Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 98 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 26 maja 2012, 19:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
MAMO, DLACZEGO....???

Na początku krzyczy i płacze...i robi minki, w których doszukujesz się uśmiechu.

Z upływem czasu zaczyna gaworzyć...niedługo potem, wypowiada pierwsze, zrozumiałe dla wszystkich słowa.

A potem...zaczyna zadawać pytania...

- mamo, dlaczego niebo jest niebieskie?

- mamo, dlaczego słońce się chowa?

- mamo, dlaczego księżyc jest jak rogalik?

- mamo, dlaczego jesteś smutna?

- mamo, dlaczego.....

Pierwsze pytania wprawiają Cię w popłoch...jednak dość szybko zaczynasz "łapać", że nie musisz znać się na wszystkim, by zaspokoić ciekawość dziecka.

Dziecko rośnie, a wraz z nim - ciekawość i przekonanie, że jesteś najmądrzejsza na świecie, a Twoje odpowiedzi dadzą gwarancję, że życie jest piękne, proste, zrozumiałe i bezpieczne!

Pytań jest coraz więcej, odpowiedzi stają się trudniejsze...

- mamo, dlaczego nie mamy komputera?

- mamo, dlaczego ciągle jemy zupy, a nie kotlety?

- mamo, dlaczego nie mogę jechać na wycieczkę?

- mamo, dlaczego ciągle płaczesz?

Czasami, zamiast odpowiedzi, mówisz - odrobiła/e/ś lekcje?...albo - nie teraz kochanie, porozmawiamy później, teraz jestem zajęta!

Dziecko jest dociekliwe, nie daje za wygraną, zaczyna pytać innych...tatę, dziadka, babcię, nauczycieli, kolegów...

Czas płynie....już nie ma pytań...są spojrzenia...czujesz się nieswojo, bo w oczach dziecka dostrzegasz współczucie, graniczące z politowaniem...

Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że role się odwróciły, teraz to Ty zaczynasz zadawać pytania...

http://znamie-na-policzku.salon24.pl/42 ... o-dlaczego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 29 maja 2012, 06:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Macierzyństwo a miłość małżeńska

W czasach swobody dokonywania aborcji, stosowania antykoncepcji i sztucznego zapłodnienia dziwnie wygląda pamiętanie o Dniu Matki. Czyżby macierzyństwo obejmowało w swoim sensie także te antymacierzyńskie praktyki? Jeśli zatem media, politycy i niektórzy naukowcy na co dzień je popierają, to przypomnienie sobie pod koniec maja o godności bycia matką jest niekonsekwencją. Może ona uruchomić przebudzenie sumień. Inaczej bowiem przyjdzie nam doświadczyć epoki opisanej w powieści Aldousa Huxleya "Nowy wspaniały świat". Jest to totalitarny świat bez rodziny, ojców i matek. Słowo "ojciec" jest tu odbierane jako komiczne, a słowo "matka" jako wstydliwe. Już znamy przedsmak tej epoki, skoro dla polskiej kobiety macierzyństwo to zazwyczaj jednorazowy epizod, pewnie o smaku goryczy, skoro nie decyduje się na powtarzanie tego doświadczenia.
Pewnie ten współczesny lęk przed macierzyństwem to także owoc doświadczenia męskiej słabości i zawodności, bo przecież "bycie matką" jest nierozłącznie związane z intymną relacją z mężczyzną. Należy negatywnie ocenić tzw. macierzyństwo zastępcze traktowane jako "usługa", którą odpłatnie lub nieodpłatnie (w formie np. adopcji prenatalnej) można realizować bez miłosnego związku z mężczyzną. Z rozumieniem tego sensu "macierzyństwa" mają dzisiaj jednak problemy zarówno zwolennicy, jak i niektórzy przeciwnicy "macierzyństwa zastępczego". Widoczne to było podczas debaty "Jak uregulować kwestię macierzyństwa zastępczego" zorganizowanej przez Polskie Towarzystwo Bioetyczne w 2009 roku (do lektury w internecie). I tak, zdaniem prezesa tego Towarzystwa (prof. dr hab. Włodzimierz Galewicz "Zastępcze macierzyństwo a zakaz czysto instrumentalnego traktowania osób"), "instrumentalizm" (w sensie potraktowania drugiej osoby jako tylko środka do własnego celu) "nie jest cechą swoistą dla matek zastępczych, lecz jest postawą znacznie powszechniejszą, by nie rzec ogólnoludzką". Wyprowadza się stąd wniosek, iż "jest to chyba trochę nie fair, jeżeli zastępcze matki potępia się za to, że nie czynią zadość temu wymaganiu", czyli wymaganiu "personalnej miłości". Owa "personalna miłość" do własnych dzieci to zaś "kochanie ich dla nich samych", do czego jakoby nie mieli być zdolni także "normalni rodzice", którzy "pragną mieć dzieci, aby się nimi cieszyć - aby doświadczyć radości rodzicielstwa". To postawienie znaku równości pomiędzy "macierzyństwem zastępczym" a macierzyństwem będącym owocem miłości oparte jest jednak na błędnym założeniu, iż pragnienie rodzicielstwa to tylko pragnienie, aby "cieszyć się dziećmi". Oczywiście i z tego ostatniego, tylko "instrumentalnego" powodu niekiedy podejmuje się rodzicielstwo, a w szczególności macierzyństwo. Z pewnością jednak nie jest to właściwy, "na miarę" człowieka powód. Macierzyństwo (ew. rodzicielstwo) to istotny element miłości małżeńskiej polegającej na daniu siebie wzajemnie przez małżonków, daniu siebie poprzez życiodajną moc ludzkiego ciała, a zatem miłości wyrażanej poprzez obustronny, dla siebie wzajemnie, dar "naszego" dziecka. Taki dopiero kontekst czyni w pełni osobowym macierzyństwo i ojcostwo. Błędem zatem w sporze na temat "macierzyństwa zastępczego" jest odrywanie ludzkiego rodzicielstwa od osobowego sensu miłości małżeńskiej i sprowadzanie macierzyństwa i ojcostwa do swoich subiektywnych pragnień, w tym także pragnienia potomstwa, wobec którego to pragnienia własne dziecko jest tylko w pozycji "instrumentalnej", czyli w pozycji tylko środka do celu. To nie wystarczy, aby w pełni rozumienia - i konsekwentnie - świętować Dzień Matki.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 29&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 30 maja 2012, 06:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Pulsujące serce ludzkości

Rodziny oparte na sakramentalnym małżeństwie kobiety i mężczyzny z dwojgiem lub większą liczbą dzieci są bardziej szczęśliwe i stabilne niż inne - wynika z opracowania włoskiego socjologa prof. Paolo Donatiego. O tej negowanej obecnie niemal nagminnie prawdzie przypomni rozpoczynające się dziś w Mediolanie VII Światowe Spotkanie Rodzin.

To swoisty paradoks współczesnych czasów, że w dobie tak ogromnego ataku środowisk ateistycznych i liberalnych na chrześcijański model rodziny rzesze młodych ludzi dostrzegają jednocześnie jej wielką wartość dla życia osobistego i społecznego. - Jest głód rodziny, ponieważ ona jest motorem życia - podkreśla przewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch ks. kard. Angelo Bagnasco. - Jeśli prorok jest tym, który patrzy w dal, to głos Kościoła wzmaga się, jasno potwierdza i umacnia misję naturalnej rodziny, która jest pulsującym sercem ludzkości - dodaje.

Tematem spotkania w Mediolanie są słowa: "Rodzina: praca i święto". "Niestety w naszych czasach planowanie i organizacja pracy pod kątem konkurencji rynkowej i największego zysku oraz traktowanie święta jako ucieczki od obowiązków i konsumpcji przyczyniają się do rozbicia rodziny i wspólnoty oraz do upowszechnienia indywidualistycznego stylu życia", przestrzega Ojciec Święty w liście wystosowanym na mediolańskie spotkanie. Papież zwraca uwagę, że praca i święto są głęboko powiązane z życiem, wpływają na relacje między małżonkami oraz między rodzicami a dziećmi. Oddziałują też na stosunek rodziny do społeczeństwa i Kościoła.
Kościół nie zostawia rodziny samej, choć już inaczej wygląda to w przypadku rządów poszczególnych państw. Dlatego ks. kard. Ennio Antonelli, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny, główny organizator Światowego Spotkania Rodzin w Mediolanie, zwraca uwagę na trudności, z jakimi się ona boryka, i konieczność obrony wartości, na jakich jest zbudowana. - Rodzina jest bogactwem społeczeństwa - podkreśla, zwracając uwagę na opracowanie socjologa z Uniwersytetu Bolońskiego prof. Paolo Donatiego, którego badania jasno wskazują, że rodziny chrześcijańskie otwarte na życie są bardziej szczęśliwe i trwałe od innych.
W najbliższe dni rodziny goszczące w Mediolanie będą mogły skorzystać z ponad 60 propozycji spotkań kulturalnych, koncertów, wystaw, sympozjów, targów książek. To będzie też czas dzielenia się świadectwami rodzinnego życia. Święto Rodzin zostało poprzedzone kongresem teologiczno-pastoralnym, w czasie którego zwrócona zostanie uwaga na konieczność solidnego przygotowanie narzeczonych do przyjęcia sakramentu małżeństwa.

- Serce mieszkańców Mediolanu rozgrzało się - cieszy się ks. bp Erminio De Scalzi, przewodniczący Fundacji Rodziny Mediolan 2012. W promocję tego niezwykle ważnego wydarzenia włączyli się np. piłkarze klubów AC Milan i Inter Mediolan. Podczas derbów Mediolanu na stadionie San Siro sportowcy przed meczem wybiegli w koszulkach z logo Światowego Spotkania. Kulminacyjnym punktem wydarzeń w Mediolanie będą spotkania jego uczestników z Ojcem Świętym. Trzydniową wizytę Benedykt XVI rozpocznie w piątek po południu. Na końcowej, niedzielnej Mszy św. spodziewanych jest nawet milion wiernych. Spotkania z Papieżem relacjonować będzie 1500 akredytowanych dziennikarzy, a transmisję przeprowadzi 40 stacji telewizyjnych. Relacje będzie można śledzić również poprzez oficjalną stronę internetową spotkania www.family2012.com. W Polsce wydarzenia te będą transmitować Telewizja Trwam i Radio Maryja.

Agnieszka Gracz

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 03 cze 2012, 15:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Nasze Westerplatte. Jak realizujemy nauki bł. Jana Pawła II

1 maja br. minęła pierwsza rocznica beatyfikacji Jana Pawła II. Po straszliwej traumie katastrofy smoleńskiej była jak uśmiech Boga, wlewający na nowo w nasze serca nadzieję

W pierwszą rocznicę beatyfikacji Jana Pawła II, wobec dramatycznej sytuacji w Polsce, pora zapytać: Jak realizujemy nauki naszego wielkiego rodaka? Co zapamiętaliśmy z jego homilii, głoszonych do wielkich rzesz podczas pielgrzymek do ojczystego kraju?
Wszyscy pamiętamy historyczne słowa Jana Pawła II, wypowiedziane na placu Zwycięstwa w Warszawie podczas pierwszej pielgrzymki w 1979 r.: „Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi!”. Bóg uczynił zadość słowom Jana Pawła II i odnowił oblicze polskiej ziemi. I Europy. Ale czy dziś ta ziemia jest na miarę jego i naszych marzeń? Może wolimy dziś pamiętać z jego przesłania anegdoty o kremówkach wadowickich?

Egzamin z pamięci...

Jan Paweł II był człowiekiem wielkiej modlitwy, pokory, ale był też osobą wielkiej pamięci, można powiedzieć – uosobieniem pamięci o rodzinnym kraju, gdziekolwiek był: w Gnieźnie, Bydgoszczy, Drohiczynie, Starym Sączu czy kiedy Kaszubom w Gdyni w czerwcu 1987 r. przypominał patriotyczną tradycję, cytując hymn Hieronima Derdowskiego: „Nie ma Kaszeb bez Polonii i bez Kaszeb – Polści”. W ukochanych Wadowicach czy w Krakowie – wszędzie stawał się kronikarzem odwiedzanej ziemi czy regionu, uczył nas na nowo historii Polski, wydobywał zapomniane skarby pamięci: jej bohaterów, męczenników. Kochał Polskę każdym fibrem swojej świadomości. Z Wadowic nasza mizerna pamięć wybiera kremówki, a czy pamiętamy, jak precyzyjnie opisał Ojciec Święty okolice swojego rodzinnego miasta? A w Starym Sączu, kiedy wynosząc na ołtarze św. Kingę, opowiedział cały szlak górsko-wodny przemierzany przed laty? Jak zdaliśmy egzamin z pamięci dzisiaj, w roku 2012, kiedy władze coraz częściej próbują eliminować historię i literaturę ojczystą, marginalizować je w nauczaniu polskiej młodzieży. Trzeba było aż głodówki zdeterminowanych działaczy podziemia z Krakowa, aby coś w tej sprawie drgnęło w społecznym, bo jeszcze nie rządowym sumieniu...
Jan Paweł II, będąc świadomy, jak ważnym elementem tożsamości narodowej jest pamięć, wielokrotnie uwypuklał znaczenie wiary katolickiej jako składnika pamięci i tożsamości, przypominał o świętych znakach wiary. W czerwcu 1997 r. podczas Mszy św. pod Wielką Krokwią w Zakopanem mówił do górali, ale i do nas wszystkich: „(...) kiedy kończył się wiek XIX(...) ojcowie wasi na szczycie Giewontu ustawili krzyż. Ten krzyż stoi tam i trwa. (...) Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr do Bałtyku.(...) Nie wstydźcie się tego krzyża. (...) Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym i społecznym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów i szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości”.

Obrona Krzyża

Czy możemy dziś powiedzieć, że ten apel wielkiego Papieża został wysłuchany? Jak się te słowa mają do aktów bezczeszczenia krzyża na Krakowskim Przedmieściu w parę tygodni po tragedii smoleńskiej? Do represji władzy powołującej się na swój katolicyzm, wobec kapłana głoszącego odważnie prawdę w warszawskiej archikatedrze? Kto pamięta o nich dziś, gdy jednym z pierwszych poczynań nowo obranego Sejmu była dyskusja wzniecona przez garstkę posłów, ale za to hałaśliwych, nad tym, czy krzyż powinien wisieć w sejmowej sali. Gdy władza próbuje wyrzucić religię ze szkół, jak to kiedyś robili komuniści. Gdy niszczone, palone w kościołach, jak niedawno w Warszawie – przez „nieznanych sprawców”, są obiekty kultu. Gdy katolicy są jawnie dyskryminowani przez taką decyzję, jak odmowa przyznania miejsca na platformie cyfrowej jedynej katolickiej Telewizji Trwam, decyzję Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, w liczbie 5 osób, z Janem Dworakiem na czele. Kiedy ponad 2 mln obywateli katolickiego kraju, ojczyzny Jana Pawła II, składa podpisy, protestując przeciw tej dyskryminacji, a wielotysięczne manifestacje przemierzają dziesiątki polskich miast, kiedy protestuje także Polonia zagraniczna – bez żadnego efektu. Ponad 2 mln obywateli, tyle, ile zgromadziła niegdyś papieska Msza św. na krakowskich Błoniach. A przeciwko nim „pięciu wspaniałych”, głównie tym, że mają władzę. Pan Dworak, jako były opozycjonista pewnie był na placu Zwycięstwa, gdy padły pamiętne słowa o odnawianiu oblicza ziemi. Ale dziś to on czuje się władny, aby po swojemu je odmieniać, odwracać bieg historii i cofać nas do epoki komunizmu.

Solidarność społeczna

Zapewne był młodym człowiekiem, kiedy to Ojciec Święty, duchowy patron „Solidarności”, podczas 3. pielgrzymki do Polski 11 czerwca 1987 r. w Gdyni powiedział: „W imię przyszłości człowieka i ludzkości trzeba było wypowiedzieć to słowo: solidarność. Dziś płynie ono szeroką falą przez świat, który rozumie, że nie możemy żyć według zasady «wszyscy przeciw wszystkim», ale tylko według zasady «wszyscy dla wszystkich»”. Czy świat istotnie to zrozumiał – wątpliwe. Ale i nie wszyscy z nas, rodaków wielkiego Papieża, zrozumieli. Podobnie jak nie zapamiętali odważnych i proroczych słów z wystąpienia Jana Pawła II do przedstawicieli władz w Belwederze 17 czerwca 1983 r.: „W przypadkach, gdy dialog pomiędzy rządem a narodem przestaje istnieć, pokój społeczny jest zagrożony lub nawet całkiem zanika, powstaje jakby stan wojny”. Niestety, były to słowa opisujące nie tylko sytuację nocy stanu wojennego, ale – co gorsza – i dzisiejszą, gdy rządzący na nic niebaczni stale straszą społeczeństwo jakąś wojną, przypisując w dodatku intencje jej wypowiedzenia swoim oponentom politycznym.
Duchowy patron „Solidarności” pojęcie „solidarność” rozumiał ewangelicznie – bardzo szeroko: „jedni drugich brzemiona noście”. I odnosił je nie tylko do klas społecznych, ale do całych narodów, czego świadectwem są dwie encykliki: „Laborem exercens” (1981) i „Sollicitudo rei socialis” (1987). W tej pierwszej, nawiązując do encykliki Leona XIII „Rerum novarum”, upominał się o godność i podmiotowość ludzkiej pracy. Praca ludzka nie może być traktowana jak towar, a człowiek „czyniący sobie ziemię poddaną” – jak przedmiot. Wskazywał też: „Rodzina stanowi jeden z najważniejszych układów odniesienia, wedle których musi być kształtowany porządek pracy ludzkiej”.

Troska o rodzinę

Rodzina, ten fundament życia społecznego, była stałym przedmiotem uwagi Jana Pawła II. O rodzinie z niesłychaną u siebie pasją, rzec by można – z desperacją, tak mówił na podkieleckim lotnisku w 1991 r.: „Chciałbym tu zapytać tych wszystkich, którzy za tę moralność małżeńską mają odpowiedzialność (...) czy wolno lekkomyślnie narażać polskie rodziny na dalsze zniszczenie? (...) To jest moja matka, ta ojczyzna, to są moi bracia i siostry! (...) Te sprawy nie mogą nie boleć! Was też powinny boleć! (...) Zbyt długo niszczono! (...) nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!”. Była tu w podtekście mowa o aborcji i wszelkich destrukcyjnych działaniach wobec rodziny. Jako apostoł cywilizacji życia, przeciwstawiający się żarliwie cywilizacji śmierci, w encyklice „Evangelium vitae” (1995) pisał o zabijaniu nienarodzonych: „Stajemy tu wobec olbrzymiego zagrożenia nie tylko poszczególnego jednostkowego życia ludzkiego, ale całej naszej cywilizacji. Stajemy wobec czegoś, co można określić jako «strukturę grzechu» wymierzoną przeciw jeszcze nie narodzonemu życiu ludzkiemu” (n. 59).
Nigdy dość powtarzania tych słów w kraju, gdzie co i raz wraca temat rozszerzenia prawa do aborcji, gdzie w rodzinę uderza się podnoszonymi podatkami na ubranka dziecięce, gdzie próbuje się nieustannie podważać istotę małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety, zrównując je z parami homoseksualnymi. A godność i podmiotowość pracy? Gdzie ona dziś jest? W „śmieciowych” umowach, w rosnącym bezrobociu, w uderzaniu w najsłabszych materialnie – w emerytów?
Niepodobna w krótkim tekście ogarnąć ogromu myśli Jana Pawła II, ale koniecznie trzeba przywołać jego wielokrotne i kategoryczne przeciwstawianie się postmodernistycznemu relatywizmowi, wyrażającemu się m.in. w prostackiej dewizie: „Róbta, co chceta”. Jak podkreślał w encyklice „Veritatis splendor”, tylko w triadzie: Prawda – Dobro – Wolność – wolność ludzka jest rzeczywista.

Patriotyzm

O tym, że Jan Paweł II, będąc w pełnym tego słowa znaczeniu obywatelem świata, był równocześnie wielkim, żarliwym patriotą – przekonywać nie trzeba. Ukształtowany na tradycji romantyczno-rycerskiej, odwołując się do „Promethidiona” Norwida, mówił do przedstawicieli świata kultury w Warszawie w czerwcu 1991: „Piękno – praca – zmartwychwstanie – ta Norwidowa triada pozostaje zawsze w mocy. (...) zmartwychwstanie zostało przez Norwida przetłumaczone na wymóg życia narodowego, powiedziałbym nawet – społeczno-ekonomicznego, jak być narodem zmartwychwstałym, to znaczy narodem, który żyje pełnią życia (...). Tego właśnie, tego zmartwychwstania przetłumaczonego przez Norwida na wymóg życia narodowego, życzę Tobie, Polsko, Ojczyzno moja!”.

Wierność sumieniu

Polska ostatnich kilkunastu miesięcy zdaje się budzić, „zmartwychwstawać”, ale jeszcze nie jest to proces tak wszechogarniający, jak by można sobie tego życzyć i jak życzyłby sobie Ojciec Święty. Dlatego też wciąż pozostaje w mocy jego wołanie do młodzieży na Westerplatte w 1987 r.: „Moc ducha, moc sumień i serc, moc łaski i charakterów jest szczególnie nieodzowna w waszym pokoleniu. Ta moc jest potrzebna, aby żyć na co dzień odważnie(...), by dochować wierności sumieniu (...), by nie ulec modnemu konformizmowi, by nie milczeć, gdy drugiemu dzieje się krzywda, ale mieć odwagę wyrażenia słusznego sprzeciwu i podjęcia obrony. (...) Każdy z was (...) znajduje też w swoim życiu jakieś swoje Westerplatte (...) jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. (...) Nie można «zdezerterować»”.
To wezwanie do rycerstwa prawdy i sumienia, kierowane wtedy do młodych, dziś jeszcze bardziej odnosi się do wszystkich Polaków, bo są siły gotowe w imię bardzo partykularnych interesów zniszczyć wszelkie fundamenty ludzkie i narodowe, na których wyrosła Polska.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 01221&nr=8


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 04 cze 2012, 07:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Nadzieja w rodzinie

Państwo ma chronić osobę ludzką, począwszy od prawa do życia, a ustawodawstwo i działalność jego instytucji powinny szczególnie służyć rodzinie. Ojciec Święty Benedykt XVI w Mediolanie podkreślił niezastąpioną rolę rodziny opartej na małżeństwie kobiety i mężczyzny w wychowaniu człowieka i rozwoju społeczeństw.

– Małżeństwo znajduje swoją pełnię w Chrystusie Jezusie, który podniósł je do godności sakramentu – przypomniał wczoraj Ojciec Święty na Mszy św. kończącej VII Światowe Spotkanie Rodzin. – Jeśli małżonkowie będą potrafili przyjąć ten dar z wiarą i ufnością każdego dnia, z siłą, jaka pochodzi z łaski sakramentu, odnawiając każdego dnia swoje „tak”, ich rodzina będzie żyła w miłości, tak jak Święta Rodzina z Nazaretu – dodał. W mocnych słowach Benedykt XVI skrytykował te teorie ekonomiczne, w których przeważa utylitarystyczna koncepcja pracy, produkcji i rynku. – Rodzina, praca i święto – te trzy dary Boga muszą znaleźć harmonię w życiu – wskazywał Ojciec Święty. Upomniał się też o poszanowanie niedzieli jako dnia dla Boga i dla rodziny. A rodziców prosił: „Dbajcie o dzieci”.
– Każdy z nas jest powołany do zgodnego przyjęcia i przekazywania prawd wiary, życia miłością, wzajemnego przebaczenia, dzielenia radości i cierpień, ucząc się przebaczania i proszenia o przebaczenie – mówił Benedykt XVI podczas Mszy św. w Parku Besso w Mediolanie. Uroczysta Eucharystia z udziałem 850 tysięcy wiernych koncelebrowana przez kilkudziesięciu kardynałów, arcybiskupów, biskupów i kapłanów w uroczystość Trójcy Świętej zakończyła trwające od 30 maja VII Światowe Spotkanie Rodzin.

Być darem dla siebie

Ojciec Święty w homilii nawiązał do tematyki, jaka była poruszana podczas kilku dni kongresu teologiczno-pastoralnego, który towarzyszył spotkaniu rodzin z całego świata. „Rodzina: praca i święto” – to trzy dary. Rodzina oparta na sakramencie małżeństwa kobiety i mężczyzny została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. Z tą samą godnością, ale szczególnymi cechami, aby małżonkowie byli wzajemnie darem dla siebie, przypominał Papież.
Ojciec Święty zwracał uwagę, że powołanie rodziny ma wieloaspektowy wymiar: wzajemnej miłości wyrażającej się w radości dawania i otrzymywania, w odpowiedzialnej prokreacji, trosce o edukację i wychowanie potomstwa, ale i daru dla społeczeństwa. – Rodzina jest pierwszą i niezastąpioną szkołą cnót społecznych, szacunku do osoby, ufności, odpowiedzialności, solidarności, współpracy – wskazywał Benedykt XVI. Zachęcał również wszystkie rodziny, aby troszczyły się o powierzone im dzieci, a w „świecie zdominowanym przez technikę, by przekazały im z radością i ufnością siłę wiary”.

Ojciec Święty zauważył, że w nowoczesnych teoriach ekonomicznych często dominuje koncepcja utylitarystyczna pracy, produkcji, rynku. – Projekt Boga i samo doświadczenie wskazują, że logika rynku, maksymalnego zysku nie przyczynia się do rozwoju – mówił Ojciec Święty. Wskazywał, że mentalność utylitarystyczna wpływa na relacje rodzinne i redukuje je do partykularnych interesów. Papież nie zapomniał też o małżonkach, którzy przeżyli bolesne doświadczenia separacji i rozwodu, zapewniając ich o modlitwie swojej i Kościoła powszechnego. Przypomniał również o wezwaniu do odpoczynku w dniu świątecznym.

Oparcie w Kościele

Wielu uczestników spotkania w Mediolanie zwracało uwagę, że Kościół katolicki jest tym, który wspiera rodzinę, począwszy od formacji dzieci i młodzieży, przygotowując ich do pełnienia roli rodziców i małżonków i później wspierając trwałość małżeństwa, szczególnie tam, gdzie społeczeństwa borykają się z wieloma trudnościami. Mówią o nich np. mieszkańcy państw kontynentu afrykańskiego. – Państwo niestety nie pomaga rodzinie, to zadanie Kościoła, który nas bardzo wspiera. My się modlimy za Ojca Świętego – wskazuje rodzina Mudarhi z Bukauu w Demokratycznej Republice Konga.

Z Kenii do Mediolanu przyjechało też młode małżeństwo Salome i Freda z półtorarocznym Janssonem. – To ważne spotkanie dla nas, kiedy jesteśmy pośród rodzin, które mają tak wiele trudności. W Kenii w wielu miastach pojawiają się propozycje legalizacji aborcji, ale cieszę się, że w tych sytuacjach Kościół katolicki wspiera nas i broni. Nie zawsze rządzący zdają sobie sprawę, że dbając o nas, dbają o dobre społeczeństwo – powiedziała Salome.
– Wszystko, co robisz dla rodziny, jest tym, co robisz dla społeczeństwa. Przede wszystkim chcemy zwrócić uwagę, że to, co robimy dla dzieci, jak je wychowamy, jest tym, co wniesiemy w nasze społeczeństwa. Tak jak rodzice ukształtują dzieci, takie będziemy mieli społeczeństwo – podkreślił w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. bp Martin Igwe Uzoukwu, biskup Minna w Nigerii. Zwrócił uwagę, że przede wszystkim od rodziców zależy przekazanie wiary swoim dzieciom.

Na spotkaniu w Mediolanie liczną grupę stanowili przedstawiciele państw Ameryki Środkowej i Południowej. – W małżeństwie bardzo ważna jest dla nas nie tylko miłość, ale przede wszystkim zrozumienie i przebaczenie, a sami nie damy rady, jest nam jeszcze ktoś potrzebny – Pan Bóg – podkreśla Emilia Zanbrono, dodając, że rodzinom bardzo pomaga Kościół.
Na spotkanie przybyło również wielu mieszkańców Filipin. – W naszym kraju rodzina jest bardzo ważna, przeciętna rodzina w moich rodzinnych stronach ma troje lub pięcioro dzieci – mówi Jamie Caguicla z Luceny. – Jak chronić rodzinę? Tylko kiedy Boga zaprosimy do swojego życia – podsumowuje.

Niewątpliwie problem stabilności małżeństw, troski o dzieci i czasu małżonków poświęconego dla rodziny dotyczy w dużej mierze państw Starego Kontynentu. Siostry ze Zgromadzenia Sióstr św. Józefa z Pinarolo z Turynu posługują rodzinom głównie we Włoszech. – Niestety dziś ogromnym problemem jest brak czasu dla rodziny – mówi siostra Maria. – Szczególnie cierpią na tym dzieci, które czują się w pewien sposób osierocone – mówi. Zwraca uwagę, że niestety praca jest stawiana przed rodziną, wielokrotnie jest po prostu na pierwszym miejscu.
Na zakończenie wczorajszej Mszy św. ks. kard. Ennio Antonelli, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny, podziękował rodzinom za przybycie, a mieszkańcom Mediolanu za serdeczne przyjęcie gości. Słowa wdzięczności skierował do Ojca Świętego Benedykta XVI. Papież na zakończenie pozdrowił zgromadzone w parku Besso rodziny w kilku językach. Ogłosił też, że miejscem VIII Światowego Spotkania Rodzin będzie za trzy lata Filadelfia w USA.

Umocnieni w wierze

W sobotę wieczorem uczestnicy VII Światowego Spotkania Rodzin w Mediolanie wzięli udział w święcie świadectw. Był to czas dzielenia się doświadczeniami życia rodzinnego, trudami, ale i radościami. Ojciec Święty mówił o swoim radosnym dzieciństwie, odpowiadając na pytanie siedmioletniej wietnamskiej dziewczynki Cat Tien. Były też pytania o trwałość małżeństwa, trudną sytuację ekonomiczną rodzin w wielu krajach, brak perspektyw i znaczenie świętowania niedzieli.
Podczas VII Światowego Spotkania Rodzin w Mediolanie równolegle z kongresem teologiczno-pastoralnym odbywał się kongres dla dzieci i młodzieży. Młodzi ludzie podzieleni na grupy wiekowe uczestniczyli w różnych zajęciach formacyjnych i zabawach. – Zaangażowaliśmy wolontariuszy, skautów w prowadzenie dzieci w czasie tej inicjatywy – powiedział „Naszemu Dziennikowi” ks. bp Erminio de Scalzi, przewodniczący Famiglia Milano 2012, która była organizatorem spotkania. Zwrócił uwagę, że „każde dziecko zdobywa w szkole, w różnych instytucjach, placówkach wiedzę ogólną, ale to, czym jest i czym będzie dziecko, zależy tylko od rodziców.

W sobotę na San Siro Ojciec Święty spotkał się także z młodzieżą bierzmowaną i tą, która otrzyma sakrament bierzmowania w tym roku. Na stadion przybyły dzieci z rodzicami, duszpasterzami i wychowawcami. Benedykt XVI zachęcał najmłodszych do uczestnictwa w niedzielnej Mszy Świętej.

Ważne było też sobotnie przemówienie Ojca Świętego do przedstawicieli życia politycznego, gospodarczego i kulturalnego Mediolanu i Lombardii. – Państwo jest powołane do uznania tożsamości właściwej rodzinie, opartej na małżeństwie i otwartej na życie, a także podstawowego prawa rodziców do swobodnego kształcenia i wychowywania dzieci, zgodnie z programem edukacyjnym uznanym przez nich za wartościowy i właściwy. Nie ma sprawiedliwości wobec rodziny, jeśli państwo nie wspiera wolności edukacji dla wspólnego dobra całego społeczeństwa – mówił Benedykt XVI.

Podsumowując dla „Naszego Dziennika” trzydniową papieską pielgrzymkę do Mediolanu, włoski socjolog Massimo Introvigne zwraca uwagę, że chociaż Ojciec Święty nie mógł i nie chciał pominąć kontekstu kryzysu, jaki mamy w świecie, to jednak przede wszystkim swym przesłaniem chciał umocnić rodziny chrześcijańskie. – Mimo wszystko w trakcie tej podróży Benedykt XVI bardziej niż nad analizą kryzysu pragnął skupić się na przesłaniu nadziei, na pięknie, które nie przestaje zachwycać pomimo zła obecnego w świecie i prowadzi do prawdy oraz dobra – powiedział. Dlatego – jak zauważył socjolog – Papież w czasie wizyty w Mediolanie skoncentrował się na pozytywach, a przede wszystkim na ukazaniu piękna rodziny i życia.

Agnieszka Gracz, Mediolan

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi01.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 09 cze 2012, 10:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Wewnętrzna jedność

"Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać". To jedna z kluczowych myśli obecnych w niedzielnej liturgii. Stanowi część szerszego kontekstu, który moglibyśmy nazwać apologią działalności Jezusa, wygłoszoną przez Niego samego. Tymi słowami tłumaczy m.in. absurdalność sprzecznych oskarżeń, jakie przeciwko Niemu zostały skierowane, obnaża słabość i nieracjonalność dowodzenia uczonych w Piśmie. Nabierają one też charakteru uniwersalnego.
Każde budowanie domaga się jedności. Najczęstszą, choć zarazem zwykle bagatelizowaną przyczyną ludzkich porażek jest brak jedności wewnętrznej. Człowiek rozbity, targany sprzecznymi namiętnościami będzie czynił wokół siebie dużo szumu, nagłaśniał swoje argumenty tylko po to, aby zasypać przepaść, która w nim zionie. Sam będąc nieszczęśliwy, innych będzie wciągał we wciągającą go otchłań. Przykładów życie dostarcza aż nadto. Najszczęśliwsi ludzie na świecie to ci, którzy niosą w sobie doskonałą harmonię, duchową jedność. Najcudowniejsze miejsca na ziemi to domy, gdzie wszystko zostaje spojone jednością, miłością i przebaczeniem, wspólnymi dążeniami i pragnieniami. Dlatego są tak ważne, ponieważ tutaj kształtuje się umiejętność wszelkiego budowania.

ks. Paweł Siedlanowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 09&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 19 cze 2012, 07:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Autorytet ojców

Do ważnych wydarzeń trzeba się przygotować, najpierw - intelektualnie, bo czyny winny iść po myśleniu. Za parę dni Dzień Ojca - w sposób szczególny niepasujący do aktualnej nam, a przedłużającej się epoki "świata bez ojców", jak nazwano XX stulecie. W naszym stuleciu sierot czy półsierot muszą się pojawić problemy z identyfikowaniem swojego bytowego początku. Bez jego rozumienia - jako czegoś dobrego, a nie złego - jakże można realizować powołanie małżeńskie czy kapłańskie? Nasz bytowy początek jest dziełem ojców, czyli tych, którzy obdarzają istnieniem. Jeśli w tym "ojcowaniu" nie są czytelni, a może nawet widziani są jako dokonujący zła, to nie rozumiemy, kim jesteśmy, skąd jesteśmy i dokąd zdążamy. Jakże na takim fundamencie budować cokolwiek pozytywnego?

Do tego niszczenia autorytetu ojców przykładają się także - a może najpierw - niekiedy sami ojcowie. Co z tego, że wybitny na polu polityki, retoryki, literatury i filozofii Cyceron napisał swoje główne dzieło etyczne ("O obowiązkach") dla swojego syna - gdzie wykłada się najpierw o obowiązku "pietas", czyli obowiązku czci i szacunku wobec rodziców i ojczyzny - skoro zawiódł go jako ojciec, porzucając żonę (Terencję) dla innej kobiety? Nawet nie wiemy, czy syn przeczytał tę książkę zadedykowaną jemu przez ojca. Rwał się bowiem do wojowania, a nie do studiowania. Czyżby to z powodu zawodności ojcostwa Cycerona widzimy jego syna, jak po zamordowaniu ojca grzecznie przyjmuje stanowiska i profity od jednego ze współodpowiedzialnych za zabójstwo ojca, czyli Oktawiana (późniejszego Cezara Augusta)? To siepacze Antoniusza odcięli Cyceronowi głowę i ręce, które to szczątki pokazano całemu Rzymowi, ale na ten wyrok zgodził się także Oktawian. Syn Cycerona zechciał jednak, aby ten zwycięzca wojny domowej - jak pisze Plutarch z Cheronei - "przybrał go sobie za kolegę". Uczynił go też konsulem, w wyniku czego "z woli bogów dom Cycerona mógł wymierzyć ostateczną karę Antoniuszowi". Czyżby syn Cycerona zapomniał o wymierzeniu sprawiedliwości i pozostałym odpowiedzialnym za śmierć swojego ojca? A może z racji wspomnianej jego małżeńskiej i ojcowskiej zdrady żywił do niego urazę, właściwą obywatelom "świata bez ojca"?A czy dziś wystarczająco troszczymy się o pamięć o naszych ojcach zamęczonych w sowieckich łagrach i peerelowskich ubeckich i esbeckich kazamatach? Tym bardziej że studenci uczą się teraz z akademickich podręczników katów z PRL, którzy wykonywali wtedy zlecenia wykańczania "wrogów klasowych". Dzisiaj także usłużnie wykańczają nowym "wrogom klasowym" profesury i habilitacje, a za pomocą swoich podręczników wlewają w głowy kolejną ideologię. A może ten współczesny dziwny sojusz, granty i pogaduszki z katami naszych ojców, to właśnie wyraz sposobu myślenia pokolenia nienawidzącego swoich ojców?

Ale niszczy się autorytet ojców także z zewnątrz, co ma miejsce odnośnie także do duchowego ojcostwa Cycerona wobec następnych pokoleń. Począwszy od epoki renesansu, przedstawia się go jako tylko znakomitego mówcę, stylistę, literata, filozofa, ale jego polityczne zmaganie traktuje się z kpiną jako wypływające z "niefortunnego" niezrozumienia procesów historycznych i wyraz chorobliwej ambicji. Radził mu już Petrarka - po lekturze listów Cycerona - "zestarzeć się na wsi spokojnej i rozmyślać o życiu wiecznym, a nie o tym tutaj, maluczkim, i nie mieć ani rózg liktorskich, ani triumfów, ani Katyliny". Jednak jeszcze gorzej przykładają się do niszczenia ojcowskiego autorytetu Cycerona wobec nas ci współcześni nam historycy, którzy twierdzą, że do jego "wybitnych zalet moralnych" należała "uczciwość życia rodzinnego". Czyżby porzucenie żony należało do tej "uczciwości"? Na błędach i grzechach Cycerona może się następne pokolenie nauczyć ich unikania. Uznanie ich za zalety skłania do naśladowania.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 19&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 26 cze 2012, 06:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Synowie Edypa?

Wymownym wizerunkiem naszej współczesności jest milczenie mediów na temat przypadającego w ostatnią sobotę Dnia Ojca. Czyżby uważano ojcostwo za coś mało ważnego i traktowano je jako jakieś sentymentalne "tatowanie", niczym senne, ale bezużyteczne brzęczenie trutni około domowego ula, generujące ewentualnie tylko surowe rozliczenia za wyrządzone krzywdy i roszczenia finansowe wobec "papciów"?
O tych roszczeniach synów wobec ojców nieustannie poucza nas historia starożytnej Hellady. Na ulicach Aten słyszano syna Peryklesa, jak z nienawiści do ojca rzucał na niego najgorsze z możliwych oszczerstw: molestowanie synowej. W jednym z dialogów Platona widzimy Sokratesa starającego się powstrzymać jednego z obywateli Aten, który szedł do sądu, aby doprowadzić do skazania swojego ojca za nieumyślne doprowadzenie do śmierci niewolnika. Z kolei Sofoklesowi synowie zorganizowali na starość rozprawę sądową, mającą stwierdzić niepoczytalność ojca, pewnie na użytek planów przejęcia jego własności. Obronił się wybitny tragik, przywołując w sądzie - jak podaje Cyceron w cudownym dialogu "O starości" - swoją ostatnią tragedię "Edyp w Kolonos", dzisiaj zapomnianą, chociaż uważaną przez starożytnych za najwybitniejsze dzieło Sofoklesa (obok "Filokteta"). Dzieło to zaświadczyło sędziom nie tylko o niezwykłej jasności umysłu 90-letniego autora, ale i o zbrodniczych zamysłach jego synów. Jest to bowiem tragedia o niewdzięcznych synach, nie broniących potrzebującego pomocy ojca. Kiedy jednak okazało się, że można dzięki ojcu zdobywać władzę, to pozorowali wobec niego życzliwość. Rozeznający ten plan Edyp określa swoich synów jako "wyżej ceniących władzę niż miłość do własnego ojca". Przeklina ich za to, ale i to przekleństwo traktuje jako "dar ojca dla własnych synów": "rzuciłem na was takie klątwy (...) by przyszły z pomocą i nauczyły was czcić swych rodziców". Tego zatem trzeba uczyć synów, a nie szczuć ich przeciwko ojcom, jak to do dzisiaj widzimy także na rozmaitych uniwersytetach im. Pawki Morozowa. "Edyp w Kolonos" to ostatnia część trylogii poświęconej nieszczęsnemu rodowi króla Teb, Lajosa, obciążonego klątwą bogów za homoseksualny występek. Ta klątwa ojca obciążyła straszliwym cierpieniem jego syna Edypa: dowiaduje się on, że bezwiednie zabił ojca i równie bezwiednie poślubił swoją matkę, a z tego kazirodczego związku począł swoje dzieci. Uświadamia sobie też zbrodnie swojego ojca, który pragnąc władzy, skazał syna na śmierć. Edyp różni się od swoich niewdzięcznych synów najpierw tym, że wypełnia obowiązek wobec swojego ojca: nie obciąża go odpowiedzialnością za swój straszliwy los. "Edyp w Kolonos" pokazuje, że za tę swoją postawę - również dźwiganie straszliwego a niezasłużonego cierpienia - Edyp zostaje nagrodzony przez bogów, stając się patronem Aten. To milczenie Edypa w sprawie występków ojca jest pouczające: ojciec zawsze pozostaje podstawowym dobroczyńcą swoich dzieci, nawet jeśli nie zechciał obdarować nas majątkiem, dobrym wykształceniem, dobrą moralną formacją. Obdarował nas jednak dobrem fundamentalnym, czyli życiem. Potomkowie Edypa aż do dzisiaj o tym zapominają, prowadząc krwawy odwet na swoich ojcach, fundując "papciom" pod szyldem "Dnia Taty" złośliwości. Ulega tym tendencjom niekiedy nasze duszpasterstwo, szerząc wizerunek ojców odpowiedzialnych w całości za problemy moralne naszej "wspaniałej młodzieży", jakoby psutej przez ojców. Tymczasem ojcom zawsze należna jest wdzięczność, a nie publiczne wendety wobec nich, włącznie z publicznymi opowieściami (nazywanymi niekiedy "świadectwem") o ich moralnych słabościach.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 26&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 05 lip 2012, 20:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Gdy ojciec walczy z synem…

Niejeden ojciec to przeżywał. Po szalonej walce na dywanie, która była mieszaniną zapasów, łaskotek i przepychania, zadowolony z siebie nagle napotyka zimny wzrok żony (czasami teściowej), która ze znawstwem rzecze: „W ten sposób uczysz dziecko agresji!”

W tym momencie coś z nas uchodzi. Nie możemy w taki sposób bawić się z naszymi dziećmi? Przecież to najlepsze chwile w karierze ojca!

Ale spokojnie – niech ojcowie nie tracą nadziei. Powstała książka i strona internetowa The Art of Roughhousing (autorzy: Anthony T. DeBenedet i Lawrance J. Cohen), która obala mit o agresji związany z takimi zabawami.

Poniżej przytaczam te argumenty, które uważam za najcelniejsze.
Na poważnie i na żarty

Wbrew pozorom ojcowsko-synowskie zapasy wcale nie muszą sposobić do agresji, a nawet – uwaga – sprzyjają… uspołecznieniu. Dzięki nim synowie potrafią bowiem odróżnić zabawę od realnej walki. Wiedzą, że niektórych zachowań nie należy brać na poważnie.

Bez tej umiejętności dzieci nieustannie popadają w konflikty z rówieśnikami. Wszystko biorą na serio, obrażają się o żartobliwe zaczepki, a nawet o każde słowo, które uznają za nieprzyjazne. Oczywiście, nie tylko w ten sposób można nabyć opisywane tu umiejętności, ale „przepychanki” z tatusiami mogą być pomocne.

Moralność i gra fair

Zapasy uczą również moralnych postaw. Tak, to nie przesada. Trzeba tylko zwracać uwagę, żeby dziecko zachowywało się fair. Jeśli się denerwuje, popycha czy uderza złośliwie (tak, aby bolało), musimy przerwać zabawę i wytłumaczyć, że nie oto chodzi. Dziecko ma uczestniczyć w grze. Musi się jej nauczyć i opanować nerwy.

Jeśli z kolei ustępujemy, dajemy się rozłożyć malcowi na łopatki, to kształtujemy szlachetną wyrozumiałość. Dziecko dobrze wie, że jesteśmy silniejsi, ale daje mu do myślenia fakt, że ustępujemy, dajemy wygrać! Dzięki temu kształtujemy przekonanie, że wygrana nie jest najważniejsza, że czasami ważniejsze jest coś innego – właśnie zabawa, wspólne przebywanie z drugim człowiekiem.

Zaufanie

Wreszcie ojciec buduje zaufanie do siebie. Pomimo pozornej agresywności, dziecko wie, że nic mu nie grozi: „To mój tato, nic mi sie może się stać”. Ojcowskie zapasy paradoksalnie wzmacniają zaufanie i pozwalają budować związek z dzieckiem.

Wśród formowanych cnót możemy zatem wymienić: eutrapelię (umiejętność zabawy i żartowania), sprawiedliwość (gra fair), zaufanie, pokorę (umiejętność ustępowania), wyrozumiałość, a także wytrwałość. Dziecko uczy się radzić sobie z dyskomfortem, z dolegliwościami, słowem – staje się bardziej odporne.

Zastrzeżenie

Na koniec musi paść zastrzeżenie. To wszystko ma sens przy odpowiedzialnej i roztropnej postawie ojców. Zakładam, że potrafią trafnie ocenić jakie zabawy są zbyt ryzykowne czy niebezpieczne i z nich zrezygnować. Bez tej umiejętności niech lepiej pozostaną na etapie pomagania w odrabianiu lekcji.

Również przesada polegająca na codziennych bijatykach może sprawić, że dziecko uzna taką formę relacji za jedyną dopuszczalną i może przenosić ją na innych. Słowem – roztropnie i z umiarem.

(Przy opracowaniu materiału korzystałem z artykułu: BRETT & KATE MCKAY The Importance of Roughhousing (Art of Manliness). Wspomniany tekst jest recenzją książki The Art of Roughhousing (A. T. DeBenedet i Lawrance J. Cohen).

http://www.edukacja-klasyczna.pl/gdy-oj ... zy-z-synem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 30 sie 2012, 07:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
W ten logiczny i naturalny ciąg Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, tworzący społeczeństwa i narody współcześni cwaniacy (komisarze obyczajowi), żerujący na miernocie zdewastowanych propagandą umysłów, próbują zbudować swoją Wieżę Babel. Nie chodzi im o nasze dobro. Chodzi im o ich dobro.
Im będziemy głupsi, tym im będzie "żyło się lepiej".


"Paramałżeństwa" - ustawa o związkach partnerskich w natarciu

Na konferencji prasowej Platforma Obywatelska zapowiedziała złożenie projektu ustawy dotyczącego tzw. "związków partnerskich". Wszystko to odbywa się w kontekście ostrej dyskusji w łonie PO na temat konstrukcji nowej ustawy. Z ramienia tzw. "grupy konserwatywnej" projekt przygotował poseł Jacek Żalek, którego prace w ogóle nie były brane pod uwagę przez władze klubu PO. Oficjalnym projektem rządzącej partii jest projekt posła Artura Dunina. Nawet kręgi "konserwatywne" w Platformie określają proponowane zmiany mianem tworzenia "paramałżeństwa" w polskim systemie prawnym. Pamiętajmy, że obecnie obowiązująca konstytucja w Polsce określa małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, a więc konieczna byłą swoista gimnastyka legislacyjna, aby do prawodastwa polskiego wprowadzić zapisy o tzw. "związkach partnerskich". Projekt Dunina zakłada możliwość dziedziczenia majątku, wspólnego zaciągania kredytów oraz obowiązku alimentacyjnego. Mamy więc tutaj do czynienia z rozwiązaniami charakterystycznymi dla małżeństwa.

Pojawiają się przynajmniej dwa aspekty zaistniałej sytuacji. Z jednej strony możemy rozważać pogłębiający się konflikt między lewicowym i prawicowym skrzydłem Platformy. Takie zostrzające się konflikty uzewnętrzniały się już wcześniej, że wspomnę słynną debatę na temat In vitro. Skoro PO decyduje się wybrać liberalny projekt w sprawie "związków partnerskich", można się spodziewać, że konflikt jeszcze się zaostrzy. Naturalnie "wolność sumienia" w głosowaniu ma być zachowana, tym niemniej napięcia nie da się uniknąć.

Pomijając wewnątrzne problemy Platformy, pojawia się w Polsce potężny problem cywilizacyjny. Prawo ma bowiem potężną moc wychowawczą. Jeśli zatem w jego majestacie pary homoseksualne nabędą podobne przywileje jak zwykłe małżeństwa, zwykłe rodzine, siłą rzeczy daje się komunikat o tym, że obie "formy" życia spoełcznego są równie poprawne. Spokojnie takie treści będzie można umieszczać w edukacji szkolnej, jakoś w sensie programowym podążającej za rozwiązaniami ustawowymi w państwie.

Wszystko to dzieje się w kontekście potężnej zapaści demograficznej, jaką przeżywa Polska. Brak różnorakich rozwiązań ułatwiających życie polskim rodzinom jest niejako uzupełniany projektami zgodnymi z postulatami środowisk homoseksualnych. Jeśli w taki sposób rządzący zamierzają walczyć z katastrofą demograficzną w Polsce, to jej skala może być jeszcze głębsza, niż moglibyśmy kiedykolwiek przypuszczać.

Wydaje się, że szczególnie w takich sytuacjach konieczny jest jednoznaczny sprzeciw środowisk katolickich. Obojętność w tak fundamentalnej kwestii społecznej może być grzechem zaniedbania "wołąjącym o pomstę do Nieba".

prof. dr hab. Mieczysław Ryba - Kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX w. Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II

http://www.naszdziennik.pl/blogaid/w-st ... ml#entry49


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 10 wrz 2012, 09:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Starcza miłość bez wzajemności

Pocieszam się, że jak twierdzą niektórzy lepiej kochać niż być kochanym. Ale czy to prawda?

Jeden z komentatorów [to na NE, oczywiście u mnie byłoby niemożliwe! MD] uwiedziony zapewne zdjęciem jachtu z pięknym spinakerem poprosił mnie o napisanie czegoś ciekawego o żeglarstwie. To dla mnie bardzo trudne zadanie z prostej przyczyny- żaden ze mnie żeglarz.

We wczesnej młodości pasjonowałam się końmi, górami, muzyką klasyczną i literaturą. Zajmowało mi to tyle czasu, że nie starczało go na sprawy, którymi powinnam się wówczas naprawdę zajmować.

Żeglarstwo traktowałam trochę po macoszemu. Wprawdzie koleżanka miała własnego Ramblera, więc pływałyśmy dość często po Zalewie Zegrzyńskim, ale trudno uznać to za wyczyn.

Tym Ramblerem w 5 osób urządziliśmy sobie rejs po Bugu do Drohiczyna. Bardzo go mile wspominam, choć był to dość oryginalny pomysł.

Halsowanie od Zalewu do Popowa zajęło nam cały dzień. Potem było jeszcze gorzej- przez tydzień padał nieprzerwanie ulewny deszcz. Nie dało się żeglować, płynęliśmy więc w górę rzeki na silniczku. Jako najgorzej grająca w brydża (zawsze jestem niestety najsłabszym ogniwem) zostałam oddelegowana do steru. Stałam sobie w achterpiku w ogromnej wojskowej pelerynie, a w kabinie i pod rozpiętym na bomie nieprzemakalnym namiotem odbywały się sportowe rozgrywki.

Nocowaliśmy w kabinie w 5 osób. Kto zna Ramblera wie, że był to pewien wyczyn. Przypadła mi pod plecy skrzynka mieczowa.

Woda w Bugu podnosiła się w takim tempie, że przybijaliśmy do skarpy, a budziliśmy się na łące.

W Drohiczynie pogoda poprawiła się na tyle, że zwiedziliśmy wszystkie cerkwie i kościoły.

Wracaliśmy z falą powodziową żeglując slalomem miedzy wierzchołkami drzew i kominami.

Pływałam również z kolegami po Zatoce Gdańskiej i na Mazurach. Raczej w roli balastu.

Do żeglarstwa wróciłam kilkanaście lat temu. Kupiliśmy z kolegą Witkiem (potem zamienił on udział w Zefirze na wędkarską łódkę) na spółkę starego Zefira, który po niewielkim remoncie został zwodowany na Jezioraku i odtąd służy nam jako pływadełko. Co roku parę tygodni spędzam więc na żeglarstwie szuwarowo bagiennym.

Rekordowy był rok gdy wnuczka miała 4 lata. Pływałam z nią, najmłodszą córką (wówczas 15-letnią) i psem Simbą od wyspy do wyspy przez 6 tygodni. Odwiedzali mnie w różnych konfiguracjach znajomi. Po 6 tygodniach uznałam, że wnuczka ma dosyć i wróciłyśmy do Warszawy, ale ona zażądała natychmiastowego powrotu na jezioro. Tym razem pojechałam z dwiema młodszymi córkami i psem. We wrześniu zaczynają się silniejsze wiatry, więc chciałam mieć drugą dorosłą osobę na pokładzie.

Zrobiłyśmy sobie bazę na wyspie Czaplak i córki codziennie przepływały na drugą stronę jeziora na konną jazdę u znajomych, a ja i wnuczka gotowałyśmy na ognisku.

Pewnego dnia zobaczyłam ze zdumieniem, że powracająca łódka wiruje jak bączek, a potem dziewczynki szybko zrzuciły żagle. Bardzo silny tego dnia, na szczęście dopychający wiatr wbił łódkę daleko od nas, w inną część wyspy. Okazało się, że wysłużony rumpel trzasnął córce w ręku jak zapałka.

Zostałyśmy uwięzione na wyspie w oczekiwaniu aż wiatr zelżeje.

Pewnego dnia zostawiwszy starszą córkę w obozie wybrałam się na grzyby z młodszą, wnuczką i psem. Zapasy nam się kończyły, a Czaplak słynie z jesiennych prawdziwków.

Zaczęło zbierać się na burzę. Zrobiła się cisza, a potem wiatr zaczął wiać w stronę właściwego brzegu. Gdy wróciłyśmy z grzybów łódka była już spakowana.

„Teraz albo nigdy” –zadecydowała starsza córka.

Przyłożyłam więc odłamaną część rumpla na właściwe miejsce i oplotłam sznurkiem. Coś takiego mogło działać tylko przy pełnym wietrze.

„ Czy zdążymy rozbić namiot przed burzą?”- zapytała wnuczka na środku jeziora.

„Nie wiem czy zdążymy w ogóle dopłynąć”- odparłam.

Zdążyłyśmy. Pan Kuba u którego trzymamy łódkę tylko się przeżegnał.

Za miesiąc po naprawie rumpla wybraliśmy się na Jeziorak w 5 osób. Oprócz mnie było dwóch panów i dwie panie - sami alpiniści. Najmłodszy 25 letni Mikołaj jest dodatkowo dobrym żeglarzem i ratownikiem wodnym.

Trafiliśmy na sztorm na Bałtyku, więc huraganowy wiatr na Jezioraku. Nie zdołaliśmy nawet dopłynąć na pierwszy nocleg na Czaplak, gdyż prawie natychmiast pękło jarzmo steru. Pomimo zrzucenia żagli wiatr wepchnął nas z dużą prędkością w trzciny przy zupełnie niedostępnym brzegu. Padał grad. Zarzuciliśmy namiot na bom i zajęliśmy się tortem makowym produkcji teściowej Mikołaja. Był wyśmienity.

Choć grad przestał padać wiatr nie zelżał i pagaje jako napęd nie działały. Wyciągnęliśmy się więc, rzucając kotwicę, na taką wysokość, żeby wiatr wepchnął nas wprost na Czaplak. Miejsca nie wybieraliśmy.

Po kilku dniach sztorm nadal trwał, a nam skończyły się zapasy. Jako armator odmówiłam wezwania motorówki. Koszt akcji przekroczyłby wartość łódki. Czaplak dzieli od lądu dość szeroki przesmyk, gdzie przed wojną był podobno bród. Jesienią woda jest tam po szyję. Trzy panie, (bynajmniej nie gracje) poszły po zakupy, przekraczając przesmyk w stroju Ewy. Było zbyt zimno ( koniec października), żeby pozwolić sobie na zamoczenie czegokolwiek.

Byłam pewna, że o tej porze roku na wyspie nikogo nie ma, a jednak gdy dotarłyśmy do sklepu w Dobrzykach pani sklepowa zapytała nas czy nie było nam zimno.

W tych okolicach informacje przenoszą się z prędkością nadświetlną.

Po trzech dniach, gdy wiatr nieco zelżał Mikołaj wbił siekierę w resztkę jarzma steru i wisząc za rufą usiłował zapanować nad miotaną wiatrem i falami łódką. Grot był zrefowany do 1/5, fok zrzucony i 4 osoby rozpaczliwie pagajowały. Dopłynęliśmy do przystani w Matytach. Tym razem pan Kuba nawet się nie przeżegnał.

Cóż mogę dodać? Łódka się sypie, ale jeszcze żyje i pływa. Ja też.

Trzy lata temu skusiłam się na rejs po Bałtyku. Pisałam już, że w żeglarstwie morskim najlepiej wychodzi mi parzenie herbaty. Nawet ten piękny spinaker w moich rękach- to znaczy gdy stanęłam przy sterze- zaczął marszczyć się i więdnąć.

Uświadomiłam sobie wtedy, że żeglarstwo to moja starcza miłość bez wzajemności.

Pocieszam się jednak, że jak twierdzą niektórzy, lepiej kochać niż być kochanym.

Ale czy to prawda?

Iza Brodacka

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 09 lis 2012, 19:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Myślenie – plagą społeczną (2005 r.)

Ewa Polak-Pałkiewicz

Przed kolejnymi wyborami słychać w bardzo szacownych gremiach czarne przepowiednie oraz głośne wzdychanie i biadolenie: „Ach, dlaczego Polacy wciąż głosują tak słabo, tak źle! Przecież mogliby głosować inaczej!”. Ten jęk, pełen pretensji, to utrzymujące się niezadowolenie z polskich wyborców, wielu ludzi zwodzi, pozbawia pewności siebie i swoich racji. Tezy, że „Polacy są ogłupiali”, że „dają się manipulować telewizji”, że „wierzą w sondaże” i inne tego typu argumenty wynikają z przekonania, że polityka należy do sztuk magicznych, a media wszystko mogą – wystarczy nacisnąć guziczek albo w odpowiednie miejsce wetknąć papierek z krzyżykiem – i już mamy dobrze urządzone państwo, w którym skończy się powszechne narzekanie. Niestety, demokracja oduczyła wielu, skądinąd zacnych ludzi, spoglądania na mechanizmy demokratyczne z należną im nieufnością, a na obietnice kandydatów do funkcji państwowych – z dozą sceptycyzmu. „Taki przyzwoity, a wciąż przegrywa wskutek knowań bezwzględnych i potężnych rywali!”. W istocie rzeczy jest odwrotnie. Jeżeli złotouści kandydaci, którzy najbardziej ujmują osoby zacne i szlachetne – a jednak w jakiś sposób naiwne – przegrywają wciąż – z godną podziwu systematycznością – to nie dlatego, że stają się ofiarami podłych spisków medialnych – choć one oczywiście istnieją – ale dlatego, że polscy wyborcy myślą. Tak, Polacy wciąż jeszcze – ku utrapieniu specjalistów od zaszczepiania epidemii bezmyślności – wykazują w dziedzinie myślenia zatwardziałość i upór. Dlatego właśnie nie głosują, w znaczącej liczbie, na partie, a raczej partyjki prawicowe, które głoszą nierzadko rzeczy piękne, tylko zupełnie niezwiązane – albo związane tylko w niewielkim stopniu – z codzienną rzeczywistością rodzin polskich. Rodzin, których celem jest przeżyć, zbudować lub ocalić dom, wykształcić dzieci, rozwinąć skrzydła. To, że te rodziny istnieją, że małżeństwa się nie rozwodzą, dzieci się rodzą – choć oczywiście obserwuje się także tendencje odwrotne i one mocno niepokoją – oznacza, że z Polską nie jest tak źle. Że Polska naprawdę żyje. I że zadaniem polityków prawicy nie jest wcale przerobić przedstawicieli tych rodzin na swoją modłę – ale uszanować ich tożsamość i pomóc im w walce o przetrwanie. W ulotkach przedwyborczych partii, nad których późniejszym słabym wynikiem zwykle tak rozczulają się zacne i szlachetne osoby, widnieje mnóstwo frazesów o Polsce, słów pisanych z dużej litery i bardzo mało konkretów, które mogłyby polskiej rodzinie dać pewność: „Tak, oni nas rozumieją, oni wiedzą, co znaczy nie spać po nocach, bo nie wiadomo, czy jutro będzie praca, pieniądze na lekarstwa, książki i wakacje dla dzieci”. A te konkrety – to nie ideologiczne wizje i zaklęcia, ale chociażby przemyślany, spójny, realistyczny program ekonomiczny, w którego centrum są potrzeby matek, ojców i dzieci, nie odrębnych jednostek, nie zatomizowanego społeczeństwa. Polskie rodziny to większość społeczna. Polskie rodziny nie głosują na SLD. One najwyżej, w poczuciu, że ich los tak naprawdę nikogo, a zwłaszcza żadnej partii, nie obchodzi, że gdzieś obok ich życia trwa wyścig „najprzystojniejszych” albo „złotoustych” do najwyższych stanowisk w państwie – zostają w domu. Oczywiście, nie wygrywają na tym. Nikt na tym nie wygrywa, z wyjątkiem dobrze zorganizowanych szeregów butnej i wierzącej w swoje nieograniczone możliwości mafii politycznej. I z wyjątkiem tłumu jednostek, które utraciły rozumienie więzi rodzinnych, których jedynym celem życia są sukcesy materialne, osiągane tylko wśród „swoich”. „Społeczeństwo pozostawione kaprysom tłumu ustępuje przed ilością, tak jak ciało ustępuje pod nadmiernym ciężarem, schodzi po stopniach cywilizacji i powraca do barbarzyństwa” – pisał na temat mechanizmu demokracji wydanej na żer demagogii i prostackich przeliczników niezwykły ksiądz Henri Delassus, do którego myśli nieraz jeszcze warto będzie powrócić. Dzięki kaprysom tłumu pozbawionego refleksji moralnej, poczucia sensu i wizji życia własnego i życia państwa, od lat zwyciężają w wyborach ludzie bez twarzy. Zasadnicza grupa wyborców – ojcowie i matki rodzin, ludzie świadomi hierarchii wartości, sami tworzący tę hierarchię i broniący jej w swojej rodzinie, tej podstawowej hierarchicznej strukturze państwa, bez której państwo rozpada się i znika, pozostają w domu, bo nie chcą popierać fikcji, lub rozpraszają swoje głosy na partyjki bez znaczenia.
Być może dziś będzie inaczej. Być może myślenie, które wciąż jest mocną stroną Polaków, spotka się z propozycją – a nade wszystko z postawą – moralną i polityczną, która wyda nam się poważna – choć nie idealna – i ułomny, niedoskonały mechanizm wyborczy naprawdę przysłuży się Polsce, to znaczy polskim rodzinom, bez których Polski nie było i nie będzie. Być może na wiele poważnych i racjonalnych pytań o swoją przyszłość znajdą – przybliżone chociażby i niepełne, ale uczciwe, nie na wyrost – odpowiedzi w którymś z programów.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0537&nr=24


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 10 lis 2012, 20:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Kraj ludzi szczęśliwych

Ewa Polak-Pałkiewicz

Czy Polska jest jeszcze kochana? Gdy stawiamy to pytanie, pojawiają się zaraz tysiące dodatkowych pytań: dlaczego od razu „kochana”? A w ogóle, czy nie możemy być po prostu krajem „normalnym”, gdzie wszystko jest dobrze zorganizowane, nikt nikogo nie dręczy wspomnieniami i tradycjami, żyje się wygodnie, spokojnie i wesoło? W głębi duszy jednak tęsknimy do czegoś innego i wiemy dobrze, że tę tęsknotę zaspokoi jedynie Polska, która odbuduje się jako dzieło naszej miłości. „Miłość do ojczyzny nie jest prostym, powierzchownym i łatwym do zaimprowizowania uczuciem” – pisał w 1892 r. Jean Izoulet, profesor College de France. „Nie jest grzybem, który wyrasta jednej nocy. Jest rośliną z głęboko i powoli rosnącymi korzeniami.(...) Ojczyzna zanurza swój potrójny korzeń w skrytych pokładach ziemskich obyczajów, rodzinnej pobożności i religijnych uczuć. Bóg, ojcowizna i ognisko domowe są trzema składnikami tego balsamu. Co może więc stać się z patriotyzmem narodu, spośród którego wielu zamierza opuścić ojcowiznę, zniszczyć ognisko domowe i odrzucić Boga? Gdy potrójny korzeń rośliny usycha, czyż ona sama nie zmarnieje i uschnie? (za: Henri Delassus, Duch rodzinny)

Te pytania zmuszają do działania. Najbardziej przynagleni czują się często ci, którzy najwięcej z powodu utraty ojczyzny wycierpieli. Abp Kazimierz Majdański, więzień obozu hitlerowskiego w Dachau, świadek męczeńskiej śmierci kilkuset towarzyszy księży, z powodu tych pytań – które muszą stawiać sobie wszystkie narody dotknięte niebezpieczeństwem utraty tożsamości – założył Instytut Świętej Rodziny – placówkę naukową, która zajmuje się problematyką rodzin, oraz wspólnotę skupiającą świeckich konsekrowanych, którzy zgłębiając tę tematykę, poświęcają się zarazem modlitwie w intencji rodzin. Służba rodzinie, by ratować Polskę, to myśl cudowna w swej prostocie, trafiająca w sedno. Tę prawdę jeszcze mocniej utwierdza pobyt w Domu Instytutu w Łomiankach pod Warszawą lub na wakacyjnych rekolekcjach w Wisełce. Wisełka to dla rodzin przedziwny port, w którym spełniają się nadzieje. Nadzieje, które sami małżonkowie i dzieci pokładają w swoich rodzinach, a o których często, wśród codziennych doświadczeń tak dalekich od sprzyjania rodzinności i wśród nieznośnych ciężarów własnego egoizmu, zapominają. W Wisełce rodziny są szczęśliwe, bo słyszą prawdę o rodzinie; prawdę, którą przynosi świadectwo życia Świętej Rodziny z Nazaretu i świadomość, czym jest każda rodzina, pobłogosławiona przez samego Boga, ustanowiona po to, by małżonkowie mogli służyć sobie nawzajem – to znaczy królować – i po to, by przechowywać najwspanialszy z Bożych darów – dar życia. Mało kto w Polsce słyszał o Wisełce, a ona jest – z powodu miłości, jaką otaczana jest tu każda rodzina – sercem Polski. Rodziny są tutaj kochane w sposób mądry, a jednocześnie z taką czułością, jak kochane powinny być dzieci. I jak dzieci „noszone są na rękach”, brane pod opiekę, prowadzone ku źródłom głębokiej wiedzy o ich tożsamości i roli, żeby uwierzyły, iż są ważne, jak bardzo Panu Bogu na nich zależy. Co więcej, rodziny te zaczynają w pewnym momencie myśleć o sobie nawzajem, wspierać się, modlić się za siebie, „jedne drugich brzemiona nosić”. W Wisełce, która rozumie i czuje potrzeby rodzin, szczęśliwe są dzieci. Bowiem czas przygód i zabawy – zorganizowanej „na najwyższym światowym poziomie”, jak powiedziałby snob – jest tu czasem odkrywania swoich możliwości, czasem wysiłku, niekiedy wyrzeczeń, zadań, które okazują się być na miarę dziecięcych sił, uczenia odwagi, radzenia sobie w trudnych warunkach, nauki dyscypliny – wszystkiego tego, czego tak brakuje wśród chaosu konsumpcji i niewybrednych rozrywek, które podsuwa świat jako najlepszy sposób przeżycia dzieciństwa. Dzieci są tu szczęśliwe, bo – mając szansę przeżycia wspaniałych, w najlepszym stylu zabaw – są traktowane z całą należną im powagą; bez niej zabawa nie uczy, w gruncie rzeczy nie cieszy, zaspokaja jedynie chwilowy impuls.

Niewielu ludzi słyszało o Wisełce, miejscu tak ważnym dla Polski, bo jest ono miejscem odzyskiwania przez rodzinę godności, tak często naruszanej przez politykę państwa. Świadomie, celowo, przypadkiem, przy okazji? Czy państwo rozumie, czym są rodziny dla niego samego? „Rodzina jest nie tylko podstawowym elementem jakiegokolwiek państwa – pisał ks. H. Delassus – lecz również jego składnikiem konstytutywnym, albowiem społeczeństwo prawidłowo zorganizowane – pod warunkiem, że nie przeciwstawia się prawom natury, jak miało to miejsce we Francji, w czasie rewolucji – składa się nie z jednostek, ale z rodzin (...). «Państwo – słusznie powiedział Savigny – raz ukształtowane, składa się z rodzin, a nie jednostek». Dawniej tak było. Pokazują to wyraźnie spisy, w których nie liczono osób, lecz ogniska, to znaczy domy. Każde ognisko było uważane za centrum rodziny i każda rodzina wewnątrz państwa była jednostką polityczną, prawną, a również gospodarczą”.

Państwo polskie odrodzi się, gdy odrodzi się polska rodzina. Każda, bez wyjątku, bo każda zasługuje na najwyższy szacunek państwa. I tylko dzięki rodzinom Polska stanie się znowu tym, czym była dla nas: domem rodzinnym i Ojczyzną.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0539&nr=23


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 13 gru 2012, 19:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Profesorowi Plinio Corrêa de Oliveira w rocznicę urodzin

Rodzina – ognisko cywilizacji chrześcijańskiej

Obrazek

13 grudnia 1908 roku przyszedł na świat twórca Stowarzyszenia Obrony Tradycji, Rodziny i Własności, wybitny myśliciel i działacz katolicki Plinio Corrêa de Oliveira. Nim jednak podjął się dzieła, jakie przeznaczyła mu Opatrzność odebrał wzorowe katolickie wychowanie w domu rodzinnym. Czerpiąc z bogactwa Tradycji katolickiej i kultywując przekazane mu przez rodziców wzorce prof. Plinio Corrêa de Oliveira mógł wkraczać w zmieniający się świat ufając, że on sam pozostanie wierny Bogu i Kościołowi.

Nie można zrozumieć późniejszego zaangażowania „doktora Plinio” (jak nazywali go przyjaciele i uczniowie) w obronę cywilizacji chrześcijańskiej i jej restaurację - tam gdzie rewolucja już zdołała dokonać spustoszeń, bez uważnego przyjrzenia się jego domowi rodzinnemu. Ten budujący obraz może stać się wzorem dla wielu ognisk rodzinnych, gdzie coraz bardziej brakuje wymagającej miłości wobec dzieci, a wiara spychana jest na dalszy plan.

Również miejsce, w którym urodził się Plinio Corrêa de Oliveira – São Paulo mocno odcisnęło swój ślad na wychowaniu założyciela TFP. Roberto de Mattei, pierwszy biograf prof. Corrêa de Oliveiry, tak opisuje to miasto: „Pośród tych rozsianych po świecie “francuskich wysp”, na początku dwudziestego stulecia jedna lśniła jaśniej niż pozostałe: São Paulo w Brazylii, jedno z tych miast, które wiedziały najlepiej, jak połączyć wartości własnej tradycji z wartościami francuskiej kultury. Wszystko, co najlepsze w belle epoque – dobry smak, wyrafinowane maniery i elegancja nie mająca nic wspólnego z dandyzmem – kwitło wówczas na drugiej półkuli, pod zwrotnikiem”.

Rodzina, która żyła wiarą

Przyszły wielki działacz katolicki urodził się w rodzinie arystokratycznej. Dom był wypełniony prawdziwie katolicką atmosferą. Wszelkie podejmowane w nim starania były dokonywane we współpracy z Opatrznością. Bóg zawsze był na należnym mu, najważniejszym miejscu.

Życie wiarą, oddychanie nią i walka w jej obronie były codziennym doświadczenie obojga rodziców prof. Plinio Corrêa de Oliveira. Swemu synowi przekazali zatem to, co mieli najdroższe i najcenniejsze – doświadczenie Boga. „Ribeirowie dos Santos, rodzina matki doktora Plinio, wywodzą swe tradycje z klasy “czterystuletnich Paulistas”, pierwszych założycieli miasta São Paulo, owych bandeirantes walczących z holenderskimi heretykami”. Lucilia Ribeiro dos Santos matka profesora , urodziła się 22 kwietnia 1876 roku w Pirassununga w stanie São Paulo, jako druga z piątki dzieci. Dzieciństwo spędziła w spokojnym, arystokratycznym otoczeniu, pod wpływem rodziców: Antônia jednego z najwybitniejszych ówczesnych prawników São Paulo, i Gabrieli. W roku 1893 rodzina przeniosła się do miasta São Paulo, gdzie zamieszkała w ekskluzywnej willi dzielnicy Campos Eliseos.

Także ojciec profesora Corrêa de Oliveira wywodził się arystokratycznych kręgów. Dzięki Bożej szczodrobliwości, która obdarzyła go licznymi zdolnościami intelektualnymi jego kariera szybko nabierała tempa.

„Urodzony 12 grudnia 1835 roku João Alfredo, został profesorem prawa na uczelni w Recife; jego udziałem stała się również znakomita kariera polityczna: był członkiem kongresu przez kilka kadencji, w wieku trzydziestu pięciu lat został ministrem cesarstwa w konserwatywnym gabinecie Rio Branco, później dożywotnim senatorem cesarstwa, członkiem rady stanu i wreszcie prezesem rady ministrów. Podczas pełnienia tej funkcji, 13 maja 1888 roku wraz z księżniczką Izabelą, regentką cesarstwa, złożył podpis pod słynnym Złotym Prawem, znoszącym w Brazylii niewolnictwo. Po ogłoszeniu republiki został eminentnym członkiem Brazylijskiego Dyrektoriatu Monarchicznego oraz prezesem Banku Brazylii”.

Matczyna miłość

- Doktorze, takiego pytania nie zadaje się matce! Nie powinno ono nawet przyjść panu do głowy – te słowa skierowane do lekarza proponującemu Lucilii Ribeiro dos Santos aborcje, gdyż jego zdaniem poród niósł za sobą ogromne ryzyko są najpiękniejszym świadectwem matczynej miłości. Miłości gotowej na poświęcenie i jednocześnie traktującej to poświęcenie jako rzecz oczywistą.

“Moja matka nauczyła mnie kochać naszego Pana Jezusa Chrystusa, nauczyła mnie kochać Święty Kościół Katolicki”. „Od niej otrzymałem coś, co należało brać z najgłębszą powagą, mianowicie rzymskokatolicką, apostolską wiarę, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz do Najświętszej Maryi Panny”, wspominał doktor Plinio

Nierzadko rodzice są zaskoczeni faktem, że ich pociechy nie kultywują tych wzorców, którym oni, przynajmniej w swoim mniemaniu pozostają wierni. Dziwią się, iż dziatwa nie garnie się modlitwy a do kościoła trzeba ją zapędzać niemal siłą. Zapominają o tym, co było udziałem dzieciństwa prof. Corrêa de Oliveira. „Niedaleko domu Ribeiro dos Santos znajdował się kościół pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego. Zwyczajem młodej matki było zachodzić tam codziennie wraz z Plinio i jego siostrą Rosée. Tam właśnie, kiedy syn obserwował matkę zatopioną w modlitwie, w typowej dla dawnych świątyń nadprzyrodzonej atmosferze, w jego duszy kształtował się obraz Kościoła, która miała później odcisnąć na nim głębokie piętno”. Dlatego po latach mógł wspominać: „spostrzegłem, że cały sposób jej bycia wypływa z przywiązania do Najświętszego Serca Jezusowego przez wstawiennictwo Maryi”.

Założyciel TFP twierdził, że słowem, które najlepiej opisywało jego matkę była „czułość”. Jednak nie była to tak rozpowszechniona dziś czułość bezwarunkowa i nie stawiająca wymagań. Wręcz przeciwnie, jego matka doskonale wiedziała i realizowała w praktyce przekonanie, że tylko miłość, która stawia wymagania jest tą prawdziwą przynoszącą błogosławione efekty. Jedną z jej cech była świadomość nieprzejednanej opozycji między dobrem i złem. Tak wychowany i uformowany doktor Plinio mógł z całą mocą przeciwstawić się trudnościom jakie czekały go w trakcie jego apostolskiej pracy. Dla Dony Lucili każda, nawet najmniejsza czynność podejmowana była ad majorem Dei gloriam. Matka prof. Corrêa de Oliveiry dostrzegała to, o czym zdają się zapominać współczesne matki - wagę kształtowania dobrych manier. Jak bowiem pisze Roberto de Mattei w biografii brazylijskiego działacza katolickiego „doskonałość manier jest owocem ascezy, osiąganym jedynie za pomocą starannie destylowanego przez stulecia wykształcenia oraz poprzez szlachetny wysiłek, co często obserwować można w zakonach kontemplacyjnych obdarowujących młodych nowicjuszy iście „książęcą” edukacją. Człowiek wszak składa się z duszy i ciała. Życie duchowe winno uzewnętrzniać się przez ciało, a miłość ma się wyrażać zewnętrznymi aktami uprzejmości. Uprzejmość jest społecznym „rytuałem” ożywianym chrześcijańską miłością i skierowanym ku chwale Bożej”. Ta właśnie uprzejmość kształtowała w założycielu TFP miłość do porządku chrześcijańskiego doprowadzoną do ostatecznych konsekwencji oraz podobnie radykalne odrzucenie nowoczesnego, rewolucyjnego świata. Od tamtych czasów jego życiu niezmiennie towarzyszyły: arystokratyczna postawa oraz uprzejme maniery.

Katolickie wychowanie

W lutym 1919 roku, mając dziesięć lat, Plinio Corrêa de Oliveira rozpoczął naukę w jezuickiej szkole São Luiz, kształcącej tradycyjną klasę rządzącą São Paulo. Edukację matczyną i szkolną łączyły – tak jak łączyć powinny – relacje ciągłości i rozwoju. Ukształtowany w duchu prawdziwie katolickiej moralności potrafił przeciwstawić się laickiemu i wrogiemu jej duchowi São Luiz. „Zgoda na taką mentalność prowadziłaby go do utraty czystości i ideałów rodzących się w jego sercu. Rozumiał też, że u fundamentów wszystkiego co kocha, leży religia, dlatego wybrał śmiertelną walkę w obronie tej koncepcji życia, w jakiej został uformowany. Narodziło się w nim wówczas przekonanie, które wraz z upływem lat znajdowało coraz silniejsze racjonalne podstawy”.

- Dla nas życie nie ma być zabawą, lecz walką. Naszym przeznaczeniem jest zostać bohaterami, nie sybarytami. Ta prawda, którą dziś wam powtarzam, już tysiące razy była przedmiotem rozważań (…). Umieśćcie Chrystusa w centrum waszego życia. Niech w Nim skupią się wszystkie wasze ideały. W obliczu wielkiego zmagania, które jest najszlachetniejszym powołaniem waszego pokolenia, powtarzajcie słynne słowa Zbawiciela: Domine, non recuso laborem – powiedział prof. Plinio Corrêa de Oliveira w przemówieniu wygłoszonym na zakończenie roku 1936 w kolegium archidiecezjalnym w São Paulo.

Słowa te do dziś pozostają wyzwaniem dla pragnących zbytków i wszelkiej rozkoszy współczesnych ludzi. Ich konsumpcjonizm i egoizm płynący z odrzucenia nauki Pana Naszego Jezusa Chrystusa mają także swe źródło w błędach wychowawczych, których dopuścili się ich rodzice. Brak czasu, zabieganie i zbyteczna troska o dobra materialne zbiera swoje złowrogie żniwo. Gdy przychodzi czas próby – pozostają tylko pytania bez odpowiedzi – jak do tego doszło, przecież wszystko miał, tak bardzo się staraliśmy… Przykład rodziny doktora Plinio pokazuje dobitnie, że w domu, w którym Bóg jest stawiany na pierwszym miejscu, Jego błogosławieństwo pozwala pokonywać nawet największe trudności.

Łukasz Karpiel

http://www.pch24.pl/rodzina---ognisko-c ... 728,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka, Ojciec, Rodzina, Dom .... Naród, Polska
PostNapisane: 31 gru 2012, 09:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Dzieci są darem od Boga

Małgorzata Bochenek

Aby każde dziecko zostało przyjęte jako dar od Boga, by mogło się rozwijać wspierane przez miłość ojca i matki – wezwał Ojciec Święty. Benedykt XVI podczas wczorajszego rozważania w czasie modlitwy „Anioł Pański” prosił o modlitwę za wszystkie rodziny świata.

– Miłość, wierność i poświęcenie Maryi i Józefa są przykładem dla wszystkich małżonków chrześcijańskich, którzy nie są panami życia swoich dzieci, ale stróżami tego nieporównywalnego daru Boga – przypomniał Benedykt XVI. Zaprosił, aby przykład świętego Józefa i Maryi wprowadzał nas w pełnię tajemnicy wiary i człowieczeństwa Świętej Rodziny. Papież życzył wszystkim chrześcijańskim rodzinom, by żyły w obecności Boga z taką samą miłością i radością jak Rodzina Jezusa, Maryi i Józefa.

– Naśladując Świętą Rodzinę z Nazaretu, niech rodzice troszczą się poważnie o wzrost i wykształcenie swoich dzieci, aby dojrzewały jako ludzie odpowiedzialni, uczciwi obywatele, nigdy nie zapominając, że wiara jest cennym darem, o który trzeba zabiegać dla swoich dzieci, także poprzez osobisty przykład – podkreślał Benedykt XVI. Rozważając fragment Ewangelii św. Łukasza, Papież zaznaczył, że Syn Boży żył w ukryciu pośród ziemskiej rodziny. Wskazał, że Święta Rodzina jest wzorem i modelem chrześcijańskiej rodziny.

Pozdrawiając Polaków, Ojciec Święty powiedział: – Życzę, aby wasze rodziny przenikała obecność Boga, wyróżniała miłość i zaufanie, umacniała je więź oparta na wzajemnym szacunku i zrozumieniu. Niech Święta Rodzina pomaga wam pokonywać trudności, jakie niesie życie. Wszystkim z serca błogosławię.

http://www.naszdziennik.pl/wp/19547,dzi ... -boga.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 98 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /