Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 80 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 11 lis 2014, 22:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Polska musi być przekazywana z serca do serca

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

- Pragniemy się spotykać i rozwijać oraz modlić za naszą Ojczyznę, o mądrość dla Polaków, abyśmy nie zapominali o korzeniach, z których wyrośliśmy – tymi słowami ojcowie redemptoryści przywitali wiernych w Święto Niepodległości na warszawskiej Woli.

Wierni otrzymali przy wejściu do kościoła kokardy narodowe wykonane przez dzieci z Oratorium na podstawie uchwały Sejmu z 1831 roku. Projekt odnalazła Ewa Maruszewska.

– Stawiamy sobie pytanie, czy byśmy byli, gdyby naszych dziejów nie rozświetlało światło Chrystusowej Ewangelii, gdyby nie wspomożenie Tej, która nas zna: Bogurodzicy Dziewicy. Stawiamy sobie pytanie, gdzie byśmy się znaleźli, gdybyśmy jako wspólnota narodu odwrócili się od Krzyża – postawił w homilii pytanie o. Waldemar Gonczaruk CSsR.

Jak podkreślił, to pytanie jest wciąż aktualne i musi budzić Polaków z letargu, ponieważ nikt inny tylko człowiek stanowi swoją Ojczyznę. Na przestrzeni wieków w Polsce ludzie tworzyli i kreślili swe dzieje w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Kaznodzieja przypomniał Polaków, którzy stawiali odpór bolszewickiej agresji, ks. Ignacego Skorupkę, żołnierzy I i II wojny światowej, Żołnierzy Wyklętych, a także ludzi walczących z komunistyczną dyktaturą. Przypomniał także nauczanie Jana Pawła II, który prosił Polaków, aby pozostawali wierni historii naszych dziejów. Nawiązywał do bohaterskiej walki w pamiętnym wrześniu 1939 roku. Kapłan podkreślił, że w ich życiu młodych ludzi musi się znaleźć jakieś Westerplatte, gdzie nie można zdezerterować.

Redemptorysta podkreślił, że współczesnym zagrożeniem jest sączenie opinii i poglądów, które służą rozchwianiu tożsamości narodowej.

– Niektórzy chcą sprywatyzować religię, a nawet przedstawić ją jako zagrożenie wolności. Tymczasem religia prowadzi nas do szacunku. Ojciec Święty Benedykt XVI wzywał świeckich, aby przyczyniali się do wspierania mądrości i wizji wiary na forum publicznym. Nie bójcie się pełnić służby dla swoich braci i sióstr – apelował o. Waldemar Gonczaruk.

– Polska nie może być snem. Musi być najambitniejszym zadaniem. Trzeba docierać do młodych przez media, przez programy dydaktyczne – dodał kaznodzieja.

Modlitwę wiernych poprowadziła Grupa Rekonstrukcyjna „Radosław”.

Po Mszy św. wszyscy zebrani uczestniczyli w koncercie „Ojczyzno ma”. Wierni pomodlili się słowami księdza Piotra Skargi w intencji Polski. Modlitwę odczytała aktorka Halina Łabonarska. Drugą część dziękczynnego spotkania poprowadził Jan Kasprzyk - aktor „Naszego Teatru”, wraz z orkiestrą koncertową Gloria z Otwocka. Część artystyczna rozpoczęła się od odczytania słów Stanisława Wyspiańskiego oraz odśpiewania hymnu narodowego.

W koncercie zaprezentowane zostały fragmenty nauczania i rozważań św. Jana Pawła II, utwory poetyckie Cypriana Kamila Norwida, Jerzego Żuławskiego, Mariana Hemara oraz myśli Marszałka Józefa Piłsudskiego o Polsce i Polakach.

Orkiestra z Otwocka uświetniła koncert utworami: "Warszawianka", "Marsz Polonia", "O mój rozmarynie", wiązankę melodii żołnierskich. Wśród utworów były również: "Przybyli ułani", "Maszerują strzelcy", „Ułani ułani", „Pierwsza Brygada", „Dziś do Ciebie przyjść nie mogę", „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana", „Rota" i „Polonez Ogińskiego" oraz polonez Wojciecha Kilara z „Pana Tadeusza”.

Ze szczególnym wzruszeniem i oklaskami spotkały się zacytowane słowa Jana Pawła II: „Jeśli pytamy o miejsce patriotyzmu w Dekalogu, to odpowiedź jest jednoznaczna: wchodzi on w zakres czwartego przykazania, które zobowiązuje nas, aby czcić ojca i matkę”. Polacy byli zawsze narodem rycerskim walczącym w obronie zagrożonej niepodległości.

Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... serca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 14 lis 2014, 09:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Źródło siły Polaków

Ks. kard. August Hlond

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

W Polsce odszczepieństwo od Chrystusa skompromitowało się nieodwołalnie. Naród wstrząśnięty rozkładem, idącym w ślad za bezbożnictwem, garnie się z zaufaniem do swego Kościoła. Karniej niż kiedykolwiek wyczekuje kierownictwa i domaga się wskazań. Pójdzie w przyszłość nie z urządzoną naprędce sektą, lecz z tym starym Kościołem, który ochrzcił Polskę, który od tysiąca lat jest powiernikiem jego duszy i organicznie zrósł się z jego życiem. […] Przeto wy, bólem narodowym naznaczone, prawe dzieci polskiej społeczności kościelnej, wy młode orły polskiego nieba i jutra, umocnijcie się w świadomości swego powołania. Bądźcie świadkami Chrystusowej prawdy i obrońcami praw ducha. Ubliżałoby godności synów Bożych i synów tego narodu błąkać się po ziemi ojców jako cienie żałosne, zwątpieniem zgaszone. Zaufajcie dowództwu Chrystusa. W żywej społeczności polskiego ludu zaznaczcie się jako spadkobiercy wiary pokoleń, jako dziedzice kultury wieków, jako władczy ferment przyszłości. Bądźcie apostołami wiary w Kościół i zaufania duszy polskiej do jego kierownictwa. Jako posłańcy wiecznego sojuszu życia naszego ze Stwórcą wyznawajcie otwarcie zasadę, że od Boga i Kościoła Polak nie odstępuje pod żadnym przymusem. W nowoczesnych warsztatach wiedzy, w kuźnicach polskiej myśli pracujcie pod natchnieniem Ducha Pocieszyciela nad godnością polskiej kultury i nad szlachetnością duchowego profilu nowego Polaka.

Fragment pochodzi z przemówienia
wygłoszonego 18.11.1945 r. w Poznaniu


Sekta oznacza po łacinie coś, co jest odcięte, w domyśle od głównego pnia. Obok znaczenia dosłownego posiada też znaczenie przenośne, szczególnie w wymiarze religijnym, gdy grupy oderwane od Kościoła katolickiego określa się mianem sekt-odszczepieńców. Ale jest też wymiar polityczny, gdy władza oderwana jest od społeczeństwa, by je niszczyć. Taką właśnie sektą byli komuniści. Oderwani od polskości chcieli zniszczyć i Naród, i Kościół.

http://www.naszdziennik.pl/wp/113021,zr ... lakow.html

Taką samą sektą ideologiczną są dziś liberałowie, plemię kulturowych dzikusów zwróconych na siebie i na posiadanie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 20 lis 2014, 09:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Nowinki ideologiczne, typu feminizm, genderyzm itp. nie dają ani ludziom, ani narodowi sił do życia. Nie inspirują twórczo do wzrostu, do stawania się bardziej świadomym, dojrzalszym, szlachetniejszym. Nie budują kultury, nie inspirują do rozwoju, a jedynie zwiększają ilość problemów, które wiążą człowieka i zamykają przed nim możliwość wzrastania transcendentnego, wzrastania w duchu. Zatrzymując człowieka na poziomie fizyczno - materialnym, redukują go do roli rozumnego zwierzęcia, potrafiącego korzystać z życia aż do momentu, gdy wyczerpią się w nim siły życiowe. Podobnie naród burzący swoją kulturę, odwracający się od przeszłości, od swoich przodków, wyjaławiając się rozpada się na stado istot ludzkich żyjących każda dla siebie. Taki naród nie przetrwa w wyścigu cywilizacyjnym, w wyścigu biologicznym i odrzucając dorobek przeszłości skazuje siebie na unicestwienie. Podobnie jest z ludzkością, nie przetrwa gdy osłabnie moralnie, biologicznie, kulturowo. Człowiek, narody, ludzkość muszą skądś czerpać siły witalne do rozwoju. Biologicznie sprowadza się to do pokarmu i higieny życia.
Zastanówmy się skąd człowiek, narody, ludzkość mogą czerpać siły witalne do rozwoju umysłowego, moralnego, kulturowego, bo przecież człowiek nie mieści się tylko w samej biologii?


Jutro Polski

Ks. kard. August Hlond

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Te narody będą przewodniczyły w odbudowie ludzkości, które zdecydowanie podejmą się realizacji Bożych zasad w własnym życiu. Ludy wplątane w kult materii pozostaną na marginesie nowej kultury. Dobrobyt doczesny nie da im szczęścia, a postęp techniczny tęsknot dusz nie zaspokoi. Przodować można tylko wyższością ducha.

Polska ma zdrowe i niezawodne wyczucie swego wielkiego jutra. Wie, że jej miejsce nie na tyłach dziejów. Dlatego Polska staje po stronie Boga. Dlatego upornie trzyma się duchowej zasady życia. Dlatego chce zaznaczyć swój pochód wiedzą, postępem, cywilizacją, geniuszem plemiennym, ale nade wszystko Bożą prawdą, objawionym prawem etycznym i kulturą chrześcijańską. Dlatego Polska pragnie zmartwychwstać duchowo w Chrystusie. Dlatego skuteczniej niż inne narody opiera się pokusie czasu. Dlatego dźwiga swe życie na wyżyny starego dekalogu. Dlatego garnie się do kościelnych źródeł nadprzyrodzonego życia. Dlatego wyrzeka się nienawiści i zbrodni. Dlatego szuka zjednoczenia i natchnienia w miłości i braterstwie chrześcijańskim.


Fragment pochodzi z przemówienia wygłoszonego 16.03.1947 r. w Warszawie.

Postęp technologiczny pozbawiony fundamentu duchowego nie tylko łatwo, ale wyjątkowo łatwo może się obracać przeciwko człowiekowi. Technika dostarcza środków, kultura odsłania cele, więc jeśli cele będą złe, siła techniki może się stać siłą niszczycielską. I stąd w dalszej perspektywie cywilizacja pozbawiona mocy ducha nie ma szans przetrwania, wcześniej czy później zwróci się przeciwko sobie, wyda na siebie wyrok. Dla nas, Polaków, moc ducha płynęła zawsze z wiary Chrystusowej. Dlatego mogliśmy przetrwać, choć przez ludzi skazywani byliśmy na śmierć.

http://www.naszdziennik.pl/wp/114155,jutro-polski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 26 lis 2014, 09:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Kulturę naszą tworzyły pokolenia Polaków przez ponad tysiąc lat. Jakżeby teraz miało tę kulturę zastąpić, wyprzeć, zniszczyć coś co niczym nowotwór na zdrowym organiźmie społecznym, pojawiło się wśród nas kilkadziesiąt lat temu i bezczelnie rości sobie prawo do zamiany wszystkiego co nasze, na to co nie nasze, tylko wciśnięte nam przemocą, propagandą i podstępem. Nasze jest w nas poprzez wychowanie, edukację, tradycję, wiarę, kulturę. Nie nasze jest tuż obok i niczym bezwzględny gad czyha aby nas ukąsić i zniszczyć naszą witalność. Witalność kulturową, duchową, moralną, religijną. Witalność fizyczną, biologiczną też. Bez witalności jesteśmy bezsilni.

Nasza siła

Zygmunt Krasiński

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Polska chrześcijańska ma nad nią górę, ale Polska sturczona traci wszelką wagę duchową i na tamtym polu staje się natychmiast niższą od Moskwy wobec ludów od tyluset lat prześladowanych przez pierwiastek otomański. Myśl zatem dalszego służenia Polsce po wyrzeczeniu się wiary chrześcijańskiej jest albo największym szalbierstwem, albo najbezdenniejszym głupstwem. Czymże w istocie sprawa Polski wśród świata? Na czym się opiera i stoi? Czy nie na tym, że ze wszystkich spraw chrześcijańskich stała się najbardziej chrześcijańską, a to z powodu, że dopełniono na Polsce najsroższej obrazy praw i przepisów sprawiedliwości i miłości chrześcijańskiej. Ze stanowiska właśnie chrześcijańskiego mamy prawo upominać się o wydarte nam życie i na wieki wieków imieniem Chrystusa prześladować prześladujących nas rozbiorników, zaborców i katów. Ze stanowiska zaś pogańskiego lub mahometańskiego taki nam przywilej już wcale nie służy, w obrębie tylko wiar chrześcijańskich i uspołecznienia chrześcijańskiego nieśmiertelniśmy! Przed Mahometem, którego cała potęga na zaborze się opiera i niejednych dopuściła się rozbiorów, nic w nas nieśmiertelnego nie masz i musim przystać na wolę przeznaczenia, i nie możem się upominać o żadne wskrzeszenie.

Fragment pochodzi z listu do Władysława Zamoyskiego, 29 stycznia 1851 r.

Siła Polski, nawet pokonanej i słabej, leży w chrześcijaństwie. Dzięki temu Polska nie poprzestaje na małym, chce wznosić się na szczyty, a gdy pozbawiona jest suwerennego bytu, trwa w duszy Narodu, który nigdy nie traci nadziei. Wiara towarzyszy nam wszędzie, jej symbolem jest krzyż, na gmachu świątyni, w przydrożnej kapliczce, na mogile powstańca. Wyrzec się wiary to stracić nie tylko Boga, ale i Ojczyznę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/115261,nasza-sila.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 08 gru 2014, 08:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Pozostańmy wierni

Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz

O Polskę wierną Bogu, abyśmy jako Polacy nie stracili tego, w co wierzymy i co stanowi naszą narodową siłę, modlili się uczestnicy pierwszopiątkowego czuwania w intencji Ojczyzny w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Warszawie.

Adwentowe spotkanie wpisywało się w duchowe przygotowanie do zbliżającej się 250. rocznicy ustanowienia na ziemiach polskich liturgicznego święta Najświętszego Serca Pana Jezusa. – Jesteśmy w tym miejscu, gdzie serce Boga bije dla nas i wybiega nam naprzeciw. Jesteśmy na tym adwentowym czuwaniu, aby wynagradzać Twemu Sercu, które nigdy nie było tak agresywnie znieważane i sponiewierane jak w naszych czasach – modlił się, zwracając się do Matki Najświętszej, ks. Michał Dłutowski. Na czuwanie, które tradycyjnie rozpoczęło się Apelem Jasnogórskim, złożyły się nabożeństwo Drogi Krzyżowej, modlitwy przebłagalne, adoracja Najświętszego Sakramentu, Różaniec, a o północy została odprawiona Msza św. o Niepokalanym Sercu Maryi. Na czuwaniu Marta Radwańska (sopran) z Opery Narodowej odśpiewała „Ave Maria” i inne utwory religijne. Wierni przyzywali wstawiennictwa umiłowanych świętych: św. Jana Pawła II, św. Siostry Faustyny, św. Jana Bosko, bł. ks. Michała Sopoćki. Modlili się również, aby na odprawianych w Adwencie Mszach św. roratnich – tak jak to bywało dawniej – licznie uczestniczyła młodzież.

W czasie spotkania mocno podkreślana była potrzeba wierności wyznawanej wierze, Bogu i Jego przykazaniom. Jak zwracał uwagę ks. Mariusz Bernyś, dziś jest wiele środowisk, które odwracają Dekalog i promują ten twór jako swój styl życia. – Agresja wobec katolicyzmu straciła wszelką miarę i wszelkie hamulce. Jesteśmy świadkami takich prowokacji, że przerasta to nawet miarę zrozumienia takich zachowań. Na takie sytuacje świata Jezus mówi „nie lękaj się wrogów, będę królował” – wskazywał kapelan szpitala na ul. Banacha w Warszawie.

Uczestnicy czuwania pochylili się w modlitwie i w rozmyślaniach nad obecną rzeczywistością w Polsce, która atakowana jest przez cywilizację śmierci. Do naszego kraju docierają największe agresje, które chcą wyrwać z Kościoła jak najwięcej wierzących. – Cywilizacja śmierci chce zniszczyć żywą wiarę Polaków – zwracali uwagę wierni. Dlatego tak ważne jest to, co jest sensem pierwszopiątkowych czuwań w bazylice Serca Pana Jezusa. Chodzi o to, aby Serce Jezusa zakrólowało na świecie poprzez ludzkie serca. – Dlatego też tym bardziej powinniśmy być obecni na czuwaniach, aby uwidocznić, że wbrew temu, co się dzieje na świecie, pozostajemy wierni. Mamy w sobie rozwijać cnotę wierności – podkreślał ks. Bernyś.

http://www.naszdziennik.pl/wp/117457,po ... ierni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 13 gru 2014, 07:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Świadek historii

Małgorzata Bochenek

Metropolita gdański ks. abp Sławoj Leszek Głódź otrzyma w poniedziałek Nagrodę Honorową „Świadek Historii”. Przyznane po raz pierwszy przez Oddział IPN w Gdańsku wyróżnienie podkreśla szczególne zasługi dla upamiętnienia historii Narodu Polskiego.

– Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź jest pasterzem, który na polu upamiętniania historii jest niezwykle skuteczny i ma ogromne, kilkudziesięcioletnie osiągnięcia. To jest wspaniała postać – podkreśla dr hab. Mirosław Golon, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku. Zwraca uwagę na wielką zdolność metropolity gdańskiego do łączenia działalności religijnej z upamiętnianiem, docenieniem, utrwalaniem wiedzy o najważniejszych i najcenniejszych elementach naszej historii.

Obrazek

Ogromne zasługi w upamiętnianiu historii Narodu Polskiego przez ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia dotyczą m.in. okresu jego posługi po styczniu 1991 r., gdy został mianowany przez św. Jana Pawła II biskupem polowym Wojska Polskiego. – Od objęcia Ordynariatu Polowego i jego odtwarzania w Polsce zaczęła się prawdziwa walka ks. abp. Głódzia o pamięć, o polską tradycję historyczną w Wojsku Polskim – podkreśla dr Golon. Polegała ona m.in. na wskrzeszaniu pamięci o prześladowanych żołnierzach konspiracji niepodległościowej okresu powojennego, których dziś określamy jako Żołnierzy Wyklętych. Przywracał pamięć o bohaterach II wojny światowej, którzy znaleźli się na emigracji i nie mogli wrócić do Polski.

Nie do ocenienia jest również działalność księdza arcybiskupa w archidiecezji gdańskiej, którą objął w 2008 roku. Od samego początku wyróżnia się jako pasterz dbający o ważne rocznice upamiętniające narodziny „Solidarności”, protesty społeczne, stan wojenny. Doktor Mirosław Golon zwraca uwagę, że wystąpienia księdza arcybiskupa przy tych okazjach są płomienne, od serca, a zarazem bardzo mądre, i stanowią ważny głos w dyskusji o naszej historii.

Dyrektor Oddziału IPN w Gdańsku podkreśla, że przyznanie Nagrody Honorowej księdzu arcybiskupowi to również zwrócenie uwagi na represje, jakich doświadczał Kościół. Nie było w PRL instytucji bardziej prześladowanej przez komunistyczne służby niż Kościół, nie było grupy w społeczeństwie, osób bardziej prześladowanych niż kapłani. O tym dziś często zapominamy. Dziś trzeba o tym przypominać, zwłaszcza że obraz przeszłości jest wypaczany z powodów politycznych, antyklerykalnych. – IPN jako instytucja zajmująca się historią i upamiętnianiem czasów zniewolenia musi o tym przypominać. Musimy Kościołowi oddać należne mu miejsce, bez Kościoła nie byłoby „Solidarności” – podkreśla dyrektor gdańskiego IPN.

Uroczystość wręczenia Nagrody Honorowej „Świadek Historii” odbędzie się w poniedziałek w Wielkiej Hali Dworu Artusa. Obok ks. abp. Głódzia nagrodą zostali uhonorowani: kpt. Władysław Dobrowolski, prof. Jerzy Grzywacz, Andrzej Kołodziej, Emilia Maćkowiak, Celina Riedl. W 2002 r. po raz pierwszy wręczono Ogólnopolską Nagrodę „Kustosz Pamięci Narodowej”. To właśnie ta ogólnopolska nagroda zrodziła potrzebę uhonorowania także osób i instytucji zasłużonych dla poszczególnych regionów Polski. W tym celu IPN powołał Nagrodę Honorową „Świadek Historii”. Od kilku lat jest ona przyznawana w poszczególnych oddziałach IPN na terenie kraju. Teraz po raz pierwszy zostaje wręczona w Gdańsku.

http://www.naszdziennik.pl/wp/118353,sw ... torii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 23 gru 2014, 21:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Nasi przodkowie ponad tysiąc lat budowali naszą narodową i ludzką świadomość. Stworzyli nam przyjazną, szlachetną i mądrą przestrzeń duchową dla naszego życia. Stworzyli polskość. Stworzyli naszą wspaniałą kulturę. Nie dajmy lewackiemu diabłu, latającemu między nami z zadartym genderowskim ogonem, niczego z dorobku naszych Ojców zniszczyć.

Skarb kultury polskiej

Polska leży w Europie Środkowej. Jest państwem, które powstało ponad 1000 lat temu (966 r.). Polacy należą do plemion słowiańskich. W ciągu owego tysiąca lat społeczeństwo zamieszkujące Polskę wytworzyło swoisty typ kultury, który zawiera zarówno elementy lokalne i narodowe, jak również uniwersalne, ogólnoeuropejskie, a nawet światowe.

Interesować się (lub okazywać brak zainteresowania) można kulturą danego narodu z różnych powodów. Jedni zamknięci są we własnej kulturze i dlatego pozostałe narody ich nie interesują. Drudzy wręcz nimi pogardzają. Innym wystarcza w miejsce kultury narodowej kultura masowa. Jeszcze inni, znając własną kulturę, specjalizują się w poznawaniu niektórych kultur obcych. Są wreszcie tacy, którzy znając kulturę własną, ciekawi są bogactwa innych kultur w tym, na ile wzbogacić mogą ich kulturę. Sądzę osobiście, że każdy człowiek inteligentny, reprezentujący pewien poziom wykształcenia i wychowania, powinien dzielić ten ostatni pogląd: wiem, kim jestem, ale chętnie dowiem się i skorzystam z tego, co dobre u innych.

Może najpierw kilka słów o tym, co to jest kultura i co to jest naród. Słowo „kultura" pochodzi z łaciny i oznacza uprawę. Początkowo była to uprawa ziemi (agri culturd), później zaczęto mówić metaforycznie o kulturze duszy (animi cultura, Cyceron). Kultura to było odpowiednie wychowanie człowieka (gr. paideid). Słowo „naród" (natio) pochodzi etymologicznie od słowa „rodzić" (nascere), niemniej znaczenie głębsze opiera się przede wszystkim na przynależności do jednej kultury. Naród to pewna wspólnota dziedzicząca i rozwijająca w ciągu pokoleń tę samą kulturę. Kultura narodowa jest to więc materialny i duchowy dorobek (dziedzictwo) pewnej wspólnoty.
Gdy mówimy o skarbie kultury polskiej, to chodzi nam właśnie o to bogate dziedzictwo wypracowywane w ciągu pokoleń. Na kulturę składają się 4 dziedziny: THEORIA, PRAXIS, POIESIS i RELIGIO.

THEORIA obejmuje naukę i edukację, PRAXIS zawiera etykę, ekonomikę i politykę, POIESIS dotyczy rzemiosła, sztuk pięknych i techniki, RELIGIO obejmuje wiarę. Stopień i kierunek rozwoju tych dziedzin kultury pozwala danej społeczności na szerszy i wyższy rozwój cywilizacyjny. Nie chodzi tu o ocenę różnych cywilizacji, która lepsza, a która gorsza, ale o to, co ma do zaoferowania człowiekowi w niej żyjącemu: czy pozwala mu na bogaty rozwój, czy też skazuje na wegetację albo prowadzi do niebezpiecznych schorzeń. Przecież od społeczności i cywilizacji w jakiej człowiek żyje, bardzo wiele zależy, przede wszystkim to, kim będzie.

Skarb kultury polskiej, będącej efektem wysiłku wielu pokoleń i geniuszu wybrańców, jest skarbem dla Polaków, dla których ta kultura była najbliższa; ale był to również skarb dla pokrewnych narodów słowiańskich, które nie posiadały jeszcze tak wysokiej kultury; a wreszcie był to skarb dla pozostałych narodów europejskich, a zwłaszcza ich elit, które otwarte były na różnorodne przejawy kultury wyższej. Był to skarb, który poprzez niektóre dzieła nadawał ton i kierunek rozwoju cywilizacji.

Polska jako państwo i naród pojawia się na arenie dziejowej w drugiej połowie X wieku. Decydującym momentem jest tu chrzest Mieszka, pierwszego władcy Polski, dzięki czemu powstałe państwo uzyskuje uznany status polityczny w Europie, z drugiej zaś strony plemiona zamieszkujące Polskę zostają włączone do dziedzictwa kultury grecko-rzymsko-chrześcijańskiej. Chrzest posiada znaczenie nie tylko religijne (wiara), ale cywilizacyjne - włączenie Polski w krwioobieg starszej cywilizacji zachodniej. Obejmowało ono takie sfery, jak: oświatę, naukę, prawo, moralność, sztukę, obyczajowość. Ukonstytuowanie się z różnych plemion słowiańskich jednego narodu polskiego dokonuje się poprzez asymilację cywilizacji łacińskiej. W tej cywilizacji poprzez twórcze jej przetrawienie w ciągu wieków przez mieszkańców ziem Polski, rodzi się swoista kultura polska.

Niektóre aspekty kultury polskiej
Choć nie zawsze każdy naród posiada odrębny język, bo są narody mówiące tym samym językiem (np. językiem angielskim lub hiszpańskim), albo z kolei jest jeden naród mówiący wieloma językami (Szwajcarzy) to w większości wypadków, przynajmniej genetycznie, język jest swoisty dla określonego narodu. Wielość języków w jednym narodzie mogła powstać poprzez polityczne zjednoczenie różnych narodów (Szwajcarzy), albo z kolei wielość narodów mówi jednym językiem wskutek ekspansji (kolonialnej) jednego narodu (Hiszpanie, Anglicy). Polacy posiadają własny język, jest to język polski. Odnotował to z dumą jeden z pierwszych wielkich polskich poetów XVI w., pisząc: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają,/ Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają." Znaczy to, że Polacy mówią nie w języku gęsim, nie gęgają, ale mówią po ludzku własnym językiem. Literacki język polski kształtował się przez kilka wieków w łonie łaciny. Wiadomo, że średniowieczna kulturalna Europa mówiła i pisała po łacinie. W różnych pisanych dokumentach łacińskich pojawiają się sporadycznie słowa zapisane po polsku (najczęściej imiona i nazwy miejscowości), aż w XIII wieku, a może na przełomie wieku XII i XIII wybucha przepiękna pieśń Bogurodzica, którą dawniej śpiewało rycerstwo, a dziś wykonywana jest przy bardzo szczególnych uroczystościach. W wieku XIV i XV pojawiają się rozliczne wiersze i pieśni, religijne i świeckie. Aż wreszcie w wieku XVI jaśnieje blask dwóch wielkich poetów polskich, Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego. Ten drugi, gruntownie wykształcony (pobierał nauki także na uniwersytetach zachodniej Europy), posiadający biegłą znajomość łaciny i greki oraz zapewne kilku języków nowożytnych, tłumaczy dzieła obce na polski, pisze poezję łacińską, aż wreszcie odkrywa w sobie wartość pisania po polsku dla Polaków. Daje temu wyraz w przepięknej elegii do Piotra Myszkowskiego napisanej... jeszcze po łacinie:

Muzo, porzućmy brzegi Anienu śliczne...
Dawno mię zwą Karpatów szczyty niebotyczne...
Dawno już zwą mię góry rodzinnej krainy
w swoje rozkoszne groty i wdzięczne doliny
i każą abym śpiewał cudnej polskiej ziemi
przy lutni złotostrunnej rytmy ojczystemi
Zaśpiewam, jeśli Polszcze pieśnią zrobię sławę.
Niechże Łaski, druh mój, toczy boje krwawe,
Niech on Ojczyznę stroi w suty łup dobyty
z którymi nie masz zgody bijąc wraże Scyty.
W piórze i w Muz dobroci jest nadzieja moja.
To mój łup, to mój rydwan i oręż, i zbroja.
(III, 13, tłum. Julian Ejsmond)

Język Kochanowskiego w odróżnieniu od języka Reja był językiem bardziej wykształconym, stojącym na olśniewająco wysokim poziomie, gdy chodzi o zakres słownictwa i pojęć. Język ten wyznaczył kierunek rozwoju języka polskiego. W ówczesnej Europie Kochanowski zaliczany był do plejady najwybitniejszch poetów.
Mówiąc o języku polskim zwrócić musimy uwagę na wielkie dzieło dokonanych tłumaczeń z języków obcych. Przekłady pełnią wielką i wieloraką rolę w życiu każdego narodu. Pozwalają zapoznać się z dorobkiem innych narodów w wiekszej skali, dzieła obce dostępne w języku ojczystym są asymilowane w szerszym zakresie niż oryginał. Dla języka, który dopiero się formuje, tłumaczenia pełnią rolę kształtującą i twórczą. Trzeba nie lada wysiłku, aby słabiej rozwinięty język oddał treści zawarte w języku wyżej rozwiniętym, zachowując względną autonomię. Język polski dzięki pracy tłumaczeniowej rozwijał się pod względem zarówno syntaktycznym, jak i konceptualnym. Stał się środkiem otwierającym szeroki dostęp do wielkiej kultury klasycznej. Pod tym względem wyprzedziliśmy wiele innych narodów słowiań-skich, które sięgały do tłumaczeń polskich, jako bliższych i łatwiejszych do zrozumienia, niż oryginały. Tak rozwinięty język polski miał istotny wpływ na urabianie kultury i smaku narodów ościennych. Jeden z wybitnych znawców kultury polskiej pisał: „Tak więc nie ustawała kultura polska, europejska, w pochodzie zwycięskim. Już w XV wieku zaczynał Rusin zaspokajać swój głód duchowy u źródeł polskich; nie zważając na różnice wyznaniowe, na dogmaty przeciwne, tłumaczył sobie pisma budujące polskie, a za nimi w końcu i wcale niebudujące, na język własny. Zachowując język i pismo ruskie, pstrzył je przymieszkami polskimi; wcześnie i rychło spotykamy się z coraz liczniejszymi polonizmami w języku urzędowym białoruskim („litewskim") już w wieku XV; później przybiera to zjawisko rozmiary wręcz potworne; tekst bywa ruski, bo formy i litery ruskie, ale myśl i wysłowienie są polskie; polszczyzna to pod zewnętrzną, narzuconą szatą ruską, co do ducha, treści, stylu, formy"1 .I dalej: „Materyalna [kultura do Moskwy] szła drogą inną: wprost z Anglii i z Holandyi, z Francyi, a szczególniej z Niemiec trafiała do słobody moskiewskiej, lecz umysłowa z Polski na Litwę i Małą Ruś do samej Moskwy, na dwór carski i patryjarszy docierała. Tak powstała np. liczna, różnorodna literatura XVII w. moskiewska z tłumaczeń polskich"2.

Upadek niepodległości Polski z końcem XVIII w., gdy na oczach świata dokonano dziejowej zbrodni pozbawiając suwerenne państwo politycznego bytu, nie przerwał ciągłości kulturowej. Co więcej, jak zwrócił na to uwagę w ONZ papież Jan Paweł II, to kultura pozwoliła zachować nam suwerenność duchową. Ojciec św. mówił: Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć - a pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród - nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków fizycznej potęgi jak tylko własna kultura, która się okazała w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg"3. Dzięki tej suwerenności Polska po 123 latach niewoli odzyskała niepodległość polityczną. Otóż właśnie w okresie zaborów, w wieku XIX, zaświecili swym geniuszem literackim najwięksi po Kochanowskim poeci polscy: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński i Cyprian Kamil Norwid. Określono ich mianem narodowych wieszczów. Po nich przyszli wielcy prozaicy: Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, Władysław Reymont, Stefan Żeromski. Słowo polskie skupiło w sobie wszystkie wątki życia narodowego i państwowego. Znalazło uznanie w Europie i w świecie. Dowodem na to, niezliczone tłumaczenia i naśladownictwa, a wreszcie nagrody. W sumie zdobyliśmy za literaturę w języku polskim kilka Nagród Nobla (Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont i in.).
Język polski osiągnął taki pułap rozwoju, który pozwala na wyrażanie ducha narodu w sprawach wielkich i małych, w tym języku posiadamy własną literaturę we wszystkich gatunkach, na ten język przetłumaczony jest zasadniczy dorobek literatury światowej. Henryk Sienkiewicz nie wahał się nawet powiedzieć, że mowa polska to wyjątkowy dar Boga, dar, z którym tylko język grecki może się porównać. To jest ten wielki skarb Polaków, z którego w dalszym ciągu korzystają bratnie narody słowiańskie, rozumiejąc i czytając po polsku. Skarbem narodu jest mądrość i wiedza oraz jej upowszechnianie. Nauka i edukacja.

Polska dzięki przyjęciu chrześcijaństwa otwiera się na szkolnictwo. Polska pogańska nie znała szkół. Stosunkowo szybko powstają szkoły parafialne. Aż wreszcie w roku 1364, a więc prawie sześć i pół wieku temu powstaje szkoła wyższa, Akademia Krakowska, wcześniej niż uniwersytety w Wiedniu, Lipsku, 300 lat (!) przed powołaniem uniwersytetu w Berlinie, a 400 lat przed uniwersytetem w Petersburgu. Ten polski uniwersytet ściągał już w XV w. rzesze studentów z całej Europy, w tym również z Italii. Zasłynął też wielkimi uczonymi tej miary co Kopernik i Paweł Włodkowic. Królowie, Kazimierz Wielki, a później Władysław Jagiełło w akcie erekcyjnym tak pisali: „Niech więc tam będzie nauk przemożnych perła, aby wydawała męże dojrzałością rady znakomite, ozdobą cnót świetne i w różnych umiejętnościach biegłe. Niechaj otworzy się orzeźwiające źródło nauk, z którego pełności niech czerpią wszyscy, naukami napoić się pragnący".

Polska może też poszczycić się wspaniałą Komisją Edukacji Narodowej (1773). Było to pierwsze w Europie ministerstwo oświaty. Komisja ta, po rozwiązaniu w tymże samym roku przez papieża zakonu jezuitów zajmującego się edukacją, nie dopuściła do upadku oświaty i zmarnotrawienia dorobku Kościoła. Ale w odróżnieniu od Francji upaństwowiona edukacja nie została wykorzystana do walki z Kościołem i tradycją, nie stała się narzędziem ideologizacji młodzieży. Przeciwnie, wobec zagrożeń zaborczych, a później pod zaborami, szkoły Komisji Edukacji Narodowej, umacniały świadomość narodową i kulturową Polaków. Poseł (a później i znany pisarz) Julian Ursyn Niemcewicz tak zwracał się do króla: „Lud wolny, Najjaśniejszy Panie, oświeconym być powinien, inaczej wolności niewart. W samowładztwie, gdzie nie masz prawa, ale tylko rozkazy, gdzie nie ma innego podziału, tylko pan i niewolnicy, rządzący na ciemnotach gruntuje zasady nieograniczonej swej władzy, poniża zatem własne człowieka jestestwo, ścieśnia okręg jego wiadomości, przytłumia światło, człowieka tylko do bojaźni i posłuszeństwa sposobi, ani chce, żeby umiał rozważać, bo gdyby rozważał, poprzestałby ślepo słuchać. Człowiek na wolnej zrodzony ziemi depcze kajdany, dusza jego, wolna więzów, śmiało się wznosi, bo zna swą godność, zna swą szlachetność; człowiek wolny, przeznaczony do wszystkiego, mogący sięgać po najpierwsze w kraju dostojeństwa, mogący wpływać we wszystkie części rządu, powinien przez wychowanie stać się godnym tych tak wysokich zaszczytów, bo losy Ojczyzny od niego zawisły; prawu tylko podległy - powinien być oświeconym, żeby stanowił zbawienne prawa, powinien być cnotliwym, żeby stanowione szanował i pełnił"4. Czy ten tekst nie jest aktualny i dziś? Przecież kult demokracji, pozbawiony oparcia w rzetelnej edukacji, jest ukrytą formą zniewolenia. Równocześnie, człowiek nie może być odpowiedzialny za sprawy publiczne, jeśli nie jest odpowiednio wykształcony (kompetencja) i wychowany (odpowiedzialność).

Moralność obejmuje życie osobiste, rodzinne i polityczne. Etyka osobista zaowocowała u Polaków pewnymi bardzo charakterystycznymi cechami czy właściwie cnotami. Należą do nich: honor, ofiarność i szlachetność, gościnność oraz... grzeczność. O grzeczności nasz wielki poeta, Adam Mickiewicz, tak pisał:

„Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą. Niełatwą, bo nie na tym kończy się, jak nogą Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo; Bo taka grzeczność modna, zda mi się kupiecka, Ale nie staropolska, ani też szlachecka. Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna; Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna, I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i pana Dla sług swoich, a w każdej jest pewna odmiana. Trzeba długo się uczyć, ażeby nie zbłądzić I każdemu powinna uczciwość wyrządzić." (Pan Tadeusz, I, 361 -371)

Życie rodzinne było specjalnością polską, która w czasie zaborów skupiła w sobie życie narodowe. Rodzina była gniazdem wychowywania następnych pokoleń, ale również miejscem tworzenia się narodu poprzez kulturę ojczystą i odpowiedzialność za państwo. Żyjący pod zaborami autor pisze: „Mawiano, że Polska stała jednostkami. Rzec by raczej można, że stała rodziną. [...] Najsurowszy nawet sędzia przeszłości przyznać musi, że rodzina polska spełniała ten wielki obowiązek, że była najsilniejszym fundamentem obywatelskim i narodowym i że w najgorszych nawet czasach być nim nie przestała. Kiedy wszystko poszło w gruzy, na niej budowało się nowe życie, przechowała w sobie wiernie wszystko, co było warunkiem i rękojmią odrodzenia"5. Jaka szkoda, że dziś to życie domowe zamiera, rodzina się kurczy, a wszechpanującym intruzem stał się telewizor.

W życiu politycznym warto podkreślić kilka punktów. Polska była obok Anglii najstarszym państwem demokratycznym. Rozwój demokracji szlacheckiej rozpoczął się od połowy XV w., natomiast Konstytucja 3 Maja (1791) poszerza prawa na pozostałe stany, lud i mieszczaństwo. W tejże Konstytucji możemy przeczytać: „Zawarowawszy tym sposobem Dziedziców przy wszelkich pożytkach od Włościan im należących, a chcąc jak najskuteczniej zachęcić pomnożenie ludności krajowej, ogłaszamy wolność zupełną dla wszystkich ludzi, tak nowo przybywających, jako i tych, którzy by, pierwej z Kraju oddaliwszy się, teraz do Ojczyzny powrócić chcieli, tak dalece: iż każdy Człowiek do Państw Rzeczypospolitej nowo z którejkolwiek strony przybyły, lub powracający, jak tylko stanie nogą na ziemi polskiej, wolnym jest zupełnie użyć przemysłu swego, jak i gdzie chce, wolny jest czynić umowy na osiadłość, robociznę lub czynsze, jak i do póki się umówi, wolny jest osiadać w mieście lub na wsiach, wolny jest mieszkać w Polszcze, lub do Kraju, do którego zechce, powrócić, uczyniwszy zadość obowiązkom, które dobrowolnie na siebie przyjął".

Polska była państwem wielonarodowym (nie było nacjonalizmu). Rzeczpospolitą zamieszkiwali: Polacy, Litwini, Białorusini, Rusini, Żydzi, Niemcy, Łotysze, Tatarzy, Ormianie, Cyganie. Równoprawnych politycznie było kilka języków. Unikatowy jak na owe i dzisiejsze czasy był typ unii politycznej z Litwą, unii, która przetrwała ponad 300 lat, a którą zniszczyli obcy zaborcy. Gdy dziś różnego rodzaju traktaty i organizacje międzynarodowe zdominowane są przez język interesów i polityki, to na tym tle widzimy wyraźnie, że Unia Polski z Litwą miała głębszy wymiar cywilizacyjny. W traktacie pieczętującym Unię w Horodle z r. 1413 tak czytamy: „Miłość jedna nie działa marnie: promienna sama w sobie, gasi zawiści, osłabia urazy, daje wszystkim pokój, łączy rozdzielonych, podnosi upadłych, gładzi nierówności, prostuje krzywizny, wspiera każdego, nie obraża nikogo, i ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, znajdzie się bezpiecznym i nie ulęknie się niczyjej groźby, miłość tworzy prawa, rządzi królestwami, zakłada państwa, prowadzi do dobrego stanu Rzeczpospolitej, a kto nią wzgardzi, ten wszystko utraci..."6.

Polska w czasach swej wielkości broniła Europę przed nawałnicą turecką, była tzw. przedmurzem chrześcijaństwa, co oznaczało obronę świata cywilizowanego. Król Władysław III, licząc zaledwie 20 lat, na prośbę cesarza bizantyńskiego, Jana Paleologa, wyruszył, aby go bronić przed Turkami, ale zginął pod Warną w 1444 roku. Jan III Sobieski ocalił w roku 1684 Wiedeń. Podczas zaborów i wojen Polacy walczyli na wielu frontach świata, a przyświecało im hasło: „Za wolność naszą i waszą". Za wolność Ameryki walczył Kościuszko i Pułaski, Anglii w czasie II wojny światowej bronili polscy lotnicy.

A wreszcie jako pierwszy, Paweł Włodkowic (XV w.), Polak, na Soborze w Konstancji uzasadniał, że każdy naród ma prawo do suwerenności, do jej łamania nie uprawnia żaden, nawet najwznioślejszy cel (choćby religijny).

Sztuka polska, poza wspomnianą już literaturą, zajaśniała również w architekturze, malarstwie, teatrze i muzyce. Muzyka Chopina zawierająca tyle elementów narodowych, a więc ludowych i szlacheckich, budzi podziw i jest komunikatywna nie tylko dla ludzi Zachodu, ale również należących do innych cywilizacji; zafascynowani są nią Japończycy i Chińczycy. Do światowego kanonu weszły polskie rytmy muzyczne, takie jak: polonez, mazur, krakowiak i oberek. W sztuce polskiej odbijała się polska dusza. Ignacy Jan Paderewski tak mówił: „Żaden z narodów na świecie nie może się poszczycić takim jak nasz, bogactwem uczuć i nastrojów. Na harfę narodu naciągnęła ręka Boża strun bezmiar cichych i rzewnych, potężnych i głośnych. Mamy i miękkość kochania i dzielność czynu i liryzm szeroką płynący falą i siłę rycerską, waleczną; mamy i tęsknotę dziewiczą i męską rozwagę i smutek tragiczny starca i lekkomyślną młodzieńca wesołość. Może w tym tkwi czar nasz ujmujący, a może też to i wada wielka"7. Mamy wielkiej sławy malarzy, jak: Chełmoński, Matejko, Brandt, Kossakowie, których obrazy zdobią galerie świata, również Ameryki, a których tematyka jest związana z Polską, jej przyrodą, ludźmi, dziejami.

Religią dominującą w Polsce było chrześcijaństwo, ale rozkwitały też na jej ziemiach praktyki innych wyznań. Związane to było z tyrn, że Rzeczpospolita była państwem wielu narodów i wielu cywilizacji. W Polsce nie było prześladowań religijnych, zwłaszcza zaś w tak krwawym okresie jak reformacja w Zachodniej Europie. Wspomniany już Paweł Włodkowic mówił: „Fides ex necessitate esse non debet -wiara nie może być z przymusu". Słynęliśmy z tolerancji, dlatego tak wielu przedstawicieli różnych wyznań uciekało przed prześladowaniami do Polski. Nasz król, Zygmunt August (XVI w.), potrafił powiedzieć: Nie jestem królem ludzkich sumień. Już w XI wieku przybyli do Polski prześladowani w Niemczech Żydzi, którzy z biegiem czasu tworzyli w Polsce najliczniejszą społeczność żydowską w świecie, rządzącą się swoimi prawami, zachowującą swoje zwyczaje, swoją religię i swoje szkoły, w tym wyższe. Polskę określano nawet mianem paradisus ludaeorum (raj żydowski). W czasie II wojny tylko w Polsce obowiązywały przepisy, że za ukrywanie Żyda śmierć ponosi cała rodzina polska. Z tego tytułu zginęło ok. 3000 Polaków. W tym kontekście rozpowszechniane dziś opinie o Polakach jako antysemitach są dalece nieprawdziwe i wysoce niesprawiedliwe.

Kultury narodowe są skarbem dla tych społeczności, w których ramach powstały. Równocześnie kultury narodowe zawierać mogą wątki szczególnie piękne i uniwersalne. Wówczas wzbogacać mogą inne narody, ponieważ żadna z kultur nie jest sama w sobie doskonała i w pełni wystarczająca.

Pochwała, a nawet zachwyt nad kulturą danego narodu, nie ma nic wspólnego ani z szowinizmem, ani z nacjonalizmem. Szowinizm jest nienawiścią do innych narodów. Otóż miłość do pewnej kultury narodowej nie wyklucza podziwu dla innej kultury, tak jak zafascynowanie Mozartem nie przeszkadza lubić Beethovena i Vivaldiego. Słuchając z przejęciem Chopina, lubię znaleźć ukojenie w muzyce Sibeliusa. Nacjonalizm jest ubóstwieniem jednego tylko narodu. Z kolei brak identyfikacji z jakąkolwiek kulturą narodową prowadzić może do spłycenia życia psychicznego i duchowego, grozi roztopieniem się w masie. Kultura masowa nie pogłębia i nie uszlachetnia ludzkiego ducha.
Podziw i miłość dla kultury polskiej, jakie żywię, nie są idealizacją tej kultury, a tym bardziej narodu. Zawsze można bowiem doszukać się gdzieś braków i słabości. Chodzi natomiast o pewne ideały, pewne wzory, pewne ukierunkowanie życia ludzkiego, które wydają się być interesujące i piękne. Uczestnicząc głębiej w kulturze polskiej, człowiek może się ładnie i po ludzku rozwijać. A przecież o to właśnie chodzi, abyśmy dzięki kulturze mogli stawać się coraz bardziej ludźmi.

Powyższy tekst został wygłoszony do nauczycieli amerykańskich w Chicago, w październiku 2000 roku.

Piotr Jaroszyński
"Ocalić polskość"

Przypisy:
1. Aleksander Bruckner, Wpływy polskie na Litwie i w Słowiańszczyznę wschodniej, [w:] Polska w kulturze powszechnej, red. F. Koneczny, Kraków 1918, t. l, s. 162.
2. ibid., s. 164.
3. UNESCO, 2.06.1980. (14). 52
4. Komisja Edukacji Narodowej, Wrocław 1954, s. 426n. 54
5. Władysław Łoziński, Życie polskie w dawnych wiekach, Kraków 1958, s. 153.
6. M. Pawlikowski, Dwa światy, Londyn 1952, s. 188.
7. I. J. Paderewski, Myśli o Polsce i Polonii, Paryż 1992, s. 65.

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... y-polskiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 01 sty 2015, 15:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
„Zdejmijcie czapkę, sąsiedzie!”

Wraz z najlepszymi życzeniami dla Czytelników, oby Rok Pański 2015 okazał się dla nas, Polaków rokiem szczęśliwym. Oby wraz z wiarą towarzyszyła nam odwaga i mądrość

Ewa Polak-Pałkiewicz

„Na pięknym, urodzajnym Zborowie siedział pan Józef Garczyński. Był to barczysty, czerwony na twarzy osiłek, faworyt swojej matki, która zwykle chwaliła się, że mój Józek jako chłopak to wypijał 8 litrów mleka dziennie…”, pisze Mieczysław Jałowiecki. „Toteż ulubieniec mamusi wyrósł na coś, co wyglądem przypominało dobrze utuczonego stadnika i zdaje się wszystko poszło w ciało… Mimo swojej kolosalnej siły nasz pan Józef podszyty był niespotykanym wśród ziemian tchórzostwem. Gdy wybuchła wojna bolszewicka i cała młodzież ziemiańska wsiadła na koń i ruszyła w pole, pan Józef przedstawił zaświadczenie miejscowej akuszerki o uprawnieniach felczera, że z powodu nadwątlonego zdrowia dziedzic Zborowa nie nadaje się do wojska. Wywołało to ogólne oburzenie i pan Józef był wydalony ze Związku Ziemian i skazany na bojkot towarzyski”.

Tak ziemianie II Rzeczypospolitej traktowali tchórzy i kunktatorów.

W innym miejscu autor opisuje radykalną rozprawę z komunistycznym agitatorem obnoszącym się ze swoją butą i demoralizującym wieś, którego syn terroryzował kolegów ze szkoły (w gminie, na której terenie znajdował się majątek Jałowieckiego, Kamień) i bezkarnie lżył nauczyciela. Mieczysław Jełowiecki, świadom swych obowiązków wobec społeczności wsi wezwał agitatora do szkoły i udzielił mu reprymendy. Już pierwsze słowa właściciela Kamienia nie zapowiadały, że będzie to miła pogawędka, a tym bardziej „rozmowa partnerska”, „debata równościowa”.„Sąsiedzie – rzekłem, z trudem panując nad sobą – może byście tak zdjęli czapkę. Przecież tu jest szkoła i sami widzicie, krzyż wisi na ścianie. Nawet nie bardzo wypada, żeby gospodarz zachowywał się jak poganin…” . Gdy perswazja nie pomogła i agitator próbował odpyskiwać, trzeba było zastosować ostrzejsze środki, bezpośrednie. Poskutkowało. Wichrzyciel zamilkł. W szkole został przywrócony ład.

Propaganda komunistyczna z wrogością odnosiła się – i odnosi nadal – do polskich ziemian, do kultury tej warstwy społecznej oraz postawy, którą reprezentowała. Dla komunistów ziemianin był wrogiem numer jeden, bo uosabiał poszanowanie własności prywatnej i wiarę. A także, szacunek wobec stanu kapłańskiego, wykształcenie, towarzyską ogładę. Sposób bycia jak najdalszy od kultury obecnych nowobogackich. Wreszcie – służebną postawę wobec Polski i społeczności lokalnej. Postawę tę dziś możemy określić mianem obywatelskiej.

Także liberalizm – neoficki liberalizm postkomunistów – pogardza etosem ziemiańskim. Pogardza za jego trwanie przy zdrowym tradycyjnym konserwatyzmie, wyczulenie na fałszywe idee. Obie te cechy mają związek z trzeźwym i realistycznym spojrzeniem na rzeczywistość ludzi, którzy na co dzień obcowali z ziemią, Pracując na roli.

Ziemianie nie byli teoretykami. Zajmując się uprawą i hodowlą praktycznie, dogłębnie studiując tę specjalną gałąź gospodarki, jaką jest rolnictwo – często przez wieloletnie studia i praktyki w dużych majątkach, także zagranicą – poznając gruntownie twarde prawidłowości życia, ziemianie wykształcili w sobie sceptycyzm wobec wszystkiego co jest, jak mówią Anglicy, zbyt sophisticated. Co mami płytką atrakcyjnością i pozorną głębią. Dlatego najwybitniejsi, najbardziej zasłużeni dla Polski przedstawiciele środowiska ziemiańskiego byli tak impregnowani na pokusy związane z nowinkarstwem ideowym, z ideologią. I przedkładali ideał zdrowego wiejskiego życia nad miejskie „targowisko próżności”.

Obrazek
Constant Troyon – Droga na targ


Jednym z takich przedstawicieli przedwojennego ziemiaństwa był Mieczysław Jałowiecki (1867-1963). Dla wszystkich, którzy rozumieją, na czym polegała unikalna wartość etosu ziemiańskiego, biografia Jałowieckiego jawi się jako rezultat oczywistych wyborów, od których na przełomie epok nie było odwołania dla potomka historycznej ziemiańskiej rodziny. Ten syn rodziny polskiej osiadłej na Litwie (jej korzenie od strony ojca, Bolesława Pieriejesławskiego-Jałowieckiego sięgają Rurykowiczów, od strony matki, Anieli z Witkiewiczów – historycznego rodu Szkocji) był człowiekiem starannie wykształconym. Studiował rolnictwo na Politechnice Ryskiej, doktoryzował się w Halle. Wiele lat przepracował w służbie cywilnej, szlify zdobywał pracując na wysokich stanowiskach urzędniczych i dyplomatycznych jeszcze w Petersburgu. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości był pełnomocnikiem rządu w randze ministra w Wolnym Mieście Gdańsku, gdzie mógł szczycić się ogromnym zaufaniem władz odrodzonej Rzeczpospolitej.

Ten światowiec w całym tego słowa znaczeniu, który nigdy nie był kosmopolitą, człowiek rozległych horyzontów, wielkiej kultury, państwowiec, wnikliwy znawca polityki jako sztuki, znalazł prawdziwe źródło szczęścia, sensu życia i satysfakcji w uprawianiu i pielęgnowaniu ziemi. Czynił to z wielkim rozmachem, pasją i miłością. w majątku Kamień na ziemi kaliskiej, który objął po ślubie z jego spadkobierczynią.

„Rolnictwo nie było i nigdy nie będzie rzemiosłem w ścisłym znaczeniu tego słowa – pisze Mieczysław Jałowiecki w swojej książce – i aby być rolnikiem, trzeba połączyć w sobie natchnienie artysty i praktyczność kupca”[1]. Zapiski te to swego rodzaju kronika wydarzeń politycznych, roją się one od malowniczych opisów międzywojennych stosunków społecznych, anegdot, nie pozbawionych pewnego sarkazmu – Jałowiecki był człowiekiem dowcipnym i język miał cięty – portretów głównych osobistości tego czasu, jednak najbardziej fascynujące rozdziały, skonstruowane niczym powieść sensacyjna, są poświęcone uprawie buraka cukrowego, zbiorom rzepaku, jęczmienia i żyta.

Obrazek

Oto jak autor pisze o sztuce uprawy jęczmienia browarnego: „W przeciwieństwie do rzepaku jęczmień należy zbierać w okresie zupełnego dojrzenia. Ziarno musi być twarde, w stanie, który Niemcy określają «Todtreif», a pogoda w czasie zbiorów jest sprawą pierwszej wagi. Ścięty jęczmień nie powinien ani chwili leżeć w pokosach na ziemi, gdyż dojrzałe ziarno w zetknięciu nawet z suchą ziemią natychmiast zwilgotnieje. Jęczmień w sterty lub do stodoły należy zwozić «na sucho», po paru słonecznych dniach, kiedy słoma już przyschła, i rozpocząć zwózkę koło południa, by uniknąć rosy. Młócić należy bardzo ostrożnie, na «luźnym bębnie», aby nie nadwerężać ziarna, bo pogruchotane nie nadaje się już do słodowni. Zjawia się kupiec. Ogląda w spichrzu przygotowany i oczyszczony jak złoto jęczmień. Następuje teraz próba nerwów. Kupiec ma ze sobą wagę holenderską dla określenia ciężaru gatunkowego ziarna i ja mam taką również, by w obecności kupca, który w środkach nie przebiera, sprawdzać, czy nie zrobił jakiejś «machlojki». Potem kupiec wyjmuje maszynkę, którą przepoławia wzięte na próbę ziarna. Wreszcie następuje chwila dobicia targu. Kupiec jednak bierze w garść kupkę jęczmienia i zaczyna wąchać. – Przepraszam Pana, ale jęczmień ma trochę «stichu» – co ma oznaczać stęchliznę. – Sam ma pan «sticha» w głowie – mówię już zirytowany. – Nie pan dobrze wytrze nos i jeszcze raz powącha”.

Dziś to rolnicze rzemiosło nazwane zostało produkcją i odarte z całego piękna, podniosłości, także z elementów męskiej walki z przeciwnościami przyrody, ale także – walki z perfidią banków. Stało się, w większości przypadków, monotonną harówką, niczym nie przypominającą tej pełnej napięcia gry o najwyższą stawkę.

Obrazek
Alfred Wierusz-Kowalski – Dożynki


Taka właśnie miłość do ziemi, gdzie uczucie, oddanie, wręcz poświęcenie i pracowitość spotykały się z głębokim zrozumieniem praw przyrody, z umiejętnością posługiwania się nowoczesną techniką, wreszcie z talentami biznesowymi, była tym czymś, co należało, z punktu widzenia komunistów, wyniszczyć do ostatka, tak by nigdy owa warstwa nie mogła zostać odtworzona. Promieniowanie ziemiaństwa na całość życia społecznego, jego gotowość do świadczenia na rzecz wspólnoty, jego zmysł praktyczny, zasadniczy wkład w gospodarkę polską nie mogły się podobać ideologom, nawet tym spod znaku narodowego, o czym nie bez pewnej goryczy wspomina autor. Stąd między innymi zarządzenie, by ziemianie po wojnie, ograbieni z majątków, wyrzuceni z własnych domów, opluci i wyszydzeni przez propagandę, obwołani wrogami ludu, nie mogli się osiedlać nawet na terenie powiatów, w których leżały ich posiadłości.

Mieczysław Jałowiecki, opisując życie ziemiaństwa, poświęca sporo miejsca osobliwemu zajęciu ziemian, jakim było myślistwo, traktowane i uprawiane na poły jako powinność wobec przyrody, obliczona na wzmocnienie zwierzostanu, ochronę przed chorobami, eliminowanie osobników słabszych, na poły jako szlachetne zajęcie z dziedziny kultury bycia, wraz z pielęgnowanym drobiazgowo towarzyskim rytuałem, z całym kolorytem męskiej przygody osadzonej na stałe w rytmie pór roku. Co istotne, Mieczysław Jałowiecki nie upaja się poezją polowań, ale podchodzi do nich na sposób praktyczny, jak dobry gospodarz, który widzi w nich dziedzinę obowiązku niezbędnego do utrzymania ładu i równowagi w przyrodzie. „Łowiectwo to poniekąd gałąź rolnictwa i hodowli i wymaga nie mniej pracy, cierpliwości i pilności od rolnictwa […]. Łowiectwo to również wieczna walka ze szkodnikami, z których najgorszym jest człowiek” – pisze Jałowiecki.

Z równą odrazą co o kłusownikach wywodzących się ze wsi, w niezrozumiały sposób tolerowanych przez ówczesne władze, wypowiada się Jałowiecki o wszelkich demagogach, lewicowych agitatorach psujących chłopstwo, niekompetentnych urzędnikach, zaspakajających osobistą pychę politykach, słowem o wszystkich wywołujących chaos i anarchizujących życie polityczne II Rzeczypospolitej – nie oszczędzając endeków, ale i niektórych piłsudczyków – o wszystkich, których działalność sprzeczna była z instynktem państwowym, ze zdrowym rozsądkiem, z dobrze pojętą racją stanu państwa polskiego.

Obrazek
Londyn, lata 60. XX w. Uroczyste spotkanie w rocznicę odzyskania niepodległości. Trzeci od lewej w pierwszym rzędzie od dołu gen. Władysław Anders, piąty Mieczysław Jałowiecki


Nakreślony ręką klasycznego konserwatysty obraz Polski międzywojennej bynajmniej nie jest sielankowy. Przeciwnie, pełen gorzkich nieraz refleksji. Przy wszystkich zastrzeżeniach, jest to jednak wizerunek świata budzącego nadzieję, gdzie szanuje się rolnika – także ziemianina – jako tego, który opiekując się ziemią i pracując na niej uczciwie, służy, najlepiej jak umie, ojczyźnie. Tamten świat odmalowany został piórem człowieka wolnego od ideologicznego zacietrzewienia, bolejącego z powodu błędów rządzących, lecz nieulegającego złym emocjom w kontaktach z bliźnimi, pełnego filozoficznego spokoju, który wynika między innymi z obcowania z ziemią.

Przed wojną ziemianie pełnili rolę wzorców osobowych i doradców dla mieszkańców polskiej wsi. Tworzyli nie tylko nowoczesne lobby, wspierające racjonalne zmiany gospodarcze na wsi, korzystne innowacje w uprawach i hodowli oraz stosowanie nowoczesnych maszyn, ale także czuwali nad ładem społecznym wiejskiego życia. To ziemianie troszczyli się o przyszłość chłopskich dzieci – zakładali ochronki, szkoły; polskie ziemianki służyły chłopskim rodzinom pomocą medyczną, nieraz na dużą skalę. Odpowiedzialność za ziemię i los pracujących na niej ludzi była częścią odpowiedzialności za własne państwo. Mieczysław Jałowiecki nie bez powodu opisuje jak grupa sąsiedzka otoczyła ostracyzmem młodego mężczyznę, który wyłamał się z obowiązku obrony Ojczyzny.

Dziś nie ma już takiej „instytucji” jak przedwojenne ziemiaństwo, które swoim autorytetem – uznawanym przez mieszkańców wsi – mogło skutecznie moderować sytuację i zapobiegać plagom społecznym na wsi. Umiejące dostrzec w porę problemy jej mieszkańców w kontekście szerszym, ogólnopaństwowym i stosownie zareagować.

Obrazek
Zygmunt Rozwadowski


Symbolem prawomocnej władzy nie jest nigdy bezduszne panowanie, lecz służba. Misją rodzin ziemiańskich w Rzeczpospolitej było przywracanie bytu państwowego, a potem, wzmacnianie i obrona naszego państwa, a także tworzenie i obrona kultury, duchowej tkanki życia społecznego, która łączy nas wszystkich w jeden żywy organizm. Rodziny ziemiańskie stanowiły wzór życia i punkt odniesienia także w kwestii pielęgnowania powierzonej im przez Stwórcę ziemi. Po latach dewastowania ziemi przez państwowego użytkownika, który nie potrafił nigdy być gospodarzem – widać najlepiej, jak bardzo brakuje w naszym kraju ziemian. Sztuka uprawienia ziemi obrócona została często w grabież jej zasobami, zniszczony został również jej pejzaż kulturowy. Miejsce dworu zajęła karczma.

*) Tom wspomnień M. Jałowieckiego zatytułowany „Requiem dla ziemiaństwa” wydał Czytelnik w 2002 r.

[1] M. Jałowiecki, Requiem dla ziemiaństwa, Warszawa 2003.

http://ewapolak-palkiewicz.pl/zdejmijci ... sasiedzie/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 17 sty 2015, 09:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Wracajmy do historii

Kiedy do kształcenia i wychowania podchodzi się z troską, aby z młodzieży wyrosło pokolenie rozumne i mężne, a nie - jak pisał Zygmunt Krasiński w liście do A. Sołtana z 12-20 maja 1844 r. - „smętne a bezbożne, z pogmatwanymi wyobrażeniami, skwaśniałe i zgorzkniałe w kwiecie lat...", wówczas wielką wagę przywiązuje się do nauki historii.

Pamięta się bowiem o znanych maksymach takich jak historia est magistra vitae („historia jest nauczycielką życia") czy „historia lubi się powtarzać". W szanujących się społeczeństwach szczególną rolę odgrywała zawsze nauka historii starożytnej, historia Grecji i Rzymu, nie tylko dlatego, że tam znajdują się początki naszej cywilizacji, ale również dlatego, że tam pojawili się wielcy historycy. Dziełami takich mistrzów jak Herodot, Tukidydes czy Tacyt karmiły się przez ponad dwa tysiące lat pokolenia wielu narodów. Również polska młodzież, i to jeszcze przed wojną, w gimnazjach klasycznych poznawała oryginały bezcennego dziedzictwa naszej kultury.

Na czym polegała wielkość starożytnych historyków i edukacyjno-wychowawczy walor ich dzieł? Na tym, że byli nie tylko racjonalnie dociekliwi, ale i bezstronni. Obowiązywała maksyma, by pisać - jak mówił Tacyt - sine ira et studio, a więc bez gniewu i bez osobistych predylekcji. Zresztą, już sam początek Dziejów Herodota, uznanego powszechnie za ojca historii, po dziś dzień zachwyca: „Herodot z Halikarnasu przedstawia tu wyniki swych badań, żeby ani dzieje ludzkie z biegiem czasu nie zatarły się w pamięci, ani wielkie i podziwu godne dzieła, jakich bądź hellenowie, bądź barbarzyńcy dokonali, nie przebrzmiały bez echa, między innymi szczególnie wyjaśniając, dlaczego oni nawzajem ze sobą wojowali". Wyrazem bezstronności jest pamięć na rzeczy wielkie dokonane nie tylko przez swoich, czyli hellenów, ale również przez barbarzyńców; natomiast wyrazem racjonalnej dociekliwości jest próba szukania odpowiedzi na pytanie, dlaczego coś się działo, a nie tylko, jak i kiedy.

Po utracie suwerenności przez Polskę z końcem drugiej wojny światowej w nauczaniu historii nastąpił powrót do metod z okresu zaborów. Chodziło o to, aby ograniczyć, zniekształcić i zohydzić pamięć o przeszłości narodu, który przez kilka wieków przodował w kulturze i którego państwo było wielkie i sprawiedliwe. Znów aktualne stały się słowa Zygmunta Krasińskiego pisane w liście do A. Sołtana w 1844 roku: „Młodzież w najopłakańszym położeniu. Uczą jej kłamstw i bluźnierstw historycznych..." Powojenne podręczniki zaroiły się nie tylko od zwykłych kłamstw, ale również od historycznych bluźnierstw. Kłamstwo to świadome podanie nieprawdy np. co do przyczyn pewnych wydarzeń, bluźnierstwo historyczne zaś to celowe pomniejszanie zasług i osiągnięć Polski, a wywyższanie dokonań zaborcy. Przykład: najpierw mnóstwo było zachwytów nad Rosją, potem nad Związkiem Radzieckim, teraz nad Unią Europejską, a Polski - nie ma. Dziesiątki milionów Polaków niczym wielki bór oczyszczane są ze ściółki, czyli nagromadzonego dorobku pokoleń. Las pozbawiony ściółki schnie. Czyż nie to samo dzieje się z narodem?

Nic więc dziwnego, że „wzrasta [...] pokolenie smętne a bezbożne, z pogmatwanymi wyobrażeniami, skwaśniałe i zgorzkniałe w kwiecie lat, ale przy tym pełne nienawiści i hartu, nie owego jednak dawnego naszego, które nigdy rachuby nie znało i czystym poświęceniem było. Ich hart to niewolników energia... Takie systematyczne moralne zabijanie młodzieży - pisał we wspomnianym l i ście Zygmunt Krasiński - jest potężnym środkiem na zobojętnienie naszych sił. Piekielny to wymysł na zgubę nie tylko obecności, ale i w przyszłość wymierzony! Zamordować dziecko w łonie matki jeszcze, oto cel!" Widzimy po stu pięćdziesięciu latach, jak nasz wieszcz narodowy proroczo odczytał cel przyświecający wrogom Polski: zdemoralizować młodzież i zamordować dziecko w łonie matki. Dlatego wzorem starożytnych wracajmy do prawdziwej historii, mniej będzie wówczas zdziwienia, a więcej rozumu.

Piotr Jaroszyński
"Patrzmy na rzeczywistość"

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... o-historii


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 17 lut 2015, 08:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Wzór dla nauczycieli i wychowawców

Obrazek

W Opactwie Sióstr Benedyktynek w niedzielę wieczorem odbyły się uroczystości ku czci wybitnej nauczycielki i patriotki Sługi Bożej Anny Jenke w 39. rocznicę jej śmierci.

Mszy św. w kościele pw. Św. Mikołaja, gdzie spoczywają doczesne szczątki Sługi Bożej Anny Jenke, przewodniczył ks. Kazimierz Wójcikowski, proboszcz parafii i kustosz sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Jodłówce. W homilii kapłan, który jako wikary w jarosławskiej kolegiacie w latach 70. ubiegłego stulecia był duchowym przewodnikiem Anny Jenke, a także świadkiem w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożej, przypomniał jej postać i osobowość, z której przebijała się wielka troska o sprawy wiary i moralności, o ojczyznę, a zwłaszcza o młodzież, szczególnie tę zaniedbaną. Choć jak zaznaczył, w wielu sprawach obowiązuje go tajemnica spowiedzi czy tajemnica procesu, to tym, o czym bez wątpienia może zaświadczyć, to wielka miłość do Pana Boga i ludzi, która cechowała Annę Jenke.

Mogę powiedzieć tylko jedno, że gdy przystępowała do konfesjonału, czułem się bardzo mały wobec wielkości jej ducha – zaznaczył ks. Kazimierz Wójcikowski.

Podkreślił, że jako nauczycielkę, pedagoga, Sługę Bożą żywo interesowały ją sprawy młodzieży, jej problemy, trudności.

Wskazywała na niebezpieczeństwa, jakie grożą młodzieży, starając się ustrzec ją przed zepsuciem i demoralizacją – mówił kaznodzieja. Zaznaczył, że kapłani uczący w Jarosławiu, dzięki niezwykle trafnym uwagom prof. Anny Jenke mogli lepiej poznać problemy młodzieży i jeszcze bardziej się nad nimi pochylać. Kiedy 15 lutego 1976 r. po ciężkiej chorobie Anna Jenke zmarła w opinii świętości, jej pogrzeb był manifestacją wiary mieszkańców miasta.

W 39. rocznicę śmierci Anny Jenke modlimy się o jej beatyfikację, abyśmy jak najszybciej doczekali tego dnia, ale również wzywamy jej wstawiennictwa w naszych osobistych potrzebach – mówił kaznodzieja, przypominając, że kult Sługi Bożej szerzy się w wielu często odległych miejscach Polski, gdzie życie i postawa Anny Jenke oraz jej program wychowawczy są wzorem dla współcześnie żyjących, a zwłaszcza dla nauczycieli i pedagogów.

Ludzie chcą obierać Annę za patronkę ważnych, wielkich dzieł. Cieszmy się, że na naszej jarosławskiej ziemi wyrosła taka perła, że mamy tak blisko do niej, do jej relikwii, że możemy prosić ją o pomoc, wsparcie i ufajmy, że tej pomocy nam nie odmówi – zaznaczył ks. Kazimierz Wójcikowski.

Proces beatyfikacyjny Sługi Bożej Anny Jenke na szczeblu diecezjalnym rozpoczął się 26 marca 1993 r. W maju 1999 r. dokumenty procesowe zostały przekazane do Kongregacji Spraw Świętych, obecnie Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... awcow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 18 cze 2015, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Kochajmy naszą Ojczyznę

Obrazek

Z ks. kard. Henrykiem Gulbinowiczem, metropolitą seniorem archidiecezji wrocławskiej, rozmawia Marek Zygmunt

Ksiądz Kardynał obchodzi dziś jubileusz 65-lecia święceń kapłańskich. Jak rodziło się kapłaństwo Eminencji?
– Wszystko zawdzięczam… Armii Czerwonej. II wojna światowa skończyła się na Wileńszczyźnie 7 lipca 1944 r. Litwa była już wtedy socjalistyczną republiką sowiecką. Oni jako obywateli Związku Sowieckiego brali nas, młodzież, do wojska, właśnie do Armii Czerwonej. Miałem wtedy 20 lat i dlatego byłem poborowym. Młodzi Polacy uciekali do partyzantki. Mnie tam nie chcieli, bo byłem fizycznie za słaby.

Ksiądz arcybiskup Romuald Jałbrzykowski, gdy wrócił z obozu niemieckiego na Litwie, stwierdził, że wielu kapłanów straciło życie, zostali rozstrzelani albo wywiezieni na Sybir. I dlatego postanowił utworzyć seminarium duchowne.

Mój proboszcz zaproponował wtedy moim rodzicom: „Czy wasz syn będzie księdzem, czy też nie, niech się skryje w seminarium duchownym”, bo wtedy alumnów nie brali do wojska. 15 września 1944 r. zgłosiłem się do rektora ks. Jana Uszyłły. Usłyszałem, że dokumenty mam dobre, ale muszę przynieść ze sobą pościel, bo wszystko zostało rozkradzione, a nowy rok akademicki rozpoczyna się 10 października. Stawiłem się w tym dniu na tej uroczystości. Było nas w sumie 60 alumnów, w tym 45 Polaków i 15 Litwinów. Warunki były trudne. Dokuczało nam zimno, bo były kłopoty z opałem, palono tylko dwa razy w tygodniu. A w Wilnie w zimie temperatura wtedy dochodziła do minus 36 stopni.

Co jest największą radością kapłańskiego życia Księdza Kardynała?
– W swojej kapłańskiej posłudze staram się cały czas obdarzać szacunkiem drugiego człowieka. Cieszę się, jeśli jestem zrozumiany, mogę komuś pomóc. To wyniosłem ze swojego domu rodzinnego. Te cechy starałem się zawsze przekazywać młodym kapłanom.

Jak ogromna jest miłość Boga do człowieka, że – jak mówimy w wyznaniu wiary: „Bóg z Boga, światłość ze światłości” – każe swojemu Synowi przyjąć naturę człowieka po to, żeby cierpiał, umierał, dał nam klucz do ręki, abyśmy umieli sobie otworzyć bramy do wiecznej szczęśliwości.

Co dzisiaj chciałby Ksiądz Kardynał przekazać Polakom?
– Życzę, aby w każdej rodzinie szanowano Pana Boga, modlono się do Matki Najświętszej. Okazujmy Chrystusowi wdzięczność, żyjmy według Jego zasad i kochajmy naszą Ojczyznę.

Uroczysta Msza św. pod przewodnictwem nuncjusza apostolskiego w Polsce ks. abp. Celestino Migliorego w intencji Dostojnego Jubilata ks. kard. Henryka Gulbinowicza będzie sprawowana w katedrze wrocławskiej w sobotę, 20 czerwca br., o godz. 11.00. Homilię wygłosi ordynariusz świdnicki ks. bp Ignacy Dec.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... zyzne.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 09 lut 2016, 18:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Nosiłam i wciąż noszę Polskę w sercu

Z Marią Mirecką-Loryś, byłą dyrektor Krajowego Zarządu Kongresu Polonii Amerykańskiej w Chicago, prezes Koła Lwowian w Chicago, w czasie II wojny światowej zaangażowaną w działalność narodowej konspiracji, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Obrazek

Sto lat to piękny wiek. Co z perspektywy czasu wspomina Pani najbardziej?
– Bardzo miło wspominam lata dziecinne i ciepło rodzinnego domu. Byłam siódmym dzieckiem moich rodziców, zresztą bardzo żywotnym dzieckiem. Nic zatem dziwnego, że moja mama zastanawiała się, co ze mnie wyrośnie. Ale jak widać nie było chyba tak źle… Troskę i trud rodziców doceniłam jeszcze bardziej, kiedy sama zostałam matką i starałam się jak najlepiej wychować moje dzieci. W grudniu 1945 r. musiałam wyjechać z Polski – najpierw do Włoch, później do Wielkiej Brytanii i w końcu do Stanów Zjednoczonych. Syn urodził się w Londynie, a córka w Chicago, ale w naszym domu zawsze była Polska i to było piękne. Kiedy dzieci wracały ze szkoły, w domu mówiliśmy tylko po polsku. Należałam do organizacji polonijnych, działałam w Stronnictwie Narodowym, byłam członkiem ZG Związku Polek w Ameryce oraz dyrektorem Krajowego Zarządu Kongresu Polonii Amerykańskiej. Dzięki wieloletniej pracy w redakcji „Głosu Polek”, który był organem Związku Polek w Ameryce, miałam okazję zobaczyć, jak głęboko w sercach naszych rodaków jest Polska i czym dla tych ludzi jest patriotyzm. To umiłowanie ojczyzny mnie urzekło, było zresztą zgodne z moimi przekonaniami. Wszyscy, choć na obczyźnie, byliśmy przecież Polakami, którzy z konieczności musieli opuścić swoją ojczyznę. Praca dziennikarska dała mi możliwość wejścia w życie amerykańskie – polonijne, byliśmy też przyjmowani przez prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Jak to się stało, że opuściła Pani Polskę, i to na tak wiele lat?
– Działalność konspiracyjna, a potem opozycyjna nie przysporzyła mi zwolenników w szeregach władz stalinowskich w Polsce. Wprost przeciwnie – byłam aresztowana przez UB i spędziłam jakiś czas w więzieniach w Nisku, Rzeszowie, Warszawie i Krakowie. Na wolność wyszłam 1 września 1945 r., na mocy amnestii. Opuściłam Polskę w grudniu 1945 r., przed drugim aresztowaniem. We Włoszech poznałam mojego męża, razem z nim wyemigrowałam do Wielkiej Brytanii, a dalej do Stanów Zjednoczonych. Mimo że życie układaliśmy sobie na obczyźnie, w sercach wciąż była Polska.

Czym dla Pani jest patriotyzm? Skąd się wzięło to pragnienie pomagania innym, zwłaszcza zaś Polakom za wschodnią granicą?
– Patriotyzm to poczucie łączności z ojczyzną i obowiązek wobec kraju, z którego się wyrasta. Jako ludzie młodzi wobec zagrożenia ze strony okupanta niemieckiego patriotyzm rozumieliśmy jako poświęcenie dla Ojczyzny, na rzecz jej wolności. Dziś czasy – choć niespokojne – są jednak inne i widać tę różnicę. Ojczyzna nie wymaga już tak wielkiego poświęcenia. Dziś dla Ojczyzny nie trzeba już ryzykować własnym zdrowiem czy życiem. Wciąż można jednak pomagać ludziom i to starałam się robić i robię do dziś. Mój brat Bronisław Mirecki był księdzem za wschodnią granicą w Nowym Siole nad Zbruczem. Od niego znałam poziom biedy, jaką przeżywali tam nasi rodacy. Cykl pogadanek, jaki prowadziłam w radiu, wywołał wśród Polonii ogromne zainteresowanie i wzbudził potrzebę niesienia pomocy. Ja natomiast pełniłam rolę pośredniczki między Polonią w Stanach Zjednoczonych a naszymi rodakami na Wschodzie. Podawałam adresy najbardziej potrzebujących rodzin, a ludzie wysyłali im paczki. Skala tej pomocy była spora, bo z informacji, jakie do mnie docierały, wiem, że niektóre polskie rodziny na Wschodzie otrzymywały nawet po sto paczek żywnościowych.

Podczas sobotnich uroczystości ordynariusz sandomierski ks. bp Krzysztof Nitkiewicz mówił o Pani jako o „przemytniczce Bożej”. Skąd się wziął ten przydomek?
– To długa historia. Kiedy po wojnie ludność nad Zbruczem masowo opuszczała te ziemie, mój brat, wspomniany ks. Bronisław Mirecki wraz ze swoim kolegą – również kapłanem – zastanawiali się, co dalej robić. Zwrócili się w liście o poradę do Ojca Pio, który odpowiedział im jednym słowem: „Trwać”. I tak zrobili. Rozpoczęły się prześladowania Kościoła. Kolegę brata wywieźli, a Bronkowi spalili kościół. Miał również 15-letni zakaz sprawowania funkcji kapłańskich, nie mógł też nosić stroju duchownego. Odprawiał Mszę św. po kryjomu po domach u ludzi, za co też groziły mu restrykcje. Ale się nie ugiął. Zamiast kielicha nosił przy sobie szklankę, która – jak opowiadali mi ludzie, bo on sam się nie chwalił – służyła mu jako kielich do sprawowania Eucharystii. Kiedy podczas jednej ze swoich audycji radiowych podałam tę informacje, to ludzie przynieśli mi do domu w Chicago 14 kielichów. Brat jednak zabronił mi przywożenia ich ze względu na rewizje, jakim ciągle był poddawany, bo przecież oficjalnie wciąż nie wolno mu było piastować funkcji kapłańskich. Z tego względu kielichy trafiły do Polski, do kościołów, które się właśnie budowały. Z kolei odwiedzając brata na Wschodzie razem z naszą siostrą Heleną, korzystając z paszportów amerykańskich, przewoziłyśmy m.in. różańce, a także obrazki święte, które podczas jednego z pobytów w Polsce specjalnie poświęcił Ojciec Święty Jan Paweł II.

Skąd czerpie Pani siły, aby mimo wieku podejmować się niesienia pomocy dla naszych rodaków za wschodnią granicą?
– Zawsze, od dziecka byłam bardzo aktywna. Uprawiałam – oczywiście – amatorsko sport, jeździłam na obozy. Zresztą powiem panu, że gimnastykuję się do dziś. To jeśli chodzi o siły fizyczne. Natomiast siły duchowe czerpię z wiary w Pana Boga. To Bóg dodaje mi sił, aby nieść pomoc innym. Wolę pomocy innym wyniosłam z rodzinnego domu. W latach 1933-1934 w Polsce była straszna bieda. Niektóre dzieci mówiły mi, że ich tata jest tak słaby, że nawet nie może się poruszać o własnych siłach. Oczywiście przekazywałam te wieści w domu. Wtedy szykowaliśmy jedzenie i zanosiłam je do domów ludzi potrzebujących. Także od dziecka byłam wychowywana w atmosferze wrażliwości wobec ludzi ubogich i potrzebujących. Myślę, że była to baza, która także później uzdalniała mnie do pomocy innym.

Jaką rolę w Pani życiu odgrywa wiara?
– Tak jak wspomniałam, Pan Bóg zawsze był, jest i będzie celem mojego życia. Wierzę w Boga i w ciągu swego długiego życia wielokrotnie doświadczyłam opieki Bożej Opatrzności. W czasach okupacji, w Polsce stalinowskiej, a także później, w czasach, kiedy razem z siostrą przemycałyśmy do ówczesnego Związku Sowieckiego dewocjonalia. Pamiętam sytuację, kiedy pakowałyśmy się przed podróżą – siostra schowała różańce, a ja pieniądze i około stu obrazków poświęconych przez Jana Pawła II. Na granicy wówczas jeszcze rosyjskiej zostałam poddana rewizji. Szczegółowo przeszukano mnie i moją torbę podróżną, rozebrano mi na części aparat fotograficzny, ale obrazków nie znaleziono. Jak to się stało, nie umiem tego wytłumaczyć, tym bardziej że po przyjeździe do hotelu we Lwowie i otwarciu torby, która została wcześniej przeszukana na granicy, na samym wierzchu nietknięta leżała koperta z obrazkami. Opisałam to wszystko kard. Władysławowi Rubinowi, którego krewni byli parafianami mojego brata, a ksiądz kardynał tę informację przekazał Ojcu Świętemu. I tak zostałam „przemytniczką Bożą”. Wiara czyni cuda, trzeba tylko wierzyć.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... sercu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 10 lut 2016, 11:32 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2572
Bożej Przemytniczce,niskie ukłony i długiego Zycia :)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 06 cze 2016, 10:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Nauczyciel patriotyzmu

Obrazek

Prawdziwych mężczyzn nam potrzeba, a nie nicponi, nie mętów społecznych. Dajcie ojczyźnie Polaków, nie pachołków, to jest dajcie ludzi silnych, odważnych, zdolnych do wielkich wysiłków, zaprawionych do walki, przygotowanych do brania udziału w naradach„. Te aktualnie brzmiące słowa wypowiedział w XVII wieku o. Stanisław od Jezusa i Maryi Papczyński. Historia jego dokonań na polu edukacji patriotycznej i udziału w ważnych wydarzeniach epoki stanowi pasjonującą kartę dziejów Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Przyszły założyciel marianów urodził się 18 maja 1631 roku w Podegrodziu na Sądecczyźnie. Był synem sołtysa trudniącego się kowalstwem i zarządzającego dobrami rozległej i historycznej parafii. Żył w dobie wojen Rzeczypospolitej z Kozakami i Rosjanami, potopu szwedzkiego i wielkich zmagań chrześcijańskiej Europy z agresją muzułmańskiego Imperium Osmańskiego.

W młodości uczył się w kolegiach jezuickich w Jarosławiu, Lwowie i Rawie Mazowieckiej. W 1654 roku wstąpił (w leżącym na pograniczu węgierskim klasztorze w Podolińcu) do zakonu pijarów. Rok później, gdy uzupełniał wykształcenie w Warszawie, widział, jak Szwedzi zajmują stolicę.

Dla o. Papczyńskiego wydarzenia potopu oraz wojny z Kozakami i Moskwą stały się punktem wyjścia do refleksji nad powinnościami wobec Ojczyzny. Zakonnik podjął się zadania edukacji patriotycznej uczniów kolegiów i synów magnackich. Nauczając retoryki, czyli sztuki pięknego wysławiania się w mowie i piśmie, przypominał o konieczności poświęcania spraw prywatnych dla dobra publicznego. Pisał m.in.: ”Wszyscy, którzy marzą o zapewnieniu sobie nieśmiertelności, powinni przejąć się tą głęboką i szlachetną myślą, że przez Rzeczpospolitą należy rozumieć coś, czemu warto się całkowicie oddać i poświęcić„. W XVII w. nie był to głos wołający na puszczy. Rzeczpospolita nadal potrafiła przezwyciężać kryzysy i odnosić sukcesy, gdy na wysokości zadania stawali jej władcy i stany, na czele ze szlachtą. Tak stało się, gdy król Jan Kazimierz w ślubach lwowskich zawierzył Maryi Koronę Polską, a Naród zjednoczył się wokół monarchy, nie szczędząc krwi i majątku w walce z najeźdźcami. Postąpiono zgodnie z przesłaniem Papczyńskiego: ”Najchwalebniejszą rzeczą umysłu szlachetnego jest poświęcenie sprawom publicznym swego majątku i życia„. Wysiłek przyniósł wygnanie Szwedów i odwrócenie karty wojny na wschodzie.

Chwała zwycięzcom
Wydarzenia z lat 1648-1660 ujawniły słabość, ale i pokazały siłę Rzeczypospolitej. Ojciec Papczyński swoją politykę historyczną opierał nie na wyliczaniu klęsk, ale ukazywaniu przykładów sukcesów i powodów, dzięki którym udało się je osiągnąć. W dobie Jana Kazimierza lekcji patriotyzmu i chrześcijańskiego miłosierdzia udzielił w oracji politycznej po zwycięstwach nad Rosjanami i Kozakami pod Słobodyszczami i Cudnowem w 1660 roku. Autorem sukcesu był hetman polny koronny Jerzy Lubomirski, którego synów Papczyński uczył retoryki. Nauczyciel na cześć zwycięskiego hetmana napisał mowę dziękczynną.

W tym majstersztyku sztuki oratorskiej przypomniał o wartości rycerskiego poświęcenia dla Ojczyzny. Podkreślił też fakt prowadzenia wojny sprawiedliwej i konieczność miłosiernego traktowania przeciwnika: ”Kiedy zobaczyliśmy jak wy Moskale zuchwale chwyciliście za broń przeciwko nam, sile przeciwstawiliśmy siłę i przy pomocy Boga, mściciela wszelkiego zuchwalstwa i krzywdy, popierającego sprawiedliwe nasze wysiłki, agresję waszą powstrzymaliśmy, i co więcej, odparliśmy ją. Jednakże teraz, kiedy korzycie się przed nami i oddajecie do naszej dyspozycji, chowamy nasze miecze do pochew i okazujemy wam pobłażanie, jakie z natury żywimy do wszystkich ludzi. Oszczędzamy pokonanych.„

Wsparcie Lwa Lechistanu
Po otrzymaniu w 1661 roku święceń kapłańskich Papczyński zasłynął jako znakomity kaznodzieja. W 1663 roku ukazał się jego podręcznik retoryki ”Prodromus reginae atrium„, czyli ”Zwiastun królowej sztuk„, kilkakrotnie wznawiany z powodu wielkiej popularności. Już w połowie lat 60. XVII w. o. Stanisław był znaną postacią, do której o wsparcie duchowe zwracało się wiele znakomitości. Był doradcą duchowym i spowiednikiem kilku polskich biskupów, nuncjusza Pignatellego (późniejszego Papieża Innocentego XII), a także hetmana i króla Jana Sobieskiego.

W 1673 roku o. Papczyński przyjął pierwszą oblację w Stowarzyszeniu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i uzyskał ziemię na budowę domu zakonnego w Puszczy Korabiewskiej, zwanej potem Mariańską. Powstał nowy zakon – Zgromadzenie Księży Marianów. W 1677 roku erygowano drugi dom zakonny w Nowej Jerozolimie (Góra Kalwaria). Marianów od początku wspierał król Jan III Sobieski.

Ojciec Kazimierz Wyszyński, który czerpał wiedzę od współczesnych założycielowi współbraci, odnotował interesujące wydarzenia dotyczące relacji o. Papczyńskiego z Sobieskim. Wśród nich wizytę o. Stanisława w Żółkwi, podczas której wygnał z zamku Sobieskiego ”wojsko szatańskie„. Zakonnik miał też towarzyszyć pogromcy Turków w kampanii wojennej. W jej trakcie do celów szczególnych nowego Zgromadzenia Księży Marianów dodano wspomaganie dusz czyśćcowych.

Wizja w Chojnacie
W 1672 roku Turcy zdobyli Kamieniec Podolski i narzucili Polsce w Buczaczu upokarzające warunki pokoju. Rzeczpospolita nie przyjęła ich i kontynuowała wojnę, pomimo iż w walce z muzułmańską Turcją mogła liczyć jedynie na wsparcie papiestwa. W następnym roku hetman Jan Sobieski ruszył do walki z Osmanami. W przekonaniu żołnierzy i mieszkańców Rzeczypospolitej zwycięstwo mogło być odniesione tylko z Bożą pomocą. Poczucie to wynikało z głębokiej wiary i zrozumienia wyjątkowości zagrożenia. Na prośbę Sobieskiego w kościołach modlono się o odwrócenie niebezpieczeństwa.

Ojciec Papczyński w odpowiedzi na apel hetmana zorganizował na Mazowszu, m.in. w rejonie Puszczy Mariańskiej, krucjatę modlitewną w intencji zwycięstwa. 11 listopada 1673 roku Sobieski rozbił Turków pod Chocimiem. W tym samym czasie o. Papczyński w trakcie nabożeństwa błagalnego o pokonanie wroga, odprawianego w odległej od pola bitwy o setki kilometrów Chojnacie, miał wizję zwycięstwa Polaków nad Turkami. Radosną informację natychmiast przekazał wiernym. Zdarzenie w Chojnacie stało się najbardziej spektakularnym świadectwem wkładu założyciela marianów w obronę Ojczyzny przed islamskim agresorem.

Wiktoria wiedeńska
W 1683 roku polski władca ruszył na odsiecz Wiednia, aby odepchnąć siły półksiężyca z serca chrześcijańskiej Europy. Marianin niewątpliwie i tym razem podjął krucjatę modlitewną, zwracając się najpierw ku Opatrzności Bożej, a następnie dziękując za zwycięstwo. W drodze pod Wiedeń król miał stanąć w eremie w Puszczy Mariańskiej, tu, odpoczywając pod lipą, zasnął, a we śnie miał widzenie bliskiej wiktorii.

Tradycja wizyty i proroczego snu króla jest żywa wśród zakonników i ludności Puszczy Mariańskiej. Do XX w. przed kościołem pokazywano lipę, pod którą zasnął król. Aktualnie znajdują się tam pamiątkowy kamień, nowe drzewko oraz pomniki Jana III Sobieskiego i o. Stanisława Papczyńskiego.

Dr Witold Wasilewski, IPN WARSZAWA

http://www.naszdziennik.pl/mysl/159355, ... tyzmu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Siła nasza tkwi w duchu wszystkich pokoleń Polaków.
PostNapisane: 30 cze 2016, 07:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
„Żelazny” jest dla mnie wzorem

Z Anną Kołakowską, współorganizatorką obchodów 70. rocznicy śmierci ppor. Zdzisława Badochy „Żelaznego” w Czerninie, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Obrazek

Kiedy narodził się pomysł, by upamiętnić w Czerninie ppor. Zdzisława Badochę „Żelaznego”?
– „Żelazny” był dla mnie zawsze niezwykle piękną postacią, gdyż jest on reprezentatywny dla tego pokolenia nastoletnich i dwudziestoletnich dowódców. Był bardzo odpowiedzialnym za powierzonych sobie ludzi, niezwykle mądrym w dowodzeniu i jednocześnie odważnym. Kiedy młody człowiek ma w sobie te dwie cechy, jakimi są odwaga w walce o wolną Polskę i odpowiedzialność za powierzonych sobie ludzi, to nie można go nie podziwiać i nie stawiać za wzór innym młodym ludziom. Sama mam 50 lat, ale on ciągle jest dla mnie wzorem. Obecnie przypada 70. rocznica śmierci „Żelaznego” i ktoś rzucił pomysł, że trzeba by ufundować tablicę. Powiedziałam, że się tym zajmę, ponieważ znam kamieniarza pana Leona Czerwińskiego z firmy Murkam, który pomaga w upamiętnianiu ważnych wydarzeń historycznych. Gdy usłyszał o tablicy, od razu zaproponował pamiątkowy obelisk i pokrycie połowy kosztów. Zadziwił mnie też wiedzą o „Żelaznym”, co bardzo mnie ujęło.



Od samego początku bierze Pani udział w Rajdach Pieszych Szlakiem Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. „Łupaszki”.
– Od I do VI Rajdu prowadziłam swój własny patrol, gdyż pracowałam w szkole i miałam zawsze fantastyczne kółko historyczne. Cały rok przygotowywaliśmy się ideowo do tego rajdu oraz pod względem merytorycznym. Moi uczniowie, uczestnicząc w nim, nie tylko wiedzieli, dlaczego idą, ale jak mają iść, staraliśmy się maksymalnie wczuwać w tę atmosferę i żyć wartościami Żołnierzy Wyklętych. Te pierwsze rajdy były bardzo małe, uczestniczyło w nich od 3 do 6 patroli, później ich ilość wzrosła do 10. Zawsze panowała bardzo duża dyscyplina, która mocno udzielała się tym młodym ludziom. Oni chcieli naśladować Żołnierzy Wyklętych, to się bardzo czuło, gdy śpiewaliśmy razem pieśni przy ognisku czy odtwarzaliśmy biogramy patronów patroli. Widać tu było ich duże zaangażowanie.

Dziś jest podobnie?
– Tak. Dziś tych patroli jest więcej. Nadal ujawniają się wśród uczestników rajdu takie fantastyczne cechy jak solidarność czy braterstwo. Patrzę zawsze z podziwem na tę młodzież, na ich wysiłek i trud i myślę sobie, że przez te kilka dni obcuję z innym światem, gdzie królują wartości takie jak uczciwość i prawda. Oni bardzo wymagają od siebie, w skwarze czy deszczu muszą przejść wiele kilometrów i pamiętać jeszcze o tym, że nie mogą przynieść wstydu rajdowi, że mają dawać świadectwo, idąc z biało-czerwoną flagą na przedzie. Są tu z nami także bardzo młodzi ludzie, którzy dorastali z rajdem, jest harcerz, który idzie z nami od 4. rajdu, ktoś inny wędruje lasami od 3. rajdu. Gdyby nie to, że dla nich te wartości, którymi żyli Niezłomni, są ważne, z pewnością nie przyjechaliby tutaj. Kto by się bowiem męczył z chodzeniem po Borach Tucholskich z ciężkim plecakiem na dodatek, niezależnie od pogody, kto by szukał noclegów, cierpiał często pragnienie? Oni jednak mają w sobie to przekonanie, że idą w bardzo słusznej sprawie i to jest fantastyczne.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zorem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 80 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /