Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 88 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 16 paź 2012, 06:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Nowe pogaństwo dziś

Nowa ideologia zła w świetle nauki bł. Jana Pawła II Część druga
Ks. abp Stanisław Wielgus

Share on emailShare on facebookShare on twitterShare on facebook_likeWyrosła z neomarksistowskich, trockistowskich oraz postmodernistycznych korzeni nowa ideologia zła nie posiada wprawdzie, tak jak dawniejsze ideologie, charakteru zorganizowanej potężnej partii czy innej struktury, nie formułuje, jak one, jednoznacznych politycznych manifestów, ale prezentuje identyczną, co te dawne, zbrodnicze ideologie karykaturę historii zbawienia, zakorzenioną w takiej samej jak i one fałszywej antropologii. Jak napisał Jan Paweł II, jest ona równie niebezpieczna jak hitleryzm i komunizm, a może nawet groźniejsza dla ludzkości, ponieważ jest bardziej niż one podstępna i fałszywa w działaniu. Podobnie jak one uzurpuje sobie rolę jedynej przewodniczki ludzkości do osiągnięcia szczęścia, swoistego raju na ziemi. O ile marksizm identyfikował go z osiągnięciem ustroju komunistycznego, a nazizm z "Tysiącletnią Rzeszą Niemiecką", o tyle nowa, współczesna ideologia zła widzi ten raj w ustanowieniu wolnego od jakiejkolwiek moralności, od jakichkolwiek przykazań, więzów, zobowiązań i przywiązań tzw. społeczeństwa zabawy: Fun society - mówią Amerykanie, Spassgeselschaft - powiadają Niemcy. Chcę mieć wszystko, bez trudu i od razu! Chcę raju tu i teraz! Paradise now! Chcę go dla siebie. Inni mnie nie interesują. Oto główne hasła nowej ideologii zła.

Przedsmaku rajskiego szczęścia człowiek szukał zawsze. Szukał go w miłości, w tańcu, w zabawie, w uczcie, w muzyce, w podróżach itd. Ale zawsze traktował takie szczęśliwe chwile jako swego rodzaju przerwy w normalnym życiu, o którym wiedział, że przepełnione jest pracą, trudem, problemami, cierpieniem i lękiem. Swoim hasłem Paradise now! nowa ideologia proponuje młodym pokoleniom zerwanie z trudem, z wewnętrzną dyscypliną i z wszelkimi zobowiązaniami na stałe. Nie liczy się w niej żmudny, konsekwentny trud, samodyscyplina, jakakolwiek stała wartość - etyczna, religijna, społeczna czy patriotyczna. Liczy się nieustająca przyjemność, ustawiczna zabawa, coraz to mocniejsze przeżycia oraz seks bez żadnych zahamowań; seks - jak głoszą twórcy tej nowej ideologii i ich liczne media - uwolniony od wszelkich tabu, od naturalnego wstydu i od jego biologicznego sensu; seks wyłączony ze sfery jakiejkolwiek moralności; seks każdego z każdym i od najmłodszych lat; seks nieskrępowany żadnymi przykazaniami, a nawet zdrowym rozsądkiem; seks, który w tworzonym przez "nową ideologię zła" świecie ma pełnić funkcję namiastki szczęścia rajskiego.

Lewacki marsz przez instytucje
Paradise now! Ów natychmiastowy raj na ziemi - głosi nowa ideologia - nastąpi automatycznie, gdy zapanuje całkowity pluralizm religijny, kulturowy, moralny i wszelki inny oraz gdy nastąpi pełna tolerancja. Znikną wówczas wszelkie różnice między religiami, ponieważ żadna z nich nie ośmieli się głosić, że posiada pełną prawdę, gdyż jej wyznawcy uświadomią sobie, że nie ma prawdy obiektywnej i każdy ma swoją prawdę, tyle samo wartą, co prawdy innych; oraz że nie istnieje żadne dobro obiektywne, ponieważ każde dobro jest względne. Zatem należy odrzucić jako całkowicie nietolerancyjne pierwsze przykazanie Dekalogu: "Ja jestem Panem i twoim Bogiem, nie będziesz miał innych bogów poza Mną". W ślad za tym należy odrzucić wszelką kodeksową etykę, wszelką hierarchię i wszelkie różnice między ludźmi, także te, które wynikają z ich natury i wyznaczają im określone role życiowe. Należy w związku z tym - w imię niosącej pokój społeczny tolerancji - zakwestionować także różnice między kobietą i mężczyzną. Należy to uczynić na wszystkich płaszczyznach życia: w pracy, małżeństwie, rodzinie, polityce, wojsku, w życiu społecznym; absolutnie wszędzie.

Ideologowie paradise now - raju tu i teraz - zwalczają wszelkimi sposobami tych, których uważają za nieprzyjaciół stworzonej przez siebie, siejącej całkowity relatywizm, hedonizm, sekularyzm i anarchię moralną "poprawności politycznej". Wykorzystują w tym celu parlamenty, uczelnie, rozmaite organizacje, swoje ogromne wpływy polityczne, finansowe oraz swoje potężne liberalne media. Do owych nieprzyjaciół zaliczają każdego, kto uważa, że istnieją różnice osobowości i ról między kobietą i mężczyzną oraz rodzicami i dziećmi, a także każdego, kto widzi realne różnice między religiami i kulturami; każdego, kto twierdzi, że jest realna różnica między dobrem i złem, prawdą i fałszem; każdego, kto sprzeciwia się anarchistycznym, bezstresowym teoriom wychowawczym; każdego, kto opowiada się za niezmiennymi wartościami moralnymi, kto nie stawia znaku równości między mądrym i głupim, między łotrem i świętym, między próżniakiem i pracowitym, między prawdziwym małżeństwem a jego zboczoną karykaturą, między wiernością a niewiernością, między patriotyzmem a kosmopolityzmem, między uczciwym i złodziejem itd. Ideologowie poprawności politycznej nie przyjmują oczywistej prawdy, że rozróżnianie i rozstrzyganie jest konieczne w życiu. Wszystkich, którzy to czynią, uważają za wrogów tzw. społeczeństwa zabawy. Obrzucają ich - w parlamentach, w rozmaitych wypowiedziach i dyskusjach, w szkołach i uniwersytetach, a także w niezliczonych usłużnych mediach - najgorszymi, niewybrednymi epitetami, wśród których takie określenia jak: zły, niebezpieczny, homofob nienawidzący ludzi, fundamentalista, obskurant, nietolerancyjny, zacofany, faszysta, siewca nienawiści, wcale nie należą do najgorszych. Używają tych określeń bez żenady, nie zwracając uwagi na to, że czynią to całkowicie w niezgodzie ze swoją rzekomą tolerancyjną postawą wobec wszystkich i wszystkiego. Nie przejmują się tym, że popadają w ustawiczne sprzeczności. Nie uznają przecież racjonalnego, logicznego, prowadzącego do prawdy myślenia, ponieważ kwestionują istnienie prawdy. Nie poprzestają na słowach. Każdego, kto nie przyjmuje ich obłędnej ideologii, starają się zniszczyć wszelkimi dostępnymi im środkami, a te są potężne. Przykładów na to dostarcza codzienne życie. Jednym z nich był atak na wybitnego włoskiego polityka i myśliciela Rocco Buttiglionego, który z powodu katolickich przekonań religijnych nie został dopuszczony do ważnego stanowiska we władzach Unii Europejskiej. Tego rodzaju działania dokonywane są także w naszym kraju. Co i raz odnotowujemy dobrze przygotowany, medialny atak na upatrzonego. Atak dokonywany według takich samych jak w komunizmie bolszewickich metod. Niewygodnym, stojącym na drodze "długiemu marszowi lewaków przez wszystkie instytucje" osobom stawia się najpodlejsze zarzuty, odsądza się ich od czci i wiary, oskarża o pedofilię, o przestępstwa finansowe i o wrogość do rodzaju ludzkiego. Zdecydowani ateiści udają zatroskanie o kondycję Kościoła, którego nienawidzą i którym gardzą. Wystarczy wspomnieć permanentne ataki niepolskich przecież, ponieważ będących własnością obcych sił, chociaż polskojęzycznych mediów, na Radio Maryja, na Telewizję Trwam oraz na znienawidzonych przez nich duchownych.

Aborcyjny totalitaryzm
W tych właśnie działaniach ideologów poprawności politycznej, nowej ideologii zła, coraz wyraźniej można dostrzec dążenia dyktatorskie i totalitarne. I to właśnie tę ideologię coraz silniej wiąże ze starymi ideologiami. Tak jak niegdyś komuniści, ideologowie poprawności politycznej uważają się za najbardziej porządnych, mądrych, postępowych, miłujących sprawiedliwość, demokrację i pokój ludzi. Kto nie zgadza się z ich poglądami, jest od razu nazywany przez nich neofaszystą, antysemitą, rasistą i wrogiem demokracji. Podejmowana jest przeciw niemu określona kampania wrogości. I czynione jest to w sposób bardziej przebiegły niż w starych dyktaturach, przy użyciu niezliczonych kanałów oddziaływania, do których należą liczne media, internet, reklama, często organizacje kulturalne, a nawet szkoły i uniwersytety. Tymi kanałami ideologowie poprawności politycznej nieustannie sączą do społecznej świadomości swoją truciznę. Obydwa przerażające zjawiska, które wymienił Ojciec Święty bł. Jan Paweł II w swojej książce "Pamięć i tożsamość", to znaczy: masowa, dokonywana na skalę wielu milionów morderstw rocznie aborcja oraz tzw. małżeństwa homoseksualne, stanowią najbardziej przemawiającą do wyobraźni konkretyzację "nowej ideologii zła". Aborcja zdarzała się od wieków. Najczęściej z powodu rozpaczliwej sytuacji, w jaką popadała niejedna kobieta. Zawsze jednak wiedziano, że chodzi o zniszczenie nienarodzonego życia ludzkiego. Dlatego władze cywilizowanych krajów surowo to karały. Czymś nowym w naszych czasach jest to, że w wielu krajach aborcja - traktowana jako jedna z metod regulacji narodzin - stała się zjawiskiem powszechnym, sprawiającym, że rocznie morduje się miliony niewinnych istnień ludzkich. I to także w krajach bogatych, przeżywających jednocześnie alarmujący spadek liczby urodzeń.

Bezbożna ideologia, pod wpływem której znajdują się elity prawnicze, polityczne, medialne i inne tych krajów, idąc za lansowanym powszechnie skrajnym indywidualizmem, feminizmem i ateizmem, spowodowała wydanie przez wiele parlamentów praw, które zupełnie nie chronią życia ludzkiego, co więcej - wyraźnie mu zagrażają, stanowiąc w ten sposób sprzeniewierzenie się samej istocie prawa, którego celem jest wprowadzanie ładu politycznego, społecznego i moralnego, mającego chronić niewinne istoty przed agresją rozmaitych napastników, nie zaś uniewinnianie i wspomaganie agresorów. Aborcja stanowi wielkie wykroczenie przeciw prawu Bożemu i straszne sprzeniewierzenie się sumieniu i powołaniu prawnika, lekarza, polityka oraz każdego człowieka, który się na nią waży i który pomaga w jej dokonaniu. Aborcja owocuje nie tylko śmiercią niewinnych, nienarodzonych dzieci, lecz także głębokim poranieniem dusz kobiet, które tego dokonały. Błogosławiony Jan Paweł II wzywał dramatycznie przez cały swój pontyfikat wszystkie kompetentne władze i wszystkich ludzi, bez względu na ich światopogląd, do podjęcia wszelkich możliwych działań, by usunąć z życia narodów zjawisko aborcji; by ludzie, nawet gdy nie wierzą w Boga, w tym wypadku zdecydowali się na takie postępowanie, jakby wierzyli, że On istnieje. Jednocześnie prosił wszystkie państwa i narody, Kościoły, religie i organizacje, a także wszystkich ludzi dobrej woli, by zjednoczyli się w chronieniu życia i rodziny, by kobietom, które są w ciąży i które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej, udzielili wszechstronnej pomocy.

Walka o władzę nad umysłami
Do najbardziej zdumiewających zjawisk naszych czasów należy całkowita zmiana - w ciągu życia jednej generacji - społecznej, a w ślad za nią prawniczej oceny zjawiska homoseksualizmu. To, co od zawsze uważane było za zboczenie, sprzeczne z naturą i z zasadniczym celem aktu seksualnego, nieoczekiwanie w krajach opanowanych przez "nową ideologię zła" stało się w rozstrzygnięciach prawnych formą życia równoprawną z heteroseksualizmem, a nawet chronioną przez prawo silniej niż życie rodziny tworzonej przez mężczyznę i kobietę; formą życia wszechstronnie promowaną, finansowaną, logistycznie i finansowo wspieraną przez potężne międzynarodowe siły polityczne, gospodarcze i medialne, które od dziesiątków lat robią wszystko, by etos judeochrześcijański, odwołujący się do Dekalogu, zastąpić relatywizmem moralnym, ateizmem i hedonizmem poprawności politycznej.

Jest rzeczą godną szczególnej uwagi, że wprowadzane w życie, za pomocą ustanawianego prawa, neomarksistowskie, lewackie i postmodernistyczne postulaty dotyczące aborcji, eutanazji, związków homoseksualnych oraz zbrodniczych doświadczeń na ludzkich embrionach, chociaż sprzeczne są z prawem naturalnym, z ludzkim rozumem i - co trzeba podkreślić - ze współczesnymi badaniami naukowymi i statystycznymi oraz z ostrzeżeniami płynącymi z wielowiekowego doświadczenia życiowego społeczeństw - wbrew oczywistej rzeczywistości ośmielają się uważać - tak jak to czynił przez dziesięciolecia komunizm - za naukowe i postępowe. W tym kontekście należy pamiętać, że "postęp" to nie coś nowego, ale to coś lepszego, lepszego zwłaszcza w wymiarze moralnym. Tymczasem ideologiczne postulaty irracjonalnej do gruntu poprawności politycznej nie mają nic wspólnego z prawdziwymi twierdzeniami naukowymi weryfikowalnymi doświadczalnie bądź przez ewidencję intelektualną. Niemniej jednak - wbrew nauce, wbrew prawu naturalnemu i żywotnym interesom społeczeństw, a nawet zdrowemu rozsądkowi - postulaty te formułowane przez kilkuprocentową populację ateistów działającą wśród przeważającej populacji chrześcijan przyjmowane są przez prawodawców i wcielane w życie; co więcej, znajdują akceptację u wielu ludzi przyznających się do chrześcijańskiego światopoglądu, o czym świadczą przeprowadzane stale sondy opinii publicznej, co jest swoistym paradoksem świadczącym o tym, jak głęboko poraniony został zmysł moralny współczesnych społeczeństw. Odpowiedź na pytanie, dlaczego się tak dzieje, dają badania kompetentnych badaczy życia społecznego, którzy wskazują na istnienie od kilkudziesięciu lat określonych ściśle grup lobbystycznych, które - rozpowszechnione w całym świecie, bardzo bogate, powiązane wzajemnie, mające ściśle określony laicki ideologiczny program i przy tym dysponujące potężnymi wpływami politycznymi - od lat wywierają systematyczny, potężny publiczny nacisk na świadomość społeczeństw, nacisk realizowany przez opracowaną w szczegółach semantyczną manipulację, a przede wszystkim przez różne sztuki przekonywania tłumów, w których to sztukach są zastosowane najbardziej wyrafinowane psychologiczne i marketingowe metody oddziałujące na podświadomość odbiorców. Przykładem stosowanej od lat manipulacji semantycznej jest konsekwentne zastępowanie w medialnym języku słów "mąż", "żona", "małżonek" słowem "partner"; słów "rodzina" i "małżeństwo" - określeniem "związek partnerski" itp. Mając ogromne środki finansowe i olbrzymie wpływy wśród tzw. współczesnych areopagów, które z zasady są ateistyczne, w polityce, w mediach i - co szczególnie ważne - w instytucjach wychowawczych i szkolnych, gdzie z olbrzymią determinacją lansują przynoszące fatalne skutki, wymyślone przez neomarksistów z lat 60. teorie wychowawcze. Już w przedszkolach starają się wszelkimi sposobami indoktrynować maleńkie jeszcze dzieci w duchu relatywizmu moralnego, kultu homoseksualizmu i postulatu wolności odrzucającej wszelkie normy moralne, wszelką pracę nad sobą i jakąkolwiek samodyscyplinę. W odpowiednio większym wymiarze czyni się to w szkołach różnego szczebla i w uczelniach. Wielotysięczne kadry - albo przekonane do "nowej ideologii zła", albo po prostu zastraszone przez nią - realizują dokładnie jej postulaty. Działania nowej ideologii są ściśle skoordynowane i zdyscyplinowane i mają międzynarodowy charakter. Jej zwolennicy w razie potrzeby jednoczą się w przeprowadzaniu swoich postulatów, jednakowo argumentują, głosują, protestują i odsądzają od czci i wiary oponentów, zarzucając im łamanie demokracji, terroryzm i dążenie do teokracji.

Obojętność rozzuchwala zło
Rodzi się pytanie, jakie nadrzędne cele im przyświecają. Odpowiedź nie jest zbyt trudna. Chodzi po prostu o władzę nad świadomością milionów ludzi, by postępowali według reguł sformułowanych dla nich przez określone polityczne i ideologiczne siły oraz pozostające pod ich władzą koncerny; reguł notabene systematycznie przekazywanych milionom ludzi przez różnych medialnych kuglarzy ufryzowanych propagandowo na autorytety, moralne zwłaszcza i naukowe. Reguł przekazywanych systematycznie i wytrwale po to, by ich medialni odbiorcy stali się bezmyślnymi, posłusznymi, pogrążonymi w hedonistycznej konsumpcji, niewolniczymi klientami, myślącymi tak, jak się im każe, i przynoszącymi duży, coraz to większy zysk w społeczeństwie, w którym największymi wartościami mają być: zakupy, seks i nieustająca zabawa.

Jest rzeczą zdumiewającą, jak mało odporny jest współczesny człowiek, i to właśnie szczególnie ten ze współczesnych "areopagów", na ideologię poprawności politycznej, do głębi nieracjonalną i prowadzącą do moralnej destrukcji społeczeństw z kręgu cywilizacji euroatlantyckiej. W milionach biografii współczesnych ludzi powtarza się ciągle biblijna scena ulegania diabelskiej pokusie. Tak łatwo szatan sprowadza na manowce. Wystarczy parę kłamstw o rzekomej wolności, o rzekomym postępie i rzekomej nowoczesności, które jakoby zapewni "nowa ideologia zła", a wielu zdawać by się mogło mądrych i znakomitych ludzi pędzi do samozatracenia, jak biedne ćmy do ognia, pociągając przy tym za sobą miliony innych, jeśli mają wielki wpływ na ich świadomość. I chociaż ludzi widzących całą moralną pustkę ziejącej nihilizmem nowej ideologii, widzących dokładnie, że "król jest nagi", takich ludzi jest bardzo dużo, to przeważnie milczą. Nie chcą się narazić. Chcą mieć spokój. Mówią między sobą: "Ktoś powinien się sprzeciwić temu zgubnemu dla społeczeństwa działaniu. Ktoś powinien zaprotestować". Nie przychodzi im do głowy, że chodzi właśnie o nich, że to zadanie powinni podjąć właśnie oni, uczniowie Chrystusa. Nie bez powodu mówi się, że siła zła bierze się z tchórzostwa, lenistwa i niedbalstwa ludzi dobrych, którymi zło tak łatwo potrafi manipulować, bez żadnej reakcji z ich strony.

Błogosławiony Jan Paweł II prosił jednak przez cały swój pontyfikat, by ludzie dobrej woli nie tracili nadziei na zwycięstwo dobra. Twierdził, że historię świata wyznaczają trzy najważniejsze momenty: stworzenie, grzech i odkupienie. Dzieje świata są historią niewypowiedzianej miłości Boga, a jednocześnie Jego zapamiętałej, nieustającej walki z mocami śmierci o życie wieczne człowieka.

Swojego uwikłanego w grzech, ale kochanego stworzenia, na którego nawrócenie, na opamiętanie i na odrobinę dobrej woli i pokory Bóg czeka tak, jak ewangeliczny miłosierny ojciec czekał na powrót marnotrawnego syna.

Jesteśmy słabymi ludźmi, dlatego tak łatwo upadamy, dlatego niektórzy z nas, zwiedzeni tą samą, co pierwsi rodzice, diabelską pokusą życia bez Boga tak łatwo poddają się nowej ideologii zła, przed którą dramatycznie przestrzegał bł. Jan Paweł II.

Czynią to często nie z szatańskiej nienawiści do Boga, lecz ze słabości swojej grzesznej natury. Dlatego róbmy wszystko, co w naszej mocy, by ich ratować, by ich podźwignąć, by ich pouczyć, by im pokazać światło Chrystusowej nauki.

Prośmy więc Boga w każdej codziennej modlitwie, byśmy my i nasi bliźni, także ze społeczeństw tak bardzo dziś uległych nowemu pogaństwu, wrócili na drogę prawości i dobra. I nie zapominajmy o tym, że Chrystus oczekuje od nas misjonarskiej gorliwości. Idźmy więc za Nim w naszym codziennym życiu, w naszej pracy, w wychowywaniu dzieci, w naszym życiu sąsiedzkim, społecznym, a także politycznym. Bądźmy świadkami wiary silnej i integralnej. Nie ulegajmy współczesnej pokusie przebierania między Bożymi prawdami i przykazaniami dokonywanego po to, by pójść przez życie drogą najwygodniejszą, bagatelizując prawdy objawione.

Dobro zwycięży
Prowadźmy autentycznie chrześcijańskie życie, wierne wskazaniom Kościoła, by niechrześcijanie, uważnie obserwujący nasze postępowanie i według niego oceniający całą wiarę chrześcijańską, nie mówili z pogardą - jak to mówią współcześni muzułmanie o chrześcijanach Zachodu - "wy jesteście poganami, a nie ludźmi wierzącymi, skoro nie żyjecie według wskazań religii, którą rzekomo wyznajecie, skoro nie uczęszczacie na Mszę św. niedzielną, skoro się nie modlicie, skoro zdradzacie współmałżonków, skoro rozwodzicie się i niszczycie swoje rodziny, skoro kradniecie i dokonujecie oszustw, skoro bluźnicie i pozwalacie na obrzucanie błotem waszych największych świętości, skoro nie spełniacie żadnych praktyk religijnych, skoro postępujecie tak, jak wam wygodniej, a nie tak, jak wam nakazuje wasza wiara".

Zachowujmy postawę chrześcijańską w każdej, nawet najtrudniejszej, wymagającej wielkiego trudu i samozaparcia chwili życia. Brońmy chrześcijaństwa przed sekularyzmem, ateizmem, konsumeryzmem i relatywizmem. Przez dziesiątki lat Polacy śpiewali i dziś jeszcze śpiewają stary, piękny hymn, który dobrze znamy: My chcemy Boga w rodzin kole,

w troskach rodziców,

w dzieci snach;

My chcemy Boga w książce,

w szkole,

w godzinach wytchnień,

w pracy dniach.

My chcemy Boga w naszym kraju,

wśród starodawnych

polskich strzech;

W polskim języku i zwyczaju,

niech Boga wielbi chrobry Lech. Dziś te wezwania są aktualniejsze niż kiedykolwiek. Naszym obowiązkiem jest przemieniać nasz świat i naszą Ojczyznę ku dobremu. My, chrześcijanie, pamiętajmy o tym, że spoczywa na nas ten obowiązek. Dlatego bądźmy kwasem ewangelicznym zakwaszającym wiarą Chrystusową całe społeczeństwo. Bądźmy światłem ewangelicznym, którego nie chowa się pod korcem, lecz stawia na świeczniku, by świeciło ludziom pozostającym w ciemności grzechu i szukającym właściwej drogi w życiu. Wchodźmy odważnie w życie społeczne, naukowe, szkolne, kulturalne, medialne, gospodarcze i polityczne. Nie zostawiajmy tych tak bardzo ważnych sfer życia ludziom bezbożnym. To my, chrześcijanie, jesteśmy na polskiej ziemi od tysiąca lat. To przede wszystkim my, chrześcijanie, stworzyliśmy nasz kraj i naszą kulturę. To my wywalczyliśmy wolność i niepodległość.

W czasach komunizmu wierzących ludzi spychano na margines życia, wmawiając im, że przeszkadzają realizacji najwspanialszej idei - raju komunistycznego. Wmawiano im kłamliwie, że wierząc w Boga, są zacofani i ciemni intelektualnie. Liberalne siły co i raz posługują się tymi samymi argumentami także dziś. Otrząśnijmy się. Bądźmy dzielni w wyznawaniu naszej wiary i w życiu według jej zasad. Wnośmy w życie naszego Narodu, a na ile możemy także w życie innych narodów chrześcijańską wizję rzeczywistości i chrześcijańską hierarchię wartości.

Nie ma innego sposobu przeciwstawienia się nowej ideologii zła, jak tylko dochowanie wierności Chrystusowi. Walka jest i będzie trudna. Ale absurdalność, a nawet zbrodniczość zasad owej ideologii już budzi poważny sprzeciw w zachodnich społeczeństwach. Coraz głośniej wołają one o powrót do chrześcijańskich wartości w życiu społecznym, w prawodawstwie i w wychowaniu młodych pokoleń. Od sekularyzmu, erotyzmu, konsumeryzmu i ateizmu odchodzą niektórzy młodzi ludzie spragnieni prawdy i autentycznej miłości, czyli Boga.

W analizowanej tutaj książce bł. Jana Pawła II "Pamięć i tożsamość", gdy Papież rozważa tajemnicę zła w dziejach ludzkich, dochodzi do wniosku, że zawsze okazuje się ono słabsze od dobra i że zawsze w ostatecznym rachunku ponosi klęskę, a nawet wbrew sobie rodzi dobro. Wyrażając tę myśl, Ojciec Święty posłużył się cytatem z "Fausta" genialnego Goethego, który w usta diabła włożył następujące słowa: "Ich bin ein Teil von jener Kraft, die stets das Böse will und stets das Gute schafft" (Jestem częścią owej siły, która zawsze pragnie zła i zawsze czyni dobro).

My, chrześcijanie, jesteśmy ludźmi nadziei i mocno w to wierzymy, że dobra jest więcej niż zła i że zwycięży ono także w życiu współczesnego świata, a my przyczynimy się do tego zwycięstwa.

http://www.naszdziennik.pl/wp/12483,now ... -dzis.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 07 lis 2012, 07:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Pozostańcie wierni prawdzie

Z JE ks. abp. Claudio Marią Cellim, przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, rozmawia Agnieszka Gracz

Do Watykanu przybyła pielgrzymka słuchaczy Radia Maryja, telewidzów Telewizji Trwam oraz czytelników "Naszego Dziennika". Przez to pielgrzymowanie w Roku Wiary wyrażamy naszą miłość i modlitwę za Ojca Świętego...
- Tak, znam wasze media i wiem o waszym spotkaniu z Ojcem Świętym. Wiem też, że ks. kard. Tarcisio Bertone będzie przewodniczył Mszy św. w Bazylice św. Piotra dla Rodziny Radia Maryja. Chciałbym powiedzieć tak: bądźcie zdolni zawsze mówić prawdę, bądźcie zdolni zawsze mówić prawdę o Bogu i o człowieku, bądźcie zawsze zdolni dialogować z innymi. Ten, który kroczy obok nas, może zawsze każdego z nas czymś wzbogacić. Życzę wam dobrej pracy.

Na niedawnym synodzie biskupów na temat nowej ewangelizacji poruszono kwestię znaczenia środków społecznego komunikowania. Czy odniesiono się także do cyfryzacji mediów w kontekście misji Kościoła?
- Kościół czuje i widzi, jak środki społecznego komunikowania odgrywają ważną rolę w dzisiejszym świecie. Prawdą jest też, że wiarę przekazuje się w osobistym spotkaniu z osobistym świadectwem, ale prawdą jest również, że środki społecznego komunikowania z możliwościami, jakie mają, oferują Kościołowi wielkie możliwości w przekazie ewangelicznego przesłania. W ostatnim czasie doszło do dynamicznego rozwoju nowych technologii. Kościół ma świadomość, że te media są instrumentem głoszenia Ewangelii. Ale wraz z nowymi technologiami pojawia się również coś nowego, innego. Nie są one już tylko instrumentem, ale dają początek, kreują środowisko, w którym żyją ludzie współcześni. Jest to również świadomość, jaką posiada Kościół. Jan Paweł II jako pierwszy Papież miał świadomość ich znaczenia. W swoich ostatnich dokumentach mówi, że nowe technologie zapoczątkowały cyfrową kulturę. Dziś mamy świadomość, że te technologie są bardzo silnym środkiem poznawania, komunikacji, ale również tworzenia relacji. Wydaje mi się, że jest to wielkie wyzwanie, jakiemu Kościół musi sprostać. Kościół musi potrafić dialogować z dzisiejszym człowiekiem, musi potrafić używać języka, którym mówi współczesny człowiek, musi potrafić dialogować z tymi, którzy żyją w kulturze cyfrowej. Oznacza to, że musimy głosić Ewangelię nie tylko poprzez środki społecznego komunikowania, internet, ale właśnie w nich. Pozostaje pytanie: jak chrześcijanie, współcześni uczniowie Chrystusa, którzy wręcz "zamieszkują" sieci społecznościowe, potrafią głosić Ewangelię w tej rzeczywistości? Dla mnie jest to największe i najważniejsze wyzwanie, jakie stoi przed Kościołem.

Kultura cyfrowa ma jednak też swoje granice w duszpasterstwie?
- Dziś nowe technologie są ważne w tworzeniu początkowego dialogu. Jednak istotne jest, aby osoba mogła też znaleźć wspólnotę, która ją przyjmie. Ponieważ nawet najlepsza, najnowocześniejsza strona internetowa nie pozwoli żyć pełnią życia chrześcijańskiego, ponieważ w tym życiu potrzebne jest spotkanie drugiego człowieka, sakramenty.

Ojciec Święty Benedykt XVI uczy, w jaki sposób korzystać z mediów...
- W tym roku Ojciec Święty Benedykt XVI na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu przekazał nam orędzie o milczeniu i słowie. Dlaczego? Ponieważ musimy uświadomić sobie, że nasze słowa będą prawdziwe, przyniosą pokrzepienie w chwili ciszy. Wydaje mi się, że jest to fundamentalny element. Dziś współczesny człowiek boi się ciszy. Chociaż mamy coraz bardziej wyrafinowane środki komunikacji, człowiek nigdy nie czuł się tak samotny. Boi się też ciszy, ponieważ ta cisza jeszcze bardziej uwidacznia jego samotność. Dzisiejsza młodzież, aby nie czuć się samotna, odczuwa potrzebę bycia w stałym kontakcie SMS-owym bądź w sieci z innymi. To wyzwanie dla Kościoła. Nasze relacje z innymi ludźmi, nasza miłości do nich potrzebują chwili ciszy, w której będzie można siebie usłyszeć. Te relacje wymagają obustronnej komunikacji, mówienia, ale również słuchania, ale do tego potrzeba wyciszenia serca. Jak można słuchać Słowa Boga, który do mnie mówi, jeśli nie ma w człowieku głębokiego doświadczenia ciszy. To również wyzwanie dla duszpasterstwa.

Jakie wartości mogą zaproponować społeczeństwu doświadczającemu trudności media katolickie?
- Ojciec Święty Benedykt XVI zaprasza katolików do bycia obecnymi w mediach w tzw. social networks. Katolicy w przestrzeni medialnej powinni dawać odważne świadectwo swojej wiary, wartości, w które wierzą, w kwestiach prawdy, sprawiedliwości, uczciwości, solidarności, współodpowiedzialności. Podkreślam tę potrzebę świadectwa i tu proszę pozwolić, że przypomnę piękne stwierdzenie Pawła VI, który powiedział, że dzisiejszy świat potrzebuje bardziej świadków niż nauczycieli. Jeśli człowiek akceptuje nauczyciela, oznacza to, że jest on prawdziwym świadkiem. Dziś mówi nam Benedykt XVI: w przestrzeni sieci społecznościowych, w których żyje współczesny człowiek, chrześcijanin powołany jest przede wszystkim do odważnego świadectwa, do pokazania, jak ocenia w świetle Ewangelii problemy świata i to, co się dzieje wokół niego. Wyzwaniem więc nie jest tu tylko relatywizm, sekularyzm, ale przede wszystkim konieczność świadectwa wartości, jakimi żyje i w jakie wierzy człowiek. Nasza droga nie oznacza więc tylko głoszenia Ewangelii, ale wcielanie Słowa w życie i odważne świadectwo prawdy.

Dziękuję za rozmowę.
Agnieszka Gracz

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wdzie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 08 gru 2012, 06:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Wiarą i konsekwencją zwyciężymy

Z Antonio Gasparim, dyrektorem katolickiej agencji informacyjnej ZENIT, rozmawia Agnieszka Gracz

Radio Maryja radośnie świętuje 21. rocznicę swego powstania. Mamy jednak świadomość dyskryminacji mediów katolickich, czego dowodem jest eliminacja z cyfrowego multipleksu Telewizji Trwam.
- Trzeba identyfikować źródła wrogości i przeszkód wobec Telewizji Trwam. Przede wszystkim widzę wielkie uprzedzenia powstałe wobec tej stacji. Einstein mówił, że łatwiej jest rozbić atom niż uprzedzenie. Mam jednak wielką ufność, że wiara i kultura katolicka będą mogły przezwyciężyć tę dyskryminację. Bardzo ważną i właściwą postawą jest cierpliwe wyjaśnianie i przedstawianie swoich racji, obrona prawa do wolności informacji. Jednocześnie konieczne jest zwiększenie wysiłków na rzecz szerzenia Dobrej Nowiny, kontynuowanie poszukiwania prawdy, sprawiedliwości i piękna oraz świadectwo miłości.

Jak Pan widzi przyszłość mediów katolickich?
- Mimo wszystko jestem optymistą. Wszelkie nowe medialne inicjatywy katolickie wzrastają. Obserwuję kryzys jedynie w tych mediach katolickich, które mają pewne trudności w stawianiu czoła różnym przemianom. Na synodzie biskupów poświęconym nowej ewangelizacji, który odbył się w Watykanie w październiku br., młode Kościoły zamanifestowały entuzjazm w zastosowaniu nowych technologii telematycznych w rozprzestrzenianiu Dobrej Nowiny. Jako wprowadzenie do podjęcia dzieła nowej ewangelizacji Ojciec Święty Benedykt XVI wskazał nawrócenie, spowiedź i miłość. Oczyśćmy więc nasze dusze i dajmy świadectwo miłości. Jeśli zdołamy zakomunikować to przesłanie także przez katolickie media, jestem pewien, że znaczenie środków społecznego komunikowania wzrośnie ogromnie.

Jakie możliwości daje nam cyfryzacja na płaszczyźnie przekazu Ewangelii?
- Możliwości, jakie daje cyfryzacja mediów dla głoszenia Dobrej Nowiny, są ogromne. Abyśmy mogli uświadomić sobie ten potencjał, przypomnę jeden z wywiadów dotyczących Soboru Watykańskiego II, jaki nasza agencja przeprowadziła z jednym z kardynałów. Tylko w angielskiej wersji została ta rozmowa opublikowana aż przez sześć milionów portali. Owszem, prawdą jest, iż język angielski jest "językiem sieci", ale jednak tak ogromna liczba wskazuje na potencjał internetu. Przewyższa on nawet telewizję, i to w czasie, w którym i prasa jest w kryzysie. Instrument, jakim jest internet, ma zatem niezwykły potencjał, ale sam nie gwarantuje sukcesu przekazu. Zadaniem katolików jest odzyskanie poczucia oryginalności i wielkości chrześcijańskiego orędzia miłości. Sieć internetowa jest jak galaktyka z miliardami gwiazd. Nasze możliwości rozprzestrzeniania wiary będą zależeć od blasku i ciepła, które zdołamy włożyć w naszą pracę, w szerzenie orędzia Ewangelii.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ezymy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 26 sty 2013, 19:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Dzieci wychowane przez homoseksualistów skłonne do patologii

Badania, przeprowadzone przez naukowców z uniwersytetu w Teksasie nie pozostawiają wątpliwości: dzieci wychowane przez homoseksualistów, są słabe psychicznie i skłonne do patologii.

Badacze z uniwersytetu w Teksasie wykazali, że dzieci wychowywane przez pary tej samej płci są mniej zdrowe i bardziej skłonne do samobójstw oraz zdrady, niż dzieci wychowywane w tradycyjnych rodzinach. Odkrycia te wywołały gorącą dyskusję w USA i innych państwach.

W czerwcu ubiegłego roku, prestiżowy amerykański magazyn naukowy „The Science Social Research” opublikował dwa bardzo ciekawe badania na temat problemów napotykanych przez dzieci, które były wychowywane przez pary tej samej płci. Zrewolucjonizowały one stan wiedzy w tej dziedzinie.

Innowacyjnymi okazały się badania prowadzone pod kierownictwem socjologa Marka Regnerusa z Uniwersytetu w Teksasie. Uczony oparł swoje badania na dużej grupie i wziął pod uwagę opinie dorosłych, którzy zostali wychowani przez pary tej samej płci, a nie – jak to uczyniono w poprzedniej analizie na ten temat – dzieci aktywistek lesbijskich.

Z jego analizy wynika, że około 12 proc. dzieci wychowywanych przez pary tej samej płci częściej niż dzieci rodziców heteroseksualnych (5 proc.) rozważa możliwość samobójstwa. Dzieci wychowywane przez pederastów lub lesbijki są bardziej skłonne do niewierności (40 proc. wobec 13 proc. dzieci z rodzin tradycyjnych). Są one także bardziej narażone na występowanie problemów z powodu braku pracy (aż 28 proc. z nich może mieć problemy ze znalezieniem pracy w porównaniu z 8 proc. dzieci wychowywanych przez heteroseksualistów). Częściej też korzystają one z porad psychoterapeuty (19 proc. wobec 8 proc. osób wychowywanych w tradycyjnych związkach). Znacznie częściej trafiają one pod nadzór urzędników i opieki społecznej w porównaniu z rówieśnikami, wychowywanymi przez pary heteroseksualne.

Aż 40 proc. dzieci wychowywanych przez homoseksualistów jest narażonych na występowanie chorób przenoszonych drogą płciową w porównaniu z 8 proc. rówieśników z rodzin tradycyjnych. Dzieci wychowywane przez pederastów lub lesbijki są z reguły biedniejsze i bardziej skłonne do palenia papierosów oraz popełniania przestępstw. Mają także słabsze zdrowie.

Regnerus twierdzi, że inne badania na ten temat, które nie dostrzegały różnicy między dziećmi wychowywanymi w rodzinach heteroseksualnych i homoseksualnych zostały przeprowadzone nierzetelnie.

Wspólnota pederastów i lesbijek wszczęła potężną kampanię w USA podważającą teorię Regnerusa. Mimo to, wstępne dochodzenie wewnętrzne przeprowadzone na uczelni wykazało pod koniec lata 2011 roku, że nie ma żadnych powodów, aby by podważać ustalenia naukowców pracujących pod kierownictwem Regnerusa.

Źródło: VaticanInsider, AS.

http://www.pch24.pl/dzieci-wychowane-pr ... 905,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 03 lut 2013, 20:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Ideologia w uniwersyteckich togach

Dlaczego ideolodzy Gender i Queer w osobach np. Pani prof. Magdaleny Środy i Pana prof. Jacka Kochanowskiego w liście otwartym atakują osobę Pani Krystyny Pawłowicz? Czy rzeczywiście chodzi obronę ethosu nauki, którą od lat sami czynnie ideologizują zasiadając w radzie naukowej pisma poświeconego tzw. studiom queer INTER ALIA?

Skoro celem wymienionych ideologii jest zakłamywanie rzeczywistości prawdy o tożsamości i komplementarności płci, to nic dziwnego, że poglądy i osoba Pani Pawłowicz zaburza ideologom Gender i Queer dobre samopoczucie. Skoro ci postmodernistyczni „apostołowie” anty wartości dążą do zanegowania obiektywnej rzeczywistości tj. faktu życia jako wartości podstawowej, z której wyrastają wszystkie prawa i obowiązki, faktu bycia kobietą i mężczyzną, matką i ojcem, to konsekwentnie walczą z obrońcami realistycznej wizji, która fakt niepodważalnej wartości życia potwierdza i pragnie wspierać w rozwoju. Skoro chcą panowania anty praw to walczą z obrońcami prawa naturalnego. Skoro ich celem jest zabijanie według wynegocjowanego kryterium, to oni walczą z tą osobą, która staje w obronie życia. Skoro toczą bój poprzez demoralizację i globalizację rewolucji seksualnej, to walczą z tą osobą która się temu przeciwstawia. Skoro pragną nowej utopii, to walczą z tą osobą która odwołuje się do rzeczywistości danej i prawdy rozumianej jako zgodność myśli z rzeczywistością.

Ich walka jest cyniczna. Posługuje się pojęciami klasycznymi do zwalczania cywilizacji, z których te pojęcia wyrosły. Tak się tworzy językowe zamieszanie, by tym sposobem unicestwić realne znaczenie pojęć i aby je zdekonstruować. Permanentna rewolucja socjalistyczna, rewolucja codzienności, którą przeprowadzają neomarksisci, postmoderniści zmierza do unicestwienia rzeczywistości obiektywnej. Temu służy tworzenie coraz to nowych utopii. Nowomowa i nowa globalna etyka mają zastąpić etykę dobrze ukształtowanego sumienia – etykę Dekalogu i język Objawienia. (analizę i klucz do tych zagadnień szerzej:M.A. Peeters Globalizacja rewolucji kulturowej Zachodu, WSL 2010; Rozmowy Niedokończone z Księdzem Prof. Tadeuszem Guzem lat 2006-2007, WSL 2012)

Ideolodzy atakują niewygodny dla ideologii sposób myślenia i atak formułują tak aby wybrzmiał „naukowo”, poruszył emocje i wywołał współczucie – sięgają po jakąś „okazję” lub ją tworzą. Taki atak ma onieśmielać do działania, zawstydzać i poniżać myślących realistycznie! Tymi sposobami kolejna rewolucja krocząc przez instytucje karci tych którzy się ośmielą jej przeszkadzać. Tym razem wycelowano w osobę Pani poseł profesor Krystyny Pawłowicz. Pani Poseł jest odważna! Najwyższy czas wziąć z Niej przykład i przywrócić prawość prawu a instytucje prawdzie.

Dr Aldona Ciborowska, Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy

-----

P.S.

w Inter Alia: 2008/2009-3 czytamy streszczenie następującej treści:

Polityka tożsamościowa organizacji gejowsko-lesbijskich w Polsce a polityka „queer"

Rafał Majka

STRESZCZENIE: Niniejszy referat stanowi próbę krytycznego przyjrzenia się z perspektywy polityki queer oraz filozofii postmodernistycznej wybranym strategiom językowym oraz narzędziom polityczno-społecznym, używanym przez organizacje gejowsko-lesbijskie w Polsce w celu emancypacji kulturowej oraz legitymizacji prawno-społecznej tożsamości „geja” oraz „lesbijki”. Autor pokazuje, w jaki sposób poprzez praktyki tożsamościowe „przycięto” odmieńca do konserwatywnych, heteronormatywnych ram tożsamościowych, aby następnie taką „normalną”, „oswojoną” na zasadzie liberalnego podmiotu, tj. części większego systemu, włączyć w istniejący porządek społeczno-polityczny państwa. Autor zauważa, że taka wyzwoleńczo-emancypacyjna strategia tożsamościowa może być - paradoksalnie - szkodliwa dla tych narracji tożsamościowych i wzorców seksualności, które nie mieszczą się w ontologicznych ramach liberalnych konstruktów „geja” i „lesbijki”. Dalej, autor analizuje retorykę związków partnerskich/małżeństwa dwóch osób tej samej płci w mainstreamowym dyskursie takich organizacji gejowsko-lesbijskich, jak Fundacja Równości, Kampania Przeciw Homofobii, oraz gejowskich i lesbijskich środowisk kulturotwórczych. Autor zwraca uwagę na fakt, że idea związku partnerskiego/małżeństwa „geja” z „gejem”, „lesbijki” z „lesbijką”, którą w przestrzeni publicznej uważa się za obrazoburczą oraz niezwykle postępową, jest, w świetle polityki queer, ideą konserwatywną, bo potwierdza wyjątkowość, priorytetowość heteronormatywnej instytucji małżeństwa, oraz dyskryminującą, bo przejąwszy koncepcję związku dwóch osób mocno przesiąkniętą judeochrześcijańską wizją przeznaczenia/seksualności jednostki ludzkiej, przemilcza, a tym samym wyklucza, społeczną wartość czy systemową przydatność różnych odmiennych relacji międzyludzkich czy koncepcji związku.

http://www.ksd.media.pl/aktualnoci/954- ... ich-togach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 07 lut 2013, 08:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
APEL POMORSKICH STOWARZYSZEŃ O ZAPRZESTANIE ATAKÓW NA MAŁŻEŃSTWO I RODZINĘ

Z najwyższym niepokojem obserwujemy nasilające się ostatnio destrukcyjne działania skierowane przeciwko rodzinie, które są sprzeczne z deklaracjami o jej wspieraniu, a nawet ogłoszeniu roku 2013 Rokiem Rodziny.

W grudniu 2012 r. rząd podpisał Konwencję Rady Europy o Przeciwdziałaniu Przemocy wobec Kobiet, która pod tym nośnym i społecznie akceptowanym hasłem ukrywa rzeczywisty cel, jakim jest oparta na ideologii gender walka z tradycyjnym małżeństwem, rodziną i wychowaniem dzieci.

Od kilku tygodni prowadzona jest intensywna propaganda na rzecz wprowadzenia związków partnerskich. Zmierza ona do zakwestionowania ładu społecznego poprzez zmarginalizowanie trwałego małżeństwa i opierającej się na nim rodziny.

Polska rodzina przeżywa kryzys, a powyżej wymienione działania tylko go pogłębiają. Zamiast podważania znaczenia podstawowych wspólnot, jakimi są małżeństwo i rodzina, oczekujemy przygotowania Narodowego Programu Polityki Rodzinnej. Powinien on być rzetelnie przedyskutowany z rodzinami i organizacjami prorodzinnymi, ponadpartyjny i oprócz diagnozy zawierać konkretne działania państwa i samorządu na rzecz wzmocnienia rodzin.

Przypominamy:

• Młodzi ludzie i całe rodziny masowo wyjeżdżają z Polski w poszukiwaniu normalnych warunków życiowych (w ostatnich latach ponad 2 miliony).

• Dramatycznie wzrasta bezrobocie, słabnie rozwój gospodarczy, a nakłady na politykę rodzinną w Polsce są wśród najniższych w Unii Europejskiej.

• W ciągu ostatnich 20 lat populacja polskich dzieci w wieku 0-17 lat zmalała o ponad 4 miliony.

• W skrajnym ubóstwie żyje ok. 2,5 mln osób. Dotyka ono głównie rodzin wielodzietnych, które ponoszą największe trudy wychowania następnego pokolenia.

• Wzrasta liczba dzieci wychowywanych w zastępczych formach opieki, poza naturalnymi rodzinami i wynosi ok. 95 tysięcy.

• Państwo promuje samotne wychowanie dzieci (przez preferencje podatkowe, pierwszeństwo w przyznawaniu miejsc w żłobkach i przedszkolach itd.), co zwiększa liczbę dzieci wychowywanych tylko przez jednego rodzica i jest sprzeczne z ich podstawowym dobrem.

Te i wiele innych problemów dotyczących polskich rodzin wskazują, że pilnie potrzebny jest Narodowy Program Polityki Rodzinnej, a nie budowanie alternatywy dla małżeństwa poprzez związki partnerskie.

Apelujemy do wszystkich, dla których ważna jest kondycja polskiej rodziny, o poparcie naszego stanowiska.

Podpisy w imieniu organizacji:
(-) Ewa Kowalewska,
Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia z siedzibą w Gdańsku
(-) Jadwiga Sielska,
Stowarzyszenie Gaudium Vitae
im. Stanisławy Leszczyńskiej, Gdynia
(-) Mirosław Puk,
Związek Dużych Rodzin 3 Plus w Gdańsku
(-) Bogusław Olszonowicz,
Oddział Gdański Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy
(-) Anna Mrozowicz,
Poradnictwo Rodzinne Archidiecezji Gdańskiej
(-) Jan Klawiter, Fundacja „Słowo” z siedzibą w Rumi
(-) Teresa Wargan, Stowarzyszenie Gaudium Vitae
im. Kard. St. Wyszyńskiego w Gdańsku
(-) Prof. Bogusław Grabowski,
Klub Inteligencji Katolickiej w Gdańsku
(-) Antoni Kakareko, Parafialny Oddział Akcji Katolickiej
przy Parafii Św. Stanisława BM w Gdańsku
(-) Waldemar Jaroszewicz,
Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana Okręg Pomorski
(-) Krystyna i Jarosław Paszek, Ośrodek Spotkań
Małżeńskich w Archidiecezji Gdańskiej i Diecezji Pelplińskiej
(-) Romuald Plewa, Akcja Katolicka przy Kolegiacie
Najświętszego Serca Jezusowego w Gdańsku
(-) Julia Bohdan, Wspólnota Neokatechumenalna, Gdańsk
(-) Franciszek Sychowski, Ruch Focolari, Wejherowo
(-) Gabriela i Krzysztof Gilewicz, Domowy Kościół gałęzi
rodzinnej Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Gdańskiej
(-) Patryk Miziuła, Młodzież Misjonarska w Bydgoszczy
(-) Adrian Grabowski, Wspólnota Ruchu Światło-Życie
przy Parafii Chrystusa Odkupiciela w Gdańsku
(-) Prof. dr hab. inż. Piotr Małoszewski,
Rada Naczelna Polskich Katolików Świeckich w Niemczech
(-) Barbara Thun, Akcja Katolicka
przy Parafii św. Antoniego w Gdyni
(-) Barbara Thun, Związek Szlachty Polskiej Oddział Gdański
(-) Janina Błażejewska,
Straż Honorowa NSPJ i Straż Honorowa NSM
(-) Wojciech Kowalczyk, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich
Diecezji Elbląskiej pw. św. Józefa z/s w Kwidzynie
(-) Wojciech Ilczyszyn, Klub Przyjaciół Strzyży
(-) Wiesław Gajewski, Fundacja Czyste Serca
(-) Andrzej Mielke,
Chrześcijański Ruch Samorządowy w Chojnicach
(-) Janina Kłosowska, Parafialny Oddział Akcji Katolickiej przy
Parafii Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach
(-) Waldemar Rozynkowski,
Diecezjalna Rada Ruchów Diecezji Toruńskiej

http://www.naszdziennik.pl/wp/23236,ape ... dzine.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 10 lut 2013, 20:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
CZAS MYŚLOWEGO KRĘTACTWA: tolerancja?

Wywiad z Ks. Stanisławem Małkowskim
Rzeczpospolita 09 – 10 lutego 2013 r. PlusMinus

Czy Kościół katolicki jest tolerancyjny? Niektórzy twierdzą, że nie jest.

Ci, którzy zarzucają Kościołowi, że jest nietolerancyjny, nie wiedzą, co to słowo znaczy. Nastąpiło ogromne zakłamanie pojęć. Dzisiejszy język sprawia, że człowiek traci obiektywne spojrzenie na rzeczywistość i możliwość rozumnej oceny swojej sytuacji: kim jest, czym jest świat, czy jest Bóg… Takie przekształcenie języka nazywa się zapaścią semantyczną: słowa oderwały się od znaczeń. Ograniczają się do pobudzania niskich emocji, które odbierają człowiekowi rozum. A odebranie rozumu oznacza także odebranie wolnej woli.

To co znaczy słowo: tolerancja?

Cierpliwe znoszenie zła, którego albo nie da się pokonać albo dałoby się, ale tylko takimi metodami, które nie byłyby dobre. Przede wszystkim trzeba widzieć świat w kategoriach dobra i zła, prawdy i kłamstwa. Ludzie, którzy odrzucają obiektywną prawdę, nie mogą mówić, że coś tolerują.
Ciekawe jest to, że ci „tolerancyjni” w imię swoiście pojmowanej tolerancji plują wyzwiskami i zieją nienawiścią wobec osób, które autorytatywnie określają jako „NIETOLERANCYJNYCH”. Żyjemy w czasach wyjątkowo podłego myślowego krętactwa.

Czego?

Jeśli nietolerancję nazwiemy tolerancją, zniewolenie – wolnością, prawdę – kłamstwem, miłość – nienawiścią, a ciemność – światłem, to co nam z tego wychodzi? Prawdziwe myślowe krętactwo. Dziś w szkołach nie uczy się logiki, więc jak tu się dziwić, że ludzie nie rozumieją iż nie można być zarazem na tak i na nie. Podam przykład: ludzie źle oceniają rząd, ale głosują na Platformę Obywatelską…

To spytam inaczej: czy przeciwnicy Kościoła są wobec niego tolerancyjni?

Według nich tolerancja jest wyłącznie dla ludzi odrzucających istnienie obiektywnej prawdy. W myśl znanego powiedzenia: wolność dla wszystkich, z wyjątkiem wrogów wolności. Kościołowi więc, jako wrogowi tolerancji, żadna tolerancja nie przysługuje. Przypomina mi to totalitaryzm. Kościół, który z pełnym przekonaniem wierzy w swoją rację, jest głównym wrogiem dzisiejszej ideologii: poprawności politycznej, gender, multi-kulti, globalnego cieplenia, Geenpeace itd.

Za co Kościół jest atakowany?

Bo rozróżnia dobro od zła. Biblijne „tak, tak lub nie, nie” jest określane jako fanatyzm. Nie ma prawdy i kłamstwa, są tylko różne interpretacje, a dla wielu ludzi w ogóle aberracją jest mówienie o grzechu. To pojęcie zostało całkiem wypchnięte z dyskursu. W lewicowo-liberalnym sposobie myślenia wręcz nie mieści się taka konstrukcja logiczna, że złe zachowanie – czyli grzech – może człowieka zniewalać. Mówią oni tylko o wolności i wolności…

Czy jest coś złego w wolności?

Wolność jest piękna, ale jest nam ona dana nie po to, by dokonywać byle jakich wyborów, ale wyborów słusznych. Jezus Chrystus mówił, że to prawda nas wyzwoli, tylko że dzisiejsza wszech-ideologia traktuje prawdę jako ograniczenie wolności, a upieranie się przy jakiejkolwiek obiektywnej prawdzie uważa za promowanie nienawiści.

Księdzu ktoś kiedyś zarzucał promowanie nienawiści?

Robił to już w 1984 r. Jerzy Urban. On chyba jako pierwszy agresywnym, napastliwym językiem tłumaczył, że to ja jestem agresorem. To stara śpiewka. W tamtych czasach atakował mnie także Jacek Kuroń, który oburzał się, że jak ja mogę mówić takim fanatycznym językiem, że aborcja to morderstwo: przecież to język nienawiści, bo w ten sposób nazywam lekarzy mordercami! Ale listy do mnie niezmiennie rozpoczynał od: „Kochany Staszku”, bo znaliśmy się bardzo dobrze. Mieszkał blisko kościoła Stanisława Kostki w Warszawie, gdzie razem z księdzem Jerzym Popiełuszką posługiwaliśmy.

To była dyskusja wyłącznie listowna?

Kiedyś spotkaliśmy się w Podkowie Leśnej. Ja podczas Mszy za ojczyznę w kazaniu zapytałem: „Co jest największym zagrożeniem dla Polski? Komunizm? Nie, jest nim relatywizm i nihilizm, które mają różne postaci, nie tylko komunistyczne, bo mogą mieć także twarz demokratyczną”. Po Mszy było tzw. Spotkanie z autorem, którym okazał się Jacek Kuroń właśnie. On zupełnie przypadkiem postawił to samo pytanie, ale odpowiedział na nie całkiem inaczej: „Największym zagrożeniem dla Polski – mówił – jest przekonanie, że my mamy rację, my znamy prawdę, bo z tego wynika nietolerancja, fanatyzm, szowinizm i nienawiść”.

Czy katolik lub szerzej: człowiek myślący tradycjonalistycznie, łatwo odnajduje się dziś w debacie publicznej?

Dlaczego tradycjonalistycznie? Powiedzmy wprost: myślący realistycznie. My musimy dziś się bronić, nie tylko nadstawiać drugi policzek, ale także odpierać atak. W końcu znana jest w Kościele tradycja inwektywy. Nie wszystko należy łagodzić i załatwiać dyplomatycznie. Przecież nawet Pan Jezus czy Jan Chrzciciel posługiwali się inwektywami. W Piśmie Świętym można wyczytać zwroty: „plemię żmijowe”, „powiedzcie temu lisowi” o Herodzie czy o faryzeuszach „groby pobielane”.

Wierzący mają więc prawo używać ostrego, agresywnego języka?

Nie zawsze. Trzeba czuć, kiedy należy twardo bronić swojej wiary, a kiedy próbować spokojnie ją tłumaczyć. Jan Paweł II, który był świetnym mówcą, raz używał języka żartobliwego, wręcz przyjacielskiego, a czasem mówił w sposób mocny, ostry, kategoryczny, nawet podnosił głos.

Tylko, że mówienie o grzechu czy Piśmie Świętym to dziś wystawianie się na pośmiewisko.

Niektórzy – nawet hierarchowie – uważają, że pewne sprawy należy przemilczeć, niektórą krytykę wypada złagodzić, innych tematów trzeba unikać itd. Pamiętajmy tylko, że święty Jan Chrzciciel bez wahania powiedział wprost Herodowi, że nie może mieć żony własnego brata. Nie bał się, że zostanie wtrącony do więzienia, a potem ścięty. Na mocy chrztu świętego każdy z nas ma pewną władzę prorocką, a Boży prorok ma obowiązek dawać świadectwo wiary. Ksiądz Jerzy Popiełuszko potrafił mówić w sposób łagodny i stanowczy zarazem. Ci, którzy przychodzili na jego kazania, nie oczekiwali ostrych deklaracji politycznych, bo one nie padały.

Rozumiem, że skoro dziś nikt nie zabija za głoszenie wiary, to należałoby czynić to jeszcze odważniej niż kiedyś?

Dziś ludzie wiary są dyskryminowani. Trwa walka z prawdą, rozumem, wolnością, a także z Polską, która jest przeszkodą w realizacji pewnych planów globalistycznych. Nazwałbym to globalną rewolucją kulturową. Widać, że różni hierarchowie Kościoła w Polsce i na świecie przeżywają osobisty dramat. Próbują oddzielić prywatne oddanie się wierze od społecznego panowania Jezusa Chrystusa. Boją się, że byłoby to wyrazem nietolerancji wobec niewierzących, inaczej wierzących czy innych państw i narodów, które nie chcą przyjmować naszych prawd wiary.

Może dlatego, że w Polsce uznajemy rozdział Kościoła od państwa.

Jednak zarówno z nauki zawartej w Piśmie Świętym, jak i w naukach Kościoła wynika konieczność uznania przez ziemskich władców społecznej władzy Jezusa Chrystusa. Rozdział państwa od Kościoła wcale nie oznacza agresywnego laicyzmu, gdy państwo nastawia się na walkę z Kościołem i próbuje spychać wiarę do sfery prywatnej.

Chodzi raczej o to, by Kościół nie mieszał się do polityki.

Ale sens tego jest taki, by nie mieszał się do moralności, bo nie istnieje obiektywna moralność, istnieją podobno tylko prawa stanowione przez ludzi.
Potrzebny jest zdecydowany głos Kościoła w obronie rozumu oraz wolności. Głos nie tylko skierowany do wiernych, ale do wszystkich. Wiarę Kościół też ma prawo głosić wszystkim, by każdy miał możliwość ją poznać. Musi to czynić wbrew agresywnej nagonce niektórych środowisk i mediów, które próbują wiarę zohydzić, przedstawiając wyolbrzymione przypadki patologii w Kościele.

A co na to Kościół? Broni się?

Może czasem mało skutecznie, ale wystarczy włączyć Radio Maryja. Tam jest szereg audycji, w których ludzie Kościoła jasno i kompetentnie bronią wiary przed agresywnymi atakami środowisk, które ślepo podążają za Europą Zachodnią. Ona idzie ku samozniszczeniu, więc nie wiem, dlaczego mielibyśmy brać z niej przykład. Zachód w sensie duchowym popadł już w kompletną ruinę: ruinę wiary, małżeństwa, rodziny i ducha.

- rozmawiał Michał Płociński

Ks. Stanisław Małkowski – duchowny rzymskokatolicki, kaznodzieja, socjolog, publicysta, społecznik, działacz opozycji demokratycznej w PRL i kapelan „Solidarności”. Figurował na pierwszym miejscu tajnej listy SB księży przeznaczonych do fizycznej eliminacji. Na drugim miejscu znalazł się ks. Jerzy Popiełuszko.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 16 lut 2013, 10:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Polska? Tylko katolicka

Bogusław Rąpała

Profanacja Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej była szokiem dla Polaków. Próba zniszczenia Wizerunku Jasnogórskiej Pani, czczonej od pokoleń jako Patronka i Królowa naszego Narodu, do której doszło 9 grudnia ubiegłego roku, sprawiła, że wiele organizacji i osób prywatnych podjęło działania mające na celu wynagrodzenie Matce Przenajświętszej doznanej zniewagi.

Pierwsze ekspiacje

Mariusz Talarek z parafii Imienia Najświętszej Maryi Panny w Warszawie-Międzylesiu był 9 grudnia 2012 r. na Jasnej Górze. Został tam dzień dłużej niż inni uczestnicy pielgrzymki, którą jako przewodniczący rady duszpasterskiej w swojej parafii współorganizował, przybyłej na uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Do kaplicy przyszedł tuż po całym zajściu. – Ludzie opuszczali kaplicę ze łzami w oczach. Pomyślałem sobie wtedy, że szatan jeszcze bardziej zaatakował świat, dlatego tym bardziej potrzeba dzisiaj bezkompromisowych świadków wiary oraz modlitwy, która zwycięży zło – opowiada. Najpierw postanowił poinformować kapłanów ze swojej parafii. Dzięki temu parafianie w Międzylesiu na czele ze swoim proboszczem ks. prałatem Jerzym Banakiem już w czasie niedzielnych Mszy św. przedpołudniowych mogli podjąć modlitwę wynagradzającą oraz odśpiewać Suplikacje. Modlitwy przebłagalne prowadzone były przez cały dzień.

Następnie w parafii zorganizowano dziewięciodniową nowennę. Oprócz tego w godzinie Apelu Jasnogórskiego mieszkańcy Międzylesia ustawiali w oknach swoich domów palące się świece. Zamówili również u Ojców Paulinów na Jasnej Górze dziewięć Mszy św. ekspiacyjnych, które będą odprawiane w tegoroczne święta maryjne. Dodatkowo każdego dziewiątego dnia miesiąca przez cały rok po Mszy św. wieczornej gromadzą się na czuwaniu o charakterze ekspiacyjnym. Nowenny, a także akcję palenia świec dzięki informacjom w „Naszym Dzienniku” szybko podjęły także inne parafie w Polsce. Organizatorów cieszy spory odzew wśród wiernych. Przyjeżdżają nawet osoby z sąsiednich parafii. – Myślę, że w obliczu tak bezprecedensowego wydarzenia ludzie potrzebują takiego zjednoczenia na modlitwie. Musimy modlić się o pokój i wzajemną miłość, aby nie dochodziło więcej do tego typu zdarzeń – podkreśla Mariusz Talarek.

Sercem i duszą z Matką Bożą

Zaledwie kilka dni później mieszkańcy Gdańska należący do Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę zorganizowali marsz pokutny ulicami swojego miasta poprzedzony Koronką do Miłosierdzia Bożego i Mszą św. w bazylice św. Brygidy. – Marsz miał charakter typowo pokutny. Pomimo złej pogody szło z nami około 300 osób – mówi Anna Kołakowska. Jego uczestnicy doszli do bramy Stoczni Gdańskiej, pod pomnik Poległych Stoczniowców. Tam na kolanach odśpiewali Suplikacje. Ekspiacja i wzmożona modlitwa w intencji Ojczyzny to najlepsza forma wynagrodzenia Matce Bożej za zło, jakie się wtedy dokonało. – Musimy zwrócić się sercem, duszą i myślami ku Matce Bożej. Szkoda, że cała Polska nie upadła na kolana i nie błaga Matki Bożej o przebaczenie i nawrócenie Narodu – dodaje Anna Kołakowska.

Z pomysłem zorganizowania Mszy św. ekspiacyjnych wyszli również mieszkańcy Kartuz z parafii pw. św. Kazimierza. Zaproponowali swojemu księdzu proboszczowi, aby szesnastego dnia każdego miesiąca w ich kościele odprawiana była Msza św. wynagradzająca, którą poprzedzałaby modlitwa różańcowa. – Przeraża mnie to, co dzieje się w naszym kraju – wyznaje Henryk Labuda, jeden z inicjatorów akcji ekspiacyjnej w swojej parafii, a zarazem uczestnik Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę. Przywołuje w pamięci wydarzenia z Krakowskiego Przedmieścia w 2010 r., gdzie wielokrotnie dochodziło do profanacji krzyża, oraz przypadki bezczeszczenia Biblii, którego w ostatnich miesiącach dopuszczał się promowany przez telewizję publiczną satanista. – A teraz ten zamach na Matkę Bożą – dodaje ze smutkiem pan Henryk. Jak mówi, zaangażowanie w modlitwę ekspiacyjną uważa za swój obowiązek. Tak jak i zachęcanie innych do podjęcia podobnych działań. To dlatego zaproszenia do włączenia się w modlitwę ekspiacyjną rozesłane zostały również do sąsiednich wspólnot parafialnych. – Moim marzeniem było, aby takie modlitwy miały miejsce we wszystkich parafiach w Polsce – wyznaje.

Siła modlitwy

Od wielu już lat każdego czwartego dnia miesiąca na całonocnym czuwaniu w kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze gromadzą się mieszkańcy diecezji kieleckiej.

Do jak najliczniejszego udziału w nich wzywa swoich diecezjan ks. bp Kazimierz Ryczan, ordynariusz kielecki. „Przybywajmy na te dni czuwania i przepraszajmy Boga za wszystkie profanacje. Kto nie może udać się do Częstochowy, niech w tych dniach zgromadzi się w kościele parafialnym. Niech modlitwa i czytanie Pisma Świętego zjednoczą nas przy Maryi z Jezusem na ręku” – napisał w liście na Nowy Rok.

– Czuwania od samego początku w 1958 r. mają charakter przebłagalny. Ich nieodłącznym elementem jest Droga Krzyżowa. Zawsze brali w nich udział ludzie zatroskani o losy Kościoła i Ojczyzny – wyjaśnia ks. dr Jerzy Ostrowski, proboszcz parafii i diecezjalnego sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kielcach.

9 lutego br. na Jasną Górę przybyli uczestnicy pieszych pielgrzymek jasnogórskich z diecezji świdnickiej. Intencja wynagrodzenia Matce Bożej za doznaną zniewagę wśród tych pielgrzymów była tym gorętsza, że mężczyzna, który się jej dopuścił, pochodził właśnie z ich diecezji. – Chcieliśmy przeprosić Matkę Bożą za wszystkie zniewagi i nieprawości, jakich doznaje. Prosimy też o Boże miłosierdzie i łaskę mądrości dla ludzi, którzy się ich dopuszczają – mówiła pani Elżbieta z Kudowy-Zdroju. Pomysłodawca pielgrzymki ekspiacyjnej, proboszcz parafii pw. św. Bartłomieja Apostoła w Kudowie-Czermnej ks. prałat Romuald Brudnowski, tłumacząc cel pielgrzymki, nawiązał do sposobu, w jaki sprawca sprofanował Obraz przy użyciu czarnej farby. – Czuliśmy się odpowiedzialni za wybielenie jej naszą ekspiacyjną obecnością na Jasnej Górze. To dlatego dokładnie dwa miesiące od ataku zła na Oblicze Jasnogórskiej Matki, Pani i Królowej, tak licznie przybyliśmy do Jej tronu – podkreślał ks. Brudnowski.

Osoby, które uczestniczą w ekspiacji, są świadome dramatyzmu wydarzeń, do których doszło na początku grudnia ubiegłego roku na Jasnej Górze, oraz potrzeby ciągłego zadośćuczynienia Bogu i Matce Najświętszej za to i inne bluźnierstwa. Wierzą w moc modlitwy zdolnej powstrzymać zgubne skutki, jakie niesie za sobą walka z Kościołem, której następstwem jest deptanie wszelkich świętości. Oni nie potrafią sobie wyobrazić przyszłości naszego kraju bez Boga i jasno deklarują: Pragniemy, żeby Polska była katolicka. Bo jeśli nie będzie katolicka, to nie będzie jej wcale.

http://www.naszdziennik.pl/wp/24189,pol ... licka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 18 lut 2013, 09:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Walczmy z duchem zła

Agnieszka Gracz

Do odkrywania wiary i pokonywania pokus w czasie przygotowania do zmartwychwstania Chrystusa zachęcał wczoraj Ojciec Święty Benedykt XVI podczas swojej przedostatniej modlitwy „Anioł Pański” na placu św. Piotra. – Jezus wziął na siebie nasze pokusy, aby dać nam swoje zwycięstwo. Nie bójmy się więc i my stanąć do walki z duchem zła, ważne jest, że czynimy to z Nim, Chrystusem – Zwycięzcą! – zachęcał Papież.

– Drodzy Polacy, serdecznie pozdrawiam was wszystkich, którzy uczestniczycie w modlitwie „Anioł Pański”. Dziękuję bardzo za modlitewne wsparcie i duchową bliskość w tych szczególnych dniach dla Kościoła i dla mnie. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Chrystusa kuszonego na pustyni przez szatana. Umocnieni łaską Bożego Syna umiejmy zwyciężać zło, zerwać z grzechem, służyć tylko Bogu samemu. Waszym modlitwom polecam rekolekcje, które dzisiaj rozpoczniemy w Watykanie. Z serca wam błogosławię – mówił Ojciec Święty Benedykt XVI do Polaków podczas wspólnej modlitwy „Anioł Pański” na placu św. Piotra w Rzymie. W tę szczególną niedzielę poza biało-czerwonymi flagami na placu św. Piotra powiewały flagi innych państw, potwierdzając obecność wspólnoty Kościoła powszechnego, który modlitwą, obecnością i wdzięcznością wyrażaną oklaskami i okrzykami pozdrowień towarzyszy nieustannie Benedyktowi XVI w ostatnich dniach jego posługi na Stolicy św. Piotra. Na wspólną modlitwę, by usłyszeć przesłanie Ojca Świętego, otrzymać jego apostolskie błogosławieństwo, ale także by raz jeszcze potwierdzić swoją miłość, szacunek i wdzięczność za ojcowskie serce i prowadzenie, przybyły rzesze wiernych. „Dziękujemy, Ojcze Święty” i „Kochamy Cię” – to hasła widniejące na transparentach, które wierni trzymali, oczekując na pojawienie się w papieskim oknie Benedykta XVI.

W rozważaniu przed niedzielną modlitwą „Anioł Pański” Ojciec Święty skierował do wszystkich zachętę do walki z pokusami, stawiania im czoła z wiarą w to, że Chrystus jest Zwycięzcą. – Kościół, który jest matką i mistrzynią, zaprasza wszystkie swoje członki do duchowej odnowy i do zdecydowanego ponownego zwrócenia się do Boga, wyrzekając się pychy i egoizmu, aby żyć w miłości – apelował Ojciec Święty. Nawiązując do przeżywanego Roku Wiary, Papież zapraszał do odkrywania wiary i do nawrócenia. Jak zwrócił uwagę, nawrócenie nie jest łatwe, bo „zakłada zawsze walkę, duchowe zmaganie, ponieważ zły duch ze swej natury sprzeciwia się naszemu uświęceniu i stara się odwieść nas od drogi Bożej”. – W decydujących chwilach życia – ale jeśli dobrze patrzymy, to w każdej chwili życia – stoimy przed skrzyżowaniem: czy chcemy iść za własnym „ja”, czy za Bogiem? Za własną korzyścią czy też za prawdziwym Dobrem, za tym, co rzeczywiście jest dobre? – przypominał rozterki serca Ojciec Święty. Przestrzegał przed przebiegłością złego ducha, który „nie popycha wprost w kierunku złego, ale w kierunku fałszywego dobra, przekonując, że prawdziwie realna jest władza i to, co zaspokaja pierwotne potrzeby”. – Ostatecznie w kuszeniu idzie o wiarę, o Boga – mówił Benedykt XVI, podkreślając konieczność nawracania się i wsparcia Matki Chrystusa na tej drodze. – Ona pozwoli nam odczuć pełną mocy obecność swojego Boskiego Syna, aby odrzucić pokusy za pomocą Słowa Chrystusa, a w ten sposób przywrócić Bogu centralne miejsce w naszym życiu – mówił Papież. Zachęcał nas do ufnego wzywana pomocy Maryi w godzinach próby.

Ojciec Święty dziękował wiernym za modlitwy, zapewniając jednocześnie o swojej bliskości modlitewnej. Prosił o dalsze wsparcie nie tylko w swoich intencjach, ale również w intencji przyszłego Papieża i Kościoła.

Modlitwa spotkaniem z Bogiem i człowiekiem

Na wymiar duchowego wsparcia, jakim jest modlitwa, Ojciec Święty w ostatnich dniach wielokrotnie zwracał uwagę podczas przemówień i katechez. – Kiedy ktoś żyje w kontakcie z Panem, nigdy nie jest sam – mówi s. Maria Francesca, która wraz ze współsiostrami do października przebywała w monasterze, w którym po zakończeniu posługi zamieszka Ojciec Święty. Wspomina Mszę Świętą z udziałem Benedykta XVI z 14 grudnia 2010 r., którą sprawował w monasterze sióstr, i późniejsze spotkanie w Pałacu Apostolskim z 14 października minionego roku. Uzasadnia, że to właśnie modlitwa Papieża rodziła jego otwarcie na konkretnego człowieka, jego delikatność, serdeczność i ciepło, jakim emanuje. – Modlitwa pozwala nieść spojrzenie Boga – dodaje, podkreślając niezwykłą naturalność bezpośredniego i głębokiego kontaktu Benedykta XVI z drugim człowiekiem.

Watykańskie rekolekcje

Wczoraj wieczorem o godzinie 18.00 w kaplicy Redemptoris Mater Pałacu Apostolskiego w Watykanie rozpoczęły się tradycyjne rekolekcje wielkopostne dla Ojca Świętego i jego współpracowników z Kurii Rzymskiej. Tematem ćwiczeń duchowych jest „Ars orandi, ars credendi. Oblicze Boga i oblicze człowieka w modlitwie psalmowej”. Rekolekcje wielkopostne potrwają do soboty, 23 lutego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/24323,wal ... m-zla.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 23 lut 2013, 12:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Przeklinamy Cię Prezydencie Rzeczypospolitej Bronisławie Komorowski

– gorzkie słowa przy zdewastowanym popiersiu “Inki”

W związku z dewastacją popiersia Danuty Siedzikówny „Inki” w krakowskim Parku Jordana odbyła się symboliczna Warta Honorowa.

Przy zdewastowanym popiersiu zebrało się około sto osób.

Inicjatorem był Grzegorz Nieradka z krakowskiego, Młodzieżowego Klubu Gazety Polskiej.

- Sprzeciwiamy się antypolskim wystąpieniom do jakich coraz częściej dochodzi w Krakowie i całej Polsce.

Zamiast linkować na Facebooku i podnosić “niemy krzyk” wyszliśmy na miasto! – tłumaczył Nieradka.

W swoim bardzo emocjonalnym wystąpieniu Stanisław Markowski wraz ze zgromadzonymi przeklął Prezydenta i Premiera oraz wszystkich zdrajców w Parlamencie za demoralizację młodzieży, za rozkład państwa.

http://wzzw.wordpress.com/2013/02/18/pr ... %E2%98%85/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 18 kwi 2013, 07:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Własną drogą

Bogusław Rąpała

Po mamie odziedziczyła piękny głos, a po ojcu słuch. Barbara Dobrzyńska, założycielka nowej polskiej sceny „Nasz Teatr”, wywodzi się ze znanej aktorskiej rodziny Fijewskich. Największą sławę zyskał jej wuj Tadeusz Fijewski – wybitny aktor teatralny, filmowy oraz radiowy.

Rodzice Barbary – Maria Fijewska-Dobrzyńska oraz Stanisław Dobrzyński – byli aktorami teatrów lalkowych. Oboje pracowali w warszawskim Teatrze Lalka. Mama, udając się do pracy, często zabierała córkę ze sobą. Mała Basia mogła wtedy przyglądać się pracy aktorów. Tak rodziło się w niej powołanie. – Wzrastałam w sztuce teatralnej na bardzo wysokim poziomie. Nie wyobrażałam sobie, że mogę być kimś innym – przyznaje.

Dom rodzinny nauczył ją również miłości do Ojczyzny. Rodzice walczyli w obronie stolicy zarówno w 1939 r., jak i później, w 1944 r. w Powstaniu Warszawskim. Ojciec bronił elektrowni na Powiślu, a mama była łączniczką o pseudonimie „Mary” w oddziale „Krybar” Armii Krajowej.

Od dziecka na scenie

Barbara zadebiutowała w wieku ośmiu lat w telewizyjnym dziecięcym teatrzyku Violinek prowadzonym przez nauczyciela śpiewu Zbigniewa Rymarza. Wystąpiła również w spektaklu telewizyjnym u boku znakomitego aktora Krzysztofa Opalińskiego, grając rolę osieroconego dziecka, którego rodzice zginęli podczas wojny. Po maturze wstąpiła do Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze. Dyrektor zespołu Mira Zimińska-Sygietyńska dostrzegła w niej talent aktorski. Barbara Dobrzyńska wybrała zawód aktora, a następnie rozpoczęła pracę w Teatrze Polskim w Warszawie. Nigdy jednak nie zrezygnowała ze śpiewania. Występowała jako solistka w Operze Wrocławskiej oraz w Zespole Cerkiewnym. Jak wspomina, zwiedziła wówczas prawie cały świat. Została też laureatką konkursu śpiewaczego im. Jana Kiepury w Krynicy-Zdroju.

W latach osiemdziesiątych Barbara Dobrzyńska występowała w Londynie w spektaklach Mariana Hemara, reżyserowanych przez znakomitą artystkę Władę Majewską. Jak wspomina, był to okres, w którym bardzo dużo się nauczyła.

– Nic nie spadało jej z nieba, do wszystkiego musiała dochodzić sama. Zawód, który wybrała, może prowadzić do sukcesów, ale jest jedną z najtrudniejszych dróg – mówi Janina Jaroszyńska, aktorka i artystka estradowa.

Okres występów Barbary Dobrzyńskiej na scenie Teatru Polskiego wspomina również znana aktorka teatralna i telewizyjna Katarzyna Łaniewska. – Zazdrościłam jej głosu, bo pięknie śpiewa – opowiada. Nie miały wówczas okazji poznać się zbyt blisko, bo jak mówi: „reprezentują trochę inne pokolenie”. Jednak w ostatnim czasie spotykają się często z racji zaangażowania w wydarzenia związane ze świętami harcerskimi, obchody kolejnych rocznic katastrofy smoleńskiej czy marsze w obronie mediów katolickich. – Pan Bóg dał nam rozum, pamięć oraz talent, którym chcemy służyć innym – tłumaczy Katarzyna Łaniewska.

Uratować teatr

Swoją ostatnią rolę w Teatrze Polskim Barbara Dobrzyńska zagrała w spektaklu „Wujaszek Wania” Antoniego Czechowa w reżyserii Wieniama Filsztyńskiego. 13 kwietnia 2010 r., dokładnie trzy dni po tragedii smoleńskiej, straciła pracę w Teatrze Polskim. Nie oznaczało to bynajmniej końca jej aktorskiej kariery, a wprost przeciwnie. – Aktor, który odchodzi z teatru, odczuwa pustkę. Basia nie załamała się. Jej wciąż się chce – zaczęła sama tworzyć i przygotowywać spektakle. Jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Umiała zgromadzić wokół siebie bardzo interesujących artystów. Myślę, że odniesie wiele sukcesów – przewiduje Janina Jaroszyńska.

Barbara Dobrzyńska od lat realizuje swoją wizję aktorstwa. W ostatnich latach zajęła się również reżyserią. Jak sama mówi, za czasów jej młodości aktorskiej, a były to lata 70. i 80., aktorzy, śpiewacy, muzycy, reżyserzy, scenografowie, choreografowie należeli do elity Narodu. – W sztuce i kulturze panowała wtedy niepisana etyka zawodowa. Na scenach narodowych nie spotykało się takiej wulgarności i w formie, i w treści, jak to dzieje się dzisiaj. Teatr czy opera to była świątynia sztuki – wspomina. W stanie wojennym wielu jej kolegów aktorów podtrzymywało na duchu Naród, recytując w kościołach wspaniałą poezję – Słowackiego, Mickiewicza, Krasińskiego, Wyspiańskiego czy Norwida. Po 1989 r. wielu z nich odcięło się od idei patriotyzmu zawartego w twórczości tych wybitnych twórców, często biorąc udział w przedsięwzięciach czy spektaklach wyśmiewających i degradujących ich dzieła. – Taka postawa luminarzy środowiska artystycznego wywołała wielkie rozczarowanie i odcisnęła się negatywnie na polskiej kulturze. Dziś młode pokolenie Polaków nie może w teatrze karmić się pięknem słowa, formy i treści – ubolewa pani Barbara.

Blisko ludzkich spraw

Wierna wyniesionym z domu rodzinnego wartościom wybrała własną drogę aktorską. Jej barometrem jest wierność Bogu i Ojczyźnie. – Jest jednym z najżarliwszych i najaktywniejszych patriotów, jakich znam – podkreśla Hanna Szczepanowska, uczestnik Powstania Warszawskiego, harcerka Szarych Szeregów i łączniczka Powstańczej Poczty Polowej ps. „Heban”. – Pełna doskonałych inicjatyw wybiera sobie do współpracy najwartościowszych ludzi. Razem wykonują świetną robotę, czynnie służąc Ojczyźnie – ocenia.

– To kobieta walcząca. Wielka patriotka i społecznik o niezwykłej wrażliwości – potwierdza Alicja Adwent, lekarz dermatolog, przyjaciółka pani Barbary. Jej mąż, Filip Adwent, również lekarz medycyny, jako poseł do Parlamentu Europejskiego był jedną z osób najgłośniej przestrzegających przed wyprzedażą polskiej ziemi oraz upominających się o ochronę życia dzieci poczętych. W 2005 r. w tragicznym wypadku samochodowym, którego okoliczności do dzisiaj nie zostały w pełni wyjaśnione, ginie poseł, jego rodzice oraz córka Maria. Od tego momentu obie panie łączy serdeczna przyjaźń ugruntowana trudnymi życiowymi doświadczeniami. – Nasze losy splotły się w trudnych momentach. Stała się bardzo bliską mi osobą – podkreśla Alicja Adwent. Jest wdzięczna przyjaciółce, że wykorzystując swój talent, służy tym wartościom, którym przez całe życie był wierny jej mąż.

Barbara Dobrzyńska jest również zaangażowana w szerzenie kultu św. Maksymiliana Marii Kolbego, patrona trudnych czasów. To dlatego w maju ubiegłego roku wzięła udział w organizowanej przez instytut im. Filipa Adwenta pielgrzymce, która zawiozła relikwie św. Maksymiliana do wspólnoty polskiej w Paryżu. – Jest jej ulubionym świętym. Wiem, że dużo czyta na jego temat, a w planach ma wystawienie sztuki poświęconej męczennikowi – twierdzi doktor Alicja Adwent.

Bardzo ciepło o Barbarze Dobrzyńskiej wypowiada się również Janina Jaroszyńska. Podkreśla jej ogromną wrażliwość, delikatność oraz ciepło. Pani Barbara bywa gościem w domu państwa Jaroszyńskich. Rozmowy toczą się wokół tego, co dzieje się z polską literaturą i teatrem. – Bardzo sobie cenię nasze nocne rozmowy. Pewne sprawy są nam wspólne. Dobrze jest spotkać kogoś, przy kim czujemy się z naszymi poglądami bezpiecznie – zauważa. Łączą ich te same poglądy i jednakowa wrażliwość. – Rozumiemy się bez słów – dodaje pani Janina.

Głos wykluczonych

Po 10 kwietnia 2010 r. Barbara Dobrzyńska stała się głosem ludzi dopominających się o prawdę o Smoleńsku, a przez to wyśmiewanych i spychanych na margines. Była jednym z nielicznych aktorów, którzy mieli odwagę przyjść na Krakowskie Przedmieście i modlić się pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim. Recytowała też polską poezję, czytała teksty o tematyce patriotycznej i religijnej, w tym autorstwa ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. – Dało się wyczuć jej piękne cechy charakteru, takie jak dobroć, zaangażowanie i bezinteresowna służba – opowiada ks. Jacek Bałemba, jeden z kapłanów przewodniczących modlitwom na Krakowskim Przedmieściu. – Kocha Pana Boga i kocha Polskę. Jej obecność świadczy o niezwyklej wrażliwości na sprawy Ojczyzny – dodaje kapłan. Osoby modlące się pod krzyżem były bardzo wdzięczne pani Barbarze za solidarne trwanie na Krakowskim Przedmieściu. – Ludzie czuli się umocnieni tym, że jest z nimi ktoś znany. To podnosiło ich na duchu – twierdzi ks. Bałemba.

Teatr z serca

Plany i marzenia Barbary Dobrzyńskiej wiążą się nieodłącznie z „Naszym Teatrem”. Jego działalność nie jest łatwa, chociażby z uwagi na to, że nowy teatr nie otrzymuje państwowych dotacji. Dzięki uprzejmości ks. Mirosława Nowaka, proboszcza parafii pw. Wszystkich Świętych, teatr występuje w podziemiach tamtejszego kościoła. – Myślę, że Basia znalazła swoje wspaniałe miejsce i cieszę się, że jej się udało – mówi Katarzyna Łaniewska. Postawa pani Barbary Dobrzyńskiej oraz podejmowane inicjatywy pozwalają mieć nadzieję, że dzięki takim ludziom jak ona o teatrze znów będzie można mówić jako o świątyni sztuki wysokiej.

http://www.naszdziennik.pl/wp/30116,wlasna-droga.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 27 kwi 2013, 06:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Ocalone życie

Beata Falkowska

Nie wszystkim na wiadomość: wasze dziecko ma zespół Downa, świat wali się na głowę. Lub przynajmniej nie cały i nie na długo. – Zespół, mam zespół – mówi ze śmiechem 7-letni Kuba, podczas gdy rozmawiam z jego mamą, a ta spokojnie stwierdza: – Tak, tak, masz zespół, niektórym tak się zdarza.

Kuba to drugie dziecko państwa Marty i Andrzeja Witeckich z zespołem Downa. Adoptowane. Także biologiczny syn, 12-letni Szymon urodził się z trisomią 21. chromosomu. Oprócz Szymona i Kuby jest jeszcze 14-letni Janek, 9-letni Jonatan i 5-letnia Noemi określana przez mamę jako najlepszy logopeda Kuby. Żaden specjalista nie przegadałby z nim tyle, co ona. To przy niej brat nauczył się mówić. – Dziecko z zespołem Downa już mieliśmy, nie przeraziło nas to, nie dało nam tak w kość, byśmy nie mogli sobie z tym poradzić, więc chcieliśmy dać szansę jeszcze jednemu dziecku i myślę, że Kuba wykorzystał ją na 100 procent. Jestem zachwycona tym, jak on się rozwija – mówi pani Marta.

Przed Kubą był więc Szymon, drugie dziecko pani Marty i pana Andrzeja. Oczekując narodzin, nie wiedzieli, że syn jest dotknięty zespołem Downa. Po porodzie to mężowi było trudniej, pani Marta przyjęła wszystko spokojnie. Opowiada, że ma jeszcze nagrane na kasecie wideo pierwsze chwile po narodzinach, gdy trzyma Szymka w objęciach, a mąż pyta ją, dlaczego tak się jemu przygląda, i pada odpowiedź: „Robi takie miny, jak dzieci z zespołem Downa”. Głos jej nawet nie drżał. Także wtedy, gdy ta „diagnoza” została potwierdzona przez lekarza. – Pamiętam, jak modliłam się w szpitalu: „Jest zadanie przed nami, Panie Boże, teraz pokaż nam drogę, którą mamy iść”. Wiedziałam, że kocham Szymka takim, jaki jest – opowiada.

Za tym spokojem kryła się przede wszystkim wiara i głęboka relacja z Panem Bogiem, silniejsza niż wszystkie lęki, które podsuwa w takich chwilach świat. Szymon nie miał dodatkowych obciążeń, choć podejrzewano początkowo wadę serca. Dziś z poważniejszych schorzeń doskwiera mu niedoczynność tarczycy.

Kubę przyjęli do swego domu, gdy miał rok i cztery miesiące. Zdaniem pani Marty, przynajmniej rok za późno. Od rodziców, którzy adoptowali niemowlaki, wie, że wówczas jest łatwiej. Kuba miał potężne doświadczenia odrzucenia. W kilka tygodni po przyjęciu do domu objawiło się to potworną agresją wobec pani Marty. Malec potrafił ją nagle ugryźć, kopnąć. Początki były zatem niezwykle trudne, tym bardziej że wkrótce pod jej sercem pojawiła się Noemi.

Wśród lokatorów nowego, większego mieszkania, do którego wprowadzili się po adopcji Kuby, „przypadkiem” znaleźli się i pediatra, i logopeda, którzy służyli fachową pomocą i radą. W okolicach świąt Bożego Narodzenia pani Marta z pięciorgiem dzieci, z własnoręcznie wykonanymi przez dzieci ozdobami i rzecz jasna z życzeniami puka do drzwi wszystkich sąsiadów. Widzą, jakie to ważne, jak zacieśnia relacje.

Dzieci z zespołem Downa nigdy nie zamknęły ich na świat. Nie odcięli się na własne życzenie od ludzi. – Wzięliśmy się za wiele innych rzeczy. Zespół Downa nie przyćmił nam całej rzeczywistości. Mamy dwoje dzieci w edukacji domowej. Żadne z moich dzieci nie było w przedszkolu, wszędzie więc udawałam się z gromadką. Prowadzę spotkania dla matek na temat wychowania – opowiada pani Marta. Rozmawiając z nią, jak rzadko kiedy ma się poczucie, że spotkało się osobę kochającą swoje życie i macierzyńskie powołanie. Jest na wskroś autentyczna. Nic nikomu nie udowadnia.

– Miałam także tendencję do użalania się nad sobą, żeby wszyscy widzieli, jak mi jest ciężko, w usprawiedliwianie się. Ważna jest praca nad swoim charakterem. Wyszłam z takich stanów, bo zrozumiałam, że mnie to niszczy. Mam swoje zadanie, mam dziecko z zespołem, moja koleżanka ma do udźwignięcia co innego. Uczyłam się takiej postawy – tłumaczy.

Docenia wsparcie, jakie miała w rodzinie. Ostracyzm społeczeństwa i szykany ze strony najbliższych podcięły skrzydła niejednej matce dziecka z zespołem, która zgłaszała się do niej po wsparcie. Czasem rodzice sami nakręcają się w takim myśleniu, ale Witeccy znają i takie przypadki, gdy dziadkowie odwracali się od rodziców chorego malca.

– Po narodzinach Szymona wielu moich znajomych, słysząc o zespole Downa, spodziewało się głęboko upośledzonego człowieka, z którym nie ma kontaktu, a on ich wielokrotnie zaskoczył: ciepłem, otwartością – mówi pani Marta.

Życie z dziećmi z zespołem Downa pokazuje Witeckim, jak Bóg działa na poziomie ducha, a nie – jak nam się wydaje – intelektu, w myśl zasady: dotrę tak wysoko, ile mam inteligencji. To nie tak.

– Szymon i Kuba wielokrotnie na modlitwie dawali nam do zrozumienia, że mają swoją łączność z Panem Bogiem i nam nic do tego, chociaż nasze umysły działają na wyższym poziomie – stwierdza mama chłopców.

Nie brakuje w ich życiu chwil trudnych, ale piękne jest to, że nie przypisują wszystkiego zespołowi Downa. Jak zaznaczają, trudne jest wychowanie dzieci, choć należałoby powiedzieć: trudne chwilami. – Bo przecież są chwile piękne i radosne. Ludzie, którzy nie mają dzieci, ich nie doświadczają. Jestem więc zwolenniczką posiadania dzieci – puentuje pani Marta.

Nasze życie ma smak
W świetnie sytuowanej rodzinie, w bardzo nobliwym środowisku rodzi się dziecko z zespołem Downa. W 3. tygodniu życia dziewczynki rodzice oddali ją do domu dziecka. Pan Paweł Zych, tata 4-letniej Martynki z zespołem, który opowiada mi tę historię, zaznacza, że nie było żadnych przesłanek, np. ekonomicznych, do takiej decyzji, po prostu „dziecko z Downem” nie pasowało tej rodzinie do jej stylu życia. – Myślę, że wpoiło się ludziom obraz, jak ma funkcjonować społeczeństwo, rzekomo idealne. W nim nie ma miejsca dla ludzi chorych, niepełnosprawnych, dlatego zabijane są bezbronne dzieci, w dodatku upośledzone – stwierdza. – Czy ktokolwiek z nas może być pewien, że nasze świetnie genetycznie ukształtowane dziecko w wieku lat kilku lub kilkunastu poważnie nie zachoruje? Pan Bóg tym kieruje, a nie człowiek – dodaje.

Dla państwa Zychów nasze „tu i teraz” to tylko etap, na którym trzeba przyjąć różne wydarzenia, a celem jest wieczność. Martynka w ich życiu pojawiła się, gdy mieli już dwoje niemal dorosłych dzieci. Ze względu na wiek rodziców zagrożenie zespołem Downa było od początku sygnalizowane przez lekarzy, jednak w trakcie ciąży nie zdiagnozowano trisomii.

– Dla nas nie było tak ważne, by mieć pewność, czy dziecko ma jakąś wadę genetyczną. Nie determinowałoby to w żaden sposób naszych decyzji, dlatego nie zdecydowaliśmy się na badania genetyczne. W 3. miesiącu ciąży żona miała krwawienia, więc mieliśmy dodatkowy powód, by nie decydować się na diagnostykę prenatalną, która niesie ryzyko poronienia – mówi pan Paweł.

Po porodzie od razu otrzymał informację, że córka ma zespół Downa. Postanowił przez kilka dni dać żonie czas na dojście do siebie i dopiero potem przekazać diagnozę. Nieświadomość pani Ewy, która jednak od początku podejrzewała, że coś jest nie tak, przerwała jedna z pielęgniarek „subtelnym”: „To jak to, nie wie pani, że ma dziecko z zespołem?” – Przez pół dnia byłam w szoku, potem mi przeszło. Tyle trwał ten mój kryzys. Mając córeczkę ciągle obok siebie, zrozumiałam, że ta wiadomość nie zmieniła nic w naszej relacji. Przecież dzień wcześniej, gdy nie wiedziałam o zespole, przytulałam ją i pieściłam, cieszyłam się z tego, że jest. Przeszła mi przez głowę myśl, że przecież ja też mogłabym być na jej miejscu. Jakby w jednej chwili to przygnębienie odeszło, nawet ją wtedy w szpitalu przepraszałam, szepcząc coś do uszka – wspomina pani Ewa.

Jak sami mówią, zawsze brali życie, takim jakim ono jest, wiedzieli więc, że i z zespołem Downa sobie poradzą. Niemal gorsza od wiadomości o zespole była informacja o poważnej wadzie serca Martynki i konieczności operowania 3-miesięcznej córeczki. – W naszym wypadku ta walka o nią zahartowała nas, wzmocniła. Każde wyjście z takiego kryzysu dodawało sił. Maksymalnie wykorzystujemy każdy moment, aby być razem, cieszyć się tym, co mamy – opowiada pan Paweł. Są pełni radości, naturalnej, ujmującej miłości do córeczki. Choć łatwo nie jest – Martynka zmaga się z problemami hematologicznymi, pobyty w szpitalu nie należą do rzadkości. – Życie ma swój smak, w naszym przypadku też, i to jest piękne. To jest moja ukochana córeczka, widać w niej nas, z naszymi cechami charakterów – mówi tata. – Choć wiem, że ma swoje ograniczenia i pewnych rzeczy nie „przeskoczy”, dla mnie jest normalnym dzieckiem, rozbieganą dziewczynką, pomocnicą w kuchni – dodaje mama.

Co chcieliby przekazać rodzicom drżącym na myśl o zespole Downa? Nie dajcie sobie wmówić, że to koniec świata i macie tylko kilka tygodni na decyzję o aborcji! Naprawdę – macie czas – czas całego pięknego życia waszego dziecka, które stanie się waszą największą miłością.

Czas na miłość
Kiedy pani Kaja Godek oczekiwała narodzin synka z zespołem Downa, przeczytała internetowy wpis mamy ze stowarzyszenia dla rodzin dzieci z zespołem – żeby dać swojemu dziecku czas, a ono samo przez to, kim jest, będzie dla rodziców najlepszą terapią. Bujda – pomyślała wówczas, ale te słowa wypełniły się w jej życiu. – Najfajniejsze było, kiedy Wojtek zaczął nawiązywać z nami kontakt. Był jeszcze małym niemowlakiem, a widać było, że tęskni za tatą i cieszy się, kiedy wreszcie widzą się pod koniec dnia. Bardzo się przywiązywał, lubił spędzać z nami czas. Źle się czuł, kiedy był niedoprzytulany – wspomina.

Wiedziała, że urodzi dziecko z zespołem. Z naciskiem podkreśla, że nie „decydowała się” na urodzenie syna. – Urodzenie dziecka jest dla normalnego człowieka następstwem zajścia w ciążę, a nie wyborem – kwituje. W przełamaniu własnych lęków pomógł jej kontakt z inną mamą w podobnej sytuacji. Kiedy zobaczyła jej synka, a on na jej widok pięknie się uśmiechnął, odebrała to tak, jakby to jej dziecko samo się do niej uśmiechnęło, żeby dodać jej odwagi. Poród to było po prostu spotkanie z dzieckiem, w którym widziała siebie i męża. Dziś Wojtek ma już kilkumiesięczną siostrę. Bardzo się nią przejął i dba, żeby rodzice dobrze zajmowali się córką. A oni nie planują jej przyszłości. Chcą, by miała w tej sprawie tyle luzu, ile Wojtek, który nauczył ich przyjmować dzieci takimi, jakimi są.

Nowe lądy
– Zawsze byłam przekonana, że jej życie ma sens i cel. Pan Bóg dał jej jedyne, wyjątkowe miejsce i zadanie – mówi pani Magdalena Misztak-Hola, mama 9-letniej Zosi z zespołem Downa. Bo te chore dzieci uczą kochać. Wyzwalają miłość i dobro u innych. – Jeśliby kiedykolwiek ich zabrakło, to nasza cywilizacja stałaby się cywilizacją bez serca – stwierdza pani Magdalena. Przez wiele miesięcy spędzonych z córką w szpitalach miała okazję widzieć nie raz, jak pięknie dziecko chore przemienia rodziców, uszlachetnia, zmienia ich system wartości.

Zosia jest jedną z 4 córek państwa Holów. Do dnia porodu nie wiedzieli, że dziewczynka ma zespół Downa. Potem rozpoczęła się od razu walka o jej życie, gdyż Zosia miała także rzadką wadę przełyku. Rodzicom po narodzinach towarzyszył jeden lęk – czy maleństwo przeżyje.

Nigdy nie mieli problemu z przyjęciem Zosi taką, jaka jest. Żal tylko serce ściskał, że musiała tyle wycierpieć. W pierwszym roku życia spędziła razem z mamą kilka miesięcy w szpitalu. Chodzić zaczęła dopiero, gdy miała 5 lat. A dziś na nartach szusuje lepiej od mamy.

Wychowując gromadkę dzieci, trudno pogrążyć się w rozpaczy z powodu zespołu Downa. Każdy kolejny dzień niesie nie tylko trud, ale i radość z relacji pomiędzy rodzeństwem, sukcesów każdego z nich. Pierwszy uśmiech Zosi, wiosna, wspólne spacery, rodzinna Wielkanoc. Życie po prostu toczy się dalej. Jak bardzo mentalność antykoncepcyjna i model rodziny 2+1 zubożył świat naszych uczuć i zdeterminował stosunek do dzieci chorych. Dziecko to dla wielu rodzaj trofeum, uwieńczenie życiowej drogi spełnionych zawodowo rodziców. Taką konstrukcję bardzo łatwo rozsypać. – Tym zdrowym dzieciom możemy podyktować warunki: będziemy cię kochać, jak spełnisz nasze oczekiwania, skończysz studia, będziesz prawnikiem, lekarzem. Spełnisz nasze marzenia i będzie pięknie. A dzieci chore kocha się bezwarunkowo – konstatuje pani Magdalena.

Również wiara tłumaczy wszystko to, co nas spotyka. Pan Bóg ma swój plan dla każdego dziecka, a Jego drogi nie są drogami naszymi. – Wychowanie każdego dziecka to przygoda. Ale zdrowe dziecko to turystyka z mapą w ręku. A chore to odkrywanie nowych lądów – zaznacza.

Są szczęśliwi. Pełni wewnętrznej pasji, ciepła i pokoju. I nie muszą zdobywać Mount Everestu, by udowodnić, że ich życie nie jest gorsze od życia innych, choć i na to niejednego z nich stać. Martynkę, Kubę i Szymona, Wojtka, Zosię i ich rodziców.

Memento
W 2011 roku ze względu na duże prawdopodobieństwo ciężkiego nieodwracalnego upośledzenia dziecka albo nieuleczalnej choroby wykonano w Polsce 620 aborcji.

http://www.naszdziennik.pl/wp/31018,ocalone-zycie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 06 maja 2013, 07:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Protest przeciwko szarganiu wartości
List JE ks. bp. Stanisława Napierały, byłego ordynariusza diecezji kaliskiej, do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia:



Stanisław Napierała Kalisz, 4 marca 2013 r.
Biskup Kaliski, Senior



Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieście
X Wydział Karny
ul. Marszałkowska 82
00-517 Warszawa

Dotyczy Sygn. Akt: X K 1514/10

I

Pan Witold Tomczak, poseł Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1997-2009, poinformował mnie o rozpoczęciu przeciwko niemu procesu przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, X Wydział Karny, z powodu oskarżenia prokuratury o „zniszczenie dzieła sztuki”. Chodzi o wystawienie w 2000 r. w Galerii Narodowej „Zachęta” w Warszawie kompozycji Maurizio Cattelana zatytułowanej „La Nona Ora”. Kompozycja przedstawia postać Ojca Świętego Jana Pawła II powaloną na ziemię, z pastorałem w ręku, przygniecioną wielkim głazem.

Pan Witold Tomczak jest oskarżony o czyn z art. 288 § 1 kk, przewidującego karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

II

Najważniejsze nie jest to, co Pan Tomczak zrobił, lecz dlaczego to zrobił. Pan Tomczak jest człowiekiem prawym i poważanym. Nie narażałby się na kłopoty lub wyrządzał komukolwiek przykrość. Stanął w obronie wartości. Zaprotestował przeciwko ich szarganiu.

Jako wierzącego i praktykującego katolika oraz prawdziwego patriotę cechuje go głęboka wrażliwość na to, co święte i polskie. Tymczasem ekspozycja w Zachęcie wzbudziła duże kontrowersje. Wielu, podobnie jak Pan Tomczak, odczytało ją jako „bluźnierstwo i zniewagę wobec Najwyższego Pasterza Kościoła Katolickiego”. Wśród różnych możliwości interpretacji z pewnością znajduje w ekspozycji uzasadnienie ta, którą reprezentuje Pan Tomczak.

Powstaje pytanie, dlaczego tak kontrowersyjny eksponat znalazł się w Galerii Narodowej w Ojczyźnie Jana Pawła II w roku Wielkiego Jubileuszu Zbawiciela Świata? Czy organizatorzy wystawy nie zdawali sobie sprawy, że on dotknie boleśnie tysiące Polaków? Dlaczego to zrobili? Czy nie ponoszą oni odpowiedzialności wobec Polaków, w których zranili miłość do wielkiego Rodaka?

Sprawa jest złożona. W tak złożonej sytuacji dążenie do ukarania Pana Witolda Tomczaka jest wielką niesprawiedliwością.

Ks. bp Stanisław Napierała

Biskup Kaliski, Senior

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ciami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 30 paź 2013, 11:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Kulturę tworzą naturalne poznanie i ludzka refleksja.
Antykulturę tworzą ludzkie wymysły (ideologie) i przymus podporządkowania się tym wymysłom, oraz szerzenie fałszywego obrazu kultury.
Czyli albo żyjemy w świecie natury i kultury jednocześnie, albo żyjemy jedynie w świecie ideologii, gdyż ideologia upraszcza naturę i tworzy substytut kultury.
Obecnie ludzkość jest kolonizowana przez ideologię zwaną gender. Jak każda ideologia dla ludzkości jest ona w pełni nieprzydatna, za to niezwykle szkodliwa. A czyniąc człowieka bezwolnym, czyni go podległym. Wprowadzacze tej ideologii w krwioobieg ludzkości, umacniają tym samym swoją władzę i powiększają korzyści ze swojego panowania. A ludziom pozostawiają: rozpustę, upodlenie, choroby i krótkie wątłe życie.
A co z tymi, których świadomość przerasta ideologiczny obłęd i pozostają nietykalni dla genderowych zaleceń?
Krematoria, gułagi, kazamaty, gilotyny, szubienice, czy eutanazja?


Genderowy pakiet

Dr Joanna Banasiuk Uniwersytet w Białymstoku

Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie ludobójstwa ze względu na płeć (ang. Gendercide: the missing women?). Dokument zawiera wiele wytycznych i postulatów dotyczących możliwości przeciwdziałania praktykom selekcji płci, takim jak dzieciobójstwo czy dokonywanie selektywnej aborcji, zarówno dobrowolnej, jak i wymuszonej. Jednakże część rozwiązań przewidzianych w rezolucji afirmuje tzw. prawa reprodukcyjne forsowane przez skrajnie feministyczne środowiska, wpisujące się wyraźnie w politykę gender mainstreaming.

Na uwagę zasługuje fakt, że szereg poprawek zgłoszonych do rezolucji, a dotyczących w szczególności prawa do sprzeciwu sumienia, poszanowania orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE w zakresie ochrony ludzkiego embrionu oraz odnoszące się do Deklaracji ONZ o Prawach Dziecka, w której wyraźnie stwierdzono, że podlegają one ochronie zarówno po urodzeniu, jak i przed nim, zostały odrzucone przez parlamentarzystów.

Prenatalna selekcja
Pojęcie ludobójstwa ze względu na płeć ma być, jak zapewnia pkt A rezolucji, „płciowo neutralnym określeniem służącym do opisania procederu systematycznego, celowego i uwarunkowanego płciowo masowego zabijania ludzi o określonej płci”. Prima facie mogłoby się wydawać, że zjawisko to jest obce kontynentowi europejskiemu i demokratycznym państwom prawa. Jednakże doświadczenia państw obcych prowadzą jednoznacznie do wniosku, że kwestia prenatalnej selekcji płci – jak zresztą zauważa się w rezolucji – „stanowi coraz bardziej palący problem w wielu krajach”. Dowodem na to są sprawy opisywane niedawno przez Christian Concern.

Ostatnio zainteresowanie angielskiej opinii publicznej skupiło się na debacie zorganizowanej w Izbie Gmin, a dotyczącej odmowy ścigania przez prokuraturę dwóch lekarzy oferujących w swoich „usługach” aborcję ze względu na płeć. Prokuratura, broniąc swojej decyzji, stwierdziła, że jest ona zasadna w świetle braku interesu publicznego w tym zakresie. W ocenie prokuratora generalnego, ingerencja w postanowienie prokuratury byłaby „niewłaściwa”, również dlatego na lekarzach spoczywał „ciężar odpowiedzialności za wpływ odmowy dokonania selektywnej aborcji na psychikę kobiety”. Odnosząc się do przedstawionych faktów, członek Izby Gmin D. Burrowes uznał działania prokuratury za niedopełnienie obowiązków, potwierdzające od dawna żywione podejrzenie, że unormowania prawne ograniczające dostęp do aborcji są rutynowo ignorowane lub poddawane pokrętnej wykładni pozwalającej na tolerowanie prenatalnej selekcji płci i innych działań o charakterze dyskryminującym dziecko w łonie matki. Inna sprawa dotyczyła australijskiego lekarza, który – powołując się na klauzulę sumienia – odmówił skierowania pacjentki na aborcję. W ocenie lekarza, nie było żadnych medycznych wskazań do przeprowadzenia aborcji, a jedynym powodem, dla którego matka chciała jej dokonać, była płeć dziecka. Matka i ojciec dziecka nie wnieśli skargi na działanie lekarza. Sprawą zainteresowała się natomiast Medical Board of Victoria, która wszczęła postępowanie przeciwko lekarzowi z uwagi na fakt, że „sprawił zawód swoim pacjentom”.

W ocenie Parlamentu Europejskiego, naciski wywierane na kobietę przez rodzinę lub społeczeństwo w celu przeprowadzenia aborcji ze względu na płeć stanowią przypadki przemocy fizycznej i psychicznej. W celu wyeliminowania tych praktyk rezolucja rekomenduje m.in. wdrażanie kampanii informacyjnych i społecznych dotyczących negatywnych skutków praktyk selekcji płci, jak również tworzenie mechanizmów pomocy dla kobiet poddanych presji. Oczywiście razić musi posługiwanie się przez konwencję pojęciem „płodów płci żeńskiej”, podobnie jak inne elementy feministycznej semantyki. Jednak już sam fakt, że w tak wyraźnie naznaczonym przez feministyczną ideologię dokumencie wyraźnie potępia się aborcję, nawet jeśli tylko aborcję będącą narzędziem selekcji płciowej, wskazuje dobitnie bezzasadność pokutujących wciąż przesądów o rzekomo czysto religijnym charakterze sprzeciwu wobec aborcji.

Pseudoprawo
Dostrzegając zasadność przedstawionych wyżej wytycznych w zakresie zapobiegania selektywnej aborcji i prenatalnej selekcji płci, należy jednocześnie zauważyć, że w treści rezolucji zostało zawartych wiele kwestii realizujących postulaty ruchów skrajnie feministycznych, bazujących na założeniu o istnieniu naturalnego konfliktu między mężczyzną i kobietą. Konsekwencją przyjęcia tej optyki jest przypisywanie winy za przypadki przemocy wobec kobiet rzekomemu istnieniu kultury patriarchalnej i dominacji mężczyzn. To ideologiczne założenie pozwala feministkom łączyć dwie sprzeczności: potępienie selektywnej aborcji i dzieciobójstwa dziewcząt z propagowaniem w skali globalnej aborcji, o ile odbywa się bez względu na płeć.

Niepokój budzi w szczególności twierdzenie, w którym tzw. prawa reprodukcyjne uznaje się za prawa człowieka o charakterze podstawowym. W ocenie posłów Parlamentu Europejskiego, należy je „promować, szanować i wykonywać”, przy czym jednocześnie podkreśla się, że zdolność kobiet do korzystania z przysługujących im praw łączy się nierozerwalnie z ich zdolnością do indywidualnego podejmowania decyzji z pominięciem ich małżonków (emancypacja z patriarchalnych struktur), co obejmuje m.in. swobodny dostęp do antykoncepcji. Tymczasem wolne od ideologicznej ekwilibrystyki spojrzenie pozwala jasno stwierdzić, że tzw. prawa reprodukcyjne – wbrew postanowieniom rezolucji – nie tylko nie stanowią praw człowieka, ale wręcz mają antyreprodukcyjny charakter. Co prawda w dokumentach międzynarodowych spotkać można pojęcie „zdrowia reprodukcyjnego”, jednak – jak zauważa S. Yoshihara – nie zaakceptowano normatywnych konsekwencji, które usiłuje się z niego wyprowadzać. Samo pojęcie zdrowia reprodukcyjnego nie ma ustalonej jednolitej, niebudzącej wątpliwości treści. Jeszcze w trakcie debaty nad kształtem Konwencji o Prawach Osób Niepełnosprawnych z 2006 r., w której po raz pierwszy wskazano explicite na pojęcie zdrowia reprodukcyjnego, pojawiły się liczne kontrowersje. Dowodem na to jest fakt, że aż dwadzieścia trzy państwa sprzeciwiły się zamieszczeniu w tej konwencji pojęcia zdrowia reprodukcyjnego. Po tym jak zostało ono z oporami włączone do traktatu, piętnaście państw wystosowało oświadczenia przypominające orędownikom zdrowia reprodukcyjnego to, o czym zapewniano ich przez cały proces negocjacji, a mianowicie, że pojęcie zdrowia reprodukcyjnego nie obejmuje aborcji i nie tworzy żadnego nowego prawa.

Wątpliwości dotyczą także postulatów włączenia problematyki płci w znaczeniu kulturowym w główny nurt życia społeczno-politycznego (gender mainstreaming) oraz wspierania rozwoju takiego otoczenia edukacyjnego i społecznego, w którym obie płcie byłyby szanowane i traktowane na równi. Zalecające to fragmenty rezolucji dążą do uznania pakietu genderowego za podstawowy cel polityki we wszystkich jej wymiarach. Pod pozorami realizacji celów niedyskryminacji i równouprawnienia forsuje się rozwiązania uderzające w rodzinę i podstawowe wartości, stanowiące podstawę życia społecznego. W konsekwencji każdej sferze życia – zarówno prywatnego, jak i publicznego – narzuca się odgórnie unormowania służące inżynierii społecznej.

Feministyczna agenda
Należy jednoznacznie negatywnie ocenić fakt, że w trakcie debaty nad rezolucją nie przyjęto wielu poprawek, podkreślających przyrodzoną i niezbywalną godność człowieka. Chodzi tu w szczególności o fakt, że posłowie Parlamentu Europejskiego nie w pełni uszanowali zastrzeżenia dotyczące tzw. zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego oraz aborcji wyrażone przez państwa w międzynarodowych traktatach, konwencjach i programach. Odrzucono m.in. poprawkę wskazującą na rozwiązania normatywne Konwencji ONZ o prawach dziecka, zgodnie z którymi każde dziecko – niezależnie od płci – ma prawo do odpowiedniej ochrony prawnej zarówno przed, jak i po urodzeniu. Podobnie nie uwzględniono postanowień Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie Brüstle przeciwko Greenpeace. W ocenie TSUE, każdą ludzką komórkę jajową po zapłodnieniu należy traktować jako człowieka na wczesnym etapie jego rozwoju. Tym samym zapłodnienie musi być uznane za początek życia ludzkiego, a człowiek w fazie prenatalnej powinien podlegać ochronie, zwłaszcza w aspekcie jego godności oraz integralności. Ponadto posłowie Parlamentu Europejskiego nie przyjęli poprawki odnoszącej się do podstawowego prawa człowieka do odmowy działania sprzecznego z własnym sumieniem.

Jedyna poprawka, jaka została przyjęta na forum PE, odnosi się do kwestii budżetowych. Zgodnie z pkt. 41 rezolucji pomoc Unii nie może zostać udzielona żadnemu organowi, organizacji lub programowi, który wspiera lub uczestniczy w zarządzaniu wszelkimi działaniami, w ramach których dochodzi do naruszenia praw człowieka, takiego jak przymusowa aborcja, wymuszona sterylizacja kobiet i mężczyzn, określanie płci dziecka w celu dokonania selekcji prenatalnej lub dzieciobójstwa.

Zaproponowane poprawki do rezolucji, które nie zostały zaakceptowane przez posłów Parlamentu Europejskiego, w znaczący sposób wzmacniałyby ochronę życia ludzkiego w fazie prenatalnej i wpisywałyby się w postulaty działań zmierzających do zapobiegania i penalizacji zjawiska ludobójstwa ze względu na płeć (gendericide). W związku z tym odrzucenie przedmiotowych rozwiązań na forum Parlamentu Europejskiego uzasadnia wątpliwość, czy intencją twórców Rezolucji była faktycznie pełna ochrona przed eksterminacją dziewczynek. Jest to w szczególności zastanawiające w kontekście przedstawionych przypadków selektywnej aborcji w demokratycznych państwach Europy. Fakt istnienia praktykowania selekcji płci oraz ich tolerowanie przez organy państwowe powinien stanowić przedmiot zdecydowanych działań na szczeblu administracji unijnej w tym zakresie. Tymczasem treść rezolucji z jednej strony podnosi konieczność ochrony przed selektywną aborcją i prenatalną selekcją płci, z drugiej jednak wpisuje się w feministyczną strategię zmierzającą do stworzenia na poziomie globalnym „prawa do aborcji” i to w dodatku jako prawa podstawowego.

Autorka jest wiceprezesem zarządu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

http://www.naszdziennik.pl/wp/58203,gen ... akiet.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek wobec antykultury i wobec antycywilizacji.
PostNapisane: 07 lis 2013, 08:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Na miarę Niepodległej

Wychowany w tradycji II Rzeczypospolitej i czynu niepodległościowego przez całe swoje długie życie ani na jotę nie zszedł z obranej w młodości drogi służby Ojczyźnie.

Walczył w jej obronie z bronią w ręku za okupacji niemieckiej, uczestniczył w konspiracji antykomunistycznej, kosztem osobistej kariery zachował czystą kartę w czasach PRL, wykonując zawód sędziego, zakładał „Solidarność” w peerelowskim Ministerstwie Sprawiedliwości, a po 1989 r. zajął się unieważnieniem wyroków wydanych na związkowców, by wreszcie po przejściu w stan spoczynku, zamiast odpoczywać na zasłużonej emeryturze, ściągnąć na siebie wściekłe ataki establishmentu III RP po przyjęciu urzędu Rzecznika Interesu Publicznego.

Zdaniem dr. Piotra Gontarczyka, historyka, byłego pracownika Biura Rzecznika Interesu Publicznego, kluczem do zrozumienia fenomenu sędziego Bogusława Nizieńskiego jest jego patriotyzm oparty na wzorcach II Rzeczypospolitej.

Obrazek

– Jest to człowiek przedwojennej daty, patriota o wybitnym etosie służby publicznej i państwowej, któremu taka naturalna konstrukcja moralna daje ogromną siłę do tego, co robi, a co traktuje w kategoriach misji i posłannictwa dla dobra Rzeczypospolitej – wskazuje historyk. – Takich ludzi spotyka się już niesłychanie rzadko.

Syn legionisty

Doktor Gontarczyk z wdzięcznością wspomina lata pracy z sędzią Nizieńskim.

– To był dla mnie ogromny zaszczyt, gdy jako dwudziestokilkulatek mogłem rozpocząć pracę w Biurze Rzecznika Interesu Publicznego – podkreśla. – Była to wspaniała lekcja etosu służby publicznej i patriotyzmu. Naprawdę moje życie byłoby dużo uboższe, gdybym nie spotkał na swojej drodze człowieka tego formatu, co pan sędzia Bogusław Nizieński.

Dla samego Bogusława Nizieńskiego autorytetami, które zaważyły na jego postawie życiowej, byli: ojciec ppłk Kazimierz Nizieński oraz dowódca oddziału partyzanckiego, w którym sam służył – kpt. Władysław Koba. Obaj walczyli za Polskę i oddali za nią życie. Ojciec, zawodowy oficer, legionista od 1914 r., który przeszedł cały szlak bojowy II Brygady Legionów Polskich – to prawdziwy wzór niezłomności. Ciężko ranny w bitwie pod Rarańczą w 1915 r. po szpitalnej kuracji wraca do oddziału i kontynuuje walkę aż do odzyskania przez Polskę niepodległości. W 1918 r. po bitwie pod Kaniowem dostaje się do niemieckiej niewoli, z której ucieka.

Po dwudziestu latach znów walczy o Polskę w kampanii wrześniowej i znów udaje mu się zbiec, tym razem Sowietom z obozu jenieckiego w Złoczowie. Aresztowany przez gestapo okupację niemiecką spędza w niemieckiej niewoli, ale po powrocie w rodzinne strony w styczniu 1945 r. podejmuje działalność konspiracyjną w Narodowej Organizacji Wojskowej. Przypłacił ją życiem – po latach więzienia we Wronkach umiera dwa miesiące po wyjściu na wolność.

Dwukrotnie przebywa w więzieniu również matka Bogusława Nizieńskiego – Wanda Nizieńska. Na skutek bestialskiego traktowania musi się później długo leczyć. Komunistyczne więzienia „zaliczyła” też jego bliska i dalsza rodzina.

Pseudonim „Sokół”

Trudno się dziwić, że wychowywany w atmosferze tak intensywnego patriotyzmu Bogusław Nizieński sam chwycił za broń w wieku 16 lat, walcząc z Niemcami w strukturach Armii Krajowej. Przyjął pseudonim „Sokół”. Działalność konspiracyjną w Narodowej Organizacji Wojskowej i Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość” prowadzi także po tzw. wyzwoleniu. Udaje mu się jednak uniknąć losu zakatowanego ojca i zamordowanego w wyniku sądowej zbrodni swojego dowódcy kpt. Władysława Koby.

Pod wpływem ojca, który przewiduje ostateczną przegraną komunistów i znaczenie dla Polski dobrych prawników, Bogusław Nizieński podejmuje studia prawnicze. Jest prymusem i z najwyższymi ocenami kończy, oprócz prawa, również politologię.

Oczywiście pracy w wyuczonym zawodzie przy tak „niesłusznych” politycznie rodzicach i swojej niewzruszonej odmowie wstąpienia do partii znaleźć nie może. Przez siedem lat jest urzędnikiem w Akademickim Związku Sportowym w Krakowie. Uprawia też sport, dzięki czemu przez dalsze lata życia utrzymuje wspaniałą kondycję fizyczną.

Dostęp do sądownictwa otwiera się przed nim dopiero po odwilży 1956 roku. Aplikację sędziowską kończy z oceną „bardzo dobry z wyróżnieniem”, ale – choć kuszony perspektywą szybkiej kariery w sądownictwie – stanowczo odmawia wstąpienia do PZPR, co było jej warunkiem. Przez dwa i pół roku czeka jako asesor na nominację sędziowską, a gdy już ją otrzymał, poświęcił się obronie społeczeństwa przed kryminalistami. Do czasu podjęcia na początku lat 70. pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości sądzi tylko i wyłącznie w sprawach kryminalnych, żadnych politycznych.

Z „Solidarnością” na dobre i złe

Z wielką nadzieją na odrodzenie Polski przyjmuje sędzia Nizieński wybuch „Solidarności” w 1980 roku. Wraz z Adamem Strzemboszem i kilkoma kolegami zakładają – coś nie do pomyślenia w realiach PRL – koło NSZZ „Solidarność” w Ministerstwie Sprawiedliwości. Sam zostaje wiceprzewodniczącym komisji zakładowej.

Po wprowadzeniu stanu wojennego nie podpisał „deklaracji lojalności”, w następstwie czego został przeniesiony z ministerstwa do Wydziału Karno-Rewizyjnego Sądu Wojewódzkiego w Warszawie. Sam nigdy nie orzekał w sprawach politycznych, ale po skandalicznych wyrokach w procesach politycznych po wprowadzeniu tzw. ustaw majowych drakońsko zaostrzających orzekane kary, w 1985 r. zrzekł się stanowiska sędziego.

Mniej więcej od tego czasu datuje się znajomość mec. Wiesława Johanna, znanego adwokata i sędziego Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, z sędzią Nizieńskim. Po raz pierwszy spotkali się na sali sądowej.

– Dla mnie było czymś niesłychanie zaskakującym, że kiedy jako adwokat występowałem przed tym sądem, nagle ktoś zrozumiał, co do niego mówię, jakie są moje wnioski, i później przy ogłaszaniu wyroku podał znakomite prawnicze uzasadnienie tego orzeczenia – wspomina mec. Johann. – To był mój pierwszy z nim kontakt. Nawet nie wiedziałem wtedy, kim jest pan sędzia Nizieński – dodaje.

Gdy podczas następnego przypadkowego spotkania mec. Johann usłyszał, że Bogusław Nizieński już nie jest sędzią i poszukuje pracy, postanowił mu pomóc. Sprzyjająca okoliczność nadarzyła się szybko, gdy byli więźniowie polityczni i internowani działacze zdelegalizowanej „Solidarności” po wyjściu na wolność postanowili założyć spółdzielnię pracy i szukali prawnika, który by im w tym pomógł.

– Skontaktowałem ich z panem sędzią Nizieńskim i trzeba powiedzieć, że bez niego po prostu by polegli – wskazuje mec. Johann. – On im pomógł od strony prawnej, ustawił statut, zwracał uwagę na wszelkie niebezpieczeństwa wynikające z ówczesnego prawa spółdzielczego – wyjaśnia.

Swój prawniczy kunszt sędzia Nizieński pokazał, gdy w 1990 r. został powołany do Sądu Najwyższego i przewodniczył II Wydziałowi Izby Karnej, który przeprowadzał rehabilitację skazanych w stanie wojennym i później. Był autorem prawniczej koncepcji pozwalającej w sposób niebudzący wątpliwości na zgodne z prawem uznanie politycznych wyroków, jakie zapadły w stanie wojennym i później, za nieważne.

– Nie znam drugiego prawnika o tak ogromnej i rozległej wiedzy, o niebywałej pamięci, człowieka na wskroś rzetelnego i uczciwego, który ma wszelkie dane ku temu, żeby stać się pomnikiem polskiego wymiaru sprawiedliwości – zaznacza mec. Johann. – Jest człowiekiem niezwykłym i niesłychanie sobie cenię to, że zalicza mnie do grona swoich przyjaciół. To dla mnie naprawdę przeogromny zaszczyt – wyznaje.

W 2008 r. sędzia Bogusław Nizieński „w uznaniu znamienitych zasług dla Rzeczypospolitej Polskiej, a w szczególności dla przemian demokratycznych i wolnej Polski, za działalność państwową i publiczną” został odznaczony Orderem Orła Białego – najwyższym polskim odznaczeniem państwowym. Odebrał je z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego dokładnie w dniu 90. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Dwa lata później wraz z Andrzejem Gwiazdą zrezygnował z członkostwa w Kapitule Orła Białego po tym, gdy prezydent Bronisław Komorowski odznaczył Orderem Orła Białego Adama Michnika, ks. bp. Alojzego Orszulika, Jana Krzysztofa Bieleckiego i Aleksandra Halla.

Adam Kruczek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/58926,n ... eglej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 88 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /