Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 87 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 04 lut 2012, 15:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Okaleczone i bez prawidłowych wzorców

Dwa oddzielne monodramy współczesnej rosyjskiej autorki Jarosławy Pulinowicz "Marzenie Nataszy" i "Ja wygrałam" złożyły się na jeden spektakl. Na wyciemnionej scenie ustawiono dwa taborety przedzielone ścianką, tak by siedzące na nich aktorki grające role nastolatek nie wchodziły ze sobą w kontakt. Wysłuchujemy opowieści z życia dwóch dziewczyn. Każda prezentuje własną wizję świata i swojego w nim miejsca. Dwie aktorki - Anna Próchniak i Joanna Osyda oraz reżyser Wojciech Urbański debiutują "Marzeniem Nataszy" na scenie zawodowej. Teatr Powszechny zaś tym przedstawieniem otworzył Scenę Debiutów. I trzeba powiedzieć, że udanie, bo to dobry spektakl.
Natasze są dwie, obie mają po 16 lat. Dzieli je przestrzeń życiowa, w której funkcjonują i wynikająca stąd pozycja społeczna, postawa wobec życia, ogląd rzeczywistości i własne aspiracje. Łączy zaś silnie, aż do skrajności, rozwinięty egoizm i całkowita bezwzględność w obronie swojego status quo. Obie mają marzenia: przeżyć prawdziwe uczucie, być kochaną.
Natasza Wiernikowa (Anna Próchniak) ma właściwie wszystko, czyli dom rodzinny, dobrze sytuowanych i nadopiekuńczych rodziców, cieszy się dobrą opinią w szkole, posiada doskonałe warunki, by realizować liczne zainteresowania. We wszystkim radzi sobie świetnie. Jest przekonana, że wygrana w konkursie telewizyjnym jej się należy, choć Banina ją przewyższa. Wygórowane ego wbija ją w przekonanie, że to ona jest we wszystkim najlepsza. W rywalizacji o bycie najlepszą jest gotowa na wszystko. Nie potrafi wybaczać. Nienawidzi Baniny. W końcu pogrąży się w samodestrukcji.
Natasza Banina (Joanna Osyda) zaś nie ma nic własnego. Nie ma rodziców, jest wychowanką sierocińca. Córka prostytutki zamordowanej przez sutenera, mimo zaledwie 16 lat została bardzo doświadczona przez życie. Pojawiła się na świecie jako dziecko niechciane. "Moja mama myślała o aborcji, a ja jednak wyżyłam" - zwierza się dziennikarzowi po tym, gdy wyskoczyła z okna sierocińca i znalazła się w szpitalu. Chociaż matka nigdy się nią nie zajmowała i pozostawiła na łaskę losu, Natasza jest przekonana, że ją kochała. Ale to zrodzone z tęsknoty za matką, wyimaginowane przekonanie nie chroni ją przed drogą prowadzącą do samodestrukcji.
Dopiero pod koniec spektaklu dowiadujemy się, że cały monolog Nataszy Baniny jest zeznaniem przed sądem. Ale owo zeznanie stanowi jedną wielką skargę na życie, na los. Natasza nie poczuwa się do winy, nie przejawia ani krzty żalu z powodu silnego pobicia dziewczyny, co spowodowało, że ofiara wprawdzie jeszcze żyje, ale zapadła w śpiączkę. Coś takiego jak kategorie moralne czy współodczuwanie z ofiarą nie istnieje w świadomości Baniny, dlatego domaga się uznania siebie za niewinną. Bo tak właśnie się czuje. A dziennikarz, w którym się zakochała, "należał się" jej, a nie innej dziewczynie. Dlatego ją pobiła.
Tekst Jarosławy Pulinowicz znakomicie wybrzmiał na scenie dzięki dobremu, wyrazistemu aktorstwu Joanny Osydy i Anny Próchnik, które prostymi środkami oddały skomplikowane psychologicznie charaktery i osobowości swych bohaterek. Mimo "unieruchomienia" aktorek w jednym miejscu obie Natasze zaistniały w przedstawieniu w pełni wiarygodnie. Szczęśliwie reżyser Wojciech Urbański nie szukał "uatrakcyjnienia" spektaklu w eksperymentowaniu z formą i w tak modnej dziś estetyce wulgaryzmu i brzydoty, lecz zbudował przedstawienie bardzo skromnymi środkami, eksponując przede wszystkim człowieka i jego historię. Ascetyczna scenografia zaś pozwala widzowi w pełni koncentrować się na słowie i przesłaniu.
Powstało znakomite przedstawienie podejmujące ważny i bolesny problem społeczny, jaki dziś dotyka młodych ludzi wychowywanych z dala od wartości moralnych i formacji duchowej. Sekularystyczne nastawienie do życia, w którym nie ma miejsca dla Boga, preferowanie "mieć", a nie "być", zaburzenia hierarchii wartości - wszystko to prowadzi do konsumpcyjnego trybu życia i powoduje, że tworzy się pustka duchowa i nowy typ samotności człowieka. Obie Natasze, choć odmiennie motywowane, są tego przykładem. Obie doznają moralnego okaleczenia, obie są pozbawione prawidłowych wzorców, nie potrafią wybaczać, obie doznają destrukcji osobowości, odczuwają samotność i mają jedno marzenie: być kochaną.

--------------------------------------------------------------------------------

"Marzenie Nataszy" Jarosławy Pulinowicz, reż. Wojciech Urbański, scenog. Anna Tomczyńska, muz. Dominik Strychalski, Teatr Powszechny, Warszawa.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my25.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 27 mar 2012, 07:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Dzień Świętości Życia a chciwość

Tegoroczny Dzień Świętości Życia - w epoce światowego krachu ekonomicznego - kieruje uwagę ku śmiercionośnemu znaczeniu dwóch wad moralnych: chciwości i rozrzutności, przeciwstawiającej się cnocie hojności, właściwej sprawności moralnej odnośnie do dóbr ekonomicznych. Obydwie wady moralne szerzą "cywilizację śmierci", czyli cywilizację braku szacunku dla nieinstrumentalnej wartości ludzkiego życia od jego początku do końca. Pierwszą ofiarą tych wad moralnych są dzisiaj dzieci przed urodzeniem, bo niewłaściwe postawy wobec dóbr materialnych (rozrzutność, a zwłaszcza chciwość) istotnym dla nich lękiem umacniają "cywilizację śmierci". Począwszy od św. Grzegorza, zwraca się uwagę, że jednym z 7 skutków ("córek") wady chciwości (gorszej od rozrzutności, jak uzasadniają Arystoteles i św. Tomasz) jest lęk. Jedną zaś z dwóch przyczyn chciwości jest też lęk. Poddając się tym lękom wobec świata - sięgając po antykoncepcję lub "unikając siebie wzajemnie" - już małżonkowie żyją logiką "cywilizacji śmierci", a nie "cywilizacji miłości". Ta zabójcza mieszanka lęków związanych z chciwością czeka tylko na okazję, aby wybuchnąć w tym lub następnym pokoleniu.
Ostrzegał przed tym zabójczym rażeniem nierozumnego dążenia do dóbr ekonomicznych Jan Paweł II w "Familiaris consortio": postawa chciwości, "paradoksalnie połączona z pewnym lękiem i niepewnością co do przyszłości, odbiera małżonkom wielkoduszność i odwagę co do przekazywania życia nowym istotom ludzkim: w ten sposób życie bywa często pojmowane nie jako błogosławieństwo, lecz jako niebezpieczeństwo, przed którym należy się bronić".
Aby powstrzymać "cywilizację śmierci", w sposób szczególny trzeba się najpierw przyłożyć do rozeznania mechanizmu działania obu wad moralnych: chciwości i rozrzutności, a zwłaszcza pierwszej z nich, groźniejszej i z tego powodu zaliczonej do wad głównych. Nietrafna identyfikacja chciwości uniemożliwia wypracowanie właściwej metody obrony przed nią. Z taką nietrafną identyfikacją spotykamy się w epoce nowożytnej. Chociaż reformatorzy religijni i filozofowie tej epoki chórem grzmią przeciwko chciwości, to jednak zarazem ją usprawiedliwiają. Nie zauważają bowiem, iż właściwą cnotą odnośnie do dóbr ekonomicznych jest hojność (jak podkreślali Arystoteles i św. Tomasz z Akwinu), czyli sprawność rozumnego wydatkowania dóbr ekonomicznych, a nie sprawność tylko ich gromadzenia. Nowożytni religijni reformatorzy - np. Luter, słabo znający Tomasza - tylko werbalnie potępiają chciwość. Wychwalają bowiem, jako główny obowiązek religijny, nieustanną pracę zarobkową i poszerzanie stanu swojego posiadania, czyli koniec końców tylko zdobywanie dóbr ekonomicznych bez ich hojnego wydatkowania. To skrzętne gromadzenie dóbr ekonomicznych miałoby być według Lutra znakiem przeznaczenia człowieka do zbawienia. Wyraziło tę postawę reformacji wobec zdobywania dóbr ekonomicznych powiedzenie Benjamina Franklina, że "czas to pieniądz". Należy zatem tylko pracować i nie tracić ani chwili na coś innego. Niepracowanie miałoby być największym grzechem, a niechęć do pracy miałaby być oznaką braku łaski, czyli znakiem przeznaczenia człowieka do potępienia. Trafnie zatem Max Weber, słynny socjolog, potraktował kapitalizm jako owoc protestanckiej, a nie katolickiej koncepcji życia moralnego człowieka. Ten kult gromadzenia dóbr materialnych zaowocował w XX wieku konwulsjami "cywilizacji śmierci", a w jej ramach - wybuchem krwawej rewolucji marksistowskiej. Trzeba zatem wychowywać siebie i innych w kierunku sławienia hojności, czemu jest podporządkowane rozumne - a nie nierozumne - gromadzenie dóbr ekonomicznych. Inaczej bowiem życie najsłabszych będzie wciąż zagrożone.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 27&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 03 kwi 2012, 07:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Homo-propaganda

W Polsce głównym ośrodkiem homo-propagandy jest Koncern Agora, czyli przede wszystkim Gazeta Wyborcza i Radio TOK FM. Bardziej pro-homoseksualne są jedynie gejowskie strony internetowe. Gazeta Wyborcza szerzy homo-ideologię w sposób urągający podstawowym intelektualnym i moralnym standardom, o które gdzie indziej tak się dopomina. Wyklucza racjonalną debatę. Artykuły pro i kontra publikuje w proporcji 100 : 1. To pismo zdominowane przez ateistów, przy wszystkich swoich zaletach, na wielu obszarach zdecydowanie anty-chrześcijańskie, równocześnie wydaje dodatki o życiu i cudach Papieża, jakby te rzeczy dały się ze sobą pogodzić. Jest to szokujący wprost cynizm i zakłamanie: zarabiać na człowieku, którego nauczanie bezpardonowo się zwalcza. Trzeba być świadomym, iż to, co Gazeta Wyborcza pisze na temat homoseksualizmu jest podobnie prawdziwe, jak to, co Trybuna Ludu pisała i pisze o komunizmie. (I podobnie, zgodnie z kanonem lewackiego ateizmu, postępuje w innych dziedzinach, analogicznie popierając i propagując aborcję na życzenie, eutanazję, wolny seks czy rozwody). A przedstawiane tam szczególnie pozytywne postaci o orientacji homoseksualnej mają się do całej realności tej społeczności podobnie, jak wielcy sportowcy Związku Radzieckiego mieli się do całej rzeczywistości tego państwa. Trzeba sobie jasno zdawać sprawę, że decydenci środowiska Gazety Wyborczej, jako część swojej międzynarodówki, chcą – poprzez zmianę świadomości społecznej – zrobić w Polsce to samo, co w Hiszpanii uczynił już premier José Zapatero. Podobnie postępują w innych kwestiach ateistycznego, lewackiego kanonu, podobnie je propagują: aborcja na życzenie, erotyka bez zobowiązań itd… Wspomaganie ich w tym jest udziałem w walce z chrześcijaństwem.
Do czego może się posunąć homopropaganda szczególnie dobrze ilustruje kolejne „kłamstwo oświęcimskie”. W styczniu 2005 roku z okazji 60-tej rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu w Parlamencie Europejskim przedłożono projekt rezolucji, w której wymieniano ofiary obozu według osobliwej logicznie klasyfikacji i w następującej kolejności: mieli to być Żydzi, Romowie, homoseksualiści (niczym naród), Polacy i inne narodowości. Skoro homoseksualiści zostali wymienieni na trzecim miejscu, a Polacy na czwartym, należy sądzić, że według Parlamentu Europejskiego w Oświęcimiu cierpiało i umarło więcej gejów, niż Polaków. W rzeczywistości zginęło tam około 1,1-1,3 miliona Żydów, 70 tysięcy Polaków, 20 tysięcy Romów, 15 tysięcy jeńców sowieckich oraz 15 tysięcy przedstawicieli innych narodowości. Udokumentowane jest przebywanie w obozie z powodu homoseksualizmu 64 osób, z których zginęło 51.[i] Te osoby wymienia się przed 70 tysięcy. Polaków, przemilcza jeńców i inne narodowości, potem tylko trochę to retuszuje i nic specjalnie poza tym się nie dzieje. Zatem homo-propaganda, nawet na terenie Parlamentu Europejskiego, może posunąć się do sugerowania, że 51 to więcej, niż 70 000. Podobną wartość logiczną mają inne rezolucje zdominowanego przez lewicę Parlamentu Europejskiego oraz pozostałe enuncjacje homo-lobby.

Podane fakty uzmysławiają – po pierwsze – jak wielkim kłamstwem może być gejowska propaganda, jak wiele może być w niej pogardy dla całych narodów i ich cierpienia oraz – po drugie – jak potężna jest lewacka międzynarodówka stojąca za nią, skoro jest w stanie doprowadzić nawet do takiej kompromitacji Parlamentu Europejskiego. To zdarzenie potwierdza opinię wielu lekarzy i psychologów, że różne deklaracje medycznych organizacji na temat homoseksualizmu są wymuszane pod naciskiem politycznego lobby i mają podobną wartość, jak ten projekt. Są one tak naukowe, jak naukowy komunizm, tak mądre, jak sowieckie plany odwracania naturalnego biegu rzek.[ii] Siła światowej ofensywy gejów nie pochodzi z racji, ale z woli politycznej. Nieliczni i często już schorowani ludzie nie mogliby osiągnąć takiego znaczenia, gdyby nie środowiska polityczne, które uczyniły sobie z nich swój sztandar i taran. Jak wielka musi być bieda, jak wielkie zagubienie duchowe ludzi, którzy z czegoś takiego czynią centrum swojego życia. Jak bardzo zaburzeni muszą być ludzie, którzy potrzebują tylu kłamstw, tyle fałszu, żeby istnieć. Ale przynajmniej sytuacja jest bardziej jasna, przejrzysta, łatwiej się zorientować, z kim mamy do czynienia. Osoby, które są najbardziej pro-homoseksualne, zwykle są też głęboko anty-chrześcijańskie i w ogóle anty-religijne. Widać w tym też wielką klęskę i obnażenie natury rozumu ateistycznego. Bo zaiste, jak bardzo zdegenerowany musi być rozum, żeby z takiego absurdu czynić swój sztandar. Jest to jednak dobrze zrozumiałe. Rozum, który u podstaw popełnia tak wielki błąd, iż neguje istnienie Boga – swojego Stwórcy, Źródła i Spełnienia, tym bardziej jest zdolny do każdego innego błędu, także takiego. Homoideologia jest w dużym stopniu jest tworem umysłu ateistycznego, konsumpcyjnego. Dlatego rozkwita najbardziej tam, gdzie najbardziej słabnie chrześcijaństwo i w ogóle religijność. Jest czymś ewidentnym, że homolobby najmocniejsze jest w tych krajach Europy, które są najbardziej zlaicyzowane i zdechrystianizowane. A ateizm – teoretyczny lub praktyczny – co do liczebności stanowi już czwarte „wyznanie” świata. Należy oczekiwać, że im mniej będzie chrześcijaństwa, tym więcej będzie homoideologii oraz innych ateistycznych „izmów”. Gdzie zasypiają rozum i wiara, tam budzą się demony ideologii. Wiele – poza już wymienionymi – przykładów wskazuje na to, że takie demony znowu budzą się w pewnych ateistycznych duszach, które – po krótkiej przerwie – od nowa przy pomocy „prawa”, więzienia i jeszcze brutalniejszych środków chcą eliminować ludzi wierzących. Wiele wskazuje na to, że zaczyna się kolejne prześladowanie chrześcijan. Znowu zaczyna się grozić duchownym więzieniem i śmiercią – znamy to, szczególnie w Polsce, aż nadto dobrze. A niestety miliony ludzi mogą uwierzyć w najbardziej nawet absurdalne i zbrodnicze ideologie – jak kiedyś uwierzyły w nazizm dziesiątki milionów Niemców i w komunizm dziesiątki milionów Rosjan. Całe narody mogą pomylić się aż tak bardzo.

Nic dziwnego, że napięcie w tej kwestii pomiędzy Watykanem a Strasburgiem przypomina to wcześniejsze pomiędzy Watykanem, a Moskwą. Tak, jak chrześcijaństwa nie da się pogodzić z komunizmem, tak samo nie da się pogodzić z homoidelogią. Ci, którzy ze Strasburga i Brukseli usiłują narzucać nam homoideologię, żądają tym samym, abyśmy zaparli się naszej wiary, abyśmy odrzucili zasady moralne integralnie z niej wynikające, abyśmy podeptali nauczanie Jana Pawła II i Benedykta XVI, nauczanie Kościoła. Jak kiedyś ateiści z Moskwy. Non possumus!
Nie trzeba też obawiać się jednego z ich głównych straszaków, mianowicie etykiety homofoba. W faktycznym użyciu tego pojęcia homofobem jest każdy, kto ośmieli się powiedzieć publicznie bodaj jedno krytyczne zdanie na temat homoideologii. W tym znaczeniu pierwszymi homofobami tej ziemi są najwyższe autorytety moralne i religijne, Jan Paweł II i Benedykt XVI, są nimi biskupi katoliccy i prawosławni, jest także Matka Teresa z Kalkuty, bo ich krytyka homo-ideologii jest najmocniejsza, najbardziej zdecydowana, ugruntowana i znacząca. Podobnie homofobami są w ogóle teiści, ludzi religijni, także ortodoksyjni Żydzi i muzułmanie.[iii] Tak wyrażają się sami homoaktywiści. Transparent z napisem „Benedykt XVI – homofob” trzymali geje, którzy 5.06.2005 ceremonią pseudo-ślubu lesbijek sprofanowali bazylikę Notre Dame w Paryżu i następnie poturbowali jej proboszcza. Była to ich odpowiedź na kolejne słowa papieża potępiające dążenia homolobby. Tak samo nazwali papieża przywódcy gejów Francji, Włoch i Niemiec po opublikowaniu listopadowej instrukcji Watykanu.

Można dodać, że na przykład homofobem był także prezydent Stanów Zjednoczonych, G. W. Busch, który starał się o taką zmianę Konstytucji USA, aby niemożliwe było postawienie na jednej płaszczyźnie związków gejowskich i małżeństw. Tak więc zarówno człowiek posiadający w świecie największy autorytet i wpływ duchowy, jak i człowiek o największej władzy politycznej, gospodarczej i wojskowej to zdecydowani homofobi… Po prostu przyzwoity, prawy człowiek w naturalny sposób staje się krytyczny wobec homo-ideologii (o ile ją poznaje), a tym samym automatycznie jest zaliczany do homo-fobów, podobnie jak kiedyś każdy krytyczny wobec partii był zaliczany do wrogów ludu. W ich ustach to zaszczytne miano. Każdy sam musi wybrać, czy razem z bł. Matką Teresą, Janem Pawłem Wielkim i Benedyktem XVI chce być zaliczany do homofobów, czy też razem z Adamem Michnikiem, Jerzym Urbanem (jego serdecznym przyjacielem) i Joanną Seneszyn do homofanów. O zmagania takich obozów, z takimi głównymi przedstawicielami, tutaj chodzi.[iv]

W tej sytuacji muszą szokować wypowiedzi „katolickich” publicystów, którzy głoszą dokładnie coś przeciwnego. Jeśli oni publicznie sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła i papieżowi, trzeba także im tak się sprzeciwiać. Np. pani redaktor Halina Bortnowska w Gazecie Wyborczej z 4/5 czerwca 2005 pisze: No tak, piszę o tym przecież nie pierwszy raz: moim zdaniem odpowiedzialna budowa trwałego partnerskiego związku zgodnego z orientacją homoseksualną to zamierzenie godne najwyższego szacunku i pomocy. Zdanie to (podobnie jak szereg innych z jej artykułu) stoi w oczywistej, jaskrawej sprzeczności ze stwierdzeniem z Katechizmu Kościoła Katolickiego, który, jak wiemy, stwierdza o tych związkach: w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane, z określeniami Jana Pawła II: godne ubolewania wypaczenie, zachowanie dewiacyjne. Ks. Adam Boniecki w Tygodniku Powszechnym z 27 listopada 2005 zachęca katolików do uczestniczenia w marszach homoseksualistów, a w numerze z 3 lipca 2005 postuluje legalizację pseudo-homo-małżeństw, kiedy obaj papieże powiedzieli nam przecież: Jeśli wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawiania się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, to politycy katoliccy zobowiązani są do tego w sposób szczególny na płaszczyźnie im właściwej. Księża, można by sądzić, tym bardziej. Podobnie, jak pani Bortnowska, w całkowitej zgodzie z nią, wypowiadają się także ks. Jacek Prusak SJ i o. Tadeusz Bartoś OP.[v] Przy całym szacunku dla tych osób trzeba stwierdzić, że w tej kwestii znajdują w obozie dokładnie przeciwnym Kościołowi. Dotyczy to zwłaszcza decydentów Tygodnika Powszechnego, który w tym obszarze nie zachowuje się jak pismo katolickie, ale raczej jak religijny dodatek do Gazety Wyborczej, realizuje podobną politykę. Zestawienie wszystkich tekstów, jakie ukazały się w Tygodniku Powszechnym na temat homoseksualizmu w ostatnich trzech latach, jednoznacznie pokazuje, że w tym obszarze pismo to – jako jedyne „katolickie” medium w Polsce – zdecydowanie odrzuca naukę Kościoła i za swoją przyjmuje homoideologię. Prym wodzi tu prof. Jacek Bomba oraz reżyser Krystian Lupa, który na jego łamach swobodnie propaguje swoje homoideologiczne poglądy, a szczególnie mocno wspierają go w tym pan Tomasz Fiałkowski (od dziesiątków lat jeden z najważniejszych redaktorów o często decydującym wpływie) oraz wspomniany już ks. Jacek Prusak SJ. Trzej pierwsi z wymienionych należą też do najbardziej znanych w Krakowie czynnych i walczących gejów. Można powiedzieć, że razem stanowią czołową „homo-grupę” Tygodnika. Sól, która utraciła swój smak (Mt 5,13). Biorąc to pismo do ręki, czytając szczególnie tych wymienionych autorów, trzeba sobie zdawać z tego sprawę, czego można oczekiwać. To jest usiłowanie łączenia chrześcijaństwo z czymś, z czym ono absolutnie nie da się pogodzić.

Autentycznie chrześcijańską odpowiedzią na problem homoseksualizmu są ośrodki pomocy terapeutycznej. W samych Stanach Zjednoczonych i Kanadzie jest już 125 takich miejsc, które pomagają się wyleczyć z homoseksualnych skłonności. Można tam spotkać mężczyzn, którzy nawet po okresie wielkiej homoseksualnej aktywności potrafili się nawrócić i stać się szczęśliwymi mężami, ojcami rodzin. Oni są źródłem nadziei, pokazują, że uleczenie nawet wielkich duchowych zranień jest możliwe. W swojej książce Podróż ku pełni męskości mówi o tym jeden z nich, Alan Medinger, który niedawno gościł w Polsce. W jego ośrodku Regeneracja udaje się wyleczyć większość trafiających tam mężczyzn. Mamy też pierwszy taki polski ośrodek w Lublinie.[vi]

Kwintesencją katolickiej odpowiedzi na homo-ideologię jest praca bł. Matki Teresy z Kalkuty oraz sióstr jej zgromadzenia. One ślubowały służyć najbiedniejszym spośród biednych tej ziemi. Do nich często należą czynni homoseksualiści, szczególnie w starości, gdy zbierają żniwo swojego życia, już nieatrakcyjni, samotni, najczęściej ze wszystkich chorzy na AIDS. W hospicjach i przytułkach Matka Teresa i jej siostry z całym poświęceniem, z całym heroizmem służyły i służą także im, szczególnie im, – pomimo, że nie akceptują ani ich poglądów, ani stylu ich życia. Jasno mówiły i mówią, co jest biblijną drogą życia, a co drogą śmierci i właśnie dlatego dla ich życia poświęcają swoje. W ten sposób najlepiej wyrażają najwyższy, chrześcijański szacunek dla każdego człowieka, także czynnego homoseksualisty. Bo każdy człowiek już pod względem naturalnym jest prawdziwym kosmosem, a z punkty widzenia chrześcijaństwa – świątynią. Jest przecież stworzony na obraz Boga, jako dziecko Boga, w którym Bóg może też zamieszkać. Oczywiście ta świątynia może być w ruinie, a kosmos w chaosie, ale także wtedy świątynią pozostają świątynią, a kosmos kosmosem.
Wobec całej potęgi homo-lobby, wobec jego finansów, jego dominacji w mediach i wpływów w polityce, Kościół właściwie ma jedynie siłę prawdy, siłę łaski, miłości i miłosierdzia, siłę Bożej natury. Właśnie dlatego zawsze w końcu wygrywa z kolejnymi ideologiami, to tylko kwestia czasu. Absurd pochłania sam siebie.[vii]

Jednak wierność prawdzie rozumu i wiary domaga się od nas gotowości do głoszenia i bronienia jej – nawet gdyby to miało wiele kosztować. Nie tani irenizm, ale zmaganie, walka duchowa są czymś pierwotnie, czymś najbardziej chrześcijańskim. Przecież Chrystus zginął właśnie za otwartą walkę z obłudą i kłamstwem faryzeuszów, którzy poza tym mieli swoje wartości i zasługi. Przecież św. Paweł, niejako drugi założyciel chrześcijaństwa, stale doświadczał prześladowań we własnym Kościele za to właśnie, że walczył o prawa chrześcijan pochodzących z pogan, o prawa większości. Ta walka była też początkiem jego martyrium. Tak, jak Chrystus, trzeba także dzisiaj zwalczać kłamstwa współczesnych faryzeuszów. O ile świat nie jest jeszcze ewangeliczny, to o ile jesteśmy wierni Ewangelii, nieuchronnie musimy pozostawać z nim w napięciu, a nawet w sporze i zmaganiu. To wiadomo a priori i to musi kosztować – czasem bardzo wiele. W tych zmaganiach trzeba zaryzykować – niekiedy wszystko.[viii] Nie ma innej drogi do celu. Ale właśnie ta jest najpiękniejsza – bo jest już zapowiedzią, przeczuciem swojego spełnienia.

Wzorem i patronem w tych zmaganiach może być dla nas jeden z największych filozofów współczesnych – Dietrich von Hildebrand. Miał znakomitą antropologię filozoficzną i dlatego od początku mógł świetnie przejrzeć, czym jest nazizm i do czego może doprowadzić. Z tego powodu w 1933 musiał natychmiast uciekać z Niemiec. Schronił się w Wiedniu, gdzie wydawał gazetę nazistowską i pracował na Uniwersytecie. Jednak większość profesorów jego wydziału była już za nazistami, a jego prześladowała. Także uczeni mogą się aż tak bardzo pomylić. Dzisiaj on, jako jeden z nielicznych, jest dumą Niemiec, nie oni.

[i] Por. F. Pieper, Ile ludzi zginęło w KL Auschwitz?, Oświęcim 1992, s. 124 oraz R. Biedroń, J. Neander, Homoseksualiści – odrębna kategoria więźniów, „Pro memoria” 19 (2003), s. 73-83, 82. Parlament Europejski nawet nie wspomniał o śmierci w KL Auschwitz ponad 300 duchownych.

[ii] Zaprzeczanie, iż homoseksualizm jest ewidentnym zaburzeniem (jednym z tysięcy, które dotykają ludzkość), od początku było wynikiem nie rzetelnych badań naukowych, ale politycznych machinacji pod wpływem homolobby – między innymi pełnego fałszerstw raportu A. Kinsleya. Np. jeszcze w 1977 roku 69% psychiatrów nie zgadzało się z decyzją zarządu Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, który 1973 roku skreślił homoseksualizm z listy psychologicznych zaburzeń (stosunkiem głosów 3:2). Por. na ten temat m. innymi R. Bayer, Homosexuality and American Psychiatry, New York 1981 oraz J. Reisman i E. W. Eichel, Kinsley, Sex and Freud: The Indoctrination of People, Louisiana 1999 i Sexual Survey: current Thinking on Homosexuality, Medical Aspects of Human Sexuality 11, November 1977. Trzeba zaznaczyć, że dla tych samych gremiów, dla których homoseksualizm nie jest zaburzeniem, nie są nim też żadne inne zachowanie uważane dotąd za oczywistą dewiację, nawet pedofilię zaczynają już uznawać za coś dopuszczalnego, dopóki pedofil dobrze się z nią czuje i nie przechodzi do czynów. Można powiedzieć, że w tego rodzaju „psychiatrii” mamy tutaj do czynienia z redukcją etyki do fizjologii: co jest fizjologicznie możliwe, jest też zdrowe i etyczne. Część psychiatrów bierze sobie prawo – na podstawie swojej cząstkowego widzenia – do całkowitej oceny pewnego zjawiska z zupełnym pominięciem danych innych dyscyplin, a szczególnie danych medycznych i socjomedycznych, fizjologicznych, epidemiologicznych, antropologicznych, filozoficznych, etycznych i teologicznych. Jest to tak naukowe, jak naukowy komunizm. Można by też zapytać, czy jeśli to grono przegłosowałoby twierdzenie, iż Bóg nie istnieje (co pośród ludzi często zateizowanych i zmaterializowanych jest całkiem możliwe), też należałoby im wierzyć?

Do czego jeszcze mogą się posunąć tego rodzaju „lekarze” (i jakie mają wpływy), jakie rewolucje obyczajowe jeszcze chcą przeprowadzić, pokazała ostatnio broszura niemieckiej instytucji ministerialnej, w której zachęca ona ojców – w ramach wychowania – do „masowania organów seksualnych” swoich córek, czyli do tego, co dotychczas było określane jako pedofilia kazirodcza. Por. A. Rybińska, Władze zachęcają do zabawy w doktora, Rzeczpospolita 9.07.2007, s. A9.
[iii] Na przykład przedstawiciele tych trzech wielkich religii monoteistycznych, poza tym różniący się w tylu kwestiach, wspólnie przeciwstawiają się prowokacyjnym marszom homoseksualistów w Jerozolimie. Por. H. Szafir, Trąd w pałacu Dawida, Wprost 30 (29.07.2007), s. 82n.

[iv] Inny najbardziej popularnym chwytem z arsenału homoideologii jest zarzucanie również nienawiści każdemu, kto wyrazi o niej jakąkolwiek krytyczną opinię. Podobnie trzeba by jednak zarzucać nienawiść matce, gdy krytykuje przejadanie się dziecka albo kardiologowi, gdy krytykuje taki tryb życia pacjenta, który jest zabójczy dla jego serca. Krytyka homoideologii jest w istocie uczynkiem chrześcijańskiego miłosierdzia.
[v] Por. Ks. J. Prusak SJ, dz. cyt. oraz Kościół gejów nie odrzuca – wywiad z o. T. Bartosiem OP, Gazeta Wyborcza 11/12.06.2005, s. 4. O. Tadeusz Bartoś, który od lat wewnętrznie znajdował się już poza nauczaniem Kościoła, ostatnio potwierdził to także zewnętrznie i na początku 2007 roku porzucił zakon oraz kapłaństwo – podobnie jak nieco wcześniej inny sztandarowy publicysta GW i TPow podobnego ducha – ks. Stanisław Obirek SJ.
[vi] Por. P. Kucharczak, Zdrowie dla homoseksualisty, Gość Niedzielny 1.10.2006, s. 38n. Adres ośrodka to: ul. Ks. F. Blachnickiego 8, 20-806 Lublin tel. 081 / 740-13-28 lub (+48) 605 921 654; www.odwaga.oaza.org.pl, e-mail: g.tokaj@wp.pl.

[vii] Przykładem takiego sukcesu prawdy mogą być referenda w sprawie legalizacji homo-związków, które odbyły się w Arizonie, Kalifornii i na Florydzie przy okazji wyborów prezydenckich w USA w listopadzie 2008 roku. Walczyły tam ze sobą dwie koalicje: po jednej stronie kościoły i wyznania chrześcijańskie na czele z Kościołem Katolickim, po drugiej stronie organizacje gejowskie i ateistyczne. We wszystkich trzech stanach wygrali chrześcijanie, nawet w Kalifornii uważanej za stolicę światowego homolobby.

[viii] Można oczekiwać, że w Polsce mamy szczególnie duże szanse na skuteczny opór przeciw homoideologii, podobnie jak było to wobec ideologii komunistycznej i faszystowskiej, które zwyciężyły u naszych tak potężnych sąsiadów, ale u nas nie były w stanie poradzić sobie „o własnych siłach”, musiały być przywiezione i zaprowadzane przy pomocy bagnetów i czołgów. Stało się tak głównie dzięki mocnej pozycji Kościoła w państwie, dzięki takiemu wypełnieniu świadomości społecznej wiarą, iż dla ideologii pozostawało już niewystarczająco wiele miejsca. Ta pozycja Kościoła na szczęście nadal jest mocna. Historia ideologii totalitarnych pokazuje zarazem, jak bardzo może się mylić nawet większość społeczeństwa, jak bardzo media (czyli ich pracownicy) mogą stać na służbie kłamstwa oraz do jakiego oceanu nieszczęścia i cierpienia może to doprowadzić. Zgodnie z naszą anty-ideologiczną mądrością (która tak bardzo wyrasta z naszego dziejowego doświadczenia), wykazujemy największą w Europie odporność na homopropagandę i za to też jesteśmy najbardziej atakowani. Propaganda ta w naszym kraju przynosi odwrotny skutek – akceptacja dla homoideologicznych żądań w ostatnich latach paradoksalnie spada. Na przykład dzisiaj tylko 3 procent Polaków sądzi, że ludzie o skłonnościach homoseksualnych są dyskryminowani i dlatego powinno się ich specjalnie wspierać. (Por. A. Gardynik, Homoseksualizm dzieli Polaków. Sondaż, Rzeczpospolita 4.05.2007).

Artykuł ks. Dariusza Oko

http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=368


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 05 kwi 2012, 16:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Ks. Tadeusz Kiersztyn

Czas prawdy!

Wprowadzenie

Czasy antychrysta to czasy powszechnego zwiedzenia umysłów i sumień ludzi, którzy zatracili zmysł wiary i świadomie lub nieświadomie oddają hołd bestii (zob. Ap 14,6-13). Systematycznie spowija ziemię coraz większa ciemność zakłamania i gaśnie w ludziach światło Bożej prawdy i mądrości. Oszustwo stało się codziennym orężem polityków, dziennikarzy, wykładowców, wszystkich autorytetów, w tym nierzadko też i duchownych. Ludzie czują, że są pochłaniani przez bagno i że świat ginie. Czy jest jakaś szansa na ratunek?
Ratunek przychodzi od samego Boga w formie wezwania narodów do dokonania Intronizacji Jezusa Króla (zob. Czas nagli, s. 30). Pan Bóg żąda od dzisiejszej społeczności ludzkiej, aby wróciła pod berło władzy Jezusa Króla, gdyż tylko On ma moc pokonać całą potęgę złego ducha i rozproszyć ciemności zalegające w ludzkich duszach.
W Polsce od kilku lat podejmowane są usilne starania, głównie przez ludzi świeckich, wzywające władze duchowe i świeckie do publicznego złożenia hołdu posłuszeństwa Jezusowi Królowi przez ogłoszenie Go Królem Polski. Te działania przez część naszego Narodu są nierozumiane, często zwalczane i wyśmiewane jako działania anachroniczne, groteskowe, niezgodne z konstytucją i obowiązującym prawodawstwem.
Ludzie ci tak dalece zatracili zmysł wiary i znajomość Ewangelii, że świat bez Boga i prawa ustanawiane przez człowieka, a sprzeczne z prawem Bożym, uważają za rzecz normalną i nie lękają się kary należnej za bluźnierstwo, bałwochwalstwo, zdradę. A jednak Pismo Święte, objawiając wydarzenia końca czasów, ukazuje przerażający dramat ludzi zbuntowanych przeciw absolutnej władzy Jezusa Króla (zob. Ap 6,14-17). Podobnych opisów w Biblii jest bardzo wiele (zob. Iz 24,1-23; Łk 21,25-36; Ap 16,1-21; 19,11-21).

Do chóru głosów współczesnych "wielmożów" wyganiających Boga Króla z życia politycznego (ustawodawczego) narodów, a jeśli nawet zgadzających się na Jego obecność, to w charakterze miłosiernego sługi, dołączyli swój nieśmiały głos także polscy biskupi. Oświadczenie Episkopatu Polski w odniesieniu do wezwania do Intronizacji Jezusa Króla Polski ukazało się w biuletynie - niedostępnym dla przeciętnego wierzącego - Katolickiej Agencji Informacyjnej. Zostało wygłoszone przez sekretarza Konferencji Episkopatu Polski ks. bpa Stanisława Budzika. Jest ono na tyle bulwersujące swą "poprawnością polityczną", że postanowiłem do tego oświadczenia napisać komentarz, aby na tle filozoficznej myśli oświeceniowej, historycznych przemian społecznych spowodowanych przez spiskowców spod znaku żydo-masoncrii, ukazać korzenie buntu, z których ono wyrosło, oraz jego szkodliwość.
Moją intencją nie jest kwestionowanie godności urzędu biskupa czy należnego mu szacunku. Nie chc~ leż nikogo osądzać czy dyskredytować, bo trucizna kłamstwa sączona od wieków przez wrogów Boga i Jego ziemskiego Królestwa - Kościoła zul,'uwa stopniowo zarówno pasterzy, jak i owce. Piszę te trudne słowa, bo wierzę, że wielu oszukanych pobudzą one do szczerej refleksji i skłonią do podjęcia działań koniecznych, by przywrócić Bogu należne Mu miejsce w społeczności ludzkiej, a tym samym uratować wiele Narodów przed potępieniem. Ponadto uważam, że w Polsce wielu duchownych i świeckich pozostało odpornych na liberalną mantrę ustawicznie powtarzaną przez autorytety moralne, polityczne i przez mass media, a wzywające Naród Polski do buntu przeciw Bogu. Jeszcze jako Naród wierzymy po katolicku i kochamy naszą Ojczyznę. Dzięki wstawiennictwu Maryi Królowej Polski wielu z nas ocalało z tej powodzi deprawacji, zła i oszustwa, pustoszącej kraje Europy Zachodniej.
Wszyscy mamy obowiązek ratować siebie, swych bliskich, swój Naród, a także ratować świat przez klęską niewiary, dopóki on jeszcze istnieje. Kiedy Pan Bóg wzywa ludzi do podjęcia konkretnych działań, daje im zawsze swą pomocną łaskę do ich wykonania. Niech łaska Jezusa Króla wspiera nas w walce o tron dla Niego w Polsce.

STANOWISKO ZAJĘTE PRZEZ BISKUPÓW POLSKICH NA 343. KONFERENCJI EPISKOPATU POLSKI WOBEC POSTULATÓW ZWIĄZANYCH Z INTRONIZACJĄ CHRYSTUSA KRÓLA

Biskupi opowiedzieli się przeciw próbom wykorzystania orędzia Sługi Bożej R. Celakówny w celach politycznych - poinformował KAI bp Stanisław Budzik - Intronizacja Serca Bożego jest wpisana w tradycję Kościoła, tak samo cześć Chrystusa Króla Wszechświata, natomiast ogłaszanie Chrystusa Królem Polski jest - zdaniem biskupów - niewłaściwe, niepotrzebne, niezgodne Z myślą Episkopatu - wyjaśnił. Dodał, że jest to element wykorzystywany przez grupy wiernych w celach politycznych. Na dzisiejsze czasy - wyjaśnił sekretarz Episkopatu - najpiękniejszym jest ten obraz Chrystusa, który promował np. ks. Franciszek Blachnicki, tj. obraz Chrystusa sługi. - A jeżeli mówimy o Królestwie Chrystusa, to od razu należy dodać, że Jego Królestwo nie jest z tego świata - dodał.

Źródło: Wiadomości KAI z 16 marca 2008 r., nr 11, s. 7
------------------------------------------------------------------------------------------------------

O Polskę Chrystusową

Hasło O Polskę Chrystusową jest bardzo wymowne i niesie Narodowi dynamiczną inspirację do dalszego kształtowania jego losu. Ponieważ przywódcy polityczni w oparciu o różne ideologie walczą o uskutecznienie różnych wizji Polski, dlatego może ona być socjalistyczną, liberalną czy mieszanką różnych demo-soc -liberalizmów. Wszystkie te ideologie, niby zbudowane na fundamencie demokratyzmu, utrwalają de facto lucyferyczną władzę nad Polską. Nam, ludziom wierzącym, spadkobiercom tysiącletniej kultury i tradycji katolickiej, mówiącym "nie" fałszywej wolności i fałszywym ideologiom, chodzi o takie budowanie przyszłości Polski, by pozostała Polską Chrystusową. Chodzi nam o taki program społeczny, polityczny i gospodarczy, który budowany jest na fundamencie prawa Bożego, zgodnego z naturą stworzenia i który uznaje zwierzchnią władzę Jezusa Króla nad Narodem.
To, co dokonało się w Europie i w świecie pod wpływem ideologów oświeceniowych, heretyków i tajnych stowarzyszeń finansowanych przez żydowską plutokrację, można porównać do buntu aniołów - tego najtragiczniejszego w dziejach stworzenia wydarzenia, polegającego na odrzuceniu obowiązku służenia Bogu.

Narody, wyłamując się spod władzy Jezusa Króla, spod władzy Boga (laickość państwa), podeptały Boże przykazania i prawa, uznając tylko te stanowione przez ludzi, co w konsekwencji powoduje nieustanne staczanie się ludzkości w przepaść grzechu, degradacji godności ludzkiej i śmierci duchowej. Warto tu wspomnieć o niektórych najnowszych prądach filozoficzno-ideologicznych, narzucających ludzkości w miejsce kultu Boga kult ziemi (Gai), zrównanie w prawach ludzi ze zwierzętami i walkę z wszelkim wymiarem duchowym (przedstawicielem tego kierunku naturalistycznego jest 1. Gray). Obecnie wchodzi w Ameryce ustawa o wolności wyboru, tzw. FOCA, przyśpieszająca jeszcze staczanie się ludzkości w tę przepaść, którą teologia nazywa piekłem.

Wobec tej sytuacji trzeba jasno sobie uświadomić, że nie ma dla nas innej możliwości ocalenia, jak tylko wrócić pod panowanie Boga, poddać siebie, Naród i całą Polskę pod władzę Jezusa Króla. Na razie jednak trwa szaleństwo buntu i coraz bardziej postępuje w świecie proces laicyzacji, czy raczej demonizacji myśli filozoficznej, samoświadomości ludzi, polityki, władzy, gospodarki, kultury, obyczajów - o czym donoszą codzienne serwisy informacyjne. Ucieczka ludzkości od Boga wyzwala niejako automatycznie potrzebę zmiany znaczeń takich podstawowych pojęć, jak: dobro, prawda i piękno, ale także dotyczy to wszystkich wartości, których znaczenie ukształtowało chrześcijaństwo. W ramach tego procesu następuje swoiste przebiegunowanie pojęć i wartości tak, dalekie, że w miejsce prawdy jawi się kłamstwo, w miejsce dobra zło, w miejsce piękna brzydota. To, co dawniej było naganne, obecnie zyskuje akceptację i pochwałę. To przebiegunowanie wynosi na świecznik ludzkiej świadomości ciemność diabła, a Bożą światłość (Objawienie) uznaje się za antyludzką. Dzięki ternu zabiegowi uzyskuje się nową wizję celów, do osiągnięcia których gna się ludzi i całe narody. W ten nurt wpisuje się także stanowisko Episkopatu Polski wyrażone w cytowanym oświadczeniu, w którym w miejsce Jezusa Króla jawi się Jezus sługa. To przebiegunowanie prawdy o Jezusie krótko rozwinę, by ukazać, dlaczego termin sługa, w sensie, w jakim ukazuje go stanowisko Episkopatu, jest tak bardzo niewłaściwy i niebezpieczny w kontekście Jego królewskiej godności.

Pominę fakt, że wciąż w teologii rozważa się prawdę o Jezusie w perspektywie Jego ziemskiego życia, od którego upłynęło już dwa tysiące lat, a nie w kontekście Jego obecnego i rzeczywistego stanu uwielbionego Króla wszelkiego stworzenia. Podejście historyczne jest właściwe, ale tylko wtedy, gdy akcent kładzie się na stan aktualny, bo niedorzecznością byłoby dziś mówić o Polsce, ukazując jej stan z czasów rozbiorów. Dlatego też głosić światu należy przede wszystkim Jezusa Zmartwychwstałego i tronującego na wysokości chwał, jedynego Króla wszechświata, ziemi, każdego narodu i każdego człowieka, który dziś włada, sądzi, nagradza lub karze. Człowiek może ignorować Jego władzę, jak również zwalczać osoby i instytucje ustanowione przez Niego, ale nie może uchylić się od odpowiedzialności przed Nim.
Czy wobec tego Jezus jest sługą? Żeby zaprzeczyć, wystarczy powołać się na Pismo Święte, które z całą oczywistością stwierdza, że Jezus został przez naród żydowski skazany na śmierć nie dlatego, że ogłosił się jego sługą, ale dlatego, że ogłosił się jego Królem (por. Mt 26,63-65; J 19,13-22). Ponadto dogmatem wiary jest, że Pan Jezus przyszedł na ten świat jako Mesjasz, to znaczy jako jedyny Król ziemi i ludzi zarówno z racji swej boskości - Jezus jako Bóg jest Królem całego stworzenia, jak i z racji swego człowieczeństwa, bo także jest Królem jako potomek króla Dawida, któremu Ojciec przekazuje władanie ludźmi. Ten podwójny dogmat wiary nic pozostawia wątpliwości, kim jest Jezus w stosunku do nas, ludzi.
Człowiek, będąc stworzeniem, w relacji do Jezusa jest zawsze sługą. Jezus w relacji do człowieka jest zawsze Panem. Chodzi tu o wyrażenie faktycznej relacji: Pan sługa, Król - poddany. Gdy zamażemy te relacje lub je przeinaczymy, wszystko stawiamy na głowie. Tak więc prawdziwa i właściwa relacja człowieka do Jezusa to sługa- Król (por. J 1,27. 49; 12,26). Wątpliwości mogą rodzić mylnie interpretowane, wyrwane z kontekstu fragmenty Pisma Świętego. W Księdze Izajasza wielokrotnie pojawia się tytuł Sługa Jahwe - tytuł mesjański Pana Jezusa - ale odnosi się on do relacji Jezusa do Boga Ojca, a nie do relacji Jezusa do człowieka. W odniesieniu do Boga Ojca z racji swego człowieczeństwa Jezus był sługą tak jak każdy człowiek żyjący na ziemi. Jasną wykładnią tej prawdy jest hymn chrystologiczny zawarty w Liście do Filipian:

On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
Flp2,6-7

Dlatego tytuł Sługa Jahwe jest prawdziwy, ale tylko w odniesieniu do ziemskiego życia Jezusa, podczas którego wypełnił wolę Ojca, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej (Flp 2,8). Natomiast tytuł ten nie jest adekwatny w odniesieniu do Jezusa przebóstwionego, po objęciu przez Niego formalnej władzy i tronu Króla wszechświata, o czym dobitnie świadczy ostatni fragment wspomnianego hymnu:

Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył
i darował Mu imię ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano
istot niebieskich, ziemskich i podziemnych
i aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest PANEM
ku chwale Boga Ojca.
Flp 2,9-11

Fragment ten staje się jeszcze bardziej dobitny, gdy uwzględnimy, że Chrystus to Król: a Pan to Bóg (zob. przypis do w. 11 w BT).

Jednakże w duchu doktryny liberalnej, która za wszelką cenę chce zniszczyć porządek świata ustanowiony przez Boga, wszystko się przeinacza, wykorzystując na rzecz argumentacji każdy pozór prawdy, oprócz samej prawdy. Aby umotywować tytuł Jezus sługa w relacji do człowieka, wykorzystuje się fakt, że w Ewangeliach Jezus ukazuje się jako ten, który służy (por. Mt 20,28). Choć fakt, że Jezus służy, nie umniejsza Jego władzy i godności Króla, bo czym innym jest status społeczny - sługa, a czym innym czynność - służyć (por. J 13,13), to ten fakt wykorzystuje się dziś, by pod pozorem prawdy przestawić bieguny relacji między Jezusem a człowiekiem. Celowo zaciera się różnice znaczeniowe tych dwóch różnych pojęć (sługa i służyć), by móc wysnuć fałszywy wniosek, że Jezus jest sługą człowieka. Jezus wobec człowieka nie jest sługą, ale mu służy i uczy ludzi wzajemnie sobie służyć, bo taki porządek płynący z miłości został przez Boga, który jest miłością, ustanowiony w świecie. Właśnie w zafałszowywaniu prawdy o Jezusie Królu i w przewracaniu do góry nogami tego porządku przejawia się dziś bunt ludzi - Jezusa ukazuje się jako sługę, a człowieka jako kreatora, pana życia, praw, prawdy i egoistycznych przywilejów. Dziś to nie Bóg, a człowiek wyznacza cele, ku którym kieruje dzieci, młodzież i całe społeczeństwa. Buntownicy, poczynając od Sanhedrynu aż do dzisiaj, widzą w Jezusie tylko człowieka. Nie widzą w Nim Boga-Króla, któremu trzeba służyć, ale sługę, narzucając chytrze wierzącym w Niego rolę sług - tak sprzeczną z naszym powołaniem - w jednej wspólnocie z inaczej wierzącymi, niewierzącymi, a zwłaszcza wobec obecnych "panów świata".

Nie ma rzeczy bardziej niebezpiecznej, jak zamazywanie prawdy o Jezusie przez ukazywanie Go dziś ludziom jako sługę, zamiast jako Króla. W ten sposób przesłania się światło Objawienia Starego i Nowego Testamentu, niszczy się zamysł zbawczy Boga, by wszelkie stworzenie uznało w Jezusie swego Króla - warunek ocalenia.
Dziś duch liberalizmu także w nauczaniu Kościoła powoduje, że bezgraniczne uniżenie Boga (Wcielenie) i Jego ogromny wysiłek zbawczy (krzyż), aby nas uratować od niewoli diabła, są rozumiane w sposób naturalistyczny - widzi się Jezusa jedynie przybitego do krzyża, jedyną koroną, która powinna zdobić Jego głowę, jest korona cierniowa, a rolą, jaką ma pełnić wobec ludzi, jest rola sługi (całkiem jak w kabale żydowskiej: człowiek w centrum i na piedestale, a Bóg w roli pomocnika, zależny od woli człowieka). Trzeba zdawać sobie sprawę z ogromu niebezpieczeństwa płynącego z tej teologii skażonej modernizmem, którą przekazuje się obecnie klerykom w seminariach. Efekt tej formacji jest podobny do efektu wychowania janczarów w Imperium Osmańskim; zamiast walczyć o prawa Jezusa Króla i w obronie Jego Królestwa, walczy się z Intronizacją Pana Jezusa na Króla Polski i zwalcza się koncepcję Polski Chrystusowej.

Źródła buntu

Przejdę teraz do omówienia procesów myślowych, które na przestrzeni kilku ostatnich stuleci doprowadziły ludzi do buntu wobec Boga porównywalnego do buntu aniołów. Często spotykamy się z takimi terminami, jak: liberalizm, modernizm, postmodernizm, neoliberalizm. .. To właśnie koncepcje filozoficzne kryjące się za tymi terminami doprowadziły do wyłamania się narodów chrześcijańskich spod władzy Boga i do popadnięcia przez nie w duchową anarchię. Cywilizacja chrześcijańska, która według niektórych źródeł upadła w XV-XVI wieku wraz z nadejściem renesansu, ograniczała swobodę myślenia prawdą objawioną. W średniowieczu obowiązywała scholastyczna zasada autonomii rozumu w granicach wiary, co znaczy, że wolność myślenia dopuszczalna była również jedynie w granicach wiary.
Rzeczą naturalną jest, że rodzice, dzięki władzy rodzicielskiej, chronią dzieci przed popełnieniem życiowych błędów, które mogłyby całkowicie lub choćby częściowo doprowadzić je do samozniszczenia fizycznego albo duchowego. W średniowieczu w państwach chrześcijańskich podobną troską i odpowiedzialnością za naród obarczone były władze kościelna i państwowa wykonujące swój mandat władzy w imieniu Boga. Starano się przy pomocy środków instytucjonalnych nie dopuścić do rozprzestrzeniania się w narodach chrześcijańskich zarazy błędnych nauk lub niemoralnych i dewiacyjnych zachowań, gdyż w jednym i w drugim przypadku zagrożony jest porządek, jak i istnienie społeczeństw. Ponieważ "myśl" uruchamia i ukierunkowuje ludzkie działania, dbano o to, by była ona poddana (ograniczona) prawdom wiary katolickiej.
W cywilizacji chrześcijańskiej dla myśli ludzkiej nieprzekraczalnymi granicami były więc prawdy objawione, dzięki czemu człowiek mógł wzrastać bezpiecznie w mistycznym poznaniu Boga, siebie i świata stworzonego. Całe Pismo Święte ostrzega, że za tymi granicami ciągną się w nieskończoność konstrukcje myślowe, które wyprowadzają ludzi poszukujących sensu życia, mocy, chwały i szczęścia poza Bogiem na bezdroża herezji i okultyzmu. Dlatego w trosce o uchronienie społeczeństwa przed popadnięciem w pułapkę błędnego myślenia, zwłaszcza przez dzieci i młodzież, najłatwiej ulegające zwodzeniom, ograniczano swobodę myśli ludzkiej prawdami objawionymi tak, aby człowiek bezpiecznie mógł kroczyć do wieczności drogą, którą jest Chrystus.
Jak długo w danym narodzie przestrzegano zasady autonomii rozumu w granicach wiary, tak długo Jezus Król faktycznie nad tym narodem panował. Jednakże już od XIII wieku w narodach chrześcijańskich gwałtownie rozrasta się "wywrotowe podziemie" przekonań, praktyk i organizacji. Powstające związki były tajne, głęboko zakonspirowane bramami wtajemniczenia, próbujące, jak komórki rakowe organizm, opanować przede wszystkim struktury władzy, ekonomii i kultury narodów chrześcijańskich. Do naj groźniejszych prądów myślowych i organizacji tamtego okresu zaliczyć trzeba gnozę, mesjanizm żydowski, a zwłaszcza kabałę żydowską i gnostyckie związki katarów, templariuszy, różokrzyżowców oraz im podobne. Wszystkie je charakteryzuje wrogość do wierzeń, praktyk i moralności chrześcijańskiej oraz łączy wspólna strategia zmierzająca do pozbawienia Jezusa Króla władzy nad narodami przez zniszczenie papiestwa i monarchii katolickiej - wykonawców Jego władzy. Ludzie hołdujący tym prądom myślowym i organizujący się w różnych tajnych grupach uprawiali kult wolności wyznaniowej i kult wolności myśli (tzw. wolnomyślicielstwo), tworząc tym samym podwaliny pod liberalizm filozoficzny.

Potężnym sojusznikiem tych organizacji, aczkolwiek nieświadomym, był islam, wyniszczający w ustawicznych wojnach potęgę militarną i ekonomiczną wielu państw chrześcijańskich. Ogromnym ciosem dla całej cywilizacji chrześcijańskiej był upadek Cesarstwa Wschodniego pokonanego przez muzułmanów w 1453 roku. Dzieła zniszczenia dopełniła reformacja Marcina Lutra, zapoczątkowana w roku 1517. M. Luter uderzył w same fundamenty cywilizacji chrześcijańskiej, tj. w autorytet Kościoła hierarchicznego, negując główne kanony wiary, Tradycję oraz władzę papieży, promując natomiast subiektywizm i relatywizm poznawczy. Duch buntu połączył z protestantami ukryte dotąd antychrystusowe siły pod hasłami humanizmu oświeceniowego, by rozerwać ziemskie Królestwo Jezusa. Państwa, które przeszły na protestantyzm, będą umożliwiać swobodny rozwój wszelkim tajnym organizacjom, zwłaszcza masonerii, wszak cel był dla nich wspólny: zniszczyć Kościół katolicki.
Humanizm czasów nowożytnych nie tylko zapisał w dziejach świata może najtragiczniejszą kartę przemocy i deprawacji, ale wyprowadzając myśl ludzką poza granice Objawienia, wyrwał wiele narodów spod władzy Boga. Poza Bogiem są tylko nieprzeniknione ciemności, pośród których na ludzi błądzących poluje szatan (por. lP 5,8), zamieniając ich w potwory podobne sobie. Wystarczy przywołać na pamięć rewolucję francuską (1789-1794), dzieło masońskiej myśli oświeceniowej uwieńczone okrutną kaźnią około miliona osób, czy siostrzaną jej myśl marksistowską, owocującą przez ostatnie sto lat prześladowaniami Kościoła, bestialstwem i hekatombą setek milionów ludzi złożonych w ofierze diabłu najpierw w bolszewickiej Rosji podbitej przez żydowskich rewolucjonistów, a potem w większości krajów świata. O podobnych osiągnięciach wolnomyślicieli oraz o tych na ogół nie zauważanych, bo powodujących na przestrzeni wieków śmierć duchową setek milionów ludzi, świadczą różne opracowania historyczne (poleciłbym np. książkę Czerwone karty Kościoła G. Kucharczyka).
Odrodzenie, obejmujące okres od XIV do XVI wieku, uczyniło pierwszy poważny wyłom w teocentrycznej (gr. Theos - Bóg; Bóg w centrum) filozofii średniowiecznej, ukierunkowując myśl ludzką na złudne poznanie godności i wartości osoby w świetle pogańskiej (demonicznej) kultury greckiej i rzymskiej. Odwrót myśli ludzkiej od Objawienia i od Boga rozpoczął się niepostrzeżenie, jednakże systematycznie naratał. Następny krok ku ateistycznej filozofii człowieka uczynił Kartezjusz (Rene Descartes, 1596-1650). W jego filozofii to nie Bóg, a człowiek znalazł się w centrum zainteresowania, a za kryterium prawdy uznał on subiektywną myśl ludzką (racjonalizm). Słynna jego dewiza - Cogito ergo sum (myślę, więc jestem) - nobilitowała wolnomyślicielstwo, stawiając wolność myśli ludzkiej na szczycie wartości w miejsce prawdy objawionej. Filozofia Kartezjusza uważana jest za przełomową w historii myśli ludzkiej i stanowiła podłoże, na którym żywiołowo rozwijać się będzie XIX-wieczny liberalizm, dając "naukowe" uzasadnienie buntu człowieka wobec Boga.

Liberalizm

Czym w swej istocie jest liberalizm, trudno określić, gdyż na przestrzeni kilku ostatnich stuleci zrodził on wiele nurtów myślowych, często wzajemnie się wykluczających. Rzeczą charakterystyczną dla liberalizmu filozoficznego, którego korzenie sięgają już średniowiecza, a ukształtowanego zwłaszcza pod wpływem XVIII-wiecznych encyklopedystów francuskich, będących zarazem tutorami masonerii,
jest jawny duch buntu przeciw Bogu i Kościołowi. Z tego źródła zatrutego nienawiścią do Objawienia obficie czerpali i czerpią ideologowie takich systemów, jak: demokracja, marksizm, socjalizm, bolszewizm, faszyzm, kapitalizm, globalizm, zawsze stawiając człowieka na ołtarzu kultu jego wolności i rozumu. Obecnie katastrofalne wpływy liberalizmu przenikają całą złożoną strukturę współczesnego świata, tak w wymiarze świeckim, jak i sakralnym. Pominę jego wpływ na poszczególne dziedziny rzeczywistości ludzkiej, jak np. na ekonomię, którą według niego skutecznie tworzy tylko niczym nie skrępowany egoizm wolnego rynku, tzw. niewidzialna ręka rynku Adama Smitha, XVIII-wiecznego szkockiego liberała ekonomisty. Pominę też zgubny wpływ liberalizmu na państwo (realizuje zasadę: Jak najmniej państwa, aż do jego zaniku przez prywatyzację za wszelką cenę przemysłu i bankowości, niszczenie mediów publicznych, służby zdrowia, partii narodowych itd.), a także jego dążenie do likwidacji instytucji rodziny (np. przez pozbawianie rodziców wpływu na dzieci). Natomiast ukażę wpływ liberalizmu na religię, gdyż w konfrontacji z nią najwyraźniej uwidacznia się jego zło.
Liberalizm jest nie do pogodzenia z religią katolicką choćby już z uwagi na swe podstawowe założenie, że istnieje nieskończona wielość prawd, a wszystkie są subiektywne, stając w ten sposób w opozycji do obiektywnej i absolutnej Bożej prawdy objawionej. Według wybitnego znawcy liberalizmu, ks. Feliksa Sarda (Liberalizm jest grzechem, Poznań 1995) system ten cechuje:

1. Absolutna wolność myśli w polityce, moralności i religii - w tej zasadzie chodzi o całkowitą niezależność ludzi od prawd i praw objawionych przez Pana Boga. Zasada ta w praktyce sprowadza się do tego, że np. religii katolickiej może uczyć ateista lub wyznawca hare kriszna; że człowiek decyduje wbrew prawu naturalnemu i Bożemu, czy dziecko nienarodzone ma prawo do życia, czy też nie; że to nie Bóg objawia, ale rozum ludzki decyduje, czy jest piekło, czy go nie ma itd. Odrzucenie prawd objawionych równa się odrzuceniu Boga i dlatego narzucane obecnie normy regulujące życie wielu społeczeństw są demoniczne.
2. Absolutna suwerenność jednostki wobec Boga i Jego praw ta zasada skutkuje tym, że np. w USA za wymaganie przez rodziców od dzieci niepełnoletnich postępowania według przykazań Bożych, odbiera się rodzicom prawa rodzicielskie. Jej konsekwencją są tysiące innych rozwiązań prawnych, które, jak trujące opary, duszą życie nadprzyrodzone w ludziach.
3. Absolutna suwerenność społeczeństwa - jego niezależność od wszystkiego, co nie pochodzi od niego samego. Zasada ta oznacza, że Bóg nie może mieć żadnej władzy nad społeczeństwem, które jest zależne tylko od ludzkich ustaleń, decyzji i władzy, np. od Komisji Trójstronnej, Komisji Europejskiej czy od Rady Mędrców, do której należy między innymi Lech Wałęsa. Jest to zasada absolutnego buntu wobec Boga, która owocuje tzw. laickością państwa, jego rozdziałem od Kościoła; matka wszystkich rewolucji profanujących przede wszystkim sprawy Boże.
4. Absolutna suwerenność obywatelska od wszystkiego, co nie jest wolą ludu - wyrażona w powszechnych głosowaniach i w większości parlamentarnej. Zasada ta nie jest przywilejem, a surową restrykcją ograniczającą wolność obywateli. Zgodnie z nią nawet nieformalny wpływ Kościoła na społeczeństwo może być w każdej chwili zabroniony, tak jak to już czyniono w Rosji sowieckiej, gdzie surowo karano nawet za posiadanie książeczki do modlitwy. Dzięki tej zasadzie uzyskuje się możliwość instrumentalnego wykorzystania ustroju demokratycznego, zawłaszczonego przez światową oligarchię finansową, do przejęcia globalnej (absolutnej) władzy nad światem. Poprzez telewizję, radio i prasę, będące w ich posiadaniu, narzucają społeczeństwu swą wolę, a także przez uzależnienie od ekonomii polityków, całkowicie kontrolują uchwalane przez nich prawo niemal w każdym tzw. demokratycznym państwie na świecie.

Widzimy więc, że liberalizm jest nie tylko absolutnym buntem wobec Boga, wobec Jego władzy i wobec Jego praw, które są obiektywne, sprawiedliwe i niezmienne, ale, że jest najbardziej wyrafinowanym z dotychczasowych totalitaryzmem, niosącym ludzkości niewyobrażalną w skutkach niewolę fizyczną i duchową. Trzeba przy tym pamiętać, że jego piewcy, podobnie jak antyczne Syreny, przemawiają językiem zdolnym uwieść masy ludzkie, bo strojnym w piękne hasła i piękne obietnice. Dzięki oszustwu tę właśnie ideologię liberalizmu wyznaje dzisiejszy świat, dowodzony przez mesjanistów żydowskich i przez masonerię - establishment światowy jednoczący wszystkich wolnomyślicieli pod sztandarem Lucyfera. Liberalizm jest nie tylko sprzeczny z Bożym porządkiem świata, ale sam zastępuje Boga i wiarę. Dlatego z samej swej istoty, będąc formą absolutnego buntu wobec Boga, jest grzechem śmiertelnym.
Liberalizm jest grzechem śmiertelnym także z tego powodu, że jest herezją na płaszczyźnie doktrynalnej, ponieważ jest zaprzeczeniem prawd objawionych przez Boga - podważa i niszczy wszystkie dogmaty wiary katolickiej, narzucając ludzkości w zamian własny, absolutny i nienaruszalny, obwarowany poprawnością polityczną dogmat o wolności myśli. Jest także herezją na płaszczyźnie praktycznej, ponieważ prowadzi do podeptania wszystkich Bożych i kościelnych przykazań. Głoszona przez liberalizm wolność myśli, to wolność niszczenia tego, co Bóg uczynił, stając się człowiekiem, wszystkiego, co Bóg objawił, przychodząc do nas, aby nas uratować. Wolność, pojmowana w opozycji do Boga i Jego prawa, stwarza sytuację niezwykle groźną, bo społeczeństwo, które zostało uformowane w ten sposób, staje do walki z Bogiem, usuwając ze swego życia sacrum. Liberałów cechowała zawsze ogromna wrogość do Kościoła, gdyż liberalizm jest swoistym objawieniem przez złego ducha antyprawd. Tą ideologią przewrotności posługuje się przede wszystkim żydomasoneria, dążąca do przebudowy w jej duchu porządku świata. To, co dzieje się obecnie na świecie, jest wynikiem tych działań. Tam, gdzie nie ~a Boga, nie ma też prawdy, sprawiedliwości, praworządności, a w ich miejsce panuje fałsz, egoizm i chaos. Dla wszystkich dzisiejszych wolnomyślicieli, niezależnie od tego, czy nazywają się prawicą czy lewicą polityczną, liczy się tylko ich niczym nieskrępowana pycha, by być jak Bóg i zająć miejsce Boga.

Reakcja Kościoła

Papieże bardzo wcześnie spostrzegli nadciągające zagrożenie, bo już pisma Kartezjusza znalazły się na kościelnym indeksie ksiąg zakazanych. Jednakże prawdziwa bitwa w obronie porządku Bożego w świecie rozgorzała z chwilą oficjalnego ujawnienia się masonerii (1717 r.) jako organizacji przesiąkniętej ideologią liberalizmu i skupiającą wokół siebie wszystkie siły antychrystusowe i antykościelne. Papież Klemens XII już w 1738 roku uroczyście potępił masonerię i zabronił katolikom wstępowania w jej szeregi. Z czasem nastąpiły coraz bardziej bijące na alarm wypowiedzi kolejnych papieży: o zagrożeniu wiary chrześcijańskiej przez masonerię - Benedykt XIV; o podszywaniu się masonerii pod chrześcijaństwo, a zarazem szerzeniu racjonalizmu, obojętności religijnej, o ośmieszaniu obrzędów kościelnych i szerzeniu rozwiązłości - Pius VII; o dążeniu do całkowitego zniszczenia Kościoła, przez rozpętanie m.in. rewolucji francuskiej - Leon XII; o otwarciu drogi do wszelkiej zbrodni, bo prawem ich nieprawda, ich bogiem szatan, a obrzędem bezecność - Pius VIII.
Papież Grzegorz XVI widzi w masonerii główną przyczynę wszystkich klęsk ziemi i królestw i określa ją ściekiem nieczystym wszystkich sekt, a Pius IX nazywa masonerię bezbożnym i stronniczym stowarzyszeniem, które chce zniszczyć Kościółi społeczeństwo. Papież Leon XIII w 1884 roku w encyklice Humanum genus przypomina, że grzech dzieli ludzkość na dwie części: jedna dąży do ustanowienia w świecie Królestwa Bożego, druga do zapanowania królestwa szatana, i stwierdza, że masoneria jest potężnym pomocnikiem królestwa szatana, jest organizacją osób używających sprytnie pozorów, przybierając maskę literatów i mędrców, którzy gromadzą się dla celów naukowych, mówią stale o swym zaangażowaniu dla cywilizacji, o tym, że ich jedynym pragnieniem jest polepszać warunki życia narodów, a w istocie ujarzmiają ludzi jak niewolników i posługują się ludźmi w ten sposób ujarzmionymi, by zapewnić bezkarność swoich zbrodni. Masoneria - stwierdza Leon XII - pragnie zastąpić chrześcijaństwo przez naturalizm, prześladując z nieubłaganą nienawiścią Kościół i kler, nauczanie chrześcijańskie, a zwłaszcza papiestwo, dąży do tego, aby ludzie sycili się nieograniczoną wolnością grzechu, podejmuje wysiłki wprowadzenia nauczania świeckiego, rozpowszechniania zepsucia obyczajów i budowania ateizmu państwowego.

Podobnie jak masonerii, dużo miejsca w dokumentach Kościoła papieże poświęcili wprost liberalizmowi. Poddali go totalnej krytyce, określając go we wcześniejszym okresie innymi terminami, takimi jak: indyferentyzm, racjonalizm, "zgubna wolność". Głównymi dokumentami poświęconymi tym zagadnieniom są encykliki: Mirari vos Grzegorza XVI, Quanta cura Piusa IX, lmmortale Dei Leona XIII, Notre charge apostolique św. Piusa X.
To, co w dokumentach tych obejmowano nazwą" liberalizm" lub jego synonimami, zostało potępione głównie ze względu na: 1. odrzucenie prawa Bożego jako podstawy ustroju społeczeństw i państw; 2. głoszenie hasła oddzielenia Kościoła od państwa; 3. szerzenie poglądu o całkowitej wolności i równości w sprawowaniu kultu publicznego dla wyznań niekatolickich; 4. odbieranie Kościołowi prawa do korzystania z sankcji urzędowej; 5. naturalistyczno-racjonalistyczną interpretację prawa; 6. negowanie uprawnień Kościoła w dziedzinie wychowania i edukacji oraz zawłaszczenie ich przez laickie państwo; 7. ścisły związek ugrupowań liberalnych z działalnością rewolucyjną i konspiracyjną stowarzyszeń masońskich i para-masońskich (jak karbonaryzm) - (J. Bartyzel, Krytyka liberalizmu, [w:] Encyklopedia Bialych Plam, t. XI, Polwen, Radom 2003, s. 1 19).

Liberalizm w Kościele i jego skutki

Mimo tych pełnych dramatyzmu papieskich ostrzeżeń, masoneria coraz skuteczniej infiltrowała stan duchowny, a w jej szeregach nierzadko można było spotkać kardynałów, biskupów i duchownych. Ci z kolei przenosili liberalizm do nauczania kościelnego, tworząc nowy nurt myślowy zwany liberalizmem katolickim. Jak pod wpływem tego nurtu chwiała się teologia, świadczy encyklika Quanta cura ogłoszona przez Piusa IX w 1864 roku, potępiająca liberalizm katolicki z jego błędnymi naukami. Dołączony do encykliki Syllabus errorum zawiera wykaz 80 tez potępionych przez papieża, a szerzonych w Kościele przez liberałów. Prof. Jacek Bartyzel, znakomity znawca tego problemu, wymienia kilka celów, jakie sobie stawia do osiągnięcia liberalizm katolicki:
l. Demitologizacja Ewangelii - jest to forma egzegezy biblijnej podważająca autentyczność opisanych w Ewangeliach scen z życia
Jezusa i dokonanych przez Niego cudów przez odrzucenie ich nadprzyrodzonego wymiaru, a jedynie uznająca to, co da się wytłumaczyć naturalistycznie i racjonalnie.
2. Relatywizacja dogmatów przez ich racjonalizację - jest to zakwestionowanie Bożego Objawienia jako prawd stałych i niezmiennych, bo nie Pan Bóg, a rozum ludzki ma decydować, co jest prawdą.
3. Sprowadzenie prawd wiary do symboli - jest to zakwestionowanie rzeczywistości prawd objawionych, a zwłaszcza sakramentów. Np. uważa się, że Eucharystia nie uobecnia Pana Jezusa w sposób realny i rzeczywisty, a jedynie w sposób symboliczny.
4. Sprowadzanie prawd wiary do mglistego uczucia religijnego - jest to zacieranie różnic pomiędzy prawdą objawioną a herezją i pomiędzy religią objawioną a pseudo-religiami, np. New Age.
Widać z powyższego, że liberalizm katolicki i ateizm różnią się tym, że ateizm od razu odrzuca wiarę w Boga, a liberalizm katolicki truciznę niewiary w Boga wsącza w teologię stopniowo. Ponadto liberalizm katolicki stawia sobie za cel demokratyzację Kościoła i jego otwarcie na nowoczesność - Kościół otwarty, to Kościół liberalny promowany w Polsce przez niektórych biskupów, kapłanów, Tygodnik Powszechny, Gazetę Wyborczą itp.
Całokształt powyższych zjawisk forsowanych przez liberalizm w Kościele określa się mianem modernizmu. Tamę modernizmowi w teologii próbował już położyć święty papież Pius X, który potępił go w roku 1907 encykliką Pascendi Dominici gregis, a następnie w roku 1910 wprowadził wymóg przysięgi anty-modernistycznej obowiązującej księży nauczających teologii. Z perspektywy czasu widać, że Syllabus Piusa IX i przysięga antymodernistyczna Piusa X jawią się jako mury obronne, którymi papieże otoczyli ludzi wierzących, aby bronić Kościół przed przenikaniem do jego wnętrza liberalizmu.
Podczas Soboru Watykańskiego II (1961-1965) mury te zostały rozebrane ,,rękoma" obradujących ojców soborowych i pomagających im ekspertów. W czasie Soboru liberalizm szerokim strumieniem wlał się do Kościoła i na stałe zadomowił się w teologii, a w dwa lata po Soborze wymóg przysięgi anty-modernistycznej został zniesiony. Pan Jezus powiedział, że drzewo poznaje się po owocach, a jednym z najtragiczniejszych owoców Soboru Watykańskiego II była detronizacja Jezusa Króla z tronu narodów chrześcijańskich i zgoda na pozbawienie Go władzy nad nimi.

Ponadto Sobór, choć nie był soborem dogmatycznym, a pastoralnym, to jednak zachwiał wieloma dogmatami, kładąc na nie cień liberalnej interpretacji. Do innych złych owoców należałoby zaliczyć protestantyzację i demokratyzację Kościoła oraz fałszywy ekumenizm i fałszywy dialog - fałszywe, bo oparte o kompromis, którego nie zna Ewangelia. Aby zobrazować zło tego kompromisu, posłużę się porównaniem prawdy i fałszu do światłości i ciemności. Otóż światłość i ciemność wzajemnie się wykluczają, ale można je próbować połączyć za cenę przyciemnienia trochę światłości i rozjaśnienia nieco ciemności. W miejscu ich połączenia uzyskuje się półmrok, w którym ludzie jednak bezustannie będą błądzić, nie widząc już, gdzie jest prawda, a gdzie fałsz.

Czy nie jest to obraz sytuacji Kościoła posoborowego, w który w sposób wymowny wpisuje się omawiane stanowisko Episkopatu Polski? Dziś dla biskupów to, o co walczyli bohaterscy papieże XIX i XX wieku, do Piusa XII włącznie, tj. o rzeczywiste panowanie Jezusa Króla nad narodami, jest uprawianiem polityki i jako takie uważane za naganne. Być może Episkopat Polski nie widzi już dość jasno prawdy objawionej o wszechmocy i wszechwładzy Jezusa Króla nad światem i nad Polską, a raczej widzi Jezusa odartego z nadprzyrodzoności i zredukowanego przez modernizm do kondycji sługi, skoro wydał omawiany komunikat.
Brak logiki, jaki cechuje liberalizm, został doskonale wyrażony przez omawiającego stanowisko Episkopatu ks. bpa Stanisława Budzika, który posługuje się stwierdzeniami przeczącymi sobie. Mówi bowiem: ..Jest wpisana w tradycję Kościoła, tak samo cześć Chrystusa Króla Wszechświata, ale (uwaga!) na dzisiejsze czasy - wyjaśnił sekretarz Episkopatu – najpiękniejszym jest (..) obraz Chrystusa Sługi. Oznacza to, że, choć w Kościele czci się Chrystusa Króla Wszechświata, to dla Episkopatu z uwagi ,,na dzisiejsze czasy" najpiękniejszy (najwłaściwszy) jest obraz (tytuł) Jezusa Sługi. W duchu tej przedziwnej retoryki ks. Biskup dalej wyjaśnia: A jeśli mówimy o Królestwie Chrystusa, to od razu należy dodać, że Jego Królestwo nie jest z tego świata. W tym stwierdzeniu zawarta jest następna sprzeczność, że ten świat (planeta Ziemia) nie należy do wszechświata, w którym przecież panuje Chrystus - Król Wszechświata. Jednakże właśnie w oparciu o tę sprzeczność ks. bp S. Budzik próbuje uzasadnić, szokujący ludzi wierzących i zdrowo myślących, wcześniejszy wniosek, że w takim razie ogłaszanie Chrystusa Królem Polski jest - zdaniem biskupów - niewłaściwe, niepotrzebne i niezgodne z myślą Episkopatu. Cały ten niezwykle skomplikowany wywód ma bardzo proste przesłanie: Cóż, diabła lepiej nie ruszać, niech liberałowie według swej "myśli" rządzą Polską katolicką, a Kościół niech się zajmie posługą charytatywną!

Ukryte inspiracje buntu

Przy takim stanowisku Episkopatu Polski jest rzeczą zrozumiałą, dlaczego czyni on wszystko, by nie dopuścić do uznania Pana Jezusa Królem Polski. Nie jest jednakże rzeczą zrozumiałą i możliwą do usprawiedliwienia podjęta w tym celu przez Episkopat próba zwiedzenia Narodu Polskiego przez zasłanianie Osoby Pana Jezusa Jego Sercem, by w następstwie zastąpić Intronizację Jezusa Króla Intronizacją Jego Najświętszego Serca. Ta wyrafinowana sofistyka, nie do wychwycenia przez ludzi prostych i szczerze wierzących, zwłaszcza wierzących w szlachetność intencji polskich biskupów, żerująca na ich miłości do Boga, która wyraża się w polskim katolicyzmie wielowiekowym kultem Najświętszego Serca Jezusa, bałamutnie głosi wyłączność Intronizacji Serca Jezusa. Są to działania podejmowane w oparciu o zasadę Klin klinem wybijaj, zmierzające do tego, by ludzie, broniąc Intronizacji Serca Jezusa, sami zwalczali Intronizację Jezusa Króla. Bardziej świadomym usiłuje się wmówić, że dokonując Intronizacji Serca Jezusa, tym samym ( domyślnie) ogłaszają Jezusa Królem Polski. Parodię tego stwierdzenia obrazuje następująca anegdota. Podczas akademii w zakładzie pracy recytowano wiersz Włodzimierza Majakowskiego pt. Wł. Lenin: (...) Mówimy Lenin, a myślimy partia; mówimy partia a myślimy Lenin. Sekretarz partii pyta robotnika, czy ten wiersz zrozumiał. - No pewnie - odpowiada - ja od 40 lat mówię co innego, a myślę co innego. Myślę co innego, a mówię co innego. Jak widać, choć obecnie zmieniła się etykieta, to duch pozostał ten sam.
Podobnym bezsensem jest Intronizacja Pana Jezusa Króla Wszechświata, zalecana jako kolejna alternatywa dla Intronizacji Jezusa Króla Polski. Pan Jezus Królem Wszechświata jest bez naszej zgody. Jako Bóg był nim zawsze, a jako człowiek został nim z woli Ojca. Absurd dokonywania Intronizacji Jezusa Króla Wszechświata ukażę przez porównanie do zamiaru ogłoszenia przez ludzi św. Michała Archanioła dowódcą wojsk niebieskich - to nie ten moment i nie te kompetencje. Tylko z własnych siedzib możemy Jezusa Króla wypraszać lub do nich zapraszać, gdyż na tym polega nasza wolność i odpowiedzialność. Dlatego jako Polacy mamy prawo i obowiązek intronizować Go w naszym Narodzie - oddać Mu tron Polski, ogłosić Jezusa naszym Królem. Od tego właśnie aktu Pan Bóg uzależniał niegdyś ocalenie narodu żydowskiego, a dziś uzależnia ocalenie Polski i innych narodów.
Temat dotyczący odmienności Intronizacji Serca Jezusa od Intronizacji Osoby Jezusa Króla wymaga szerszego omówienia, ale dla zrozumienia tej kwestii wystarczy stwierdzić, że Intronizacja Najświętszego Serca Jezusa praktykowana w Kościele od stu lat jest jak najbardziej poprawna tak długo, jak długo zgodnie z teologią duchowości i Tradycją odnosi się wyłącznie do kultu Serca Jezusa. W tym ujęciu słowo "intronizacja" jest metaforą, która wyraża akt wywyższenia Serca Jezusa poprzez praktykę poświęcenia się Jego Sercu i nic ponadto!
Natomiast Intronizacja Serca Jezusa rozumiana jako Intronizacja Osoby Jezusa Króla jest błędem semantycznym, logicznym i ontologicznym, dziwolągiem natarczywie lansowanym przez o. Jana Mikruta na falach Radia Maryja, jezuitów, tzw. Wspólnoty Intronizacji Najświętszego Serca Jezusa pod szczególnym patronatem biskupów liberałów; jest propagandą uprawianą, aby osiągnąć powyżej wskazany cel.
Słowo "intronizacja" w sensie właściwym i bezpośrednim odnosi się do osoby króla i oznacza objęcie przez niego tronu (władzy) danego państwa. Jakkolwiek byłyby to duchowe rządy Pana Jezusa nad Polską, po dokonaniu przez Naród Jego Intronizacji, to i tak nadałyby ustrojowi Polski nowy wymiar, zgodny z porządkiem ustanowionym przez Boga w stworzonym przez Niego świecie. Należy postawić pytanie: Skąd w Kościele bierze się ten lęk przed uznaniem władzy Jezusa Króla nad naszym Narodem?

Niezależnie od tego, czy nazwiemy Kościół posoborowy otwartym, modernistycznym, postępowym czy liberalnym, to wspólnym mianownikiem tych wszystkich określeń jest demokracja. Aby zrozumieć, z czego wynika omawiane stanowisko biskupów, należy uwzględnić, że w Kościele - zwłaszcza w mentalności pasterzy - zaszły głębokie przemiany związane z demokratyzacją Kościoła. Ponieważ cały świat, oprócz niektórych krajów muzułmańskich, Korei Płn. i Chin, uważa demokrację za niepodważalny przejaw godności osoby ludzkiej, jej wolności i wyraz jej naturalnych, niezbywalnych praw, uznano również za konieczne wprowadzenie zasad demokratycznych w życie Kościoła, a przynajmniej wśród ludzi Kościoła panuje powszechne przyzwolenie i współdziałanie w tworzeniu demokratycznego ustroju państwa.

Jeśli akceptuje się demokrację jako system polityczny władzy, warto poznać jego filozoficzne podstawy, które dla zwykłego obywatela są niewidoczne, a których założenia są nie do pogodzenia z władztwem Boga i dlatego w skutkach prowadzą nieuchronnie ludzi i narody do otwartego i uporczywego buntu przeciw Niemu.
Nie wnikając w bardziej skomplikowane założenia filozoficzne demokracji, jak umowa społeczna, materializm, ewolucjonizm, odrzucenie prawdy o grzechu pierworodnym, zaprzeczenie istnienia osobowego zła, jak również istnienia piekła, ukażę korzeń buntu systemu demokratycznego tylko w jednym, najważniejszym wymiarze. W świetle prawdy objawionej Bóg, będąc jedynym i absolutnym Władcą ludzi, daje nam do przestrzegania swe prawo i zobowiązuje nas do pełnienia swej woli, co oczywiście siłą rzeczy ogranicza naszą wolność, jeśli chcemy ją pełnić. Przez blisko dwa tysiące lat dla chrześcijan Bóg był jedynym źródłem władzy, która na narody spływała w sposób uporządkowany, tj. hierarchiczny. Ilustracją władztwa Boga może być piramida: władza Boga stanowi najwyższy punkt piramidy i spływa hierarchicznie aż po jej podstawę przez desygnowanie przez Boga władzy osobom, które w Jego imieniu rządzą daną społecznością. Formuła słowna tego modelu władzy brzmiała: Omnis potestas a Deo - cała władza płynie od Boga.

Filozofia polityczna demokracji całkowicie odrzuciła tę prawdę, ogłaszając w jej miejsce nową formułę: Omnis potestas a populo - cała władza pochodzi od ludu, tzn. że jedynym źródłem władzy nie jest Bóg, a lud. Absolutnym i jedynym źródłem władzy są ludzie - to stwierdzenie stanowi istotę demokracji, ono przywraca człowiekowi "zagarniętą" przez Boga godność i wolność. W tym twierdzeniu objawia się istota buntu dzisiejszej ludzkości wobec Boga. Gdybyśmy chcieli tę demokratyczną wizję władzy przedstawić graficznie, to należałoby odwrócić piramidę szpicem w dół - u góry znajdzie się jej podstawa wyobrażająca lud - źródło absolutnej władzy, którą lud desygnuje wybranym przez siebie przedstawicielom, aby pełnili jego wolę. Na samym dole w hierarchii władzy znajdzie się Bóg, który, stojąc najniżej, może być tylko sługą.
Przez polskich biskupów ta prawda jest jeszcze głoszona nieśmiało, jakby z pewnym zażenowaniem, bo niełatwo jest zaprzeczyć dwu tysiącletniej Tradycji. Stąd w tej wypowiedzi są jeszcze niedomówienia i brak precyzji użytych sformułowań. Jednakże duch demokracji już wyraźnie wystawia rogi w tym kolegialnym (demokratycznym) stwierdzeniu, że ogłaszanie Chrystusa Królem Polski jest niewłaściwe, niepotrzebne, niezgodne z myślą Episkopatu, gdyż zgodnie z zasadami demokracji wolnomyślicielstwo biskupów jest ważniejsze od Objawienia.
Pocieszam się tylko myślą, że to stanowisko mogło zostać narzucone przez wąskie grono biskupów liberałów, którzy mają bardzo silną pozycję z tej racji, że są lansowani, popierani i bronieni przez światowych globalistów, kontrolujących obecnie władzę nad światem.

Śmiertelne żniwo

Antropocentryzm (od gr. antropos - człowiek; człowiek w centrum), który charakteryzuje teologię Soboru Watykańskiego II, zaciera rozróżniającą granicę między herezją a prawdą, między katolikami a wyznawcami innych religii, między wierzącymi a niewierzącymi, między służącymi Bogu a diabłu, między prawicą polityczną a lewicą, a w konsekwencji między zbawieniem a potępieniem. Wpisuje się wiernie w filozofię oświeceniową detronizującą Boga, a na tron sadzającą każdego człowieka bez względu na to, czy jest dobry, czy zły; czy jest moralnie czysty, czy zepsuty; czy jest godny, czy nie Jezusowi rozwiązać rzemyk u sandałów (J 1,27). Ludzi widzi się poprzez
pryzmat haseł rewolucji francuskiej - równość, wolność, braterstwo
przypisując im godność, prawa i przywileje wynikające z samej natury ludzkiej, wymyślonej przez masona-liberała Jana Jakuba Rousseau. To nie Bóg, a człowiek stał się drogą Kościoła; człowiek wirtualny, oderwany od ewangelicznej prawdy o nim. Nic więc dziwnego, że w miarę upływu czasu Kościół, idąc drogą człowieka, coraz bardziej oddala się od Boga.
Od strony rzeczywistości duchowej świat i całą ludzkość można porównać do stadionu. Wyobraźmy sobie, że jest on tak rozległy, jak cała Azja, a stopnie trybun liczą po kilkaset kilometrów szerokości. Zalegają na nim nieprzeniknione ciemności. Każdy człowiek z płyty stadionu musi rozpocząć wędrówkę w górę trybuny, po jej stopniach. Tylko w jednym miejscu na cokole trybuny znajduje się brama, a za nią tron Jezusa Króla, od którego poprzez bramę, po stopniach aż na płytę stadionu płynie struga złotego światła. Światło tronu, bramy i strugi jest nadprzyrodzone i aby je zobaczyć, trzeba mieć klejnot Króla, zwany też depozytem wiary lub pierścieniem pasterza. Tylko patrząc przez klejnot Króla, widzi się strugę światła. Ponieważ klejnot Króla został dany pasterzom, to oni mają iść na przedzie i wskazywać drogę ludziom ochrzczonym ruszającym z płyty stadionu. Droga w górę jest uciążliwa i niebezpieczna. Wzdłuż niej na poszczególnych stopniach stadionu ulokowali się kapłani fałszywych religii i przywódcy fałszywych ideologii. Zarzucają oni sieci na ludzi idących drogą światła lub zapraszają ich do dyskusji, a czasem wabią przekupstwem czy straszą groźbami. A co najgorsze - potrafią na moment rozświetlić swój stopień światłem fałszywych obietnic, które wszyscy ludzie idący drogą światła sami dostrzec potrafią. Jednakże zejście z drogi światła i wybór innej, to droga donikąd, bo można przez całe życie iść wokół stadionu, wciąż do przodu, lecz równocześnie coraz bardziej oddalać się od drogi światła. Pozorne światło szybko gaśnie, a przewodnicy po świecie ciemności uczynią wszystko, by upodobnić swe ofiary do siebie samych.
Zgubny wpływ liberalizmu na Kościół polega na tym, że pasterze zamiast patrzeć na świat poprzez klejnot Króla, patrzą na fałszywe światła i nie ostrzegają wiernych przed niebezpieczeństwem zejścia z drogi światła. Często sami postanawiają nawiązać współpracę z ludźmi z upatrzonego przez siebie stopnia i do tego zachęcają wiernych powierzonych ich pieczy. Wielu z nich zamiast piąć się w górę po drodze światła, odchodzi w bok, gdzie pozornie łatwiej i przyjemniej, na drogi, na których panuje zły duch, szybko stając się jego łupem. Tego jednak pasterze zdają się nie dostrzegać, a jeśli fakty są zbyt oczywiste, to wciąż się łudzą, że na innym stopniu będzie lepiej. Na drodze światła zaś coraz mniej pasterzy i coraz mniej wiernych.
W duchu dialogu, ekumenizmu, tolerancji, ziaren prawdy rozsianych po ugorach fałszu gnozy, magii, kabały zachęca się katolików do poznania innych wyznań, filozofii, ideologii, argumentów innych mędrców. Wmawia się nam, że ludzi spoza Kościoła trzeba poznać, bo przecież wspólnie mamy budować przyszły świat. Trzeba poznać to, co ma do zaoferowania ciemność każdego stopnia stadionu, bo bez tego nie osiągnie się wolności, równości i powszechnego braterstwa, tyle że w świecie, w którym nie ma Boga.
W dniu 25 stycznia 2009 roku w Programie 1. Polskiego Radia w czasie audycji dla dzieci, która w niedzielę jest transmitowana przed godziną 8, usłyszałem, jak prowadząca tę audycję pani teolog tłumaczyła dzieciom zasady dialogu: Ty musisz przeczytać Koran, ty musisz przeczytać Talmud, aby poznać, jakie wartości tam się znajduj(b bo inaczej nie będziesz obiektywny i nie będziesz cenił innych religii i kultur. Pani teolog wyraźnie martwiła się, że dzieci bez tej wiedzy pozostaną ciasnymi katolikami, fundamentalistami, ksenofobami, homofobami, a nawet antysemitami, a nie daj Boże, by jeszcze coś gorszego z nich nie wyszło, np. patriotyzm i szczera miłość do tradycji i polskiej kultury.

Jezus Król Głową Kościoła

Chrystocentryzm (od gr. Christos *) - Król; Król w centrum) jest pojęciem teologicznym wyrażającym istotę Objawienia i Kościoła. Oznacza ono, że Jezus Król znajduje się w centrum życia i nauczania Kościoła. Kult - chwała, cześć i uwielbienie Jezusa Króla tronującego po prawicy Ojca w niebie - warunkuje życie i nauczanie Kościoła. Jeśli zanika kult Jezusa Króla, Kościół umiera. Dlatego pasterze i wierni nie mogą ani na moment "oderwać wzroku" od Jezusa Króla. Wszystko dla Niego, przez Niego i w Nim - Jezus Król musi znajdować się w centrum modlitwy, apostolstwa, miłości i tęsknoty Kościoła. Jeśli Kościół zapomina o tym co pierwsze, podstawowe i nieodzowne, jeśli nie czci i nie głosi Jezusa Króla, popada w totalną niemoc.
*) Słowo Chrystus nie jest niczym innym, jak greckim tłumaczeniem słowa Mesjasz: pomazaniec, król. Jezus z Nazaretu, ukrzyżowany Syn cieśli, jest tak bardzo Królem, że tytułem Królewskim stało się Jego imię. Nazywając samych siebie chrześcijanami, określamy się sami jako ludzie Króla, jako ludzie, którzy uznają w Nim Króla.", kard. Józef Ratzinger, Służyć prawdzie. Wrocław 1986, s. 368.

Pozwólcie, że te krótkie sformułowania rozwinę bardziej obrazowo. Jezus Król włada dwoma królestwami - Królestwem w niebie oraz Królestwem na ziemi. Jego Królestwo na ziemi to Kościół. Jednakże natury Kościoła nie można zrozumieć poprzez analogię do historycznych królestw ziemskich lub do istniejących obecnie państw. Natura Królestwa Bożego na ziemi, Kościoła, jest duchowa i do jej istoty należy to, że tworzy z Jezusem Królem jedno ciało. On, Jezus Król, jest Głową, Kościół Jego mistycznym ciałem, a poszczególni wierni, tak jak cegły w budowli, są komórkami tego duchowego ciała.
Jezus, Głowa Kościoła, zasiada w niebie na boskim tronie, spod którego nieustannie wypływa rzeka wody żywej, ożywiająca mocą Ducha Świętego każdą komórkę Jego ziemskiego ciała. Wszyscy, patrząc na Kościół, powinni widzieć jego Głowę, Jezusa Króla w chwale nieba. Jest to możliwe, bo Królestwo Jezusa w niebie odzwierciedla się na ziemi w sposób widzialny i materialny: stolicą Królestwa Jezusa na ziemi jest Watykan, jego widzialną głową jest papież zasiadający na tronie chwały, a liturgia Kościoła uosabia i uobecnia wodę życia. Jednakże Królestwo ziemskie Jezusa, Kościół, istnieje, działa, zwycięża tylko mocą i władzą swej niebieskiej Głowy. Zaprzestanie w Kościele kultu Jezusa Króla, dokonanie Jego detronizacji (nawet sama zgoda na nią), to jakby odcięcie ciała od Głowy. To zarazem niewybaczalna zdrada, bo dotycząca istoty tajemnicy Mistycznego Ciała Chrystusa - Kościoła: Wielu powie Mi w o~m dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie ~rzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?". Wtedy oświadczę im: " Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości" (Mt 7,22-23).

Kościół - każdy z nas - mocą i władzą swego Króla ma wyzwalać świat spod panowania złego ducha, niszcząc królestwo ciemności. Dlatego toczy nieustanną walkę z Lucyferem, królem ciemności. W tej walce Kościół zwycięża nie swoją mocą i mądrością, ale mocą i mądrością swej Głowy.

Bez łaski Głowy, mocy i władzy Jezusa Króla, Kościół nie miałby szans na pokonanie króla ciemności. Dlatego Lucyfer dąży, aby Kościół oderwał się od swej niebieskiej Głowy, bo wtedy mógłby go pokonać i zasiąść na Watykanie, na ziemskim tronie Jezusa Króla.
Czy to co piszę, jest przesadą? Lucyfer już w 1917 roku ujawnił ten zamiar, kiedy to w Rzymie masoneria czciła dwustulecie swego oficjalnego istnienia. Nad głowami defilujących masonów powiewały czarne sztandary Giordano Bruno, przedstawiające Lucyfera depczącego głowę św. Michała Archanioła, obrońcy Kościoła, a na transparentach widniały hasła: Lucyfer zasiądzie na Watykanie, a papież będzie jego szwajcarem! Świadkiem tych wydarzeń był św. Maksymilian Kolbe. Dogłębnie wstrząśnięty tą zapowiedzią szybko powołał do życia Rycerstwo Niepokalanej, aby udaremnić te lucyferyczne zamierzenia.

Czy faktycznie od Soboru Watykańskiego II ten czarny scenariusz systematycznie nie jest realizowany? Detronizacja Jezusa Króla została rozpoczęta soborową Deklaracją o wolności religijnej Dignitatis humanae i od tego czasu systematycznie postępuje. Jej wymownym znakiem są przewartościowania, jakie nastąpiły w świadomości pasterzy, a którym towarzyszyło stopniowe wyzbycie się przez papiestwo insygniów władzy królewskiej, należących przecież nie do przemijających ludzi na ziemskim tronie Jezusa Króla, ale będących Jego własnością, Króla wszystkich wieków, ludów i narodów. Jan XXIII zrezygnował z sedia gestatoria - królewskiego tronu - używanego podczas uroczystości kościelnych. Paweł VI papieską tiarę - potrójną koronę symbolizującą pełnię władzy Jezusa Króla - sprzedał na licytacji, a uzyskane pieniądze przeznaczył na biednych. Jan Paweł I, po wyborze na papieża, zrezygnował z ceremonii koronacji, która czyniła go namiestnikiem Jezusa Króla. Jan Paweł II nic w tym względzie nie zmienił, a Benedykt XVI zgodził się jeszcze na usunięcie tiary z papieskiego herbu. Ponadto w rok po wyborze zrezygnował z tytułu Patriarchy Zachodu, symbolizującego duchową władzę Jezusa Króla nad państwami chrześcijańskimi Europy Zachodniej.
To odzieranie Kościoła z symbolów królewskiej władzy Jezusa nad ziemią przez wcielonego w liberalizm diabła, posługującego się narkotykiem demokracji, stwarza śmiertelne zagrożenie dla każdego wierzącego. Każdy z nas musi stanąć do walki, aby zahamować przede wszystkim proces detronizacji Jezusa Króla w Kościele. Dlatego ludzie świeccy i duchowni świadomi tego niebezpieczeństwa w tej intencji modlą się, poszczą i składają liczne ofiary. Czas pokaże, jaką drogą pójdą pasterze.

Obecna sytuacja przypomina czasy apostolskie. Ponieważ Jezus Król nie został uznany królem - intronizowany - przez przywódców Królestwa Izraelskiego, św. Piotr nie miał złudzeń co do skutków tego buntu, gdy wołał do Żydów: Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia! (Dz 2,40). Dlatego wzywamy wszystkich idących drogą światła: Dokonajcie przynajmniej indywidualnie Aktu Intronizacji Jezusa Króla Polski! Każdy biskup, kapłan, wierny bez oglądania się na demokratyczne decyzje Episkopatu Polski, niech weźmie do ręki Nabożeństwo Intronizacyjne i niech się chroni pod berło mocy i władzy Jezusa Króla Polski, dokonując Aktu Jego Intronizacji.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 13 kwi 2012, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Współczesny antymoralizm

Jest we współczesnym życiu wielki problem z rozpoznaniem, co jest obiektywnie moralne, a co niemoralne, szczególnie w życiu społeczno-politycznym i publicznym. Przy tym ludzie szafują kwalifikacjami moralnymi, ale często nie znając kodeksu etycznego, poprzestają na intuicji i na opiniach środowiska. Ogólnie powołują się na swoje sumienie, lecz jest problem, czy sumienie jest obiektywne i skąd czerpie informacje, co jest moralnie dobre, a co złe, jaką ma wiedzę moralną.


Sumienie i wiedza etyczna
Sumienie to nie tylko uczucie lub samopoczucie. Jest to akt rozumu praktycznego, określający, czy coś czynić, czy nie czynić, czy powinienem wykonać dany czyn, czy mi nie wolno i czy dany czyn jest dobry, czy też zły moralnie. A samym jądrem sumienia jest zasada najogólniejszej normy moralnej: "Należy czynić dobro, a zła unikać".
Ale samo sumienie nie stanowi, co jest obiektywnie dobre, a co złe, a jedynie osądza mnie, czy stanąłem po stronie dobra, czy może po stronie zła. Muszę zatem konfrontować swoje sumienie z normami i kodeksami moralnymi, niezależnymi tylko ode mnie. To ludzkość formułowała od początku normy moralne i łączyła je w zbiory, analogiczne do kodeksów prawa w ogóle. Kultura zachodnia przejmowała te normy etyczne ze starszych kultur: Sumeru, Akadu, Egiptu, Babilonu, Asyrii, Izraela, Persji, licznych innych kultur Bliskiego Wschodu, z kultury minojskiej, greckiej, a wreszcie rzymskiej. Chrześcijaństwo przejęło esencję etyczną z tamtych wszystkich kultur i okazało się potem, że fundamentalne normy moralne są takie same, jak we wszystkich innych kulturach świata. Wynikły one zatem z samej natury ludzkiej. Chrześcijaństwo jednak ten ogólnoludzki kodeks moralny ujednoliciło, uspójniło i udoskonaliło dzięki objawieniu Starego (Dekalog) i Nowego Testamentu, tworząc najdoskonalszy kodeks norm moralnych. Kodeks ten, oczywiście, rozwija się, gdyż ciągle dochodzą nowe kwestie, ale zachowuje zawsze swoją obiektywną tożsamość fundamentalną. W rezultacie obiektywnie formuje sumienie chrześcijanina.

Co dzisiaj?
Trzeba z góry stwierdzić, że niestety, moralny kodeks chrześcijański i zarazem najbardziej ogólnoludzki został dziś w cywilizacji euroatlantyckiej przez wiodące kierunki umysłowe zakwestionowany i odrzucony.
1. Dla liberalizmu, postmodernizmu i dla różnych postsocjalizmów nie ma już obiektywnych i pewnych norm ani ocen moralnych. Nie ma niejako obiektywnego lustra, w którym człowiek i cała ludzkość może się przyglądać, czy i na ile są moralni lub niemoralni. Po rozbiciu lustra ogólnoludzkiego, jednego i wspólnego, potworzyły się etyki pluralistyczne, względne i subiektywne. Dzisiejsi dyktatorzy światopoglądu głoszą, że każdy wykształcony człowiek może sobie tworzyć własny kodeks moralny i dowolnie uznawać, co jest dobre, a co złe moralnie.
2. Choć doktrynalnie odrzucono chrześcijański kodeks etyczny, to jednak praktycznie kodeks ten w bardzo wielu fragmentach jeszcze żyje w niektórych dziedzinach na mocy tradycji i dziedziczenia duchowego. Dobry przykład stanowi tu choćby nasz znany filozof Tadeusz Kotarbiński (zm. 1981), który jako ateista w pracach naukowych przedstawiał etykę niezależną od religii, ale zasadnicze treści tej etyki były nadal chrześcijańskie, bo autor pochodził z rodziny chrześcijańskiej i był przez pewien czas człowiekiem wierzącym.
3. Obecna "rewolucja moralna" stara się zastąpić etykę prawem państwowym lub unijnym. Nie ma grzechu i nie ma sumienia moralnego. Pozostaje jedynie ocena relacji czynu do prawa świeckiego lub ocena znaczenia czynu dla życia. Etykę w klasycznym znaczeniu uważa się za wytwór religijny, odbierający człowiekowi wolność i niezależność. Ale taka "nowa etyka" przyjmuje najczęściej charakter wojujący względem etyki klasycznej, zwłaszcza w wydaniu katolickim, co widzimy choćby w przerażających atakach na życie i na ochronę życia.

Niektóre przejawy antyetyki
Udało się wrogom katolicyzmu oszukać ogół Polaków, w tym dużo inteligencji, polityków, uczonych i duchownych nierefleksyjnych, że system etyki liberałów i rewolucjonistów etycznych UE jest tożsamy w istocie z systemem katolickim. Nic bardziej mylnego. Owszem, liberałowie i inne wrogie Kościołowi ośrodki umiejętnie się skrywają przed Polakami bezmyślnymi, ale ostatnio coraz dalej wychodzą z ukrycia i dostają jakiegoś szału w ataku na religię i Kościół. I posuwają się jeszcze dalej: jak według nich państwo ma być ateistyczne w dziedzinie prawd katolickich, tak też teraz musi być ateistyczne w aspekcie etyki i moralności. Chcą wyrzucić etykę katolicką z życia publicznego, lecz dziś już nie tylko to: chcą ją zniszczyć w ogóle (np. Ruch Palikota i manifa). Antyetycyzm stał się wojujący. Chcę tutaj poruszyć kilka przypadków zwalczania etyki katolickiej w dziedzinach - można powiedzieć - zwyczajnych i na co dzień.
1. Etyczność ateistyczna? O ile dla moralności klasycznej od niepamiętnych czasów najwyższą normą etyczną był stosunek do Boga i rzeczywistości religijnych, o tyle dla "moralności wyzwolonej" najwyższą normą ma być niewiara w Boga lub nienawiść do Niego, następnie do Kościoła, tradycji religijnej i klasycznych wartości wyższych. Krótko: tylko ateizm jest po dzisiejszemu "etyczny", a wiara w Boga jest nieetyczna, bo człowieka uzależnia od mocy wyższych i pozbawia go boskości. A zatem "człowiek postępowy" jest obowiązany niszczyć wiarę i Kościół w życiu publicznym, a także ateizować dzieci i młodzież, przynajmniej odwodzić je od wpływów etyki religijnej, co ostatecznie spowoduje utratę wiary. W tym celu jest popierany nawet satanizm. W pewnej klasie liceum prawie połowa uczniów przyjęła satanizm na znak protestu przeciwko Kościołowi i pozostało to bez reakcji dyrekcji i rodziców, bo idzie po myśli "nowych czasów".
2. Według "nowej moralności", należy definitywnie wyrzucić etykę klasyczną z polityki, życia publicznego, kultury, sztuki. Przede wszystkim należy wyrzucić kierowanie się "prawdziwą prawdą". Faktycznie trzeba uznać za normalne stosowanie półprawd, kłamstw, oszukiwania, bo to stało się w jakimś stopniu regułą w polityce, dyplomacji, ekonomii, w mediach, grach hazardowych, w akcjach wyborczych, w walkach międzypartyjnych, w rządzeniu państwem, w ideologii, propagandzie, w handlu, w nauczaniu historii itp. Człowiek czy społeczność kierujący się pełną i nagą prawdą to utopiści i donkiszoci.
3. O ile etyka klasyczna uznawała za dozwolone zabijanie w wojnie, w obronie życia własnego czy swojej społeczności, o tyle "etyka wyzwolona" coraz bardziej poszerza zakres tej dozwoloności na aborcję, eutanazję, na osoby wymagające drogiego leczenia, na in vitro, na pomniejszanie demografii krajowej i światowej i inne. I to wszystko ma być uznane za etyczne. Ba! Pewna dziennikarka z "Gazety Wyborczej" "ostrzega" Kościół katolicki, że jeśli będzie się on trzymał "wstecznie" etyki klasycznej w tej dziedzinie, to coraz więcej katolików będzie odchodzić od Kościoła, a przynajmniej nie będą dawali na niego pieniędzy.
4. Klasyczna etyka pozytywną stronę życia seksualnego porządkowała, dyscyplinowała i ograniczała do pewnych sytuacji, inne np. cudzołóstwo w dawnych kulturach na ogół karano śmiercią. Dziś etyka wyzwolona nie stawia żadnych ograniczeń i reguł życiu seksualnemu i każdą formę zaspokajania popędu uznaje za pozytywną, nawet zoofilię. Wprawdzie jako złą ocenia się pedofilię, ale tylko w aspekcie prawnym, nie etycznym, i nie zawsze. Kilku etyków w Holandii, Francji i Wielkiej Brytanii niektóre formy pedofilii uważa za dobre. W ogóle pożycie seksualne dzieci, nastolatków, pozamałżeńskie, prostytucję, seks grupowy, nawet zdarzający się w szkołach i w akademikach czy na wczasach traktuje się jako środek zdrowotny, zarówno w aspekcie somatycznym, jak i psychicznym. W Szwecji rząd dopłaca do pornografii i do pism zwalczających etykę katolicką. Podaje się, że u nas co czwarta studentka oddaje się "luksusowej prostytucji", dla sportu i żeby lepiej żyć. W Polsce w roku 2008 urodziło się 21 tysięcy dzieci z matek niepełnoletnich. W UE zwabiane są tysiącami kobiety i dzieci do pornografii i prostytucji, w roku 2009 zaginęło z tego powodu 16 tysięcy dzieci (przy czym jakąś część podobno zabito dla przeszczepów).
Parlament Europejski pod przewodnictwem Jerzego Buzka zgłosił 10 lutego 2010 r. postulat, by we wszystkich krajach UE była zalegalizowana swobodna aborcja, "bo kobiety muszą mieć kontrolę nad swoimi prawami seksualnymi i rozrodczymi". Żąda się też karania tych lekarzy i szpitali, które odmawiają aborcji z powodu przyjmowania "starej etyki", popełnianie aborcji uchodzi za czyn bohaterski i wzorcowy dla innych, niektóre "gwiazdy publiczne" chwalą się mediom, ile razy popełniły aborcję. We Francji i Anglii zabrania się dzieciom określania swej płci przed dojrzałością, zabrania się niekiedy nawet używania słów "matka", "ojciec". A francuskie podręczniki dla szkół podają, że płeć nie jest z natury, lecz jest dziełem kultury. I tak temat seksu obnaża ciężką chorobę umysłową, indywidualną i zbiorową, ideologów "nowej" etyki.
5. Ludzkość od początków ujmowała w określone normy życie małżeńskie, rodzinne i prokreacyjne. Nawet w poligamii i haremach, które występowały np. u królów Izraela, cesarzy indyjskich, chińskich i mongolskich, miano żony posiadała tylko jedna osoba, a reszta, u cesarzy chińskich np. całymi tysiącami, to były konkubiny, ale i one miały swoje stanowione prawa. Tymczasem etyka wyzwolona dziś neguje sens samego małżeństwa, a także instytucji rodziny. Małżeństwo ma zastąpić partnerstwo: dowolne, przejściowe i bez względu na płeć. I dokonuje się planowej "rewolucji". W Estonii 80 proc. dzieci jest poczętych poza małżeństwem, z tego rodzi się 50 procent. Estonia jest chyba najbardziej ateistycznym krajem w Europie. W USA rodzi się 40 proc. dzieci poza małżeństwem, u nas co piąte dziecko. W Bułgarii tylko 30 proc. żyje w związkach małżeńskich, w Warszawie na 10 młodych par tylko trzy są sakramentalne. We Francji co drugie małżeństwo się rozwodzi. Na pobożnej Lubelszczyźnie w roku 2009 były trzy tysiące rozwodów. W USA, Kanadzie, Izraelu i Italii coraz głośniej żąda się prawa do poligamii. Na Zachodzie polityk czy przywódca ma tym większą sławę i wzięcie, im więcej razy się rozwodził, a zwłaszcza gdy wziął żonę o kilkadziesiąt lat młodszą. Król Hiszpanii Juan Carlos był zmuszony 5 marca 2010 r. podpisać ustawę naruszającą katolicki status małżeństwa i rodziny. I tak eliminowanie instytucji małżeństwa i rodziny jest objawem umierania danego społeczeństwa czy narodu.
6. Etyka pradawna i klasyczna miała na celu zbudowanie silnego charakteru, dojrzałej osobowości i istoty społecznej. Etyka rewolucyjna odrzuca taki kodeks formacji. Ideał człowieka widzi w indywidualizmie, w tężyźnie fizycznej, w życiu zgodnym z popędami, w zdolnościach technicznych i zabawowych, w umiejętności wielkiego bogacenia się, no i w wyzbyciu się "przesądów" religijnych. Natura i przyroda mają prymat przed człowiekiem, a ekologia i sozologia (uzdrawianie przyrody) mają pierwszeństwo przed zadaniami humanistycznymi, duchowymi i moralnymi. Toteż nowy Europejczyk my być wykształcony raczej średnio, najlepiej zawodowo, by stanowić przydatne narzędzie rozwoju Europy w rękach wielkich figur, intelektualistów i inżynierów świata. Człowiek wysoko wykształcony i zdolny jest - jak zawsze - raczej niebezpieczny dla "porządku" świata, jaki budują i z jakiego żyją wielcy, którzy czują się jedynymi właścicielami świata, kultury i historii. Jest wielka potworność w samoubóstwianiu się ludzi głęboko niemoralnych.
7. Etyka ludzkości od czasów pradawnego Sumeru stawia bardzo wysoko wartość wiedzy i wykształcenia. Jak zatem wytłumaczyć nasz rząd i samorządy likwidujące masowo na "zielonej wyspie" szkody w uboższych wsiach i miastach? Poczynając od roku 2009 do końca 2012 zostało - i zostanie - zamkniętych 2,5 tysiąca szkół (na Lubelszczyźnie w tym roku jeszcze 172 szkoły). Przecież oznacza to zgaszenie wielkiej masy ognisk oświaty, kultury i duchowej tradycji. Nieprawda, że dzieci jest za mało, bo byłyby lepiej kształcone i nie musiałyby dojeżdżać dziesiątkami kilometrów. I nieprawda, że na szkoły brakuje pieniędzy, bo podobno obce firmy słabo lub wcale nieopodatkowane wyciągnęły w ostatnim czasie z kraju ponad 200 mld zysków. Obawiamy się, że chodzi tu raczej o ideologiczne degradowanie świata robotniczego i wiejskiego z powodu ich tradycyjności polskiej i religijności. Zachodzi obawa, że gdzieś z góry niższe sfery życia polskiego chce się uczynić "ciekawymi murzynami" polskiej kolonii dla ludzi z wielkiego świata zachodniego. O ileż mądrzejszy i uczciwszy był Gomułka, który wybudował tysiąc szkół na tysiąclecie.
Podobnie niepokoi bardzo likwidowanie na wsiach i w małych miasteczkach wielu innych ośrodków kulturalnych, jak biblioteki, sądy, różne zespoły, instytucje itd. Przecież te neoliberalne władze szybko rujnują całe państwo, a społeczni działacze patriotyczni są nie tylko słabi, ale też często jacyś ślepi. Charakterystyczne dla poziomu umysłowego i moralnego niektórych polityków polskich "nowej etyki" jest jeszcze jedno. Oto przedstawiciele niektórych - dziwnych - partii wołają, żeby państwo nie dawało żadnych dotacji na szkoły prowadzone przez Kościół, gdyż miałyby to być pieniądze dane ekstra samemu duchowieństwu i zmarnowane dla społeczeństwa. Nic bardziej wrednego i niesłusznego. Ludzie ci, zaślepieni nienawiścią do religii i jej wartości, nie rozumieją, że w szkołach tych są kształceni i wychowywani uczniowie, którzy stanowią cząstkę obywateli Polski i szkoły te wspierają działania edukacyjne państwa. I robią to dużo lepiej niż niektóre szkoły państwowe czy samorządowe. Świadczy o tym fakt, że np. w USA, we Francji, w Anglii rośnie gwałtownie liczba takich szkół, bo mają wyższy poziom nauczania, odpowiednie wychowanie i porządek. Pieniądze na nie wydane nie są zmarnowane i lekką ręką podarowane duchowieństwu, lecz wysoko procentują dla społeczeństwa i budżetu państwowego. A zatem u podstaw owych zarzutów nie leżą żadne racje merytoryczne, lecz nienawiść ateistów politycznych do religii i Kościoła, co też ciągle przejawia się w stosunku do Radia Maryja, Telewizji Trwam, do Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej i do innych jednostek katolickich. Najgorsze, że ludzie ci postępowanie swoje uważają za wysoce moralne i postępowe. Z takimi ludźmi nie sposób w ogóle nawiązać jakiegokolwiek kontaktu intelektualnego.
8. I wreszcie etyka klasyczna stawia bardzo wysoko pracę na roli i rolnika. W starożytności chrześcijańskiej pracę na roli wolno było prowadzić nawet w największe święta, taka była jej godność. Trudno więc sobie wytłumaczyć, dlaczego dziś "etyka postępu i demokracji" tak lekceważy i poniża wieś i jej ludzi. Przychodzi tu na myśl papirus Salliera I z czasów faraona Ramzesa III (1184-1154 przed n.Chr.) mówiący o bohaterstwie, ale i dramacie pracy w rolnictwie, które przecież dało początek miastom i państwu: "Czy nie myślisz, jaka jest dola rolnika, kiedy żąda się od niego podatku od zebranego zboża? Połowę zboża zjada robak, swoje zabiera hipopotam. Na polu mnóstwo myszy, szarańcza niszczy, bydło zżera, wróble kradną - biada rolnikom! Reszta pozostająca na klepisku jest dobrym kąskiem dla złodziei. Zwierzęta z zaprzęgu padają podczas omłotów i orki. Pisarz [urzędnik podatkowy] przybija do brzegu [Nilu] i chce zapisać zboże; jego strażnicy mają laski, a czarni, którzy mu towarzyszą, rózgi palmowe. Mówią: "Dawać zboże!" - "Nie mamy zboża!". Biją rozciągniętego wieśniaka, wiążą go i wrzucają do rowu" (H.A. Schlögl, Starożytny Egipt, Warszawa 2009, s. 251). Do rozwiązywania wszystkich wielkich problemów społecznych i politycznych etyka jest konieczna, ale etyka prawdziwa.

***
Moralność rewolucyjna, czyli z naszego punktu widzenia niemoralność, niszczy każdą dziedzinę życia i samego człowieka. Media nie podają całego obrazu złej sytuacji moralnej, podają tylko zjawiska wybrane. Ale jak się analizuje dzieje dawniejszych państw, królestw, imperiów, kultur i religii - co sam czynię od wielu lat - to narzuca się wniosek, że mamy "zachód Zachodu", że Europa i kultura euroatlantycka wkraczają w ostatnią fazę historyczną. Prawdopodobnie za lat 100, 200 z powodu tego niszczącego chaosu intelektualnego i moralnego, nie będzie już Europy, lecz jakaś Afroeurazja. Można by się temu upadkowi przeciwstawić we współpracy wielkiej myśli, Kościołów i państw. Tylko że na razie z ludźmi zaczadzonymi błędną filozofią nie da się w ogóle rozmawiać.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik teolog

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 15 kwi 2012, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
ks. Tadeusz Kiersztyn

OSTRZEŻENIE: Strona internetowa "Echo Chrystusa Króla"

fragment książki „Czas zwodzenia”
od str. 41 [tytuł urywka od MD]

[W ubiegłych latach również ja parę razy zwracałem p. Mieczysławie uwagę na błędy logiczne i teologiczne w „słowach Pana Jezusa”. Zmieniała te „przesłania” bez żenady. Ostatnio łagodnie prosiłem by zamilkła w internecie, bo szkodzi pobożnym ludziom. Odpowiedziała dość agresywnie, powołując się na swego „rozmówcę”. Szkoda kobiety, ale bardziej szkoda zwodzonych, dlatego ostrzegam... MD



ks. Tadeusz Kiersztyn, Anna Kuraś, Barbara Pasternak

Kraków 2012

@ Fundacja Serca Jezusa, 2012 www.rozalia.krakow.pl 30-419 Kraków ul. Do Wilgi 23


[----]

Jednym z przykładów działalności duchów zwodzenia w dzisiejszych czasach i to na wielką skalę, jest strona internetowa "Echo Chrystu­sa Króla", prowadzona przez panią Mieczysławę Kordas z Chicago. Kobieta ta twierdzi, że otrzymuje orędzia od Pana Jezusa, w których przekazywane są jej wyjaśnienia na tematy prawd wiary, działalności Kościoła; ale główny nurt tych przekazów został ukierunkowany na Intronizację Jezusa Króla Polski.

Historia działalności pani Mieczysławy rozpoczyna się w 2000 roku, kiedy to zaczyna otrzymywać orędzia. Od roku 2008 publikuje "swoje rozmowy z Panem Jezusem" w Internecie. Można się w nich doszukać bardzo wielu błędów teologicznych i twierdzeń niezgod­nych z Objawieniem Bożym. Treści zamieszczane na stronie "Echo Chrystusa Króla", tzw. "słowa Pana Jezusa", przeczą wielokrotnie do­gmatom Kościoła katolickiego, zaprzeczają zdrowemu rozsądkowi, a często podżegają do buntu wobec hierarchii oraz zachęcają ludzi do działań fanatycznych i szkodliwych.

Wypowiedzi Pana Jezusa są z dnia na dzień zmieniane lub usuwa­ne z chwilą, gdy ktoś owej pani zwróci uwagę, że znalazło się w nich coś niepoprawnego, np. rzekoma wypowiedź Pana Jezusa dotycząca nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii, twierdząca, że za tę posługę w piekle będą im ręce płonąć do łokci, która potem zniknęła. Czę­sto okazywało się, że Pan Jezus się myli lub wręcz mówi głupoty. Z tego względu działalność pani M. Kordas ma charakter bluźnierczy i ośmieszający Kościół i naszą wiarę.

Podobnie jak z przesłaniami z "nieba" dzieje się z publikowanymi na jej stronie wiadomościami. Jako przykład można podać umieszczo­ną w 2009 roku notatkę z informacją, którą dzień wcześniej miała pani Mieczysława otrzymać od Anny Dąbskiej - znanej również z publika­cji swych objawień. Problem w tym, że Anna Dąbska zmarła w 2007 roku, więc nie mogła dostarczyć pani Mieczysławie wspomnianej in­formacji. Po zwróceniu jej uwagi, że pani Anna Dąbska nie żyje, na drugi dzień owej informacji już nie było na jej stronie internetowej. Takich przykładów można wymieniać wiele. Jak widać z powyższego, zacierała ślady po zdemaskowaniu jej oszukańczej działalności.

Gdy zwracano uwagę pani Mieczysławie na jej błędy, wielokrotnie otrzymywano odpowiedź, że skończyła tylko szkołę podstawową i jest niewykształcona. A właśnie fenomen prawdziwych objawień prywat­nych, dawanych np. św. siostrze Faustynie Kowalskiej i wielu innym mistykom, polegał na tym, że byli oni ludźmi niewykształconymi, nie ­znającymi teologii, a pomimo to treści, które były przez nich przekazy­wane, zaskakiwały poprawnością teologiczną.

Mimo tych jawnych kłamstw i bluźnierczych nadużyć strona in­ternetowa "Echo Chrystusa Króla" cieszy się ogromną popularnością i dla tysięcy ludzi stała się przewodnikiem w ich życiu duchowym, a także w ich działalności na rzecz Intronizacji Jezusa Króla Polski. Ten swoisty fenomen, o jakże zgubnym wymiarze, można wyjaśnić sprytem pani M. Kordas, która dba o to, by na jej stronie znalazło się jak najwięcej przekopiowań z innych poprawnych źródeł. W ten spo­sób umiejętnie miesza kroplę własnej trucizny z "czystą wodą" róż­nych opracowań teologicznych lub też posługuje się symbolami i tre­ściami powszechnie znanymi, które uwierzytelniają jej działalność. Ta manipulacja powoduje jednakże ogromny zamęt duchowy u jed­nych, ale też ośmiesza i budzi u innych wręcz niechęć do poruszanych przez nią tematów. Trzeba jeszcze dodać, że osoby wchodzące w kon­takt z panią Mieczysławą poprzez czytanie zamieszczanych tam tre­ści mogą ponieść ogromne szkody duchowe, aż do opętania włącznie. Pani Mieczysława mówi bowiem, że niektóre teksty napisał sam Pan Jezus. Twierdzi, że co innego pisze na klawiaturze komputera, a co innego zostaje zapisane w dokumencie tekstowym. Typowe działanie złego ducha! Jeśli ktoś ma wątpliwości do słuszności tej oceny, prosi­my o zapytanie w tej sprawie doświadczonego egzorcysty.

Poniżej przytoczymy ze strony pani Mieczysławy kilka przykła­dów ewidentnych zwodzeń i pokrótce je skomentujemy. (Uwaga! Wszystkie teksty cytowanych przekazów i orędzi przytaczamy w ich oryginalnej pisowni):



Wypowiedź na temat losu pośmiertnego kard. Augusta Hlonda:

M. Kordas: Msza Św. w kościele Świętej Trójcy w którym posługują Chrystusowcy. Podczas nabożeństwa do Matki Bożej Nieustającej Pomocy przed Najświętszym Sakramentem modliliśmy się w różnych intencjach a także o wyniesienie na ołtarze kard Hlonda. Rozmyśla­łam nad nim i Pan powiedział: On jest w piekle lecz w pierwszym kręgu, żeby miał większą tęsknotę za Mną. Jego ofiary wojenne i po­wojenne przewyższyły jego dobre uczynki. Długo był rozliczany bo komu więcej dano, to i od tego będzie się więcej wymagać. Nie może być w niebie ofiara i jej morderca. Chociaż on nie był bezpośred­nim mordercą to pośrednim, bo grzeszy się myślą, mową i uczyn­kiem w jednakowym stopniu. A on nie uwierzy/, że Ja przychodzę do prostych ludzi i mówię przez nich. Pycha to ciężki grzech, który przewyższa wszystkie cnoty kapłanów.



Z informacji, jaką pani Mieczysława umieściła na swojej stronie, wynika, że kard. A. Hlond został potępiony, gdyż jego cierpienia w cza­sie wojny i po wojnie, to jest liczne ofiary, jakie ponosił, na nieszczę­ście - według pani Kordas - przewyższyły jego dobre uczynki. A na poważnie: za te brednie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i moralno­ścią, które są grzechami mowy, Pan Bóg może surowo rozliczyć.

Należy zwrócić uwagę na to, kim był kard. A. Hlond. Prymas Pol­ski, kard. August Hlond był niezwykłą postacią swoich czasów. Ode­grał znaczącą rolę zarówno w życiu kościelnym, jak i w tworzeniu zrę­bów wolnego państwa polskiego. I choć upłynęło już trochę czasu od jego śmierci, słowa jego nauczania nie straciły nic ze swej aktualności. Swoim życiem głęboko wpisał się w dzieje naszego Kościoła i naszej Ojczyzny. Obecnie jest kandydatem na ołtarze.



Wizja i jedna z licznych wypowiedzi "Pana Jezusa" na temat zmarłego abpa Józefa Życińskiego

M. Kordas: Zobaczyłam oczami duszy po mojej prawej stronie naszego Pana Jezusa - stojącego, majestatycznego, poważnego i smutnego. Po mojej lewej stronie w odpowiedniej odległości od Pana Jezusa zobaczyłam cień wijącego się człowieka, jakby wściekłego, piszczącego i tarzającego się po ziemi - karła.

Pan Jezus: Bardzo piszczał, płakał i wił się. Stanął przede mną nago a ja powiedziałem: "Nie znam Cię". Biskup Życiński po­szedł tam gdzie chciał (do swego pana Lucyfera) i gdzie pój­dą tam jemu podobni. (...) Tak Mieczysławo, głoś miłosierdzie Moje, aby nie było tak jak u waszego Biskupa, który krzyczał " Uratuj mnie", a Ja niestety powiedziałem - " Miałeś na to całe życie". Jezus Sędzia Sprawiedliwy.

Pan Bóg nigdy nie podaje informacji o tym, czy ktoś jest potępiony, nawet jeśli po ludzku na to zasługuje. Ogromną pychą jest wchodzenie w sprawy, które do nas nie należą. Sąd jest sprawą Bożą, nie ludzką. Jeśli faktycznie pani Mieczysława dostała takie orędzie, trzeba by się zastanowić, jakie stworzenie jest na tyle pyszne, aby ujawniać sprawy Boże. Wyraźnie zły duch kpi tutaj z Miłosierdzia Bożego, które – na polecenie zjawy - ma głosić pani Mieczysława, bo według objawio­nego Miłosierdzia każdy, kto wezwie Boga w godzinie śmierci, bę­dzie uratowany. Dorodnym owocem działalności pani Mieczysławy i jej zwodniczych objawień jest napisana w oparciu o nie broszurka o potępieniu abpa Józefa Życińskiego pt. Nie znam Cię. Broszurka ta pełna zemsty i jadu nienawiści, całkowicie sprzeczna z Bożym Obja­wieniem, jest zamieszczona na stronie pani Mieczysławy.

Prawda o działalności pani M. Kordas obnaża się dopiero w jej praktykach związanych z zadawaniem pytań i otrzymywaniem od­powiedzi od "Pana Jezusa". By zrozumieć zło tego rodzaju praktyk, przytoczymy Dekret Kongregacji Świętego Oficjum Kościoła katolic­kiego z 30 IV 1898 r. i z 24 IV 1917 r.: Jeśli jakieś duchy udzielają odpowiedzi na różne pytania, mogą to być jedynie złe duchy, które godzą się wchodzić w łączność z ludźmi tylko dlatego, aby im szkodzić i pobudzać do złego, to też Kościół absolutnie zabronił brania jakie­gokolwiek udziału w seansach spirytystycznych.



M. Kordas: Panie Jezu, ludzie pytają, czy możemy przyjmować Ciebie pod postacią wina jako Krew

Pan Jezus: "Nie. Ja jestem cały w Hostii. To jest wymysł Kościo­ła. Czasami chcą być nadgorliwi ale to nie jest zgodne z Moją wolą. Dałem wam siebie w całości w Hostii - małym opłatku i nawet kruszynka - JA. Na ołtarzu - to jest bezkrwawa ofiara Moja i kapłan ma wszelkie prawo Moje. Wierni z poszanowaniem i godnością powinni uklęknąć przede Mną, bo ja jestem Bogiem ­Stworzycielem świata i każdego z was. Uważajcie, uważajcie i rozważajcie w sercach waszych. Jezus Zbezczeszczony".

Przesłanie to jest herezją, bo zaprzecza słowom, które wypowie­dział Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy: Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: "Pijcie z niego wszy­scy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów" (Mt 26,27-28). Należy zwrócić uwagę na to, że słowa te, zawarte w Piśmie Świętym, stanowią kanon Mszy Świętej, są dogmatem wiary - są niepodważalne.



Już za jeden taki przekaz, wyjątkowo przykry, bo dotykający Eucharystii, najświętszej tajemnicy Kościoła łapami diabła, pani M. Kordas powinna zostać, już choćby z racji miłości bliźniego, poddana leczeniu, ale też egzorcyzmowi. W drugiej bowiem części wypowiedzi wyraźnie brzmi chichot duchów zwodzących, które po zbezczeszczeniu Prawdy Wiary, oskarżają o bezczeszczenie Eucharystii tych, którzy nie klękają przy przyjmowaniu Komunii świętej. Właśnie ten chwyt populistycz­ny, bo zgodny z oczekiwaniami wielu gorliwych katolików, zaślepia ich na brednie głoszone przez panią M. Kordas.



M. Kordas: Panie Jezu, pytają Ciebie, czy mówiłeś do Rozalii o Intronizacji SERCA, czy OSOBY?

Pan Jezus: "Ja mówiłem do Rozalii tylko o królowaniu w Pol­sce jako OSOBY. Co to jest Intronizacja? Jest to wprowadze­nie na tron kogoś. Ja nie mówiłem -INTRONIZACJA. JA MÓ­WIŁEM O NAŁOŻENIU KORONY KRÓLEWSKIEJ NA MOJĄ NAJŚWIĘTSZĄ GŁOWĘ. W ówczesnym czasie nie znane było słowo" intronizacja". To człowiek wymyślił, napisał i jest tyl­ko problem z tym. Ja do Rozalii mówiłem prostym i zrozumia­łym językiem. Tak samo i do ciebie Mieczysławo mówię prostym polskim językiem: UKORONUJCIE MNIE NA KRÓLA POLSKI, CO ZNACZY - NAŁÓŻCIE NA MOJĄ NAJŚWIĘTSZĄ GŁOWĘ KORONĘ TAKĄ SAMĄ, JAKĄ MA MOJA MATKA – KRÓLOWA WASZA ORAZ KAŻDY KRÓL ZIEMSKI.

To wy - ludzie używacie niezrozumiałych słów a potem uczeni w piśmie dołożą swoje niedorzeczne rozważanie i " ubiorą" je po swojemu w niezrozumiały język Czy widzieliście kiedyś u kogoś intronizację czegoś? I Ja nie widziałem. Więcej Mnie nie obrażajcie kłamstwami ani Mojej Rozalii nie posądzajcie o kłamstwa. KTOKOLWIEK MÓWI DO ŚWIATA O INTRONIZACJI SERCA JEST PRZECIWKO MNIE" - może teraz zrozumiecie? Jezus­ Bóg i Król z woli Bożej ".



Powyższe wypowiedzi to istny majak, a jeśli mówił te słowa jakiś duch, to na pewno był po trzech piwach. Przez dwa tysiące lat nowo wybrani papieże dostępowali ceremonii Intronizacji, a także nowo wybrani patriarchowie cerkwi prawosławnej. Liturgia Intronizacji ma bardzo szerokie zastosowanie w Kościele katolickim i rzekomy Jezus, twierdząc jak wyżej, musiałby długo wędrować po wszechświecie i być nieświadomym tego, co dzieje się w jego świecie.



M. Kordas: Panie Jezu, przysłał mi Paweł Kmieć, który już kie­dyś mnie obrażał, że to nie Ty mówisz do mnie lecz zły duch i ten Paweł Kmieć włożył w Twoje usta treści obrażające Ciebie a także rozsyła je wokół.

Pan Jezus: " Dzieci Moje - Mnie obrażali i was będą obrażać. Zły po to jest, aby zło siać a wy macie Ducha Świętego, aby wkładał w usta wasze mądre słowa i abyście umieli rozeznawać i posługi­wać się Moim językiem. Tak wam dopomóż Bóg - wasz Jezus".



Zastanawiający jest fakt, że osoba, która ma rzekome objawienia największej Miłości, wykorzystuje je do załatwiania własnych porachunków, dalekich od miłości bliźniego i pokory.

M. Kordas: Panie Jezu, czy wszystko w objawieniach w Am­sterdamie jest prawdziwe?

Pan Jezus: " Tak i nie",

Pan Jezus zawsze mówił, że prawda jest tylko jedna i coś nie może być jednocześnie prawdziwe i fałszywe. Wystarczy dodać do białej farby odrobinę farby czarnej i wymieszać. Czy biała farba będzie dalej biała? Co prawda, czarną się nie stanie, ale przybierze odcień szarości, który już nigdy białym nie będzie. Tak samo jest w tym przypadku; albo czarne, albo białe; albo prawdziwe, albo fałszywe, a ten duch, który przemawia - jak widać -lubi mieszać.



M. Kordas: Panie Jezu - czytamy w Starym Testamencie, że trąd Naamana przylgnął do Gechaziego i jego potomstwa na za­wsze. Gechazi dopuścił się grzechu łakomstwa i wiarołomstwa wobec Boga. - czy możemy składać intencje na Mszy Świętej o ukaranie trądem winnych Twego poniżenia i obrażania?

Pan Jezus: Wy możecie prosić o wszystko. chociaż decyzja należy do Mnie. Lepiej będzie, gdy ta intencja będzie wypowiedziana jak uważacie ale na końcu dodajcie: Niech się stanie jak Panie Jezu Ty chcesz. Taka intencja może być, ponieważ ona nie jest klątwą a tylko prośbą w rozpaczy o uratowanie świata i o troskę ludzi wołacie. Dzieci Moje - wy przecież walczycie o zbawienie ludzi - dlatego rozumiem wasz ból. Amen

Jezus Chrystus - Zbawiciel i Sędzia Sprawiedliwy.



Powyższa wymiana zdań z "Panem Jezusem" całkowicie zaprzecza duchowi Ewangelii. Każde złorzeczenie drugiej osobie w miej­sce modlitwy o jej nawrócenie na pewno nigdy nie spotka się z apro­batą Pana Jezusa, który głosił nam Dobrą Nowinę o zbawieniu. Każde jedno złorzeczenie jest przeciwne miłości zbawczej! Życzenie komuś choroby czy nieszczęścia może spowodować, że złe duchy spełnią to życzenie, a winę poniesie człowiek wypowiadający złorzeczenie.



M. Kordas: Panie Jezu, niektórzy mają do mnie pretensje, że nie mam kierownika duchowego a przecież to nie moja wina, że nikt nie chce. Ciebie też nie chcą jako KRÓLA i to też nie jest Twoja wina.

Pan Jezus: „Że Ciebie nie chcą prowadzić tutejsi kapłani to dlatego, że nie umieją; to dlatego, że boją się; to dlatego, że są za wygodni; a także nie chcą się" narazić" swoim przełożonym, którzy w więk­szości nie są moimi. Boją się człowieka a szkoda, że nie chcą być ze mną w wiecznej piękności i wybierają wieczne potępienie, bo dwóm bogom nie można służyć. Nie wiedzą czy zdążą prosić mnie o przebaczenie. Jezus maltretowany grzechami kapłanów".



Jak zawsze nie diabeł jest winny i ludzie mu ulegli, ale księża. Nic nowego! Pani Mieczysława w przypływie szczerości lub z chęci ze­msty pisze na swojej stronie, że wielu kapłanów, do których się zwró­ciła, zarzucało jej demoniczne zwodzenie i domagało się zaprzestania zwodzenia ludzi. Zapewne szukała kierownika duchowego, który bez­krytycznie będzie firmował jej działalność i sam rozpowszechniał jej przesłania; i oby nigdy takiego nie znalazła! Przytoczyliśmy zaledwie parę tekstów z obfitości strony "Echo Chrystusa Króla".

Przerażający jest fakt, że bardzo wiele starszych osób twierdzi, że spe­cjalnie kupiło komputer, aby móc śledzić stronę pani Mieczysławy. Na każdy zarzut, jaki podawany jest przeciwko autentyczności orędzi, które dostaje ta pani, prawie zawsze można spotkać się z argumentem: "po owocach ich poznacie", a dzięki tej stronie jest wiele nawróceń, a więc owoce, według nich, są dobre. Nie można jednak zapomnieć słów ewan­gelisty św. Jana: Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a ta­kich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem: potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie (J 4,23-24). Na­wrócenia powinny dokonywać się tylko i wyłącznie w Duchu Świętym i prawdzie.

Jeżeli pani Mieczysława nawraca ludzi do wiary w ,,Jezusa", który do niej przemawia, to niestety nie można traktować tych nawróceń jako dobre owoce jej działalności, gdyż rzekomy głos Pana Jezusa wielo­krotnie odciąga ludzi od Prawdy Objawionej w Piśmie Świętym. Ludzie pod jej wpływem popadają w fanatyzm religijny, a jako przykład można podać prowadzoną na jej stronie zaciętą walkę o przyjmowanie Komunii świętej na kolanach. Owszem jest to bardzo ważne, ale to, do czego na­wołuje pani Mieczysława, jest fanatyczną walką z Kościołem, który od pierwszego papieża, św. Piotra ma pełną władzę w ustalaniu tych i po­dobnych norm. Niezadowolenie wiernych z rozporządzeń kościelnych może być wyrażane, ale zgodnie z prawem. Fanatyzm prowadzi zawsze do anarchii w Kościele, a ta jest domeną złych duchów, które z łatwością napełniają wtedy swe sieci buntownikami.

Inną formą zwodzenia, dokonującą się za pośrednictwem pani M. Kordas, jest prymitywne i obraźliwe formułowanie listów do bi­skupów lub formułowanie panegiryków do konkretnych osób, rzekomo pisanych pod dyktando Pana Jezusa, jak np.:



M. Kordas: Panie Jezu, są urodziny oraz 25-lecie kapłaństwa księdza Piotra Natanka. Bardzo proszę o Twoje słowo dla Niego, ho ja i wszystkie Twoje dzieci w Chicago -lubimy go.

Pan Jezus: "Mój umiłowany kapłan ksiądz Piotr ma Moją ochronę. Ja błogosławię jemu na każdy dzień, ale to Ja odczu­wam błogosławieństwo jego na Moją zbolałą Osobę. On jest Moim odbiciem, on jest Moją chwałą. On już od kilku lat idzie Moją Drogą Krzyżową. Umacniam go, ale i wy umacniajcie go modlitwą wstawienniczą. Jego Golgota jest tak samo ciężka jak Moja. Ja dźwigałem grzechy całego świata, a on dźwiga grzechy Episkopatu waszego i tych biskupów, którzy są przeciwni Mnie. Moi kapłani wiedzą o tym, ale nie wiedzą nie Moi biskupi, którzy nawet nie chcą o tym wiedzieć. - Nie Moi biskupi zajęli Moje miejsce, lecz wydają decyzje niezgodne z Moimi. - Nie Moi bis­kupi nie chcą założyć [sobie) cierniowej korony, lecz obwiesili się złotymi bożkami, które będą świadczyły przeciwko nim w ich dniu. - Nie Moi biskupi nie chcą współcierpieć ze Mną i do­kładają do Mojej korony cierniowej jeszcze więcej cierni, które będą świadczyły przeciwko nim w ich dniu, bo wtedy chcieliby widzieć Mnie jako Króla, ale już będzie za późno.

Powiedz mu, że go bardzo kocham i niech dalej świadczy o Mnie i o Moich wrogach, których jest niezliczona ilość, a otrzyma za­płatę w jego dniu. Drodzy Moi, dziękuję wam za uwielbianie Mnie myślą, słowem, śpiewem i uczynkami. Moja chwała jest wyniesiona dzięki takim kapłanom jak ten umiłowany Piotr.

ON JEST PIOTREM WASZYCH CZASÓW i jego droga krzyżo­wa trwa dłużej niż Moja. On każdego dnia bierze Mój Krzyż na swoje ramiona, który Ja pomagam mu dźwigać. O Moi wierni, Moi wierni - pomagajcie nam dźwigać wasze krzyże. AMEN. Błogosławię jemu a także wszystkim, którzy go słuchają. Jezus cierpiący, bolejący ale i wspomagający was".



Ten tekst, aż ocieka szatańską obłudą przesady z tego względu, że Duch Boży nie upubliczni a czyjegoś wybraństwa, nie wbija w pychę i nie kreuje ludzi na idolów, lecz prowadzi ich drogą pokory i skrom­ności, objawiając wielkość człowieka przed Bogiem, a nie przed ludź­mi. Św. Paweł wzięty do trzeciego nieba usłyszał skierowane do siebie tajemne słowa, które - jak napisał - Nie godzi się człowiekowi powta­rzać... Zresztą choćbym i chciał się chlubić, nie byłbym szaleńcem; powiedziałbym tylko prawdę. Powstrzymuję się jednak, aby mnie nikt nie oceniał ponad to, co widzi we mnie lub co ode mnie słyszy (2Kor 12,1-6). W ten sposób, bez rozgłosu, w ukryciu za życia, mimo miło­snej relacji Boga do człowieka, upłynęło życie wielu świętych.

Pani Mieczysława robi największą karierę, zdobywa posłuch i za­ufanie ludzi, poruszając sprawę Intronizacji Jezusa Króla Polski, któ­ra dla tysięcy Polaków jest sprawą najwyższej wagi. Jest to prawdzi­we nieszczęście, że na jej stronie to, co dobre i słuszne, przeplata się ze skrajną głupotą, fanatyzmem i ewidentnymi błędami teologiczny­mi i logicznymi. Ten eklektyzm zamieszczonych na stronie symboli związanych z Intronizacją, jak również treści sobie przeciwstawnych, powoduje kompletną dezorientację świadomości ludzi. Jest to typowe działanie demoniczne, charakteryzujące współczesną nam cywiliza­cję, polegające na współwystępowaniu poglądów przeciwstawnych jako równoprawnych i równo prawdziwych.

Mieszanie prawdy z fałszem, treści faktycznie wyrażających istotę In­tronizacji Jezusa Króla Polski z fałszywymi lub błędnie sformułowanymi jest działaniem ulubionym przez duchy zwodzenia. Pani Mieczysława na swej stronie obok symboli i treści błędnych umieszcza także nasze sym­bole związane z Intronizacją, jak obrazy Jezusa Króla Polski i zdjęcia figurki, eksponując je i pieczętując nimi swe bzdurne i przewrotne pu­blikacje. Przez te zabiegi sugeruje ludziom, że z nią współpracujemy lub że ma nasze poparcie, by tym skuteczniej mieszać ludziom w głowach. Ogłaszała na swej stronie również nasze akcje, różne inicjatywy i mate­riały związane z Intronizacją Jezusa Króla Polski, choć nie miała na to naszej zgody i nigdy by jej nie otrzymała ze względu na charakter swej działalności. Efekty takich poczynań łatwe są do przewidzenia.

Jak wielkie spustoszenie może spowodować oszukańcza działalność pani Mieczysławy, niech zobrazuje wydarzenie, które miało miejsce na Jasnej Górze, w Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata w 2011 r. Po­lonia z USA ufundowała obraz przedstawiający Jezusa Króla Polski, który ofiarowała ojcom Paulinom w dniu 15 VIII 2011 r. w Uroczystość Wniebowzięcia NMP. W Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata miało się odbyć na Jasnej Górze złożenie dalszych wotów związanych z obrazem: korony, berła i pierścienia.

Nie naszym zamiarem jest komentowanie sa­mego pomysłu Polonii z USA. Natomiast chcemy się odnieść do związa­nej z tym wydarzeniem aktywności pani M. Kordas na jej stronie interne­towej. Ogłosiła, że w tę Uroczystość dokona się na Jasnej Górze uroczysta Intronizacja Jezusa Króla Polski i zaprosiła na nią w imieniu Jezusa Króla, Boga Ojca i Matki Najświętszej wszystkich ludzi z całej Polski, których przybycie miało być dowodem wierności Bogu i naszej Ojczyźnie. Prze­drukujemy tylko fragmenty przesłań z tym zaproszeniem związanych.



M. Kordas: Panie Jezu - prosimy Cię - ulituj się nad swym wybranym narodem i pomóż zwyciężyć PRAWDZIE I SPRAWIE­DLIWOŚCI.

Pan Jezus: Drodzy moi umiłowani wszyscy wierzący w Boga w Trójcy Świętej Jedynego i niewierzący. (...) Zapraszam was na ucztę weselną, na której dokona się uroczyste ofiarowanie Mnie­ Królowi Polski, całego Narodu i całego Kraju. Przypominam o szczególnym przygotowaniu się do tej wielkiej uroczystości. (...) Zapraszam przede wszystkim cały rząd waszej Ojczyzny oraz cały Episkopat. (...) "Pamiętajcie - czekam na was. Przy­bywajcie przygotowani do objęcia władzy w sposób pokojowy razem ze mną, ponieważ tam gdzie Ja będę królował nie ma sług ani poddanych a wszyscy są przyjaciółmi Króla - i współrzą­dzący. Wasz Król- Jezus Chrystus - Bóg szczęśliwy"

Bóg Ojciec mówi do Polaków: Zapraszam! Z Moim Synem Je­zusem Chrystusem i Jego Matką Maryją na ważną Uroczystość do Częstochowy na Jasną Górę w dniu 20 11 2011 r. na odno­wienie chrztu świętego waszego Narodu oraz zawierzenia Polski Chrystusowi Królowi pod natchnieniem Ducha Świętego. (...) Daję wam jeszcze jedną szansę, prawdopodobnie ostatnią i sko­rzystajcie z naszego zaproszenia i przybądźcie przygotowani na wielką Uroczystość - zawierzenia waszego Kraju Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu. Aktami tymi z waszą pomocą zaprowadzę po­kój na ziemi. Bóg Ojciec Wszechmogący - Zaprasza.

Matka Boża - zaprasza do Częstochowy:

Ja Matka boleściwa

Jestem w Częstochowie na polecenie mego Syna. Już nareszcie przyszedł czas,

Aby mój Syn a wasz Król mógł być wśród nas.

Jesteś mi wierny Narodzie Polski,

Ale już na firmamencie waży się los Polski.

Posłuchaj drogi mój Episkopacie

I przybądź w chwale mego Syna, bo Naród czeka na cię.

Tak samo i rząd polski, nie-polski,

Jeśli chcesz rządzić dłużej niż są twoje wnioski. Ukorzcie się przed tronem Królowej

I posłuchajcie świętego głosu onej.

Powyższe zaproszenie do Częstochowy "Pana Jezusa" i "Boga Ojca" brzmi na tyle poważnie i zachęcająco, aby wielu ludzi uczciwych dało się nabrać. Zaproszenie rządu i Episkopatu w tej formie jest nonsen­sem, gdyż nikt tego nie uzgodnił z Paulinami obsługującymi sanktu­arium na Jasnej Górze. Było to jednak przebiegłe, bo podkreślało wagę wydarzenia. Natomiast wymyślone przez panią Mieczysławę rzekome zaproszenie Matki Bożej miało tylko tyle wspólnego z Częstochowską Królową Polski, że to wierszydło, upokarzające Matkę Bożą, zostało napisane rymami częstochowskimi.

Efekt zwodzenia dokonanego za pomocą pani M. Kordas miał fatal­ny skutek. Ponieważ podczas Mszy świętej na Jasnej Górze nie tylko nie została dokonana Intronizacja Jezusa Króla Polski, ale oprócz ogól­nej intencji jednego z kapłanów koncelebrującego Mszę świętą: O In­tronizację Jezusa Króla nie pojawił się żaden akcent, który nawiązy­wałby do zaproszenia ze strony "Echo Chrystusa Króla". Rozgoryczony kilkutysięczny tłum nieświadom, że padł ofiarą manipulacji, pod koniec Mszy świętej zakłócił świętość miejsca, wznosząc okrzyki pełne prote­stu, oskarżeń i bólu. Oczywiście w powszechnym odbiorze to nie diabeł zwodziciel działający przez panią Kordas narozrabiał, ale to ojcowie Paulini nie wykonali poleceń Trójcy Świętej, i w dodatku Królowej Pol­ski, ,,nie nalali wody do stągwi" i dlatego nie doszło do uczty weselnej.

Natomiast w dalszych orędziach pani Mieczysławy pojawiły się ataki na ojców Paulinów. Wkładane przez nią w usta Pana Jezusa sło­wa stwierdzają:

Największy przykład lekceważenia Mnie - dali Paulini (...) Je­stem bardzo smutny, gdy patrzę, że do wrogów waszych zaliczam kapłanów Kościoła katolickiego ostatnio nawet ZAKON PAU­LINÓW. A wy Polacy tak zaufaliście tym ludziom jako" ostoi" polskiego katolicyzmu. Mogę śmiało i otwarcie powiedzieć: TWIERDZA - KLASZTOR JASNA GÓRA ZOSTAŁA ZDOBYTA PRZEZ WROGÓW - TYLKO IM ZNANYM SPOSOBEM

Jak to jest w stylu pani Mieczysławy - której prymitywna buta się­ga często zenitu - mści się również na Episkopacie Polski za to, że nie przyjął jej głupkowatego zaproszenia do Częstochowy:

W 2011 roku Boży człowiek usłyszał Moje wołanie i pragnął uczy­nić swego Stwórcę - Królem, gdyż przejął się Moim orędziem na 2011 rok. W tym celu Boży ludzie udali Się do Grodu Królewskie­go Mojej Matki z pięknym wizerunkiem Chrystusa Króla, malowa­nym pod Moje dyktando, przygotowali koronę królewską i berło ­insygnia władzy królewskiej. A Episkopat Polski - skorumpowa­ny, bezczelny, zatracony, zagubiony, zaprzedany Mojemu wrogowi uczynił najgorszy grzech w swojej działalności pasterskiej - nie przybył na Moje zaproszenie, aby mnie wywyższyć...

Do tej nieszczęsnej kobiety przylgnęły - jak widać - całe tabuny du­chów zwodzenia i pędzą ją w obłęd bluźnierczego przypisywania swych orędzi powadze Bożego Majestatu. Te jawne prowokacje, knute przez duchy zwodzenia z niesłychaną przebiegłością, nie tylko wbijają klin pomiędzy wiernych a pasterzy, ale dodatkowo ośmieszają Boży Maje­stat, wkładając w usta Pana Jezusa stwierdzenia prymitywne i błędne:

M. Kordas: Jezu - podyktowałeś mi, że nie ma " nieomylności pa­pieży ", bo tylko Bóg jest nieomylny a ja otrzymuję listy, że" dogmat nieomylności papieża obowiązuje" i został oficjalnie ustanowiony przez Watykan ale przeczy to rozumowi i nauce apostolskiej.

Pan Jezus: Ja powiedziałem tobie i wszystkim powtarzam to samo, że wiele zarządzeń papieży nie zatwierdziłem, bo nawet nikt Mnie o to nie pytał. (...) Żaden papież w historii Mojego Kościo­ła Katolickiego nie był "nieomylny " i nawet nie powinna nigdy wyjść z ust człowieka taka propozycja, bo to pomysł diabelski.

Urąganie dogmatowi o nieomylności papieża, gdy naucza ex cathe­dra o wierze i moralności w zgodności z Pismem Świętym i Tradycją, zatwierdzonemu przez jednego z największych papieży Kościoła katolic­kiego, Piusa IX, męczennika obrony czystości wiary w konfrontacji z mo­dernizmem, powoduje, że to sama pani Mieczysława winna uważać, by faktycznie nie ściągnąć na siebie kary piekła ognistego, którą tak hojnie straszy osoby wytykające jej błędy i wzywające ją do zaprzestania jej zło­wieszczej działalności. Perfidia wkładanych w usta Pana Jezusa słów po­lega na tym, że ogłaszanie dogmatów w Kościele należy do niepodważal­nej Władzy Kluczy, a jeśli papież naucza w sprawach wiary i moralności zgodnie z Pismem Świętym i Tradycją, to jak może się mylić?

Zwodzących Pan Bóg wydaje na pastwę zwodzenia (por. 2Tes 2,11­-12). Pod koniec 2011 roku kontrolę nad panią Mieczysławą przejęło Stowarzyszenie Leona XIII, schizmatycki odłam Kościoła katolickie­go, do tej pory pozostający w Polsce w całkowitym cieniu. Musieli zwietrzyć okazję do szerszego zaistnienia i do dotarcia ze swą buntem zatrutą wiarą do tysięcy osób złapanych na lep diabelskich sztuczek propagowanych przez stronę pani Mieczysławy. Od tej pory na stronie „Echo Chrystusa Króla" głupota goni głupotę, w coraz większym tempie odciągając ludzi od źródła łaski: Tak samo mówiłem Mieczysławie, że podczas, gdy świecka osoba podaje Mnie w Hostii ludziom, to nie ma Mnie w tej Hostii i wtedy ludzie przyjmują do ust zwykły opłatek traktując ją jako symbol. Tak samo jest, gdy ktoś kładzie Mnie na rękę nie ma Mnie tam, bo Ja nie jestem zabawką, tylko Bogiem.

Jak naiwne jest powyższe twierdzenie, niech świadczą fakty powszechnie znane, że nawet podczas bestialskich profanacji podob­nych tej, dokonanej w XIV w. przez żydowskich rabinów w Poznaniu (źródło: M. Noskowicz, Najświętsze Trzy Hostie. Cud Eucharystyczny w Poznaniu w 1399 roku), a obecnie podczas rytualnych profanacji do­konywanych przez satanistów, konsekrowany opłatek nigdy nie zostaje opuszczony przez Pana Jezusa. A powyższe brednie, judzące bezpod­stawnie wiernych przeciw władzy pasterskiej hierarchii kościelnej są obecnie autoryzowane i potwierdzane "autorytetem" Starokatolików vel Stowarzyszenia Papieża Leona XIII. Warto dodać, że Stowarzy­szenie Leona XIII to nic innego, jak schizmatycki Katolicki Kościół Apostolski założony w 1945 r. w Brazylii przez zbuntowanego prze­ciw władzy papieskiej i nauce społecznej papieży biskupa Carlosa Du­arte Cestę, gorącego zwolennika komunizmu. W swoim heretyckim kościele zniósł on celibat i wprowadził zmiany w liturgii. Został eks­komunikowany - on i złączeni z nim kapłani - przez świątobliwego Piusa XII. Ostatnio znany stał się w Polsce biskup tego kościoła Chri­stian Lambert. Wystarczy posłuchać tego biskupa, aby zrozumieć, jak uwodzącym językiem posługują się duchy zwodzenia.

Podsumowując działalność pani M. Kordas, należy z mocą stwier­dzić, że nie tylko ośmiesza Intronizację Jezusa Króla Polski, negatyw­nie nastawiając do niej zarówno duchownych, jak też trzeźwo myślą­cych wiernych, ale dodatkowo zatruwa dusze śmiertelnym jadem zwo­dzenia tych wszystkich, którzy dają jej wiarę.

Uwaga! Z chwilą, kiedy oddajemy do druku drugie wydanie broszurki Czas zwodzenia!, strona "Echo Chrystusa Króla" zosta­ła przez p. M. Kordas częściowo wykasowana.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 06 maja 2012, 20:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
„Nic bez Boga” - o prawdziwej Kontrrewolucji

Kontrrewolucja jest doktryną, która chce zachować w społeczeństwie prawo Boże; która odbudowuje to, co Rewolucja zburzyła, czyli ład naturalny i nadnaturalny. Konceptem do niej analogicznym jest więc Królestwo Społeczne Jezusa Chrystusa.

Ostatnimi czasy dają się zauważyć próby dezawuowania wartości i sensu używania pojęcia kontrrewolucja w funkcji określania naszego ideario, i to z najbardziej nieoczekiwanej, bo (deklaratywnie) tradycjonalistycznej strony. Jedni nie wysilają się zbytnio, sprowadzając rzecz do wydrwiwania widzianych przez pryzmat lustra weneckiego zewnętrznych dobrych manier kontrrewolucjonisty; inni uderzają w najgłośniejszy dzwon alarmując publiczność jakoby kontrrewolucja w doczesności przesłaniała nam najwyższy pozaziemski cel człowieka. Cokolwiek kryje się za tymi oskarżeniami: ignorancja, zawiść czy złośliwa wola, czas, by wyjaśnić kilka podstawowych kwestii.

Specyfika tradycjonalistycznego rozumienia sensu i celu Kontrrewolucji winna być rozpoznawana w kontekście powszechnego występowania od czasu Rewolucji 1789 roku deklaratywnie antyrewolucyjnych, lecz bardzo zróżnicowanych co do genezy, światopoglądu, ideologii i programów, formacji ideowych, politycznych i niekiedy zbrojnych, w wielu wypadkach także sprawujących władzę, bądź zdobywających ją tam, gdzie siły „starego porządku” (ancien régime, antiguo régimen), względnie „restauracji”, już ją były utraciły. Formacje te samookreślały się zazwyczaj jako konserwatywne, narodowe, prawicowe lub po prostu jako „umiarkowani” (modères, moderados) albo „partia porządku” (parti de l’ordre, partido del orden). Nagminnym zjawiskiem w tym wypadku była ich – z tradycjonalistycznego punktu widzenia – połowiczność i faktyczna kompromisowość w stosunku do zasad i instytucji rewolucyjnych, jak również zawężenie stawianych sobie celów do obrony konkretnych interesów partykularnych grup społecznych, „trzymających władzę”. Jakkolwiek rozumianego „porządku” broniły przecież przed rozmaitymi frakcjami „partii ruchu” i „stronnictw wywrotu” zarówno biurokratyczno-policyjne reżimy w Austrii i Niemczech czy autokratyczne despotyzmy w Rosji i Turcji, jak zwolennicy juste milieu w Monarchii Lipcowej pod berłem dynastii orleańskiej i we Włoszech pod rządami „prawicy historycznej” (destra storica) czy demokracje mieszczańskie, począwszy od III Republiki Francuskiej.

Szczególnym znakiem zajęcia pozycji de facto kompromisowych wobec Rewolucji było jednak godzenie się z coraz głębszą sekularyzacją polityki. Już kanclerz Metternich – uchodzący za ostoję i symbol reakcji – domagał się (z pozytywnym skutkiem) od władcy Królestwa Obojga Sycylii dymisji dla ministra – księcia di Canosa, traktującego serio chrześcijańskie deklaracje Świętego Przymierza. Urzędowe przeszkody rozpowszechnianiu antyliberalnego Syllabusa papieża bł. Piusa IX stawiały zaś nie tylko rządy laickie lub protestanckie, ale również oficjalnie katolickiego Cesarstwa Brazylii oraz deklarującego życzliwość dla Kościoła, Drugiego Cesarstwa we Francji.

W świetle tych okoliczności należy widzieć wypowiedź z programowej encykliki E supremi apostolatus (4 XI 1903) papieża św. Piusa X, która może być uznana za kwintesencję stanowiska tradycjonalistów: „Wiadomo Nam (...), że niemało jest ludzi, którzy powodowani miłością pokoju – czyli, jak się mówi – spokoju czy porządku, łączą się i zrzeszają w stowarzyszenia i stronnictwa, które nazywają stronnictwami porządku. Czcze nadzieje i stracone wysiłki! Istnieje tylko jedno stronnictwo porządku, które jest zdolne przywrócić spokojność pośród panującego zamętu: jest to stronnictwo tych, którzy trzymają z Bogiem”.

Znakiem rozpoznawczym prawdziwej Kontrrewolucji, prawdziwej partii porządku, jest zatem właśnie jej usytuowanie w nadprzyrodzonym planie Opatrzności Bożej względem człowieka. Dla „prawdziwego” kontrrewolucjonisty polityka bez religii jest – jak mawiał Chateaubriand – niczym, a na dnie każdej wielkiej kwestii politycznej leży – jak orzekał Donoso Cortés – wielka kwestia teologiczna. „Nic bez Boga” (nada sin Dios) – ten aksjomat hiszpańskich tradycjonalistów (karlistów) pozwala odróżnić kontrrewolucjonistę – tradycjonalistę od „zwykłego” reakcjonisty bądź konserwatysty. Nie wszyscy reakcjoniści są bowiem kontrrewolucjonistami, gdyż, jak mawiał Bernanos, być reakcjonistą znaczy chcieć po prostu zachować życie, bo tylko zwłoki nie reagują.

W oczach tradycjonalisty każdy reżim liberalny, czy to republikański, czy nawet monarchiczny, jest inspirowany przewrotnymi doktrynami Rewolucji. Natomiast Kontrrewolucja jest doktryną, która chce zachować w społeczeństwie prawo Boże; która odbudowuje to, co Rewolucja zburzyła, czyli ład naturalny i nadnaturalny. To jest „reakcja”, której pragnie, i którą stara się wzbudzić tradycjonalista. Konceptem analogicznym do pojęcia Kontrrewolucji jest więc Królestwo Społeczne Jezusa Chrystusa, co oznacza imperatyw odbudowania cywilizacji chrześcijańskiej. Innej Kontrrewolucji nie znamy i znać nie chcemy.

Jacek Bartyzel

http://www.pch24.pl/nic-bez-boga---o-pr ... z1tzUaYnXP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 25 maja 2012, 19:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Wojciech Wencel

Nieznośna lekkość obelg

Język III RP jest jak zdjęcie rentgenowskie. Nie tylko odsłania mentalność konkretnych osób, które w kolorowej prasie wygrywają rankingi na najlepiej ubranych polityków. Przypomina też, jak głęboko struktury państwa przeżarte są postkomunistycznym nihilizmem.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 16 maja 2012

Niektórzy wierzą, że najnowsze bon moty systemu pogardy: „Won stąd!” i „Zadzwoń do brata”, wywołają wreszcie masowy sprzeciw. Ale korzenie takiego języka zanadto rozrosły się w kulturze, by było to możliwe.

Układ zawarty w Magdalence i przy okrągłym stole otworzył drogę do realizacji kastowych interesów najbardziej zdemoralizowanym aktywistom PRL-u, którzy dotąd byli ograniczani regulaminem służbowym. Jeśli starzy partyjni aparatczycy zadowolili się gwarancją świętego spokoju i wysokich emerytur, to esbecy, ich koledzy z wojska i tajni współpracownicy zaczęli budować kariery w III RP, bez oporów korzystając z nabytej dawniej wiedzy. Za sprawą ożywionych kontaktów ich naturalny, przestępczy w gruncie rzeczy język przeniknął do świata polityki. Znalazł też odzwierciedlenie w kulturze, gdzie – jak określił to kiedyś Maciej Urbanowski – dokonała się rewolucja cynizmu.

Mowa nienawiści, mniej groźna w tygodniku „Nie”, dość powszechnie identyfikowanym jako polityczne ekstremum, po 1989 r. stała się znakiem rozpoznawczym „męskiego” kina czy „krwistej” prozy. Władysław Pasikowski uczynił bohaterem „Psów” zachlanego esbeka, palącego teczki osobowe na wysypisku śmieci i szydzącego z poległych za ojczyznę, a do tego pospolitego mordercę. Ale większość widzów zapamiętała wrażliwego mężczyznę „po przejściach”, który mści się „w imię zasad, skurwysynu”. Trudno się dziwić, bo nieszczęśliwie zakochany Franc Maurer na ekranie budził zdecydowanie więcej sympatii niż domagający się lustracji senator Wencel z Chrześcijańskiej Unii Jedności, w skrócie ChUJ.

Dlaczego po 1989 r. wielu Polaków uznało ten język za normalny? Czemu zamiast próbować odnaleźć w polskiej kulturze wymiar metafizyczny czy głęboko patriotyczny, jej odbiorcy zaczęli babrać się w bebechach, cmokając nad powieściami Andrzeja Zaniewskiego czy Andrzeja Stasiuka? Może powszechne upodlenie wydało się im koniecznym warunkiem wytęsknionego kapitalizmu. A może udzieliła się im atmosfera politycznej zgnilizny, zaraźliwej, ośmieszającej ducha, niszczącej w zarodku każde pragnienie dotarcia do prawdy. Tak czy inaczej, puszka Pandory została otwarta. Licealiści, którzy dziś pozdrawiają się słowem „zajebiście” i przesyłają sobie naszpikowane wulgaryzmami nagrania rozmów telefonicznych, to zagubione dzieci Franciszka Maurera. Nieślubne, oczywiście.

Do oswojenia słownej agresji w ogromnej mierze przyczyniły się autorytety III RP. Nie tylko medialni celebryci, ale też „postępowi” publicyści i naukowcy, dostrzegający większe zagrożenie w konserwatywnych wartościach niż w powszechnej barbaryzacji języka. W wydanej w 2003 r. książce „Zamiast procesu. Raport o mowie nienawiści” Magdalena Tulli i Sergiusz Kowalski na ponad 500 stronach cytowali fragmenty artykułów drukowanych w prawicowej prasie, a każdy przypadek „zaburzenia społecznej komunikacji” opatrywali własną diagnozą. Według nich, za przejaw hate speech należy uznać np. taki pogląd: „Reewangelizacja naszych zachodnich sąsiadów jest zasadniczą polską misją” („agresywny ton narodowej i religijnej megalomanii”). Gdy w kolejnych latach wzmogła się rzeczywista kampania nienawiści przeciwko braciom Kaczyńskim, specjaliści od „zaburzeń społecznej komunikacji” milczeli jak zaklęci.

„Palant, szkodnik, cham, bachor, debil, dureń, psychole, paranoicy, karły moralne...” – na te słowa nie reagował prawie nikt. Tak jakby obsesyjnie powtarzane obelgi były dopuszczalnym elementem gry politycznej, a nie klasyczną mową nienawiści. A potem był Smoleńsk, nieco później zabójstwo Marka Rosiaka. Nagromadzona w wymiarze publicznym nienawiść wydała śmiertelne owoce. Choć jej wpływ na bieg zdarzeń trudno udowodnić, wszyscy czujemy przecież, że coś jest na rzeczy. Dlatego tak bolą obelgi w stylu „Zadzwoń do brata”, dowodzące, że rewolucja cynizmu nie ma żadnych granic. Podobnie jak bolszewicka.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... obelg.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 14 lip 2012, 12:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Żaryn dla Fronda.pl: Ekskomunika na komunistów nadal obowiązuje

Dekret Świętego Oficjum z 1 lipca 1949 r. nakładający ekskomunikę komunistów był skierowany do katolików, w tym intelektualistów katolickich mieszkających w Europie Zachodniej. Zabraniał im jakiejkolwiek współpracy na poziomie ideowym i praktycznym z wyznawcami marksizmu, a zatem z lansowaniem teorii i praktyki antychrześcijańskiej i ludobójczej – mówi portalowi Fronda.pl prof. Jan Żaryn, historyk.

Dekret Świętego Oficjum z 1 lipca 1949 r. nakładający ekskomunikę komunistów był skierowany do katolików, w tym intelektualistów katolickich mieszkających w Europie Zachodniej. Zabraniał im jakiejkolwiek współpracy na poziomie ideowym i praktycznym z wyznawcami marksizmu, a zatem z lansowaniem teorii i praktyki antychrześcijańskiej - ludobójczej.

Stolica Apostolska patrzyła na marksizm ze strony nauki, w tym również nauki społecznej Kościoła Katolickiego i strony realizowania doktryny marksistowskiej od 1917 r., które to praktyki ludobójcze skierowane przeciwko Kościołowi i chrześcijaństwu zostały przeniesione już na grunt Europy Środkowo-Wschodniej. Brak wiedzy o tym co się dzieje za żelazną kurtyną, wytwarzał w inteligencji katolickiej pokusę by hasła o sprawiedliwości społecznej wytwarzane przez marksizm traktować jako współgrające i do pogodzenia z chrześcijaństwem.

W Polsce, ten dekret miał jeszcze inne znaczenie. Komuniści posłużyli się nim, aby zmanipulować jego intencję i wymusić na hierarchach deklarację iż jego treść jest świadectwem nawołującym katolików żyjących w Polsce do zdrady państwa. To wprowadzało hierarchię w bardzo niewygodny wybór między lojalnością wobec państwa zarządzanego przez komunistów i lojalnością wobec Stolicy Apostolskiej. Od tego dekretu rozpoczyna się, w jakiejś mierze, okres represji wobec Kościoła. To była reakcja władz na rzekome mieszanie się Kościoła w rzeczywistość państwa.

Tego dekretu nikt nigdy nie wycofał i nadal obowiązuje. Faktem jest, że gdy na II Soborze Watykańskim z inicjatywy polskiego episkopatu i prymasa Wyszyńskiego, próbowano potępić doktrynę komunistyczną i realny socjalizm, to nie zajęto się naszym wnioskiem. Jednak nie oznacza to anulowania dekretu z 1949 r.

Koncesjonowane środowiska katolickie i komuniści uznali to jednak, jako rozchodzenie się linii politycznej Episkopatu Polski pod wodzą prymasa Wyszyńskiego i Stolicy Apostolskiej. Tworząc ten klin próbowano udowodnić, że II Sobór Watykański nie opowiedział się za polityką prymasa wobec PRL. To nie była jednak prawda - mówi Żaryn.

Not. Jarosław Wróblewski

http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/ ... zuje_22512


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 21 lip 2012, 11:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
PANEM ET CIRCENSES ­ - CHLEBA I IGRZYSK

Im więcej kłamią dzi­siejsi źli przywódcy, tym bar­dziej trzeba szukać prawdy i jej bronić i przy niej trwać=
Warszawska Gazeta, 20-26 lipca 2012 r. KOMENTARZ TYGODNIA

Ks. Stanisław Małkowski

­ "Biada paste­rzom, którzy prowadzą do zguby i roz­praszają owce mojego pa­stwiska" (Jer. 23,1) - mówi Bóg w liturgii słowa w niedzielę 22 lipca. "Zapowiada Bóg Króla, który będzie naszą sprawiedli­wością, który sprawiedliwość nam przywróci i da nam pa­sterzy wg Jego serca” (Jer 3,15).

Słowo Boże jak zawsze mówi do nas i o nas. Doświadczamy wła­dzy, która ściąga na siebie i swo­ich poddanych przekleństwo, ale zarazem mamy do kogo się odwołać, kogo o błogosławień­stwo prosić, komu zaufać, czyją władzę wybierać i w czyjej wła­dzy uczestniczyć. Społeczne pa­nowanie dobrego pasterza Króla zapewnia pokój i dobro już te­raz, w drodze do przyszłej pełni.

Drogą jest modlitwa i wytrwa­nie. Trwajmy na modlitwie bo modlitwa wykuwa oręż ducha. Toczy się walka duchów, dobra i zła. Źli stają się jeszcze gorsi, a pobożni stają się coraz bliżsi Bogu. Czytamy w księdze Apo­kalipsy "Kto krzywdzi, niech jeszcze krzywdę wyrządzi i plu­gawy niech się jeszcze splugawi a sprawiedliwy niech jeszcze wy­pełni sprawiedliwość, a święty niechaj się jeszcze uświęci" (Ap. 22, 11).

Z Maryją Królową, krzyżem i różańcem jesteśmy bezpieczni, bo Jej Syn jest Zwycięzcą pie­kła, śmierci i szatana. Bądźmy więc w sercu Matki i w sercu Jej Syna i tam świat zanurzajmy. Cierpienie dzieci, ludzi chorych, biednych, skrzywdzonych i upo­korzonych ratuje świat w znaku krzyża. Ufajmy Jezusowi Zbawi­cielowi i trwajmy na modlitwie. Ta postawa uzdalnia nas, aby wejść do Miasta Świętego, bo na zewnątrz "jest każdy kto kłam­stwo kocha i nim żyje" (Ap. 22,15).

Im więcej kłamią dzi­siejsi źli przywódcy, tym bar­dziej trzeba szukać prawdy i jej bronić i przy niej trwać. Hory­zont pragnień i zainteresowań bezmyślnego tłumu (lemingów) oddają słowa: Panem et circen­ses - chleba i igrzysk. Władca, który gardzi ludźmi, chce zapew­nić sobie panowanie, popiera­jąc konsumpcyjny i rozrywkowy styl życia swoich poddanych. Dlatego propaguje swobodę seksualną, która łączy w sobie ta­nią rozrywkę z tanią konsump­cją: bawcie się sobą, zjadajcie się nawzajem, a do polityki się nie mieszajcie, pozostawia­jąc sprawy publiczne, spo­łeczne i państwowe starszym i mądrzejszym, wykształconym w szkole, której symbolem jest PRL-owskie święto 22 lipca.

Ko­munistyczne pseudo-wyzwole­nie uciskanych, dokonywało się na drodze kłamstwa i nienawiści. Postkomunizm głosi podobne hasła przeciwne ludzkiej naturze i wspólnocie. Jedną z form nisz­czenia małżeństwa i rodziny jest edukacja seksualna, szczególnie narzucana przymusowo np. w Niemczech w przedszkolach i szkołach, jako wczesne molestowanie seksu­alne dzieci i nauczanie dewia­cji.

Agresja przeciwko prawu naturalnemu i obiektywnej prawdzie przebiega wieloto­rowo. Pokonuje się więc kolejne "tabu” czyli przykazania Deka­logu. Miesza się prawdę z kłam­stwem, odwraca się kryteria dobra i zła, tworzy się świat fikcyjny, zwany wirtualnym, popiera się wszelkie formy deprawacji duchowej i fizycznej: okultyzm, magię, wróżbiarstwo, cielesną rozwiązłość, pornogra­fię, swobodę w dziedzinie zła, brak tolerancji szacunku wo­bec dobra.

Głosi się wolność dla wszystkich z wyjątkiem wro­gów wolności a za takich uważa się ludzi wiernych prawdzie, go­towych prawdy szukać i dać jej świadectwo. PRL budowała się na kłamstwie katyńskim, III RP buduje się na kłamstwie smo­leńskim, obie polityczne forma­cje opierają się na zbrodniach założycielskich, bo bez kłam­stwa i zbrodni nie mogą ist­nieć.

Wszelkie postacie obrony prawdy i życia wyzwalają z tego ciągu zniewoleń, któremu pod­dana jest Polska. Polska żyje dzięki prawdzie i jej obrońcom, dzięki Chrystusowi, który jest drogą, prawdą i życiem.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 27 lip 2012, 12:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Kagańce państwa Partii Miłości

Państwo Partii Miłości zakłada ludziom na twarz kolejne kagańce – a to rośnie liczba podsłuchów, a to ACTA, innym razem INDECT, prezydent zgłasza chęć utrudnienia obywatelom zgromadzeń publicznych, KRRiT na multipleks cyfrowy wpuszcza tych, co będą kołysać biodrami w rytmie i disco i polo (w końcu mamy pluralizm), innym razem wraca próba rozszerzenia art. 256 kk o tzw. „mowę nienawiści”. Modne mniejszości postulują, by za mowę nienawiści uznać krytykę wobec zachowań homoseksualnych, czyli skazywać za „homofobię”. Przy czym o tym, kto jest homofobem, orzekną „neutralne światopoglądowo” modne mniejszości. Mutacja PO proponuje dopisać do katalogu fundamentów życia społecznego jeszcze płeć i tożsamość płciową oraz o dziwo(!) niepełnosprawność.

Jest jeszcze pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania, która promuje projekt Rady Europy „Zwalczanie dyskryminacji opartej na orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej”. I jest jeszcze niezależna prokuratura, która zamierza zaostrzyć walkę z nacjonalizmem, wszelką dyskryminacją i oczywiście z homofobią. Tak przynajmniej wynika z pisma zastępcy prokuratora generalnego, które zostało rozesłane do prokuratur apelacyjnych.

Czy również księża pozostający wierni nauczaniu Objawienia skazywani będą za mowę nienawiści? Jasne, że prościej jest wyjść na ambonę, powiedzieć kilka okrągłych, miłych słówek, które i tak nic nie zmienią, poza tym, że niektórych mogą utwierdzać w błędzie. Ty nas pochwalisz - my posłuchamy, będziemy żyli po swojemu i będzie git. Za dużo powiedział ks. płk Żarski w obecności majestatu prezydenta i dostało mu się, a właściwie już nic mu się nie dostało – homilią dotknął prezydenta, więc prezydent dotknął jego, wysyłając w stan spoczynku. Ks. płk Żarski - może jeszcze nie homofob, ale jaki bezczelny!

W Szwecji było jeszcze gorzej. Za kazanie poświęcone nauczaniu Biblii na temat praktyk homoseksualnych pastor Ake Green usłyszał wyrok skazujący. „Niezawisły” sąd uznał go winnym „nawoływania do nienawiści przeciwko grupie społecznej w oparciu o jej orientację seksualną”. A za podstawę wyroku posłużyła dopiero co uchwalona ustawa rozszerzająca kryteria prześladowania mniejszości o mniejszości seksualne. Jak to się mówi – miłe złego początki. Przeczytajmy uważnie fragment homilii pastora:

Legalizacja związków partnerskich między mężczyzną a mężczyzną i między kobietą a kobietą prowadzi do katastrof nieporównywalnych z niczym! Widzimy już tego rezultaty. (…) Otwarci, bezwstydni – tak postrzegamy całujących się mężczyzn i całujące się kobiety. To dzieje się przed kamerami telewizyjnymi. Oni robią to również przed kamerami filmowymi, ale nie tylko. To ma miejsce na naszych ulicach i w miejscach publicznych. To się dzieje dziś w naszym kraju. Co mówi Bóg? On mówi, że to ciężki grzech. To jest bardzo ciężki grzech, także w naszym kraju, tak jak to było w przypadku Sodomy i tamtych miast. (…) Oto jakiej doświadczamy na to reakcji politycznej w naszym kraju. Oni [rząd] dają na to zgodę i myślą, że to w porządku, że się w to angażują. A jednak nasz kraj staje w obliczu katastrofy na wielką skalę! Tego możemy być pewni. Bóg powiedział, że ziemia będzie wymiotować swoich mieszkańców. Nie będzie im dane przetrwać, jeśli będą dalej żyli tak, jak ci, którzy wcześniej zamieszkiwali ziemię. Myślę, że to może stać się w Szwecji. Myślę, że to może przydarzyć się w naszym kraju, bo przyjęliśmy takie prawa. Nasz kraj zupełnie nie przejmuje się tym, co mówi Bóg”.

W 2004 roku w Europie skazano duchownego za to, co powiedział w kazaniu.

Ale jest też zupełnie świeży przykład – z Hiszpanii. Bardziej optymistyczny. Oto sędzia Antonio Cervera oddalił pozew Federacja LGTB (Lesbijek, Gejów, Transseksualistów i Biseksualistów) przeciwko biskupowi Alcalá de Henares Antoniowi Reig Plà. Nie dopatrzył się tym samym popełnienia przestępstwa podczas homilii w Wielki Piątek, gdy biskup odniósł się do homoseksualistów. W uzasadnieniu czytamy, że „pełny zapis słów biskupa nie pozwala zrozumieć racjonalnie, że on sam prowokował do dyskryminacji, nienawiści lub przemocy wobec homoseksualistów, ani też że szerzył obelżywe informacje na temat homoseksualistów w związku z ich orientacją seksualną”. Słowa biskupa ukazują co najwyżej „krytyczną postawę wobec homoseksualności”, ale „nie zawierają obelgi wobec homoseksualistów w ogólności, ani nawoływania do dyskryminacji z powodu ich orientacji seksualnej”. Sędzia stwierdził, że ks. bp Reig Plà traktuje homoseksualizm jako “nieuporządkowaną inklinację”, co może stwierdzić „w oparciu o wolność religijną”.

Co takiego powiedział pasterz Kościoła, że słowami homilii zajmował się sąd? „Myślą od dzieciństwa, że mają pociąg do osób tej samej płci i, niekiedy, aby sprawdzić to deprawują się i prostytuują lub idą do męskich klubów nocnych. Zapewniam was, że znajdują piekło”.

To jedno zdanie wyrwane z kontekstu stało się powodem natychmiastowej nagonki medialnej i ideologicznej – środowisk oczywiście „neutralnych światopoglądowo” na biskupa. Środowiska lewicowo-liberalne i gejowskie wzywały do usunięcia go z diecezji i ogłoszenia persona non grata w mieście. Zarząd miasta głosami lewicy postanowił nie zapraszać ordynariusza na uroczystości publiczne.

Myślę, że idą czasy dawania świadectwa. Świat będzie próbował korumpować pasterzy dotacjami, obecnością na salonach itp., bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości (Łk 16,9). W czasie przejściowym odbiorą imię, a później zamkną. Odwagi!

O. Dariusz Drążek CSsR

http://www.naszdziennik.pl/blogaid/praw ... ml#entry27


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 30 sie 2012, 07:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Jak widać kultura opierająca się na zbrodni i promująca zbrodnię nie wszędzie ma się dobrze. Są jeszcze na świecie skupiska ludzi szanujących dar życia.

Dzieci poczęte mają prawo do życia

Lekarze i akuszerki, którzy przeprowadzają nielegalne aborcje, powinni podlegać karze więzienia – tym orzeczeniem Sąd Najwyższy Korei Południowej podtrzymał ustawę zabraniającą w tym kraju aborcji. Ośmiu sędziów zaznaczyło, iż zadaniem lekarzy i pielęgniarek jest ochrona życia.

Ustawa zakazująca aborcji w południowokoreańskim państwie została wprowadzona w 1953 roku. Mimo że aborcja w Korei Południowej jest zakazana, w ostatnich dziesięcioleciach ustawa była nagminnie łamana. Jak wyjaśnia portal LifeSiteNews, kraj ten ma bardzo wysoki wskaźnik aborcji.

Sąd Najwyższy Korei Południowej rozpatrywał apelację na wniosek akuszerki o imieniu Song, która została skazana w 2010 roku za pozbawienie życia sześciotygodniowego dziecka. Wyrok w tej sprawie zapadł 23 sierpnia. Sąd Najwyższy (SN) orzekł, że „chociaż ciąża niesie poważne zmiany dla matki, płód także ma prawo do życia”. Ponadto sędziowie zaznaczyli, że obowiązkiem lekarzy i położnych jest dbanie o to życie, a nie jego unicestwianie. Jednocześnie SN stwierdził, iż kara więzienia przewidziana dla pracowników medycznych nie jest przesadna.

LifeSiteNews podało, że wyrok zapadł przy większości głosów. Jednak czterech sędziów opowiedziało się przeciwko ustawie.

Z oficjalnych danych wynika, że z szacowanych ponad 340 tys. aborcji, których dokonano w Korei Południowej w 2005 r., 95 proc. było nielegalnych. Zdaniem tamtejszego ministerstwa zdrowia, ponad 43 proc. ciąż w tym kraju kończy się zabiciem dziecka. W opinii południowokoreańskich obrońców życia, liczba aborcji jest znacznie wyższa i może wynosić nawet 1,5 mln rocznie.

Korea Południowa dotknięta jest głębokim kryzysem demograficznym, w niektórych latach miała ona najniższą na świecie liczbę urodzeń.

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/swiat/8490,d ... zycia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 07 wrz 2012, 20:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
JAK JEST I DLACZEGO

Kilka notek wstecz zapowiadałem ten tekst. Jest trochę inny niż zamierzałem stworzyć, ale cóż ja sobie a klawiatura sobie. Generalnie są to przemyślenia o tym dlaczego jest jak jest. W pierwszej części przypomnę pokrótce co pisałem w linkowanych notkach bo wiąże się to z głównym tematem.

W notce Merdia ich mać, czyli o baranach przedstawiłem relację kowalski – media i starałem się wyjaśnić dlaczego odbiór informacji z mediów jest ułomny:

Przyczyny wewnętrzne:

1. człowiek jest istotą z reguły leniwą a wszelkie analizy, rozważania, szukania źródeł kosztują trochę wysiłku - w naszych warunkach dużo,

2. człowiek zwłaszcza uwikłany w trudy codziennej egzystencji nie ma ochoty na głębsze rozmyślania – przyjmuje rozwiązania proste i pozornie oczywiste,

3. dwa, a nie daj Boże większa ilość punktów widzenia, wprowadzają dysonans poznawczy, który wprawia w stres – trzeba przyjąć jakąś postawę a to jest męczące (punkt a.), zwłaszcza jak wymaga przewartościowania dotychczasowych poglądów,

4. powiązanie określonych poglądów z pozycją: ekonomiczną, polityczną, towarzyską – inaczej mówiąc – konformizm,

5. cechy jak łatwowierność, podatność na wpływ innych, brak własnego zdania, ignorancja,

6. wynik ociężałości umysłowej.

i zewnętrzne:

- brak dziennikarzy (pomijając drobne wyjątki) – są wyrobnicy i funkcjonariusze(dlaczego - to osobny temat)

- świadome działanie właścicieli sceny medialnej uniemożliwiające wolny dostęp do rynku mediów (głównie TV, która ma największe znaczenie w przekazie).

W kraju gdzie żyję nie ma możliwości, aby jeden człowiek (bądź grupa ludzi) powiedziała coś innym (dużej grupie) bez pozwolenia trzeciej osoby w postaci funkcjonariusza państwowego.

Jest drobny wyjątek w postaci Internetu, ale to zapewne niedługo się skończy, bo staje się on pokaźnym źródłem nie koncesjonowanej informacji.

Jak to jest robione?

W notce Upiór - dzienny, nocny, całoroczny po części dałem na to odpowiedź wymieniając metody medialnej obróbki kowalskiego jak: generowanie chaosu informacyjnego, zwichrowane widzenie świata, znieczulenie na różne bodźce.

Chaos informacyjny to fałszywe informacje, nadmiar informacji, zbędne informacje. W wyniku tego trudno jest odbiorcy wyłowić co jest istotne z jego punktu widzenia.

Jest to też metoda wytwarzania „punktu widzenia” np. wytwarza się poczucie winy lub współodpowiedzialności za los „głodnych dzieci w Afryce” a nie widzi się biedy i jej źródeł w kraju, w swoim otoczeniu oraz odwracania uwagi od spraw istotnych.

Zwichrowanie widzenia świata to założenie, że świat tak rzeczywiście wygląda jak jest pokazywany (katastrofy, mordy i gwałty, same patologie). Jest to wpychanie ludzi w pewien matrix.

Natomiast znieczulenie na różne bodźce to takie podejście, gdzie na tle wiedzy z mediów moje działania (moja sytuacja) nie są najgorsze, np. „no tak, piszą że ojciec zamordował syna, a ja tylko dałem mu kopa” – czyli jest ok. Skoro ten świat jest taki wredny to moje działania na jego tle są akceptowalne – „wszyscy kradną, nawet księża, to co - mi też może się zdarzyć - normalka.”

Dlaczego tak jest to urządzone?

Bombardowanie „kowalskiego” informacją jednostronną, spaczoną, zmanipulowaną, tendencyjną, prostacką, nieistotną lub niezrozumiałą jest idealne dla realizacji celów jakim jest zarządzanie materiałem ludzkim, materiałem z punktu widzenia władzy podobnym do barana lub krowy, którego trzeba: hodować, dbać o niego, pilnować aby w szkodę nie wszedł, kierować za pasterzem (tym, bądź innym) w kierunku zagrody, gdzie dostanie karmę, no i najistotniejsze – STRZYC i DOIĆ ile się da i jak długo się da. Co jest straszniejsze to młode pokolenie owieczek w większości uważa taki stan za normalny i korzystny (może do pierwszego większego dojenia?).

I władza wszystko robi - i będzie robiła - aby media nadawały w jednym tonie i aby „kowalski” dalej był baranem.


Opisane powyżej metody (nie wszystkie oczywiście) urabiania kowalskiego to drobiazg, prosta socjotechnika.


Ale jest jeszcze coś gorszego, to:

Podmiana i burzenie znaczeń pojęć podstawowych.

I tu zaczyna się właściwa notka, gdzie na wstępie trzeba by coś powiedzieć na temat marksizmu kulturowego.


Komunizm w początkowej wersji sowieckiej (który miał zmieść stary porządek) jak pokazała historia nie sprawdził się, był po prostu niewydolny ekonomicznie i politycznie, nie starczyło mu pieniędzy na utrzymanie status quo nie mówiąc o ekspansji i zawojowaniu zachodu.


Pojął to wcześniej Antonio Gramsci - generalny sekretarz Włoskiej Partii Komunistycznej - odsiadując 10 z 20 lat więzienia. Przewidział że lepszą metodą obalenia istniejącego porządku jest wywołanie rewolucji kulturalnej.


Klasyczne marksistowskie teorie głoszą, że to stosunki własności i produkcji tworzą i wpływają na rzeczywistość, regulują takie porządki jak: polityczny, społeczny, prawny, moralny, kulturalny, religijny. Krótko mówiąc – byt określa świadomość.


Gramsci natomiast zaproponował coś odwrotnego - rewolucję w sferze kultury, która miała zmienić wszystkie inne porządki. Zgodnie z jego teorią kultura tworzona przez warstwy wyższe (burżuazję) oddaje jej punkt widzenia świata składający się z wartości moralnych, intelektualnych, wzorców zachowań, tak aby utrzymać władzę. Dominacja kulturalna staje się na równi z dominacją ekonomiczną narzędziem ucisku klas niższych.Ponieważ na polu ekonomii nie byli w stanie zwyciężyć zostało do zagospodarowania to drugie.


W związku z powyższym Gramsci zaproponował za pomocą tej sfery (kultury) zmienić sposób myślenia i mentalność wielkich grup społecznych. Rezultatem takiego modelowania ma być nowy człowiek: super tolerancyjny, akceptujący każde zjawisko uchodzące dawniej za grzech (zboczenie), wyznawca libertynizmu, piewca demoralizacji.

Armią która ma te zmiany przeprowadzić będzie lewicująca elita intelektualna a armatami – wszelkie media i system edukacji.


Europa Zachodnia była świetnym miejscem do przeprowadzenia tego eksperymentu. Istniała rozwinięta demokracja, panował dobrobyt. W demoludach etykieta „marksista” dla normalnych ludzi to była obraza. Na zachodzie z takim mianem lewicujące elity uchodziły za „buntowszczików” wobec „kapitalizmu” (chociaż żyły z niego wyśmienicie). Wystarczyło że propaganda, przemysł rozrywkowy i edukacja dostały się w łapy socjalistów i komunistów, i marksizm kulturowy z teorii zaczął stawać się realnym zjawiskiem. Dodatkowo istnienie demokracji samoistnie prowadzi do skrzywienia socjalistycznego i rewolucja zaczęła się toczyć. W zasadzie to zaczęła toczyć tkankę społeczną jak pasożyt swojego dawcę.


Na czym opierała się dotychczas cywilizacja łacińska? Można wyróżnić trzy główne filary:

- greckie pojmowanie prawdy,

- rzymskie prawo,

- etyka chrześcijańska.


Rozmontowanie tych podstaw za cel wzięły sobie „siły lewicy” – mam na myśli szersze grono niż tylko komunistów i innych lewaków.

Metod było (i jest) sporo. Jedną z nich jest pomieszanie pojęć. Już Konfucjusz mówił, że wszelką naprawę należy zacząć od naprawy pojęć więc odwracając stwierdzenie podmiana znaczeń wpłynie zapewne na zepsucie istniejącego porządku.


Obyczajowość

Jedną z pierwszych akcji był atak na sferę obyczajową. To co dawniej było tabu, sferą intymną stało się publiczne. To co było i jest zboczeniem, np. homoseksualizm stało się nową normą (bo tak przegłosowano w WHO!)

Promowano również - i to skutecznie - twierdzenie, że tolerancja = akceptacja. Są to dwa zupełnie różne pojęcia. Toleruję coś, kogoś to oznacza – jesteś mi obcy, twoje poglądy są nie do przyjęcia, jesteś obrzydliwy, wrogi ale dla wyższych racji znoszę twoją obecność (co najwyżej przejdę na drugą stronę ulicy).

Na przykład: mogę tolerować czyjeś nieodpowiednie zachowanie by nie wywołać awantury. Akceptacja to generalnie zgoda, przychylenie się czyichś poglądów.


Rodzina

Kolejnym miejscem do „zagospodarowania” była rodzina, np. zdezawuowano pojecie głowy rodziny jak i władzy rodzicielskiej. W mediach rodzina pokazywana jest jako źródło patologii a jeżeli nie źródło to przynajmniej miejsce podejrzane (bo jeszcze poza kontrolą państwa). Promowano wychowanie bezstresowe co musiało doprowadzić do wysypu jednostek nieodpornych na stres, słabych i podatnych na wpływy.


Instytucja małżeństwa jest zrównywana z konkubinatem. Kiedyś urok konkubinatu polegał właśnie na braku jakichkolwiek formalizmów. Teraz ta instytucja obrosła papierami i stała się jakimś para-małżeństwem, natomiast małżeństwo jest postrzegane jako niepotrzebna komplikacja, uzależnienie od pewnych zasad i formalizmów.


Homoseksualizm, feminizm to następne zjawiska zaprzęgnięte do walki ze starym porządkiem, głównie z rodziną. Temat rozległy wymagający osobnego potraktowania.


Prawo

W sferze prawa zmiana polegała na zastąpieniu porządku wyższego rzędu (prawa naturalne) jako bazy na której opiera się państwo prawne, na płynny i chimeryczny „consensus” ustalany przez zbiorowość w zależności od potrzeb.

Prawa naturalne to: prawo do życia, prawo do własności, prawo do wolności. Pierwszego nie trzeba tłumaczyć, drugie jak ktoś miał dziecko to też pojmie, trzecie to ja rozumiem tak, iż człowiek posiada wolną wolę więc sam podejmuje decyzje za których skutki ponosi odpowiedzialność. Rozumienie wolności jako: „jestem wolny – mogę robić wszystko, jestem wolny – nic mnie nie ogranicza” prowadzi zawsze do dysonansu poznawczego.
Ustalanie praw tylko na podstawie głosu większości prowadzi do Ustaw Norymberskich.

Wprowadzono jeszcze pojęcie sprawiedliwości społecznej. Jeżeli to jest to samo co sprawiedliwość to po co ten dodatek, jeżeli nie jest to samo, to wtedy nazywa się to niesprawiedliwością. Ale pojęcie sprawiedliwość społeczna przyjęło się i funkcjonuje w najlepsze.

W wyniku zanegowania istnienia zasady Volenti non fit iniuria (chcącemu nie dzieje się krzywda) została zmieniona koncepcja postrzegania człowieka. Odtąd żądzą nim różne moce, których nie jest w stanie opanować, a czasami nawet rozpoznać, np. siły oddziaływania społecznego, trudne dzieciństwo, wpływy różnych mędrców itp. Człowiek w myśl tej filozofii nie jest obciążony do końca odpowiedzialnością za swoje działania, gdyż nie wynikają one z jego wolnej woli, więc po części staje się bezkarny. Głębszą konsekwencją jest konieczność roztoczenia opieki przez państwo nad takim obiektem, który do końca nie panuje nad swoim poczynaniami.

Kościół a państwo

„Przewodnicy duchowi” nowych czasów cały czas wmawiają że państwo musi być neutralne światopoglądowo. I jest to powszechnie przyjmowane, czasami z drobnymi oporami. A takiego bytu nie może być, ponieważ jedną z funkcji państwa jest wymierzanie sprawiedliwości a zawsze jest to robione w oparciu o jakiś zbiór zasad - światopogląd, który ma źródło w etyce. Można przyjąć na przykład etykę złodziejską i państwo też będzie funkcjonować - będzie co prawda państwem złodziejskim (a może już takie jest?). Póki co to etyka jest chrześcijańska.

Generalnie działania są skierowane by kościół przestał mieć wpływ na morale narodu. Ma być instytucją charytatywno - folklorystyczno - rozrywkową.Kościół po części sam sobie jest winien takiej sytuacji.

Pojęcie prawica – lewica – naród.

Współczesny "mainstreem" tzn. politycy głównego nurtu, media, służby za wszelką cenę chcą nadać pojęciu prawica fałszywe, negatywne znaczenie np. faszyści z NSDAP to według nich skrajna prawica a jak wiadomo skrót ten oznacza Narodowo Socjalistyczną Niemiecką Partię Pracy. Wysiłek jaki w to wkładają świadczy, że pojęcie prawica i wszystko co jeszcze się pozytywnego z tym kojarzy musi im przeszkadzać! Jaki z tego wniosek? Ano jedyny taki, że cały ten główny nurt co nas porwał to płynie w kierunku socjalizmu, czyli katastrofy. Zapewne dla kierowników tego przedsięwzięcia nie będzie to katastrofa, ale dla nas tak.

Stąd niechęć do jasnego zdefiniowania tych pojęć. Prawica ma się kojarzyć z faszyzmem i koniec, tak jak interesy narodowe z ksenofobią i zaściankiem.


I na koniec takie pytanie do destruktorów. Co proponujecie w zamian. Jaką cywilizację, bo łacińską już rozwaliliście. Na jakich podstawach chcecie budować nową?


Jeszcze krótki zestaw wbijanych kalek pojęciowych – proszę o uzupełnienie:

•rodzina – miejsce przemocy, patriarchatu i ucisku
•prawica – faszyści,
•żydzi – antysemityzm, szczególnie polski
•naród – ksenofobia, zaścianek
•kościół – organizacja przestępcza, pedofilia, tumanienie ludzi
•tolerancja – akceptacja
•Europa – Unia Europejska
•Unia Europejska -źródło wszelkiej mądrości i kasy
•konserwatyzm – poglądy sfrustrowanych pierników
•demokracja – nic lepszego nie mogło nas spotkać
•większość - słuszność

•władza państwowa - ojciec, matka, dobry opiekun, co chce nam nieba przychylić
•podatki - danina dla naszego dobra
•budżet państwa - nie wolno uszczuplać, trzeba powiększać
•finanse państwa - nie znacie się szaraczki, jest ok. Inni mają mniej ok.
•transformacja 89 - gdyby nie TO, to by było ho, ho.
•wymiar sprawiedliwości - w pełni: niezawisły, nieazleżny, nieomylny, wiarygodny (do bulu)
•klasa polityczna - grupa ludzi chcąca naszego dobra (a mamy go już tak mało)


PS. Chiński strateg wojenny, filozof Sun Tzu (500 lat przed Chrystusem) zebrał takie oto mądrości odnośnie sztuki walki (nie tylko wojennej):


Metoda:

•Cała sztuka walki bazuje na zwodzeniu przeciwnika (na oszustwie).
•Stąd walczyć i zwyciężyć w każdej bitwie to nie dowód umiejętności.
•Prawdziwa umiejętność to złamanie oporu przeciwnika bez walki.
•Stąd najlepszy generał to taki, który pokrzyżuje plany przeciwnikowi.


1.Dyskredytujcie wszystko, co dobre w kraju przeciwnika.
2.Wciągajcie przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze przedsięwzięcia.
3.Podrywajcie ich dobre imię. I w odpowiednim momencie rzućcie ich na pastwę pogardy rodaków.
4.Korzystajcie ze współpracy istot najpodlejszych i najbardziej odrażających.
5.Dezorganizujcie wszelkimi sposobami działalność rządu przeciwnika.
6.Zasiewajcie waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego kraju.
7.Buntujcie młodych przeciwko starym.
8.Ośmieszajcie tradycje waszych przeciwników.
9.Wszelkimi siłami wprowadzajcie zamieszanie na zapleczu, w zaopatrzeniu i wśród wojsk wroga.
10.Osłabiajcie wole walki nieprzyjacielskich żołnierzy za pomocą zmysłowych piosenek i muzyki.
11.Podeślijcie im nierządnice, żeby dokończyły dzieła zniszczenia.
12.Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany, zwróci się stukrotnie.
13.Infiltrujcie wszędzie swoich szpiegów.

Czy te zasady czasem nie są stosowane w naszym kraju?

I chyba nie przez Chińczyków.

http://piko.salon24.pl/442754,jak-jest-i-dlaczego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 08 paź 2012, 16:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Nie jestem "heteroseksualistą" czyli o bełkocie

Co i rusz z mediów dobiega nowomowa - "partner" bądź "partnerka życiowa", "homofobia", "heteroseksualista". Nie jest to zjawisko, jakby się mogło wydawać, bez znaczenia. Każda sfera życia ludzkiego, a więc i język,ma swój aspekt ekonomiczny, dlatego nie mówi się "miesiąc październik" lecz po prostu "pazdziernik" i wystarczy. Dublowanie,mówiąc fachowo - redundancja, często przydatna, w tym wypadku zbędna, to dodatkowe obciążenie, szkodliwe tak jak każde dodatkowe obciążenia podatkowe.A od chwastów w sferze językowej,wskutek zwykłej głupoty oraz będącej jej ideologicznym rozwinięciem poprawności politycznej, aż się roi. I to jest kolejny podatek płacony przez nas, jak najbardziej realny podatek od głupoty.

Najbardzie zaś bawi mnie i irytuje jednocześnie termin "heteroseksualista", bo najlepiej pokazuje jak przeciętny użytkownik języka daje się wpuścić w maliny. Otóż słowa i pojęcia służą do odróżniania. A ja jestem normalny, jak najbardziej normalny, więc kto od kogo powinien być odróżniany - normalny od nienormalnego czy też nienormalny od normalnego ? Bo przecież normalność jest jedna a nienormalności może być nieograniczona ilość wariantów. A tu sam język nam wskazuje, że odróżniamy przy pomocy słowa "nie-normalny". Nienormalny jest homoseksualizm, więc pozostańmy przy tym pojęciu i nie mnóżmy zbytecznych bytów. Pamiętajmy o brzytwie Ockhama i o słynnej "demokracji socjalistycznej". Tak więc ja jestem normalny i zbędne jest w moim przypadku dziwadło językowe w postaci "heteroseksualisty". Bo jeśli zapomnimy o tej zasadzie, to konia trzeba będzie przezwać "nieparzystokopytnym bezrożcem".

A wracając do "partnera życiowego", to mamy przecież do dyspozycji "męża/żonę", "kochanka/kochankę", "przyjaciela/przyjaciółkę" oraz "konkubenta/konkubinę" i to powinno być aż nadto. Nie należy dublować jezyka
a obywatela obciążać podatkiem od głupoty tak samo jak nie należy stosować nadmiernych obciążeń fiskalnych. A w tym przypadku okazuje się, że to obciążenie wzrasta podwójnie. Kto zaś zgodziłby się na podniesienie podatku o drugie tyle ? Tak więc widać,że ktoś chce nas jak najdosłowniej - zrujnować. To jest równie szkodliwe jak wpuszczanie do obiegu fałszywych monet czy banknotów, bo powoduje inflację i wzrost kosztów życia. To jest dodatkowy podatek od frajerstwa.

http://niepoprawni.pl/blog/2541/nie-jes ... o-belkocie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 15 paź 2012, 06:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30800
Nowe pogaństwo dziś

Nowa ideologia zła w świetle nauki bł. Jana Pawła II Część pierwsza
Ks. abp Stanisław Wielgus

Za bardzo groźny znak czasu, wskazujący na szczególną w naszej epoce aktywizację sił zła, bł. Jan Paweł II uznał cywilizację śmierci, która nie waha się mordować milionów niewinnych istnień ludzkich, stosując aborcję, eutanazję i zbrodnicze doświadczenia genetyczne. Obłudnie przy tym i całkowicie fałszywie ogłasza siebie obrończynią godności i praw człowieka. Cywilizacja śmierci jest wyrazem tego, co Jan Paweł II nazwał w swojej ostatniej książce, zatytułowanej "Pamięć i tożsamość", nową ideologią zła. Z dawniejszych, potwornych ideologii zła, które spowodowały, że wiek XX stał się najstraszliwszym czasem w dziejach ludzkości, Jan Paweł II wymienił przede wszystkim hitleryzm i komunizm. Były one, jak stwierdził, prostą konsekwencją odrzucenia Boga z ludzkiego życia, zarówno życia indywidualnego, jak i społecznego. Były spełnieniem się swojego rodzaju przepowiedni, wypowiedzianej przez niemieckiego filozofa Friedricha Nietzschego pod adresem wielu europejskich przedstawicieli inteligencji końca XIX wieku, propagujących ateistyczne filozofie. Oskarżając ich o to, że ogłosili śmierć Boga, co zresztą on sam także uczynił, Nietzsche zadał im budzące trwogę pytanie: "Cóż to - zapytał - zamordowaliście Boga w swojej świadomości i myślicie, że ujdzie to wam bezkarnie?´´. Wystarczyło kilkadziesiąt lat, by okazało się, że zamordowanie Boga w duszach ludzkich nigdy nie uchodzi bezkarnie. Bezbożne ideologie - hitlerowska i komunistyczna, odrzucając Boga, odrzuciły też godność człowieka i wszelkie jego prawa. Tak było, tak jest i tak będzie zawsze. Bez Boga nie da się obronić człowieka. Godność ludzka jest nietykalna i prawa ludzkie są zagwarantowane tylko wtedy, gdy istnieje powszechna zgoda na to, że człowiek jest dzieckiem Bożym stworzonym na Boży obraz; że jest w nim element boski, którego nikomu nie wolno deptać i niszczyć.

Korzenie zła
Jeśli przyjmie się antropologię, tj. materialistyczną filozofię człowieka, w myśl której człowiek to tylko jedno ze zwierząt, istotnie nieróżniących się od innych zwierząt - to konsekwencje są do przewidzenia. Człowieka można w takiej sytuacji potraktować jak zwierzę. Można go zabić, sprzedać, podzielić na części. Można to uczynić w imię obłędnej komunistycznej teorii o walce klas, nie mniej obłędnej, wymyślonej przy udziale szatana teorii o wyższości i niższości rasowej, czy też w imię tak samo zbrodniczej, wszystko relatywizującej, współczesnej, postmodernistycznej ideologii "poprawności politycznej", która w imię kompletnej samowoli moralnej, zwanej fałszywie wolnością, czy też w imię innych rozmaitych obłędnych teorii - skazuje na śmierć dziesiątki milionów ludzi nienarodzonych, ludzi starych, chorych, którzy zdaniem wyznawców tej ideologii są po prostu zbędni na ziemi. Ta hekatomba, to krwawe żniwo agresji, skierowanej przeciw życiu ludzi najbardziej bezbronnych, odbywa się przy tym w imię i w duchu prawa ustanawianego przez demokratycznie wybrane parlamenty, które wydając zbrodnicze ustawy przeciw życiu lub obłędne, sprzeczne z naturą i rozumem ustawy zrównujące związki homoseksualne z małżeństwem, powołują się na postęp, na demokrację, na wymogi nowoczesności i na troskę o człowieka, co jest wyrazem trudnej do przelicytowania hipokryzji. Parlamenty te nie zwracają przy tym uwagi na fakt, że depczą prawa Boże, które chronią człowieka i tak bardzo dziś zagrożoną rodzinę. Mówi się słusznie, że myślenie to przewidywanie. Współcześni prawodawcy w wielu zachodnich krajach i promujące ich potężne organizacje oraz media nie myślą, ponieważ nie przewidują, co czeka ich narody za kilkadziesiąt lat, jeśli tak zbrodniczo i bezmyślnie traktować będą własne rodziny i własne dzieci. Można powiedzieć, że żyją chwilą. Dziś chcą zasłużyć na aplauz sił zła, które rozpanoszyło się jak mało kiedy, zła, które bezczelnie kłamie, które zwodzi absurdalnymi mirażami raju na ziemi, które cieszy się, że może tak łatwo sprowadzać miliony ludzi na manowce, z których nie ma powrotu.

W swojej książce "Pamięć i tożsamość", a także w innych swoich pismach i wystąpieniach, bł. Jan Paweł II pytał o korzenie współczesnej ideologii zła. Wnikał przy tym w największą głębię poznania, wnikał w tajemnicę samego Boga, w najgłębszą istotę stworzenia oraz człowieka. I dochodził do wniosku, że wszelki byt, wszystko, co istnieje, realność swojego istnienia czerpie z Boga, z Jego nieskończonej miłości. Podkreślał przy tym, że to w pierwszym rzędzie przeciw tej Bożej miłości kieruje swoją agresję przerażające, transcendentne zło, którego istotę dobrze wyraził żyjący na przełomie IV/V wieku św. Augustyn, definiując je jako egoistyczną miłość samego siebie, że posuwa się ona aż do odrzucenia, i aż do pogardy Boga, do zanegowania i podeptania wszystkich Bożych przykazań. Przykłady tak rozumianego zła widzimy na co dzień. Widzimy je wtedy, gdy małżonkowie, nie licząc się z tragedią własnych dzieci i innych pokrzywdzonych ludzi, zdradzają się, rozrywają więzy małżeńskie, niszczą rodziny - własne i cudze, usprawiedliwiając się przy tym, że mają przecież prawo do szczęścia. Nawiązując do definicji zła, ujętej w duchu św. Augustyna, można powiedzieć, że ukochali samych siebie, aż do pogardy Boga. Tak samo jest w każdej innej sytuacji, gdy z egoizmu, pychy, chciwości czy żądzy cielesnej - ludzie łamią i depczą Boże przykazania.

Bunt przeciwko Bogu
Błogosławiony Jan Paweł II korzeni współczesnej, nowej ideologii zła upatruje właśnie w tej gardzącej Bogiem egoistycznej miłości samego siebie wielu współczesnych ludzi. Jego zdaniem, odrzucający Boga człowiek zaprzecza prawdzie, że jako Boże stworzenie całkowicie zdany jest na swojego Stwórcę, że stworzony został do wiecznego szczęścia wraz z Nim, ale nigdy przeciw Niemu. Tymczasem niejeden współczesny człowiek chce być całkowicie suwerenny w stosunku do Boga. Chce być całkowicie niezależny od Jego woli. I postępuje tak, jakby Boga nie było, jakby On nie objawił mu swojej woli, jakby nie zostawił mu swoich przykazań. W ten sposób powtarza się dziś to samo, co stało się z pierwszymi rodzicami, którzy uwierzyli kuszącemu ich szatanowi, gdy kłamliwie mówił do niech: "Bóg wie, że gdy spożyjecie zakazany owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak On będziecie znali dobro i zło" (Rdz 3, 5). Istotnie, otworzyły się im oczy, ale otworzyły się na ich godny pożałowania los. Spostrzegli, że utracili wieczne szczęście. Spostrzegli, że sami skazali się na tragiczne, pełne niewypowiedzianego cierpienia, pozbawione sensu rozpaczliwe istnienie.

Błogosławiony Papież zwrócił uwagę na to, że owo, tkwiące u korzeni bezbożnych, okrutnych ideologii zło, w nowożytnej Europie przejawiło się najpierw w postaci nowego sposobu myślenia. Błogosławiony Jan Paweł II był świadom, jak niezmiernie istotna jest ludzka myśl. Pamiętał o słowach Chrystusa zapisanych w Ewangelii: "Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym" (Mk 7, 21-22). Jan Paweł II odwołał się więc do oczywistego porządku w ludzkim działaniu, które poprzedza najpierw myśl, potem przychodzą słowa, będące jej nośnikami, a w końcu następuje czyn, będący realizacją myśli - dobrej, ale niestety także złej.

Dramat historii zbawienia
W zachodniej, nowożytnej kulturze i historii, to nowe myślenie wystąpiło najpierw u siedemnastowiecznego filozofa francuskiego Kartezjusza, stwierdza Jan Paweł II. O ile dotychczasowa, klasyczna filozofia, zwłaszcza realistyczna filozofia, prezentowana przez Arystotelesa i Tomasza z Akwinu, za punkt wyjścia w swojej refleksji nad całą rzeczywistością brała byt istniejący realnie i niezależnie od ludzkiej jaźni, byt, który podstawę swojego istnienia miał w Bogu, w swoim Stworzycielu - to u Kartezjusza punktem wyjścia w refleksji nad całą rzeczywistością, w tym także nad Bogiem i człowiekiem, nie jest byt realny, istniejący niezależnie od umysłu ludzkiego, lecz byt będący wytworem tego umysłu.

Skoro tak - stwierdza bł. Jan Paweł II - to w filozofii Kartezjusza Bóg przestał być bytem realnie, niezależnie od ludzkiego umysłu istniejącym; bytem, który jest samoistnym, niezależnym od kogokolwiek i czegokolwiek Istnieniem, a stał się tylko ideą, myślą ludzkiego umysłu, został zredukowany do treści ludzkiej świadomości. W filozofii Kartezjusza Bóg przestał być Stwórcą, który powołuje do istnienia, który wybawia człowieka od zła, który go doskonali i obdarza wiecznym szczęściem, a stał się Bogiem wyimaginowanym, tworem umysłu filozofa. W tej filozofii nie ma już realnie istniejącego Boga. Nie istnieje w niej On jako realny Bóg odkupienia, objawienia i łaski. Pozostała tylko subiektywna idea Boga, pojętego jako temat do dowolnego kształtowania przez ludzki umysł. Filozofia kartezjańska i wszelkie inne filozofie, które przyjęły jej punkt wyjścia w refleksji nad światem i Bogiem, stały się filozofią czystego myślenia, a nie filozofią rzeczywistości. Podjęły refleksję nad bytami o tyle, o ile są one treścią ludzkiej świadomości, a nie o tyle, o ile istnieją realnie poza nią. To sprawiło, zdaniem zmarłego Papieża, że z pola widzenia ludzkiej świadomości zniknęło zło. Zawaliły się podstawy "filozofii zła". Zło bowiem, powiada Jan Paweł II, realnie może istnieć tylko w relacji do dobra, zwłaszcza w relacji do najwyższego Dobra, jakim jest Bóg. O takim właśnie złu mówi Księga Rodzaju. Ani grzechu pierworodnego, ani grzechu osobistego człowieka nie da się zrozumieć, jeśli odrzuci się realnie istniejącego Boga, a pozostawi, co najwyżej, Jego ideę w ludzkim umyśle. Prawda, że zło, o którym opowiada Biblia, zostało odkupione przez Chrystusa na krzyżu, w tym największym w historii kosmosu dramacie dziejowym zbawienia, znikła więc z kartezjuszowskiej filozofii. Jednocześnie znikła ona także z nawiązującej do niej filozofii oświeceniowej i oświeceniowej mentalności. Nie znajdziemy już w niej nawet śladu owego wielkiego dramatu, przedstawiającego chrześcijańską wizję upadku i odkupienia człowieka. Tak więc z nowożytnej filozofii znikła wówczas chrześcijańska historia zbawienia. Znikło to, co jest istotą chrześcijaństwa. Pozostał sam człowiek, który, ogłosiwszy śmierć realnie istniejącego Boga, uznał, że jedynie on sam, na mocy swojego rozumu, bez odwoływania się do Boga, może rozstrzygać między dobrem a złem. Zaczął więc żyć i postępować tak, jakby Bóg nie istniał.

To wypaczenie ludzkiej świadomości stało się dominujące w nowożytnej myśli filozoficznej, poczynając od oświecenia aż po współczesność, i materialnie skrystalizowało się w bezbożnych, zbrodniczych ideologiach XX wieku - w sowieckim komunizmie i niemieckim nacjonalizmie, w których to ideologiach uwidocznił się w całej pełni bezmiar zła, stanowiącego perwersję, tj. całkowite zwyrodnienie bytu ludzkiego, który jako dobry wyszedł z Bożej ręki, ale który poddał się bez reszty władzy szatana.

Wspomniane w tym kontekście zjawisko ideologii należy rozumieć jako całość poglądów, wartościowań i ocen określonej grupy społecznej czy politycznej, połączonych z określonym programem działań w sferze politycznej, społecznej, gospodarczej i edukacyjnej, podejmowanych w celu realizacji interesów tej grupy i zapewnienia jej władzy w państwie czy społeczeństwie. Przeciwwagą dla ideologii może być tylko prawda rozumiana jako zgodność naszego umysłu, naszego poznania - z realną, a nie z wymyśloną lub projektowaną - mniej lub bardziej utopijnie - rzeczywistością; a także personalistyczna wizja człowieka pojętego jako osoba, która posiada godność i prawa płynące z jej stałej, nienaruszalnej natury.

Fałszywy raj
Wymienione w książce bł. Jana Pawła II ideologie - komunistyczną i hitlerowską - można porównać do biblijnych kosmicznych mocy, do niewidzialnych demonicznych centrów władzy, które zniewalają ludzi i które wprost przeciwstawiają się niosącej prawdziwą wolność mocy Chrystusa zbawiającego człowieka. Pisze o nich wyraźnie św. Paweł w swoim Liście do Kolosan (por. Kol1, 12-20; 2, 20).

Chociaż oświeceniowa filozofia i wszystkie zrodzone z niej bezbożne ideologie odrzucały chrześcijańską historię zbawienia, to wprost automatycznie i natychmiast dawały swoim wyznawcom w jej miejsce własne historie zbawienia. Nie bez powodu szatan nazywany jest małpą i karykaturą Pana Boga. Tak więc marksistowski komunizm przyjął także teorię raju utraconego, który według partyjnych ideologów podobno istniał w czasach prehistorycznych, kiedy pierwotni ludzie żyli rzekomo w całkowitej harmonii ze sobą i z otaczającym ich światem przyrody, a dopiero rozwój techniki i związany z tym proces podziału i specjalizacji pracy doprowadził do wzajemnego ich wyobcowania, następnie do oddzielenia kapitału i środków produkcji od będącej rezultatem zaistniałej niesprawiedliwości społecznej, która polega na tym, że liczni ludzie, żyjący wyłącznie z pracy rąk, wyzyskiwani są przez nielicznych, posiadających kapitał i środki produkcji i ciągle bogacących się kosztem ludu pracującego kapitalistów, właścicieli ziemskich i innych przedstawicieli tzw. pasożytniczej burżuazji.

Tak więc grzechem pierworodnym w marksistowskiej historii zbawienia był proces specjalizacji pracy wytwarzający wchodzące w konflikt klasy społeczne. Natomiast zbawienie, mające polegać na tzw. komunistycznym raju, w którym ludzie żyć będą w wiecznym pokoju, sprawiedliwości i harmonii, a ich wszystkie potrzeby będą natychmiast zaspokajane, ma nastąpić w wyniku światowej rewolucji proletariatu, która zlikwiduje własność prywatną i klasy wyzyskiwaczy, tj. ludzi posiadających własność, zlikwiduje też religię i duchownych utrzymujących lud w ciemnocie oraz inteligencję burżuazyjną, sprzymierzoną z kapitalistami. Rewolucja bolszewicka miała stanowić początek realizacji tego planu. Czym był stworzony w jej wyniku "raj", wie każdy myślący współczesny człowiek, który ma świadomość niewyobrażalnych zbrodni, jakie popełnił komunizm realizujący ideologię marksistowską.

Podobnie jak ideologia marksistowska także ideologia narodowego socjalizmu, zrodzona zresztą z tych samych, co tamta myślowych źródeł, odrzucając chrześcijańską historię zbawienia, przygotowała w jej miejsce swoją własną. Zdaniem twórców nacjonalizmu niemieckiego, nawiązujących podobnie jak komuniści do Marksa i Darwina, w naturze i w historii trwa odwieczna, konieczna i zbawienna walka, której celem jest doprowadzenie do zwycięstwa i do władzy rasę ludzi najsilniejszych i najsprawniejszych, a jednocześnie wyniszczenie ras ludzi niepełnowartościowych i pasożytniczych oraz zniewolenie i wykorzystanie dla interesów rasy panów - ludów niższych rasowo, zwanych "podludźmi", w tym zwłaszcza Słowian. Według hitlerowskich ideologów nie mają prawa do życia ludzie chorzy i kalecy jako nieprzydatni w społeczeństwie, a także Żydzi i Cyganie jako ludy pasożytnicze, jako rodzaj wampirów wysysających krew z czystego rasowo, nordyckiego narodu "nadludzi". Przeciw ciemnym mocom żydowskim, które opanowały finanse i świadomość współczesnego świata, zniewalając w ten sposób całe, czyste rasowo, przeznaczone do władzy nad całym światem narody, według hitlerowskiej ideologii zmuszony był poderwać się do walki nordycki "nadczłowiek", przedstawiany przez ideologów nazizmu jako zbawiciel świata od żydostwa oraz od tego, co niepełnowartościowe i zbędne. Dochodzi w ten sposób do totalnej wojny nordyckich "synów światła" prowadzonej przeciwko pozostającym pod żydowską władzą "mocom ciemności". A w tej wojnie przewodzi zesłany przez "opatrzność" Fźhrer, prowadzący swój naród do ostatecznego zwycięstwa.

Obydwie wyżej przedstawione wizje raju na ziemi stanowią karykaturę biblijnej historii zbawienia, która, usunięta z "oświeceniowej" mentalności, pojawia się w XX wieku w wykrzywionym zwierciadle obydwu ideologii zła: komunizmu i narodowego socjalizmu. A źródłem tej karykaturalnej zmiany jest odchodząca od realizmu filozofia oraz wypływająca z niej fałszywa antropologia przez te ideologie przyjęta. Zarówno w marksizmie, jak i w hitleryzmie człowiek nie jest już bowiem zależnym od Boga i kochanym przez Niego stworzeniem; nie jest już zależny od Bożych zasad moralnych, lecz sam staje się bogiem, twórcą historii, twórcą moralności i ostateczną instancją rozstrzygającą o dobru i złu oraz o prawdzie i fałszu. W marksizmie personifikacją takiego twórcy historii jest walczący o sprawiedliwość społeczną człowiek pracy, proletariusz; w narodowym socjalizmie natomiast jest nim nordycki "nadczłowiek" podejmujący bój z żydowskimi siłami ciemności.

Złudne namiastki religii
Na przykładzie scharakteryzowanych wyżej ideologii widać, że dramatu historii zbawienia nie da się wyrugować z historii człowieka. Można go tylko karykaturalnie wykrzywić, odwracając porządek rzeczy, zło nazywając dobrem, a dobro złem, odrzucając ustanowione przez Boga wartości moralne, a w ich miejsce wstawiając antywartości. Zamiast życia śmierć, zamiast miłości nienawiść.

Siła zła okazała się tak bardzo wielka, że w XX wieku ulegli jej także niezliczeni, zdawać by się mogło, całkowicie normalni, przyzwoici, często bardzo wykształceni ludzie. To przecież oni, rzekomo nieposzlakowani obywatele, porządni ojcowie rodzin, stawali się, pod wpływem bezbożnych ideologii oprawcami, którzy w imię zbrodniczej idei dokonywali niewyobrażalnych mordów. Co paradoksalne, komunistyczni i hitlerowscy ideologowie przykrywali swoje najbardziej nierozumne - rasistowskie i klasowe teorie - białym płaszczem najnowszej nauki. Wmawiali milionom ludzi, że ich światopogląd jest jedynym naukowym, nieomylnym światopoglądem, że jedynie ich wizja zbawiania świata jest wizją na zawsze słuszną oraz że ich niedające się wyobrazić zbrodnie są konieczne do jej realizacji. Mimo dosłownie szatańskiego oblicza bezbożnych ideologii XX wieku są one świadectwem, że człowiek nie potrafi żyć bez nadziei na zbawienie. Są dowodem na to, że dramat historii zbawienia pozostanie w dziejach świata tak długo, jak długo będzie istniał rodzaj ludzki. Będzie tak dlatego, ponieważ każdy człowiek, bez względu na epokę, rasę, wierzenia i wykształcenie pragnie zbawienia. Ponieważ jego serce ustawicznie i aż do śmierci tęskni za Bogiem Zbawicielem. Ponieważ ma to zakodowane w swojej naturze. Jeśli człowiek odrzuci prawdziwą religię i prawdziwego Boga, natychmiast tworzy sobie ich namiastki, często bardzo prymitywne i degradujące godność jego ludzkiej osoby. Czymże innym jak nie namiastką religii był komunizm z jego swoistą liturgią pochodów, przemówień, nabożeństw i czytań uświęconych tekstów tzw. klasyków, z jego nieomylnymi rzekomo autorytetami, z jego czczonymi wprost religijnie wodzami i ich relikwiami, z jego odszczepieńcami, heretykami, z jego dążeniem do rajskiej wprost szczęśliwości budowanej na ziemi itp.

Podobnie było z hitleryzmem. Podobnie było we wszystkich epokach i kulturach. Widzimy to także dzisiaj. Widzimy to na przykładzie wielu współczesnych ludzi, którzy odrzucając prawdziwą religię, wikłają się natychmiast w rozmaite nowopogańskie kulty. Odchodząc od Boga prawdziwego, od Kościoła i od sakramentów świętych, natychmiast skłaniają się ku bogom fałszywym, ku rozmaitym idolom, sektom i rozmaitym guru, którym wielu współczesnych młodych ludzi składa wprost religijną cześć. Gotowi są na nadzwyczajne ofiary i poświęcenia, by zobaczyć i posłuchać modnego śpiewaka, sportowca, aktora, modela itp., chociaż wielu z nich to ludzie bardzo ułomni moralnie. A z największym wprost szczęściem identyfikują taką chwilę, kiedy mogą ich dotknąć. Po prostu pragną zakodowanej w każdym ludzkim sercu wielkości i chcą się przynajmniej otrzeć o jej pozory, zapominając o tym, że sami w sobie mają wielką godność płynącą od ich Stwórcy. Czcząc, jak starożytni poganie, bożka rozpusty, władzy, pieniądza, alkoholu, narkotyków i wszelkiego innego, wielu współczesnych ludzi popada jednocześnie w straszliwe od nich uzależnienie, które niszczy im życie osobiste i rodzinne, które pozbawia ich sensu istnienia i wiedzie ich ku wiecznej rozpaczy. Przed dwoma tysiącami lat problem czci prawdziwego Boga doskonale zrozumieli apostołowie. Gdy Chrystus zwrócił się do nich - bardzo zalęknionych, ponieważ nie zrozumieli Jego słów zapowiadających ustanowienie Eucharystii - z decydującym pytaniem: "Czy i wy chcecie - podobnie jak wielu innych - odejść ode Mnie?". Odparli od razu ustami świętego Piotra: "Panie, a gdzież pójdziemy? Tylko Ty masz słowa życia wiecznego" (J 6, 68).

Mieli rację, ponieważ poza Chrystusem nie ma ani życia, ani prawdy, ani prawdziwej miłości. Ponieważ to tylko Chrystus jest jedynym Zbawicielem świata. Tylko On jest Drogą, Prawdą, Życiem i jedyną Bramą prowadzącą do zbawienia. Tylko On potrafi zaspokoić odwieczną tęsknotę człowieka za prawdą, miłością i wiecznym, nigdy nieutracalnym szczęściem.

Tę odwieczną tęsknotę człowieka za Bogiem rozumiał doskonale św. Augustyn, który wyraził ją znanymi powszechnie słowami: "Wielki jesteś, Panie, i bardzo chwalebny... i chwalić Cię pragnie człowiek, mała cząstka Twojego stworzenia... Ty sprawiasz, że radością jest chwalić Cię, albowiem stworzyłeś nas dla siebie, i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie" (Św. Augustyn, Wyznania, ks. I, I).

Zabrania się zabraniać
To dogłębne pragnienie Boga, tkwiące w ludzkiej naturze, wskazuje na to, że dramat historii zbawienia nie jest żadną spekulacją, żadnym mitem. Chrystusowa Ewangelia nie jest opowiadaniem mającym na celu pedagogiczne pouczenie słuchaczy bądź sprawienie im przyjemności barwnym opowiadaniem. Ewangelia Chrystusowa jest mocą, która ma dogłębnie zmieniać człowieka, jego sposób myślenia i życia. Jest solą konserwującą dobro w ludzkiej duszy. Gdy jednak dotknie rany grzechu, wówczas pali, i zmusza do refleksji, a w konsekwencji prowadzi do nawrócenia, do zmiany życia, do obumarcia człowieka grzechu i zrodzenia się człowieka włączonego w życie wieczne.

Nowa ideologia zła, o której pisał i tyle razy mówił bł. Jan Paweł II, nazywając ją często cywilizacją śmierci, choć pozornie różni się od starych, bezbożnych ideologii, to w istocie swojej jest taka jak one. Wyrosła bowiem z tych samych ateistycznych i anarchistycznych filozofii: z Marksa, Nietzschego, Trockiego, Gramsciego, Freuda, Sartre´a i innych jeszcze tzw. mistrzów podejrzenia. Jej erupcja nastąpiła na Zachodzie w słynnym roku 1968. Ukształtowała całe pokolenie młodych wówczas ludzi, znudzonych istniejącym porządkiem społecznym i tradycyjnymi wartościami, którzy odwołując się do marksizmu, trockizmu i maoizmu, dokonali swoistej anarchistycznej rewolty pod hasłami: "Zabrania się zabraniać czegokolwiek!", "Niszczcie to, co was niszczy, a niszczy was obecny porządek prawny, niszczy was państwo i religia, niszczą was wszelkie urzędy i wychowawcze instytucje, niszczą was uniwersytety, szkoły, rodzina, małżeństwo" itd. Na gruzach starego świata, wołali ideologowie anarchistycznej rewolty, owej słynnej "Nowej Lewicy" (Die Neue Linke), należy zbudować nowy, pozbawiony zobowiązań, absolutnie wolny od starego porządku moralnego, politycznego i kulturalnego świat, w którym każdy będzie mógł robić, co mu się będzie podobało.

Ówczesne państwa, z drugiej poł. XX w., stłumiły po wielu miesiącach anarchistyczne manifestacje wybuchające wtedy w zachodnich krajach. Wówczas trockistowscy, lewaccy anarchiści sięgnęli po przemoc. W ciągu kilkunastu lat dokonali w Europie wielu terrorystycznych zamachów. Zabili i zranili wielu niewinnych ludzi. Po latach trudnych zmagań policje: niemiecka, włoska, francuska i inne, zaprowadziły w swoich krajach względny spokój. Ale nie mogły zmienić anarchistycznej mentalności ukształtowanego wówczas pokolenia, które po kilkunastu latach, w demokratycznych wyborach doszło do władzy. Obecnie tzw. pokolenie roku 1968 nie potrzebuje już stosowania drastycznych aktów przemocy do realizacji swoich starych haseł. Ma bowiem teraz do dyspozycji dużo potężniejsze środki. Ma do dyspozycji prawo, które ustanawia w opanowanych przez lewacką inteligencję parlamentach. Przyjmuje więc ustawy, które niszczą rodzinę i małżeństwo; które pozwalają na mordowanie nienarodzonych, starych i chorych; które wbrew rozumowi i naturze ustanawiają tzw. małżeństwa homoseksualne; które co i raz wprowadzają w życie współczesnych zachodnich społeczeństw coraz to nowe źródła chaosu moralnego; które obalają wartości, na jakich zbudowana została 25 wieków licząca cywilizacja euroatlantycka; które odrzucają istnienie obiektywnego dobra i obiektywnej prawdy; które w imię rzekomego postępu niszczą procesy wychowawcze i podważają fundamenty życia społecznego całych narodów.

Jutro w "Naszym Dzienniku" druga część konferencji ks. abp. Stanisława Wielgusa.

http://www.naszdziennik.pl/wp/12409,now ... -dzis.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 87 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /