Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 03 sie 2012, 06:45 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Szlachetna zaduma narodowa i cyniczny skandal narodowy

Jak w innych latach, tak i tym razem Naród z powagą i świętą zadumą przeżywał tragiczną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Była podniosła Msza św. na placu Krasińskich, była defilada wojskowa, był wzruszający pochód powstańców weteranów, były pochody harcerzy, była legendarna minuta milczenia, był nastrój narodowego, choć smutnego święta. I byłoby pięknie i wzniośle, gdyby nie haniebny zgrzyt, jakim był koncert skandalizującej postaci o prowokacyjnym imieniu.

Nie można sobie wyobrazić gorszej prowokacji wobec narodowych bolesnych uczuć związanych z tragedią Powstania, z 63 dniami bohaterskiego oporu, z dziesiątkami tysięcy ofiar i nadmiarem wylanej krwi za wolność i o wolność. I to jest pierwszy skandaliczny wymiar tej żałosnej imprezy.

Ale jest jeszcze i drugi, nie mniej bolesny i urzędowo żenujący. Stanowi go bezsporny fakt, że ktoś i wiadomo kto, na tak uwłaczające czci narodowej wydarzenie dał pozwolenie, a choćby nawet tylko przyzwolenie.

W pierwszym przypadku idzie o władze miasta Warszawy. Reprezentantka tych władz deklaruje się jako katoliczka, i to zaangażowana. Nie mogła nie wiedzieć, na co daje pozwolenie, a pognębiła ją do reszty jej urzędniczka, która broniła skandalicznej imprezy karkołomną retoryką na temat wolności.

Stało się tu coś złego, zwłaszcza że prócz wysoko usytuowanego pozwolenia można się domyślać równie wysokiego przyzwolenia.

Trudno przypuścić, żeby prezydent Rzeczypospolitej uczestniczący w obchodach rocznicy nie zauważył urządzonego w jej kontekście skandalu. Ma wszak czas na nieszczęśliwe wypowiedzi moralistyczne, godnie uczestniczył w obchodach rocznicy, a brakło wysoko usytuowanego "nie".

Na szczęście takie stanowcze "nie" wobec haniebnej prowokacji zostało wypowiedziane przez pasterza diecezji, na której terenie odbyło się gorszące widowisko. Myślę o ks. abp. Henryku Hoserze, ordynariuszu diecezji warszawsko-praskiej.

Nie tylko zaprotestował, ale także zorganizował ekspiacyjne obchody i nabożeństwa przebłagalne. Chwała mu za to i podzięka dla tych, którzy wzięli w nich udział, zwłaszcza dla młodych, żarliwie protestujących przeciwko bluźnierczej imprezie.

Może szkoda tylko, że był to głos ordynariusza jedynie części Warszawy, zważywszy, że skandal dotyczył całej stolicy i rozegrał się na Stadionie Narodowym. Czy to wszystko jest tylko smutną konstatacją, czy dramatyczną przestrogą na przyszłość? Powinno być jednym i drugim. Wyrazem narodowego bólu, żarliwym postulatem - nigdy więcej!
--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest wybitnym profesorem teologii, wieloletnim wykładowcą na KUL

Ks. kard. Stanisław Nagy

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... odowy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 04 sie 2012, 07:26 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Komu zależy na promocji bluźnierstw i patologii?

Ponad 55 000 osób podpisało internetowy protest Krucjaty Młodych przeciwko bluźnierczemu koncertowi "Madonny" w Warszawie. Przez trzy tygodnie trwania akcji jej organizatorzy zmagali się z kpinami i oszczerstwami mediów głównego nurtu. Chociaż jednak do gorszącego spektaklu koniec końców doszło, cała sprawa ma również i dobrą stronę: potwierdziła, że coraz więcej Polaków publicznie staje w obronie katolickich wartości.

W całej Polsce trwały modlitwy wynagradzające Bogu i Matce Najświętszej grzech bluźnierstwa. Z całego kraju wciąż napływają wyrazy poparcia i apele (świeckich oraz duchownych) o dalszą walkę. Z roku na rok maleje obojętność polskich katolików w obliczu publicznej promocji grzechów i patologii. To tylko niektóre z owoców kampanii przeciwko bluźnierstwom „Madonny”. Komuś jednak bardzo zależy na tym, aby ośmieszyć i sprowadzić do absurdu wysiłki wierzących.

Akcja, jak chcieliby promotorzy prowokacyjnego spektaklu, nie zakończyła się w momencie złożenia w warszawskim Ratuszu kilkudziesięciu tysięcy podpisów oburzonych Polaków, którzy domagali się odwołania koncertu. 1 sierpnia licznik wysłanych protestów przekroczył 53 000. We wtorek z inicjatywy Krucjaty Młodych odprawiony został w stolicy Różaniec wynagradzający Bogu i Matce Najświętszej za grzechy bluźnierstwa. Publiczną modlitwę, na której zgromadziło się ok. 100 osób, poprowadził ks. Stanisław Małkowski. W niedzielę do modlitwy ekspiacyjnej wezwał również abp Henryk Hoser, z którym solidaryzuje się młodzież z Diecezji Warszawsko-Praskiej.

Jak można się było spodziewać, akcja katolików była dyskredytowana i ośmieszana przez liberalne media, które praktycznie codziennie, od początku trwania protestu, dezinformowały opinię publiczną. Pierwszą taktyką zastosowaną przez ateistyczną prasę i telewizję było sprowadzenie kampanii Krucjaty Młodych jedynie do kontrowersji związanych z datą planowanego koncertu – 1 sierpnia - czyli rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego. Termin ten nie wydaje się być przypadkowy. W 2009 roku koncert „Madonny” odbył się 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i był reklamowany hasłem: „W tym kraju nie ma miejsca na dwie królowe”. Początek sierpnia jest dla Polaków również szczególnym czasem, w którym oddajemy hołd poległym w walce z niemieckim okupantem. Jednak brak szacunku dla powstańców – chociaż godzien zdecydowanego potępienia - jest i zawsze będzie kwestią drugorzędną w stosunku do publicznej promocji bluźnierstw oraz kpin z Boga i Maryi. Dobrze wiedzą o tym media relacjonujące postępy katolików w walce z szyderstwami „Madonny”. Przedstawiciele Krucjaty Młodych, wielokrotnie wypowiadający się przed kamerami, zawsze akcentowali, iż protest wymierzony jest w promocję bluźnierstw. Ten wymiar akcji został zepchnięty na drugi plan przez nieprzychylne katolikom środki przekazu.

Jeśli zaś już w ogóle w mediach lewicowo-liberalnych wspominano o bluźnierstwach, będących nieodłącznym elementem spektakli z udziałem podstarzałej skandalistki, nie omieszkano przy tym ośmieszyć protestujących. Obrona tego, co święte dla katolika, a przeklęte dla liberalnego ateisty, musi być bowiem „odpowiednio” przedstawiona w telewizji. Na przykład w materiale wyemitowanym przez Telewizję Polską informacja o sprzeciwie zilustrowana została obrazem… maszerujących żołnierzy Wehrmachtu! Byłoby naiwnością dopatrywać w tej manipulacji przypadku lub pomyłki, skoro nie tak dawno materiałowi dotyczącemu sekt towarzyszył w jednym z programów TVP widok słuchaczy Radia Maryja zgromadzonych na jasnogórskiej pielgrzymce.

Owszem zdarzało się, że największe media wspominały – sporadycznie! - również o kilkudziesięciu tysiącach podpisów, które zebrali pod protestem członkowie Krucjaty. Za każdym razem, gdy organizatorzy akcji wypowiadali się dla mediów, przypominali o tym, jak wiele osób sprzeciwia się bluźnierczej prowokacji. Przy tej okazji kolejny raz „popisała” się TVP, informując w Kurierze Warszawskim o „pięciuset e-mailach wysłanych do Ratusza”.

O bodaj najbardziej bezczelną manipulację dotyczącą protestu i jego organizatorów postarał się „Newsweek”, którego kreatywni autorzy wymyślili rozmowę z fikcyjnym członkiem Krucjaty Młodych, wypowiadającym skandaliczne i kompromitujące ją twierdzenia. Organizacja podkreśla, że żaden z jej członków nigdy nie wypowiedział słów, które w artykule zostały przypisane „Arturowi Anonimowi”.

Wsparcia dla promocji bluźnierstw i patologii udzielił również warszawski Ratusz. Media rozpisywały się o utrudnieniach, jakie spotkają warszawiaków w związku z koncertem. Zamknięty dla pojazdów był m.in. most Poniatowskiego oraz ulice na Saskiej Kępie. Aby skutecznie dowieźć na koncert i rozwieźć do domu fanów „Madonny”, Zarząd Transportu Miejskiego utworzył specjalne linie autobusowe i wydłużył czas kursowania metra. Apel Krucjaty Młodych oraz kilkadziesiąt tysięcy podpisów pozostał bez żadnej odpowiedzi ze strony władz miasta.

Pomimo manipulacji i kłamstw największych mediów przesłanie akcji, o której rzetelnie informowały katolickie i prawicowe środki komunikowania, dotarło do sporej części opinii społecznej. W 2009 roku akcję przeciwko „Madonnie” poparło 25 000 osób, dzisiaj już ponad dwa razy tyle. Z roku na rok maleje obojętność w obliczu publicznej promocji grzechów i patologii. Jeśli ta tendencja utrzyma się, już niedługo wpływ środowisk katolickich na losy naszego kraju znacznie się zwiększy. A wtedy władza nie będzie już mogła sobie pozwolić na ich ignorowanie.

Marcin Musiał

http://www.pch24.pl/komu-zalezy-na-prom ... z22VP29yvX


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 29 sie 2012, 06:13 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
A jak wygląda kultura reklam? Komu i czemu, oprócz promocji produktu, służą wskazane w artykule reklamy?

Desakralizacja w reklamie

Z ks. prof. Aleksandrem Posackim SJ, znawcą demonologii, rozmawia Małgorzata Bochenek

Ponad osiem tysięcy osób podpisało się pod protestem przeciwko produktowi koncernu Agros Nova. O czym świadczy ten sprzeciw?
- Jest to powszechny sprzeciw wobec profanacji, bluźnierstwu, idolatrii. Bo taką kategorią teologiczną jest igranie z satanizmem, który jest jednym z najcięższych grzechów przeciwko Bogu i człowiekowi oraz otwarciem się na opętanie demoniczne, co wykazuje praktyka egzorcystów. Ludzie, którzy nawet nie znają dobrze teologii, wyczuwają to intuicyjnie. Chrześcijanie powinni się bronić, a nie pasywnością ośmielać bluźnierców i manipulatorów do bezkarnych działań czy to z powodu głupoty, czy nieprawości.


Kampania reklamowa napoju energetycznego "Demon" jest niczym innym jak promocją złego ducha. Do czego prowadzi igranie z satanizmem i jego symbolami?
- Jak już mówiłem, sprawa dotyczy dotykania najcięższego grzechu, który pustoszy człowieka, i szatana, który go zniewala. Świadomy satanizm najszybciej i najgłębiej otwiera na ingerencje demoniczne. Igranie symbolami satanistycznymi stanowi więc nie tylko zawinioną propagandę tej ideologii, ale też może przygotowywać inicjacyjne otwarcie na świat ciemności.


Na skutek protestów producent napoju uczynił pewne ustępstwa - z puszek usunięto pentagram, wycofano się z pomysłu kampanii reklamowej w telewizji i na billboardach. Jednak - jak podkreślają inicjatorzy akcji - "satanizm nie przejdzie, nawet w wersji light!".
- Usunięcie pentagramu to duże osiągnięcie i ujawnia sens tego rodzaju społecznego nacisku. Pentagram jest najważniejszym satanistycznym symbolem inicjacyjnym. Jest emblematem kościoła szatana, założonego przez La Veya, który nie wymyślił pentagramu, ale kontynuuje tradycję satanistyczną. Nawet w wersji light tego rodzaju działania wobec ludzi są niedopuszczalne i są dowodem jeśli nie złej woli, to wielkiej duchowej ignorancji.


Istnieje powszechna tendencja ignorowania obecności satanistycznych, okultystycznych symboli...
- Wspomniałem już o pentagramie, ale są jeszcze odwrócone krzyże i trzy szóstki. Najbardziej wyrazistym symbolem satanistycznym jest głowa kozła Bafometa wpisana właśnie w pentagram. Tym niebezpiecznym, bo przywołującym realną obecność osobowego Zła. Duchowość demoniczna ukrywa się dziś także pod symbolami wampirów czy wilkołaków, co może być zagrożeniem dla dzieci i młodzieży. Niebezpieczne jest używanie imion szatana, które występują w Biblii: szatan, demon, diabeł, Lewiatan czy Behemot. Nie powinno się tymi imionami szatana nazywać dzieł kultury czy instytucji usługowych. Nie chodzi tu o strach, ale właśnie o rozsądek: uznanie realizmu imion i symboli, trzeźwość umysłu, zamiast igrania z osobowym Złem, niedotykanie tego, który jest przeciwnikiem Boga, co ocierałoby się o bałwochwalstwo czy profanację. Ten dystans wynika nie ze strachu, ale z cnoty bojaźni Bożej, która jest racjonalnym i głębokim wyrazem szacunku dla świętości Boga, wyrazem właściwej człowiekowi od wieków wrażliwości wobec sacrum.


Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Bochenek

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... lamie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 14 wrz 2013, 07:43 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Grodzka i Giertych na deskach

Za rok, być może właśnie u progu następnej jesieni, na deskach jednej z warszawskich scen, ma zostać wystawiona opera o transseksualistach, czy być może o transseksualizmie jako takim, a natchnieniem dla autorów będzie życiorys Anny Grodzkiej, dziś posłanki, kiedyś mężczyzny. To ważna wiadomość, że tak źle traktowani i oceniani przez nas politycy z Wiejskiej znajdują jednak uznanie u wielkich i wybitnych artystów. Od razu widać, gdzie jest kultura i zrozumienie dla tego niebywałego trudu posłów i posłanek, od razu czuje się to wysokie C, poniżej którego nie schodzi warszawska elita twórców. Będzie więc wielki spektakl o tym, jak upokarzana (y) bohater (ka) przeistoczyła (ył) się w kobietę. Ale też nie czarujmy się. Zbyt oryginalny ten pomysł, to on nie jest. Raczej jest to powielenie tego, co postępowy i mądry Zachód już dawno wystawiał na deskach swoich teatrów, oper i operetek. Zauważą pewnie naszą mozolną i wyłożoną ciemnogrodzkim brukiem ciernistą drogę do postępu, ale to za mało, stać nas przecież na więcej. Gdyby warszawscy twórcy byli trochę bardziej oryginalni, trochę mocniej nacisnęli na swoje szare (co tam szare, raczej tęczowe) komórki, doszliby do wniosku, że jest ktoś, o kim opera byłaby dla całej Europy prawdziwą bombą, a tłumy waliłyby na to przedstawienie drzwiami i oknami, dachami i piwnicami. Ten ktoś jest tak oczywisty, tak bardzo narzuca się sam do roli wielkiego bohatera, że aż dziw bierze, że ani Wajda, ani Stuhr, ani Wojewódzki, ani Pasikowski nie wpadli na ten trop, na tę tak jasną i wielką, także w sensie dosłownym, postać. Mowa oczywiście o Romanie Giertychu.

Co tam zmiana płci, jakieś korekty cielesne, zmiany i wymiany, to bułka z masłem, to nic, po prostu zwykły zabieg, trochę nowych ciuchów, zapuszczone włosy i już jest się kimś innym, już jest się kobietą, prawdziwą, spełnioną, co więcej, atrakcyjną i ponętną. Znamy takich przypadków wiele, ale Roman jest jeden. A jego zmiana polityczna, duchowa, jest tak postępowa i tak wielka, że niech się schowa Michnik Adam i cały postępowy Paryż, bo wstyd, bo to niewielki pikuś w porównaniu z dokonaniami tego byłego narodowca. W pierwszej scenie sztuki o Romanie Giertychu (tę rolę mógłby dostać taki fajny gość od Jamesa Bonda, albo Wiktor Zborowski) bohater, oświetlony pięknie, punktowo powiedziałby do zgromadzonego gdzieś w oddali ludu, że Jarosław Kaczyński tworzy rząd mafijny, straszny, obrzydliwy i totalitarny. Kiedy dotknie swymi złocistymi zębami ostatniej sylaby, drugie punktowe światło pokaże nam w fotelu Monikę Olejnik, która zada mu kluczowe pytanie tej sztuki: -Panie Romanie, Panie Mecenasie jak to się stało, że Pan dziś jest taki mądry, a kiedyś gnił Pan w zacofaniu i faszyzmie? Redaktor MO może zagrać spokojnie Renata Dancewicz, będzie bowiem bardzo naturalnie podobna do tego, co mówi i co myśli Monika Olejnik. A kiedy wypowie te słowa, scena zabłyśnie pomarańczą i zielenią, roztoczy się po niej zapach brzóz, topoli i zbóż, a wśród nich zobaczymy małego (rzecz względna w jego przypadku), dorastającego Romana w krótkich spodenkach i lakierkach. Ujrzymy jego historię, od narodowej, faszystowskiej i ciemnogrodzkiej prawicy do Przyjaciela „Gazety Wyborczej” i Oświeconego Niebywale, jak nikt w Europie, premiera Donalda Tuska. Mały Roman pewnie powie wśród łanów zbóż: – Nie wiem, co mi kołata w mojej młodej głowie, ale mam przeczucie, że ten narodowy polski faszyzm nie jest mój, nie jest mój Kochana Mamo, co mam zrobić?! – wykrzyczy swój ból i troski nękające wspaniały umysł przyszłego wielkiego polskiego polityka i mecenasa.

Podejdzie wtedy do niego młoda dziennikarka Janina Paradowska (może ją zagrać gościnnie Ewa Kopacz), która spojrzy na niego z lekkim obrzydzeniem i powie do widowni: - Ach jaki on jest wsteczny, jaki on ponury, jaki wielki, a jaki mały jednocześnie i niepostępowy, jaki faszystowski! Och Marksie, ratuj! – dorzuci na koniec. Tak potoczy się zapewne ta akcja. Nielinearnie. Raz będzie to Roman w szkole, a za chwilę dorosły Roman Giertych, dzielnie punktujący w studiu Jarosława Kaczyńskiego. Albo Roman, który spotyka się potajemnie z Donaldem Tuskiem i mówi mu na ucho w pełnym zaufaniu:

Jestem Twoim agentem w rządzie Kaczora,

Wiedz to, jam jest taka postępowa Wernyhora,

Lecz potem, pamiętaj,

Wepchnę się do Twojego Dwora

Tak może mówić premierowi nasz bohater, tkając swój mistrzowski plan rozbicia rządu „Pisiorów”. A potem, znów, gdzieś te jego radosne sceny z tragicznej przeszłości: Roman idzie po warszawskim bruku i krzyczy jakieś brednie o niepodległości i narodzie. Jaki naród? Czy w ogóle są w Europie jeszcze jakieś narody, poza Niemcami? Przecież to przeszłość, przeżytek, wstecznictwo, źródło wojen. Postęp, wymieszane rasy, brak płci w ogóle, to jest to co rozgrzewa dziś całą ludzkość. Po co komu płeć do szczęścia? Być może autorzy pójdą tym tropem, pójdą jeszcze dalej, niż sam bohater w swoim wspaniałym życiu i być może w ostatnim akcie sztuki, podczas jej światowej prapremiery w Londynie, Roman Giertych odrzuci swoją płeć, odrzuci jakieś podziały na homo i hetero, i gromko wrzaśnie do zelektryzowanej widowni: Jestem Gigantem! Jestem Gigantem! To byłby wspaniały koniec tej sztuki i jednocześnie wielki pochód samego mecenasa do fotela premiera wszechczasów III RP. Jest więc jakaś szansa dla Polski, jest wielka szansa dla Romana. Możemy być na ustach całego świata, ale naprawdę nie bójmy się tego, zainwestujmy w Romana Giertycha, zróbmy to profesjonalnie i z jeszcze większym rozmachem, niż robi to na co dzień TVN 24 i Justyna Pochanke. Dość tej amatorszczyzny i kiepskich wywiadów z tak wielkim politykiem i tak niespotykanym nigdzie indziej mężem stanu. „Roman Romanum” – taki tytuł rzucam dziś pod rozwagę naszych wielkich twórców. Do dzieła!

http://benevolus.salon24.pl/533235,grod ... na-deskach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 19 wrz 2013, 19:14 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Absurd i destrukcja istotą nowoczesnej sztuki

ks. Karol Stehlin FSSPX

Rewolucja francuska dokonała ogromnego przewrotu w dziejach ludzkości. Zniszczenia nie ominęły również sztuki. Rezygnacja z pojmowania człowieka jako bytu stworzonego na podobieństwo Boże, zaprowadziła szybko do zaniku samego piękna, ponieważ istnieje ono tylko tam, gdzie jest forma, nadająca kształt materii. A właśnie z tej formy, czyli pojmowania człowieka jako obrazu Boga, rezygnuje nowoczesna sztuka.

Istotą sztuki, co odzwierciedla się w jej zasadach i początkach, jest pozostawanie w służbie Boga. Artysta, tworząc swoje dzieło, w pewnym sensie uczestniczy w boskim dziele stworzenia. Najstarsze dzieła sztuki są obiektami sakralnymi, związanymi z kultem Boga (u pogan: bóstw) lub wiążą się z ogólnie pojętą tajemnicą śmierci. Wszystkie dzieła sztuki z czasów chrześcijańskiej starożytności powstawały dla chwały Boga: obrazy ołtarzowe i rzeźby w romańskich i gotyckich świątyniach, freski na ścianach kościołów i krużganków, ilustracje ksiąg liturgicznych i naczynia przeznaczone dla kultu Bożego. W renesansie nastąpił początek zmiany mentalności, co najlepiej widać w malarstwie: myśl o wieczności zaczyna tracić w sztuce centralne miejsce. Obok motywów sakralnych, coraz częściej pojawiają się pejzaże, portrety — malowane np. przez Rafaela, Tycjana, Dürera, Holbeina czy Bruegela, powstają rzeźby zwierząt i postaci mitycznych. Ogólnie jednak życie społeczne, a więc również i sztuka, przepojone było jeszcze duchem chrześcijańskim. Znany wiersz z 1595 roku głosił, że „bez Boga nie powstało żadne dzieło sztuki!”.

Artysta już nie współpracuje z Bogiem

Sztuka romańska ukazała ludziom majestat i wielkość Boga. Sztuka gotycka, ze swoimi wysokimi sklepieniami i ostrołukami, wyrażała tęsknotę człowieka za niebem. Barok radował się okruchami nieba na ziemi. Szczyt doskonałości w mierze i harmonii, w symetrii i formie odnajdujemy u Hiszpana Diego Velasqueza, który znakomicie potrafił przedstawić człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga. Rewolucja francuska (1789 r.) dokonała niszczącego przewrotu również w dziedzinie sztuki. Barok i rokoko traktowane były przez jakobinów jako symbol ancien regime (starego reżimu), który, jak się wyraził Anatol France, trzeba „powiesić i zniszczyć”. W wieku XVIII racjonaliści doby oświecenia domagali się wprost sekularyzacji sztuki. Lessing twierdził, że jej celem ma być przyjemność, jaką sprawia człowiekowi. Zaś Charles Batteux bronił tezy, że sztuka jest dziełem wyłącznie ludzkim i dlatego ma respektować prawa jedynie ludzkie. Artystą, który dokonał prawdziwej rewolucji w malarstwie, był Franciszek Goya. Początkowo malował portrety cesarzy Karola III i Karola IV. Stopniowo jednak, przejęty okropnymi wydarzeniami z początku XIX wieku, w coraz ciemniejszych barwach przedstawiał człowieka zdeprawowanego podczas zawieruchy wojny. Widzimy to w jego cyklu obrazów pt. Los Desastres de la guerra (Okropności wojny) z 1805 roku.

Demony wkroczyły w codzienne życie ludzi

Kilka lat później Goya stworzył serię Los Disparates (Absurdy), stanowiącą prawdziwy przełom w sztuce: świat demonów wkroczył w codzienne ludzkie życie. Historycy sztuki jednomyślnie stwierdzają, że właśnie te rysunki należą do głównych inspiracji sztuki nowoczesnej. Przedstawiony na nich świat jawi się jako straszliwy, potworny, diabelski. Niegdyś sztuka traktowała piekło jako miejsce wydzielone, pozaziemskie i wszystko, co w życiu ludzkim jest grzeszne czy przerażające, zostało w nim zamknięte. Rzeczywistość demoniczna była przedstawiana jako coś, co istnieje obok człowieka, ale nie jest z nim zespolone. Goya malował piekło jako integralną część życia ludzkiego, a nawet ludzkiej natury. Jest to nowe pojmowanie człowieka, polegające na tym, że nie tylko wygląda on jak demon, ale w zasadzie sam jest demoniczny. „Goya pokazuje brutalnie człowieka: już nie jako obraz Boga, ale jako istotę pozbawią cech ludzkich; a po śmierci jako trupa, którego się wyrzuca” — napisał Theodor Hetzer. Człowiek pojmowany był jako istota pogrążona w samotności, opuszczeniu i subiektywizmie. Widać to najwymowniej w obrazie Mnich nad morzem Caspara Davida Friedricha. Samotny zakonnik, odwrócony plecami do widza, wpatruje się w nieskończoność morza, nad którym widać jedynie firmament. Heinrich von Kleist tak skomentował to dzieło: „Nie może być nic smutniejszego nad tę postać: samotna iskra życia w rozległym państwie śmierci, samotny środek w samotnym kole”.

Mrok, chaos i zgnilizna

Dzieło to doskonale ujmuje także nową wizję sztuki: ma być autonomiczna i bezwzględna, wycofana z publicznego życia, ma być samotnym monologiem artysty. Tak pojmowana, autonomiczna sztuka staje się substytutem religii dla człowieka, który wierzy jedynie w samego siebie. To ubóstwienie sztuki, podobnie jak ubóstwienie państwa u Hegla, jest wyrazem marzeń człowieka, który — podobnie jak Prometeusz — chce być bogiem dla siebie samego. André Malraux powiedział w związku z tym, że „głos chrześcijaństwa jest w naszej kulturze zupełnie nieznany”, a współczesność opanowana jest „wolą autonomicznego kształtowania świata, która po raz pierwszy opiera się tylko na sobie”. Zaprzestanie pojmowania człowieka jako stworzonego na podobieństwo Boże, prowadzi jednak nieuchronnie do zaniku samego piękna, ponieważ istnieje ono tylko tam, gdzie jest forma, nadająca kształt materii. A właśnie z tej formy, czyli z istoty człowieczeństwa jako obrazu Bożego, rezygnuje nowoczesna sztuka. Wszystko, co ciemne, zgubne, groźne, chore, martwe, zgniłe, zniekształcone, udręczone, wypaczone, wykrzywione, nieczyste, zwichnięte, mechaniczne — wszystkie nieludzkie właściwości zawładnęły dziś człowiekiem, jego życiem i wyobraźnią. Robią z człowieka ruinę i automat, trupa i robaka, opisują go jako byt brutalny, okrutny, sprośny, podły, nikczemny, potworny i maszynowy.

Sztuka substytutem religii

W różnych kierunkach nowoczesnego malarstwa eksponuje się rozmaite antyludzkie cechy: w kubizmie — uśmiercenie, w ekspresjonizmie — chaos, w surrealizmie — demoniczny chłód. Istnieje także żądza „nowości za wszelką cenę” oraz pragnienie wykorzystania sztuki jako środka zniszczenia wszelkiego porządku i ukazania wszechobecnego oszustwa. Ten swoisty „infernalizm” (przedstawianie piekła) rzadko jest jawnym programem. W większości przypadków działa on jako ukryta siła. José Ortega y Gasset mówił o „wygnaniu człowieka ze sztuki”. Pychę samowystarczalnego człowieka, który wynosi się ponad wszystko i ponad wszystkich, wyraził dobitnie Le Corbusier: „Sztuka jest niezbędna tylko elitom, cementując je, aby mogły rządzić. Istotą sztuki jest pycha!”. Oskar Kokoschka, który na początku sam był zwolennikiem „sztuki nowoczesnej”, wyjaśnia: „Nowoczesna sztuka polega na proklamacji świata bez człowieka, podobnie jak filozofia materialistyczna koncentruje wszystkie wysiłki intelektu, aby udowodnić, że Boga nie ma — zamiast budować pozytywny obraz świata, który miałby sens i wartość. Ta bezprzedmiotowa sztuka jest religią bez Boga”.

Sztuka na progu ostatecznej katastrofy

Kolejnym „bohaterem” rewolucji w sztuce był Pablo Picasso. Również on, podobnie jak Goya, przeszedł długą drogę od realizmu lat młodzieńczych do kubizmu, a stąd do surrealizmu. Swoje kolaże komponował z gazet, drewna, tkanin oraz kawałków ceramiki, naklejając je na płótno i przedstawiając jako „obrazy”. Mikołaj Bierdiajew w Sensie historii tak scharakteryzował dzieła futurystów: „Wszelka radość życia pod słońcem zanikła. Monstrualny huragan pozrywał jedną zasłonę po drugiej. Ze wszystkich rzeczy została zdarta skóra, a ciało, przedstawiane w obrazach o nieprzemijającej piękności, wyschło. Wydaje się, że już nigdy nie będzie wiosny na ziemi, już nigdy nie będzie liści, pięknych kształtów i żywych form. W dziełach Picassa widzimy proces rozkładu, kubistycznego podziału zdrowych form ludzkich na części składowe, aby móc dotrzeć do głębi i tam odnaleźć elementarne formy pierwotne, z których składa się człowiek. Sztuka Picassa zrywa z wzorami natury i wzorami antyku. Nie szuka doskonałego człowieka w jego integralności. Straciła możliwość postrzegania całości i posuwa się coraz dalej w procesie rozkładu. Ludzka forma, jak i w ogóle każda naturalna forma, znika. Duch opuścił modernistyczną sztukę, a ciało uległo dematerializacji. Ten proces dematerializacji w malarstwie prowadzi do przygnębiającego wniosku: sztuka znajduje się na progu ostatecznej katastrofy”. Siergiej Bułhakow konkluduje: „Picasso budzi zgrozę, ponieważ jego demonizm jest autentyczny i szczery. Stan szatańskiego opętania jest zjawiskiem współczesnych czasów, które rozpowszechnia się szybko na wszystkie strony”. Bułhakow nie odmawia Picassowi duchowości, ale jest to, jak twierdzi, „duchowość szatańska”.

Zaspokajamy tych, którzy szukają dziwactw i absurdu

Sam Picasso 2 maja 1952 roku tak powiedział o sobie i swojej twórczości: „Od kiedy sztuka nie jest już pokarmem najlepszych, artysta może używać swego talentu dla realizacji własnych zachcianek i fantazji. Ludzie nie znajdują w sztuce ani zaspokojenia tęsknoty za pięknem, ani pocieszenia. Natomiast bogaci, próżni i po prostu ciekawscy szukają w niej nowości, dziwactw, oryginalności, rzeczy gorszących i przewrotnych. Od okresu kubizmu, a nawet jeszcze wcześniej, zadowalałem tych wszystkich krytyków niezliczonymi dowcipami, które mi przyszły do głowy, i które oni tym bardziej podziwiali, im mniej były zrozumiałe. W ten sposób szybko stałem się znany. A chwała dla artysty to popyt, majątek, bogactwo! Dziś jestem nie tylko sławny, jestem także bogaty. Jednak sam przed sobą nie mogę uznać się za artystę we właściwym sensie tego słowa. Wielkimi malarzami byli Giotto, Tycjan, Rembrandt i Goya. Ja jestem tylko żartownisiem, który rozumiał swoją epokę i wyciągał wszystko, co tylko mógł, z głupoty, lubieżności i próżności współczesnych ludzi!”. Wyznanie to oddaje dobrze wszechobecnego dziś ducha nihilizmu; nie ma wątpliwości, że artyści dzieł o takiej inspiracji służą w rzeczywistości szatanowi. Francuski historyk sztuki Champigneulle twierdzi: „Surrealizm ucieka od życia ziemskiego nie w życie wieczne, ale w doczesność. Odrzuca nadprzyrodzoność, nienawidzi zasadniczo wszystkiego, co ma charakter religijny, ucieka w świat pod-naturalny, perwersyjny”. „Jesteśmy niszczycielami Europy” — wołał Aragon, zaś Le Corbusier dodawał: „Centra naszych starych miast z ich katedrami i świątyniami muszą być zburzone i zastąpione drapaczami chmur”. Hilla Rebay, kierowniczka muzeum malarstwa abstrakcyjnego w Nowym Jorku, wyraża się jeszcze dobitniej: „Naprawdę szkoda, że bomby nie niszczyły skuteczniej tego, co stare”.

Sztuka dziełem sfrustrowanych intelektualistów

Nowoczesna sztuka uważa siebie za anty-sztukę. I rzeczywiście, co wspólnego mają abstrakcyjne „dzieła” z prawdziwą sztuką? Nawet Salwador Dali zdystansował się od tego, co nazywał „akademią szpetoty”: „Jesteśmy świadkami narodzin synkretycznej sztuki, pół-karykatury, pół-dekoracji. Picasso i Matisse potrafili jeszcze dobrze malować. Ich dzisiejsi naśladowcy już nawet nie umieją porządnie malować i nie są w stanie odtworzyć na płótnie ludzkiej twarzy. To straszne, bo w ten sposób całemu pokoleniu grozi upadek w najmroczniejsze barbarzyństwo”. Franz Werfel tak określa artystyczną awangardę, do której sam w młodości należał: „Dostrzegałem w sobie oraz w innych wiele arogancji. A skoro sam byłem taki w młodości, muszę przyznać z własnego doświadczenia, że nie ma niczego bardziej bezczelnego, aroganckiego i diabelskiego, niż ta artystyczna awangarda złożona z radykalnych intelektualistów, przekonanych o własnym wyrafinowaniu, głębi poglądów i zdolności do zadawania bólu. W rzeczywistości byliśmy jednak mało znaczącymi palaczami, podgrzewającymi piekło, w którym przypiekana jest dzisiejsza ludzkość”. Koniec tego procesu opisuje znakomicie austriacki malarz i architekt Friedrich Hundertwasser: „Ci, którzy tworzą sztukę, to już od dawna nie są artyści, lecz mała, międzynarodowa mafia sfrustrowanych intelektualistów. Sfrustrowanych, ponieważ ogół społeczeństwa nie dostrzega ich zabiegów. Ci z nich, którzy piastują stanowiska dyrektorów muzeów, teoretyków sztuki i dziennikarzy, są w rzeczywistości pasożytami żerującymi na ciele społeczeństwa. Nikt nie chce mieć z nimi nic do czynienia. Mafia ta, której obce jest pojęcie prawdy i poczucie rzeczywistości, chce dziś dyktować ogółowi, na czym polega prawdziwa sztuka. Odizolowana od normalnego świata, przemawia niezrozumiałym, stworzonym przez siebie żargonem: pop art, body art, concept art, land art, op art, happening, dripping, action painting, taszyzm... Tym sfrustrowanym fabrykantom sztuki malarze jedzą z ręki, w nadziei na zorganizowanie wystawy, pochlebny artykuł w prasie albo sprzedaż ich obrazów. Ci, którzy w ten sposób pną się w górę, będą błaznami obecnego establishmentu. Ich sztuka jest pusta, pozbawiona piękna, bezbożna, głupia i zimna”.

Dekadencja nie będzie wieczna...

Aleksander Sołżenicyn, oceniając duchową kondycję współczesnego społeczeństwa, pisze: „Ludzie zapomnieli o Bogu, stąd cała klęska!”. Odrodzenie sztuki nie może nadejść bez odrodzenia religijnego. Nowoczesna sztuka pokazuje dobitnie, że człowiek, oddalając się od Boga, pogrąża się w nonsensie i demoniczności, ostatecznie niszcząc samego siebie. Może jednak właśnie to doświadczenie zupełnego osamotnienia, a nawet samounicestwienia, będące ostatecznym skutkiem ludzkiej pychy, stanie się punktem zwrotnym i da nowy początek ludzkości i sztuce? Trzeba pamiętać, że syn marnotrawny dopiero pośród świń, w skrajnej nędzy i upadku, zdał sobie sprawę ze swego fatalnego stanu. Zrozumiał, że pozostała mu tylko jedna możliwość ratunku. Co do sztuki, to być może długo jeszcze spustoszone, centralne miejsce będzie świeciło pustką. Ale w końcu człowiek musi uświadomić sobie, że w tym pustym centrum znajduje się opuszczony tron Tego, któremu się on jedynie należy — Bogu.

http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1900


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 11 paź 2013, 09:20 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7495
Lokalizacja: Podlasie
Wyszło szydło z Moniki Olejnik
2013-10-10 22:56

Przed chwilą w „Kropce nad i” Brudziński tak wkurzył Monikę Olejnik, że zagotowała w takim stylu, iż krakowskie przekupki mogłyby u niej zaledwie terminować.

Oj! Pokazała pani Monika prawdziwą naturę.

Coś pięknego! Gorączkowe rzuty grzywą, jazgotliwy bełkot, niezdrowe wypieki na licach, wybałuszone w furii gały i konwulsyjne podskoki na stołku, aż się przestraszyłem, że jej te czerwone buty z branych przez kamerę od dołu nóg nieco przesadnie wyszczuplonych - pospadają.

A na końcu się tak zapowietrzyła, że po raz pierwszy w dziejach tefałenu redaktorzy programowi „kropkę” przed czasem urwali.

Ewidentnie czują nadchodzący koniec.

Krzysztof Pasierbiewicz (nauczyciel akademicki)

http://naszeblogi.pl/41520-wyszlo-szydl ... ki-olejnik

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 31 paź 2013, 17:43 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Goły facet z genitaliami ociera się o figurę Jezusa, czyli Centrum Sztuki Współczesnej. ZDJĘCIA!

Kultura niedziela, 27-10-13 07:51 Jan Bodakowski Normalni ludzie nie są w stanie wyobrazić sobie jak w zdeprawowany sposób są marnowane ich podatki. Czy pieniądze Polaków przeznaczane są na inwestycje które sprawią, że życie Polaków będzie łatwiejsze, zdrowsze i bezpieczniejsze? Nie. Przeznaczane są między innymi na tzw. sztukę nowoczesną.

Utrzymywane z podatków warszawskie Centrum Sztuki Współczesnej, mieszczące się w salach Zamku Ujazdowskiego, prezentuje do 15 listopada wystawę sztuki nowoczesnej „British British Polish Polish: Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś”.

Jednym z eksponatów na tej wystawie jest wyświetlany na ścianie film Jacka Markiewicza „Adoracja” (na stronach ministerstwa kultury dzieło to nazywa się „Adoracja Chrystusa”). Jest to zapis dyplomu artysty z 1993 roku. Na filmie nagi facet ociera się o naturalnej wielkości figurę Jezusa przybitego do krzyża. Krucyfiks leży na podłodze. Goły facet, eksponując genitalia, leży raz z jednej, raz z drugiej strony ukrzyżowanego. Maca rekami po ciele Jezusa i namiętnie się do figury przytula. Molestowany przez artystę krucyfiks jest średniowiecznym zabytkiem i pochodzi zbiorów Muzeum Narodowego.

W wywiadzie dla dwojga innych artystów znanych z podobnego podejścia do sztuki, Kozyry i Żmijewskiego, artysta szczerze deklarował swoje intencje - "Gdy wszedłem do kościoła w Warszawie i zobaczyłem ludzi modlących się do wyrzeźbionego niby-boga, przeżyłem szok. Do pracy, w której pieszczę Chrystusa motywowała mnie chęć obrazy tego, co nie jest Bogiem. I mimo wszystko jest to praca religijna - o uwielbieniu Boga. Liżąc wielki średniowieczny krucyfiks, dotykając go nagim ciałem, obrażając go, gdy leży pode mną, modlę się do Prawdziwego Boga" (cytat z: http://www.culture.pl/baza-sztuki-pelna ... markiewicz).

Na stronie culture.pl można zapoznać się z biografią artysty. Tworzywem jego prac były: krew, sperma, ubrania zmarłej matki i kał (w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku wystawił własną kupę). W swoich pracach artysta umieszczał zdjęcia ze swoich praktyk onanistycznych. W twórczości wykorzystywał odór moczu. W jednej wystaw, w zaciemnionym pomieszczeniu wystawił swoje nagie ciało, chwaląc się, że w mroku albo wzbudzał odrazę widzów albo był pieszczony oralnie.

W późniejszych pracach artysta wystawiał pornograficzne instalacje składające się z wynajętych prostytutek. Mówiąc o swoich instalacjach deklarował pogardę dla kobiet wyniszczonych prostytucją.

Inne dzieła polegały na potajemnym nagraniu i upublicznieniu swojej spowiedzi. Fotografowaniu tatuaży więźniów z elementami religijnymi. Bluźnierczym wykorzystaniu różańca odmawianego przez słuchaczy Radia Maryja w instalacji video.

tekst i fot. Jan Bodakowski

http://www.prawy.pl/73-kultura/4108-gol ... ej-zdjecia

W takim kierunku jesteśmy prowadzeni. Mamy być podobnie zdegenerowani. Ta "sztuka" to wzorzec dla naszego "rozwoju".
Macie lemingi swoich idoli spod libertyńskiej gwiazdy. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, że w niedalekiej przyszłości będziecie zmuszani do podobnych zachowań. To będzie test na waszą przydatność dla ideologii zdziczenia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 06 lis 2013, 09:01 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Bluźnierstwo pod płaszczykiem sztuki

Marcin Austyn

Interpelacja poselska do ministra kultury oraz kolejne doniesienia do prokuratury w sprawie publicznego znieważania krzyża i obrazy uczuć religijnych – to reakcje na bluźnierczy film prezentowany w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Już dzisiaj o godz. 17.00 sprzed budynku tej instytucji poprowadzony zostanie program interwencyjny na ten temat w Telewizji Trwam.

CSW ma prezentować wystawę „British British Polish Polish: Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś” jeszcze do 15 listopada br. Jej elementem jest film Jacka Markiewicza „Adoracja”, na którym nagi mężczyzna profanuje Jezusa przybitego do krzyża. W związku z bluźnierczym filmem wyświetlanym w placówce podległej Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego interpelację do ministra Bogdana Zdrojewskiego złożył poseł Stanisław Pięta. „Profanacja najświętszego dla chrześcijan symbolu stanowi naruszenie art. 196 Kodeksu Karnego, który mówi ’Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2’”, zwraca uwagę poseł. Pyta jednocześnie „jak to możliwe, że średniowieczny zabytek sztuki sakralnej został udostępniony człowiekowi, który pod pretekstem sztuki wykorzystał go do profanacji religijnej?”.

W związku z interpelacją poseł Pięta złożył do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez: autora ekspozycji – Jacka Markiewicza, kuratora wystawy – Marka Goździewskiego oraz dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej – Fabio Cavallucciego. Podobne zawiadomienia złożyli już poseł Anna Sobecka, Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą oraz były poseł Mirosław Orzechowski. – Opisany film w sposób drastyczny i bezprzykładny obraża moje uczucia religijne poprzez świadome, publiczne i ciągłe znieważanie świętego przedmiotu mojej czci religijnej, jakim jest krucyfiks – obraz Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa. Ponadto, ta bluźniercza i popełniona z pełnym rozmysłem profanacja krucyfiksu jest dla mnie osobiście i dla wszystkich wierzących w Jezusa Chrystusa i Jego Zbawczą Mękę – odrażającą i wprost nie do zniesienia obelgą i zniewagą! – zaznaczył Mirosław Orzechowski.

W całej sprawie bulwersuje też to, że wystawa w CSW została wsparta finansowo przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pytane przez „Nasz Dziennik” ministerstwo przyznało, że środki wydatkowane na nią pochodzą częściowo z dotacji budżetowej, ze środków własnych instytucji i od partnerów zewnętrznych. Jednocześnie ministerstwo podkreśliło, że „kształtowanie programów artystycznych instytucji kultury spoczywa w rękach osób kierujących poszczególnymi placówkami”. Z kolei w przesłanym „Naszemu Dziennikowi” komunikacie CSW twierdzi, że film Jacka Markiewicza prezentowany w części historycznej wystawy, poświęconej sztuce polskiej lat 90., jako praca dyplomowa, został w 1993 roku uznany za dzieło sztuki o wystarczającym poziomie artystycznym, by można było na jego podstawie uznać młodego twórcę za posiadającego kompetencje do samodzielnej pracy artystycznej.

Trudno zgodzić się z taką oceną bluźnierczego filmu, który jest raczej przykładem pseudosztuki. – Mamy tu do czynienia z ideologią antykatolicką, która jest przykrywana płaszczykiem wolności wypowiedzi i swobody działalności twórczej. Obecnie w środowiskach lewicowo-liberalnych modne jest atakowanie Kościoła katolickiego i tego, co stanowi świętość dla ludzi wierzących – podkreślił senator Jan Maria Jackowski, członek Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski, który także zapowiada złożenie doniesienia do prokuratury. Jak zauważył, ludzie dopuszczający się tego typu czynów naruszają godność innych i promują nienawiść religijną. Senator wyraził również nadzieję, że prokuratura w sposób właściwy zajmie się sprawą, bo prezentowany film to dobry przykład na to, jak pod płaszczykiem sztuki prowadzona jest walka z religią katolicką.

Dziś przed warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej odbędzie się manifestacja przeciwko profanowaniu krzyża. Początek o godz. 16.30. Pół godziny później na parkingu przed CSW (Zamek Ujazdowski, ul. Jazdów 2) zostanie poprowadzony program interwencyjny Telewizji Trwam „Po stronie prawdy” na ten temat. – Autor obrazoburczego działa wielokrotnie kpił z religii chrześcijańskiej, m.in. wykorzystując bluźniercze instalacje video, modlitwę różańcową odmawianą przez słuchaczy Radia Maryja – zwraca uwagę o. Piotr Dettlaff CSsR z toruńskiej rozgłośni.

http://www.naszdziennik.pl/wp/58789,blu ... ztuki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 22 lis 2013, 16:59 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Bluźniercza, antypolska ohyda w Teatrze Starym? Aktorzy rezygnują!

Jeszcze we wtorek o godz. 13.30 na stronie internetowej teatru można było znaleźć w obsadzie „Nie-Boskiej komedii” nazwiska znanych aktorów. Dwie godziny później zniknęły i obsada zmalała z 18 do 11 osób.

W tej chwili nie wiadomo, czy w ogóle dojdzie do premiery. - Czekamy na tydzień prób generalnych, wtedy zapadną decyzje - mówi wicedyrektor Starego Teatru Sebastian Majewski.

W jednej ze scen młody aktor mówi: „Zygmunt Krasiński napisał »Nie-Boską komedię«, która jest straszliwym paszkwilem na Żydów, to sztuka antysemicka”. Następnie każdy z tej grupy przedstawia się z imienia i nazwiska i mówi: „W związku z tym, że »Nie-Boska komedia« jest tekstem antysemickim, nie chcę być Polakiem, chcę być Żydem”. Tylko jedna aktorka się wyłamuje: „Jestem Polką, to reżyser kazał mi mówić, że jestem Żydówką, ale ja tego nie zrobię”. Po czym grupa młodych rozbiera się i pisze sobie na piersiach „Holocaust = towar”. Następnie sięga po mydło (z tłuszczu Żydów) i zmywa napis.

Brzmi i hymn Polski. "Mazurek Dąbrowskiego" śpiewany jest po rosyjsku, ale i po polsku, na melodię „Deutschland, Deutschland über alles”, co poprzedza scenę gwałtu zbiorowego na jednej z młodych – donosi „Dziennik Polski”. Następnie bierze ona ślub w obrządku katolickim (w tragedii Krasińskiego jest to ślub hrabiego Henryka z Marią), po czym uczestnicy obrzędu plują na młodą parę, by następnie przebrać kobietę w welon ikonograficznie upodabniający ją do Maryi Niepokalanej.

Potem zgwałcona rodzi dziecko, co sugeruje scena z charakterystycznym zawiniątkiem. Tyle że wysypują się z niego ciasteczka w kształcie Gwiazdy Dawida. W tym momencie grupa młodych przemienia się w czworonogi, które ciasteczka wyjadają, po czym krążąc na czworakach wokół ni to stołu, ni to ołtarza, gdzie owa Maria siedzi, kładą jej kolejno głowy na kolanach w akcie spowiedzi. Muczą przy tym głośno, co na próbach bawiło reżysera i jego ekipę. Aż zwierzęta padają, a Maria kładzie na nich karteczki z nazwiskami: Miłosz, Szymborska, Wojtyła.

Powstający spektakl wzbudza w zespole Starego ogromne emocje. Przygotowuje go Oliver Frljić - 37-letni reżyser urodzony w Bośni, autor tekstów i teoretyk teatru. Ponoć na radzie artystycznej teatru dyrektor Jan Klata zadeklarował, że decyzję, czy dojdzie do przewidzianej na 7 grudnia premiery, podejmie po pierwszej próbie generalnej. Zatem próby trwają, mimo wycofania się siedmiu z osiemnastu aktorów. Nikt nie został do obsady dodany.

Źródło: dziennikpolski24.pl

KRaj

http://www.pch24.pl/bluzniercza--antypo ... 342,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 27 lis 2013, 18:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Pederasta decyduje o polskiej kulturze?

Miałem w swoim życiu trudny obowiązek ostrzegania przed wieloma zagrożeniami.
Poza III wojną światową, której groźbę zapowiedziałem w 1999 roku na okolice 2015 roku, wszystkie inne zagrożenia, niestety się sprawdziły.
Podkreślam, że zapowiadałem groźbę, a nie fakt.
Wolałbym sie w tym wypadku po tysiąckroć, mylić.

W 2008 roku zauważyłem bardzo niepokojące zjawiska w polskiej kulturze.
Z początku myślałem, że to wyjątkowy zbieg negatywnych wydarzeń, które po prostu należy poprawić.
I w tym celu - jako artysta plastyk i twórca kultury - bardzo wielu profesji, założyłem Fundację Promocji Kultury - by wskazywała właściwą drogę artystom.
Fundacja ta była od początku bardzo nieprzychylnie traktowana przez polskojęzyczne władze pod szyldem PO. Nie było ku temu żadnych logicznych przyczyn.
Jeszcze nie pisałem wtedy komentarzy na temat polityki kulturalnej. Chciałem tylko promować to - co dla mnie jest kulturą.
Ale takie działania uważano w MKiDN za niedopuszczalne.
Dziś wiem, że politycy obawiali się, iż Polacy sobie przypomną - czym naprawdę jest kultura i uodpornią się na patologie.

Zawsze brzydziłem się pomówieniami i nigdy nie odważyłem się postawić diagnozy- póki nie zdobyłem wiarygodnych dowodów.
Częścią mojej pracy badawczej było składanie wniosków do Programów Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, oraz podległych mu instytucji.
Ponad 50 wniosków składanych do wskazanych instytucji - zostało odrzuconych - przez tajnych "Ekspertów Ministra", a ocen nigdy się nie dowiedziałem.
Struktura stworzona przez Bogdana Zdrojewskiego, a przypominająca gang bandziorów, odrzuciła przykładowo takie wnioski:
"Poemat o Polsce, która na zawsze odeszła" - projekt dokumentacji archiwalnej - kultury II RP i źródeł patriotyzmu Polaków, którzy walczyli później z okupantami.
"Historia antypolonizmu" - projekt dokumentujący antypolskie wystąpienia w całej historii i przedstawiający polityczne, oraz ekonomiczne przyczyny takich działań.
Wiele projektów popularyzujących tradycje polskiej kultury.
Międzynarodową współpracę z artystami całego świata. Projekty zostały odrzucone bo współpracujemy z artystami, a nie psychopatami - tak pożądanymi przez Zdrojewskiego.
Prezentacje historii polskiej sztuki. (Po co Polakom historia własnej kultury?)
Prezentacje współczesnych artystów polskich. Projekt odrzucony bo promowani przez nas artyści potrafią malować i rzeźbić, reprezentując doskonały warsztat. A takie zachowania są niewskazane pod rządami Platformy Obywatelskiej.
W ogóle - w żadnym naszym działaniu nie było cienia patologii - choć jako artyści nieraz podejmujemy temat piękna kobiecego ciała.

Nasze projekty odwoływały się do polskiej tradycji i reprezentowały bardzo wysoki poziom artystyczny.
I dlatego zostały odrzucone przez tajne sądy Zdrojewskiego.

A co w tym czasie zostało sfinansowane przez tego człowieka?
Ogrom antypolskich patologii służących poniżeniu Narodu Polskiego.
Wiele wydarzeń - w trakcie których zagraniczni psychopaci mieli nas rzekomo uczyć kultury.
Publikacje kłamstw na temat rzekomego - polskiego antysemityzmu i rzekomej współpracy z Hitlerem.

Ale ostatnimi czasy zadziałały "trybki w mózgu" i zrozumiałem - co tu się dzieje.
Niezależnie od wrodzonego antypolonizmu u Zdrojewskiego - cały szereg nominacji w instytucjach kultury, doprowadził mnie do wniosku, że prawdopodobnie jest to zapłata za usługi seksualne wobec Ministra.

Obserwując przez kilka lat politykę Zdrojewskiego i nominacje w świecie kultury, napisałem w lipcu ubiegłego roku artykuł pod tytułem "Pederaści decydują o polskiej kulturze"
http://zaprasza.net/a.php?article_id=31908

Dziś wyciągam dalsze wnioski z wieloletniej obserwacji działań tak zwanego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Pederasta decyduje o kulturze polskiej i dąży do tego - by wszelkie możliwe patologie wprowadzić do "przestrzeni publicznej" - jak to oni nazywają kulturę.
W tym celu nominuje sobie podobnych - na stanowiska kierownice w instytucjach kultury.

Jeżeli się mylę to za kilka dni usłyszą Państwo, że zostało na mnie złożone doniesienie do Prokuratury.
Gdy tekst ten zostanie pominięty milczeniem - podobnie jak wszystkie wcześniejsze wezwania do Zdrojewskiego - o zaprzestanie przez niego działań niszczących polską kulturę - to będą mieli Państwo odpowiedź: czy teza postawiona w tytule - jest prawdziwa?
27 listopad 2013
Artur Łoboda

http://zaprasza.net/a.php?article_id=32368


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 05 gru 2013, 17:48 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Dzisiejszą kulturę coraz częściej tworzą ludzie chorzy, głupi i zdziczali. Dotąd kultura rozwijała ludzi. Obecna, z nazwy też kultura, już nie rozwija, a raczej zabija w człowieku to, co ponad wegetatywne, co aż tak ludzkie, że aż boskie. Zabija wrażliwość, zabija duchowość, zabija prawdę, dobro i piękno, omija moralność, którą też w ten sposób zabija. Tworzy z ludzi strojnych, umytych, wypacykowanych idiotów, niczym ludzie pierwotni. Choć to porównanie do człowieka pierwotnego być może ubliża naszemu przodkowi.
Adept dzisiejszej kultury już nie pielgrzymuje od doczesności do wieczności, a raczej przepycha się i rozpycha w kierunku kasy, sukcesu, przyjemności. Naumniał się w sposób minimalny korzystać z tego czym jest życie i tak jak umnie tak korzysta. Cało gembo.


Narodowi performerzy

Wykorzystywane we współczesnej kulturze określenie "performance" wywodzi się z angielskiego słowa "przedstawienie", bądź "wykonanie".

Źródłem "performance" są dwie - całkowicie odwrotne przyczyny.
Pierwsza dotyczy prób wyjścia artysty poza ograniczenia materii i dodania czwartego wymiaru - czasu.
Druga - a zarazem podstawowa przyczyna tworzenia dziś performance wynika z braku elementarnych kwalifikacji w dziedzinie kultury, a szczególnie umiejętności warsztatowych u ludzi, którzy chcieliby uważać się za artystów, ale nie mają ku temu żadnych predyspozycji. Tworzą więc dziwactwa - nazywane performance.

W latach siedemdziesiątych - osobiście tworzyłem w ramach pierwszego źródła takich działań.
Poszukiwałem wyjścia z ograniczeń materii. Wtedy nazywano to jeszcze happeningiem.
Jednak informatyka dostarczyła mi tak ogromnego zaplecza technologicznego, że niepotrzebne były już jakiekolwiek próby poszukiwań w performance.
Wystarczyło skorzystać z tego - co daje technologia.
Poznałem więc wszelkie techniki cyfrowe i doskonale operuję takimi narzędziami.
Dlatego uważam, że jeżeli absolwent wyższej szkoły plastycznej działa jedynie na polu performance to jest wyjątkowym nieudacznikiem, który niczego nie potrafi, a dyplom uczelni dostał w wyniku korupcji.

Chociaż uważam, za cyniczny żart wystawianie dziś performance w muzeach sztuki - bo są to działania z pogranicza teatru - to mimo wszystko uznaję samo zjawisko - jako narzędzie działań kulturalnych.
Podkreślam wyraźnie - nie artystycznych, ale z zakresu szeroko rozumianej kultury.

Przygotowując się do bardzo poważnego oskarżenia przeciwko Bogdanowi Zdrojewskiemu - przeglądałem materiały z prowokacji w tak zwanym Centrum Sztuki Współczesnej.
I w pewnym momencie doznałem olśnienia.
Przecież to wspaniale przedstawienie - warte rejestracji.
Problem w tym, że doskonałe zdjęcia zamieścili dziennikarze z Gazety Wyborczej i dlatego nie mogę ich wykorzystać.
Ale z artystycznego punktu widzenia - grupa ludzi - modlących się tyłem do ekranu z patologicznym filmem, wygląda jak misterium z obrazów dziewiętnastowiecznych malarzy.
To - niczym "Pochód królów na Wawel" - Wacława Szymanowskiego.
I najważniejszym jest, że to działanie z zakresu kultury. A więc walka o aksjomaty człowieczeństwa.
Bo osobnik na filmie - niczym zwierze - ocierał się genitaliami o krucyfiks.

Dziennikarze Wyborczej to prymitywne tłumoki - nieświadome tego - co robią.
A pod tym linkiem z Wyborczej, zobaczą Państwo sytuację teatralną, o której pomarzyć tylko mogą najwybitniejsi reżyserzy.

http://m.wyborcza.pl/wyborcza/55,105405 ... 5.html?i=0


To jest właśnie narodowy performance.

Napisałem Mirosławowi Dakowskiemu, że jest najczystszej wody "performerem".
Na co Mirosław (pozwolę sobie pominąć w tym momencie tytuły) napisał, że "wolę przaśne, polskie słowa: Jak Zagłoba, mówię, że nauczę, jak zdobywać sztandary..."


Sam walczę z pseudonaukowymi zapożyczeniami z języków obcych, którymi różnoracy idioci chcą podbudować swój autorytet.
Ale od niektórych - angielskich określeń nie uciekniemy. Dowodzi tego praktyka korzystania z informatyki.

Również angielskiego określenia "performance" - nie da się pominąć.
Dlatego ludzi organizujących akcję w tak zwanym Centrum Sztuki Współczesnej - nazwę narodowymi performerami.
Natomiast tych, którzy stworzyli śmieci prezentowane wewnątrz - zwyczajnymi psychopatami.
A co do organizatorów i "komisarzy" ekspozycji wewnątrz CSW - nazwę ich degeneratami - bo muszą doskonale zdawać sobie sprawę - co robią.

Nie mogąc, albo raczej nie chcąc korzystać z wykonanej przez Gazetę Wyborczą dokumentacji narodowego performance - zamieszczam w zastępstwie zdjęcie z Salonu24.

http://zaprasza.net/a.php?article_id=32382


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 21 gru 2013, 17:40 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Obyś nie zdychał jak świnia

W ubiegły piątek 13 grudnia oglądałem w programie drugim telewizji publicznej koncert piosenek, a właściwie pieśni Jacka Kaczmarskiego poprzedzony krótkim zagajeniem prezydenta Komorowskiego, jako że odbywało się to w kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego i ojciec narodu musiał błysnąć na ekranie.

Raz uhonoruje zbrodniarza i zdrajcę Jaruzelskiego, otoczy się komuchami typu Nałęcz i kapusiami komunistycznych służb, a kiedy trzeba pochyli się także nad ich ofiarami, ale z nimi niestety już się nie gości na swoich salonach. Co to, to nie. Ot taki ludzki pan prezydent co to i na żagiel popłynie i na parę.

Może nie warto byłoby cokolwiek pisać na ten temat gdyby nie udział we wspomnianym koncercie Macieja Maleńczuka, który demonstracyjnie wystąpił z zawieszonym na piersi odwróconym krzyżem, symbolem satanistów i robił co mógł, aby ta jego demonstracja została zauważona i poszła w świat.

Na nie raz już ujawnianą publicznie poprawność polityczną i podporządkowanie się Salonowi tego żałosnego pozbawionego kręgosłupa błazna i klienta izb wytrzeźwień zwróciłem uwagę jeszcze w maju ubiegłego roku, kiedy tuż przed wydaniem swojej płyty „Psychocountry” rozpaczliwie zabiegał o rozgłos w mediach i udało mu się to dopiero, gdy sprytnie sobie wykombinował, że najlepszym na to sposobem będzie wierutne kłamstwo i oplucie śp. Lecha Kaczyńskiego. W udzielonym Onetowi wywiadzie powiedział wtedy:

- Lech Kaczyński narobił takiego obciachu, że ten obciach ciągnie się za nim do dzisiaj. Teraz zwala się wszystko na Jarosława, bo nie pamiętamy już jaki był Lech. Lech był ciapowaty, wiecznie podpity i wykłócający się o samolot. Szlag mnie mały trafił, kiedy Lecha pochowali na Wawelu. Myślałem, że trzeba zginąć w boju, a nie w zwyczajnym wypadku, żeby sobie na taki pochówek zasłużyć (…) Ja już się na tym doskonale znam i wiem kiedy ktoś jest na bani. A Leszek na wielu wystąpieniach państwowych był podpity. (...) Widziałem po oczach, że Lech Kaczyński był podpity. Bywał wesoły, miał iskierki w oczach, uśmiech pojawiał się na jego twarzy z niewiadomego powodu…

Maleńczuk jest zapewne zbyt tępy i za mało rozgarnięty by zrozumieć, że chcąc sobie zaskarbić uznanie salonowych lewaków, tym odwróconym krzyżem po raz kolejny opluł osobę już nieżyjącą, tym razem Jacka Kaczmarskiego, któremu ów koncert był poświęcony.

Bard „Solidarności” nie zachowywał się nigdy jak pajac i nie obwieszał jak Maleńczuk satanistycznymi symbolami, choć podobnie jak on był hedonistą czerpiącym garściami z uroków życia niestroniącym od tego, co w skrócie określamy trzema słowami, wino kobiety i śpiew.

Mówiąc najdelikatniej, Jackowi Kaczmarskiemu przez całe życie nie było po drodze z Bogiem i religią, ale nie biegał z tym do mikrofonów czy przed telewizyjne kamery by demonstrować publicznie tę swoją coraz modniejszą w dzisiejszym świecie postawę. Tak o Jacku mówił jego przyjaciel, niestety również już nieżyjący, śp. Przemysław Gintrowski: Jacek zawsze był zawieszony pomiędzy tymi dwoma światami: katolickim i niekatolickim. To się wyraźnie czuło, ale z nikim o tym tak naprawdę nie rozmawiał

Otóż salonowy klaunie Macieju Maleńczuku wbij sobie w ten hedonistyczny pusty i lokajski czerep jedno. Gdybyś miał w sobie, choć krztynę przyzwoitości i człowieczeństwa oraz szacunku dla śp. Jacka Kaczmarskiego to podczas tego jednego jedynego koncertu powinieneś ów odwrócony krzyż pozostawić w garderobie.

Mój rówieśnik (rocznik 1957), Jacek Kaczmarski odszedł do Pana w Wielka Sobotę, 10 kwietnia 2004 roku w szpitalu na gdańskiej Zaspie. Na kilka godzin przed śmiercią zupełnie świadomie przyjął chrzest oraz pojednał się z Bogiem i zapewne w ten zeszłotygodniowy piątkowy wieczór, 13 grudnia 2013 roku z politowaniem żalem i współczuciem zerkał z góry na wykolejonego celebrytę, który z odwróconym krzyżem na szyi pląsa po scenie śpiewając jego piosenki i nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak bardzo jest głupi, infantylny i żałosny.

Maleńczuk jest cztery lata młodszy od Jacka Kaczmarskiego, ale i dla niego nadejdzie kiedyś ten dzień, kiedy będzie świadom, że odchodzi. Życzę mu z całego serca, aby w tych ostatnich chwilach zawrócił i uwierzył tak jak bard „Solidarności”, czy tacy za życia wojujący ateiści i antyklerykałowie jak Aleksander Małachowski, Zygmunt Kałużyński, czy choćby Fryderyk Chopin, który przyjmując wiarę i leżąc już na łożu śmierci powiedział do swego przyjaciela, ks. Aleksandra Jełowickiego: "Bez Ciebie, mój drogi, byłbym zdechł jak świnia" .

Często tak bywa, że prowadzący bujne światowe życie celebryci dopiero tuż przed śmiercią odkrywają, że umierając są tak naprawdę podczas tej ziemskiej wędrówki, po raz pierwszy i niestety już ostatni, sam na sam z sobą i ze swoją duszą. Wcześniej nie mieli na to czasu oraz nie odczuwali potrzeby takiego spotkania.

Maciejowi Maleńczukowi i setkom jemu podobnych życzę z okazji Świąt Bożego Narodzenia tego, aby również w porę zawrócili, choćby tylko po to by móc kiedyś na łożu śmierci powiedzieć z ulgą, Bogu Dzięki nie zdycham jak świnia.

Na koniec muszę jeszcze dodać, że lubię słuchać śpiewającego Maleńczuka, mam nawet jego płyty i pewnie nie jestem w tym odosobniony. Szczerze radzę moim rodakom jednak pewną ostrożność. Pamiętajcie, że ten kto pięknie śpiewa nie zawsze jest równie pięknym człowiekiem. Szczególnie zalecam to tym, którzy łatwo dają się uwieść politykom wśród których najpiękniej i najdonośniej śpiewają zwykli zdrajcy.

http://kokos.salon24.pl/556316,obys-nie ... jak-swinia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 09 sty 2014, 22:48 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Minister zdziczenia, udający ministra kultury, jak każdy tuskowy minister robi wszystko aby Polska już nie była Polską.

Minister kultury umywa ręce. Nie będzie oceniał dzieł artystycznych

Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu zajęła się dziś sprawą finansowania z budżetu państwa działań, które obrażają uczucia religijne lub znieważają przedmioty czci religijnej. Była to kontynuacja przerwanego posiedzenia, które odbyło się w grudniu ub. r., w związku z profanacją krzyża w CSW w Warszawie.

Posiedzenie przerwano ze względu na nieobecność ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Dziś na wstępie przepraszał on za swoją absencję.
Szef resortu kultury podkreślał, że konstytucja daje nam dziś prawo do wolności; cenzura prewencyjna jest dziś zakazana (…) a każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej. Mówił że „będzie absolutnym przeciwnikiem, aby Ministerstwo Kultury było jednocześnie sądem, uprawiało cenzurę prewencyjną, a także, aby posługując się własną estetyką i wrażliwością, dokonywało własnych ocen dzieł artystycznych i na ich podstawie finansowało bądź odmawiało finansowania danych przedsięwzięć”.

Poseł Barbara Bubula, członek sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu stwierdziła, że minister „ponosi ważną odpowiedzialność nie za to czy konstytucja w przedstawionych punktach jest łamana i czy sąd orzeknie, czy poszczególne decyzje artystyczne są właściwe”. Poseł zwróciła uwagę na nierówne traktowanie.
- Nie może być tak, że ta subtelność i pochwała różnorodności dotyczy tylko obrażania uczuć religijnych chrześcijan i katolików, obrażania uczuć narodowych Polaków, a staje się Pan ostry i jednoznaczny, i stosuje Pan cenzurę prewencyjną w sprawie obrażania uczuć innych nacji czy uczuć innych religii. Dla mnie przedstawienie w ten sposób zakresu swoich poglądów – można powiedzieć – zdyskredytował się Pan jako minister kultury i dziedzictwa narodowego, dlatego że nie można stawiać wartości różnorodności i wartości tolerancji ponad wartościami podstawowymi jakim są dobro, prawda i piękno – zaznacza poseł Bubula.

Minister Zdrojewski zapewniał także, że praca Jacka Markiewicza nie została stworzona w CSW, i nie została sfinansowana przez ministerstwo w chwili obecnej. „Powstała w 1992 roku jako praca dyplomowa Akademii Sztuk Pięknych”. Jak tłumaczył minister przynależała do nurtu (który pojawił się wówczas) określanego mianem sztuki krytycznej.
Minister mówił też, że sprofanowany średniowieczny krucyfiks nie był wypożyczony przez Muzeum Narodowe na zewnątrz, tylko wewnątrz w muzeum. Miały to uczynić osoby, które pracowały tam w latach 90.

Poseł Anna Sobecka domaga się zwolnienia dyrektora CSW Fabio Cavallucci-ego, którego jednak minister kultury postanowił pozostawić na tym stanowisku do końca kadencji, czyli do końca roku. Dopiero w pierwszej połowie br. minister ma rozpisać konkurs na nowego szefa CSW.
Posłanka zwróciła uwagę, że CSW, w którym pokazywana jest profanacja krzyża określane jest dziś jako Narodowe Centrum Kultury. Poddała pod rozwagę czy słuszne jest to określenie.
- To, co się tam wyprawia ani z kulturą, ani z narodem nie ma nic wspólnego. Bo czy tak można określić miejsce, w którym w tak perfidny sposób bezcześci się krzyż. Ten sam krzyż, na którym umarł Jezus Chrystus; ten sam krzyż, który był świadkiem chrztu Polski; ten sam krzyż, który towarzyszył nam na przestrzeni wieków. Ten krzyż został perfidnie zbezczeszczony. Przecież to, co pokazano w Centrum Sztuki Współczesnej, to był bezczelny gwałt – zaznaczała poseł Sobecka.
Poseł Anna Sobecka przedstawiła także pomysł powołania w miejsce CSW muzeum Żołnierzy Wyklętych. Byłoby to pierwsze muzeum w Polsce poświęcone tym osobom – dodała.

Z kolei poseł Gabriela Masłowska zwróciła uwagę, że przyzwolenie na ośmieszanie, lekceważenie katolików w przestrzeni publicznej przez media socjalliberalne jest pierwszym etapem do siania nienawiści, nękania i napaści.
Taką drogę przeszły już kraje Europy Zachodniej.
- Jeżeli Pan jako minister kultury przyzwala, a nawet finansuje tego typu działania: czy nie czuje się Pan współodpowiedzialny w sensie moralnym za to, co będzie następstwem takich akcji, siania takiej atmosfery? Bo to od ośmieszania – Panie ministrze – od obrażania do nienawiści jest bardzo krótka droga. Sprawa nie dotyczy tylko poruszanych tutaj wystaw, działań muzeum, ale także treści zawartych w różnych wydawnictwach, które także Pan sponsoruje i finansuje - zaznacza poseł Masłowska.

Transmisję obrad Komisji Kultury i Środków Przekazu przeprowadziły Radio Maryja oraz TV Trwam.
RIRM

http://www.radiomaryja.pl/informacje/mi ... stycznych/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 10 sty 2014, 11:28 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Parasol nad bluźniercami

Strategię uników zastosował minister kultury Bogdan Zdrojewski rozliczany przez posłów z przyzwolenia na wystawianie za pieniądze publiczne pseudodzieł znieważających krzyż Chrystusa.

Minister kultury odżegnywał się wczoraj w Sejmie od stosowania przez resort „cenzury prewencyjnej” i od wchodzenia w rolę sądu dokonującego własnej oceny dzieł artystycznych. Jednak posłowie, którzy zaprosili Zdrojewskiego na posiedzenie Komisji Kultury i Środków Przekazu w związku z profanacją krzyża w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, nie oczekiwali od niego niczego więcej ponad zaprzestanie finansowania ze środków budżetowych działań, które ranią uczucia religijne osób wierzących lub znieważają przedmioty kultu.

Na spotkaniu zapytano ministra wprost, dlaczego nie zamknął w Centrum Sztuki Współczesnej skandalicznej wystawy, na której nagi mężczyzna znieważał krzyż. Poseł Anna Sobecka przypomniała, że kierownictwo CSW mimo licznych protestów zorganizowało nawet dyskusję na temat bezczeszczonego krucyfiksu, zapraszając na nią Adama Darskiego „Nergala” oskarżonego o publiczne darcie Biblii. Stąd jej pismo do szefa resortu z żądaniem natychmiastowego odwołania Fabio Cavallucciego z funkcji dyrektora placówki.

– Centrum Sztuki Współczesnej jest nazywane narodową instytucją kultury. Otóż oświadczam, że to, co się tam wyprawia, ani z kulturą, ani z narodem nie ma nic wspólnego. Bo czy tak można określić miejsce, w którym w tak perfidny sposób bezcześci się krzyż? – powiedziała Sobecka. – Coś tu jest nie tak, panie ministrze – stwierdziła. Przypomnijmy, że 27 października ub.r. poseł złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z artykułu 196 kodeksu karnego, mówiącego o obrażaniu uczuć religijnych. Prokuratura wszczęła śledztwo.

Posłowie pytali ministra kultury o granice sztuki. Zauważyli, że nie wystarczy intencja wywołania skandalu, żeby coś nazywać sztuką. – Czy państwo polskie powinno wspierać wszystkie przejawy sztuki, także te obrażające, wykluczające większą grupę społeczną? Jest wiele pseudodzieł antychrześcijańskich, miernych pod względem artystycznym – zwrócił uwagę poseł Jan Dziedziczak (PiS). – Czy to dobrze, że państwo polskie finansuje pseudoinstalacje obrażające dużą grupę społeczeństwa? Dlaczego ta granica w sztuce jest pomijana tylko w stosunku do chrześcijan? – dodał.

Odpowiadając posłom, Bogdan Zdrojewski stwierdził, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie będzie oceniać sztuki, która jest wystawiana w placówkach podległych resortowi. Dodał, że będzie bronił autonomii tych instytucji oraz artystów.

– W żadnym wypadku nie będzie minister kultury dokonywać ocen prac od strony artystycznej. Muszę stać na straży zapisów konstytucyjnych. Nie popieram walki z Bogiem, nie jestem zwolennikiem naruszania uczuć religijnych, ale środki muszą być dystrybuowane przez ministerstwo w taki sposób, by zapewnić polskiej kulturze i społeczności dość rozpiętą skalę wydarzeń artystycznych. Nikt nie może być wykluczony – stwierdził Zdrojewski.

Parlamentarzystów zszokowało stwierdzenie ministra, który wyłuszczył, że przeciwny jest eksponowaniu w sztuce poglądów faszystowskich czy antyjudaistycznych, ale nie potrafił już odpowiedzieć na pytanie, czy tak samo przeciwny jest prezentowaniu poglądów antykatolickich. Jak powiedział, najpierw trzeba zdefiniować, co znaczy termin „antykatolickie”.

Bogdan Zdrojewski niestrudzenie podkreślał podczas posiedzenia komisji, że nie może być tak, iż osoby reprezentujące inną wrażliwość bądź ateiści będą wyłączeni ze sztuki. Mówił, że choć granice w sztuce oczywiście są, co określa prawo, jednak „artyści w jakimś sensie mają większe prawa w odniesieniu do swojej aktywności”. – Dla mnie najistotniejsza i najważniejsza jest Konstytucja, a także bardzo istotne jest prawo wolności. Cenzura prewencyjna jest zakazana. Granice są określone, nie wolno obrażać uczuć religijnych, sąd suwerennie w tej materii podejmie decyzję – stwierdził.

Minister stwarzał wrażenie, że nie chce się zmierzyć z podstawowym problemem, wiele razy stawianym przez posłów. Ci zarzucali urzędnikowi, że przyzwala na lżenie krzyża, w tym samym czasie przeciwstawiając się obrażaniu innych religii.

– Czy nie zauważa pan, że przyzwolenie na ośmieszanie, obrażanie, lekceważenie katolików, Polaków to pierwszy etap do siania nienawiści, nękania, napaści na katolików? – pytała Gabriela Masłowska (PiS). – Taką drogę przeszły już kraje zachodnie – zauważyła.

– Czy nie czuje się pan tu współodpowiedzialny w sensie moralnym za te następstwa? Od obrażania do nienawiści jest krótka droga – skwitowała. – Będę absolutnym przeciwnikiem, by ministerstwo kultury dokonywało własnych ocen dzieł artystycznych i na tej postawie odmawiało finansowania odpowiednich wystaw. Pokazanie tej pracy [chodzi o bluźnierczą instalację pt. „Adoracja” – red.] sprzed 20 lat w tej formie, w jakiej to nastąpiło, według mnie nie naruszało granic w sztuce – uciął Zdrojewski, który zdecydował, by dyrektor CSW pełnił swoją funkcję aż do końca kadencji.

Minister zastrzegł, że jego resort nie finansował samej pracy Jacka Markiewicza, gdyż ta powstała w 1992 roku. – Koszt wspomnianej wystawy w CSW planowany był na poziomie ok. 400 tys. zł, w momencie realizacji wystawy nastąpił wzrost kosztów, odmówiłem dodatkowego dofinansowania tej wystawy. Kolejna moja odmowa zwiększenia dotacji nastąpiła na końcu roku – bronił się Bogdan Zdrojewski.

Posłowie podawali kolejne przykłady, takie jak promowanie skandalisty Jana Klaty jako dyrektora Teatru Starego w Krakowie. Pytali, dlaczego minister odznaczył niedawno Zygmunta Baumana, niegdyś majora komunistycznego aparatu represji. Ten nie widział w tym niczego złego.

„Sorry” przewodniczącej
– Wystawił pan sobie bardzo ciekawe i godne analizy przez Polaków świadectwo. Jaki stosunek ma minister kultury i dziedzictwa narodowego do kwestii zasadniczych, to znaczy tego, czy i w jakim zakresie powinny być chronione takie wartości, jak dobro, prawda i piękno, i jak się ma subtelność pana ministra i pochwała różnorodności do tego brutalnego, bluźnierczego i obrazoburczego nurtu w pseudosztuce, który w licznych przypadkach jest finansowany z pieniędzy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – skwitowała Barbara Bubula (PiS).

Posłowie chcieli złożyć wniosek o odrzucenie informacji ministra Bogdana Zdrojewskiego, które im wczoraj w Sejmie przedstawił, jednak przewodnicząca komisji Iwona Śledzińska-Katarasińska to uniemożliwiła. – To nie była informacja ministra, tylko odpowiadanie na państwa pytania. Sorry, ale nie jest to zgodne z regulaminem – stwierdziła.

Poseł Anna Sobecka zwróciła się z wnioskiem o podjęcie działań w celu zmiany profilu Centrum Sztuki Współczesnej. – W jej miejsce powinno powstać Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Powinno zostać ono otwarte już 1 marca 2014 roku, w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Nowo powołane muzeum byłoby pierwszym muzeum w Polsce poświęconym żołnierzom wyklętym. Nasi narodowi bohaterowie niewątpliwie zasługują na upamiętnienie, szczególnie w stolicy Polski – proponowała Sobecka. Bogdan Zdrojewski nie odniósł się do tego pomysłu.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rcami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 17 sty 2014, 08:52 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Moralne zero

Dr Tomasz M. Korczyński

Jeżeli chcesz być popularny i zdobyć uznanie na tęczowych salonach, musisz atakować świętości i obrażać ludzi wierzących. Zasada stara jak świat, którą nieraz wyśmiewał Gilbert K. Chesterton, obnażając ignorancję i demoralizację tak zwanych artystów współczesnych, dla których żądza pieniądza, zdobywanie poklasku i robienie kariery realizowane były i są za sprawą strategii „dążenia po trupach do celu”. W Polsce sposób ten na zaistnienie publiczne wśród kręgów mainstreamowych dekadentów także się doskonale sprawdza, tyle że tutaj deptana jest święta pamięć o zmarłych.

Jan Klata, dyrektor Narodowego Starego Teatru w Krakowie, czy Fabio Cavallucci, dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, nie mają oczywiście monopolu na dewastację wartości religijnych i patriotycznych. Za to im dzisiaj płacimy. Z naszych podatków otrzymują państwowe pensje dzięki antypatriotycznej i bluźnierczej postawie ministra Bogdana Zdrojewskiego, który, po pierwsze, nie ma żadnego pojęcia o resorcie, którym zarządza, sam się zresztą przyznał, że nie oglądał spektakli Klaty w Krakowie, po drugie, na obszarze sztuki i kultury realizuje program Donalda Tuska, tj. plan podsycania nienawiści, skłócania Polaków w myśl zasady „dziel i rządź”. Dlatego miernej maści naturszczycy mieniący się artystami (do tego awangardowymi) otrzymują hojny support na uprawianie swoich wulgarnych bachanaliów, które de facto są nihilistycznym wysypiskiem śmieci. Pomoc w swoich sabatach otrzymują także od usłużnych mediów.

Jest jeszcze jeden godny odnotowania reprezentant zerowego poziomu artystycznego obok wspomnianych wyżej pseudoartystów. To Artur Żmijewski (rocznik 1966), reżyser i performer. Jest on w tej chwili niegroźny, gdyż nie ma mocnego wsparcia rządu i mediów. Cavallucci i Klata niestety mają i to sprawia, że należy uwrażliwiać opinię publiczną na ich ohydne ekscesy. O Żmijewskim nie można jednak nie wspomnieć w tym kontekście, ponieważ jego banicja nie musi wcale wiecznie trwać, tym bardziej że wkrótce ma zostać rozpisany konkurs na nowego dyrektora CSW w Warszawie i kto wie, czy kiedy nareszcie obcokrajowiec Fabio Cavallucci opuści ciepłą i intratną posadkę w Zamku Ujazdowskim, nie zastąpi go kolejny przedstawiciel antysztuki.

Berek z diabłem
Artur Żmijewski w przeciwieństwie do Klaty, który jest niszczycielem polskiego dramatu (i nie tylko, bo nawet nie potrafił udźwignąć dzieła Augusta Strindberga), czy Włocha Cavallucciego, który z kolei nie ma umiejętności osobistego wykonania zaprojektowanych przez samego siebie idiotycznych rzeźb (wynajmuje do tego rzemieślników), ma obsesję golizny. To jego lejtmotyw. W swoich filmach lubi robić zbliżenia na genitalia, szczególnie lubuje się w męskich. Nie robi furory, ponieważ ze swoją obsceną trafił do obozu koncentracyjnego.

W 1999 roku w miejscu kaźni nagrał film „Berek” promowany m.in. w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Pytanie, kto wydał zgodę na nakręcenie tej niesmacznej obrzydliwości. W każdym razie film umożliwił artystycznej miernocie zaistnienie w przestrzeni publicznej. Film wystawiono, a następnie usunięto z wystawy „Obok. 1000 lat historii w sztuce” zaprezentowanej w Gropius-Bau w Berlinie w 2011 roku.

Według portalu Culture.pl, Hermann Simon, dyrektor Centrum Judaicum, po obejrzeniu filmu „Berek” napisał krytyczny list do dyrektora Gropius-Bau Gereona Sievernicha, gdzie zaprezentowano „dzieło” Żmijewskiego. W liście stwierdził: „Mam duże problemy z filmem, który mogę opisać jako zabawę w berka, w którego grają nadzy ludzie w komorze gazowej. Nie jestem osobą, do której należy ocena sztuki, jednak będąc w pozycji widza, film tego rodzaju – w Niemczech, a więc w miejscu masowych morderstw w komorach gazowych – jest dla mnie odrażający”.

Tym razem także „GW” nie zrozumiała samozwańczego geniusza i nie udzieliła mu wsparcia. Żmijewski przestrzelił. Gdyby zamiast do obozu koncentracyjnego wdarł się z bandą nagich dewiantów do jakiejś świątyni, zwłaszcza katolickiej, wówczas zdobyłby natychmiastowy rozgłos i oczywiście poparcie „Wyborczej”. A tak został skazany na banicję milczenia. Może jeszcze zawsze okazać skruchę i nakręcić film w kościele. Zrobił do tego nawet pierwsze przymiarki. Ten „utalentowany” redaktor artystyczny „Krytyki Politycznej” (propagandowej broszurki lewackiej, otrzymującej dofinansowanie, a jakże, od Bogdana Zdrojewskiego) w Teatrze Dramatycznym w Warszawie „wyreżyserował” „sztukę” pt. „Msza”, gdzie aktorzy odgrywają od początku do końca „mszę” (łącznie ze zbieraniem na tacę i przyjmowaniem komunii). Ot, taki happening dla niewierzących, żeby mogli w bezpiecznej odległości od sacrum powspominać „Raj utracony”. Doprawdy, trzeba być wyjątkowym artystą, aby zrealizować tej miary spektakl. Przyznam, że z trudem przychodzi mi wznieść się na ten poziom abstrakcji.

Bestialstwo nowoczesnego totalitaryzmu
Widocznie skończyły mu się pomysły. Zresztą dość wcześnie się to stało. W 2004 roku nagrał 10-minutowy film pt. „80064”. Na nim odnawia numer obozowy 92-letniemu Józefowi Tarnawie, który przeżył niemiecki obóz w Auschwitz. Na filmie jesteśmy świadkami potężnej manipulacji starszym człowiekiem. Słyszymy spokojne, stonowane naciski reżysera, aby były więzień Auschwitz poddał się tatuowaniu zanikających cyfr. I udaje mu się przekonać zdezorientowanego staruszka.

Interpretacja tego typu twórczości może być szeroka, a do tego chyba zachęca nas sam „artysta”. Może Artur Żmijewski chciałby się urodzić 100 lat temu w Niemczech i żałuje, że nie był oprawcą obozowym? Wymuszanie na starym człowieku, żeby odnowić jego numer obozowy, to przecież sadyzm, bestialstwo, gwałt nie tylko na tym konkretnym człowieku, ale na ludzkości, gwałt na świętości, pokazanie, że wszystko mi wolno, jestem poza Prawdą, poza dobrem i złem. Wiadomo, że starszymi ludźmi bardzo łatwo manipulować (nie wiemy przecież, jak wyglądały naciski na pana Tarnawę, kiedy kamera była wyłączona).

Obraz Żmijewskiego to także przejaw nowego totalitaryzmu, liberalizmu totalnego, którego główną bazą jest relatywizm moralny. Dlatego właśnie symboliczne, czego raczej Żmijewski nie przewidział, jest tatuowanie starych/nowych numerów zagłady. Nowy człowiek lewicy (bo z tym środowiskiem należy wiązać Żmijewskiego) odsłania swoją ohydną, bezwzględną, jakobińską twarz. Takich ludzi należy się bać.

Hydra libertyńska powoli do nas dopełzła, zainfekowała kolejne ważne instytucje państwowe w całej Unii Europejskiej. Poszerza pole walki również na terenie sztuki. Nie ma granic moralnych także tu. Artur Żmijewski jest właśnie produktem tego zła.

Inna rzecz, że na szczęście gdzieś jeszcze tlą się ostatnie bastiony zdrowego rozsądku i w 2012 roku Żmijewski odniósł kolejną dotkliwą porażkę, zmiażdżony przez krytyków na 7. Biennale w Berlinie. Kuratorowi Arturowi Żmijewskiemu zarzucono kicz, cynizm i mieszanie sztuki z polityką. Przynajmniej za miedzą został zdemaskowany, a u nas? Minister Zdrojewski przyzna jemu albo podobnemu „artyście” państwowy wikt i opierunek w celu doszczętnego zniszczenia dziedzictwa narodowego. Do końca.

Autor jest socjologiem, publicystą, ekspertem ds. zjawiska prześladowań chrześcijan.

posting.php?mode=reply&f=9&t=1679


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /