Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 09 paź 2012, 11:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
W Polsce fajnie jest i warto tu żyć

Powiem wam tak - jestem młody, mam 30 lat. Wiem, że Polska to kraj gdzie można wiele osiągnąć nie mając układów i znajomości. Ja np. od 8 lat pracuję w państwowej firmie. Wiedzie mi się całkiem OK. Nie wyjechałem jak inni moi koledzy za granicę do pracy, bo wiem, ... rozwiń całośćże w Polsce można wiele osiągnąć.

Ja po 8 latach pracy mam już odłożone na koncie 9 tys. złotych. Zastanawiam się teraz, co z tym przecież niezłym kapitałem zrobić. Myślałem o jakimś salonie obuwniczym w galerii lub restauracji w centrum miasta. Kwota jest jak dla mnie całkiem spora (w końcu to uczciwie zbierałem ją całe swoje życie). Może i mogłem odłożyć nieco więcej, ale ja kocham podróże i dużo pieniędzy wydaję na ten cel. Już dwa razy z zakładem pracy byliśmy w Licheniu. Wielkie przeżycie mówię wam. Fantastyczna też była dwudniowa wycieczka na tamę na Wiśle we Włocławku. Szum niczym na wodospadzie Niagara. Nawet kupiłem sobie tam fajną pamiątkę. Dwa słoiki z wodą. Jeden z wodą przed tamą, a drugi słoik z wodą za tamą. Fajna sprawa, polecam . W Polsce wcale nie potrzeba mieć "pleców" żeby dobrze żyć. Właśnie spłacam ostatnią ratę za komputer. Będzie już mój na 100%. Kupiłem go 4 lata temu. Ma jeszcze całkiem niezłą konfigurację... tylko te 256 mb ram-u. Ale to nie jest duży problem bo można dokupić. Ostatnio na mieście byłem zobaczyć co można taniej dostać na wyprzedaży.

Spotkałem kumpli którzy wyjechali za granicę. Trochę opowiadali o samochodach, pieniądzach, ale chyba ich trochę poniosła fantazja. Nawet byli przy kasie bo postawili piwo. Ja żeby nie być gorszy to też postawiłem. Dobrze, że miałem właśnie przy sobie tą stówkę na ostatnią ratę za kompa, bo inaczej był by przypał, że nie mam kasy. Ale ja większej gotówki przy sobie nigdy nie noszę. Wiecie przecież sami jak jest. Za 5 zł to mogą człowieka zabić i okraść. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.



Uff... w końcu urlopik .Zasłużony odpoczynek po ciężkim roku pracy. Gdzie tu pojechać na wakacje? Moja firma, a w zasadzie jej Fundusz Wakacyjny ma jakieś przejściowe problemy, i z funduszu wakacyjnego (coś w stylu "wczasy pod gruszą", wypłacili nam tylko po 75% należnej kwoty. Wyszło już całkiem sporo, bo po 350 zł, a będzie jeszcze przecież reszta 25%.

Na wczasy w sierpniu w naszym ośrodku się nie załapałem bo jako singiel mogę jechać tam po sezonie. W listopadzie. Kurde, ale wtedy to nie będę miał urlopu. He he, ale od czego mądra głowa. Przeglądam oferty, tak zwane "last minut" i z obliczeń logistyczno-finansowych wyszło jak nic, że na Costa de Taras (balkon mojej mamy) będzie ok. 350 zł. Starczy spokojnie na all incl. a jak by była brzydka pogoda to do domu w sumie niedaleko. Wprawdzie nie ma tam palm, ale są piękne pelargonie. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.



Dziś przyjeżdża do mnie moja narzeczona. Piękna dziewczyna. Od kilku dni chodzi cała w skowronkach bo dostała swoją pierwszą pracę po zakończeniu edukacji na poziomie mgr. Muszę powiedzieć, że byłem miło zaskoczony wielkością jej wynagrodzenia. Za pracę w administracji państwowej firmy dostanie 1119 zł na rękę. Całkiem nieźle jak na początek. Ja po 8 latach mam 1270 zł i juz całkiem niezłe doświadczenie.
Dla mojej dziewczyny wzorem jest Pani Stefania z mojego zakładu pracy, gdzie razem dzielimy biurka. Pani Stefania w tym roku idzie na emeryturę .Całe swoje życie przepracowała w jednej firmie. Przeżyła kilku prezesów, parę Rad Nadzorczych, kilka kryzysów, dwa pożary i dużo widziała. Swoimi rękoma w czynie społecznym budowała ośrodek wczasowy do którego teraz nie mogłem jechać. Pani Stefania to najwyższej klasy specjalista w swoim fachu. Wyobraźcie sobie, że ona nie używa komputera! Ma wielki kalkulator formatu A4. Potrafi obliczyć na nim takie rzeczy, że na komputerze trzeba by dużo szukać, by znaleźć jakieś formuły do excela. Potrafi policzyć dzisiejszą złotówkę, pomnożyć przez złotówkę z przed denominacji a wynik podać w rublach transferowych. Taka to sprytna kobieta jest.

Ale przyszedł czas na pożegnanie. Niedawno dostała decyzję z ZUS o emeryturze i jej wysokości. Będzie dostawała ponad 800 zł. Dokładnie 827,89 gr. Nieźle prawda? Za uczciwą pracę - uczciwa zapłata. Pani Stefania już snuje plany jak będzie wspaniale żyć na emeryturze. Ile zwiedzi krajów i takie tam. W końcu emerytura to czas na odpoczynek i zbieranie żniw ciężkich lat pracy. Jednego razu przyniosła mi nawet globus z działu logistycznego naszego zakładu, aby pokazać wszystkie miejsca, gdzie pojedzie. Pierwsza ma być Canada a potem Japonia. Pani Stefania postanowiła większość ze swojej emerytury przeznaczać na wycieczki i na korzystanie z życia. I tu dobrze widać jak ciężką pracą można wiele osiągnąć. Moja dziewczyna też chce mieć taką karierę jak pani Stefania. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.

Postanowiłem się usamodzielnić bo przecież 30-tka na karku. Zaczyna być ciężko mieszkać w małym pokoju z rodzicami. Tym bardziej, że nieraz mamy z moją dziewczyną nie tylko ochotę na słuchanie muzyki. Postanowiłem kupić mieszkanie. Na razie jakiś mały apartament. Traf tak chciał, że znalazłem w dzielnicy w której obecnie mieszkam całkiem ładne lokum. Nie trzeba dużo remontować, wystarczy małe malowanie. Apartament jest przestronny. Całość ma 34 m2. Salon z open kuchnią - 18 m2, sypialnia 8 m2, łazienka 4 m2, garderoba 1m2 i korytarz 3 m2. Cena za jaką jest mieszkanie wystawione to 244.800 zł. Podobno to atrakcyjna jak na tę dzielnicę. Poszedłem do banku po kredyt. Uśmiechnięta pani w banku dała mi do wypisania jakieś wnioski. Powiedziała, że na rozpatrzenie trzeba czekać tydzień. Trzeba też zapłacić prowizję za rozpatrzenie (1% wartości kredytu), ale jak to pani powiedziała, może być to doliczone do kredytu. No to jestem spokojny bo 1% to dwie moje wypłaty. Pani powiedziała też, że jak by się zmieniła moja sytuacja finansowa to mam dać znać. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.

Na pożegnaniu pani Stefanii szef wygłosił mowę pożegnalną i wspominał, że kryzys mija i dostaniemy podwyżkę. Ja dostałem 18 zł 66 gr. Na drugi dzień dzwonię z dobrą wiadomością do miłej pani z banku, że moja sytuacja finansowa uległa znacznemu polepszeniu. Miła pani podziękowała i zaprosiła na następny dzień. W sumie to dlaczego nie mam dostać kredytu? Mam stałą pracę, pracuję już 8 lat u tego samego pracodawcy, dostaję podwyżki, jestem wzorowym pracownikiem, więc pewnym płatnikiem dla banku. Prawda? Poszedłem do banku spokojny.

Już z daleka pani uśmiecha się do mnie. Myślę sobie - jest kredycik. Niestety problem. Pani mówi, że mam za małe dochody i muszę mieć wkład własny. Spoko, przecież mam jeszcze niezainwestowane oszczędności całego swojego życia. Mówię pani, że mam ok 9 tys. zł a ona zrozumiała, że 90 tys i mówi, że to prawie 50% i, że to zmienia sytuację a ja, że nie 90 a 9 tys. Zmartwiona powiedziała, że muszę mieć większe dochody albo większy wkład własny i jeszcze dwóch żyrantów i żeby zarabiali min. 5 tys/mc. Ale powiedziała, że z moim dochodem to mogę śmiało dostać kredyt na kino domowe.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich którzy wierzą, że w Polsce fajnie jest i warto tu żyć.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=100


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 02 sty 2013, 11:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Autor zbyt uprościł swoje postrzeganie i zbyt zawęził ocenę poszczególnych grup etnicznych. Wygląda na to iż sam jest pod presją jakiejś poprawności. Ale artykuł jest sam w sobie ciekawy i pobudza do dociekań. Przenosi nas w sferę ogólniejszego, bardziej syntetycznego spojrzenia na nas, naszą kulturę i nasze możliwości. Jest w nas Polakach wiele negatywów, ale jest w nas również wielka potęga pozytywów, których autor jakby poprzez ostrożność, czy niepewność nie dostrzega.

Optymistyczna notka na początek roku

Jeśli spojrzymy na ludzką cywilizację perspektywy dziejów, to zauważymy rzecz oczywistą, cywilizacja stworzona przez Europejczyków okazała się tak potężna, że pozwoliła im podbić świat. Jeśli z tej samej perspektywy spojrzymy na Europę, to zauważymy, że cywilizację tę stworzyły trzy żywioły cywilizacyjne: Germanie, ludy romańskie i Słowianie. Dlaczego właśnie one, skoro przez te ziemie przewinęło się wiele innych ludów?

Najpotężniejszą siłą Germanów okazała się organizacja. Są to ludy zdyscyplinowane, działające zbiorowo, tworzące zasady i potrafiące się ich trzymać. Cechy te spowodowały, że państwa germańskie to dziś najlepiej zorganizowane, najbogatsze i najbardziej sprzyjające człowiekowi organizacje. Widać to na przykładzie Niemiec, państw skandynawskich. W tej organizacji jest też jednak wada: tępota, brak wyobraźni, po prostu ograniczenie, dehumanizm, który powodował, że po przekroczeniu pewnej bariery rozwoju państwa te wpadały w amok niszcząc siebie, Widać to było na przykładzie Niemiec w ostatnich dwóch wojnach, ale również na przykładzie rozkładu średniowiecznej potęgi Cesarstwa Niemieckiego, w upadku potęgi Szwedów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w sile organizacyjnej tych ludów jest też zawarty wirus samozniszczenia, który ujawnia się, gdy zbytnio wyrosną ponad innych. Więc mrzonki pani Angeli o niemieckiej Europie, tak czy inaczej powinny zakończyć się klęską w momencie, gdy zaczną się spełniać.

Jaka jest główna przyczyna sukcesów ludów romańskich (Iberowie, Włosi, postCeltowie i dodajmy do tego bliskich kulturowo Greków)? To przede wszystkim nastawienie na emocje, humanizm, zrozumienie człowieka, ale też zdrada, działanie zakulisowe, trucicielstwo, mówiąc wprost krętactwo tak właściwe ludom handlowym. W przypadku Hiszpanów jest to druga strona tego samego modelu państwa opartego na emocjonalności.

Nieprzypadkowo, największe sukcesy w Europie odnosiły państwa, które było mieszaniną tych dwóch żywiołów, czyli Francja i Anglia. W obu tych państwach germańska organizacja uszlachetniona została emocjonalnością Romanów.

Co ze Słowianami? Patrząc na mapę Europy, powinni być oni najsilniejszym z tych trzech żywiołów. Zajmują bowiem ponad połowę dostępnej przestrzeni życiowej, w tym najżyźniejsze gleby.Tymczasem patrzymy na główne elementy, które zdecydowały o przewadze cywilizacyjnej Europy i cóż widzimy? Jedno wielkie nic: Nauka i technika - tyle co kot napłakał, czyli, biorąc pod uwagę różnice potencjałów zero; kultura zero; filozofia polityczna zero, instytucje społeczno polityczne zero.
Coś jednak zadecydowało o tym, że większość Europy zamieszkana jest przez Słowian. Raczej nie są to walory intelektualne. Zauważmy pewien fenomen, każde państwo słowiańskie, które istniało zawsze zostało podbite, zawsze trwało przez długi czas w niewoli i zawsze się odnawiało. Moim więc zdaniem podstawową cechą, która zadecydowała o sukcesie cywilizacyjnym Słowian jest niezłomność. Na tę niezłomność składają się dwie cechy: rozrodczość i wierność tradycji (mitologizacja). Jest coś takiego w Słowiankach, że muszą mieć dzieci i dążą do tego za wszelką cenę i raczej nie jest to tylko uwarunkowanie kulturowe, lecz coś z zakresu biologii, może też dlatego Słowianki wyróżniają się urodą na tle innych kobiet. Gdy już Słowianki dorobią się swoich dzieci (nieważne z kim), to bardzo je kochają, zdolne są dla nich do dużych poświęceń i wychowują z miłością. Rodzą Słowianki córki podobne sobie, a synów głupich lecz silnych fizycznie, zaradnych na tyle by zapewnić byt rodzinie i w sumie na tym kończą się ich ambicje. Z tych silnych związków między dziećmi i, głównie, matkami wynika prawdopodobnie druga podstawowa siła Słowian: tradycjonalizm. Jeśli spojrzymy na historiografię, czy szerzej kulturę Europy Zachodniej to nastawiona jest ona na teraźniejszość i przyszłość. U Słowian to przede wszystkim gloryfikacja czegoś nieaktualnego (pozostającego w przeszłości lub odległego na tyle, że nie jest fizycznie widzialne czy dotykalne, równie dobrze miast tradycjonalizmu można to nazwać mitologizacją). Te dwie cechy powodują, że nie jest trudno Słowian pokonać, lecz są oni niezniszczalni i w sumie walka z nimi na dłuższą metę jest bezsensem. Spójrzmy na zimną wojnę: olbrzymia Rosja, gigant polityczno-ludnościowo-surowcowy rozwaliła się sama w ciągu 50 lat przez głupotę swoich przywódców. Wystarczyło po prostu dać im wolną rękę do działania. Chyba żaden postronny kraj nie zdołałby spowodować Rosjanom tylu szkód ile zrobili jej głupi komunistyczni przywódcy. Raczej nie ma wątpliwości, że podobnego dzieła dokonają też kagiebiści Putina, wystarczy dać im po prostu czas, i możliwości by urośli w siłę.

Gdzie w tym wszystkim jest Polska? To typowy słowiański kraj. Jeśli chodzi o dokonania intelektualne, to powiedzmy sobie szczerze, że nie było ich w przeszłości, nie też ich teraz, opowieści o rzekomych sukcesach polskich naukowców czy inżynierów to najzwyczajniesze mity mające poprawić samopoczucie spoleczeństwa, typowe dla Słowian. Polacy mieli jednak umiarkowane osiągnięcia na polu polityki, najczęściej wówczas, gdy byli zarządzani przez kogoś wychowanego w obcej kulturze kto nie małpował bezmyślnie , lecz przystosowywał część rozwiązań to słowiańskiej żywiołowości (Chrobry, Odnowiciel, Kaziemierz Wielki, Jagiełło Batory). Raz udało się osiągnąć coś wielkiego na skalę europejską, czyli ustrój renesansowej Polski, który później stał się świadomie czy nie, po modyfikacji, wzorcem ustrojowym dla całej Europy (demokratyzacja i asymilacja kultur wokół kultury przewodniej). Niestety mieliśmy potem przywódców (też obcych) na tyle ograniczonych, że nie potrafili tego dostrzec i z pasją ten ustrój zwalczali próbując wprowadzić gorszy (Zygmunt III), a broniący go twórcy i ich potomkowie wykoślawili go tak, że stał się jedną z przyczyn upadku państwa. Jest to bardzo ciekawy precedens dowodzi on bowiem, że Słowianie są w stanie konkurować, z bardzo pozytywnym skutkiem, z Germanami i Romanami jeśli chodzi o to co najważniejsze, czyli intelektualne ramy rozwoju społeczeństwa. Warunek jest jeden: zamożność przez długi czas. Dostrzegalna gołym okiem "głupota" Słowian nie wynika więc z uwarunkowań biologicznych. Są to raczej społeczeństwa potrzebujące "długiego rozbiegu", jeśli się to im umożliwi przerastają Germanów, czyli społeczeństwo sprinterów, którzy rozwijają się bardzo szybko, lecz w pewnym momencie osiągają barierę, po przekroczeniu której głupieją i popełniają zbiorowe samobójstwo (coś jak lemmingi).

Co jeśli chodzi o Polskę dzisiejszą? To kraj ze zeszmatławionymi elitami polityczno-intelektualnymi, czyli coś gorszego niż brak elit. Jedyna siła zdolna do realnego zarządzania krajem (intelekt + siła materialna) to ludzie wychowani przez Rosjan i w rosyjskim duchu. Rosja to specyficzne państwo słowiańskie. Podwaliny jej dzisiejszego ustroju położyli Mongołowie, którzy nauczyli miejscowych książąt jak terrorem trzymać trzymać miejscowe żywioły za twarz (terrorem w biedzie i podzielone). Każde późniejsze państwo rosyjskie realizowało ten model z przynależnymi absolutyzmowi przymiotami (szybki wzrost siły i szybkie gruchnięcie o bruk). Nie sposób odmówić postkomunistycznym elitom czegoś takiego jak szeroka świadomość, myślenie zbiorowe, skuteczność, coś w rodzaju poczucia racji stanu. Niestety te pozytywne cechy są zabójcze dla kraju. Po pierwsze komunistyczne elity zostały wychowane w poczuciu strachu i nigdy się go nie wyzbędą. Po drugie rację stanu traktują oni w sensie swojego grupowego interesu nie państwa jako całości. Obywateli traktują oni jako parobków których należy wyciskać jak cytrynę, a mądrzejszych rekrutować bądź niszczyć jeśli zbytnio wyrosną. Pewnie sami zdają sobie sprawę, że w ten sposób podcinają gałąź na której siedzą, bo zamyka to im drogę do realnej władzy strach jest jednak silniejszy. Było nie było są to jednak ludzie poważni.
Gorzej jest po tzw. solidarnościowej stronie gdzie na stanowiska kierowani są nie tylko ludzie, którzy władzę traktują jako szansę nabicia kabzy (pół biedy), lecz też tacy, którzy swoją głupotę i ograniczone widzenia (przyznajmy poparty sprytem) traktują jako wyżyny intelektualnego geniuszu nie zdając sobie sprawy z własnej śmieszności (np.Sławek Nowak).
Prócz tego dzisiejsza Polska to kraj pełen ludzi bardzo pracowitych, czasem bogobojnych, energicznych, optymistycznych, którzy budują sobie własne oazy szczęścia i narzekają, na utrudniających ten proces głupich i nieskutecznych polityków, tych samych, których jeszcze raz wybiorą. Siła witalna Słowian i ich optymizm jest bowiem niemożliwy do złamania.
Kto wie, czy cała ta dziwna polityka UE której wynikiem jest tworzenie z krajów takich jak Polska rynków zbytu i rezerwuaru taniej siły roboczej nie wynika głównie z tego, że jakaś poważna siła musi wreszcie przeciwstawić się rozrodczości u muzłumanów. Słowianie zaś bardzo łatwo się asymilują, zwłaszcza jeśli odbierze się im, lub zohydzi ich tradycję. Na masową skalę jest to jednak niemożliwe. Witalność, umiłowanie potomstwa i tzw. inteligencja emocjonalna Słowianek jest na to zbyt silna. Dlatego póki żyć będą Polki, póty Polska zawsze przetrwa.

http://foros.salon24.pl/476066,optymist ... zatek-roku


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 02 sty 2013, 12:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Klasyczna żydowska propaganda lejąca się od stuleci, czyli w stylu "Polacy nie są zdolni...", "Słowianie nie są zdolni..." itp. bzdury. Wystarczy obejrzeć nasz dział "Polak potrafi" by pojąć, że cała współczesna najwyższej jakości technika, czyli telewizja, komputery, komórki to w 3/4 zasługa Polaków, a tylko w 1/4 zasługa reszty świata. Polacy mają wyjątkową smykałkę oraz zamiłowanie do nauki i techniki, a jedyna wada, albo cecha - to niechęć do robienia na tym pieniędzy. Nasze dokonania wykorzystują inni, zarabiają inni i ci inni potem sobie te wynalazki przypisują. Najbardziej dobitnym przykładem jest Enigma - cały świat przekonany jest że to Anglicy, Amerykanie, ewentualnie Francuzi rozszyfrowali Enigmę. Nikt nawet przez chwilę nie pomyśli, że już 7 lat przed wybuchem wojny rozszyfrowali ją Polacy. To samo jest z tysiącami innych odkryć. Autor tego artykułu stara się umacniać ten zakłamany obraz o rzekomym braku zdolności organizacyjnych Polaków czy o rzekomej niezdolności do nauki i techniki, gdy tak naprawdę historia temu przeczy.

Ostatnio okazuje się, że nawet pismo czy wynalazek koła to dzieło naszych przodków, dokonane w czasach, gdy Germanów w ogóle jeszcze nie było na Ziemi - ich zarodki tworzyły się dopiero gdzieś tam daleko i głęboko za Uralem.

A co do zdolności organizacyjnych Germanów - wystarczy obejrzeć sobie Rzeszę Niemiecką przed zjednoczeniem, którą nazywano "drogą krzyżową dla geografów" - takiego burdelu żaden naród nie potrafił u siebie wytworzyć. Niemcy okazali się do tego zdolni. Jeśli w tym okresie Niemcy nie zostały rozebrane, to wynikało to z kolejnej wady albo cechy Polaków - nadmiernego braku agresji, niechęci do wojny, walki zbrojnej. Niemcy nie wpadły w niewolę tak jak Polska nie dzięki swoim nadzwyczajnym zdolnościom organizacyjnym, ale dzięki temu, że na swej zachodniej ścianie mieli naród potężny, ale bardzo pacyfistyczny, który nie wykorzystał okresu ich słabości.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 13 sty 2013, 11:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
POLACY co się z Wami stało...? !

"Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi, tej Ziemi..." - Jan Paweł II

Tak niedawno był wśród nas, na spotkania z Nim przychodziły miliony... , dziś wydaje się, że zapomnieliśmy o Nim i jego naukach. To nie ja, to On wydaje się pytać Was: "Polacy co się z wami stało ?"

Trudno uwierzyć, że mogliśmy o Nim zapomnieć...o człowieku, za pośrednictwem którego doświadczyliśmy największego cudu zbiorowego, cudu SOLIDARNOŚCI 10 milionów POLAKÓW. Magiczne słowo solidarność stało się "ciałem" i ogarnęło umysły robotników...inteligentów...studentów i spowodowało zmianę mentalności satrapów, którzy nami rządzili ...i zniewalali nasze umysły. Siła słowa przeciw zastępom uzbrojonych po zęby siepaczy spod znaku sierpa i młota, za którymi stała potęga "Imperium Zła". Jedność jaka scaliła te miliony spragnionych wolności ludzi, była tym cudem, który pozwolił, że niemożliwe stało się możliwe...Komunizm upadł ! Zdawało się, że za tym zwycięstwem przyjdzie odnowa całego polskiego społeczeństwa, że szybko pozbieramy się po komunistycznym "tajfunie" jaki niszczył Polskę przez całe 50-lecie.

Niestety obraz dzisiejszej Polski zdaje się potwierdzać fakt, że szansa tej odnowy znacznie przesunęła się w czasie. Pogrobowcy postkomunistyczni, wyposażeni w nowoczesne środki masowego przekazu, znów zniewalają nasze umysły...Opanowana, przez nich do perfekcji propaganda przywróciła wiele mechanizmów, które świadczą że znaleźliśmy się znów w warunkach prawie że PRL-owskich. Wniosek może być jeden, daliśmy się oszukać zdrajcom "okrągłostołowym" i popadliśmy w ich dyktat, którego celem jest przede wszystkim interes określonych środowisk i prywata różnych klik ...

Brak dziś autorytetu błogosławionego Jana Pawła II, spowodował degradację więzów moralno-etycznych w naszym społeczeństwie a tym samym przyzwolił na odrodzenie zła, które znów niszczy naszą jedność i solidarność. Tu apel do Episkopatu i mediów katolickich, aby duch naszego Papieża i jego nauk stał się głównym przekazem w kontakcie ze społeczeństwem. Oby pytanie "Polacy co się z Wami stało ?" było początkiem nowej jakości w naszym życiu, takiej jakiej życzyłby sobie Jan Paweł II.

http://sophia.salon24.pl/478723,polacy- ... wami-stalo


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 22 sty 2013, 07:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Sedno sporu o WOŚP

Niepokoję się stanem polskiej służby zdrowia, czekając na kryptoeutanazję. Najbliższą wizytę u lekarza specjalisty szpital proponuje mi 15 kwietnia 2013 roku. Skorzystanie z tej propozycji to – według lekarzy – oczekiwanie na niechybną śmierć. Nie chcąc być zatem samobójcą, planującym do 15 kwietnia pożegnać się z tym światem, ruszyłem po prywatną pomoc medyczną.

Co jednak będzie się działo, jeśli dołoży się naszej służbie zdrowia kolejny obowiązek, zaproponowany ostatnio przez lidera Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, czyli eutanazję?

Tak długich terminów mogą chętni nie wytrzymać i albo zrezygnują z planu pozostawienia nam swojej emerytury, albo też samodzielnie, czyli nieprofesjonalnie, zaczną masowo strzelać sobie w głowę, wieszać się czy zażywać jakąś truciznę. Wtedy też pogotowie ratunkowe wyczerpałoby wszelakie limity! Może z tych powodów nawet proeutanazyjnie ustosunkowani przedstawiciele polskiej medycyny tym razem nie bronili Naczelnego Mecenasa naszej służby zdrowia, bez którego podobno trzeba by zamknąć szpitale lub przestawić je na podawanie placebo.

Powszechnie zatem pokrzykuje się na tych, którzy ośmielają się zgłaszać wątpliwości co do akcji WOŚP, latem zwanej Przystankiem Woodstock. Czyżby nie dało się spierać z innymi z motywu miłości? Kierując się tym pewnie motywem, niektórzy skrytykowali proeutanazyjne stanowisko Jerzego Owsiaka, co jednak niekiedy wypadło dziwnie. Czyżby nie zauważono, że co roku funduje on naszej młodzieży podczas wakacji prawdziwą duchową masakrę?

Zimą zbiera się w tym celu odpowiednie fundusze i reklamuje się w skali niespotykanej w mediach całej naszej młodzieży. Można by się zastanowić, czy ta szczególna formacja duchowa, prowadzona na Przystanku Woodstock, nie udziela się nawet niektórym klerykom. Widzimy ich na dokumentalnych filmach podskakujących z wyrazem szczęścia na twarzach, chociaż tuż obok leżą w błocie prawdziwe duchowe trupy. Pewnie wszyscy duszpasterze już widzieli film „Woodstock 2012, bez cenzury”, dostępny bez problemów w internecie, a zatem nie ma co przekonywać już zorientowanych.

Bać się zatem należy nie tych, którzy nasze ciało mogą pozbawić życia i opluć w opiniotwórczych mediach, ale tych, którzy mogą wypaczyć rozum i wolną wolę naszej młodzieży. Radził Owsiak jednemu ze swych oponentów, by zapytał mamę, czy może pojechać na Woodstock. Bardzo dobra rada. Któż bardziej niż rodzic powinien pragnąć dobra swojego dziecka? Niektórzy ojcowie mogą zobaczyć na dokumentacji filmowej swoje córki i synów przeżywających prawdziwy odlot rozumu. Tego pewnie nie pragniemy nie tylko dla własnych dzieci, ale także dla całego następnego pokolenia. W tym też celu należy uchwycić samą istotę rozważanej zimowo-letniej akcji, zwanej w okresie wakacyjnym Przystankiem Woodstock.

Ludzkość nawet po tysiącleciach wspomina co roku Betlejem, Mekkę czy bitwę pod Maratonem. Dlaczego mamy do końca świata pielęgnować pamięć o festiwalu Woodstock z 1969 roku? Cóż pozytywnego dla ludzkości się wtedy wydarzyło? Z pewnością nazwa tego festiwalu to niewątpliwy symbol moralnej degrengolady ówczesnej młodzieży, bo jej buntu wobec własnych rodziców.

Cała ta rewolucja zwana młodzieżową oparta była na zakwestionowaniu obowiązku czci wobec własnych rodziców (znanego w tradycji etyki klasycznej jako obowiązek posiadania cnoty pietas) i zastąpieniu go obowiązkiem nienawiści wobec nich. Cóż innego mówią swoim rodzicom ich odchodzący od zmysłów synowie i córki sfilmowani kamerą we wspominanym już dokumencie „Woodstock 2012. Bez cenzury”? Oto sedno sporu o WOŚP. Czy zaś dzięki niej naszej skołatanej państwowej służbie zdrowia – i jej pacjentom – będzie lżej i co sądzi lider na temat eutanazji, to sprawa absolutnie wtórna.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... -wosp.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 06 lut 2013, 08:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Dlaczego Artymowicz nazwał Błasika „ch..m” i nadal jest profesorem?

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego profesor Paweł Artymowicz nazwał generała Błasika „chu..m” i pomimo tego Żona generała ze łzami w oczach nie obiegła telewizyjnych czołówek?

Zadawaliście sobie kiedyś pytanie, dlaczego profesor Artymowicz pisał, że piloci maja krew na rękach i żadne dziecko pilota nie wystąpiło w TVN24, zaś sam profesor nadal jest profesorem i ekspertem?

Pytaliście kiedyś jak to się dzieje, że 70-letnia hetera pierdząca ustami, Renata Rudecka-Kalinowska, była cytowana przez Donalda jako obrończyni kultury słowa i miłości w polityce?

Przyszło wam do głowy skąd się wzięła bezkarność jaką jest chroniony socjopata Niesiołowski, który rzucił się na kobietę, taką „zwykłą”, nie taką ze sztucznymi cyckami?

Przeszła wam przez myśl jakaś wątpliwość związana z lewicowym działaczem, który nazwał posła Godsona „czarnuchem” i ani jeden naukowiec nie odpowiedział mu listem otwartym?

Czytaliście wersety duszpasterskie inkwizytora Krzysztofa Mądela i komentarze wiernego stada, pod tymi pełnymi starotestamentowego jadu ewangeliami? Zauważyliście, że żaden antykatolicki fanatyk nie pisnął słowem „typowa miłość bliźniego, w wykonaniu katolika”?

Pamiętacie bydlęce zachowanie homoseksualisty Biedronia, który upublicznił wizerunek dziecka swojego oponenta i zlinczował dziecko za tło zdjęcia, którym był katolicki obraz?

Czytacie dzień w dzień biuletyn z Czerskiej, w którym Polak inaczej jak pijana świnia, złodziej i cham nie jest przedstawiany?

Widzieliście to wszystko, czytaliście, słuchaliście i co wy na to?

Znaleźliście odpowiedź na pytanie dlaczego socjopatom, fanatykom, chamom, pseudokatolickim klechom można wszystko i każdy z nich występuje w roli arbitra etyki, moralności, poszanowanie człowieka oraz praw wszelakich niczym córka resortu Środa?

Wierzę, że pytaliście i to wielokrotnie, ale nie wierzę, że znaleźliście odpowiedź, bo gdyby tak było wszyscy wymienieni zostaliby posegregowani według stopnia toksyczności i odwiezieni na społeczne wysypisko.

Nie odpowiem precyzyjnie, ale podpowiem skąd ta asymetria i niemożność. W łagodnej wersji nazywa niemocy brzmi: „przejęcie inicjatywy”, w dosadnej: „bezkarne skurwy…o”. Cała gromada bezkarnych „etyków” każdego dnia mówi i nienawidzi jak im się podoba, bo czują, widzą i wiedzą, że mogą sobie na to pozwolić. Sztaby wolontariuszy i dyżurnych szmalcowników poszukują cytatów z „Klubu Ronina” i „prawicowych portali”. Wyłapują jedno zdanie, jedno słówko na przykład „jałowy” i nie ma Pawłowskiej, nie ma człowieka, kobiety, przeciwnika. Kto wyłapał „chu..a” Artymowicza, kto podpisał list otwarty albo złożył zawiadomienie w kanadyjskim uniwersytecie? Ile kobiet zaprotestowało i domagało się usunięcia z uczelni chama Niesiołowskiego? Jak to się dzieje, że najbardziej chamska staruszka w sieci, Renata Rudecka-Kalinowska do spółki z innymi dewotkami, cenzuruje i moderuje „prawicowy” portal, chociaż na forum GW żaden prawicowy oszołom nie przetrwa pięciu minut?

Łagodności, naiwności, frajerstwu, sentymentom, wrażliwości, powściągliwości, współczuciu, podziękujcie. Dzięki tym słabościom frajerzy wesoło skwierczą na stosie. Podpalono Pawłowicz, podpalono Krasnodębskiego, płonie od lat Cenckiewicz i Żaryn, płonęła Walentynowicz. Bartoszewski nadal jest profesorem, Niesiołowski męczennikiem, Artymowicz ekspertem, Rudecka-Kalinowska Emilią Plater, Mądel księdzem Kolbe, Biedroń bojownikiem o tolerancję, a nie „Staruchem” „faszystowskich gejów”.

Ten margines nie wszedłby na top, gdyby nie humanitaryzm i podkulony ogon oponentów. Przyroda to dżungla i tylko na okładkach „Strażnicy” lew będzie leżał obok owieczki, w życiu, takim z krwi i kości „dożyna się watahy”, bez naiwnych zahamowań. Jeśli przez dwa tygodnie linczuje się Pawłowicz, a przez lata pozostawia w spokoju Niesiołowskiego, Kutza, Biedronia i całą resztę politycznych socjopatów, to skutki nie mogą być inne.

Atak płynie zawsze z jednej strony, a rozpaczliwa obrona z drugiej. Proporcje nie odwrócą się nigdy, jeśli odpowiedzią na fanatyzm będzie naiwność. Przyroda nie znosi pustki, przyroda stroszy piórka i albo się oskubie najbardziej agresywnych osobników do gołej dupy, albo się będzie ostatnim ogniwem łańcucha pokarmowego. Zamiast ulegać dyscyplinowaniu, trzeba wziąć dyscyplinę do łapy i walić do skutku, bo to są resortowo wyrobione i „takie same ofiary, jak „mama” Madzi z Sosnowca”.

MatkaKurka
http://kontrowersje.net/

http://marucha.wordpress.com/2013/02/05 ... rofesorem/



Uwaga z boku !

Jeśli tragedia smoleńska jest pełna zagadek, to w tym co się wokół niej toczy, rodzą się nowe zagadki. Dla mnie taką zagadką jest motywacja P.Artymowicza, która pcha go do tak drastycznie nieracjonalnego i kompromitującego zachowania. Jako astrofizyk ma rzeczywiście niezłe notowania i dorobek. Nie jakieś rewelacyjne, ale na tyle niezłe, że każdemu byłoby szkoda zepsuć ich efekt takim zachowaniem.
W początkach jego dziwnego udziału w tzw. "debacie smoleńskiej" życzliwie go ostrzegałem, że ryzykuje autodestrukcją rzetelnie wypracowanej pozycji autorytetu naukowego, ale ostrzeżenia kompletnie zignorował. Dzisiaj już go ta autodestrukcja kompletnie zassała i toczy się w znacznej mierze poza nim. Po prostu nie ma jak się wycofać i idzie na całość.
Jedyne rozwiązanie tej zagadki, jakie mi przychodzi do głowy to jakieś jego duże niepowodzenie naukowe, które uświadomiło mu bliski koniec kariery naukowej, a w konsekwencji także utratę pozycji nauczyciela akademickiego. Może zdecydował, że nadszedł czas, by wejść w politykę. Zrobię wywiad wśród kolegów astrofizyków, jak to wygląda. Gdybym miał rację to czeka go podwójne nieszczęście, bo w polityce napewno postawił na złego konia.

RAFAŁ BRODA

http://seaman.salon24.pl/484034,smolens ... sytuacyjne


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 12 lut 2013, 08:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Ludzie na poziomie nie mają takich poglądów

Świat wstrzymał oddech, papież Benedykt XVI abdykuje. Zwyczajnie nie wierzę w to, że tylko sprawa wieku była jedyną przyczyną, tej wyjątkowej w całej historii Watykanu, rezygnacji. Tymczasem, w tle tego historycznego zdarzenia, toczy się coraz bardziej szalone i nienormalne życie. Myślę o Polsce, o zaczadzonych ludziach, nadal wierzących w generała Błasika w kokpicie oraz w „masońską” władzę Ojca Rydzyka nad całą prawicą. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak wielu kretynów i idiotów wyrasta nadal obok nas, jakie żniwo zbiera sianie TVN –u zaczęte ponad siedem lat temu, gdy PO przegrała wybory z PiS –em. To jest naprawdę porażające. Kiedy słyszę niektórych publicystów, że trzeba jakichś lemingów edukować, przekonywać, to szlag mnie trafia. Edukujcie własne dzieci, sami się edukujcie i dajcie spokój chorym z nienawiści ludziom. Do tego to banalne słowo leming, jakbyśmy dyskutowali o kreskówce z misiem Yogi, a nie o prawdziwym życiu, o Polakach, którym po prostu wycięto kawałek mózgu. Dosłownie tak.

Siedzimy sobie w przytulnej kafejce z moim Teściem, już byłym, ale podobno nie ma byłych teściów i teściowych, więc jednak nadal z moim Teściem; człowiekiem wykształconym, emigrantem z lat 80 –tych, mieszkającym obecnie we Francji. I rozmawiamy o tych szaleńcach, spranych mózgach, które według Rafała Ziemkiewicza można jeszcze jakoś uratować. Otóż nie można, to już jest materiał ludzki wyprany całkowicie z myślenia przez totalitarną papkę mediów, niezdolny do żadnej, głębszej refleksji. Prawą stronę często się oskarża, że jest taka zawzięta, że ma mściwą twarz Macierewicza, że posługuje się dogmatami. Alek opowiada mi tymczasem historię kilku spotkań w Polsce ze swoimi kolegami z uczelni, dziś doktorami i profesorami, ludźmi wykształconymi. I co oni mówią mojemu Teściowi, kiedy dopuszcza tylko samą myśl o zamachu w Smoleńsku, kiedy wytyka im brak logiki w myśleniu, a jest w tym bezlitosny? Oni mu mówią, że ludzie na tym poziomie co on, to po prostu nie mają takich poglądów- pisowskich rzecz jasna. Czyli to jest to, o czym często mówimy: propaganda III RP wbiła różnym tępakom do głów, że ludzie na poziomie nie mogą mieć prawicowych poglądów, nie mogą głosować na Kaczyńskiego. Taka jest skala mózgowego spustoszenia.

Uwierzcie, albo i nie, ale ci jego rozmówcy z tytułami naukowymi, dwa dni temu bronili pancernej brzozy, kiedy już nawet sam Graś ją odpuścił, a na jakiekolwiek rozsądne, umiarkowane argumenty, poparte dowodami, reagowali słowami:„Jesteś jak Rydzyk, jesteś jak Macierewicz”. To jest esencja tego elektoratu, to jest nasz dobrowolny totalitaryzm, jaki mamy dziś w Polsce, bo przecież można odwołać w wyborach tę zgraję partaczy. Że złodziei, to nic nowego. I u nas kradną i na Zachodzie kradną, tylko trochę mniej i sprytniej, ale przecież to są partacze. Nie potrafią zbudować kawałka drogi, nie potrafią zbudować kawałka pasa startowego, ułożyć rozkładu jazdy pociągów. Macie świadomość, kto nami rządzi? No może macie, bo my z Teściem na pewno mamy. Ale ci jego koledzy to jest jakiś kosmos, to jest jakaś prymitywna forma behawioryzmu: bodziec – reakcja, bodziec – reakcja, bez jakiegokolwiek udziału świadomości, zapomnij! Bez jakiegoś specjalnego przymusu, bez obozów internowania, bez masowych mordów stalinowskich, w atmosferze demokracji i wschodzącego kapitalizmu, system III RP wyhodował armię kretynów i idiotów.

Oni pochłonęli już taką porcję promieniowania, że tylko odebranie im pieniędzy, jedzenia i samochodów mogłoby wywołać jakąkolwiek widoczną reakcję. Ojej, a co to się stało? – pytaliby z niedowierzaniem. Te trzysta miliardów, w dużym stopniu iluzoryczne, jest dla nich jak akumulator, który utrzymuje to stado przy życiu. Gdyby nie kasa, stanęliby w miejscu i zaczęli pytać: Panie Premierze, jak dalej żyć? Oni też by tak zapytali jak plantator z okolic Łodzi, ale dopiero po odebraniu im wszystkich możliwych świecidełek. Afryka dzika, to jest ich żywioł. Sądziłem, że ta fala kretynizmu powoli już mija, ale nie, nie ma zmiłuj się, Graś odpuszcza z brzozą, a oni za tę brzozę daliby się zabić, poćwiartować.

To jest taki czad, że czadowe Deep Purple z koncertu w Tokio wygląda przy nich jak disco polo i przebój „Ona coś tam mnie kocha”. Słuchałem Alka z niedowierzaniem, bo wiem, że to jest gość, który nie znosi zmyślania i konfabulacji, ani u siebie, ani u innych. Obserwuje Polskę z oddali, ale i z bliska, słucha tych wszystkich telewizyjnych relacji, słucha tych swoich kumpli w Polsce i oni są gotowi zerwać z nim wszelkie kontakty towarzyskie, bo ludzie na tym poziomie, nie mają takich poglądów. Ludzie na poziomie wierzą po prostu nadal w brzozę, wierzą w przyjaźń z Rosją i gorące lato, nawet jak go wcale nie będzie. To jest fenomen na skalę europejską, to co udało się wyhodować TVN – owi w Polsce. Może być zupełnie zimne lato, może cały czas padać deszcz, ale jak premier Tusk powie, że lato, pomimo potknięć spełniło oczekiwania społeczeństwa, to kumple Alka powiedzą, że było fajnie, że się nawet opalili. Chyba z Palikotem, co za masakra...

http://benevolus.salon24.pl/486254,ludz ... h-pogladow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 22 mar 2013, 07:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Oznaki upadku państwa

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

W filozofii dziejów świata stwierdza się, że państwa, imperia i kultury przechodzą przez te same fazy: narodziny, rozwój, szczyt siły, słabnięcie, ciężkie choroby i upadek. Kontynuuje się w dużej mierze jedynie dorobek techniczny i cywilizacyjny. Przez jaką fazę przechodzi teraz państwo polskie? Niestety, wiele wskazuje na to, że wchodzimy w fazę ciężkich chorób, głównie liberalnej „brukselki”. Pomijam tu stan gospodarki, o której wszyscy mówią i piszą, chcę zwrócić uwagę bardziej na sytuację umysłową, moralną i duchową.

1. Głębokie zaćmienie intelektualne

Długie tysiące lat liczne państwa kształtowały – mimo ustawicznych walk, wojen i nieszczęść – także dorobek umysłowy, intelektualny i tradycję wyższego poziomu. Wypracowano wielkie idee: Boga, transcendencji, cudu osoby ludzkiej, poezji dziejów, nieskończoności, piękna świata, nadziei idealnego królestwa… A dziś u nas i w Europie wszelka wizja duchowa zanika, wyższe idee są negowane, a nawet zwalczane, siła i godność czystego intelektu są wprost wyśmiewane. Znaczna część elit czy pseudoelit nurza się w nierozumie, namiętnościach, irracjonalizmie, w zaślepiałych emocjach, przy czym – żeby było „oryginalnie” – głosi, że nadeszła epoka rozumu i jego czci. Mało kto czyta coś, co wymaga wysiłku intelektualnego, wielu żyje tylko manipulacjami myśli w obrazach TV i internetu, kwitnie pornografia, nawet dla dzieci. Co drugi z „nowoczesnych” uważa się za nieomylnego i wszechwiedzącego. Literatura jest przeważnie fikcyjna i nierealistyczna. Często przypomina ową piosenkę z czasów PRL o wiejskim kosiarzu: „Choć mu oczy pot zalewa, to on, kosząc, sobie śpiewa”, tak jakby przy tak ciężkiej pracy fizycznej można było śpiewać o chwale ideologów. W życiu umysłowym na potęgę szaleją ciemnota, oszustwo, obłuda, fałszowanie języka (obscurando), pełnia ogłupiania (za prof. T. Gerstenkornem) i – można dodać – bardzo urodzajne chamstwo. Co gorsza, dla niektórych partii parlamentarnych postawy takie nie są żadną przeszkodą do współpracy, jakby tego nie dostrzegają. I to jest symptom upadku.

Żywe państwa i kultury dawały zawsze następnym pokoleniom pewnego rodzaju wiano w postaci samoświadomości, kultury, języka, logiki wielkich idei, systemu praw, kodeksu etycznego, godności i w ogóle gramatyki życia społecznego. Dziś państwa skrajno liberalne burzą całą tradycję wyższą, wyrzucają ją na śmietnik historii, na jej miejsce stawiają antywartości i nie troszczą się wcale o pokolenie następne, to są ludzie tylko „dnia dzisiejszego”. U nas obrazuje to dobrze wyprzedaż Polski za bezcen, byle dopiąć jednoroczny budżet. Nie operują kategorią przyszłościowości. Jeśli coś przekazują, to jedynie – samoczynnie – pewne dziedzictwo techniki. I to jest także oznaką upadku humanistycznego.

Państwa najdawniejszej przeszłości – mimo wielkich trudności, walk i nieszczęść – formowały zasady służby społecznej, ofiary, pracy, twórczości, podtrzymywania życia i w ogóle budowania wyższego świata, posiadającego duszę ludzką. Dziś natomiast jawi się już szeroko ucieczka od twórczości całoludzkiej, pogarda wysiłku i pracy, zwłaszcza fizycznej, nieodpowiedzialny świat burzenia, ubóstwianie przyjemności, rozkoszy, a także rozrywki i zabawy, zrywanie głębszych więzi społecznych na rzecz indywidualizmu i jakaś taka mitologizacja życia, jakoby nic nie było ściśle rzeczywistego. Istotnie, życie się odrealnia głównie przez odrzucenie Boga. Ludzkość więc jakby powtarza ową scenę upadku z Edenu, ulega pokusie świata fałszywego i zwodniczego: „Owoce tego drzewa (tego świata) pięknie wyglądają, są smaczne do jedzenia i do zdobycia wiedzy (o wszystkim)” (Rdz 3, 6) – ale takie drzewo świata jest w środku spróchniałe i puste.

Obecny stan intelektualny w Polsce oddaje, niestety, tekst Barbary Kudryckiej, minister nauki i szkolnictwa wyższego, z 24 stycznia 2013 roku. Postuluje się w nim, żeby wykładowcy nie zdradzali swych poglądów ani światopoglądowych, ani religijnych, ani historycznych, a właściwie to i naukowych. Powinni jedynie referować poglądy innych, ale zawsze zgodne z poprawnością polityczną. W sprawie katastrofy smoleńskiej – co to ma do światopoglądu? – należy bezwzględnie przyjmować raporty MAK i Millera. W ogóle jest wielkie materii pomieszanie. Tekst minister nie wykazuje żadnej znajomości, co to jest metodologia naukowa, przede wszystkim mieszana jest metodologia przyrodnicza z humanistyczną. W tej drugiej istotną rolę odgrywają założenia systemowe i filozoficzne. I mylnie jest rozumiany światopogląd, jest on mylony z systemem. Jeśli wykładam problem istnienia Boga, to dla poprawności metodologicznej muszę powiedzieć, że wychodzę z pozycji teistycznej. Jeśli mówi o tym ateista, to musi też podać swoje stanowisko. Nie ma wiedzy humanistycznej – a może i innych – bez założeń systemowych, tylko powinno się te założenia wyłożyć i określić ich zakres i rolę.

Swoiste kuriozum stanowi zdanie, że „ojciec Rydzyk nie jest fundamentem demokracji w Polsce”. To ministerstwo teraz ma określać słuszność lub niesłuszność poglądów? Przecież to gorzej niż za Stalina, który dawał wytyczne, jak tłumaczyć powstanie języka lub rolę jednostki w historii. W tym przypadku wszystko zależy od rozumienia demokracji. Jeśli demokrację rozumieć tak jak przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Jan Dworak, tzn. że partnerami są tylko ateiści publiczni w państwie, a nie wierzący katolicy, to o. Rydzyk nie jest takim „demokratą”. Ale jeśli demokrację rozumieć jako równouprawnienie wierzących i niewierzących, to właśnie o. Rydzyk jest demokratą i naucza tej demokracji w przeciwieństwie do przewdoniczącego Dworaka. Czy już w ministerstwie nauki nie ma kogoś po dobrych studiach uniwersyteckich?

2. Rewolucja samoniszcząca

Liberalizm niesie ze sobą ideologię samozniszczenia. Jej zaczątek wystąpił już w marksizmie, choć sam Marks tego nie przewidział. Oznacza ona, że ideologia prawdziwie postępowa musi ciągle niszczyć przeszłość, aż zniszczy ją całkowicie. Pokazała to dobrze maoistowska tzw. rewolucja kulturalna (1966-1976) w Chinach, kiedy to chciano zburzyć resztki dawnej kultury i świadomości społeczno-politycznej, a także i swoją pierwszą kulturę marksistowską. Po drogach i ulicach chodziły watahy marksistów „prawdziwie postępowych” i wołały: precz z kulturą, precz z religią, precz z przeszłością narodową, precz z miłością społeczną, a zatem: niszcz, burz, bij, zabijaj, a stworzysz nowy, szczęśliwy świat komunistyczny. I w imię postępu zostały zamordowane setki tysięcy niewinnych ludzi. Podobnie było w Kambodży. Historia jest często wstrząsana podobnymi rewolucjami, a nowożytne są jakby udoskonalonym potomstwem rewolucji francuskiej.

Podobną rewolucję podjął teraz postmarksistowski liberalizm, któremu też towarzyszy przelew krwi, choć nie na ulicach, a tylko w rzezi nienarodzonych, w eutanazji, w niedowładzie służby zdrowia i w in vitro. I tak różne grupy ludzi „postępowych” chcą zburzyć u nas cały tysiącletni dorobek państwa polskiego, razem z Kościołem. Tyle wysiłków, tyle prac, tyle walk o przetrwanie, tyle przelanej krwi w walkach o wolność, tyle cierpień, tyle ofiar dla Narodu, tyle dzieł wychowania, kultury, talentów, literatury, języka, ducha, tyle dzieł miłości i piękna budowy domu naszego… I to wszystko ma być zburzone, odrzucone i podeptane? Mamy się wyrzec naszej tożsamości, wolności i samorządności na rzecz jakichś złych i pomylonych rzeczników bezdusznych ideologii? Przecież skrajny liberalizm doprowadzi niechybnie przez kontrę do totalitaryzmu.

Jest to już nie tylko żądza – rozwijająca się ciągle – zniszczenia, Kościoła, jak mówią: „rzymskiego”, lecz także dążenie do zniszczenia Polski. A co może znaczyć druk urzędowy z podpisem premiera nr 1066 z dnia 18 stycznia 2013 r., będący projektem ustawy o możliwości wzywania obcych sił do Polski, może tak jak kiedyś komuniści węgierscy i czechosłowaccy, no i polscy wzywali Sowietów na pomoc w ciemiężeniu swoich braci? „Dotyczy to – czytamy – sytuacji, w których Rzeczpospolita będzie potrzebować międzynarodowej pomocy w postaci interwencji odpowiednich służb w przypadkach ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego” („Do Rzeczy”, 11-17.02.2013). Czy przypadkiem nie chodzi tu o pacyfikacje marszów „Solidarności”, w obronie Telewizji Trwam i niepodległościowych 11 listopada? Nasza bowiem policja i wojsko mogą odmówić rozpędzania siłą takich demonstracji, a przede wszystkim mogą nie chcieć używać broni palnej. A może PO nie zechce oddać władzy nawet po przegranych wyborach, bo tak i jej może nakazać UE? Polacy bowiem mogą chcieć utrzymać żywy i mocny Kościół katolicki, który jest solą w oku ateistom unijnym i światowym. Wszystko jest możliwe, bo niektórzy ludzie u nas wypowiadają się i piszą bardzo groźnie o Kościele i pozostają bezkarni.

3. Społeczny odruch samobójczy

Dawne ludy i narody tętniły życiem, choć często walczyły między sobą. Dziś trend walki i zabijania przybrał charakter społecznego samobójstwa na kształt społecznej i państwowej eutanazji: broń masowej zagłady, rzeź nienarodzonych, zabijanie niepełnosprawnych, eugenika, umyślne zmniejszanie populacji, celowo nieskuteczne ratowanie chorych i starych i szeroka eutanazja, słowem – państwa stają się niemal klinikami antynatalistycznymi i eutanazyjnymi. Idzie się jeszcze dalej: likwiduje się źródła życia – płciowość, małżeństwo, rodzinę, płodność, i szerzy się bezżenność, małżeństwa homoseksualne, media uczą najrozmaitszych sztuk zabijania, słowem – życie ludzkie traktuje się na równi ze zwierzęcym albo jeszcze niżej, bo niektóre zwierzęta są pod ścisłą ochroną i bywają płodzone dosyć naturalnie, przez inseminację, człowieka natomiast coraz częściej produkuje się „na szkle” (in vitro). Przy czym zwolennicy tych rzeczy są z reguły nielogiczni i perfidni. Oto Komitet Praw Dziecka przy ONZ każe likwidować „okna życia”, bo „dzieci nie będą znały swoich rodziców”, lepiej już wyrzucić je na śmietnik. A jednocześnie Komitet ów popiera mocno in vitro, gdzie utajnione jest ściśle pochodzenie nasienia – u nas przeważnie sprowadzanego z banków skandynawskich – a i komórka jajowa bywa dla rodzącej obca. Kto jest wtedy ojcem i matką? Jeden mężczyzna może być ojcem setek czy więcej dzieci i pozostaje anonimowy. Trzeba też zwrócić uwagę, że ten typ „produkcji” niszczy całkowicie osobowość dziecka, jego geneza jest przestępcza, nie ma ono żadnych więzi z innymi, nie ma krewnych ani prawdziwych rodziców i staje się absolutnie ksenofobiczne w stosunku do wszystkich. A czy z kolei ono będzie miało swoje dzieci, czy in vitro będzie musiało być kontynuowane? Aż do całkowitego szaleństwa?

I jeszcze dwie migawki z mentalności. Pierwsza to rozpusta młodych, choćby mieszkanie studentki i studenta w jednym pokoju bez ślubu. Rodzice boją się zwracać uwagę swoim dzieciom, bo w dzisiejszej mentalności mogą je stracić. Druga migawka to sprawa perfidii liberałów, jakże oni się chwalili, że są wielkimi ksenofilami (miłośnikami obcych) wobec szlachetnego posła Johna Godsona, metodysty i Murzyna. Ale kiedy on opowiedział się za nauką Biblii w sprawach seksu i rodziny, to ci wielcy liberałowie zaczęli wołać, żeby go wyrzucić i z PO, i z Polski. To też są oznaki zmierzchu normalnego państwa.

4. Duży spadek demograficzny

Ciekawe, że już wybitny historyk grecki i rzymski z II wieku przed Chrystusem – Polibiusz (zm. ok. 118), zauważył, że Grecy i Rzymianie mają coraz mniej dzieci w miastach nie z powodu ubóstwa, lecz z powodu luksusu, chęci wygodnego życia i hedonizmu. W upadających bogatych społeczeństwach upadły obyczaje przodków, pojawiły się: styl życia bardzo wygodny, szukający samych przyjemności i bez ciężkiej pracy, żądza zdobywania pieniędzy i ziemi, luksusowe urządzanie domów i siedzib, wyrafinowane, także homoseksualne formy życia, nieustanne ucztowanie i pasjonowanie się walkami zabijających się gladiatorów. Masowo wyzwalano się z obowiązków rodzinnych, zwłaszcza wychowywania dzieci, i kierowano się niechęcią do zawierania małżeństw, a zawarte chętnie rozwiązywano. Taki Marek Antoniusz, jeden z triumwiratu, był w ciągu 18 lat pięć razy żonaty, zupełnie jak dziś niektórzy prezydenci, premierzy czy aktorzy. Jednocześnie rozwinął się pewnego rodzaju feminizm. Wzrosła bardzo rola kobiet w życiu politycznym opierająca się nie tyle na racjach państwowych, co raczej pełna intryg, rozgrywek, nienawiści, złośliwości, osobistych animozji i podżegań do mordów politycznych (por. M. Jaczynowska, Historia starożytnego Rzymu, Warszawa 1979, s. 190 nn).

Coś takiego właśnie dokonuje się dziś w Europie Zachodniej. Tym razem jednak spadek demograficzny jest zamierzony przez inżynierów „nowego życia”. Na przykład prof. Dennis L. Meadows powiedział w roku 1973: „Jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności, 15 milionów gwarantowałoby równowagę” („Nasz Dziennik”, 17-18.11.2012). Jeżeli chodzi o Grecję i Rzym, to tam ubytek ludności był wyrównywany przez napływ ludów sąsiednich i nabór niewolników. U nas rolę tę odgrywają również imigranci z krajów ubogich lub totalitarnych oraz pracownicy okresowi, jednak z czasem wszyscy przybysze przekształcają społeczeństwo autochtoniczne tak, że po dłuższym czasie staje się ono już w całości inne. I to jest proces upadku.

Jest też charakterystyczne, że społeczeństwo żyjące w luksusach, a o malejącej demografii, traci też silną armię, słabi są żołnierze i brakuje wielkich wodzów. Rzym w takiej sytuacji musiał angażować w wielkiej mierze barbarzyńców i brać na najwyższych dowódców Germanów, takich jak Arbogast (IV w.) – Frank, Ardabur Aspar (V w.) – Alan, Ricimer (V w.) – Sweb i inni. I tak przy zbyt niskiej populacji państwa giną gospodarczo, politycznie, kulturowo i biologicznie.

5. Upadek religijności

Duszą konkretnych społeczeństw, siłą duchową, motywacją i bazą moralności była i jest religia, choćby poszczególne większe społeczności miały swoją religię. Wielu ludzi uważa, że dziś mimo wszystko religijność się rozwija, ale obawiam się, że jest to rozumowanie „bohaterskie”. Faktycznie jest źle i coraz gorzej. Religia i religijność rozwijały się, ożywiały i personalizowały człowieka w czasach ciężkich, w czasach kataklizmów, wojen, klęsk i nieszczęść, były natchnieniem dla literatury i sztuki, a także mądrością życiową. Jednak w okresie dekadencji moralnej społeczeństwa, zwłaszcza warstw wyższych, bardzo się spłycają, stają się folklorem tradycji i przegrywają w starciu z potężnymi dziś mediami ateizującymi, z wrogą kulturą, sztuką, literaturą, propagandą i ogólną mentalnością. Dziś to, co religijne, w życiu bieżącym jest odsuwane z góry na bok, nawet studenci teologii nie chcą, żeby im mówić na tematy religijne, wolą takie tematy jak seks, sport, technika, podróże, historia innych religii.

Przy tym jest wielka niekompetencja w omawianiu tematów religijnych. Weźmy temat Kościoła. Samo zainteresowanie Kościołem bardzo cieszy. I jego krytyka, nawet surowa, byłaby bardzo pożyteczna. Ale, niestety, jest ona prowadzona w ogólności z zaciekłą nienawiścią, arbitralnością. Tak wielu wypowiedzi i sądów głupich, niekompetentnych i bzdurnych nie słyszałem na żaden inny temat społeczny, może z wyjątkiem skrajnego feminizmu. Dziwne zatem, że liberalistycznym poglądom na Kościół ulega coraz więcej duchownych, którzy chcą się popisywać w mediach „postępowością”. Na przykład pewien znany dominikanin, mający przecież wykształcenie filozoficzne i teologiczne, rozumie Kościół katolicki nie jako ukształtowany autorytatywnie w swym rdzeniu przez Chrystusa, Objawienie i Apostołów, lecz jako pewien klub dyskusyjny, gromadzący w sobie wierzących, inaczej wierzących i niewierzących, a każdy z nich miałby mieć taki sam autorytet jak Chrystus. Z dysputy nie ukształtuje się żaden Kościół, nawet w sferze czysto ziemskiej. Poza tym dyskutuje się twórczo tylko z ludźmi dobrej woli, choćby byli ateistami, według ks. abp. Marka Jędraszewskiego „Z diabłem się nie dyskutuje” (Aspekt Polski, nr 184). Niezły popis niekompetencji dali też K. Bem i J. Markowski („Gazeta Wyborcza”, 16-17.02.2013), którzy proponują, by biskupi napisali na Wielki Post taki list, w którym opisaliby swoje rzekome błędy i grzechy, zrównali się z najgorszymi mętami społecznymi i przeszli do posługiwania w domach opieki społecznej, wtedy byliby „prawdziwymi biskupami”. Czy takie pisanie jest mądre?

Co do Kościoła, to z naszej strony trzeba powiedzieć jeszcze jedno. Otóż zaznaczają się dwa stanowiska co do dyscypliny społecznej w Kościele. Według jednych, Kościół ma być jak kosz na śmieci, gromadzący wszystko w sobie bez wspólnego mianownika, a według drugich – Kościół ma mieć silny odruch wymiotny, by wyrzucać z siebie natychmiast każdego grzesznego lub błądzącego, zwłaszcza duchownych. Otóż Kościół – co wspaniale określili św. s. Faustyna i bł. Jan Paweł II – jest przede wszystkim Chrystusem Miłosiernym, który chce zbawiać każdego, przede wszystkim grzeszników, ale przez ścisłą komunię miłości jednoczącej. W rezultacie, kto u nas walczy nienawistnie z Kościołem, jak KRRiT, to walczy w konsekwencji z całym społeczeństwem polskim.

6. Ogólny upadek moralności społecznej

Łamanie norm etycznych zawsze było i zapewne będzie, ale w przeszłości, nawet w marksizmie, uważano to za zło i kryto się z tym. Dziś natomiast w ideologii panującej i w sferach „wyższych” sytuację odwrócono i albo zło uznaje się za dobro, albo w ogóle odrzuca się wszelkie obiektywne normy etyczne. Podobnie przewartościowano po cichu także kategorie prawne. Na przykład ogólnie przyjmowano pierwszeństwo większości przed mniejszością w życiu społeczno-politycznym. I tak wypowiedział się niedawno były prezydent Lech Wałęsa. Ale okazało się, że on już nie chwyta zasad „dzisiejszej demokracji”, w której właśnie mniejszość musi być chroniona i ma pierwszeństwo przed większością. Musiał się zatem mocno zdziwić, gdy cały świat „postępowy” zawył, kiedy powiedział, że heteromałżeństwa mają pierwszeństwo przed związkami gejowskimi. Zresztą i ogół naszych polityków nie wie, że w „demokracji” dzisiejszej to mniejszości i nawet „jednostki egzotyczne” mają pierwszeństwo przed większością i całością.

Tymczasem łamanie norm etyki klasycznej dokonuje się dziś na ogólną skalę i niemal we wszystkich dziedzinach: w gospodarce, w handlu, w polityce, w bankowości, w kulturze, sporcie, nauce, budownictwie, służbach społecznych, urzędach, samorządach itd. Ot, np. w pewnym mieście na Śląsku – w Nysie, są trzy gimnazja. Samorząd SLD chce jedno rozwiązać z powodów finansowych. Wybiera najlepsze. A dlaczego? Bo nosi imię Armii Krajowej i wychowuje w duchu patriotycznym. I nie ma odwołania. Państwo upadające już z niczym sobie nie radzi, a trochę i nie chce sobie radzić, bo ma być liberalne, czyli „wszystko wolno”. Jak mówi Jarosław Kaczyński, rząd nawet nie respektuje Konstytucji w kilku punktach. I to jest właśnie jeszcze jeden symptom zmierzchu państwa polskiego.

Odrodzenie społeczeństwa polskiego w całości będzie bardzo trudne. Wprawdzie od pradawna były postacie, które potrafiły odrodzić swoje państwa, jak Gudea, władca królewski Lagaszu w Sumerze (2144-2124 przed Chr.), Ur-Nammu, król sumeryjskiego Ur (2113-2096 przed Chr.), faraonowie egipscy Amenemhatowie (od 1976 do 1896) i Amenofis IV Echnaton (1351-1335 przed Chr.), jak Solon (ok. 635-560 przed Chr.) i Perykles (ok. 500-429 przed Chr.) w Atenach, jak cesarz indyjski Aśoka (ok. 264 – ok. 227 przed Chr.), jak Shi Huangdi („Pierwszy Cesarz”, 259-210 przed Chr.) w Chinach, jak Gajusz Juliusz Cezar (100-44 przed Chr.) i jego siostrzeniec Oktawian August (44 – przed Chr. – 14 po Chr.) i wielu innych na świecie, ale byli to ludzie bardzo wybitni, uzdolnieni, przy tym monarchowie, stratedzy i wodzowie, mający za sobą silne zaplecze. U nas nawet geniusz nie będzie miał zaplecza, bo wszystko jest rozbite i zbałamucone, a wybory to gra wielce bałamutna w dzisiejszej sytuacji medialnej.

***
U nas w Polsce jest jeszcze jeden symptom słabości i niemocy społecznej, a mianowicie rezygnacja katolików z kształtowania normalnego i sprawiedliwego państwa. Zostawili oni państwo innym. I doszło do tego, że czterej członkowie KRRiT mogą przeciwstawić się, postępując niesprawiedliwie, ogółowi społeczeństwa katolickiego, kpiąc sobie z jego praw obywatelskich. Z ich wypowiedzi, działań, złośliwości i pogróżek wynika jasno, że nie przyznają oni – z błogosławieństwem prezydenta, premiera i rządzących ateistów społecznych, a także niewątpliwie i ośrodków zagranicznych – miejsca na multipleksie Telewizji Trwam i to pod perfidnym pretekstem, że jest to tylko sprawa o. Tadeusza Rydzyka, a nie Kościoła polskiego i wszystkich polskich katolików. Wiadomo, że przecież ateistyczni stratedzy UE chcą, żeby Kościół w Polsce został wyciszony, obezwładniony, a ostatecznie zniszczony, gdyż w nowoczesnym państwie nie ma miejsca na żywy Kościół. Przy tym i nasze władze i różni politycy uważają nas, katolików, za niemrawców i idiotów, którzy nie rozumieją życia społecznego i politycznego i o nic się nie upomną w sposób zorganizowany. Toteż wszyscy ateiści społeczni, liberałowie, socjaliści kpią sobie z nas publicznie i ciągle bezkarnie nas opluwają, o wszelkie zło oskarżają kłamliwie i odbierają nam coraz więcej należących się nam uprawnień. Okazuje się, że dały się ogłupić niewielkim grupom oszołomów nie tylko społeczeństwa Niemiec, Rosji, Chin, Kambodży, ale czynią to samo i polscy katolicy.

Przychodzą na myśl słowa św. Pawła skierowane niewątpliwie i do nas: „Znosicie to, że was ktoś bierze w niewolę, że was objada, wyzyskuje, że was z góry traktuje, że was policzkuje” (2 Kor 11, 20). Potrzeba nam zatem działań także pozasłownych. Jeżeli dziś oddamy należącą się nam z prawa naszą katolicką telewizję, to jutro będziemy musieli opuścić także wszystkie szkoły i uczelnie, a pojutrze będziemy musieli zredukować nasze media do minimum i w ogóle nie będzie nam wolno, właśnie jako katolikom, brać żadnego udziału w całym życiu publicznym, bo do tego ostatecznie wszystko zmierza.

http://www.naszdziennik.pl/wp/27539,ozn ... nstwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 09 kwi 2013, 06:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Cywilizacja znieważania?

Spore grono osób z tzw. świata kultury ujawniło się ostatnio jako użytkownicy języka alfonsów i ich podopiecznych. Czyżby nie rozumieli, że w ten oto sposób podcinają korzenie każdej pozytywnej cywilizacji?

Każda z nich wymagała szacunku wobec rodziców i pomagała w wypełnianiu tego wymagania. Od nich przecież otrzymaliśmy istnienie, a zatem dobro fundamentalne. Aby być np. bogatym, pięknym i świętym, trzeba najpierw żyć. Jest to elementarna wiedza na temat człowieka. Jej etycznym „przekładem” jest moralny obowiązek między innymi szacunku wobec tych, od których otrzymaliśmy istnienie, i dlatego że otrzymaliśmy od nich istnienie. Jest to zatem obowiązek szacunku wobec Boga i rodziców jako współuczestników obdarowania nas istnieniem. Jednak stwórcza moc Boga i ludzkie „ojcowanie” dokonuje się za pośrednictwem życiodajnej mocy ludzkiego ciała.

Poniżając ciało w tym wymiarze, poniża się Dawcę i dawców naszego istnienia. Utytułowane grono Artystów, Profesorów i Gęgaczy określa jednak tę życiodajną moc ludzkiego ciała tymi samymi słowami, którymi oznaczają swoich najgorszych wrogów. Sferę seksualną traktują zatem jako tyle samo wartą, co owi wrogowie! Jeśliby jednak sfera seksualna była zła – jak owi wrogowie – to znaczy, że nie ma co dziękować Bogu i rodzicom za udzielenie nam istnienia. Złe drzewo może rodzić tylko złe owoce. Skoro sfera seksualna jakoby jest zła, to nie tylko nasze zaistnienie jest czymś złym, ale także Bóg i rodzice jawią się mocą tej logiki nie jako nasi podstawowi D(d)obroczyńcy, ale jako nasi pierwsi wrogowie. Jakie są wtedy powody, aby okazać im cześć i szacunek?

To nie zatem głowice nuklearne wycelowane w każdego z nas mówią o naszym cywilizacyjnym regresie, ale zadomowiony wśród naszych jakoby wysokokulturalnych osób język alfonsów, język nieuszanowujący, a nawet znieważający naszych rodziców i samego Dawcę Istnienia. Jesteśmy zatem poza ramami każdej pozytywnej cywilizacji, również tej, na której fundamencie opiera się Europa. Ten fundament wskazywali najwybitniejsi greccy tragicy.

Ajschylos traktował cześć wobec rodziców jako jeden z trzech podstawowych obowiązków sprawiedliwości – „Czcij bogów, czcij rodziców, czcij gościa” (Eumenidy) – za których naruszenie czekają męki w Hadesie. W tym samym duchu wychowywali Helladę – i całą ludzkość – jej najwybitniejsi filozofowie. Wspomnieć należy tutaj zwłaszcza o Platonie, który w swoim ostatnim dziele porzuca dawne postulaty przebudowy czy raczej niszczenia instytucji małżeństwa i rodziny: z „sezonowymi” współmałżonkami i bez znajomości własnych dzieci i własnych rodziców.

Zamiast tych odczłowieczających rozwiązań postuluje się w „Prawach” bezwarunkowy obowiązek czci wobec własnych rodziców, tuż po obowiązku czci wobec bogów, a nawet w ścisłym z nim związku. Za „skarb bezcenny” uznaje się obecność w domu sędziwych rodziców, cenniejszych niż święte posągi, a nawet warunek konieczny autentycznej religijności. Okazywanie czci rodzicom ma bowiem „radować serca bogów” („Prawa”, VII). Wspomnę też, że w czasach rzymskich cnotę czci wobec rodziców sławił zarówno Cyceron, jak i Seneka. Nam współcześni intelektualiści – posługujący się językiem braku szacunku wobec ciała i własnych rodziców – podważają zatem całe to szlachetne, jeszcze przedchrześcijańskie dziedzictwo, fundament chrześcijaństwa. Wstyd ogarnia, że nawet towarzysz „Wiesław” lepiej rozumiał, że dobry pisarz nie może posługiwać się takim językiem. Z teatru czy kina trzeba zatem niekiedy wyjść już na początku, a książkę czy gazetę odłożyć już po pierwszej linijce lektury. Chyba bowiem nie chcemy brać udziału w poniżeniu naszego ojca i Ojca?

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... zania.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 17 kwi 2013, 06:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Coraz bardziej dzielą nas, Polaków

Świadomość istnienia zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa, suwerenności, a przede wszystkim dla prawdy historycznej spotyka się z lekceważeniem ogromnej części społeczeństwa. Nie wszyscy z tych niechętnych prawdzie mają interes w jej tajeniu.

Bardzo wielu ludzi, najczęściej w wieku średnim, studenckim i licealnym, to po prostu bierni odbiorcy informacji. W odbiorze tej grupy rozbicie się samolotu z polskim prezydentem na pokładzie w Smoleńsku w Rosji i śledztwo mające na celu wyjaśnienie przyczyn tej tragedii to tematy uciążliwe. Permanentne myślenie o zagrożeniu powoduje chęć ucieczki od niewygodnego problemu do łagodnej, plastikowej rzeczywistości. To także przekłada się na decyzje wyborcze.

Wielu Polaków stroni od tych, którzy szukają prawdy, bo jest ona bolesna. Niestety, Polska wymaga ofiary – dosadnie i mądrze mówił o tym w homilii 10 kwietnia 2013 r. ks. bp Józef Zawitkowski.

To ofiara nawet codzienna, taka zwykła, jak zainteresowanie tym, dlaczego zginął nasz prezydent. Chowanie tego do katalogu niepamięci, ucieczka od prawdy jest grzechem zaniechania nie tylko patrioty, ale po prostu Polaka. I znów Norwid staje się tak bardzo aktualny: „Ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek”. Urodziliśmy się w kraju, którego bolesne dzieje dotykają nas tu i teraz. Ci, którzy chcą zamieść pod dywan trudne kwestie, odbierają m.in. młodzieży możliwość odpowiedzi na pytanie, które co roku pada w szkolnych wypracowaniach: „Czym jest Ojczyzna”?

Fałszywa jest teza, że im bardziej jesteśmy przywiązani do polskiej tradycji, tym mniej jesteśmy europejscy i nowocześni. Według tej fałszywej tezy rządzona jest Warszawa. Inicjatywa patriotyczna zepchnięta jest na margines, tak jakby miała grozić nowoczesnej infrastrukturze polskich miast.

W interesie obecnego rządu jest utrzymanie tej tendencji. Im mniej poważnej analizy politycznej, rozważania poważnych szans i realnych zagrożeń, tym łatwiej będzie utrzymać władzę. I z tej pozycji należy powiedzieć, że walka o miejsce na multipleksie dla Telewizji Trwam to nie jest jakaś tam walka, na przekór innym. To walka o tę prawdę, której od innych ci bierni odbiorcy plastikowej prawdy nie usłyszą i gdzie indziej nie zobaczą.

Jesteśmy dzieleni, bo dajemy się dzielić. Historyczny podział wywodzi się jeszcze ze stosunku do zaborców. Rozdźwięk pomiędzy Polakami polegał na tym, że jedni przywiązani do tradycji i kultury walczyli o niepodległość wiedzeni poczuciem niesprawiedliwości (dziś nazywani byliby oszołomami), drudzy woleli przymknąć oko na zbrodnie najeźdźców i „robić swoje”. Tych znowu często określało się mianem zdrajców. I dziś jest podobny konflikt. A katastrofa smoleńska i próba dojścia do prawdziwych jej przyczyn i winnych pogłębia ten nieszczęsny podział Polaków. Pogłębiła rów dzielący nas.

Cieszą się z tego ci, którym była ona na rękę. Znakomicie wpisuje się kłamstwo smoleńskie w ten podział, o którym mówił jeden z jego historycznych autorów – Wojciech Jaruzelski: „Jeśli (…) się uniewinni Kuklińskiego – to znaczy, że to my (…) jesteśmy winni”. Tak też będziemy w przyszłości rozliczać rząd, który zaniechał rzetelnego śledztwa. Ci, którzy nie chcieli polskiego, niezależnego lub międzynarodowego śledztwa, są bez czci i honoru.

Kwestii związanych z katastrofą smoleńską będzie w Polsce więcej i więcej. Także przez następne dekady. Wkrótce przeniesie się ona na karty prac naukowych. Nie tylko tych z zakresu historii, stosunków międzynarodowych, inżynierii lotnictwa czy rozwiązywania technicznych tajemnic katastrof lotniczych. Znajdzie się także w podręcznikach socjologii, ponieważ w tej sprawie, jak na dłoni widać, jak manipulowano Polakami. Jak polityka informacji i dezinformacji zarówno wewnętrzna, jak i zewnętrzna prowadziła do konfliktu w Polsce.

Filip Frąckowiak

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... lakow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 20 kwi 2013, 10:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
„Celebryci” o Polakach

Czy powinniśmy być dumni ?

1. Mało jest zalet, których by Polacy nie mieli, i mało błędów, których udałoby im się uniknąć.
Autor: Winston Churchill

2. Pozostaje to tajemnicą i tragedią historii że naród [Polacy] gotów do wielkiego heroicznego wysiłku, uzdolniony, waleczny, ujmujący powtarza zastarzałe błędy w każdym prawie przejawie swoich rządów.
Wspaniały w buncie i nieszczęściu, haniebny i bezwstydny w triumfie.
Najdzielniejszy pośród dzielnych, prowadzony przez najpodlejszych wśród podłych.
Autor: Winston Churchill

3. Polacy są przede wszystkim patriotami. Wiele razy dowodzili, że są gotowi umierać za ojczyznę; tylko nieliczni są jednak gotowi dla niej pracować.
Autor: Norman Davies

4. Polacy, mimo męstwa, naród płochy, wytrwałości nie ma, zabawę woli niż pracę... Fantazji dużo, ale gdy się na słowa wyczerpią, do czynu ochoty i siły brak.
Autor: Stefan Batory

5. Polacy są wspaniałym narodem i bezwartościowym społeczeństwem.
Autor: Cyprian Kamil Norwid

6. Umiemy się tylko kłócić albo kochać, ale nie umiemy się różnić pięknie i mocno.
Autor: Cyprian Kamil Norwid

8. Zostawcie to Polakom. Dla nich nie ma nic niemożliwego.
Autor: Napoleon Bonaparte

9. Jeden Polak to istny czar, dwóch Polaków - to awantura, trzech Polaków - och, to już jest Polski problem.
Autor: Francois-Marie Arouet (Wolter)

10. Polacy są najbardziej inteligentnym narodem ze wszystkich, z którymi spotkali się Niemcy podczas tej wojny w Europie... Polacy są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z niesłychanym sprytem. Jest to najzdolniejszy naród w Europie, ponieważ żyją ciągle w niesłychanie trudnych warunkach politycznych, wyrobił w sobie wielki rozsądek życiowy, nigdzie niespotykany.
Autor: Adolf Hitler

11. Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy skończone.
Autor: Józef Piłsudski

Małgorzata Todd www.mtodd.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 15 cze 2013, 06:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Chcieć czegoś więcej

Katarzyna Cegielska

Dokształcanie przez całe życie – słyszymy często takie hasło. O ile nie wiąże się z edukacją polegającą wyłącznie na zbieraniu „dokumentów do teczki”, tylko z własnym kształceniem, rozwijaniem swoich zainteresowań, z radosnym poszerzaniem wiedzy, ma to sens. Tego życzę każdemu.

Akademickie Spotkania z Mi-strzami, internetowy kurs z jednym zjazdem w uczelni, która go organizuje, a więc w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, to propozycja obecna w jej ofercie od kilku lat. Były już spotkania z filozofią, Janem Pawłem II, a w tym roku z najnowszą historią. Dobiegająca końca edycja przyniosła radość zarówno wykładowcom, jak i uczestnikom. Wśród tych ostatnich był ogromny przekrój wiekowy i zawodowy. W Akademickich Spotkaniach z Mistrzami na temat najnowszej historii Polski uczestniczyli licealiści, studenci, inżynierowie – umysły ścisłe, humaniści, rolnicy, profesorowie wyższych uczelni, a także emeryci. Wspólną ich cechą była chęć poszerzenia wiedzy z historii, a także krytyczne myślenie.

Historia najnowsza pomijana
– Po 2010 roku wyrzuciłem z domu telewizor, bo czułem się obrażany i oszukiwany. Zostałem przy Radiu Maryja, którego słucham od początku. Radio w tym roku kończy 22 lata, a ja mam 23 lata. Akademickie Spotkania z Mistrzami wybrałem z kilku powodów, najważniejszy był ten, że nie byłem zadowolony z historii w szkole. XX wiek był zupełnie pominięty – mówi Maciej Witan, inżynier informatyk z Warszawy. – Chciałbym zmienić stereotyp: młodzi, zdolni, głosujący na Platformę Obywatelską – deklaruje pan Maciej, który otrzymaną wiedzę stara się przekazać innym młodym ludziom ze swojego środowiska. – Mając mistrzów, słuchając ich, sami stają się dla innych mistrzami – zauważa o. dr Zdzisław Klafka, rektor Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, którego cieszy wzrastająca liczba młodych ludzi wybierających kurs ASzM.

Jeszcze młodsi od pana Macieja kursanci to uczniowie pierwszych klas licealnych: Joanna Kleina z Gdyni i Jakub Kociewski z Białegostoku. Mają podobne odczucia. Historii w szkole jest za mało, została okrojona, a na współczesne dzieje brakuje czasu. Michał Wilk jest studentem I roku, o Akademickich Spotkaniach z Mistrzami dowiedział się z „Naszego Dziennika”. Wybrał kurs, bo chciał pogłębić i uzupełnić wiedzę z historii. – Historię XX wieku najczęściej omawia się dopiero w czerwcu, kiedy jest najmniej lekcji, brakuje na nią czasu – zaznacza.

Zwracać uwagę na źródło
Klementyna Marszałek studiuje historię na Uniwersytecie Wrocławskim. Dlaczego więc wybrała dodatkowy kurs w tej dziedzinie? – Już na początku moich studiów nauczyłam się, żeby zwracać uwagę na źródło informacji. Muszę powiedzieć, że Radio Maryja i Telewizja Trwam w porównaniu z innymi mediami są w tym względzie wyjątkową, dobrą jakością – zaznacza studentka i dodaje, że chciała się spotkać z wykładowcami, których najczęściej słyszy na antenie Radia Maryja, a którzy prowadzą wykłady w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej.

Kolejna młoda osoba uczestnicząca w dobiegającej końca edycji kursu, Katarzyna Sadowska z Warszawy, jest inżynierem technologii żywności, krótko po ukończeniu studiów. – Tata zaraził mnie historią, kiedyś przykładałam do niej mniejszą wagę, a teraz chciałabym to nadrobić – podkreśla pani Katarzyna i zaznacza, że dlatego właśnie wybrała ten kurs. A WSKSiM zna z opowieści swojej starszej siostry Moniki, która tu kończyła studia podyplomowe z zakresu polityki ochrony środowiska – kompensacji przyrodniczej.

Szukać dobrych wzorców
Historii w szkole jest mało, a jeszcze została okrojona. Dostrzegają to uczniowie, młodzi ludzie, tylko minister edukacji Krystyna Szumilas i cały rząd Donalda Tuska (historyk – sic!) tego nie widzą. Ale skoro pani minister nie radzi sobie z testem dla szóstoklasistów, to trudno wymagać, by potrafiła ocenić potrzebę nauczania historii. Skoro także prezydent, historyk z wykształcenia, święto narodowe i patriotyzm sprowadza do orła z czekolady i głupkowatych rymowanek, nie można oczekiwać od władz, że zmienią niekorzystne dla młodych Polaków zapisy o nauczaniu historii w szkołach. Jak widać, młodzież bierze sprawy w swoje ręce, szuka wzorców i nadrabia zaległości, skoro nie może liczyć w tym względzie na szkołę i rząd.

Kolejna edycja Akademickich Spotkań z Mistrzami w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu już po wakacjach. Zaletą kursu, poza świetnymi wykładowcami i nauczaniem na odległość poprzez internet, jest także niski koszt kształcenia. Pani Danuta Radwańska, profesor z Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie i Uniwersytetu w Grazu, podkreśla, że uczestniczy już w trzeciej edycji „mistrzów”, bo dostrzega wysoki poziom merytoryczny kursu. Słowa pochwały z ust profesora to wysoka rekomendacja i zachęta dla innych, którym dotąd zabrakło determinacji, by uzupełnić swoją wiedzę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/35748,chc ... iecej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 08 lip 2013, 04:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
"Można nas zabić, ale nie pokonać"

Obrazek

kartka od Jaśka, z czerwca 1983 roku, znaleziona dzisiaj w szpargałach, które wróciły ze mną do Polski. Jasiek w III RP rwał życie na maksa, walczył z przeciwnościami, zmagał się także z sobą - przecież to nie tak miało być - mawiał. W końcu zmarł nagle i niespodziewanie zanim lekarz przyjechał. Dobrych kilku lat temu. To musiało być zimą, bo na cmentarzu stałem po kolana w śniegu, oniemiały.

W kartce, którą zachowałem, a dzisiaj przypadkiem odnalazłem, Jasiek pisał 22 czerwca z drogi za pielgrzymującym po Polsce papieżem Janem Pawłem II:

Obrazek

... zwycięzymy, bo to prawda i sprawiedliwość. Kazania w Częstochowie i Wrocławiu to przełom. Naród wyszedł z marazmu i przestał się bać. Można nas zabić, ale nie pokonać. Ojciec Święty wezwał publicznie Ducha Św. i Matkę Bożą na pomoc. Wszystko się teraz zmieni. Jak to będzie - nie wiem, ale to pewnik. Już niedługo będzie w Polsce sprawiedliwość. Zło i kłamstwo musi paść.

i nie mógł się tej sprawiedliwości doczekać ... Janek, kumpel z miasta Łodzi.

http://giz3.salon24.pl/519411,mozna-nas ... ie-pokonac


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 17 lip 2013, 05:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Lipcowe przypadki Jaruzelskiego

To, że Wojciech Jaruzelski służył nieprawdzie od początku swojego życia zawodowego, zostało już zdemaskowane przez historyków.

Fałszywie przedstawiał swoje bohaterstwo z okresu II wojny światowej, o czym mówił w Izbie Pamięci płk. Ryszarda Kuklińskiego dr Piotr Gontarczyk. Kazał też m.in. zniszczyć wszystkie protokoły Biura Politycznego KC PZPR w okresie, kiedy był pierwszym sekretarzem.

Wojciech Jaruzelski jest odpowiedzialny za to, co złe w PRL w latach 80. Nikt porządny nie odmówi mu też odpowiedzialności za Grudzień 1970 roku i wiele innych okrucieństw z okresu, gdy był ministrem obrony narodowej. Dlatego żaden porządny człowiek nie świętuje urodzin Wojciecha Jaruzelskiego.

W lipcu zbiega się zaskakująco wiele rocznic z życiorysu Wojciecha Jaruzelskiego. Kilka tygodni temu obchodził hucznie swoje 90. urodziny, szczęśliwy, że uniknął odpowiedzialności przed sądem za wprowadzenie stanu wojennego. Innym z lipcowych dni, kiedy pewnie był z siebie zadowolony, był 16 lipca 1975 roku.

Dokładnie 38 lat temu zestrzelono należący do polskiego aeroklubu cywilny samolot AN-2, za sterami którego siedział Polak Dionizy Bielański – instruktor lotnictwa z Opola, urodzony w 1939 roku na Wołyniu. Polak uciekał z komunistycznej Polski do Austrii.

Najprawdopodobniej z rozkazu ówczesnego ministra obrony narodowej Wojciecha Jaruzelskiego, a na pewno za jego zgodą, Polak został zamordowany przez lotnictwo komunistycznej Czechosłowacji, 8 kilometrów przed austriacką przestrzenią powietrzną.

Tak niewiele brakowało mu do wolności. Lecącego samolotem służącym do spryskiwania pól ścigały cztery myśliwce. Czechosłowaccy piloci wzywali go do lądowania, jednak Dionizy Bielański był nieugięty. Wiadomo, że czechosłowacki pilot trzykrotnie żądał od swoich przełożonych potwierdzenia rozkazu zestrzelenia cywilnego samolotu.

Gdy powrócił do bazy, czekał na niego szef sztabu dywizji. „Nie zajmujcie się tym – powiedział. – Na to wydał zgodę sam Jaruzelski”. Jaruzelski dziś zasłania się niepamięcią, tak jak stanem zdrowia. Wraz z jego zanikiem pamięci i złą wolą zanika też pamięć lub pojawia się zła wola jego zwolenników.

Za to 22 lipca 1983 r. Jaruzelski zniósł stan wojenny, który wprowadził na rozkaz Kremla, aby zdławić polskie dążenie do wolności. Faktycznie stan wojenny trwał jednak przez całą dekadę lat 80. Ten czas zwieńczył 19 lipca 1989 roku, gdy w następstwie porozumień okrągłostołowych został prezydentem swojego państwa PRL, a potem III RP.

W państwie Jaruzelskiego w lipcu przesłuchiwano i skazano na 10 lat za współpracę z Wolną Europą mojego Tatę, Józefa Szaniawskiego.

Tak niesłusznie skazanych przez promoskiewski reżim Wojciecha Jaruzelskiego polskich patriotów aresztowano w latach 80. tysiące, a ilu zamordowano, pozostaje do dziś tajemnicą. Co najmniej 100 osób zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach i wszystko wskazuje na to, że byli ofiarami PRL-owskiej bezpieki.

Jaką korzyść może ktoś mieć z urządzania Jaruzelskiemu urodzin? Ci, których ogłupiło się, zaciemniając prawdę o PRL, nie pamiętają, kim jest Jaruzelski i czym był totalitarny reżim sowiecki w Polsce. Usilnie zaciemniane są obecnie informacje o tym, jaka część PRL stała się IIIRP, a wmawia się, że było wesoło, bo samochód syrena miał śmiesznie otwierane drzwi.

W kontekście tego warto powrócić do rozmowy o dekomunizacji. W takiej formule, jaka akurat w obecnym czasie jest potrzebna.

Filip Frąckowiak

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... kiego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Między nami Polakami...
PostNapisane: 02 sie 2013, 07:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30917
Cud nad Wisłą

Agata Rybczyk

– Tato, tato, dzisiaj można wejść nawet do helikoptera – krzyknął zachwycony Rysio, wskakując na metalowe schodki. Za chwilę był znowu na zewnątrz. – Siedziałem za sterem! – wykrzykiwał. – Tato! Chodźmy lepiej jeszcze raz do czołgu, do zbroi i chorągwi! – uczepił się rękawa taty Stasio. – Już tam byliśmy. Jeśli obejrzeliście helikopter, to musimy wracać do domu. Daleka droga przed nami. – Niepocieszeni chłopcy, ociągając się, poszli za tatą ku wyjściu z Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, oglądając jeszcze z fascynacją samoloty, które właśnie mijali. – Było wspaniale – westchnął Staś. – Mi też się bardzo podobało – przytaknął Rysiek. – Nie wiedziałem, że czołgi są takie wielkie – ciągnął Stasio. – A te szable widziałeś? – nie mógł wyjść z podziwu Rysio. – A tobie, tato, co się podobało? – zagadnął Staś. – Ja lubię oglądać… – Obrazy!!! – wykrzyknęli równocześnie chłopcy. – Przecież wiecie – zaśmiał się tata. – Mnie też się jeden podobał – przypomniał sobie Stasio. – Żołnierze biegli na nim od strony rzeki. Po drugiej stronie stało wojsko na koniach, nad rzeką latały samoloty, a na chmurze stała Matka Boża z wielką armią husarzy – wyrecytował chłopiec. – Ja też zapamiętałem ten obraz! Na środku jest ksiądz z uniesionym krzyżem – dodał Rysio. – Brawo, chłopaki! – odparł szczerze dumny z synów tato. – To niezwykły obraz: „Cud nad Wisłą” Jerzego Kossaka – dodał. – Opowiedz nam o tym cudzie – poprosił Rysio, a Staś spojrzał na ojca błagalnie. – Dobrze, wsiadajcie do samochodu i posłuchaj-cie… Prawie sto lat temu, podczas pierwszej wojny światowej, bolszewicy chcieli zająć ziemie polskie. W dniach 13-15 sierpnia 1920 roku między Polakami a Rosjanami rozegrała się jedna z najważniejszych bitew w dziejach świata. Bolszewicy, gdziekolwiek się pojawili, grabili, mordowali, niszczyli wszystko, co osiągnęły poprzednie pokolenia. Nienawidzili też chrześcijaństwa. Gdyby zwyciężyli, byłoby to katastrofą dla całej Europy. W sierpniu 1920 roku Armia Czerwona dotarła aż nad Wisłę i zagroziła naszej stolicy. Polacy mieli znacznie mniej wojska. Od warszawskiej Starówki – gdzie znajduje się kościół Matki Bożej Łaskawej – Patronki stolicy, aż do kościoła Świętego Krzyża dzień i noc rzesze rodaków szturmowały niebo, wzywając pomocy swojej Patronki i Królowej. Błagano nieustannie,­­­ by Maryja zechciała zapobiec rozniesieniu się krwawego bolszewickiego terroru, nie tylko w naszej Ojczyźnie, ale i w Europie. Nawet ówczesny Papież Benedykt XV skierował do wszystkich biskupów świata przesłanie „o zmiłowanie nad nieszczęsną Polską”. Stojąca u wrót stolicy Armia Czerwona miała wielokrotną przewagę nad naszymi siłami. Bolszewicy byli absolutnie pewni zwycięstwa – opowiadał tatuś. – A skąd na obrazie wziął się ksiądz? – drążył ciekawy Rysio. – Ksiądz z obrazu to prawdziwy bohater – Ignacy Skorupka. Przed starciem z wrogiem spowiadał żołnierzy, a potem prowadził ich do boju ze stułą zarzuconą na mundur i krzyżem w rękach. W walce o Warszawę zginął ugodzony kulą, po zwycięstwie odnaleziono jego ciało i został odznaczony najwyższym polskim odznaczeniem wojskowym, Orderem Virtuti Militari – kontynuował tato. – Virtuti Mi… – próbował powtórzyć Stasio. – Virtuti Militari, synku, to znaczy „za męstwo wojskowe” – wytłumaczył tata i kontynuował opowieść: – Modlitwa tysięcy Polskich serc wyprosiła w końcu cud. 15 sierpnia 1920 roku przed świtem Matka Boża ukazała się nad Warszawą, całą swoją Osobą przysłaniając ciemne jeszcze niebo. Odziana była w szeroki płaszcz, którym opasała stolicę. Zjawiła się w otoczeniu husarii, najgroźniejszej jazdy świata, dumy Rzeczypospolitej, która z imieniem Maryi na ustach wielokrotnie zaciekle broniła naszej Ojczyzny. Setki bolszewików ujrzało Matkę Bożą osłaniającą Warszawę. Wśród żołnierzy Armii Czerwonej zapanowały strach, panika i przerażenie, których nie sposób opisać. Zaczęli porzucać broń i w popłochu uciekać. Zwycięstwo wojsk polskich nad bolszewickimi przeszło do historii jako Cud nad Wisłą. Maryja, Królowa Korony Polskiej, ocaliła Warszawę, Polskę i Europę 15 sierpnia, w dniu swojego święta – Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – zakończył opowieść tato i skręcił w wąską uliczkę. Zaparkował na pierwszym wolnym miejscu. – Gdzie jesteśmy, tato? – zdziwili się chłopcy. – Skoro jesteśmy w Warszawie, pomyślałem, że pokażę wam jeszcze jedno miejsce. – Przeszli między dwoma kamienicami, skręcili w lewo, a potem weszli po schodkach. Tata otworzył drzwi nieznanego kościoła. Chłopcy weszli do środka, a Staś zbyt głośno wygłosił: – Tato, to Matka Boża z obrazu z muzeum. – To Matka Boża Łaskawa, Patronka Warszawy, i Jej sanktuarium. Maryja działała nie tylko w historii Polski, ale i teraz wstawia się za nami, w naszych małych i wielkich bojach. Wielu Polaków oddawało się pod Jej opiekę i dokonywali wielkich rzeczy. – My też możemy poprosić Matkę Bożą o opiekę? – zapytał Rysiek. – Jeśli tylko chcecie. Ja bardzo chciałbym poprosić o opiekę nad naszą rodziną – wyszeptał tato. – A ja?… – zadumał się Stasio. – Ja chyba poproszę o siostrę! – powiedział po namyśle. Tata uśmiechnął się i potargał blond loki syna.

http://www.naszdziennik.pl/wp/49784,cud-nad-wisla.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /