Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 73 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 17 lip 2009, 06:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30741
...i czy to będzie jeszcze kultura?, a może to już będzie tylko substytut kultury?

Kiedyś Karola Wojtyłę zapytano: "jak radzić sobie z zalewem zła w świecie"?
Przyszły Papież odpowiedział: "tylko poprzez tworzenie wysokiej kultury"

Zacznijmy ten wątek od rozważań na temat zaangażowania czynników oficjalnych w proces formowania poprawności w kulturze. Takie zjawiska zawsze występują we wszystkich totalitaryzmach.
Na podstawie przedstawionych poniżej faktów, trudno jest już wytłumaczyć sobie, że to jeszcze demokracja, że nie jesteśmy przez kogokolwiek sterowani, że możemy w kulturze robić to co jest jej istotą, czyli tworzyć.

A może zostało nam jedynie to co kryje w sobie słowo produkować?

Prawdziwa sztuka krytyki się nie boi

- To dyskryminacja mojej osoby ze względu na wyznawany przeze mnie światopogląd oraz to, że piszę w "Naszym Dzienniku" - ocenia Temida Stankiewicz-Podhorecka, której Teatr Dramatyczny im. Gustawa Holoubka i Teatr Na Woli odmówiły zaproszeń na spektakle. Pretekst? Miała rozmawiać na jednym z nich, co rzekomo przeszkadzało aktorom. Fakt skreślenia z listy krytyków teatralnych osoby znanej z piętnowania tego, co uderza w wartości narodowe i religijne, poruszył środowisko twórcze. - Jeśli ktoś pisze do rzeczy, kto krytykuje teatr za to, że niesie ze sobą nurty nihilistyczne, staje się po prostu niewygodny. Pani Stankiewicz-Podhorecka okazała się w tej sytuacji ideologicznie niepoprawna i dlatego należało ją wykluczyć - mówi prof. Henryk Kiereś, kierownik Katedry Filozofii Sztuki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.

Oficjalne oświadczenie Teatru Dramatycznego, pod którym podpisała się Katarzyna Szustow, kierownik Działu Komunikacji i Rozwoju, brzmi: "Zaproszenie nie zostało przekazane Pani Temidzie Stankiewicz-Podhoreckiej w związku ze sposobem zachowania podczas ostatniej premiery 'Fragmenty dyskursu miłosnego' w reżyserii Radosława Rychcika. Pani Temida Stankiewicz-Podhorecka w trakcie całego spektaklu głośno i złośliwie komentowała przebieg akcji scenicznej oraz grę aktorów Teatru Dramatycznego. W trosce o komfort odbioru spektakli przez naszych widzów Teatr podjął decyzję o niezapraszaniu Pani Temidy Stankiewicz-Podhoreckiej. Jak do tej pory nikt z recenzentów teatralnych nie ingerował w taki sposób w tkankę spektaklu. Krytyczne recenzje nie były przyczyną podjętej decyzji".

- No, nie! Zabawa jak w przedszkolu. Owszem, kilka razy zwróciłam się do osoby towarzyszącej mi z uwagami natury artystycznej, ale mówiłam szeptem. Przecież nie wygłaszałam referatu. Zresztą spektakl był tak nudny i nieudany, że niektórzy widzowie, bez mojego udziału, z własnej woli opuścili widownię w trakcie trwania przedstawienia. Cała ta historia z podaniem przyczyny o niezapraszaniu mnie jest swego rodzaju manipulacją. Chodzi przecież naprawdę o coś zupełnie innego. Ja nie pasuję do "układu poprawnościowego" i już - powiedziała nam Temida Stankiewicz-Podhorecka.

Zbulwersowania nie kryją aktorzy i reżyserzy, z którymi rozmawialiśmy. - Po raz pierwszy spotykam się z taką sytuacją. To jakieś nieporozumienie. Każdy może przecież mieć własne zdanie. Pracuję w teatrze już prawie 48 lat i nigdy o czymś takim nie słyszałem. Nawet za czasów tzw. komuny nikt nie używał takiego argumentu, że [krytyk - przyp. red.] rozmawiał na przedstawieniu - stwierdził Janusz Zakrzeński, aktor Teatru Polskiego w Warszawie. Zdaniem Rafała Wieczyńskiego, reżysera filmu "Popiełuszko. Wolność jest w nas", może tu chodzić o dobranie tylko takich dziennikarzy, którzy na pewno wydadzą pozytywną recenzję o przedstawieniu.

Przedstawienie "Fragmenty dyskursu miłosnego" wystawiane w Teatrze Dramatycznym inspiruje się książką napisaną przez profesora Rolanda Barthesa. - Takie spektakle są po prostu mierne. Tu słowo nie przystaje do formy. Nie mają ze sobą nic wspólnego, dlatego można tu mówić o antysztuce. Nie może być tak, że reżyser robi spektakl tylko dla grupki własnych kolegów, to jest przeznaczone dla publiczności i musi być czytelne. Najważniejszą sprawą jest to, czy spektakl nie niszczy podstawowego systemu wartości, który jest zakorzeniony w chrześcijaństwie. System ten jest ciągle ośmieszany, a wręcz katowany w niektórych spektaklach teatralnych. Ja się temu stanowczo przeciwstawiam - podkreśla Temida Stankiewicz-Podhorecka. Skreślenie z listy krytyków w Dramatycznym to nieodosobniony przypadek. Zaproszenia na przedstawienie Stankiewicz-Podhoreckiej odmówił także warszawski Teatr Na Woli. Chodzi tu o niedawno wystawiany tam spektakl "Żydówek nie obsługujemy".

- To nie była premiera. Przedstawienie było odpłatne, nie mogliśmy tak rozdawać zaproszeń darmowych, bo teatr musi zarabiać. Nie mamy obowiązku zapraszać nikogo na darmowe występy - powiedziała "Naszemu Dziennikowi" Blanka Zawada z działu Public Relations Teatru Na Woli.We wcześniejszej rozmowie telefonicznej z Temidą Stankiewicz-Podhorecką ta sama osoba poinformowała, iż zaproszenie na przedstawienie będzie czekało na odbiór w kasie teatru. Ale już następnego dnia teatr stwierdził, że takim zaproszeniem dla niej jednak nie dysponuje. - Pani Temida może oczywiście wejść na spektakl, ale otrzymałam informację, że pani Temidzie nie wydajemy darmowych zaproszeń - przekonywała nas Blanka Zawada.

Stankiewicz-Podhorecka nie ma wątpliwości - podwoje obu teatrów zostały przed nią - jako krytykiem - zamknięte.

- Chociaż nikt nie napisał mi o tym wprost i nikt wprost w obu tych teatrach nie powiedział mi, że skreśla się mnie z listy krytyków na stałe, to jednak wiem, że nie mam tam już wstępu. Jestem o tym przekonana. Odbieram to jako dyskryminowanie mojej osoby. Ze względu na wyznawany przeze mnie system wartości oraz na to, że piszę w "Naszym Dzienniku" - stwierdza Temida Stankiewicz-Podhorecka. I zaznacza, iż niedopuszczanie jej do niektórych przedstawień to próba uniemożliwienia wykonywania przez nią zawodu.

- Nie może być tak, żebym ja błagała ich o to, by dostać zaproszenie. To moja praca: przychodząc na przedstawienia, wykonuję swoje obowiązki - dodaje.W opinii prof. Henryka Kieresia z Katedry Filozofii Sztuki KUL, usunięcie Stankiewicz-Podhoreckiej, znanej z piętnowania tego, co uderza w wartości narodowe i religijne, z listy krytyków teatralnych, to przejaw terroru w sztuce, lansowanego przez atakujący ją liberalizm. Anna Ambroziak


http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... d=po01.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 17 lip 2009, 06:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30741
Posłuchajmy barwnej opowieści o wprowadzaniu drastycznych ograniczeń wolności słowa.

Zamykają usta krytykom i recenzentom teatralnym

p. Temida Stankiewicz-Podhorecka, krytyk teatralny

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=14548

Czy o "take Polske" walczylim?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 17 lip 2009, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30741
Świat według 13-latka

Dzisiaj dla młodzieży wszystko musi być „cool” albo „trendy”. Musi dobrze wyglądać. Politycy zaś przypominać agenta 007. O stany umysłów kierujących państwem czy o wartości, którymi kierują się w swojej działalności, czy o cele, które chcą zrealizować w swojej pracy polityków pyta niewielu. Podejrzewam, że ogromna część nastolatków ma kłopoty z jasnym postawieniem pytania. Sami ledwie wiedzą, co się koło nich dzieje i nawet nie usiłują zrozumieć, czy odpowiedzieć sobie na pytanie „dlaczego?” Ale oceniać innych?
Czemu nie?

„Ja osobiście nic do niego nie mam, ale wszyscy się z niego śmieją, że kaczka” - mówi 13-letni Damian, który - podobnie jak dziesiątki innych użytkowników Naszej-klasy - wyzywa w tym serwisie głowę państwa. Z relacji, których udzielili redakcji „Dziennika” młodzi internauci wynika, że obrażanie prezydenta jest po prostu modne.

Jaki byłby świat według tych, którzy jako młodociani pożyteczni idioci zostali zaprogramowani i sklonowani w milionach egzemplarzy przez MTV czy niemieckie redakcje pism dla polskiej młodzieży? Wczorajszy mój tekst nawiązujący do „Władcy much” nieoczekiwanie stał się przyczynkiem do próby ujęcia tego problemu – oczywiście - tym razem w wydaniu „junior”.

Zanim dojdzie jednak do procesów programowania, trzeba równolegle rozpocząć proces odbierania dzieci ich rodzicom. Do tego dzisiaj służy część posłów oraz struktury rządu z minister oświaty Katarzyną Hall. Po wstępnej obróbce niemieckim wydawcom i mediom już łatwiej jest uczynić z nich janczarów. A ci atakują tych, którym bliższa Polska, polskie wartości. Tacy nie są trendy. Trendy są te, paneuropejskie (?) aktualnie brutalnie wciskane każdemu człowiekowi, który tylko nawinie się pod gazetę, ekran lub radiowy głośnik. Zatem atakują historię naszego kraju, atakują Prezydenta RP, atakują PiS i każdego, na kogo ich naszczuto: „bierz go!”. Bo taki zainstalowano im program. Wmówiono, że gdy będą go realizować będą trendy, będą cool. Pisma krzyczą w kierunku ich podświadomości jesteście „fajni” i mądrzy, wiecie już wiele o świecie i seksie już też wiele. Po co słuchać innych. Słuchajcie nas.

Kilkunastoletnie dzieci żądają, aby "wywalić prezydenta z rządu", rzekomo wstydzą się "że wybraliśmy takiego". Skutek uboczny czy celowy Platformy Obywatelskiej, która przez zaprzyjaźnione środowiska trafia do młodych.

„Nasz obecny prezydent wogulnie niewygląda na prezydenta i wszędzie się ośmiesza”. 15-letni Oskar pod zdjęciem prezydenta napisał: „spieprzaj dziadu normalnie taki prezydent to posmiewisko na calym swiecie wstyd mi ze wybralismy takego”.

Po poważniejsze argumenty sięga 18-letni Adrian, który na Naszej-klasie wypisał najcięższą obelgę, pisząc pod wizerunkiem Kaczyńskiego (...). „Wszyscy któzy głosowali na lecha teraz żałują swoich decyzji (z PISem podobnie) przynajmniej tak mysle;P ogólnie pogarszający sie stan państwa i słuchanie bez przerwy złch wiadomości w tv doprowadzają mnie do frustracji. Jako, że nie moge nic na to poradzic probuje sie przynajmniej wyładować” - tłumaczy.

Adrian pisze: „nie wykazuje się zrozumieniem polskiej polityki.” Dalej Adrian pisze: „Zazwyczaj słuchając wiadomości, dochodzę do wniosku, że to właśnie PiS i m.in lech bezsensownie i czasami śmiesznie rządząc doprowadzają nasz kraj do takiej sytuacji. Wolałbym jakby rządy w kraju objęła tylko PO, jestem przeciw pluralizmowi, bo wg mnie to wlasnie on przyczynia sie do niepotrzebnych sporow i tego konsekwencji (PO zazwyczaj bezsensownie nie wszczyna sporów) pozdro ps.specem od polityki nie jestem ale każdy może takie zzjawisko zauważyć (oczywiście oprocz zaślepionych checią władzy braci kaczynskich)”.
Zatem powoli dojrzewamy do totalitaryzmu. Platforma Obywatelska młodych Polaków już do tego przygotowuje kilku słusznych specjalistów od lżenia. Młodzi zaprogramowani w kierunku „jedynej i słusznej partii” okazują się, jak papierek lakmusowy na lekcjach chemii, pokazują czym już zdołali nasiąknąć.

(Przytoczone cytaty pochodzą ze strony internetowej „Dziennika” należącego do niemieckiego wydawcy. Cytaty pisane w oryginale)

http://www.pis.org.pl/article.php?id=14836


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 18 lip 2009, 12:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30741
Rozważania o kulturze wprost z forum Frondy.

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=2709774

Dlaczego to takie ważne, dlaczego Polacy powinni łożyć na te rzeczy także ze swoich podatków?

Bo od tego zależy przetrwanie samego narodu. Mówicie o kryzysach, o załamaniach gospodarczych, końcu systemu ubezpieczeń, ostatecznym końcu XX wieku... To wszystko jest ważne i zgadzam się, że spore przemiany nas czekają. Ale czym innym jest kwestia gospodarczego przygotowania do tych przemian i tego, czy wyjdziemy bogaci (bo jakoś zawsze wyjdziemy), a czym innym jest pytanie, czy wyjdziemy z tego Polakami.

Człowiek, któremu się powodzi, nie zawsze musi czuć przywiązanie do miejsca, skąd wyszedł. W XIV w. Litwini dokonali olbrzymich podbojów i co z tego zostało? Dla większości kultura polska okazała się atrakcyjniejsza. To samo dotyczy przecież Wiśniowieckich i ruskiej spolszczonej szlachty. Ale wtedy to wysoka kultura (także polityczna) promieniowała z Korony, nie na odwrót.

Inna sytuacja. Popatrzcie na Żydów. Dlaczego zachowali tożsamość, żyjąc tyle wieków w różnych krajach? Czy to tylko religia i tradycja? Chyba nie. Ważne, że Żydzi wpisali się w każdy nurt każdej dziedziny kultury wysokiej, jaka istnieje: malarstwo, muzyka, teatr. Wszystko. Gdyby dziś, w epoce McDonalda chodziło tylko o tradycję, to wielu Żydów by ją porzuciło (jak kiedyś dla komuny). Ale oni widzą tych wspaniałych żydowskich artystów i widzą, że to nie skansen, że być Żydem w dzisiejszym świecie to brzmi dumnie. Przecież tak samo potrzebowaliśmy Chopina i Mickiewicza, kiedy nie mieliśmy państwa.

Popatrzcie na Francuzów. Oni przegrają każdą możliwą wojnę, w jakiej się znajdą, ale prawdopodobnie nie znikną jako naród. Oni są wstanie zasymilować Arabów, którzy w drugim pokoleniu, jeśli pozwoli im się do czegoś dojść, będą popijali francuskie wino i wieszali na ściany obrazy gołych bab... Chyba że wetnie się w to masowa kultura Coca-Coli. Tylko że Francuzi są na tyle mądrze, że dają tej Coca-Coli odpór, promując swoje. I wygrają. Przetrwają, nawet jeśli statystyczny Francuz będzie miał ciemniejszą skórę.

Kultura masowa to świat Coca-Coli, wszędzie na świecie jest taki sam. Trzeba budować tożsamość narodową na kulturze wyższej, bo bez tego nie można stworzyć elit narodu świadomych swojej roli. Te elity są potrzebne.
Polskość to oczywiście katolicyzm, kult Matki Boskiej, Częstochowa. Ale można być katolikiem, nie będąc Polakiem. Oprócz Częstochowy jest Fatima, Lourdes i wiele miejsc. Katolickość trzeba chronić, ale to nie jedyna ostoja polskości w świecie, gdzie wszystko dąży do wyrównania, a kultura masowa sprowadza się do promocji rozwiązłości i używek.

Jeśli nie będziemy pielęgnować wyższej kultury, za 50 lat zostaniemy ciągle katolickimi przeważnie polskojęzycznymi Europejczykami. A język dziś problemem nie jest. Kultury Europy zachodniej są bardzo ekspansywne. Oni do swojego dopłacają, bo tego wymaga europejska rzeczywistość. Żadne z tych państw, może z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, nie jest w stanie prowadzić wojny zbrojnej. Każde broni własnej kultury wysokiej i dlatego żaden z tych narodów nie zaniknie.

Kto obok Dmowskiego negocjował kształt niepodległej Polski? Paderewski! Już wtedy było to bardzo ważne. My musimy promować dziś Pendereckiego i Góreckiego, filmy Zanussiego i Kieślowskiego (obyśmy tylko z tym ostatnim potrafili w połowie tak dobrze jak Francuzi!!!).
Polska nie ma elit, które potrafiłyby tego dopilnować. Musimy o to zadbać wszyscy, bo naprawdę grozi nam status polskojęzycznego Europejczyka.

Zlikwidujcie ubezpieczenia, Zlikwidujcie armię! Na to nas stać. Bo armia nie obroni narodu. Europejskie armie są raczej na pokaz. Naród obronić może tylko żywa kultura, wyższa niż masowa.


Nie ze wszystkim mogę się zgodzić, szczegónie z ostatnimi zdaniami, ale ogólnie postrzegam zjawisko podobnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 18 lip 2009, 12:25 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 16:38
Posty: 1932
Zgodzę się.Kultura to podstawa,ale nie można tak z lekcewazeniem wypowiadać się o wojsku.Czysty idealizm.

_________________
"Ponieważ żyli prawem wilka,historia o nich głucho milczy..."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 18 lip 2009, 13:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
kev napisał(a):
Zgodzę się.Kultura to podstawa,ale nie można tak z lekcewazeniem wypowiadać się o wojsku.Czysty idealizm.

Własne państwo, nawet rządzone przez takich łotrów, jak obecne, stanowi ochronę dla naszej tożsamości. A armia stanowi ochronę dla naszego państwa - z tego właśnie powodu PO stara się osłabić siłę naszej armii i zadaje ciosy w nasz przemysł zbrojeniowy. Bez armii łatwiej zlikwidowac państwo - a ten właśnie proces PO teraz przeprowadza. I bez państwa można obronić tożsamość, ale jest bardzo ciężka robota. Dużo łatwiej jest się bronić przed polakożercami u siebie. Własne państwo, nawet rządzone przez wrogów, stanowi dla Polski zabezpieczenie, bo wrogowie, by utrzymać się przy sterze, dużo energii muszą teraz wkładać w przekonywanie Polaków, że nie są wrogami. Mniej zatem energii zostaje im na niszczenie naszej kultury.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 18 lip 2009, 16:48 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lip 2009, 18:26
Posty: 1342
Propagowanie własnej kultury, furda! Nierząd cudotwórcy ma fundusze na wspieranie imprez żydostwa lub innych "gejów"/ja ich nazywam po polsku pederastów/, natomiast skąpi lub wręcz zakazuje, imprez przybliżających wartości patriotyczne, POLSKIE WARTOŚCI PATRIOTYCZNE, społeczeństwu.

_________________
Uśmiech i życzliwość łagodzi obyczaje.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 19 lip 2009, 18:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30741
W centralnym miejscu maleńkiej sceny umieszczono fotel ginekologiczny. Pewnie z "odzysku", bo prawdziwy. W każdym razie widać, że nie jest nowy. "Frontem" zwrócony w stronę widowni. Pełni tu kilka funkcji. Prócz tej, którą ma już z samej nazwy, raz jest łóżkiem, potem stołem, innym razem bieliźniarką, a to znowu łóżkiem, by za chwilę pełnić rolę jakiejś garderoby, szafy czy szafki. Niewykluczone, że sporadycznie awansuje nawet do funkcji katedry uczelnianej. Choć tego, tak do końca nie byłabym pewna. Jak zresztą niczego w tym przedstawieniu.
Jeszcze parę lat temu pewien znany, bardzo znany reżyser w większości realizowanych przez siebie przedstawień ustawiał w najbardziej wyeksponowanym miejscu na scenie łóżko. Niezależnie od tematu sztuki. Co poniektórych to bulwersowało. Można powiedzieć, że w porównaniu z rekwizytami, które wykorzystują w swoich spektaklach współcześni reżyserzy, tamto łóżko - patrząc z dzisiejszej perspektywy - było niewinną igraszką. W każdym razie, spoglądając na owo łoże, jeszcze nim rozpoczął się spektakl, można się było domyślić, co będzie leitmotivem przedstawienia.
Podobnie jest w spektaklu "Badania terenowe nad ukraińskim seksem" według książki Oksany Zabużko. Nim na widowni zgasną światła i na scenę wejdzie Katarzyna Figura, by wcielić się w rolę bohaterki monodramu o imieniu - nomen omen - Oksana, publiczność ma przed oczami widok na "ginekologię" lub, używając nieco poetyckiego określenia: pejzaż ginekologiczny. Czy tego chce, czy nie chce, ma i już. No i oczywiście, w ten oto bijący w oczy sposób widzowie są już wprowadzeni nie tylko w klimat spektaklu, ale bez wysiłku umysłowego (ten raczej w ogóle jest tutaj nieprzydatny) mogą się domyślić, co za chwilę będzie "grane" i kto, a raczej: CO przejmie tu główną funkcję.
Tak więc zastosowano tu modny dziś zabieg socjotechniczny: zawczasu przygotowano widzów, by tego wieczoru nie oczekiwali ze sceny żadnych subtelności, bo spektakl docierać będzie aż do samych trzewi. I rzeczywiście, subtelności tu nie uświadczysz. Cała intymność człowieka, zarówno seksualna, jak i emocjonalna, a nawet duchowa (kilka razy wyświetlany z projektora na ścianie zarys obrazu Matki Bożej z Dzieciątkiem, co zresztą uważam za nadużycie ze względu na wulgarny kontekst) została tu wywalona niczym kubeł śmieci, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Ta celowa degradacja intymności, a co za tym idzie, także godności istoty ludzkiej, odarcie człowieka z jego tajemnicy przeżywania najgłębszych uczuć i ukazanie kobiety jako kawałka "mięsiwa" (nic to, że wyposażonego w rozum) ma tutaj spełnić swój cel. Mianowicie wstrząsnąć odbiorcą (skoro innymi środkami się nie potrafi), ale nade wszystko w głośny sposób zaakcentować tzw. filozofię feministyczną. Książka Oksany Zabużko określana jest bowiem jako rodzaj manifestu feministycznego.
Okrzyknięty diagnozą społeczeństwa ukraińskiego w dobie transformacji tekst jest "nobilitowany" na wyrost. Ambicja przeprowadzenia czegoś na kształt wiwisekcji narodu w oparciu o sferę życia seksualnego obywateli brzmi nader groteskowo. "Wzmacnianie" tekstu tzw. kompleksem bycia Ukrainką, a tym samym ofiarą systemu komunistycznego też nie pomaga. Ten temat w twórczości literackiej nie jest już oryginalny, został zgrany do cna. Oczywiście, zależy, jak głęboko myślowo się do tego podejdzie. Tutaj, w przedstawieniu, ma to wymiar, niestety, bardzo powierzchowny. Rozliczanie się z komunizmem przez zaglądanie do łóżka obywatelom i na tej podstawie stawianie diagnozy całemu społeczeństwu brzmi jak temat skeczu kabaretowego.
Katarzyna Figura gra czterdziestoletnią kobietę "po przejściach". Ale większości tych "przejść" doświadczyła, można powiedzieć na własne życzenie. Wprawdzie oskarża mężczyzn, iż ją wykorzystywali przez całe życie, ale przecież nie jest osobą ubezwłasnowolnioną i odmóżdżoną. Przeciwnie, jako znana i uznana poetka została zaproszona do Ameryki na stypendium naukowe. Wykłada na Harvardzie. Jej problemem jest samotność, kompleks wynikający z tego, że jest Ukrainką oraz, a właściwie nade wszystko, tęsknota za niegodziwcem Mykołą, artystą malarzem, który został na Ukrainie i nie dzwoni do niej. Może wrócił do żony? Wiedziała przecież, że jest żonaty, kiedy nawiązywała z nim romans.
Monodram ujęty jest w wyraźną ramę kompozycyjną: rozpoczyna się próbą samobójstwa Oksany, a kończy zrealizowaniem tegoż. Finałowa scena, która w zamierzeniu miała wstrząsnąć widzem, wywiera całkiem odwrotny skutek. Bohaterka dusząca się powoli w kabinie prysznicowej w celofanowym worku na głowie to istny obrazkowy horror. Ale tylko horror, bez żadnej głębi. Obraz ten przypomina zresztą samobójczą śmierć pisarza Kosińskiego w Ameryce, który wybrał podobny sposób odejścia.
Katarzyna Figura w roli Oksany daje z siebie wszystko i jeszcze więcej. Jednak ta naturalistyczna nadgorliwość w środkach wyrazu w którymś momencie zaczyna nużyć, co wyraźnie odsłania słabości tekstu i aż do znudzenia powtarzające się wątki. No, bo ileż razy można słuchać o toksycznej miłości, o toksycznych relacjach międzyludzkich, o toksycznej filozofii życia, o toksycznej rodzinie, bo, oczywiście, nie mogło zabraknąć tu wspomnień z dzieciństwa, kiedy to bohaterka była molestowana seksualnie przez ojca itd., itd. Czarny nihilizm. Najkrótsza recenzja powinna brzmieć tak: feminizm plus nihilizm równa się horror.
Temida Stankiewicz-Podhorecka

"Badania terenowe nad ukraińskim seksem" Oksany Zabużko, adaptacja i reżyseria: Małgorzata Szumowska, scenografia: Marceli Sławiński, kostiumy: Katarzyna Lewińska, muzyka: Adam Walicki, Marcin Rychter;
Teatr Polonia, Warszawa

http://archiwum.naszdziennik.int.pl/ind ... =57&id=132


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 19 lip 2009, 21:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30741
Naczelny unijny problem i temat, to likwidacja naturalnego podziału płci na kobiety i na mężczyzn, i sprowadzenie wszystkich do roli obojnaków mogących łączyć się seksualnie, i prawnie w dowolne struktury, i konfiguracje, jest jak to widać gołym okiem, celem pierwszoplanowym unijnych przywódców. Cały ten wielki wysiłek medialno - propagandowy i wychowawczy ma służyć przejęciu pełnej władzy nad ludźmi przez lewaków, i można go określić jako rewolucję obyczajową, która jest już kolejną rewolucją naszego świata, i ma za cel doprowadzić świat do nowych porządków społecznych.

Kolektywizacja narodów i sprowadzenie kształtowanej przez tysiąclecia ich różnorodności kulturowej jedynie do wartości muzealnej i skansenowej, a w zamian promowanie jedynie słusznego wzoru współczesnego człowieka jest aktem samozagłady realizowanym z nadludzką konsekwencją przez unijnych kacyków moralnych i duchowych.

Czy jest już za późno, aby odwrócić kierunek zmian obyczajowości, zaniku wysokiej kultury, uniemożliwiania kształtowania wyrazistych postaw ludzkich w procesach wychowawczych poprzez zanik tych procesów?
Czy jest już za późno na odzyskiwanie suwerenności duchowej i materialnej przez poszczególne narody?

Czy jesteśmy już bez szans, skazani na bycie sobą, na bycie oryginalnymi jedynie w swoich mikrośrodowiskach, ale bez możliwości podzielenia się swoim rozwojem kulturowym, intelektualnym, duchowym i moralnym z całością społeczeństw?

Jaką nam oni szykują przyszłość?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 19 lip 2009, 21:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Naczelny unijny problem i temat, to likwidacja naturalnego podziału płci na kobiety i na mężczyzn, i sprowadzenie wszystkich do roli obojnaków mogących łączyć się seksualnie, i prawnie w dowolne struktury, i konfiguracje, jest jak to widać gołym okiem, celem pierwszoplanowym unijnych przywódców.

Ale forowanie parytetu płci działa w przeciwnym kierunku - jak widać ideolodzy nigdy nie kierowali się logiką. Co do chorego łba strzeli, to próbują narzucać światu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 21 lip 2009, 07:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30741
Przyszłość należy do kultury

Problem upadku obyczajów i kultury jest powszechnie znany (nie tylko w Polsce). Nie chcę go tu roztrząsać, ale dać wyraz mojemu niezadowoleniu i zwrócić uwagę na kilka kwestii. Niezrozumiałe jest kształcenie artystów w coraz liczniejszych akademiach, niepokojące i dyskusyjne są programy i poziomy ich edukacji, kadra profesorska często pozostawia wiele do życzenia. Artyści powinni być przede wszystkim twórcami i nosicielami kultury każdego narodu. A jak ocenić dyplom "artysty plastyka", który zamiast malować piękne obrazy, obiera ziemniaki, układa kamienie, przenosi pchły, zawiesza na krzyżu genitalia czy podrabia jakieś cudze dzieła i przedmioty? Pomijając w wielu wypadkach obrazoburczość, jest to robotnik, działacz i odtwórca - nie twórca.
A jak ocenić młodego "aktora" po szkole teatralnej, który zamiast grać role dramatyczne, znakomicie recytować, śpiewać i tańczyć - przeklina na scenie. Jeżeli zdarzy się, że szkoła aktorska "wypuści" wybitnego aktora, to plucia i chamstwa, przeklinania i pokazywania publicznie często nieestetycznego ciała nauczy aktora reżyser lub dyrektor teatru. Do tarzania się na golasa po scenie zmuszą nawet największych aktorów! Tylko dlaczego za nasze pieniądze?! Jakim prawem?! Dlaczego urzędnicy nie wstrzymują im dotacji za działania nawet wbrew Narodowi i prawu? Ten otaczający nas chłam pseudokultury to nie jest polska kultura i polskie dziedzictwo narodowe.
Gdyby nowy minister kultury i dziedzictwa narodowego utworzył normalny, polski teatr w Warszawie, jestem pewien, że bilety wyprzedane byłyby na pół roku z góry. A gdyby ufundował nagrody, np. po 500 tysięcy złotych za wybitne dzieła? Powstałoby ich mnóstwo, bo Polacy są wybitni, zdolni i twórczy. Może warto spróbować? Ta nagroda 500 tysięcy to na przełamanie strachu, na zachętę i odrzucenie przez autentycznych artystów krępującej ich twórczość... mody.
Kultura "trzymała" Polaków razem podczas zaborów, po klęskach powstań, w czasie wszystkich okupacji. Spoiwem dla natychmiastowego połączenia obszaru trzech zaborów w jedno państwo po 1918 r. były oczywiście język i kultura narodowa, silny przywódca (Piłsudski), Kościół katolicki i stary szlachecki dwór polski, ale to wszystko przy wsparciu wielkich twórców kultury: Mickiewicza, Chopina, Moniuszki, Matejki, Prusa, Sienkiewicza, Wyspiańskiego. A dzisiaj czy malarz i pisarz potrafi pociągnąć za sobą miliony Polaków? Jeśli taki jest, nie zdobywa popularności, bo tacy nie są promowani przez państwo ani wszechpotężne media, i to jest dramat, to wymaga natychmiastowej zmiany.
Skoro polityka i pozostające na jej usługach media zdominowały w XX wieku życie Polaków, zróbmy wszystko, żeby w XXI kultura zdominowała media i politykę. "Przyszłość należy do kultury, nie do polityki" - jak powiedział Jan Paweł II.
Wojciech Grochowalski

http://archiwum.naszdziennik.int.pl/ind ... m=16&id=62


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 21 lip 2009, 14:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30741
Nie mam nic przeciw sportowi, a w szczególności przeciw żużlowi, ale....

Żużel - ulubiony sport wykształciuchów

.....Sport dla intelektualistów
Jednak teza, że żużel to sport plebejski, jest dość wątpliwa. "We Wrocławiu na żużel chodzą elity biznesowe, polityczne, a także kulturalne. To nie jest w złym tonie. To jest normalne" - mówi prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz......

więcej:

http://www.dziennik.pl/sport/article149 ... vice=print

....i wszystko jasne.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 21 lip 2009, 16:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=852

Michalkiewicz zwraca uwagę, że obecna polityka kulturalna w Polsce jest bardzo zbieżna z polityką stosowaną w okresie okupacji na obszarze Generalnej Guberni.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 21 lip 2009, 16:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30741
Michalkiewicz napisał(a):
Kiedy po zakończeniu kampanii w Polsce Adolf Hitler ustanowił pod koniec października 1939 roku Generalne Gubernatorstwo, generalny gubernator Frank 31 października zarządził, by podjęły pracę szkoły powszechne i zawodowe – ale bez nauki historii, literatury, geografii, a nawet – gimnastyki. Wychodziło to naprzeciw życzeniom komisarza do Umacniania Niemczyzny Himmlera, by Polacy potrafili liczyć do 500 oraz czytać i pisać, tzn. – przynajmniej narysować swoje imię i nazwisko.


Kiedy po dojściu do władzy w Polsce Donald Tusk ustanowił swój rząd, minister szkolnictwa pani Hall zarządziła, by kontynuowały pracę szkoły powszechne i zawodowe – ale z dużymi ograniczeniami w nauce historii, literatury, geografii, a nawet – gimnastyki. Wychodziło to naprzeciw życzeniom komisarza odpowiedzialngo za degenerację Polaków, by Polacy potrafili liczyć do 500 oraz czytać i pisać, tzn. – przynajmniej narysować swoje imię i nazwisko


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 22 lip 2009, 14:22 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 16:38
Posty: 1932
W Zielonej nie dość ,ze jako pyra przeżywam gehennę emigracji,to żuzel jest numero uno,co dla mnie zatwardziałego fana piłki kopanej i Kolejorza jest meczarnią.No,ale takie uroki prowincji.Do tego jeszce Lis podniecający się falubazem.

_________________
"Ponieważ żyli prawem wilka,historia o nich głucho milczy..."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 73 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /