Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 60 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 23 sie 2012, 06:52 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Uroczystości ku czci Madonny Błotnickiej

Obrazek

Poświęceniem kamienia węgielnego pod budowę klasztoru Ojców Paulinów w Starej Błotnicy zakończą się dziś obchody 35-lecia koronacji Obrazu Matki Bożej Pocieszenia znajdującego się w tamtejszym sanktuarium.

Uroczystej Eucharystii kończącej obchody przewodniczyć będzie ks. bp Henryk Tomasik, ordynariusz diecezji radomskiej. Msza św., podczas której poświęcony zostanie kamień przywieziony z Jasnej Góry, rozpocznie się o godz. 17.00. Kamień będzie stanowił podstawę pod budowę klasztoru.

Obchody 35-lecia koronacji Obrazu Matki Bożej Pocieszenia w Starej Błotnicy, której dokonał ks. kard. Karol Wojtyła, trwają od 15 sierpnia br., czyli od Uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

- Obchody rozpoczęły się odpustem w dniu 15 sierpnia. O godz. 7.30 odbyły się Godzinki. O godz. 12.00 wzięliśmy udział w uroczystej Mszy św. odpustowej rozpoczynającej obchody 35-lecia rocznicy koronacji Obrazu Matki Bożej Pocieszenia. Eucharystii przewodniczył ks. bp Henryk Tomasik, ordynariusz diecezji radomskiej. Po południu modliliśmy się uroczystymi Nieszporami ku czci Matki Bożej. Pierwszy dzień obchodów zakończyła Msza św. z Apelem Jasnogórskim - powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl o. Andrzej Kuster, przeor sanktuarium w Starej Błotnicy.

Jak wyjaśnił kapłan, przez kolejne dni organizowano wiele wydarzeń religijnych i kulturalnych, m.in. w niedzielę, 18 sierpnia br., odbył się koncert dedykowany błogosławionemu Janowi Pawłowi II pt. "Ave Maria w muzyce". Ponadto w sanktuarium organizowane były dni: chorych, kobiet, mężczyzn czy dzieci oraz wspólnot i stowarzyszeń katolickich.

Obraz Matki Bożej Pocieszenia (Madonny Błotnickiej, Królowej i Pani Ziemi Radomskiej) został koronowany 21 sierpnia 1977 roku. Zgodę na koronację wydał Ojciec Święty Paweł VI. W zastępstwie Prymasa Stefana Wyszyńskiego złote korony Madonnie Błotnickiej nałożył metropolita krakowski - kardynał Wojtyła, któremu asystował ówczesny arcybiskup ks. Henryk Gulbinowicz.

Była to ostatnia koronacja ks. kard. Karola Wojtyły przed wyborem na Stolicę Piotrową. W trakcie koronacji przyszły Papież zwrócił uwagę na dramatyczne wydarzenia czerwca 1976 roku w Radomiu, w czasie których robotnicy radomskich fabryk byli prześladowani przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Szczególne znaczenie miały słowa dziś bł. Jana Pawła II, które skierował do licznie zgromadzonych pielgrzymów. „Ta koronacja dzisiejsza oczekiwana była przez całe pokolenia ludu Bożego na ziemi radomskiej. I chyba szczególnie potrzebna jest ta koronacja Matki Bożej Pocieszenia na tym miejscu, na tej ziemi radomskiej - jak wszyscy dobrze wiemy - była w ostatnim roku (1976) ziemią szczególnego smutku. Wejdź więc i teraz, Matko Pocieszenia, w życie naszej Ojczyzny! Wejdź w życie naszych rodzin! Weź je w opiekę!” – powiedział ks. kard. Wojtyła.

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ckiej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 10 wrz 2012, 09:41 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Gietrzwałd – polskie Lourdes

Dowartościowanie języka i kultury oraz motywacja do upomnienia się o należne prawa – tak odczytywali objawienia w Gietrzwałdzie obywatele Rzeczypospolitej pod wszystkimi zaborami. Stanowią one punkt kulminacyjny w historii polskich Warmiaków, którzy od tego momentu zaczęli w sposób zorganizowany prowadzić działalność narodową.

Do jedynych na terenie Polski zaaprobowanych przez Kościół maryjnych objawień doszło na południu Warmii znajdującej się wówczas pod zaborem pruskim. Trwały one od 27 czerwca do 16 września 1877 roku, a więc w czasach, gdy kanclerz Cesarstwa Niemieckiego, Otto von Bismarck, prowadził z Kościołem katolickim ostrą walkę.

Bijcie Polaków dopóty, dopóki nie utracą wiary w sens życia – nawoływał Żelazny Kanclerz, a prowadzony przezeń Kulturkampf, mający na celu całkowite uzależnienie Kościoła katolickiego od państwa, szybko stał się formą walki z niepodległościowymi dążeniami obywateli dawnej Rzeczypospolitej oraz ich językiem i kulturą.

Germanizacja zbiera żniwo

Dotyczyło to także ziemi warmińskiej, gdzie od wieków żyła obok siebie ludność niemiecko- i polskojęzyczna, gdzie w początkowym okresie zaborów nie dzielono jeszcze tutejszej kultury na przynależną któremuś z narodów, a Polacy cieszyli się większą swobodą niż w pozostałych częściach pozbawionego niepodległości kraju.

Wraz ze wzrostem świadomości narodowej Niemców ich język stał się – także na Warmii – obowiązujący we wszystkich instytucjach publicznych: od urzędów po teatry. W roku 1872 zakazano używania języka polskiego w szkołach, nawet na lekcjach niemieckiego dla uczniów polskich. Rok później, w tak zwanych ustawach majowych, nakazano wręcz księżom katolickim zdawanie egzaminu państwowego ze znajomości kultury niemieckiej, by w ten sposób mogli oni uzyskać od władz świeckich pozwolenie na posługę. Dotyczyło to również każdorazowej pracy duszpasterskiej w kościele innym niż macierzysty. W wyniku tego na samej Warmii trzydzieści sześć kościołów pozbawiono proboszczów, po czym świątynie zamknięto i opieczętowano.

W takich oto warunkach – ograniczania możliwości wyznawania przez katolików własnej wiary, a w przypadku Polaków dodatkowo praktykowania jej we własnym języku i kulturze – we wsi Gietrzwałd ukazała się Najświętsza Maryja Panna. Objawiła się w parafii, w której wszystkie rodziny, za wyjątkiem jednej, były wyznania rzymskokatolickiego, a przeważająca ich część – narodowości polskiej. Maryja przemówiła w języku, w jakim mówiło się w Rzeczypospolitej…

Krajobraz wiary

Jestem Najświętsza Maryja Panna Niepokalanie Poczęta – odpowiedziała Matka Boża na pytanie jednej z widzących 1 lipca 1877 roku. A 25 lipca 1877 roku przestrzegała: Jeżeli ludzie będą mniej wierzyć, przyjdą na was jeszcze większe prześladowania, ale to dla waszego dobra.

Zeznania czterech wizjonerek: Justyny Szafryńskiej (13 lat), Barbary Samulowskiej (12 lat), Katarzyny Wieczorek (23 lata) i Elżbiety Bylitewskiej (lat 45) od początku skrupulatnie badał i dokumentował miejscowy proboszcz – ksiądz Augustyn Weichsel, później zaś – także lekarze oraz przedstawiciele władz kościelnych. Nie znaleziono żadnych dowodów, które mogłyby świadczyć, iż zjawiska owe nie pochodzą od Boga.

Podczas z górą stu sześćdziesięciu objawień w Gietrzwałdzie Maryja mówiła o sprawach wiary i moralności. Zachęcała do przemiany życia – szczególnie do zerwania z pijaństwem i rozwiązłością. Prosiła o częste uczestniczenie we Mszy Świętej (jako najważniejszej formie modlitwy) i codzienne odmawianie Różańca, a także o pokutę za grzechy oraz o motywowane miłością dobre uczynki. Nawoływała do mężnego wyznawania wiary, mimo grożących w okresie Kulturkampfu ucisków. Obiecywała, że jeśli ludzie nie ustaną w gorliwej modlitwie, katolicyzm przestanie być prześladowany, a do osieroconych parafii powrócą kapłani.

– Czy Kościół w Polsce będzie oswobodzony? – zapytały widzące 11 sierpnia 1877 roku.
– Tak – odpowiedziała Maryja.

Odzyskana tożsamość

Objawienia w Gietrzwałdzie wywołały poruszenie nie tylko wśród ludności polskiej, ale i niemieckiej; u Polaków notabene nie tylko ze względów czysto religijnych. Polskie słowa na wargach Matki Boskiej stały się dla naszych rodaków tym, czym sto lat później okaże się wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową czy zryw „Solidarności”, a mianowicie: przyczyną narodowego przebudzenia.

– Wyobraźmy sobie ówczesną sytuację – wyjaśnia profesor historii, autor kilku artykułów o Gietrz¬wałdzie – germanizacja postępuje, już czwarte pokolenie żyje w niewoli, przekonywane o tym, że jego kultura jest gorsza, że jeśli nie wyrzeknie się swoich korzeni, nie ma szans na przyzwoite warunki życia. A tu zaskoczenie: Matka Boża przemawia w języku tych właśnie ludzi! Polacy poczuli się dowartościowani. Tak jak w roku 1979, kiedy emigranci mieszkający na Zachodzie z dumą zaczęli przyznawać, że pochodzą z tego samego kraju co papież i – po latach zacierania swojej tożsamości – wracać do polskiego brzmienia imion i nazwisk.

Znak z nieba

Polacy poczuli się w szczególny sposób zaproszeni do Gietrzwałdu, zwłaszcza ze względu na jeszcze jedno wydarzenie. Otóż 27 czerwca 1877 roku, na kilka godzin przed pierwszym ukazaniem się Maryi, spostrzeżono w różnych okolicach Polski dziwne zjawiska na niebie (…) jasną jakoby drogę świetlaną. Wskazywała ona kierunek z Jasnej Góry – duchowego serca Rzeczypospolitej – do Prus. Owszem, można to zjawisko wytłumaczyć w sposób czysto fizyczny, jednak bez względu na jego pochodzenie – jak napisał na podstawie relacji pielgrzymów ksiądz Franciszek Hipler w wydanym rok po objawieniach opracowaniu – przez to równoczesne pojawienie się onej drogi tego samego dnia, co Matki Boskiej w Gietrzwałdzie, uwaga narodu polskiego od samego początku w niezwykłym stopniu na wypadki gietrzwałdzkie zwróconą została.

Polacy zaczęli więc ściągać do Gietrzwałdu ze wszystkich ziem dawnej Rzeczypospolitej: z Warmii, z poznańskiego, z Galicji, a nawet z ziem zaboru rosyjskiego, mimo że od roku 1878 nie zezwalano im na przekraczanie granicy. W spoczywającej w gietrzwałdzkim archiwum Księdze Pielgrzymów z okresu objawień możemy znaleźć dziesiątki tysięcy nazwisk polskich pątników i polskich nazw miejscowości.

Już w roku 1877 zaczęto drukować obrazy maryjne i wybijać medaliki z polskimi napisami. Podczas wędrówki do Gietrzwałdu śpiewano stare pieśni w ojczystym języku, w tutejszym kościele coraz częściej modlono się po polsku (za co ks. Weichsel bywał często karany przez świeckie władze grzywnami i aresztem), a w różnych częściach przedrozbiorowej Polski zaczęły się coraz liczniej pojawiać utwory napisane specjalnie dla tutejszego sanktuarium. Język polski popularyzował się w sposób naturalny.

Jeszcze w czasie trwania objawień lokalny poeta Andrzej Samulowski połączył w jednej ze swych pieśni ukazanie się Matki Bożej ze sprawą polską. W kontekście narodowym przedstawiał je także na łamach krakowskiego „Czasu” wybitny historyk, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, ks. Walerian Kalinka.

Skoro Przenajświętsza Panienka przemówiła do dzieci warmińskich po polsku, to grzechem jest, jeśli ktokolwiek języka ojczystego jako daru Bożego się wyrzeka! – tym argumentem posługiwali się działacze narodowi z południowej Warmii, a jeden z nich, Władysław Pieniężny podkreślał, że objawienia to znak z nieba, żeby język polski i polska kultura nie zostały wyrugowane.

Zaskoczenie
Władze niemieckie bynajmniej nie bezpodstawnie od samego początku obawiały się społecznych skutków objawień w postaci umocnienia wiary katolickiej, a także połączenia ich ze sprawą narodową i przyłączenia Warmii do ruchu polskiego. Nieprzyjazne katolikom gazety już w pierwszych tygodniach (…) pogardą, szyderstwem, kłamstwem i oszczerstwem stłumić [objawienia] usiłowały – relacjonuje ks. Franciszek Hipler.

Rozwój sytuacji rozwścieczył rząd niemiecki. Przecież Polaków miało już nie być! Starannie przygotowywana niemiecka propaganda od lat zabiegała, by ludzie uwierzyli, że element polski na Warmii został zintegrowany z niemieckim imperium. Prawie się udało. A tu Matka Boża przemawia po polsku, ni stąd ni zowąd na Warmii powstają organizacje budzące polskość, a tysiące Warmiaków podpisują petycję do Landtagu, aby ich dzieci uczono w języku polskim.

Polacy do akcji!

Wszelkimi sposobami ograniczano rozgłos Gietrzwałdu i wszystkiego, co się tu wydarzyło w roku 1877. Wystarczy przejrzeć ówczesną prasę niemiecką czy rosyjską, by zauważyć, jak władze próbowały przeciwdziałać pielgrzymkom, wyśmiewając się zarówno z samych objawień, jak i z polskiej kultury. Z każdym rokiem kampania ta przybierała na sile. Na zlecenie Bismarcka wydano zakaz przepuszczania przez granicę grup pielgrzymich z Królestwa Kongresowego.

Mimo tych ataków Polacy z Warmii, w większości dotychczas bierni, zaczęli podejmować walkę. Gromadzący się wokół Gietrzwałdu działacze narodowi tworzą – nieistniejące dotychczas na tych terenach – struktury organizacyjne. Na przykład, w roku 1778 zakładają w Gietrz¬wałdzie „Księgarnię Katolicką Roman i Samulowski”, rozprowadzającą książki i gazety, później zaś – siedemdziesiąt czytelni rozsianych po całej południowej Warmii, dzięki którym podtrzymuje się wśród Polaków znajomość języka ojczystego, a przez odpowiedni dobór lektur – kształtuje światopoglądowo. Od 1 kwietnia 1886 roku zaczyna wychodzić „Gazeta Olsztyńska” (numer okazowy wydrukowano w Gietrzwałdzie), w której nawołuje się Polaków do czynnego udziału w życiu politycznym, m.in. do głosowania na rodzimych kandydatów w wyborach) i wyraża przekonanie o odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Wkrótce na terenie Warmii pojawiają się też inne gazety. Zostaje również nawiązana współpraca z rodakami na pozostałych ziemiach dawnej Rzeczypospolitej.

Działalność patriotyczna zapoczątkowana na Warmii po objawieniach w Gietrzwałdzie trwa nieprzerwanie do roku 1945, kiedy ziemie te zostają włączone do Polski.

Chorzy odzyskują zdrowie

Ukazanie się Matki Bożej w Gietrzwałdzie nie było wydarzeniem drugorzędnym w życiu Kościoła. Wnikliwie zbadane i udokumentowane objawienia zostały 11 września 1977 roku oficjalnie uznane za autentyczne. Albowiem – co najważniejsze z punktu widzenia wiary – od samego początku przynosiły konkretne owoce duchowe.

Co się tyczy wypadków z tych pięciu lat upłynnionych, (…) postęp w obyczajowości i gorliwości w służbie Bożej – dokumentował 2 sierpnia 1883 roku ks. Weichsel – wielka gorliwość w uczęszczaniu na nabożeństwa i na wspólne modlitwy, częste przystępowanie do Sakramentów Świętych, szczególne umiłowanie Różańca świętego, który nie tylko w kościele, ale i po domach gorliwie bywa odmawiany, liczne nawrócenia innowierców. Ponadto zanotowano istotny wzrost powołań zakonnych, jak również liczby członków Bractwa Trzeźwości. Ten postęp w prawdziwej pobożności pokazuje się widocznie nie tylko w parafii gietrzwałdzkiej, ale i w dalszych okolicach, aż poza granice pruskie, co nawet i wrogowie Kościoła świętego przyznawają.

Od momentu ukazania się Maryi gromadzono informacje o coraz to nowych uzdrowieniach. Pod wpływem objawień – jak podkreślał o. Honorat Koźmiński – w roku 1878 w Zakroczymiu (zabór pruski) zostało założone zgromadzenie Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej z Mariówki, których charyzmatem było propagowanie abstynencji. W ciągu dwudziestu lat zgromadzenie rozprzestrzeniło się również w Prusach Zachodnich oraz na terenie Cesarstwa Rosyjskiego.

A dzisiaj?

Dziś w Gietrzwałdzie – w przeciwieństwie do innych popularnych miejsc objawień maryjnych – jest zazwyczaj spokojnie. Niemal w każdym miejscu związanym z tamtejszymi objawieniami można w ciszy oddać się refleksji na temat znaczenia dla współczesnych Polaków wydarzeń sprzed stu dwudziestu lat, zarówno w kwestii teologicznej, jak i narodowej.

Dzisiaj wprawdzie nikt nie zakazuje nam mówić po polsku, za to doświadczamy innego zagrożenia – tak zwanej ekonomizacji języka, jak również zastępowania go „kulturą” obrazkową. Ubogi zasób słów, nieumiejętność precyzyjnego wyrażania myśli i postępująca wulgaryzacja sprawiają, że ludziom mówiącym tym samym językiem coraz trudniej się ze sobą porozumieć: we własnych rodzinach, społeczeństwie i państwie. Nierzadko współcześni Polacy nie potrafią określić celu swego życia, dostrzec, co jest sprawiedliwe, a co nie. Wskutek tego coraz łatwiej gubią się w gąszczu różnorakich koncepcji na życie – koncepcji odbierających wolność wewnętrzną nie mniej skutecznie jak niegdyś – w czasach objawień gietrzwałdzkich – zaborcy odbierali naszym przodkom wolność polityczną.

Polskie Lourdes

Matka Boża, ukazując się w roku 1858 w Lourdes świętej Bernadetcie Soubirous, powiedziała: Ja jestem Niepokalane Poczęcie i wezwała do modlitwy oraz pokuty. Niespełna dwie dekady później Najświętsza Panna zwróciła się z tym samym przesłaniem do dwóch polskich dziewczynek w Gietrzwałdzie. Wieś ta, nazywana „polskim Lourdes” jest do dzisiaj jedynym w naszym kraju zatwierdzonym przez Kościół miejscem maryjnych objawień.

27 czerwca 1877 roku wieczorem trzynastoletnia Justyna Szafryńska, przygotowująca się do Pierwszej Komunii Świętej, ujrzała po raz pierwszy Bożą Rodzicielkę na klonie stojącym obok tamtejszego kościoła. Dziewczynka akurat zdała egzamin z katechizmu i była w drodze do domu, kiedy dostrzegła jaśniejącą postać. Zbliżywszy się, zobaczyła siedzącą na tronie piękną Panią, której składał pokłon zstępujący z nieba anioł.

Nazajutrz Matka Boża ukazała się także dwunastoletniej Barbarze Samulowskiej, a później, wielokrotnie w tym samym miejscu obu dziewczynkom – po raz ostatni 16 września.

Najświętsza Panna powiedziała dzieciom to samo, co św. Bernadetcie w Lourdes: Jam jest Maryja, Niepokalane Poczęcie. Wzywała też do pokuty, a Jej pierwsze słowa brzmiały: Chcę, abyście codziennie odmawiały różaniec. Polecenie to powtórzyła z naciskiem na zakończenie objawień, podkreślając, że najważniejsze jest uczestnictwo we Mszy Świętej.

Dorota Niedźwiecka
Tekst ukazał się w nr. 20 dwumiesięcznika "Polonia Christiana"

http://www.pch24.pl/gietrzwald---polski ... z2632iSviN


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 08 paź 2012, 10:04 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Matka Boża lubi prawych wojowników

Otwierające bieżący tydzień święto Matki Bożej Różańcowej – ustanowione, jak wszyscy doskonale pamiętamy na pamiątkę zwycięskiej bitwy pod Lepanto – skłania do zastanowienia, dlaczego nasza Pani wspiera tylko niektóre z naszych militarnych poczynań, a inne już nie, choćby nawet zdawały się nosić znamiona słusznej sprawy.

Już dziewięć wieków temu św. Bernard z Clairvaux zauważył, że nigdy nie słyszano, aby Najświętsza Panna Maryja opuściła tego, kto się do Niej ucieka, Jej pomocy przyzywa, Ją o przyczynę prosi. Historia Kościoła w pełni potwierdza tę obserwację Doktora Miodopłynnego, i to z dodatkową, można powiedzieć, klauzulą, że Matka Boża najbardziej upodobała sobie ludzi mężnych.

Niejednokrotnie wspomagała Najświętsza Hetmanka wojska katolickie przeciwko wrogom prawdziwej wiary – ale nigdy samo męstwo nie wystarczało do uzyskania Jej pomocy. Bo cóż po męstwie, jeśli brakuje mu prawości? Boleśnie przekonali się o tym zakonni rycerze domu niemieckiego na grunwaldzkim polu AD 1410 – choć w miano swe wpisali imię Najświętszej Pani, ta odwróciła od nich łaskawe spojrzenie, bo wiedzeni ciasnym nacjonalizmem i zwykłą przyziemną chciwością, epatując krzyżem na płaszczach wyrzucili go ze swych serc, zdradzili własną misję i sprzeniewierzyli chrześcijańskie zasady średniowiecza.

Nie wystarczy nosić wizerunków Maryi na sztandarach – trzeba jeszcze żyć zgodnie z Jej wezwaniem z Kany Galilejskiej: Czyńcie wszystko, cokolwiek [mój Syn] wam powie (J 2, 5). Dlatego nie uzyskali Jej wsparcia konfederaci barscy – nie byli wszak rycerzami bez skazy.

A czy byli nimi zwycięzcy spod Lepanto? Owszem – takimi właśnie jawią się dwaj główni architekci tej wspaniałej wiktorii: dwudziestoczteroletni młodzieniec (Don Juan de Austria) i sześćdziesięciosiedmioletni starzec (św. Pius V). Zwłaszcza ten ostatni łączył w swej duszy przymioty ascety i wojownika. Zaciekle walczył z niemoralnością renesansowego Rzymu, z trapiącym Wieczne Miasto bandytyzmem, z korupcją urzędników Państwa Kościelnego, z ludzką biedą i niedolą. A przy tym musiał stawić czoło rozdzierającej Europę herezji i nieubłaganie prącym na zachód wojskom półksiężyca. Zwyciężył na wszystkich polach prócz jednego – wytężoną pracę nad przywróceniem Anglii na łono Kościoła katolickiego przerwała śmierć.

Kiedy pod Lepanto gwizdały kule i krzyżowały się miecze, stary papież na klęczkach z różańcem w dłoni niestrudzenie szturmował Wieżę z Kości Słoniowej błaganiem o nadprzyrodzone wsparcie dla hiszpańskiego infanta, by ten okazał się godny pokładanych w nim nadziei.

A młody książę dowiódł swej prawości wydając rozkaz dziwny i do dziś opacznie interpretowany. Nakazał bowiem odczepić od okrętów chrześcijańskich tarany. Na pozór bezsensowne to posunięcie, ba, można by uznać, że wręcz samobójcze – pozbywać się najgroźniejszej broni tuż przed walną bitwą, i to w obliczu przeważających sił wroga. Rozmaicie też do dziś tłumaczy się decyzję młodego księcia: a to, że chciał uczynić swe jednostki lżejszymi, a przez to bardziej sterownymi i zwrotnymi; a to, że chciał sobie ułatwić ostrzał artyleryjski (sic!). Tymczasem wyjaśnienie jest proste – pod pokładami tureckich galer znajdowało się kilkanaście tysięcy przykutych do wioseł chrześcijańskich niewolników, którzy nieuchronnie poszliby na dno wraz z przeszytymi taranem okrętami. Głównodowodzący flotą Świętej Ligi nie chciał kupować zwycięstwa za cenę ich życia.

To właśnie Najświętsza Hetmanka ceni najbardziej – zaledwie Don Juan wydawszy ów rozkaz zdążył na małej łódce przepłynąć przed linią swych okrętów niosąc ich załogom słowa otuchy, rozpętała się gwałtowna burza siejąc zamieszanie i chaos w tureckich szeregach…

Tę samą prawość dostrzegła Matka Boża w polskim królu Janie III Sobieskim, który wbrew doraźnemu interesowi politycznemu i okazji poważnego osłabienie politycznego rywala postanowił ratować Wiedeń wiedząc, że stanowi on bramę do Rzymu, gdzie Kara Mustafa nie zawaha się zbezcześcić Bazyliki Świętego Piotra końskim łajnem.

Tę samą nieustraszoność dostrzegła Najświętsza Panienka w nuncjuszu apostolskim w Warszawie, Achille Rattim, który jako jeden z dwóch dyplomatów nie opuścił w sierpniu 1920 roku miasta zagrożonego bolszewicką inwazją, lecz włączył się w powszechną modlitwę Polaków błagających swą Królową o ratunek. Takiego sternika potrzebował Kościół w starciu z totalitaryzmami. Tam więc, w przepełnionej trwogą stolicy Polski, Królowa Korony Polskiej włożyła na głowę świeżo upieczonego biskupa papieską tiarę. Zebrane osiemnaście miesięcy później konklawe potwierdzi zgodność Jej pragnienia z planem Bożej Opatrzności.

A potem, dokładnie w dzień swego wniebowzięcia, Królowa Korony Polskiej wydała walną bitwę szatańskiemu bolszewizmowi i jak to zostało przepowiedziane u zarania świata, po raz kolejny skruszyła łeb smokowi. Jak pod Lepanto i pod Wiedniem Najświętsza Hetmanka stanęła na czele hufców rycerstwa bez skazy.

Wtedy bowiem jeszcze tacy byliśmy – mężni, wierni i prawi. A tylko takich wojowników Maryja lubi i chętnie wspiera.

Jerzy Wolak

http://www.pch24.pl/matka-boza-lubi-pra ... z28h1zv5jV


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 13 paź 2012, 07:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Droga ocalenia narodów

Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi całych narodów decyduje o ich historii. Portugalia, Polska, Rosja… Jakie dziś byłyby losy choćby tych państw, gdyby nie Fatima?
KS. KRZYSZTOF CZAPLA SAC

W październiku 1917 r., w czasie szóstego i ostatniego spotkania dzieci z Matką Bożą w Fatimie, stał się cud. Słońce na oczach ponad 70 tys. ludzi zebranych w Cova da Iria zatańczyło na firmamencie nieba i rozbłysło kolorami tęczy. Fakt ten lotem błyskawicy obiegł całą Portugalię i skruszył skorupę wszelkiej niepewności co do tego, iż Maryja przemówiła.

Portugalia zachowana od wojny
Jak można wyczytać z kart historii, Portugalia nie tylko uwierzyła w fakt ukazania się Matki Bożej, lecz także dogłębnie przejęła się treścią słów Fatimskiej Pani skierowanych do świata. Taniec słońca, który dokonał się na oczach jej mieszkańców, w jakimś sensie zapalił ich do działania. Portugalia zrozumiała, iż tylko „pomoc Boża może ocalić świat. Chce jednak Bóg, byśmy z Nim współpracowali, dlatego poleca skuteczne środki: modlitwę, pokutę, a nade wszystko różaniec święty. Nie może być cienia wątpliwości, że tę zdumiewającą zmianę ducha w narodzie zawdzięczać trzeba wstawiennictwu Najświętszej Panny z Fatimy i posłusznemu spełnianiu przez lud portugalski zlecenia, jakie dała przez usta trzech małych dzieci” – przypominał „Rycerz Niepokalanej” w maju 1946 roku.

Jeśli Bóg rzeczywiście przemówił w Fatimie przez Maryję, to czy można ociągać się z wypełnieniem tego, o co prosiła sama Matka Boża? Portugalia uwierzyła, że do Fatimy posłał Bóg Maryję z orędziem nadziei. Uwierzyła, tzn. przyjęła treść fatimskiego przesłania i podjęła starania, by uczynić zadość prośbom Pani z Nieba. W 1931 roku, w pierwszą rocznicę zatwierdzenia przez Kościół objawień trojgu dzieciom, w ramach dziękczynnej pielgrzymki do Fatimy Portugalia poświęca się Niepokalanemu Sercu Maryi. Dzięki temu aktowi dokonanemu przez biskupów w Fatimie Portugalia została w sposób cudowny ocalona przed rewolucją komunistyczną niszczącą sąsiedni kraj – Hiszpanię. Również w obliczu zbliżającej się II wojny światowej, w 1938 r., ponowiła poświęcenie się Niepokalanemu Sercu. Można powiedzieć, iż ponownie dokonał się cud, gdyż po ludzku jest czymś niezrozumiałym, że kraj ten do końca II wojny światowej zdołał zachować swoją neutralność. Ten niezaprzeczalny fakt jest wołaniem skierowanym do całego świata, który cierpi i szuka w nieskończoność różnych dróg ratunku. Czy był to przypadek? Słowa z listu Siostry Łucji do Papieża Piusa XII w 1940 roku nie pozostawiają tu żadnych wątpliwości: „Pan nasz obiecał roztoczyć specjalną opiekę nad Portugalią w czasie tej wojny ze względu na poświęcenie narodu Niepokalanemu Sercu Maryi przez biskupów portugalskich, jako dowód łask, które będą udzielone innym narodom, jeżeli – jak Portugalia – poświęcą się Jemu”. Nie tylko zatem nie jest to przypadek, lecz Boża pedagogia, która przez tak spektakularne znaki roznieca w ludziach wiarę i pobudza ich do działania.

Polska – Kościół oazą wolności
Decyzja o poświęceniu Narodu Polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi zapadła na Jasnej Górze podczas Plenarnej Konferencji Episkopatu Polski, która odbyła się w dniach 3-4 października 1945 roku, a więc w pierwszych miesiącach po zakończeniu działań wojennych i u początku życia Kościoła w zupełnie nowej dla niego sytuacji. Prymas Polski ks. kard. August Hlond w odezwie do Polaków podkreślił, iż „przywiązujemy wielką wagę do uroczystego oddania się narodu Niepokalanej Dziewicy, o ile akt ten dokonany zostanie z wiarą i uzupełniony będzie czynem”. Dlatego też akt poświęcenia dokonał się w każdej rodzinie, później w każdej parafii, następnie w każdej diecezji. Dopełnieniem był uroczysty akt dokonany 8 września 1946 roku, kiedy to cały Episkopat i ponadmilionowa rzesza pielgrzymów na Jasnej Górze poświęciła Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi. Akt ten miał stać się fundamentem odradzającej się po wojnie Rzeczypospolitej, której groziło ze Wschodu jeszcze większe niebezpieczeństwo. Kiedy więc dziś pytamy o czasy komunizmu w Polsce, czy nie dostrzegamy istotnych różnic w jego obrazie w stosunku do NRD, Czechosłowacji czy Republik Sowieckich? Czy to, iż w Polsce ze świątyń nie uczyniono magazynów, to, że w kościołach Polak mógł czuć się wolny, to przypadek? Tak jak poprzednio słowa Siostry Łucji nie pozostawiają żadnych złudzeń, tak również fakt, iż Papież Polak w obliczu „nuklearnego konfliktu” i szerzącego się ateizmu Wschodu i materializmu Zachodu jako ratunek wskazał Niepokalane Serce, jest aż nader wymowny.

Rosja – proces nawrócenia
W zupełnie innych czasach bł. Jan Paweł II decyduje się na akt, o który prosiła Maryja w Fatimie, i poświęca świat i Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Akt czyniący zadość prośbie Maryi dokonuje się w Rzymie 25 marca 1984 roku. Słowa Papieża wypowiedziane w kolegialnej jedności ze wszystkimi biskupami świata, przed figurą Matki Bożej, którą przywieziono z Fatimy, nie pozostawiają wątpliwości, iż Ojciec Święty jest posłuszny wezwaniom Maryi z Fatimy. Czy jednak w perspektywie ludzkiej logiki miały one moc odmienić oblicze świata? Dlaczego więc rok później rządy na Kremlu obejmuje Michaił Gorbaczow? Rozpoczęła się również tzw. pierestrojka, przebudowa systemu, która otworzyła imperium na świat. Poczynając od Polski, zaczęły odzyskiwać swoją suwerenność, wolność religijną także inne narody należące do bloku komunistycznego. Dlaczego 1 grudnia 1989 roku sam Michaił Gorbaczow w czasie nieoczekiwanego spotkania z Janem Pawłem II w Watykanie wyznał, że Papież Słowianin wywarł decydujący wpływ zarówno na niego samego, jak i na wydarzenia, które doprowadziły do rozpadu bloku sowieckiego?

Pozostaje na koniec jeszcze jedno najtrudniejsze pytanie: dlaczego zło wciąż odżywa? Boże interwencje wydają się niezaprzeczalne, a jednak nie doświadczamy w pełni wypełnienia się obietnicy Matki Bożej z Fatimy, iż nadejdzie czas pokoju i triumfu Jej Niepokalanego Serca. Odpowiedź już padła z ust ks. bp. Stanisława Czajki w 1947 roku, który m.in. na Konferencji Episkopatu Polski w Gnieźnie przypominał: „Sama Matka Najświętsza wyraziła życzenie w Fatimie, aby poświęcono świat Jej Niepokalanemu Sercu. Ale jednym i tym samym zdaniem wyraziła także życzenie o Komunię Świętą wynagradzającą w pierwsze soboty miesiąca”. Czy dziś, będąc świadomymi obietnic Matki Bożej z Fatimy, Bożych znaków, które dokonały się na oczach całego świata, pamiętamy, że powinniśmy nieustannie poświęcać się Niepokalanemu Sercu, wynagradzać za grzechy świata w pierwsze soboty miesiąca oraz odmawiać codziennie Różaniec? Przejdźmy do czynów.

Autor jest dyrektorem Sekretariatu Fatimskiego w Zakopanem.

http://www.naszdziennik.pl/wp/12281,dro ... rodow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 13 paź 2012, 10:05 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Triumf Maryi

Z dr. Antonio Borellim Machado, badaczem objawień fatimskich, członkiem Akademii Maryjnej w Aparecida, autorem bestsellerowej książki Fatima – Orędzie tragedii czy nadziei?, rozmawiają Piotr Doerre i Leonard Przybysz.

Na czym polega aktualność orędzia fatimskiego dzisiaj?
– To bardzo dobre pytanie, gdyż wielu ludzi sądzi, że skoro objawienia Matki Bożej w Fatimie miały miejsce w 1917 roku, i upłynęły już od nich 93 lata, to ich przesłanie odnosi się tylko do wydarzeń dwudzistego wieku. Jednak mój pogląd na tę kwestię jest inny: otóż Matka Boża objawiła się w Fatimie, aby powiedzieć, że ludzkość żyje w coraz większym oddaleniu od Boga – i wydarzyło się to już w roku 1917. Począwszy od lat sześćdziesiątych – słynny maj ’68, manifestacje studentów, masowy bunt – upadek moralny społeczeństwa tylko się pogłębił. Można więc powiedzieć, że Matka Boża nie objawiłaby się w roku 1917, aby ostrzec ludzi przed tym ogólnym zepsuciem, nie podpowiadając przy tym, w jaki sposób mu ­zaradzić.

Taka jest właśnie treść Tajemnicy Fatimskiej: na ludzkość spadnie kara i dobrzy ludzie zginą śmiercią męczeńską, lecz – jak mówił Tertulian – krew męczenników jest zasiewem nowego chrześcijaństwa. Stąd bierze się uzasadnienie naszej tezy o tzw. Grand Retour: Wielkim Powrocie ludzkości do Boga. Wierzymy, że dzięki łaskom otrzymanym za pośrednictwem Matki Bożej ludzkość nawróci się, powracając na drogę wyznaczoną przez Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski Kościół oraz cywilizację chrześcijańską. Nie wystarczy posługa kapłanów, jeśli życie świeckiej części społeczeństwa stoi w zupełnej niezgodzie z normami Ewangelii.

Trzeba tutaj przypomnieć naukę o posłudze świeckich, którą Kościół sformułował w ciągu XX wieku, a którą prof. Plinio Corrêa de Oliveira obszernie skomentował w swoich artykułach na łamach „Catolicismo”. Na Niemieckim Kongresie Katolickim, Katholikentag papież Pius XII wygłosił dwa wykłady, w których dowodził, że zadaniem ludzi świeckich jest działanie w sferze doczesnej w celu uświęcenia tej sfery. Nauka owa została nie tyle ogłoszona, co – jak mówi papież Benedykt – zatwierdzona przez Sobór Watykański II, który stwierdza, że zadaniem ludzi świeckich jest wprowadzenie zasad Ewangelii do sfery doczesnej oraz dostosowanie życia społeczeństwa doczesnego do ewangelicznych zasad.

Orędzie fatimskie głosi, że nastąpi odrodzenie porządku chrześcijańskiego w sferze doczesnej i w łonie Kościoła. To jest właśnie wielka obietnica z Fatimy, złożona w roku 1917 i dotychczas jeszcze niespełniona. Na razie obserwujemy proces wręcz przeciwny. Matka Boża jednak zapewniła o triumfie swego Niepokalanego Serca. To znaczy, że pełna odnowa Kościoła, w jego prawach i w jego misji, oraz dostosowanie społeczeństwa doczesnego do zasad Jednego, Świętego, Powszechnego i Apostolskiego Kościoła, dokonają się. To sprawia, że orędzie fatimskie – mimo iż zostało wygłoszone niemal wiek temu – jest obecnie bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej.

Wspomniał Pan o koncepcji Wielkiego Powrotu. Czy znajduje ona jakieś potwierdzenie w tradycji Kościoła, w dziełach świętych katolickich?

– Jest ona w pełni zgodna z opisem dokonanym przez świętego Ludwika Marię Grignion de Montfort w paragrafie 217. Traktatu o Prawdziwym Nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Pisze on: Kiedyż nadejdą owe czasy szczęśliwe, kiedy Maryja królować będzie jako Pani i Władczyni w sercach, by je zupełnie poddać panowaniu swego wielkiego i jedynego Jezusa? Kiedyż będą dusze tak oddychać Maryją, jak ciało oddycha powietrzem? Wtedy to staną się rzeczy cudowne na tym padole, gdy Duch Święty, znajdując ukochaną swą Oblubienicę niby odzwierciedloną w duszach, zstąpi na nie z całą obfitością i napełni je swymi darami, zwłaszcza darem mądrości, by dokonać cudów łaski. Drogi bracie, kiedyż nadejdą owe czasy szczęśliwe, ów wiek Maryi, kiedy dusze wybrane i przez Maryję wyproszone u Najwyższego, zatapiając się w przepaścistych głębiach wnętrza Maryi, staną się żywymi Jej obrazami, by kochać i wielbić Jezusa Chrystusa? Czasy te nadejdą dopiero wtedy, gdy ludzie poznają i praktykować będą nabożeństwo, którego nauczam: „Niech przyjdzie królestwo Maryi, Panie, aby przyszło królestwo Twoje”. Mamy tu zatem opis dwóch idei: Wielkiego Powrotu i Królestwa Maryi.

W jaki sposób objawienia fatimskie potwierdzają tę tezę?

– Druga część Tajemnicy Fatimskiej, dokładnie samo jej zakończenie, zawiera słowa, które często cytujemy: Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje. A czym jest triumf? Triumf to zwycięstwo pełne chwały. Maryja zakróluje w duszach, co znajdzie swoje odbicie zarówno w Kościele, jak i w sferze doczesnej. Triumf Maryi to jej Królestwo. W Tajemnicy Fatimskiej odnajdujemy zatem uzasadnienie koncepcji Wielkiego Powrotu i Królestwa Maryi.

Jak można sobie wyobrażać ów triumf Maryi?

– Matka Boża odegra szczególną rolę w triumfie Kościoła nad procesem rewolucyjnym, który od kilku stuleci niszczy cywilizację chrześcijańską. Zaowocuje to klęską tejże Rewolucji i wszystkich jej błędnych założeń, które obecnie opanowały niemal cały świat. Wszystkie one stoją w opozycji do nauki Kościoła.

Dzisiejszy świat kompletnie oddalił się od przykazań Prawa Bożego. Uważamy, że orędzie fatimskie zapowiada całkowity powrót świata do owych przykazań, które wszak są również przykazaniami Kościoła. Wiele zjawisk, którym dziś się przyglądamy – aborcja, homoseksualizm, plaże pełne niemal nagich ludzi – jest sprzecznych z nauką Kościoła, dlatego nie będą one istniały w Królestwie Maryi.

Można sobie w ogólnym zarysie wyobrazić, jak będzie wyglądało Królestwo Maryi, będące równocześnie Królestwem Chrystusa. Bardzo ważną wskazówką wydaje się tu ostatnie zdanie z paragrafu 217 Traktatu o Prawdziwym Nabożeństwie: Ut adveniat regnum Tuum, adveniat regnum Mariae – Aby przyszło królestwo Twoje, Panie, niech przyjdzie Królestwo Maryi. Oznacza to w swej podstawowej treści przyjęcie zasad Kościoła, zarówno w sferze doczesnej, jak i duchowej. Ludzie będą oczywiście grzeszyć dalej – ale po to właśnie istnieje sakrament pojednania, za pośrednictwem którego spełniony zostanie warunek żalu za grzechy.

Królestwo Maryi pojmujemy jako triumf dobra nad złem. Nie jako całkowite wyeliminowanie złych – źli ludzie nadal będą istnieć, ale podczas gdy dziś dobrzy ludzie stanowią mniejszość, w Królestwie Maryi będzie na odwrót. I będą musieli poddać się prawom wynikającym z nakazów Ewangelii, przykazaniom Bożym. Wizja takiej przyszłości została ogłoszona w Fatimie.

Moją uwagę szczególnie przykuwa fakt, że w pierwszej scenie trzeciej części Tajemnicy Fatimskiej to Matka Boża ukazuje się ludzkości. Nie Jezus, ale Jego Matka przewodzi wydarzeniom. Upatruję tu zatem pełnej zbieżności ze wspomnianą teorią.

Jest tam również anioł trzymający ognisty miecz, którym zamierza podpalić świat. I tu Matka Boża interweniuje, powstrzymując wychodzące z miecza płomienie. Wtedy anioł ukazuje się światu i przemawia mocnym głosem (według słów Łucji): Matka Boża wydaje rozkaz, więc Jej usłucham, ale pod jednym warunkiem – Pokuta, Pokuta, Pokuta!

Oznacza to, że warunkiem koniecznym, aby zapobiec spełnieniu wizji z trzeciej części Tajemnicy Fatimskiej, jest pokuta. Jednak, jako że ludzkość nie odbyła pokuty, w drugiej scenie ukazane jest praktycznie całkowite zniszczenie świata. Męczeńską śmiercią giną wówczas ludzie dobrzy: papież, biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice, ludzie ze wszystkich warstw społecznych – a więc także świeccy. Ich krew zostaje przelana pod drewnianym krzyżem stojącym na szczycie góry. Krew tę anioły zbierają do kryształowych konewek, po czym skrapiają nią dusze tych, którzy ponownie zbliżają się do Boga. Co znaczy „ponownie się zbliżyć”? Można się tak wyrazić o czymś, co było daleko, ale powraca. Oto właśnie Powrót ludzi do Boga i wykształcenie się społeczeństwa katolickiego – dzięki krwi męczenników, którzy uzyskali łaskę dla ludzkości. Odnajdujemy tu całkowite potwierdzenie wizji przedstawionej przez profesora Plinio Corrêa de Oliveira – wizji bagarre (wielkiego zamętu), Wielkiego Powrotu i wreszcie Królestwa Maryi (wszak to Matka Boża przewodzi scenie z trzeciej części Tajemnicy).

Nie znam żadnego innego objawienia, w którym Matka Boża stawałaby przed ludzkością w podobny sposób. Ukazuje to bardzo jasno, że to Ona kieruje mającymi się dokonać wydarzeniami.

Wynika stąd więc, że odwrócenie obecnego stanu rzeczy musi nastąpić w sposób nadprzyrodzony, że będzie to swoista kara dla ludzkości związana czy to ze straszliwymi katastrofami naturalnymi, czy wojnami wywołanymi przez ludzi…

– Tak. Bez interwencji sił nadprzyrodzonych, bez nadzwyczajnej interwencji Opatrzności, to się nie stanie. Widzimy bowiem, jak ludzie coraz mocniej skłaniają się ku złu – bez Bożej interwencji nie da się ich od tego odwieść. Ale pamiętajmy, że owa interwencja ma dwa oblicza: jedno to kara, lecz drugie to łaski Ducha Świętego. Pojmujemy bowiem Wielki Powrót jako coś w rodzaju drugiego Zesłania Ducha Świętego, które nastąpi dla ludzkości. Oczywiście Zesłanie Ducha Świętego jest jedynym takim wydarzeniem w historii, które już się w ten sam sposób nie powtórzy. Będzie jednakże tak, jak mówi święty Ludwik Maria Grignion de Montfort: Wtedy to staną się rzeczy cudowne na tym padole, gdy Duch Święty, znajdując ukochaną swą Oblubienicę niby odzwierciedloną w duszach, zstąpi na nie z całą obfitością i napełni je swymi darami, zwłaszcza darem mądrości, by dokonać cudów łaski. Bez działania Ducha Świętego nie ma Wielkiego Powrotu. Kluczowym jego elementem jest wszak działanie Ducha Świętego na ludzkie dusze. I to również składa się na triumf Matki Bożej. Triumf oznaczający całkowitą transformację ludzkości, która powróci na drogę praw Bożych.

http://www.pch24.pl/triumf-maryi,6624,i ... z299u8ULI9


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 06 lis 2012, 07:27 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Orędzie z Fatimy

ks. bp Edward Janiak, ordynariusz kaliski

W czasach nam współczesnych, gdy liberalizm religijny i moralny jest usilnie propagowany, a nawet narzucany jako obowiązujący światopogląd, dostajemy do ręki nową pozycję książkową, której autorem jest znany publicysta, apostoł orędzia fatimskiego, Timothy Tindal-Robertson. Po raz kolejny "Krew i nadzieja. Orędzie fatimskie w nauczaniu papieży" ukazuje nam nie tyle treść samego orędzia, ile bardziej jego aktualność. Pokazuje także powiązanie tego orędzia z kolejnymi papieżami, a przede wszystkim jego wpływ na nauczanie papieskie. Wszyscy kolejni namiestnicy Chrystusa zabiegają o pokój, który tak ściśle jest powiązany z koniecznością nawrócenia i modlitwy różańcowej przekazanej przez Maryję. Papieże przekazują także prawdę, iż Maryja pragnie tego samego co Bóg, a przyjęcie próśb wyrażonych w objawieniu fatimskim gwarantuje nam otrzymanie niezwykłych łask. Niezwykłą jednak rolę w tym posłannictwie papieży ma nie tylko nauczanie Jana Pawła II, ale w szczególny sposób jego krew przelana 13 maja 1981 roku. Maryja, która uratowała Ojcu Świętemu życie (jak sam to podkreślał), sprawiła, że spełniły się słowa ks. kard. Wojtyły: "Nie nawróciło słowo, nawróci krew". Przelana krew stała się świadectwem i wezwaniem do przyjęcia całego orędzia fatimskiego, aby na świecie mógł zapanować prawdziwy pokój.

Książka, która ukazała się w języku polskim, wpisuje się w szczególny sposób zarówno w Rok Wiary, jak i w proces nowej ewangelizacji, która była tematem zakończonego właśnie synodu biskupów. Staje się dla wszystkich przedmiotem przemyśleń, w jaki sposób doprowadzić do pokoju na świecie, który wypływa z nawrócenia, z przyjęcia z wiarą Ewangelii Jezusa Chrystusa. Prorocka misja Fatimy - jak przypomina Benedykt XVI - nie jest skończona, a jeśli społeczność świata przyjmie ją, to nastanie prawdziwe Królestwo Chrystusa, Królestwo miłości i pokoju.

--------------------------------------------------------------------------------

"Krew i nadzieja. Orędzie fatimskie w nauczaniu papieży", Timothy Tindal-Robertson, wydawnictwo "Nasza Przyszłość", dostępna w księgarniach "Naszego Dziennika": Warszawa: al. Solidarności 83/89; 00-144 Warszawa; tel. (22) 850 60 20; fax (22) 850 60 00; pn.-pt., godz. 9.00-19.00, sob., godz. 9.00-14.00 Kraków: ul. Starowiślna 49, 31-038 Kraków; tel. (12) 431 02 45; fax (12) 431 06 51; pn.--pt., godz. 10.00-18.00

http://www.naszdziennik.pl/wp/14263,ore ... atimy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 09 gru 2012, 20:07 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Cuda Guadalupe i przyszłość Ameryki Łacińskiej

Badania nad objawieniami Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe ujawniają dziś coraz bardziej poruszające aspekty wydarzenia związanego z początkami ewangelizacji Meksyku, rzucając jednocześnie prorocze światło na wyjątkową przyszłość Ameryki Łacińskiej.

9 grudnia 1531 roku ponad wzgórzem Tepeyac, w odległości około siedmiu kilometrów od azteckiej stolicy, ochrzczonemu Indianinowi Juanowi Diego ukazała się Maryja, prosząc go o przekazanie biskupowi Juanowi de Zumárraga jej życzenia, aby w miejscu objawienia wybudowano kaplicę ku jej czci. Biskup przyjął wizjonera życzliwie, żądając jednak dowodu na potwierdzenie prawdziwości jego słów. Nazajutrz Juan Diego wyjawił Matce Bożej zastrzeżenia biskupa, w wyniku czego 12 grudnia poleciła mu Ona nazbierać na wzgórzu kwiatów i zanieść je biskupowi. Pomimo środka zimy oraz kamienistości i nieurodzajności miejsca, Juan wspiąwszy się na skałę odnalazł tam obsypane kwieciem krzaki róż. Wkrótce też stawił się przed obliczem biskupa z naręczem kwiatów zawiniętych we własny płaszcz (rodzaj poncha utkanego z włókna agawy, zwanego tilma lub ayate). Biskup Zumárraga i wszyscy świadkowie nie kryli zdumienia, kiedy Juan rozwinął poncho i na ziemię wysypały się róże. Zdumienie ich wkrótce przerodziło się w ekstazę, gdy na skromnym płaszczu Indianina dostrzegli nieopisanej piękności metyski wizerunek Najświętszej Panienki. Wszyscy upadli na kolana w obliczu cudu…

Ta, która miażdży głowę węża, niweczy antychrześcijański spisek

Cud w Guadalupe ma swój proroczy wymiar, ponieważ jego cel przekracza granicę czasu i oświetla przyszłość Ameryki Łacińskiej. Stanowi on początek całego łańcucha dodatkowych cudów, które do dzisiejszego dnia nieustannie się ujawniają. Pierwszy z owych cudów dokonał się w dzień ostatniego objawienia Juanowi Diego. Złożony ciężką chorobą wuj wizjonera, Juan Bernardino, przeczuwając nadchodzący koniec, ujrzał Najświętszą Panienkę w takiej samej dokładnie postaci, w jakiej objawiła się Ona jego siostrzeńcowi. Przemawiając doń w jego własnym języku náhuatl, Matka Boża zapowiedziała Juanowi Bernardino uzdrowienie, które też natychmiast się dokonało, jako pierwszy tego rodzaju cud w historii Nowego Świata. Maryja wyjawiła wówczas również swoje pragnienie, by nazywano ją Cuatlaxúpeh, co po aztecku znaczy Ta, która miażdży głowę węża.

Przydomek ów, przekształcony przez Hiszpanów w Guadalupe (z powodu podobieństwa brzmieniowego z tym właśnie estremadurskim miastem znanym z maryjnego sanktuarium), spaja w sobie dwa znaczenia. Pierwsze ma związek z Księgą Rodzaju i biblijną niewiastą miażdżącą głowę szatana, drugie natomiast dotyczy pokonania czczonych przez Azteków demonów Coatlicue i Quetzalcoatla. Zadziwiające jest, że na wzgórzu objawienia, Tepeyac, czczono właśnie Coatlicue – matkę Pierzastego Węża. Nieprzypadkowo zatem Matka Boża wybrała owo miejsce. Przesłanie jest czytelne: Maryja przychodzi, by zastąpić pogański kult Coatlicue prawdziwą wiarą w Jedyną Matkę Jedynego Boga1. Cudowne objawienie wydarzyło się zaledwie dziesięć lat po zakończeniu podboju Meksyku; ewangelizacja kraju postępowała nader opornie, nawrócenia były nieliczne i kruche (wielu świeżo ochrzczonych powracało do starych wierzeń). Słyszało się także o spisku azteckich kapłanów, planujących wybicie wszystkich przebywających podówczas w Meksyku Hiszpanów (niewiele ponad dwa tysiące) i powrót do przerażających kanibalistycznych rytów. W roku 1529 biskup Zumárraga skarżył się w gorzkim liście do cesarza Karola V, że jeśli Bóg nie pomoże, ziemia ta zostanie całkowicie zaprzepaszczona.

Cudowne podwójne objawienie zdusiło w zarodku wspomniany spisek. Zaledwie w dwa tygodnie później dokonał się jeszcze jeden spektakularny cud: oto 26 grudnia 1531 roku wizerunek Matki Bożej został przeniesiony z wszelkimi honorami z Meksyku do pierwszej pustelni wzniesionej pośpiesznie na samym Tepeyac. Barwny pochód Indian niósł Najświętszą Panienkę pośród kadzideł, muzyki i tańca, aż do pustelni, gdzie tancerze zainscenizowali bitwę. W pewnej chwili wystrzelona przypadkowo z łodzi strzała przeszyła gardło jednego z uczestników uroczystości, który padł martwy na miejscu. Pośród wielkiego poruszenia, krzyku i płaczu zaniesiono ciało Indianina do stóp wizerunku Najświętszej Panienki błagając o przywrócenie mu życia. W tej samej chwili Indianin powstał żywy i zdrowy, a po strzale, którą mu usunięto pozostała zaledwie mała blizna upamiętniająca cudowne zdarzenie. Wiadomość o trzech cudach rozeszła się błyskawicznie po całym Meksyku, inaugurując falę nawróceń.

Juan Diego – książę i wojownik

Decydującą rolę w tym kontekście odegrała osoba Juana Diego. W przeciwieństwie do utrwalonego w powszechnym mniemaniu – a ukształtowanego przez sentymentalizm – wizerunku biednego i niewykształconego Indianina z najuboższej klasy społecznej, w rzeczywistości Juan Diego pochodził z książęcego rodu o mocno ugruntowanej pozycji społecznej, a był przy tym wojownikiem i człowiekiem wielkiej kultury. Nadane mu przy urodzeniu imię brzmiało Cuauhtlatohuac, co znaczy: Ten, który przemawia jak orzeł. Jego ojciec, Netzahualpilic, był królem Texcoco, matka zaś – księżniczka Tlacayehuatzin – córką samego Montezumy I. W żyłach Juana Diego płynęła zatem najbardziej błękitna z krwi Meksyku, aztecka imperialna i królewska cziczimecka.

Jego dziadkiem ze strony ojca był słynny cziczimecki król Netzahualcoyotl, filozof i poeta, który kontemplując porządek natury doszedł do przekonania o istnieniu jednego, niewidzialnego Boga – Stwórcy Wszechrzeczy. Ku jego czci ów król-myśliciel skomponował siedemdziesiąt psalmów, przypominających Psalmy króla Dawida. Jako książę, Juan Diego był także żołnierzem – wziął nawet udział w wojnie przeciw Aztekom pod rozkazami Pedra de Alvarado, oficera Corteza. Fakt wyboru przez Najświętszą Panienkę na swego rozmówcę Indianina pochodzącego z arystokratycznego rodu przyczynił się zdecydowanie do wzmożenia późniejszej fali nawróceń2.

Żywe źródło cudownej symboliki

Na pierwszy plan jednak wysuwa się sam cudowny wizerunek Najświętszej Panienki z Guadalupe, pełen symboliki, który poruszył do głębi serca Meksykanów – narodu obdarzonego wszak szczególnym zmysłem symbolicznym.
Maryję otaczają chmury. O istotach przybywających z Nieba i do niego przynależnych rdzenni mieszkańcy Meksyku zwykli byli mówić, iż wyłonili się z mgieł i chmur. Kiedy zatem w roku 1519 Montezuma II witał Ferdynanda Corteza jako wcielenie Quetzalcoatla, wypowiedział do niego następujące słowa: Moje serce spozierało ku stronom, skąd przybyliście; wyłoniliście się z chmur i mgieł, aby królować w tych królestwach. Podobne powitanie skierowali azteccy kapłani do pierwszych franciszkańskich misjonarzy przybywających do Meksyku w roku 1524: Przybyliście morzem, spośród chmur i mgieł; Bóg wysłał was między nas, byście byli jego oczami, uszami i ustami. Widząc zatem na płaszczu Juana Diego Panią otoczoną chmurami, pojęli Indianie, iż przybywa ona z Nieba, że w niej widzialne stają się oczy, uszy i usta Boga, a także, iż przybywa Ona, aby królować w tych królestwach.Powyższe skojarzenie wzmacniały trzy inne symbole graficzne pozwalające Indianom dostrzec w Matce Bożej królową całego świata: promienie słoneczne, które biły od Jej postaci i otaczały Ją, a także księżyc u Jej stóp oraz gwiazdy na Jej płaszczu i ponad Jej głową.

12 grudnia to w Meksyku dzień zimowego przesilenia, najważniejszy punkt w religijnym kalendarzu Azteków czczących tego dnia słońce – zwycięzcę ciemności. W wizerunku z okrycia Juana Diego Maryja wyłania się wprost ze słońca. Aztekowie czcili także boga nocnego słońca, Tezcatlipoca. Widząc Maryję depczącą księżyc rozumieli, że wielkości jej nie da się porównać z rodzimym bóstwem, szczególnie iż jeden z ich obyczajów wojennych kazał głosić własne zwycięstwo poprzez przydeptanie nogą głowy pokonanego. W tym kontekście Najświętsza Panienka symbolicznie jawi się jako ta, która odnosi wielkie zwycięstwo nad pogaństwem.

W odróżnieniu jednak od postaw przyjmowanych przez straszliwe azteckie bóstwa, delikatnie pochylona na znak pokory głowa Maryi i złożone do modlitwy, jakby błagające dłonie kazały Indianom przypuszczać, że Pani ta nie jest boginią, lecz matczyną pośredniczką ku Komuś znacznie niż Ona ważniejszemu – ku prawdziwemu Bogu.
A ponieważ twarz jej – twarz pięknej młodej Metyski – przywodziła na myśl Indianom ich własne rysy twarzy, Matka Boża z Guadalupe stała się im od razu niezwykle bliska. Ponadto, Maryja ma na sobie białą koszulę, jaką nosiły meksykańskie dziewczęta, i tunikę w kolorze różowym, charakterystyczną dla zamężnych Meksykanek, fioletowa zaś szarfa, związana nieco powyżej pasa, i nieznaczna wypukłość brzucha sugerują stan błogosławiony. Ubiór Matki Najświętszej symbolizuje więc, że jest ona równocześnie żoną, dziewicą i matką. Powyższa symbolika przemówiła do Indian w sposób niespotykany, wywołując bezprecedensową w historii Kościoła lawinę nawróceń.

W epoce ateizmu cuda przeczą rozumowi

Meksykański wizerunek Matki Najświętszej krył w sobie jednak jeszcze inne cudowne symbole, których odkrycie Stwórca pozostawił wiekom późniejszym, a dokładniej naszym niewiernym i apostatycznym czasom, zapowiadając jakby nowe i najbardziej tajemnicze nawrócenie… Oto bowiem badania naukowe, którym po raz pierwszy poddano cudowną tilmę w roku 1666, a później w roku 1787, wykazały zgodnie, że wizerunek nie jest dziełem ani pędzla, ani żadnego innego znanego człowiekowi narzędzia oraz że jego doskonałego stanu nie da się wytłumaczyć. Żywotność włókna agawy, z którego wykonano poncho Juana Diego, nie przekracza dwudziestu lat, szczególnie szybko zaś ulega ono zniszczeniu poddane działaniu wilgotnego kalcytowego powietrza, właściwego dla miejsca, w którym do dziś przebywa. Diagnozę tę potwierdził w roku 1954 światowej sławy hiszpański specjalista w dziedzinie technik malarskich, profesor Francisco Campsa Ribera, zauważając ponadto, iż grubo tkana materia nie mogłaby stanowić podłoża dla rysunku równie delikatnego. Nie znalazł zresztą na niej śladów pędzla.Jeszcze bardziej zaskakuje fakt niemożności stwierdzenia na wizerunku z Guadalupe obecności farby. W roku 1936 profesor Uniwersytetu w Heidelbergu, Richard Kühn, Żyd z pochodzenia i przyszły laureat nagrody Nobla w dziedzinie chemii (1938), stwierdził autorytatywnie, że cudowny wizerunek nie zawiera żadnego znanego człowiekowi barwnika, czy to pochodzenia zwierzęcego, czy roślinnego bądź też mineralnego.

Zdjęcia obu stron tilmy wykonane w podczerwieni przez Jesúsa Castaño w 1946 roku potwierdzają brak najmniejszych śladów pędzla lub innego znanego narzędzia. Wraz z Całunem Turyńskim meksykański wizerunek Matki Najświętszej odpowiada więc greckiemu terminowi acheiropoietos (dosłownie: „nie ręką ludzką uczyniony”).
Fakt ten został ponownie potwierdzony na podstawie zdjęć w podczerwieni wykonanych w roku 1979 przez naukowców z NASA, Jody Branda Smitha i Philipa S. Callaghana. Ich badania wykazały, że użyta technika nie jest znana w historii malarstwa. Jest niezwykła, niezrozumiała i niepowtarzalna.

Acheiropoietos

Równie trudno zrozumieć, w jaki sposób nie blakną barwy wizerunku, lecz po upływie bez mała pięciu wieków pozostają nasycone, do tego na tkaninie, która powinna ulec zniszczeniu po zaledwie kilkudziesięciu latach, a do dziś pozostaje w doskonałym stanie. To jeszcze nie wszystko. W roku 1929 fotograf Alfonso Marcué odkrył w prawym oku postaci Matki Boskiej odbicie obrazu mężczyzny, prawdopodobnie Juana Diego lub biskupa Zumárragi. Niestety, antykatolicka nagonka rozpętana wówczas w Meksyku uniemożliwiła kontynuowanie badań. W roku 1951 grafik, Carlos Salinas, studiujący powiększone zdjęcia wizerunku rozpoznał tę samą figurę odbitą w rogówkach obu oczu. Fakt ów potwierdziła komisja złożona z 20 osób – okulistów, chemików, optyków i plastyków – w wyniku trwających osiem lat badań3. Trzej wybitni okuliści, Rafael Torija Lavoignet, Enrique Graue Díaz-González oraz Amado Jorge Kuri, przebadawszy (każdy z osobna) oczy guadalupskiego wizerunku przy pomocy precyzyjnych instrumentów optycznych, doszli do wspólnego wniosku, iż oczy Matki Bożej sprawiają wrażenie „żywych”. Graue badający je za pomocą nowoczesnego oftalmoskopu odkrył lśnienie źrenic: Wpuszczając wiązkę światła w źrenicę Matki Bożej z Guadalupe, odkrywa się lśnienie tęczówki, a oko nagle zyskuje głębię. To nieprawdopodobne! Jej oczy przypominają oczy żywego człowieka.4 Na tym jednak niespodzianki się nie kończą. W grudniu 1981 roku astronomowie z obserwatorium Laplace’a w Meksyku: P. Mario Rojas i Juan Homero Hernández Illescas dowiedli, że gwiazdy widniejące na płaszczu Matki Boskiej odpowiadają pozycjom konstelacji na meksykańskim niebie rankiem dnia objawienia, czyli 12 grudnia 1531 roku. Od prawej strony rozpoznać można gwiazdozbiory Wagi, Skorpiona, Hydry, Centaura oraz Krzyż Południa, od lewej zaś – gwiazdozbiory Wolarza i Wielkiej Niedźwiedzicy oraz Warkocz Bereniki, Psów Gończych, Byka i Smoka. Oto symbolika Królowej Nieba!5
Dodajmy jeszcze jeden poruszający szczegół – poncho Juana Diego wisi na metalowej płycie, której temperatura nie przekracza 15°C, a jednak temperatura tkaniny wynosi dokładnie 36,5°C, co odpowiada normalnej temperaturze ludzkiego ciała.6

Wspaniała przyszłość katolickiej Ameryki Łacińskiej

Bez wyjątku każde z odkryć dokonanych w XX wieku wymyka się naukowemu wyjaśnieniu. Stajemy zatem wobec cudu, który dokonał się blisko pięć wieków temu i który do dziś dokonuje się wciąż na nowo.
Jak dziś należy odczytać ów cudowny łańcuch zdarzeń i znaków? Jakie przesłanie zwiastuje?
Bez wątpienia Najświętsza Panienka pragnie zbliżyć się do wiernych z Meksyku i całej Ameryki Łacińskiej na niespotykaną dotąd skalę. W tej bliskości jest jakiś wielki niebiański zamysł. Dobrotliwe oczy Matki wpatrzone w metyski kontynent zdają się wyrażać szczególne upodobanie.
Co więcej, fakt, iż amerykańska rasa odbija się w miłosiernych oczach Matki, nadaje cudowi z Guadalupe wymiar proroczy. Zwiastuje nam jasną jak słońce pewność, że głównym bohaterem światowego triumfu Niepokalanego Serca Maryi, który sama zapowiedziała w Fatimie, będzie Ameryka Łacińska – kontynent maryjny z samej swej istoty. A będzie bohaterem wyjątkowym, tu bowiem narodzi się nowa chrześcijańska cywilizacja o niewyobrażalnej wielkości.

Alejandro Ezcurra

1 P.Jorge Loring, S.J., El Misterio de la Virgen de Guadalupe, w: http://loring.catholic.net/publicaciones.phtml; por. także Alejandro Ezcurra Naón, Cristiandad auténtica o Revolución comuno-tribalista, Ed. Fernando III El Santo, Madrid, 1993, s. 70.
2 Fakt, że Indianin tak szlachetnego rodu nosił tak skromne nakrycie, prostą tilmę, mógł oznaczać manifestację pokory bądź pokutę.
3 Enrique M. Loaiza, O milagre da Virgem de Guadalupe, Artpress, São Paulo, 2005, s. 59.
4 http://www.aforteanosla.com.ar/catent/articulos%20gene¬rales/guadalupe.htm
5 http://www.virgendeguadalupe.org.mx/est ... rellas.htm
6 Obecnie bada się inne możliwe cuda, takie jak obecność trzynastu figur w źrenicach Matki Bożej, które odkryte zostały przez peruwiańskiego inżyniera José Aste Töngsmana, wyczuwalny puls we wnętrznościach wizerunku, itp.

http://www.pch24.pl/cuda-guadalupe-i-pr ... z2Ea4mbzVX


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 10 gru 2012, 08:41 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Historia Cudownego Wizerunku

AGr

Cudowny Obraz Matki Bożej Częstochowskiej prawdopodobnie pochodzi z Konstantynopola, skąd przez Ruś trafił do Polski. Tradycja przypisuje jego autorstwo św. Łukaszowi Ewangeliście, który miał namalować Obraz na desce stołu używanego przez Świętą Rodzinę z Nazaretu. W 1382 roku książę Władysław Opolczyk ufundował na Jasnej Górze klasztor Ojców Paulinów i podarował im Ikonę Bogurodzicy.

Obraz Matki Bożej słynący łaskami od początku był otoczony pobożnością i czcią nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami. Otrzymane przez wiernych łaski były przypieczętowywane licznymi wotami. Kilkakrotnie Obraz znalazł się w niebezpieczeństwie. Pierwsza jego profanacja miała miejsce w 1430 r. w czasie Świąt Wielkiej Nocy. Podczas napadu na Jasną Górę zamordowano kilku ojców paulinów, a napastnicy skradli z Obrazu Matki Bożej dziękczynne wota, przecięli twarz Maryi szablami, pozostawiając widoczne do dziś dwie rysy. Na szyi Bogurodzicy pozostało sześć cięć. Zniszczony wizerunek został odrestaurowany w Krakowie i w 1434 r. na polecenie Władysława Jagiełły w uroczystej procesji przeniesiony z Krakowa na Jasną Górę.

Jednym z najważniejszych wydarzeń w historii Jasnej Góry była obrona w czasie potopu szwedzkiego. W oblężeniu, które trwało od 18 listopada do 27 grudnia 1655 r., wojska najeźdźców poniosły dotkliwą klęskę. Po cudownym zwycięstwie Matki Bożej 1 kwietnia 1656 r. król Jan Kazimierz złożył uroczyste ślubowanie w katedrze lwowskiej, oddając Rzeczpospolitą pod władzę Matki Bożej. W przygotowanym na tę okoliczność specjalnym akcie ogłoszono wybór Maryi Panny Królową i opiekunką wszystkich ziem polskich. 8 września 1717 r. na Jasnej Górze odbyła się uroczystość koronacji Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Niestety niespełna 200 lat później, w październiku 1909 r., dwie korony zdobiące obraz zostały skradzione. Wówczas Papież Pius X ofiarował Maryi nowe korony. Powtórna koronacja łaskami słynącego wizerunku odbyła się 22 maja 1910 roku. Pół wieku późnej, 3 maja 1966 r., z okazji tysiąclecia chrześcijaństwa Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński i ówczesny metropolita krakowski ks. abp Karol Wojtyła ozdobili Obraz koronami milenijnymi.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17573,his ... runku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 10 gru 2012, 18:36 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami!

Obrazek

Matka Boska Częstochowska, ubrana perłami,
Cała w zlocie i brylantach, modli się za nami.
Aniołowie podtrzymuję Jej ciężką koronę
I Jej szaty, co jak noc są gwiazdami znaczone.

...........................................................................
O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
I w kościele i w sklepiku i w pysznej komnacie,
W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci,
I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,
Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami,
Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami!!!!


Jan Lechoń






http://eska.salon24.pl/470870,matko-bos ... e-nad-nami


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 12 gru 2012, 15:26 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
12 grudnia 1531 – obraz Matki Bożej z Guadalupe

Matka Boża objawiła się Aztekowi św. Juanowi Diego Cuauhtlatoatzinowi na wzgórzu Tepeyac, obecnie w granicach miasta Meksyk.

12 grudnia 1531 roku powstał cudowny obraz, którego znaczenie dla kultury katolickiej obu Ameryk jest o wiele większe, niż obraz Jasnogórski dla Polaków.

Jest to również pierwsze oficjalnie uznane przez Kościół katolicki objawienie maryjne.
1.

"Wiedz z niewzruszoną pewnością, że jestem doskonałą i zawsze Dziewicą, Świętą Maryją, matką Boga Prawdy, przez którego wszystko żyje, Pana wszystkich rzeczy jakie są wokół nas, Pana nieba i ziemi."

Był 9 grudnia 1531 roku kiedy tymi słowami Matka Boska przedstawiła się 57-letniemu Indianinowi Juanowi Diego. Do objawienia doszło w meksykańskich górach, u podnóża wzgórza Tapeyac. Życzeniem Maryi było wybudowanie kościoła pod jej wezwaniem na samym wzgórzu. Prośba jej została przez Juana przekazana ówczesnemu biskupowi Francisco Zumarragi, który jednak nie uwierzył za pierwszym razem w świadectwo Juana. Biskup oczekiwał jakiegoś wiarygodnego znaku, który pozwoliłby mu udowodnić, iż objawienie ma charakter boski.

Po rozmowie z biskupem Indianin dwukrotnie jeszcze udał się na spotkanie Matki Boskiej, wówczas też poleciła mu Ona by przyszedł na wzgórze za dwa dni i zerwał naręcze róż, które mimo mrozu miały zakwitnąć na skalistym, górskim stoku. Niestety Juan nie mógł w wyznaczony dzień udać się na miejsce spotkania, bowiem w tym czasie mocno zachorował jego wuj. Wobec czego Juan zdecydował, że zdrowie i życie wuja jest ważniejsze. Ku jego ogromnemu zaskoczeniu w drodze po księdza, który miał wuja wyspowiadać i udzielić mu namaszczenia, Juan Diego ponownie spotkał Maryję. Mówi się, że wyszła mu Ona na spotkanie wiedząc jaka jest sytuacja. Najświętsza Panienka pocieszyła swojego wysłannika i obwieściła mu, iż nie musi już więcej obawiać się o zdrowie wuja bowiem ten szybko wyzdrowieje, po czym poleciła mu udać się na wzgórze po kwiaty.

Zaskoczony, ale i uszczęśliwiony Indianin udał się na wzgórze zgodnie z zaleceniem Matki Boskiej. Jego zdumienie sięgnęło wszelkich granic, gdy na skalistym podłożu zobaczył piękne, kwitnące kwiaty. Były nimi nie występujące w Meksyku kastylijskie róże. Juan zerwał kwiaty i wręczył Świętej Panience. Ona zaś sama ułożyła róże w Jego tilmie (męskim azteckim płaszczu w formie szerokiego szala) i poleciła udać się z nimi do biskupa. Tak też uczynił Indianin, choć nie wiedział czego może się spodziewać i czy uda mu się spotkać z biskupem. Jednak mimo oporów służby udało mu się stanąć przed nim. Kiedy tylko Juan odsłonił poły swego płaszcza biskup i obecny przy spotkaniu tłumacz padli na kolana przed wizerunkiem Matki Boskiej, który ukazał się na materiale. Po tym wydarzeniu biskup uwierzył w świadectwo Juana Diego i poczynił starania by uzyskać zgodę na budowę kościoła na wzgórzu Tapeyac. Kościół oczywiście wybudowano bardzo szybko, dziś jest to wspaniałe sanktuarium Maryjne, miejsce wielu cudów i miejsce wielkiego kultu Matki Boskiej.

(Internet)

Biskup Zumarraganie dowierzając relacjom Juana Diego o ukazaniu się mu Maryi na wzgórzu Tepeyac oraz Jej życzeniu, by na nim została zbudowana świątynia ku Jej czci, domagał się przekonującego dowodu potwierdzającego prawdziwość jego relacji. Maryja przyjęła to wyzwanie z wyrozumiałością i poleciła mu przyjść następnego dnia, wspiąć się na wzgórze i zerwać kwitnące tam kwiaty. Kiedy Juan to uczynił, Maryja sama ułożyła te kwiaty w wiązankę i ukrytą pod osłoną tilmy poleciła mu zanieść ją do biskupa. Kiedy Juan Diego zjawił się w rezydencji biskupa i odsłonił tilmę, kwiaty wypadły na podłogę, a na tilmie biskup ujrzał niezwykły obraz Maryi, przed którym upadł na kolana i ze łzami skruchy przepraszał Maryję za swe niedowierzanie.

Świadkami tego wydarzenia byli także tłumacz biskupa, Juan Ganzalez, oraz biskup Santo Domingo Ramirez y Fuenleal, jako gość biskupa Zumarragi. Wizerunek ten zobaczyli także wszyscy obecni w rezydencji biskupa. Zdziwienie, zachwyt i poruszenie było ogromne. Wkrótce dowiedzieli się o tym niezwykłym wydarzeniu mieszkańcy miasta, a z biegiem czasu coraz szersze rzesze Indian. Ks. biskup zatrzymał ten wizerunek na tilmie u siebie w kaplicy domowej, a w kilkanaście dni potem, w uroczystej procesji przeniósł go 24 grudnia do wybudowanej kaplicy w pobliżu wzgórza Tepeyac, spełniając życzenie Maryi.

Wizerunek Morenity z Tepeyac od samego początku stał się obiektem niezwykłej czci zarówno Azteków jak i Hiszpanów, która z biegiem czasu wzrosła do gigantycznych rozmiarów, a dziś wyrażana jest przez miliony czcicieli Maryi na całym świecie.

http://www.voxdomini.com.pl/roz/guadalu ... alupe3.htm


2.

Pierwsze i podstawowe pytanie nasuwa się spontanicznie samo: w jaki sposób wizerunek ten pojawił się na tilmie Juana Diego i kto mógł go namalować? Juan Diego wiedział tylko, że niesie do biskupa ukrytą w tilmie wiązankę kwiatów jako dowód prawdziwości objawień Maryi, nie wiedział natomiast nic o wizerunku.

Wizerunek o wymiarach 118x105 cm przedstawia Maryję w postawie stojącej. Maryja ubrana jest w tunikę koloru różowego, spiętą pod szyją broszką, przepasana szarfą w talii i przyozdobiona kwiatami. Okryta jest ponadto płaszczem w kolorze błękitnym, ozdobionym gwiazdami. Cera twarzy Maryi jest koloru ciemnego, stąd od hiszpańskiego słowa moreno została nazwana Morenitą z Tepeyac. Ówcześni Indianie w żadnym wypadku nie kojarzyli sobie osoby Maryi na tym wizerunku z jakąś księżniczką z ich narodu. Dorosłe dziewczęta i kobiety indiańskie ubierały się zupełnie inaczej. Strój Maryi na tym wizerunku wskazuje natomiast na sposób ubierania się kobiet na Bliskim Wschodzie. Tę różnicę dostrzegli z łatwością zarówno Indianie jak i ówcześni Hiszpanie.

Bardzo interesującą w tym względzie jest opinia prawosławnego duchownego A. Ostrapowima, dziekana wydziału archeologii kościelnej w Moskwie, eksperta od ikon. Kiedy uczony ten otrzymał kopię tego wizerunku z prośbą o wyrażenie swej opinii, nie wiedząc przy tym nic o objawieniach w Guadalupe orzekł, że jest to ikona typu bizantyńskiego. Wskazał przy tym na Wschodnią Azję, jako na miejsce pochodzenia tego wizerunku. Taką opinię podzielają także inni znawcy ikon Wschodu.

Przekonanie tych uczonych jest rzeczywiście trafne. Maryja przecież żyła w Palestynie, na Bliskim Wschodzie i nosiła taki strój jak tamtejsze kobiety. W wizerunku tym dostrzegają więc oni elementy bizantyńskiej ikony połączone z indiańską symboliką treści przedstawionych w języku obrazkowym. W symbolach tych zawarte zostały prawdy religijne, które bez trudu mogli odczytać Indianie, w czym pomagała im katecheza misjonarzy oraz kontemplacja tego wizerunku.

Nic więc dziwnego, że w efekcie oddziaływania siły tego wizerunku Maryja w tak krótkim czasie doprowadziła 8 milionów Azteków do Chrystusa, którzy przyjęli wiarę chrześcijańską, a ponadto spowodowała cud pojednania Indian z Hiszpanami, w rezultacie czego narodził się nowy naród meksykański, w ogromnej większości dziś katolicki i maryjny zarazem. Dlatego to już Papież Jan XXIII wyraził opinię, że cud pojednania prawosławia z Kościołem katolickim jest dzisiaj możliwy dzięki wspólnej czci i miłości do Matki Bożej.

(ibid.)

3.

Żyjący w XVIII w. meksykański malarz Miguel Gabrera (1695-1768), który namalował najwięcej kopii Morenity z Guadalupe, badał dokładnie oryginalny wizerunek na tilmie. Jako artysta obeznany dobrze z 4 technikami malowania obrazów stwierdził, że żaden z malarzy dotąd nie posłużył się żadną z tych 4 technik, gdyż w przypadku tilmy jest to szczególnie trudne. Tilma jest materiałem nietrwałym, rzadkim i bez podkładu żaden malarz nie odważyłby się namalować obrazu na takim płótnie. Późniejsze badania i odkrycia potwierdziły, że na wizerunku Morenity z Guadalupe nie ma żadnego podkładu. Opinię M. Gabrery potwierdził w 100 lat później inny malarz meksykański Ibarra.

XX w. dostarczył nauce dalszych rewelacyjnych odkryć. W 1936 r. niemiecki chemik R. Kuhn odkrył, że czerwone i żółte włókna tkaniny tilmy nie są pomalowane farbą, lecz są kolorowe. Uczony ten stwierdził ponadto, że te barwy włókna nie są pochodzenia ani zwierzęcego, ani roślinnego, ani mineralnego. Nauka nie znajduje na to racjonalnej i zadowalającej odpowiedzi.

Wizerunek Maryi na tilmie poddano także badaniom fotograficznym, posługując się promieniami podczerwonymi. W wyniku tych badań stwierdzono, że obraz na tilmie przypomina błonę fotograficzną. Brak na nim śladów pędzla artysty malarza.

Profesor Philip S. Callahan, biofizyk z Florydy oraz J. Smith na podstawie swoich badań przeprowadzonych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia stwierdzili, że sposób namalowania tego wizerunku Maryi na tilmie – czyli postaci Maryi, Jej szat, rąk i twarzy – są niewytłumaczalne z punktu widzenia naukowego. Logiczny wniosek nasuwa się sam: skoro wizerunku tego nie namalowała ręka ludzka, to musiała tego dokonać sama Maryja.

Wyniki dotychczasowych badań naukowych pozwalają na stwierdzenie następujących udokumentowanych faktów:

– na rewersie wizerunku (na drugiej stronie tilmy) dostrzegalne są plamy, które są jakby pozostałością soków roślinnych, lub kwiatów;

– włókna tilmy robią takie wrażenie, jakby były wcześniej nasycone kolorem, a następnie w jakiś cudowny sposób utkane, tworząc postać Maryi;

– na wizerunku tym nie ma śladu wcześniejszego szkicu, ani podkładu, ani werniksu;

– tilma utkana z włókien agawy jest nietrwała i po 20 latach ulega zepsuciu i rozpadowi. Tymczasem płótno tej konkretnej tilmy wraz z wizerunkiem nie wykazuje żadnych śladów pęknięcia i rozpadu, przeciwnie, zachowało swą trwałość po dzień dzisiejszy, czyli już 472 lata;

– kolor tuniki i płaszcza Maryi w ciągu tych kilku wieków, powinien już dawno wyblaknąć na tym meksykańskim słońcu. Tymczasem szaty te zachowują swoje żywe barwy;

– w źrenicach oczu Maryi dostrzeżono w dalszych badaniach postacie św. Juana Diego, biskupa, jego tłumacza oraz biskupa-gościa z Santo Domingo.

Odnośnie do tego ostatniego odkrycia należy powiedzieć tu coś więcej. W 1929 r. fotograf Don Alfonso Marcue Gonzales powiększając kilkakrotnie wizerunek na tilmie, dostrzegł w źrenicy prawego oka Maryi twarz ludzką. Ze względu na złe stosunki między państwem a Kościołem w tym czasie nie podano do publicznej wiadomości tego odkrycia!

W 1951 r. J. Carlos Salinas Ghavez badając ponownie obraz na tilmie przy użyciu silnej soczewki dojrzał też w źrenicy oka – twarz mężczyzny. Powołana przez arcybiskupa Meksyku komisja do zbadania tego odkrycia, w wydanym orzeczeniu z dnia 11 grudnia 1955 r. wskazała na wielkie podobieństwo tej twarzy do wizerunków św. Juana Diego.

W lipcu 1956 r. dwaj okuliści Javier Torroello Buene i Rafael Torifa Lavoignet w wyniku dalszych badań, posługując się oftalmoskopem, służącym do badań wnętrza oka potwierdzili dostrzegalność w źrenicy oka ludzkiego popiersia. Zjawiska takiego w oparciu o refleks świetlny nie można w żadnym wypadku potwierdzić na obrazie namalowanym farbami, a także na fotograficznej kopii obrazu.

Na wizerunku Morenity z Guadalupe oczy Maryi wyglądają jak żywe. Maryja jakby utrwaliła w swym oku tę scenę, kiedy to Juan Diego odsłonił przed biskupem tilmę, a on ujrzał ten niezwykły wizerunek.

W 1962 r. dr C. Wahling. z Woodside (ze stanu Nowy Jork) wraz z żoną Izabelą – obydwoje byli optykami – ponownie badając ten wizerunek przy 25-krotnym powiększeniu stwierdzili w źrenicy oczu Maryi obecność dalszych 2 osób. W swym raporcie przedstawili rekonstrukcję tego wydarzenia następująco: przed biskupem stoi Juan Diego z odkrytą tilmą z wizerunkiem, przed którym klęczy biskup Zumarraga. Dwie postacie stojące obok Juana Diego, to Juan Gonzales, biskupi tłumacz, oraz biskup z Santo Domingo, Ramirez y Fuenleal. Maryja stojąca za biskupem Zumarraga, lecz niewidoczna dla otoczenia patrzy na Juana Diego i towarzyszące mu dwie osoby, wspomniane wyżej. Na zasadzie refleksu świetlnego scena ta odbiła się i utrwaliła w oczach Maryi na wizerunku na tilmie.

Znamiennym potwierdzeniem tego zjawiska jest fakt, że malarz M. Cabrera właśnie tak przedstawił tę scenę w oparciu o przekaz tradycji na swym obrazie namalowanym w 1750 r. Interesującym szczegółem w tym względzie jest także ten fakt, iż kiedy japoński optyk – w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku – badał ponownie oczy Maryi na tym wizerunku, to zemdlał. Po odzyskaniu przytomności powiedział, że oczy te wydały się mu jak żywe i Maryja patrzyła na niego przenikliwie!

W 1981 r. dr José Aste Tansmann odkrył w oczach Maryi kolejne nowe postacie: ciemnoskórą kobietę z niemowlęciem, z małym dzieckiem, mężczyznę oraz siedzącego Indianina. Wskazywałoby to na jakąś rodzinę. Interpretacja Tonsmanna jest wprawdzie kontrowersyjna, ale w archiwum biskupa znaleziono dokument, na podstawie którego przyznał on pewnej rodzinie murzyńskiej wolność.

(ibid.)

4.

Badania optyczne i fotograficzne wykazały, że na wizerunku brak śladów pędzla, szkicu czy podkładu. Biofizyk z Uniwersytetu Florydy Philip Callahan stwierdził, że nie jest w stanie naukowo wyjaśnić sposobu pojawienia się wizerunku. Analizy powiększonych fotografii ikony Matki Bożej w Guadalupe wykazały, że w obrębie źrenicy oka Maryi znajdują się mniejsze, mikroskopijne wizerunki kilku osób, które po dalszych analizach zidentyfikowano jako mężczyznę podobnego do tego z XVI-wiecznych portretów Juana Diego oraz tłumacza biskupa Juana de Zumarraga i biskupa San Domingo, w obecności których na przyniesionej przez Indianina tilmie pojawił się święty wizerunek. Ponadto stwierdzono, że tilma jest tkaniną ulegającą rozpadowi w ciągu najdalej 20 lat, tymczasem podobizna nie nosi żadnych znamion rozkładu, pomimo że liczy 475 lat. Obraz jest eksponowany w świetle dziennym, tymczasem kolory nie wyblakły i pozostają tak samo żywe. Tkanina odpycha kurz i mikroorganizmy, barwy obrazu zmieniają się zależnie od kąta patrzenia i odległości.

Dodatkową porcję tajemnic dostarcza analiza samej treści wizerunku, z której odczytywane są kolejne zastanawiające symbole. Powiększenie broszy spinającej płaszcz Maryi ujawniło pod nią różaniec w formie właściwej dla chrześcijaństwa greckiego. Madonna jest spowita w płaszcz ozdobiony gwiazdami, jednak dopiero niedawno zauważono, że gwiazdy te ułożone są w konstelacje odpowiadające układom zimowego nieba w grudniu 1531 r. nad Meksykiem. Kwiaty zdobiące szatę Maryi okazały się mieć kształt odpowiadający azteckim hieroglifom. Można z niego odczytać przekaz, że Maryja jest brzemienna i wkrótce wyda na świat słońce nowej epoki. Mówi o tym symbol zwany quincunx, przedstawiający jedność świata, umieszczony na łonie Matki Boskiej.

(http://www.panstwo.net/1695-oblicza-swietosci)

5.

Prób obalenia teorii o nadnaturalnym pochodzeniu obrazu było sporo, choć wszystkie łączy jedno – o ich twórcach nikt, albo prawie nikt, nie słyszał wcześniej.

Zatem ich wysiłek był skierowany na zdobycie sławy.

Z drugiej strony uczynienie świętym Indianina Juana Diego w krótkim czasie doprowadziło do nawrócenia na chrześcijaństwo milionów Indian w Ameryce Południowej.

6.

Przyznam, że do Matki Bożej z Guadalupe mam stosunek osobisty.

Znam, i to bardzo dobrze, kogoś, kto 13 lat temu przebył wylew krwi do mózgu.

Rokowanie było kiepskie, bo krwiak powstał w okolicy móżdżku.

Żona chorego, powodowana jakimś dziwnym impulsem, zaczęła modlić się o wstawiennictwo właśnie za pośrednictwem Matki Bożej z Guadalupe.

Po dwóch tygodniach chory wyszedł na własnych nogach ze szpitala, po miesiącu był już na Mazurach, a po dwóch wrócił do pracy.

Bez żadnych konsekwencji.

Poza wiarą…

http://obserwatorium.nowyekran.pl/post/ ... -guadalupe


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 16 lut 2013, 09:36 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Sekret naszego zwycięstwa

Sławomir Jagodziński

Jest rok 1920. Bolszewicy zajmują coraz więcej terytorium Polski i podchodzą pod Warszawę. Z całego korpusu dyplomatycznego pozostaje w stolicy jedynie nuncjusz apostolski ks. abp Achille Ratti. Staje się naocznym świadkiem bohaterstwa polskich żołnierzy, którzy z ryngrafami maryjnymi na piersiach w śmiertelnej walce bronią Polski i Europy przed Armią Czerwoną i zalewem ateizmu. Gdy wraca po skończonej misji do Watykanu, polscy biskupi ofiarowują mu kopię Cudownego Obrazu Jasnogórskiego. – To najmilszy dar złożony mi przez Episkopat Polski – miał później powiedzieć do swego sekretarza. Wiedział, że Cud nad Wisłą to zasługa zarówno krwi żołnierzy, jak i szturmu modlitewnego leżących krzyżem na Jasnej Górze pielgrzymów. Gdy został wybrany na Papieża, już jako Pius XI ustanawia w 1924 r. specjalne święto ku czci Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Wiedział, że Polacy u swej Królowej od wieków są w stanie wyprosić wszystko, tak prywatne łaski, jak i ocalenie dla swojej Ojczyzny i dla całej Europy. W letniej rezydencji w Castel Gandolfo Papież zawiesza Ikonę Matki Bożej Częstochowskiej, a obok dwa historyczne obrazy: obronę Jasnej Góry przed Szwedami oraz Cud nad Wisłą.

To ważne przypomnienie. Bo dziś czasem na siłę stawia się nam różne kraje za wzór swoiście rozumianej nowoczesności czy politycznie poprawnego kosmopolityzmu. Ale tak naprawdę to bardziej propaganda niż prawda, bo wcale nie są one tak skłonne do wyzbywania się swoich tradycji narodowych. Dlatego manifestują swój patriotyzm, a niektóre utrzymują nawet swe królewskie dynastie. Tylko bezrozumne narody zapominają o historii i wartościach, które je zbudowały. My, Polacy, mamy swoją Królową na Jasnej Górze. Ona zawsze ratowała nasz Naród, gdy niemal już ginął pod ciosami wroga, gdy krępowały go kajdany totalitarnych ideologii i systemów. Jak wielką głupotą byłoby wyrzec się tego źródła siły duchowej, jaka z Jasnogórskiego Wzgórza płynie do wszystkich zakątków naszej ziemi. Niestety, profanacja Ikony Jasnogórskiej z grudnia ubiegłego roku, a także niedawny, na szczęście fałszywy alarm o bombie w sanktuarium czy kompromitujące decyzje zdominowanej przez lewicę Rady Miasta Częstochowa o dofinansowywaniu zabiegów in vitro, to wydarzenia alarmujące. Coś niedobrego dzieje się w Narodzie. Nie umiemy obronić krzyża, nie umiemy obronić Pisma Świętego i wreszcie nie umiemy obronić swej Królowej i duchowej stolicy Polski… Jak wielka jest potrzeba ekspiacji, wynagradzania Bogu przez modlitwę i pokutę wszelkich zniewag! To wpisuje się dziś w polską drogę wielkopostnego nawrócenia.

Wymowne stają się słowa Ojca Świętego Benedykta XVI, które wypowiedział w czasie swej pierwszej i – jak się teraz okazuje – ostatniej pielgrzymki do Polski. – Trwajcie mocni w wierze, przekazujcie ją waszym dzieciom, dawajcie świadectwo łasce, której doświadczyliście w sposób tak obfity przez działanie Ducha Świętego w waszej historii. Niech Maryja, Królowa Polski, wskazuje wam drogę do swego Syna i towarzyszy wam na drodze do szczęśliwej i pełnej pokoju przyszłości. Niech nigdy nie zabraknie w Waszych sercach miłości do Chrystusa i Jego Kościoła – mówił w maju 2006 r. Benedykt XVI. Weźmy sobie te słowa do serca. Czyż Jasna Góra nie jest od wieków tym miejscem, które strzeże polskich sumień? Czy Matka Najświętsza nie wskazuje nam od lat z tego miejsca dróg rozwiązywania naszych problemów osobistych i narodowych? Od dramatycznego najazdu Szwedów, gdy w 1656 r. Jan Kazimierz oddał Rzeczpospolitą pod opiekę Maryi i ogłosił Ją Królową Polski, zawsze przyjmowała gorące modlitwy Polaków. Gdy znajdowaliśmy się w sytuacjach najtrudniejszych, z Jasnej Góry płynęło pocieszenie i moc do zwycięstwa. To tu mamy ołtarz i ambonę Polskiego Narodu. To tu uczyliśmy się i uczymy, że zawsze trzeba walczyć o wiarę, Kościół i Ojczyznę – słowem, książką, środkami przekazu, odpowiednim wychowaniem i edukacją, uczciwością, pracowitością…

Błogosławiony Jan Paweł II powiedział, że na Jasnej Górze, przy Sercu Matki najlepiej słychać, jak bije serce Narodu. Szkoda, że nie wszyscy chcą dziś słuchać jego bicia. Tacy ludzie, którym nie przeszkadza, że Wizerunek Królowej Polski jest profanowany czy nazywany „bohomazem”, niczego i nigdzie nie „załatwią dla Polski”, jak czasem deklarują. Narodowi potrzeba przemiany serc, miłości do Ojczyzny, solidarności, życia zgodnego z wolą Bożą, odnowy sumień, jaka dokonuje się na kolanach u stóp Jasnogórskiej Pani.

http://www.naszdziennik.pl/wp/24191,sek ... estwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 11 maja 2013, 05:54 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Triumf nadejdzie

Sławomir Jagodziński

To była wyjątkowo okrutna wojna. Po raz pierwszy w takiej skali nauka i technika posłużyły do hekatomby milionów ludzi. Broń chemiczna, samoloty, okręty podwodne, czołgi i samochody ciężarowe – tego wcześniej nie było. To pierwszy tak totalny konflikt, w który została wciągnięta ludność cywilna. Dlaczego o tym przypominam? Bo w świetle dramatu I wojny światowej, w której zginęło 9 milionów żołnierzy, blisko 30 milionów zostało rannych lub zaginęło, a w Rosji zaczęła szaleć ideologia komunistyczna niszcząca wszystko, co ma związek z religią, widać, jak bardzo ludzkości potrzebna była nadzieja i pokój. I wówczas, gdy – po ludzku patrząc – sytuacja była beznadziejna, ratunek przychodzi z Nieba.

Matka Najświętsza objawiła się 13 maja 1917 roku w portugalskiej Fatimie trojgu dzieciom. To nie przypadek. Widząc dramat wojny, Ojciec Święty Benedykt XV postanowił, że do Litanii Loretańskiej Kościół dołączy wezwanie: „Królowo Pokoju, módl się za nami”. Data tej decyzji jest wymowna – 5 maja 1917 roku. Na odpowiedź Maryi nie trzeba było długo czekać. Pierwsze objawienie fatimskie miało miejsce już 8 dni później. Matka Boża w Fatimie nie tylko zapewnia, że wkrótce wojna się skończy, ale wskazuje też, co zrobić, aby wkrótce nie wybuchła nowa i jeszcze okrutniejsza. Bo jeśli ludzie nie przestaną obrażać Boga, kara nadejdzie, ale jeśli się nawrócą, przestaną grzeszyć, pokój będzie trwał. Wojna w 1918 r. się skończyła, jednak wiemy, że nie na długo. Dlaczego? Bo pokój to coś więcej niż brak wojennych działań, to zrobienie miejsca dla Boga w świecie. Niestety, życie tak, jakby Boga nie było, wbrew Jego Prawu, jest największą tragedią człowieka. Potwierdza to historia. Najgorsza jest bierność nas, chrześcijan. Bo – jak powiedział Ojciec Święty Franciszek – jeśli nie modlisz się do Boga, modlisz się do diabła. Nie ma tu pustki. Dlatego Maryja wzywa nas do działania, do codziennej modlitwy różańcowej, do położenia kresu bezbożnictwu, które panoszy się w świecie.

Jest nadzieja. Maryja nie opuści tych, którzy wsłuchując się w Jej fatimskie wezwanie do pokuty, nawrócenia i wynagradzania za grzechy, ratują świat. Dziś każdemu z nas tej fatimskiej ufności bardzo potrzeba. Bo historia Fatimy trwa. Czyż nie ma świadomości tego Ojciec Święty Franciszek, który poprosił patriarchę Lizbony, aby zawierzył cały jego pontyfikat Matce Bożej w Fatimie? Do tego wydarzenia z udziałem Episkopatu Portugalii dojdzie 13 maja br. To bardzo ważne zwrócenie uwagi przez nowego Papieża na znaki fatimskie, które są szansą, zaczynem lepszego świata, drogowskazami zbawienia. Bo cała Fatima obejmuje dwa wymiary. Religia łączy się w niej ze sferą życia społecznego i politycznego, które wymaga naprawienia, aby doszło do uzdrowienia człowieka i relacji między ludźmi, narodami, państwami. Dziś „koniec wojny”, o którym mówiła Matka Boża, to dla nas kres wszystkich zagrożeń, jakie przynosi ta cywilizacja, którą Jan Paweł II nazwał „cywilizacją śmierci”.

Niewątpliwie Ojciec Święty Franciszek to kolejny Papież maryjny. Szkoda, że dziś media bardziej szukają sensacji w jego zachowaniu w Watykanie, niż wsłuchują się w jego bardzo proste i konkretne nauczanie, wzywające do autentycznego życia chrześcijańskiego. A Maryję Papież traktuje po prostu jak Matkę. Właśnie tak w 1998 r. witał peregrynującą po świecie figurę Matki Bożej Fatimskiej w Buenos Aires. Wówczas ks. abp Jorge Mario Bergoglio zwracał się do Maryi właśnie jak do Matki, która opiekuje się wszystkimi swoimi dziećmi, pociesza je i zna ich prośby, lęki oraz radości. – Dlatego otwieramy Jej drzwi do naszego serca i do naszego domu. Otwieramy Jej drzwi do naszego miasta. Ona wie, dokąd ma iść. Ona wie, gdzie powinna działać, kto potrzebuje Jej czułości, jaką ranę trzeba uleczyć. Ona zna nasze, głęboko skrywane w sercu modlitwy; wie, czego pragniemy nawet wtedy, gdy nie mamy odwagi Jej tego powiedzieć – mówił wówczas przyszły Papież. I modlił się: „Ukochana Matko: witaj w domu! Naucz nas, że Jezus jest wciąż żywy, abyśmy umieli poczuć Jego obecność wśród nas. Naucz nas języka czułości. Witaj w domu, Matko!”.

Papież Franciszek swój pontyfikat rozpoczął od modlitwy w Bazylice Matki Bożej Większej w Rzymie. W pierwszą sobotę maja br. także tam modlił się na różańcu. Poprzez wybór tego dnia zwrócił uwagę na fatimskie nabożeństwo pięciu pierwszych sobót miesiąca. Teraz jego pontyfikat zostanie zawierzony Matce Bożej Fatimskiej. Odczytujmy te znaki, nie bądźmy bierni. Bo „łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona” (Benedykt XVI). Bóg cały czas poszukuje sprawiedliwych, aby ocalić ludzkość. A triumf Niepokalanego Serca Maryi zapowiedziany w Fatimie nadejdzie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/32248,tri ... jdzie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 02 lip 2013, 05:57 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Pani Ostrobramska

Piotr Szubarczyk

W sobotę, 2 lipca 1927 r., ks. abp Aleksander Kakowski koronował Obraz Matki Bożej Ostrobramskiej – Matki Miłosierdzia, Madonny Wileńskiej. W uroczystościach – które ze względu na rzesze wiernych odbyły się na placu Katedralnym – uczestniczyli wierni z całego kraju, wśród nich Marszałek Józef Piłsudski i prezydent Ignacy Mościcki.

Kim była dla Polaków „Panna Święta z Ostrej Bramy”, wyjaśniał ówczesny przewodnik po Wilnie: „W sąsiedztwie kościoła św. Teresy znajduje się Kaplica Ostrobramska, mieszcząca Obraz Matki Boskiej, ukochany symbol polskiego Wilna”.

Obraz wyjęto z ołtarza i włożono w feretron. Do koronacji Wizerunku, po renowacji, użyto złotych koron. Te korony zostały później zrabowane przez okupantów. Jednak ani Sowieci, ani Niemcy nie podnieśli ręki na Panią Ostrobramską – Pocieszycielkę Polaków w czasie wojny i w okresie powojennej opresji. Po wojnie Sowieci „ateizowali” miasto, zamieniając kościoły na magazyny. Księży zsyłali do łagrów. Ale nawet bolszewicka łapa zadrżała przed „ateizacją” Ostrej Bramy!

Wizerunek powstał w XVII wieku i wkrótce został wystawiony w Ostrej Bramie. Był dziełem nieznanego artysty. Według tradycyjnego przekazu Matka Boża ma rysy Barbary Radziwiłłówny. Kult szybko się rozwinął, w czasach zaborów rozszerzył się na cały kraj, także za sprawą słynnej Inwokacji z „Pana Tadeusza”. 4 września 1993 r. przed Wizerunkiem modlił się bł. Jan Paweł II.

Obraz osłonięty jest złoconą sukienką, widoczne jest oblicze i skrzyżowane na piersiach dłonie. Odwrócony sierp srebrnego półksiężyca to XIX-wieczne wotum. Dwie korony oznaczają Królową Niebios i Królową Polski. W kaplicy znajdują się wota dziękczynne, wśród nich tabliczka Józefa Piłsudskiego: „Dzięki Ci, Matko, za Wilno”…

Wspomnienie liturgiczne Matki Bożej Miłosierdzia przypada 16 listopada.

http://www.naszdziennik.pl/wp/42577,pan ... amska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 16 sie 2013, 07:15 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Zwycięstwo Maryi

Ewa J.P. Storożyńska

Oto kolejna, już 93. rocznica Bitwy Warszawskiej. Dzięki przenikaniu do świadomości Narodu Polskiego zatajanej przez blisko wiek prawdy o faktycznym przebiegu wydarzeń znanych jako Cud nad Wisłą coraz śmielej mówi się o udziale Bogurodzicy w zwycięstwie nad bolszewikami w sierpniu 1920 roku. Dzieje się tak za sprawą skromnego kapłana, śp. ks. dr. Józefa Marii Bartnika SJ, który ostatnie 33 lata życia poświęcił wydobyciu na światło dzienne prawdy o faktycznym przebiegu Bitwy Warszawskiej, bitwy, która zmieniła losy Europy i świata w roku 1920.

Na przełomie lipca i sierpnia Armia Czerwona liczyła pięć i pół miliona żołnierzy. Jej forpoczta, ośmiotysięczna rzesza bolszewików jest już na rubieżach Warszawy.

„Trzy armie idące na Warszawę liczą dwanaście dywizji piechoty i dwie dywizje jazdy, podczas gdy Polacy mogą wystawić zaledwie trzy i pół dywizji piechoty… oraz różne drobne oddziałki. Mamy więc zupełną możność zadać przeciwnikowi cios druzgoczący” – pisał sowiecki marszałek Michaił Tuchaczewski.

Przeciwko pięciomilionowej Armii Czerwonej polski Kościół wystawia pięć milionów modlitw! Latem 1920 r., kiedy stało się oczywiste, że walki z bolszewikami wkraczają w ostatnią fazę, trzej polscy kardynałowie inicjują modlitewny szturm do Nieba. Zwracają się do Papieża Benedykta XV: „Ojcze Święty, Ojczyzna nasza od dwóch lat walczy z wrogami krzyża Chrystusowego – z bolszewikami. (…) Ojcze Święty, w tak ciężkiej chwili prosimy Cię, módl się za Polskę”.

Także Episkopat szuka wsparcia u braci w biskupstwie. Wszyscy zdają sobie sprawę, że upadek Polski będzie oznaczać „koniec chrześcijaństwa w Europie Środkowo-Wschodniej”. Piszą więc polscy biskupi: „Nie o pieniądze Was prosim, Bracia, nie o amunicję, nie o wojsko. My nie wojny pragniemy, jeno pokoju. Prosim Was dzisiaj o szturm do Boga, o modlitwę za Polskę!”.

Zrządzeniem Opatrzności, a za sprawą Włocha, bł. Bartolomeo Longo (1841-1926) Polska otrzyma także wsparcie modlitewne ze strony światowego laikatu. Starszy pan z uwagą i trwogą śledził rozwój sytuacji w Polsce i postanowił pomóc naszej osaczonej Ojczyźnie, apelując do katolików całego świata o modlitewną pomoc, ponieważ: „Ostatecznie modlitwa okazuje się potężniejsza od pocisków, a wiara od dywizji”.



Modlitewny zryw
Prymas Polski i arcybiskup Warszawy nie czekają biernie na rozwój wydarzeń. Czyż Jezus nie powiedział Słudze Bożej Wandzie Malczewskiej: „Nie bójcie się! W moim Sercu znajdziecie Miłosierdzie, tylko z wiarą uciekajcie się do Niego”. Publiczny Akt Zawierzenia Polski Najświętszemu Sercu Jezusowemu dokonany w Warszawie (przy udziale Marszałka Piłsudskiego) zostanie powtórzony przez Prymasa Polski, ks. kard. Edmunda Dalbora 27 lipca 1920 r., w obecności Konferencji Episkopatu Polski w jasnogórskiej kaplicy Królowej Polski. W tym samym dniu Episkopat ponowi akt obrania Bogurodzicy na Królową Polski.

W dniu 6 sierpnia, w uroczystość Przemienienia Pańskiego, zostaje zainicjowana ogólnopolska nowenna w intencji ocalenia Ojczyzny. Od tej chwili cały Naród włącza się w walkę z bolszewikami, duchowo, na kolanach, z różańcem w ręku. W każdej świątyni decyzją księdza Prymasa jest wystawiany Przenajświętszy Sakrament.

Kościół Patronki Warszawy przeżywa prawdziwe oblężenie. Każdy decymetr posadzki jest zajęty. Do kaplicy Cudownego Obrazu Łaskawej Strażniczki Polski nie sposób się dostać. Ci, dla których zabrakło miejsca, klęczą na schodach i wprost na ulicy. Szczęśliwcy modlący się w ławkach godzinami okupują z trudem zdobyte miejsca. Może trochę luźniej jest nocami, ale wtedy kościół i kaplica Maryi są oblężone przez „krzyżaków”, wiernych, którzy dawnym zwyczajem modlą się z różańcem w dłoni, leżąc krzyżem na kamiennej posadzce.

Obraz Matki o łaskawym obliczu przyciąga wiernych jak magnes. Tu i tylko tu chcą prosić Maryję o ocalenie bliskich walczących na froncie. Właśnie tu lud stolicy chce powierzyć Maryi losy swoich bliskich. Dzieje się tak, ponieważ warszawianie od przeszło 250 lat wiedzą, że ich Patronka jest niezawodną Tarczą i Obroną zarówno miasta, jak i ludu. Warszawa wierzy, że jak w 1652 roku, a potem jeszcze wiele, wiele razy, tak i teraz Maryja Łaskawa ocali miasto oficjalnie Jej pieczy powierzone.

W dowód wdzięczności rajcowie jednogłośnie obwołali obraz cudownym, wieńcząc skronie Madonny darem ludu stolicy: pozłacaną wotywną koroną, i zaprosili Maryję do współrządów, nadając jej tytuł Patronki Stolicy i Strażniczki Polski (Custos Poloniae), co zostało odnotowane w akcie „Votum Varsaviae”. Na jego mocy Maryja otrzymała w stolicy pełnię władzy cywilnej, a także władzę wojskową obejmującą całą Rzeczpospolitą. Akt przekazania burmistrzowskich i marszałkowskich uprawnień Matki Łaskawej wyprzedził o cztery lata intronizację Maryi – Królowej Polski.

Dzień Przemienienia to także dzień PRZEMIANY na froncie. Naczelny Wódz, Józef Piłsudski, podpisuje rozkaz kontrofensywy znany jako „Rozkaz do przegrupowania” – jest to plan operacji zaplanowanej na 15-18 sierpnia. Ma odwrócić katastrofalny bieg wydarzeń.

Zbyt późno, ale przygotowywano pierwszą linię obrony Warszawy: okopy i zasieki. Miasto pustoszało. Wszyscy byli przekonani – a raczej powszechnie było wiadomo – że bolszewicy lada dzień wejdą do stolicy. Misje przedstawicielskie i alianckie wyjechały. Urzędy i poselstwa zagraniczne ewakuowano do Poznania. W stolicy pozostali tylko nuncjusz apostolski ks. Achille Ratti, późniejszy Papież Pius XI, i przedstawiciel Turcji.

Pomimo ufności i głębokiej wiary w pomoc Opatrzności Bożej panika i lęk wkradają się do serc.



Procesje na ulicach
Niedziela, 8 sierpnia, trzeci dzień nowenny to dzień publicznych modlitw z generalnym rozgrzeszeniem i Komunią Świętą – zgromadził nieprzebrane rzesze nie tylko w świątyniach. Ludzie modlą się, klęcząc wokół kościołów. Krakowskie Przedmieście jest całkowicie wyłączone z ruchu.

Tego dnia nie docierają na plac Zamkowy odgłosy bolszewickiej kanonady od strony Pragi. Jest zagłuszana dobywającymi się z tysięcy ust pieśniami, którymi Warszawa błaga swą Patronkę o ocalenie.

Pod kolumną Zygmunta ustawiono ołtarz polowy z relikwiami bł. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa. Wieczorem, po zakończonej adoracji, ciągną na plac Zamkowy wielotysięczne pochody. Wincenty Witos wspominał: „Olbrzymie tłumy ludności chodziły z procesją i chorągwiami przez dwa dni po ulicach Warszawy, śpiewając pieśni i prosząc Boga o zwycięstwo”.

Generał Maxime Weygand, członek misji francuskiej, napisze: „Podziwiałem, w owym sierpniowym 1920 roku, z jaką żarliwością naród polski padł na kolana w kościołach i szedł w procesjach po ulicach Warszawy”. „Ja nigdy w życiu nie widziałem takiej modlitwy, jak w Warszawie”.

Tego samego dnia (8 sierpnia) gen. Tuchaczewski wydaje rozkaz zdobycia Warszawy i sforsowania Wisły w okolicy Torunia i Płocka. Lord Edgar V. D’Abernon, członek Brytyjskiej Misji Wojskowej, notuje w swoim dzienniku: „Utrzymuje się ogólne przekonanie, że Warszawy bronić się nie będzie, ponieważ obronić jej nie można”. Nie jest to zdanie odosobnione. Jeden z generałów misji francuskiej zapytany przez ks. Achille Rattiego, czy liczy na polskie zwycięstwo, odpowiedział znacząco: „Dziś pomóc mogą więcej wasze modlitwy niż sztuka wojenna”. I w rzeczy samej tak właśnie będzie.



16 wiorst od Warszawy
W czwartek, 12 sierpnia, padł Wyszków. Tego samego dnia Naczelny Wódz opuścił stolicę i udał się do Puław, by przygotować część armii do kontrataku zaplanowanego z terenów nad rzeką Wieprz. Przed wyjazdem powie do żony: „Wszystko jest w ręku Boga!”

Warszawy bronić będzie ochotnicza 5. Armia gen. Hallera, która zdaniem gen. Tuchaczewskiego „była najsłabsza co do układu jednostek i najsłabsza duchowo”. Trudno się temu dziwić – w jej szeregi trafili prosto ze szkolnych ławek szesnasto- i siedemnastoletni gimnazjaliści i harcerze. Ale nie ma innego wyjścia, po prostu brakuje doświadczonych żołnierzy z wojennym stażem. Zaczynają się pierwsze walki o przyczółek stolicy, Radzymin, odległy od Warszawy o blisko 16 kilometrów.

Następnego dnia, w piątek (13 sierpnia), za siódmym razem udaje się bolszewikom zdobyć Radzymin i zająć okoliczne wioski. Warszawa jest już na wyciągnięcie ręki! Bolszewicy nie posiadają się z radości, widząc majaczące w oddali białe wieże soboru Aleksandra Newskiego usytuowanego w sercu Warszawy – na placu Saskim. Na wiadomość o zajęciu Radzymina uszczęśliwiony komisarz wojny Lejba Bronstein (vel Lew Trocki) wyrzekł słynne: „16 wiorst i… Jewropa!”.

Nikt nie ma złudzeń. Tylko cud może wyrwać z rąk bolszewików zajęte pół Polski i ocalić jej stolicę. Dla zaistnienia cudu trzeba dobrowolnej ofiary, trzeba żertw ofiarnych…

Ofiara ks. Skorupki
Oto dwóch równolatków, ksiądz kapelan Ignacy Jan Skorupka (lat 27), warszawianin, i żołnierz – porucznik Stefan Pogonowski (lat 26), łodzianin, świadomie przygotowują się do tej roli. Ich dobrowolna ofiara młodego życia za wolność Polski zostanie przyjęta.

Ich wybraństwo i misja zostaną uwierzytelnione publicznym ukazaniem się Bogurodzicy w chwili ich śmierci. Dzięki temu ich irracjonalne zachowania zostaną właściwie odczytane jako wypełnienie powierzonego przez Opatrzność zadania.

Przez 93 lata młodzi ludzie byli przedstawiani jedynie jako bohaterowie. Nowe fakty weryfikują i zmieniają ocenę ich czynów. Dziś postrzegamy ich zachowanie nie jak brawurę, lecz odważne, konsekwentne i heroiczne wypełnienie woli Bożej. Ujawniona heroiczność cnót wskazuje, że obaj zasługują na chwalebny tytuł Sług Bożych.

14 sierpnia, sobota, wigilia Wniebowzięcia NMP. Bolszewicy powtarzają manewr gen. Paskiewicza z czasów Powstania Listopadowego. Uderzają na Warszawę od strony Pragi, atakując Ossów i Leśniakowiznę. Akcja zapowiada się bezproblemowo – linia polskiej obrony to ochotnicy, z których wielu nie brało jeszcze udziału w żadnej bitwie.

O godz. 3.30 79. brygada z potężnym okrzykiem: „Ura! Dajosz Warszawu” rozpoczyna natarcie! Po 2,5 godzinach jest już wiadomo, że ta potyczka, nawet nie bitwa, jest tryumfem bolszewików i za parę godzin bolszewicy przez Turów i Ząbki wejdą do stolicy.

O godz. 5.00 gromady śmiertelnie przerażonych ochotników wycofują się. Nie ma sposobu, by zmusić ich do posuwania się naprzód. Wtedy podbiegł do dowódcy ppor. M. Słowikowskiego ks. Ignacy i prosił o zgodę na przejście z ostatniej (właściwej dla kapelana linii) do linii pierwszej, by „iść razem z żołnierzami i wziąć udział w tej bitwie”. Słowikowski wyraził zgodę i ksiądz ruszył obok niego.

Ogień nieprzyjaciela wzmagał się. Szereg biegnących w tyralierze zaczynał się łamać. Widząc to, ks. Skorupka wybiegł przed ochotników i znalazł się na pierwszej linii. Wznosząc w jednej ręce krzyż, drugą wskazując kierunek natarcia, z okrzykiem „Za Boga i Ojczyznę” biegł, zagrzewając młodocianych żołnierzy do walki. Nikt nie zauważył, kiedy zginął. Ale ten niezauważony moment śmierci księdza stał się punktem zwrotnym starcia pod Ossowem.

Pogonowski atakuje
Niedziela, 15 sierpnia, uroczystość Wniebowzięcia.

Jest głęboka noc, straże bolszewickiej 27. Dywizji wyraźnie widzą łunę świateł nad Warszawą – mają przed oczami prawie osiągnięty cel wielomiesięcznej marszruty! Od zajęcia stolicy Polski, „Paryża Wschodu”, dzieli ich już tylko czas nocnego wypoczynku.

O godzinie pierwszej w nocy porucznik Stefan Pogonowski, lekceważąc otrzymane rozkazy, samowolnie podejmuje atak na Zamostki Wólczyńskie i Wólkę Radzymińską, dopuszczając się czynu, po ludzku sądząc, absolutnie niezrozumiałego! Trudno przypuścić, by doświadczony legionista z sześcioletnim stażem wojennym mógł ot, tak sobie zlekceważyć rozkaz dowódcy, gen. Żeligowskiego! Nie było tajemnicą, co spotyka żołnierza, nawet oficera, za niewykonanie rozkazu – sąd polowy i… kara śmierci. Szturmując Wólkę Radzymińską, porucznik w żaden sposób nie mógł wiedzieć, że „atakuje najczulsze miejsce armii bolszewickiej, centrum głównej arterii nieprzyjacielskiego ruchu naprzód”.

Nagły atak ludzi Pogonowskiego wywołuje popłoch wśród śpiących i niespodziewających się niczego bolszewików, tym bardziej że na nocnym niebie ponad atakującymi Polakami pojawia się postać Niewiasty „groźnej jak zbrojne zastępy”, Jej szeroki granatowy płaszcz powiewa na wietrze, odcinając się smugami światła od czarnego nieba. Osłupieli ze grozy bolszewicy widzieli, jak Niewiasta odrzuca ich pociski, które eksplodują tam, gdzie znajdują się ich odwody! Ogarnięci panicznym strachem, uciekają na łeb, na szyję, porzucając tabory, działa i amunicję.

Po zjawieniu się Bogurodzicy sytuacja na froncie zmieniła się diametralnie. Marszałek Piłsudski tak ją opisuje:

„Wydawało mi się, że jestem gdzieś we śnie, w świecie zaczarowanej bajki. Nie rozumiałem właściwie, gdzie jest sen, a gdzie prawda!

Czy śniłem wtedy, gdy jakaś zmora dusiła mnie jeszcze tak niedawno swą nieprzepartą siłą ustawicznego ruchu, zbliżającego potworne łapy do śmiertelnego uścisku gardła, czy śnię teraz, gdy 5. dywizja swobodnie i bez oporu przebiega śmiało te przestrzenie, które jeszcze tak niedawno w śmiertelnej trwodze oddawały się nieprzyjacielowi? Gdzież jest [bolszewicka] 16. Armia? Gdy jechałem do Mińska, świadczyły o niej armaty, zostawione bez zaprzęgów i bez obsługi w polu, świadczyły o niej dość liczne trupy ludzi i koni obok szosy, świadczyła wreszcie ludność, która z zachwytem opowiadała mi, zatrzymując auto, gdy mnie poznawano, że bolszewiki uciekały w bezładzie i popłochu w różne strony!”.

Maryja wysłuchała próśb swego ludu zanoszonych podczas wielkiej nowenny modlitewnej. Tak spełniły się słowa proroctwa Bogurodzicy przekazane Słudze Bożej Wandzie Malczewskiej 47 lat wcześniej. 15 sierpnia 1873 r. Matka Boża zapowiedziała: „Uroczystość dzisiejsza wnet stanie się świętem narodowym, dla was, Polaków, bo w tym dniu odniesiecie zwycięstwo nad wrogiem, dążącym do waszej zagłady”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/50839,zwy ... maryi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Gloryja Maryja
PostNapisane: 12 paź 2013, 07:30 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31127
Wynagrodzić Maryi

13 października 2013 roku będzie dniem wyjątkowym. Może przełomowym w dziejach Kościoła i świata. Oto Ojciec Święty Franciszek zwraca uwagę wszystkich ludzi dobrej woli na „wielki znak – Niewiastę obleczoną w słońce”, który ukazał się w Fatimie na początku XX wieku – czasu wielkich totalitaryzmów i rewolucji. „Horyzont jest wprawdzie ciemny, ale błyska już promień światła, na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje” – to słowa Najświętszej Maryi Panny.

Miłosierdzie Boże daje nam przez Maryję ratunek. Wiemy o niezwykłych interwencjach Królowej Nieba, gdy Papież, przedstawiciele Kościoła, poszczególni ludzie i całe narody z wiarą i ufnością spełniali Jej polecenia. Można o tym przeczytać w wielu publikacjach.

Czy jednak okazujemy wdzięczność Niepokalanemu Sercu Maryi? Ojciec Święty Franciszek przynagla nas, abyśmy przypomnieli sobie istotę nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi i dołożyli starań, by było ono praktykowane w całości w takiej formie, jak życzyła sobie tego Matka Boża w Fatimie. Składa się ono z dwóch elementów: poświęcenia świata i Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi i wynagrodzenia w pierwsze soboty miesiąca. Zwłaszcza ten drugi punkt jest wciąż przez niewielu praktykowany i dlatego chcemy przypomnieć, na czym polega.

W 1917 roku Matka Boża objawiła się w Fatimie trojgu dzieciom i skierowała przez nie orędzie do świata. W czasie kolejnych objawień pokazała im swoje Niepokalane Serce otoczone cierniami, a następnie piekło, do którego zmierzają niezliczone rzesze grzeszników. Przedstawiła straszliwe konsekwencje odejścia od Bożych praw. Zapowiedziała, że jeśli ludzkość nie zmieni życia, wybuchnie nowa, jeszcze gorsza wojna światowa. Będzie głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego.

Aby zapobiec tym nieszczęściom, Maryja przyrzekła, że przyjdzie ponownie, by prosić o wynagrodzenie w pierwsze soboty miesiąca. Powiedziała wtedy: „Bóg chce wprowadzić na świecie cześć Mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy przyjmą to nabożeństwo, obiecuję zbawienie. Dusze te będą przez Boga kochane jak kwiaty, postawione przeze Mnie dla ozdoby Jego tronu”. „Jeśli się zrobi to, co wam powiem, wielu zostanie uratowanych przed piekłem i nastanie pokój na świecie… Jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie miał wiele do cierpienia. Różne narody zginą. Na koniec Moje Niepokalane Serce zatriumfuje”.

Wielka obietnica



10 grudnia 1925 roku, gdy Łucja przebywała w Pontevedra, ukazała się jej Najświętsza Panna, a u Jej boku w jasności Dzieciątko Jezus. Maryja położyła Łucji rękę na ramieniu i pokazała swoje Serce otoczone cierniami. Dzieciątko Jezus powiedziało: „Miej współczucie nad Sercem twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie ranią Je wciąż na nowo, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał”.

Potem Maryja powiedziała: „Córko moja, spójrz, Serce Moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewdzięczność stale Je ranią. Przynajmniej ty staraj się mnie pocieszyć i przekaż wszystkim, że obiecuję przyjść na pomoc w godzinę śmierci z wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia tym, którzy przez 5 kolejnych miesięcy w pierwsze soboty: odprawią spowiedź, przyjmą Komunię św., odmówią Różaniec, przez 15 minut towarzyszyć Mi będą, rozmyślając o 15 tajemnicach różańca w intencji zadośćuczynienia”.

Matka Boża przyrzekła tym, którzy podejmą wynagrodzenie w pierwsze soboty, że będzie obecna w godzinie ich śmierci „wraz ze wszystkimi łaskami potrzebnymi do zbawienia”. Dlatego objawienie to nazywamy także WIELKĄ OBIETNICĄ NIEPOKALANEGO SERCA MARYI. Jest to tzw. łaska skuteczna.

W 1930 roku o. José Bernardo Goncalves SJ poprosił Łucję, aby wyjaśniła dokładniej sposób praktykowania tego nabożeństwa. Wtedy Pan Jezus objawił jej, dlaczego ma być 5 sobót. Powiedział: „Moja córko, powód jest prosty: jest 5 rodzajów zniewag i bluźnierstw przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi: bluźnierstwa przeciw Niepokalanemu Poczęciu, przeciwko Jej Dziewictwu, przeciwko Boskiemu Macierzyństwu, gdy jednocześnie nie chce się uznać Jej za Matkę ludzi, starania ludzi, którzy usiłują publicznie wpajać w serca dzieci obojętność, pogardę, a nawet odrazę wobec Niepokalanej Matki, bezpośrednie znieważanie Maryi w Jej świętych wizerunkach.

Oto, moja córko, powody, dla których Niepokalane Serce Maryi nakazuje Mi żądać tego małego zadośćuczynienia. To zadośćuczynienie poruszy Moje Miłosierdzie i wybaczę temu, kto miał nieszczęście Ją znieważyć. Jeśli o ciebie chodzi, to poprzez swoje modlitwy i ofiary staraj się bez ustanku skłaniać Mnie do Miłosierdzia wobec tych nieszczęsnych dusz”.

Na ogół najwięcej trudności sprawia ludziom wypełnienie ostatniego warunku, tzn. 15 minut rozmyślania. Zwróćmy jednak uwagę, iż Maryja obiecała, iż będzie nam towarzyszyć w czasie tej medytacji. Z tego powodu 15 minut rozmyślania w pierwszą sobotę miesiąca ma tak wielką wartość. Jest prawdziwą szkołą modlitwy, w której nauczycielką jest sama Królowa Nieba. Doświadczają tego wszyscy, którzy już praktykują to nabożeństwo.

Wiele motywów skłania nas do odprawiania nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca. Najważniejszym jest potrzeba wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Maryi za niewdzięczność naszą i innych ludzi. Innym – posłuszeństwo Maryi i pragnienie włączenia się w Jej plan ratowania świata, przyjęcie Jej darów. W tym kontekście warto przypomnieć, że gdy w 1946 roku Polska poświęcała się Niepokalanemu Sercu Maryi, ocalałe po wojnie wspólnoty zakonne zobowiązały się do praktyki tego nabożeństwa. Dzisiaj, gdy nie jesteśmy w stanie o własnych siłach przeciwstawić się złu, zwróćmy się z ufnością do Niepokalanego Serca Maryi, przyjmijmy podany przez Nią ratunek, a na pewno doświadczymy obiecanej pomocy.

Ewa Hanter

http://www.naszdziennik.pl/mysl/56611,w ... maryi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 60 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /