Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 07 kwi 2015, 07:42 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
Znowu nadeszła ta święta godzina

Homilia ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia, metropolity gdańskiego, wygłoszona 5 kwietnia 2015 r. w archikatedrze oliwskiej w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego

Każdy kto w Niego wierzy, przez Jego Imię

otrzymuje odpuszczenie grzechów (Dz 10,43)

Umiłowani!

Bracia i Siostry!

Znowu nadeszła ta święta godzina. Wielka, sławna, chwalebna. Godzina Zmartwychwstania Pańskiego! Godzina rezurekcyjnej radości!

Wczesnym rankiem wraz z ewangelistą św. Janem udajemy się do grobu, użyczonego przez Józefa z Arymatei, do którego złożono zdjęte z krzyża, zmaltretowane, włócznią przebite, ciało Jezusa.

O brzasku dnia spostrzegamy tam rzeczy niezwykłe: odsunięty kamień, którym poprzedniego wieczora zatarasowano wejście do niszy grobowej, a w niej rozrzucone bezładnie chusty, w które poprzedniego dnia owinięto ciało Ukrzyżowanego.

„Zabrano Pana z Grobu i nie wiemy, gdzie Go położono” – pokolenia chrześcijan słyszą wołanie Marii Magdaleny. To ona „pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno”, udała się do Jezusowego grobu i „zobaczyła odsunięty kamień”. To na jej alarm pobiegł tam Piotr i drugi z uczniów. W Janowej narracji utrwalone zostało ich zdziwienie, oszołomienie, swoisty szok na widok pustego grobu.

Wtedy, w scenerii tamtego poranka, tamtego wstrząsu, jakiego doświadczyli Jezusowi uczniowie i przyjaciele, zdarzyło się jeszcze coś niezwykle ważnego i istotnego. Ów drugi z Jezusowych uczniów, który wszedł za Piotrem do wnętrza opustoszałego grobu – „Ujrzał i uwierzył”.

Ujrzał i uwierzył!

Powiedzieć można, że całym swoim jestestwem, myślą, sercem, wrażliwością zrozumiał wymowę tych słów Pisma, które mówiły, że Bóg nie pozwoli, aby zapowiedziany Mesjasz zaznał grobu (por. Ps 16 [15]n 8 nn), odniósł je do Jezusa, pojął wreszcie, bez jakichkolwiek wątpliwości, że to jego Mistrz i Nauczyciel jest oczekiwanym Mesjaszem. Że to On skruszył okowy śmierci. Zmartwychwstał. Swoją odkupieńczą śmiercią na Krzyżu wyzwolił nas z okowów grzechu, a przez swe chwalebne Zmartwychwstanie – jak nas naucza Kościół – otworzył nam, ludziom, dostęp do nowego życia.

Ujrzał i uwierzył!

Umiłowani!

My wszyscy, jak tu jesteśmy, którzy tego dnia uczestniczymy w uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego, należymy do wielkiej wspólnoty Kościoła, którą tworzą ci, którzy uwierzyli.

Uwierzyli w Zmartwychwstanie Chrystusa, choć tego nie widzieli. Uczynili to przez swoją wiarę i łaskę. W ten sposób stali się duchowymi świadkami Zmartwychwstania. Dają o tym świadectwo swoim życiem, postawą, poglądami.

Powiedzieć można, że to tam, w tamtym opustoszałym, wykutym w skale Jezusowym grobie rozpoczęła się chrześcijańska droga wiary w Zmartwychwstałego. Droga zawierzenia i dawania o tym świadectwa.

Radosne świadectwo o Zmartwychwstaniu Pańskim począł głosić zawiązany w Wieczerniku Jerozolimskim Kościół. Ponieśli je w świat apostołowie zobowiązani do tego przez Chrystusa w godzinie Jego Wniebowstąpienia.

To świadectwo podaje wiek wiekowi, przez posługę biskupów, kapłanów, przez niezmienne nauczanie Kościoła. Prawda o Zmartwychwstaniu Pańskim stanowi fundamentalny element drogi Kościoła w służbie pokoleń. Także naszej drogi. Polskiej drogi... Gdańskiej drogi…

Do naszych, polskich źródeł tej prawdy o Zmartwychwstałym w szczególny sposób wracać będziemy w tym roku. Bo to rok wigilii 1050. rocznicy przyjęcia przez księcia Mieszka i wspólnotę kształtującego się Narodu Polskiego dobrej nowiny o Zmartwychwstałym Panu, o Jego Kościele, o Eucharystii, która jest znakiem Jego trwałej obecności pośród człowieczych prac i dni.

To wtedy, w dniach chrztu Polski, zaczęła się nasza dziejowa droga. Jej kierunek i najgłębszy sens ukazywał Jezus Zmartwychwstały. Droga Kościoła, który kształtował dzieje polskiego Narodu, zaszczepiał w świadomości pokoleń prawdy wiary i zasady moralności chrześcijańskiej. Tej drodze dynamiki, sensu, znaczenia, przydawała posługa szczególnych świadków Chrystusa w służbie nadziei. Ponad horyzont tej drogi wyrósł, już na jej początku, święty Wojciech Biskup i Męczennik, pierwszy apostoł Jezusa Chrystusa na naszej, gdańskiej ziemi. Wracamy każdego roku do tamtych błogosławionych godzin pobytu św. Wojciecha w średniowiecznym Gdańsku, do tamtego pierwszego zasiewu wiary, który trwa. Jesteśmy jego plonem w kolejnej sekwencji pomorskich, trzymających z Bogiem pokoleń.

Jesteśmy także dziedzicami tego plonu wiary i nadziei, którą zasiewał w polskie dziś, w czas, który był czasem życia wielu z nas, św. Jan Paweł II, świadek Chrystusa Zmartwychwstałego, który otworzył drzwi polskiej wolności. Wracaliśmy modlitwą i pamięcią do tej pamiętnej godziny przed dziesięcioma laty, kiedy przeszedł z życia do życia – do Domu Ojca, do Chrystusa, do Jego Matki, której był Totus Tuus. Niebawem minie rok, kiedy ten Papież, który na rzymski tron św. Piotra przybył „z dalekiego kraju”, z polskiej Ojczyzny, został ogłoszony świętym przez kolejnego Namiestnika Chrystusowego Ojca Świętego Franciszka.

Umiłowani!

Potrzeba nam orędownictwa u Boga św. Jana Pawła II. Potrzeba nam jego obecności w Polskim dziś. Nie zwietrzała przecież jego nauka. Wciąż jest aktualna jego refleksja nad polskimi drogami wiary i historii, świętości, odpowiedzialności, miłości. Wydobywał ją z wieczernika polskich dziejów, z tysiącletniej drogi polskiego Narodu – Jego Narodu – wiernego Chrystusowi i jego Matce. Tak jak wciąż aktualne są jego napomnienia, jego przestrogi, adresowane do nas, jego pobratymców. Kiedy trzeba było, wypowiadał je szczerze, niekiedy z bólem, nawet z gniewem. Ale jego słowa, choćby najbardziej gorzkie, dyktowane były miłością i odpowiedzialnością za drogę swego Narodu, za jego moralność, za kształt jego chrześcijaństwa. Mówił nam, abyśmy pozostali wierni lekcji Krzyża, bronili go w złej godzinie, nie zmarnowali daru polskiej wolności, która wyrosła z wielkiej ofiary pokoleń.

Szczególnie z ofiary pokoleń ubiegłego stulecia, którym przyszło się zmagać z dwoma wrogimi systemami: narodowym socjalizmem i komunizmem. Wymierzonymi nie tylko w polską niepodległość, ale także w duszę i wiarę Narodu. Wspominamy w tych dniach modlitwą i pamięcią szczególny przejaw tamtego, skierowanego przeciw naszemu Narodowi misterium nieprawości – 75. rocznicę zbrodni katyńskiej.

Szczególnie teraz potrzeba nam przypomnienia pouczeń Świętego Papieża. Zbliża się czas wyborów: prezydenckich, parlamentarnych. Wyboru ludzi i ugrupowań, które przejmą ster nawy państwowej, wezmą odpowiedzialność za kształt polskiej wolności, w drugim ćwierćwieczu jej odzyskania.

Módlmy się do św. Jana Pawła II, aby dopomógł nam w naszych wyborczych decyzjach. Nigdy dość przypominania jego zalecenia, że Polsce potrzebni są ludzie sumienia. Ludzie autentycznie pojmowanej odpowiedzialności. Ludzie przejrzystych, moralnych zasad. Tacy, którzy nie kłaniając się jakimkolwiek okolicznościom, podejmą trudne wyzwania, jakich nie szczędzi nasz czas. Ludzie, którzy otrzymanego od Narodu zaufania nie roztrwonią, nie rozmienią na drobną monetę, partyjnych interesów, PR-owych zabiegów, propagandy własnego sukcesu, poniewierania opozycji, manipulacji, nerwicowania tkanki społecznej, zamykania oczu na rzeczywiste problemy polskiej wspólnoty. Nie będę wymieniał ich listy. Znacie je dobrze.

Umiłowani Diecezjanie!

Życzę, aby Zmartwychwstały Pan, był wciąż trwałym, mocnym, czytelnym fundamentem waszego życia, szczególnie waszych rodzin. To w nich, w środowisku wiary, miłości, odpowiedzialności, Polska trwa, w tym co piękne, wielkie, szlachetne i twórcze. Bowiem rodzina była i jest mocnym bastionem wiary, tradycji, tożsamości. Rodzina chrześcijańska wpatruje się w ten wspaniały wzór Świętej Rodziny, w której wzrastał Jezus, Boży Syn, we właściwym jej klimacie miłości, szacunku, duchowego pokoju, skrzętnej pracy.

Kształtujcie życie waszych rodzin wedle tego nazareńskiego wzoru. Miejcie świadomość, że Polska to wielka rodzina rodzin. Jej siła będzie wynikiem siły polskich rodzin – ich duchowej i moralnej dojrzałości, materialnej stabilności, która pozwala bezkolizyjnie wykonywać jej funkcje wychowawcze.

Polska będzie słabnąć, gdy zachwieje się stabilność polskich rodzin, gdy ich potrzeby zejdą z pierwszej linii polityki społecznej państwa, gdy nie zahamuje się tego bolesnego procederu deprecjonowania przyszłości, wzrastającej w rodzinach młodzieży, dla której brakuje godziwej pracy w Ojczyźnie.

A najważniejsze: polska rodzina potrzebuje szacunku, dostrzeżenia jej godności, także konstytucyjnych praw. Szyderstwem z rodziny są projekty legalizacji prawnej związków jednopłciowych. Tak jak bólem i zniewagą jest twierdzenie, że źródłem przemocy w relacjach rodzinnych jest tradycja i wiara, a Bożemu postanowieniu „że mężczyzna i niewiasta” przeciwstawiana jest kulturowa kategoryzacja kategoryzacje płci. Przypominam o tym także dziś, bo nie dość o tym mówić.

Jest to smutny znak czasu, że w roku poświęconym Janowi Pawłowi II, wielkiemu promotorowi rodziny i obrońcy życia, następuje parlamentarna ofensywa dotycząca projektów, tzw. światopoglądowych ustaw. Nie są możliwe do zaakceptowania przez ludzi wiary. Bo Bożych praw, takich jak prawo do życia czy świętość małżeństwa, nie ustala się w parlamentarnym głosowaniu. To są prawdy fundamentalne, niezmienne.

Umiłowani!

Zmartwychwstały Chrystus przychodzi do każdego ze swoim orędziem pokoju, miłości, braterstwa. Niesie nadzieję, która przekracza horyzont doczesności, ukazuje drogę zbawienia, prowadzi ku Przedwiecznemu Ojcu Miłości i Miłosierdzia.

Trwają przygotowania do przyszłorocznej pielgrzymki Ojca Świętego Franciszka do naszej Ojczyzny. Otwieramy nasze serca ku temu następcy Księcia Apostołów. Szczególnym rysem jego pontyfikatu jest ukazywanie Chrystusa obecnego na marginesach życia, pośród odrzuconych, ubogich, prześladowanych, odtrąconych, niechcianych, także tych, co o Chrystusie zapomnieli, co utracili z nim duchowy i realny kontakt.

Wstępujmy w ten czas na drogę ukazywaną przez Papieża Franciszka. Także u nas, we wspólnocie naszej archidiecezji, wciąż jest wielu naszych sióstr i braci, którym trzeba nieść Chrystusa, Ojca ubogich, odnajdywać Jego oblicze w ich samotności, duchowych udrękach, zapalać w nich światła nadziei.

W tych błogosławionych dniach ofiarujmy naszą modlitwę w intencji Kościoła prześladowanego w tak wielu miejscach świata. Kościoła nowych męczenników dla imienia Chrystusa, którzy umierają z Jego imieniem na ustach. Każdy dzień tam powiększa ich liczbę. Ukazuje w bolesny sposób, że w XXI wieku Kościół wciąż jest wielkim znakiem sprzeciwu.

Módlmy się o opamiętanie jego prześladowców. O nagrodę wieczną dla tych współczesnych męczenników dla imienia Chrystusa. Modlitwę w ich intencji dołączmy do modlitw za naszych zmarłych. Będziemy nawiedzać w tych dniach ich groby. Ich już wezwał Chrystus do Królestwa Światła. Wśród nich są nasi bracia i siostry, ofiary tragedii smoleńskiej przed pięciu laty. Ich pamięć uczcimy 10 kwietnia modlitwą i poświęceniem epitafium w bazylice św. Brygidy. Zapraszam na tę uroczystość.

Umiłowani !

Życzę wam radości ze spotkania ze Zmartwychwstałym Panem, „pierworodnym spośród umarłych” (Kol 1,18).

Niech wam błogosławi, prowadzi swoim drogami zbawienia:

Chrystus zmartwychwstał jest,

nam na przykład dan jest

Iż mamy zmartwychpowstać

z Panem Bogiem królować. Alleluja.

Archidiecezja Gdańska

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... dzina.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 04 maja 2015, 06:37 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
Wolność trzeba wciąż zdobywać

Homilia księdza arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, metropolity gdańskiego, wygłoszona 3 maja 2015 r. w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie

Obrazek
Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik


Nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą.

Słowa z Pierwszego listu św. Jana Apostoła



Umiłowani Bracia i Siostry!

Wszyscy, którzy dziś, w dniu święta Ojczyzny, przywołujecie słowa pieśni przodków naszych:

Witaj majowa jutrzenko,

Świeć naszej polskiej krainie!

Do bazyliki świętokrzyskiej przyszliśmy na niedzielną modlitwę, na spotkanie z Chrystusem obecnym w Eucharystii. Do tej sławnej świątyni Rzeczypospolitej, która w dniach Powstania Warszawskiego była szańcem wiary, a w latach powojennych między innymi miejscem pamiętnych, poświęconych sprawom Narodu, kazań świętokrzyskich Prymasa Tysiąclecia.

Od Ołtarza Ojczyny będziemy kierować nasze modlitwy do Chrystusa. Modlitwy za Polskę, za Naród, za państwo. O wstawiennictwo przed Bożym tronem, o wspomożenie i opiekę prosić będziemy także pośredniczkę łask, Maryję Wniebowziętą – Królową Polski i naszych serc. Obchodzimy dziś pamiątkę uchwalenia 3 maja 1791 roku Konstytucji, która stanowi zwornik nowożytnych dziejów Narodu. Jest to święto tych wszystkich, dla których słowo „ojczyzna” nie jest pustym pojęciem, ale rzeczywistością ich życia. Wartością, która promieniuje, wychowuje, także raduje.

Z woli Ojca Świętego Piusa XI święto Królowej Korony Polskiej, obchodzone w dniu 1 kwietnia na pamiątkę ślubów lwowskich Jana Kazimierza w 1923 roku, zostało przeniesione na dzień 3 maja. Złączone z obchodzonym w tym dniu Świętem Konstytucji 3 Maja.

Ojciec Święty uczynił to dlatego, aby ukazać, że Maryja „wyniesiona do niebieskiej chwały otacza macierzyńską miłością naród, który Ją wybrał na swoją Królową” (prefacja z Mszy św. ku czci Matki Bożej Królowej Polski).

Ponieważ uroczystość ku czci Królowej Polski w tym roku przypadła na niedzielę, watykańska Kongregacja Obrzędów i Dyscypliny Sakramentów przeniosła jej obchód na sobotę, 2 maja.

Ale dziś myśli nasze płyną ku Maryi, Królowej Polski. To ku Niej, Matce, która nas zna, Naród otwiera swoje serca. Kieruje odwieczną, serdeczną, rodzinną cześć. Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo!

I. Wolność trzeba wciąż zdobywać
Umiłowani!

Dziś jest piąta niedziela wielkanocna. Kolejna z niedziel wielkanocnego cyklu głoszącego sławę i chwałę Zmartwychwstałego Pana. Pierwsze czytanie z Dziejów Apostolskich mówi o tym, jak do jerozolimskiej wspólnoty, dzięki wstawiennictwu Barnaby, dołączył Szaweł. Jeszcze nie tak dawno prześladowca uczniów Jezusa. W czasie podróży do Damaszku usłyszał Jego głos. Przejrzał i uwierzył. Z siłą przekonania począł przemawiać w Imię Jezusa. Szaweł – święty Paweł. Wielki Apostoł Narodów. Jeden z herosów wiary. To do niego odnieść można słowa świętego Jana Apostoła z jego Pierwszego listu, mówiące o tym, że „nie miłujemy słowem i językiem, ale czynem i prawdą”.

Ponad 220 lat dzieli nas od tamtego dnia, „gdy senat i posły/ Po dniu Trzeciego Maja w ratuszowej sali/ Zgodzonego z narodem króla fetowali;/ Gdy przy tańcu śpiewano: Wiwat Król kochany!/ Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany!” (Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz). Z perspektywy lat widać wyraźnie, że tamten znamienny dokument zrodził się – zgodnie ze słowami św. Jana Apostoła – z odważnego czynu naszych przodków wspartego na fundamencie prawdy. Mówił o nim św. Jan Paweł II 3 maja 1991 roku w warszawskiej archikatedrze Świętego Jana Chrzciciela, w dwusetną rocznicę uchwalenia Konstytucji, że był to „dokument profetyczny i opatrznościowy”, że „odczytujemy w nim prawdę o Polsce, zakorzenioną w przeszłości, a równocześnie wychyloną w przyszłość”.

Prawdę o Polsce, która swoją dziejową drogę zakorzenia w Bogu, w kulturze chrześcijańskiej, w krzyżu Chrystusa – źródle miłości, duchowej równowagi i ładu serc dzieci polskiej Ojczyzny.

Prawdę o Polsce, która pragnie iść drogą wolności, wciąż ją „zdobywać i tworzyć” (Jan Paweł II), czynić z niej wartość, która jednoczy Naród, wskazuje drogę przyszłości.

Prawdę o Polsce, która nie chce być pawiem narodów i papugą, kłaniać się okolicznościom, modom, trendom, zezwalać na rozpowszechnianie się ducha serwilizmu, duchowej bylejakości, bywa – narodowego zaprzaństwa.

To dlatego Konstytucja 3 maja stanowiła oparcie dla polskich pokoleń na ich drogach ku wolności.

To dlatego jej blask próbowano nie raz przysłonić, umniejszyć, wręcz zgasić. Jeszcze przed dwudziestu kilku lat – pamięta to wielu – było to święto niechciane, zabronione, tłumione, pacyfikowane. Nie było kotylionów. Był gaz i milicyjne pałki.

Święto Konstytucji 3 Maja to czas refleksji, powagi, dziękczynnej i wstawienniczej modlitwy. Szczególnie dziś, kiedy wokół mrowi się tyle pytań o polskie dziś, o przyszłość, o problemy polskiej wspólnoty. Tego święta nie należy spłaszczać, redukować, sprowadzać do wymiaru bezrefleksyjnej zabawy, bezproblemowej sielanki. I nie trzeba nim manipulować. Z jego okazji dzielić, konfliktować, znerwicować.

II. Trzeba nam kolejnych świadectw czynu i prawdy
Umiłowani!

Konstytucja 3 maja, zrodzona z potrzeby „ugruntowania wolności” i „dla ocalenia ojczyny”, została uchwalona w Imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego. W ten sposób wyrażała przekonanie, że rozrządzenia, mające istotny wpływ na wspólnotę państwa i Narodu, winny zostać odniesione do Boga. „Trzeba, aby prawo ustanowione przez człowieka, przez ludzki autorytet ustawodawczy, odzwierciedlało w sobie odwieczną Prawdę i odwieczną Sprawiedliwość, którą jest On sam – Bóg nieskończonego majestatu: Ojciec, Syn i Duch Święty” – mówił św. Jan Paweł II z okazji dwusetlecia Konstytucji 3 maja.

W tym papieskim „trzeba” odzwierciedla się niewzruszona wiara w Boga, początek i ostateczny cel drogi człowieka i ludzkich wspólnot. Także to, co tej wiary jest konsekwencją. Droga polskich pokoleń. Rozpoczęta w tamtej godzinie, kiedy książę Mieszko I otworzył drzwi polskiej Ojczyzny na ewangeliczny siew. Kiedy poprzez chrzest Narodu zaproszony został do niej Jezus Chrystus, a wraz z Nim przybyła Jego Matka. Kiedy rozpoczęła się historyczna droga Narodu, który zawierzył Chrystusowi i Jego Kościołowi. Potwierdzał to zawierzenie czynami życia. Służbie Prawdzie. Wierności Bogu i Polsce. Takiej wierności, która nie skąpiła ofiary życia, jeśli przyszła taka potrzeba.

Kilka dni temu miała miejsce kapłańska, ogólnopolska pielgrzymka do Dachau z okazji 70. rocznicy wyzwolenia tego obozu. Do tamtej golgoty Zachodu. Miejsca eksterminacji polskiego duchowieństwa, 868 polskich kapłanów, ofiar misterium iniquitatis, rozpętanego przez niemiecki totalitaryzm. Czterdziestu czterech spośród kapłanów, którzy tam zginęli, zostało wyniesionych do chwały błogosławionych.

Dachau. Miejsce szczególnego świadectwa wierności kapłańskiemu powołaniu i Polsce. Dawanemu w ekstremalnych warunkach prześladowań, poniżania, odbierania godności. A cena wolności została jasno i przejrzyście zdefiniowana przez nazistowskich oprawców: wyrzeczenie się kapłańskiego stanu, podpisanie tzw. volkslisty. Nikt, spośród tych, którzy tam byli więzieni, nie poszedł tą drogą.

To tam w przejmujący sposób dało o sobie znać kapłańskie i polskie świadectwo czynu i prawdy. Dawało o sobie znać wielokrotnie na polskiej drodze, choćby w ostatnim stuleciu.

Gdzie byłabyś, Polsko, gdyby nie owoce ewangelicznego siewu? Gdyby nie kapłani, przewodnicy Narodu, którzy ukazywali mu drogę, nie pozwalali z niej zejść na manowce duchowej kapitulacji. Na Jasnej Górze, poprzez Śluby Narodu, dzieło Prymasa Tysiąclecia, została postawiona tama przewrotnej komunistycznej ideologii, która poczęła czynić spustoszenie w niejednym z polskich serc.

Gdzie byś doszła, Polsko, gdyby nie Jan Paweł II, który potrzasnął Narodem, rozpalił żagiew Solidarności, nie zostawił nas samych, kiedy próbowano siłą zgasić wicher polskiej wolności?

Dziś trzeba nam kolejnych świadectw czynu i prawdy. Wobec rzeczywistości naszego czasu. Zjawisk, trendów, decyzji, które nas, chrześcijan, niepokoją. Minęło 25 lat polskiej wolności. Czy możemy z podniesionym czołem powiedzieć, że III Rzeczpospolita zapewnia nam, katolikom, pełnię praw w Ojczyźnie?

Z bólem trzeba stwierdzić, że wraca recydywa starego sposobu traktowania katolickiej wspólnoty Narodu. Nie uwzględnia się jej argumentów, postulatów, protestów. A przecież katolicy stanowią zdecydowaną większość polskiej wspólnoty. Chyba nikt co do tego nie ma wątpliwości. Żadne, nawet najbardziej manipulowane statystyki, nie są tego w stanie zanegować.

Ta recydywa, którą mam na myśli, dotyka istoty funkcjonowania systemu demokratycznego. Prawa stanowionego. Ustaw, które ze swej natury winny być rękojmią ładu. Służyć dobru całej wspólnoty narodu.

Jak ma chrześcijanin funkcjonować po rządami tzw. ustawy przemocowej, która neguje porządek naturalny, wprowadza karykaturalne pojęcie płci kulturowej, a źródła zła i przemocy w rodzinie upatruje w religii i tradycji? To jeden przykład. Jak ma ufać i darzyć szacunkiem państwo, które zaczyna forsować rozwiązania ustawowe sprzeczne z katolickim porządkiem moralnym, z nauczaniem Kościoła? I to w tak czułych, istotnych dla katolickiej tożsamości obszarach, jak rodzina, małżeństwo, odpowiedzialność wobec dzieci, dar życia?

Jakże boli, że napór tego rodzaju projektów, generowanych przez środowiska liberalne, ateistyczne, wrogie chrześcijaństwu, ma miejsce w roku, który parlament polski proklamował Rokiem Jan Pawła II.

Ojciec Święty Franciszek podczas ubiegłorocznej kanonizacji ogłosił św. Jana Pawła II patronem rodzin. Warto przypomnieć, że rodzina i małżeństwo stanowiły szczególny obszar zainteresowań i twórczych refleksji Karola Wojtyły – Jana Pawła II. Słynna książka Karola Wojtyły Miłość i odpowiedzialność, studium etyczne miłości i małżeństwa, to wciąż drogowskaz dla młodych wstępujących na drogę małżeńskiej wspólnoty i odpowiedzialnego rodzicielstwa.

III. Trwajmy w miłości Chrystusa
Umiłowani!

Odwołując się do tytułu książki kardynała Karola Wojtyły, powiedzieć można, że wspólnocie Narodu Polskiego Anno Domini 2015 należna jest miłość i odpowiedzialność. Zaświadcza o niej Kościół – wspólnota miłości. Także wielu patriotów polskiej Ojczyzny.

Należałoby się ich spodziewać od tych, którzy dzierżą ster nawy państwowej. A tym samym ponoszą odpowiedzialność przed Bogiem i historią za sprawowanie włodarstwa swego.

Tak byśmy pragnęli, aby to było włodarstwo czynu i prawdy, decyzji i rozwiązań akceptowanych, zrozumiałych, odpowiedzialnych. Aby w nim nie było miejsca na pozór, manipulację, wyrachowane umizgi, które mają poprawić słupki sondaży.

Dziś jest taki dzień, kiedy o tym trzeba mówić i warto mówić. A nasz niepokój, nasze pytania i wątpliwości odnosić nie tylko do naszego dziś, ale także do przyszłości. Bo jesteśmy świadomi zagrożeń, jakie niesie nasz czas, jakich nie szczędzi nam świat. Czyśmy przypuszczali, że przyjdzie nam w drugiej dekadzie XXI wieku dowiadywać się niemal co dzień o prześladowaniach chrześcijan, o strugach krwi nowej generacji męczenników dla imienia Jezusa?

Czyśmy przypuszczali, że tak blisko nas, na ziemi naszych pobratymców, rozpali się zarzewie niepokoju, wydrwione zostanie prawo do wolności, rozprzestrzeniać się będzie szeroko śmierć, krzywda, ludzka bieda?

Czy to nie czas, aby zaprzestać w naszej Ojczyźnie rozbijania tkanki społecznej, generowania konfliktów, stygmatyzowania jednostek i ideowych wspólnot, mnożenia epitetów, utrwalania podziałów, które czasami biegną przez rodziny, przez wspólnoty miejsca. Trzeba o tym mówić. Zwracać na to uwagę. Przywoływać analogie. Choćby tamtą sytuację z epoki, kiedy Konstytucja 3 maja się rodziła, kiedy część elit Narodu dostrzegła, odczuła, zdefiniowała „zagrożenia pochodzące nie tylko od zewnątrz, ale także z wnętrza własnych poczynań i działań” (Jan Paweł II, 3 maja 1991).

Trzeba przypominać, szczególnie dziś, zakorzeniać w świadomości współczesnych generacji, nadzwyczaj trafną sentencję Wincentego Witosa, wybitnego męża stanu, który na służbę na najwyższych państwowych stanowiskach ruszał od chłopskiego zagonu. Mówił: „Potęgi Państwa i jego przyszłości nie zabezpieczy żaden, choćby największy, Geniusz – uczynić to może cały, świadomy swych praw i obowiązków naród”.

Módlmy się dziś o dobro polskiego Narodu, o dobre drogi tych, którzy go tworzą – obywateli polskiej ojczyzny. O właściwe rozeznanie, o dobre decyzje w perspektywie zbliżających się wyborów: prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej , a za kilka miesięcy parlamentu.

Polsce potrzebni są ludzie sumienia, potrzebni są ci, którzy w swej służbie publicznej kierować się będą tym, do czego zachęca święty Jan Apostoł: „Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą”.

Czynem i prawdą w służbie Ojczyny, Narodu i państwa. W służbie Polsce jutra. Niech to wezwanie znajdzie szczególne echo w sercach młodych Polaków.

Dziś wielu z nich czuje gorycz zawodu, opuszczenia, porzucenia. Trwa wielki exodus polskiej młodzieży, dla której brakuje godnego miejsca przy stole Ojczyzny. Cośmy zrobili, aby mu zapobiec? Przeciwdziałać? Nie wystarczy przecież pocieszać się przywoływaniem starej sentencji Cycerona: Ubi bene, ibi patria – gdzie dobrze, tam ojczyzna.

W przyszłym roku polska młodzież stanie się gospodarzem Ojczyzny podczas Światowych Dni Młodzieży. Jej reprezentanci staną przed obliczem Ojca Świętego Franciszka. Co powiedzą temu świadkowi Chrystusa, który odkrywa i ukazuje światu Jego Oblicze w ubogich, chorych, uciśnionych, odrzuconych?

Wiem, jestem pewien, że przyniosą mu dar swoich czystych serc, swoją wrażliwość, młodzieńczy maksymalizm, swoje drogi życia znaczone dobrymi czynami i wiernością prawdzie. To młode pokolenie – wiele o tym świadczy – odkrywa, jakby na nowo, znaczenie takich pojęć jak: wolność, niepodległość, godność, solidarność, historyczna pamięć. Szuka wzorów w bohaterach polskich dróg do wolności, w Żołnierzach Wyklętych – Żołnierzach Niezłomnych.

Stanie w sierpniu w Gdańsku pomnik „Inki” Danuty Siedzikówny, symbolu tamtej ofiary najmłodszego pokolenia i krzywdy, która spotkała tych, którzy chcieli Polski niepodległej, wiernej Chrystusowi i Jego Matce. To ku niej, „Ince”, młodej ofierze komunistycznych oprawców, zwraca swe spojrzenie młode polskie pokolenie. Pokolenie czystych serc. Pokolenie, które na swej drodze odnajduje znaki Ojczyzny. Odkrywa ich sens, piękno, wartość, znaczenie.

Módlmy się za młode polskie pokolenie. Za jego drogę, za jego rozpoznawanie wartości Ojczyzny.

I jeszcze jedno: przyjmijcie, drodzy Księża Misjonarze, podziękowanie, że dzięki waszemu zaproszeniu znowu mogę, jak to niegdyś bywało, przewodniczyć radiowej Mszy Świętej w dniu Święta Konstytucji 3 maja.

Mówi do nas dziś Chrystus: „Ja jestem krzewem winnym, a wy latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5).

Trwajmy, Bracia i Siostry, dzieci polskiej Ojczyny, w miłości Chrystusa.

I w miłości Matki Pana – Królowej Polski.

Witaj majowa jutrzenko,

Świeć naszej polskiej krainie!

Amen.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... bywac.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 10 maja 2015, 06:52 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
Kto niszczy rodzinę, niszczy Naród

Obrazek
Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik


Homilia ks. bp. Kazimierza Ryczana z Kielc wygłoszona w czasie Mszy św. w intencji rodzin i obrony życia w sanktuarium św. Józefa w Kaliszu 7 maja 2015 r.

Księże Biskupie

Edwardzie,

Pasterzu diecezji

Księże Biskupie Seniorze,

Biskupie Łukaszu i Teofilu

Czcigodni Bracia Kapłani, Siostry Zakonne

Licznie zgromadzeni

Druhowie Straży Pożarnej

Drodzy Czciciele

Świętego Józefa!

Do sanktuarium Świętego Józefa przybyli dziś pielgrzymi, a wśród nich liczne szeregi Ochotniczej i Państwowej Straży Pożarnej, razem z kapelanami. Stajecie do apelu przed Opiekunem Rodzin, by przedstawić swoją służbę, której zakres wyrażają słowa przysięgi strażaka: „…Przyrzekam czynnie uczestniczyć w ochronie przeciwpożarowej majątku narodowego, być odważnym i mężnym w ratowaniu ludzkiego życia i mienia, być zdyscyplinowanym członkiem straży i wiernie służyć Rzeczypospolitej Polskiej”. Wasz mundur sam za siebie mówi i świadczy o służbie. Karty waszej służby zapisywane są w każdej wiosce, w każdym zakątku Polski. Dzieci nie trzeba pouczać, kim jesteście, starszych przekonywać do poszanowania. Przybyliście do Świętego Józefa, Opiekuna Rodzin, po naukę, jak służyć, jak budować i jak obronić dar rodziny. Tu, w Kaliszu, pragnę włączyć się w nurt dziękczynienia Bogu za dar nauki Kościoła o rodzinie.

Nauczanie Kościoła o rodzinie jest jednoznaczne
Bardzo niedobrze jest pozostawać w niepewności. Każda niepewność, każda tymczasowość męczy człowieka. Każdy woli znać prawdę, chociażby gorzką, ale jednoznaczną. Wdzięczni jesteśmy Kościołowi za klarowną prawdę o rodzinie. Jan Paweł II z pewnością proroka stwierdził w Liście do Rodzin, że rodzina jest darem Boga i swój początek ma w Bogu. Prawa rodziny są Bożymi prawami. Zmieniały się epoki, wyrastały potęgi, upadały państwa, załamywały się systemy, tworzono nowe kodeksy i nowe prawa, ale rodzina trwała, jak każdy dar Boga.

Tymczasem współczesny człowiek indywidualista nie chce daru. Nie chce też drugiemu niczego darować, chyba że odniesie z tego korzyść. Chce brać, kupować, zdobywać, dokonywać transakcji. Ważne jest ekonomiczne dodatkowe saldo. Wtedy wie, że zawdzięcza to sobie. Konsekwentnie nie chce daru rodziny. Taki dar obciąża, nie jest rentowny. Woli transakcję…

Transakcję można zawrzeć na określony czas – dar rodziny jest na całe życie.

Przy transakcji można potargować – dar rodziny nie znosi przetargów.

Przy transakcji należy zachować trzeźwość i logikę – dar rodziny żąda zaangażowania serca, nawet duszy.

Transakcja może przynieść przyjemność do czasu – dar rodziny domaga się miłości, a ta nie polega tylko na przyjemności.

Transakcja wygasa – dar rodziny nie wygasa nawet po śmierci. Trwa poza grób, bo miłość darowana rodzinie nosi w sobie promień nieśmiertelności Boga.

Współczesny człowiek chce zrezygnować z daru rodziny, bo przy założeniu rodziny ślubuje się miłość, wierność, uczciwość małżeńską oraz trwanie razem aż do śmierci.

Rezygnuje z uczciwości, bo ta nie popłaca.

Rezygnuje z wierności, bo potrzeby chwili i ciała są inne.

Rezygnuje z trwałości aż do śmierci i rozwodzi się, bo to jest trudne. Rodzina rzeczywiście jest trudnym zadaniem i wielkim zadaniem.

Pozostaje jednak jakiś niepokój, gdyż dar Boży niepokoi. Aby uwolnić się od niepokoju, ustanawia prawa zgodne z własną kalkulacją. Ustanawia prawa do rozwodu, sankcjonuje małżeństwa mężczyzny z mężczyzną, kobiety z kobietą. Wydaje wyrok na dziecko jeszcze nienarodzone. Wtedy czuje się spokojny, bo postępuje dumnie w majestacie prawa przez siebie ustanowionego. Żyje wolny od Bożego daru, ale popada w chorobę, której coraz częściej nie rozumie.

Ostatnio Sejm zafundował nam konwencję w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet, a prezydent podpisał jej ratyfikację. Tylnymi drzwiami, podstępem wprowadzono ideologiczną teorię gender. Nie możemy się pochwalić przemysłem, bo został zaniedbany i sprzedany. Nie możemy się pochwalić źródłami energii, bo mocni nie pozwolą nam na niezależność. Nie możemy się pochwalić miejscami pracy, dlatego młodzi emigrują. Wprowadźmy ustawowo ideologię gender. Będzie temat zastępczy. Po co słuchać głosu Narodu? Po co słuchać głosu Kościoła? Wystarczy głos krzykliwej grupy feministek.

Druhowie strażacy! Ogień podłożony pod polski dom należy jak najprędzej ugasić. Ogień podłożony pod wspaniały dar rodziny należy w zarodku zdławić. Muszą to zrobić mężczyźni – ojcowie rodzin. Panowie z telewizji i prasy, pomóżcie strażakom. Niemcy u siebie tego nie wprowadzili, ani Anglicy, inne kraje Unii też nie. Ta konwencja nie podniesie poziomu kultury. Polskę należy leczyć, ale nie przy pomocy gender. Dekalog najskuteczniej bronił, broni i będzie bronił kobietę przed nią samą i przed przemocą. Dziękujemy dziś Bogu za naukę o rodzinie jako darze Bożym.

W rodzinie, która jest darem Bożym, człowiek nie jest sierotą
Bardzo trudno jest żyć mniejszościom narodowym w obcym kraju. Nie mają domu ojczystego. Czują się sierotami. Wracają, jeśli mogą, do rodzinnego kraju i chłoną wszystko, co zostawili. Po powrocie gryzie ich nostalgia. Tragiczniejszy los samotności przeżywali osadzeni w więzieniach ludzie, którzy całe swoje życie poświęcili walce o wolność Narodu i za to zostali przez komunistów oskarżeni. Dom ojczyźniany stał się dla nich więzieniem. Najtragiczniejszy los sieroctwa przeżywa dziecko, kiedy wie, że rodzice żyją, a ono nie ma domu. Jest sierotą, którą się nikt nie interesuje. Jest tylko hodowane. Na hodowanie potrzebne są jedynie pieniądze. W rodzinie, która jest darem Bożym, człowiek nie jest sierotą.

W rodzinie, gdzie zachowuje się ślubowanie miłości i wierności aż do końca, nikt nie jest samotny, gdyż tam jest prawdziwy dom. Dom ten powstał z modlitwy, z cierpienia, ze zwycięstw, z przegranych, z przebaczeń, z nieprzespanych nocy. Dom ten nie jest zbudowany ani z cegły, ani z betonu. Dom ten został zbudowany na fundamencie serc. W takim domu nawet dziecko upośledzone nie czuje się samotne i zagrożone, bo otacza go ściana bezpieczeństwa domu zbudowanego razem. Domu tego nic nie może zburzyć, jedynie egoizm i grzech.

Stawiam pytanie: czy moja rodzina jest prawdziwym domem zbudowanym na prawie Bożym? Czy grzech i egoizm nie dokonał wyłomów w moim rodzinnym domu? To można jeszcze uleczyć. Pan dał nam sakrament pojednania i przebaczenia. Nie ma domu bez pojednania i przebaczenia. Bez pojednania i przebaczenia w rodzinach rodzą się sieroty. Apeluję do tylu par przygotowujących się do zawarcia małżeństwa. Jeśli chcecie uniknąć własnej samotności i sieroctwa dzieci, musicie tworzyć prawdziwy dom. Bez prawdziwego domu będziecie tylko konsumentami małżeństwa, które zbudowane jest na prawach ekonomii. W prawdziwym domu, gdzie głównym budulcem będzie człowiek zapatrzony w drugiego, jako w odbicie i dar Boga samego, nie będzie sierot. Tylko do rodziny, która jest domem, może wrócić syn marnotrawny. Daj Boże, aby wszystkie nasze rodziny były prawdziwymi domami.

W rodzinie, która jest darem Bożym, nabywa się zdolności do poświęcenia.

Poświęcenie to ofiarowanie samego siebie w darze drugiemu. Poświęcenie, darowanie siebie, bezinteresowny dar z siebie należy do istoty małżeństwa i rodziny. Kto tego nie rozumie, ten nigdy nie dojrzał do założenia rodziny. Święty Józef obdarowany został przez Boga rodziną. Gdy Jezusowi zagraża niebezpieczeństwo, bierze Matkę i Syna i ucieka do Egiptu. Kiedy wraca, nie idzie tam, gdzie byłoby wygodnie, lecz tam, gdzie będzie bezpieczniej dla Dziecięcia Jezus. W szkole rodziny poświęcenie nie jest łaską, nie jest upokorzeniem, lecz jest darem. Daru nikomu się nie wypomina. Daru nikomu się nie odbiera. W rodzinie nabywa się zdolności poświęcenia. Kto tego nie wyniósł z rodziny, ten jest bardzo ubogi. Ten nie potrafi poświęcić się dla dziecka. Ten wybierze dla niego unicestwienie. Ten je zabije w majestacie prawa. Na tym polega tragedia rodzin, które prawa Boże zastąpiły prawami ludzkimi. Rada Europy potępiła Kościół za to, że w Kairze wystąpił w obronie rodziny i świętości życia człowieka. My dziś dziękujemy Bogu za dar nauki Kościoła o rodzinie i jej prawach.

W rodzinie zachowuje się pamięć o przeszłości
Rodzina jest pierwszą szkołą wiary. Zdobywa się ją na kolanach matki lub babci. Jeśli wiara ta jest wzmocniona kolanami ojca, staje się mniej chwiejna, staje się mocniejsza.

Rodzina jest fundamentem przetrwania wartości, wszelkich wartości. Kto chce zniszczyć naród, w którym żywotne są jego specyficzne wartości, musi rozłożyć i zniszczyć rodzinę. Kto chce młode pokolenie wychować na janczarów systemu, ten musi oddzielić młodzież od rodziny. Tak robiły systemy totalitarne. Trzeba oderwać dzieci od rodziców.

W rodzinie zachowuje się pamięć o przeszłości i patriotyzmie. Tego nie przekaże system, który nie ma w tym interesu. To rodziny katyńskie upominają się o swoich braci i ojców. To rodziny upominają się o swoich najbliższych zamordowanych w okresie umacniania władzy ludowej lub w okresie „Solidarności”. Sądy są bezradne. Nie mają w tym interesu. To rodziny upominają się o prawdę Smoleńska. Polski wiernej tradycji i przeszłości nie wskrzeszą partie. Polski wiernej przeszłości nie wskrzeszą luźne pary osób żyjących dla dobra chwili. Polskę wierną tradycji wskrzesić mogą tylko rodziny, które zbudowały dom na skale, rodziny, które są domem. W rodzinie bowiem, która jest domem, żyje prawda o przeszłych czynach, żywa jest też nadzieja, że zło i przewrotność nie są ostatnim słowem politycznych przemian.

Drodzy Druhowie Straży Pożarnej. Ślubowaliście wierność Rzeczypospolitej. Stawajcie w jej obronie. Totalitaryzm zakamuflowany zabiera obywatelom coraz to nowe obszary życia. Zabrano samodzielność myślenia. Obywatele myślą tak, jak dyktuje dziennikarz od rana do wieczora we wszystkich kanałach przekazu. Zabrano młodsze lata emerytury. Została tylko starość i choroby. Usilnie dążą, by postawić Kościół poza burtę kraju, Narodu. Wypędzić Boga z państwa, bo ono jest świeckie. Takimi szabelkami wymachują kandydaci do prezydentury. Widać wyciągniętą dłoń po rodzinę, bo ona stoi na straży Narodu i jego wartości.

Drogi Bracie! Rodzina jest twoja, nie państwa, nie Kościoła, nie gminy. Prawo do niej masz ty i Bóg, nie parlament polski, nie prezydent, nie Parlament Europejski. Rodzina jest darem, któremu należy się poświęcenie, jest wartością, której należy się służba, nie manipulacja.

Niech Bóg będzie uwielbiony za nauczanie Kościoła o rodzinie. Jest to stokroć ważniejsze niż koalicje partyjne, niż uchwały Rady Europy. Na nic struktury ponadnarodowe, jeśli bez rodziny wyrosną egoistyczne sieroty ludzkie. Święty Józefie, Opiekunie Rodzin, módl się za Polskę. Amen.

--------------------------------------------------------------------------------

Tytuł pochodzi od redakcji.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... narod.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 10 maja 2015, 17:03 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
„Ojczyzna jest chora, bo chore są elity i chory jest cały naród”Radio Maryja

Ojczyzna jest chora, bo chore są elity i chory jest cały naród. Uchwalane są dziś jedna po drugiej ustawy sprzeczne z prawem natury, a naród udaje, że go to nie obchodzi – mówił w homilii ks. abp Józef Michalik.

ks. abp. Michalik

W niedzielę, 10 maja br. odbyły się w Krakowie uroczystości ku czci św. Stanisława, Biskupa i Męczennika, głównego patrona Polski i Archidiecezji Krakowskiej. Ich kulminacyjnym punktem była tradycyjna procesja z Wawelu na Skałkę, gdzie przy Ołtarzu Trzech Tysiącleci na Skałce została odprawiona Msza św. z udziałem Episkopatu Polski, pod przewodnictwem metropolity katowickiego abp. Wiktora Skworca. Homilię wygłosił abp Józef Michalik, metropolita przemyski.

Obrazek

***

Homilia wygłoszona przez abpa Józefa Michalika 10 maja 2015 r. w czasie uroczystości ku czci św. Stanisława w Krakowie.

Wierność prawom moralnym ratuje naród



Czcigodny Księże Kardynale Stanisławie

Gospodarzu i następco świętych biskupów krakowskich

Bracia w posłudze pasterskiej

Drodzy Bracia i Siostry – Czciciele świętego Patrona Ojczyzny

Doświadczenie życiowe i codzienna obserwacja poucza nas, że o trwałości budowli decyduje wiele elementów: przede wszystkim fundament, ale też materiał budowlany i umiejętność wykonawców. Podobnie jest z trwałością wspólnot ludzkich. O ich znaczeniu, sile i godności decydują zasady, jakimi zamierzają się kierować, cele jakie stawiają przed sobą i metody, jakimi będą się w realizowaniu celów posługiwać.

Ale Pan Jezus w dzisiejszej ewangelii (J 10, 11 n.) zwraca uwagę, że fundamentem społeczności Kościoła jest On Sam, jako dobry pasterz. A dobry pasterz daje życie swoje za owce. On je zna, ceni i naraża się dla nich. Demaskuje niebezpieczeństwa, wyszukuje pożywne pastwiska i staje do konfrontacji z wilkami, bo wie, że z dziką bestią, głodną krwi nie da się dialogować.

Następcami Chrystusa w pasterskiej posłudze Kościoła są biskupi. To oni stanowią fundament Kościoła żywego organizmu ochrzczonych. Są następcami apostołów, to wielka, porażająca godność złożona niekiedy w słabe, ludzkie dłonie, ale taka była i jest wola samego Chrystusa. I dlatego święty Paweł nie waha się postawić sprawy bardzo ostro w przytoczonym przed chwilą liście do Rzymian: Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? (Rz 8, 33). A przy innej okazji przypomina: Uważajcie … na całe stado, na którym Duch Święty ustanowił was biskupami… Pamiętajcie też, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy będą głosić przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów(Dz 20, 28 nn).

Rozeznawanie zewnętrznych zagrożeń i wewnętrznych niebezpieczeństw wymaga roztropności i odwagi, której nie zabrakło świętemu Stanisławowi, biskupowi krakowskiemu. Żył zaledwie czterdzieści kilka lat (1035 – 1079) a biskupem był tylko siedem lat i to w trudnym okresie, kiedy powrót pogaństwa po śmierci Bolesława Chrobrego sparaliżował życie kościelne do tego stopnia, że metropolia gnieźnieńska przestała istnieć. Młody biskup Stanisław dzięki poparciu króla Bolesława Śmiałego (Szczodrego) zdołał uzyskać jej przywrócenie u papieża św. Grzegorza VII (1073 – 1085).

Początkowo dobre relacje biskupa z księciem krakowskim (potem królem Polski) zaczęły się poważnie chwiać. Młody król wykazywał wielką aktywność i troskę o państwo i Kościół. W ciągu kilkunastu lat prowadził siedem uciążliwych, ale zwycięskich wojen. Wraz z sukcesami rósł prestiż króla Bolesława, którego nazywano Szczodrym. Władcy jednak, jak widać z późniejszych wydarzeń, lubią ustanawiać własne zwyczaje, nie zawsze zgodne z prawem Bożym, i wtedy muszą reagować biskupi. Tak było i tym razem. Biskup Stanisław upominał króla, a gdy to nie pomagało obłożył go klątwą. Widać jednak, że poziom wiary i wyczucie dyscypliny w ówczesnej Polsce był wysoki, skoro król poczuł się osamotniony i w swej porywczości osobiście dokonał świętokradczego samosądu. Tu, na Skałce, siedmiokrotnym uderzeniem w głowę zabił biskupa Stanisława w czasie odprawianej Mszy świętej.

Spór został zakończony radykalnie, ale to przeważyło szalę. Ludzie odwrócili się od króla i pozorny zwycięzca musiał opuścić Polskę. Jakaż to wielka przestroga dla współczesnych władców: że pewnych granic nie wolno przekraczać.

Kult biskupa Stanisława stawał się coraz bardziej żywy. To przecież kolejny – po św. Wojciechu, biskup męczennik i Patron Polski. Święty Stanisław oddał życie w obronie ładu moralnego w zaraniu dziejów naszej Ojczyzny. Stał się symbolem odwagi poprzez całe nasze dzieje, w ciągu których głos Kościoła bywał i będzie niewygodny i to biskupi a wraz z nimi kapłani i wierni Kościoła będą musieli powtarzać non possumus – nie możemy się godzić, nie możemy milczeć ilekroć deptane jest prawo Boże nawet pod pozorem legalności uchwalanych przez parlamenty praw państwowych.

Nie zabijaj znaczy nie zabijaj nikogo, nigdy. Nie zabijaj człowieka od poczęcia aż do naturalnej śmierci, a nie kradnij zabrania przywłaszczania każdej własności prywatnej, wspólnej, państwowej, wyznaczając jednak zasady sprawiedliwości społecznej wobec pracodawcy i pracownika, bez przywilejów wobec bardziej partyjnego czy lepiej osadzonego w swoistym środowisku. Za uczciwą pracę należy się uczciwa zapłata.

Współczesne czasy patrzą na Kościół wymagającym wzrokiem. Stawiają wyraźne wymagania pasterzom Kościoła. I dobrze, że te oczekiwania są wysokie. Są w tym zgodne z postulatem Pana Jezusa z dzisiejszej ewangelii: Dobry pasterz nie zabiega o siebie, ale daje życie za owce swoje. Gotów jest je oddać w miłości. Dziś odważny pasterz nie kłamie i demaskuje kłamstwo i grzechy, zachęca do nawrócenia, głosząc miłosierdzie Boga i Kościoła. A mimo to, a może właśnie dlatego do św. Jana Pawła II strzelano w dniu 13 maja 1981 roku, aby wyeliminować niewygodny głos prawdy. Ale głos ten jeszcze jako po ludzku bardzo słaby zabrzmiał szczególnie mocno w pierwszej modlitwie Anioł Pański, kiedy zraniony i chory Papież przebaczał zabójcy. Dał przykład.

Jan Paweł II nie bał się świata, bo uczył się wrażliwości w rozpoznawaniu trudnych sytuacji społecznych od świętego Stanisława już tu w Krakowie, a ze zjednoczenia z Chrystusem czerpał odwagę do zabierania głosu. Niekiedy budził zdziwienie: skąd w tym dobrym, ludzkim Papieżu tyle siły, mądrości i odwagi? Odpowiedź jest jedna – z miłości do Boga, człowieka i do Ojczyzny, bo człowiek tak jak Ojczyzna potrzebuje prawdy aby odnaleźć w sobie dobro, aby powstać, nawrócić się i żyć.

Jeszcze jako arcybiskup krakowski Kardynał Wojtyła odwiedził w sierpniu w 1976 roku Stany Zjednoczone. Na zakończenie wizyty powiedział do Polonii: Stoimy dziś w obliczu największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. … Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a antykościołem, Ewangelią i jej zaprzeczeniem. … jest to czas próby, w który musi wejść Kościół, a polski w szczególności. Jest to próba nie tylko naszego narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwu-tysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską ze wszystkimi jej konsekwencjami… (cyt. za Gość Niedzielny, 3. V. 2015).

Konfrontacja, to zmaganie, czas próby, rozgrywka, a niekiedy zdecydowana bitwa. Kto zwycięży? Prawda Boża i dobro czyste, dostępne dla każdego człowieka, bo za każdego z nas umarł Chrystus, czy łudzące obietnice ludzkie, których nikt nie zamierza dotrzymywać. Pamiętajmy jednak, że ilekroć w tej konfrontacji przegrywa Bóg, ilekroć przegrywa Ewangelia, ilekroć przegrywa prawo natury i prawo Boże, tylekroć przegrywa człowiek.

A przegrywa dlatego, że nie jesteśmy zjednoczeni w całkowitej wierności Ewangelii, Kościołowi i pasterzom. Przegrywa, bo dobrzy milczą, bo godzimy się na aborcję, i na In vitro i na ideologię gender w wychowaniu. Przegrywamy, bo wiary nie łączymy z życiem, bo chętnie słuchamy fałszywych proroków (także niekiedy przybranych w strój duchowny), którzy wołają obłudnie o reformę Kościoła zamiast zabrać się do reformy samych siebie. Często są to katolicy „nieochrzczeni i niewierzący”, jak sami siebie nazywają, którzy od lat walczą z tym, co chrześcijańskie i z tym, co polskie w naszym narodzie, zapominając, że ten naród i ta ziemia to nasza wspólna kultura, historia, dziedzictwo, bez której nie ma naszej przyszłości.

Idźmy dalej i zauważmy, że już św. Paweł przestrzegał, że spośród nas samych powstaną ludzie, którzy będą głosić przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów – a czy nie ma wśród nas niby wierzących, którzy zamiast w pokorze wyznawać słabości własne, próbują czynić się reformatorami Ewangelii obnoszą się z tzw. swoim liberalnym otwarciem. Niewiele zresztą mają wspólnego z duchem Chrystusowego Kościoła także i ci, z tzw. prawej czy lewej strony, którzy narzucają innym ciężary nie do uniesienia, ale sami dźwigać ich nie chcą i w przywiązaniu do litery ich prawa gardzą słabością człowieka zamiast okazywać mu miłosierdzie. Tymczasem przecież nie ma prawdziwej Ewangelii i nie ma prawdziwego Kościoła bez miłości Boga i bliźniego.

Jesteśmy w przededniu 50-rocznicy Wielkiego Programu Duszpasterskiego, podjętego przez ówczesny Kościół w Polsce z okazji 1000-lecia chrztu. Ten program i dzisiaj – w 1050 rocznicę chrztu Polski domaga się pogłębienia wiary i ożywienia jej naszym nawróceniem. Polska, jeśli ma przetrwać, musi się nawrócić. Polska jest dziś chora, bo milcząc na zło, utraciła wolę życia. Jako naród dziś wymieramy. Realizujemy – chcąc nie chcąc, przewidywania Klubu Rzymskiego, który obliczał już dawno, że niebawem zredukujemy się do 13 milionów mieszkańców. Ojczyzna jest chora, bo chore są elity i chory jest cały naród.

Uchwalane są dziś jedna po drugiej ustawy sprzeczne z prawem natury, a naród udaje, że go to nie obchodzi. Atak na rodzinę trwa, zagrabia się prawa do wychowania poprzez seksualizację dzieci, poczynając od przedszkola, bo takie są wskazania laickich organizacji międzynarodowych. Ideolodzy genderyzmu bezkarnie propagują i narzucają hasła godzące w prawa natury, promując małżeństwa jednopłciowe, mimo, że polska Konstytucja wyraźnie chroni małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. Są wyraźne próby nękania i wzywania przed sądy biskupów i księży, którzy wbrew ideologiom libertynizmu ośmielają się bronić zdrowej moralności i przestrzegają przed relatywizmem moralnym. Bezrobociem i likwidacją polskich stoczni, kopalń i cukrowni nikt się nie przejmuje, samobójczą dla narodu emigrację ludzi młodych, wykształconych uważamy za sukces wolności. Trwa zapaść służby zdrowia. Ciągle bezradni jesteśmy wobec korupcji i braku kultury społecznej i politycznej. Polska znów stała się jak ten „postaw sukna”, z którego każdy kto ma dostęp, stara się dla siebie coś wykroić.

Zawsze, w każdych czasach potrzebne są głosy odważnie budzące sumienia, bo w trudzie naprawy Rzeczypospolitej nie wyręczy nas nikt, ani Ameryka, ani Rosja, ani żadna ideologia leseferyzmu czy genderyzmu. Trzeba też uświadomić sobie, że procesy inżynierii społecznej, pranie mózgów są bardzo zaawansowane. A za nimi stoją konkretni ludzie przygotowujący ustawy, programy edukacyjne, konwencje międzynarodowe (Krzysztof Skowroński, Kurier Wnet, gazeta niecodzienna, nr 12, maj 2015).

Przed wielu laty wybitny przywódca Polski powiedział z niepokojem: Głównym powodem obecnego stanu rzeczy w Polsce – to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej – było złodziejstwo pozostające bezkarnie. Ponad wszystkim w Polsce zapanował interes jednostki i partii, zapanowała bezkarność za wszelkie nadużycia i zbrodnie. W odrodzonym państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu … rozwielmożniło się w Polsce znikczemnienie ludzi (29 maja 1926 roku marszałek Józef Piłsudski cyt. za: Kurier Wnet, jw.).

Może jednak miałby i dziś marszałek Józef Piłsudski i Prezydent Lech Kaczyński spoczywający na Wawelu wiele do powiedzenia Polsce i Polakom o bezkarności nadużyć, o interesie jednostek i partii, o naszym znikczemnieniu skoro w czasie wszystkich wyborów, jakie się dokonują w Polsce od 25 lat idzie tylko ok. 50 % Polaków, reszta zostawia innym decyzje o kształcie Ojczyzny. Co oznacza ten pasywizm? Czy my naprawdę dobrze rozumiemy, co dziś oznacza społeczna odpowiedzialność? Przede wszystkim odpowiedzialność za prawdę o nas samych, odpowiedzialność za prawdę historyczną, która formuje myślenie na dziś i jutro, a zatem mamy prawo do prawdy o Katyniu i Smoleńsku, tak samo jak mamy prawo do prawdy o Jedwabnem, Auschwitz i Dachau.

Są jednak i jasne promienie naszej polskiej rzeczywistości. Jesteśmy jednak narodem wierzących, skoro jest jeszcze 93% ochrzczonych, a zatem na szczęście nie zerwaliśmy fundamentalnego kontaktu z Chrystusem. Jest jeszcze wielu ludzi modlitwy. Trwa przywiązanie do Maryi i trwa nieustanna ufność do Niej. A to znaczy bardzo wiele wbrew ośmieszaniu ludowej pobożności przez pseudo-katolickie środowiska. Przypomnę tu znany tekst wieszcza narodu: W historii naszej wiele już razy tak bywało, że szydził i drwił z nas nieprzyjaciel, pytając, co nam z dawnych cnót pozostało. A ja odpowiem: wszystkie zginęły, ale pozostała cześć dla Najświętszej Panienki, na którym to fundamencie reszta odbudowana być może!

Pobożność maryjna, ludowa bywa wyśmiewana przez ludzi pysznych, bo drażni ich autentyzm wiary prostego, dziecięcego zaufania do Maryi, którą sam Bóg obdarzył zaufaniem i wybrał na Matkę Zbawiciela. Warto pamiętać, że pobożność ludu do Najświętszej Panny z Guadalupe uratowała wiarę w Meksyku w czasach krwawego prześladowania masońskich rządów, pobożność maryjna dawała siłę rzeszom więźniów w obozach hitlerowskich i komunistycznych. Maryja uratuje i naszą wiarę.

Wielką siłą Kościoła w Polsce jest jedność biskupów, którzy nieustannie starają się prostować sumienia. Nadzieją jest Akcja Katolicka, KSM i RAM, stowarzyszenia i ruchy duchowości, Oaza, Droga Neokatechumenatu i wiele innych inicjatyw duchowości, pogłębiających wiarę i więź z Kościołem.

Do jasnych promieni naszej rzeczywistości należy fakt, że powoli, ale systematycznie budzi się naród. Może zbyt powoli, ale rośnie aktywność społeczna, obrońcy życia jak w żadnym kraju zbierają setki tysięcy podpisów przeciwko jawnej i ukrytej aborcji, za przykładem górników budzi się szersze rozeznanie prawdy o zagrożeniach gospodarki. Przecież obrońcy Radia Maryja i telewizji TRWAM zdołali udowodnić, że w demokracji nie da się zlekceważyć milionowych protestów, i chwała im za to. Chwała wszystkim, którzy wspierają katolickie media – te wielkie ogólnopolskie i te lokalne, pomijane niekiedy, ale bardzo ważne, bo realizujące formację wiary u podstaw.

Znakiem ważnym żywotności Kościoła w Polsce i narodowej tożsamości są katolickie tygodniki i pisma niezależne, zakładane przez nową elitę ludzi świeckich, odpowiedzialnych za duszę narodu, za wewnętrzną wolność, za polskie i chrześcijańskie, katolickie myślenie. Dziękujemy za Waszą odwagę i pomoc w promowaniu niezależności myśli i godnych człowieka czynów.

Kościół katolicki w Polsce, czyli wierni zmagający się z trudnościami, ofiarnie wspierają misjonarzy, a przez CARITAS niosą wielką pomoc ludziom dotkniętym kataklizmami. Nie. Z Kościołem katolickim w Polsce nie jest źle, bo ufamy Bogu i ludziom, bo wiemy ciągle, że siłą naszej wiary jest zaufanie do Chrystusa i Matki Najświętszej. Siłą Kościoła jest więź z narodem, z prostym człowiekiem, bo tu są nasze korzenie.

Drodzy Bracia i Siostry – nie zapominajmy, że wiara to nie folklor, to piękno trudu życia w bliskości Boga, w jedności z Chrystusem naszym Bratem i Przyjacielem.

Patrząc na dzisiejsze trudności, na bezrobocie, na brak perspektyw młodych, którzy emigrują, na zimną znieczulicę wobec rozpadających się rodzin, na powszechną tolerancję wobec braku kultury niektórych polityków, zauważmy także polityków odważnych i uczciwych. Pomagajmy słabym, pogardzanym, ale szlachetnym.

Miejmy odwagę pokazywać na co dzień, że naród polski i Kościół w tym narodzie nie abdykował, że jest w stanie – jak św. Stanisław – strzec moralności w życiu społecznym i przeciwstawić się zauważonym zagrożeniom moralnym. Biskup Stanisław zginął, ale ofiarą życia uratował wierność prawom moralnym. A tylko moralność ratuje naród. Amen.

http://www.radiomaryja.pl/informacje/oj ... aly-narod/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 02 cze 2015, 06:08 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
Wszystko mi wytłumaczysz, kiedy zamknę oczy

Obrazek
Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Kazanie ks. bp. Józefa Zawitkowskiego wygłoszone 1 czerwca 2015 r. w katedrze św. Floriana w Warszawie na Pradze w 100. rocznicę urodzin ks. Jana Twardowskiego

Ekscelencjo,

nasz Dostojny Profesorze i Ojcze,

Czcigodni Bracia Kapłani:

Uczniowie i Słuchacze Księdza Twardowskiego.

Przewielebne Siostry,

Przyjaciele Księdza piszącego wiersze

Przyjaciele i Bliscy Księcia Poetów.

Wszyscy, Kochani moi,

którzy modlicie się z nami

w Katedrze Warszawsko-Praskiej

u św. Floriana

za Księdza Jana od Biedronki

w 100. rocznicę Jego urodzin.





Dziś, 1 czerwca,

a Rok Pański 2015.

Święty Justyn

dziś wspomniany w Kościele,

filozof, apologeta i męczennik.

Powiedz jeszcze raz Tryfonowi:



Patrz, jakich mają świadków,

którzy spali i widzieli.

A gdyby to doszło do Piłata,

my z nim pomówimy,

tak byście byli bezpieczni (por. Mt 28,12-15).



Nic się do dziś nie zmieniło.

Mając dużo grzechów przeciw dzieciom,

ustanowiliśmy sobie na pociechę

– Dzień Dziecka.



Sto lat temu, w Warszawie,

w parafii Świętego Aleksandra

przy ul. Koszykowej 57

w rodzinie Twardowskich

Jana i Anieli Maryi z d. Konderskiej

urodziło się dziecię

płci męskiej, Jan mu było na imię.

Kim będzie ten chłopiec?

Pytali znajomi.

W Ewangelii słyszałem,

że będzie solą ziemi

i światłością świata (Mt 5,13-16).



Życzeniem ojca było,

aby Jaś był inżynierem,

dlatego Jan Senior posłał syna do Czackiego.

Skrzywiony, chudy okularnik,

z odstającymi uszami

siedział w pierwszej ławce,

bo miał krótki wzrok.



Jasiu, napisz mi to wypracowanie.

Napisał, ale za ładne,

profesor pozna.

Musiałem popoprawiać

– pisał Tomasz Zieliński.



Za to z matematyki

Jasio był noga.

2 x 2 to u Jasia było zawsze 22.

Był odludkiem w rondelku Czackiego.

Zawsze coś mamrotał

i wyłamywał sobie dłonie.



W Kuźni Młodych

recytuje Jasiek pierwsze swoje wiersze.

Wstydził się tworzyć.

Wcale dobre! Ocenili.

To szalenie sympatyczny człowiek!



Uniwersytet – polonistyka – mało poważana wtedy,

ale towarzystwo doborowe:

Wojciech Żukrowski, Jerzy Pietrkiewicz,

Eugeniusz Zieliński, Leon Harari.



Pierwszy tomik wierszy Jana Twardowskiego

to Powrót Andersena. Autor rozdał

40 sztuk egzemplarzy, a napisana

przez Czechowicza recenzja

nigdy się drukiem nie ukazała.

Ludwik Fryde w Antologii współczesnej

poezji polskiej (1918-1938) nie uwzględnił

wierszy Jana Twardowskiego.

We wstępie Fryde napisał:

Antologia uwzględnia

tylko poetów wybitnych…

z pomniejszych tylko część.



Nie zostałem zauważony,

więc przestałem pisać wiersze (J. Twardowski).



Wojna.

Getto – Żydowska Dzielnica Mieszkaniowa.

Trzeba zabrać z Elektoralnej zeszyt

z dziecięcą kalkomanią

i ołowianego żołnierzyka i zejść do schronu.



17 września na kościół Wszystkich Świętych

spadła bomba, strop się zawalił.

Przygniotło wszystkich przed Jankiem.

Janek stracił okulary.

Co dalej z tym nieśmiałym,

mało zaradnym człowiekiem?

Ponoć w Częstochowie po pruszkowskiej dżuli

ukrył się pod wagonem.

Czekał, aż pociąg odjedzie.

Janek?

Niemożliwe!

Inni mówią, że błądził po borach

w Końskich w Radomskiem.

Nazywał się Twardowski – więc wróżył:

nie z pamięci, z rąk wróżę

list dostaniesz i jabłko duże.

I tak zarabiał na chleb.

Byłem ranny w nogę,

ale bohaterem nie byłem.



Śnili mu się koledzy, co zginęli:

Ludwig Fryde,

Julek Krzyżewski,

Mietek Milbrandt,

Krzysio Baczyński z Basią.



Zanim padłeś jeszcze ziemię

przeżegnałeś ręką.

Czy to była kula, synku?

Czy to serce pękło? (K.K. Baczyński)

Pękło, musiało pęknąć!



Byłem dzieckiem ze szczęśliwego domu.

Miałem marzenia i tęsknoty:

Być żołnierzem i mieć

ukochaną kobietę.

Janie Czcigodny!

Tegom się nie spodziewał,

ale za to kocham Cię więcej,

bo nie tylko w Powstaniu

nie zabiłeś człowieka,

ale byłeś księdzem ubogim,

posłusznym i czystym.



Jan Twardowski w seminarium.

Niemożliwe, ciekawe!

To naprawdę przez Skalskiego?

Magisterium u prof. Wacława Borowego

za pracę: Godzina myśli Juliusza Słowackiego.

Może wystarczy?



Krytycy, przyjaciele wiedzą więcej,

a odtąd będę mówił:

Ksiądz Jan Twardowski.

Otrzymał święcenia kapłańskie

z rąk bp. Wacława Majewskiego

w kościele seminaryjnym (pokarmelickim)

4 lipca 1948 r.



W lipcowy niedzielny poranek

dla innych szary zapewne

jakaś moc przeogromna

z nagła poczęła się we mnie

Jadę z innymi tramwajem

idę z innymi ulicą

nadziwić się nie mogę

swej duszy tajemnicą.



Prymicje

Sama mamusia mnie przeżegnała.

A na obiad prymicyjny były

kartofle ze zsiadłym mlekiem.

Śląskie dziewczęta mnie witały,

a ja:



Własnego kapłaństwa się boję,

własnego kapłaństwa się lękam,

i przed kapłaństwem w proch padam

i przed kapłaństwem klękam.



I modlę się, żebym był taki przeźroczysty,

aby już, Ciebie Chryste, tylko było widać.



A kuria pisze bez rymów:

Zechce przeto JWKs Wikariusz Prefekt

udać się do parafii Żbików i objąć obowiązki

wskazane przez proboszcza…

I tak w kolejności:

Żbików – ten od głupich dzieci

Laski – znajomość z Zawieyskim.

Korniłowicz, Ali i Tadeusz Federowicze

Zofia Landy – siostra Katarzyna.

Żoliborz – u św. Stanisława Kostki

Saska Kępa i kościół Sióstr Wizytek

na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.



Do Sorbony na Kawęczyńskiej

przyjeżdżał ks. Jan Twardowski

z Żoliborza z ks. Zdzisławem Dobieckim.

Ksiądz Dobiecki uczył nas

łaciny i greki,

a ks. Twardowski języka polskiego.



Księże Profesorze, nie gniewaj się,

ale sweter masz nierówno zapięty,

but jeden niezasznurowany,

ogolił ksiądz tylko prawą stronę buzi.

Utykałeś na prawą nogę.

To znak z Powstania.

Byłeś ranny, choć się tłumaczyłeś:

ale bohaterem nie byłem.



Zachowywaliśmy się czasem jak sztubaki.

Wtargnął kiedyś ks. Dobiecki

i rzucił w nas warszawską gwarą

kilka rzęsistych słów.

Uczy was polskiego

największy ze współczesnych

polskich poetów, a wy zachowujecie się

jak żłoby i jeszcze gorzej!

Boże! Wstydu oszczędź!



Zbystrzeliśmy,

ale to było nawrócenie.

Ksiądz Profesor

martwił się sam więcej

niż my razem wzięci

o nasze matury.

Znaliśmy dobrze opowiadane

nam lektury,

ale czekaliśmy

na przedświąteczne lekcje,

bo wtedy Ksiądz Profesor

opowiadał dowcipy,

które potem czytaliśmy w zbiorach:



Coś nie coś, kawałek kawał

kanonik, prałat, zawał.



Tutaj leży mój parobek

pan mu stawiał ten nagrobek

Ktoś dopisał:

Gdyś ty stawiał ten nagrobek

on już nie był twój parobek,

a tyś nie był jego panem

pocałuj go…

Dalej cenzura!



Wiemy tylko, że ktoś policzył

iż nasz Jan od biedronki

napisał 1123 wiersze,

a myśmy się ich uczyli już

w latach 1956-1962 w seminarium

na pamięć

i podsłuchiwaliśmy jego kazania

do dzieci w kościele u Sióstr Wizytek.



Gdyby na dworach papieskich

istniał jeszcze urząd nadwornego poety

Jan Twardowski byłby poetą

Świętego Jana XXIII (A. Kamieńska).



18 stycznia 2006 roku

o godzinie 19.24

miłość nam umarła.

Została tylko na klęczniku

Modlitwa śp. Księdza Prałata

Jana Twardowskiego:



Jezu ufam Tobie

Zamiast śmierci

Racz z uśmiechem

Przyjąć Panie

Pod Twe stopy

Życie moje

Jak różaniec (18.01.2006, godz. 9.30)



Zostawmy wspomnienia.

Czas się pomodlić Janowymi

skrzydlatymi słowy:



Boże,

który stwarzasz jagody…

dziękuję Ci po prostu za to,

że jesteś,

że nie mieścisz się w mej głowie,

która jest za logiczna,

za to, że milczysz…



Jezu Frasobliwy,

w jarzębinach wisisz

dzwońce Cię podziobały

właśnie dlatego Cię kocham,

żeś taki mały…



Przywróć mi Panie z dawnych lat

umarłego ojca list,

sweter od siostry, matki serce,

Kochanowskiego przekład psalmów…



Cud chce najlepiej

a utrudnia mi wiarę

i nie wierzę, że bezbożny nie płacze…



Tylko mali grzesznicy spowiadają się długo

wielcy na błysk mały przyklękną,

wypłaczą się jednym tchem

byłem z nimi, klęczałem, wiem.



Daj mi zwątpić,

bo od tego się wiara

z powrotem zaczyna…

Jakże to dziwne,

że Bóg miał lata dziecinne

Matkę, osiołka, Betlejem

Tyle tajemnic dogmatów

Judaszów, męczennic, kwiatów

i nowe wciąż nawrócenia

można nie mówiąc pacierzy

po prostu w Niego uwierzyć

z tego wielkiego zdziwienia.

Wszystko mi wytłumaczysz

kiedy zamknę oczy.



Znam na pamięć jasnogórskie rysy

ostrobramskie, wileńskie srebro –

wiem po ciemku, gdzie twarz Twoja

i koral,

gdzie Twa rana, Dzieciątko i berło.



Przynoszę Ci Matko kapłaństwo moje

stanąłem w kącie kaplicy,

weź je na ręce jak Syna swego,

a mnie niech zdepczą

butami swymi – pątnicy.



A wciąż widzę u Ciebie

Matko Najświętsza,

że zamiast berła

trzymasz kłębek włóczki

i cerujesz teologię,

w długie jesienne

i zimowe wieczory.



Tak Cię sumiennie zasuwają na noc

w Jasnogórskie blachy pancerne.

To nic!

Wystarczy kochać, słuchać i obejmować.



Daj mi serce czyste i proste,

stare weź do naprawy.

Matko Boska ze Skępego

podaj rączkę proszę,

uratuj wiersze nieśmiałe i bose.



Aniele Boży, Stróżu mój,

zmów ze mną pacierz,

bo miłość nie żyje!



Księże Profesorze,

miałem sen.

Ksiądz stał na przystanku

przy placu Inwalidów.

A dokąd Ksiądz Profesor?

Ja tutaj, na Powązki.

Tam mam miejsce przy mamie.

Poproszę Jurka z Wojtkiem i Jankiem

oni mnie przeprowadzą

– gdy w piekle zelżeje.

Czas zacząć walczyć miłością.

Księże Profesorze, ale…



Czekam na Was najdrożsi

z każdą pierwszą gwiazdką

z niebem betlejemskim,

co w pudełkach świeci

z barankiem wielkanocnym

bez Was świeczki gasną

i nie ma żyć dla kogo…

ten od głupich dzieci.



Oj, Księże Profesorze,

jakie to życie skomplikowane.



Żeby móc tak nareszcie uprościć,

jedną miłość wybrać z wielu miłości,

jedną przyjaźń najbardziej prawdziwą…

to już blisko do tej prostoty

do jedynej tęsknoty za Bogiem.

Amen.


http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... -oczy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 15 lip 2015, 07:34 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
Nasza wolność zagrożona

Obrazek
Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik


Homilia ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza, biskupa seniora diecezji drohiczyńskiej, wygłoszona podczas Mszy św. sprawowanej na Jasnej Górze dla uczestników XXIV Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja, 11 lipca 2015 r.

Czcigodni ojcowie i bracia paulińskiej wspólnoty z Ojcem Generałem i Przeorem na czele. Ekscelencje, razem z nami zjednoczeni w tej modlitwie eucharystycznej. Czcigodny Ojcze Dyrektorze Radia Maryja i Telewizji Trwam ze wszystkimi współbraćmi redemptorystami i współpracownikami. Drodzy bracia w kapłaństwie i w życiu konsekrowanym, czcigodne siostry zakonne, szanowni przedstawiciele Sejmu i Senatu, przedstawiciele organizacji i stowarzyszeń katolickich z Akcją Katolicką, ukochani Pielgrzymi z drogiej Rodziny Radia Maryja z Polski i spoza jej granic, dostojne poczty sztandarowe, szanowni przedstawiciele mediów służących prawdzie, drodzy czciciele Matki Bożej Częstochowskiej, mieszkańcy Częstochowy i goście.

W ten wczesny lipcowy wieczór modląc się przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej, duchowo wyciszeni, zastanówmy się przez moment nad mądrością. O niej słyszeliśmy przed chwilą podczas pierwszego czytania. A co mądrość mówi o sobie samej? Przypomnijmy: „Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, przed swymi czynami, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. […] Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą. Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń moich nie odrzucajcie”. Te słowa do swojego serca i umysłu przyjęła Matka Najświętsza. I dlatego właśnie stała się stolicą mądrości. To do niej zwracamy się we wszystkich sprawach naszego życia. Zawsze wtedy, kiedy czujemy się zagubieni do niej przybywamy najpierw, aby podziękować, a następnie, aby prosić.

Dzisiaj jesteśmy po to, aby przede wszystkim dziękować za naszą Ojczyznę, za tych wspaniałych ludzi, którzy tworzyli przeszłość i zabezpieczali dziedzictwo dla kolejnych pokoleń. Tym razem dla nas. Wdzięczność wyrażamy za św. Jana Pawła II, za wszystkich duszpasterzy oddanych Bożej sprawie, osoby życia konsekrowanego, za wszystkie pełne miłości matki i za wszystkich ojców, za wspaniałych bohaterów narodowych, mądrych naszych przywódców.

Prymasowski wzór
W tym zaś roku szczególnie pragniemy dziękować za Sługę Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia, gdyż to w jego postawie odnajdujemy jakże wiele z tych wartości, które winny cechować osobę Polaka, osobę katolika, najzwyczajniej dobrego człowieka. To on osobiście przekazał nam swoje credo odnoszące się do tego rodzaju myślenia. Publicznie bowiem wyznał: „Po Panu Bogu najbardziej kocham Polskę”. A więc naszą wspólną Ojczyznę. A taka postawa jest niczym innym jak odwołaniem się do mądrości. W miłości do Pana Boga i Polski jest miejsce na miłość Kościoła, na miłość rodziców, rodzin, naszej kultury, obyczajów, wszystkiego, co nadaje jakże uroczy koloryt naszej polskiej tożsamości. A taka postawa będzie dowodziła waszej mądrości. On to przed laty, wobec naszych poprzedników, wyznawał szczerze: myślę nieustannie o Polsce. Cóż lepszego w tych czasach miałby Polak do myślenia. A jednak w powszechnym zamęcie polskiej współczesności pełni się jakiś wielki czas. Godzina nadchodzi ostateczna. Kto umie leżeć duchowo krzyżem na świętej ziemi polskiej, obejmując ją miłością, słucha, co się w niej dzieje, ten usłyszy jakby niezliczone mnóstwo tętniących serc. W zgiełku sejmikującego życia jeszcze nie słychać nas, ale wkrótce wzmoży się w rzeszach dotkliwie wielki głód tego, co jest bardziej niezbędne niż chleb powszedni. Wtedy przyjdziemy duchem wielcy, czyli się nim dzielący. Jesteśmy już w drzwiach. W Polsce powstaje plemię nowych ludzi, jakich jeszcze nie widziano. Czy tak jest naprawdę?

Dziękujmy Panu Bogu, że nadchodzi ta pełnia czasu. Natomiast blisko dwadzieścia wieków temu zapowiadał św. Paweł: „Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z Niewiasty, aby wykupił tych, którzy podlegali prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo”. Włączając się przez sakrament chrztu św., stajemy się zdolni do przyjmowania do naszych serc Ducha Świętego i to On, będąc w nas, woła: „Abba Ojcze”, czyli już nie jesteśmy niewolnikami, lecz dziećmi, a w konsekwencji i dziedzicami z Bożej woli. Jakże wiele dóbr otrzymujemy właśnie za pośrednictwem Kościoła.

Jak wygląda nasza sprawiedliwość?
Dzięki wyjątkowej ofierze Syna Bożego nasza historia ukazuje nam, że minione pokolenia pamiętały o tych darach, uczyli się ich, sięgając po Ewangelię. Oni rozumieli to, że sens jakiejkolwiek walki powinien być mierzony nie jej szansami na zwycięstwo, ale wartościami w obronie, których walka została podjęta. Czyż nie to dokonało się niedawno w naszym Sejmie, a wczoraj w Senacie, w obronie wartości? To bardzo ważne, dlatego takiego podejścia do życia uczymy się od minionych czasów. Ksiądz Prymas Tysiąclecia miał rację, kiedy nauczał: mądrość ludzka wymaga, żeby wobec przeszłości stawać zawsze z głęboką pokorą i szacunkiem. Trzeba ukochać każdy fragment dziejów ojczystych, najpierw je poznać, wydobywać z nich przede wszystkim to, co urodziło się z prawdy, z miłości i sprawiedliwości. Tylko to bowiem tworzy prawdziwe dzieje narodu. Przechodzić do przeszłości jest błogosławieństwem, radością, pokarmem, chlebem dla narodu idącego w przyszłość. Jest umocnieniem. Naród mający ambicję trwać musi, pożywiając się nie błędami, upadkami i grzechami przeszłości, ale zdrowymi i żywymi mocami życia narodowego i katolickiego.

W tym momencie wypada zastanowić się nad tym, jak to wszystko wygląda u nas, w naszej konkretnej rzeczywistości. Dzisiaj, teraz właśnie, jak wygląda obecność prawdy w nauczaniu szkolnym i większości mediów? Jak jest z miłością i sprawiedliwością? Wydaje się, że przybywa kłamstw, a co najgorsze, że to ma miejsce nawet w najwyższych sferach rządowych. Zresztą, czy trzeba przypominać, jak wygląda nasza sprawiedliwość? Niestety daje o sobie znać duch Dostojewskiego. To u niego jest taki zapis sceny, jaka rozgrywa się w restauracji. Z tymi restauracjami to ciągle coś jest – nomen nomen. Jak widzimy – te dziwne spotkania mają swoje „odnogi” do przyszłości i teraźniejszości. Otóż przy stoliku znajdowało się dwóch mężczyzn – niestety przy kieliszkach. Jeden z nich straszliwie przeklinał swojego znajomego. Wygrażał mu, złorzecząc. W pewnym momencie włączył się towarzysz jego picia, chcąc okazać współczucie swemu znajomemu w słowach: „Musiał ci tamten człowiek wyrządzić straszną krzywdę, skoro tak na niego narzekasz”. I tu zaskoczenie, gdyż przeklinający tak mocno jakby lekko otrzeźwiał i odpowiedział: „Ależ nie, to ja jemu wyrządziłem wielkie świństwo, i tak od tej chwili go znienawidziłem”. Czyż nie to tłumaczy nam nienawiść do Kościoła, do tego wszystkiego, co dobre i sprawiedliwe?

Tego rodzaju zachowania dają o sobie znać, niestety w obecnej dobie także. Są one szczególnie boleśnie odbierane, kiedy bez jakichkolwiek ograniczeń daje się je zauważać w mediach. Jeden z dziennikarzy wiele lat temu zwracał na to uwagę. Piszą, że większość dziennikarzy uwielbia wszelkie paranauki i wierzy w nie. I znów mi się przypomina – wybaczcie koledzy humaniści – jeśli tłumaczenie będzie trochę wolne, ale przypomina się coś z Chestertona: „Nie sądźcie, że niewierzący nie wierzą w nic. Oni wierzą we wszystko, ale to, co najgorsze. Tak jest istotnie, przykra to rzecz, ale nie wypada zamykać oczu, zatykać uszów tym bardziej”.

Oto człowiek

Powinniśmy szeroko patrzeć na to, co nas otacza, wsłuchiwać się w to, co niesie eter, aby móc ze spokojem, ale i z odwagą, reagować na każdy siew zła. Namnożyło się bowiem wśród nas wielu miłośników kąkolu. Pełnia zaś czasu, o której mówił św. Paweł, nie jest czymś stałym, gdyż każde nowe pokolenie od początku musi rozpoczynać swoją pielgrzymkę. Pielgrzymkę do tych wartości, które są niezbędne, aby nasze życie stawało się coraz godniejsze ludzkiej osoby i naszego powołania do dziecięctwa Bożego. Wtedy też będziemy w stanie ukochać Boga i Polskę z wszystkimi jej dziećmi i z całą jej tożsamością. O tym mówi nam ten, który swoją miłość do Polski potwierdził całym swoim życiem. Już wówczas, jako dziecko i młody człowiek, musiał się ukrywać w czasie poznawania języka i kultury polskiej. Potem, kiedy zabiegał o tę „kromkę chleba” dla każdej Polki i Polaka, gdyż różnie z tym było, miłość do Ojczyzny wyrażał swoim kapłaństwem, biskupstwem i kardynalstwem, a także prymasostwem. On i świadczył, będąc internowanym, a później cierpliwie znosząc potworne obelgi ówczesnych władz państwowych i jak zwykle usłużnych dziennikarzy, których jakoś nigdy nie brakuje. Cierpiał nawet z tego powodu, że wyprzedził naszych polityków i to o dobre kilkanaście lat, kierując słynne orędzie do biskupów niemieckich. Za Polskę ofiarował wszelkie swoje choroby, z ostatnią włącznie, a którą był wyjątkowy ból z racji zamachu na Ojca Świętego.

To wszystko świadczy, że ta wypowiedź, którą za chwilę przytoczę, ma za sobą poparcie w całym życiu i w całej działalności Prymasa Tysiąclecia. Oto jego wyznanie: „Kościół pragnie, aby o każdym można było powiedzieć – oto człowiek, a w Polsce my wszyscy, biskupi, kapłani, rodzice, pragniemy jednego – aby o każdej Polce i Polaku można było powiedzieć: oto człowiek”. To jest cała „polityka” Kościoła. Nie ma innej. Jest ta jedna, aby w rodzinie, narodzie, państwie kształtował się człowiek, o którym, nawet gdyby został sponiewierany, można by było jeszcze powiedzieć, jak o ubiczowanym Chrystusie: oto człowiek. Dla nowego tysiąclecia wołamy właśnie o takiego człowieka. Wołamy o nowe plemię ludzi dla całej Polski. Takiej zaś pełni czasu oczekujemy, o taką się modlimy, zgromadzeni przy Jasnogórskiej Pani, rzeczywistej, choć duchowej Królowej Polski. Dla Jej i naszej Ojczyzny, Ojczyzny Sługi Bożego św. Jana Pawła II.

Przecież Jasna Góra – jak słyszeliśmy dzisiaj we fragmencie z Ewangelii – to nasza Kana. Kolejny raz mieliśmy okazję usłyszeć o tym przedziwnym znaku, jakim dla wszystkich pokoleń, na wszelkie czasy stał się cud w Kanie. Niesłychanie zwyczajny, można powiedzieć – pospolity, dotyczący prostej sprawy, błahej sprawy skromnych ludzi, a jednocześnie jakże wymowny i jakże pouczający. To prawda. Czujemy się głównie zauroczeni tą przemianą wody w wino. To był fakt, dowód prawdziwej miłości Pana Jezusa do „szarego” człowieka. Jednak dzisiaj zatrzymamy się chwilę przy tej wypowiedzi Syna Bożego, która niekiedy budzi niepokój. Po słowach prośby skierowanej przez Matkę Pan Jezus wyraził się zaskakująco: „Czyż to moja lub Twoja sprawa Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja”. Słuchając tego wyznania, można by nawet posądzić Pana Jezusa o niezbyt taktowne odniesienie się do Matki, ale Maryja tak tego nie zrozumiała. Wprost przeciwnie. To powinno nas zastanowić, bo właśnie wtedy poleciła usługującym, aby robili wszystko, co jej Syn powie. Cóż to znaczy? To jest klucz do zrozumienia wystąpienia Pana Jezusa. On bowiem w ten sposób uprzedził to wszystko, z czym my się często spotykamy.

Wolność zagrożona
Ileż to razy zarzuca się nam, że to nie nasze miejsce, że to nie nasze zadanie, że to jakaś polityka. Nie ma znaczenia fakt, że mówimy o kłamstwach, a ileż ich jest, że protestujemy przeciwko niesprawiedliwości w rozumieniu moralnym i społecznym, gdy rzeczy dotyczą cen, towarów, poborów emerytur, ale działalności urzędów, a nawet sądów, kiedy mówimy o obronie życia, o szacunku do godności ludzkiej, o wrażliwości na prawa natury i Boże prawa, to nam się zarzuca, że to jest polityka. Kiedy bronimy trwałości małżeństwa, a siłą rzeczy małżeńskiej miłości, godnego wychowania młodzieży, właściwej, zdrowej formacji, to mówi się nam, że mieszamy się nie do swoich spraw. Tak, bo dla bardzo wielu wystarczy, że jakimś sposobem zdobędą pewne stanowisko, to zaczynają czuć się i zachowywać, jakby byli bezwzględnymi właścicielami wszystkiego. A Pan Jezus w Kanie Galilejskiej, uprzedzając wszystkie zarzuty, korzystając z pomocy swojej – naszej Matki, dał nam zapewnienie, żebyśmy się nie lękali i nie zniechęcali, ale zawsze stali na straży ludzkiego życia, jego godności, jego różnorodności naturalnej, jak i na straży prawdy, sprawiedliwości, uczciwości, wolności, bo przecież słyszymy nieraz zarzuty, że zdarza się, iż w niektórych naszych środowiskach – nawet obecnie – śpiewamy: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Skoro tak śpiewamy, to widocznie jest coś na rzeczy. Czy nie potwierdza braku wolności to, że kilkanaście miesięcy temu, kiedy głosowanie w parlamencie dotyczyło spraw moralnych i wydawało się, że poważna część rządzącej partii zagłosuje w duchu katolickim, to, co usłyszeliśmy? Ówczesny premier mówi: ja z nimi porozmawiam, zmienią zdanie. Co to znaczy? Że wywiera się naciski na ludzkie umysły, na ludzkie sumienia. Czy można mówić o pełnej wolności? A w tym tygodniu, żenujące dla nas i przykre, ale przecież nie będziemy tego ukrywali przed Matką Najświętszą, Patronką każdej wolności. Kiedy w Senacie była nadzieja, że zdrowy rozsądek zwycięży i uczciwość weźmie górę, pani premier odwiedziła senatorów ze swojej partii. Nie wiem, co powiedziała, nie wiem, w jaki sposób, bo ci, którzy byli gotowi głosować zgodnie z sumieniem, niestety tak nie zagłosowali. Czy to jest oznaka wolności? Więc w jakim kraju żyjemy? Gdzie takie naciski mogą się zdarzyć i prasa nie reaguje? Nie słyszałem, żeby w prasie czy w telewizji publicznej, czy w różnego rodzaju innych telewizjach, żeby tam było coś na ten temat – oczywiście poza Telewizją Trwam – żeby ktoś bronił wolności. Uważam do niezaakceptowania, aby ktoś wymuszał tego rodzaju zachowania i działania. Dlatego trzeba, abyśmy stali na straży tych wartości, żebyśmy dzięki temu nie musieli dodawać w naszych modlitwach tego przymiotnika „wolna”, żeby to było coś naturalnego, z czym spotykamy się na co dzień, a dzięki temu, żebyśmy w tej naszej ukochanej Polsce istotnie czuli się wszyscy jak w prawdziwym domu. Zostaliśmy przecież stworzeni na Boży obraz i Boże podobieństwo. Mimo słabości z powodu grzechu mamy rosnąć, rozwijać się, dawać początek nowemu życiu fizycznemu, współpracować ze wszystkim, co zostało stworzone przez pana Boga. A więc wszystko, co dotyczy człowieka, zwłaszcza w sferze etycznej, moralnej. Nie zapominając o kwestiach społecznych. Wszystko to winno być przedmiotem naszej troski, ale także duszpasterskiej działalności. To nie kto inny, ale Chrystus powiedział: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” – i po wszystkie wieki tego wszystkiego, co wypływa z prawdy, z miłości. Nie możemy być obojętni w stosunku do tego, co było, co jest, co będzie.

Bardzo głęboko żył tym wszystkim Sługa Boży ks. kard. Wyszyński. To jemu zawdzięczamy kształtowanie wśród nas tej szczególnej wrażliwości na wszystko, co dotyczy naszego życia, naszego „być”, naszego postępowania. On też przestrzegał bardzo przed obojętnością, przed biernością, a czynił to z całą mocą, z poświęceniem, z ofiarami. Mówił: „Naród, który kończy jedno tysiąclecie, ma przed sobą nowe tysiąclecie, musi wspierać się na błogosławionych doświadczeniach dziejowych, czerpiąc z nich mądrość, siłę i program na przyszłość”. Tak nauczał. Co więcej, podkreślał odważnie, że trzeba programować przyszłość naszej Ojczyzny nie przez trumny, ale przez stworzenie rodzinie takich warunków, by ojciec i matka mogli spełniać najszczytniejszy mandat narodowy, jakim jest zabezpieczenie narodowi nowego, idącego pokolenia.

Uczmy się najmilsi od wrogów doceniania tego, co najlepiej służy wolności i trwałości narodu. Stosunek nieprzyjaciół Ojczyzny do moralności chrześcijańskiej to dla nas wskazanie, jak my mamy za wszelką cenę umacniać te kamienie węgielne wszelkiego budownictwa w rodzinach naszych.

Umacniajmy rodzinę
Dla narodu najważniejszą siłą i bastionem jest rodzina. Kto jest przyjacielem narodu, umacnia rodzinę. Kto jest wrogiem narodu, niszczy rodzinę na wszystkie sposoby – tymi absurdalnymi rzekomo prawami, które są wyrazem bezprawia, kiedy się usiłuje osłabiać rodzinę przez porównywanie do rodziny nienaturalnych związków. Przecież tylko kilka miesięcy dzieli nas od 1050. rocznicy przyjęcia przez naszych poprzedników chrztu świętego. Czy można nie pamiętać o takim wydarzeniu? Czy można zlekceważyć fakt najbardziej istotny w historii naszego Narodu i państwa? Nie zapominajmy.

Na przestrzeni minionych dziesięcioleci i stuleci wielokrotnie usiłowano zadać śmierć naszemu Narodowi. Przypominał o tym swoim rówieśnikom Zygmunt Krasiński, ale to, co napisał, i do nas się odnosi. Posłuchajmy:

„A krzyczą jedni: Zdejmiem ci okowy,

Lecz nie mów więcej – rodzinnym językiem”.

Drudzy wścieklejszym jeszcze wrzeszczą rykiem:

„Nie dość, że własnej wyrzekniesz się mowy,

Lecz plwaj na matek i na ojców kości,

Byś zdeptał przeszłość, a w niej – dni przyszłości”.

A ponad wszystkie – groźniejszy głos woła:

„Ty nie nasz, póki nie zaprzaniec z ciebie!…

Jeśli chcesz wyżyć – zaprzyj się Kościoła,

Jeśli chcesz wyżyć – bluźń Bogu, co w niebie”.

Bogu mamy bluźnić po to, żebyśmy wierzyli, co jest nieprawdą. Odrywając się od Boga, jednocześnie uderzamy w życie człowieka. Dlatego bogaci tymi doświadczeniami z minionych lat, powracajmy często do Jezusa. Chrystus nas nawołuje: „Nawracajcie się i wierzcie w ewangelię”. Proste słowa, wyraziste. Chrystus przemawia do nas poprzez swój Kościół, jego pasterzy, duchownych, poprzez rodziców, ludzi zacnych, uczciwych. W tym względzie ważny jest głos każdej osoby, która w sobie ma coś ze świętości.

Wspomnieliśmy już o zbliżającym się jubileuszu przyjęcia chrztu świętego, co dla nas wszystkich stanowi doskonałą okazję, aby przypomnieć sobie, jak jest z naszymi przyrzeczeniami chrztu, które wypowiadali może rodzice, świadkowie albo i my sami. Czy ponawiamy je choćby od czasu do czasu? To one są tymi światłami, które nas prowadzą przez życie. Bronią przed różnego rodzaju potknięciami. Młodzież ma ku temu dobrą możliwość zwrócić uwagę na przyrzeczenia chrztu świętego z racji przygotowań do Światowych Dni Młodzieży, które będą miały miejsce w przyszłym roku w Krakowie.

Wypada już dzisiaj podkreślić, że przeszło 20 lat temu takie dni odbyły się tu, w Częstochowie, przy sercu Matki, pod przewodnictwem świętego Jana Pawła II. Z myślą właśnie o Was, Droga Młodzieży, Papież zwracał się już w Gnieźnie, mówiąc do Was, młodych: „Pragnę przede wszystkim spłacić dług, jaki zaciągnąłem wobec tego wspaniałego dziedzictwa ducha, jakie zaczęło się od Bogurodzicy i proszę Was: pozostańcie wierni temu dziedzictwu. Uczyńcie je podstawą swojego wychowania. Uczyńcie je przedmiotem szlachetnej dumy. Przechowajcie to dziedzictwo, pomnóżcie to dziedzictwo, przekażcie następnym pokoleniom”.

Czy można zapomnieć o tych słowach? Czy można zlekceważyć głos takiego serca? Czy można w niepamięć puścić cierpienia i miłość św. Jana Pawła II? Wypada także nawiązać do Prymasa Tysiąclecia, który głosił, dodając optymizm i odwagę, patrząc na naszą młodzież. Rozmawiając z nią, mamy tę pociechę, że młodzież pragnie czegoś innego i lepszego. Nie lubi przemocy, nie znosi gwałtu. Niekiedy nawet gorszy się, patrząc na najrozmaitsze praktyki, przez które przeszli ich rodzice. Młodzież nowego tysiąclecia jakby mówi do nas: „My tego nie chcemy! Ufamy tylko tym, którzy nas będą miłować, którzy uszanują nas i nasze prawo do prawdy, miłości, sprawiedliwości, wolności, szacunku i wzajemnej służby w duchu wiary. Taka jest młodzież i takie są jej tęsknoty. Uszanujmy takie tęsknoty i dążenia naszej młodzieży, bo one zapowiadają lepszą przyszłość, kiedy to będziemy silni nie tylko w wierze, ale także silni w miłości”.

Zerwijcie z zakłamaniem
Dopiero co wysłuchaliśmy słów św. Jana Pawła II i Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia. Zanim przejdziemy do dalszego uczestnictwa w Eucharystii, pragnę zapytać nas tu zgromadzonych, a za naszym pośrednictwem całą naszą Ojczyznę: Czy istotnie chcemy być wierni dziedzictwu wieków, dziedzictwu świętych, męczenników, narodowych bohaterów? Czy chcemy je rozwijać i przekazywać kolejnym pokoleniom? Czy chcemy wychowywać dzieci w prawdzie, miłości, sprawiedliwości, w duchu służby i ofiary? Czy będziemy dawali dobry przykład życia w wierze, starając się być w niej silni podobnie jak i w miłości? Czy będziemy przekazywali szacunek dla każdego życia ludzkiego przyjmowanego zgodnie z prawami natury i troszczyli się o wychowanie w duchu godności dla człowieka stworzonego na obraz Boży i podobieństwo?

Niech o tym pamiętają wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób są odpowiedzialni za przyszłość naszej Ojczyzny. Niech nie zapominają o tym wychowawcy i nauczyciele, rodzice, kapłani, osoby życia konsekrowanego. W sposób szczególny apeluję do dziennikarzy i publicystów: Zerwijcie na zawsze łącza, które sprawiają, że wciąż w naszym życiu środki społecznego przekazu kojarzą się z zakłamaniem i różnymi manipulacjami.

Ten apel kierujemy do administracji – samorządowej i państwowej, do przedstawicieli naszego parlamentu, do całego rządu. Mamy przecież coraz to więcej przykładów, że można być sobą także w życiu codziennym, przy wypełnianiu różnych obowiązków. Patrzmy na Rodzinę Radia Maryja – jakże liczną i jakże pogodną. To jest nagroda za troskę o prawdę widoczną w programach i przekazach. Sięgnijcie także chociażby do „Niedzieli” i innych czasopism katolickich. Są być może od strony technicznej skromniejsze, ale są wewnętrznie czyste, bo nie idzie za nimi i z nimi krzywda ludzka i jednocześnie bądźcie tymi, którzy sprawią, że nasze media będą nam się kojarzyły z rzeczywistą troską o uczciwe informacje, o szczerą służbę człowiekowi, o autentyczną miłość Ojczyzny, która dla Sługi Bożego Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego była i jest po Panu Bogu największą miłością. Ze wszystkimi naszymi niepokojami, jak i nadziejami pielgrzymujemy dzisiaj do Ciebie nasza pokorna i cierpliwa Królowo. Pomóż nam, Matko Miłości; pomóż, abyśmy tę miłość wciąż odkrywali i przyjmowali, abyśmy nią żyli na każdy dzień.


ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, biskup senior diecezji drohiczyńskiej

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

Treść homilii za Radiem Maryja


http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ozona.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 17 lip 2015, 20:08 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
Po Panu Bogu najbardziej kocham Polskę

Obrazek
Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik


Homilia ks. abp. Andrzeja Dzięgi, metropolity szczecińsko-kamieńskiego, wygłoszona podczas Mszy św, sprawowanej dla uczestników XXIV Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę 12 lipca 2015 r.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pozdrowieni bądźcie Bracia w biskupstwie – Pielgrzymi jasnogórscy, w tej szczególnej dorocznej modlitwie Rodziny Radia Maryja.

Pozdrowieni bądźcie drodzy i zacni Ojcowie Paulini razem z Ojcem Generałem, niestrudzenie otwierający bramy tego Sanktuarium przed każdym, kto chce przyjść, aby stanąć przed Matką i Królową, w Nią się wpatrzeć, w Nią się wsłuchać, Jej zawierzać siebie i sprawy innych, których imiona w sercu niesie.

Bądźcie pozdrowieni, kochani Ojcowie Redemptoryści, którzy w naszym pokoleniu daliście Narodowi, Ojczyźnie, naszej Ziemi i Kościołowi niezwykłe dzieło Radia Maryja i Telewizji Trwam oraz inne dzieła przy nich wyrosłe – dzieła żyjące i żywotne, tętniące mocą i nadzieją, poruszające serca i odmieniające serca. Dziękujemy Wam za te dzieła, Ojcze Prowincjale Prowincji Warszawskiej i niestrudzony Ojcze Dyrektorze. Pozdrawiamy Was dzisiaj i otaczamy Was modlitwą. Ogarniamy Was modlitwą i prosimy o wytrwanie dla Was.

Bądźcie pozdrowieni, Bracia Kapłani. To Wy jesteście siłą Kościoła, także na polskiej ziemi. Od Waszej osobistej wiary tak wiele zależy. Od Waszego świadectwa, radości serca i zaangażowania zależy dynamizm wspólnot parafialnych. Bądźcie pozdrowieni na tym szlaku pielgrzymowania do Matki Kapłanów i Królowej naszej Ojczyzny. To za Wami idzie lud Boży, za Wami klęka, za Wami się zawierza, za Wami śpiewa, za Wami odzyskuje nadzieję i za Wami idąc – podejmuje największe i najtrwalsze dzieła.

Bądźcie pozdrowieni, Szanowni Państwo Parlamentarzyści Parlamentu Rzeczypospolitej Polskiej i Parlamentu Europejskiego. Pozdrawiając Was, szczególnie dziękujemy za mądrą i odważną walkę o sprawy Boże, o sprawy rodziny, małżeństwa, o sprawy życia i o sprawy ludzi biednych, zatroskanych, wykluczonych, zapomnianych, cierpiących.
Bądźcie pozdrowieni, Siostry i Bracia – Pielgrzymi dzisiejszego dnia, cała Rodzino Radia Maryja, która wpisana jesteś w naszym pokoleniu jako


szczególna tkanka naszego Narodu.

Nie tylko cząstka, ale tkanka szczególna, bo to dzięki temu środowisku i tej Rodzinie Polacy mieszkający i w Stanach Zjednoczonych, i w Australii, i w Europie, i na Wschodzie czują się jednością, mogą się rozpoznawać, wiedzą o sobie dużo, znają się i uczą się na nowo mądrej i skutecznej współpracy. Jako szczególna tkanka polskiego Narodu tutaj, na Jasnej Górze, jesteście przy naszej Matce i Królowej jako dzieci szczególnie Jej bliskie. Jako Jej rodzina Maryjna, o Jej duchowości, o Jej sposobie zawierzania, o Jej zaufaniu Panu Bogu i o Jej gorliwości w wykonywaniu Bożych dzieł. Bądźcie pozdrowieni w tym szczególnym dniu modlitwy, pielgrzymowania, nadziei i umocnienia.

Wsłuchujemy się w Słowo Pana – to z dzisiejszej niedzieli, to, które Kościół święty przed nami dzisiaj otwiera i podaje nam jako duchowy pokarm. W tym Słowie Bożym u św. Pawła Apostoła słyszymy, że trzeba, że jest to Bożą myślą, że jest Bożym zamiarem, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: „i to, co w niebiosach i to, co na ziemi”. Zatrzymało mnie to Słowo, że nie tylko „to, co w niebiosach”, ale zjednoczyć w Chrystusie także wszystko „to, co na ziemi”. Będzie to nowe zjednoczenie po tamtym pierwszym wielkim zjednoczeniu w Duchu Bożym, po którym rozsypali się ludzie, gdy zgrzeszyli. Teraz będzie nowe zjednoczenie. I będzie ono możliwe tylko w Chrystusie jako Głowie. Sięgamy do Świętej Ewangelii i słyszymy, jak Jezus Chrystus rozsyła Apostołów, aby szli do miast, aby wchodzili do domów i aby mówili o tej nadziei na nowy ład, na nowy porządek, na Boże Królestwo. Zadziwia nas ta prośba Jezusa Chrystusa, aby wysłannicy Jego Ewangelii, idący w mocy Jego Ducha, nie szukali żadnych ziemskich gwarancji: „nie bierzcie dwóch sukien, nie gromadźcie zapasów, nie gromadźcie pieniędzy w trzosie”. To wszystko jest ważne, ale nie w tym jest Wasza nadzieja i nie w tym jest Wasza moc. Jesteście wyposażeni także we władzę nad duchami nieczystymi, nad siewcą kłamstwa, nad siewcą niezgody, nad siewcą śmierci, nad odwiecznym przeciwnikiem Pana Boga, który chciałby z Boga drwić. Chciałby coraz bardziej drwić z Boga. Chciałby porwać, odebrać Bogu wszystkie dusze. Idziecie wyposażeni we władzę nad tymi duchami. One będą Wam posłuszne, poddane, pod jednym warunkiem: że mocą Waszą będzie moc Boża. Dlatego nie szukajcie gwarancji ziemskich, ale w Bożą moc wyposażeni idźcie od domu do domu, od miasta do miasta i wszędzie nieście pokój. Zadziwia mnie też, a czasem nawet przeraża, to zdanie: „jeśli was gdzieś nie przyjmą”; jeśli nie będą chcieli słuchać Bożego Słowa; jeśli nie będą chcieli słuchać o Bogu dobrym, pełnym miłości, miłosiernym, sprawiedliwym, działającym, aktywnym, potężnym, skutecznym; jeśli Was nie zechcą słuchać – wyjdźcie i „strząśnijcie proch z nóg waszych”. To będzie świadectwo przeciwko nim. „Sodomie i Gomorze lżej będzie w dzień sądu” niż tym domom, tym rodzinom i tym narodom, które zamknęły swoje serca na Boże Słowo, na Bożą prawdę, na Boże życie. I staje przed nami prorok Amos, prorok nietypowy. Kimże ja jestem, Boże? Jestem zwykłym robotnikiem. Nacinam sykomory, pracuję na roli, w gospodarstwie. Kimże ja jestem, bym miał iść i przemawiać w Twoim Imieniu? „Idź i prorokuj do mego narodu”. Idź i przemawiaj w moim Imieniu. Poruszyło się i moje serce, gdy odczytałem te słowa: „idź i przemawiaj do mego narodu”. Zatrzymało mnie słowo: naród, razem ze słowem: Ojczyzna, i z tym wyjątkowym imieniem: Polska. To moja Ojczyzna, to moja Matka, to mój Naród, to moja Ziemia.
Te słowa w sposób niepowtarzalny i z wyjątkowym akcentem wypowiadał św. Jan Paweł II: ta


ojczyzna to jest moja Matka.

To są moje siostry i moi bracia. Uświadomiłem sobie, że jesteśmy jako Naród wyjątkową rodziną. Rozpoznajemy siebie jako Naród nie tylko według kryterium językowego, nie tylko według kryterium kultury, nie tylko według kryterium dziejów, z których jesteśmy albo dumni, albo których się wstydzimy.

Naszych, polskich dziejów, nie wstydzimy się. Z naszych polskich dziejów, pokoleń naszych ojców, możemy być dumni. Możemy dzieje te pokazywać innym narodom bez wstydu i bez kompleksów. Jednocześnie uświadamiamy sobie, że gdy chcemy mówić o sobie jako o Narodzie, musimy sięgnąć do jeszcze innego kryterium – nie tylko społecznego, kulturowego, gospodarczego czy politycznego, tym bardziej nie tylko do kryterium językowego. Sięgamy do kryterium duchowego. W Starym Testamencie jest taka przejmująca scena, opis sytuacji ówczesnego świata. Wielcy tego świata byli w stanie wówczas zorganizować i utrzymać w swoim władaniu całą ludzkość. W swojej pysze postanowili, że skoro już są tacy mocni, skoro już ten nowy porządek świata, własny porządek świata, zorganizowali, to teraz mogą stanąć przeciwko Bogu: zbudujemy wieżę, która sięgnie nieba. Pokażemy Bogu, że już nie jest nam potrzebny. Wszystkie narody, nad którymi rozciągnęli swoją władzę, wprowadzili w ten system przeciwko Bogu, do tych działań przeciwko Bogu. Zaczęła się budowa wieży Babel jako szczególny znak ówczesnego nowego, bezbożnego porządku świata. W Piśmie Świętym czytamy, że Pan Bóg poróżnił wtedy ich języki, pomieszał je. Gdy medytujemy nad tym dziwnym zdaniem, uświadamiamy sobie, że coś się wtedy dokonało w ludzkich duszach, u niektórych ludzi, u niektórych ludów, plemion. Bo rozpoznawszy, że pod rozkazem władców świata biorą udział w działaniach przeciwko Bogu, poczuli w sobie sprzeciw. Powiedzieli: NIE. Zaczęli mówić językiem posłuszeństwa Bogu. Zaczęli wołać o Boże prawo. I odmówili udziału w bezbożnym dziele. Odeszli w inne strony świata. Tam jest początek zróżnicowanych narodów. Tak naprawdę od tamtej pory narody najbardziej rozpoznają się po tym, czy są wierne Bogu, czy są wsłuchane w głos Boga, czy mają w sobie siłę, by iść za głosem Boga, czy chcą iść za głosem Boga i po drogach Bożych, czy chcą wykonywać Boże dzieła, czy też nie zależy im na Bogu, czy też Boga lekceważą, drwią, odrzucają. Sięgając do Starego Testamentu, musimy sobie uświadomić tamten przykład i tamten początek. Gdy mówimy o sobie jako o Narodzie, to musimy szukać naszego narodowego odniesienia do Boga, do Bożych spraw.

Bóg dał nam też w Starym Testamencie inny szczególny przykład, szczególne laboratorium narodowego życia: wskazał jeden Naród, który wybrał, i pokazał, jak go prowadzi, jak chce go prowadzić. Bóg wybiera sobie każdy naród i go prowadzi. Chce prowadzić każdy naród. Na przykładzie zaś tego jednego Narodu chciał nam wszystkim pokazać, co się dzieje w dziejach narodu, gdy jest on wierny Bogu, i co się dzieje, gdy naród ten od Boga odchodzi, gdy odchodzi od prawdy, od sprawiedliwości, szczególnie zaś od miłości.

Także i my, jako Naród, rozpoznany, umiłowany i też wybrany na nasz polski sposób, przez naszego Boga, uświadamiamy sobie, że – obok innych narodów – nam


wskazał Pan naszą polską drogę,

nasze polskie dzieje, nasze polskie ścieżki. Przepięknie mówił o tym już podczas pierwszej pielgrzymki na ziemię ojczystą w 1979 roku św. Papież Jan Paweł II, gdy mówił o obecności Jezusa Chrystusa w naszych polskich dziejach; gdy mówił, że bez Chrystusa nie sposób zrozumieć do końca naszych polskich dziejów, bo sam Chrystus te dzieje współtworzył, sam Chrystus te dzieje z nami przeżywał i chce je przeżywać dalej. Spontaniczna odpowiedź Narodu na placu Zwycięstwa była wtedy przedziwna. Dominowały wówczas dwa śpiewy, którymi uczestnicy Liturgii przerywali homilię, jakby dopowiadając swój komentarz. Jeden z tych śpiewów brzmiał: „Chrystus Wodzem, Chrystus Królem, Chrystus Władcą nam!”. Papież zatrzymywał się przy tym śpiewie, włączał się w ten śpiew, jakby stawiał osobistą pieczęć na tej aklamacji, na tej treści i na jej skutkach. Drugi śpiew, który wtedy dominował, brzmiał: „My chcemy Boga, Panno Święta […]”. Z tą przedziwną końcową aklamacją: „My chcemy Boga […]. On naszym Królem! On nasz Pan!”.

Tak rodziła się „Solidarność”, rodziło się nowe rozpoznanie, kim jesteśmy jako Naród Polski, jak wyrastamy z naszych dziejów w tym pokoleniu i z jaką mocą możemy iść w nowe dziś i w nowe jutro. Nic się nie zmieniło od roku 1979 w sprawach duchowych rozpoznań i duchowych wyborów. Nic się nie zmieniło także w dzisiejszym czasie. Jeśli chcemy rozpoznawać siebie jako Naród, musimy te same słowa wyśpiewywać często, świadomie – jako świadomy wybór i świadomą aklamację: „My chcemy Boga”, bo to On jest „naszym Królem”, bo „On nasz Pan”.

Maryja uczy nas tego. Nieustannie wskazuje na Chrystusa, prowadzi nas do Niego. Maryja uczy nas tego także w naszych polskich dziejach. Wiemy to, bo przywołujemy pradawny, tysiącletni śpiew, przypisywany św. Wojciechowi: „Bogurodzica Dziewica, Bogiem sławiena Maryia […] ziszczy nam, spuści nam. Kyrie eleison”. Ten śpiew prowadził nas przez pokolenia, aż po Grunwald. Ten śpiew pokazywał, jaka jest metoda rozpoznawania Bożych dróg i jaka jest metoda dokonywania właściwych, dziejowych, narodowych i państwowych wyborów: „Bogurodzica Dziewica, Bogiem sławiena” – skoro Ona jest sławna Bogiem, to i każdy, kto chce znaczyć i dokonać cokolwiek istotnego, musi być też Bogiem sławny. Maryja uczyła nas poprzez nasze dzieje,


abyśmy zawierzali Jej,

byli w Nią wpatrzeni i za Nią podążali. Gdy Rzeczpospolita chyliła się już, pod błękitnymi sztandarami stanęli ci, którzy chcieli Ją ratować. Tak zwoływaliście się, Siostry i Bracia, i na tę pielgrzymkę. Gdy ponawiane było zaproszenie, apel, w tle nieustannie słychać było melodię i słowa: „Błękitne rozwińmy sztandary”; i słowa: „Drży szatan, wysuwa mu berło się z rąk”; oraz słowa: „Słyszycie? Zwycięstwa gra dzwon!”. Zwycięstwa gra dzwon, tylko błękitne rozwińmy sztandary, bośmy: „spod znaku Maryi, rycerski my huf” (hufiec). Tymi słowami rozpoczęliśmy także tę modlitwę i tę liturgię. Szliśmy poprzez dzieje, szepcząc: „Pod Twoją obronę”, szepcząc: „Zdrowaś Maryjo”, patrząc w wizerunek Częstochowskiej Pani w domach i w chatach, w pałacach i na emigracji. Szliśmy w dwudziestym roku, przed Nią klękając i Ją o szczególne orędownictwo prosząc. I wyprosili ojcowie nasi Cud nad Wisłą. Wyprosili, ku zaskoczeniu świata i ku zdumieniu generałów, oficerów i żołnierzy, bo to Ona zainterweniowała – Matka i Królowa, Przewodniczka i Nauczycielka, Hetmanka i Powierniczka, Pocieszycielka. Idziemy, już po II wojnie światowej, w nowym czasie, prowadzeni przez wielkiego Proroka tamtego pokolenia – Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Idziemy, powtarzając: „Królowo Polski – przyrzekamy!”. Te słowa Ślubów Jasnogórskich ujęte zostały w przepiękną pieśń: „O wielka Matko Boga i człowieka, Tobie ojcowie nasi ślubowali”. Twojej pomocy wołali: „Królowo Polski – przyrzekamy! Bronić będziemy każdej polskiej duszy, by daru łaski nigdy nie straciła!”. Każdej polskiej duszy. „Będziemy czuwać, by kołyska polska smutkiem i pustką nigdy nie świeciła. Królowo Polski – przyrzekamy!”. Ten ład społeczny i społeczną wrażliwość wypowiadaliśmy wtedy w Ślubach i wyśpiewujemy w tej pieśni: „Królowo Polski – przyrzekamy!”.
Idziemy i dzisiaj, prowadzeni poprzez dzieje Ojczyzny naszej w nowy czas, świadomi, że

jesteśmy Narodem tysiącletnim.

Niektórzy komentatorzy dziejów słowiańskich mówią, że o wiele starszym. Sięgają nawet odważni komentatorzy do tezy, że historia polskiego Narodu razem z historią Słowian to jest kilka tysięcy lat i że były to ziemie doskonale zorganizowane i doskonale administrowane, bo zatrzymywały się na progu tych ziem rzymskie legiony. Kupcy, wywiadowcy, chodzili po słowiańskich ziemiach, ale legiony rzymskie na te ziemie nie weszły. Była wymiana handlowa, ale legiony rzymskie tu nie weszły. To były ziemie dobrze zorganizowane i dobrze zsynchronizowane politycznie i gospodarczo. Ewangelia święta – przyniesiona na słowiańskie ziemie przez świętych Cyryla i Metodego, których wysłannicy chodzili także po naszych ziemiach, przyjęta formalnie aktem konstytucyjnego chrztu, wyborem politycznym przez Mieszka I, chyba największego polityka polskiego całego Tysiąclecia – przyjęta wtedy przez ojców Ewangelia stała się niemal konstytucyjną zasadą, by nikomu nie działa się krzywda, by każdy biedny miał udzieloną potrzebną pomoc, by każdy niewinny mógł się czuć bezpieczny, by wszyscy stawali się jedną rodziną ewangeliczną. Ludzką, ale i Bożą rodziną. Bo jeśli ludzka – to i Boża. Jeśli Boża – to i ludzka.

Idziemy przez nasze dzieje świadomi, że jesteśmy pośrodku Europy. Powiedział przepięknie św. Jan Paweł II, że „Europa oddycha na dwa płuca”. Ujął to poetyckim językiem, ale jakże trafnie. Jest w tym ogromna prawda, bo można powiedzieć nawet, dość radykalnie, że zachodnia Europa oddycha zachodnim płucem: z pewną fascynacją nad instytucjami prawnymi, z fascynacją nad regułami życia społecznego. Miewa tylko problem z odróżnieniem, co jest godziwe, a co nie. Wydaje się im, że jeśli coś jest wpisane w ustawy, w konwencje, w rozporządzenia, to to już jest koniec dyskusji: to już musi być dobre. A to nie jest prawda. Bo serce człowieka wierzącego rozpoznaje i wyczuwa intuicyjnie albo jest w stanie rozumnym działaniem pogłębić tę analizę i dojść do odpowiedzi, że coś, co jest zgodne z instytucjami prawa, może się jednak okazać niegodziwe, wręcz złe, wręcz może się okazać źródłem cierpienia. Można powiedzieć, że Europa Wschodnia oddycha wschodnim płucem. Twierdzą niektórzy z komentatorów dziejów wschodniej Europy, że jest tam zbyt duże zaufanie do władcy: „skoro władca tak powiedział, to widocznie to jest dobre; on wie lepiej; lepiej idźmy za nim i jak on rozstrzyga, tak róbmy”. Do dzisiaj jest coś szczególnego w tej mentalności i kulturze ludzi Zachodu i ludzi Wschodu. To dlatego politycy Zachodu tak trudno porozumiewają się czasem z politykami Wschodu.

My idziemy pośrodku Europy, znając i Zachód – i szanując prawo, ale dobre prawo; znając i Wschód – i szanując władców i przełożonych, ale tych godziwych, sprawiedliwych i uczciwych. I stać nasz Naród było, już za Władysława Hermana, powiedzieć NIE sprawcom niegodziwości w życiu publicznym, społecznym, gospodarczym. Wcześniej stanął Naród przeciwko królowi Bolesławowi Śmiałemu i też powiedział: NIE. Król jest sługą Narodu. Ma słuchać Narodu. Naród chce mówić także do króla.

Naród ma prawo głosu.

Ten, który sprawuje rządy, ma obowiązek wsłuchać się w ten głos. Tak się rodziła Rzeczpospolita: dobro wspólne, państwo dla wszystkich, kraj otwarty dla wszystkich; kraj, w którym biedak mógł rozmawiać z królem, a głos króla bywał równy głosowi biedaka, gdzie bogacz zasobny czuł się współodpowiedzialny za to, że ktoś obok niego głoduje. Rzeczpospolita – sprawa dla wszystkich. Dom dla wszystkich, z jednakowym otwarciem i jednakowymi szansami.

Idziemy poprzez dzieje świadomi, że tu, pośrodku Europy, ten nasz duch, wyrosły z doświadczeń słowiańskich, jeszcze przedchrześcijańskich, z upodobania wolności, jest prześwietlony i umocniony ewangelicznym prawem miłości i woli współpracy. Idziemy otwarci na inne narody. Łatwo się z nimi jednoczyliśmy i łatwo dawaliśmy im dom w naszym polskim Domu, bo to jest normalne, oczywiste, to jest dobre. I nic się nie zmieniło w polskiej duszy także dziś i oby nic się nie zmieniało w polskiej duszy przez następne pokolenia, aż do kresu dni, aż do kresu istnienia świata. Będzie tak, jeśli zachowamy i wierność Bogu, i wierność naszym dziejom, i zasadom, i wartościom. I jeśli zachowamy miłość i zaufanie dla Najświętszej Panienki.

Dzisiaj przychodzimy, niosąc nasze i bóle, i smutki, radości i nadzieje, nadzieje na Polskę.

Ona jest w naszym sercu.

Miał rację Prymas Tysiąclecia, przypominając nam i pokazując siebie: „Po Bogu najbardziej umiłowałem Polskę”. Miał rację, mówiąc, że Polska – Matka nasza, Ojczyzna nasza – warta jest tego, by oddać jej do dyspozycji wszystko, co się posiada; wszystko, czym i kim się jest; całe swoje życie i zdrowie, siły i emocje; wszystko, co tylko możemy dać, nawet bardziej niż własnej rodzinie czy przyjaciołom; bardziej niż samemu sobie. Polska to Matka, po Bogu umiłowana najbardziej. To jest trudny program. To jest głęboki i piękny program. Ale to jest program możliwy i potrzebny także dzisiaj. Polska dzisiaj potrzebuje ludzi, którzy ją umiłują po Bogu najbardziej. Boga umiłują na pierwszym miejscu i razem z Maryją pokochają Ojczyznę. Wtedy dopiero sprawy życia wspólnotowego, gospodarczego, kulturalnego i politycznego potoczą się sprawniej, dynamiczniej i skuteczniej.

Świat nas już wyprzedza w szukaniu nowego języka na temat problemów społecznych, gospodarczych i ekonomicznych. Kilka dni temu zafascynowany słuchałem długiego słowa Papieża Franciszka, który w Boliwii, na spotkaniu z tak zwanymi ruchami ludowymi, dokonywał niezwykłej oceny systemu przemocy ekonomicznej w skali całego świata. Systemu, który opanował wszystkie kraje, który jest rozpoznawalny w różnych kulturach i na różnych kontynentach. Systemu, który sprawia, że praca zwykłego człowieka jest oceniana nie na tyle, na ile jest warta, ale na tyle, na ile da się z niej wycisnąć jak najwięcej, i jak najwięcej zostawić w rękach tych, którzy tę pracę organizują: w rękach przedsiębiorców, biznesmenów, w rękach wielkiej światowej finansjery. Wypowiedział Ojciec Święty słowa zachęty, aby próbować, nawet w prosty sposób, budować nowy ład społeczny i gospodarczy. Nawet powiedział symbolicznie o zwykłych, małych spółdzielniach zbieraczy tektury. Ważne jest, by tylko łączyć siły, łączyć umysły, łączyć serca i łączyć działania w imię Boga. Postawił pytanie: „Czy ty, który jesteś bezrobotny, możesz coś uczynić? Wydaje ci się, że nie. Czy ty, który jesteś biedny, pozbawiony wszystkiego, wykluczony, bezdomny, możesz coś uczynić? Wydaje ci się, że nie, że ty nic nie możesz”. I odpowiedział: „Ty też możesz. Ty też możesz dużo”.

Poruszyły mnie te słowa, bo myślę i o polskich rolnikach, gospodarzach polskich, których wszystkich pozdrawiam i za to „zielone miasteczko” w Warszawie, trwające sto kilkadziesiąt dni, dziękuję! Także rolnikom z zachodniego Pomorza. Z zadziwieniem myślę,

co się stało z rządzącymi Polską,

skoro polski gospodarz musi oderwać się od pługa, od siewnika i od swojego zagonu i trwać w Warszawie przed budynkiem rządowym, i czekać miesiącami, aż ktoś zechce wysłuchać głosu prawdy, głosu mądrej rady dla Polski. „Co się stało z Wami, rządzący? Czemu głusi byliście tyle czasu? Kto was ogłuszył?” To samo dotyczy i rodzinnych gospodarstw rolnych, i rodzinnych firm.

Co się dzieje z tymi interpretacjami prawnymi? Zdumiony słuchałem propozycji referendum na temat, czy w wątpliwości, gdy jest rozbieżność interpretacyjna pomiędzy tym, co mówi obywatel, a tym, co mówi urzędnik skarbowy: czy stawać po stronie obywatela? To jest zadziwiające, że ktoś o to pyta. To są rzeczy oczywiste. Takie rzeczy nie powinny podlegać żadnym referendom. To jest nieporozumienie, jeśli urzędnik czuje się upoważniony, by wyrywać ostatni grosz i nasyłać komornika na firmę, której wystarczyłoby dać zgodę na miesiąc czy trzy miesiące programu naprawczego, bo firma bez swojej winy nie otrzymała zapłaty za towary i dlatego nie może zapłacić podatku. Potem firmy nie ma i nic nie wpłynęło do urzędu skarbowego, i nic nie wpłynie już od tej firmy, bo zbankrutowała. Wtedy cisza. To jest niegospodarne, zadziwiające.

Niewiele się w Polsce zmieni, dopóki nieliczna grupa teoretyków, której się wydaje, że wszystko wie najlepiej, będzie głucha na argumenty prostego gospodarza, prostego rzemieślnika, zwyczajnego ojca i zwyczajnej matki, zwyczajnego nauczyciela, zwyczajnych pracowników. Ci wiedzą najlepiej, co jest dobre dla Polski, co jest dobre dla rodziny, co jest dobre dla ludzi. Z tym przychodzimy dzisiaj do Matki, Królowej. Przedstawiamy Jej nasze niepokoje, smutki i wołamy: „Matko, uproś jeszcze raz u Syna swojego łaskę, abyśmy mogli powierzać ważne urzędy ludziom mądrym i dobrym, otwartym na wszystkich ludzi, otwartym na cały Naród, otwartym na sprawy całego państwa, a nie tylko jednej grupy ludzi; umiejących słuchać, a nie zatykających uszy”.

W tej nadziei i w tym kontekście pytam Maryi: co mamy czynić dalej? A Maryja odpowiada: „czyńcie, co mój Syn wam powie”. A Syn mówi: „napełnijcie stągwie wodą”. Napełnijcie tak, jak potraficie. Ale najpierw się wsłuchajcie w głos Boga: w wyciszonym sercu, często na kolanach, często w modlitwie, w medytacji, a nie w pośpiechu. Jeśli mamy coś zmienić w Narodzie, w sprawach społecznych, to pamiętajmy: trzeba to najpierw wymodlić, wybłagać, także przepraszając Boga za grzechy tych, którzy nami rządzą, i grzechy tych, którzy wprawdzie nie rządzą Narodem, ale rządzą swoją firmą, swoim przedsiębiorstwem, i też często krzywdzą pracownika, bo wydłużają czas pracy i nie zawsze za ten czas pracy zapłacą, bo często gnębią i szantażują, mówiąc – tu mam kilku na twoje miejsce. W takiej atmosferze, nawet w niewielkiej firmie, nie czuć Bożego Ducha, nie czuć Ewangelii. Mamy za kogo przepraszać Boga i mamy o co Boga prosić.

Patrzymy dzisiaj w nasze serca. Przynosimy sprawy małżeństwa i rodziny. Wskażę krótko tylko na dwie rzeczy.

Ciągle nas boli konwencja o przemocy w rodzinie.

Jak mówią fachowcy, prawnicy: powinno być – jeśli już musi być – to o przemocy domowej, a nie przemocy w rodzinie. Rodzina nie jest środowiskiem przemocy. Środowiskiem przemocy są najczęściej ci – statystyka to mówi – którzy żyją na podobieństwo rodziny, ale rodziną nie są i rodziną się nie czują. Tam rzeczywiście może dochodzić do przemocy. Tam, gdzie rodzina jest prawdziwa, oparta na Bożym prawie, Bożej miłości, przemocy nie ma. Tam jest Bóg, tam jest miłość, tam jest zgoda i współpraca, tam jest nadzieja i poczucie bezpieczeństwa. Co jednak możemy uczynić, skoro ten dokument – od strony czysto prawnej pełen chaosu, pełen pomieszanych pojęć – który jest swoistym skandalem prawniczym, jest jednak wpisany w polski system prawny i będą na ten dokument powoływali się i prokuratorzy, i sędziowie, i urzędnicy. Musimy – jako obywatele Rzeczypospolitej – jeszcze bardziej uważać na to, co czynimy, na to, jak żyjemy w rodzinach, w domach, w sąsiedztwie, aby nie dawać przesłanek, by się ktoś tym niegodziwym, niemądrym dokumentem posługiwał. To jest zadanie dla tak zwanego cichego oporu wobec złego prawa; aby z tego złego prawa nikt nie mógł korzystać; by nie było wręcz okazji, by z niego korzystać.

Jednocześnie jest to zadanie dla ludzi mądrych i odważnych, aby prawo niemądre naprawiać – zawsze można to czynić.
Rzecz druga, dotycząca rodziny i małżeństwa, dotyczy szczególnie odpowiedzialności rodziców za dzieci. Każde dziecko Bóg daje rodzicom, i to rodzice jako pierwsi za nie odpowiadają. Coś się stało w ostatnich miesiącach, nawet kilku latach, ale szczególnie w ostatnich miesiącach w Polsce. Państwo nabrało jakiejś nowej siły i zbyt łatwo decyduje się na

odebranie dzieci rodzicom

tylko dlatego, że w domu jest bieda, albo że jest chwilowy nieład, bo może ktoś zachorował i nie miał siły posprzątać. To pierwsza rzecz wtedy: odebrać rodzicom dzieci. To jest przerażające! To nie tak! Wołamy stąd, z Jasnej Góry, do Was: urzędnicy, pracownicy opieki społecznej, asystenci rodziny – nie nadużywajcie tych przepisów! To Wy odpowiadacie potem – wykonując te decyzje – za cierpienia dzieci, za cały ogromny problem – często później wieloletni. Ja wiem, że to nie tylko od Was wszystko zależy, że są sytuacje, że jest Wam wydawane polecenie. I znowu dochodzimy do przestrzeni, w której człowiek dobry musi umieć powiedzieć NIE, bo mu sumienie nie pozwala. Tu jest przestrzeń na sprzeciw sumienia, gdy polecenie wydane urzędniczo narusza porządek sumienia urzędnika. Urzędnik musi mieć prawo powiedzieć: „odmawiam”. I nie mogą wobec niego być wykonywane żadne sankcje.

Ale ból jeszcze większy dotyczy sprawy przywracania opieki rodzicielskiej, przywracania dzieci do ich domów. Śledzimy w „Naszym Dzienniku” – tam najczęściej można te reportaże spotkać, i w reportażach Radia Maryja, i Telewizji Trwam – niektóre kazusy i jesteśmy zadziwieni, że decyzję o odebraniu dzieci podejmuje się w kilka godzin, najwyżej w kilka dni. Gdy zaś potem, za następne kilka dni, już są wszystkie warunki spełnione, aby dzieci wróciły, okazuje się, że wtedy działają procedury wielomiesięczne: pół roku i dłużej. Dziecko zaczyna mieć żal do rodziców: „kiedy wrócę do domu?”. A rodzice płaczą i bezradnie rozkładają ręce. To jest zadanie dla ośrodków diagnostycznych i dla sądów rodzinnych i opiekuńczych. Trzeba tę praktykę naprawić. To też zależy od Was, którzy te decyzje podejmujecie: czy czekacie miesiącami, czy je szybko wykonacie. Wykonujcie jak najszybciej, bo szkoda dzieci i szkoda rodziców. Z tym przychodzimy do Matki. Ona musiała ze swoim Synem Jezusem, pod opieką św. Józefa, uchodzić do Egiptu przed przemocą, przed grożącym niebezpieczeństwem. „Ty, Matko, wiesz, co przeżywają serca matek i ojców, którym dzieci są odbierane. Matko! Wstaw się do Syna swojego! Pomóż nam zmienić tę sytuację. Pomóż nam zmienić niegodne praktyki. Pomóż nam przywrócić bezpieczeństwo dzieciom i rodzinom, i domom całym”.

Przychodzimy dzisiaj z jeszcze większym bólem dotyczącym ostatnich dni, niemal ostatnich godzin. Tyle głosów rozsądku było wypowiedzianych na temat in vitro. Tyle rozumnych argumentów padło: i ze strony Episkopatu Polski, i ze strony profesorów nauk medycznych, odważnych, mądrych, śmiałych, którzy mówili wprost. Tyle głosów rozumu padło od parlamentarzystów w dyskusjach na komisjach parlamentarnych oraz na sesjach plenarnych. Tyle głosów rozumnych – i co z tego? Dlaczego głusi zostaliście Wy, którzy tę ustawę wprowadzacie do systemu prawa i polskiego życia? Dlaczego głusi jesteście na głos rozumu, na racjonalne argumenty? Kto Was ogłuszył? Co się stało? Czy Was ktoś przestraszył?

Czy Was ktoś zaszantażował?

Co się dzieje w polskim parlamencie? Zadziwiony jestem, patrząc od wielu lat i śledząc różne sytuacje i różne trudne decyzje w polskim parlamencie, jak w ostatnich miesiącach i w ostatnich dniach wielu jest jak ogłuszonych, bo głusi są na argumenty rozumu. Próbują powtarzać, że to jest kwestia wiary: czy życie jest od początku, od poczęcia, czy dopiero później. Nie! To jest prawda naukowo od dawna udowodniona. A ja słyszę głos parlamentarzysty, który mówi: ja nie wiem, kiedy się życie poczyna. Chciałoby się powiedzieć: proszę wziąć pierwszą encyklopedię z brzegu. Tam się pan/pani dowie. Proszę wziąć podręcznik do szkoły podstawowej, do czwartej klasy, tam się pan/pani dowie, kiedy się zaczyna ludzkie życie. Jak można wpisać w ustawę, że dziecko poczęte, żyjące, jest rozumiane jako zlepek komórek? To jest nierozumne. To boli, to dziwi i zaskakuje. Mówicie, że to sprawa sumienia. Nie! To jest sprawa myślenia! To sprawa racjonalnego rozumowania, otwarcia się na argumenty nauki i rozumu.


Gdybyście przygotowali tę ustawę jako niegodziwą, to byłoby to kwestią sumienia dla ludzi wiary. Ale wyście ją przygotowali zbrodniczą, bo się tam odmawia człowieczeństwa człowiekowi już żyjącemu, poczętemu. Wyście ją przygotowali zbrodniczą, bo można ludzi bezkarnie zabijać tylko dlatego, że się to dziecko komuś nie udało, jakiemuś profesorowi w laboratorium, że jest chore, że źle się rozwija. To jest czysta eugenika! To jest zbrodnia! Przygotowaliście ustawę zbrodniczą, ponieważ dzieci zamrożone, zatrzymane w rozwoju, zatrzymane w procesie życia, czekające na żar miłości serca ojca i matki, czekają w lodowatym zimnie, aż im ktoś zdecyduje i pozwoli, czy mogą żyć dalej, czy już nie. A po dwudziestu latach: że już nie mają prawa żyć, że będą zabite – to jest zbrodnicze. Wiem, co mówię, i nie boję się tego tak nazwać. Pomijam inne kwestie, dotyczące naruszenia praw dziecka do znajomości swoich rodziców, niebezpieczeństwo późniejszych związków kazirodczych, naruszenia innych relacji i więzi rodzinnych. To jest wszystko skandaliczne w systemie prawa. Ale to, co powiedziałem wcześniej, jest zbrodnią, i to nie pozostanie bez skutków. To będzie miało skutki, jeżeli to wejdzie w życie. I to Wy pozostaniecie podpisani pod tą ustawą na pokolenia. To Wasze imiona i nazwiska będą przywoływane przy tej ustawie tak, jak do dzisiaj przywoływane jest całe to środowisko, które po II wojnie światowej, w 1956 roku, wprowadziło ustawę dopuszczającą zabijanie dzieci nienarodzonych. A ta ustawa jest jeszcze gorsza. Jeszcze więcej cierpienia zapowiada i jeszcze więcej problemów społecznych będzie rodzić.

Z tym przychodzimy, Matko i Królowo, do Ciebie. Przychodzimy z tym bólem i pytamy, co uczynić. „Uczyńcie wszystko, co mój Syn wam powie.

Może się za mało modliliście?

Może za mało pokutowaliście?”. Przyznaję się, ja chyba też w ostatnich dniach i tygodniach w tej sprawie modliłem się za mało. I pewnie pokuty podjąłem za mało. Dopóki jednak jest czas, to trzeba nam wezwać się nawzajem. Już nieraz, Siostry i Bracia świeccy, wzywaliście kapłanów i biskupów do modlitwy. Tym razem wzajemnie, my, biskupi, kapłani, osoby życia konsekrowanego, ludzie świeccy – zarówno stojący na wysokich stanowiskach, jak i prosty lud – wzywajmy się wzajemnie: na kolana, do modlitwy, do pokuty, do wielkiego zawierzenia. Ile było w nas radości, gdy przed 24 maja dziewięciodniowa nowenna bardzo wielu ludzi – poprzedzona wcześniej modlitwą nielicznych – dała piękny owoc, dla wielu zaskakujący. Ileż było w nas radości. Ale moje serce mówi, że tak jak potrzeba było kilka tygodni modlitwy przed wyborami prezydenckimi, tak trzeba teraz kilka miesięcy wytężonej modlitwy i pokuty przed wyborami parlamentarnymi. Trzeba potem kilku lat modlitwy i trudów, aby się coś naprawdę w Narodzie odmieniło i w Ojczyźnie by się odmieniło.


Chcemy o to prosić Boga przez Maryję. Chcemy te sprawy Maryi zawierzać. Chcemy się od Niej uczyć zawierzenia i od Niej uczyć błagania do Boga.

Jeszcze jedno słowo – tym razem nie do Was, tu obecnych. Chociaż, kto wie? Może i są tu pośród nas, a może słuchają, może są z nami obecni poprzez radio lub telewizję. Wy, drodzy Siostry i Bracia, których życie poczęło się w ramach procedury in vitro – Wam chcemy powiedzieć, że Was kochamy, że Was niesiemy w sercu, że jesteśmy razem z Wami. Wy nie jesteście niczemu winni. Wy jesteście darem Bożej miłości dla świata. Chociaż ten dar został przez dorosłych wymuszony pewnym gwałtem na naturze, w laboratorium, to Wy nie przestajecie być darem Bożej miłości. Odetchnijcie głębiej i swobodniej. Jesteście Bożymi dziećmi. Stańcie przed Bogiem w prawdzie i z wdzięcznością za dar Waszego życia. Chociaż wyrwany Bogu siłą, przecież nie przestaje być Jego darem, Jego tchnieniem, Jego życiem. Nie ma innego ludzkiego życia, jak tylko to, które jest z Bożej ręki i jest Bożym darem. Poczujcie się przed Bogiem wolni. Poczujcie się pełni pokoju i zawierzajcie swoje życie Bogu. Jeśli jeszcze nie byliście na Jasnej Górze, może przyjedźcie tutaj na pielgrzymkę, może prywatną. W któryś wyciszony dzień stańcie przed Maryją. Jej zawierzcie swoje życie. Poczujcie się w Jej dłoniach bezpieczni. My Was kochamy. My Was zapraszamy do wspólnej modlitwy – także modlitwy zawierzenia Narodu, rodzin i każdego ludzkiego życia. Dołączcie i Wy – bo jesteście bardziej doświadczeni i wieloma wątpliwościami targani – dołączcie i Wy do ruchu obrońców życia. I głoście, jak piękne jest życie. To nie jest Wasza wina, że aby się jedno z Was narodziło, to kilkadziesiąt innych dzieci musiało zamrzeć albo być zabite. To nie jest Wasza wina. Za to odpowiedzą dorośli przed Bogiem: ci, którzy to nakazali; ci, którzy to zaproponowali. Do Was się zwracamy z miłością i wołamy:


Bądźcie obrońcami życia!


Bądźcie piewcami piękna życia! Nie bójcie się przyjść przed oblicze Maryi! Nie bójcie się stanąć przed Chrystusem! Nie bójcie się być radosnymi, dobrymi, pogodnymi ludźmi! Napełniajmy ten świat miłością o wiele bardziej niż ci, którzy przed Wami nie umieli do końca pokochać.

Maryjo, przed Tobą stajemy. Bogurodzico Dziewico. Bogiem sławiena Maryjo. Królowo Polski, której przyrzekamy, do której wołamy, że my chcemy Boga, pod której błękitnymi sztandarami stajemy!

Do Ciebie przychodzimy z prośbą za Polskę, bo Ją kochamy, bo Ją chcemy kochać. Chcemy, by nasza Polska była Boża, sprawiedliwa, solidarna, uczciwa, radosna i zgodna. By szła pośród innych narodów świata dzisiejszego jako znak radości i ufności, jako znak twórczej inicjatywy i dobrego gospodarowania w polskim Domu i na polskiej Ziemi.

Pomóż nam w tym, Maryjo. Pomóż, byśmy umieli o tych sprawach mówić językiem Ewangelii, językiem miłości. Pomóż nam, byśmy pośród chaosu dzisiejszego świata byli siewcami Ewangelii.


Maryjo! Gwiazdo Ewangelizacji!
Prowadź nas. Prowadź Radio Maryja i bądź jego Opiekunką.
Amen.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... olske.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 07 sie 2015, 06:24 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
Początek w naszych rękach, ale koniec w Boskich

Przemówienie przewodniczącego KEP ks. abp. Stanisława Gądeckiego podczas Mszy św. inaugurującej prezydenturę Andrzeja Dudy.

Obrazek

Z archikatedry warszawskiej, z tak szczególnego miejsca dla dziejów naszej Ojczyzny, ku któremu kierują się dzisiaj serca i myśli naszych rodaków z kraju i zagranicy, pragnę – na początku tej Eucharystii – skierować słowa serdecznego powitania i pozdrowienia do wszystkich tutaj obecnych oraz do każdego, kto uczestniczy w tej Liturgii za pośrednictwem mediów.

Witam najpierw z należnym szacunkiem Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej,
Witam Szanownych Marszałków Sejmu i Senatu,
Panią Prezes Rady Ministrów,
Szanownych Posłów i Senatorów,

Witam Jego Eminencję Księdza Kardynała,
Nuncjusza Apostolskiego,
Księży Arcybiskupów, Biskupów,
Przedstawicieli Kościołów, Związków Wyznaniowych, i innych religii,
Wszystkich obecnych tutaj Kapłanów i Osoby życia konsekrowanego,
Każdego z obecnych tutaj wiernych,

W dzisiejsze święto Przemienienia Pańskiego – oczom naszej duszy – ukazuje się Jezus, który bierze ze sobą trzech uczniów na górę wysoką, aby ukazać im swoją Boską chwałę. Pragnie On, by blask tej chwały rozświetlił ich serca wtedy, kiedy On sam będzie przechodził przez gęste ciemności męki i śmierci krzyżowej.

Aby osiągnąć ten cel, Jezus posługuje się metamorfozą; używa wydarzenia, któremu towarzyszy światło i dźwięk. Najpierw Jezus – którego postać (morfē) została zmieniona – promieniuje światłem. To jakby ukryte bóstwo – przebijające się przez ściany ciała – rozbłysło blaskiem chwały samego Boga. Apokalipsa powie: „Głowa Jego i włosy – białe jak biała wełna, jak śnieg,/ a oczy Jego jak płomień ognia” (Ap 1,13). Następnie uczniowie usłyszą dźwięk głosu Ojca niebieskiego, docierający do ich serc: „To jest Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie!” (Mk 9,35; por. Iz 42,1-2; Ps 2,7).

Ten Boży głos obwołuje Jezusa nowym Mojżeszem, najwyższym autorytetem wiary, którego będą słuchać ludzie wiary wszystkich czasów i wieczności (Mt 17,5; Dz 3,22). Odtąd Pan Bóg będzie zwracał się do nas w sposób definitywny przez Jezusa, któremu powierzył władzę królewską. Któremu służą [dobrze lub źle] wszystkie narody, ludy i języki. Którego panowanie jest wiecznym panowaniem. Którego królestwo nie ulegnie zagładzie (por. Dn 7,14).

Po to, by być w stanie przyjąć otwartym sercem kochające władanie Boga w naszym życiu, potrzeba także naszej osobistej „metamorfozy”, osobistej przemiany każdego z nas (por. 2 Kor 3,17n). Abyśmy – z pomocą Ducha Pańskiego – mogli odmienić się tak w sensie indywidualnym, jak i społecznym. Abyśmy mogli poznać „co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12,2).

W ten nieustający bieg dziejów zbawienia – nad którymi władzę sprawuje Chrystus – wpisuje się także historia naszej Ojczyzny i nasze osobiste dzieje. Wpisuje się w nie także kolejne zaprzysiężenie i rozpoczęcie służby przez nowego Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

W takiej chwili przychodzą samoistnie na myśl zalecenia Apostoła Pawła: „Zalecam przede wszystkim – uczy św. Paweł – by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władzę, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,1-8).

Zgodnie z zaleceniem Apostoła kierujemy teraz nasze myśli ku Bogu, prosząc Go o wszelkie błogosławieństwo dla Pana Prezydenta, a razem z nim o wszystkie konieczne dary Ducha Świętego, aby mógł on jak najowocniej w obszarze swoich specyficznych zadań angażować się ze wszystkich sił w poszukiwanie i urzeczywistnienie tego, co służy dobremu funkcjonowaniu całej wspólnoty obywatelskiej naszej Ojczyzny, abyśmy mogli żyć w szczęściu i pokoju dla Boga i Ojczyzny (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2236).

W szczególności upraszajmy dla niego ducha miłości Ojczyzny i ducha pokory. Najpierw ducha miłości, którym kierowany Jezus przygotował swoich uczniów – na Górze Przemienienia – do zrozumienia tego, że miłość do swojego ludu domaga się „wydania” samego siebie za lud (por. Ef 5,1). Rządzący winien przede wszystkim „kochać swój lud”. Rządzący, który nie miłuje swojego narodu, nie może nim dobrze rządzić. Następnie błagajmy o ducha pokory. W Jezusie Pan Bóg uniżył samego siebie, przyjmując postać człowieka, a dalej także „stając się posłusznym aż do śmierci” (Flp 2,8). Rządzący chrześcijanin winien być również człowiekiem pokornym. Obie cnoty rządzącego – umiłowanie ludu i pokora – są nam bardzo potrzebne. Każdy człowiek, który podejmuje się sprawowania władzy, winien postawić sobie te dwa pytania: czy kocham swój lud, abym mu jak najlepiej służył? Czy jestem na tyle pokorny, ażeby wysłuchać opinii innych i wybrać dla niego najlepszą drogę?

Panie Prezydencie, modlimy się dzisiaj także o to, abyś – przy podejmowaniu decyzji – patrzył w przyszłość, kierując się radą, która jest zgodna z tradycją przodków i naturą Rzeczypospolitej. Każdy naród ma bowiem inny charakter i inne kształtowały go i kształtują okoliczności. Działając zgodnie z jego naturą, przyczynisz się do uzdrowienia Ojczyzny, działając zaś wbrew jego naturze, niechybnie ją osłabisz.

Bądź też w pełni przekonany o tym, że kiedy Kościół – w czasie Twojego urzędowania – zabierze głos w sprawach związanych z życiem społecznym i politycznym, to nie w tym celu, by sprawować władzę polityczną albo odbierać komukolwiek prawa do wolności opinii w konkretnych sprawach. Kościół pragnie tylko kształtować i oświecać sumienia wiernych – a zwłaszcza tych, którzy poświęcają się działalności politycznej – by ich wysiłki przyczyniały się zawsze do integralnego postępu człowieka i dobra wspólnego. Przez swoje nauczanie społeczne Kościół nie pragnie uczestniczyć w rządzeniu Polską. Niewątpliwie natomiast nakłada na wiernych moralny obowiązek wierności przekonaniom; obowiązek wpisany w ich sumienie, które jest jedno i niepodzielne.

Nie zapominajmy wreszcie i o tym, że początek jest w naszych rękach, ale koniec jest w rękach Boskich.

Dlatego każdy rządzący winien zakładać, że kiedyś będzie musiał oddać urząd swojemu następcy. Niech więc zawczasu zabiega o to, by zapewnić sobie miejsce w niebie i w dobrej pamięci przyszłych pokoleń.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... skich.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 16 sie 2015, 10:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.niedziela.pl/artykul/17443/P ... udnej-wody

Abp Głódź: przez Polskę płynie nurt brudnej wody, która rozmywa wartości
2015-08-15 20:23

Przez naszą ojczyznę płynie nurt, który niesie wodę brudną i zainfekowaną rozmaitym śmieciem, rozmywa wartości, deprawuje sumienia, atakuje bezpardonowo Kościół, odmawia mu prawa do uczestniczenia w debacie publicznej – powiedział abp Leszek Sławoj Głódź 15 sierpnia w bazylice mariackiej w Gdańsku podczas uroczystości Wniebowzięcia NMP.


Fot. Bożena Sztajner


Metropolita gdański podkreślił, że uroczystość Wniebowzięcia Maryi, zwana także dniem Matki Bożej Zielnej, jest mocno wpisana w polską tradycję oraz kulturę religijną. Maryja jest obecna w polskim wczoraj, dziś, także – jesteśmy głęboko przekonani – w Polsce jutra. Królowa polskich serc, dana na obronę naszego narodu, na wspomaganie jego dziejowych dróg. Promieniujący znak tego, co Polskę stanowi" - mówił abp Głódź.
W dalszej części homilii przypomniał, że trwa właśnie jak co roku okres pielgrzymkowy i trzeba w tym czasie wypowiedzieć "tak" dziedzictwu wiary świętej oraz napotykanym w drodze pielgrzymom.
Trzeba jednak to "tak" wypowiedzieć także "wobec tych, którzy w oparciu o błędne, z powietrza wzięte przesłanki, tumanią swych słuchaczy i czytelników, twierdząc że katolicyzm w naszej ojczyźnie jest w odwrocie, że kurczy się liczba jego wyznawców, że świątynie pustoszeją, że Polscy wybierają inną drogę - wyzwolenia z norm obyczajowych, religijnych, kulturowych".
"Niech pójdą na pielgrzymi szlak, niech staną pośród dziesiątek tysięcy pielgrzymów – w dużej mierze ludzi młodych zgromadzonych tam pod Wałami Jasnogórskimi (...). Niech zobaczą ludzi wiernych temu, co Polskę stanowi. Pewnych, że postępują właściwą, pewną, zmierzającą do dobrego celu drogą. Bowiem ci, którzy tam peregrynują, nie potrafią kłaniać się okolicznościom, wymijać Bożych praw i przykazań w imię politycznej poprawności" - mówił abp Głódź.
15 sierpnia - przypomniał metropolita gdański - to także wspomnienie zwycięstwa odniesionego nad bolszewicką nawałą, dziejowego starcia "armii chrześcijańskiego państwa z siłami Antychrysta - armią na służbie bezbożnego, ateistycznego, komunistycznego systemu".
"Tamta wojna, tamto sierpniowe zwycięstwo, cementowało polską wspólnotę, tworzyło trwały, niewzruszony monolit polskich serc, świadomych wartości ojczyzny, chrześcijańskiej tożsamości naszego narodu" - powiedział kaznodzieja. Choć byli i tacy - zaznaczył - którzy więź z pamięcią o tamtym wydarzeniu zerwali, i którzy "w powojennym okresie nie szczędzili wysiłku, aby pamięć o tamtym zwycięstwie zgasić, usunąć ze świadomości zbiorowej".
Jego zdaniem Polska, która nie uległa ani bolszewizmowi 1920 roku, ani wrogom ojczyzny podczas II wojny światowej, ani też terrorowi komunistycznemu, może być dziś dumna ze swojej tradycji historycznej.
"Czy to mało? Czy to nie wystarcza, aby iść własną, polską drogą. Przestać kłaniać się okolicznościom, szukać różnorakich zewnętrznych protekcji. Przestać usłużnie i bezmyślnie otwierać się na to wszystko, co ma stempel inności, rzekomej nowoczesności, postępowości, politycznej poprawności? - pytał abp Głódź.
I dodał, że Polsce "nie przystoi występować w roli papugi, bezkrytycznie otwartej na pseudowartości, jakie ku niej napływają, na zjawiska kulturowe, które zaprzeczają jej drodze, tradycji, etosowi"
Jak stwierdził abp Głódź, przez naszą ojczyznę płynie porywisty nurt, choć nie jest to nurt wody czystej, ożywczej.
"Niesie wodę mętną, brudną, zainfekowaną rozmaitym śmieciem. Ten porywisty nurt deprecjonuje, niszczy, rozmywa wartości, o które wspierały się polskie pokolenia, deprawuje sumienia, atakuje bezpardonowo Kościół, odmawia mu prawa do uczestniczenia w debacie publicznej, do wypowiadania swego non possumus" - powiedział hierarcha.
"Kiedy patrzymy na szereg ustaw, jakie ostatnio, w pośpiechu, w atmosferze przedwyborczej gorączki i szukania poklasku, uchwaliła większość sejmowa, można odnieść wrażenie, że nastąpiło swoiste wypowiedzenie wojny wspólnocie chrześcijańskiej, wartościom, które naród wyznaje i pogłębiło to jeszcze bardziej podział we wspólnocie narodu, w tkance społecznej przez pokrętną etykę i moralność sankcjonowaną prawem" - stwierdził kaznodzieja.
- Nas obowiązuje najpierw prawo Boże, prawo naturalne, prawo prawego sumienia - podkreślił abp Głódź.
Zdaniem abp. Głódzia, wezwanie scalenia wspólnoty narodu podjął nowy prezydent Andrzej Duda, który złożył wobec Zgromadzenia Narodowego przysięgę, że dochowa wierności postanowieniom Konstytucji i będzie strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a także, że dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą najwyższym nakazem dla jego posługi państwu i narodowi.
Swe pierwsze kroki po zaprzysiężeniu prezydent Duda skierował do archikatedry warszawskiej na modlitwę w intencji prezydenckiej posługi. - Do modlitwy, która płynęła z murów warszawskiej świątyni dołączmy naszą modlitwę w intencji rozpoczętej przez Prezydenta Rzeczypospolitej drogi w służbie ojczyzny. To nasza chrześcijańska powinność. Zarówno tych, którzy za takim wyborem głosowali, jak i tych, którzy postąpili odmiennie - stwierdził abp Głódź.

lk / Gdańsk / KAI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 19 sie 2015, 05:50 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
Zagraża nam kłamstwo udające prawdę

Homilia ks. abp. Wacława Depo wygłoszona 15 sierpnia 2015 roku na Jasnej Górze.

Obrazek

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ekscelencjo, Księże Arcybiskupie Nuncjuszu Apostolski w Polsce,
Bracia w posłudze biskupiej i kapłańskiej,
Osoby Życia Konsekrowanego,
Przedstawiciele Władz w różnych wymiarach służby dobru wspólnemu,
Drodzy Pielgrzymi radosnego dziękczynienia za trud drogi do Domu Matki wskazującej na Syna.

Świętując dzisiaj Wniebowzięcie – wraz z duszą i ciałem – Najświętszej Maryi Panny, kierujemy nasze oczy ku górze, gdzie wzrokiem wiary dostrzegamy wielki „znak Niewiastę obleczoną w słońce i księżyc pod Jej stopami, a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”.

Celebrując dzisiaj to najstarsze święto maryjne, czerpiemy ze źródeł światła Słowa Bożego i Tradycji wiary Kościoła. W ten sposób dotykamy tajemnicy Jej Przejścia i Zaśnięcia, gdzie jawi się Ona dla pielgrzymującego ludu jako źródło pociechy i niezawodnej nadziei (Prefacja mszalna).

W tych niewielu zdaniach, które usłyszeliśmy z Księgi Apokalipsy Świętego Jana, możemy dostrzec wielkie, historyczne przemiany. W pierwszym rzędzie Znak Niewiasty to Matka Mesjasza, który swoim Wcieleniem i śmiercią pokona smoka – szatana, będąc Sprawcą zbawienia, potęgi i królowania Boga naszego. Znak Niewiasty odnosi się również do Kościoła, który pomimo wszystkich cierpień i doświadczeń, ma zapewnioną pomoc Bożą.

W drugim czytaniu, Świętego Pawła Apostoła, który jest autentycznym świadkiem Zmartwychwstałego Chrystusa, umacnia naszą nadzieję w zmartwychwstanie wszystkich, którzy przez wiarę należą do Chrystusa. Maryja jest „pierwszą z tych, którzy do Niego należą. Chrystus jest Zmartwychwstałym Pierworodnym spośród umarłych, a Ona jest ”pierwszą z odkupionych„. Tak więc cielesne Wniebowzięcie Maryi, będąc szczególnym uczestnictwem w Zmartwychwstaniu Jej Syna i uprzedzeniem zmartwychwstania innych chrześcijan – wskazuje wyraźnie na naszą nadzieję zmartwychwstania.

Święty Jan Paweł II w czasie audiencji, w dniu 25 czerwca 1997 roku mówił: ”Doświadczenie śmierci wzbogaciło Osobę Maryi, dzieląc powszechny los ludzi, z większą skutecznością może pełnić swoje macierzyństwo duchowe wobec tych, którzy zbliżają się do ostatecznej chwili życia„.

Ewangelia w wersji św. Łukasza pozwala nam uczestniczyć w spotkaniu dwóch matek: Elżbiety i Maryi. Inicjatywa należy do Maryi. Ona nie tylko nie zatrzymuje wyłącznie dla siebie tajemnicy i radości Bożego Macierzyństwa, ale idzie z pośpiechem, aby służyć z całą pokorą wobec podeszłej w wieku krewnej Elżbiety. Ta z kolei chwali wiarę Maryi wobec planów Boga i Jej zawierzenie słowom Bożym, bezgranicznie aż po Golgotę i zesłanie Ducha Świętego.

Tak więc Wniebowzięcie Maryi jest przypomnieniem, iż ”wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, i dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Wiara zaś, będąc darem idącym od Boga – na wzór Maryi – domaga się współpracy i zaangażowania, w naszych codziennych obowiązkach i wyborach, w naszych troskach, radościach i niepokojach. Czyż tego nie potwierdzają trudne losy naszej Ojczyzny i Kościoła?

W odpowiedzi na to pytanie przytoczmy słowa ks. prof. Czesława S. Bartnika, który w książce: „Chrystus sens historii” pisał: „Dopóki toczy się historia, odmierzana na zegarze czasu i zapisywana na tablicy wartości, nie rozpoznamy do końca procesu sensów i nonsensów życia indywidualnego i społecznego. To CHRYSTUS jest Najwyższym Sensem historii. Wszystko inne jest tylko tłem dla rozwoju osoby ludzkiej… Osoba Maryi jako Matki Chrystusa i Kościoła wkracza w samo centrum dramatu historii zbawienia i ze względu na Chrystusa widzimy w Niej wielką i żywą nadzieję duchową dla teraźniejszości i przyszłości świata…

Wpatrując się dzisiaj w Maryję Wniebowziętą, która współpracuje z Bogiem w przekazywaniu ludziom Jego darów i motywów życia, przywołujemy wybrane tylko głosy pasterzy Kościoła. Słyszymy w nich poczucie odpowiedzialności za powiązane ze sobą losy Narodu i Kościoła. Wsłuchajmy się w głos – dziś już świętego arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, który przed zsyłką na Sybir w roku 1864 mówił w Warszawie: ”Jestem pewien, że gdyby cześć Maryi osłabła w polskim Narodzie, byłoby to dla Polski ciosem śmiertelnym, podcięciem korzeni życia duchowego„.

Kolejny następca na stolicy w Warszawie, dziś Sługa Boży, Stefan Kardynał Wyszyński mówił 3 września 1970 roku: ”Myślenie, które nas zobowiązuje w Polsce ochrzczonej – nie pozwala nam na rozdzielanie spraw Kościoła i Narodu, jak gdyby życie Narodu nic nas nie obchodziło. Wiara każe nam widzieć w wielu zdarzeniach historycznych Narodu interwencję Bożą.

Taką interwencję Bożą niewątpliwie widzieliśmy i w roku 1920. Było to zdarzenie, które miało znaczenie nie tylko dla naszego Narodu, ale i dla całej Europy. Tak jak miało to miejsce kiedyś pod Legnicą, pod Beresteczkiem czy pod Wiedniem. Wielki, głęboki sens miała obecność Polski w tym właśnie miejscu i zadanie zlecone naszemu Narodowi, który kieruje się motywami religijnymi, a nie tylko politycznymi, który odwołuje się do mocy religijnych i wierzy w skuteczność działania Bożego na rzecz ładu i sprawiedliwości w dziejach Narodu…„.

To posłannictwo Kościoła w Polsce Prymas Tysiąclecia wyraził następująco: Dalecy jesteśmy w naszym myśleniu od mesjanizmu. Jednakże zadania konkretne, które Naród ma do wypełnienia, my – biskupi katoliccy, ale i polscy zarazem – powinniśmy widzieć i być z nimi związani. Dlatego jakakolwiek próba rozłączania, oddzielania: ”to należy do Kościoła„, a ”to należy do narodu„, a ”to należy do państwa„ – jest niewłaściwa i sztuczna, chociażby ze względu na jedność psychiki ludzkiej. Niewątpliwie w naszym Narodzie w tej chwili są ludzie, dla których to powiązanie nie ma znaczenia. Jednak takie poglądy nie mogą wpływać na postawę polskich biskupów, zwłaszcza po Soborze Watykańskim II, który mówi o obecności Kościoła w świecie współczesnym i odpowiedzialności za losy Kościoła i narodu.

Oddajmy jeszcze głos śp. ks. kard. Józefowi Glempowi, który 15 sierpnia 2009 roku ostrzegał: ”Wszędzie tam, gdzie naruszane są prawa natury, prawa do życia, prawo do godności ludzkiej, wszędzie tam każdy chrześcijanin ma obowiązek obrony tych wartości. Dziś chrześcijanin musi bronić nie tylko wiary, ale także rozumu, dlatego że zwolennicy nowej ideologii zwalczają także rozum u myślących logicznie i odpowiedzialnie„.

Ten głos jakże aktualnie współbrzmi ze stanowiskiem biskupów polskich wyrażonym przez przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskupa Stanisława Gądeckiego w sprawie obrony życia ludzkiego.
To odczytywanie głosów pasterskich w wymiarach czasu i tablicy wartości związanych z Dekalogiem i Ewangelią Chrystusa jest naszym nieustannym zadaniem dla naszego życia indywidualnego i społecznego. Nam nie grozi – demagogicznie ujmując – ”państwo wyznaniowe„, ale jak mocno wołał Święty Jan Paweł II: zagraża nam kłamstwo udające prawdę i grzech udający dobro. A w sprawie wolności powiedział: nie wolno stwarzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie zniewala i znieprawia… z tego trzeba zrobić rachunek sumienia u progu III Rzeczypospolitej.

Dostrzegając w Maryi Wniebowziętej ”Ikonę nadziei„, która każe już dziś przezwyciężać grzech i śmierć, prośmy Ją słowami hymnu na Jutrznię:

Otocz opieką wyznawców Chrystusa,
Bożej owczarni przywróć zbuntowanych,
Tych, którzy trwają w śmiertelnych ciemnościach,
Wezwij do światła.

Pociesz płaczących, ubogich i chorych,
Skruchą przejętym uproś przebaczenie,
Przywróć nadzieję zbawienia pewnego
Wszystkim cierpiącym.

Matko niezawodnej nadziei pokładanej w Chrystusie. Amen.

KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... rawde.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 28 sie 2015, 09:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.niedziela.pl/artykul/17629/A ... chety-jest

Abp Michalik: zadaniem katechety jest budzenie dumy z bycia Polakiem i chrześcijaninem
2015-08-27 12:37

Zadaniem katechety jest budzenie i umacnianie dumy, zarówno z faktu bycia Polakiem, jak i chrześcijaninem – napisał w liście do katechetów i duszpasterzy archidiecezji przemyskiej abp Józef Michalik. Metropolita przemyski wskazuje w nim na najważniejsze wydarzenia zbliżającego się roku szkolnego, „które muszą stać się centrum zainteresowania każdego katechety, każdej, choćby najmniejszej szkoły”.


Fot. PAP/JACEK TURCZYK



Pierwszym takim wydarzeniem będzie Rok Miłosierdzia, który został ogłoszony przez papieża Franciszka. Rozpocznie się on 8 grudnia br., a zakończy 20 listopada 2016 roku. „Ufamy, że będzie to dzieło, które może przynieść dobre owoce, inspirowane działaniem także katechetów, wspieranych łaską Ducha Świętego” – napisał abp Michalik.
Drugim istotnym wydarzeniem tego roku będzie 1050. rocznica chrztu Polski. „Każda szkoła, a nawet środowiska niechrześcijańskie mogą i powinny w tym wydarzeniu odnaleźć okazję do umocnienia swojej tożsamości narodowej. Uczyńmy wszystko co możliwe, aby pogłębić duchowe znaczenie tego wydarzenia. U źródeł polskości, jest wydarzenie chrztu” – zauważa metropolita przemyski. „Zadaniem katechety jest budzenie i umacnianie dumy, zarówno z faktu bycia Polakiem, jak i chrześcijaninem” – wskazuje.
Kolejnym wydarzeniem, do którego przygotowuje się polski Kościół są Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Im bliżej do niego, tym nasze zaangażowanie w to wydarzenie musi się intensyfikować. „To wydarzenie dotyczy każdego z nas. Szczególnie katecheci szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych winni dołożyć wszelkich starań, aby nie przespać tego wydarzenia. To istotnie niepowtarzalna okazja do spotkania Chrystusa żyjącego we wspólnocie wierzących wczoraj, dziś i na wieki (por. Hbr 13,8), ale obecnego jakby na wyciągnięcie ręki wśród zebranych w Jego Imię, wokół papieża Franciszka, namiestnika Chrystusowego” – uważa abp Michalik.
Hierarcha zwraca także uwagę na obrady XIV Zgromadzania Ogólnego Synodu Biskupów, które odbędzie się w dniach 4-25 października. Jego temat będzie dotyczył „Powołania i misji rodziny w Kościele i świecie współczesnym”. „Dzieci przychodzą na katechezę z konkretnej rodziny i do tej rodziny wracają. Brońmy godności i świętości rodziny. Przywołując myśl św. Jana Pawła II, uczyńmy wszystko, co w naszej mocy, aby ‘rodzina stawała się tym, czym jest’, czyli środowiskiem opartym na miłości i Bożym zamyśle komunii ludzi zjednoczonych we wspólnym kroczeniu ku zbawieniu” – zachęca abp Michalik.

pab / Przemyśl / KAI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 16 wrz 2015, 07:57 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
W dojrzałej wierze dziękujemy Bogu za płody ziemi

Homilia ks. bp. Ignacego Deca wygłoszona w czasie dożynek diecezjalnych i powiatu wałbrzyskiego w Głuszycy 13 września 2015 r.

Obrazek

Czcigodni Bracia Kapłani na czele z tutejszym Proboszczem i Dziekanem!

Szanowny Panie Premierze, Ministrze Obrony Narodowej!

Szanowni Parlamentarzyści!

Szanowni Samorządowcy z Panem Starostą Wałbrzyskim i Burmistrzem Głuszycy na czele!

Drodzy Przedstawiciele służb mundurowych: komendanci policji, sygnaliści i strażacy, zespoły folklorystyczne, muzyczne i wokalne!

Umiłowani Rolnicy, Mieszkańcy wsi, Przyjaciele i Wspomożyciele naszych rolników!

Wszyscy tu zebrani Bracia i Siostry w Chrystusie!

Na dzisiejszej uroczystości dożynek diecezjalnych, połączonych z dożynkami powiatu wałbrzyskiego, rozważymy dwa główne wątki: wątek dojrzałej wiary związany z wysłuchanym przed chwilą Bożym Słowem oraz wątek dożynkowy związany z dzisiejszą naszą uroczystością dziękczynienia za tegoroczne plony.

Wątek liturgiczny – wiara wyznawana i wiara praktykowana
Chrystus testował od czasu do czasu swoich uczniów. Chciał się zorientować, na ile słuchacze przyjmują Jego nauczanie, co o Nim sądzą, za kogo Go uważają. Test ten był potrzebny nie tyle Jemu, ile Jego uczniom, żeby mieli wobec Niego zdeklarowane postawy. Stąd też w rozmowie pod Cezareą Filipową Jezus postawił uczniom dwa pytania: jedno natury ogólnej „Za kogo uważają Mnie ludzie?”, drugie o charakterze osobistym „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Odpowiedź na pierwsze nie wymagała deklaracji osobistej, ale znajomości opinii o Chrystusie wśród ówczesnych ludzi. Drugie pytanie natomiast zmuszało do odsłonięcia własnego, osobistego przekonania o tym, kim jest Jezus. Piotr wyręczył wszystkich i wyznał: „Ty jesteś Mesjaszem”.

Te dwa testujące pytania nie należą jedynie do historii. Zostały one zapisane w Ewangelii, by je usłyszały wszystkie pokolenia uczniów Chrystusowych. Zachowują one ciągłą aktualność i dziś są nam na nowo stawiane. Na pierwsze pytanie odpowiedź znajdziemy w różnych ankietach religijnych, wypowiedziach światowych osobistości, w różnych dziełach teologicznych z zakresu chrystologii. O wiele ważniejsze dla nas jest pytanie drugie: „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Jeśli nasza odpowiedź pokrywa się z odpowiedzią św. Piotra, a więc jeśli jest odpowiedzią wiary w Chrystusa, to zastanówmy się, jakie płyną dla nas konsekwencje z takiego wyznania, z takiej deklaracji religijnej. W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie przychodzą nam z pomocą wszystkie trzy dzisiejsze czytania mszalne. Wymieńmy najważniejsze konsekwencje wiary, o które winniśmy się starać.

Spełnianie dobrych uczynków
Apostoł Jakub dziś poucza: „Tak też wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” (Jk 2,17). Czy wszyscy chrześcijanie podzielają to przekonanie? Nie wszyscy. Są bowiem tacy, którzy stawiają jedynie na wiarę, i są tacy, którzy gloryfikują tylko dobre uczynki. Reprezentantem pierwszego stanowiska jest Marcin Luter, twórca protestantyzmu. Głosił on słynną tezę, że tylko wiara może człowieka usprawiedliwić. Uczynki są niepotrzebne, nie mają wartości. W życiu nie trzeba się przejmować uczynkami, najważniejsza jest wiara. Drugie stanowisko skrajne reprezentują ci, którzy nie doceniają wiary, modlitwy, Liturgii, a głoszą tylko potrzebę spełniania dobrych czynów, ulegają bezreligijnej filantropii.

Dobrych uczynków nie można odrywać od wiary. One winny być konsekwencją wiary. Wiara dojrzała promieniuje w dobrych uczynkach. Nasz Pan nam powiedział: „Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,16). A zatem dojrzała wiara musi być złączona z dobrymi uczynkami.

Branie krzyża i naśladowanie Chrystusa
Drugą konsekwencją wiary, o której mówi bardzo wyraźnie dzisiejsza Ewangelia, jest branie krzyża i naśladowanie Chrystusa. W kontekście zapowiedzi swojej męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystus wypowiedział do tłumu i do swoich uczniów słowa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mk 8,34). Droga wierzącego w Chrystusa nie jest drogą łatwą. Ma to być droga zapierania się samego siebie. Owo zapieranie się może mieć podwójny charakter. Jako uczniowie Pana winniśmy odrzucać złe pragnienia, pokusy do grzechu, skłonności do egoizmu, odwetu – jednym słowem: winniśmy mówić „nie” naszym skłonnościom ku złu. Jednocześnie nasze zapieranie się siebie samego winno mieć orientację ku dobremu, to znaczy jesteśmy wezwani do przełamywania się i zaangażowania w kierunku dobra. Wymagane jest tu niekiedy duże samozaparcie, odrzucanie zniechęcenia, usuwanie przeszkód, które spotykamy na drodze do spełniania czy też zdobywania dobra.

Droga wierzącego w Chrystusa to także droga brania krzyża na każdy dzień. Krzyże zaś spadają nam ciągle na ramiona. Wynikają one z różnych ziemskich ograniczeń. Owe krzyże mają różne imiona: choroby fizyczne, niepowodzenia, niesłuszne oceny, posądzenia, brak zrozumienia u innych, brak miłości, brak tolerancji, wreszcie śmierć naszych bliskich itd. Te różne krzyże należy dźwigać w stylu Chrystusa, w perspektywie zmartwychwstania.

Droga wierzącego w Chrystusa to także droga naśladowania Mistrza. To naśladowanie sprowadza się do dochowywania wierności Bogu i człowiekowi, to wytrwanie w postawie służby aż do końca.

Z powyższych refleksji wynika, że praktyka wiary, czyli życiowa odpowiedź na pytanie: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mk 8,29a), jest odpowiedzią, w której teoria splata się z praktyką, wewnętrzne przekonanie wiary z czynem miłości. Można zatem powiedzieć, że religię naszą praktykujemy w życiu. Powinniśmy skorygować tu nasze rozumienie, bowiem niektórym się wydaje, że praktyki religijne to jedynie: codzienna modlitwa, udział we Mszy św. niedzielnej, spowiedź wielkanocna, przyjmowanie księdza po kolędzie itd. Jak ktoś pyta: „Czy jesteś praktykującym katolikiem?”, to chce się dowiedzieć, czy chodzisz regularnie do kościoła, czy się modlisz, czy zachowujesz zwyczaje chrześcijańskie. Takie rozumienie praktyk religijnych jest niepełne. Wyjaśnijmy to na przykładzie lekarza i zapytajmy, kiedy lekarz spełnia praktykę lekarską: czy wtedy, gdy czyta książkę medyczną czy słucha wykładu akademickiego z medycyny lub też jest na konsultacji z innymi lekarzami, czy wtedy, gdy stoi przy chorym, gdy go bada, stawia diagnozę, aplikuje leki, operuje. Odpowiedź nam się narzuca, że oczywiście wtedy, gdy stoi przy łóżku chorego, gdy go bada, operuje, przepisuje leki.

Podobnie i my jako chrześcijanie pełnimy naszą praktykę religijną także, a może przede wszystkim poza Kościołem, gdy często o Bogu myślimy, gdy jesteśmy dobrzy dla siebie, gdy się uśmiechamy, gdy sobie przebaczamy, gdy pochylamy się nad biednymi, gdy w parlamencie i w innych gremiach stanowiących prawo głosujemy zgodnie z sumieniem i prawem Bożym. To jest praktykowanie naszej religii. W takich praktykach wyraża się nasza wiara w Chrystusa. Owszem, jest nam potrzebna modlitwa, Liturgia, spowiedź, Komunia Święta. Potrzebujemy tej więzi z Bogiem, byśmy potem w szerszym wymiarze praktykowali religię w życiu. Tak jak lekarz w swojej pracy lekarskiej potrzebuje studium, by potem lepiej leczyć, tak i my potrzebujemy kontaktu z Bogiem, byśmy lepiej i pełniej żyli według chrześcijańskich zasad moralnych. Przeto siłą naszego religijnego życia jest sam Bóg. Powinniśmy podążać za Chrystusem w stylu proroka Izajasza, który idąc z krzyżem przez życie, wyznawał: „Oto Pan Bóg mnie wspomaga!” (Iz 50,7.9). Ten sam Bóg, który kiedyś wspomagał proroka, dzisiaj wspomaga nas wszystkich.

Dziękczynienie Bogu i rolnikom
Dzisiaj, na dożynkach, gdy przybyliśmy tu, do Głuszycy, z hołdem wdzięczności wobec Pana Boga i ludzi, przypomnijmy sobie najpierw podstawową prawdę, którą przecież na co dzień doświadczamy, a często o niej zapominamy. Ta prawda brzmi: ziemia jest naszą matką karmicielką. Ziemia żywi nas, ludzi, i zwierzęta. Na ziemi uprawnej rośnie i owocuje zboże, z którego mamy chleb. Na ziemi uprawiamy rośliny okopowe i obfite w witaminy warzywa. Na ziemi rosną także drzewa owocowe i krzewy, które dostarczają nam owoców. Żywność więc bierze się nie z kamienia, nie z księżyca, ale z ziemi. Ziemia dostarcza nam pokarmu, ale domaga się wkładu naszej pracy. Stąd też ziemia jest pierwszym warsztatem pracy dla ludzi, produkujących żywność, dla rolników.

Jako nasza karmicielka ziemia jest naszym podstawowym, naturalnym i najważniejszym narodowym bogactwem, skarbem. Gdy ją uprawiamy, pielęgnujemy, spulchniamy, użyźniamy nawozami, wydaje plon, dostarcza nam żywności. Ta ziemia kryje także w swoim wnętrzu bogactwa mineralne. Z ziemi wydobywamy węgiel, ropę naftową, gaz ziemny, gaz łupkowy, rudę żelaza, miedź, siarkę, metale szlachetne i inne minerały i kruszce. Wiemy, że zasób tych naturalnych bogactw nie jest nieskończony. Mogą się one kiedyś wyczerpać. I wiemy, że kończą się z czasem w niektórych miejscach pokłady węgla, rudy, miedzi, siarki, ropy naftowej, metali szlachetnych. Mogą także ulec zniszczeniu czy zamknięciu fabryki, zakłady produkcyjne. W czasie transformacji ustrojowej zalano w Polsce wiele kopalń, zwłaszcza na Dolnym Śląsku: w Wałbrzychu i w Nowej Rudzie. Upadły na naszych oczach stocznie, huty, cementownie, cukrownie oraz inne zakłady i fabryki. Ów upadek dokonał się w wielu przypadkach pod hasłem „prywatyzacji”, a była to często wyprzedaż majątku narodowego, i to niekiedy za bezcen, majątku wypracowanego nawet w trudnych czasach komunistycznych. Na celowniku są następne przedsiębiorstwa, np. energetyka, a nawet Lasy Państwowe. W wielu przypadkach sprzedano przysłowiową kurę znoszącą złote jaja. W zapaści jest polska kolej. Wiemy jednak, że nie może upaść rolnictwo, wszak musimy jeść, aby żyć. Nie można się pozbyć najważniejszego skarbu, jakim jest ziemia, ziemia nasza karmicielka, podstawowy, naturalny skarb Narodu i państwa, najważniejszy, niezniszczalny „zakład, warsztat pracy”. Póki ma istnieć życie na ziemi, ten zakład nie może być nigdy zamknięty ani sprzedany w obce ręce. Dlatego tak ważna jest troska o ziemię i o rolnictwo. Dlatego też ziemię trzeba otaczać szczególną miłością, trzeba jej bronić przed agresorami zewnętrznymi, zagranicznymi i wewnętrznymi, krajowymi. Ojciec Święty Jan Paweł II, wychowany na patriotycznych poetach, pisarzach, a w szczególności na pobożności i patriotyzmie kard. Stefana Wyszyńskiego, polską ziemię wielokrotnie całował na naszych oczach i nas prosił, abyśmy ją kochali i byli jej wierni, abyśmy nie schodzili z ojczystego zagonu.

Drodzy rolnicy, nie zapominajmy o haśle, jakie było powtarzane przez naszych ojców: „Tyle wolności, tyle niepodległości, ile własności”. Pamiętajmy, że oprócz języka i kultury ziemia jest podstawą bytu Narodu. Bez ziemi, tak jak bez domu, bez rodziców, człowiek staje się sierotą, staje się włóczęgą. Dlatego kierujemy apel do obecnych tu parlamentarzystów i tych wszystkich, którzy kandydują do nowego parlamentu: nie sprzedajcie ziemi w obce ręce. Postępujący dziś proces globalizacji musi mieć swoje granice. Tą granicą winna być zawsze nasza, polska racja stanu. Tak jak miłość bliźniego zaczynamy – zgodnie z Ewangelią – od miłości samego siebie, tak szacunek do innych narodów należy zaczynać od okazywania szacunku własnemu Narodowi. W tym duchu też należy potraktować i rozwiązać dzisiejszy trudny problem napływu emigrantów do Europy.

Bracia Rolnicy, dziękujemy wam za wierność naszej polskiej ziemi i prosimy: mimo trudnych warunków nie opuszczajcie swojego posterunku pracy, swojej służby Narodowi. Przekonujcie dzieci i wnuki, żeby wbrew wszystkiemu pozostawali na ojczystej ziemi. Bracia i Siostry, nie uciekajcie ze wsi, bo może nam braknąć chleba na codzienny stół, na wigilijny opłatek, na stół eucharystyczny.

Drodzy Bracia i Siostry, w naszej refleksji chciejmy jeszcze przez chwilę zatrzymać się przy rolnikach, dla których ziemia jest głównym „warsztatem” pracy. O ludziach pracujących na roli od wieków się mówi, że to są ci, którzy „żywią i bronią”. Drodzy Rolnicy, reprezentujecie jeden z najstarszych zawodów świata i wypełniacie niezmiernie ważne powołanie. To wy czynicie sobie „ziemię poddaną” (por. Rdz 1,28a). To wy trudzicie się, by nie zabrakło nam chleba powszedniego i innych produktów żywnościowych. Jesteście potrzebni Narodowi, bo go żywicie. Ludziom nie wystarczy produkcja przemysłowa, nie wystarczą fabryki i zakłady pracy. Wszyscy potrzebują jeść! Naród potrzebuje pracy rolnika, gdyż potrzebuje chleba powszedniego, który jest „owocem ziemi i pracy rąk ludzkich”. Żywiciele Narodu, patrzymy na was z wielką czcią i wdzięcznością. Wiemy dobrze, że większość z was to ludzie głębokiej wiary, przyjaciele Pana Boga i ludzi, to wspaniali synowie Kościoła i Narodu. Dla wielu z was Bóg znajduje się zawsze na pierwszym miejscu. Wyznajecie waszą wiarę w modlitwie, w uczęszczaniu do kościoła, w zachowywaniu Bożych przykazań, w trosce o wasze świątynie, w dzieleniu się tym, co macie, z potrzebującymi, np. z ofiarami powodzi, pożarów czy innych klęsk żywiołowych i przeróżnych nieszczęść. Niesiecie na ramionach liczne krzyże. Mają one różne imiona. Dręczą was z pewnością różne choroby i słabości ludzkie, klęski żywiołowe, jak w tym roku np. długo trwająca susza, ale także daje się wam we znaki, nie zawsze wam sprzyjająca, polityka rolna: zawyżone ceny nawozów, maszyn rolniczych, środków ochrony roślin i niesprawiedliwe, często zaniżone ceny skupu zboża, rzepaku, ziemniaków, buraków czy też żywca, zwierząt hodowlanych, brak pewnych rynków zbytu. Jest to wszystko mniej korzystne niż w innych krajach unijnych.

Drodzy Bracia, jesteście spadkobiercami bardzo chlubnego dziedzictwa narodowego, tradycji polskiej wsi, pielęgnowania zwyczajów rodzinnych, religijnych, patriotycznych. Tyle pochwał i słów uznania wypowiedzieli wobec was wielcy Polacy: wieszczowie, ludzie nauki, politycy i przede wszystkim wybitni hierarchowie, na czele z ks. kard. Stefanem Wyszyńskim, Prymasem Tysiąclecia, i św. Janem Pawłem II.

Wincenty Witos, pierwszy przywódca wsi w odrodzonej Polsce, mąż stanu, w 1928 r. powiedział w Wierzchosławicach: „Chłop zachował w najgorszych chwilach ziemię, religię i narodowość. Te trzy wartości dały podstawę do stworzenia państwa. Bez nich nie moglibyśmy go mieć. Gdzie chłop stanął, tam się podstawa przyszłego odrodzenia ostała”.

Tyle mądrych i wzniosłych myśli o was wypowiedział wielki Prymas Tysiąclecia. Jeszcze 2 kwietnia 1981 roku, na niecałe dwa miesiące przed śmiercią, spotkał się z przedstawicielami „Solidarności Wiejskiej”. Mówił do nich o ważności uprawy ziemi, o pracy dla życia, dla chleba. Wspomniał Macieja Borynę z „Chłopów” Reymonta, jego śmierć z wyciągniętymi ramionami na ziemi i poszum wichrów: „Gospodarzu – nie odchodź – zostań z nami”.

Drodzy Rolnicy, jako ludzie pracujący na łonie przyrody, mający na co dzień kontakt z życiem, winniście być obrońcami życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Gdy w ostatnim tygodniu nasz parlament, głosami koalicji rządzącej, odrzucił projekt całkowitego zakazu aborcji, trzeba przypomnieć słowa św. Jana Pawła II. W dniu 4 czerwca 1997 r. powiedział nasz Papież w mocy Ducha Świętego: „Miarą cywilizacji – miarą uniwersalną, ponadczasową, obejmującą wszystkie kultury – jest jej stosunek do życia. Cywilizacja, która odrzuca bezbronnych, zasługuje na miano barbarzyńskiej. Choćby nawet miała wielkie osiągnięcia gospodarcze, techniczne, artystyczne, naukowe. Naród, który zabija własne dzieci, staje się narodem bez przyszłości”. I za Matką Teresą Papież powtórzył słowa: „Życie jest najpiękniejszym darem Boga… Największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja… Jedynym, który ma prawo odebrać życie, jest Ten, kto je stworzył. Nikt inny nie ma tego prawa: ani matka, ani ojciec, ani lekarz, żadna agencja, żadna konferencja, żaden rząd, żaden parlament”.

Drodzy Rolnicy, wy to dobrze rozumiecie, bo jesteście ludźmi żyjącymi na co dzień z przyrodą, w której jest pełno życia. Wiecie dobrze, że żaden zwierz nie wydrapuje sobie płodu ze swego łona, a jeżeli czyni to człowiek, bo mu na to pozwala nieludzkie, hańbiące prawo, jest to znak dekadencji człowieczeństwa, dekadencji cywilizacji. Tym, którzy nie uznają prawa Bożego i tego nie rozumieją, trzeba by powiedzieć: „Rozważ to na chłopski rozum”. Okazuje się, że dzisiaj przyszło nam bronić już nie tylko wiary, ale także i rozumu. Wbrew temu, co mówią liberałowie, nie wolno nawet ułomnego dziecka w łonie matki karać śmiercią. Trzeba go leczyć, a nie zabijać. Nie wolno zabijać dziecka poczętego w wyniku gwałtu czy jakiegoś przestępstwa. Trzeba ścigać przestępcę, a nie karać śmiercią niewinne dziecko.

I na koniec wątku dożynkowego, Drodzy Bracia i Siostry, popatrzmy jeszcze na chleb, nad którym pracują rolnicy. Zauważmy, że to właśnie chleb wybrał Chrystus, aby być wśród nas. Od Wielkiego Czwartku Jezus jest dla nas Chlebem, który zstąpił z Nieba. Jest pokarmem zapewniającym życie wieczne. Stało się to dzięki Jego ofierze. Chleb powstający ze zmiażdżenia ziaren, zawierający w sobie ich życie i dający życie człowiekowi, jest znakiem zmiażdżonego na krzyżu życia Chrystusa, który także daje nam nowe życie, życie Boże.

Drodzy Bracia i Siostry, za chwilę do tego ołtarza będzie przyniesiony i złożony przed Bożym majestatem chleb, białe hostie, owoc ziemi i pracy rąk ludzkich. Mocą Ducha Świętego ten zwykły chleb będzie przemieniony w tej Mszy św. w Chleb Eucharystyczny. Razem z tym chlebem, owocem ziemi, otrzymanym od Boga i owocem pracy naszych rąk, przemienionym w Ciało Pańskie, ofiarujmy Bogu nas samych. A pod koniec naszej celebracji eucharystycznej ten przemieniony, z przyniesionego chleba, już Boży Chleb, przyjmiemy do naszych serc, abyśmy mieli w sobie Boże życie, abyśmy mocą tego Chleba potrafili zło zwyciężać dobrem i poświęcać nasze życie w darze dla naszych sióstr i braci, abyśmy wytrzymali pod krzyżami naszego życia, abyśmy umacniali w religijności i w zdrowym patriotyzmie nasze polskie rodziny, które są ostoją Kościoła, Narodu i państwa.

Zakończenie
Dziękujmy Wszechmogącemu Bogu za wspieranie pracy rąk naszych, zwłaszcza rąk naszych rolników, którzy trudzili się na naszych polach, by ziemia wydała plony. Wiemy, jak wiele zależy od Pana Boga, który daje zdrowie fizyczne i duchowe, który użycza pogody, który sprawia wzrost i owocowanie naszych pól, działek, ogrodów i sadów. Dziękujmy dziś Niebieskiemu Rolnikowi, Gospodarzowi nieba i ziemi, za wspieranie pracy rąk naszych, za Jego dary, za szczęśliwie zebrane zboża, jarzyny i owoce. Dziękujmy za zdrowie nas samych i naszych rodzin, a także za zdrowie zwierząt, powierzonych przez Boga naszej trosce, a tak wiernie i bezinteresownie nam służących. Prośmy także Pana Boga, aby ten chleb był sprawiedliwie dzielony dla potrzebujących, by go nikomu na naszym stole i na świecie nie brakowało. Prośmy o Bożą opiekę nad polską ziemią, o zgodę w naszym ojczystym domu. Niech Maryja, Królowa Polski, wędrująca po naszej diecezji w znaku figury fatimskiej, czuwa nad nami. Amen.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ziemi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 27 wrz 2015, 11:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=22727

Polska: Biskup z narodem
on 22 września 2015 17:18 / 2 komentarze

Nie tylko węgierscy biskupi sprzeciwiają się planom przyjmowania tzw. uchodźców do swojego kraju. Ordynariusz płocki bp Piotr Libera również postanowił zaprotestować przeciwko planom sprowadzenia do Polski tysięcy imigrantów. W homilii wygłoszonej podczas mszy z okazji 950-lecia istnienia miasta Zakroczym powiedział on:
- "Chrześcijaństwo zawsze uczyło gościnności, uczyło szacunku dla obcego, dla przybysza. Także dzisiaj papież Franciszek prosi każdą wspólnotę chrześcijańską o przyjęcie do siebie jednej rodziny uchodźców. Ale choć jeszcze nic się nie zaczęło, choć jeszcze nie dotarła tu ani jedna rodzina, choć jeszcze nie daliśmy rady sprowadzić swoich, Polaków, z Kazachstanu, z Syberii, a już słyszymy głosy z Zachodu, a nawet zza oceanu, jacy to jesteśmy ksenofobiczni, ciemni, niecywilizowani". Odpierając spodziewane zarzuty biskup Libera wytłumaczył swoje stanowisko - "Nie, my nie jesteśmy ksenofobiczni i niegościnni, ale mądrzy i nauczeni. Nauka, jaką zaczerpnęliśmy z tamtych zmagań Polski, Mazowsza z Krzyżakami, pozostała w nas na zawsze: jak raz wpuścisz do domu obcego - wpuścisz do domo, domu dopiero budowanego, domu małego, domu słabego, to możesz zgotować sobie wielką biedę... Już wiemy, jaką biedę zgotowali sobie nasi sąsiedzi z Francji, Niemiec, Austrii - choć ich domy są znacznie większe, bogatsze - wpuszczając w swoje granice miliony muzułmanów! Multikulti poniosło porażkę. A czynili to wszystko w imię kolejnej chorej, współczesnej ideologii - ideologii pluralizmu, dla której wszystkie kultury, wszystkie religie i wiary są dobre. Wszystkie - z wyjątkiem jednej, własnej: chrześcijańskiej. Tej jednej, własnej się wstydzą, z tą jedną, własną, z której czerpią korzenie, walczą!"

(na podst. diecezjaplocka.pl, gazetawyborcza.pl oprac. B.W.)



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 02 paź 2015, 08:30 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30801
A Słowo Boże wiecznie trwa!

Homilia ks. bp. Józefa Zawitkowskiego wygłoszona w 35. rocznicę wznowienia Mszy Świętych transmitowanych przez Polskie Radio w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie 20 września 2015 r.

Obrazek
Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik


Czcigodni Bracia Kapłani,

Szanowni Słuchacze,

Wszyscy, Kochani moi!



Bóg Wszechmogący,

łaskawy i pełen dobroci

pozwolił nam doczekać

35. rocznicy wznowienia

Mszy Świętych transmitowanych

przez Polskie Radio

z Bazyliki Świętokrzyskiej w Warszawie.

Mój Boże!

To już od 35 lat

obecni tu Kapłani

i Ci, którzy od nas odeszli,

głosili i głoszą stąd kazania

dla wiernych w Polsce i nie tylko.



Urosło już pokolenie,

któremu trzeba przypomnieć,

jak to się wszystko zaczęło.

A zaczęło się od kazania

Ojca Świętego – Jana Pawła II

na placu Zwycięstwa,

w Zielone Świątki, w 1979 r.

kiedy Biały Prorok wołał:



Ja, syn polskiej ziemi

a zarazem ja – Jan Paweł II, papież

wołam z głębi tego tysiąclecia…

Niech zstąpi Duch Twój!

Niech zstąpi Duch Twój

i odnowi oblicze ziemi

Tej ziemi!

I stało się.

Polacy się wyprostowali,

Bóg dał siłę swojemu ludowi.

Bóg swój lud ocalił (por. Ps 29)



Poświęcałem sztandary „Solidarności”,

wierząc, że z tych ludzi wyrosną dęby,

że to teraz przyjdzie

nowych ludzi plemię. (Z. Krasiński)

To oni wołali o Mszę Świętą radiową

dla chorych, więźniów, żołnierzy

pracujących służebnie.

I znów się stało!

Jak to?

W bezbożnym radiu

będą mówili: W imię Ojca i Syna,

i Ducha Świętego?

Tak.

Bóg to sprawił

i cudem to było

na naszych oczach (por. Ps 118)



Ksiądz Prymas Stefan Kardynał Wyszyński

dekretem z 19 września 1980 r.

powołał kościelną redakcję

Mszy Świętych transmitowanych

przez Polskie Radio.

Będzie to Msza Święta

z kościoła Świętego Krzyża

przy Trakcie Królewskim w Warszawie,

tak jak było przed 1939 rokiem.



W dzień, kiedy modlimy się

za ludzi prasy, radia i telewizji,

w niedzielę, 21 września 1980 r.

miała być pierwsza Msza Święta

transmitowana przez Polskie Radio

w programie pierwszym o godz. 9.00.



Zadrżeli wszyscy.

Proboszczowie – to nikt nie przyjdzie

do kościoła!

Zadrżeli sprawujący władzę.

Co na to powie starszy brat

– Związek Radziecki?

To koniec komunizmu.



Stała się wielka cisza.

Pani drżącym głosem

zapowiedziała w Polskim Radiu:

Łączymy się teraz z kościołem Świętego Krzyża

w Warszawie, skąd wysłuchamy Mszy Świętej,

którą odprawi i kazanie wygłosi

ksiądz biskup Jerzy Modzelewski.



Boże, zaczęło się.

Srebrny dzwonek zegara wybijał: 7.00, 8.00, 9.00.

Dzwony, organy,

ksiądz Kądziela śpiewa:

Słuchaj, Jezu, jak Cię błaga lud…!

Ludzie płaczą, kościół wypełniony.

Biskup drżącym głosem

zaczyna kazanie:



Kochani wierni,

Drodzy Radiosłuchacze!

Kościół Świętego Krzyża w Warszawie,

a z nim cała Polska

od Bałtyku do Tatr,

od wschodnich granic

po Odrę i Nysę

przeżywa znamienną godzinę…

Tą godziną jest radiowa transmisja

Mszy Świętej i Słowa Bożego…



Wtedy modliła się cała Polska

w domach, autobusach, w pociągach

w więzieniu, w wojsku i szpitalach.



Dzieci, teraz bądźcie cicho.

Prosiła pani Zofia.

Klękała na Podniesienie,

wznosiła ręce na Ojcze nasz…

Dom nasz był wtedy kościołem – mówiła.



Pan R. Żurowski pisał do redakcji:

Powstała jakaś gigantyczna parafia

złożona z chorych, ubogich,

z więźniów, samotnych i spracowanych,

a ich udział w tej Mszy Świętej

jest często tak głęboki,

że my ludzie cieszący się

sprawnością intelektu i ciała

powinniśmy się od nich uczyć…



Nie mogło być tak pięknie.

Zdenerwowały się czarne anioły.

Dzień 13 grudnia 1981 r. – stan wojenny.

Mróz, śniegi, gruda, beton.

Sklepy puste, czołgi, zasieki.

Uzbrojeni zomowcy, koksowniki,

aresztowani, internowani.

Janek Wiśniewski padł!

Płacz w kopalni Wujek

Czołgi wszystko zrównały.

Strzał w Papieża.

Ksiądz Prymas umiera.

Koniec naszych oczekiwań.



Nie!

Kiedyś te kamienie drgną!

Zostaną Gdańskie Krzyże z nadzieją.

Kamienie, które wołać będą

w Szczecinie, Poznaniu,

w Ursusie, Radomiu i Jastrzębiu.



Kartki na wszystko.

Solidarni nie słuchają Dziennika.

Wychodzą na spacer.

W czarnych oknach światełko.

Kłamcie sobie!

My święcimy sztandary,

Żeby Polska była Polską!

Zamordowali Księdza Popiełuszkę.

Ojczyzno ma,

tyle razy we krwi skąpana…!



Cenzura.

Kazania czytał cenzor – na Mysiej.

Nie wolno było śpiewać w kościele:

My chcemy Boga w książce w szkole,

Przemień, o Jezu, smutny ten czas,

O Jezu, pociesz nas!

Ojczyznę wolną

racz nam wrócić, Panie!

Chrystus się rodzi nas oswobodzi.

Od kogo oswobodzi?

Związek Radziecki jest niezłomny!



Ksiądz Kądziela tym głośniej śpiewał,

A mundurowy cenzor mówił:

Walić, proszę księdza,

im głośniej, tym lepiej.

Już szło nowe!



Księża Czcigodni!

I wyście to wszystko przeżyli?

Tak!

Niech zaświadczą o tym Ci pierwsi,

co odeszli do Boga.

śp. ks. Jerzy Chowańczak,

śp. ks. Stefan Gwiazdomski,

śp. o. Józef Majkowski SJ,

śp. o. Mirosław Paciuszkiewicz SJ.



Póki Chrystus będzie wołał

w górę serca – Warszawiacy!

To Warszawa będzie wierna,

będą wolni i Polacy.



Czy naprawdę?

To już niech mówią Ci, co zostali:

ks. Robert Berdykowski CM

ks. Marek Białkowski Cm

ks. Alojzy Hemel CM

ks. Tadeusz Huk

ks. Józef Jachimczak CM

ks. Wiesław Kądziela

ks. Walenty Królak

ks. Mieczysław Kozłowski CM

ks. Piotr Pawlukiewicz

o. Jacek Salij OP

ks. Jerzy Zalewski

ks. Waldemar Rakoczy

i ja.



Księża Kochani,

mówcie głośno, mówcie głośniej,

bo bezbożni krzyczą

i zdaje się nam czasem,

że wszystkie anioły piekła

rozwarły się przeciwko tym,

którzy są Chrystusowi.



A my nie mamy władcy,

ani wodza, ani proroka.

Jesteśmy poniżeni na całej ziemi (por. Dn 3,26)

dosyć nam pogardy (Ps 123),

ale jeszcze wierzymy, że:

Bóg da siłę swojemu ludowi

Pan swój lud ocali (Ps 29).



Warszawo, Ty moja Warszawo,

nieujarzmiona, wierna i krwawa!

Gdzie Twoja duma i honor, i sława?

Zapomniałaś!



Warszawa krzyżem się mierzy.

Alejami Jerozolimskimi,

Placem Trzech Krzyży

i Nowym Światem.

A znakiem Warszawy jest

wiara Zygmuntowa, mądrość Kopernika

i waleczność Syrenki.

Obca mi tylko była tęcza na placu Zbawiciela,

w święto Królowej – zniknęła.

Do Was więc wołam,

którzy Pospolitą Rzeczą władacie,

a ludzką sprawiedliwość w rękach trzymacie,

miejcie to zawżdy przed oczyma swemi,

żeście miejsce Boga zasiedli na ziemi (J. Kochanowski).



Prawa piszem,

karty mażem,

papier i ustawy ukazujem,

a po staremu w nierządzie żyjem.

Pisać, prawić, wywodzić umiemy,

a czynić dobrze nie chcemy.

Oto jest demokracyja Wasza! (ks. P. Skarga)

A partie to nic innego

jako tylko koczowiska band (Norwid),

co plwają na siebie i żrą jedni drugich (A. Mickiewicz).



Kładę przed Wami życie i śmierć

błogosławieństwo i przekleństwo

- wybierajcie!

Wybraliśmy, wybierzemy!

Ja i mój dom ostaniemy przy Bogu (Joz 24,15)

Ale jak ja mam Jezusa przybliżyć tym wszystkim,

którym dzisiaj zgłupiało sumienie? (J. Twardowski)





Ty zaś, o człowieku Boży,

walcz o zbawienie

do którego zostałeś powołany (1 Tym 6,11)

Tylko głupi

tracą czas na kłótnie!

Idź!

Masz mało czasu,

aby dać świadectwo (Z. Herbert)

Nie jedź pendoliną,

nie biegaj po polach, szkoda czasu,

ale powiedz tym z prawej

i z lewej strony,

i niezdecydowanym:

Kto chce być przełożonym,

niech będzie jako sługa,

a kto chce być pierwszym,

niech będzie jako niewolnik (por. Mk 9,30-37)

albo spytaj za Apostołem:



Skąd się biorą zawiści

i kłótnie między Wami?

Tylko z żądz Waszych.

Pożądacie, a nie macie.

Prowadzicie walki i kłótnie,

a nic nie zyskujecie.

Modlicie się, ale źle się modlicie (Jk 3,16 n)

To, co mamy robić, proszę księdza?

Odchodzącym mów „dziękuję”,

przychodzącym – „szczęść Boże!”.



A Ty, wstań i idź,

póki krew obraca w piersi

twoją ciemną gwiazdą. (Z. Herbert)

Zaufalibyście książętom i władcom,

a każdy człowiek jest zawodny

i każdy człowiek jest kłamcą! (Ps 116)

Raczej Boga trzeba słuchać,

aniżeli ludzi, (Dz 4,19)

bo ostała nam jeno wiara,

a na niej wszystko inne

odbudowane być może! (H. Sienkiewicz)



Arabowie ante portas!

Przypomną Wam genialny pomysł

arabskich liczb dziesiętnych,

abyście policzyli,

że 10 jest przykazań Bożych.

Przypomną Wam mądrość

Avicenny i Averroesa,

a bezbożnych nauczą

na twarz padać przed Bogiem.



Stań na współczesnych areopagach

i przypomnij mocarzom tego świata:

To mówi Pan!



Nie zabijaj!

Nikogo i nigdy!

A wyście podpisali wyrok w białych rękawiczkach.



Nie cudzołóż!

A wyście pomieszali miłość z seksem.

I tak będziecie nauczać w szkole?



Nie mów fałszywego świadectwa!

Ani w rządzie, ani w sądzie,

ani w radiu, ani w telewizji,

ani w gazecie, ani w kościele.



Nie kradnij!

Niczego i nikomu.

Rozliczcie afery i kradzieże

z krzywdą ludzi poczynione.

A to są ruiny,

które odbudować nam trzeba,

bo to mówi Pan!

I stanie się cisza!

Widzisz pan?

Przyda się Kościół

choćby dla emigrantów,

a ja płacę podatki,

a pan kłamie!



Księża Czcigodni

Już 20 września.

Nauczyciele kochani, trzeba siać!

Rolnicy czcigodni – pora siać!

Matka Boża Siewna przypomina!



Ach,Ty trudna Polsko! (H. Sucharski)

Ile Ty mnie kosztujesz? (S. Faustyna)



Warszawska Pieto!

Blask – pogody słonecznej Kościół,

nagnij pochmurną broń naszą,

gdy zaczniemy walczyć miłością (K. Baczyński).



Kiedy?

Teraz, już!

To niech się tak stanie!



Amen.

RP

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... -trwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 31 paź 2015, 12:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2015/10/30/ ... ycieskiej/

Ks. Stanisław Małkowski: NIEBO PRAGNIE POLSKI ŻYWEJ I ZWYCIĘSKIEJ
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-10-30

Drugie zwycięstwo wyborcze odniesione mimo licznych i już ujawnionych fałszerstw ze strony zakłamanego przeciwnika, wśród znaków Bożego prowadzenia, zobowiązuje nas, solidarnych Polaków, do kolejnych zwycięstw mocą modlitwy i czynu, w duchu wiary, męstwa i odwagi. Pamiętajmy, że złe duchy i służący im źli ludzie są tchórzami, nadrabiającymi brak odwagi tupetem, bezczelnością, hucpą i pogardą. Oby nam nie zabrakło odwagi i męstwa na drodze prawdy i prawa miłości, posłuszeństwa Bogu i szacunku wobec ludzi.

Liturgia 31. niedzieli zwykłej czytaniami mszalnymi o przykazaniu miłości Boga i bliźniego, a także o nieprzemijającym zbawczym kapłaństwie Jezusa Chrystusa, ustępuje uroczystości Wszystkich Świętych 1 listopada. Pierwsza lekcja z księgi Apokalipsy ukazuje świętych, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swoje szaty, i wybielili je we krwi Baranka (Ap. 7,14). Św. Jan Apostoł mówi w drugiej lekcji, że każdy, kto z dziecięcą ufnością w Bogu Ojcu pokłada nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty (1 J 3,3). Nie wystarczy więc ufać ludziom i własnej sile. Ewangeliczne błogosławieństwa (Mt 5, 1-1) ukazują drogę do świętości różną od dążenia do ludzkiej wielkości, osiąganej tymczasowo mocą posiadania, chwilowych pociech i zaspokojeń, hałasu, bezprawia, okrucieństwa, nieczystości, wojny, przemocy, kłamstwa.

Mamy więc do wyboru dwie drogi: ku wiecznej nagrodzie w niebie albo ku ostatecznej przegranej wśród przemijających nagród prestiżowych, finansowych i konsumpcyjnych. Owoce wielu ludzkich zwycięstw bywają częściowo lub w całości marnowane, gdy brakuje odniesienia do Boga i trwania w posłuszeństwie wobec zawartej w naszej naturze i objawionej nam prawdy. Polityka kompromisu i „grubej kreski” zmierza w stronę zgody na zło w postaci dyktatury relatywizmu („jest wiele prawd”) i nihilizmu („obiektywnych wartości prawdy i dobra nie ma”). Takiej polityce chaosu służy zakłamany język, gdy odnoszących się do rzeczywistości pojęć i słów się unika lub nadaje się im przeciwne znaczenie, gdy posługuje się emocjonalną, irracjonalną „nowomową”. Przykładem bezsensownej nowomowy w czasach socjalizmu i komunizmu były słowa „postęp”, „postępowy”, kojarzące się dobrze w przypomnieniu, że postępowy może być paraliż.

Postkomunizm lubi posługiwać się określeniem „zrównoważony rozwój”. Chyba tylko ktoś głupi nie chce równowagi i rozwoju! Tymczasem za miłym, ale nierozumnym określeniem kryją się irracjonalne ideologie szkodzące polityce, ekonomii, kulturze, społecznej więzi, takie jak totalitarny projekt superpaństwa, ideologie globalnego ocieplenia wraz z pakietem energetyczno-klimatycznym, ideologia multi-kulti, połączona ze sterowaną i finansowaną inwazją islamu oraz ideologia gender – gorsze od marksizmu i komunizmu. Poprawność polityczna nakazuje bezmyślną zgodę na „zrównoważony rozwój”, zawarty i zapisany w konstytucji III RP.

Bez odwołania się do wspólnoty nieba nie jest możliwe budowanie wspólnoty na ziemi. Zdolność do tworzenia wspólnoty Bożo-ludzkiej i międzyludzkiej jest wymiarem obrazu Trójcy Świętej w człowieku. Natomiast przestępcze wspólnictwo i związane z nim korzyści jednych kosztem krzywdy drugich wynikają z działania twórcy podziałów, czyli diabła – wynalazcy kłamstwa i śmierci. Obecny lament beneficjentów poprzedniego układu łączy się z całkowitą obojętnością na ludzką krzywdę.

Święty Jan Paweł II w dniu swojego liturgicznego wspomnienia kilka dni temu 22 października, mówi: Polsko, Ojczyzno moja! Nawet nie wiecie, kochane dzieci, jak bardzo droga sercu Pana naszego jest nasza ojczyzna. Jak wielkie są dzieła, które mają się wypełnić w polskim narodzie i przez ten naród. Czas, kiedy wszystko się okaże, czas, kiedy prawda zwycięży kłamstwo, kiedy dobro odniesie zwycięstwo, jest bliski i będzie on waszym udziałem. Potrzeba było ofiary, potrzeba było próby serc, potrzeba było czasu. Wszyscy święci i męczennicy polscy stoją przed Barankiem i proszą za wami. Amen.

Skoro oręduje za nami wspólnota nieba, konieczne jest odwołanie się do tej wspólnoty w trosce o dom ojczysty. Formą sprawdzoną i skuteczną tego modlitewnego wezwania na pomoc nieba, jest Krucjata Różańcowa za Ojczyznę. Warunkiem spełnienia naszych słusznych próśb i pragnień jest ufne posłuszeństwo woli Boga, czyli społeczne i narodowe poddanie się władzy Jezusa Chrystusa jako Króla Polski z woli i wyboru Polaków. Takich wyborów nie da się zakłamać ani sfałszować. Trzeba więc przeprowadzić je w Polsce i w tych krajach, które zechcą powstać i żyć.

Warszawska Gazeta 30 października – 5 listopada 2015 r.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /