Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 86 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 05 maja 2011, 16:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Błogosławiony Ojciec Święty Jan Paweł II wobec "nowej ideologii zła"

Pokonać współczesny terroryzm relatywizmu

Ojciec Święty Jan Paweł II przez całe swoje życie, a w sposób szczególny przez wszystkie lata swojego papieskiego posługiwania, uświadamiał ludzkości, że Ewangelia jest od dwóch tysięcy lat ciągle tak samo ważnym, tak samo niedającym się niczym zastąpić źródłem, proklamacją i strażnicą tych wartości, które są najważniejsze dla każdego człowieka, bez względu na jego rasę, kulturę, wyznawaną religię i epokę, w której mu przyszło żyć. Ewangelia broni bowiem tego, co jest dla niego najważniejsze. Broni bezkompromisowo ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Broni rodziny i małżeństwa rozumianego jako związek mężczyzny i kobiety. Domaga się chleba dla głodnych. Zabiega o pokój i sprawiedliwość. Występuje w obronie wolności i poszanowania godności ludzkiej osoby. Te fundamentalne dla całego świata wartości, a jednocześnie wyzwania stojące przed ludzkością, to znaczy: troska o życie, chleb, pokój, sprawiedliwość i wolność - były punktem centralnym w społecznym, a także religijnym nauczaniu Jana Pawła II.

W niemal każdym swoim wystąpieniu Ojciec Święty mocno podkreślał, że nie da się tych wartości rozwinąć i obronić bez ewangelicznej miłości bliźniego i bez przestrzegania Bożych przykazań, które nie są spisem bezdusznych, prawniczych nakazów i zakazów krępujących ludzką wolność, lecz są koniecznymi wskazaniami niezbędnymi dla przetrwania, rozwoju i szczęścia obciążonego zmazą grzechu pierworodnego rodzaju ludzkiego, w tym każdego indywidualnego człowieka. Błogosławiony Jan Paweł II tak często przypominał w swoim nauczaniu, że niemal całe zło, jakie dotyka nas, nasze rodziny i wszystkich naszych bliźnich pochodzi stąd, że ktoś z nas lub ktoś z naszych bliźnich podeptał ewangeliczne przykazanie miłości Boga i bliźniego; że ktoś kogoś zabił, poranił, okradł, skrzywdził moralnie, zdradził, oczernił czy obmówił; że nie przebaczył wrogowi i że nie okazał - chociaż mógł - pomocy potrzebującemu bliźniemu. Ojciec Święty podkreślał przy tym, że najważniejszym z przykazań jest przykazanie pierwsze, które nakazuje nam oddawanie czci jedynie Bogu i zabrania współczesnego bałwochwalstwa, które przejawia się w tym, że dla wielu ludzi bogiem stał się pieniądz, władza, seks, rozgłos medialny i sprzeczna z wolą Bożą dążność do przyjemności.
Mimo że mówił swoim słuchaczom prawdę, czasami dla nich bardzo trudną do przyjęcia, bo zupełnie nieliczącą się ze współczesnym, relatywistycznym duchem czasu, słuchany był przez wszystkich. Głosił ją bowiem z miłością. Głosił ją bowiem jako świadek tej prawdy, którą potwierdzał całym swoim świętym, głęboko ewangelicznym życiem.

Sposób działania zła

Błogosławiony Jan Paweł II był pełnym najgłębszej pokory geniuszem, łączącym w sobie najściślej najgłębszą wiarę religijną z ogromną wiedzą filozoficzną, teologiczną i humanistyczną.
Jako wybitny myśliciel, teolog, historiozof i znawca ludzkiej natury błogosławiony Papież znał dokładnie przyczyny i sposób działania zła towarzyszącego człowiekowi od początku jego historii i objawiającego swoje potworne oblicze we wszystkich czasach, a w sposób szczególny w wieku XX, nazywanym słusznie Wielkim Piątkiem w historii ludzkości, wieku naznaczonym tak strasznie zbrodniami hitleryzmu i bolszewizmu.
Urodzony w epoce, kiedy rozwinęły się wymienione wyżej szatańskie ideologie, które odrzuciły Boga i Jego przykazania, Jan Paweł II obserwował ich stopniowy rozwój. Wiedział, że zrodziły się one w umysłach bezbożnych filozofów i przejęte zostały przez bezwzględnych polityków. Wiedział, że nie wolno lekceważyć ludzkiej myśli. Pamiętał o słowach, które wypowiedział kiedyś Wiktor Hugo: "Nie ma większej siły nad ideę, kiedy trafi na swój czas". Tak jest naprawdę. Wszystko zaczyna się od zrodzonej w ludzkim umyśle idei. Dobrej lub złej. Pochodzącej od Boga lub od szatana. Najpierw jest myśl, jest pomysł. Potem przychodzą słowa - dobre, błogosławione lub złe, raniące jak sztylet, pobudzające do zła, do prześladowań i do wszelkiego rodzaju zbrodni. A na koniec następuje realizacja zamiarów, następują czyny. Dochodzi do wojen, do zakładania obozów śmierci i do najwymyślniejszych prześladowań ludzi z powodu ich rasy, narodowości, klasy społecznej, religii itd.

Korzenie nikczemności

W swojej książce "Pamięć i tożsamość", a także w wielu innych swoich pismach i wystąpieniach błogosławiony Papież pytał o korzenie nowej, współczesnej ideologii zła, relatywizującej pojęcie dobra i zła oraz prawdy i fałszu, która w imię kompletnej samowoli moralnej, zwanej fałszywie wolnością, skazuje na śmierć miliony ludzi nienarodzonych, starych i chorych w zagwarantowanej bezbożnym prawem aborcji i eutanazji; która na mocy wydawanych przez współczesne parlamenty obłędnych, sprzecznych z naturą ustaw zrównuje związki homoseksualne z prawdziwym małżeństwem i która sankcjonuje prawnie najbardziej zbrodnicze doświadczenia genetyczne.
Podstaw owej nowej ideologii zła, podobnie jak wcześniejszych zbrodniczych ideologii zdaniem Jana Pawła II należy szukać w myśli filozoficznej odrzucającej chrześcijańską historię zbawienia, w tych samych ateistycznych i anarchistycznych poglądach Marksa, Nietzschego, Trockiego, Gramsciego, Freuda, Sartre´a, Adorno, Horkheimera, twórców filozofii postmodernistycznej i wielu innych. To oni ukształtowali całe pokolenie roku 1968 w Ameryce i na zachodzie Europy, które wywołało słynną anarchistyczną rewoltę pod hasłami: "Zabrania się zabraniać czegokolwiek", "Niszczcie to, co was niszczy, niszczcie więc obecny porządek prawny, niszczcie państwo i religię, uniwersytety i szkoły, rodzinę i małżeństwo. Dopiero na gruzach tego starego świata będziecie mogli zbudować nowy, pozbawiony zakazów i nakazów świat". W imię tych haseł organizowano niekończące się anarchistyczne manifestacje i dokonywano niezliczonej ilości krwawych zamachów terrorystycznych. Zachodnie państwa z lat siedemdziesiątych XX wieku, po latach trudnych zmagań uporały się z tą lewacką rewoltą, ale nie mogły zmienić anarchistycznej mentalności ukształtowanego wówczas pokolenia, które po kilkunastu latach, wspomagane przez potężne i bogate antychrześcijańskie siły, doszło do władzy w demokratycznych wyborach, opanowując prawie bez reszty we współczesnych społeczeństwach trzy zasadnicze centra, decydujące o kształtowaniu świadomości całych narodów, a mianowicie: parlamenty, uniwersytety oraz media. Niepotrzebne są już w tej sytuacji terrorystyczne działania i manifestacje, by móc bez przeszkód kształtować bezbożny porządek we współczesnym świecie. Dawni rewolucjoniści mają bowiem teraz w swoim ręku moc wydawania takich praw, które niszczą chrześcijańską kulturę i moralność, które obalają wartości, na jakich zbudowana została 25 wieków licząca cywilizacja euroatlantycka, odrzucając istnienie obiektywnego dobra i obiektywnej prawdy i podważając fundamenty życia społecznego narodów.

Bezbożni ideologowie

Współcześni bezbożni ideologowie głoszą hasło "Paradise now!". Raj na ziemi już teraz! Ich zdaniem, ten raj nastąpi automatycznie, gdy zapanuje całkowity pluralizm religijny, kulturowy, moralny i wszelki inny; gdy nastąpi pełna, całkowita, dopuszczająca wszystko tolerancja. Gdy żadna religia nie będzie miała prawa głosić, że jest prawdziwa. Gdy każde zachowanie będzie dopuszczalne. Gdy odrzuci się wszelkie przykazania, wskazania i oceny. Gdy odrzuci się jako całkowicie nietolerancyjne pierwsze przykazanie Dekalogu: "Ja jestem Panem i twoim Bogiem, nie będziesz miał innych bogów poza Mną". W ślad za tym - głoszą piewcy tej nowej bezbożnej ideologii - należy odrzucić wszelką kodeksową etykę, wszelką hierarchię i wszelkie różnice między ludźmi, także te, które wynikają z ich natury i wyznaczają im określone role życiowe. Należy więc zakwestionować także różnice między kobietą i mężczyzną. Ideologowie "paradise now" zwalczają wszelkimi sposobami tych, których uważają za przeciwników głoszonej przez siebie "poprawności politycznej" rozpowszechniającej całkowity relatywizm, hedonizm, sekularyzm i anarchię moralną. Wykorzystują do tego ogromne wpływy polityczne, finansowe oraz swoje potężne libertyńskie media. Atakują w nich bezwzględnie każdego, kto sprzeciwia się ich twierdzeniom. Używają wpływów politycznych, by takich ludzi nie dopuścić do ważniejszych urzędów politycznych i społecznych. Obrzucają ich najgorszymi, niewybrednymi epitetami: "zły, niebezpieczny, homofob, zacofany, faszysta, fundamentalista, obskurant, siewca nienawiści" itd. Jeśli trzeba, dosłownie kamienują przez długie tygodnie i miesiące w swoich gazetach, radiostacjach i telewizjach każdego, kogo uważają za groźnego dla głoszonej ideologii "poprawności politycznej", by pozbawić go głosu w życiu publicznym. Jest to zwyczajny współczesny terroryzm relatywizmu.

Dochować wierności Chrystusowi

Mając pełną świadomość, czym jest "nowa ideologia zła" i jakie zagrożenia niesie ona dla ludzkości, Jan Paweł II wzywał nas, byśmy mimo to nie tracili nadziei, byśmy się nie lękali. Wskazywał na to, że historię świata wyznaczają trzy najważniejsze momenty: stworzenie, grzech i odkupienie. Głosił, że historia ludzkości jest historią niewypowiedzianej miłości Boga, a jednocześnie Jego nieustającej walki z mocami ciemności o życie wieczne swojego ukochanego, chociaż uwikłanego w grzech stworzenia, na którego nawrócenie i na odrobinę dobrej woli oraz pokory cierpliwie czeka, jak ewangeliczny ojciec na powrót swojego marnotrawnego syna.
Jan Paweł II nieustannie nam przypominał, że pozostając w przyjaźni z Bogiem, zdolni jesteśmy do przezwyciężenia wszelkiego zła, zdolni jesteśmy do nawrócenia świata. Wzywał nas do misjonarskiej gorliwości w naszym codziennym życiu, w naszej pracy zawodowej, w wychowaniu dzieci, w życiu sąsiedzkim, społecznym, a także politycznym. Wzywał nas, byśmy byli świadkami wiary silnej i integralnej, tzn. byśmy akceptowali wszystkie prawdy wiary i wszystkie nakazy moralności chrześcijańskiej. Przestrzegał nas, byśmy nie ulegali współczesnej pokusie przebierania wśród Bożych prawd i przykazań; byśmy nie szli przez życie drogą najwygodniejszą, bagatelizując trudniejsze zasady życia chrześcijańskiego. Wzywał nas, byśmy prowadzili autentyczne chrześcijańskie życie, wierne wskazaniom Kościoła, by niechrześcijanie, uważnie obserwujący nasze postępowanie i według niego oceniający całą wiarę chrześcijańską, nie mówili z pogardą - jak dziś mówią muzułmanie o chrześcijanach Zachodu - wy zdradziliście Boga, wy jesteście poganami, a nie ludźmi wierzącymi, skoro nie żyjecie według wymogów waszej religii, którą rzekomo wyznajecie, skoro nie uczęszczacie na niedzielną Mszę Świętą, skoro się nie modlicie, skoro zdradzacie swoich małżonków, skoro się rozwodzicie i niszczycie swoje rodziny, skoro kradniecie i dokonujecie oszustw, skoro bluźnicie i pozwalacie sobie na obrzucanie błotem waszych największych świętości, skoro nie spełniacie praktyk religijnych, skoro postępujecie tak jak najwygodniej, a nie tak, jak nakazuje wam wasza wiara.

Błogosławiony Papież głosił, że nie ma innego sposobu przeciwstawienia się nowej ideologii zła, jak tylko dochowanie wierności Chrystusowi. Walka jest i będzie trudna. Ale absurdalność, a nawet zbrodniczość zasad nowej ideologii zła zaczyna już budzić poważny sprzeciw nawet w sekularnych społeczeństwach zachodnich. Coraz głośniej wołają one o powrót do etyki chrześcijańskiej, ponad którą nie ma nic piękniejszego na świecie, o powrót chrześcijańskich wartości w życiu społecznym, w prawodawstwie i w wychowaniu młodych pokoleń. Od sekularyzmu, erotyzmu, konsumeryzmu i ateizmu odchodzą coraz liczniej ludzie młodzi, spragnieni prawdy i autentycznej miłości, czyli Boga. Idźmy za ich przykładem. Żyjmy tak, by każdy widział, że mocno wierzymy w Boga, który jest Miłością, Mądrością i Sprawiedliwością.

Ks. abp Stanisław Wielgus

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my01.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Zapaść cywilizacyjna
PostNapisane: 09 maja 2011, 10:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Kilka słów wstępu, czyli moje przesłanie do czytelników. Otóż zbliżają się wielkie zmiany na całej Ziemi. Zmiany te dotkną bezpośrednio każdego mieszkańca naszej planety. Spójrzmy na nasze blogi, na zakłamane (mass), "niezależne" i alternatywne media. O co toczy się dzisiejsza rozgrywka, którą ja nazywam rozgrywką finałową (endgame)? Dzisiejsza wojna, która przetacza się przez blogi, fora, media, witryny i inne sfery życia, toczy się o ŚWIADOMOŚĆ, a także o dusze ludzi. Elity które obecnie rządzą Ziemią, niszcząc ją, są przeciwne wzrostowi świadomości wśród ludzi. Są przeciwne rozwojowi duchowemu i mentalnemu.

-Dlatego jesteśmy bombardowani wrogą propagandą, stworzono pewien system, który można śmiało porównać do Matrixa. Z tym, że system ten jest w Twoim mózgu, w Twojej głowie, niszczy Twoją duszę. To zbiór dziwnych zasad, anty - wartości, paradogmatów, pojęć "nie do ruszenia" - odpowiedników matematycznych aksjomatów. To wszystko jest nam wpajane już od maleńkości - szkoła, telewizja, opieka medyczna, politycy i ogólnie sfery mające na nas wpływ. Wpajane od maleńkości jest nam to, że tych w/w aksjomatów nie można ruszyć. Dlaczego?

-Dlatego niszczą nas ekonomicznie. Kraje Trzeciego Świata są już na wykończeniu, gleby są zasolone, niezdatne do uprawy, wody są skażone. Teraz przyszła kolej na ekonomiczne wykończenie krajów tzw Zachodu. Polega to na stopniowej likwidacji dwóch warstw: inteligencji (tej prawdziwej) i klasy średniej.

-Dlatego jesteśmy niszczeni fizycznie - poprzez zbrodniczą medycyne, szkodliwe farmaceutyki i szczepionki, poprzez chemizację, skażenie biologiczne i napromieniowanie żywności.

-Dlatego zniszczono związki zawodowe, oddano majątki narodów za bezcen, dlatego pracujemy coraz ciężej i coraz dłużej, za coraz niższe wynagrodzenie. Dlatego jesteśmy wpędzani w coraz większą spiralę zadłużenia, praktycznie bez wyjścia.

-Dlatego elity ukrywają technologie, które rewolucyjnie zmieniłyby nasze życie na lepsze. Ukrywają technologie darmowej produkcji energii, technologie rozpraszania chmur i rozpraszania radiacji (orgon, o którym napiszę poniżej). Także rewolucyjne technologie medyczne.

-Dlatego jesteśmy karmieni fikcją; fikcyjne zagrożenie "terroryzmem", fikcyjna "demokracja", prawa człowieka które też powoli stają się poprzekręcaną fikcją. I w końcu - fikcyjna, zafałszowana historia, ukrywana tak samo, jak w/w technologie. Ekonomia, historia, medycyna, socjologia, filozofia, i wiele innych dziedzin wiedzy są obecnie skrajnie zafałszowane i służą jako propagandowe tubki.

Pytanie jest jedno:
Czy musimy się na to godzić? Czy musimy bezsilnie patrzeć, jak wszystko wokół jest niszczone? Przecież wystarczy, że np na onecie pojawi się artykuł typu: "ludzkość wyginie za 100 lat". Co wtedy myślicie? Czy Waszą pierwszą myślą jest to, że ufff, nas już wtedy nie będzie? Ludzie tak myślący mają świadomość tego, że wszystko zmierza do jakiegoś niewyobrażalnego chaosu i masowej destrukcji!
A co z odpowiedzialnością za los Ziemi, za przyszłe pokolenia, za człowieczeństwo? O to warto i trzeba walczyć. Jak już wspominałem wyżej, obecna info - wojna toczy się o świadomość. Przemiany jakie teraz następują to rodzące się w wielkich bólach poszerzenie świadomości, duchowości i mentalnego rozwoju całej ludzkości. Przemiany te spowodują na pewno to, iż obecne elity, niszczące planetę, staną się nędzarzami bez wpływów, które bardzo cenią. Dlatego Ci ludzie sprzeciwiają się temu jak tylko mogą. Nasza wola, aby z tym walczyć. Naprawdę warto.

http://astral-projection.blog.onet.pl/F ... 11-05-09,n


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 14 maja 2011, 15:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
SZMATY SKUPUJĘ, SZMATY SKUPUJĘ...

Dawno, dawno temu...no, moze nie aż tak dawno, bo dobrze pamiętam te czasy, a nie zaliczam się do starożytności...słychać było po wioskach i małych miasteczkach głośne wołanie: "Szmaty skupuję, szmaty skupuję." A za tym krzykiem stał człowiek w kapeluszu, obok niego wóz, który ciągnął koń. Wóz wypełniony był różnymi "skarbami", czyli...dzisiejszym lumpeksem!!!

Skupował ten człowek różne, różniste rzeczy, które zlekceważone były przez dotychczasowych właścieieli, ale wartość miały dla skupującego w kapeluszu!

Strzykał śliną i orzekał - "Dam paniusi za ten śmieć patelnię!" i paniusia brała patelnię, szczęśliwa, że za "śmiecia" dostała pożyteczny sprzęt domowy. Radość gospodyń domowych przekładała się na życzliwość wobec domowników i zwierząt, a to było wartością nie do przecenienia.

Wokól wozu człowieka w kapeluszu, pojawiały się nie tylko gospodynie, ale również gospodarze. Co prawda chyłkiem i jakby przypadkiem, ale jednak... Szeptali owi gospodarze i dyskretnie coś tam wymienialil ale gospodyniom i dzieciarni umykało, co było istotą wymiany.

Dlaczego wspominam o tym panu w kapeluszu?

No cóż...dzisiejsze czasy są jakby żywcem wzięte z tych lat odległych...bo nastały czasy, że panowie w kapeluszach potrafią wydobyć od większości ogłupiałych, że - Bóg, Honor i Ojczyzna to nic nie znaczące śmieci, które można zamienić na sprzęt ułatwiający życia...czymkolwiek by on nie był...

http://znamie-na-policzku.salon24.pl/30 ... ty-skupuje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 15 maja 2011, 07:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Korzenie Zła - Żniwa

Demokracja jest najgorszym z możliwych ustrojów bowiem są to rządy hien nad osłami.”

Arystoteles



W lipcu 1782 roku w Wilhelmsbaden, niedaleko od Frankfurtu nad Menem, odbył się Kongres Wszechmasoński, który już wtedy był opanowany od środka przez Iluminatów Weishaupta.

Podczas tego spotkania nastąpiła unifikacja kilku odłamów masońskich, wśród których wiodącą rolę pełnili Martyniści, Iluminaci francuscy. Kongres poprzedził okres intensywnych negocjacji pomiędzy Weishauptem a czołowymi masonami Europy, zakończony osiągniętym porozumieniem 20 grudnia 1781 roku.

O czym mówiono podczas tego sabatu „wtajemniczonych” świat nie wie, zapewne jest to tajemnicą kilku, niesłychanie pilnie strzeżoną. Co natomiast wiadomo, to tylko strzępy informacji, zawarte miedzy innymi w biografii hrabiego de Virieu, uczestnika spotkania: Przywiozłem z powrotem tragiczne tajemnice. Nie zdradzę ich wam. Spisek, jaki się układa, jest tak dobrze pomyślany, że będzie niemożliwością dla monarchii i kościoła mu umknąć.” Od tego też czasu, jak zapewnia nas autor biografii hrabiego, wypowiadał się on o masonerii z nieskrywaną grozą.

Co jeszcze wiadomo na pewno na temat Illuminatich sięga początkami raportu władz bawarskich, które poleciły przeprowadzenie rewizji w domu Von Zwacka 11 października 1785 roku, a więc cztery lata po kongresie. Otóż ze znalezionych dokumentów wynikało niezbicie iż zaplanowano: „światową rewolucję, która zada śmiertelny cios ludzkości (...) która spełni się jako rezultat pracy tajnych stowarzyszeń, co jest i będzie naszą najgłębszą tajemnicą.”

A zatem, cóż to za okropny spisek układał się w Wilhemsbaden. O czym mógł radzić szatański miot, czego jeszcze ludzkość nie doświadczyła? Ano, jak myślę, Adam Weishaupt wyłożył na kongresie zebranym masonom podstawowe zasady demokracji jako systemu, przy pomocy którego dostaną kiedyś w swe szpony padół ziemski.

Kiedy mowa o demokracji, zdumiewające, jak tzw. szeroki ogół społeczny odnosi się do tego wątku a właściwie z jaką zaciekłością zwalcza jakikolwiek próby dyskusji na ten temat. Dowodzi to, jak sądzę, jednego a mianowicie, że nowoczesna propaganda jest w stanie wymazać znaczne obszary szarej materii w mózgu przeciętnego Sylwka i Tereski Pudło, zakładając oczywiście, że ta materia w ogóle istniała, że było z czego wymazywać. I tak, zamach na dzisiejszą demokrację kojarzy się głównie z napadem na wolność, na zdobycze socjalne, na historię ludzkości, podczas której miliony oddały życie właśnie w imieniu demokracji. Wszak to w obronie demokracji cały świat jednoczył się do wojny z nazizmem niemieckim, ponosząc przy tym horrendalne straty. Tyle tylko, że jak powiedział to bardzo ładnie J. C. Guillebaud, „Holocaustu dopuścił się nazizm zrodzony, przy całym swym barbarzyństwie, w ramach nowoczesnej demokracji. I stąd pytanie o demokrację”.

Ano owszem, warto zastanowić się nad tym dziwnym systemem politycznym, i to pomimo a być może właśnie dlatego, że jest on tak bardzo zażarcie broniony przez wszystkie rządy tzw. równości społecznej.

Ja osobiście sądzę, że kiedy Adam Weishaupt zastanawiał się, jak można by było najefektywniej zniszczyć naszą łacińską cywilizację, musiał od razu założyć, że nie da się tego przeprowadzić w systemie autentycznie monarchistycznym. Innymi słowy, zdawał sobie sprawę z tego iż dużo łatwiej jest oszukać mało wykształcone setki milionów niż kilka tysięcy światłej arystokracji. Po drugie, musiał wiedzieć, że bez destrukcji kościoła, jako strażnika wartości moralnych i etycznych, też mu się nie powiedzie. Stąd, jak sądzę, sięgnął do czasów antycznych i reanimował system demokratyczny, o którym to profesor KUL, filozof i polonista, Henryk Kiereś mówi iż: ...jest to taki ustrój gdzie rządzi większość, która jest manipulowana, której stwarza się miraż, że to ona wybiera, a w gruncie rzeczy ów wybór jest kierowany przez wąska grupę manipulatorów.” Jeśli zaś chodzi o kościół katolicki to ataki nań nie ustają aż do dzisiaj a sama destrukcja prowadzona jest dwoma torami. Z jednej strony zmasowana ofensywa medialna a z drugiej rozsadzanie podstaw od wewnątrz. I tak, gdyby opierać się na informacjach prasowych, większość pedofilów ukrywa się dziś w sutannach. Mało tego, księża są usuwani z kościelnych stanowisk na podstawie domniemanej wiedzy o nieprawidłowościach czy też wręcz totalnie sfabrykowanych „dowodów winy”, w dodatku szytych aż nadto grubymi nićmi. Ale, trzeba zaraz dodać, księża czy też inni hierarchowie niewygodni władcom dzisiejszego świata. Przecież ich miejsca potrzebne są fałszywym kapłanom, którzy potrafią tak skutecznie chronić się za parawanem społecznej adoracji sutanny. Jednym z nich jest być może niejaki William Swing, biskup z USA. W czerwcu 1996 roku zaproponował on utworzenie tzw. „Zjednoczonej Religii”, która ma stać się duchowym partnerem Organizacji Narodów Zjednoczonych. I wszyscy ci, którzy uważają, że droga do Boga prowadzi przez Jezusa Chrystusa, nie są zapraszani do organizacji jako chrześcijańscy fundamentaliści, nie tolerancyjni ortodoksi. I tylko szkoda, że nie ma więcej tak odważnych kapłanów jak Biskup Fuldy, J. Dyba, który w 1995 roku tak pięknie powiedział: „W demokracji panuje większość, w kościele prawda. Biskup nie musi być ponownie wybierany, dlatego może mówić prawdę.”

Kiedy zaś już mowa o dzisiejszej demokracji to warto przypomnieć sobie, że dwie Wojny Światowe z horrendalnymi stratami ludzkiej materii, które w efekcie genetycznie wykrzywiły Europę, dokonały się w systemach demokratycznych. Nie od rzeczy będzie tu także przypomnienie, iż bez tego wykoślawienia genetycznego, prawdopodobnie nie byłoby dziś mowy o Unii Europejskiej, która, jak sądzę, wkrótce okaże się gigantycznym Euro – kołchozem. Będą albo już są stosowane zasady kołchozowe, gdzie, jak w tym starym dowcipie, dzielili świnię po uboju. Kierownik z zastępcą wzięli po połowie i ogłosili, że jak komu się nie podoba, to dostanie po ryju. No, ale żeby zapędzić Europejczyków do kołchozu, trzeba było najpierw wymordować najodważniejszych i inteligencję, tak, by patriotyzm przestał być przeszkodą w realizacji planu, nakreślonego przez Weishaupta w 1776 roku. Dziś, co niesłychanie znamienne, Stany Zjednoczone Północnej Ameryki, przy wsparciu posłusznych wasali (w tym Polski) dokonują militarnej inwazji suwerennych państw, by, jak to ujmuje aktualny prezydent USA, upewnić się, że będą tam zainstalowane „demokratyczne” rządy. Innymi słowy taki ustrój, przy pomocy którego możni tego świata dostana to co chcą, nawet wbrew żywotnym interesom rodzimej ludności. Kto ma jakiekolwiek wątpliwości w tym względzie niech bliżej przyjrzy się Polsce, która jest przecież nominalnie demokratycznym państwem.

Tak więc na naszych oczach dokonuje się ostatni etap Wielkiego Planu, mającego na celu zniszczenie dorobku cywilizacyjnego białych ludzi z Europy. Rzecz w tym, że nową budowlę, zwaną Nowy Porządek Światowy można budować tylko na ruinach starego systemu. Jak pisał w „Time” w 1992 roku Strobe Talbott w artykule zatytułowanym „Narodziny Globalnego Narodu” ("The Birth of the Global Nation"): „Narodowość, tak jak jest obecnie rozumiana, zostanie obalona. Wszystkie państwa zostaną poddane jednemu, globalnemu rządowi (...)”. 23 września 1994 roku, David Rockefeller podczas prelekcji dla ambasadorów ONZ: „Obecnie znajdujemy się na krawędzi globalnych przemian. Wszystko, co potrzebujemy, to odpowiednio wielki kryzys światowy, by narody zaakceptowały Nowy Porządek Światowy”. Gdyby zaś ktoś zastanawiał się, po co komu ta cała transformacja, odpowiedzi udzielił już w 1992 roku były prezydent Citicorp (światowy potentat finansowy, zatrudniający około 300 tysięcy pracowników) Walter Wriston: „Prawdziwa globalna gospodarka wymaga zniesienia państwowej suwerenności. I niech nikomu się nie wydaje, że będzie mógł uciec z tego systemu”. Tak więc wygląda na to, że nowi właściciele ziemskiego globu chcą zgarnąć całą pulę, bez reszty. I, jak sądzę, jedynym pocieszeniem dla przyszłych generacji może być tylko to, iż nawet szatański miot będzie potrzebował lokai i parobków. Sadząc po teraźniejszych gabinetach i parlamentach – nie zabraknie im służby.

Zbyszek Koreywo

http://pionek.salon24.pl/306746,korzenie-zla-zniwa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 18 maja 2011, 01:03 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
”Eugenika - w imię postępu”

- mocny argument do walki z ”Cywilizacją Śmierci”

Byłem wczoraj na pokazie filmu Grzegorza Brauna „Eugenika – w imię postępu”, organizowanym przez toruński Klub „Polonia Christiana”. Chociaż projekcja odbyła się w środku tygodnia, sala uniwersytecka była wypełniona po brzegi. Film został nagrodzony gromkimi oklaskami. Wygląda na to, że wrocławski reżyser wyposażył nas w kolejny mocny argument do walki z „Cywilizacją Śmierci”.

Grzegorz Braun to dokumentalista znany głównie z poruszania spraw stricte historycznych czy politycznych (wystarczy wspomnieć tylko takie tytuły jak „Towarzysz Generał”, „Plusy dodatnie, plusy ujemne” czy „Defilada Zwycięzców”). Tym razem filmowiec zaprezentował nam obraz o nieco odmiennej tematyce. Być może powodem tej różnicy jest fakt, że - jak przyznaje sam Braun - nie jest on pomysłodawcą projektu, ale został do niego zaproszony.

„Eugenika” to kilkadziesiąt minut solidnego dokumentu. Podobnie jak w poprzednich filmach Brauna, mamy liczne rozmowy, wyrazistą muzykę (przy której maczał palce sam reżyser), ciekawe animacje (przywołały mi na myśl popularne wśród starszej młodzieży kreskówki), wiele cenych informacji - dat, nazwisk, etc. Mocną stroną dokumentu są rozmowy z historykami, genetykami czy publicystami. Wśród rozmówców znalazły się takie tuzy, jak: Edwin Black, Michael O’Brien, Tadeusz Nasierowski, Marian Szamatowicz, Jan Witkowski czy Ewa Bartnik. Dużo dobrego do filmu wniosły głosy Magdaleny Gawin i Joanny Najfeld.

Choć tytuł filmu może kojarzyć się jedynie z wąską dziedziną nauki, to w istocie ilustruje prawdziwe inspiracje dzisiejszych samozwańczych „zastępców” Pana Boga, którzy chcą zdecydować, kto powinien się urodzić, czy - używając słowa samych eugeników - jak „hodować ludzi”. Początkowo film nie mówi nam o aborcji, eutanazji czy in vitro. Braun przenosi nas do Ameryki przełomu XIX i XX w., gdzie rodzi się nauka zwana „eugeniką”, bardzo gorliwie wspierana przez białe, amerykańskie elity bogaczy. Autor, aby dokładnie przybliżyć problem, udał się aż do Cold Spring Harbor w Stanach Zjednoczonych, które jest matecznikiem tej dziedziny nauki. Okazuje się, że naukowcy z tego słynnego amerykańskiego ośrodka, ulubieńcy elit, tacy jak Charles Davenport czy jego pomocnik, człowiek od „czarnej roboty” Harry Laughlin, tworząc swoje naukowe (czy może pseudonaukowe) plany, przejawiali rasistowskie poglądy. Nic więc dziwnego, że Laughlin był nagradzany przez nazistów i właśnie jego prace stanowiły podstawę do opracowania ustaw norymberskich. Jednak III Rzesza nie była pierwszą próbą wcielenia w życie teorii eugeników. Już w 1908 r. w Ohio powstał pierwszy projekt prawa o zastosowaniu zastrzyków śmiertelnych dla niepełnosprawnych. Rozważano również stworzenie komór gazowych. Niebawem, bo już w latach 20., pojawiły się kolejne przypadki wcielania w życie rojeń Davenporta i Laughlina. W 1927 r. zostało wydane orzeczenie o sterylizacji młodej kobiety, która przebywała wraz ze swą matką w domu opieki dla niedorozwiniętych psychicznie. Dobrą ilustracją ówczesnego klimatu mogą być słowa sędziego Olivera Wendella Holmesa, który powiedział, że dla dobra ludzkości należy przeciąć trzy linie dziedziczenia.

Braun zadbał o to, aby w filmie było podanych wiele faktów, liczb, dat. To właśnie one sprawiają, że widz zostaje wbity w fotel. W USA wysterylizowano we wspomnianym mrocznym okresie dziejów aż 65 tys. ludzi, nie tylko osoby niedorozwinięte, ale również mniejszości narodowe, w tym Żydów. Na polecenie Rządu Federalnego doszło nawet do sterylizacji Indian! Wszystko działo się za aprobatą ówczesnej lewicowo-liberalnej elity. I tutaj twórcy filmu również nie pozostają gołosłowni. Wśród orędowników eliminacji „niepożądanych” istot znaleźli się Alexander Graham Bell (chciał eliminacji osób głuchoniemych) czy Margaret Sanger – idolka współczesnych feministek, orędowniczka aborcji i… rasistka. W „Eugenice” zostaje przywołany nieznany szerszej publice fakt, że jej bliski współpracownik Madison Grant był autorytetem dla Adolfa Hitlera (bardzo pochlebne słowa Führera o Grancie są zresztą udokumentowane).

Nic więc dziwnego, że jako pierwsi postulaty eugeników w pełni wprowadzili Włodzimierz Lenin i Adolf Hitler. Naziści, zanim przystąpili do wymordowania mniejszości narodowych, jako pierwszy cel postawili sobie likwidację szpitali psychiatrycznych i brutalną eksterminację ich pensjonariuszy. Do tak tragicznych zdarzeń doszło w kilkunastu miejscach w Polsce. Skoro już mowa o naszym kraju, warto przywołać słowa Magdaleny Gawin, która zajmuje się historią ruchu eugenicznego. Otóż nad Wisłą również głównymi postulatorami eugeniki były środowiska lewicowo-liberalne. Jednak w Polsce poglądy eugeników nie znalazły poklasku, co zdaniem Gawin, było skutkiem dominującego w polskim społeczeństwie katolicyzmu. Ludzie pozostawali wierni nauce Kościoła i stąd niechęć do jakiegokolwiek „majstrowania” przy ludzkim życiu. Podobnie było w innych katolickich krajach (w filmie pojawia się ciekawy casus Szwajcarii, gdzie w kantonach katolickich eugenika była marginalizowana, a w protestanckich cieszyła się uznaniem).

Punktem kulminacyjnym obrazu Grzegorza Brauna jest ukazanie przepoczwarzenia się eugeników w… genetyków. Eksperci wypowiadający się w filmie wskazują na ewidentne związki dawnego środowiska eugenicznego z dzisiejszymi genetykami, środowiskami lansującymi aborcję, eutanazję, zapłodnienie in vitro. Po doświadczeniach II wojny światowej nie wypadało bowiem odwoływać się wprost np. do Laughlina czy Davenporta, gdyż ich przekonania były podstawą dla zbrodniczych totalitaryzmów. Niemniej pozostały te same katedry, te same uniwersytety, a często ci sami ludzie - tyle, że teraz nazywający się genetykami.

Pamiętam, że kiedyś przeglądałem ulotkę rozdawaną kobietom w ciąży, gdzie zostały omówione przypadki, w których można dokonać aborcji. Wśród nich znalazł się choćby przykład dzieci z zespołem Downa (który można już wykryć w fazie prenatalnej). Nigdy nie zapomnę szoku, jaki wówczas przeżyłem. Podobny argument zostaje podniesiony również w filmie. Wedle dzisiejszej nauki i lewicowo-liberalnych elit mamy prawo do decydowania, kto ma żyć, a kto nie. Możemy „wyeliminować” słabszą, bezbronną jednostkę (w „Eugenice” wspomniano również o pomysłach wprowadzenia możliwości dokonania „aborcji” już po urodzeniu dziecka).

Mocnym punktem dokumentu jest przedstawienie różnych opinii. Nie powinna zatem dziwić obecność w filmie „ojca polskiego in vitro” prof. Mariana Szamatowicza, który dopytywany o to, jak można decydować o niszczeniu zarodków, zirytowany odpowiedział: „Unikam odpowiedzi na takie pytania, jak diabeł święconej wody!” (co jeden z widzów podsumował głośno: „Dobrze powiedziane!”).

„Eugenika” to obiektywizm, bogata faktografia, rozmowy, a wszystko podane w nowoczesnej formie z grą animacji, obrazów i hałaśliwej muzyki elektronicznej. Film Brauna, który współprodukowała TVP, do tej pory nie doczekał się premiery w telewizji. I jeżeli weźmiemy pod uwagę obecną sytuację w „mediach publicznych” trudno się dziwić. Obraz wrocławskiego reżysera może być solą w oku demoliberalnej elitki. Środowiska lewicowe, które wszystkich oponentów lubią okładać oskarżeniami o „faszyzm”, nagle mogą uświadomić sobie, że z faszyzmem najwięcej wspólnego mają one same. Kto wie, może niebawem na manifach zobaczymy proporce ze swastykami? Przynajmniej byłaby to jakaś konsekwencja…

obawiam się, że film za moment zniknie, jak poprzednia wstawka, więc proponuję ściągnąć, kogo interesuje.



Fronda.pl

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 18 maja 2011, 01:40 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
”L`Osservatore Romano” krytykuje ideę legalizacji handlu organami

Od kilku lat nieustannie pojawiają się propozycje, by zalegalizować handel organami ludzkimi, który zdaniem jego rzeczników, tak czy owak istnieje. Ostatnio, watykańska gazeta „L’Osservatore Romano” ostro skrytykowała tego typu propozycję.

Giulia Galeotti napisała w komentarzu redakcyjnym, że idea nie jest nowa. W 2006 r., najpierw w wywiadzie dla „San Francisco Chronicle”, a później w „New York Times”, do zalegalizowania handlu organami ludzkimi wzywał laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, Gary Becker.

Wezwanie takie pojawiło się w związku z upowszechnieniem tzw. turystyki transplantacyjnej, coraz bardziej akceptowanej przez społeczeństwo. Dawniej, zauważa autorka komentarza, „był to wstyd”. Dziś z kolei „akceptuje się zjawisko nabywania potajemnie nerek lub wątroby dla bliskich, którzy obawiają się, że nie przeżyją, oczekując w długiej kolejce na dany organ”.

Niedawno, Jessica Pauline Ogilvie na łamach „Los Angeles Times” stwierdziła, że „gdyby zalegalizowano handel nerkami, wielu biednych ludzi mogłoby zarobić pieniądze, a wielu chorych rozwiązałoby swoje problemy”.

Galeotti zauważa, że w Stanach Zjednoczonych temat ten jest szczególnie gorący, a sama debata podgrzewana jest przez medyków. Wielu lekarzy twierdzi, że kupno i sprzedaż nerek powinny zostać zalegalizowane w „warunkach pełnego i świadomego konsensusu”, a pomoc medyczna powinna być udzielana zarówno przed, jak i po usunięciu narządu. Jakby na to nie patrzeć, proceder taki już się odbywa za Oceanem.

Włoska dziennikarka przypuszcza, że już wkrótce w wielu państwach zachodnich, usunięte zostaną przeszkody prawne, umożliwiające obrót organami. Podkreśla, że jak zauważają przeciwnicy legalizacji handlu organami ludzkimi, będzie on korzystny tylko dla bogatych. Stanie się czymś w rodzaju współczesnego niewolnictwa. Zdesperowani ludzie będą sprzedawać część siebie, nie bardzo zważając na konsekwencje swojego czynu.

Galeotti przypomina słowa dr Giuseppe Remuzziego. Znany włoski transplantolog, który na co dzień spotyka się z rozpaczą wielu chorych i ich bliskich, napisał w dzienniku, „Corriere della Sera”: "Nie możemy zaakceptować kupna i sprzedaży organów, nawet jeżeli zostanie to uregulowane prawnie”.

Redaktorka „L’Osservatore Romano” zauważa, że w przypadku handlu organami, niewłaściwych czynów – z punktu widzenia moralnego – dopuszczają się zarówno ci, którzy zabiegają o ich kupno, jak i ci, którzy im je sprzedają.

„Problem moralny nie dotyczy przede wszystkim sprzedawcy. W historii ludzkości, zdesperowane osoby często uciekały się do desperackich kroków w celu ratowania siebie lub kogoś, kogo kochają” – pisze dziennikarka. „Jeśli dzisiejsza medycyna zezwoli na przekraczanie wszelkich granic, skrywane, pozornie racjonalne przesłanki, będą skłaniać ludzi, obawiających się ubóstwa, do podejmowania szalonych decyzji. A społeczeństwa, które zezwolą na to szaleństwo, to społeczeństwa niezdolne do obrony swoich obywateli” – dodaje Galeotti.

Włoska dziennikarka zauważa, że największa odpowiedzialność moralna spoczywa jednak na kupującym, a sednem problemu jest to, czy chcemy zaakceptować to, że dana osoba niejako kupuje sobie zdrowie lub ratuje je, „nabywając części zamienne z czyjegoś ciała”.

Jej zdaniem społeczeństwa otwarte na tego typu rynek, są w rzeczywistości społeczeństwami kanibalistycznymi. I to jest najbardziej przerażające.

Źródło: „L’Ossevatore Romano”, AS

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 18 maja 2011, 01:43 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
Niemcy: kościelno-medyczny sprzeciw wobec ”zabijania na życzenie”

2011-05-13

Niemiecki episkopat oraz Federalna Izba Lekarska potępiły wszelkie formy eutanazji – donosi „Radio Watykańskie”. „«Zabijanie na życzenie» jest sprzeczne z etyką lekarską i chrześcijańską wizją człowieka – napisano we wspólnym oświadczeniu opublikowanym w Berlinie.

Oświadczenie jest owocem spotkania przewodniczącego episkopatu abp. Roberta Zollitscha oraz prezesa Federalnej Izby Lekarskiej prof. Jörga-Dietricha Hoppe. Obaj podkreślili, że lekarze nie powinni pomagać pacjentom w skracaniu życia. Zarówno izba lekarska, jak i episkopat apelują o większe zaangażowanie się w opiekę nad osobami starszymi oraz w rozwój medycyny paliatywnej.

Pod koniec maja niemiecka Federalna Izba Lekarska podczas corocznego krajowego zjazdu lekarzy podda głosowaniu zmiany w prawie dotyczącym zawodu lekarza w Niemczech. W jego wstępnym projekcie wyraźnie zabrania się wszystkim lekarzom eutanazji.

Wiele dyskusji wywołało ostatnio samobójstwo 79-letniego artysty Guntera Sachsa. W liście pożegnalnym stwierdził on, że odbiera sobie życie, ponieważ po zdiagnozowanej chorobie Alzheimera nie jest już w stanie godnie żyć. Niektóre media informowały, że przyjmują taką postawę z respektem. Skrytykował ją arcybiskup Kolonii twierdząc, że to „typowa ateistyczna reakcja”. – Godność człowieka nie jest związana z poziomem jego inteligencji – zaznaczył kard. Joachim Meisner i dodał, że „przecież nie kwestionuje się godności ludzkiej niemowląt”.

Źródło: Radio Watykańskie

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 25 maja 2011, 09:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Piosenki

Pod niektórymi względami jest cieżko, ale ni więcej, ni mniej, tylko tak, jak zazwyczaj. Jest i pewnie będzie, bo więcej ubywa, niż przybywa, bardziej też doskwiera żal po stracie, niż zajmie radość z nowej jakości, która trafi się lub nie. Ale nie można zapominać i o tym, że dobro jednak zjawia się niezapowiedziane w formie, jaką samo wybrało: niezależne od planisty/ kreatora nawyklego z czasem do oddawania kolejnych przyczułków.

Co upewnia nas, że nie wszystko jest własną kreacją i mylili sie filozofowie, którzy upierali się przy koncepcji emanacji swoich wyobrażeń. Dlatego jest nadzieja dla własnego kraju, a zwycięski marsz socjalizmu II w "intencjonalnym" obliczu rozrzewnionego Stalina żywym we wspomnieniach niekoniecznie doprowadzi do ukonstytuowania się unii narodów świata; entropia upomni się o swoje prawa jeśli nawet wszystko inne zawiedzie.

http://opinie.nienachalne.salon24.pl/309708,piosenki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 27 maja 2011, 11:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Niemcy: Przeciwnicy aborcji przyrównani do neonazistów

Władze miejskie Monachium zabroniły ulicznych porad dla kobiet udających się na aborcję. Takie porady w sposób spontaniczny przed klinikami prowadzi niemieckie stowarzyszenie Lebenszentrum, które jest członkiem europejskiego stowarzyszenia EuroProLife.

Już w 2006 r. stowarzyszenie Lebenszentrum musiało odpowiadać przed sądem za tzw. „porady uliczne”. Wówczas sąd orzekł, że w poradach tych nie ma nic natrętnego i dokuczliwego a każda kobieta sama może zdecydować, czy chce rozmawiać z członkami stowarzyszenia.

Członkowie Lebenszentrum rozmawiają z kobietami przed wejściem do kliniki i według danych organizacji udaje im się w ten sposób w spokojnej, uświadamiającej rozmowie przekonać nawet do stu kobiet rocznie, by zdecydowały się urodzić swoje dziecko.

W ubiegłym tygodniu w poradach brała udział kobieta, która pokazywała zdjęcie swojego siedmioletniego syna i informowała, że mógł się urodzić tylko dlatego, iż organizacja pro-life rozmawiała z nią tuż przed planowaną aborcją.

Tym razem jednak miejscowe władze w specjalnym rozporządzeniu zabroniły tego typu działalności. Na taką decyzję wpłynęły również lokalne media. Obrońcy życia poczętego nazywani są fundamentalistami i oszołomami, którzy blokują miejski ruch samochodowy. Niektóre gazety w Niemczech usilnie próbują dyskredytować ruchy pro-life, kojarząc je w komentarzach z prądami neonazistowskimi. Stowarzyszenie Lebenszentrum zapowiedziało odwołanie się od decyzji władz Monachium.

T. Kycia, Berlin

http://www.bibula.com/?p=38520


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 04 cze 2011, 17:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Paweł Kastorowicz, ”Polonia Christiana”

Barykady ostatecznej rewolucji

W roku 1987 homoseksualista Michael Swift opublikował na łamach opiniotwórczego dla amerykańskich środowisk homoseksualnych, a przy tym uważanego przez samych zainteresowanych za pismo mocno lewicowe, tygodnika „Gay Community News” edytorial zatytułowany Gej rewolucjonista, stanowiący ni mniej ni więcej tylko manifest nowej rewolucji – homorewolucji. Tekst wzbudził oburzenie kół chrześcijańskich w Stanach Zjednoczonych, które trafnie odczytały go jako plan działania aktywistów gejowskich na najbliższe dekady. Ci jednak, usiłują dowodzić, że artykuł Swifta miał charakter satyryczny, że tak naprawdę to – jak twierdzi sam autor – fantazjowanie, wybuch wewnętrznej wściekłości prześladowanego, który desperacko marzy, by stać się prześladowcą.

Bez względu jednak na to, jakie cele przyświecały autorowi i jakkolwiek satyrycznym by się jawił ów tekst w chwili swego powstania (wszak czytając w latach pięćdziesiątych dziewiętnastego stulecia Manifest komunistyczny Marksa, a w latach 20. wieku dwudziestego Mein Kampf Hitlera, też można się było uśmiać do rozpuku), w rzeczy samej brzmi on jak manifest, więcej – jak szczegółowy plan rozpisany na poszczególne fazy.

Manifest Michaela Swifta – bynajmniej nie tajny, bez trudu dostępny w internecie – zasługuje na wnikliwą egzegezę, zwłaszcza, że zawarte w nim postulaty od kilku dziesięcioleci systematycznie i z rosnącym nasileniem wprowadzane są w życie. Warto więc uważnie się owemu tekstowi przyjrzeć.

Będziemy pisać wiersze o miłości między mężczyznami; będziemy wystawiać sztuki, (…) nakręcimy filmy o miłości między bohaterskimi mężczyznami, które zastąpią tanie, płytkie, sentymentalne miłostki heteroseksualne królujące na ekranach waszych kin. Wyrzeźbimy posągi pięknych młodzieńców, które staną w waszych parkach, na waszych rynkach i placach. Muzea świata wypełnią się obrazami pełnych wdzięku nagich chłopaków. Czyż to się już od dawna nie dzieje? W zachodnich galeriach sztuki pełno takich obrazów i rzeźb. Liczba tytułów książkowych i filmowych z elementami homoseksualnymi idzie już w setki.

Nasi pisarze i artyści uczynią z miłości męsko-męskiej obowiązujący kanon mody; to dla nas nic trudnego, ponieważ znamy się na kreowaniu stylu. Praktykujemy kult piękna, moralności i estetyki. Nasza inteligencja czyni z nas naturalnych arystokratów rasy ludzkiej – faktycznie mit o większej inteligencji i wrażliwości estetycznej pederastów zdołał się już upowszechnić, co wskazuje, iż świat naprawdę oszalał. Jak bowiem można wierzyć w podobną brednię, przeczącą elementarnej logice – gdzież estetyczna wrażliwość u kogoś, kto zaspokaja swe pożądanie w tak odrażający, sprzeczny z anatomią i fizjologią sposób?

Homorewolucja sięga do sprawdzonych wzorów Marksa, Lenina, Hitlera, Mao Tse Tunga i Pol Pota, by stworzyć Nowego Człowieka – zwłaszcza Nowego Mężczyznę (bo kobiety to dla aktywistów gejowskich nic ponad użyteczne idiotki). Zapowiada więc otwarcie: Zgwałcimy waszych synów. Uwiedziemy ich w waszych szkołach, w waszych internatach, w waszych siłowniach, w waszych szatniach, w waszych halach sportowych, w waszych seminariach, w waszych organizacjach młodzieżowych, w toaletach waszych kin, w waszych wojskowych koszarach, w waszych sejmach i senatach – wszędzie, gdzie mężczyźni są razem z mężczyznami. Wasi synowie staną się naszymi posłusznymi sługami. Zostaną przerobieni na nasz obraz i nasze podobieństwo. Będą nas łaknąć i wielbić.

Homoseksualny kanon już zaczyna obowiązywać – czyż nie powstają uniwersyteckie kierunki mające „naukowo” dowodzić, że homoseksualizm jest koniecznym warunkiem prawdziwej szlachetności i prawdziwego piękna w człowieku? Czyż obawa przed napiętnowaniem mianem „homofoba” nie zamyka ust krytykom dewiacji? Tylko patrzeć, jak twierdzenia takie dostarczą normy prawnej. Zniesione będą wszystkie prawa zakazujące homoseksualizmu, a w ich miejsce zaczną obowiązywać ustawy propagujące miłość między mężczyznami. Wielu ulegnie, przyjmując homoseksualny styl życia. A co z tymi, którzy nie zechcą uznać zboczenia za normę?

Wszystkie kościoły, które nas potępiają, zostaną zamknięte. Naszymi jedynymi bogami są przystojni młodzieńcy. Napiszemy historię od nowa. Pokażemy homoseksualność wielkich przywódców i myślicieli, którzy wpływali na kształt świata. W stworzonym przez nas wspaniałym społeczeństwie rządy będzie sprawować elita złożona z gejowskich poetów. (…) Każdy mężczyzna zarażony heteroseksualną żądzą będzie automatycznie pozbawiony prawa do zajmowania wpływowej pozycji – trudno o wyraźniejszą zapowiedź marginalizacji, wykluczenia i prześladowań. Wszystkie męskie osobniki, które w swojej głupocie będą uparcie trwać przy swoim heteroseksualizmie, staną przed homoseksualnymi sądami i zostaną skazani na niewidzialność. Cóż znaczy „niewidzialność”? Chyba tylko wyższy stopień „niedotykalności” w indyjskim systemie kastowym. Czyli los pariasa. A może to eufemizm oznaczający unicestwienie? Hetero do gazu?

Kiedy zaś po kilku dekadach tresury mózgów kłamstwo to zostanie uznane za powszechną prawdę, zdemaskujemy możnych homoseksualistów, którzy udają hetero. Ogarnie was szok i przerażenie, kiedy okaże się, że wasi prezydenci, wasi przedsiębiorcy, senatorowie, burmistrzowie, generałowie, sportowcy, gwiazdy filmowe, osobowości telewizyjne nie są tymi znanymi, burżuazyjnymi, heteroseksualnymi postaciami, za które ich uważaliście – to akurat może się okazać wcale nietrudne, gdyż większość współczesnego establishmentu politycznego stanowią dzieci Rewolucji 1968.

Czy nie dlatego tak łatwo aktywistom gejowskim uzyskać wszelkie wsparcie ze strony rządów, parlamentów, mediów, sądów i resortów siłowych? Czy nie dlatego, stanowiąc znikomą mniejszość, cieszą się oni tak znacznymi wpływami? Jesteśmy wszędzie, przeniknęliśmy do waszych szeregów. Uważajcie, gdy mówicie o homoseksualistach, ponieważ zawsze jesteśmy między wami; być może siedzimy po drugiej stronie biurka.

Rośnie w siłę tęczowa międzynarodówka, swoisty Homintern: wszyscy homoseksualiści muszą trwać przy sobie jak bracia; musimy zjednoczyć się artystycznie, społecznie, politycznie i finansowo.

Ośmieleni biernością, wręcz przychylnością ogłupiałego świata nie wahają się bluzgać mową nienawiści: Drżyjcie heteroświnie, kiedy staniemy przed wami bez naszych masek. Jeśli odważycie się nazwać nas ciotą, pedałem, zboczeńcem, wbijemy nóż w wasze tchórzliwe serca i zbezcześcimy wasze martwe, rachityczne ciała. Nie będzie kompromisów. Ci, którzy się nam przeciwstawiają, zostaną wygnani – otomemento dla wszystkich naiwnych głosicieli tolerancyjnej koegzystencji. Pojęcie tolerancji występuje więc w słowniku homoaktywistów tylko w charakterze ideologicznej pałki.

Zwyciężymy – zapewniają – ponieważ powoduje nami wściekłość i rozgoryczenie. Potrafimy strzelać i budować barykady ostatecznej rewolucji – to nie tylko retoryczna figura. Homorewolucja jest ostateczna, bo uderza w sam porządek natury. Wszystkie dotychczasowe rewolucje uderzały w ład ustanowiony przynajmniej częściowo przez człowieka, ta jednak kieruje się przeciw dekretom samego Stwórcy. Czy pozwoli On na tak jawne a bezczelne bluźnierstwo? Już raz pokazał, jak obmierzły jest Mu grzech homoseksualny – w Sodomie.

Paweł Kastorowicz

Więcej na temat homorewolucji w najnowszym numerze dwumiesięcznika „Polonia Christiana”:

Szymon Tarasiński: Tęczowa propaganda
Roman Motoła, Piotr Kucharski: Idzie terror „tolerancji”!
Arkadiusz Stelmach: Swąd w Świątyni
Ks. Marek Dziewiecki: O prawdziwej homofobii
Bogna Białecka: Nie wolno ich leczyć?
Rozmowa z Marią Bartkowską: Gej raz na zawsze?

http://www.piotrskarga.pl/ps,7297,2,0,1 ... macje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 10 cze 2011, 11:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Stare chłopy grają na kompie

Niełatwo zgadnąć, jak będzie wyglądało niebo. Ale można być pewnym, że trafi do niego większość współczesnych mężczyzn. Wzięli oni sobie bowiem do serca słowa Ewangelii: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”.

Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 22/2011

Im są starsi, tym częściej bawią się zabawkami. Kolekcjonują samochodziki, telewizorki, komputerki, komóreczki i poliski ubezpieczeniowe. Czasem bawią się z koleżankami w dom, ale krótko, bo im się nudzi. Nie chcą mieć dzieci, ponieważ źle znoszą konkurencję. Po rozwodzie z ulgą wracają do mamy. Biorą kredyciki, których później nie potrafią spłacić. Wzorem pana premierka grają z kolegami w piłeczkę.

Ktoś powie, że jestem niesprawiedliwy, bo życie umieszcza nas w różnych sytuacjach, niekiedy dramatycznych. W porządku. Jednak gra komputerowa „Wiedźmin 2” nikogo nie stawia pod ścianą. Jak więc wytłumaczyć jej popularność wśród facetów w średnim wieku? Od chwili wejścia na rynek tego wiekopomnego dzieła na wszelkich forach internetowych toczy się wiedźmińska debata z udziałem trzydziesto-i czterdziestolatków, dyrektorów i specjalistów, dziennikarzy i prawników, policjantów i złodziei. Okazuje się, że wszyscy oni od lat w pracy lub po godzinach sterują animowanymi postaciami, nie widząc w tym nic głupiego, ani – tym bardziej – niemoralnego. Przeciwnie: są w stanie odwoływać się do swoich zabawkowych idoli w dyskusjach o polityce czy kulturze.

Mniejsza o „singli” z wyboru, bo ci infantylizm mają we krwi. Ale co myśleć o żonatych i dzieciatych kolegach, którzy łączą granie na kompie z czytaniem Platona? Zwykle zaczynają od niewinnego popisu: – Daj no, dziecko, ten joystick, tatuś pokaże ci, jak się strzela. Taka postawa nie jest pozbawiona pewnego uroku. Żony lubią od czasu do czasu dostrzec w swoim mężczyźnie chłopca, którym można się zaopiekować. Gorzej jeśli chłopiec, zamiast z powrotem stać się mężem, kupuje sobie playstation i dziesięć gier w pakiecie. Na początek. Stopniowo wirtualny świat zaczyna kształtować jego sposób myślenia i wpływać na relacje rodzinne. Wyobraźnia karleje do rozmiarów karty pamięci.

Każdy flirt z popkulturą wiąże się z ryzykiem. Gdy w towarzystwie mówi się o muzyce, większość z nas lubi pochwalić się młodzieńczą fascynacją. Sypiąc jak z rękawa tytułami singli Depeche Mode czy innego Duran Duran, wydajemy się sobie bardziej elastyczni i młodzi duchem. A przy tym głęboko autoironiczni, bo przecież sięgamy do epoki retro. Niektórym to życie w cudzysłowie tak przypada do gustu, że na stałe wracają do świadomości new romantic. Rekonstruują kolekcję płyt, zakładają muzycznego bloga i czują się młodsi o dwadzieścia lat. Oczywiście puszczają przy tym oko do gawiedzi, sygnalizując, że są już dorośli, mądrzejsi niż kiedyś, a ironiczna podróż w czasie pozwala im nabrać dystansu do siebie. Sęk w tym, że przy okazji dystansują się wobec realnego świata, który – zwłaszcza w sytuacjach granicznych – wymaga powagi i odpowiedzialności.

Wielu z nas dało sobie wmówić, że popkultura jest po prostu nowocześniejszą formą kultury i może stać się miejscem uprawy wartości. Są autorzy, którzy chcą za jej pośrednictwem nawiązać dialog z wyobcowanymi odbiorcami. Swoje piosenki nasycają słowami Ewangelii, powieści fantastyczne wątkami historycznymi, a postmodernistyczne kwartalniki ideami sprawiedliwości społecznej, neomesjanizmu, konserwatyzmu albo republikanizmu. Niestety, bez zakorzenienia w realnym świecie idee te są jedynie elementami popkulturowej układanki, lanserskimi hasłami bez pokrycia. Ich fikcyjny charakter został dramatycznie obnażony przez tragedię 10 kwietnia 2010 roku i jej konsekwencje w życiu społecznym. Większość podstarzałych chłopców z mojego pokolenia nie zauważyło związku tych wydarzeń z głoszonymi przez siebie hasłami. Zamiast zjednoczyć się z cierpiącymi ludźmi, pozostali w swoim sztucznym raju, w medialnej wspólnocie graczy, masek i wirtualnych misji, które należy wypełnić, żeby przejść na wyższy poziom rozgrywki. Popkultura kolejny raz okazała się szatańskim systemem zniewolenia, szczelnym kloszem, odgradzającym od prawdy, powagi i współczucia.

Znacznie więcej zaangażowania wykazali ci, którzy stosunkowo niedawno przekroczyli wiek męski. To z pokolenia dwudziestolatków wyrośli autentyczni obrońcy prawdy i wolności, solidarni z babciami w moherowych beretach i weteranami polskich batalii o niepodległość. To w nich, wychowanych w świecie popkultury, odezwał się głód męstwa, odwagi, odpowiedzialności, życia na serio. W obliczu jednej z największych tragedii w historii Polski spakowali zabawki do kartonów lub sprzedali je na Allegro. Ze zniczami i biało-czerwonymi flagami wyszli na ulice, zaczęli odwiedzać cmentarze i gromadzić się pod pomnikami poległych za ojczyznę. Nie interesuje ich neomesjanizm bez Smoleńska, idea sprawiedliwości społecznej bez biednych i poniżonych, a chrześcijaństwo bez żywego Chrystusa, który uobecnia się nie w świecie idei, lecz pośród ludzi i ich realnych dramatów. Mam nadzieję, że dzięki temu doświadczeniu dzisiejsi „piękni dwudziestoletni” do końca życia będą gotowi służyć Polsce w trudnych momentach jej historii. I nigdy nie staną się niewolnikami popkultury, jak niektórzy moi rówieśnicy – żałośni, pielęgnujący na przeoranych zmarszczkami twarzach błazeńskie uśmiechy.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2011 ... ompie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 20 cze 2011, 14:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Ojciec Święty w San Marino

Strzeżcie się fałszywych bożków

Hedonizm i żądza władzy grożą przekreśleniem wszelkiej moralności - przypomniał wczoraj Ojciec Święty w czasie jednodniowej wizyty w Republice San Marino.

W homilii wygłoszonej podczas Mszy św. na stadionie w Serravalle Benedykt XVI ostrzegł przed zastępowaniem wiary pseudobogactwami, których kultywowanie prowadzi w ostateczności do dewaluacji prawdziwych wartości. Ojciec Święty zwrócił uwagę, że coraz częściej pojawia się pokusa, by uwierzyć, że bogactwem człowieka nie jest wiara, ale władza osobista i społeczna, jego inteligencja, kultura i jego zdolność do naukowych, technologicznych i społecznych manipulacji rzeczywistością. - Także na tych ziemiach zaczęto zastępować wiarę i wartości chrześcijańskie rzekomymi bogactwami, które ostatecznie okazują się nietrwałe i niezdolne do zrealizowania wielkiej obietnicy prawdy, dobra, piękna i sprawiedliwości, które przez wieki wasi przodkowie utożsamiali z doświadczeniem wiary - mówił Benedykt XVI.
Przypominając sięgającą III wieku tradycję chrześcijańskiej wiary mieszkańców San Marino, Następca św. Piotra zachęcił ich do jej kultywowania i ubogacania. W homilii wezwał wiernych, by we współczesnym świecie byli ewangelicznym zaczynem jako chrześcijanie odważni i konsekwentni w wyznawaniu swojej wiary. Przestrzegał przed trudnościami i przeszkodami wynikającymi przede wszystkim z hedonistycznych wzorów, które zaciemniają umysł i grożą przekreśleniem wszelkiej moralności. Zwracając uwagę na kryzys, jaki przeżywa wiele rodzin, Ojciec Święty wskazał, iż często pogłębiony jest on "przez powszechną kruchość psychiczną i duchową małżonków, a także trudności, których doświadcza wielu wychowawców, chcąc uzyskać ciągłość formacji młodych ludzi dotkniętych przez wiele niepewności związanych przede wszystkim z funkcjami społecznymi i możliwościami zawodowymi".
Wyrażając uznanie dla ponad 1700-letniej tradycji chrześcijaństwa na ziemiach San Marino, Następca św. Piotra podkreślił, że jego mieszkańcy są "powołani, aby ten cenny depozyt rozwijać w najbardziej decydującym momencie historii". Zaapelował też, aby w duchu wyznawanej wiary jako świadkowie angażowali się w wypełnianie zadań "obywatelskich, politycznych, społecznych i kulturowych".
Wczorajsza pielgrzymka Benedykta XVI była jego 20. zagraniczną podróżą apostolską, a zarazem 23. na terenie Włoch. Obszar Republiki San Marino, stanowiącej niewielką enklawę na terenie Włoch, wchodzi bowiem w skład diecezji Montefeltro, którą również odwiedził wczoraj Ojciec Święty. Po Mszy św. na stadionie Serravalle, jeszcze w San Marino, Benedykt XVI spożył w Domu św. Józefa w Valdragone obiad z organizatorami wizyty i członkami międzynarodowej Fundacji "Jan Paweł II". Po południu w Pałacu Regentów na placu Wolności spotkał się z władzami republiki, członkami rządu i korpusu dyplomatycznego. Wizytę w San Marino zakończył nawiedzeniem bazyliki św. Marynusa.
Późnym popołudniem Ojciec Święty udał się do włoskiej części diecezji Montefeltro - miasteczka Pennabilli koło Rimini, gdzie na placu Wiktora Emanuela spotkał się z młodzieżą. Benedykt XVI jest drugim Papieżem, który złożył oficjalną wizytę w Republice San Marino. Jan Paweł II odwiedził to państwo 29 sierpnia 1982 roku.

Sebastian Karczewski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi02.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 01 lip 2011, 16:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Wiktor Orban kontra Antycywilizacja Postępu

„Zbalansowana” i postępowa euro-rodzina, to taka, w której dokonano słusznej ideowo eksterminacji starców i dzieci.

I. Jak Unia „nie ingeruje”...

Bardzo chciałbym dziś zobaczyć wszystkich tych mądralińskich, którzy żarliwie przekonywali przy okazji burzy wokół traktatu lizbońskiego i Karty Praw Podstawowych, że Unia Europejska ab-so-lut-nie nie ingeruje w sprawy natury kulturowo-obyczajowej, zostawiając je wyłącznej kompetencji poszczególnych państw członkowskich. Chciałbym ich zobaczyć, powiadam, i spojrzeć głęboko w oczy. Dlaczego? Ano, jak zapewne wielu z Państwa wie, a tych którzy nie wiedzą, niniejszym informuję (za „Naszym Dziennikiem”), iż plemię brukselskich apostołów Antycywilizacji Postępu dostało ataku furii po tym, jak węgierski rząd Wiktora Orbana ośmielił się wydać 416 tys euro z unijnych dotacji na kampanię społeczną promującą postawę pro-life, a konkretnie, by rodzice, zamiast uśmiercać swe nienarodzone dzieci, pozwolili się im urodzić aby oddać je następnie do adopcji. Kampania polega na rozlepianiu w miejscach publicznych i urzędach plakatów przedstawiających dziecko w fazie prenatalnej z podpisem: „Cóż, rozumiem, że nie jesteście gotowi, aby mnie przyjąć, ale pomyślcie dwa razy i oddajcie mnie służbom adopcyjnym. POZWÓLCIE MI ŻYĆ".

Hm, Orban poniekąd sam jest sobie winien, bowiem pieniądze pochodziły z programu o wdzięcznej i dźwięcznej nazwie PROGRESS (POSTĘP), a Postęp to jedyna świecka religia, jaką wyznaje zideologizowana brukselska biurokracja, ukształtowana w jedynie słusznym duchu „pokolenia ‘68” i będąca ukoronowaniem „długiego marszu przez instytucje”. PROGRESS ma wprawdzie promować zatrudnienie i solidarność, ale jak natychmiast orzekła europejska komisarz sprawiedliwości Viviane Reding, promocja postaw antyaborcyjnych w koncepcji owej „solidarności” się zdecydowanie nie mieści – ba, nawoływanie do powstrzymania się od mordowania nienarodzonych dzieci, tak by dać im szansę na rodzinę adopcyjną jest wręcz głęboko sprzeczne z „europejskimi wartościami”. Następnie pani komisarz wezwała do wycofania plakatów, który to apel okrasiła porcją rytualnych euro-pogróżek – padły słowa o zerwaniu współpracy w ramach programu i karach finansowych.

I to by było na tyle, mówiąc J.T. Stanisławskim, jeśli chodzi o Unię, co to „nie ingeruje”.

II. Zbalansowana ero-rodzina.

Oczywiście, formalny powód całej draki był inny, taki mianowicie, że „kampania ‘nie odpowiada projektowi przedstawionemu przez władze węgierskie’ (...)” (cyt. za NDz). Czemu nie odpowiada? A temu, że w ustalenia wkradło się dość charakterystyczne nieporozumienie pokazujące jak pod lupą różnice cywilizacyjne między zdroworozsądkowym konserwatyzmem premiera Węgier, a antycywilizacyjnym plemieniem Brukselczyków. Otóż w przedłożonym euro-czynownikom projekcie była mowa o promocji „zbalansowanych rodzin”, co postępowa euro-kasta urzędnicza milcząco zrozumiała jako – bo ja wiem? - propagowanie antykoncepcji, aborcji, może nawet eutanazji... Wszak „zbalansowana” i postępowa euro-rodzina, to taka, w której dokonano słusznej ideowo eksterminacji starców i dzieci, sami zaś małżonkowie rozwiedli się, by kontynuować zbalansowane życie w partnerskich homo-związkach. Ooo, jestem pewien, że na takie zbalansowanie postępowi neo-barbarzyńcy z plemienia Brukselczyków nie pożałowaliby euro-rubelków, zaś autorzy takowej akcji spotkali by się z pochlebnym cmokaniem ze strony niestrudzonych wdrażaczy „wartości holenderskich”, które jakoś tak niepostrzeżenie stały się zalecanym kanonem.

A że Orban owo „zbalansowanie” rozumie jako rodzinę, gdzie nie wyskrobuje się dzieci, tylko w najgorszym razie oddaje do adopcji? Uch, to być wielce nieeuropejskie, a zapewne i faszystowskie.

III. Wojna cywilizacji.

Na zakończenie pragnąłbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt pokazujący, że nie o żadne finansowe nadużycie ze strony węgierskiego rządu tu chodzi, a o czysto ideologiczną wojnę, jaką Antycywilizacja Postępu i jej zbrojne ramię w postaci plemienia Brukselczyków toczy z cywilizacją łacińską. Otóż koszt całej akcji to zaledwie 416 tysięcy euro, z czego Unia pokrywa 80%, czyli 332 800 euro. Suma niezauważalna tak z perspektywy budżetu Unii utrzymującego rzeszę darmozjadów, jak i środków transferowanych do nowych krajów członkowskich. Rzecz w tym, że ideologiczne zacietrzewienie nie pozwala Brukselczykom znieść myśli, by choć jedno złupione podatnikom euro zostało wydane na promocję wartości, które oni zaprzysięgli w duchu zniszczyć i wypalić w imię wyznawanej neo-oświeceniowej, tolerancjonistycznej utopii.

Co innego, gdyby promowano zakładanie gumek na banana, techniki penetracji odbytnicy albo „zdrowie prokreacyjne”. Tyle, że węgierski premier, robiący dziś w UE za czarnego luda, nie należy do polityków, którzy konformistycznie kłaniają się przed złotym cielcem Antycywilizacji Postępu, tylko myśli o przyszłości swojego narodu i demograficznym problemie zastępowalności pokoleń. Jest mężem stanu z prawdziwego zdarzenia, który wie, że jego naród nie przetrwa, jeżeli będzie uśmiercał co roku tysiące przyszłych obywateli. I to właśnie leży u podstaw całego rabanu.

Jeśli się mylę, jeśli jest inaczej, to czekam na przykłady współfinansowanych przez Unię inicjatyw pro-life. Zaręczam, że jestem gotów na takie miłe rozczarowanie. Czekam. Ale mam dziwną pewność, że się nie doczekam.

Gadający Grzyb

http://pod-grzybem.salon24.pl/317955,wi ... ja-postepu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 09 lip 2011, 21:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
PRZYZWOITYM BYĆ

Warto raz na jakiś czas przyjrzeć się z bliska owrzodziałym policzkom kulturowego marksizmu.
Dotknąć myślą spienionego wodospadu mądrości, zalewającego nasz glob łgarstwami o świecie i ludziach, autorstwa mentalnych spadkobierców luksemburgizmu (znakomite odniesienie). Posłuchać dekretacji „moralnych autorytetów”, zanurzonych po uszy w rynsztoku zakłamań i objawień a’la Czerska i Wiertnicza.
Warto, choćby po to, by pojąć, jak szybkimi krokami zbliża się chwila, w której przyzwoitość, by przetrwać, będzie musiała trwale odciąć się od współczesności śmiertelnie zaczadzonej obłędem "postępu" i "nowoczesności" – szukając schronienia w twierdzy zdrowego rozsądku. Tam, gdzie wcześniej schronili się już wszelkiej maści ksenofobi, oszołomy, religianci, nacjonaliści oraz antysemici. Potępieni nie dlatego, że akurat prawią od rzeczy, ale za to, że w teraźniejszości kolejny raz staczającej się w totalitaryzm, w ogóle ośmielają się istnieć i zabierać głos.
Chwała ludziom niewspółcześnie przyzwoitym i przyzwoicie niewspółczesnym, powiadam, albowiem tylko tacy mogą współczesność ocalić przed nią samą. Tym samym ocalając przyzwoitość. I nas.

http://widnokregi.blog.pl/przyzwoitym-byc,15442524,n


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 18 lip 2011, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Niesiemy to dziedzictwo

On dmuchnął nam w skrzydła

Z Krzysztofem Krawczykiem, artystą, piosenkarzem, kompozytorem, rozmawia Maria Popielewicz

Jaki wpływ na Pana życie miały spotkania z Ojcem Świętym, Jego pontyfikat?
- Przede wszystkim to był moment pocieszenia, że człowiek nie jest sam. Bo jednak jestem tym Tomaszem niewiernym, pewnie tak trochę jak wszyscy, zarzucam to sobie. Słowa Jana Pawła II i całe to dziedzictwo, które nam zostawił po sobie, to coś, z czego ciągle możemy czerpać. Późno się zorientowałem, jak wiele straciłem, jak wiele wszyscy straciliśmy, gdy On odszedł. On dmuchnął nam w skrzydła. Wszyscy wiemy, jaki miał wpływ na to, co się działo na świecie. Ale dla mnie, i pewnie dla wielu z nas, to był jakby członek rodziny - wujek, ojciec, dziadek.
Do dziś Jego wspomnienie wywołuje u mnie wielkie wzruszenie. Ale są też chwile, gdy z uśmiechem przypominam sobie różne sytuacje, w których doświadczyłem łask - wierzę, że za wstawiennictwem Ojca Świętego. Pamiętam takie jedno wydarzenie. Chorowałem jakiś czas temu na arytmię serca. Obecnie już jestem po zabiegu krioablacji, ale wtedy było bardzo źle. W hotelu odpoczywałem przed koncertem, który miałem za parę godzin. Serce strasznie mi waliło. Okazało się, że nie zabrałem z domu lekarstw. I myślę sobie: "Mój Boże, jak to będzie teraz?". Wziąłem do ręki różaniec. Zacząłem się modlić. Sam, żony akurat nie było. Pamiętam, że prosiłem wtedy o pomoc Jana Pawła II, mówiłem, jak mały chłopiec z przedszkola, że będę śpiewał na koncercie pieśni dedykowane Papieżowi, więc proszę o pomoc. Nie skończyłem dziesiątki i zasnąłem. Gdy się obudziłem, czułem się już dobrze, serce się uspokoiło. To było niezwykłe, bo normalnie w takim stanie bardzo trudno zasnąć. Więc ja to widzę, że modlitwy do Papieża trafiają i On wstawia się za nami u Boga.
Obecnie na każdym koncercie dedykuję Ojcu Świętemu "Abba Ojcze". Staram się łączyć koncerty z dawaniem świadectwa. Z okazji beatyfikacji Jana Pawła II została także wznowiona płyta "Ojcu Świętemu śpiewajmy", która po raz pierwszy ukazała się po Jego odejściu do Domu Ojca.

Czas po śmierci Jana Pawła II był trudny dla nas wszystkich. Jak Pan przeżył te chwile?
- Gdy się dowiedziałem o śmierci Ojca Świętego, byłem w takiej żałobie jak po śmierci matki, jak po śmierci ojca. I napisałem sobie wtedy taką modlitwę, która teraz wisi wraz ze zdjęciem Ojca Świętego i tekstem Psalmu 71 w moim pokoju na ścianie: "Panie Jezu, dziękuję Ci za kolejny dzień mojego życia, dziękuję Ci za Jana Pawła II, Papieża Polaka, Twojego wiernego syna, dziękuję Ci, Jezu Chryste, za łaskę miłości, którą ofiarowywał nam nieustannie, za ewangeliczne światło, które nam ukazywał i przybliżał, a które jest dla nas drogowskazem. Amen". To jest też odpowiedź na pani pytanie, jaki wpływ na moje życie miał Jan Paweł II...
Pamiętam taki nieutulony żal, który długo trwał po Jego odejściu do Domu Ojca. Był to też dla mnie czas pewnego nawrócenia. Wróciłem do ulubionych fragmentów psalmów. Nagrałem płytę z psalmami. Kiedy patrzę na zdjęcie Ojca Świętego, kiedy czytam lub słucham Jego słów, to jest to dla mnie ciągle bardzo ubogacające, ale przede wszystkim wzmacniające. Chyba jednak nie wszyscy zdajemy sobie do końca sprawę z tego, jaka wielka łaska została nam dana w Papieżu Polaku. My, Polacy, mieliśmy w Nim potwierdzenie najlepszych cech naszego Narodu - umiłowania tego, co polskie, religijności, zaangażowania, inteligencji. On dla nas był dowodem na to, że musimy przestać się bać, przestać się lękać.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nj04.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 86 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /