Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 05 sty 2012, 12:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Czy wysypujące się śmiecie z pojemnika to też sztuka i jeszcze w dodatku nowoczesna, alternatywna?
Kto tu jest idiotą? Czy ten kto nie ma wątpliwości, że śmiecie to śmiecie, czy ten kto podziwia śmieciowy pejzaż i fascynuje się jego doniosłością.
Jest jeszcze jedno pytanie. To najistotniejsze: Kto i w jakim celu zamieszał człowiekowi w głowie do tego stopnia, że człowiek stracił wrażliwość, moralność, dostojność, tożsamość, zdrowy rozsądek?


Dzieła… sztuki?

Gdy artysta wywołuje skandal zwiększający popularność jego dzieł – można tego nie lubić, ale nic w tym nowego. Gdy skandal promuje szalbierstwo udające sztukę – przynajmniej nie nazywajmy go dziełem sztuki.


Styczeń 2012

Studiujący na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych Andrzej S[----] z Olsztyna po kryjomu powiesił swój obraz „Polska Biała Zwisłoucha” w Muzeum Narodowym we Wrocławiu w sąsiedztwie dzieł Stanisława W. oraz Henryka S. Całą akcję malarz zarejestrował kamerą. „Wyczułem moment uśpienia kobiety, która pilnowała wystawy” – opowiada. Pracownicy muzeum odkryli i zdjęli obraz po kilku dniach, lecz zawiśnie tam znowu, gdy będzie licytowany podczas aukcji na rzecz [----].

Listopad 2011

W Muzeum Sztuki Współczesnej w Dortmundzie sprzątaczka zniszczyła dzieło nieżyjącego już Martina K[----], gdy myśląc, że usuwa brud – zmyła jego część. Jeden z elementów wystawionej pracy tak dokładnie oczyściła z warstwy patyny (która uznała za zabrudzenie), że zniszczonej części instalacji, której wartość szacuje się na 800.000 euro, nie da się już odtworzyć.

Rok 1986

Dozorca budynku Akademii Sztuk Pięknych w Duesseldorfie usunął ze ściany zrobione z masła dzieło Josepha B[---]. Starty oszacowano na 40.000 marek.

Czerwiec 2011

A przecież można (się) bawić nie udając uprawiania sztuki przez wielkie S.:

Sztuczny koń Pan Nelson dosiadany przez Artura Dula na warszawskim torze wyścigów konnych na Służewcu bije rekord prędkości na 100 metrów!

Rrrrrrruszył! – i koń ciągnięty przez czterech siłaczy zaczyna walkę z czasem. 17,34 sekundy!

Następuje dekoracja dżokeja oraz właścicielki konia, Marty K[---], studentki warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Zachwycona publika bije brawo.

Tego nie znajdziecie w Internecie (1994)

Komentarz Paula Johnsona ze zbioru felietonów „Do diabła z Picassem…”:
Ceglarzami nazywam aroganckich i do niedawna wszechmocnych zwolenników sztuki nowoczesnej czy też „ceglarskiej”.

Wolę termin „ceglarski” od nowoczesny, gdyż ten ostatni jest mętny i niedokładny: dzieła, które opisuje, nie są już, ściśle rzecz biorąc, nowoczesne, lecz przestarzałe, passé, zużyte; są odpadkiem z dnia wczorajszego.

„Sztuka ceglarska” to wyrażenie bardzo wymowne, przywodzi bowiem na myśl stos cegieł z Tate Gallery [w Londynie], który streszcza oszukańczą estetykę modernizmu. Kiedy przed laty wystawiono je po raz pierwszy, miałem zwyczaj czekać aż nikt nie patrzy i kopałem z całej siły, zmieniając w widoczny sposób ułożenie niektórych z nich. Nikt jednak nie zwrócił na to uwagi – dowód, że to żadne dzieło sztuki, lecz szalbierstwo.

(„The Spectator”, 15 stycznia 1994, tekst niedostępny w internecie)

Tego nie znajdziecie w Internecie (2011)

Biblioteki kryją jeszcze wiele skarbów, ale brak naukowców, którzy mogliby je odkrywać.

Tak prof. Paolo Vian, dyrektor działu rękopisów Biblioteki Watykańskiej, skomentował odnalezienie w grudniu 2011 roku jedynego na świecie oryginału „Etyki” Barucha Spinozy (1632-1677). Książka niemal 100 lat czekała na odkrycie, bo do biblioteki trafiła bez karty tytułowej i w katalogu była opisana jako jeden z wielu anonimowych traktatów teologicznych. Na ślad „Etyki” natrafiono prowadząc badaniom dotyczące błogosławionego biskupa Nielsa Stensena [Mikołaja Steno] (1638-1686), duńskiego anatoma i geologa, który „Etykę” przekazał Inkwizycji.

Zdaniem prof. Viana zbiory watykańskie to prawdziwa kopalnia, ale historycy coraz rzadziej zaglądają do bibliotek i archiwów. Nowy system studiów humanistycznych i biurokratyczne obciążenia nie dają im zbyt wiele czasu na wielomiesięczne lub wieloletnie badania tekstów.

http://gugulskim.salon24.pl/378497,dziela-sztuki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 05 mar 2012, 10:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Wulgarny atak konserwatystów


Fala oburzenia po wulgarnym ataku konserwatystów na beczkę z odchodami słonia.

96 tyś. euro zapłaciła UE za projekt holenderskiego artysty przedstawiciela artystycznego kierunku w kulturze i sztuce nazywanego europejskim. Dzieło sztuki było śmiałym połączeniem dwóch tworzyw – starej zardzewiałej beczki i słoniego łajna. Aby zwiększyć lekkość oraz intelektualną nośność gotowego dzieła Jeroen Van Dam - /artysta/ postarał się dodatkowo o filozoficzną głębię i sens:

„już wcześniej politycy przystosowali środowisko wyłącznie do swoich celów, a teraz wyciągają łapy po sztukę. Nadszedł czas, żeby się temu stanowczo sprzeciwić - mówił Holender w rozmowie dla gazety "De Volkskrant".

Poruszeni krytyką urzędnicy unijni zapłacili z pieniędzy podatników 96 tyś euro. /prawie 400 tyś zł./

Jednak nie wszystkim to się spodobało. Część konserwatywnych komentatorów pozwoliła sobie na wulgarne komentarze odnośnie dzieła mówiąc, „ale gówno”

Fala oburzenia związana z ich niepoprawnymi politycznie komentarzami osiągnęła swoją kulminację i spodziewana jest w Polsce 8 marca na lewicowych manifach.

Poniżej materiał poglądowy:



http://czarnalimuzyna.salon24.pl/396628 ... erwatystow

I kto tu wariat??????


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 05 mar 2012, 14:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Jawne kpiny sobie już robią z ludzi. Rozmyślna demoralizacja pod każdym względem, a jednocześnie wyraz pogardy rządzących Europą Żydów dla setek milionów mieszkańców Europy.

Oczywiste jest, że w sytuacji, gdyby Europą żydzi nie rządzili, urzędnicy, którzy wydali te 96 tys. euro zostaliby zwolnieni dyscyplinarnie i dodatkowo zapłaciliby do unijnego budżetu podwójną ilość kwoty, którą sprzeniewierzyli na to "dzieło".


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 04 maja 2012, 08:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Sprzątnijmy pseudosztukę!

Współczesna „sztuka” w ścisły sposób łączy się z ideologią. Dzięki promocji brzydoty, wulgarności i bluźnierstw niszczy się wszelkie kanony i standardy piękna. I to wszystko w sytuacji, gdy cenzurze poddawane są ekspozycje, publikacje, czy dzieła sztuki prezentujące prawdę i służące dobru.

Scenka pierwsza. Na głównej stronie jednego z wysokonakładowych dzienników mogliśmy w ubiegłym tygodniu przeczytać o nietypowej akcji zaplanowanej przez znanego rapera. „Artysta” postanowił nagłośnić „skandaliczny” problem niedostatecznego sprzątania po zwierzętach na ulicach polskich miast. W ramach happeningu „pospolite ruszenie” ustawił na jednym z wrocławskich placów ogromną rzeźbę, przedstawiającą psie odchody. Ten obrzydliwy widok, oprócz mieszkańców Wrocławia, muszą oglądać również czytelnicy gazet i portali internetowych. Zdjęcie siedzącego na „rzeźbie” autora, komentującego upadek obyczajów we współczesnym świecie, szybko obiegło media. Akcję w bardzo pozytywnym świetle przedstawiła m.in. „Gazeta Wyborcza”.

Scenka druga. W poniedziałek 23 kwietnia nielegalnie zdjęto ze Starego Rynku w Bydgoszczy antyaborcyjną wystawę Wybierz Życie. Plakaty przedstawiające prawdę dotyczącą mordowania nienarodzonych dzieci, od momentu pierwszej ekspozycji w 2005 roku, budzą ogromne oburzenie środowisk lewicowych. Gdy w piątek obrońcy życia zgodnie z prawem przywrócili wystawę, została ona po raz drugi zdewastowana – pocięta nożami przez „nieznanych sprawców” a następnie, wbrew obowiązującej umowie, zdjęta przez funkcjonariuszy Zarządu Dróg Miejskich. O powrocie „skandalicznej” wystawy władze Bydgoszczy zostały poinformowane m.in. przez „GW”.

Treść i forma wszystkich antyaborcyjnych plakatów były analizowane przez psychologów – oglądanie wystawy nie zagraża dzieciom. Jest ona jednak niebezpieczna dla lewicowych dziennikarzy i aktywistów – wywołuje zagrażający zdrowiu stres, frustrację, agresję i nienawiść. Prezentowanie ogromnych odchodów w centrum miasta jest, ich zdaniem, jak najbardziej dopuszczalną „formą sztuki”, upowszechnianie wiedzy o skutkach aborcji – skandalem i koszmarem. Podobnie potraktowani zostali katolicy protestujący przeciwko bluźnierczej sztuce, w której twarz Jezusa Chrystusa obrzucana jest fekaliami - nazywani są „fundamentalistami”, którzy zakłócają porządek społeczny.

W jaki sposób walczyć z zalewem bluźnierstw, obrzydliwości i brudu? Czy współczesną pseudosztukę można w jakikolwiek sposób ośmieszyć i ukazać jej absurdalność? Na pewno pomogą liczne konferencje, spotkania, protesty i apele. Najskuteczniej jednak w obronie prawdy, dobra i piękna działają ci, którzy odruchowo i instynktownie odróżniają prawdziwe dzieła artystyczne od postmodernistycznego chaosu. W listopadzie ubiegłego roku w jednym z niemieckich muzeów miał miejsce „ogromny skandal”. Zniszczono wartą ponad milion dolarów wystawę. Pracująca w muzeum sprzątaczka, nie odróżniła eksponatu od brudnej sterty śmieci i „sprzątnęła bałagan”. To chyba najlepsza wskazówka, jak postępować z inwazją brzydoty.

Marcin Musiał

http://www.pch24.pl/sprzatnijmy-pseudos ... 191,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 03 cze 2012, 18:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Kultura dla prostaczków, czyli Opole 2012r.

Opoleé... czyli dno i pięć metrów mułu

Obejrzałam sobotnie koncerty festiwalu piosenki w Opolu. I kawałek piątku z Korą.

Nie żebym chciała, mąż mnie namówił, powiedział, że powinnam się interesować nie tylko polityką, kultura też ważna przecież. Sama przecież elita i szczyty finezji:) Łomatko....

Piosenki były ze trzy, cztery – nie powiem, całkiem niezłe – co z tego, skoro łomot nagłośnienia i szaleństwo świateł nie dawały szans. Oprawa, zwłaszcza świetlna, to, moi drodzy PT Czytelnicy, było coś tak porażającego, że każdy jeleń na rykowisku przy tym jawi się jako dzieło Michała Anioła.

Wykonawcy – kilka osób też całkiem OK. Główna laureatka nie powinna co prawda ust otwierać poza śpiewaniem, bo szokuje kulturą i słownictwem, ale co tam. Byłam wystarczająco zniewolona jej kreacją na patyczaka ze skrzydełkami:)

Ale ja nie o tym, ja chciałam o organizatorach tego badziewia. Otóż w roli wręczających nagrody pojawiały się jakieś potwory. Najpierw jakieś damskie cudo z TVP1 bodajże, co wyszło w rajtuzkach i w mini i odezwało się głosem, w którym było słuchać 30 lat pracy w towarzystwie dwóch paczek Klubowych dziennie. Potem wylazła pańcia z Onetu. Ja się nie dziwię, że ten Onet jest taki, jaki jest, skoro ta pańcia robi tam za jakiegoś szefa. Obfita blondyna 45+ z fryzurą ala „wiejska trwała” w mini sukienusi dla nastolatki....Boże! A ci podstarzali faceci w kusych kolorowych marynareczkach...


Przy tym wszystkim Kora, która dzień wcześniej miotała się po scenie w rajtuzkach, które niezbyt zgrabnie jej zwisały w miejscu, gdzie normalni ludzie mają pupę, właściwie już nie dziwi.

Na koniec nastąpiła prawdziwa sensacja, czyli DSS (Dyżurny Satyryk Socjalistyczny) Tym i jego drużyna. I to już był absolutny odlot....Kabaret wesołych staruszków w pensjonacie dla ormowców.

Najpierw Janda z Tymem w scenach na tle łóżkowym i dowcipasach z viagrą – mamusiu!!!! Po prostu obrzydlistwo, człowiek się po prostu za nich wstydzi przed młodymi ludźmi. A potem było coraz lepiej.

Gajos ze szmoncesem, który odegrał już chyba we wszystkich Kołach Gospodyń Wiejskich łącznie z tym w Utah, Tym w kombinezoniku czerwonym zupełnie jak ten słynny „motyl” na procesji, Janda z gadką o samolocie w w telewizji, jakieś babsko strasznie wrzeszczące piosenki ZMP do melodii z filmu „Kabaret” . No i wisienka na torcie, czyli obrzydliwe drwiny ze słuchaczy Radia Maryja w wykonaniu wolontariuszy tegoż domu starców dla ormowców, czyli poziom żywcem Taras z Krakowskiego Przedmieścia.

Najgorsze było to, że cały czas czekałam, co się Tymowi bardziej splącze, język czy nogi – wyglądał jak gostek z ciężkim Alzheimerem, którego wystawili do okna jak dziadka po emeryturę.

I pomyśleć, że taki Gajos czy Janda to nasi wybitni artyści. Nasze kochane legendy sceny i filmu. Co się z ludźmi robi na starość.... Ja rozumiem, ze można kochać premiera miłością bezrozumną, ale żeby aż tak stracić poczucie rzeczywistości? Jednym słowem, było to przeżycie z gatunku „zobaczyć i umrzeć”. Naprawdę - dno i pięć metrów mułu.

I tak oto kończą legendy pławiące się w blasku licencjonowanego bohaterstwa w walce z cenzurą PRL. Starzejący się światek bohaterów „najweselszego baraku”. Pokolenie 60 +. Żałosne widowisko.

http://blogmedia24.pl/node/58193

Szacunek dla samego siebie nie pozwala mi na uczestniczenie w tym prostactwie zwanym kulturą. A jeszcze za czasów PRLu można było w Opolu na festiwalu coś usłyszeć i coś zobaczyć i czymś się zachwycić.
Dziś można również zobaczyć i.... usłyszeć i.... zniesmaczyć się, niestety.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 24 cze 2012, 16:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Laudate prostituum?

Poszedłem do kina, a wyszedłem z burdelu. W ostatniej scenie filmu meksykańska, zużyta prostytutka pokazuje swe prymitywne rzemiosło, płatny seks na żywo. Była opłacona podwójnie: przez swego klienta i przez Michaela Glawoggera, robiącego film... Czy reżyser filmu "Chwała dziwkom" zachował się jak jeden z klientów, jak ekscytujący się podglądacz, czy jak alfons, który każe nam płacić za te "wrażenia"? To niewątpliwie rzecz nowa w kinie, by ktoś - nie wiem, czy godny miana artysty - reżysera - płacił po prostu prostytuującym się kobietom za ich obnażanie się psychiczne i fizyczne przed nim, niewidocznym za kamerą. Czy ten skandalizujący kolejny krok w obnażaniu, wyuzdaniu i ekshibicjonizmie, tworzy jakąś wartość dodaną? Raczej wartość odjętą!

Miła muzyka, ciepłe zdjęcia, niemal balzakowski klimat filmu, delikatna intymność, piękny pozór adoracji kobiecości ukrywa najbardziej prymitywną, zwierzęcą seksualność, rynsztok kipiący ludzkimi wydzielinami. Te same rytuały handlu seksem odbywają się w pod różnymi szerokościami geograficznymi, niezależnie od języków, kultur, wyznawanych religii. Ale to banał.

W tajlandzkich luksusowych salonach, jak słodkie ciastka za szklanymi witrynami, czy w brudzie i smrodzie slumsów w Bangladeszu, czy w meksykańskim ciemnym zaułku - wszędzie panuje zażarta walka o klienta, o mężczyznę i to, co ma w kieszeniach. Dziwki walczą ze sobą, są zazdrosne, złe i zawistne, bywają bite przez właścielki, brutalnie traktowane przez klientów. Nie mają nawet prawa czuć się ofiarami. W jednej ze scen z bengalskiego ludzkiego mrowiska obdarta ze wstydu może dziesięcioletnia dziewczynka, dziecko przecież, tłumaczy, że musi, że chce być miła dla klientów, żeby nie zepsuć sobie "renomy" i że ma poczucie winy, gdy dzień mija bez klienta. Inna wylicza swoich klientów danego dnia: jeden młody, drugi beznogi, trzeci siwy starzec, czwarty karzel, a potem było jeszcze dziesięciu... Kobiety młode i starsze myją się, malują, robią fryzury, by się spodobać, by mieć więcej i więcej klientów. Próbują one prowadzić "normalne" życie, traktują prostytucję jak zwykłą pracę. W Tajlandii "odbijają" karty czasu pracy jak w fabryce. Następuje banalizacja okrucieństwa, cierpienia.

Klienci kręcą się wokół burdeli, przychodzą i wracają, sami i z kumplami, ojcowie z synami, po kilka razy dziennie, w porze przerwy obiadowej w pracy, przed domową kolacją z żoną i zaraz po niej. Niektórzy bronią się przed agresywnymi, natrętnymi prostytutkami. Wielu żenująco targuje się o niższą cenę, żebrze o parę groszy zniżki. Żonaci przychodzą cichcem, przygarbieni i szybko znikają w dyskretnie zamykanych drzwiach. Niektórzy nakręcają się długo jeżdżąc wzdłuż ulic rozpusty jak polujące drapieżniki. Glawoger dopełnia to wszystko realistyczną sceną kopulujących psów jakby nie pozostawiając w swym obrazie męskości żadnego marginesu.

Glawogger w każdej ze scen drażni symbolami religijnymi, pokazuje modlące się o klientów "pobożne" bengalki, odmawiające seksu oralnego muzułmanki ze względu na "świętość ust wypowiadających sury Koranu", meksykanki modlące się do Świętej Madonny o lekką śmierć, śmierć z wyboru... Czy ma to być egzemplifikacja tego, że Boga nie ma, skoro pozwala na takie morze nieszczęścia i łez? Czy słabości natury ludzkiej? Religie pełnią u niego raczej rolę dekoracji, martwej natury w tle, a nie żywej wiary, praktyki życiowej - dlaczego? Nie ma w filmie pytania o to, jak musi boleć sprzeniewierzenie się wszystkiemu, co wyniosło się z domu rodzinnego, a co z muzulmanami, których męskość powinna zgodnie z religią przejawiać się w czynieniu kobiety szczęśliwą? Nie, uderzenia w te tony religijne są u Glawoggera jak w puste wiadro, głuche. Jest tu poniżanie wszelkiej religijności, zdeptanie w niesławie.

Nie znam poprzednich dwóch filmów Glawoggera ("Megacties" i "Śmierć człowieka pracy"), bez których nie da się być może odczytać, pojąć jakiejś głębszej idei przyświecającej autorowi. A może nie ma żadnej idei, tylko zwykła fotografia najstarszego zawodu świata? Może po prostu autorowi spodobał się przedmiot i chciał go sportretować, bez większych ambicji? Nie, chyba jednak tytuł zdradza coś więcej: "Whores Glory" - Chwała dziwkom, jak podziw zrujnowanej polis, na przykład, Chwala Hiroszimie, Chwała Nike? Chwała wszak jest przynależna jakimś heroicznym wysiłkom, znojom! Zatem Glawogger składa hołd u jaskrawych stóp prostytucji, uniesionych wysoko!

- Michael Glawogger "Chwała dziwkom", Niemcy/Austria 2011, 114 min., typ: dokumentalny, Kino LUNA (20 PLN)

http://notatnikmieszczucha.salon24.pl/4 ... prostituum


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 23 paź 2012, 10:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Toporna ideologia zabiła dzieło

Głównym grzechem najnowszej premiery w warszawskim Teatrze Studio jest ogołocenie dzieła Tołstoja z jego myśli i głębszych znaczeń oraz kompletny brak zdecydowania ze strony reżysera Pawła Szkotaka, czym ma być "Anna Karenina": tragiczną historią miłości, komiksowym melodramatem czy komedią przechodzącą w farsę. Psychologii postaci, ich rozterek duchowych i moralnych oraz kontekstów znaczeniowych wpisanych w powieść próżno by tu szukać.

Ani śladu. W oparciu o współczesną adaptację dzieła Tołstoja dokonaną przez brytyjską pisarkę Helen Edmundson powstała pozbawiona jakiegokolwiek klimatu "mieszanka" z dominacją formy nad treścią, która nie tylko pozostawia widza całkowicie obojętnym wobec spektaklu, ale ogromnie go nuży.

Usytuowani na proscenium aktorzy - Natalia Rybicka jako Anna Karenina i Mirosław Zbrojewicz w roli Lewina - pełnią funkcję narratorów przemieszczających się pociągiem (umownie, oczywiście) między Moskwą a Petersburgiem i opowiadających sobie wzajemnie historię znaną z powieści Tołstoja.

To ich oczami oglądamy rzeczywistość przedstawioną. Można powiedzieć, że - jako zabieg formalny - wykorzystano tu w pewnym sensie zasadę teatru w teatrze, albowiem obie te postaci są nie tylko narratorami z zewnątrz, ale wchodzą też w role bohaterów biorących udział w opowiadanej historii. Przypominane przez Annę i Lewina zdarzenia są ilustrowane scenami odgrywanymi przez aktorów usytuowanych w głębi przestrzeni scenicznej.

Niestety, to nieudane przedstawienie nie daje szans widzowi ani na przeżycie artystyczne, ani emocjonalne, ani intelektualne. Nawet w tych sytuacjach, które powinny pobudzić do refleksji czy spowodować współczucie widza jak w scenie, gdzie Anna i Lewin mówią o mężczyźnie, który wpadł (rzucił się) pod pociąg - publiczność reaguje śmiechem. Czy zgodnie z intencją reżysera?

Moim zdaniem, nie. W każdym razie wiadomość o śmierci nie może pobudzać widzów do śmiechu, a jeśli to się zdarzyło, to znaczy, że winę ponosi reżyser za fatalne prowadzenie aktorów. Także w finałowej scenie spektaklu, gdzie Anna powodowana zemstą na Wrońskim - jak pamiętamy - u Tołstoja popełnia samobójstwo, rzucając się pod pociąg, a tutaj bohaterka przedstawienia wesoło odczytuje fragment powieści o tragicznym zdarzeniu.

Pomysł całkowicie pozbawiony sensu. Tak jak i to, że postaci nie wchodzą ze sobą w relacje. A jeśli już się to zdarzy, to dla wywołania śmiechu na widowni, jak w małżeńskiej scenie, w której Dolly (Weronika Nockowska) wyrzuca mężowi (Łukasz Lewandowski), że ją zdradza. Scena ta, jak zresztą wiele innych, właściwie ustawiona jest komiksowo.

Przy takim założeniu trudno uwierzyć, iż Annę i Wrońskiego łączy wielka, tragiczna miłość. Kto uwierzy, iż groteskowy Wroński - a w taki sposób grany jest przez Łukasza Simlata - potrafił do tego stopnia zawrócić w głowie Annie Kareninie, iż ta dla takiego pajaca porzuciła męża, dom rodzinny i, co najważniejsze, ukochanego synka. Z drugiej strony, kto uwierzy, iż Wroński mógł do szaleństwa zakochać się w takiej zwykłej, niczym niewyróżniającej się, powiedziałabym nawet - dość pospolitej kobiecie, którą jest Anna w tym przedstawieniu. Bo tak właśnie prowadzi tę młodą aktorkę reżyser.

Za to, że spektakl jest nieudany nie tylko w warstwie inscenizacyjnej, ale także pod względem aktorskim, w dużej mierze winę ponosi reżyser. Bo przecież obok młodzieży aktorskiej występują tu także doświadczeni aktorzy, mający w swoim dorobku artystycznym znakomite role, jak Łukasz Lewandowski (tutaj w roli Stiwy Obłońskiego) czy Krzysztof Stelmaszyk grający postać Karenina, męża Anny.

Aktorzy w tym przedstawieniu sprawiają wrażenie, jakby reżyser podciął im skrzydła i miast latać, kazał pełzać po ziemi. Na przykład dlaczego Łukasz Lewandowski błaznuje, biegając z wózkiem dziecięcym, albo dlaczego Dolly ma na sukience przywiązaną poduszkę udającą ciążę i groteskowo "ogrywa ją". Wszystko dla śmiechu? Ależ to wcale nie jest śmieszne, to jest żenujące. Nie rozumiem zupełnie, jaka idea przyświecała reżyserowi.

O dykcji i podawaniu przez aktorów tekstu lepiej nie wspominać. Czy dzisiaj już nikt z artystami nie pracuje nad słowem? Przecież ogromna część tekstu nie dociera do publiczności z powodu fatalnej dykcji, złego ustawienia głosu, a nawet niezrozumienia przez aktora zarówno postaci, którą gra, jak i kwestii, którą wygłasza.

Tuż przed premierą Krzysztof Stelmaszyk grający postać Karenina wypowiedział się dla mediów, iż bezpośrednim powodem, dla którego wystawiono w Teatrze Studio "Annę Kareninę", jest chęć ukazania, przybliżenia problemu dotyczącego systemu patriarchalnego, który mimo upływu czasu trwa. Ten spektakl, zdaniem aktora, wpisuje się w dyskusję o sytuacji kobiet. Tak więc trudno się dziwić odmóżdżającej interpretacji "Anny Kareniny", skoro dzieło Lwa Tołstoja przenicowane przez feministyczną ideologię miało do spełnienia nie tyle zadanie artystyczne, ile politpoprawnościowe.

Temida Stankiewicz-Podhorecka

http://www.naszdziennik.pl/mysl/13035,t ... zielo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 27 gru 2012, 12:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
W zależności od potrzeb politycznych nawet "byle co", czyli coś w rodzaju "zupełnie nic" też może być sztuką, jest sztuką i jest powodem do dumy z .... poziomu sztuki.
....oto sztuka....


O fałszywych hierarchiach i prawdziwej władzy

Przedwczoraj umarł Jerzy Bereś, jak podały media – wybitny polski artysta. Ja co do tej kwestii mam zdanie odmienne i mimo tego iż zwyczaj zakazuje mówienia źle o zmarłych chciałbym żebyśmy dziś pogadali chwilę o profesji Jerzego Beresia właśnie, a także o nim samym, ale doprawdy w sposób mało jego pamięci urągający.

Jeśli ktoś w czasie komuny oglądał intensywnie telewizję nie było takiej możliwości, by choć raz nie zobaczył Jerzego Beresia. W licznych, emitowanych wtedy programach o sztuce, w dodatku o sztuce wybitnej, bo za późnej komuny tylko o takiej się mówiło i tylko taką się pokazywało, Jerzy Bereś występował bardzo często. Nie chodzi wcale o to, że był zapraszany do tych programów i gadał tam coś interesującego, co to to nie. Pokazywano po prostu filmy nagrane w czasie jego performerskich akcji. Na filmach tych widać było jak Jerzy Bereś, całkiem goły, z jakimiś dziwnymi tabliczkami zasłaniającymi genitalia i tyłek, łazi po scenie przed nieliczną siedzącą w chybocących się krzesełkach publicznością. Bardzo owe eventy przypominały wieczory autorskie pisarza nazwiskiem Horubała, ludzi było mniej więcej tyle samo, różnica w tym jedynie, że Horubała siedzi i jest całkowicie ubrany, a Bereś łaził i był goły. Komentarz do tych filmów był zwykle taki sam: oto przed nami szczytowe osiągnięcie sztuki współczesnej, które stawia Polskę i jej artystów na równi z najwybitniejszymi performerami i artystami świata. Nazwisk tych innych, najwybitniejszych, nikt oczywiście nie znał, ale kiedy już Polak odszedł od telewizora i zaczął sobie smażyć kaszankę na grubo pokrojonej cebuli, oraz zlewać bimberek, mógł pomyśleć, że jego ojczyzna, choć biedna i ośnieżona, ma jednak jakieś sukcesy i wydaje ludzi wielkich, a jednym z nich jest Jerzy Bereś. W czasie tych swoich pokazów Jerzy Bereś malował sobie coś farbą na klatce piersiowej i brzuchu i mruczał pod nosem frazy dla mnie, małego dziecka niezrozumiałe, ale dla publiczności chyba jasne, bo kiedy Bereś kończył wszyscy klaskali. Ja, przyznam się od razu, nigdy nie rozumiałem sztuki. I nadal jej nie rozumiem, ani tej dawnej wystawionej w muzeach, ani tej nowej, którą pokazują na ulicach i w dziwnych salach. I faktu tego ani na jotę nie zmieniły moje studia na UW. Sztuki Jerzego Beresia zaś nie rozumiałem w sposób szczególny. Byłem zawsze skrępowany kiedy go pokazywali i wstydziłem się zapytać rodziców, o co temu facetowi chodzi. Nie zastanawiałem się wtedy nad tym, że takie występy jakie realizuje Bereś mają przecież także jakiś budżet, bo każde uczciwe przedsięwzięcie go ma. I nie zastanawiałem się jak to jest, że państwo robotników i chłopów utrzymuje i promuje zjawiska takie jak Bereś. Może gdybym wiedział, że do jego najwybitniejszych dzieł należy cykl prac zatytułowanych ołtarze, które są po prostu wyciętymi z surowego drewna stołami, na których Jerzy Bereś rozkłada różne przedmioty naśladując liturgię zrozumiałbym cokolwiek. Nie wiedziałem tego jednak, bo jak mówię, niewiele z tych pokazów Beresia rozumiałem.

Drugim pokazywanym często w komunistycznej telewizji artystą, był Hasior. Nie pamiętam jak miał na imię ale chyba Tadeusz. Był to pan, który mocno pozował na geniusza i jego pamiętam lepiej niż Beresia. Robił on różne awangardowe instalacje, które wymierzone były w faszyzm i imperializm, a niektóre z nich wydawały dźwięki kiedy wiał wiatr. Hasior bowiem ustawiał swoje dzieła w plenerze. I to było coś naprawdę przerażającego, była to wprost dewastacja krajobrazu w imię idei nieludzkiej, która udawała coś czym w rzeczywistości nie była. Popisowym numerem Hasiora były także jakieś lalki, w które artysta wbijał widelce oraz wózek dziecinny wypełniony ziemią, na której Hasior usypał miniaturowe groby i poustawiał krzyże. Wszystko to omawiane było tak jakby stanowiło skończoną doskonałość, a sam Hasior już za chwilę miał dostać stypendium Guggenheima i wyjechać do Nowego Jorku, żeby pokazać tamtejszym pedałom jak się robi prawdziwą sztukę. Nic takiego się oczywiście nie stało.

Nikt poza władzą PRL nie interesował się serio ani Beresiem ani Hasiorem, nie wiem czy ktokolwiek pamięta dziś Hasiora, a Beresia także pewnie czeka zapomnienie, nikt chyba nie przypuszcza, że ktoś będzie konserwował ich dzieła i dbał o nie tak jak dba się o obrazy Matejki. Wypada jednak zastanowić się nad tym jak dewastujący wpływ na ludzi miała tak zwana sztuka nowoczesna i jak łatwo szła ona w służbę władzy. Zainteresowanie władzy tą sztuką może świadczyć o małpiej chęci naśladowania Zachodu, ale może też świadczyć o czymś więcej. O tym mianowicie, że poważnej władzy, dysponującej poważną siłą i nie wahającej się przed stosowaniem poważnych represji, koniecznie potrzebne są jakieś obszary hermetyczne, jakieś obszary działania kapłanów pogańskich, którzy odwracają porządek i tworzą nowe hierarchie rozbudzają nowe absurdalne aspiracje i zwodzą ludzi na głębokie manowce. Po co? Ja tego nie wiem. Mogę tylko przypuszczać.
Dzisiejsza władza nie posługuje się takimi narzędziami. Na razie, bo może w końcu zacznie. Dzisiejsza władza ma innych guru i innych kapłanów, takich jak Marek Kondrat i Daniel Olbrychski. I tu się należy zatrzymać i oddać hołd postawie Jerzego Beresia, który co by o nim nie mówić, zaangażował się w swój satanizm całym sobą i ani razu nie mrugnął w czasie swoich perfomensów. Zawsze i do końca był człowiekiem serio. Dwaj zaś wymienieni panowie nie dorastają mu do pięt, a to pokolenie, które idzie za nimi, ten jakiś Zamachowski i młody Stuhr to już w ogóle pomyłka. Czy to świadczy o słabości obecnej władzy? W pewien sposób na pewno, ale świadczy też o tym, że narzędzia którymi posługiwał się Jerzy Bereś, ma dziś w rękach kto inny. Mają je ludzie tacy jak Janusz Palikot i Rozenek. I niech się nikomu nie zdaje, że oni się traktują mniej poważnie niż Jerzy Bereś, bo czasem się śmieją. Wcale nie, oni nie dość, że wierzą w swoją misję to jeszcze potrafią liczyć pieniądze, która to umiejętność jak się zdaje, nie była Jerzemu Beresiowi dana.

Dziwne jest ponadto także to, że w czasach kiedy Bereś i Hasior byli pokazywani w telewizji nikt ich przypadków nie analizował od strony psychologii klinicznej, co niewątpliwie stałoby się dziś, gdyby jakiś nowy artysta próbował powtórzyć wyczyny Beresia. Dziś mamy bowiem o wiele bardziej pruderyjną władzę niż wtedy. Bo przecież nie o społeczeństwo tutaj chodzi. Ono ma w nosie artystów. Goły Bereś był potrzebny Gierkowi, ale nie jest potrzebny Tuskowi. Przesunęły się akcenty i znaczenia. Psychologowie badają dziś na odległość Jarosława Kaczyńskiego i pilnie baczą, by po ich stronie nie pojawił się ktoś komu można by zarzucić szaleństwo lub skłonności mordercze. Na naszych oczach tworzy się coś w rodzaju garnituru fałszywych aniołów, które – powtórzmy – tym się różnią od fałszywego artysty Beresia, że żaden nie zdejmie publicznie gaci. I na tym Kochani kończę.

http://niepoprawni.pl/blog/2964/o-falsz ... wej-wladzy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 07 lis 2013, 11:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Oto obraz współczesnej kultury. Mówi on sam za siebie. Jaki poziom serca i umysłu, taaaka sztuka. O duchu nie wspomniałem, bo niby gdzie on by miał być u takiego nowoczesnego postempowego artysty.

Kto bezcześci krzyż?

Ks. dr Mariusz Sztaba

Co jakiś czas jesteśmy świadkami ataków na krzyż. Teraz mamy przykład jego profanacji w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Dlaczego to zjawisko nasila się, kto to robi i w imię czego? Nie ma jednej, adekwatnej odpowiedzi, bo są różne przyczyny tych dziwacznych, a niejednokrotnie haniebnych zachowań.

Po pierwsze, agresję względem krzyża wykazują ci ludzie, którzy są oderwani od rzeczywistości. Nie rozumieją oni ani trochę kultury europejskiej. Dlatego są nieświadomi prostego faktu, że to wszystko, co wzniosłe i uniwersalne w kulturze europejskiej, ma głęboki związek z chrześcijaństwem, w centrum którego znajduje się Krzyż Chrystusa. Oderwani od europejskiej kultury i historii zachowują się jak prawdziwe dzikusy, które nic nie rozumiejąc, wszystko sprowadzają do swojego prymitywnego poziomu. Z tego też powodu całą rzeczywistość sprowadzają do fekaliów albo zwulgaryzowanego seksu, zdążającego w stronę perwersji. Taki fatalny stan umysłu i ducha może być wynikiem ignorancji albo obecnego dziś sceptycyzmu i wszechpanującego relatywizmu.

Po drugie, agresję względem krzyża wykazują ci, którzy mają problem z odczytywaniem sensu znaków i symboli. Będąc niejednokrotnie funkcjonalnymi analfabetami, nie są w stanie zrozumieć przesłania prostych i dla wszystkich zrozumiałych znaków i symboli. A przecież od czasów Chrystusa krzyż jest znakiem męstwa, odwagi, cierpliwości i miłości bez granic. Dla chrześcijan zaś krzyż jest znakiem zbawienia.

Po trzecie, agresję względem krzyża wykazują modni dziś „wyznawcy” chrystofobii, na czele z wojującymi ateistami, lewakami oraz ideowo i tożsamościowo zagubionymi osobami.

Po czwarte wreszcie, agresję względem krzyża w postaci obrzydliwych drwin i szyderstw z niego wykazują pseudoartyści wszelkiej maści. Ponieważ nie stać ich na nic oryginalnego i twórczego, to chcąc zaistnieć za wszelką cenę, wykorzystują w swojej „pracy”, w sposób skandaliczny i nie mniej prymitywny chrześcijańskie symbole, na czele z krzyżem. Powoływanie się w tym przypadku przez owych „artystów” na specyficzny objaw sztuki i ekspresji artystycznej jest wyrazem zwykłej głupoty, braku elementarnej kultury oraz nieznajomością prawdziwego artyzmu i estetyki.

Myślę, że to nie wszystkie grupy osób, które mają problem ze zrozumieniem znaczenia krzyża i z szacunkiem dla niego. Jedno jest pewne: Europą nękaną procesami sekularyzacji i relatywizmu zawładnął impuls samozagłady, dążący do wymazywania z ludzkiej pamięci moralnego i kulturowego dziedzictwa chrześcijaństwa. W tej sytuacji my, chrześcijanie, z całą świadomością i determinacją powinniśmy naśladować w słowach i uczynkach św. Pawła, który mówił: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Ga 6, 14).

Autor jest adiunktem w Katedrze Pedagogiki Społecznej KUL.

http://www.naszdziennik.pl/wp/58915,kto ... krzyz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 25 lis 2013, 09:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Wandale na salonach

Z dr Elżbietą Morawiec, teatrologiem, krytykiem sztuki, rozmawia Adam Kruczek

Była Pani kierownikiem literackim wielu polskich teatrów, m.in. przez siedem lat Starego Teatru w Krakowie. Co Pani myśli, patrząc na obecny stan tej sceny?
– Tu nie chodzi tylko o Stary Teatr, lecz o to wszystko, co dzieje się obecnie w kulturze polskiej, np. ten haniebny akt sprofanowania krzyża w Centrum Sztuki Współczesnej. Stary Teatr jest tylko jednym z przykładów niszczenia kultury polskiej tym ogromnym walcem, który idzie przez całą Polskę i przez wszystkie polskie teatry. To, co się stało w Starym Teatrze, jest po prostu bezprzykładne. Ten proces jest znany nie od dzisiaj, a jego prorokiem był stary włoski komunista Antonio Gramsci, który mówił, odwracając Marksa: nie uderzajmy w bazę, uderzajmy w nadbudowę; zniszczmy kulturę, religię, tradycję i wtedy zdobędziemy władzę. I to się właśnie dokonuje na naszych oczach. Zaczęło się w Ameryce od hipisów itp. To był duży salon, a my jesteśmy małym salonikiem, do którego wdarli się wandale. To, co się dzieje w Starym Teatrze, to akt czystego wandalizmu i barbarzyństwa. Jan Paweł II mówił w UNESCO w Paryżu, że Polacy pod zaborami zachowali swoją tożsamość, nie mając państwa tylko dlatego, że mieli swoją kulturę. Widać wyraźnie, że ta wataha barbarzyńców zmierza do tego, żeby niszcząc kulturę, odebrać nam tożsamość. To nowa, niebywale groźna odsłona „pieriekowki dusz”, kreowania „nowego człowieka”. Bez tożsamości narodowej, kulturowej, a nawet – płciowej.

To mocne słowa.
– Ale adekwatne. Jeżeli aktor w czasie przygotowania do pseudo „Nie-Boskiej komedii” w Starym Teatrze zmuszony jest do wypowiadania słów: „Krasiński był antysemitą”, „nie chcę być Polakiem”, „chcę być Żydem” – to jest to czysta paranoja. Jeżeli w tym przygotowywanym spektaklu gra się „Deutschland, Deutschland über alles” i aktorzy do tego mają śpiewać słowa „Mazurka Dąbrowskiego”, to o czym my mówimy? To niesłychany akt profanacji hymnu narodowego. Czy można sobie wyobrazić np., aby Francuz w teatrze śpiewał „Marsyliankę” do melodii niemieckiego hymnu?

Od kiedy trwają tego rodzaju praktyki w Starym Teatrze?
– Od samego początku dyrekcji Jana Klaty. Najpierw był „Poczet królów polskich” w reżyserii pana Garbaczewskiego, który doradzał aktorom na próbie, żeby o królach sobie coś „wygooglali”, a rzecz była o tym, żeby zniszczyć całą tradycję patriotyczną. Drugi, horrendalny zupełnie spektakl „Bitwa Warszawska 1920” gloryfikował Dzierżyńskiego i postponował Piłsudskiego, ukazując go jako tchórza chowającego się za materacami. Zastanawiam się, jak można być Polakiem, robiąc takie rzeczy. Przecież Dzierżyński był nie tylko katem Polaków, ale był katem całych narodów!

W liście otwartym do ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego domaga się Pani jego dymisji. Co mu Pani zarzuca?
– Napisałam list do ministra Zdrojewskiego, bo już dosyć nazbierało się straszliwych działań w kulturze. Minister w związku ze skandalem profanacji krzyża nie odwołał dyrektora CSW. Bronił też pana Klaty, tłumacząc, że ma on prawo do wolności wyrazu. Faktycznie, wolność to jest święta rzecz, ale granicą wolności każdego człowieka jest nienaruszanie wolności innego człowieka. Jeżeli ktoś bezcześci moje najświętsze wartości, to nie jest żadna wolność, ale anarchia i samowola. Jak widać, minister Zdrojewski nie jest tego w stanie zrozumieć, więc powinien odejść.

Pani sądzi, że minister jest samodzielny w swoich decyzjach?
– To nie idzie wyłącznie od ministerstwa kultury. Dyktat zohydzania Narodu Polskiego płynie od dawna z dwóch głównych centrów: z Czerskiej i z Wiertniczej. Na 50. rocznicę Powstania Warszawskiego przeczytaliśmy w „Gazecie Wyborczej”, że akowcy mordowali Żydów w Powstaniu. Od tego czasu te prowokacje nasilają się. Dość przypomnieć choćby obchody Święta Niepodległości. Ten dyktat jest wspierany przez obecną władzę polityczną; niewykluczone, że zgodnie z jakimiś niejasnymi „wytycznymi”, niekoniecznie z polskich centrów, niszczony jest trzon polskiej kultury narodowej, o którą tak bardzo zabiegał Jan Paweł II.

Dziękuję za rozmowę.
Adam Kruczek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/60541,w ... onach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 26 mar 2014, 14:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Kiedy redukujemy poziom sztuki, to jednocześnie redukujemy samych siebie. Kiedy zamiast tworzenia sztuki produkujemy buble jako sztukę, to nie pozostaje to bez wpływu na ludzi. Może o to więc chodzi, aby zamiast rozwijać ludzką kulturę, doprowadzać do jej degradacji i w konsekwencji degradować człowieka?

Upadek sztuki

Ignacy Jan Paderewski

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Świat staje się i znacznie lepszy, i znacznie gorszy od tego, który poznałem w dzieciństwie. Jest teraz o wiele więcej bardziej wspaniałych idei, bardziej szlachetnych celów niż wtedy, gdy po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać i obserwować wydarzenia i ludzi, ale jednocześnie muszę powiedzieć, że w tym samym okresie nastąpił ogromny upadek, szczególnie dotknął on sztukę. Obserwujemy dążenie do poprawy wszystkiego po to, by więcej ludzi mogło korzystać z wielu rzeczy, by zadowolić masy. Widzę tyle wysiłków czynionych w dziedzinie sztuki, by stała się dostępna dla mas. W konsekwencji będzie ona tańsza i bardziej prostacka niż dotychczas. Odnosi się to nie tylko do muzyki. Szczególnie oddziałuje na architekturę. Wydaje się, że doszła do całkowitego upadku. (…) Malarstwo – jak sądzę – przeżyło już swój wielki kryzys. (…) jeśli chodzi o literaturę, myślę, że szkoła rosyjska wywarła na nią bardzo zgubny wpływ. Dostojewski i Tołstoj byli szkodliwi dlatego, że byli zbyt realistyczni, wprowadzili bowiem postacie wyłącznie negatywne. (…) A rzeczywistość obecna nie składa się z samych przypadków patologicznych – tak jak kiedyś nie składała się wyłącznie z herosów, co widzimy w dawnych dziełach sztuki. Jest miejsce dla obu typów, ale w interesie zdrowia ludzkości lepiej mieć w literaturze herosów niż degeneratów.

Fragment pochodzi z: „Pamiętniki 1912-1932”

--------------------------------------------------------------------------------

Ofiarą postępu cywilizacyjnego, a dokładniej mówiąc – technologicznego, jest sztuka. Tak się jakoś stało, że do tego postępu łatwiej wkrada się zło i brzydota niż dobro i piękno. A dotyczy to nie tylko wytworów techniki, gdy zalewa nas bezguście i tandeta, choćby w postaci bloków mieszkalnych, ale również sztuki, którą przez pewien czas zwano piękną. Ta sztuka obniżyła loty i wręcz tarza się w błocie, jest antysztuką. Ale tarzała się i wcześniej, choć wmawia się nam, że nienawidzący Polaków pisarze to geniusze. Może i geniusze, tylko dlaczego u nich tyle błota?

http://www.naszdziennik.pl/wp/72519,upadek-sztuki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 29 maja 2014, 08:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Powstrzymać bluźnierstwo

Bluźniercze przedstawienie pt. „Golgota Picnic” będzie wystawione w czerwcu w Poznaniu. Zaproszenie skandalicznego argentyńskiego pseudoartysty wywołało oburzenie. Każdy może włączyć się w akcję protestacyjną.

Michał Merczyński, dyrektor Malta Festival Poznań, zaprosił Rodrigo Garcię, aby 27 czerwca br. wystawił „Golgota Picnic”. Problem polega na tym, że podczas jednej z wielu skandalicznych scen tej „sztuki” aktorzy jawnie kpią ze śmierci krzyżowej Zbawiciela. Oprócz świętokradztwa zawiera ona też sceny obsceniczne, pełne brzydoty i pornografii. Tym bardziej trudno jest zrozumieć decyzję dyrektora Merczyńskiego o zaproszeniu „artysty”, którego sposobem na autopromocję jest szydzenie z chrześcijaństwa i jego symboli.

„Twórczość wspomnianego „artysty” ma najczęściej charakter obrazoburczy i skandaliczny. Od wielu lat swymi prowokacyjnymi i obraźliwymi „dziełami” wzbudza protesty opinii publicznej. Spektakl „Golgota Picnic” był oprotestowany w wielu krajach, np. we Francji, gdzie wywołał masowe demonstracje i oburzenie opinii publicznej” – czytamy w liście Krucjaty Młodych do dyrektora Malta Festival Poznań.

Wspomniana „sztuka” przedstawia Chrystusa jako zadufanego w sobie egoistę i antyspołecznego oszusta, a także patrona kościoła promującego molestowanie nieletnich. Taką „kulturę” chce nam zapewnić Michał Merczyński, oczywiście za publiczne pieniędze.

Rodrigo Garcia będzie zatem znieważał wartości chrześcijańskie pod patronatem Malta Festival Poznań. „Czy kierowany przez Pana festiwal – opłacany również z moich podatków – naprawdę ma być miejscem do prezentowania treści, które można by określić jako wandalizm kulturowy?” – pod pytaniem skierowanym do Michała Merczyńskiego może podpisać się każdy z nas.

Autorzy listu uważają, że spektakl ten jest jawnym i publicznym bluźnierstwem, na które żaden chrześcijanin i człowiek dobrej woli nie może się godzić. Co więcej, zachodzi także podejrzenie, że podczas wspomnianej „sztuki” może dojść do czynów zabronionych przez art. 196 kodeksu karnego, który mówi o obrazie uczuć religijnych.

Krucjata Młodych zachęca do przyłączenia się do protestu i podpisania listu do Michała Merczyńskiego z żądaniem wycofania tej haniebnej „sztuki”. List można podpisać tutaj.

MPA

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rstwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 04 cze 2014, 06:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Lewacka sztuka, nie może być wzniosła, głęboka, treściwa, piękna, poszerzająca horyzonty, ucząca.
Lewacka sztuka może co najwyżej osiągnąć poziom prymitywnego kabaretu, gdyż prymitywizm lewacki nie wzniesie się wyżej.
Nie da rady, nie potrafi. W świecie fałszu, zakłamania nie ma piękna, treści, głębi, przekazu. Jest tylko przekaz ideologiczny, używający wskazującego palca do celów politycznych.


Sprzeciw wobec bluźnierstwa

Małgorzata Pabis

Bluźnierczy spektakl „Golgota Picnic”, który pod koniec czerwca ma być wystawiony w Poznaniu, spowodował lawinę protestów.

Przedstawienie „Golgota Picnic” to wyjątkowo ordynarne przedsię-wzięcie, które ukazuje Chrystusa jako degenerata, egoistę, odpowiedzialnego za całe zło na świecie. Spektakl obfituje w lubieżne sceny, a pod adresem Pana Jezusa padają liczne wulgaryzmy. Występujący nago aktorzy kpią z Męki Pańskiej, a całość przesycona jest pornograficznymi odniesieniami do Pisma Świętego.

Przeciwko spektaklowi wystąpiło już wiele środowisk. W akcję protestacyjną zapoczątkowaną przez Krucjatę Różańcową za Ojczyznę włączyło się wiele ruchów i środowisk katolickich i chrześcijańskich. Wspiera ją także Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski.

W interpelacji skierowanej do Donalda Tuska czytamy m.in.: „Golgota Picnic została potępiona przez hierarchów Kościoła katolickiego, a wszędzie tam, gdzie była wystawiana, wywoływała protesty (m.in. we Francji i w Hiszpanii). W Polsce od dłuższego czasu panuje przyzwolenie na promowanie wszystkiego, co godzi w Kościół katolicki, symbole wiary. Niezrozumiałym dla nas jest fakt, że odbywa się to przy współudziale Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (…) Bulwersujące jest to, że znowu szukanie sensacji i taniej reklamy odbywa się przy użyciu szyldu i pieniędzy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego”.

Posłowie pytają premiera, dlaczego ministerstwo kultury partycypuje w finansowaniu festiwalu, w ramach którego prezentowane są treści obrażające katolików i czy i w jaki sposób zablokuje on wystawienie „Golgoty Picnic”.

Anna Kołakowska z Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę zawiązała grupę protestacyjną – Konfederację Katolicką. Organizatorzy akcji proszą o mobilizację i przyjazd do Poznania 27-28 czerwca – w dniach, kiedy ma być wystawiany bluźnierczy spektakl. – Stając ramię przy ramieniu, nie dopuścimy do sytuacji, w której opluwane są wartości najświętsze: Bóg, Jego krzyż i Ewangelia. Położymy kres kolejnej antykatolickiej hucpie opłacanej z naszych podatków, płaconych przez katolików. Doprowadźmy do tego, aby osoby za to odpowiedzialne nie pełniły już nigdy żadnych publicznych funkcji – apeluje Kołakowska.

W liście do Michała Merczyńskiego, dyrektora zespołu Malta Festival Poznań 2014, Kołakowska napisała, że tysiące Polaków oskar- ża go już nie tylko o obrazę uczuć religijnych, ale o podżeganie do nienawiści na tle religijnym. „W związku z planowanym przez organizatorów Malta Festival wystawieniem spektaklu ’Golgota Picnic’ informujemy Pana, że dołożymy wszelkich starań, aby do tego nie dopuścić. (…) Jeśli chce Pan szokować, to zapewniamy, że w dniach przedstawienia przeżyje Pan szok, gdy zobaczy Pan przed CK Zamek tłumy zdeterminowanych i gotowych do obrony wiary katolików z całej Polski! Zjedziemy się do Poznania z wszystkich miast z zamiarem niedopuszczenia do spektaklu” – napisała.

http://www.naszdziennik.pl/wp/79218,spr ... rstwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 16 cze 2014, 06:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Bluźnierstwo i prowokacja

Małgorzata Pabis

Wolność poszukiwań w sztuce oraz wolność słowa nie oznacza wcale wolności do obrażania kogokolwiek i naruszania czyjejkolwiek godności. Wobec obrażającego uczucia religijne chrześcijan przedstawienia „Golgota Picnic” w specjalnym liście zaprotestował przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski ks. abp Stanisław Gądecki.

Bluźnierczy spektakl „Golgota Picnic” ma być wkrótce prezentowany w ramach Malta Festiwal Poznań. „Mamy do czynienia nie tylko z obrazą uczuć religijnych, o czym mówi nasza Konstytucja, ale również z prowokowaniem do wystąpień doprowadzających do desperacji ludzi, którzy nie widzą innej możliwości położenia kresu poniżaniu ich i kpieniu z tego, co dla nich jest największą wartością i świętością” – czytamy w liście ks. abp. Gądeckiego do organizatorów Malta Festival. Metropolita poznański podkreślił, że postępowania dyrekcji Festiwalu nie można usprawiedliwić wolnością poszukiwań w sztuce oraz wolnością słowa, ta bowiem nie oznacza wcale wolności do obrażania kogokolwiek i naruszania czyjejkolwiek godności. Przypomniał jednocześnie, że nie jest to pierwszy taki przypadek w historii poznańskiej imprezy. Rok temu także wystawiono bluźnierczy i pornograficzny spektakl.

„Niestety, w tym roku sytuacja nie tylko nie poprawiła się, ale wręcz pogorszyła. Przewidziany w programie Festiwalu spektakl ’Golgota Picnic’ odbierany jest powszechnie jako bluźnierczy i wyśmiewający w sposób ordynarny to, co dla chrześcijan jest największą świętością” – podkreślił ks. abp Gądecki i dodał: „Przedstawienie to w opinii wielu osób jest wyjątkowo ordynarnym przedsięwzięciem. Ukazuje Chrystusa jako degenerata, egoistę, odpowiedzialnego za całe zło na świecie. Spektakl obfituje w lubieżne sceny, a pod adresem Chrystusa padają liczne wulgaryzmy. Występujący nago aktorzy kpią z Męki Pańskiej, a całość przesycona jest pornograficznymi odniesieniami do Pisma Świętego”. Metropolita poznański przypomniał w liście, że w Polsce – zgodnie z artykułem 257 kk – „kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Wiele środowisk protestuje przeciwko wystawieniu bluźnierczej sztuki. Ministerstwo kultury pomimo nich nie wycofuje się z dofinansowania Malta Festiwal Poznań, w ramach którego prezentowany będzie spektakl „Golgota Picnic”. W przyznaniu dotacji w wysokości miliona złotych wiceminister kultury Małgorzata Omilanowska nie widzi niczego złego i podkreśla, że od wielu lat ministerstwo finansuje festiwal. Dlatego najbliższa manifestacja odbędzie się jutro, 17 czerwca, na Krakowskim Przedmieściu 15 w Warszawie – przed budynkiem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o godzinie 15.30. Kolejna – jak zapowiada Anna Kołakowska z Krucjaty Różańcowej – odbędzie się 27 czerwca przed CK Zamek w Poznaniu o godz. 19.30. – Przyjdźmy licznie i razem módlmy się, by nie doszło do tej zaplanowanej profanacji. Dajmy świadectwo naszej wiary i odwagi w obronie Chrystusa i Jego Matki – apeluje Kołakowska.

http://www.naszdziennik.pl/wp/82312,blu ... kacja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czy "byle co" to też sztuka?
PostNapisane: 16 cze 2014, 16:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Polscy hierarchowie przeciwko spektaklowi „Golgota Picnic”

Mocny głos polskich hierarchów Kościoła przeciwko spektaklowi „Golgota Picnic”, który obraża uczucia religijne katolików.

List otwarty do poznańskiego festiwalu Malta wystosował ks. abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Swój sprzeciw wyraził również ks. bp Wiesław Mering, który w Episkopacie odpowiedzialny jest za Radę ds. Kultury.

List otwarty do dyrektora poznańskiego festiwalu Malta Michała Merczyńskiego wystosował ks. abp Stanisław Gądecki. Apeluje w nim o zrozumienie powagi zaistniałej sytuacji.

„Mamy do czynienia nie tylko z obrazą uczuć religijnych, o czym mówi nasza Konstytucja, ale również z prowokowaniem do wystąpień doprowadzających do desperacji ludzi, którzy nie widzą innej możliwości położenia kresu poniżaniu ich i kpieniu z tego, co dla nich jest największą wartością i świętością”.
Ks. abp Gądecki podkreśla, że decyzji dyrekcji festiwalu nie można usprawiedliwiać wolnością poszukiwań w sztuce i wolnością słowa, nie dają one bowiem prawa do obrażania i naruszania czyjejkolwiek godności.

„Przedstawienie to w opinii wielu osób jest wyjątkowo ordynarnym przedsięwzięciem. Ukazuje Chrystusa jako degenerata, egoistę, odpowiedzialnego za całe zło na świecie. Spektakl obfituje w lubieżne sceny, a pod adresem Chrystusa padają liczne wulgaryzmy. Występujący nago aktorzy kpią z Męki Pańskiej, a całość przesycona jest pornograficznymi odniesieniami do Pisma Świętego”.

Dla takiej działalności nie ma żadnego usprawiedliwiania, jest ona łamaniem prawa – jednoznacznie wskazuje ks. abp Gądecki. Plany wystawienia skandalicznego spektaklu z najwyższym niepokojem przyjmuje również ks. bp Wiesław Mering, przewodniczący Rady ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturalnego przy KEP.

– Milczeć nie wolno, bo to słusznie może być odbierane jako przyzwolenie i obojętność na zło! Apeluję o mądre decyzje do wszystkich, którym droga jest nasza, polska kultura, a którzy decydują o środkach finansowych umożliwiających wystawienie „Golgota Picnic”!

Ksiądz biskup Wiesław Mering, ordynariusz włocławski, podkreślił, że sztuka nawet gdy mówi o ludzkim brudzie i nędzy, powinna kierować się w stronę dobra, nie jątrząc i nie kpiąc ze świętości. To bardzo ważne głosy, które utwierdzają nas w tym, że postępujemy właściwie – podkreśla Anna Kołakowska z Krucjaty Różańcowej.

– Ten list jest dla nas wielkim wsparciem. Dodaje nam siły do walki, dodaje nadziei, że nie jesteśmy sami, że mamy bardzo mocne wsparcie Kościoła i za ten list ks. abp. bardzo dziękujemy – mówiła Anna Kołakowska.

Środowiska katolickie i patriotyczne w całej Polsce dołączają się do protestu przeciwko wystawianiu sztuki, która godzi w uczucia religijne. Kontrowersyjne jest również to, że festiwal Malta finansowany jest z publicznych pieniędzy – miasta Poznania, ministra kultury i dziedzictwa narodowego, a także spółek Skarbu Państwa Aquanet i Enea.

List otwarty JE ks. abp. Stanisława Gądeckiego.

List JE ks. bp. Wiesława Meringa.

Źródło: Radio Maryja

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... icnic.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /