Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Kazania do narodu

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 30 lis 2015, 07:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Bez chrztu nie byłoby polskiej państwowości

Homilia ks. abp. Stanisława Gądeckiego wygłoszona na rozpoczęcie Jubileuszu 1050. rocznicy chrztu Polski na Jasnej Górze 29 listopada br.

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiejszą niedzielą rozpoczynamy okres adwentowy. Okres ten posiada w Kościele podwójny charakter. Z jednej strony jest on czasem przygotowania do bliskich uroczystości Narodzenia Pańskiego. Z drugiej zaś – czasem oczekiwania na coś, co wydaje się odleglejsze, oczekiwaniem na przyjście Chrystusa na końcu czasów. W jednym i drugim przypadku jest to okres radosny. Radosny, bo niosący nadzieję, że razem z tymi wydarzeniami dokona się nasze wybawienie. Radosnego, bo wiążącego się z wypełnieniem najgłębszych pragnień ludzkiego serca – ze spotkaniem z nadchodzącym Wybawicielem.

Przeszłość

Tym razem jednak Adwent niesie ze sobą jeszcze jeden radosny wymiar. Jest to początek naszego świętowania jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski. Gdy 1050 lat temu książę Mieszko I przyjmował chrzest, wiedział, jakiego dokonuje wyboru. Przyjęcie chrztu świętego przez władcę Polan było ze wszech miar decyzją historyczną i historiotwórczą. Kraj Polan dokonywał bowiem zasadniczej zmiany; przechodził od kultu stworzeń do kultu Stwórcy. Nie było to przejście od jednej religii do drugiej. To było coś więcej. Było to radykalne przejście od bałwochwalstwa do wiary.

Ten fakt przesądził o dalszym kierunku naszej kultury i mentalności, zakorzeniając nas w zachodnim chrześcijaństwie. Przyjęcie chrześcijaństwa pozwoliło młodemu państwu polskiemu wyjść z kryzysu połowy lat 60. X wieku i przyłączyć się do zupełnie odmiennej strefy kulturowej i cywilizacyjnej. Piśmiennictwo, architektura murowana, sztuka sakralna, nowy sposób zarządzania państwem, to były nowe elementy, które całkowicie odmieniły kraj Polan. Polska mogła od tego momentu w całej pełni korzystać z wcześniejszego ponad 1700-letniego dziedzictwa kultury antycznej, a także z osiągnięć cywilizacyjnych europejskiej kultury chrześcijańskiej ostatnich 900 lat, w tym z dziedzictwa renesansu karolińskiego.

Od momentu przyjęcia chrztu Kościół stał się jednym z najważniejszych fundamentów państwa polskiego. Struktury państwowe i kościelne wzajemnie się przenikały, co umacniało młode państwo. Pierwsze biskupstwo polskie w Poznaniu powstałe w 968 roku objęło swoim zasięgiem całe ówczesne państwo Polan, będące zlepkiem różnorodnych terytoriów plemiennych. Po poszerzeniu władztwa Mieszka I i jego syna Bolesława Chrobrego, struktura terytorialna państwa otrzymała nową organizację kościelną w postaci arcybiskupstwa gnieźnieńskiego (1000 r.), które za pośrednictwem podległych mu biskupstw: krakowskiego, wrocławskiego, kołobrzeskiego i poznańskiego, spajało państwo polskie w jedną całość.

Później gdy w czasie rozbicia dzielnicowego Polska rozpadła się na poszczególne księstwa, świadomość przynależności ich mieszkańców do wspólnej prowincji gnieźnieńskiej była najważniejszym czynnikiem w procesie jednoczenia i odrodzenia państwa polskiego. Wierzono, że Polska zrośnie się w jedną całość, jak niegdyś ciało św. Stanisława. Książęta polscy czytali żywoty św. Stanisława i z nich m.in. czerpali siły do walki o zjednoczenie państwa polskiego.

Przyjęcie religii chrześcijańskiej, a wraz z nią przekonania o autonomii osoby ludzkiej, o jej wolności, wywarło ogromny wpływ na świadomość polityczną elit rządzących państwem polskim. To na skutek religii chrześcijańskiej w polskich elitach władzy zrodził się duch, który uważał Polskę za dobro wspólne. Już pierwszy polski kronikarz mistrz Wincenty, piszący na przełomie XII/XIII w. uważał państwo polskie za Rzeczpospolitą (res publica), której władcom winna być obca tyrania i niesprawiedliwość. W imię sprawiedliwości i wolności poddani mieli – według mistrza Wincentego – prawo przeciwstawić się tyranii złych królów, co też uczynili w przypadku Bolesława Śmiałego. Umiłowanie sprawiedliwości i wolności doprowadziło ostatecznie do tego, że przez wiele wieków Polska była najbardziej demokratycznym państwem na świecie. Krajem o niezwykłej tolerancji, gdzie wszelkie mniejszości szukały schronienia i gdzie mogły cieszyć się szeroką swobodą. Już w XI i XII w. ciągnęły do Polski tysiące Żydów aszkenazyjskich, znajdujących tu schronienie przed prześladowaniami w Zachodniej Europie. Polska stała się Ojczyzną także dla innych wspólnot etnicznych: dla Niemców, Flamandów, Walonów, Wołochów, Tatarów i wielu innych nacji. Państwowość polska była tak atrakcyjna, że niemieccy poddani państwa zakonu krzyżackiego zbuntowali się przeciwko Krzyżakom i uprosili króla polskiego Kazimierza Jagiellończyka o wcielenie tych ziem do Polski.

W 1385 r. religia katolicka stała się podstawą unii Polski z Litwą, co ostatecznie doprowadziło do powstania Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Przyniosło to nie tylko chrześcijaństwo pogańskim mieszkańcom Litwy, ale także wpłynęło na rozwój chrześcijaństwa prawosławnego, przyczyniając się ostatecznie do narodzin Kościoła unickiego w 1596 r. Rzeczpospolita Obojga Narodów ze swoimi demokratycznymi strukturami sprawowania władzy, tolerancją religijną i polityczną, a także narodowościową była unikalnym państwem w dziejach Europy. Umożliwiła powstanie wspaniałej kultury; stała się także wschodnim bastionem europejskiej cywilizacji chrześcijańskiej (łacińskiej).

Przyjęcie chrztu od pierwszych chwil zaowocowało rozwojem kultury narodowej we wszystkich dziedzinach; powstały pierwsze budowle murowane, poczynając od palatium Mieszka I, katedr w Poznaniu i Gnieźnie. Z wiary chrześcijańskiej czerpali najwybitniejsi twórcy malarstwa i rzeźby (drzwi gnieźnieńskie). Na ziemie Polski przybywali wybitni ówcześni intelektualiści; włoski mnich Benedykt, niemiecki zakonnik Bruno z Kwerfurtu. Spod pióra tego ostatniego wyszedł m.in. Żywot św. Wojciecha, arcydzieło ówczesnej literatury hagiograficznej. Z czasem narodziło się polskie dziejopisarstwo, najpierw pisane przez obcych przybyszy (Anonim tzw. Gall), a później genialnych historiografów Polaków – mistrza Wincentego, Wincentego z Kielczy czy jednego z największych historyków wszech czasów – Jana Długosza. Wszyscy ci twórcy, ale też późniejsi, inspirowali się wiarą, chrześcijańskimi naukami, dziejami Kościoła. Ludzie Kościoła organizowali powstanie pierwszych polskich uniwersytetów w Krakowie (1364/1400 r.) i w Wilnie (1579 roku). Spośród ludzi polskiego Kościoła wywodził się jeden z najwybitniejszych uczonych wszech czasów – Mikołaj Kopernik. Polski przekład Biblii autorstwa polskiego jezuity Jakuba Wujka z końca XVI-wieku przyczynił się do powstania języka literackiego i do ostatecznego ukształtowania dzisiejszego języka polskiego. Tematyka religijna, począwszy od Psałterza Dawidów Jana Kochanowskiego, a skończywszy na przekładach biblijnych Czesława Miłosza, była nieprzerwanie obecna w polskiej literaturze i sztuce.

Gdy system polityczny w Rzeczypospolitej popadł w stan kryzysu, ludzie Kościoła, jak np. jezuita Piotr Skarga, z ogromnym zaangażowaniem przystąpili do walki o naprawę Rzeczypospolitej. Później przedstawiciele Kościoła stawali na czele stronnictw dążących do modernizacji państwa polskiego (np. Hugo Kołłątaj). W czasie zaborów Kościół katolicki stał się ostoją polskości, fundamentem formowania się nowoczesnego Narodu Polskiego. W czasie powstań narodowych księża organizowali pomoc materialną i duchową powstańcom, a niekiedy sami stawali na czele oddziałów powstańczych (np. słynny ks. Stanisław Brzóska). Z tej racji Kościół katolicki był też prześladowany przez zaborców. Nie złamały Kościoła liczne sekularyzacje, prześladowania księży i hierarchów, kontrybucje etc. Gdy trzeba było, Kościół schodził do podziemia i wspierał wolnościowe dążenia Narodu Polskiego. Najlepszym przykładem jest postawa ks. kard. Mieczysława Ledóchowskiego, który za obronę języka polskiego w nauczaniu religii i w walce o niezależności Kościoła od pruskiego zaborcy został uwięziony. Fala strajków szkolnych, z których najbardziej znany jest strajk dzieci wrzesińskich, dowodził przywiązania mieszkańców zaboru pruskiego do języka polskiego i religii katolickiej. Wielkopolscy księża ze swej strony przychodzili z pomocą polskiemu społeczeństwu w zmaganiach ekonomicznych z pruskim zaborcą. Tacy księża jak Piotr Wawrzyniak zakładali towarzystwa przemysłowe, kasy pożyczkowe, kółka rolnicze i inne organizacje, które pomogły przetrwać ludności polskiej dotkliwe i długotrwałe represje zaborców.

W czasie II wojny światowej zarówno Niemcy hitlerowskie, jak i Związek Sowiecki, mając świadomość roli Kościoła katolickiego w życiu Narodu Polskiego, poddali go okrutnym represjom. Tysiące księży katolickich zginęło w niemieckich obozach koncentracyjnych i łagrach sowieckich. W tym czasie kapłani, siostry zakonne spieszyły z pomocą ludności żydowskiej; wielu też dzieciom żydowskim uratowano życie w czasie niemieckiej okupacji przez umieszczenie ich w katolickich sierocińcach.

Również po II wojnie komunistyczne władze PRL – zwłaszcza w okresie stalinowskim – prześladowały Kościół i jego wiernych. Wielu księży, a w tym też biskupów więziono i torturowano. Więźniem stał się nawet prymas Polski, ks. kard. Stefan Wyszyński. Kościół katolicki w czasach PRL-u odegrał znaczącą rolę w odzyskiwaniu podmiotowości przez polskie społeczeństwo. Bez Kościoła, jego autorytetu, a w tym także bez nauk polskiego Papieża św. Jana Pawła II, nie doszłoby do powstania związku „Solidarności”, która wstrząsnęła sowieckim imperium. Działalność tego związku, a przede wszystkim postawa Jana Pawła II, zapoczątkowały upadek komunizmu i przywrócenie demokracji milionom ludzi w Europie.

Doprawdy, niezwykle dalekosiężne okazały się konsekwencje chrztu Polski. Dlatego jubileusz 1050-lecia chrztu Polski to dla nas wielka i ważna rocznica, ponieważ bez tego chrztu nie byłoby państwa polskiego. Kościół – oprócz zbawienia – niósł przez wieki polskość.

Przyszłość

A jak wygląda nasza teraźniejszość i przyszłość? Dzisiaj – wśród wielu wyzwań pojawiły się znaki jakiejś utraty pamięci i dziedzictwa chrześcijańskiego, któremu towarzyszy obojętność religijna, wywołująca u wielu wrażenie, że żyją bez duchowego zaplecza, niczym spadkobiercy, którzy roztrwonili dziedzictwo pozostawione im przez historię. Nie dziwią więc próby nadania Polsce oblicza wykluczającego dziedzictwo religijne, przez stanowienie praw w oderwaniu od ich źródła, jakim jest chrześcijaństwo.

Mamy do czynienia z powolnym, stopniowo wkraczającym zeświecczeniem. Wielu ludzi nie potrafi już łączyć ewangelicznego przesłania z codziennym doświadczeniem. Wzrasta trudność w przeżywaniu osobistej wiary w Chrystusa w kontekście społecznym i kulturowym, gdzie chrześcijańska wizja życia jest stale wystawiana na próbę. W wielu sferach życia publicznego łatwiej jest deklarować się jako agnostycy niż jako wierzący.

Z tą utratą chrześcijańskiej pamięci wiąże się swego rodzaju lęk przed przyszłością. Obraz jutra jest często bezbarwny i niepewny. Bardziej się boimy przyszłości, niż jej pragniemy. Niepokojącą oznaką tego jest między innymi wewnętrzna pustka dręcząca wielu ludzi i utrata sensu życia. Jednym z wyrazów i owoców tej egzystencjalnej udręki jest zwłaszcza dramatyczny spadek liczby urodzeń, zmniejszenie liczby powołań do kapłaństwa i życia konsekrowanego, trudności w podejmowaniu definitywnych wyborów życiowych – jeśli nie wprost rezygnacja – również w małżeństwie.

W powiązaniu z szerzącym się coraz powszechniej indywidualizmem dostrzega się coraz mniej przejawów solidarności międzyludzkiej. Podczas gdy instytucje opieki pełnią godną uznania funkcję, zauważa się zanik poczucia solidarności, co powoduje, że ludzie – choć nie brakuje im tego, co konieczne pod względem materialnym – czują się coraz bardziej osamotnieni, pozostawieni samym sobie, pozbawieni uczuciowego oparcia.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest dążenie do narzucenia antropologii bez Boga. Taki typ myślenia doprowadził do tego, że uważa się człowieka za absolutne centrum rzeczywistości, każąc mu w ten sposób – wbrew naturze rzeczy – zająć miejsce Boga, zapominając o tym, że to nie człowiek stwarza Boga, ale Bóg stwarza człowieka. Zapomnienie o Bogu doprowadziło do porzucenia człowieka. Nie należy się więc dziwić, że otworzyła się rozległa przestrzeń dla rozwoju nihilizmu na polu filozofii, relatywizmu na polu teorii poznania i moralności, pragmatyzmu – a nawet cynicznego hedonizmu – w strukturze życia codziennego.

W takim kontekście pojawiają się próby usunięcia z naszej kultury wkładu chrześcijaństwa, które wywarło przemożny wpływ na jej historyczny rozwój. Jesteśmy świadkami narzucania jakiejś nowej kultury – pozostającej w znacznej mierze pod wpływem środków masowego przekazu – której treści są często sprzeczne z Ewangelią i godnością osoby ludzkiej. Do tej kultury należy coraz bardziej rozpowszechniany agnostycyzm religijny, związany z pogłębiającym się relatywizmem moralnym i prawnym, który jest następstwem zagubienia prawdy o człowieku jako fundamencie niezbywalnych praw każdej osoby ludzkiej. Oznaką gaśnięcia nadziei bywają niepokojące formy tego, co można nazwać „kulturą śmierci” (por. Ecclesia in Europa, 7-9).

Jak stawić czoła współczesnym wyzwaniom? Trzeba powrócić do chrztu. Trzeba – podobnie jak 1050 lat temu – na serio wyznać i głosić na nowo prawdę o Chrystusie, jedynym pośredniku między Bogiem a ludźmi i jedynym Odkupicielu świata. Trzeba nieustannie otwierać się z ufnością na Chrystusa i pozwalać Mu, aby nas odnawiał. Trzeba głosić świadectwem własnego życia, że ten, kto Go spotyka, poznaje Prawdę, odkrywa Życie i znajduje Drogę do niego prowadzącą (por. J 14,6; Ps 16 [15],11). To zaś pozwoli nam odkryć, że Chrystus jest jedyną przyszłością człowieka.


Zakończenie

Powierzamy się Tobie, Jasnogórska Pani, najpewniejsza Przewodniczko i Wspomożycielko naszego Narodu, i oddajemy w Twoje macierzyńskie dłonie to, co jest u nas najlepsze, abyś to dobro umocniła w naszych sercach i czynach, w obyczaju i działaniu naszego Narodu.

Zawierzamy Ci, Matko, wszystkich Polaków w kraju i poza jego granicami, ale szczególnie tych, którzy znaleźli się w obliczu biedy, bezrobocia, braku mieszkania, strachu przed przyszłością. Zawierzamy Ci każdego człowieka w naszej Ojczyźnie. Przede wszystkim jednak młode rodziny i całe pokolenie młodych Polaków, bo od nich zależą przyszłe losy Ojczyzny.

Ucz nas, Zwycięska Pani, pokonywać nasze grzechy, a w szczególności egoizm, nieczułość na potrzeby innych, bezmyślne korzystanie z dóbr tego świata. Ucz nas wychodzić ze słowem i czynem miłości ku ludziom, szczególnie ku tym, którzy oczekują naszej pomocy.

Ucz nas współodpowiedzialności za Kościół i życie społeczne. Pomagaj nam żyć – z każdym dniem lepiej – jako chrześcijanie i jako Polacy, świadomi ogromnego dziedzictwa, jakie niesie ze sobą 1050 lat ochrzczonego Narodu.

Spraw, Przewodniczko naszego Narodu, abyśmy nie uchylali się od podejmowania ważnych i nowych – a gwarantujących dobro naszej Ojczyzny i Kościoła – zadań, jeśli tylko okażemy się do nich zdolni. Spraw przez Twoje potężne wstawiennictwo u Twego Syna, abyśmy byli ludźmi świadomymi zobowiązań płynących z naszego chrztu. Byśmy stali się prawdziwymi apostołami Twojego Syna. Amen.

episkopat.pl

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 18 sty 2016, 11:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/kosciol/262349-abp- ... jnowsze%29

Abp. Michalik: Największym zagrożeniem dla Polski jest rozbrojenie wewnętrzne narodu i wyśmiewanie patriotyzmu
opublikowano: 2015-08-15 11:14:56+02:00


fot.youtube.pl


Największym zagrożeniem dla Polski są podziały i pycha
—stwierdził abp Józef Michalik podczas Wielkiego Odpustu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kalwarii Pacławskiej k. Przemyśla.
Msza św. sprawowana przez metropolitę przemyskiego w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Matki Bożej była główną Mszą św. podczas kalwaryjskich uroczystości odpustowych.
Były przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski stwierdził, że, jak uważa wielu publicystów, przejawem kryzysu jest brak uzbrojenia w kraju. Ale, jak zaznaczył abp Michalik:
największym zagrożeniem jest rozbrojenie wewnętrzne narodu i wyśmiewanie patriotyzmu. Największe zagrożenie to są podziały, pycha, to, że Polska od wielu lat jest partyjna, a nie narodowa. Interes partii się liczy, tej, czy innej. I trzeba zreformować myślenie, partie muszą zatroszczyć się wspólnie o dobro narodu, inaczej takiej partii nie wolno popierać
—mówił w homilii.
Abp Józef Michalik wskazywał, że trzeba znać swoją wiarę i pogłębiać wiedzę na temat religii. Przywołał dane statystyczne, według których 71 procent Polaków uważa in vitro za metodę dopuszczalną i godziwą.
To znaczy, że nie znamy swojej wiary, że chcemy słuchać fałszywych proroków
—stwierdził.
Były przewodniczący Episkopatu Polski podkreślił, że brak uznania Kościoła dla in vitro nie wynika z „widzimisię” hierarchów, ale z niegodziwości tego sposobu poczęcia. Wskazał, że jest to przede wszystkim metoda nienaturalna, bo wyklucza akt miłości mężczyzny i kobiety.
Co równie istotne – jak wskazał arcybiskup przemyski – żeby mogło począć się jedno dziecko, musi zginąć kilka innych zarodków. Stwierdził, że przyjęta przez parlament ustawa jest zbyt liberalna i pozwala w zasadzie na wszystko.
Kościół broni człowieka najsłabszego, domaga się niekiedy ofiary od małżonków, którzy nie otrzymali daru macierzyństwa i ojcostwa, ale przecież mają dobre serca. Tyle jest osób starszych, sierot potrzebujących miłości
—mówił.
Abp Michalik zaznaczył, że człowiek głoszący Ewangelię zawsze będzie budził sprzeciw, bo broni etyki, moralności i przeciwstawia się nowym tendencjom manipulującym w moralności, domaga się uczciwości.
Kaznodzieja przypomniał także o 95. rocznicy Cudu nad Wisłą. Powiedział, że naród polski wydobył wówczas z siebie miłość do ojczyzny, a jednocześnie walczył w oparciu o pomoc Bożą. Wspominając z kolei św. Maksymiliana Marię Kolbego, którego rocznica śmierci przypadała 14 sierpnia, stwierdził, że zdolność do tak heroicznej postawy, aby oddać życie za drugiego człowieka, franciszkański męczennik wyniósł z domu rodzinnego.
Msza św. pod przewodnictwem abp. Michalika sprawowana była w intencji ojczyzny, rządzących na różnych szczeblach władzy oraz służb mundurowych. W oprawę liturgii: odczytanie czytań mszalnych i modlitwy powszechnej, śpiew oraz asystę liturgiczną zaangażowani byli przedstawiciele różnych formacji, czuwających nad obroną Polski. Eucharystię koncelebrował m.in. bp Leon Mały, który do Kalwarii Pacławskiej przyszedł na piechotę wraz z pielgrzymką ze Lwowa.
Uroczystości Wielkiego Odpustu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kalwarii Pacławskiej trwają od poniedziałku. Bierze w nich udział kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów, głównie z Polski południowo-wschodniej, ale również z innych regionów kraju oraz z Ukrainy, Słowacji i Niemiec. Sanktuarium pasyjno-maryjne w Kalwarii Pacławskiej jest jednym z największych w tej części kraju. Nazywane jest „Jasną Górą Podkarpacia” i „Jerozolimą Wschodu”. Jego opiekunami są franciszkanie konwentualni.

ann/KAI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 04 maja 2016, 10:23 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7507
Lokalizacja: Podlasie
Posłuchajcie wykładu ks. Grzegorza Śniadocha, i ... wszystko stanie się jasne ...



Ks. Grzegorz Śniadoch 30 kwiecień 2016 Lublin
Opublikowany 03.05.2016

Wykład księdza Grzegorza Śniadocha wygłoszony podczas VII Kongresu dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla w Lublinie z 30 kwietnia 2016 roku. Organizatorem kongresu było Stowarzyszenie Fides et Ratio z Krakowa i Radio Chrystusa Króla.

To wystąpienie uważam za najciekawsze spośród wszystkich wygłoszonych. Niestety jakość oryginalnego nagrania z całości relacji zawiera usterki, i kilka minut z treści słownej tego wykładu nie nagrało się. Z tego powodu postanowiłem „niemą część” całości uzupełnić własną relacją wszystkich zapamiętanych przeze mnie treści z tego, co było wypowiedziane.

Całość tego wykładu, wraz z moimi uzupełnieniami, prezentowana jest w tym nagraniu. Polecam wysłuchać całość.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 06 maja 2016, 13:00 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7507
Lokalizacja: Podlasie
Tu jest świetnej jakości ten sam wykład ks. Grzegorza Śniadocha.
Posłuchajcie. Naprawdę warto !


_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 07 maja 2016, 09:40 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7507
Lokalizacja: Podlasie
Poniższy tekst dotyczy wykładu z powyższego postu.


Ks. Grzegorz Śniadoch: Zbliżają się czasy ostateczne. Musimy zachować Wiarę i moralność katolicką!

Obrazek
Sąd Ostateczny, Hans Memling (circa 1433–1494) [Public domain], via Wikimedia Commons

W wykładzie pt. „Kościół walczący w służbie Chrystusa Króla. Nasza walka w czasach ostatecznych” wygłoszonym podczas Kongresu dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla, ksiądz Grzegorz Śniadoch z Instytutu Dobrego Pasterza przeanalizował historię najnowszą pod kątem zapowiadanych w Piśmie Świętym czasów ostatecznych. Musimy być na nie gotowi, gdyż nie wiemy jaka czeka nas przyszłość, a z ujawnionych fragmentów III Tajemnicy Fatimskiej wynika, że nadchodzi dla świata ciężki czas wojen.

- Kto ma oczy i używa rozumu ten jasno widzi, że stoimy w przededniu kolejnej wielkiej transformacji świata. Można powiedzieć, że jesteśmy w wigilii pewnych finałowych wydarzeń – zauważył ks. Śniadoch. Swoje rozważania podzielił na dwie części, jedna to spojrzenie na perspektywę doczesną, druga: na wieczną.

- Wiek XX miał trzy wielkie transformacje, które idą w ściśle określonym kierunku, utworzenia nowego porządku świata. Zgodnie z tym co pisał Albert Pike, jeden z amerykańskich masonów, twórca tak zwanej teorii trzech wojen, która ma doprowadzić do nowego porządku świata. Pierwsza transformacja to Pierwsza Wojna Światowa, w wyniku której upadł stary porządek europejski. Upadły ostatnie liczące się monarchie na Starym Kontynencie. Woodrow Wilson, amerykański prezydent, nie chciał rozmawiać z Karolem Habsburgiem, który nieustannie przez całą wojnę proponował porozumienia pokojowe, argumentując, że nie będzie rozmawiał z człowiekiem, który nie jest wybrany metodą demokratyczną i twierdzi, że jego władza pochodzi od Boga. W wyniku I Wojny Światowej upada ostatnia wielka monarchia katolicka Habsburgów i wkrótce upadają wszystkie pozostałe. Na gruzach imperium Rosyjskiego powstał komunizm, największa zaraza jaka kiedykolwiek dotknęła ziemię. A dobrze wiemy, że nie byłoby żadnego komunizmu, gdyby nie żydowskie złoto, które płynęło z Wall Street. Każda bowiem rewolucja wymaga zaplecza finansowego. Kto finansuje, ten steruje. Kształt świata, który się wyłonił po traktacie wersalskim, po tej strasznej wojnie, był na tyle sztuczny, że nie trzeba było głębokiego intelektu, żeby wiedzieć, że on długo się nie utrzyma – stwierdził w wykładzie ks. Grzegorz Śniadoch.

- Druga transformacja rozpoczęła się wraz z wybuchem II Wojny Światowej, w wyniku której upadła dominacja Korony Brytyjskiej. Wyrosło imperium amerykańskie, ze wszystkimi konsekwencjami, takimi jak koniec epoki kolonialnej. Rozpoczęła się epoka wojen w Afryce, które trwają aż do dziś – zauważył.

- Dość powiedzieć, że ten pojałtański porządek właśnie się kończy. Ta formuła się wyczerpuje - dodał.

- Trzecia transformacja została już zainaugurowana zniszczeniem wież World Trade Center 11 września. Ta prowokacja rozpoczęła serię wojen, wkładając kij w mrowisko na Bliskim Wschodzie, które trwają do dziś. (…) Wojujący islam został obudzony na dobre – ocenił duchowny.

Wydarzenia ziemskie wpisują się w perspektywę nadprzyrodzoną, która również była obiektem analizy księdza z Instytutu Dobrego Pasterza.

- Popatrzmy na duszę tego świata. Duszą tego świata jest Kościół katolicki. (…) Dla duszy tego świata także zaplanowano transformację – powiedział ks. Śniadoch.

- Trzeba nam się cofnąć do 13 października 1884 roku. A więc do słynnej wizji papieża Leona XIII, którą miał w swojej prywatnej kaplicy. (…) Pod wpływem tej wizji, tej rozmowy Chrystusa z diabłem, papież poruszony tym co usłyszał, wstał i napisał słynny egzorcyzm Leona XIII i natychmiast nakazał, aby był odmawiany po każdej Mszy Świętej przez wszystkich księży na świecie, co obowiązywało aż do ostatniej reformy liturgicznej – przypomniał duchowny.

- W usłyszanej rozmowie wiek XX miał zostać oddany pod panowanie Lucyfera. Niemniej jednak chciałbym zauważyć i postawić taką roboczą tezę, że ten wiek XX nie rozpoczął się 1 stycznia 1901 roku, tylko miał inny swój początek. Ja stawiam tezę, że ten okres panowania, ten eksperyment transformacji i oddania tego czasu, to jest I Wojna Światowa, a dokładnie nawet moment Objawienia Matki Bożej w Fatimie – ocenił ks. Śniadoch.

Jak przypomniał duchowny, trudny wiek XX rozpoczął pontyfikat św. Piusa X, który niejako proroczo przewidział co miało nadejść i że to co nadejdzie, będzie zwiastunem czasów ostatecznych oraz przygotowaniem panowania antychrysta. Temu służyć mają właśnie trzy transformacje.

Jednym z frontów walki jest, wielokrotnie już potępiany przez papieży, katolicki modernizm, z którym silnie walczył św. papież Pius X, zmarły w przeddzień wybuchu I Wojny Światowej, w której poległ kwiat młodzieży katolickiej.

Plan masonerii polegający na tworzeniu nowego porządku świata opisywał również nasz rodak, św. Maksymilian Maria Kolbe.

- Trzeba pamiętać, że bezpośrednim powodem założenia Milicji Niepokalanej, Rycerstwa Niepokalanej, była odbywająca się w Rzymie w październiku 1917 roku (ta data to nie przypadek), manifestacja z okazji 200-lecia powstania masonerii. W tym czasie ojciec Kolbe był studentem w Rzymie i widział to na własne oczy. Burmistrz Rzymu, Ernesto Nathan, wielki mistrz loży masońskiej, zarządził wielkie obchody tej rocznicy. Jej uczestnicy otwarcie ogłosili wielką wojnę z Kościołem katolickim i ogłosili, że ukoronowaniem ich działań będzie panowanie diabła na Watykanie – przypomniał ks. Śniadoch zwracając uwagę, że tego dnia masoni mieli ze sobą różne bluźniercze sztandary, w tym przedstawiający odwrócenie znanego przedstawienia, na którym – oryginalnie – św. Michał Archanioł pokonuje szatana.

Po tym wydarzeniu powstało Rycerstwo Niepokalanej. Jego głównym celem była walka z wrogami Kościoła, głównie z masonerią. W nich św. Maksymilian widział największe zagrożenie. Akt założycielski Rycerstwa został podpisany 4 dni po ostatnim objawieniu Matki Bożej w Fatimie. Ostatnie zaś objawienie miało miejsce dzień przed wybuchem rewolucji bolszewickiej, która zgodnie ze słowami Maryi była karą za grzechy.

Istnienie w Kościele nieoficjalnego i podziemnego stowarzyszenia modernistów potwierdził opublikowane w roku 1978 pośmiertny testament księdza Primo Vanutelliego, oficjalnie nawróconego modernisty (gdyż złożył przysięgę antymodernistyczną). W tekście owym – jak zauważył ks. Śniadoch – odebrano Panu Jezusowi Boską cześć, zrównano wszystkie religie i postulowano zmianę liturgii (tekst powstał przed 1945). Jest w nim wprost mowa o podziemnej pracy zmierzającej do zmiany Kościoła i zwołania soboru, który zreformuje Kościół.

Ksiądz Śniadoch przypomniał również stanowisko antymodernistycznego kardynała, który w latach 30. XX wieku mówił, że moderniści chcą wykorzystać Stany Generalne Kościoła (sobor) do wprowadzenia w życie nowej rewolucji, na wzór tej francuskiej z XVIII wieku.

Po Soborze Watykańskim II dwaj kardynałowie moderniści określili go mianem roku 1789 w Kościele, a nawet rewolucją październikową w Kościele.

- Każda rewolucja niszczy porządek Boski. Nie ma dobrych rewolucji. Może być kontrrewolucja, ale nie ma dobrych rewolucji – powiedział podczas wykładu ks. Śniadoch.

Zaś styczniu 2015 roku jeden z wpływowych doradców papieża Franciszka, kard. Maradiaga, zapowiedział „nową erę w Kościele”, nową interpretację rozwodów, tematyki rodziny i homoseksualizmu. Nowe podejście ma być zgodne z „duchem czasu”. Słowem: rewolucyjne.

Zdaniem ks. Śniadocha nie da się dokonać masońskiej trzeciej transformacji świata bez wojny, ale i rewolucyjnych zmian w Kościele i utworzenia religii światowej z dominującym fałszywym miłosierdziem, które zakłada zgodę na grzeszenie z nadzieją Bożego miłosierdzia. Do wybuchu wojny zaś przygotowano już prowokację w postaci milionów muzułmanów w Europie. Za rok zaś przypada 500. rocznica protestanckiej reformacji, 300-lecie powstania masonerii oraz 100-lecie rewolucji bolszewickiej. Straszna III Wojna Światowa zapowiedziana została w III Tajemnicy Fatimskiej i katolicy muszą być gotowi na nadejście czasów ostatecznych.

Co robić wobec zbliżających się rozstrzygnięć? - Zachować Wiarę i moralność katolicką! – przypomniał ks. Śniadoch, zauważając, że nie można akceptować błędów w doktrynie.

Źródło: Youtube
MWł

Kongres dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla
organizowało Stowarzyszenie Fides et Ratio i Radio Chrystusa Króla

http://www.pch24.pl/ks--grzegorz-sniado ... 048,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 17 maja 2016, 07:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Duch Boży jest mocniejszy

Homilia ks. bp. Józefa Zawitkowskiego wygłoszona w Zielone Świątki – 15 maja 2016 r., w warszawskiej bazylice archikatedralnej w 35. rocznicę rejestracji „Solidarności” RI

Obrazek

Szanowni Przedstawiciele
Kancelarii Prezydenta RP,
Kancelarii Premiera RP,
Szanowni Państwo Administracji
Rządowej i Samorządowej,
Organizacji i Stowarzyszeń,
Poczty Sztandarowe różnych formacji
i Solidarności Rolników Indywidualnych,
Bracia Kapłani,
Czcigodne Siostry,
Wszyscy Kochani moi!

Chcę, abyście wiedzieli, co teraz odczuwam w sercu i myśleniu. Trzydzieści pięć lat temu, 12 maja 1981 roku, głosiłem kazanie do gniewnych chłopów, którzy w tej katedrze modlili się, aby Duch Boży mocniejszy był od samodzierżawnych i mocarnych sprawujących wtedy władzę.

Na sztandarach mieliście wypisane zawołania: My z gniewu zrodzeni! Żądamy chleba i sprawiedliwości! Boże ojców naszych – broń nas! Boże, coś Polskę! Nie rzucim ziemi skąd nasz ród! Jak dzwon waliło mi wtedy serce. Tam pod amboną stał mój tata. Ukrywał ciężkie łzy ze wzruszenia,
a mi brzmiały słowa Ezechielowej wizji:

Otwieram groby wasze
i z grobów was wyprowadzę,
abyście wiedzieli,
że nawet z wyschniętych kości
może Bóg wzbudzić sobie
naród doskonały
i poznacie, że On jest Panem (por. Ez 37,1-14)

Słuchałem tych słów wobec majestatu śmierci Ojca Narodu, Stefana kardynała Wyszyńskiego. On Was prosił:
Uczcie się! Organizujcie się, bo zniszczą Was pośrednicy.
Bogactwem narodu są owoce ziemi. Brońcie ziemi, bo to matka karmicielka.

A dziś brzmią mi w uszach słowa Białego Proroka, Syna tej Ziemi, który w Zielone Świątki, 2 czerwca 1979 r., wołał: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej Ziemi!...

O, jak On kochał Polskę! Pocałunek złożony na Ziemi Polskiej… to jakby pocałunek złożony na rękach mojej matki, albowiem Ojczyzna jest naszą matką.

Więc i ja za Ezechielem, za świętym Papieżem Polakiem
przywołam dawne czasy i dziękował będę Bogu za to,
że tę ziemię dał naszym ojcom.

*

Wracali niegdyś od Betlejem żłobu
Święci Królowie…
Ów król północy zaszedł w nasze żyta.
Zabłądził w zbożu jak w lesie,
bo zboże rosło wysoko,
jak las w kraju Lecha,
więc zabłądziwszy rzekł:
Wyprowadź, Boże!
Aż oto przed nim odkrywa się strzecha
królewskiej chaty, bo Lech mieszkał w chacie…
(J. Słowacki)

Wszyscyśmy Lechici,
od króla Piasta Kołodzieja,
od Króla Wielkiego,
co sądził pod drzewem,
i od świętej Królowej,
co pytała męża:
A kto im za łzy zapłaci?

Biedny jest los oraczów.
Pobożny Jan Kazimierz
Matce Bożej Łaskawej
we Lwowie ślubował
ale ślubów nie dotrzymał:

A ubogie pospólstwo oraczów
po odniesionej nad Szwedem wiktorii
wolnym uczynię od wszelkiego okrucieństwa.
W czym mi dopomóż Matko Miłosierdzia,
Królowo moja i Pani!. (wg H. Sienkiewicza)

Nie spełnił król ślubów.
Opłakany był los
pańszczyźnianego chłopa.
Bolały dyby pańskie
i łajanie karbowego.

A gdy była potrzeba
to i poeci wołali:
Jeden tylko, jeden cud
Z szlachtą polską polski lud. (Z. Krasiński)

Byli więc kosynierzy pod Racławicami,
szli chłopi na bagnety pod Olszynką Grochowską,
z szabelką na Moskala.
To chłopi oddziałów ochotniczych
widzieli Cud nad Wisłą
i śmierć księdza Skorupki pod Radzyminem.

Szczęśliwszy od pańszczyźnianych chłopów
był wolny najmita,
co po Bożym Narodzeniu
szukał służby za metr zboża.
Był parobkiem, był służącym,
najmitą, ale wolnym.

A Janko Muzykant wierzył mamie:
A będę miał w niebie
prawdziwe skrzypki?
Będziesz miał, synku, będziesz!

I Antek pytał:
A nauczą mnie tam, mamo,
wiatraki budować?
Nauczą cię nawet
w kancelarii pisać!

A Sierotka Marysia
gąski pogubiła.
I Jaś nie doczekał.
Długi był dzień pańszczyźniany.
Zostało tylko narzekanie chłopa,
jak modlitwa pokutna:
Zachodźże słoneczko,
skoro masz zachodzić,
bo mnie nogi bolą
po tym polu chodzić!


Stąd już tak blisko
do piosnki partyzanckiej:
Dziś do ciebie przyjść nie mogę…
W pole wyjdź pewnego razu
na snop żyta ręce złóż
i ucałuj jak kochanka,
ja żył będę w kłosach zbóż. (St. Magierski?)


A po Żołnierzach Wyklętych
zostało nam wołanie:
Jeszcze Polska nie zginęła!
Umieram za Polskę…
Wychowaj syna na dobrego Polaka!
Zostańcie z Bogiem!

Chłopi Czcigodni
Bracia moi Rodzeni!

Józef Chełmoński uwiecznił nam tylko
historyczną wizję krajobrazu wiejskiego
i pracy łowickiego chłopa.

Bociany!
Dziadziuś, zjedz śniadanie
z dwojaków.
Wnusiu, zobacz, bociany przyleciały!

Orka
Ciężko wołom.
Ciężko człowiekowi z sochą.
Boże z Twoich rąk żyjemy,
Lecz naszemi pracujemy.
My Ci damy trud i poty,
Ty nam daj urodzaj złoty. (Fr. Karpiński)

Burza!
Synku, niebo się chmurzy,
Zasłonię cię od burzy. (K.I. Gałczyński)

Kuropatwy
Zmarznięte i głodne.
Już niedługo będzie wiosna.


Patrz!
Żurawie przyleciały,
krzyczą rano nad błotami.

Pod Twoją obronę
to najpiękniejszy mój obraz.
Wioska uśpiona.
Królowa czuwa nad nami.

*

Nie ma już prawdziwych chłopów.

Zostały tylko resztki

Solidarności Rolników Indywidualnych.

Nie ma już pracowitych Borynów. Zostali producenci.

Krew naszą piją drapieżni pośrednicy.

A mnie tak tęskno. Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
podnoszą z ziemi przez uszanowanie,
tęskno mi, Panie!

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony
są jak odwieczne Chrystusa wyznanie
Bądź pochwalony!
Tęskno mi, Panie!

*

Zielone Świątki.
Pachnie tatarakiem,
więc wszystko będzie nowe.
Tylko czy resztka Was, Chłopów,
z Solidarności Rolników Indywidualnych
pamięta o 8 września?
Pora siać!
Matka Boska Siewna przypomina.
Nie ma już siewców.
Siewniki sieją.
A dziadek ziarno poświęcał.
A dziadek przed siewem ziemię całował
i boso znaczył, dokąd zasiane,
jak Boryna:


A gdy ziarna zabrakło
pustą ręką siał,
jakby samego siebie rozsiewał
na te praojcowe zagony.
Gospodarzu, ostań z nami!
A dyć jestem, cegój?...
Nagle niebo się rozwarło,
a tam w jasnościach oślepiających
Bóg Ojciec siedzący na tronie ze snopów…
Pódziże do mnie utrudzony parobku!
Zachwiał się Boryna,
roztworzył ręce jak w czas Podniesienia
i odrzekł: Panie Boże wielki zapłać!
I runął na twarz przed tym
Majestatem Przenajświętszym
i pomarł w onej łaski Pańskiej godzinie.
Tylko Łapa wył długo i żałośnie. (wg Wł. Reymonta)

Taki jest los siewcy.
Sam będzie rzucony na ziemię
i obumrze, aby stracone życie
przyniosło plon stokrotny.

Chłopi, pamiętajcie o żniwach.
Dobrze, że kombajny wyręczają
kosiarzy i podbieraczki
od niewolniczej pracy,
ale prawdziwy kosiarz to pytał
Boga w niebie:
Czy ja mogę to wziąć?
Bom tylko orał, siał,
a Ty chleb rozmnożyłeś.
I całował dziadek kłosy urodziwe,
które chlebem pachniały.

Przepiórki wołały: Pójdźcie żąć!
Kuropatwy prosiły:
Omiń nas, bo tam, w gnieździe
są małe pisklęta.
Nie zabijaj nas!
I zostawiał dziadek kępkę zboża
na osłonę, a one dziękowały.



Chłopi Czcigodni!
A kto z Was ma jeszcze tyle wiary,
aby po wymłóceniu kombajnem
uklęknąć na polu,
wznieść ręce ku niebu
i dziękować:
Wszystko Cię, mój Boże, chwali
Aleśmy i to poznali
Że najmilszą Ci się zdała
Pracującej ręki chwała. (Fr. Karpiński)
Lżej jest ludziom na wsi,
bo maszyny pomagają,
ale czy ludzie są lepsi?

Pamiętajcie, Chłopi,
o Waszym świątecznym kalendarzu:
Matki Boskiej Siewnej!
Do chłopów wołam i do kapłanów
i do nauczycieli, i do rodziców:
Pora siać!
Choćby i pod wiatr,
ale trzeba siać!
Tylko siejcie dobre ziarno,
nie kąkol i chwasty.

Matki Boskiej Adwentnej
Pan organista opłatki roznosił,
a Matka Boska pytała:
Gdzie się ma Pan Jezus narodzić?

Matki Boskiej Gromnicznej
Mama w kościele gromnicę poświęcała,
aby nas Matka Boska Gromniczna
od gromów i nawałnic obroniła
i od wilków, co się światła boją.
Dziś są dachy ognioodporne,
są odgromniki na budynkach,
ale zagrożeń więcej i wilków,
i kundli, co na szlachetnych szczekają.

I Zagrzewna, po Józefie.
Skowronki przyleciały.
Bociany gniazd swoich szukają,
a święty Józek przywiózł ciepła wózek.


Umajona
Przez cały maj,
przy kapliczkach,
krzyżach i w kościołach
modlą się pobożni ludzie.
Cała Polska rozmodlona
i chwalą Matkę Bożą łąki umajone,
góry, doliny zielone.

Jagodna
Mieszczuchy na wieś
na urlopy przyjeżdżały,
a Matka Boska w lesie
dzbanem jagody rozsypała,
na wakacje,
dla miejscowych
i dla gości.

Jeszcze Zielna
Już po żniwach.
Mama kwiaty pozbierała,
tata – kłosy i owoce,
wszystko w wieniec ustrojone
na dożynki,
na dziękczynienie Bogu i ludziom.
Chłopi potrafią dziękować.
Tylko chamowie nie dziękują
ani Bogu, ani ludziom.

O Ty, której obraz w każdej polskiej chacie
I w ubogim sklepiku i w pysznej komnacie.
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy.
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy.
(J. Lechoń)

*

Zmęczyłem Was, ale miejcie chłopską cierpliwość, to tylko raz na 35 lat.

Jest jeszcze jedno chłopskie świętowanie, pieczenie chleba.
Dziś są piekarnie, sklepy z pieczywem, kto by chleb w domu piekł? Nawet pieców nie ma.

A mnie tęskno za świętem pieczenia chleba.
Teraz i chłopi nie wiedzą, co to jest przednówek.
To czas, kiedy już nie było starego chleba,
a jeszcze nie było nowego.
Była tylko bieda, ale ludzie byli dobrzy, bo dzielili się ostatnim kawałkiem chleba – jak Komunią.

Mama zaczyniała chleb.
Brała zakwas ze starego pieczywa,
mieszała z trzema miarami mąki,
dzieżę stawiała na ciepłej lepce,
a wszystko przykrywała troskliwie,
żeby dobrze wyrosło.
– Dzieci, teraz bądźcie cicho,
bo chleb rośnie.
I naprawdę było słychać
jak chleb rośnie.

Potem mama formowała bochny,
posypywała makiem, żegnała krzyżem,
a tata drewnianą łopatą
przykrytą chrzanowymi liśćmi
wsadzał chleb do pieca.
Na brzegu były małe placki
– podpłomyki.
Czekaliśmy na nie
z głodem i łakomstwem,
a mama najpierw zrobiła
akademicko-katechetyczny
wykład:
Dzieci!
Chleba nie je się samemu,
chlebem trzeba się podzielić.
Pierwszy chleb zanieście do sąsiadów,
tam jest bieda,
tam są dzieci!

Mama, skąd Ty miałaś takie uniwersytety?
Patrzcie, a dziś uczeni,
ekonomiści i rządzący
nie potrafią rozwiązać problemu głodu.
Mówią, że 40 tys. ludzi rocznie
umiera z głodu, ale bezbożny
polityk, aby nie naruszyć
równowagi rynku,
woli zniszczyć,
zatopić nadwyżki pożywienia,
byle nie dać głodnym.
Bo wy, Panowie, nie chodzicie
do Komunii Świętej,
wy nie dzielicie się opłatkiem ani chlebem.
Jesteście jamochłony,
bezużyteczne, a szkodliwe.

Jesteśmy w Unii Europejskiej.
Zawsze byliśmy w Europie.
Ojciec Święty nas uczył,
że Europa musi oddychać
dwoma płucami – Zachodu i Wschodu.
Jesteśmy Europie potrzebni, ale:

Do Europy bezmyślnym stadem
Wlokąc za sobą miłość i zdradę
poszliśmy niosąc nasze symbole
przez perz i ugór, i puste pole,
zdeptaną dumę i honor i wiarę. (J.K. Węgrzyn)

Takiej Unii, bez Komunii – nie chcę!
Krzyż święty i Orzeł,
i Biało-czerwona,
To Polska, to moja
Ojczyzna rodzona!



A Ojczyzna moja to ta ziemia droga,
gdziem ujrzał słońce i uwierzył w Boga,
gdzie ojciec, bracia i gdzie matka miła
w polskiej mnie mowie pacierza uczyła
(M. Konopnicka)

Dlaczego Polska umiera?
Bo jaśnie oświeceni
sprzedali Polskę i okradli.
Została nam bez posagu
i bez wzięcia.

Rodacy!
Potrzeba mi chłopów takich
jak Ślimak z Placówki.
Trzeba mi kilku Drzymałów
by obronić ziemię.
Ludzie, dokąd uciekacie,
zostawiając dom, rodzinę, Ojczyznę?
Dla chleba, księże, dla chleba!
Boże, przecież Polska może wyżywić
80 milionów Polaków
i jeszcze chlebem z obcymi się podzielić.
Wszystko nam dałeś
co da mogłeś, Panie! (L. Rydel)

Roztrwonili nam wszystko,
same kupce a rataje!
Nie mamy króla, ani wodza,
ani proroka. (Dn 3,26)
Przestępcy odeszli wolni.
Oskarżają nas przed sanhedrynem,
a myśmy zaprzysiężnie
śpiewali: Nie będzie
Niemiec pluć nam w twarz!
Więc co?
Sami sobie naplujemy?
Kundle na prezydenta szczekają.
Łapa nie szczeka, bo chłopski, księżacki,
bo szlachetny!

Chłopi!
Gdy okręt tonie,
a wiatry go przewracają
głupio tłumoczki zbiera,
a ku ratowaniu okrętu nie bieży. (ks. P. Skarga)
Gdybym zapomniał ciebie, Ojczyzno moja,
moje święte Jeruzalem,
niech przywrze język do mego podniebienia,
niech uschnie moja prawica,
a Ty, Boże na niebie zapomnij o mnie. (ks. P. Skarga)
Amen za Was i za siebie. (A. Mickiewicz)

Więc już nie proszę Boga Ojca,
ale żebrzę:
Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych
Jak z grzechów naszych win przeklętych
Niech będzie biedny, ale czysty…
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi
Mocnych w mądrości i dobroci…
Daj pracującym we władanie
Plon ich pracy we wsi i miastach
Bankierstwo rozpędź i spraw Panie,
By pieniądz w pieniądz nie porastał.
Głupcom odejmij dar marzenia
A sny szlachetnych ucieleśnij.
Każda niech Polska będzie wielka…
Daj wielkość serc gdy będzie mała.
Przywróć nam chleb z polskiego pola. (J. Tuwim)

Ale po cóż ja Wam maluję
ten cudowny chłopski świat,
skoro tam, za oknami,
dzieją się dziwne rzeczy.
Nawet chłopi stracili chłopski rozum.
Więcej.
Stracili wzrok i nie widzą
cudu rozmnożenia chleba.
Stracili słuch, i nie słyszą już
śpiewu skowronków i słowików.
Stracili chłopski węch, i nie czują
zapachu ojcowskiego chleba.
Wolą chleb zmodyfikowany,
importowany, obcy.

Chłopi z Krobii – biskupiacy
nauczyli mnie hymnu
o chłopskim pługu:


Pługu mój, pługu
będziesz ty orał pola i niwy
tak jak orali rodacy,
bo serce ojca by zapłakało
gdybyś ty orał inaczej.

Moja ty wiosko biedna.
Jeśli piorun nie trzaśnie
nikt już się nie przeżegna. (ks. J. Twardowski)

*

Zielone Świątki – Zesłanie Ducha Świętego.
Więc wołam:

S p ó j r z Duchu Święty
na rozpad atomu, moralności i ładu,
na rozpad porządku i cywilizacji,
prawa, rozsądku, logiki
i wszystkich wartości.

Z s t ą p
na rakowate miasta i wsie,
na zatrute zboża, ogrody i sady,
na martwe rzeki i morza.

K r ą ż
nad nami, ludźmi chaosu,
kłamstwa i obłędu,

W y b a w n a s
od głupoty udającej mądrość,
od kłamstwa udającego prawdę,
od chamstwa udającego obrażoną godność,
od nienawiści udającej miłość,

O ś w i e ć n a s i prowadź
z ziemi mroku i rozpaczy
do Królestwa Bożego,
do stolicy ustawionej
z kryształu i światła.
Drogowskazie wbity
na rozstajnych drogach kosmosu. (R. Brandstaetter)



I s p r a w
niech partie chłopskie zadbają o chłopów.
Niech rządy sprawiedliwości okażą
sprawiedliwość oraczom, siewcom,
sadownikom, hodowcom i producentom.
Niech Ojczyzna moja
stanie się nam niebem,
potężna Bogiem
i bogata chlebem.

Amen.
A po śląsku – Szczęść Boże!
A po łowicku – Zostańcie z Bogiem!
Amen.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ejszy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 18 cze 2016, 07:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Dostrzegajmy człowieka potrzebującego

Homilia ks. abp Stanisława Gądeckiego wygłoszona podczas Mszy św. dla pracowników Caritas Polska w ramach jubileuszu 1050. rocznicy Chrztu Polski.

Z wielką radością witam w poznańskiej katedrze pielgrzymkę Caritas Polska, przybywającą dzisiaj do tego fascynującego miejsca, silnie związanego z korzeniami wiary Polaków. Do pierwszej – pochodzącej z X wieku – katedry na ziemiach polskich, w której podziemiach znajdują się relikty najstarszej chrzcielnicy, w której nasi przodkowie przeżywali swoją sakramentalną „kąpiel wieczności”. To decydujące o naszej przeszłości i przyszłości miejsce, ponieważ z jednej strony chrzcielnica to grób, w którym człowiek umiera dla grzechu i pozostawia za sobą swoją przeszłość. Z drugiej strony, to łono, które każdego dnia „rodzi bez boleści synów królestwa nieba” (św. Efrem, Hymn o dziewictwie). W chrzcie otwierają się dla chrześcijanina bramy miłosierdzia, dostęp do miłości miłosiernej, skąd czerpie energię każde autentyczne działanie Caritas.
W tym oto miejscu, w Mater omnium ecclesiarum Poloniae, w Matce wszystkich kościołów w Polsce, podejmujemy refleksję nad usłyszanym przed chwilą Słowem Bożym. Choć oba dzisiejsze czytania dzieli poważna – licząca ok. osiem wieków – różnica czasowa, to jednak ich główna myśl jest jedna i ta sama, a brzmi ona następująco: „Starajcie się naprzód o królestwo »Boga«”.

Królowanie Boga za czasów króla Joasza (2 Krl 11,1-4.9-18.20)
To staranie się nasamprzód o Królestwo Boże ukazuje najpierw historia ocalenia króla Joasza i obalenia kultu pogańskiego w Jerozolimie. Przypomina nam ona, jak to – w pełnych przemocy czasach – dynastia Dawidowa została odrodzona tylko dzięki działaniu odważnej kobiety, lojalnego kapłana i wiernego ludu.

U początku tej historii stoi pogańska księżniczka Attalia, pochodząca z Samarii, która wyszła za mąż za następcę tronu w Jerozolimie (ok. 867 a.C.). Wkrótce potem urodziła mu syna. Gdy zaś ten został zabity (2 Krl 9,27), Atalia – drogą uzurpacji – przejęła rządy królewskie (842-837 a.C.), eliminując na okres sześciu lat rządy dynastii Dawidowej w Jerozolimie. Starając się uniemożliwić powrót dynastii Dawidowej na tron w Jerozolimie, Attalia zabiła wszystkich synów królewskich, niszcząc „całe potomstwo królewskie”.
Jej plan nie powiódł się jednak do końca, bo udaremniła go Joszeba, żona arcykapłana Jojady (2 Krl 22,11). Ryzykując utratę własnego życia, wykradła swego wnuka, Joasza, i ukryła go w świątyni, gdzie dorastał przez sześć lat, prawdopodobnie w mieszkaniu arcykapłana Jojady, uchodząc za jego dziecko.
W siódmym roku panowania Atalii kapłan Jojada podjął próbę przywrócenia dynastii Dawidowej do władzy w Jerozolimie. Plan zamachu stanu przedstawił zaprzysiężonym gwardzistom, a na dzień zamachu wybrał szabat, bo w tym dniu pałacu królowej pilnowała tylko jedna trzecia gwardzistów. Z uwagi na to, że w szabat do świątyni jerozolimskiej przybywały tłumy wiernych, tam właśnie przesuwano 2/3 gwardii królewskiej celem pilnowania porządku. Jojada wzmocnił straż przy samym Joaszu, a potem zaprowadził go do świątyni, ukazał go zgromadzonym, i postawił na podwyższenie przeznaczonym dla króla. Tam włożył mu na głowę koronę. Tam ogłosił go królem i konsekrował. Tam „dał mu ręką znak przymierza” (księgę Prawa?, Prawo Królewskie?, pełnomocnictwo?, naramiennik, bransoletę?).
Gdy Atalia odkryła spisek, jej los był już przesądzony. Dzięki zwartym szeregom gwardzistów nie mogła się przedrzeć do ołtarza, aby skorzystać z prawa azylu i ocalić swoje życie (Wj 21,13-14). Królowa została pojmana, wyprowadzona ze świątyni i zgładzona.
Winą Attalii było wymordowanie synów królewskich, przejęcie tronu, a przede wszystkim wprowadzenie pogańskiego kultu Baala, który doprowadził do zerwania przymierza z Jahwe. Skoro więc królowa została usunięta, kapłan Jojada natychmiast doprowadził do odnowienia obu przymierzy; jednego natury religijnej, a drugiego natury politycznej. Religijnego przymierza między Jahwe a królem i ludem oraz politycznego między królem a ludem (por. 2 Sam 5,3; 1 Krl 12,1-4). Lud potwierdził swoją wolę powrotu do przymierza z Jahwe, usuwając kult Baala i jego kapłana. Następnie dowiódł swojej wierności wobec króla, wprowadzając go na królewski tron. W ten sposób – dzięki działaniu odważnej kobiety, lojalnego kapłana i wiernego ludu – została usunięta nielegalna władza królewska w Jerozolimie, dynastia Dawidowa została przywrócona, a kult Jahwe odrodzony. Tak więc: „Cały lud kraju radował się, a miasto zażywało spokoju”.

Królowanie Boga według Jezusa (Mt 6,19-23)
Dzisiejsza Ewangelia z kolei przedstawia na czym – według Jezusa Chrystusa – polega władza Boga w naszym życiu. Ilustruje ona tę prawdę przy pomocy dwóch tematów: bogactwa i światła.
a. Najpierw Jezus powie: „Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną”. Tym powiedzeniem Jezus nie nakazuje porzucenia troski o zapewnienie sobie środków niezbędnych do życia. Nie pochwala też apatii i bierności: Powie św. Paweł: „Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli” (2 Tes 3,10-12). Jezus nie potępia używania rzeczy niezbędnych do przeżycia, On potępia „gromadzenie” dóbr (Biblia Gdańska przetłumaczy to dosłownie: „nie skarbcie sobie skarbów”).
W świetle Ewangelii trzeba więc powiedzieć: „Choć bogactwo samo w sobie jest dobrem, nie należy go traktować jako dobra absolutnego. Przede wszystkim nie zapewni ono zbawienia, a wręcz może stanowić poważną przeszkodę w jego osiągnięciu. Właśnie przed tym niebezpieczeństwem przestrzega Jezus swoich uczniów w odczytanym dzisiaj fragmencie Ewangelii. Mądrością i cnotą jest niewiązanie serca z dobrami tego świata, albowiem wszystko przemija, wszystko może się nagle zakończyć. Dla nas, chrześcijan, prawdziwym skarbem, którego mamy szukać bez ustanku, jest to, »co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadający po prawicy Boga«” (Benedykt XVI, Rozważanie na „Anioł Pański” – 5.08.2007). „Starajcie się naprzód o królestwo »Boga« i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,33).
Zamiast skarbić sobie skarby, korzystniej jest dla człowieka Bożego je sprzedać i rozdać ubogim, co Jezus radzi człowiekowi sprawiedliwemu, który nie jest na to gotowy: „Zapytał Go pewien zwierzchnik: »Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?« [...] »Znasz przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij swego ojca i matkę!« On odrzekł: »Od młodości przestrzegałem tego wszystkiego«. Jezus, słysząc to, rzekł mu: »Jednego ci jeszcze brak: sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; potem przyjdź i chodź ze Mną«. Gdy to usłyszał, mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty” (Łk 18,18.20-23).
Następnie Jezus jest świadkiem tego, jak człowiek niesprawiedliwy sam podejmuje tę drogę z ochotą. „...Zacheusz stanął i rzekł do Pana: »Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie«. Na to Jezus rzekł do niego: »Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu...«” (Łk 19,8-9). „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,3).
Konieczność odczuwania wspólnoty z potrzebującymi jako zadania nałożonego na uczniów odgrywała w Kościele dużą rolę od samych jego początków. „Ci wszyscy, którzy uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby” (Dz 2, 44-45). Ta radykalna forma wspólnoty materialnej nie mogła zostać utrzymana na stałe, gdy Kościół zaczął się rozrastać, niemniej jednak pozostało w nim przekonanie, że „we wspólnocie wierzących nie może być takiej formy ubóstwa, by komuś odmówiono dóbr koniecznych do godnego życia” (Deus caritas est, 20).
Tak więc – aby dzisiaj odpowiedzieć skutecznie na potrzeby ubogich w Polsce – nie wystarczy dążyć do promowania rozwoju ekonomicznego i gospodarczego, do usprawnienia systemu świadczeń społecznych. Takie działania są obowiązkiem każdego rządu i systemu administracyjnego. Pierwszym krokiem na polu pomocy ubogim, a zarazem przezwyciężania nierówności społecznych, jest dostrzeżenie człowieka potrzebującego i aktywne wyjście w jego kierunku, tak by społeczeństwo stawało się coraz bardziej ludzką wspólnotą. Stąd Papież Paweł VI twierdził, że współczesny świat cierpi przede wszystkim z powodu braku braterstwa: „Ludzkość jest ciężko chora – mówił. Przyczyną tej choroby jest nie tylko zmniejszenie się zasobów naturalnych i ich chciwe zgromadzenie przez niewielu, ile raczej rozkład braterskiej więzi zarówno między ludźmi, jak i między narodami” (Populorum progressio, 66).
Wymownym przykładem budowania braterskiej więzi był patron dnia dzisiejszego św. Brat Albert Chmielowski. Gdy pewnego razu ktoś z przyjaciół robił mu wymówki, że się powoli zabija, dzieląc niedostatek włóczęgów w swoim przytulisku, on odpowiedział: Co im dam, jeśli nie siebie samego? (por. M. Winowska, Znieważone oblicze. Opowieść o Świętym Bracie Albercie, Kraków 2001, 340). To proste zdanie wskazuje na istotę jego duchowości. Duchowości tej Caritas, która nie posiada charakteru instytucji pozarządowej, nie ogranicza się do pracy zwykłych urzędników zbierających i rozdzielających fundusze potrzebującym, ale tworzy z nimi coraz to silniejszą wspólnotę.
b. A jaki związek z tematem bogactwa ma drugi temat, czyli światło? „Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności”. Otóż temat światła jest dalszą interpretacją powiedzenia o bogactwie, bo „chore oko” w języku biblijnym oznacza chciwość, pożądanie dóbr tego świata. „Zdrowe oko”, umie kierować się ku wartościom nieprzemijającym.
„Kto ma chore oczy [tzn. kto jest chciwy], widzi wiele świateł, ale pomieszanych, natomiast oko proste i czyste wszystko widzi w sposób jasny, wyraźny i czysty” (św. Hieronim, Komentarz do Ewangelii Mateusza).
Bardzo jednoznacznie interpretuje tę prawdę męczennik z czasu II wojny światowej, Dietrich Bonhoeffer: „Naśladowca [uczeń Chrystusa] zawsze widzi jedynie Chrystusa. Nie widzi Chrystusa oraz świata. Nie wdaje się w ogóle w takie rozważanie. Dlatego jego oko jest szczere.
Spoczywa całkowicie w świetle, mającym swoje źródło w Chrystusie, i nie ma w nim ciemności, dwuznaczności. Tak jak oko musi być szczere, jasne i czyste, aby ciało trwało w świetle, tak jak jedynie oko jest źródłem światła dla ręki i nogi, tak jak noga się potyka, a ręka chybia celu, gdy oko jest zmęczone, jak całe ciało jest ogarnięte ciemnością, gdy gaśnie oko, tak naśladowca trwa w świetle tak długo, jak długo szczerze wpatruje się w Chrystusa, nie zerkając przy tym na boki, tak też serce ucznia skierowane być musi jedynie na Chrystusa. [...]. Gdy serce przywiązuje się do pozoru świata, zamiast do Stwórcy, uczeń jest stracony (Dietrich Bonhoeffer, Naśladowanie, Poznań 1997, 120-121).

Zakończenie
Zakończmy naszą refleksję nad usłyszanym dzisiaj Słowem Bożym modlitwą kardynała Henry Newmana:
„Prowadź mnie, Światło, swą błogą opieką,
Światło odwieczne! [...]
Nie proszę rajów odległych widoku,
Starczy promyczek dla jednego kroku.

Nie zawsze tak się modliłem jak teraz,
Światło odwieczne.
Sam chciałem widzieć, sam chciałem wybierać
Swą własną drogę.
Pomimo trwogi łaknąłem barw świata,
Ufny w swą siłę. Przebacz tamte lata”.
(kard. John Henry Newman, Lead, kindly Light; tłum. Zygmunt Kubiak).

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... acego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 29 sie 2016, 08:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Powrót Bohaterów

Homilia ks. abp. Sławoj Leszka Głódzia, metropolity gdańskiego, wygłoszona podczas Mszy św. pogrzebowej Danuty Siedzikówny ps. „Inka” i Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk” w bazylice Mariackiej w Gdańsku 28 sierpnia 2016 r.

Obrazek

Rzekł Pan: czy kości te powrócą znowu do życia?

(Ez 37,3)

Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów.

(Ez 37,12)

Oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe.

(Ez 37,5)



Panie Prezydencie Najjaśniejszej

Rzeczypospolitej!

Szanowna Pani Premier i członkowie polskiego rządu!

Czcigodni Księża Biskupi i Drodzy Kapłani!

Rodziny śp. „Inki” i śp. „Zagończyka”, których żegnamy modlitwą Kościoła i otwartym ku Nim sercem Ojczyzny! Wdzięcznym i dumnym!

Żołnierze Wyklęci – Żołnierze Niezłomni! Czcigodni Weterani wielkiego antykomunistycznego powstania!

Drodzy Rodacy, którzy za wierność imperatywowi Polski Niepodległej zaznaliście więzienia, prześladowań, zepchnięcia na margines życia!

Ziomkowie „Inki”, „Zagończyka”. Od wileńskiej i białowieskiej strony! Od kresowych stanic Najjaśniejszej! Od ziemi zawierzenia Matce Miłosierdzia!

Droga Młodzieży wpatrzona w drogę Żołnierzy Wyklętych! Odnajdująca na niej to, co ważne, trwałe, nieulękłe – wzór dla swej drogi!

Harcerze, Żołnierze, Policjanci!

Rodacy, rozproszeni po krajach i lądach, którzy dzięki Telewizji Polonia, TVP1 i Telewizji Trwam jednoczycie się dziś z nami!

Bracia i Siostry w Chrystusie Panu! Uczestnicy pogrzebu bohaterów polskiej wolności!



W pierwszym czytaniu dzisiejszego dnia usłyszeliśmy Ezechielowe proroctwo. Rozbrzmiewa w nim Boża zapowiedź zmartwychwstania umarłych. Wizja wiecznego życia, które trwa po przekroczeniu bramy śmierci. „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów”(Ez 37,12). „Oto ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe” (Ez 37,5).

Jakże mocną siłę wyrazu ma ten widok doliny umarłych, w którym bieleją porzucone, opuszczone, zapomniane ludzkie kości. Także ten, wprzęgnięty w służbę wiary chrześcijańskiej, obraz Bożej mocy, która w krajobraz śmierci tchnie moc ducha. Ożywia to, co wydawało się na zawsze umarłe. Podnosi z zapomnienia. Prowadzi do rodzinnego kraju.

Z Ezechielowym proroctwem stajemy wobec tych dwóch trumien. Złożono w nich doczesne szczątki naszej siostry śp. Danuty Siedzikówny „Inki” i brata naszego śp. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Żołnierzy Wyklętych – Żołnierzy Niezłomnych. Za wierność Bogu i Polsce na śmierć skazanych i straconych.

Niegdyś zostały złożone w grobowej jamie bez szacunku przynależnego ludzkiemu ciału. Bez modlitwy ostatniego pożegnania. Po latach niewiedzy, gdzie je ukryto – zostały odnalezione. Podniesione z niej, z czcią i pietyzmem. Zidentyfikowane.

„Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów”
W intencji tych dwojga zanurzonych – o czym przypomina w drugim czytaniu św. Paweł Apostoł – przez sakrament chrztu świętego w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, sprawować będziemy Eucharystię, przez którą Bóg w Chrystusie uświęca świat.

Ofiarujemy im modlitwę naszej nadziei. Wyrażoną niezmąconą wiarą przez apostoła Pawła, że skoro umarli z Chrystusem, razem z Nim żyć będą. Wierzymy, że ich dusze uczestniczą już w paschalnej pełni Uczty w Królestwie Niebieskim.

Długo czekałaś, „Inko”, na ten dzień!

Długo czekałeś nań, Panie Poruczniku „Zagończyku”!

Długo czekałaś, Polsko! Stanowczo za długo!

Panie Prezydencie, dziękujemy za awanse: za stopień oficerski „Inki” i „Zagończyka”.

„Gdzie są ich groby, Polsko! Gdzie ich nie ma! Ty wiesz najlepiej – i Bóg wie na niebie!”. Podczas pamiętnej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny pytał tymi słowami Artura Oppmana, poety i ochotnika wojny 1920 roku, św. Jan Paweł II. Pytał, patrząc na ten szczególny grób Ojczyzny. Grób Nieznanego Żołnierza, lwowskiego orlęcia. Symbol polskich, żołnierskich mogił. Na polskiej ziemi. I w wielu miejscach Europy i świata. Także żołnierskich pochówków nieoznaczonych mogiłą. Niewyróżnionych Chrystusowym krzyżem. Ukrytych. Utajnionych. Bezimiennych. Wyrugowanych z ludzkiej pamięci. Obdartych z czci należnej złożonemu do grobu ludzkiemu ciału – świątyni Ducha Świętego. Takimi stały się Wasze groby, Sanitariuszko „Inko”, Poruczniku „Zagończyku”.

A jednak nadszedł dzień, kiedy je odnaleziono. Podniesiono z bezimiennego miejsca niepamięci w 14. kwaterze gdańskiego cmentarza garnizonowego. Miejscu ukrytych pochówków ofiar komunistycznego terroru zabijanych w więzieniu przy Kurkowej!

„Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów” (Ez 37,12). Dziękujemy tym, którzy stali się narzędziem niezagasłej tęsknoty rodzin, bliskich, wielu ludzi Ojczyzny. Tęsknoty, aby doczesne szczątki naszej siostry „Inki”, naszego brata porucznika „Zagończyka” zostały odnalezione. Dokończenie na s. 8-9

Aby wypełniły się Jezusowe słowa: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw” (Mk 4,22).

To zespół archeologów i antropologów z Instytutu Pamięci Narodowej pod kierunkiem Pana prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Wspólnota w służbie prawdy i pamięci. Z determinacją poszukująca i odkrywająca utajone groby polskich Bohaterów, Ofiar komunistycznych zbrodni.

To genetycy z Instytutu Medycyny Sądowej, którzy te szczątki wydarte niepamięci starają się zidentyfikować. Przekazać rodzinom. Bliskim. Narodowi i Ojczyźnie. Aby można było na ich trumnach złożyć pożegnalny pocałunek – dar Ojczyzny, żegnającej bohaterów dróg ku wolności. Po chrześcijańsku pogrzebać tych, których sakrament chrztu związał z Chrystusem – na wieczność. „Oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe”.

Umiłowani!

Dokładnie 70 lat temu, 28 sierpnia 1946 roku, o godz. 6.15 w piwnicy więzienia przy Kurkowej siedemnastoletnia „Inka” – Danuta Siedzikówna, sanitariuszka 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, i 42-letni ppor. Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, dowódca samodzielnego pa-

trolu bojowo-dywersyjnego na okręg gdańsko-olsztyński w brygadzie „Łupaszki”, zostali zamordowani z wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku.

Świadkiem egzekucji był ks. Marian Prusak. Przebywał na plebanii kościoła garnizonowego we Wrzeszczu. Chwilowo zastępował nieobecnego proboszcza, swego przyjaciela. Nocą został przewieziony na Kurkową. Wyspowiadał skazańców. Był świadkiem ich śmierci. Po latach zrelacjonował swoje przeżycia.

Widok gromady młodych ludzi, zapewne ubowców, którzy przywitali skazańców obelgami i rynsztokowymi wyzwiskami. Komendę prokuratora wojskowego: „Po zdrajcach narodu ognia!”, którą zakończył odczytywanie uzasadnienia wyroku śmierci. Okrzyk ich dwojga: „NIECH ŻYJE POLSKA!”.

Okrzyk, który nie gaśnie
To było siedemdziesiąt lat temu. Jakże dawno!

Nie wiemy nic o losach żołnierzy z egzekucyjnego plutonu, którzy nie odważyli się celnie strzelać do drobnej, kilkunastoletniej dziewczyny, która wyglądała jak ich młodsza siostra.

Także o losach młodych ludzi w służbie komunistycznego systemu, lżących skazańców. Wiemy, że oficer, który zastrzelił „Inkę” i „Zagończyka”, piął się po szczeblach służby. Zmarł w stopniu majora. Został pochowany z honorami.

W 2008 roku w Rumi odszedł do Domu Ojca sędziwy ks. Marian Prusak, który ocalił obraz tamtej kaźni. Kapelan Powstania Warszawskiego. Więzień PRL-u. Wiele się zdarzyło w ciągu lat, które zbiegły od tamtej tragedii o sierpniowym, letnim poranku.

A przecież, Sanitariuszko „Inko”, Poruczniku „Zagończyku”, Wasz ostatni okrzyk: „Niech żyje Polska!”, który rozległ się na progu Waszej śmierci – nie zamilkł. Biegnie ku nam. Przenika nasze serca!

Przejmujący symbol waszej wielkości i dzielności.

Waszej chwały i sławy. Waszej miłości i ofiary.

To on przyprowadził tu dziś Pana Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Wezwał nas wszystkich, abyśmy się tu stawili.

W imię Polski, która nie zginęła. Żyje! Wolna i Niepodległa!

Polski, która pamięta. Wreszcie pamięta! O synach i córkach naszego Narodu. O tych, którzy złożyli ofiarę swego życia. „Dla Ciebie, Polsko, i dla Twojej chwały”! Dla twej Wolności! Dla twej Niepodległości!

Długo czekałaś, „Inko”, na ten dzień!

Długo czekałeś nań, Panie Poruczniku „Zagończyku”!

NIECH ŻYJE POLSKA! Ten okrzyk rozbrzmiewał nieraz w tamtej, powojennej, skrwawionej, skrzywdzonej Polsce.

Okrzyk naszych braci i sióstr, obywateli polskiej Ojczyzny, żołnierzy heroicznego antykomunistycznego powstania. Po latach nazwano ich Żołnierzami Wyklętymi. Żołnierzami Niezłomnymi. Ale nazywano ich także inaczej: bandytami, zdrajcami Ojczyzny, sługusami reakcji. Byli tropieni, tępieni, torturowani w czasie śledztw, zabijani, skazywani na wieloletnie wyroki,

odzierani z żołnierskiej czci, honoru, godności. Nie tylko oni, ale i ich Rodziny, straszone i upokorzone.

W tym miejscu chcę zaznaczyć, że dziś słyszy się, że pewne ugrupowania zawłaszczają sobie słowo „patriotyzm”. Tymczasem patriotyzm to nie jest moneta przetargowa. Ma być w nas, w naszych sercach. Tak jak był w sercach Żołnierzy Niezłomnych, którzy byli i są bohaterami polskiej wolności. Sługami Ojczyzny. Autentycznymi polskimi patriotami.

„My jesteśmy z miast i wsi polskich”
Umiłowani!

Antykomunistyczne powstanie, którego żołnierzami była „Inka” i porucznik „Zagończyk”, wybuchło ze sprzeciwu przeciw włączeniu Polski do bezbożnego, ateistycznego sowieckiego systemu. Rozpłomieniało w różnych miejscach Ojczyzny.

W 1945 roku, w okresie jego największej aktywności, dwadzieścia tysięcy Żołnierzy Niezłomnych – Żołnierzy Wyklętych walczyło w leśnych oddziałach. Kilkaset tysięcy osób ich wspomagało: dostawami żywności, udzielaniem schronienia, przekazywaniem wywiadowczych informacji.

Wraca dziś często echem treść tamtej ulotki, zredagowanej tu, na Pomorzu Gdańskim, najpewniej przez mjr. „Łupaszkę”, a drukowanej i kolportowanej przez patrol dywersyjno-bojowy porucznika „Zagończyka”. Formułuje zwięźle i jednoznacznie cel podjętej walki. Ukazuje rodowód tych, którzy podjęli walkę: „[…] nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wsi polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały naród […] my chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej”.

Polski w znaku Białego Orła w dumnej królewskiej koronie, a nie sierpa i młota. Polski w znaku Maryi – Przewodniczki na Chrystusowych drogach Narodu semper fidelis. Królowej Polskiej Korony. Wspomożycielki polskiego Kościoła.

Zachowaliście się, jak trzeba
Umiłowani!

Dziś pochylamy się nad żywotami „Inki” i „Zagończyka”. Dzieliła ich różnica wieku. Doświadczenie życiowe. Oboje poszli na służbę Niepodległej. Pochodzili z Polski Wschodniej, z me-

tropolii wileńskiej. Rozświetlonej blaskiem Miłosierdzia bijącym od Ostrej Bramy. Przez stulecia tarczy Rzeczypospolitej i Europy. Osłaniającej przed Tatarami, Turkami, Moskalami. Przedmurza chrześcijaństwa – antemurale christianitatis.

W krótkim, niespełna 18-letnim życiu „Inki” ukształtowanej w katolickim, wiejskim domu, wspartym o wiarę świętą, o tradycję chrześcijańską i narodową, o jasny kodeks moralny, odzwierciedliło się wiele tragizmu. Syberyjska zsyłka ojca, jeszcze u schyłku epoki zaborczej. Wspominana zapewne przez niego w niejeden wieczór dzieciństwa „Inki”. Kolejna wywózka w głąb Związku Sowieckiego, w 1940 roku, za tzw. pierwszego Sowieta, tego oddanego swej pracy leśnika, dla sowieckich okupantów „wroga ludu”. Śmierć matki, należącej do AK, więzionej w Białymstoku, rozstrzelanej przez Niemców, pochowanej w nieznanym miejscu.

Czy nie za dużo w Twym młodym życiu, „Inko”, dotknęło Cię rodzinnych tragedii? Czy po ich przeżyciu nie powinnaś się skryć, duchowo skulić, nie angażować się w cokolwiek, co mogło nieść dla Ciebie zagrożenie?

A Ty postąpiłaś zupełnie inaczej. Swą moralną wrażliwość, ład i prostotę swego młodzieńczego serca ofiarowałaś na służbę Niepodległej.

A Ty, poruczniku „Zagończyku”. Niegdyś 16-letni ochotniku wojny polsko-

-bolszewickiej 1920 roku. Żołnierzu wywiadu. W 1939 roku Korpusu Ochrony Pogranicza – obrońco rodzinnego Wilna przed Armią Czerwoną. Żołnierzu wileńskich brygad AK: „Szczerbca”, „Łupaszki”, „Ronina”. Więźniu sowieckiego obozu w Kałudze.

Zbiegłeś z niego, wyjechałeś z Wilna jesienią 1945 roku tzw. transportem repatriacyjnym. Mogłeś powiedzieć sobie, że już dość, że wystarczy. Poszukać bezpiecznej niszy na przetrwanie.

A Ty wyruszyłeś na Pomorze Gdańskie, szukać kontaktu z konspiratorami od „Łupaszki”. Rozpocząłeś służbę w jego sławnej brygadzie. Służbę Niepodległej. Do końca. Do tamtego okrzyku – Twego i „Inki” – o sierpniowym poranku: „Jeszcze Polska nie zginęła!”.

Zachowaliście się, jak trzeba, oboje, Ty, „Inko”, Ty, „Zagończyku”. Wobec sumienia, wyznawanych wartości. Wobec Ojczyzny, która jest wielkim darem Boga.

Wedle niepełnych danych, z rąk polskich i sowieckich komunistów zginęło ok. 8600 jego uczestników. 5 tysięcy skazano na karę śmierci. Ponad połowę tych kar wykonano. W obozach i więzieniach ponad 20 tysięcy poniosło śmierć.

Czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień?
Umiłowani! Bracia i Siostry!

Zapewne starsi z Was pamiętają jednodniową pielgrzymkę św. Jana Pawła II do Ojczyzny w maju 1995 roku. Miała miejsce w nieprzyjaznej wobec katolickiej wspólnoty atmosferze, kiedy postkomuniści atakowali Kościół. Kreowali go na głównego przeciwnika wolności i demokracji w naszej Ojczyźnie. To wtedy, w Skoczowie, św. Jan Paweł II zadał dramatyczne pytanie: Czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień? Jeśli tak, to za jaką cenę? Powiedział nam wtedy, że tą ceną są głębokie rany w tkance moralnej Narodu, a przede wszystkim w duszach Polaków.

I tak było! Przeciw temu najgłębszemu prądowi polskich sumień długo płynęła powojenna wiedza i świadomość społeczna o historii Żołnierzy Wyklętych.

Był to czas bezwzględnej walki. Najpierw z nimi. Potem z pamięcią o nich. Zepchnięto ich w mrok nieprawości. Przedstawiano jako nikczemnych zbrodniarzy, bandytów, łupieżców. A kto to czynił? Także Polacy. Ci, którzy wyrzekli się polskich ideałów. Za różną cenę zaprzedali się bolszewickiej, bezbożnej utopii. To z ich szeregów wywodzili się ci, którzy w ostatniej godzinie lżyli „Inkę” i „Zagończyka”. Polakiem był ten, który ich zastrzelił. Też musimy o tym pamiętać. Czyny i rozmowy jeszcze do końca są niespisane. Narodowe rekolekcje jeszcze nieskończone.

Czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień? Niestety, może. Był czas amnezji. Zakłamania. Owocem tej amnezji historycznej jest zaczadzenie umysłu, który już dawno Czesław Miłosz przewidział i zdefiniował, pisząc eseje „Zniewolony umysł”.

Manipulacja historyczną pamięcią nie skończyła się, jak nożem uciął, w 1989 roku. Trwała dalej, choć już nie tak agresywna, nie tak cyniczna. Zaciążyło to na drodze ostatnich dziesięcioleci. Na procesie oczyszczenia historycznej pamięci ze złogów kłamstwa, ideologicznych i politycznych manipulacji.

Relatywizowano historię powojennych lat. Kaleczono świadomość wchodzących w życie pokoleń. A wy, młodzi, często sami – po omacku – szukacie bohaterów i prawdy. To fenomen harcerstwa i skautingu, w którym młodzież wychowuje młodzież.

Żołnierze Wyklęci – Żołnierze Niezłomni. Wyciosani z jednego pnia. Konsekwentni. Zachowujący się, jak trzeba. Tożsami ze swoją drogą. Drogą prawego sumienia. Wtedy i później.

Może dla wielu byli wyrzutem sumienia? Może są nim i dziś? Nie traktowali koniunkturalnie swojej biografii. Nie musieli nią manipulować zależnie od politycznych wiatrów. Nie kłaniali się zmiennym okolicznościom. Nie musieli za nic przepraszać. Dawnych towarzyszy wspólnej drogi pozostawiać samych w ich biedzie, potrzebach. Traktować jako niewartą zachodu masę upadłościową.

Czy musi historia płynąć przeciw prądowi sumień? Nie musi! Wspominamy dziś, w dniu tego narodowego pogrzebu, tych, którzy jeszcze w latach PRL-u czynili wiele, aby historia o epopei Żołnierzy Wyklętych, o antykomunistycznym oporze, poczęła płynąć zgodnie z prądem polskich sumień.

Wspomnę jednego z nich, śp. Wojciecha Ziembińskiego, niezmordowanego inicjatora różnorodnych działań w służbie polskiej pamięci. Wspomnę śp. redaktora Jerzego Ślaskiego, autora książki zatytułowanej „Żołnierze Wyklęci”. Proboszcza śp. ks. płk. Józefa Zator-Przytockiego, długoletniego więźnia PRL, piękny wzór kapłana w służbie Bogu, Ojczyźnie i prawdzie historycznej.

„Oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe” (Ez 37,5).

Nadszedł wreszcie czas, kiedy armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci. Staje w prawdzie swych czynów. Składa meldunek o wiernej i ofiarnej służbie Ojczyźnie. Ich historia płynie wreszcie zgodnie z prądem polskich sumień.

To zasługa wielu ludzi, środowisk społecznych, obywatelskich, politycznych. Instytucji, pośród nich przede wszystkim Instytutu Pamięci Narodowej. Inicjatyw, które się rodzą w najróżniejszych miejscach Polski, w służbie pamięci i prawdy o drodze Wyklętych – Niezłomnych.

Od 2011 roku obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, rezultat inicjatywy ustawodawczej śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dzień pamięci, czci, hołdu oddawanego „bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego […] z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu”. Dzień, kiedy w tak wielu miejscach Polski rozlega się ta najszczytniejsza polska pieśń: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Hymn wolnego, niepodległego polskiego państwa i Narodu. Dedykowany tym, którzy w powojennych latach podjęli bój o Niepodległą.

Rok temu w Gdańsku, w sąsiedztwie świątyni Księży Salezjanów, odsłoniliśmy i poświęcili pomnik „Inki”. Podczas tamtej uroczystości Pani Alicja Węgorzewska po raz pierwszy wykonała „Hymn »Inki«”. Artystyczny hołd oddany młodocianej bohaterce polskiej wolności. Został dołączony na płytce do aktualnego wydania „Gazety Polskiej”. Niech się stanie pamiątką dzisiejszego dnia.

Umiłowani!

„Jest mi smutno, że muszę umierać, powiedzcie mojej babci, że zachowałam się, jak trzeba”. Powtarzam ponownie te słowa „Inki” skreślone niedługo przed egzekucją.

Znalazły trwałe miejsce w wielu polskich sercach. Szczególnie młodych. Brzmią jak zwięzły przejrzysty program. Wywiedziony z klarownej moralnej postawy. Wspartej o filar chrześcijańskiej wiary i polskiej tożsamości. To z nim „Inka” wyruszyła w drogę ku Niepodległej, drogę Żołnierzy Wyklętych. Drogę nadziei.

Zachować się, jak trzeba. To duchowy kierunek życiowej drogi wielu z was, młodych Polaków, tak licznie przybyłych z różnych miejsc Ojczyzny na pogrzeb „Inki” i „Zagończyka”. Otwierających swe serca na świat przejrzystych wartości. Nieulegających kakofonii fałszywych iluzji. Ani kolonizacji ideologicznej – temu wielkiemu zagrożeniu współczesnego świata – o którym tak dobitnie mówił w Krakowie Papież Franciszek. Po prostu nieulegających zaczadzeniu politycznemu.

W tych słowach „zachowałam się, jak trzeba” mieści się też – mówił o tym przed laty blisko stąd, na Westerplatte, św. Jan Paweł II – „jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba »utrzymać« i »bronić«. Dla siebie i dla innych”.

W tym porządku prawd i wartości ważne miejsce zajmuje – tak wyrazista w drodze Żołnierzy Wyklętych – prawda o polskiej tożsamości, prawda o polskiej historii, która została „uformowana – to słowa Ojca Świętego Franciszka – przez Ewangelię, Krzyż i wierność Kościołowi”.

To wiara święta, narodowa tożsamość, miłość Ojczyzny, empatia naszych serc skierowana do tych, których dziś żegnamy, do „Inki” i „Zagończyka”, przywiodła Was, Braci i Siostry, do tej wspaniałej świątyni wzniesionej na chwałę Maryi Wniebowziętej.

Ewangelia dzisiejszej niedzieli przypomina nam o wielkim darze Jezusowym – ofiarowanym nam, ludziom, Ciele i Krwi Syna Człowieczego. Niebawem przyjmiecie do waszych serc Komunię Świętą. Ten Chleb żywy, który zstąpił z Nieba. „Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.

A kiedy zakończy się Msza św. i obrzędy pożegnania w kondukcie pogrzebowym, jakiego Gdańsk nie widział, odprowadzimy doczesne szczątki naszej siostry Danuty – „Inki”, naszego brata Feliksa – „Zagończyka” na cmentarz garnizonowy.

Złożymy w poświęconym grobie. Kolejnym miejscu narodowej pamięci w naszym mieście. Niech tam oczekują obiecanej chwały dnia ostatecznego, aby tak jak Chrystus zmartwychwstać i żyć na zawsze. „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów”.



Długo czekałaś, „Inko”, na ten dzień!

Długo czekałeś nań, Panie Poruczniku „Zagończyku”!

Długo czekałaś, Polsko!

Cześć i chwała Tobie, sanitariuszko „Inko”!

Cześć i chwała Tobie, poruczniku „Zagończyku”!

Cześć i chwała Żołnierzom Wyklętym!

Cześć i chwała Bohaterom! Amen!

RS

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... terow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 02 wrz 2016, 09:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Trzeba zwrócić ludziom niedzielę

Homilia ks. abp. metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia z okazji 36. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych wygłoszona w bazylice św. Brygidy w Gdańsku, 31 VIII 2016

Szanowny Panie Prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!
Bracia Kapłani – kapelani „Solidarności”!
Czcigodne poczty sztandarowe!
Związkowcy z „Solidarności” z Panem Przewodniczym Piotrem Dudą!
Bracia i Siostry wierni ideałom Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”!

To już 36 lat od tamtych sierpniowych dni. Od Porozumień Sierpniowych. Od narodzin „Solidarności”. A przecież nieumilkła opowieść: „O tych dniach pełnych nadziei /Pełnych rozmów i sporów gorących/O tych nocach kiepsko przespanych/Naszych sercach mocno bijących”. Opowieść Polaków, opowieść polskiej historii. Idą wciąż z nami ci młodzi duchem, którzy wtedy, w dniach sierpniowych strajków, poczuli:/ Że są teraz właśnie u siebie/ Solidarnie walczą o dzisiaj’/ I o jutro także dla ciebie„.

Dziś to Weterani ”Solidarności„. Są dziś tutaj. Wraz z Panem Prezydentem. Z oficjalnymi i nieoficjalnymi gośćmi. Z młodszą generacja członków ”Solidarności„. Świadkowie i twórcy pięknej, bogatej, wciąż otwartej ku przyszłości drogi Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego ”Solidarność„.

Witam was z szacunkiem, którego jesteście godni. Za waszą postawę. Za uczestnictwo w tamtych sierpniowych strajkach i później w drodze ”Solidarności„. Wielkim wydarzeniu polskiej historii. Powiedział o nim św. Jan Paweł II w Sopocie, w 1999 roku, że ”było to przełomowe wydarzenie w historii naszego Narodu, ale także w dziejach Europy. »Solidarność« otworzyła bramy wolności„. Jesteście wśród nas wy, którzyście te bramy wolności otwierali. Chwała wam za to i cześć.

I. Pan da siłę swojemu ludowi
Jak co roku w kolejną rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych poszliśmy pod Krzyże Gdańskie. Oby otoczyć je wieńcem naszej modlitwy. Refleksji. Wspomnień.

To czytelny symbol naszego miasta. Przypomina o tragedii Grudnia 1970 roku, która dotknęła ludzi pracy Wybrzeża. O popełnionej wtedy Kainowej zbrodni. Nie pierwszej w czasach komunistycznego zniewolenia. I nie ostatniej.

”Pan da siłę swojemu ludowi. Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju„ – ilekroć stajemy pod Krzyżami Gdańskimi, odczytujemy umieszczony tam napis zaczerpnięty z Psalmu 29 [28]. Słowa nadziei. Słowa ufności w Bożą Opatrzność. W rozrządzenia Tego, który jest Panem dziejów.

Przechodzimy z nimi tu, do świętej Brygidy. Tej słynnej gdańskiej świątyni. Pamiętamy, jak wiele serca włożył w jej podniesienie z wojennych zniszczeń i upiększenie śp. ks. prałat Henryk Jankowski, jej wieloletni proboszcz.

Ileż w jej wnętrzu znaków Ojczyzny. Wspomnień świętości. Upamiętnień ludzi wiernych Bogu i Polsce. Ileż z nich emanuje duchowej siły. Nadziei i wiary. Także upamiętnień waszej drogi, Drodzy Bracia i Siostry. Drogi ”Solidarności„, na która wyruszyliście przed 36 laty.

Uczyniliście to, jak to pięknie ujął św. Jan Paweł II ”w obliczu Chrystusa i Jego Matki„. Czyli tego, co stanowi rdzeń polskiej dziejowej drogi. Od 1050 lat. Od Mieszkowego chrztu.
Wtedy, w pamiętnym sierpniu 1980 roku, ”Dziwiono się w różnych miejscach – że tak może być. Że istnieje więź pomiędzy światem pracy a krzyżem Chrystusa, że istnieje więź pomiędzy pracą ludzką a Mszą św.: Ofiarą Chrystusa„ – mówił nasz święty Rodak 12 czerwca 1987 roku, tu, w Gdańsku, na Zaspie.

Nas, Polaków, to nie dziwiło. Nie zaskakiwało. Bo to zawsze tak w Polsce było. Wielkie narodowe sprawy. Wielkie poruszenie polskich serc. Porywy polskiego ducha. Nadzwyczajne wydarzenia zmieniające oblicze polskiej ziemi podejmowano – powtórzmy raz jeszcze słowa św. Jana Pawła II: „W obliczu Chrystusa i Jego Matki”.

Tak też było z dziełem ”Solidarności„. Wielkim skarbem polskiego Narodu ofiarowanym przez Bożą Opatrzność na początku przedostatniej dekady ubiegłego wieku. Wyrosłym z Bożych znaków. Z wiary. Z nadziei. Z miłości.

”Solidarność„. Niezwykły związek zawodowy, wokół którego skupiła się znaczna część wspólnoty polskiego Narodu. Doszedł w nim do głosu czysty i mocny ton narodowych aspiracji. Pragnienie życia w wolności, prawdzie, sprawiedliwości. Wola odbudowy polskiej wspólnoty. Powrotu do wartości narodowego dziedzictwa, spychanych przez komunistycznych wielkorządców z powierzchni polskiego życia. Powrotu do nieskrępowanego wyznawania wiary ojców, podstawy moralnego życia narodu. Do historycznej pamięci oczyszczonej z namulisk fałszu i manipulacji.

”Solidarność„ podjęła w sposób odpowiedzialny to, co ks. Józef Tischner nazwał ”pracą nad pracą„. Wyrwaniem jej z kleszczy systemowych socjalistycznych utopii. Pracy w służbie ludzi, ich godności, sprawiedliwych praw pracowniczych i socjalnych.

Wielkie wiano ”Solidarności„ znalazło trwałe mieszkanie w licznych polskich sercach. Nie można go utracić. Nierozsądnie zagubić. Beztrosko pomniejszyć.

Komunistyczny reżim wydał wojnę ”Solidarności„. Próbował zdławić ją stanem wojennym. Represjami, które dotknęły wielu z was, także tu obecnych. Także później, kiedy ”Solidarność„ znów wróciła na scenę polskiego życia, wiele było działań, aby umniejszyć jej wielkość i oryginalność. Podciąć jej skrzydła. Zepchnąć z pierwszej linii. Negować jej prawo do podejmowania szerokich zagadnień społecznych i narodowych. Nalegać, aby wyprowadziła swe sztandary ze sceny polskiego życia, bo nie ma już nic do powiedzenia. Umieściła je w muzealnych gablotach.
Byli i tacy uczestnicy Sierpnia '80, którzy cynicznie manipulowali swymi biografiami. Kiedy była ku temu dobra okazja, wykorzystywali je jako trampolinę do karier. Kiedy zawiały niekorzystne polityczne wiatry, kulili uszy, tłumaczyli, że to zamknięta karta ich młodzieńczych biografii. Bywało, że przepraszali za ”Solidarność„.

Może niepotrzebnie o tym przypominam. W dniu wdzięczności. Kierowanej ku wam. Ludziom zawierzenia ”Solidarności„. Którzy dalej idziecie jej drogą. W nasz czas wnosząc tamte, historyczne wartości. Znacie ich wagę. Ich aktualność. Wiecie, co Polska im zawdzięcza.

II. Pogrzeb bohaterów polskiej wolności
Bracia i Siostry!
Cześć i chwała bohaterom! Zda się słyszymy jeszcze te okrzyki, które rozbrzmiewały na ulicach Gdańska, którymi w niedzielne popołudnie przeciągał na cmentarz Garnizonowy kondukt pogrzebowy. Pogrzeb dwojga bohaterów polskiej wolności. Żołnierzy Niezłomnych ze sławnej 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szyndzielarza ”Łupaszki„. Żołnierzy powojennego antykomunistycznego powstania. Tych, którzy chcieli, ”by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród„. Którzy pragnęli ”Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej„.

Pogrzeb siedemnastoletniej sanitariuszki Danuty Siedzikówny ”Inki„ , starszego od niej o pokolenie ppor. Feliksa Selmanowicza ”Zagończyka„. Przez polskich komunistów na śmierć skazanych. Zamordowanych w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej. Pochowanych w anonimowym dole śmierci. Na zapomnienie. Na wyrugowanie z polskiej pamięci.

Tego niedzielnego dnia biegł ku nam, uczestnikom tego niezwykłego pogrzebu, okrzyk głośniejszy niż śmierć tych dwojga: Jeszcze Polska nie zginęła. Ich ostatni okrzyk.

W siedemdziesiątą rocznicę ich męczeńskiej śmierci Polska spłacała dług. Był to – jak mówił Pan Prezydent – spóźniony gest zadośćuczynienia, jakie państwo czyni wobec swoich bohaterów. Gest, którym przywracało sobie godność.

To NSZZ ”Solidarność„, obok Archidiecezji Gdańskiej i Instytutu Pamięci Narodowej był współorganizatorem tego wielkiego pogrzebu, jakiego Gdańsk nie widział i Polska nie widziała.

To naturalne. To oczywiste, że ”Solidarność„ znalazła się pośród jego organizatorów. To ona w latach 1980-1981 podjęła piękny i owocny wysiłek przywracania Narodowi historycznej pamięci. Godny przypomnienia, właśnie dziś. W kontekście tej wielkiej eksplozji patriotyzmu, jaką okazał się pogrzeb dwojga bohaterów polskiej wolności: ”Inki„ i ”Zagończyka„.

To przecież dzięki ”Solidarności„ wzniesiono pomniki pamięci o zbrodniach komunistycznego systemu: m.in. Krzyże Gdańskie, pomnik Poznańskiego Czerwca 1956. Rozpoczęło się likwidowania białych plam najnowszej historii. Ujawnianie prawdy o zbrodni katyńskiej. O epopei Armii Krajowej. Żołnierzach powojennego antykomunistycznego podziemia – nazwanych później Żołnierzami Wyklętymi.

Walki o prawdę, zainicjowanej przez ”Solidarność„, nie zagłuszył ani nie okiełznał stan wojenny. Bowiem była to lawina, która ruszyła. Nie do zatrzymania.

Przypominam dziś o tym. O wielkich zasługach ”Solidarności„ w służbie prawdy o polskiej tożsamości, o polskiej historii, która przecież – jak to ujął Ojciec Święty Franciszek – została ”uformowana przez Ewangelię, Krzyż i wierność Kościołowi„.

III. Modlitwa dziękczynienia
Dziś przyszliście do św. Brygidy na modlitwę dziękczynienia za przebytą drogę. Także na modlitwę pamięci za tych, co z wami szli, a śmierć otworzyła przed nimi bramy wieczności. Z tą modlitwą pamięci współbrzmi pierwsze czytanie z księgi Izajasza, w którym zawarta został obietnica zbawienia.

To także czas refleksji o drodze każdego z was. Chrześcijan świadomych swych konkretnych obowiązków. Przypomina o nich św. Paweł w Liście do Rzymian. Mówi o niej, o tej najistotniejszej Jezus w Łukaszowej Ewangelii. Gotowości pójścia za Nim najtrudniejszą z dróg – drogą Krzyża.

Poszedł z nią wasz błogosławiony patron ks. Jerzy Popiełuszko. Kapelan hutniczej ”Solidarności„. Męczennik za wiarę. Nauczyciel miłości Ojczyzny. A gdzie uczył się tej miłości, gdzie rozpoznawał jej kształt? Od jego rodzinnej Suchowoli niedaleko było do niedostępnych grądów na rozlewiskach Biebrzy. Tam rozbijali swe obozowiska Żołnierze Niezłomni. Tropieni, osaczani – długi czas niepokonani. To pamięć o ich walce o Niepodległą kształtowała polską tożsamość ks. Jerzego. Stanowiła dla niego wymowną lekcję polskiej historii.
Kształtowała świadomość wielu z was, ludzi ”Solidarności„. To była prawda przekazywana młodemu pokoleniu w wielu polskich domach, często boleśnie ugodzonych. Kształtująca jego wiedzę i wrażliwość. Był to swoisty pancerz osłaniający skutecznie przed nachalną indoktrynacją – w szkole, w mediach. Przed fałszerstwami, jakimi przez lata starano się zatruć świadomość młodych pokoleń. Walkę twardą, bezpardonową wydała im ”Solidarność„. W czasie jawnej działalności i w stanie wojennym.

Umiłowani!
Rok temu w tej świątyni, w 35. rocznicę Porozumień Sierpniowych, witałem Pana Prezydenta Andrzeja Dudę. Oczekiwałem nań w drzwiach kościoła, aby wedle tradycji liturgicznej podać mu do ucałowania pacyfikał. Powitać w imię Chrystusa tego, który głosami Narodu został obrany włodarzem polskiej ziemi – Prezydentem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Dziś ponownie w naszej wspólnocie modlitewnej jest obecny Pan Prezydent. Przychodzi do nas z plonem pierwszego roku swej prezydentury. Bogatym, różnorodnym, godnym szacunku. Patrzymy z uznaniem na Pańską dynamiczną, różnorodną, skuteczną posługę Niepodległej. Na przywracanie prawdziwego obrazu polskiej historii. Pamięci o skrzywdzonych, wymazywanych z narodowej pamięci bohaterach. Niedzielny gdański pogrzeb ”Inki„ i ”Zagończyka„ był tego wymownym i wspaniałym przykładem. Patrzymy na Pańskie starania o należne Polsce miejsce we wspólnocie krajów Europy i świata. O Polskę sprawiedliwą, pamiętającą o wszystkich dzieciach Ojczyzny.

Po Pańskim przemówieniu na pogrzebie ”Inki„ i ”Zagończyka„, nawiązując do słynnego zdania Inki: ”Zachowałem się jak trzeba„; powiedziałem, że przemówił Pan, Panie Prezydencie: jak trzeba.

Niech to ”jak trzeba„ towarzyszy Pańskiej drodze. Niech na niej napotyka Pan życzliwość i uznanie rodaków. Także wspólnoty ”Solidarności„, do której przynależy Pan sercem i rodzinnymi korzeniami.

Umiłowani!
Nadszedł lepszy czas dla ”Solidarności„. Dla jej drogi. Skończył się okres zaprzestania dialogu między rządzącymi a ”Solidarnością„. Nerwicującej głuchoty na jej dezyderaty. Trwa dialog, otwarty, czasem trudny, ale motywowany tymi samymi przesłankami: dobrem polskiej wspólnoty, dobrem ludzi pracy Ojczyzny. Decyzjami i projektami znajdującymi szeroką społeczną akceptację, jak ”500+„, jak przygotowywane obniżenie wieku emerytalnego. To przykłady dobrych spraw.

Cieszy, że ”Solidarność„ włączyła się w poparcie obywatelskiego projektu o ograniczaniu handlu w niedzielę. Aby niedziela był to rzeczywiście Dies Domini i Dies hominis – dzień Pana i dzień człowieka. Dzień, którym On będzie dysponował. Czas zwrócony dziesiątkom tysięcy tych, którzy muszą w tym dniu pracować. Niech tak się stanie!

Bracia i Siostry!
Powrócicie do swoich środowisk, do regionów, do bliskich. Zanieście im to tchnienie ojczystej historii, przywoływanej w rocznicowym dniu.

Także przekonanie, że ”Solidarność„ była, jest i będzie wielkim dobrem Ojczyzny. Także pewność, że musi dalej iść swoją drogą, dla dobra wspólnoty ludzi pracy, dla rozwiązywania jej problemów, dla wciąż aktualnej, niezbędnie ”pracy nad pracą„. Nad polską pracą.

Niech waszą drogę wspomaga z wyżyn Nieba św. Jan Paweł II. To on mówił nam, że ”Solidarność„ jest ”stróżem sprawiedliwości społecznej i środowiskiem bratniej miłości„. Niech czyni także błogosławiony Patron ”Solidarności„, ks. Jerzy Popiełuszko.

Idźcie dalej drogami: prawdy, sprawiedliwości, społecznej miłości.
Drogami polskiej Ojczyzny – daru Boga.
Idźcie i nie zatrzymujcie się na swej drodze.
Amen.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ziele.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 26 wrz 2016, 11:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/kosciol/309610-abp- ... -i-nadziei

Abp Henryk Hoser: Polska ma do odegrania ważną rolę w Europie. Jest "wyspą wiary i nadziei"
opublikowano: 2016-09-25 16:54:46+02:00


fot. YouTube


Polska ma do odegrania w Europie ważną rolę na płaszczyźnie duchowej i kulturowej. Wobec rosnącej sekularyzacji jest swego rodzaju „wyspą wiary i nadziei”
— powiedział w niedzielę abp Henryk Hoser podczas konsekracji świątyni w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Starej Miłosnej pod Warszawą.
Abp Hoser nazwał świątynię „domem wszystkich wierzących”.
Każdy, nawet najbardziej ubogi człowiek, jest tu przez Boga oczekiwany. Pan zaprasza nas, by nas przyjąć i uświęcić swoją sakramentalną obecnością
– podkreślił biskup warszawsko-praski.
Wyjaśnił, że tam, gdzie wchodzi Jezus Chrystus, ludzkie życie ulega całkowitej przemianie.
Staje się bowiem lepsze, godniejsze oraz pełne nadziei i radości
– zaznaczył arcybiskup.
Zwrócił uwagę, że wbrew temu, co można obserwować w Polsce, na kontynencie europejskim z roku na rok ubywa kościołów.
Opustoszałe świątynie w wielu krajach są burzone, przekształcane w meczety bądź sprzedawane na użytek niesakralny. Mieszczą się w nich później muzea, galerie, a nawet restauracje
– powiedział abp Hoser.
Podkreślił, że wobec rosnącej sekularyzacji Polska jest swego rodzaju „wyspą wiary i nadziei”.
Jest to nowy tytuł naszej nobilitacji, o którym nie wolno nam zapominać, bo mamy szczególną rolę do odegrania jako świadkowie żywej wiary, którzy nie tylko budują nowe kościoły, ale także je wypełniają
– stwierdził hierarcha.
Abp Hoser zachęcił też do patrzenia w duchu wiary na rodzinę.
Świątynie, w których się gromadzimy, przypominają nam, że także nasze rodziny są przestrzenią sakralną, gdzie Bóg obecny jest w drugim człowieku. W związku z tym powinniśmy odnosić się do siebie nawzajem z szacunkiem i miłością
– podkreślił kaznodzieja. Jako wskazówkę podał list św. Pawła o Miłości.
Msze św. w nowo konsekrowanej świątyni będą sprawowane od 1 października. Przez prawie 80 ostatnich lat wierni ze Starej Miłosnej gromadzili się w niewielkiej drewnianej świątyni wykonanej w stylu zakopiańskim.

lap/KAI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 03 paź 2016, 09:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/?p=4876

Modlitwa różańcowa wiele razy ratowała Europę, może uratować ją również i dziś – podkreślał bp Dec
02/10/2016 by antyk2013

W chwilach wielkich zagrożeń modlitwa różańcowa wiele razy ratowała Europę. Także i dzisiaj może uratować nasz kontynent przed całkowitym zatraceniem wiary w Boga. Dlatego módlmy się często przesuwając koraliki różańca – mówił bp Ignacy Dec.

Biskup świdnicki 1 października, przewodniczył VI Pielgrzymce Róż Żywego Różańca diecezji świdnickiej w metropolitalnym sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary Świętej w Bardzie.

Bardzkie sanktuarium zgromadziło przeszło 1,5 tys. wiernych i blisko 40 kapłanów diecezjalnych i zakonnych.

W homilii bp Dec mówił o historii modlitwy różańcowej, wskazując, że odegrała ona bardzo ważną rolę w drugim tysiącleciu chrześcijaństwa.

Modlitwa różańcowa odegrała bardzo ważną rolę w drugim tysiącleciu chrześcijaństwa. Na różańcu modlono się podczas wielkiej epidemii dżumy w Europie w drugiej połowie XIV wieku. W wieku XVI i XVII, gdy Europa była zagrożona inwazją islamu, trwała na naszym kontynencie wzmożona modlitwa różańcowa. Modlitwa ta, towarzyszyła również więźniom łagrów sowieckich, niemieckich obozów koncentracyjnych i żołnierzom na frontach. Modlitwa różańcowa jest także dzisiaj powszechną, dla tak wielu ulubioną modlitwą Kościoła

—mówił biskup świdnicki.

Mówiąc o aktualnych wydarzeniach z życia Kościoła, Ojczyzny i świata biskup Dec zachęcał wiernych, aby otoczyli modlitwą tych wszystkich, którzy zagubili drogę do Boga i Jego wartości.

Na zakończenie Mszy św. bp Ignacy Dec poświęcił złotą różę, ufundowaną przez duchowieństwo diecezji świdnickiej z racji 50. rocznicy koronacji figury Matki Bożej Strażniczki Wiary Świętej w Bardzie. Odmówił także akt zawierzenia Matce Bożej duchowieństwa diecezji świdnickiej.

Eucharystię poprzedziły dwie konferencje nt. odpustów różańcowych, którą wygłosił ks. dr Arkadiusz Chwastyk, oficjał Sądu Biskupiego w Świdnicy oraz Magdalena Buczek, założycielka Podwórkowych Kółek Różańcowych Dzieci, znana z Radia Maryja i Telewizji Trwam nt. życia różańcowego. Po Mszy św. odbyła się procesja różańcowa z figurką Matki Bożej na bardzkich dróżkach maryjnych.

ann/KAI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 12 lis 2016, 11:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Za polskie państwo i Naród

Homilia ks. abp. metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia wygłoszona z okazji Narodowego Święta Niepodległości w bazylice Mariackiej w Gdańsku

Obrazek

Ekscelencje Księża Biskupi!

Księże Infułacie!

Umiłowani Kapłani!

Panie Wojewodo!

Panowie Prezydenci pomorskich miast!

Szacowni weterani dróg ku Niepodległej!

Przedstawiciele urzędów, instytucji, wspólnot, stowarzyszeń!

Czcigodne poczty sztandarowe!

Droga młodzieży: harcerze, uczniowie, studenci, wy wszyscy, którzy otwieracie swe serca na wartości polskie, narodowe, odkrywacie ich piękno i sens!

Umiłowana wspólnoto wiary, którą gromadzi w bazylice Mariackiej Święto Niepodległości Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!

Jak co roku w listopadowy jesienny dzień przychodzimy do bazyliki Mariackiej na dziękczynną modlitwę. Za dar Niepodległości. Za polskie państwo i Naród. Za Ojczyznę.

To dzień pamięci i narodowej dumy. Przypominają o nim biało-czerwone sztandary. Okolicznościowe audycje radiowe i pogramy telewizyjne. Melodia pieśni narodowych, których tego dnia nie szczędzą nam – chwała im za to – media. Podchwycą je uczestnicy pochodów i Marszów Niepodległości, które przejdą ulicami wielu polskich miast.

Niepodległa jest dziś lejtmotywem wystąpień włodarzy Rzeczypospolitej. Także różnego rodzaju patriotycznych uroczystości.

To dzień, kiedy w szczególny sposób słowa naszej czci i uznania kierujemy ku sędziwym weteranom walk o Niepodległą. Jesteście, umiłowani Bracia, pośród nas, w bazylice Mariackiej. Cześć wam i chwała!

Drogowskaz polskich pokoleń
Dziś, niczym głos donośnego dzwonu, rozlega się melodia „Mazurka Dąbrowskiego”. Słychać ją od Bałtyku po gór szczyty. I dalej, gdziekolwiek żyją nasi rodacy, a ich serca biją rytmem Ojczyzny. Warto wspomnieć, że to tu, w Gdańsku, w kolegium jezuickim na Szkotach, kształcił się Józef Wybicki, twórca „Mazurka Dąbrowskiego”.

„Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”. Rozbrzmiewa to szczytne, wywiedzionego z polskich serc wyznanie. Drogowskaz wielu polskich pokoleń!

O jego słowa wspierało swą nadzieję na odmianę polskiego losu wielu naszych rodaków żyjących w epoce niewoli narodowej. Zdawać się wtedy mogło, że czas Rzeczpospolitej, podmiotu obecnego przez wieki na europejskiej scenie, zamknął się definitywnie. Że zbrodnia rozbiorów, usankcjonowana na kongresie wiedeńskim, stała się rzeczywistością tamtej epoki. Jak Jałta, jak Poczdam – 130 lat później. Ale przecież wołanie: „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy” – nie gasło. Rozbrzmiewało podczas narodowych powstań. Na zesłańczych i emigranckich szlakach tysięcy.

Z mocy tych słów wyrastały pamiętne dzieła literatury i sztuki podejmującej narodową powinność – zrzucenie pęt niewoli. Ich echo rozbrzmiewało w tajnym szkolnictwie, w instytucjach dobroczynnych i wychowawczych – podtrzymujących i rozpalających polskiego ducha.

To pragnienie, aby „nie zginęła”, aby powstała do życia, aby została zwrócona polskiej wspólnocie, było nieustannym motywem modlitwy tamtych pokoleń. Adresowanej ku Bogu. Ku Chrystusowi. Ku Królowej Korony Polskiej – łaski pełnej. Ku świętym i błogosławionym z naszego Narodu orędującym w niebieskiej ojczyźnie za polskimi sprawami.

Nadszedł dzień 11 listopada. „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światłość wielką” (Mt 4,16). Patrzymy nań niczym na tę noc wyzwolenia, o której mówi Księga Mądrości, zapowiedziana przodkom narodu wybranego, „by nabrali otuchy, wiedząc niechybnie, jakim przysięgom zawierzali”(Mdr 18,6). Pierwszy dzień Polski Niepodległej. Godny naszego, powtarzanego z roku na rok, polskiego Te Deum laudamus.

Dzień wdzięczności wyrażanej przez synów i córki naszego Narodu, którzy przez swe życie idą drogą 11 listopada. A to droga miłości ku Ojczyźnie, naszej matce. Odpowiedzialności za jej los. Szacunku dla praw ojczystych. Pewna, sprawdzona, wytyczona trudem pokoleń droga Niepodległej. Droga wspólnoty, której w takim dniu jak ten „przystoi pieśń chwały”. Droga, której najgłębszy sens, istotę i piękno ujmują słowa psalmu responsoryjnego dzisiejszej Mszy św.: „Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem, naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie”.

Wielki dar Bożej Opatrzności
Umiłowani!

Dziś cząstka polskiego Narodu, dla której ważne są ideały 11 listopada 1918 roku, zgromadzona w bazylice Mariackiej, dziękuje Bożej Opatrzności za wolność odzyskaną jesienią tamtego pamiętnego roku. Po dwudziestu latach utraconą w wyniku zdradzieckiej napaści wiarołomnych sąsiadów z zachodu i wschodu. W 1989 roku przywróconą. Jest to Wielki Dar Bożej Opatrzności, która – jak nas naucza Katechizm Kościoła Katolickiego – jest „konkretna i bezpośrednia, obejmuje sobą wszystko od rzeczy najmniejszych do wielkich wydarzeń świata i historii”.

Ufności w Bożą Opatrzność żąda od nas nasza katolicka wiara. Fundament naszego życia. Źródło naszej nadziei wybiegającej ku niebu, „gdzie złodziej się nie dostaje, ani mól nie niszczy” (Łk 12,33). Także duchowej gotowości na powtórne przyjście Pana w chwale, na oczekiwaną przez pokolenia chrześcijan zapowiadaną godzinę, o której obrazowo mówi czytana dziś Ewangelia. „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze” (Łk 12,36). Siłę i wartość wiary ukazuje nam dziś św. Paweł Apostoł w Liście do Hebrajczyków, pisząc, że „wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”.

To wiara uczy nas ufności w Bożą Opatrzność. Przyjmowania z pokorą jej rozrządzeń, które, bywa i tak, Bóg pisze na liniach krzywych. Trzeba czasem lat, aby je rozpoznać. Zrozumieć ich zbawczy sen. Wiedzieli o tym przodkowie nasi, kiedy u schyłku XVIII wieku, w okresie politycznych i duchowych przemian, podjęli zamiar budowy w stolicy Rzeczypospolitej Świątyni Opatrzności Bożej – wotum narodu za drogę dziejów, za dzieło Konstytucji 3 maja.

Czyż nie było to rozrządzenie Bożej Opatrzności, że to dopiero naszemu pokoleniu przyszło ten zamiar zrealizować? Dziś na stołecznych, wilanowskich polach, dzień poświęcenia Świątyni Opatrzności Bożej. Wotum niepodległego Narodu i państwa. Niechaj z jej monumentalnych murów pokolenia naszego czasu kierują modlitwę zawierzenia i ufności ku Bożej Opatrzności.

Dziękowaliśmy za godzinę początku
Umiłowani!

W tym roku Święto Niepodległości ujmujemy w perspektywie wielkiej rocznicy – 1050-lecia Chrztu Polski. Najszczytniejszego wydarzenia w dziejach Ojczyzny. Najwyższe władze Rzeczypospolitej z panem prezydentem na czele, biskupi, kapłani, reprezentacja Narodu pielgrzymowali wiosną tam, gdzie Polska Piastowska się rodziła. Na Ostrów Lednicki, na poznański Ostrów Tumski, na Wzgórze Lecha w Gnieźnie. Do miejsc, gdzie w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego przyoblekał się w szatę chrzcielną polski Naród i jego państwo. Gdzie w grunt naszej Ojczyzny po raz pierwszy został wbity Chrystusowy Krzyż. Gdzie rozpoczynał swą drogę święty, powszechny i apostolski Kościół. Znak przymierza Chrystusa z odkupionym ludem. Przewodnik prowadzący Naród ku zbawieniu, ku doskonałości moralnej, ku duchowej wielkości. Bowiem: „Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem, naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie”.

Dziękowaliśmy wtedy, dziękujemy teraz za tamten czas. Czas początku. Rzucenia w wielkopolską glebę Chrystusowego ziarna. To z niego wyrosło rozłożyste drzewo chrześcijańskiej Ojczyzny, którego korzeń – jak to ujął ks. Piotr Skarga – jest Chrystus. Drzewo mocne i trwałe. Nie zwaliły go burze wrogich Bogu i Polsce systemów – komunizmu, narodowego socjalizmu. Nie skruszył i nie skruszy jego stabilności czerw tępego materializmu, ateistycznych, liberalnych form kultury i cywilizacji.

Zawieźli do Brzegów tchnienie morskiego wiatru
To drzewo wiernej Chrystusowi Ojczyzny rozciągnęło w tym roku swe mocne, dające poczucie bezpieczeństwa konary, nad młodzieżą przybyłą z różnych stron świata – uczestnikach Światowych Dni Młodzieży. Dotknęli, poznali, bywało, że zachwycili się pięknem wiary młodego pokolenia Polaków. Obdzielających przybyszy szczodrym darem przyjaźni podrywających się raźno z „kanapy” – to wyrażenie Papieża Franciszka – podejmujących z oddaniem czyny miłosierdzia.

Otworzyli swe serca na Piotra Naszych Czasów. Na jego słowa, gesty, uśmiech. Obdarowani zostali przez Ojca Świętego Jego radością i uznaniem ze spotkanie z Kościołem w Polsce, ze wspólnotą wiary, z biskupami, ze znakami świętości, piękna i chrześcijańskiej kultury. Tam, w Krakowie, mieście św. Jana Pawła II. Na Jasnej Górze, gdzie bije serce Narodu w Sercu Matki.

Dziękujemy za nasz gdański, pomorski wątek tamtych pamiętnych dni. Za gościnność tylu domów przyjmujących pod swój dach pielgrzymów – obcokrajowców. Za pędzące z Gdańska przez Polskę pendolino wypełnione pielgrzymami. Zawieźli do podkrakowskich Brzegów tchnienie wiatru od morza, świadectwo wiary, pamięć o niezmurszałym dziedzictwie „Solidarności”, wyrosłej tu, nad Bałtykiem, z pragnienia, aby Polska była Polską.

„Naród żyje prawdą o sobie”
Umiłowani!

Dziś dziękujemy Bogu za ludzi, którzy trudzili się dla Niepodległej. Ileż tych imion! Ileż godnych pamięci postaci! U jej początku. I później. Tworzą panteon narodowej chwały i sławy. Wiernej służby i oddanej twórczej pracy. Trwa o nich pamięć. W spiżu pomników, tablic pamiątkowych, różnego rodzaju upamiętnień.

Oto jeden z nich. Symbol drogi Pomorza ku Niepodległej. Antoni Abraham. Niekoronowany „król Kaszubów”. Delegat na konferencję pokojową w Wersalu w 1919 roku. Głęboko zapadły w pamięć kaszubskiego ludu słowa, które tam wypowiedział: „Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski”. Dziś ulice jego imienia napotkać można niemal w każdym pomorskim mieście.

Ludzie spod znaku 11 listopada. Zróżnicowani w poglądach, w politycznych opcjach, jak to bywa w każdej narodowej wspólnocie. Piłsudczycy i endecy, chadecy i ludowcy, konserwatyści i socjaliści. Zespoleni wspólną, nadrzędna wartością: miłością do Ojczyzny, pragnieniem jej dobra, świadomością, że to z ich trudu i znoju Polska powstała – by żyć. Wolna i niepodległa. Także przekonaniem, że istotne dla funkcjonowania państwa problemy, spory, napięcia, różnice zdań trzeba rozwiązywać we własnym domu. Że nie wypada wśród obcych szukać popleczników dla swoich poglądów, wsparcia i poklasku dla ocen dotyczących polskich, domowych spraw. Warto o tym dziś pamiętać.

Umiłowani!

W takim dniu jak ten należy przywołać słowa Karola Wojtyły: „Naród żyje prawdą o sobie. Ma prawo do prawdy o sobie. I tę prawdę ma prawo zdobywać” (Kraków, 25 maja 1978).Warto też pamiętać, że o sile moralnej państwa stanowi zaufanie narodu oparte na prawdzie.

Trwa żmudne, uciążliwe, czasem bolesne odzyskiwanie i utrwalanie przez Naród prawdy o sobie. Nie po to, aby pogłębiać społeczne podziały. Ale po to, aby na gruncie prawdy, wolnym od fałszów i niedomówień, budować przyszłość i pamięć Narodu – źródło jego życia.

Mogliśmy w tym roku, jako gdańska, obywatelska i kościelna wspólnota, uczestniczyć w szlachetnym, ważnym akcie przywracania czci, tym, którzy za miłość i wierność Niepodległej zostali na śmierć skazani, także na niepamięć, wzgardę, splugawienie.

Ci, którzy zachowali się jak trzeba
Długo czekałaś na ten pogrzeb, „Inko”. Długo czekałeś na ten pogrzeb, „Zagończyku”. Tymi słowami rozpoczynałem pogrzebową egzortę, tu, w bazylice Mariackiej, 28 sierpnia, patrząc na dwie trumny przykryte narodową flagą. Kryły – pamiętacie dobrze tamten pogrzeb – wydobyte z cmentarnych dołów wzgardy doczesne szczątki dwojga żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Niespełna 18-letniej sanitariuszki Danuty Siedzikównej „Inki” i por. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Żołnierzy powojennego antykomunistycznego powstania. Żołnierzy w służbie Niepodległej.

Tych, którzy nie chcieli Polski spod znaku sierpa i młota, tylko tej, której zawierzyli – spod znaku Orła w Koronie, spod znaku Maryi, której ryngrafy – z wizerunkiem Ostrobramskiej, nosili na żołnierskich mundurach.

Sanitariuszka „Inka” w grypsie do babci, niedługo przed egzekucją, napisała: „Zachowałam się jak trzeba”. Te słowa ujmują nie tylko jej postawę w czasie okrutnego śledztwa. Także postawę wielu jej rodaków. Wiernych ideałom, zasadom, złożonej przysiędze. Wiernych drodze 11 listopada.

W dniu Święta Niepodległości kierujemy naszą wdzięczność ku tym naszym rodakom, którzy zachowali się, jak trzeba. Szczególnie stąd, z Pomorza Gdańskiego, z Kaszub.

Żołnierzom na tylu drogach ku Niepodległej. Na tylu frontach, w tylu potrzebach. Męczennikom narodowej sprawy. Ich symbolem jest Katyń.

Ofiarom tragedii smoleńskiej.

Tym, którzy w latach siedemdziesiątych-osiemdziesiątych ubiegłego wieku upomnieli się o chleb, wolność, godność, człowieczej pracy, o „Solidarność”.

Także tym, na pozór niewidocznym, rodakom w służbie ważnych redut walki o Niepodległą – nauczycielom, wychowawcom, harcerzom, drugoobiegowym wydawcom, którzy w trudnych latach nie kłaniali się okolicznościom, służyli prawdzie i narodowej pamięci.

Na tej drodze ku Niepodległej byli również kapłani. Jakże w tej świątyni, w tym szczególnym dniu, nie przywołać pamiętnej postaci jej długoletniego proboszcza, ks. pułkownika Józefa Zator-Przytockiego, kapelana Armii Krajowej, więzionego w latach PRL za służbę Niepodległej, kapłana wedle Serca Jezusowego.

Jesteście dziś, w tej świątyni, Bracia i Siostry, którzy zachowaliście się jak trzeba. Nie zwątpili. Pamiętali o dziedzictwie 11 listopada. Szli jego drogą.

Po II wojnie światowej na Wybrzeżu, na Pomorzu, w znów polskim Gdańsku, budowali i wypełniali polskim duchem rodzinne gniazda. W nich Niepodległa trwała.

„Jestem pośród was jak ten, kto służy”
I przyszła. I jest. Trwa.

Umocni swoją wolność, utrwali swoją niepodległość, kiedy w sposób godny, świadomy, odpowiedzialny będzie potrafiła budować narodową wspólnotę i braterstwo ducha, jednoczyć się – nie tylko w chwilach dramatów narodowych – wokół zadań powszechnie akceptowanych, służących rozwojowi, rozwiązywaniu ważnych dla ogółu obywateli problemów. Jakże potrzebny jest w polskim życiu politycznym, społecznym, obywatelskim, ten duch Jezusowy, przypomniany dziś w Ewangelii według świętego Mateusza: „Któż bowiem jest większy? Czy ten, kto siedzi za stołem, czy ten, kto służy? Czy nie ten, kto siedzi za stołem? Otóż ja jestem pośród was jak ten, kto służy” (Łk 12,27).

To imperatyw uczestnictwa w życiu społecznym, politycznym, nas, którzy idziemy za Jezusem. Tam gdzie zostaliśmy wybrani czy powołani. Aby służyć, otwierać się na drugiego, umieć słuchać, potrafić dostrzec wartości także po drugiej stronie linii politycznych. Dziś niestety rozbrzmiewa w Polsce donośne, jednostajne, powiedzieć można monolityczne: nie bo nie. Wobec ustaw, projektów, rozwiązań. Autorstwa tych, którym wolą Narodu przekazany został ster nawy państwowej.

Był taki czas w naszej Ojczyźnie, kiedy bohaterowie polskiej wolności, żołnierze Polski Podziemnej, patrzyli z konieczności na plakaty, na których to, co było dla nich „wielkością i dumą”, Armia Krajowa, określana była terminem „zapluty karzeł reakcji”. Dziś to powraca. W nowym przebraniu, w nowej frazeologii: „faszyści”, „spadkobiercy NSDAP”, „nacjonaliści”. To smutny paradoks naszych dni. Którego przecież nie sposób przemilczeć. Bo boleśnie rani drogę 11 listopada.

Umiłowani!

Dziś słowo „niepodległość” wychodzi na pierwszy plan. Jest znakiem Ojczyzny. Ramą, w której prowadzona ręką Bożej Opatrzności idzie przez swój czas naród. A kto tworzy jego tkankę? Rodziny. Wspólnoty miłości, odpowiedzialności, i tego co najpiękniejsze: nowego polskiego życia. Są pierwszym elementarzem polskości, tradycji, wiary, wspólnoty serca, krwi, miłości. Z rodzin Polska się rodzi, w rodzinach Polska trwa. Patrzymy z uznaniem na skuteczne podjęcie tematu rodziny przez polski rząd. Na wdrażane, szeroko akceptowane pierwsze etapy projektu, który ma wspomóc polskie rodziny, chronić życie. Niech się rozwija, z Bożą i ludzką pomocą, z pożytkiem dla polskich rodzin.

Umiłowani!

Czas kończyć. Jeszcze są otwarte wrota do skarbnicy Bożego Miłosierdzia. Do zdroju przebaczenia i łaski. Zaczerpnijcie z niego na waszą dalszą drogę, na tak potrzebny ład i wyciszenie polskich sec, na dobry czas waszych rodzin.

W dniu Święta Niepodległości myśli nasze kierują się ku Chrystusowi, za którym Polska idzie drogą wieków. Za tydzień, 19 listopada, w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach zostanie proklamowany Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, zawierzenia tego wszystkiego, co Polskę stanowi, Jego Miłosierdziu. Będzie to „początek – jak to ujął List Pasterki Episkopatu Polski – realizacji wielkiego dzieła otwarcia Jezusowi drzwi: naszych domów i serc, świątyń i miejsc pracy”.

„Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem, naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie” (Ps 33,12). Przed tysiącem lat książę Mieszko I otworzył dla Chrystusa drzwi naszej Ojczyzny. Idzie z nami, polskimi drogami, z narodem wiernym i ufnym. Mówi nam w dniu Święta Niepodległości: „Nabierzcie ducha i podnieście głowy” (Łk 21,28). Amen.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... narod.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 28 gru 2016, 08:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Idźcie i głoście

Słowo ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia, metropolity gdańskiego, na Boże Narodzenie roku Pańskiego 2016

Obrazek

Błogosławiony lud, który umie się cieszyć

i chodzi, Panie, w blasku Twojej obecności.

Ps 89 (88) 16-17

Umiłowani Diecezjanie!

Drodzy Kapłani!

Siostry Zakonne!

Umiłowani Bracia i Siostry!

Jak co roku z radością i duchowym skupieniem przeżywamy misterium naszej wiary – błogosławiony czas świąt Narodzenia Pańskiego. Pamiątkę tamtego dnia, kiedy narodził się Jezus, „Syn umiłowany” (Mt 3,17). To Jego „Ojciec poświęcił i posłał na świat” (J 10,36). Uczynił to dla naszego zbawienia. Po to, aby „każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).

Zapaliła się zorza sprawiedliwości
To wtedy, w Noc Narodzenia, zakończył się czas oczekiwania na Mesjasza, przedmiot „nadziei Izraela” (Dz 28,20). Nadeszła godzina, kiedy z woli Ojca Przedwiecznego zapaliła się zorza sprawiedliwości, zbawienie zapłonęło jak pochodnia (por. Iz 62,1).

„Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany” (Iz 9,5). Jezus Chrystus. Prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. Potomek króla Dawida. Człowieka bliskiego sercu Boga. Ewangelia według św. Mateusza ukazuje rodowód Jezusa Chrystusa. Kreśli drogę prowadzących ku jego narodzinom pokoleń.

Jak co roku wraz z pasterzami, którzy nocną porą trzód swych strzegli, wraz z Trzema Królami – Mędrcami ze Wschodu, pielgrzymujemy drogami wiary ku światłu betlejemskiej nocy. Światłu zbawienia, które nie gaśnie. „Ukazała się tam łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom” (Tt 2,11). Narodziło się Dzieciątko – wieczny Bóg. Po to, aby człowieka „wyzwolić od jego grzechów” (Mt 1,12). Ukazać mu kierunek jego życiowej drogi. Ofiarować zbawienie.

Narodziny Bożego Syna. Wielki znak miłosiernej miłości Boga. Bowiem w Betlejem – przypomina nam o tym Papież Franciszek – „Miłosierdzie Ojca stało się żywe, widoczne i osiągnęło swoją pełnię w Jezusie Chrystusie” (Franciszek, Misericordiae vultus).

Umiłowani Diecezjanie!

Jesteście kolejnym ogniwem polskich pokoleń pielgrzymujących ku Betlejem, „gdzie Dziecię zrodzone – w pieluszki powite, w żłobie położone”. Przypomniał nam o tym w szczególny sposób mijający rok, kiedy wraz z Kościołem i Narodem wracaliśmy do godziny początku. Do Chrztu Polski przed 1050 laty. To wtedy przodkowie nasi po raz pierwszy odczuli blask światła bijącego od Betlejem. Wyśpiewali chwałę Króla Wieków narodzonego „w mizernej, cichej stajence lichej”. Obmyci wodą chrzcielną wyruszyli w duchową pielgrzymkę do Betlejem, aby wraz z pastuszkami i Mędrcami Wschodu sławić cud Narodzin. Głosić chwałę Bogurodzicy Dziewicy, Bogiem sławienej Maryi – Patronki polskich wieków.

Ku światłu z Betlejem, które „w ciemności świeci, a ciemność go nie ogarnie”, zdążają także nasze, pomorskie pokolenia. Wprowadził je na nie św. Wojciech. Pierwszy apostoł Jezusa Chrystusa na pomorskiej ziemi. Od wieków idą ku Betlejem bracia Kaszubi, trzymają straż miłości i wierności z Bogiem. Idzie pokolenie budowniczych Gdyni i obrońców Wybrzeża w 1939 roku. Także tych, którzy po zakończeniu II wojny światowej przynieśli do zrujnowanego Gdańska szczep polskiego życia. Z różnych Ojczyzn. Także z tych odrąbanych od jej pnia. Od Wilna, od Kresów Wschodnich.

Ich drogą idziemy do Betlejem. Wspólnota wiary naszej archidiecezji. Aby oddać hołd Temu, „co się narodził tej nocy, by nas wyrwać z czarta mocy”. Wyznać naszą katolicką wiarę. Niczym niezmąconą, trwałą i pewną. Potwierdzić naszą katolicką tożsamość, wierność prawom Bożym i obowiązkom wobec Ojczyzny. Otworzyć serca na tchnienia miłosiernej miłości Boga. Blaskiem betlejemskiego światła rozświetlać nasze dziś i to, co przyniesie Nowy Rok Pański 2017.

„Idźcie i głoście”
Umiłowani!

W nowym roku liturgicznym 2016/2017 mamy realizować program duszpasterski, którego istotę ujmuje motto: „Idźcie i głoście”. To zachęta, wezwanie, zadanie, abyśmy jeszcze bardziej niż to dotąd miało miejsce, stawali się uczniami Chrystusa – misjonarzami. Głosili Ewangelię swoją postawą, zachowaniem, czynnym oddziaływaniem na wspólnoty, w których biegnie nasze życie. Uwiarygadniali i umacniali nasze chrześcijaństwo czynami miłosierdzia. Otwartą, z apostolskiego ducha wyrosłą postawą wobec bliźnich. Skierowaną także ku szerszym kręgom, aż po wspólnotę państwa i Narodu. Bowiem trzeba wspierać decyzje, które dobru tej wspólnoty służą. Szczególnie te, które niwelują wieloletnie zaniedbania, skierowane ku najuboższym, a ku rodzinom kierują korzystne rozwiązania poprawiające ich status materialny.

Te decyzje i projekty w skali makro nakładają się na nasze działania podejmowane w parafiach. Te leczące rany zadawane biedą i opuszczeniem. Także rany ducha – często generowane przez niedostatek i społeczną samotność. Łączy je wspólny mianownik: troski i empatii. Tak mocno zaznaczonej w nauczaniu i praktyce chrześcijańskich czynów Papieża Franciszka. Wywiedzionej przecież z postawy Chrystusa. Źródła miłości miłosiernej. Z jego posługi biednym, opuszczonym, samotnym, wyzbytym nadziei, chorym, nieszczęśliwym.

Wymiar tej pomocy w naszej archidiecezji się rozrasta: powstają nowe inwestycje w służbie bliźnim. Rozszerza się krąg wolontariatu. Przybywa świadectw czynnego, skutecznego działania, w którym odzwierciedla się dynamizm hasła: „Idźcie i głoście”. Słowem i czynem. Niekiedy tak przejmującym jak posługa zmarłego w tym roku ks. Jana Kaczkowskiego.

Przytoczę w tym miejscu dane naszej archidiecezjalnej Caritas, która zatrudnia ponad 350 pracowników i w której posługę niesie ponad 6000 wolontariuszy (w 126 Szkolnych Kołach Caritas i 110 Parafialnych Zespołach Caritas). W ubiegłym roku oni wszyscy poświęcili ponad 3 miliony godzin, niosąc pomoc tym, którzy jej potrzebowali. Wydano ponad 100 000 obiadów i blisko 100 ton żywności. Dziękuję wszystkim, którzy tworzą to wielkie dzieło miłości miłosiernej w naszej archidiecezji.

Drodzy Bracia i Siostry!

Idźcie dalej, głoście mocniej. Waszą drogę niech wspomaga św. Brat Albert – Adam Chmielowski. Patron tegorocznego roku liturgicznego w Polsce. W młodości żołnierz Powstania Styczniowego. Naznaczony na całe życie szczególnym stygmatem miłości Ojczyzny – utratą nogi amputowanej w wyniku okaleczeń odniesionych na polu powstańczej walki. Wybitny artysta malarz. Po przełomie duchowym niezmordowany apostoł krakowskich nędzarzy, upadłych materialnie i moralnie. Dźwigał ich ku górze, przywracał światu, wiązał na powrót z Chrystusem. Jeden z wielkich apostołów miłości miłosiernej.

Miej miłosierdzie dla nas i całego świata
Umiłowani!

W krąg oddziaływania miłości miłosiernej wchodziliśmy w Roku Jubileuszowym przez szeroko otwarte Bramy Miłosierdzia. Dla nawrócenia, dla wyznania grzechów, dla pokuty, skruchy, postanowienia poprawy i obowiązku zadośćuczynienia za wyrządzone zło. Choć już Bramy Miłosierdzia zostały zamknięte, to przecież miłosierdzia blask świetlany nie stracił swej mocy. Wciąż trzeba nam zwracać się ku Miłosierdziu Bożemu, kontemplować jego tajemnicę, pogłębiać prawdę, że Bóg Ojciec jest „miłosierny i litościwy, cierpliwy i bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34, 6). Że swe miłosierdzie objawił w tajemnicy Chrystusa, który jest „obliczem miłosierdzia Ojca”.

Umiłowani!

Z radością pochylamy się nad tajemnicą Wcielenia. Stajemy przy betlejemskim żłóbku Jezusa. Wyciągamy ku bliskim dłoń z opłatkiem miłości, przebaczenia, pojednania. Ale w tym roku w modlitwę radości trzeba nam również włączyć modlitewny apel do Bożego Miłosierdzia. Odmawiać z żarliwością słowa Koronki: Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

Bowiem znowu dało o sobie znać mysterium iniquitatis. Terrorystyczny zamach w Berlinie. Śmierć kilkunastu ludzi zmiażdżonych przez rozpędzonego tira. Śmierć naszego rodaka. Kierowcy-bohatera. Walczącego do końca, aby nie dopuścić do zbrodniczego czynu. I to się powtarza. Już któryś raz.

Ponad łzy, rozpacz, ból biegnie pytanie: dlaczego tak się dzieje? Czy taka ma być twarz Europy XXI wieku? Czy taka ma być cena jej otwartych dla wszystkich granic? Koegzystencji pod niebem Europy różnych kultur i cywilizacji? Dlaczego nie można temu skutecznie zapobiec? Dlaczego? Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

Umiłowani!

I jeszcze jeden motyw. Związany z naszą Ojczyzną. Aktualny. Nierozwiązany. Mimo podjętych prób. Rzutujący na czas świąt. Obcy europejskiej i polskiej tradycji. Wielowiekowej zasadzie Treuga Dei – Pokoju Bożego. Zawierały go zwaśnione strony na czas religijnych świąt. A tymczasem paroksyzm złych emocji nie ustaje. Wybuchnęły w parlamencie, wylały się na ulice, zdominowały media. Kto je śledzi, zdaje sobie chyba sprawę, o co toczy się gra.

Na tle tego, co się dzieje, powiem kilka prostych słów. Nasza Ojczyzna jest wielkim darem Boga. Oparte na demokratycznych zasadach państwo polskie jest wielkim dobrem wspólnoty naszego Narodu. Nie jest igraszką losu. Kaprysem możnego satrapy. Wypadkową politycznych machinacji silnych mocarstw. To już miało miejsce w polskiej historii. To już się zdarzyło. W XIX w. na Kongresie Wiedeńskim. W XX w. w Teheranie i Jałcie.

III Rzeczpospolita jest dobrem, które powstało wysiłkiem pokoleń. Dzięki ich modlitwom, pokojowej walce, niegasnącej nadziei, że będzie Polska w imię Pana – wolna wśród wolnych, równa wśród równych. Nie można tego wielkiego dobra bezrozumnie wystawiać na niebezpieczeństwo. Osłabiać. Negować wszystko, cokolwiek uczynią ci, których przecież u steru nawy państwowej postawiła swobodna wola wyborców. Odwracać znaczenie pojęć. Obroną demokracji nazywać okupację sali sejmowej, a zamachem stanu – sprawowanie władzy przez zwycięskie ugrupowanie. To jakaś przedziwna kakofonia. Niepojęta w porządku logiki.

Polska potrzebuje wewnętrznego pokoju. Współpracy wszystkich politycznych sił dla dobra wspólnego, jakim jest Państwo Polskie, jego niepodległość. Tak, trzeba się spierać, ale trzeba się w tym sporze szanować. Nie wykopywać rowów, które trudno będzie zasypać. Szukać rozwiązań. W zdrowym systemie demokratycznym nie ma miejsca na opozycję totalną. Bo stanowi jego zaprzeczenie, godną pożałowania karykaturę.

Przestrzegał Jezus przed nieszczęściem, jakie przynieść może zatwardziałość ludzkich serc: „Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną” (Mt 15,14).

Świat polskiej polityki potrzebuje naszej modlitwy. Niech toruje drogę ku umiejętności przebaczenia, obowiązkowi pojednania, wydobycia spod nawarstwień złych emocji, tego, co winno być zwornikiem wszystkich, którzy idą do służby publicznej: miłości ku Ojczyźnie, Narodowi, państwu – rozważnej troski o dobro wspólne.

Dzielę się z Wami opłatkiem
Umiłowani!

Drogami wiary wędrujemy do Betlejem, do Jezusa, Syna Maryi. Przygotowaliśmy się do niej przez czas Adwentu. Wierni polskiej tradycji świąt rodzinnych, przyjaznych, życzliwych. A symbolem tej tradycji jest wigilijny stół. Przy nim puste miejsce dla nieznajomego, który zapuka niespodziewanie do naszych domów. Modlitwą i myślami obejmujemy również naszych bliskich, przed którymi Bóg otworzył drzwi wieczności. Szczególnie tych, którzy jeszcze rok temu byli z nami. Pamiętajmy o nich w modlitwie wdzięczności. A pośród nich o śp. Arcybiskupie Metropolicie Tadeuszu Gocłowskim, który tak wiele lat przewodził diecezji, a potem archidiecezji gdańskiej. Prowadził ją Chrystusowymi drogami. Zabiegał z oddaniem o sprawy Ojczyzny. Ma trwałe miejsce w jej dziejach, narodowej pamięci, sercach wielu.

Od ołtarza Pańskiego w oliwskiej archikatedrze, od świątecznego stołu w rezydencji arcybiskupów gdańskich, wyciągam ku Wam, Umiłowani Diecezjanie, dłoń z opłatkiem i dzielę się nim z każdym z Was.

Najpierw z Wami, bracia biskupi Wiesławie i Zbigniewie, z Wami, kapłani diecezjalni i zakonni. W winnicy gdańskiego Kościoła wspólnie służymy Jej Panu, Jezusowi, i tym, którzy idą za Nim, ludowi Bożemu powierzonemu naszej pieczy. Dziękuję za waszą ofiarną posługę, za budowanie Królestwa Chrystusa, umiejętność odczytywania znaków czasu, wychodzenia naprzeciw problemom duszpasterskim, których nie szczędzi nam nasz czas, za waszą drogę w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Łamię się opłatkiem z Wami, umiłowani członkowie wspólnot życia konsekrowanego. Dziękuję za waszą posługę nieustannej, ufnej modlitwy, wypraszającej Boże łaski, za zgodną z charyzmatami waszych wspólnot różnorodną posługę.

Wyciągam dłoń z opłatkiem ku Wam, Bracia i Siostry, wielka wspólnoto ludzi pracy naszej archidiecezji. Wezwał was Bóg do tego, abyście swą pracą odmieniali oblicze ziemi, czynili ją sobie poddaną, budowali przenikniętą chrześcijańskim etosem cywilizację odpowiedzialności, ładu, sensu. Bowiem praca nie może być zarzewiem konfliktu, upokorzenia, wyzysku. Winna być rękojmią ładu społecznego. Wzrostu dobra. Tego o wymiarze materialnym i duchowym. Także pomyślnego bytu Ojczyzny. Nie powinna być dobrem reglamentowanym, trudno dostępnym, nieopłacalnym. Ale należnym wszystkim, którzy poprzez wykształcenie, umiejętności, obowiązek zapewnienia bytu rodzinie są do niej powołani.

Tu, na Wybrzeżu, rozpoczęła się przed laty poważna, twórcza, odpowiedzialna „praca nad pracą”. Niech trwa dalej. Uczy etosu pracy. Pomaga rozwiązywać konflikty. Ukazywać przyrodzoną, przez Boga zadaną godność, piękno, sens ludzkiej pracy. Niech Wam na tej drodze Chrystus błogosławi. Ten, który poznał wartość i trud ludzkiej pracy, wspomagając św. Józefa, cieślę, który trudem swych rąk zapewniał materialny byt Świętej Rodzinie.

Dzielę się opłatkiem z rodzinami, wspólnotami miłości. Niech Wam błogosławi Dzieciątko Jezus. Doznało miłości i troski w rodzinnym domu Jezusa i Maryi. Cieszy się, że przyszedł lepszy czas dla polskich rodzin. Że polskie państwo pospieszyło im z wydatną pomocą. Dziękujmy za to w naszej modlitwie.

Dzielę się opłatkiem z ludźmi młodymi. Dziękuję szczególnie za waszą postawę podczas krakowskich Światowych Dni Młodzieży. Wielu z Was pomknęło specjalnym pendolino do Krakowa, na spotkanie z Ojcem Świętym, ze swymi rówieśnikami z wielu krajów świata. Zawieźliście tam ożywcze tchnienie wiatru od morza, radość i pogodę waszych czystych serc. Niezbrukanych osadem przewrotnych ideologii. Otwartych na Chrystusa, żarliwych, radosnych. Niech On towarzyszy waszej młodości. Będzie waszym najlepszym przewodnikiem.

I z Wami dzielę się opłatkiem. Sędziwi weterani dróg ku Niepodległej. Godni najwyższego szacunku. Rzuciliście przed laty swój życia los na szaniec polskiej wolności. Przeciw zniewoleniu politycznemu i duchowemu. W imię Polski wiernej swej chrześcijańskiej, historycznej drodze. Żegnaliśmy w tym roku wielkim pogrzebem wdzięczności dwoje z waszego pokolenia: „Inkę” i „Zagończyka”. Przez lata wyklętych, skazanych na wzgardę i zapomnienie. Dziś zajęli należne miejsce w panteonie polskiej historii. Należne im i waszemu pokoleniu – wiernemu, szlachetnemu, miłującemu Boga i Polskę. Cześć Wam i chwała, Bohaterowie polskiej wolności!

Cześć i chwała Wam, weterani grudnia ’70, drogi „Solidarności”, zmagań z reżimem stanu wojennego. Dzielę się z Wami opłatkiem. Po części, w 1981 roku, uczestnik naszej wspólnej drogi. Jakże was musiało zaboleć, kiedy przed kilku dniami poczęto snuć analogie, stawiać znak równania między grudniem 2016 roku a grudniem roku 1981. To wyjątkowa potwarz. To wyjątkowa niesprawiedliwość. Bądźcie wierni swojej drodze. Nie pozwalajcie brukać o niej pamięci.

Dzielę się opłatkiem z całą służbą zdrowia, z ludźmi w podeszłym wieku, chorymi, słabymi. Odnajdujcie oblicze Chrystusa w rysach tych, którzy Wam pospieszą z pomocą, wesprą, pocieszą, otrą łzy samotności. Niech trafią do Was wszystkich. Niech Wam przyniosą błogosławieństwo pokoju. Rozumiem Was, chorzy, jeszcze bardziej, bowiem sam od 2 lat doświadczam dzień po dniu cierpienia na swym ciele. Łatwiej to znosić, bowiem doświadczam posługi lekarzy oraz solidarnej modlitwy. Bóg zapłać za samarytańskie serce.

Dzielę się opłatkiem z samorządowcami, parlamentarzystami, ludźmi władzy publicznej. Od lat powtarzamy za Janem Pawłem II, że Polska potrzebuje ludzi sumienia. Szczególnie służba publiczna. Bądźcie ludźmi sumienia. Prawymi, odważnymi, rozważnymi, roztropnymi. W służbie całej wspólnocie państwa i Narodu. Ona ma być priorytetem dla tych, którzy zostali wezwani i powołani do instytucji przedstawicielskich. Pamiętajcie o tym.

Dzielę się opłatkiem z Wami, Kaszubi, z wdzięcznością za waszą wierność tradycji, tożsamości i kulturze. Trzymajcie z Bogiem, jak to od wieków czynicie. Trzymajcie z Chrystusem w Betlejem narodzonym.

Łamię się opłatkiem z Wami wszystkimi, umiłowanymi Diecezjanami, z całą naszą pomorską wspólnotą wiary, pamięci, losu. I proszę:

„Podnieś rękę, Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą”.

Błogosław naszą archidiecezję. Ludzi morza i Pomorza.

Radujmy się, Bracia i Siostry, z Narodzenia Pańskiego.

Bowiem „Błogosławiony lud, który umie się cieszyć i chodzi, Panie, w blasku Twojej obecności” (Ps 89 (88) 16-17).

Amen.

Tytuł pochodzi od redakcji.

Żródło: www.diecezja.gda.pl

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... oscie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 04 maja 2017, 07:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Zawierzmy naszą teraźniejszość i przyszłość

Homilia ks. abp. Stanisława Gądeckiego wygłoszona podczas Mszy św. odprawionej 3 maja na wałach jasnogórskich.

Obrazek

„Witaj, o wysokości, pojęciom ludzkim niedostępna,/ witaj, głębiono nawet anielskim okiem niezbadana,
Witaj, bo jesteś tronem Króla,/ witaj, bo dźwigasz Tego, co wszystkie dźwiga rzeczy”.
(Akatyst, Stasis pierwsza, Ikos pierwszy)

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski, stajemy u stóp Jasnogórskiego Obrazu, aby zastanowić się nad dwoma sprawami. Najpierw nad tym, jakie znaczenie ma dla nas dzisiejsza uroczystość, a następnie, czego nas dzisiaj uczy Konstytucja majowa z 1791 roku.

Królowa Polski
a. Najpierw uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski. Uroczystość ta przypomina nam, że Maryję nazywamy „Królową”, bo jest Ona Matką Jezusa, naszego Króla, którego nosiła w swoim łonie, którego zrodziła, o którego wychowanie dbała, któremu towarzyszyła podczas Jego publicznej działalności, za którym szła aż pod krzyż. Z którym też pozostała złączona nawet po Jego śmierci, zasiadając w niebie obok Niego, Króla chwały. Jeśli więc nazywamy Ją Królową, to przede wszystkim ze względu na Jej Syna. Królewskość Maryi jest więc pośrednia, ponieważ tylko Pan Bóg jest Władcą najwyższym i jedynym, Maryja natomiast sprawuje nad nami królewską władzę, służąc nam swoją opieką.


My, niestety, często zniekształcamy obraz panowania Maryi, kiedy przestawiamy je według wzorca panowania zaczerpniętego z czysto ziemskiej tradycji. Tymczasem Maryja – podobnie zresztą jak i Jej Syn – nie kierowali się tym stylem myślenia i działania. Oni dobrze wiedzieli, że Królestwo Boże nie jest z tego świata.

Jak nam to wyjaśnia encyklika „Redemptoris Mater, królowanie Maryi polega na służbie: „Maryja stała się pierwszą wśród tych, którzy służąc Chrystusowi w bliźnich, przywodzą braci swoich pokorą i cierpliwością do Króla, któremu służyć znaczy królować i osiągnęła w pełni ów »stan królewskiej wolności«, właściwy dla uczniów Chrystusa: służyć – znaczy królować! Maryja – służebnica Pańska, uczestniczy w królowaniu swego Syna”. Aby więc właściwe zrozumieć prawdę o królowaniu Maryi, trzeba odwołać się do logiki Królestwa Bożego, która jest zasadniczo odmienna od logiki królestw tego świata. Chrystus doznał królewskiego wywyższenia, dlatego że się uniżył, stał się Sługą zbawienia. Podobnie Jego Matka stała się i jest Królową jako Służebnica Pańska” (por. Redemptoris Mater, 41). W postawie nieustannej służby Maryja sprawuje swoją władzę nad światem, a Jej panowanie jest władzą miłości.

b. Przechodząc z kolei od tytułu „Królowej Świata” – związanego z wszystkimi narodami ziemi – do tytułu „Królowa Polski”, warto zwrócić uwagę na to, że tytuł ten nie jest wcale wymysłem Polaków ani przejawem naszej megalomanii. Został on bowiem przekazany przez usta samej Maryi pewnemu włoskiemu jezuicie z Neapolu.

Wspomniany jezuita, ojciec Juliusz Mancinelli (ur. 13.10.1537), słynął z pobożnego sposobu życia. Zakładał wiele dzieł miłosierdzia i wszędzie, gdzie się pojawił (w Dalmacji, Bośni, Konstantynopolu czy Afryce), notowano ogromną ilość nawróceń. W latach 1585-1586 przebywał też w Polsce (w Kamieńcu Podolskim i Jarosławiu), odznaczał się bowiem wielkim nabożeństwem do naszych świętych: Stanisława, biskupa i męczennika, oraz św. Stanisława Kostki. Ten ceniony mistrz rzymskiego nowicjatu jezuitów – w którym przebywał i zmarł św. Stanisław Kostka – był świadkiem życia młodego Kostki i pozostawał pod wielkim wrażeniem jego śmierci.

Gdy modlił się on – w czterdziestą rocznicę śmierci św. Stanisława – w swoim klasztorze przy jezuickim kościele Gesù Nuovo w Neapolu, ujrzał nagle (14 sierpnia 1608 roku) Maryję okrytą purpurowym płaszczem z Dzieciątkiem na ręku, wyłaniającą się z obłoku, u której stóp klęczał św. Stanisław Kostka. Matka Boża zapytała ojca Juliusza: „Dlaczego nie nazywasz Mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Usłyszawszy to, ojciec Juliusz zawołał: „Królowo Polski Wniebowzięta, módl się za Polskę!”.

Ojciec Mancinelli poinformował o tym wydarzeniu swego przyjaciela, jezuitę Mikołaja Łęczyckiego. Poprosił go, by ten opowiedział o tym królowi Zygmuntowi III Wazie (1587-1632). I taką drogą tytuł ten poznał ojciec Piotr Skarga oraz polscy jezuici, którzy rozpowszechnili wiadomość, że to sama Maryja nakazała nazywać siebie „Królową Polski”.

Dwa lata później, w roku 1610, ojciec Mancinelli – w wieku siedemdziesięciu trzech lat – udał się w pieszą pielgrzymkę do Krakowa. Pierwsze kroki skierował do katedry wawelskiej, gdzie – podczas sprawowania Mszy Świętej – wpadł w ekstazę. Ponownie ujrzał Maryję w królewskim majestacie i usłyszał Jej głos: „Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką tego narodu, który jest Mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj nieustannie, a Ja ci zawsze będę, jakom jest teraz, miłościwą”.

Siedem lat po powrocie z Polski – w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – ten sam Ojciec patrzył z okna swej celi klasztornej na Zatokę Neapolitańską i oto znowu – z gorejącego obłoku, który pojawił się na niebie – wyłoniła się postać Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus na rękach, u której stóp klęczał młodzieniec w aureoli. Maryja zwróciła się do sędziwego jezuity: „Juliuszu, synu mój! Za cześć, jaką masz do Mnie Wniebowziętej, ujrzysz Mnie za rok w chwale niebios. Tu jednak, na ziemi, nazywaj Mnie zawsze Królową Polski”.

Po miesiącu kurier z Neapolu przywiózł do Wilna ojcu Łęczyckiemu list od ojca Juliusza, w którym pisał: „Ja rychło odejdę, ale ufam, że przez ręce Wielebności sprawię, iż po moim zgonie w sercach i na ustach polskich mych współbraci żyć będzie w chwale Królowa Polski Wniebowzięta” (por. Bogusław Bajor, Maryja Królowa Polski).

b. W oparciu o te objawienia następny król, Jan Kazimierz III Waza (1648-1672) – za panowania którego Rzeczpospolita zmagała się z Moskwą i Szwecją, nie wspominając już o rebelii Chmielnickiego – napisał list błagalny do papieża Aleksandra VII. Ojciec Święty odpowiedział: „Dlaczego zwracasz się o pomoc do mnie, a nie zwracasz się do Tej, która sama chciała być Waszą Królową? Maryja Was wyratuje, toć to Polski Pani. Jej się poświęćcie, Jej oficjalnie ofiarujcie, Ją Królową ogłoście, przecież sama tego chciała”.

List ten uzmysłowił polskiemu królowi, że w Maryi znajduje się jedyna nadzieja na pomoc. Postanowił też, że – kiedy tylko jakiś skrawek Rzeczypospolitej zostanie uwolniony od wrogów – on uda się tam, aby dokonać publicznego ślubowania. Kiedy więc (w marcu 1656 roku) Szwedzi wycofali się ze Lwowa, król przed obrazem Matki Bożej Łaskawej złożył obiecane śluby (dnia 1 kwietnia 1656 roku), polecając królestwo Jej obronie. Lwowskie śluby były wyrazem wdzięczności za przełomowe wydarzenie tej wojny, a mianowicie za bohaterską obronę klasztoru na Jasnej Górze.

Kilka dni po swoim ślubowaniu król przybył do lwowskiego kościoła Jezuitów, gdzie nuncjusz apostolski odprawił nabożeństwo, powtarzając trzykrotnie na końcu Litanii Loretańskiej inwokację: „Regina Regni Poloniae, ora pro nobis” (Królowo Królestwa Polskiego, módl się za nami). Tym samym ogłosił oficjalnie Maryję Królową Królestwa Polskiego.

c. Śluby kazimierzowskie umocniły w świadomości polskiego Narodu szczególną miłość do naszej Królowej, Pani Jasnogórskiej. Polacy uznali w niej Królową swoich serc i – tak w Ojczyźnie, jak i poza jej granicami – związali z Nią w sposób nierozerwalny swoje nadzieje. „Gdzie jest – pytał kard. Stefan Wyszyński – ukryta przedziwna moc, która daje Kościołowi wewnętrzną duchową wolność i nieustępliwość, tak podziwianą przez wszystkich?... Tajemnicą tej niezwykłej mocy jest fakt, że Polska jest zwarta jako Naród, zwarta narodowo i religijnie, szczególnie w swej miłości do Kościoła Chrystusowego i Matki Najświętszej” (kard. S. Wyszyński, Wszystko postawiłem na Maryję, Warszawa 1998, 292-293).

Pamiętamy o tym zwłaszcza dzisiaj, kiedy Ojcowie Paulini – dla uczczenia trzechsetnego jubileuszu koronacji Jasnogórskiego Obrazu – wzywają nas do włączenia się w przedsięwzięcie nazwane „Żywą koroną Maryi”. Inicjatywa ta nie zmierza do ponownego „koronowania” Maryi koronami materialnymi, ale do „ukoronowania” jej naszym ewangelijnym stylem życia. Dąży ona do ofiarowania Maryi naszych darów duchowych, które świadczyć będą o tym, że istotnie pragniemy, aby Ona królowała w naszych sercach. Zachęca nas do tego, byśmy – przesyłając na Jasną Górą własną fotografię – zapisali na niej osobisty dar duchowy dla Najświętszej Maryi Panny (np. regularne czytanie Pisma Świętego, spowiedź po wielu latach, pojednanie z kimś po długim konflikcie, postanowienie porzucenia uzależnienia, dziesiątka Różańca świętego...). Ten gest będzie wyrazem naszej codziennej miłości skierowanej do Maryi. Będzie on wprowadzeniem Maryi do naszego domu, do naszej rodziny i naszego życia. W ten sposób staniemy się „żywym diamentem” w koronie Maryi, a Ona stanie się Panią naszego życia.

Jest to inicjatywa godna pochwały, przypadająca w 300-letnią rocznicę koronacji Jasnogórskiego Obrazu oraz w 60. rocznicę rozpoczęcia Wielkiej Nowenny; tego dziejowego programu duchowej odnowy polskiego Narodu, opartego na Ślubach Jasnogórskich.

Konstytucja 3 maja 1791
Drugim tematem związanym z dzisiejszym dniem jest Konstytucja majowa. Kiedy pod koniec lat 80. XVIII wieku sytuacja międzynarodowa zaczęła się kształtować pomyślnie dla Rzeczypospolitej, a Rosja była zaangażowana w wojnę z Turcja i Szwecją, w październiku 1788 roku rozpoczął obradować w Warszawie sejm. Z uwagi na dokonane przez niego reformy ustroju państwa przeszedł on do historii pod nazwą Sejmu Wielkiego.


Niektórzy z uczestniczącym w tym sejmie posłów zadali sobie proste pytanie: co sprawiło, że Polska – która 150 lat wcześniej była jedną z największych potęg europejskich i największym krajem w Europie – tak nisko upadła? I właśnie w odpowiedzi na to pytanie zrodziło się – w wielkim mozole ducha – lekarstwo w postaci Konstytucji majowej, wprowadzającej nowy ustrój prawny państwa. Było to dzieło niedokończone, trwały bowiem dalej prace nad „Konstytucją Ekonomiczną” oraz „Konstytucją Moralną”, czyli odpowiednikiem francuskiej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela.

Konstytucja majowa zakładała przejście od monarchii parlamentarnej do monarchii konstytucyjnej. Wprowadzała podział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Likwidowała liberum veto w sejmie, odebrała też prawo głosu w sprawach publicznych tzw. „gołocie”, czyli szlachcie bez ziemi, najbardziej podatnej na obce przekupstwo. Zrównała mieszczan ze szlachtą, wzięła chłopów pod opiekę państwa. Religii katolickiej zapewniła status religii panującej, gwarantując jednocześnie tolerancję religijną dla wszystkich innych wyznań.

Wąskie grono reformatorów zdawało sobie sprawę z tego, że na przyjęcie tej Konstytucji legalnymi metodami nie ma szans. Skoro więc liczenie na nieobecność wielu posłów opozycji z uwagi na wielkanocną przerwę zawiodło, przyspieszyli oni o dwa dni zaplanowaną na 5 maja sesję i – przy obecności zaledwie połowy deputowanych – zaproponowali przyjąć Konstytucję w całości, bez jej czytania. I tak oto – dzięki swoistemu zamachowi stanu – sejm uchwalił Konstytucję dnia 3 maja 1791 roku. Gdy więc poseł inflancki wezwał króla do jej zaprzysiężenia, władca podniósł rękę na znak, że chce przemówić, co zwolennicy Konstytucji poczytali za jego zgodę na nową Konstytucję. Jej tekst poparły później prawie wszystkie lokalne sejmiki, przyczyniając się do tego, że Konstytucja została ostatecznie zalegalizowana.

Konstytucja ta była wielkim osiągnięciem XVIII-wiecznej polskiej myśli politycznej. Była pierwszą spisaną Konstytucją w Europie, a drugą – po amerykańskiej – na świecie. Była przejawem politycznej roztropności naszych posłów, którzy potrafili – bez rewolucyjnych wstrząsów – zreformować ustrój państwowy. Była wreszcie dowodem umiejętności znalezienia kompromisów przez najważniejszych polskich polityków.

Niestety, lekarstwo podawane umierającemu bywa zazwyczaj mało skuteczne, dlatego też – chociaż Konstytucja stała się kamieniem milowym historii polskiej myśli politycznej, w sumie okazała się „testamentem gasnącej Ojczyzny”. Obowiązywała tylko przez ponad rok, po czym została obalona przez armię rosyjską i wojska konfederacji targowickiej.

Tym niemniej miała ona dla kolejnych pokoleń Polaków ogromne znaczenie, ponieważ przez długie lata rozbiorów podtrzymywała nadzieję na wolność, nadzieję na możliwość stworzenia bardziej sprawiedliwego społeczeństwa. Po upływie wieków – twierdził św. Jan Paweł II – doceniamy jeszcze bardziej wagę tego dokumentu. „Odczytujemy w nim prawdę o Polsce... Synowie i córki tej ziemi nie przestali wierzyć w »odnowę jej oblicza« pod tchnieniem tego Ducha, który natchnął twórców Konstytucji 3 maja” (Jan Paweł II, Przemówienie wygłoszone w czasie nabożeństwa dziękczynnego z okazji 200. rocznicy Konstytucji 3 maja, Warszawa, 8.06.1991). Wagę tej Konstytucji rozumieli też dobrze wrogowie Polski, dlatego świętowanie daty jej uchwalenia było zakazane tak podczas rozbiorów, jak i podczas okupacji, aż w końcu zostało całkowicie zniesione przez władze komunistyczne (w styczniu 1951). Na szczęście prawdy nie da się zabić raz na zawsze.

Dzisiaj

a. A dzisiaj, jakie znaczenie ma Konstytucja majowa dzisiaj? Otóż dzisiaj przypomina nam ona o tym, że jej twórcy – choć sami nieraz zarażeni duchem wolterianizmu i sceptycyzmu, który wiał w ówczesnej Europie – umieli się wznieść ponad siebie. Nie bali się rozpocząć Preambuły Konstytucji słowami: „W imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego”.


Odwołując się zaś do Boga, zwrócili uwagę na to, że religia jest integralną częścią ludzkiego bytowania. Że człowiek nie może nie stawiać sobie zasadniczych pytań o siebie samego, o sens swego życia, o Boga. Tym samym potwierdzili, że „niedowiarstwo jest czymś przypadkowym, że tylko wiara jest stałym stanem ludzkości” (A. De Tocqueville). Odwołując się do Boga, umocowali nasze podstawowe prawa w odpowiedzialności wobec Boga. Skończone przyczyny ograniczają się wzajemnie i konkurują ze sobą, więc tylko tam, gdzie Boska nieskończoność spotyka się z ludzką skończonością, tam człowiek nie jest upokarzany, zastraszany ani uciskany, ale zostaje wyniesiony do uczestnictwa w „wolności i chwale dzieci Bożych” (Rz 8,21). Tylko tam to, co śmiertelne i zniszczalne, jest przepełnione nieśmiertelnością i niezniszczalnością.

Po wielu dziesiątkach lat soborowa konstytucja „Gaudium et spes” zwróciła uwagę na tę samą żywotną więź między stworzeniem i Stwórcą. Podkreśliła ona, że prawa człowieka nie są regułami skonstruowanymi przez wspólnotę państw – nawet jeśli przyjęły je one w formie „statutowej” – lecz są trwale wyznaczone jako wiążące normy społeczne tylko wówczas, gdy odnoszone są do Boga. Prawa człowieka, oparte wyłącznie na geście politycznej ideologii, są ograniczone w czasie, gdyż w każdej chwili władza może zinterpretować i zrealizować je inaczej. Natomiast zakotwiczenie ich w Bogu wyłącza je z interwencji i dowolności ludzkiej.

Kościół więc „głosi prawa ludzi, a także uznaje i wysoko ceni dynamizm czasów współczesnych, które te prawa pod każdym względem wspiera. Tendencja ta powinna być jednak przepojona duchem Ewangelii i chroniona przed wszelkiego rodzaju fałszywą autonomią. Ulegamy bowiem pokusie przekonania, że nasze prawa osobowe są przestrzegane w pełni jedynie wtedy, gdy uwalniamy się od wszelkich norm prawa Boskiego. W ten zaś sposób godność osoby ludzkiej nie tylko nie jest chroniona, lecz wręcz ginie” (Gaudium et spes, 41).

W swoim wystąpieniu w niemieckim Bundestagu (22.09.2011) papież Benedykt XVI zwrócił uwagę na to, że – właśnie na podstawie przekonania o istnieniu Boga Stwórcy – rozwinięto ideę praw człowieka, ideę równości wszystkich ludzi wobec prawa, rozumienie nienaruszalności godności ludzkiej w każdej pojedynczej osobie oraz świadomość odpowiedzialności ludzi za ich działanie. To przeświadczenie tworzy naszą pamięć kulturową. Jego ignorowanie lub traktowanie go tylko jako przeszłości byłoby pozbawianiem naszej kultury jej integralności i pozbawiałoby ją jej całokształtu. Spotkanie to – świadome odpowiedzialności człowieka przed Bogiem i uznające nienaruszalną godność każdego człowieka – umacnia kryteria prawa, których obrona jest naszym zadaniem w każdym czasie.

To nie interesy ekonomiczne łączą, tworząc wspólnotę losu obywateli europejskich, i na pewno nie agnostyczno-ateistyczna ideologia, która pragnie się upowszechnić jako filozofia państwa w instytucjach europejskich. Jest ona z gruntu skazana na upadek, który pociągnie za sobą w przepaść frustracji wielu ludzi. To właśnie spuścizna kulturowa chrześcijaństwa jest najlepszym zabezpieczeniem przed pojawiającymi się nowymi ideologiami totalitarnymi, zagrażającymi godności człowieka, grożącymi zniszczeniem praworządnej demokracji i pluralistycznego społeczeństwa.

b. Myśląc o dawnych sporach, które ostatecznie doprowadziły do uchwalenia Konstytucji majowej, warto zwrócić uwagę na to, że jak kiedyś i tak dzisiaj wielu ludzi nie lubi politycznych sporów. Reagują na nie z oburzeniem, chociaż jednocześnie oczekują, by ich interesy zostały uwzględnione. Z pewnością polityczne spory obfitują często w bardzo nieciekawe ekscesy, ale gdzież ich nie ma wśród ludzi. Skoro nasze interesy, opinie i przekonania konkurują ze sobą, trzeba się spierać o wypadkową interesów i dobro wspólne, ale należy to czynić według ustalonych reguł, budując polityczny kompromis. Gdzie taki spór jest niemożliwy, tam nie istnieje prawdziwy ład polityczny.

Etyka politycznego sporu podkreśla – z jednej strony – sens wolnościowej konstytucji, która ma umożliwić uporządkowane spory i – pod auspicjami nadrzędnych celów – równoważy konkurujące ze sobą interesy. Z drugiej zaś strony, polityczna etyka cnót domaga się od skłóconych stron takiego zachowania, które odpowiadałoby sensowi wspólnych instytucji i polegało na obustronnej uczciwej i czystej grze (por. Bernhard Sutor, Etyka polityczna, Warszawa 1994, 225-226).

c. Konstytucja majowa pośrednio podkreśliła też prawa narodów. Zwróciła uwagę na to, że każdy naród posiada prawo do istnienia. Prawo do własnego języka i kultury, przez które wyraża i umacnia to, co nazywamy jego pierwotną „suwerennością duchową”. Posiada prawo do kształtowania swego życia zgodnie z własnymi tradycjami (choć oczywiście nie może to polegać na naruszaniu fundamentalnych praw człowieka, a zwłaszcza na ucisku mniejszości). Naród ma też prawo do budowania swojej przyszłości, zapewniając młodym pokoleniom odpowiednie wychowanie (por. KNSK, 157).

Naród nie jest bezkształtnym tłumem, bierną masą, którą można manipulować i traktować instrumentalnie. Wręcz przeciwnie, jest on zbiorowością składającą się z osób, z których każda winna posiadać możliwość – we właściwym czasie i we właściwy sobie sposób – kształtowania własnego zdania na temat spraw publicznych i radowania się wolnością wyrażania swojej wrażliwości politycznej oraz wykorzystywania jej w taki sposób, aby służyła ona dobru wspólnemu (por. KNSK, 385).

Suwerenność narodowa nie jest jednak wartością absolutną. Narody mogą w sposób wolny zrezygnować z niektórych swoich praw ze względu na wspólny cel, ze świadomością, że tworzą jedną „rodzinę narodów”, w której powinny panować wzajemne zaufanie, wsparcie i szacunek (por. KNSK, 435). Współżycie między narodami winno opierać się na tych samych wartościach, które winny nadawać kierunek współdziałaniu istot ludzkich: na prawdzie, sprawiedliwości, solidarności i wolności.

d. Tak kiedyś, jak i dzisiaj suwerenność narodu oznacza jego podmiotowość pod względem politycznym, ekonomicznym, społecznym, a także kulturowym. Ten wymiar kulturowy posiada szczególną wagę jako źródło siły w przeciwstawianiu się różnym formom dominacji, które warunkują wolność danego kraju. Kultura stanowi gwarancję zachowania tożsamości narodu, wyraża i wspiera jego suwerenność duchową.

Czy jednak dzisiaj nasza kultura rzeczywiście pełni jeszcze taką rolę? Wydaje się, że dzisiejszą kulturę można w dużej mierze nazwać laicką i postoświeceniową. Jest to kultura materialistyczna, która odrzuca niemal wszystkie istotne elementy nauczania chrześcijańskiego. Ta kultura stała się dominująca nie tylko pośród ludzi niewierzących, lecz także wśród tych, którzy nazywają siebie chrześcijanami. Dzisiaj dość powszechnym zjawiskiem jest to, że chrześcijanie nie myślą już o sobie i nie rozumieją samych siebie w kategoriach własnej religii, ale w kategoriach laickich, które pozostają obce ich tradycji religijnej. Wielu dzisiejszych chrześcijan przejmuje laicki sposób widzenia, gdzie religia jawi się jako rzeczywistość mieszcząca się obok albo poza ich życiem.

Wielu nie ma już nawet pojęcia o tym, że myśląc o własnej religii, posługują się obcymi tejże religii kategoriami. Większość nominalnych chrześcijan przyjęła – często nieświadomie – kształt charakteryzujący plemiona kulturowo podbite. Lud Boży stał się nierzadko ludem skolonizowanym.

Papież Franciszek nazywa też duchowym neokolonializmem uzależnianie – ze strony USA lub Unii Europejskiej – środków pomocowych dla krajów rozwijających się od przyjęcia przez nie ideologii gender lub wprowadzenia – sprzecznej z prawami człowieka – wczesnej seksualizacji dzieci. Tym samym rodzajem duchowego kolonializmu są totalitarne zakusy wobec osoby ludzkiej, które ingerują w linię zarodkową człowieka, w życie i cielesną integralność nienarodzonego dziecka, które uprawiają handel organami ludzkimi, które propagują wspomagane samobójstwa i celową dechrystianizację, a tym samym służą odczłowieczaniu świata zachodniego (por. Gerhard kard. Müller, Relacja Kościoła i Państwa. Warszawa – 19.04.2017).

e. Wszędzie tam jednak, gdzie panuje Bóg, tam chrześcijanie i Kościół mogą współpracować ze wszystkimi ludźmi dobrej woli – w pluralistycznym społeczeństwie – na rzecz ziemskiego i wiecznego zbawienia człowieka, wnosząc swój wkład w funkcjonowanie legalnej instytucji państwa.

Tę współpracę Kościoła z państwem należy jednak zawsze rozpatrywać krytycznie i z właściwym dystansem. Także dzisiaj bowiem – podobnie jak w XVIII wieku – wśród postaw przeciwnych woli Bożej i dobru bliźniego oraz struktur, jakie z nich się rodzą, należy piętnować zwłaszcza dwie; z jednej strony wyłączną żądzę zysku, a z drugiej pragnienie władzy z zamiarem narzucenia innym własnej woli. Do każdej z tych postaw można dodać dla lepszego ich scharakteryzowania wyrażenie „za wszelką cenę” (por. KNSK, 119).

Tyle wystarczy o drugiej sprawie, czyli o tym, czego nas dzisiaj uczy Konstytucja majowa.


Zakończenie
Jako Naród doświadczamy dzisiaj podziałów, doświadczamy braku jedności, które biorą się z naszego dążenia do panowania nad innymi na sposób ziemski, a nie na sposób Królestwa Bożego. Na sposób ziemski, czyli przez górowanie nad innymi, a nie na sposób Królestwa Bożego, czyli przez służbę miłości.


W takim położeniu Tobie, O Maryjo – Królowo serc wszystkich Polaków w Ojczyźnie i poza jej granicami – z niewoli oswobodzeni, zawierzmy naszą teraźniejszość i przyszłość. Naucz nas jednej rzeczy, a mianowicie umiejętności służenia braciom.

Z dawna Polski Tyś Królowo, Maryjo…

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... zlosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 21 maja 2017, 13:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Loretto to domek naszej Matki

Obrazek

Kazanie ks. bp. Józefa Zawitkowskiego wygłoszone podczas IX Pielgrzymki Różańcowej w Loretto, 20 maja 2017 r.

Przewielebna Matko Generalna

i cała Rodzino Sióstr Loretanek,

Czcigodni Bracia Kapłani,

Wielebne Siostry,

Szlachetni Ludzie Różańcowi

IX Pielgrzymki Różańcowej

Do Polskiego Loretto,

Ludzie radośni z Zespołów

śpiewających, grających i tańczących,

Wszyscy – Kochani moi!



Matko Boska Loretańska!

Witam Cię i pozdrawiam Cię

Wszystkimi wezwaniami

Litanii loretańskiej:

Moje Uzdrowienie,

Najśliczniejsza,

Najukochańsza,

Mój Domie złoty,

Tak mi Droga, jak

Wieża z kości słoniowej,

Różo Duchowna,

Królowo z Różańcem w ręku,

Nieba i ziemi Królowo.

Gwiazdo Zaranna,

Niebios Błękicie,

Brzozo Dziewicza,

Lipo Pachnąca,

Błękitna Rzeko,

Kłosie Dojrzały,

Owocu Boski,

Pani Słowików,

Opiekunko Skowronków,

Jaskółek Matko!



Matko Boska Umajona!

Patrz, cała Polska rozmodlona,

do Twych stóp się ściele!

Chwalcie łąki umajone…

I co czuje, i co żyje,

niech z nami chwali Maryję! (z pieśni „Chwalcie łąki…”)



Zobacz, Matko Boża,

tu jest Twój domek,

taki jak w Nazarecie.

Tu jest nasze Polskie Loretto!

Twoje Loretto

z Twymi Córami,

co mają Twe imię

– Loretanki.

Jak nam tu dobrze

w Twoim Loretto,

śliczna Matko Loretańska.



Mówiąc Loretto,

nie możemy pominąć Loreto

tego we Włoszech.



W czasie wypraw krzyżowych

Krzyżowcy zabrali kamienie

z domku Świętej Rodziny w Nazarecie

i złożyli w Rijece w Kroacji,

a w 1294 r. aniołowie przenieśli

domek do Loreto.

Było tu pustkowie,

las laurowy, stąd Loreto.

Jest piękna legenda, jak aniołowie

nieśli domek, a u wejścia

siedziała Matka Boska Loretańska.

Pamiętajcie, że patronką lotników

i kosmonautów jest właśnie

Matka Boska Loretańska.

Stamtąd widać,

jak piękną jest Matka Ziemia,

stamtąd lepiej widać niebo.

Faktem jest, że rodzina rycerska

Angeli przeniosła domek

do lasów laurowych.

Stąd pewnie

początek legendy o Aniołach,

co przenieśli domek.



Od początku przychodziły do Loreto

pielgrzymki z całej Europy.

Zostawiali tu swoje ofiary

i zawołania do Matki Bożej:

Panno roztropna,

Matko najśliczniejsza,

Domie złoty,

Różo duchowna,

Uzdrowienie chorych,

Ucieczko grzesznych,

Królowo Aniołów, Patriarchów,

Męczenników i Wyznawców

aż do bardzo nam bliskich wezwań:

Matko Kościoła, Opiekunko rodzin.

Tak powstała piękna modlitwa

do Matki Bożej

zwana Litanią loretańską.



Dziś włoskie Loreto

jest już dużym miastem,

a perłą architektury tego miasta

jest bazylika loretańska,

w której jest Nazaretański Domek Maryi.

Tu Maryja powiedziała:

Ja jestem tylko służebnica Pańska,

niech mi się stanie według słowa Twego. (Łk 1,38)



Pojrzał Jehowah

i w Niej upodobał sobie.

Pękły niebios zwierciadła

Biała Gołąbka spadła

I nad Syjonem w równi

Trzyma skrzydła obie…

Grom – błyskawica!

Stań się – stało:

Matka Dziewica,

Bóg Ciało! (A. Mickiewicz)



Do przepięknej bazyliki loretańskiej

wiele narodów dobudowało swoje

narodowe kaplice.

Jest i kaplica polska!

Nasza kaplica jest tak piękna,

że na jej widok

serce Polaka zapłacze,

bo tu wszystko Polskę przypomina:

W głównym ołtarzu – Serce Jezusowe,

a przy Zbawicielu klęczą nasi święci,

– święty Jacek, Andrzej Bobola i bł. Kinga.



Nad ołtarzem Polska zawsze wierna

i wszystkie Jej stany składają hołd

Królowej Polskiej Korony:

Kazimierz Jagiellończyk – święty

i zwycięzca spod Wiednia – Jan III Sobieski,

Krakus w rogatywce i duchowny uczony.



A na bocznych ścianach, na prawej:

Wiktoria Wiedeńska 1683 r.

Venimus, vidimus, Deus vicit!

Przyszliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył!

Niech świat wie, żeśmy tu byli zwycięzcami!



Po lewej stronie: Cud nad Wisłą 1920 r.

Ksiądz Skorupka: Za Boga i Ojczyznę!

Bo ich osłaniała Bożyju Matier!

Europa nie chce nam tego pamiętać.

A przecież chodzilibyśmy w kufajkach

i w jasyrach od pamiętnych lat.

Uważajcie! Historia może się powtórzyć!



I jeszcze jedna chwalebna

historia polskich żołnierzy,

tych bohaterów spod Ancony.

W nocy z 5/6 lipca 1944 r.

od zapalających pocisków

płonęła kopuła tej wspaniałej

świątyni. Żołnierze polscy,

z narażeniem życia, ugasili pożar,

uratowali świątynię

i domek Matki Loretańskiej.

Stąd ten piękny witraż

w polskiej kaplicy.

Papież odznaczył polskich bohaterów

najwyższym odznaczeniem papieskim.



W oswobodzonych miastach Italii

polscy żołnierze cieszyli się szacunkiem

i wzięciem u kobiet, bo polski żołnierz

całował kobietę w rękę. Vivat Polonus!



A obok Świętej Drogi do Bazyliki

jest cmentarz naszych ojców i braci,

Polski Cmentarz Wojenny.

Na najwyższym tarasie cmentarza

jest kamienny ołtarz z białego marmuru

z płaskorzeźbą Matki Boskiej Ostrobramskiej.

U stóp ołtarza znak II Korpusu WP

i Krzyż Virtuti Militari,

i 1080 żołnierskich grobów.

To wyście aż tu przyszli,

by zginąć w obcej ziemi?

Tak!

Powiedzcie Polsce,

żeśmy dusze dali Bogu,

ciała włoskiej ziemi,

a Serce w plecaku

wróciło do Polski,

bo wolność krzyżami się mierzy.



O Najświętsza Panno,

serce przestało bić samo.

Jakieś usta nieprzytomne, smutne

cicho żalą się bezgłośnie, mamo! (A. Pietkiewicz)



Mamo, czy jesteś ze mną?

nie słyszę Twoich słów

w oczach mi trochę ciemno…

Z krwawą na kurtce plamą

odchodzę dumny w dal!

Tylko mi Ciebie, Mamo,

Tylko mi Ciebie żal! (por. Orlątko)



I łkała białoczerwona flaga

jak ballada szopenowska,

bo ją tkała sama Matka Boska…

a wtedy

przyszła dziewczyna

i podniosła flagę wysoko…

Jeszcze wyżej… aż ku obłokom,

gdzie jest tylko sława

i Warszawa, moja Warszawa…

I nigdy nie będziesz biała,

i nigdy nie będziesz czerwona

zostaniesz białoczerwona

jak wielka zorza szalona…

najukochańsza, najmilsza,

białoczerwona! (K.I. Gałczyński)



Otrzyjmy łezki loretańską chusteczką

i wróćmy do Polski

do naszego Loretto.



Znam jeszcze trzy miejsca,

gdzie są kościoły z domkiem

Matki Boskiej Loretańskiej:



Z początkiem XVIII w.

bogaty obywatel Krakowa

Albrecht Dembiński

przy kościele OO. Kapucynów

w Krakowie wystawił kopię

Domku Loretańskiego (400x950 cm).

Kapucyni z Loretto ufundowali

figurę Matki Boskiej Loretańskiej

dla krakowskiego domku,

a ołtarz jest zbudowany z biurka

króla Jana III Sobieskiego.

Ciekawe to,

a wszystko nam, Polakom, drogie.



Drugi domek to na warszawskiej Pradze.

Domek zbudowany dla Ojców Bernardynów.

Z czasem domek obudowano kościołem.

Dziwny to kościół

z domkiem loretańskim w środku.

Niezbyt wygodny, ale miły.

Matka Boska Loretańska

jest w herbie Warszawskiej Pragi.



Od roku 1919 proboszczem był tu

założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek

błogosławiony ksiądz prałat

Ignacy Kłopotowski.



A któż to taki?

Pobożny chłopiec z Korzeniówki,

z parafii Drohiczyn nad Bugiem.

Ten mały Polak katolik

uczył się w Siedlcach.

Seminarium duchowne

ukończył w Lublinie.

Studiował w Akademii Duchownej

w Petersburgu.

Był wikariuszem, kapelanem szpitala,

profesorem,

a jednak rwało go coś więcej:

Dom zarobkowy, Przytułek dla kobiet z ulicy,

Dom opieki dla Starszych,

Sierocińce dla dziewcząt i chłopców.



Słaby, chorowity, a jednak

w Lublinie było mu za ciasno.

Warszawa.

Obcy ksiądz.

Rzucił się w wir pracy.

Widział nędzę warszawskiego Powiśla

i biedę Pragi.



Trzeba im chleba i słowa.

Redagował pisma: Polak Katolik,

Posiew, Kółko Różańcowe,

Anioł Stróż (dla dzieci),

Głos Kapłański i Przegląd Katolicki.



Doceniał jego pracę nuncjusz apostolski

Achilles Ratti, późniejszy Papież Pius XI,

i kardynał Aleksander Kakowski.



Pracowity, a zmęczony ksiądz prałat

potrzebował pomocy.

Właśnie w kościele u Matki Boskiej Loretańskiej,

na medytacjach, zrodziła się myśl

o nowym zgromadzeniu Sióstr Loretanek.



Na Pradze spełniają się sny!

Urósł dom Sióstr na Pradze.

Siostry pracowały ciężko i niebezpiecznie

przy starych maszynach tipo.

Założyciel pomyślał o wyposażeniu

swoich Cór. Kupił las i folwark

zwany Zenówką koło Wyszkowa.

Tak się zaczęło polskie Loretto.



Tu siostry mogły się uczyć, modlić się

i odpocząć nieco.

Czcigodny Założyciel, Ojciec

pierwszy spoczął na cmentarzu w Loretto.

Dziś już błogosławiony

Ksiądz Ignacy Kłopotowski – od kłopotów,

z chlebem dla głodnych

i z dobrą gazetą dla spragnionych słowa,

patrzy teraz na pracę swych Cór

i prosi Matkę Loretańską:

Chcę serce moje jako bochen chleba

pokroić dla tych, których

głód uśmierca.

Ty zasię spraw to, o Panienko

z nieba,

Aby dla wszystkich mi starczyło

serca. (K. Makuszyński)



Dziś Siostry Loretanki są już liczną

rodziną loretańską.

Jest ich ponad 200 sióstr.

Pracują w Polsce w wielu domach!



W Rembertowie jest drukarnia

i Wydawnictwo Sióstr Loretanek.

Widziałem ich pracę i modlitwę.

Czasem na kolanach drukują nam

Różaniec, Rodzinie TAK, Anioła Stróża

i wiele, wiele dużych i małych książek.

Tam drukuje się Nasz Dziennik,

tam pracują ludzie Telewizji Trwam.



Loretanki pracowite,

Drukarenki moje Kochane!

Skąd Wy macie tyle siły?

A cierpliwości Wam wystarczy?

O, jak ja Was kocham!

Żadne moje słowo

nie upadło na ziemię.

Wszystkieście pozbierały

i wydrukowały,

moje Kochane Siostry Loretanki.



Pielgrzymi Kochani!

Powiedzcie mi

dlaczego Wasze pismo – tak piękne

– Różaniec,

ma tylko taki nakład

jaki ma,

a powinno mieć nakład

chociaż pół miliona.

Pytam o to księdza redaktora

Szymona Muchę, proboszczów

i wszystkie zelatorki.

Kładę to Wam, Pielgrzymi,

na początku pamięci

i wierzchu serca.

Różaniec – dla Różańcowych.



Panie Antoni Ziarkowski – śp.

czy widzi Pan, co się tu w Zenówce,

na Pana polu dzieje?

Płacze Pan z radości,

ale nie płacz, Pan,

bo tu będzie wielkie, polskie Loretto!

Tu rośnie moc

Bożego Słowa!

Tu wzrasta chwała Matki

Słowa Wcielonego,

Matki Loretańskiej.



Siostry Kochane!

Księża Dostojni,

Pielgrzymi Czcigodni,

Dzieciaki śpiewające, grające i tańczące,

zobaczcie, cała Polska umajona!

Cała Polska różańcem opasana.

Cała Polska rozmodlona!



Polsko, Ty moja…

wszak myśmy z Twojego

zrobili nazwiska

pacierz, co płacze

i piorun co błyska! (J. Słowacki)



Pielgrzymi Kochani,

Ludzie Różańcowi,

Mamo Kochana!

Jak Ci dziękuję za to,

że mi pozwoliłaś

przesuwać paciorki

świętego Różańca,

gdy jeszcze słów nie umiałem.

Dziś już potrafię mówić

całe Zdrowaś i śpiewam Ci:



Święta Maryjo, Matko Różańcowa,

bądź pozdrowiona

każdym moim Zdrowaś!

Niech życie moje, Anielska Królowa,

będzie różańcem i ostatnim Zdrowaś! (hymn Ż.R.)



W Twoim Loretto, Matko Umajona,

chcę Ci przypomnieć,

że w każdą sobotę i dziś,

słońce u nas świeci,

boś w Liwcu chusty prała

dla swojego Syna,

by na Dzień Pański

były pachnące i czyste.



Mamo Kochana,

a powiedz mi na progu domku

w siostrzanym Loretto,

skąd Ty znałaś wszystkie polskie kwiaty

na naszych łąkach

i mówiłaś wtedy:

Te są Matki Boskiej

dzwoneczki

a te, to Jej korale.

Te są Matki Boskiej pantofelki,

te są łzy Maryi, jak czyste perełki,

te są lilie Józefowe,

a te – moje bratki i maki,

bo tu wszystko jest Twoje,

moja Matko Boska Zielna,

Gromniczna i Siewna,

tu dla Loretanek,

Matko Zagrzewna!



Tak stąd daleko

do mojego domu,

a gdy jestem w Loretto

i patrzę strudzony wśród dróg

w niebiosów mych błękit przeczysty

to w nim jest wszystko: i Bóg,

i Polska, i dom Ojczysty! (J. Tuwim)



A Siostry Loretanki

i Warszawskie Margaretki

przypomniały mi, że dziś

jest 55. rocznica

moich święceń kapłańskich.

Zestarzałem się, a wciąż:

własnego kapłaństwa się boję,

własnego kapłaństwa się lękam

i przed kapłaństwem w proch padam

i przed kapłaństwem klękam.

Więc módlcie się i za mnie,

aby moje ostatnie wezwanie

brzmiało: Bramo Niebieska!



Nie odbierajcie mi ciszy Loretto,

dziki, szakale, kruki i głupie wrony.

Przestańcie wrzeszczeć przeklętnicy,

złodzieje, oszuści, łajdacy i aferzyści.

Wasza bluźniercza Klątwa Was zabije!

Pozwólcie nam modlić się spokojnie

i pracować uczciwie.



W Loretto wobec Sióstr i Pielgrzymów

Z pokorą teraz padam na kolana,

abym wstał silnym Boga robotnikiem.

Gdy wstanę, mój głos będzie głosem Pana,

mój krzyk, Ojczyzny będzie krzykiem. (J. Słowacki)



Ciszo słów i ciszo serca!

Już wszystko zostało powiedziane,

a tyle jeszcze do zrobienia. (A. Saint-Exupéry)



Ciszo Boża!

Spadnij rosą na moje wargi

oczyść z wszelkiego zgiełku

daj się połknąć jak Hostia

i ucisz mnie do głębi.

Naucz mnie milczeć

kiedy milczenie boli. (A. Kamieńska)



Ciszo święta przyjdź,

choć zamknięte są drzwi wieczernika

i podziel się swym słowem

jak bochenkiem chleba. (J. Iwaszkiewicz)



Matko Boska Loretańska:

I daj mi sen

o łąkach umajonych,

gdzie jest Twój tron

z Papieża złotych róż,

a Ojciec nasz

różańcem Ci wyznaje:

Maryjo, już

na zawsze jestem Twój!



O jak dobrze, że w Loretto

zobaczyłem kawałek Polski,

gdzie ludzie patrzą sobie

życzliwie w oczy,

gdzie mówią do ucha i do serca

dobre słowa,

gdzie wyciągają do siebie z uśmiechem

miłosierne ręce.

Niech tak będzie!

Niech tak trwa!

Piękna moja Polska cała!

Kocham Was za to Ludzie Różańcowi.



Jedyną bronią, w której Polska

znajdzie zwycięstwo, jest Różaniec.

On tylko uratuje Polskę!...

Zwycięstwo przyjdzie przez Maryję

i będzie to ostatnie zwycięstwo! (A. Hlond)



Ale kiedy?

Zdrętwiały nam ręce

i omdlały kolana.

Odmawiam w samotności

pacierz za Ojczyznę.

Nikt za mną nie powtarza

prośby i wezwania.

Poplątało się nam

białe z czerwonym (K.J. Węgrzyn)



Matko Boska Loretańska,

daj nam święte Loretanki,

mocne wiarą, jak umęczona Helenka,

piękne jak brzozy

w Twym świętym Loretto!



Przez Was, Loretanki Kochane!

Polska będzie wielka,

potężna Bogiem i bogata chlebem!

I będzie białoczerwona!

Piękna jak ballada Szopenowska,

bo ją tkała Matka Boska! (K.I. Gałczyński)

Jeszcze świat o Was powie:



Vivat Polonus,

unus defensor Mariae,

Niech żyje Polak,

jedyny obrońca Maryi,

bo ja, bracia,

tym imieniem żyję! (A. Mickiewicz)



I choćby nam chcieli

wyrwać Ojczyznę,

przez podłe czyny

i zdradzieckie słowa,

i choćby losy rzucali o Polskę,

Ty Polsko zawsze

będziesz Chrystusowa! (K.J. Węgrzyn)



I twierdzą nam będzie każdy próg,

tak nam dopomóż Bóg! (M. Konopnicka)



Amen.



*



Was Bracia Kapłani,

Was Czcigodne Loretanki,

Wszystkie Siostry i Bracia,

Was Pobożni Pielgrzymi

pytam w Świętym Loretto,

a powiedzcie mi prawdę

i tak głośno, niech niebo usłyszy

i ziemia niech zadrży.

Niech usłyszą w Warszawie na Wiejskiej,

w Teatrze Powszechnym i w pysznej Brukseli,

że tu są ludzie wierzący w Boga,

a tych trzeba szanować.

Więc pytam Wszystkich i Każdego:



Czy Wy wierzycie w Boga Ojca Wszechmogącego?

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... matki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /