Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 22 mar 2011, 07:47 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Banda czworga

Niezły obciach można było ostatnio obejrzeć w „Polsacie”. W programie promującym muzyczne talenty „Tylko muzyka” („Must be the music”) kompromitujący spektakl zaprezentowało jury w składzie Kora (l. 60), Elżbieta Zapendowska (l.64), Adam Sztaba (l. 36) i Wojciech Łozowski (l. 37), które oceniało bardzo zdolnego wokalistę spod Sanoka Piotra Wolwowicza (ze szkoły muzycznej w tym mieście), który zaprezentował piosenkę Andrzeja Rosiewicza „Pytasz mnie”. Piosenka, niestety, była patriotyczna. Co za bezczelność! No i, pożal się Boże, jurorzy, dali popalić młodemu artyście. Brzydko starzejąca się Kora załkała: „prawie, że umarłam”. Pani Zapendowska (jak wyżej) pouczała z idiotycznym błyskiem w oczach: „ciesz się, ale nie śpiewaj takich piosenek. Jakieś bogoojczyźniane, takie patriotyzmy. To jest coś okropnego. Nie daj się w to wciągnąć, nie idź tą drogą” (ryk śmiechu głupoli z jury). Pan Sztaba błysnął klozetowym dowcipem: „może czas na nowy program: zabij mnie swoją muzyką”. Najmłodszy Łozowski słusznie uznał, że milczenie jest złotem i nie dał głosu, czyli ciała, choć razem z innymi zagłosował przeciw wykonawcy.

Negatywny werdykt czwórki muzycznych popaprańców publiczność przyjęła buczeniem. Ta sama publiczność wcześniej Wolwowicza nagrodziła dużymi brawami.

Sam autor pokazał klasę nie tylko artystyczną. Po bełkocie jurorów powiedział: „w tych czasach emigrowanie jest, niestety, częste, a mi się wydaje, że ojczyzna jest jednak najważniejsza”...

Zderzenie młodego polskiego piosenkarza z pajacami- kosmopolitami było porażające. Z jednej strony talent i patriotyzm, z drugiej- kloaczne teksty i nienawiść do tradycji.

W Chinach słynna „banda czworga” budziła grozę. Muzyczna „banda czworga” z „Polsatu” tylko litość, zażenowanie, śmiech. Takie pajace, poziom kultury osobistej równy Rowu Mariańskiego, bo nawet nie Żuław. Słowem: totalny obciach. Ot, taki pseudomuzyczny, pseudokulturalny paw. Owych jurorów należy omijać szerokim łukiem: po tym co pokazali, mam wrażenie, że smarkają w palce i wycierają gębę (sic!) rękawem.

http://ryszardczarnecki.nowyekran.pl/po ... da-czworga

Do tego dołączę jeszcze kilka komentarzy:

Kora... mózgowa?
Kiedy człowiek był młody i słuchał dużo muzyki, wydawało się, że ówczesne gwiazdy to i osobistości intelektualne.
Moje pierwsze zwątpienie co do tego, zwłaszcza w stosunku do Kory i zespołu Maanam zaczęły się, kiedy usłyszałem odkrywcze "kocham cię, kochanie moje" plus pitu, pitu.
Mówiłem sobie, że to pewnie tak, "na jaja", ale jaja się skończyły, kiedy kilkanaście lat temu usłyszałem wywiad w radio, z Korą, w temacie "jak spędza Święta?"
Otóż, jak stwierdziła, jedzą różne potrawy, między innymi "pierogi... no, te... rosyjskie".
W tymże momencie wiedziałem już, że mam do czynienia z osobą prostą, która miała po prostu szczęście.
I niech je ma, ale od kształtowania młodych ludzi - wara, pani Koro!



Zagłosujmy na Piotra!
link:
http://apps.facebook.com/must-be-the-mu ... 55280001c6



autor
Kora ostro ćpała - a to nie pozostaje bezkarne dla umysłu, a nauczycielka muzyki tez ma swoje za pazurami. Takie to mondre , ładne innaczej poprostu 'elyta"



@Bogdan2
no właśnie w tym problem. Że to śpiewał młody chłopak, nie moher. Bo jakby moher, to by ich tak bardzo nie zabolało. A tu co? Młodzież się uaktywniła, a już myśleli, że ją skutecznie spacyfikowali...



No, cóż,
czworo jurorów jak i większość mediów w Polsce, to owszem w Polsce, ale nie polskie media, ponieważ zaprzedane w nową ideologię kosmopolityzmu. Robią to, za co im płacą, czyli nieszczą patriotyzm, bo takie przyszły dyrektywy z "Brukseli". Pozdrawiam


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 23 mar 2011, 00:13 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3200
Kultura się wyłożyła na czerwonych kafelkach...

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 08 kwi 2011, 01:48 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3200
Jury w Polsacie wykpiło 17-latka. Tysiące osób chce przeprosin

2011-04-07, ostatnia aktualizacja 2011-04-07 20:04

Obrazek

- Tysiące oburzonych widzów i petycja z żądaniem publicznych przeprosin od Telewizji Polsat to efekt wypowiedzi Elżbiety Zapendowskiej i Adama Sztaby pod adresem Piotra Wolwowicza w muzycznym show "Tylko muzyka. Must be the music" - podaje "Rzeczpospolita".
17-latek w programie zaśpiewał przed czteroosobowym jury utwór Andrzeja Rosiewicza "Pytasz mnie". Jury nie zostawiło na nim suchej nitki. - Może czas na nowy program "Zabij mnie śpiewem" - kpił po występie chłopca dyrygent Adam Sztaba. - No prawie że umarłam - dodała Kora Jackowska, a Elżbieta Zapendowska podsumowała: - Coś okropnego, ciesz się życiem, ale nie śpiewaj takich piosenek. Taki (repertuar - red.) bogoojczyźniany... i takie patriotyzmy to coś okropnego. Nie daj się w to wciągnąć.

Jury w odróżnieniu od publiczności, która gromki brawami nagrodziła Wolwowicza, było na "nie" i nie dopuściło 17-latka do udziału w następnej części programu - przypomina "Rzeczpospolita".
Bohater programu stał się gwiazdą internetu, a widzowie masowo podpisują się pod apelem na portalu petycje.pl do Telewizji Polsat i KRRiT, w którym domagają się przeprosin od jury. Zarzucają im, że nie oceniali jakości wykonania piosenki, lecz wyłącznie wybór utworu.

Trzy tysiące osób chce przeprosin od Polsatu za Wolwowicza

Ponad trzy tysiące osób podpisało się pod listem do Telewizji Polsat w sprawie wypowiedzi Elżbiety Zapendowskiej i Adama Sztaby pod adresem Piotra Wolwowicza w muzycznym show „Tylko muzyka. Must be the music". Dziś petycja z żądaniem publicznych przeprosin trafiła do Telewizji Polsat

17-letni Wolwowicz zaśpiewał w programie utwór Andrzeja Rosiewicza „Pytasz mnie". Został skrytykowany przez jury. Zapendowska stwierdziła, że tego typu repertuar „bogoojczyźniany" i „takie patriotyzmy" to „coś okropnego". I poradziła Wolwowiczowi „Nie idź tą drogą". Dyrygent Adam Sztaba kpił zaś, że powinno się zmienić nazwę programu na „Zabij mnie śpiewem".

Wolwowicz do następnego etapu nie przeszedł, a schodząc ze sceny powiedział jurorom, że dla niego „Ojczyzna jest najważniejsza".

Szybko stał się gwiazdą internetu. Filmik z jego występem obejrzało na youtube kilkanaście tysięcy osób.

Urażony zachowaniem jury Polsatowskiego show poczuł się Mikołaj Radziwonowicz, który na portalu petycje.pl wystosował list do Telewizji Polsat i KRRiT z oczekiwaniem publicznych przeprosin od członków jury w jednym z kolejnych odcinków muzycznego show.

„Podjęta przez jury decyzja jest przejawem dyskryminacji ze względu na poglądy, ponadto jest naruszeniem porządku społecznego i spychaniem na margines osób deklarujących silny związek ze swoją narodowością, w tym przypadku Polaków, patriotów". Ponadto zarzuca jurorom, że nie oceniali jakości wykonania piosenki przez Wolwowicza, lecz wyłącznie wybór utworu.

– Kiedy obejrzałem występ Piotra Wolwowicza i reakcje jury, poczułem się oburzony i urażony brakiem poszanowania dla pracy i poglądów innego człowieka – mówi „Rz" Radziwonowicz. – Dziś w południe złożyliśmy w Polsacie nasz protest. Poinformowano nas, że zostanie przekazany władzom stacji– dodaje.

Tomasz Matwiejczuk, rzecznik Polsatu potwierdza, że taka petycja wpłynęła dziś do stacji. – Traktujemy to jako jeden z wielu głosów od naszych widzów. I szanujemy go– mówi. Zaznacza jednak, że „Must be the music" jest programem rozrywkowym i stacja nie ingeruje w wypowiedzi i opinie członków jury. Dodaje, że Polsat przepraszać nie będzie.
– Nie zamierzamy podejmować w związku z tą petycją żadnych kroków. —k.b.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 27 cze 2011, 15:23 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Wulgarna antypromocja

Skandal z udziałem Polski podczas prezentacji na Tygodniu Europejskim w Hamburgu

Polska promuje się wyjątkowo wulgarnym tomem “poezji”, i to niespełna tydzień przed przejęciem przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej. W jednym z centralnych pasaży handlowych na stoisku, którego współorganizatorem był polski konsulat w Hamburgu, można kupić książkę “Poezja polska po przełomie – Pokolenie ´89″ ociekającą wyjątkowo wulgarnym słownictwem.

Książka “Poezja polska po przełomie – Pokolenie ´89″ (Polnische Poesie nach der Wende – Generation 89) ma promować polską poezję autorów urodzonych w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia. Ze względu na szacunek dla języka polskiego nie sposób cytować treści wielu umieszczonych w tomiku passusów, bo znajdziemy w nim najbardziej wulgarne i ordynarne, okołopornograficzne wyrażenia, których normalni ludzie nie tylko nie używają, ale nawet nie znają. Książka została sfinansowana ze środków Instytutu Slawistyki Uniwersytetu Hamburskiego i Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. To antologia pod redakcją prof. Roberta Hodela (Uniwersytet Hamburski, Instytut Slawistyki). Hodel jest znanym w polskich środowiskach dyplomatycznych literaturoznawcą, w 2009 r. zasiadał w jury przyznającym nagrody w konkursie konsula generalnego na najlepszą pracę magisterską/doktorską dotyczącą Polski.

Polacy, którym pokazaliśmy tomik, są zniesmaczeni. Halina Morhofer-Wójcik, która jako pierwsza odkryła wulgarne treści książki, w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” stwierdziła, że umieszczone w niej wiersze świadczą o poziomie obu uniwersytetów, które sfinansowały tę pozycję. – Tytuł książki jest obiecujący, ale jej treść poraża kondensacją ordynarnych zwrotów – mówi pani Morhofer-Wójcik. Dariusz Juskowski z polskiego stowarzyszenia kulturalno-sportowego Pol-Union 04 Hamburg e.V. był w stanie przeczytać zaledwie kilka “wierszy”. – To jest nieprawdopodobne, że polskie władze zezwalają, aby tak wulgarne treści były wizytówką naszego kraju – twierdzi.

Waldemar Maszewski, Hamburg

http://www.bibula.com/?p=39832


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 08 sie 2011, 21:06 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3200
W dniu 23 maca złożyłam skargę do KRRiT w sprawie Piotra Wolwowicza biorącego udział w programie "Must be the music":


"Witam,

Niniejszym chciałam zgłosić swój sprzeciw i naruszenie zasad
18 ustawy koncesyjnej KRRiTV przez

p. Elżbietę Zapendowską
p. Adama Sztabę
p. Aleksandrę Jackowską


w programie "Must be the music" nadanym dn. 19.III.2011 o godz. 20:00 w telewizji POLSAT.


Wymienione przeze mnie osoby jako członkowie jury zdyskryminowały z
programu uczestnika Piotra Wolwowicza, który zaśpiewał piosenkę "Pytasz mnie" autorstwa Andrzeja Rosiewicza słowami:
p. Adama Sztaby
Może czas na nowy program "Zabij mnie swoją muzyką"
p. Aleksandry Jackowskiej potwierdzającej te słowa
"Chyba tak. No Prawie że umarłam"
p. Elżbietę Zapendowską
"Epatujesz tym głosem z takim zadowoleniem, coś okropnego...
chłopie,
„ciesz się, ale nie śpiewaj takich piosenek. Jakieś bogoojczyźniane, takie
patriotyzmy.
To jest coś okropnego. Nie daj się w to wciągnąć, nie idź tą drogą”.


Podjęta przez nich decyzja i jej motywacja jest ośmieszeniem i dyskryminacją polskości w państwie zwanym Polska.
Ponadto jest naruszeniem polskiego dobra społecznego, jaki reprezentują ludzie w
swojej zróżnicowanej twórczości artystycznej, próbujący odnaleźć się w mocno nieprzychylnym obecnie środowisku.

Uwłacza to wszelkim poczynaniom narodowościowym ludzi reprezentującym naturę i piękno naszego kraju,
o jakim mówi tekst piosenki.
Takie publiczne ośmieszenie i spychanie na margines osób deklarujących silny związek ze swoją
narodowością i religijnością, która wspierała ludzi walczących o wolność zniewolonego przez wieki kraju,
w tym przypadku Polaków, powinno być niedopuszczalne.

Jakikolwiek wkład wniosły osobiście osoby z tegoż Jury do sceny artystycznej, powinien być on przykładem do kierowania młodymi ludźmi potrzebującymi wsparcia, a nie wyśmiania.
Ci ludzie opłacani z pieniędzy polskich portfeli powinni posiadać równorzędny poziom kultury i odpowiedzialnej krytyki.

W tej argumentacji ich poziom można zrównać z tekstem piosenki tak wychwalanej,
jaką się zachwycali w poprzednim programie Must Be The Music Różowa Taczka

"Ty będziesz moja
Ja będę Twój
Razem będziemy wywalać gnój!"

Poza tym Polskie ustawy negują nadawania i propagowania publicznie
obcojęzycznych nazw, którą nosi ten program, więc jest to kolejny przejaw łamania prawdziwej polskości.

Jednocześnie zostały naruszone zasady Konstytucji Rzeczpospolitej Polski w myśl
art.32 Konstytucji RP oraz art.

Wobec dbałości o honor naszego "Bogoojczyźnianego" kraju, mając na uwadze to, że program ten oglądają ludzie
w wielu krajach,
proszę o wyciągnięcie ostrych konsekwencji wobec tych nieodpowiedzialnych osób z jury.

Pomijam fakt, że wiele programów nadawanych w telewizji można potem obejrzeć na portalu YouTube,
gdyż nie każdy może w danym czasie je akurat obejrzeć i są one wybiórczo kwestionowane i usuwane.

Czy taki smród Różowej taczki ma przyświecać PolSatowi?

Oby nie był po latach kojarzony również z nazwiskiem jego właściciela, do którego miałam zawsze tak wiele ufności.

Pozdrawiam serdecznie i kłaniam się oczekując odpowiedzi."

A dziś dostałam odpowiedź :


Dyrektor
Departamentu Prezydialnego
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Warszawa, 8 sierpnia 2011 roku

W związku ze skargą, dotyczącą treści wypowiedzi jurorów w audycji pt. „Tylko muzyka. Must be the music” (emisja: Polsat, 19 marca 2011 roku, godz. 20:00) uprzejmie informuję, że w ramach wszczętego w tej sprawie postępowania stanowisko przekazał p. Mirosław Błaszczyk, prezes Zarządu Spółki Telewizja Polsat SA. W załączeniu przekazuję treść tych wyjaśnień.
Jednocześnie informuję, że z analizy nagrania ww. audycji wynika, iż jurorzy oceniali występy uczestników pod względem artystycznym, uwzględniając zarówno ich możliwości wokalne, jak i wizerunek sceniczny. W tym przypadku jury jednogłośnie negatywnie oceniło występ Piotra Wolwowicza.
Należy zgodzić się z argumentacją nadawcy, iż swoje poglądy uczestnik przedstawił już po występie i nie miały one wpływu na decyzję jury. Piotr Wolwowicz miał ponadto możliwość wygłoszenia swojej opinii za kulisami i nie spotkał się ani z krytyką, ani z żadnym przejawem ośmieszenia w związku z wyborem repertuaru.
Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności nadawca nie naruszył art. 18 ustawy z 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji, zaś wypowiedź jurorki Elżbiety Zapendowskiej nie nosiła znamion dyskryminacji ze względu na narodowość (art. 18 ust. 1). Jednocześnie informuję, iż prowadzenie postępowania w celu wyjaśnienia pozostałych zarzutów sformułowanych w skardze leży poza zakresem kompetencji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Uprzejmie proszę o przyjęcie powyższych informacji.

Z poważaniem

Anna Szydłowska-Żurawska

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 16 sie 2011, 11:01 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7495
Lokalizacja: Podlasie
Wg tzw. "Rady Etyki Mediów" nie było żadnego naruszenia zasad etyki mediów. Sic ! Tak to REM decyduje o tym, które zachowania są etyczne, a które nie są. Rada Etyki Mediów zapomniała chyba dodać, że Piotr Wolwowicz nie powinien śpiewać tej piosenki, bo była niepoprawna politycznie. :roll: Zaś szydzenie z polskości jest jak najbardziej na miejscu. Gdzież my żyjemy ??

Cenzor w roli ofiary

Domaganie się przeprosin od telewizji Polsat za emisję programu, w którym wyśmiano młodego wokalistę Piotra Wolwowicza za dobór patriotycznego repertuaru, Rada Etyki Mediów uznała za bezpodstawne. (SIC!) "REM nie stwierdziła naruszenia którejkolwiek z zasad etyki mediów w (...) programie" - czytamy w oświadczeniu Rady. Skargę na telewizję Polsat złożył 5 sierpnia Mikołaj Radziwonowicz.

Chodzi o program "Must be the music - tylko muzyka" wyemitowany 19 marca br., podczas którego jury w składzie Elżbieta Zapendowska, Adam Sztaba i Kora Jackowska zakpiło z jednego z wykonawców - Piotra Wolwowicza. Zaśpiewał on piosenkę Andrzeja Rosiewicza "Pytasz mnie". Jury wyśmiało dobór repertuaru, nie odnosząc się do jego wykonania. Zmiażdżyło uczestnika programu za to, że śmiał zaśpiewać "bogoojczyźniany" utwór. Mikołaj Radziwonowicz napisał w piśmie skierowanym do Rady, że "członkowie komisji wyszydzali uczucia patriotyczne uczestnika, wyśmiewając się z jego miłości do Ojczyzny". Jak czytamy dalej: "Członkowie komisji wcale nie oceniali jakości występu uczestnika, tylko wyszydzali jego wybór patriotycznego repertuaru". Skandaliczna, jego zdaniem, wypowiedź zmotywowała go do tego, aby na portalu internetowym umieścić petycję, którą 7 kwietnia skierował do prezesa rady nadzorczej telewizji Polsat Zygmunta Solorza-Żaka. "Stale zwiększająca się liczba podpisów dowodzi, że sprawa nadal bulwersuje opinię publiczną. Według mnie nie wolno wyszydzać ludzi, którzy ukochali naszą Ojczyznę, a patriotyzm jest dla nich wartością nadrzędną" - ocenił w piśmie skierowanym do REM Radziwonowicz. Telewizja Polsat nie zareagowała ani na jego petycję, ani na listy skierowane do rzecznika prasowego, w których domagał się przeprosin od jury. Zwrócił się więc on do Rady Etyki Mediów, aby zainterweniowała w tej sprawie. REM wystosowała wymijające oświadczenie, w którym zamiast odnieść się do meritum problemu, postanowiła przeanalizować kwestię cenzury i przestrzegania wolności słowa. Oczywiście, żadnej reakcji ze strony REM nie będzie. "Polsat nie ma powodu, zdaniem REM, by kogokolwiek przepraszać za to, że nie stosuje cenzury. To właśnie odrzucenie cenzury i przestrzeganie wolności słowa oraz swobody wypowiedzi publicznej jest jednym z kanonów wolnego, demokratycznego kraju, do których Pan się bezzasadnie odwołuje" - napisał w odpowiedzi na pismo przewodniczący Rady Ryszard Bańkowicz. - Ton, w jakim REM się wypowiedziała w tej sprawie, nacechowany jest manierą pouczającą - oświadczenie Rady nie stanowi w gruncie rzeczy merytorycznej odpowiedzi na skierowany do niej apel. Jest raczej formą uniku. Rada Etyki Mediów sformułowała coś w rodzaju pouczenia - uważa Jakub Zieliński, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jego zdaniem, Rada wyszła ze swojej roli i kompetencji. - Jeśli natomiast chodzi o samą ocenę Polsatu, to naprawdę trudno nie zauważyć pewnej asymetrii - medium, w którym doszło do ocenzurowania treści, które z jakiegoś powodu nie przystawały do programu, w oświadczeniu REM zostało przedstawione jako... ofiara cenzury. Jest to niewątpliwie nadużycie. Wygląda to również tak, jakby Rada udawała, że nie wie, o co chodzi. Przecież kluczowe w całej sprawie jest to, w jaki sposób potraktowano Piotra Wolwowicza i za co go skrytykowano - nie za wykonanie, a właśnie tego powinniśmy się spodziewać po m.in. nauczycielce śpiewu - ale za to, co zaśpiewał. Nie bez znaczenia była również forma, w jaką "ubrano" niemerytoryczną krytykę wykonawcy - konstatuje socjolog. Zaskakująca - jak dodaje - była egzaltacja, z jaką jury wyrażało swój niesmak spowodowany doborem piosenki. Z kolei Jan Dziedziczak z sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu stwierdził, że oświadczenie REM wpisuje się w pewien nurt w dyskursie publicznym, wedle którego bezkarnie można drwić z wartości patriotycznych i chrześcijańskich. - Zasmucająca jest retoryka Rady Etyki Mediów. Najwidoczniej można się dziś bezkarnie śmiać z patriotyzmu. Ciekaw jestem, czy odpowiedź Rady brzmiałaby tak samo, gdyby w podobnie szyderczy sposób naśmiewano się ze środowisk homoseksualnych albo z Żydów - stwierdził w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Dziedziczak. Jego zdaniem, to kolejny sygnał, że obecnie jest przyzwolenie na szydzenie z polskości.

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po03.txt

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 18 sie 2011, 22:42 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3200
Prawda jest taka, że gdy wejdziesz w stado baranów, to trudno żądać, aby zachowywały się "po ludzku"... :lol:

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 06 wrz 2011, 17:20 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Prymitywizmem w kulturze jest nie tylko tworzenie bóstwa ze zwykłego ..... gówna, ale jest nim również tendencyjność, bezwzględność i tworzenie z premedytacją fałszywego wizerunku.

Antypolskie "Dochodzenie"?

Pomimo ogólnego rozgardiaszu udało mi się ostatnio „skonsumować” ciekawy, amerykański serial. „The Killing” (w polskim tłumaczeniu – chyba lepiej oddającym ducha – „Dochodzenie”). No i dobrze trafiłem. Rewelacyjna fabuła, dobry szkic postaci, technicznie wykonany nienagannie. Tak się robi wielkie kino. A Amerykanie ciągle są w tym „debeściakami”. Tylko jedna rzecz mnie w nim ubodła. Mianowicie, sposób w jakim zostali tam przedstawieni Polacy. Rzut oka na reżysera i … Zróbmy jednak na chwilę cięcie.

***

Coś bardzo niedobrego wydarzyło się w nocy z czwartku na piątek w Jedwabnem. Grupka jakichś niedobitych, skrajnych nacjonalistów zbezcześciła pomnik pomordowanych tam 70 lat wcześniej Żydów. „Nie przepraszam za Jedwabne” oraz „Byli łatwopalni” – głosiły mądrości ludzi, którzy najwyraźniej pomylili głowę z d…, powiedzmy z dłonią. Żeby nie było nieporozumień: to haniebny czyn, zasługujący na przykładną karę (co nie znaczy, że od razy na „pakę”; solidna grzywna z nawiązką mogą mieć lepszy wynik resocjalizacyjny) i potępienie. To jedna strona zagadnienia. Ale jest i ta druga.

Reakcja polskiej inteligencji (zastępczej). Oglądając TWN24 („TeleWizja Nienawiści – Same kłamstwa, całą dobę”) odnosiłem wrażenie, że polskie „elyty” są bardziej przejęte ową „bezprzykładną zbrodnią” niż sami Żydzi (vel. Izraelczycy). W dość stonowanym wywiadzie dla „Polska The Times” Szewach Weiss stwierdził bowiem, że tego typu akty wandalizmu zdarzają się wszędzie i że zawsze w takiej sytuacji należy mówić o mniejszości, grupkach i sytuacjach jednostkowych. Tymczasem w kraju incydent otarł się aż o głowę państwa. Prezydent Komorowski – jako najwyższy reprezentant narodu polskiego – przeprosił w jego imieniu za „niedojrzałość i głupotę” sprawców. Ostro.

Już w lipcu 2011r. Bronisław Komorowski po raz kolejny (pierwszy był Aleksander Kwaśniewski w 2001r.) przeprosił również w imieniu narodu za zbrodnię w Jedwabnem z 1941r. I doprawdy nie wiadomo, czy prezydent swoją intelektualną kondycję i gesty zawdzięcza przemyślanej taktyce i przekonaniom, czy raczej ubytkami w wiedzy, ignorancją, albo – przepraszam, jeśli formułuję to za ostro – zwyczajną tępotą?

Doprawdy, trudno nie odnieść wrażenia, że nasz „najwyższy reprezentant”, nazywający Polaków „również narodem sprawców” nie wie o czym prawi i w czyim imieniu przeprasza. Okropność zbrodni w Jedwabnem, jej szczególnie niskie pobudki i sadyzm napawają zgrozą. Wymuszają wstyd, przeprosiny, współczucie dla pomordowanych. To wszystko prawda. Ale niech nie lawiruje z odpaloną bombą głowa państwa polskiego. Bo przepraszam, czy ktoś z Szanownych Czytelników przypomina sobie, aby jakieś oficjalne władze francuskie przeprosiły naród żydowski za kolaboracyjny rząd Vichy (w imieniu narodu francuskiego)? Albo za stację kolejową Drancy, z której oficjalnymi czynnikami Francuzi wywozili niechcianych nad Sekwaną Żydów na oświęcimski przemiał? A może znane są bliżej opinii publicznej jakieś formy „ubolewania”, czy „głębokiego bulu” (złośliwość nieprzypadkowa) monarchii duńskiej, za masową służbę ich obywateli w SS? Czy prezydent Bush jr., albo Barack Obama przepraszał w imieniu narodu amerykańskiego za zbrodnie wojenne, których dopuścili się Amerykanie w Iraku, znęcając się na więźniach, czy fotografując się z ich siusiakami i głową owiniętą szubienicznym worem?

Nie?! Znaczy to, że niewiele mnie ominęło. Każdy bowiem narodowy przywódca, rozumiejący interes własnego kraju, doskonale zdaje sobie sprawę z wagi wypowiadanych słów. O ile można przeprosić za tego typu zbrodnie w imieniu grupy osób, o tyle sprowadzanie sprawy do sprawstwa narodu jest w kręgach zachodnich mężów stanu niedopuszczalne. Szczerze łączę się w nadzeji (złośliwość nieprzypadkowa), że prezydent Komorowski jest w tej kwestii ignorantem. Robiąc jednak research jego dotychczasowych posunięć politycznych muszę taką wersję odłożyć pomiędzy mrzonki. Na prezydenturę Bronisława Komorowskiego składają się bowiem dwa czynniki. Jednym jest twarde jądro przedstawicieli, reprezentujących nieboszczkę Unię Demokratyczną. Drugie jądro zaś to wpływ Platformy i jej antypisowskiej nawałnicy. Złośliwe kobiety powiedziałby w tym momencie, że serce prezydenta jest zawładnięte. Ale mówiąc poważnie, miejmy nadzieję, że się jednak ze swych sprawunków głowa państwa poprawi i w czas zreflektuje. Zwłaszcza, że nieprzemyślane mielenie ozorem ma swoje praktyczne konsekwencje, chociażby w postaci roszczeń wysuwanych przez środowiska żydowskie odnośnie zwrotu mienia, pozostawionego po wojnie przez wymordowanych w Zagładzie przodków.

***

Dlaczego piszę o UD? Głupio o tym wspominać i wyciągać brudy z życiorysów, ale w zaistniałej sytuacji trzeba. Nie wchodząc w personalia można odtworzyć przeciętnego udeka, jako osobę, której pochodzenie w mniejszym lub większym stopniu zahacza o „wyznanie mojżeszowe”. Wiem, to paskudne. Do czego piję? „Przyjaźń polsko-żydowska”, zwłaszcza w II RP, osiągnęła takie postacie, że dzisiejsi potomkowie tamtejszych emigrantów, Żydów polskiego pochodzenia, w sercach krzewią (wyniosłe głównie z rodzinnych opowiadać przy kominku) pamięć o największej formie ucisku i znętu, której doświadczyli, a jaką był i jest chroniczny antysemityzm Polaków. Oczywiście nie taki, jak byśmy to widzieli przez optykę krematorium. Co to, to nie. Hitlera Ci Żydzi wspominają jako ludożercę, który przez sześć lat prawie, że pozbawił ich naród substancji życiowej. Ale cóż to jest, sześć lat? Transport, obóz, 72h i niechybna wycieczka na tamten świat. A Polska i Polacy? A… tutaj, to już coś innego. Ci co prawda nie tworzyli obozów śmierci, nie organizowali się w kryształowe noce, diamentowe, czy inne. Nie było też pogromów, a dyskryminacja ograniczała się do ławkowego getta. Ale przez lata. Tfuu, co ja mówię, przez wieki żyli z nami jak pies z kotem. Jedni kantowali chłopów na handlu (znane powiedzenie wiejskie: „sprawiedliwy jak żydowska waga”), ci drudzy z kolei w uporczywie złośliwy sposób, a to stragan rozpierzchli, a to stodołę puścili z dymem. (W dość przekonujący sposób pisał o tym zjawisku przedwojenny dziennikarz – Michał K. Pawlikowski, w książce „Wojna i Sezon”). I tak przez kilkaset lat. Które, jeśli nie te drugie historie, bardzie zapadły do zbiorowej pamięci żydowskiej diaspory? Zwłaszcza, że nieubłagana logika Holocaustu nie pozwalała w odpowiedni sposób kultywować pamięci o komorach gazowych.

I Ci właśnie przedstawiciele wspomnianego środowiska ubolewają teraz nad polskim antysemityzmem. W kraju, jak i poza nim. Strzelają z automatów redakcyjnych piór do Polaka-katolika, który na pewno po mszy (pewnie pasterce) wziął zieloną farbę i przemalował pomnik. Ten trzon polskiej elity, wyhodowany na różnym stopniu układności, w stosunku do poprzedniego reżymu, a także na genetycznej niechęci i nienawiści do tradycyjnej polskości i wartości narodowego ducha, naparza w dzwon. Strach przed Polakami to essentialia negotii ich misji, pracy, kto wie – może i życia. To właśnie Ci ludzie widzą antysemityzm tam, gdzie nie dopatrują się go nawet rodowici Izraelczycy. Ci ludzie, korzystając z materialnego uprzywilejowania w III RP, robią tournee po europejskich salonach, na których opowiadają, że w Polsce nienawiść ciągle jest siłą, a „populistyczna partia PiS” gra na tej nucie swoją jadowitą partyturę. Smutne to i godne najwyższego potępienia.

***

A co do serialu? Ciągle jestem pod wrażeniem zakończenia; czekam na drugi sezon. Ale oddzielając moje prywatne upodobania od spraw publicznych o jednej rzeczy wspomnieć muszę. „Dochodzenie” zasadniczo opowiada historię zabójstwa nastolatki – Rosie Larsen, którą rozwikłać próbuje para detektywów. Rodzina zamordowanej – jak się dowiadujemy – ma polskie korzenie. Ojciec – Stan (zangielszczenie imienia: Stanisław) onegdaj pracował dla polskiego gangu, którego szefem był niejaki Janek (raczej typ spod ciemnej gwiazdy). To pierwsza odsłona obrazu Polaka w serialu, którego widownię za oceanem należy pewnie liczyć w dziesiątkach milionów.

Ale jest jeszcze coś ekstra. Wielkim atutem serialu są jego bohaterowie. Wszyscy, poza jednym wyjątkiem, są nieliniowi, skomplikowani, ujawniający swoje cechy specjalne z czasem, stopniowo. Pojawiająca się incydentalnie babka zamordowanej Rosie Larsen jest jednak inna. Już w pierwszych kilku scenach daje się poznać jako zajadła ksenofobka, religijna nienawistnica i jednocześnie fanatyczna katoliczka (cytat z babci Larsen: „To te publiczne szkoły… Czarni, żółci, biali... Z takiej mieszanki nie może wyjść nic dobrego. Cieszę się, że wysłaliśmy ciebie i twoją siostrę do szkoły katolickiej”). Babcia Larsen mówi łamaną angielszczyną, z wyraźnym (powiedziałbym, że wręcz chamskim) polskim akcentem. I do druga odsłona Polaka w Ameryce. Rzezimieszek, łamiący paluchy niewypłacalnym dłużników oraz religijny czołg pancerny, rozjeżdżający amerykańskie cnoty narodowe, które tworzyły wielonarodowe społeczeństwo. Ot i polish Americans.

Zszywając rozprawkę najwyższa chyba już pora przejść do sedna. Jaki jest niby związek pomiędzy gorliwymi siepaczami polskiego (rzekomego) nacjonalizmu, mającymi w życiorysach konotacje z jedną z mniejszości narodowych w II RP, a szerzeniem negatywnego obrazu Polaków w Stanach Zjednoczonych, czy szerzej – w świecie? Któż taki robi nam antyreklamę i utrwala krzywdzące stereotypy? Hmm… coś wspominałem na początku o reżyserze serialu?

Rzut oka. Jest! To reżyserka. Nazywa się… Agnieszka Holland.

Kurtyna. Napisy końcowe. The End.

-----------------------------------------------------------------------------------------

Cytat z „Newsweek’a”, przeprowadzającego wywiad z Agnieszką Holland: (red.) - Jaką rolę te seriale odgrywają w Stanach?; (A.H.) – Kształtują amerykańską mentalność, przełamują tabu (…) Produkcje telewizyjne, choć brzmi to jak banał, stale też edukują widzów (…) Telewizja miała ogromny udział w walce z uprzedzeniami, rasizmem, homofobią.


P.S. – Tak się zastanawiam, czy gdyby napisy w Jedwabnem (o tej samej treści) wymalował Nergal, to sąd również nie uznał by tego za zniewagę uczuć religijnych, bądź szerzenie nienawiści rasowej, a prędzej potraktował, jako „szeroko pojętą działalność informacyjną i edukacyjną” oraz „skrajnie niestandardowe formy ekspresji artystycznej”?

http://sed3ak.salon24.pl/340029,antypolskie-dochodzenie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 05 gru 2011, 08:05 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Wojciech Wencel

Noblesse oblige

Słuszną linię ma „Krytyka Polityczna”.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 30 listopada 2011

Wprawdzie w firmowanym przez nią lokalu Nowy Wspaniały Świat urządzili sobie bunkier niemieccy bojówkarze, ściągnięci do Warszawy w celu zakłócenia Święta Niepodległości, ale podobno nie byli to żadni bojówkarze, tylko członkowie trupy teatralnej, która przyjechała wystawić „Fausta” Goethego. Zarekwirowane przez policję pałki były im potrzebne do zbudowania scenografii, pojawiające się w relacjach mediów „kastety” to przejęzyczenie – chodziło o kasety z nagraniem kwestii aktorskich, a gaz łzawiący został przywieziony na wypadek, gdyby któryś z widzów miał problemy ze wzruszaniem się podczas spektaklu.

Niestety, Polacy po raz kolejny okazali się nieprzygotowani do odbioru zachodniej kultury. Nie dość, że potraktowali przybyszów jak intruzów, to jeszcze zakwestionowali całą działalność „Krytyki Politycznej”. Jak zauważyła Olga Tokarczuk, wyszły tu na jaw „polskie kompleksy wobec Niemców” oraz „małostkowa niechęć do każdego, kto zechce z zaangażowaniem poświęcić się społecznej działalności”. Podobne stanowisko zajęli inni postępowi artyści. W efekcie powstało aż sześć listów otwartych, broniących zdobyczy rewolucji kulturalnej przed zarzutami reakcyjnych publicystów.

Do pism sygnowanych przez reprezentantów środowisk teatralnego czy sztuk wizualnych nie będę się odnosił, bo – mówiąc słowami Leszka z serialu „Daleko od szosy” – jak widzę taką sztukę, to trudno mi zachować kulturę. Spośród sygnatariuszy listu środowiska filmowego najbardziej żal mi Joanny i Krzysztofa Krauze, którzy na własne życzenie postawili się poza granicami polskiej kultury. Szkoda, bo Plac Zbawiciela czy Mój Nikifor to świetne kino. Z drugiej strony, nie czas żałować fikcyjnych dramatów, gdy płoną znicze na Krakowskim Przedmieściu.

Największe wrażenie robią jednak podpisy pod listem środowiska literackiego. Kogóż tu nie ma! Są autorka „Ody feministycznej” Julia Hartwig i tropiciel szmalcowników Jan Tomasz Gross, redagująca „Zeszyty Literackie” Barbara Toruńczyk i kilku publicystów „Gazety Wyborczej”. Podpisali się nawet autorzy zagraniczni: mój niegdysiejszy tłumacz Anders Bodegard i poeta Tomas Venclova (nie mylić z moją żoną). Jest wreszcie dwoje tegorocznych kandydatów do literackiej Nagrody Nobla: wspomniana już Tokarczuk i Adam Zagajewski. Aż się chce zawołać: – Noblesse oblige! Dawniej termin ten oznaczał, że szlachectwo zobowiązuje, w domyśle: do szlachetnego postępowania. Teraz znaczy mniej więcej tyle, że jak ktoś chce być nominowanym do Nobla, to musi podpisywać listy poparcia dla politycznie poprawnych inicjatyw. W przeciwnym razie tylko się obliże.

Najkonsekwentniej kroczy tą drogą Zagajewski. W sierpniu 2010 r. wspólnie z Ryszardem Krynickim zrezygnował z udziału w retrospektywnym spotkaniu poetów Nowej Fali. Dlaczego? Bo dowiedział się, że imprezie patronuje krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej. „Uważamy, że ta badawczo-prokuratorska instytucja, zaangażowana, niekiedy bardzo hałaśliwie, w bieżące spory polityczne, nie jest idealnym mecenasem sztuki czy poezji” – napisali obaj panowie w oświadczeniu przesłanym mediom. Idealnym dla Zagajewskiego mecenasem sztuki czy poezji jest za to „Krytyka Polityczna”, całkowicie wolna od uwikłania w spory polityczne. Najwyraźniej, zdaniem poety, historycy z IPN stanowią większe zagrożenie dla demokracji niż dziarscy chłopcy i dziewczęta od Sławomira Sierakowskiego oraz ich zamaskowani koledzy z Niemiec. Wobec tak bardzo rozwiniętej czujności ideologicznej nie dziwi fakt, że Zagajewski jest regularnie wymieniany w gronie kandydatów do Nobla. Choć na samą nagrodę podobno nie ma szans. Za mało rewolucyjne te jego epifanie.

Pod listami poparcia dla „Krytyki Politycznej” w internecie normalni ludzie dają wyraz swoim rozczarowaniom: „Nie spodziewałem się tego po Skolimowskim”, „Szczepkowska, jak mogłaś?”... Prawdopodobnie dotąd nie mieli świadomości, jak od środka wyglądają artystyczne salony III RP. Wykorzenione z polskości, pełne pędu do kariery i kastowej lojalności. Jeszcze jeden powód, by przez budowę drugiego obiegu wytyczyć wyraźną granicę między tą szkółką konformizmu a autentyczną polską kulturą. Żeby obudzić sumienia, musi prysnąć czar salonów. Patriotyzm zobowiązuje!

http://wojciechwencel.blogspot.com/2011 ... blige.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 11 gru 2011, 12:20 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Artyści i ch...

Złośliwie można zapytać, czym się różni wibrator od Hołdysa? Hołdys jest prawdziwym ch… Ale nie, nic z tych rzeczy Hołdys jest artystą, artystą który wie do kogo należy rocznica ogłoszenia stanu wojennego – bo należy do niego i do jego ludzi, oraz że są ludzie, którzy chcą rocznicę Zbyszkowi ukraść i dla lepszego swojego samopoczucia oraz obniżenia morale swoich przeciwników nazywa ich ch…. W końcu jest artystą wolno mu. Jak ładnie opisuje to Zbyszewski Karol w czasie bitwy pod Hastings po stronie Wilhelma też walczył jeden nawiedzony bard, który wierząc w to, że pieśń i sztuka daje nieśmiertelność bardzo chciał być w pierwszym szeregu walczących. Wilhelm rzecz jasna zgodził się, i tak ten artysta z pieśnią wielbiącą Wilhelma i przeklinającą anglików Harolda ruszył w pierwszej szarży. Precyzyjne strzały angielskich łuczników zakończyły jego karierę.

Pan Zbigniew chyba też domaga się gwałtownego końca swojej kariery. Mógł przecież powiedzieć o nas, że stoimy tam gdzie stało ZOMO – przykry komplement, ale dopuszczalny. Mógł powiedzieć, że jesteśmy neo-faszyzmem – wszak Zbyszek to nie historyk, ale raczej histeryk – też jakoś byśmy panu Zbigniewowi to wybaczali. Mógł powiedzieć Stalinowcy, obciachowcy, moherowe berety, zaściankowcy… etc. wszystko byśmy przeżyli i przyjęli. Jednak to Ch… to zdecydowanie za daleko. I jak teraz usłyszymy, że pan Zbigniew nawołuje do poprawy jakości debaty w Polsce, to właściwie nie ma innego wyjścia jak dać po tej kudłatej okapuleszowanej faciacie najzwyczajniej w pysk i rzec: sam pan jesteś ch…

Ch… mogą kiedyś nie wytrzymać. Artystom dużo się w Polsce wybacza. Bardzo dużo, ale kiedy ktoś z pełną premedytacją pisze ch… to tak jakby się oficjalnie z listy artystów skreślił i przeniósł w rejon rynsztoka.

Ch… też byli pałowani i wsadzani do więzień w okresie stanu wojennego. Ch… też mieli swoje ofiary. Dla pana Hołdysa widać, że skoro w stanie wojennym nie zginął żaden artysta – piosenkarz, ktokolwiek kto jest ziomalem Zbyszka, to i tak mimo śmierci księża Popiełuszki stan wojenny jest ich, a nie ch….

Właściwie to żal na to patrzeć, żal tego słuchać. Jeden wielki smutek. Nie panie Zbigniewie, niczego panu nie chcę zabierać. Niczego. Nie mam na to siły, jestem po prostu ch….

http://grudqowy.salon24.pl/371766,artysci-i-ch


Więcej na temat zaprzaństwa i prymitywizmu współczesnych celebrytów można poczytać pod tymi linkami:

viewtopic.php?f=3&t=1400

viewtopic.php?f=3&t=1097

viewtopic.php?f=3&t=995

viewtopic.php?f=3&t=940

viewtopic.php?f=3&t=864

viewtopic.php?f=3&t=879

viewtopic.php?f=3&t=1723

viewtopic.php?f=3&t=1013

viewtopic.php?f=3&t=913


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 13 cze 2012, 19:37 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Konopna subkultura Kory i Kamila

Przeczytałem właśnie, że subkultury wyrastają z niskiej samooceny i to jest podobno truizm. Tekst co prawda dotyczył kibiców, którzy za rządów Tuska są stale na cenzurowanym, ale pewność bijąca z tej złotej myśli każe przypuszczać, że autor traktuje ją jako prawdę uniwersalną. W związku z tym próbowałem odgadnąć, skąd niska samoocena bierze się u osób publicznych, które osiągnęły sukces w swojej dziedzinie, a jednak przynależą do różnych subkultur.

Ot, choćby taka artystka Kora, którą właśnie przyłapano z garścią konopi w domu, a wszystko za sprawą przesyłki do niej, w której zmyślny pies wywęszył w urzędzie celnym rzeczone zielsko. Nie ulega wątpliwości, że w tym przypadku mamy do czynienia z konopną subkulturą, bo to wynika z definicji i nie tylko. Z subkulturą mamy bowiem do czynienia, gdy jakaś grupa wypracuje swoistą normę zachowania i obyczaju, odbiegającą od normy społecznej. Zatem skoro palenie (wciąganie, picie, łykanie czy wcieranie - nie znam się na tym) marihuany nie jest ogólnie przyjętą normą, no to musi być subkultura.

A jakby kto miał wątpliwości, czy artystka Kora spełnia te subkulturowe kryteria, to rozwiewa je redaktor Pacewicz, który broni artystki przed siepaczami wymiaru sprawiedliwości: - Kora jest artystką i celebrytką, która nie poddaje się wzorcom popkultury, lecz rzeźbi swoje życie, jak chce. O marihuanie mówi, że to sposób na „zmianę percepcji, ale taką, którą się zna i której się pożąda”. Kora „jest za legalizacją, ale nie za paleniem od rana do wieczora”. Jej życiowy partner Kamil Sipowicz, prawdziwy rycerz konopny, mówi, że to po marihuanie Kora napisała m.in. utwór "Paradę słoni".

Widzimy zatem, że Kora jest do szpiku konopi subkulturowa i nawet tworzy utwory, gdy jest pod konopnym wpływem. Tym bardziej narzuca się kwestia, dlaczego ma taką niską samoocenę, że pcha się do tej cholernej subkultury?! W końcu odniosła sukces w branży artystycznej jak mało kto i nawet ja pamiętam do dzisiaj taką piosenkę „Złote tango, złoty deszcz”, przy której przeżyłem niegdyś...no... powiedzmy... dość upojne momenty. Zupełnie więc nie rozumiem, po co znany artysta ucieka w subkulturę, jeśli odniósł sukces, czyli obiektywna ocena jego twórczości jest najwyższa z możliwych?

Z drugiej strony nie bardzo pojmuję także, dlaczego akurat w konopie? Dlaczego konopie mają być lepszym stymulatorem artystycznym niż środki, że tak się wyrażę, konwencjonalne. Czy to nie jest środowiskowy szpan lub – co gorsza – snobizm? Dlaczego Kora wraz ze swoim Kamilem bawią się zielskiem, skoro bezpieczniej i chyba taniej jest pisać utwory z tradycyjnie zalanym robakiem? Taki Allan Edgar Poe ponoć nawet nie siadał na trzeźwo do maszyny do pisania, a odniósł sukces, że daj Boże każdemu, Kory i Kamila nie wyłączając. Osobiście znałem gościa, który jak pociągnął z gwinta przez trzy dni z rzędu, to miał takie zwidy, że parada słoni to przy nich sielanka. Nawet sam mistrz Stanisław Ignacy Witkiewicz, polski prekursor twórczości „pod wpływem”, by się nie powstydził takich artystycznych wizji, jakie miewał ów mój znajomy.

No, ale pomijając już kwestie wyższości jednych substancji odurzających nad drugimi w twórczości artystycznej, nadal nie rozumiem, co jest z tą niską samooceną artystki Kory. W końcu jest sławna, cokolwiek powie, czy nawet palnie, to natychmiast powtarzają media; życie swoje rzeźbi jak chce; ma swojego konopnego rycerza i pudelka; redaktor Pacewicz ją podziwia wraz z całą zaprzyjaźnioną redakcją. Nawet tak bezosobowe i pozbawione wszelkiej emocjonalności instytucje jak Urząd Celny i Prokuratura, darzą ją szczególnym zainteresowaniem. Czego może więcej chcieć od życia celebrytka tak spełniona jak Kora, że ucieka w konopie? Pojęcia nie mam.

http://wyborcza.pl/1,86116,11919971,Kor ... o_osmiesza

http://seaman.salon24.pl/426119,konopna ... y-i-kamila


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 03 lip 2012, 15:27 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Kronika Kulturalna

Zaprawdę powiadam Wam: idą ciekawe czasy... Wygląda bowiem na to, że - po dwudziestu latach dynamicznego rozwoju - kończy się forsa, a taka sytuacja zwykle skutkuje szeregiem osobliwych epifenomenów. Niektórzy do owych epifenomenów zaliczają nawet niespodziewane zatrzymania czy samobójstwa, z jakimi mamy ostatnio do czynienia, ale ja zwrócę uwagę w inną stronę – ku barwnej łące kultury. Ten blog trzyma poziom, więc skupimy się na kulturze wysokiej, ale najpierw krótka wycieczka w rejony pop. Zresztą – może się pospieszyłem z tą popkulturą, bo będziemy mieli do czynienia z „bildungsroman”, a więc z gatunkiem ambitnym. Oto, na naszych oczach odbywa się szybkie dojrzewanie dwóch młodzieńców – Kuby Wojewódzkiego i Michała Figurskiego. Panowie właśnie stracili posady w radiu za dowcipy o ukraińskich sprzątaczkach (no, niedokładnie za to, ale o tym – potem...) i dzięki tej lekcji uczą się prawd podstawowych. I tak, Michał Figurski zauważył, że lojalność szefa zwykle kończy się „... wtedy, gdy pojawiła się groźba strat finansowych”, albo, że z jednych (np. z Rydzyka) można szydzić i zbierać oklaski, a z innych szydzić nie można. Panowie mylą się jednak, jeśli naprawdę uważają, że poszło o ukraińskie kobiety. Kogo one obchodzą? Szło o wyczucie momentu. Nawet dzieci widziały przecież, że przekaz miesiąca brzmi: „Euro to sukces!”, a tu Figurski z Wojewódzkim robią kupę! Ale i to pewnie przeszło by bokiem – gdyby nie zareagowali Ukraińcy. Tak więc obu panom polecam na przyszłość dokładniejsze badanie kontekstów sytuacyjnych, albo konsekwentne trzymanie się celów bezpiecznych, takich jak Rydzyk właśnie. Tu ktoś mógłby postawić zarzut, że zamieszanie wokół Wojewódzkiego z Figurskim nie ma związku z sygnalizowanym na początku wyczerpywaniem się funduszy... Otóż ma, choć pośredni. Przecież indukowany przez media entuzjazm wokół Euro to rodzaj „głupiego Jasia” mającego wprawić masy w dobry humor, podnieść notowania reżimu, itd., itd., a wszystko po to, by złagodzić czy opóźnić moment zderzenia z rzeczywistością. Każdy, kto działanie „głupiego Jasia” utrudnia naraża się na klapsa – tym razem padło na Figurskiego z Wojewódzkim...

Ale Wojewódzki z Figurskim to waga średnia. Ciekawszy jest zatarg reżimu ze „środowiskiem artystycznym” wagi ciężkiej. Bo oto, z bezwarunkowo dotąd popierających reżim gardeł coraz częściej wyrywa się okrzyk: władza zabija kulturę! Zabija, bo skąpi na to i tamto.... Nie, no oczywiście, że artyści, jako ludzie subtelni nie będą się wprost handryczyć o pieniądze (niczym pierwszy lepszy sklepikarz). Artyści będą walczyć o pryncypia. Dość co prawda kosztowne. Dla reżimu kosztowny może być też konflikt ze „środowiskiem artystycznym”, ale – cóż robić?
Minister Zdrojewski pewnie by nawet chciał sypnąć groszę, ale – nie może i pozostaje mu tylko parafrazowanie klasyka („Holland się uprze i jej daj. Skąd wezmę, jak nie mam?”). W efekcie bezchmurna aura relacji rząd - „środowisko” zmieniła się w aurę burzową, a najświeższe wyładowanie ma miejsce w okolicach stołecznych teatrów. Były już jakieś manifesty i manifestacje, a teraz doszedł protest przeciw nominacji Tadeusza Słobodzianka na szefa Teatru Dramatycznego im. Holoubka. Lansujący Słobodzianka magistrat nie ukrywa, że w tle jest także (he, he – także...) „wątek ekonomiczny”, „środowisko” ruszyło więc do boju i na władzę sypią się gromy.

Jacek Poniedziałek, który przeszedł do historii rolą gołego Hamleta, napisał nawet tekst odsyłający Hankę „Bufetową” do bufetu (a resztę władz– do diabła), w odpowiedzi na co Słobodzianek zasugerował, że Poniedziałek to idiota. Idzie więc na noże, a – formalnie rzecz biorąc – nie powinno. Przecież Słobodzianek to krew z krwi i kość kości „środowiska artystycznego”. Dość spojrzeć skąd przychodzi. Otóż, w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku wychodziło sobie pismo „Student”. Było to pismo najzupełniej oficjalne i „pierwszoobiegowe”, ale ponieważ prowadząca je ekipa popadła z czasem w jakieś opozycyjne herezje, więc władze ową ekipę rozpędziły wprowadzając na jej miejsce ludzi nowych. Tak mniej więcej zaczynała się wielka kariera Jerzego Pilcha i – właśnie – Tadeusza Słobodzianka. Mniejsza dziś o Pilcha, ale jeśli chodzi o Słobodzianka, to z czasem przeszedł on pod skrzydła „Polityki”, a potem to już szło mu z górki... Chociaż „z górki” nie jest tu określeniem najszczęśliwszym, albowiem Słobodzianek szedł raczej w górę, by wreszcie – już za III RP- dojść na szczyt w postaci nagrody „Nike” za sztukę na motywach twórczości Jana Tomasza Grossa. Tak więc – życiościek i rekomendacje Słobodzianek ma jak złoto, więc te wszystkie kwasy związane z jego nominacją muszą być natury materialnej. Wydaje się, że Słobodzianek faktycznie przybywa z misją, by trochę oszczędniej gospodarować groszem, a jeśli tak - sprawa jest poważna, bo gdy zacznie oszczędzać nawet na ogrzewaniu, to Jacek Poniedziałek będzie musiał grać w ciepłych majtkach, tymczasem od dobrych pięćdziesięciu lat wiadomo, że ambitny teatr nie jest możliwy bez pokazywania gołej dupy. Tak więc wyczerpywanie się zasobów jakoś awanturę o Słobodzianka tłumaczy...

Trudno natomiast powiedzieć dlaczego reżim zafundował sobie konflikt z „salonem” o nową siedzibą dla „młodej lewicy”. Dla niekumatych rysuję krótko tło konfliktu. Otóż, jak wiadomo, kilka lat temu „młoda lewica” zainstalowała się na doskonałych warunkach w lokalu przy warszawskim „Nowym Świecie” (lokal ów, komuniści odebrali niegdyś jakiejś burżuazyjnej rodzinie, ale takie drobiazgi „nowej lewicy” przecież nie przeszkadzają, a może nawet wręcz przeciwnie). Czas jednak biegnie szybko, okres wynajmu się kończył i przed „młodą lewicą” stanęło widmo szlifowania bruków. Szczęśliwie pojawiła się możliwość zdobycia nowej siedziby – też w niezłym miejscu, bo przy Placu Grzybowskim. Chętnych było jednak wielu, więc oczywiście, zorganizowano coś w rodzaju konkursu. Ileśtam podmiotów złożyło swoje propozycje, choć zwycięzca mógł być tylko jeden, i faktycznie jury wskazało na „Krytykę Polityczną”. Tu jednak nastąpił zwrot akcji, albowiem władze samorządowe lokalu „nowej lewicy” nie dały twierdząc, że w ofercie „Krytyki” brak nacisku na klimaty żydowskie, a tu Plac Grzybowski, więc wiadomo... Miało być o Żydach? - odpowiedziała na to „młoda lewica” - Trzeba było powiedzieć! Byłoby o Żydach. Żydzi to dla nas spécialité de la maison - podajemy na piętnaście sposobów!

I faktycznie, gdyby powiedziano jasno, że ma być o Żydach, to by było - „młoda lewica” jest przecież szalenie elastyczna (gdyby miało być o cyrkowcach, to zaczęliby puszczać ogień z gęby i skakać przez obręcze), a bicz antysemityzmu to jedno z jej ulubionych narzędzi. Więc w kręgu „młodej lewicy” mogło się zrodzić uzasadnione podejrzenie, że ktoś tu kręci... Tymczasem uaktywniły się wspierające „młodą lewicę” stare pierniki... No wiadomo: listy, protesty i naciski – biedny Henryk Wujec musiał się co do minuty wyspowiadać z działań na rzecz „Krytyki” („Z Panią Prezydent byłem umówiony poprzez sekretariat Prezydenta Warszawy na 23.05 po południu”....). I co? I nic.... A przecież sprawa jest jasna: „nowa lewica” jakiś lokal w centrum Warszawy mieć musi. Jest to po prostu kwestia praw człowieka (patrz – interwencja Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka), na których straży stoją potężne siły. Nie jest przecież tajemnicą, że jakiś czas temu Sierakowski zawiązał z samym panem Sorosem spółkę do działań na Wschodzie (Europy). Oczywiście idzie o szerzenie praw człowieka. Może to jest właściwy trop? Bo jeśli przyjmiemy, że reżim Platformy faktycznie ma pewną słabość do Ukrainy Janukiwicza czy – zwłaszcza – do Rosji Putina, to prztykanie się z „Krytyką” miałoby pewien sens polityczny. Ale czy możliwa jest taka drobiazgowość? Tego nie wiem. Tak czy owak, przy okazji spięcia na linii reżim - „Krytyka Polityczna” pokazało się parę ciekawostek, czasem całkiem zabawnych. I tak, Jacek Żakowski biadał, że władze Warszawy „Krytykę” zaduszą dając jej lokal „...na peryferiach, gdzie młodzież nie dojedzie”. A bo to na peryferiach nie ma młodzieży? - mógłby w tym zapytać ktoś naiwny. Cóż, młodzież na peryferiach oczywiście też występuje, a przy tym jest to młodzież „wykluczona” bardziej, niż ta z centrum. Więc dlaczego wrażliwa społecznie lewica nie uda się ochoczo do tej młodzieży, by ją „wkluczać”, oświecać i podnosić? - mógłby pytać dalej nasz dobroduszny rozmówca, ale w obliczu takiej naiwności pozostawało by już tylko rozłożenie rąk. Co też czynimy... Ale tylko na chwilę, bo Żakowski nie jest jedynym, który błysnął przy okazji „bitwy o Plac Grzybowski”. Tu jednak potrzebujemy wprowadzenia...

Otóż, stołeczny samorząd usiłował przeprowadzić błyskotliwy manewr - lokal chciano podrzucić Muzeum Żydów Polskich. Przyznaję – marzył mi się konflikt między „Muzeum” a „Krytyką”. Nie wierzyłem w niego, ale – pomarzyć każdy może. Oczyma wyobraźni już widziałem te sesje w „Krytyce” w czasie których postulowano by, że Muzeum Żydów Polskich powinno być „muzeum krytycznym” dekonstruującym kody żydowskiej kultury, że trzeba na nowo zdefiniować żydowskość, bo dotąd definiuje się ją albo religijnie albo nacjonalistycznie, co jest jawnym anachronizmem w postreligijnej i postnarodowej erze globalizacji... , że w Muzeum powinna się znaleźć „Izba Wątpliwości”, w której debatowano by nad ciemnymi stronami judaizmu (patriarchalizm, homofobia, wykluczanie gojów....). Ech... No, ale nic z tego wszystkiego nie wyszło, ponieważ Muzeum się od przyjęcia lokalu wykręciło (chyba stało się to zaraz po tym, gdy Seweryn Blumsztajn ostrzegł na łamach „GW”, że przyjęcie daru nie służyło by sprawie polsko – żydowskiej). W tym miejscu na scenę wkroczył Roman Pawłowski, który nieudany manewr samorządu podsumował (w „GW”) tak: „Plan był bardzo sprytny, chodziło o to, aby zamknąć usta krytykom, w tej sytuacji każdy głos sprzeciwu automatycznie staje się głosem antysemickim.”. No proszę – a więc wystarczy dowolną kwestię skojarzyć z Żydami i oponenci są załatwieni. (o ile Żydzi nie będą oponować...). Od dawna wydawało się, że tak to właśnie wygląda, ale nie przypuszczałem, że wprost przyznają to na łamach akurat „Gazety Wyborczej” (Stołecznej). Koniec tekstu Pawłowskiego też jest ciekawy, pan Roman kończy bowiem ostrzeżeniem: „Hannie Gronkiewicz-Waltz trzeba będzie to wszystko przypomnieć, kiedy zwróci się do ludu Księstwa Warszawskiego o reelekcję”. No, już ten „lud Księstwa Warszawskiego” to gruba aluzja, wszak „Księstwo Warszawskie” znaczy tu mniej więcej to samo, co „salon” (ponoć terminu „Księstwo Warszawskie” zaczął używać w tym znaczeniu Zbigniew Cybulski, a później rzecz rozpropagował Andrzej Żuławski...). A skoro Pawłowski publicznie posługuje się aluzją tak grubą, to widać sprawy zaszły daleko. Zaprawdę – czasy idą ciekawe....

http://perlyprzedwieprze.salon24.pl/430 ... kulturalna


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 12 lip 2012, 19:14 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Nie idę na Madonnę! - Ona nas obraża

W 2009 roku podobny protest zaowocował 25 tysiącami listów

„Nie idę na Madonnę!” to hasło protestu przeciwko warszawskiemu koncertowi kontrowersyjnej „artystki” zwanej Madonną, który organizuje Krucjata Młodych przy Instytucie im. ks. Piotra Skargi. Koncert odbędzie się 1. sierpnia na stołecznym Stadionie Narodowym. Zachęcamy do udziału w akcji i odwiedzenia strony www.protestuj.pl!

Nie damy jej zarobić w Polsce!
Nie zgadzamy się, aby do naszego kraju zapraszano piosenkarkę Madonnę Louise Ciccone. Stanowczo protestujemy przeciwko promocji tej „gwiazdy”, jak i zachęcania do udziału w jej koncercie! Namawiamy wszystkich szanujących katolicką wiarę i Ojczyznę, aby zrezygnowali z tej obrazoburczej imprezy.

Nie zgadzamy się też, aby Madonna wystąpiła na Stadionie Narodowym, wybudowanym za nasze pieniądze! Madonna wielokrotnie prezentowała brak szacunku do naszej Ojczyzny. Własną, gwiazdorską legendę oparła na obrazoburstwie i bezczeszczeniu chrześcijańskich symboli. Obrażanie Jezusa Chrystusa, podpalanie krzyży i zakładanie korony cierniowej, skandaliczne wykorzystywanie postaci Maryi stały się dla niej głównym elementem taktyki marketingowej.

Ona nas obraża
Madonna to ignorantka usiłująca zbić kapitał poprzez promocję perwersji i wywoływanie skandali. Starzejąca się „gwiazda”, aby nie wypaść z medialnej machiny, usiłuje grzebać tradycję, niweczyć dumę narodową, bezcześcić symbole.

Protest
W 2009 roku Madonna wystąpiła w Polsce 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, kolejny raz prowokując katolików. Protest przeciwko jej koncertowi, zorganizowany przez Krucjatę Młodych, podpisało 25 000 osób. W tym roku mamy szansę pokazać, że dużo więcej osób nie zgadza się na zapraszanie tej cynicznej pseudoartystki. Jeśli chcesz się przyłączyć do protestu, wejdź na stronę www.protestuj.pl. Wyraź swoje oburzenie i sprzeciw wobec promowania tej obrazoburczej piosenkarki.

http://www.pch24.pl/nie-ide-na-madonne- ... z20OuroNDS


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 21 lip 2012, 09:38 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Koncert skandalistki: wielka prowokacja?

W czasach sowieckiego komunizmu walkę z religią prowadzono głównie w imię nauki i postępu. To nauka miała dowodzić, że Boga nie ma, a kult Matki Bożej i świętych to zabobon, który hamuje rozwój społeczny i cywilizacyjny. Wybrano naukę dlatego, że cieszyła się wówczas wielką estymą, zwłaszcza wśród tzw. ciemnego ludu, a postęp dlatego, że lud chciał żyć w coraz lepszych warunkach, tyle że na przeszkodzie miała stać religia. Propaganda liczyła więc na to, że Kościół osaczony z dwóch stron - przez naukę i postęp - wycofa się i podda. Nie poddał się, a nauka wkrótce dokonała swoistej samokrytyki i przestała być społeczną wyrocznią.

Również postęp okazał się wątpliwy, zwłaszcza w obliczu upadku całego systemu komunistycznego, nawracających kryzysów ekonomicznych i pogłębiającej się pustki duchowej.
Gdy z perspektywy PRL wydawało się, że prawdziwa wolność jest na Zachodzie, to dziś widać coraz wyraźniej, że i tam prowadzono walkę z Kościołem.

Sięgnięto jednak po inny środek, mniej wyrafinowany, ale za to coraz bardziej wpływowy i - co najważniejsze - trafiający głównie do ludzi młodych. Tym środkiem stała się popkultura, w tym głównie swoisty rodzaj muzyki rozrywkowej, którą wówczas określano mianem muzyki młodzieżowej, ponieważ jej twórcami i adresatem byli ludzie młodzi. Dzięki rozwojowi techniki popkultura stała się kulturą masową i masowym towarem, wielkim biznesem i wielką... propagandą. Piosenka mogła nie tylko poprzez słowo, ale również poprzez rytm i tonację, poprzez ubiór i gest wykonawcy, poprzez nazwę i tytuł - nieść przesłanie rewolucyjne, lewicowe, wręcz diabelskie. Mogło to być ukryte lub jawne.

Jeden z zespołów przełomu lat 60. i 70. nazywał się Black Sabbath - Czarny Sabat, co wcale nie przeszkadzało, aby zdobył nadzwyczajną popularność, za którą szły sława, olbrzymie zyski i... promocja satanizmu.

Nie łudźmy się, młodzi ludzie są jak gąbka, chłoną nie tylko dobro, ale i zło, zwłaszcza zło, gdy jest ono podane w atrakcyjnej i profesjonalnej oprawie. Kto policzy ofiary muzyki pop w jej wersji satanistycznej? A kto w młodości czymś nasiąknął, ten do tego wraca w późniejszym wieku i nawet nie wie, jak bardzo stał się ofiarą działania obrazów, symboli, treści podprogowych (podświadomych), które z dużym znawstwem, a nawet talentem były przygotowane i zaprezentowane.

Czy ktoś po latach zrobił remanent swoich poglądów i swoich gustów właśnie pod kątem światopoglądowym i ideologicznym, by odkryć, ile wbiło się w mózg poprzez niewinne zdawałoby się piosenki?

Pytania takie musimy sobie zadawać, gdy stoimy wobec zaplanowanego koncertu jednej z najgłośniejszych w świecie skandalistek, której już sam pseudonim dobrano w sposób perwersyjny. W naszym wypadku skandalem jest właściwie wszystko: występ w kraju tak katolickim jak Polska, data występu, a nawet godzina, drogocenna i święta dla każdego Polaka ze względu na rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, które pochłonęło setki tysięcy ofiar.

Ktoś, kto zaplanował ten koncert, starannie dobrał wszystkie szczegóły, żeby uderzyć nas między oczy, prosto w mózg, żebyśmy nie wiedzieli, co się dzieje i o co chodzi albo przynajmniej byśmy skakali z radości, gdy ona bluźnić będzie przeciwko Bogu.

Projekt zaiste szatański. Gdy wybucha pożar, zbiegają się ludzie, ale w większości nie po to, żeby pomóc i ratować, ale żeby się gapić. Najtragiczniejsze będzie to, gdy na ten koncert przyjdą ludzie w dobrej wierze, chcąc się pobawić. Ludzie, którzy myślą, że wszystko można sprowadzić do zabawy albo że zabawa jest jedyną ucieczką od zła i nieszczęścia. Niestety, zło może być w zabawie, gdy człowiek poddaje się sprawdzonym przez magów i szarlatanów bodźcom wizualnym i słuchowym, które wyłączają myślenie, zabijając poczucie moralne i religijne. Na tym właśnie polega satanizm. W sukurs idzie technika z jej oszałamiającymi dźwiękami i błyskami.

Tu nie chodzi o pluralizm poglądów ani o różnorodność gustów, tu chodzi konkretnie o zniszczenie w nas wszystkiego, co pozwala zachować przytomność i sumienie. Wiemy, że taką rolę odgrywa właśnie chrześcijaństwo. Złamać najpierw raz, a potem drugi i kolejny, bez opamiętania, byśmy przestali wiedzieć, kim jesteśmy. Tu można, tu trzeba protestować i bojkotować ten koncert, bo jest on wyraźną prowokacją i obelgą, bezczelną i podłą.

Prof. Piotr Jaroszyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/5209,ko ... kacja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 27 lip 2012, 12:00 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30797
Antychrześcijański koncert

Po obejrzeniu fragmentów koncertu jesteśmy przekonani, że jest on antychrześcijański. Podstawowym celem jest kpienie z Boga i chrześcijan - w ten sposób trzech duszpasterzy oceniło materiały filmowe z koncertów Madonny. Występ jest planowany na 1 sierpnia br. w Warszawie.

Trzej duszpasterze: ks. Andrzej Grefkowicz, o. Robert Więcek SJ i ks. Paweł Pająk, obejrzeli fragmenty koncertu i są przekonani, że jest on antychrześcijański, a podstawowym jego celem jest kpienie z Boga i chrześcijan.

"W szerokim zakresie to antyewangelizacja całego świata. W ramach MDNA Tour jest 88 koncertów w odstępach 2-3- dniowych i to w pół roku. Człowiek o własnych siłach nie jest w stanie tego zrobić. Piosenkarce towarzyszą najdrożsi na świecie specjaliści od psychomanipulacji".

Kapłani podkreślają, że nie doszukują się wszędzie i we wszystkim złego ducha, ale ten koncert jest potężną dawką trucizny uderzającą w podświadomość za pomocą częstotliwości, ukrytego symbolizmu i obrazów.

"Mamy bezczeszczenie chrześcijaństwa. Obraz katedry średniowiecznej (Kościoła), która zostaje sprofanowana przez całkowitą zmianę jej przeznaczenia. Ten koncert to antyliturgia. Jesteśmy świadkami profanacji Krzyża. Brama (w jej centrum krzyż) rozpada się w drobny mak (to ma obrazować zwycięstwo Złego nad Kościołem). Profanacja Najświętszego Sakramentu i wyśmiewanie się z najważniejszych tajemnic wiary: Wcielenie, Narodzenie i Śmierć Pana. Wszystko odbywa się w "obecności" demonów, które wchodzą do "katedry" po zniszczeniu bramy. Gra świateł (czerwień i czerń), muzyka i taniec ociekający motywami pogańskich kultów. Krzyże noszone przez uczestników (różańce zawieszone na szyi) to kolejny element parodiowania" - wyliczają. W czasie koncertu cześć oddawana jest "czarnej postaci" (Madonna), a w momencie kulminacyjnym czci następuje "wybuch", w którym "katedra" ulega zniszczeniu.

"Sekwencja obrazów wskazuje na powrót do pierwotnego chaosu. Madonna oddaje się w ręce zła symbolizowanego przez odrażające postaci, przed którymi nie broni się wcale, nie okazuje lęku i poddaje się temu, co z nią robią. W trakcie koncertu zmienia się sceneria i przedstawiane są "współczesne trendy". Postaci ukazujące homoseksualizm, transseksualizm, transwestytyzm oddają cześć osobie w czerni. Mamy też wyraźną parodię "worship" (modlitwy uwielbienia) - gospel. Normalnie podczas modlitw uczestnicy są ubrani na biało, tutaj są tylko w czarnych strojach z wkomponowanym krzyżem" - wyjaśniają duszpasterze.

Jak napisali w swoim apelu kapłani, to nie Madonna jest w centrum. Wszystko zwrócone jest ku "czemuś" innemu, a już sam tytuł albumu MDNA można traktować jako: jej imię, następnie jako "DNA Madonny". "Jest też nawiązanie do MDMA (ecstazy) - narkotyku powodującego "euforyczne odczucie miłości"" - piszą.

Duszpasterze zaznaczają, że jeśli dojdzie do koncertu, będzie to zbezczeszczenie ziemi polskiej. "Znakiem jedności naszej modlitwy niech będzie nowenna, która rozpocznie się 22 lipca. Skorzystajmy z tego, co daje nam Pan w Kościele (do wyboru): koronka, adoracja, Różaniec, Msza Święta. Możemy modlić się indywidualnie lub we wspólnocie" - wyjaśniają.

W apelu podpisanym przez trzech polskich kapłanów znajduje się także ostrzeżenie, że materiały dotyczące koncertu dostępne na Youtube są "mocne", odznaczają się bardzo silnym przekazem podprogowym, dlatego nie zalecają ich oglądania, a jeśli już, to w stanie łaski uświęcającej i po wcześniejszej modlitwie.

Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ncert.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /