Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 28 cze 2014, 07:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Prymitywizm lewactwa wynika stąd, że w swojej działalności tzw. kulturalnej nie nawiązują do dziedzictwa kulturowego ludzkości, dziedzictwa kulturowego narodów, ale występują przeciw temu dorobkowi, szydząc z niego, przeinaczając go, albo okrajając z tego co istotne.
Sami od siebie nie mają nic do przekazania, więc idą w kierunku burzenia tego najistotniejszego, co ludzkość wypracowała sobie na przestrzeni wieków. Ich sztuka to szyderstwa, nawet ich kabaret jest głównie szyderstwem okraszonym nienawiścią do mądrzejszych od siebie.
Lewactwo to dzicz, a kultura dziczy też jest dzika. Nie można wymagać od lewackiego barbarzyńcy wykształconego jedynie na banialukach ideologicznych, aby mógł coś wartościowego, twórczego, rozwijającego przekazać ludziom w swojej sztuce.
Ich sztuka jest tak nieporadna jak rysunki małego dziecka, które próbuje coś uchwycić, ale nie potrafi tego oddać.
Dziecko jest na etapie wzrastania zaczyna od zera. Lewactwo odrzucając wszystko co istotne, moralne, szlachetne, piękne, prawdziwe, dobre też musi zacząć od zera. Różnica między dzieckiem, a lewactwem jest taka, że dziecko swój potencjał rozwija, a lewactwo zamiast rozwijać się, zapada się w coraz ciemniejszą otchłań zwyrodnienia.


Zmaganie się o duszę tego świata

Nawet ktoś, kto do tej pory żywił złudzenia, że o sztukę i wolność artystycznego wyrazu chodzi, w kontekście zmasowanej akcji propagandowej i bezpardonowych nacisków związanych z bluźnierczym spektaklem „Golgota Picnic” zapewne pozbył się złudzeń i przejrzał na oczy. Wszystkie maski opadły, zaś teatr – zamiast bawić i uczyć – stał się areną wyzywającej światopoglądowej konfrontacji. Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z długo przygotowywaną i sowicie opłaconą akcją skierowaną przeciw Kościołowi i wierze katolickiej. Bluźnierczy spektakl jest wybiegiem i wytrychem – niczym innym.

W tych okolicznościach cisną się na usta słowa, które 20 lat temu wypowiedział Jan Paweł II: „Wciąż na nowo Kościół podejmuje zmaganie się z duchem tego świata, co nie jest niczym innym jak zmaganiem się o duszę tego świata. Jeśli bowiem z jednej strony jest w nim obecna Ewangelia i ewangelizacja, to z drugiej strony jest w nim także obecna potężna antyewangelizacja, która ma też swoje środki i swoje programy i z całą determinacją przeciwstawia się Ewangelii i ewangelizacji. Zmaganie się o duszę świata współczesnego jest największe tam, gdzie duch tego świata zdaje się być najmocniejszy. W tym sensie encyklika ’Redemptoris missio’ mówi o ’nowożytnych areopagach’. Areopagi te to świat nauki, kultury, środków przekazu; są to środowiska elit intelektualnych, środowiska pisarzy i artystów. Ewangelizacja spotyka się z człowiekiem wciąż na nowo, ma charakter pokoleniowy”.

Zmasowany atak na wiarę chrześcijańską, z jakim mamy do czynienia na początku tegorocznych wakacji, świadczy o tym, że kolejny raz starannie wybrano czas, środki i metody. Po śmierci Jana Pawła II Polska stała się swoistym laboratorium, w którym współcześni „inżynierowie dusz” próbują ustalić, jak daleko może się posunąć antyewangelizacja. Ich wrogość nie jest niczym nowym, ubiera się jedynie w nowsze szaty i używa nowszych kłamstw i forteli. Na jej usługach stoi część dziennikarzy, artystów i polityków, którzy w ten sposób spłacają swoje rozmaite długi i usiłują pozyskać przychylność wpływowych mocodawców. Nic nie jest przypadkowe: ani wybór czasu i miejsc, ani ogłupiające komentarze i wyświechtane frazesy, ani wreszcie – co najważniejsze – mieszanie wolności ze swobodą i swawolą.

Jednak, bodaj po raz pierwszy na tak dużą skalę, widać również stanowczą i skuteczną siłę sprzeciwu wobec antychrześcijańskiej agresji. Wielu katolików daje poznać, że nie pozwoli z siebie szydzić ani nie będzie tolerować bezbożnego nauczania pogardy. W polskich miastach odbywają się odważne protesty, z którymi bluźniercy i ich poplecznicy muszą się liczyć. Lecz, podobnie jak niegdyś na Krakowskim Przedmieściu, tak i teraz te protesty chcą zamącić podstawieni prowokatorzy, pokazywani i nagłaśniani przez wybrane stacje radiowe i telewizyjne – te same co zawsze. Skala i przebieg tego, z czym mamy do czynienia, gorzko potwierdzają diagnozę dokonaną przez Jana Pawła II. Na naszych oczach odbywa się dramatyczne zmaganie o duszę współczesnego świata i człowieka, w którym nikt, kto wyznaje wiarę w Boga, nie może stać na boku ani pozostawać obojętny.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wiata.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 28 cze 2014, 09:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Rządzą przecież ci sami, którzy w walonkach szli na Warszawę. Wtedy niszczyli dzieła sztuki materialnie, teraz robią to samo metodami duchowymi, poprzez promowanie zdziczenia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 28 cze 2014, 10:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Asindziej napisał(a):
Rządzą przecież ci sami, którzy w walonkach szli na Warszawę. Wtedy niszczyli dzieła sztuki materialnie, teraz robią to samo metodami duchowymi, poprzez promowanie zdziczenia.

Dzicz zawsze pozostanie dziczą, gdyż nie nadrobi braków kultury wielopokoleniowej.
Kiedy wreszcie to zrozumiemy, to wówczas przestaniemy patrzeć na nich z podziwem, jakie to une maję wspaniałe celebryty i kto z kim śpi.
Pierdoły, plotki, jątrzenie, szkalowanie, bluźnierstwa i promowanie siebie samych to jedyny przekaz lewactwa. Tylko tyle są nam w stanie dać od siebie.
Dlatego starają się z nas uczynić dzikusów, aby nam ich przekaz wystarczał i wypełniał całe nasze człowieczeństwo.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 28 cze 2014, 10:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Dzicz zawsze pozostanie dziczą, gdyż nie nadrobi braków kultury wielopokoleniowej.
Kiedy wreszcie to zrozumiemy, to wówczas przestaniemy patrzeć na nich z podziwem, jakie to une maję wspaniałe celebryty i kto z kim śpi.
Pierdoły, plotki, jątrzenie, szkalowanie, bluźnierstwa i promowanie siebie samych to jedyny przekaz lewactwa. Tylko tyle są nam w stanie dać od siebie.
Dlatego starają się z nas uczynić dzikusów, aby nam ich przekaz wystarczał i wypełniał całe nasze człowieczeństwo.


Wielcy twórcy tworzą wielkie dzieła. Pozostali ludzie, jeśli są ludźmi cywilizowanymi, potrafią te dzieła duchowo "konsumować", każdy wedle swych cech indywidualnych. Dzicz nie potrafi wielkich konsumować, więc są one dla niej nic nie warte. A bezwartościowe rzeczy się niszczy, takim, albo innym sposobem. Jednocześnie dzicz, wstydząc się swego zdziczenia, całą ludzkość chce sprowadzić do swego poziomu i zawrócić do jaskiń... ale w sumie to nawet jaskiniowcy tworzyli jakieś malowidła na całkiem niezłym poziomie. Więc także jaskiniowcy znacznie przewyższają tą dzicz.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 05 lip 2014, 06:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
W opozycji do zła

Temida Stankiewicz-Podhorecka krytyk teatralny

Gdyby probierzem wartości sztuki była wytworzona wokół niej głośność, wówczas taką miernotę jak „Golgota Picnic” trzeba byłoby uznać za rzecz wartościową. Ale, jak wiemy, spektakl ten jest zaprzeczeniem sztuki, artyzmu i jakiejkolwiek wartości. Nie niesie ze sobą niczego poznawczego kulturowo, socjologicznie, naukowo, cywilizacyjnie, artystycznie ani też nie rozwija i nie pobudza intelektualnie. O ubogaceniu duchowym i emocjonalnym już nawet nie wspomnę. A więc nie posiada żadnego z czynników, które dzieło sztuki, przynajmniej w części, powinno zawierać. Jest po prostu nikomu niepotrzebnym śmieciem.
Można by się zastanawiać, jak doszło do tego, że ów śmieć uzyskał status spektaklu i znalazł się na scenach teatralnych. W normalnych warunkach cywilizacyjnych, gdzie funkcjonują prawdziwe kryteria wartości, Rodrigo Garcíi nikt nie potraktowałby serio jako reżysera i antysztuka „Golgota Picnic” nie miałaby żadnych szans, by pojawić się na scenie teatru. A to, że owa miernota, niemająca żadnych podstaw artystycznych, zaistniała w przestrzeni teatralnej, najpierw na Zachodzie, a teraz w Polsce, dowodzi, iż wszelkie kryteria artystyczne nie miały tu żadnego zastosowania. Wystarczyło silne zaplecze ideologiczne, jakie posiada Rodrigo García. To znaczy lewicowe. Bluźnierczy spektakl „Golgota Picnic” jest narzędziem propagandowo-agitacyjnym i ma wyraźnie określony cel (jak zresztą każda propaganda): zniszczyć świat oparty na wartościach chrześcijańskich, przejąć rząd dusz i uformować świat na nowo. Świat bez Boga, bez Dekalogu. W tym „raju wolności” wszelkie dewiacje staną się normą, więc środowisko dyrygujące i wydające dyspozycje lewacko-liberalnej międzynarodówce liczy na poparcie rozmaitych dewiantów seksualnych. Na naszych oczach dokonuje się rewolucja aksjologiczna, zwłaszcza w obszarze kultury, etyki i moralności. Teatr w tej wojnie cywilizacyjnej bierze czynny udział jako jeden z ważnych uczestników.


Groźby minister kultury


Toteż nie ma się co dziwić, że środowiska lewacko-liberalne tak zajadle występują w obronie agitki zatytułowanej „Golgota Picnic”. To nic nowego. Na przestrzeni dziejów kultura nieraz była wykorzystywana jako pas transmisyjny zbrodniczych ideologii. Dość przypomnieć, jak wyglądała przestrzeń kultury w czasach totalitaryzmu sowieckiego czy Niemiec hitlerowskich.
Oczywiście, nie cały teatr obecnie angażuje się w promocję zła. Niemniej dziwić może, dlaczego niektórzy znani aktorzy, o dużym dorobku artystycznym, tak ochoczo wzięli udział w promocji tej miernoty, na przykład Krzysztof Globisz czytający fragmenty scenariusza pseudosztuki „Golgota Picnic” w Krakowie. Albo dlaczego Teatr Studio w Warszawie pod dyrekcją Agnieszki Glińskiej także wziął udział w promocji tego paskudztwa? Teatru Polskiego w Bydgoszczy pod dyrekcją Pawła Łysaka (od nowego sezonu już jako dyrektora Teatru Powszechnego w Warszawie) nawet nie pytam, dlaczego wyrwał się przed szereg i bodaj jako pierwszy zgłosił ochotę pokazania tego obrzydlistwa na scenie. I tak dalej, i tak dalej. No, ale jeśli sama minister kultury Małgorzata Omilanowska, promując spektakl „Golgota Picnic”, wciąga w tę kloaczną szmirę Mickiewicza, interpretując jego słowa „Z Bogiem albo mimo Boga” jako obronę bluźnierstwa przez poetę, to czegóż wymagać od innych. Jawi się tylko pytanie: jak osoba o takiej indolencji umysłowej może zarządzać przestrzenią kultury w naszej Ojczyźnie? Że nie wspomnę o groźbach: „Nie dopuszczę nigdy do tego, by ktokolwiek podniósł rękę na wolność artystów” – odgraża się pani minister. Był już taki ktoś w Polsce, Józef Cyrankiewicz, który straszył Polaków, iż ręka podniesiona na władzę zostanie odrąbana.


Siła gestu

Na diametralnie przeciwnym krańcu, w opozycji do zła, można znaleźć jeszcze ciche dobro i skromne piękno. Jak na przykład w spektaklach pantomimy prezentowanych podczas tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Mimu, jaki odbył się w Warszawie. To już czternasta edycja tego wartościowego festiwalu. Sztuka pantomimiczna w odróżnieniu od innych gatunków teatralnych w swojej klasycznej, tradycyjnej formie posługuje się ciszą jako jednym z głównych środków wyrazu i wymaga wielkiego skupienia zarówno artysty, jak i widza. Milczący aktor przemawia do widza w ciszy, bez słów. Słowem jest tutaj jego ciało, ruch, gest, mimika. Tak jak we wspaniałym spektaklu „Gogol” Teatru Warszawskiego Centrum Pantomimy.
„Gogol” to rzecz inspirowana twórczością Gogola (zwłaszcza opowiadaniem „Płaszcz”) oraz nieżyjącego już wybitnego francuskiego mima Marcela Marceau. Spektakl w znakomitej reżyserii Lionela Ménarda, ucznia Marceau, jest – można powiedzieć – hołdem złożonym temu wielkiemu mimowi. Sposób inscenizacji i gra aktorów utrzymane w duchu Marceau wskazują, iż ten rodzaj myślenia o sztuce pantomimy jest jej silnym fundamentem bez względu na upływ czasu. „Gogol” to historia skromnego człowieka bardzo pięknie opowiedziana przez Bartłomieja Ostapczuka (główna rola) oraz Ewelinę Grzechnik, Martę Grądzką, Paulinę Szczęsną, Pawła Kuleszę i Ireneusza Wojaczka. Bartłomiej Ostapczuk (wybitny mim, reżyser i dyrektor festiwalu) środkami pozasłownymi zbudował pełną prawdy psychologicznej, niezwykle wzruszającą postać skromnego, ubogiego urzędnika, człowieka uczciwego i prawego, wrażliwego i ufnego, który nie potrafi obronić się przed agresją świata. Bardzo piękne i wzruszające sceny jak ta, gdzie głodny bohater ostatni kawałek chleba oddaje gołębiowi. Bartłomiej Ostapczuk bez jednego słowa dyskretną, aczkolwiek wyrazistą kreską namalował postać człowieka z jego bogactwem życia wewnętrznego, stanem ducha, emocjami, smutkiem i od czasu do czasu maleńką radością. Wspaniale, perfekcyjnie, wzorcowo ukazane ewoluowanie postaci za pomocą czasem jednego, prawie niezauważalnego gestu. Mistrzostwo sztuki pantomimicznej. To przykład, iż aktor rozumie, dlaczego milczy, dlaczego wykonuje taki, a nie inny gest. Także pozostali wykonawcy zasługują na najlepszą ocenę. Właśnie ten spektakl urzekł mnie najbardziej. To najczystszego gatunku pantomima w jej najbardziej szlachetnym wydaniu. Bez jakiegokolwiek wspierania się multimedialnego.


Mistrzowie mimu

Wielkim zainteresowaniem cieszył się spektakl „Once” Teatru Derevo założonego w Petersburgu przez Antona Adasinsky’go, a od lat 90. mającego swoją siedzibę w Dreźnie. Wielokrotnie nagradzany teatr nie prezentuje czystej gatunkowo pantomimy, lecz tworzy spektakle łączące różne tradycje teatralne: pantomimę, physical theatre, klaunadę, komedię dell’arte i inne. W takiej właśnie mieszanej stylistyce został zrealizowany spektakl „Once” będący opowieścią o romantycznej miłości kobiety i mężczyzny i zabawnych przeszkodach, na które napotykali. Znakomicie, perfekcyjnie dopracowany każdy detal pokazuje wysoki poziom artystyczny tego teatru.
Ulubieńcami publiczności od lat jest zespół niemiecki Bodecker & Neander tworzony przez Alexandra Neandra i Wolframa von Bodeckera oraz reżysera Lionela Ménarda. Artyści pokazali spektakl „The Best of” specjalnie przygotowany na festiwal, składający się z etiud, które zdobyły największe uznanie publiczności. Część tych etiud już widzieliśmy podczas ich poprzednich występów. Doskonały, wysoki poziom artystyczny, umiejętność pokazania w kilkuminutowej scence ciekawej historyjki, zabawnej, a także poruszającej i wzruszającej, daje wielką przyjemność oglądania.
Jak co roku w programie festiwalu znalazł się wieczór współczesnej pantomimy będący zderzeniem rozmaitych technik, stylów i form używanych w teatrze mimu. Tradycyjnie nie zabrakło tu wspaniałych, mistrzowskich etiud doskonałego mima Gregga Goldstona (USA), a także innych, jak m.in. Alexeya Minorova (Rosja), Miro Kasprzyka (Słowacja), Grażyny Chmielewskiej i wielu innych, w tym uczniów Studia Warszawskiego Centrum Pantomimy.
Festiwal pokazał, iż pantomima stawia aktorowi wysokie wymagania, ale zarazem daje mu ogromne możliwości artystycznego wyrażania siebie. Skłania do ciągłych poszukiwań takich środków wyrazu, które w sposób komunikatywny, ale niebanalny przekażą widzowi opowiadaną historię ciszą, gestem, wyrazem twarzy, ułożeniem ciała, zatrzymaniem ręki w ruchu itp. Ale żeby te środki stały się w pełni wiarygodne po stronie widowni, aktor musi wiedzieć, dlaczego tę rękę unosi właśnie w tym momencie albo dlaczego pochylił głowę. Świadomość użycia każdego środka wyrazu jest podstawą wiarygodności prezentowanej postaci, jej emocji i przeżywania świata.
--------------------------------------------------------------------------------

XXIV Malta Festival, Poznań 2014.
XIV Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu, Warszawa 2014.


http://www.naszdziennik.pl/wp/84129,w-o ... o-zla.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 13 wrz 2014, 10:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Może ten prymitywizm tu akurat nie jest aż taki skrajny, ale w obecnych czasach bez prymitywizmu w sztuce nie może się jednak obejść.

Płonąca Warszawa

Temida Stankiewicz-Podhorecka krytyk teatralny

Tak monumentalny i ważny temat, jak Powstanie Warszawskie, wymaga wielkiego dzieła, epopei filmowej z uwzględnieniem całego kontekstu polityczno-historycznego, w który Powstanie jest przecież wpisane. W tym roku mija 70 lat od tego wielkiego niepodległościowego zrywu, a dotąd nie powstało godne, monumentalne dzieło filmowe na miarę tego wydarzenia.

Wspaniały wyjątek stanowi mający premierę na wiosnę film „Powstanie Warszawskie”, ukazujący to heroiczne wydarzenie, jakim była walka polskich powstańców z Niemcami. To niezwykle wartościowy, piękny i bardzo ważny film dokumentalny, nasycony prawdą postaci, prawdą zdarzeń i prawdą uczuć.

Osiem lat pracy
Jednym ze współtwórców (w sensie pomysłu na fabułę) tego filmu jest Jan Komasa. Toteż z wielką nadzieją oczekiwałam na własny, autorski film tego młodego reżysera poświęcony Powstaniu Warszawskiemu – „Miasto 44”. Były po temu przesłanki. Bo już sam fakt, że Jan Komasa miał swój udział w przywołanym tu obrazie „Powstanie Warszawskie”, gdzie wszystko oparte jest na prawdzie, no i że osiem lat pracował nad swoim filmem „Miasto44” oraz że – jak wypowiadał się na konferencji prasowej – przeczytał na temat Powstania ogromne ilości książek, obejrzał filmy, a z Muzeum Powstania Warszawskiego prawie nie wychodził, miał tam nawet swój pokój i nieograniczony dostęp do wszystkich dokumentów, wszystko to zdawało się zapowiadać wielkie, wspaniałe, heroiczne dzieło.

Tak nie jest, choć film „Miasto 44” jest zrealizowany z wielkim rozmachem inscenizacyjnym i ma charakter atrakcyjnie widowiskowy, głównie dzięki użyciu efektów specjalnych sprawiających na publiczności niemałe wrażenie. Zresztą reżyser – jak sam wyznaje – nie zamierzał stronić od charakteru komercyjnego swego przedsięwzięcia. Ale kiedy już widz otrząśnie się z pierwszego wrażenia, po tzw. wyciśnięciu zewnętrznej atrakcyjności, to okazuje się, że zabrakło filmowi głębszej analizy tego wielkiego wydarzenia. Temat Powstania został potraktowany tu dość wyimkowo, bez osadzenia w szerszym kontekście historycznym i polityczno-sytuacyjnym. Wprawdzie reżyser „Miasta 44” zastrzega, że nie jest to film historyczny ani dokument o przebiegu Powstania, lecz obraz opowiadający historię ludzi, a nie oddziałów czy barykad. Jan Komasa twierdzi, że „Miasto 44” nie ma być argumentem w powstańczej dyskusji: za Powstaniem czy przeciw. Reżyser – jak mówi – nie zajmuje tu stanowiska, to zostawia historykom. Nie szuka też – czytamy w materiale prasowym – spiżowych bohaterów. Według niego, „Miasto 44” nie jest filmem o polityce, lecz filmem o młodości, miłości i walce.

Niezupełnie można się z tym zgodzić, że autor filmu, Jan Komasa, pozostaje bezstronny w ocenie Powstania. Jest to jednak film w pewnym sensie rewizjonistyczny. Nie pokazuje heroicznej postawy walczących żołnierzy. A przecież taka była. Bohaterowie filmu pokazani są tu jako grupa ludzi właściwie bezideowych. Główny bohater, Stefan (Józef Pawłowski), idzie do Powstania z namowy koleżanki, bo nie wypada odmówić (opiekuje się matką i małym bratem). Z dialogów, które nie są najmocniejszą stroną filmu, nie poznajemy kontekstu wybuchu Powstania, motywacji decyzji podjętych przez dowódców, oficerów Armii Krajowej w tej sprawie, głównego celu przedsięwzięcia itd. Przedstawienie dramatu, wielkiego cierpienia ludności, śmierci powstańców i cywilnych mieszkańców Warszawy oraz zagłady miasta (oczywiście, wszystko to jest prawdą historyczną), ale bez ukazania idei Powstania i przesłanek, jakie stały za wydaniem takiej decyzji, powoduje, że z filmu wynika jednoznaczna refleksja: Powstanie było niepotrzebne. Tak więc, mimo zapewnień, reżyser nie jest bezstronny w tzw. powstańczej dyskusji na temat Powstania Warszawskiego.

Spłaszczony obraz
Tak zwane odbrązawianie polskiej historii narodowej przejawia się tu także w sposobie prezentowania postaci bohaterów. Jest scena, gdzie kapitan AK próbuje brutalnie zgwałcić dziewczynę, sanitariuszkę, łączniczkę „Biedronkę” (Zofia Wichłacz). Film nie stroni też od ostrego erotyzmu, jest scena, gdzie za oknem trwa ostrzał artyleryjski, za chwilę wjadą czołgi, a dwojgu bohaterom, Kamie (Anna Próchniak) i Stefanowi (Józef Pawłowski), zebrało się na amory. Przy czym dość agresywną inicjatorką jest tutaj dziewczyna, co w ogóle nie mieści się ani w morale, ani w obyczajowości tamtej epoki i tamtej młodzieży wychowywanej w duchu zupełnie innych wartości. Ponadto film został całkowicie pozbawiony warstwy religijnej. Ci młodzi w większości pochodzili przecież z domów o tradycji katolickiej. A w Powstaniu, jak wiadomo, wielką rolę odegrali księża i siostry zakonne, niosąc pomoc powstańcom i osobom cywilnym. O tym, że Warszawa gorliwie modliła się przy kapliczkach podwórkowych, w piwnicach, w różnych innych miejscach, można przeczytać w ówczesnej prasie podziemnej i zobaczyć to na ocalałych zdjęciach.

Ale są też w tym filmie głęboko wzruszające i przejmujące sceny, jak ta, kiedy na oczach Stefana Niemcy mordują jego matkę (dobra rola Moniki Kwiatkowskiej) i małego braciszka. Czy inna scena, gdy „Biedronka” ratuje niemowlę, albo kiedy Stefan przedziera się do szpitala i widzi ogromną górę ludzkich ciał. Jest też ważna scena uwolnienia z obozu na Gęsiówce dużej grupy Żydów przeznaczonych do wymordowania. Powstańcy dokonali tego bohaterskiego czynu z narażeniem życia.

Mam też dość mieszane uczucia dotyczące warstwy stricte artystycznej. Nie przekonuje mnie sposób narracji i całościowe prowadzenie postaci przez młodzież aktorską, zwłaszcza przez troje głównych bohaterów: Józefa Pawłowskiego w roli Stefana, Zofię Wichłacz jako „Biedronkę” i Annę Próchniak w roli Kamy. Choć każde z nich indywidualnie ma kilka interesujących scen. Irytuje zaś Beksa, czyli Antoni Królikowski, prezentujący styl bycia na tzw. superluzie. Dobra, przekonująca rola Tomasza Schuchardta jako przełożonego młodzieży powstańczej. Natomiast jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową, przypomina ona zlepek różności – obok ciekawej muzyki pojawiają się utwory niczym nieumotywowane, wzięte z całkowicie innej przestrzeni, jak na przykład kiczowata piosenka „Nie płacz, kiedy odjadę”, którą dawno temu śpiewał Domenico Modugno. A z drugiej strony nie do zapomnienia są niektóre obrazy, jak choćby finał przedstawiający płonącą Warszawę, która przeobraża się w dzisiejszy widok stolicy. Ta płonąca Warszawa przywodzi na myśl podpalony przez Nerona, palący się Rzym. Przejmujący widok.

Tego filmu nie można jednoznacznie ocenić na „tak” lub na „nie”. Widać ogromną pracę włożoną w ten obraz, co skutkuje pozytywnie, ponieważ sporo jest tu materiału wartościowego, ważnego, ale zaraz obok pojawiają się rzeczy nie do obrony.

--------------------------------------------------------------------------------

„Miasto 44”, scen. i reż. Jan Komasa, zdj. Marian Prokop, produkcja Akson Studio.

http://www.naszdziennik.pl/wp/97137,plo ... szawa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 22 lut 2017, 11:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
„Klątwa”. Demoniczna profanacja na teatralnej scenie

Jak brzmi najprostszy przepis na współczesną „sztukę” teatralną? Ohydne bluźnierstwa, golizna plus szyderstwa z „narodowej napinki”. W ten do bólu powtarzany schemat, wpisuje się spektakl „Klątwa” zaprezentowany na deskach warszawskiego Teatru Powszechnego. Reżyser przedstawienia Oliver Frljic, niczym osoba głęboko uzależniona, stara się jednak za każdym razem oferować widzom coraz mocniejsze dawki teatralnej trucizny.

Zbudowana na skandalizowaniu, obrażaniu i wyszydzaniu „kariera” Olivera Frljicia stanowi modelowy przykład ilustrujący sytuację, w której sztuka stoczyła się w podle śmierdzący rynsztok. Pojawiające się na deskach tutejszych teatrów, zrealizowane przez niego spektakle nieodmiennie stanowią apoteozę bluźnierstwa, obsceniczności i antypolskich stereotypów.

Szlak teatralnych prowokacji przywiódł bośniackiego Chorwata Olivera Frljicia do Polski. O rozmiarach jego reżyserskiego „talentu” przekonały się już Zagrzeb, Belgrad, Sarajewo, Dubrownik i Split. We wspomnianych miastach przedstawienia teatralne realizowane pod okiem Frljicia również wzbudzały szok i niedowierzanie. Wściekłość i zacietrzewienie, z jakim reżyser zaatakował – pod pretekstem „demitologizacji” – trudną i bolesną historię krajów byłej Jugosławii, natychmiast uczyniły go bohaterem lewicowych mediów. Artystyczne przedsięwzięcia Frljicia niezmiennie cechuje zatem dążenie do prowokacji za wszelką cenę, a w takim wypadku nie liczą się ani fakty, ani ludzkie uczucia. Jak stwierdził w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”: testowanie tego, co dozwolone w sztuce, to obowiązek artysty.

Rodacy Frljcia nie wykazali się jednak zbyt wielkim zrozumieniem dla „artystycznych” poszukiwań reżysera. Co bardziej krewcy w sposób dość jednoznaczny dali mu do zrozumienia, iż dłużej nie będą tolerowali szydzenia z własnej przeszłości. Opromieniony sławą reżysera „nie bojącego się trudnych pytań” twórca został więc z otwartymi rękami przyjęty przez… nadwiślańskie kręgi artystyczne. Reżyser, określony przez chorwackiego dziennikarza Gorana Andrijanicia mianem „objazdowego prowokatora”, zaistniał w naszym kraju próbą realizacji w krakowskim Teatrze Starym spektaklu „Nie-Boska komedia”. Premiera przedstawienia została odwołana ze względu na społeczny sprzeciw. W gorszącym widowisku nie chciała wziąć udziału także część obsady aktorskiej, która niejedno już wszak widziała.

Z pewnością, na co zwrócił uwagę w rozmowie z PCh24.pl krakowski artysta Stanisław Markowski, gdyby wówczas zostały podjęte właściwe działania, nie doszłoby do kolejnych pseudoartystycznych ekscesów z udziałem chorwackiego reżysera. Zdaniem Markowskiego, to co dziś dzieje się w warszawskim teatrze, to pokłosie sposobu w jaki załatwiono sprawę bulwersujących spektakli w kierowanym przez Jana Klatę Teatrze Starym w Krakowie. To wtedy sprawą zainteresował się wprawdzie wicepremier Gliński, ale po wizytacji szybko stwierdził, że „z gustami się nie dyskutuje”. Dyrektor Klata – promotor Friljcia – otrzymał wtedy zapewnienie, że dokończy swą kadencję (dobiega ona końca w lipcu 2017 roku). – Takie działanie było błędem. Nie został wtedy przecięty wrzód. Nie stworzono, nie wskazano naszego modelu myślenia o kulturze i cywilizacji. To pozwoliło na postawienie kolejnych kroków i dziś mamy tego efekty – podkreślił Markowski.

O zaniedbaniach rządzących w tej sprawie mówił także reżyser teatralny Tomasz Żak: „Klątwa” w Powszechnym w Warszawie to nie przypadek i jakiś wyjątek w całym polskim teatrze. To efekt długiego procesu degenerowania kultury, tchórzostwa i zaniechań rządzących, czasami nawet ich współsprawstwa. Traktując „klątwę” poważnie, musimy powiedzieć, że jedynym sposobem na nią jest egzorcyzmowanie. Egzorcyzmy to bardzo bolesna terapia, przede wszystkim dla szatana wypędzanego z zainfekowanego złem organizmu. I nie można się wahać ani chwili, gdy chce się uratować człowieka, a tym bardziej, gdy chce się ratować Polskę. Tymczasem zamiast wypędzenia diabła, trwają z nim jakieś układy.

Brak tej reakcji z pewnością rozzuchwalił chorwackiego reżysera i jego polskich orędowników, witających jego kolejne „dzieła” z uśmiechem satysfakcji. Najnowsza produkcja Frljcia zaprezentowana w warszawskim Teatrze Powszechnym przypomina nurzanie się w ekskrementach. Ilość nagromadzonych bluźnierstw i obsceniczności wprost poraża – z szacunku dla naszych czytelników umyślnie nie opisujemy w tym tekście bezeceństw, do których dochodzi podczas odtwarzania „Klątwy”. Szarga się tam bowiem, w wyjątkowo obrzydliwy sposób, zarówno Chrystusowy Krzyż jak i postać świętego Jana Pawła II.

W ocenie Temidy Stankiewicz-Podhoreckiej, krytyka teatralnego, „Klątwa” nie jest dziełem przypadku i wpisuje się w to, co dzieje się w wielu teatrach w Polsce, w których są przygotowywane kolejne premiery będące swoistą napaścią na Polaków, którzy są przywiązani do wiary katolickiej, wartości patriotycznych i narodowych. To wszystko wpisane jest w atmosferę otwartości na islamskich imigrantów. Wyraźnie widać zatem, że celem głównym jest rozbicie tego, co stanowi o polskiej tożsamości narodowej. – Przeżywałam na tym spektaklu „ból bólów”, a publiczność szalała. Na widowni panowała euforia, gdy pokazywano sceny pornograficzne czy uderzające w św. Jana Pawła II. To jest zatrważające – powiedziała Temida Stankiewicz-Podhorecka. Jak oceniła, „Klątwa” prezentowała jedynie odhumanizowane treści, wyrażane w dodatku rynsztokowym językiem.

Nadszedł najwyższy czas, aby postawić tamę tej fali obrzydliwości. Stanisław Markowski proponuje podjęcie kroków administracyjnych. Jego zdaniem, już czas, by minister kultury i sztuki zajął jasne i zdecydowane stanowisko w sprawie tego, co może oferować teatr finansowany z publicznych pieniędzy. Co prawda w tym przypadku, są to środki samorządowe, ale i tu resort kultury ma możliwości zadziałania. – Trzeba pamiętać, że minister kultury jest od tego, co jest istotą kultury, nie zaś od tego, czy teatr wywiązuje się dobrze ze swych zobowiązań finansowych. Tym niech zajmie się inna instytucja. Wprawdzie Teatr Powszechny w Warszawie nie jest finansowany przez ministerstwo, ale warszawski samorząd, to jednak resort kultury ma szereg instrumentów, by „zagrzmieć” – ocenił.

Prezentowanie bluźnierstwa, wyuzdanej pornografii czy antypolskich fobii jako prób „artystycznego zmagania się ze współczesnością” stało się perfidną metodą stosowaną od lat przez wielu tzw. ludzi kultury. W ich umysłach, przeżartych nienawiścią do wszystkiego co związane z chrześcijaństwem, legną się upiory, których skowyt niemal słychać szczególnie z teatralnych scen. Ta sytuacja w żadnym wypadku nie może pozostawiać obojętnym żadnego katolickiego serca. Nie ma znaczenia, iż do gorszących scen dochodzi na biletowanych spektaklach z dala od naszego miejsca zamieszkania. Bóg bowiem „widzi w ukryciu”, a jego gniew może spaść także na głowy tych, którzy stali z boku i deklarowali, iż „to nie ich sprawa”.

Teatr na naszych oczach stał się prawdziwą areną obrzydliwości. Od wielu lat przyzwoici ludzie zdają się nie mieć czego szukać na teatralnej widowni, jeśli nie chcą narazić się na obcowanie z różnego rodzaju ohydą. Z bólem należy jednak skonstatować, iż perwersyjnie obrzydliwe spektakle znajdują jednak odbiorców. Czy zatem jest jeszcze szansa odwojować teatr i sztukę? Na ten problem zwróciła również uwagę Temida Stankiewicz-Podhorecka.

Krytyk zauważyła, że wyraźnie dziś widać, że jako Polacy i katolicy mamy dwa ważne zadania, jeśli idzie o świat kultury: trzeba odbić teatr z rąk ideologów lewicowych oraz wychować publiczność. – Przede wszystkim musimy odbić teatr z rąk lewaków. Po drugie, trzeba postawić na formowanie publiczności, zwłaszcza tej młodej, bo dziś w teatrze najwięcej jest młodzieży. Publiczność w średnim, w starszym wieku właściwie „odpuściła” sobie tę dziedzinę sztuki, bo nie ma już „na co chodzić” – zaznaczyła. Jak dodała, dobrze się stało, że pojawił się film „Zerwany kłos”, bo to jest właściwa droga walki o kulturę.

Oburzający – ale jakże symptomatyczny – jest przy tym fakt, że w Polsce do głosu doszedł reżyser, który nie jest szanowany w swoim własnym kraju i nie ma tam szans na zrobienie kariery. Sprowadzono go do Polski, by tu występował przeciwko Polakom, w dodatku za pieniądze polskich podatników. Jak długo jeszcze będzie to trwać? Na co jeszcze pozwolimy zagranicznemu reżyserowi szkalującego Kościół, Świętych Pańskich oraz nas, Polaków?

Łukasz Karpiel, Marcin Austyn

http://www.pch24.pl/klatwa--demoniczna- ... 616,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hołota i jej skrajny prymitywizm....niestety..... w kulturze
PostNapisane: 30 maja 2018, 14:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
W jakim kierunku może podążać kultura, jeżeli za twórczość wezmą się ludzie bez odpowiedniego przygotowania. Przygotowania nie tylko intelektualnego, ale i psychicznego i przede wszystkim duchowego?
Co może stworzyć ciasny, niedojrzały umysł?
Na pewno z łatwością może się kręcić wokół spraw związanych ze zdziczeniem obyczajów, bo ... to rozumie. I takom kóltórę ta cała czereda lewacka tworzy, i taka kóltóra w odbiorcach niedojrzałych znajduje zrozumienie, a więc i poklask.
I tak spore kręgi ludzkości są ściągane w ciasny dół duchowej ciemnoty, bo lewacki świat wspiera to coś, czyli kóltórę, bądź, nazwijmy to, antykulturę, jak kto woli.


KS. PROF. P. BORTKIEWICZ WS. KOLEJNEJ PSEUDOSZTUKI FRLJICA: REAKCJA KOŚCIOŁA POWINNA BYĆ BARDZIEJ STANOWCZA.

Dystansowanie się jest tchórzliwą ucieczką i jest czymś podłym. Nie ma żadnego wytłumaczenia dla tego typu zachowań. Reakcje Kościoła w tego typu sprawach powinny być zdecydowanie bardziej stanowcze i jasne – powiedział w rozmowie z portalem Radia Maryja ks. prof. Paweł Bortkiewicz. Etyk odniósł się do kolejnego ataku na Kościół pseudoreżysera Olivera Frljica.

Chorwacki reżyser Oliver Frljic znowu szokuje. W Polsce wystawił pseudospektakl pt. „Klątwa”, a teraz w Czechach – „Nasza przemoc i wasza przemoc”, w której Jezus gwałci muzułmańską kobietę. Z przedstawicieli Kościoła w Czechach jedynie prymas ks. kard. Dominik Duka wyraźnie sprzeciwia się temu pseudospektaklowi, a wielu duchownych odcina się od tego mówiąc – jak dominikanin Benedikt Mohelnik, kierujący katedrą teologii fundamentalnej i dogmatycznej na wydziale teologii katolickiej Uniwersytetu Karola w Pradze – „Dla mnie ta sztuka jest czymś, co mnie absolutnie nie dotyczy”. W ocenie ks. prof. Pawła Bortkiewicza reakcja Kościoła powinna być bardziej stanowcza.

– Tego typu spektakl każdego z nas dotyczy, bo wszystko to, co dotyczy prezentacji, a zwłaszcza zdeformowanej prezentacji wiary, rani nas jako katolików, rani nasze przekonania i naszą wiarę. Dystansowanie się jest tchórzliwą ucieczką i czymś podłym. Nie ma żadnego wytłumaczenia dla tego typu zachowań. Reakcje Kościoła w tego typu sprawach powinny być zdecydowanie bardziej stanowcze i jasne. To jest rzecz bezwzględnie konieczna, bo inaczej my sami sugerujemy, że wiara jest sprawą, która nie stanowi esencjalnej kwestii naszego życia. Traktujemy wtedy wiarę jako coś zupełnie zewnętrznego, jako pewien pozór, od którego się dystansujemy. Tak być nie może – zaznaczył etyk.

Na pewno są formy prawne przeciwdziałania takim sytuacjom – dodał.

– Niezależnie od tego, czy mieszkamy w Polsce czy Czechach, żyjemy w społeczeństwach, w których powinna być respektowana wolność słowa, ale ta wolność nie jest nigdy nieograniczona. Ona musi respektować wartość wiary, wartość przekonań religijnych i wartość wyznania. Są tu pewne reguły prawne, które służą rozstrzyganiu takich konfliktów. Po takie reguły należy sięgać – zaznaczył ks. prof. Bortkiewicz.

Myślę, że w krajach, które odwołują się do tradycji chrześcijańskiej Oliver Frljic powinien być traktowany jako persona non grata – podkreślił.

– Znamy sytuacje, w których dana osoba staje się persona non grata. Takiej osobie powinno się uniemożliwiać publiczne działanie na terenie danych państw, które szczycą się przynależnością do cywilizacji chrześcijańskiej. Te działania powinny być jednoznaczne, zdecydowane i bardzo konsekwentne – wskazał rozmówca portalu Radia Maryja.

http://www.radiomaryja.pl/informacje/ty ... stanowcza/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /