Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 91 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 11 cze 2011, 14:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Kościół w doktrynie św. Katarzyny Sieneńskiej

W taki oto sposób oraz na różne inne sposoby, o których nie mogę mówić spalam się i dogorywam, oddając życie miłej Oblubienicy Chrystusowej. Chwalebni męczennicy czynili to, przelewając swą krew. Proszę Bożą dobroć, aby jak najrychlej pozwoliła mi ujrzeć zbawienie Jej ludu. Gdy nastaje godzina tercji i wstaję na mszę świętą, mógłbyś zobaczyć jak żywy trup kobiety idzie w kierunku św. Piotra i wchodzi tam, by się trudzić w łodzi świętego Kościoła. Zostaję tam aż do nieszporów, a zostałabym tam chętnie dniami i nocami, dopóki nie ujrzę ludu rzymskiego uspokojonego i pogodzonego ze swymi biskupami. Ciało me trwa bez żadnego pokarmu i be kropli wody, udręczone licznymi, błogimi cierpieniami, jakich nigdy nie doznałam. Życie moje wisi na włosku.

W taki oto sposób pisze św. Katarzyna do swego spowiednika, bł. Rajmunda z Kapui, w jednym ze swych ostatnich listów. Udręczona ponad miarę atakami diabłów, wycieńczona ciągłymi postami, wreszcie – ciężko chora – nie była w stanie ruszyć się z łóżka i wstać. A jednak ostatnie trzy miesiące swego życia codziennie stawała i szła pieszo ze swego domu, znajdującego się w pobliżu kościoła Santa Maria sopra Minerva pieszo przez most św. Anioła do Bazyliki św. Piotra, gdzie żarliwie trudziła się w łodzi świętego Kościoła. Sama z siebie nie byłaby w stanie wykonać tego wysiłku. Wykonywała go jednak tylko na wyraźny rozkaz Chrystusa.

Kim była św. Katarzyna? Skromną niepiśmienną dziewczyną, zwykłą tercjarką dominikańską, wielką nauczycielką i przewodniczką duchową, pośredniczką między skłóconymi władcami i państwami, doktor Kościoła, największą mistyczką dotychczasowej historii Kościoła. Dodajmy jeszcze do tego, że dzięki Jej namowom i działaniu Grzegorz XI powrócił do Rzymu i zakończyła się niewola Awiniońska papieży. Zachowało się kilkaset Jej listów, trochę modlitw, spisywanych przez jej sekretarzy i jedyne Jej dzieło – napisany w uniesieniu mistycznym Dialog o Opatrzności Bożej.

Kto czytał wielkich mistyków będzie wiedział, że są pewne cechy ich dzieł, które ich jakoś łączą. Są to owe próby wypowiedzenia ludzkim językiem rzeczywistości niedostępnej dla zmysłów. Na tym jednak kończy się podobieństwo Dialogu do innych dzieł mistycznych. To co u Katarzyny jest inne – to przede wszystkim dogmatyczny charakter jej mistyki. Niektórzy badacze myśli św. Katarzyny, mówiąc o Jej nauce, używają określenia: „doktryna mistyczna”. Określenie to wydaje się bardzo trafne.

W swej nauce czy doktrynie mistycznej Katarzyna tkwi bezsprzecznie w nurcie dominikańskim. Jest to na tyle ciekawe, że Katarzyna była rzeczywiście osobą niepiśmienną i tylko dzięki interwencji Bożej nauczyła się czytać i słabiutko pisać. Swego Dialogu nie pisała własnoręcznie – dyktowała go przez dwa miesiące trzem swoim najlepszym sekretarzom: Stefanowi Maconi, Neriemu di Pagliaresi i Barducciemu Canigiani. Nie sprawdzała, nie wnosiła poprawek, nie redagowała. Wszystko zostało spisane tak, jak Ona dyktowała. Dzięki Rajmundowi z Kapui Dialog uchował się w niezmienionej postaci. Ominął go los wielu dzieł innych mistyków, poprawianych, przerabianych, wygładzanych, ugrzecznianych i łagodzonych przez współbraci, współsiostry lub bojących się całej prawdy przełożonych. Być może gdyby Katarzyna była regularną zakonnicą Jej Dialog też byłby załagodzony i ugrzeczniony. Katarzyna była jednak tercjarką dominikańską i jako taka żyła poza klasztorem. Pisma swoje powierzyła Rajmundowi, który miał olbrzymy szacunek do tej swojej duchowej Córki i Matki w jednej osobie i który przyczynił się do upowszechnienia Jej doktryny.

Powiedzieliśmy, że Katarzyna tkwi w swej nauce w nurcie dominikańskim. Te słowa potrzebują krótkiego wyjaśnienia. Otóż Zakon Dominikański lub inaczej Zakon Kaznodziejski został powołany dla zbawienia dusz. Taka była pierwotna myśl św. Dominika i taki jest do dziś główny cel Zakonu. Środkiem czy inaczej rzecz biorąc – sposobem działania dla zbawienia dusz jest kaznodziejstwo i to takie, które głosi Naukę Kościoła. Zakon ma w swym herbie zapisane słowo VERITAS, czyli PRAWDA. Chodzi o głoszenie czystej nauki Kościoła. I chodzi też o specyficzny sposób głoszenia – można takie głoszenie określić jako „głoszenie dogmatyczne”. Nie oznacza to, że inny sposób głoszenia jest niezgodny z nauką Kościoła – bynajmniej! Chodzi o pewną specyfikę, gdzie dogmat nie musi być koniecznie zacytowany i omawiany, ale jest podstawą wszelkiego głoszenia. To właśnie charakteryzuje mistykę Katarzyny i wszystkie Jej listy i modlitwy. To nie jest tylko zwykły sensus catholicus, to jest coś więcej – sensus dogmaticus.

Przyjrzyjmy się więc Jej nauce o Kościele. Najpełniej jest ona ujęta w Dialogu, ale w Jej Listach można znaleźć wszystkie elementy jej nauki, również i tej o Kościele. Najpierw jednak jeszcze dwa słowa o samej Katarzynie.

Będąc małą dziewczynką Katarzyna miała widzenie. Ujrzała Chrystusa w szatach papieskich, w tiarze z potrójną koroną. Jest to widzenie specjalne dane dla Niej. Pojedyncze w historii mistyki. Są inne pojedyncze widzenia, na przykład objawienie Serca Jezusowego czy Cudownego Medalika, ale nie są to widzenia dane tylko dla osoby widzącej. Są one przeznaczone do przekazania innym w celu ustanowienia kultu. Katarzyna natomiast ujrzała Chrystusa w tiarze papieskiej i to miało wyznaczyć całą Jej przyszłość. Stała się tą, która dźwiga łódź Kościoła. Dla Niej to dźwiganie stanie się nie tylko polem działania dyplomatycznego, ale prawdziwym ciężarem, wielką odpowiedzialnością, ciągłą modlitwą, ciągłym głoszeniem świętości Kościoła i wyjaśnianiem czym jest Ciało Mistyczne, wreszcie spali się jak świeca z miłości do Kościoła.

Katarzyna nie została męczennicą w ścisłym tego słowa znaczeniu. Choć bardzo pragnęła męczeństwa krwi i bardzo błagała Chrystusa o męczeństwo, On, Który wysłuchiwał każdą Jej prośbę – tej nie wysłuchał. Złożyła swoje życie na ołtarzu miłości i oddała go za Kościół. Ona, zwana Sponsa Christi – Oblubienica Chrystusa, oddała całą siebie za Mistyczne Ciało swego Oblubieńca.

Centralne miejsce w doktrynie Katarzyny zajmuje Krew. Krew Chrystusa przelana na krzyżu jako okup za niewolników grzechu. Krew ta nie jest dla Katarzyny tylko wspomnieniem chwil na krzyżu, nie jest symbolem Odkupienia, jest ciągle realnym strumieniem rozlewającym się na cały Kościół. Doktrynę Katarzyny można nazwać Doktryną Krwi (theologia purpurea). Kościół istnieje dzięki tej przelanej na krzyżu Krwi, ale gdyby była tylko raz tam przelana – nie istniałby. Krew jest niejako w samym środku Kościoła, jest źródłem wszystkiego czym jest Kościół. Krew jest dla Katarzyny wielokrotnie tożsama z sakramentem Eucharystii, ponieważ ta Krew jest pokarmem Kościoła. Jest ona istotą Kościoła. A że ta Krew przelana jest przez Chrystusa z miłości, istotą Kościoła staje się miłość do dusz. Katarzyna nigdy nie używa słowa człowiek – mówi zawsze o duszy. To ostatnie określenie było oczywiście charakterystyczne dla teologii przez wiele wieków i zaczyna zanikać dopiero w XX wieku. Katarzyna jednak bardzo mocno podkreśla znaczenie zbawienia duszy i przemijalność ciała. Robi to w sposób iste Tomaszowy – choć nie mówi o formie i materii – jednak ciągle podkreśla, że ciało bez duszy jest martwe. Duszę zaś ożywia tylko zbawcza Krew. Dusza, stworzona do miłości – mówi Katarzyna – nie jest w stanie sama z siebie tej miłości zaspokoić lub ożywić. Może jednak tę miłość dostąpi tylko w nieustannie bijącym źródle Krwi Pańskiej, a ta Krew znajduje się tylko w Kościele.

Aby żyć w pełni w Kościele należy żyć życiem sakramentalnym. Katarzyna jest bardzo stanowcza: jeśli ktoś mogąc przyjąć sakramenty Kościoła, nie chce tego uczynić – umrze w stanie potępienia. Sakramentów zaś nie można dostać bez kapłanów, ich zadanie jest tak ważne, że Katarzyna nie waha się nazywać ich Chrystusami na ziemi.

Kościół w widzeniu Katarzyny przedstawia się jako piwniczka, gdzie przechowuje się Krew Chrystusa. Drwi do tej piwniczki strzeże Pomazaniec, któremu powierzone są klucze Królestwa czyli klucze Królestwa Krwi. Tak jak zostały powierzone Piotrowi, tak samo są powierzone każdemu z Jego następców. Każdy z nich ma i mieć będzie aż do dnia Sądu tę samą władzę i żaden z ich błędów nie umniejszy władzy ani nie osłabi doskonałości Krwi i innych sakramentów. Papieża Katarzyna nazywa Chrystusem na ziemi. Tylko On namaszcza i przyjmuje kapłanów. I on tylko wyznacza każdemu jego urząd dla rozdawana chwalebnej Krwi. Ponieważ on ustanawia kapłanów swymi pomocnikami, do niego należy też prawo karcenia ich błędów. Kapłani, właśnie ze względu na dostojeństwo swej służby, nie zależąod książąt doczesnych. Prawo cywilne nie może wymierzać im kary, zależą oni tylko od tego, kto ma władzę rządzenia według prawa Boskiego. To ostatnie sformułowanie należy do samej Katarzyny. Brzmi na pewno ono trochę zaskakująco. Katarzyna mówi cały czas językiem mistycznym, można rzec nawet ekstatycznym, nagle pojawia się zupełnie świeckie określenie: „prawo cywilne”. Jest to zresztą typowe dla pism Katarzyny. Wydawało by się, że w pełni mistycznego uniesienia będzie mówić tylko o swoich widzeniach i używać języka mistyków. Jednak w odpowiednim momencie używa ona określeń całkiem „świeckich”. Chciałoby się powiedzieć – sprowadza czytelnika na ziemię. Jednak takie określenie nie byłoby prawidłowe. Katarzyna nie „sprowadza na ziemię”. Dla niej nie ma dwóch światów. Ona żyje na ziemi, w doczesności, ale ta doczesność nie jest oderwana od rzeczywistości niebieskiej. Nie można nawet powiedzieć, że te rzeczywistości się przenikają. One są tym samym – tylko w innym wymiarze. Katarzyna nie odrywa się od świata, by wejść w kontakt z Bogiem. Ona po prostu rozmawia z Chrystusem, z Bogiem Ojcem, z całą Trójcą Świętą, tak jak rozmawia z ludźmi.

Krew i stosunek do Krwi Pańskiej wyznacza w doktrynie Katarzyny strukturę Kościoła. Rozdawnictwo Krwi i Jej przyjmowanie wyznaczają miejsce w Ciele Mistycznym. Sam Kościół Katarzyna nazywa Oblubienicą Chrystusa. Widzi go jako wspólnotę, ale jest to wspólnota hierarchiczna i wyraźnie podzielona na dwie części – wyznaczone, jak już wspomniano, stosunkiem do rozdawnictwa Krwi. Niektórzy ze współczesnych badaczy myśli Katarzyny utrzymują, że Jej wizja Kościoła jest bliska współczesnej. Polemizowałabym z tym twierdzeniem. Współczesna wizja Kościoła stawia w centrum zainteresowania człowieka. Człowiek jest drogą Kościoła, jest niejako celem, w tym bardzo istotna jest jego kondycja doczesna. Nie chodzi tylko o stan materialny, Katarzyna również podkreśla, że należy niezmiennie dbać o chorych i ubogich. Współczesna koncepcja Kościoła różni się również tym, że uwypukla psychologiczne elementy kondycji człowieka. Katarzyna nie zajmuje się psychologią i nie szuka usprawiedliwienia dla stanu sprzeniewierzenia się Kościołowi w uwarunkowaniach społecznych czy rodzinnych. Dla niej sprawy są jasne – jest grzech lub nie ma grzechu. Zbawienie duszy stawia ponad wszystko. Życie ziemskie jest tylko drogą do osiągnięcia zbawienia.

Podział dychotomiczny Kościoła u Katarzyny jest bardzo wyraźny. Z jednej strony są ci, którzy są powołani do rozdawnictwa Krwi i oni są obdarzeni ze względu na swoje powołanie niezwykłym dostojeństwem i godnością. Z drugiej są ci, którzy korzystają z posługi kapłańskiej i tego dostojeństwa nie mają. W tej drugiej części społeczności Kościoła Katarzyna widzi kolejny podział, choć nie jest on tak wyraźnie zaznaczony. Jedna część to osoby światowe, książęta, władcy i ludzie żyjący w świecie w sposób zwykły, z drugiej – osoby poświęcające się Bogu, ale nie posiadające prawa rozdawnictwa Krwi. Wszyscy jednak mają taką samą odpowiedzialność za Kościół. Wszyscy zobowiązani są bronić Kościół i pracować dla jego dobra. Na pierwszym miejscu tej pracy stawia Ona modlitwę, jednocześnie jednak żąda od każdego według jego stanu i możności konkretnych czynów. Najlepiej widać to w Jej listach, pisanych do ludzi rozmaitych stanów: do królów, konsulów, biskupów, papieży, ale też i do zwykłych ludzi, jak na przykład do żony krawca czy pewnej nierządnicy. Każdemu wskazuje Ona obowiązek i co ciekawsze – każdemu wskazuje sposób działania.

Kościół dla Katarzyny to jakby zbiór wielu małych winniczek, tworzących dużą winnicę Pańską. Każdy uprawia swoją winnicę, ale też każdy musi dbać o uprawą winnicy sąsiada, bowiem gdyby na sąsiedniej rozpleniły się chwasty czy choroby, mogłyby się dostać do naszej i wtedy na nic byłaby uprawa. Jest to wizja bardzo daleka od współczesnej tolerancji. Dla Katarzyny nie ma takiego pojęcia. Nie chodzi tylko o to, że same pojęcie jest dużo późniejsze i że za Jej czasów nie istniało. Chodzi o bardzo stanowcze powiedzenie – nie wolno przechodzić obojętnie koło cudzego grzechu. Mówiąc o grzechach kapłanów (Katarzyna poświęca temu tematowi bardzo dużo miejsca) wskazuje na jeden, który uważa za szczególnie obrzydliwy: chodzi o liczenie się z opinią możnych lub zamykaniu oczu na niektóre grzechy. Tacy kapłani, mówi Katarzyna, dają się ująć pochlebstwom i darom zamiast karaś stanowczo winnych. Gdyby byli dobrymi lekarzami usunęliby grzesznika, upierającego się przy swoich grzechach, aby nie zakażał innych zarazą grzechu śmiertelnego. Oddajmy na chwilę głos samej Katarzynie:

Widzi i wie (kapłan), że dusza ta pogrążona jest w ciemnościach grzechu śmiertelnego, a jednak, chcąc przypodobać się ludziom świata, opanowany nieumiarkowanym strachem i ujęty darem, który otrzymał, udzielił grzesznikowi świętych sakramentów i pochował go z wielkimi honorami w świętym Kościele, choć powinien był go wyrzucić z Kościoła, jak zwierzę, jak członek odcięty od ciała.

Dalekie są te słowa od współczesnej tolerancji. Nie wolno jednak po nich wyciągnąć błędnych wniosków. Katarzyna nie jest okrutna dla ludzi. Całe Jej życie świadczy o tym, że o dbała bardzo o zbawienie dusz. Słynny jest epizod z doprowadzeniem do nawrócenia młodzieńca, oczekującego na wymierzenie kary śmierci. Nie szemrała przeciwko wyrokowi, nie uważała, że należy dawać kolejnej szansy na dobre życie, dbała jednak o zbawienie duszy i dusza ta została zbawiona. Katarzyna nie lekceważyła pojedynczego człowieka, wręcz przeciwnie. Ale jeśli człowiek upierał się przy swoich grzechach, stawiała wyżej dobro Kościoła, uznając zresztą prawo wolności każdemu, łącznie z prawem do zatracenia własnej duszy. Mocno podkreślała jednak konieczność oczyszczenia Kościoła i nie okazywania pobłażliwości.

Jak powiedzieliśmy Kościół w ujęciu Katarzyny jest wyraźnie podzielony na dwie części. Tworzą jednak one swoistą jedność dlatego, że spaja ich Krew Chrystusa tak jak zaprawa murarska spaja mury. Jedność jest tak głęboka, że nic nie może jej naruszyć. Każdy grzech brudzi Kościół jednak w niczym nie narusza jego świętości, dlatego że Krew Chrystusa jest święta, dlatego że sam Chrystus – Głowa Kościoła – jest święty. I choć wszyscy są członkami tego samego Ciała, na jednych spoczywa większa odpowiedzialność niż na drugich. Bóg, mówi Katarzyna, jest dobrym i wiecznym, nagradza On wszelki dobry czyn o karze wszelki grzech. Tym bardziej będzie karał przełożonych, pasterzy, którzy nie będąc dobrymi pasterzami na wzór Chrystusa prowadzą lud do grzechów. Przyczyną grzechów są źli przełożeni, którzy nie czuwają nad poddanymi.

Długa jest lista grzechów kapłanów. Katarzyna wymienia grzechy pospolite, jak upodobanie do jedzenia i grzechy bardzo ciężkie. Jeden z podstawowych grzechów, o którym mówi, to niesprawiedliwe gospodarowanie się pieniędzmi. Odkreśla ona, że nie wolno kapłanowi żądać zapłaty za rozdawnictwo Krwi. Chrystus przelał swoją Krew i darmo daje Ją swemu Kościołowi. Nie wolno więc za to, co się darmo dostaje żądać opłaty. Wierni jednak, ci którzy korzystają z rozdawnictwa, powinni składać jałmużnę na utrzymanie swoich kapłanów. Powinni robić to tym chętniej, że bez konsekrowanego kapłana nie mogą dostąpić łaski Bożej. Człowiek bez sakramentów byłby jak świeca bez knota, patrzyłby może nawet na światło Boże, ale nie mógłby tym światłem zapłonąć. Dlatego wierni mają ściśle określony obowiązek wspomagania kapłanów – dostając od nich pokarm duchowy niech odwdzięczają im się pokarmem cielesnym. Lecz i kapłani mają ścisłe obowiązki w tej materii. Dobra, które dostają powinni dzielić zawsze na trzy części: jedną winni zatrzymywać dla siebie, drugą przeznaczać dla biednych, a trzecią na potrzeby Kościoła. Katarzyna bardzo surowo gania tych, co postępują inaczej. Szczególnie tych, co ozdabiają własne domy, zamiast na chwałę Boga ozdabiać budynek kościoła i tych, co zapominając o ludziach, bardziej dbają o to, by ich stajnie były pełne pięknymi końmi.

Jest jednak grzech, nazwę którego Katarzyna boi się wymówić. Można jednak wywnioskować bez trudu o czym myśli. Mówi ona o przeklętym grzechu przeciw naturze. Inne grzechy ocenia jako mniejsze, ten jest najgorszy. Mówi Bóg Ojciec w Dialogu do Katarzyny:
Tak wstrętny był mi ten grzech. I nie tylko Mnie, lecz i samym diabłom (których ci nieszczęśni obrali sobie za swoich panów) Nie aby czuli oni (diabły) odrazę do złego: nie lubią oni dobra, lecz z powodu swej natury, która była kiedyś naturą anielską, odpycha ich widok tego potwornego grzechu, popełnianego obecnie. Wprawdzie rzucają oni zatrutą strzałę pożądliwości, lecz gdy dochodzi do samego grzechu, uciekają z powodu, który ci podałem.

Grzech, od którego odwracają się nawet diabły. Chyba warto przypomnieć tę naukę niejednemu duszpasterzowi, nie mówiąc już o innych, żądających ciągle tolerancji.
I wreszcie – grzech bardzo ohydny, bo pozbawia ludzi wierzących Krwi. Brak konsekracji. Katarzyna bardzo ostro piętnuje tych, którzy nie konsekrują i w ten sposób zmuszają ludzi do bałwochwalstwa. Wierni zamiast adorować Ciało Pańskie adorują zwykły chleb i w ten sposób dochodzi od aktu bałwochwalczego. I choć grzech spada wyłącznie na złego kapłana ludzie popełniają czyn niewłaściwy. Katarzyna ostrzega przed taką możliwością i radzi modlić się warunkowo: Jeśli kapłan konsekrował, wierzę, że jesteś Chrystus...

Katarzyna zajmuje się szczegółowo grzechami kapłanów, nie zajmuje się ogólnie wszystkimi grzechami. Można mniemać, że przypuszcza Ona, że znana jest każdemu „lista” grzechów, wspólna dla obu stanów. Jednak bardzo wyraźnie podkreśla jak jest największy grzech wiernych w stosunku od kapłanów. Nie zaniedbanie jałmużny czy nawet popełnienie grzechu cudzołóstwa (tu Katarzyna ma na myśli nie cudzołóstwo w sensie ogólnym a dopuszczenie się tego z kapłanem). Najgorszym grzechem jest prześladowanie kapłanów i wymierzenie im osobiście kary. Macie nienawidzić ich grzechy, mówi Katarzyna, ale nie odważajcie się podnieść na nich ręki. Prawo kary należy do Boga samego i do papieża, zastępcy Chrystusa na ziemi. Najgorszym grzechem to prześladowanie świętego Kościoła i Jego sług.

Katarzyna używa bardzo mocnych słów do tych, którzy odważają się sądzić kapłanów Chrystusa. Gdyby postawić na jednej szali wagi wszystkie inne grzechy, a na drugiej grzech prześladowania i znieważania kapłanów, mówi Katarzyna, to ta druga przeważy. Czasami Jej słowa są tak rozumiane, że jeśli ktoś odważy się zwrócić uwagę kapłanowi na nieprawidłowości lub wręcz na popełniony grzech jest traktowany przez pobożne osoby jak grzesznik. Katarzyna jednak wyraźnie wskazuje, że nie należy wymierzać kary kapłanowi, ale upominać go, modlić się za niego, ofiarować łzy nie tylko wolno, ale wręcz należy. Sama Ona upominała papieży, biskupów i prałatów, pouczała dominikanów. Robiła to z wielką łagodnością i wielkim kunsztem, nie mniej jednak rzucała rozżarzone węgle na głowy prałatów, biskupów i papieży.

Szacunek kapłanom, o którym tak bardzo zabiega Katarzyna, należy się im tylko ze względu na rozdawnictwo Krwi. Godność, którym sam Chrystus obdarza kapłanów jest godnością jego Krwi. Tej Krwi, która powtórzmy jeszcze raz, spaja cały Kościół. W tej Krwi mają swoje źródło inne sakramenty. Wszystkie one zawierają w sobie życie przez moc Krwi.

Podsumujmy: Kościół w doktrynie Katarzyny jest rzeczywistością, w której nieustannie dokonuje się przekazywanie Światła, samego Chrystusa, Boga zjednoczonego naturą ludzką ludziom dla zbawienia ich dusz. Jest jedynym gwarantem zbawienia, bo tylko w kościele jest rozdawana zbawcza Krew Chrystusa Pana. Nie zależnie od tego czy jest w kryzysie i mnożą się w Nim grzechy, czy jest w stanie wzrostu – należy Go kochać, bo miłość jest należna Chrystusowi, przez miłość Chrystus zbawił świat, przelewając swą najdroższą Krew.

Maria K. Kominek OPs

http://www.dominikanki.com/doktryna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 20 cze 2011, 02:11 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
Nigdy nie trać cierpliwości...
„Nigdy nie trać cierpliwości – to jest ostatni klucz, który otwiera drzwi”.....

Antoine de Saint-Exupéry


Trudna jest „cierpliwość”. A przecież bez niej nie ma miłości. Prawdziwej, mądrej, krystalicznie czystej. Cierpliwie kochać, cierpliwie prowadzić, cierpliwie wychowywać. Nie zatrzymywać się nad „teraz”, ale też zrobić miejsce na nadzieję. Brakuje nam cierpliwości, bo lubimy efektywność i ten „dreszczyk w duszy” kiedy coś się udało i widać konkretne owoce...

Jezus był cierpliwy. Fascynuje mnie Jego Boska moc i ludzka dojrzałość. Spojrzenie cierpliwego faceta, utkwione w tłumie i uczniach. Mówił do nich, tłumaczył, był z nimi, podnosił z gleby. Jakże musiało Go boleć, „że mają oczy a nie widzą, mają uszy a nie słyszą”. Szedł czasami późną nocą, na „miejsce pustynne”, modlił się, może płakał, poruszony ignorancją i zagubieniem człowieka. W uszach brzęczały Mu słowa Ojca, które usłyszał pod natchnieniem Ducha Świętego mędrzec Kochelet, słowa odczytywane w synagodze, że „wszystko ma swój czas”...

Mówił o sobie Jezus, że jest cichy i pokornego serca. Cierpliwość może dlatego jest tak trudna w „użyciu”, że pozbawiona instrukcji dla idiotów, wymaga pokory i wyciszenia. Uznania swojej małości i zrobienia przestrzeni dla łaski. Mistrzowie „trzymania ręki na pulsie” popadają w furię, gdy coś się nie udaje. Nauczyciel fizyki, tłumaczący godzinami prawa termodynamiki, dostaje zawału przeglądając i oceniając sprawdziany, z których połowa nadaje się do spuszczenia w sedesie. Ksiądz... Traci powoli cierpliwość, gdy... No właśnie. Jestem blisko młodzieży szkół średnich i studentów, rozmawiam, tłumaczę, staram się życiem zaświadczyć, konkretami dnia codziennego, a oni... Oni i tak robią swoje... I można się przerazić, kulkę w łeb władować. Ale po co? Może lepiej pójść śladami Jezusa, który swoją ewangeliczną pedagogię rozłożył na tysiące lat, cierpliwie (po dzień dzisiejszy) kochając człowieka, nasze ludzkie bunty, krnąbrność, pomyłki...

Może dlatego brakuje mi cierpliwości, bo wciąż za mało we mnie łaski... Powoli odkrywam, że Adwent to nie tylko czas czujnego oczekiwania. To także „szkoła cierpliwości”. Uczenia się bycia bardziej cierpliwym, to znaczy: pokorniejszym i wyciszonym. Pokora robi przecież miejsce dla Tego, który wie najlepiej, czego nam potrzeba. Który jest „Panem historii”. Cisza demaskuje kompleksy, lęk, odkrywa świat naszej wewnętrznej plątaniny uczuć, emocji, wspomnień. Więcej, sprawia, że rany dotąd ukryte, zaczynają krwawić, tak jak Jego dłonie i stopy, unieruchomione na drzewie krzyża. A to wszystko trzeba uzdrowić, poukładać, zalać balsamem miłosierdzia, olejem sprawiedliwości... Cierpliwość to” cierpienie rozłożone w czasie”. Jeszcze nie dziś, jeszcze nie wczoraj i może jeszcze nie jutro, będzie bolało, śmiech zmiesza się z płaczem, ale Pan nie zapomni, będzie prowadził, będzie oczyszczał, będzie uzdrawiał. Pokorny i wyciszony zrobi dla Niego miejsce. Pozwoli Mu dołożyć Boskie „trzy grosze”, da Mu szansę zainwestowania w swój niepokój, ciągłe wypatrywanie efektów i sukcesów. Zamieni je wszystkie w „miłość cierpliwą” wobec tych, którzy tak blisko nas żyją, a którym możemy pomóc, cierpliwie walcząc o ich wieczne szczęście...

Ten, który przyjdzie, którego oczekujemy, jest cierpliwy do szpiku kości. Pragniesz się z Nim spotkać?... Pokochaj cierpliwość. Pozwól jej zakrólować w swoich wnętrznościach. Daj nam Panie siłę cierpienia rozłożonego w czasie...
Ucz nas cierpliwości... Niech ostatni klucz otworzy drzwi, przez które będziesz mógł wejść... Marana tha...

http://sorkovitz.blogspot.com/

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 06 wrz 2011, 15:58 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3181
Spotkanie Rodziny Radia Maryja
08.08.2011 - o. Dariusz Drążek




_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 29 lis 2011, 00:09 
Offline
Stażysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 wrz 2010, 22:07
Posty: 131




http://www.malirycerze.koszalin.opoka.o ... ry?start=5

_________________
"Taniec, to nie układ figur,
żeby go zatańczyć, trzeba zrozumieć ile
każda chwila jest warta."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 22 lut 2012, 09:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Wielki Post

Wielki Post to potrzebny każdemu człowiekowi czas na remanent zysków i strat po upływie kolejnego roku naszego życia. To refleksja nad własną postawą w świetle słów i czynów Jezusa, który wzywa nas do pokuty i nawrócenia.
W Ewangelii, którą czytamy w Środę Popielcową, Jezus wskazuje nam trzy drogi, które prowadzą do odnowienia i umocnienia miłości: modlitwę, post i jałmużnę. On sam daje nam przykład, gdyż udał się na pustynię i pościł tam tak długo, aż poczuł głód. Post, do którego wzywa nas Ewangelia, ma wiele wymiarów. Najpierw powinien to być post od hałasu, od uciekania w tłum, od codziennego zabiegania o bieżące sprawy. Po drugie, powinien to być także post fizyczny. Głód fizyczny ułatwia nam uświadomienie sobie głodu duchowego, zwłaszcza głodu miłości i mądrości. To, co głośne, zagłusza to, co w nas najważniejsze, duchowe. Najgłośniej bawią się zwykle ci ludzie, którzy mają potrzebę, by w sobie coś ważnego zagłuszyć. Wielki Post pomaga nam zbliżyć się do wielkiej miłości, a przez to do trwałej radości, a ta jest łagodna i delikatna, a nie krzykliwa. Radość nie potrzebuje "wzmocnienia" za pomocą hałaśliwej muzyki, alkoholu czy dopalaczy. Życie może przynieść nam radość tylko wtedy, gdy stawiamy czoła twardej rzeczywistości na wzór Jezusa, który na pustyni zmierzył się z szatanem i wygrał.

ks. Marek Dziewiecki

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 22&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 22 lut 2012, 09:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Czterdzieści ważnych dni

Dlaczego łacińska tajemnicza "quadragesima" ma tak nietajemniczą nazwę w języku polskim - Wielki Post? Czy rzeczywiście chodzi o samo poszczenie i umartwienie? Dlaczego 40 dni przygotowania do Wielkanocy? Po raz kolejny zmierzmy się z tematem roku kościelnego, szczególnie Wielkiego Postu.


Pascha Chrystusa - święto teologiczne
Wielkanoc, a także okres ją poprzedzający zrodziły się w naturalny sposób, gdy w rocznym cyklu siedmiodniowej "pętli niedziel" następowała doroczna Niedziela Zmartwychwstania, Pascha chrześcijan. Chrześcijanie, zwłaszcza nawróceni z judaizmu, odkrywali, że znane im święte obrzędy Paschy Mojżeszowej były w rzeczywistości rodzajem proroctwa o nowym, prawdziwym Wyjściu, już nie z Egiptu geograficznego, ale z "Egiptu duchowego", gdzie ludzi więziła śmierć. Dotychczasowy znak spożywanego baranka paschalnego okazał się zapowiedzią nowego Baranka, "który gładzi grzechy świata". Stara paschalna opowieść o wyjściu z Egiptu okazała się zapowiedzią nowego przejścia (przeprowadzenie ludzkości z niewoli grzechu do nowej wolności w Chrystusie); znak pokonanego wojska faraona okazał się symbolem klęski szatana, pokonanego na krzyżu przez Chrystusa; znak wody wydobytej przez Mojżesza ze skały okazał się zapowiedzią wody chrztu i Ducha Świętego. Tak więc żydowskie święto Paschy, Pascha Mojżeszowa, zostało tzw. typem, czyli prawzorem nowej Paschy, Paschy Chrystusa, a więc Wielkanocy. Chrześcijaństwo podjęło starą teologię paschalną, ale jednocześnie rozwinęło ją, czyniąc z Wielkanocy głęboko "teologiczne" święto. Nie chodzi w nim bowiem tylko o historyczne upamiętnienie powstania Jezusa z martwych, ale o kilka ważnych elementów ponadczasowych. Po pierwsze, jest świętem triumfu życia nad śmiercią (przez Chrystusa), po drugie, chrztu (zanurzenia w Chrystusie). Właśnie ta druga cecha Wielkanocy mocno decyduje o sensie i celu Wielkiego Postu dzisiaj: przygotować się na przeżycie własnego chrztu, odkryć moc własnej kąpieli chrzcielnej, "zanurzenia w Chrystusie".


Czterdzieści dni pragnienia
Szczególnie w IV wieku kwitła w Kościele instytucja katechumenatu, czyli przygotowania kandydatów do chrztu. Rysem szczególnym kandydatów (katechumenów) było pragnienie wiary i mocy Chrystusa objawiającej się w chrzcie. Na mozaikach są oni przedstawiani symbolicznie, w postaci jeleni pijących wodę ze strumieni, na wzór słów Psalmu 42 (jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!). Słowa te i znak wyrażają ich pragnienie Boga, ale także pragnienie wody chrztu. Celebracja chrztu była tak ważna, że w Rzymie udzielano go właśnie na Wielkanoc, w noc Paschy. To wtedy kandydaci wchodzili do kąpieli chrzcielnej, zakładali białą szatę dzieci Bożych i byli dopuszczani do uczty Eucharystii. Właśnie do tego wydarzenia prowadził ich okres 40-dniowego ostatecznego przygotowania, czas wielkich "rekolekcji", pragnienia, wysiłku duchowego, podobnego do ostatniego etapu zdobywania wielkiego szczytu.
W języku łacińskim na określenie tego czasu już od starożytności używało się nazwy "quadragesima" (dosłownie czterdziestnica). Nazwa wydaje się dość banalna, ale tylko na pozór, jest ona bowiem bardzo ciekawa. Po pierwsze, ma tę zaletę, że nie obciąża znaczeniowo czasu Wielkiego Postu i nie sugeruje, że chodzi tylko o poszczenie samo w sobie, otwiera myślenie na inne możliwe wymiary tego okresu. Warto wspomnieć, że polska nazwa "Wielki Post" nie jest najstarszą możliwą nazwą tego okresu liturgicznego. Co więcej, sama nazwa "Wielki Post" może być niezbyt jasna i kojarzyć się z jakimś długim czasem zakazów, często niezrozumiałym (i nie bardzo przestrzeganym). Tymczasem okres zwany w naszym kraju "Wielkim Postem" nie jest tylko czasem poszczenia w celu oczyszczenia się na przeżycie wielkiego święta. I choć w historii jest to ważne, to jednak okres ten posiada kilka innych cech, spośród których podkreślmy aspekt przygotowania do chrztu lub przygotowania do jego powtórnego przeżycia. Po drugie, właśnie liczba 40 z łacińskiej "quadragesimy" może być w tym pomocna.

Czterdzieści - liczba pełna znaczeń
Liczba ta jest w Biblii pełnym wymowy znakiem, i to już w Starym Testamencie. Oznacza ona próbę, ale także koniec próby; wskazuje na wypełnienie; jest liczbą oczekiwania i przygotowania, także liczbą kary. 40 dni i nocy trwała ulewa w czasie potopu. 40 lat Żydzi szli do Ziemi Obiecanej. 40 dni Mojżesz przebywał w obłoku na górze, spisując 10 przykazań. 40 dni Eliasz szedł do Bożej góry Horeb mocą świętego posiłku. Na 40 lat wydał Pan Izraela w ręce Filistynów w czasach Sędziów. 40 uderzeń było miarą chłosty. 40 tysięcy zbrojnych pustoszyło ziemię judzką za czasów Machabeuszy. 40 dni dał Jonasz Niniwie na nawrócenie. Wreszcie 40 dni i nocy Jezus pościł na pustyni. Oblicza się też, że nauczał 40 miesięcy, przyjmuje się również, że 40 godzin przebywał w grobie. 40 dni czynił znaki oraz ukazywał się po swojej męce i po 40 dniach od zmartwychwstania wstąpił do nieba.
Święty Augustyn nadał liczbie 40 znaczenie doskonałości: 10 przykazań Starego Prawa pomnożone przez 4 Ewangelie daje liczbę 40, oznaczającą, że Prawo zostało wypełnione. Natomiast w języku hebrajskim (w którym każdej literze alfabetu odpowiada liczba) wartość 40 ma trzynasta liczba alfabetu (mem), która znów oznacza "wodę". Woda zaś z kolei w interpretacji chrześcijańskiej odsyła do misterium "żywej wody" (J 7, 38), czyli do darów Ducha Świętego i do chrztu - "zanurzenia w Chrystusie".

Czterdzieści dni podnoszenia wzroku ku górze
Wielki Post, "quadragesima", jest czasem niezwykłym, czasem przygotowania ducha, czasem próby, czasem naśladowania Mistrza. Jest też oczywiście czasem postu, ale postu w konkretnym celu, jakim jest podniesienie utkwionego w ziemi wzroku ku górze. Także spowiedź wielkopostna jest chrzcielna, w konfesjonale chrześcijanin odzyskuje swą białą szatę. Wielki Post jest jak droga górskiego zbocza, prowadząca na szczyt roku kościelnego, szczyt, którym jest Wielkanoc, dzień odkrycia na nowo własnego chrztu.

Ks. dr Dominik Ostrowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 22 lut 2012, 09:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
List pasterski ks. abp. Józefa Michalika, metropolity przemyskiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, na I Niedzielę Wielkiego Postu A.D. 2012

Wielki Post Chrystusowy i nasz

Drodzy Diecezjanie!

Ewangelia św. Marka w bardzo skondensowany, żeby nie powiedzieć - lakoniczny - sposób relacjonuje kuszenie Pana Jezusa na pustyni i początek Jego działalności publicznej. W kilku krótkich zdaniach zawiera się jednak nieprzeciętny ładunek treści, i to niełatwej do przyjęcia. Dla współczesnego człowieka może być niezrozumiały tak długi, bo 40-dniowy post. I to jaki post! Nic w owe dni nie jadł - zrelacjonuje inny ewangelista (Łk 4, 2). Taki post osłabia ciało, ale umacnia człowieka w inny sposób, porządkuje go od wewnątrz, scala duchowo, ale drażni szatana, który usiłuje dokonać próby sił.
Szatan przystępuje do Jezusa, kusi Go na różne sposoby, dając dowód swego zaślepienia pychą, a może i niewiedzą - kim naprawdę jest Jezus? Pan Jezus odtrąca pokusy, a umocniony postem i 40-dniową, intensywną modlitwą, rozpoczyna swoją misję od zachęty: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!" (Mk 1, 15).

Wartość naszego postu
Rozpoczynamy liturgiczny czas, który nazywamy Wielkim Postem. Rzeczywiście wielki to powinien być okres w życiu ludzi wierzących. Warto sobie postawić pytanie: czy będzie to post większy niż dotychczas, czy będzie to post Wielki? Trzeba uczynić wiele, aby kolejnych 40 dni roku liturgicznego pomogło pogłębić naszą wiedzę i wiarę, pomogło odczytać wyzwania czasów, w których żyjemy, i przeniknąć je tym, co tylko chrześcijanie posiadają i czym mogą ubogacić świat. A będzie to możliwe, jeśli nawrócimy się i naprawdę uwierzymy w Ewangelię.
Zauważcie, Drodzy Bracia i Siostry, że bliskość Chrystusa, a nawet miłość do Niego i zjednoczenie z Nim, nie eliminuje z Jego i naszej bliskości szatana, Złego Ducha. Apostoł będzie przypominał, że chrześcijanie są włączeni w walkę nie z potęgami tego świata, ale z szatanem (por. Ef 6, 12). I to nie tylko w czasach apostolskich. Dziś także trwa walka z Księciem Ciemności. Mówił o tym Papież Paweł VI, przypominał Jan Paweł II, a Kościół poucza: "Szatan, "władca tego świata" (J 12, 31) działa podstępnie także i dziś. Każdy człowiek oprócz własnej pożądliwości i złego wpływu innych, doświadcza również pokus ze strony szatana, tym większych, im mniej zdaje sobie z tego sprawę" (JP II, 18 III 1979). Ostateczne zwycięstwo jest jednak po stronie Chrystusa, ale kruchość naszego ludzkiego myślenia i ufanie swoim tylko zdolnościom i siłom niejednego już zwiodła.
Metodą szatana jest kłamstwo. A ileż tego kłamstwa, manipulacji, fałszywych oskarżeń i niedotrzymanych obietnic krąży między nami i po całym świecie?! Jakże łatwo ludzie idą za fałszywymi prorokami także dziś.
W styczniowym numerze jednego z katolickich pism zamieszczono wywiad z panią Marguerite Peeters, dyrektorem brukselskiego Instytutu na rzecz Dialogu Międzykulturowego, w którym autorka, znana ze swych katolickich przekonań, zauważa, że nadchodzą rewolucyjne zmiany polityczne i kulturowe na skalę światową. Potrzebna jest nowa ewangelizacja, do której zachęca Ojciec Święty, ale najpierw trzeba dobrze rozeznać sytuację. Zauważmy, że ta nowa kultura globalna wyrasta z postmodernizmu, który promuje relatywizm moralny, aborcję, małżeństwa jednopłciowe, homoseksualizm itd...., a wszystko to dzieje się przez globalne, światowe, polityczne ukierunkowanie tejże rewolucji kulturowej, wykluczającej Boga i Jego przykazania.
Ponieważ jednak wiary chrześcijańskiej nie da się oddzielić od życia, zatem Kościół musi oceniać tzw. nową etykę i przestrzegać przed wypaczeniami. Nie wolno zapominać, że pierwszym i głównym ewangelizatorem jest Duch Święty. Jemu trzeba zaufać, polecać nasze nadzieje i niepokoje, ale z Nim trzeba też współpracować, użyczać Mu swoich ust i wszystkich sił. Wyżej wymieniona autorka mówi dalej, że potrzebna jest społeczna, a nie tylko indywidualna reakcja wobec promowanych rozluźnień moralnych. Potrzebna jest wspólna, zbiorowa reakcja społeczeństw i narodów. "Naród polski - jak napisała - szczególnie dobrze wie, co to przeciwstawianie się i walka... Pokazał, że jest odważny i szlachetny. Łatwiej niż inne narody, prawie intuicyjnie rozpoznaje strategie manipulacyjne i ideologiczne projekcje... Opatrznościową rolę odegrał Jan Paweł II, Papież Polak... Odwaga bohaterów - bł. Jerzego Popiełuszki czy kard. Stefana Wyszyńskiego, stanowiła dla nas wzór do naśladowania i podtrzymywała na duchu. Wszystkie te elementy odkryły światu duszę waszego narodu i sprawiły, że został pokochany... dlatego oczekuje się szczególnie od Narodu Polskiego, aby jeszcze raz pokazał swą odwagę i kreatywność wobec nowego wyzwania" - kończy swój wywiad dyrektor brukselskiego Instytutu (w: "Moja Rodzina", nr 1, 2012, 4-5).
Zauważcie Bracia i Siostry, że ufają nam ludzie z zewnątrz, ale co ważniejsze, ufa nam Bóg. Czy godzi się Go zawieść?
"Kościół jest naszym domem" - uświadamiamy sobie coraz intensywniej w tym roku, a troska o atmosferę wewnętrzną Kościoła spoczywa na każdym z nas i na nas wszystkich. Widzimy, jak planowo atakowany jest dziś Kościół przez różne środowiska libertyńskie, ateistyczne i masońskie. Nie oszczędzają Kościoła liberalne telewizje i takież pisma. Nawet rządowe instytucje, niby promując pluralizm medialny, ostatnio zdyskryminowały katolicką telewizję, co na szczęście budzi świadomość Narodu. Jeszcze bardziej niebezpieczne są rozłamy wewnątrz Kościoła, ujawniające nawet wśród duchownych nieposłuszeństwo przełożonym i pasterzom. To jest bolesne, ale trzeba o tym mówić i zachęcać się wzajemnie do zwyczajnej pokory w duchu posłuszeństwa Kościołowi, Papieżowi i pasterzom, którzy stawiają niekiedy wymagania trudne, ale zgodne z Ewangelią i dlatego twórcze.
Wielki Post to szczególna okazja do rekolekcyjnego rachunku sumienia, do nawrócenia, spowiedzi i postanowienia poprawy, to czas głębszej modlitwy i kontemplacji Krzyża, który dla Jana Pawła II i dla każdego z nas jest bramą zbawienia. Niech owocnie skorzystają z tej aktualnej duszpasterskiej inicjatywy parafie przeżywające peregrynację Wielkopiątkowego Krzyża Papieskiego.
Początek Wielkiego Postu to w Polsce Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu. Zwracam się do wszystkich z zachętą do pokuty, nawrócenia i wiary w Ewangelię, do gorliwszej modlitwy za Kościół i Ojczyznę. Apeluję do przeżywających uwikłania w nałogi, aby poderwali serca i podjęli trud pracy nad sobą: korzystajcie z pomocy lekarza czy grupy wsparcia, ale pamiętajcie o skorzystaniu z pomocy Bożej. Wszyscy modlimy się za Was o dar wytrwania.
Wielki Post to przede wszystkim czas łaski i wielkiego miłosierdzia Bożego dla nas wszystkich. Niech w rodzinach nie zabraknie modlitwy za emigrantów i przebywających poza granicami Ojczyzny. Ich walka o sukces nie zawsze usłana jest różami. Wspierajmy ich szczerą, życzliwą miłością w podtrzymywaniu wiary i poczuciu godności mimo przeżywanych trudów.

Nowe perspektywy nadziei
Papież Benedykt XVI budzi swym nauczaniem nadzieję i zachęca Kościół do nowej ewangelizacji, czyli do pracy nad żywotnością naszej wiary. Jest w tym realistą, bo przypomina, że "sukces nie jest imieniem Pana Boga", że trudności, upadki, cierpienie, wysiłek i krzyż prowadzą człowieka ufającego Bogu do zmartwychwstania i zwycięstwa. Trud pogłębianej i odważnej wiary leży u podstaw sukcesu nowej ewangelizacji. To zadanie dla każdego z nas.
Zawsze chodzi o służbę Panu Bogu i nie ma znaczenia nasza funkcja ani miejsce w ludzkiej hierarchii ważności, ale to, czy wszystko i zawsze czynimy dla Niego i czy z Nim idziemy odważnie przez życie. Przybity do krzyża i Zmartwychwstały Boży Syn podnosi każdego człowieka i przynosi nam nowe życie. Nie odtrącajmy tej pomocnej, Chrystusowej dłoni.
Na wielkopostny czas modlitwy i nawrócenia całym sercem błogosławię.

Przemyśl, 26 lutego 2012 r.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi09.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 05 mar 2012, 09:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
"Nie można mówić, że chrześcijanie i żydzi wierzą w tego samego BOGA a kto tak twierdzi jest z punktu widzenia wiary katolickiej ignorantem albo heretykiem."

MICHAŁ PORADOWSKI

TALMUD czy BIBLIA ?

GDZIE SĄ "KORZENIE" CHRZEŚCIJAŃSTWA

W JUDAIZMIE CZY W MOZAIZMIE?

W TALMUDZIE CZY W BIBLII??

Ks. Prof. MICHAŁ PORADOWSKI


WSTĘP

Temat "korzeni" Chrześcijaństwa nie jest nowy, gdyż polemizowali już o tym pierwsi chrześcijanie, Ci, co nawracali się z mozaizmu, a więc żydzi, widzieli te "korzenie" w Biblii, a ci zaś, którzy nawracali się z "hellenizmu" - a byli nimi prawie wszyscy ówcześni obywatele cesarstwa rzymskiego, z wyjątkiem żydów – upatrywali owe "korzenie" głównie w tradycjach religijnych starej Grecji. Podobnie zresztą było i później, a nawet jest i do dziś. Pamiętam z jakim entuzjazmem wspaniale przemawiał na odczytach w Warszawie polski hellenista o światowej sławie (gdyż jego książki na ten temat były tłumaczone na różne języki europejskie), profesor Tadeusz Zieliński, w przededniu drugiej wojny światowej. A po tejże wojnie, niemniej wspaniale i przekonywująco, przemawia aż do dziś, przy każdej okazji, jeden z największych współczesnych hellenistów, argentyński profesor semantyki Carlos A. Disandro.

Istnieje jednak zasadnicza różnica między tą polemiką tradycyjną i dzisiejszą, gdyż spór tradycyjny scentralizował niemal całą polemikę na temat "korzeni" Chrześcijaństwa na Biblii i na hellenizmie, a spór obecny tylko marginesowo wspomina hellenizm, skupiając całą uwagę niemal wyłącznie na dyskusji: czy te korzenie są w judaizmie, czy w mozaizmie, a więc czy są one w Talmudzie, czy w Biblii?

Ale przysłowiowy "kij w mrowisko" włożył Drugi Sobór Watykański, a to w swoich dokumentach Lumen gentium i Nostra aetate, oświadczając oficjalnie i uroczyście, że obecnie jedynym ludem wybranym jest "lud Boży", a więc wszyscy ci, którzy wyznają wiarę chrześcijańską, a co żydzi zrozumieli jako pozbawienie ich godności starotestamentowego "ludu wybranego".

Przypis od Autora na stronie tekstu książki:1 Od wydawnictwa – ze względu na apologetyczny charakter artykułów składających sie na tę ksiażkę słowo "Chrześcijaństwo" piszemy duża literą Co do pisowni słowa ,.żydzi" patrz przypis nr 8 na str. 61 Ta książka jest głównie o żydach jako wyznawcach religii, a nie narodzie.
Niniejsza praca ogranicza się niemal wyłącznie do polemiki na temat "korzeni" Chrześcijaństwa, opowiadając się, oczywiście, za Biblią, a więc za mozaizmem, a nie za Talmudem, czyli za judaizmem, a tylko marginesowo traktuje inne zagadnienia. Daj Boże, aby przyczyniła się do wyjaśnienia tych zagadnień i do usunięcia istniejących nieporozumień.
JUDAIZM I MOZAIZM - „PODSTAWOWE RÓŻNICE”

Jedną z największych trosk Apostołów i pierwszych biskupów była obrona wspólnoty chrześcijańskiej od zgubnych wpływów judaizmu, już bowiem wówczas, w pierwszym wieku, judaizm uważał Chrześcijaństwo tylko za jedną z wielu sekt heretyckich. Ta troska o obronę Wiary przed wpływami judaizmu staje się z tylko za jedną z wielu sekt heretyckich. Ta troska o obronę Wiary przed wpływami judaizmu staje się z biegiem czasu prawie obsesją całej hierarchii młodego Kościoła, który broni czystości swej Wiary, opartej na nauce Chrystusa Pana. Skoro jednak Chrystus Pan często odwoływał się do Starego Testamentu, tenże zostaje uznany przez jego uczniów za jedno ze źródeł oficjalnej nauki Kościoła. Istnieje więc ścisły związek między nową nauką Chrystusa Pana i dawnym objawieniem przekazywanym przez Stary Testament, który przez Greków został nazwany Biblia (greckie słowo biblia znaczy księga "par excellence"). Księga ta składa się z wielu części, a najstarszą i najbardziej szanowaną przez żydów jest ta, którą nazywają Pięcioksięgiem Mojżesza, czyli Prawo, po hebrajsku Tora.

Te nakazy i zakazy dane przez Boga „ludowi wybranemu” przez pośrednictwo Mojżesza (spisane w różnych czasach i okolicznościach), stały się podstawą religii Mojżeszowej czyli Mozaizmu. Ale z biegiem czasu także i później w ciągu wielu stuleci Pan Bóg nadal poucza przez proroków i przez inne osoby natchnione, a całość Nauki Moralnej tych pism także zostaje nazwana Mozaizmem.

Skoro Pismo Święte starotestamentowe składa się z tak wielu ksiąg spisanych w różnych czasach i okolicznościach, głównie w języku aramejskim (który, jak w wszystkie języki, uległ dużym zmianom na przestrzeni ponad 2 tysięcy lat, licząc tylko od czasów Chrystusa Pana), nie może nas dziwić, że ukazały się różne jego komentarze, wytłumaczenia i interpretacje, najpierw ustne, przekazywane tradycją, a później pisemne, aby uprzystępnić Naukę Pisma Świętego, także osobom mniej wykształconym. Zbiór tych komentarzy nazwano Talmudem.

Z czasem Talmud (najpierw tylko ustny, a dopiero po kilku wiekach spisany) był bardziej znany "ludowi wybranemu" niż sama Biblia, a nawet, już na parę stuleci przed Chrystusem Panem, prawie całkowicie wyrugował i zastąpił Biblię. Talmud, jako Miszna i Gemara, a w czasach już chrześcijańskich jego skrócone i uproszczone wydania popularne znane jako Baba Batra (szeroka brama) i Szulchan aruch (stół zastawiony), stały się głównym źródłem żydowskiej moralności, podobnie jak wśród chrześcijan nieraz Naśladowanie Chrystusa Tomasza A 'Kempis lub jakieś popularne modlitewniki są bardziej znane i czytane w codziennym życiu, niż sama Ewangelia czy NOWY Testament.

[Alarmowałem na mej stronie, że w księgarni „prymasowskiej” na Miodowej w Warszawie można kupić „Szulchan aruch” a nie ma wielkich encyklik Papieży od Piusa IX. Leona XIII,aż do Piusa XII MD]



Otóż, w dziejach "narodu wybranego" nastąpił wyraźny podział między mozaizmem i judaizmem. Mozaizm jest przede wszystkim religią skodyfikowaną przez Mojżesza, ale także i kulturą inspirowaną przez Torę. Natomiast judaizm jest głównie kulturą, zawierającą elementy religijne. W skrócie można powiedzieć, że mozaizm to religia objawiona i kultura żydowska oparta na Biblii, głównie na Pięcioksięgu Mojżesza (Tora), a judaizm to przede wszystkim kultura żydowska, bardzo stara, zaczynająca się na wiele wieków przed Mojżeszem, dla której jego autorytet jest tylko jednym z wielu, będąc opartą najpierw na bardzo starych tradycjach przed-mojżeszowych, a później głównie na Talmudzie, a więc na Misznie i Gemarze, obejmująca najrozmaitsze prądy, w których przeważają tendencje materialistyczne i bałwochwalcze (jak kult złotego cielca).

Żydzi, będąc ludem koczowniczym, zawsze żyjącym w diasporze (w rozproszeniu), a więc wśród różnych ludów i kultur, które częściowo asymilują, wytworzyli w ciągu swej wiele tysięcy lat trwającej historii kulturę zwaną judaizmem, który to judaizm ma niewiele wspólnego z mozaizmem. Co więcej, to właśnie z okazji pojawienia się nauki Jezusa z Nazaretu (w którym nie rozpoznali zapowiedzianego Mesjasza) ten że judaizm stał się reakcją przeciwko Chrześcijaństwu i najpierw starał się Chrześcijaństwo opanować, uważając je tylko za sektę heretycką, a później usiłował je zniszczyć, inspirując prześladowania ze strony władz cesarstwa rzymskiego, a skoro to się nie udało, zaczęli infiltrować pierwotne Chrześcijaństwo, aby je zjudaizować. Nic więc dziwnego, że Apostołowie zwalczali owe wpływy (co jest oczywiste w Listach i w Dziejach Apostolskich ), a także i Ojcowie Kościoła w pierwszych wiekach, co jest widoczne w tak licznych traktatach na temat Adversus judaeos i De cavendo judaismo.

Mimo jednak tej czujności ze strony biskupów w pierwszych wiekach, judaizm zdołał opanować znaczną część Kościoła przez herezję zwaną arianizmem i to przez prawie sto pięćdziesiąt lat, prześladując biskupów wiernych tradycji, z których wielu stało się męczennikami. Arianizm bowiem był oczywistym judaizmem, gdyż odrzucał dogmat Trójcy Świętej, a także i dogmat, że Chrystus Pan jest Bogiem-Człowiekiem, sprowadzając Go do poziomu stworzenia, które jako takie, nie jest Bogiem, a także nie jest człowiekiem, będąc według arianizmu bytem ponadludzkim.

Jest więc wielkim nieporozumieniem mówić, że Chrześcijaństwo ma swe korzenie w judaizmie, a tylko można i trzeba twierdzić, że Chrześcijaństwo ma swe korzenie w mozaizmie, bo w Biblii, poczynając od Pentateuchu aż do ostatnich ksiąg Starego Testamentu (według kanonu Kościoła) znajduje się wprost niezliczona ilość tekstów proroczych, które zapowiadają przyjście Mesjasza-Zbawiciela, opisując dokładnie i w szczegółach Jego Życie i Jego Mękę. Nadto sam Chrystus Pan często cytuje w swych przypowieściach i okolicznościowych naukach odnośne teksty biblijne.

Tak więc tylko w mozaizmie, czyli w Biblii znajdują się korzenie chrześcijańskiej wiary, a nie w judaizmie, czyli w Talmudzie.



JUDAIZM CZY MOZAIZM ?

Według Biblii naród żydowski, już w początkach swej historii, otrzymał od Boga objawienie i, już przez to samo, został narodem wybranym, ale później to wyróżnienie go wobec innych ludów zostaje formalnie potwierdzone i dokładniej określone przez kolejne przymierza i przez zapowiedzi, że to z niego wyjdzie Zbawiciel świata, czyli wszystkich ludów, stąd też całe jego dawne dzieje sprowadzają się do oczekiwania na przyjście zapowiedzianego Mesjasza oraz do służby Bogu.

Jednak dzieje te nie są tylko historią służby Bogu i oczekiwaniem na Mesjasza, gdyż, podobnie jak i inne ludy - naród żydowski jest wystawiany na próby wierności Bogu i swej misji (zachowania nieskalanego objawienia i wydania z siebie Zbawiciela świata) i oto część tego narodu zaczyna ulegać wpływom środowiska, w którym żyje, a więc religiom pogańskim, a nawet bezbożnictwu i satanizmowi, co jest już oczywiste i nagminne w czasach przed-mojżeszowych, a także w okresie mojżeszowym (kult na pustyni złotego cielca), a najbardziej w czasach po-mojżeszowych aż do dziś.

Główną misją Mojżesza było wyprowadzenie żydów z Egiptu, gdzie ulegali wpływom tamtejszego bałwochwalstwa i niemoralności, a także kodyfikacja Prawa (religijnego), aby naród żydowski dokładnie wiedział jaka jest wobec niego wola Pana Boga. Część „narodu wybranego” okazuje wierność religii mojżeszowej, oczekując przyjścia Zbawiciela, ale druga jego część powraca do bałwochwalstwa i do różnych kultów pogańskich, a nawet skłania się do ateizmu i materializmu. Stąd też w historii narodu wybranego – podobnie jak i później w historii narodów chrześcijańskich – powstaje rozdwojenie, gdyż jedni starają się żyć bogobojnie, służąc Bogu i budując ustrój społeczno –gospodarczo -polityczny, który w Biblii otrzymuje nazwę Królestwa Bożego, bo to Bóg króluje w sercach owych ludzi, a cała kultura jest oparta na wartościach nauki biblijnej.

Natomiast druga część narodu wybranego, niestety, świadomie porzuca naukę moralną Biblii, szukając tylko dobrobytu i władzy. Ci pierwsi to mozaiści, bo są wierni nauce Mojżesza, a ci drudzy to judaiści, bo oddani wyłącznie sprawom swego narodu i jego kultury całkowicie laickiej, świeckiej, materialistycznej, a przede wszystkim doczesnej, ziemskiej.

Więcej w całości niniejszej pozycji autora.



Przypis od Autora na stronie tekstu książki:

2 Należy pamiętać, że Biblia żydowska jest zasadniczo różna od Biblii

chrześcijańskiej, gdyż dla żydów jedyną księgą świętą jest Tora. czyli

Pięcioksiąg Mojżesza (Pentateuch), bo tylko ona zawiera objawienie dane

przez Boga Mojżeszowi, a inne księgi należą do żydowskiej kultury i do

historii; Są one bardzo cenione, ale nie Są uważane za pisma sakralne.

Natomiast Biblia chrześcijańska obejmuje Stary Testament i Nowy Testament.

Ten Stary Testament, według kanonu Kościoła, składa się z 46 ,.ksiąg" o

różnym charakterze literackim (poezje, opowiadania, historia itd.) i są

"natchnione", czyli że zawierają części objawienia danego przed Przyjściem Chrystusa Pana, a Nowy Testament zawiera objawienie dane przez Chrystusa Pana, a przekazane nam przez Ewangelię, przez Dzieje Apostolskie, Listy Apostołów i Apokalipsę.

*******************************************

W służbie Bogu i Ojczyźnie - śp. ksiądz Michał Poradowski (1913-2003)

W dniu 16 czerwca 2003 r., w wieku prawie 90 lat zmarł wybitny kapłan i patriota, ksiądz Michał Poradowski.
Jego bogato urozmaiconym życiorysem można byłoby obdarować kilka osób.

Urodził się 4 września 1913 roku w Niedźwiadach koło Kalisza. W okresie nauki w Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Kaliszu udzielał się w harcerstwie i już wtedy zetknął się z ruchem narodowym, wstępując do Młodzieży Wielkiej Polski. Ten fakt związał go na zawsze z ideologią narodową, dając mu solidny fundament w postaci szkoły politycznego myślenia, pasji działania na rzecz własnej społeczności, a jednocześnie już wtedy podjął decyzję o wyborze stanu kapłańskiego. Po ukończeniu gimnazjum w 1931 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku i tam pięć lat później otrzymał święcenia kapłańskie.

Wybitnie zdolny i oczytany, postanowił kontynuować naukę, czując się świetnie w atmosferze pracy naukowej. Wstąpił na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Niestety, wybuch II wojny światowej w 1939 roku na kilka lat odsunął go od działalności naukowej - ale nie całkiem, kontynuował bowiem studia, choć w ograniczonym zakresie, na tajnych kompletach UW. Równolegle prowadził działalność konspiracyjną. Jego starszy brat Szymon (1909-1983) - doktor biologii, już przed wojną był z ramienia Stronnictwa Narodowego komisarzem Młodzieży Wielkiej Polski. W okresie okupacji konspiracyjni działacze SN utworzyli kilka organizacji. Jedną z nich była Narodowo-Ludowa Organizacja Wojskowa (NLOW), której współtwórcą był dr Szymon Poradowski ("Szymon", "Piotr"). Ksiądz Michał działał razem z nim.

W 1942 r. na skutek wielu inicjatyw scaleniowych nastąpiły wielkie reorganizacje konspiracyjnych organizacji niepodle-głościowych. Kilkanaście organizacji o obliczu narodowym (w całości lub częściowo) doprowadziło do utworzenia Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ). Wśród nich była NLOW, która w całości weszła w ich skład, zasilając nową organizację dobrze przygotowaną kadrą działaczy i przede wszystkim bardzo rozbudowanym aparatem propagandowym w postaci konspiracyjnych drukarń, powielarni i kilkunastu dużych redakcji pism ideowo-politycznych.

W NSZ ks. Michał rozwinął swój talent organizacyjny, powierzono mu bowiem organizację służby duszpasterskiej przy dowództwie NSZ. Posługiwał się wówczas pseudonimem "Benedykt". Jego rola polegała na systematycznych szkoleniach dla kapelanów wojskowych i organizacji terenowej służby duszpasterskiej, która istniała w okręgach, powiatach, a także w od-działach partyzanckich NSZ. Jego największym osiągnięciem było jednak wydawanie konspiracyjnego czasopisma "Lux Mundi" ("Światło Świata"). Pierwszy numer ukazał się w listopadzie 1943 r., ostatni, jaki znamy, pochodzi z lipca 1944 r. Później prawdopodobnie pismo to już się nie ukazywało. Ksiądz Michał Poradowski był redaktorem naczelnym pisma i jednym z głównych autorów zamieszczanych tam materiałów. Nie miało ono odpowiednika w całej polskiej konspiracji, tak przecież bogatej w sferze propagandowo-ideowej. Była to inicjatywa wydawnicza zrealizowana przy ogromnej pomocy Księży Pallotynów, którzy mieli swój dom koło Warszawy. Tam prawdopodobnie mieściła się też redakcja pisma. Ksiądz "Benedykt" nie mieszkał zresztą w Warszawie, ze względów bezpieczeństwa osiadł w Chylicach.

W artykule wstępnym ("Od Redakcji") - w pierwszym numerze "Lux Mundi" ks. Michał Poradowski pisał: "Budzić więc wśród kapłanów świadomość Boskiego posłannictwa, wskazywać na ducha i formy postaci proroczej kapłana, otwierać ze skarbca wiary najpotężniejsze środki do umoralnienia, uduchowienia i przebóstwienia człowieka, nawiązywać stale do najnowszych zdobyczy psychologii, tak ważnych w organicznie pojmowanym wzroście osobowości, zwracać uwagę na zaniedbane dziedziny życia prywatnego i zbiorowego, potrzebującego rychłego odrodzenia religijno-moralnego - oto cel, jaki wytknęła sobie redakcja tego nowego pisma kapłańskiego.
Całą zaś pracę poświęcamy naszej Matce i Królowej Niebieskiej z prośbą serdeczną, żeby nas dogłębnie przepoiła Swoim duchem apostolskim oraz wychowała nas na wybitnych przywódców, na prawdziwe „lux mundi".
W kilku numerach pisma redakcja zamieściła fragmenty dzienniczka młodego dowódcy oddziału partyzanckiego NSZ (jego nazwiska już dziś nie znamy), który poległ w walce. "Pozostała po nim mała, niepozorna książeczka" - napisano w króciutkim wstępie. Warto tu przytoczyć choćby mały fragment z jego zapisków, aby być bliżej myśli naszych poprzedników: "Boże, nie odmawiaj żołnierzowi polskiemu łaski zbawienia. Kto zginie za sprawę polską z naszych współbraci i sprzymierzonych, a nawet ktokolwiek życie kończy na Ziemi Polskiej: oby był zbawiony, spraw to, Jezu!". Oto etyka żołnierza polskiego w konspiracji - modlił się o łaskę Bożą dla swych wrogów, najeźdźców Ojczyzny, podczas najstraszniejszej z wojen.

Okres Powstania Warszawskiego ks. kpt. "Benedykt" spędził w podwarszawskim Boernerowie, odcięty od terenów walk. Co gorsza, spłonęły jego notatki i rękopisy, w tym tekst książki przygotowywanej wówczas do druku "Katolickie Państwo Narodu Polskiego". Zachowały się z niej zaledwie dwa rozdziały. Promieniuje z nich duch wielkiego myśliciela, a wiele zawartych tam myśli nie traci na aktualności, jak choćby ta: "O katolickości Państwa decyduje jego ustrój, a więc zasady, na jakich jest zbu-dowany i na jakich rzeczywiście trzyma się w życiu. Czy są to zasady katolickie, a więc wzięte z Ewangelii i z jej duchem i myślą przewodnią całkowicie zgodne, czy też jest tylko trochę w Konstytucji i różnych deklaracjach dekoracyjnie wspomniane, podczas gdy ustrój Państwa jest obojętny na naukę Ewangelii". Jakże bardzo pasuje to do naszej obecnej sytuacji i do Konstytucji III RP oraz projektu konstytucji Unii Europejskiej, w której nie ma miejsca nawet na dekoracyjne deklaracje o chrześcijaństwie kształtującym Europę przez wieki.

Po zakończeniu działań wojennych ks. Poradowski przedostał się do Włoch. Wstąpił tam do II Korpusu gen. Władysława Andersa i pełnił służbę jako kapelan wojskowy. Po demobilizacji osiadł we Francji, gdzie za zgodą ordynariusza diecezji włocławskiej ks. bp. Radońskiego poświęcił się dokończeniu studiów. Wkrótce potem, po uzyskaniu trzech doktoratów: z teologii, prawa i socjologii, został skierowany do pracy w Chile jako profesor na katolickich uniwersytetach w Santiago i Valparaiso. Działał aktywnie w duszpasterstwie akademickim oraz wśród nielicznej, ale prężnej Polonii. Był prezesem Związku Polaków, wydawcą pisma "Polak w Chile", ponadto redagował własny kwartalnik "Estudios el comunismo" ("Studia nad komunizmem"). Należał do najwybitniejszych znawców i krytyków marksizmu. Jego prace naukowe ukazywały się po hiszpańsku, portugalsku, angielsku i oczywiście po polsku, ale wyłącznie na emigracji.

W Chile przeżył dramatyczne momenty podczas lewackich rządów Salvatore Allende. Został wówczas całkiem usunięty z uczelni, miał zakaz chodzenia w sutannie czy choćby w koloratce, a na życie zarabiał jako taksówkarz.. Do ukochanej Polski powrócił na stałe dopiero w 1993 roku. Wcześniej bowiem nie było dla niego miejsca w kraju rządzonym przez zbrodniczych komunistów. Osiadł we Wrocławiu, przy rodzinie swego nieżyjącego już brata Szymona.

Należał do licznych towarzystw naukowych, prowadził ożywioną korespondencję w zakresie swych zaintere-sowań i specjalizacji naukowych z uczonymi z całego świata. Bardzo dużo czytał i pisał, żywo interesował się wydarzeniami w kraju i na świecie. Już podczas pierwszego pobytu w Polsce w 1992 roku po wnikliwych obserwacjach tego, co się dzieje, przepowiadał, że zmiany będą płytkie i powierzchowne, a rany zadane Polakom przez komunizm - bardzo bolesne i nie gojące się. Miał rację, choć akurat w tym tak bardzo chciał się mylić.

Leszek Żebrowski

Środa, 25 czerwiec 2003 r.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 12 mar 2012, 07:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
14 marca Tygodnik Gazeta Polska dołączy film "Kolumbia - świadectwo dla świata"

Pilne! Dominik Tarczynski prosi o pomoc!

Drodzy Przyjaciele,

Chyba nigdy nie pisałem do Was z tak ogromną prośbą o pomoc i wsparcie!

Jak wiecie, od 2003 roku nasza wspólnota - Charyzmatycy.pl organizuje rekolekcje oraz konferencje w których udział wzięło już ponad 60.000 osób! W lipcu tego roku kolejny raz organizujemy rekolekcje z udziałem syryjskiej mistyczki Myrny Nazzour. Z większości tych wydarzeń staramy się realizować nagrania filmowe.

Jednak największym projektem filmowym mojego autorstwa jest film dokumentalny "Kolumbia - świadectwo dla świata". Jest to obraz który otrzymał I nagrodę za najlepszy film dokumentalny na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Katolickich w Niepokalanowie.

Film ten nie jest typowym filmem dokumentalnym. To raczej zarejestrowane w szczególnych warunkach świadectwo, manifest wiary obecnej w życiu Prezydenta Kolumbii, mistykow oraz innych przedstawicieli władzy świeckiej i kościelnej. Jest to obraz walki prowadzonej przez członków Kościoła Katolickiego na płaszczyźnie duchowej ale także w świecie materialnym który dla Kolumbijczyków jest światem wypełnionym przemocą…

"Kolumbia - świadectwo dla świata" jest także świadectwem dla Polski. Jest wyjątkowym obrazem, który szczególnie teraz w tym okresie historii naszej Ojczyzny może być dla nas bardzo ważny. My jako Naród stoimy przed ważnymi decyzjami tak politycznymi jak i społecznymi dlatego tak ważne jest aby film ten zobaczyło wielu z nas!

W środę, 14 marca Tygodnik Gazeta Polska dołączy do swojego wydania film
"Kolumbia - świadectwo dla świata" w nakładzie 140.000 egzemplarzy!
Na szeroką skalę, Polacy będą mogli zobaczyć to świadectwo i przekazać innym!

Oto zwiastun filmu:
http://www.youtube.com/watch?v=IpmW88Aa ... ata_player

Tu właśnie zwracam się do Was z błaganiem wręcz o pomoc! Pomóżcie proszę przekazać informację o tym, że film ten będzie dołączony do Gazety Polskiej w środę 14go marca.
Proszę po pierwsze proszę tych którzy widzieli lub mają ten film aby zakupili Gazetę Polską i po prostu komuś przekazali DVD. Cena gazety z filmem będzie bardzo niska bo jedyne 6,90zł, a nakład potężny więc od nas tylko zależy czy będzie to sukces oraz czy do wielu z naszych rodaków dotrze to świadectwo!

Chce także prosić wszystkich którzy mają swoje strony internetowe, radia internetowe, może witryny wspólnotowe, parafialne lub bazy mailingowe przyjaciół aby za ich pośrednictwem przekazywać informacje o Gazecie Polskiej. Dla tych którzy nie widzieli filmu podaje link do zwiastuna. Szczegółowe informacje o tym projekcie i większe fragmenty znajdziecie na moim profilu na facebook’u.
Oto moj apel o wsparcie dla filmu:
http://www.youtube.com/watch?v=K6reMuTc ... ata_player

Planujemy duże akcje ulotkowania i plakatowania w kilku miastach Polski.
Może macie znajomych w drukarniach które pomogą nam drukując ulotki, banery i plakaty za niska cenę?
Może macie inne pomysły w jaki sposób poinformować ludzi o tym że w środę 14go marca ten film będzie dodany do Gazety Polskiej? Bardzo Was proszę o pomoc. Udostepniajcie moj list, nagrania wszedzie... Piszcie lub dzwońcie do mnie. Odpowiem na każdy kontakt.

Dlatego też podaję swój prywatny kontakt:

Mail: dominiktarczynski@yahoo.pl
Tel: 607 731 731
http://www.facebook.com/dominik.tarczynski

Pozdrawiam w Panu!
Dominik Tarczyński

http://www.charyzmatycy.pl/newsletter/p ... oc,35.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 02 kwi 2012, 07:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Gdzie się podział katolicki naród?

Mierzę się do napisania tej notki od dłuższego czasu. Dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej? Bo zadając pytanie w tytule wypadałoby przynajmniej zaproponować odpowiedź w tekście. A ja nie mogę znaleźć ani jednej.

Całkiem niedawno usłyszałem od jednego z moich wykładowców, że Polacy to katolicki naród. W pierwszej chwili skumulowało się we mnie poczucie buntu. Jak to niby katolicki?! Znam na pęczki osób z mojego pokolenia, który stosunek do religii jest zupełnie nijaki, a także paru ateistów. Tych jest siłą rzeczy oczywiście mniej. Znam również kilku agnostyków. A tak w ogóle, to niedawno dotarło do naszych duchownych, że istnieje w Polsce zjawisko apostazji. I że ilość tych, którzy odchodzą z Kościoła wzrasta.

Z wierzącymi też nie jest najlepiej. Często miewam wrażenie, że nasza duchowość zatrzymała się mniej więcej na poziomie XIX-wiecznego chłopa. Mówi jedno, robi drugie. Żegna się zaciekle obiema rękami, a później płodzi przed ślubem dziecko. Bodajże ks. Tischner stwierdził jako pierwszy, że tak naprawdę w kościelnych ławach zasiadają poganie. Religijność sprowadza się do symbolicznego biegania do kościoła od święta do święta, a wiarę traktujemy raczej na zasadzie tradycji. No bo Święta to fajna sprawa. Można się spotkać, najeść do syta, poopowiadać przy stole dowcipy, czy golnąć ze szwagrem. Każdy czuje chyba sentyment do sianka pod obrusem czy pisanek. A że rodzi się albo umiera Chrystus… Jak mówi staropolska maksyma: Każdy powód do świętowania jest dobry.

Niekiedy przychodzi mi też do głowy, że nasze podejście do religii jest też mocno upolitycznione. Nie tylko dlatego, że czasem tego czy innego księdza poniesie na ambonie. (Stereotypy nie biorą się znikąd, prawda?) Nie da się ukryć, że nasz etos narodowy jest na trwale związany z katolicyzmem. Jak trwoga, to do Boga! Od XVII w. Polak biegł do kościoła, żeby mu poświęcono sztandar gdy szedł na tą czy inną wojnę lub insurekcję. Później msza św. stała się po prostu stałym elementem uroczystości patriotycznych, czy wstępem do niepodległościowej manifestacji. To dobrze, bardzo dobrze, ale… Znam ludzi, którzy w kościele zjawiają się wyłącznie przy okazji 3 maja czy 11 listopada i w sumie nie bardzo wiedzą co ze sobą wtedy zrobić.

To wszystko sprawia wrażenie pomyślnej koniunktury. Polak-katolik biega do kościoła, przyjmie księdza po kolędzie. Jest OK. I to właśnie nas zgubiło. W ciągu ostatnich lat powietrze zeszło nieco z tego rozdętego balonu pokazując, że bardziej przypomina on dziurawą dętkę. Ze słodkiego snu zbudziło nas obnoszenie bo Krakowskim Przedmieściu ukrzyżowanego misia i szczanie na krzyż. Nagle okazało się, że młoda generacja, ochrzczona Pokoleniem JPII, nie ulega już „modzie na katolicyzm”. Dorastający w atmosferze plebejskiego antyklerykalizmu i nudzący się niemiłosiernie na lekcjach religii (czasem nie wiedzieć czemu zwanych katechezami) młodzi są bardziej skłonni traktować jako autorytet Króla Juliana, niż miejscowego proboszcza. Nawet ci, którzy do Boga się przyznają wskazują, że są w stanie dotrzeć do niego sami i nie widzą nic złego w seksie przed ślubem czy in vitro.

Gdy to wreszcie do nas dotarło przez prawicowo-katolickie media przetoczyła się fala narzeka na młodych pogan, którzy bez wątpienia są już „straceni”. Zupełnie jakby badania statystyczne nie pokazywały, że osłabienie więzi religijnych dotyka też i starszych… Ale mniejsza o to. Po zwycięstwie Palikota, który w mistrzowski sposób wyczuł koniunkturę, katolicy czują się dziś oblężoną twierdzą. Widać to w wypowiedziach hierarchów kościelnych i katolickich publicystów. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej.

Piątek. Wychodzę z czytelni i zmierzam do sklepiku na dole kupić sobie coś do jedzenia. Podchodzę do półki i… Oczywiście żadnej wegetariańskiej kanapki. Same mięsne. A z drożdżówek ostały się tylko dwie najmizerniejsze. Spoglądam na zegarek. Ej, jeszcze wcale nie jest tak późno! No nic, zmierzam do uczelnianej jadłodajni. Jakoś dziwnym trafem w piątek zawsze jest tu przynajmniej jeden postny zestaw obiadowy. Co prawda od kiedy przestaliśmy być zieloną wyspą wszystkie knajpy zaczęły inwestować w zieleninę, ale nie wydaje mi się, żeby był to przypadek.

Trwa Wielki Post. Jeszcze, choć już niedługo. Nie znaczy to bynajmniej, że wszystkie kluby są zamknięte na cztery spusty. Wręcz przeciwnie, nocne życie wciąż kwitnie. Dlatego zatkało mnie, gdy jeden z moich kolegów, którego w życiu bym nie posądzał o sztywną ortodoksję, stwierdził, że… Nie będzie pił ze mną wódki. (Skandal!) Bo Post. No, piwo to może tak, ale żeby się tylko nie upić. No, dobra, jak się chłopak wypości, to wtedy zobaczymy…Jak wiadomo nieumiarkowanie w piciu to grzech, więc trzeba się odgrzeszyć. A tu kolejna niespodzianka. W życiu nie spodziewałem się, że w środku tygodnia może być taka kolejka do spowiedzi. A jeszcze nie ma Wielkiego Tygodnia! Wtedy to nie będzie w kościele gdzie szpilki wetknąć. U mnie w parafii nawet w niedzielę trudno znaleźć wolne miejsce w ławce. A na Seminarium Odnowy w Duchu Świętym zapisało się ponad 200 osób.

To jak? Jak w końcu jest z tym katolickim narodem?

http://horatius.salon24.pl/404416,gdzie ... icki-narod


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 07 kwi 2012, 09:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Sedno naszej wiary

Niedziela Wielkanocna. Okiem wiary widzimy zmartwychwstanie tego samego Chrystusa, który trzy dni wcześniej został ukrzyżowany i który - właśnie poprzez wyjście z grobu - pokazuje, że jest Chrystusem, Mesjaszem zapowiadanym przez proroków i oczekiwanym przez lud Izraela. Wielu, także wśród wierzących, zapomniało, że przez całe wieki w zestawieniu z Wielkanocą Boże Narodzenie było świętem o mniejszym znaczeniu. A ilu z tych, którzy uczestniczą we Mszy Świętej, pamięta, że niedziela (domenica) nazywa się tak (dies Domini - dzień Pański) właśnie dlatego, że 52 razy w roku przeżywamy w tym dniu pamiątkę "dnia po szabacie", w którym nastąpiło to Wielkie Wydarzenie?


Zmartwychwstanie fundamentem
Bez zmartwychwstania nie byłoby chrześcijaństwa, a Jezus zostałby zaliczony w poczet kaznodziejów głoszących nadejście końca świata, którzy od zawsze obecni byli w żydowskiej historii, często kończyli źle, a zawsze w zapomnieniu. Ewangelie mówią jasno: po hańbiącej śmierci na krzyżu apostołowie, uczniowie, kobiety - wszyscy, którzy uznali, że oto podążali za kolejnym fałszywym prorokiem, spakowali swoje ubogie bagaże i ze zwieszonymi głowami opuścili Święte Miasto, aby powrócić do rodzimej Galilei. Zupełny brak zrozumienia tego, co się właściwie stało, manifestuje się w słowach dwóch uczniów zdążających do Emaus. Nie wiedzą, że towarzyszący im nieznajomy to sam Jezus, który właśnie zmartwychwstał. Mówią: "Mieliśmy nadzieję, że On wyzwoli Izraela". Mieli nadzieję. A tymczasem od piątku, od godziny trzeciej, wszystko wydawało się skończone na szafocie wzniesionym - ku przestrodze - niedaleko najczęściej uczęszczanej bramy Jerozolimy. Sobota od zawsze w tradycji chrześcijańskiej była dniem poświęconym Maryi, ponieważ tego dnia, po straceniu Chrystusa, pośród zniechęcenia wszystkich wokół być może tylko Matka dochowała Mu wierności. Stała się zatem ostatnim bastionem wiary, Tą, która mimo wszystko zachowała nadzieję. Piszę "być może", ponieważ Ewangelie o tym nie wspominają.
Święty Paweł, autor charakteryzujący się stylem żywym i syntetycznym, mówi wprost, ostrzegając chrześcijan w Koryncie: "Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. (...) Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania" (1 Kor 15, 14.19).
Dlaczego trzeba dzisiaj przywołać te słowa? Po to, aby przypomnieć, na czym opiera się wiara, której Benedykt XVI postanowił poświęcić specjalny rok. Po to, aby na nowo poddać ją refleksji i na nowo odkryć. Nasza wiara jest prostsza, niż się wielu wydaje. Zdają się o tym zapominać nawet członkowie Kościoła, zanurzając się w gąszcz słów mówionych i pisanych, wywodów teologicznych i wytycznych moralnych. Tymczasem wiara dla chrześcijanina jest tym i tylko tym: "zakładem" (używając terminu Pascala, wielkiego człowieka wiary i wielkiego matematyka) co do prawdziwości Ewangelii mówiących nam o pustym trzeciego dnia grobie i o objawieniach Ukrzyżowanego trwających 40 dni. Przynajmniej raz ukazał się On nie wąskiej grupie apostołów, ale "ponad 500 braciom", jak mówi św. Paweł w tym samym miejscu, w którym podkreśla, że zmartwychwstanie jest tym, na czym opiera się - bądź nie - cała nasza wiara. Świętemu Pawłowi wtóruje także św. Piotr, który w jednym ze swoich listów pisze, że bycie chrześcijaninem nie oznacza "postępowania za wymyślonymi mitami", ale przyjęcie na poważnie, aż do końca (bez "jeśli" i bez "ale") opowieści o zmartwychwstaniu Jezusa zawartych w Piśmie Świętym.
To są fundamenty. Cała reszta jest niczym innym jak tego konsekwencjami i komentarzami na ten temat - ważnymi oczywiście, często wręcz zasadniczymi. Do powrotu do tych właśnie fundamentów, do tej prostoty wzywał Joseph Ratzinger przez całe ćwierćwiecze, kiedy sprawował urząd prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Teraz jako Papież także chce nam pomóc do nich powrócić, ogłaszając wspomniany wyżej Rok Wiary. Wpisuje się to w tak drogi jego poprzednikowi projekt Nowej Ewangelizacji, któremu obecny Papież zapragnął nadać formę instytucjonalną poprzez powołanie specjalnie mu poświęconej Rady Papieskiej. Benedykt XVI nie przypadkiem nieraz pozbawiał się cennych godzin snu po to, aby ofiarować nam nie tylko księgi z dziedziny medytacji, duchowości i moralności, ale także trzytomowe dzieło na temat Ewangelii i ich wartości historycznej.
Chrześcijaństwo nie jest systemem filozoficznym, etyką, kulturą czy zbiorem norm życiowych - skądinąd słusznych. Jest oczywiście także i tym, ale jedynie w sposób pośredni. Jego źródło natomiast to prawdziwa historia osiągająca swój punkt kulminacyjny w zmartwychwstaniu. Ktoś zauważył, iż gdyby w wyniku jakichś przeciwności losu Ewangelie zostały ograniczone do kilku zaledwie papirusów, gdyby zagubiono całe nauczanie moralne Jezusa, gdyby nie zachowały się przypowieści ani relacje o cudach, chrześcijaństwo mimo wszystko mogłoby istnieć - dopóki pozostałaby ta gałąź nauczania, którą Tradycja nazywa Misterium Paschalnym, czyli opowieścią o męce, śmierci i wreszcie o zmartwychwstaniu. Stracilibyśmy wiele, tracąc dwie trzecie Ewangelii, ale to, co najważniejsze, pozostałoby niezmienne, dając nam podstawy wiary.

Wyjdźcie z grobu niewiary
Wiara w Boga wydaje się napotykać dzisiaj poważne trudności - przynajmniej na Zachodzie. W mniejszym stopniu dotyczy to Afryki czy Azji, ale statystyki nie powinny wprowadzać nas w błąd - kto lepiej pozna sytuację tych kontynentów, staje się mniejszym optymistą. Książki na ten temat wypełniają całe biblioteki, liczne instytuty socjologiczne potwierdzają na przykład, że także te kraje, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu uważane były za głęboko zakorzenione w wierze, dziś się laicyzują. W państwach i regionach takich jak Irlandia, Hiszpania, Portugalia, Brazylia, Flandria, Bawaria, Veneto, Bretania czy Quebec mniej osób niż choćby kilkadziesiąt lat temu przyznaje się do wiary, przynajmniej publicznie. Nawet Polska może się zachwiać pod wpływem tsunami niesionego przez ideologię konsumpcjonizmu, która napłynęła tam z Zachodu.
Pewne zjawiska dają do myślenia: spadkowi, gdzieniegdzie gwałtownemu, przynajmniej niedzielnej praktyki uczestniczenia we Mszy Świętej oraz zmniejszeniu się liczby powołań towarzyszy z kolei boom pielgrzymkowy zarówno do sanktuariów maryjnych, jak i miejsc kultu świętych - takich jak na przykład Ojciec Pio. Często tych, którzy nie uczestniczą już we Mszach Świętych, można spotkać modlących się na kolanach w Lourdes, w Medjugorie, w Fatimie, w San Giovanni Rotondo czy w Bazylice Świętego Piotra przy grobie błogosławionego Jana Pawła II. Także coraz mocniej zaznaczająca się w Europie obecność islamu inspiruje chrześcijan do odkrywania na nowo ich własnej tradycji religijnej. Może to mieć niespodziewane skutki. Książki poświęcone tematom religijnym, nieraz z opracowań, na które nie zwracano z początku większej uwagi, stają się bestsellerami. Podczas gdy zmniejszenie liczby powołań zakonnych wśród sióstr jest faktem - chociaż być może nie tak nagłośnionym jak spadek liczby powołań kapłańskich - to jednak nie dotyczy ono zakonów kontemplacyjnych. Liczba kobiet, które wybierają ukryte i trudne życie za klauzurą, rośnie.
Tylko Bóg zna przyszłość. Tym, co może zrobić historyk, jest przypomnienie faktu, że śmierć chrześcijaństwa ogłaszano już nieraz. Chrześcijanie mogą uczyć się od swojego Mistrza, w jaki sposób opuścić grób, w którym "świat" chciał pochować Zbawiciela na zawsze.

Vittorio Messori

tłum. Agnieszka Żurek
--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest pisarzem, dziennikarzem i publicystą katolickim. Owocem jego rozmów z Janem Pawłem II jest książka "Przekroczyć próg nadziei" (1994), a z ks. kard. Józefem Ratzingerem "Raport o stanie wiary" (1984).

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 10 kwi 2012, 06:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Świąteczne samopoczucie?

Cały ten tydzień żyjemy radością ze zmartwychwstania Chrystusa i radością z tych wszystkich dóbr, które możemy osiągnąć mocą Jego zwycięstwa nad śmiercią i grzechem. A może żyjemy innymi radościami, które bezpodstawnie traktujemy jako "świąteczne"? Widzimy na kartach Ewangelii, że przywódcom religijnym Izraela nie zmąciła "świątecznej" radości świadomość skazania Niewinnego na śmierć. Zdają się oni być ślepi na oczywiste fakty i nie cofają się nawet przed przekupieniem strażników grobu, aby rozgłaszano kłamstwo o wykradzeniu Ciała Jezusa. Pewnie jednak radowali się z własnej "doskonałości" po wypełnieniu obowiązku religijnego wobec jedynego Boga, zagrożonego w swojej jedyności przez "bluźniercę", śmiącego nazwać się Jego "Synem".
Świątecznej radości, czy też raczej radości z siebie samych, nie brakuje też naszym "katolickim" politykom, naukowcom i dziennikarzom, wspierającym w rozmaity sposób aborcyjny holocaust. Czemuż mają się przejmować ekspansją w świecie, a także w Polsce ostatniego bastionu totalitarnego systemu? Czemuż się mają przejmować horrorem chińskiej polityki antyurodzeniowej, o której raz za razem informują media? Ostatnio "Fronda" dokumentuje fakty organizowania w ChRL obław na ciężarne kobiety i mordowania ich nienarodzonych dzieci wbijaniem im igieł w główki i topieniem ich w wiadrze. Te niewątpliwe fakty jednak nie zakłócają "świątecznej" radości wielu naszym - także intelektualnym i duchowym - decydentom. Nie mąci ich "świątecznej" radości także zbrodnia i hańba "kłamstwa smoleńskiego". Nie jest to zatem prawdziwie świąteczna radość. Brakuje jej nade wszystko prawdy. Nie widać żadnego jej poszukiwania, zresztą nie ma nawet takiej potrzeby. Fakty są dostępne na wyciągnięcie ręki, a nawet są znane. Brakuje jednak przejęcia się tą prawdą. Co chłodzi tę relację do prawdy właściwą dla każdej istoty rozumnej? Czyż nie jest to pragnienie własnej wyższości za jakąkolwiek cenę, przy którym "wyższość prawdy jest nudna" (św. Tomasz z Akwinu)?
Część aktywnych uczestników Wielkiego Tygodnia jednak nie radowała się, na czele z Judaszem. Po zaspokojeniu pragnienia posiadania pieniędzy trafiła do niego tylko część prawdy o jego zdradzie. Zabrakło temu samorozumieniu odpowiednich czynów. Czynu przeproszenia za dokonane zło i czynu dziękowania za przebaczenie. Aby te czyny spełnić, trzeba było żyć, a nie wieszać się. Tej prawdy o moralnych konsekwencjach swojej zdrady Judasz nie był już w stanie podjąć. Widać, że oprócz chciwości dolegała mu jakaś inna, a nawet bardziej podstawowa moralna słabość, której chciwość służyła. Pewnie pragnął czuć się dobrym, a nawet lepszym od wszystkich innych człowiekiem, lepszym od samego Boga. Aby być dobrym człowiekiem, trzeba najpierw i ciągle na nowo czuć się złym człowiekiem, wciąż niedostającym do ustawionej mu poprzeczki człowieczeństwa. To ostatnie poczucie jest jednak niezmiernie bolesne, bo przeszkadza tkwiącemu w ludzkiej naturze nieuporządkowanemu pragnieniu własnego dobra i rozwoju. Także to pragnienie należy w codziennej pracy nad sobą poddać rozumowi i rozumnej wolności, aby nie doprowadziło do prawdziwej moralnej katastrofy, którą jest zakorzenienie się moralnej wady pychy. Nawet Boga traktuje się wtedy tylko jako środek do własnego wywyższenia czy też poczucia własnego wywyższenia. Jakże człowiek pyszny może przyznać się do Bogobójstwa? Jakże może się przyznać do grzechu i zła? Jakże może przyznać się do mataczenia i kłamstwach w "sprawie smoleńskiej"? Jakże można przyznać się do prawdziwego Bogobójstwa obecnego w rozmaitych formach akceptacji aborcji? Świątecznej radości potrzeba nade wszystko przepraszania, proszenia i dziękowania. To są czyny prawdy na nasz własny temat, prawdy na temat naszej prawdziwej wielkości.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 10&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 01 maja 2012, 12:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Ks. Stanisław Małkowski komentuje: "Nie oddamy wam Polski"

Polski w Polsce jest coraz mniej za sprawą miejscowych zdrajców. Widzimy jednak i słyszymy coraz więcej Polaków, którzy broniąc telewizji Trwam, bronią Polski. Wielkim znakiem nadziei była sobotnia (21 kwietnia) manifestacja w Warszawie. "Wzrastała liczba uczniów" (Dz. 6,7) - słyszeliśmy w Liturgii Słowa Mszy Świętej odprawianej na Placu Trzech Krzyży i widzieliśmy rosnącą liczbę Polaków wokół siebie. Dwa dni później uczestniczyłem w Mszy Świętej u Świętego Stanisława Kostki na Żoliborzu z okazji imienin błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki i usłyszałem jego słowa:

,,Pokój wam! Błogosławieństwo dla tych, którzy działają w imię PRAWDY I WOLNOŚCI! Pokój, bo dobro jakim jest modlitwa zwycięża każde zło. Jestem z wami i modlę się z wami, ofiarowuję moją krew z Przenajświętszą Krwią Chrystusa za wolność i wiarę mojej ojczyzny. Zło nie zwycięży niczego, co w swoich rękach ma Maryja Królowa Polski. To Ona zwycięży zło dobrem modlitwy, dobrem różańca. Staszku, jestem z tobą w Krucjacie Różańcowej i wspieram cię, nie lękaj się, bo zwycięstwo jest z Maryją. Błogosławię was - ks. Jerzy Popiełuszko - chorąży Krucjaty Różańcowej".

Dzień wcześniej księża biskupi w liście pasterskim zalecili ostrożność i dystans wobec objawień prywatnych. Tymczasem papież Benedykt XVI powiedział: "Kto odrzuca całkowicie objawienia prywatne, ten nie grzeszy przeciw wierze, ale postępuje nierozważnie': Zaś papież Urban VIII wręcz zachęcał do wiary w takie przekazy z wysoka: "W podobnych przypadkach lepiej jest wierzyć niż nie wierzyć, gdyż jeżeli wierzymy i [objawienie] zostanie udowodnione jako prawdziwe - będziemy szczęśliwi, gdyż o to prosiła Matka Najświętsza".

Anioł Stróż Polski w ubiegłym roku powiedział: ,,Polacy, oddajcie teraźniejszość i przyszłość waszej ojczyzny w ręce Maryi. To, co po ludzku mogłoby się załamać, w Jej rękach się nie załamie. Maryja nigdy nie odmówi pomocy, szczególnie, jeśli chodzi o naród, który obrał ją sobie za swoją Królową. Polacy, teraz doświadczacie ciemności grobu, bo zanika w was wiara i nadzieja. Jest niewielu kapłanów, którzy mówią otwarcie o zagrożeniach narodu, którzy wzywają do pokuty i modlą się wraz z ludem wiernym. Nie porzucajcie tradycji, gdyż ona zawsze kształtowała sumienia całego narodu wraz z Kościołem, który był narodowi wierny. Dzisiaj niektórzy chcą Ewangelię przystosować do świata lecz to nie Kościół ma się przystosować do świata, lecz świat do Kościoła i Ewangelii. Bóg posyła mnie do was, aby pocieszyć smutnych, umocnić utrudzonych, dać nadzieję wątpiącym. Polsko! Zerwij kajdany. Nie oglądaj się ani na Wschód, ani na Zachód, podźwignij swojego ducha mocą Krzyża i daj świadectwo prawdzie. Pokonasz swoich wrogów wytrwałością modlitwy i wiernością Bogu. I chociaż zadano ci rany i wlano truciznę, pamiętaj - twoja Królowa wraz ze świętymi aniołami wstawia się za tobą"

Determinacja wrogów telewizji Trwam, Radia Maryja oraz Polski wynika z ich wiary w poparcie ze strony władz rosyjskich, niemieckich, brukselskich, masońskich, .starszych i mądrzejszych "w połączeniu z zaufaniem w skuteczność metod ogłupiania i zastraszania Polaków. Nasza nadzieja opiera się na Bogu, społecznym panowaniu Chrystusa i królowaniu Matki Najświętszej w ojczyźnie. Odwołujemy się do wiary, rozumu i modlitwy. Słudzy zła stają się sługami szatana. Niech wiedzą, że szatan niszczy swoje narzędzia. Dlatego: sursum corda! Odwagi!

Publikacja za zgodą autora

http://aniol-ave.blogspot.com/

http://aniol-ave.blogspot.com/2012/04/k ... e-nie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 08 maja 2012, 21:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Najświętsze Trzy Hostie

Zapomniany cud Eucharystyczny z 1399 r. przypomniano ostatnio w Poznaniu. Wznowiona została książka Mieczysława Noskowicza z 1926r., która poświęcona jest temu wydarzeniu.

Świętokradztwo

W 1399 r. żydzi przekupili dwie kobiety w Poznaniu, matkę i córkę, by postarały się o konsekrowane Hostie. Kobiety postanowiły wykraść je z kościoła Dominikanów przy ul. Szewskiej (dziś kościół o. Jezuitów). Po nabożeństwie ukryły się w kącie, czekając na zamknięcie kościoła. Kiedy zostały same, matka dwukrotnie próbowała otworzyć drzwiczki tabernakulum, ale za każdym razem jakaś siła rzucała ją o ziemię. Wreszcie za trzecim razem, podtrzymywana przez córkę, wyjęła cyborium, a z niego trzy Hostie, które zawinęła w białą chusteczkę. Obie znów ukryły się w kącie, czekając na otwarcie kościoła i na popołudniowe nabożeństwo. Łatwo im było zmieszać się z wiernymi, a po nabożeństwie opuściły kościół bez przeszkód. Od razu udały się do żydów, którzy zapłacili im umówioną sumę i zabrali trzy Najświętsze Hostie. Rabini i starsi kahału, w sumie trzynastu żydów, poszli z Hostiami do kamienicy zwanej Świdwińską przy ul. Sukienniczej (dziś ul. Żydowska) i tam w piwnicy ustawili stół, na który rzucili Hostie. Chcieli sprawdzić, czy jest to prawdziwe Ciało Pana Jezusa. Najstarszy z żydów przebił nożem jedną z Hostii i wtedy wytrysnęła z niej krew na jego twarz. Za chwilę reszta żydów przy świetle pochodni kłuła bez opamiętania trzy Najświętsze Hostie, mimo że krew z nich lała się po całym stole. Bluźnili przy tym i „rzucali najpotworniejsze obelgi przeciw Chrystusowi”.

Obrazek
Monstrancja z trzema Najświętszymi Hostiami w kościele Bożego Ciała w Poznaniu


W 1570 r. kustosz poznański i kanonik warmiński ks. Tomasz Treter opublikował po łacinie historię trzech Hostii, która wydarzyła się w Poznaniu w 1399 r. Do dziś, jak pisał, a więc do czasu, kiedy powstała jego książka, ślady Krwi Najświętszej wylanej z Hostii „wprawiają wpatrujących się w wielkie podziwienie i uszanowanie. Pobudzają też cudownie pobożne serca do oddania Chrystusowi-Odkupicielowi powinnego dziękczynienia, za to, że nie tylko na Golgocie, podczas gorzkiej męki Swej raczył dla zbawienia rodzaju ludzkiego wylać obficie Krew Swoją Najświętszą, ale i tutaj w Poznaniu, na udowodnienie prawdy wiary katolickiej, jako w Najświętszym Ołtarza Sakramencie jest prawdziwie Ciało i prawdziwa Krew Jego”.

Cudowne uzdrowienia

Żydzi coraz większy podnosili wrzask, pastwiąc się nad Hostiami. Im więcej krwi tryskało, „w tym większy szał nienawiści i większą żądzę wywarcia całej swej złości popadli”. Ponieważ kamienica znajdowała się w dzielnicy żydowskiej, więc słyszący te krzyki żydzi zbiegli się na tę „Boga znieważającą ceremonię”. Tylko jedna żydówka, niewidoma od urodzenia, kiedy dowiedziała się, że rabini doświadczają, czy w chlebie, którzy chrześcijanie uważają za swoją największą świętość, jest rzeczywiście prawdziwe Ciało i Krew Jezusa, zaczęła się do niego modlić o uzdrowienie. Gdy tylko skończyła swoją modlitwę, Pan Jezus cudownie przywrócił jej wzrok. Wyszła na ulicę i zaczęła głośno wyznawać Chrystusa.
Żydzi przestraszyli się następstw tego coraz głośniejszego czynu i postanowili pozbyć się Hostii. Próbowali je spalić, ale Hostie wychodziły z ognia i unosiły się nad płomieniami nietknięte. Wrzucali je wiele razy do ustępu, a potem do studni, która do dziś znajduje się w dolnej kaplicy kościoła Pana Jezusa, a wtedy było to pomieszczenie, w którym bezcześcili oni Ciało Chrystusa, ale i te próby zniszczenia Hostii okazały się daremne. W końcu postanowili zakopać je za miastem na trzęsawiskach. 15 sierpnia 1399 r. w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zawinęli je w płótno i wysłali dwóch starszych kahału, którzy poszli przez miasto. Po drodze mijali żebrzącego kalekę, który został cudownie uzdrowiony. Przechodzili obok domu, w którym leżał umierający człowiek. I on został uzdrowiony. Jednak nie zwracali w ogóle uwagi na te znaki Boże, tylko „trwali w swej zaciętości przeciw Chrystusowi”. W końcuprzyszli na miejsce, które uznali za najlepsze do pozbycia się tu „zbrodniczo zbezczeszczonych Hostii Najświętszych”. Dziś znajduje się tu kościół Bożego Ciała w Poznaniu. Wtedy było to miejskie pastwisko bydła. Tam zakopali Hostie, zarzucili je błotem i wrócili do domu.

Cud Eucharystyczny

W następną niedzielę 22 sierpnia pasterz trzody miejskiej, Maciej, przyprowadził na pastwisko bydło. Było to miejsce, gdzie żydzi zakopali trzy Najświętsze Hostie. Zostawił tam swego syna, a sam poszedł na Mszę św. do miasta. W pewnej chwili chłopiec zobaczył, jak wszystkie krowy i woły uklękły przednimi nogami i głowy podniosły do góry. Zobaczył trzy Hostie, unoszące się jak motyle w powietrzu. Kiedy ojciec wrócił z kościoła, syn opowiedział mu, co się wydarzyło na pastwisku. Maciej nie chciał w to uwierzyć. Lecz niedługo obaj zobaczyli klękające bydło i unoszące się w powietrzu trzy Hostie. Sami upadli na kolana. Zaraz potem Maciej pobiegł do miasta, by opowiedzieć o cudzie. Najpierw udał się do radcy grodzkiego, który jednak nie uwierzył w to, o czym mówił pasterz. Radca skierował skierował go do magistratu. Tam Maciej opowiedział wszystko burmistrzowi Poznania. Ten uznał to za brednie i kazał zamknąć Macieja w wieży. Drzwi więzienia zamknięte na ciężkie rygle same się otworzyły, a więzy opadły z rąk pasterza. Cudownie uwolniony poszedł znowu do radcy i powtórzył to, co już raz opowiedział. Radca kazał jeszcze raz zamknąć Macieja, ale zwołał urzędników magistratu, ławników i proboszcza kościoła farnego, którzy udali się na miejsce wskazane przez pasterza. Zobaczyli klęczące bydło i trzy Najświętsze Hostie latające w powietrzu. Oddali cześć Bogu ukrytemu w cudownych Hostiach i wrócili do miasta. Radca wypuścił Macieja na wolność i zwołał naradę magistratu. Potem wszyscy wraz z księdzem proboszczem poszli do biskupa poznańskiego Wojciecha Jastrzębca.

Obrazek
Kościół Bożego Ciała w Poznaniu


Obrazek
Kościół Najświętszej Krwi Pana Jezusa przy ul. Żydowskiej w Poznaniu


Biskup po wysłuchaniu relacji urzędników magistratu, zwołał duchowieństwo Poznania, do którego przyłączyły się bractwa i cechy oraz tysiące wiernych. Przy dźwięku dzwonów wszystkich kościołów na miejsce cudu udała się cała ta wielka procesja. Kiedy biskup nakazał najstarszemu z kapłanów podnieść rękami Najświętsze Hostie z błota, te, jak żywe motyle, same uniosły się w górę i opadły na patenę, którą trzymał ksiądz. We wspaniałym pochodzie triumfalnym procesja powróciła do miasta, udając siędo kościoła farnego, gdzie złożono Najświętsze Hostie w tabernakulum.
Potem nastąpiły spory, w którym kościele ostatecznie mają się znaleźć cudowne Hostie. Ale Pan Bóg sam wskazał miejsce. Hostie bowiem znikły z zamkniętego tabernakulum kościoła farnego i przeniosły się tam, gdzie je znaleziono. W ten sposób trzy razy Najświętsze Hostie po kilku godzinach przenosiły się na pastwisko, chociaż za każdym razem umieszczano je w innym kościele. Unosiły się tam w powietrzu i wszyscy mogli je zobaczyć. Zrozumiano, że Pan Jezus chce, by to w tym miejscu oddawano mu cześć. Biskup polecił wybudować tu drewnianą kaplicę.

Wyrok

Zrozumiano też, że Hostie objawiły się cudownie wskutek świętokradztwa, ponieważ ktoś wcześniej musiał je wykraść z kościoła. Do ratusza zgłosili się świadkowie. Jednym z nich był cudownie uzdrowiony kaleka, a drugim żydówka, która odzyskała wzrok. To ona przyczyniła się do ujęcia żydów i wynajętych przez nich kobiet. Żydów postawiono przed sądem, ale najpierw wypierali się wszystkiego. W końcu przyznali się do winy i opowiedzieli szczegółowo, „jak się pastwili nad Najświętszymi Hostiami”. Wskazali też kobiety-świętokradczynie, Krystynę i Annę, które przyznały się do swojej winy. W tamtych czasach kradzieże, świętokradztwo i zbezczeszczenie religijnych świętości karano śmiercią. Rabina i trzynastu starszych kahału oraz Krystynę i jej córkę skazano na spalenie na stosie. „O fanatycznej nienawiści żydów ku Chrystusowi, która najprawdopodobniej była powodem tak strasznego wyroku, pisze jeszcze ks. Tomasz Treter w dziele swoim, co następuje: ‘A co im do łatwiejszego duszy zbawienia niemałej przydać mogło pomocy, tego oni na złe zażywając i w ślepocie, zatwardziałości swojej zostając, na większe jeszcze bluźnierstwa, ba nawet uszów chrześcijańskich niegodne, podawali się, cieszyli i chlubili w rzeczach niegodziwych. A zatem, gdy na pozyskanie ich Bogu, czas daremnie i staranie trawiono, dekret śmiercio debrali na siebie, na którą ochotnym sercem szli, jakoby z Abrahamem, Izaakiem i Jakóbem patryarchami wieczerzą jeść mieli’. Jak z powyższego słusznie można przypuszczać, że do tak strasznego wyroku przyczyniła się najwięcej nienawiść fanatyczna żydów oraz ich bluźnierstwa, jakich nawet wobec sądu nie szczędzili Bogu utajonemuw Najświętszych Hostiach”, pisze Noskowicz. Wyrok wykonano na podmiejskich polach.

Żydzi postanowili jednak zaprzeczyć, że zbrodni świętokradztwa dokonali oni. Zwalili całą winę na syna pasterza Macieja – Pawełka, któremu przypisali kradzież cyborium z kościoła Dominikanów, zbezczeszczenie Hostii, a następnie zrzucenie winy na żydów. Według nich trzynastu żydów z rabinem i dwoma kobietami zostało spalonych niewinnie. Gmina żydowska wniosła do króla Władysława III prośbę o wznowienie procesu. Zarządzono powtórne bezstronne śledztwo w 1434 r. i wznowiono proces, który trwał 20 lat. Żydzi nie umieli jednak dostarczyć przekonywających dowodów na niewinność uprzednio skazanych osób. Sąd po rozpatrzeniu materiału zaostrzył jeszcze wyrok. Gmina żydowska musiała co roku wpłacać na procesję Bożego Ciaładatek w wysokości 800 tynfów, a co sto lat trzech starszych z gminy musiało iść z nożami w ręku na czele procesji.

Kościoły

Obrazek
Rzeźba przedstawiająca żydów usiłujących utopić Najświętsze Hostie (kościół Bożego Ciała)


Rzeźba przedstawiająca żydów usiłujących utopić Najświętsze Hostie (kościół Bożego Ciała)
Król Władysław Jagiełło ufundował w miejsce drewnianej kaplicy na polu, gdzie miał miejsce cud trzech Najświętszych Hostii, murowany kościół Bożego Bożego Ciała, którego budowę rozpoczęto w 1406 r. Przed bitwą pod Grunwaldem król Jagiełło ślubował, że jeśli ją wygra, odbędzie pieszą pielgrzymkę do Poznania, aby nawiedzić kościół Bożego Ciała i pokłonić się Jezusowi w Najświętszym Sakramencie, co też uczynił. Przyszedł do Poznania 25 listopada 1410 r.

W latach 1465-1470 Karmelici na miejscu kościoła Jagiełły wybudowali znacznie większy kościół wraz z klasztorem. Jak pisze Noskowicz: „Świątynia BożegoCiała była swego czasu tak poważną, że biskupi poznańscy,wjeżdżając pierwszy raz do Poznania, aby objąć rządy w diecezji, wstępowali najpierw do kościoła Bożego Ciała, aby tutaj podziękować Bogu za wyniesieniena godność biskupią”. Kościół Bożego Ciała w Poznaniu był słynny w całej Polsce jako miejsce cudowne. W roku 1609 ks. Tomasz Treter wydał „Księgę Cudów” tego kościoła, która zawiera opis 376 cudownych interwencji zokresu lat 1493-1604. Cudy te nastąpiły po nawiedzeniu kościoła Bożego Ciała i oddaniu tu pokłonu Najświętszemu Sakramentowi.
Kult Bożego Ciała w Poznaniu miał w średniowieczu charakter ogólnopolski i był porównywalny z kultem Matki Bożej Częstochowskiej. Kult ten wychodził poza granice Polski. Kościół poznański był w grupie kilkunastu najważniejszych sanktuariów europejskich. W Polsce kult poznański rozwinął się w XV i XVI w. i był w tym czasie silniejszy niż kult jasnogórski, który rozwinął się w XVII i XVIII w.

W 1704 r. po długich staraniach, po uzyskaniu kamienicy Świdwińskiej, gdzie żydzi kłuli nożami Ciało Pana Jezusa znajdujące się w trzech Hostiach, gdzie nastąpił cud krwi wytryskującej z tych Hostii i gdzie zamurowali oni w filarze okna pocięty na kawałki, zakrwawiony stół, na którym bezcześcili ciało Pańskie, oraz po wsparciu uzyskanym w dekrecie papieskim na soborze trydenckim, Karmelici wznieśli na gruzach tej kamienicy nową świątynię zwaną dziś kościółkiem Pana Jezusa. Kościół został poświęcony przez ówczesnego biskupa poznańskiego Hieronima Wierzbowskiego.

Pierwszą historię trzech Najświętszych Hostii napisał wielki historyk Jan Długosz. Uczynił to kilkanaście lat po wydarzeniach z 1399 r. Pisali o cudzie również: Kromer, Miechowita i cytowany ks. Tomasz Treter. W 1926 r. wydano w Poznaniu książkę Mieczysława Noskowicza pt. „Najświętsze trzyHostie 1399”. Niedawno wznowiono tę książkę w tym samym Poznaniu. „GazetaWyborcza” i inne podobne media, szukające we wszystkim, co polskie i katolickie, antysemityzmu, uznały ją za antysemicką. Tymczasem książka ta nie ma nic wspólnego z antysemityzmem. Opisuje cud Eucharystyczny, który miał miejsce, który widziało tysiące ludzi i który opisali historycy, w tym Jan Długosz. Wielki polski król Władysław Jagiełło ufundował w miejscu cudu kościół, który stał się słynny w całej Europie. Dopiero potem miejsce to zostało zapomniane i „wyciszone”. Trzeba mu przywrócić pamięć.

Marianna Dark

Książkę Mieczysława Noskowicza „Najświętsze Trzy Hostie” w wersji oryginalnej wznowiło Wydawnictwo WERS z Poznania.
Wydawnictwo WERS
Skr. Poczt. 59, Oddział 4, 60-962 Poznań 10
e-mail: wolna-polska@wp.pl
Gorąco polecamy tę lekturę!

http://www.bibula.com/?p=56365


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kościół i wiara w naszym życiu.
PostNapisane: 11 maja 2012, 19:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Nie zamykajmy sobie drogi do zbawienia

Apostazja nie jest wyborem wolności! To zniewolenie, do którego namawia szatan, ojciec kłamstwa - mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. prałat Roman Kneblewski, proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bydgoszczy.

Apostazja jest promowana przez liberalne media w sposób, który nie oddaje jej istoty. Czym więc jest apostazja?

To akt świadomego, dobrowolnego wyrzeczenia zbawienia dlatego, że Kościół jest właśnie miejscem naszego zbawienia. Jeżeli ktoś rezygnuje z uczestnictwa w Kościele, przestaje być członkiem mistycznego ciała Chrystusa, a więc jednocześnie z własnej woli wyrzeka się zbawienia. Jest to działanie zupełnie nieracjonalne, bo jeśli ktoś traci wiarę, to co może do tego skłaniać człowieka, jeśli nie działanie szatańskie? To diabelstwo czystej wody!

Co może skłaniać człowieka do urzędowego, oficjalnego wyrzeczenia się uczestnictwa w Kościele? Chodzić może tylko o zamknięcie sobie drogi do zbawienia, o wieczne potępienie. Zainteresowany jest tym szatan.

Jak należy ocenić namawianie innych do apostazji, do oficjalnego wyrzeczenia się wiary i Kościoła?

Powtórzę - jest to diabelstwo czystej wody. Ktoś, kto dopuszcza się tego typu podszeptów, może jednak nie mieć takich zamiarów, świadomości wielkiego zła, do którego namawia. Zły duch posługuje się w tym momencie ignorancją, żeby nie powiedzieć mocniej - głupotą tego, kto do apostazji namawia.

W dzisiejszej debacie publicznej w Polsce, namawianie do apostazji podlane jest swoistym „wolnościowym” sosem. Apostazja bywa przedstawiana jako „wyzwolenie”.

Szatan jest ojcem kłamstwa! Szatan będzie nazywał wolnością zniewolenie, a faktyczne zniewolenie będzie przedstawiał jako „wyzwolenie człowieka”. To dekalog jest największym orędziem wolności, jest naszą maxima carta libertatis - największą karta wolności w dziejach świata. Dekalog to jasne przesłanie: człowieku, chcesz żyć, chcesz być wolnym i bezpiecznym? Pamiętaj więc, by kierować się tymi wskazaniami, które pozwolą ci żyć i nie utracić wolności.

Przekaz ten bywa jednak często odwracany i przedstawiany w sposób zmanipulowany. 10 przykazań bywa przedstawiane jedynie jako nakazy i zakazy ograniczające człowieka. A jest dokładnie przeciwnie! To co zniewala człowieka, przedstawiane jest jako korzystanie z ludzkiej wolności! To dokładnie ta sama metoda, która jest stosowana do epok historycznych. Epoka, kiedy to nie było zasadniczego postępu ludzkiego ducha, bierze swoją nazwę od światła. A „oświecenie” to paradoksalnie najciemniejsza epoka. Nawet w Wielkiej Encyklopedii Francuskiej nie odnajdujemy hasła „duch”. Natomiast epoka w historii cywilizacji zachodniej najbardziej dynamiczna, najświatlejsza, jaką jest wiek XIII, jest określana jako okres „mroków średniowiecza”, saecula obscura. Ojciec kłamstwa działa. Nie wolno się na to nabierać.

W jaki sposób modlić się za apostatów?

Pan Jezus odpowiada: postem i wytrwałą modlitwą, dla apostaty zawsze istnieje bowiem droga powrotu. Sam kiedyś przyjmowałem na łono Kościoła młodego człowieka, który z początku związany był z wiarą a później oficjalnie związał się z buddyzmem.

Jak formalnie wygląda droga powrotu do Kościoła?

Apostata może wrócić do wiary, odpowiedź w tej sprawie wydaje kuria. Taka osoba musi w obecności świadków złożyć katolickie wyznanie wiary. Nie jest to specjalnie skomplikowane, wymaga jedynie oficjalnego wystąpienia z taką wolą.

Co by ksiądz doradził rodzicom i dziadkom, których dzieci i wnukowie dokonali apostazji? Jaką powinni zaprezentować postawę?

Nie ma tu uniwersalnej recepty, to zależy od osobowości, sytuacji danego człowieka. Zachęcenia i namowy przynoszą czasami skutek odwrotny do zamierzonego, dlatego też postawa musi być przemyślana. Nie ma lepszej profilaktyki, niż przykład rodziców poważnie traktujących swą wiarę.

Czy popularyzacja apostazji wpisuje się w kampanię walki z religią, Kościołem?

Oczywiście, walka z katolicyzmem nasiliła się w latach 60-tych XX wieku. Trwa to nadal, ze zmiennym natężeniem. Aktualnie tendencja ta się nasila, co z drugiej strony mobilizuje nas, katolików. Takie czy inne pojedyncze akcje znanych antykościelnych polityków najczęściej służą przysparzaniu popularności. Często wynika to z klasycznego cynizmu i chęci zbicia kapitału politycznego.

Rozmawiał Łukasz Karpiel

http://www.pch24.pl/nie-zamykajmy-sobie ... 453,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 91 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /