Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 84 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 15 lis 2013, 09:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Katolicy i prawo: szanse i zagrożenia

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

VI Międzynarodowy Kongres: „Katolicy i prawo: szanse i zagrożenia” odbywa się w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Podczas dwudniowego spotkania referaty wygłoszą wybitni prelegenci przybyli z pięciu kontynentów.

Każdego roku w czasie kongresu zwracana jest uwaga na najważniejsze kwestie dotyczący obecności katolików w życiu społecznym i politycznym. Dotychczas mówiono m. in. o kulturze, ekonomii, polityce, czy mediach katolickich.

– „Katolicy i prawo – szanse i zagrożenia” to już VI Międzynarodowy Kongres, który odbywa się w murach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. To wydarzenie, jak co roku, skupia wybitnych specjalistów, przedstawicieli Europy, Ameryki Północnej i Południowej, Afryki, Australii i Azji. Tym razem gromadzi ono w ośrodku toruńskim nie tylko środowiska naukowe z wiodących światowych ośrodków akademickich, ale także czynnych prawników, czy polityków mających wpływ na stanowienie prawa. Jest to więc wyjątkowa możliwość podjęcia naukowej refleksji nad różnymi obliczami prawa, ale także szansa na zapoznanie się ze świadectwami katolików, żyjących w społeczeństwa niejednokrotnie bardzo zlaicyzowanych, czy wręcz takich, gdzie trwa walka – także na gruncie prawa – przeciwko Kościołowi – wyjaśniła w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl dr Dorota Żuchowska, dziekan WSKSiM.

Gościem specjalnym międzynarodowego kongresu jest JE ks. kard. dr honoris causa multiplex Zenon Grocholewski, prefekt Kongregacji Wychowania Katolickiego, który wygłosi wykład inauguracyjny pt. „Kościół katolicki a prawo”.

Dr Żuchowska podkreśliła, że dla całej społeczności akademickiej wielkim zaszczytem jest obecność kardynała Grocholewskiego w murach uczelni, który będzie także przewodniczył Mszy św. inaugurującej kongres.

Międzynarodowy kongres organizowany w toruńskiej uczelni jest doskonałym czasem nie tylko na poznanie sytuacji w innych krajach, czy podzieleniem się zdobytym doświadczeniem. - Obok sesji naukowych i dyskusji panelowych będzie to także moment refleksji nad istotnymi problemami współczesnego świata oraz modlitwy za wszystkich stanowiących i egzekwujących prawo, by opierając się o prawo Boże, potrafili troszczyć się o dobro wspólne – wskazała nasza rozmówczyni.

Spotkanie organizowane jest przez WSKSiM przy współpracy z Katedrą Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Transmisja w Radiu Maryja i Telewizji Trwam.

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zenia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 19 lis 2013, 08:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Koniec z pobłażaniem złu

Ze Stanisławem Markowskim, artystą fotografikiem, rozmawia Piotr Skrobisz
Co Pana oburzyło w spektaklu „Do Damaszku” w reżyserii Jana Klaty, wystawianym w krakowskim Teatrze Starym?
– Chcąc dokonać obiektywnej oceny, obejrzałem go dwa razy. Po raz pierwszy 12 listopada, wytrzymując z trudem do końca, drugi raz dwa dni później. Wtedy już wiedziałem, że po półgodzinie, wraz z przyjaciółmi i znajomymi, którzy wsparli akcję, zareagujemy i wyjdziemy z widowni. Dlaczego po półgodzinie? Bo wiedziałem, że wtedy wszyscy będą już mieli dość. Obok mnie siedziała pani, która płakała i drżała, gdy patrzyła na Krzysztofa Globisza kopulującego jako pies z ludzkimi czaszkami i trumną. To było coś przerażającego, ale na tym właśnie Klata oparł swój spektakl.

„Do Damaszku” ogólnie jest sztuką złą, źle graną, nudną. Augusta Strindberga jest w niej mniej niż połowa, jeśli chodzi o teksty, a jeśli już się pojawia, to zmanipulowany przez nieadekwatne sytuacje i zachowania aktorów. To uderzenie w tego szwedzkiego pisarza, ale przede wszystkim w Boga i religię. Nie myślę nawet o smaku i estetyce tej sztuki, drażniącej i bezsensownej. Myślę o czymś głębszym, o wbijaniu szpili w to, co nam najdroższe, przez co mieliśmy prawo czuć się dodatkowo sponiewierani. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w czymś takim wzięli udział wybitni aktorzy: wspomniany Krzysztof Globisz czy Dorota Segda w wulgarnej scenie imitująca kopulację z własnym bratem. Kiedy Antoni Krauze szukał odtwórcy głównej roli w filmie o Lechu Kaczyńskim, poszczególni aktorzy mu odmawiali. Że tacy „niezależni”. A tu nie mają żadnych oporów, jak niewolnicy dla pieniędzy.

Stąd pomysł na przerwanie spektaklu?
– Uważam, że przyszedł moment, o którym mówił Ojciec Święty Jan Paweł II, ostrzegając o kulturze i cywilizacji śmierci. Dla nas to być albo nie być, nie możemy pozwolić, by został wykonany kolejny krok. Rzucono nam rękawicę, wytoczono bitwę o kulturę, a my musimy tę rękawicę podjąć. Musimy być ofensywni i zwyciężyć. Oni nie mają motywacji, my mamy głęboką religijną i patriotyczną. W związku z tym są słabi, bo cały czas bazowali na tym, że im pozwalaliśmy. Zaszczuwały nas szczekające media, tworzące obrażającą nas nowomowę na wzór więziennej grypsery. Koniec z tym. Obserwujemy rewolucję kulturalną, próbującą odciąć nas od korzeni, zgnębić nas, naszą pamięć, tradycję, tak by dzieci nie mogły już jej kultywować. Proszę zobaczyć, jak urobiono młodzież, jak przyzwyczajono ją do tego, że trzeba plugawić to, co piękne i dobre. Urobiono, dzięki czemu cały czas można się do niej odwoływać, mówiąc, że przecież ona tego chce.

Pamiętajmy, że Teatr Stary jest teatrem narodowym, finansowanym przez nas wszystkich, a Klata został mianowany przez Bogdana Zdrojewskiego. Domagamy się bezzwłocznej dymisji dyrektora i jego zastępcy Sebastiana Majewskiego oraz ministra kultury. Mówiąc o Zdrojewskim, nie mam oczywiście na myśli tylko krakowskiego skandalu. Ogólnie to, co dzieje się z polską kulturą, woła o pomstę do nieba. W niedalekiej przyszłości będę chciał zorganizować w Krakowie dużą debatę na temat zagrożenia naszej kultury i naszego bytu narodowego. Trzeba się nad tym zastanowić i podjąć wspólne działania.

Nawołuje Pan do aktywności?
– Jedni uważają, że trzeba bronić wolności artysty. Drudzy chcieliby poprzestać na krytyce estetycznej tego, co jest brzydkie. Ja uważam, że trzeba się bronić aktywniej, czynnym oporem, oczywiście bez przemocy. Uważam się w jakiejś mierze za żołnierza tej sprawy, i to nie tylko ja, bo zgłaszają się do mnie ludzie też już mający dość tego, co się robi z naszą kulturą, naszą pamięcią historyczną, z naszym duchem. Pytają, co robić, ja odpowiadam – wystarczy być śmiałym i zdeterminowanym. Są sposoby, by radzić sobie z mediami, a nie zapominajmy, że telewizja jest najważniejszym z oręży. O co walczyli Litwini, gdy najechali na nich Rosjanie? O parlament i budynek telewizji.

Dlaczego mówię o tym, że nie możemy już być bierni? Władza dąży do totalnego ubezwłasnowolnienia nas, do upokorzenia, do upodlenia. Chce zniszczyć naszą wiarę i patriotyzm, byśmy stali się bezwolną masą. Chodzi o to, byśmy stracili poczucie godności i przeszli w pewien stan zapaści, ucieczki, snu. A w takich sytuacjach człowiek się już nie broni. Stąd musimy wziąć sprawy w swoje ręce, musimy stworzyć rodzaj samoobrony, uaktywnić działania grupowe, musimy bronić czynnie tego, co stanowi o naszej tożsamości. Bronić trzeba szkół, muzeów, teatrów, musimy odwojować media publiczne. One są nasze i dla nas. Musimy zrozumieć, że Polska jest nasza!

Klata w swej sztuce obsadził m.in. Segdę i Globisza, wielu kolejnych znakomitych polskich aktorów zagrało w ostatnim czasie w innych kontrowersyjnych, nawet obrazoburczych, projektach. Artyście wszystko wolno, to tylko kreacje, czy też powinien odczuwać większą odpowiedzialność i wrażliwość?
– Aktorzy, oczywiście nie wszyscy, jednak spora ich część, zaczęli uważać się niemal za bogów. To pewnie wpływ Ameryki, gdzie wokół Hollywood skonstruowano religię. Przyznawanie Oscarów z przepychem bizantyjskim zastępuje pustkę wywołaną m.in. przez brak wiary. Stworzono wiarę zastępczą, wiarę związaną z bitwą o swoją pozycję, z trwaniem zawsze na wierzchu, na górze, nad innymi, którymi się de facto gardzi, trwaniem wśród wykreowanych „guru”.

Aktorzy, a zwłaszcza dyrektorzy i reżyserzy, uważają, że wszystko im wolno. Zapomnieli, że bez nich da się żyć. Teatr grecki był tak skonstruowany, że współistniał z widzami, którzy mieli prawo oceniać. Istniał dla widzów, bo oni tego chcieli. Aktorzy odczuwali odpowiedzialność, bo widzowie mogli ich wygwizdać lub wyjść. A jak jest dziś? Rozmawiałem niedawno z pewnym bardzo dobrym aktorem Teatru Starego, który powiedział mi, że nadszedł czas, by aktorzy nabrali do widza szacunku. By przestali zadowalać się mumiami, które przychodzą na sztukę do teatru, posiedzą na widowni bez żadnej emocji przez dwie godziny i wyjdą. Co to za satysfakcja grać dla kogoś takiego?

A aktor, skoro o nim mówimy, po pierwsze powinien mieć czyste sumienie wobec własnego „ja” i umieć odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy to, co robię, jest dobre, prawdziwe, czy ma swoją wagę i swoje znaczenie, czy potrafi wzruszyć i zmusić do pozytywnej, twórczej refleksji?”.

Żadna sztuka nie jest i nigdy nie będzie stała nad życiem. Nie jest i nie będzie ważniejsza niż życie. Może być tylko częścią życia, i to pod warunkiem, że będzie to życie wzbogacała o dobro i piękno, będzie uczyła żyć, będzie dążyła do transcendencji, będzie szukała Boga.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Skrobisz

http://www.naszdziennik.pl/mysl/59955,k ... m-zlu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 23 lis 2013, 09:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Bojownik o życie

Dr Tomasz M. Korczyński

Przez najbliższe trzy lata na czele Episkopatu Stanów Zjednoczonych, 445 biskupów i niemal 70 milionów katolików amerykańskich stać będzie ks. abp Joseph Edward Kurtz. Zmierzy się z wielkim wyzwaniem – antychrześcijańską, proaborcyjną polityką prezydenta Baracka Obamy i Partii Demokratycznej.

Na nowym stanowisku ks. abp Kurtz miał już okazję zdobyć pierwsze szlify w bitwie o prawdę i sprawiedliwość. Episkopat USA zgromadzony w ostatnich dniach w Baltimore przyjął przesłanie końcowe, które wyznacza dalsze działania i priorytety Kościoła w Stanach Zjednoczonych. Hierarchowie wyrazili swoją dezaprobatę wobec wprowadzania praw godzących w wolność religijną i wolność sumienia. Chodzi tu o ograniczenie rozumienia wolności religijnej do wolności kultu, a także przymuszanie osób zatrudnionych w placówkach katolickich do rozprowadzania w ramach powszechnej opieki medycznej (Obamacare) środków poronnych i antykoncepcyjnych oraz dokonywania zabiegów sterylizacji.

Kim jest 67-letni ks. abp Joseph Edward Kurtz? Urodził się 18 sierpnia 1946 r. w Mahanoy City, w Pensylwanii. W 1963 r. wstąpił do Seminarium Duchownego św. Karola Boromeusza w Filadelfii, gdzie zdobył licencjat, a następnie stopień magistra teologii. Święcenia kapłańskie przyjął w 1972 roku. Od początku jest silnie zaangażowany w obronę życia, był m.in. dyrektorem Katolickiej Agencji ds. Społecznych i Życia w Rodzinie, funkcję tę sprawował od 1976 r. do 1994 roku. W 1999 r. został biskupem Knoxville w stanie Tennessee, a w 2007 r. ordynariuszem archidiecezji Louisville w stanie Kentucky. Posługę zaczął, co znamienne, 15 sierpnia. Miał wówczas 61 lat. W amerykańskim Episkopacie sprawował funkcję przewodniczącego Komitetu ds. Małżeństwa i Życia Rodzinnego, a także wiceprzewodniczącego Episkopatu USA.

W tym szeregu dat, tytułów i stanowisk, za suchymi danymi nie widać jednak wyjątkowego człowieka, jakim jest ks. abp Joseph Edward Kurtz.

Obrońca małżeństwa i rodziny
Rodzinne miasteczko arcybiskupa – Mahanoy City, zamieszkiwało 5 tys. mieszkańców, którzy, podobnie jak jego rodzina, naznaczeni byli rytmem codziennej rutyny pracy w kopalniach węgla, a także multikulturowością i problemami związanymi ze zderzenia na jednym obszarze różnych nacji. Pod ziemią pracowali Słowacy, Niemcy, Polacy, Irlandczycy. Region ten pamiętał jeszcze rok 1860 związany z wybuchem rewolty grupy Irlandczyków, wywołanej sprzeciwem górników przeciwko fatalnym warunkom pracy, złym traktowaniem i wykorzystaniem. Przyszły arcybiskup widział z bliska ten trud, znał prawdę o ciężkiej i wycieńczającej pracy, o ucisku i wyzysku, o katastrofach, widział też rozbite rodziny, poznał twarde warunki życia. Jak wspomina, obok kościołów katolickich stawiano tawerny i bary, do których po godzinach pracy wstępowali na piwo zmęczeni górnicy. Spędzali tam długie godziny, wydając ciężko zarobione pieniądze, zamiast powracać do domu, do swoich żon i dzieci.

Jego sytuacja była inna. Rodzice, Stella z domu Żmijewska i George, bardzo się kochali, byli w silnej więzi małżeńskiej, a przyszły arcybiskup miał przyjacielskie relacje z czworgiem rodzeństwa, głównie z bratem, ponieważ trzy siostry szybko wyszły za mąż. Rodzice także byli blisko swoich dzieci. Wszczepiona wiara, katolickie wychowanie, miłość w rodzinie, religijność maryjna matki, która miała polskie pochodzenie, były fundamentami, na których Joseph Kurtz mógł budować swój duchowy kapitał. Bólem napawało go konfrontowanie swojego udanego życia rodzinnego z niepowodzeniami rozbitych i patologicznych rodzin przyjaciół i kolegów z podwórka i ze szkoły.

I jeszcze jeden ważny „szczegół” z życia ks. abp. Kurtza. Jego starszy o pięć lat brat George urodził się z zespołem Downa. Miłość rodziców do chłopca i małego Josepha do starszego brata również były silnym bodźcem do późniejszej bezkompromisowej walki o życie dzieci nienarodzonych i chorych. George zmarł w 2002 roku.

Powołanie
Boże wezwanie do oddania się kapłaństwu 16-letni Joseph usłyszał i zrozumiał w kaplicy Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny znajdującej się w szkole średniej, gdzie młodzieniec zaczął spędzać coraz więcej czasu na modlitwie, zaniedbując naukę. W jednym z wywiadów z typową dla siebie swadą stwierdził: „Nie byłem złym studentem, mógłbym skończyć wiele różnego typu college’ów, ale odczuwałem coraz mocniej, coraz silniej to wezwanie, religijne powołanie, niż robienie kariery”.

Życie jest bezcenne!
W kontekście rosnącej w siłę antychrześcijańskich armii gejów, genderowców i feministek w Stanach Zjednoczonych ks. abp Kurtz jednoznacznie i bez poprawności politycznej wskazuje na zagrożenia cywilizacji życia przez ideologie redukujące człowieka do produktu, na koncepcje, które życiem zaczynają niebezpiecznie manipulować, dla których życie można bezkarnie sprzedać, zabić, poddać eksperymentom medycznym, a słabszych, ułomnych i chorych bezkarnie zamordować. Ośrodki aborcyjne są niczym „zakłady mięsne, nienarodzone dzieci usuwa się jak rzeczy, a części ciała wyrzuca do toalety lub przechowuje w słoikach”. „Czy może być większa makabra?” – pyta w jednej ze swoich publicznych wypowiedzi ks. abp Kurtz.

W mocnych słowach krytykuje ideologię gender i wymuszanie przez hałaśliwą mniejszość homoseksualną zmiany definicji małżeństwa przez legalizację homoukładów. – Próby zmiany prawnej definicji małżeństwa czy tworzenia symulacji małżeństwa, często pod przykrywką „równości”, „praw obywatelskich” czy walki z dyskryminacją, nie służą prawdzie. Próby takie podważają samą istotę małżeństwa, pomijając ważną rolę małżeństwa i rodziny w życiu społeczeństwa – mówił.

W obliczu zmasowanej inwazji zła i niszczenia wartości stanowiących fundament naszej cywilizacji ks. abp Kurtz podjął inicjatywę wprowadzenia błogosławieństwa dzieci w łonach matek – by pomóc rodzicom oczekującym narodzin potomstwa i uwrażliwić społeczeństwo na dar życia. Nowy ryt zatwierdziła w 2012 r. watykańska Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Odwagi!
Niewątpliwie samemu ks. abp. Kurtzowi nie można odmówić odwagi i sądzę, że jego powołanie na stanowisko przewodniczącego Episkopatu USA jest mocnym uderzeniem w agresywne mniejszości seksualne i lobby przemysłu zabijania.

Razem z 300 obrońcami życia ze stanów Kentucky i południowa Indiana uczestniczył w modlitwie przed E.M.W. Women’s Surgical Center w Louisville, gdzie przeprowadzane są aborcje. Klęczał na chodniku i modlił się na różańcu w intencji ratowania życia poczętych oraz o zmianę myślenia kobiet, które decydują się na zabicie swojego dziecka.

Ksiądz arcybiskup Kurtz nie ma wątpliwości, że przerażające i nasilające się zjawisko aborcji jest rzeczywistością ekstremalną, dlatego tym bardziej potrzeba dziś ludzi odważnych i współczujących. Prawdę o prawie naturalnym na drodze dialogu mogą osiągnąć ludzie głębokiej wiary i ludzie dobrej woli. Również niewierzący, ponieważ porządek naturalny to nie jakaś ideologia, ale szereg prawideł wywiedzionych z nauki o przyrodzie i człowieku. To prawo naturalne jest ponadto wypisane w sercu każdego człowieka, będące przez wieki oczywistością, że „dziecko w łonie matki jest cenne, tak samo jak dziecko już narodzone”.

W swoich wypowiedziach arcybiskup często formułuje swoiste wezwania w formie zachęty, a nawet rozkazy mobilizujące wiernych, takie jak: „stańcie przy mnie”, „weźcie udział ze mną”, „zapraszam was do współpracy”. Te dyrektywy i propozycje są oznaką, że mamy do czynienia z człowiekiem, który czuje misję bycia pasterzem i liderem (także jego aktywność z wykorzystaniem nowoczesnych mediów wskazuje, że to człowiek serdeczny i przyjacielski, np. na swoim Twitterze aktywnie komunikuje się z wiernymi, odpowiada na pytania, jest otwarty i radosny). Kocha ludzi, tak jak napisał na swoim blogu z okazji uroczystości Wszystkich Świętych: „Kocham ten czas, dlatego że jest to moment dla wszystkich nieznanych bohaterów. Ty i ja mamy ten nimb świętości – często bardzo skromnych i wiernych ludzi, którzy przeszli niezauważeni przez świat. Wszyscy jesteśmy powołani do świętości. Ostatnio opublikowałem plakat z błogosławionym Janem Pawłem II i jego cytatem: ’Zostań tym, kim jesteś!’. To oznacza właśnie bycie świętym: stawanie się w pełni tym, kim stworzył mnie Pan Bóg”.

W kontekście powoli gasnącego kryzysu Kościoła w USA, odnowy ducha, coraz większej samoświadomości katolików amerykańskich wybór ks. abp. Kurtza jest doprawdy Bożym darem.

Autor jest socjologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/60420,boj ... zycie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 30 lis 2013, 08:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Najgorsza jest bierność

Najnowsza książka księdza prof. Czesława Stanisława Bartnika to wybór publicystyki, jaka ukazała się na łamach „Naszego Dziennika” w ostatnich pięciu latach.

Temat, który porusza ks. prof. Czesław Stanisław Bartnik, to bardzo aktualny problem walki z Kościołem. Jak zauważa autor, wybitny teolog i filozof, katolicy w wielu krajach, które jeszcze niedawno były chrześcijańskie, stają się obywatelami drugiej kategorii. Nie są dopuszczani do wielu wyższych stanowisk. A jeśli już uda im się awansować, to stają się obiektem szczególnie kontrolowanym i krytykowanym przez środowiska liberalne i lewackie.

Nie lepiej jest w Polsce. Jak zauważa ksiądz profesor, katolików nazywa się „katolami”, co sugeruje podobieństwo do tzw. kiboli. Coraz częściej ludzi przestrzegających zasady wiary pokazuje się w mediach jako zacofany i ciemny tłum. Kościół często spotyka się z utrudnieniami w sprawowaniu funkcji społecznych czy działalności charytatywnej.

Ksiądz prof. Bartnik nie tylko trafnie opisuje rzeczywistość. Nie boi się, gdy trzeba używać mocnych słów. Analizuje problemy, z którymi muszą zmierzyć się współcześni katolicy. Podkreśla, że nie możemy biernie godzić się na zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez środowiska i ideologie wrogie Kościołowi. Nie możemy pozwolić, by katolików wykluczano z życia społecznego i publicznego.

Teksty księdza profesora publikowane na łamach „Naszego Dziennika” nie straciły nic ze swej aktualności. Pozwalają nam lepiej zrozumieć podłoże wojny z Kościołem. To niewątpliwie, jak pisze we wstępie prof. Piotr Jaroszyński, „perełki polskiej publicystyki i wysokiej kultury katolickiej”. Warto je przeczytać.

Książkę księdza prof. Czesława Bartnika można nabyć na stoisku Fundacji NASZA PRZYSZŁOŚĆ podczas obchodów rocznicy powstania Radia Maryja w Toruniu.

AKU

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 18 gru 2013, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Prof. Aleksander Stępkowski Centrum Prawne Ordo Iuris

not. ZB

Społeczeństwo w Polsce wielokrotnie wyrażało swoje stanowisko, opowiadając się w ramach szeregu inicjatyw obywatelskich za wzmocnieniem ochrony dzieci w prenatalnej fazie ich rozwoju. Trudno zrozumieć głosy osób zaniepokojonych projektowanym przez komisję kodyfikacyjną wzmocnieniem tej ochrony. Mamy do czynienia z ludźmi bezbronnymi i niewinnymi – kogóż bardziej należy chronić, jak nie te dzieci? Ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka nie pozwala mieć wątpliwości, że chodzi tu o dziecko w rozumieniu polskiego prawa. Działania legislacyjne mające na celu wyciągnięcie konsekwencji z ochrony przyrodzonej (a zatem nie nabywanej na jakimś etapie rozwoju, ale wynikającej z samego faktu bycia człowiekiem) godności człowieka nie powinny być przedmiotem jakiejkolwiek kontrowersji.

Dziwić mogą zarzuty mówiące o rzekomym forsowaniu w ten sposób poglądów religijnych. Ludzka tożsamość dziecka rozwijającego się w organizmie kobiety nie może ulegać wątpliwości w świetle biologii i embriologii. Przymykanie oczu na te obiektywne fakty i kierowanie się ideologicznymi uprzedzeniami względem ochrony najsłabszych dzieci jest trudne do zrozumienia.

Warto zwrócić uwagę, że chronimy życie przestępców popełniających najcięższe zbrodnie, które niedawno jeszcze karano śmiercią. Obecnie pozbawienie życia przestępcy, któremu dowiedziono najcięższe zbrodnie, jest traktowane jako barbarzyństwo, natomiast pozbawianie życia, i to w sposób szczególnie okrutny, dziecka, któremu nie sposób przypisać winy za cokolwiek, jest przez niektórych traktowane jako wolność obywatelska. Jeśli będziemy arbitralnie ustalać to, których ludzi chcemy chronić, a których nie, wówczas nikt na dłuższą metę nie będzie się mógł czuć pewny swojej egzystencji.

http://www.naszdziennik.pl/wp/62802.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 30 gru 2013, 07:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Płeć zrodzona w głowie, to nie płeć kulturowa, ale psychiczna. To chora psychika zrodziła płeć odmienną od naturalnej. Wokół tej patologii zamiast pomocy psychiatrycznej i próby leczenia chorego, lewactwo próbuje rozbudować system sprawowania władzy nad ludźmi, nad całym niemal światem i wprowadzić swoje barbarzyńsko - sodomistyczne zasady współżycia ludzi, społeczeństw i narodów. Słowo kultura jest tutaj zdecydowanie nadużywane. Właściwymi słowami są patologia, zdziczenie, degeneracja, choroba. Jest to wyraźny odwrót zideologizowanego człowieka od kultury, jej zaprzeczenie. Genderopatia to sprowadzenie życia ludzkiego wyłącznie do sfery wegetatywno - emocjonalnej i zatrzymanie człowieka w rozwoju na tej płaszczyźnie. Dlatego tak bardzo zabiegają ci zboczeńcy o wpływ na człowieka już od najmłodszego wieku. Swój chory warsztat sodomistyczny instalują już w przedszkolach.

Nie ustąpimy genderystom

Z ks. dr hab. Dariuszem Oko, kierownikiem Katedry Filozofii Poznania Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, rozmawia Małgorzata Pabis
Księże Profesorze, biskupi polscy w liście na Niedzielę Świętej Rodziny jasno informują o zagrożeniach wypływających z ideologii gender. Tymczasem jeden z blogerów „Tygodnika Powszechnego” nawoływał, by tego listu nie czytać. Co o tym sądzić?
– Na podstawie licznych publikacji „Tygodnika Powszechnego” można uznać, że jego redakcja zdecydowanie odrzuca nauczanie Kościoła na temat ideologii gender, w tym także na temat homoideologii (czyli jej istotnej części) – podobnie jak czyni to od lat w kwestii etyki małżeńskiej. Widać to szczególnie teraz, kiedy „Tygodnik” tak otwarcie nawołuje do buntu przeciw całemu Episkopatowi i Ojcu Świętemu. A genderyści są jak marksiści, podobnie nienawidzą chrześcijaństwa i podobnie zmierzają do zniszczenia Kościoła, chcą wsadzać chrześcijan do więzień nawet za jedno zdanie krytyki ich ideologii. Nieprzypadkowo przecież osoby, które znane są w Polsce z największej nienawiści do Kościoła, są też najbardziej zdecydowanymi zwolennikami gender. Zatem wspieranie ich działań jest oczywistym zaprzaństwem, zachowaniem judaszowo-kainowym. Skoro jednak sam ks. Boniecki, redaktor „Tygodnika”, tak dobrze czuje się w towarzystwie satanisty „Nergala” albo ks. prof. Michała Czajkowskiego, który przez 20 lat współpracował z SB, wydając jej ludzi Kościoła, to trzeba się liczyć z tym, że trudno o niegodziwość, której jego redakcja nie byłaby gotowa się dopuścić w swojej nieustannej walce z nauczaniem Kościoła. Przyłączanie się do takich działań jest niedopuszczalne, jest oczywistą zdradą, samobójstwem duchowym. Trzeba się tego szczególnie strzec, bo działanie Judasza często przynosi jeszcze gorsze skutki niż otwartego wroga.

Jak Ksiądz odniesie się do informacji Fundacji Feminoteki, która wyliczyła, jakoby Kościół wziął 61,5 mln złotych dotacji unijnych na projekty, które powinny wspierać gender. Feministki zażądały, by NIK sprawdziła, czy pieniądze zostały wydane zgodnie z zaleceniami Unii Europejskiej…
– To kolejny absurd genderystów, to tak, jakby Kościół miał sam siebie ateizować. Unia Europejska nie ma prawa nikogo zmuszać do przyjmowania ideologii gender, podobnie jak sowiecka Moskwa nie miała prawa nikogo zmuszać do przyjęcia komunizmu. To tak, jakby żydowskie dzieci zmuszać do przejścia na islam, to byłby niesamowity antysemityzm, straszna pogarda dla Izraela. Czymś podobnym jest zmuszanie chrześcijan do konwersji na ateistyczną ideologię gender. To jest niesłychana pogarda dla godności człowieka, dla jego sumienia i całej duchowości. Jest to ciężkie przestępstwo, za które musi odpowiedzieć każdy, kto się go dopuszcza. W żadnym wypadku nie wolno ustępować genderateistom, dla których bożkiem stał się seks, którzy redukują człowieka do biologii i fizjologii, którzy widzą w nim przede wszystkim jego zwierzęcość, a nie duchowość, i jeszcze usiłują deprawować dzieci. W ich obronie trzeba być gotowym poświęcić bardzo wiele.

Tymczasem głosy w obronie gender padły też z ust polityków Twojego Ruchu, którzy napisali, że zwalczanie tej ideologii to zasłona dymna na przypadki pedofilii w Kościele. Czy to nie kolejny absurd?
– Według bolszewików, „naukowy komunizm” był najwyższym osiągnięciem ludzkości, najdoskonalszym dziełem ludzkiego intelektu. Logiczne więc było, że każdy, kto go zakwestionował, był natychmiast mordowany albo zsyłany do łagru. Równocześnie bolszewicy negowali istnienie archipelagu Gułag, w którym uśmiercono dziesiątki milionów osób. Wobec tej skali zbrodni Katyń był dla nich tylko drobiazgiem, wymigiwali się od odpowiedzialności za te zbrodnie. A więc twierdzić, że nie ma ideologii gender, to tak jakby mówić, że nie było ideologii komunistycznej, tylko czysta, niepodważalna nauka socjalna, która nie wiadomo dlaczego straciła uznanie. Przecież mamy mnóstwo dokumentów ONZ i Unii Europejskiej, które są stworzone według zasad ideologii gender i nakazują ją bezwzględnie narzucać. Jak więc można twierdzić, że gender nie jest ideologią, narzędziem politycznym do przeprowadzenia globalnej rewolucji i deprawacji seksualnej?

Dlaczego więc genderystom tak przeszkadza krytyka Kościoła?
– Genderyści lubią działać w ukryciu, po cichu, jak mafia. Chcą przeprowadzić swoją rewolucję odgórnie, poprzez przejęcie ośrodków władzy i mediów. Żerują na niewiedzy obywateli, aby obejść procedury demokratyczne i siłowo narzucić swoją ideologię. Demokratycznie społeczeństwo świadome założeń gender nie zaakceptowałoby tych absurdów, podobnie jak nie akceptuje homoadopcji. Ujawnianie ich sposobów działania utrudnia je, stąd gwałtowność oraz brutalność ich ataków.

Co zrobić, by obudzić polskich rodziców, by byli bardziej czujni wobec prób deprawacji dzieci?
– Dociera do mnie coraz więcej sygnałów z całej Polski, że rodzice zaczynają się budzić, powstaje ogólnopolska koalicja obrony przed szaleństwem gender. Rodziców pobudza się do działania najlepiej poprzez informację, jakim śmiertelnym zagrożeniem dla ich dzieci są genderowi seksdeprawatorzy, i temu też najlepiej służy wspaniały list Episkopatu. Odgrywa on niezastąpioną rolę, ale trzeba kontynuować edukację według jego wytycznych. Doskonale powinno jej służyć studiowanie jego dłuższej wersji przeznaczonej do pracy duszpasterskiej oraz innych materiałów krytycznych wobec gender. Ale potem trzeba przejść do zaangażowania w rady rodzicielskie szkół i przedszkoli, aby pilnować, czy nie usiłuje się tam realizować programu gender wbrew woli rodziców, co jest sprzeczne z Konstytucją. Trzeba też angażować się w pracę samorządów lokalnych i politykę krajową, by nie dopuścić do powstania w naszym kraju genderowej dyktatury. W nadchodzących kolejnych wyborach trzeba sprawdzać polityków, czy przypadkiem nie chcą popierać tej ateistycznej ideologii. Praca wychowawcza rodziny i Kościoła jest jak hodowanie pięknych kwiatów w ogrodzie, natomiast ideologia gender jest jak szambo, które ten ogród może zalać i zniszczyć. Trzeba zrobić wszystko, by obronić przed tym dzieci, by do tego nie dopuścić.

Nie możemy sobie pozwolić na milczenie, na bycie „lukrowanymi” katolikami. Odnosząc się do ataku medialnego przypuszczonego na ks. abp. Hosera czy ks. abp. Michalika po ich wypowiedziach na temat gender, można by sądzić, że genderyści nawet z biskupów chcieliby zrobić „lukrowanych” katolików…
– Dominujące lewackie media pouczają Episkopat, podobnie jak Bierut czy Gomułka pouczali kardynała Wyszyńskiego czy Wojtyłę. To oni chcą decydować, jakimi mamy być chrześcijanami. Oczywiście najlepiej takimi, którzy w bojaźni niewolniczo im się podporządkują. Ale to tak, jakby Piłat, Sanhedryn czy Judasz dyktowali apostołom, co mają mówić i czynić. Tacy krytycy Kościoła byliby zadowoleni dopiero wtedy, gdyby Papież ogłosił, że Boga nie ma, a aborcja, rozwody i homoseksualizm to największe zasługi, za które idzie się prosto do Nieba. Ulegać takim krytykom to tak, jakby Jezus ulegał zakłamaniu faryzeuszy. Tymczasem Jezus przez cały czas swojej publicznej działalności prowadził duchową walkę o prawdę z faryzeuszami i innymi zakłamańcami, którzy od początku chcieli go zamordować. Mówił do nich: „groby pobielane”, „plemię żmijowe”, „mordercy proroków”. Podobnie my musimy dzisiaj bronić siebie i dzieci przed współczesnymi wielkimi faryzeuszami i zakłamańcami. To należy do istoty naśladowania Jezusa. I chwała księżom biskupom, współczesnym apostołom, że tak właśnie czynią.

Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/mysl/63829,n ... ystom.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 28 sty 2014, 15:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Budujmy razem cywilizację życia!

Z dr. inż. Antonim Ziębą, prezesem Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka i współorganizatorem Krucjaty Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci, rozmawia Marta Milczarska

Od grudnia na internetowej stronie Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka (www.pro-life.pl) można znaleźć pierwszy w Polsce wideoblog pro-life. Skąd wziął się pomysł na stworzenie właśnie wideoblogu?
- To nie mój pomysł. Młodzi obrońcy życia z Krakowa i Poznania jesienią ubiegłego roku zasugerowali mi tworzenie wideobloga na temat obrony życia człowieka. Argumentowali, że to współczesna forma przekazu, którą mamy szansę dotrzeć do młodzieży. Wahałem się kilka tygodni, ale w listopadzie ubiegłego roku przekonali mnie i zdecydowaliśmy, że od 1 stycznia 2014 roku będzie się pojawiał co tydzień mój krótki (5-7 min) wideoblog na stronie internetowej Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Pierwsze dwa nagrania na tym wideoblogu odnoszą się do organizacji proaborcyjnej Planned Parenthood. Dlaczego właśnie tym zagadnieniem postanowił Pan rozpocząć?

- Były dwa powody rozpoczęcia serii wideoblogów pro-life od Planned Parenthood. Po pierwsze, jest to dzisiaj największa światowa organizacja promująca i realizująca zbrodnię aborcji. Działa w ponad 100 krajach na całym świecie, ma także w Polsce współpracownika: Towarzystwo Rozwoju Rodziny! Wielce wymowne są korzenie, początki tej niosącej śmierć nienarodzonym dzieciom machiny. W pełni zgadzam się ze słynnym stwierdzeniem Cicerona „Historia jest nauczycielką życia”. Trzeba było pokazać historię jej powstania, jej nazistowskie, antysemickie korzenie.

Jaka jest świadomość Polaków w sprawie obrony życia?

- Mówiąc o dzisiejszej świadomości Polaków co do problemu ochrony życia, musimy z radością i dumą stwierdzić, że ogromna większość naszych rodaków opowiada się za ochroną życia poczętych dzieci.

Podam tylko wyniki dwóch ogólnopolskich sondaży odnoszących się do ochrony życia człowieka. W 2007 roku toczyliśmy batalię o wzmocnienie konstytucyjnej ochrony życia człowieka poprzez uzupełnienie 38 art. naszej Konstytucji o ważne słowa: „od poczęcia po naturalny kres”.

Przeprowadzony przez PGB w lutym 2007 ogólnopolski sondaż wykazał, że ok. 53 proc. Polaków popierało tę zmianę Konstytucji, a tylko 32 proc. było przeciw… Zawiedli politycy…

Badania CBOS w lipcu ubiegłego roku wykazały, że 75 proc. Polaków opowiada się za prawem do życia dla każdego, bez wyjątku, poczętego dziecka!

To swoisty rekord świata. I znów parlamentarzyści zlekceważyli wolę Narodu! Haniebne głosowanie posłów SLD i PO zablokowało 27 września ubiegłego roku wpisanie do ustawy ochrony życia chorym, niepełnosprawnym dzieciom przed narodzeniem.

A czy my, Polacy, wiemy, jakie koncerny wspierają aborcję? Czy jest to dla nas ważne i uwzględniamy to w naszych życiowych wyborach?

- Odpowiem szczerze: w tym aspekcie nasza wiedza jest ograniczona. Ale w tym miejscu trzeba podkreślić obywatelską konieczność posiadania wiedzy co do rzeczywistych postaw, stanowisk (nie deklaracji) naszych partii politycznych, parlamentarzystów przejawiających się w konkretnych głosowaniach odnośnie do prawa do życia czy procedury in vitro.

Nikt, kto chce budować cywilizację życia, nie może oddać swego głosu na te partie czy osoby, które odmawiały prawa do życia chorym, niepełnosprawnym poczętym dzieciom czy popierają in vitro, procedurę, w czasie której ginie 70-90 proc. poczynanych dzieci! To odnosi się do wyborów europarlamentu, wyborów samorządowych czy naszego parlamentu.

Jakich tematów na wideoblogu możemy się spodziewać w najbliższym czasie?

- Do tej pory zrealizowaliśmy cztery wideoblogi: na temat Planned Parenthood, mitu podziemia aborcyjnego, wielkiego kłamstwa związanego z legalizacją aborcji w USA, a także o naukowej prawdzie: od poczęcia człowiek!

W najbliższym czasie zamierzam przedstawić prawdę o procedurze in vitro, ukazać chociaż skrótowo wspaniałość rozwoju człowieka od poczęcia do narodzin, przedstawić historię legalizacji zbrodni aborcji w Polsce i Europie.

Interesujących tematów z pewnością nie zabraknie. Zapraszam Czytelników „Naszego Dziennika” do cotygodniowych spotkań i proszę o zachęcenie znajomych, członków rodzin do oglądania tego wideobloga pro-life. Budujmy razem cywilizację życia!

Przy okazji niech mi wolno będzie podziękować Redakcji „Naszego Dziennika”, która obok Radia Maryja i Telewizji Trwam stanowi medialny bastion w obronie życia każdego człowieka od poczęcia po naturalny kres.

Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zycia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 28 kwi 2014, 07:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Kłamią, ale wygrywamy

Z dr. Austinem Ruse’em, szefem instytutu badawczego Catholic Family and Human Rights Institute (C-FAM), rozmawia Jolanta Tomczak

Jak zrodziła się myśl zorganizowania w Rzymie konferencji „Święty Jan Paweł Wielki. Budowanie kultury życia w Organizacji Narodów Zjednoczonych i poza nią”?
– Cel naszej konferencji to uczczenie wielkiego człowieka, wyniesionego na ołtarze przez Papieża Franciszka. Wszyscy ludzie zaangażowani w przygotowanie tego spotkania zostali przez św. Jana Pawła II w jakiś sposób odmienieni. Usłyszeliśmy kiedyś Jego wezwanie, żeby wziąć udział w pracach Organizacji Narodów Zjednoczonych jako głos sprzeciwu wobec forsowania aborcji, czy to na światowej konferencji w Kairze na temat zaludnienia i rozwoju w 1994 roku, czy rok później w Pekinie w sprawie kobiet. To Papież wykreował globalny ruch obrony rodziny i życia człowieka przed atakami ideologii zwanej cywilizacją śmierci. Kanonizacja to doskonała okazja dla przypomnienia Jego osiągnięć na forum ONZ i innych forach międzynarodowych. Chcemy także spojrzeć w przyszłość: uzmysławiając sobie, w jakim punkcie się znajdujemy, trzeba zaplanować nowe działania.

Obrońcy życia na całym świecie uważają dokumenty, wzory działania Jana Pawła II za bezcenny kapitał. W jaki sposób Ojciec Święty inspiruje Pana w codziennej pracy?
– Mogę wręcz powiedzieć, że to Papież stworzył moje miejsce pracy. Przed Jego wezwaniem do uczestnictwa w konferencji kairskiej ta posada w ogóle nie istniała. Dzięki Niemu powstała moja organizacja, podobnie jak wiele innych organizacji działających na polu obrony praw człowieka i rodziny. W ten sposób dalej inspiruje nas jako profesjonalistów. Ale oczywiście jest dla nas również inspiracją w wierze. Dlatego nazywamy go Janem Pawłem Wielkim.

C-FAM współpracuje ze Stolicą Apostolską. W jaki sposób?
– Nasz instytut, który powstał w 1997 r., zrzesza środowisko ekspertów z dziedziny polityki publicznej, prowadzących badania interdyscyplinarne i przygotowujących analizy pod kątem debaty międzynarodowej. Jest jedyną organizacją pro-life i prorodzinną pracującą wyłącznie na polu międzynarodowej polityki publicznej. Monitorujemy działania podejmowane na forum ONZ, agend Unii Europejskiej, organizacji pozarządowych, fundacji i innych instytucji o zasięgu międzynarodowym. Co tydzień przygotowujemy też biuletyn „Friday Fax” zawierający analizy dla tysięcy wyborców na całym świecie na temat najbardziej palących debat. W Organizacji Narodów Zjednoczonych nawiązaliśmy bardzo ścisłą współpracę z delegacją Stolicy Apostolskiej nad formowaniem sumień. Rozpoczęliśmy ją, gdy stałym obserwatorem Stolicy Apostolskiej przy ONZ w Nowym Jorku był ks. kard. Renato Martino, odznaczony na naszej konferencji medalem Maksymiliana Kolbego.

Jak widzi Pan rolę mediów w promowaniu kultury życia?
– Dziennikarze mogą włączać się w te działania poprzez opowiadanie o nich w sposób fachowy. W Stanach Zjednoczonych temat dzieci nienarodzonych należy do najważniejszych w naszych czasach, w Europie próbuje się ten temat zakrzyczeć. W tym kontekście jest bardzo ważne, żeby dziennikarze kontynuowali mówienie o tych sprawach.

Co według Pana stanowi dziś największy problem w kwestii ochrony życia?
– To, że druga strona nie ustępuje. Posuwają się do kłamstw i oszustw, choć i tak ostatecznie przegrają. Problemem jest to, że są bajecznie bogaci i bardzo wpływowi. Dlatego tak trudno jest z nimi wygrać. Ale wygrywamy. Nie ma „prawa do aborcji” w ONZ. Sprawy związane z rodziną na tym forum są w dość dobrym stanie, ponieważ bardzo wiele rządów sprzeciwia się legalizacji homoukładów i tym podobnym rzeczom. Sytuacja różni się w zależności od regionu świata, ale do tej pory tylko 15 ze 192 krajów zezwala na tego typu kontrakty. Przeważająca liczba państw trzyma się od nich z daleka. Propaganda jest jednak silna.

Uważa Pan św. Jana Pawła II za swojego patrona?
– Ależ oczywiście. Z całą pewnością Jan Paweł II jest patronem całego ruchu obrony życia i rodziny, podobnie jak włoska lekarka Gianna Beretta Molla, kanonizowana 10 lat temu. Na jej cześć nazwałem swoją córkę Gianna. Zwykle mówimy o Janie Pawle II w kontekście ewangelizacji „hurtowej”, pamiętając podróże apostolskie, podczas których przemawiał do milionów. Ale musimy pamiętać, że praktykował także ewangelizację „detaliczną”, serce do serca. Znam na przykład bardzo interesującą historię związaną z Janem Pawłem II i pewnym małym chłopcem.

Co ich połączyło?
– Otóż kiedy Brendan Kelly, czterolatek z zespołem Downa, został zdiagnozowany z białaczką, jego rodzina zwróciła się do Make-a-Wish Foundation o spełnienie jego życzenia. Chciał zobaczyć Papieża. Z początku myślano, że jest to pragnienie raczej jego rodziców, padały propozycje wyjazdu do Disney World, ale się upierał. I dostał takie zaproszenie. We wrześniu 2001 roku przyjechał do Castel Gandolfo. Kiedy tylko Jan Paweł II wszedł do pokoju, Brendan wyrwał się do niego z drugiego końca. Papież podał mu rękę na powitanie i ten mały chłopiec stał tak z nim nieruchomo, przez całą audiencję, nie puszczając dłoni. Nieustannie wpatrywał się w twarz Ojca Świętego. Kiedy Papież zmierzał już do wyjścia, Brendan krzyknął: „Good-bye, Pope”. Jan Paweł II słyszy to i wraca do Brendana. Rodzina robi zdjęcie. Ale nie widać na nim, że Ojciec Święty płacze. Tego dnia nawiązała się między nimi niezwykła relacja. Brendan, który zmarł rok temu w wieku 16 lat, był mistykiem. Nie przeszedł koło kościoła bez powiedzenia: „Hi, Jesus”, i przesłania całusa. Cierpiał na białaczkę prawie całe swoje życie, ofiarując cierpienie za innych. Przyczynił się do wielu nawróceń. Dlatego podczas naszej konferencji myślimy o nich obu.

Dziękuję za rozmowę.
Jolanta Tomczak

http://www.naszdziennik.pl/mysl/75739,k ... ywamy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 06 maja 2014, 07:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Musimy wciąż walczyć, zamiast tylko sobie żyć. Walczyć z rozbawionym ludzką krzywdą lewackim ponuractwem, lewackim brudem zanieczyszczającym ład naturalny naszego świata.

Mamy ogromną siłę

Z Virginią Coda Nunziante, organizatorem Marszu dla Życia w Rzymie, rozmawia Izabela Kozłowska

„Za życiem bez kompromisów” – pod tym hasłem w ostatnią niedzielę przeszedł ulicami Rzymu Marsz dla Życia. Dlaczego w tym roku wybrali Państwo taki temat przewodni?

– Zdaliśmy sobie sprawę, że żyjemy w społeczeństwie, w którym dostrzega się relatywizację wielu kwestii, a wśród nich także tej dotyczącej życia ludzkiego. Niezaprzeczalnie istnieją różne organizacje, które bronią życia, lecz zawsze z jakimiś wyjątkami. Dlatego też postanowiliśmy w tym roku iść pod hasłem „Za życiem bez kompromisów”. Chcieliśmy, aby przekaz był przejrzysty i zrozumiały dla wszystkich. Z hasła tego wynika, że dla nas obrona życia ma być obroną integralną, bez kompromisów. Nie akceptujemy żadnego wyjątku w kwestii aborcji czy eutanazji. Mówimy o początku i końcu życia. Poprzez tegoroczny marsz chcieliśmy, aby w tym kontekście przekaz był czytelny nie tylko dla społeczeństwa włoskiego, ale także naszych polityków.

Sukcesem rzymskiego Marszu dla Życia jest stale wzrastająca liczba jego uczestników.
– Już czwarty rok z rzędu wychodzimy na ulice Wiecznego Miasta, by głośno mówić o potrzebie ochrony ludzkiego życia, dajemy świadectwo tej walki o nie. Tu nie chodzi o liczbę uczestników, lecz o to, co oni będą robili na rzecz życia w swoich środowiskach. Wielką radością dla nas jest fakt, że zauważalny jest bardzo szybki wzrost liczby uczestników marszu. W pierwszym wzięło udział około 800 osób, w drugim było nas już 15 tysięcy. Ubiegłoroczny marsz zgromadził blisko 40 tysięcy.

O czym to świadczy?
– Coraz większa liczba wynika z faktu, że jednocząc się, będąc razem, jest łatwiej opowiedzieć się za życiem. Uczestnicy marszu uświadamiają sobie, że nie są sami, że jest ich wielu myślących w ten sam sposób i zdobywają tę odwagę do walki i obrony życia.

Włoskie media interesują się Marszem dla Życia?
– Tak. Dostrzegliśmy nawet wzrost zainteresowania opinii publicznej, mass mediów naszą inicjatywą. Zainteresowanie to jest coraz większe, ponieważ osoby uczestniczące w marszu zanoszą do swych domów pewne świadectwo. Ono następnie odbija się każdego dnia w ich rodzinach, w gronie znajomych czy w środowiskach, w których żyją.

Marsz dla Życia w Rzymie zgromadził przedstawicieli organizacji pro-life z całego świata.
– W tym roku ulicami Wiecznego Miasta przeszło wraz z nami prawie 60 reprezentacji różnych stowarzyszeń broniących życia na całym świecie. Dlatego również z międzynarodowego punktu widzenia dokonał się pewien nadzwyczajny wzrost zainteresowania w ciągu ostatnich dwóch lat. To spowodowało, że w tym roku, w sobotę poprzedzającą marsz, zorganizowaliśmy międzynarodową konferencję we współpracy z trzema stowarzyszeniami z Kanady, Stanów Zjednoczonych i Nowej Zelandii. Stowarzyszenia te zaprosiły wszystkich liderów organizacji pro-life z całego świata, by zgromadzić się w Rzymie w celu wspólnych strategii w obronie życia. Wypracowane rezultaty każde ze stowarzyszeń będzie musiało przekazać i realizować we własnym kraju. A jest nim m.in. wspólna deklaracja wzywającą biskupów Kościoła katolickiego, aby w duchu miłości i miłosierdzia odmówili oni Komunii Świętej proaborcyjnym politykom. W deklaracji tej powołano się na kanon 915 kodeksu prawa kanonicznego, w którym zapisano, że „do Komunii Świętej nie należy dopuszczać ekskomunikowanych lub podlegających interdyktowi, po wymierzeniu lub deklaracji kary, jak również innych osób trwających z uporem w jawnym grzechu ciężkim”. Sygnatariusze deklaracji wskazali w niej, że jest to bezlitosny krok, który ma umożliwić politykom żyjącym w publicznym grzechu odpokutowanie go.

W konferencji udział wziął również ks. kard. Raymond Leo Burke, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej. Ksiądz kardynał wskazał, że wielkim skandalem jest mówienie przez wielu sędziów i polityków, iż są katolikami, przy jednoczesnym promowaniu przepisów łamiących prawo moralne w jego zasadniczych założeniach.

Marsz dla Życia to zwieńczenie całorocznej pracy. Jakie inne działania na rzecz ochrony życia podejmują Państwo, aby zwiększać świadomość Włochów w tej kwestii?
– Faktycznie nasza praca trwa cały rok. Jeździmy po Włoszech, aby spotykać różne osoby, grupy i ruchy, aby pomóc im rozumieć ważność tego zgromadzenia się raz w roku w stolicy naszego kraju. Nawet jeśli istnieją jakieś różnice w poszczególnych grupach i ruchach, to poprzez naszą pracę chcemy, aby było zrozumiałe to, że w ciągu roku każda grupa i każdy ruch prowadzi własną walkę, własną strategię, własną wizję obrony życia. Każda organizacja musi brać pod uwagę kontekst geograficzny czy społeczny, w którym funkcjonuje. Raz w roku ważne jest, byśmy byli zjednoczeni. Razem pokazujemy naszym przeciwnikom, że mamy ogromną siłę i panuje wśród nas zgoda. Raz do roku wysyłamy jednogłośny, wyraźny apel za życiem bez kompromisów.

Zeszłotygodniowa kanonizacja Jana Pawła II ma związek z tegorocznym Marszem dla Życia?
– Tak! Święty Jan Paweł II był wielkim orędownikiem życia i zawsze stawał w obronie najsłabszych. U podstaw myśleliśmy o takim długim tygodniu obrony życia. Rozpoczął się on właśnie kanonizacją Papieży Jana XXIII i Jana Pawła II. Jego zwieńczeniem był niedzielny marsz. Tekstem odniesienia dla naszej codziennej pracy jest encyklika „Evangelium vitae”. To fundamentalny dokument, od którego wyrusza się ku obronie życia. Święty Jan Paweł II swój dokument idealnie dostosował do dzisiejszych czasów. On się nie dezaktualizuje. W nim mamy zapisane nie tylko to, czym jest obrona życia ludzkiego, ale Papież postawił nam szereg zadań, do wypełnienia których zobowiązał każdego człowieka.

Dziękuję za rozmowę.
Izabela Kozłowska, tłum. o. Sylwester Pactwa CSsR

http://www.naszdziennik.pl/mysl/76435,m ... -sile.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 02 wrz 2014, 20:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Opowiedz się za życiem!

W Warszawie trwa dziewięciodniowa adoracja Najświętszego Sakramentu w intencji obrony życia dzieci poczętych w Polsce.

Modlitwa przemienia serca i o to właśnie proszą osoby ze środowisk pro-life oraz wszyscy, którym zależy na obronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Dziewięciodniowa inicjatywa jest chrześcijańską odpowiedzią miłości na cywilizację śmierci, która szerzy się w świecie.

– Nasza modlitewna akcja trwa już trzeci dzień i wierni chętnie się w nią włączają. Wczoraj wiele osób trwało w modlitewnym skupieniu w parafii św. Jakuba, a kapłani spowiadali przez całą noc. Z kolei dzisiaj adorujemy Pana Jezusa w koście pw. św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Liczę na to, że coraz więcej osób będzie przychodzić, by wymodlić szacunek dla życia i czerpać radość z trwania przed Bogiem – powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Piotr Zajkowski, organizator dziewięciodniowej adoracji.

Zamysłem organizatów jest ofiarowanie Panu Bogu swojego czasu i modlitwy, by wyprosić u Niego łaskę poruszenia serc tych, którzy opowiadają się za cywilizacją śmierci. – Dzięki adoracji Najświętszego Sakramentu w intencji obrony życia chociażby w Stanach Zjednoczonych zamykano kliniki aborcyjne. W Wiedniu podobna klinika zbankrutowała, a sam budynek w wyniku różnych okoliczności został przekazany tamtejszym obrońcom życia – dodaje Piotr Zajkowski.

Adoracja rozpoczęła się w niedzielę w warszawskiej parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. W każdej świątyni biorącej udział w modlitewnej akcji Pan Jezus jest adorowany przez całą dobę, i tak kolejno przez dziewięć dni po jednym dniu w danej parafii. Adoracja rozpoczyna się zawsze po porannych Mszach Świętych i kończy rankiem następnego dnia.

Grafik dziewięciodniowej adoracji Najświętszego Sakramentu w warszawskich parafiach:

WTOREK – 2 września, parafia św. Stanisława Kostki, ul. Kardynała Hozjusza 2, Warszawa-Żoliborz
ŚRODA – 3 września, parafia św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika, ul. Floriańska 3, Warszawa, katedra warszawsko-praska
CZWARTEK – 4 września, parafia Matki Bożej Królowej Aniołów, ul. Markiewicza 1, Warszawa-Bemowo
PIĄTEK – 5 września, parafia bł. Władysława z Gielniowa, ul. Przy Bażantarni 3, Warszawa-Ursynów
SOBOTA – 6 września, parafia Najświętszego Zbawiciela, ul. Marszałkowska 37, Warszawa-Śródmieście
NIEDZIELA – 7 września, parafia św. Józefa Oblubieńca NMP, ul. Deotymy 41, Warszawa-Koło
PONIEDZIAŁEK – 8 września, parafia Świętego Krzyża, ul. Krakowskie Przedmieście 3, Warszawa-Śródmieście

Magdalena Pachorek

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... yciem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 06 wrz 2014, 07:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Ludzie życia

Jesteśmy gospodarzami w swojej Ojczyźnie, nie możemy dać się zepchnąć do podziemia. Apel o organizowanie się w obronie życia i rodziny popłynął z kaliskiego sanktuarium św. Józefa
Piotr Czartoryski-Sziler, Kalisz

We wrześniowy pierwszy czwartek miesiąca do sanktuarium św. Józefa w Kaliszu przybyła już po raz dziewiąty Rodzina Radia Maryja z całego kraju. Opiekunowi Świętej Rodziny zawierzyła obronę życia ludzkiego i sprawy polskich rodzin. – Przywozicie ze sobą plon krucjaty modlitewnej Radia Maryja i Telewizji Trwam. Swoim zaangażowaniem w wielkie dzieło obrony i ochrony polskiego życia dajecie przekonujące świadectwo katolickiej postawy, obywatelstwa w cywilizacji życia i miłości. Cywilizacji, której aksjomatem jest świadomość, że życie jest najpiękniejszym darem Boga – zwracał się do pątników ks. abp Sławoj Leszek Głódź, który wygłosił poruszającą homilię. Metropolita gdański nawoływał do zdecydowanego przeciwstawienia się temu wszystkiemu, „co polską rodzinę deprecjonuje, obraża, poniża”. Przestrzegał przed zagrożeniami rewolucji kulturowej opierającej się na zasadach tzw. społeczeństwa otwartego. – Ale pytamy: otwartego ku czemu? Ku neopogaństwu? Ku recydywie neomarksizmu w przebraniu ideologii gender? Ku degradacji moralnej? Ku bezkarnym szyderstwom z religii i katolickiej wspólnoty zasad wiary i Kościoła? – pytał ksiądz arcybiskup. – Polsce niepotrzebne są eksperymenty na tkance Narodu – podkreślił kaznodzieja. Ksiądz arcybiskup Głódź zwrócił uwagę, że nasz kraj potrzebuje wyzwań z zakresu polityki społecznej, tych o skali makro, jak i „tych, które są problemami istotnymi, ciążącymi na polskim życiu”. Metropolita gdański zachęcał do poszukiwania form aktywności. – Szukajmy nowych form swej społecznej aktywności, szukajmy ludzi prawych, z prawym sumieniem, i to ma być już kartka wyborcza – zaapelował na zakończenie do zebranych.

Ksiądz arcybiskup podziękował za odważną postawę prof. Bogdanowi Chazanowi, który był gościem specjalnym pielgrzymki. – Towarzyszy panu profesorowi nasze uznanie i wdzięczność za walkę o życie, wyraziliśmy to również w imieniu Episkopatu Polski – powiedział metropolita gdański. Profesor, który w lipcu został zwolniony z funkcji dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie za to, że bronił życia dziecka poczętego, w swoim przemówieniu podkreślił, że współczesny „postęp” doprowadził do osłabienia tradycyjnego sposobu myślenia o życiu ludzkim. – Zabijanie ogromnych grup ludzkich w imię czyszczenia rasowego – co pamiętamy z czasów II wojny światowej – ustąpiło obecnie miejsca zabijaniu jeszcze większych grup ludzi – mówił ginekolog położnik. Podkreślił, że państwo nie może łamać sumień, lecz musi chronić swoich najsłabszych obywateli, „prawo” dotyczące aborcji powinno być zmienione, a aborcja – zakazana.

– Jesteśmy gospodarzami w swojej Ojczyźnie, nie możemy dać się zepchnąć do podziemia. Budzą się sumienia, jest to czas radosny, kiedy ewangelizacja może być skuteczna. Teraz właśnie pojawia się szansa umocnienia sumień lekarzy, pielęgniarek i położnych. Proszę, nie zostawiajmy ich samych – apelował w Kaliszu prof. Bogdan Chazan.

Zwrócił uwagę, że aborcja jest postrzegana przez rządzących naszym krajem jako najważniejsza procedura z wykonywanych na oddziałach ginekologiczno-położniczych. – A zezwolenie na zabijanie dzieci tylko dlatego, że są chore lub niepełnosprawne, oznacza koniec cywilizacji i całkowitą moralną degrengoladę społeczeństwa – stwierdził prof. Chazan. Mówił również o nagonce na lekarzy sprzeciwiających się zabijaniu dzieci poczętych. – Sumienia lekarzy są pod ogromną presją. Boję się, że wartościowi lekarze nie będą wybierać specjalności położnictwo i ginekologia. W mediach prowadzony jest przemyślany, skoordynowany atak na ludzi wierzących. To przykre, że medycyna także dostosowuje się do tego modelu – wskazywał prof. Chazan.

Ojciec doktor Tadeusz Rydzyk zwrócił uwagę, że w Polsce – tak jak nauczał św. Jan Paweł II – trwa „wielki spór o człowieka”, który nie zakończył się wraz z upadkiem ideologii marksistowskiej. Dyrektor Radia Maryja podziękował za odwagę mówienia prawdy ks. abp. Sławojowi Leszkowi Głódziowi i prof. Bogdanowi Chazanowi. Zwracając się do profesora, podkreślił, że jego ofiara przyczyni się do zwycięstwa. – Bóg zapłać za to. Na pewno będziemy wszyscy z Panem Profesorem – powiedział o. Tadeusz Rydzyk.

– Bardzo szanuję prof. Bogdana Chazana za to, że nie bał się publicznie bronić prawdy o życiu ludzkim w tych trudnych czasach, gdzie jest tak wielki nacisk prasy, telewizji i ogólnej opinii, dosyć często uzewnętrznianej wśród społeczeństwa, by z różnych przyczyn przerywać ciążę, kończąc życie dziecka. Potrzebujemy dziś jak najwięcej takich postaw – powiedziała w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Małgorzata Mielcarska z Elbląga, która na pielgrzymkę przyjechała z mamą. Siostra Teresa Pachnik, która do Kalisza dotarła wraz z pielgrzymami z Tomaszowa Mazowieckiego, dodaje, że współczesne społeczeństwa nastawione są na konsumpcjonizm, a wśród młodzieży propaguje się życie pozbawione wszelkich wartości, szacunku do drugiego człowieka i życia. – Musimy mieć wielką wiarę w sobie i nieustannie modlić się, aby narody przebudziły się i zaczęły dbać o każde życie od poczęcia do naturalnej śmierci – zaznaczyła.

Pielgrzymom przyświecały słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty: „Jedynym, który ma prawo odebrać życie, jest Ten, kto je stworzył. Nikt inny nie ma tego prawa: ani matka, ani ojciec, ani lekarz, żadna agencja, żadna konferencja i żaden rząd”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/95765,ludzie-zycia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 15 wrz 2014, 06:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Trzeba się organizować

Z ks. bp. Markiem Mendykiem, przewodniczącym Komisji Wychowania Katolickiego KEP, rozmawia Beata Falkowska

„Wychowanie do prawdy” – pod tym hasłem rozpocznie się jutro Tydzień Wychowania Katolickiego. Czym mają być te dni?

– Zasadniczą ideą Tygodnia Wychowania jest zainteresowanie sprawą wychowania i włączenie do współpracy w tej dziedzinie jak największej liczby osób: rodziców, nauczycieli, także mediów. Wśród wspomnianych środowisk wychowawczych szczególny akcent kładziemy na rodziców. Ważna jest bowiem ich świadomość, że są pierwszymi i najważniejszymi wychowawcami swoich dzieci. Zachęcam, aby zajrzeć na stronę internetową www.tydzienwychowania.pl.

W roku kanonizacji Jana Pawła II na nowo odkrywamy papieskie nauczanie. Ojciec Święty zawsze przypominał: „Człowiek jest sobą poprzez prawdę i staje się bardziej sobą przez pełniejsze poznanie Prawdy”. Zatem prawda jest fundamentem wychowania. Prawdą jest Jezus Chrystus. On powiedział o sobie: „Ja Jestem Drogą, Prawdą i Życiem”. Pozwólmy zatem, niech On będzie fundamentem naszego życia. Bez tego fundamentu, bez Ewangelii, bez Dekalogu nie da się w pełni wychować człowieka. Nie da się wychować człowieka, który będzie myślał kategoriami dobra wspólnego, a nie jedynie poprzez pryzmat swoich egoistycznych zachcianek. Każdy, zwłaszcza młody, musi znać prawdę o świecie, o drugim człowieku i o sobie samym. Szukać prawdy – to jest atut człowieka wolnego.

Ojciec Święty Franciszek w adhortacji „Evangelii gaudium” zauważa, że pierwszą motywacją do ewangelizacji jest miłość Jezusa, jaką przyjęliśmy, doświadczenie bycia zbawionym.

– Ksiądz arcybiskup Stanisław Wielgus w jednym ze swoich wywiadów powiedział, że jeśli Pan Bóg z czegoś nas szczególnie surowo będzie sądził, to zwłaszcza z tego, jak wychowaliśmy młode pokolenie. Wszyscy staniemy kiedyś wobec pytania: czy wychowaliśmy dzieci, młodzież na szlachetnych, dobrych, uczciwych ludzi, którzy będą rozdawali dobro i szczęście innym, czy też wychowaliśmy ich na egoistów, przestępców, zdrajców i pasożytów społecznych? Dlatego zarówno dla Kościoła, państwa i szkoły, a zwłaszcza dla rodziny nie ma ważniejszego zadania od dobrego wychowania dzieci i młodzieży.

Gdyby Ekscelencja miał wymienić trzy rzeczy, o które powinniśmy jako rodzice i wychowawcy zabiegać, i trzy, których powinniśmy unikać, to co by to było?

– Trzeba zadbać o fundament – bardzo ważne jest osobiste świadectwo wiary i pielęgnowane życie sakramentalne. Osobisty przykład rodziców. Oni muszą mieć czas dla swoich dzieci. Rodzice muszą się upominać o swoje prawa jako rodziców i pierwszych wychowawców. Potrzeba też, aby się organizowali, by można było podzielić się problemami wychowania i szukania możliwych sposobów ich autoedukacji jako rodziców – nie wolno milczeć wobec lansowanego zła. Musimy być stale gotowi do obrony wiary i swoich podstawowych praw, ale i odpowiednio przygotowani również od strony intelektualnej: wymiana doświadczeń, udział w dobrych konferencjach wychowawczych, właściwa lektura.

A czego unikać?

– Przyzwolenia na niebezpieczne eksperymenty wychowawcze – rodzice muszą wiedzieć, kto jest zapraszany do szkoły, w jakim celu i dokąd organizowane są wyjścia w ramach zajęć szkolnych. Należy wystrzegać się przyjmowania teorii wychowawczych wymyślonych przez postmodernistów i neomarksistów. To, co się dzisiaj proponuje młodemu człowiekowi, to nic innego jak negacja Boga i poniżenie człowieka. Uważajmy, aby nie dać się zwieść wychowawczym mitom, zwłaszcza mitowi neutralności światopoglądowej w wychowaniu. Zwykle za postulatem wychowania neutralnego światopoglądowo kryje się nie tyle skrajna naiwność, co raczej skrajny cynizm.

Możemy mówić o kryzysie wychowania, a wszelkie kryzysy są kryzysem zerwania z Bogiem, braku miłości. Dlaczego tak wielu rodziców rezygnuje z wychowania własnych dzieci?

– Proszę zobaczyć, jaki model życia dzisiaj się kreuje: nie według reguły obowiązku i odpowiedzialności, ale zabawy. Cały czas mówi się człowiekowi, że jest wolny i może robić, co tylko zechce i kiedy, bez żadnych ograniczeń czy nakazów. Jednak, aby być wolnym, trzeba wiedzieć, czego się chce. „Człowiek wolny jest zobowiązany do prawdy” – tak uczył św. Jan Paweł II. Niezwykle ważna jest relacja między wolnością a moralnością. Ich rozdzielenie prowadzi do moralnej anarchii i zniszczenia człowieka. Jest to najczęściej związane z kryzysem wiary. Próbuje się wmówić człowiekowi, że Bóg i religia ograniczają wolność i jego rozwój. Dlatego różnymi sposobami dąży się do całkowitego sprywatyzowania wiary i przekonania człowieka, że „jest on z natury dobry” i nie grzeszy, a jeśli już popełni jakieś zło, to tylko z tego powodu, że znalazł się w takiej, a nie innej sytuacji. Tak usposobiony człowiek wszystko sobie jakoś wytłumaczy.

Dla powstrzymania kryzysu wychowania konieczna jest mobilizacja i wspólne działanie wszystkich sił oraz instytucji, które mają wpływ na wychowanie młodzieży, a więc państwa, szkoły, mediów, Kościoła, różnych organizacji, zwłaszcza rodziny, z której człowiek czerpie wartości moralne i społeczne, w której najbardziej kształtują się jego postawy. Tego nie da się zrobić samymi słowami czy nawet skrupulatną realizacją programów edukacyjnych. Konieczny jest przykład osobisty rodziców, kapłanów, nauczycieli i wszelkich wychowawców. Dobry proces wychowawczy potrzebuje przede wszystkim świadków szlachetnego życia, a nauczycieli wówczas, kiedy własnym życiem potwierdzają to, co głoszą.

Czy takie inicjatywy jak np. akcja zbierania podpisów pod projektami ustaw znoszących obowiązek szkolny dla sześciolatków to dla Ekscelencji zwiastun przebudzenia polskich matek i ojców?

– Przed wakacjami byliśmy świadkami, jak kilkadziesiąt tysięcy protestów wysłanych do Ministerstwa Edukacji Narodowej pomogło przywrócić Boże Narodzenie do projektu bezpłatnego podręcznika dla pierwszoklasistów. To z jednej strony pewien sukces, pokazujący, że aktywne działania ze strony katolików mają olbrzymią wagę, ale z drugiej strony to poważne ostrzeżenie przed wdzierającą się dyktaturą poprawności politycznej.

Skala sprzeciwu środowisk rodziców wobec forsowania gender w szkołach nie wydaje się adekwatna wobec lawiny zagrożeń wiążących się z tym faktem. Jak wyrywać ludzi z zobojętnienia?

– Wobec banalizowania i w jakimś sensie także promowania zła, co widzimy w mediach, ludzie dorośli – nie tylko chrześcijanie – muszą się obudzić. W klimacie krytyki nauczania Kościoła i ośmieszania moralności chrześcijańskiej, która rzekomo ma przeszkadzać w rozwoju nowoczesnego społeczeństwa, trzeba się organizować, by nie pozwolić na demoralizowanie, zwłaszcza ludzi młodych. Wprawdzie w niekończących się dyskusjach próbuje się przekonywać, że chodzi o prawdę, to jednak gołym okiem widać, że nie ma to nic wspólnego z prawdą, a chodzi jedynie o to, by osiągnąć swoje egoistyczne cele. Chodzi o urobienie człowieka biernego, obojętnego na wartości moralne, podatnego na propagandę. Jak najmniej prawdy, żadnej duchowości. A w to miejsce jak najwięcej skandali, przemocy… Czas się obudzić!

Z nowym rokiem szkolnym znów pojawiły się niepokoje o obecność religii w szkołach?

– Właściwie cały czas toczy się bój o religię w szkole, jej właściwe miejsce oraz kształt. Z ubolewaniem patrzymy, jak dyrektorzy niektórych szkół lub przedstawiciele organów prowadzących wręcz nakazują, aby zajęcia z religii organizować wyłącznie na pierwszych lub ostatnich godzinach. Katecheci doskonale wyczuwają klimat wokół religii w szkole. Dobrze wiedzą, że muszą być takie zajęcia, które będą na pierwszych i ostatnich godzinach. Ale też czują, kiedy dzieje się to w sposób zaplanowany. Niepokojem napawa również fakt łączenia klas na jednym, a nawet na kilku poziomach jednocześnie. To stwarza dyskomfort i rodzi pytanie, czy komuś nie zależy na tym, aby zniechęcić młodzież do udziału w szkolnej katechezie. Wyczuwa się w niektórych środowiskach klimat marginalizowania zajęć z religii.

Czym powinny być lekcje religii dla uczniów?

– Na tych zajęciach dzieci i młodzież uczą się, co jest dobre, a co złe, jakimi wartościami warto kierować się w życiu, jaki sens ma życie człowieka. Nie można zapomnieć o kształtowaniu postaw na lekcjach religii. To praca nad wychowaniem ku pełni człowieczeństwa.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/97285,t ... zowac.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 29 kwi 2015, 05:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Wołanie o sprawiedliwość

Obrazek

Z ks. Piotrem Bałtarowiczem, proboszczem parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Siemysłowie, rozmawia Małgorzata Bochenek

Był Ksiądz w Kanadzie przy Mary Wagner podczas ostatniej rozprawy, kiedy uznano, że złamała prawo. Wkrótce, 5 maja, Mary Wagner znów stanie przed sądem. Czy nadal pozostanie w więzieniu za obronę dzieci poczętych?
– Nie wiadomo, czy Mary kolejne miesiące spędzi w więzieniu. Może wyjdzie na wolność, bo sędzia na poczet wyroku zaliczy czas, który Mary spędziła już za kratami. Aresztowano ją 24 grudnia, więc została pozbawiona wolności już ponad cztery miesiące temu.
Jedno jest pewne, musimy się solidaryzować z Mary duchowo i modlić się o zmianę prawa w Kanadzie. Tak długo, jak dzieci poczęte nie będą miały tam żadnych praw i będą mordowane, tak długo będzie trwała walka Mary o ich życie. Podobnie jak poprzez ciche protesty przed klinikami aborcyjnymi walczy o to od 20 lat Linda Gibbons, która również obecnie po raz kolejny jest więziona.

Kanadyjskie prawo nie walczy o prawa dzieci. Walczy z tymi, którzy bronią ich przed zabijaniem…
– Obecnie dzieci w Kanadzie mogą być zabijane w świetle prawa nawet w dziewiątym miesiącu życia prenatalnego. Tak wielka niesprawiedliwość dotyka poczęte dzieci. Aby doszło do zmian, tamtejsze media, politycy muszą podjąć temat życia i prawdy o aborcji. My możemy wpłynąć naszą modlitwą na to, aby znaleźli się ludzie, którzy zrozumieją, że trzeba przypomnieć Kanadzie, że w łonie matki rozwija się człowiek. Solidarność z nimi równa się wielkiej modlitwie w obronie życia. Musi się zmienić prawo w Kanadzie.

Mary Wagner i Linda Gibbons nie mają żadnego wsparcia, Kanadyjczycy nie wiedzą nawet o ich istnieniu. Pozostają znajomi, przyjaciele, rodzina.
– Nie należy płakać nad nimi, lecz nad sobą, jak Jezus mówił podczas drogi krzyżowej do niewiast. One są zdecydowane, by walczyć o prawdę, o cywilizację miłości. By im pomóc, ruchy pro-life powinny coś uczynić wspólnie. Może modlitwa w różnych częściach świata uświadomi rządzącym w Kanadzie, że człowiekiem jest się od poczęcia, co potwierdza przecież nauka.

Ksiądz udał się do Kanady, by wspierać Mary Wagner… Jak ona znosi więzienie, kolejne rozprawy?
– Podczas ostatniej rozprawy Mary została wprowadzona w kajdankach do szklanej „klatki” na środku sali sądowej. Dopiero po pewnym czasie pozwolono jej usiąść. Posiedzenie sądu z przerwami trwało sześć godzin. Zeznawali policjanci, którzy 24 grudnia aresztowali Mary, także jedna z pracownic kliniki aborcyjnej oraz kuratorka. Mary cały czas milczała, zanurzona jakby w kontemplacji, czasem podnosiła głowę.

Co Księdza poruszyło, że zdecydował się Ksiądz na podróż do Kanady?
– 23 grudnia otrzymałem informację, że Mary Wagner, mimo zakazu zbliżania się do klinik aborcyjnych, pójdzie do jednej z nich w wigilię Bożego Narodzenia. Miała ze sobą biało-czerwone róże, bo w takim kolorze są promienie wypływające z Serca Pana Jezusa na obrazie „Jezu, ufam Tobie”. W Wigilię dotarła informacja, że została zaaresztowana. Podczas rozprawy 16 stycznia br. oświadczyła, że w sądzie będzie milczeć, ponieważ dzieci nienarodzone nie mają głosu, a system prawny w Kanadzie przykłada rękę do zbrodni. To milczenie dotarło do mnie bardzo mocno. Zaapelowałem o solidarność z Mary do 58 głów państw świata. Po pewnym czasie zrozumiałem sens słów Matki Teresy z Kalkuty: „Nie czekaj na przywódców, zrób to sam”. Zadecydowałem: jadę do Kanady.
Mieszkałem w parafii Świętego Różańca w Milton, 1,5 km od więzienia, gdzie jest osadzona Mary. Codziennie niedaleko więzienia modliłem się Różańcem i błogosławiłem. W przeddzień rozprawy dla więźniarek współkoncelebrowałem Mszę św. w więzieniu, przewodniczył jej ks. bp Mateusz Ustrzycki. Jeszcze tego samego dnia widziałem się z Mary wraz z Jonem Vijinskim. Mary przekazała pozdrowienia i podziękowania dla wszystkich, którzy solidaryzują się z nią w modlitwie o zmianę kanadyjskiego prawa, by nie były zabijane dzieci w łonach matek.

Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Bochenek

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... iwosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 01 cze 2015, 16:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Mass media a prawda.

Veritas est adequatio rei et intellectus


Piotr Jaroszyński, Naród tylu łez...

Techniki przekazywania informacji w pra­sie, radiu i telewizji są dziś tak udoskonalone, że odbior­com pozostawiają niewiele miejsca na osobiste ustosun­kowanie się i krytyczną ocenę. A cóż dopiero mówić o prawdzie, która jest nie tylko zgodnością poznania (są­du) ze stanem rzeczy (adequatio rei et intellectus), ale również poznaniem takiej zgodności (refleksja), ostatecz­nie zaś zasadza się na bezpośrednim (bezznakowym) po­znaniu istnienia tego, co prawdziwie chcemy poznać.

W przypadku mass mediów mamy do czynienia z sytuacją dość paradoksalną: oto tworzą one niezwykle sugestywną iluzję rzeczywistości, prawdomówności czy szczerości, tuszując to wszystko, co powinno wzbudzać naszą czujność. A przecież już na samym początku egzy­stencjalny fundament prawdy jest zniwelowany, ponie­waż żaden pośrednik nie jest w stanie zarejestrować ist­nienia.

Taśma rejestruje dźwięki czy barwy, które dowol­nie i jako te same można odtwarzać niezależnie od tego, czy realnie istnieją, czy nie; transmisja niczym nie różni się od retransmisji. Jeżeli więc spiker informuje, że w tej chwili płonie las, i na potwierdzenie pokazane zostaje zdjęcie lub film, to ani jedno, ani drugie nie jest rzeczy­wistością realnie istniejącą. lecz jej obrazem. który nie musi mieć odpowiednika w rzeczywistości.

Ponadto od strony treści wiadomo. że im więcej po­średników, tym większa możliwość deformacji (przypad­kowej) lub dezinformacji (zamierzonej). W mass mediach udział pośredników jest niezliczony: taśma, nadajniki, projektory, kamerzyści, reżyserzy, kierownictwo. Czasa­mi przypomina to zabawę w głuchy telefon, gdy nie wia­domo, w jakim miejscu nastąpiła deformacja, która nie­kiedy staje się sprawą bardzo poważną, gdy cenzura państwowa lub wojskowa kładzie rękę na określonych informacjach albo zawodowi propagandziści pracują systematycznie i metodycznie nad urabianiem opinii pu­blicznej.

W tym ostatnim przypadku kończą się żarty, gdyż przez telewizor wprowadzamy dobrowolnie nie tyl­ko do własnego domu, ale i do własnego mózgu złodzie­ja, oszusta czy wręcz okupanta. A wreszcie. nawet jeśli informacja jest prawdziwa, to skąd o tym właściwie wie­my? Przecież aby być w prawdzie, sami musimy poznać zgodność tego, co widzimy lub słyszymy, z realnym sta­nem rzeczy.

Jeśli więc weźmiemy pod uwagę te trzy czynniki, bez których nie można mówić o prawdzie w mass me­diach, to okaże się, że nie tylko normalny, ale i nadzwy­czajny odbiorca jest po prostu bezradny. Już choćby sam zakres przekazywanych informacji przekracza możli­wość wyrobienia krytycznej oceny przez odbiorcę. Od­biorca może wierzyć lub nie, ale nie jest w stanie jeździć po świecie i sprawdzać, czy rzeczywiście wczoraj o godz. 15.07 rozbił się samolot na Haiti, a dziś rano o 6.45 koń się potknął w Indiach. A cóż dopiero mówić o komputerowych technikach montażu. których efekt wygląda prawdziwiej niż rzeczywistość.

Może jednak prawda nie ma znaczenia? Może cho­dzi tylko o to, żeby się nie nudzić i żeby to, co oglądamy lub co czytamy, nam się po prostu podobało? Niestety, nasze oczy, uszy, wyobraźnia, wola i rozum to nie są rur­ki szklane, przez które można przepuszczać cokolwiek. Tworzą się osady, które z biegiem czasu zaczynają fer­mentować, a nierozważny widz lub czytelnik sam już nie wie, dlaczego tak myśli i dlaczego tak a nie inaczej chce. Gdyby mass media nie miały takiej siły oddziaływania, nikt nie łożyłby tylu pieniędzy na reklamę i propagandę.
Musimy więc bacznie uważać na to, jaka instytucja lub jaka osoba firmuje określone poglądy czy informacje. A ponieważ dopuszczenie takich lub innych obrazów czy informacji nie jest dla naszej psychiki obojętne, stąd kry­tycyzm w oglądaniu programu czy czytaniu gazet polega na właściwym doborze. Pewnych rzeczy nie wolno dać sobie powiedzieć.

Natomiast samo krytyczne oglądanie programów to za mało, to tak jakby ktoś powiedział: "Ca­ły dzień - krytycznie! - oglądałem pornografię". A jakże wielu ludzi, machając ręką, ogląda cokolwiek, a tym sa­mym pozwala sobie wmówić poglądy i postawy, które później, nie wiedzieć czemu, poprze. Tylko że w ten spo­sób wielu rezygnuje z wysiłku życia w prawdzie, bez któ­rej człowiek staje się łatwym przedmiotem manipulacji. Tymczasem nikomu nie wolno wyzbywać się własnej podmiotowości polegającej na autonomii działania, a nie ma autonomii bez osobiście przeze mnie odczytanej prawdy. To ja mam uzgadniać poznanie z rzeczywisto­ścią, żadne mass medium mnie w tym nie zastąpi. Bo kryterium prawdy nie jest ani czarujący uśmiech spiker­ki, ani błyskotliwe wywody felietonisty. Mass media mo­gą być wiarygodne, ale prawdę muszę dostrzec sam. I właśnie jednym z największych zagrożeń naszych cza­sów jest próba uczynienia z człowieka żywego narzędzia poprzez odebranie mu zdolności rozpoznawania praw­dy. A w to przedsięwzięcie najbardziej zaangażowane są mass media.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 09 lip 2015, 07:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Gender, czyli kolacja w wagonie restauracyjnym

Publikacja 30 czerwca 2015 przez admin
za: http://ewapolak-palkiewicz.pl/gender-cz ... uracyjnym/

Obrazek

Ewa Polak-Pałkiewicz

Jaki ma sens nałożenie przez pewną panią minister podkoszulki z napisem „Jestem Arabką” i sfotografowanie się w jej gabinecie pod godłem państwowym? Jaki jest sens gestu nałożenia uniformu z napisem „Jestem Murzynem”, przez chłopaka o białej skórze?

Niepewne miny bohaterów tej psychodramy są nieoczekiwanym komentarzem do zawartości treściowej owego show. Tylko znana pani reżyser – tym razem w koszulce z bohaterskim hasłem „Nie chodzę do kościoła”, włożonej, jak sama oświadczyła, w celu „walnięcia w skorupę konformizmu, która jest w Polsce bardzo twarda” – ma minę zwycięską. Minę, która ma informować, że istotnie w tym przebraniu jest jej do twarzy.

(Fragment felietonu sprzed prawie dziesięciu laty).


Dziś sytuacja się powtarza. Tyle, że przebieranka jest jeszcze bardziej spektakularna, a efekty specjalne jaskrawsze. Poseł do parlamentu zakłada ubrania kobiece, nosi makijaż, damską torebkę i fryzurę, a gromady nazbyt pewnych siebie – by nie wyglądało to sztucznie – osób, o wyglądzie, który ma sugerować nieokreśloną płeć, wkraczają na uczelnie. Do szkół, przedszkoli, by nieść tam – jak za czasów komunistycznych partyjni agitatorzy – kaganek rewolucyjnej oświaty.

Jesteśmy oburzeni i zmaltretowani. Podczas, gdy powinniśmy się dobrze bawić widząc jak aktorzy tego spektaklu nerwowo poprawiają fryzury i makijaże. A także – miast załamywać ręce i rozdzierać szaty – powinniśmy robić swoje.

Stać spokojnie przy własnych zasadach. Wskazywać na prawdziwe źródła tego teatru. A przede wszystkim zastanawiać się, co istotnego ma przed naszymi oczyma zasłonić ten tragikomiczny popis. Od czego naprawdę ważnego chce naszą uwagę odwrócić.

I wreszcie, czas najwyższy kształcić dzieci w domach, bojkotować kulturę, która ma cechy inne niż kultura katolicka. Pamiętać, że wszystko to już było.

Tylko kolor czerwony ustąpił miejsca barwom tęczy.

Obrazek
Jacques - Louis David - Napoleon koronuje sam siebie (Szkic do obrazu Koronacja Napoleona, nie wykorzystany przez malarza)


Maskarada trwa w najlepsze od czasów o wiele bardziej odległych niż PRL. Istota jej nie zmienia się ani o jotę. Jednym z pierwszych spektakli tego rodzaju – w jakże odmiennej scenerii – była koronacja Napoleona przez samego siebie 2 grudnia 1804 roku, na oczach wielotysięcznego tłumu zgromadzonego w katedrze Notre-Dame w Paryżu, specjalnie udekorowanej, a nawet przebudowanej z lekka (łuk triumfalny przy wejściu) na tę okoliczność. Napoleon, ucharakteryzowany na cesarza rzymskiego, włożył sobie koronę na głowę i oznajmił, że jest cesarzem Francuzów. („Niewiarygodna głupota, bezbożność i chamstwo Napoleona, który wyjmuje koronę z rąk papieża i sam ją sobie wkłada na głowę” – Paul Claudel w Dzienniku). Odśpiewano Te Deum. Dwór z wystudiowanym wdziękiem odegrał głębokie wzruszenie. Oficerowie się prężyli. Józefina klęczała. Papież Pius VII siedział zgnębiony jako przymusowy świadek tej ponurej ceremonii. – Zakładnik, wraz z kardynałami osadzonymi przez cesarza w Paryżu.

Reporter przy tym był: Jacques-Louis David, gorliwy propagandysta epoki Pierwszego Cesarstwa (wcześniej Rewolucji), odmalował ze wszystkimi szczegółami pompatyczny spektakl – opracowany w najdrobniejszych szczegółach przez wytrawnych reżyserów. Kosztował on, jak szacuje się dzisiaj, 20 milionów franków. Po zrabowaniu przez rewolucjonistów dóbr Kościoła i arystokracji kasa państwowa była pełna.

Rewolucja potrzebuje nie tyle wielu ideowych działaczy, przekonanych jej admiratorów, bo takich nie znajdzie, poza wyjątkami o zwichrowanej psychice – ludzie nie są niespełna rozumu, zwłaszcza w naszym kraju – co wytrwałych koniunkturalistów i dobrych aktorów. Takich, którym twarz nie drgnie. Wytrzymałych psychicznie, dyspozycyjnych w pełni. Spolegliwych wykonawców ról rozpisanych w scenariuszu.

Za czerwoną kurtyną

Obrazek
J.- L. David - Józefina Bonaparte podczas koronacji (fragment obrazu Koronacja Napoleona)


Na początku dwudziestego wieku młody polski ziemianin z Litwy, Mieczysław Jałowiecki odbywał staż w służbie dyplomatycznej państwa carów w Berlinie. Jego misja związana była z rolnictwem, miał w tej dziedzinie dobre wykształcenie. Jego szef, ambasador Timiriaziew, wysłał go na zjazd Niemieckiej Partii Socjalistycznej do Frankfurtu, na którym miał być omawiany traktat handlowy z Rosją. Jałowiecki wbrew swoim przypuszczeniem nie ujrzał we Frankfurcie tłumu rozagitowanych robotników wznoszących pięści, tylko spokojne, przyzwoicie ubrane, jak wspomina, audytorium, przypominające wyglądem niemieckie mieszczaństwo. Popijali piwo z wielkich kufli. Także przywódcy, choć siedzieli na podium udekorowanym czerwienią, „podobni byli raczej do pastorów niż do przywódców proletariatu”.*)

„Z mównicy”, wspomina Jałowiecki, „przemawiał pan o semickim wyglądzie. Był to towarzysz Vollmer”. Jego wypowiedź wstrząsnęła młodym dyplomatą, ponieważ z całkowitym spokojem, w beznamiętnych słowach przekonywał, że niemieccy socjaliści muszą za wszelką cenę zniszczyć ekonomicznie bogate chłopstwo w swoim kraju, by móc przechwycić dla celów rewolucji warstwę zbiedniałej ludności wiejskiej. „Nasze zwycięstwo zależy od zubożenia ludności wiejskiej”, podkreślał. Dlatego m.in. socjaliści będą zwalczać umowę z Rosją, która byłaby zbyt korzystna i dla wielkich właścicieli ziemskich i dla chłopów. Towarzysz Vollmer nie ukrywał, że bogaty chłop niemiecki to najgorszy wróg i w parlamencie niemieccy socjaliści będą go z całą bezwzględnością tępić.

Rodzimy „wróg” to kategoria, która z trudem mieściła się w świadomości polskiego ziemianina. Oklaski na sali obrad potwierdziły najgorsze przypuszczenia. Planowana rewolucja nie miała nic wspólnego ze szczęściem kogokolwiek. Przeciwnie, zamierzała na zimno i z wyrachowaniem zdeptać ludzi, o których dobrobyt rzekomo walczyła. Gdyż była – i jest – tylko narzędziem przechwycenia władzy.

„Na tej sali zrozumiałem”, wspomina Jałowiecki, „że za czerwoną kurtyną mającą symbolizować krew robotników znajduje się bezgraniczna, jałowa pustynia ideowa. Pustynia, w której człowiek ze swoim indywidualizmem ginie bezpowrotnie, zmieniając się w cząstkę bezdusznego stada pędzonego z całą bezwzględnością przez nieliczną grupę ambitnych przywódców, wywodzących się głównie z drobnomieszczańskich mętów”.

W drodze powrotnej do Berlina, autor tego wspomnienia spotkał znów towarzysza Vollmera. Tym razem w wagonie restauracyjnym pierwszej klasy.

„Zwolennik proletaryzacji wsi niemieckiej dużą uwagę poświęcił wyborowi dań, a potem wyraźnie delektował się drogim nawet jak na moją kieszeń posiłkiem, popijając perlistym Rheingoldem.

Przypatrywałem mu się bacznie. Po skończonej kolacji zamówił czarną kawę, kazał podać sobie pudełka z cygarami, z których ze znawstwem wybrał to najlepsze i przy kieliszku złocistego benedyktynu siedział jeszcze długo, bynajmniej nie czując się obco w luksusie wagonu restauracyjnego pierwszej klasy, do którego socjalizm swoją kasą partyjną utorował mu drogę”.

Obrazek

Obco nie czują się też nigdzie emisariusze rewolucji dobry dzisiejszej. Na przykład panie feministki, które oświadczają, że w dzień Wigilii zamordują – rękami „lekarzy” – swoje nienarodzone dziecko. Czy aktywiści organizacji spod znaku tęczy. Czują się dobrze w swoich rodzinnych kręgach, z przyjaciółmi, w przytulnych domach z ogródkami, na salonach, w studiach telewizyjnych, na spotkaniach z młodzieżą uniwersytecką. Nigdzie nie czują się nie na miejscu, bo tak jak towarzysz Vollmer są po prostu dobrymi aktorami, zawodowcami recytującymi na rozkaz reżysera wyuczoną kwestię. Często w stosownym ubraniu, z odpowiednimi rekwizytami, lub nawet ucharakteryzowani na osoby innej płci – choć tak jak wszyscy ludzie wiedzą, że płeć nie podlega zmianie, bo jest cechą wrodzoną – które to elementy swoistego decorum mają tylko i wyłącznie uwiarygodnić ich werbalną rewolucyjną agitację.

Obrazek
J. L. David - Koronacja Napoleona (fragment)


O bohaterach tego teatru pisał już w latach 50. XX wieku w swoim „Dzienniku 1954″ Leopold Tyrmand. Przedstawiał tam m.in. przywódcę komunistycznej partii z afrykańskiego kraiku, który przyjechał na międzynarodowy kongres, by wygłosić płomienne przemówienie o tym, jak lud Czarnej Afryki kocha Związek Radziecki i tęskni do komunizmu. W pokoju hotelowym – który dzielił z Tyrmandem – okazało się, że kolor skóry zawdzięczał jedynie dobrze dobranej farbie, że można z nim pogadać i pośmiać się przy kieliszku wódki, bo jest tak naprawdę polskim Żydem z Nalewek.

„Kiedy feministka i lewicowa działaczka (…) tuż przed świętami Bożego Narodzenia siedząc w studiu telewizyjnym, oznajmiła, że w Wigilię dokona aborcji, wiele osób, które wtedy dowiedziały się o jej istnieniu, przeżyło niemały szok”, pisze jeden z tygodników opinii. Na spotkaniach – których nie brakuje, bo studia telewizyjne i kluby stoją otworem – pani ta, jak również jej towarzyszki-feministki – skarży się na swój ciężki kawałek chleba, narzeka, że „brakuje im już pomysłów, co jeszcze można zrobić, by Polki zrozumiały, iż są dyskryminowane, i by zechciały walczyć o prawo do aborcji”. „Wywoływanie szoku” to jej zawód. Jest wyrobnicą prowokacji.

Cóż, z braku proletariatu, wystarczająco wygłodniałego nowych rewolucyjnych praw, osoby tego pokroju, a raczej tej profesji, dwoją się i troją, by wystarczyć za „cały proletariat”. Ich życie nie jest wcale łatwe, o czym świadczą ich zmęczone twarze: przypomina usłane niewygodami życie aktorów teatrzyku objazdowego. Ciągle w trasie, wciąż trzeba dbać o kondycję i o to, by być przekonywającym. By widzowie nie poczuli się wystrychnięci na dudka, nie zaczęli ziewać i nie wyłączyli telewizora.

Wielki lament nad przejawami „genderyzmu”, nazywanie go ideologią (choć niewątpliwie istnieje twarda neomarksistowska ideologia, oparta o filozofię G. W. Hegla, która stworzyła podstawy myślowe dla tego rodzaju teatralno – operetkowych przedsięwzięć) i szczegółowe rozpracowywanie elementów tego propagandowego bluffu, jakbyśmy mieli do czynienia z ludźmi, którzy w swej szczerości pobłądzili i trzeba ich z tej fałszywej drogi koniecznie sprowadzić, wydaje się być naiwnością. Im właśnie zależy, by dyskutować z nimi do upadłego, tak jak zależało partyjnym krzykaczom, by ich agitacja wybrzmiała wystarczająco donośnie w starciu z „wrogiem”. Żadna demagogia nie mogła być wtedy zbyt jaskrawa. (Nie łudźmy się, w tym zderzeniu ani jedna zasada, obowiązująca w kręgu kultury łacińskiej w relacjach z ludźmi, nie zostanie uszanowana. A na to nikt z nas z reguły nie jest wystarczająco przygotowany).

Tak naprawdę emisariusze rewolucji kulturowej marzą tylko o jednym: żeby nas sprowokować. Zachęcić do bezpośredniego starcia. Wtedy triumfują.

Powtórka z „Biesów”

Obrazek
J.- L. David - Koronacja Napoleona (fragment)


Fiodor Dostojewski w swojej genialnej książce poświęconej opisowi lęgnięcia się rewolucji w mikroskali społecznej, przenikliwie ukazał mechanizm prowokacji. Bohaterowie „Biesów” to grupka prowokatorów, którzy poczynają sobie coraz śmielej w pewnej niewielkiej społeczności. Zanim przejdą do poważniejszych działań pracują w tkance świadomości i kultury lokalnego środowiska. Ich działania są jak cios między oczy; wywołują w tej społeczności rodzaj odrętwienia. Wobec metody prowokatorów społeczność okazuje się bezbronna. Sztuczki grupy Stawrogina wymierzone są w najczulszy splot ludzkiej wrażliwości. Ranią dotkliwie najdelikatniejsze ludzkie uczucia. Są jadowitą drwiną – całkowicie nieprzewidywalną przez ludzi szlachetnych, żyjących w świecie kulturowych konwencji – drwiną niezasłużoną, nie posiadającą jakichkolwiek uzasadnień. Drwiną z tego, co większość ludzi trzyma przy życiu. Chodzi o życie duchowe, życie serca. Są siarczystym policzkiem wymierzonym temu co jest kwintesencją dobrego obyczaju, kultury, tradycji, wiary.

Zamach na te dobra duchowe jest tak absurdalny, zawiera przy tym tak wielką dawkę nienawiści – nienawiści wobec samej istoty kultury duchowej, wobec dobra, prawdy i piękna – że musi w końcu wywołać zaplanowaną reakcję władzy. Władzy, która nie rozumiejąc – a tak naprawdę doskonale wiedząc, bo najczęściej pociągając za wszystkie sznurki – co tu się dzieje, zaniepokojona jest, że zagrożony jest „porządek”. I tu rewolucjoniści wygrywają. W tym właśnie momencie ukazują się opinii społecznej jako biedni prześladowani buntownicy, samotni bohaterowie, którzy przecież nie pragnęli niczego innego jak tylko „wolności”. I dla niej gotowi są nawet cierpieć prześladowania. Nawet zginąć. Nie straszne im wilgotne lochy.

Diagnoza Dostojewskiego jest nadal aktualna. Swego czasu główny organ rewolucji kulturowej w Polsce sfotografował „Biesy” w dzisiejszych dekoracjach. Umieścił je w świecie mody, kreacji. Zachęcał, by kilka osób publicznych nałożyło na siebie pewien osobliwy strój. Trzeba było wystąpić w grupie, by rzecz była bardziej przekonywająca; wykorzystany został efekt nacisku psychologicznego – „zobaczcie, jak nas dużo, więc mamy rację”. Zamanifestowano w tej sposób postawę „przeciw homofobii”, „za tolerancją”. Na dwadzieścia haseł wydrukowanych na bawełnianych podkoszulkach dziesięć dotyczyło życia intymnego i nie nadawało się do cytowania. Inne przez swoją nonsensowność miały wywołać ów pożadany kulturowy szok i w rezultacie zamęt w umysłach, zaburzenie poczucia tożsamości. Miały opinię publiczną sprowokować.

Powtórzmy: Jaki ma sens nałożenie przez panią minister podkoszulki z napisem „Jestem Arabką” i sfotografowanie się w ministerialnym gabinecie pod godłem państwowym? Jaki jest sens gestu nałożenia uniformu z napisem „Jestem Murzynem” przez chłopaka o białej skórze? Miny bohaterów tej psychodramy – mocno niepewne -stanowią nieoczekiwany komentarz do tego show. Tylko znana pani reżyser w koszulce z bohaterskim hasłem „Nie chodzę do kościoła”, włożonej, jak sama mówiła, w celu „walnięcia w skorupę konformizmu, która jest w Polsce bardzo twarda”, ma minę zwycięską, która ma informować, że istotnie w tym przebraniu jest jej do twarzy.

Obrazek
J. - L. David - Koronacja Napoleona (fragment)


Pomysłodawcy w swej dobrotliwości zaznaczyli – przypomnijmy, było to kilka lat temu – że nie chodzi im o to, by się wszyscy z nimi zgadzali, bo rzecz jest „kontrowersyjna”. Dzisiaj już by tak nie powiedzieli. Dzisiaj walą w bębny.

Socjologowie i politycy, którzy wymyślili tę maskaradę dobrze znają mechanizm prowokacji. Nie trzeba wcale mieć po swojej stronie większości. Chodzi tylko o to, by większość została psychicznie obezwładniona. By zachwiała się po otrzymanym ciosie. By pozbawić ją odruchu reakcji obronnej. By wyrzekła się choć jednej z zasad, którym była dotąd wierna.

Wstrętne słowo, nie nadający się do zrozumienia bełkot, ohydny gest, tak jak odrażająca woń – ma wywołać gwałtowny protest, chęć odwetu, a potem przygnębienie, frustrację, zwieszenie głowy, albo nawet – gdy człowiek oswoi się już z tym wszystkim – wzruszenie ramion. W ten sposób zachwiane i naruszone zostaną w nas same zasady, dokonana będzie pożądana zmiana. Prowokatorzy osiągną swój cel.

A przecież prawdziwa obrona to nie bierność, ani nie jałowa dyskusja. A także nie pomstowanie. Prawdziwa obrona to jak najlepsze wypełnianie swoich powinności. Spełnianie obowiązków stanu. I nie wchodzenie w żadne relacje z prowokatorem. Nasza postawa, tak jak i nasze poglądy, nie może się zmienić tylko dlatego, że ktoś obok stroi głupie miny i wykonuje nieprzyzwoite gesty. Gotów jest nawet nałożyć błazeński strój, udawać kobietę.

Swego czasu znany Działacz Unii Wolności z Dolnego Śląska, nie bawiąc się w żadne subtelności, powiedział, że ten rodzaj manifestu politycznego jest niezbędny w nowych czasach. Nakładając podkoszulkę ze stosownym napisem mówił bez skrępowania i otwarcie – zupełnie jak towarzysz Vollmer na wiecu we Frankfurcie (i zapewne z takim samym jak on przekonaniem) – że „wielkością państwa (…) jest otwartość i tolerancja (…) na orientację seksualną”.

To nie zabawa w najśmieszniejsze wypowiedzi. I nie zwykła zamiana strojów, jak w karnawale.

To mozolna, ponura, monotonna, nie przynosząca natychmiastowych rezultatów, bo obliczona na długie lata, robota rewolucyjna.

______

*) Mieczysław Jałowiecki – „Na skraju Imperium”, Czytelni

http://www.wyszperane.info/2015/06/30/g ... uracyjnym/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 84 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /