Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 26 sty 2012, 09:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Z dziejów neokolonialnego buractwa polskiego

Rzadko sięgam po „europejskie” magazyny jak Wprost i Newsweek, gdyż moja zaściankowa wizja świata nie koincyduje z poglądami tuzów nowoczesności o „formacie intelektualnym” Maziarskiego i Lisa. Dziś jednak, podkuszony przez Złego, zakupiłem Newsweek. I oto co czytam w felietonie Alexandra Kaczorowskiego, który z okopów Gazety Wyborczej przeniósł się do pasma ziemi niczyjej, rozdarty między tradycyjną niechęcią do Kaczora a konstruktywną miłością do Tuska. Pisze tak: „ Wyborcy Platformy wybaczą jej wszystko (…); nie wybaczą jej tylko jednego- zawiedzenia naszej zbiorowej wiary w Europę. Wiary, że nasze członkostwo w Unii jest czymś więcej niż tylko okazją do załapania się na unijne dotacje. Wiary, że w Unii czeka nas samo dobro, postęp, że nasza pozycja będzie coraz mocniejsza, a naszej perspektywy – indywidualne i zbiorowe – wyłączne świetlane. Ta wiara kruszy się na naszych oczach, w Polsce, i wszędzie wokół”. Przeczytałem te słowa podwójnie i przez chwilę chciałem przetrzeć oczy jak pan Komorowski i powiedzieć jak tenże do Palikota: „Alek, to ty???

Nic tak nie rozpaliło serc i umysłów polskiego buractwa jak wizja nabycia „europejskiego obywatelstwa”. Dawało ono nadzieje na pozbycie się uwierającego ich piętna narodowości polskiej - zbyt długo nosili moralna skazę wypaloną na ich czołach, która na modłę średniowiecznych praktyk automatycznie stawiała ich w rzędzie złodziei samochodów i pijaków. Wyrazicielem ich rozbudzonych dążeń stały się słowa Pana Premiera, który określił polskość jako „nienormalność”. Miejskie masy zmamione wizją wielskiego świata, uwierzyły, że tam, w tam w Europie, w tym mitycznym El Dorado, staną się kimś, że wystarczy się że się schylą i zgarną pieniądze z ulicy i niedługo staną w szeregach Hiltonów. Stłamszeni upadkiem komuny w Polsce, z obrzydzeniem i pogardą patrzyli na swoich rodaków, nadal gromadzących grosz do grosza, mimo kolejnych lat po transformacji i spoglądających na świat zza brudnej szyby komunikacji miejskiej. Chcieli być inni, chcieli na nimi górować, gdyż czuli że są do tego predestynowani. Och jak chcieli wyrwać z tego duszącego ich środowiska, a którym dławi ich „wpływ Kościoła” a kompleksy rodaków, nie pozwalają im, biedakom, rozwinąć skrzydeł i obudzić ducha „enterpreneuryzmu”. Takie nadzieje dawała i daje im jeszcze Europa i Premier Tusk. Nadzieję wpierw dały im anteny satelitarne i możliwość „drobnej wytwórczości”, tak sparodiowanej przez jeden z kabaretów: „przychodzi niedziela, wypijam pół-ela i włączam se satelyte”. Z czasem wyznacznikiem stały się samochody. Zapytał mnie z ironią jeden z Europejczyków: „To ty prawka nie masz? Prawko do podstawa”, pouczył mnie, popatrzył z litością i odszedł. Samochód stał się ekwiwalentem studiów, przeczytanych książek, wiedzy o świecie. Samochód, często na kredyt za 4 tys, stał wyznacznikiem „wolności” i wolnej miłości. I tak sobie konstatuje, że żadne idee patriotyczne, żadne odwoływania się do przeszłości, jak to próbuje czynić prawica w Polsce nie dadzą. Za to jedynie może obudzić lemingów myśl, że wzrost cen benzyny zabierze im, to co kochają najbardziej – czyli mit łatwego życia z muzyczką w samochodzie. Dowodem są te protesty kierowców, którzy nagle postanowili okupować stacje benzynowe w proteście przeciwko wysokim cenom paliwa. Pytanie tylko mnie dręczy: na kogo zrzucą winę za cenę? Pewnie tradycyjnie na Kaczyńskiego.

Nieoceniony kpiarz Franciszek Jezierski wykpiwał w okresie Sejmy Czteroletniego w swej broszurce: „Głos na prędce do stanu miejskiego”: "Mieszczan, których nienawistna zmianom ustrojowym magnateria, zmamiła pieniędzmi do swego obozu:” Takie to pozłacane cacko pokazano ci Stanie Miejski, w obficie wylanych na ciebie nobilitacjach, jakich drugi dopiero widzi przykład Polska: raz kiedy płacono niemi prywatne usługi; drugi raz kiedy płaca niemu Mieszczaninowi, zgubę jego własną; kiedy zakupują niewolą kilku milionów ludzi”. I z tych, być może, wykpiwanych mieszczan, których „znaczna część nie wie, jakim sposobem szlachectwa dostąpiła” , narodziło się dziś nobilitowane buractwo- elektorat PO, który zmamiony wizją lepszego świata, poszedł za Tuskiem, jak biedny Hiszpan za Cortezem zdobywać legendarne bogactwa Montezumy, tym razem w Europie. Ale jak się okaże, że na tam ich nie ma, to Tusk będzie w tarapatach.
Wartoby historyczne spojrzeć na kształtowanie się polskiego buractwa od czasów szlacheckich. Dziś tylko niestety ten mały zarys.

http://reacher.salon24.pl/385006,z-dzie ... -polskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 02 lut 2012, 21:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Dość tej polityki, więcej serca!

Wszyscy są zatopieni w mediach, które z tego zatopienia czerpią wymierne zyski. Cały polski świat kręci się wobec tego co pokażą w tefauenach czy w internecie, a tymczasem nikt nie sprawdza ilu rodaków oddało ducha z powodu niewydolności służby zdrowia i nikt nie zastanawia się, że podczas tej srogiej zimy która nadeszła niedożywieni i biedni ludzie zaczną umierać na potęgę. Gdzieś schował się Jerzy Owsiak licząc swoje miliony, planując podróże Harleyem do Afryki i zabawę na Przystanku Woodstock. Nie dostrzegam żadnych wiadomości na temat biednych ludzi w mediach. Nie ma. Psułoby to obraz dzielnej władzy, a przecież elitarni dziennikarze ograniczają swoją wrażliwość społeczną do WOŚP i do udziału w orkiestrze pomagania Platformie oraz Tuskowi i kopania wszystkich, którym się rząd nie podoba. Potem na spotkaniach rozmaitych charytatywnych fundacji będą jedli łososie w towarzystwie platformersów i "nowych polaków". Rząd się wyżywi, elitka też. Owsiak z milionami będą pili piwo w Kostrzyniu i będą się chwalili swoją charytatywnością jednodniową. Księża coraz mniej odważni, zastraszeni przez koniunkturalnych biskupów nie mają siły przebicia do mediów, więc przynajmniej powinni ciężko pracować dla swoich wspólnot aby w tej biedzie powszechnej być współczującymi pomocnikami, a nie chciwymi kacykami. Dziennikarze zagubieni jak dzieci we mgle wypatrują tylko, żeby ich zaproszono i nie zwolniono z pracy. Władza swoją pogardą dla ludzi i brakiem reform powiększa biedę. Zanim więc zastanowimy się gdzie przeznaczyć 1% swoich podatków, zastanówmy się czy ktoś obok nas nie jest w potrzebie, nie wymaga nagłej pomocy. Zwróćmy uwagę na starych, opuszczonych ludzi pochowanych z głodowymi emeryturami. Na rodziny z dużą ilością dzieci, gdzie rodzice ledwo wiążą koniec z końcem. Nikt tego za nas nie zrobi. Żadne organizacje charytatywne nie zauważą tego, co wrażliwe oczy mogą dostrzec. Dość tej polityki, więcej serca.

http://szestow.salon24.pl/386166,dosc-t ... ecej-serca


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 06 lut 2012, 10:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Głupcy, głuptaki i głuptasy

Najpierw głuptasy. Młode, to głupie. Nie wiedzą bo nie uczyli się, nie pamiętają bo nie było w szkole, nie wyrobieni. Mało myślą o czym innym niż o sobie, nie odróżniają tego od owego. Nawet chcą. Powtarzają za byle kim, ale koniecznie powtarzają. Trudno. Głuptasy i tyle.

Z nich małe trolle.

Za parę lat z niektórych wyrosną mądrzejsi, inni wejdą w stadium głuptaka.

Głuptaki nie wiedzą, bo nie, nie pamiętają, bo po co. Niewyrobieni, bo im się nie chce leźć tam, gdzie można nabrać wyrobienia. Odróżnianie ich denerwuje. Powtarzają już tylko to, co kiedyś powtarzali. Nie chcą. Nie będą. I już.

Z nich trolle rozwścieczone. Myślą, że ich powinność to kopsanie. Kopsają i kąsają.

Niektórzy rozwiną się w głupców. Wiedzą i tak lepiej. Nie pamiętają, bo nie było w modzie pamiętać albo byli całkiem gdzie indziej. Na przykład pewni państwo, którzy dowiedzieli się w latach 90. od swoich dzieci, że było coś takiego jak „Solidarność”. Wydawałoby się, że nie można było o tym nie wiedzieć, nawet jeżeli pracowało się w kantynie wojskowej. Ćwiczeni i chętnie poddający się ćwiczeniom.

Z nich trolle paskudne, trolle złej woli. Ich zabawa to wyrywanie skrzydełek aniołkom.

http://tbochwic.salon24.pl/388179,glupc ... i-gluptasy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 11 kwi 2012, 10:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Historyczna i religijna ignorancja

Co pewien czas dziennikarze przeprowadzają sondaż na temat stanu wiedzy historycznej Polaków. Zazwyczaj robią to w okolicach jakiejś ważnej rocznicy (3 Maja, 11 Listopada, 13 grudnia), obnażając przerażającą ignorancję przypadkowo zaczepionych z mikrofonem i kamerą rodaków, zwłaszcza w młodym wieku.

Niekiedy udaje im się przymusić do odpowiedzi również polityków, chociaż - jak wykazała ostatnia taka akcja przeprowadzona przez reporterów TVN 24 w Sejmie - większość wybrańców narodu (na co dzień bardzo chętna do zabierania głosu w wielu sprawach i wykazująca ogromne „parcie na szkło”) wpada w panikę, gdy tylko słyszy, że będzie badana ich elementarna wiedza historyczna. Jeżeli znajdzie się już w gronie parlamentarzystów ktoś odważny, to później pół Polski śmieje się z niego, jak teraz z posła i rzecznika Sojuszu Lewicy Demokratycznej Dariusza Jońskiego, który - świetnie radząc sobie z pytaniami dotyczącymi XIX wieku - datował powstanie Warszawskie na 1988, a stan wojenny na 1989 rok.
Okazuje się, że także obywatele innych państw mają poważne problemy w zakresie wiedzy historycznej, w tym również na temat podstawowych faktów z dziejów chrześcijaństwa, które powinny być - tak się przynajmniej powszechnie uważa - znane każdemu świadomemu człowiekowi, nawet jeśli nie jest on wyznawcą tej religii.

Jak poinformował portal internetowy Fronda - powołując się na Polskie Radio - w wielkanocnym wydaniu londyńskiego dziennika „Sunday Telegraph” znalazły się wyniki przeprowadzonego przez redakcję testu z wiedzy o najważniejszym święcie chrześcijańskim. I co? Tylko jedna trzecia respondentów pozytywnie odpowiedziała na wszystkie pięć zadanych pytań: co zdarzyło się w Wielki Piątek, w Niedzielę Wielkanocną, w jakim mieście miały miejsce te wypadki, kim był Poncjusz Piłat i kto zdradził Jezusa, mimo że dla zachowania proporcji na pytania odpowiadali ludzie starsi i młodsi, z różnych grup społecznych oraz obu płci, ale tylko z kręgu kultury europejsko-chrześcijańskiej, nie zaś spośród mniejszości etnicznych i religijnych.
„Wśród błędnych odpowiedzi, których była prawie połowa, znalazły się i takie, że Wielki Piątek ma coś wspólnego z zającami, że Piłat był uczniem Jezusa. Wielu Brytyjczyków uważa, że Jezus został zdradzony przez Mojżesza albo św. Piotra. Część Brytyjczyków uważa, że zdrada Jezusa miała miejsce w Londynie albo Babilonie. W odpowiedziach pojawia się nawet zespół rockowy….Judas Priests” - czytamy na stronie Frondy.

Możemy się oczywiście uśmiechnąć z poczuciem wyższości nad ignorancją Brytyjczyków, ale wcale nie jestem pewny, czy podobna ankieta wypadłaby dużo lepiej w Polsce. Zdarzało mi się już bowiem słyszeć - także od studentów - nowatorską koncepcję Trójcy Świętej, w której Ducha zastępuje Matka Boska (to niewątpliwie poboczny skutek pobożności maryjnej), nie mówiąc już o nagminnym myleniu sądu szczegółowego nad duszą po śmierci człowieka z Sądem Ostatecznym, Mojżesza z Mesjaszem, czy kojarzeniu niepokalanego poczęcia z narodzinami Chrystusa. A przecież bardzo lubimy chlubić się - jako naród z chrześcijańskimi korzeniami i ojczyzna Jana Pawła II - naszą religijnością.

Wszystkim, którzy chcieliby drwić tak z przepytanych przez londyński dziennik Brytyjczyków, jak i z posła Jońskiego, radzę więc przypomnieć sobie stare przysłowia: „nie śmiej się dziadku z cudzego upadku” i „przyganiała motyka gracy”.

http://bukojer.salon24.pl/406927,histor ... ignorancja


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 16 kwi 2012, 06:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Katolicy nie są pariasami

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Bogusław Rąpała

W najbliższą sobotę głównymi ulicami Warszawy przejdzie marsz w obronie Telewizji Trwam. Dlaczego tak ważna jest obecność na nim?
- W ogóle bardzo ważne jest to, żebyśmy wszędzie, gdzie jesteśmy, dawali świadectwo prawdzie. Nie możemy pozostać obojętni. Żołnierz, który jest tchórzliwy, znajduje się po stronie wroga. Tak samo dobry, ale bierny i lękliwy człowiek rozzuchwala zło. Bo czy jest dobrym katolikiem ktoś, kto jest tylko obserwatorem, nie daje świadectwa i nie angażuje się po stronie Prawdy i Ewangelii? Tak więc uczestnicząc w tym marszu, chcemy przede wszystkim dać świadectwo, a równocześnie powiedzieć, że katolicy mają swoje prawa. Są obywatelami tej samej kategorii jak ci, którzy tym krajem rządzą, a próbują nas zepchnąć do narożnika.

Takie marsze odbyły się już w wielu miastach w Polsce i za granicą. Na co wskazuje ich fenomen?
- One świadczą o tym, że tworzymy jedność. W tym przypadku Polacy są niezwykle solidarni i widzą, że nie można czekać. Trzeba działać i bardzo jasno upominać się o swoje prawa, o dobro. Można powiedzieć, że zło jest brakiem dobra. Katolicy nie są pariasami we własnej Ojczyźnie. Ale może się tak stać, jeśli nie będą reagowali na ograniczanie swoich praw i nie będą demaskować otaczającego ich zła. Bo nie wystarczy tylko czynić dobrze. Demaskowanie zła jest również ewangelizacją. W Polsce większość stanowią katolicy. Z ich podatków utrzymywany jest rząd, utrzymywani są stanowiący prawo decydenci, którzy jednocześnie prześladują katolików. Bo tego, co robią z Telewizją Trwam, nie da się określić inaczej. Zaczyna się od odbierania dobrego imienia w mediach, dopuszczania do głosu tylko jednej strony, zaś ten, którego się krzywdzi, nie może się wypowiedzieć. Tak teraz postępuje się z Kościołem.

Do czego może to prowadzić?
- Później idzie się dalej, urabia się opinię publiczną, podejmując działania w sferze propagandy. Następny krok to czynne prześladowania. Proszę zobaczyć: na świecie 170 tys. chrześcijan rocznie ginie za Chrystusa. Czy ktoś się o nich upomina? Czy upominają się o nich struktury i organizacje międzynarodowe, takie jak ONZ, Unia Europejska, parlamenty, rządy? To się dzieje już dzisiaj. Katolicy muszą bardzo jasno mówić, że są obywatelami i jeżeli ktoś nie respektuje ich praw, upomnieć się o nie, powiedzieć rządzącym: To my was utrzymujemy, to my was wybraliśmy. W tej chwili mamy sytuację, że rządzący traktują państwo jak prywatne ranczo. Wydaje im się, że mogą robić wszystko, traktując obywateli jak poddanych, którzy mają tylko płacić i słuchać. Trzeba, żeby ludzie poczuli, że są suwerenami w swojej Ojczyźnie, a decydenci mają służyć Narodowi. Przecież właśnie po to zostali wybrani.

Czym, zdaniem Ojca, powinny charakteryzować się relacje między narodem a rządzącymi?
- Przede wszystkim muszą opierać się na prawdzie, zaufaniu i wspólnocie. Ojciec Święty Jan Paweł II zwracał uwagę na to, że są to elementy, bez których nie ma narodu. W Polsce coraz częściej występuje deficyt prawdy. Coraz częściej chce się doprowadzić do tego, by kłamstwo było czymś normalnym. Nosy bardzo wielu decydentów powinny być długie jak u bajkowego Pinokia. Nie można kłamać, musi się służyć prawdzie. Bez tego nie ma zaufania. Przed wyborami politycy robią wszystko, aby im zaufano. A kiedy już tak się dzieje, przychodzi rozczarowanie. Na takiej podstawie nie da się zbudować wspólnoty. A wtedy nie można też mówić o narodzie, ale o zatomizowanych jednostkach, niewolnikach, z którymi można zrobić wszystko, co się zechce. Trzeba, żebyśmy to sobie wreszcie uświadomili i stanęli razem, człowiek przy człowieku, żebyśmy zobaczyli, że katolicy nie są rozproszonymi jednostkami, i poczuli dumę z naszej wiary. Bądźmy dumni, że niesiemy to ponadtysiącletnie dziedzictwo, które sprawiało, że Polska była wielka i wspaniała. Trzeba to odbudować w ludzkiej świadomości.

I to ta świadomość skłania różne partie polityczne i grupy społeczne do podejmowania działań ponad podziałami?
- Oczywiście, że tak, bo wszyscy jesteśmy Narodem. Są różne charyzmaty i różne dary. Ale naszym zadaniem jest się spotykać i rozmawiać ze sobą w duchu prawdy, dobra wspólnego oraz wzajemnego szacunku. Realizując różne zadania, ubogacamy się. A w sumie budujemy wspólnotę opartą na prawdzie i zaufaniu. Coraz bardziej stajemy się Narodem.

Dlaczego, zdaniem Ojca, informacje o marszach są konsekwentnie pomijane w pewnym segmencie medialnym?
- Żeby utrzymać się przy władzy, rządy komunistyczne potrzebowały mediów, wojska, milicji, ZOMO itd. Były to narzędzia zapewniające im realizację swoich interesów. W Polsce nie od razu wszyscy zauważyli, że po przemianach, które nastąpiły dzięki "Solidarności" po roku 80, zawłaszczono media oraz cały materialny dorobek naszego kraju: banki, stocznie, kopalnie, huty itd. Zaczęło się rozkradanie. Żeby mieć władzę, potrzebowano mediów oraz środków materialnych. I tak powstał trójkąt: władza, media i pieniądze. Warto zwrócić uwagę na to, jak tymi mediami wówczas sterowano, jak je rozdysponowano i komu przyznawano. Poza nazwami właściwie nic się nie zmieniło, stworzono całą gamę pozorów. Sytuacja jest bardzo poważna. Czy my w ogóle wyszliśmy z komunizmu? Ludzie, którym zależało na utrzymaniu takiego stanu rzeczy, weszli do "Solidarności". Zostaliśmy po prostu oszukani. Media służą władzy dzięki temu, że rządzący mają w nich swoich ludzi. Dlatego bardzo ważne jest, żeby się organizować, działać, jednoczyć się wokół konkretnych celów i nie dać się podzielić.

Akurat to ostatnie koalicji rządzącej i sprzyjającej jej aparatowi medialnemu wychodzi bardzo dobrze.
- Cały czas trwa proces skłócania społeczeństwa. Dąży się do tego, żeby Polaków nastawić przeciwko sobie. Wyśmiewa się ludzi, którzy coś znaczą, organizacje, które są wartościowe dla Narodu i zdrowego państwa. Ośmiesza się patriotyzm i wiarę katolicką. Chce się wywołać poczucie wstydu z faktu bycia Polakiem i katolikiem. Ale co w zamian? Mamy wyjechać, tylko gdzie? W każdym innym kraju poza Polską zawsze będziemy obcy. Jak ptaki, które wypadły z gniazda. Naszym gniazdem jest Polska. Ale o nią trzeba zadbać. Pan Bóg stworzył człowieka, rodziny, z rodzin powstawały rody, a z rodów narody. Ojczyzna jest ojcowizną, wielkim bogactwem, dorobkiem wielu tysięcy pokoleń. W pojedynkę się ginie, ale razem można zdziałać naprawdę wiele. To tak jak z deszczem - parę kropli nie nawodni gleby, ale deszcz nawet pustynię może przemienić w życiodajną ziemię. Najpierw potrzebne jest wzajemne zrozumienie, dostrzeżenie piękna. Piękno i dobro przyciąga oraz budzi wolę do działania.
Bez Pana Boga nie damy rady. W naszym kraju jest takie powiedzenie: "Bez Boga ani do proga". Pan Bóg nas stworzył, On nas podtrzymuje przy życiu i z nami współpracuje. Trzeba żyć i działać tak, jakby wszystko zależało tylko od nas, ale modlić się tak, jakby wszystko zależało tylko od Pana Boga. On nas wspiera, ale za nas nic nie zrobi. Chce, żebyśmy się rozwijali i stawali się coraz doskonalsi. To jest warunek, abyśmy się mogli dostać do Nieba. Nie może być z naszej strony bezczynności. Pan Bóg ma swoje plany i zwycięża tak, że nieraz nawet nie wiemy, jak to się dzieje. Idziemy wraz z Matką Najświętszą. Nam się często wydaje, że to już koniec, a tu się okazuje, że zwycięstwo przychodzi "za pięć dwunasta". Trzeba ufać i mieć nadzieję. Wszystko jest w rękach Bożych. Może zwycięstwo będzie wyglądało inaczej, niż je sobie wyobrażamy, ale przyjdzie na pewno. Już widzimy, jak ludzie się integrują, zbierając podpisy, wychodzą do innych i tłumaczą, o co tu chodzi, co się dzieje z Polską. Pytają: Jesteś wierzącym katolikiem? A jeśli tak, to czy popierasz to, co mówią duszpasterze odnośnie do Telewizji Trwam? Przecież w tej sprawie wypowiedzieli się poszczególni biskupi. Wiem, że wielu z nich wysłało listy do przewodniczącego KRRiT - bez rezultatu, a często i bez odpowiedzi. Rada Stała Episkopatu, a następnie Konferencja Episkopatu Polski opowiedziały się za tym, żeby Telewizja Trwam otrzymała miejsce na multipleksie. I nic. To dobrze pokazuje, że działania rządzących są elementem walki z Kościołem. Trzeba to sobie uświadomić i się jednoczyć, bo jak mówił Wincenty Witos: "Polski nie uratuje nawet geniusz. Polskę może uratować tylko cały świadomy i prawy Naród". Naród o prawych sumieniach. Nad tym musimy pracować.

Dostrzegł Ojciec jakieś symptomy zmiany stanowiska Krajowej Rady do problemu nieprzyznania Telewizji Trwam miejsca na multipleksie?
- Jaka jest sytuacja, najlepiej pokazują komisje sejmowe i senackie. Podczas ich posiedzeń widać, jak jesteśmy traktowani. Widać butę i lekceważenie obywateli przez rządzących, którzy chcąc uniknąć odpowiedzialności za to, co się dzieje w państwie, za afery i nadużycia, milczą. Myślę, że to milczenie jest w pewnym sensie pozostałością po czasach komunistycznych i ma na celu zniechęcenie nas do działania, sprytnie pozostawiając pomiatanie nami dyspozycyjnym mediom. Ta sytuacja jest chora i bardzo niebezpieczna.

Radę na pewno zaskoczyła tak duża skala protestów w obronie katolickich mediów w Polsce. Ojca również?
- Ja się bardzo cieszę, że Polacy, również ci mający różne poglądy, popierają nasze starania. Bo tu toczy się walka o wolność. Dopóki pragniemy tej wolności, Polska nie zginie.
I nawet jeżeli będziemy się różnić w kwestii wyznawanej wiary, trzeba rozmawiać, trzeba się jednoczyć. Nas, chrześcijan, łączy Pan Bóg, ale po Panu Bogu jest Ojczyzna. Ona jest naszym wspólnym dobrem, miejscem na planecie, które dał nam Pan Bóg. Łączą nas język, kultura i historia oraz prawda i dobro. Człowiek jest drogą i podmiotem, liczy się jego godność niezależnie od światopoglądu. Ale nie wolno pozostać obojętnym, bo obojętność prowadzi do samozagłady.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po25.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 14 maja 2012, 09:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Izabela Brodacka

Srebrne łyżeczki

W ostatni piątek odwiedziłam mieszkającą na Żoliborzu znajomą rzeźbiarkę, znawcę sztuki i antyków. Z pewnym zażenowaniem opowiedziała mi swoją przygodę. Znalazła kolo śmietnika piękne, secesyjne platery. Kiedy oglądała ze zdumieniem swoje znalezisko, z kamienicy wyszedł młody człowiek i wysypał całą torbę sztućców z tego samego kompletu. Znajoma zwróciła mu uwagę, że sztućce mają sporą wartość. „Dla mnie są nieprzydatne, więc nie mają żadnej wartości”- odparł rezolutnie młodzieniec. Znajoma nieśmiało wybrała sobie kilka sztuk. Resztą zaopiekował się skutecznie lokalny pijaczek.

Łyżeczki, noże, a nawet chochelka do sosjerki są naprawdę przepiękne. Mają motyw muszli, podobnej do tej, z jakiej wyłaniała się Wenus na obrazie Botticellego.

Zastanawiałam się dlaczego młody człowiek nie próbował odziedziczonych zapewne po krewnych przedmiotów sprzedać. Na pewno jada na trójkątnych talerzach, podkładając patarafki z korka. Albo jada śledzia z gazety, popijając piwem. Ale parę złotych przydałby mu się, chociaż na to piwo.

Doszłam do wniosku, że musiał kierować nim resentyment. Sztućce symbolizowały dla niego coś, od czego chciał się wyzwolić. Może dawne gusta, albo babciny system wartości. Wolał stracić pieniądze, za cenę satysfakcji z wyrzucenia znienawidzonych przedmiotów na śmietnik.

Opisując kiedyś wizytę nieproszonego gościa (uciekiniera?) w swoim mieszkaniu, niefortunnie napomknęłam, że przy śniadaniu podałam do kawy srebrne łyżeczki. Miało to znaczyć tylko tyle, że traktuję go uprzejmie i nie podejrzewam o kradzież. Spotkałam się z reakcją kilku osób, nie tylko niezrozumiałą, lecz prawie histeryczną. Podanie srebrnych łyżeczek, a nawet tylko wspominanie o nich w kontekście czyjegoś nieszczęścia miało być wyrazem wywyższania się, odwoływania się do przebrzmiałych wartości, pogardy dla człowieka, któremu się pomaga.

Odpisałam, że srebrne łyżeczki można kupić na pchlim targu i na tym sprawa się zakończyła. Dziś mogłabym napisać, że można je znaleźć również na śmietniku.

Ilekroć piszę o tradycjach, albo o dawnych elitach zawsze znajdzie się jakiś obolały potomek klas wyzyskiwanych i niezależnie od tezy tekstu, będzie się czuł obrażony czy poniżony. Niektórzy specjalizują się w obrażaniu w cudzym imieniu...

Ilekroć napiszę coś o eksmitowanych z mieszkań czy bezrobotnych, zawsze odezwie się jakiś zwolennik gospodarki rynkowej ( zgodnie z sugestią jednego z nich nie używam słowa liberał) i będzie dowodził, że zajmowanie się losem bezdomnych świadczy o lewicowych poglądach.

Uświadomiłam sobie jak dalece nad naszym myśleniem ciążą, już nawet nie schematy, lecz klisze. Wypowiesz hasło „srebrne łyżeczki”- cyk, wyświetla się film o panu krwiopijcy grzejącym sobie nogi w rozpłatanym brzuchu parobka z czworaków. Wypowiesz hasło „niesprawiedliwość”- cyk, uruchamia się film o komuchu, który z nożem w zębach morduje arystokrację.

Jesteśmy skłonni do postrzegania rzeczywistości w sposób skrajnie symboliczny. Wie to każdy, kto na przykład próbował wytłumaczyć cudzoziemcowi meandry naszej historii.

Jest to również jedna z przyczyn podziałów i braku wzajemnego zrozumienia

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 14 cze 2012, 19:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Rozhulały się demony patriotyzmu

Niestety, spełniły się najgorsze przeczucia postępowej awangardy społeczeństwa. Pod względem internacjonalistycznej świadomości mistrzostwa EURO 2012 cofnęły nasz naród do czasów, gdy Władysław Kozakiewicz pokazywał swój słynny gest rosyjskim widzom zgromadzonym na olimpijskim stadionie w Moskwie. A swoją drogą, jak ten czas leci!

Tytułowe demony nie tylko opanowały stadiony oraz tak zwane strefy kibica, ale wyszły na ulicę, pojawiają się na okrągło w mediach, brylują w internecie. Prawdziwa epidemia patriotyzmu i to w postaci czysto narodowej, która obrzydzeniem napawa każdego światłego internacjonalistę. Kto wie, czy to nie jest odpowiedni moment, żeby Komisja Europejska wydała jakąś dyrektywę w kwestii obrażania uczuć ludzi, dla których prawdziwą ojczyzną jest Europa.

I bynajmniej nie chodzi tylko o eksponowane wszędzie barwy narodowe, nawet malutkie flagi na dziecinnych wózkach, ale także inne patriotyczne ekscesy. Oto mecz z Rosją sprzed kilku dni, przegrywamy jedną bramką („Do przerwy 0:1” - kto pamięta tę książkę?), zespół przeżywa trudne chwile, a nasi kibice zaczynają śpiewać hymn narodowy. No i pomogło! Mało tego, w poprzednim meczu bramkarz polski przeżegnał się przed wejściem na boisko, a potem jeszcze przed obroną rzutu karnego. Też pomogło! I tu mamy połączenie dwóch podstawowych pierwiastków polskiego patriotyzmu – narodowego i katolickiego. A to już jest najgorsza rzecz pod słońcem dla sił stojących na gruncie nieubłaganego postępu, gdyż w ten sposób cofamy się do samych źródeł polskości.

Jakby jeszcze nie było dość tych patriotycznych wybryków, dołączyli się do tego kibole polscy, którzy niesłychanie butnie odpłacali się pięknym za nadobne kibolom ruskim. Tego już było za wiele nawet dla sił umiarkowanego postępu. Dlatego natychmiast musiał zareagować przewodniczący ruchu swojego poparcia Janusz Palikot, którego ruch zwrócił się do ambasadora samego batiuszki cara Putina z notą przebłagalną. Przychodzi mi na myśl, jak pod koniec osiemnastego wieku carski ambasador w Warszawie nie mógł się opędzić od antyszambrujących pod jego gabinetem targowiczan. Jak ta historia się u nas powtarza! Ruch swojego poparcia w swoim adresie do batiuszki podkreślił sedno sprawy – stadionowi bandyci reprezentują niewielką część polskiego społeczeństwa o skrajnych poglądach narodowo-katolickich.

W Gazecie Wyborczej Palikot daje zresztą precyzyjną wykładnię swojej teorii, a mianowicie stawia leninowską tezę o nacjonalistycznej grupie inspirowanej przez PiS, Radio Maryja, Solidarni 2010, Narodowe Odrodzenie Polski oraz tym podobne instytucje. Według Palikota język nienawiści u kibiców to nowe zjawisko, jeszcze rok temu tego nie było, a bezpośrednia odpowiedzialność za pojawienie się tego środowiska spoczywa rzecz jasna na Jarosławie Kaczyńskim. Takie postawienie sprawy mnie zastanowiło, bo przypomniałem sobie mecz z Rosją w 1957 roku, kiedy Kaczyński liczył sobie zaledwie 8 lat. Przytoczę więc wspomnienie o tym meczu poczynione przez Romana Korynta, legendarnego obrońcę ówczesnej reprezentacji narodowej oraz Lechii Gdańsk.

Ludzie wparowali do szatni, był tłum, całowali nas, ściskali. Nie było gdzie się schować. Poszliśmy pod prysznic, a tam... kibice. „Panowie, mistrzowie, zasłużyliście sobie, będziemy wam myć nogi" – mówili. „No to myjcie" – my na to. I tak to wyglądało. Wszyscy śpiewają, krzyk, radość, euforia absolutna, że tak powiem, a pośrodku tego wszystkiego kibice myją nam nogi. Najważniejsze było to, że „Ruskie dostały w dupę" – deklaruje Korynt.(...) W Gdańsku witali mnie jak bohatera, na meczach skandowano moje nazwisko. Miałem świadomość, że spełniliśmy największe marzenie Polaków”.

No i proszę, okazuje się, że już w 1957 roku największym marzeniem Polaków było, żeby ruskie dostały w dupę. Ba, Polacy nogi myli tym, którzy ich pragnienia wcielili w życie! Mniej więcej w tym samym czasie, na początku lat pięćdziesiątych odbył się także bokserski mecz z Rosją, z którego sprawozdanie pisał dla prasy Leopold Tyrmand. Po latach wspomina atmosferę zwierzęcej wręcz nienawiści polskich kibiców do Rosjan, atmosfera była gęsta od epitetów, z których najpopularniejszy był „Zabij Ruska”. W powietrzu wisiała żądza mordu i czuć było zapach krwi. Jak wspomniałem, Kaczyński był wówczas kilkuletnim szkrabem, więc coś tu się nie zgadza w bredniach nihilisty z Biłgoraja. Chyba że on naprawdę uważa szefa PiS za kogoś, kto dzieckiem w kolebce będąc, już próbował łeb urwać bolszewickiej hydrze. Jednak wtedy nie należy Kaczyńskiego pomawiać, lecz eposy bohaterskie o nim układać.

W każdym razie demony patriotyzmu rozhulały się na dobre i teraz trudno będzie je powstrzymać. W zamyśle i w oczekiwaniach postępowego salonu impreza EURO 2012 miała być peanem pochwalnym na cześć równie postępowego rządu Tuska, który uratuje jego zszarganą reputację. Tymczasem stała się festiwalem narodowego uniesienia. Nic gorszego nie mogło spotkać zwolenników rozpuszczenia polskości w lewackiej europejskości. Tym gorzej dla nich, że znaleźli się w pułapce – nie można zbyt eksponować zachowań kibiców, żeby nie porysować nieskazitelnego wizerunku rządu jako organizatora tych igrzysk. Problem w tym, że to nie opozycja zezwoliła na przemarsz z sierpem i młotem. Palikot próbuję więc obarczyć opozycję za polsko-rosyjskie porachunki kibiców.

Palikot proponuje, żeby za język nienawiści wobec Rosji przymuszać do pewnych zachowań społecznych i karać publicznymi robotami, sprzątaniem pomników i grobów rosyjskich. Jego zdaniem to jest „rozwiązanie, które coś oznacza”. Pewnie, że tak, ale to już było, że za obrazę ruskich zsyłano na roboty. Na Krakowskim Przedmieściu wszystko już było, także szubienice dla targowiczan. To też coś oznacza.

http://euro2012.przegladsportowy.pl/Pil ... 1,291.html

http://wyborcza.pl/1,75248,11930617,Pal ... z1xlPQyVqg

http://seaman.salon24.pl/426467,rozhula ... atriotyzmu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 21 lip 2012, 12:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Jakże wiele mówiące milczenie!

Piszę na gorąco, więc może być trochę chaotycznie.

Pół godziny temu, na krakowskim Rynku, w pasażu Sukiennic, dosłownie wszedłem na kolegę z lat studenckich. Nie wiedzieliśmy się przez całe lata.
Wszelki duch Pana Boga chwali! – wykrzyknąłem, lecz kolega nic nie odpowiedział. Myślałem, że nie dosłyszał i chcąc ponowić powitalne zawołanie zoczyłem na jego szyi apaszkę.
W taki upał? - pomyślałem w pierwszej chwili, aż do mnie dotarło, że kolega nie mówi.
Gdy tak stałem zszokowany, mój dawny kompan przyciągnął mnie mocno do siebie, wyjął z kieszeni notes i napisał dużymi literami:

CZYTUJĘ KOLEGĘ!
MASZ LEKKIE PIÓRO
TA KSIĄŻKA, NIE PAMIĘTAM TYTUŁU
Z CZERWONYM GARBUSEM NA OKŁADCE, TO
EPITAFIUM NASZEGO POKOLENIA!
PISZ WIĘCEJ!
ŚLEDZĘ NA PORTALU „ARCANA”

Zdążyłem poprosić by mi dał tę kartkę. Posłuchał mojej prośby i odszedł tak nagle, jak przyszedł.

Przeczytałem jeszcze raz i zadałem sobie sprawę, że choć otrzymałem w życiu różnorakie wyróżnienia, medale i dyplomy naukowe, to jednak ta wystrzępiona kartka wyrwana z notesu będzie dla mnie od dzisiaj koronną nobilitacją czegoś rzeczywiście pożytecznego, co mi się w życiu udało dokonać.

Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)

Post Scriptum:

"Magię namiętności" (naszych, polskich) napisałem, jak to się mówi z potrzeby chwili.
Bo wielokrotnie już wspominałem, że mamy obecnie w Polsce "stan wyższej konieczności".
Moim zdaniem, jak chodzi o hierarchię wartości, tak źle jeszcze nie było w całej powojennej historii Polski.
Dlatego też każdy, komu nie jest obojętny los naszej Ojczyzny powiniec obecnie dać coś z siebie żeby temu złu zaradzić. Tak jak umie, na miarę własnych możliwości.
Bo jak sami nie weźmiemy spraw w swoje ręce stracimy na zawsze tożsamość. A to będzie początkiem końca
.

Patrz także:
http://www.portal.arcana.pl/Wielka-milo ... .html#post

http://salonowcy.salon24.pl/435329,jakz ... -milczenie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 27 lip 2012, 12:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Niespodziewana przemiana Senatora….

Senator obudził się w piątkowy ranek z dziwnym bólem głowy. Ni to bólem, ni to swędzeniem, którego przedtem nigdy nie odczuwał. Leżał więc tak w pościeli, patrząc na sufit i zastanawiając się: co może być przyczyną tej dziwnej przypadłości ? Przecież wczoraj, po przegłosowaniu przez Senat nowelizacji prawa o zgromadzeniach, Senator natychmiast opuścił gmach Sejmu i to bocznym wyjściem, aby tylko nie natknąć się na jakiegoś nawiedzonego dziennikarza z opozycyjnej prasy, który niechybnie poddał by go grillowaniu: „Co pan dzisiaj czuje, jako znany opozycjonista, zasłużony w walce o prawa człowieka, w tym o prawo o zgromadzeniach, po dokonanej przez Senat nowelizacji, zaostrzającej prawo do zgromadzeń ? – uśmiechając się z politowaniem na próby wyjaśnienia przez Senatora przyczyn zmiany prawa…

Ale nawet pytania życzliwych partii Senatora dziennikarzy, nie mogły być neutralne, z punktu widzenia chlubnej przeszłości Senatora, który uczestniczył za komuny w nielegalnych zgromadzeniach, po których milicja usiłowała dotrzeć do organizatorów, by ich prewencyjnie aresztować. Bo wprawdzie teraz, w 2012 roku Senat obniżył kary grzywny za naruszenie porządku publicznego do 5 tysięcy złotych, ale przecież zawsze było wiadomo, że władza ma swoich prowokatorów, których zadaniem jest zrobić zadymę na każdym, niewygodnym dla władzy zgromadzeniu. Zatem na pytanie: „Czym się pan kierował Senatorze, postulując zmianę wysokości grzywny?” – nie było żadnej sensownej odpowiedzi – aby Senator, uznawany za legendę „Solidarności” - nie skompromitował się do szczętu.

Senator uciekł zatem z Sejmu i podwieziony przez BOR do wynajmowanej przez Senat willi, gdzie mieszkał – zdjął w korytarzu tylko marynarkę i nalał sobie pełen kieliszek koniaku i zagłębił się w fotelu… Obudził się, gdy już było ciemno i po omacku dotarł do sypialni, gdzie – bez mycia się – przebrał tylko w piżamę i znów zasnął kamiennym snem… - Może mnie tak swędzi, że się wczoraj nie umyłem przed snem ? – pomyślał Senator, drapiąc się przez piżamę po piersiach...

Pod palcami poczuł jednak twardy zarost, niczym szczecina… Przeciągnął ręką wyżej, ku brodzie, na której wyczuł podobny zarost ! Przesuwając rękę ku górze wyczuł dziwne wybrzuszenie na nosie – jakby opuchliznę po silnym uderzeniu. Zaczął obmacywać twarz obiema rękami i z przerażeniem stwierdził, że narośl na nosie była jakby czymś naturalnym, gdyż jej dotykanie nie sprawiało mu żadnego bólu…. - Nikt mnie przecież nie pobił i nie pamiętam też, abym wczoraj upadł…. – pomyślał nagle rozbudzony i rozdygotany swoim dziwnym odkryciem. Zerwał się z łóżka i nie wciągając kapci, szybkim krokiem udał się do łazienki. Spojrzał w lustro i oniemiał....

W lustrze dostrzegł dorodnego knura, ubranego w jego piżamę, który spoglądał na Senatora tak, jakby się dobrze znali. Senator podniósł rękę ku swojej twarzy i równocześnie to samo zrobił knur w lustrze. Co dziwne, świnia w lustrze nie miała racic, lecz ręce….Senatora. Senator zaczął więc wykonywać przed lustrem ruchy rąk, przekrzywiał głowę na boki, starając się sprawdzić, czy to jest jakiś miraż, czy też…. Niestety, po kilku minutach takich ćwiczeń Senator stwierdził, że w świnia w lustrze jest nim samym. Czyli Senatorem.

Gdy tak zrezygnowany stał nadal przed lustrem – zadzwonił telefon rządowy, gdyż aparaty telefoniczne do kontaktu z rządem Senator miał zamontowane w każdym pomieszczeniu – także i w łazience, tuż obok lustra. Podniósł słuchawkę i wpatrując się w swój nowy wizerunek świni, usłyszał znajomy głos: - Dzień dobry, panie Senatorze ! Czy nie za wcześnie dzwonię ? Senator spojrzał na zegarek, na którym była już 11:25 !

– Hrr, hrr ….- odpowiedział, zaskoczony wydanym przez siebie dźwiękiem. Po drugiej stronie zaległa cisza, a po chwili znajomy mu głos powtórnie zapytał: - Czyżby pan jeszcze spał, Senatorze ??? Senator zebrał się w sobie i odpowiedział: - Hrrrr….Nie już nie śpię. Już się obudziłem…..

- A to doskonale, choć rozumiem, że wczorajszy dzień był dla pana Senatora berdzo ciężki - usłyszał w słuchawce. – Dlatego pan prezydent chciałby zaprosić dzisiaj pana Senatora na obiad… Na obiedzie będzie pan premier, marszałek sejmu i jeszcze kilka znanych panu osób ! – zakomunikował Senatorowi, znany mu głos w słuchawce…

- Hrr, Hrr.. – znów zachrypiał Senator, by niezwłocznie zapytać : - A z jakiej okazji pan prezydent wydaje ten obiad ?

– Jakże to jakiej, panie Senatorze ??? Z okazji przegłosowania przez Senat noweli do ustawy o Zgromadzeniach ! To wielki tryumf pana Senatora, za który sam pan prezydent chciałby podziękować panu Senatorowi i innym znamienitym senatorom ! – radośnie odpowiedział znany Senatorowi głos….

- Hrr, Hrr…A o której mam się stawić w Pałacu ? – zapytał Senator, spoglądając na świnię w lustrze.

– Proszę przybyć przed 17-tą, byśmy mogli wypić szampana…

- Hrr,Hrrr…. O’kej… - niezdecydowanie odpowiedział Senator, stwierdzając ostatecznie, że świnia w lustrze ze słuchawką przy uchu – to on sam. Senator….

Gdy skończył rozmowę, wyjął maszynkę do golenia włosów, potem, trzy różne aparaty do golenia, by po około godzinie zabiegów stwierdzić, że świnia w lustrze ma twarz – jeśli tak można powiedzieć – gładziutką jak nowonarodzony prosiaczek. Gdy po 16-tej wsiadał do czekającego już u wejścia willi czarnego Audi – z zaskoczeniem stwierdził, że ochraniający go zawsze borowiec powiedział: „Dzień dobry, panie Senatorze !”….

– A jednak poznali mnie! - pomyślał Senator, wsiadając do rządowej limuzyny. To samo powtórzył – ku zaskoczeniu Senatora – także kierowca, dodając: „Czy jedziemy dziś do pałacu, panie Senatorze ?” - Hrr,Hrr… Tak, tak - do pałacu, panie kierowco – odpowiedział Senator.

Na siedzeniu zauważył piątkowe wydanie gazety, z wybitym czarnymi czcionkami tytułem: SENAT ZMIENIŁ USTAWE O ZGROMADZENIACH. Na środku tekstu zobaczył swoje zdjęcie: zdjęcie legendy „Solidarności” i opozycjonisty, który nigdy nie poddał się komunie ! - Tak więc ta świnia w lustrze, to był jednak miraż, to nie był przecież on – powszechnie szanowany Senator ! – pomyślał, odkładając gazetę. Gdy obrócił twarz do okna limuzyny nagle poczuł, że zawadził nosem o szybę. Gdy podniósł rękę do nosa, był on taki sam jak ryj, który widział w lustrze łazienki….

http://niepoprawni.pl/blog/705/niespodz ... a%E2%80%A6


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 14 sie 2012, 19:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Wszyscy jesteśmy debilami

Michał Tusk powinien w swojej wypowiedzi użyć pierwszej osoby liczby mnogiej. Bo debilami jesteśmy my wszyscy żyjący między Odrą a Bugiem. Lepiej abyśmy sobie to uświadomili jak najszybciej, bo takie przerzucanie odpowiedzialności na debilizm Tuska juniora czy seniora do niczego nie prowadzi. W razie większej wpadki marionetki zostaną wymienione. System politycznego debilizmu pozostanie bez zmian. System który wymaga zarówno debilów na scenie jak i debilów na widowni. Obrażanie się nasze w tym momencie na obu Tusków, bez pilnego baczenia, gdzie ucieka pan Plichta jest właśnie tym, czego system na swoją obronę potrzebuje.

Popatrzmy raz jeszcze na zarobki Michała Tuska. Razem 8.500 zł brutto. Z punktu widzenia urzędnika, budowlańca, szerokiego zbioru „zwykłych Polaków” to suma bardzo duża. Wystarczającą na wygodne życie. Załóżmy jeszcze, że trochę pieniędzy dostaje Michał pod stołem i zarobek miesięczny to 12.000 zł. Rocznie to jest 144 tysięcy złotych. I teraz zróbmy porównanie z sumami jakie padały w rozmowie Serafina. Z sumami w których operowała Sawicka czy dalej Miro Drzewiecki ze Zbychem i Rychem. Porównajmy z przedziałami cenowymi Lwa Rywina. Porównajmy z sumami jakie uciekły przy prywatyzacjach czy likwidacji stoczni. Przecież Michał Tusk jest przy tych ludziach żebrakiem ulicznym. Czynienie z jego zarobków afery… ha.. to pomyślmy ile pieniędzy w ten czas transferuje zagranicę Plichta, gdy opinia społeczna w całości prześwietla biednego tylko dziennikarzynę od pociągów i samolotów.

Problemu dopatrywałbym się raczej w tym, że ta sytuacja z Tuskami pokazuje, że w sensie finansowym – gospodarczym rodzina Tusków zatrzymała się na poziomie spółdzielni Świetlik. To jest bardzo zła dla nas wiadomość. Bo jeżeli już mają rządzić nami złodzieje, to niech to będą ludzie przynajmniej na poziomie poważnych interesów z ropą, z bronią.. a tu wychodzi, że naszego premierowicza można kupić za pensję.. żołnierza pruszkowskiej mafii. W Tusku seniorze, jak podejrzewam, musi narastać wściekłość, że oto wszyscy jego znajomi, którzy oczywiście zapewniają go o tym, jakim jest wspaniałym przywódcą – „O Ty, który zatrzymałeś Kaczorów”, po cichu robią milionowe interesy, zabezpieczają swój los na ciężkie czasy.. a on biedak synowi co najwyżej może załatwić fuchę za 8.500 tysięcy złotych. No to będzie miał Michał na M-3 w kredycie w nowym budownictwie w Gdańsku. Jeżeli consigilierem Tuska seniora jest minister Nowak, to nawet nie ma szansy, żeby ci którzy na władzy Tuska kręcili interesy, jakoś podzielili się z Donaldem. Wychodzi na to, że Tusk we własnej partii jest cieniem władcy. Cóż, taka jest cena jeżeli się zadawala li tylko zewnętrznymi oznakami władzy i uwielbienia.

A może naprawdę cała rodzina Tusków dotknięta jest debilizmem?

Ale nie gorszymi debilami jesteśmy my, jako Polacy. Oto dwa tygodnie temu nasz Pan Prezydent ogłosił, że będziemy budować tarczę rakietową. My, Polacy, którzy nawet fregaty typu Gawron nie potrafimy dokończyć konstruowania, z lekką ręką – wszak wypowiedź Prezydenta Komorowskiego została kontrasygnowana słowami Ministra Siemoniaka, zbudujemy tarcze. To się aż prosi przecież o zbadanie, czy nie są spełnione przesłanki do uznania niezdolności prezydenta do sprawowania urzędu ze względu na stan zdrowia. Afera z Amber Gold to będzie pikuś z tym jakie pieniądze można zarobić na budowie, czy udawaniu budowy polskiej tarczy rakietowej. Wszyscy mogą zarobić. Agencje reklamowe, które przygotują kampanie społeczna na rzecz tarczy. Projektanci, którzy wykonają makiety takiej tarczy. Gminy, które ogłoszą plany zagospodarowania przestrzennego z uwzględnieniem budowy bazy… A po 10 latach, gdy za te sumy amerykanie zbudowali by trzy tarcze, ogłosi się, że przyszły Kaczory i plan tarczy diabli wzięli.

Analizowanie ile punktów procentowych straci PO przy sprawie z Amber Gold. Ależ się pięknie z tego ucieszy pan Stefański po żonie Plichta. Politolodzy będą się w studiu TVN kłócić, czy Premier dobrze zrobił, że się w sprawie wypowiedział, czy jednak lepiej aby dalej milczał. A Pan Stefański będzie się zastanawiał czy banki Szwajcarskie czy może lepiej karaibskie. Może nawet Pan Stefański wypłaci jakąś ekstra premie dla syna premiera. Może nawet 20.000 zł, żeby miał Michał na dobrego mecenasa.

Za nasz debilizm sami jesteśmy sobie winni. Gdy dawaliśmy sobie wmówić afery wieśmacowe, premiera bez konta, odwrócone flagi czy szalika, sepleniącego prezydenta. Wtedy wpadliśmy w ten dół i oni wiedzą, że mogą z nami wszystko. Mogą nam mówić, że Amber Gold za chwile wypłaci pieniądze, tylko musi zarejestrować konta w innych bankach. Mogą nam mówić ustami prezesa PKOL, że teraz po olimpiadzie trzeba się zastanowić, dlaczego mamy tak mało medali i dlaczego nie jest temu winien PKOL. Przy czym zostanie zaprezentowana recepta: a jak nam dacie jeszcze więcej pieniędzy, to my przygotujemy taki specjalny program RIO 2016 i wtedy na bank będzie więcej medali. I na wszelki wypadek zdyskwalifikuje się Adriana Zielińskiego, bo medal medalem, ale najważniejsza jest dyscyplina.

Daliśmy sobie wmówić brzozę w Smoleńsku… to i tarczę rakietową przyjmiemy jako naturalność. Daliśmy sobie wmówić sukces EURO, to spółki EURO 2012 będą działały do końca świata.

Głupi jak Polak. Po stokroć głupi.

http://grudqowy.salon24.pl/440402,wszys ... y-debilami


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 24 sie 2012, 07:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Bądźmy Narodem życia!

Życie człowieka od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci jest darem Boga, a nie własnością czy rzeczą, którą można dowolnie manipulować, decydując o jego pojawieniu się i jego końcu. Przypomniał o tym ks. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, w czasie peregrynacji kopii Ikony Matki Bożej Częstochowskiej, która pielgrzymuje "Od Oceanu do Oceanu" w obronie życia.

Ksiądz arcybiskup Wacław Depo przypomniał za Janem Pawłem II, że "Maryja musi znajdować się na wszystkich drogach codziennego życia Kościoła". Podkreślił, że dzieła Boże, które dokonały się przez Maryję - Matkę i Królową, dokonują się nadal w pojedynczych sercach i wspólnotach, które zawierzą Bogu.

- Tak dzieje się od 55 lat poprzez dzieło Ewangelii pielgrzymującej, którą jest peregrynacja kopii Obrazu Jasnogórskiego na ziemi polskiej. Tak dzieje się poprzez światową peregrynację Ikony Matki Bożej Częstochowskiej "Od Oceanu do Oceanu" w intencji obrony życia ludzkiego. I niech się tak dzieje! Niech ona trwa! - zaznaczył kaznodzieja. Po odśpiewanym w środę Apelu Jasnogórskim ks. abp Wacław Depo zaapelował: "Bądźmy Narodem życia".

Wczoraj Ikona po spotkaniu z wiernymi na Jasnej Górze została przewieziona do sanktuarium Matki Bożej w Piekarach Śląskich. Dzisiaj zostanie uroczyście powitana w klasztorze Ojców Paulinów na Skałce w Krakowie. Jutro nawiedzi m.in. sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, na krótko zatrzyma się w Kalwarii Zebrzydowskiej, a także w Wadowicach. Ostatnim miejscem, które nawiedzi Matka Boża w kopii Jasnogórskiej Ikony podczas polskiego etapu pielgrzymki przez świat będzie Bielsko-Biała. Stąd w niedzielę zostanie przekazana do Czech.

Małgorzata Bochenek

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... zycia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 25 sie 2012, 14:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
W Polsce najbardziej przeraża mnie polactwo

Nie przeczytałem żadnej książki R. Ziemkiewicza, więc nie wiem, co on rozumie pod terminem "polactwo". Zapożyczyłem jednak to określenie i używam go w stosunku do znacznej części rodaków, z którymi nie czuję żadnego związku - ani emocjonalnego, ani historycznego, ani kulturowego. Pojęcie polactwa kojarzy mi się z chamstwem, obłudą i bezrefleksyjnymi ignorantami, którym wydaje się, że są najważniejsi na świecie, że zjedli wszystkie rozumy i że wyznaczają jakościowe standardy.

Czy polactwo jest w Polsce ważne? Moim zdaniem bardzo ważne, wręcz decydujące. Dlaczego? Bo stanowi najliczniejszą grupę społeczną. Polactwo można spotkać wszędzie. I na terenach popegeerowskich, i w blokowiskach, i na forach internetowych, i w szkołach, i w uczelniach, i w niemal wszystkich zakładach pracy. Do polactwa nie trafiają racjonalne argumenty, lecz krótkie hasełka, bon-moty, wysłowione w odpowiednich momentach. Polactwo nie ma uniwersalnego świata wartości. Nadrzedną wartością jest to, co polactwu w danym momencie pasuje. Ta sama wartość w innym momencie jest dla polactwa kompletnie bezwartościowa, a nawet szkodliwa. Polactwo niezwykle łatwo daje się dzielić na mniejsze grupy, które potem można napuszczać na siebie.


Weźmy taki prosty przykład. CBOS zbadał nastroje społeczne, w tym polactwa, już po kwestiach związanych z Amber Gold. Do sondaży mam stosunek negatywny, ale nie żyję w Polsce sam i wiem, że mnóstwo ludzi traktuje sondaże poważnie - jako mniej lub bardziej wyraźne wskazówki. Z badania wyszło, że afera Amber Gold spowodowała wzrost zaufania do głównej partii rządzącej i spadek do partii opozycyjnych, zwłaszcza do PiS. Wielu ludzi twierdzi, że ten sondaż był nierzetelny. Ja myślę jednak, że nie, że był rzetelny i że odpowiedzią jest polactwo. Polactwu wiadomo bowiem, że na przykład Jarosław Kaczyński jest niski i nie ma konta, więc na pewno cierpi na kompleksy, a PiS to same oszołomy (tak mówią mądrzy ludzie) i to w nich należy widzieć negatywny związek z Amber Gold. Że co, że nieracjonalne? A kto powiedział, że polactwo jest racjonalne! Z kolei Donald Tusk - młody, wysportowany, a więc z gruntu wiarygodny. No i ma fajnego syna Michała, któremu różni wredni (na pewno związani z PiS-em) wytykają życiową zaradność. Przecież polactwo, gdyby było na jego miejscu, też wykorzystywałoby znajomości, układy, układziki, dobre nazwisko, dopóki by się tylko dało.

Jestem umiarkowanym optymistą życiowym i umiarkowanym pesymistą społecznym. Każdemu kolejnemu rządowi dobrze życzę w kwestiach gospodarczych, bo jeśli będzie dobry, to i mnie będzie dobrze. Nie oznacza to oczywiście, że jest mi obojętne, kto wygrywa wybory. Lecz jeśli już wygra - what can I do? Nie jestem Waldemarem Kuczyńskim, więc nawet rządom SLD życzyłem dobrze w kwestiach gospodarczych. To jednak nie wystarczy. Każdy rząd bowiem prędzej czy później zdemoralizuje się dzięki i dla polactwa, jeśli oczywiście chce porządzić dłużej. Polactwu wystarczy zaś odpowiednio często przypominać, że jest mądre, zaradne i że zawsze potrafi dobrze wybierać.

Przykład? Proszę bardzo! Niedawno napisałem notkę, że z uwagi na wzrost cen Polacy przerzucają się na tanie dyskonty spożywcze. Tego dowodzą opublikowane ostatnio badania. Chcąc ratować rząd usłużni dziennikarze napisali jednak wiele artykułów, że to nieprawda, albowiem Polacy przerzucili się na tanie dyskonty, bo świetnie dostowali się do gospodarki rynkowej i wiedzą, że dyskonty zrównały się jakościowo z innymi sklepami. Po co więc mają przepłacać? Taką opinię usłyszałem w którymś z porannych programów TVP1. Idiotyzm? Oczywiście, ale nie dla polactwa. Komu polactwo da wiarę? No przecież nie obiektywnym badaniom!

http://beem.deep.salon24.pl/442963,w-po ... e-polactwo


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 04 wrz 2012, 20:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Kołysanka cyrulika

Śmiejmy się się od ucha do ucha, a najlepiej obetnijmy sobie uszy, to będziemy się śmiać dookoła swoich łbów.

Powodów mamy wiele do tego, ażeby nasz uśmiech poszerzony przez syberyjskiego cyrulika trwał, i trwał, i trwał...
Tańczmy w rytm tarabanów putinatora w waltzu, w którym bezmózgowy, wąsaty błazen jest wodzirejem.
Cieszmy się psychodelicznym pląsem we mgle, przy wtórze syren wieszczących koniec POLSKI!!!
Ooo, jakże wymownie uczciliśmy ten incydent, pozwalając kukłom animowanym łapami zaborców, nadal rządzić połacią pomiędzy Bugiem i Odrą i czy pamięta ktoś, jak ten teren niegdyś zwano? Czy pamięta jeszcze ktoś, czy było to sześć dziewięć, czy dziewięć sześć?

Panowie proszą panie z kropkami i bez kropek, w rajtuskach i bez nich.
Darzmy owe w tym tańcu każdym rodzajem miłości - z tą z Wieży Eifel’a włącznie.
W białym waltzu panie zamieniają się w ofiary czyniące małżonków zwierzyną rogatą za sprawą agentów i wszystkich, którzy się nadarzą, wyobrażające sobie lodowe smaki w pozycji klęcząc, dzieląc się swoimi siłami witalnymi z zuchami III RP.
Wirujmy wszyscy!!!
Cyrkowa arena czyni z nas błaznów rzucających w publikę swoje marne dowcipy, bez żadnych rezultatów, gdyż widownia nie rozumie po polsku.
Ubarwmy nasz karnawał oglądaniem każdego odcinka "M jak miłość", czerpiąc tym samym wzorce jakże kultywujące naszą odwieczną tradycję noszenia dżinsów.
Koniecznie też zerknijmy na obrady z sejmu wykazując się troską o ojczyznę.
Ostatnio było nieźle - amberowo i goldowo.
Senior z juniorem potwierdzili urzędowo, że “pierwszy milion należy ukraść”.
Jesień idzie, a z nią listopad.
Znowu jacyś przebierańcy jedenastego będą wyrywać płyty z chodników.
Jakieś flagi?
- Co? Marsz Niepodległości? To oni nadal przebierają się za wojsko? A te chorągiewki? Nic od Kuby się nie nauczyli. Co za bydło? Popatrz ile płyt z ulicy wyrwali...
I kolejna miesięcznica.
Cóż to oznacza?
Chyba nic innego jak kolejne Prima Aprilis, ale tym razem we wrześniu.
Poddajmy się łagodnemu strumieniowi informacji, płynących z emiterów o tym, co zostało już potwierdzone autorytatywno-MAKowymi analizami.
Nie dajmy się otumanić jakiemuś moherowemu oszołomstwu, że to był ZAMACH!
O nie!
Nie damy przerwać naszego karnawału, który tylko debile kończą w tydzień po Tłustym Czwartku.
Nasz karnawał niech trwa wiecznie!
Odkłamiemy wszystko i wszystkich, a potem wszyscy spłyniemy jak gów.o do ...Bałtyku.
Nie martwmy się jednak o przyszłość.
W Bałtyku, to przynajmniej będziemy mieli ciepły kąt przy jakiejś gazrurze, a i dach nad głową w postaci Mistrala.
Ktoś się troszczy o miejsce na mapie pomiędzy Bugiem i Odrą?
Po co?
Lepsi od nas tę połać zagospodarują.

Miłej nocy życzę !

http://moherowyparadygmat.salon24.pl/44 ... a-cyrulika


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 07 wrz 2012, 20:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
Sursum Corda, czyli W Górę Serca, a nie wątróbki i żołądki

Ufff…minęła kolejna rocznica Sierpnia 80 i nasi salonowcy próbowali po raz kolejny doładować akumulatory naszej narodowej dumy i zachwytu nad owocem tego „bohaterskiego zrywu”, jakim jest masa upadłościowa o nazwie III RP.

Duma dumą, ale mało kto wspomina dzisiaj, o co tak naprawdę w tym sierpniu 1980 roku poszło. Ja wiem i niestety pamiętam.

Przestańmy się tak dumnie prężyć i stawać bohatersko na baczność pod magdalenkowym sztandarem gdyż cały ten sierpniowy zryw i kilkunastomiesięczny karnawał został zapoczątkowany już w lipcu 1980 roku w Świdniku i Lublinie, a powodem nie była chęć zrzucenia z naszych barków sowieckiego jarzma, walka o wolność słowa i pragnienie niepodległości naszej ojczyzny.

Poszło tradycyjnie o zawartość koryta przeznaczoną dla plebsu, a konkretnie w tym przypadku o podwyżkę cen na drobiowe podroby, czyli kurze serca, żołądki i wątróbki.

Jak pamiętamy po tym karnawale nastąpił zapoczątkowany stanem wojennym długi post, a słabością oporu polskiego narodu po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia, zaskoczeni byli nie tylko sowieccy sługusy, Jaruzelski Kiszczak, ale i sam Kreml z pierwszym sekretarzem KPZR Leonidem Breżniewem.

To właśnie ta nasza słabość, bierność i bezradność pozwoliła na to, że do dziś nie ukarano całej tej bandy oprawców, a ofiary „nieznanych sprawców”, „seryjnego samobójcy”, zatłuczeni przez sadystów na komisariatach oraz uśmierceni przez patrole prymitywnych tłuków z ZOMO wołają do nas zza grobów o elementarną sprawiedliwość gdyż po dziś dzień zbrodniarze żyją sobie spokojnie między nami lub jeżeli odeszli to do końca swoich dni pobierali wysokie, opłacane przez nas i rodziny swych ofiar emerytury.

To ta nasza niefrasobliwość, tchórzostwo i głupota skutkują tym, że sądy dzisiaj nakazują patriotom i nielicznym bohaterom walki o wolną Polskę, przepraszać ewidentnych zdrajców i zaprzańców, a z basenu w swojej posiadłości przygląda się temu z uśmiechem mocząc swoje starcze członki, Jerzy Urban.

Wypadałoby w końcu zrozumieć, że tak naprawdę to nie mamy być z czego dumni, a te wszystkie płynące z ust beneficjentów ustrojowej transformacji pochwały nie są szczere i przypominają bardziej pogłaskanie z politowaniem przez nauczyciela główki niepełnosprawnego ruchowo dziecka w uznaniu, że udało mu się po raz pierwszy trafić kupionym mu lodem w usta, a nie jak zwykle w oko.

Teraz pomaszerujmy do przodu o trzydzieści lat i przenieśmy się do dnia 10 kwietnia 2010 roku. Idę o zakład, że gdzieś w zaciszu gabinetów wśród możnych tego świata znowu zapanowało wielkie zdziwienie i zaskoczenie biernością, tchórzostwem i wręcz zbiorową niemocą i głupotą Polaków.

Oto niemal na oczach całego świata wymordowano nam dużą część elit z całym dowództwem armii i głową państwa na czele. Wpychani jesteśmy już bez zbytnich ceregieli i zasłon dymnych w ramiona Putina i Merkel, a niemal cały ten naród specjalnej troski przyjął jak stado skończonych głupców zdumiewającą narrację serwowaną przez zdrajców i mówiącą, że „Polacy nic się nie stało”, a państwo zdało egzamin.

Od 1945 roku wszystkie, z wyjątkiem oczywiście antykomunistycznego zbrojnego podziemia, nasze „narodowe zrywy” za genezę miały właśnie tę przysłowiową cenę kiełbasy, a Polacy przypominali więźniów obozu walących miskami w stół i protestujących nie przeciwko zniewoleniu, ale w trosce o ilość i jakość tego, co serwuje im obozowa kuchnia.

I dlatego tylko w Polsce te „kulinarne powstania” można było z łatwością pacyfikować rękoma miejscowych renegatów, kiedy w takiej Czechosłowacji, NRD czy na Węgrzech do akcji musiała wkraczać „bratnia armia czerwona”. Tam, bowiem chodziło o coś zupełnie innego niż pełna micha. Zbuntowani więźniowie zapragnęli wyjścia na wolność.

No, ale dość już tego pesymizmu i samobiczowania.

Najpierw po śmierci papieża Jana Pawła II pojawiło się maleńkie światełko w tunelu, a dzisiaj po zamachu z 10 kwietnia 2010 roku coraz wyraźniej już słychać dudnienie nadjeżdżającego pociągu wypełnionego-nie bójmy się tych niepoprawnych politycznie słów- Prawdziwymi Polakami.

Przez dziesiątki miast i miasteczek przetaczają się najliczniejsze od 1989 roku protesty, a 29 września w Warszawie dojdzie, o czym już wiadomo, do największej od ćwierć wieku manifestacji Polaków.

Tym razem nikt nie woła już o obniżenie cen kiełbachy i kurzych podrobów, ale o wolność słowa, prawdę i wyzwolenie Polski przejętej, rozkradzionej i wyprzedanej przez okrągłostołowych zdrajców.

Oni z wyraźnym strachem przykładają uszy do szyn i słyszą już to dudnienie. Stąd te pospieszne zaopatrywanie się LRAD-y do tłumienia manifestacji i planowany zakup bezzałogowych dronów pod pretekstem ochrony polskiego nieba.

Przeciwko komu się tak zbroją?



Siła ich

Ogromne wojska, bitne generały

Policje - tajne, widne i dwu-płciowe -

Przeciwko komuż tak się pojednały?

- Przeciwko kilku myślom... co nienowe!


(C.K. Norwid)

http://kokos.salon24.pl/445920,sursum-c ... -i-zoladki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 29 wrz 2012, 07:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30919
"Opuść ten kraj, albo umrzesz"

Na temat wczorajszych wydarzeń sejmowych mam dokładnie takie samo zdanie, jak większość porządnych ludzi. A ponieważ napiszą o tym wszyscy, biorę na tapetę coś innego, bardzo pilnego.

Muszę. Moi bliscy są zagrożeni tak samo, jak inni Polacy. Więc nie będzie lekko i dowcipnie - absolutnie nie jest mi do śmiechu. Ale chyba w tych "dniach ostatnich" nikomu nie jest...Smoleńscy kłamcy też dostali za swoje.
I nie powiem, żeby mnie to baaardzo martwiło!

Do rzeczy:

Oto w holenderskim miasteczku Hem spalono samochody należące do Polaków. I nie był to wybryk miejscowych "pseudokibiców": najpierw auta przyozdobiono malunkiem swastyki oraz napisem "opuść ten kraj, albo umrzesz". Dopiero potem je spalono. Sprawców, póki co, nie złapano.

Telefony w Polsce się grzeją. Z miejsca, gdzie mieszkam, z miejsca tak nieurodzajnego, że ziemniaki hoduje się pod folią, żeby mieć pewność zbioru, wyjechało mnóstwo młodych.
Dzieci pytają nagle, czy coś się zmieniło, jak obiecanki kłamcy ze słynnego exposé ( ósme przykazanie, wisi po prawej na tym blogu): "Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu i inwestować w Polsce" - mają się do rzeczywistości.
Bo...może jednak?

A co więcej - pytają, czy i jak mówią o tym media...Boją się, a jeszcze bardziej boimy się my. Media są potęgą! Ich zainteresowanie mogłoby uruchomić jakieś procesy. Więc pytają - z nadzieją. Sama byłam ciekawa, jak z tym jest. "Googlarka" wyrzuciła mi jeden link, który zapodaję na końcu dieła.

Co mamy odpowiadać? Łatwiej to idzie, jeśli nasze dziecko jest w tym kraju "przypadkowym przechodniem", wykonuje pracę, którą znajdzie bez wielkiego trudu gdzie indziej - choć oczywiście nie w Polsce. Wtedy można krzyczeć "wyjeżdżaj, jeszcze dziś, wszystko jedno gdzie - zanim Cię zabiją. Wracaj do domu, zanim pomyślisz, co dalej".

Ale co - jeśli nasz dzieciak jest na tym holenderskim wygnaniu cenionym pracownikiem, ma tam mieszkanie, urządzone do ostatniej półeczki w salonie? Są tacy, którzy chcą uczciwie: tam żyją, tam płacą podatki, korzystają z tamtejszych biur podróży - jest to już ich miejsce na Ziemi, bo przecież wracać nie mają po co. Tęsknią rozpaczliwie, ale polskim krajobrazem się nie nakarmią.
Co im powiedzieć?

Mówimy "zadzwoń do ambasady, zrób coś!" Ale oni odpowiadają, że o tych incydentach ( jak na razie - wciąż incydentach) piszą tamtejsze media. Więc jeśli polska ambasada o tym nie wie, to od czego jest?

Oczywiście na słowo o MSZ tylko machają ręką...Trudno ich przekonywać, że nasz twitterowy Radek w ogóle wie, po co siedzi, gdzie go posadzono. Na tym twitterze też siedzą. Mają polską telewizję, mają w końcu internet. Wiedzą, co trzeba.

Łobuzy znajdą się wszędzie. Wszystko jest możliwe, ale...

Jest tak: do uzyskania holenderskiego paszportu potrzebna jest znajomość języka. Gminy dofinansowywały kurs Polakom pracującym legalnie, mającym meldunek, etc. Nie sądzę, zresztą, żeby "krótkoterminowi" kandydaci na Holendrów zawracali sobie tym głowę. Na cholerę im holenderski paszport?

Już nie o to chodzi, że nagle skończyły się dobre czasy w kwestii dofinansowania, choć starych Turków i Marokańczyków gonią na te kursy właściwie przymusowo - i oczywiście im dopłacają. Ludziom, którzy mieszkają tam od młodości, którzy doczekali się już wnuków.
Jeśli dwoje z polskiej rodziny uczyło się w szkole językowej, naukę, przynajmniej dla jednego z nich, szlag trafił: cena kursu to cena niezłego samochodu.

Polityka państwa jest, jaka jest, to nie nasze państwo i trudno je gwałcić w sprawie wydawania własnych pieniędzy, choć w znacznej części są to pieniądze polskich podatników.

Nie chodzi wyłącznie o to, choć sprawa jest bolesna: niemal niemożliwe jest poznanie tego trudnego języka " w mowie i piśmie" tak - z powietrza, albo z jakiegoś "samouczka". Czyli nigdy nie dostaną tego paszportu, nie będą prawdziwymi obywatelami państwa, w którym zbudowali sobie życie.

Zawsze więc "nieznany sprawca" może spalić ich samochód, ale przecież nie wyłącznie: podpalono także bloki zamieszkałe przez polskie rodziny.
Bardziej chodzi o przedziwne propozycje. Indagowane w gminach holenderskie urzędniczki śmieją się im w twarz:

- Rozwiedźcie się, znajdzcie sobie mężą, czy żonę "właściwej" narodowości, a sprawa obywatelstwa rozwiąże się sama.

Nie będę pointować: co mam napisać? O Radku - twitterowcu, czy milczeniu polskiej ambasady?

Oczywiście wiemy, że to ten paskudny Geert Wilders. Wyłącznie on. Znamy to z własnego podwórka, gdzie - bez Wildersa - rządzący najchętniej zamknęli by jedną trzecią społeczeństwa w jakimś Dachau, a już co najmniej w psychuszce, gdyby tylko dało się to zrobić.

"Ósme przykazanie" BanTuskstanu nie zadziałało, jak niemal wszystkie pozostałe.
Zostaliśmy pariasami Europy.

http://www.sfora.pl/Spalili-auta-Polako ... cie-a47813

http://mona11.salon24.pl/450977,opusc-t ... bo-umrzesz


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /