Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 13 gru 2012, 19:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Zamiast seksualnie uświadamiać, bijmy dzieci…

…a zostaną wielkimi ludźmi. Ale to nie moja opinia, uwaga, zastrzegam, żeby mnie kto nie pociągnął do odpowiedzialności karnej!

Muzykoterapia monarchy

Ja tylko relata refero, czyli przytaczam oficjalną odpowiedź na pytanie skierowane do pewnego sarmackiego króla. Brzmiało ono:

„Jakiej muzyki słuchać raczy Wasz Majestat z największym upodobaniem?”
Odpowiedź (cytowana za „Nowymi Atenami” Benedykta Chmielowskiego): „Nie mogę wdzięcznieyszey słyszeć muzyki, jako gdy słyszę płaczącego syna, wybitego rózgą od professora.”

Owym monarchą był król Kazimierz Jagiellończyk, a „professorem” sam Jan Długosz. Który nie tylko, że lał królewiczowskie pośladki, ale jeszcze był księdzem. Cóż za skandal…

Efekty wychowania szokowego

Długoszowa rózga okazała się wszakże czarodziejską różdżką, bo owo sado-molestowanie przez księdza wydało świetne owoce. Podsumował tę rzecz Stanisław Orzechowski, ten sam, który położył podwaliny pod sarmacki samozachwyt ustrojowy. Wedle niego, dzięki rózdze królewicze nie gnuśnieli, lecz ich (tu i dalej cytuję przekład Jerzego Starnawskiego) „pragnienie wielkości rozpalało”. Efekty dalsze – to losy królewiczów, którzy legitymując się takim a nie innym wychowaniem, stali się interesującymi kandydatami do europejskich tronów i ołtarzy: „w ich szeregu przedziwnym i boskim zrządzeniem najstarszy był Władysław, który jeszcze za życia ojca panował na Węgrzech; Jan Olbracht panował po ojcu w Polsce […]; Aleksandra zaprosili Litwini”. Dalej „pozostało jeszcze dwóch, którym przypadły, jak wiecie, lepsze od ziemskich królestwa: Kazimierz i Fryderyk. Jeden z nich zaliczony został w poczet świętych” i spoczął ciałem we wileńskiej katedrze, Fryderyk natomiast został biskupem krakowskim i arcybiskupem gnieźnieńskim, czyli prymasem, a także kardynałem – panował więc polskiemu Kościołowi. Zygmunt jako Zygmunt Stary został królem Polski.

Tyle, jeśli chodzi o skutki bicia dzieci przez nauczycieli. Jak widać – ekstremalnie pozytywne. Lecz powstrzymam się od dalszych komentarzy, bo jeszcze mnie posądzą. Przechodzę do problemu uświadamiania seksualnego na zasadach europejskich.

Lekcje przysposobienia seksualnego…

W przypadku tychże synów monarszych daleko idącego uświadomienia podjął się reprezentant europeistów, Kallimach. Jego to właśnie Jan Olbracht „zażywał” (wedle „Nowych Aten”) „ad consilia” [do rady] obrażając przez to narodową dumę pozostałych Polaków, u których rad nie zasięgał. Zaś owe rady Kallimachowe miały za cel między innymi uświadomienie seksualne w szerokim tego słowa znaczeniu.

…i ich skutki

Niestety, kiedy Jan Olbracht wespół z Kallimachem raz „maszkarami [to jest przebieraństwem] w melancholii chce się rozerwać w zapusty”, sam zaś król dla niepoznaki „odniósł na twarzy larwę”, czyli założył karnawałową maskę, pośród jednej awantury, incognito występując, został „od kogoś raniony”. A do ran ciętych vel kłutych doszły pono jeszcze – odniesione podczas powyższych uświadamiających eskapad – rany weneryczne. Skutki długo czekać na siebie nie dały: król zszedł, sprowadzając na Rzeczpospolitą kryzys polityczny.

Wybór należy do ciebie’

A teraz, Czytelniku wybieraj. Bicie dzieci daje koronę, zaś uświadomienie seksualne pozbawia i korony, i życia. Jednak to nie ja mówię, nie, w żadnym wypadku, ja tylko relata refero.

Jacek Kowalski

http://www.pch24.pl/zamiast-seksualnie- ... 516,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 12 lut 2013, 10:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
M. Boni chce likwidacji bibliotek szkolnych!

W gabinetach Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji kształtuje się projekt ustawy mającej na celu masową likwidację szkolnych bibliotek. Ich zadania mają przejąć biblioteki publiczne [1].

To kolejne podejście rządu i samorządów do takowego rozwiązania. Poprzednie odbyło się trzy lata temu, ale wówczas projekt dotyczący likwidacji bibliotek w szkołach wiejskich nie został prawnie zaaprobowany przez Biuro Analiz Sejmowych.

Przeciw likwidacji bibliotek szkolnych opowiada się ZNP, który twierdzi, że "zmiany proponowane przez MAC mogą skutkować utrudnieniem dostępu uczniów do książek. Gmina będzie bowiem mogła porozumieć się z okolicznymi gminami w sprawie prowadzenia biblioteki publicznej. Wówczas uczeń po szkolną lekturę będzie musiał jechać do sąsiedniej gminy (...) ZNP przypomniał, że w Polsce działa obecnie 33 160 szkolnych bibliotek. Na razie samorządom udało się przekształcić – łamiąc przy tym obowiązujące obecnie prawo – ok. 240 z tych placówek w biblioteki publiczne. Zmiana ta wiąże się z obniżeniem zarobków dotychczasowych nauczycieli bibliotekarzy. Realną groźbą są również zwolnienia [2].

Wedle powszechnej opinii ustawa ta ma dać oszczędności finansowe dla samorządów, ale tak naprawdę ma na celu dalsze obniżanie jakości nauczania w polskich szkołach. Jak słusznie bowiem zauważa ZNP, "postulat likwidacji bibliotek szkolnych wpisuje się w niekorzystny trend zmian w polskiej szkole. Przypominamy, że w polskich szkołach już prawie nie ma stołówek, świetlice pracują na zasadzie improwizacji (godziny karciane), samorządy nie pozwalają na zatrudnianie specjalistów (psychologów, pedagogów szkolnych, logopedów, terapeutów)" [2].

Niestety... Od 23 lat systematycznie w Polsce obniża się poziom wykształcenia. Największe szkody poczyniła w tym kierunku była minister K. Hall a twórczo rozwija jej "dokonania" K. Szumilas. Obniżono m.in. ilość godzin nauczania większości przedmiotów a szczególnie języka polskiego i historii a teraz próbuje się ograniczyć dostęp młodzieży szkolnej do książek.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że powoli polska edukacja staje się "kombinatem" kształcącym jedynie "niskonakładową siłę roboczą" i chyba taki cel przyświeca od dawna antypolskim władzom oświatowym...

http://krzystofjaw.salon24.pl/485529,m- ... -szkolnych


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 12 lut 2013, 11:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
M. Boni chce likwidacji bibliotek szkolnych!

Następny krok to zakaz posiadania książek we własnym domu - lotne brygady będą najeżdżać ludzkie sadyby i kontrolować, aresztując książkowych terrorystów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 02 mar 2013, 08:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Drugie dno bajek

Aneta Jezierska-Chudzik

Dzieci coraz częściej zachowują się jak dorośli, ponieważ świat, który im stworzyliśmy, w żadnej mierze nie jest światem dziecka. Wielki przemysł zabawkarski i bajkowy nie kieruje się już żadnymi zasadami, a przede wszystkim dobrem najmłodszych. Jesteśmy świadkami zmasowanego ataku na niewinność wpisaną w duszę każdego młodego człowieka.

Inwazja brzydoty

Pokolenie dzisiejszych rodziców w dzieciństwie zaczytywało się w przygodach Ani z Zielonego Wzgórza czy Pana Samochodzika. Ich dzieci najczęściej już nie wiedzą, kim są bohaterowie tych książek. Miejsce tych osób zajęły postaci z innego świata: czarownice, wampiry, robale.

Wystarczy wejść do pobliskiej księgarni, by wśród propozycji dla dzieci znaleźć np. takie tytuły: „Radek Szkaradek. Robale!”, „Siostry wampirki – Przyjaciółki na krew i życie”, „O Anielce, w którą wstąpił diabeł” (reklamowana jako „życiowa i dowcipna”) czy „O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę”. Łóżko w kształcie paszczy smoka szczerzącego zęby jako miejsce, w którym nasze dziecko będzie się czuło bezpiecznie, budzi poważne wątpliwości. Wampiryczne lalki Monster High dla dziewczynek. Figurki, tzw. Śmierdziele, zaopatrzone w guzik, po naciśnięciu którego wydobywa się z zabawki zapach adekwatny do jej imienia.

Brzydota i mówienie wprost o sprawach niegdyś wstydliwych są dziś czymś naturalnym. Dzieciom obrzydza się wszystko, co do tej pory miało wartość. Przede wszystkim po to, by wzbudzić lęk. – Miałam kiedyś pacjentkę, która po lekturze fragmentu podręcznika dla klas I-III szkoły podstawowej, opisującego według mitu dalekowschodniego stworzenie człowieka z robactwa, zareagowała lękiem do tego stopnia, że przestała mówić – wspomina Ewa Piesiewicz, lekarz psychiatra. I dodaje, że pokazywanie dzieciom świata w ten sposób służy budowaniu w nich lęku. A na bazie lęku można nimi sterować i kierować je na takie tory myślenia i działania, w których nie będą wolne.

Wielki biznes

U źródeł powstania zabawek leżała zasada, by przez zabawę uczyć. Zabawki miały kształtować postawy typowo męskie lub typowo kobiece. To dlatego atrybutami chłopięctwa były miecze lub tarcze, dzięki którym mali chłopcy uczyli się, że mężczyzna ma być silny, odważny, ochraniać innych, że to przy nim wszyscy mają czuć się bezpiecznie. Tymczasem dziewczynki jako przyszłe matki, żony i gospodynie domowe stroiły swoje lalki, by następnie wyjść z nimi na spacer bądź zaprosić gości na herbatkę.

Dziś miejsce pięknych lalek zajęły kucyki Pony mówiące śpiewnym głosem „mamo”, zaś miecze – bakugany. – Współczesne zabawki i gadżety coraz częściej nie odgrywają żadnej pozytywnej roli w wychowaniu i kształceniu, a wręcz uniemożliwiają rozwój osobowy dzieci i młodzieży. Można powiedzieć, że służą one w dużej mierze wychowaniu do konsumpcyjnego podejścia do życia, do tego, co łatwe, przyjemne, doraźne oraz niewymagające żadnego trudu i wyrzeczenia. Mają pokazywać świat jako miejsce nieustannej zabawy, bez żadnych trosk i kłopotów – tłumaczy Małgorzata Więczkowska, pedagog, specjalista z zakresu edukacji medialnej. Można zatem mieć poważne podejrzenia, że kształtują hedonistów, dla których celem egzystencji jest miło spędzić czas. Jeżeli zawsze ma być miło i przyjemnie, to myślący w ten sposób człowiek nie będzie wybierał zadań wymagających od niego trudu. Przy najmniejszym zaś trudzie będzie się zniechęcał.

Przemysł zabawkarski to przede wszystkim biznes. Zabawek nie produkuje się dziś, by bawiły czy uczyły, ale po to, by ktoś je kupił. Stąd mechanizm zbieractwa, tak dziś rozpowszechniony wśród dzieci. Dziecko dostaje zabawkę, o której jest już zrobiony film, wraz z filmem ukazuje się kolorowe pismo, a nawet książka. Potem motyw dziecięcego idola pojawia się na piórniku czy zeszycie, bluzie sportowej czy na pościeli. – Kolekcjonowanie i gromadzenie różnych przedmiotów i gadżetów jest naturalnym mechanizmem wieku dziecięcego, który jest wykorzystywany przez wielu producentów i dystrybutorów artykułów dla dzieci. Nadmierne gromadzenie zupełnie bezużytecznych gadżetów w opinii wielu psychologów określa się jako zaśmiecanie umysłów dziecięcych niepotrzebną wiedzą, która w życiu do niczego nie zostanie wykorzystana. Taka wiedza nie rozwija pasji naukowych, lecz pasywne, bierne i niestety konsumpcyjne podejście do życia. Większość dostępnych na rynku gadżetów ma kształtować konsumpcyjny styl życia – wyjaśnia Małgorzata Więczkowska. I nawet książka jako niepodważalne dobro kultury może okazać się elementem destrukcyjnym w turbinie biznesu kręconego kosztem najmłodszych. Jeśli bowiem pojawi się jako produkt finalny, nie spełni swojej funkcji, jaką jest kształtowanie wyobraźni u dziecka. Zbieractwo powoduje również, że młody konsumpcjonista nie potrafi się już cieszyć tym, co ma, a im więcej ma, tym szybciej się nudzi i tym silniejszych bodźców potrzebuje. To z kolei może prowadzić nawet do powstania różnych uzależnień, np. nadmiernego korzystania z telewizji czy internetu.

Niebezpieczne triki

Rozpowszechniony w dominującej popkulturze motyw miłego kotka bez ust budzi ogromne emocje wśród osób, które podjęły trud zainteresowania się tematyką zagrożeń wobec dzieci. Duża obecnie firma zaczynała od produkowania pojemników śniadaniowych, piórników i plecaków z symbolem kotka. Ale obecnie logo to znajduje się na przyborach szkolnych, ubrankach dla dzieci, kosmetykach, jak również na przedmiotach, które z dziećmi i zabawkami nie mają nic wspólnego. Samochody, bieliznę dla młodych dziewcząt i gadżety związane z pornografią też „zdobi” motyw miłego kotka.

– To nic innego, jak oswajanie dzieci z tematyką zarezerwowaną dla dorosłych poprzez zabawki i obrazy – tłumaczy Małgorzata Więczkowska. – To ogromny przemysł w rękach manipulatorów z piekła rodem, który nie uwzględnia wrażliwości dziecka i przekracza kolejne granice – tłumaczy ks. prof. Aleksander Posacki, znawca demonologii.

Z rozbudzaniem seksualizacji dzieci mamy do czynienia także w bajkach czy filmach animowanych, na pozór przeznaczonych dla dzieci. Bohaterki w filmach dla dzieci nie wyglądają dziś jak ich rówieśnice. To często top modelki, skąpo ubrane i mające wygląd dorosłych kobiet. To nic innego, jak odzieranie dziewczynek z ich kobiecości, z godności, kształcenie w nich świadomości instrumentalizacji ciała. Patrząc na swoje bohaterki, dziewczynki pragną wyglądać jak one. Im częściej obcują z nimi, tym większa ich akceptacja dla wizerunku kobiety zredukowanej do cielesności i bycia obiektem pożądania. – Jeszcze do niedawna dzieci do 12. roku życia były w tzw. latencji, czyli uśpieniu, jeżeli chodzi o sferę seksualną. A dzisiaj właściwie od przedszkola jest ona w nich permanentnie rozbudzana poprzez obrazy, przedmioty i zabawki, które ukazują wadliwe wzorce zachowań seksualnych – wyjaśnia Więczkowska.

Medioznawcom doskonale znane jest zagadnienie percepcji podprogowej. Polega ono na tym, że np. w filmach czy piosenkach umieszczane są bodźce wzrokowe lub słuchowe, które trwają zbyt krótko, by mogły być świadomie zarejestrowane przez człowieka. Efektem tego jest zapisywanie w naszej podświadomości treści, z których nie zdajemy sobie sprawy, a zatem jesteśmy wobec nich całkowicie bezbronni. Tego typu triki stosuje się również w bajkach i filmach dla dzieci. Także niektóre komiksy mają kontekst erotyczny albo dotyczą problemów ludzi dorosłych.

Specjaliści ostrzegają, że wpływ trików marketingowych nie jest widoczny od razu. Dopiero długotrwałe, skumulowane oddziaływanie na mózg dziecka przynosić będzie zgniłe owoce w postaci jego niezrozumiałych dla dorosłych zachowań, a nawet zaburzonego światopoglądu.

Ofiary Harry’ego Pottera

Prawdą jest, że współczesne bajki często nie zawierają pozytywnych emocji. Są za to pełne negatywnych. Koncentrują się zwłaszcza na agresji. Dawniej bajki niosły pozytywne przesłanie. Ukazywały dobro i zło, postawy i postaci były jasne i klarowne. Zawsze wygrywało dobro. – Było to kojące dla dziecka, przynosiło mu poczucie bezpieczeństwa – tłumaczy Ewa Piesiewicz. Bajki Andersena, choć smutne, nie pozostawiały w maluchach poczucia beznadziei i nie budziły w nich agresji. – Dziecku trzeba jasno mówić, co jest dobre, a co złe. A dziś oswaja się je z tym, że wszystko jest umowne, i pozostawia się mu ocenę, czy to jest dobre, czy złe – dodaje Ewa Piesiewicz.

Jedną z najpopularniejszych powieści dla dzieci i młodzieży ostatnich lat jest seria o Harrym Potterze. Zasadniczym problemem tego nietracącego z biegiem lat na popularności cyklu jest koncentracja na temacie magii i okultyzmu. – Książki Rowling są naturalistyczną kalką okultystycznej rzeczywistości. Uczą na przykład sporządzać horoskopy, czyli pokazują realne działania doskonale znane osobom zajmującym się magią i okultyzmem – tłumaczy ks. prof. Posacki.

Były egzorcysta ks. Edmund Szaniawski MIC ostrzega przed cyklem o Harrym Potterze. – Poznałem kiedyś 9-letnią dziewczynkę, która gdy przystępowała do Komunii Świętej, była dręczona duchowo poprzez myśli bluźniercze przeciwko Panu Jezusowi i Matce Bożej. Jak się później okazało, wielokrotnie oglądała film o Harrym Potterze – wspomina. Opowiada również o gimnazjalistkach, które fascynację powieścią Stephanie Meyer pt. „Zmierzch”, opowiadającą o miłości wampira do nastolatki, przypłaciły bezsennością, niepokojem i rozdrażnieniem.

Wampiryzm

Macki producentów artykułów dla dzieci sięgają również po ubrania, meble czy pościel. Firmy odzieżowe kreują modę na wampiryzm, tworząc dziś np. całe serie ubrań z symbolami śmierci, tj. z trupimi czaszkami. – Chciałam kupić synowi kalosze i kurtkę przeciwdeszczową, jednak wszystkie dostępne w sklepie zawierały element trupiej czaszki. Moje zdziwienie było tym większe, kiedy okazało się, że tylko ja dostrzegam problem. Mój mąż całkowicie go zignorował, tłumacząc, że przecież to znak piratów, którymi chłopcy w wieku naszego syna się interesują – opowiada pani Irena, mama 3-letniego Wiktora. To dowód na to, że społeczeństwo, zwłaszcza pokolenie dzisiejszych rodziców, zostało oswojone z tą antykulturą.

– Jest pewna konkretna treść zakodowana w tych znakach, która działa na podświadomość dziecka. Używanie takich znaków wiąże duchowo człowieka z oznaczaną rzeczywistością – ostrzega ks. Edmund Szaniawski. Noszenie tego typu symboli jest jednak przede wszystkim wystąpieniem przeciwko pierwszemu przykazaniu Bożemu „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”, co dla katolików powinno być koronnym argumentem za odrzuceniem tej mody.

Zarówno psychiatrzy, jak i egzorcyści podkreślają, że znamiennym przejawem u młodych ludzi obcujących z omawianymi filmami i grami komputerowymi jest lęk czy koszmarne sny. Ksiądz Edmund Szaniawski pamięta dzieci, które pod wpływem agresywnych, pełnych przemocy gier same stawały się bardzo agresywne – zarówno wobec siebie, jak i wobec rówieśników, szkoły czy rodziców, nie chciały się uczyć ani modlić.

Równie niebezpieczne może okazać się niekontrolowane korzystanie przez dzieci z dobrodziejstw techniki, do jakich niewątpliwie należy internet. Były egzorcysta wspomina 14-latka, który wszedł w twardą pornografię właśnie za sprawą sieci. Rodzice zorientowali się, gdy było już za późno. Chłopiec popadł w straszną depresję, stracił chęć do życia, przestał chodzić do szkoły, zamknął się w sobie. Inny nastolatek znalazł w sieci instrukcję podpisania paktu z szatanem.

Powrót do klasyki

Historie te dzieją się naprawdę, i to coraz częściej. Bezwzględni zwodziciele dusz sięgają po wszystkie metody, by osiągnąć swój cel, np. dzieci są kuszone, by „bawić się” kartami tarota. Na przynętę na kartach talii widnieją postaci wróżek utrzymane w kolorowej tonacji, a magię zachwala się jako radość. Producenci zabawek uczą wróżbiarstwa i wywoływania duchów, oferując specjalne zestawy do seansów spirytystycznych, laleczki wudu i szpilki. Wciąganie dzieci w magiczne praktyki niesie destrukcyjne skutki duchowe, dotykające całe rodziny. Jeden z egzorcystów opowiada, jak przyszła do niego matka z jedenastoletnią córką, która miała ataki autoagresji: szczypała się, kopała, wyrywała sobie włosy. Okazało się, że kilka miesięcy wcześniej dziewczynka kupiła grę zawierającą elementy spirytyzmu i grała w nią z kuzynkami. Kontakt ze światem spirytyzmu czy satanizmu, nawet pod postacią rzekomo niewinnej zabawy, pozostawia zawsze ślad, dlatego potrzebna jest modlitwa czy w poważniejszych przypadkach pomoc egzorcysty.

Jako rodzice możemy i jesteśmy zobowiązani do tego, by stworzyć dziecku świat, w którym będzie się ono czuło bezpiecznie. – Jeśli będziemy pokazywali dziecku piękno na co dzień, pozwolimy mu obserwować, czym zachwycają się rodzice, o czym rozmawiają, z czego się śmieją, zostanie ono uodpornione na wszelkie obrzydliwości, z jakimi spotka się np. w szkole czy w przedszkolu – zapewnia Ewa Piesiewicz.

– Należy wrócić do bajek mądrych, które uczą człowieczeństwa, w których magia jest metaforyczna – dodaje ks. Posacki. Takich jak wspomniane baśnie Andersena, głęboko zakorzenione w tradycji chrześcijańskiej, napisane nie w celach komercyjnych i manipulacyjnych, ale by pokazać świat takim, jaki jest, z klasycznym podziałem na dobro i zło.

http://www.naszdziennik.pl/wp/25548,dru ... bajek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 06 mar 2013, 08:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Dzieci dobrze wychowane

Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Adam Kruczek

Z dr Małgorzatą Wyżlic z Katedry Psychopedagogiki Rodziny KUL Jana Pawła II, dyrektor Niepublicznej Szkoły Podstawowej „Skrzydła” w Lublinie, rozmawia Adam Kruczek

Aktywistki feministyczne zainteresowały się polskimi szkołami. Okazuje się, że w swojej agendzie mają nie tylko równouprawnienie i parytety dla siebie, ale chcą kształcić nauczycieli i uczniów. Co ideologia gender ma wspólnego z oświatą?
– Bardzo dużo. W spojrzeniu gender w największym skrócie chodzi o przeforsowanie poglądu, że nikt nie rodzi się kobietą bądź mężczyzną, ale o tożsamości płci i ich ról społecznych decyduje wychowanie. Doszło do tego, że zaleca się, żeby chłopcom nie kupować samochodów, a dziewczynkom lalek, tylko powinno dawać się im wybór, co chcą: samochód czy lalkę. Mówi się wręcz, że rodzice robią niemal krzywdę dzieciom, skoro wychowują, kupując chłopcom auta, a dziewczynkom lalki, że to jest ograniczenie. Jest to bardzo szeroka ideologia przyjmująca na przykład, że rodzinę czy małżeństwo może utworzyć dwóch mężczyzn czy dwie kobiety, co oznacza walkę z tradycyjnym modelem rodziny. Ta walka wywodzi się z myślenia, że nie ma znaczenia, czy człowiek ma płeć męską czy żeńską, gdyż to on sam, a nie natura, może wybrać własną tożsamość płciową. Przekonanie o tym ludzi dorosłych, mających przeważnie ukształtowany światopogląd, swoją historię i wiedzę, myślących krytycznie, nie ma szans powodzenia, dlatego środowiska feministyczne i LGBT starają się dotrzeć do dzieci i młodzieży, a więc do osób, które nie mają skrystalizowanego światopoglądu, są plastyczne, dadzą się ukształtować. Najskuteczniej można to robić w placówkach oświatowych, stąd tak duże parcie tych środowisk na uzyskanie wpływu na programy szkolne i na nauczycieli.

Czy to zagrożenie jest realne?
– Jak najbardziej. Te środowiska mają pieniądze na to, żeby wejść do szkół z tzw. łatwą propozycją. To nie jest coś, czego nauczyciel musi szukać, on ma gotowce, czyli już opracowane scenariusze lekcji, ulotki, wszystko to jest atrakcyjne, kolorowe. Niejednokrotnie jest tak, że rodzice, posyłając dzieci do szkoły czy nawet przedszkola, nie do końca wiedzą, czego one się tam uczą. Jestem jeszcze pod wrażeniem niedawnej rozmowy z mamą, która z przerażeniem stwierdziła, że w przedszkolu jej dziecko pod pozorem realizacji projektu o wdzięcznej nazwie „Calineczka” było wraz z innymi dziećmi uczone magii. Dla rodziców był ładnie brzmiący szyld, a dla dzieci – okultyzm. Podobnie może się dziać w szkołach. Rodzice nie wiedzą do końca, czego uczy nauczyciel w szkole. To mogą być bardzo niebezpieczne praktyki wymagające od rodziców i nauczycieli chrześcijan dużej ostrożności i czujności. Sądzę, że osoby, które publicznie przedstawiają się, że „jesteśmy takie fajne i tolerancyjne”, i w wychowaniu kierują się zasadą nienarzucania dziecku żadnych ról społecznych czy norm, tak naprawdę mają swój światopogląd, tylko nie do końca jasno artykułują, o co im chodzi. Mówią do dzieci: „wybierajcie”, ale chodzi im o to, żeby dzieci przypadkiem nie opowiedziały się za wyborem opcji chrześcijańskiej.

Jakie konsekwencje indywidualne i społeczne może nieść wychowanie w duchu ideologii gender?
– Przede wszystkim takim natychmiastowym, doraźnym skutkiem jest zamieszanie w odkrywaniu przez dzieci swojej tożsamości. To wydaje mi się bardzo niebezpieczne. Dzisiaj widzimy, że często dziewczynki zachowują się o wiele bardziej drapieżnie niż jeszcze dekadę temu. Zarówno w kontaktach między sobą, jak i w kontaktach z chłopcami. Często rodzice, którzy są zabiegani w codziennej walce o przetrwanie, nie mają czasu – tak jak było kiedyś – żeby przebywać dłużej z dziećmi. A tymczasem to, czego dzieci doświadczają z zewnątrz, powoduje, że dziś naprawdę trudniej jest dziewczynkom i chłopcom odnaleźć swoją tożsamość. Chłopcom trudno być wojownikami, tymi, którzy potrafią walczyć o siebie, a później o swoją rodzinę, a dziewczynkom dziś trudno odnaleźć w sobie delikatność, ale też spojrzenie na siebie pełne szacunku i godności płynące ze świadomości tego, że są kobietami. To w związku z tym mogą później być matkami, żonami, pełnić jeszcze wiele ciekawych ról, które są naznaczone ich rysem kobiecości.

Jak zachwianie poczucia tożsamości płciowej na etapie szkoły może wpłynąć na dorosłe życie młodych ludzi?
– Efektem może być ucieczka od podejmowania odpowiedzialności wynikającej z płci, uciekanie od ról, które wynikają z tego, że jest się kobietą albo mężczyzną. Wiadomo, dla kobiety naturalną rolą jest rola żony i matki, dla mężczyzny – męża i ojca. Mówienie, że tak naprawdę nie wiadomo, kim jesteś, możesz sobie wybrać tę rolę, sprawia, że młodym ludziom na progu dorosłości jest trudniej podjąć odpowiedzialność w tych konkretnych dziedzinach życia. I to już widać w sytuacji demograficznej, jaką mamy, w zauważalnym kryzysie rodziny. Często jest tak, że młodzi ludzie są gotowi wchodzić w związki, ale w związki partnerskie, niezalegalizowane, ponieważ trudno jest im wziąć pełną odpowiedzialność za rodzinę. A to właśnie wynika z braku tożsamości. Jeśli mężczyzna ma w sobie jasną tożsamość swojej płci i związanej z nią roli społecznej, to będzie wiedział, że może, a nawet powinien wziąć odpowiedzialność za rodzinę. Analogicznie – jeśli kobieta też będzie miała silną tożsamość, to będzie gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność za bycie żoną i matką.

Czyli ideologia gender już wywołuje negatywne skutki w naszym społeczeństwie?
– Myślę, że jest wynik „obłaskawiania” naszego społeczeństwa przez aktywistów tej ideologii. Tym, co mnie uderza w ideologii feministycznej czy gender, jest to, że są to procesy, które powoli, z roku na rok „oswajają” nas, czyli choć my się z nią nie zgadzamy, to jednak przyzwyczajamy do jej obecności w życiu publicznym. To, co jeszcze 10 lat temu większość społeczeństwa by zelektryzowało i spowodowało sprzeciw, dziś przechodzi bez echa. Niestety, ludzie, którzy wybierają obecnie zawód nauczyciela, są już często „obłaskawieni” przez tę ideologię, wychowani w jej duchu, choć może nawet nie do końca zdają sobie z tego sprawę.

W najbliższą sobotę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II odbędzie się XII konferencja dla nauczycieli i wychowawców, w czasie której przedstawiona zostanie chrześcijańska wizja wychowania stojąca w opozycji do tej propagowanej przez środowiska feministyczne choćby w postaci ideologii gender.
– Niestety, również w oświacie następuje demontaż tego, co było do tej pory. Najbardziej niepokoi sytuacja, że dzisiaj z oświaty eliminowane jest wychowanie dzieci i młodzieży, a tymczasem szkoły szturmują środowiska propagujące ideologię gender. Państwo nie ma żadnej propozycji wychowawczej, a wręcz przeciwnie – odchodzi, umywa ręce od jasnego określenia celu i misji szkoły, odrzuca te elementy edukacji, które mają wpływ na wychowanie. Coraz częściej szkoła staje się jedynie miejscem przygotowania ucznia do testów. W klasach IV-VI przygotowuje do testu szóstoklasisty, w gimnazjum – do testu gimnazjalisty, a w liceum – do testu maturalnego. I tak naprawdę szkoła przestaje dziś być miejscem wychowania młodego człowieka, relacji mistrz – uczeń. Konferencje proponowane przez Instytut Edukacji Narodowej dają szansę, żeby nauczyciel usłyszał, że może być dla swoich uczniów mistrzem, że nawet w tej sytuacji, którą dziś mamy w oświacie, może wychowywać, że nauka w szkole jest czymś więcej niż tylko przygotowaniem do testów. Dla każdego nauczyciela bardzo ważne jest przypomnienie, że może być też kimś, kto wychowuje, kształtuje, a także budzi szacunek wśród swoich uczniów, czyli coś, co uderza w opisach przedwojennej szkoły, a czego tak brakuje w dzisiejszych czasach.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/25883,dzi ... owane.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 26 mar 2013, 07:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Bilet na Cambridge

Bogusław Rąpała

Lekcje w języku angielskim i możliwość zdania matury międzynarodowej, wyjazdy do Japonii, wędrówki po górach, a nawet rejs dookoła świata – takie możliwości otwierają się przed młodymi ludźmi, którzy wybiorą ofertę edukacyjną szkół katolickich.

Tajemnicą sukcesu tych szkół jest kształcenie na najwyższym poziomie oraz oparta na chrześcijańskim systemie wartości formacja duchowa. W efekcie szkolne mury opuszczają osoby dojrzałe, otwarte na drugiego człowieka i przygotowane do wyzwań, jakie stawia przed nami dzisiejszy świat.

W szkole życia

Julia Rozlach jest uczennicą III klasy żeńskiego Prywatnego Liceum Ogólnokształcącego Sióstr Nazaretanek w Warszawie. Wybrała maturę międzynarodową, bo uznała, że pomoże jej to w osiągnięciu życiowych celów, które sama określa jako ambitne. Wszystkie przedmioty, oczywiście poza językiem polskim, prowadzone są w języku angielskim. – Mam bzika na punkcie języków – wyznaje Julia. Płynnie porozumiewa się w języku angielskim, całkiem nieźle opanowała również francuski, hiszpański oraz japoński. Jej zapał do nauki tego ostatniego wzmógł się po ubiegłorocznym wyjeździe do Japonii w ramach wymiany uczniowskiej. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, najbliższy rok akademicki rozpocznie jako studentka japonistyki na uniwersytecie w Cambridge.

Przy szkole znajduje się internat, dzięki czemu w „Nazarecie”, jak potocznie mówi się o żeńskiej szkole Sióstr Nazaretanek, uczyć się mogą dziewczęta z całej Polski. Klasy są niezbyt liczne, dzięki czemu nauczyciele mają więcej czasu na pracę indywidualną z każdym uczniem. – Nawet słabsze osoby mają szansę na wypracowanie lepszych wyników – zauważa Dominika Chojecka, inna tegoroczna maturzystka. Ofertę edukacyjną dopełniają obozy językowe w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, kółka zainteresowań oraz kluby dyskusyjne. – Każdy może znaleźć coś dla siebie – zapewnia Dominika. Mimo że wybrała maturę w programie narodowym, także ona przywiązuje ogromną wagę do nauki języków obcych. Dlatego skorzystała chociażby z możliwości uzyskania certyfikatu z języka angielskiego na poziomie FCE.

Oprócz liceum Siostry Nazaretanki prowadzą także gimnazjum żeńskie. Już na tym poziomie kształcenia dziewczęta mogą uczęszczać do klasy dwujęzycznej z językiem angielskim. Ciekawostką jest też to, że grupa uczennic co roku bierze udział w tzw. Space Camp, czyli międzynarodowym obozie naukowym poświęconym astronomii i fizyce organizowanym w bazie szkoleniowej w tureckim mieście Izmir. Jest to okazja nie tylko do sprawdzenia umiejętności językowych, ale także wypróbowania swoich sił w symulatorach przeznaczonych dla przyszłych astronautów. Szkoła uczestniczyła też w kilku projektach programu Comenius. Obecnie przygotowywany jest kolejny projekt, w ramach którego uczennice wyjadą m.in. do Włoch, Norwegii, Anglii i Francji. – Chcemy otwierać nasze dziewczęta na różnego rodzaju doświadczenia i kultury, po to, aby potrafiły dokonywać mądrych wyborów, a także umiały docenić to, co mają u siebie – wyjaśnia dyrektor szkoły s. Karolina Łuczak.

Istniejąca już niemal 95 lat szkoła Sióstr Nazaretanek to połączenie tradycji z nowoczesnością. W procesie wychowania siostry ściśle współpracują z rodzicami. – Czerpiąc wzór z Najświętszej Rodziny, która patronuje naszemu zgromadzeniu, służymy im pomocą i doświadczeniem w wypełnianiu ich rodzicielskiego powołania. Uczymy nasze dziewczęta przywiązania do wartości chrześcijańskich, a jednocześnie umiejętnego korzystania z dóbr współczesnego świata – dodaje siostra dyrektor.

Przyjaciele „Wujka”

Gimnazjum i Liceum im. Jana Pawła II Sióstr Prezentek w Rzeszowie ma wiele powodów do dumy. Szkoła od wielu lat zajmuje bowiem pierwsze miejsce w rankingu liceów ogólnokształcących w województwie podkarpackim, a w 2013 r. znalazła się w pierwszej dziesiątce w skali kraju. – Stawiając naszej młodzieży spore wymagania, dajemy jej do zrozumienia, że w nią wierzymy. Od Pana Boga otrzymała wiele talentów, a my pomagamy jej pracować na miarę otrzymanych darów – wyjaśnia dyrektor szkoły s. Anna Telus.

W obydwu szkołach prowadzonych przez Siostry Prezentki kształcą się również chłopcy. Świetna renoma to jeden z powodów, dla którego swoje kroki skierował tutaj Mateusz Midura, obecnie uczeń trzeciej klasy liceum. Oczywiście nie bez znaczenia był dla niego również katolicki charakter szkoły. – Dorastając, chciałem mieć pewność, że dobrze wykorzystam ten czas – wyjaśnia. I jak dodaje – nie zawiódł się. Wysoki poziom nauczania, ponadprzeciętna liczba zajęć dodatkowych, a przy tym liczne nabożeństwa to codzienność, która rozwija intelekt i duchowość. Jest też dobrze wyposażona sala gimnastyczna, siłownia oraz zajęcia na basenie.

O tym, jak żywa jest pamięć o szkolnym patronie – bł. Janie Pawle II, świadczy Grupa Przyjaciół Wujka. „Wujkiem” nazywali Karola Wojtyłę krakowscy studenci. Tak też mówią o nim uczniowie, którzy każdego miesiąca gromadzą się w szkolnej kaplicy na czuwaniu modlitewnym, a kilka razy w roku wyjeżdżają w góry, żeby podążać śladami bł. Jana Pawła II. Odwiedzają też inne miejsca związane z Karolem Wojtyłą i jeśli to jest możliwe, spotykają się z osobami, które go osobiście znały. – To połączenie przygody w gronie przyjaciół z wysiłkiem fizycznym i refleksją nad samym sobą. W czasie wypraw mamy okazję zastanowić się nad tym, kim jesteśmy i w co wierzymy – opowiada Jan Ryzner, uczeń pierwszej klasy liceum.

Aktualnie szkoła przygotowuje się do czerwcowych obchodów związanych z beatyfikacją Zofii Czeskiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Prezentek. Będą konkursy, czuwania, wyjazdy i przedstawienia – wszystko po to, aby jeszcze bardziej przybliżyć młodzieży osobę założycielki zgromadzenia. – Matka Zofia zajmowała się wychowaniem poprzez uporządkowanie wszystkich sfer życia wokół sfery religijnej. Uczyła, że przyszłość każdego człowieka nie zależy od tego, co posiada, ale kim jest – podkreśla s. Anna Telus. Co ciekawe, w Krakowie istnieje szkoła, która jest nieprzerwaną kontynuacją pierwszej w Polsce, założonej przez Matkę Zofię Czeską w 1621 r., szkoły dla dziewcząt, w tym sierot.

Lekcje pod żaglami

Powody do świętowania ma również Stowarzyszenie Chrześcijańska Szkoła pod Żaglami z siedzibą w Pelplinie. Mija bowiem 15 lat od chwili, gdy pierwsza grupa młodzieży na wyczarterowanym żaglowcu Fryderyk Chopin popłynęła w rejs dookoła Ameryki Południowej. Takie były początki stowarzyszenia, które za cel postawiło sobie kształtowanie charakterów oraz postawy katolickiej młodych ludzi z wykorzystaniem żeglarstwa morskiego i oceanicznego. W program rejsów wpisane są spotkania z polskimi misjonarzami oraz tamtejszą młodzieżą, w czasie których nie brakuje modlitwy.

Od 2001 r. stowarzyszenie organizuje obozy religijno-żeglarskie w Zadarze na terenie Chorwacji. Co czeka młodych, którzy zdecydują się na udział w takim obozie? – Możliwość zdobycia patentu żeglarskiego, codzienna Msza Święta, a wieczorem Apel Jasnogórski – to tylko niektóre punkty programu – odpowiada prezes stowarzyszenia ks. Andrzej Jaskuła. Do tej pory w obozach uczestniczyło 1600 młodych ludzi. Kto chce przeżyć przygodę życia i wziąć udział w trwającym kilkanaście dni obozie żeglarskim, wszelkie potrzebne informacje może znaleźć na stronie internetowej stowarzyszenia: www.cspz.pl. W planach stowarzyszenie ma również organizację rejsu dookoła świata, pod warunkiem że uda się znaleźć odpowiedni żaglowiec. – Chcemy popłynąć do tych krajów, które w czasie swojego pontyfikatu odwiedził bł. Jan Paweł II – wyjaśnia ks. Jaskuła. W trakcie rejsu będą prowadzone normalne zajęcia szkolne.

Ostatnio stowarzyszenie boryka się z problemami finansowymi. Nie bez znaczenia jest przy tym fakt, że w ostatnich latach liczba osób biorących udział w rejsach zmalała. Bo chociaż wszyscy od kapitana po kucharkę pracują jako wolontariusze, to jednak nie da się uniknąć kosztów związanych z konserwacją żaglowców oraz remontem ośrodka. – Poszukujemy ludzi, którzy nie pozwolą umrzeć naszej inicjatywie – apeluje prezes stowarzyszenia.

W tym roku piętnastolecie swojego powstania obchodzi również Prywatne Liceum Ogólnokształcącego i Gimnazjum w Szczecinku. Ta szkoła także przywiązuje dużą wagę do wychowania dzieci i młodzieży w oparciu o chrześcijański system wartości. Ciekawostką jest to, że uczniowie zarówno liceum, jak i gimnazjum otrzymują indeksy, które pozwalają na dogodny przepływ informacji pomiędzy szkołą a rodzicami. Stuprocentowa zdawalność matur to jedna z przyczyn, dlaczego placówkę określa się mianem „szkoły największych możliwości”.

Być człowiekiem

Obierany na patrona wielu, nie tylko katolickich, szkół bł. Jan Paweł II powiedział: „W wychowaniu chodzi właśnie o to, aby człowiek stawał się coraz bardziej człowiekiem”. Realizując to zadanie, szkoły katolickie otwierają przed swoimi wychowankami coraz to nowe możliwości i stanowią bezcenne wsparcie dla domu rodzicielskiego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/27908,bil ... ridge.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 02 kwi 2013, 05:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Ręce na obrusie

Jak rodzice katoliccy niegdyś wychowali dzieci? Jak uczyli je zasad, na przykład zachowania się przy stole? W czasach, gdy w Polsce nie słyszano jeszcze o komunistycznych obyczajach i na horyzoncie nie rysował się liberalizm?

Uderzająca była konsekwencja dorosłych. Z dziećmi nie obchodzono się jak z jajkiem. Od najwcześniejszych lat stawiano konkretne, nierzadko twarde wymagania. Od zasad nie było odstępstw, inaczej przestawały być zasadami.

„W okresie letnim siadało do stołu około dwudziestu osób [łącznie z nauczycielkami i nianiami]. Przy jedzeniu pilnowano, byśmy się prosto trzymali, estetycznie jedli i nie chowali rąk pod stół”, wspomina swoje dzieciństwo, spędzone przed ostatnia wojną w majątku rodziców w Czaczu, na Wielkopolsce, Michał Żółtowski. „Podczas obiadu i kolacji dzieci się nie odzywały, mówili tylko dorośli.”

Anna z Branickich Wolska spędziła najmłodsze lata w pałacu w Wilanowie, własności rodziców: „Trzeba było usługiwać starszym, pomagać im. Zawsze starsi byli pierwsi”, wspomina. „Pamiętam nasze śmieszne pytanie: Kiedy my dojdziemy do takiego wieku, żebyśmy mogły zjeść kawałek combra zajęczego, a nie tylko łapy? Dzieci siedziały zawsze na końcu stołu i zjadały resztki z półmisków, a wszystkie dobre kąski jedli starsi…(…)Naczelną wartość w tym systemie wychowawczym stanowił szacunek dla wieku i pracy”, dodaje Anna z Branickich Wolska.

W domu Zaleskich w Mojówce na Ukrainie, tak jak we wszystkich domach polskich ziemian, „w czasie obiadu jadalny stawał się terenem musztry dzieci”, wspomina Anna Saryusz – Zaleska. „W uszach aż brzęczało od >siedź prosto, jak trzymasz widelec, jedz cicho, ręce na obrusie<. Ojciec miał duże poczucie humoru. Przybierając kpiącą minę, z łobuzerskim błyskiem w oku i ostentacyjną powagą częstował dzieci sentencją: >przy stole jak w kościele<, albo, dla odmiany deklamował urywki ze >Złotej różdżki<. Nieposłuszny Pawełek staje się powodem katastrofy; wpada pod stół, a wraz z nim >obiad cały doskonały, leguminka, flaszka winka<. Nie ujdzie mu to bezkarnie (…) >Oho! Jedzie prystaw z dzwoneczkiem<. Największą obrazą było usłyszeć ten przytyk. Dlatego dzieci wystrzegały się brzęczenia łyżeczką o filiżankę. Prystaw był carskim urzędnikiem policyjnym, którego wizyta nie wróżyła nic dobrego. Jeździł z dzwonkiem. Rosjanie nie bywali w naszym domu…”

Jean Goyard, znawca tradycji rodzin francuskich, podkreśla, że tradycja katolickich domów w epoce przedrewolucyjnej – zarówno we Francji, jak i w Polsce, która była z kulturą francuską silnie związana – dokonała jedynego w swoim rodzaju połączenia. W nierozerwalną całość została połączona sztuka kulinarna, sztuka nakrywania do stołu i sztuka konwersacji.

„Ludzie w epoce ancien regime`u traktowali posiłki jako okazję do spotkań, a raczej, powiedziałbym, jako kolumnę, która ma przyjąć kapitel – czyli konwersację. Dlatego właśnie wielkie rodziny szlacheckie prowadziły table ouverte – otwarte stoły: w porze przeznaczonej na posiłki mogli się u nich pojawiać nawet liczni przyjaciele”.

Dzisiejszemu czytelnikowi tradycyjne zasady wychowania dzieci mogą się wydawać niezasłużoną katorgą najmłodszych, dręczeniem własnego potomstwa, względnie sztuką dla sztuki. Zasady nie są dziś uważane za coś cennego. Ich sens często nie jest rozumiany. Ponadto jesteśmy przyzwyczajeni do wszechobecnych przejawów antykultury – do oglądania telewizji podczas wspólnego posiłku, objadania się, nieprzystojnych żartów, tolerowania jedzenia rękami u dzieci, grymaszenia, przekrzykiwania się.

Jeszcze przed ostatnią wojną rodzice katoliccy nie rezygnowali z czujności w materii pozornie mało istotnej, bo wiedzieli, że przymykanie oczu na łamanie przez dzieci zasad zaowocuje w przyszłości słabością charakteru, utrudni moralny rozwój człowieka. Wiedzieli, że zasady przyzwoitego zachowania się przy stole są nie tylko wizytówką kultury domu, ale mówią bardzo wiele o człowieku. O tym, że nie szuka on w życiu ułatwień, potrafi się opanować, szanuje drugiego człowieka, nie jest niewolnikiem instynktów.

Dobre wychowanie tym się różni od jego pozorów: „ugrzecznienia”, przesady, sztuczności w zachowaniu, a także ulegania zachowaniom stadnym („robię to co wszyscy, więc jestem dobrze wychowany”), że weryfikują je sytuacje trudne. Jeśli człowiek podczas posiłku nie zachowuje się jak dzikus – nawet gdy jest wygłodzony – gdy nie porzuca zasad uprzejmości i grzeczności w skrajnych warunkach (i to wobec wszystkich, bez względu na ich pozycję społeczną), a także nie ulega chciwości i pazerności, nie daje się przekupić, nie zaczyna kłamać, można nazwać go człowiekiem kulturalnym.

Kultura na naszym kontynencie wyrosła z chrześcijaństwa. Jej podstawą jest miłość bliźniego. Wraz ze schyłkiem wiary niknie cała kultura. Przywracanie zasad – w tak pozornie mniej ważnym obszarze życia jak eleganckie zachowanie się przy stole – ma więcej wspólnego z zachowaniem naszej katolickiej tożsamości niż można by sądzić.

Lody na patyku

Gerard Rasch, holenderski tłumacz Zbigniewa Herberta, napisał w dzień po śmierci poety w piśmie „Vrij Nederland”: „…ważne jest, by również w poezji, szczególnie w poezji zachować ludzką twarz, bronić piękna, ponieważ słowo jest niedwuznaczne, uwiecznia nas i utrwala, gdyż poezja jest najwyższą formą porozumiewania się ludzi”. I zaraz potem dodał:

„Nie ze wszystkiego można żartować. Niektóre wartości są absolutne. Dom. Jedzenie. Wolność. Prawda. Piękno. Życie”. Pomijając charakterystyczną dla wielu artystów przesadę i arbitralnie ustalone „absolutne wartości”, wśród których tylko Prawda zasługuje na to miano (piękno jest jej odbiciem), te słowa są zastanawiające.

Słyszy się w nich tęsknotę za ładem. Tęsknotę za światem, w którym rzeczy są na swoim miejscu. Tak, nie ze wszystkiego można żartować. Poezja Zbigniewa Herberta – czerpiąca natchnienie z kanonu wartości klasycznych i odwołująca się do niego, jako do wzorca piękna, ładu, harmonii – była dla wielu ludzi, w tym dla holenderskiego tłumacza, sprawą istotniejszą niż mogłoby się wydawać. To nie była tylko poezja. To nie było tylko źródło inspiracji dla myśli, skojarzenia wielu rzeczy w czytelny, prosty – i w tej prostocie elegancki – wzór, przyczyna wzruszenia i przeżycia estetycznego. Poezja poruszała struny głębsze. Docierała do fundamentu, do odwiecznego pragnienia Prawdy, Dobra i Piękna, nierozerwalnej całości.

Nie bez przyczyny holenderski znawca Herberta wspomniał o jedzeniu. Zapewne tak jak my dziś w Polsce, miał przed oczyma dwa przeciwstawne obrazy:

Olbrzymi wylew wszelkiego rodzaju budek z jedzeniem podawanym bezpośrednio do rąk klientów na ulicy – jakby to była wojna i trzeba było brać zupę wprost z kotła ustawionego pod gołym niebem, a mięso jeść rękami. I zaraz obok jakieś nieprawdopodobne pałace gastronomiczne ociekające wyrafinowaniem, wytwornością (najczęściej podrabianą), gdzie zmusza się nas do spożywania na olbrzymich porcelanowych talerzach nienaturalnie małych porcji przybranych liśćmi, kwiatami i ziarenkami egzotycznych nasion ( i wieloma innymi tajemniczymi rzeczami). Porcji czegoś co mało przypomina jedzenie, a czego zadaniem jest być przede wszystkim oryginalnym i niepowtarzalnym, i co sprowadzane jest z bardzo daleka w ogromnych skrzyniach obłożonych lodem.

Miejscem, gdzie jedzenie traktowane jest normalnie pozostaje dziś tylko prywatny dom. Normalnie, to znaczy bez zdawkowości, pośpiechu i zarazem bez ceremonialnej przesady właściwej snobistycznemu gustowi, który jest wiecznie niezaspokojony i uskarża się na brak nowych smakowych podniet. Dom rodzinny, w którym czeka nakryty obrusem stół, wygodne krzesła i skromny ale zdrowy, niezbyt obfity posiłek.

Czy jednak dużo jest takich domów? Nawet jedzenie w spokojnej, miłej, pełnej prostoty atmosferze stało się dziś rodzajem luksusu. A o tym, że istotnie, każdy posiłek jest czymś ważnym, w naszym kręgu kulturowym i cywilizacyjnym, przekonuje nie tylko poezja, a nade wszystko modlitwa przed posiłkiem, którą przez całe wieki w Polsce praktykowano i nie było od tego zwyczaju odstępstw. Dziś „śmieciowe jedzenie” odzwyczaja nas od szacunku dla Bożych darów. Niechlujny sposób przyjmowania go, wprost z papierków, czy plastikowych opakowań, na ulicy, często brudnej, wśród hałasu i dymu spalin, uwłacza powadze tej czynności, która nie powinna nas zbliżać do świata zwierząt. Przeciwnie.

Warto zauważyć, jakim wyłomem obyczajowym i cywilizacyjnym stały się lody na patyku, wyprodukowane specjalnie w wielkich fabrykach, do jedzenia na ulicy. Zanim rozpowszechniły się, w latach 20. XX wieku w Związku Sowieckim – gdzie przemysł wytwarzania lodów był niemal przemysłem narodowym i gdzie zarazem spożywanie posiłków na oczach ulicy stało się czymś codziennym – były znane w Stanach Zjednoczonych. Niby rzecz drobnej wagi a tak skuteczna w dziele systematycznego, powolnego kruszenia zasad, jakie niegdyś tworzyły naszą kulturę.

Nie tak wiele lat temu w Polsce, panie, siadając do obiadu, starały się zakładać inną suknię, a przynajmniej zmieniać fartuszek na czysty i odprasowany, bo każdy obiad był rodzajem rodzinnego święta. Był wspólnym spotkaniem przy stole. Imieniny dzieciom wyprawiano zawsze w domu, pod czujnym okiem rodziców. Dziś, gdy tak często zastępuje je kinderbale w McDonaldzie, albo też – równie często – rodzice opuszczają dom, gdy przychodzą goście do synka lub córeczki i w krótkim czasie stawiają dom na głowie, warto zapytać: czym jest taki dom? Kim są tacy rodzice? Kim będą takie dzieci?

Czym będzie Polska pozbawiona domów rodzinnych, w których wszyscy domownicy, codziennie – nie tylko w wielkie święto – w stałych porach spotykają się przy stole?

http://ewapolak-palkiewicz.pl/rece-na-obrusie-2/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 20 kwi 2013, 07:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Edukacja na rozdrożu

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Już po raz kolejny serdecznie zapraszamy do udziału w naszym sympozjum, które odbędzie się 24 kwietnia 2013 r. (środa) na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Sympozjum organizuje Katedra Filozofii Kultury KUL oraz Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, a także Fundacja „Lubelska Szkoła Filozofii Chrześcijańskiej”, Gilson Society (USA). Będzie to już XI Międzynarodowe Sympozjum z cyklu „Przyszłość Cywilizacji Zachodu”, tym razem na temat: Edukacja na rozdrożu.

W naszym sympozjum głos zabiorą znakomici uczeni z różnych krajów, którzy przedstawią problem edukacji w perspektywie historycznej i aktualnej, w Polsce, w Europie, w Stanach Zjednoczonych i w innych kręgach cywilizacyjnych. Dzięki temu zobaczymy, czy i jaka wizja edukacji jest do zaakceptowania, a jaka stanowić może groźną pułapkę dla rozwoju człowieka i całych narodów (antyedukacja). Taka perspektywa badawcza pozwala na pogłębienie poglądów i wyważenie ocen, pozwala też na przekroczenie granic wyznaczanych przez różne ideologie, w tym polityczną poprawność, która w tak ważnym temacie nie może być dobrym doradcą. Edukacja stanowi wyzwanie nie tylko dla nauczycieli i dla rodziców, ale także dla polityków i ludzi myślących, którzy będąc otwartymi na różne kultury, czują się odpowiedzialni za tę kulturę, w której wyrośli, która stanowi wielkie dziedzictwo w wymiarze narodowym i religijnym, a którą należy przekazać kolejnym pokoleniom.

Jeden wymiar

Ciągłe reformy edukacji i nieprawdopodobny zamęt pojęciowy nie pozwalają na to, aby prawidłowo i systematycznie kształcić i wychować ucznia. Jeżeli natomiast „w tym szaleństwie jest metoda”, to znaczy, że mamy do czynienia z jakąś formą antyedukacji, a więc próbą traktowania edukacji jako drogi donikąd albo też próbą odpodmiotowienia edukacji, czyli potraktowania człowieka-ucznia jako przedmiotu eksperymentów edukacyjnych lub jako środka do realizowania jakiejś ideologii.

Aby odzyskać jasność widzenia, musimy najpierw przypomnieć, że klasycznie pojęta edukacja, a więc taka, która była dziedzictwem kultury greckiej, rzymskiej i chrześcijańskiej, miała na celu dobro człowieka, dobro ucznia, czyli jego prawidłowy rozwój. Punktem wyjścia, punktem odniesienia była ludzka natura, która odsłaniała swoje potencjalności, na co jest otwarta i czego pragnie. Ponieważ jednak ludzka natura nie jest w stanie osiągnąć tych celów w sposób naturalny (a to potrafią w znacznej mierze zwierzęta), stąd potrzebuje odpowiedniej edukacji, za którą odpowiedzialne jest społeczeństwo, poczynając od rodziców i domu, a kończąc na różnego rodzaju szkołach. Tymczasem współczesna edukacja stawia sobie inne cele i wcale nie chodzi o rozwój człowieka. Cele są dwa. Pierwszy to uzawodowienie edukacji. Uczeń chodzi do szkoły po to, żeby nauczyć się jakiegoś zawodu, zwłaszcza takiego, jaki poszukiwany jest na rynku pracy. Drugi to tzw. socjalizacja, czyli dopasowanie zachowań ucznia do standardów wyznaczonych przez jakąś ideologię, najczęściej w powiązaniu z utopią. Widać wyraźnie, że w pierwszym wypadku uczeń jest traktowany jako narzędzie potrzebne do produkcji, a nie jako dojrzały osobowościowo człowiek. Bo przecież chociaż każdy zawód należy traktować z szacunkiem, to jednak człowiek jako człowiek jest kimś więcej niż stolarz, dekarz czy aptekarz. Każdy człowiek jest osobą, a jako osoba powinien mieć szanse na rozwój swojego życia osobowego, to zaś może dojść do skutku dzięki innemu typowi edukacji niż edukacja czysto zawodowa.

Dramat polega na tym, że współczesny model edukacji w coraz większym stopniu ruguje edukację humanistyczno-klasyczną, by doprowadzić do powstania człowieka jednowymiarowego, człowieka, który jest swoim zawodem i niczym więcej. Dlatego właśnie w PRL wyrzucono z programu szkół średnich łacinę, grekę, filozofię, logikę, retorykę – te podstawy edukacji klasycznej. III RP tych przedmiotów nie przywróciła, gorzej, przystąpiła do eliminacji nauczania historii, a kanon lektur tak zdeformowała, by nie był w stanie budować głębokiej i bogatej tożsamości polskiej. Odnieść można wrażenie, że między PRL i III RP zachodzi ciągłość ideologiczna: czego nie zdążono zrobić w PRL, robi się teraz.

Czas na działanie

Skąd płynie taki właśnie kierunek reform edukacji? Wydaje się, że nie z Polski, lecz że stoją za tym wpływowe organizacje międzynarodowe, takie jak Unia Europejska czy OECD (Organizacja Międzynarodowej Współpracy i Rozwoju), które poza tym, że w coraz większym stopniu chcą wpływać na programy edukacji suwerennych państw ze względów ekonomicznych, to również mają w tym interes ideologiczny, ponieważ decydujący głos mają w nich różnej maści środowiska lewicowe. One to właśnie, korzystając ze swoich uprawnień i uległych im rządów kontynuują rewolucję, której głównym, bo najbardziej podatnym adresatem jest młodzież szkolna, w tym również młodzież polska.

Dlatego trzeba się bronić. Rodzice muszą bronić swoich dzieci, a nauczyciele swoich uczniów. Sumienie, które nakazuje czynić dobro i przekazywać prawdę, i tradycja, która nakazuje pielęgnować wiarę i patriotyzm, są tu najlepszym drogowskazem. Trzeba w związku z tym rozeznać sytuację, postawić diagnozę i przejść do działania. Nie można dzieci i młodzieży pozostawić samym sobie lub zdać ich na pastwę ideologów. Jakie są możliwości działania? Różne. Można poszerzać ofertę edukacyjną, uzupełniać kanon, wprowadzać dodatkowe przedmioty; można zakładać własne szkoły, można patrzeć, jak wygląda nauczanie domowe w Polsce i za granicą.

Jako organizatorzy sympozjum poświęconego edukacji mamy nadzieję, że to sympozjum otworzy oczy, pomoże zrozumieć i zachęci do działania.

Autor jest kierownikiem Katedry Filozofii Kultury KUL i wykładowcą WSKSiM.

http://www.naszdziennik.pl/wp/30313,edu ... drozu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 29 kwi 2013, 07:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Rodzice edukują

Pod patronatem
„Naszego Dziennika”

W obrębie świata zachodniego funkcjonują dziś różne systemy edukacji, które łączy to, że są antykatolickie nie tylko w sensie religijnym, ale i kulturowym.

Katolik pragnący wychować swoje dzieci zgodnie ze wzorami wypracowanego przez wieki modelu edukacji katolickiej praktycznie ma z tym wielki problem, gdyż instytucje oświatowe są często podporządkowywane programom nauczania administracyjnie narzucanym z góry. W reakcji na ten stan rzeczy rozwinęła się już, głównie w Stanach Zjednoczonych, praktyka edukacji domowej, która w Polsce dopiero raczkuje.

– Przestrzeń publiczna, do której należy również system edukacji, jest nam, katolikom, dziś odbierana, często przy naszej milczącej zgodzie – wskazuje prof. Piotr Jaroszyński, główny inicjator XI już sympozjum z cyklu „Przyszłość cywilizacji Zachodu” zorganizowanego na KUL przez Katedrę Filozofii Kultury KUL, Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, Fundację „Lubelska Szkoła Filozofii Chrześcijańskiej” i Gilson Society (USA). – Trzeba wyjść z inercji i przystąpić do działania, zaczynając od własnego domu. Sposobem jest nauczanie domowe, międzyrodzinne, własne szkoły prywatne. Tu nie ma żartów, bo można łatwo stracić dzieci.

Dramat katolickich rodziców
Zdaniem prof. Jaroszyńskiego, każda metoda pedagogiczna jest ściśle zależna od przyjętej koncepcji natury człowieka. Katolicki model edukacji przejmuje klasyczne dziedzictwo grecko-rzymskie, uznające, że człowiek posiada naturę, którą należy doskonalić. Proces edukacji to ćwiczenie pod kierunkiem mistrza w zdobywaniu sprawności zwanych cnotami. Do tej klasycznej wizji katolicyzm wnosi pogląd, że człowiek posiada nadrzędny cel, jakim jest zjednoczenie z Bogiem, a więc potrzebuje wzmocnienia i natury, i kultury ze strony Boga.

W obrębie cywilizacji Zachodu funkcjonują również inne modele edukacji nabudowane na odmiennych koncepcjach natury ludzkiej, a nawet jej negacji. W kontekście współczesnych zawirowań oświatowych szczególne znaczenie mają dwie z nich. Jedna, wywodząca się z pelagianizmu, rozwinięta przez Jeana Jacques’a Rousseau i dziś święcąca triumfy w wersji tzw. antypedagogiki Hubertusa von Schoenebecka, to teoria zakładająca doskonałość ludzkiej natury. Edukacja w tej wersji polega na wsłuchiwaniu się i odczytywaniu pragnień dziecka, które należy wspierać, a nie wychowywać. – Gdy czyta się teoretyczne wyjaśnienia powodów wprowadzania reformy edukacji w Polsce, to są to teksty jakby wzięte żywcem z antypedagogiki Schoenebecka – wskazuje prof. Jaroszyński. – W tym momencie pojawia się wielki problem sensu wychowania dzieci.

Drugim modelem wychowawczym najbardziej dziś rozpowszechnionym jest negująca istnienie jakiejkolwiek natury ludzkiej edukacja socjalistyczna, która poprzez system bodźców i kar stara się zaprogramować człowieka do pełnienia odpowiednich funkcji społecznych.

W obliczu zdominowania świata zachodniego przez te dwa antykatolickie nurty edukacyjne następuje dramatyczny rozdźwięk między rodzicami wychowanymi w pewnej tradycji, według określonych wzorów zachowania czy ideałów życiowych, a ich własnymi dziećmi, co prawda ochrzczonymi, ale zmierzającymi zupełnie w innym kierunku, niż życzyliby sobie tego ich rodzice.

– Dramat katolików polega na tym, że właściwie nie mają dziś takich instytucji oświatowych, które pomogłyby im formować od najmłodszych lat dziecko jako katolika, a zarazem gruntownie wykształconego humanistę – ubolewa prof. Jaroszyński.



Szkoła w domu
Nauczanie domowe, czyli tzw. homeschooling dzieci najczęściej przez własnych rodziców, to zjawisko obecne głównie w krajach anglosaskich. Przodują tu Stany Zjednoczone, gdzie z tej formy edukacji korzysta około 2,5 mln uczniów.

Profesor Thomas A. Michaud (West Liberty University) nie ma wątpliwości, że w USA nauczanie domowe jest w głównej mierze reakcją oporu przeciw edukacji państwowej.

– Obywatele, których światopogląd i religia stoją w sprzeczności z systemem państwowym, wzięli sprawy w swoje ręce i stosują własne rozwiązania – uważa prof. Michaud. – Mimo przeciwności ruch ten rozwija się i umacnia z każdym rokiem, a także ogrywa system, kiedy zwycięsko broni swojej wolności do edukacji zgodnie z własnym wyborem.

Profesor Michaud nie ukrywa jednak, że w skali całej Ameryki nie jest to jeszcze znaczące zjawisko.

– Na razie nauczanie domowe nie jest niczym więcej niż tylko powodem drobnej irytacji progresywistów, którzy chcą edukację całkowicie podporządkować swojej wyimaginowanej utopii – zaznacza profesor.

W Polsce ten sposób edukacji otworzyła przed rodzicami i dziećmi ustawa oświatowa z 1991 r. stawiająca jednak wymóg uzyskania zgody dyrektora szkoły. W 2009 r. drzwi dla nauczania domowego zostały uchylone jeszcze szerzej dzięki nowelizacji znoszącej rejonizację. Rodzice decydujący się na edukację w domu mogą więc wybierać szkołę przyjazną nauczaniu domowemu, do której zapisują dzieci zdające w niej następnie stosowne egzaminy.

Wiele wskazuje na to, że również w Polsce istotnym motywem decyzji rodziców o rozpoczęciu edukacji domowej jest chęć kształcenia dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, czego nie gwarantuje stale reformowany i poddawany presji niebezpiecznych ideologii, m.in. gender, system oświaty państwowej.

– Troje naszych dzieci chodziło przez trzy lata do normalnej szkoły i gdy zabraliśmy dzieci ze szkoły, to je odzyskaliśmy – wskazywała pani Debora, uczestnicząca w sympozjum na KUL matka siedmiorga dzieci. – Uważam, że jeżeli ktoś ma małe dzieci i nie chce ich stracić, to w tym momencie jest to jedyna forma edukacji, która to umożliwia.

Pani Debora wskazywała, że jedną z trudności w nauczaniu domowym jest brak podręczników pozbawionych treści deprawujących dzieci. Apelowała również do środowiska akademickiego KUL o pomoc w opracowaniu programu i kanonu lektur właściwych dla katolickiej edukacji domowej.

Prowadzona od trzech lat edukacja domowa dzieci niezwykle pozytywnie wpłynęła na spójność rodziny Piotra Habrzyka, ojca pięciorga dzieci.

– Mamy teraz czas, żeby razem porozmawiać i skupić się na tym, co chcemy osiągnąć jako rodzina – podkreśla pan Piotr. – Dla nas na pierwszym miejscu jest Pan Bóg, czyli wiara, później rodzina i Ojczyzna, a dopiero później wiedza szkolna. Szkoła niejednokrotnie próbuje wyrwać nam dziecko, a później nas obarczać winą za to, że czegoś się nie nauczyło, tak jak tego chce szkoła. Nie, dzieci najpierw mają rodziców, a dopiero później szkołę.

Szacuje się, że z nauczania domowego korzysta w Polsce ok. 500 uczniów. Obecnie, wzorem rozwiązań amerykańskich, zawiązuje się między nimi sieć relacji bardziej sformalizowanych w postaci stowarzyszeń i organizacji ułatwiających i podnoszących poziom nauczania domowego.

– Jeśli podchodzimy do instytucji edukacyjnych beztrosko, z pełnym zaufaniem, że w nich pracują specjaliści, którzy całkowicie wyręczą rodziców w wychowaniu i nauce dzieci, możemy się srodze rozczarować – przestrzega prof. Jaroszyński. – Ważne, kto pracuje w tych instytucjach, jaki program realizuje, jaki ma cel, jakie wytyczne. Nauczanie domowe pozwala uniknąć wielu niebezpieczeństw, a szczególnie utraty kontaktu rodziców z dziećmi.

Adam Kruczek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/31184,r ... ukuja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 13 maja 2013, 05:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Jeśli nie Norwid, to kto?

Niewiele zostało przestrzeni, w których lewica jeszcze się nie wypowiedziała. Jednymi z najchętniej analizowanych przez postępowców obszarów są kultura i nauka.

Dlaczego? Ponieważ – jak się okazuje – mogą to być pojemne dziedziny, w których domorosły pisarzyna rychło stanie się błyskotliwym twórcą, bo np. „odsłonił prawdę o demonach polskiego patriotyzmu” albo w swojej powieści uwzględnił wątek antysemityzmu Polaków.

Z drugiej strony za poważnego naukowca uważa się kogoś, kto dopuszcza się nachalnej indoktrynacji lewicowej. Jak np. jedna z pań z PAN, która zasłynęła ostatnio opluwaniem bohaterów Akcji pod Arsenałem. Do demaskatorów „niepotrzebnych mitów”, „ciężkich patriotyzmów” i nieprzystającego do współczesności kanonu lektur szkolnych dołączają – o zgrozo! – również nauczyciele.

Jak widać, presja, aby szerzyć w społeczeństwie nowoczesne postawy, a nie jakieś nudne „Norwidy” i „Reymonty” jest na tyle silna, że jej „ofiary” nie zamykają się jedynie w wielkich gmachach wielkich instytucji naukowych.

Propaganda postępowego Europejczyka (bo słowo „Polak” brzmi od razu wrogo według ideologów nowej rewolucji) dociera również do szkół. Przykład? Dla radia należącego do imperium Agory wypowiedział się pewien nauczyciel z łódzkiego liceum.

Komentując tematy tegorocznej matury, miał on stwierdzić, że skierowane były „do omszałych starców i starych dewotek, a nie do młodzieży”. Przypomnijmy, jakie były owe „dewocyjne” tematy.

Otóż brzmiały one następująco: Rola autorytetu w społeczeństwie na podstawie „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego oraz przeszłość w „Glorii victis” Elizy Orzeszkowej i „Mazowszu” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

Nie będę streszczała całego wywiadu z nowoczesnym polonistą. Zacytuję tylko jeden fragment, który według mnie jest znamienny. „Maturę zdają różni ludzie, inaczej niż przed wojną, kiedy do szkół średnich chodziły dzieci inteligencji zapoznane z patriotycznymi lekturami. Czasy się zmieniły. Mamy zupełnie inną młodzież, z różnych środowisk, a serwuje im się takie ’ciężkie Norwidy’. To jest anachronizm”.

W tym jednym fragmencie zawiera się cały sens „przewrotu” wartości, jaki obecnie nam się serwuje. Nie chodzi tylko o zaniżanie poziomu i brak wiary we współczesną młodzież.

Nie ma sensu przywoływać temu panu setek przykładów patriotycznych, bogatych w treść, osadzonych w naszej tradycji i pięknej historii i kulturze inicjatyw, spotkań, rekonstrukcji historycznych, wystaw, rajdów, pokazów filmów itd., w których pierwsze skrzypce grają młodzi ludzie zafascynowani polskością.

Dla których Norwid nie jest ani ciężki, ani nudny. Ale ten argument na pewno będzie niewystarczający dla „reformatora maturalnego”.

Swoją drogą, wywiad z nim nie byłby wart przytoczenia, gdyby nie „czekoladowo-różowy” kontekst, w jakim pojawiła się ta wypowiedź.

Oczywisty jest również fakt, że media Agory nie poprosiłyby o rozmowę nauczyciela mającego inną optykę. Chodzi o to, by legitymizować własny przekaz wypowiedziami „ekspertów”. I tak działa mainstream. I natychmiast rodzi się w tym miejscu podstawowe pytanie: Jeśli nie Norwid, to kto?

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... o-kto.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 11 cze 2013, 06:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Edukacja a wychowanie

Może zabraknąć młyńskich kamieni dla molestatorów naszych dzieci. Po pierwsze, mamy przecież zorganizowane i zdyscyplinowane szeregi „edukatorów” radujących się zapowiedziami naszych ministrów zorganizowania państwowej „edukacji seksualnej” od kołyski.

Po drugie, spore grono rodaków podczas ostatnich parlamentarnych wyborów powierzyło rządy tym ministrom na swoją – wieczystą – odpowiedzialność.

Po trzecie, mamy liczne grono gapiów traktujących swoje życie i ludzkie dzieje niczym deszcz i słońce, czyli kapryśne, ale niezależne od nas żywioły. Dziwna zatem ta nasza Rzeczpospolita, w której sami rodzice powierzają swoje dzieci molestatorom.

Marzyli o takiej krainie dwaj uciekinierzy z Aten, przedstawieni przez Arystofanesa w „Ptakach” jako poszukujący takiego miejsca na ziemi. W klasycznych Atenach czekała za to kara śmierci, a u nas czekają miejsca pracy i godziwe wynagrodzenie.

Już teraz miasta, szkoły i uniwersytety dziękują – dyplomami uznania – „edukatorom seksualnym” z „Pontonu” za jakoby dobrą opiekę nad dziećmi. Słyniemy zresztą w świecie ze szczególnych kolekcjonerów sztuki, bo jeden z nich wyróżnił się ostatnio kolekcjonowaniem pięknych dziewcząt dla siebie i starszych kolegów.

Na jednym z naszych uniwersytetów szkolił i kontrolował młode kadry polskich „edukatorów seksualnych” znany profesor doktor habilitowany, specjalizujący się w bezpośredniej „edukacji seksualnej” młodych kobiet w swoim gabinecie. Udokumentowała tę „edukację” telewizja, a dla oddania pełnej sprawiedliwości przeniesiono ją na salę sądową. Nie wpadło to wcześniej do głowy utytułowanym koleżankom, kolegom i towarzyszom od owej „edukacji”.

Czcigodny szyld „edukacji” i innym przeszkadza w rozeznaniu, iż sfera seksualna wymaga zupełnie innego podejścia niż edukacyjne, a z tego powodu – podporządkowania informacji – formacji seksualnej. Nie jest to tylko spór o słowa, ale spór o posługiwanie się słowami w sposób, który nie dezinformuje. Dlaczego?

Ojciec Jacek Woroniecki zwrócił uwagę, że od początku nowożytności wychowanie człowieka sprowadza się do jego edukacji.

Tymczasem celem edukacji jest wyrobienie sprawności intelektualnych, a celem wychowania – sprawności moralnych. Różnicę tę podkreślał już Arystoteles, bo jeśli celem sprawności intelektualnych jest informacja, zdobycie wiedzy, to celem sprawności moralnych jest pokierowanie działaniem w taki sposób, aby człowiek żył na ludzkim poziomie.

Wprawdzie w każdym kierowaniu działaniem niezbędna jest wiedza zarówno o pisanym człowiekowi „ludzkim poziomie”, jak i wiedza o konkretnej sytuacji działania, to jednak owa wiedza podporządkowana jest owemu „kierowaniu”, czyli moralnej formacji. To podporządkowanie nie oznacza jakiejś manipulacji czy okłamywania, ale odpowiednie posługiwanie się tą wiedzą. Rozumu należy używać rozumnie, a nawet należy go wyłączyć, kiedy idziemy spać.

Pierwszym z powodów, z uwagi na który w procesie wychowania człowieka odpowiednio należy kierować informacją, jest fakt, że wzbudza ona spontaniczne dążenia (zwane uczuciami) do lub od poznawanych przedmiotów. Na przykład widok groźnego niedźwiedzia budzi spontaniczne i silne dążenie do ucieczki (uczucie lęku) od tego groźnego zwierzęcia.

Widok zaś sympatycznej koleżanki pociąga za sobą spontaniczną chęć zatrzymania się, przywitania i porozmawiania. Informacja seksualna w szczególnie silny sposób „rozbudza” człowieka, bo dotyczy jednego z trzech najsilniejszych w nim żywiołów.

Jego mocą padł na starość nawet arcymądry Salomon i runęło niejedno domostwo. Dzieje całej ludzkości niejednokrotnie wstrząsane były aż do korzeni siłą popędu seksualnego, i to nie z powodu braku edukacji.

Dość przypomnieć wyprawę Europy na Azję po uprowadzeniu pięknej Heleny przez Parysa, któremu zabrakło nie informacji, ale dobrego wychowania, panowania nad sobą. O tym wszystkim jakby nie wiedzą tylko „edukatorzy seksualni”, i to niezależnie od tego, czy w wersji A, B, C czy D. Sama nazwa już dezinformuje, bo sfera seksualna wymaga najpierw formacji, czegoś zatem różnego od edukacji.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... wanie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 17 sie 2013, 06:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Klucz do sukcesu

Beata Falkowska

Szkoła, zajęcia pozalekcyjne, kursy pamięci, szybkiego czytania, korepetycje, kluby i stowarzyszenia – świat nachalnie wmawia rodzicom, że posiada receptę na życiowy sukces naszych dzieci. Musimy tylko przyjąć (lub kupić) proponowane metody. Sprzedaje się nam przepisy na rozwinięcie możliwości, odkrycie talentów, wyprodukowanie niemal nadczłowieka, który pewny siebie stanie do rywalizacji w wyścigu szczurów. Wszystko dostosowane do „naszych czasów” i „nowoczesnych wymagań”, choć w rzeczywistości niejednokrotnie bazujące na zaczerpniętych ze wschodnich wierzeń gusłach. W księgarniach półki uginają się od poradników na temat wychowania: ogólnych i szczegółowych – ułożonych według wieku, płci lub poruszanych problemów.

Tymczasem bazujący na nauczaniu Kościoła dorobek pedagogiczny nie funkcjonuje w publicznym dyskursie. Tacy tytani myśli i praktyki wychowawczej, jak bł. ks. Bronisław Markiewicz, o. Jacek Woroniecki czy bł. Marcelina Darowska są znani jedynie w kręgach co dociekliwszych katolików. A przecież mamy dziedzictwo wzorów sprawdzonych, dwutysiącletnią wszechnicę, do której możemy „zapisać” nasze dzieci.

„W zdrowej atmosferze wychowawczej musi być spora doza radości. Tak samo od tych wszystkich, którzy pragną się poświęcić akcji wychowawczej, winniśmy wymagać dużej dozy radości życiowej. Bardzo ważne jest pozostawiać zrzeszeniom młodzieży dużą swobodę ruchów. Właśnie ta ich samodzielność i rzutkość we własnym swym zakresie działania ma bardzo duże znaczenie wychowawcze, pobudza bowiem do czynu, do samodzielności inicjatywy, a to tak ważne, gdy chodzi o wyrobienie przedsiębiorczości w społeczeństwie, które jej posiada tak mało”.

I jeszcze jeden cytat dotyczący ideału wychowawcy: „Do każdego się dostosować, nie zatracając swej formy ducha”.

Porywające? Brzmi na wskroś współcześnie i żywo? Bez dwóch zdań. Autorem pierwszego fragmentu jest o. Jacek Woroniecki (1878-1949), drugiej sentencji bł. Jan z Saksonii (XIII w.), do którego dominikanin nawiązywał. Na te przykłady nie powoła się mainstream dorabiający katolickim szkołom gębę „skostniałych” i „opresyjnych”. Popdziennikarze i poppedagodzy przekonują, że katolickie wychowanie hamuje rozwój, ogranicza, ujednolica. I kto to mówi? Prowadzeni na smyczy przez ukrytych mocodawców pretorianie jedynie słusznej idei, homogeniczni w każdym calu z innymi wyrobnikami nowego, wspaniałego świata.

Poszanowanie dla indywidualności, przy jednoczesnym wyrabianiu umiejętności współdziałania, zachęta do samodzielności, kreatywności, wydobywanie talentów zawsze cechowało katolickie wychowanie. Przez setki lat te zasady rodziły genialnych uczonych, artystów, wynalazców, polityków, rycerzy. Także na polskim gruncie to żniwo jest obfite i różnorodne.

Szkołę Domowej Pracy Kobiet założoną w okresie zaborów w Kórniku przez generałową Jadwigę Zamoyską (kandydatkę na ołtarze, tak jak o. Woroniecki) ukończyło 6 tysięcy dziewcząt, ale jej moralne oddziaływanie było znacznie szersze. Placówka łączyła praktyczną naukę prowadzenia gospodarstwa domowego z wychowaniem patriotycznym i religijnym. System prosty i skuteczny. Nawiązując do dziedzictwa Zamoyskiej, także dziś szkoły mogłyby ratować dziewczęta przed złymi wyborami w okresie dorastania i początków samodzielności, „najniebezpieczniejszej dla nich chwili”, jak to określił Papież Leon XIII. Generałowa ocaliła ich setki.

Katolicka cywilizacja przez wieki rodziła także świętych. I o to chodzi we współczesnej walce z klasyczną edukacją, by zamknąć dzieci i młodzież na łaskę, zniszczyć w nich obraz Stwórcy. Pismo Święte odpowiada na pytanie o człowieka już na pierwszych stronach. Jest on dzieckiem Bożym, stworzonym na obraz i podobieństwo Tego, który JEST. Ale jednocześnie działa w człowieku jego grzeszna natura. Kto dziś odważy się pochwalić programem wychowawczym, w którym zapisano by, że ucznia (wychowanka) cechuje skłonność do zła, którą można i należy pokonać przez pracę nad sobą z pomocą łaski Bożej. A taki właśnie plan proponuje Jezus z Nazaretu. Indywidualność, ekspresja, rozwój talentów – tak, ale w służbie dobru, przy jednoczesnej ochronie młodych od zła i wypaczeń.

Czy to naprawdę jest odległe i przestarzałe? Dlaczego tak wielu z nas daje sobie wmówić, że pragnienie prawdziwego szczęścia dla naszych dzieci jest niedzisiejsze? Nie jesteśmy zdani na pastwę koryfeuszy antypedagogiki. Mamy narzędzia, mamy wciąż aktualną i wartościową spuściznę klasycznych mistrzów, a dziedzictwo polskich katolickich pedagogów odpowiada przy tym wymogom naszej narodowej tradycji i mentalności.

http://www.naszdziennik.pl/wp/51201,klu ... kcesu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 28 sie 2013, 07:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Wychowywać do wartości

Małgorzata Pabis

Episkopat Polski zaapelował do rodziców, aby wobec coraz nachalniejszych prób wprowadzania do polskich szkół edukacji seksualnej, która jest sprzeczna z chrześcijańską wizją człowieka, czuwali nad tym, co szkoła przekazuje ich dzieciom.

Związane z III Tygodniem Wychowania przesłanie Episkopatu Polski czytane będzie w kościołach w najbliższą niedzielę. Na początku roku szkolnego księża biskupi przypominają, że „bez zgody rodziców szkoła nie może realizować programu wychowawczego ani pozwalać na nauczanie przedmiotów, których treści są sprzeczne z ich przekonaniami lub wprost demoralizujące”. Ten głos jest tym bardziej uzasadniony, że do urzędów wielu polskich miast, m.in. Krakowa, wpłynęły od środowisk promujących ideologię gender pisma wzywające do wprowadzenia w szkołach gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych edukacji seksualnej. Pasterze Kościoła w Polsce wzywają rodziców i wychowawców, aby nie wychowywali dzieci do „jakichkolwiek wartości”, ale do tych, które są istotne dla rozwoju człowieka, dla jego życia w duchu chrześcijańskim, zgodnego z wiarą. Zwracają w tym kontekście uwagę na zanik przejrzystej hierarchii wartości i upadek autorytetów, których życie weryfikowałoby wyznawane wartości. „Życie pokazuje, że obecnie wychowanie skierowane jest przede wszystkim na wartości praktyczne, materialne i sprawiające przyjemność” – wskazują. Stąd też podkreślają konieczność obrony wartości chrześcijańskich, które coraz częściej są eliminowane z życia publicznego, „a zwłaszcza chrześcijańskiej wizji miłości, małżeństwa i rodziny”.

Niestety brak wychowania do podstawowych wartości często prowadzi do utraty sensu i celu życia, do wygodnictwa życiowego, a nawet relatywizmu moralnego. Dlatego tak ważne jest, aby rolę wychowawczą w pierwszym rzędzie wypełniała rodzina. To tam dzieci powinny poznać i nauczyć się, czym są pokora, dobroć, cierpliwość, gotowość do wybaczania, wierność, uprzejmość, opanowanie – czyli wartości, które nie są dziś modne, ale stanowią podstawę dobrego i szczęśliwego życia. Szczególną wartością, która służy wychowaniu, jest oczywiście wiara.

W wychowawczej misji rodzinę powinna wspierać szkoła, przypomina Episkopat Polski. Nie ma gorszej sytuacji niż rozdźwięk pomiędzy tym, czego uczy dom, a szkoła. Widząc zaś ostatnie zakusy środowisk liberalnych, które chcą już od przedszkola epatować nasze dzieci seksem, Episkopat Polski apeluje do rodziców, by czuwali nad tym, co szkoła przekazuje ich dzieciom.

III Tydzień Wychowania obchodzić będziemy 15-21 września 2013 roku.

http://www.naszdziennik.pl/wp/52212,wyc ... tosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 31 sie 2013, 06:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Etyka nie zastąpi religii

Małgorzata Pabis

Przygotowanie do sakramentów świętych odbywa się na lekcjach religii w szkole i w parafii, a nie na etyce – podkreśla z mocą ks. bp Marek Mendyk z Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski. Zasadę tę przypomina z powodu częstych decyzji rodziców, którzy wybierają dla swoich dzieci lekcje etyki zamiast religii. Wychowanie katolickie dziecka jest jednym z podstawowych obowiązków katolickich rodziców.

– Po ostatnich odprawach katechetycznych docierają do nas sygnały z Polski, że rodzice posyłający dzieci do I klasy szkoły podstawowej od razu wybierają dla swoich dzieci udział w lekcjach etyki. Mają oczywiście takie prawo, ale za jakiś czas pojawi się problem przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej – ostrzega ks. bp Mendyk. A przecież przygotowanie do Pierwszej Komunii Świętej odbywa się najczęściej w szkole. – Trwa od początku edukacji szkolnej, a intensyfikuje się w roku, kiedy dziecko ma przyjąć po raz pierwszy do serca Pana Jezusa. To jest systematyczna nauka katechizmu i przykazań – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Grażyna Stopa, katechetka z Radymna, przygotowująca dzieci do Pierwszej Komunii Świętej. – Nauka małego katechizmu czy przykazań nie polega tylko na nauczeniu się ich na pamięć, lecz najlepiej, by dziecko nauczyło się nimi żyć i bardziej je rozumieć, a temu służy również systematyczna katecheza – dodaje.

Podobnie jest z sakramentem bierzmowania. Tymczasem dziś wielu rodziców i uczniów zamiast religii wybiera etykę, która – jak wyjaśnia rzecznik Episkopatu ks. Józef Kloch – nie spełnia wymogu przygotowania do sakramentów i nie może być respektowana przy podejmowaniu decyzji o wyrażeniu zgody co do ich przyjęcia. – Stanowisko Kościoła jest jasne, rzecz w tym, by za rok nie było jakichś nieporozumień – zaznacza.

Jak podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. dr Piotr Steczkowski, kanonista, posyłanie dzieci na religię jest obowiązkiem katolickich rodziców. – Już kiedy małżonkowie zawierają sakramentalny związek małżeński, odpowiadają przed Bogiem, że chcą przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym ich Pan Bóg obdarzy. Potem to zobowiązanie wypowiadają także w czasie sakramentu chrztu świętego dziecka. Nie powinny być to słowa rzucane na wiatr, są one zobowiązaniem wobec Boga – podkreśla. Owszem, środki do katolickiego wychowania dzieci są różne. Po pierwsze, dzieci uczą się wiary przez przykład, świadectwo swoich rodziców, przez wspólną modlitwę, czytanie Pisma Świętego. – Po drugie, rodzice mają obowiązek podjąć edukację religijną swoich dzieci. Kodeks Prawa Kanonicznego mówi wprost, że rodzice muszą zagwarantować wychowanie katolickie swoim pociechom. Nauka religii w Polsce prowadzona jest dwutorowo: w szkole i przy parafiach. Rodzice mają obowiązek posyłać dzieci do takich szkół, które gwarantują naukę religii – podkreśla ks. Steczkowski. – To jest obowiązek sumienia. Nieposłanie dziecka na katechezę jest poważnym zaniedbaniem podstawowego obowiązku. Jeśli rodzic tego nie robi, obciąża swoje sumienie – dodaje kanonista. Kodeks Prawa Kanonicznego przewiduje wręcz karę dla rodziców, którzy wychowują dziecko w innej wierze. – Kościół udziela dziecku chrztu tylko wtedy, gdy istnieje nadzieja, że zostanie wychowane w wierze katolickiej – przypomina ks. Steczkowski. Odsuwanie dziecka od katechezy, od Kościoła obciąża sumienia rodziców, a w szerszej perspektywie – prowadzi do ateizacji, utraty wiary. – Nie można ignorować tak poważnych zadań i obietnic – alarmuje kapłan.

http://www.naszdziennik.pl/wp/52537,ety ... ligii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 25 wrz 2013, 07:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Opuścili młodzież

Kilka dni temu odwiedziłem trzy szkoły, gimnazja i licea, w środkowej Polsce. Przedstawiałem tam znaczenie misji płk. Ryszarda Kuklińskiego w historii Polski. W jednym z gimnazjów, imienia Adama Mickiewicza, zaproponowałem młodzieży porównanie Kuklińskiego do Konrada Wallenroda. Jaka inna młodzież niż uczniowie szkoły z takim patronem może lepiej rozumieć symbolikę tej literackiej postaci?

Od młodzieży otrzymałem zamiast dyskusji ciszę, milczenie i pytający wzrok. Z końca sali podniosła się nauczycielka polskiego. Tłumacząc swoich uczniów, powiedziała zawiedzionym tonem: „Oni nie znają Konrada Wallenroda. Wycofano go z kanonu lektur”.

Wiedziałem, że z edukacją młodzieży jest źle, ale nie sądziłem, że aż tak. Nie ma Mickiewicza, nie ma Sienkiewicza. Jak to możliwe, przecież to jest podstawa! Jak można rozmawiać z człowiekiem o kulturze, historii i tradycji, jeśli nie ma podstaw. Jak ma dokopać się do nauki, skoro nie ma nawet gdzie kopać. Polska młodzież nie stworzy w swoich umysłach na przykład skrótów myślowych, ponieważ nie ma punktów odniesienia. Nie rozumie porównania „Ryszard Kukliński – Konrad Wallenrod XX wieku”, ponieważ nie ma punktu odniesienia w postaci wiedzy, kim był Konrad Wallenrod.

Według mnie, pozbawianie ich wiedzy z zakresu literatury i historii ograniczy nawet ich innowacyjność w zakresie nauk ścisłych. Jest natomiast Harry Potter, który nie ma żadnych bezpośrednich odniesień kulturowych. Jedynie kalki symboli. Gdyby chociaż zamiast brytyjskiej literatury pojawiło się więcej współczesnej polskiej literatury, młodzież miałaby lepsze rozeznanie w naszej kulturze.

W kolejnym gimnazjum zapytałem dyrektora o problem narkotyków. Okazało się, że nauczyciele i dyrektorzy są bezradni w walce z uzależniającymi środkami odurzającymi. Największym sojusznikiem narkotyków w szkołach są rodzice. Nie chcą większej dyscypliny. Tylko zaostrzenie regulaminów w sprawie narkotyków może wypędzić je ze szkoły. Ale rodzice wiedzeni kulturowo liberalnym i bezrefleksyjnym przekazem, wychodzącym od przeciwników Kościoła, nie godzą się na porządki w szkołach.

Najczęściej dyrektorzy, wychowawcy, nauczyciele słyszą od rodziców, że ich dziecko na pewno nie bierze. W związku z tym nie zgadzają się na wojskowy dryl wśród uczniów. W rezultacie tego władze szkół nie mogą nic zrobić. Ani w ramach swoich obowiązków, ani rady rodziców.

Ostatnie zastraszające dane dotyczące obecności narkotyków w życiu młodzieży nie są wcale zaskakujące. Być może dziwią one rodziców, którzy niedostatecznie wsłuchują się w potrzeby i prośby dzieci. Dla nauczycieli sprawy są oczywiste i widoczne gołym okiem. Narkotyki w każdej postaci dostępne są dla każdego. A drugim miejscem, po nocnych klubach, w którym jest najłatwiej je dostać, jest właśnie szkoła, w której dzieci powinny być bezpieczne jak w domu.

Jestem przekonany, że obecny rząd z premedytacją czyni starania na rzecz pozbawienia młodzieży intelektualnych podstaw. Pozwala to na łatwiejsze polityczne manipulowanie nimi. Fałszywa wolność wynikająca z liberalnego wychowania prowadzi do akceptacji narkotykowej próby. Jedni wybierają marihuanę, drudzy amfetaminę, a jeszcze inni to, co prawo sankcjonuje, czyli dopalacze.

Polski rząd, polskie władze świadomie opuściły młodzież. Niemalże na każdym etapie wychowania. Sądząc, iż komputer w pracowni informatycznej to główny klucz do edukacji. To jest tak jakby rodzic powiesił dziecku klucz na szyi i powiedział: „Ty się baw, a ja wrócę do domu później”. Jak można oczekiwać, że młody człowiek nie narobi sobie kłopotów?! Starszym i młodszym dzieciom należy się ochrona państwa przed zagrożeniami. Zacznijmy od przedszkoli. Nie dajmy do nich wejść nauczycielom „seksualności” i jednocześnie wyrzućmy narkotyki ze szkół.

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... dziez.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /