Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Kazania do narodu

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kazania do narodu
PostNapisane: 19 kwi 2011, 01:47 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Ksiądz na zlocie motocyklistów: 10 kwietnia 2010 to drugi Katyń
17.04.2011 Częstochowa, VIII Zlot Gwiaździsty im. Księdza Ulana Zdzisława Peszkowskiego, Pielgrzymka motocyklistów na Jasną Górę. Początek sezonu motocyklowego.

Obrazek
Fot. Grzegorz Skowronek
Największe zagrożenie dla wolności człowieka jest wówczas, kiedy się go zniewala, mówiąc jednocześnie, że się go czyni wolnym. To jest największe niebezpieczeństwo. I temu trzeba się przeciwstawić. To trzeba sobie uświadomić.”

Jan Paweł II (Karol Wojtyła)

Rosja po 27 latach wraca na drogę imperialnej agresji, która dotyczy także nas Polaków. Szczególnym tego wyrazem była zbrodnia drugiego Katynia z 10 kwietnia 2010 roku - mówił w homilii pod Jasną Górą ks. Stanisław Małkowski

Ksiądz Małkowski wygłosił homilię do tysięcy osób, które przyjechały do Częstochowy na ósmy Motocyklowy Zlot Gwiaździsty im. Księdza Ułana Zdzisława Peszkowskiego. Jednym z punktów spotkania była właśnie msza na błoniach pod jasnogórskim szczytem. To ten właśnie kapłan latem ubiegłego roku przewodniczył wieczornym modłom na Krakowskim Przedmieściu i pomagał Społecznej Inicjatywie Obrońców Krzyża. W tym samym duchu przemawiał w Częstochowie.

- Tu jest jazda polska - rozpoczął homilię Małkowski i szybko przeszedł do oceny polityki państwa i katastrofy smoleńskiej. - Zadaniem Polaków jest podjąć działania społeczne i polityczne w celu odsunięcia od władzy złoczyńców - wzywał.
- Rosja po 27 latach wraca na drogę imperialnej agresji, która dotyczy także nas Polaków. Szczególnym tego wyrazem była zbrodnia drugiego Katynia z 10 kwietnia 2010 roku.

Ksiądz Małkowski uznał III RP za kontynuację PRL-u. Uzasadniał:
- O ile pierwszy Katyń wraz z kłamstwem katyńskim jest aktem założycielskim PRL-u, o tyle morderstwa na kapłanach w latach 1984 i 1989 są aktem założycielskim III RP, która nie chce ich wyjaśnienia ani ujawnienia prawdy o drugim Katyniu. Utopijny projekt komunistyczny nie widział miejsca dla wolnej niepodległej i suwerennej Polski. Nowa globalistyczna utopia również Polski suwerennej nie przewiduje. Widzi Polskę jako generalne gubernatorstwo, judeokolonię lub priwislianskij kraj. Dlatego służalcze i zdradzieckie władze III RP dążą do prędkiej destrukcji państwa, narodu, rodziny, kultury, religii i wspólnego dobra w Polsce - ostrzegał ksiądz.

Według organizatorów w zlocie uczestniczyło aż 35 tys. właścicieli huczących motorów. Motocyklistów było o 10 tysięcy więcej niż przed rokiem. Wśród nich jest coraz więcej kobiet, które pod Jasną Górę przyjeżdżają już nie jako balast, ale na własnych maszynach. W mieście zrobiło się czarno od skór i kasków, ale było sympatycznie. Uczestnicy zlotu przywieźli zabawki dla domów dziecka i zbierali pieniądze dla Polaków na Kresach.

http://www.youtube.com/watch?v=JR760rniiwQ

http://www.youtube.com/watch?v=HQ-3XiOBJn8

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 19 kwi 2011, 21:45 przez Jacenna, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 19 kwi 2011, 16:53 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Homilia ks. abp Stanisława Gądeckiego



Transmisja z Bazyliki Archikatedralnej p.w. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie, 10.04.2011


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 19 kwi 2011, 16:56 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
ks. abp. Sławoj Leszek Głódź - homilia 16.12.2010





Homilia wygłoszona przez ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia podczas Mszy św. w Bazylice Św. Brygidy z okazji 40 rocznicy Masakry na Wybrzeżu.
Gdańsk 16.12.2010


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 19 kwi 2011, 16:59 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Homilia ks. kan. Bogdana Bartołda



proboszcza Bazyliki Archikatedralnej pw.Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie, 10.04.2011


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 19 kwi 2011, 17:52 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Aerolit napisał(a):
Homilia ks. abp Stanisława Gądeckiego

Transmisja z Bazyliki Archikatedralnej p.w. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela w Warszawie, 10.04.2011


Obszukałam się treści tego kazania...
nie mam za bardzo czasu go spisywać.
Myślę jednak, że gdzieś się w końcu pojawi. Jest na miarę Jasnej Góry.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 19 kwi 2011, 18:29 przez Jacenna, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 19 kwi 2011, 18:10 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Jacenna napisał(a):
Obszukałam się treści tego kazania...
nie mam za bardzo czasu go spisywać.
Myślę jednak, że gdzieś się w końcu pojawi. Jest na miarę Jasnej Góry.


Homilia wygłoszona podczas Mszy św. w I rocznice katastrofy smoleńskiej
Abp Stanisław Gądecki (2011-04-10)


Trzy rodzaje zmartwychwstania.

Wielce szanowni Członkowie Rodzin i Bliscy ofiar katastrofy smoleńskiej,
Panie Prezydencie RP z Małżonką,
Marszałku Sejmu i Marszałku Senatu RP,
Nuncjuszu Apostolski,
Księża Kardynałowie,
Księża Arcybiskupi i Biskupi,
Przedstawiciele innych Kościołów i wyznań,
Kapłani,
Osoby życia konsekrowanego,
Przedstawiciele służb mundurowych,
Przedstawiciele świata akademickiego,
Członkowie Korpusu Dyplomatycznego,
Przedstawiciele Władz rządowych i samorządowych,
Wszyscy obecni tutaj Wierni,
oraz łączący się z nami dzięki transmisji telewizyjnej!

Dzisiejsza V Niedziela Wielkiego Postu zbiega z pierwszą rocznicą katastrofy smoleńskiej (10.04.2010). Katastrofy, w której zginęli wybitni i zasłużeni dla Ojczyzny Polacy: Prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką, ostatni Prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, członkowie oficjalnej delegacji, przedstawiciele Sejmu i Senatu, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych, aż dziesięciu przedstawicieli Kościołów i wyznań religijnych, członkowie Kancelarii Prezydenta, ministerstw, instytucji państwowych, Rodzin Katyńskich i innych stowarzyszeń, osoby towarzyszące, a także członkowie Biura Ochrony Rządu i załogi samolotu.

Wszyscy oni zginęli pragnąc uczcić ofiary katyńskie i zwrócić uwagę na zbrodnię ludobójstwa, jakiego - z woli Stalina - dokonano na polskich oficerach w Rosji w 1940 roku. Ponad 21 tysięcy polskich jeńców z obozów i więzień NKWD zostało zamordowanych nie tylko w lasach Katynia, ale i w Twerze, Charkowie oraz w innych, znanych i jeszcze nieznanych miejscach straceń. W tym samym czasie rodziny pomordowanych i tysiące mieszkańców przedwojennych Kresów były zsyłane w głąb Związku Sowieckiego, gdzie ich niewypowiedziane cierpienia znaczyły drogę polskiej Golgoty Wschodu. Ziemia przykryła ślady zbrodni, a kłamstwo miało ją wymazać z ludzkiej pamięci. Ciągle jednak znajdowali się ludzie, którzy pamiętali. Do nich należała też owa polska delegacja na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Katastrofa pod Smoleńskiem - największa z polskich tragedii w okresie pokoju - dowiodła, że pamięć może wiele kosztować. Zwłaszcza kiedy na jedną śmierć nakłada się druga. Ale właśnie dzięki owej wiernej pamięci kłamstwo katyńskie stało się jawne opinii publicznej na całym świecie.

Już choćby z tego tytułu - my, Polacy - jesteśmy dłużnikami ofiar tej katastrofy. W pierwszą rocznicę tego wydarzenia pragniemy oddać im hołd. Czujemy się duchowo związani z tymi, którzy zginęli, ponieważ to nie śmierć rozdziela ludzi, ale brak miłości. W rocznicę tego dramatycznego wydarzenia jednoczymy się we współczuciu dla rodzin ofiar katastrofy, którym pragnęlibyśmy przynieść coś więcej, aniżeli zwykłe wyrazy współczucia. Chcemy im ofiarować chrześcijańską nadzieję. Chcemy - w światłach Słowa Bożego - jeszcze raz spojrzeć na to, co się stało i z wiarą błagać Boga o życie wieczne dla tych zmarłych. Dzisiejsze czytania liturgiczne pomagają nam w tym, sugerując rozważanie o trzech rodzajach zmartwychwstania: o zmartwychwstaniu ducha, ciała i duszy ludzkiej.

1. ZMARTWYCHWSTANIE DUCHA

a. Najpierw zatrzymajmy się przy zmartwychwstaniu ducha. Często jednostkowe nieszczęścia poprzedzone są wcześniejszym, wspólnym dramatem całego społeczeństwa. W przypomnianej nam dzisiaj wizji, prorok Ezechiel zwraca się z orędziem nadziei do załamanych i zrezygnowanych Żydów, przebywających w niewoli babilońskiej (586-538 przed Chr.). "I postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. [...] i oto było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe" (Ez 37,1-2). Po katastrofie, jaka miała miejsce w 586 roku przed Chr., kiedy to Jerozolima została zdobyta, świątynia spalona, Judea zniszczona a lud uprowadzony do Babilonu, porozrzucane po ziemi, zbielałe, suche kości stają się wielką metaforą tragicznego duchowego stanu Ludu Bożego podczas wygnania babilońskiego; "Kości te to cały dom Izraela". Nie ma w nich śladu ducha; jedynie pustka i martwota. "Wyschły kości nasze, minęła nadzieja nasza, już po nas". Śmierć ducha uprzedziła śmierć fizyczną. Marazm, stagnacja społeczeństwa, egoistyczna walka o przetrwanie, kolaboracja z zaborcą, postępujące wynarodowienie.

"Synu Adama, czy kości te powrócą znowu do życia?" - zapytał Bóg proroka (Ez 37,3). Co mógł odpowiedzieć prorok na to pytanie? "Wierzyć w Boga, oznacza wszystkiego się po Nim spodziewać, zaufać Mu w każdej sytuacji, żywić nadzieję wbrew nadziei" - objaśnił tę scenę zmarły w katastrofie smoleńskiej ks. rektor Rumianek w swoim komentarzu do Księgi Ezechiela (Księga Ezechiela. Tłumaczenie i komentarz, 300). Prorok odpowiada więc wiarą, rozpoczynając ów - bezsensowny z punktu widzenia ludzkiej logiki - dialog z suchymi kośćmi: "Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana!" I oto nagle, niewyobrażalne staje się możliwe: "A gdym prorokował, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha". Słowo Boże odtworzyło ciała, lecz były one jeszcze bez życia.

Wtedy Bóg powiedział do mnie: "Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli". Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach - wojsko bardzo, bardzo wielkie" (Ez 37,7-10). Ze śmierci wyłoniło się życie. Nastąpiło duchowe odrodzenie narodu. Wychodząc od wizji biologicznej śmierci, proroctwo wyszło naprzeciw najgłębszym ludzkim lękom; potwierdziło zwycięstwo życia nad śmiercią. Istotnie, "naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha - naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza; tego żadne siły zewnętrzne nie zdołają zniszczyć!" (Jan Paweł II, Homilia na Jasnej Górze, 19.06.1983).

b. Owa potrzeba ożywienia "wyschłych kości" powraca cyklicznie w historii ludów i narodów. Sami przecież byliśmy tego świadkami w naszej Ojczyźnie. Czyż nie istnieje analogia między słowami Ezechiela ("Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli") a słowami Jana Pawła II wypowiedzianymi tutaj, w Warszawie? ("I wołam ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja - Jan Paweł II, papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi!" - Homilia na Placu Zwycięstwa, 2.06.1979).

To warszawskie wołanie o nowe Zesłanie Ducha, które było najwyraźniej skierowane do Polski, zostało nazwane "trzęsieniem ziemi". Pozornie nienaruszalny system, który przez ponad 30 lat dzierżył władzę absolutną w naszej Ojczyźnie, narzucając swoje ateistyczne credo, stał się nagle bezsilnym świadkiem zachwiania swojej ideologii. W epoce głodu Ducha - bo głodu sprawiedliwości, pokoju, miłości, dobroci, męstwa, odpowiedzialności, godności człowieka - te słowa obudziły polskie społeczeństwo z kilkudziesięcioletniego uśpienia. Przyczyniły się do wzmocnienia poczucia wolności i solidarności wśród zastraszonych ludzi, którzy czuli się osamotnieni, zmarginalizowani, często nienawidzący siebie nawzajem. "Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli". To, co się stało w następnych latach w Europie Wschodniej, nie byłoby możliwe bez tego warszawskiego Zesłania Ducha Świętego na obumarły duchowo naród. Dzięki Duchowi, który powiał na Placu Zwycięstwa, sytuacja przeciętnego Polaka uległa radykalnej zmianie. Pojawiło się tylu wspaniałych ludzi. Ujawniła się gotowość do poświęceń, do ponoszenia ryzyka, bezinteresowność, wzajemna życzliwość. Zaczyn odnowy moralnej. Powrót do porzuconych wartości. Próby budowania czegoś od nowa, po omacku, często naiwne i nieporadne, ale z nadzieją.

c. A dzisiaj? Dzisiaj - po następnych ponad 30 latach od tamtego wskrzeszenia - naród potrzebuje znacznie potężniejszego tchnienia Ducha, ponieważ tym razem Ezechielowa dolina zdaje się zapełniać nie tyle wyschłymi kośćmi, ile prochem, który po nich pozostał.

Odnosiło się wrażenie, że z solidarnościowej erupcji narodzi się nowa Polska. Tymczasem wysoka temperatura opadła. Wielu wartościowych, szlachetnych ludzi, którzy działali z oddaniem w latach solidarnościowego zrywu, zniechęciło się; odeszli lub zepchnięto ich na margines. Rozpoczęła się wyprzedaż niedawnych ideałów. Zaczęły dominować osobiste ambicje i płaski materializm. Odrodzonej Ojczyźnie zaczęło brakować skrzydeł. Nie udało się uzdrowić życia społecznego. Wręcz przeciwnie. Korzystając z deprawujących wzorców przeszłości, stworzył się aspołeczny kodeks zachowań pozbawiony wszelkich hamulców.


Zabrakło scalającej idei państwa. Zabrakło spoiwa łączącego wszystkich Polaków, bez względu na poglądy, wiarę i inne różnice. Zabrakło jednoczącej siły sprawczej. Nasze państwo stało się areną nieustających igrzysk prowadzonych przez zwalczające się partie, partyjki, w których liczy się jedynie zdobycie władzy, wygrana w wyborach i podział łupów.
Gospodarka wolnorynkowa - bez żadnej etyki - zamienia się w bezwzględną walkę drapieżników kosztem biedniejącej i pozbawionej szans poprawy bytu tej części społeczeństwa, która nie potrafiła się znaleźć w nowej rzeczywistości. Zapanowało niepisane przyzwolenie na egoistyczne urządzanie sobie życia bez żadnych moralnych barier i bez względu na szkody, jakie to przynosi wspólnocie. Ten chory model konsumpcyjny, niby wolnorynkowej wolności, dusi, truje i odczłowiecza. Relatywizm, apoteoza sukcesu, bogactwa, miraż łatwego życia bez rozterek sumienia - oto proponowana wizja przyszłości.


W tym stanie rzeczy skutecznym sojusznikiem w ogłupianiu społeczeństwa stały się skomercjalizowane lub upartyjnione media, proponujące styl życia płaskiego, bezdusznego, pozbawionego wyższych aspiracji. Medialny obszar wpływów podlega zażartej walce partyjnej, gdzie zanikł jakikolwiek inny cel. Zalewa nas potok dyskusji, polemik, debat pełnych wzajemnych pomówień i oskarżeń i demagogicznego pustosłowia. A z tego wyłania się obraz społeczeństwa w dużej mierze ogołoconego z wyższych aspiracji, cynicznego i bezideowego (por. Marek Nowakowski, Stan polskiego ducha, Rzeczpospolita, 10.11.2009). Tego się nie da ukryć. To wszystko jest nagie i przejrzyste przed Bożymi oczyma. "Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek" (Hbr 4,13).


Co powiedzieliby na to zmarli w Katyniu i pod Smoleńskiem Polacy? Z jaką niewypowiedzianą prośbą zwróciliby się dzisiaj do nas? Odpowiedź brzmi: Jeśli chcecie dorównać waszym przodkom, musicie mierzyć naprawdę wysoko (por. Lech Kaczyński, Do Polonii w Miami, 2008).

2. ZMARTWYCHWSTANIE CIAŁA

Ale pośród dzisiejszych czytań jest też i drugi akt; poruszająca scena ożywienia Łazarza. Powstanie z martwych już nie duchowe, ale cielesne, już nie całego narodu, ale pojedynczego człowieka.

a. "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł" - zwraca się Marta do Jezusa, a w jej słowach wyraża się powszechne pragnienie ludzi, by istniał Ktoś, kto byłby zdolny już teraz pokonać śmierć, owego bezlitosnego wroga, który udaremnia człowiekowi wszelkie próby osiągnięcia pełni.

"Rzekł do niej Jezus: ŤJa jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?ť Odpowiedziała Mu: ŤTak, Panie! Ja mocno wierzęť..." (J 11,25-27).

Wtedy powiedział do stojących wokoło: "Usuńcie kamień!". Chrystus, który mógł wstrząsnąć piekłem, mógł przecież sam - swoim słowem - odsunąć kamień, On jednak rozkazał ludziom uczynić to, co leżało w granicach ich możliwości. Człowiek bowiem może odsunąć kamień, ale tylko Bóg może przywrócić duszę z otchłani.

"Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!" - zawołał Jezus. A starożytny autor dopowie: Gdyby Jezus w tym momencie nie wymienił wprost imienia Łazarza, z grobów powstaliby wszyscy zmarli ("nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą" - J 5,25; Kromacjusz z Akwilei, Sermo 27,1). Skoro jednak Zbawiciel powiedział: "Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!", ten wyszedł natychmiast, ponieważ śmierć nie może zatrzymać nikogo, kto został wezwany przez potęgę Życia. Na słowo Pana śmierć uwolniła ciało Łazarza z grobu a jego duszę z otchłani.

Chociaż nasz Pan okazał swoją boską potęgę w niezliczonych cudach i znakach, to jednak w sposób szczególny objawił ją podczas wskrzeszenia Łazarza. Ten znak - podobnie jak inne Jego cuda - miał swój wymiar materialny i duchowy; widzialny i niewidzialny. Dziełem widzialnym było wskrzeszenie Łazarza do życia. Dziełem niewidzialnym - narodziny wiary w sercach dotąd niewierzących w Niego Żydów. Po wskrzeszeniu Łazarza wielu uwierzyło w Niego. Uznali bowiem, że rozkazywanie śmierci nie leży w granicach możliwości natury ludzkiej, leży natomiast w możliwościach natury Bożej.

Tak, w perspektywie sceny wskrzeszenia Łazarza, wszelkie przejawy bólu z powodu tragicznego doświadczenia katastrofy smoleńskiej są całkiem zrozumiałe. "Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, [a w jego oczach pojawiły się łzy]" (J 11,33). Starożytny poeta powie: Jego łzy stały się jakby deszczem, Łazarz stał się ziarnem pszenicy, a grób - ziemią. Na potężny głos Zbawiciela Łazarz wyrósł jak ziarno pszeniczne, wyszedł na zewnątrz i oddał hołd Panu (Efrem Syryjczyk, Diatessaron, 17). Ważne jest jednak, abyśmy nie zatrzymali się na samych łzach. Abyśmy - jak Marta - uczynili krok dalej i z wiarą powierzyli Bogu całą tę bolesną rzeczywistość a także nas samych (por. Łk 23, 46a). Bóg bowiem ani przez chwilę nie toleruje cierpienia niewinnych, ale w swoim Synu razem z nimi pije gorzki kielich aż do dna, przemieniając go w kielich błogosławieństwa dla wszystkich.

b. Katastrofa smoleńska przypomniała nam raz jeszcze, że my, Polacy, mamy trudne dzieje, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich stuleci. Bolesne doświadczenia Katynia i wszystkich innych miejsc nazistowskich i sowieckich kaźni z czasów II wojny światowej tylko to potwierdzają, wyostrzając naszą wrażliwość na podstawowe prawa człowieka i narodu; zwłaszcza prawa do wolności, do suwerennego bytu, do poszanowania wolności sumienia i religii. Musimy o tym pamiętać. Nie możemy na to wszystko spuścić kurtyny milczenia, ponieważ ci, którzy nie pamiętają o przeszłości, skazani są na jej powtarzanie. Ale z tej przeszłości musimy brać ogień, a nie popioły.

Gdy giną dzielni w narodzie, rodzi się potrzeba wychowania nowego pokolenia; wychowania młodych zdolnych do służby publicznej. Potrzeba wychowania ludzi cechujących się wielkim intelektem, roztropnością, szczerością, integralnością moralną, miłością do człowieka i polityczną odwagą. Zdolnych do słuchania w skupieniu, do budowania mostów porozumienia, nie lękających się nowości i zmian. Patrzących dalej niż tylko w perspektywie kolejnego szczebla własnej kariery czy chęci robienia dobrego wrażenia na innych. Zdolnych do przezwyciężenia pokusy wykorzystywania dóbr publicznych w celu wzbogacenia niewielkiej grupy osób, lub zdobycia popleczników. Zdolnych do odrzucenia stosowania dwuznacznych lub niedozwolonych środków do zdobycia, utrzymania bądź powiększania władzy za wszelką cenę. Zdolnych do działania w trudnych czasach i ciężkich warunkach z odwagą i w oparciu o długofalową wizję. Mających na uwadze nie tylko siebie samych, własną pozycję i powodzenie, ale również los przyszłych pokoleń. Polska ciągle potrzebuje ludzi sumienia.

3. ZMARTWYCHWSTANIE DUSZY


W dzisiejszych czytaniach mówi się także o trzecim rodzaju zmartwychwstania, a mianowicie o codziennym wskrzeszeniu autentycznie chrześcijańskiej duszy.


a. Wiemy przecież, że martwy Łazarz stał się z czasem dla chrześcijaństwa symbolem każdego człowieka, martwego duchowo z powodu grzechu. Każdego z nas, o kim można powiedzieć: "Już cuchnie". Każdego, który - nie bez pomocy łaski - woła: "Wezwij [...] z grobu sługę Twego. Choć jestem związany więzami moich grzechów, chociaż mam spętane nogi i skrępowane ręce i pogrzebany jestem w swoich martwych myślach i czynach, to na Twoje wezwanie wyjdę wolny" (św. Ambroży, O pokucie II,72).

Wyjdę z mojego grobu, mimo że codzienne "powstawaniu duszy z martwych" napotyka w moim życiu na poważny opór i sprzeciw. Ten opór rodzi się w jakieś mierze z radykalnej inności świata, z jego "widzialności" i "materialności" w odróżnieniu od "niewidzialnego" i "absolutnego Ducha"; z istotowej i nieuchronnej niedoskonałości świata w stosunku do Tego, który jest Bytem najdoskonalszym.

"Czy nie zmieszał się Chrystus nad grobem Łazarza - powie św. Augustyn - również po to, aby i ciebie nauczyć, że i ty musisz zadrżeć, gdy widzisz siebie zgnębionego i miażdżonego ogromem grzechów. Przyjrzałeś się sobie, uznałeś się za winnego i powiedziałeś sobie: [...] Wysłuchałem słów Ewangelii i wzgardziłem nimi. Zostałem ochrzczony, a mimo to ciągle popełniam te same grzechy. Cóż najlepszego robię? Dokąd zmierzam? Jak mogę się zmienić? Kiedy to mówisz, drży Chrystus, gdyż w tobie drży wiara. To drżenie daje nadzieję zmartwychwstania" (Tract. in Joh. 49,19).

b. Konsekwencją tego zmartwychwstania będzie pojednanie społeczne w imię prawdy i miłości. I dlatego trzeba sobie dzisiaj postawić pewne pytania. Co zmieniła katastrofa smoleńska w moim życiu osobistym. Co ona zmieniła w każdym z nas? Jak zmieniła patrzenie na życie i śmierć? Na moje codzienne, duchowe zmartwychpowstanie? Na służbę rodzinie? Na służbę Ojczyźnie? Na pragnienie zjednoczenia, pokoju i zgody? Gdyby zaś ona nic nie zmieniła, świadczyłoby to o tym, że owi pomarli tak odeszli jak przyszli i że trudzili się na próżno; że na darmo i na nic zużyli swoje siły.

Jeżeli więc ktoś ma coś przeciwko tobie lub cię obraził, spróbuj mu najpierw przebaczyć. Przebaczenie jest trudną miłością; miłością, która przejmuje inicjatywę. W żadnym wypadku nie odsuwaj się od niego i nie unikaj go. Nie odsuwaj się od człowieka w milczeniu. W ten sposób stajesz się tylko zawzięty i czynisz siebie współwinnym, bo odmawiasz bliźniemu szansy na poprawę. Pokonaj przeszkodę, która wielu wydaje się nie do pokonania i poszukaj okazji do rozmowy w cztery oczy. Jeżeli mimo to nie uda się wam dojść do porozumienia, spytaj, czy jest gotowy do przedyskutowania sprawy w obecności osoby trzeciej. Jeśli do tego z życzliwością dołączysz swoją modlitwę, uczyniłeś wszystko, co możliwe, dla pojednania.

"Miałbym w miłości cud uwierzyć,
Jak Łazarz z grobu mego wstać?
Młodzieńczy, dawny kształt odświeżyć,
Z rąk twoich nowe życie brać?"
(Adam Asnyk, Ja ciebie kocham)


Tak, w to trzeba uwierzyć, ponieważ właśnie w tym, co w człowieku wewnętrzne - a zarazem najbardziej głębokie i istotne, bo duchowe i niezniszczalne - jest zaszczepiony przez Ducha ów "korzeń nieśmiertelności", z którego wyrasta nowe życie; życie człowieka w Bogu. Niech zatem: "zadrży w obliczu męki swojego Zbawiciela wszystko, co istnieje na ziemi. Niech rozpadną się skały niewiernych serc i niech powstaną ci, którzy byli obciążeni grobowym kamieniem śmiertelności, usunąwszy ciężką zaporę grzechów. Niech się ukażą w świętym mieście, to znaczy w Kościele Bożym, znaki przyszłego zmartwychwstania, aby to, co kiedyś ma się stać z ciałami, dokonało się już teraz w sercach" (św. Leon Wielki, Sermo 15, de passione et cruce Domini, 3).


ZAKOŃCZENIE

Na koniec, prosząc Boga o życie wieczne dla ofiar katastrofy smoleńskiej, powtórzymy z wiarą natchnione słowa Pieśni słonecznej autorstwa św. Franciszka z Asyżu:

"Pochwalon bądź, o mój Panie,
przez siostrę naszą Śmierć cielesną,
przed nią nigdy żaden człowiek żyjący zbiec nie może.

Biada tym, co mrzeć będą ze śmiertelnymi grzechami;
błogosławieni, co śmierci się dadzą znaleźć w Twojej najświętszej woli,
bo śmierć druga już nie wyrządzi im krzywdy"
(św. Franciszek, Pieśń słoneczna).

Abp Stanisław Gądecki.

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=25487


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 19 kwi 2011, 18:34 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Jak miło, kiedy tak szybko marzenia się spełniają... :mrgreen:
Wielkie dzięki... :D

No tak!
Ja już sama za sobą nie nadążam... :lol:
Chodziło mi o kazanie Ks. Małkowskiego :mrgreen:

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 19 kwi 2011, 21:28 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Znalazłam... :mrgreen:

TU JEST CHRYSTUS!
On powiedział: „Jestem z wami”.
Tu jest Jasnogórska Matka Miłosierdzia! Tu jest Kościół! Tu jest Polska!
Tu są Węgry, Białoruś, Ukraina.
Tu jest jazda Polska, rycerstwo Chrystusa Króla i Maryi Królowej Korony Polskiej!




Tu jest wspólnota miłości i prawdy, gromadząca się wokół Jasnej Góry zwycięstwa, zdążająca ku wiecznej ojczyźnie, budująca po drodze do nieba Ojczyznę wolną, Polskę niepodległą, suwerenną, bo
„tak jak nie ma Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie, tak nie ma Polski niepodległej bez Polski sprawiedliwej”
i solidarną, matkę przygarniającą wszystkie swoje dzieci; tu jest zgromadzenie święte widzialne i niewidzialne, rozjaśnione światłem Chrystusa, światłem Eucharystii, światłem Krzyża, światłem promieni miłosierdzia Bożego Serca i światłem promienia miłości Niepokalanego Serca Maryi.

Chrystus zwyciężył, to wykonało się, abyśmy zwyciężyli z Nim.
Przybyliśmy do naszej Matki Maryi Jasnogórskiej w niedzielę Palmową Męki Pańskiej.
W liturgii słowa Mszy świętej wspominamy dwa wydarzenia: uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy oraz drogę Jezusa przez mękę i śmierć na krzyżu. „Król twój przybywa na osiołku” mówi proroczo Zachariasz.
„Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie” wołają świadkowie cudów Jezusa i Jego triumfu. W odpowiedzi na faryzejskie upomnienie: „zabroń tego swoim uczniom”

słyszymy słowa Jezusa: „jeżeli oni umilkną, kamienie wołać będą”. Wołanie uczniów oraz wołanie kamieni: jesteś Królem! Wzywa nas do intronizacji Jezusa na Króla Polski.
Inne jest wołanie kamieni w proroctwie Habakuka:
„Kamień ze ściany zawoła: biada temu, kto buduje na przelanej ludzkiej krwi”.

Zależnie od naszej postawy, miłości i wiary przyjmujemy błogosławieństwo, albo wskutek niewiary i pogardy wobec ludzkiego życia ściągamy na siebie przekleństwo Króla.

Króluj nam, Chryste!
Rozciągnij swoje panowanie na Ojczyznę posłuszną Tobie i Twojemu prawu miłości.

Współcześni budowniczowie przelewający ludzką krew niech usłyszą Chrystusowe: biada wam!

Jezus Chrystus ogarnia nas błogosławieństwem miłosierdzia, wie, że
drugi Katyń rok temu, podobnie jak pierwszy Katyń 71 lat temu jest otwartą raną Ojczyzny.

Dzięki wierze żadna kropla krwi nie będzie zmarnowana, ale stanie się zasiewem takiego Królestwa Chrystusa i Maryi, o jakie walczyły z różańcem i krzyżem w ręku pokolenia Polaków.

Smoleńsk – drugi Katyń stał się duchową placówką Królestwa, o którą potknie się pycha oprawców.
Ujawnienie prawdy jest szansą ocalenia Polski i nawrócenia oprawców.
Bóg widzi cierpienie i krew Narodu.
Gdy trwa destrukcja Polski: narodu i państwa, kultury i własności, jedynie Bóg mocen jest uratować Ojczyznę.

Od święta Miłosierdzia 1 maja do niedzieli Zesłania Ducha świętego trwa szczególny czas modlitwy słowami sługi Bożego niebawem beatyfikowanego Jana Pawła II:
„niech zstąpi Duch Twój, Boże, i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!”.

Oby przez te dni trwała w Polsce krucjata różańcowa. Tylko mocą Ducha Świętego w świetle Krzyża zdolni jesteśmy budować cywilizację miłości i życia, Polskę wierną prawdzie o Bogu i Człowieku, prawdzie o tradycji i kulturze, prawdzie o powołaniu do świętości.

Bóg króluje. Naród Starego Przymierza trwał we wspólnocie i zwyciężał. wrogów, gdy uznawał królewską władzę Boga. A gdy przyszedł Chrystus Król, któremu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi z woli Boga Ojca, stał się On znakiem jedności i zwycięstwa dla tych, którzy Go odrzucili.

Obok wołania: „króluj nam, Chryste!”, „trzeba aby On królował”,
rozlega się głos: „regnare Christe nolumus! – nie chcemy, aby On królował”.


Przyjęcie z wiara i miłością Chrystusa Króla, który uznaje naszą wolność i rozumność, daje nam życie wieczne w szczęściu nieba oraz pomyślność (według Bożej myśli) doczesną w pokoju. Ukryta i jawna wojna przeciwko Bogu Trwa.
Chrystus Król pokoju wzywa do zaniechania tej wojny dla dobra ludzi, rodzin, wspólnot, narodów, państw, Polski i Węgier, całego świata.
Naglącym wezwaniem, które Jezus Chrystus Król kieruje do Polaków oraz innych narodów, jest przesłanie przyjęte przez sługę Bożą Rozalię Celakównę w latach 30-tych XX wieku.

Warunkiem ocalenia narodów jest intronizacja Jezusa jako Króla przez obie władze: kościelną i państwową, uznanie Jego władzy w sprawach osobistych, rodzinnych, społecznych i państwowych.

To zbawienne wezwanie spotyka się w Polsce ze sprzeciwem ludzi, zarówno obcych jak i swoich.
Obcy chcą współczesnego pogaństwa przez wprowadzenie dyktatury relatywizmu (wielobóstwa) i praktyki nihilizmu.

Natomiast swoi motywują swój sprzeciw trojako:
1. Chrystus jest Królem Wszechświata, więc nie trzeba Go intronizować;
2. Chrystus jest Sługą;
3. intronizować można i należy Boże Serce.

W skrócie odpowiedź na te sprzeciwy jest taka:
intronizacja jest aktem rozumu i wolnej woli ludzi,
natomiast Król Wszechświata panuje z woli Boga Ojca; Chrystus jest Sługą Jahwe (wg. Izajasza) a wobec ludzi jest Królem, który służy, bo gdyby był sługą ludzi, to człowiek stałby się królem w duchu niechrześcijańskiego humanizmu;
Bożemu Sercu trzeba się oddać zgodnie z tradycją Kościoła i przesłaniem św. Małgorzaty Marii Alacoque, natomiast intronizacja odnosi się do całej Osoby Boga Człowieka.

Zadaniem Polaków jest modlitwa o światło Ducha Świętego dla biskupów, a także działania społeczne i polityczne
w celu odsunięcia od władzy złoczyńców, formacji złodziejsko-agenturalnej,
ludzi zaprzedanych ideologii globalistycznej, uczestniczących w spisku przeciwko życiu: ludzi, rodzin i narodów.


Wobec utopijnego totalitarnego projektu destrukcji narodu i państwa, kultury i dobra wspólnego, budowania cywilizacji śmierci, jedynie odwołanie się do najwyższej władzy Boga danej Polsce w Osobie Jezusa Króla może nas ocalić.
Intronizacja Jezusa na Króla Polski dla ocalenia Polski oraz innych narodów jest odpowiedzią na programową detronizację Jezusa Chrystusa.
Dobroczynne królowanie Matki Najświętszej w Polsce na mocy Jej intronizacji w roku 1656 jest precedensem wobec intronizacji Jezusa.
Nie chodzi tu o akt tylko symboliczny.
Matka Boża nie jest symbolem, ale Osobą, podobnie Jezus.
Także królewska władza Maryi i Jezusa nie jest symbolem, ale rzeczywistością, której odrzucenie jest droga donikąd.

Drugą sprawą służąca ocaleniu Polski, Rosji i Europy jest ofiarowanie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi (zgodnie z orędziem Matki Bożej Fatimskiej) przez Ojca Świętego w jedności z biskupami Kościoła powszechnego.
Ofiarowanie narodów bez wymieniania Rosji dokonało się już 25 marca 1984 roku z woli sługi Bożego Jana Pawła II i przyniosło błogosławione owoce. Ale o pokoju w Europie i nawróceniu Rosji według zapowiedzi Matki Bożej nie da się jeszcze mówić.

Ofiarowanie może i powinno być ponowione, jeżeli już nie jest za późno.

Po 27 latach pokolenia odchodzą i nowe przychodzą,
a Rosja wraca na drogi imperialnej agresji, która dotyczy także nas Polaków, czego szczególnym wyrazem była zbrodnia drugiego Katynia z 10-go kwietnia 2010 roku.

To, że zamach smoleński dokonał się w wigilię święta Bożego Miłosierdzia, jest znakiem Bożej woli, aby z tego nieszczęścia wyprowadzone było dobro, aby z tych śmierci wyrosło nowe życie dla Polski, tak jak z Krzyża Zmartwychwstanie.
W znaku krzyża widzimy zapowiedź zwycięstwa. Wrogowie Krzyża przegrają, obrońcy Krzyża zwyciężą dzięki Krwi Baranka – Jezusa Króla.
Kościół jako mistyczne Ciało Chrystusa i społeczność miłości Nowego przymierza trwa poprzez wieki, bo „bramy piekła go nie przemogą”,
bo Jezus Chrystus jest z nami „po wszystkie dni aż do skończenia świata”,
bo autorytet Jezusa dany jest Jego uczniom, apostołom i ich następcom
(„kto was słucha, Mnie słucha, kto wami gardzi, Mną gardzi”).
Wiara w Chrystusa nie da się odłączyć od wiary w Kościół nieomylny w swoim urzędzie apostolskim, we władzy następców św. Piotra, gdy chodzi o prawdę, wiarę i moralność. Natomiast postawa przedstawicieli Kościoła w sprawach społecznych, politycznych, narodowych i państwowych poddana jest zmieniającym się uwarunkowaniom.

Okoliczności przejścia od PRL do III-ciej RP, od komunizmu do postkomunizmu poddane są dążeniu, aby nihilizm totalitaryzmu zastąpić dyktaturą relatywizmu w przybraniu demokratycznym.
Ponieważ jednak demokracja bez prawdy przemienia się zgodnie z przestrogą bł. Jana Pawła II w zakamuflowany bądź jawny totalitaryzm, zasadniczej różnicy pod względem stosunku do prawdy między PRL a II RP nie ma.

Zakłamana III RP jest kontynuacją PRL-u. Ujawnia się to w odniesieniu do trzech zbrodni:
- I Katynia,
- zamęczenia bł. Ks. Jerzego Popiełuszki
- i II Katynia.
O ile I Katyń wraz z kłamstwem katyńskim jest aktem założycielskim PRL,
o tyle morderstwa na kapłanach w latach 1984 i 1989 są aktem założycielskim III-ciej RP,
która nie chce ich wyjaśnienia, ani ujawnienia prawdy o II-gim Katyniu.

II Katyń podobny do I Katynia ma być „utrwalaczem władzy ludowej”, pseudodemokratycznej III-ciej RP.
Utopijny projekt komunistyczny nie widział miejsca dla wolnej, niepodległej i suwerennej Polski.

Nowa globalistyczna utopia również miejsca dla wolnej i niezawisłej Polski nie przewiduje.

Dlatego służalcze i zdradzieckie władze III RP dążą do prędkiej destrukcji państwa, narodu, rodziny, kultury, religii i wspólnego dobra w Polsce.
Symbolem tych niszczycielskich dążeń jest walka z krzyżem.


Brak zainteresowania prawdą odnośnie do morderstw z lat osiemdziesiątych i zbrodni sprzed roku jest symptomem zgody na nowe zniewolenie.

Poparcie dla antynarodowych rządów ujawnia się jako obojętność lub niechęć wobec postaw patriotycznych, prospołecznych i propaństwowych.
Prawda żąda odwagi i ofiary. „Jam jest prawda” mówi Jezus.



On sam pierwszy złożył ofiarę z siebie na ołtarzu krzyża za zbawienie świata. Pascha Chrystusa stała się naszą paschą. Pascha to zwycięskie przejście Chrystusa przez krzyż do nieba, przez śmierć i grób do chwały Zmartwychwstania.
Słowa Jezusa: „beze Mnie nic uczynić nie możecie” są wezwaniem, które przyjmuje Kościół jako wołanie św. Pawła: „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”.
Mocą niemocnych jest Krzyż.
W Skoczowie 22 maja 1995 roku Jan Paweł II powiedział:

„na naszej polskiej ziemi krzyż ma długą, już ponad tysiącletnią historię. Jest to historia zbawienia, która wpisuje się w historię tej wielkiej wspólnoty ludzkiej, jaką jest naród. W okresach najcięższych dziejowych prób naród szukał i znajdował siłę do przetrwania i do powstania z dziejowych klęsk właśnie w nim – w Chrystusowym Krzyżu! I nigdy się nie zawiódł! Był mocny mocą i mądrością Krzyża! Czy można o tym nie pamiętać?”.

A w Zakopanem dwa lata później usłyszeliśmy słowa Papieża:

„Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane”.

Bolesna Królowa Polski powiedziała w Licheniu w roku 1850:

„Ku zdumieniu wszystkich narodów świata z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej ludzkości.
Jeżeli naród polski się poprawi będzie pocieszony, ocalony i wywyższony”.
Bp Jan Cieplak powiedział: „Dla tych, co cierpią, przyjdzie dzień wesela, dla tych, co wątpią, dzień sądu i kary. Niech się nasz naród burzy nie ulęknie, gdy Bogu ufa, to w gromach nie pęknie”.

W sytuacji bezkrólewia w Polsce, gdy rząd uprawia nierząd,
zbiorowym interrexem jest Kościół.

Naglącym wezwaniem Jezusa skierowanym do Polaków jest intronizacja dokonana przez obie władze
– kościelną i państwową.


Od przesłania Maryi: „chcę być Królową Korony Polskiej” do Jej intronizacji w roku 1656 w katedrze lwowskiej minęło kilkadziesiąt lat.
Od Jezusowego wezwania z lat 30-tych mijają kolejne dziesięciolecia.

Polsko, jak długo jeszcze każesz czekać? Wróć z dalekich bezdroży;
czy wolisz być świniopasem u obcych, którzy lepiej traktują swoje świnie, niż ciebie?


Polsko, nie zwlekaj, czas nagli; czas prawdy, czas Króla, czas intronizacji nadchodzi.
Niech się tak stanie!
AMEN.


Ks. Stanisław Małkowski Jasna Góra, 17.04.2011 r.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 20 kwi 2011, 14:09 przez Jacenna, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 20 kwi 2011, 14:04 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
list o. L. Wiśniewskiego do nuncjusza – "Nie jest dobrze..."

Obrazek

Ów list w całości:
Cytuj:
JE Ks. Arcybiskup Celestino Migliore
Nuncjusz Apostolski w Polsce

Czcigodny Księże Arcybiskupie,

Ośmielam się przesłać Księdzu Arcybiskupowi, na początku jego służby Kościołowi polskiemu w charakterze Nuncjusza Apostolskiego, kilka uwag wynikających z niepokoju o losy Kościoła w Polsce. Tak nakazuje mi sumienie.

Jestem już starym kapłanem i zakonnikiem i byłem świadkiem wielu ważnych dla Kościoła i Narodu wydarzeń.

Od kilkunastu lat, a konkretnie od upadku rządów komunistycznych, znawcy i badacze zjawisk społecznych, głównie z Europy Zachodniej, prognozowali szybkie zlaicyzowanie społeczeństwa polskiego i upadek Kościoła, czego znakiem miało być opustoszenie kościołów z wiernych. Nic takiego nie stało się.

Ale oto teraz znaleźliśmy się w momencie - taka jest moja ocena, obym okazał się fałszywym prorokiem - kiedy te prognozy mogą zrealizować się, i to w niedalekiej przyszłości.
Widmo hiszpańskiego Kościoła przybliżyło się.

Siła polskiego Kościoła wypływała w dużej mierze (choć nie wyłącznie) stąd, że przez całe lata istniał w naszym Kościele wyraźny, czytelny „zwornik” i wyraźna „twarz” Kościoła. Takim „zwornikiem” od 1948 roku aż do roku 1981 był Prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński. Był on dla Polaków w trudnych czasach komunizmu „drugim papieżem”. Jego zdanie i jego stanowisko nie były zasadniczo kwestionowane, choć w sprawach drugorzędnych pojawiały się głosy krytyczne. On porządkował trudne sprawy, których w tamtych czasach było bardzo wiele. On był autorem tego, co określaliśmy jako „modus vivendi” z panującym w Polsce komunizmem, który uprawiał „państwowy” ateizm i dążył do zniszczenia Kościoła.

Kardynał Wyszyński dał także Kościołowi "twarz". To było coś bardzo ważnego. Wiadomo było, co Kościół głosi nie tylko w zakresie wiary, ale także w zakresie spraw społecznych, a nawet politycznych. Wiadomo było także, że Kościół zawsze stanie po stronie skrzywdzonych i poniżonych.

Ta wyrazista "twarz Kościoła" pozwoliła wielu ludziom, dotąd krytycznie patrzącym na Kościół, zbliżyć się i współpracować z ludźmi Kościoła.

Przyszedł moment, kiedy zabrakło Księdza Prymasa Wyszyńskiego. Ale wtedy był już papieżem Jan Paweł II. I znowu mieliśmy "zwornik", a polski Kościół miał "twarz".
Papież nie kierował bezpośrednio naszym polskim Kościołem, ale wszyscy wiedzieli, że "stoi na straży" i jeśli trzeba będzie, to wkroczy, zainterweniuje.

Bywało, że słowa i stanowisko Papieża różnie interpretowano, jak np. w sprawie przynależności Polski do Unii Europejskiej, ale z tym dało się jeszcze żyć.

5 lat temu zabrakło Jana Pawła II. Jeszcze za Jego życia, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, zaczęło się w naszym Kościele dziać coś niepokojącego. Spróbuję te niepokojące sprawy przedstawić.

1) Zapanował swoisty triumfalizm. To prawda, z komunizmu Kościół polski wyszedł silny. Z biegiem jednak lat pojawiły się zjawiska, które powinny napełnić nas troską, a może nawet wstydem. I zabrakło nam refleksji. My, ludzie Kościoła, a zwłaszcza duchowni, uważaliśmy, że jesteśmy ciągle wspaniali, zwycięscy i że należą się nam oklaski, a nawet przywileje.
Nieżyjący już ks. Józef Tischner próbował księży i biskupów sprowadzić na ziemię. Okrzyknięto go liberałem i odtąd słowo „liberał” stało się przekleństwem i synonimem „lewaka”, który tak naprawdę działa na szkodę Kościoła, nawet wtedy, kiedy jest gorliwym księdzem.

2) Nastąpił gorszący podział w polskim Episkopacie. Nie znam sprawy od wewnątrz. Nie mam wglądu w prace odbywające się podczas Konferencji polskiego Episkopatu.
Patrzę na Episkopat od zewnątrz, a od tej strony podział jest naprawdę gorszący.

I nie chodzi wcale o to, że biskupi mają różne przekonania społeczne i polityczne. To nawet dobrze, bo to zdejmuje z biskupów maskę sztuczności.
Ten gorszący podział objawia się poprzez popieranie inicjatyw i dzieł formalnie katolickich, a w rzeczywistości pogańskich, bo jątrzących i dzielących społeczeństwo i Kościół.
Aby nie być gołosłownym, dam przykład:
oto część biskupów pozwala drukować swoje wypowiedzi, a nawet pisze i drukuje swoje artykuły w dzienniku
("Nasz Dziennik"), w którym roi się od oszczerstw.
Ten dziennik inni biskupi uważają za głęboko antychrześcijański!
Czyż to nie jest gorszący podział?
Trudno nie wspomnieć także o dramacie mającym miejsce w ostatnich tygodniach, a związanym z krzyżem przed pałacem prezydenckim. Tak naprawdę to nie jest to obrona krzyża (choć pewnie niektórzy tak sądzą), ale walka z Prezydentem i Rządem oraz podkopywanie ich prestiżu. Nie jest to także upominanie się o godne uczczenie ofiar katastrofy smoleńskiej, czego rzekomo nie chcą uczynić ludzie aktualnie kierujący Krajem, bowiem Prezydent i Rząd kilkakrotnie deklarowali wolę godnego uczczenia tych ofiar. To jest godne pożałowania polityczne awanturnictwo!

Niestety, część biskupów "dolewa oliwy do ognia", popierając ten nieracjonalny protest. Czyżby nie wiedzieli, co czynią i jak bardzo przyczyniają się do rozbijania Kościoła?


3) Rozbicie w Episkopacie przekłada się na rozbicie duchowieństwa. Polska ma ogromny zastęp młodych i ofiarnych księży.
Jednakże według moich ocen ponad 50 proc. duchowieństwa jest „zarażone” ksenofobią, nacjonalizmem i wstydliwie skrywanym antysemityzmem.
Bardzo wielu księży zatraciło granicę między Ewangelią a polityką. Oczywiście, księża mają prawo mieć poglądy na tematy społeczne i polityczne, i to nie jest jeszcze źle.
Źle jest, kiedy podczas liturgii - która par excellence jest wielbieniem Boga w miłości - potrafią w niewybrednych słowach potępiać albo popierać partie polityczne i konkretnych polityków.
To nie jest wcale rzadkie. Czynią to w rzekomej obronie Kościoła i Narodu - za przykładem sporej części biskupów. Z dnia na dzień coraz bardziej tracimy to, co nazywa się „sensus catholicus”.
Nie ma, niestety, w Polsce badań dotyczących treści wygłaszanych przez księży homilii i kazań. W moim przekonaniu dzieje się tutaj bardzo źle. Zdaję sobie sprawę, jak wielkie formułuję oskarżenie pod adresem polskiego duchowieństwa, i bardzo chciałbym mylić się.

4) Rozbicie dosięgło także całego polskiego Kościoła. Myślę nie tylko o duchownych, ale także o świeckich katolikach. Niektórzy lekceważą to rozbicie, twierdząc, że grupy fundamentalistyczne (nazwa chyba nie jest adekwatna, ale nie mam innej) to jest margines Kościoła.

Jestem zdania, że tych grup nie wolno lekceważyć. Są najbardziej krzykliwe i dla młodego pokolenia stają się coraz bardziej "twarzą" Kościoła. Te grupy same o sobie buńczucznie twierdzą, że tylko one są wierne Chrystusowi i Kościołowi. Ta "wykrzywiona twarz" coraz większe rzesze młodych odpycha od Kościoła - w liturgii bierze udział coraz mniej młodych Polaków.
?
Krzykliwe, ksenofobiczne grupy, mające często cechy sekciarskie - a myślę tu m.in. o entuzjastach Radia Maryja, o obrońcach krzyża przed pałacem prezydenckim, o ludziach węszących wszędzie zło - wnoszą w nasze życie ogromny chaos i powodują spustoszenie moralne w wielu ludziach. Aż dziw bierze, że biskupi zdają się tego nie widzieć. Może szkoda, że tak rzadko zasiadają w konfesjonałach - tam widać owo spustoszenie i widać jasno, skąd ono płynie.

5) Rozbity polski Episkopat nie potrafił rozwiązać żadnego trudnego problemu, który w naszym Kościele zaistniał. Nie rozwiązano należycie problemu związanego z arcybiskupem Paetzem i w najbardziej uroczystych momentach twarz jego jest eksponowana w telewizji, ku zgorszeniu wiernych.
Nie rozwiązano problemu tzw. „lustracji” kapłanów i biskupów.
Do dziś gorszy historia związana z arcybiskupem Wielgusem, której należycie nie wyjaśniono. Nie wyjaśniono również wpisania na listę „tajnych współpracowników” sporej części biskupów. W moim przekonaniu nie można nikogo z nich oskarżyć o rzeczywistą współpracę z komunizmem,
można co najwyżej zarzucić im naiwność.

Jednak w opinii wiernych Kościoła sprawę „zamieciono pod dywan” i nie wyjaśniono jej z otwartą przyłbicą: tak, tak - nie, nie.
Episkopat Polski nie rozwiązał także problemu Radia Maryja, który to problem jest coraz trudniejszy do rozwiązania. To radio jest miejscem, gdzie ludzie uczą się modlić (i chwała mu za to!), a zarazem jest miejscem - o paradoksie - gdzie ludzie uczą się fanatyzmu i niechęci, a nawet nienawiści do inaczej myślących. Jest to miejsce, w którym miesza się wiarę z pseudopolityką!
Biskupi nie potrafili tego problemu rozwiązać. Kilkakrotnie pojawiały się oświadczenia, że biskupi są bezradni, bo radio i całe Dzieło z tym radiem związane należy do Zakonu Redemptorystów. W moim przekonaniu jest to ucieczka od problemu, jest to wymówka. Zakony cieszą się egzempcją w sprawach życia zakonnego. Natomiast duszpasterstwo prowadzone przez Zakony w pełni podlega biskupom - inaczej mielibyśmy w Kościele anarchię.
Radio Maryja, które codziennie określa siebie jako „katolicki głos w twoim domu”, powinno być traktowane jako kościelna „ambona”, miejsce, gdzie prowadzi się intensywne duszpasterstwo. Ta „ambona” znajduje się w Toruniu i w pełni podlega Pasterzowi Toruńskiemu, który już dawno powinien sprawy uporządkować. To nie Prowincjał ani Generał Redemptorystów, ale biskup toruński jest odpowiedzialny za duszpasterstwo na terenie swojej diecezji i do niego należy czuwanie, aby ten „katolicki głos w twoim domu” był rzeczywiście katolicki.

6) Dzisiejsza Polska jest zdecydowanie inna niż Polska z roku 1990, kiedy Nuncjuszem Apostolskim zostawał ksiądz Arcybiskup Józef Kowalczyk. Polska jest obecnie demokratyczna, a społeczeństwo coraz bardziej pluralistyczne. Pluralizm (od społecznego do aksjologicznego) bywa przez jednych uważany za nieszczęście, ale przez innych za rozwojową szansę. Ale tylko wtedy pluralizm jest szansą, kiedy istnieje komunikacja między ludźmi wyznającymi różne poglądy i ceniącymi różne wartości.

Wydaje się, że "piętą Achillesa" naszego polskiego Kościoła, w tym biskupów i kleru, jest nieumiejętność komunikowania się ze zmieniającym się światem.

Jestem starym zakonnikiem, który nie czeka ani na pochwały, ani na godności, więc decyduję się powiedzieć zuchwale:
nominacje biskupie w ostatnim dwudziestoleciu dość często wzbudzały zdziwienie. Biskupami zostawali kapłani wykształceni i prawdopodobnie święci, ale bardzo często nieumiejący skomunikować się z wiernymi. Czasem całe lata przebywali poza Polską i często nic wspólnego nie mieli z jakimkolwiek duszpasterstwem.
Ktoś ostatnio powiedział mi: oni przemawiają, jakby byli z innego świata, a nie "spośród nas wzięci".


Słucham czasem biskupich przemówień do młodzieży przystępującej do bierzmowania, słucham przemówień do wiernych z różnych okazji - wiele z nich jest "ponad głowami", nie dociera do rzeczywistych ludzkich problemów. I być może przydałoby się w tych przemówieniach trochę więcej skromności i pokory. Mówię zuchwale.

Naturalnie, to nie dotyczy wszystkich biskupów. Są w polskim Episkopacie Pasterze, którzy czują rytm ludzkiego życia i których głosu wysłuchują ludzie z wielką uwagą.

Zdaje się, że biskupi nie korzystają z rady ekspertów,
kiedy zamierzają zabierać głos na tematy społeczne, gospodarcze i polityczne. Swoje przekonania wypowiadają najczęściej ze swadą i wielką pewnością, ale w opinii profesjonalistów bywają one często niekompetentne.

7) Polska od kilku lat przeżywa prawdziwą rewolucję społeczną i obyczajową. Ta rewolucja dotyka przede wszystkim młodego pokolenia.

Może warto wyakcentować przynajmniej dwa momenty.
Młodzi Polacy bardzo szybko usamodzielniają się, opuszczają rodzinne domy, wyjeżdżają za granicę. Tego nie było jeszcze 15 lat temu. To zjawisko ma nie tylko wymiar pozytywny, ale także negatywny. Młodzi, jeszcze niedojrzali ludzie tracą oparcie w swoich rodzinach i trafiają "w pustkę".

Przetacza się także przez nasz kraj rewolucja obyczajowa. Upowszechniają się "małżeństwa na próbę", znoszone są wszelkie bariery dotyczące spraw seksu.


Jest pytanie, jak w tej sytuacji ma się zachowywać Kościół. Łagodzić twarde zasady moralne? Oczywiście nie.
Jednakże ludzie Kościoła mają obowiązek zastanowić się nad językiem, którym przemawiają i prezentują zasady moralne.
Zdaje się, że my, polscy duchowni, jesteśmy ciągle na etapie "sloganu religijnego".

Zdaje się, że najczęściej wygłaszamy oklepane "święte frazesy", których nie są w stanie słuchać młodzi i uciekają z Kościoła.


Nasza mowa jest zazwyczaj negatywna. Piętnujemy "zgniliznę" przychodzącą oczywiście z Zachodu, ujawniamy "sprzysiężone siły" chcące zniszczyć chrześcijaństwo
- ale nie potrafimy przemawiać z miłością do zagubionego człowieka.
Polski Kościół czeka wielka praca nad językiem, którym przemawiamy do wiernych.

Jeszcze raz powtórzę, obym okazał się fałszywym prorokiem: nie jest dobrze z polskim Kościołem.
Jest duży, kolorowy, imponujący - ale tak naprawdę jest sztucznie nadmuchany jak balon. Boję się, że nie doceniamy zagrożeń.

Czego polskiemu Kościołowi potrzeba? Niektórzy mówią: wielkiego przywódcy.

Myślę, że niekoniecznie potrzebny jest dzisiaj wielki przywódca. Tacy "giganci" jak kardynał Wyszyński czy Jan Paweł II są potrzebni na okresy szczególne. A teraz mamy czas zwyczajny. Czas zwyczajnej pracy.

Kościołowi polskiemu potrzebna jest "twarz".
Twarzą polskiego Kościoła coraz bardziej są krzykacze uważający siebie za "prawdziwych Polaków i prawdziwych katolików".
To jest "twarz" wykrzywiona. Dlatego młode pokolenie coraz bardziej od takiego Kościoła ucieka.


Co więc proponuję?

Proponuję WIELKIE DEBATY na najbardziej palące problemy - z nadzieją, że może one zaczną przywracać prawdziwą „twarz” Kościołowi.

Uruchomienie takich debat wymagałoby powołania zespołów złożonych z najbardziej kompetentnych autorytetów - zarówno z laikatu, jak i z duchowieństwa - w odpowiednim temacie.
Zespoły te miałyby za zadanie wypracować stanowisko Kościoła w danej sprawie i takie stanowisko przedstawić publicznie.

Jakie to są najbardziej palące problemy, które wymagają kompetentnego omówienia i jakie zespoły należałoby powołać - jest sprawą otwartą. Ośmielam się przedłożyć wstępną propozycję takich zespołów:

* Zespół do precyzowania pojęć występujących w życiu publicznym. Pewne pojęcia są w Polsce nadużywane i zastępują prawdziwą debatę. Nie definiują problemów i wyzwań współczesności, tylko czarno-białymi schematami dzielą rzeczywistość społeczną.
Do takich pojęć należą:
liberał i liberalizm;
laicyzm i laicyzacja;
patriotyzm i nacjonalizm;
ortodoksja i religijny fundamentalizm;
antysemityzm w Polsce i na świecie.

Media pełne są pustych sloganów - czas, by do debaty publicznej powróciła treść.

* Zespół określający plusy i minusy naszej przynależności do Unii Europejskiej.
Trzeba ocenić i przedstawić ocenę przekonania głoszonego przez część polskich polityków,
że poprzez przynależność do Unii Europejskiej utraciliśmy niepodległość.

Trzeba też podjąć próbę przedstawienia naszych zadań w Unii.

* Zespół do oceny
naszej drogi przejścia z komunizmu do demokracji.
Sprawa pozornie nie dotyczy Kościoła, ale tylko pozornie.
Przedstawiciele Kościoła „weryfikowali” etapy tego przejścia - choćby „Okrągły Stół” - i wobec jawnego zamazywania prawdy o tym wydarzeniu trzeba by
dać świadectwo o tym, jak było naprawdę.
Coraz więcej osób związanych z aktualnym związkiem „Solidarność”, ale także z Kościołem, przekreśla rzeczywiste osiągnięcia ludzi budujących naszą niepodległość.
Dlatego trzeba kompetentnie przedstawić prawdę
o opozycji przed solidarnościowej, prawdę o „Okrągłym Stole”,
o roli agentury w tamtych latach, o potrzebie i możliwościach dekomunizacji,
a może także o „grubej kresce”.

* Zespół do sprawy wychowania i wykształcenia religijnego dzieci i młodzieży.
Trzeba określić
racje wprowadzenia religii do szkół i krytycznie ocenić wieloletnie już funkcjonowanie nauki religii w szkołach.
Trzeba także krytycznie i twórczo spojrzeć na programy katechezy szkolnej i pozaszkolnej. Szczególnej uwagi, jak się wydaje, wymaga sprawa katechezy w szkołach średnich.
Zespół ten mógłby być zaczynem ogólnonarodowej debaty nad kształceniem i wychowaniem młodego pokolenia.

* Zespół podejmujący problemy na styku: Państwo - Kościół.
Jest tutaj wiele spraw, które wzbudzają niepokój.
Trzeba by pokazać sens i pożytki zawartego Konkordatu ze Stolicą Apostolską.
Trzeba by jasno ukazać miejsce Kościoła przy stanowieniu prawa państwowego.
Trzeba by jasno określić,
czy Kościół ma prawo zobowiązywać w sumieniu prawodawców do stanowienia odpowiedniego prawa.
Trzeba by także jeszcze doprecyzować,
na czym ma polegać życzliwy rozdział państwa od Kościoła.

Zespół ten mógłby także przeanalizować trudne sprawy, jakie wydarzyły się na styku Państwo - Kościół (sprawa Karmelitanek w Oświęcimiu, sprawa krzyży na żwirowisku, sprawa krzyża przed pałacem prezydenckim).


* Zespół do wypracowania stosunków z Kościołem Prawosławnym.
Chyba zbyt małą wagę przywiązuje się do tej sprawy.
Rzeczywisty dialog z Kościołem Prawosławnym w moim przekonaniu jest sprawą pierwszorzędnej wagi dla naszego polskiego Kościoła i chyba dla całego Kościoła Katolickiego.
Uważam, że to jest życiowe zadanie Kościoła w Polsce.

* Zespół oceniający działalność Radia Maryja, Telewizji Trwam, „Naszego Dziennika” i innych pism katolickich.
Ten zespół powinien podać zasady, których przekraczanie sprawia,
że dane radio, telewizja, pismo przestaje być katolickie.
Temu zespołowi nie stawiałoby się zadania rozwiązywania trudnych problemów.
To bowiem należy do Kościoła hierarchicznego.
Zespół miałby ocenić działalność z punktu widzenia Ewangelii.

Te propozycje to jakiś tylko nieudolny szkic. W trakcie zespołowej pracy jaśniej okazałoby się, jakie to są palące problemy, nad którymi należy się pochylić, bo inaczej staną się zarzewiem coraz większych nieporozumień.

Adresuję swoje pismo do Nuncjusza. Ale nie zwracam się z propozycją organizowania takich debat do Nuncjusza Apostolskiego, bo oczywiście nie jest to jego rola.
Wystarczyłoby, aby Wasza Ekscelencja taką inicjatywę poparł.
Nie łudzę się, że tym wielkim debatom może patronować Episkopat i że da się wypracować stanowisko, z którym zgodzą się wszyscy biskupi.
Episkopat jest chyba zbyt rozbity.

Ale być może mógłby takim debatom patronować któryś z najbardziej liczących się w Polsce biskupów.
Myślę o Prymasie Polski Arcybiskupie Józefie Kowalczyku,
o Przewodniczącym Konferencji Episkopatu Arcybiskupie Józefie Michaliku,
o Biskupie Warszawy Arcybiskupie Kazimierzu Nyczu
i o Biskupie Krakowa kardynale Stanisławie Dziwiszu.
Dlatego odpis mojego listu przedkładam wyżej wymienionym biskupom oraz biskupowi lubelskiemu, na którego terenie mieszkam i staram się pracować.

Z wielkim szacunkiem O. Ludwik M. Wiśniewski OP

Do wiadomości:
Arcybiskup Józef Kowalczyk, Prymas Polski
Arcybiskup Józef Michalik, Przewodniczący KEP
Kardynał Stanisław Dziwisz, Metropolita Krakowski
Arcybiskup Kazimierz Nycz, Metropolita Warszawski
Arcybiskup Józef Życiński, Metropolita Lubelski
Lublin, 11 września 2010

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 20 kwi 2011, 14:28 przez Jacenna, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 20 kwi 2011, 14:26 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Takie mi się nasunęły refleksje co do tego listu...

Najlepiej wg tych wszystkich słów O Wiśniewskiego byłoby cały kościół zamknąć w kościele razem z Panem Bogiem i z wszelkimi prawami jego wyznawców.
Ach, zapomniałabym o Jezusie, który przecież chodził od miasta do miasta i wyprawiał różne cuda, śmiał zaprzeczać faryzeuszom, dyskutować z władzą, oświecał i pocieszał maluczkich a modlił się przecież gdzieś w odosobnieniu…

Niestety, wszelkie próby i propozycje rozdzielenia Kościoła od Państwa są ewidentnym zamachem na człowieka CAŁEGO.
Otóż jakiekolwiek próby tych rozdziałów, to tak jakby chcieć oddzielić DUCHA od CIAŁA .
Zastąpić DUCHA jego UMYSŁEM.
Z TYM, ŻE UMYSŁ MOŻNA KSZTAŁTOWAĆ I NIM KIEROWAĆ.
Duch jednakże pochodzi ze świadomości BOGA i jest pod całkowitym JEGO wpływem.
Jest jak światełko świecy wstawione w oszklonej kuli z inicjatywy Bożej.


Oddzielić POLITYKĘ od SŁOWA BOŻEGO, od WIARY, to znowu jakby rozdzielić motywy żywego człowieka i zamknąć je w ZWIERZĘCYM POJMOWANIU jedzenia i przetrwania.

Czyli jak kury w klatce znoszące jedynie jaja. Ktoś ma wiedzieć lepiej i więcej o tym, czego ja potrzebuję i oczekuję od życia.

Jednakże BÓG ZDECYDOWAŁ SIĘ DAĆ CZŁOWIEKOWI PRAWO SAMOSTANOWIENIA I WYBORÓW. Po co?
By ktoś inny nad nimi panował?

W dużej mierze wiele słów i propozycji przedstawionych w powyższym liście przemieszanych jest antagonistycznie.
To tak samo, jakby walczyć z powodzią, kiedy jej fale są u stóp,
szukać koryta dla powodzi, podczas, kiedy żywioł wali prosto z nieba.

O. Wiśniewski najpierw gromi za politykowanie w kościele, by poniżej powoływać komisję do zbadania wychodzenia Polski z komunizmu i rozliczać.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 04 maja 2011, 17:29 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Kazanie Ks. Piotra Natanka 27 kwietnia 2011 roku godz 23.00

http://gloria.tv/?media=150867

Kazanie ks Piotra Natanka z 28 kwietnia 2011 r.

http://gloria.tv/?media=150921

Refleksje przed beatyfikacją Jana Pawła II, i przed rocznicą Konstytucji 3 maja...

zawsze troska...

zawsze Polska...

Obrazek

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 04 maja 2011, 21:36 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
„Polacy mają prawo znać prawdę”

Biskup Kazimierz Ryczan w homilii stwierdził, że „Polacy mają prawo znać prawdę o katastrofie smoleńskiej”.

- Na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie pogubił się prezydent, władze miasta, miejscowi duchowni. Kto profanuje krzyż, ten może liczyć jedynie na Boże Miłosierdzie - człowiek tego rozgrzeszyć nie może - mówił w homilii w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja biskup ordynariusz diecezji kieleckiej, Kazimierz Ryczan.

Nawiązał też – relacjonuje portal Telegraf24.pl - do niedawnego wyroku uniewinniającego Czesława Kiszczaka. Stwierdził, że stan wojenny to czas symbolicznego ukrzyżowania narodu polskiego, uświęcony krwią męczenników z kopalni Wujek, czy księży na czele z błogosławionym księdzem Jerzym Popiełuszką.

- Smutno tylko, że zabójcy współczesnych Polaków w świetle naszych sądów są niewinni, ale wszystko to osądzi Pan Bóg – mówił biskup Ryczan.

Ubolewał, że tragedia smoleńska zaostrzyła podziały w społeczeństwie: Kto by pomyślał, że podzieli ona Polaków. Nie zjednoczył nas ból. Przy Krzyżu na Krakowskim Przedmieściu pogubili się prezydent, władze miasta, miejscowi duchowni, język dyskusji stał się obraźliwy. Kto próbuje do Krzyża dołożyć inną ideologię, ten się przy Krzyżu nie modli.

http://niezalezna.pl/9970-„polacy-maja-prawo-znac-prawde”

Tutaj jest wersja audio homilii bp. Ryczana:

http://kielcelivepl.wrzuta.pl/audio/1dI ... 03_05_2010


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 04 maja 2011, 23:38 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Obrazek

bp Ryczan tu trochę więcej mówił o tej homilii, niż w samej homilii z 3 maja 2010r.

bp Ryczan o homilii z 3 maja 2010r.

Bp Kazimierz Ryczan: Nie chciałbym być nijaki
Kategoria: Polska
czwartek, 6 maja 2010 15:06

- Nie chciałbym być nijaki - mówił w wywiadzie dla Radia Kielce o swojej homilii z 3 maja biskup Kazimierz Ryczan. Na zarzuty upolityczniania kazalnicy odpowiadał, że jego słowa nie oznaczają opowiedzenia się za konkretnym kandydatem.
Patriotyczne kazanie, które w święto 3 Maja i Matki Boskiej Królowej Polski wygłosił biskup ordynariusz diecezji kieleckiej Kazimierz Ryczan, wywołało nagonkę części mediów i lewicowych polityków. W liście otwartym do biskupa poseł SLD Sławomir Kopyciński zaapelował „o zaprzestanie prowadzenia kampanii politycznych w kieleckim Kościele, o wypełnianie swej misji kapłana i jednoczenie Polaków, a nie tworzenie i podsycanie konfliktów". Prof. Kazimierz Kik poszedł jeszcze dalej i na łamach "Gazety Wyborczej" zarzucił biskupowi, że jest przedstawicielem "Kościoła partyjnego". "Biskup Ryczan nienawidzi wszystkiego co w Polsce nowoczesne. Nienawidzi mediów, nienawidzi większości Polaków. Nienawidzi Polski nowoczesnej, bo wydaje mu się zbyt mało religijna. Ryczan to ta część episkopatu, która wyraźnie wspiera judzenie jednych Polaków przeciwko drugim" - napisał prof. Kik.

Na wszystkie te zarzuty biskup Ryczan odpowiedział w wywiadzie dla Radia Kielce. W rozmowie z Ryszardem Koziejem biskup zapewnił, że niczego nie wycofuje, a jego wypowiedź nie oznaczała opowiedzenia się za konkretnym kandydatem. - Jeżeli ja mówiłem: „módlmy się do Królowej Polski o mądrego prezydenta, nieuwikłanego w pragmatyzm partyjny, to było źle? Jeśli ktoś się uwikłał i teraz ma pretensje, to niech nie mnie to zarzuca. (...) Ja modlę się, czy będzie z tej strony, czy z tej strony. Za prezydenta się kazałem modlić. Natomiast podsunięto mi już myśl jednoznaczną. Nikt mnie tam nie będzie łapał za słowa, niech się nie martwi, że z moich ust padnie jakaś tam agitacja. Na pewno nie padnie.

- Może bym złagodził słowo o tych hienach [dziennikarskich], chociaż to jest prawda. Nie musiało paść, ale padło. Jeśli chodzi o pozostałe treści, nie wycofuję się z niczego. Ja nie mówiłem za PiS-em. W wypadku zginęli wszyscy, zginął Szmajdziński. Nie mam pretensji do nikogo, dlaczego miał pogrzeb kościelny, czy nie miał pogrzebu kościelnego. Zostawmy te sprawy Panu Bogu – zapewnił biskup.

- Nikogo nie obrażałem w tej homilii, ale że ja tak myślę, ja się z tego nie wycofam. Nie wycofują się ci, którzy mają inne zdanie. Mogą mieć inne zdanie. Proszę bardzo, ja nikogo nie zmuszam do zmiany zdania, a z kolei nie mogę przestać być sobą – dodał.

Bp Ryczan odniósł się też do sprawy wyemitowanego przez TVP filmu „Solidarni 2010”, któremu część mediów zarzucała stronniczy dobór rozmówców i działanie na zlecenie polityczne. - Manipulacja pana Pospieszalskiego w porównaniu z manipulacją jednej, drugiej stacji telewizyjnej, toż to przecież nawet grzech lekki nie jest. A to jest zbrodnia w wykonaniu tamtych.

Biskup przypomniał, że w swoich wypowiedziach nigdy nie traktował ulgowo żadnej formacji politycznej i w przeszłości zdarzało mu się mocno krytykować „Solidarność”, z którą współpracował. Jednocześnie otwarcie przyznał się do swoich poglądów.

- Jestem daleki od ubliżania, natomiast jeżeli ktoś wyciąga wnioski, że jestem zwolennikiem PiS-u, oczywiście, ja się tego nie zapieram. Ja się na tym wychowałem. Ja straciłem chyba dwa albo lata na „Solidarność” będąc na wyższej uczelni. (...) [w swoich homiliach] ja zawsze mówię do siebie, pytam się, jak ja to przyjmuję? Nie chciałbym być nijaki.

W wywiadzie wróciło też odwieczne pytanie o mieszanie się duchownych w sprawy polityczne. - Przecież ostatnio Kościół się nie wypowiadał. W jednych wyborach, drugich, trzecich. Ale ma prawo mówić. Ja jako obywatel mam prawo mówić to, co uważam. Pytanie tylko, czy powinienem to robić na ambonie. Są też stwierdzenia, że Kościół się miesza do polityki. A jak ma się nie mieszać? Polityka też jest przedmiotem ewangelizacji, politycy także. Nie widzę, dlaczego krytyczne zdanie wypowiedziane wobec jakiegoś tam przedstawiciela władzy jest taką wielką obrazą. Oczywiście, nie można obrażać, ale można mieć inne zdanie.

Biskup odniósł się do wypowiedzi abp. Józefa Życińskiego o Kościele „otwartym dla wszystkich Polaków”, którą w „Gazecie Wyborczej” przeciwstawiono wizji „kościoła partyjnego”.

- Biskup Życiński określił to, że Matka Boska nie była partyjną. Oczywiście, stare cwaniactwo słowne. (...) Można porównywać dzisiejsze czasy do tamtych. były tam partie wtedy: saduceuszy, faryzeuszy. Do żadnych nie należała. Chociaż można powiedzieć, że Apostołowie mieli swoją partię. (...) Daleko byśmy doszli, gdybym tak dyskutował.

Podział Polaków biskup kwituje gorzko:

- Dech wszystkim zaparło. Tym którzy są beztroscy. Jest część naszego społeczeństwa, która sobie w tej chwili drwi z tego faktu mówiąc, że najlepszy teraz jest zimny Lech do wypicia albo kaczka po smoleńsku. Jednego księdza zaczepili tak po drodze. Nie wiem, dlaczego księdza? Dlaczego nie podszedł do jakiegoś innego mężczyzny? Nie wiadomo czy by nie dostał w gębę. To też jest sterowane - dodał biskup.

http://kielcelivepl.wrzuta.pl/audio/1dI ... 03_05_2010

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 06 maja 2011, 11:24 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Niech będzie Polska w imię Pana

Homilia JE ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia, metropolity gdańskiego, wygłoszona podczas Mszy Świętej w uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w bazylice Mariackiej w Gdańsku, 3 maja 2011 roku
Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo!
Ty za nami przemów słowo, Maryjo!
Miej w opiece Naród cały, który żyje dla Twej chwały!
Niech rozwija się wspaniały, Maryjo!
Umiłowani kapłani z księdzem infułatem Stanisławem Bogdanowiczem, proboszczem bazyliki Mariackiej!
Panie Prezydencie miasta Gdańska!
Panowie Senatorowie i Posłowie!
Przedstawiciele instytucji życia
Narodu, administracji rządowej,
samorządu, instytucji, urzędów,
stowarzyszeń!
Czcigodni weterani
dróg ku Niepodległej!
Drogie Siostry Zakonne!
Bracia i Siostry, czciciele Maryi
i dzieci polskiej Ojczyzny!

Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo! Dziś w Ojczyźnie naszej "od Bałtyku po gór szczyty" rozbrzmiewa ta deklaracja, to wyznanie naszych serc. Rozbrzmiewa nie tylko pod niebem Ojczyzny, także wszędzie tam, gdzie żyją i modlą się dzieci polskiego Narodu, dzieci emigracji wolnościowej, tej za pracą i za chlebem.
Uroczystość Matki Bożej Królowej Polski! Święto polskie, święto nasze, święto stanowiące szczególny znak Ojczyzny.
Ewangelia na dziś przeznaczona prowadzi nas na Golgotę. "Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena" (J 19, 25). To wtedy z drzewa krzyża "Jezus powiedział do ucznia: "Oto Matka twoja"" (J 19, 27).
Matka twoja, umiłowany uczniu. A poprzez ciebie Matka nas wszystkich. Matka żyjących. Matka tych, którzy poszli drogami Jej Syna, przez swój chrzest włączyli się w Jego śmierć i Jego chwalebne zmartwychwstania. Maryja - Matka Chrystusa i Matka Kościoła. Matka wierna. Z Nazaretu, z Betlejem, z Kany biegnie ku nam Jej przesłanie miłości, wiary i nadziei. Nasza Matka w porządku łaski! Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo...

I. Nasza Patronka i Królowa
Omni die dic Mariae - każdego dnia sław Maryję. Kiedy otworzono grób św. Kazimierza, królewicza, wielkiego czciciela Maryi, znaleziono w nim kartkę z tak właśnie zatytułowanym tekstem hymnu. Święty królewicz Kazimierz, jeden z tych władców Ojczyzny, którzy wielbili Maryję, szli wraz z Nią drogą Jej Syna.
Jakże mocno Jej imię związało się z dziejową drogą polskiego Narodu. 1 kwietnia 1656 roku, w czasie trwogi i nieszczęścia, kiedy niemal cały nasz kraj opanowały najezdnicze wojska szwedzkie i rosyjskie, w katedrze lwowskiej, przed łaskami wsławionym wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej, klęknął władca Rzeczypospolitej.
Odnowił te śluby Episkopat Polski zebrany 27 lipca 1920 roku na Jasnej Górze. I okazała się. Matka Boża Zwycięska - Hetmanka Żołnierza Polskiego w pamiętnym, zwycięskim boju u wrót stolicy, w sierpniu 1920 roku.
"Błogosławiona jesteś, córko, przez Boga Najwyższego, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi" (Jdt 13, 1-20; 15, 12). Jesteś Królową polskiej ziemi! Jesteś Królową polskich serc! Na dziejowym szlaku znaczonym obecnością Maryi zapisał się pamiętny dzień 26 sierpnia 1956 r. - dzień Jasnogórskich Ślubów Narodu. Wyjawienie - wobec Matki i Królowej - tego wszystkiego, co wtedy - w epoce politycznego zniewolenia - bolało, urażało naszą chrześcijańską postawę. Powtarzali przodkowie nasi słowa przyrzeczeń napisanych przez Prymasa Tysiąclecia. Obiecywali "uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym Królestwem Twoim i Twojego Syna".
Przyrzeczenie, które jest bezustannym zadaniem, duchową powinnością, nieustającym obowiązkiem. Prosimy i my, pokolenie nowego tysiąclecia wiary: Okaż się nam, Matko, jak okazywałaś się przodkom naszym! Odsłaniaj przed nami tajemnice Odkupienia! Matko, z nami bądź, do Syna swego nas prowadź!

II. "Daj mi Twe serce, o Maryjo!"
Umiłowani!
Dziś w nocy wróciliśmy z Rzymu. Ojczyzna nasza przeżywa dni radości i chwały! Gaude Mater Polonia! Melodia tego starożytnego hymnu zda się rozbrzmiewać w tych dniach w tysiącach polskich serc, wypełniać dom Ojczyzny.
Niedziela Miłosierdzia Bożego - dzień beatyfikacji Sługi Bożego Ojca Świętego Jana Pawła II. Jeszcze w nas trwa radość tamtego dnia, jego piękno, jego wielkość. Trwa pośród nas, którzyśmy byli tego dnia, tam, w Rzymie, przed Bazyliką Piotrową. Wasz biskup, wielu kapłanów z naszej archidiecezji, wielu pielgrzymów Trójmiasta i Pomorza. Trwa także pośród was, w duchowy sposób uczestniczących - dzięki transmisjom telewizyjnym - w tej wielkiej radości Kościoła i Ojczyzny.
Znowu byliśmy tego dnia razem, w jedności wiary, nadziei, miłości, w zjednoczeniu polskich serc. Znowu skupiliśmy się wobec tego wielkiego znaku Bożej Opatrzności, jakim stał się dla świata, dla ludów i narodów, także dla nas, Polaków, Sługa Boży Jan Paweł II, tego dnia wyniesiony przez Ojca Świętego Benedykta XVI, swego następcę na Stolicy Piotrowej, do chwały błogosławionych. Uczestnicząc w radości beatyfikacji, pytaliśmy o to, co zawdzięczamy Janowi Pawłowi II w wymiarze Narodu, wspólnot, rodzin, nas samych. Co z tego dziedzictwa jest wartością trwałą? Cośmy z niego utracili? O czym zapomnieliśmy?
Radość. I swoiste rekolekcje. Odprawiał je pewnie każdy z uczestników Liturgii beatyfikacyjnej, patrząc na niezliczony tłum wypełniający plac Świętego Piotra i jego okolice, na kapłanów i biskupów, na koronowane głowy, prezydentów, premierów, reprezentantów wielu krajów świata - słuchając homilii Ojca Świętego Benedykta XVI.
Przenosimy tamten nastrój, tamte obrazy, tamte żywe wspomnienia w kontekst dzisiejszego święta Matki Pana, Królowej Polski. Stanowi Ona - to słowa Benedykta XVI z niedzielnej homilii - "obraz i wzór świętości dla każdego chrześcijanina", także wzór błogosławieństwa wiary: "Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana" (Łk 1, 45).
To o Maryję, wzór wiary, wsparł się już na początku swej dojrzałej, duchowej drogi Karol Wojtyła, późniejszy kapłan, biskup, kardynał, Papież Kościoła powszechnego, sukcesor świętego Piotra Apostoła. Ojciec Święty Benedykt XVI przywołał w swej homilii słynne zdanie jednego z duchowych mistrzów późniejszego Jana Pawła II św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, "w którym Karol Wojtyła odnalazł podstawową zasadę swego życia: "Cały jestem Twój i wszystko, co moje, Twoim jest. Odnajduję Cię we wszelkim moim dobru. Daj mi Twe serce, o Maryjo"".

III. Jan Paweł II - Totus Tuus, Maryjo!
Bracia i Siostry!
Jednoczymy się dziś w bazylice Mariackiej, w tej koronie miasta Gdańska, wzniesionej przed wiekami na chwałę Najświętszej Maryi Panny, w tym wielkim dziękczynieniu za dar beatyfikacji Sługi Bożego Jana Pawła II. Wspólnota wdzięcznych gdańskich serc. Dziękujemy za tego Papieża zawierzenia i modlitwy, świadka nadziei, który niestrudzenie otwierał przed Chrystusem drzwi cywilizacji, państw, narodów, kultur, a przede wszystkim ludzkich serc. Dziękujemy za tego niestrudzonego apostoła Chrystusa, który niósł światu przesłanie pokoju, dobra, prawdy, miłości, sprawiedliwości, piękna.
Jego "Nie lękajcie się!" brzmiało niczym natarczywa, wyrywająca ze snu pobudka. Podnosiło z kolan duchowego zniewolenia, słabości, niepewności. Torowało drogę dobru, szlachetności, życiu według ewangelicznego porządku i praw Dekalogu.
Dziękowaliśmy za tego Papieża, który - to słowa Benedykta XVI - "Przywrócił nam siłę wiary w Chrystusa, gdyż jest on Redemptor hominis, Odkupicielem człowieka"... Przywracał nam wiarę w człowieka, który stanowi drogę Kościoła. Przywracał nam też - przypominał o tym Benedykt XVI - wiarę w przyszłość, zarówno tę Bożą, która wykracza poza historię, jak i tę, która jest w historii zakorzeniona i pozwala iść ludom i narodom drogą kreśloną ręką Bożej Opatrzności.
Będziemy jeszcze - wspólnota naszej archidiecezji - dziękować za błogosławionego Jana Pawła II - dar Kościoła dla nowego tysiąclecia wiary, do którego nas wprowadził - Namiestnik Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wracać do Jego słów. Czerpać z Jego ewangelicznego siewu. Zatrzymywać się także nad śladami Jego błogosławionych stóp, które zostawił tu, na gdańskiej ziemi.
Nawiedził ją dwukrotnie podczas swych apostolskich pielgrzymek do Ojczyzny. Był tu, w tych szacownych murach bazyliki Mariackiej, 12 czerwca 1987 roku. Spotkanie z ludźmi chorymi. Przyniósł im przesłanie Chrystusa pozostającego na posłudze ludzi cierpiących. A nam, którzy "stajemy oko w oko z cierpieniem drugiego człowieka, naszego brata czy siostry", przypomniał, że człowiek, który cierpi, "woła drugiego człowieka. Potrzebuje jego obecności", "ludzkiego serca, ludzkiej solidarności", "samarytańskiego daru z siebie samego, tak bardzo potrzebnego człowiekowi choremu".
Utrwalimy ten radosny dzień beatyfikacji Jana Pawła II. W Gdańsku-Łostowicach Południowych wzniesiemy świątynię - wotum naszej archidiecezji. Nosić będzie wezwania błogosławionego Jana Pawła II. W Wielki Wtorek poświęciłem krzyż i plac pod budowę. Zaś 22 października, w liturgiczne święto błogosławionego Jana Pawła II, wmurujemy Kamień Węgielny, który poświęci w Rzymie Ojciec Święty Benedykt XVI.

IV. Konstytucja, w której żyła dusza Narodu
Umiłowani!
Dziś taki dzień, którego sens, znaczenie, wartość można odczytać tylko przez pryzmat polskich serc. Uroczystość Matki Bożej Królowej Polski i rocznica - dwieście dwudziesta - uchwalenia Konstytucji 3 Maja.
Rocznica, która kieruje nasze myśli ku Ojczyźnie, a także ku Bogu. Bo do niego odnosimy przecież dzieła ludzkie, szczególnie te, które służą dobru wspólnemu.
Przywołujemy historyczny kontekst, w którym Trzeciomajowa Konstytucja się rodziła. Zagrożenia bytu Narodu, przyszłości państwa przez sąsiadów-zaborców. Kryzys wartości. Egoizm jednostek i grup, których nie interesowało dobro wspólne. Wielu zadawało sobie pytanie, czy warto być Polakiem. Czy nie lepiej wybrać wygodę zaprzaństwa, dostatek i splendory płynące z zaborczych dworów, odwrócić się od własnego Narodu, zamknąć oczy na to wszystko, co identyfikuje z Ojczyzną?
Czy to pytania tylko tamtego czasu? Wracamy do tamtego dnia, "gdy senat i posły/ Po dniu Trzeciego Maja w ratuszowej sali/ Zgodzonego z narodem króla fetowali". Bo obok Polski duchowego zaprzaństwa, marazmu, egoizmu, przykrytej "zwątpienia pleśnią" - była inna Polska, inni Polacy. Podjęli dzieło naprawy zagrożonego upadkiem gmachu Rzeczypospolitej, dzieło reform, odnowę ducha. Z tych czynów zrodziła się tamta Konstytucja. Miała stać się oparciem dla planowanych zmian, znakiem nowego początku - ku nadziei, ku przemianom życia politycznego, obywatelskiego, które miały być realizowane "W Imię Boga Wszechmogącego". Takim Bożym wezwaniem rozpoczynał się tekst Konstytucji.
Historycy podkreślają, że był to dokument zawierający nowatorskie rozwiązania prawno-ustrojowe. Także to, że Konstytucja została uchwalona bez zewnętrznych nacisków - stanowiło wyraz woli i zgody obradujących na Sejmie przedstawicieli Narodu.
Jan Paweł II w 1991 roku, podczas uroczystego "Te Deum" w archikatedrze warszawskiej, w dwusetną rocznicę uchwalenia Konstytucji Trzeciomajowej, powiedział, że akt ten "Zdumiewa... dojrzałością zawartej w nim prawdy i mądrości. Przemawia w nim dusza Narodu - raczej wielu narodów, które stanowiły wraz z Polakami ówczesną Rzeczpospolitą - Narodu, który czuje zagrożenie pochodzące nie tylko od zewnątrz, ale także z wnętrza własnych poczynań i działań". Nazwał tamtą Konstytucję aktem profetycznym, wybiegającym w przyszłość.
Wspierały się na niej pokolenia niewoli narodowej, kiedy Polska została starta z mapy Europy. W niej żyła dusza Narodu, kiedy zabrakło króla, Sejmu, państwa, armii, a sąsiedzi, uczestniczący w zbrodni rozbiorów, powtarzali wszem i wobec, że "imię Polski już nigdy wskrzeszone nie będzie". Także w powojennej Polsce jej pamięć wygaszano, jej święto było świętem zakazanym, nieobecnym w kalendarzu świąt państwowych. Pewnie dlatego, że było świętem polskiej wolności i polskiego Narodu - suwerena praw w Ojczyźnie.
Żyła przecież w ludzkich sercach, w modlitwie Kościoła... Bowiem wielkie dzieła ludzkiego ducha nie gasną. Szczególnie te, które zrodziły się z pragnienia dobra, z dążenia ku prawdzie. Przez długie lata Trzeciomajowa Konstytucja stanowiła duchowe wsparcie dla tych wszystkich, którzy - wbrew okoliczności - szli ku Niepodległej: drogami walki zbrojnej, modlitwy, pracy, duchowego wzrostu... Nie zwątpili, że przyjdzie Polska w imię Pana. W burzliwe polskie dzieje wnosili troskę i pragnienie zbudowania ładu w Ojczyźnie: politycznej wolności, moralnych zasad, sprawiedliwości, społecznej miłości, która cementuje wspólnotę Narodu.

IV. Prawda jest gwarancją wolności
Umiłowani!
Pamiątka Trzeciomajowej Konstytucji. Święto, którego nie wystarczy przypomnieć okolicznościowym artykułem w gazecie, relacją telewizyjną z państwowych uroczystości, symbolicznym znakiem - choćby tym bardzo pięknym - jakim są narodowe flagi, którymi tego dnia zdobimy nasze domy, balkony, okna. To jest dzień, kiedy te barwy Ojczyzny, biało-czerwone, mają rozświetlić nasze serca, rozbudzić nasze myśli, naszą dumę i radość, że jesteśmy - z woli Bożej - dziećmi polskiej Ojczyzny.
Dobrze tego dnia sięgnąć do tekstu aktualnej Konstytucji uchwalonej 2 kwietnia 1997 roku. Przypomnieć sobie nasze prawa, nasze obywatelskie obowiązki. Bardzo długo ta Konstytucja się rodziła, w sporach, w napięciach, także w swoistej atrofii woli reprezentantów Narodu - posłów i senatorów. To był swoisty paradoks, że niemal przez osiem pierwszych lat polskiej wolności obowiązywała Konstytucja - najwyższy akt w systemie źródeł prawa w państwie - narzucona Polsce w dobie stalinowskiej, w wielu elementach obca polskiemu duchowi.
Osiem lat dyskusji, sporów. Pośród nich sporu, który nas, chrześcijan, szczególnie bolał. O invocatio Dei. O odwołanie się w tekście Konstytucji do Bożego porządku, który dla milionów ludzi tej ziemi stanowi najwyższą wartość i fundament ich życia, co uczynili w ostatnim czasie Węgrzy. "Trzeba, aby prawo ustanowione przez człowieka, przez ludzki autorytet ustawodawczy odzwierciedlało w sobie odwieczną Prawdę i odwieczną Sprawiedliwość, którą jest On sam - Bóg Nieskończonego Majestatu: Ojciec, Syn i Duch Święty". Jeszcze raz powracam do słów Jana Pawła II wypowiedzianych 3 maja 1991 roku do elity Narodu: posłów, senatorów, która miała decydować o kształcie i treści nowej Konstytucji. "Jak ta konstytucja funkcjonuje w naszym życiu? Jaką stanowi dla nas wartość? Czy jej artykuły zachowały żywą treść? Czy odzwierciedlają rzeczywistość? Czy nie są niekiedy jedynie martwą literą?". W preambule do Konstytucji zapisane zostało m.in., że ustanowiono ją "jako prawo podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości...".
Prawo do poszanowania wolności. Jak to prawo definiujemy, rozumiemy, wdrażamy w materię życia? Czy nie zapomina się zbyt często, że prawa do wolności nie wolno oddzielać od praw sumienia i od prawdy? Znów wróćmy do godziny beatyfikacji Jana Pawła II, do słów Ojca Świętego Benedykta XVI, który mówiąc o Jego świadectwie "wiary, miłości i odwagi apostolskiej", stwierdził, że nowy błogosławiony "pomógł nam nie lękać się prawdy, gdyż prawda jest gwarancją wolności".
"Prawda jest gwarancją wolności". Czy o tej zasadzie się pamięta, czy się jej przestrzega w domu Ojczyzny? Zastanówcie się chwilę, Bracia i Siostry, odpowiedzcie na nie. Warto dziś, w sytuacji duchowej, w jakiej znajduje się Polska, przywołać inne ważne wspomnienie związane z osobą Jana Pawła II. Rok 1995. Kilkugodzinna pielgrzymka Ojca Świętego do Ojczyzny. Pamiętna homilia wygłoszona w Skoczowie, wołanie o "ludzi sumienia". A był to przecież czas, kiedy jeszcze przez ulice naszych miast nie przeciągały tzw. parady równości, kiedy na forum publicznym jeszcze tak ostentacyjnie nie podważano praw Bożych, nie szukano wybiegów, aby prawodawstwo dostosować do moralnych wynaturzeń, kiedy nie stawiano Kościoła pod pręgierzem opinii publicznej, zarzucając, że stanowi przeszkodę na drodze do budowy nowoczesnego, otwartego na świat, przyjaznego ludzkim wyborom i wartościom państwa. Jeszcze publicznie nie szydzono z krzyża, jeszcze na warszawskim Krakowskim Przedmieściu nie rozlegały się okrzyki hańby i moralnego nihilizmu: "Uwolnić Barabasza!". Okrzyki traktowane jako manifestacja wolności, swobody wypowiedzi, normalności.
Przeżyliśmy już - i to nader boleśnie - lata propagandy sukcesu. Pamiętamy rozdźwięk między kreowanymi iluzjami a realnym życiem. Zaufanie obywateli zdobywa się nie efektownymi obietnicami, ale uczciwością, nawet wtedy, kiedy trzeba się przyznać do porażek, przysłonić uśmiech programowego optymizmu, przeprosić za to, co się nie udało, przyznać rację tym, którzy wcześniej ostrzegali. Wygodnie za wszelkie zło, zaniechanie oskarżać opozycję. W niej szukać źródła własnych niepowodzeń. To droga donikąd. "Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?" (Mt 7, 3) - pyta Jezus.

V. Okaż nam się, Maryjo!
Umiłowani!
W Konstytucji zostało wyrażone zobowiązanie, "by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne z ponadtysiącletniego dorobku". Czy to zadanie jest spełniane? Czy ma je szansę wypełnić polska szkoła, w której ogranicza się wymiar lekcji historii?
Jan Paweł II na wielkie areopagi świata niósł pamięć miejsc, które go ukształtowały, niósł ducha swej polskiej Ojczyzny, jej dziejową drogę, tak mocno związaną z przesłaniem, jakie płynie z Chrystusowego krzyża. Dał nam wspaniały przykład, jak wypełniając urząd Namiestnika Chrystusowego, głowy Kościoła powszechnego, nie uronić tej miłości, troski, oddania sprawom swej ziemskiej Ojczyzny, która go ukształtowała.
Niechaj będzie wciąż wzorem dla młodych, dla tego polskiego pokolenia, które dojrzewa, które szuka, często po omacku właściwej drogi. I które ją często - wbrew pochopnym opiniom - odnajduje. Z radością patrzyłem na rzymskie tłumy polskiej młodzieży, na ich entuzjazm, na ich radość uczestnictwa w beatyfikacji Tego, który do ostatnich swych dni, mimo krzyża choroby, zachował młodość serca, myśli i wrażliwości, który ufał młodzieży i cieszył się nią - nadzieją świata i Kościoła.
Ten świąteczny dzień jest dniem zakorzenionym w nadziei, bo Polska zasłużyła - swoją drogą, swoim doświadczeniem dziejowym - na jeden pewny i skuteczny program: duchowego zmartwychwstawania. Wczoraj kardynał Stanisław Dziwisz na placu św. Piotra przywołał księgę Ewangelii, którą wiatr zamknął 6 lat temu. Teraz otworzył na nowo księgę beatyfikacji Jana Pawła II prowadzącą do duchowego zmartwychwstania.
Podjęcie tego jest niezbywalnym obowiązkiem, powinnością, zadaniem dla tych wszystkich, którzy nie zgasili polskiego ducha, nie zmarnotrawili polskich wartości, nie sprzeniewierzyli się dziedzictwu Konstytucji 3 Maja, dziedzictwu 11 listopada 1918 roku, programowi polskiej nadziei, że przyjdzie Polska w imię Pana, silna duchem pracy ludzkiej, wspólnotą nadziei, wiarą, że jest dziełem Bożej Opatrzności.
Otwórzcie na ten program wasze serca, Bracia i Siostry. Jesteście solą tej ziemi, dziedzicami tych wartości, których symbolem jest Trzeciomajowa Konstytucja. W jednym z okolicznościowych tekstów, jakie ukazały się w tych dniach, przywołano zdanie z konspiracyjnego pisma sprzed wybuchu Powstania Styczniowego, odnoszące się do Trzeciomajowej Konstytucji: "Polska, wstępując do grobu, przekazała swoim synom miłość, braterstwo i równość w obliczu Boga i całego świata". Jesteśmy dziedzicami tej miłości, tego braterstwa, tej równości, która nie zgasła, która trwa.
I jeszcze czegoś więcej: dziedzicami miłości i służby dla Ojczyzny tych, których imiona umieściliśmy na pomniku, który - zwieńczony znakiem Zmartwychwstałego Chrystusa - stanął w kaplicy Matki Bożej Ostrobramskiej - Matki Miłosierdzia.
Umiłowani!
Wielkich dzieł Bożych nie zapominajcie!
Idźmy wspólną drogą nadziei za Zmartwychwstałym Panem. Nie lękajmy się wyzwań, powinności. Pamiętajmy, że wiele od nas zależy. Od naszych postaw, aktywności. Naszych sumień w służbie prawdy.
Gaude Mater Polonia! Raduj się nasza gdańska diecezjalna wspólnoto!
Mamy nowego orędownika w Niebie. Błogosławionego Jana Pawła II, Papieża, świadka i współtwórcę polskiej historii. Tego, który zna dobrze mowę polskich serc, bo to jest także mowa Jego serca.
Dziękujmy Bogu za Jego świętość.
Dziękujemy za Jego miłość do Chrystusowego krzyża.
Dziękujmy za Jego wspaniałą lekcję zawierzenia Chrystusowi i Jego Matce, której byliśmy świadkami.
Błogosławiony Janie Pawle II uczyłeś nas, co to znaczy być Polakiem, jak miłość ku Ojczyźnie scalać z miłością do Chrystusa i Jego Matki.
Powtarzamy słowa naszego zawierzenia: Okaż się nam, Maryjo... Do Syna swego nas prowadź.
Janie Pawle II - miej w opiece Naród cały.
Janie Pawle II - jak powiedział Ojciec Święty Benedykt XVI - błogosław nam! Amen.
Tytuł pochodzi od redakcji.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my01.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kazania do narodu
PostNapisane: 14 maja 2011, 22:32 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
"Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie"

Homilia wygłoszona podczas Mszy świętej w dniu 11 listopada 2009 roku
Święta Niepodległości

Ks. Abp Sławoj Leszek Głódź Metropolita Gdański

Bazylika Mariacka w Gdańsku

Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony,
Na wieczne czasy bądźże pozdrowiony.
Z Ciebie moc płynie i męstwo.
W Tobie jest nasze zwycięstwo.


Panie Wojewodo Pomorski!
Panie Prezydencie Miasta Gdańska!
Drodzy Kapłani Kościoła Gdańskiego
z Księdzem Infułatem Stanisławem, Proboszczem Bazyliki Mariackiej!
Kombatanci polskich dróg ku Niepodległej!
Czcigodne poczty sztandarowe!
Przedstawiciele władz państwowych i samorządowych!
Bracia i Siostry, uczestnicy Najświętszej Ofiary
sprawowanej w dniu Święta Niepodległości!

Wy wszyscy, którym drogie jest dziedzictwo 11 listopada 1918 roku
- dziedzictwo Rzeczypospolitej wiernej Chrystusowi
i tradycjom ojczystym!

11 listopada. Szczególna data w polskim kalendarzu. Święto Niepodległości.
Dzień pamięci, wdzięczności i myśli kierowanych ku Ojczyźnie.

Sens tego dnia rozumieją dobrze ci, dla których pojęcia: naród, państwo, ojczyzna wciąż wiele znaczą. Nie są tylko abstrakcyjnymi terminami. Przeciwnie - budzą emocję, zakorzeniają we wspólnocie historii, kultury, tradycji....
Pisał przed laty Karol Wojtyła:
" ... dziedzictwo, na które składały się pokolenia, stulecia, osiągnięcia i upadki, zwycięstwa i klęski, w każdym z nas jakoś się zakorzenia i nawarstwia. Nie żyjemy poza tym - to jest nasza dusza" ("Myśli o papiestwie i narodzie").

I. "Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie"

Te słowa: naród, państwo, ojczyzna, nas Polaków, prowadzą także ku dziedzictwu wiary. Polski naród - jesteśmy tego świadomi - od początków swych historycznych dziejów związał swe losy z Chrystusem. Z Jego Krzyżem, z Jego Zmartwychwstaniem, z Jego Matką, którą praojcowie nasi obrali za Królową Polskiej Korony, z Jego Kościołem.
" Ty jesteś moim Ojcem, Bogiem moim i Skałą mojego ocalenia"(Iz 61, 27) - polskie pokolenia z ufnością i pewnością powtarzały te słowa zaczerpnięte z Psalmu 89 (88), które rozległy się przed chwila i w tej gdańskiej, czcigodnej świątyni.

"Ojczyznę wolną, racz nam zwrócić Panie".

Poprzez XIX wiek - wiek niewoli narodowej - z wielu polskich serc biegło to błagalne wołanie. Wołanie ufnych serc. Wołanie zbrojnych, powstańczych czynów. Wołanie wywiedzione z myśli, pracy, twórczości przewodników i wychowawców narodu.
Wołanie kapłanów, tych, co "opatrywali rany serc złamanych, zapowiadali wyzwolenie jeńców i więźniom swobodę" (por. Iz 61,1), głosili Ewangelię nadziei.

Przed miesiącem Ojciec Święty Benedykt XVI wyniósł do chwały świętych jednego z polskich kapłanów doby niewoli narodowej,
arcybiskupa Warszawy Zygmunta Szczęsnego Felińskiego.
Powiedział o nim podczas kanonizacji, że był
"wielkim świadkiem wiary i duszpasterskiej miłości w czasach bardzo trudnych dla narodu i Kościoła w Polsce".

Święty Arcybiskup Warszawy. Jeden z kapłanów doby niewoli narodowej, wiernych prawom Bożym i wsłuchanych w głos Ojczyzny. Trzeci spośród świętych polskich - obok Adama Chmielowskiego i Rafała Kalinowskiego - w których życiu i posłudze tak mocno odcisnął się tamten zbrojny zryw narodu - Powstanie Styczniowe 1863 roku.

Z trudu i znoju pokoleń, Polska powstała, by żyć!

II. Dziękujemy Bożej Opatrzności za tamten dzień

11 listopada 1918 - pierwszy dzień polskiej wolności.
Tego dnia Józef Piłsudski przyjął od Rady Regencyjnej najwyższą władzę wojskową, a po kilku dniach, 14 listopada, także cywilną.


Pierwszy dzień polskiej - tylko polskiej - odpowiedzialności za kształt państwa, za jego urządzenie, także za jutro ojczyzny.

Wielu ten dzień zaskoczył, wielu zdziwił, wielu uradował, wielu także pozostawił obojętnymi lub nie dającymi wiary.

Polska, powstała by żyć... A to zmartwychwstanie do życia w wolności było - powie Jan Paweł II - "dojmującym owocem duchowego dojrzewania oraz heroicznych poświęceń wielu".

Znamy wojenne czyny polskich formacji, które pod różnymi znakami toczyły dobry bój, aby z ich krwi, odrodziła się ta, co nigdy w sercach nie zginęła - Polska. Zarówno podczas Wielkiej Wojny, i wkrótce po jej zakończeniu, w walkach o granice państwa, w zmaganiach z bolszewicką Rosją.
Tę ofiarną drogę ku Polsce symbolizuje Grób Nieznanego Żołnierza na warszawskim placu Marszałka Józefa Piłsudskiego - ołtarz Ojczyzny.

Altare della Patria - jak to określają Włosi.

W tym świątecznym dniu przywołujemy nazwiska tych najwybitniejszych: wodzów, polityków - przewodników polskich dróg ku wolności.
Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Wincenty Witos, Jan Ignacy Paderewski, Józef Haller, Józef Dowbor-Muśnicki...
Różnili się między sobą osobowościami, poglądami, drogami życia. Łączył ich przecież wspólny rys: troska o narodowy interes, o polską rację stanu, o państwo, które dopiero poczęło wznosić zręby swego gmachu.

Za wschodzącą jutrzenkę "zmartwychwstania Polski" dziękował Panu Ojciec Święty Benedykt XVI. Dziękowali pasterze Ojczyzny tamtej epoki.:
"Spojrzał Bóg na ucisk swojego ludu w niewoli(...)oddał nam wolną, niezależną i zjednoczoną ziemię Ojców naszych.

Tak jest. Z łaski Boga jesteśmy wolni w wolnej naszej Polsce" - to słowa arcybiskupa Aleksandra Kakowskiego, metropolity warszawskiego.

Umiłowani!

Dziękujemy dziś Bożej Opatrzności za tamten dzień, który dał nam Pan dziewięćdziesiąt jeden lat temu. Dzień kluczowy, dzień graniczny, dzień symbol. To o tę graniczą datę - dzień 11 listopada 1918 roku - wspierało się później jakże wiele czynów synów i córek naszej ojczyzny - wywiedzionych z miłości, odpowiedzialności, służebnej postawy wobec Polski.

Bądźcie pozdrowieni obecni dziś w tej świątyni bracia spod znaku 11 listopada - kombatanci II wojny światowej, żołnierze polskich dróg ku Niepodległej.

Bądźcie pozdrowieni kombatanci antykomunistycznego podziemia, którzy w powojennych latach - mimo ofiar i prześladowań - nie zeszliście z drogi 11 listopada.

Bądźcie pozdrowieni ludzie "Solidarności". Otwieraliście swoje serca na dziedzictwo 11 listopada, na dziedzictwo Polski Niepodległej.

Bądźcie pozdrowieni wy wszyscy, przedstawiciele starszej generacji, którzy w latach zniewolenia i ucisku, kiedy nakazano nam iść drogą 22 lipca, pozostaliście wierni wartościom 11 listopada:
wolności, niezawisłości, niepodległości, narodowej godności.


Przekazywaliście te wartości swoim dzieciom. Nie traciliście nadziei, że Pan wyprowadzi nas z domu niewoli. Nie zawiedliście się. Nadszedł taki dzień, że do sytuacji jaka nastała w naszej ojczyźnie mogliśmy odnieść słowa z Księgi Kapłańskiej: "Ja rozbiłem drągi waszego jarzma i dałem wam możność chodzenia z podniesioną głową" (Kpł 16,13).

"Pan da siłę swojemu ludowi, Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju"(Ps 29 (28) 11).

III. "Nie dawajcie miejsca diabłu (Ef 4,32)"

Umiłowani!

Przez lata mej posługi Biskupa Polowego Wojska Polskiego głosiłem w dniu 11 listopada kazania, pierwszy raz w 1992 roku, w warszawskiej Archikatedrze pw. Świętego Jana Chrzciciela, później w Bazylice pw. Świętego Krzyża w obecności przedstawicieli najwyższych instytucji życia narodu.

Przypominałem z roku na rok, że wolność, ta która przyszła w 1918 i w 1989 roku - uzyskana kosztem tak wielkich ofiar, zobowiązuje. Trzeba z niej korzystać w sposób odpowiedzialny, szanować ją, nie pomniejszać jej. Nie należy mówić - bo to wielki fałsz - że była dziełem przypadku, rezultatem szczęśliwego zbiegu zewnętrznych okoliczności.

I nie dość tego powtarzać także dziś, wobec was, Drodzy Diecezjanie, szczególnie wobec młodego pokolenia.

Mamy świadomość, że zbyt często neguje się dziś przydatność i wartość patriotyzmu, ojczyzny, świadomości narodowej. Niekiedy wręcz wartości te się deprecjonuje, ośmiesza, kpi z nich i urąga. Przeciwstawia im atrakcyjność tej innej, specyficznej "ojczyzny" - opatrzonej cudzysłowem - bez granic, bez paszportów, bez zobowiązań - otwartej na oścież Europy, utylitarnej i pragmatycznej, obojętnej dla narodowego dziedzictwa, dla wartości historycznych.

Umiłowani!

Tamten listopadowy dzień sprzed dziewięćdziesięciu jeden laty uświadomił - i dalej to czyni - wartość, znaczenie, potrzebę państwa. Własnego. Wolnego. Niezawisłego.

Ten budowany od podstaw gmach polskiego państwa nie był idealny, pojawiały się na nim rysy, pęknięcia. Były w tamtej Polsce rachunki krzywd, społeczne i polityczne napięcia, także dramaty.

Ale obok tego, co było małe, niedoskonałe, niekiedy wręcz podłe, płynął wartki, mocny, dominujący nurt: patriotyzmu, zrozumienia i szacunku dla własnego państwa. Kształtowany w polskich rodzinach, w Kościele, w szkole.
Ileż entuzjazmu, ofiarności, ciekawości wywoływała budowa Gdyni.

Z najdalszych stron Polski ciągnęły wycieczki, aby zobaczyć ten cud budowy na nadmorskich piaskach nowoczesnego miasta i portu - okna na świat II Rzeczypospolitej.

Jakże bogate owoce ten system wychowawczy wydał w latach II wojny światowej! Fenomen Polskiego Państwa Podziemnego.
Jego siła zbrojna - Armia Krajowa, konspiracyjne szkolnictwo, oświata, sądownictwo, prasa i wydawnictwa.... Na wołanie ojczyzny, na wezwanie Podziemnego Państwa Polskiego, poszły do żołnierskiej podziemnej służby tysiące - przysięgając na Chrystusowy Krzyż.

Inni szli pod polskie znaki, do polskiego wojska na obczyźnie, na Zachodzie, na Wschodzie. Znaczyli swą drogę ku polskiej wolności krzyżami na żołnierskich cmentarzach na Monte Cassino, w Bolonii, w Belgii, na Bliskim Wschodzie.
Obrońcy Europy: jej chrześcijańskiego ładu, jej odwiecznej kultury czerpiącej z ewangelicznego źródła.
Żołnierze, których zdradził świat. Żołnierze Polski Niepodległej, wiernych dziedzictwu 11 listopada 1918 roku.

Są dziś pośród nas. Cześć Wam i uchwala. Dobrze zasłużyliście się Ojczyźnie, która powstała z waszego trudu i znoju - by żyć!


Umiłowani!

Czy dziedzictwo 11 listopada stanowi wartość trwałą, mocną, bezdyskusyjną, fundamentalną, dla tych, co dziś stanęli za sterem polskiej nawy państwowej?

Dzień 11 listopada - poważna i głęboka refleksja nad nim - wyostrza, jakby jeszcze mocniej rozświetla prawdę znana, prawdę oczywistą. Państwo polskie nie jest własnością jakiejkolwiek rządzącej partii czy koalicji, choćby była jak najbardziej zadowolonej z siebie, przekonana o słuszności swojego programu, o umiejętności i skuteczności rządzenia.

Chciałoby się przestrzec naszych braci, którzy ster nawy Rzeczypospolitej trzymają:
"Nie dawajcie miejsca diabłu (Ef 4, 32) - w instytucjach państwa, w parlamencie.


Przypomnieć dawno wypowiedziane, a przecież wciąż aktualne, słowa ks. Piotra Skargi, skierowane przed trzystu laty, do włodarzy tamtej Rzeczpospolitej, powołanych nie po to - przypominał kaznodzieja -
"abyście swoich pożytków pilnowali ale dla ludu, który wam Pan Bóg powierzył, abyście nam sprawiedliwość i pokój, który od Pana Boga bierzecie spuszczali".

"Nie dawajcie miejsca diabłu" (Ef 4, 32) - powtórzę raz jeszcze.

Nie zapominajcie o dziedzictwie, które stanowi fundament naszej wolności. Dziedzictwie 11 listopada, dziedzictwie Polskiego Państwa Podziemnego, dziedzictwie "Solidarności", dziedzictwie Kościoła, który w najtrudniejszych czasach ducha nie gasił, głosząc Ewangelię nadziei. I dziedzictwa Jana Pawła II.

Potrzeba powiewu tego polskiego ducha - tak jak kiedyś potrzeba było ożywczego wiatru od morza, wiatru "Solidarności".
Może pod jego działaniem osłabnie dominacja ideologii indywidualistycznej, która programowo ignoruje czy wręcz niszczy narodowe wartości i tradycje, może mniej agresywny stanie się antynarodowy kosmopolityzm, który powoduje erozję wartości, państwa, narodu, ojczyzny...

To tylko sygnały zagrożeń, wątpliwości, pytań, które stawiają różne środowiska zatroskane jutrem Polski, stawia je także Kościół.

Święto Niepodległości to właściwy czas, aby je stawiać. Bo to Święto Dziękczynienia, to dzień uważnego patrzenia na bieg polskich spraw, dzień refleksji i dzień troski, tej autentycznej, płynącej z polskich serc, ze źródła miłości do tego, co polskie, co nasze...

Wam, Bracia, którzy związani jesteście z instytucjami państwa, ze służbą publiczną, także z instytucjami samorządowymi, przypominam - ku refleksji - słowa Romana Dmowskiego jednego z najwybitniejszych budowniczych Polski Niepodległej:

"Bytu Polski ryzykować, jej przyszłości przegrywać nie wolno, ani jednostkom, ani organizacji jakiejkolwiek, ani nawet całemu pokoleniu.
Bo Polska nie jest własnością tego czy innego Polaka, tego czy innego obozu, ani nawet jednego pokolenia".


Przypominam te przenikliwe, ważne słowa w Gdańsku, mieście , które tak wielką role odegrało na polskich drogach ku wolności.

IV. Usuwanie krzyży to standard bezprawia i nowej niewoli

Umiłowani!

Niepodległość naszej ojczyzny kształtowała się w znaku krzyża. Znaku Chrystusa. Znaku Odkupieńczej Miłości. Znaku Zwycięstwa. Znaku transcendentnej nadziei.

O crux, ave, spes unica - O Krzyżu, bądź pozdrowiony, jedyna nasza nadziejo!

Krzyż znak Polski. Znak polskich dróg ku Niepodległej. Stanął na pantyrskiej, karpackiej przełęczy, przez którą szli żołnierze Józefa Hallera - "Dla Ciebie, Polsko, i dla Twojej chwały". Znaczył mogiły młodych żołnierzy Powstania Warszawskiego - na warszawskich podwórkach kamienic, skwerach, trawnikach.

Wystrzeliły w niebo trzy gdańskie krzyże, upamiętniające ofiarę robotników Wybrzeża, tamtą godzinę, kiedy "za chleb i wolność, Janek Wiśniewski padł". I tylu innych!

Krzyż Chrystusa, na którym zawisło zbawienie świata.

Drzewo przenajszlachetniejsze, "gdzie Bóg, Król świata całego, dokonał życia swojego". Krzyż wzrasta w naszą niepodległość. Krzyż Niepodległości. Krzyż "Virtuti Militari" - cnocie wojskowej.

Krzyż - znak, któremu sprzeciwiać się będą!


Wiemy, co zdarzyło się kilka dni temu w Strasburgu, mieście Europy, której historia, kultura od stuleci rozwijała się w znaku krzyża.

Werdykt Europejskiego Trybunału Praw Człowieka: krzyż, który wisi we włoskiej szkole, jest nie do pogodzenia z zasadami demokracji. Obecność krzyża w szkolnej sali - zdaniem sądu - zagraża ludzkiej wolności, przynieść może "straty moralne" spoglądającemu na nie dziecku. Dziecku, którego rodzice są ateistami, zaangażowanymi w walkę z Bogiem, Kościołem, katolicką religią.

I to ma być wolność? Przecież to nowa niewola. Nowy dyktat. Ileż arogancji jest w tej decyzji podjętej przez instytucję Unii Europejskiej, która narzuca swoje prawa, swoje poglądy niezgodne z tradycją społeczności do których są kierowane. Pogarda dla 90% Włochów.

Życie narodów europejskich, kształtowało od wieków chrześcijaństwo, to z niego wyrastała europejska cywilizacja i kultura. Religia chrześcijańska ma wymiar społeczny, wspólnotowy. Ma prawo - właśnie w imię właściwie zrozumianej wolności ludzkiej - do umieszczania, także w miejscach publicznych, symboli swojej religii, do okazywania im czci.
Dziękujemy Ks. Kard. Tarcisio Bertone za zdanie: "Nowa Europa zamiast krzyża chce dyni".

Jedna z gazet polskich napisała, że wyrok wydany w Strasburgu tworzy "standard rozumienia praw i wolności". To raczej standard bezprawia i nowej niewoli! To znak nienawiści skierowany przeciw chrześcijaństwu, przeciwko religii Miłości, przeciwko tej ogromnej liczbie obywateli Europy, którzy zawierzyli Krzyżowi i Temu, który na nim umarł - dla naszego zbawienia.
"Umiłowawszy swoich... do końca ich umiłował" (J 13,1).

"Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym".

Pamiętamy to wołanie, to zalecenie, to zadanie, jakie postawił przed nami 6 czerwca 1997 roku Ojciec Święty - w Zakopanem, patrząc na krzyż umieszczony na szczycie Giewontu.

Był świadom zagrożeń, jakie płyną od destrukcyjnych sił, od nieuporządkowanego świata, od wrogów chrześcijaństwa.

"Brońcie krzyża!" - wołał. Obronimy Ojcze Święty! No pasarán!

Brońcie krzyża, Bracia i Siostry, jeśli przyjdzie taka potrzeba, taka godzina!

Brońcie krzyża, tak, jak niegdyś ojcowie wasi, bronili polskiej wolności!

Będziemy bronić krzyża, bowiem jest częścią naszej Niepodległości!

Brońcie krzyża, bo tylko pod tym znakiem Polska będzie Polską, a Polak Polakiem!

Brońcie krzyża!

"W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie. W krzyżu miłości nauka".

Umiłowani!

Ewangelia dzisiejszego dnia przybliża nam dzień Sądu, obraz Syna Człowieczego, zasiadającego na końcu dziejów "na swoim tronie pełnym chwały" (Mt 25, 31), przed którym gromadzą się "wszystkie narody". Ci, którzy tam staną będą sądzeni wedle miary Miłości.

Adresatem tej miłości, z której będziemy zdawać sprawę Chrystusowi, jest też ojczyzna, wspólnota wiary, jedności, miłości.

Idźmy jej drogami za Chrystusem i z Chrystusem. Idźmy z nadzieją, że tam, w ostatniej godzinie, usłyszymy słowa Syna Człowieczego:

"Pójdzie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata".

Boże, błogosław Ojczyźnie naszej - Polsce Niepodległej!

Amen.



Ks. Abp Sławoj Leszek Głódź Metropolita Gdański

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=101610

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /