Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 21 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Polska poza Polską
PostNapisane: 17 lip 2009, 17:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Temat przeznaczony dla naszej Polonii, dawniejszej i obecnej.

Na początek o Polonii w Niemczech.

Leksykon
Polactwa w Niemczech

1939.
Wydawca: Związek Polaków w Niemczech T. z.
Druk: "Nowiny" Opole (Oppeln OS.)

Polactwo
Polactwo, słowo sztandarowe Polaków spod znaku Rodła, określające wspólnotę walczącej o jedną sprawę gromady. Jeśli się mówi "Polacy" - to może to być dwóch Polaków, może być tysiąc i milion. Mówiąc natomiast "Polactwo", ogarniamy słowem tym wszystkich Polaków, zespalamy ich w jedną bryłę słowną. Istnienie słowa "Polactwo" w języku polskim dowodzi nie tylko bogactwa mowy naszej, ale przede wszystkim głębokiej spójni narodowej. Mamy bowiem na określenie tej spójni szereg słów, z których każde treść odrębną oznacza, a więc: Naród Polski, Polska, Polskość, Polszczyzna, Polak, Polacy, Polactwo. Rodowód słowa "Polactwo" jest równie, jak ono piękny i wspaniały. Słowo to wywodzi się ze staropolszczyzny (Wacław Potocki miał w jednym z wierszy pisać: "Polactwo wali naprzód!") i po dziś dzień przetrwało w mowie ludu polskiego Opolskiego Śląska, Krajny, Wielkopolski i Mazur. W w. XIX etymolodzy zanotowali słowo to na Westfalii i Nadrenii, we Francji i Belgii króluje po dziś dzień, co świadczy, iż nie jest nowotworem, jeno przybyło z ojczystych stron. Warstwy wyższe zagubiły gdzieś to słowo wspaniałe, które swoją jednorodnością i jędrnością razić musiało uszy szczególnie tych, którym bardziej imponował wymuskany barokowy kościół, niż drewniany, modrzewiowy kościółek wiejski. "Polactwo" ostało się zatem tam, gdzie walka toczyła się przez wieki o codzienny chleb narodowy: - mowę, obyczaj i modlitwę polską. Przez wieki łączyło "Polactwo" lud polski na Śląsku w gromadę zwartą, nieugiętą. - W r. 1936 słynny pisarz i językoznawca polski Stanisław Wasylewski, wędrując po Śląsku, natknął się na słowo "Polactwo". Zachwyciło go to słowo swoją mocą i jędrnością, czemu dał wyraz w szeregu felietonów literackich i odczytów. - Również prasa polska w Niemczech używa stale tego słowa, uważając, iż pisarz czy dziennikarz polski winien posługiwać się wyrazami, które ludowi są bliskie i przezeń używane, są świadectwem staropolskiej kultury ludu polskiego. Przecież to najlepsza broń przeciwko germanizatorom, którzy ośmieszając mowę ludu polskiego, twierdzą, iż to nie polska mowa, jeno "śląska", "kaszubska", czy "mazurska" ... "nowoniemieckich szczepów". {"Neudeutsche Sttimme", nowo-niemieckie szczepy, nazwa lansowana w celach germanizacyjnych przez naukę i prasę niemiecką na określenie ludności nieniemieckiej, zamieszkałej w Rzeszy. Takimi "nowoniemieckimi szczepami", według nauki niemieckiej, mają być Łużyczanie ("Wenden"), Fryzowie, Slązacy ("Schlonsaken"), Mazurzy ("Masuren") i t. p. }. To też nie bez żalu należy stwierdzić, iż w Polsce-Państwie ukazały się w niektórych pismach artykuły zwalczające słowo "Polactwo", jako słowo "ordynarne". Argumenty przeciwników były następujące:

1. Końcówka "ctwo" ma w języku polskim znaczenie ujemne, n. p. partactwo, żołdactwo, litwactwo itp. (Zadaliśmy sobie trud stwierdzenia w słowniku języka polskiego, iż słów z zakończeniem na "ctwo" jest kilkaset, z czego zaledwie kilkanaście ma znaczenie ujemne, reszta dodatnie, n. p. bogactwo, szlachectwo, junactwo, rybactwo, gwarectwo, ptactwo, budownictwo, szybownictwo i t. d. i t. d. - Zresztą metodą osądzania końcówki można ubić wszystkie wyrazy, n. p. państwo - draństwo, mielizna - zgnilizna i t. p.).

2. Polactwo jest tłumaczeniem niemieckiego "Polentum". (Pomijając wyżej przytoczone dane o pochodzeniu słowa Polactwo, stwierdzić trzeba, iż "Polentum" oznacza po niemiecku Polszczyznę. Odpowiednikiem Polactwa byłoby słowo "Polenschaft" (tak jak Bruderschaft -bractwo), ale słowo takie w języku niemieckim nie istnieje).

3. Germanizator Pastor Skowronek używał słowa "Polactwo" w znaczeniu obelżywym. (Tak, ale była to metoda germanizatorów, którzy również ze słowa "Polak" ukuli umyślnie słowo obelżywe, by ludzie wstydzili się nazywać Polakami i nie chcieli należeć do Polactwa. Wyrzeczenie się zatem tych słów byłoby germanizatorom bardzo na rękę).

4. W mowie potocznej używa się na określenie gromady polskiej zagranicą określenia "Polonia" amerykańska, francuska, chińska, czy niemiecka.. Dlaczegóż nie zostać przy przyjętej ogólnie "Polonii" i pocóż upierać się przy "Polactwie", które razi uszy wyczulonych inteligentów? (Polacy w Niemczech nie lubią słów wieloznacznych, a do tego obcych, cenią natomiast swojską prostotę. "Polonia" jest słowem, które prócz godności państwowej nabrało w ostatnim czasie takiej wieloznaczności, iż straciło zupełnie swój reprezentacyjny charakter. Istnieją więc nie tylko organizacje "Polonia", ale i hotele, dancingi, sklepy, żyletki, łóżka, porcelana, bekony itd. W Niemczech istniało nawet stowarzyszenie Żydów, obywateli polskich, "Polonia". W narodowym słowniku "Polonia" jest zatem słowem zupełnie nie na miejscu. Do "Polonii" należeć mogą, jak praktyka uczy, i Żydzi i Rusini i Ukraińcy i hotele i dancingi. Do Polactwa tylko Polacy. Jednorodność Polactwa to siła, z której Polacy w Niemczech są dumni). - Należy stwierdzić jednocześnie, że prócz zarzutów wspomnianych wyżej, wysuniętych przeważnie przez ludzi zza zielonego biurka, wielu wybitnych pisarzy i publicystów polskich opowiedziało się za słowem Polactwo: St. Wasylewski, J. Kisielewski, Ferdynand Goetel, Gustaw Morcinek, Kaz. Smogorzewski, J. Winiewicz i wielu innych. Również słowa "Polactwo" używa prasa codzienna i periodyczna Polski-Państwa (Gazeta Polska, Dziennik Poznański, Kurier Poznański, Polska Zachodnia, Powstaniec, Prosto z Mostu, Merkuriusz i. in.). Do numeru "Młodego Polaka w Niemczech" (kwiecień 1939) dołączona była odbitka artykułu z prasy polskiej w Niemczech, informującego o rodowodzie Polactwa p. t. "Polactwo - słowo wspaniałe". Na koniec trzeba powiedzieć: - Polacy w Niemczech nie chcą by nazywano ich "Polonią Niemiecką" - wolą zaszczytną dla nich nazwę "Walczącego Polactwa!" {"Polactwo Walczące", tytuł broszury, wydanej przez Związek Polaków w Niemczech w r. 1938 z okazji Kongresu Polaków w Niemczech (6 II I 1938), a ujmującej w sposób najprostszy zasady ideowe Polactwa w Rzeszy (p. Ideologia). Tytuł broszury stał się popularny w prasie polskiej w Polsce-Państwie na określenie postawy Polaków w Niemczech.}
_____________________________ Leksykon Polactwa w Niemczech, 1939 Wydawca: Związek Polaków w Niemczech T. z., Druk: "Nowiny" Opole (Oppeln OS.)


Idea Polska

Polacy w Niemczech na zebraniach, w przemówieniach, lub artykułach mówią: "Służymy Idei Polskiej", "Wierzymy w Ideę Polską", "Wierni jesteśmy Idei Polskiej" i t. p. Wyznania te zebrane zostały i ujęte w całości p. t. „Idea Polska" przez Kierownika Naczelnego Związku Polaków w Niemczech Dr. Jana Kaczmarka w "Polaku w Niemczech" (Nr. 2.-1938), numerze, obrazującym życie Polactwa w Rzeszy w okresie 15 lat istnienia Związku Polaków w Niemczech: ,.Na próżno się zda ślęczyć, czy pierwej była Idea Polska, czy też pierwej byli Polacy. Jak daleko pamięć ludzka sięga w historii i legendach, zawsze już byli Polacy i zawsze już była Idea Polska. W najwyższej formie wyrażali Ideę Polską Bolesław Chrobry i Józef Piłsudski, odczuli Mikołaj Rej, Mickiewicz i Słowacki. Twórczość Fryderyka Chopina z Jej ducha poczęta. Żyły dla Niej i Jej służyły świetlane szeregi ludzi, w Narodzie wielkich: królów, hetmanów, wieszczów, uczonych, kaznodziejów i męczenników, nie objęci liczbą bojownicy i bohaterzy Narodu, a dźwigał z dalekich wieków Lud Polski, by nieść zwycięsko w przyszłość daleką, bardzo daleką. Olbrzymia ta więc siła, choć dobrze doświadczona i doznana, mało jest poznana. Jak Bóg sam, tak też myśl Boża, którą jest Idea Polska, nie może być przez człowieka zgłębiona. Istota Idei Polskiej jest tajemnicą taką samą, jaką jest istota świata i wszego stworzenia. Tylko po skutkach i pracach, dokonanych z sił, których źródło w Idei Polskiej leży, dowiadujemy się i doświadczamy Jej istnienia.
Mocą Idei Polskiej istnieje Naród Polski jako prawda i fakt. Idea Polska jest absolutną i wieczną w przeciwieństwie na przykład do polityki polskiej, która jest aktualną i materialną. Z Idei Polskiej wywodzą się siły Narodu, jak wiara. nadzieja, miłość i honor; zaprzeczeniem zaś Jej jest wszystko, co dzieli zbiorową siłę Narodu, jak na przykład partie, klasowość stanów i egoizm jednostek. Idea Polska, odwieczne i nie zmienne źródło sił Narodu, każdemu pokoleniu właściwe cele prac i wysiłków przeznacza. Na szczytach twórczości przeszłych pokoleń każde nowe pokolenie odnajdzie swoje zadanie dźwignięcia Narodu wyżej.
Wiemy, że Idea Polska, a przez to zbiorowa wola i duchowa spójnia Narodu, stała poza rozbiorami. Wiemy, że jest zawsze niepodległa i nie może być zakończona ani zwyciężona. Z Idei Polskiej wiem. że Narodowi służąc, ojcu mojemu i matce i ich ojcom i matkom i praojcom i pradziadom służę po najdawniejsze wieki. I z Idei Polskiej wiem, że Narodowi służę, a wszystkim braciom służę i wszystkim dzieciom moim i ich, wszystkim potomnym aż po kres wieków służę. A wiem, że sobie usługując, jednej tylko osobie służę i życie moje nikomu się nie przyda a tylko diabłu się spodoba. Idea Polska, którą w testamencie od ojca swego każdy Polak na siebie przejmuje, promieniować może w każdym słowie polskim, w każdej kropli krwi polskiej, w każdym czynie dla Narodu. A każdy taki czyn uwieczniony będzie.
Idea Polska, złączona Z mocną wolą jednostki - to pewność zwycięstwa. Z Idei Polskiej jesteśmy. W Niej żyjemy i tylko przez Nią dane nam jest sięgać przez nasz osobisty czyn w najdalszą przyszłość istnienia ludzkiego i tak stać się pomnożycielami świetności Narodu i kultury ludzkiej. Idea Polska składa nadzieję swą na każdego Polaka bez wyjątku, tak jak w każdym siemieniu szarym zawarty jest najpiękniejszy już kwiat - ale tylko takie siemię kwiat wyda, które do żyznej gleby padnie i życiodajne soki w ziemi znajdzie i powoli się rozwinie. Tak samo przez wolę moją, wolę prostą, Z najgłębszych głębin serca wydobytą, mogę służyć Idei Polskiej. Do tego uniwersyteckich nie potrzeba dyplomów, jeno trzeba woli. Idea Polska każdemu Polakowi nakazuje Bogu być wiernym, Narodowi dać miłość i czyn, Rodakowi być bratem, Światu dać wolę i prawdę Polactwa!"
__________________________ Leksykon Polactwa w Niemczech, 1939 Wydawca: Związek Polaków w Niemczech T. z., Druk: "Nowiny" Opole (Oppeln OS.)

Ideologia Polactwa w Niemczech

Na Walnym Zebraniu Związku Polaków w Niemczech 15 12 1937 r. dyr. Światowego Związku Polaków z Zagranicy Stefan Lenartowicz mówiąc o wartości ludu polskiego w Rzeszy powiedział: "Stworzyliście swą własną polską ideologię, która w tak znamienny sposób przenikała i przenika na wszystkie tereny Polaków z Zagranicy. Zdobyliście miłość i zaufanie Narodu Polskiego". - Stwierdzenie to, ma znaczenie zasadnicze. Zbija ono bowiem twierdzenia niemieckie, iż Polacy w Rzeszy są grupą nic nie znaczącą, nie twórczą i (w myśl tezy germanizacyjnej) należą do kręgu kultury niemieckiej. Wszystko zaś co uchodzi za polskie jest "propagandą warszawską". Teza ta "uprawniała" germanizatorów do nazywania ludu polskiego na Śląsku, Kaszubach czy Mazurach "nowoniemieckimi szczepami" (neudeutsche Staemme). - Według założeń socjologicznych każda grupa narodowa', żyjąca w obcym otoczeniu lub w formie nie-macierzystej, jeżeli jest dynamiczną i twórczą (warunek bez którego przestaje istnieć) jest grupą elitarną. Jednostki słabe, czy zmaterializowane (podatne na demoralizację) należą do elementów niepewnych (fluktuacyjnych) i w życiu kulturalno-narodowym danej grupy udziału przeważnie nie biorą. Potwierdza to elitarność i statystyka (m. i. niem.), która notuje np. iż najmniejszy procent przestępstw wykazują mniejszości narodowe.(…)
Zatem grupa narodowa oderwana od macierzy skupia prawic wyłącznie jednostki pełnowartościowe, które swą dynamiką twórczą i ambicją wyróżniają się od obcego otoczenia. (Przykład: kupiec Niemiec w państwie niemieckim poświęcając jak najlepiej swój czas i siły swemu zawodowi wypełnia swój obowiązek w zupełności i jest jednostką wartościową zarówno dla swego państwa jak i dla swego Narodu. Kupiec Polak w Niemczech musi natomiast nie tylko równie dobrze (a nawet lepiej - zważywszy stawiane nam trudności) prowadzić interes, by być pożytecznym obywatelem, lecz równocześnie musi gromadzić własne polskie siły duchowe (kulturalne, narodowe), aby ustrzec się przed germanizacją. Wymaga to od niego stałej mobilizacji sił zarówno fizycznych, jak duchowych, to zaś wzmaga ambicję, inicjatywę twórczą, wytrwałość, dzielność, przedsiębiorczość. Walka, którą prowadzi mniejszość narodowa, sprowadza się przede wszystkim do walki z przemocą materialną. Państwo posiada wszystkie środki formalne, które zastosować może wobec grupy narodowej, jak również takie środki pieniężne, z którymi i najbogatsza grupa mierzyć się nie jest w stanie.
Zatem grupa narodowa, która chciałaby z formą i pieniądzem walczyć tymi samymi środkami skazana jest na zagładę. Przemocy materialnej można przeciwstawić jedynie siłę ducha, której ani skonfiskować ani kupić nie można. Grupa narodowa pragnąca utrzymać swą odrębność musi zatem być twórczą przede wszystkim duchowo, a więc ideowo i kulturalnie. Wynaradawiającemu materializmowi przeciwstawić musi wzbogacający duchowo idealizm. Ta konieczność stałego mobilizowania sił duchowych, stałego pielęgnowania i chronienia wartości rodzimych, konieczność zgłębiania prawd naturalnych (np. jesteśmy Polakami), wreszcie przymus wyraźnego wyodrębniania swych pierwiastków narodowych sprawia, iż świadoma swych celów grupa narodowa ma dane i obowiązek wyrażania najczyściej ideologii narodowej bądź w słowie, bądź w czynie. (…) - Historia tej części Narodu Polskiego, która znajduje się w Rzeszy niemieckiej, świadczy o warunkach ciężkich i twardych. Wytrwać w ciągu tylu wieków przy Polskości oznaczało posiadać nie bogactwa materialne (lud polski w Rzeszy to gospodarze, przeważnie małorolni, robotnicy i rzemieślnicy), ale duchowe; oznaczało dalej rozwinąć w charakterze narodowym cechy takie, jak wola, wytrwałość, nieustępliwość, roztropność. przedsiębiorczość i in., wreszcie umieć zrezygnować z wygód materialnych na rzecz wartości ideowych i pod trzymywać w godności nienaruszalnej imponderabilia najistotniejsze: Wiarę, Miłość i Honor. Wymagały tego, wieki minionej walki, kiedy walka trwała w większej gromadzie i na większym obszarze. Wymagał i wymaga tego ze zdwojonym wysiłkiem okres obecny. rozpoczęty po wojnie, po plebiscytach. Ci, którzy zostali w granicach Rzeszy musieli okazać hart niecodzienny i wolę twórczą, olbrzymią, by udowodnić iż Polskości koleje losów ani usunąć ani złamać nie potrafią. Lud Polski w Rzeszy, który po przełomie, mimo wyjazdu dotychczasowych przywódców, potrafił odrodzić się duchowo i organizacyjnie, to lud prosty a społecznie wolny (od 15 wieku, prawie na wszystkich terenach nieznający pańszczyzny). Pozbawiony wieki całe warstwy przewodzącej (szlachta i inteligencja materializowały się szybko, a co zatem idzie germanizowały) lud polski w Rzeszy sam tworzył naturalne wartości narodowe, wzbogacał język, pieśni, obyczaj.

Polskość utrwalona w nazwach miejscowości zachowywana była i jest przez rodziny polskie z równą żarliwością, jak ziemia, którą chłop polski orze na Śląsku, Kaszubach, czy Warmii. Ideowe poglądy narodowe wyrażane były i są prosto, jednoznacznie. Przeciwko materializmowi i przeciwko temu wszystkiemu co rozumem skonstruowane patrzy jedynie osobistej korzyści, przeciwstawił lud polski w Rzeszy prostotą serca, z którego płynie miłość Boga i Narodu i które odczuwa wspólnotę i pożytek gromady. - Całą swą walkę oparło Polactwo w Niemczech na idealiźmie i na imponderabiliach, jako jedynej broni przeciwko naporowi przemocy materialnej. Znalazło to swój wyraz w oświadczeniach. uchwałach, przemówieniach, artykułach i wydawnictwach Polaków w Niemczech, no, a przede wszystkim w wytrwałości codziennej Polactwa w Rzeszy. Bez tej stałej mobilizacji duchowej nie mogłoby być mowy nie tylko o życiu organizacyjnym. gospodarczym, szkolnym i t. d. Polaków w Niemczech, ale w ogóle o przetrzymaniu tych wszystkich przełomów, które przechodzić musieli (1914 - 1918, 1921, 1933, 1939). - "Polskość istotą duszy Polaka!" mówił na kongresie ks. Patron Dr. Bolesław Domański i tymi słowy wyrażał uczucia ludu polskiego w Rzeszy: "Polskość to dar z nieba, od Boga mi dany. Jakże można gardzić tak cennym darem? Gardzić? Dlaczego? Za co? A jeśli chciałby ktokolwiek bądź Cię przekupić, za złoto Polskości Ci dać co innego? Obacz najprzód, czy to jest coś lepszego! A choćby było nawet stokroć lepsze! Aleć to nie Twoje! To nie część Twej istoty, Twej duszy polskiej! To jakby Ci ktoś zamiast Twej matki rodzonej inną chciał ofiarować! A bogatą a liczoną, a strojną w aksamity, klejnoty, brylanty i złota, a królową jakąś możną a piękną cudownie, a nader miłą i słodką i czułą i tkliwą, nader serdeczną i świetną! Cóż powiesz?' Nie chcę innej matki! Ja chcę moją matkę mieć. moją rodzoną matkę! Choć ona nie piękna, ni tak może miła, choć ona prosta i uboga i nie tak serdeczna, choćby nader skromnie ubrana. Ale matki nikim i niczym zastąpić nie można. Polskość nasza to miłość! Z miłości zrodzona, do miłości wiedzie. Miłością wzajemną miłością do swoich.
Nie ona ślepą, która dla ziemskich korzyści zaprzedaje własną duszę, dzieci duszę. Ale ona miłością prawdziwą, która do każdej ofiary jest gotowa dla Wiary i Narodowości. Miłość to wzajemna, która nie zazdrości, na złość nie czyni, nie nadyma się. nie szuka swego, nie myśli złego, weseli się z prawdy, wszystko znosi. Tą miłością Polskość Ciebie darzy. Więc tedy ta Polskość to istota, życie Twej duszy. Tracąc. porzucając Polskość, tracisz, porzucasz istotę Twej duszy a oddając coś z swej Polskości, rozpoławiasz Twą duszę. A dzieci pozbawiając Polskości, jakbyś część życia duszy swej oddawał. Żaden król nie jest dosyć bogaty. by mi moje przekonanie odkupił, przekonanie narodowe". A Kierownik Naczelny Związku Polaków w Niemczech, Dr. Jan Kaczmarek na tymże Kongresie tak ujął siły Polactwa w Rzeszy: "Siły Ludu naszego nie budujemy na cyfrach i mądrze obmyślonych formach lub statutach, ani na pieniądzach. ani na genialnych kierownikach (Direktoren): najlepszy rolnik na lodzie żyta nie uprawi, oczywiście bez rolnika i najlepszą ziemię chwast zadusi. Dobry rolnik z ziemi urodzaj wydobywa. przez dobrą uprawę - dobry działacz społeczny ludowi przewodzi przez dobre wychowanie. Potrzebujemy działaczy społecznych, nie wyścigujących się w otrzymaniu urzędów, ale wyścigujących się w obowiązkach dla Ludu swojego. w wyrozumieniu i współczuciu każdego Rodaka w jego ciężkich warunkach życia. Lud nasz potrzebuje rodziców, uważających wychowanie swych dzieci za zadanie bardzo ważne.' Do tych sił naszych społecznych doliczamy w pierwszym rzędzie nasze matki - królowe domu rodzinnego! Całujemy błogosławione dłonie naszych matek! Nasze siły społeczne to ojcowie, którzy synów do boku swego w pracy dla ludu przywołują - a synowie, którzy drżą na okazję, aby ojcom swoją zdatność i chęć do walki pokazać Siłą społeczną pierwszej wagi jest religijność naszego Ludu, bo religijnemu Ludowi praca dla Narodu jest hymnem w hołdzie podniesionej Hostii; polskim pacierzem dziękując Bogu za istnienie w Narodzie Polskim. Wysoki poziom świadomości społecznej wykazał Lud nasz swoją karnością organizacyjną i osobistą. Prosty od wieków wypróbowany fakt - jeden jest ojciec w rodzinie - przystosował Lud nasz do organizacji społecznej, dając Związkowi Polaków ten ojcowski dozór nad wszystkimi organizacjami polskimi w Niemczech i ojcowskie dopatrzenie na zewnątrz wobec władz państwa i międzynarodowych zagadnień. I tu tkwi źródło naszych sił, bo tylko tą drogą Lud Polski w Niemczech doszedł do najważniejszego czynnika roboty społecznej, do Jedności: Jedność tak utęskniona przez wielu gdzie indziej. u nas jest szczęśliwą naszą rzeczywistością i to z własnej, niewymuszonej dobrej woli Ludu samego naprzeciwko wielu siłom przeciwnym. Kochany Ludu Polski w Niemczech - dobry dajesz przykład! Przez braterstwo Twoje nie ma w naszym społeczeństwie ani klas, ani stanów, ani partii - są tylko Polacy, polską robotą Polactwu służący.

Nasze hasło główne: Jesteśmy Polakami! Nasze hasło społeczne.: Polak Polakowi Bratem. Nasza, wysoka dynamika społeczna polega na zasadniczym rozumieniu, że prawdy rozumu są międzynarodowe: 2 razy dwa jest 4, tak samo po polsku, jak po niemiecku, duńsku itd., ale prawdy duszy są narodowe: Honor polski jest tylko polski. Serce polskie jest tylko polskie. Idea Polska jest tylko polską. Głęboko uprzytomniło sobie społeczeństwo nasze tą prawdę. która stała się nam w walce narodowej, zwłaszcza w naszych warunkach, potężną bronią. Kto raz pojął. że w walce narodowej ma po swojej stronie tak zwycięskiego sojusznika, jak Króla Ducha, temu wiary w zwycięstwo nikt z serca już nie wyrwie! Stąd też nasza radosna postawa. której wielu z zewnątrz nie może zrozumieć: My, którzy wiemy, że szczera Wiara Ojców naszych w przyszłość Polski doprowadziła do niepodległości. odnosząc zwycięstwo nad wszystkimi, tak logicznymi oblężeniami olbrzymich sił materialnych 3 państw przepotężnych - my już nie damy się odprowadzić od tej siły duchowej, którą jest wiara, bo wiemy, że wiara najstraszliwiej wyglądające potwory materialne w końcu przemoże. To też mamy słuszny powód do radości. I z tą radością w sercu inaczej reagujemy, niżby się po nas spodziewali ci, co wśród nas nie Żyją. Oni się nas pytają: "Cierpieć musicie?!? - "Cierpieć?" "Nie!" "- "Trwać!" Oni nas się pytają: "Nie skarżycie się?" - "Skarżyć? Nie! Oskarżać!" I w ten sposób wytrącamy wrogowi jedyną poważną broń, którą by nas mógł doprawdy przezwyciężyć - nasz własny strach i naszą własną obawę. Więcej: Na miejsce sławetnego .. Minderwertigkeitsgefuehl" stanęła duma narodowa, która pogłębiła naszą miłość do Narodu Polskiego i nasze uczucie honoru narodowego. To też Lud nasz polski w Niemczech dziś wkłada w głoszenie "Jesteśmy Polakami" taką dumę. takie uczucie honoru, taką wiarę w zwycięstwo, taką wolę do życia, taką radość zuchwałą. jaką okazuje nasz zuchwały, dumny królewski znak "Rodła". Taki jest stan dynamiki naszego społeczeństwa. Syna takiego Ludu nie zrobisz już zdrajcą wyszydzaniem i wyśmiewaniem z biednej chusty matki jego. On wie jak to nam dziś w takich przecudnych słowach przedstawił nasz Ks. Patron, serca matki nie zastąpi żadna jedwabiami i błyszczącymi klejnotami obwieszona macocha. On wie. że materialne formy zewnętrzne przeminą a treść jest stałą i jedynie ważną. I tę prawdę prostą wnosimy do naszego kapitału społecznego." Poglądy młodzieży polskiej w Niemczech charakteryzuje hasło rzucone w "Młodym Polaku w Niemczech". Wyznanie to brzmi: - "Jesteśmy radykalistami Polskości!" - W wydawnictwie obrazującym postawę ideologiczną Polaków w Rzeszy p. t. "Polactwo Walczące" znajdujemy m. in. takie wypowiedzi: Wierząc w Boga i Naród Polski, służymy Idei Polskiej. Od wieków w twardych losu kolejach obyci, wiemy, że w walce zwycięża siła ducha a nie materii. I stąd my: niezamożni Polacy w Niemczech, wygramy! Duch nasz możny i silny. "W 15 latach walk i prac doświadczył Związek Polaków, że w najuboższych chatach najofiarniejszych i najgorliwszych braci się odnajduje. I stąd dla Polaków w Niemczech mała uboga chata jest symbolem wielkiego, bogatego ducha. Materia nic nie znaczy, duch to potęga!"
Dla Polaka w Niemczech nie to piękne i wspaniałe, co formą efektowną błyszczy, ale co treścią niewidzialnie a odczuwalnie promieniuje. I stąd spracowana kobieta w zwykłej chuście na głowie jest dla nas najczcigodniejszym wizerunkiem Matki Polki. Nie forma, ale treść!" "Naród to nie zbiorowisko maszyn działających według utylitarnej woli. Naród to olbrzymie ognisko serc i duchowej woli. I dlatego Naród jest wieczny a rozumowe twory nietrwałe. W Narodzie więc serce i rozum muszą być odpowiednio do swego znaczenia stosowane: Dusza jako źródło siły. Rozum jako środek do celu". ..Miłość jest siłą człowieka - nienawiść słabością. Polacy w Niemczech nie znają nienawiści do nikogo. Polacy w Niemczech miłują wszystką siłą serca Boga Jedynego i Polskę-Naród." .,Człowiek bez wiary jest jako kłos bez ziarna, ziemia bez nieba a niebo bez słońca. Biedny i samotny. Człowiek wierzący zasię to mocarz, co wiarą góry przenosi, światy zdobywa. I Bóg jest z nim." Trzy są słowa które z sercem polskim się zrosły: Słowo najpiękniejsze - Matka. - Słowo najważniejsze Naród. - Słowo najświętsze - Bóg!" "Lud polski w Niemczech to lud wierzący, to lud, który wiarą swoją fanatyczną wielkich rzeczy dokona. Niech się więc nikt nad nami nie lituje i taniej łzy nie roni, lecz chcąc nam prawdziwie pomóc, niech wierzy z nami!" Powie człowiek rozumem liczący: - Szaleńcy! przecież tylu rzeczy nie macie. przecież stoicie biedni, ubodzy naprzeciwko bogactwa i siły. Jakże chcecie wygrać? . . A na to Polak w Niemczech, sercem wierzący, odpowiada: Wiarą wygramy! Tej skonfiskować nie można. Polskie serca wierzące to nasza siła, która zwycięży." Cytaty te, choć ani w części nie wyczerpujące sprawy, charakteryzują nastawienie ideologiczne Polactwa w Niemczech w rzeczach narodowych. Najprościej a jednocześnie najpełniej ideologia Polactwa w Niemczech wyrażona została w ogłoszonych na Kongresie Polaków w Niemczech Prawdach Polaków: Prawda pierwsza - Jesteśmy Polakami. Prawda druga -Wiara Ojców naszych jest wiarą naszych dzieci. Prawda trzecia - Polak Polakowi bratem. Prawda czwarta - Co dzień Polak Narodowi służy. Prawda piąta - Polska Matką naszą, nie wolno mówić o Matce źle. O prawdach tych padły na Kongresie te, istotne dla całej ideologii Polactwa w Niemczech słowa: "Prawdy nasze nie z rozumu mędrców wielkich się wywodzą, ale z najprostszych serc Ludu Polskiego wydobyte są. Prawdy te zatem dla serc polskich są."
______________________________ Leksykon Polactwa w Niemczech, 1939 Wydawca: Związek Polaków w Niemczech T. z., Druk: "Nowiny" Opole (Oppeln OS.)

http://www.halat.pl/polactwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 24 lip 2009, 15:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Konkurs Senatu na prace o XX-leciu polskiej demokracji

Jak zmieniło się życie polskich emigrantów w wyniku odzyskania przez Polskę niepodległości w 1989 r.? - to temat prac, które można nadsyłać na konkurs o Nagrodę Marszałka Senatu RP. W konkursie mogą wziąć udział dziennikarze prasy polskiej i polonijnej.
Konkursowe prace muszą być opublikowane od początku tego roku do 14 sierpnia 2009 roku i przesłane do 25 sierpnia 2009 roku na adres: Dział Prasowy Kancelarii Senatu, ul. Wiejska 6, 00-902 Warszawa, z dopiskiem na kopercie "Konkurs dla dziennikarzy". Autorzy najlepszych otrzymają nagrody i dyplomy.

- W 2009 roku mija 20 lat od pierwszych wolnych wyborów do Senatu RP po II wojnie światowej. Od 1989 roku żyjemy w wolnej, demokratycznej Polsce. Transformacja ustrojowa przyniosła Polakom w kraju wielkie zmiany. Senat RP, który jest opiekunem Polonii i Polaków za granicą, interesuje się również tym, jaki wpływ na życie naszych Rodaków poza granicami miały te zmiany - uzasadnia ogłoszenie konkursu Kancelaria Senatu.

Główne pytania, na które mają odpowiadać konkursowe prace, to: jakie znaczenie dla emigrantów miało odzyskanie przez nasz kraj niepodległości w 1989 roku, jaki istnieje związek między zmianą ustroju w kraju a życiem jej obywateli poza granicami.

- Senat chciałby wiedzieć jak postrzega to dwudziestolecie polska diaspora i jak wpłynęło ono na budowanie jej pozycji w krajach zamieszkania. Dlatego Dział Prasowy Kancelarii Senatu organizuje konkurs dla dziennikarzy o Nagrodę Marszałka Senatu RP pt. "XX-lecie polskiej demokracji - moje życie zmieniło się, bo Polska odzyskała wolność" - głosi komunikat Senatu.

Senat podkreśla, że ogłaszając ten konkurs pragnie "zainspirować media, a za ich pośrednictwem środowiska polonijne do refleksji nad minionym dwudziestoleciem". - Te refleksje pozwolą Senatowi spojrzeć na polskie przemiany z innej perspektywy, pozwolą przyjrzeć się obowiązującym rozwiązaniom prawnym z oddali, ustalić czy sytuacja w kraju ma wpływ na losy emigrantów - głosi komunikat Kancelarii Senatu.

Szczegółowy regulamin konkursu znaleźć można na stronie internetowej www.senat.gov.pl

http://wiadomosci.onet.pl/2014647,11,ko ... ,item.html

A może by ogłosić konkurs na temat "Jak zmieniło się życie Polaków w wyniku odzyskania przez Polskę niepodległości w 1989 r.?"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 19 wrz 2010, 10:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wsercupolska.org/joomla/index.ph ... c&Itemid=6

Obrazek
Rodło - symbol Polonii w Niemczech.


Kopia artykułu:

Szczepan Ostrowski - Rodło przeciwwaga dla swastyki!
Sobota, 18 Wrzesień 2010 03:27 Warto przeczytać

Pięć Prawd Polaków
1. Jesteśmy Polakami.
2. Wiara ojców naszych jest wiarą naszych dzieci.
3. Polak Polakowi bratem.
4. Co dzień Polak Narodowi służy.
5. Polska matką naszą, nie można o Matce mówić źle.
Historia znaku Rodła mocno związana jest z ogłoszeniem 5 Prawd Polaków, które miało miejsce 6 marca 1938 roku. Można powiedzieć, że jest to epizod historii zapomnianej, aczkolwiek bardzo istotnej dla spuścizny polskiego narodu.

Dzisiaj mało osób wie, czym było Rodło, dlatego chciałbym przybliżyć lub przypomnieć, jego znaczenie. Rodło jest znakiem Związku Polaków w Niemczech (ZPwN) i wyraża ich łączność z narodem polskim i jego kulturą. Samo Rodło powstało w 1932 roku i miało na celu przeciwstawienie się swastyce hitlerowskiej. Drugą przyczyną powstania tego znaku był fakt, iż Polacy w Niemczech nie chcieli popierać coraz częstszych na ulicach niemieckich miast hitlerowskich symboli, a zarazem nie mogli wywieszać polskiej flagi. To skłoniło Polaków do skonstruowania swojego godła.

Tak powstało Rodło - wyobrażony na czerwonym tle biały graficzny znak Wisły z Krakowem. Autorką projektu znaku „Rodła" była Janina Kłopocka, natomiast autorem nazwy był Edmund Osmańczyk (nazwa oddaje mistyczny charakter znaku, a zarazem jest połączeniem części staropolskich nazw: ROdzina i goDŁO).

Nie można przy okazji nie wspomnieć o historii ZPwN. Organizacja powstała 27 III 1922 roku w Berlinie, jako reprezentacja prawna interesu Polaków - obywateli niemieckich. Związek ten był główną i naczelną organizacją ludności polskiej w Republice Weimarskiej i III Rzeszy; kontynuacją idei zjednoczenia wszystkich Polaków w Niemczech.
Niestety trzeba podkreślić, że ZPwN był wówczas dyskryminowany. Bronił bowiem pełnych praw mniejszości narodowych i ich interesów we wszystkich dziedzinach życia społecznego. ZPwN swoją centralną siedzibę miał w Berlinie, a struktury krajowe obejmowały 5 dzielnic (okręgów terytorialnych) w ówczesnych Niemczech (Śląsk Opolski i Dolny; Berlin i Ziemie Połabskie; Westfalię i Nadrenię; Prusy Wschodnie pogranicze i Kaszuby). Związek prowadził działalność polityczną, kulturalną i gospodarczą, miał reprezentantów w sejmiku pruskim jak i w sejmikach prowincjonalnych. Wspierał on też i inne organizacje polonijne, m.in. Polskie Towarzystwo Szkolne, ZHP w Niemczech. Związek Akademii w Niemczech oraz wiele jeszcze innych organizacji o różnym profilu. Wydawał również prasę terytorialną i centralną („Gazeta Olsztyńska", „Dziennik Berliński", „Młody Polak w Niemczech"). ZPwN miał swój oddział w Szczecinie, przy dzisiejszym pl. Lotników 1. Pierwszym szefem tego oddziału był Jan Chmara, a innymi znanymi działaczami byli m.in. Aleksander Omieczyński, Maksymilian Golisz.

Z chwilą agresji na Polskę w 1939 roku Związek został rozwiązany przez władze hitlerowskie, a jego majątek skonfiskowano. Ponad 2 tysiące działaczy zostało wziętych do obozów koncentracyjnych, gdzie według niepełnych danych zginęło co najmniej 200 osób. W latach 1939-1946 ZPwN nie działał. Reaktywacja tej organizacji nastąpiła w listopadzie 1946 roku. Związek w latach 1946-1990 był podzielony na dwie organizacje, co było spowodowane podziałem Niemiec na NRD i RFN. Po zjednoczeniu Niemiec nastąpiła również konsolidacja tej organizacji w jeden organ działania.

Wiekopomne chwile przeżyła organizacja 6 marca 1938 roku. Tego dnia w Theater das Volkes w Berlinie odbył się Kongres, na którym oficjalnie ogłoszono Pięć Prawd Polaków. Na kongres z całych Niemiec przybyło prawie 6 tysięcy Polaków. Akt ten został przyjęty przez zebranych w głębokim skupieniu i świadomości, iż to jest moment historyczny.

Szczepan Ostrowski

Za: http://www.mysl.pl/?m=11&art_id=867&more=more


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 01 paź 2011, 06:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
W związku ze zbliżającymi się wyborami pojawiają się pytania o Polonię. Pierwsze dotyczy skali jej zaangażowania w sprawy polskie, a zwłaszcza w wybory, drugie sposobu traktowania Polonii przez władze Polski, partie i polityków, a nawet nas samych, mieszkających w Polsce

Polska was potrzebuje!

W Polsce jako wyborcy mamy pewien żal do Polonii, że zbyt słabo włącza się w wybory, że frekwencja wyborcza jest wyjątkowo niska, spada poniżej jednego procenta. Dla przykładu: w ostatnich wyborach prezydenckich (2010) wzięło udział w Stanach Zjednoczonych nieco powyżej 37 tysięcy Polaków. To kropla w morzu, jeśli zważyć, że w samym Chicago mieszka około miliona Polaków. Z drugiej jednak strony władze Polski skutecznie utrudniają udział w wyborach przez nakaz wcześniejszej rejestracji i posiadanie, poza państwami strefy Schengen, ważnego paszportu. To może wyglądać na drobiazg, ale dla wielu naszych rodaków, których kalendarz zawodowy i rodzinny jest dość napięty, dopilnowanie takich formalności może być udręką. Zwłaszcza jeśli dojdzie do tego mętność przepisów, odległości komunikacyjne, a także nieuprzejmość pracowników placówek dyplomatycznych. Efekt jest taki, że wiele osób z tych, które mają prawo głosować i chciałyby to zrobić, nie głosuje. Ale są i tacy, którzy mogą głosować, ale nie chcą przez opieszałość albo uleganie propagandzie rozsiewanej przez nieokreślone bliżej centra, które wmawiają Polonii, że kto nie mieszka w Polsce, ten nie powinien głosować. Poza tym do wyborów trzeba ludzi rozkołysać. Rolę "niańki", która buja kołyską wypełnioną potencjalnym elektoratem, pełnią dzisiaj media. Jeżeli one nie aktywizują systematycznie wyborcy polonijnego, to i efekty będą marne. Tymczasem zbyt wielu mediom zależy na tym, żeby Polonia nie głosowała.


Zostali Polakami
W sumie wiele czynników składa się na to, że frekwencja wyborcza wśród Polonii jest wyjątkowo niska. Ale mimo wszystko należy zadać pytania: czy tak musi być, czy nie mamy tu do czynienia z dość przykrym zjawiskiem niechcianej Polonii. Bo przecież jeżeli Polonia to są nasi rodacy (bo są), jeżeli jest w nich miłość do Polski, a jest, bo mówią po polsku, wysyłają swoje dzieci do polskich szkół sobotnich, jakoś interesują się polskimi sprawami, chodzą na polskie Msze św. do kościoła, planują nawet powrót do Polski, a ich potomstwo coraz częściej myśli o studiach w Polsce - to nie można tak tych kilkunastu, a może kilkudziesięciu milionów ludzi zostawić samych sobie, bez wpływu na to, co dzieje się w ich Ojczyźnie, bez poczucia obowiązków i odpowiedzialności za Macierz. Ale to wszystko trzeba wykształcić i o tym przypominać, bo naturalny może być sentyment i łzy, tęsknota za bliskimi, ale odpowiedzialność za państwo, za Ojczyznę, za Naród jest już wynikiem edukacji i kultury, to nie pojawia się samoczynnie. Dlatego powstaje pytanie, w jakim stopniu media w Polsce, zwłaszcza media publiczne, formują Polonię do bycia Polakami; w jakim stopniu programy szkolne uwzględniają tak wielką rzeszę naszych rodaków, która mieszka poza Ojczyzną i to wcale nie dlatego, że znalazła się tam w poszukiwaniu przygód, lecz dlatego, że stała się ofiarą wymuszonej emigracji czy to przez system polityczny, czy przez warunki ekonomiczne. Kto tak naprawdę kształtuje polską świadomość Polonii?
Przecież jeszcze niedawno naszym emigrantom nie wolno było przyjeżdżać do Polski; dla innych wiązało się to z ryzykiem zatrzymania, a nawet uwięzienia; jeszcze inni musieli płacić za każdy dzień swojego pobytu. PRL była obozem rządzonym nie dla Polaków, lecz dla sowieckiego nadpaństwa. PRL posiada ogromny dług winy za antypolonijną politykę, dług, którego nikt nie spłacił, i co więcej - ten dług jest dalej zaciągany. Polonusi skarżą się, że w polskich placówkach dyplomatycznych traktuje się ich z góry, wprost niegrzecznie, tak jakby chciano im dać do zrozumienia, żeby trzymali się z dala. Czy urzędnicy mają takie instrukcje z Warszawy, czy też krąg dyplomacji jest jakimś światem samym sobie, otwartym dla niektórych, a zamkniętym dla innych, czy może jest on rodzinnym reliktem przeszłości? Zbyt wiele głosów naszych rodaków mieszkających poza Polską świadczy o tym, że są to działania świadome, zaplanowane, a nie wynik złego humoru urzędnika.

Smutek emigracji
Polacy w Polsce żyją na jednej ziemi, emigranci żyją, z wyjątkiem Chicago, w rozsypce. Nie tworzą samowystarczalnej wspólnoty, która znajdowałaby się na jednym terenie, w jednym mieście, we wspólnej dzielnicy. W ogóle emigrację, zwłaszcza w Ameryce, cechuje duża migracja wewnętrzna. Mieszka się tam, gdzie jest dobra praca, zmienia się mieszkanie, miasto, stan, gdy znajdzie się lepszą pracę albo lepsze warunki szkolne dla dzieci. Ci ludzie potrzebują jednak jakiegoś stałego odniesienia w głębszym znaczeniu, które nie jest podatne na wpływ doraźnych okoliczności. Takim miejscem może być tylko Ojczyzna ich przodków. Chcieliby ją widzieć jako miejsce, które na nich zawsze czeka. Czy takim miejscem jest dzisiejsza Polska? Czy uczymy się kultury emigracji, sposobu na wzajemne odnajdywanie się mimo dzielących nas przestrzeni? Wiadomo, że każde miejsce zabarwia mentalność mieszkańców, niezależnie od ich przynależności narodowej, ale nie określa jeszcze ich duszy, która w Polakach na zawsze pozostanie polska.
Chicago jest jakimś fenomenem polskości, zarówno dlatego, że mieszka tu tak wielu Polaków, jak i dlatego, że niektóre środowiska, emigrując całymi rodzinami, a nawet wioskami, mogą zachować polskość w ramach własnej społeczności. Samotny emigrant ma bardzo ciężko, we wspólnocie jest lżej, a nawet można mocniej uczestniczyć w życiu polskim choćby dlatego, że ludzie są bardziej aktywni, gdyż tęsknota pobudza ich do większego angażowania się w pielęgnowanie tradycji i kreowanie podobizny świata, który został tam, w Tatrach, albo nad mazurskimi jeziorami. Każdy, kto kocha polskość, lubi przebywać wśród ludzi, którym na polskości zależy. Może to być gest, słowo, uśmiech, nawet smutek, za którym kryją się ciągle niespełnione marzenia. A w emigrantach widać to jak na dłoni. Polska - Ojczyzna wszystkich polskich emigrantów, musi być na nich serdecznie otwarta po to, by te milionowe rzesze mogły odzyskać głębszy sens swojego istnienia, bo przecież ojczyzna jest świętością, a nowych ojczyzn już nie będzie. Gdy jednak ktoś nie czuje Polski, gdy jego serce jest zdrewniałe i zastygłe, to cały ten przepływ życia polskiego, tę całą polską duszę traktuje jak świat sobie obcy, który go odpycha i którego nie trawi. A może urzędy państwowe mają takie właśnie kryterium doboru pracowników, każdy, byle obca mu była polskość. Kto to wie? Emigranci polscy mocno to odczuwają na własnej skórze, gdy przychodzi im zderzyć się z konsulatem lub ambasadą, a starsi wspominają, że podobnie było dawniej, za komuny. Tak jakby ktoś inny, obcy, uzurpował sobie prawo do naszego państwa i naszego Narodu, żerując na ludzkiej słabości lub bezsilności. Bo co zwykły petent może zrobić urzędnikowi? Nic.

Warto być razem
Dlaczego politycy, zwłaszcza prawicowi, mają tak słaby kontakt z Polonią? Odpowiedź może być prozaiczna, ale może być też głębsza. Pierwsza byłaby taka: Polonia jest rozsypana po całym świecie, polityk ma tyle zajęć na miejscu, że nie może sobie pozwolić na czasochłonne przecież podróże. Zresztą, żeby jeździć, trzeba mieć kontakty, wiedzieć, kto jest kim, bo nie da się przyjechać tak po prostu do Polonii, jakby ktoś przyjechał na wioskę albo do miasta. Część Polonii jest wprawdzie zorganizowana w różne stowarzyszenia czy kluby, które w wielu miejscach, niestety, podupadają, ale większość zajmuje się własnym, codziennym i nielekkim życiem. Jednak są, zjawiają się na spotkaniach, dyskutują, zapraszają. Jest więc w nich jakaś potrzeba angażowania się w polskie sprawy narodowe i państwowe. A to już wiele. Bardzo wiele, to skarb, którego nie wolno marnować. Tylko że budowanie takiego organizmu polsko-polonijnego wymaga czasu i pracy organicznej, dobrej woli i roztropności. Bo PRL opracowała całą strategię rozbijania Polonii, nie mówiąc już o blokadzie kontaktów, nawet na poziomie rodziny, co wyraźnie świadczy o tym, że tamtej władzy nienawistny był polski Naród. Po takich zniszczeniach i chwiejności lub obojętności obecnych władz trudno tak delikatną i skomplikowaną tkankę społeczną zregenerować. A przecież ludzie do siebie lgną. Gdy więc stare stowarzyszenia lub kluby straciły impet, warto pewne rzeczy zaczynać od początku poprzez zawiązywanie małych grup. Samemu nic się nie zrobi, w zbyt dużej grupie dochodzi najczęściej do konfliktów, a małe grono może być bardzo skuteczne. Coś robić trzeba, bo działanie społeczno-patriotyczne jest naturalną potrzebą dojrzałego Polaka. Polak nie może nie być patriotą. A polski emigrant jest Polakiem. Pamiętajmy, że tkwi w nas zamrożony potencjał, potencjał zamrażany przez zaborców, okupantów, komunistów i liberałów. Ten potencjał może wybuchnąć wtedy, gdy znajdzie sprzyjające warunki społeczne. Dlatego tak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem, bo wtedy między nami znowu rodzi się Polska.
Jako Polacy mieszkający we własnej Ojczyźnie nie możemy nie chcieć Polonii. Wielopokoleniowe związki krwi i tysiącletnia kultura są tym dziedzictwem, które stanowi główny trzon naszej wspólnej tożsamości. Od tego nie uciekniemy. Zamiast uciekać, trzeba się do siebie na nowo zbliżać. A przede wszystkim trzeba być na siebie otwartym, bo Polska ciągle nas potrzebuje. I zawsze będzie potrzebować.

Prof. Piotr Jaroszyński filozof kultury, Katolicki Uniwersytet Lubelski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my11.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 24 sie 2012, 06:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Premia za jedność

Polacy rozsiani są po całym świecie - według różnych szacunków poza Macierzą żyje około 20 milionów osób będących Polakami lub mających polskie korzenie. Ta wielka liczba jest efektem niełatwej i zagmatwanej historii.

Polacy od wieków wyjeżdżali w świat za chlebem, szukając lepszego losu, zmuszani byli przez zaborców i okupantów do emigracji, byli deportowani i zsyłani, uciekali także przed komunizmem. Tak powstała Polonia - określenie tych, którzy opuścili kraj rodzinny.

Ale jest jeszcze jedna kategoria rodaków; to ci, którzy nigdy nie opuścili rodzinnych stron, a pomimo to żyją poza Ojczyzną, gdyż zmieniły się granice Rzeczypospolitej. To Polacy na Kresach, a Wileńszczyzna jest tego najlepszym przykładem.

Jak świat długi i szeroki wszędzie można usłyszeć polską mowę, na każdym kontynencie można spotkać Polaka. Lecz jest taki czas, takie wydarzenie, które przyciąga do kraju przodków przedstawicieli Polonii ze wszystkich stron świata. To zjazdy Polonii i Polaków z zagranicy.

W tym roku już po raz czwarty w Pułtusku nasi rodacy będą obradować nad losami Polonii "wczoraj, dziś i jutro". Rozpoczynającemu się dziś Zjazdowi Polonii i Polaków z Zagranicy przyświeca motto zaczerpnięte z Jana Pawła II: "...by czuć się Polakiem". Słowa te mają głębokie znaczenie, pochodzą od Ojca Świętego, wielkiego Polaka, który jak mało kto rozumiał ich sens, odkąd zasiadł na Stolicy Piotrowej. Stał się symbolem i częścią Polonii, jednym z nas rozsianych po świecie.


Sól ziemi

Przy okazji IV Zjazdu warto zadać pytanie o teraźniejszość i o przyszłość Polonii. Dlaczego jest tak, że Polonia, tak liczna w wielu krajach, jednocześnie cierpi na bezsilność, mając niewielki wpływ na życie publiczne krajów, w których przyszło jej żyć?

Niemcy - dwumilionowa Polonia nie ma praw ani statusu mniejszości narodowej.

USA - prawie dziesięciomilionowa rzesza rodaków, zamieszkujących dosyć zwarcie północno-wschodnie stany, ma symboliczną reprezentację we władzach.

Irlandia, Wielka Brytania czy Holandia - to przykłady krajów, gdzie Polaków traktuje się jako siłę roboczą dla gospodarki.

Na Wschodzie rozbicie polonijnych związków prowadzi do braku ich skuteczności. Powody tego stanu rzeczy są różne. Ale to nie musi trwać w nieskończoność. Przykładem są Polacy na Litwie. To jeden z nielicznych krajów, gdzie Polacy mają realny wpływ na władzę, a nawet sprawują ją w kilku samorządach. Mają posłów w Sejmie oraz w Parlamencie Europejskim. Jak to jest możliwe?

Oto odpowiedź i zachęta dla organizacji polonijnych do większej aktywności, nawet gdy jest to trudne. Polacy na Litwie zamieszkują od siedmiuset lat i są mniejszością autochtoniczną.

W wyniku powojennej zmiany granic regiony etnicznie polskie znalazły się poza Macierzą. Pomimo niemieckiej okupacji, mordów i wysiedleń, półwiecza rządów Związku Sowieckiego oraz eufemistycznie brzmiącej repatriacji społeczność polska na Litwie przetrwała, będąc ciągle solą tej ziemi.

Tradycyjnie największe skupiska Polaków są na Wileńszczyźnie. W rejonie wileńskim Polacy stanowią 60 procent ogółu mieszkańców, w stołecznym Wilnie 20 procent, a w rejonie solecznickim aż 80 procent.


Szykany i dyskryminacja

Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości losy polskiej społeczności były różne, w zależności od tego, jaka siła polityczna rządziła krajem.

Od czasu objęcia władzy przez litewskich konserwatystów prowadzona jest jawnie dyskryminująca polityka wobec mniejszości polskiej.

Przykładów tego działania jest wiele. Jeszcze w 1996 roku ustanowiono zawyżony próg wyborczy dla mniejszości. Przed kilkoma tygodniami, na trzy miesiące przed wyborami sejmowymi, zmieniono granice kilku okręgów wyborczych na niekorzyść polskiej mniejszości, mimo że stoi to w sprzeczności z wytycznymi Komisji Weneckiej przy Radzie Europy, zakazującymi wszelkich zmian w prawie wyborczym na rok przed wyborami oraz zalecającymi ochronę okręgów wyborczych zamieszkałych przez mniejszości narodowe. A jednak władze litewskie przeprowadziły skrajnie niekorzystny dla Polaków podział okręgów, włączając znaczne obszary zamieszkałe przez ludność polską do okręgów z przewagą ludności litewskiej.

W sposób bezprecedensowy we współczesnej Europie, naruszając Konwencję Ramową Rady Europy o mniejszościach narodowych oraz traktaty unijne i traktat polsko-litewski, obecny rząd Litwy prowadzi politykę asymilującą mniejszości narodowe. Niezgodnie z Konwencją powoduje zmiany składu narodowościowego na obszarach zamieszkałych przez polską mniejszość.

Widać to doskonale w procesie zwrotu ziemi skolektywizowanej w czasach ZSRS. W okolicach Wilna znaczną część ziemi będącej ongiś własnością ludności miejscowej, przeważnie polskiej, teraz przekazuje się osadnikom. W tym celu wykorzystuje się procedurę tzw. przeniesienia ziemi polegającą na tym, że osoba z głębi Litwy może ją "przenieść" pod Wilno, jakkolwiek niedorzecznie to brzmi.

W rezultacie prowadzi to do sukcesywnej zmiany w strukturze demograficznej i własnościowej na Wileńszczyźnie. Inna rzecz to sprawy oświaty. Ostatnia nowelizacja ustawy oświatowej odbiera rodzicom należącym do mniejszości narodowych nabyte wcześniej prawo wyboru języka, w jakim mogą uczyć się ich dzieci.

Na Litwie obowiązuje zakaz używania w dokumentach swojego imienia i nazwiska w języku mniejszości narodowej, czyli w formie oryginalnej. Od kilku lat Inspekcja Języka Państwowego nakłada grzywny na osoby prywatne, przedsiębiorców i samorządowców za używanie dwujęzycznych tablic informacyjnych na obszarach, gdzie Polacy stanowią zdecydowaną większość mieszkańców. Przykłady takich działań można by mnożyć. Wszystkie one są sprzeczne z prawem międzynarodowym.


Ducha nie gasimy

A jednak można. Pomimo tych wszystkich działań wymierzonych w polską mniejszość można być skutecznym. Polacy na Litwie są zorganizowani wokół organizacji społecznej, jaką jest Związek Polaków na Litwie (prezes Michał Mackiewicz), dbającej o tożsamość narodową i kulturową swych członków.

Natomiast powołanie do życia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie dało skuteczne narzędzie polityczne do obrony swoich praw. Akcja, jako partia regionalna, wpisała się w scenę polityczną Litwy. AWPL, biorąc udział w każdych wyborach, przyciąga do siebie przedstawicieli innych mniejszości narodowych, ale też Litwinów niezgadzających się z dyskryminującą polityką obecnego rządu.

Skuteczność AWPL jest pochodną okazywanej jedności i wspólnych wartości, które zachęcają ludzi do aktywnego działania. Rzeczywiste dbanie o dobro wspólne przyniosło AWPL sukcesy.

Akcja od lat zwycięża w wyborach samorządowych w rejonach wileńskim i solecznickim, gdzie sprawuje władzę samodzielnie oraz uzyskuje dobre wyniki wyborcze w rejonach trockim, święciańskim, szyrwinckim i stołecznym mieście Wilnie, w których współrządzi w koalicjach. W Sejmie reprezentację AWPL stanowią trzej posłowie wybrani w okręgach jednomandatowych.

Wielkim sukcesem zakończyły się ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego, AWPL zdobyła mandat poselski. Niemożliwe stało się możliwe ku zaskoczeniu władz państwa, AWPL w wyborach europejskich przekroczyła ogólnokrajowy próg wyborczy. A zatem można, pod warunkiem, że zrobi się pierwszy krok - skutecznie zorganizuje i zachęci do działania rodaków.

Przykład ten warto zadedykować organizacjom polonijnym w innych krajach, pokazując, że mimo wielu przeszkód można, jako mniejszość narodowa, mieć wpływ na życie społeczne i polityczne państwa.

Do tego potrzebna jest jednak wiara, i to przez wielkie "W". Polacy na Wileńszczyźnie nigdy nie odeszli od wiary swoich ojców. Trwają przy Bogu i Jemu zawierzają wszystkie swoje sprawy, wiedząc, że "tam, gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu", jak pisał św. Augustyn.

Wilno to przecież wielka spuścizna duchowa Narodu. To tutaj przed cudowne oblicze Matki Bożej Ostrobramskiej przybywają niezliczone pielgrzymki.

To stąd za pośrednictwem św. Faustyny rozlał się po całym świecie kult Bożego Miłosierdzia, a ta łaska zobowiązuje. Stąd, będąc wdzięcznymi za te łaski, samorządowcy AWPL w rejonach wileńskim i solecznickim, pod przewodnictwem merów Marii Rekść i Zdzisława Palewicza, jednomyślnie dokonali intronizacji Chrystusa Króla, dając przykład do naśladowania rodakom w Macierzy i tym rozsianym po świecie. Cóż warta byłaby polskość bez wartości chrześcijańskich, które ją tworzyły przez tysiąc lat?

To one dają siłę do działania i przezwyciężania wszelkich trudności. Trzeba tylko zrobić pierwszy krok - Bogu ufać i ducha nie gasić. A wówczas słowa Jana Pawła II przyświecające IV Zjazdowi Polonii i Polaków z Zagranicy: "...by czuć się Polakiem", nigdy nie stracą na znaczeniu.

Waldemar Tomaszewski, przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie

http://www.naszdziennik.pl/polska-kresy ... dnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 25 sie 2012, 06:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Porzuceni Polacy

Trzystu euro pożałował resort Radosława Sikorskiego polskim harcerzom na Białorusi na wydawanie gazetki. Tysiąc innych dzieci czekało przez całe lato na obiecaną wycieczkę do Ojczyzny. Szefa MSZ nie rusza nawet sytuacja sybiraków, którzy nie mają za co żyć.

Polityka wschodnia jest w stanie zapaści. Świadczy o tym dramatyczny list Związku Polaków na Białorusi punktujący rażący brak zainteresowania sprawami naszych rodaków, mieszkających poza granicami Polski niejednokrotnie nie z własnej woli.

Polacy na Białorusi apelują do władz w Warszawie o radykalną zmianę dotychczasowej regresywnej strategii, skutkującej likwidacją wielu cennych inicjatyw budujących patriotyzm i poczucie tożsamości narodowej. List w tej sprawie trafił wczoraj do uczestników IV Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy. Pismo dostali też Longin Komołowski, prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", i Radosław Sikorski, szef MSZ. Związek zaznacza, że nie ma takiego kraju na Wschodzie, w którym sytuacja Polaków byłaby tak dramatyczna jak na Białorusi. Nie obeszło się bez gorzkich słów pod adresem rządu i firmowanej przez niego polityki wschodniej. Najpoważniejsze zastrzeżenia Związek ujmuje w sześciu punktach:
--------------------------------------------------------------------------------

1 skreślenie wniosków o dotację na kulturę i dziedzictwo narodowe oraz pomoc charytatywną,
--------------------------------------------------------------------------------

2 opóźnienia i redukcja dotacji na wszystkie media polskie,
--------------------------------------------------------------------------------

3 brak dofinansowania na utrzymanie struktur organizacji polskich szkół,
--------------------------------------------------------------------------------

4 brak rzetelnych i terminowych informacji z MSZ,
--------------------------------------------------------------------------------

5 odrzucenie przez MSZ ponad 75 proc. wniosków, które stanowiły kontynuację i podstawę programową działalności organizacji polskich na Wschodzie,
--------------------------------------------------------------------------------

6 upolitycznienie i uzależnienie od polskich przedstawicielstw, co budzi niepokój władz państwowych.

Szczególnie dramatycznie brzmi w tym kontekście pytanie: "Komu i czemu ma to służyć?". Polacy ze Wschodu apelują do rządu o uwzględnienie ich nadzwyczajnej sytuacji i o przygotowanie specjalnego programu pomocy dla oświaty i kultury polskiej na Białorusi, wypracowanie strategii szkolnictwa polskiego, podtrzymanie istniejących i tworzenie nowych punktów polskiej edukacji oraz ich wyposażenie.

Ostatnim postulatem jest wystosowanie przez rząd w Warszawie apelu do władz w Mińsku o zalegalizowanie ZPB, co umożliwiłoby mu nieskrępowane prowadzenie działalności.


Jak powiedziała "Naszemu Dziennikowi" Grażyna Szałkiewicz, redaktor naczelny gazety "Głos znad Niemna na uchodźstwie", list został przyjęty w specjalnej uchwale ZPB 12 sierpnia.

- Jest to stanowisko rady naczelnej Związku podpisane przez wszystkich jej członków: Andżelikę Orechwo, p.o. prezes ZPB, Andrzeja Poczobuta, prezesa RN ZPB, Alinę Jaroszewicz, wiceprezes RN ZPB, Mieczysława Jaśkiewicza, wiceprezesa ZPB, Renatę Dziemianczuk, wiceprezes ds. kultury, Helenę Marczukiewicz, wiceprezes ZPB, i Irenę Waluś, wiceprezes ds. wydawniczych - mówi Szałkiewicz.

Potwierdza to wiceprezes Jaśkiewicz. - Odbyło się posiedzenie rady naczelnej, na którym postanowiliśmy napisać taki list z okazji IV Zjazdu Polonii. Należy się po prostu wczytać w jego treść. Jest nam ciężko, ale staramy się żyć w tej trudnej rzeczywistości - dodaje.

Warszawa marginalizuje

- Ten list w sposób brutalny, ale prawdziwy odsłania realia "wsparcia" tego rządu dla Polaków na Wschodzie. Widać wyraźnie, że nasi rodacy za wschodnią granicą, a szczególnie na Białorusi, są przez obecne władze całkowicie marginalizowani - podkreśla poseł Artur Górski (PiS) z sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą.


Goszczący wczoraj na zjeździe prezydent nawet jednym słowem nie zająknął się na ten temat. Zwrócił tylko uwagę, że warunki życia polskiej diaspory na świecie są zróżnicowane.

- Inna jest sytuacja Polaków na Litwie, inna w Brazylii. Zupełnie inne są - nie tylko historyczne - ich korzenie, ale także współczesne realia funkcjonowania. Jedno jest stałe i niezmienne. To, że wszyscy czujemy, iż w interesie polskiej sprawy jest to, aby istniała łączność. Ta emocjonalna, ale także organizacyjna, pomiędzy Polską a Polakami, również osobami pochodzenia polskiego rozsianymi po całym świecie - mówił Bronisław Komorowski.

Jego sztywne i powierzchowne wystąpienie kontrastowało z żywym, patriotycznym przemówieniem Heleny Miziniak, przewodniczącej Komitetu Organizacyjnego IV Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy, wiceprezes Rady Polonii Świata.

- To, że światowy zjazd po raz czwarty odbywa się w Polsce, jest dowodem naszego bezgranicznego przywiązania do Ojczyzny. Maria Konopnicka pisała: A jak ciebie kto zapyta:

Kto ty taki, skąd ty rodem?
Mów, żeś z tego łanu żyta,
Żeś z tych łąk, co pachną miodem.
Mów, że jesteś z takiej chaty
Co piastową chatą była,
Żeś z tej ziemi, której kwiaty
Gorzka rosa wykarmiła
.

Po raz kolejny spotykamy się, aby wspólnie zastanowić się nie tylko nad rozwiązaniami naszych problemów, ale również, jak żyjąc z dala od Ojczyzny, możemy jej służyć w tym dynamicznie zmieniającym się świecie - wskazywała Miziniak.

"...by czuć się Polakiem" - tak brzmi hasło tegorocznego Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy.

Głównymi tematami trzydniowych obrad, które odbędą się m.in. w Pułtusku, będzie oświata, duszpasterstwo, sytuacja dawnej i nowej emigracji oraz zasady finansowania programów polonijnych. Można mieć nadzieję, że delegaci zajmą się również problemami Polaków na Białorusi.

Jacek Dytkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olacy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 26 sie 2012, 13:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Kolejny etap wprowadzania zamordyzmu pośród wolnej Polonii Świata.

Informacja o Komitecie Organizacyjnym IV Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy

W przededniu IV Zjazdu Polonii przesylam kilka ważnych informacji, które musiałem w krótkim czasie zebrać, aby udokumentować manipulatorskie postępowanie grupy ludzi z zespołu organizatorów tegorocznego zjazdu. Federacja Polonii Francuskiej, której jestem Prezesem od 14-go kwietnia br. została na mocy ich kombinacji połączonych z istnieniem czarnej listy MSZ, wyeliminowana z grona uczestników. Można powiedzieć, że ten Zjazd stanie się kolejnym etapem wprowadzania zamordyzmu pośród wolnej Polonii Świata. To są niedopuszczalne metody, których nigdy prawdziwy działacz polonijny by się nie dopuścił. No ale niestety jest to rzadki gatunek i tak jak nie ma już dżentelmenów to także nie ma juz prawdziwych działaczy. Są tylko sami swoi, którzy odnaleźli się pośród całej gamy tzw. prawdziwych członków “polskiej Polonii”.


—– Mail transféré —–
De : STANISLAW ALOSZKO <saloszko@yahoo.fr>
À : Tadeusz Gieysztor <tadeusz.gieysztor@hotmail.com>; Marek Kurek <marek.kurek@wanadoo.fr>; Andrzej DZIULKO <andre.dziulko@wanadoo.fr>; Grazyna Aloszko <grazyna.aloszko@laposte.net>; Piotr Drapala <drapala.piotr@neuf.fr>; “kaluzinski.alfred@neuf.fr” <kaluzinski.alfred@neuf.fr>; Alina Chabanis <chabanisalina@yahoo.fr>; Jerzy Malinowski <jurma@free.fr>; Zbigniew ADAMEK <zadamek@free.fr>;
Cc : undisclosed recipients
Envoyé le : Mercredi 22 août 2012 3h19
Objet : Re: info Komitetu Organizacyjnego IV Zjazdu



Po otrzymaniu takiej informacji mailowej, jako Prezes Federacji Polonii Francuskiej, organizacji powstałej w 2004 roku dla reprezentowania całej Polonii Francuskiej, tak na zewnątrz, jak i wewnątrz kraju zamieszkania, jestem zmuszony wydać stosowne oświadczenie, które od tej chwili będzie główną osią działania naszej Federacji.



1. Federacja Polonii Francuskiej nie jest żadną stroną proszącą nikogo o miejsca na jakiekolwiek Zjazdy Polonijne, czy to w Polsce czy to za granicą. Z samej natury rzeczy takie miejsca Federacji Polonii Francuskiej się należą i postawa aktualnych organizatorów IV Zjazdu odmawiająca prawa uczestnictwa naszej reprezentacji jest jawną dyskryminacją nie mającą żadnego precedensu w przeszłości, więc jest wyjątkowa podła, wręcz prymitywna i haniebna o posmaku skandalu, który w niedawnej przeszłości był szeroko stosowany za pośrednictwem służb specjalnych umiejscowionych w wielu krajach demokratycznych (w tym we Francji także) w walce z powojenną emigracyjną opozycją demokratyczną, która datuje się od okresu drugiej wojny światowej, poprzez emigrację solidarnościową do tej najnowszej, no i tym samym nie przynosi żadnej chwały jej organizatorom.



2. Mając to wszystko za nową rzeczywistość w stosunku Kraj – Polonia, w odniesieniu do Federacji Polonii Francuskiej, oświadczam, że w związku z tym nikt i pod żadnym pozorem nie będzie mógł się wypowiadać lub zabierać głosu podczas tego Zjazdu w sprawach Polonii Francuskiej jako jej reprezentant. Nie będzie też mógł brać żadnych zobowiązań lub innych wiążących decyzji, rezolucji i

temu podobnych deklaracji, ponieważ takiej delegacji nikomu jako Prezes Federacji nie udzieliłem. Ponadto nikt kto nie ma delegacji Federacji Polonii Francuskiej nie ma także prawa do brania udziału w ewentualnych tworzonych podczas Zjazdu gremiach lub ciałach, które będą wybieralne lub zwyczajnie powoływane w trakcie jego trwania. Obowiązuje tutaj zasada – “Nic o nas bez nas”.

3. Federacja Polonii Francuskiej uznaje ten Zjazd za wielką manipulację wszystkich biorących udział w pracach organizatorskich, w doborze jej uczestników i nigdy nie pogodzi się z doznaną w ten sposób jawną i otwarcie dokonaną zniewagą. Całe odium za zaistniałą sytuację spada na tych wszystkich, którzy w konspiracji przed Federacją zrobili ten z góry eliminujący nas jako Federację zaplanowany i z premedytacją mafijnych zawodowców wykonany plan. Polonia Francuska mieszka i działa na codzień w kraju, w którym znaleźli się znakomici nasi poprzednicy i to już w XIX wieku. Wystarczy wymienić Wielką Emigrację i jej wielkie dzieła żyjące i żywe do dnia dzisiejszego. Co powiedział papież Polak bł. Jan Paweł II, kiedy odwiedzał Francje w 1980 roku, a było to przed narodzeniem się Solidarności w Polsce, że “Polskie sprawy znad Sekwany widzi sie lepiej”. Widzimy więc także i my tę Polskę znad Sekwany i niestety musimy powiedzież, że sprawy idą w złym kierunku.



4. Ostatni III Zjazd Polonii odbył się w 2007 roku. Wówczas nasza Federacja otrzymała 5 mandatów. Jednak pomimo wielkości, rangi i znaczenia nikt z Polonii Francuskiej nie został nawet zaproszony do wielce rozbudowanego Prezydium Zjazdu. Co więcej żadne ważne wnioski i postulaty nie zostały wcale dopuszczone do debaty lub do dyskusji. Krążą one do dzisiaj w internecie, ponieważ zostały wcześniej prawidłowo przygotowane i spisane, i następnie na jednej z ważnych sesji toczących się w sali Sejmowej, wbrew kilku “Cenzorom – organizatorów III Zjazdu”, w całości podane do wiadomości no i głośno odczytane.



5. Walny Zjazd Rady Polonii Świata, który odbywał się w następnym dniu po zamknięciu III Zjazdu, czyli 27 września 2007 roku, doprowadził w trakcie trwania kilku już godzin debaty programowej, do jego przerwania i do wykluczenia reprezentanta Federacji Polonii Francuskiej z obrad tego Gremium. Tym reprezentantem byłem właśnie ja, a wtedy w 2007 roku występowałem jako Skarbnik FPF, posiadający dwa mandaty. Była to zwykła wynikająca z najniższych pobudek zemsta, za zablokowanie wyborów nowego Prezesa Rady Polonii Świata, na miejsce nieobecnego, którym był wtedy nieobecny z powodu ciężkiej i śmiertelnej choroby Prezes RPS śp. Les Kuczyński z USA. Osoby, które w ten sposób parły wtedy do władzy musiały pogodzić się z tą porażką i w 6 lat po tym wydarzeniu organizując kolejny tym razem IV Zjazd Polonii doprowadziły z rewanżu i zwykłej zemsty do zablokowania miejsc dla calej Federacji Polonii Francuskiej.



6. Po ostatnich wyborach w Federacji Polonii Francuskiej, wszystkie informacje odnośnie nowych władz FPF przekazałem zgodnie z przyjętymi normami i zwyczajami do wszystkich instytucji i organizacji, zajmującymi się życiem polonijnym. Nikt nie może się dzisiaj wykręcić, że o istnieniu Federacji dowiedział się zaledwie wczoraj lub co gorsza dzisiaj. Ja natomiast dostałem informacje, że organizatorzy robią wszystko, aby na IV Zjeździe nie bylo żadnego reprezentanta naszej Federacji. Także Informacje o IV Zjeździe dotarły do mnie w formie ogólnej całkiem okrężną drogą i postanowiłem w okresie wakacji zrobiż wszystko, żeby zmienić ten stan rzeczy. Wykonałem bardzo dużo dobrej roboty, pisząc różne maile i rozmawiając telefonicznie z kilkoma wpływowymi działaczami z zespołu organizacyjnego. Jak widać z załączonego na dole maila negatywną odpowiedź, do mnie jako Prezesa, przyszła z najniższego z możliwych szczebli. Kłania się tutaj elementarna zasada “Savoir vivre”, której niestety jeszcze nie przyswoili sobie niechlubni kontynuatorzy poprzednika sprawującego raczej rolę agenturalną niż służebną wobec Polonii spod znaku komunistycznego “Towarzystwa Polonia”. “Dobra psu i mucha” jak mówi stare porzekadło, więc tym samym widzimy,

że twierdza Polonijna jest w pełni opanowana przez tzw. samych swoich no i po prostu jednakowo myślących.



7. Te problemy w dużej części będą rozpatrywane na naszej Krajowej Radzie, która jak to już było zapowiadane będzie odbywała się w zaplanowanym terminie czyli 13 października 2012 roku w Domu Kombatanta w Paryżu przy ul. 20 Rue Legendre. W związku z powyższym proszę wszystkich członków Krajowej Rady FPF mimo wszystko w miarę możliwości śledzić IV Zjazd. Proszę również zapoznać się z kilkoma innymi informacjami, czy dokumentami, które są dołączone jako załączniki do tego maila. Część załączników może być już znana kilku członkom naszego Biura, z którymi starałem się komunikować w tym bardzo gorącym okresie wakacji.



8. Różne odnośniki i załączniki związane z IV Zjazdem Polonii

http://www.polonia.org/rps.htm;

http://www.polonia.org/IVzjazdprzygot.htm



Przesyłam z listy mailowej do 130 członków Polonii tekst na temat Polonii. (w dużej części do uczestników Zjazdu).

Uważam że kazdy uczestnik Zjazdu powinien przeczytać i zastanowić się czy tak jest naprawdę.

Jeżeli tak jest co powinniśmy zrobić w pierwszym dniu zjazdu.

Czy samozwańczy Komitet Organizacyzjny Zjazdu ma prawo nami kierować?

Czy automatyczne przejście Komitetu Organizacyjnego w Prezydium Zjazdu to uczciwe posunięcie?

Czekamy rownież na komentarze.

Pozdrawiam

Zbyszek Kostecki

sekretarz Rady Polonii Świata

(w opozycji nie zaproszony na Zjazd przez Wspólnotę i Komitet Organizacyjny)

Polecam kolejny tekst przedzjazdowy – tym razem na portalu „w Polityce.pl”:

http://wpolityce.pl/wydarzenia/34267-na ... oza-polska

Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich odpoczywających

Stanisław ALOSZKO

Prezes Federacji Polonii Francuskiej



De : Jolanta Wroczyńska <j.wroczynska@swp.org.pl>
À : saloszko@yahoo.fr
Cc : zjazd@swp.oorg.pl
Envoyé le : Lundi 20 août 2012 12h38
Objet : info Komitetu Organizacyjnego IV Zjazdu



Szanowny Pan

Stanisław Aloszko

Prezes Federacji Polonii Francuskiej

W imieniu Komitetu Organizacyjnego IV Zjazdu Polonii i Polaków z Zagranicy, po jego ostatnim posiedzeniu, z przykrością informujemy, że nie ma możliwości zwiększenia puli miejsc dla uczestników Zjazdu.

Z wyrazami szacunku

Jolanta Wroczyńska – redaktor

“Wspólnota Polska”

http://wirtualnapolonia.com/2012/08/25/ ... more-20362


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 12 gru 2012, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Ciche bohaterki znad Angary

Czy warto dziś przyjeżdżać do miejsca, które znaczyło dla nas coś dawno temu? Okazuje się, że tak. W Usolu Syberyjskim widziałem dzieci tańczące krakowiaka i wymawiające bezbłędnie nawet najtrudniejsze polskie słowa.

Centrum wygląda jak opuszczony garnizon, obrzeża mają z kolei zupełnie wiejski charakter. Wielu mieszkańców żyło przez lata w barakach socjalnych. Teraz mają mieszkania w obskurnych blokach ze wspólnymi toaletami i bez łazienek albo domki bez bieżącej wody i kanalizacji. Uważają to za szczyt postępu i niczego już więcej nie chcą.

Czy warto przyjeżdżać dziś do miejsca, które - jak się wydaje - jedynie znaczyło dla nas coś kiedyś, w historii? Okazuje się, że tak. W Usolu rzeczy piękne powstają pomimo niesprzyjających warunków, dojrzewają niewidoczne dla oczu wypatrujących łatwych wytłumaczeń. To szare i brudne miasto ma jednak w sobie coś szczególnego.

Dla nas historia Usola zaczyna się w 1863 r., gdy masowo pojawili się tu zesłańcy. Miasto powstało niecałe 200 lat wcześniej wokół kopalni soli, skąd pochodzi jego nazwa. Właśnie do solanek trafili polscy powstańcy styczniowi. Wśród nich Józef Kalinowski.

Urodził się w 1835 r., był oficerem rosyjskich wojsk inżynieryjnym i wykładowcą Akademii Wojskowej. Po wybuchu powstania wystąpił z carskiej armii i objął dowództwo oddziałów powstańczych na Litwie. Po upadku narodowego zrywu został skazany na karę śmierci, zamienioną na dziesięcioletnie zesłanie.

Od początku znany z pobożności i prawości charakteru Kalinowski dał się poznać jako dobry duch polskiej społeczności w Usolu. Wspomnienia pokazują go jako tego, który w najbardziej niesprzyjających warunkach pocieszał innych, pomagał, wspierał, wierzył w lepszą przyszłość.

Zesłani do kopalni
Praca w solance nie jest łatwa. Niekiedy jest tak, że odbywa się pod ziemią w temperaturze +40 st. C, gdy na dworze jest -40 st. C. Ale rzeczywiście wkrótce warunki zaczęły się poprawiać.

Zesłańcy mogli zmienić pracę, potem przenieść się do innych części rosyjskiego państwa, byle poza granicami dawnej Polski. Józef trafia do Smoleńska. Tam oczekuje na koniec zesłania i możliwość wyjazdu na Zachód. Mieszka w domku przy kościele katolickim - teraz jest to klasztor Ojców Franciszkanów.

Po wypełnieniu 10 lat wygnania jedzie do Paryża, zatrudnia się jako wychowawca księcia Augusta Czartoryskiego. Musiał mieć niezwykły wpływ na młodzieńca, który niedługo porzuci życie zamożnej emigracyjnej arystokracji i zostanie zakonnikiem. W 2004 r. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym.

Sam Kalinowski też wybrał klasztor, surową regułę karmelitów bosych. Już jako ojciec Rafał był budowniczym i wieloletnim przeorem klasztoru w Wadowicach, gdzie zmarł w 1907 roku. Od 1991 r. czcimy go jako świętego.

Teraz nie ma już solanek ani śladów zesłańców, nie zachował się dom, w którym mieszkali. Do Usola zawsze chcieli wrócić duchowi bracia św. ojca Rafała - karmelici bosi.

Przyjeżdżali od 1994 r., powstała parafia pw. św. Rafała Kalinowskiego, kaplica, od niedawna dom zakonny. Kilku ojców prowadzi życie zakonne i opiekuje się katolikami z Usola i okolic.

W mieście są też siostry karmelitanki bose. Ich reguła jest czysto kontemplacyjna i bardzo surowa. Modlą się za wszystkich, także zamiast tych, którzy sami się nie modlą. Przyjechały po raz pierwszy w 2002 roku.

Najpierw miały wynajęte mieszkanie, potem dom, wreszcie zdecydowano o budowie klasztoru od podstaw. Aby spełnić wymogi reguły zakonnej, potrzeba zawsze nieco przestrzeni, dom powinien mieć określony rozmiar, musi też być trochę ziemi na ogród, aby siostry mogły bez łamania klauzury jednak gdzieś wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza, a przy okazji uprawiać warzywa.

Prace budowlane rozpoczęto dokładnie w stulecie śmierci św. Rafała. Wraz z ich postępem życie pierwszych karmelitanek w Usolu coraz bardziej przypominało zakonne, zgodne z zasadami Karmelu. Nie było łatwo. Zdarzył się nawet pożar i trzęsienie ziemi. Teraz klasztor jest w pełni funkcjonalny, taki, jakie mają karmelitanki bose na całym świecie, jest kaplica, ogród.

Większość czasu w życiu sióstr zajmuje modlitwa - około siedmiu godzin dziennie. Wykonują też drobne prace ręczne, jak wypiek opłatków, wyrób figur gipsowych, pisanie ikon.

- Cisza, milczenie, całkowite oddzielenie to warunki konieczne, żeby było odpowiednie skupienie i aby można było zanosić modlitwy za świat. Nasza forma życia jest i tak trudna, gdyż rezygnuje się właściwie ze wszystkiego, a tu jest jeszcze trudniej. Mimo to są osoby stąd zainteresowane naszym zakonem, które się przyglądają, myślą o kandydowaniu. Jedna Rosjanka już przeszła całą formację, wytrwała i niedawno złożyła śluby wieczyste - mówi s. Angelika, przełożona wspólnoty.

Rzeczywiście obok pięciu Polek jest też s. Ida, Rosjanka pochodzenia koreańskiego, aż z Chabarowska. Siostry liczą na dalsze powołania, szczególnie miejscowe.

Jak chyba wszędzie także usolski Karmel to miejsce duchowego promieniowania. Nie tylko dla księży i zakonnic, którzy szukają tu umocnienia, ale i dla świeckich.

- Cieszymy się, że ludzie rozumieją, iż nie jest to tylko miejsce modlitwy za nich, ale także modlitwy dla nich. Mamy część gościnną. Kto tego potrzebuje i pragnie, może przyjechać na indywidualne rekolekcje, dni skupienia, wyciszenia. I rzeczywiście ludzie przyjeżdżają. Czasem grupki, czasem osoby indywidualne. Jest to miejsce nie tylko dla osób o bardzo głębokim życiu wewnętrznym. Pozwala też po prostu odpocząć, zdystansować się od swoich problemów - tłumaczy karmelitanka.

Karmelitanki w Usolu starają się wiedzieć o życiu "na zewnątrz", mają kontakt z prasą, internetem, ale unikają radia i telewizji, polityki czy kultury masowej. Najważniejsze jest dla nich spotkanie z Bogiem, któremu całkowicie oddały swoje życie.

Chociaż styl klauzurowego zakonu katolickiego z Polski mógł budzić u rosyjskich urzędników raczej podejrzenia i niechęć, to siostry nie miały dużych problemów z formalnościami urzędowymi. Zawsze znalazła się jakaś pomoc, rada, nawet ze strony niewierzących.

- Od początku czułam namacalną rękę Bożą. Wiedziałam, że Pan Bóg chce, żeby tu był dom modlitwy - dodaje s. Angelika.

Dzieci wyrwane nędzy
W Usolu są też siostry czynne, albertynki, prowadzące świetlicę dla dzieci. Są na pozór zupełnie inne niż te z Karmelu. A tak naprawdę czerpią z tego samego źródła: Bożej miłości, powołania, na które kiedyś odpowiedziały. Dzieci, którymi opiekują się s. Taida i s. Agnieszka, to przykład tego, do czego prowadzi utopia społeczeństwa materialistycznego.

Po latach komunizmu Syberia (i cała Rosja) jest dotknięta niesłychanymi patologiami społecznymi. Ogromny procent rodzin dysfunkcyjnych, niepełnych, dzieci przez nikogo niewychowywane, ludzie coraz bardziej staczający się - to prawdziwy obraz Rosji XXI wieku. Jest to społeczeństwo bez prawdziwych ojców i mężów.

Masowy alkoholizm i narkomania, wpojona i odziedziczona nieodpowiedzialność powodują, że mężczyźni rzadko wypełniają swoje obowiązki rodzinne. Kobiety z kolei są ofiarami rozwiązłości obyczajów od bardzo młodego wieku. Plagą jest powszechna aborcja. Dzieci żyją wychowywane przez samotne matki i babcie, powielają w kolejnych pokoleniach ten wzór.

Do albertynek trafiają dzieci najbardziej poranione. Siostry proponują im spędzenie w świetlicy czasu po zajęciach szkolnych. Mogą odrobić lekcje, uczyć się śpiewu i gry na instrumentach, przygotowują przedstawienia, uczestniczą w wycieczkach. W świetlicy dostają też posiłek.

Święty brat Albert zalecał, żeby "najpierw człowieka nakarmić, później dać mu dach nad głową, pracę, a dopiero potem mówić mu o Bogu". To udaje się robić dwóm, czasem trzem polskim albertynkom w Usolu z pomocą grupy woluntariuszy. Wyrywają dzieci z żebractwa, zachowań przestępczych, zachęcają do nauki w szkole, pracują nad rodzinami.

- Czasem trzeba uczyć ich najbardziej podstawowych czynności: mycia się, sprzątania, nawet spłukania wody w toalecie - mówi s. Agnieszka. Dzięki tej ciężkiej pracy udaje się wiele z tych dzieci ocalić. Kończą szkoły, znajdują pracę, zakładają normalne rodziny, nie odradza się patologia ich własnych domów. Najczęściej towarzyszy temu odnalezienie wiary, chrzest, rozpoczęcie życia sakramentalnego. Jedni zostają katolikami, inni wybierają jednak Cerkiew. Wszyscy są wdzięczni albertynkom.

Ich praca, niestety, nie znajduje zrozumienia u władz. Rzadko siostry mogą liczyć na pomoc z urzędów powołanych do rozwiązywania problemów społecznych miasta. Cieszą się, jeśli tylko urzędnicy nie przeszkadzają. Państwo w Rosji ma własne sprawy, zwykły człowiek ze swoją biedą i cierpieniem do nich nie należy. Ale też nie ma tu takiej tradycji. Na rosyjskiej prowincji ludzie zawsze raczej urzędników się bali i woleli trzymać się od rządzących z daleka, niż czegoś od nich oczekiwać.

Spotkaliśmy też w Usolu miejsce, gdzie polskość budzi wielkie uznanie, i to z poparciem oficjalnych czynników. To Gimnazjum nr 1. W Rosji obecnie termin "gimnazjum" oznacza jednolitą szkołę jedenastoletnią. To, które odwiedziliśmy, prowadzi najdłużej w Rosji nieprzerwaną naukę języka polskiego. Trwa to 17 lat i zainteresowanie Polską wzrasta.

Zapewne wielu uczniów ma jakieś odległe polskie korzenie, ale wybierają naukę naszego języka raczej z innych powodów. Poznają nie tylko mowę, ale i polską kulturę, jeżdżą w ramach wymiany młodzieży do Polski, 25 absolwentów wyjechało do Polski na studia.

Ogromna jest w tym wszystkim zasługa nauczycielki z powołania, pani Anety Ksel. Jest w Usolu od czterech lat. Kiedy zaczynała, polskiego uczyło się 50 dzieci w liczącej 900 uczniów szkole, teraz jest ich około 300. Boi się tylko, że polskie ministerstwo zakończy jej kontrakt.

Tak daleko od Ojczyzny spotykamy wielką grupę rosyjskich dzieci, które tańczą krakowiaka, śpiewają kolędy, prawidłowo wymawiają trudne słowa i widać, że ich to cieszy, bawi - trudno się nie wzruszyć. Razem z polskim konsulem z Irkucka przywozimy trochę prezentów. Wręcza je nie Dziadek Mróz tylko święty Mikołaj. Zyskujemy szczerych przyjaciół tysiące kilometrów od Warszawy.

Piotr Falkowski, Usole Syberyjskie

http://www.naszdziennik.pl/swiat/17842, ... ngary.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 13 gru 2012, 08:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Tu też jest Polska

Bardzo nie chcemy, żeby mówiono o Syberii "ziemia nieludzka", przecież my tu żyjemy, a też jesteśmy ludźmi - mówią Polacy z Irkucka.

Większość z nich to potomkowie zesłańców postyczniowych. Ale nie tylko. Wśród wielkich Polaków, którzy przebywali przez jakiś czas w Irkucku, największa grupa to uczeni, a także artyści.

Słuchając życiorysów członków Polskiej Autonomii Kulturalnej "Ogniwo", powtarza się schemat: prapradziadek albo praprapradziadek uczestniczył w Powstaniu Styczniowym. Ożenił się z córką któregoś ze swoich przyjaciół - towarzyszy broni, a potem niewoli.

Polski zesłaniec pracował zazwyczaj bardzo ciężko, ale wkrótce ktoś poznał się na jego zdolnościach i zostawał nauczycielem akademickim, prawnikiem, inżynierem, twórcą. Na Syberii brakowało wykształconych kadr i miejscowym władzom albo przedsiębiorcom nie przeszkadzał nawet status więźnia politycznego.

Niemało Polaków trudniło się zresztą w tym czasie na Syberii biznesem i to z powodzeniem - ci też najchętniej zatrudniali rodaków, jak choćby Alfons Koziełł-Poklewski, potentat przemysłowy, prawdopodobnie najbogatszy Polak w całych naszych dziejach. Posiadał kilkadziesiąt fabryk, tysiące sklepów, własną flotę rzeczną ze stoczniami, był też społecznikiem i dobroczyńcą.

Dyskretne ślady terroru
Warunki pracy przy budowie drogi za Bajkałem były tak ciężkie, że 700 zdesperowanych polskich zesłańców rozpoczęło powstanie, zwane zabajkalskim. Nie mieli żadnych szans, uczestnicy zostali pokonani, a uciekinierzy próbujący przedostać się do Chin wyłapani. Wydłużono im wyroki, a czterech spośród siedmiu przywódców powstania rozstrzelano w Irkucku. Car nie pozwolił nawet na doręczenie adresatom ich listów pożegnalnych.

Dyskretne ślady terroru pochodzą też z nowszych czasów. Za irkuckim lotniskiem międzynarodowym jest pierwsze na terenie byłego ZSRS oficjalne miejsce pamięci ofiar komunistycznych represji. To taki syberyjski Katyń. Na terenie ośrodka NKWD pogrzebano ciała kilkunastu tysięcy rozstrzelanych. Tylko w przypadku niecałego tysiąca znane są dokładne dane osobowe i okoliczności śmierci.

Memoriał utworzony w listopadzie 1989 r. jest trochę zaniedbany i bardzo trudno do niego dojechać. Wśród kilku upamiętnień indywidualnych jest jedno polskie. Na tablicy napisane jest, że Stanisław Major, syn Stanisława, z zawodu inżynier budowy okrętów, urodzony w Polsce 24 stycznia 1888 roku, został rozstrzelany 16 października 1938 roku.

Władysław (Władik) Ałchimow jest w ostatniej klasie przed maturą, uczy się czterech obcych języków, w tym polskiego, chce studiować językoznawstwo. Wie, że jest potomkiem powstańca styczniowego Platona Bobrowskiego. Zna imiona i profesje nie tylko swoich bezpośrednich przodków, ale także ich rodzeństwa. Opowiada o różnych zdarzeniach, ciekawostkach z życia rodziny w XIX i XX wieku.

- Sam postanowiłem uczyć się polskiego. Bardzo mnie interesuje polska kultura, myślę o tym, żeby kiedyś pojechać do Polski - mówi. Na szczęście posiada odpowiednie dokumenty, dzięki którym ma możliwość studiowania bezpłatnie w Polsce. To zasługa jego babci, która jako pierwsza po rozpadzie ZSRS zaczęła gromadzić informacje i dokumenty o historii rodziny.

Marzenia o studiach w Polsce
Dla wielu młodych ludzi z polskimi korzeniami jest to problem. Wymogi stawiane przez ministerstwo nauki są znacznie surowsze niż w przypadku Karty Polaka. Zdobycie metryk urodzenia na pięć czy sześć pokoleń wstecz bywa niemożliwe. W czasach komunistycznych polskość nikomu w niczym nie pomagała, jej dowody raczej ukrywano lub niszczono, niż przechowywano. Z tym kłopot ma na przykład Jana, studentka trzeciego roku informatyki, która myśli o studiach podyplomowych w Ojczyźnie przodków. Spotykam ją na lekcji polskiego w siedzibie "Ogniwa". Jest dopiero trzeci raz, ale już potrafi poprawnie przedstawić się i wyjaśnić, że ma polskie korzenie.

Akurat trwa przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia. Stowarzyszenie we współpracy z parafią katolicką chce zorganizować polskie święta.

Czytają razem książki o tradycjach świątecznych, ćwiczą kolędy. Niewielka siedziba organizacji posiada sporą bibliotekę polskich książek, jest odpowiednie wyposażenie do nauczania języka, kolekcja nagrań polskiej muzyki, płyt z filmami, albumów. Co roku organizowane są dla dzieci kolonie w Polsce.

Olga Pulajewska, studentka architektury, była już w Polsce trzy razy.

- Polką była moja babcia, która urodziła się na Łotwie. Studiowała astronomię i geodezję na Ukrainie. Tam poznała dziadka, razem pracowali, potem pobrali się i wyjechali do Irkucka. To babcia opowiadała nam o historii rodziny. Teraz o Polsce opowiada mi starsza kuzynka, która wyjechała na studia podyplomowe do Poznania i tam już została, założyła rodzinę, urządziła się. W Polsce wszystko mi się podoba - opowiada Olga.

"Ogniwo" mieści się w centrum miasta, w budynku, w którym władze zgromadziły obok siebie największe związki mniejszości narodowych, a zatem idąc na polskie spotkanie, mijam szyldy z emblematami Białorusinów, Ukraińców i Tatarów.

W Irkucku jest jeszcze kilka innych organizacji tego typu. "Ogniwo" liczy oficjalnie niecałe 200 rodzin. Ale w rzeczywistości Polaków jest na pewno więcej, osób z korzeniami polskimi na pewno tysiące, większość nawet nie wie o polskich przodkach.

Pierwszy związek Polaków o nazwie "Ogniwo" powstał w Irkucku w 1910 roku. Wtedy była to organizacja polsko-litewska. Po rewolucji stowarzyszenie przestało działać. Odrodziło się w czasie pieriestrojki, wcześniej, od lat 60. - działało sowieckie Towarzystwo Przyjaciół Polski "Wisła".

Obecnie na czele organizacji stoi pani Natalia Bartoszewicz. Jest z zawodu muzykiem.

- Mój ojciec zmarł, gdy miałam 10 lat. Nic nigdy nie mówił o swojej przeszłości. Dopiero po śmierci mamy - to już było po 1990 roku - przeglądałam z siostrą rodzinne dokumenty. Był w nich list napisany z Polski, datowany na 1933 rok. Był napisany po rosyjsku, gdyż ojciec był niewidomy, więc chodziło o to, żeby ktoś mógł mu przeczytać. Napisałyśmy z siostrą na adres nadawcy tego listu - w pobliżu Białegostoku.

Po miesiącu przyszła odpowiedź. Pisał 90-letni brat mojego ojca. Zaraz przyszło też zaproszenie i pojechałam. Wtedy nie znałam ani jednego słowa po polsku. Wiem teraz, że mój ojciec znalazł się w Rosji w czasie pierwszej wojny światowej i już tu pozostał, był ranny i nie mógł wrócić - tłumaczy pani Bartoszewicz. Języka nauczyła się sama, już w dorosłym życiu i posługuje się nim doskonale, ukończyła nawet kurs nauczania. Społecznie naucza języka polskiego.

Poprzednik pani Bartoszewicz to profesor fizyki. Najbardziej znany jest prof. Bolesław Szostakowicz, historyk badający dzieje Polaków w obwodzie irkuckim, autor kilku książek na ten temat. Polacy z Irkucka kontynuują tradycje zapoczątkowane w XIX wieku. Pierwszą polską szkołę założył w 1858 r. Agaton Giller (1831-1887), polski działacz niepodległościowy, wielokrotnie więziony, członek Rządu Narodowego podczas Powstania Styczniowego.

Epizod z Piłsudskim
Wspomnijmy jeszcze o malarzu Leopoldzie Niemirowskim (1810-1883). Od 1840 r. jako zesłaniec towarzyszył wyprawom naukowym, wykonuje rysunki, a później też obrazy przyrody i życia ludów Syberii. Jego prace ilustrują XIX-wieczne książki i albumy o Syberii, wystawiał je w Warszawie, Paryżu i Londynie.

Najsłynniejszy polski mieszkaniec Irkucka to niewątpliwie Józef Piłsudski. Dodajmy jednak, że badaniom Syberii poświęcił swoje życie także brat Marszałka - Bronisław. Przyszły naczelnik państwa zamieszany w nieudany spisek na życie cara Aleksandra III został w 1887 r. skazany na 5 lat zesłania we wschodniej Syberii. Podróż trwała prawie pół roku. Nie było jeszcze Magistrali Transsyberyjskiej.

Więźniów transportowano koleją i barkami do Tomska, a stamtąd trzeba było iść do Irkucka pieszo, tak zwanymi etapami. Pokonując średnio 20 km dziennie, dotarli do celu, wycieńczeni, po czterech miesiącach.

Przez cały czas doświadczali okrucieństwa i samowoli konwojentów. "Straszna monotonia, brak działalności i dawniejszego życia, brak szerszych zainteresowań obecnie, pomimo woli, rodzą w człowieku apatię umysłową i chorobliwą drażliwość" - wspominał później.

Sytuacja w irkuckim więzieniu nie była lepsza. Nad więźniami politycznymi znęcali się przy bierności władz kryminaliści. W grudniu 1887 r. doszło do buntu osadzonych, w którym wziął udział także Piłsudski. Został w trakcie pacyfikacji dotkliwie pobity, a na dodatek wydłużono mu wyrok. Po jakimś czasie odprawiono go do Kireńska nad Leną.

Piotr Falkowski, Irkuck

http://www.naszdziennik.pl/swiat/17955, ... olska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 14 gru 2012, 08:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Polska Ameryka w tajdze

Wierszyna - wieś prawie 100 km od Irkucka to ewenement na skalę światową. Ponad wiek przetrwała tu żywa polska społeczność zachowująca język, wiarę i tradycje. Spacerując pomiędzy zagrodami, ma się wrażenie, że to zwykła polska wieś gdzieś na Podbeskidziu.

Kilkadziesiąt rodzin przyjechało tu w 1910 r. z okolic Sosnowca. Zachęciły je obietnice urzędników rosyjskich realizujących reformy premiera Stołypina, mające ożywić gospodarczo imperium rosyjskie. Do Guberni Irkuckiej zdecydowało się przenieść 60 rodzin, w kolejnych dwóch latach ich śladami podążyło jeszcze kilka.

Car kusił bogactwami Syberii, wielkimi możliwościami, przestrzenią i wolnością. O ubóstwie i zacofaniu całego otoczenia nie było mowy. Nie do końca zdawano też sobie sprawę z surowości klimatu. Można powiedzieć, że kolonizacja Syberii przyniosła sukces.

Polska społeczność rozrosła się, nie zubożała. Ziemia, mimo mrozów, jest tu wyjątkowo urodzajna. W czasach, gdy emigrowano przede wszystkim do Ameryki, ich los rzucił w drugą stronę. - To była ich Ameryka. Tak mówili - wspominają starsi mieszkańcy polskiej Wierszyny. Być może niektórzy Polacy planowali przyjazd na jakiś czas, chcieli się tylko dorobić i wrócić. Opinie ich potomków są podzielone. Nawet jeśli tak było, to rewolucja bolszewicka pokrzyżowała te plany.

Jechali trzy tygodnie z całym dorobkiem, w tym z maszynami rolniczymi. Władze chciały najpierw rozproszyć Polaków po całym regionie, ale nie zgodzili się. Zaproponowano trzy lokalizacje. Jedna była blisko Irkucka, inna na terenie równinnym. Wybrali trzecią. Odległą wieś wśród wzgórz. Tak jest do dzisiaj. Do Wierszyny dochodzi droga gruntowa, i to tylko z jednej strony. Gdy spadnie deszcz, jest praktycznie odcięta od świata.

Wierszyna to spora wieś łącząca się z przysiółkami Naszata i Honzoj, leży w dolinie Idy. Mieszkańcy mówią, że to jeszcze nie tajga, bo w lesie prowadzi się gospodarkę drzewną. Ale tak czy inaczej za Wierszyną są już tylko drzewa, a w nich wilki, podobno też niedźwiedzie, choć nikt ich nie widział.

Ludzie chwalą sobie spokojne życie na Syberii. Najbardziej zdaje się dokuczać zimno. Zimą jest średnio -30 st. C, bywa i -50. Miejscowi Polacy zapewniają, że można się do takich warunków przyzwyczaić. Jako dowód podają fakt, że nikt z przesiedleńców na początku XX wieku nie umarł z powodu zimna, a kilku mężczyzn zachorowało i zmarło na choroby związane z pracą w kopalniach przed wyjazdem na Syberię.

Domy, zagrody, obejścia wyglądają zupełnie inaczej niż w sąsiednich wioskach rosyjskich i buriackich. Jest porządek, wszystko wyraźnie bardziej zadbane, czyste. Mieszkają tu od stu lat prawie tylko Polacy. Koloniści pobierali się między sobą albo kobiety z Wierszyny wychodziły za Polaków już osiadłych - zesłańców i ich potomków. Teraz jest tu 160 domów, łącznie około 600 mieszkańców. Charakteru miejscowości nie zmienia kilka gospodarstw rosyjskich i jedno buriackie. Pracują głównie na roli, a także przy wyrębie drewna czy w tartaku. - Tu wszyscy są dużą rodziną - mówi Galina Janaszek, przewodnicząca Domu Polskiego.

Śmierć kułakom

Wschodnia Syberia leży daleko od Moskwy i Petersburga. Dlatego nowe porządki po 1917 r. przychodziły powoli. Stanisława Janaszek, jedna z najstarszych mieszkanek wsi, zna z relacji starszych od siebie historię przymusowej kolektywizacji. Był rok 1930. Utworzono kołchoz, a zamożniejszych chłopów pozbawiono majątków, jako kułaków. Niektórzy przesiedzieli po kilka lat w więzieniu właśnie za kułactwo. Kilka lat później przyszły nowe represje.

- W 1937 r. wyznaczono z Wierszyny 30 osób do zabrania. Była od początku lista, ale zabierali nie od razu, ale po kilku. Wszystkich aresztowano i niedługo zostali rozstrzelani jako wrogowie ludu - mówi pani Stanisława.

Wtedy też zakazano na ponad 20 lat wszelkich kontaktów z Polską. Nie było mowy ani o odwiedzinach, ani nawet o korespondencji.

Dramat przeżyli gospodarze, którzy zostali "rozkułaczeni", nawet odsiedzieli już wyroki więzienia.

- Myśleli, że teraz już ich zostawią, skoro odsiedzieli swoje - wspomina pani Janaszek. Ma na uwadze także swoją krewną, Marię Janaszek. Po śmierci męża sama wychowywała siedmioro dzieci. Kobieta była zawsze bardzo gospodarna, prowadziła gospodarstwo, wybudowała dom. W 1932 r. poszła do więzienia za "kułactwo". W 1937 r. wykonano na niej wyrok śmierci.

Limit kur

Aż takie represje już się nie powtórzyły, ale sytuacja ekonomiczna pogarszała się w ciągu lat 40. i 50. Na dodatek władza tłumiła wszelką przedsiębiorczość, inicjatywę. Rodziny próbowały jakoś gospodarować niezależnie, żeby przeżyć. Za czasów Chruszczowa wyznaczono limit świń, krów, kur, jaki można było posiadać.

- Jak wychodziłam za mąż, mama dała krowę i poduszkę. To wszystko. Ale już z mężem mieliśmy dwie. Jedną zabrali do kołchozu - opowiada pani Franciszka.

Po upadku ZSRS ziemię oddano, chociaż nie obyło się bez perturbacji. Były dyrektor kołchozu o mało nie oszukał chłopów i nie przejął całego majątku. Ostatecznie Polacy wygrali, każdy swoje siedem hektarów przed sądem. Teraz część mieszkańców gospodaruje na własnym, inni dzierżawią ziemię dużemu miejscowemu przedsiębiorcy rolnemu, jednocześnie u niego pracując.

Niestety, nie zawsze uczciwie się z nimi rozlicza. W Wierszynie można jeszcze dorobić pracą w lesie. Nie są to świetlane perspektywy, ale w porównaniu z czasami sowieckimi nie jest wcale źle.

Odrodziło się też życie duchowe, chociaż o. Karol Lipiński, oblat Maryi Niepokalanej i proboszcz miejscowej parafii, narzeka, że przez 60 lat ludzie nieco odzwyczaili się od chodzenia do kościoła. Rzeczywiście ostatni ksiądz był w Wierszynie w 1929 r., potem jeszcze przez rok jeżdżono do Irkucka, a po roku i tam nie było już katolickiego kapłana. Życie religijne naturalnie osłabło, chociaż wciąż chrzczono dzieci, jak mówiono, "z wody".

W nowych czasach jako pierwszy w drewnianym kościółku zamienionym na klub kołchoźnika odprawił Mszę św. w lipcu 1990 roku ks. Tadeusz Pikus, obecny biskup pomocniczy w Warszawie. Dwa lata później przywrócono parafię. Księża zmieniali się bardzo często i żaden nie pozostał dłużej niż trzy miesiące. Z wyjątkiem obecnego duszpasterza.

Ojciec Lipiński, chociaż należy do zakonu misyjnego, przez całe życie kapłańskie posługiwał w Polsce, zawsze w dużych klasztorach oblackich, jak na Świętym Krzyżu i w Kodniu. Do Rosji trafił w wieku ponad 70 lat, zupełnie przypadkowo. Przyjął propozycję biskupa z Irkucka niemal bez zastanowienia.

- Najtrudniejsza jest samotność. Z powodu odległości nie mogę nawet pomóc innym księżom w ich obowiązkach. To jest specyfika duszpasterstwa na Syberii - tłumaczy.

Ojciec Karol jest człowiekiem nieszablonowym. W wolnym czasie odbywa długie wycieczki rowerowe, ostatnio po Ziemi Świętej. To urodzony optymista, zawsze pełen energii, niesłychanie otwarty i pogodny.

Wierszyna jest sławna, przyjeżdżają wycieczki turystów z Polski. Wioski nie omijają politycy. Był tu już kiedyś premier i marszałek Senatu. Ale ludzie zostają ze swoimi problemami. Największy to brak we wsi bieżącej wody i kanalizacji. To minimum, którego brak powoduje, że młodzi ludzie myślą coraz częściej o wyjeździe.

Kiedyś za pracą jechano do Irkucka. Teraz migrację do miast powstrzymuje brak mieszkania. Ale otworzyła się nowa perspektywa: wyjazd do Polski. Prawie wszyscy w Wierszynie mają Karty Polaka.

- Z tych, którzy zaczęli studia w Polsce, wróciła tylko jedna osoba - mówi przewodnicząca Domu Polskiego. Chodzi o panią Ludmiłę Wiżentas. Teraz uczy języka polskiego w szkole.

Naprawdę żal stąd odjeżdżać. Może jednak wart był swojej ceny ten eksperyment sprzed wieku? Choćby po to, żeby dać dowód i przykład, ile może sprawić silna wola, moc ducha, polskość w najlepszym wydaniu.

Piotr Falkowski Wierszyna

http://www.naszdziennik.pl/swiat/18071, ... ajdze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 18 gru 2012, 10:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Ktoś słyszał o moim dziadku?

To, co robi 300 osób świadomych i dumnych ze swoich polskich korzeni w górzystej republice za Bajkałem, zasługuje na najwyższe uznanie.

Aktywność i dorobek polskiej społeczności w Buriacji są naprawdę imponujące. Program stowarzyszenia Polska Autonomia Kulturalno–Narodowa „Nadzieja” może być przykładem nawet dla dużych ośrodków polonijnych w Europie Zachodniej i USA. Polskość tak daleko od Ojczyzny jest oczywiście inna, wkomponowana w całe doświadczenie miejscowe, ale okazuje się żywa, przyciągająca, atrakcyjna.

Organizacja posiada własny spory lokal, jeden z dwóch w Rosji samodzielny Dom Polski, ma w nim salę do nauki języka polskiego, salę komputerową, konferencyjną i bibliotekę liczącą 1,5 tys. książek.

Prowadzi nauczanie języka przodków w formie całorocznych kursów jako Polska Szkoła Społeczna Języka i Kultury, współpracując w tym zakresie z jednym z gimnazjów w Ułan–Ude, oraz jako szkoła letnia oferująca spotkanie z Polską dla wszystkich chętnych. Korzystają z niej Polacy z całej Syberii, a także Kazachstanu i innych państw. Program łączy intensywną naukę języka ze wspólnym spędzaniem czasu i zwiedzaniem okolic Bajkału.

„Nadzieję” założył w 1993 r. Wacław Sokołowski, obecnie honorowy prezes. Kieruje nią niesłychanie przedsiębiorcza pani Maria Iwanowa. – Być Polakiem w Rosji to z jednej strony wysiłek, a z drugiej duma – mówi o swojej i stowarzyszenia sytuacji.

Działalność Autonomii obejmuje wszystko to, co robią ośrodki polskie na świecie. Organizuje wymianę młodzieży, wystawy, spotkania z ciekawymi ludźmi zaproszonymi z Polski i świata. Coraz więcej polskich artystów do swojego programu włącza występ, wernisaż albo poprowadzenie warsztatów w Ułan–Ude.

Przedstawienia uznanych polskich teatrów tłumaczone symultanicznie przez członków stowarzyszenia są też atrakcyjną ofertą dla Buriatów i Rosjan. W ten sposób polska kultura staje się w tej zimnej, stepowej krainie synonimem kultury wysokiej, najlepszą reprezentantką dalekiej Europy. O wszystkim można się dowiedzieć z polskiego biuletynu „Pierwsze kroki”, który ukazuje się od 2000 roku.

Polscy kontrahenci z Buriacji
W Ułan–Ude organizowany jest co pewien czas Festiwal Kultury Polskiej, w którym biorą udział zespoły muzyczne i taneczne nie tylko z Buriacji. Wystarczy przygotować jeden utwór w języku polskim lub przetłumaczony, ale polskiego autora.

To ambitne wymaganie jak na Syberię, która poza własną mozaiką kulturowo–etniczną podlega także wpływom chińskim, japońskim, koreańskim, mongolskim i oczywiście zachodniej popkulturze. A jednak znajdują się chętni, uczą się polskiej mowy i myśli, prezentują ją po swojemu – z pewnością satysfakcję mają z tego i wykonawcy, i odbiorcy, i nasz kraj, który tylko zyskuje.

Nie tylko sympatyków, bo centrum światowego ekonomicznego ruchu przesuwa się coraz bardziej do Azji – i być może śpiewające po polsku syberyjskie dzieci zostaną kiedyś użytecznymi kontrahentami polskich przedsiębiorców. Warto inwestować w ten rejon choćby takimi sposobami, na jakie nas stać.

„Nadzieja” może się jednak pochwalić imponującym dorobkiem wykraczającym poza działalność kulturalno–oświatową. Pod kierunkiem prof. Iwana Osieckiego, wybitnego filozofa i socjologa z Uniwersytetu Buriackiego, prowadzona jest praca naukowa owocująca nowatorskimi publikacjami.

Seria „Polacy w Buriacji” prezentuje wyniki badań nad dziejami Polaków w republice, ich dorobkiem historycznym i współczesnym, drukuje też utwory literackie powstałe w polskim środowisku Buriacji. Ukazało się już 6 grubych tomów, a siódmy jest prawie gotowy. Opublikowane materiały źródłowe stają się podstawą prac magisterskich, a nawet doktorskich, historyków, socjologów i etnologów w Polsce i Rosji.

Poza Ułan–Ude w Buriacji jest kilka miejsc szczególnie „polskich”. Jednym z nich jest Kiachta, miasteczko przy granicy mongolskiej liczące 19 tysięcy mieszkańców. W filii „Nadziei” działa 15 osób. Są tak aktywni, że część wydarzeń organizowanych przez „centralę” w Ułan–Ude odbywa się w Kiachcie, m.in. konferencje, koncerty i wystawy.

Wielu mieszkańców szuka swoich korzeni, chce wiedzieć więcej o tej Polsce, z której pochodzi babcia czy dziadek. – Często ludzie mają polskie korzenie, ale o nich nie wiedzą. Najczęściej jest tak, że wskazuje na nie nazwisko zakończone na „-ski”. Tak więc te korzenie łatwiej jest zauważyć, gdy pochodzą ze strony ojca i dziadka niż matki – mówi Galina Mostowszczikowa, przewodnicząca lokalnej społeczności Polaków.

W Kiachcie zawsze byli Polacy. Staraniem „Nadziei” wmurowano tablicę ku czci drugiego burmistrza miejscowości Aleksandra Despota Bratoszyńskiego–Zenowicza. Zapamiętano go jako organizatora życia społecznego. Był twórcą pierwszej gazety na Zabajkalu, opiekował się sierocińcem, znany był ze zwalczania korupcji i pijaństwa wśród urzędników. Potem awansował na gubernatora w Tobolsku, a dalej na ważne stanowisko urzędnicze w Petersburgu. Inne znane nazwisko to Julian Talko–Hryncewicz, wybitny lekarz, antropolog i archeolog.

Pomnik na cmentarzu
Najważniejszą polską pamiątką w Biuriacji jest krzyż upamiętniający Powstanie Zabajkalskie z czerwca 1866 roku. Jedyna bitwa została stoczona nad rzeką Miszychą. Zginęło 15 Polaków, jeden oficer rosyjski i miejscowy chłop. Pochowano ich w jednym grobie z drewnianym krzyżem, który przetrwał mniej więcej do końca wieku. W 1966 r. komsomolcy próbowali upamiętnić zryw sprzed 100 lat jako przykład protestu klasowo–rewolucyjnego, ale i do tego nie doszło. Dopiero w 1993 r. nowo powstała organizacja polska w Buriacji ustawiła krzyż, chociaż Wacławowi Sokołowskiemu nie udało się odnaleźć grobu rodaków. Upamiętnienie jest więc symboliczne.

Inne ważne dla polskiej pamięci miejsce w Buriacji to Tunka w dolinie rzeki Irkut. Górska osada była w Rosji miejscem zesłań od czasów powstania dekabrystów (1825). Już wtedy trafiali do niej Polacy tacy jak Julian Lubliński. Przez pewien czas przebywał tu (od 1890) Józef Piłsudski. A także wiele innych osób, jak późniejszy sławny na Zachodzie antykwarysta Michał Wójnicz.

Widoki okolic wsi i dolin Irkutu utrwalił malarz Stanisław Wroński. Obaj to powstańcy styczniowi. Tunka najbardziej znana jest jako miejsce zesłania w okresie po Powstaniu Styczniowym łącznie 152 polskich księży katolickich. Spośród nich 15 umarło. Ich cmentarz nie zachował się. Polska Autonomia stara się o stworzenie upamiętnienia tego miejsca i obecności polskich kapłanów na Syberii. W miejscu dawnego cmentarza ma powstać pomnik.

W samym Ułan–Ude mieszkał Władysław Zalewski. Po zesłaniu zdecydował się na pozostanie w Buriacji. Dorobił się tu ogromnego majątku, został radnym. Zainicjował i w dużym stopniu sfinansował budowę kościoła katolickiego w mieście, poświęconego w 1907 roku. Nie przetrwał czasów ZSRS. Nowa świątynia służy wiernym od Bożego Narodzenia 2003 roku.

Polityka wynarodowienia
O tych wszystkich ludziach i miejscach opowiada mi dr Jewgienij Siemionow. Jest historykiem, adiunktem Wschodniosyberyjskiej Akademii Kultury i Sztuki. Samemu niewiele udało mu się dowiedzieć o historii swojej rodziny, ale z pasją pomaga innym. Już w dorosłym wieku nauczył się polskiego i włada nim doskonale. Badanie dziejów Polaków w Buriacji pozwala mu łączyć pracę zawodową z aktywnością społeczną.

Siemionow był już w Polsce wielokrotnie, teraz razem ze studentami przygotowuje projekt, który będzie obejmował współpracę i wymianę z jednym z polskich uniwersytetów. Zna doskonale problemy Polaków w Buriacji, ich ciekawość dziejów rodziny znad Wisły. Podkreśla, że Polacy są tu od bardzo dawna.

– Kiedy tu dotarli w XVII w. Rosjanie czy Kozacy Rosyjscy, to w ich oddziałach byli też Polacy, nazywani wówczas Litwinami. Oni też nie jechali dobrowolnie. Pochodzą z jeńców wojen polsko–rosyjskich tego okresu, tych o Smoleńsk – tłumaczy.

Niektórzy Polacy w Buriacji to potomkowie owych najdawniejszych przybyszów. Już w XVIII w. odnotowywano liczne polskie nazwiska, wśród nich znane historykom jako uczestników konfederacji barskiej.

– Polacy, którzy znaleźli się w Rosji w tym okresie, podlegali bardzo silnemu wynarodowieniu. Przez to dzieci nie znały języka rodziców, nie były katolikami, stawały się Rosjanami – dodaje dr Siemionow.

Kolejna fala to powstańcy. Kościuszkowcy, uczestnicy wojen napoleońskich czy zrywu listopadowego byli mniej liczni i najczęściej wracali do kraju. Dlatego najwięcej jest obecnie potomków zesłańców styczniowych z 1863 roku.

Mniej jest w Buriacji przedstawicieli późniejszych przesiedleń, natomiast są potomkowie dobrowolnych emigrantów, którzy przy granicy Mongolii szukali szansy na zarobek. Nie odnotowuje się natomiast w Buriacji Sybiraków z czasów najnowszych, czyli okresu drugiej wojny światowej. Ich transporty docierały najdalej do Irkucka i bardziej na północ lub do Kazachstanu, chociaż zdarzały się wyjątki. Są natomiast osiedla Litwinów poddawanych represjom w okresie stalinowskim.

„Nadzieja” szuka informacji o jakichkolwiek śladach Polaków, nawet mniej znanych i zasłużonych. Najczęściej są to robotnicy zatrudnieni przy budowie i eksploatacji Kolei Transsyberyjskiej. Wzdłuż magistrali pracowali, mieszkali, nierzadko umierali.

Wielu ludzi podejmuje skomplikowane poszukiwania informacji o swoich polskich przodkach. Czasem ich koleje losu nie wpisują się w schematy zrozumiałe dla historyków. Spotykam panią Anastazję Grabowską–Korobienkową.

Cieszy się ogromnie z właśnie odebranej Karty Polaka. Wytrwale próbuje odtworzyć historię swojego dziadka – Aleksandra Grabowskiego, syna Bronisława. Być może był akowcem.

Trafił do sowieckich łagrów, do Norylska. Tam się ożenił z więźniarką polityczną i urodził im się syn Walery (Walerian), ojciec pani Anastazji, następnie kolejne dzieci. W 1955 r. oboje wyjechali do Polski, do Trzebnicy. Ale po kilku latach ponownie znaleźli się w Rosji. Walery odbywał służbę wojskową w Ułan–Ude i tu pozostał. Teraz już nie żyje, a jego córka szuka odpowiedzi na pytanie o dziwne losy najbliższych. Może ktoś z Czytelników „Naszego Dziennika” pomoże?

Na tym kończę kronikę podróży po Syberii, ziemi poniżenia i dumy, śmierci i wielkich zwycięstw, upadków i możliwości. Serdecznie dziękuję Centrum Polsko–Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia za zaproszenie i zorganizowanie wyjazdu polskich dziennikarzy „Śladami Polaków na Syberii”.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/swiat/18462, ... iadku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 18 gru 2012, 10:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Ktoś słyszał o moim dziadku?

To, co robi 300 osób świadomych i dumnych ze swoich polskich korzeni w górzystej republice za Bajkałem, zasługuje na najwyższe uznanie.

Aktywność i dorobek polskiej społeczności w Buriacji są naprawdę imponujące. Program stowarzyszenia Polska Autonomia Kulturalno–Narodowa „Nadzieja” może być przykładem nawet dla dużych ośrodków polonijnych w Europie Zachodniej i USA. Polskość tak daleko od Ojczyzny jest oczywiście inna, wkomponowana w całe doświadczenie miejscowe, ale okazuje się żywa, przyciągająca, atrakcyjna.

Organizacja posiada własny spory lokal, jeden z dwóch w Rosji samodzielny Dom Polski, ma w nim salę do nauki języka polskiego, salę komputerową, konferencyjną i bibliotekę liczącą 1,5 tys. książek.

Prowadzi nauczanie języka przodków w formie całorocznych kursów jako Polska Szkoła Społeczna Języka i Kultury, współpracując w tym zakresie z jednym z gimnazjów w Ułan–Ude, oraz jako szkoła letnia oferująca spotkanie z Polską dla wszystkich chętnych. Korzystają z niej Polacy z całej Syberii, a także Kazachstanu i innych państw. Program łączy intensywną naukę języka ze wspólnym spędzaniem czasu i zwiedzaniem okolic Bajkału.

„Nadzieję” założył w 1993 r. Wacław Sokołowski, obecnie honorowy prezes. Kieruje nią niesłychanie przedsiębiorcza pani Maria Iwanowa. – Być Polakiem w Rosji to z jednej strony wysiłek, a z drugiej duma – mówi o swojej i stowarzyszenia sytuacji.

Działalność Autonomii obejmuje wszystko to, co robią ośrodki polskie na świecie. Organizuje wymianę młodzieży, wystawy, spotkania z ciekawymi ludźmi zaproszonymi z Polski i świata. Coraz więcej polskich artystów do swojego programu włącza występ, wernisaż albo poprowadzenie warsztatów w Ułan–Ude.

Przedstawienia uznanych polskich teatrów tłumaczone symultanicznie przez członków stowarzyszenia są też atrakcyjną ofertą dla Buriatów i Rosjan. W ten sposób polska kultura staje się w tej zimnej, stepowej krainie synonimem kultury wysokiej, najlepszą reprezentantką dalekiej Europy. O wszystkim można się dowiedzieć z polskiego biuletynu „Pierwsze kroki”, który ukazuje się od 2000 roku.

Polscy kontrahenci z Buriacji

W Ułan–Ude organizowany jest co pewien czas Festiwal Kultury Polskiej, w którym biorą udział zespoły muzyczne i taneczne nie tylko z Buriacji. Wystarczy przygotować jeden utwór w języku polskim lub przetłumaczony, ale polskiego autora.

To ambitne wymaganie jak na Syberię, która poza własną mozaiką kulturowo–etniczną podlega także wpływom chińskim, japońskim, koreańskim, mongolskim i oczywiście zachodniej popkulturze. A jednak znajdują się chętni, uczą się polskiej mowy i myśli, prezentują ją po swojemu – z pewnością satysfakcję mają z tego i wykonawcy, i odbiorcy, i nasz kraj, który tylko zyskuje.

Nie tylko sympatyków, bo centrum światowego ekonomicznego ruchu przesuwa się coraz bardziej do Azji – i być może śpiewające po polsku syberyjskie dzieci zostaną kiedyś użytecznymi kontrahentami polskich przedsiębiorców. Warto inwestować w ten rejon choćby takimi sposobami, na jakie nas stać.

„Nadzieja” może się jednak pochwalić imponującym dorobkiem wykraczającym poza działalność kulturalno–oświatową. Pod kierunkiem prof. Iwana Osieckiego, wybitnego filozofa i socjologa z Uniwersytetu Buriackiego, prowadzona jest praca naukowa owocująca nowatorskimi publikacjami.

Seria „Polacy w Buriacji” prezentuje wyniki badań nad dziejami Polaków w republice, ich dorobkiem historycznym i współczesnym, drukuje też utwory literackie powstałe w polskim środowisku Buriacji. Ukazało się już 6 grubych tomów, a siódmy jest prawie gotowy. Opublikowane materiały źródłowe stają się podstawą prac magisterskich, a nawet doktorskich, historyków, socjologów i etnologów w Polsce i Rosji.

Poza Ułan–Ude w Buriacji jest kilka miejsc szczególnie „polskich”. Jednym z nich jest Kiachta, miasteczko przy granicy mongolskiej liczące 19 tysięcy mieszkańców. W filii „Nadziei” działa 15 osób. Są tak aktywni, że część wydarzeń organizowanych przez „centralę” w Ułan–Ude odbywa się w Kiachcie, m.in. konferencje, koncerty i wystawy.

Wielu mieszkańców szuka swoich korzeni, chce wiedzieć więcej o tej Polsce, z której pochodzi babcia czy dziadek. – Często ludzie mają polskie korzenie, ale o nich nie wiedzą. Najczęściej jest tak, że wskazuje na nie nazwisko zakończone na „-ski”. Tak więc te korzenie łatwiej jest zauważyć, gdy pochodzą ze strony ojca i dziadka niż matki – mówi Galina Mostowszczikowa, przewodnicząca lokalnej społeczności Polaków.

W Kiachcie zawsze byli Polacy. Staraniem „Nadziei” wmurowano tablicę ku czci drugiego burmistrza miejscowości Aleksandra Despota Bratoszyńskiego–Zenowicza. Zapamiętano go jako organizatora życia społecznego. Był twórcą pierwszej gazety na Zabajkalu, opiekował się sierocińcem, znany był ze zwalczania korupcji i pijaństwa wśród urzędników. Potem awansował na gubernatora w Tobolsku, a dalej na ważne stanowisko urzędnicze w Petersburgu. Inne znane nazwisko to Julian Talko–Hryncewicz, wybitny lekarz, antropolog i archeolog.

Pomnik na cmentarzu

Najważniejszą polską pamiątką w Biuriacji jest krzyż upamiętniający Powstanie Zabajkalskie z czerwca 1866 roku. Jedyna bitwa została stoczona nad rzeką Miszychą. Zginęło 15 Polaków, jeden oficer rosyjski i miejscowy chłop. Pochowano ich w jednym grobie z drewnianym krzyżem, który przetrwał mniej więcej do końca wieku. W 1966 r. komsomolcy próbowali upamiętnić zryw sprzed 100 lat jako przykład protestu klasowo–rewolucyjnego, ale i do tego nie doszło. Dopiero w 1993 r. nowo powstała organizacja polska w Buriacji ustawiła krzyż, chociaż Wacławowi Sokołowskiemu nie udało się odnaleźć grobu rodaków. Upamiętnienie jest więc symboliczne.

Inne ważne dla polskiej pamięci miejsce w Buriacji to Tunka w dolinie rzeki Irkut. Górska osada była w Rosji miejscem zesłań od czasów powstania dekabrystów (1825). Już wtedy trafiali do niej Polacy tacy jak Julian Lubliński. Przez pewien czas przebywał tu (od 1890) Józef Piłsudski. A także wiele innych osób, jak późniejszy sławny na Zachodzie antykwarysta Michał Wójnicz.

Widoki okolic wsi i dolin Irkutu utrwalił malarz Stanisław Wroński. Obaj to powstańcy styczniowi. Tunka najbardziej znana jest jako miejsce zesłania w okresie po Powstaniu Styczniowym łącznie 152 polskich księży katolickich. Spośród nich 15 umarło. Ich cmentarz nie zachował się. Polska Autonomia stara się o stworzenie upamiętnienia tego miejsca i obecności polskich kapłanów na Syberii. W miejscu dawnego cmentarza ma powstać pomnik.

W samym Ułan–Ude mieszkał Władysław Zalewski. Po zesłaniu zdecydował się na pozostanie w Buriacji. Dorobił się tu ogromnego majątku, został radnym. Zainicjował i w dużym stopniu sfinansował budowę kościoła katolickiego w mieście, poświęconego w 1907 roku. Nie przetrwał czasów ZSRS. Nowa świątynia służy wiernym od Bożego Narodzenia 2003 roku.

Polityka wynarodowienia

O tych wszystkich ludziach i miejscach opowiada mi dr Jewgienij Siemionow. Jest historykiem, adiunktem Wschodniosyberyjskiej Akademii Kultury i Sztuki. Samemu niewiele udało mu się dowiedzieć o historii swojej rodziny, ale z pasją pomaga innym. Już w dorosłym wieku nauczył się polskiego i włada nim doskonale. Badanie dziejów Polaków w Buriacji pozwala mu łączyć pracę zawodową z aktywnością społeczną.

Siemionow był już w Polsce wielokrotnie, teraz razem ze studentami przygotowuje projekt, który będzie obejmował współpracę i wymianę z jednym z polskich uniwersytetów. Zna doskonale problemy Polaków w Buriacji, ich ciekawość dziejów rodziny znad Wisły. Podkreśla, że Polacy są tu od bardzo dawna.

– Kiedy tu dotarli w XVII w. Rosjanie czy Kozacy Rosyjscy, to w ich oddziałach byli też Polacy, nazywani wówczas Litwinami. Oni też nie jechali dobrowolnie. Pochodzą z jeńców wojen polsko–rosyjskich tego okresu, tych o Smoleńsk – tłumaczy.

Niektórzy Polacy w Buriacji to potomkowie owych najdawniejszych przybyszów. Już w XVIII w. odnotowywano liczne polskie nazwiska, wśród nich znane historykom jako uczestników konfederacji barskiej.

– Polacy, którzy znaleźli się w Rosji w tym okresie, podlegali bardzo silnemu wynarodowieniu. Przez to dzieci nie znały języka rodziców, nie były katolikami, stawały się Rosjanami – dodaje dr Siemionow.

Kolejna fala to powstańcy. Kościuszkowcy, uczestnicy wojen napoleońskich czy zrywu listopadowego byli mniej liczni i najczęściej wracali do kraju. Dlatego najwięcej jest obecnie potomków zesłańców styczniowych z 1863 roku.

Mniej jest w Buriacji przedstawicieli późniejszych przesiedleń, natomiast są potomkowie dobrowolnych emigrantów, którzy przy granicy Mongolii szukali szansy na zarobek. Nie odnotowuje się natomiast w Buriacji Sybiraków z czasów najnowszych, czyli okresu drugiej wojny światowej. Ich transporty docierały najdalej do Irkucka i bardziej na północ lub do Kazachstanu, chociaż zdarzały się wyjątki. Są natomiast osiedla Litwinów poddawanych represjom w okresie stalinowskim.

„Nadzieja” szuka informacji o jakichkolwiek śladach Polaków, nawet mniej znanych i zasłużonych. Najczęściej są to robotnicy zatrudnieni przy budowie i eksploatacji Kolei Transsyberyjskiej. Wzdłuż magistrali pracowali, mieszkali, nierzadko umierali.

Wielu ludzi podejmuje skomplikowane poszukiwania informacji o swoich polskich przodkach. Czasem ich koleje losu nie wpisują się w schematy zrozumiałe dla historyków. Spotykam panią Anastazję Grabowską–Korobienkową.

Cieszy się ogromnie z właśnie odebranej Karty Polaka. Wytrwale próbuje odtworzyć historię swojego dziadka – Aleksandra Grabowskiego, syna Bronisława. Być może był akowcem.

Trafił do sowieckich łagrów, do Norylska. Tam się ożenił z więźniarką polityczną i urodził im się syn Walery (Walerian), ojciec pani Anastazji, następnie kolejne dzieci. W 1955 r. oboje wyjechali do Polski, do Trzebnicy. Ale po kilku latach ponownie znaleźli się w Rosji. Walery odbywał służbę wojskową w Ułan–Ude i tu pozostał. Teraz już nie żyje, a jego córka szuka odpowiedzi na pytanie o dziwne losy najbliższych. Może ktoś z Czytelników „Naszego Dziennika” pomoże?

Na tym kończę kronikę podróży po Syberii, ziemi poniżenia i dumy, śmierci i wielkich zwycięstw, upadków i możliwości. Serdecznie dziękuję Centrum Polsko–Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia za zaproszenie i zorganizowanie wyjazdu polskich dziennikarzy „Śladami Polaków na Syberii”.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/swiat/18462, ... iadku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 22 sty 2013, 07:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Chcą słuchać o Ojczyźnie

Agnieszka Gracz

Radość wspólnego świętowania, słowa wdzięczności za obecność redemptorystów i posługę katolickich mediów z Torunia, ale i zaduma oraz troska, która wymaga stawiania pytań o przyszłość Polski – to charakterystyka corocznych spotkań opłatkowych Polonii. Na kontynencie amerykańskim zakończyły się właśnie spotkania opłatkowe Rodziny Radia Maryja.

Każdego roku po świętach Bożego Narodzenia radość wspólnego świętowania przedłuża się podczas oczekiwanych spotkań opłatkowych. Ojcowie z Radia Maryja spotykają się z Polakami nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami. Wiele z tych spotkań odbyło się w USA i Kanadzie. – Każdego roku zwiększa się liczba Polaków, którzy przybywają na te spotkania, i miejsc, w jakich się one odbywają. Zainteresowanie jest duże – podkreśla o. Zbigniew Pieńkos CSsR, dyrektor Centrali Radia Maryja w Chicago. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” wskazuje nie tylko na ogromną potrzebę tych spotkań, ich wymiar integracyjny i ewangelizacyjny, ale również na pomoc i współpracę duszpasterzy Polonii amerykańskiej czy kanadyjskiej w ich organizacji. – To możliwość wspólnej modlitwy podczas Mszy Świętej, złożenia sobie życzeń, przekazania pozdrowień dla naszych rodzin w Polsce, ale i czas bezpośrednich rozmów z ojcami z Radia, które nas umacniają, dając poczucie wspólnoty – opowiada pani Marzena Ząbek z Los Angeles. Zwraca uwagę, że uczestnicy tych spotkań mają wiele różnych pytań, starają się znaleźć na nie odpowiedzi. – Ojcowie przybliżają nam sprawy Polski. Obecność w Rodzinie Radia Maryja czyni lepszymi, bardziej życzliwymi, otwartymi na sprawy Ojczyzny – wyznaje. Radość i nadzieję płynące ze spotkań przesłania często niepokój o przyszłość Narodu. Wiele osób z troską i zażenowaniem patrzy na decyzje, która są podejmowane w Polsce, chociażby na sprawę obecności telewizji katolickiej na cyfrowym multipleksie. – Martwi nas nieprzyznanie miejsca Telewizji Trwam. Dlaczego nasz głos jest ignorowany? – pyta pani Marzena Ząbek.

Integracyjny i ewangelizacyjny wymiar spotkań opłatkowych i posługi Ojców Redemptorystów w mediach doceniają również kapłani posługujący wśród Polonii. – Wielu księży ceni katechezy i audycje w Radiu Maryja, szczególnie w Roku Wiary, gdzie przypominane jest nauczanie Ojca Świętego Benedykta XVI. Są one inspiracją do kazań, do pracy duszpasterskiej pośród Polonii – zaznacza o. Pieńkos.

Dyrektor Centrali Radia Maryja w Chicago podkreśla też duże zainteresowanie Polonii wydarzeniami w Polsce, jak również dziełami powstałymi przy Radiu Maryja. Ludzie najczęściej pytają o budowaną świątynię w Toruniu – wotum wdzięczności za dar bł. Jana Pawła II. – Wielu osobom leży na sercu kształcenie młodzieży, stąd też zainteresowanie Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej. W tych ludziach młodych, dobrze przygotowanych i wykształconych widzą przyszłość naszej Ojczyzny i przyszłość dla Kościoła w Polsce – mówi o. Pieńkos.

Spotkania opłatkowe Rodziny Radia Maryja wciąż trwają w Polsce. Wczoraj np. odbyło się spotkanie w Elblągu. W najbliższych dniach będą jeszcze m.in. w Warszawie, Dębicy, Tarnowie, Lublinie, Żywcu, Gnieźnie, Biłgoraju, Toruniu, Płocku i Tomaszowie Mazowieckim.

http://www.naszdziennik.pl/wp/21637,chc ... yznie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 29 kwi 2013, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Topnieją polskie szkoły

Władze w Warszawie nie robią nic, by zaradzić tragicznej sytuacji Polaków na Litwie – alarmują nauczyciele z Wileńszczyzny.

Dyskryminacja polskiej oświaty na Litwie, niewprowadzenie języka polskiego jako pomocniczego w urzędach, zakaz polskiej pisowni nazwisk – to tylko niektóre z przykładów łamania przez Litwę praw mieszkających tam Polaków. Problem ten był tematem drugiego dnia spotkania panelowego XVII Forum Polonijnego w Toruniu.

Forum w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej zorganizowano pod hasłem „Polonia wierna polskiej tradycji”. Wydarzeniu patronował „Nasz Dziennik”. Sobotnie obrady poprzedziła Eucharystia pod przewodnictwem ks. abp. Andrzeja Dzięgi. Metropolita szczecińsko-kamieński uwydatnił w homilii znaczenie tożsamości narodowej dla rzeczywistego rozumienia miłości chrześcijańskiej. – Każdy naród w planach Bożych ma swoje miejsce. Umiłuj swój naród, dopiero wtedy będziesz w stanie umiłować inny – zaznaczył ksiądz arcybiskup.

Pisownia nazwisk i ulic
Dyskryminacja Polaków na Litwie ma charakter wielopłaszczyznowy. Nasi rodacy są najliczniejszą, bo aż 7-procentową, mniejszością narodową. Jej zasadnicze problemy to przede wszystkim: zakaz pisowni polskich nazwisk w dokumentach urzędowych, zakaz stosowania polskich nazw ulic czy problem ze zwrotem ziemi.

– Na Wileńszczyźnie, gdzie w 90 proc. byłymi właścicielami są Polacy, ich dzieci lub wnukowie, zreprywatyzowano zaledwie kilkadziesiąt procent ziemi. Większość nadano Litwinom, którzy przenieśli się w okolice Wilna z innych części Litwy – mówił Michał Dworczyk, były doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. Polonii i Polaków za granicą.

Polacy z Wileńszczyzny ubiegający się o zwrot gruntów muszą dokonać wyboru: w ramach rekompensaty mogą przyjąć tzw. grunty zamienne (daleko poza okręgiem wileńskim) o dużo niższej wartości lub zgodzić się na przyjęcie rekompensaty pieniężnej stanowiącej zaledwie 1 proc. wartości utraconego mienia. Jednocześnie władze Litwy wprowadziły 30-proc. rekompensaty tzw. własności użytkowej należącej niegdyś do społeczności żydowskiej.

Inny problem to ordynacja wyborcza. Skonstruowano ją tak, by zmniejszyć siłę polskich głosów. – Granice okręgów wyborczych przecinają skupiska ludności polskiej tak, by w danym okręgu Polacy nie stanowili większości. Wszystko po to, by uniemożliwić Akcji Wyborczej Polaków na Litwie wybór swoich przedstawicieli do Sejmu. Ten manewr Litwini stosują przed każdymi wyborami – zaznaczył Dworczyk. Karty wyborcze drukowane są wyłącznie w języku litewskim. – Niestety, odnosimy wrażenie, że polityka władz litewskich faktycznie zmierza do depolonizacji Wileńszczyzny – podkreślili prelegenci Forum.

Najdobitniej wskazuje na to dyskryminacja polskiej oświaty. To rezultat uchwalonej przez Sejmas nowelizacji ustawy o oświacie, która dyskryminuje uczniów szkół z polskim językiem nauczania.

Największe protesty Polaków wywołuje przede wszystkim ujednolicenie egzaminu maturalnego z języka litewskiego dla szkół litewskich i szkół mniejszości narodowych. Uczniowie szkół polskich, dla których język litewski jest tylko językiem wyuczonym, muszą w ciągu dwóch lat opanować program, na który w szkołach litewskich przeznacza się… dziesięć lat. W polskich szkołach obowiązkowe jest nauczanie w języku litewskim takich przedmiotów jak historia, geografia i wiedza o społeczeństwie. Jednocześnie w ramach tzw. optymalizacji sieci szkół w małych miejscowościach są zamykane polskie, a pozostawiane szkoły litewskie.

Szacuje się, że w efekcie tych działań liczba szkół polskich zmniejszy się w najbliższym czasie o połowę. Permanentne wyjaławianie Wileńszczyzny z polskiej inteligencji rozpoczęło się w okresie totalitarnych reżimów: komunistycznego, a później nazistowskiego; w wyniku licznych wywózek, likwidacji polskiego szkolnictwa, forsowania nauczania opartego na ideologii Marksa czy Hitlera.

Genezę problemów polskiego szkolnictwa w kraju Giedymina przybliżył Antoni Janowski z Wileńszczyzny, wieloletni pracownik oświaty w powiecie solecznikowskim.

– Tuż po wojnie polskie szkolnictwo zaczęło się odradzać na Litwie, ale także na Białorusi, na Ukrainie i na Łotwie. Ale już w 1947 r. wszystkie szkoły polskie zaczęto zamykać – zaznaczył Jankowski, podkreślając, że odradzanie się polskiej oświaty w latach 50. było wpisane w politykę Stalina, który szukał przeciwwagi dla litewskich aspiracji narodowych.

Nowo otwarte szkoły polskie bazowały jednak na podręcznikach sowieckich, a poziom nauczania był bardzo niski. Brakowało kadry nauczycielskiej. Zorganizowano więc specjalne kursy nauczycielskie – kadrę stanowili ludzie bardzo młodzi, zaczęły wychodzić polskie gazety. Funkcjonowały polskojęzyczne media i wydawnictwa.

– Naturalnie wszystko to było w duchu sowieckim. Ale polscy nauczyciele potrafili wychować dobre pokolenie. Polska szkoła jest konkurencyjna i to stwarza zagrożenie na Litwie – tłumaczył Jankowski, podkreślając, że obecne władze w Warszawie nie robią nic, żeby tę sytuację zmienić, choć mają formalne podstawy do upominania się o respektowanie praw naszych rodaków. To m.in. traktat między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy z 1994 r., w którym Wilno zobowiązało się do przestrzegania praw polskiej mniejszości, w tym zachowania dwujęzycznych nazw topograficznych.

– Polacy wciąż wierzą, że sprawy te będą załatwione. Ale nie są. Żaden problem na dzień dzisiejszy nie został rozwiązany. Za używanie napisów, prowadzenie dokumentacji w języku polskim płacimy mandaty. To jest fakt. Obecnie na Litwie nie ma żadnych regulacji prawnych respektujących prawa mniejszości narodowych. Cały świat o tym wie. I nic – mówił Jankowski.

Chaos finansowania
W ubiegłym roku środki na wspieranie Polaków poza granicami kraju przesunięto z Senatu do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Dotąd organizacje polonijne były finansowane przez Senat i organizacje pozarządowe. To gwarantowało pewną bezstronność ich podziału. Z 75 mln zł, które do tej pory Senat przekazywał do dyspozycji środowisk polonijnych, 50 mln zł przeniesiono do MSZ, 25 mln zł oddano do dyspozycji konsulatom. To – alarmują prelegenci – wprowadza tzw. układ kliencki; środki otrzymują często fundacje, które dotąd z Polonią nie miały nic wspólnego.

Co więcej, są to często podmioty zarejestrowane krótko przed ogłoszeniem konkursu przez MSZ lub w zarządzie których zasiadają osoby powiązane z resortem. Dotacji nie otrzymały natomiast podmioty, które od lat wspierają Polaków na Wschodzie, np. Fundacja na rzecz Pomocy Dzieciom z Grodzieńszczyzny, Stowarzyszenie Odra – Niemen wspierające polskich kombatantów z Kresów czy Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie, która nie dostała żadnej dotacji dla 120 sobotnich szkół języka polskiego na Ukrainie.

– Nie ma pieniędzy na finansowanie wyjazdu polskich dzieci do Macierzy. Jesteśmy w punkcie zwrotnym. Rząd ostro wziął się za Polonię – wskazał Stanisław Pieszko, były wiceprezes Związku Polaków na Litwie.

Obrady toruńskiego Forum zwieńczyło odsłonięcie popiersia ks. prałata Józefa Obrembskiego, duszpasterza Polonii na Litwie, który wspierał swoich rodaków żyjących z dala od Ojczyzny.

Anna Ambroziak, Toruń

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zkoly.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska poza Polską
PostNapisane: 19 wrz 2013, 07:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31517
Litewski bastion polskości

Polacy na Litwie aktywnie poszukują partnerów do inwestycji i handlu. Chcą też wykorzystać historyczne i turystyczne walory miejsc, które zamieszkują.

Soleczniki to jedno z większych skupisk Polaków na Litwie, typowo polskie kresowe tereny pogranicza Grodzieńszczyzny i znajdującej się tuż niedaleko Lidy oraz ziemi wileńskiej. Gdy recytujemy „Litwo! Ojczyzno moja!” – to słowa te pasują do tego obszaru idealnie.

Dzisiaj to początek Europy, a raczej Unii Europejskiej, ponieważ są jednym z najdalej wysuniętych na wschód terenów Litwy.

– Może Portugalczycy się obrażą, ale dzisiaj to tutaj zaczyna się Unia Europejska – śmieje się Zdzisław Palewicz, mer rejonu solecznickiego.

W ciągu ostatnich lat władze samorządowe nawiązały dziesiątki kontaktów z Polską, utrzymując przyjacielskie i robocze relacje z wieloma samorządami i instytucjami. Gmina jednak wciąż poszukuje inwestorów z Polski i zachodu Europy.

Regionu tego nie ominęły bowiem problemy bezrobocia, katastrofa demograficzna czy masowa emigracja, a trwająca kilkadziesiąt lat sowietyzacja przyniosła prześladowania i kolektywizację. W ciągu 22 lat niepodległości nie wszystko udało się naprawić.

Nadrobić stracony czas

– Jeśli zechcecie wykonać choćby jeden wspólny projekt w ciągu roku, zaprosicie choć jedno dziecko z Solecznik na wakacje, będzie to bardzo dużo dla nas – apeluje mer.

Soleczniki to miejsce wyjątkowe nie tylko ze względu na wspaniałą polską historię, ale także fakt, że dziś funkcjonuje tam bardzo dobrze zorganizowana wspólnota – ponad 30 tys. Polaków, tj. około 80 proc. ogółu ludności. Tylko niewielką część stanowią tutaj Białorusini czy Litwini. Od lat w Solecznikach to Polacy z Akcji Wyborczej Polaków na Litwie wygrywają wybory samorządowe, a także kierują swoich reprezentantów do litewskiego sejmu. Chcieliby również, by w Solecznikach ustanowiony został konsul honorowy Rzeczypospolitej Polskiej.

– Jest na tę propozycję zgoda polskiego MSZ. Teraz muszą wyrazić również zgodę władze Republiki Litewskiej. Trwają poszukiwania odpowiedniej osoby, która podołałaby temu zadaniu. Jedno jest pewne, jeśli konsulat honorowy powstanie, nad miastem będzie powiewała narodowa flaga – podkreśla poseł Artur Górski (PiS) z sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą.

Powszechnym problemem jest nie tylko zmieniona dwa lata temu ustawa oświatowa mająca na celu likwidację polskiego nauczania, ale również zakaz, pod groźbą kar administracyjnych i sądowych, używania polskich nazwisk czy nazw topograficznych.

Cieniem na relacje polsko-litewskie kładzie się też brak reprywatyzacji. Jednak nawet wobec tych trudności polscy działacze potrafią się odnaleźć i na każdym kroku podkreślają, że to właśnie te tereny, na których zamieszkuje kilka narodowości, są przykładem pokojowego współistnienia. Ludzie znają co najmniej trzy języki, a młodzież uczy się również angielskiego.

– Jesteście piękną młodzieżą. Chcę, byście pamiętali, że jesteście potomkami wielkiego Narodu i dbali o swoją tożsamość – powiedział podczas spotkania z uczniami Gimnazjum im. Anny Krepsztul w Butrymańcach poseł Górski. Szkoła powstała dzięki wsparciu „Wspólnoty Polskiej”.

– Dzisiaj jedyne, czego sobie życzę, to więcej uczniów, bo jest ich za mało. Przepisy, które obowiązują, wyznaczają nam limity. W każdej klasie musi być minimum 15 dzieci – podkreśla dyrektor szkoły Teresa Sawiel.

Ziemia na pierwszym miejscu

Od kilku lat w Solecznikach odżywa rolnictwo.

– Nasi rolnicy uprawiają i dbają o ziemię, która nie jest tak urodzajna, ale dzięki ich pracowitości znów daje plony – mówił podczas dożynek Zdzisław Palewicz.

Potwierdziło to święto plonów, podczas którego Soleczniki, Jaszuny, Turgiele, Butrymańce, Ejszyszki czy Koleśniki prezentowały swoje sukcesy. Wtym roku nagrodę dla najlepszego gospodarstwa otrzymała rodzina Alicji i Antoniego Bandalewiczów i ich 283-hektarowe gospodarstwo.

Drugie miejsce przypadło Władysławie i Piotrowi Radziukiewiczom ze wsi Sangieliszki, trzecie – Irenie i Stanisławowi Šimkonis ze wsi Aukštakalnis.

Za najpiękniejszą zagrodę miejską nagrodę odebrali Ilona i Robert Kowgier z Jaszun, a za najpiękniejsze gospodarstwo wiejskie – Anna i Marian Paszkiewiczowie z Podborza. Docenione zostało natomiast stoisko gminy Jaszuny.

Władze Solecznik chcą, by doroczne dożynki stały się jedną z wizytówek tego regionu i miasta, przyciągając również gości z Polski. – Tutaj ładujemy akumulatory i oddychamy polskością –tak mówi każdy, kto choć na chwilę zawita na wileńskie Kresy.

Maciej Walaszczyk, Soleczniki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kresy ... kosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 21 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /