Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 61 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Gloryja Maryja
PostNapisane: 11 maja 2011, 19:10 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3311
Gloria Maryja

Podczas tych dni przesmutnych, Matko Uwielbiona,
Pragnę z Tobą być razem, gdy trwa me wygnanie.
Jakże do głębi dusza moja zachwycona,
Odkrywając w Twym Sercu miłości otchłanie!
Ty mnie uczysz, Najświętsza, smutku i wesela,
Po Twoim spojrzeniu pryska bojaźń wszelka,
Wiem, że łzy i radości Serce Twe podziela
I błogosławi życiu Twoja dobroć wielka!
(…)
Twą miłość równać można tylko z Jezusową,
Godzisz się na rozstanie, na Syna ofiarę,
By nam być wspomożeniem na ziemi, Królowo;
Kochać to dawać wszystko wraz z sobą bez miary!
Zbawiciel widział w Serca Twojego skarbnicy
I znał ogrom uczucia, miłości i troski,
Więc chciał, by w Tobie mieli ucieczkę grzesznicy,
Gdy po męce do nieba wróci, On, Syn Boski!
Ty mi się jawisz, na Kalwarii szczycie,
U stóp Krzyża , jak kapłan, gdy ofiarę składa;
By przebłagać gniew Ojca, Zbawiciela życie
Niesiesz, Twe Serce większych skarbów nie posiada…
Już prorok przepowiedział tę mękę bezkresną:
Nie ma w świecie cierpienia podobnego Twemu .
Królowo męczenników, Tyś Matką Bolesną,
Za krew Serca oddaną ludowi grzesznemu!
W ostatniej chwili Chrystus poleca Ci Jana
I schronieniem dla Ciebie jego dom się staje.
Oprócz tych wiadomości Matko Ukochana,
Nic więcej Ewangelia o Tobie nie daje.
To głębokie milczenie Ewangelii świętej
Pozwala nam rozumieć, że wszystko opowie
Swoim wiernym sam Jezus, w łasce niepojętej,
Że w niebie o Twym życiu każdy z nas się dowie!
Wkrótce w Bożych niebiosach będę Cię widziała,
Gdzie pieśń Świętych o Tobie napełnia przestrzenie,
W ranku życia mojego, Tyś mi uśmiech dała;
Uśmiechnij się znów, oto już wieczoru cienie!…
Nie trwożę się Twych blasków po ziemskiej ciemności,
Jam Twe cierpienia dzieliła i ciężkie znoje…

Teraz u stóp Twych pragnę śpiewać hymn radości:
Czemu kocham Cię Matko?
— bom ja dziecię Twoje!

Maj 1897
św. Teresy od Dzieciątka Jezus

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 11 maja 2011, 19:49 przez Jacenna, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 11 maja 2011, 19:26 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3311
Wspólnota Miłości Ukrzyżowanej - Maryjo weź mnie za ręke



W moim sercu wyrósł krzyż,
Który życie daje mi,
On przyprowadził mnie do Ciebie
O Panie tylko Ty
Możesz odbudować mój dom

Maryjo weź mnie za rękę
Podprowadź pod Twego syna,
Przyciśnij mnie do drewna,
Niech spłynie Krew i mnie oczyść

Słowa i muzyka: Marcin Gajda

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 11 maja 2011, 19:53 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3311
Objawienia w Medjugorje

Wywiad z kard. Schönbornem z Austrii o wydarzeniach w Medjugorje związanych z Matką Bożą.

Czy wydarzenia mające miejsce w małym miasteczku w Bośni i Hercegowinie nagle stają się coraz bardziej istotne dla Kościoła katolickiego i jego wyznawców?

Dla każdego podążającego za zjawiskami zachodzącymi w Medjugorje wywiad ten jest lekturą obowiązkowa.

- Jak powiedział Eminencja podczas Mszy św. w noc sylwestrową, przyjechał Ksiądz Kardynał do Medjugorja, aby być blisko Matki Pana. Te słowa odbiły się szerokim echem. Co Ksiądz Kardynał miał na myśli?
- Nie mogę nie dostrzegać, że wielu ludzi, którzy już od 28 lat przybywają do Medjugorja, doświadcza tu w sposób szczególny bliskości Matki Bożej. Ja nigdy dotąd nie byłem w Medjugorju, ale przez wiele lat, przede wszystkim od 1991 roku, kiedy zostałem biskupem, widziałem w Austrii, a zwłaszcza w mojej diecezji wiedeńskiej, wyraźne owoce tego miejsca. Wymienię kilka przykładów, aby to odczucie uzasadnić.

Są to przede wszystkim powołania kapłańskie. Wielu z naszych młodych księży zdecydowało się na stan kapłański może nie wyłącznie, ale w znacznym stopniu pod wpływem ducha Medjugorja.

Po drugie, są to nawrócenia. Zadziwia mnie, że dochodzi do tych nawróceń w różnych warstwach społecznych – od arystokratów, przez przemysłowców, do bardzo prostych ludzi. Kiedy wylatywałem z Wiednia przez Zagrzeb do Splitu, jeden z funkcjonariuszy na lotnisku zapytał dokąd lecę. Powiedziałem, że do Splitu, a stamtąd udaję się dalej do Medjugorja. Jego twarz nagle się rozjaśniła i natychmiast zaczął mi opowiadać o swoim nawróceniu w Medjugorju. Nie tak dawno na małym dworcu kolejowym w Austrii rozpoznał mnie zawiadowca i natychmiast zaczął mi opowiadać, jak doszło do tego, że się nawrócił. Jego żona umarła na raka, on przeżywał wielkie załamanie. Za radą przyjaciół pojechał do Medjugorja, skąd powrócił jako inny człowiek, gdyż tam odnalazł żywą i głęboką wiarę.

Trzeci przykład to uzdrowienia. Pewien młody narkoman opowiadał mi kiedyś, że przyjaciele nieomal go zmusili, żeby z nimi pojechał do Medjugorja. I jak mówił, gdy wjeżdżał do Medjugorja, poczuł, że coś się z nim dzieje. Czuł, że jest to coś niezwykłego, jakby nagle został uzdrowiony z narkomanii. On przecież zdawał sobie sprawę z tego, jak trudno jest się z niej wydostać.

Innym elementem są grupy modlitewne. Modlitewne grupy Medjugorja w Wiedniu znam jeszcze z czasów zanim zostałem biskupem, chyba od połowy lat osiemdziesiątych. Nam dominikanom rzuciło się w oczy, że ci ludzie modlą się godzinami i kościół zawsze jest pełny. Duży kościół dominikanów w Wiedniu rzadko gości tak wielu wiernych. Modlitewne spotkania odbywają się tam w każdy czwartek i zawsze z licznym udziałem wiernych. Tak więc ta wierność modlitwie przetrwała przez wiele lat.

Kiedy więc na to wszystko patrzę, muszę stwierdzić: Jezus powiedział, że złe drzewo nie daje dobrych owoców. Skoro więc owoce są dobre, to i dobre musi być drzewo, które je wydaje.

- Pielgrzymi oczekują opinii od Watykanu, a Ksiądz Kardynał sam przyznał, że Medjugorje to cud. Niedawno arcybiskup Sarajewa, kard. Vinko Puljić zapowiedział utworzenie międzynarodowej komisji, która ma zbadać ten fenomen. Co wiadomo Księdzu Kardynałowi na ten temat i jaki jest stosunek Księdza Kardynała do głosów wskazujących na potrzebę uznania wydarzeń w Medjugorju?

- Nie znam szczegółów dotyczących tej komisji, nie jest to też moim zadaniem. Natomiast zawsze uznawałem oficjalne stanowisko Konferencji Biskupów ówczesnej Jugosławii oraz Kongregacji Nauki Wiary. Uważałem, że jest to ocena rozsądna, mądra i daje dobrą podstawę do mądrego stanowiska Kościoła. To stanowisko jest znane, ale ja jeszcze raz chciałbym podkreślić trzy oceny dotyczące Medjugorja.

Pierwsza dotyczy zjawisk. Na ten temat jednoznaczne jest stanowisko Konferencji Biskupów i Kongregacji Nauki Wiary: ,,Non constat de supernaturalitate”. Jestem dogmatykiem, byłem profesorem teologii dogmatycznej. ,,Non constat de supernaturalitate” oznacza, że Kościół nie wypowiedział jeszcze ostatecznej opinii o tym, że są to zjawiska nadprzyrodzone. Kościół nie powiedział ani ,,Constat de non supernaturalitate” ani też ,,Constat de supernaturalitate”. Oznacza to, że Kościół ani nie kwestionuje nadprzyrodzoności, ale oczywiście także jej nie potwierdza. Mówiąc krótko: Kościół nie ocenił jeszcze tych zjawisk i osobiście sądzę, że słusznie. A powód jest prosty: Kościołowi będzie trudno dokonać oceny dopóki trwają te zjawiska.

Ale z pewnością są one punktem wyjściowym dla fenomenu Medjugorja. Od nich się wszystko zaczęło – od dzieci, które mówiły, że widziały Matkę Bożą i od przesłań, jakie dzieci miały otrzymać. Ale to, co się z tego rozwinęło, stanowi drugi fenomen i tym zajmuje się drugie stwierdzenie Konferencji Biskupów oraz Kongregacji Nauki Wiary. Jest to fakt, że od początku do Medjugorja zmierzają nieprawdopodobnie liczne rzesze pielgrzymów, że rozwinęło się intensywne życie modlitewne, powstało wiele dzieł społecznych i wytworzyły się konkretne formy pielgrzymowania. Stanowi to dla Kościoła bardzo praktyczne wyzwanie.

Dlatego już w 1991 r. biskupi byłej Jugosławii powiedzieli, że nie można organizować oficjalnych pielgrzymek. Tak więc również i ja nie mogę uczestniczyć w diecezjalnej pielgrzymce do Medjugorja, tak jak do Rzymu czy do Ziemi Świętej, nie miałem też takiego zamiaru.

I dochodzę teraz do trzeciej wypowiedzi, która wydaje się szczególnie ważna dla mnie i dla nas biskupów: pielgrzymi powinni mieć opiekę duchową. Jako arcybiskup Wiednia właśnie w taki sposób patrzę na moje zadanie, że kiedy będąc biskupem widzę, iż z mojej diecezji setki, a nawet tysiące ludzi pielgrzymują do Medjugorja, że tworzą się grupy modlitewne, że rodzą się powołania kapłańskie, dokonują nawrócenia, wtedy muszę zatroszczyć się o otoczenie pielgrzymów dobrą opieką duszpasterską. Dlatego przez wszystkie te lata wspierałem na przykład ,,oazę pokoju” – wspólnotę modlitewną w Wiedniu, która powstała w Medjugorju, a także prace seminarzystów na temat Medjugorja.

Sądzę, że w naszym interesie, biskupów z całego świata, skąd pielgrzymi udają się do Medjugorja, musi być dobra opieka duszpasterska dla tych pielgrzymów. W dyskusjach na temat Medjugorja zawsze zachęcałem biskupów, mówiąc im: proszę, dobrze przygotujcie dla nich opiekę duszpasterską!

- W Medjugorju spotkał się Ksiądz Kardynał z wizjonerami. Był też Ksiądz Kardynał na Górze Objawień i na Górze Krzyża. Jakie było wrażenie?

- Powiem z nutką humoru: Matka Boża nie wybrała sobie najprostszych gór. Ale jak zawsze podkreślałem, w Medjugorju fascynowała mnie łączność między Medjugorjem i innymi wielkimi miejscami objawień maryjnych. Ciągle mówiłem, że istnieje coś, co nazwałbym ,,gramatyką objawień maryjnych”. Jest to pewien styl, który pewnie ma do czynienia z samą Matką Bożą. Wymienię tylko trzy elementy.

Prawie zawsze Maryja ukazuje się dzieciom. Nie są to dzieci super uzdolnione, ani też niezwykle pobożne, lecz całkiem zwyczajne. Bernadeta nie potrafiła ani czytać, ani pisać, miała 14 lat. Podobnie rzecz się ma z Medjugorjem.

Po drugie: Maryja przekazuje swoje orędzia za pośrednictwem dzieci. Niektórych biskupów może to wprawiać w pewne zdziwienie. Dlaczego Matka Boża nie przychodzi do domu biskupa? Dlaczego udaje się na kamienistą górę, do groty obok strumienia, pojawia się w liściach drzewa lub krzaka jak w Fatimie? Przecież to takie niepraktyczne. I przekazuje swoje orędzia przez dzieci, bo widocznie dzieci są najmniej skomplikowane.

I trzeci element: Maryja ukazując się, ma swój program. W Fatimie ukazała się przed rewolucją w Rosji i przekazała orędzie dla tego kraju. W Lourdes ukazała się w momencie, w którym szczyt osiągnął racjonalizm. W Medjugorju ukazała się w czasach komunizmu, w czasie, w którym nie można było jeszcze przypuszczać, że Jugosławia się rozpadnie – w miejscu, w którym jeszcze żyli z sobą w zgodzie muzułmanie, katolicy i wyznawcy prawosławia. I ukazuje się nam jako ,,Królowa Pokoju”. Niemal dokładnie w dziesięć lat później rozpoczyna się pierwsza z czterech wojen na Bałkanach. Maryjne orędzie, to pokój przez pojednanie i modlitwę. To przecież jest bardzo wiarygodne. Moglibyśmy się jeszcze cofnąć dalej do Guadalupe w Meksyku, kiedy zaczął się hiszpański podbój Ameryki. Matka Boża ukazała się tam Indianinowi. Ten człowiek musiał pójść do biskupa i powiedzieć mu co ma zrobić. To samo można zaobserwować w innych wielkich sanktuariach maryjnych: przybywają rzesze ludzi i to miejsce staje się centrum pokoju i inkulturacji. Sądzę, że teolodzy powinni dokładnie przestudiować gramatykę, ,,syntax” objawień maryjnych i w tym kontekście spojrzeć na cały fenomen Medjugorja.

- W Medjugorje nieustannie trwają modlitwy o pokój. Ale w Bośni i Hercegowinie, gdzie Chorwaci i katolicy stanowią najmniejsze grupy ludności, nadal istnieje wiele problemów. Co mógłby Ksiądz Kardynał poradzić politykom i wspólnocie międzynarodowej, której przedstawicielem jest obecnie Valentin Inzko [wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej w Bośni i Hercegowinie - KAI]?

- Problem polega na tym, że uczestniczy w tym wiele sił i że tak małemu krajowi jak Bośnia i Hercegowina z trudem przychodzi rozwiązywanie wewnętrznych problemów bez zakłóceń. Jedno jest pewne: trwały pokój może być tylko tam, gdzie jest sprawiedliwy ład. Teraz stanowi to specjalne wyzwanie dla polityki europejskiej. Niedawno rozmawiałem z Valentinem Inzko. Bardzo się cieszę, że jemu powierzono to zadanie i ufam, że będzie miał wsparcie ze strony Unii Europejskiej dla swoich działań. Jestem pewien, że to, co się dokonuje w Medjugorju, przyczynia się do pokoju: bardzo praktycznie dlatego, że do tego miejsca w sercu Hercegowiny przybywają ludzie z całego świata.

Można powiedzieć, że Hercegowina nigdy dotąd nie była tak znana na całym świecie. Kto na przykład w Korei słyszał o Hercegowinie? A proszę zobaczyć, ilu pielgrzymów przybywa tu właśnie z Korei. Miejmy nadzieję, że ci ludzie będą orędownikami w swoich krajach sprawy poszukiwania pokoju dla Bośni i Hercegowiny.

Po drugie: Wierzę, że jeśli w jednym miejscu tak wiele ludzi modli się o pokój, z pewnością jest to też błogosławieństwem dla tego kraju.

I po trzecie: ,,Kraljica mira” – Królowa Pokoju jest tutaj czczona przez wszystkie trzy religie. Prawosławni mają długą tradycję oddawania czci Maryi. Islam także nie zna innej postaci w tradycji chrześcijańskiej, która byłaby otaczana podobną czcią jak Maryja. A dla katolików, właśnie dla mniejszości chorwackiej w Bośni i Hercegowinie, jest wielką pociechą fakt, że Maryja jest im bliska w szczególny sposób. Maryja – jak żadna inna postać religijna – łączy więc narody. Myślę, że nikogo innego nie da się z nią w tym porównać.

Źródło: „Vecernji List”

http://medziugorje.blogspot.com/2010/01 ... ornem.html

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 19 cze 2011, 01:32 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3311
Cudowne objawienie Matki Boskiej w Gietrzwałdzie w 1877 roku

Gietrzwałd stał się sławny dzięki Objawieniom Matki Bożej. Przejął pielgrzymów po zamkniętym w 1875 roku klasztorze w Łąkach Bratiańskich koło Nowego Miasta nad Drwęca, gdzie znajdowała się łaskami słynąca, koronowana w 1752 roku figura Matki Bożej. Skoro w 1876 roku władze pruskie zabroniły wiernym z Pomorza przybywać do Łąk, to również oni pielgrzymowali do odległego Gietrzwałdu.

Obrazek
fot. Jacenna


By wejść w klimat tego cudownego miejsca, musimy cofnąć się nieco w czasie, do XIX wieku. Był to okres chwały żelaznego kanclerza Bismarcka i nasilonego działania jego Kulturkampfu. Okres, kiedy wszystko, co polskie i związane z religią katolicką było niszczone i straszliwie prześladowane. Zamykano w więzieniach katolickich księży. Różnymi ustawami uniemożliwiano księżom i biskupom głoszenie Dobrej Nowiny oraz prowadzenie duszpasterstwa. Kasowano i zamykano dobra kościelne. Zlikwidowano najstarsze na polskich ziemiach seminarium duchowne w Braniewie. Zakazywano nauczania języka polskiego w szkołach. I właśnie wówczas, niespodziewanie dla wszystkich, jakby dla pokrzepienia serc, w Gietrzwałdzie ukazała się Matka Boża, przemawiając do dwóch polskich dziewczynek w ich ojczystym języku.

Wiosną 1877 roku Justyna Szafryńska przygotowywała się do Pierwszej Komunii Świętej. Nie przychodziło jej to łatwo. Dopiero 27 czerwca, w środę, złożyła pomyślnie ostatni egzamin u ks. Proboszcza Weichsla i uradowana wracała z matką do domu. Dochodziła już godzina dziewiąta wieczorem, dlatego matka przynaglała Justynę, by szła prędzej. Nadciągała noc, a ponadto zanosiło się na burzę. Minęły właśnie plebanię , gdy dzwon na wieży kościelnej zadzwonił na Anioł Pański. Przystanęły więc obie, zwracając się twarzą w kierunku kościoła i zaczęły odmawiać modlitwę. Ponaglana przez matkę Justyna przerwała modlitwę, mówiąc: Czekajcie no, matulu, aż zobaczę, co to takiego białego na drzewie. Dziewczynka dostrzegła bowiem w koronie rosnącego przy plebanii drzewa klonu jakąś dziwną jasność. W pierwszej chwili pomyślała, że to ogień. Zafascynowana zjawiskiem, zdawała się nie słyszeć głosu matki, z uporem wpatrywała się w oddalone drzewo. Niezwykła jasność przybrała w tym czasie postać człowieka. Justyna szarpnięta za rękę , sprawiała wrażenie jakby przebudzonej z głębokiego snu. Dziwne zachowanie Justyny, zauważył przechodzący obok proboszcz, ks. Augustyn Weichsel. Podobnie jak matka dziewczynki, nie widział żadnej jasności, ale otworzył ogród przy plebanii i podprowadził Justynę w pobliże wskazywanego przez nią drzewa.

Mała była ekstatycznie wpatrzona w drzewo klonu i opowiadała coś o Ślicznej Pani , która z uśmiechem zachęcała ją, aby przychodziła tu odmawiać różaniec. Pani znajdowała się pośród niezwykłej jasności, była ubrana na biało, z długimi włosami opadającymi na ramiona, siedziała na złocistym tronie, udekorowanym perłami. Po chwili zauważyła również w blasku bijącym z nieba, zstępującego anioła ze złotymi skrzydłami, w biało-złotej szacie, z białym wieńcem na skroniach. Anioł złożył niski pokłon swojej Pani. Gdy oniemiała z wrażenia Justyna skończyła odmawiać Pozdrowienie Anielskie, zaczęły z matką odmawiać różaniec. Dopiero kiedy skończyły, objawienie również zakończyło się. Pani wstała z tronu i razem z aniołem uniosła się do nieba. Jak się później okazało – to był dopiero początek cudownych wydarzeń w maleńkiej, warmińskiej miejscowości.

Kiedy Justyna opowiedziała to wszystko proboszczowi, ten nie miał wątpliwości, że dziewczynka była świadkiem jakiegoś nadprzyrodzonego widzenia. Następnego dnia, 28 czerwca, do Justyny dołączyła jej kuzynka – Barbara Samulowska. W godzinie objawień, a była to wigilia uroczystości św. Piotra i Pawła, patronów parafii, we dwie zaczęły odmawiać modlitwę różańcową. I znowu, kiedy dzwon uderzył na wieczorny Anioł Pański, drzewo zajaśniało niezwykłym blaskiem. Najpierw zjawił się tron, potem Matka Boża, w towarzystwie dwóch aniołów. Po dłuższej chwili aniołowie przynieśli jej Dzieciątko Jezus, promieniujące niezwykłym światłem, odziane w białą, wyszywaną złotem szatę. W lewej ręce trzymało kulę zwieńczoną krzyżem – insygnia władzy królewskiej. Nad wszystkim pojawił się jeszcze jeden anioł, który wskazywał na wielki krzyż w pozycji poziomej, bez wizerunku Chrystusa ukrzyżowanego. To objawienie trwało ok. pół godziny, podobnie jak poprzednie.

W niedzielę - 1 lipca jedna z wizjonerek, Justyna Szafrańska, przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej. Tego dnia same dziewczęta, nie pytając o zgodę proboszcza, nawiązały dialog z Maryją:

- Kim jesteś, piękna pani?
- Jestem Maryja Panna, Niepokalanie Poczęta, Matka Różańcowa, a przychodzę z nieba.
- Czego od nas żądasz?
- Chcę, abyście codziennie odmawiały różaniec.

Tymi słowami Niebieska Pani nie tylko potwierdziła swoją tożsamość, ale też – podobnie jak w Lourdes – odwołała się do niedawno ogłoszonego, choć wciąż budzącego spory dogmatu o Niepokalanym Poczęciu. Od 24 lipca Maryja objawia się dziewczynkom trzykrotnie w ciągu dnia i za każdym razem, gdy odmawiają wraz z coraz liczniej gromadzącymi się pielgrzymami różaniec. 28 lipca zatroskana Maryja kieruje przez usta młodych wizjonerek mocne słowa do zgromadzonych przy klonie ludzi:

„Teraz, przed końcem świata szatan obchodzi ziemię jak zgłodniały pies, aby pożreć ludzi”.

Wielokrotnie w czasie objawień Maryja przypominała o wielkiej mocy i znaczeniu Mszy Świętej – w życiu wierzącego człowieka. Jeśli uważnie prześledzimy treść gietrzwałdzkich objawień to zauważymy, że najważniejszym życzeniem Matki Chrystusa było wezwanie do modlitwy, szczególnie modlitwy różańcowej. Jednak Maryja któregoś dnia mocno wyakcentowała, że od różańca ważniejsza jest Eucharystia. 20 sierpnia Justyna zapytała, czy z powodu rozpoczęcia roku szkolnego mają przychodzić na różaniec rano przed Mszą Świętą.
Matka Boża odpowiedziała:

„Najpierw wysłuchać Mszy Świętej, a potem odmawiać różaniec, ponieważ Msza jest ważniejsza od różańca”.

Ciekawym faktem w orędziu Niepokalanej jest też Jej częste wezwanie skierowane do modlących się ludzi, by byli posłuszni kapłanom. Maryja zachęcała przez wizjonerki do częstego korzystania z Sakramentu Pojednania i korzystania z porad spowiedników, którzy mają łaskę rozeznawania prawdy i każdemu potrafią wskazać drogę prowadzącą do Boga.
7 września – na pytanie, czego sobie życzy Matka Boża od duchowieństwa, Barbara Samulowska usłyszała z ust Maryi:

„Kapłani powinni gorliwie modlić się do Najświętszej Panny, wtedy Ona zawsze będzie przy nich”.


Jak zachowywały się dziewczęta podczas objawień?
Trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska ujrzawszy Maryję, składały niski pokłon i przez kilka chwil trwałe w tej postawie. Potem podnosiły się, spoglądając niewzruszenie na drzewo klonu, na którym widziały Najświętszą Pannę. Oczy podczas objawienia miały szeroko otwarte i nieruchome, źrenice zwrócone ku górze, ku niebu. Świadkowie zauważyli również pewną jasność na obliczu dziewcząt. Ich ciała podczas objawień pozostawały jakby bez czucia, ramiona, ręce i palce były miękkie i pozwalały się w każdym kierunku naginać, co nie wywoływało na twarzach wizjonerek najmniejszego skurczu. W zeznaniu Justyny Szafryńskiej, spisanym przez Komisję Biskupią, która przybyła do Gietrzwałdu na zlecenie biskupa warmińskiego Filipa Krementza, czytamy:

"Ze zbliżeniem się objawienia nagle powstawała całkowita ciemność wokół mnie. Różaniec, który zaczęłam odmawiać objawieniem i modliłam się w ciszy ze zgromadzonymi ludźmi, odmawiałam w duchu dalej po rozpoczęciu się objawienia aż do chwili, gdy skierowałam do zjawy zadane mi pytanie, co też działo się w duchu. Nie wiem, co działo się w tym czasie koło mnie, nie czułam, gdy mi się ściskało rękę, widziałam objawienie także wtedy, gdy ktoś zakrył oczy. Skoro tylko zjawa zaczęła podnosić się z krzesła, co oznacza zakończenie tego objawienia, oddaję niski pokłon i gdy znowu się podniosę, widzę wszystko na nowo w zwyczajnym świetle dziennym. Odpowiedzi, które otrzymuję na moje pytania, udzielane są tak głośno, że powinny być słyszane na całym placu kościelnym. Wydaje mi się, że zjawa porusza przy tym wargami"… (SW, t. 14, s. 29-30).

Między wieloma pytaniami o zdrowie i zbawienie różnych osób, dzieci przedłożyły i takie:
"Czy Kościół w Królestwie Polskim będzie oswobodzony"?
"Czy osierocone parafie na południowej Warmii wkrótce otrzymają kapłanów?"

- W odpowiedzi usłyszały:
"Tak, jeśli ludzie gorliwie będą się modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów !"
Aktualność tych pytań potwierdzały prześladowania Kościoła katolickiego w Królestwie Polskim po powstaniu styczniowym przez carat i ograniczaniu jego wpływów w zaborze pruskim w okresie Kulturkampfu.
Odpowiedzi Matki Bożej przyniosły wtedy pocieszenie Polakom. Faktycznie one się wypełniły. Stąd Polacy ze wszystkich dzielnic tak gromadnie nawiedzali Gietrzwałd.

Przez to władze pruskie od razu w sposób zdecydowanie negatywny odniosły się do objawień. Miejscowa administracja, prasa niemiecka i częściowo duchowieństwo, jak napisał biskup Jan Obłąk, uznały je za manifestację polityczną, za polską demonstrację narodową, za oszustwo i zabobon, rzekomo niebezpieczny dla państwa, postępu i pokoju społecznego. W stosunku do pielgrzymów polskich, do kapłanów Polaków, przede wszystkim do miejscowego proboszcza ks. Augustyna Weichsla, wymierzono różne kary: z osadzaniem w więzieniu, nakładaniem grzywien i zawieszaniem w możliwościach wypełniania posługi duszpasterskiej.

Obrazek
fot. Jacenna


Objawienia Matki Bożej trwały nieprzerwanie od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. Łącznie w ciągu osiemdziesięciu dwóch dni Maryja ukazała się sto sześćdziesiąt razy. Spuścizna archiwalna umożliwia odtworzenie tego, co działo się każdego dnia: kto w spotkaniu brał udział, w jaki sposób objawiała się Matka Boża, co mówiła. Trzeba podkreślić mocno fakt, że Maryja przemawiała do dwóch wizjonerek wyłącznie po polsku, czyli w języku, w którym dziewczynki mówiły na co dzień. Objawienia natomiast dokumentowano zarówno w języku polskim jak i niemieckim. Oprócz treści stricte religijnych, dotyczących duchowości i zbawienia ludzi, odmawiania różańca czy innych form pobożności, dziewczynki pytały Matkę Bożą o wiele szczegółowych spraw, związanych z sytuacją społeczno-polityczną, prześladowaniem Kościoła, obsadzaniem kapłanami parafii warmińskich w okresie kulturkampfu. Przebieg objawień znamy dzięki szczegółowym opisom i dokumentacji prowadzonej przez proboszcza parafii gietrzwałdzkiej – ks. Augustyna Weichsela. Kolejnym, bardzo ważnym źródłem do poznania historii objawień są protokoły przesłuchań widzących, a także urzędowe relacje komisji biskupich oraz różne doniesienia kapłanów i świeckich.

Objawienia maryjne w Gietrzwałdzie wpisują się w szereg podobnych zdarzeń XIX i XX stulecia, a było ich wiele:
św. Katarzyna Laboure (1830),
objawienia w La Salette (1846),
w Lourdes (1858),
a także późniejsze w Fatimie (1917) oraz nam współczesne.

W stulecie wydarzeń gietrzwałdzkich Biskup Warmiński Józef Drzazga dekretem z dnia 11 września 1977 r. zatwierdził kult objawień Matki Boskiej w Gietrzwałdzie jako nie sprzeciwiający się wierze i moralności chrześcijańskiej, oparty na faktach wiarygodnych, których charakter nadprzyrodzony i Boży nie da się wykluczyć.

Warto w tym miejscu mocno podkreślić, że są to jedyne w Polsce objawienia Maryjne zatwierdzone oficjalnie przez Kościół.
11 września 1977 r. podczas uroczystości stulecia objawień maryjnych w Gietrzwałdzie kazanie wygłosił kard. Karol Wojtyła, abp metropolita krakowski.


Kard. Wojtyła dostrzegł uniwersalny charakter orędzia z Gietrzwałdu, mówił bowiem:

„Maryja na tym miejscu upomniała się o prawa człowieka i prawa narodu. Upomniała się w imieniu swojego Syna Ta, która jest Matką wszystkich ludzi i wszystkich narodów, ale w szczególny sposób są Jaj bliscy ci, którzy są uciskani i prześladowani. (…)I dlatego też całe stulecie lud Warmii, a wraz z nim cały naród polski, zwłaszcza od czasu, kiedy te ziemie znalazły się znowu w obrębie naszego państwa, dziękuje Matce Bożej Gietrzwałdzkiej za Jej proste, macierzyńskie słowa. Za wszystko, co powiedziała. Za to, że powiedziała w ojczystym języku; za to, że podniosła na duchu, że przypomniała różaniec, że dodała nadziei, pomogła przetrwać,, że wypomniała te wady, które przeszkadzają nam w utrzymaniu ludzkiej godności i w obronie praw narodu”.

http://sorkovitz.blogspot.com/2010/05/o ... adzie.html

Wydarzeniami gietrzwałdzkimi interesował się ówczesny rządca diecezji biskup Filip Krementz. Najpierw zażądał szczegółowego sprawozdania proboszcza, a potem wydelegował do Gietrzwałdu kanoników Kapituły Katedralnej, aby uczestniczyli w nabożeństwach różańcowych, obserwowali stan i zachowanie wizjonerek w trakcie objawień i sporządzili protokóły ich zeznań oraz zgromadzili obserwacje pielgrzymów i duchownych.

Doniesienia delegatów biskupich potwierdziły, że w objawieniach nie może być mowy o oszustwie i kłamstwie, a dziewczęta zachowują się normalnie. W ich sposobie zachowania nie ma żadnej bigoterii ani chęci zysku bądź chęci zdobycia uznania. Wyróżniały się, jak napisano, skromnością, szczerością i prostotą.

Pierwszą wzmiankę o objawieniach gietrzwałdzkich podał pelpliński "Pielgrzym".
Było 10 lipca 1877 roku. W krótkiej notatce przyrównywano je do tego, co zdarzyło się rok wcześniej w Marpingen. Autorem tego tekstu mógł być sam redaktor pisma Stanisław Roman, który w następnym roku wsparł Andrzeja Samulowskiego w założeniu księgarni. Potem ukazywały się dłuższe publikacje. Obecny rządca Achidiecezji Ksiądz Abp Edmund Piszcz napisał w 1977 roku w "Studiach Warmińskich", że
"Pielgrzym dobrze i uczciwie spełnił swe zadania wobec czytelników Prus Zachodnich, wobec wiernych diecezji chełmińskiej (...) Skłaniał się w tych opisach do poglądów, iż to, co stało się w letnich miesiącach 1877 roku w Gietrzwałdzie, było faktem i prawdą".

Obrazek
fot. Jacenna


Wpływ objawień na Warmii był ogromny.
Nastąpiło przede wszystkim odrodzenie życia obyczajowego i podniesienie świadomości religijnej wiernych. Pięć lat po wydarzeniach w sprawozdaniu z 27 września 1882 roku ks. Augustyn Weichsel pisał:
"nie sama tylko moja parafia, ale też cała okolica stała się pobożniejsza po objawieniach. Dowodzi tego wspólne odmawianie różańca świętego po wszystkich domach, wstąpienie do klasztoru bardzo wielu osób, regularne uczęszczanie do Kościoła (...)
Dobre skutki objawień rozprzestrzeniły się wszędzie, przeniknęły także do Królestwa Kongresowego i Rosji (...) Jawnym skutkiem był zwyczaj codziennego w gromadzie odmawiania różańca. Na południowej Warmii różaniec był odmawiany prawie we wszystkich domach, podobnie też w wielu parafiach diecezji chełmińskiej, poznańskiej i wrocławskiej".
W samej wsi nad rzeką Giłwą parafianie odmawiali w kościele trzy razy dziennie różaniec: rano w południe i wieczorem. Poza tym miały miejsce liczne nawrócenia i konwersje oraz częste przystępowanie do Sakramentów świętych.

Wielkie zmiany dokonały się w życiu społeczno-politycznym.
Objawienia Matki Bożej uznano jako przebudzenie świadomości narodowej miejscowych Warmiaków i odrodzenie się ich poczucia jedności z Polakami z innych dzielnic.
"Skoro Przenajświętsza Panienka przemówiła do dzieci warmińskich po polsku to grzechem jest jeśli ktokolwiek języka ojczystego jako daru Bożego się wyrzeka!"

Argumentem tym posługiwali się działacze narodowi z południowej Warmii, kiedy w 1885 roku podejmowano akcję petycyjną i organizowali wiece w sprawie przywrócenia języka polskiego w szkołach ludowych, potem powtarzano wiele razy w "Gazecie Olsztyńskiej" i przed wyborami do parlamentu pruskiego, kiedy zabiegano o głosy dla polskiego kandydata. Było to wszak uzasadnienie mocno oddziałujące na chłopską wyobraźnię.

Obrazek
fot. Jacenna


Kult Matki Bożej krzepł i promieniał coraz bardziej. Co roku do Gietrzwałdu 29 czerwca, 15 sierpnia i 8 września przybywały rzesze polskich pielgrzymów ze wszystkich zaborów. Tu zbiegły się ich drogi, tu szukali pokrzepienia. Z różnych stron polskiej Warmii przybywały tradycyjne łosiery.
Pielgrzymowali też Niemcy.
Napływ pątników skłaniał kolejnych proboszczów, bratanka ks. Augustyna Weichsla, Juliusza, Jana Hanowskiego, Hieronima Nahlenza, Franciszka Klinka do rozbudowy sanktuarium.
Jeszcze podczas trwania objawień , 16 września 1877 roku w miejscu, gdzie dzieciom ukazywała się Matka Boska umieszczona została kapliczka z figurą Marii Panny. Została ona wykonana w Monachium. Była ona wielokrotnie odnawiana, ostatni raz w 1977 roku.

Obrazek

Obrazek


Prowadzącą do źródełka Aleję Różańcową wysadzono grabowymi drzewami. Przy niej umieszczono piętnaście Kapliczek Różańcowych, a więc tyle ile jest tajemnic różańcowych. Stare zostały wymienione w 1977 roku. Wykonał je rzeźbiarz z Myślenic Julian Kasprzycki według projektu architekta Sylwestra Kwiatkowskiego z Białegostoku.

Obrazek
fot. Jacenna


Z pobłogosławionego przez Matkę Bożą 8 września 1877 roku wieczorem źródełka pielgrzymi od 127 lat czerpią wodę, którą przynosiła ulgę cierpiącym i liczne uzdrowienia. Sam akt błogosławieństwa został uwieczniony figurą Niepokalanej Dziewicy w altance. Wodę przeprowadzono następnie do kamiennych studzienek w formie czasz. Wspierają je stojące anioły o twarzach pastuszych.
Opowiadał w 1946 roku wywodzący się z Gietrzwałdu ks. Franciszek Siłakowski, że w trakcie wykonywania rzeźb pasał z trzema kolegami bydło na łące i nieznany artysta zaprosił chłopców do pozowania. Oni z kolei przy źródełku wyrazili postanowienie, że po ukończeniu gimnazjum wstąpią do seminarium duchownego. Tak się też stało.
Poza zmarłym w 1971 roku w Niemczech księdzem Siłakowskim, mogli nimi być: Józef Wrona z pobliskich Naglad, Edmund Hinzmann i Alojzy Junker z Woryt. Nad źródełkiem znajdują się trzy marmurowe płaskorzeźby, ukazujące Mojżesza, dotykającego laską skałę, z której wytrysnęła woda i Izraelitów, pijących wodę na pustyni.

Obrazek
fot. Jacenna


Źródełko

Do budowy Domu Pielgrzyma przystąpiono zaraz po objawieniach. Ks. Augustyna Weichsla wspierali w tym dziele pątnicy. Jednak pierwsze budowle okazały się za małe. W 1910 roku zbudowano nowy dom dla pielgrzymów. Prowadziły go siostry Katarzynki.

Obecnie w Gietrzwałdzie znajduje się Dom Pielgrzyma im. Jana Pawła II z ponad 120 miejscami noclegowymi, a dla bardziej wykwintnych gości proponujemy Dom Im. s. Barbary Samulowskiej gdzie znajdują się pokoje o wysokim standardzie. Pragniemy zaproponować również Państwu, nocleg w naszym nowym Ośrodku Wypoczynkowo-Szkoleniowym Fundacji Przyjaciół Sanktuarium MBG, w którym znajduje się 50 miejsc o podwyższonym standardzie.

Obrazek
fot. Jacenna


Rozgłos i znaczenie Gietrzwałdowi nadawali miejscowi mieszkańcy i odwiedzający sanktuarium pątnicy. Dzięki nim wieś stała się w drugiej połowie XIX wieku duchowym centrum południowej Warmii. Warmiacy spod Olsztyna, Wartemborka czyli dzisiejszego Barczewa i Biskupca przybywali tu po strawę duchową i narodową. Prości Warmiacy spotykali tu dobrze urodzonych i wykształconych Polaków, z którymi, ku ich zaskoczeniu, mogli się swobodnie porozumieć.

Największe zasługi w upowszechnianiu przesłania Matki Bożej z Gietrzwałdu przypisać trzeba księdzu proboszczowi Augustynowi Weichslowi (1830-1909), który prawie czterdzieści lat tam duszpasterzował. Ksiądz Biskup Jan Obłąk napisał o nim, że wydarzenia gietrzwałdzkie przeżył bardzo głęboko, całą gorliwość kapłańską oddał na usługę pobożnych pątników, starał się wydarzenia pilnie obserwować. Ksiądz Weichsel wywodził się z rodziny niemieckiej, od lat zamieszkałej w Pieniężnie, ale wspierał Polaków w ich przywiązaniu do wiary i języka ojców.

W czasie objawień opiekował się wizjonerkami. Skierował je do Domu św. Józefa w Pelplinie. Był kilka razy aresztowany, wytoczono mu procesy sądowe za propagowanie kultu maryjnego. On nigdy nie wątpił w prawdomówność Justyny Szafryńskiej ani Barbary Samulowskiej.

Obrazek

Siostra Stanisława Barbara Samulowska


Obie wizjonerki najpierw umieścił u sióstr Miłosierdzia w Lidzbarku Warmińskim, potem znalazły się w domu św. Józefa w Pelplinie, gdzie uzupełniły wykształcenie. W 1880 roku obie wstąpiły do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. Samulowska złożyła śluby zakonne i przyjęła imię Stanisława. Przez jakiś czas przebywała we Francji. W 1895 roku skierowana została do pracy w Gwatemali, gdzie była długoletnią przełożoną Szpitala Głównego. Położyła tam wielkie zasługi podczas trzęsienia ziemi, z jej inicjatywy budowano baraki, opiekowała się miejscową ludnością.

Objawieniom gietrzwałdzkim nadał szczególne znaczenie i związał je z sytuacją narodu polskiego błogosławiony kapucyn o. Honorat Kożmiński z Zakroczymia (1829-1916). W swoich wystąpieniach podkreślał, że wydarzenia z 1877 roku są dowodem błogosławieństwa i łaski, nadanych Polakom.

"Nigdy nie słyszano jeszcze, aby tak długo i tak przystępnie i do tego w sposób tak uroczysty ukazała się Matka Boża".

Ostatecznie także biskupowi Filipowi Krementzowi przypisać trzeba pewne zasługi w uwiarygodnieniu objawień. To on, jak wiadomo, powoływał komisje dla zbadania autentyczności objawień, wreszcie spowodował w 1878 roku wydanie w języku niemieckim i polskim opracowania ks. Franciszka Hiplera "Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwałdzie dla ludu katolickiego podług urzędowych dokumentów".

Nie można też pominąć kolejnych proboszczów gietrzwałdzkiego sanktuarium, a więc bratanka ks. Augustyna Weichsla, Juliusza, który w latach 1909-1912 tu duszpasterzował, następnie ks. Jan Hanowski w latach 1912-1924, po nim ks. Hieronim Nahlenz do 1935 roku oraz ks. Franciszek Klink, zmarły w 1946 roku. Każdy z nich opiekował się przybywającymi do Gietrzwałdu pielgrzymami i starał się rozbudować sanktuarium.

Za sprawą poety Andrzeja Samulowskiego 6 kwietnia 1878 roku otwarta została w Gietrzwałdzie księgarnia polska. Prowadził ją na początku wraz ze Stanisławem Romanem. To on w korespondencjach do gazet Pomorza i Wielkopolski zachęcał rodaków do pomocy w pracy narodowej na Warmii. Wraz z Janem Liszewskim i Franciszkiem Szczepańskim doprowadził Samulowski do założenia "Gazety Olsztyńskiej", której numer okazowy z datą 25 marca 1886 roku został wydrukowany właśnie w Gietrzwałdzie. Założył tu również w 1892 roku Towarzystwo Ludowe pod wezwaniem św. Wojciecha, angażował się w walce o głosy dla polskiego kandydata w wyborach do parlamentu pruskiego. Andrzej Samulowski poświęcił kilka utworów wierszowanych Matce Bożej. Najbardziej znaną jest "Pieśń o Najświętszej Marii Pannie Gietrzwałdzkiej", którą rozpoczynają zwrotki:


Już to po zachodzie słońca,
Cudna gwiazda jaśniejąca
Weszła na warmińskiej ziemi,
Przyświecać promieńmi swymi.
Ta wiadomość prawie cudem
Rozeszła się między ludem,
Wszędzie słychać taką mowę;
Na Warmiji cuda nowe.



W pracy narodowej wiernie towarzyszyli Samulowskiemu: Antoni Sikorski bibliotekarz Towarzystwa Czytelni Ludowej, także prowadzący księgarnię i piszący wiersze, Jan Biegała, którego dzieci upomniały się w 1906 roku o odmówienie pacierza w języku polskim w szkole, organista Jan Klatt, który także został uwięziony przez władze pruskie, bo podczas pamiętnych objawień nie ujawnił nazwisk księży warmińskich, którzy wspierali w pracy duszpasterskiej miejscowego proboszcza, Władysław Chróścielewski aktywny działacz miejscowego Towarzystwa Ludowego, Augustyn Klimek, który w 1920 roku prowadził polską szkołę, polskie przedszkolanki Otylia Tesznerówna, Maria Preyłowska i Maria Zientarówna, także autorka kilku wierszy, napisanych na cześć Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej.

Zawsze uroczyście obchodzone były okrągłe rocznice objawień gietrzwałdzkich. W 1927 roku na pięćdziesięciolecie 8 września, przybyło wielu pielgrzymów. W warszawskim Archiwum Akt Nowych zachowało się doniesienie konsula olsztyńskiego Filipa Zawady z 18 września 1927 roku. Zawiera ono informacje, że z Polski przyjechało wówczas ponad 1500 osób. Pomorskiej pielgrzymce towarzyszył, wywodzący się z Sząbruka ks. Franciszek Rydziewski, wtedy prefekt w gimnazjum męskim w Tczewie.

Pielgrzymów przyjmował tuż za granicą w Iławie pracownik konsulatu Władysław Pieniężny i kierował wprost do Gietrzwałdu. Kazanie w języku polskim na cmentarzu przykościelnym wygłosił ks. Walenty Barczewski. Następnego dnia ks. Jan Hanowski, wówczas dziekan olsztyński, zaprosił wszystkich duchownych do Olsztyna. Na tym spotkaniu ks. Antoni Baranowski z Sząbruka zaapelował o uwzględnienie w większym zakresie języka polskiego w pracy duszpasterskiej na południowej Warmii. Konsul uznał spotkanie kapłanów z kraju z duchownymi warmińskimi za nadzwyczaj pożyteczne. Także po 1945 roku tłumnie gietrzwałdzkie sanktuarium odwiedzał miejscowy lud.

Wielką cześć Matce Boskiej Gietrzwałdzkiej oddawał Prymas Polski Stefan kardynał Wyszyński.
Odwiedzał to sanktuarium wiele razy. Pierwszy raz w 1950 roku, następnie podczas każdego przyjazdu na Warmię, 10 września 1967 roku na dziewięćdziesięciolecie objawień koronował cudowny obraz.
Podczas nakładania korony powiedział:

"Nakładamy na Twoje skronie, Święta Matko Ziemi Warmińskiej, złote korony, Abyś będąc Matką - królowała, klękamy przed Tobą w duchu pełnego oddania się Tobie w macierzyńską niewolę, byleby tylko zabezpieczyć Polsce pokój i ducha jedności. Prosimy Cię naucz nas poddawać się zawsze władczym mocom Ewangelii, miłości Boga i ludzi, wszystkim wymaganiom miłości spełnionej. Pragniemy przychodzić ku Tobie ufni, że Ty zawsze czuwasz, zawsze przyjmujesz, zawsze wysłuchasz".

Równocześnie Stolica Apostolska zezwoliła na ustanowienie dla diecezji warmińskiej święta Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej na dzień 8 września ze specjalnym formułowaniem mszalnym i brewiarzowym.

Z powodu choroby Ksiądz Prymas nie wziął udziału w uroczystościach stulecia Objawień Matki Bożej tu w Gietrzwałdzie 11 września 1977 roku. Wtedy zgromadzone rzesze wiernych z przedstawicielami Episkopatu Polski na czele z Księdzem kardynałem Karolem Wojtyłą, modlili się słowami:

"Pomnij o najlitościwsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, aby ktokolwiek zawierzył w swych potrzebach Twojej macierzyńskiej dobroci i został zawiedziony. Pełni więc ufności wobec wstawienniczej potęgi Twego Serca składamy w Twe łaskawe ręce zdrowie Sługi Twego a naszego Prymasa. Spójrz na wierność i poświęcenie z jakim Ci służy przez długie lata w swej kapłańskiej i biskupiej posłudze, i przywróć mu pełnię sił, aby mógł oglądać Twą chwałę w dniach Jasnogórskiego Jubileuszu i kierować Kościołem w Polsce po długie lata".

I wyzdrowiał.

Obraz przed koronacją

Obrazek
fot. Jacenna


Koronacja Obrazu 10 wrzesień 1967 roku

Podczas uroczystości odczytano dekret biskupa warmińskiego Józefa Drzazgi:

"Biorąc pod uwagę zgodność treści objawień gietrzwałdzkich z wiarą i moralnością, prawość powierniczek tych objawień oraz błogosławione skutki objawień gietrzwałdzkich w ciągu całego stulecia, na większą chwałę Boga w Trójcy świętej Jedynego, Ojca, Syna i Ducha świętego, na cześć Najświętszej Bogurodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej, mocą naszego zwyczajnego Urzędu Pasterskiego w świętym Diecezjalnym Kościele Warmińskim niniejszym dekretem zatwierdzamy kult Objawień Matki Boskiej w Gietrzwałdzie jako nie sprzeciwiający się wierze i moralności chrześcijańskiej, oparty na faktach wiarygodnych, których charakter nadprzyrodzony i Boży nie da się wykluczyć!"

Wcześniej 2 lutego 1970 roku Papież Paweł VI nadał kościołowi w Gietrzwałdzie tytuł i godność Bazyliki Mniejszej.

Bez znajomości Gietrzwałdu trudno zrozumieć duszę i mentalność dawnych mieszkańców południowej Warmii. Ich obyczaje były mocno wpisane w kalendarz kościelny, wyróżniali się autentyczną pobożnością i nadzwyczajnym kultem do Matki Bożej. Potwierdzają to liczne kapliczki wtopione w krajobraz i sanktuaria maryjne w Stoczku, Świętej Lipce i właśnie w Gietrzwałdzie ze swym bogatym w treści duchowym i narodowym przesłaniem.

Warmiacy byli w sposób nadzwyczajny przywiązani do wskazań przodków. Przez to także są konserwatywni.
"Dzięki temu konserwatyzmowi, ten lud pozostał polskim, się oparł wszystkim germanizatorskim zapędom i na długo jeszcze takim pozostanie".
napisał znany etnograf polskiej Warmii ks. Walenty Barczewski jeszcze w 1883 roku

Jan Chłosta

Jest w Gietrzwałdzie ten niezapomniany zapach Bożej tajemnicy, unoszący się w powietrzu, nad ziemią, której dotknęła swoimi stopami Matka Najświętsza. Czuć w tym miejscu modlitwę tysięcy pielgrzymów, którzy przybywali do tej małej warmińskiej wioski, by powierzyć Bogu – przez Maryję – swoje życiowe drogi, czasami mocno poplątane, pełne trudnych i bolesnych doświadczeń. Ale jest też ten jedyny, subtelny, pełen serdecznej troski, kobiecy głos, zdający się cały czas powtarzać słowa: "Nie smućcie się, bo Ja zawsze będę z wami"…(były to ostatnie słowa Maryi skierowane do wizjonerek i wszystkich Polaków) Ten głos, przeplatany radosnym śpiewem ptaków, wkomponowany w uroczy i spokojny pejzaż ziemi warmińskiej, powraca jak bumerang w ciszy serc rozmodlonych pielgrzymów. Dla tego głosu warto do Gietrzwałdu zawędrować. I dać się ponieść atmosferze tego miejsca, pełnej Bożych tajemnic, macierzyńskiej troski Maryi i Bożego Ducha – za którym przecież każdy z nas tak bardzo tęskni i którego równie mocno potrzebuje...

Na Wzgórzu Warmińskim
zdrojem źródło słynie,
by Gietrzwałdzkiej Pani
pamiętano imię,
by je powtarzały
po kres dziadki wnukom
a Matka Niebiańska
darzyła opieką.

26 lipca 2007r. Jacenna

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 15 lip 2011, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Nowenna Pompejańska w intencji Ojczyzny

O opiekę Maryi nad Polską

"Maryjo, nałóż szkaplerz opieki na Polskę i odnów życie religijne" - to główna intencja, która zostanie podjęta przez wszystkich modlących się Nowenną Pompejańską od 16 lipca do 7 września, czyli od wspomnienia Matki Bożej z Góry Karmel do nieszporów Święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Już po raz trzeci Sekretariat Różańca Pompejańskiego Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej wzywa Polaków do modlitwy w intencji Ojczyzny.

- Obecnym tematem Nowenny Pompejańskiej pragniemy przypomnieć rolę szkaplerza świętego w naszym życiu, uświadomić sobie znaczenie medalika z wiarą noszonego na piersi - wyjaśnia ks. Jacek Skowroński, promotor Różańca Pompejańskiego. Jak podkreśla, szczególnego płaszcza opieki Maryi, którym jest szkaplerz święty, potrzebujemy w życiu indywidualnym, rodzinnym i społecznym. W intencji zwrócona została także uwaga na konieczność odnowienia życia religijnego w naszej Ojczyźnie, w której wciąż narasta kryzys moralności. - Przez poszczególne dni Nowenny zmierzać będziemy do święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, które przypomina nam, że nieustannie potrzebujemy wewnętrznego odrodzenia, a nasza postawa powinna być coraz bardziej na wzór Maryi, posłuszeństwa Bogu na wzór Maryi. Ta postawa będzie miała wpływ na duchowe odrodzenie i umocnienie. Kto ufa Bogu, będzie Mu posłuszny, buduje życie na Bożym nauczaniu, poznaje je i świadomie stosuje. Odzyskane zaufanie Bogu otworzy nas na ogrom łask - zaznacza ks. Jacek Skowroński.
Podczas pierwszego szturmu do Nieba kilka tysięcy osób, które włączyły się w Nowennę Pompejańską, wypraszały miłosierdzie dla Polski za wstawiennictwem Jana Pawła II. Podczas kolejnych 54 dni (3 nowenny błagalne i 3 dziękczynne) wierni modlili się przede wszystkim w intencji polskich rodzin. - Im wszystkim należy się ogromna wdzięczność za podjęty trud modlitwy każdego dnia trzema lub nawet czterema częściami Różańca świętego - zaznacza ks. Jacek Skowroński.
Tym razem uwaga skoncentruje się wokół religijności Polaków. Potrzeba głębokiego spojrzenia na naszą religijność, na jej fundamenty. - Życie Boże w człowieku nie rozwija się automatycznie. Jeśli to jest niezrozumiane, dominuje podejście uczuciowe, a więc niepewne, chwiejne, letnie, nawet magiczne do darów Boga w Kościele. Łatwo wtedy o odrzucenie wiary i moralne zawirowania, budowanie na uczuciach, a nie na nauce Chrystusa - podkreśla ks. Jacek Skowroński.
Zatem każdy, kto chce modlić się o szkaplerz, o ochronę przed złem dla Polski, o odnowę życia religijnego w naszej Ojczyźnie, zaproszony jest do podjęcia Nowenny Pompejańskiej od 16 lipca do 7 września. Zaś 7 września w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Szczecinie o godz. 18.00 odprawiona zostanie Msza św. dziękczynna za otrzymane łaski w tej nowennie. Zaproszenie na nią kierowane jest do wszystkich, a szczególnie do modlących się Nowenną Pompejańską.

Małgorzata Bochenek

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 28 lip 2011, 01:11 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3311
Objawienia Matki Bożej Dobrego Zwycięstwa
(Nuestra Senora del Buen Suceso), której kościół znajduje się w Quito, w stolicy Ekwadoru


W kazaniu abp. Lefebvre, wygłoszonym z okazji święceń biskupich 30 czerwca 1988 roku, znajduje się następujący fragment:
Niedawno jeden z naszych kapłanów, przeor naszego przeoratu w Bogocie w Kolumbii przyniósł mi książkę o objawieniach Matki Bożej Dobrego Zwycięstwa (Nuestra Senora del Buen Suceso), której kościół znajduje się w Quito, w stolicy Ekwadoru; a jest to naprawdę wielki kościół. Wkrótce po Soborze Trydenckim, a więc przed wieloma stuleciami, pewnej zakonnicy klasztoru w Quito objawiała się Najświętsza Maryja Dziewica, która do niej przemawiała. Objawienia te zostały zachowane na piśmie i uznane przez Rzym. Dlatego zbudowano Najświętszej Maryi Dziewicy z Quito wspaniały kościół, a historycy mówią na ten temat, co następuje: kiedy figura Najświętszej Dziewicy była już prawie gotowa, a rzeźbiarz zamierzał stworzyć jej oblicze, stwierdził, że oblicze to w cudowny sposób było już gotowe. Cudowna postać Najświętszej Maryi Dziewicy była tam przez wiernych Ekwadoru czczona z wielką pobożnością. I ta Najświętsza Dziewica z Quito przepowiedziała owej zakonnicy wiele rzeczy mających się zdarzyć w XX wieku, a przy tym powiedziała wyraźnie: w XIX wieku i przez większą część XX wieku w Kościele świętym będą się coraz bardziej rozpowszechniały błędne nauki i pogrążą Kościół w katastrofalnej, absolutnie katastrofalnej sytuacji. Ani się obejrzymy, jak zanikną obyczaje, a wiara wygaśnie. I – wybaczcie, że kontynuuję teraz informację o tym objawieniu, ale mówi ono o pewnym prałacie, który zdecydowanie przeciwstawi się temu zalewowi apostazji, temu zalewowi bezbożności i zachowa kapłaństwo, kształcąc dobrych kapłanów. Możecie to interpretować, jak chcecie, ja tego nie zrobię. Ja w każdym razie byłem zaskoczony, kiedy przeczytałem te linijki, nie mogę zaprzeczyć.

Poniższy artykuł ma za cel przedstawienie całej historii tych objawień. Po raz kolejny przekonujemy się, jaką wielką rolę Pan Bóg powierzył Matce Najświętszej w czasach ostatecznych, a zwłaszcza w okresie aktualnego kryzysu w Kościele. Ta, która jak troskliwa matka, już dawno zapowiedziała to, co się dzieje dziś w Kościele i na świecie, z całą pewnością i teraz nie pozostaje bezczynna, pomaga wiernym katolikom wytrwać w dobrej drodze – a na końcu ona położy kres zalewowi modernizmu.

Źródła historyczne

Matka Najświętsza objawiła się kilkakrotnie przełożonej sióstr Niepokalanego Poczęcia w Quito (stolica Ekwadoru), M. Mariannie Franciszce de Jesús Torres y Berriochoa (1563–1635) .

Obrazek

źródła historyczne o tych objawieniach dotarły do nas w następujący sposób: z powodu tak niezwykłych wydarzeń kierownik duchowny oraz biskup Quito wymagali od niej w imię posłuszeństwa spisania autobiografii. Tekst ten został aprobowany przez biskupa Piotra de Oviedo, dziesiątego biskupa ordynariusza Quito. Po jej śmierci, kierownik duchowy i spowiednik o. Michał Romero OFM napisał jej biografię. Dokumenty te razem z życiorysami wszystkich innych sióstr założycielek klasztoru w Ekwadorze zachowane są w wielkim tomie pt. El Cuadernon. Na podstawie tego źródła o. Manueal Souza Pereira, prowincjał Ojców Franciszkanów w Quito, napisał w 1790 roku książkę pt. Cudowny żywot Matki Marianny de Jesús Torres, hiszpańskiej zakonnicy i jednej z założycielek Królewskiego Klasztoru Niepokalanego Poczęcia w mieście św. Franciszka de Quito.

Obrazek

Dzieło to przetłumaczyła na język angielski w 1988 r. Marianna Teresa Horvat, która wydała książkę na temat objawień Matki Bożej1.

Wizjonerka: Marianna de Jesús Torres

Obrazek

Marianna Franciszka urodziła się w Hiszpanii 1563 roku jako pierwsze dziecko gorliwej katolickiej rodziny. Z powodu jej głębokiej pobożności, została dopuszczona do I Komunii już 8 grudnia 1572, kiedy miała zaledwie 9 lat2. Podczas Komunii Marianna otrzymała łaskę powołania oraz wewnętrzną pewność, że będzie przeznaczona na misje.

W 1577 roku opuściła Hiszpanię razem z ciotką, matką Marią de Jesús Taboada i czterema innymi zakonnicami, aby założyć klasztor w stolicy Ekwadoru. Rozpoczęła tam swe życie zakonne, które płynęło wedle ówczesnych zwyczajów w atmosferze surowych umartwień. Matki założycielki były zachwycone „doskonałym przestrzeganiem reguł zakonnych i praktyką cnót” młodej nowicjuszki, inne siostry jednak okazywały zazdrość, prześladowały ją i rozsiewały oszczerstwa. Dwukrotnie zmarła i powróciła do życia. Po śmierci pierwszej przełożonej w 1593 roku, została wybrana na przeoryszę. Było to w chwili, kiedy w Quito wybuchła rewolucja, której skutki miały dotknąć również zakony. Właśnie wówczas pewna zakonnica, zwana La Capitana, z pomocą niektórych duchownych zawiązała spisek przeciw przełożonej i razem z innymi siostrami domagała się złagodzenia reguły i zwolnienia od kierownictwa duchowego Ojców Franciszkanów, uważanych za bardzo gorliwych i surowych zakonników.

W tej trudnej sytuacji matka Marianna uciekła się do modlitwy. Wówczas Matka Boża ukazała się jej po raz pierwszy i powiedziała: „Jestem María del Buen Suceso, Królowa nieba i ziemi. Przyszłam, aby pocieszyć twoje udręczone serce! Szatan próbuje zniszczyć to Boże dzieło, posługując się Moimi niewiernymi córkami, lecz nie osiągnie celu, bo Ja jestem Królową zwycięstwa i Matką Dobrego Zwycięstwa, i pod tym tytułem pragnę być znana dla zachowania Mego klasztoru i jego mieszkańców”.

Wkrótce po tej wizji wspólnota wybrała nową przełożoną, pod której rządami reguła zakonna została złagodzona; ścisłe milczenie zanikło. S. Marianna próbowała przekonać nową przełożoną o niebezpieczeństwach płynących z takiego postępowania, co ściągnęło na nią gniew pozostałych sióstr. Po raz kolejny dotknęły ją oszczerstwa i kłamstwa, a co gorsza, wikariusz generalny zgodził się na wysłanie jej do więzienia pod zarzutem nieposłuszeństwa. Dobre siostry, które ogromnie cierpiały z powodu tak rażącej niesprawiedliwości, również zostały uwięzione; było ich razem 25.

W ciągu następnych pięciu lat s. Marianna, która trzykrotnie została uwięziona na dłuższy czas, otrzymała wiele szczególnych łask, miała też wizje Matki Bożej, która pokazała jej przyszłość klasztoru oraz Ekwadoru. Kazała też wykonać figurę Matki Bożej Dobrego Zwycięstwa i umieścić ją na tronie przełożonej zakonu na znak, że to ona jest Panią klasztoru: „W mojej prawej ręce umieść pastorał oraz klucze jako symbol mojej władzy oraz znak, że klasztor jest moją własnością”.

Na koniec matka przełożona zrozumiała niewłaściwość swojego postępowania wobec sióstr założycielek, uwolniła je i zrezygnowała ze swego urzędu. Wówczas biskup Quito kazał przeprowadzić przesłuchanie w sprawie oskarżeń przeciwko siostrom. Kiedy okazało się, że został wprowadzony w błąd przez oszczerstwa, kazał aresztować główną odpowiedzialną za zamęt – siostrę La Capitanę. Ta nie przyznała się jednak do winy, odmówiła przyjęcia pokarmu i poczęła bluźnić. Wtedy matka Marianna poprosiła biskupa o pozwolenie na przeniesienie zbuntowanej siostry do infirmerii klasztornej, gdzie sama opiekowała się nią, pomimo że w zamian doświadczała jedynie przekleństw i zniewag. Obawiając się o życie wieczne tej siostry, matka Marianna gorąco prosiła Pana Jezusa o uratowanie jej duszy. Zrozumiała wtedy, że jej prośba będzie wysłuchana, jeśli zgodzi się na przeżywanie duchowo pięciu lat kar piekielnych. Od razu wyraziła na to zgodę, a krótko później La Capitana nawróciła się, odbyła spowiedź generalną i stała się wzorem pokory i pobożności do końca życia. Zmarła rok po śmierci matki Marianny.

Tymczasem m. Marianna musiała wypełnić obietnicę: podczas pięciu lat czuła się jak potępiona i odrzucona przez Boga, którego tak bardzo umiłowała; przeżywała duchowo męki dusz potępionych.
Wizja profanacji Sakramentów świętych

20 stycznia 1610 roku Matka Boża objawiła się jej znowu i powiedziała między innymi: „Wiedz, że od końca XIX, a szczególnie w XX wieku namiętności wybuchną i dojdzie do zupełnego zepsucia obyczajów, bo Szatan prawie całkowicie panował będzie przez masońskie sekty. Aby do tego doprowadzić, skupią się one szczególnie na dzieciach. Biada dzieciom w owych czasach! Trudno będzie przyjąć sakramenty chrztu i bierzmowania. Wykorzystując osoby posiadające władzę, diabeł starać się będzie zniszczyć sakrament spowiedzi (...) To samo będzie z Komunią świętą. Niestety! Jak bardzo zasmuca Mnie, że muszę ci wyjawić tak liczne i okropne świętokradztwa – tak publiczne jak i tajne – popełnione z powodu profanacji Najświętszej Eucharystii! W czasach tych wrogowie Chrystusa, zachęcani przez diabła, często kraść będą z kościołów konsekrowane Hostie, aby bezcześcić Postacie Eucharystyczne. Mój Najświętszy Syn widzi samego siebie rzuconego na ziemię i zdeptanego przez nieczyste nogi”. Dalej mówi Matka Najświętsza o lekceważeniu sakramentu ostatniego namaszczenia, przez co wiele dusz pozbawionych będzie pocieszenia i łask w decydującej chwili śmierci. „Sakrament małżeństwa, symbolizujący związek Chrystusa ze swoim Kościołem, będzie przedmiotem ataków i profanacji w najściślejszym znaczeniu tego słowa. Masoneria, która będzie wówczas sprawować rządy, zaprowadzi niesprawiedliwe prawa mające na celu zniszczenie tego sakramentu, a przez to ułatwi każdemu życie w stanie grzechu, oraz spowoduje wzrost liczby dzieci urodzonych w nielegalnych związkach, nie włączonych do Kościoła. Duch chrześcijański szybko upadnie, drogocenne światło Wiary zgaszone będzie do tego stopnia, że nastąpi prawie całkowite zepsucie obyczajów. Skutki zeświecczonego wychowania będą się nawarstwiać, powodując m. in. niedostatek powołań kapłańskich i zakonnych.

Sakrament kapłaństwa będzie ośmieszany, lżony i wzgardzony. Diabeł prześladować będzie szafarzy Pana w każdy możliwy sposób. Będzie działać z okrutną i subtelną przebiegłością, odwodząc ich od ducha powołania i aby uwodząc wielu. Owi zdeprawowani kapłani, którzy zgorszą chrześcijański lud, wzbudzą nienawiść złych chrześcijan oraz wrogów Rzymskiego, Katolickiego i Apostolskiego Kościoła, którzy zwrócą się przeciwko wszystkim kapłanom. Ten pozorny tryumf Szatana przyniesie ogromne cierpienia dobrym pasterzom Kościoła.

Poza tym, w owych nieszczęśliwych czasach, nastąpi niepohamowany zalew nieczystości, która popychając resztę ludzi do grzechu, pociągnie niezliczone lekkomyślne dusze na wieczne potępienie. Nie będzie można znaleźć niewinności w dzieciach, ani skromności u niewiast. W owych chwilach największej potrzeby Kościoła, ci, którzy mają mówić, będą milczeć!”. Na koniec Matka Boża ponownie nakazała wykonać figury ku Jej czci.
Cudowna figura Matki Bożej del Buen Suceso

Zaraz po tym objawieniu matka Marianna prosiła biskupa Quito, aby jak najprędzej ustosunkował się do próśb Najświętszej Maryi Panny. Po otrzymaniu jego zgody, powierzyła wykonanie artyście Francisco del Castillo, który nie tylko był doświadczonym rzeźbiarzem, ale także człowiekiem wielkiej cnoty połączonej z głęboką pobożnością maryjną. Kiedy praca dobiegła do końca, zadecydował, że będzie musiał pojechać do Europy, aby znaleźć najlepsze farby do malowania twarzy Madonny. Obiecał powrócić do Quito przed 16 stycznia 1611 roku i ukończyć dzieło. Jednak w nocy przed jego przyjazdem twarz figury została w cudowny sposób pomalowana. Kiedy siostry przyszły wcześnie rankiem na jutrznię, kaplica wypełniona była niebieskim światłem, otaczającym posąg. Kiedy artysta przybył następnego ranka do klasztoru, aby ukończyć pracę, zawołał zaskoczony: „Co widzę? Ta wspaniała rzeźba – to nie moje dzieło. To jest dzieło anielskie, bo coś tak wspaniałego nie mogłoby być stworzone tu na ziemi przez ręce śmiertelnika. Żaden rzeźbiarz, choćby nie wiadomo jak uzdolniony, nie mógł stworzyć takiej doskonałości i nieziemskiej piękności”. Rzeźbiarz potwierdził pod przysięgą autentyczność cudu. Pod spisanym przez niego oświadczeniem widnieje również podpis biskupa Quito, który wkrótce kazał przygotować się przez nowennę na uroczystą intronizację. 2 lutego 1611 roku poświęcił uroczyście cudowną figurę pod wezwaniem Matki Bożej Dobrego Zwycięstwa. Rzeźba wniesiona została w uroczystej procesji na wyższy chór kościoła klasztornego na specjalnie przygotowanym tronie. Co roku przenoszona jest w procesji z chóru do głównego ołtarza podczas nowenny poprzedzającej święto Matki Bożej Dobrego Zwycięstwa 2 lutego. W ostatnich latach posąg wystawiany jest dla wiernych także podczas miesiąca maryjnego (tj. w maju) i podczas miesiąca Różańca świętego (w październiku).

Główne objawienie: zgaśnięcie wiecznej lampki i jego znaczenie

Resztę życia matka Marianna spędziła na wewnętrznych i zewnętrznych umartwieniach i ofiarach: chciała stać się ofiarą dla XX wieku, jak o to prosiła ją Matka Najświętsza.

Najważniejsze objawienie siostra Marianna miała o poranku 2 lutego 1634 roku, kiedy to podczas modlitwy przed Najświętszym Sakramentem nagle zgasła paląca się przed ołtarzem wieczna lampka. Kiedy siostra Marianna próbowała ją zapalić ponownie, Matka Boża objawiła się jej i powiedziała:

„Przygotuj twoją duszę, aby coraz więcej oczyszczona mogła wstąpić w pełnię radości twojego Pana. O, gdyby śmiertelnicy, a szczególnie pobożne dusze poznały, czym jest niebo, co to jest posiadanie Boga, jakże inaczej żyłyby i nie odmawiałyby żadnej ofiary, aby Go posiadać.

Zgaśnięcie lampki klasztornej, które zobaczyłaś, ma wiele znaczeń:

Po pierwsze, przy końcu XIX wieku i podczas dużej części wieku XX powstanie zamęt w tym kraju, będącym wtedy wolną republiką. Wtedy cenne światło wiary zgaśnie w duszach z powodu prawie całkowitego zepsucia obyczajów. Podczas tego okresu będą wielkie fizyczne i moralne klęski, publiczne i prywatne. Niewielka grupa ludzi, która zachowa skarb wiary i cnoty, będzie doznawała okrutnych i niewymownych cierpień oraz przedłużonego męczeństwa. Aby wyzwolić ludzi z niewoli tych herezji, ci, których Mój Najświętszy Syn powołał do wykonania odnowy, potrzebują wielkiej siły woli, wytrwałości, odwagi i ufności w Bogu. Nadejdzie taki moment, kiedy wszystko wydawać się będzie stracone, a wszelkie wysiłki – nadaremne; stanie się tak dlatego, by poddać próbie wiarę i ufność sprawiedliwych, nastąpi wtedy szczęśliwy początek całkowitego odrodzenia.

Po drugie, Moje zgromadzenia opustoszeją, zatopione w otchłani oceanu goryczy i wydawać się będzie, że utoną one w tych różnych wodach nieszczęścia. Ileż prawdziwych powołań zostanie straconych przez nieumiejętne formowanie i brak duchowego kierownictwa!

Trzeci powód, dla którego lampka zgasła, to atmosfera tych czasów, przepełniona duchem nieczystości, jak ohydna powódź, która zaleje ulice, place i miejsca publiczne, do tego stopnia, że prawie już nie będzie na świecie dziewiczej duszy.

Czwartą przyczyną jest to, iż po infiltracji we wszystkich warstwach społecznych, masońskie sekty będą z wielką przebiegłością szerzyć swoje błędy w rodzinach, przede wszystkim po to, by zepsuć dzieci. W tych nieszczęśliwych czasach zło uderzy w dziecięcą niewinność, a w ten sposób powołana kapłańskie będą zaprzepaszczone. Jednak i wtedy będą zgromadzenia zakonne, które podtrzymują Kościół, oraz święci kapłani – ukryte i piękne dusze, którzy będą pracować z energią i bezinteresownym zapałem dla zbawienia dusz. Przeciw nim bezbożni będą toczyć okrutną wojnę, obrzucając ich oszczerstwami, obelgami i nękając, próbując zniechęcić do wypełniania ich obowiązków. Lecz oni, jak solidne kolumny, nie poddadzą się i stawią czoło temu wszystkiemu w duchu pokory i ofiary, w którego będą uzbrojeni mocą nieskończonych zasług Mojego Najświętszego Syna, miłującym ich w najbardziej wewnętrznych głębiach Jego Najświętszego i Najczulszego Serca. Jak bardzo Kościół będzie cierpieć w owej ciemnej nocy! Zabraknie prałata i ojca, który czuwałby z miłością, łagodnością, siłą i przezornością, a wielu utraci ducha Bożego, wystawiając swoją duszę na wielkie niebezpieczeństwo.

Módl się usilnie, wołaj niestrudzenie i płacz nieustannie gorzkimi łzami, w skrytości serca błagając naszego Ojca Niebieskiego, aby z miłości do Eucharystycznego Serca mojego Najświętszego Syna, dla Jego Najdroższej Krwi wylanej z taką hojnością oraz głębokiej goryczy i bólu Jego Męki i śmierci ulitował się nad Swoimi sługami i położył kres tym straszliwym czasom, oraz aby zesłał Kościołowi prałata, który odnowi ducha jego kapłanów.

Tego ukochanego syna, którego Mój Boski Syn i Ja otoczymy szczególną miłością i napełnimy wieloma łaskami: pokory serca, poddania się Bożym natchnieniom, siły, aby mógł bronić praw Kościoła. Damy mu czułe i współczujące serce, którym ogarnie jakby drugi Chrystus wielkich i maluczkich, nie gardząc najbardziej nieszczęśliwymi, którzy będą prosić go o światło i radę w ich zwątpieniach i trudnościach. W jego ręce złożone będą wymiary, by wszystko czynione było zgodnie z wagą i miarą, ku chwale Bożej.

Przed przybyciem tego prałata i ojca, wiele serc osób poświęconych Bogu w stanie kapłańskim i zakonnym wpadnie w oziębłość (...) Popełnione zostaną wszystkie rodzaje zbrodni pociągając za sobą wszelki rodzaj kary: zaraza, głód, konflikty społeczne wewnętrzne i zewnętrzne, apostazja, to wszystko przyczyni się do zatraty licznych dusz. Aby rozproszyć te czarne chmury, przeszkadzające Kościołowi cieszyć się jasnym dniem wolności, wybuchnie straszliwa wojna, w której popłynie krew swoich i obcych, kapłanów i zakonników. Noc ta będzie straszna do tego stopnia, że ludzie będą myśleć, iż zło zatryumfowało.

Wtedy wybije Moja godzina: zdetronizuję pysznego, przeklętego szatana, zetrę go pod moimi stopami i zrzucę w przepaść piekielną. W ten sposób Kościół oraz ten kraj uwolniony zostanie na końcu od jego okrutnej tyranii.

Piąty powód, dla którego zgasła lampa w klasztorze jest taki, że wpływowe osoby z obojętnością patrzeć będą na uciskany Kościół, prześladowaną cnotę i tryumfującego szatana, nie używając zgodnie z wolą Boga swoich wpływów w celu walki ze złem lub odnowy wiary. I tak ludzie będą stopniowo obojętnieć na żądania Boga, zaakceptują ducha zła i pozwolą się zmieść wszelkim rodzajom występku i grzechu.

Moja droga córko, gdyby przyszło ci żyć w tych okropnych czasach, umarłabyś z bólu widząc, że dokonuje się to, co ci objawiłam. Jednak miłość Mojego Najświętszego Syna i Moja do tej ziemi jest tak wielka, iż chcemy, aby od tej chwili twoje ofiary i dobre uczynki przyczyniły się do skrócenia czasu trwania tej strasznej katastrofy”.
Objawienie Najświętszego Serca Pana Jezusa o kryzysie w Kościele

W ostatnich dziesięciu miesiącach życia matki Marianny, która coraz częściej chorowała i cierpiała, Matka Boża objawiła się jej jeszcze kilkakrotnie. Matka Marianna była wzorem dla całej wspólnoty, ofiarowała wszystkie swoje udręki za Kościół, szczególnie w XX wieku. Pewnego dnia otrzymała łaskę wizji Najświętszego Serca Pana Jezusa, otoczonego małymi, przeszywającymi cierniami, które raniły Je okrutnie. Pan Jezus wytłumaczył jej ich znaczenie: „Rozumiej, że one [ciernie] oznaczają ciężkie i powszednie grzechy moich kapłanów i zakonników, których wyzwalam od świata i wprowadzam do klasztorów. To ich niewdzięczność i obojętność tak okrutnie rani Moje Serce.

Nadchodzą czasy, gdy [Moja] nauka będzie powszechnie znana uczonym i nieuczonym. Będzie się pisać wiele książek na tematy religijne, lecz praktykować te nauki i cnoty będzie niewiele dusz, święci będą rzadkością. Dlatego moi kapłani i zakonnicy popadną w zupełną obojętność. Ich oziębłość zgasi ogień Bożej miłości, w ten sposób ranią Moje Miłujące Serce tymi małymi cierniami, które widzisz. ...

Wiedz także, że Boska Sprawiedliwość ześle straszne kary na całe narody, nie tylko za grzechy ludzi, ale także szczególnie za grzechy kapłanów i osób zakonnych – gdyż ci ostatni powołani są, przez doskonałość swego stanu, aby stali się solą ziemi, mistrzami prawdy, powstrzymującymi Boży gniew. Porzucając swą powierzoną przez Boga misję, poniżają siebie do tego stopnia, że w oczach Boga powiększają oni jeszcze surowość kar”.

Ostatnie objawienie Matki Bożej Dobrego Zwycięstwa

Obrazek

Po raz ostatni Matka Boża objawiła się m. Marianie 8 grudnia 1634 roku, zapowiadając jej bliską śmierć. Ponownie z naciskiem mówiła o tym, jak ważne są spowiedź i Komunia święta, a także o ciężkiej odpowiedzialności kapłanów. Przepowiedziała różne wydarzenia, które mają mieć miejsce w XIX wieku. Mówiła również o roli klasztorów, w których zachowuje się czystość i umartwienie: „Oczyszczą one atmosferę skażoną przez tych, którzy oddają się najbardziej ohydnym grzechom i namiętnościom”. Na prośbę m. Marianny, aby jej imię pozostało nieznane, Matka Boża odpowiedziała, że dopiero po trzech stuleciach tajemniczego milczenia objawienia te oraz jej imię zostaną ponownie odkryte. Na koniec ostrzegała, że nabożeństwo do Niej „będzie zwłaszcza w XX wieku owocować cudownie w sferze duchowej i doczesnej, ponieważ jest wolą Boga, aby zachować ten Mój tytuł oraz twoje życie dla owego wieku, kiedy zepsucie obyczajów będzie prawie powszechne, a cenne światło wiary niemal zgaśnie”.

16 stycznia 1635 matka Marianna zmarła po przyjęciu ostatnich sakramentów. W 1906 r., podczas remontu klasztoru, została otwarta trumna, w której znaleziono jej nienaruszone ciało.

http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/0353

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 30 lip 2011, 22:53 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3311
Litmanova

Litmanova święte miejsce dla słowackich chrześcijan, w którym dwójce dzieci objawiła się w sierpniu 1990 roku Matka Boża. Do 1995 roku, kiedy po raz ostatni nastąpiło objawienie Matka Boża pojawiała się regularnie w pierwsze niedziele miesiąca [po pierwszym piątku]. Objawienia miały miejsce na polanie góry Zvir, około 3-4 kilometrów od zwartej zabudowy miasteczka. W miejscu objawienia znajduje się źródełko z cudowną wodą. W oficjalnym komunikacie władz kościelnych z 1995 roku ogłoszono, że góra Zvir jest miejscem modlitwy i zaczęto wznosić kaplicę poświęconą Niepokalanemu Poczęciu Marii Panny. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca, a szczególnie w sierpniu, w rocznicę pierwszego objawienia, w Litmanovej pojawiają się tysiące wiernych

Obrazek

Zvir - górą modlitwy

Podchodząc na górę Zvir w pobliżu słowackiej miejscowości Litmanowa, do miejsca dotkniętego świętością, przypomniałem sobie słowa Seweryna Goszczyńskiego z "Dziennika podróży do Tatrów" (1832): "Przyroda rozkochana we wdziękach Boga, weselsza tutaj w górach niż gdzie indziej, swobodniejsza, udziela swojego szczęścia każdemu, co na równi z nią Boga czuć potrafi".

Miejsce to stosunkowo niedawno stało się uznanym miejscem pielgrzymkowym Słowaków - ludzie przychodzą tu, licząc na kolejny cud, z nadzieją wychodzą na górę i z nadzieją rozmodleni schodzą. Na górę Zvir przybywa równie wielu pielgrzymów z Polski - z Jaworek przez Białą Wodę i przełęcz Rozdziela do Litmanowej przejść można w niespełna 3 godziny.
Do rzadkości należą dni, kiedy na ścieżkach kalwaryjskich nie spotyka się prawie nikogo. Na taki właśnie dzień trafiłem i zdało mi się, że cała polana jest jedną wielką świątynią. Nie byłem tu, kiedy 8 sierpnia 2004 r. ks. bp Jan Babjak odczytał dekret uznający górę Zvir za miejsce modlitwy, a kaplicy nadano wezwanie Matki Bożej Niepokalanie Poczętej. Na skraju rozległej polany stał niegdyś zwyczajny szałas pasterski, jakich wiele spotyka się w górach. Dziś znajduje się tu kaplica z zadaszonym polowym ołtarzem i niewielkim pomieszczeniem z obrazem Matki Bożej.

Obrazek


Właśnie w tym miejscu po raz pierwszy w niedzielę,
5 sierpnia 1990 r., objawiła się Matka Boża dzieciom - Katce Ceselkovej i Ivetce Korcakovej z Litmanowej, które bawiły się na polanie. Z ich relacji wiemy, że wystraszone odgłosami dochodzącymi z lasu schroniły się w szałasie i modliły żarliwie, prosząc Matkę Boską o ochronę.
W czasie modlitwy zobaczyły białą mgłę i intensywną światłość, a w niej
Matkę Bożą, która usiadła na ławeczce i zaczęła z nimi rozmawiać.

Cóż to za wspaniała scena: Matka siedząca na ławeczce, a przed nią dziewczynki zasłuchane w to, co mówi. Pod jej opieką zostały sprowadzone z góry Zvir, a po drodze zatrzymały się przed stojącym przy dróżce krzyżu, gdzie Matka uklękła i przeżegnała się. Sen jakiś? Przywidzenie? Czy wymyśliły to sobie? Gdy opowiadały rodzicom, ci nie uwierzyli; gdy relacjonowały księdzu, ten powiedział, by zachowały to dla siebie i nie rozpowiadały dalej. Parafianie jednak zaczęli chodzić na górę Zvir i modlić się. Wiadomość szybko rozchodziła się po okolicy, a wieść o widzeniach zelektryzowała Słowację. Objawienia trwały całe pięć lat, zawsze w niedzielę po pierwszym piątku miesiąca podczas odmawiania różańca. Przez pierwsze siedem miesięcy dziewczynki widziały i słyszały, co do nich Matka Boża mówi, później już tylko widziały. Początkowo prosiły Matkę o wyjaśnienia, bo ludzie za ich pośrednictwem pytali, ta odpowiadała i przekazywała krótkie orędzia. Pielgrzymi doskonale wiedzieli, kiedy Matka Boża objawiała się dziewczynkom, bo wtenczas "wyłączały się" i widać było, że są tylko z nią. Opowiadały, że czuły się tak, jakby bliski człowiek stał przy nich, nie widziały już wtedy otoczenia, poza Matką nie było nikogo.

W dwóch orędziach Matka Boża mówiła o katastrofie, która dotknie Słowację, ale dziewczynki nie wiedziały, w jakim znaczeniu; mówiły o koniecznych nawróceniach i zbawieniach, o miłości do Boga i bliźniego. Widziały Matkę Bożą zawsze bosą, raz była ubrana w białą szatę, innym razem w bordową lub złotą, z drewnianym różańcem w ręku. Dziewczynki w tym czasie chodziły do szkoły pielęgniarskiej w Preszowie; Ivetka Korcakova jej nie skończyła, przerwała naukę i wstąpiła do zakonu.

Ostatnie objawienie 6 sierpnia 1995 r. ciężko przeżyły i nie wyobrażały sobie, co będzie dalej.

- To moje objawienie tutaj jest ostatnie, kocham was! Dziękuję wszystkim za to, coście dla mnie tu uczynili. Tak chciałabym, aby was to przebudziło ze snu próżności. Właśnie na ten czas potrzebujecie nawrócenia - mówiła Matka Boża w ostatnim orędziu do wszystkich. - Zostaję na tej górze obecna.
Zacznijcie rozmyślać nad moimi orędziami. Pozostańcie w moim sercu, potrzebujecie być bardziej prości i ostrożni, żyjecie w szczególnych czasach. Pozostańcie jak dzieci całkowicie wolni dla Boga. Proszę, rozważajcie nad tym, co mówię. Ja kocham was i czekam na was w niebie.


Obrazek

Do góry idzie się ścieżką, przystaje przy stacjach Drogi Krzyżowej, odpoczywa na ławce w miejscu, gdzie Matka klęczała. Prawdą jest, że Matka Boża na górze jest obecna. Na polanie kaplica, konfesjonały, budynek doraźnej pomocy medycznej, czynny podczas pielgrzymek, i kościół w budowie. Msze odprawia się tu w obrządku grekokatolickim. Wśród pielgrzymujących Słowaków są Polacy, Niemcy, Holendrzy, a nawet... wierni z Ameryki. Zapewne tak miało być, że mogłem pobyć na polanie w ciszy, samotności i napić się wody ze źródełka, które oczyszcza, i przez zachodzące promienie słońca patrzeć w niebo.

RYSZARD M. REMISZEWSKI

http://medziugorje.blogspot.com/2009/03/litmanova.html

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 26 wrz 2011, 10:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Pielgrzymka do Gietrzwałdu; album i modlitwa

Od dziesięciu lat zajmuję się, na niewielką skalę, przetwórstwem owoców leśnych, robię z nich konfitury. Taka profesja wyklucza możliwość uczestniczenia latem, przy największej robocie, w kilkudniowej pielgrzymce na Jasną Górę, ale zyskałem na Warmii możliwość uczestniczenia w trwającej już od 134 lat, pielgrzymce rolników z Polski północno-wschodniej do Gietrzwałdu.

Kilka słów wprowadzenia.

Co roku chodziłem, te 20 km przez piękny las, z pielgrzymką z mojego Szyldaka, ale Ksiądz Robert, po przebudowaniu kościoła został awansowany na kanonika i przeniesiony do Mrągowa, a Ksiądz Stanisław, ze względu na niedyspozycję nóg nie kontynuuje wspólnego marszu i pielgrzymka powoli wygasa. W tym roku przyszło mi wędrować samemu. Na dodatek przyjechałem z Bielska na ostatnią chwilę, przespałem się trochę w aucie, a po dwóch godzinach nie wstałem na czwartą, by iść pieszo, więc wybrałem się autem przez las. Podjeżdżałem, zatrzymywałem się, chodziłem po lesie i jechałem dalej. Na przyszły rok mam już deklarację kilku osób, w tym mojej siostry z Poznania, która szła tam ze mną już dwa razy, że odbudujemy tę pieszą pielgrzymkę, bo, jak widać na zdjęciach, warto.

Przejdźmy do meritum.

Pielgrzymka ta odbywa się do miejsca jedynych, do tej pory, uznanych przez Kościół, objawień Maryjnych, dokonanych na ziemiach polskich. Co szczególnie ciekawe, to widzącymi były dzieci polskie. Polacy byli wtedy na Warmi już od ponad stu lat poddawani germanizacji. Znalazł się jedak niemiecki ksiądz, który nie dość, że nauczył się polskiego, by posługiwać w swojej parafii, to narażając się hierarchii, doprowadził do uznania objawień, przekazywanych w Prusach przez Maryję po polsku. Warto pamiętać, że i na Bismarka znalazła się rada, choć on wolał, by Polacy byli tylko "robolami".

Od tamtego czasu, nieprzerwanie, co roku najpierw Warmiacy, a później i wierni z sąsiednich diecezji nawiedzają miejsce objawień i starają się poprawić swoje życie. Było tu już wielu znamienitych pątników, ale przewagę liczebną stanowią polscy rolnicy, którzy przyjeżdżają całymi rodzinami. Do nich też często głoszą słowo boże ważni hierarchowie. W tym roku Mszę odprawiał i homilię wygłosił Przewodniczący Episkopatu Polski Abp Józef Michalik.

Piękna to była homilia. Po przypomnieniu okoliczności objawień, arcybiskup odniósł się do olsztyńskiej pielgrzymki Jana Pawła II, sprzed 20 lat i jego nauczania tu głoszonego. Nauczania, pokazującego prostemu człowiekowi jak żyć w miłości bliźniego i w prawdzie. Nauczania papieża wyrosłego z polskiej tradycji i doceniającego tę polską, wierną tradycję. Kaznodzieja, za Janem Pawłem II, wzywał do odkłamania życia w każdym zakresie. I to zarówno w Polsce, jak i w Europie, która potrzebuje polskich doświadczeń w zmaganiu się ze złem.

Robiłem sobie notatki ze szczególowych tematów poruszanych w homilii. Oto wypunktowane tezy:

1. Nawiązanie do przesłania Maryi w Gietrzwałdzie.

2. Chrześcijaninie bądź wielki, przebaczaj jak JP2 - Polak wychowany w tradycyjnym, polskim Kościele.

3, Porządkujmy życie prawdą.

4. Kościół gromadzi grzeszników i świętych. Kościół ma zadanie: przetwarzać grzeszników w świętych.

5. Nie dajmy się zapędzić do getta katolickiego.

6. Toczy się walka mocarstw o rząd dusz Polaków.

7. Trwa walka chrześcijańskiej cywilizacji życia z postoświeceniową cywilizacją śmierci.

8. Kościół nie może zrzec się upominania o rząd dusz.

9. Dziękujmy Bogu za Radio Maryja.

10. Bądź odpowiedzialny jak Rocco Buttiglione, bo lewactwo atakuje.

11. Idą wybory - sprawdź na kogo zagłosujesz.

Wierni co i rusz przerywali oklaskami.

Najlepsze podsumowanie wyraził Ksiądz Abp słowami kanadyjskiego pisarza, Michaela D. O'Briena, zawartymi w powieści "Ojciec Eliasz. Czas apokalipsy":

"Przez wieki naród polski pokazał, że jest zdolny do walki z każdą siłą: polityczną, społeczną, duchową, czy kulturową, która chciała by zniszczyć jego tozsamość. Wielokrotnie atakowany przez wrogów, utrzymał wiarę ojców, wiarę katolicką. Wasza wierność jest światłem narodów."

http://heniekurban.salon24.pl/346532,pi ... i-modlitwa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 01 lut 2012, 03:00 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3311
FENOMEN ZACHOWANIA CIAŁA PO ŚMIERCI - BERNARDETTA SOUBIROUS Z LOURDES



Nieustannie trwający cud... "Jakby była pogrążona we śnie"

Od czasu śmierci św. Bernadetty jesteśmy świadkami cudu. Ciało świętej, wbrew wszelkim prawom natury, w ogóle nie ulega procesowi rozkładu zarówno zewnętrznego jak i wewnętrznego, do dziś zachowując świeżość i piękno.
Z jej twarzy promieniuje dziewicze piękno, oczy ma zamknięte, jakby była pogrążona w spokojnym śnie, usta nieco rozchylone. Głowę lekko przechyloną na lewo, skóra w idealnym stanie przylega do mięśni, ręce złożone na piersi i owinięte różańcem, pod skórą można zobaczyć zarys żył, paznokcie są również w doskonałym stanie.

Proces informacyjny Bernadetty na szczeblu diecezjalnym zakończył się jesienią 1909 r. Według obowiązujących przepisów kościelnych trzeba było dokonać tak zwanego kanonicznego rozpoznania ciała zmarłej, które miało miejsce 22 września 1909 r. Oficjalna, szczegółowa relacja z pierwszej ekshumacji znajduje się w archiwum klasztoru Saint-Gildard. Czytamy w niej, że o godz. 8.30 rano otwarto grób w obecności biskupa Gautheya z Nevers oraz członków trybunału diecezjalnego. Po zdjęciu wieka trumny ukazał się zdumiewający widok idealnie zachowanego ciała Bernadetty. Z jej twarzy promieniowało dziewicze piękno, oczy miała zamknięte, tak jakby była pogrążona w spokojnym śnie, a usta nieco rozchylone. Głowa jej była lekko przechylona na lewo, ręce złożone na piersi i owinięte mocno pordzewiałym różańcem; skórajej, pod którą było widać zarys żył, w idealnym stanie przylegała do mięśni; również paznokcie u jej dłoni i stóp były w doskonałym stanie. Szczegółowe oględziny zwłok przeprowadzili dwaj lekarze. Po zdjęciu habitu całe ciało Bernadetty prezentowało się jak żywe, było elastyczne i integralne w każdej swojej części. Po badaniach został spisany protokół z podpisami lekarzy i świadków. Siostry umyły i ubrały ciało Bernadetty w nowy habit, a następnie włożyły je do nowej, podwójnej trumny, która została zamknięta, opieczętowana i złożona ponownie w tym samym grobie. Z naukowego punktu widzenia fakt doskonałego zachowania się zwłok Bernadetty po 30 latach ich przebywania w grobie nasyconym wilgocią - co powinno sprzyjać ich szybkiemu rozkładowi, tym bardziej że za życia były dotknięte wieloma chorobami -jest zjawiskiem nadzwyczajnym i niewytłumaczalnym.

Ciało Bernardety w szklanym sarkofagu Drugie rozpoznanie ciała Bernadetty odbyło się 3 kwietnia 1919 r. - w obecności biskupa Nevers, komisarza policji, reprezentantów rady miejskiej oraz członków trybunału diecezjalnego. Rozpoznania tego dokonano bardzo podobnie jak 10 lat wcześniej - z tą tylko różnicą, że każdy z dwóch lekarzy, Talon i Comte, redagował swój raport oddzielnie i bez wzajemnej konsultacji. Oba te sprawozdania całkowicie się zgadzają ze sobą, a także z raportem medycznym sprzed 10 lat, sporządzonym przez lekarzy Davida i Jordana.

DLA TYCH, KTÓRZY WIERZĄ W BOGA - ŻADEN DOWÓD JEST NIE POTRZEBNY... - DLA TYCH, KTÓRZY NIE WIERZĄ - KAŻDY DOWÓD JEST NIEWYSTARCZAJĄCY...
( PRZEKAZ DZIĘKI - TV RELIGIA, DO KTÓREJ TO ROZGŁOŚNI TV - ZACHĘCAM...)

http://www.youtube.com/watch?v=oTXINN04 ... ure=relmfu

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 12 maja 2012, 07:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Niepokalane Serce Maryi jest drogą

Tak Bóg dał nam znak, właśnie w XX wieku. W naszym racjonalizmie i wobec powstających dyktatur On wskazuje nam pokorę Matki, która ukazuje się małym dzieciom i mówi im to, co istotne: wiara, nadzieja, miłość, pokuta. Można powiedzieć, że ludzie tutaj odnajdują okno. Widziałem w Fatimie, jak setki tysięcy ludzi dzięki temu, co Maryja przekazała małym dzieciom, w pewnym sensie odzyskują wzrok umożliwiający dojrzenie Boga w tym świecie z jego wszystkimi ograniczeniami i całym jego zamknięciem.

Benedykt XVI




Wiele już powiedziano i napisano o Fatimie, mija bowiem 95 lat od chwili, gdy Matka Boża Różańcowa objawiła się trojgu dzieciom w Cova da Iria w 1917 r., i trwa czwarty rok Wielkiej Nowenny Fatimskiej. Należy dziś jednak postawić pytania dotyczące przesłania fatimskiego: co ono zawiera i czy dziś jeszcze warto do niego powracać? Liczne publikacje, które aktualnie się ukazują, wskazują na konieczność tego rodzaju pytań. Bowiem celem spotkań fatimskich pastuszków z Matką Bożą nie było wywoływanie sensacji czy też przekazywanie sekretów, które mają jedynie koncentrować naszą uwagę na niekończących się przypuszczeniach, a nawet oskarżeniach kierowanych pod adresem Kościoła. Tak było m.in. z trzecią częścią fatimskiej tajemnicy, kiedy jej ujawniona treść w 2000 r. nie pokryła się z ludzkimi oczekiwaniami i domniemaniami. Świat dalej skupia się na kwestiach drugorzędnych, a nie dostrzega tego, co najważniejsze.


Ratunek dla dusz

Jak wiadomo, 13 maja 1930 r. Kościół oficjalnie potwierdził wiarygodność objawień Matki Bożej, w Cova da Iria w roku 1917. Za przyczyną błogosławionego dziś Jana Pawła II świat na nowo zwrócił się ku Fatimie. Ojciec Święty bardzo wyraźnie bowiem - po zamachu 13 maja 1981 r. - wskazał nam na orędzie Maryi z Fatimy, nawiązując tym do swoich poprzedników, zarówno Piusa XII, jak i Pawła VI. Przypomniał światu i Kościołowi fatimskie orędzie oraz podkreślił, iż posiada ono nie tylko "ewangeliczną wymowę", ale również zobowiązujący charakter. W homilii wygłoszonej w Fatimie 13 maja 1982 r. Papież jasno to wytłumaczył: "Wołanie zawarte w orędziu Maryi z Fatimy jest tak głęboko zakorzenione w Ewangelii i w całej Tradycji, że Kościół czuje, iż orędzie to nakłada na niego obowiązek wysłuchania go".

Fatima to nie przesłanie mające na celu zaspokojenie ludzkiej ciekawości o przyszłe losy świata, lecz wezwanie, wskazanie drogi, co należy uczynić, by ratować świat przed złem, by ratować dusze przed piekłem. Sama Maryja mówi o tym w sposób niebudzący żadnych wątpliwości. Przypomina również o tym Benedykt XVI: "W przesłaniu z Fatimy należy rozróżnić dwie rzeczy: jedna to konkretne wydarzenie, które przedstawione jest w formie wizjonerskiej, druga to leżąca u podstaw umiejętność wyjaśniania znaków, o którą tak naprawdę chodzi. Celem posłania nie było zaspokajanie ciekawości. Wtedy trzeba by było opublikować tekst o wiele wcześniej. Nie, chodzi o to, aby zapowiedzieć krytyczny punkt, krytyczny moment historii: mianowicie całą moc zła, która wykrystalizowała się w XX wieku w postaci dyktatur i, na inny sposób, działa także dzisiaj. Chodziło o odpowiedź na te wyzwania. A odpowiedź ta nie polega na wielkich politycznych akcjach, lecz ostatecznie może przyjść tylko z przemienionych serc - przez wiarę, nadzieję, miłość i pokutę". Zauważmy, iż po 95 latach od dnia, w którym Niebo otworzyło się nad Fatimą i Matka Boża ukazała swoje Niepokalane Serce, dalej koncentrujemy się na sensacjach i okolicznościach dotyczących Fatimy, a pomijamy to, co najważniejsze: PROŚBĘ BOGA PRZEKAZANĄ PRZEZ MARYJĘ! Czy dziś, gdy myślimy o orędziu Matki Bożej, Fatima jest dla nas wezwaniem do podjęcia nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi? Maryja, ukazując dzieciom piekło, do którego trafiają dusze biednych grzeszników, mówi, iż Bóg dla ratowania ludzi pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca. Nabożeństwo to wyraża się w akcie poświęcenia oraz wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Maryi w pierwsze soboty miesiąca. Oczywiście nie możemy tu pominąć wezwania do nawrócenia i pokuty czy też do codziennej modlitwy różańcowej. Jednak wezwanie to jest jedynie swego rodzaju wstępem, wprowadzeniem do nabożeństwa, przez które ma odmienić się oblicze całego świata! Można odnieść wrażenie, że dla wielu osób takie spojrzenie na Fatimę jest zupełnie nieznane. Ksiądz kardynał Joseph Ratzinger we wprowadzeniu do trzeciej części tajemnicy fatimskiej w 2000 roku napisał: "By ratować dusze przed piekłem, wskazany zostaje - ku zaskoczeniu ludzi anglosaskiego i niemieckiego kręgu kulturowego - kult Niepokalanego Serca Maryi". Czy tak właśnie postrzegamy fatimskie orędzie, gdy zasadniczy akcent zdaje się być położony na 13. dzień miesiąca od maja do października? A co więcej, czy nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi jest praktykowane zgodnie z orędziem, czy też czasem nie ma w nim zbyt wiele naszej ludzkiej inwencji?

Cztery warunki

Prośba Matki Bożej dotyczy: spowiedzi, Komunii św., Różańca i 15-minutowej medytacji, a wszystko to w intencji wynagradzającej Jej Niepokalanemu Sercu. Warunki proste, ale czy rzeczywiście są wypełniane? Jeśli prośba dotyczy czterech warunków, to wszystkie cztery należy spełnić, a nie jedynie dowolnie wybrane. Jeśli jest mowa o intencji wynagradzającej Niepokalanemu Sercu Maryi, to tylko taka intencja winna nam przyświecać w trakcie nabożeństwa pierwszych sobót. Matka Boża prosi, by Jej towarzyszyć przez 15 minut, rozmyślając o tajemnicach różańcowych, zatem nie zapominajmy o chwili medytacji, której temat jest jasno sprecyzowany i nie ma tu dowolności. Maryja prosi ponadto nie tylko o medytację, ale również o Różaniec; zwróćmy więc uwagę na to, by nie utożsamiać rozważań w czasie tej modlitwy z medytacją o tajemnicach różańcowych. Ta chwila medytacji, niezależna od modlitwy różańcowej, jest niezmiernie istotna i stanowi wielkie wyzwanie dla każdego z nas.

Ojciec Święty Benedykt XVI przypomina: "Człowiek może rozpętać cykl śmierci i terroru, ale nie może go zatrzymać... W Piśmie Świętym często widać, że Bóg poszukuje sprawiedliwych, aby ocalić miasto ludzkie, i to samo czyni tutaj, w Fatimie, kiedy pyta: Czy chcecie ofiarować się Bogu, by znosić wszelkie cierpienia, które On zechce na was zesłać w akcie zadośćuczynienia za grzechy, przez które jest obrażany, i jako błaganie o nawrócenie grzeszników?". "Trwa cierpienie Kościoła i trwa zagrożenie człowieka, a tym samym nie ustaje szukanie odpowiedzi; dlatego wciąż aktualna pozostaje wskazówka, którą dała nam Maryja. Także w obecnym utrapieniu, gdy siła zła w najprzeróżniejszych formach grozi zdeptaniem wiary. Także teraz koniecznie potrzebujemy tej odpowiedzi, której Matka Boża udzieliła dzieciom".
Słowa te obiegły świat i są nam wszystkim dobrze znane. Wielu przypomniało sobie wówczas o poświęceniu świata i Rosji Niepokalanemu Sercu, którego miał dokonać Papież w kolegialnej jedności z wszystkimi biskupami świata. I choć akt ten został dopełniony 25 marca 1984 r., co potwierdziła nieżyjąca już dziś Siostra Łucja, to przytaczane są przeróżne argumenty, jak np. to, że do dzisiaj Rosja się nie nawróciła. Dlaczego jednak nie zauważa się, iż Matka Boża prosi o poświęcenie świata i Rosji Niepokalanemu Sercu, ale też i o wynagrodzenie w pierwsze soboty? Oczekujemy cudu przemiany, żądamy kolejnych aktów poświęcenia, a nie czynimy z podobną determinacją tego, o co Matka Boża prosiła w tym samym zdaniu. Przypominał o tym bardzo mocno ks. bp Stanisław Czajka z racji poświęcenia się Polski Niepokalanemu Sercu Maryi w 1946 r.: "Sama Matka Najświętsza wyraziła życzenie w Fatimie, aby poświęcono świat Jej Niepokalanemu Sercu. Ale jednym i tym samym zdaniem wyraziła także życzenie o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty miesiąca".

Zadanie do wypełnienia

Fatima do dziś jest jednocześnie i aktualna, i niewypełniona, gdyż do dziś nie ma powszechnej praktyki nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca. Należy o tym przypomnieć Polakom, którzy wciąż szukają różnych dróg, by ratować Ojczyznę. W 1946 r. na Jasnej Górze Polska wybrała "fatimską drogę", ale jak wówczas zaakcentowano, że nie może to być tylko jednorazowy, choćby najbardziej uroczysty akt poświęcenia. Najlepiej będzie, jeśli w naszą codzienność na stałe wprowadzimy "to, co Maryja sama sobie w słynnych objawieniach w Fatimie życzyła", a życzyła sobie wynagrodzenia w pierwsze soboty miesiąca.
Fatima wzywa do poświęcenia i nabożeństwa wynagradzającego w pierwsze soboty. Czy jest aktualna, czy warto do niej powracać? - odpowiedź twierdząca nie budzi żadnych wątpliwości. Niech 95. rocznica objawień zmobilizuje nas do tego, byśmy przez nasze zaangażowanie, np. w dzieło Wielkiej Nowenny Fatimskiej, stworzyli prawdziwą Rodzinę Niepokalanego Serca, wynagradzającą za grzechy w pierwsze soboty. Wówczas nadejdzie czas triumfu Niepokalanego Serca!

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nn08.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 12 maja 2012, 07:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Orędzie fatimskie a Rosja

Mimo że od 13 maja 1917 roku dzieli nas już 95 lat, orędzie fatimskie promieniuje także na XXI wiek. Przesłanie Matki Bożej skierowane do trzech pastuszków: Łucji, Hiacynty i Franciszka, składa się, jak wiadomo, z trzech różnych, ale logicznie powiązanych ze sobą części. Pierwsza odnosi się do zbawienia dusz. Charakteryzuje ją przerażająca wizja piekła - miejsca, do którego trafiają dusze grzeszników, którzy nie żałują za grzechy i nie chcą ich odpokutować. Druga część orędzia rozszerza karę na narody niedochowujące wierności Bożemu prawu. Trzecia część, ogłoszona przez Stolicę Apostolską w czerwcu 2000 roku, mówi z kolei o wielkich prześladowaniach Kościoła, kreśląc obraz Papieża, biskupów, zakonnic, zakonników i osób świeckich zabijanych przez ich prześladowców. Dyskusje, które toczą się w ostatnich latach o trzeciej tajemnicy fatimskiej, przyćmiły nieco profetyczną moc centralnej części orędzia zawartą w dwóch kluczowych zdaniach: "Rosja rozprzestrzeni po świecie swoje błędne idee" oraz "Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje".
13 lipca 1917 roku, kiedy Maryja przekazała fatimskim dzieciom te słowa, mniejszość bolszewicka nie objęła jeszcze władzy w Rosji. Stało się to dopiero kilka miesięcy później, po rewolucji październikowej - będącej wydarzeniem nie tylko czysto historycznym, ale także zbiorem poważnych błędów ideologicznych. Tym, co charakteryzuje myśl klasyczną i co później znajduje swoje udoskonalenie w filozofii chrześcijańskiej, jest prymat kontemplacji nad działaniem. W drugiej tezie na temat Feuerbacha Marks utrzymuje natomiast, iż człowiek musi sprawdzić w praktyce, czy jego myśl jest prawdziwa. W jedenastej tezie utrzymuje natomiast, iż zadaniem filozofów nie jest interpretowanie świata, ale zmienianie go. Filozof zostaje tu zastąpiony rewolucjonistą. Rewolucjonista z kolei ma za zadanie wykazać w akcji potencjał i skuteczność swojej myśli. W tym rozumieniu Lenin był filozofem-rewolucjonistą, który w 1917 roku wcielił w życie teorię komunizmu. Rosja stała się pierwszym rozsadnikiem błędów, które nie miały swojego źródła w narodzie rosyjskim, ale w szaleństwie ideologicznym marksistów-leninistów, dążących do rozpowszechnienia na całym świecie przekonania o konieczności zniesienia wszystkich zasad i zanegowania wszystkich prawd. "Pierwszy raz w historii - pisał Pius XI w swojej encyklice "Divini Redemptoris" z 19 marca 1937 roku - jesteśmy świadkami zaplanowanej na zimno i precyzyjnie przygotowanej walki człowieka z wszystkim, co Boże" (2, 1-4). W XIX wieku nie było zbrodni podobnej do komunizmu - zarówno ze względu na zasięg czasowy i terytorialny tego zjawiska, jak i na ogrom nienawiści, jaką zdołał on wywołać. Wszystkie zbrodnie i nieszczęścia XX wieku, wliczając w to narodowy socjalizm, wynikają w sposób pośredni bądź bezpośredni z ideologii marksizmu-leninizmu. Od Stalina do Chruszczowa i od Breżniewa do Gorbaczowa błędna ideologia komunizmu rozlała się po świecie niczym rozżarzona lawa. Upadek Związku Sowieckiego nie położył kresu rozprzestrzenianiu się tych błędów. Wręcz przeciwnie - doszło do ich ekspansji. Zachód nasiąka ewolucjonizmem, pragmatyzmem i hedonizmem - elementami nieodłącznymi od doktryny komunistycznej. "Dyktaturę proletariatu" zastępuje "dyktatura relatywizmu", która pochodzi z tego samego zatrutego źródła materializmu dialektycznego. Poza tym dawna nomenklatura komunistyczna wciąż kontroluje większość władzy w Rosji i w niektórych krajach Europy Wschodniej. Ponadto całe narody w takich państwach, jak Chiny czy Kuba, nadal jęczą uciskane przez czerwoną opresję. Antykomunizm z kolei przestał praktycznie istnieć, ponieważ - jak wskazywał już Pius XI w encyklice "Divini Redemptoris": "niewielu udało się rozpoznać prawdziwą naturę komunizmu".
Rozprzestrzenienie się błędów komunizmu zostało określone przez Maryję mianem kary za grzechy ludzkości. Aby jej uniknąć, Maryja Dziewica wyraziła dwie precyzyjne prośby: poświęcenie Rosji Jej Niepokalanemu Sercu oraz Komunię Świętą wynagradzającą w pierwsze soboty miesiąca. Jan Paweł II przypisywał Madonnie Fatimskiej swoje cudowne ocalenie w czasie zamachu z 1981 roku. Papież dwukrotnie: 13 maja 1982 roku i 25 marca 1984 roku - kolegialnie ze wszystkimi biskupami świata, tak jak prosiła Matka Boża, dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi, nie wymieniając jednak w sposób dosłowny Rosji. Nie ma wątpliwości, że konsekwencją tych aktów było to, co zdarzyło się kilka lat później - wraz z upadkiem muru berlińskiego i rozpadem Związku Sowieckiego. Jest jednak pewne także to, że komunizm wciąż trzyma się mocno, a nawrócenie ludzkości w szerokim rozumieniu - i Rosji w rozumieniu szczegółowym - wciąż wydaje się odległe. Czy można twierdzić, że orędzie fatimskie już się zrealizowało i że straszne wydarzenia zapowiadane przez Maryję w 1917 roku są już za nami?
Orędzie fatimskie będzie można uznać za wypełnione dopiero wtedy, kiedy ludzkość przestanie służyć bożkom naszych czasów i odwróci się od nich, aby w pełni przyjąć porządek naturalny i chrześcijański, zanegowany uprzednio przez relatywizm socjalistyczny i komunistyczny. Bez wątpienia dojdzie do tego, ponieważ zapewniła nas o tym sama Dziewica Maryja, kierując do nas słowa pełne słodkiej nadziei: "Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje".

Prof. Roberto de Mattei Uniwersytet Europejski w Rzymie

tłum. Agnieszka Żurek

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nn02.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 12 maja 2012, 07:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Maryja wybiera dzieci

13 lipca 1917 r. Matka Boża w kilku zdaniach zawarła proroctwo i zarazem ostrzeżenie dotyczące historii całego XX stulecia. Orędzie fatimskie to wielkie światło, które Bóg Ojciec dał ludzkości na obecny okres mroku i chaosu. Nadszedł czas, aby je przemyśleć na nowo i żyć jego realistyczną i proroczą treścią, tym bardziej że wszystko, o czym Matka Boża mówiła w Fatimie, spełniło się i nadal spełnia - na naszych oczach.

Sprawy wielkiej wagi

Objawienia maryjne w ciągu ostatnich dwustu lat w większości były skierowane do dzieci. La Salette - rok 1846, Maryja ukazała się 15-letniej Melanii Calvat i 11-letniemu Maksyminowi Girard. Lourdes - rok 1854, widząca Bernadeta Soubirous miała wówczas 14 lat. Pontmain - 1871, Eugeniusz i Józef Barbadette mieli 12 i 10 lat. Gietrzwałd - 1877, Justyna Szafrańska miała 13 lat, a Barbara Samulowska 12 lat. Fatima - 1917, Łucja miała 10 lat, Franciszek 9 lat, a najmłodsza, Hiacynta, niespełna 7 lat. Beauring - 1932, Matka Boża ukazała się pięciorgu dzieciom w wieku od 9 do 15 lat. Banneux - 1933, widząca Mariette Beco miała 11 lat. Siekierki - 1943-1949, gdy zaczynały się objawienia, Władzia Papis miała 12 lat...
Dane nam było poznać i przeżyć wielkie objawienia maryjne, dzięki którym Łucja, Franciszek i Hiacynta oraz wiele innych dzieci stało się wspaniałymi narzędziami duchowej odnowy Kościoła i świata. Któż mógłby obliczyć zasięg ożywczego światła promieniującego z La Salette, z Lourdes, a zwłaszcza z Fatimy? Dzięki Bernadecie świeży powiew ducha ogarnął Francję przytłoczoną ideami pozytywizmu. Dzięki Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie, trójce niepiśmiennych dzieci, Maryja zamieniła w swoje królestwo antyklerykalną Portugalię rządzoną przez masońskie władze.

Nic dziwnego zatem, że błogosławiony Jan Paweł II stwierdził w liście do dzieci: "Prawdą jest, że Pan Jezus oraz Jego Matka wybierają często właśnie dzieci, ażeby powierzać im sprawy wielkiej wagi dla życia Kościoła i ludzkości. (...) Odkupiciel ludzi czeka bardzo na ich modlitwę. Jakże ogromną siłę ma modlitwa dziecka! (...) Postanowiłem prosić was, drogie dzieci, ażebyście wzięły sobie do serca modlitwę o pokój"1.
Zastanawiając się nad przyczyną faktu, iż Maryja objawia się dzieciom, w komentarzu teologicznym do III tajemnicy fatimskiej Papież Benedykt XVI, jeszcze jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, napisał następujące słowa: "(...) dzieci są uprzywilejowanymi adresatami takich objawień: ich umysł nie jest jeszcze zbyt zniekształcony, ich wewnętrzna zdolność postrzegania nie została jeszcze nadmiernie uszczuplona. "Nawet usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę" - odpowiada Jezus słowami psalmu 8 (w. 3) na zarzuty arcykapłanów i starszych, którzy oburzali się na dzieci wołające "hosanna!" (Mt 21, 16)".
Sam Zbawiciel mówił, że mamy stać się jak dzieci, jeśli chcemy wejść do Królestwa Niebieskiego. Zatem słowa Pisma Świętego i objawienia Maryi, która od lat przychodzi do dzieci, jak również najnowsze nauczanie Kościoła, pozwalają nam stwierdzić, że to właśnie dzieci mają szczególne zadanie do wykonania we współczesnym świecie. Co powinniśmy uczynić, aby Bóg mógł urzeczywistnić swój plan? Przede wszystkim w duchu dziecięctwa Bożego dokonać aktu zawierzenia Bogu Ojcu przez Maryję, tak jak uczynili to Pastuszkowie z Fatimy, a następnie pójść drogą wskazaną przez Maryję - przez Różaniec i nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca. Trzeba pamiętać o tym, że we wszystkich sześciu objawieniach w Fatimie Matka Boża prosiła dzieci o odmawianie Różańca, jak również o słowach, które powiedziała później Łucja dos Santos: "Nie ma takiego problemu osobistego, rodzinnego, narodowego ani międzynarodowego, którego nie można byłoby rozwiązać przez Różaniec".

Czy chcecie ofiarować się Bogu?

Można zauważyć, że w kolejnych objawieniach prośby Matki Bożej stopniowo rosną: w La Salette Maryja prosiła o modlitwę, w Lourdes - o modlitwę i pokutę, w Fatimie chce czegoś więcej: zaprasza dzieci, aby poświęciły się Bogu i ofiarowały Mu swe życie.
Podczas pobytu w Fatimie 12 i 13 maja 1982 r. błogosławiony Jan Paweł II wielokrotnie nawiązywał do "Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do NMP" św. Ludwika Marii Grignon de Montfort. Mijał wtedy dokładnie rok od zamachu, który nieomal przyprawił go o śmierć. Jan Paweł II uznał, że poświęcenie się Bogu przez Maryję, o którym mówił Monfort, stało się sprawą nadzwyczaj aktualną i naglącą. Było to szczególnie widoczne z perspektywy orędzia fatimskiego. Monfort pisze o zawierzeniu Maryi: "Nabożeństwo to polega na zupełnym oddaniu się Najświętszej Pannie, aby móc przez Nią całkowicie należeć do Jezusa Chrystusa. Należy oddać Jej: nasze ciało ze wszystkimi jego zmysłami i członkami, naszą duszę ze wszystkimi jej władzami, dobra zewnętrzne, cały majątek, jaki posiadamy lub posiądziemy w przyszłości, nasze dobra wewnętrzne i duchowe, którymi są zasługi, cnoty i dobre uczynki, przeszłe, teraźniejsze i przyszłe (...) a to bez najmniejszych zastrzeżeń" (T 121).
Wszystko to, maksymalnie uproszczone, zawiera się w słowach, które Matka Boża kieruje do trojga dzieci 13 maja 1917 roku. Siostra Łucja w takich oto słowach opisuje pierwsze spotkanie z Maryją: "Ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą jak słońce.
- Nie bójcie się! Nic złego wam nie zrobię! Jestem z Nieba... Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany, i jako prośbę o nawrócenie grzeszników?
- Tak, chcemy.
- Łaska Boża będzie waszą siłą.
Kiedy to mówiła - opowiada Łucja - rozłożyła ręce, przekazując nam światło tak silne, jak gdyby odblask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle" ("Wspomnienia Siostry Łucji z Fatimy").
Aby dokonać aktu poświęcenia się Bogu, dorośli potrzebują długiego i starannego przygotowania, trwającego przynajmniej miesiąc2. W przypadku dzieci wszystko przebiega bardzo szybko. Maryja wypowiedziała kilka niezbędnych słów, troje dzieci odpowiada jej "Tak, chcemy" - i oto przez ręce Maryi światło Ducha Świętego przenika do ich wnętrza. Mówiąc o tym wydarzeniu, Papież Pius XII wskazał, że objawienie w Fatimie było najpotężniejszym przejawem działania Ducha Świętego od czasów Pięćdziesiątnicy.

Maryja - "Boża forma"

Przeczytajmy raz jeszcze prorocze słowa Ludwika Marii Grignon de Monfort: "Wielka jest różnica pomiędzy wyrzeźbieniem posągu za pomocą uderzeń młota i dłuta a odlaniem go w formie. Rzeźbiarze wiele napracować się muszą i wiele zużyć czasu, zanim zdołają wyciosać posąg, natomiast niewiele potrzeba czasu i trudu, by odlać go w gotowej formie. Święty Augustyn nazywa Najświętszą Maryję Pannę "formą Bożą", właściwą formą do kształtowania i urabiania "bogów". Kogo wrzucono do tej formy Bożej, bywa wkrótce ukształtowany i urobiony w Chrystusie, a Chrystus w nim. Bez wielkich wysiłków i w krótkim czasie stanie się on wizerunkiem Boga, ponieważ został wlany do tej samej formy, która ukształtowała Boga" (T 219).
Najlepszym tego przykładem są Franciszek i Hiacynta Marto. Właśnie te dzieci osiągnęły pełnię świętości, spędziwszy niespełna dwa lata w szkole Maryi. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił o tym w Fatimie 13 maja 2000 r. podczas beatyfikacji dzieci fatimskich. Papież przywołuje także "Traktat o prawdziwym nabożeństwie":
"Ostatnie słowo kieruję do dzieci. Drodzy chłopcy i dziewczęta, (...) poproście swoich rodziców i wychowawców, aby oddali was do "szkoły" Matki Bożej, aby nauczyła was być takimi jak pastuszkowie, którzy starali się czynić wszystko, czego Ona od nich żądała. Zapewniam was, że "większy czyni się postęp przez krótki czas posłuszeństwa i uległości wobec Maryi niż przez całe lata osobistych wysiłków, podejmowanych wyłącznie własnymi siłami" (T 155). Właśnie w taki sposób pastuszkowie rychło stali się świętymi. (...) Poddając się wielkodusznie kierownictwu tak dobrej Nauczycielki, Hiacynta i Franciszek szybko osiągnęli szczyty doskonałości"3.

Droga ku szczytom doskonałości

Matka Boża chce, byśmy zrozumieli, że droga ratunku polega na tym, by poświęcić się Bogu w akcie osobistego zawierzenia. Gdy tego dokonamy, Ona sama poprowadzi nas drogą modlitwy przez trudy codzienności.
Hiacynta i Franciszek Marto zostali beatyfikowani w roku 2000. Obydwoje dali dowód dojrzałości i wiary nieproporcjonalnej do ich wieku. Siostra Łucja wyraźnie pisze w swoich wspomnieniach, jak wielkie zmiany zaszły w ich zachowaniu od momentu, w którym niezwykłe światło wypływające z rąk Maryi przeniknęło ich serca. Dzieci, które nie różniły się niczym od swoich rówieśników, pod wpływem tego światła otrzymały głęboką mądrość, której nie da się wyczytać z książek. Dzieci z Fatimy w duchu pokuty podejmowały różne wyrzeczenia. Szły boso po kamienistych ścieżkach, oddawały swoje posiłki biednym, w upalny dzień odmawiały sobie picia wody. A my? Co mamy robić, aby je naśladować? Jest wiele codziennych czynności, które stają się cenne w oczach Bożych, jeśli wykonujemy je w duchu pokuty. Można robić wszystko lepiej lub gorzej, ale można też nadać tym samym czynnościom wartość bardzo trwałą, sięgającą wieczności. Można wykonywać naszą pracę w duchu pokuty. Przyjmując z pokorą wszystko, co Bóg nam ześle, inaczej będziemy wykonywać te same niepozorne czynności codzienne. Przestaną one być przykrym obowiązkiem i nabiorą wartości nadprzyrodzonej.

Wanda Kapica
--------------------------------------------------------------------------------

1 Ojciec Święty Jan Paweł II, List do dzieci w Roku Rodziny, 13/12/1994, Watykan (Rzym).
2 T 227: "Ci, co pragną się poświęcić temu szczególnemu nabożeństwu (...), winni poświęcić co najmniej dwanaście dni na wyzbycie się ducha tego świata, który jest sprzeczny z duchem Chrystusowym, po czym przez trzy tygodnie napełniać się Chrystusem za pośrednictwem Najświętszej Panny".
3 Ojciec Święty Jan Paweł II, Homilia, 13 maja 2000, Fatima (Portugalia).

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nn06.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 14 maja 2012, 14:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Antonio Borelli Machado

Triumf Maryi

- Matka Boska odegra szczególną rolę w triumfie Kościoła nad procesem rewolucyjnym - mówi dr Antonio Borelli Machado, badacz objawień fatimskich, członek Akademii Maryjnej w Aparecida, autorem bestsellerowej książki Fatima – Orędzie tragedii czy nadziei? w rozmowie z Piotrem Doerre i Leonardem Przybyszem.

Ojciec Święty Benedykt XVI już wkrótce weźmie udział w uroczystościach w Fatimie. Czego należy się po nich spodziewać?

– Po wizycie papieża Benedykta XVI w Fatimie możemy oczekiwać przede wszystkim tego, że przesłanie fatimskie będzie ponownie przeżywane i zostanie zrozumiane przez wiernych. Mamy nadzieję, że papieska wizyta obok wymiaru protokolarnego i duszpasterskiego, połączonego z głębokimi wykładami, właściwymi dla Benedykta XVI, będzie się wiązała również z ożywieniem przesłania samych objawień – w pierwszej kolejności w Portugalii, ale też na całym świecie. Módlmy się, albowiem dokonać się mają wielkie rzeczy.

Dlaczego? Na czym polega aktualność orędzia fatimskiego dzisiaj?

– To bardzo dobre pytanie, gdyż wielu ludzi sądzi, że skoro objawienia Matki Bożej w Fatimie miały miejsce w 1917 roku, i upłynęły już od nich 93 lata, to ich przesłanie odnosi się tylko do wydarzeń dwudzistego wieku. Jednak mój pogląd na tę kwestię jest inny: otóż Matka Boża objawiła się w Fatimie, aby powiedzieć, że ludzkość żyje w coraz większym oddaleniu od Boga – i wydarzyło się to już w roku 1917. Począwszy od lat sześćdziesiątych – słynny maj ’68, manifestacje studentów, masowy bunt – upadek moralny społeczeństwa tylko się pogłębił. Można więc powiedzieć, że Matka Boża nie objawiłaby się w roku 1917, aby ostrzec ludzi przed tym ogólnym zepsuciem, nie podpowiadając przy tym, w jaki sposób mu zaradzić.

Taka jest właśnie treść Tajemnicy Fatimskiej: na ludzkość spadnie kara i dobrzy ludzie zginą śmiercią męczeńską, lecz – jak mówił Tertulian – krew męczenników jest zasiewem nowego chrześcijaństwa. Stąd bierze się uzasadnienie naszej tezy o tzw. Grand Retour: Wielkim Powrocie ludzkości do Boga. Wierzymy, że dzięki łaskom otrzymanym za pośrednictwem Matki Bożej ludzkość nawróci się, powracając na drogę wyznaczoną przez Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski Kościół oraz cywilizację chrześcijańską. Nie wystarczy posługa kapłanów, jeśli życie świeckiej części społeczeństwa stoi w zupełnej niezgodzie z normami Ewangelii.

Trzeba tutaj przypomnieć naukę o posłudze świeckich, którą Kościół sformułował w ciągu XX wieku, a którą prof. Plinio Corrêa de Oliveira obszernie skomentował w swoich artykułach na łamach „Catolicismo”. Na Niemieckim Kongresie Katolickim, Katholikentag papież Pius XII wygłosił dwa wykłady, w których dowodził, że zadaniem ludzi świeckich jest działanie w sferze doczesnej w celu uświęcenia tej sfery. Nauka owa została nie tyle ogłoszona, co – jak mówi papież Benedykt – zatwierdzona przez Sobór Watykański II, który stwierdza, że zadaniem ludzi świeckich jest wprowadzenie zasad Ewangelii do sfery doczesnej oraz dostosowanie życia społeczeństwa doczesnego do ewangelicznych zasad.
Orędzie fatimskie głosi, że nastąpi odrodzenie porządku chrześcijańskiego w sferze doczesnej i w łonie Kościoła. To jest właśnie wielka obietnica z Fatimy, złożona w roku 1917 i dotychczas jeszcze niespełniona. Na razie obserwujemy proces wręcz przeciwny. Matka Boża jednak zapewniła o triumfie swego Niepokalanego Serca. To znaczy, że pełna odnowa Kościoła, w jego prawach i w jego misji, oraz dostosowanie społeczeństwa doczesnego do zasad Jednego, Świętego, Powszechnego i Apostolskiego Kościoła, dokonają się. To sprawia, że orędzie fatimskie – mimo iż zostało wygłoszone niemal wiek temu – jest obecnie bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej.

Wspomniał Pan o koncepcji Wielkiego Powrotu. Czy znajduje ona jakieś potwierdzenie w tradycji Kościoła, w dziełach świętych katolickich?

– Jest ona w pełni zgodna z opisem dokonanym przez świętego Ludwika Marię Grignion de Montfort w paragrafie 217. Traktatu o Prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Pisze on: Kiedyż nadejdą owe czasy szczęśliwe, kiedy Maryja królować będzie jako Pani i Władczyni w sercach, by je zupełnie poddać panowaniu swego wielkiego i jedynego Jezusa? Kiedyż będą dusze tak oddychać Maryją, jak ciało oddycha powietrzem? Wtedy to staną się rzeczy cudowne na tym padole, gdy Duch Święty, znajdując ukochaną swą Oblubienicę niby odzwierciedloną w duszach, zstąpi na nie z całą obfitością i napełni je swymi darami, zwłaszcza darem mądrości, by dokonać cudów łaski. Drogi bracie, kiedyż nadejdą owe czasy szczęśliwe, ów wiek Maryi, kiedy dusze wybrane i przez Maryję wyproszone u Najwyższego, zatapiając się w przepaścistych głębiach wnętrza Maryi, staną się żywymi Jej obrazami, by kochać i wielbić Jezusa Chrystusa? Czasy te nadejdą dopiero wtedy, gdy ludzie poznają i praktykować będą nabożeństwo, którego nauczam: „Niech przyjdzie królestwo Maryi, Panie, aby przyszło królestwo Twoje”. Mamy tu zatem opis dwóch idei: Wielkiego Powrotu i Królestwa Maryi.

W jaki sposób objawienia fatimskie potwierdzają tę tezę?

– Druga część Tajemnicy Fatimskiej, dokładnie samo jej zakończenie, zawiera słowa, które często cytujemy: Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje. A czym jest triumf? Triumf to zwycięstwo pełne chwały. Maryja zakróluje w duszach, co znajdzie swoje odbicie zarówno w Kościele, jak i w sferze doczesnej. Triumf Maryi to jej Królestwo. W Tajemnicy Fatimskiej odnajdujemy zatem uzasadnienie koncepcji Wielkiego Powrotu i Królestwa Maryi.

Jak można sobie wyobrażać ów triumf Maryi?

– Matka Boża odegra szczególną rolę w triumfie Kościoła nad procesem rewolucyjnym, który od kilku stuleci niszczy cywilizację chrześcijańską. Zaowocuje to klęską tejże Rewolucji i wszystkich jej błędnych założeń, które obecnie opanowały niemal cały świat. Wszystkie one stoją w opozycji do nauki Kościoła.

Dzisiejszy świat kompletnie oddalił się od przykazań Prawa Bożego. Uważamy, że orędzie fatimskie zapowiada całkowity powrót świata do owych przykazań, które wszak są również przykazaniami Kościoła. Wiele zjawisk, którym dziś się przyglądamy – aborcja, homoseksualizm, plaże pełne niemal nagich ludzi – jest sprzecznych z nauką Kościoła, dlatego nie będą one istniały w Królestwie Maryi.

Można sobie w ogólnym zarysie wyobrazić, jak będzie wyglądało Królestwo Maryi, będące równocześnie Królestwem Chrystusa. Bardzo ważną wskazówką wydaje się tu ostatnie zdanie z paragrafu 217 Traktatu o Prawdziwym Nabożeństwie: Ut adveniat regnum Tuum, adveniat regnum Mariae – Aby przyszło królestwo Twoje, Panie, niech przyjdzie Królestwo Maryi. Oznacza to w swej podstawowej treści przyjęcie zasad Kościoła, zarówno w sferze doczesnej, jak i duchowej. Ludzie będą oczywiście grzeszyć dalej – ale po to właśnie istnieje sakrament pojednania, za pośrednictwem którego spełniony zostanie warunek żalu za grzechy.

Królestwo Maryi pojmujemy jako triumf dobra nad złem. Nie jako całkowite wyeliminowanie złych – źli ludzie nadal będą istnieć, ale podczas gdy dziś dobrzy ludzie stanowią mniejszość, w Królestwie Maryi będzie na odwrót. I będą musieli poddać się prawom wynikającym z nakazów Ewangelii, przykazaniom Bożym. Wizja takiej przyszłości została ogłoszona w Fatimie.

Moją uwagę szczególnie przykuwa fakt, że w pierwszej scenie trzeciej części Tajemnicy Fatimskiej to Matka Boża ukazuje się ludzkości. Nie Jezus, ale Jego Matka przewodzi wydarzeniom. Upatruję tu zatem pełnej zbieżności ze wspomnianą teorią.

Jest tam również anioł trzymający ognisty miecz, którym zamierza podpalić świat. I tu Matka Boża interweniuje, powstrzymując wychodzące z miecza płomienie. Wtedy anioł ukazuje się światu i przemawia mocnym głosem (według słów Łucji): Matka Boża wydaje rozkaz, więc Jej usłucham, ale pod jednym warunkiem – Pokuta, Pokuta, Pokuta!
Oznacza to, że warunkiem koniecznym, aby zapobiec spełnieniu wizji z trzeciej części Tajemnicy Fatimskiej, jest pokuta. Jednak, jako że ludzkość nie odbyła pokuty, w drugiej scenie ukazane jest praktycznie całkowite zniszczenie świata. Męczeńską śmiercią giną wówczas ludzie dobrzy: papież, biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice, ludzie ze wszystkich warstw społecznych – a więc także świeccy. Ich krew zostaje przelana pod drewnianym krzyżem stojącym na szczycie góry. Krew tę anioły zbierają do kryształowych konewek, po czym skrapiają nią dusze tych, którzy ponownie zbliżają się do Boga. Co znaczy „ponownie się zbliżyć”? Można się tak wyrazić o czymś, co było daleko, ale powraca. Oto właśnie Powrót ludzi do Boga i wykształcenie się społeczeństwa katolickiego – dzięki krwi męczenników, którzy uzyskali łaskę dla ludzkości. Odnajdujemy tu całkowite potwierdzenie wizji przedstawionej przez profesora Plinio Corrêa de Oliveira – wizji bagarre (wielkiego zamętu), Wielkiego Powrotu i wreszcie Królestwa Maryi (wszak to Matka Boża przewodzi scenie z trzeciej części Tajemnicy).

Nie znam żadnego innego objawienia, w którym Matka Boża stawałaby przed ludzkością w podobny sposób. Ukazuje to bardzo jasno, że to Ona kieruje mającymi się dokonać wydarzeniami.

Wynika stąd więc, że odwrócenie obecnego stanu rzeczy musi nastąpić w sposób nadprzyrodzony, że będzie to swoista kara dla ludzkości związana czy to ze straszliwymi katastrofami naturalnymi, czy wojnami wywołanymi przez ludzi…

– Tak. Bez interwencji sił nadprzyrodzonych, bez nadzwyczajnej interwencji Opatrzności, to się nie stanie. Widzimy bowiem, jak ludzie coraz mocniej skłaniają się ku złu – bez Bożej interwencji nie da się ich od tego odwieść. Ale pamiętajmy, że owa interwencja ma dwa oblicza: jedno to kara, lecz drugie to łaski Ducha Świętego. Pojmujemy bowiem Wielki Powrót jako coś w rodzaju drugiego Zesłania Ducha Świętego, które nastąpi dla ludzkości. Oczywiście Zesłanie Ducha Świętego jest jedynym takim wydarzeniem w historii, które już się w ten sam sposób nie powtórzy. Będzie jednakże tak, jak mówi święty Ludwik Maria Grignion de Montfort: Wtedy to staną się rzeczy cudowne na tym padole, gdy Duch Święty, znajdując ukochaną swą Oblubienicę niby odzwierciedloną w duszach, zstąpi na nie z całą obfitością i napełni je swymi darami, zwłaszcza darem mądrości, by dokonać cudów łaski. Bez działania Ducha Świętego nie ma Wielkiego Powrotu. Kluczowym jego elementem jest wszak działanie Ducha Świętego na ludzkie dusze. I to również składa się na triumf Matki Bożej. Triumf oznaczający całkowitą transformację ludzkości, która powróci na drogę praw Bożych.

Wydaje się, że kryzys cywilizacji chrześcijańskiej nie byłby tak głęboki, gdyby nie kryzys wewnątrz Kościoła?

– Kryzys w Kościele jest oczywisty, ostatnio nagłośnione przypadki pedofilii i ich powody są nad wyraz wymowne, nikt nie może temu zaprzeczyć. Incydenty te są oczywiście wyolbrzymiane przez znajdujące się w rękach sił Rewolucji media, które rozpętały prawdziwą nawałnicę propagandy przeciw Kościołowi, zwłaszcza przeciw papieżowi.
W wizji prześladowań zawartej w trzeciej części Tajemnicy Fatimskiej zostało to opisane. Ojciec Święty pada od strzałów żołnierzy, ginąc męczeńsko u stóp krzyża. Zastanówmy się, co jest gorsze: kula, która dosięgła Jana Pawła II przed laty czy obecna kampania propagandowa wymierzona przeciw jego następcy? W pewnym sensie gorsze jest oczernianie, ten cały potok obelg, to błoto, jakim obrzuca się Benedykta XVI. To gorzej, niż gdyby do niego strzelano. Bo odebranie godności jest gorsze niż odebranie życia.

Minęła właśnie setna rocznica urodzin a zarazem dziewięćdziesiąta rocznica śmierci błogosławionej Hiacynty. Jaką rolę odegrała najmłodsza z trójki wizjonerów w historii objawień fatimskich?

– Role Hiacynty i Franciszka różnią się od roli odegranej przez Łucję, która pozostała, aby zagwarantować ujawnienie Tajemnicy i upowszechnić nabożeństwa ustanowione przez Matkę Bożą: nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca, nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Franciszek i Hiacynta natomiast przeżyli skierowane ku nim przesłanie w sposób, który powinien być dla nas przykładem. Franciszek był przepełniony ideą pocieszania Pana Boga, którego ludzkość ciężko obraża swoimi grzechami. Hiacynta z kolei skłaniała się bardziej ku modlitwie i poświęceniu, prosząc o nawrócenie grzeszników, o to, aby ludzie nie skazywali się na wieczną śmierć, lecz by czynili to, czego chce od nich Bóg, aby byli wiernymi katolikami.

Hiacynta więc była w większym stopniu przepełniona misją naprawy grzechów i modlitwy za grzeszników niż Franciszek, który skłaniał się bardziej ku idei pocieszania udręczonego Pana. Postawa tych dwojga dzieci dostarcza przykładu dzisiejszemu człowiekowi. Powiedziałbym, że Hiacynta była tak wierna orędziu fatimskiemu, że wiele razy to ona musiała pociągnąć za sobą swą kuzynkę Łucję, kiedy tę ogarniała słabość, prześladowała ją bowiem matka i siostry, niechcące, by dziewczynka była świadkiem kolejnych objawień. To właśnie wierność Franciszka i Hiacynty skłoniła Łucję, aby jednak poszła z nimi, nie żadna specjalna łaska udzielona samej Łucji.

Pewnego razu, w przeddzień objawienia, Łucja nie chciała pójść na spotkanie z Maryją wskutek rozmowy, którą pastuszkowie odbyli z proboszczem leżącego nieopodal miasteczka Olival. Ksiądz ów powiedział do Łucji: Równie dobrze może to być oszustwo demona. Na te słowa Łucję ogarnęło przerażenie, uwierzyła bowiem, że to demon sobie z niej zakpił. Wtedy Hiacynta z całą niewinnością siedmioletniej dziewczynki rzekła prosto: Ależ to nie jest żaden demon. Demon jest brzydki, wszyscy tak mówią. A tamta Pani, która się nam ukazuje, jest taka piękna, jakżeby Ona mogła być demonem? Łucja jednak nadal obstawała przy swoim, zarzekając się, że nie pójdzie.

Nazajutrz Łucja, dotknięta łaską Matki Bożej, udała się do domu Franciszka i Hiacynty, gdzie zastała dzieci na kolanach, pogrążone w modlitwie i zapłakane. Co wy tutaj robicie? – zapytała. Odrzekły: Modlimy się i płaczemy, bo ty z nami nie idziesz. Wtedy Łucja zmieniła zdanie i poszli we trójkę. Tak więc rola Hiacynty polegała przede wszystkim na zapewnieniu wierności Łucji w uczęszczaniu na objawienia. Jest to także przykład dla nas, abyśmy pozostali wierni wszystkiemu, co Matka Boża przekazała nam w orędziu fatimskim.

Mówi się, że objawienia fatimskie były najważniejszym wydarzeniem dwudziestego wieku. Dlaczego Matka Boża tak ważne przesłanie powierzyła zwykłym, prostym pastuszkom, małym dzieciom, a nie jakimś ważnym osobom, przywódcom politycznym czy hierarchom Kościoła?

– Zapewne dlatego, że dzieci są bliższe niewinności nowo ochrzczonych niż dorośli. Z wiekiem ludzie praktykują cnoty, ale też dopuszczają się nieprawości i popełniają grzechy, czego efektem jest pewne „zaciemnienie” duszy. To dlatego często świadkami objawień są dzieci. Dlatego że są bliższe wczesnej niewinności, a zatem bardziej zdolne do wiernego pojęcia przekazywanego im przesłania.

Dlaczego świadkiem objawień nie był jakiś hierarcha kościelny? Kościół to nie tylko kler, nie tylko hierarchia – Kościół to my wszyscy. Matka Boża więc może wybrać kogokolwiek. I wybiera dzieci, gdyż one są wierniejsze i bardziej otwarte na zrozumienie głębi objawienia niż osoby, które już w swoim życiu popełniły grzechy.

Ostatnie pytanie będzie dotyczyć Polski, która od wieków sąsiaduje i ściera się z Rosją. Tarcia owe spowodowane są przede wszystkim tym, że Rosjanie, choć stosunkowo bliscy nam językowo, należą pod względem religijnym i cywilizacyjnym do zupełnie innego świata. Dlatego słowa Matki Bożej o nawróceniu Rosji są dla nas tak ważne i w sposób szczególny nas poruszają. Jak dzisiaj je interpretować?

– Nawrócenie Rosji, o którym mówi przepowiednia fatimska, można rozumieć na dwa sposoby. Z jednej strony jako całkowite obalenie panującego tam systemu komunistycznego, z drugiej – powrót Rosji na łono prawdziwego Kościoła, czyli ponowne wcielenie do jedności Kościoła, co zakłada nawrócenie. To dlatego Matka Boża powiedziała: Rosja się nawróci. Nawrócenie jest wzbogaceniem Kościoła i powinno być powszechne, czyli katolickie, powinno rozprzestrzenić się po całym świecie. W tym sensie cały świat odniesie z niego korzyści, a zatem także Polacy, którzy tyle wycierpieli na przestrzeni wieków z powodu bliskości Rosji. Dlatego to Polakom przypada w udziale doniosła rola upowszechniania orędzia fatimskiego i przyczyniania się do zapowiedzianego triumfu Matki Bożej, który nastąpi równocześnie z nawróceniem Rosji. Odrodzi się wtedy prawdziwe, czyli katolickie chrześcijaństwo, do czego każdy lud przyczyni się za sprawą swego powołania, które dla każdego narodu jest inne.

Na koniec drobna uwaga o łaskach Wielkiego Powrotu, o którym mówiliśmy wcześniej. Mogą one zacząć płynąć niczym deszcz, który zaczyna się łagodnie, aby stopniowo wzmagać się aż do stanu powodziowego. Wielki Powrót to powódź łask Ducha Świętego, bez których niczego się nie dokona. Nie można ograniczyć wydarzeń przepowiedzianych przez Matkę Bożą tylko do wielkiego zamętu. Owszem, nastąpi on, ale po to, aby złamać wszystko, co błędne, natomiast powódź łask Ducha Świętego zaleje świat, by zbudować to, co powinno zostać zbudowane, zgodnie z zasadami nauki Kościoła. Miejmy nadzieję, że wizyta Papieża Benedykta XVI w Fatimie zapoczątkuje tę powódź łask Ducha Świętego, której zwieńczeniem będzie Królestwo Maryi.

Dziękujemy za rozmowę.

Tekst ukazał się w nr. 14 dwumiesięcznika "Polonia Christiana"

http://www.pch24.pl/triumf-maryi-,527,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 20 sie 2012, 17:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Niegdyś królowie przed Nią klękali

Obrazek

INWOKACJA

Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.

Panno Święta, co jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem
(Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę
Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę
I zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu
Iść za wrócone życie podziękować Bogu),
Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.
Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,
A wszystko przepasane, jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.


(Adam Mickiewicz)

Niby tekst tak bardzo nam znany i tak bardzo bliski.
Na ile my sami dzisiaj wyrażamy wiarę i miłość do Matki Bożej o której nasz narodowy wieszcz wyraża się z taką wzniosłością w powyższej apostrofie.
Nie wszyscy wiemy, że w słowach:

"...Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem
(Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę
Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę
I zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu
Iść za wrócone życie podziękować Bogu),
Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono."

Adam Mickiewicz przytacza zdarzenie ze swojego dzieciństwa, kiedy to nieszczęśliwym trafem jako dziecko wypadł z okna, a życie jego po tym zdarzeniu zostało powierzone opiece Matki Boskiej.
Kiedy zdawało się, że młody Adam, który był bliski śmierci, nie przeżyje tego zdarzenia, to doszło do cudownego ozdrowienia, o czym informuje nas sam autor w przytoczonym cytacie.
Widać, że Matka Przenajświętsza dobrze wiedziała co do przekazania swoim rodakom w przyszłości ma umierający chłopiec i tym samym nie pozwoliła wówczas na jego śmierć.
Piszę o tym po to, ażeby zwrócić uwagę potencjalnego czytelnika na jakże silny związek uczuciowy Mickiewicza z ojczyzną oraz z Matką Boską.

Pomimo wielu badań nie udało się jednoznacznie ustalić skąd pochodzi i kiedy dokładnie został namalowany wizerunek Czarnej Madonny, która dzisiaj jest Królową Polski.
Nie ma konkretnych przesłanek, ażeby nie przyjąć teorii, która głosi, że autorem obrazu jest sam święty Łukasz Ewangelista i że ikona jest jedną z siedemdziesięciu namalowanych przez niego wizerunków Bogarodzicy.
Idąc tym tropem, okazuje się, iż św. Łukasz namalował obraz na desce pochodzącej ze stołu przy którym spożywała posiłki Święta Rodzina.
Mogłoby to oznaczać, że obraz został namalowany w Jerozolimie i jak podają niektóre źródła, mógł on powstać w miejscu zwanym wieczernikiem, ściśle związanym z Ostatnią Wieczerzą.
W latach 66-67 podczas najazdu wojsk rzymskich chrześcijanie szukali schronienia w miasteczku Pella, gdzie w pobliskich jaskiniach, wraz z innymi świętościami, ukryli oni również obraz Matki Boskiej Częstochowskiej.
Podczas gdy w 326 roku Jerozolimę odwiedza św.Helena-matka cesarza Konstantyna, w zamiarze odnalezienia krzyża na którym skonał Jezus Chrystus, otrzymuje ona w darze od chrześcijan ikonę z Częstochowska Bogarodzicą.
Helena umieszcza obraz w cesarskiej kaplicy w Konstantynopolu, gdzie to obraz przebywa przez następne pięć wieków.
Źródła podają, że po tym jak wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej przebywał w Bułgarii, Morawach i w Czechach, został on z wielkimi honorami przewieziony na Ruś i umieszczony na zamku w Bełzie przez księcia halicko - wołyńskiego, Lwa Daniłowicza, gdzie opieka nad obrazem została powierzona prawosławnemu duchowieństwu.
Z tamtego okresu pochodzą informacje o licznych cudach związanych z obrazem.
W 1372r. Księstwo Bełskie i Ruś Czerwona przechodzą pod władanie księcia opolskiego - Władysława, który jął sprawować władzę nad tymi terenami z ramienia Węgier.
W tym czasie dochodzi do oblężenia zamku w Bełzie przez wojska tatarskie.

Książę Władysław w głębokiej wierze w pomoc Matki Boskiej, postanawia umieścić obraz na murach zamku.
Jedna ze strzał wystrzelonych przez Tatarów godzi w wizerunek Madonny.
Mówi się, że od tamtego czasu widnieją na obrazie ślady krwi.
Wkoło zamku pojawia się wówczas tak gęsta mgła, że szyki hord tatarskich zostają zupełnie pomieszane, co sprawia, że Tatarzy rezygnują z oblężenia i wycofują swoje wojska.

W roku 1382 lub 1384 podczas podróży księcia Władysława Opolczyka do Opola, konie nagle się zatrzymały i w żaden sposób nie można było ich zmusić do dalszej drogi.
Książę uznaje to za znak od Boga, poparty nakazem we śnie, iż powinien on umieścić wizerunek Czarnej Madonny w pobliskim klasztorze.
Od tego momentu Jasna Góra staje się miejscem kultu Matki Boskiej, a Jej wizerunek z Dzieciątkiem otoczony zostaje wielką czcią przez wszystkie następne pokolenia Polaków i nie tylko Polaków, bowiem wiadomo jest, że wśród pątników przybywających na Jasną Górę, można spotkać ludzi z całego świata.

W 1430 roku ma miejsce zbezczeszczenie maryjnego sanktuarium, kiedy to dochodzi do rabunkowego napadu na klasztor przez pospolitych bandytów pod wodzą Jakuba Nadobnego z Rogowa herbu Działosza, Jana Kuropatwę z Działowa herbu Szreniawa oraz księcia wołyńskiego, Fryderyka Ostrogskiego.
Oto jak tamtejsze wydarzenia opisuje w swoim przekazie Jan Długosz:

"Pod ten czas niektórzy z szlachty polskiej wyniszczeni marnotrawstwem i obciążeni długami, mniemając, że klasztor częstochowski na Jasnej Górze, zakonu św. Pawła Pierwszego Pustelnika, posiadał wielkie skarby i pieniądze, z tej przyczyny, że do niego z całej Polski i krain sąsiednich (...) zbiegał się lud pobożny (...) zebrawszy (...) kupę łotrzyków (...) napadli na rzeczony klasztor paulinów. A nie znalazłszy w nim spodziewanych skarbów, zawiedzeni w nadziei, ściągnęli ręce świętokradzkie do naczyń i sprzętów kościelnych, jako to kielichów, krzyżów i ozdób miejscowych. Sam nawet obraz Najchwalebniejszej Pani naszej odarli z złota i klejnotów, którymi go ludzie pobożni przyozdobili. Niezaspokojeni łupem, oblicze obrazu mieczem na wylot przebili, a deskę, do której wizerunek przylegał, połamali, tak iż zdawało się, że to nie Polacy, ale Czesi kacerze dopuścili się czynów tak srogich i bezbożnych. Po dopełnieniu takowego gwałtu, raczej skalani zbrodnią niż zbogaceni, z niewielką zdobyczą pouciekali. Długi czas mniemano, że ów gwałt popełnili czescy kacerze, mieszkający w przyległych Polsce miastach i zamkach szląskich. I już Władysław król i panowie polscy poczęli byli myśleć o wydaniu wojny Czechom, ale gdy się sprawa wydała i rzeczy wyjaśniły, karano srodze owych z szlachty polskiej złoczyńców, a wielu wtrącono do więzienia."

Kiedy w połowie XVII w. król szwedzki Karol X Gustaw po tym jak zajął Warszawę i Kraków, ponosi on niespodziewana klęskę pod jasnogórskim klasztorem.

W czasie szwedzkiego oblężenia obraz Matki Bożej Częstochowskiej nie przebywał na swoim miejscu w sanktuarium, gdyż w obawie przed protestanckimi Szwedami wywieziony on został wcześniej w bezpieczne miejsce za jakie uznano Mochowo pod Głogówkiem.
Gdy król Jan Kazimierz powrócił do Lwowa, polecił on w swoich ślubach naszą ukochana Polskę protekcji Matki Przenajświętszej, nazywając ja tym samym POLSKĄ KRÓLOWĄ.

W 1717r. biskup chełmski Krzysztof Andrzej Jan Szembek na mocy aktu ustanowionego przez papieża Klemensa XI w 1716r., dokonał koronacji cudownego obrazu koronami papieskimi.

Nie sposób nie wspomnieć tu o bohaterskiej obronie w okresie od 10 września 1770r. do 18 sierpnia 1772r. przed wojskami rosyjskimi, oddziału konfederatów barskich pod dowództwem Kazimierza Pułaskiego.
Ze szczególnym upodobaniem przez żołnierzy konfederacji na sztandarach i ryngrafach umieszczano wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej.

Obrazek
(Ryngraf z Cudownym Obrazem Marszałka Józefa Sawy-Calińskiego-Konfederacja Barska)


Przed wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej pochylało swoje głowy wielu wybitnych Polaków w tym także władców Polski i należy tu wymienić choćby takie postacie:
-Kazimierz Jagiellończyk
-św. Kazimierz królewicz
-Zygmunt I Stary
-Stefan Batory
-Zygmunt III Waza
-Władysław IV
-Jan Kazimierz
-Jan III Sobieski
-August II Sas
-August III Sas

20 października 1921r. na Jasną Górę zupełnie niespodziewanie przybył Marszałek Józef Piłsudski.

Akt oddania Polski Sercu Najświętszej Panny Maryi

"Jako Naczelnik Rzeczypospolitej Polskiej, Najwyższy Wódz Wojska
Polskiego, imieniem własnym i całego Narodu, składam Tobie,
Najświętsza Panno Maryjo, a przez Ciebie Bogu w Trójcy Świętej
Jedynemu najgorętsze dzięki za wszystkie łaski wyświadczone Narodowi
Polskiemu w ciągu dziewięciu wieków, za wydźwignięcie go z ciężkiej
niewoli i za zwycięstwo oręża polskiego w ostatnich walkach.
Wdzięczni za Twoją opiekę, błagamy Cię o nią nadal, my, dzieci Twoje
i poddani Twoi, bądźże nam jak dotąd dobrą Matką i łaskawą Królową,
oddal od nas grzechy i klęski, a przywróć nam pożądany pokój.
My wzajem przyrzekamy, że według sił naszych starać się będziemy, by
Naród nasz i Twój spełnił sumiennie posłannictwo dane mu od Boga -
by też za Jego przyczyną kwitły dobre obyczaje, ofiarna miłość
Ojczyzny, prawdziwa oświata i wolność poszanowania prawa i władzy,
sprawiedliwość dla wszystkich, troskliwość o poprawę doli Narodu. Do
tego niech nam dopomoże Bóg, Ty zaś Najświętsza Królowo, wstaw się
za nami i wyproś nam błogosławieństwo Niebios."

Dodam tu, że Marszałek Piłsudski to jedyny z architektów II Rzeczypospolitej, który pielgrzymował na Jasną Górę.

O Jasnej Górze i kulcie maryjnym związanym z obrazem Czarnej Madonny zapewne można by pisać bez końca, a chcąc wnikliwie wgłębić się w ten temat, to blogowa notka musiałaby zamienić się w książkę.
Mój skromny wpis niech będzie jedynie przypomnieniem z okazji święta Matki Boskiej Częstochowskiej o tym, że to właśnie Matka Boska jest naszą królową i że to właśnie w Niej na przestrzeni wieków Polacy pokładali swoje nadzieje związane z ojczyzną, ale także związane z bardzo osobistymi pragnieniami np. powrotu do zdrowia.

Piękną kartą polskiego Kościoła, a tym samym historii Jasnej Góry była postać błogosławionego Jana Pawła II, który takimi oto słowy przemawiał do nas podczas jednych z odwiedzin tego wspaniałego pomnika polskości i polskiej wiary, jakim jest Jasna Góra:

"Jakże mógłbym nie przybyć do tego sanktuarium wielkiej nadziei, gdzie mogę powtórzyć tylko Totus Tuus przed wizerunkiem Maryi. Jakże mógłbym nie przybyć, aby usłyszeć, jak bije serce Kościoła i serce Ojczyzny w Sercu Matki?... Tutaj można się dowiedzieć, jaka jest Polska i kim naprawdę są Polacy".

Jeżeli ów wpis zacząłem mickiewiczowską inwokacją, to chciałbym go zakończyć wierszem innego wspaniałego Polaka, poety Cypriana Kamila Norwida.


CZĘSTOCHOWSKIE WIERSZE (fragment)


A czy wiecie gdzie byłem,
Gdzie się tego uczyłem?

A czy wiecie?... nie wiecie:
C z ę s t o c h o w s k i e ja dziecię,
Stamtąd idę piechotą,
Choć daleko, z ochotą!

Tam na desce złoconej
Jest bo obraz święcony
Matki Boskiej cudownej,
Gdzie lud płacze wędrowny.

A ta deska skąd – wiecie?
Oj, ze stołu gdzie jadał
Nasz Pan Jezus, i siadał
Za tym stołem, tu, w świecie.
I to polskie ją króle
Przez armaty i kule,
Przez pogańskie pałasze
Tam przynieśli, jak nasze.

Tam też cuda się dzieją,
Tam też modlą się księża
I na modłach siwieją.
Tam jest wiele oręża,
Najostrzejszych pałaszy
I chorągwi tak wiele,
Że się wszystko przestraszy,
Co nie klęknie w kościele.
Tam są jakby tysiące
Wojska, które jest śpiące
Pod kościołem głęboko,
Gdzie nikt dostać nie może,
Ani żadne ich oko
Nie dopatrzy, prócz Boże.

Tam zasiane są kule
I mosiężne armaty,
I bogactwa w szkatule;
Ale nikt z nich bogaty,
Nikt wielmożny nie będzie,
Tylko taki, któremu
Nić się z nieba uprzędzie,
A nie spyta się: „C z e m u?” -
Tylko pójdzie za nicią,
Ułowiony jak siecią,
I nie zerwie pędziwa,
I nie spląta ogniwa.

Taki w skałę przecieknie,
Gdzie złocisto i pięknie,
Gdzie jest dużo mieszkania
I śpiącego żołnierza
W żelazności ubrania;
Gdzie się jeden przymierza,
Jakby już miał wycelić,
Drugi jakby wystrzelić,
Trzeci jakby z pochewki
Szablę ciągnął, a czwarty
Jakby zdmuchał z panewki,
Piąty jakby strzegł warty.

To jest wszystko tam w głębi,
Az czuć chodząc po ziemi;
Aż cię z g r u c h a, zgołębi
Skrucha łzami żywemi;
Az upadniesz kolanem,
Jakby drzewem złamanem,
I zanucisz: „O! Matko
Zbawiciela naszego,
Toć jest modlić się czego,
A modlim się tak rzadko!”

A to wszystko rycerstwo,
A to wszystko żołnierstwo,
Co śpi w głębi, to owe,
Co krew lało dla wiary,
Całe w sobie krzyżowe.
Jak zwinięte sztandary,
Każdy cicho leżący,
Każdy w sobie myślący…


(C.K.Norwid)

http://moherowyparadygmat.salon24.pl/44 ... ia-klekali


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 23 sie 2012, 06:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
O. Kuster: Kult Matki Bożej Błotnickiej jest wciąż żywy

Obrazek

Z o. Andrzejem Kusterem, przeorem sanktuarium w Starej Błotnicy, rozmawia Izabela Kozłowska

Obchody 35-lecia rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Pocieszenia w Starej Błotnicy trwają od kilku dni. Jak one przebiegały?

- Obchody rozpoczęły się odpustem 15 sierpnia. O godz. 7.30 odśpiewane zostały Godzinki. O godz. 12:00 wzięliśmy udział w uroczystej Mszy św. odpustowej rozpoczynającej obchody 35-lecia rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Pocieszenia. Eucharystii przewodniczył ks. bp Henryk Tomasik, ordynariusz diecezji radomskiej. Po południu modliliśmy się uroczystymi Nieszporami ku czci Matki Bożej. Pierwszy dzień obchodów zakończyła Msza św. z Apelem Jasnogórskim. Drugiego dnia, w czwartek, odprawione zostały Msze św. poranne. Po południu o godz. 17.00 na Eucharystii zgromadziły się grupy wspólnotowe stowarzyszeń kościelnych naszego sanktuarium. Zakończyła się ona Apelem Jasnogórskim. W piątek, 17 sierpnia – trzeciego dnia obchodów - do naszego sanktuarium przybyły w pielgrzymce kobiety i młodzież dziewczęca. Po południu przeżyliśmy z Maryją Drogę Krzyżową z rozważaniami bł. Jana Pawła II. Piątkową modlitwę także zakończył Apel Jasnogórski.

Następnego dnia – w sobotę – o godz. 10.00 rozpoczęła się pielgrzymka ludzi chorych. Był program słowno-muzyczny, następnie odmówiliśmy wspólnie Różaniec i uczestniczyliśmy w uroczystej Mszy św. z okazji Dnia Chorych. Przewodniczył jej ks. dr Piotr Turzyński, wicerektor radomskiego seminarium. Liturgia zakończyła się błogosławieństwem chorych Najświętszym Sakramentem.

W niedzielę o godz. 11.00 odbył się koncert dedykowany bł. Janowi Pawłowi II pt. Ave Maria w muzyce. W samo południe odprawiona została uroczysta Suma, której przewodniczył najprzewielebniejszy generał Zakonu Paulinów o. Izydor Matuszewski, natomiast homilię wygłosił o. Stanisław Baranowski, kronikarz naszego zakonu paulińskiego. Na Eucharystii obecny był także sekretarz ojca generała o. Michał Bortnik.

Po południu w dniu poświęconym mężczyznom i młodzieży męskiej odprawiona została Msza św., po której modliliśmy się uroczystymi Nieszporami z kazaniem, zakończonymi Apelem Jasnogórskim. Wczoraj, czyli szóstego dnia obchodów, o godz. 10.00 odprawiona została Msza św. w intencji dzieci pierwszokomunijnych i rocznicowych. Po Eucharystii przed sanktuarium przygotowane były gry i zabawy dla dzieci. Po południu odprawiona została Eucharystia w łączności z duchową stolicą Polski, zakończona Apelem Jasnogórskim. Mszy św. przewodniczył o. Mieczysław Polak.

Co wieńczy tegoroczne obchody rocznicy 35-lecia koronacji Obrazu Matki Bożej Pocieszenia w Starej Błotnicy?

- Dziś odbyły się już Msze św. poranne. W południe sprawowana była Msza św. misyjna z udziałem pielgrzymów indywidualnych, której przewodniczył o. Bogumił Pikusa z Kamerunu. O 16.30 odbyły się uroczyste Nieszpory ku czci Matki Bożej połączone z nowenną do Matki Bożej. Centralnym punktem dzisiejszych uroczystości była Msza św. odprawiona o godz. 17.00. pod przewodnictwem ks. bp. Henryka Tomasika. W czasie Mszy św. poświęcony został kamień węgielny przeznaczony pod budowę klasztoru Ojców Paulinów, a także obraz Matki Bożej Pocieszenia, który będzie peregrynował po domach naszej parafii. Peregrynacja rozpocznie się 8 września.

Jedną z kluczowych postaci wydarzeń sprzed 35 lat jest Sługa Boży ks. bp Piotr Gołębiowski.

- Dzięki staraniom ks. bp. Piotra Gołębiowskiego Papież Paweł VI zezwolił na uroczyste umieszczenie złocistych koron na obrazie Matki Bożej Pocieszenia w naszym sanktuarium. To niezwykle ważne wydarzenie pokazało, że Maryja jest znakiem i nadzieją dla naszych rodzin. Ksiądz biskup Gołębiowski nie tylko przyczynił się do przeprowadzenia procesu koronacji, ale także zorganizował przebieg całej uroczystości w ówczesnej diecezji sandomierskiej.

Warto podkreślić, że sama uroczystość koronacji miała wyjątkowy charakter.

- Była to ostatnia koronacja dokonana przez ks. kard. Karola Wojtyłę przed powołaniem na Stolicę Piotrową. W dniu 21 sierpnia 1977 roku Jego Eminencja ks. kardynał Wojtyła, metropolita krakowski, przy udziale ks. abp. Henryka Gulbinowicza oraz w licznej asyście księży biskupów, kapłanów, sióstr zakonnych i ogromnej rzeszy pielgrzymów, których najprawdopodobniej przybyło aż 200 tys., nałożył korony na skronie Jezusa i Jego Matki.

Metropolita krakowski, a później Ojciec Święty Jan Paweł II w czasie kazania wspomniał dzieje ziemi radomskiej: "Ta koronacja dzisiejsza oczekiwana była przez całe pokolenia Ludu Bożego na ziemi radomskiej. I chyba szczególnie potrzebna jest ta koronacja Matki Bożej Pocieszenia na tym miejscu, na tej ziemi radomskiej, która - jak wszyscy dobrze wiemy - była w ostatnim roku ziemią szczególnego smutku”. W 1976 roku wypadki radomskie, prześladowania robotników, "ścieżki zdrowia" to były bardzo wymowne znaki w tych bardzo trudnych czasach. Dlatego Ojciec Święty tak wołał: „Wejdź więc i teraz, Matko Pocieszenia, w życie naszej Ojczyzny! Wejdź w życie naszych rodzin! Weź ją w opiekę".

Kazania tego w skupieniu, z wielkim przejęciem, słuchała około 200-tysięczna rzesza wiernych, było wśród nich wielu robotników z Radomia.

Osoba Jana Pawła II łączy Madonnę Błotnicką z Królową Jasnogórską?

- Nasze sanktuarium nazywam małym sanktuarium jasnogórskim ze względu na habity Ojców Paulinów, którzy służą tu dopiero od 11 lat.

Obraz Matki Bożej Pocieszenia jest wyjątkowy i unikatowy w skali światowej. Jaka jest jego historia?

- Pierwszą zachowaną wzmianką historyczną o obrazie Madonny Błotnickiej jest informacja Prymasa Jana Łaskiego, która podaje, że wizerunek jest starożytny i łaskami słynący. Namalowano go na deskach lipowych, a zaokrąglenia dodano z drewna sosnowego. Nieznany jest artysta, który wykonał ten obraz Madonny Błotnickiej. W trakcie ostatniej konserwacji okazało się, że dotychczas znane malowidło zasłaniało piękny i unikalny obraz Madonny. Tenże obraz pochodzi najprawdopodobniej z XVII w.

Po potopie szwedzkim zniszczony obraz, zamiast renowacji, został przemalowany przez nieznanego artystę. W późniejszym okresie przemalowano go jeszcze dwa lub trzy razy. Oryginalny obraz Madonny Błotnickiej, o wyjątkowej artystycznej i historycznej wartości, po odnowieniu jest zaskoczeniem dla parafian i pielgrzymów przyzwyczajonych do dotychczasowego wyglądu, znacznie uboższego i zdeformowanego.

Najświętsza Panna na lewej ręce trzyma Dzieciątko Jezus, do którego nieco zwraca swą głowę, nie przestając jednak patrzeć na oglądającego. Boskie Dziecię spogląda na twarz swej Matki, wskazuje na Nią prawą ręką, jakby chciało powiedzieć: "Patrz, człowiecze, to Matka Twoja, to Twoja opiekunka, obrona i nadzieja, naśladuj Ją i kochaj", lewą zaś rękę opiera na księdze. Prawą rękę Najświętsza Panna trzyma na Sercu, jakby chciała okazać , że bardzo kocha tych, których Jej Syn ukochał, tych, którzy do Niej się garną, uciekają i tu, na tym miejscu świętym, nawracają się do Boga.

Sanktuarium w Starej Błotnicy ma bardzo długą tradycję i jest jednym z najważniejszych miejsc historii regionu radomskiego. Jakie są jego dzieje?

- Pierwszy kościół w Starej Błotnicy był drewniany i zapewne powstał z fundacji rodów błotnickich herbu Doliwa. Otrzymał on tytuł św. Piotra Apostoła, o czym informuje Liber beneficorum Prymasa Jana Łaskiego. Kościół ten, jako murowany, był rozbudowywany w trzech etapach. Pierwszy okres budowy to lata 1759-1781, kolejny to 1850-1868, a ostatnia faza miała miejsce w latach 1888-1913. Dekretem ks. bp. Jana Kantego Lorka z 25 lutego 1963 roku kościół w Błotnicy otrzymał rangę sanktuarium maryjnego ziemi radomskiej.

W najbliższym czasie można spodziewać się zmian wokół sanktuarium?

- Od niepamiętnych czasów kult cudownego obrazu Matki Bożej Błotnickiej był bardzo żywy. Tu przybywali pielgrzymi z różnych regionów, m.in. z ziemi radomskiej, z kieleckiego, opoczyńskiego, południowej części archidiecezji warszawskiej, z ziemi czerskiej, rawskiej. Chcemy na nowo obudzić nasze sanktuarium, gdyż różne przebudowy dróg, m.in. S7, spowodowały pewnego rodzaju odcięcie wiernych od świątyni. Rozpoczęliśmy porządkowanie całego terenu przy kościele i w nim po to, by bardziej służył on wiernym. Chcemy wybudować tu także klasztor Ojców Paulinów, który docelowo ma służyć sześciu zakonnikom.

Pielgrzymi przybywający do sanktuarium mogą liczyć na pomoc ojców?

- Sanktuarium jest otwarte codziennie od wczesnych godzin porannych do późnych godzin wieczornych. Po to, by każdy mógł w dowolnej chwili przybyć do naszej Matki Bożej Błotnickiej. W gablocie przy świątyni znajduje się nasz numer telefonu. Każdy pielgrzym może zadzwonić i poprosić o pomoc naszego ojca. W każdej chwili nasi zakonnicy są gotowi służyć pielgrzymom zarówno przy oprowadzaniu po sanktuarium, jak również jako spowiednicy i towarzysze rozmowy.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... -zywy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 61 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /