Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 72 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 22 maja 2011, 20:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Modlitwa za Ojczyznę

Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki

Otaczał blaskiem potęgi i chwały,

Coś ją osłaniał tarczą swej opieki,

Od nieszczęść, które przygnębić ją miały

Przed Twe ołtarze zanosim błaganie,

Ojczyznę, wolność racz nam wrócić Panie.



Ty! któryś potem tknięty jej upadkiem,

Walczących wspierał za najświętszą sprawę,

I chcąc świat cały mieć jej męstwa świadkiem,

W nieszczęściach samych pomnażał ich sławę

Przed Twe ołtarze i t.d.



Wróć naszej Polsce świetność starożytną,

Użyźniaj pola, spustoszałe łany,

Niech szczęście, wolność na wieki w niej kwitną,

Poprzestań kary, Boże zagniewany,

Przed Twe ołtarze i t.d.



Boże, którego ramię sprawiedliwe

Żelazne berła władców świata kruszy,

Zniwecz tych wrogów zamiary szkodliwe,

Obudź nadzieje polskiej naszej duszy,

Przed Twe ołtarze i t.d.



Boże najświętszy, przez Twe wielkie cudy,

Oddalaj od nas klęski, mordy boju,

Połącz wolności węzłem Twoje ludy

Pod jedno berło Anioła pokoju

Przed Twe ołtarze i t.d.



Boże najświętszy, od którego woli,

Istnienie świata całego zależy,

Wyrwij lud Polski z tyranów niewoli,

Wspieraj zamiary wytrwałej młodzieży.

Przed Twe ołtarze i t.d.



Boże najświętszy przez Chrystusa rany

Świeć wiekuiście nad braćmi zmarłemi,

Wejrzyj na lud Twój niewolą znękany,

Przyjmij ofiary synów polskiej ziemi.

Przed Twe ołtarze i t.d.



Gdy naród polski dzisiaj we łzach tonie,

Za naszych braci poległych błagamy,

Cierniem męczeństwa uwieńczyli skronie,

A nam wolności otworzyli bramy.

Przed Twe ołtarze i t.d.



Niedawnoś wolność zabrał z polskiej ziemi,

I łez krwi naszej popłynęli rzeki

Jakże to musi być okropnie z temi,

Którym Ojczyznę zabierasz na wieki.

Przed Twe ołtarze i t.d.



Oddalaj od nas klęski, mordy znoje,

Okaż się ojcem nad dziećmi Twojemi,

Którzy wyleli łez tysiące zdroje,

Za matkę Polskę, o nią Cię prosiemy.

Przed Twe ołtarze i t.d.



Jedno Twe słowo, o wielki nasz Panie,

Zniszczyć i w prochy obrócić nas zdolne,

A gdy zasłużym na Twe ukaranie,

Obróć nas w prochy, ale w prochy wolne.

Przed Twe ołtarze i t.d


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 29 cze 2011, 15:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Krzysztof Pasierbiewicz - Czuj Duch!!

Dali już wiele próbek, do czego są zdolni, że potrafią sięgnąć do najgorszych represji, jakie może zastosować Państwo wobec swoich obywateli byleby utrzymać władzę, że wspomnę tylko skazywanie przez sądy dzieciaków za napis na szkolnym murze, a ostatnio niszczenie opozycji metodą sowieckiej psychuszki..
27.06.2011r

Po tym jak zażądano od lidera polskiej opozycji badań psychiatrycznych wnoszę, że to dopiero przygrywka do gigantycznej prowokacji przedwyborczej szykowanej przez Platformę. Nie mam, co do tego żadnych wątpliwości.

Nie wiem jeszcze konkretnie gdzie, w co i kogo uderzą, ale będą chcieli zranić do żywego, upokorzyć, rzucić na kolana, a co gorsza sprowokować, najwrażliwszą część społeczeństwa polskiego. Dlatego będą celowali w naszą nadwiślańską duszę, dumę narodową i ważne dla Polaków wartości.

Może uderzą w etos tragedii smoleńskiej, o czym świadczy ciągłe odkładanie w czasie raportu ze śledztwa w sprawie katastrofy tupolewa, może zagrają na emocjach rodzin tragicznie zmarłych ofiar tej apokalipsy, a może wymyślą coś jeszcze podlejszego niż się roiło w głowach oprawców z moskiewskiej Łubianki. Dali już wiele próbek, do czego są zdolni, że potrafią sięgnąć do najgorszych represji, jakie może zastosować Państwo wobec swoich obywateli byleby utrzymać władzę, że wspomnę tylko skazywanie przez sądy dzieciaków za napis na szkolnym murze, a ostatnio niszczenie opozycji metodą sowieckiej „psychuszki”.

Może będzie to pojedynczy, zmasowany atak, a może seria dywanowych nalotów bombardujących skołowane polskie głowy kłamstwem, oszczerstwem, zniewagą, świństwem, szwindlem, koronkową intrygą i pomówieniami wypluwanymi przez superfortecę Gazety Wyborczej, a potem odpowiednio preparowanymi przez tak zwane media mainstreamowe.

Ale co by to nie było, najważniejszym obecnie jest przygotowanie ludzi na te prowokacje. Trzeba zrobić ruch wyprzedzający. Żeby się nie dać zaskoczyć i przechytrzyć. Żeby ludzi uodpornić na te wszystkie draństwa i wynaturzoną podłość, przed jaką z pewnością nie cofnie się władza.

Bo jeśli przygotujemy ludzi na najgorsze, będzie im łatwiej znieść ból, zniewagę i upokorzenie szykowaną prowokacją. Będzie im się łatwiej opanować i pozbierać myśli. Bo łapiduchy PR Platformy liczą właśnie na to, że sprowokowana złość odbierze Polakom rozum. I do tego żadną miarą nie wolno dopuścić. Trzeba najwrażliwszą tkankę społeczeństwa przygotować mentalnie, a także duchowo na coś w rodzaju perfidnej zniewagi narodowej.

W tym miejscu wzywam rzeczywistych intelektualistów i polskie środowisko naukowe! Kochani! Nie wystarczy pisać książki, wyznaczać kierunki i uczyć krytycznego myślenia w zakamarkach bibliotek. Trzeba się wreszcie ujawnić i z otwartą przyłbicą odważyć na publiczne powiedzenie prawdy. Położyć na szalę autorytet i nazwisko. Zdobądźcie się Państwo wreszcie na odwagę by otwarcie powiedzieć, co rzeczywiście myślicie o tym, co się dzieje z Polską. Przestańcie się wreszcie bać pręgierza poprawności politycznej! Przestańcie się lękać krytyki Salonu, bo to już bardziej szalet, niźli salon! Nie widzicie tego???

Wzywam, namawiam i pokornie proszę, nim będzie za późno na ratowanie Rzeczypospolitej. I zapewniam, że to nie są jakieś górnolotne słowa, co mi zaraz wytkną hipnotyzerzy PR ekipy Premiera.

I żeby wszystko było jasne, ja się zwracam do inteligentów, dla których Polska coś znaczy, a nie do tych wszystkich Wołków, Nałęczów i innych profesoropodobnych niesiołów.

http://pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=341


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 10 lip 2011, 11:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Wojciech Wencel

Patriotyzm pejzażu

Gdy przeglądam oferty biur podróży, zawsze przypomina mi się stary dowcip o grupie menedżerów, która wyruszyła na imprezę integracyjną do Afryki. Podczas rejsu po Nilu statek się zachwiał i wycieczkowicze powpadali do rzeki. Z brzegu natychmiast zaczęły płynąć w ich stronę krokodyle. Widząc to, jeden z tonących mówi do drugiego: – Popatrz, niby taki biedny kraj, a łodzie ratunkowe mają z Lacosty.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 29 czerwca 2011

Sytuacja, jak to w kawale, nieco przerysowana, ale morał wiarygodny. Dla wielu pracowników korporacji, mediów czy agencji reklamowych, ale też dla zwykłych zjadaczy sushi, ikona snobistycznej firmy odzieżowej jest łatwiej rozpoznawalna niż egzemplarz żywego gada. Oddzieleni od świata gipsowymi ściankami biur i blachą samochodów, cudami technologii i wielkomiejskim blichtrem, całkowicie stracili kontakt z naturą. Z kulturą zresztą też, bo przecież nie jeżdżą na urlop do ciepłych krajów, żeby oglądać monastyry. Chcą pomieszkać w luksusowym hotelu, opalić się, nie uszkadzając tatuaży, i wypić jak najwięcej drinków z palemką. W rezerwacie między kortami a plażą nie mają szans odnaleźć się w pejzażu, bo żadnego pejzażu tam nie ma. Jest tylko seryjna fototapeta z piaskiem, wodą i romantycznym zachodem słońca. Po powrocie z urlopu zachowują się podobnie. Nawet przy wyborze mieszkania stawiają na modę, wygodę i funkcjonalność, a jeśli biorą pod uwagę widok z okna, to wyłącznie jako nową fototapetę.

Skrajnie odmienną postawę prezentują wygnańcy z dawnych polskich Kresów. W odróżnieniu od wielkomiejskiej młodzieży można ich nazwać strażnikami pejzażu. We wspomnieniach starannie przechowują obrazy rodzinnego Wołynia czy Wileńszczyzny: konkretny pagórek, sad czy zakręt rzeki. Dlaczego topografia zaginionego świata jest dla nich tak ważna? Najprościej odpowiedzieć, że przez sentyment do młodości, ale to tylko część prawdy. Drugą część dopowiada rumuński historyk religii Mircea Eliade, nauczając, że podstawową potrzebą człowieka religijnego jest ustanowienie w najbliższej okolicy duchowego centrum. Takim punktem sacrum może być kościół parafialny, ale też rodzinny dom albo góra uświęcona ludową tradycją. Im dalej od tego naładowanego energią miejsca, tym mniej rzeczywistości. Teraz łatwiej zrozumieć wygnańców z Kresów. Zdanie: „Ich świat się zawalił” ma znacznie głębszy sens, niż to się powszechnie przyjmuje. Ponieważ znajomy pejzaż był dla nich miniaturą kosmosu, musieli przenieść go w czułej pamięci na nową ziemię. I na podstawie tego wzoru na nowo „stworzyć” dla siebie rzeczywistość. Bez tego aktu trudno byłoby im orientować się w dalszym życiu.

Dla wielu współczesnych Polaków pejzaż jest tylko miłym obrazkiem. Nie mają świadomości, że to spójna struktura poznawcza, w której zapisane są metafizyczne znaki i ludzkie historie, definiujące dobro i zło, szczęście i grozę istnienia. W dwudziestoleciu międzywojennym wspólne doświadczenie tego uniwersum sprawiło, że w polskich miasteczkach pokojowo żyli obok siebie przedstawiciele różnych nacji i wyznań. Ich sąsiedzką dbałość o najbliższą okolicę Józef Mackiewicz nazywał patriotyzmem pejzażu. Dziś warto jednak nieco rozszerzyć zakres tego pojęcia. W czasach, gdy media kreują sztuczne raje, prowincjonalne życie w zgodzie z naturą stało się zbiorowym doświadczeniem polskości. Lokalny patriotyzm urósł do wymiaru narodowego.

Jeżdżąc po Polsce z tomem wierszy „De profundis”, wciąż spotykam autentycznych patriotów, często członków klubów „Gazety Polskiej”. Prawie zawsze są to ludzie pejzażu, głęboko zakorzenieni w swojej ziemi i własnych społecznościach, troszczący się o zabytki, przyrodę, miejsca pamięci, znający lokalną historię i najdrobniejszy szczegół topografii, od ujęcia wody po miejsce ścięcia starego dębu. Niektórzy z nich narzekają na polityczne układy, ale dla mnie każde takie spotkanie jest krzepiące, bo przekonuje, że naszym sprzymierzeńcem w walce o wolną Polskę jest potęga natury. Chcąc całkowicie zniszczyć polskość, architekci nowego wspaniałego świata musieliby nas w komplecie przesiedlić do nierzeczywistych metropolii. A i tak pozostałaby nam pamięć polskiego pejzażu, niezawodny kompas wolności.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2011 ... jzazu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 02 sie 2011, 07:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Dziękuję IM, że Jestem...

Zawsze byłem, jestem i pozostanę pełny szacunku wobec i dla tych, co potrafili oddawać swoje życie za to żebym ja teraz mógł żyć... nie wiem, czy bym tak potrafił...

Dziękuję IM, że jestem...

I zawsze byłem, jestem i pozostanę pełny szacunku dla moich dziadków i babć, moich rodziców i ludzi starszych (walczących za Polskę lub budujących ją w codziennym trudzie życia) za to, że dzięki nim mogę teraz żyć i oddychać, mogę mówić po polsku... Dziękuję im także za to, że mam choć trochę znajomych w mniej więcej moim wieku, z którymi mogę nawet pokłócić się w ojczystym języku... Dziękuję też za to, że nasze dzieci mają znajomych również w swoim wieku i mogą sobie pogaworzyć w ojczystym języku na żaglówce na Mazurach...

Dziękuję IM, że jestem Polakiem... że jesteśmy wszyscy tu i teraz ludźmi żyjącymi w pięknej, naszej Polsce...

-------------------------------------------------------------------------------------
I tak sobie myślę, co myślą sobie dzisiejsi młodzi rodzice patrząc na swoje małe latorośle... Ciekawe, czy chcieliby żeby jak w końcu ich pociechy dorosną (lub osiągną wiek młodzieńczy) zabierali im, własnym rodzicom "moherowe i starcze" dowody osobiste... aby nie mogli głosować w swoim ojczystym kraju, Polsce... A może wcale o tym nie myślą, bo już pogodzili się z tym, że swoje dzieci widywać będą raz na pół roku... gdy raczą ich odwiedzić w Domu Spokojnej Starości lub - po ustawowej starczej eutanazji - na zbiorowym cmentarzu z tabliczką z setkami nazwisk...
-------------------------------------------------------------------------------------
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ kjahog@gmail.com
http://niepoprawni.pl/blog/756/dziekuje-im-ze-jestem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 03 sie 2011, 15:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Stłumić powstanie, główny cel mających za pazurami.

No bo Ty się boisz myszy

Gdy czyta się kosmopolityczne wypociny dotyczące powstania, na pierwszy plan wysuwa się strach i żałosna próba podważenia sensu buntu, wszelkiego buntu, zniewolonego społeczeństwa. Wszelkiej maści lewactwo na plan pierwszy wywleka wielkość strat ludzkich i materialnych poniesionych w imię bezsensownych dla nich idei, takich jak, wolność, honor, męstwo, poświęcenie, odwaga, patriotyzm. Nowy typ człowieka wyhodowany w ostatnich dwóch dekadach, człowiek z plastiku, ma w d..ie idee wszelakie, przecież to nie karkówka na grill, puszka piwopodobnego napitku, tudzież słynna skóra, fura i komóra. To dobre dla frajerów, dla nas luzik i orgazm od rana do wieczora i w nocy też (ciach).

Siedź cicho pod miotłą, bo

Dlaczego tak napastliwie w wszelkich przekaziorach lansowana jest narracja o bezsensie zrywów, buntów, powstań? Odpowiedź zawarta jest w tytule i odpowiedź ta, jest bardzo prosta, boją się, że kiedyś mogą już nie stać tam, gdzie kiedyś stało ZOMO a wtedy

Warszawskie dzieci pójdziemy w bój(...)

PS. Przepraszam za brak dosłowności, ale na człowieka z plastiku szkoda mi czasu a pozostali i tak wiedzą, kto trawę palił. Tfu. Miało być, co w trawie piszczy.

http://sevicadii.salon24.pl/329623,stlu ... a-pazurami


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 01 paź 2011, 11:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Próbują nas uśpić...chochoł gra

Miałeś ,,chamie'' jeden głos.I nie poszedłeś ,nie zagłosowałeś! Albo,co gorsza...zagłosowałeś za ,,status quo'' czyli ,mówiąc jak klasyk .....żeby( za 4 lata )nie było niczego.Ale żeby Polskę kochali:Putin,Merkel,Sarkozy ..jak niegdyś Beria,Stalin,Roosevelt,wielcy ,,przyjaciele Polski.Moi i mojego męża rodzice wygrali los na loterii...Ich dzieci są daleko i to ONE a nie ONi mogą i chcą swoim pomagać.

Czy emigrantom w XIX wieku było miło żyjąc w wolnych krajach gdy ich ojczyzna była pod carskim lub cesarskimi butami?Czy emigranci w Wlk.Brytanii byli szczęśliwi patrząc na PRL?

Jeszcze jest czas.Nie kombinuj,wyłącz TVN,nie kupuj ,,Wyborczej',nie ogladaj onetu...

9 pażdziernika zagłosuj na PiS.Bo choć i on nie jest bez wad to lepiej.....przeczytaj sobie stara(moją ,nie wiem jak dziś w epoce ,,POHalowej'') lekturę.Krótki tekst o tytule ,a co tam.... macie całość. Uwaga,,wolność to stan ducha a nie miejsce i czas( ja urodziłam sie w kraju zniewolonym-1984) :

"Czegóż płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody -

Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody".

"Tyś w niej zrodzon - rzekł stary - przeto ci wybaczę;

Jam był wolny, dziś w klatce - i dlatego płaczę".


http://amanasunta84.salon24.pl/348277,p ... hochol-gra


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 06 paź 2011, 17:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Pokażmy moc, do której zostaliśmy wezwani

"....Musicie być mocni. Drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej Wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów...."
Jan Paweł II
(Błonia Krakowskie, 1979)

Żyjemy w ciekawych i niezwykle trudnych czasach. W czasach tak trudnych, że łatwiej nam dzisiaj zrozumieć wezwanie Ojca Świętego Jana Pawła II wypowiedziane z Błoń Krakowskich do wszystkich Polaków. Nasz wielki Rodak, z całym bagażem bolesnych doświadczeń swojego pokolenia, które było świadkiem i uczestnikiem straszliwych wydarzeń minionego wieku, nakazał nam nabierać mocy przez wiarę, bo moc ta będzie nam jeszcze bardziej potrzebna niż wtedy; bardziej potrzebna niż w jakiejkolwiek epoce dziejów.
Istotnie, towarzyszący polskim przemianom po 1989 roku wszechogarniający chaos, morze codziennych kłamstw i gorszące zjawiska, których sprawcami są ludzie sięgający po władzę i prawo do decydowania o losach naszego Narodu, zdają się pogrążać nas w bezsilności, która gasi nadzieje i budzi strach przed niepewną przyszłością. Polacy powoli przyzwyczajają się do sposobu rządzenia sprzecznego z narodowym interesem, do fałszowania nawet całkiem niedawnej historii, do grubiańskich ataków na fundamenty wiary chrześcijańskiej, do podważania sprawdzonych przez wieki norm i obyczajów, do bezkarności złoczyńców, do poniżania godności ludzkiej i wielu innych negatywnych zjawisk, które w narastający sposób kształtują naszą rzeczywistość. To wszystko przychodzi na nas jakimś szerokim, zorganizowanym frontem, przychodzi wielowymiarowo, dotyka praktycznie każdej dziedziny życia i w zamierzony sposób rozprasza uwagę nie pozwalając na uporządkowanie obrony. Czy można w ogóle przygotować obronę, jeśli ster władzy w Polsce oddajemy raz po raz w ręce inicjatorów takiego kierunku rozwoju?
Obecna sytuacja wymaga powrotu do źródeł, do stawiania najprostszych pytań o to, czym ma być Państwo Polskie, jakie obowiązki chcemy mu powierzyć i jakie obowiązki musimy sami przyjąć na siebie, byśmy trwali jako wspólnota gromadząca ludzi, którzy w najpełniejszy sposób mogą realizować swoją indywidualną podmiotowość i godność związaną z byciem Człowiekiem. Odpowiedź na te pytania nie rodzi się w abstrakcyjnych rozważaniach, ale wynika z ciągłej obserwacji spraw publicznych i z potężnego zbiorowego wysiłku by je rozumieć. Ta moc, do której jesteśmy wezwani, która jest nam dzisiaj „potrzebna bardziej, niż w jakiejkolwiek epoce dziejów”, musi się dzisiaj zmaterializować przez świadome uczestnictwo w akcie wyborczym, w którym powierzymy los Ojczyzny ludziom zdolnym do odwrócenia złego biegu spraw.

Nawet w niedoskonałych zapisach dzisiejszej Konstytucji RP wytyczone są najważniejsze powinności państwa. Znajdują one wyraz m.in. w rotach przysięgi składanej przez przedstawicieli najwyższych władz, którzy zobowiązują się strzec suwerenności, niepodległości, nienaruszalności i niepodzielności terytorium, bezpieczeństwa państwa i godności Narodu, a dobro Ojczyzny i pomyślność obywateli traktować jako najwyższy nakaz. Jeśli jednak przyjrzeć się rzeczywistej sytuacji w poszczególnych dziedzinach życia zbiorowego Narodu, które objęte są odpowiedzialnością obecnej władzy państwowej, okazuje się, że wbrew tej przysiędze, podstawowe powinności są zaniedbywane, a często podejmowane działania są nawet sprzeczne z dobrem Ojczyzny i stają na przekór dbałości o pomyślność obywateli. W istocie nawet oddolna aktywność ludzi próbujących wbrew bezczynności władzy budować jakieś Dobro jest blokowana, a zbiorowe obywatelskie interwencje są kompletnie lekceważone.
Trzeba dobrze pamiętać fakty z przeszłości i z wytężoną uwagą śledzić aktualne wydarzenia, by móc jasno odpowiedzieć na pytania: Kto tworzy złe prawo? Kto nie pozwala na naprawę aparatu sprawiedliwości,? Kto roztrwonił majątek narodowy i horrendalnie zadłużył państwo? Kto hamuje rozwój gospodarczy Polski? Kto naraża nasze wewnętrzne i zewnętrzne bezpieczeństwo? Kto oddaje w obce ręce ważne fragmenty naszej suwerenności? Kto niszczy system edukacji, zaniedbuje naukę i kulturę? Kto rujnuje system opieki medycznej i zabezpieczeń emerytalnych? Kto, wreszcie, gasi resztki komunikacji społecznej i niszczy media publiczne? Odpowiedź, przecież potrzebna do podjęcia decyzji wyborczej, wynika z całej sekwencji wydarzeń ostatnich 22 lat. Nadchodzące wybory nie mogą obyć się bez dokonania syntezy tych lat, gdy najważniejsze siły polityczne stające do wyborów mają bogatą historię uczestnictwa w procesach prowadzących do dzisiejszego stanu Polski. Dalszej degradacji nasz Ojczyzna nie wytrzyma - potrzebne jest zdecydowane zwycięstwo tych, którzy zawsze przeciwstawiali się niszczeniu Polski, a dzisiaj skupili się wokół premiera Jarosława Kaczyńskiego.
Polski Naród jest zdolny do odnoszenia zwycięstw... nie tylko na polach bitewnych. Ostatnie wielkie i wspaniałe zwycięstwo odnieśliśmy w wyborach czerwcowych w 1989 roku, gdy mobilizacja Polaków była powszechna. Daliśmy wtedy wybrańcom klucz do wszechstronnej naprawy Polski, ale w większości okazali się oni niegodni wyboru. Zwycięstwo zostało w sposób karygodny i kunktatorski zmarnowane. Dopiero po wielu latach można było zrozumieć, że ta przegrana była świadomie zaprojektowana i przygotowana jeszcze przed 1989 rokiem. Ten zły plan się powiódł, bo jego realizacji towarzyszyła zaskakująco bezgraniczna cierpliwość Polaków. Z biegiem lat uczono nas tolerować coraz bardziej rażące łajdactwa klasy rządzącej, aż zwolna przestaliśmy reagować na zjawiska, które w przeszłości nigdy nie były akceptowane. Granicznym objawem tej ewolucji jest bierna postawa wielu Polaków wobec haniebnych zachowań polskich władz w sprawach związanych z tragedią smoleńską. To catharsis może się jednak stać zaczynem zwycięstwa. Nie udały się dwie wcześniejsze próby przełamania narodowej niemocy –krótkotrwały rząd J.Olszewskiego i słabo umocowany rząd J.Kaczyńskiego, niestety nie spotkały się z wystarczająco dojrzałą świadomością Narodu. Jednak każde z tych wydarzeń zaowocowało przemyśleniami i proces budzenia świadomości ogarnia zwolna cały Naród, gdy rządzący Polską w ostatnich 4 latach musieli odkryć kolejne karty. Blask prawdy zaczyna nabierać mocy wyzwalającej.
Stawka w wyborach 9 października 2011 jest jednoznacznie określona. Każdy, komu na Polsce rzeczywiście zależy zagłosuje na PiS, bo tego wymaga polska racja stanu. Każdy, komu Polska nie jest potrzebna, kto chce machnąć ręką na dzieje Narodu i rozpłynąć się w bezkształtnej masie wyzutej z wszelkich wartości i podporządkowanej interesom obcych, zagłosuje inaczej, lub pozostanie w dniu wyborów w domu. Polska i tak przetrwa „póki my żyjemy”, ale gdybyśmy te wybory przegrali to staniemy w takiej sytuacji, jak nasi przodkowie po rozbiorach.
Pokażmy moc, do której zostaliśmy wezwani. Reszta jest w rękach Opatrzności zdolnej do wyzwolenia naszej mocy z głębin tej wiary, która wypełnia nas i nasze państwo od Chrztu Świętego 966 roku.

Kraków, 30 września 2011 Rafał Broda

http://www.polskie-wici.pl/index.php


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 31 paź 2011, 15:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Szept Ojczyzny

1 i 2 listopada - niezwykłe dni pełne wiernej pamięci. 1 listopada - dzień Wszystkich Świętych! To więź zbawionych w niebiosach z nami żyjącymi na ziemi. Pochodzą ze wszystkich ras, narodów, wszystkich epok i stanów. Są wśród nich mędrcy i władcy, pastuszkowie i rycerze. Zofia Kossak-Szczucka w swoim "Roku Polskim" napisała: "Gdziekolwiek rośnie wiecznie zieleniejące drzewo wiary, rodzą się święci. Kościół przechowuje ich imiona niby perły i wyjmuje je ze skarbca, by wstawić w złoto ołtarzy. W dniu 1 listopada oddajemy im cześć, wielbiąc wszystkich świętych. Święci są opiekunami i orędownikami kraju, miłują swoje strony i swych rodaków. Ich zasługi, wstawiennictwo świętych tworzy baldachim opiekuńczy rozpostarty nad ziemią ojczystą".

2 listopada - Zaduszki
W dniu Wszystkich Świętych Kościół pochyla się z pamięcią nad duszami tryumfującymi w niebiesiech. Dzień Zaduszny poświęcamy duszom cierpiącym. Wszystkim im ofiarowujemy wspomnienia i modlitwy. Tradycje obchodów tych dni są tak sędziwe jak sama ludzkość. Już w Starym Testamencie czytamy, że sporządzano spisy zmarłych, aby się za nich modlić. Święty Odylon, opat z Cluny, już w roku 998 ustalił, że 1 listopada we wszystkich klasztorach benedyktyńskich będzie trwał Dzień Zaduszny.
Co roku my - jałmużnicy pamięci - stajemy wiernie w cieniu powązkowskich drzew z puszkami, do których zawsze największy dar składają najbiedniejsi. Oni nigdy mnie nie omijają. We wstrząsającym testamencie, jaki zostawił nam członek ostatniego Rządu Narodowego Powstania Styczniowego, zanim zginął u boku Romualda Traugutta na Cytadeli, są słowa: "Umarli nie wołani nie przychodzą, trzeba ich kochać i obcować z nimi - a wtedy Oni wiele powiedzą!". W dniu Wszystkich Świętych słuchamy tego, co do nas mówią, słuchamy owego "szeptu Ojczyzny" - jak napisał Żeromski.
W te dni wspominamy tych, na których mogiłach pomodlić się nie możemy, bo ich nie ma!

"Boże Wszechmogący! Pozwól modlić się dzieciom na grobach naszych"
Nie mają mogiły rodzice Adama Mickiewicza - adwokat nowogródzki i powstaniec kościuszkowski Mikołaj Rymwid-Mickiewicz i jego żona Barbara. Ich najstarszy syn - potem bohater Powstania Listopadowego - Franciszek - napisał: "Nie z bogactwa, nie z urzędów, dygnitarskich tytułów, ale z cnót własnych słynęli, ze zgodnego małżeństwa, z miłości ku bliźnim, z litości ku biednym, z religii bez bigoterii, ze szczerości, prawdy, staropolskiej gościnności, roztropności, porządnego wychowania dziatek".
Szczęśliwe lata dzieciństwa, które Adam Mickiewicz w swych ostatnich lirykach nazwie "sielskie - anielskie" to Nowogródek - dziś na Białorusi. Uroczy dworek pełen gwaru dzieci, matczynej miłości i opieki ojca. Władysław Mickiewicz - wnuk Barbary i Mikołaja, syn Adama, napisał serdecznie: "Przykładne pożycie Mikołaja i Barbary wpajało ich dzieciom nieograniczoną ufność i wspomnienie tej spójni duchowej stało się dla Adama osłodą najcięższych chwil jego wygnańczego żywota". A córka autora "Pana Tadeusza" - Misia, pisze, że gdy ojciec wracał do wspomnień domu rodzinnego, "nie widziałam nigdy u niego uśmiechu tak szczerego (...), gdy matkę wspominał, którą bardzo kochał".

Kiedyż nam Pan Bóg wrócić z wędrówki dozwoli
I znowu dom zamieszkać na ojczystej roli...

Nigdy już nie zamieszkał na roli ojczystej, ale wrócił tu strofami swego genialnego dzieła, gdzie jest tyle wątków z kraju lat dziecinnych, "co zawsze zostanie święty i czysty jak pierwsze kochanie".
Ojciec Mikołaj zmarł w roku 1812. Matka Barbara 9 października roku 1820. Mickiewicz napisał: "Dowiaduję się o śmierci mojej matki (...) Była to cała osłoda, cała pociecha. Nie mogłem jej nic pomóc, alem się nadzieją cieszył, że kiedyś może pomyślny los mój i jej będzie szczęściem. Sny te uleciały z dymem".
Barbara i Mikołaj Mickiewiczowie pochowani byli na cmentarzu na stoku wzgórza nieopodal nowogródzkiej fary. Ich mogiła od dawna nie istnieje. W Roku Mickiewiczowskim 1998 postanowiliśmy uczcić tablicami pamięci Franciszka Mickiewicza - bohatera odznaczonego Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari za obronę Warszawy w 1831 roku, spoczywającego w Wielkopolsce, w miejscowości Rożnowo, gdzie dokonał żywota 13 listopada 1862 roku. Dzięki pomocy wojewody wielkopolskiego harcmistrza Macieja Musiała piękna tablica została wmurowana, a szkoła w Rożnowie otrzymała imię Franciszka Mickiewicza.
Prezes Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie" dr Tadeusz Samborski zadeklarował ufundowanie tablicy rodzicom Mickiewicza w farze nowogródzkiej o treści następującej:

Panie Boże Wszechmogący! Zlituj się nad
Ojczyzną naszą i nad nami, a rodzinie naszej
pozwól modlić się w kościołach miast naszych
i wiosek naszych, a dzieciom na grobach naszych.
(Adam Mickiewicz: "Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego")

śp.
Barbara
z Majewskich Mickiewiczowa
(1767 - 9 X 1820)

Mikołaj Rymwid-Mickiewicz
(1765 - 16 V 1812)
adwokat nowogródzki,
powstaniec kościuszkowski

RODZICE ADAMA
MICKIEWICZA

Rodem z ziemi nowogródzkiej, jej powierzyli swe prochy w nieznanej dziś mogile cmentarza Ojców Dominikanów w Nowogródku. W tej świątyni udzielono sakramentu chrztu ich pięciu synom. Największy z nich, autor "Pana Tadeusza", powiedział: "Moje działania idą z gruntu, na którym wyrośliśmy w domu rodzicielskim".
Niestety, nie było zgody na zawieszenie tablicy. Mamy nadzieję, że może teraz pojawi się szansa na godne uczczenie pamięci rodzicieli największego poety polskiego.

"Cieniom ich pokój wieczny"
Nie mają mogiły rodzice Stefana Żeromskiego. Wizerunek matki - Józefy z Katerlów, utrwalił w sylwetkach kobiet - matek czułych i wiernych. Dzielna matka Cezarego Baryki z "Przedwiośnia" to przecież właśnie ona. W czasach warszawskiej nędzy napisał w "Dzienniku": "Nieprzebranym bogactwem wydaje mi się marzenie, że mam jeszcze matkę, że ona nie pomaga mi, nie ratuje, ale pisze: "Mój synu, bądź wytrwały, pracuj, nie zginaj się nigdy"". W nędzy, głodzie, opuszczeniu powie: "Gdyby mi los dawał sławę, zawołałbym - daj mi moją matkę!". A gdy los da mu sławę, będzie podpisywał swe książki pseudonimem wziętym od matczynego nazwiska panieńskiego - Józef Katerla. Tak wydał dramat "Róża", którego bohater mówi: "Matko moja! Ziemio polska!".
Ojciec pisarza - Wincenty Żeromski, jeden z uczestników Powstania Styczniowego, zasłużył na taki portret w "Dzienniku" syna: "Mój najukochańszy Tatuś! Najboleśniejszy wypadek, najstraszliwsze nieszczęście wywoływało przelotną zaledwie łzę, a potem już się uśmiechał! To moc, to hart, to bohaterstwo ducha! Oto charakter ojca mojego! I dobroć, dobroć...".
W "Ludziach bezdomnych" jest wstrząsająca scena, kiedy Joasia próbuje odnaleźć mogiłę swoich rodziców na świętokrzyskim cmentarzyku. To przeżycia samego Stefana Żeromskiego, który na próżno szukał mogiły ukochanych rodziców na cmentarzyku w Leszczynach. Znakomita znawczyni życia i twórczości Stefana Żeromskiego, wieloletnia kierowniczka Muzeum Lat Szkolnych Żeromskiego w Kielcach - Kazimiera Zapałowa, odnalazła w archiwach kościelnych rewelacyjne materiały dotyczące inicjatywy wmurowania tablicy poświęconej rodzicom Żeromskiego w mur cmentarza w Leszczynach. Piękną marmurową płytę ufundowała już w roku 1926 Oktawia Żeromska - pierwsza żona pisarza, pierwowzór Joasi z "Ludzi bezdomnych". O zezwolenie na wmurowanie płyty ubiegała się w diecezji kieleckiej siostra pisarza - Bolesława z Żeromskich Endrychowa. Niestety, nie udało się jej tego dokonać. Wybuchła wojna, tablica przepadła. Ale na szczęście w liście Bolesi - najmłodszej siostry Stefana Żeromskiego, zachował się piękny tekst. I oto we wrześniu 2010 roku, dzięki inicjatywie dwóch wspaniałych ludzi - Włodzimierza Korony, wójta gminy Masłów, i Tomasza Laty, kierownika szkoły im. Stefana Żeromskiego, w Górach Świętokrzyskich zawisła piękna tablica na honorowym miejscu na cmentarzu w Leszczynach. Złote litery głoszą: "Rodzicom wielkiego pisarza/ których prochy/ w ojczystej ziemi świętokrzyskiej/ na cmentarzu leszczyńskim spoczęły/ ś.p. Franciszka Józefa z Katerlów Wincentowa Sariusz Żeromska/ ur. w Boczkowicach dn. 29 stycznia 1833/ zmarła w Ciekotach dn. 15 sierpnia 1879/ oraz ś.p. Wincenty Sariusz Żeromski/ uczestnik powstania 1863 r./ ur. w Lasochowie dn. 29 marca 1819 r./ zmarł w Ciekotach dn. 23 września 1883/ cieniom ich pokój wieczny/ zasłudze narodowej cześć potomnych".

"Ratujmy ten grób!"
Nie ma mogiły matka Jana Kasprowicza. Cudowna, prosta chłopka, której syn, wyszedłszy z najuboższej chaty na Kujawach, poświęcił wiele słów miłości. Oto dramatyczna wyprawa matki niosącej ciężko chorego Janka w mglisty, wietrzny dzień do kościoła. Józefa z Kloftów Kasprowiczowa ofiarowała swego synka - jak Barbara Mickiewiczowa - Ostrobramskiej Madonnie. Od matki uczył się Jan wiary, tej najprostszej "jak krzyż postawiony pomiędzy dwoma płaczącymi wierzbami", tej wiary, która raduje serce w kolędach i która przyprawia nas o bicie serca we wspaniałym hymnie "Święty Boże, Święty mocny", który pojawi się w arcydziełach hymnicznych Jana Kasprowicza. Matczyne godzinki staną się motywem hymnu "Salve Regina". W autobiograficznym poemacie o Wojtku Skibie Jan Kasprowicz "całował dłonie ojczyska ze łzami i matce ściskał nogi drżącymi rękami". W sonetach "Z więzienia" napisał: "O matko moja! Wierz mi/ nic nie uczynię, abym nie śmiał oczu podnieść ku twoim oczom/ ale wiem o tym, ty znasz moje serce!". Ostatni raz zobaczyła matka syna wiosną 1910 roku. Zbiegła się cała wieś Szymborze, by powitać krajana, jednego z najsławniejszych już wówczas ludzi w Polsce. Dożyła jego wielkiego sukcesu. Umarła w sylwestra 1914 roku. Na świecie szalała wojna. Syn nie mógł dotrzeć przez fronty na pogrzeb matki. A my na próżno szukaliśmy jej mogiły na inowrocławskim cmentarzu. Na szczęście udało się 11 grudnia 1990 roku wmurować tablicę pamięci w ścianę kaplicy cmentarnej Inowrocławia. Kiedy Jan Kasprowicz będzie kreślił swe ostatnie strofy tomiku "Mój świat", już na wpół bezwładną ręką - ona jeszcze raz pochyli się nad swoim chorym dzieckiem, by je pocieszyć "księżycem, słońcem, lasem, szumem rzeki". Wiersz nosi tytuł "Matka".
Matka autora "Trylogii" Stefania z Cieciszowskich Sienkiewiczowa ma mogiłę na cmentarzu w Okrzei na Podlasiu. Płyta nagrobna jest w stanie katastrofalnym. Rozsypująca się i z błędami. Profesor Lech Ludorowski - prezes Towarzystwa Sienkiewiczowskiego i niestrudzony wielki ambasador Sienkiewiczowskiej sławy i chwały, rozpoczął kilka lat temu wielką akcję, by uratować tę mogiłę i postawić na niej godny pomnik. W jego przesłaniu czytamy: "Pochyleni w smutnej zadumie nad zaniedbaną, samotną, coraz bardziej niszczejącą, pokrytą pleśnią brzydoty mogiłą śp. Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej, matki twórcy "Quo vadis?", wołamy: Ratujmy ten grób, tę wyjątkową narodową pamiątkę przed całkowitą zagładą i godnie uczcijmy miejsce jej wiecznego odpoczywania!". Jest piękny projekt pomnika z postacią kobiecą i chłopięcą pochyloną nad książką. Na pomniku mają znaleźć się epitafia matki i rodzeństwa Sienkiewiczów, których mogiły rozsiane są po Polsce albo - jak najstarszego syna Kazimierza, bohatera Powstania Styczniowego - nie istnieją. Aprobatę dla naszej akcji, by uczcić pamięć matki największego prozaika polskiego, wyraził łaskawie ksiądz Prymas Józef Kowalczyk. Nie tracimy nadziei, że nadejdzie taki dzień pamięci zmarłych, kiedy na cmentarzu w Okrzei stać będzie pomnik ku czci Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej, której "twarz anielska" pojawia się w dziełach genialnego syna.

"Jej trumna i serce moje"
Był piękny i mądry projekt, by powstał album prezentujący cztery wielkie polskie nekropolie: warszawskie Powązki, krakowskie Rakowice, lwowski Łyczaków i wileńską Rossę. Niestety - album nie powstał. Ale dzięki temu pomysłowi dane mi było przeprowadzić ważne i cenne badania w Wilnie. Jest tam płyta zawsze zasypana po prostu kwiatami. Płonie zniczami i światłami - uniesiona wysoko u wnijścia na cmentarz. To tutaj 1 czerwca 1935 roku przywieziono matkę Marszałka Józefa Piłsudskiego. W tej samej metalowej trumnie, która zamykała ciało syna, gdy go zabierano z Belwederu na Wawel. 12 maja roku 1936 złożono jej u stóp, pod czarny granit - serce syna. Prosił o to: "Chcę, żeby jej trumna i serce moje leżało tam, gdzie leżą moi kochani chłopcy, którzy pomogli mi zdobyć Wilno". Jak szare skrzydła otaczają tę mogiłę Matki i Serca Syna nagrobki jego "chłopców". Zginęli, walcząc o Wilno z Armią Czerwoną kwietniową Wielkanocą 1919 roku. Powiedział im Komendant: "W imieniu Ojczyzny, która was na obronę swych kresów wysłała, dziękuję wam za waszą pracę, za wasze żołnierskie trudy". Po drugiej stronie szosy, pod pomnikiem zwieńczonym pikami ułańskimi spoczywają ci, którym położono epitafium: "Wybawcom swoim - Wilno!".
Maria z Billewiczów Piłsudska pozostawiła taką pamięć synowi: "Nieprzejednana patriotka od najwcześniejszych lat starała się rozwinąć w nas samodzielność myśli i podniecała uczucia godności osobistej. Gdy jestem w rozterce, gdy wszyscy są przeciw mnie - wtedy pytam siebie, jakby matka kazała mi w tym wypadku postąpić?".
Apeluję do ambasady polskiej w Wilnie, by zbierano szarfy z dziesiątków wieńców składanych na mogile Matki i Serca Syna - by można je było przekazać do Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku jako dowody wiernej i wdzięcznej pamięci rodaków dla bohatera, któremu Polska zawdzięcza niepodległość.

"...i słyszysz szept Ojczyzny"
Kiedy stoję na Powązkach w słońcu czy deszczu, w gronie szlachetnie żebrzących, przypominam sobie zawsze słowa mego umiłowanego pisarza - Stefana Żeromskiego, który jako młody student warszawski zapisał takie oto wspomnienie w "Dzienniku" 18 maja roku 1888: "Byliśmy na Powązkach. Na grobie "Pięciu poległych" nie ma nawet kwiatka. Asfalt popękał - a w pośrodku kępa trawy i chwastu. Obok nas mała dziewczynka słuchała wykładu staruszka - dziadzi, co to za jedni owi "polegli". Dulce et decorum est pro patria mori...
Tyle lat - i nie zapomniano im miłości ku matce, bo oni przekonali rodaków, że ją kochali: umarli za nią. Mijasz groby generałów, magnatów, sławnych, wielkich, bogatych - a nad grobem pięciu nieznanych gorzko i cicho płaczesz i słyszysz szept Ojczyzny, powiewem wiatru odmawiającej pacierz na wieczny spoczynek tym za dobrą matkę poległym".
27 lutego 1861 roku wedle relacji pamiętnikarzy "z zamku wypadli kozacy, nacierając i rozpędzając nahajkami (...) nadeszła piechota, oficer zakomenderował: pal!". Tak właśnie padło tych pięciu poległych podczas demonstracji przed Powstaniem Styczniowym. Dzisiaj na grobie pięciu poległych stoi krzyż, jakże symbolicznie przeniesiony z mogiły-symbolu prezydenta Stefana Starzyńskiego, który grobu nie ma.
I znów słyszymy tutaj szept Ojczyzny. A w ten szept wplatają się głosy żywe tych, którzy przybywają tutaj tłumnie z ognikiem wierności dla spoczywających tu rodaków - bo "Słodko i chwalebnie jest umierać za Ojczyznę". Tak umarli ci, których nazwiska widnieją na wielkiej wstędze pamięci, jaka owija ścianę kościoła Karola Boromeusza. Przenikają się tu wszystkie epoki. Pułkownik Jan Kiliński obok łączniczki Krysi Wituskiej, zamordowanej przez Niemców w Moabicie, skąd pisała do matki, cytując piosenkę o Orlętach Lwowskich: "Tylko mi ciebie, mamo, tylko mi Polski żal". Jest też trzynastoletni Romek Strzałkowski, który zginął w Poznańskim Czerwcu ´56, usiłując uratować padający sztandar, któremu tablicę wmurowali polscy harcerze już w roku 1986. I jest tam jedna tablica, która ewokuje w mojej pamięci wyjątkowo wzruszające chwile. To tablica Waleriana Łukasińskiego, przed którą zawsze składaliśmy kwiaty pod przewodnictwem nieodżałowanej pamięci Stanisława Mikkego - zastępcy Andrzeja Przewoźnika. Obydwaj zginęli pod Smoleńskiem. Major Walerian Łukasiński - przywódca i twórca Towarzystwa Patriotycznego, aresztowany jesienią 1822 roku, 31 lat spędził w moskiewskim lochu podziemnym, odcięty całkowicie od świata i ludzi. Jego Cesarska Mość odmawiał mu przez wszystkie lata szansy na uwolnienie. W kazamatach moskiewskich, po 40 latach więzienia, Walerian Łukasiński napisał wstrząsający pamiętnik - świadectwo niebywałej chrześcijańskiej szlachetności. "Nie przestając kochać nad wszystko moją Ojczyznę, ja nie mogę nienawidzić żadnego narodu" - wyznał. Dzięki Stanisławowi Mikkemu ma Walerian Łukasiński tablice po polsku i po rosyjsku na murach twierdzy w Szlisselburgu, gdzie przesiedział w więzieniu pół wieku. W testamencie napisał: "Moje ostatnie tchnienie będzie poświęcone mojej Ojczyźnie i ostatnia modlitwa za jej pomyślność i za pomyślność tych, którzy ją wspierali i jej służyli, i którzy zostali jej wiernymi w nieszczęściu i dzielili z nią cierpienia. Co się tyczy umarłych: Wieczna im pamięć na tym i wiekuista na tamtym świecie". W "Modlitwie", którą zamknął swój pamiętnik Walerian Łukasiński, napisał: "Boże wielki! Uzbrojeni ufnością w Tobie my nie boimy się rad i chęci naszych prześladowców, z których jedni chcą nam wydrzeć religię ojców naszych, a drudzy zetrzeć nas z powierzchni ziemi. (...) Jeśli będzie wola Twoja, to podniesiesz z prochu wybawiciela, dasz mu mądrość i potęgę i on uzbrojony pójdzie w Imię Twoje".
Spotykamy się na Powązkach w dzień Wszystkich Świętych i w Dzień Zaduszny i jest to wielkie optymistyczne Braterstwo Pamięci. Otula nas miłość tych, którzy żyli przed nami. Siłę daje nam świadomość ich heroizmu i męstwa. Zarzucamy ku ich czci kotwicę pamięci, bo jak powiedział Sienkiewicz: "Pamięć o umarłych odradza żywych".

Barbara Wachowicz, pisarka

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 11 lis 2011, 12:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Jan Lechoń

HYMN POLAKÓW Z ZAGRANICY

Jedna jest Polska, jak Bóg jeden w niebie,
Wszystkie me siły jej składam w ofierze
Na całe życie, które wziąłem z Ciebie,
Cały do Ciebie, Ojczyzno, należę.

Twych wielkich mężów przykład doskonały,
Twych bohaterów wielbię święte kości,
Wierzę w Twą przyszłość pełną wielkiej chwały,
Potęgi, dobra i sprawiedliwości.

wiem, że nie ucisk i chciwe podboje,
Lecz wolność ludów szła pod Twoim znakiem,
Że nie ma dziejów piękniejszych niż Twoje
i większej chluby niźli być Polakiem.

Jestem jak żołnierz na wszystko gotowy
I jak w Ojczyźnie, tak w obcym kraju
Czuwam i strzegę skarbu polskiej mowy,
Polskiego ducha, polskiego zwyczaju.

Z narodem polskim na zawsze związany
O każdej chwili to samo z nim czuję,
Do wspólnej wielkiej przyszłości wezwany
Wszystkim Polakom braterstwo ślubuję.

(1936) Z wierszy rozproszonych



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 24 lis 2011, 10:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
O KOTCE, KTÓRA UMIAŁA ODCZYTYWAĆ ZNAKI CZASU

Kiedy miałam lat pięć Rodzice zawieźli mnie na wakacje na wieś do Stryjków. To nawet nie była wieś, tylko kolonia w widłach Huczwy i Bugu. Każde gospodarstwo otoczone było własnymi ziemiami, jak oddzielne, nieduże królestwo. Gospodarstwo Stryjka Janka sąsiadowało za górką z gospodarstwem Stryja Franka, a po drugiej stronie, za drugą górką, z gospodarstwem Cioci Maryni. Po dziś dzień wspominam te wakacje jako powrót do raju utraconego. Prawdę mówiąc, wówczas traktowałam to wszystko jako rzecz oczywistą, natomiast im dalej w las, tym bardziej jawi mi się to w kategorii baśni.

Jako miejskie dziecko przerzucone znienacka w nową rzeczywistość co i raz się z tą rzeczywistością zderzałam. A to krowa mnie ubodła, a to korba od studni wypsnęła mi się z rąk i rąbnęła w czoło, a to gęsi pogoniły. W najmniejszym stopniu nie zmniejszało to łapczywości, z jaką to nowe życie wchłaniałam.

W gospodarstwie była, oczywiście, kotka. Na imię miała Paraszka. Drobna, myszata w delikatny prążek. W moim ówczesnym pojęciu kot słuzył do włażenia na kolana i głaskania.
Niestety, kocica w tym sensie nie nadawała się do niczego, bo nawet podejść do siebie nie dawała.
Widywałysmy się jedynie w porze udoju, kiedy obie zgłaszałysmy się do obory na ciepłe mleczko. Stryjenia zwykła mawiać, ze kocica warta jest tyle złota, ile sama waży i mleko jej się należy, bo łowna jest jak rzadko.

Przeszły żniwa. Któregoś dnia Stryjek powiedział, że czas już zwieźć żyto do stodoły, bo idzie na deszcz. Zaprzągł gniadosze do drabiniastego wozu i ruszylismy w pole. Siedziałam sobie z tyłu wozu dynadając nogami, więc sznurującą za wozem kocicę zobaczyłam od razu.
Było widać, że wie, co czyni i zamierza swoją rolę wypełnić bez pudła.

Wóz stanął i zaczęliśmy rozbierać piętnastaka (piętnaście snopów były składanych w kształcie krzyża ziarnem do zwornika, a ostatni nakładany jak czapa na zwornik).
Kocica siedziała nieopodal i wpatrywała się w ściernisko jak sroka w gnat.
Podnieśliśmy ostatnie snopy i nornice prysnęły na wszystkie strony!
Trzeba było widzieć kocicę. Odłowienie całego towarzystwa zajęło jej kilka chwil.
I tak piętnastak za piętnastakiem lądował na wozie, a wrony, które nie wiedzieć skąd się wzięły, odlatywały w dal unosząc mysie zwłoki.
Kiedy pełen wóz odjeżdżał do stodoły, kocica spokojnie siadała i czekała. Potem znów przystępowała do roboty. Kiedy ściernisko było puste, zniknęła. Małoż to miała obowiązków?

I teraz, kiedy ta nowa rzeczywistość, ten upiorny matrix, nijak nie daje do siebie przystępu, rozglądam się wciąż wokoło licząc na to, że wreszcie zdybię kogoś, kto będzie potrafił odczytwać w tej naszej rzeczywistości znaki czasu tak bezbłędnie, jak ta kocica Stryjków.
Kto w odpowiedniej geopolitycznie chwili będzie wiedział, że nadszedł czas zebrania plonów i wytępienia szkodników.

http://niezalezna.pl/19378-o-kotce-ktor ... naki-czasu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 27 gru 2011, 10:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Polskie Święta w katolickim kraju...

Otrzymałem w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia (po publikacji wiersza "Polskie Świeta" na MKD Poezje) kilka komentarzy, wśród nich jeden dotyczący m.in użytego w wierszu sformułowania „w Polsce, katolickim kraju”… Ktoś poczuł sie tym okresleniem obrażony i zarzucił mi nietolerancję ... pisał po polsku, zakładam, że posiadał polski paszport...

Różni ludzie do mnie i do innych piszą, wystarczy się rozejrzeć po forach internetowych. Każdy ma prawo do własnych frustracji, wszystkie komentarze z reguły zamieszczam – jednak tym razem nie pozwoliłem by zepsuły nastrój nam, dla których te właśnie, jakże polskie Święta są Wartością.

Ludziom pozbawionym empatii i zdolności pojmowania treści a także tym, którzy świadomie nie chcą zrozumieć istoty wiersza – w pełnym zrozumieniu ich deficytów wyjaśniam:

Próbuję (w nim) - na podstawie i własnych doznań – oddać znaczenie polskiej Tradycji w przetrwaniu Narodu (składającego się także z innych wyznań i mniejszości) oraz odwieczną Tęsknotę Polaków porozrzucanych po całym świecie wojną, sytuacją gospodarczą lub wrogim działaniem za Świętami w rodzinnym domu, w gronie Rodziny, wśród najbliższych – to informacja dla tych którzy nie potrafią lub nie chcą głębi naszych uczuć ani naszej Tradycji uszanować.

… jeśli jednak ktoś w Polsce, kraju gdzie nawet Prezydenci ukazują się w towarzystwie Episkopatu na wszelkich uroczystościach świeckich, gdzie Hierarchowie Kościoła od wieków błogosławią sztandar, a zapiekli komuniści w ostatniej swej godzinie wołają przecież księdza, a nie „pierwszego” sekretarza uważa, że Polska nie jest „krajem katolickim” – wolno mu mieć takie zdanie. Bo Polska dla której te Święta są tak ważne – jest tolerancyjna.

Polska, która od wieków nie poddała się dokonywanej przez najeźdźców i bandy zaborców laicyzacji, słynęła od wieków i słynie z Tolerancji dla ludzi innej niż katolicka wiary, a tym bez wiary dawała często schronienie i traktowała jak Matka dzieci. Dlatego też Świeta katolickie w katolickiej Polsce mają swoją niepowtarzalną specyfikę, zapach i koloryt i coś, co je wyróżnia wśród innych – są dla wszystkich, wierzących lub nie. I dla malkontentów i dla zachwyconych – dla każdego wędrowca jest miejsce przy Wigilijnym stole.

Każdy, niezależnie od miejsca urodzenia, koloru skóry lub wyznania może kiedyś poczuć się i być Polakiem. Matka przygarnie. Ojciec rozgrzeszy. Tolerancja jednak nie oznacza, że wolno jej nadużywać. Niech pamiętają o tym ci, którzy naśmiewają się z wiary naszych Przodków, których sformułowanie „Polska – kraj katolicki” – uwiera…

… a mnie, nazywanemu czasem Poetą, Polakowi od pokoleń i Europejczykowi nikt nie powinien odbierać prawa do pisania Prawdy o moim kraju, tak jak Polakom i katolikom na całym świecie zamykać ust, odmawiać prawa do zachowania i kultywowania swoich zwyczajów i Tradycji. Pisanie o tym i podawanie Prawdy w sposób zgodny z sumieniem to nie tylko licentia poetica lecz także mój obowiązek, będący też niezbywalnym przywilejem każdego Człowieka.

Wszystkiego Najlepszego życzę Wszystkim Wam… szczególnie jednak ludziom samotnym i Polakom tęskniącym na całym świecie za domem rodzinnym, spokojem i zapachem świątecznej choinki. Te trudne dla nich Dni niech będą też radosne.

25.XII.2011


..... Takie Święta są w Polsce jedynie.
Mają zapach jak nigdzie na świecie,
maja w sobie tęsknotę Zesłańca
i marzenia o Dobrej Planecie.

I dlatego najlepsze te Święta.
Chociaż Gwiazdka z trudem brnie przez zamieć,
ale Pamięć odzyskujesz i – pamiętasz,
że to Twoje, polskie Święta są, Kochanie!

__________________________________

to fragment wiersza - całość znajduje się tu, na Salon 24 ( http://teksty.salon24.pl/375854,polskie-swieta ) oraz na mojej stronie internetowej >> MKD Poezje

>>przedruk z MD Poezje > Polskie Święta …

http://teksty.salon24.pl/376164,polskie ... ckim-kraju


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 22 sty 2012, 20:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Wojciech Wencel

Prawda trzech wspólnot

Jedność małżeńska, braterstwo w Chrystusie i patriotyzm.

Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 3/2012

Chyba każdy mężczyzna lubi od czasu do czasu zaimponować kobiecie swojego życia, w związku z czym przygotowuje dla niej jakąś wyjątkową atrakcję. Jeden udaje się do biura podróży, żeby wykupić wycieczkę do Jordanii. Drugi stawia na bal sylwestrowy w luksusowym hotelu. Ja zapraszam swoją ślubną do wspólnego oglądania albumu „Krzyż polski”. Być może moja propozycja nie rzuca na kolana, ale zważywszy, że dzieło liczy cztery tomy, zagospodarowuje nam kilka wieczorów. Siedzimy obok siebie, popijamy kawę i podziwiamy wspaniałość polskich nekropolii. Żona tłumaczy historyczne konteksty, ja przewracam kartki.

Już wyobrażam sobie reakcję co wrażliwszych czytelniczek: „Dziewczyno! Współczuję! Uciekaj od tego oszołoma!”. Ale właściwie dlaczego pomysł wspólnego oglądania albumu „Krzyż polski” nie miałby rzucać na kolana? Moją żonę rzuca, a mnie razem z nią. Przed czym mamy klękać, jeśli nie przed krzyżem? W tym przypadku robimy to nie dosłownie, lecz w przenośni – zostawiając za sobą zgiełk tego świata i wspólnie ucząc się pokory wobec chrześcijańskiej kultury. Oczywiście „jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem”, więc rytuał oglądania albumu zamieniamy czasem na kolację w restauracji, kino albo zakupy. Jednak to, co naprawdę odciska w nas ślad, bierze się ze wspólnego doświadczenia rzeczy trudnych – w codziennym życiu, ale i w niecodziennej kulturze. Czy znacie kogoś, kto przez siedemnaście lat chciałby z wami rozmawiać o sprawach wiary, narodu, poezji? Ja znam – prawie tak dobrze, jak samego siebie.

Życie w jedności to jest nasz drugi obieg. W pierwszym obiegu obowiązują przecież zupełnie inne zasady. Słuchając obiegowych opinii, można dojść do wniosku, że istotą małżeństwa jest podział: majątku, domowego budżetu, obowiązków, zainteresowań, sposobów spędzania wolnego czasu, a w końcu samego związku, bo nic nie trwa wiecznie. Katolicy masowo występują o orzeczenie nieważności sakramentu małżeństwa, traktując ten akt jako „rozwód kościelny”. Nawet wśród duchownych zdarzają się myśliciele pierwszoobiegowi, jak znany seksuolog o. Ksawery Knotz, radzący osobom, które dopuściły się zdrady małżeńskiej, by nie mówiły o tym swojej drugiej połowie. Mają wyspowiadać się z grzechu, „nie robić tak więcej”, a zdradę „wynagrodzić partnerowi jeszcze gorętszą miłością”. Najwyraźniej o. Ksawery, uznając męża i żonę za jedno ciało, zaufał biblijnemu wskazaniu: „niech nie wie lewa ręka, co czyni prawa”. Sęk w tym, że ten fragment odnosił się do jałmużny, a nie do małżeństwa. Jedność małżeńska jest w stanie przetrwać nawałnicę siedmiu grzechów głównych, ale nie może istnieć bez prawdy.

Podobne doświadczenie prawdy, która wyzwala, mają uczestnicy katolickich wspólnot, opartych na braterskiej jedności w Chrystusie. Również oni tworzą drugi obieg. W wywiadzie dla kwartalnika „Fronda” arcybiskup Granady, Javier Martinez, mówi: „Nasz świat jest jak pociąg, którego lokomotywa to kultura nihilistyczna. Ten pociąg pędzi prosto w przepaść, pędzi ku samozniszczeniu. Nie da się go już zatrzymać. Te procesy poszły już za daleko. Dobrze jest więc, jeśli niektóre osoby wysiądą z pociągu przed przepaścią, rozpalą ogniska, zaczną śpiewać i tańczyć wokół ognia. Może ktoś z pociągu zobaczy ich i też zechce wysiąść przed zagładą”.

Kto żyje w prawdzie we własnym małżeństwie lub we wspólnocie wiernych, wie, że ten chrześcijański drugi obieg nie jest jałowym buntem wobec tego świata. Przeciwnie: jest głęboką formacją duchową. Wyskoczywszy z pociągu i rozpaliwszy ognisko, wreszcie znajdujemy czas, by posłuchać, co ma nam do powiedzenia Bóg przez swoje Słowo, a choćby i przez album „Krzyż polski” kontemplowany we dwoje. Nie jest też tak, że zależy nam wyłącznie na zbawieniu siebie, naszych rodzin i braci. Tańcząc wokół ognia, mamy być czytelnym znakiem dla tych, którzy pędzą pociągiem, świadczyć własnym życiem, że zawierzenie Chrystusowi daje prawdziwą wolność.

Piszę to wszystko w kontekście toczącej się, m.in. na łamach „Gazety Polskiej” i „Rzeczpospolitej”, dyskusji o potrzebie budowania drugiego obiegu w polskiej kulturze. Myślę, że sytuacja dojrzała do tego, byśmy nasze chrześcijańskie doświadczenia przenieśli również na poziom narodu, dziś w znacznej mierze spętanego kłamstwami władzy i głównych mediów. Trzeba wysiąść z pociągu III RP i rozpalać ogniska prawdy. Nie po to, by rozpętać rewolucję, ale po to, by we wspólnocie wolnych Polaków odkrywać na nowo tajemnicę polskiej historii, w której centralne miejsce zajmuje Jezus Chrystus. A jednocześnie być znakiem dla tych, którzy życie narodowe sprowadzają do zbiorowej konsumpcji. Oczywiście, że uznają nas za wariatów. Jasne, że będą z nas szydzić. Ale czy nie doświadczamy tego samego jako chrześcijanie czy staroświeccy małżonkowie? Jedność małżeńska, braterstwo wiary i patriotyzm tworzą drugi obieg wobec tego świata. Kto, jeśli nie my, poniesie krzyż pozostawiony w spadku przez poległych za ojczyznę? Tych z powstania warszawskiego i tych z kopalni „Wujek”. Tych z Katynia i tych ze Smoleńska. Nie dajmy sobie wmówić, że myślenie i odczuwanie po polsku jest partyjną intrygą. Si Deus nobiscum, quis contra nos? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... olnot.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 04 kwi 2012, 08:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Być bliźnim i bratankiem

Jednym z motywów sprzeciwu wobec Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę jest skojarzenie słowa „krucjata” z wojną a przecież podobno mamy pokój, wolność i demokrację. Głównym motywem sprzeciwu wobec Intronizacji Jezusa na Króla Polski jest mniemanie, iż demokratyczna władza wystarczy, społeczne królowanie Jezusa nie jest potrzebne, mechanizmy wyłaniania ludzkiej władzy są odpowiednie dla sprawiedliwości i pokoju w Polsce i na świecie. A tymczasem Polska ginie i bez Jezusa Króla jej ratunek nie jest możliwy.

Jezusowa przypowieść o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10, 25-37) jest odpowiedzią na pytanie uczonego w Prawie „Kto jest moim bliźnim?” Ów uczony rozumie, że do życia wiecznego prowadzi droga miłości: „Kochaj Boga i swoich bliźnich, a będziesz żył” - mówi stare i nowe Prawo. Pyta jednak Jezusa „Kto jest bliźnim?”, bo być bliźnim dla niego jest zasadą selekcji, dzielenia ludzi na swoich i obcych, bliźnich i nie-bliźnich, jak więc odróżnić jednych od drugich. Sens przypowieści ukazuje „być bliźnim” jako powołanie do miłości. Jezus mówi, nie pytaj, kto jest twoim bliźnim, nie klasyfikuj i nie oceniaj ludzi według czyjegoś poglądu, czy warci są, czy nie warci miłości, a także, czy są w pełni ludźmi, czy nimi nie są. Gdy będziesz bliźnim zobaczysz bliźniego w każdym człowieku - od poczęcia po naturalną śmierć, tak jak miłosierny Samarytanin zobaczył bliźniego w osobie poranionego i obrabowanego mieszkańca Jerozolimy. Miłość miłosierna przekracza granice obcości i wrogości. Naśladować miłosiernego Samarytanina, czynić podobnie jak on, jest powołaniem ucznia Jezusa. Oto Jezus przekracza wszelkie granice, poczynając od granicy między niebem a ziemią i uzdalnia swoich uczniów, aby Jego naśladowali w miłości bezgranicznej. Pewien człowiek, który szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców oznacza w sensie duchowym i moralnym całą grzeszną ludzkość napadniętą przez piekielnych zbójców czyli szatanów. Kapłan i lewita wyrażają obojętność na los rodaka ale także bezsilność starego Prawa wobec nieszczęścia ludzi niezdolnych, aby obronić się własną siłą przed zbójcami, wyzwolić się z mocy grzechu i śmierci oraz zerwać zależność od złych duchów.

Dopiero miłosierny Samarytanin czyli sam Jezus Chrystus ratuje ludzkie życie, przywraca zdrowie i wolność. Dobry Samarytanin widzi krzywdę i nieszczęście człowieka, który opuścił Jerozolimę a teraz leży obrabowany i umierający. Opatrunek z oliwy i wina zapowiada Sakramenty Święte, gospoda to wspólnota miłości, dwa denary darowane gospodarzowi gospody to męka i śmierć Zbawiciela, to krew i woda z przebitego Serca Jezusa, zapłata za nasze ocalenie. Co znaczą słowa „jeżeli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał?” Jezus mówi tu o swoim powtórnym przyjściu i wiecznej nagrodzie dla tych, którzy dodają do Jego ofiary swoją ofiarę dobroci, modlitwy, współczucia, cierpienia a nawet śmierci.

Na drodze pełnej zbójców możemy teraz zobaczyć naszą ojczyznę. Źli mówią: niech czym prędzej opuści ona Jerozolimę, czyli wspólnotę Bożego pokoju - Kościół. A następnie podda się zbójcom i stanie się bezsilnym obiektem rabunku aż ku utracie życia. A gdy jeszcze żyje, niektórzy przedstawiciele hierarchii (kapłan i lewita z przypowieści) nie widzą powodu, aby ratować ginącą Polskę, być może myśląc, że wcale nie jest źle a zbójcy są jakimś urojeniem zwolenników spiskowej teorii dziejów chorych z nienawiści.

Jednym z motywów sprzeciwu wobec Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę jest skojarzenie słowa „krucjata” z wojną a przecież podobno mamy pokój, wolność i demokrację. Głównym motywem sprzeciwu wobec Intronizacji Jezusa na Króla Polski jest mniemanie, iż demokratyczna władza wystarczy, społeczne królowanie Jezusa nie jest potrzebne, mechanizmy wyłaniania ludzkiej władzy są odpowiednie dla sprawiedliwości i pokoju w Polsce i na świecie. A tymczasem Polska ginie i bez Jezusa Króla jej ratunek nie jest możliwy. Króluj nam Chryste zawsze i wszędzie. Budzące się w Polsce na nowo pragnienie solidarności i życia kieruje się nie tylko ku ludziom prawym - młodym i starym - w Polsce i na Węgrzech ale również i przede wszystkim - ku Bogu.

Ks. Stanisław Małkowski

Warszawska Gazeta koniec marca 2012 r.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 28 kwi 2012, 07:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Nieraz po nastrojach głęboko defetystycznych następowało niezwykłe odrodzenie ducha – rozmowa z Grzegorzem Górnym, współreżyserem filmu „Gdzie był Bóg w Smoleńsku?”

Z redaktorem Frondy, współreżyserem filmu „Gdzie był Bóg w Smoleńsku?” rozmawiamy nie tylko o Katastrofie, ale też o roli Krzyża św. w polskiej mentalności i o kondycji duchowej Polaków.

Portal ARCANA: Kiedy pojawił się pomysł nakręcenia filmu o Smoleńsku, w którym podniesiony byłby aspekt religijny?

Grzegorz Górny: 10 kwietnia 2010 r. byliśmy w trakcie składania kolejnego numeru Frondy. Mieliśmy 2 tygodnie na wysłanie materiałów do drukarni. Po tragedii postanowiliśmy radykalnie zmienić koncepcję numeru i skomponowaliśmy całkiem inny zestaw tekstów. Wyszedł nam monograficzny numer poświęcony katastrofie smoleńskiej. Staraliśmy się oświetlić to wydarzenie z różnych stron. Wiodącym blokiem tekstów były materiały ukazujące tragedię w optyce chrześcijańskiej. Spojrzenie z tej perspektywy zaprezentowali na łamach periodyku m.in. ks. Robert Skrzypczak i o. Augustyn Pelanowski. Z czasem, gdy zobaczyliśmy, że ta tematyka jest spychana na margines zainteresowań głównych mediów, deprecjonowana czy ośmieszana, postanowiliśmy nakręcić film. Na targach książki katolickiej, w rok po katastrofie, udało nam się spotkać z przedstawicielami wydawnictwa Rafael z Krakowa, z którymi ustaliliśmy, że stworzymy film, ukazujący tragedię smoleńską z perspektywy religijnej. Dla nas ta perspektywa jest fundamentalna.

Portal ARCANA: Zbieżność śmierci bł. Jana Pawła II w wigilię Święta Bożego Miłosierdzia ze śmiercią pasażerów Tupolewa, reakcja Polaków na narodową tragedię, wymownie potwierdzają słowa, które Pan powtarza na spotkaniach, że „Polacy spotkali się pod Krzyżem”.

GG: Motyw śmierci w przeddzień Święta Bożego Miłosierdzia pojawił się w trakcie kręcenia naszego filmu w wypowiedziach samych bohaterek, wdów smoleńskich.

Dzień katastrofy spędziłem w domu Tomasza i Magdy Mertów i przekonałem się na własne oczy, jak wielką rolę pełniła tam modlitwa. Sam zresztą przywiozłem księdza, który odprawił wieczorem Mszę św. w domu Tomka. Później odbyło się całonocne czuwanie przy trumnie przywiezionej z Moskwy. Tamtej nocy wiele osób przewinęło się przez mieszkanie. Widziałem siłę modlitwy, wspólnotę wiary, jaka manifestowała się wokół tego wydarzenia. Byłem też na pogrzebie Andrzeja Przewoźnika, którego żona powiedziała mi wtedy, że nie przetrwałaby tego wszystkiego bez Bożego Miłosierdzia. Ono było dla niej ratunkiem. Takie ujęcie problemu w filmie pojawiło się naturalnie jako efekt zarejestrowania rzeczywistości tamtych dni.

Portal ARCANA: Katastrofa utrwala kilka stereotypów czy mitów narodowych. Hekatomba krwi, mesjanizm, Mickiewiczowski mit, może nie matki, ale „żony Polki”, kobiety, która zostaje sama, gdy mężczyzna ginie w służbie ojczyźnie. Wraca też mit Polaka – katolika, wraca konfrontacja narodu, który w tym państwie nie czuje się jak u siebie w domu. Jak odczytać te wszystkie znaki?

GG: Najmocniejszym doświadczeniem było dla mnie odkrycie, że nie ma Polski poza katolicyzmem, poza religią. Gombrowicz narzekał, że polskość nie ma formy, gdy tymczasem tą formą jest katolicyzm. Innej formy nie mamy.

Portal ARCANA: Obecnie, czy w całej historii?

GG: Myślę, że w ogóle, od wieków. Odmianami tej formy polskości były sarmatyzm, a później romantyzm i one odcisnęły najsilniejszy wpływ na naszą kulturę. Tamte formuły jednak minęły, a polskość ostała się w katolicyzmie. W obliczu tej tragedii Polacy potrafili się odnaleźć tylko pod Krzyżem. Język i symbolika chrześcijańska pozwoliły Polakom pogodzić się i przyjąć to, co się stało, odnaleźć w tym jakiś głębszy sens. Bohaterki filmu mówią przejmujące słowa, że przyjęły katastrofę, śmierć bliskich osób, jako dar od Pana Boga, co w ludzkim, codziennym wymiarze, jest nie do przyjęcia. Okazuje się też, że nawet ci pasażerowie, którzy byli niewierzący, którzy walczyli z Kościołem, mieli pogrzeb katolicki. Poza jedną osobą – tam mąż się nie zgodził, chociaż cała rodzina chciała pochówku katolickiego. To też pokazuje, że prawie wszyscy, niezależnie od życiowych dróg, w momencie doświadczenia granicznego odnaleźli się właśnie w chrześcijaństwie, i to nie amorficznie rozumianym, ale właśnie w Kościele katolickim, z całą jego obrzędowością i tradycją.

Portal ARCANA: Czy nie brzmi to ekskluzywnie? Sarmatyzm mieścił w sobie protestantów, prawosławnych...

GG: W Smoleńsku także polegli prawosławni, protestanci... Nie odniosłem wrażenia, by oni zostali wykluczeni z narodowej wspólnoty. Ona bardzo mocno sięga do tradycji tolerancyjnej, do Rzeczypospolitej wielowyznaniowej. Symboliczna postacią tego okresu jest hetman Jan Zamoyski, który powiedział: Dałbym sobie rękę uciąć za to, żebyście się nawrócili, ale oddałbym drugą w waszej obronie, gdyby was miano prześladować za wiarę. Nie było to wyrazem jego indyferentyzmu religijnego, bo przecież Zamoyski zakładał na wschodzie kolegia jezuickie, które były ośrodkami ewangelizacji. Motyw takiej wspólnoty przeplata się przez całe dzieje Polski do naszych czasów.

Portal ARCANA: Film „Gdzie był Bóg w Smoleńsku?” na tle innych powstałych o Smoleńsku dokumentów, wypełnia lukę duchową. Pewnie tych nieporuszonych aspektów jest więcej. Jakich obrazów o tragedii smoleńskiej jeszcze brakuje?

GG: Lektorem czytającym wiersze w filmie był Antoni Krauze, reżyser m.in. „Czarnego czwartku”.

Zamierza on zrobić film fabularny, który ukaże okoliczności tego feralnego lotu. Jeżeli uda mu się to zrobić i do tego czasu zostaną wyjaśnione w szczegółach okoliczności tragedii, to powstałoby bardzo wartościowe kino mogące liczyć na szeroką publiczność.

Portal ARCANA: W Pańskim filmie przewijają się, oprócz żon ofiar katastrofy, postacie Michała Lorenca (muzyka), Antoniego Krauzego (lektor), Wojciecha Wencla (poezja). Jakiej recepcji filmu Pan oczekuje przy takich znakomitościach?

GG: Twórca nigdy do końca nie wie, jak jego dzieło zostanie odebrane. Moją intencją było jednak dać ludziom nadzieję. Obserwuję przygaszenie ducha narodowego, zwłaszcza po ostatnich wyborach parlamentarnych, kiedy wyraźnie zaznaczył się wzrost wpływu obyczajowej lewicy. Widoczne są wśród nas nastroje fatalistyczne. Rozmawiałem ostatnio na ten temat z Bronkiem Wildsteinem. Po 10 kwietnia wiele osób oczekiwało mobilizacji społecznej, która pomoże uporać się z wieloma problemami naszej wspólnoty narodowej. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Wildstein powiedział mi, że podobne nastroje panowały po zakończeniu I pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1979 r. Wydawało się, że Ojciec Święty zmobilizuje Polaków, tymczasem on wyjechał i władza wróciła do starych sztuczek, nie było widać poprawy. Na spotkaniach SKS-u czy KOR-u panował nastrój przygnębienia: „Skoro to nas nie zmieniło, to już nam nic nie pomoże, nie da się wykrzesać żadnego entuzjazmu” – mówiono. Organizowano poparcie dla jakieś petycji i uznano, że jeśli w 40-milionowym narodzie uda się zebrać 10 tys. podpisów, to będzie wielkim sukcesem. I niedługo później wybuchła Solidarność – wszystkich to zaskoczyło, nikt się tego nie spodziewał. Podobnie było na Węgrzech. W latach 2006-2007 jeździłem tam i słuchałem Węgrów. Gyurcsány wygrał wybory drugi raz z rzędu i gorący patrioci byli załamani. „Nasz naród nie istnieje – mówili – jesteśmy skundleni, już się nigdy nie podniesiemy, patrzcie, jacy Polacy są wielcy, mają godność, honor, nie dają sobie wyprać mózgów”. Kilka lat temu takie tam były nastroje, a dzisiaj sytuacja się odwróciła. Pewne procesy społeczne są więc zupełnie nieprzewidywalne. Nie ma pewności, że sytuacja będzie deterministycznie rozwijać się w tym, a nie innym kierunku. Dlatego nie ma sensu wpadać w rozpacz czy zniechęcenie. Nieraz po głębokich nastrojach defetystycznych następuje odrodzenie ducha i tego dzisiaj należy oczekiwać.

Rozmawiał Jakub Maciejewski

http://www.portal.arcana.pl/Nieraz-po-n ... ,2649.html





Mam nadzieję, że do duchowego odrodzenia dojrzewają też twórcy nihilistycznej, rzekomo "postchrześcijańskiej" sztuki. Znudzenie, obrzydzenie, poczucie wyjałowienia i zagubienia w opustoszałym labiryncie, które przewijają się przez twórczość niewierzących artystów powinny im dać do myślenia. Bez klasycznej metafizyki umiera sztuka.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy damy sobie wydrzeć to co jest nam najdroższe?
PostNapisane: 01 maja 2012, 12:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Czyjaś Ty, Polsko?

Opis: Najwyższy urząd władzy stanowi czubek piramidy, a niższe urzędy, im są w tych społecznościach liczniejsze, tym są bliższe jej podstawy, którą tworzy rzesza osób rządzonych.
Gdybym zapytał przygodnych przechodniów: Czy chcesz, aby nad Polską Chrystus królował? – wywołałbym tym pytaniem zdziwienie, a czasem nawet niechęć. Trudno się jednak pogodzić, jeśli negują królowanie Jezusa ludzie wierzący. Czy ten stan rzeczy nie oznaczałby kryzysu świadomości religijnej i przegranej w walce o Polskę Chrystusową? Dlatego to pytanie pragnę również zadać Tobie, Drogi Czytelniku, i proszę Cię, byś na nie odpowiedział dopiero po przeczytaniu poniższego tekstu.
Zastanówmy się, co oznacza królowanie Boga nad człowiekiem lub jego brak? By znaleźć odpowiedź, należy rozważyć samą naturę władzy, a ponieważ jesteś człowiekiem wierzącym, rozważmy to zagadnienie w świetle Objawienia.

Natura władzy wynika z aktu stwórczego Boga, który wszystkie byty widzialne i niewidzialne poddał władzy o strukturze hierarchicznej. Zarówno świat aniołów, jak i ludzi, w ich organizacji społecznej, można ukazać pod obrazem piramidy. Najwyższy urząd władzy stanowi czubek piramidy, a niższe urzędy, im są w tych społecznościach liczniejsze, tym są bliższe jej podstawy, którą tworzy rzesza osób rządzonych. W świecie ludzkim niezależnie od ustroju politycznego, jaki panuje w danym kraju, władza w nim sprawowana zachowuje tę strukturę hierarchiczną, jakkolwiek sam czubek piramidy może być rozmyty z uwagi na możliwość kolegialnego sprawowania najwyższej władzy. Gdyby struktura hierarchiczna władzy w danym społeczeństwie zanikła, nastąpiłaby anarchia równoznaczna z kryzysem władzy. Stan anarchii jest sytuacją najgorszą dla ładu społecznego, gdyż pociąga za sobą kompletny chaos i bezprawie.

Potrzeba organizacji władzy dla funkcjonowania świata stworzonego jest więc oczywista i dlatego została ona wpisana przez Boga w istnienie bytów stworzonych. Zaistniała więc ontycznie wraz z aktem stwórczym rzeczywistości ludzkiej i anielskiej. Właśnie w sensie ontologicznym należy stwierdzić, że wszelka władza pochodzi od Boga, bo On z własnej woli uzdolnił swe stworzenie do jej pełnienia. Natomiast w sensie praktycznym ta ontycznie przypisana naturze bytów rozumnych władza polega na samodzielnym jej wykonywaniu, a nie na jej autonomii względem Boga. Jest On jako Stwórca Alfą i Omegą, początkiem i końcem władzy, którą sprawują nad swymi społecznościami i nad niższymi od siebie stworzeniami aniołowie i ludzie oraz nieustannym gwarantem jej harmonii i dobroci. Jeśli wspomniane społeczności uznają Boga za dawcę i zwierzchnika swej władzy, to nie naruszają natury przekazanej im władzy. Jeśli rządy są sprawowane z pominięciem zwierzchniej władzy Boga, stworzona przez Niego natura władzy zostaje skażona, a sprawowana przez te społeczności władza zamiast zachowywać ład uszczęśliwiający jest powodem licznych ich nieszczęść.
Naturę władzy uczynionej przez Boga uwidacznia Królestwo nieba, w którym w sposób nieskażony trwa Jego zamysł stwórczy. Zamysł ten polega na tym, że w relacji do stworzenia Bóg jest Królem absolutnym z tej racji, że Bóg jako jedyny pod każdym względem jest doskonały, a stworzenie ze swej natury i istoty nie (nie jest Bogiem), choć pozostając w relacji zjednoczeniowej z Bogiem, uczestniczy w Jego doskonałości. Zerwanie przez nie więzi zjednoczeniowej z Bogiem skutkuje utraceniem doskonałości także w sferze sprawowania władzy. By poznać naturę władzy, jaka jest w zamyśle Bożym, musimy poznać jej organizację i sposób jej wykonywania przez Boga. Dlatego trzeba nasz wzrok wznieść ponad niebiosa (poza wszechświat) i zapatrzyć się w społeczność anielską. Łaskę widzenia tej rzeczywistości otrzymali prorocy Starego i Nowego Testamentu oraz liczni święci Kościoła. Opisy rzeczywistości Królestwa nieba, poczynając od Księgi Daniela (por. Dn 7,9nn), rozsiane są w wielu księgach Biblii i w pismach mistyków. Według tych przekazów rzeczywistość Królestwa niebieskiego ma strukturę hierarchiczną. Jedyny władca duchów (por. 2Mch 15,23) i narodów (por. Ps 22,29) zasiada na swym świętym tronie (por. Ps 47,9), którego podstawę tworzą czterej cherubini (por. Ap 4,6nn), bezpośredni wykonawcy rozkazów Boga Króla. Poniżej nich znajdują się kolejne stopnie piramidy władzy anielskiej (por. Kol 1,16). Im ktoś bliżej stoi tronu Boga, tym ma większą władzę i moc, to znaczy tym głębiej uczestniczy w doskonałości Bożej. Doskonałość Boża w odniesieniu do urzędu władzy polega na tym, że włada On w sposób doskonale sprawiedliwy, co jest gwarantem miłości, pokoju i dobroci, a w sumie gwarantem niezakłóconego szczęścia rządzonych. Bóg jako Król wykonuje swą władzę po ojcowsku, a Jego miłość do stworzenia jest pełna miłosierdzia, troski i tkliwości, pragnąca w sposób doskonały (pełny) uszczęśliwić swe stworzenie. Do tego Królestwa w Niebie dołączają zbawieni ludzie, zachowując własną strukturę władzy bezpośrednio podległą Bogu. Zarówno struktury władzy społeczności anielskiej, jak i ludzkiej w Królestwie nieba są podległe Bogu poprzez akt bezgranicznej pokory i posłuszeństwa.

Rozważmy teraz naturę władzy, ale skażonej grzechem buntu wobec zwierzchniej władzy Boga. Jej skażenie nastąpiło z chwilą buntu Lucyfera i części świata anielskiego wobec zwierzchniej władzy Boga. Pismo Święte ukazuje to wydarzenie jako próbę sięgnięcia przez Lucyfera po najwyższą władzę nad stworzeniem (por. Iz 14,12nn). Za podjętą próbę detronizacji Boga, został on wraz z uległymi mu aniołami ukarany „strąceniem z nieba”, co oznacza, że utracili oni więź z Bogiem. Konsekwencje tego wydarzenia były takie, że powstało nowe królestwo, królestwo ciemności, w którym panuje Lucyfer nad duchami upadłymi i nad ludźmi mu uległymi. Ponieważ system władzy hierarchicznej został przez akt stwórczy Boga przypisany ontycznie światu aniołów i ludzi, żadne stworzenie od zależności władzy nie jest w stanie się uwolnić i jej hierarchicznie podlega. Stąd siłą rzeczy świat duchów zbuntowanych zachował strukturę hierarchiczną władzy, ale utracił jej doskonałość uszczęśliwiającą. Co to oznacza? Oznacza to, że sposób panowania Lucyfera stanowi zaprzeczenie Bożej sprawiedliwości, a gdy jej nie ma, w miejsce miłości pojawia się nienawiść, w miejsce pokoju przemoc, w miejsce dobroci egoizm, w miejsce tkliwości okrucieństwo, a wszechpotężna pycha upadłych istot jest motorem nieustannej ich rywalizacji o panowanie.

To, co dokonało się w świecie aniołów, dokonało się także w świecie ludzi. Po grzechu pierworodnym Adam i Ewa zostali wygnani z raju i dosięgły ich te same skutki. Potomstwo ich zachowało hierarchiczną strukturę władzy, ale utraciło doskonałość jej pełnienia. Ponadto, ponieważ społeczność ludzka jest zawsze zależna od mocy duchowych, upadłych ludzi podporządkowały swej władzy upadłe anioły. Dla lepszego zrozumienia poruszonej tu kwestii musimy sobie uświadomić charakter udziału ludzi we władzy rządzenia. Tylko człowiek, będąc istotą duchowo-materialną, podlega władzy duchowej i świeckiej. Jedna i druga władza powinna być zależna od Boga, Stwórcy świata i Jego praw. Pan Bóg wykonywanie władzy duchowej powierza Kościołowi, udzielając powołanym przez siebie ludziom łaski i mocy do jej pełnienia. Natomiast władze świeckie – państwowe – społeczność ludzka sama powołuje na mocy swej ontycznej zdolności i konieczności jej pełnienia, tworząc ich struktury hierarchiczne i, jak wspomniałem, nieważny jest tu system polityczny władzy, ale ważne jest to, czy władza ta ma świadomość, że rządzi ludźmi w imieniu Boga i czy ma dobrą wolę, by być Mu uległą poprzez pokorę i posłuszeństwo.

Powyżej opisany porządek władzy usiłuje przejąć zły duch. Jest to możliwe, bo choć w sensie ontologicznym wszelka władza pochodzi od Boga, to jednak jej dysponentem w świecie skażonym grzechem pozostaje także upadły anioł. Usiłuje pozyskać wpływ na ludzi sprawujących władzę duchową w Kościele, a nawet przejąć nad nimi kontrolę. Przede wszystkim jednak kreuje on własne władze duchowe – okultystyczne, udzielając ludziom swej mocy i pomocy do ich pełnienia według swego zamysłu (np. kapłani Majów, czy satanistów; ale również pełnią ją rożni kabaliści, alchemicy, czarnoksiężnicy itp.). Także władzę świecką potrafi podporządkować sobie i wykorzystać do własnych celów, jeśli ona nie uznaje zwierzchniej władzy Boga nad sobą. Oferując władzę nad światem, Lucyfer próbował „przekupić” także Pana Jezusa, byle tylko uznał On w nim swego władcę (por. Łk 4,1-13).
Ponieważ władza Boga i władza Lucyfera są natury duchowej, często człowiek ulega złudzeniu niezależności lub zwiedzeniu, wybierając „łatwiejszego” Pana, sposobem wykonywania władzy dogadzającego jego upadłej naturze. W tym względzie naiwność ludzka jest tak wielka, że z łatwością przychodzi człowiekowi odrzucić nad sobą władzę Boga, zapominając o skutkach swej decyzji.

Pan Jezus przyszedł do zbłąkanej ludzkości jako jej Król, aby wyzwolić ludzi i narody spod panowania szatana i przywrócić władzy sprawowanej na ziemi jej utracony wymiar doskonałości uszczęśliwiającej. Panowanie Jezusa Króla nie jest narzucone światu ani jednostce, ani narodowi, ale pozostawione ludziom do wolnego wyboru. Jeśli naród uznaje Jezusa swym Królem i posłuszny jest Jego woli – Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi – zostaje odrestaurowane Królestwo Boże w tym narodzie. Jednak od posłuszeństwa i dobrej woli jego obywateli zależy, czy zostanie im przywrócone Królestwo Boże w sposób pełny, czy tylko częściowy. Ponieważ każde następujące pokolenie bierze odpowiedzialność za swój los przez podejmowane decyzje, królowanie Jezusa musi być systematycznie uznawane, zwłaszcza przez władze duchowe i świeckie i potwierdzane ich czynami zgodnymi z nauką Objawienia i Tradycją Kościoła.

W przeszłości tylko takie narody uznawane były za chrześcijańskie, które władzę Boga uznawały nad sobą za nadrzędną. Dzisiaj narodami chrześcijańskimi nazywa się narody ochrzczone, niezależnie czy uznają nad sobą władzę Boga, czy też jej nie uznają w swych formacjach państwowych. Tymczasem tak jak wiara bez uczynków jest martwa, tak naród bez uznania nad sobą zwierzchniej władzy Boga jest w stanie buntu wobec Niego. Jakie są owoce takiego stanu rzeczy? Gdy Lenin przejmował władzę w Rosji, naród rosyjski był prawie w całości ochrzczony. Podobnie rzecz się miała w Niemczech za czasów Hitlera. A jednak stworzone przez nich na gruncie upiornych ideologii struktury władzy odrzuciły zwierzchnią władzę Boga i w krótkim czasie nabrały cech demonicznego opętania, zadając ludzkości niewypowiedziane cierpienia. Dziś taką próbę przejęcia władzy nad naszym Narodem podjęli ideolodzy liberalizmu – systemu wielokrotnie potępianego przez papieży.
Ku czemu zmierza Polska? Ku czemu zmierza liberalna Unia Europejska, stworzona przez masonerię na fundamencie praw i haseł Rewolucji Francuskiej, będącej jednym z najbardziej okrutnych i demonicznych wystąpień ludzi wobec porządku Bożego? Zastanów się, co się stanie, jeśli Lucyfer przez ludzi mu uległych zwiedzie nasz Naród i przejmie nad nim władzę? Jak zdołamy zaradzić wtedy nieszczęściu? Dlatego chciałbym wrócić do postawionego na wstępie pytania: Czy chciałbyś, aby nad Polską Jezus królował? Dziś jeszcze to Ty decydujesz, czyja będzie Polska, i nie daj się oszukać sprawującym władzę. Kryterium prawdy nie leży w ich pobożności, w ich słownych deklaracjach i w ich pięknych mowach o miłości, przebaczeniu i ludzkiej solidarności, ale w tym, czy opowiadają się za Jezusem Królem Polski!

ks. Tadeusz Kiersztyn

http://aniol-ave.blogspot.com/

http://aniol-ave.blogspot.com/2012/02/c ... .html#more


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 72 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /