Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 27 paź 2011, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Posłuszeństwo drogą do wolności

Dariusz Zalewski 17 października 2011 edukacja-klasyczna

Po artykule “O złych skutkach dobrego humoru” jeden z Czytelników zostawił komentarz, stawiając w nim kilka ważnych pytań. Były one na tyle ciekawe, że postanowiłem odpowiedzi ująć w formę osobnego wpisu.

Przypomnę tylko, że padły one w kontekście moich dosyć wysubtelnionych rozważań na temat postawy nauczycielskiej opartej na – nazwijmy to – wesołości i żartach i jej wpływu na wyzwolenie buntowniczości oraz roszczeniowości u młodzieży.

Oczywiście nie negowałem potrzeby przejawiania radości w postawie pedagogicznej. Chodziło mi bardziej o umiejętne połączenie jej z potrzebą stawiania wymagań i stanowczości.

Poniżej przedstawiam fragmenty mojego tekstu zacytowane przez Czytelnika o nicku Pawell, jego komentarz oraz moją odpowiedź.

Posłuszeństwo a klatka

D.Z.: Z drugiej strony musimy przyzwyczajać dzieci do posłuszeństwa.

Pawell: Mam nadzieję, że nie ma pan tu na myśli ślepego posłuszeństwa. To zdanie zabrzmiało dla mnie jak wyjęte z poradnika posiadacza niewolnika…

D. Z.: Potrzebna będzie zatem stanowczość, wymaganie, a nawet egzekwowanie kar.

Pawell: …a powyższe zdanie podtrzymuje moje wrażenie.

Odpowiedź

Podważanie zasadności posłuszeństwa widzę w szerszym kontekście. Nie wiem, czy z poniższych przesłanek wychodzi Autor komentarza, ale warto o nich wspomnieć, aby widzieć problem w szerszym wymiarze.

Współczesna pedagogika generalnie podważa zasadność posłuszeństwa i co się z tym wiąże stosowania kar. Często uznaje się, że dzieci, tak jak dorośli, mają świadomość celu i są wewnętrznie samo-sterowalne, czyli same wiedzą co jest dla nich najważniejsze.

Patriarchalne relacje uznaje się za relikt przeszłości i przejaw mentalności niewolniczej. Tym samym stawia się znak równości pomiędzy wiedzą i doświadczeniem dorosłego, a młodą osobą, która stoi dopiero u progu życia i wymaga usprawnienia oraz rozwoju swoich potencjalności.

Zazwyczaj podkreśla się również wolność dziecka. Ale czy można mówić o wolności w sytuacji, gdy nie ma ono wystarczającej wiedzy o świecie i nie potrafi zapanować nad swoją wolą oraz emocjami? Raczej należy mówić w tym kontekście o samowoli. Dziecko podąża za wrażeniami czy emocjami uznając je za przejaw (pseudo)wolności, a tak naprawdę znajduje się w niewoli własnych słabości.

Słowem – miota się w klatce nie mając nawet świadomości jej istnienia.

Aby pokonać własne słabości i niedoskonałości potrzebny jest przewodnik w postaci nauczyciela-mistrza oraz właśnie cnota posłuszeństwa, oparta na zaufaniu do niego. Dzięki posłuszeństwu proces usprawniania przebiegnie w miarę szybko, prowadząc ku rzeczywistemu wyzwoleniu, czyli opanowaniu własnych słabości (czytaj: otworzenia i opuszczenia klatki).

Bez posłuszeństwa proces ten wydłuża się, a często jest niemożliwy do ukończenia. Dlatego opisywana cnota jest jedną z pierwszych, bądź wręcz najważniejsza. Bez niej tak naprawdę nie ma wychowania.

Jeśli zaś pytamy o granice posłuszeństwa, to na pewno nie może być ono “ślepe”. Granicę stanowi tu moralność. Nawiążę jeszcze do tego wątku w odpowiedzi na jedno z poniższych pytań.

Co złego w dyskusji?

D.Z. Po pierwsze - niepotrzebnie prowokuje dyskusję z młodzieżą.

P. Co złego jest w dyskusji z młodzieżą? Czy dyskusja z młodzieżą jest gorsza od dyskusji z dorosłym? Czy taka dyskusja z inteligentnym dzieckiem nie może być obustronnie pożyteczna i przyjemna?

Odpowiedź

Jeśli dyskusja dotyczy kwestii merytorycznych czy ogólnych, to oczywiście można, a nawet należy dyskutować. Ale jeśli mówimy do dziecka: „- Podnieś papierek”, a ono zaczyna z nami dyskutować, to taka dyskusja ani nie jest pożyteczna, ani przyjemna.

Inny przykład. Jeśli w klasie szkolnej zaczniemy dyskutować z uczniem na temat dlaczego ma wyłączyć “komórkę” albo przestać zakłócać lekcję w inny sposób, to także zaliczyłbym tę dyskusję do jałowych i nic nie wnoszących, nawet gdyby uczeń był w miarę inteligentny.

W sytuacjach rodzinno-domowych również możemy spotkać się z podobnymi zachowaniami. Na przykład nie ma sensu rozmawiać o tym czy posprzątać pokój, bo pokój musi być posprzątany i tyle.

Oczywiście można takie wymuszenie nazywać przejawem niewolnictwa, ale ja raczej nazwałbym to zdrową dyscypliną.

Innymi słowy – w cytowanym tekście chodzi właśnie o ten “niuans” w pracy wychowawczej, który wymaga bezwzględnego podporządkowania.

Ani sztywniak, ani pajac

D.Z.: Po drugie - długofalowo niszczą powagę i autorytet.

P.: Jeśli jest to taka sztucznie napompowana powaga to może i lepiej było by ją zniszczyć. Poza tym: co złego jest w braku powagi? Najmilsze wspomnienia mam z chwil kiedy byłem niepoważny.

Odpowiedź

Problem polega na tym, iż w cytowanym tekście zwracam uwagę na pewien rys w postawie pedagogicznej. Nie twierdzę, że wychowawca nie powinien się uśmiechać nawet na wstępie zacytowałem ojca J. Woronieckiego, który pisze, że wychowawca powinien być optymistyczny i radosny. Rzecz w tym, żeby nie przekraczać pewnej granicy i nie stawać się niepoważnym żartownisiem czy nawet pajacem, bo traci się powagę i na dłuższą metę nie uda się w ten sposób wypracować autorytetu.

Cały wpis oparty jest na pewnym realnym doświadczeniu pedagogicznym, z którego wynika, że zbytnie skrócenie dystansu automatycznie prowadzi do żądań ze strony dziecka i różnych przejawów nieposłuszeństwa.

Jednak nauczyciel czy rodzic powinien sam, na zasadzie prób i błędów, ustalić tę granicę, żeby z jednej strony nie być niedostępnym “sztywniakiem”, ale z drugiej nie rozpłynąć się w wesołości i żartach.

W godności równi, w funkcji już nie

D.Z.: …dzieci zaczynają traktować starszych, jak równych sobie „kumpli”.

P. Po pierwsze: pod wieloma względami wszyscy ludzie (nawet dzieci) są sobie równi. Po drugie: wielu wychowawców (nauczycieli, a nawet rodziców) nie zasługuje na to żeby być dla kogokolwiek autorytetem; jeśli kogoś nie szanują inni dorośli to jak można wymagać żeby szanowały go dzieci? W tym aspekcie autorytet oparty na hierarchii (zajmowanej pozycji) stoi według mnie w opozycji do autorytetu opartego na wiedzy i doświadczeniu (który ze swojej natury jest ograniczony do konkretnych dziedzin).

Odpowiedź

Co do posiadanej godności wszyscy ludzie są równi, ale z uwagi na funkcje i role jakie pełnią w społeczeństwie już nie. Dyrektor w zakładzie pracy ma więcej do powiedzenia niż zwykły pracownik, ma także większą władzę w ramach pełnionej funkcji. Podobnie nauczyciel czy rodzic pełni zasadniczo inną rolę niż dziecko i nie można ich tutaj zrównywać czy fraternizować. Takie eksperymenty prowadziła współczesna pedagogika (np. antypedagogika) i były to eksperymenty nieudane.

Rodzic czy nauczyciel posiada atrybuty autorytetu (w sensie prawa do posłuchu) już z racji pełnionej funkcji. Oczywiście musi ten “funkcyjny autorytet” potwierdzić swoją wiedzą, kompetencją z danej dziedziny i postawą moralną.

Jeśli zachowuje się niegodnie, np. wymuszając zachowania nieetyczne, to dziecko czy uczeń nie ma obowiązku słuchania go. To byłaby uległość, które jest wadą, a nie cnotą. Jednak jeśli chodzi o kwestie nazwijmy to organizacyjno-porządkowe czy wychowawczo-dydaktyczne posłuszeństwo jest powinnością dziecka.

Jednak ogólna tendencja jest taka, żeby przypadki złych zachowań rodzicielskich i nauczycielskich odpowiednio nagłaśniać i wykorzystywać do podważania autorytetów jako takich.

Myśleniu – tak, mędrkowaniu – nie

D. Z. Czy pozwalają sobie na podważanie naszych decyzji, czy może wręcz odmawiają ich wykonania?

P. To w końcu oznaka myślenia i posiadania własnej woli, chyba nie chcemy dzieci ich pozbawiać?

Odpowiedź

Na to pytanie już odpowiedziałem w jednym z powyższych fragmentów (o dyskusji). Nie neguję prawa dziecka do wyraża własnej woli i myśli, neguję takie prawo w sytuacjach, gdy jest ono li tylko przejawem zwykłej pychy, zadufania, mędrkowania i pogardy dla nauczyciela czy rodzica. Nie uznaję też tego prawa, wtedy, gdy nie jest ono oparte na doświadczeniu i wiedzy, dającej podstawy do wyrażania własnego zdania.

* * *

Mam nadzieję, że w miarę wyczerpująco odniosłem się do postawionych pytań. Kilka wątków można było jeszcze rozwinąć, ale artykuł za bardzo by się rozrósł. Jeśli wspomniane wątki pojawią się w komentarzach – odniosę się do nich.

Zobacz także:
Posłuszeństwo wobec autorytetu
O złych skutkach dobrego humoru
Sekret Mistrza
Dzieci nieposłuszne i kłótliwe
Znak młodzieńczego buntu

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 30 paź 2011, 18:30 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3236
Jak rozmawiać z pospolitym chamem?


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 30 paź 2011, 18:43 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3236
Mowa ciała


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 04 lut 2012, 15:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Kto odpowiada za likwidację szkół?

Od kilku tygodni znowu rośnie w mediach ilość informacji o planach likwidacji szkół przez samorządy i o związanych z tym protestach rodziców i uczniów placówek, którym grozi likwidacja. Taka sytuacja wystąpiła w styczniu m.in. w Bytomiu i w Sosnowcu, a ostatnio w Warszawie. W kolejce stoi Kraków; w zeszłym roku o tej porze napięta sytuacja była w Radomiu itd. Sprawa powraca od kilku lat, za każdym razem z coraz większym nasileniem. Istnieją na ten temat opinie biegunowo różne: albo że zamykanie szkół jest uzasadnione we wszystkich wypadkach - albo, że ono w ogóle nie powinno następować. I takie, iż każdy przypadek należy rozpatrywać osobno. Jedna osoba w Polsce uważa natomiast, że w ogóle nie ma tematu. Jest to minister edukacji Krystyna Szumilas. Pytana przez posłów na posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży w dniu 11 stycznia br. o jej stosunek do zamykania szkół z powodów czysto ekonomicznych, sprawę tę zwyczajnie pominęła.
Pani Szumilas jest z PO, a PO, która w poprzedniej kadencji odebrała kuratorom oświaty możliwość blokowania likwidacji szkół, uważa, że szkoły są samorządowe i za ich utrzymanie lub likwidację odpowiadają samorządy. Natomiast samorządy, które likwidują szkoły i mają na swoim terenie protesty z tego tytułu, twierdzą, że nie mają wyjścia, bo państwowa subwencja oświatowa przyznana im przez rząd jest za niska. W ten sposób rząd wskazuje na samorządy, a samorządy na rząd. Po czym rząd i samorządy w duecie obwieszczają protestującym rodzicom, że tak jak jest, być musi, ponieważ dzieci jest za mało. Czyli winni są rodzice, bo za mało się starali. Po czym szkoły się likwiduje i wszyscy rozchodzą się do domów w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Tak działa zreformowany system oświaty, w którym realnie nikt za nic nie odpowiada.

Biznes na oświacie
Bywa, że likwiduje się szkoły, które istnieją tylko na papierze. Ale zdarza się, że likwidacja szkoły staje się prawdziwym dramatem dla wspólnoty lokalnej. Miejsce pracy tracą nauczyciele, młodzież zostaje zmuszona do zmiany środowiska, rodzice muszą się martwić o dojazd do nowej, często odległej placówki, zamykane są budynki, w które jeszcze niedawno inwestowano, zrywa się ciągłość tradycji kulturalnych, znikają ważne ośrodki integracji lokalnych wspólnot. A poza tym nikt nie zastanawia się, gdzie będzie trzeba szukać pomieszczeń szkolnych, gdy za parę lat minie dołek niżu demograficznego. Infrastrukturę oświatową można zlikwidować jednym ruchem, ale czy będzie możliwa jej odbudowa, gdy liczba dzieci w wieku szkolnym wzrośnie? Czy za doraźne oszczędności budżetowe gmin opłaca się płacić trwałą utratą dóbr publicznych, których wartość jest wielopokoleniowa? Czy oszczędności samorząd musi koniecznie szukać w oświacie?
Wątpliwości tego rodzaju, podnoszone stale przez przeciwników likwidacji szkół, krzyżują się z nieufnością wobec prawdziwych intencji likwidatorów. Często słyszymy, że zamykane są szkoły o atrakcyjnej lokalizacji. Niektórych kuszą budynki nadające się na działalność gospodarczą, innych działki pod komercyjne inwestycje. Samorząd ma długi związane z inwestycjami publicznymi. Inwestycje są potrzebne i pomagają samorządowcom wygrywać kolejne wybory. Skoro już trzeba oszczędzać - to na szkołach, bo przecież nie na administracji i własnym zapleczu politycznym. Można więc zrozumieć determinację samorządów do oszczędzania na oświacie.
Tam, gdzie likwiduje się szkoły publiczne, zwiększa się rynek dla szkół niepublicznych. Kierownictwo MEN aktywnie promowało niedawno, za czasów minister Hall, akcję przekazywania szkół "osobom fizycznym i prawnym". Obecny kryzys wywołany obciążeniem samorządów obowiązkami oświatowymi, bez zapewnienia mu dostatecznych środków finansowych, wygląda na celowe otwarcie drogi do znanej z gospodarki metody prywatyzacji przez upadłość. Wiadomo, że dzieci w wieku szkolnym wkrótce przybędzie. Redukcja szkolnictwa publicznego wykreuje więc rynek dla niepublicznych organizacji oświatowych o ogólnopolskim charakterze, które nie od dziś ostro lobbują za przekazywaniem szkół prywatnym podmiotom. Któż, kto jest ambitny i przedsiębiorczy, nie chciałby przejąć szkoły zbudowanej za pieniądze podatników, subwencji państwowej na jej uczniów, możliwości pobierania czesnego od rodziców, a jeszcze zatrudniania nauczycieli nie na podstawie Karty Nauczyciela tylko kodeksu pracy? Kto nie załapał się dotąd na wydawcę lub autora podręczników szkolnych, prezesa fundacji lub eksperta, może jeszcze zostać samodzielnym menedżerem oświaty. Jest więc interes do zrobienia na likwidacji szkół, tak jak już go niektórzy zrobili na wcześniejszej likwidacji przez samorządy przedszkoli. W procesie likwidacji szkół publicznych widać tworzenie warunków do przyszłej prywatyzacji. Można zatem zrozumieć stoicki spokój, z jakim pani minister z partii liberałów patrzy na obecne protesty.

Reguły narzucone przez III RP
System, w którym odpowiedzialność za stan oświaty jest całkowicie rozmyta, sprawia, że rząd PO może bez kosztów politycznych, rękami samorządów przygotowywać przyszły rynek dla związanych z nim oświatowych grup interesu. Natomiast samorządowi, któremu PO dała wolną rękę w zakresie kształtowania sieci szkół, obecna sytuacja otwiera szerokie pole do różnorodnych manewrów politycznych i biznesowych. Ważne w tej sytuacji jest także to, w jaki sposób lokalni likwidatorzy szkół i rządząca Platforma zdobywają przewagę w sporach z protestującymi przeciwko zamykaniu szkół środowiskami lokalnymi i w rezultacie wygrywają ten spór w mediach.
Otóż protestujący rodzice, uczniowie i nauczyciele likwidowanych placówek zawsze podkreślają, że chodzi im tylko w ich własną szkołę i o nic więcej. Nauczyciele opowiadają o jej świetnych tradycjach i sukcesach. Rodzice wspominają młode lata spędzone w murach "kochanej budy". Uczniowie kreują się na buntowników, przysięgających, że nie będą wcześniej wstawać, żeby dojeżdżać daleko do wskazanej im przez gminę nowej szkoły. A politycy mówią wtedy: widzicie, że protesty są w interesie małej grupy, która nie chce zrezygnować z wygód, na które nas nie stać. A my stoimy na straży interesu publicznego - miasta, gminy - który wymaga likwidacji tej szkoły dla dobra ogółu. I wychodzi na to, że zamykanie szkół jest patriotycznym obowiązkiem samorządu, a rząd PO też ma wielką zasługę, bo pozwalając na to, nie miesza się do spraw lokalnych i daje władzę ludziom na dole. Tylko protestujący, którzy chcieli coś ważnego obronić i ocalić, wychodzą na egoistów, którzy w czasach kryzysu mieli ochotę pławić się w luksusach na cudzy koszt. Wystarczy poczytać wpisy w internecie, żeby zobaczyć, że tak właśnie rozumuje elektorat PO.
W rzeczywistości cała ta sytuacja jest głęboko ironiczna. Kto bowiem broni tutaj interesu publicznego i na czym on naprawdę polega? Nie zrozumiemy tego, przyjmując założenia i język obowiązujące w środowisku aktualnej władzy, mediów i zawodowych reformatorów oświaty. Likwidacja szkół to nie jest jakiś proces całkowicie obiektywny i konieczny. Owszem, wynika on z reguł stworzonego przez reformatorów systemu, tylko że te reguły III RP narzuciła nam na podstawie decyzji politycznych i decyzjami politycznymi reguły te można - i należy - zmienić. Wycofanie się rządu z polityki strukturalnego nacisku na prywatyzację szkolnictwa i ograniczenie marnotrawstwa pieniędzy w oświacie mogłoby uratować odziedziczoną przez nas sieć szkół i umożliwić przekazanie jej do dyspozycji przyszłego pokolenia w stanie co najmniej nieuszczuplonym. Tylko że do tego trzeba by zmienić większość sejmową, rząd, ustawę o systemie oświaty oraz całą obowiązującą dziś filozofię myślenia o edukacji, której efektem jest stan, w którym nikt za nic realnie nie odpowiada. Kto więc uważa, że likwidacja szkół jest skandalem, chcąc uchronić przed likwidacją własną szkołę - powinien równocześnie występować z żądaniem zmiany całego systemu zarządzania oświatą, który oprócz wielu innych patologii dopuszcza także do swobodnej likwidacji szkół.

Konieczna zmiana priorytetów
Konflikty wybuchające w całej Polsce na tym tle mają właśnie charakter spontanicznego buntu przeciw systemowi, nawet jeśli ich uczestnicy tak tego nie postrzegają. Podobny konflikt istnieje i pogłębia się w parlamencie. Do pytania o likwidację szkół posłowie PiS dodają bowiem inne kwestie, na które minister Szumilas nie odpowiada, gdyż wykraczają one poza system. Milczeniem pomija więc pytania poseł Marzeny Machałek o stosunek do nauczania historii, zdeprecjonowanego w nowej podstawie programowej wcześnie profilującej nauczanie w liceum, czy posła Zbigniewa Dolaty (PiS) o ceny podręczników. To są przykładowe tematy tabu dla koalicji rządzącej i dla wewnątrzsystemowej opozycji, którą to rolę odgrywa obecnie SLD. PiS występowało w ubiegłej kadencji z wnioskiem o przywrócenie kuratoriom oświaty prawa sprzeciwu wobec decyzji samorządów o likwidacji szkół, ale projekt ten został w Sejmie odrzucony.

Do problemów, które w zjawisku niekontrolowanej likwidacji szkół skupiają się jak w soczewce, należy też kryzys demograficzny. I to jest koronny argument racjonalizujący likwidację szkół w oczach jej zwolenników. Niektórzy z nich traktują spadek urodzeń jako coś koniecznego i niezależnego od nas, a nie jako kryzys, któremu można i należy zacząć wreszcie przeciwdziałać. Tymczasem sytuacja oświaty w warunkach niżu demograficznego powinna być dla gremiów decyzyjnych i opiniotwórczych w Polsce dzwonkiem alarmowym zmuszającym do poważnego potraktowania polityki prorodzinnej. Doświadczenia bogatych krajów, które z problemem tym spotkały się wcześniej niż Polska, wskazują że można i tu działać w miarę skutecznie. Ale wymaga to zasadniczej zmiany priorytetów polityki państwa, zmiany, którą trudno sobie wyobrazić w warunkach kontynuacji obecnego układu politycznego.
PO i w tej materii bowiem jest zakładniczką swego zaplecza (oligarchii biznesu), które nie rozumie, że prawdziwy interes gospodarczy kraju polega nie na wymuszaniu przez pracodawców deklaracji od kobiet, że nie zajdą w ciążę w okresie zatrudnienia, ale na udzielaniu im długich urlopów macierzyńskich i tworzeniu maksymalnych ułatwień i zachęt do posiadania dzieci. Wymaga to też przełamania oporu przed przywróceniem państwu jego funkcji opiekuńczych, o co powinni się dziś upominać ludzie młodzi, którzy nie mają perspektyw na pracę i założenie rodziny, i którym państwo musi zacząć w tym pomagać. Kryzys demograficzny ma też źródła w dominującym dziś, indywidualistycznym modelu kultury. Może więc jest tak, że za likwidację szkół, za którą nikt nie odpowiada w ramach systemu politycznego, odpowiada demokratyczny suweren - czyli my wszyscy? Nasza polityczna naiwność i bierność, owocująca w kolejnych wyborach oddawaniem władzy ludziom nieodpowiedzialnym i chętnym do łowienia ryb w mętnej wodzie? Może odpowiada za to nasze odwrócenie się od rodziny w imię życiowego wygodnictwa?
Nie rozstrzygam, która z przedstawionych tu odpowiedzi na tytułowe pytanie jest najważniejsza. Sądzę, że wszystkie one są prawdziwe, co dowodzi zarówno wagi zjawiska, z którym mamy do czynienia, jak i ogromnych błędów popełnianych w III RP zarówno przez rządzących, jak i przez rządzonych.

Prof. Andrzej Waśko
--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest historykiem literatury, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie. W 2007 r. w rządzie PiS pełnił funkcję sekretarza stanu w MEN.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 02 mar 2012, 11:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Kolorowanie szarej codzienności

Kalejdoskop młodych" w Telewizji Trwam. Próbując zrozumieć tytuł, sięgam do Słownika wyrazów obcych: "Obrazy lub wrażenia szybko następujące jedne po drugich (od gr. kalós - piękno, eídos - widok, skopéo - oglądam). Co z tego wynika? Jeżeli zdecyduję się na obejrzenie "Kalejdoskopu młodych", to będę oglądał (skopéo) piękny (kalós) widok (eídos). Brzmi nieźle, ale nie chciałbym zatrzymywać się tylko na etymologii nazwy 25-minutowego programu telewizyjnego, tylko pójść dalej. Ten następny krok wielu zapewne zdziwi, bo prowadzi nie do telewizji, ale na uczelnię, czyli do Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej.
Myliłby się ten, kto sądzi, że do produkcji telewizyjnej są potrzebne przede wszystkim studio i kamera. Dość powiedzieć, że większość czasu w realizacji zajęć spędziliśmy w sali wykładowej. Praca z kamerą była jedynie końcowym efektem żmudnych poszukiwań intelektualno-duchowych. To właśnie tutaj sprawdza się teza postawiona w czasie wykładu inaugurującego w WSKSiM przez ks. bp. Enrico dal Covolo, rektora Uniwersytetu Laterańskiego w Rzymie, że ideą uniwersytetu jest podążać w kierunku kultury jakości: "Celem formacji nie jest dać uczniowi pewną - z czasem coraz większą - ilość wiedzy, ale uformować w nim głęboki wewnętrzny stan, jakiś rodzaj polaryzacji duszy, który go ukierunkuje w sensie definitywnym na całe życie. To znaczy, że nauczyć się żyć dotyczy nie tylko poznania, ale zmiany swojej mentalności dzięki wiedzy zdobytej in sapienza [w mądrości], i ucieleśnienie tej mądrości w konkretnym życiu".

Ucieleśniona formacja
Co oznacza to w praktyce naszej uczelni? Czy jesteśmy na drodze formacji, która znajduje swe ucieleśnienie w życiu studentów WSKSiM? Odpowiedź być może znajdziemy w tej relacji, która jest jakby zapisem kilkudziesięciu godzin pracy dydaktycznej nad zdawałoby się krótkim materiałem filmowym dla "Kalejdoskopu młodych". Bohaterami są studenci drugiego stopnia politologii, a przedmiot do zaliczenia to Podstawy produkcji programów telewizyjnych.
Rozpoczęliśmy od studiowania naszego kulturowego "dzisiaj". Codzienny przegląd prasy, newsy telewizyjne i radiowe, agresja stron internetowych - nie napawają optymizmem. W poszukiwaniu szczęścia ludzie pogubili się w wielu sprawach. Dominująca kultura wmawia człowiekowi i przekonuje go, że należy być nowoczesnym. A nowoczesność to agnostycyzm i relatywizm, który w sferze moralności eliminuje pojęcie grzechu oraz różnicy między dobrem i złem; w sferze poznawczej głosi, że nie istnieje niezmienna i obiektywna prawda; a w sferze religijnej stawia znak równości między wszystkimi religiami, wierzeniami i sektami. I człowiek już nie wie, kim jest, skąd przyszedł i jaki jest sens jego życia. Buduje swą autobiografię na wzór tej wyśpiewanej przez Perfekt w 1982 roku. Słuchając na zajęciach tego utworu, zastanawialiśmy się nad największym wyzwaniem i przeszkodą w budowaniu swego życiowego CV. Odczytywaliśmy obrazy przeżyć muzyków i ich poszukiwanie szczęścia. Smutna autobiografia. Hymn pokolenia realnego socjalizmu. A przecież dzisiaj nie jest łatwiej budować swą biografię. Przeciwnie, nawet bardzo trudno, bo wszystkim rządzi tajemnicze słowo "wolność". Dzisiaj trzeba być liberalnym, bo to jest trendy! Młodzież ulega liberalnej agitacji. Rodzi się pragnienie bycia wolnym od norm moralnych, prawnych i społecznych.

Świadomie tworzyć swą biografię
Co na to studenci? Oczywiście mówią, że tak nie wolno! Wolność jest nie tylko "dana", ale i "zadana". W życiu ludzkim nie chodzi tylko o wolność zewnętrzną od przymusu, nacisku, zewnętrznego zniewolenia, ale człowiek posiada wolność wewnętrzną, czyli wolność "do". Jest to wolność rozumiana jako możliwość podejmowania wyborów i decyzji działania. Tylko tak pojęta wolność w swym podwójnym charakterze sprawi, że życie ludzkie pojmiemy nie jako granie różnych ról, ale zrozumiemy, że najważniejszą z tych ról jest rola chrześcijanina. Ona ma tak przenikać nasze życie, by już nie była rolą, ale tworzoną codzienne AUTOBIOGRAFIĄ, opartą na fundamencie chrztu świętego. Świadomą i autentyczną. Tylko taka autobiografia daje gwarancję, bo zabezpiecza przed postawą dorosłego dziecka mającego żal za kiepski przepis na ten świat.
I w ten oto sposób po czterech miesiącach pracy studenci politologii odczytali na nowo "Autobiografię" Perfektu, tworząc autorski teledysk. Znalazły się w nim kadry obrazów, które młodzi uznali za ważne do poprawnego zdefiniowania wolności i jej wynaturzeń. "Autobiografia" pomyślana została nie tylko jako program dla "Kalejdoskopu młodych", ale równocześnie jako zaliczenie zajęć z podstaw produkcji programów telewizyjnych. Wydaje się, że mało jest studentów dziennikarstwa w Polsce, którzy swoją teorię o ujęciach planów dalekich, średnich i bliskich, o zachowaniach równowagi między słowem a obrazem, sekwencji ujęć w montażu - mogą prawie równocześnie w ramach zajęć weryfikować w praktyce, czyli wiedzę teoretyczną natychmiast włączać do procesu telewizyjnej produkcji.

I myślę, że to właśnie miał na myśli rektor Uniwersytetu Laterańskiego, kiedy inaugurując zajęcia na naszej uczelni, powiedział, że ideą uczelni wyższej ma być tworzenie kultury jakości, ale - jak dodał - niezbędne jest, by "kultura jakości" stawała się zwyczajnym stylem życia akademickiego. A przecież "Kalejdoskop młodych" wciąż trwa i trwać będzie, jak długo trwają zajęcia z podstaw produkcji programów telewizyjnych, bo dla WSKSiM "kultura jakości" jest zwyczajnym stylem życia akademickiego. Teoria i praktyka stanowią codzienność studenckiego życia. Nie zawsze ta codzienność jest szara. Przeciwnie, sami swą kreatywnością możemy ją kolorować.

Ks. dr Antoni Balcerzak SDB wykładowca WSKSiM

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 03 mar 2012, 09:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Kuźnia elit

W Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu słuchacze studiów licencjackich i magisterskich mają możliwość poznania dorobku katolickiej nauki społecznej. Może ktoś spytać: Po co "dodatkowe" obciążenia, lektury, ćwiczenia, godziny wykładów i wreszcie zaliczenia? Czy nie lepiej byłoby ten czas wypełnić przedmiotami technicznie przygotowującymi do zawodu?
Takie pytania może stawiać człowiek, który nie zna natury katolickiej nauki społecznej. Trzeba bowiem wiedzieć, że jest to nauczanie społeczne Kościoła katolickiego i oparta na nim naukowa refleksja uczonych specjalistów i działaczy katolickich (W. Piwowarski). Warto w tym określeniu zwrócić uwagę na szeroki podmiot tej dyscypliny, który stanowi zarówno Nauczycielski Urząd Kościoła, jak i specjaliści duchowni i świeccy oraz działacze katoliccy, którzy ją upowszechniają i według niej działają.
Papież Benedykt XVI zdefiniował tę naukę jako "caritas in veritate in re sociali" (miłość w prawdzie w sprawach społecznych). W tym określeniu także ujawnia się praktyczne znaczenie katolickiej nauki społecznej. Miłość i prawda to przecież konstytutywne wartości każdej ludzkiej wspólnoty. We współczesnym świecie bywają jednak zniekształcane, deprecjonowane na rzecz doraźnych interesów. W trosce o godne życie należy ich strzec i rozwijać w społecznej kooperacji.
Ponadstuletni dorobek katolickiej nauki społecznej jest naprawdę wielki i może być powodem dumy ludzi Kościoła. Jan Paweł II podczas pierwszej pielgrzymki do Polski mówił do biskupów w Częstochowie, że "nie należy się wstydzić - jak to często, niestety, bywa - nauki społecznej Kościoła. To ona jest środkiem zawstydzenia innych". Słowa te wypowiedział w czasie panowania w Polsce ideologii marksistowskiej. Była to wyraźna zachęta do zastosowania katolickiej nauki społecznej w przezwyciężaniu błędnych ideologii działających na szkodę człowieka i naturalnych ludzkich wspólnot. Istniejący od ponad dwóch tysiącleci i w wielu miejscach na świecie Kościół ma własne doświadczenia różnych ustrojów politycznych, całego szeregu urządzeń społecznych. Inspirowany Bożą Mądrością nie może milczeć w kwestiach istotnych zarówno dla dobra osoby, jak i dla dobra wspólnego.
Znajomość dorobku Kościoła katolickiego w sprawach społecznych (polityki, gospodarki, kultury) jest ciągle niezadowalająca. Niemiecki jezuita o. Oswald von Nell-Breuning mówił obrazowo wiele lat temu, że całą swoją wiedzę z zakresu katolickiej nauki społecznej katolik zapisałby na paznokciu najmniejszego palca. Braki w tym zakresie widoczne są także w Kościele w Polsce. Dostrzegamy, jak trudno jest wykształcić elitę polityczną, wartościującą i działającą według zasad mających swoje źródło w Ewangelii. Są wprawdzie partie polityczne, które odwołują się do katolickiej nauki społecznej, ale najczęściej wypowiedzi te mają charakter wyłącznie deklaratywny. Upowszechnione formy gospodarowania nastawione wyłącznie na zysk eksploatują prostego robotnika, jego rodzinę i uniemożliwiają mu jakikolwiek wpływ na proces produkcji, aby mogła zrodzić się w nim świadomość, że pracuje jak u siebie. Można by było wskazać jeszcze dziesiątki nieprawidłowości burzących ład społeczny, które wynikają m.in. z ignorancji nauki Kościoła, a które sprawiają, że współczesny świat upodabnia się często do "jaskini zbójców".
Trzeba też podkreślić wymiar ewangelizacyjny katolickiej nauki społecznej. Jeszcze raz sięgnę do wypowiedzi Jana Pawła II z 1979 r., który w Puebli w Meksyku powiedział: "Odpowiednie zaufanie do takiej doktryny społecznej, nawet gdy niektórzy starają się siać wątpliwość i nieufność wobec niej, poważne jej studiowanie, dążenie do stosowania i głoszenia, wierność wobec niej, jest u syna Kościoła gwarancją autentyczności jego zaangażowania na tak bardzo subtelnym i odpowiedzialnym polu obowiązków społecznych i jego wysiłków na rzecz wyzwolenia i postępu swoich braci". Ewangelia, którą głosi Kościół, ma moc wyzwolenia człowieka z niewoli zła krępującego go wewnętrznie i motywuje do budowania "miasta godnego człowieka".
Chwała uczelni, która troszczy się o pełne przygotowanie do zawodu przez nauczanie nie tylko przydatnych technik, ale też formację ewangeliczną. Chodzi bowiem o to, żeby dziennikarz, polityk, działacz społeczny miał w sobie Bożego ducha i nim inspirowany budował w swoim pokoleniu, wespół z innymi, świat prawdy, miłości, sprawiedliwości i pokoju. Tacy ludzie zawsze będą pociechą dla smutnych i nadzieją dla pogrążającego się w lękach i rozpaczy świata.

Ks. dr Andrzej Ulaczyk

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 10 mar 2012, 10:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Miejsce religii jest w szkole

Z ks. bp. Markiem Mendykiem, przewodniczącym Komisji Episkopatu ds. Wychowania, rozmawia Małgorzata Pabis

Po niepokojących informacjach o tym, że religia może zostać usunięta ze szkół, zadaliśmy MEN pytanie, czy to prawda. Otrzymaliśmy odpowiedź, że nic się nie zmienia w tej kwestii i religia jest ujęta w ramowych planach nauczania dla poszczególnych typów szkół publicznych dla dzieci i młodzieży.
- Mam nadzieję, że będzie tak, jak napisane jest w tej odpowiedzi. Zwróciłem się z prośbą do MEN o znowelizowanie rozporządzenia, które wyrzuciło religię z ramowego planu nauczania. Ale na razie nie mam odpowiedzi, więc uważam, że obowiązuje rozporządzenie, które wyrzuca religię z ramowego planu nauczania, co oznacza, że nie będzie ona finansowana przez państwo. Być może odpowiedź, jaką otrzymał "Nasz Dziennik", wyprzedza dokument, który niebawem otrzymamy. Mam nadzieję, że tak będzie. Na dziś stwierdzenie, które się tam znajduje, nie jest prawdziwe.

Znawcy tematu zgodnie twierdzą, że poprzez nowe rozporządzenia znacznie obniżona została ranga religii.
- To prawda. Pani minister Szumilas tłumaczyła to w ten sposób, że jest to przedmiot nadobowiązkowy. My się z tym nie zgadzamy i uważamy, że jeśli ktoś już wybiera ten przedmiot - a znaczna większość polskich uczniów to robi - staje się on dla niego obowiązkowy. Zgody Kościoła na obniżanie rangi i rugowanie religii ze szkół nie ma i nie będzie. Z tego powodu upominamy się o to, co należy się katolikom w Polsce, i żądamy przestrzegania naszych praw zawartych w konkordacie i Konstytucji RP.

Czy sprawa usuwania religii ze szkół tylnymi drzwiami będzie przedmiotem rozmów podczas najbliższej Konferencji Episkopatu Polski?
- Oczywiście. Będziemy o tym rozmawiać podczas spotkania Komisji Stałej z przedstawicielami rządu. Zapewniam, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby religia została w szkole, bo tam jest jej miejsce.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi09.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 02 maja 2012, 14:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Wojciech Wencel

Nauczyciel jako wół

Nauczyciele to darmozjady. Nie dość, że nieustannie wyciągają uczniów do kina lub muzeum, to jeszcze mają nieprzyzwoicie długie wakacje, ferie i przerwę świąteczną.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 25 kwietnia 2012

Ludzie pracy nigdy im tego nie wybaczą. Przyczepią się nawet do Dnia Nauczyciela i okresu rekolekcji wielkopostnych, kiedy w niektórych szkołach milkną dzwonki. „Niestety, skoro tradycją stało się, że nauczyciele idą w tych dniach na wagary, to dziećmi muszą się zająć rodzice” – alarmuje w „Rzeczpospolitej” Ewa Usowicz.

Zgroza! Rodzice – dziećmi! Zająć się! Jak świat światem, nie słyszano o podobnej krzywdzie! Ludzie pracy nie mają przecież czasu na wychowywanie dzieci. Nie po to poświęcają się dla rodziny, zarabiając ciężkie pieniądze w firmach i redakcjach, żeby z tą rodziną osobiście się użerać. Od tego są belfrzy, którzy mają obowiązek nie tylko uczyć nieletnich, ale i sprawować nad nimi opiekę, oczywiście bez stosowania reakcyjnych metod wychowawczych. Klient płaci podatki, klient wymaga. Ludzie pracy i tak są wspaniałomyślni. Żeby było sprawiedliwie, nauczyciele powinni im dodatkowo robić obiady, sprzątać mieszkania i prać skarpety. Może wtedy odpracowaliby te swoje niezasłużone wakacje.

Dwadzieścia lat temu wydawało się, że poprawa losu nauczycieli jest tylko kwestią czasu. Ich autorytet miał rosnąć razem z zarobkami. Dziś są jedną z najbardziej pogardzanych grup społecznych w Polsce. Przeprowadzona przez PO reforma oświaty przekształciła polską szkołę w firmę usługową, w której nauczyciele stanowią tanią siłę roboczą. Nad ich głowami ministerstwo prowadzi poważne interesy, np. z wydawnictwami, którym daje zarobić na podręcznikach sygnowanych zaklęciem „nowa podstawa programowa”, a różniących się od poprzednich jednym zadaniem albo układem tekstu. Prezentacje oferty wydawniczej organizowane są zazwyczaj w luksusowych hotelach. Przez godzinę nauczyciele mogą poczuć się jak osoby, których stać na nocleg w apartamencie. Gdy czar pryska, odnajdują się na przystanku tramwajowym, ściskając w dłoni certyfikat udziału w prezentacji, który mogą sobie wsadzić do teczki awansu zawodowego. Hotelowa inicjacja okazuje się jeszcze jednym upokorzeniem.

W wyniku PO-wskiej reformy oświaty nauczyciele stracili resztki godności. Wiedzą, że jeśli będą konsekwentni wobec ucznia sprawiającego problemy wychowawcze, czeka ich kontrola z kuratorium albo komisja dyscyplinarna. Rację zawsze mają rodzice, najczęściej głęboko zdemoralizowani przez rządową wizję szkolnictwa, traktujący belfrów jak nieudaczników, którzy hamują celebrycki rozpęd ich pociech. Nie zmieniają się tylko dwie rzeczy: żenująco niska płaca nauczycieli i ich wysiłek. Bo wbrew obiegowym opiniom wakacyjni szczęściarze harują od rana do nocy, najpierw wśród rozwydrzonej dzieciarni, a później w domu, sprawdzając klasówki, przygotowując się do lekcji, wypisując statystyki, arkusze ocen i masę innych – bardziej lub mniej potrzebnych – dokumentów. Wstyd, że trzeba dziś przypominać o takich oczywistościach.

To prawda, że w dużym stopniu nauczyciele sami są sobie winni. Upokarzani nie mniej niż najbardziej reakcyjne grupy społeczne – patrioci, katolicy, kibice – nie wyrażają swojego buntu publicznie. Jeśli protestują, to w imię społecznych ideałów, jak niedawno nauczyciele historii. Na taką postawę stać jednak niewielu. Większość belfrów w obawie przed utratą pracy zachowuje się jak kameleon albo buduje wokół siebie mur autoironii. Choć w prywatnych rozmowach są zgodni, że Katarzyna Hall była najgorszym ministrem edukacji po 1989 r., przy urnach wyborczych zmieniają najczęściej numer kandydata, rzadko numer partii. W znacznej mierze wciąż tworzą środowisko postkomunistyczne, niechętne politykom niepodległościowym. Tyle że jedynym sposobem na przywrócenie nauczycielom autorytetu jest dziś upadek III RP i gruntowna odbudowa systemu szkolnictwa. Ten cel powinien skłonić do wspólnego oporu prawicowych idealistów i lewicowych autoironistów, jeśli nie chcą pozostać wołami ciągnącymi pług po ugorze. Bez nadziei na trwałą odmianę losu odliczającymi dni do wakacji.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... ko-wo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 30 maja 2012, 07:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Dyscyplina na całe życie

Być może macie dosyć porad bezdzietnych ekspertów, starannie podkreślających iż absolutnie nie dyskredytuje ich to jako specjalistów od wychowania Waszych dzieci. Być może macie dość uwag typu: Zamiast karać dziecko, trzeba znaleźć przyczynę jego nieposłuszeństwa, przez swoje zachowanie próbuje nam przekazać jakiś ważny komunikat, ponieważ zwyczajnie nie umiecie czytać w myślach, a na pytanie "dlaczego to zrobiłeś" dziecko odpowiada rezolutnie: "nie wiem".

Wypróbowaliśmy 1001 porad, nasze lodówki są pełne pozostałości po naklejkowych systemach motywowania a dzieci stały się mistrzami w udowadnianiu dlaczego dwójka to doskonała ocena na koniec roku. Oczywiście w tym wszystkim zżera nas poczucie winy i podejrzenie, że jakikolwiek błąd wychowawczy, utrata panowania nad sobą, zastosowanie niewłaściwej metody spowodują traumę, która ujawni się dopiero za kilkanaście lat, powodując konieczność wieloletniej psychoterapii.

Dr Ray Guarendi wzbudza moje zaufanie. Jako psycholog specjalizujący się w problematyce rodzinnej i wychowaniu dzieci i młodzieży ma najlepszą rekomendację efektywności swych propozycji - dziesiątkę własnych dzieci. A gdy idą razem do restauracji ludzie wpierw uciekają w popłochu, a potem dziwią się jakim cudem centrum zamieszania i destrukcji jest nie ta grupa dzieci, a jedynak siedzący z rodzicami i babcią. To nie wszystko - już na początku książki daje kilka prostych, łatwych do wykonania, zdroworozsądkowych rad, które z ciekawości wypróbowałam i... okazały się zwyczajnie bardzo skuteczne. A przecież życie z czwórką małych dzieci wcale do najłatwiejszych nie należy. A to dopiero początek - w dalszej części dostajemy szereg przepisów na radzenie sobie z powszechnymi problemami wychowawczymi.

Dr Guarendi zauważa bardzo trafnie: Porozmawiaj z jakimikolwiek dziadkami, a pewnie usłyszysz coś takiego: „Wiesz wychowałem/am pięcioro dzieci i nie pamiętam tylu frustracji, ile doświadcza teraz moja córka z jej sześciolatkiem i trzylatkiem” Jestem przekonany, że to co dzieje się dzisiaj w naszym społeczeństwie, jest bezprecedensowe w historii ludzkości - mianowicie to, że tak wielu dorosłych ludzi jest niepewnych lub kieruje się poczuciem winy w wychowaniu dzieci.

Stąd podstawa sukcesu wychowawczego wg dr Guarendiego to trzymanie się trzech podstawowych zasad:

1. To ty jesteś rodzicem w swojej rodzinie, nie oni. Bierz pod uwagę rady, jeśli chcesz - to moja rada - jednak pamiętaj, że ostatecznie wszystkie decyzje należą do ciebie i podejmujesz je na podstawie tego, co najlepsze dla ciebie, twojego dziecka i twojej rodziny.

2. Pamiętaj o swoich celach moralnych: czego próbujesz nauczyć? Rodzicielstwo w dużym stopniu nie polega na tym, co psychologicznie poprawne, ale na tym co moralnie poprawne.

3. Skup się na skuteczności. To, co faktycznie działa, jest zazwyczaj bardziej wartościowe niż to, co brzmi zręcznie lub nowocześnie, czy po prostu lepiej.

Zanim kupicie tę książkę zastanówcie się na czym Wam zależy. Czy chcecie wychować dziecko, które będzie zadowolone z siebie, potrafiące w każdej sytuacji zadbać o zaspokajanie swych potrzeb i uznające samorealizację za swój priorytet? W tym wypadku polecam gorąco wszelkie podręczniki typu: „Jak uszczęśliwić swe dziecko”, których jest pełno w Empikach.

A może chcecie wychować swe dziecko na dorosłego, który będzie potrafił panować nad swymi impulsami zamiast być ich niewolnikiem, będzie potrafił podejmować odpowiedzialne decyzje, wchodzić w dojrzałe relacje miłości i żyć w zgodzie z dającym głębokie poczucie szczęścia systemem wartości? W tym wypadku przewodnikiem będzie „Dyscyplina na całe życie” dr Ray'a Guarendiego (Wydawnictwo Mateusza 2012).

Bogna Białecka - psycholog, autorka szeregu książek poradnikowych dotyczących wychowania dzieci.

http://www.pch24.pl/dyscyplina-na-cale- ... 609,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 04 cze 2012, 07:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Jan Paweł II o dzieciach

Dzisiaj jest Dzień Dziecka. Pragnąłbym ucałować każde dziecko wrocławskie, dziecko polskie i na całym świecie. Szczególnie te, które są opuszczone, te, które cierpią brak serca ze strony środowiska, w którym żyją, te, które są niechciane. W tym dniu życzę, aby wszystkie dzieci na świecie cieszyły się radością i miłością im należną, a tak bardzo dla nich upragnioną przez Boga samego.

Pozdrowienie końcowe po Mszy św., 1 czerwca 1997 r., Wrocław

--------------------------------------------------------------------------------

Świat zmieniłby się w koszmar, gdyby małżonkowie znajdujący się w trudnościach materialnych widzieli w swoim poczętym dziecku tylko ciężar i zagrożenie dla swojej stabilizacji; gdyby z kolei małżonkowie dobrze sytuowani widzieli w dziecku niepotrzebny, a kosztowny dodatek życiowy. Znaczyłoby to bowiem, że miłość już się nie liczy w ludzkim życiu. Znaczyłoby to, że zupełnie zapomniana została wielka godność człowieka, jego prawdziwe powołanie i jego ostateczne przeznaczenie.
Podstawą prawdziwej miłości do dziecka jest autentyczna miłość między małżonkami, zaś podstawą miłości zarówno małżeńskiej, jak i rodzicielskiej jest oparcie w Bogu, właśnie to Boże ojcostwo.

Homilia w czasie Mszy św. odprawionej na lotnisku w Masłowie, 3 czerwca 1991 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Rodzina jest powołana również do wychowania swoich dzieci. Pierwszym miejscem, gdzie rozpoczyna się proces wychowawczy młodego człowieka, jest dom rodzinny. Każde dziecko ma naturalne i niezbywalne prawo do posiadania własnej rodziny: rodziców i rodzeństwa, wśród których rozpoznaje, że jest osobą potrzebującą uczucia miłości i że tym uczuciem może obdarzyć sam innych. Zawsze niech będzie dla was przykładem Święta Rodzina Nazaretańska, w której wzrastał Chrystus przy Matce Maryi i przy opiekunie Józefie. Ponieważ rodzice dają życie swoim dzieciom, dlatego przysługuje im prawo do tego, by byli uznani za pierwszych i głównych ich wychowawców. Oni też mają obowiązek stworzenia takiej atmosfery rodzinnej, przepojonej miłością i szacunkiem dla Boga i ludzi, która by sprzyjała osobistemu i społecznemu wychowaniu dzieci. Jakże wielką rolę ma tu do spełnienia matka. Dzięki szczególnie głębokiej więzi, jaka łączy ją z dzieckiem, może skutecznie zbliżać je do Chrystusa i do Kościoła. Zawsze jednak oczekuje na pomoc swego męża - ojca rodziny.

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. w Łowiczu, 14 czerwca 1999 r.

--------------------------------------------------------------------------------

"Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie" (Mk 10, 14) - tak niegdyś powiedział Pan Jezus do apostołów. To było wspaniałe zaproszenie. Pan Jezus kochał dzieci i chciał, aby były blisko Niego. Wiele razy błogosławił im, a nawet stawiał je starszym za wzór. Mówił, że Królestwo Boże należy do takich, którzy stają się podobni do tych najmniejszych (por. Mt 18, 3). Oczywiście nie znaczy to, że ludzie dorośli mieliby na nowo stać się dziećmi, ale że ich serca powinny być czyste, dobre i ufne, że powinny być pełne miłości.

Przemówienie do dzieci pierwszokomunijnych w kościele Świętej Rodziny w Zakopanem, 7 czerwca 1997 r.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nj02.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 22 sie 2012, 07:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Ogłupianie Matołka

Redaktor działu krajowego Naszego DziennikaBiznes streszczeń lektur szkolnych ma się dobrze. Walory tego typu tekstów przedstawiane są dzieciom np. tak: "Czytanie lub słuchanie tego streszczenia całkowicie zastąpi Ci czytanie lektury. Unikniesz wpadek związanych z prawidłową kolejnością wydarzeń w utworze. Streszczenia są tak napisane, aby zapamiętać jak najwięcej treści z utworu i bez wysiłku napisać test ze znajomości lektury. Nasze streszczenie są gwarancją najlepszych ocen w szkole".

O szukaniu drogi do Pacanowa można więc opowiadać tak jak Kornel Makuszyński:

Wszystkie mądre polskie kozy,
By je zliczyć, nie mam siły!
Na naradę się zebrały
I rzecz taką uchwaliły:

„W sławnym mieście Pacanowie
Tacy sprytni są kowale,
Że umieją podkuć kozy,
By chodziły w pełnej chwale.

Przeto koza albo kozioł,
Jakaś bardzo mądra głowa,
Aby podkuć się na próbę,
Musi pójść do Pacanowa.

A gdy wróci ten wędrowiec,
Już podkuty, ale zdrowy,
Wszystkie kozy się dowiedzą,
Czy to dobrze mieć podkowy”.

„Kto ten dzielny? Kto się zgłasza?”
„Ja!” - zakrzyknął w głos koziołek.
Miał maleńką, piękną bródkę,
A wołano nań: Matołek.



A można i tak:

„Kozy z całej Polski dowiedziały się, że w Pacanowie mieszka kowal, który potrafi podkuwać kozy. Postanowiły, że jedna z kóz powinna wybrać się do Pacanowa i sprawdzić, czy dobrze jest być podkutym. Na ochotnika zgłosił się Koziołek Matołek”.


Niewyobrażalny prymityw w porównaniu z oryginałem, prawda? Niedoszły czytelnik uroczej opowieści Kornela Makuszyńskiego zostaje przez autora streszczenia pouczony, że ta książka to „komiks składający się z osobnych obrazków, pod każdym znajduje się opisujący wydarzenia na nim wierszyk mający cztery linijki”. Uczeń nie musi więc nawet brać dziełka do ręki, żeby zgodnie z obietnicą mieć najlepsze oceny w szkole. Podobnie jak Koziołek Matołek bez ceregieli potraktowane zostały „Akademia Pana Kleksa” i „Chatka Puchatka”. To samo przydarzyło się „Opowiadaniom z Doliny Muminków”, „Przygodom Filonka Bezogonka” czy nieszczęsnemu „Pinokiowi”. Dobić może „Oto jest Kasia” w wersji dla unikających wysiłku. Mówimy przecież nie o maturzystach, którzy chcą sobie co nieco w ostatniej chwili powtórzyć, ale o dzieciach kilkuletnich, wprowadzanych w bajeczny świat literatury. Litości.

Tego typu oferta handlowa kierowana jest przez rozmaite portale wprost do najmłodszych uczniów, którzy odpowiadają na nią za pomocą SMS-ów. Nie gwarantuje nic innego jak tylko ciasne horyzonty przyszłych matołków. „Koniec ze żmudnym czytaniem” – zachęca strefa antyedukacyjna. A jednak znajdują się nabywcy. Znakomici kandydaci na klientów oszałamiającej oferty Amber Gold. Obietnica jest ta sama – łatwy zysk bez wysiłku.

Ile książek przeczytało w wakacje Twoje dziecko?

Jolanta Tomczak

http://www.naszdziennik.pl/blogaid/dlac ... ml#entry47


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 01 wrz 2012, 10:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Popwychowanie

Popwychowanie to obowiązujący aktualnie sposób wychowania dzieci kreowany głównie przez popularne portale i prasę kolorową. Tak jak na innych płaszczyznach życia społecznego, tak i tutaj, pomimo nominalnej wolności, obowiązują standardy uwzględniające polityczne i psychologiczne trendy, poza które autorzy tekstów i porad nie wychodzą.

Popyt na popularne poradnictwo z zakresu pedagogiki wynika przede wszystkim z zainteresowania tematem młodych rodziców. Współczesne warunki życia generują problemy, wobec których rodzice czują się bezradni. Poza tym część ambitnych, młodych matek i ojców pragnie wychowywać dzieci “nowocześnie”, “naukowo” i “trendy”. Z braku czasu i zapracowania Internet i popularne magazyny są dla nich głównym źródłem zdobywania wiadomości. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce temat i zaraz pojawia się odpowiedź. Zjawisko zauważyli specjaliści od mediów, włączając do swych serwisów artykuły na tematy pedagogiczne oraz kąciki porad. Jednak nie tylko chodzi o biznes, obok biznesu, jak zwykle, pojawia się ideologia.

Polityczna poprawność

Teksty serwowane młodym rodzicom w warstwie politycznej mieszczą się na ogół w granicach political correctness. Odstępstwa w tym zakresie są rzadkie i jeśli się zdarzają, są raczej wynikiem nieuwagi redaktorów, aniżeli uleganiu przez nich pokusie pluralizmu. Normą są zatem artykuły namawiające do: wychowywania małego ekologa, zaszczepiania od kołyski “kardynalnej” cnoty tolerancji (o innych cnotach rzadko się wspomina) i – koniecznie – uświadamiania seksualnego dziecka. Rodzic dowie się, że w podglądaniu dorosłych przez najmłodszych nie ma nic zdrożnego, a nerwowe reakcje mogą doprowadzić tylko do zaburzeń w rozwoju psychoseksualnym ich pociech. W medialnym poradnictwie obecna jest również problematyka gender. Ujawnia się w postaci zachęcania do zabawy chłopców lalkami, a dziewcząt samochodami. W feministycznym społeczeństwie wymiana ról jest przecież obowiązującym standardem i trzeba do niej wdrażać od przedszkola.

Niewiele mające wspólnego z wiarą portale nie mają żadnych skrupułów, aby doradzać w kwestiach związanych z życiem religijnym. Pouczają na przykład, jaki prezent przygotować na Pierwszą Komunię św. lub czy prowadzić dziecko do kościoła? W odpowiedzi na to drugie pytanie czytelniczki (bo to do nich raczej skierowane są tego typu porady) dowiadują się, iż dziecko nie powinno chodzić na Mszę św. do czasu aż będzie rozumiało i uważnie uczestniczyło w nabożeństwie. Przy dzisiejszych standardach “rozwiercenia dzieciaków” może się okazać, że będzie to dosyć późno lub wcale.

Nowinki pedagogiczne

Wspomniano już, że ambitni rodzice pragną wychowywać dzieci zgodnie z najnowszymi osiągnięciami nauk pedagogicznych. Media starają się wyjść na przeciw tym oczekiwaniom. Generalnie mamy dosyć stałą tendencję do przekładania na język publicystyczny tego, co dawniej nazywano pedagogiką naturalistyczną, a ostatnio “wychowaniem bezstresowym”.

Zastosowano tu sprytny zabieg. Autorzy artykułów i porad na ogół nie przyznają się do “wychowania bezstresowego” – o którym przeciętny czytelnik raczej nie ma najlepszego zdania – niemniej w praktyce głoszą podobną ideologię. Chwyt polega na tym, że przedstawiają się zazwyczaj jako zwolennicy “pedagogiki środka”, “wyważonej” i “naukowo potwierdzonej”. Aby uwiarygodnić ten kamuflaż wplatają w tekst sformułowania w rodzaju: “psychologowie to już dawno stwierdzili”, czy też wprowadzają do swojej argumentacji kilka znieczulających i oczywistych sloganów w rodzaju: “kochaj i wymagaj” czy “ustal granicę dziecku”. W praktyce te wymagania i granice są specyficznie pojmowane i niekiedy brzmią groteskowo. Na przykład: co ma zrobić rodzic, gdy maluch histeryzuje w hipermarkecie, krzycząc i tarzając się po podłodze? Odpowiedź specjalisty: odejść i przeczekać sytuację kryzysową.

Zauważmy jednak, że gdy dziecko w ataku szału potłucze butelki czy słojki stojące na regale w sklepie, to taka porada może być dosyć kosztowna. Ale cóż się nie robi dla… dobra pedagogiki. To oczywiście tylko jeden z przejawów “mądrego wymagania” i “ustalania granic”.

Ukryty sponsoring

Popwychowanie nie jest wolne od ukrytych form reklamy. Takie zjawisko można zaobserować w odniesieniu do porad dotyczących korzystania z telefonów komórkowych czy z mediów, głównie Internetu. Niektóre firmy telekomunikacyjne prowadzą wręcz strony internetowe, na których pod pretekstem propagowania zasad racjonalnego korzystania z telefonów komórkowych przekonują do korzyści wynikających z posiadania przez dziecko “komórki”.

Najczęściej teksty odnoszące się do współczesnych, technologicznych gadżetów cywilizacyjnych budowane są na zasadzie pozornego “wyważania środka”. Podaje się jeden, dwa argumenty przeciw, a później zarzuca odbiorcę korzyściami. Ewentualnie wysuwa się argument z “uznania konieczności”, czyli przykładowo: musimy zaakceptować “komórkę” w ręku dziecka, bo wszyscy koledzy już ją mają i nasz syn będzie się źle czuł w tej sytuacji.

Wychowanie musi oczywiście uwzględniać nowoczesne wynalazki i podchodzić do nich racjonalnie. Rzecz w tym, że w tej pedagogice “wyważanie środka” oraz “uznania konieczności” celem tak naprawdę nie jest mądre wychowanie młodych ludzi do korzystania z dóbr związanych z rozwojem cywilizacji, ale zwykły PR, czego skutki obserwujemy w późniejszych decyzjach rodziców i zachowaniu młodzieży.

Bagatelizowany “nowy front”

Generalnie popwychowanie stanowi jeszcze jeden front wojny cywilizacyjnej w wymiarze medialnym. Warto jednakże podkreślić, że ma on swoją szczególną specyfikę. O ile w przypadku bieżącej polityki propaganda nastawiona jest na doraźny efekt wyborczy, to tutaj mamy do czynienia z działaniem długofalowym. Nie bez znaczenia dla skuteczności przekazu jest również stwarzanie przekonywującej atmosfery pseudonaukowości, która zazwyczaj nie występuje w takim natężeniu tam, gdzie przerabia się człowieka przy pomocy wulgarnej i prymitywnej rozrywki.

Można pokusić się nawet o tezę, że opisywane zjawisko jest w pewnym sensie bardziej niebezpieczne, niż lewicowo-liberalna szkoła. Z takiej szkoły mimo wszystko dziecko po kilku godzinach wraca do domu, gdzie przy odpowiednim zaangażowaniu rodziców można neutralizować wpływ obcej propagandy. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy to matki i ojcowie są odpowiednio instruowani przez internetowych i gazetowych “specjalistów”, a później sami z wielkim przekonaniem oraz zaangażowaniem edukują dzieci w duchu pseudopostępu, często nieświadomie i w dobrej wierze wypaczając charaktery swoich pociech.

Dariusz Zalewski

http://www.pch24.pl/popwychowanie,5396, ... z25CRDNqMB


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 02 paź 2012, 07:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Skauting katolicki wychowuje człowieka wiary

Z Tomaszem Podkowińskim, rzecznikiem prasowym Skautów Europy, rozmawia Izabela Kozłowska

Kto był twórcą skautingu?

- Skauting zrodził się z pomysłu brytyjskiego generała Roberta Baden-Powella, który już w 1907 roku zorganizował pierwszy obóz skautowy dla ok. 20 chłopców pochodzących z różnych grup społecznych. Odbył się on na wyspie Brownse’a u wybrzeży Anglii. Rok później Bi-Pi opisał przeżycia i przebieg obozu w książce „Skauting dla chłopców”. To właśnie ona stała się fundamentem dla tworzenia się ruchów młodzieżowych nie tylko w Anglii, ale także poza jej granicami.

W 1918 roku powołano Międzynarodowe Biuro Skautów, a dwa lata później, w 1920 roku, na Olympia Park w Londynie odbył się pierwszy światowy zlot – Jamboree.

Robert Baden-Powell był protestantem. Jak jego zasady odbierały kraje katolickie?

- Skauting początkowo był przyjmowany z dystansem i nieufnością. Prezentował on na pewno inne od katolickiego spojrzenie na religijność. Pierwszym, który podjął się utworzenia katolickich drużyn, był ks. Jules Petit z Belgii. Miało to miejsce w 1911 roku, zaś w 1912 dzięki aprobacie ks. kard. Merciera założył organizację zwaną Belgian Catholic Scouts. Stowarzyszenie, na czele którego stanął profesor Jean Corbisier, otrzymało rok później specjalne błogosławieństwo papieża Piusa X. W kolejnych krajach zaczęto tworzyć podobne formacje. Powstały one m.in. we Włoszech – Associazione Scautistica Cattolica Italiana, czy we Francji - Scouts de France (Skauci Francji), której współtwórcą był jezuita o. Jacques Sevin, a która szybko stała się największą organizacją skautingu katolickiego. Podczas pierwszego światowego zlotu - Jamboree, o którym wspominałem, powołano Międzynarodowe Biuro Skautów Katolickich, które było częścią Światowego Biura Skautów. W ten sposób połączono dotychczas istniejące organizacje skautowe. Co ważne, na powstanie Międzynarodowego Biura Skautów Katolickich zgodę wyraziła Stolica Apostolska. Zaakceptował ją także Baden-Powell.

Co leży u podstaw skautingu?

- Jest on doskonałą formą wychowawczą, kształcącą całego człowieka, wszystkie sfery jego życia. Podstawowymi zasadami tradycyjnego wychowania skautowego, które zostały opisane we „Wskazówkach dla skautmistrzów” Baden-Powella, są: wychowanie indywidualne na łonie przyrody, wychowanie do życia w społeczeństwie - wychowanie dobrych obywateli, kształtowanie charakteru, troska o zdrowie i rozwój fizyczny, kształtowanie zmysłu praktycznego oraz formacja charakteru i służba bliźniemu. To takie cztery elementy: zdrowie, charakter, służba i zmysł praktyczny.

Czym odróżnia się skauting katolicki od tego „badenpowellowskiego”?

- Skauting katolicki to nie skauting dla katolików, to coś więcej, a raczej głębiej. Oczywiście bazuje on na tradycyjnej pedagogice Baden-Powella. Do czterech elementów będących podstawą skautingu stworzonego przez B.-P. dodano natomiast bardzo wyraźnie kolejny element: życie w łasce Bożej, służbę Bogu w Kościele. Skauting katolicki wychowuje człowieka wiary, żyjącego w Kościele, wiernego syna lub córkę Matki Kościoła. Osobą, która „ochrzciła” skauting, był francuski jezuita o. Jakub Sevin, który w 1913 roku spotkał się z Baden-Powellem. Wówczas ocenił on przydatność metody skautowej w pracy z młodzieżą w służbie Kościoła katolickiego. Ten zakonnik twierdził, iż każdy skaut jest chrześcijaninem, którego największym pragnieniem jest szerzenie wokół siebie królestwa Bożego.

Muszę tu podkreślić, iż skauting nie tylko kształtuje charaktery, ale także wychowuje do świętości. Co ważne, funkcjonuje on w łączności z rodziną. Jest to jedyna metoda wychowawcza obejmującą wszystkie wymiary człowieka!

Ruch ten został dobrze przyjęty w Polsce?

- Z różnych przyczyn skauting katolicki nie zadomowił się w Polsce, pomimo że ojciec Sevin na początku lat 20. XX w. nawiązał kontakt z instruktorami Związku Harcerstwa Polskiego (za pośrednictwem ks. bp. Adama Sapiehy i o. Jacka Woronieckiego), a w 1923 r. otrzymał nawet odznaczenie ZHP „Za zasługę”. Trzeba pamiętać, że po przewrocie majowym 1926 r. do władzy w ZHP doszła opcja akcentująca bardziej wychowanie propaństwowe i obywatelskie, jednocześnie bardziej indyferentna w sprawach religijnych. Do myśli pedagogicznej Sevina, i w ogóle dorobku Skautów Francji, nawiązywał jednak w swojej działalności hm. RP Stanisław Sedlaczek, Recepcja skautingu katolickiego w Polsce dokonała się za sprawą Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego "Zawisza" Federacji Skautingu Europejskiego.

Jaka jest historia Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego "Zawisza"?

- W tym roku stowarzyszenie obchodzi trzydziestą rocznicę powstania. Ciekawostką jest pewne wydarzenie, które miało miejsce w grudniu 1980 roku. Wówczas ks. kard. Stefan Wyszyński w prywatnej rozmowie ze Stanisławem Broniewskim – Orszą powiedział, że chciałby, by w Polsce powstało harcerstwo katolickie. 28 lutego 1982 roku w Lublinie miało miejsce spotkanie instruktorów i harcerzy, którzy postanowili kontynuować swoją niezależną działalność harcerską w ramach Duszpasterstwa Służby Liturgicznej Archidiecezji Lubelskiej. Tak powstała Harcerska Służba Liturgiczna, zwana później Harcerskim Ruchem Liturgicznym, która w szczytowym okresie skupiała ok. 1000 członków, głównie w Lublinie i diecezji lubelskiej, ale później także w Radomiu, Skarżysku-Kamiennej czy Białymstoku. W grudniu 1989 r. podjęta została decyzja o utworzeniu Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego "Zawisza". W 1995 roku przystąpiło do Federacji Skautingu Europejskiego.

Wyjaśnijmy, czym są Skauci Europy?

- Skauci Europy powstali 1 listopada 1956 roku. Wówczas została utworzona organizacja, której podstawą stały się trzy filary. Pierwszym jest wspólna chrześcijańska Europa. Kolejnym był skauting jako metoda wychowawcza, która łączy młodych. Trzecim, nierozerwalnie związanym filarem jest Pan Bóg. Wychowanie w wierności Kościołowi, w więzi z Panem Bogiem. Federacja Skautingu Europejskiego rozwijała się bardzo szybko szczególnie we Francji, a także we Włoszech, Belgii, Niemczech czy Hiszpanii. Jej głównym celem jest pomoc rodzicom w formacji dzieci i młodzieży.

Duży wpływ na powstanie Skautów Europy w Polsce miał pontyfikat Jana Pawła II…

- Właśnie. Historia Skautów Europy w Polsce jest niezwykle ciekawa. Wszystko zaczęło się od tego, że Jan Paweł II zafascynował francuskich Skautów Europy. Zapragnęli oni poznać ojczyznę polskiego Papieża, który dał wszystkim wyraźny przykład, jak można zmieniać świat. Dał nadzieję, by się nie lękali. Francuscy skauci regularnie każdego roku włączali się do pielgrzymek diecezjalnych zmierzających na Jasną Górę. Ponadto angażowali się w pomoc materialną dla niektórych parafii. Francuska organizacja pragnęła założyć Skautów Europy w naszym kraju, dlatego szukała różnych kontaktów i znajomości. Do pierwszego spotkania francuskich Skautów Europy i harcerzy ze Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza” doszło w czasie Światowych Dni Młodzieży, które odbywały się w Częstochowie w 1991 roku. Szybko zostały nawiązane pierwsze kontakty i tak w końcu w 1995 roku SHK przystąpiło do Federacji Skautingu Europejskiego. Początkowo na okres próbny, a od 1998 roku staliśmy się pełnoprawnymi członkami.

Skauci Europy już na dobre zadomowili się w Polsce?

- Nasza organizacja bardzo dynamicznie się rozwijała. Już w 2003 roku, mając niewiele ponad tysiąc członków, organizowaliśmy zlot Eurojam w Żelazku pod Olsztynem na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Przyjechało do nas 9,5 tys. skautów nie tylko katolików, ale także protestantów i prawosławnych. Kulminacyjnym momentem był wyjazd wszystkich uczestników na pielgrzymkę na Jasną Górę, gdzie z tej okazji wmurowano specjalną tablice pamiątkową. Także Jan Paweł II wystosował do uczestników specjalny list. Trzy lata temu komisarzem federalnym został Polak, Zbigniew Minda, duszpasterzem został ksiądz Bogusław Migut z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Obecnie funkcjonujemy na terenie całego kraju i jest nas około 2600 członków. Po tym jak Skauci Europy zaczęli funkcjonować w Polsce, zaczęły się do nich dołączać grupy harcerskie, które w duchu katolickim chciały formować swoich członków. Teraz obserwujemy coraz większe zainteresowanie ze strony rodziców, którzy chcą swoje dzieci kształtować w zgodzie z Panem Bogiem i w pełnym zaufaniu do wychowawców.

Wróćmy do formacji. Jak ona wygląda w Skautach Europy i co ją odróżnia od innych?

- Co nas wyróżnia to to, że formacja odbywa się w dwóch nurtach: dziewcząt i chłopców. Formacja rozgrywa się w obrębie trzech gałęzi wiekowych. Wilczki – od 9. do 12. roku życia (gałąź żółta), harcerze/harcerki od 13. do 17. roku życia (gałąź zielona), wędrownicy/przewodniczki – powyżej 17. roku życia do końca studiów (gałąź czerwona). W tej pierwszej grupie formacja ma otworzyć dzieci na drugą osobę, wyzbyć je egoizmu, a przede wszystkim poprzez zabawę ukierunkować na Pana Boga. W drugiej grupie wiekowej kształtowane jest współdziałanie z innymi. Członkowie tej gałęzi poprzez przygodę i przyjaźń, przeżywane na łonie przyrody, uczą się odpowiedzialności za siebie i innych (zastęp). Natomiast „Droga”, czyli najstarsza gałąź naszego ruchu, ma na celu rozeznanie i aktualizację powołania. Jest to formacja bardziej już indywidualna. Hasłem tej gałęzi jest „Służyć”, co realizowane jest w trzech rodzajach służb: wychowawczej w harcerstwie (jako przyboczny czy drużynowy); technicznej (np. wydawnictwa) oraz zewnętrznej (m.in. praca w parafiach).

Kiedy przestaje się być harcerzem?

- Należy tu podkreślić, że harcerstwo nie jest naszą metodą na życie. Błędnym pojęciem jest hasło mówiące, iż harcerzem, tym w krótkich spodenkach, jest się przez całe życie. Harcerstwo jest tylko i wyłącznie metodą wychowawczą, która ma pomóc w przygotowaniu do dorosłego życia, wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Dlatego kończy się wtedy, kiedy ktoś wchodzi w dorosłe życie. Później należy służyć innym. Symbolem takiego przejścia jest obrzęd Wymarszu Wędrownika, kiedy zamiast prawa harcerskiego czytane jest 8 błogosławieństw. Dlaczego one? Ponieważ są kodeksem moralnym każdego chrześcijanina. Oczywiście te osoby pozostają w harcerstwie służąc młodszym, nadal nosząc mundur.

Kto może przystąpić do Skautów Europy?

- Każdy, kto chce służyć – jak mówi tekst przyrzeczenia – Bogu, Kościołowi, Polsce i Europie chrześcijańskiej. Zapraszamy też dorosłych, rodziców, którzy chcą założyć jednostki Skautów Europy tam, gdzie ich jeszcze nie ma, a którzy jednocześnie chcieliby, żeby ich dzieci się w nich odnalazły.

Regularnie od 1996 roku we wrześniu odbywają się pielgrzymki przewodniczek i wędrowników. Nie jest to zwykłe pielgrzymowanie…

- Każda pielgrzymka wiąże się z wysiłkiem i trudem. Wybierający się na nie muszą być świadomi, że przez ten czas będą pozbawieni wygód, a nawet do pewnego stopnia poczucia bezpieczeństwa. Często pokonując swoje słabości i egoizm. Pielgrzymki „Drogi” łączą tradycyjną pielgrzymkę z wędrówką harcerską. Uczestnicy gotują posiłki na ogniskach, nocują pod namiotami. Ponadto uczestniczą w codziennej Mszy św., odmawiają Różaniec, adorują Najświętszy Sakrament czy niosą chorągiew.

W miniony weekend pielgrzymowały przewodniczki do sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej w Piotrkowicach koło Kielc. Hasłem tegorocznej pielgrzymki przewodniczek było: „Niewiastę dzielną któż znajdzie?”. W tym tygodniu swoją pielgrzymkę rozpoczną wędrownicy. Udadzą się oni tradycyjnie do sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego na Świętym Krzyżu. Ich wędrowanie przebiegać będzie pod hasłem: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!”. Ważne jest, że z każdym rokiem wzrasta liczba osób uczestniczących w pielgrzymkach. W tym roku spodziewamy się około 350 wędrowników.

Dziękuję za rozmowę.
_________________


Tomasz Podkowiński - radca prawny, ojciec czworga dzieci. Z harcerstwem katolickim związany od 1986 roku. Pełnił między innymi funkcję sekretarza krajowego Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego "Zawisza" Federacji Skautingu Europejskiego. Obecnie rzecznik prasowy tej organizacji.

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wiary.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 18 paź 2012, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Klęcząc przed św. Stanisławem Kostką

Byłeś zawsze, Święty Stanisławie, tak blisko polskiej młodzieży. Zwłaszcza chłopców, którzy przyjmowali Cię za patrona, modlili się do Ciebie, naśladowali Twoje cnoty. Tak często bowiem kapłani opowiadali o Tobie, przypominali, jak pieknym duchowo byłeś młodzieńcem. Kochałeś czystość i bardzo miłowałeś Matkę Najświętszą...
Jesteś jednym z najmłodszych świętych Kościoła. Kochała cię Polska, zwłaszcza młoda. Moje pokolenie przychodziło do Ciebie 13 listopada – do 1969 r. to wtedy obchodziło się Twoje święto. Później przeniesiono je na 18 września, żeby młodzież na początku roku szkolnego mogła polecać się Bogu przez Twoje wstawiennictwo. Cieszyliśmy się na dzień, w którym możemy się z Tobą spotkać. Jakże wiele teatrzyków szkolnych i świetlicowych w sposób artystyczny prezentowało walory Twojego młodzieńczego życia. Te przedstawienia stawiały nas na nogi, inspirowały do tego, by starać się być blisko Pana Boga, Matki Najświętszej, by naśladować Twoje święte kroki.

W sposób zdecydowany odpowiedziałeś na Boże powołanie. Wiedziałeś, że tylko w Zakonie Jezuitów w Rzymie możesz się odnaleźć i tam realizować cel swojego życia. Dlatego wyruszyłeś w daleką podróż. Podziwialiśmy Cię jako niestrudzonego wędrowca. Przecież trasa Wiedeń – Rzym to setki kilometrów. Nasi mistrzowie i opiekunowie stawiali Cię za przykład męstwa, odwagi, przedsiębiorczości, zdecydowania, siły woli i charakteru. To wspaniałe cechy młodzieńca, który będzie w przyszłości kimś wielkim.
Imponowałeś nam, Święty Stanisławie, swoją osobowością. Byłeś absolutnie najbliższym nam świętym. Nikt Ci nie dorównywał. Zresztą nie chcieliśmy, żeby Cię ktoś przewyższał, żeby był ponad Tobą. Ty byłeś naszym wzorem – ale i naszym kolegą. Uczyłeś nas zachowywania Bożych przykazań, cnotliwego życia, uczyłeś wstrzemięźliwości. Dzięki przykładowi, jaki braliśmy z Ciebie, stawaliśmy się lepsi. Byliśmy gotowi stanąć przy Chrystusie pod płaszczem Najświętszej Maryi Panny, by iść do nieba. To było coś naprawdę pięknego.
Potem przyszły dziwne czasy, odszedłeś, Święty Stanisławie, w jakiś cień. Zapomnieliśmy o Tobie, o Twoich cnotach, Twoim przykładzie męstwa, przywiązania do Matki Bożej. To było na pewno także jedno z naszych zaniedbań duszpasterskich, które przypłaciliśmy odejściem wielu młodych od chrześcijańskich ideałów.
Dzisiaj patrzymy na młode pokolenie chłopców i dziewcząt. Oni niejako z natury pragną dobra, oni nie są źli. W tylu jednak przypadkach został zamazany ich sposób patrzenia na Boży świat. Ktoś na ich drodze do dorosłości poprzestawiał ich myślenie, uprzedził ich do Jezusa. Bo zapominają dzisiaj Polacy, co powiedział Chrystus: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5, 8). To znaczące błogosławieństwo Jezusa było Twoją własnością, nasz Święty Patronie. Czyste serce, piękna dusza – piękny człowiek. Taki właśnie byłeś i dlatego przyciągałeś do siebie niczym magnes...
Ty już wiesz, Święty Stanisławie, co znaczy oglądać Boga. Chcemy Cię dziś prosić, żebyś współczesnemu młodemu człowiekowi przybliżył widzenie Boga. Żebyś mu pomógł oczyścić serce, by umiał zobaczyć Boże królestwo i zachwycić się nim. Bo to królestwo Boga, który jest Stworzycielem wszystkiego, który chce nas zbawić i który nas uświęca.
Święty Stanisławie, wzorze niewinności, ozdobo Kościoła, uproś polskiej młodzieży choć cząstkę takiej miłości Boga, jaką Ty do Niego pałałeś, także właściwe odbieranie ponęt tego świata, które tylko rozbudzają pychę i próżność.

„O Stanisławie, spojrzyj dzisiaj z nieba
Na miłość naszą, wszak ratować trzeba
Te serca z Tobą spójnią krwi związane,
Te dusze drogie, może już zbłąkane.
Ratuj nas, ratuj, Kostko Stanisławie,
Mów do Maryi w braci Twojej sprawie”...
Z pieśni do św. Stanisława Kostki:
„Jasna Jutrzenko narodu polskiego”.

Ks. Ireneusz Skubiś

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 01239&nr=1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wychowywanie młodych
PostNapisane: 20 paź 2012, 07:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31131
Wychowanie poprzez słowo

Zainspirowana listem pani Józefy Kusz (Nie bójmy się wychowywać, "Nasz Dziennik", 29.09.2012) chciałam podzielić się krótko swoimi przemyśleniami na temat wychowania.

Myślę, że nieraz za mało doceniamy rolę dziadków w wychowywaniu młodego pokolenia. A przecież to właśnie dziadkowie mogą tak wiele nauczyć najmłodszych. Nie wymaga to od nich nadludzkich sił. Podam jeden tylko przykład. Niedawno przeczytałam ciekawą książkę o wychowywaniu poprzez czytanie. Została tam także zamieszczona lista polecanych lektur. I co się okazało? Były to książki, które sama pamiętałam jeszcze z dzieciństwa, gdyż należały wtedy do kanonu lektur obowiązkowych w szkole podstawowej. Ale znalazły się tam także nowe pozycje. Czyż nie jest to dobry pomysł na wychowywanie młodego pokolenia przez osoby starsze?

Można do zapoznawania się z książkami zachęcać w inny sposób. Niedawno kupiłam mojej najmłodszej córce odtwarzacz do płyt MP3. Sądzę, że jest to dużo lepsza rzecz niż komputer. A dlaczego? Okazało się, że moja najmłodsza córeczka bardzo chętnie słucha na nim audiobooków, tj. książek nagranych na płytę. Z przyjemnością zapoznała się poprzez tę właśnie formę z "W pustyni i w puszczy", "W 80 dni dookoła świata" i wieloma innymi pozycjami. Taki odtwarzacz z łatwością można ze sobą zabrać. Teraz bez problemu można dostać takie audiobooki. Są też czasem dołączane do tradycyjnych książek. Można je pożyczyć znajomym, którzy mają dzieci. Podsumowując - warto czy to w tradycyjnej, papierowej formie, czy poprzez audiobooki zachęcać nasze dzieci do zapoznawania się z dobrą literaturą. To zadanie zarówno dla nas, rodziców, jak i dla dziadków. Ja żałuję tylko tego, że dopiero niedawno wprowadziłam te zwyczaje w mojej rodzinie, czyli wychowywanie przez kontakt ze słowem.

Małgorzata Stanisz, Warszawa

http://www.naszdziennik.pl/wp/12836.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /