Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 89 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 10 lut 2011, 22:46 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3195
Aerolit napisał(a):
Po prostu prostacki pokaz patriotycznych wzruszeń.
I już go nie ma. :shock:

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 15 lut 2011, 14:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.piotrskarga.pl/ps,6640,2,0,1 ... macje.html

Ks. płk Żarski: patriotyzm musi odzyskać swą rangę


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 24 lut 2011, 18:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2011/02/19/oj ... nstwowcem/

Patriotyzm to jest słowo niemodne, ale bycie patriotą nie przeszkadza w biznesie czy sporcie wyczynowym. To wręcz pomaga w osiąganiu wyników sportowych, bo dostarcza większej motywacji. Rodzina Radwańskich nie wstydzi się godła czy biało-czerwonej flagi. My się tym afiszujemy” – mówi Piotr Radwański, były zawodnik, ojciec i trener czołowych polskich tenisistek Agnieszki i Urszuli Radwańskich, w rozmowie z Filipem Rdesińskim.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 16 lip 2011, 09:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Profesor ojciec Innocenty Józef Maria Bochenski

„O PATRIOTYŹMIE”

I. DEFINICJA PATRIOTYZMU


Przedmiot patriotyzmu

Istnieje dość zawiły spór na temat przedmiotu patriotyzmu, czyli znaczenia słowa „ojczyzna”. Spór ten nie tylko nie został rozstrzygnięty przez Kościół, ale nawet nie ma odnośnie do niego zgodnego poglądu myślicieli katolickich. Jasnym tego dowodem jest ankieta o nacjonalizmie, przeprowadzona przez Vaussarda, z której okazuje się, że różni wybitni myśliciele katoliccy zakładają najróżniejsze pojęcia ojczyzny, z czego wtórnie wynikają najróżniejsze postawy wobec patriotyzmu. Wśród wielu kierunków, jakie można w Kościele wyśledzić, wyróżnimy i obierzemy kierunek reprezentowany przez myślicieli polskich, których najwybitniejszym przedstawicielem jest jeden z czołowych etyków katolickich współczesnej doby o. Jacek Woroniecki O. P.
Czynimy tak z następujących względów:
1) Myśliciele i pisarze polscy pierwsi obok Włochów doszli do skrystalizowania pojęcia narodu, w odróżnieniu od państwa, rasy i grupy językowej - wskutek czego naturalną jest rzeczą, że polska myśl katolicka jaśniej niż inne uświadamia sobie dzisiaj poprawne definicje i twierdzenia w tej dziedzinie.
2) Nie jest nam znana żadna inna katolicka teoria ojczyzny równie konsekwentna i wykończona jak teoria polska. Na ogół zagadnienie to jest u nie-Polaków w stadium zalążkowym i przedstawiane bywa dość chaotycznie.
3) Wreszcie, mając na celu zastosowanie tej teorii do patriotyzmu polskiego, wydawało się najbardziej celowym wzięcie jej od polskich myślicieli, którzy niewątpliwie specyficzne potrzeby polskie lepiej od innych rozumieją i umieją steoretyzować, podczas gdy dyskusja jest wolna i każdemu wolno zajmować takie stanowisko, jakie mu się wyda najtrafniejsze.
Nie potrzebujemy dodawać, że teorię tę uważamy sami za jedynie prawdziwą; autor niniejszych stronic pracował nad jej rozbudową w ciągu szeregu lat i w pełni przyjmuje odpowiedzialność za każdą jej tezę.
Pojęcie ojczyzny

Zgodnie z teorią polską, ojczyzna jest przedmiotem ontologicznie złożonym, choć etycznie prostym. Nie jest więc ojczyzną ani sam kraj (choć etymologia zdaje się to sugerować), ani sama grupa ludzka (np. grupa Polaków współczesnych), ani tym bardziej, samo państwo polskie, ani inne podobne przedmioty, ale to wszystko razem. Natychmiast nasuwa się pytanie, pod jakim kątem widzenia jest ten zespół różnorodnych rzeczy i cech ujęty, gdy mówimy o miłości ojczyzny - gdyż nie może ulegać wątpliwości, że cała komplikacja materialna ojczyzny nie zmniejsza w żadnym stopniu jedności formalnej patriotyzmu. Chodzi więc o ustalenie cechy, która sprawia, że do tych wszystkich przedmiotów odnosimy się jako do jedności, jedną prostą postawą, zwaną patriotyzmem.
Idąc za myślą św. Tomasza z Akwinu (u którego jednak wyraźnej teorii pod tym względem brak), kraj, gromadę ludzką, historię, kulturę itp. zwane ,,ojczyzną” ujmujemy, gdy o patriotyzm chodzi, pod kątem widzenia źródła naszego bytu, pojętego wszechstronnie, a więc zarówno fizycznie jak i duchowo. Jesteśmy takimi jakimi jesteśmy, dlatego żeśmy się w takim kraju, klimacie, w takich warunkach biologicznych i z takich rodziców urodzili, żeśmy się w takiej kulturze wychowali, że oddziaływały na nas zebrane w ciągu wieków i potężnie działające wpływy wszelkiego rodzaju, od fizyko-chemicznych do religijnych włącznie. Ojczyzna to zatem rzeczywiście coś podobnego do ojca czy matki i nie myli się tradycja wielu ludów, gdy ją ,,matką” nazywa (motherland).



Prymat kultury

Byłoby jednak błędem sądzić, że wszystkie wymienione czynniki odgrywają w etycznym pojęciu ojczyzny równą rolę: na pierwszym miejscu stoją i znakomicie przeważają nad innymi czynnikami - kulturalne. Można to udowodnić i empirycznie i a priori. Empirycznie, przez wskazanie na wielu ludzi urodzonych poza granicami Polski, a jednak przyznających się całą duszą do polskości - albo na innych, którzy z obcych rodziców pochodzą, a jednak, żyjąc długo w Polsce, za Polaków szczerze się zaczynają uważać. A priori rzecz jest również oczywista, jeśli zważymy, że aczkolwiek człowiek nie jest tylko duchem, to jednak jest przede wszystkim istotą duchową i w jego życiu etycznym główną rolę odgrywają czynniki duchowe - a więc kultura. Choć więc nie będzie to zupełnie ścisłe, możemy powiedzieć, że przyznanie się do określonej ojczyzny jest przede wszystkim przyznaniem się do pewnej kultury narodowej. Powiedzenie to jest w każdym razie znacznie trafniejsze niż np. formalistyczne określenie narodowości przez obywatelstwo (pospolite u Francuzów) i niż rasizm niemiecki, będący poza tym, w świetle wyników antropologii polskiej, teorią sprzeczna z wszelkimi danymi faktycznymi.



Dwojakie podejście etyczne do ojczyzny

Do ojczyzny tak pojętej podchodzić możemy dwojako: jako do czegoś bardzo nam bliskiego (ojcowskiego) oraz jako do pewnego narzędzia i odblasku Boskiej chwały w świecie, z którym jesteśmy szczególnie związani. Te dwa podejścia opierają się z punktu widzenia katolickiego ostatecznie na tej samej podstawie, a mianowicie na miłości ku Bogu, którego nasza ojczyzna jest narzędziem, i którego chwałę reprezentuje. Niemniej chodzi tu o dwie różne cnoty.
a) Na pierwszej drodze mamy do czynienia z cnotą podobną do cnoty religii, tzn. miłości rodziców i wdzięczności. A mianowicie, chodzi o pewien obowiązek zaciągnięty przez nas wobec ojczyzny, której zawdzięczamy, pośrednio lub bezpośrednio, niemal wszystko czym jesteśmy: ideały, w które wierzymy, cnoty, które posiadamy, naszą kulturę estetyczną, nasze specyficzne zwyczaje, wychowanie, aż do cech biologicznych. Tak pojęta ,,miłość ojczyzny” jest pod-działem prawości, nie miłości właściwej, i oczywiście, obowiązuje w sposób podobny do pierwszej.
b) Na drugiej drodze chodzi o zrządzenie woli Bożej, które uczyniło nas współodpowiedzialnymi za pewien odblask Boskiej świetności, przejawiający się we wszystkim co ojczyzną nazywamy, a więc w krajobrazie, dziejach, tradycji, religii, obyczaju, nauce i sztuce ojczystej. Zgodnie z pierwszym przykazaniem miłości winniśmy bowiem „miłować Boga ze wszystkich sił naszych” - co oznacza według katechizmu ,,chwalenie Boga”, a więc szerzenie Jego chwały. Otóż znakomitą częścią chwały Bożej, za którą odpowiadamy na ziemi, jest niewątpliwie wszystko co piękne i dobre wokoło nas i w nas - a w pierwszym rzędzie kultura ojczysta. Służba tej kulturze jest zatem wynikiem przykazania miłości Boga - i patriotyzm pod tym kątem widzenia ujęty jest cnotą pochodną w stosunku nie do sprawiedliwości, ale do miłości.



Patriotyzm jako dział sprawiedliwości

Jako dział sprawiedliwości, patriotyzm ma przede wszystkim siedzibę nie w uczuciu, ale w woli: jest pewną sprawnością woli, pozwalającą na energiczne i stosunkowo łatwe pełnienie obowiązku wobec ojczyzny. Nie jest on więc uczuciem - aczkolwiek uczucie patriotyczne może walnie się przyczynić do jej należytego działania. Nie ten więc jest dobrym patriotą, kto ma najgorętsze uczucia patriotyczne, ale ten, kto potrafi najlepiej swój obowiązek patriotyczny spełnić, innymi słowami - ten, kto ma najsilniejszą po temu wolę.
Istnieje jednak dwojaka różnica między sprawiedliwością pospolitą, tj. wymienną, a miłością Ojczyzny.
l) Podczas gdy w dziedzinie sprawiedliwości wymiennej dług jest zawsze ściśle określony (w zasadzie) i skończony, w dziedzinie patriotyzmu, podobnie zresztą jak gdy chodzi o religię i miłość rodziców, winniśmy drugiej stronie wszystko czym jesteśmy i nie potrafimy nigdy naszego długu w pełni spłacić - tak że jest on dla nas w pewnym tego słowa znaczeniu nieskończonym.
2) Podczas gdy kontrahent albo pokrzywdzony jest zawsze czymś zupełnie różnym od nas (jako taki), czymś obcym i zewnętrznym, w dziedzinie miłości ojczyzny zachodzi stosunek części do całości: ojczyzna nie jest obcym kontrahentem, ale czymś większym od nas, czego jesteśmy tylko częścią - analogicznie do sytuacji w religii i miłości rodziców.
Nie wynika z tego, by obowiązki wobec ojczyzny nie posiadały mocy czysto prawnej, charakterystycznej dla sprawiedliwości - ale posiadają one równocześnie jeszcze inny charakter, czegoś bardziej, jeśli wolno się tak wyrazić, intymnego, silniej związanego z naszą osobowością, i w konsekwencji (jak w braku innego wyrażenia mówimy), świętszego - podobnie jak obowiązki wobec rodziców. Zastrzec się należy, że wyrażenie ,,świętszy” nie jest ścisłe, gdyż świętość jest wartością innego jeszcze, wyższego typu. Chodzi o wypowiedzenie myśli, że wartość reprezentowana przez ojczyznę jest wartością wyżej cenioną niż np. wartość zwykłej uczciwości.



Patriotyzm a sprawiedliwość uniwersalna

Ze stanowiska katolickiego nie może być oczywiście, mowy o takim patriotyzmie, który by nakazywał gwałcenie zasad sprawiedliwości uniwersalnej, należnej każdemu człowiekowi. Co więcej, stojąc na wyłożonym powyżej stanowisku, nie można nie uznać, że stosunek owej specjalnej sprawiedliwości, łączący nas z ojczyzną, posiada odpowiednik w sprawiedliwości tego samego typu, wiążącej nas z ludzkością jako całością, a ściślej z chrześcijaństwem i Europą. Zawdzięczamy niewątpliwie bardzo wiele tym większym od naszej ojczyzny źródłom: tak np. nie bylibyśmy, my Polacy, tym, czym jesteśmy, gdyby nie wysiłek myślicieli i artystów greckich, gdyby nie świętość misjonarzy włoskich i irlandzkich. Wyrwanie ojczyzny własnej z większej wspólnoty jest niewykonalne, gdyż traci ona przez to własny sens i oblicze. Rzecz przedstawia się tak, że kultura np. polska stanowi pewien odcień kultury chrześcijańskiej, odcień niewątpliwie świetny i ważki, ale pozbawiony sensu bez podstawy ogólnej.
Niemniej więzy sprawiedliwości łączące nas z ojczyzną są ściślejsze, podobnie jak więzy miłości rodzinnej ściślej obowiązują niż więzy np. koleżeństwa czy dalekiego pokrewieństwa. Sprawiedliwość wymaga od nas więcej w stosunku do ojczyzny niż do innych, choć nie znosi bynajmniej obowiązków wobec innych.



Patriotyzm a miłość uniwersalna

Podobnie przedstawia się położenie w dziedzinie miłości. Zgodnie z przykazaniem miłości Boga winniśmy miłować Go we wszystkim co piękne i dobre, gdziekolwiek byśmy je znaleźli - i patriotyzm połączony z nienawiścią obcej kultury jest oczywiście z punktu widzenia katolickiego nonsensem, gdyż przeczy zasadzie, na której sam jest oparty. Ale tutaj także istnieje odwieczna nauka o stopniach miłości. Odnośnie do ludzi wiemy wszyscy, że winniśmy bardziej miłować dziecko własne niż brata, bardziej brata niż sąsiada, bardziej sąsiada niż obcego, bardziej rodaka niż cudzoziemca. To samo dotyczy także odblasku chwały Bożej w kulturze narodowej i innych składnikach ojczyzny. Choć wszystko winniśmy miłować co dobre i piękne, istnieje ścisły obowiązek większej miłości ku tym rzeczom i cechom, które zrządzeniem Opatrzności stały się naszym ściślejszym udziałem. I tu więc miłość ojczyzny, nie znosząc miłości uniwersalnej, każe nam bardziej miłować własną ojczyznę niż cudzą.



Pierwszeństwo ojczyzny

Nasuwa się tutaj pozornie trudne pytanie: dlaczego właśnie ojczyznę miłujemy i każemy miłować bardziej niż inne wspólnoty, szersze, albo mniejsze. Gmina jest wspólnotą mniejszą od ojczyzny, a jednak interes gminy winien, według przyjętych obecnie powszechnie norm, ustąpić interesowi ojczyzny - co więcej, nawet interes rodziny każe normalne polskie sumienie poświęcić interesowi Polski. Podobnie Europa jest wspólnotą większą niż Polska, a jednak nigdy sumienie nie żąda od nas zapomnienia o interesach polskich na rzecz europejskich. Nasuwa się pytanie, czy owa norma moralna ma uzasadnienie, a jeśli tak, to jakie.
Wypada tutaj najpierw powiedzieć, że zagadnienie postawione abstrakcyjnie nie ma sensu, gdyż niemal każda ojczyzna odgrywa w życiu jednostek odmienną rolę niż jakakolwiek inna. Sens ma natomiast pytanie, czy w owym długim szeregu różnych wspólnot istnieje zawsze taka, która posiada pewien prymat nad innymi i dlaczego. Otóż wydaje się, że niewątpliwie tak jest: a mianowicie wydaje się, że kultura, najważniejszy składnik ojczyzny, jest zawsze dziełem pewnej określonej jednostki terytorialnej i społecznej, która jako taka znacznie większych nabywa praw do naszej służby niż pozostałe.
W Polsce taką jednostką niezmiernie przewyższającą inne swoim znaczeniem kulturalnym, a więc i wpływem na to, czym jesteśmy, i co za tym idzie, prawem do nas, jest Polska jako całość. To czym jesteśmy duchowo (a to jest czynnik w człowieku najważniejszy), jest w znacznej mierze jej zasługą; żadna rodzina, gmina, dzielnica, a także - zdaniem piszącego te słowa - Europa jako całość, nie mogą się równać z nią wpływem.
Stąd istnieje prymat miłości ojczyzny przed innymi miłościami, pomijając już względy specjalne występujące w etyce wojennej, o których tutaj pisać nie możemy.
Wypada jednak zaznaczyć, że ojczyzna jest już z wymienionych względów przedmiotem skończonym w czasie i prawdopodobnie przyjdzie czas, w którym jej miejsce zajmą inne, być może większe, być może mniejsze, przedmioty. Obecnie jednak w Polsce, o prymacie ojczyzny nad innymi przedmiotami miłości wątpić nie można i bodaj długi czas upłynie, nim cokolwiek się w tym położeniu zmieni.



Przyznanie się do ojczyzny

Do kogo stosują się sformułowane powyżej normy etyczne? Tj., innymi słowami, kto grzeszy, o ile inną miłość stawia ponad miłość np. Polski? Teoretycznie odpowiedź jest prosta: ten, kto jest Polakiem, tj. czyja osobowość została ukształtowana przez Polskę. Niestety, w praktyce nie zawsze można to określić wystarczająco jasno, i prawnicy, z braku tej jasności, nigdy prawdopodobnie nie zgodzą się na wprowadzenie do prawa nawet pojęcia ojczyzny. Są wprawdzie liczne wypadki, gdzie nie może ulegać wątpliwości, że dany człowiek obowiązki wobec tej czy innej ojczyzny posiada.
Tak np. człowiek o polskim nazwisku, mający polskich rodziców, wychowany w Polsce i którego językiem potocznym jest język polski, posiada niewątpliwie wszystkie obowiązki Polaka - i gdyby zaparł się polskości, grzeszyłby (prawdopodobnie nawet śmiertelnie), a to dlatego, że nie chciałby spełniać obowiązków wyraźnie na nim ciążących z tytułu wychowania i urodzenia. Ale bywają wypadki mniej jasne, w których decydować musi przyznanie się do danej narodowości.
Nie wynika z tego jednak, by owo przyznanie się zależało od wolnego wyboru. Przynależność do określonej ojczyzny jest pewnym zobowiązaniem wobec dawcy życia i kultury, opartym na pewnych zależnościach faktycznych (urodzeniu, wychowaniu itp.) - z drugiej strony przejawia się w strukturze psychicznej, która określa, że dany człowiek jest Polakiem np., a nie Niemcem. Akt woli nie może zmienić ani owej zależności faktycznej, ani posiadanej struktury duchowej, a mianowicie cech charakteru, zrozumienia dla pewnych wartości, nabytego obyczaju itp. Wobec tego akt zerwania z własną ojczyzną jest etycznie fałszywy czyli grzeszny: stanowi jednostronne zerwanie zobowiązań ciążących na człowieku - jest w dziedzinie sprawiedliwości prostą nieuczciwością (odmową spełnienia obowiązku), a w dziedzinie miłości czymś jeszcze gorszym, co opinia publiczna piętnuje słusznie jako podłość.
Wynika stąd wniosek, że władza ojczysta, ma prawo karać renegatów i w razie, gdyby występowali przeciw własnej ojczyźnie, traktować ich jako zdrajców.
Patriotyzm a religia

Wypada jeszcze rozważyć stosunek patriotyzmu do religii, gdyż pod tym względem panuje wiele nieporozumień. Słowo „religia” posiada co najmniej dwa różne znaczenia: z jednej strony, w sensie szerszym, religia obejmuje wszystko co dotyczy naszego stosunku do Bóstwa - a więc także pogląd na świat, miłość itp.; w drugim ciaśniejszym znaczeniu, „religią” nazywamy pewien pod-dział cnoty sprawiedliwości, skłaniający do oddawania Bogu należnej czci.
l) Jeśli mowa o religii w sensie szerszym, przeciwstawianie jej patriotyzmowi nie ma oczywiście sensu, gdyż cnota patriotyzmu jest jedną z cnót nakazanych przez religię (chrześcijańską) - a jej uzasadnienie etyczne opiera się, jak widzieliśmy, na zasadach miłości Boga. Patriotyzm jest częścią religii w tym szerszym znaczeniu, podobnie jak miłość bliźniego czy zwykła uczciwość.
2) Natomiast, jeśli mowa o religii jako o cnocie specjalnej, różni się ona oczywiście od patriotyzmu, tak jak różni się od niego np. miłość rodziny. Różnica jest zasadnicza, gdyż przedmiotem religii jest sam kult Boga, podczas gdy patriotyzm ma za przedmiot stworzenie, a mianowicie ojczyznę. Stąd mieszanie patriotyzmu z religią jest ubóstwianiem stworzenia i jako takie może mieć charakter bałwochwalstwa. Wynosząc patriotyzm na poziom religii nie podnosi się go, a wręcz przeciwnie, poniża - bo poderwanie innej wartości, wyższej, musi w konsekwencji prowadzić do zniszczenia porządku wartości w ogóle.
3) Skądinąd religia jako cnota i jej przejawy (kult) są składnikiem kultury narodowej i jako takie objęte są patriotyzmem. Tak np. nasze polskie nabożeństwo majowe, nasze obrzędy wielkanocne itp. są niewątpliwie częścią składową kultury polskiej i pielęgnować je należy nie tylko jako przejawy religii, ale także jako składniki naszej ojczyzny.



II. DEONTOLOGIA PATRIOTYZMU


Obowiązek tworzenia cnoty

Cnota patriotyzmu, jak każda cnota, domaga się przede wszystkim własnego rozwoju. A mianowicie, jeśli jakaś cecha charakteru jest doskonałością etyczną, każdy człowiek ma ścisły obowiązek dążenia do jej rozwoju w sobie - w myśl ewangelicznego przykazania ,,Bądźcie doskonałymi, jak Ojciec wasz niebieski doskonałym jest”. Miłość ojczyzny nie może stanowić pod tym względem wyjątku: każdy z nas winien dołożyć wszelkich starań, aby cnota patriotyzmu w nim rosła i wzmagała się przez całe życie. Temu podstawowemu obowiązkowi patriotyzmu poświęcamy trzecią, wychowawczą część naszej rozprawki podkreślając w tym miejscu tylko, że zaniedbanie pod tym względem jest przewiną, za którą przyjdzie kiedyś przed sądem Boskim odpowiedzieć.



Obowiązek samowychowania narodowego

Od powyższej normy różni się, aczkolwiek ściśle jest z nią związana, zasada głosząca, że każdy ma obowiązek rozwijać i potęgować w sobie kulturę ojczysta. Normę tę - mało niestety znaną - łatwo jest uzasadnić, a mianowicie na gruncie powyżej omówionego podejścia do patriotyzmu jako postaci miłości Bożej. Powiedzieliśmy, że ojczyzna reprezentuje pewien odcień Boskiej chwały, za którego rozwój i promieniowanie jesteśmy z mocy zrządzenia Opatrzności współodpowiedzialni.
Jest wolą Boga, aby blask Jego chwały w wielorakich postaciach ojczystych szerzył się i potęgował w świecie - przy czym nie ulega wątpliwości, jak już powiedziano, że np. Polak jest wobec Boga odpowiedzialny za ów specyficzny odcień tej chwały, który nazywa się kulturą polską. Powiemy zaraz, że posiadamy także obowiązki zbiorowe wobec tego odcienia - ale zaczynać trzeba oczywiście od siebie i starać się, aby świetność Boska w owym naszym odcieniu jak najwspanialej jaśniała w nas samych.
Nie ma zresztą innej drogi ku spełnieniu ogólnej zasady doskonałości - bo doskonałość ludzka, nakazana nam przez Chrystusa Pana nie istnieje nigdzie w oderwaniu, ale jest zawsze ubrana w odcień ojczysty. Tak jest z obyczajem, ze sztuką, z religią nawet, która, zachowując swoją uniwersalność wiary, hierarchii i kultu, posiada wszędzie specyficzne zabarwienie narodowe.
Stąd miłość ojczyzny nakazuje niewątpliwie pielęgnowanie w sobie ojczystej kultury. Jest ono konieczne także jako podstawa do czynu zbiorowego - ale nawet niezależnie od tego sam fakt, że ktoś jest np. Polakiem, stanowi uzasadnienie wymogu moralnego, aby rozwijał w sobie polskość.



Wiedza o ojczyźnie

Otóż, aby móc kulturę ojczystą w sobie rozwijać, trzeba ją przede wszystkim znać. Wynika stąd ścisły obowiązek nie szczędzenia zachodów celem poznania, i to jak najlepszego poznania, wszystkich wartościowych składników kultury ojczystej i ojczyzny jako całości. Wypada więc starać się poznać swój kraj już nawet pod względem geograficznym i krajobrazowym - tym bardziej jego dzieje i wielkie twory jego ducha, zawarte głównie w pismach myślicieli, uczonych i artystów. To wszystko jednak razem nie wystarczy jeszcze do takiego poznania ojczyzny, jakie jest wymagane przez etykę: potrzebne jest poza tym bezpośrednie poznanie -przez życie - żywego obyczaju, myśli i religii ojczystej.
Nawiasem mówiąc, obowiązek umożliwienia jak najgłębszej znajomości ojczyzny przez wszystkich ciąży na ludziach kierujących sprawami ojczystymi. Ale istnieje także czysto indywidualny obowiązek wiedzy dla siebie samego u każdego z nas, za którego spełnienie jesteśmy wszyscy odpowiedzialni.



Charakter ojczysty

Wiedza jest jednak tylko częścią kultury ojczystej. Mamy obowiązek wychowywać w sobie i rozwijać także inne jej składniki - przede wszystkim charakter zgodny z zasadami wypielęgnowanymi przez naszą ojczyznę. Charakter ten tworzy się wprawdzie częściowo sam, dzięki wpływowi otoczenia itp. - ale człowiek świadomy współpracuje z tymi wpływami i działa celowo, tam zwłaszcza, gdzie - jak na emigracji - istnieje obawa, że specyficzne cechy ojczyste zostaną wyparte przez działanie obcych kultur.
Wypada podkreślić, że Polska znajduje się pod tym względem od dawna w bardzo niekorzystnym położeniu na skutek rozbiorów i licznych emigracyj - tak że obowiązek świadomej i celowej pracy nad utrzymaniem w sobie naszego charakteru narodowego jest dla nas Polaków jeszcze ściślejszy.



Obowiązki wobec całości

Obowiązki patriotyczne wobec samego siebie nie wyczerpują oczywiście całej deontologii miłości ojczyzny. Kultura ojczysta jest tworem ojczyzny jako całości - istnieje zatem obowiązek takiego działania, aby mogła ona jako całość istnieć, działać jak najskuteczniej i rozwijać tę kulturę. Co więcej, zarówno sprawiedliwość jak i miłość domagają się, aby jednostka ponosiła na rzecz ojczyzny ofiary osobiste.
Dadzą się one uszeregować w następujący zespół norm:
l) Istnieje obowiązek takiego działania, aby ojczyzna mogła istnieć i żyć pomyślnie. Wynika stąd zasadniczy obowiązek patriotyczny interesowania się tak zwaną polityką, tj. po prostu sprawami ojczystymi, gospodarką i życiem ojczyzny.
W pewnych okresach (np. w czasie pełnienia służby wojskowej), może nie być wskazane czynne zajmowanie się polityką, ale zainteresowanie się nią jest nie tylko prawem, lecz i obowiązkiem każdego.
2) Istnieje obowiązek wspomagania całości własnymi siłami (pracą, pieniędzmi itp.) - przy czym ojczyzna może dochodzić tego prawa siłą (jako że patriotyzm oparty jest na sprawiedliwości). W zasadzie nie ma granic pod tym względem: sprawa ojczyzny jest sprawą o tyle ważniejszą i etycznie wyższą od interesu jednostki, że ta ostatnia może być powołana, o ile dobro ojczyzny tego wymaga, do oddania wszystkiego co posiada i całej swojej pracy - oczywiście tylko w razie skrajnej potrzeby i zgodnie z zasadami równomiernego rozdziału ciężarów itp.
3) Istnieje wreszcie obowiązek poświęcenia życia dla ojczyzny, o ile tego zajdzie potrzeba. A mianowicie, wbrew temu, co twierdzą niektórzy pacyfiści, życie ludzkie nie jest bynajmniej najwyższą wartością - i dobra reprezentowane przez ojczyznę są z reguły wartościami wyższymi. Skądinąd pod względem doczesnym człowiek jest tylko częścią społeczeństwa i winien się poświęcić, tak jak ręka poświęca się dla ratowania życia całości.



Obowiązek toczenia wojny

Z ostatnim punktem łączy się obowiązek toczenia wojny w obronie zagrożonej ojczyzny.
A mianowicie, będąc odpowiedzialnymi za wysokie wartości duchowe (odcień kultury) zagrożone przez obcych, znajdujemy się w położeniu podobnym do położenia opiekuna małoletnich, na których życie dybie złoczyńca.
Wszelkie powoływanie się w tej sprawie na kazanie na górze Chrystusa Pana jest nonsensem, gdyż w kazaniu na górze chodzi o dobro własne, a nie o dobra cudze: nikt, w rzeczy samej, nie ma prawa zrzekać się obrony dóbr powierzonych mu w opiekę - zwłaszcza dóbr tej miary, jakimi są cechy kultury ojczystej i możności ich pielęgnowania. Stąd w obronie ojczyzny nie tylko wolno, ale ma się obowiązek toczyć wojnę, o ile nie ma innych środków obrony.
Ubocznie warto wspomnieć, że skoro wolno wymagać dla obrony ojczyzny życia jej obywateli, tym bardziej wolno używać śmiercionośnej broni przeciw najeźdźcy, podobnie zresztą, jak używa się zgodnie z etyką chrześcijańską, miecza katowskiego na złoczyńców. Ci, którzy temu prawu przeczą w imię piątego przykazania, powinni sobie uprzednio przeczytać odnośny ustęp Biblii w kontekście, aby uniknąć kompromitującego dyletantyzmu.



Obowiązek promieniowania kulturą ojczystą

Powyższa zasada dotyczy wojny obronnej - bo, oczywiście, nie wolno nikomu siłą odbierać jego własnej kultury i jej podstawy, niepodległości, a więc toczyć wojen najezdniczych. Nie wynika stąd jednak, by istniał obowiązek zaniechania próby rozpowszechnienia własnej kultury drogą pokojową - istnieje nawet obowiązek przeciwny: każdy z nas ma obowiązek dokładania starań, by kultura zlecona jego ojczyźnie promieniowała jak najszerzej.
Obowiązek ten istnieje najpierw dlatego, że kultura ta jest pewnym dobrem, które, jako takie, winno być niesione wszędzie, gdzie może być przyjęte - a po wtóre dlatego, że przy pokojowej konkurencji wielu kultur niewątpliwie wszyscy skorzystają, jako że najlepsze elementy przyjmą się i zwyciężą, nastąpi wymiana dóbr podnosząca poziom ogólny.
Nie trzeba bowiem sadzić, że wszystkie kultury ojczyste posiadają pod każdym względem jednakową wartość. Przekonaniem piszącego jest np., że w dwóch przynajmniej dziedzinach obyczaju - a mianowicie w dziedzinie poszanowania wolności (mimo pewnych pozorów w czasach ostatnich, istotnie pod tym względem niedobrych) i w dziedzinie miłości ojczyzny, Polacy znacznie przewyższają wiele narodów. Są przy tym kultury tak niskie, (pogańskie np.), że dla danych narodów światło naszej kultury narodowej jest oczywistym dobrodziejstwem.
Trzeba jednak raz jeszcze podkreślić, że promieniowanie to ma mieć charakter pokojowy, właściwy prawdziwej kulturze duchowej, która „bierze” ludzi swoją treścią, nie pałką żołdaka - bo ta może człowieka przestraszyć i poniżyć, ale nie podnieść. Takie promieniowanie pokojowe kulturą ojczystą jest obowiązkiem patriotycznym.



III. PEDAGOGIKA PATRIOTYZMU


Wychowanie umysłu

Wspomnieliśmy powyżej o obowiązku pogłębiania swojej wiedzy o ojczyźnie: jest to obowiązek istniejący niezależnie od celów samowychowawczych - ale zasada zobowiązująca nas do potęgowania cnoty patriotyzmu daje tej normie nową podstawę. A mianowicie, rządzi tu zasada scholastyczna nihil appetitum nisi praecognitum: niczego nie można pragnąć, jeśli się tego nie zna. Zasada ta, uniwersalna w etyce, ma oczywiście zastosowanie i do patriotyzmu: kto chce swoją ojczyznę kochać, musi ją poznać - i im lepiej ją pozna, tym głębiej - ceteris paribus - będzie ją kochał.
Aby jednak poznanie ojczyzny dało pożądany wynik, musi być poznaniem wielkich i pięknych stron jej dziejów i kultury. Toteż nacisk musi być położony na te właśnie strony. Jakaż korzyść może przyjść naszemu patriotyzmowi np. ze studium hańby Targowicy albo klęski pod Piławcami? Co za pożytek dać może badanie rozwiązłego życia tego czy innego znakomitego skądinąd człowieka przeszłości? Natomiast poznanie arcydzieł naszego piśmiennictwa, życiorysów naszych wielkich żołnierzy i świętych, przebiegu wielkich kampanii z czasów świetności Rzeczypospolitej będzie pokarmem dla uczucia patriotycznego, a pośrednio i dla samej cnoty patriotyzmu.
Nabywanie wiedzy o ojczyźnie winno więc być planowane i kierowane jasno nakreślonym celem, którym jest poznanie jej świetności.



„Odbrązownictwo”

W ostatnich latach przed wojną obecną rozpowszechnił się zwyczaj tzw. odbudowywania tj. grzebania w życiu ludzi uchodzących za wielkich Polaków, celem wykazania, że byli oni mali i marni. Praktyka ta przyniosła ogromną szkodę patriotyzmowi i musi być ze stanowiska etyki napiętnowana jako czynność przestępcza.
Nie jest wprawdzie złem, jeśli uczeni starają się wydać obiektywny sąd o wszystkich stronach, zarówno dobrych jak i złych własnej ojczyzny - ale złem jest zasadnicza tendencja do obdzierania jej z blasku cnoty i chwały, gwoli zaspokojenia głosu sensacji u tłuszczy. Pisarze, którzy postępują w ten sposób, podobni są do synów rozgłaszających publicznie hańbę własnej matki - i jak oni - winni być sądzeni przez uświadomioną etycznie opinię.
Człowiek zdający sobie sprawę z elementarnych zasad pedagogiki patriotyzmu będzie takiej literatury systematycznie unikał, jako groźnej dla jego własnego poziomu etycznego.



Zasada indeksu

Wygłoszona powyżej norma zbliżona jest do katolickiej zasady indeksu, zabraniającej wiernym - bez względu na wykształcenie i poziom moralny - czytywania pism przeciwnych wierze i moralności. Zasada ta została obecnie uznana przez wszystkie państwa walczące, które zakazują albo przynajmniej odradzają swoim obywatelom czytania prasy nieprzyjacielskiej itp.
Pospolita odpowiedź, którą się słyszy w tej sprawie: „to jest dobre dla ciemnego tłumu, ale nie dla mnie, który jestem człowiekiem inteligentnym”, jest tylko nader kompromitującym dowodem braku orientacji u tych, którzy ją wygłaszają.
A mianowicie,
(l) inteligencja, a tym mniej wykształcenie, nie ma nic wspólnego z mocą moralną: są ludzie zupełnie niewykształceni, ale moralnie znacznie mocniejsi od wielkich uczonych,
(2) nauka nowoczesna (psychoanaliza) udowodniła niezbicie, że w duszy ludzkiej nic nie ginie i że każdy element jakkolwiek by był w chwili wchłonięcia wzgardzony, zapada w podświadomość, skąd działa - i to bardzo skutecznie - na bieg życia świadomego utrudniając nieraz wydatnie spełnienie obowiązku.
Patriotyzm jest jedną z cnót, która wymaga dość surowego stosowania zasady indeksu -a mianowicie zabronienia sobie wchłaniania treści pism, mów, audycji itp. poniżających naszą ojczyznę, a także występujących - np. w imię interesu międzynarodówek- przeciw samym zasadom patriotyzmu.



Wychowanie wyobraźni

Obok nabycia wiedzy, niezmiernie ważnym czynnikiem w rozwoju patriotyzmu jest wychowanie wyobraźni. Celem pracy w tej dziedzinie jest dostarczenie naszej pamięci wielu żywych i silnych wyobrażeń rzeczy, zjawisk itp. kojarzących się z uczuciem patriotycznym. Jest mianowicie rzeczą znaną, że uczucie idzie zawsze za wyobraźnią i im lepiej wyposażona wyobraźnia, tym z reguły silniejsze będzie uczucie.
Znakomitym środkiem do wyposażenia wyobraźni w potrzebne obrazy jest literatura piękna, działająca na nią bezpośrednio: trudno np. przesadzić rolę, jaką w tej dziedzinie spełniły powieści Henryka Sienkiewicza - i zupełnym nieporozumieniem jest, zdaniem piszącego, żądanie usunięcia tych powieści ze szkoły. Człowiek świadomy praw patriotyzmu i mechaniki działania psychiki ludzkiej, winien nie tylko domagać się, by tego rodzaju literatura była jak najszerzej dostępna szerokim masom ojczystym, ale także dbać, aby i sam z niej stale korzystał .
Literatura piękna nie jest zresztą jedynym środkiem jakim rozporządzamy w tej mierze. Samo poznanie krajobrazu, zabytków sztuki, udział w uroczystościach religijnych, ojczystych itd. wzbogaca naszą wyobraźnię i przyczynia się do osiągnięcia celu.
Normą negatywną związaną z tą sprawą jest zakaz zapełniania pamięci obrazami, które kojarzą się z uczuciami przeciwnymi miłości ojczyzny. Zasada indeksu stosuje się do nich oczywiście w wyższej jeszcze mierze, niż gdy chodzi o elementy rozumowe.



Wychowanie uczuć

Uczucia idą, jak powiedzieliśmy, za wyobraźnią - ale samo-szkolenie wyobraźni nie jest jedynym środkiem do ich rozwoju. Można je ćwiczyć poza tym wprost, przez wywoływanie potrzebnych uczuć w określonych odstępach czasu, a niepozwalanie na powstawanie przeciwnych. W dziedzinie patriotyzmu środek ten stosowany jest powszechnie w tzw. uroczystościach narodowych, w pieśni i za pomocą symboli. Wystarczy nam w tym miejscu zwrócić uwagę, że to wszystko, w przeciwieństwie do aktów religijnych, nie ma wartości samo w sobie, ale jest jedynie narzędziem do wywoływania pewnych uczuć. O ile mianowicie spowiedź np. jest aktem wartościowym niezależnie od tego, jakie uczucia się z tym łączą - o tyle udział np. w akademii 3 Maja nie ma sensu, o ile nie wywołuje w nas pożądanych uczuć. Wynika stad, że uroczystości takie, aby były celowe, powinny być bardzo dobrze przygotowane, stosunkowo rzadkie i krótkie, prowadzone celowo w ten sposób, by doprowadzić uczucie patriotyczne do możliwie najwyższego diapazonu.
Na takie uroczystości wypada przychodzić w nastawieniu poważnym, przygotowanym do wzięcia uczuciowego udziału w ich przebiegu - w szczególności pożądane jest śpiewanie pieśni patriotycznych i świadomie jak najpoprawniejsza postawa wobec symboli ojczystych (sztandaru narodowego itp.). Z całym naciskiem trzeba raz jeszcze powtórzyć,- że żadna tzw. „inteligencja” nie zwalnia z tego obowiązku wobec samego siebie, bo uczucie każdy człowiek ma i każdy wychowywać powinien.



Rola kierowników

Postawa uczuciowa patriotyczna przenosi się nieraz na kierowników spraw ojczystych jako na wtórny przedmiot danych uczuć. Jest to zupełnie uzasadnione odnośnie do osoby głowy państwa (króla czy prezydenta), który ostatnio przybrał niemal wszędzie charakteru symbolu ojczyzny.
Trzeba jednak podkreślić, że tego rodzaju transfer bywa niebezpieczny i prowadzi do nieporozumień. W rzeczy samej, odnośnie do kierowników spraw ojczystych obowiązują zasady innej cnoty, różnej od patriotyzmu, choć pokrewnej, której z nią mieszać nie trzeba. Cnota ta dotyczy wartości mniejszych niż ojczyzna i działa tylko w imię norm patriotyzmu. Także stosunek obywatela do ojczyzny jest zasadniczo różny od jego stosunku do kierownika spraw ojczystych - bo podczas gdy ojczyzna żąda od nas z reguły tylko świadczeń (jako nosicielka wyższych od nas wartości i nasze źródło bytu) - kierownicy spraw ojczystych mogą dawać także przywileje. Spaczona natura ludzka łatwo więc zaczyna wyżej stawiać kierowników spraw ojczystych, którzy są tylko sługami ojczyzny, ponad nią sama, albo przynajmniej odczuwa skłonność do oddawania im czci podobnej. Jest to oczywiste spodlenie, na które nie powinni nigdy pozwolić sami kierownicy. Fakt np., że na wszystkich wolnych ścianach Italii czytaliśmy „W il Duce” zamiast, jakby należało się spodziewać „W I’talia”, niewątpliwie dyskwalifikuje patriotyzm i samego przywódcę faszyzmu wraz z jego pochlebcami.
Nie znaczy to oczywiście, by kierownikom spraw ojczystych nie należał się, w imię patriotyzmu, wyższy szacunek niż innym obywatelom -ale jest to szacunek innego typu niż cześć należna ojczyźnie. W jednym tylko wypadku, a mianowicie gdy chodzi o głowę państwa, który sam nie rządzi, ale jedynie reprezentuje ojczyznę, szacunek, jakim go otaczamy, może przybierać, zgodnie z etyką, pewne cechy należne czci dla ojczyzny - podobnie jak rzecz się ma ze sztandarem lub z godłem ojczystym.



Wychowanie woli

Należy pamiętać, że nabywanie wiedzy, bogacenie wyobraźni, a nawet wychowanie uczuć jest tylko środkiem do właściwego celu, którym jest wychowanie samego patriotyzmu mającego siedzibę w woli. Nie ten jest bowiem - powtarzamy - patriotą, kto umie rozczulać się patriotycznie, ale zawodzi, gdy chodzi o pełnienie patriotycznego obowiązku, lecz ten, kto posiada wolę usprawnioną do zgodnego z tym obowiązkiem czynu. Główny nacisk musi więc być położony w wychowaniu patriotycznym na czyn i na wolę tego czynu.
Jak już powiedzieliśmy, jedyną metodą wychowawczą w tej dziedzinie jest praktyka patriotyczna, tj. ustawiczna poprawna działalność zgodnie z obowiązkiem wobec ojczyzny.
Można tu zastosować następujące wskazówki metodyczne:
l) Unikać jak najstaranniej wszelkich czynów nie patriotycznych, choćby najmniejszych (np. mówienia w sposób nie licujący z patriotyzmem). Nawet najmniejsze grzechy w tej dziedzinie przyczyniają się do obniżenia cnoty.
2) Uświadamiać sobie często zasady etyczne rządzące patriotyzmem.
3) Być świadomie skrupulatnym w pełnieniu nakazanych obowiązków patriotycznych. Nacisk kładziemy na słowo „świadomie”, gdyż czyn patriotyczny, choć zawsze wartościowy, będzie wychowawczo cenniejszy, gdy wykonany będzie w pełnej świadomości, że chodzi o sprawę ojczystą.
4) Starać się stale pełnić więcej niż nakazuje ścisły obowiązek nałożony przez władzę, a więc spełniać co pewien czas coś z własnej woli. Może to być np. praca nad podniesieniem własnej wiedzy w ojczyźnie, wysiłek ku podniesieniu innych pod tym względem, ofiara na rzecz rodaków itp. Tego rodzaju czyny mają tę zaletę, że muszą być niemal zawsze świadomym wynikiem patriotyzmu i jako takie znakomicie przyczyniają się do spotęgowania cnoty.
Powyższe wskazówki mają charakter bardzo ogólnikowy i nie wyczerpują bynajmniej całego zakresu środków, które mogą i powinny być użyte. Każdy we własnym sumieniu i praktyce znajdzie, jeśli zechce poszukać, mnóstwo konkretnych możliwości podniesienia poziomu swojego patriotyzmu.
Najważniejsza normę, jaką mu podaje etyka, jest zasada, że istnieje ścisły obowiązek pracy w tym kierunku.

Powyższe rozważania są, jak łatwo stwierdzić, teorią ogólną patriotyzmu - Polska cytowana w nich jest tyko tytułem przykładu i ilustracji. Powinny one być uzupełnione przez konkretną teorię patriotyzmu polskiego, która miałaby za zadanie wykazać wielkość i świetność Polski jako naszej ojczyzny. Istnieje nawet paląca potrzeba tego rodzaju pracy, a to dlatego, że wskutek doznanej klęski i dłuższego pobytu na obczyźnie daje się, niestety, zauważyć niedocenianie olbrzymiego wkładu wniesionego przez nią do skarbnicy chrześcijaństwa, a wraz z tym, zanik zrozumienia dla specyficzności polskiej kultury ojczystej, która, zdaniem piszącego te słowa, jest jedną z wielkich kultur nie obawiających się porównania z żadną inną.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 01 sie 2011, 14:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Nauczanie Błogosławionego

Jan Paweł II o patriotyzmie i Powstaniu Warszawskim

Jeśli jest rzeczą słuszną, aby dzieje narodu rozumieć poprzez każdego człowieka w tym narodzie - to równocześnie nie sposób zrozumieć człowieka inaczej jak w tej wspólnocie, którą jest jego naród. Wiadomo, że nie jest to wspólnota jedyna. Jest to jednakże wspólnota szczególna, najbliżej chyba związana z rodziną, najważniejsza dla dziejów duchowych człowieka. Otóż nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego - tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas - bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną - bez Chrystusa. Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu. Nie sposób zrozumieć dziejów Polski od Stanisława na Skałce do Maksymiliana Kolbego w Oświęcimiu, jeśli się nie przyłoży do nich tego jeszcze jednego i tego podstawowego kryterium, któremu na imię Jezus Chrystus.

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. na placu Zwycięstwa,
Warszawa, 2 czerwca 1979 r.



Przemierzając ulice tak drogiej sercu każdego Polaka Warszawy, nie mogłem oprzeć się wzruszeniu na myśl o wielkim, ale i bolesnym historycznym szlaku, jaki miasto to przebyło w służbie i razem z dziejami naszego narodu. Szczególne ogniwa tego szlaku stanowią: pałac belwederski, ale przede wszystkim odbudowujący się Zamek Królewski. Posiada on wyjątkową, zaiste, wymowę. Przemawiają przezeń stulecia dziejów Ojczyzny, odkąd stolica państwa przeniesiona została z Krakowa do Warszawy. Stulecia szczególnie trudne i szczególnie odpowiedzialne. Pragnę dać wyraz radości z tego - co więcej, pragnę podziękować za to, że ten Zamek, który - jak cała prawie Warszawa - znalazł się w gruzach w czasie Powstania, odbudowuje się szybko jako symbol państwowości i suwerenności Ojczyzny.
To, że racją bytu państwa jest suwerenność społeczeństwa, narodu, ojczyzny, to my, Polacy, szczególnie głęboko odczuwamy. Tego nauczyliśmy się poprzez całe nasze dzieje, a w szczególności poprzez ciężkie doświadczenia ostatnich stuleci. Nigdy nie możemy zapomnieć tej straszliwej lekcji dziejowej, jaką była utrata niepodległości Polski od końca XVIII do początku bieżącego stulecia. To bolesne, w istocie swojej negatywne doświadczenie stało się jakby nową kuźnią polskiego patriotyzmu. Słowo "ojczyzna" posiada dla nas takie znaczenie pojęciowe i uczuciowe zarazem, którego - zdaje się - nie znają inne narody Europy i świata. Te zwłaszcza, które nie doświadczyły takich jak nasz naród dziejowych strat, krzywd i zagrożeń.

Przemówienie do władz państwowych w Belwederze,
2 czerwca 1979 r.


http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nj01.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 01 sie 2011, 15:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/50666

Artykuł odpowiada na perfidię tych, co powielają bolszewicką ocenę Powstania Warszawskiego.

Kopia artykułu:

Czy warto się bić za Ojczyznę? (januszwojciechowski )
Maryla, pon., 01/08/2011 - 10:57

1. Niektórzy mówią, ze powstanie warszawskie było błędem, wręcz szaleństwem, że nie warto było się zrywać, bo nie było szans na zwycięstwo i dwieście tysięcy ludzi niepotrzebnie zginęło, a z miasta została kupa gruzów.
No cóż, gdyby pójść konsekwentnie w tym kierunku myślenia, to w zasadzie każda obrona była z gruntu niesłuszna.
2. Czy warto było się bronić w 1939 roku, skoro Niemcy mieli tak wielka nad nami przewagę? Czy warto było siedem dni bronić Westerplatte, mając karabiny przeciw potężnym armatom pancernika "Schleswig-Holstein"? Czy był sens wykrwawiać się nad Bzurą, albo trzy tygodnie bronić oblężonej Warszawy, masakrowanej przez niemiecką artylerię i lotnictwo?
Czy zamiast kulami nie lepiej było przywitać Niemców kwiatami, radośnie oddać im pod kontrolę całe państwo, kolaborować, posłusznie wyłapać i oddać w ich ręce wszystkich Żydów, jak to zobił na przykład kolaboracyjny rząd francuski?
Czy warto było organizować partyzantkę, wysadzać niemieckie pociągi, wrzucać granaty do Cafe Clubu, zasadzać się w Alejach Ujazdowskich na Kutscherę?? Niemcy w odwecie zabili przecież tysiące ludzi, setki wsi wymordowali i puścili z dymem za pomaganie partyzantom.
Albo te siły zbrojne na zachodzie - po co tyle żołnierskiej krwi przelanej pod Tobrukiem, Monte Casino - czyżby alianci bez nas by sobie nie poradzili? Anglicy zresztą olali potem naszych żołnierzy i ch krwawy trud.
3. Dzięki Bogu, że Polacy nie zastanawiali się wtedy, czy warto, bo wiedzieli, że trzeba. Dzięki Bogu, że ich myślenie było proste - jeśli w nasze granice wdziera się wróg, to trzeba się z nim bić i starać się go wypędzić. Nawet komunizujący Broniewski nie miał wątpliwości - bagnet na broń, trzeba krwi!
Dzięki temu dziś istniejemy jako naród i mamy własne państwo. Gdyby oni się zastanawiali, czy warto się bić, czy może, jak w piosence - jedno co warto, to upić się warto - dziś nie byłoby polskiego państwa, a może i polskiego narodu. Wszak niemiecki plan był jasny - za pięć lat ma tu nie być ani jednego Żyda, za pięćdziesiąt ani jednego Polaka.
4. Nie było wtedy innego wyboru, niż walka. Zresztą sprawdzone to zostało na wschodzie - dyspozycja Naczelnego Wodza, by z Sowietami nie walczyć, nie uchroniła nas przed Katyniem.
5. A zatem chwała powstańcom, chwała żołnierzom i ich dowódcom, chwała cywilnej ludności Warszawy, chwała wszystkim, którzy nie szczędzili krwi dla Ojczyzny.
I oby ich los był ostatnim takim krwawym doświadczeniem.

http://januszwojciechowski.salon24.pl/3 ... a-ojczyzne


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 15 sie 2011, 21:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2011/08/15/e ... nsumencki/

Najłatwiejszym sposobem okazania uczuć patriotycznych jest kupowanie polskich towarów - ułatwia to rozwój polskich firm i utrudnia kolonizację Polski.

Kopia artykułu:

Konrad: Etnocentryzm konsumencki
Ostatnia aktualizacja: 15 sierpnia 2011 | 0 Komentarzy | 193 Odsłon

Współczesny szybko zmieniający się społecznie i politycznie świat stawia przed patriotami wiele wyzwań i obowiązków. Jedną z nich jest potrzeba umacniania dumy narodowej, wzajemnej solidarności , a także poczucia odpowiedzialności za własny kraj wśród Polaków. Wzorem tutaj mogliby być nasi zachodni sąsiedzi, którzy bezkrytycznie uważają że wszystko co niemieckie jest najlepsze, a tatuaże z hasłami ,,Made in Germany’’, czy ,,Deutschland’’ można spotkać nie tylko u członków NPD, ale także u przysłowiowego przeciętnego Hansa.
Jednakże w tym tekście chciałbym się skupić przede wszystkim na aspekcie popierania polskiej produkcji poprzez świadome dokonywanie wyboru kupowanych produktów ze względu na fakt iż zostały wyprodukowane w Polsce. Zjawisko to nazywane jest etnocentryzmem konsumenckim i niesie za sobą wiele korzyści.
Jedną z nich jest fakt umożliwienia rozwoju polskim firmom, który w prosty sposób przekłada się na wzrost zatrudnienia, co z kolei niesie za sobą korzystne skutki społeczne takie jak spadek bezrobocia i powstrzymywanie emigracji zarobkowej naszych rodaków. Oprócz tego pozwala również na unowocześnienie technologii produkcji, a także zwiększenie konkurencyjności względem obcych firm. Z kolei wraz z umacnianiem się polskich przedsiębiorstw spada znaczenie zagranicznego kapitału i następuje osłabienie tendencji neokolonialnych.
Kolejnym pozytywnym następstwem etnocentryzmu konsumenckiego jest wzrost dochodów podatkowych państwa który (przynajmniej teoretycznie, gdyż wiemy że różnie z tym bywa) powinien prowadzić do jego wzmacniania poprzez m.in. rozwój infrastruktury, prowadzenie polityki prorodzinnej czy też wzrost nakładów na naukę i szkolnictwo.
Oprócz tego polskie produkty często po prostu charakteryzują się wyższą jakością. Według badań przeprowadzonych przez Słowackie Stowarzyszenie Konsumentów produkty światowych koncernów sprzedawane w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej są gorszej jakości niż ich odpowiedniki w krajach Zachodniej Europy. Badanie dotyczyło między innymi produktów tak chętnie wybieranych przez Polaków firm jak Coca-Cola, Nescafe czy Milka. Warto się przy tej okazji zastanowić czy pozwolimy dalej traktować się jak kraj trzeciego świata przez zachodnie koncerny kupując ich produkty.
Jednakże mimo wszystkich zalet świadomego popierania polskiej produkcji wiedza o tym, mimo działań takich organizacji jak Dajesz Pracę PL nie wydaje się być dostatecznie rozpropagowana. Według badań TNS OBOP jedynie co ósmy Polak zwraca uwagę no to czy produkt został wyprodukowany w naszym kraju, mimo że jego świadomy wybór w perspektywie długofalowej ma wpływ na to jakimi drogami będzie jeździł, jakie szanse na dobrą pracę będą miały jego dzieci, czy też jaka będzie jakość zakupionych przez niego towarów.
Podsumowując uważam że postulat stosowania etnocentryzmu konsumenckiego powinien być przez prawdziwych patriotów nie tylko realizowany poprzez własne dokonywanie świadomych wyborów, ale też poprzez zachęcanie do tego innych. Oczywiście nie namawiam tutaj do masowego porzucania niemieckich samochodów i przesiadania się do swojskich Polonezów w imię polskiej racji stanu, ale przykładowo mając do wyboru podobny produkt zachodniego koncernu i lokalnej firmy dającej zatrudnienie połowie miejscowości czy też osiedla dla osoby uważającej się za patriotę wybór powinien być oczywisty.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 04 wrz 2011, 20:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Polska jako umiłowane dobro wspólne całego naszego narodu. Ojczyzna.
Polacy jako ludzie całym sercem zaangażowani w tworzenie wspólnego dobra. Ludzie etyczni, moralni, nasiąknięci od dziecka świadomością swojej kultury. Patrioci.
Patriotyzm, niczym wiara "góry przenosi". Wielokrotnie w naszych dziejach poznaliśmy jego siłę.


Wojciech Wencel

Charakterniak Rybus

Do niedawna cele podróży z Warszawy do Moskwy były oczywiste. Do jaskini niedźwiedzia jeździło się po instrukcje, jak sprawować władzę w Priwislanskim Kraju. Albo po to, by wziąć udział w paradzie zwycięstwa na Placu Czerwonym. Piłkarze warszawskiej Legii zburzyli tę fatalną tradycję. Ignorując dogmat o polsko-rosyjskiej przyjaźni, pojechali rzucić Rosjan na kolana. I zrobili to w wielkim stylu.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 31 sierpnia 2011

Oglądając rewanżowy mecz Legii ze Spartakiem, przecierałem oczy ze zdumienia. W koszulce z nazwiskiem „Rybus” występował piłkarz kompletny, jakiego od dawna brakowało w polskim futbolu. Był szybki jak błyskawica, świetny technicznie, a przy tym niesamowicie waleczny. Jeśli podawał, to na czubek buta. Jeśli strzelał, to nie do obrony. Każdy jego rajd po skrzydle siał popłoch w szeregach gospodarzy. W pierwszej chwili pomyślałem, że to Andrés Iniesta z Barcelony, mistrzowsko ucharakteryzowany na Rybusa. Uśmiech piłkarza po strzelonym golu rozwiał jednak wszelkie wątpliwości. Tej twarzy nie da się podrobić.

Podejrzewam, że gdyby Rosjanie nie obnosili się na każdym kroku z pogardą dla Polaków, Legia poniosłaby w Moskwie dotkliwą porażkę. A jej kluczowy gracz pozostałby zwyczajnym Maciejem Rybusem, jakiego znamy z boisk ekstraklasy: chaotycznym, trochę leniwym i przeraźliwie nieskutecznym. Kibice Spartaka uznali jednak, że jeśli obrażą naszą piękną ojczyznę, będą mieć podwójną satysfakcję ze zwycięstwa. I tu się przeliczyli.

Już po zremisowanym meczu w Warszawie, a przed rewanżem w Moskwie, Rybus wyznał bez ogródek: – Będziemy się bić z Ruskimi! Choć niektórzy dziennikarze potraktowali tę deklarację z przymrużeniem oka, piłkarz dotrzymał słowa. Podczas bitwy na „Łużnikach” do poziomu jego gry dostosowali się rodacy z drużyny. Zagraniczne gwiazdy Legii zagrały poprawnie, ale o końcowym triumfie zdecydowała nieustępliwość Polaków: Jakuba Wawrzyniaka i Janusza Gola. Znamienne, że zarówno Rybus, jak i wspomniani autorzy ostatniej akcji wielokrotnie otrzymywali szansę udowodnienia swojej przydatności dla reprezentacji. I zawsze zawodzili. Nie pomagała wizja wielkiej kariery, sławy i pieniędzy. Zmobilizowali się dopiero w momencie, gdy w konfrontacji z rosyjską butą udzieliły się im autentyczne, patriotyczne emocje.

W jednym z esejów Gilbert Keith Chesterton opisuje symboliczne zdarzenie, którego był świadkiem w przedwojennej Polsce podczas zawodów hippicznych z międzynarodową obsadą. Na końcu trasy ustawiono niezwykle wysoką przeszkodę. „Nieco wesołości i nieco współczucia” na trybunach wzbudził pewien młody Polak, który na chwilę stracił kontrolę nad koniem. „Wziął dość niską, najbliższą przeszkodę, a następnie – wydawało się – nabierając nie wiadomo skąd dzikiego rozpędu, z jednym strzemieniem bujającym luźno, pochyliwszy się w siodle, zaatakował ostatnią, niezwyciężoną przeszkodę i pierwszy spośród wszystkich zawodników przeleciał nad nią jak ptak”. Ktoś siedzący obok pisarza wykrzyknął po angielsku: „To jest w stylu Polaków!”.

Tak zagrała Legia na „Łużnikach”. Po polsku, „nabierając nie wiadomo skąd dzikiego rozpędu” wobec antypolskich prowokacji oraz finansowej i sportowej potęgi Spartaka. Jeszcze raz okazało się, że jeśli Niemcy i Rosjanie mają naturę imperialistów, a Czesi konformistów, my jesteśmy klasycznymi anarchistami. Ożywiamy się tylko wtedy, gdy sytuacja zmusza nas do buntu. Musimy stanąć w obliczu klęski, żeby się zebrać do kupy i ruszyć do walki. Ale jak już się zbierzemy, jesteśmy w stanie wygrać z każdym.

Myślę, że piłkarski triumf w Moskwie, będący emanacją polskiego ducha, byłby niemożliwy bez Smoleńska i patriotycznej postawy kibiców Legii, choćby podczas niedawnej rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Kiedyś, zirytowany słynną zadymą w Wilnie, w felietonie odmówiłem legijnemu patriotyzmowi wiarygodności. Dziś tamte ostre słowa uroczyście odszczekuję, dziękując piłkarzom i kibicom stołecznego klubu za balsam dla mojej strapionej duszy. Jeśli polski instynkt wciąż niezawodnie działa w świecie futbolu, to znaczy, że jest w stanie reagować także w polityce. Bo mecze z Ruskimi toczą się nie tylko na boisku.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2011 ... rybus.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 05 paź 2011, 17:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.piotrskarga.pl/ps,7969,2,0,1 ... macje.html

Artykuł uświadamia nam, że patriotyzm, czyli umiłowanie ojczyzny, jest konieczny do zbawienia.

Kopia artykułu:

Miłość Ojczyzny, jako droga do niebieskiej chwały

Właśnie ukazało się najnowsze wydanie katolickiego dwumiesięcznika „Przymierze z Maryją”. Tematem jesiennego numeru jest „miłość Ojczyzny jako droga do niebieskiej chwały”. Ta, pomijana w codziennym dyskursie kwestia, została podjęta w związku z trwającą w Polsce Krucjatą Różańcową za Ojczyznę.

15 czerwca polscy katolicy, zainspirowani chwalebnymi zmianami na Węgrzech, rozpoczęli akcję modlitewną, która, w nadziei, ma doprowadzić do przełomu politycznego i wyłonienia większości parlamentarnej, wspierającej przebudowę naszego państwa w duchu chrześcijańskim.

W najnowszym „Przymierzu z Maryją” podnoszone są dwie istotne kwestie: patriotyzm oraz jego chrześcijańskie źródło. Jak napisał Sławomir Skiba, zastępca redaktora naczelnego, w tekście wprowadzającym do numeru:


Jakże mało dzisiaj słyszymy i sami mówimy o potrzebie miłości Ojczyzny. I kiedy ktoś publicznie lub – co jeszcze rzadsze – w gronie rodzinnym wspomniałby coś o potrzebie patriotyzmu, w iluż miejscach spotkałby się z gorzkim uśmiechem politowania.

W szkole programowo odrzucono wychowanie patriotyczne, a co gorsza, często i w kościele młody człowiek nie spotyka się już z zachętą do poświęcenia i walki dla dobra Ojczyzny. Dla tzw. młodych i wykształconych z dużych miast to pusto brzmiące frazesy, które może dobre były dla babci i dziadka pamiętających wojnę czy mroczny czas komuny, ale nie dla nich – jak mniemają – „najmędrszych sceptyków”. Dla tak myślących młodych nie liczy się nic, co wykracza poza czubek własnego nosa. Nie mają żadnych ideałów i chęci poświęcania się za cokolwiek, prócz własnej wygody. A tymczasem, choć o tym zapominamy, obowiązek miłości Ojczyzny i troski o wypełnianie przez nią jej powołania wiąże się z naszym dobrem i zbawieniem.



Czytelnicy „Przymierza z Maryją” znajdą teksty opisujące istotę związku małżeńskiego i rodziny. W dziale „Słowo kapłana” poruszony został dramat samobójców. Zaś w rubryce „Cudowne wydarzenia” opisano historię triumfu Kościoła, który nastąpił po wielkim kryzysie wiary.


Zapraszamy!

Oficjalna strona dwumiesięcznika Przymierze z Maryją
http://www.przymierzezmaryja.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 12 lis 2011, 09:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Wykłady z patriotyzmu

Z prof. Jerzym Robertem Nowakiem, historykiem i publicystą, wykładowcą w WSKSiM, rozmawia Paweł Pasionek

Żyjemy w czasach, w których próbuje się podważać znaczenie postawy patriotyzmu i troski o interes narodowy. Procesy globalizacyjne dążą do osłabienia roli suwerennych państw narodowych na rzecz wspólnego państwa europejskiego. Jakie perspektywy rysują się dla narodu, w którym patriotyzm zanika?
- Te niebezpieczne procesy szczególnie dotyczą Polski. Na arenie międzynarodowej możemy zaobserwować funkcjonowanie swoistego sojuszu antypolskiego, który poprzez media będące w Polsce w przeważającej części w obcych rękach systematycznie osłabia nasz patriotyzm. Notabene w Niemczech widzimy tendencje odwrotne, gdyż wzrasta tam poczucie narodowej dumy, a jednocześnie zanika poczucie winy za zbrodnie z okresu II wojny światowej. Próbuje się wręcz z kata zrobić ofiarę, a z ofiary kata poprzez zatarcie faktów o wydarzeniach z okresu wojny. Powielane kłamstwa mają wpędzić nas w kompleksy i stworzyć dogodny klimat dla zupełnie bezprawnych roszczeń wobec Polski.

Pielęgnowanie miłości do Ojczyzny to długofalowe zadanie dla rodziny, Kościoła, szkoły, ale i mediów. Co w tym zakresie powinniśmy czynić?
- Potrzeba nam naśladować Prymasa Tysiąclecia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który był wspaniałym rzecznikiem polskiego patriotyzmu, wielkim duchownym i wedle mojej oceny największym polskim mężem stanu po II wojnie światowej. Odważnie bronił prawdy o naszej historii, dbając jednocześnie o dobre relacje z innymi narodami, w tym z narodem niemieckim. Oprócz Kościoła niebagatelną rolę w rozwoju patriotyzmu pełni też rodzina, a szczególną rolę mogą odegrać tu dziadkowie. Sam wiele zawdzięczam mojemu dziadkowi, dzięki któremu dowiedziałem się o działalności Armii Krajowej i zbrodni w Katyniu. Dzisiaj ten przekaz bezpośredni jest bardzo istotny, gdyż media w większości przypadków wyraźnie niedomagają, przemilczając bądź też marginalizując przekaz historyczny, a programy nauczania w szkołach są bardzo okrojone.

Jaką rolę w umacnianiu patriotyzmu odgrywają święta narodowe?
- Muszę stwierdzić, że mamy w tym zakresie wiele do nadrobienia. Rocznice narodowe bowiem często są marginalizowane. Przez lata PRL walczono z pamięcią o istotnych wydarzeniach w naszych dziejach, a dziś niestety mamy kontynuację tych praktyk. Dostrzegam też w wielu środowiskach zanik wrażliwości na symbole narodowe. Niezmiernie boleję nad tym, że tak mało osób, chociażby z okazji Święta Niepodległości, wywiesza flagi narodowe. Mam nadzieję, że sytuacja ta się zmieni i weźmiemy przykład ze Stanów Zjednoczonych, gdzie niemal na każdym miejscu manifestuje się dumę narodową i przywiązanie do barw narodowych.

Historię Polski tworzyli konkretni ludzie. Wśród nich nie brakuje bohaterów, którzy wciąż pociągają i inspirują zwłaszcza młodych ludzi...
- Wielu z tych bohaterów jest dla nas niezastąpionymi wzorcami wytrwałej, kompetentnej działalności na rzecz Ojczyzny, i to w sytuacji bardzo często grożącej poważnymi konsekwencjami. Iluż to bowiem Polaków musiało położyć na szali własną karierę zawodową, a nawet życie. Jednym z moich ulubionych bohaterów jest Romuald Traugutt. Jego postawę patriotyczną wzmacniała wiara, która pozwoliła mu bez strachu objąć dowództwo nad Powstaniem Styczniowym. Staram się też zarówno na wykładach, jak i w moich książkach ukazywać cichych bohaterów naszej historii, jak chociażby Stanisława Krzemińskiego, który odegrał niebagatelną rolę podczas Powstania Styczniowego. A potem wiele lat bez rozgłosu pracował na rzecz niepodległości. Na szczęście współcześnie żyjący nie są narażeni na tak poważne zagrożenia jak bohaterowie czasu zaborów, I oraz II wojny światowej czy mrocznych czasów komunizmu. A jednak wydaje się, że brak nam wielu cech, które oni mieli. Gdzie bowiem nasza wytrwałość i poświęcenie, którymi oni się charakteryzowali?

By Naród mógł trwać i właściwie się rozwijać, potrzebuje prawdziwych elit, a nie środowisk, które są tylko ich karykaturą.
- Niestety, należy powiedzieć, że polskie elity patriotyczne zostały zmasakrowane zarówno przez Niemców, jak i Sowietów, a potem, w dobie reżimu generała Wojciecha Jaruzelskiego, opuściły Polskę na fali potężnej emigracji. Jakże potrzeba nam współcześnie elit, które by pomogły przy budowie IV Rzeczypospolitej. Dzisiaj niestety obserwuję, że w dużej części mamy do czynienia z lumpenelitami, które nie wiedzą, czym jest wiara, patriotyzm. Niejednokrotnie obce są im jakiekolwiek wartości duchowe, gdyż liczy się dla nich wyłącznie pieniądz. Trudno oczekiwać zatem, by tacy ludzie, którzy, o zgrozo, dostali się do parlamentu czy sprawują dziś nawet najważniejsze funkcje w państwie, zadbali o dobro wspólne, jakim jest Ojczyzna.

W Polsce istnieje więc pilna potrzeba ukształtowania na nowo elit patriotycznych.
- Muszę powiedzieć, że widzę wielki potencjał w studentach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Jestem bardzo zbudowany postawą młodzieży, która tutaj studiuje. Dostrzegam bowiem w nich nie tylko chęć zdobycia wiedzy, ale i zacięcie patriotyczne w dyskusjach, które inicjują ze mną. Wiem, że los Polski bardzo leży im na sercu, gdyż pytają o konkretne rozwiązania, które mają pomóc naszej Ojczyźnie w pokonaniu trudności. Bardzo się cieszę, że są dociekliwi, że krytycznie oceniają publikacje w mediach, wychwytując sprawy, na które czasem nie zwróciłem uwagi, a przecież ze względu na moje zainteresowania naukowe staram się uważnie śledzić przekazy dziennikarskie. Przyznaję zatem, że i ja czasem uczę się od moich studentów.

Wykłady Pana Profesora cieszą się dużym zainteresowaniem. Proszę zatem uchylić rąbka tajemnicy, jak należy przekazywać młodym wiedzę historyczną?
- Młodzież jest bardzo spragniona wiedzy, ale trzeba umieć do niej trafić, co nie jest sprawą łatwą, także dla profesorów. Dlatego staram się, by moje zajęcia były barwne, żywe. W mówieniu młodzieży o historii wcale nie potrzeba patosu, czasem wręcz przydaje się dowcip. Te cechy potrzebne są też artykułom i książkom, które mają za zadanie popularyzować historię. Nie ukrywam, że zainteresowaniu sprzyja też nutka kontrowersji, która pobudza w człowieku naturalną ciekawość świata.

Studenci WSKSiM poznają historię Polski oraz historię powszechną zarówno poprzez uczestnictwo w wykładach, jak i wyjazdy studyjne. Odwiedzają m.in. Warszawę, Wilno czy Rzym...
- Podróżując, uświadamiamy sobie, jak wielki jest wkład Polaków w rozwój nie tylko Europy, ale i świata. Szczególnie cieszy mnie, że młodzież z WSKSiM odwiedza Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej. Jest bowiem bardzo istotne, byśmy pamiętali o Polakach, którzy żyją we Lwowie czy na Wileńszczyźnie. Jako że oni Polski nie opuścili, ale niekorzystne decyzje wielkich mocarstw po II wojnie światowej, które należy nazwać zdradą tak ofiarnie walczącego na wielu frontach Narodu, spowodowały, że żyją poza granicami Ojczyzny. Ślady polskości spotykamy niemal na wszystkich kontynentach, chociażby nad wodospadem Niagara upamiętniono na jedynej tablicy, jaka tam się znajduje, naszego rodaka inż. Kazimierza Gzowskiego. O znaczeniu Polaków w świecie świadczą też znajdujące się w różnych państwach polskie muzea.

Nasi studenci odbywają praktyki zawodowe m.in. w Muzeum Polskim w Rapperswilu w Szwajcarii czy Muzeum Powstania Warszawskiego. Jaką rolę pełnią tego typu instytucje?
- Muzea odgrywają bardzo istotną rolę w kształceniu patriotycznym, pozwalają nam poczuć dumę z przynależności do własnego Narodu. Osobiście uważam, że największą zasługą tragicznie poległego w katastrofie samolotowej prezydenta Lecha Kaczyńskiego było powołanie Muzeum Powstania Warszawskiego. Przemawiają w nim do nas zarówno zgromadzone tam eksponaty, jak i bardzo dobrze zgrane ze sobą światło i dźwięk. Odwiedzając to muzeum, niewątpliwie wchodzi się w atmosferę tamtych czasów. Marzę, by w podobnej formie powstało muzeum powstań narodowych. Potrzeba nam bowiem miejsc opromienionych wielkimi czynami polskich patriotów, które dla współczesnych będą inspiracją do troski o Ojczyznę.

Dużą rolę w krzewieniu historii odgrywają dzisiaj media. Czy zatem da się połączyć powołanie historyka z misją dziennikarza?
- Tak się składa, że jestem równocześnie historykiem i publicystą. Oba te zawody bardzo lubię i opowiadam się za ich łączeniem. Prowadząc zajęcia w WSKSiM, niejednokrotnie zazdroszczę studentom warunków i możliwości, jakie stwarza im uczelnia. Mogą realizować w ramach ćwiczeń własne programy w radiu oraz telewizji, pisać artykuły do gazet. Zapał, jaki im towarzyszy, pozwala mieć nadzieję, że dzięki nim w przyszłości będą realizowane w mediach dobre programy historyczne. Dlatego bardzo się cieszę, gdy zapraszają mnie do studenckiego radia SiM, gdzie na antenie toczą ze mną ożywione dyskusje.

Studia to okres intensywnej pracy nad sobą. Jakie cechy studenci powinni w sobie wypracować, by potem przez swoją pracę zawodową dobrze służyć Ojczyźnie?
- W uczelni założonej przez o. dr. Tadeusza Rydzyka studenci mogą kształtować w sobie odwagę cywilną. Mają też możliwość, pomimo szerzącej się wokół poprawności politycznej, wykazać się nonkonformizmem wobec dyktatu liberalizmu. Uczą się też dostrzegać manipulacje medialne, aby bronić przed nimi nie tylko siebie, ale i innych. Należy także przypominać, i to nie tylko młodym, że do tego, by osiągnąć zamierzony cel, niezbędna jest pracowitość. Sam talent nie wystarczy, gdyż bez systematycznej, wytrwałej pracy człowiek nawet wybitnie uzdolniony zaprzepaści dane mu szanse.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 14 lis 2011, 19:47 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3195


Sonety Lusi Ogińskiej "Czy Ty widzisz mą Polskę? " i "Rzekłeś mi, że ją kochasz" z tomu poetyckiego "Polska Woła " - sonety polskie wydane nakładem Oficyny "Aurora" w interpretacji Alicji Kondraciuk.
Kraków dnia 17.09.2011 (sobota) - Cmentarz Rakowicki.
Zdjęcia: Stanisław Papież.
Montaż: Robert.
Stowarzyszenie Fides et Ratio w Krakowie.
http://www.fides-et-ratio.pl

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 05 sie 2012, 14:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Patriotyzm Jana Pawła II

Z dr. Janem Jaworskim – zasłużonym działaczem polonijno-katolickim mieszkającym w Chicago, który w 2011 r. na Polskim Uniwersytecie w Londynie obronił pracę doktorską na temat patriotyzmu Jana Pawła II – rozmawia Janusz Kopeć

JANUSZ KOPEĆ: – Ubiegły rok był dla Pana szczęśliwy. W Polskim Uniwersytecie w Londynie obronił Pan pracę doktorską na temat: „Podstawy patriotyzmu Jana Pawła II”. Gratuluję...

JAN JAWORSKI: – Jestem szczęśliwy, że w tym okresie mojego życia uzyskałem doktorat. Jako emigrant uznałem, że przedstawię swoją pracę na Polskim Uniwersytecie w Londynie – uczelni o tak świetnych zasługach i tradycjach. Praca moja była hołdem dla Papieża z racji jego beatyfikacji, a obrona odbyła się w październiku 2011 r., miesiącu rocznicy wyboru papieża Polaka – Jana Pawła II. Cieszę się, że pisząc tę pracę, nie tylko sam wzbogaciłem się duchowo, ale także przybliżyłem naszym rodakom zagadnienie patriotyzmu.

– Dlaczego zainteresował się Pan szczególnie patriotyzmem Papieża?

– W tysiącletnich dziejach Polski i naszego narodu nie było papieża Polaka. Jeśli nasz rodak został następcą św. Piotra, to oznaczało to dwie rzeczy: Polska dała Kościołowi powszechnemu człowieka niezwykle mocno zakorzenionego w nasz model przeżywania wiary, nasze – tak bogate w cierpienia – dzieje zbawienia. Jan Paweł II wniósł to polskie doświadczenie Chrystusa do wspólnoty innych kultur i narodów. On, pełniąc posługę apostolską Piotra, stał się uosobieniem wolnościowych aspiracji narodu, udręczonego uciskiem systemu komunistycznego. Oczywiste jest, że nie byłoby zrywu „Solidarności” bez Papieża, nie byłoby europejskiej „Wiosny Ludów” w roku 1989 bez jego mocnego świadectwa wiary, bez słynnej modlitwy na placu Zwycięstwa w Warszawie: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi”.
Manifestowana przez Papieża z wielką odwagą i prostotą miłość do wszystkiego, „co Polskę stanowi”, w bardzo krótkim czasie pozwoliła Polakom „wstać z kolan” i poczuć własną godność. A potem o wolność dla siebie i innych wytrwale się upominać. To, co nastąpiło później, można określić jako cud. Polska i Europa Środkowa – jeśli spojrzeć na realia geopolityczne – nie miały szans wybić się na wolność. A jednak stało się.

– Jakie wątki Pana pracy szczególnie interesowały promotora i recenzentów?

– W planie mojej pracy przedstawiłem główne elementy nauki Papieża: Jan Paweł II – stan badań nad problematyką patriotyzmu i nacjonalizmu; Kościół – Europa – Polska jako triada myśli o Ojczyźnie i świecie; Polska jako dziedzictwo kultury; Patriotyzm i wierność Polsce rozproszonej, czyli „Naród żyje nie tylko nad Wisłą”. Szczególny był podziw i miłość do Jana Pawła II za jego wielkie czyny. Następnie za to, że Pasterz Kościoła powszechnego tak silnie podkreślał przy różnych okazjach swą polskość, swą więź z krajem ojczystym.

– Jaki był patriotyzm Jana Pawła II, jak objawiał się na co dzień?

– Papież nigdy nie oddzielał miłości Chrystusa od miłości do Polski, do narodowych dziejów, do piękna języka polskiego, do bogactwa kultury Polaków, do ojczystej ziemi. Dlatego patriotyzm Jana Pawła II swe ostateczne źródło ma w miłości Bożej. Gdy w roku 1980 Ojciec Święty przemawiał w UNESCO, mówił o mocy kultury Polaków, która w ostatecznym rozrachunku okazała się silniejsza od potęg militarnych czy ekonomicznych. Rdzeniem tej kultury był dla Papieża Chrystus i Jego Ewangelia. Sądzę, że do takiej perpspektywy patriotyzmu trzeba wracać także dziś, by w epoce globalizmu, tak często bezwzględnie niszczącej mniejsze narody, ocalić własną tożsamość – trzeba pielęgnować kulturę ducha. A tego nie da się zrobić bez żywej wiary.

– Jest Pan dziennikarzem i socjologiem, działaczem społecznym. Pana działalność na rzecz Kościoła doceniana jest w Chicago i w Polsce. Otrzymał Pan wiele odznaczeń i wyróżnień za swoje czyny. Czy upowszechni Pan w jakiś sposób swoją pracę doktorską?

– Dziękuję za uznanie. Uważam, że zrobiłem tylko maleńki krok dla dobra Polonii. Od lat mieszkam w Chicago i jestem zaangażowany w życie polonijne. Chyba wszyscy w Chicago rozumiemy, co znaczy miłość do Ojczyzny – zwłaszcza rodacy, którzy walczyli w II wojnie światowej czy rodacy stanu wojennego, także inni, którym przyszło żyć poza Polską. Inspiracją dla mojej pracy było pragnienie, by przez ukazanie niezwykłości Papieża Polaka ożywić uczucia patriotyczne, przybliżyć sprawę Ojczyzny i Kościoła szerszym rzeszom rodaków mieszkającym w kraju i poza jego granicami. Co do upowszechnienia mojej pracy doktorskiej – w Lublinie już wkrótce ukaże się moja książka, wydana przez Wydawnictwo Norbertinum, ze słowem wstępnym metropolity krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza, najbliższego współpracownika Jana Pawła II.
Pragnę jeszcze podkreślić, że jeśli ktokolwiek spośród Polonii robi coś dobrego czy osiąga jakiś cel swego życia, staje się to radością całej wspólnoty. Cieszę się, że mogłem przybliżyć rodakom patriotyzm bł. Jana Pawla II Wielkiego.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 1229&nr=11


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 06 sie 2012, 07:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Patrioci i obywatele

Kończy się dwudziestolecie III RP, niedługo minie pięć lat, odkąd współtworzymy Unię Europejską. Ile jest w nas obywateli Rzeczypospolitej, a ile Europejczyków? Czy proporcje między tymi składnikami naszej politycznej tożsamości się zmieniają? Czy mogą się połączyć bezkonfliktowo w amalgamat nowej europejskości?
W 2009 r. wchodzi w życie reforma szkolna, w której jednym z głównych celów wychowawczych będzie kształtowanie postawy otwartego patriotyzmu obywatelskiego. Natłok przymiotników każe się zastanawiać nad pojęciem patriotyzmu, które w kilku, kilkunastu wcześniejszych pokoleniach było rozumiane bezprzymiotnikowo – jako pewnego rodzaju oczywistość. Czy teraz trzeba wokół tego pojęcia majstrować, coś zmieniać, coś kształtować, coś wykluczać? Chyba przeczuwał to Jan Paweł II, kiedy w swej ostatniej książce, adresowanej specjalnie do Polaków, pisał: „Narodu niczym innym nie można zastąpić w dziejach ludzkości. Nie można na przykład zastąpić narodu państwem (...). Tym bardziej nie można zamienić narodu na tak zwane społeczeństwo demokratyczne" („Pamięć i tożsamość").

W nowym liceum od września 2009 r. polscy uczniowie mają się nauczyć „wyjaśniać, dlaczego i w jakim zakresie doszło do integracji narodów w świecie zachodnim" (cytuję aktualny projekt podstawy programowej MEN). Trudno to będzie wyjaśnić. Czy naród angielski integruje się z francuskim? Włoski z niemieckim? Duński z portugalskim? Czy choćby nawet hiszpański z katalońskim? Nie o integrację narodów tu chodzi, ale o dezintegrację. Pozytywną oczywiście. Tę, przez którą przejść musimy, by dostać się na drugi, bezpieczny brzeg nowoczesności – na brzeg z napisem „Zachód".
Wciąż podnoszą się przestrogi przed renacjonalizacją polityki zagranicznej w Europie. Wyraźnie jednak są w tym groźnym zjawisku narody i nacjonalizmy równe i równiejsze – bardziej i mniej niebezpieczne, uprawnione i nieuprawnione. Przestrogi i pouczenia adresowane są najczęściej do prezydentów Kaczyńskiego i Klausa. Problem przezwyciężania polskiego nacjonalizmu ma długą historię. Pojawił się, kiedy tylko zaczął się tworzyć nowoczesny naród polski – od drugiej połowy XVIII wieku. Polska odważyła się wtedy, w czasach Sejmu Czteroletniego, Konstytucji 3 maja, przeciwstawić ideę narodu rzeczywistości absolutystycznych imperiów, które pod hasłami oświecenia dążyły do utrwalenia swej dominacji nad wschodnią i środkową Europą. Wraz z rozbiorami zaczęła się walka z „nierozsądną narodowością polską".
Gdy Polska straciła niepodległość, stała się najdojrzalszym we wschodniej połowie kontynentu rzecznikiem „skrzywdzonych i poniżonych" – ludów i narodów funkcjonujących w imperiach Habsburgów, Romanowów czy pod panowaniem tureckim. Wiele z nich dojrzewało do niepodległości pod polskim przykładem, którego czytelnymi w całej Europie symbolami byli wtedy Kościuszko, Mickiewicz, hasło walki za wolność waszą i naszą – wolność narodów, nie jednostek. Nie tylko Ukraińcy czy Białorusini, nie tylko Żydzi w swym ruchu syjonistycznym odwoływali się faktycznie do polskiego przykładu w jego „kanonicznej", czyli romantycznej wersji.

Trudno się dziwić, że wojnę polskiemu nacjonalizmowi romantycznemu wypowiedzieli obrońcy imperialnego status quo, na czele z głównym twórcą kongresu wiedeńskiego, austriackim kanclerzem Klemensem Metternichem, dla którego polskość to wcielona rewolucja. Albo imperia (austriackie, niemieckie, rosyjskie) są więzieniami narodów – i wtedy w końcu przebudzone narody je rozsadzą, stworzą swoje państwa, utrwalą swoją mowę, rozwiną swoją kulturę: czeską, słowacką, ukraińską, gruzińską, chorwacką, litewską, białoruską, łotewską itd. Albo idea narodowa zostanie poskromiona jako źródło nieporządku, chaosu, cywilizacyjnego uwstecznienia. To była rzeczywista alternatywa, do jakiej redukowała się zasadnicza walka o kształt Europy, przede wszystkim środkowej i wschodniej, w całym wieku XIX.

Wydawało się, że zasada narodowa zatriumfowała w końcu wbrew imperiom, które się rozpadły w roku 1917 i 1918. Niestety, imperia szybko się odrodziły w nowej, totalitarnej formie. I to one, a nie nacjonalizmy, pogrążyły Europę, od Polski poczynając, w nowej światowej wojnie.
Triumf sowieckiego imperializmu przyniósł kolejny etap walki z polskim nacjonalizmem. Streścił jej sens najlepiej pułkownik Anatol Fejgin, dyrektor osławionego X Departamentu UB: „Trzeba zabić polską dumę, rozstrzelać patriotyzm". Fejginięta rozmnożyły się szybko w propagandzie i kulturze PRL. Znów widmem szalonego polskiego nacjonalizmu, fanatyzmu, antysemityzmu trzeba było odstraszyć jakiekolwiek sympatie zewnętrzne dla narodowej walki Polaków o wolność od totalitarnego imperializmu.
I to widmo, niestety, udało się przywołać – na tyle skutecznie, by przesłonić nim nieskończenie bardziej masowe zbrodnie sowieckie i niemieckie. I uspokoić sumienie zachodnich partnerów umowy jałtańskiej.
Wydawało się, że w 1989 r. nastąpił koniec tej walki. Odzyskaliśmy wolność. Ale jej rozumienie stawało się inne niż w wieku XIX, inne niż w roku 1918. Kierunek, a raczej cel tej zmiany wytyczyła perspektywa wejścia do Unii Europejskiej. Żeby wejść do Europy – jak w znaczącym skrócie tę perspektywę przedstawiano – trzeba było się napić ze źródła Lety, oddzielającego stary Wschód od nowego Zachodu: trzeba było zapomnieć o gorących, pozytywnych emocjach, jakie związały w historii narodowe wspólnoty. Do zapamiętania pozostały tylko negatywne konsekwencje tych emocji: nacjonalizmy, wojny, nienawiść.
Było to zadanie otwarcie stawiane przez elity: przez tych, którzy najskuteczniej – z pomocą wielkich mediów, a także europejskiego prawodawstwa i sądowego orzecznictwa – definiują, co jest dobre, a co złe w publicznym życiu, co europejskie, a co już nie. To zadanie było stawiane i jest realizowane: przez nowe wzory edukacyjno-wychowawcze. W jakimś stopniu jednak proces wychładzania temperatury narodowych uczuć, rozluźniania narodowych więzów miał zarazem charakter masowy i oddolny. Nie tylko przez przyłączenie do Unii Europejskiej, kuszące masy (i elity) spełnieniem materialnych aspiracji, ale także wskutek braku mobilizującej opór politycznej presji, braku jednoznacznego, brutalnego przeciwnika, braku doświadczenia realnych wojen (z wyjątkiem Jugosławii, Gruzji oraz kolonialnych wojen w Afganistanie i Iraku). Ta nowa, wspaniała, a trwająca już prawie 20 lat sytuacja podmyła utrwalane w latach walki o niepodległość i wolność wzorce patriotyzmu.

Ostatnie 20 lat to okres datującego się od oświecenia postępu walki z obciążeniem jednostki tradycją. W XVIII wieku jako ograniczenie wolności indywidualnej oświeceni wyzwoliciele traktowali jeszcze samą tylko tradycję, w końcu XX wieku wrogiem wolności została ogłoszona już historia jako taka, przeszłość i jej „uparte fakty". Dla modernistów przeszłość oznaczała matecznik zacofania, ciemnogród, przeciw któremu trzeba prowadzić bezlitosną krucjatę. Z kolei dla postmodernistów okazała się przedmiotem swobodnych eksperymentów, a raczej gry, zabawy, w której każda jednostka ustala swoje reguły: przeszłość okazuje się taka, jakiej się zechce – doskonale plastyczna, absolutnie relatywna. Czyli bez obiektywnego, krępującego wolność znaczenia. Są w niej tylko mity, faktów już nie ma. Są tylko polityki historyczne – do zdemaskowania. Jest historyczny dyskurs: czyli walka o dominację, nie o prawdę.

Tego uczą dzisiaj – w ślad za wczorajszymi modami z Zachodu – najambitniejsze katedry naszych uniwersytetów: polonistyki, socjologii, filozofii, historii, a zwłaszcza nowych dyscyplin, takich jak europeistyka, antropologia, komparatystyka, kulturologia itp. Tak powtarzają w nieco sprymitywizowanej postaci gwiazdy telewizyjnej żurnalistyki. Uczą i powtarzają, jednak niezbyt konsekwentnie, nie chcą bowiem w żadnym razie przyznać, że ich wizja przeszłości, tradycji też jest pewnego typu dyskursem, wyrażającym ich interesy grupowe i dążenie do władzy (nad ciemna masą).
Konsekwencje dla przyszłości narodu są oczywiste: to jest tylko przeszłość – bez przyszłości. To jest przeszłość, w dodatku wymyślona, a więc nieprawdziwa.
Z patosem walki nie tylko o wyzwolenie z okowów wspólnotowej tradycji, ale także walki o prawdę została adaptowana z pewnym opóźnieniem do polskiej historii koncepcja Benedykta Andersona i Ernesta Gellnera. To koncepcja narodu jako wspólnoty wyobrażonej, a ściślej – wymyślonej przez grupki intelektualistów nacjonalistów (najpierw byli bowiem nacjonaliści, a potem dopiero narody) w reakcji na procesy spóźnionej modernizacji.
Polska nie ma zatem nie tylko przyszłości jako naród, ale nie ma również przeszłości, w każdym razie nie głębszą niż XIX-wieczną. Dodatkowo w arsenale lepiej wyedukowanych zdobywców polskich „okopów Świętej Trójcy" występuje przyjęta od Hansa Kohna (emigranta z Europy Środkowej, podobnie jak Gellner) teza o zasadniczej odmienności, „gorszości" tego typu nacjonalizmu, który rozwinął się w naszej części kontynentu: nacjonalizmu opartego na kryteriach kulturowo-językowych, prowadzących prostą drogą do rasowej nienawiści – w odróżnieniu od Zachodu, gdzie rozwijał się nacjonalizm obywatelski. Nie dość więc, że polska wspólnota jest tylko wyobrażona, i to całkiem niedawno, to jeszcze jest źle wyobrażona.

Andrzej Walicki (już emeritus Notre Dame University, jeden z najbardziej uznanych w świecie historyków idei) od lat walczy z absurdalną tezą Kohna (i rzeszy jego naśladowców), ukazując specyfikę modelu rozwoju tożsamości narodowej-obywatelskiej w Rzeczypospolitej. Na całkowite niedostosowanie teorii Gellnera-Hobsbawma do historii Polski (o której obaj ci autorzy nie mieli zresztą zielonego pojęcia) zwrócił precyzyjnie uwagę profesor Uniwersytetu Harvarda Roman Szporluk. Inny znakomity badacz dziejów europejskich narodów, nieżyjący już Adrian Hastings, odsłonił w swej ostatniej monografii („The Construction of Nationhood. Ethnicity, Religion, and Nationalism", Cambridge 1997) średniowieczne jeszcze korzenie niektórych spośród owych narodów.

Co miałoby zastąpić narody? Drogę wskazują zwolennicy wyzwolenia z „narodowego paradygmatu" – drogę do świetlanej przyszłości postmodernistycznej Europy. Tak to przynajmniej wygląda, kiedy przypatrujemy się projektowi brukselskiego Domu Historii Europy. Nie ma tu polifonii, jakiej postępowi teolodzy doszukują się dziś nawet w drogach zbawienia. Do Europy Hansa-Gerta Pötteringa – inaczej niż do nieba – prowadzi tylko jedna droga. Opisana m.in. w projekcie brukselskiego muzeum. Od narodów (nacjonalizmów) i przesądów (religii) do oświecenia, które wyraża się po francusku, niemiecku, ostatecznie po angielsku. To jest europejski kościół – poza nim nie ma zbawienia.
Uderzające w tym schemacie myślenia jest to, że o ile przeszłość wydaje się niepewna, narodowa tożsamość zrelatywizowana, a spory o jej treść wydają się jak najbardziej oczywiste (nie ma jednej Polski i jednej polskości, jeśli w ogóle jakieś patriotyzmy są dopuszczone, to tylko takie, które mogą między sobą konkurować; żadnej centralizacji pamięci nie wolno zaakceptować), o tyle świetlana przyszłość, ku której powinniśmy uciec od przeszłości, jest z góry określona, ma jeden, ściśle obowiązujący model, jeden wzorzec pamięci historycznej (dopominają się o to z taką pasją zwolennicy jednego, europejskiego muzeum i wspólnego podręcznika do historii).

Andrzej Nowak
Historyk, profesor UJ w Krakowie i WSB-NLU, redaktor naczelny miesięcznika "Arcana"

http://www.wprost.pl/ar/149889/Patrioci-i-obywatele/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 07 paź 2012, 08:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Kompendium patriotyzmu

Nakładem Wydawnictwa M ukazała się książka Dominika Zdorta - zapis jego wywiadów o polskości z pięcioma rozmówcami.

Obrazek

Fragment wstępu:

Niedługo po tragedii smoleńskiej komentator TVN24 obserwujący tysiące ludzi z biało-czerwonymi sztandarami, pytał w telewizyjnym studiu, czy nie budzą się 'demony patriotyzmu'. Dla owego 'publicysty' oraz innych ludzi, których ukształtowały peerelowskie akademie rocznicowe i pedagogika wstydu zafundowana Polakom w latach 90-ych przez 'Gazetę Wyborczą' oraz jej polityczne ramię, jakim były Unia Demokratyczna i Unia Wolności, poprzednie kilka lat musiało być koszmarem. Otwarte w 2004 roku Muzeum Powstania Warszawskiego okazało się być strzałem w dziesiątkę, defilady organizowane w dniu Wojska Polskiego przyciągały tysiące widzów, a w święta narodowe w oknach prywatnych mieszkań w wielkich miastach ludzie zaczęli wywieszać biało-czerwone flagi...

Polscy patrioci - ku zaskoczeniu wypranego całkiem z jakichkolwiek idei establishmentu, ale też po trosze ku własnemu zdumieniu - okazali się być realną siłą, zdolną do podjęcia walki nie tylko o wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej, ale także o wolność słowa, o obecność Kościoła w przestrzeni publicznej, o pluralizm mediów, o prawo do narodowej polskiej tradycji. 'Duch patriotyzmu' rzeczywiście obudził się, choć demonem mogliby go dziś nazwać tylko najbardziej zażarci wrogowie polskości.

Stąd pomysł tej książki. Zebrałem w niej rozmowy z pięcioma ludźmi, którzy wyrażają tego 'ducha' - są z jednej strony reprezentatywni dla patriotycznie nastawionej części społeczeństwa, a z drugiej, dzięki autorytetowi i pozycji, jaką zajmują w swoich środowiskach, nadają im ton, przesądzają o kierunku, w jakim pójdzie - jak sami nazywają swój ruch - 'konfederacja wolnych Polaków'. Moi rozmówcy reprezentują patriotyzm w wydaniu 'archaicznym', jak określiliby go z niechęcią jedni, czy 'staromodnym' jak stwierdziliby pobłażliwie inni. Oni sami twierdzą, że to zwyczajny patriotyzm, w wydaniu klasycznym, taki jaki kultywowano w Polsce od setek lat, niezależnie od tego jak zmieniały się historyczne okoliczności. Że innego patriotyzmu nie ma, lub jest to patriotyzm częściowy, niepełny. Trudno się z nimi nie zgodzić, a na pewno warto ich wysłuchać, bo mówią w imieniu potężnej części Polaków zatroskanych o dobro wspólne na pewno bardziej, niż inne grupy społeczne.

Profesor Zdzisław Krasnodębski, filozof społeczny, jest nie tylko jednym z najbardziej wnikliwych obserwatorów polskiego życia publicznego, ale też wrażliwym jego uczestnikiem - dość przypomnieć jego wstrząsający, pełny goryczy tekst 'Już nie przeszkadza', opublikowany w 'Rzeczpospolitej' niedługo po śmierci Lecha Kaczyńskiego - być może najważniejszy artykuł publicystyczny, jaki powstał w powojennej Polsce.

Poseł Antoni Macierewicz pokazał, że pomimo zdecydowanych poglądów i gęby 'oszołoma', jaką przykleili mu przeciwnicy, można skutecznie uprawiać politykę motywowaną interesem narodowym - wyniki prac kierowanego przez niego Zespołu Parlamentarnego badającego okoliczności katastrofy smoleńskiej zrobiły wrażenie nie tylko na licznych ekspertach, ale też na wielu Polakach, którzy wcześniej uważali, że w tej sprawie wszystko jest jasne.

Arcybiskup Józef Michalik, przewodniczący Episkopatu, w doskonały sposób reprezentuje tę patriotyczną i wierną katolickiej tradycji większość polskich hierarchów, dzięki której Kościół wciąż ma ogromny społeczny autorytet w Polsce, a komentarzy Księdza Arcybiskupa do sytuacji w kraju - moim zdaniem zbyt rzadkich - nigdy nie da się pominąć czy przemilczeć.

Jan Pospieszalski to nie tylko publicysta, symbol walki o obecność patriotycznych i konserwatywnych wartości w mediach publicznych, ale też pełen energii społecznik, animator wielu społecznych projektów, ważnych dla spraw polskich.

Wojciech Wencel wreszcie, ostatni w porządku alfabetycznym, ale najmłodszy z moich rozmówców - rocznik 1972 - to nie tylko najwybitniejszy poeta swojego pokolenia, subtelny obserwator wynaturzeń współczesnego świata, ale też nieustępliwy moralista - a przy tym wszystkim człowiek twardo stąpający po ziemi i szczerze zatroskany o życie publiczne.

Działalność tych pięciu ludzi, którzy zechcieli ze mną porozmawiać o polskości, można oceniać różnie, ich poglądy polityczne i sympatie partyjne można odrzucać, ich metod politycznych można nie akceptować. Ale o żadnym z nich nie da się uczciwie powiedzieć, że nie motywuje go miłość do ojczyzny.

Dominik Zdort

Książka jest dostępna w serwisie wydawcy i w księgarniach.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... tyzmu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patriotyzm
PostNapisane: 25 paź 2012, 06:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Odbudować ducha patriotyzmu

Z Andrzejem Burghardtem, wiceprezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej w stanie New Jersey, rozmawia Piotr Falkowski

Kandyduje Pan na stanowisko wiceprezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej ds. Polskich. Proszę najpierw powiedzieć coś o sobie.
- Jestem w Stanach Zjednoczonych od 1982 roku. Wyjechałem z Polski w stanie wojennym jako były internowany, któremu groziła utrata pracy. Od samego początku działałem w różnych organizacjach. Pierwszą tworzyli sami byli internowani, którzy licznie wówczas emigrowali z Polski. Było nas ponad 500 osób. Byliśmy rozrzuceni po całych Stanach Zjednoczonych. Utworzyliśmy organizację Komitet Członków "Solidarności" - Byłych Więźniów Politycznych. Organizowaliśmy różne protesty w odpowiedzi na to, co komunistyczna władza w Polsce wymyślała. Manifestowaliśmy przed polskim konsulatem w Nowym Jorku. To trwało w zasadzie aż do 1989 roku, po czym rzekomo władza w Polsce przekształciła się z komunistycznej na jakąś inną.

Praktycznie jedynym ogólnokrajowym forum obecności Polaków w USA jest Kongres Polonii Amerykańskiej. Jakie są przyczyny kryzysu tej organizacji?
- Przede wszystkim nastąpił zanik ducha. Zbyt wiele osób uznało, że dzieło już zostało wykonane, ukończone i teraz właściwie już nie ma co robić. Kongres Polonii Amerykańskiej przez wiele lat pod przewodnictwem prezesa Edwarda Moskala (1924-2005) pracował bardzo wydajnie w sferze koncepcyjnej, intelektualnej, wykazując nieprawidłowości w Polsce, a było ich i jest dużo, jednocześnie funkcjonując na gruncie amerykańskim jako rzecznik opcji propolskiej. Najbardziej spektakularnym osiągnięciem była wygrana kampania na rzecz przyjęcia Polski do NATO i ratyfikacji tego przez Kongres USA. Następny prezes Frank Spula niestety tego nie kontynuował. Kongres Polonii Amerykańskiej przede wszystkim powinien odbudować tego patriotycznego ducha, który istniał za poprzednich prezesów. W czasach komunizmu było łatwo rozpoznać, kto jest swoim, a kto wrogiem. Kongres funkcjonował jako orędownik wyzwolenia Polski spod totalitaryzmu sowieckiego. Teraz nastąpiło jakieś zagubienie. Jakby nie wiadomo było, co można jeszcze dla Polski zrobić. W efekcie Polska wypadła z centrum zainteresowania Kongresu. Właśnie to jest w znacznej mierze źródłem problemów. Kongres przestał być postrzegany przez ogół Polonii amerykańskiej jako organizacja ściśle patriotyczna i stąd wszystkie inne negatywne zjawiska, przede wszystkim słaby napływ nowych członków, zwłaszcza młodszych wiekiem, co powoduje osłabienie całej organizacji.

Jaką ma Pan receptę na ten kryzys?
- Odbudowanie ducha patriotyzmu może nastąpić tylko wskutek właściwego zrozumienia roli Kongresu Polonii Amerykańskiej wobec Polski. Uważam, że Kongres powinien pozostać krytykiem nieprawidłowości istniejących w Polsce współczesnej, co jest praktykowane obecnie w niewielu ośrodkach, czyli wydziałach stanowych. A na szczeblu centralnym tego rodzaju działalność usiłująca pokazać problemy Polski jest wręcz torpedowana. Sztandarowym przykładem tego jest brak zdecydowanej reakcji KPA na odmowę prawa do cyfrowego nadawania dla Telewizji Trwam, potraktowanej niesprawiedliwie wyraźnie na podłożu politycznym. Łatwo jest dezinformować w tej kwestii Polonię amerykańską, która z łatwością może odbierać Telewizję Trwam przez internet i nie rozumie, że w Polsce nie jest ten nośnik jeszcze tak powszechnie dostępny. To jest bardzo ważna sprawa, w której Kongres powinien jasno występować, a zarząd centralny ignoruje nawet uchwały przegłosowane na sesjach Krajowej Rady Dyrektorów.

To chciałby Pan zmienić po wejściu do władz krajowych organizacji?
- Naturalnie. Konieczne jest uświadamianie, edukacja na temat tego, co dzieje się w polityce polskiej, amerykańskiej i światowej. Co jest dobre, a co złe, gdzie są nadużycia systemu demokratycznego, wypaczenia i do czego to może prowadzić. Druga sprawa to zrozumienie niebezpieczeństw dla Polski. Być może w mniejszym stopniu jest to dziś zagrożenie militarne na przykład ze strony Rosji. We współczesnym świecie zagrożenia przyjmują postać ekonomiczną, jak np. zastosowanie wobec wielu krajów przez Rosję nacisku energetycznego poprzez windowanie cen ropy albo gazu. Jest również niebezpieczeństwo, które paradoksalnie może pochodzić ze Stanów Zjednoczonych. Chodzi o żądania tzw. przemysłu holokaustu. Odszkodowania dla światowych organizacji żydowskich miałyby zostać wypłacone przez Polskę z tytułu wyolbrzymianego przez propagandę udziału Polaków w eksterminacji Żydów podczas drugiej wojny światowej. Mówi się o "współodpowiedzialności za holokaust". Jest też kwestia mienia pozostawionego przez zamordowanych Żydów czy też zagrabionego przez komunistów. Prawo polskie należycie funkcjonuje w odniesieniu do spadkobierców właścicieli dóbr sprzed wybuchu wojny w odpowiednio udokumentowanych przypadkach. Jednak niesłuszne obwinianie Polaków o szeroki udział w eksterminacji Żydów prowadzi do żądań wykraczających poza sprawy konkretnych osób i związanych z sumami pieniędzy o nieprawdopodobnej skali na rzecz organizacji żydowskich w USA. Są one bardzo aktywne i świetnie zorganizowane, jeśli chodzi o dostęp do ustawodawców i administracji USA.

Dlaczego Polonia i jej reprezentacja, czyli Kongres Polonii Amerykańskiej, jest aż tak podzielona?
- Jeżeli weźmiemy pod uwagę spojrzenie na współczesną Polskę, to podział bierze się niewątpliwie z dezinformacji, jaka zaczęła szerokim strumieniem płynąć przez pewne polskie media dostępne w Stanach Zjednoczonych, na przykład kanały telewizyjne typu TVN czy Polsat albo "Gazeta Wyborcza". Głoszą one propagandę sukcesu Polski. Wystarczy zobaczyć, jakim sosem podlewają informacje o patriotycznych manifestacjach, oburzeniu przebiegiem badania katastrofy smoleńskiej itp. Teraz jest to ważna kwestia wyboru dla poszczególnych ludzi, Polaków w Ameryce, co przyjąć jako rzetelne i wiarygodne źródło informacji. Niedoinformowanie na temat rzeczywistości polskiej rodzi obojętność, która ściera się z argumentacją osób bardziej świadomych. Większość we władzach KPA zamyka uszy na argumenty, że przecież w komunizmie też była pozorowana jakaś demokracja, były wybory, rząd, państwo "zdawało egzamin" i odnosiło sukcesy... Mało kto rozumie dyskusję toczącą się w nielicznych mediach, które widzą sprawy polskie inaczej. Na to nakłada się działanie polskich placówek dyplomatycznych.

Mówił Pan o braku dekomunizacji i lustracji w Polsce. Czy Polonia nie jest też dotknięta problemem postkomunizmu?
- W jakimś momencie pojawił się oddolny ruch w Kongresie Polonii Amerykańskiej, aby wszystkie osoby funkcyjne poddały się lustracji. Byłoby to możliwe za aprobatą zarządu krajowego. Były na ten temat uchwały, ale zarząd ich nie zrealizował. Sama statystyka wskazuje, że wśród działaczy Kongresu Polonii Amerykańskiej muszą być byli komunistyczni agenci. Wystarczy wziąć pod uwagę, ilu ich zostało wysłanych w późnych latach 80. do krajów zachodnich w celu rozbijania Polonii. W 2009 r. był w Stanach Zjednoczonych śp. prezes IPN Janusz Kurtyka ze swoimi współpracownikami. Gościł w Chicago na zebraniu Rady Dyrektorów i miał długą sesję informacyjną. Widać było, że po niej coś zaczęło do ludzi docierać. Potem jednak sprawa została przez władze krajowe Kongresu zbagatelizowana. Nasz wydział jest jednym z nielicznych, którego zarząd złożył do prezesa Spuli dokumenty, aby się zlustrować w IPN. Ale do tego nigdy nie doszło.

Co teraz może zrobić Polonia dla Polski?
- Najgłośniejsza jest sprawa wiz. Można odnieść wrażenie, że jest to jakaś kwestia przetargowa. Mówiłem już o "przemyśle holokaustu". Częścią kampanii mającej na celu wprowadzenie w błąd światowej opinii publicznej o rzekomym współudziale Polaków w eksterminacji Żydów jest szkalowanie w różnych sytuacjach Polski, Polaków i rewizjonizm wobec naszej historii. W tej sprawie Polonia amerykańska od dawna pracuje. Istnieje cały system wyłapywania przypadków tego szkalowania i reagowania na nie poprzez na przykład listy protestacyjne i żądania sprostowań. Kiedy prezydent Barack Obama użył terminu "polskie obozy koncentracyjne", także były protesty. Dopóki polska dyplomacja nie zorganizuje poważnej akcji kontrującej ten proces szkalowania Polaków, także w oparciu o amerykańskie sądy powszechne, dopóty będziemy świadkami kontynuowania tych działań. Wpływowe media muszą odczuć dotkliwe straty finansowe jako karę za uprawianie tej dezinformacji, wtedy może coś do nich dotrze. Samej Polonii nie stać na bardzo kosztowne procesy w tych sprawach. Kolejna kwestia to katastrofa smoleńska. Polonia amerykańska jako pierwsza i chyba najliczniej wsparła zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza. Niezależni naukowcy na podstawie bardzo fragmentarycznych, ale jednak istotnych informacji byli w stanie odtworzyć przebieg wypadku inaczej niż oficjalne komisje, obalając wiarygodność ich raportów. To unaocznia konieczność przeprowadzenia niezależnego, międzynarodowego śledztwa w tej sprawie. Było na forum Rady Dyrektorów Kongresu Polonii Amerykańskiej kilka uchwał dotyczących zobowiązujących zarząd krajowy do kroków w tym kierunku. Niestety, władze USA odpowiadają, że jest im trudno powołać tego rodzaju komisję z własnej inicjatywy, bez odpowiedniego współdziałania ze strony polskiego rządu. Myślę, że władze USA posiadają znacznie więcej dokumentów, niż był w stanie odkryć zespół Macierewicza i mogłyby być użyteczne. Rządowi polskiemu niestety nie jest to na rękę.

W katalogu problemów są też sprawy dotyczące Polaków w USA osobiście, bezpośrednio?
- Tak. Wśród nich bardzo istotna jest kwestia sprawiedliwego opodatkowania emerytur. Ludzie, którzy postanowili na tzw. jesień życia wrócić do Polski, pobierają emeryturę amerykańską, która jest podwójnie opodatkowana: w Stanach Zjednoczonych, a potem w Polsce. Kwestia ustalenia między rządami USA i Polski jakiegoś uregulowania tego opodatkowania jest bardzo ważna. Senat USA przygotował projekt ustawy w tej sprawie noszący numer 1332. KPA powinien zorganizować szeroką kampanię poparcia w środowiskach amerykańskich dla tego projektu.

Wobec braku poparcia ze strony władz centralnych organizuje Pan struktury poziome w Kongresie Polonii Amerykańskiej prowadzące aktywną działalność.
- To wyraz nadziei, że zmiana może zostać wprowadzona ruchem oddolnym. Jestem tu jednym z pionierów eksperymentu tworzenia kontaktów pomiędzy różnymi wydziałami stanowymi. Od jakiegoś czasu organizujemy telekonferencje, w których może wziąć udział każdy członek przywództwa Kongresu Polonii Amerykańskiej. Zapraszamy na nie osoby zajmujące się np. katastrofą smoleńską czy polską polityką zagraniczną. W konferencji z udziałem Antoniego Macierewicza i współpracujących z nim naukowców z USA wzięło udział sporo osób z kręgów przywództwa KPA, także spoza grupy założycieli tej naszej "struktury poziomej". Inną formą oddolnej inicjatywy są minikonferencje współpracy regionalnej zainicjowane w naszym okręgu przez trzy spośród czterech wydziałów KPA w ogromnym stanie Nowy Jork, w których uczestniczą również wydziały z sąsiadujących stanów północno-wschodniego wybrzeża, oczywiście nasz New Jersey również.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-polon ... tyzmu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 89 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /