomniał o zagrożeniach jakie stoją przed rodziną w tym próbach ukazywania jej jako miejsca zła i przemocy. Kaznodzieja mówił z ubolewaniem, że tworzone są prawa – obejmujące przedszkolaków i uczniów – które odbiegają od dotychczasowej tradycji.

„Trzeba podejmować wysiłki aby zło dyskryminować i odrzucać a dobro upowszechniać. Musimy umieć rozróżniać to co służy rozwojowi, od tego co nas degraduje również jako rodzinę” – apelował ordynariusz, a na zakończenie wezwał wiernych do odmawiania modlitwy różańcowej w intencji ojczyzny.

Po nabożeństwie wierni przeszli na plac Wolności, gdzie pod pomnikiem Marszałka Józefa Piłsudskiego odbyła się świecka część obchodów Święta Niepodległości.

W uroczystości uczestniczyli: duchowieństwo, przedstawiciele władz wojewódzkich, samorządowych i miejskich, parlamentarzyści, wojsko, policja, straż pożarna i miejska, celnicy, kombatanci, harcerze klerycy, siostry zakonne, Poczty Sztandarowe, młodzież gorzowska oraz z polskiej szkoły w Pińsku.

Od początku listopada w Gorzowie odbywały się koncerty, wystawy, wykłady, projekcje filmów oraz imprezy sportowe. Tradycyjny bal niepodległościowy zorganizowało II Liceum Ogólnokształcące im. Marii Curie Skłodowskiej, a IV Triatlon Niepodległości zorganizował oddział PTTK Ziemi Gorzowskiej.

http://www.niedziela.pl/artykul/12450/B ... undamentem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 11 mar 2015, 08:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Wendy Darling w zwierciadle staropolskich cnót

Często słyszy się o „wiecznych chłopcach” uciekających do swoich Nibylandii, by tam odnotowywać pisane palcem po wodzie życiowe sukcesy. Czyż nie zapomina się równie często o towarzyszkach owych ekscytujących podróży – o „wiecznych dziewczynkach”, które wprawdzie tupną czasem nóżką na znak oburzenia niedojrzałością swych chłoptasi, ale bynajmniej nie myślą nakłaniać ich do zmiany. Przyczyną zjawiska zarówno Piotrusia Pana, jak i Wendy Darling jest kryzys rodziny, w której ojciec wycofuje się na margines, a matka zostaje sama wobec porzuconej przez męża odpowiedzialności. Czy zawsze tak było…?

Trudno byłoby ukazać prostą analogię między kryzysem męstwa i kryzysem kobiecości. O ile bowiem można powiedzieć, że w obu przypadkach kryzys dotyczy braku utożsamienia się z własną rolą płciową i zaniku konkretnych cech, o tyle przy omawianiu tych cech zaczynają się schody… Weźmy za przykład siłę. U mężczyzny jej zatrata, zarówno w psychice, jak i w mięśniach, w jasny sposób mówi o kryzysie. W przypadku kobiety z kolei nadmierny wzrost tej samej cechy, kosztem innych, również oznacza kryzys. Zatem – by użyć figury łączącej oba zjawiska – obraz nadodpowiedzialnej kobiety stanowi jedynie rewers tego samego medalu kryzysu tożsamości płciowej, na którego awersie widnieje podobizna nieodpowiedzialnego maminsynka cierpiącego na syndrom Piotrusia Pana.

W słabości siła?

Czy mamy przez to rozumieć, że kiedyś kobieta była słaba i tę słabość afirmowała dawna patriarchalna kultura? Co wtedy należałoby myśleć o tych wszystkich dzielnych niewiastach, które podczas kilkuletnich nieraz wypraw wojennych swych mężów brały na siebie utrzymanie porządku w rozległych majątkach i zachowanie dyscypliny domowej; o tych niezłomnych w umiłowaniu wiary i ojczyzny, które pod zaborami uczyły swych synów zmawiać pacierz po polsku i recytować strofy narodowej poezji, by następnie modlić się za ich pomyślność na polach bitewnych; o tych wszystkich wreszcie, które same wzięły do ręki broń bądź tajne przesyłki, by własnym potem i krwią znaczyć drogę do wolnej Polski?
Nie w prostym zaprzeczeniu siły wyraża się istota kobiecości, ale raczej w zdrowej afirmacji dla własnej słabości rozumianej w kontekście naturalnej i kulturowo skodyfikowanej różnicy ról płciowych. W kanonie cech osobowości wytworzonym przez cywilizację chrześcijańsko‑klasyczną „słabość” płci pięknej nie oznacza wady, lecz jedynie uznanie przywódczej roli męskiego świata i akceptację własnej roli społecznej. Podobnie jak mężczyzna jest zobowiązany akceptować swoją rolę i swoją zależność od Boga, który jest źródłem jego władzy.

Jaki więc jest ten „dawny” mężczyzna? Używając słów‑kluczy, można by powiedzieć: niezłomny i suwerenny. Niezłomny, bo dysponujący wypracowanym potencjałem fizycznym i psychicznym do udźwignięcia każdego ciężaru spadającego na niego i na jego rodzinę. Suwerenny, czyli niepoddający się zewnętrznym i wewnętrznym wpływom osłabiającym morale jego i bliskich (przy czym to drugie określenie nie wiąże się bynajmniej z liberalnie pojętą „niezależnością” od zewnętrznego przymusu płynącego od Boga i ze strony uzasadnionych nakazów prawowitej władzy).

A jaka jest „dawna” kobieta? Stosując analogię, można by powiedzieć: delikatna i… poddana. Nie bójmy się tego słowa, wywołującego mentalny odruch wymiotny i mściwe zaciskanie pięści spaczonej liberalizmem natury współczesnego człowieka. Delikatna – zgodnie z tym, co pisała, podziwiana przez całą Europę z powodu swego piękna i ogłady, ordynatowa Zofia z książąt Czartoryskich hrabina Zamoyska, w liście do córki Jadwigi (dziś znanym z wydań jako Rady dla córki): Bądź łagodną, moja droga. Bóg ci to sam nakazuje, jest to najpiękniejsza i najponętniejsza cnota w kobiecie, bądź nią, bo ona ci zachowa przywiązanie twego męża, a panowanie łagodności jest jedynem panowaniem, o które kobiecie ubiegać się wolno, ale jest ono wszechmocne.

A poddana? Casus tego, co Pismo Święte nazywa poddaniem żony mężowi należy do bodaj najbardziej kontrowersyjnych dla współczesnego człowieka elementów katolickiej antropologii. Pod naporem feminizmu przenikającego całą już tkankę organizmów społecznych przestajemy bowiem rozumieć tę wspaniałą harmonię, jaką Bóg zapisał w ludzkiej naturze. Stwórca, kreując człowieka na swój obraz i podobieństwo, obdarzył w nierównym stopniu mężczyznę i kobietę pewnymi cechami, które w Nim istnieją w stopniu doskonałym. Mężczyzna tedy kojarzy się bardziej ze sprawiedliwą cząstką Boskiego oblicza, kobieta zaś z tą miłosierną.

Widać w tym kontekście głęboką mądrość Pawłowego wezwania kobiet do bycia poddanymi, a mężczyzn do kochania (por. Ef 5, 22). Kobieta bowiem – jako kapłanka domowego ogniska, której mocną stronę osobowości stanowi uczuciowość – czyni akt rozumowy, uznając swą zależność od męża, tak jak mąż uznaje swą zależność od Boga. Mężczyzna natomiast – jako wojownik walczący o byt rodziny, reprezentujący racjonalność i siłę – czyni akt miłości, wyrażający się w opiece, trosce i zrozumieniu potrzeb swej drugiej połowy. Nakaz poddania wiedzie kobietę ku zastosowaniu „męskiego” sposobu myślenia (uznania pewnego obiektywnego stanu rzeczy za obowiązujący niezależnie od okoliczności), natomiast nakaz miłowania sprawia, że mężczyzna przyjmuje bardziej „kobiecy” imperatyw działania.

Na fali popfeminizmu

W różnych artykułach na temat syndromu Piotrusia Pana często wspomina się o niewspółmiernych oczekiwaniach kobiet wobec współczesnych mężczyzn. Z jednej strony chcą one, by ich Piotrusiowie dojrzewali do odpowiedzialności za związek i rodzinę, z drugiej jednak trwają przy swoim – nieświadomym zapewne – buncie przeciwko akceptacji własnej natury, takiej, jaką Bóg stworzył i jak ją nasza cywilizacja zdefiniowała. Rodzi to sprzeczność o charakterze tragicznym, bo jakże Piotruś ma się stać odpowiedzialnym rycerzem, skoro jego wybranka nie czuje się już komfortowo w skórze damy? Bez obustronnej akceptacji własnej tożsamości płciowej w całej jej rozciągłości nie jest możliwe wspomniane wyżej harmonijne dopełnianie się mężczyzny i niewiasty.

Trudno zignorować w tym kontekście zjawisko feminizmu, który w drodze do przemiany świata przechodzi coraz to nowe mutacje. Ostatnio w masowym natarciu jest tak zwany popfeminizm, określany jako „czwarta fala” tegoż nurtu. Wdzierają się do przestrzeni publicznej gwiazdeczki w rodzaju Lady Gaga, Rihanny czy Miles Cyrus, finansowane przez nadrzędną wobec masonerii sektę iluminatów i otwarcie nazywane jej „maskotkami” (Illuminati puppets). Wraz z tym medialnym wtargnięciem wzorzec kobiety „wyzwolonej” utrwala się w podświadomości przeciętnego odbiorcy i – co więcej – staje się trendy. Feminizm przestaje tym samym kojarzyć się z niezbyt urodziwymi aktywistkami, które brak powodzenia w związkach z mężczyznami rekompensują sobie nienawiścią do tychże i walką o społeczne „parytety”.

Wobec takich realiów reprezentantkom wymierającego gatunku, do którego należała ordynatowa Zamoyska ciśnie się na usta modne ostatnio określenie: „pozamiatane”…

Całość tekstu Filipa Obary w najnowszym numerze magazynu "Polonia Christiana".

http://www.pch24.pl/wendy-darling-w-zwi ... 4,pch.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 28 mar 2015, 08:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Współczesna misja rodziny

Święta Wielkanocne mają charakter świąt rodzinnych. Rzecz ciekawa, dawniej, gdy komunikacja nie była tak rozwinięta jak dziś, gdy nie było pociągów, samochodów, samolotów, ludzie częściej się odwiedzali i dłużej z sobą przebywali. Dziś wpadamy na chwilę i rzadko. Jedyny wyjątek to święta, Wielkanoc i Boże Narodzenie, wtedy mamy dla siebie więcej czasu.

W dawnej Polsce rodzina silnie związana była z rodem, a najważniejsze miejsce zajmował ojciec rodziny. Na nim spoczywała odpowiedzialność za dom i wszystkich domowników. Gdy oglądamy stare fotografie z przełomu XIX i XX wieku, to możemy zobaczyć, jak w samym środku siedzi ojciec lub dziadek, elegancko ubrany, w obowiązkowych bryczesach i z podkręconym wąsem, obok niego matka lub babcia, w ładnej czapeczce na głowie, a wokoło mnóstwo dzieci, wnuczków, kuzynów i ciotek. Patrząc na takie zdjęcie wyobrażamy sobie, czym była rodzina.

Dziś rodziny się skurczyły, są dwupokoleniowe i małodzietne. Ojciec już nie jest głową domu, ale takim fajnym kumplem, z którym można pograć w grę komputerową, albo jest gościem, bo rzadko bywa w domu, całymi dniami, a nawet i nocami, pracuje. Przychodzi zmęczony i nie ma dla nikogo czasu, co najwyżej kupi żonie czy dzieciom jakieś świecidełka. Gdyby nie święta, wielu z nas by zapomniało, że jest coś takiego jak rodzina.

Warto wobec tego uświadomić sobie, dlaczego rodzina jest potrzebna również dziś, dlaczego nie jest i nie może być przeżytkiem, dlaczego trzeba bronić nawet tych małych rodzin, które tak szybko się kurczą.

Pozycja rodziny w społeczeństwie zależy od rodzaju cywilizacji, według której dane społeczeństwo jest zorganizowane. Nie zawsze społeczeństwo uformowane poprzez swoje dzieje w naród należy do tej samej cywilizacji co aktualne państwo. Nie zawsze też społeczeństwo zdaje sobie sprawę, że państwo, w którym żyje, jest ideowo obce, zwłaszcza jeśli rządzący umieją przed poddanymi dobrze maskować swoje zamiary.

Rodzina w tradycji polskiej była nie tylko częścią, ale nade wszystko miniaturą Narodu, Ojczyzny i Kościoła. Naród był rodziną rodzin, które zamieszkiwały i broniły Ojczyzny, i należały do Kościoła powszechnego. Tak pojęta rodzina - jako miniatura Narodu, Ojczyzny i Kościoła - znajdowała swój zewnętrzny wyraz we własnym państwie. Państwo natomiast nie było celem samym w sobie, ale miało za zadanie chronić rodzinę, aby mogła należeć do własnego Narodu, mieszkać we własnej Ojczyźnie, wyznawać wiarę we wspólnym Kościele. Dopiero tak pojęte państwo było wielkim domem dla polskich rodzin.

Tragedia rozbiorów Polski polegała właśnie na tym, że podstawowe aspiracje polskich rodzin były tłamszone przy pomocy struktur państwowych, które przechodziły w obce ręce. I wtedy właśnie zadaniem rodziny stało się zachowanie wymiaru życia ponadrodzinnego, rodziny jako miniatury Narodu, Ojczyzny i Kościoła. Rodzina miała więc cele dalsze niż tylko wewnątrzrodzinne. Pielęgnując kulturę polską, rodzina istotnie przyczyniała się do przetrwania, a nawet rozwoju naszej kultury; nie oddając ziemi w obce ręce, rodzina sprawiała, że mimo panowania obcych ziemia polska była polska; trwając przy wierze ojców, rodzina pozwalała na to, aby Kościół, prześladowany instytucjonalnie, trwał w Polsce nadal jako Kościół żywy. To wszystko działo się dzięki rodzinie, która brała na siebie wyzwanie ocalenia wielkie cywilizacji chrześcijańskiej.

Gdy patrzymy na rzeczywistość współczesną, to wiele wskazuje na to, że musimy coraz bardziej umacniać nasze rodziny, aby nie poddały się presji różnych ideologii wrogich nie tylko rodzinie, ale tym wszystkim zasadom, z których wyrastała polska tradycja i tożsamość. Musimy pielęgnować polskość, której coraz mniej w życiu publicznym, musimy trzymać rękę na naszej ziemi, która staje się łakomym kąskiem dla obcych, musimy bronić wiary, aby Kościół nie usechł. I to właśnie dziać się musi w naszych rodzinach i poprzez nasze rodziny. Rodziny muszą być w Polsce stanicami cywilizacji łacińskiej i one mają najsilniej przyczynić się do przetrwania, tych tak trudnych nie tylko materialnie, ale i duchowo czasów. Gdy rodzina przetrwa, to z niej odradzać się będzie i Naród, i Ojczyzna, i Kościół.

Minęły już Święta Wielkanocne, przed nami przepiękna wiosna i lato. Będzie coraz zieleniej i coraz barwniej, zakwitną jabłonie, grusze, czeremchy; zagnieżdżą się ptaki, które śpiewać będą całymi dniami, a słowiki to nawet i nocą. Gdy w wielu krajach wiosna trwa krótko, czasem jeden dzień, to w Polsce wiosna jest długa i młodzieńcza. Wiosna dodaje nam siły i otuchy. Wraz z wiosną i my musimy odzyskać świeżość ducha. Są w nas wielkie skarby. Gdy one zajaśnieją prawdziwym blaskiem, łatwiej będziemy mogli odnajdywać się jako naród w prawdziwym dobru.

Piotr Jaroszyński
"Kim jesteśmy"

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... ja-rodziny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 20 kwi 2015, 07:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
To Bóg powołał małżeństwo

Żyjemy w epoce globalnej rewolucji przeciwko człowiekowi, małżeństwu, a także powstałej na małżeństwie rodziny – stwierdza ks. prof. Tadeusz Guz podczas drugiego dnia rekolekcji wielkopostnych dla Polonii kanadyjskiej w Calgary.

Od 22 marca do 26 marca ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, głosił rekolekcje wielkopostne dla Polonii kanadyjskiej w parafii Matki Bożej Królowej Pokoju w Calgary.

Tematem rekolekcji było hasło: „Idźmy przez nasze życie katolickie drogą duchowo-religijną wyznaczoną niezwykle aktualnym nauczaniem Sługi Bożego Księdza Prymasa Augusta kardynała Hlonda”. Głównym tematem homilii drugiego dnia rekolekcji był sakrament małżeństwa.

„Rodzina chrześcijańska, a zwłaszcza w pojęciu katolickim, jest boską instytucją, która istnieje nie z łaski kogokolwiek, ale istnieje tylko z ustanowienia boskiego. I od Boga samego ma swoje prawa i nakazy. Małżeństwo chrześcijańskie i rodzina chrześcijańska ma swoje cele, które wyznacza stwórca”.

Całą homilię możesz zobaczyć TUTAJ: http://www.naszdziennik.pl/galeria/1355 ... -cz-2.html

Homilia z pierwszego dnia rekolekcji TUTAJ: http://www.naszdziennik.pl/galeria/1354 ... -cz-1.html

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... nstwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 28 kwi 2015, 18:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawymsierpowym.pl/index.php/201 ... ubilera-2/

Przed sklepem jubilera*
by Bastek under wiara

Obrazek

Mężczyzna, który naprawdę kocha kobietę, proponuje jej małżeństwo. Tacy mężczyźni w dzisiejszych czasach są bohaterami. Te słowa księdza mówiącego kazanie, do dziś brzmią mi w uszach. I choć w mediach lansuje się zgoła odmienny przekaz, to nie ulega wątpliwości, że jak zwykle nie mają one racji, a ich przekaz ma na celu zdyskredytowanie małżeństwa, pokazanie go w złym świetle.

Coraz mniej tych bohaterów (tak mówią statystyki). W 2013 r. zawarto 22 tys. małżeństw mniej niż w 2012 r. I pewnie w 2014 r. nie było lepiej. Gdzie zatem pochowali się ci bohaterowie?

Część tych bohaterów kryje się za podwójną gardą. Bo przecież nie mają gdzie mieszkać, nie mają dobrej pracy, nie są w stanie założyć rodziny bez odpowiedniego zabezpieczenia. I gdy okazuje się, że po kilku latach sytuacja nie poprawia się, to odpada kolejny bohater.

Oczywiście państwo nie pomaga. A przeważnie utrudnia, bo młodzi na rynku pracy to kula u nogi. Państwo nie sprzyja bohaterom. Rzuca im kłody pod nogi.

Jednak prawdziwy bohater i te trudności przezwycięży. Wbrew wszystkiemu i wszystkim pójdzie do jubilera i zamówi pierścionek i popędzi do wybranki swojego serca, żeby zaproponować jej małżeństwo. Ktoś powie, że porywa się z motyką na słońce. A jednak. To on jest po dobrej stronie mocy, to on ma cel i go realizuje.

Dotąd dwoje choć jeszcze nie jedno, odtąd jedno choć nadal dwoje – te słowa Jana Pawła II powinny być zachętą dla wszystkich młodych, żeby jednak nie obawiali się małżeństwa, bo proszę mi uwierzyć, samemu można zrobić sporo, ale we dwoje można zrobić kilka razy więcej.

No i gdzie ci bohaterowie? Wciąż jakoś ich mało. Wolą żyć bez zobowiązań, bo tak łatwiej. Ale czy aby na pewno łatwiej? Dzisiejszym mężczyznom brakuje odpowiedzialności i decyzyjności. Mocni są w gębie, ale gdy przychodzi co do czego chowają się albo za spódnicą mamusi, albo nie robią nic, bo taki jest teraz trend. Czekają aż ktoś zrobi to za nich. Dzisiejsi bohaterowie, lansowani w telewizji to ludzie wciąż uciekający przed trudną decyzją, to wciąż duzi chłopcy, którzy chadzają w przykrótkich spodenkach. Prężą muskuły i są one widoczne, ale siła mięśni nie idzie w parze z siłą charakteru. Dzisiejsi bohaterowie są mięczakami. Każdy mężczyzna, który od kilku lat żyje w konkubinacie jest mięczakiem, jest „boidupą”, jest ciamciaramcią. Taki mężczyzna kocha tylko siebie. Jeśli kocha kobietę to zaproponuje jej małżeństwo. A co, gdy ona mu odmówi? Wówczas taki ktoś dalej pozostaje bohaterem, tyle że świadomym tego, że ona go nie kocha i jest z nim, bo nikt lepszy się nie trafił, ale przecież trafić się może.

Bohaterstwo się opłaca. Bo tym jednym gestem mężczyzna przekonuje się, czy miłość kobiety jest prawdziwa. Bohaterowie wciąż jakoś poukrywani. Zamknięci w swoich skorupach zwalają na wszystko i wszystkich, tylko jakoś swoich braków nie dostrzegają. Państwo jest kulawe i nie pomaga. Media zniechęcają do małżeństwa jak tylko się da. Ale bohater powinien wiedzieć jak się zachować. Bohater robi z siebie głupka w sklepie złotniczym, bo nie odróżnia pierścionka od obrączki. Bohater czerwieni się w sklepie u jubilera, bo nie zna rozmiaru palca swojej wybranki. Ale ów bohater brnie w to dalej, wciąga się, przełamuje wstyd i wszelkie inne opory i tylko szuka odpowiedniego momentu, żeby wręczyć czasem kompletnie brzydki pierścionek zaręczynowy. Pseudobohaterowie noszą w kieszeni pierścionek latami. Prawdziwi bohaterowie wręczają pierścionek szybko i zdecydowanie, jak przystało na mężczyzn.

Małżeństwo to nie jest bułka z masłem, nie jest łatwym wyzwaniem, ale przecież prawdziwi bohaterowie nie uciekają, tylko walczą z przeciwnościami a wyzwania to dla nich paliwo do działania. Co zatem panowie kawalerowie? Do dzieła, bo wkrótce bohater to będzie gatunek wymierający.

* Tytuł utworu Karola Wojtyły


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 12 maja 2015, 06:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Moralność ratuje Naród

Homilia ks. abp. Józefa Michalika, metropolity przemyskiego, wygłoszona w Krakowie w czasie uroczystości ku czci św. Stanisława, biskupa i męczennika, 10 maja 2015 r.

Czcigodny Księże Kardynale Stanisławie,

Gospodarzu i Następco

świętych biskupów

krakowskich,

Bracia w posłudze

pasterskiej,

Drodzy Bracia i Siostry – Czciciele świętego Stanisława – patrona Ojczyzny

Doświadczenie życiowe i codzienna obserwacja poucza nas, że o trwałości budowli decyduje wiele elementów: przede wszystkim fundament, ale też materiał budowlany i umiejętność wykonawców. Podobnie jest z trwałością wspólnot ludzkich. O ich znaczeniu, sile i godności decydują zasady, jakimi zamierzają się kierować, cele, jakie stawiają przed sobą, i metody, jakimi będą się w realizowaniu celów posługiwać.

Ale Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii (J 10,11 n.) zwraca uwagę, że fundamentem społeczności Kościoła jest On sam jako dobry pasterz. A dobry pasterz daje życie swoje za owce. On je zna, ceni i naraża się dla nich. Demaskuje niebezpieczeństwa, wyszukuje pożywne pastwiska i staje do konfrontacji z wilkami, bo wie, że z dziką bestią, głodną krwi nie da się dialogować.

Następcami Chrystusa w pasterskiej posłudze Kościoła są biskupi. To oni stanowią fundament Kościoła, żywego organizmu ochrzczonych. Są następcami apostołów, to wielka, porażająca godność złożona niekiedy w słabe, ludzkie dłonie, ale taka była i jest wola samego Chrystusa. I dlatego święty Paweł nie waha się postawić sprawy bardzo ostro w przytoczonym przed chwilą liście do Rzymian: Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? (Rz 8,33). A przy innej okazji przypomina: Uważajcie… na całe stado, na którym Duch Święty ustanowił was biskupami… Pamiętajcie też, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy będą głosić przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów (Dz 20,28 nn).

Rozeznawanie zewnętrznych zagrożeń i wewnętrznych niebezpieczeństw wymaga roztropności i odwagi, której nie zabrakło świętemu Stanisławowi, biskupowi krakowskiemu. Żył zaledwie czterdzieści kilka lat (1035-1079), a biskupem był tylko siedem lat i to w trudnym okresie, kiedy powrót pogaństwa po śmierci Bolesława Chrobrego sparaliżował życie kościelne do tego stopnia, że metropolia gnieźnieńska przestała istnieć. Młody biskup Stanisław dzięki poparciu króla Bolesława Śmiałego (Szczodrego) zdołał uzyskać jej przywrócenie u Papieża św. Grzegorza VII (1073-1085).

Początkowo dobre relacje biskupa z księciem krakowskim (potem królem Polski) zaczęły się poważnie chwiać. Młody król wykazywał wielką aktywność i troskę o państwo i Kościół. W ciągu kilkunastu lat prowadził siedem uciążliwych, ale zwycięskich wojen. Wraz z sukcesami rósł prestiż króla Bolesława, którego nazywano Szczodrym. Władcy jednak, jak widać z późniejszych wydarzeń, lubią ustanawiać własne zwyczaje, nie zawsze zgodne z prawem Bożym, i wtedy muszą reagować biskupi. Tak było i tym razem. Biskup Stanisław upominał króla, a gdy to nie pomagało, obłożył go klątwą. Wrażliwość moralna, poziom wiary i wyczucie dyscypliny w ówczesnej Polsce było wysokie, skoro król poczuł się osamotniony i w swej porywczości osobiście dokonał świętokradczego samosądu. Tu, na Skałce, siedmiokrotnym uderzeniem w głowę zabił biskupa Stanisława w czasie odprawianej Mszy Świętej.

Spór został zakończony radykalnie, ale to przeważyło szalę. Ludzie odwrócili się od króla i pozorny zwycięzca musiał opuścić Polskę. Jakaż to wielka przestroga dla współczesnych władców: że pewnych granic nie wolno przekraczać.

Symbol odwagi
Kult biskupa Stanisława stawał się coraz bardziej żywy. To przecież kolejny – po św. Wojciechu, biskup męczennik i patron Polski. Święty Stanisław oddał życie w obronie ładu moralnego w zaraniu dziejów naszej Ojczyzny. Stał się symbolem odwagi poprzez całe nasze dzieje, w ciągu których głos Kościoła był potrzebny, twórczy, ale też bywał i będzie niewygodny. Biskupi, a wraz z nimi kapłani i wierni Kościoła będą musieli niejednokrotnie powtarzać non possumus – nie możemy się godzić na zło, nie możemy milczeć ilekroć deptane jest prawo Boże nawet pod pozorem legalności uchwalanych przez parlamenty praw państwowych.

Nie zabijaj znaczy nie zabijaj nikogo, nigdy. Nie zabijaj człowieka od poczęcia aż do naturalnej śmierci, a nie kradnij zabrania przywłaszczania każdej własności prywatnej, wspólnej, państwowej, wyznaczając jednak zasady sprawiedliwości społecznej wobec pracodawcy i pracownika, bez przywilejów wobec bardziej partyjnego czy lepiej osadzonego w swoistym środowisku. Za uczciwą pracę należy się uczciwa zapłata.

Współczesne czasy patrzą na Kościół wymagającym wzrokiem. Stawiają wyraźne wymagania pasterzom Kościoła. I dobrze, że te oczekiwania są wysokie. Są w tym zgodne z postulatem Pana Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Dobry pasterz nie zabiega o siebie, ale daje życie za owce swoje. Gotów jest je oddać w miłości. Odważny pasterz nie kłamie i demaskuje kłamstwo i grzechy, zachęca do nawrócenia, głosząc miłosierdzie Boga i Kościoła. A mimo to, a może właśnie dlatego do św. Jana Pawła II strzelano w dniu 13 maja 1981 roku, aby wyeliminować niewygodny głos prawdy. Ale głos ten jeszcze jako po ludzku bardzo słaby zabrzmiał szczególnie mocno w pierwszej modlitwie „Anioł Pański”, kiedy zraniony i chory Papież przebaczał zabójcy. Dał przykład.

Jan Paweł II nie bał się świata, bo uczył się wrażliwości w rozpoznawaniu trudnych sytuacji społecznych od świętego Stanisława już tu, w Krakowie, a ze zjednoczenia z Chrystusem czerpał odwagę do zabierania głosu. Niekiedy budził zdziwienie: skąd w tym dobrym, ludzkim Papieżu było tyle siły, mądrości i odwagi? Odpowiedź jest jedna – z miłości do Boga, człowieka i do Ojczyzny, bo człowiek tak jak Ojczyzna potrzebuje prawdy, aby odnaleźć w sobie dobro, aby powstać, nawrócić się i żyć.

Czas próby
Jeszcze jako arcybiskup krakowski kardynał Wojtyła odwiedził w sierpniu w 1976 roku Stany Zjednoczone. Na zakończenie wizyty powiedział do Polonii: Stoimy dziś w obliczu największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. […] Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a anty-Kościołem, Ewangelią i jej zaprzeczeniem. […] jest to czas próby, w który musi wejść Kościół, a polski w szczególności.

Jest to próba nie tylko naszego narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską ze wszystkimi jej konsekwencjami (cyt. za „Gość Niedzielny”, 3 V 2015).

Konfrontacja to zmaganie, czas próby, rozgrywka, a niekiedy zdecydowana bitwa. Kto zwycięży? Prawda Boża i dobro czy łudzące obietnice ludzkie, których nikt nie zamierza dotrzymywać? Pamiętajmy jednak, że ilekroć w tej konfrontacji przegrywa Bóg, ilekroć przegrywa Ewangelia, ilekroć przegrywa prawo natury i prawo Boże, tylekroć przegrywa człowiek.

A przegrywa dlatego, że nie jesteśmy zjednoczeni w całkowitej wierności Ewangelii, Kościołowi i pasterzom. Przegrywa, bo dobrzy milczą, bo godzimy się na aborcję, na in vitro i na ideologię gender w wychowaniu. Przegrywamy, bo wiary nie łączymy z życiem, bo chętnie słuchamy fałszywych proroków (także niekiedy przybranych w strój duchowny), którzy wołają obłudnie o reformę Kościoła, zamiast zabrać się do reformy samych siebie. Często są to katolicy „nieochrzczeni i niewierzący”, jak sami siebie nazywają, którzy od lat walczą z tym, co chrześcijańskie, i z tym, co polskie w naszym Narodzie, zapominając, że ten Naród i ta ziemia to nasza wspólna kultura, historia, dziedzictwo, bez której nie ma naszej przyszłości.

Polska jest dziś chora
Idźmy dalej i zauważmy, że już św. Paweł przestrzegał, że spośród nas samych powstaną ludzie, którzy będą głosić przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów – a czy nie ma wśród nas niby-wierzących, którzy zamiast w pokorze wyznawać słabości własne, próbują czynić się reformatorami Ewangelii, obnoszą się z tzw. swoim liberalnym otwarciem. Niewiele zresztą mają wspólnego z duchem Chrystusowego Kościoła także ci, z tzw. prawej czy lewej strony, którzy narzucają innym ciężary nie do uniesienia, ale sami dźwigać ich nie chcą i w przywiązaniu do litery ich prawa gardzą słabością człowieka, zamiast okazywać mu miłosierdzie. Tymczasem przecież nie ma prawdziwej Ewangelii i nie ma prawdziwego Kościoła bez miłości Boga i bliźniego.

Jesteśmy w przededniu Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się w przyszłym roku w Krakowie, i w przededniu 50. rocznicy Wielkiego Programu Duszpasterskiego podjętego przez ówczesny Kościół w Polsce z okazji 1000-lecia chrztu. Ten program i dzisiaj – w 1050. rocznicę chrztu Polski domaga się pogłębienia wiary i ożywienia jej naszym nawróceniem. Polska, jeśli ma przetrwać, musi się nawrócić. Polska jest dziś chora, bo milcząc na zło, traci wolę życia. Jako Naród dziś wymieramy. Realizujemy – chcąc nie chcąc, przewidywania Klubu Rzymskiego, który już dawno obliczał, że niebawem zredukujemy się do 13 milionów mieszkańców. Ojczyzna jest chora, bo chore są elity i chory jest cały Naród.

Uchwalane są dziś, jedna po drugiej, ustawy sprzeczne z prawem natury, a Naród udaje, że go to nie obchodzi. Atak na rodzinę trwa, zagrabia się prawa do wychowania poprzez seksualizację dzieci, poczynając od przedszkola, bo takie są wskazania laickich organizacji międzynarodowych. Ideolodzy genderyzmu bezkarnie propagują i narzucają hasła godzące w prawa natury, promując małżeństwa jednopłciowe, mimo że polska Konstytucja wyraźnie chroni małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. Są wyraźne próby nękania i wzywania przed sądy tych, którzy wbrew ideologiom libertynizmu ośmielają się bronić zdrowej moralności i przestrzegają przed relatywizmem moralnym. Bezrobociem i likwidacją polskich stoczni, kopalń i cukrowni nikt się nie przejmuje, samobójczą dla Narodu emigrację ludzi młodych, wykształconych uważamy za sukces wolności. Trwa zapaść służby zdrowia. Ciągle bezradni jesteśmy wobec korupcji i braku kultury społecznej i politycznej. Polska znów stała się jak ten „postaw sukna”, z którego każdy, kto ma dostęp, stara się dla siebie coś wykroić.

Społeczna sprawiedliwość
Zawsze, w każdych czasach potrzebne są głosy odważnie budzące sumienia, bo w trudzie naprawy Rzeczypospolitej nie wyręczy nas nikt, ani Ameryka, ani Rosja, ani żadna ideologia leseferyzmu czy genderyzmu. Trzeba też uświadomić sobie, że procesy inżynierii społecznej, pranie mózgów są bardzo zaawansowane. A za nimi stoją konkretni ludzie przygotowujący ustawy, programy edukacyjne, konwencje międzynarodowe (Krzysztof Skowroński, „Kurier Wnet”, gazeta niecodzienna, nr 12, maj 2015).

Przed wielu laty wybitny przywódca Polski powiedział z niepokojem: Głównym powodem obecnego stanu rzeczy w Polsce – to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej – było złodziejstwo pozostające bezkarnie. Ponad wszystkim w Polsce zapanował interes jednostki i partii, zapanowała bezkarność za wszelkie nadużycia i zbrodnie. W odrodzonym państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu… rozwielmożniło się w Polsce znikczemnienie ludzi (29 maja 1926 roku marszałek Józef Piłsudski cyt. za: „Kurier Wnet”, jw.).

Może jednak mieliby i dziś spoczywający na Wawelu: Marszałek Józef Piłsudski i prezydent Lech Kaczyński wiele do powiedzenia Polsce i Polakom o bezkarności nadużyć, o interesie jednostek i partii, o naszym znikczemnieniu, skoro w czasie wszystkich wyborów, jakie się dokonują w Polsce od 25 lat, do urn idzie tylko ok. 50% Polaków, reszta zostawia innym decyzje o kształcie Ojczyzny. Co oznacza ten pasywizm? Czy my naprawdę dobrze rozumiemy, co dziś oznacza społeczna odpowiedzialność? Przede wszystkim odpowiedzialność za prawdę o nas samych, odpowiedzialność za prawdę historyczną, która formuje myślenie na dziś i jutro, a zatem mamy prawo do prawdy o Katyniu i Smoleńsku, tak samo jak mamy prawo do prawdy o Jedwabnem, Auschwitz i Dachau. Mamy prawo i obowiązek wpływać na uzdrowienie polityków i polityki. Parę dni temu Papież Franciszek, zapytany o to, czy katolik może mieszać się do polityki, odpowiedział: „Powinien!”.

Są i jasne promienie naszej polskiej rzeczywistości. Jesteśmy jednak Narodem wierzących, skoro jest jeszcze 93% ochrzczonych, a zatem na szczęście nie zerwaliśmy fundamentalnego kontaktu z Chrystusem. Są jeszcze rzesze ludzi modlitwy. Trwa przywiązanie do Maryi i trwa nieustanna ufność do Niej. A to znaczy bardzo wiele wbrew ośmieszaniu ludowej pobożności przez pseudokatolickie środowiska. Przypomnę tu znany tekst wieszcza Narodu: W historii naszej wiele już razy tak bywało, że szydził i drwił z nas nieprzyjaciel, pytając, co nam z dawnych cnót pozostało. A ja odpowiem: wszystkie zginęły, ale pozostała cześć dla Najświętszej Panienki, na którym to fundamencie reszta odbudowana być może!

Maryja uratuje naszą wiarę
Pobożność maryjna, ludowa bywa wyśmiewana przez ludzi pysznych, bo drażni ich autentyzm wiary prostego, dziecięcego zaufania do Maryi, którą sam Bóg obdarzył zaufaniem i wybrał na Matkę Zbawiciela. Warto pamiętać, że pobożność ludu do Najświętszej Panny z Guadalupe uratowała wiarę w Meksyku w czasach długoletniego, krwawego prześladowania masońskich rządów, pobożność maryjna dawała siłę rzeszom więźniów w obozach hitlerowskich i komunistycznych. Maryja uratuje i naszą wiarę.

Wielką siłą Kościoła w Polsce jest jedność biskupów, którzy nieustannie starają się prostować sumienia. W podtrzymywaniu tej jedności naszej Konferencji Episkopatu Polski ma wielką zasługę ksiądz kardynał Stanisław, i chwała mu za to. Księża polscy wyróżniają się dziś w Kościele dobrym przygotowaniem, gorliwością i odwagą duszpasterską. To spośród polskich misjonarzy coraz częściej wybierani są biskupi. Nadzieją jest Akcja Katolicka, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży i Ruch Apostolstwa Młodzieży, Ruch Światło-Życie, stowarzyszenia i ruchy duchowości, Droga Neokatechumenatu i wiele innych inicjatyw duchowości pogłębiających wiarę i więź z Kościołem.

Do jasnych promieni naszej rzeczywistości należy fakt, że powoli, ale systematycznie budzi się Naród. Może zbyt powoli, ale rośnie aktywność społeczna, obrońcy życia jak w żadnym kraju zbierają setki tysięcy podpisów przeciwko jawnej i ukrytej aborcji, za przykładem górników budzi się szersze rozeznanie prawdy o zagrożeniach gospodarki. Przecież obrońcy Radia Maryja i Telewizji Trwam zdołali udowodnić, że w demokracji nie da się zlekceważyć milionowych protestów, i chwała im za to. Chwała wszystkim, którzy wspierają katolickie media – te wielkie, ogólnopolskie i te lokalne, pomijane niekiedy, ale bardzo ważne, bo realizujące formację wiary u podstaw.

Znakiem ważnym żywotności Kościoła w Polsce i narodowej tożsamości są katolickie tygodniki i pisma niezależne, zakładane przez nową elitę ludzi świeckich, odpowiedzialnych za duszę Narodu, za wewnętrzną wolność, za polskie i chrześcijańskie, za katolickie myślenie. Dziękujemy za Waszą odwagę i pomoc w promowaniu niezależności myśli i godnych człowieka czynów.

Kościół katolicki w Polsce, czyli wierni zmagający się z trudnościami, ofiarnie wspierają misjonarzy, a przez Caritas niosą wielką pomoc ludziom dotkniętym kataklizmami.

Nie! Z Kościołem katolickim w Polsce nie jest źle, bo ufamy Bogu i ludziom, bo wiemy ciągle, że siłą naszej wiary jest zaufanie do Chrystusa i Matki Najświętszej. Siłą Kościoła w Polsce jest więź z Narodem, z prostym, szczerym człowiekiem, bo tu są nasze korzenie.

Drodzy Bracia i Siostry – nie zapominajmy, że wiara to nie folklor, to piękno trudu życia w bliskości Boga, w jedności z Chrystusem naszym Bratem i Przyjacielem.

Patrząc na dzisiejsze trudności, na bezrobocie, na brak perspektyw ludzi młodych, którzy emigrują, na zimną znieczulicę wobec rozpadających się rodzin, na powszechną tolerancję wobec braku kultury niektórych polityków, zauważmy także polityków odważnych i uczciwych. Pomagajmy słabym, pogardzanym, ale szlachetnym.

Miejmy odwagę pokazywać na co dzień, że Naród Polski i Kościół w tym Narodzie nie abdykował, że jest w stanie – jak św. Stanisław – strzec moralności w życiu społecznym i przeciwstawić się zauważonym zagrożeniom moralnym. Święty biskup Stanisław zginął, ale ofiarą życia uratował wierność prawom moralnym. A tylko moralność ratuje Naród. Amen.

http://www.naszdziennik.pl/mysl/136843, ... narod.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 19 maja 2015, 12:55 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7507
Lokalizacja: Podlasie
Kryzys męstwa

Współczesny mężczyzna to przydeptany kapeć. Współczesny mężczyzna to szmaciana lalka. Współczesny mężczyzna to wymoczek, maminsynek, androgyniczny Piotruś Pan. Słowem: do najtępszych pierwotniaków rym. Mowa, oczywiście, o mężczyznach Zachodu, bo wokół Europy, ba, już nawet wewnątrz jej granic wręcz kipi testosteron mężczyzn innego kręgu kulturowego, którzy aż się palą do udowodnienia mężczyznom Zachodu, że są panami świata. Po ich trupach.


Mężczyznę Zachodu wykończyły dwudziestowieczne ideologie. Komunizm zabrał mu wolność, nazizm pozbawił go honoru, socjalizm ukradł mu odpowiedzialność, a konsumpcjonizm siłę. A na koniec, genderyzm odarł go z tożsamości. A on się na to wszystko potulnie zgodził – i stąd cały współczesny kryzys męskości. Nie, nie męskości nawet, bo ów termin to nic innego jak idiotyczny współczesny fetysz. Jeszcze niedawno w ogóle nie istniało takie słowo – cechą mężczyzny było męstwo. Ale ono już całe dekady temu wyparowało z powierzchni zachodniego świata, a przez „męskość” rozumie się wyłącznie drugorzędne cechy płciowe.

Dziś mężczyzna prawdziwie mężny – czyli jak uczy święty Paweł: nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, nieprzebierający miary w piciu, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem (1 Tm 3, 2–4) – jest gatunkiem równie rzadkim (i zagrożonym), jak lampart amurski albo wieloryb biskajski (a w perspektywie czeka go los dronta dodo).

Kryzys męstwa generuje kryzys całego współczesnego świata – brak mężnych mężów to brak porządku, hierarchii, logiki, konsekwencji. Brak granitowego fundamentu siły i rozumu – na lotnych piaskach emocji i kaprysu nie da się budować przyszłości.

Kryzys męstwa to przyczyna kryzysu kobiecości. Źli mężczyźni, a w zasadzie nie mężczyźni, lecz osobniki, których z mężczyznami nagminnie się myli z powodu tożsamości gonad, zepsuli kobiety, czyniąc z nich lalki jednorazowego użytku podlegające psychodegradacji.

Z kryzysu męstwa wynika kryzys macierzyństwa – bo czyż można odmówić logiki stwierdzeniu wielu kobiet, iż nie chcą mieć dzieci, bo nie ma ich z kim mieć? A kto zna zjawisko równie tragiczne, jak mamusie chłopców, które czynią wszystko, by swych synusiów wychować na dokładne kopie ich znienawidzonych ojców, po to, by zakażali gangreną kryzysu kolejne kobiety, kolejne rodziny, kolejne pokolenia?

Osobniki nagminnie z mężczyznami mylone z powodu tożsamości gonad psują dziś również Kościół – od wieków ostoję cudownego ekwilibrium wiary i rozumu; generator miłości rozumnej, odwagi statecznej, siły okiełznanej i ofiarności bez granic. Niepodzielnie w naszych nieszczęsnych czasach dzierżący rząd dusz Kościół żeńskokatolicki dryfuje, niestety, ku straszliwej mieliźnie duchowej. Kto go stamtąd wyciągnie, gdy brak silnego ramienia? Kto podźwignie Zachód? Tryskających testosteronem silnych mężczyzn w dżalabijach interesuje wszak raczej jego ostateczny upadek…

Jerzy Wolak

Tekst ukazał się w 42. numerze magazynu „Polonia Christiana”. O kryzysie męstwa piszą ponadto:

Grzegorz Kucharczyk „Kryzys ojcostwa – kryzys cywilizacji”
Iwona Kucharska „Gdzie ci mężczyźni?”
Bogna Białecka „Prawdziwy mężczyzna-gatunek na wymarciu”
Kajetan Rajski „Jak żyć w niemięskim świecie?”

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

http://www.pch24.pl/kryzys-mestwa,33366,pch.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 21 maja 2015, 08:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Dzieci są nasze, a nie państwowe. Są córkami i synami narodu polskiego i nie będzie nam głupi i zboczony unijny lewak je demoralizował.
Mamy je wychować i wyedukować na ludzi a nie na sodomistyczne świnie jak chce tego UE.


To rodzic decyduje o dziecku

Papieska katecheza wygłoszona podczas dzisiejszej audiencji ogólnej w Watykanie

Dzisiaj, drodzy bracia i siostry, pragnę was powitać, bo widziałem między wami wiele rodzin. Dzień dobry wszystkim rodzinom!

Kontynuujemy naszą refleksję nad rodziną, a dziś nad istotną cechą rodziny, to znaczy jej naturalnym powołaniem do wychowywania dzieci, aby dojrzewały w odpowiedzialności za siebie i za innych. Jakże piękne są usłyszane przez nas na początku dzisiejszej katechezy słowa św. Pawła: „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” (Kol 3,20-21).

Jest to reguła mądrościowa. Dziecko wychowane jest do słuchania rodziców, bycia posłusznym rodzicom, którzy starają się nie rozkazywać w sposób brutalny, aby dzieci nie traciły ducha. Dzieci powinny wzrastać, nie tracąc ducha, krok po kroku. Jeśli wy, rodzice, weźmiecie dzieci za rękę i zaproponujecie, aby wejść na te schody, krok po kroku, sprawiacie, że wchodzą wyżej, to proces wychowawczy będzie przebiegał dobrze. Kiedy natomiast będziecie rozkazywać, każąc wejść wyżej, a dziecko mówi, że nie może – to się nazywa rozdrażnianiem dzieci – wymaganie od dzieci tego, czego nie są w stanie dokonać.

Tak więc ta relacja między rodzicami a dziećmi musi kierować się mądrością, wielką równowagą. „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom… bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci”, domagając się od nich rzeczy, których nie są w stanie dokonać. Czy to rozumiecie? Czyni się to, aby dzieci wzrastały w odpowiedzialności za siebie i za innych. Wydaje się to stwierdzenie oczywiste, ale także w naszych czasach nie brakuje trudności.

Trudno wychowywać rodzicom, którzy widzą swoje dzieci tylko w godzinach wieczornych, gdy zmęczeni pracą wracają do domu – ci szczęśliwi, którzy mają pracę. Jeszcze trudniejsze jest to dla rodziców żyjących w separacji, obciążonych tym stanem. Bardzo im biednym trudno wychowywać, bo już sama separacja stanowi trudność. Często też dziecko traktowane jest jak zakładnik. Ojciec mówi źle o mamie, a mama źle o ojcu, co wyrządza jemu wiele zła. Wam, małżeństwom rozbitym, chciałbym powiedzieć: nigdy nie traktujcie dzieci jako zakładników, nigdy, przenigdy! Żyjecie w separacji z wielu powodów, ze względu na wiele trudności. Życie postawiło was wobec tej próby, ale niech dzieci nie noszą ciężaru tej separacji. Niech dzieci nie będą traktowane jako zakładnicy, przeciwstawiani drugiej stronie! Niech dzieci wzrastają, słysząc, że mama mówi dobrze o ojcu, a ojciec mówi dobrze o mamie, pomimo że nie są razem. Dla małżeństw rozdzielonych jest to bardzo ważne i trudne, ale możecie to uczynić.

Trzeba się jednak przede wszystkim zastanowić: jak wychowywać? Jaką tradycją dziś dysponujemy, by przekazywać ją naszym dzieciom?

Wszelkiego rodzaju „krytyczni” intelektualiści na tysiące sposobów wyciszyli rodziców, aby uchronić młode pokolenia od szkód – prawdziwych czy wyimaginowanych – wychowania w rodzinie. Rodzina została między innymi oskarżona o autorytaryzm, deprawację, konformizm, represję uczuciową, która generuje konflikty.

To prawda, powstał otwarty rozłam między rodziną a społeczeństwem, między rodziną a szkołą, zerwano pakt edukacyjny. W ten sposób nastał kryzys w przymierzu wychowawczym społeczeństwa z rodziną, ponieważ podważono wzajemne zaufanie. Objawów tego jest wiele. Na przykład, w szkole osłabieniu uległy relacje między rodzicami a nauczycielami. Czasami są napięcia i wzajemna nieufność. Konsekwencje tego oczywiście spadają na dzieci. Z drugiej strony namnożyło się sporo tzw. ekspertów, którzy zajęli miejsce rodziców, nawet w najbardziej intymnych aspektach edukacji. Wiedzą oni wszystko o życiu emocjonalnym, osobowości i jej rozwoju, ich prawach i obowiązkach, znają cele, motywacje, techniki. A rodzice muszą tylko słuchać, uczyć się i dostosowywać. Pozbawieni swojej roli, często stają się zbytnio zaniepokojeni i zaborczy o swoje dzieci, aż do tego stopnia, by ich nigdy nie korygować. Mają tendencję do powierzania ich coraz bardziej „ekspertom”, nawet w kwestiach najbardziej wrażliwych i osobistych życia, sami stawiając się w kącie. W ten sposób grozi dziś rodzicom, że wykluczą siebie z życia swoich dzieci, jest to niezwykle niebezpieczne! Nie dzieje się tak zawsze, ale niekiedy obserwujemy takie przypadki.

Zazwyczaj nauczycielka w szkole zwraca uwagę dziecku i pisze notatkę do rodziców. Przytoczę anegdotę osobistą. Pamiętam, że kiedy byłem w czwartej klasie szkoły podstawowej, powiedziałem nauczycielce brzydkie słowo. Ta dobra kobieta zawezwała moją mamę, która przyszła następnego dnia. Porozmawiały ze sobą, a następnie zostałem wezwany. Moja mama przed nauczycielką wyjaśniła, że to, co zrobiłem, było złe i nigdy nie powinno mieć miejsca. Uczyniła to z wielką łagodnością i kazała mi przeprosić nauczycielkę w jej obecności. Zrobiłem to i byłem zadowolony, że sprawa dobrze się zakończyła. Ale to był tylko pierwszy rozdział. Kiedy wróciłem do domu, rozpoczął się rozdział drugi. Wyobraźcie go sobie. Dzisiaj, gdy nauczycielka zrobi coś takiego, to nazajutrz przyjdą rodzicie, żeby czynić wymówki nauczycielce, bo specjaliści mówią, że dzieciom nie wolno czynić wymówek w ten sposób. Czasy się zmieniły. Rodzice nie powinni wykluczać się sami z wychowywania dzieci.

To jasne, że takie podejście nie jest dobre: nie jest harmonijne, nie jest dialogiczne i zamiast sprzyjać współpracy między rodziną a innymi instytucjami edukacyjnymi, przeciwstawiają je sobie.

Jak do tego doszło? Nie ulega wątpliwości, że rodzice, a raczej niektóre modele edukacyjne przeszłości miały pewne ograniczenia. Ale prawdą jest również to, że są takie błędy, które mogą popełniać tylko rodzice, ponieważ mogą je zrekompensować w taki sposób, który jest niemożliwy dla kogokolwiek innego. Z drugiej strony, jak dobrze wiemy, doszło do tego, że w życiu mało jest czasu na rozmowy, refleksję i dyskusję. Wielu rodziców „zajętych” jest pracą – ojciec i matka muszą pracować – i innymi problemami, zażenowanych nowymi potrzebami dzieci i złożonością współczesnego życia, które jest takie i musimy je przyjąć takim, jakim jest, sparaliżowanych strachem przed popełnieniem błędów. Problem jednakże polega nie tylko na mówieniu. Co więcej, powierzchowny „dialogizm” nie prowadzi do prawdziwego spotkania umysłów i serc. Zadajmy sobie natomiast pytanie: „gdzie” dzieci są naprawdę na swej drodze? Czy wiemy, gdzie tak naprawdę są ich dusze? A przede wszystkim, czy chcemy wiedzieć? Czy jesteśmy przekonani, że nie oczekują one w istocie niczego innego?

Wspólnoty chrześcijańskie są wezwane do udzielenia wsparcia misji wychowawczej rodziny i czynią to przede wszystkim za pomocą światła Słowa Bożego. Apostoł Paweł przypomina o wzajemności obowiązków między rodzicami a dziećmi: „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” (Kol 3,20-21). U podstaw tego wszystkiego jest miłość, którą daje nam Bóg, która: „nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego... Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma” (1 Kor 13,5-7). Także w najlepszych rodzinach trzeba siebie znosić nawzajem, a to wymaga tak wiele cierpliwości! Takie bowiem jest życie. Nie przeżywa się go w laboratorium, ale w konkretnych realiach. Sam Jezus przeszedł przez edukację domową.

Także w tym przypadku łaska miłości Chrystusa dopełnia to, co jest wpisane w naturę człowieka. Jak wiele mamy wspaniałych przykładów rodziców chrześcijańskich, pełnych ludzkiej mądrości! Ukazują oni, że dobre wychowanie rodzinne jest podstawą humanizmu. Jego promieniowanie społeczne jest bogactwem pozwalającym na zrekompensowanie niedostatków, ran, braków ojcostwa czy macierzyństwa, które dotykają dzieci mniej szczęśliwe. To promieniowanie może dokonywać prawdziwych cudów. A w Kościele takie cuda zdarzają się każdego dnia!

Pragnąłbym, aby Pan obdarzył rodziny chrześcijańskie wiarą, wolnością i odwagą niezbędnymi dla ich misji. Jeśli wychowanie rodzinne odnajdzie dumę ze swego protagonizmu, to wiele rzeczy dla niepewnych rodziców i rozczarowanych dzieci zmieni się na lepsze. Nadszedł czas, aby ojcowie i matki powrócili ze swego wygnania, bo sami wygnali siebie z wpływu na wychowanie dzieci, aby powrócili ze swego wygnania i w pełni podjęli swoją rolę edukacyjną. Ufajmy, że Pan obdarzy nas tą łaską, byśmy nie wygnali siebie z wpływu na wychowanie dzieci, a może to jedynie uczynić miłość, delikatność i cierpliwość. Dziękuję.

Papież zwrócił się również do Polaków.

Serdecznie pozdrawiam polskich pielgrzymów. Dziś w sposób szczególny prosimy Matkę Jezusa i Jego uważną wychowawczynię, aby wszystkie dzieci znalazły w swoich rodzicach pełnych miłości mistrzów i przewodników, i by mogły „wzrastać w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. Niech Pan błogosławi wam i waszym rodzinom! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-stolic ... iecku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 05 cze 2015, 05:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Gromkie „tak” dla życia i rodziny

Obrazek
Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik


Uroczystość Bożego Ciała w Gdańsku rozpoczęła się o godz. 10.00 od Mszy św. w bazylice Mariackiej. Następnie spod kościoła wyruszyła procesja ulicami Starego i Głównego Miasta, w której wzięło udział kilka tysięcy wiernych. Przewodniczył jej ks. abp Sławoj Leszek Głódź.

Pierwsza stacja miała miejsce na Długim Targu przed Ratuszem Głównomiejskim. Pomorska Izba Rzemieślnicza przygotowała drugą stację na ul. Piwnej. Trzeci ołtarz postawili gdańscy dominikanie i wierni z parafii św. Mikołaja. Ostatni ołtarz został wzniesiony na placu obok bazyliki św. Brygidy. Tam metropolita gdański wygłosił homilię.

– W ostatnią majową niedzielę ulicami ponad 140 polskich miast, także naszych, pomorskich, przeszły Marsze dla Życia i Rodziny. Towarzyszyło im hasło: „Rodzina – Wspólnota – Polska”. Była to wielka manifestacja i gromkie „tak” wypowiedziane przez tysiące mieszkańców naszej Ojczyzny modelowi chrześcijańskiej rodziny. Bogiem silnej, tradycjom ojczystym wiernej – rozpoczął ks. abp Głódź.

Metropolita gdański podkreślił, że Marsze dla Życia i Rodziny nie miały tylko afirmatywnego charakteru. Były także alarmem „na trwogę, apelem o opamiętanie się, o zejście z drogi, która prowadzi donikąd. Protestem przeciw coraz mocniej dającemu o sobie znać nurtowi laicyzacji. Wrogim chrześcijaństwu ideologiom, które przenikają do naszej Ojczyzny. Znajdują w niej protektorów i propagatorów. Oddziaływają na kształt ustawodawstwa. Na resortowe zarządzenia i dyrektywy. Na programy szkolne, promujące treści dewiacyjne, których nie sposób zaaprobować”.

– Rodzina to podstawa życia społecznego, istotny czynnik narodotwórczy. To w nią wymierzona jest przewrotna ideologia genderyzmu. To z ducha tej ideologii wyrosła tzw. konwencja przemocowa, która ukazuje religię i rodzinę jako źródło patologii, zła, przemocy – zaznaczył hierarcha.

Ksiądz arcybiskup Głódź odniósł się także do zorganizowanego po raz pierwszy w Gdańsku tzw. marszu równości. Zdaniem metropolity gdańskiego, tego typu prowokacyjne i agresywne parady wymierzone są w polską rodzinę i ład życia społecznego. Odbywają się one „ku zgorszeniu, ku obrazie wartości, które wyznają katolicy, obywatele polskiej Ojczyzny”.

– Inicjatorzy tych przemarszów mają na to przyzwolenie władz, podlegają ochronie i osłonie. W Gdańsku kilku osobom, które próbowały zablokować marsz, nie pozwolić, aby dotarł do miejsca szczególnej pamięci i świętości – do gdańskich Trzech Krzyży upamiętniających ofiary Grudnia 1970 roku – grożą sankcje karne. Trzeba pytać o granice gwarantowanej prawem wolności zgromadzeń. O przesłanki, którymi kierują się ci, którzy wydają pozytywne decyzje, zezwalają na uliczne prowokacje. Czy można w majestacie prawa krzywdzić, ośmieszać, obrażać, kpić z tego, co dla innych jest wartością, świętością, normą ich życia? Czy można i w imię czego można?

– Kościół będzie aprobował, umacniał, wspomagał to wszystko, co w życiu narodu i państwa jest znakiem dobra i moralnego ładu. Ale nie przestanie mówić swego „non possumus” temu wszystkiemu, co zagraża chrześcijańskiej drodze narodu, co tę drogę umniejsza i deprecjonuje – podkreślił metropolita gdański.

Ksiądz arcybiskup odniósł się również do Światowych Dni Młodzieży, które odbędą się w przyszłym roku w Krakowie.

– Weźmie w nich udział 2,5 miliona młodzieży. W tym 1,5 miliona gości z wielu krajów świata. To będzie największe zgromadzenie religijne w tysiącletniej historii Polski. Święto wiary, młodości, wykraczające poza granice państw, kultur, języków – powiedział.

Na zakończenie metropolita gdański pogratulował Andrzejowi Dudzie wyboru na prezydenta Polski. – U progu nowej prezydentury życzymy prezydentowi elektowi, aby jego posługa Najjaśniejszej Rzeczypospolitej była posługą odważną, skuteczną. Otwartą na lekcję polskiej historii, na dziedzictwo wiary, na wartości, które tworzą naszą narodową tożsamość, na wielki obszar zagadnień społecznych.

– Polska potrzebuje odbudowy zaufania społecznego. Czas już skończyć z rozdzieraniem tkanki społecznej. Z nerwicowaniem polskiej wspólnoty, wprowadzaniem na pierwszy plan polskiego życia jątrzących sporów, ataków, napaści, potwarzy – podsumował ks. abp Głódź.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... dziny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 03 lip 2015, 07:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Rodzina - wielki dar Boga dla człowieka

Przypominamy dziś wszystkim, którzy podnieśli rękę za in vitro, a zwłaszcza tym, którzy uważają się za wierzących i przynależących do Kościoła, że Pan Bóg każe nam szanować życie, a zarodek to nie zlepek komórek, ale człowiek w swoim początkowym stadium – powiedział dziś w Kaliszu ks. bp dr Adam Bałabuch, biskup pomocniczy diecezji świdnickiej. Jak w każdy pierwszy czwartek miesiąca z sanktuarium św. Józefa popłynęła modlitwa w intencji rodzin i obrony życia poczętego.

Tematem dzisiejszego spotkania były słowa: „Ewangelia życia i... stworzenia. O centralnej roli rodziny w pielęgnowaniu daru życia – o rodzinie zatroskanej o wspólny dom”.

Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił ks. bp dr Adam Bałabuch, biskup pomocniczy diecezji świdnickiej.

Na początku kaznodzieja przywołał obraz z Ewangelii, w którym Jezus uzdrowił paralityka. Podkreślił, że do zdrowia powróciło nie tylko ciało, ale także dusza, wnętrze chorego. Ks. bp Bałabuch przypomniał, że w Piśmie Świętym znajduje się wiele opisów uzdrowień. – Jezus objawia się nam jako uzdrowiciel całego człowieka, który jest jednością ducha i ciała – zaznaczył.

Biskup pomocniczy diecezji świdnickiej mówił także o grzechu, który jest największym złem, gdyż zniewala człowieka. – Jezus przychodzi, aby nas z grzechu wyzwolić. Przynosi nam pełne uzdrowienie, a to objawia się w przejściu z życia w ciemności do życia w świetle – podkreślił ks. bp Bałabuch.

Dużą część homilii ks. bp Bałabuch poświęcił sytuacji małżeństwa i rodziny we współczesnym świecie. Pokazywał ludzi, którzy nie potrafią prawdziwie kochać, poświęcać się, gdyż są zapatrzonymi w siebie egoistami.

– A kto miłuje, działa dla drugiego i tego drugiego umieszcza w centrum swojego świata. Człowiek jest w centrum zainteresowań Boga. Do takiej też miłości, która wychodzi z siebie i działa dla drugiego, zaprasza nas Chrystus – mówił kaznodzieja, dodając, że prawdziwe szczęście rodzi się wtedy, gdy zapominamy o sobie i zaczynamy żyć dla innych.

– Jakie to ważne, by przynosić szczęście, miłość tym, których Pan Bóg postawił na naszej drodze życia. To właśnie w małżeństwie miłość powinna być nastawiona na szczęście drugiej osoby – nauczał ksiądz biskup.

Ubolewał, że tak wiele młodych ludzi żyje dziś razem, ale bez zobowiązań, a wiele małżeństw i rodzin się rozpada. – Módlmy się, by nie niszczono dziś tych wspólnot, jakimi są małżeństwa i rodziny, gdyż są one wielkim darem Boga do człowieka – apelował.

Jako przykład kaznodzieja wskazał Świętą Rodzinę. Jak mówił, dziś świat nie zawsze podziela wartości, które wskazują nam Maryja i św. Józef. – Jednak trzeba pamiętać, że bezsilność i załamywanie rąk nie jest dobrym rozwiązaniem. Dziś robi się wiele krzywdy małżeństwu i rodzinie, choćby przez przyjmowanie konwencji i ustawy, które wypaczają rodzinę. Wyrządza się krzywdę rodzinie, gdy przyjmuje się rozwiązania, które uderzają w poczęte życie. Podważa się chrześcijański model rodziny i zatroskanie o życie. Tak działa egoizm świata, który objawia się właśnie targnięciem na życie. A zarodek to też poczęte życie człowieka, a nie zlepek komórek, jak usiłuje się nam dziś to wmówić – wskazywał biskup pomocniczy diecezji świdnickiej.

Na zakończenie homilii ks. bp Bałabuch zaapelował o modlitwę w intencji rodzin i małżeństw.

Na koniec Mszy św. kapłani udali się do kaplicy św. Józefa, gdzie ks. bp Bałabuch odczytał akt zawierzenia jego opiece wszystkich polskich rodzin. Popłynęła stamtąd także modlitwa w intencji zbliżającego się synodu.

Po Mszy św. wszystkim zebranym podziękował za obecność ks. bp Andrzej Suski. Słowa szczególnej wdzięczności popłynęły do Ojców Redemptorystów, dzięki którym każdego miesiąca uroczystość transmitowana jest przez Radio Maryja i Telewizję Trwam. Wyraził wdzięczność także senatorom, którzy w Komisji Zdrowia odrzucili ustawę o in vitro. - Żeby nie było tak, że ojcowie jedzą owoce, a dzieci zęby bolą, a wiemy, że ta ustawa jest bardzo niebezpieczna w skutkach. Bardzo dziękuję tym, którzy mają odwagę i głosują w zgodzie z własnym sumieniem – mówił.

Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wieka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 30 lis 2015, 08:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Skoro bałamuctwo umysłów zwane "gender" niszczy życie, niszczy rodzinę, niszczy człowieka, to niszczy tym samym naród i niszczy Ojczyznę.
I chyba o to chodzi ideologom - patologom, lewackim utopistom, wciąż walczącym z kulturą, z tradycją, z pięknem, z dobrem, z prawdą.


Gender jest ideologią niszczącą życie, człowieka, rodzinę

Na temat niszczycielskiej siły genderyzmu dyskutowali uczestnicy sobotniej konferencji pt. „Człowiek i Rodzina wobec zagrożeń gender”, która odbyła się w podwarszawskim Wołominie. „Nasz Dziennik” objął patronat medialny nad tym wydarzeniem.

Obrazek

– Ideologia gender jest ideologią marksistowską w ścisłym tego słowa znaczeniu – zauważył ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL. Prelegent zauważył, że nauka chrześcijańska definiuje to bardzo jasno – wszelki byt skończony pochodzi od absolutnego ducha – Boga, który pomyślał wszechświat, umiłował wszechświat i w czasie i w przestrzeni powołał go do istnienia jako doskonały.

– Każdy byt – także człowiek jako kobieta i mężczyzna – nie wymaga żadnej istotnej korekty, ponieważ zostały absolutnie doskonale pomyślane przez Boski duch stwórczy i zostały też doskonale stworzone. Marks mówi, że ze świadomości ludu należy najpierw wykorzenić naukę, iż to Bóg jest Stwórcą świata. Według niego, praprzyczyną wszystkiego jest materia, która jest zarazem wieczna i czasowa. Materia zawsze pozostaje materią, jednocześnie musi się rozwijać. Szczytowym punktem jej rozwoju jest to, że materia się rozpada w swojej wewnętrznej sprzeczności na kobietę i mężczyznę. To są artykulacje sprzeczności materii. Engels jeszcze to uszczegóławia. Według niego, mężczyzna reprezentuje burżuja, a kobieta – proletariat. Te wzajemne sprzeczności wzajemnie się wykluczają – podkreślał ks. prof. Tadeusz Guz.

Wskazał, że marksowska, a zwłaszcza engelsowska filozofia to kolejne etapy prowadzące ku powstaniu ideologii gender. Wspólne jest tu odrzucenie Boga oraz sprowadzenie ludzkiej płciowości wyłącznie do aspektu materii, co ma swoje daleko idące konsekwencje. Degeneracji i zniszczeniu ulegają państwa, neguje się życie człowieka.

– Postuluje się uwolnienie seksualności. Związek monogamiczny to związek zniewolony. Dlatego trzeba sprowadzić kobietę z prostytucji monogamicznej do prostytucji z całym społeczeństwem. Dopiero wtedy będzie wolna. Ludziom należy tworzyć jedynie iluzję kultury – ich jedynym zajęciem na uniwersytecie w miejsce nauki powinno być wyżycie się seksualne, tak samo w gospodarce, sztuce itp. – mówił ks. prof. Guz.

Tym, co zniewala człowieka, jest kultura w pojęciu klasycznym, bazująca na sztuce, moralności, religii. Gender to próba ujmowania ludzkiej płciowości jako przyczyny wykluczenia społecznego, jako czegoś, co jest źródłem wszelkiej niesprawiedliwości społecznej. Więzy rodzinne zastępuje ciągła walka jednych przeciwko drugim. To stan permanentnej rewolucji.

Prof. Maria Ryś, kierownik Katedry Psychologii Rodziny w Instytucie Psychologii UKSW, podkreślała, że ideologia gender obala fundamentalne założenia odnoszące się do właściwości płci. Sprzeciwia się dotychczasowym wyobrażeniom o męskości i kobiecości. Seksualność jest zmienna, płynna, niestabilna, niczego nie można w niej ustalić, określić, wychować.

– Obecne działania genderowe wymierzone przeciwko małżeństwu to ustawy o związkach partnerskich czy też stosunkowo niedawno ratyfikowana przez polski Sejm tzw. konwencja antyprzemocowa, która już w swojej preambule zaznacza kontekst ideowy, definiując, czym jest płeć, i stwierdzając, że przemoc wobec kobiet nie jest uwarunkowana patologiami, lecz stereotypowym postrzeganiem kobiety. Według tego dokumentu Rady Europy, instytucjonalizacją przemocy jest rodzina biologiczna oparta na monogamicznym związku kobiety i mężczyzny. Dlatego powinna ona zostać zlikwidowana, kobietę powinno zwolnić się z rodzenia dzieci, a reprodukcję jako czynnik ciemiężenia kobiet należy stechnologizować, czyli przenieść do klinik medycznych. Stąd rodzi się konieczność ocalenia chrześcijańskiej nauki o małżeństwie i rodzinie jako wspólnoty małżeństwa sakramentalnego jednej kobiety z jednym mężczyzną – zauważyła prof. Ryś.

Podkresliła, że trzeba głosić cywilizację miłości, co było marzeniem Jana Pawła II. – Naszym zadaniem jest ukazywanie piękna miłości małżeńskiej, piękna rodziny – dodała na zakończenie prof. Ryś.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... dzine.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 27 kwi 2016, 11:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Rodzina – zgodność dusz

Obrazek
Wspólne pasje wzmacniają więzi rodzinne. Tu: Trzypokoleniowa muzykująca rodzina Sachoniów z Lidy


Pokrewieństwo tworzy ramy życzliwości, ale to za mało, aby powstał głębszy kontakt między członkami rodziny, aby zrodziła się wzajemna miłość i przyjaźń. Te ostatnie wymagają wielu zabiegów i są owocem kultury. Życzliwość natomiast pojawia się w sposób naturalny. Nic więc dziwnego, że tam, gdzie zaniedbano wspólne spotkania, rozmowy, listy, rodzinne relacje ulegają osłabieniu, aż w końcu ludzie pod względem krwi sobie bliscy, nawet bracia i siostry, stają się sobie obcy.

Natura jest tylko pewnym zadatkiem, który trzeba rozwijać i pielęgnować, takim zadatkiem jest właśnie pokrewieństwo. Bez kultury nie będzie życia rodzinnego.

Rodzina musi znaleźć czas, aby ze sobą przebywać, nie tylko z uwagi na podział pracy, ale również spędzanie wolnego czasu, aktywnie i z sensem. Taką formą integrującą rodzinę była dawniej wspólna lektura interesujących tekstów. W jednym z pamiętników czytamy:
– Ażeby w godzinie, wolnej od nauk, synowie nie próżnowali, ojciec zatrudnienia między nimi podzielił: młodszy powinien czuwać nad domową biblioteką, nad wszelkiego rodzaju papierami, księgami, ażeby były w porządku utrzymywane, rodzicom co wieczora głośno w sali gazety, pamiętniki, dzienniki, pisma peryodyczne i celniejszych autorów dzieła wierszem i prozą odczytywać, albo o nowych w chemii i fizyce, botanice i innych kursach, wynalazkach rozprawiać, lub po kartach geograficznych miast, w gazetach odczytanych, wyszukiwać.

Możemy sobie wyobrazić, jak to zbierano się razem w saloniku, wieczorem, po pracy, rodzice z dziećmi. Ustawał szum rozmów i mały chłopiec rozpoczynał czytanie. Czytając na głos uczył się nie tylko czytać, ale i mówić, poznawał akcenty, intonację i frazę, poznawał nowe wyrazy, których nie rozumiał, poznawał dzieje i światy, których nie widział. Tak było każdego wieczora. Biblioteka zaś musiała być, i owszem, pokaźna, by było z czego wybierać.

A co robił najstarszy z braci? Miał «dozór nad stajnią». Nie była to jednak zwykła stajnia, bo znajdowały się w niej niezwykłe skarby. Jak Etruskowie i Rzymianie mieli zwyczaj ustawiania w domach popiersi swoich przodków, tak tu «... cały kawalerzysty uniform wojskowy ojca, jeszcze z czasów Kościuszki, pod Wilnem [...] używany spoczywał; tam też uzbrojenie dziada, nieprzyjaciela króla Stanisława, pradziada stronnika Leszczyńskiego, nadpradziada, wspólnika wyprawy Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, szczątki uzbrojenia tamtoczesnych spoczywały; nad garderobą własną, braci, ojca i liberyą służących». Takie pamiątki po przodkach biorących udział w ważnych wydarzeniach historycznych były żywym znakiem ciągłości nie tylko pokoleń, ale ojczyzny i jej ideałów. Dzieci uczyły się miłości do Polski poprzez przykład własnej rodziny.

Rodzice muszą być świadomi, jak ważną rolę odgrywa wykształcenie. Trzeba dzieci nie tylko nauczyć czytać, nie tylko pokazać im odniesienie do wspólnej przeszłości, ale również otworzyć na przyszłość. A do tego potrzebne jest wykształcenie. Ojciec autora pamiętnika tak mówił: «Jestem szlachcic ubogi. [...] Mamy czterech synów; dla tych wszystko, co mam, poświęcę, ażeby dać, jak można, najprzyzwoitszą edukacją, a oni na świecie chleba poszukają». I dodawał: «... wolne chwile na kształcenie umysłów mych synów rad poświęcać, pracuję z nimi wspólnie we wszystkich, jakie posiadam, naukach».

Spytajmy, w ilu polskich domach znajdziemy pamiątki rodzinne, sięgające kilku pokoleń? W ilu polskich domach dzieci czytają rodzicom i rodzeństwu na głos fragmenty arcydzieł polskiej poezji i prozy? W ilu domach rodzice poświęcają swój wolny czas, aby przekazać jak najwięcej nauki i wychowania swojemu potomstwu? Kto wreszcie stara się zaszczepić najpiękniejsze polskie ideały? W których domach dba się o czystość i piękno mowy ojczystej? Czyż więc można się dziwić, że przy takich zaniedbaniach nasze rodziny łatwo się rozpadają, tracą kontakt i głębszą więź. Nie, rodzinność trzeba budować w oparciu o sprawdzone wzorce kultury ojczystej, a to wymaga systematycznego wysiłku, dalekosiężnej myśli i trwałej miłości. Pokrewieństwo samo z siebie niewiele zbuduje, pokolenia się rozsypią, bez śladu.

Dom autora przytaczanych pamiętników był skromny, a nawet biedny, ale przepojony tradycją i wspólnymi ideałami. Taki to dom wydał największego polskiego poetę, Adama Mickiewicza. On to bowiem był tym chłopcem, który wieczorami czytywał na głos rodzicom i braciom. O jego wykształcenie i pozostałych braci troszczył się pan Mikołaj Mickiewicz. To był dom, który pozostał we wspomnieniach najstarszego z braci, Franciszka. Z nim też Adam przez całe życia miał najbliższy kontakt, choć ze zrozumiałych względów (rozbiory, prześladowania) rzadko się widywali.

W jednym z listów Adam pisał do Franciszka: «Mam nieraz pociechę myśląc o tym, że my bracia, choć tak mało stosunków mamy z sobą, a jednak pewni jesteśmy nawzajem jedni drugich, i wiem, że ty nie wątpisz na chwilę, że w każdym zdarzeniu i mnie, i Aleksandra, i Jerzego (jeśli on żyje) znajdziesz tak przywiązanym bratem, jakim znałeś nas w domu. Jest to rzadka na ziemi pociecha, duszami przynajmniej być w zgodzie i blisko, jeśli na ziemi niczym sobie pomagać nie możemy» (22.01.1847).

Rodzinie musi przyświecać ten właśnie ideał: «duszami być w zgodzie». Wówczas pokrewieństwo zamienia się w miłość i przyjaźń, w to co najcenniejsze i najpiękniejsze, i jakże potrzebne, aby godnie oraz szlachetnie żyć.

Piotr Jaroszyński
Magazyn Polski, Nr 12 (120) Grudzień 2015

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... dnosc-dusz


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 96 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /