Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: WIELKI POST
PostNapisane: 09 mar 2011, 13:50 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Rozpoczyna się Wielki Post - czas nawracania i pokuty

Ratuj duszę!

Wkraczamy w Wielki Post. W naszej tradycji katolickiej jest to święty czas, podczas którego nie powinno zabraknąć wyciszenia, pokuty, pogłębionej modlitwy, otwarcia na bliźnich poprzez jałmużnę. Tegoroczny okres wielkopostny staje się też czasem szczególnego naszego przygotowania do beatyfikacji Jana Pawła II, zarówno w wymiarze osobistym, jak i narodowym.

Ojciec Święty Benedykt XVI w tegorocznym orędziu wielkopostnym przypomina, że okres ten jest dogodnym momentem, aby na nowo uznać naszą słabość, dokonać szczerej rewizji życia i poprzez odnawiającą łaskę sakramentu pokuty podążać w zdecydowany sposób w stronę Chrystusa.
Wszyscy potrzebujemy łaski Miłosiernego Boga. Dobitnie ukazuje to Środa Popielcowa. Szczypta popiołu na głowę, słowa: "Pamiętaj, że prochem jesteś i w proch się obrócisz", to nie magia, celebrowanie smutku, ale znak naszego nawrócenia. Będzie miał sens tylko wtedy, jeśli pójdą za nim czyny. "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię", aby nic nie usidlało prymatu Boga w naszym życiu osobistym, rodzinnym i społecznym.
Chociaż różnimy się od siebie, ale jest jeden moment, kiedy możemy się najpełniej spotkać: to nasze nawrócenie. Stąd też w przeżywaniu Środy Popielcowej nie chodzi tylko o to, aby podkreślić przemijalność i zniszczalność tego, co nas otacza i kim jesteśmy, ale aby pomóc odkryć wartość tymczasowości wpisanej w ludzką egzystencję. Świat nie jest zły. "Widział Bóg, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" (Rdz 1, 31) - a jeżeli takim się stał, dokonało się to przez grzech, złe korzystanie z daru wolności przez człowieka. Wielkopostne praktyki: modlitwa, post, jałmużna, mają za zadanie przywrócić jej blask, odnowić porządek, który współtworzymy, otworzyć na Prawdę.

Wierzcie w Ewangelię
Po dziś dzień na skraju wielu miast i wiosek stoją przydrożne krzyże. Często pochodzą z początku XX wieku, są i starsze. Upamiętniały ofiary wojny, miały stanowić zaporę dla epidemii, które dziesiątkowały całe miejscowości. Wielokrotnie na poprzecznej belce świętego znaku umieszczano napis: "Ratuj duszę!". Zarosłe mchem, choć przecież nadal widoczne, są przestrogą także dla nas, wołaniem o zatrzymanie się w wyniszczającym biegu i spojrzenie na siebie w inny sposób.
"Prochem jesteś i w proch się obrócisz" - słowa, które usłyszymy podczas Liturgii Środy Popielcowej, to nie tylko przestroga, ostrzeżenie. Nie po to przybywamy dziś do kościoła, by szczyptą prochu zmaterializować swój lęk przed przemijaniem. Przychodzimy po nadzieję. Gdyby prawda o ludzkim losie zamykała się w geście posypania głowy popiołem, istnienie człowieka nie miałoby sensu. Kościoły byłyby puste, Bóg niezrozumiały i okrutny, świat - nielogiczny. Szczypta prochu jako synonim ludzkiego losu ma sens tylko wtedy, gdy idzie z nią kolejna szczypta - proch ukształtowany przez Boga z wielkiej, nieskończonej miłości. Proch ożywiony "tchnieniem życia", wypełniony wolnością i zdolnością miłowania, okupiony krwią krzyżowej drogi. Materia, która jest jedynie kształtem życia, ponieważ jego prawdziwy nurt ukrywa się pod powierzchnią...
Środa Popielcowa przypomina człowiekowi, że są granice, których nie wolno przekroczyć. Stracenie z oczu horyzontu, poddanie się pokusie gromadzenia, zdobywania za wszelką cenę i pokonywania kolejnych granic, nie licząc się z Bogiem, skutkuje pustką, alienacją, bezsensem. I to obojętnie, w jakiej skali się to dokonuje, czy dotyczy jednostki, czy zostaje wpisane w strukturę społeczną.

Pokuta w walce ze złem
Tradycja Kościoła podsuwa nam na Wielki Post wypróbowane sposoby ułatwiające realizację planu wewnętrznego nawrócenia i powrotu do Boga. Są nimi: post, modlitwa, jałmużna - zdumiewająco proste praktyki pokutne, a zarazem bardzo skuteczne w walce z grzechem i bezczelnością zła.
Ważne jest, aby dotknęły one głębi, nie były kolejnym prześlizgnięciem się po powierzchni, pozorem dobra, pokuty. Papież Leon XIII pisał: "Nie tyle uszczuplajmy nasze pożywienie, ale przede wszystkim powstrzymujmy się od grzechu". Jan Chryzostom przypominał, że "prawdziwy post to powstrzymanie się od obrażania Boga", spojrzenie na siebie i świat wokół zupełnie innymi oczami. Modlitwa wielkopostna ma swoje szczególnie wypróbowane formy, takie jak Droga Krzyżowa czy Gorzkie Żale.
Trzeba też podkreślić rolę jałmużny. "Na naszej drodze znajdujemy się przed pokusą posiadania, chciwością pieniędzy, która usidla prymat Boga w naszym życiu. Żądza posiadania prowokuje przemoc, nadużycia władzy i śmierć; dlatego Kościół, szczególnie w czasie wielkopostnym, wzywa do praktykowania jałmużny, to znaczy zdolności do dzielenia się" - zachęca w tegorocznym orędziu wielkopostnym Ojciec Święty Benedykt XVI.
Tradycyjnie Caritas Polska inauguruje w Środę Popielcową akcję Jałmużna Wielkopostna, która wychodzi naprzeciw ludziom potrzebującym jakiegoś szczególnego wsparcia. W tym roku jej hasłem będą słowa: "Solidarni z chorymi". Celem inicjatywy jest uwrażliwienie na potrzeby drugiego człowieka doświadczonego cierpieniem, chorobą, samotnością, potrzebującego wsparcia finansowego. - Chcemy wezwać wszystkich do solidarności z chorymi, zwłaszcza z osobami starszymi, nie w pełni sprawnymi, cierpiącymi nie tylko fizycznie, ale także duchowo. Trzeba przełamywać krąg obojętności, ich izolacji - podkreśla w rozmowie z nami ks. Zbigniew Sobolewski, sekretarz generalny Caritas Polska.

Ku beatyfikacji Jana Pawła II
Tegoroczny Wielki Post nabiera także szczególnego znaczenia. Powinien on stać się czasem duchowego przygotowania do beatyfikacji naszego wielkiego Rodaka Jana Pawła II. Zwrócili na to uwagę polscy biskupi, którzy w upublicznionym wczoraj Liście przed beatyfikacją pt. "Przyjaciel Boga i orędownik naszych spraw" podkreślają, że wyniesienie do chwały ołtarzy Papieża Polaka jest jednocześnie zadaniem - domaga się naszej odpowiedzi. "Wykorzystajmy więc czas Wielkiego Postu, aby się przyjrzeć naszym sumieniom. Postawmy sobie jeszcze raz pytanie, czy w centrum naszego życia jest rzeczywiście Bóg?", czytamy w przesłaniu Episkopatu. Książa biskupi przypominają, że Jan Paweł II bronił godności człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże i był obrońcą życia na każdym etapie jego rozwoju. Domagał się, aby ci, którzy są odpowiedzialni za kształt życia narodów, kierowali się zawsze zasadami sprawiedliwości i solidarności. Troszczył się o małżeństwa i rodziny. Czy jesteśmy godnymi dziedzicami nauczania i świadectwa, jakie nam zostawił Papież Polak? "Niech - jak podkreślają biskupi - prawo miłości Boga i bliźniego będzie nadrzędnym prawem, którym się kierujemy. Niech ta zasada przekłada się na nasze codzienne wybory i decyzje".
Każdy z nas wezwany jest do nawrócenia. Ojciec Święty Benedykt XVI w tegorocznym orędziu na Wielki Post zwraca naszą uwagę na wielką rolę Słowa Bożego i modlitwy w tym procesie nawrócenia. "Uważne słuchanie Boga, który stale mówi do naszego serca, karmi drogę wiary, którą rozpoczęliśmy w dniu Chrztu" - pisze Papież i dodaje, że w modlitwie znajdujemy czas dla Boga, by poznać, że "Jego słowa nie przeminą", by wejść w tę intymną wspólnotę z Nim, "której nikt nie będzie mógł nam odebrać" i która otwiera nas na nadzieję, która nie zwodzi, na życie wieczne. Przed nami kolejna szansa. Nie zmarnujmy jej.

ks. Paweł Siedlanowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi05.txt

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 20 mar 2012, 18:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
"Gorzkie żale" - arcydzieło literatury polskiej

1.

Poczerniałe od zmierzchu powietrze wypełnia się srebrnym nawoływaniem dzwonu. Babcia prosi, żebym pospieszył się i szybko ubrał. Sama nakłada kożuszek z haftami. Nakrywa głowę zieloną chustą. Idziemy po wyśnieżonej drodze, po jej bieli, rozjaśnionej księżycowym światłem. Siadamy w ławce. Babcia otwiera książeczkę do nabożeństwa. I nagle słyszę, jak kościół zaczyna oddychać organową muzyką i śpiewem. Z bocznych jego naw, z jego środka zaczynają wznosić się słowa „Gorzkie żale przybywajcie…” Głosy kołyszą się jak gałązki wierzby na wietrze. Łączą się w tonację molową. Są miękkie i zarazem smutne. Wydaje się, że chcą się dźwignąć, wyprostować, ale pod ciężarem rozpaczy opadają na kamienną posadzkę. Jest w nich powolny, miarowy, jednostajny krok udręczonego człowieka, jest i akt skruchy. Śpiew płynie. A ja raz za razem obracam się, spoglądając na drzwi kościoła, myśląc w swojej dziecięcej wyobraźni, że te drzwi zaraz zaskrzypią, że się zaraz otworzą…

2.

W naszej kulturze, tradycji religijnej wyrastającej z czasu Wielkiego Postu znaleźć można dzieło wyjątkowe – „Gorzkie żale” – pieśni związane z przeżywaniem Męki Pańskiej. Ta misternie skomponowana modlitwa włącza człowieka w dramat, który rozegrał się na Golgocie, ale i wtapia go w tajemnicę cierpienia, okraszając ludzką duszę wzniecaniem w niej głębokiego współczucia dla osób udręczonych, przeżywających niezawiniony ból.

Powstanie „Gorzkich żalów” wiąże się z istnieniem bractw nabożnych. Skupiały one ludzi świeckich. Były tworzone z inicjatywy księży, mnichów w celu zacieśniania więzi wiernych z Kościołem jako instytucją. Służyły pogłębieniu ich wiary religijnej, ale też urzeczywistnianiu tej wiary poprzez działalność charytatywną na rzecz ludzi biednych, wymagających pomocy. Członkowie bractw zachęcali do „egzaltowanej dewocyi”, do modłów, udziału w rekolekcjach, w pielgrzymkach, do uczestniczenia w procesjach. Na przełomie XVII i XVIII w. w Warszawie liczyły się szczególnie dwa bractwa – bractwo różańcowe przy kościele o.o. dominikanów oraz bractwo św. Rocha przy kościele Świętego Krzyża, który był kościołem księży misjonarzy.

Tak jak czasami pojawia się nieporozumienie pomiędzy obdarzającymi się miłością ludźmi, tak pewnego razu doszło do nieporozumienia pomiędzy tymi dwiema wspólnotami. Poszło o to, która z nich ma organizować procesje pasyjne. Przełożony księży misjonarzy – ks. Michał Tarło ustąpił w sporze, ale jednocześnie zakazał członkom bractwa św. Rocha udziału w pasyjnych procesjach przeprowadzanych przez bractwo różańcowe. Na tym jednak nie poprzestał – poprosił opiekuna „swojego” bractwa ks. Wawrzyńca Stanisława Benika o stworzenie całkiem nowego nabożeństwa związanego z Męką Pańską. I tak oto powstały „Gorzkie żale”, których pełna nazwa brzmi „Snopek miry z Ogroda Getsemańskiego albo Żałosne gorzkiej Męki Syna Bożego, co piątek, a mianowicie podczas Pasyjej w Niedziele Postu Wielkiego po południu, około godzin nieszpornych rozpamiętywanie. Z Przydatkiem Krociuchnego nabożeństwa do Najświętszego Sakramentu”. Gorzkie Żale zostały wydane drukiem w 1707 r. i bardzo szybko rozprzestrzeniły się po polskich kościołach.

Ten pięknie utkany tekst modlitewny składa się z trzech części. Każdą z nich tworzą: „Pobudka”, „Intencja”, „Hymn”, „Lament duszy nad cierpiącym Jezusem” i „Rozmowa duszy z Matką Bolesną”. Gorzkie żale odprawia się w dwojaki sposób: albo jako całość w czasie jednej niedzieli Wielkiego Postu albo jako cykl modlitw – część pierwsza jest odprawiana w pierwszą i czwartą niedzielę Wielkiego Postu, część druga w drugą i piątą niedzielę, a część trzecia w trzecią niedzielę wielkopostną oraz w Niedzielę Palmową. Gorzkie Żale śpiewa się również w Wielki Piątek przy grobie Pańskim.

3.

Ich początek – „Pobudka” – to wezwanie do uczestniczenia w powszechnym żalu, jaki przeżywa „świat pozaludzki” z powodu cierpienia zadanego Chrystusowi przez jego nieprzyjaciół („…słońce, gwiazdy omdlewają, wszystko stworzenie truchleje”). Przedstawienie w niej wszechobecnego smutku wywołanego zachowaniem tych, którzy okrutnie postąpili z Synem Bożym, wskazuje na wyjątkowość ofiary Jezusa. Uzmysławia jednocześnie, jak wielką niesprawiedliwością jest upokarzanie za odwagę wypowiadania prawdy. Uświadamia, że zniewolenie drugiego człowieka, naśmiewanie się z niego, odbieranie mu życia to zachowania zasługujące na potępienie i niemieszczące się w Bożym planie istnienia. Wykreowany w „Pobudce” świat przejęty Męką Pańską, utożsamiający się z losem Głowy Cierniowej to świat upersonifikowany. Ten zabieg stylistyczny określa stan ontologiczny owego świata, a zarazem opisuje wartość, jaką jest „człowieczeństwo” – to zdolność do duchowego odbierania, poznawania świata i umiejętność porozumiewania się z nim poprzez duszę. „Pobudka” mówi, że człowieczeństwo to gotowość do wchodzenia w tajemnicę Męki. Przekonuje, że z tego aktu poznania rodzi się przezwyciężenie przez człowieka poczucia zagubienia, że powstaje światło umożliwiające ludziom odnalezienie właściwej drogi istnienia, a tym samym odnalezienie sensu życia, spokoju w chwilach cierpienia („Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Męki Twej wchodzę”).

W „Pobudce” można dostrzec psalmiczny motyw przemiany człowieka oparty na dwóch symbolach – opoki i krynicy – wszak w biblijnym „Psalmie 114” mamy do czynienia z obrazem Boga, który zmienia skałę w źródło wody. Być może motyw ten to także echo Ewangelii św. Łukasza, w której znajdują się takie oto słowa: „A Pan, obróciwszy się, spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana; jak mu powiedział: dziś zanim kogut zapieje trzy razy się mnie zaprzesz. I wyszedłszy na dwór, gorzko zapłakał” (Łk 22,61-62). W każdym bądź razie „Pobudka” mówi, że człowiecza zdolność do smutku z powodu czyjejś tragedii, udział w czyimś bólu to przymiot prawdziwego człowieczeństwa.

W dalszej części „Gorzkich żalów” rozbudzona Dusza jawi się już jako świadek Męki Chrystusowej. W formie hymnicznej w epicko-lirycznym przekazie Dusza przedstawia dramatyczną historię drogi, która zawiodła Jezusa na Golgotę. W tej historii jest świadomość nieuchronności śmierci Piękna w świecie ludzi bez duszy, są zdrada, pojmanie, uwięzienie, szyderstwo, sąd, ukoronowanie cierniami, biczowanie, dźwiganie krzyża, ukrzyżowanie – oto szlak, którym ludzie często prowadzą Dobro. Ukazaną w „Hymnie” przestrzeń świata wyznaczają powtarzane w każdej jego części słowa „krew” i „serce”. Uważne przyjrzenie się ich usytuowaniu w tekście pozwala zobaczyć, że słowa te występują naprzemiennie. Wydaje się, że są one drogowskazami, które powinny tkwić w człowieku, wyznaczając kierunek jego myśli i czynów – „miłość i ofiara”, „ofiara i miłość”...i tak aż do końca.

W przestrzeni dramatu przedstawionego w „Hymnie” ukazana jest dwoistość świata – przez użycie opozycji zło – dobro, wyniosłość – pokora, zgiełk – cisza, niska radość – wielka rozpacz, fałszywy triumf – prawdziwe zwycięstwo. Obecne w nim paradoksy pokazują (np. „Ogień miłości, gdy Go tak rozpala, sromotne drzewo na ramiona zwala”) pozorność prawd tych, którzy występują przeciwko Bogu.

„Hymn” w odróżnieniu od „Pobudki” jest tekstem dynamicznym. Jego dynamiczność wynika ze spiętrzenia czasowników i użycia czasu teraźniejszego, który nadaje przedstawionej w nim historii wymiar czegoś, co dzieje się aktualnie i jest aktualnie przeżywane w stanie wielkiego uniesienia emocjonalnego. „Hymn” to część „Gorzkich żalów”, w której przedstawiona zostaje oś życia i znajdujące się na jej krańcach przeciwne sobie postawy egzystencjalne. Z jednej strony jest tłum, który „biel” nazywa „głupotą”, który Jezusa „bije, popycha (...) nielitościwie z tej i owej strony//za włosy targa”. Z drugiej samotny Chrystus, który to wszystko „znosi w cierpliwości”. Wszystko zdaje się w „Hymnie” prowadzić do tego, by ludzka dusza stanęła naprzeciwko tłumu urągającemu Jezusowi, po stronie skrzywdzonego człowieka z emocjonalnym pragnieniem wsparcia go w jego cierpieniu.

Potępieńczy, pełen oburzenia, a zarazem pełen rozpaczy ton „Hymnu” ustępuje niezwykłej tkliwości wyrażonej w „Lamencie duszy nad cierpiącym Jezusem”. Dusza przepełniona obrazami cierpienia zadanego Jezusowi w apostroficznej formie rozpamiętuje raz jeszcze Mękę Pańską, ale nieco inaczej niż w „Hymnie”. Tym razem nie jest już obserwatorem przyglądającym się wielkiej tragedii z oddali. Teraz wydaje się prawie dotykać ran Chrystusa. Jest tuż przy Nim.

Raz jeszcze opowiada historię cierpienia Jezusa, ale niejako ją uszczegóławiając i nadając wyrazistą twarz złu oraz dobru poprzez wymienienie imion tych, którzy skrzywdzili Syna Bożego (Annasz, Kajfasz, Malchus, Piłat, Herod) i tych, którzy trwali w poczuciu Jego boskości (Józef, Nikodem). Z czego wynika i czemu służy ta zmiana perspektywy widzenia? Jest ona konsekwencją rozbudzenia duszy, nieustannego poszerzania się jej emocji i ich spotęgowania. Ma stanowić dowód na to, że wniknięcie w tajemnicę cierpienia sprawia, że człowiek widzi znacznie więcej i potrafi dokładnie rozpoznać zło oraz dobro.

„Lament…” składa się z bardzo długich wersów o regularnej budowie. Taki kształt utworu wywołuje efekt przeciągłego zawodzenia, rzewności, a jednocześnie jest ilustracją trwającego nieprzerwanie w długim czasie bólu, jaki odczuwa Dusza patrząca na skrwawionego Jezusa. Dusza sprawia wrażenie kogoś, kto próbuje wyciągnąć ręce, by nieść ulgę cierpiącemu Synowi Bożemu, ale jednocześnie nie może go dotknąć. Znakiem tego jest użyta w „Lamencie…” intonacja rosnąca i są zastosowane w nim wykrzyknienia. Pojawiające się w „Lamencie…” anafory, epifory, paralelizmy składniowe podkreślają siłę współczucia, jakie ma Dusza dla Chrystusa, jej tęsknotę za Nim i jej pragnienie czułego objęcia miłością ukrzyżowanego Jezusa.

W „Gorzkich żalach” Dusza nie jest uformowanym wcześniej podmiotem mówiącym. Ona się w nich staje, tworzy we własnym „ja”. Wraz z kontemplacją męki Jezusa dociera do prawdy o świecie i o sobie. To kolejny urok tego dzieła, które swoją konstrukcją sprawia, że zawarta w nim opowieść nie jest historią, która kiedyś działa się, ale historią „czynną”, czyli taką, która uruchamia w jej odbiorcy duchowy proces reaktualizowania przeszłości (tu Męki Pańskiej) oraz rodzi refleksję związaną z istotą życia. Dusza przypatruje się okrucieństwu człowieka, waży boskość Chrystusa, żywo reaguje na niesprawiedliwość, jaka spotyka Syna Bożego. Odczuwa wielki smutek z powodu „ludzkich złości”. Reaguje oburzeniem na to, jak Jezus jest traktowany. Zadaje dramatyczne pytania. W konsekwencji tego staje się kimś, kto odkrywa mądrość istnienia i bez wahania mówi: „Bądź uwielbiony! Bądź wysławiony! Boże nieskończony!”. Ten sposób kreacji duszy doskonale widać w ostatnim ogniwie „Gorzkich żalów”, jakim jest „Rozmowa duszy z Matką Bolesną”.

„Rozmowa…” przypomina średniowieczny plankt przedstawiający matkę Chrystusa stojącą pod krzyżem, ale nie jest jego wierną kopią. W średniowiecznym plankcie Matka Boska ukazana jest przy użyciu takich toposów jak: prośba skierowana do ludzi o współczucie, rozpacz z powodu umierającego Syna, pragnienie ulżenia Mu w męce i niemożność niesienia Jezusowi pomocy, wyrzuty pod adresem Archanioła Gabriela, który w chwili Zwiastowania obiecał Bogurodzicy wieczną radość. W średniowiecznym plankcie Maria stawała się uniwersalnym symbolem ludzkiego cierpienia. Ukazanie jej zachowania pod krzyżem miało poruszać ludzkie emocje, włączać człowieka w ból, tragedię ukrzyżowanej niewinności. Utwór ten zazwyczaj zaczynał się toposem „ja powiem – wy słuchajcie”, a potem wyrażał prośbę Matki Jezusa skierowaną „do starych i młodych” o „pożałowanie”. W dalszej jego części następował monolog liryczny mający na celu ukazanie stanu wewnętrznego Bogurodzicy, na oczach której umiera jej Syn.

W „Rozmowie duszy z Matką Bolesną” jest nieco inaczej. Matka Boska nie zwraca się do nikogo poza Jezusem. Z opowieści Duszy wynika, że jest swoim czuciem, swoją myślą nieobecna w świecie ludzi. Przeszyta bólem, „na sercu ciężko stroskana” zdaje się być kimś, kto nie zauważa tego, co wokół niego się dzieje. Na wiele pytań Duszy nie odpowiada, jakby ich nie słyszała. Taki sposób ukazania Matki Chrystusa wyraża ogrom Jej cierpienia i wielkie poczucie straty, jakie ma, ale też czyni ją niezwykle prawdziwą w Jej przeżywaniu ukrzyżowania Jezusa. Nie prosi o wsparcie, nie oczekuje ludzkiego żalu – natomiast całą sobą wtapia się w cierpienie swojego Syna, jak wtapia się każdy człowiek, który traci na zawsze ukochaną osobę. Dusza, mimo milczenia Matki Boskiej, trwa przy niej, nie odstępuje jej. Poprzez szereg pytań, jakie zadaje i wymowne milczenie Najświętszej Marii, z jakim się spotyka, zaczyna rozumieć, że człowiekowi trzeba zawsze dać czas, aby mógł swój ból sam przeboleć. Dusza pojmuje, że w spotkaniu z cierpiącym człowiekiem najważniejsze jest, by być z nim. To bycie wcale nie musi oznaczać trwania w rozmowie, w słowach. Ono powinno polegać przede wszystkim na emocjonalnym uczestniczeniu w dramacie cierpienia, dlatego też Dusza ostatecznie powie: „Pragnę, Matko, zostać z Tobą, dzielić się Twoją żałobą, śmiercią Syna Twojego.”



Zostać z człowiekiem, który cierpi, dzielić się z nim swoją żałobą – oto mądrość „Gorzkich żalów”. Jest więc w nich nie tylko żarliwa wiara budowana na płaszczyźnie wielkich wzruszeń, spiętrzonych emocji, ale i piękna przypowieść o tym, jak należy poznawać świat, jaką droga należy zmierzać, żeby dotrzeć do Prawdy.

4

Nabożeństwo kończy się. Ludzie rozchodzą się. W oknach domów zapalają się światła. Wracamy pośród szeptów, przytłumionych rozmów. Wieś zatopiona w stężałym mroku wypełniała się żółtym omdlewającym światłem pełgających naftowych lamp. Bijąca od wsi łuna skruchy i tęsknoty wznosi się aż po sklepienie nieba, aż po kandelabry gwiazd i powoduje, że mrok słabnie i nie jest już tak gęsty jak o zmierzchu. Niedługo potem wieś zapada w sen błogosławionej ciszy. W niej trwać będzie do świtu, kiedy na witrażu poranka słońce wyświetli obraz nowego zmartwychwstania.

"Pobudka" w wykonaniu scholi Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego

Antonina Krzysztoń "Lament duszy..."

"Rozmowa duszy z Matką Bolesną"

"Gorzkie żale" w wykonaniu Chóru Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego

http://lomza.salon24.pl/397800,gorzkie- ... y-polskiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 13 lut 2013, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Środa Popielcowa - znak żałoby i nawrócenia

„Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami…” - niech te słowa będą naszą nieustanną modlitwą w rozpoczynającym się dziś okresie Wielkiego Postu, który ma nas przygotować do największej chrześcijańskiej uroczystości – Świąt Paschalnych. Wprowadzeniem do czterdziestodniowego postu jest Środa Popielcowa, która obchodzona jest dziś w Kościele katolickim.

Wierni gromadzą się dziś na Eucharystii, w czasie której, kapłani posypują głowy wiernym popiołem jako znam żałoby i pokuty. Ten symboliczny zwyczaj ma nam także uzmysłowić, że „z prochu jesteśmy i w proch się obrócimy”. Oznacza to, że nie powinniśmy przywiązywać się do tego co ziemskie, bowiem czeka nas życie w Królestwie Bożym i powinniśmy cały czas dążyć do niego.

Gest pochylenia głowy i posypania jej popiołem ponadto uświadamia nam, że ziemskie życie jest kruche, gdy nie ma w nim Pana Boga i Jego miłości. Ponadto gest ten ukazuje naszą gotowość do nawrócenia się, całkowitego zaufania i zawierzenia Chrystusowi oraz do miłosnego wyznania Panu Bogu, że jest najważniejszy w naszym życiu.

Popiół do posypywania głów wiernych ma pochodzić z palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedniego roku.
W dzisiejsze święto zgodnie z kanonami 1251-1252 Kodeksu Prawa Kanonicznego obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post ścisły tj.: trzy posiłki w ciągu dnia, w tym tylko jeden do syta. Prawem o wstrzemięźliwości są związani wszyscy powyżej 14. roku życia, a prawem o poście – osoby pełnoletnie do rozpoczęcia 60. roku życia. Prawo kanoniczne nie nakłada na wiernych natomiast obowiązku uczestniczenia w tym dniu w Eucharystii.

Powinniśmy pamiętać, że rozpoczynający się dziś okres Wielkiego Postu jest czasem pokuty i nawrócenia dany ludziom przez Boga. Wchodzimy w okres, kiedy w czasie czterdziestu dni powinniśmy pogłębić naszą refleksję jak pytaniami: na jakim miejscu w moim życiu jest Pan Bóg? Czy jest On najważniejszy i w pełni, choć pokornie, powierzam mu całe moje życie i pokładam w Nim swą ufność? Okres Wielkiego Postu umożliwia nam zobaczenie własnej relacji z Panem Bogiem, ale nie tylko także mojego odniesienia się do drugiego człowieka.

W czasie Wielkiego Postu powinniśmy jednak pamiętać o nieustannej miłości jaką darzy nas Pan Bóg, którą objawił nam w swoim Synu Jezusie Chrystusie. Jak wielka jest to miłość wskazuje nam fakt, że Bóg posłał nam swego Syna, by poniósł cierpienie i śmierć za nas. To właśnie Chrystus ukrzyżowany jest dla nas obrazem miłującego Boga. Ofiara Jezusa i Jego śmierć na krzyżu za nasze grzechy są obrazem Bożej miłości, która musi być podstawą naszej wiary. Tej wiary, którą pragniemy żyć, gdyż nasza wiara - przez całe życie pogłębiana – jest niejako odpowiedzią Panu Bogu na Jego miłość względem nas i wszystkich ludzi.

Wielki Post, bo tak nazywa się ten okres, trwa do początku liturgii Mszy Wieczerzy Pańskiej sprawowanej w Wielki Czwartek.

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... cenia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 13 lut 2013, 07:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Czuwajmy i módlmy się

Papież, który głosił cały czas Jezusa z Nazaretu, teraz nam wszystkim przypomina: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie”. Rozpoczynający się Wielki Post to wezwanie do wielkiego szturmu modlitewnego za Kościół i za wiarę w świecie

Spekulacje, szum medialny, podejrzenia – to nie ma nic wspólnego z chrześcijańską odpowiedzią na decyzję Ojca Świętego o rezygnacji z urzędu. – Benedykt XVI prowadzi nas i wzywa w Roku Wiary i u progu Wielkiego Postu do medytacji i czuwania z Jezusem. Mamy upaść na kolana i błagać Pana Boga za Kościół, za wiarę w świecie – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński. – Ojciec Święty, zapowiadając swoje ustąpienie u progu Wielkiego Postu, bardzo czytelnie oddaje nas w dłonie Chrystusa, który jest Głową Kościoła. On nam wskazuje: wsłuchajcie się w Chrystusa, bo to Jego słowo, Jego moc przemienia nas i ratuje świat –dodaje.

Bardzo wymowna w tym kontekście jest data i godzina zakończenia papieskiej posługi przez Benedykta XVI. 28 lutego br. to czwartek, przeddzień pierwszego piątku miesiąca. – W moim osobistym odbiorze Ojciec Święty – wskazując na godz. 20.00 – wskazuje na Godzinę Ogrójca, gdy Chrystus prosił apostołów: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Duch wprawdzie jest ochoczy, ale ciało słabe” – zwraca uwagę ks. abp Dzięga. Przypomina, że apostołowie jednak posnęli i to jest przestroga dla nas. Papież, który głosił cały czas Jezusa z Nazaretu, teraz nam wszystkim na nowo przypomina: „Czuwajcie i módlcie się”.

Wymowne jest, że ostatnią celebracją liturgiczną Benedykta XVI jako Papieża będzie dzisiejsza Liturgia Środy Popielcowej, która wprowadza nas w Wielki Post. Czas ten staje się w tym roku zarówno przygotowaniem do obchodów Wielkanocy, jak i wielką modlitwą w intencji ustępującego Następcy Świętego Piotra oraz o dobry wybór nowego, który poprowadzi Kościół przez kolejne lata. Podkreśla to ks. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, który zwraca też uwagę, że sytuacja, w jakiej się obecnie znaleźliśmy, „to zobowiązanie do ufnej modlitwy w intencjach Ojca Świętego i w intencjach całego Kościoła”. – Kościół ma trwać przy Chrystusie, i to trwać na kolanach, wtedy jest bezpieczny. A jednocześnie ma głosić światu Zmartwychwstałego – wtedy jest wierny – akcentuje również ks. abp Andrzej Dzięga. – Tylko prawda i miłość przynoszą najpiękniejsze owoce. O modlitwie w intencji Benedykta XVI zapewniło wczoraj w specjalnym telegramie przesłanym do Watykanu Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. „Tobie, Ojcze Święty, wyrażamy wdzięczność zwłaszcza za ogłoszenie błogosławionym Jana Pawła II, za pielgrzymkę do naszej Ojczyzny – jedną z pierwszych, za Twoją miłość do wszystkich Polaków, żyjących w kraju i rozsianych poza jego granicami, a także za trud mówienia do nas po polsku. Modlimy się w Twojej intencji w całej Polsce, zwłaszcza na Jasnej Górze, by Bóg zachował Cię w zdrowiu i wspierał swą łaską” – napisali księża biskupi z przewodniczącym KEP ks. abp. Józefem Michalikiem na czele.

Rozmodlona Polska w łączności ze swoją Królową na Jasnej Górze ma dziś wielką misję do spełnienia. To zadanie otoczenia modlitwą całego Kościoła, bo od tego, co się wydarzy w Wielkim Poście, od wyboru nowego Następcy Świętego Piotra, w dużym stopniu zależy przyszłość wiary, także w naszej Ojczyźnie. W świecie, w którym toczy się bitwa o duszę człowieka, takie tradycyjne praktyki wielkopostne, jak modlitwa, post, jałmużna, to nasz wielki oręż. Bądźmy pewni, że Benedykt XVI nie pozostanie nam dłużny. – Będzie dalej służył Kościołowi przez modlitwę. Stanie się zakonnikiem, mieszkając w klasztorze na Watykanie. Pozostaniemy razem z nim – zapewnia ks. abp Zygmunt Zimowski, przewodniczący papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia.

Dziś ostatni raz zobaczymy Ojca Świętego Benedykta XVI, jak przewodniczy papieskiej celebracji liturgicznej. Jak poinformował wczoraj rzecznik Watykanu ks. Federico Lombardi, odbędzie się ona o godz. 17.00 nie jak co roku w bazylice św. Sabiny, ale w bazylice watykańskiej. Przed południem o godz. 10.30 Ojciec Święty spotka się z pielgrzymami na środowej audiencji ogólnej. Transmisję przeprowadzą Radio Maryja i Telewizja Trwam.

Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-stolic ... y-sie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 13 lut 2013, 11:53 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Środa Popielcowa - początek Wielkiego Postu

Środa Popielcowa - dzień, który rozpoczyna w Kościele katolickim okres Wielkiego Postu czyli czterdziestodniowej pokuty - przypada w tym roku 13 lutego. Ten dzień ma pobudzić katolików do podjęcia zdecydowanej drogi osobistej pokuty i nawrócenia.

W Środę Popielcową rozpoczyna się czterdziestodniowy post, sama liczba 40 stanowi w Piśmie Świętym wyraz pewnej dłuższej całości, czasu przeznaczonego na jakieś konkretne zadanie człowieka lub zbawcze działanie Boga. W Wielkim Poście Kościół odczytuje i przeżywa nie tylko czterdzieści dni spędzonych przez Jezusa na pustyni na modlitwie i poście przed rozpoczęciem Jego publicznej misji, ale i trzy inne wielkie wydarzenia biblijne: czterdzieści dni powszechnego potopu, po których Bóg zawarł przymierze z Noem; czterdzieści lat pielgrzymowania Izraela po pustyni ku ziemi obiecanej; czterdzieści dni przebywania Mojżesza na Górze Synaj, gdzie otrzymał on od Jahwe Tablice Prawa.

Okresy i dni pokuty są w Kościele katolickim specjalnym czasem ćwiczeń duchowych, dobrowolnych wyrzeczeń, takich jak post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi, m.in. poprzez inicjowanie dzieł charytatywnych i misyjnych. Z liturgii znika radosne „Alleluja” i „Chwała na wysokości Bogu”, a kolorem szat liturgicznych staje się fiolet. Wielki Post jest także okresem przygotowania katechumenów do chrztu. Każda niedziela wprowadza w kolejne tajemnice wiary, a na Wielkanoc podczas Wigilii Paschalnej udzielany jest im sam chrzest.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przygotowanie do świąt Zmartwychwstania trwało tylko czterdzieści godzin. W późniejszym czasie przygotowania zabierały cały tydzień, aż wreszcie ok. V w. czas ten wydłużył się. Po raz pierwszy o poście trwającym czterdzieści dni wspomina św. Atanazy z Aleksandrii w liście pasterskim z okazji Wielkanocy z 334 r.

Tradycyjnemu obrzędowi posypania głów popiołem towarzyszą w Środę Popielcową słowa: „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz” albo „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Sam zwyczaj posypywania głów popiołem na znak żałoby i pokuty znany jest w wielu kulturach i tradycjach. Znajdujemy go zarówno w starożytnym Egipcie i Grecji, jak i u plemion indiańskich oraz oczywiście na kartach Biblii, np. w Księdze Jonasza czy Joela. Liturgiczna adaptacja tego zwyczaju pojawia się jednak dopiero w VIII w. Pierwsze świadectwa o święceniu popiołu pochodzą z X w. W następnym wieku papież Urban II wprowadził ten zwyczaj jako obowiązujący w całym Kościele. Z tego też czasu pochodzi zwyczaj, że popiół do posypywania głów wiernych pochodził z palm poświęconych w Niedzielę Palmową poprzedzającego roku.

http://www.pch24.pl/sroda-popielcowa--- ... 431,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 05 mar 2014, 07:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Nie strać celu!

Kiedy słyszymy wyrażenie „Wielki Post”, łatwo stracić z oczu fakt, że Kościół w poście nie urządza jedynie zwykłej głodówki. W Biblii post był nieodłącznie związany z pokutą, oczyszczeniem się, przygotowaniem się na spotkanie z Bogiem. Biblia zazwyczaj też wiąże post z modlitwą. Już to sugeruje, że sensu postu należy szukać przede wszystkim na płaszczyźnie duchowej. Post to zmaganie się ducha ze słabościami ciała, nauka wytrwałości wiary.

Wyrażenie „Wielki Post” należy odczytywać z ostrożnością. Dlaczego? Bo można stracić z oczu fakt, że nie chodzi o poszczenie dla poszczenia. Wielki Post to przecież w rzeczywistości „święty post”, który jest czymś więcej niż sferą pożywienia.

Wiemy, że aby coś stało stabilnie, potrzebuje przynajmniej trzech nóg, trzech podpór. W Wielkim Poście wyjaśnia to jeden ze wspaniałych teologów Kościoła Zachodniego IV w. św. Piotr Chryzolog takimi słowami: „Istnieją trzy rzeczy, bracia, na których stoi wiara, wspiera się pobożność i trwa cnota. Są to: modlitwa, post i uczynki miłosierdzia. To, o co kołata modlitwa, zjednywa post, a osiąga miłosierdzie. Modlitwa, uczynki miłosierdzia i post – te trzy rzeczy stanowią jedno i dają sobie wzajemnie życie”.

Ostatecznym celem postu chrześcijańskiego jest miłość! Wprawdzie Piotr Chryzolog używa słowa „miłosierdzie”, a nie „miłość”, ale pamiętajmy, że „miłosierdzie” jest po prostu szczególnym określeniem największej miłości, a używa się go po to, aby podkreślić, że miłość to nie jest tylko uczucie do ukochanej osoby, ale postawa prawdziwej wierności i wytrwałości w kochaniu bliźnich. Biblijne określenie miłości Boga do człowieka to „chesed”, które zawiera w sobie właśnie prawdę o wierności. Słowo to w greckiej Biblii, z braku lepszego terminu, zostało przetłumaczone przez „eleos”, co trochę zmienia sens i dosłownie wyraża „litość”, a stąd niedaleko już do łacińskiego „misericordia”, które oznacza w przybliżeniu „litościwość serca”.

W tym świetle łatwiej odczytać sens czterdziestu dni, które Jezus przebył na pustyni, poszcząc i modląc się. To dni Jego zmagania się ze złem, modlitwy, umacniania się i przygotowywania na nadchodzące lata okazywania ludziom swojej wiernej miłości.

Jednakże pościć trzeba umieć mądrze. Nie chodzi przecież o to, aby tak się skoncentrować na swoich „postnych rekordach”, tak się wyniszczyć, że doprowadzimy się do stanu podrażnienia w relacjach z bliźnimi. Byłby to post „wśród bicia niegodziwą pięścią” i krzyku, jak ostrzega nas Bóg w Księdze Izajasza: „Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości”. Przeciwnie, post to nauka łagodności, przez mądre branie w karby własnego „ja”. Post uczy wytrwałości. A wytrwałość jest podstawą prawdziwej miłości.

Trzeba ograniczać siebie w Wielkim Poście. Trzeba podejmować wyrzeczenia. Trzeba ćwiczyć i powściągać swoje „ja”. Właśnie po to, aby zdobyć wytrwałość i cierpliwość, a potem nie stracić cierpliwości wobec braci, bo ona pomoże nam ich kochać.

Może warto w kolejnym Wielkim Poście naszego życia, za wskazaniem Piotra Chryzologa, zobaczyć post w perspektywie oryginalnego biblijnego słowa „chesed”, czyli „wierna miłość”, i pościć w ten sposób, aby ucząc własne ciało wytrwałości, móc następnie wytrwale – a nie tylko jednorazowo – kochać braci i siostry.

Taki jest sens postu, do którego zaprasza nas Kościół na początku nowego okresu liturgicznego. Wyrzeczenia mają nam przypomnieć, że potrzeby ciała, jakkolwiek ważne, nie są najważniejsze. Mają pomóc nam wybudzić w sobie ducha wrażliwości na innych, wyjścia z egoizmu i wygody. W ten sposób chrześcijańska miłość dopełni dzieła rozpoczętego przez post i modlitwę, jak znów w pięknych słowach naucza św. Piotr Chryzolog: „Post nie zaowocuje, jeżeli nie będzie użyźniony miłosierdziem. Posucha miłosierdzia powoduje uschnięcie postu. Czym dla ziemi jest deszcz, tym miłosierdzie dla postu”.

Ks. Dominik Ostrowski

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... -celu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 05 mar 2014, 12:35 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Wielki Post to coś więcej niż popiół w Środę Popielcową

Dlaczego co roku Kościół każe nam pościć? Dlaczego przez ponad 40 dni mamy sobie odmawiać tego, co przyjemne, rezygnować z zabaw, umartwiać się? Jeśli wydaje ci się to nie do końca zrozumiałe, czy wręcz dziwne, jesteś na właściwym tropie! Polskie określenie „Wielki Post” nie całkiem bowiem odpowiada temu, czym w istocie jest okres czterdziestodniowego przygotowania do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. W języku łacińskim okres ten określany jest po prostu mianem „quadragesima”, czyli „czterdzieści dni”, a chodzi przede wszystkim o przygotowanie, przemianę w życiu, tak aby móc całym sobą uczestniczyć w Świętach Paschalnych. Post jest ważnym środkiem, umożliwiającym przemianę (obok modlitwy i jałmużny), ale nie jest sam w sobie istotą tego okresu.

Forma i treść

Przeważnie to, co zewnętrzne, łatwiejsze jest do dostrzeżenia i łatwiej też to wypełnić. Świątynie w Polsce wypełniają się w Środę Popielcową wiernymi, którzy pragną posypać głowę popiołem. Łatwo też zauważyć zmianę nastroju liturgicznego: pokutny kolor fioletowy, brak „Alleluja”, śpiewy pobudzające do żalu i refleksji. Nabożeństwa — takie, jak Gorzkie Żale czy Droga Krzyżowa, rekolekcje wielkopostne — to wszystko w sposób oczywisty kojarzy się z tym okresem. I wszystko to może być pomocą w dobrym jego przeżyciu, jednak może być i tak, że wszystkie te pomoce zostaną niejako „na zewnątrz nas”. Może się tak stać, jeśli nie zrozumiemy, jaka jest istota Wielkiego Postu i nie nastawimy się na trwałą przemianę w życiu. To, czego powinna dotyczyć ta przemiana, każdy musi odkryć osobiście. Być może powinna ona dotyczyć zerwania z uzależnieniami czy nałogami. Być może — odkrycia głębi Słowa Bożego. Może relacji z innymi ludźmi — często zbyt szorstkich, naznaczonych urazą, zawiścią czy gniewem.

Zrozumienie tego, na co zwraca uwagę Kościół w okresie Wielkiego Postu wymaga trochę wysiłku. Trzeba nieraz zerwać z „tradycyjnymi” wyobrażeniami, które przykrywają tę istotę. Nie chodzi o to, by w ogóle porzucić wielkopostne tradycje, ale, aby popatrzeć na nie z refleksją i odnieść do swojego życia. Co naprawdę oznacza dla mnie znak posypania głowy popiołem? Czy jest to wyraz tego, że świadomie wchodzę w okres pokuty, że chcę przez cały ten czas podejmować wysiłek przemiany? Czy jest to tylko jeszcze jeden obrzęd, któremu poddaję się, licząc, że w jakiś cudowny sposób sam w sobie przemieni moje życie? Zwyczaj posypania głowy popiołem sięga wczesnego średniowiecza: wtedy dotyczył on grzeszników, którzy zdecydowali się podjąć publiczną pokutę. Nie był to obrzęd masowy, a podjęcie pokuty wiązało się z bardzo poważnym podejściem do swojego wcześniejszego życia, ze zdecydowanym pragnieniem zerwania z grzechami, które wyrażało się w konkretnych uczynkach i praktykach pokutnych. Później obrzęd ten upowszechnił się, ale tak czy inaczej zawsze powinien być on znakiem świadomie podejmowanej pokuty, a nie zastępować tę pokutę!

Dlaczego ktoś zakazuje mi się bawić?

Podobnie jest z kwestią rezygnacji z zabaw. Kiedyś przykazanie kościelne mówiło o „zabawach hucznych”. Dziś mówi ono po prostu o „powstrzymaniu się od udziału w zabawach”. O co właściwie chodzi? Atmosfera zabawy, czy jak dzisiaj powiedzielibyśmy „imprezy” nie sprzyja refleksji. W takiej atmosferze można miło spędzić czas, prześlizgując się po powierzchni życia. Wiele osób żyje od weekendu do weekendu: w ciągu tygodnia pracują, w weekend imprezują. W ten sposób nigdy nie mają czasu na wyciszenie się, zastanowienie, po co to wszystko. Po co żyję? Jaki jest pożytek z mojej pracy? Czy naprawdę potrzebuję tego wszystkiego, co mam i za co oddaję swój czas i zdrowie w pracy? Zamiast więc odbierać przykazanie kościelne jako jakiś bezsensowny zakaz (dlaczego właściwie mam się nie bawić? Kto mi zabroni?), spróbuj popatrzeć na nie jak na szansę dla siebie. Dzięki rezygnacji z imprez możesz znaleźć czas na modlitwę, czytanie Słowa Bożego, lekturę innych mądrych książek, spotkanie z wartościowymi ludźmi, czy też zwrócenie uwagi na potrzeby tych, którzy żyją wokół ciebie.

Post — otwarcie na innych

Tak, to także jest ważny wymiar pokuty: post nie dotyczy tylko mojej relacji do Boga. Ważnym aspektem postu jest jego wymiar społeczny. Nie jest to jakaś nowoczesna interpretacja postu, ale tak właśnie rozumiano post już w starożytności i średniowieczu. Odmawiając sobie pokarmu (a także innych dóbr doczesnych, które nie są niezbędne do życia), po pierwsze staję się bardziej wrażliwy na potrzeby innych, po drugie zaś — z pieniędzy, których nie wydam na te dobra, mogę te potrzeby drugich zaspokoić. Jeśli nawet nie mam pieniędzy, mogę poświęcić innym czas. Zamiast skupiać się na zaspokajaniu swoich własnych potrzeb, powinienem dostrzec potrzeby tych, którzy są wokół mnie. Chodzi zarówno o osoby z najbliższego kręgu — moją rodzinę i znajomych, jak i o te, których może na co dzień nie dostrzegam. Może są to osoby ubogie, potrzebujące bezpośredniej pomocy materialnej? Może są to osoby chore, którym potrzebna jest pomoc i opieka? Często niedostrzeganym problemem jest „zwykła” samotność. Tak wiele osób nie ma nikogo, z kim mogłaby porozmawiać o swoich sprawach — mogą to być osoby starsze, opuszczone przez rodzinę, ale także osoby w każdym wieku, których więzi społeczne zostały z jakichś względów zerwane. „Uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała”, których uczymy się na pamięć podczas lekcji religii mogą brzmieć staromodnie, jednak ludzkie potrzeby, kryjące się za tymi „uczynkami” bynajmniej staromodne nie są. Głód, pomimo awansu cywilizacyjnego, jest nadal w Polsce olbrzymim problemem. Raport firmy MillwardBrown z 2009 r. wskazywał, że codziennie 120 tysięcy dzieci w Polsce przychodzi do szkoły głodnych, a dla ponad 70 tys. jedynym posiłkiem jest obiad ze stołówki. Raport GUS z 2013 r. wskazuje, że niedożywionych dzieci w naszym kraju jest nawet pół miliona! To samo można powiedzieć o innych problemach wymienionych w katechizmowych „uczynkach”. Być może trzeba by im nadać nowe nazwy: brak środków do życia, marginalizacja społeczna, bezrobocie, krzywda społeczna, porzucenie przez najbliższych, nieprzebaczenie (i nieumiejętność przebaczania), duchowa dezorientacja, poczucie egzystencjalnej pustki. Może dlatego Jan Paweł II na krakowskich Błoniach w 2002 r. mówił o potrzebie „wyobraźni miłosierdzia” wobec współczesnych form ubóstwa.

Po co rezygnować?

Oczywiście wymiar „ascetyczny” postu jest równie ważny, jak wymiar społeczny. Chodzi o to, aby nie skupić się za bardzo na tym aspekcie „odmawiania sobie” czegoś — jeśli bowiem odmawiam sobie czegoś, to robię to w jakimś celu. I ważniejsze jest skoncentrowanie się na celu, na tym po co to robię, niż na samym fakcie umartwienia czy odmawiania sobie czegoś. Jaki jest cel rezygnacji z niektórych pokarmów (choćby słodyczy), alkoholu, przyjemności, luksusów? Nie może nim być udowodnienie sobie samemu, że „taki jestem silny”, że „potrafię”. W ten sposób słabość (upodobanie do jedzenia czy przyjemności) zamienialibyśmy na samouwielbienie, które jest jedną z odmian pychy. Czyli słabość, która może nas doprowadzić do grzechu, zamienialibyśmy na coś, co jest najgorszym grzechem! Odmawiając sobie czegoś, co jest wartością niższą w hierarchii wartości mamy się skupić na tym, co jest wyższe. Jedzenie ma służyć podtrzymaniu życia, a życie potrzebuje ukierunkowania na to, co nadaje mu sens. Ostatecznie więc post i każde umartwienie ma służyć lepszemu ukierunkowaniu na to, co jest sensem życia, a być może wręcz odkryciu tego sensu. Czy żyję po to, by jeść, czy też odwrotnie — jem po to, by żyć? Jest takie łacińskie powiedzenie: „plenus venter not studet libenter” (czyli z pełnym żołądkiem trudno myśleć). Post ma ułatwić refleksję, skłonić człowieka do zastanawiania się nad tym, co tak naprawdę kieruje jego życiem. Czy jest to pragnienie własnej chwały? Czy jest to poszukiwanie przyjemności? Czy głód wrażeń? Czy to, że „gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu” nie jest przypadkiem dla mnie tylko pustym hasłem? Czy faktycznie widać to na co dzień? Czy szukam Boga, słucham Jego Słowa i staram się zrozumieć, co znaczy ono w odniesieniu do mojego życia? Dobrze jest na początku, gdy podejmujemy decyzję o poście (lub rezygnacji z czegoś) wyraźnie określić sobie, jaka jest intencja tego postu, np. „abym mógł lepiej rozumieć Słowo Boże”, „abym uwolnił się od uzależnień”.

Wielki Post podejmuje trzy istotne tematy: pokuta (której praktycznym wyrazem jest post), chrzest (który jest podstawą naszej relacji z Jezusem) oraz męka i śmierć Jezusa (prowadząca do centralnego dla naszej wiary faktu odkupienia i zwycięstwa nad grzechem). W tym artykule skupiliśmy się przede wszystkim na pierwszym temacie. W kolejnych — podejmiemy pozostałe dwa. Ważne jednak, by dostrzec, że nie są to tematy rozłączne, ale blisko związane ze sobą: pokuta ma prowadzić mnie do odnowienia mojej relacji z Jezusem, a podstawą tej relacji jest udział w „misterium paschalnym”, czyli tajemnicy odkupienia, dokonanego na Krzyżu, prowadzącego mnie do doświadczenia pełni życia z Bogiem.

opr. mg/mg

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS ... t2014.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 05 mar 2014, 15:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://adam-czlowiek.blogspot.com/2014/ ... gelie.html

Nawracajmy się i wierzmy w Ewangelię

Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. (Jl 2. 12)

Wielki Post jest jednym z najważniejszych okresów w kalendarzu liturgicznym, ale i w naszym sercu.
W tym czasie powinniśmy poświęcić więcej czasu na czytanie Pisma Świętego, więcej i gorliwiej się modlić, wyrzec czy przynajmniej ograniczyć przyjemności. W Piśmie Świętym opisano okres pobytu Pana Jezusa na pustyni następująco: ". Jezus 40 dni i 40 nocy spędził na pustyni poszcząc, nie jadł, nie pił..." W tym czasie został trzy razy wystawiony na próbę przez szatana. Ten oferował mu bogactwo i wszechwładzę, ale Pan Jezus nie dał się zwieść.
W okresie Wielkiego Postu spróbujmy doskonalić się duchowo przez post, modlitwę i braterską solidarność, abyśmy wzorem Chrystusa mogli oprzeć się pokusom szatańskim.
Wielki Post to czas nawrócenia, to czas pokuty i przebaczenia w którym Kościół przygotowuje się do zmartwychwstania Pańskiego poprzez modlitwę i rozmyślania. W tym okresie należy zachować umiar we wszystkim, to jest w jedzeniu i piciu, oglądaniu telewizji i nie urządzaniu zabaw.

Wielki Post - Niezwykły czas
Jest to dla nas niezwykły czas, ale zanim zabrzmi radosne Alleluja i będziemy wielbić Pana za cud zmartwychwstania, przez 40 dni będziemy trwać w duchu pokuty. No właśnie "pościć", co to właściwie znaczy, na czym to polega? Czy na tym, aby wyrzec się jedzenia słodyczy, czy może zrezygnować z oglądania telewizji? Czy chodzi o to, aby stękać i pokazywać innym jacy jesteśmy nieszczęśliwi? Wydaje się, że nie. Bardziej chodzi o duchowy wymiar Wielkiego Postu. Możemy to sprawić, jeżeli połączymy post z modlitwą i jałmużną.
Każdy z nas powinien szukać okazji do czynienia dobra wspartego modlitwą wstawienniczą. Możliwości jest dużo i warto zastanowić się komu możemy pomóc. Chcąc dobrze przeżyć ten czas, warto zrobić sobie także rachunek sumienia i udać się do konfesjonału, żeby Pan Bóg wybaczył nasze grzechy i umocnił nas w naszym postępowaniu, abyśmy umieli jak Pan Jezus na pustyni odmówić szatanowi, kiedy przyjdzie nas kusić i byśmy mieli siłę i odwagę wyrzucić wszelkie zło z naszego serca i życia.
Jeśli tak przeżyjemy Wielki Post, będziemy mogli w pełni uczestniczyć w świętach Zmartwychwstania Pańskiego.
Rozpoczynamy posypaniem głowy popiołem. Ceremonia te oznacza to, co dokonuje się w naszych duszach, w nas idących ścieżką wiodącą do wewnętrznego nawrócenia, rozpalenia naszego wnętrza ostatnio bardziej wystudzonego wrażeniami, przeżyciami, a nawet problemami, które nas mocno angażowały od środka. Z pewnością każdy z nas ma problem spojrzenia w dal naszego życia w bliższą lub dalszą przyszłość. Niestety trwanie ,,w dziś ” nic nam dobrego nie da ! Nogi dojdą do pustyni życia, a piasek pustyni zacznie nas parzyć w nogi. Ogarnie nas niebawem obojętność, jakaś nie rozumiana nieufność, niewiara – a żniwo swoje zbierze zwątpienie. Z jednej strony będzie nam się wydawać, jacy my jesteśmy wielcy, mocni, dobrzy, doskonali , a nawet nie zależni od Boga, od religijnego kodeksu zasad, a z drugiej strony, aż trudno uwierzyć – słabi, bezradni, mali, coraz bardziej kalecy.
Stajemy przed obrazem umęczonego, kochającego nas bez miary Chrystusa i jak ów młodzieniec stojąc przed nim – zanurzyć się , zatopić w Nim swoja uwagę i serce. Popiół nie może być ostatnim słowem tak, jak śmierć nie jest ostateczną rzeczywistością człowieka. Z popiołu u Boga ma powstać coś nowego, bo przez Pana Jezusa śmierć stała się dla całego stworzenia bramą do życia wiecznego. Przecież dorodne ziarno pszenicy wrzucamy do ziemi, aby powstało nowe, wielokrotnie bogatsze życie. Pochylmy zatem nasze głowy, pozwólmy posypać głowy, a nie nasze nakrycia głów popiołem – na znak , że chcemy zbliżyć się do Chrystusa i z Nim pozostawać na drodze wiodącej ku życiu wśród prawdziwych wartości . Niech ta odrobina popiołu zachęci nas do zmiany życia na lepsze, do wewnętrznej przemiany. Skorzystajmy my tu wszyscy obecni, a przez nas nam bliscy dzieci, młodzież i dorośli lepiej i dojrzalej. Niech ten znak popiołu powie nam całą prawdę – tak, aby świętowanie za 40 dni Wielkiej Nocy dodało nam wewnętrznego ładu, piękna duszy i radości ze spotkania o Panem Bogiem odnalezionym jeszcze raz na naszej drodze przez życie.
Congregavit nos in unum Christi amor ________________________________


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 08 mar 2014, 09:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Duchowe skarby

Dr Tomasz M. Korczyński

W cieniu tragicznych wydarzeń w ogarniętych wojnami Syrii, Republice Środkowoafrykańskiej, Nigerii, przepełnionych obozów koncentracyjnych w Korei Północnej, a także poważnego kryzysu politycznego na Ukrainie wkroczyliśmy w okres świętego postu, który ma nas przygotować do głębokiego przeżywania Triduum Paschalnego i Świąt Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

W XXI wieku nie było jeszcze tak wielkiego kryzysu, który może wrzucić nie tylko Europę, ale i świat w wielką otchłań wojny i spustoszenia. To, co się dzieje za naszą wschodnią granicą, to, że Polska jest tak blisko zagrożenia inwazją, dla nas, polskich chrześcijan, powinno mieć i ma szczególne znaczenie. Jako Polacy jesteśmy bogatsi od ludzi Okcydentu o tragiczne doświadczenia wojenne. Rozumiemy i widzimy więcej niż Zachód. Solidaryzujemy się z Ukraińcami zaatakowanymi przez imperium zła. Jako chrześcijanie jesteśmy ludźmi wiary, nadziei i miłości. Gdy inni kręcą się w kółko bez celu, przebywają na dnie rozpaczy, strachu i lęku, wpadają w stan paniki, my, wierzący w Boga Żywego, mający nieśmiertelną nadzieję, nie boimy się i stawiamy czoło przeciwnościom.

Kościół w swej mądrości udostępnia nam praktyczne narzędzia, którymi zaradnie zarządzając, możemy nie tylko dobrze przygotować się do obchodzenia Świąt Wielkanocnych, ale także przemieniać na co dzień nasze życie i nasze otoczenie.

Od Postu do Nawrócenia
Pismo Święte wyróżnia trzy istotne formy pokuty w życiu chrześcijanina. Są nimi post, modlitwa i jałmużna. Mają one charakter osobistego nawrócenia, nawrócenia do Boga i zadośćuczynienia, zarówno Stwórcy, jak i bliźniemu.

Pragnienie Boga, jak uczy Kościół katolicki, jest wpisane w serce człowieka. Jesteśmy istotami religijnymi. To jednak Bóg pierwszy przemawia do człowieka, nie odwrotnie. Nawet jeśli my przestaniemy poszukiwać Boga, On tego nie zaprzestanie. W centrum modlitwy chrześcijanina, co wprowadza potężną różnicę i jednocześnie wyznacza nową jakość chrześcijaństwu spośród innych religii, znajduje się Imię Jezus. Już samo posługiwanie się tym Imieniem, z miłością, czcią i bojaźnią, jest modlitwą do Boga. Drugim tytułem, jaki przenika naszą osobistą i wspólnotową modlitwę, jest słowo „Pan”, należne wyłącznie Bogu. Jezus jako wzór wzywa nas do modlitwy, zaprasza nas do tego, abyśmy jako Jego uczniowie szli za Nim. Modlitwy nauczył nas i nam ofiarował Pan Jezus, ale to chrześcijanin odpowiada Mu zgodnie z postanowieniem w swoim sercu poprzez osobistą i codzienną modlitwę. Tradycja Kościoła wskazuje na trzy formy życia modlitewnego: modlitwę ustną, rozmyślanie i kontemplację, w każdej z nich wymagana jest czujność i skupienie na Bogu. Jak wspomina Katechizm Kościoła Katolickiego, Jezus „przez swoje uniżenie dał nam wzór do naśladowania, przez swoją modlitwę pociąga do modlitwy, przez swoje ubóstwo wzywa do dobrowolnego przyjęcia ogołocenia i prześladowań” (punkt 520). Wiąże się to bezpośrednio z kolejnymi formami pokuty.

Post jako wymiar nawrócenia i czynienia pokuty nie ma być gestem, czynem zewnętrznym, lecz nawróceniem serca. Warto powracać w tym czasie do wypowiedzi Boga przez proroka Izajasza, który charakteryzuje fenomen prawdziwego postu (zob. 58, 1-34). Dopiero nawrócenie wewnętrzne staje się tętniącym i zdrowym źródłem, z którego będą wypływać widzialne postawy, wyrażane przez gesty, czyny, słowa. Lecz nigdy na odwrót.

Jałmużna według Katechizmu Kościoła Katolickiego jest jedną z form uczynków miłosierdzia, z którymi przychodzimy w potrzebie bliźniemu, jego ciału i duszy. Skupia się ona na czynach miłości, jak nakarmienie głodnego, przyjęcie bezdomnego, przyodzianie nagiego, odwiedzenie i pocieszenie chorego oraz więźnia. „Spośród tych czynów jałmużna dana ubogim jest jednym ze szczególnych świadectw miłości braterskiej; jest ona także praktykowaniem sprawiedliwości, która podoba się Bogu” (KKK 2447).

Kościół nie wymyślił wielkopostnych form pobożności. Podąża wyznaczoną drogą przez Chrystusa, który, co rzadkie, pochwalał w tym aspekcie tradycję faryzeuszów w kultywowaniu modlitwy, postu i jałmużny. Formy te są de facto różnymi wymiarami dwóch najważniejszych przykazań Bożych: miłości do Boga i do bliźniego (zob. Mk 12, 28-34). Nowe Prawo Jezusa przemieniało jednak wspomniane akty religijne, kierując je do Ojca, jako Jego własność, na Jego chwałę, przeciwstawiając je zdecydowanie postawom na pokaz, czynom podejmowanym, aby ludzie widzieli i podziwiali zarówno owe czyny, jak i ich twórców.

Jednego serca
Chrześcijanin powinien wspierać dzieła Kościoła, już choćby z tego powodu, że Kościół katolicki angażuje się najwięcej, najczęściej, najskuteczniej i bezinteresownie na obszarze działalności charytatywnej, nie patrząc, czy otrzymujący pomoc jest wierzący, czy niewierzący, czy jest katolikiem, czy „obcym przybyszem”. Mamy zawsze obowiązek wyznaczony przez Boga, aby pielęgnować i wzmacniać wspólnotę. Nie możemy też przechodzić obojętnie obok bliźniego, lecz działać bezinteresownie jak Samarytanin. W Kościele powszechnym istnieją prężnie działające inicjatywy podejmowane i wspierane przez wiernych na całym świecie. Papieska Rada „Cor Unum” publikuje co kilka lat katalog wszystkich dzieł katolickich działających na naszym globie o charakterze społeczno-charytatywnym. Są one widocznym znakiem obecności miłości do bliźniego. Ukazują nam na co dzień siłę naszej żywotnej wiary, która przejawia się w podejmowanych działaniach, a także umożliwia docieranie i bycie w kontakcie ze sobą. Jest to ponad tysiąc dzieł jednej „instytucji”, a zatem jest z czego wybierać. Wystarczy tylko znaleźć odpowiedni cel, inicjatywę bliską naszemu sercu. Czy będą to ubogie siostry kontemplacyjne, które mają naprawdę trudne warunki egzystencjalne, czy misjonarze z Azji, Afryki, krajów Trzeciego Świata, czy dzieła wspierające chore lub nienarodzone dzieci, ludzi starszych, samotnych, biednych, bezdomnych. Wszystkich tych organizacji miłosierdzia, niosących Caritas, czyli miłość, nie sposób nie znaleźć, jeśli się chce do nich dotrzeć.

W liście do papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie misjonarz o. Benedykt Pączka OFMCap zaapelował do wierzących Polaków, prosząc ich o „modlitwę, post i jałmużnę za tych, którymi się opiekujemy i dla których jesteśmy właśnie tutaj, w Republice Środkowoafrykańskiej”. Możemy ten apel rozszerzyć dzisiaj na Syrię, Ukrainę, Nigerię, Koreę Północną, Somalię, Pakistan, Birmę, Filipiny, czyli wszędzie tam, gdzie padają strzały, niewinni ludzie umierają z głodu lub żyją w nędzy, borykają się z katastrofami naturalnymi bądź cierpią prześladowania dla Królestwa Niebieskiego. Albo wszystko naraz.

Historia Aymana z Egiptu
W tym miejscu pragnę opowiedzieć o pewnym ważnym wydarzeniu z Egiptu. Jednym z wielu, ale ponieważ kraj, który stał się schronieniem dla naszego Pana i Jego Świętej Rodziny, jest bardzo bliski memu sercu, wybrałem właśnie ją.

W październiku 2011 r. Ayman Nabil Labib poszedł jak co dzień do szkoły w swoim mieście w Mallawi. Na pewno nie przypuszczał, że odda życie w obronie krzyża. Spotykał się często z dyskryminacją ze strony swoich kolegów, ostatnio nawet nauczyciel podburzał przeciwko niemu innych uczniów. Chodziło o symbole jego religii. Szydzono z krzyża, próbowano złamać Aymana. I wciąż ta presja: „Zmień wiarę, a twoje życie będzie łatwiejsze”. Słyszał to codziennie.

16 października, w niedzielę, która – jak wiadomo – w świecie islamu nie jest dniem wolnym od pracy czy szkoły, ale zwykłym dniem powszednim, Ayman zdecydował, że nie będzie dłużej pokornie słuchać obelg. Kiedy nauczyciel nakazał mu zasłonić krzyż, który miał wytatuowany jako Kopt na swoim nadgarstku, a także schować krzyżyk wiszący na szyi pod bluzkę, Ayman tym razem tego nie zrobił. Zaczęło się bicie. Mało powiedziane, to było katowanie. Na lekcji, przy nauczycielu, który wrzeszczał, że należy dać temu niewiernemu nauczkę. Kilku muzułmanów, jego klasowych kolegów, biło go i biło. Przewrócili go, kopali po głowie i skakali po nim. W końcu Ayman przestał oddychać.

Chrześcijanin miał 17 lat i wielkie plany na przyszłość. Chciał studiować, wziąć ślub ze swoją dziewczyną. Niedługo potem rodzice zamordowanego chłopaka zostali poddani potężnej presji i szantażom. Zastraszonym i zgnębionym chrześcijanom nie pozwolono nawet godnie przeżyć tej tragedii. Na szczęście przerwali milczenie i opowiedzieli o zbrodni, dzięki czemu można ją powtarzać.

Wspominam o tym, ponieważ dla chrześcijan ze świata prześladowań, a jest takich krajów ponad 60, Gorzkie Żale, Droga Krzyżowa, Eucharystia mają charakter blisko odczuwanej realności. Na własnym ciele, duszy, psychice. Oni stoją na froncie. „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich w walce nie z ciałem i krwią, ale z duchami” (Ef 6, 12).

Myślę, że czas Wielkiego Postu powinniśmy wykorzystać na głębsze zbadanie natury wyznaczonych nam przez Chrystusa praktyk, aby dodatkowo mieć wpływ, konkretny wpływ, na otaczającą nas rzeczywistość. Modlitwa osobista, wspólnotowa, rekolekcje, pielgrzymki, częstszy udział w liturgii pokutnej, dobrowolne wyrzeczenia, post, jałmużna czy dzielenie się darem z siebie, nie z tego, co nam zbywa. Są to gesty czystej miłości, które niosą „ubogacenie ubóstwem”. Chrześcijanin nie może się bać ofiarowywać braciom i siostrom jałmużny postu, „jałmużny, która musi boleć”, jak naucza Ojciec Święty Franciszek, ponieważ staje się ona ofiarą miłości.

Ponadto, o czym przypomina nam Katechizm Kościoła Katolickiego (punkt 1754), nawet jałmużna, czyli w gruncie rzeczy czyn sam w sobie dobry, poprzez złą intencję, jak próżna chwała, czyni złym ten ważny akt. Chrześcijanin to nie jest człowiek zamknięty, ale aktywista wychodzący do ludzi, do Boga, posiadający wpływ na zdarzenia. Kościół jako pielgrzymująca wspólnota wiernych to nie jest instytucja zamknięta i ekskluzywna, ale zapraszająca wszystkich do współpracy na rzecz dobra i Prawdy.

http://www.naszdziennik.pl/wp/70539,duchowe-skarby.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 15 kwi 2014, 08:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Błogosławiona wina

Marek Czachorowski

Wkroczyliśmy w Wielki Tydzień – ostatni etap przygotowań do świętowania zwycięstwa Chrystusa, najpierw nad naszymi grzechami. Rozmyślając nad szczegółami tego zwycięstwa – oglądając w męce Chrystusa straszliwe koszty naszej zdrady własnego człowieczeństwa i jego Boskiego Dawcy – otwieramy się na finał tych dni. Będziemy wtedy nawet sławić swoje moralne winy! „Błogosławiona wina, która ma takiego Odkupiciela”! To dziękczynienie próbuje się nam jednak odebrać na rozmaite sposoby, ale ich wspólnym mianownikiem jest grabież naszego rozumu. Wprawdzie nie możemy przestać być istotami rozumnymi, jednak możemy z własnego rozumu korzystać niewłaściwie, zapomnieć o nim lub też sparaliżować jego działalność. Zwłaszcza odnośnie do rozpoznania własnej winy.

Niejednokrotnie opowiada się nam, że nie mamy żadnych moralnych win, jeśli tylko działamy zgodnie z własnym sumieniem. Owo sumienie rozumie się zatem jako jakąś ślepą wyrocznię dekretującą rozmaite nakazy i zakazy, które należy przyjąć, a nie rozważać je w oparciu o rozpoznanie obiektywnej rzeczywistości, dzięki także pomocy innych ludzi, a nawet pomocy Boga. Tymczasem sumienie to głos naszego rozumu, czyli niejako światła odsłaniającego obiektywną rzeczywistość. A zatem nie wystarczy się w życiu pytać: czy postępuję zgodnie z sumieniem. Czy pytalibyśmy o to Poncjusza Piłata lub Judasza? Trzeba jeszcze stawiać sobie pytanie: czy dbam o sumienie, czyli – czy staram się je uzgadniać z rzeczywistością?

Zlekceważenie tych pytań w duszpasterstwie – na fali rebelii wobec „Humanae vitae” Pawła VI, pod hasłem „szacunku dla sumień” – pokryło kurzem nie tylko konfesjonały, ale także kołyski, a poziom erotyki dorównał wzorom telewizyjnych tasiemców. Gwałtownie podstarzałą Europę targnęły zaś niedające się powstrzymać konwulsje wisielczego humoru, hałaśliwej rozrywki i szyderczego rechotu ze świętości (dobiegające ostatnio z Poznania). Jest to znak rozpoznawczy śmiertelnej rozpaczy, jak to w przeszłości zdarzało się zawsze podczas wielkich epidemii (np. dżumy w Atenach, podczas wojny peloponeskiej). Takie humory trapiły również epokę reformacji. Według Lutra, ludzki rozum jest niczym publiczna kobieta – mówiąc własnymi słowami, darując Czytelnikom cytat z wypowiedzi ojca reformacji. Jego zdaniem, rozumowi nie można zaufać, bo został zniszczony przez grzech pierworodny. Wśród „zreformowanych” zapanowała wtedy prawdziwa epidemia samobójstw, niczym w dzisiejszej Szwecji wśród dzieci i młodzieży zmuszonych do uczestniczenia w „edukacji” seksualnej. Seksualna deprawacja skuteczniej ograbia z poczucia winy, bo mocniej paraliżuje rozum, a z tego powodu napełnia jeszcze bardziej śmiertelnym lękiem niż zwodzenie „religijnych” reformatorów.

Ograbić nas z „błogosławionej winy” próbują też niektórzy naukowcy. Jakże budować jakąkolwiek ludzką cywilizację – czyli cywilizację szacunku dla ludzkiego rozumu – z bioetykami z PAN (z godnymi uwagi dwoma szlachetnymi wyjątkami) żądającymi – jak to niedawno słyszeliśmy – aby nasza służba zdrowia, a w konsekwencji także wszyscy obywatele, nie działali zgodnie z sumieniem (rozumem) w przestrzeni publicznej, tylko ślepo słuchali nakazów władzy, włączając się w proceder zabijania nienarodzonych dzieci? Sumienie jest dla tych „bioetyków” niczym wyrostek robaczkowy: najlepiej jeśli się nie odzywa, a jeśli się odezwie, to trzeba go wyciąć lub pójść do lekarza po tabletki, aby zapanował święty spokój. Ze zbyt bolesnym poczuciem winy trzeba też pójść do psychologa, aby przewietrzył zakamarki pamięci po pobożnej babci i księdzu katechecie; genderowo je też rozmasował. Święconka będzie wtedy smakowała, a nawet dyngusa z radością się przyjmie w garniturze.

Ale bez poczucia realnej winy – winy, której nie da się samemu odwołać, znihilować – nie ma też „Zbawiciela”, a pozostaje tylko piekielny rechot rozpaczy.

http://www.naszdziennik.pl/wp/74601,blo ... -wina.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 18 lut 2015, 09:07 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Jak tracimy Wielki Post

Obrazek

Rok liturgiczny powodował, że kultura europejska zawsze była pełna życia. Miała w sobie tyle energii i świeżości. Po okresie Adwentu nadchodził radosny czas Bożego Narodzenia. Karnawał był zaś czasem ostatnich zabaw przed długim, pełnym pokuty i refleksji Wielkim Postem, po którym następowały najważniejsze i najradośniejsze Święta Wielkanocne. Niestety z tej niesamowitej atmosfery nie zostało w naszych czasach prawie nic! Podczas Wielkiego Postu odbywają się te same zabawy, społeczeństwo żyje takim samym życiem, jak w ciągu całego roku. Nie dziwią już nawet wesołe miasteczka działające w Wielkim Tygodniu. Poszczególni ludzie nadal przestrzegają reguł postnych, ale atmosfera Wielkiego Postu po prostu zanikła.

Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, co utraciliśmy. Wyobraźmy sobie, jak inaczej wyglądałby nasz świat, gdyby nagle, wraz z nastaniem Postu, z repertuarów kin, oper i teatrów zniknęły komedie; witryny sklepów zmieniłyby dekoracje na bardziej stonowane – w odcieniach czerni, szarości i fioletu. Wyobraźmy sobie restauracje, z których menu zniknęły wyszukane dania mięsne, a ich miejsce zajęły postne potrawy, kawiarnie – w których zapanowała nieco poważniejsza atmosfera; radio, w którym słychać nieco smętną muzykę; telewizję, w której próżno szukać programów rozrywkowych. Wreszcie wyobraźmy sobie nasze place i ulice, na których zapanowała cisza i zaduma – widoczne w strojach i zachowaniach przechodniów. A teraz zastanówmy się, co by się działo, jakby nagle – wraz ze Świętami – do tego szarego i posępnego świata wlało się nowe życie! Wyobraźmy sobie to niecierpliwe oczekiwanie – aż do ostatnich godzin Wielkiej Soboty i wreszcie – tę eksplozję radości. Na nasze ulice powróciły kolory, witryny sklepów skrzą się od rozmaitości, a cukiernie prześcigają się w coraz to wykwintniejszych łakociach. W radio znów brzmi radosna muzyka, a do kin i teatrów powróciły zabawne spektakle. Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak zupełnie inaczej wyglądałoby wtedy życie?

Tymczasem w imię kultu zabawy pozbawiamy się zabawy właśnie. Prawdziwej zabawy, dla której rutyna i monotonia oznaczają śmierć. Ten, kto nie pości, nie potrafi również docenić prawdziwego smaku potraw, a kto nie pokutuje – prawdziwej radości świąt.

W imię niczym nieograniczonej wolności i uległości wszystkim zachciankom odebraliśmy naszym czasom to, co było najpiękniejsze. Przez cały rok na okrągło katujemy się zabawą i śmiechem, bawimy się, tańczymy i obżeramy, ale już dawno zapomnieliśmy, co to jest prawdziwa radość. Wydaje się, że dla wielu ów niekończący się karnawał jest tylko przykrywką dla ciągłej nudy i smutku, które wypełniają ich dusze. Ten stan dobrze ilustrują słowa, które wypowiedział Anatol France: „Gdybyście mogli czytać w mojej duszy, bylibyście przerażeni... Nie ma w całym wszechświecie istoty tak nieszczęśliwej, jak ja. Ludzie myślą, że jestem szczęśliwy. Nigdy nie byłem szczęśliwy, ani jednego dnia, ani jednej godziny”.

Prawdziwa radość bierze się z czystego serca, będącego w stanie łaski uświęcającej. Wielki Post to czas, w którym przez pokutę możemy to serce oczyścić i na nowo przygotować do przyjęcia radosnej wieści o Zmartwychwstaniu!

Co możemy zrobić, aby odzyskać tę niepowtarzalną atmosferę Wielkiego Postu? Odbudowywać ją w naszych rodzinach, w miejscu pracy, w gronie przyjaciół. Ale – co najważniejsze – musi ona być wynikiem autentycznej pokuty, a nie celem samym w sobie.

Filip Maria Muszyński

http://www.pch24.pl/jak-tracimy-wielki- ... z1r2gJyJSt

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 18 lut 2015, 12:05 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Wielkopostne zamyślenia

Niewygodny symbol?

Obrazek

Karnawał dobiegł końca. Ucichły zabawy, bale i przyjęcia. Od dzisiaj mówią do nas w Kościele: "Prochem jesteś i w proch się obrócisz" i posypują głowy popiołem. Może i ty jesteś jednym z tych, którzy dla świętego spokoju idą do kościoła, właściwie nie wiedząc, po co. Wszakże dziwny to zwyczaj, przypominający raczej średniowieczne obrzędy, a przecież mamy już XX wiek. Z pewnością kiedyś w epoce różnych guseł i przesądów ludzie widzieli w tym jakąś wartość, ale obecnie cóż to znaczy? Jakże można dzisiejszego człowieka, który posiada tak wielką wiedzę, zdobycze techniki i nauki utożsamiać z popiołem? Czy nie jest to zbyt upokarzające i pesymistyczne?

Proch jest bardzo irytującym znakiem. Przejmuje drżeniem, ponieważ przypomina ci o umieraniu, o nieuniknionej śmierci, o kruchości człowieczeństwa. Nieraz chętnie chciałoby się zmienić jego sens. Jednak czy wymowa popiołu jest ci aż tak daleka? Spójrz na swoje życie! Czy zawsze jest ono karnawałową sielanką? Czy nie doświadczasz swej znikomości w nudzie dnia powszedniego, w rozczarowaniach, jakie spotykają cię zewsząd - ze strony twoich bliskich, znajomych, w bezsensie i monotonii pracy, w cierpieniu, lękach i słabościach? Tę prawdę będziesz słyszał nieustannie w ciągu twego życia - nie tylko podczas kościelnego rytuału.

Lecz nie bój się - znak krzyża na twoim czole wskazuje, że jesteś nie tylko człowiekiem śmierci, ale i zbawienia. Bóg nie zostawił cię samego. On także posypał siebie popiołem. Stał się człowiekiem równym każdemu z nas. Padł swoim obliczem na ziemię, która pochłonęła Jego łzy i krew. Chrystus nie wybawił cię od cielesności i prochu, lecz poprzez ciało i proch. Właśnie tę tajemnicę Kościół chce ci dzisiaj uprzytomnić. Nie zatrzymuj się tylko na Popielcu, popatrz na Wielki Piątek i Wielkanoc, wówczas zrozumiesz tę "dziwną" ceremonię.

Czas wiosny

Czy zastanawiałeś się kiedyś skąd się wziął termin "Wielki Post"? W języku polskim kojarzy się on spontanicznie z surowym, mrocznym i smutnym okresem. Tymczasem w języku angielskim na określenie Wielkiego Postu używa się słowa "Lent". Wyrażenie to pochodzi z kolei od staroangielskiego "lencten", które oznacza czas wiosny. Nie jest przypadkowym fakt, że Wielki Post przypada na przełomie zimy i wiosny. Ma to bogaty wydźwięk symboliczny. Kogóż z nas nie cieszy widok zielonej trawy, rozwijających się liści, śpiew ptaków, słowem budząca się jakby na nowo przyroda.

Również Wielki Post nie powinien być czasem smutku, przygnębienia i spuszczania głowy. Nie jest z lekka anachroniczną ceremonią z dawnej dobrej przeszłości. W Kościele jest on czasem odnowy, duchowej rekonwalescencji i przebudzenia z uśpienia. Okres ten może stać się źródłem głębokiej radości, jeżeli zależy ci, abyś stal się dojrzalszym człowiekiem. Jeśli poszukujesz duchowego wzrostu Wielki Post będzie wspaniałą okazją po temu. Jednak, aby ją dobrze wykorzystać musisz się najpierw zatrzymać i zastanowić nad sobą. Być może zauważysz w sobie wiele złych nawyków, słabości i niemocy, wówczas nie załamuj rąk. Jeśli ujrzysz w swoim życiu twój chaos i zamieszanie nie obawiaj się. Chrystus nie przyszedł do uporządkowanych, aby ich poklepać po ramieniu. Przyszedł do ciebie tak często przytłoczonego grzechem i kruchością, lecz pragnącego szczęśliwego życia. W tym czasie jest On szczególnie hojny w łaski. Cieszy się, kiedy człowiek budzi się z letargu i rutyny. Dlatego Wielki Post jest również powodem do radości, która często rodzi się w bólu i zmaganiu.

Co Kościół proponuje jako środek do wzrostu? Przede wszystkim umieszczenie modlitwy w centralnym miejscu twojego życia; dzielenie się wszystkim z innymi a nie zatrzymywania wszystkiego dla siebie ( jałmużna) oraz zmianę twoich przyzwyczajeń (post).

Wszystko po to, abyś nie był zgorzkniały, lecz żebyś radował się życiem, a nie tylko je znosił po stoicku. Bowiem Bóg chce nas zawsze obdarowywać, ale to my nie jesteśmy przygotowani do przyjmowania.

Milczenie Boga

Dla niektórych ludzi Bóg wydaje się być milczącym i dalekim, inni natomiast utrzymują, że regularnie doświadczają obecności Bożej. Co zatem stoi na przeszkodzie w naszej komunikacji z Bogiem - Jego obojętność czy nasza głuchota? W jaki sposób rozmawiać z Bogiem, jeśli On nie mówi do mnie? Cóż to za rozmowa, skoro Bóg w ogóle się nie odzywa i nie można go usłyszeć? Być może również ciebie nurtują te pytania. Z pewnością nie usłyszysz Boga tak jak głosu twego przyjaciela w słuchawce telefonicznej, ( Bóg nie prześle ci maila do twojej skrzynki internetowej). Jak zatem Bóg komunikuje się z nami?

Przemawia do nas językiem szczególnym, a my jesteśmy w stanie go usłyszeć. Bóg wyposażył cię w pięć różnych "anten" odbiorczych: umysł, wolę, wyobraźnię, uczucia i pamięć. Czy kiedykolwiek pomyślałeś o czymś i odczułeś, że tę myśl podsunął ci Bóg? On też pobudza twą wolę, kiedy masz uczynić coś specjalnego. Dzięki Niemu w twojej wyobraźni pojawiają się sceny i obrazy, o których nawet byś nie pomyślał. Bóg może wprowadzić do twego serca pokój lub niepokój. Przypomina ci o Swej łagodności, leczy wspomnienia. Bóg mówi także poprzez Pismo Św. Jednak słowo zdaje się być tak prostym środkiem komunikacji, że aż trudno uwierzyć, by Bóg się nim posługiwał. Mówi on przez tekst, ale nie usłyszysz Go, jeśli tego nie pragniesz. Musisz stwarzać warunki do tego: cisza, czas, samotność, uwaga. Bóg nie jest pierwszym z rzędu koleżką - On traktuje cię poważnie.

Powolne wczytywanie się i wmyślanie w święty tekst sprawi, że zrodzi się w tobie wewnętrzne przylgnięcie do słowa lub zdania. Jeśli poczujesz się "zaatakowany" przez to słowo, w tej samej chwili staje się ono głosem mówiącym do ciebie. Wtedy możesz powiedzieć: "Bóg przemówił do mnie". Nie myśl sobie, że prawdziwa modlitwa to doznawanie niezwykłych przeżyć, które są zarezerwowane tylko dla niektórych. Modlitwa chrześcijańska jest o wiele prostsza, a przez to paradoksalnie trudniejsza. Spróbuj więc zaryzykować raz, dwa, może więcej, a Bóg stanie ci się bliższy.

Niepokój sumienia

"Panie, daj pan złotówkę na chleb!" - takie nalegania i prośby możesz coraz częściej usłyszeć na ulicach ze strony tzw. ludzi z marginesu. Jak reagujesz na takie sytuacje? Zmieszaniem, ukrywaną obojętnością, chłodem czy odruchowym wrzuceniem pieniędzy do kubeczka? Mimo wszystko kontakt z ludźmi z ulicy prowokuje cię i irytuje: przejść obok, czy zatrzymać się? A może to jakiś naciągacz, któremu nie chce się pracować? Dlaczego mam oddawać swoje uczciwie zarobione pieniądze, komuś, kto na to nie zasługuje? Czy i ja nie mam swojej rodziny i własnych potrzeb? Czemu ci ludzie nie zabiorą się do jakiejś konkretnej pracy? Przyznaj się, że czujesz się niespokojny i rozdwojony w sobie. To dobry znak, który oznacza, że jeszcze masz wrażliwe sumienie - ponieważ pytasz. Gorzej byłoby - gdybyś uznał ubogich za zwykły element codziennej rzeczywistości. Ten dylemat może stać się dla ciebie wezwaniem do wyjścia z ciasnego rozumienia jałmużny, którą ograniczyłeś do dawania pieniędzy, aby uspokoić swe sumienie.

Tymczasem rozejrzyj się wokół: twoja rodzina, sąsiedzi, znajomi wciąż oczekują twojej dobroci. Czekają, kiedy zamiast mówić: "Nie mam czasu", zaczniesz zauważać ich potrzeby i pragnienia. Nie musisz dokonywać cudów ani niezwykłych dzieł. Wystarczą proste gesty miłości: dobre słowo, przebaczenie, pomoc zmęczonemu, odrobina uśmiechu, polepszenie oziębłych relacji, rozmowa z dzieckiem, dobre wypełnianie swoich obowiązków, odwiedziny chorego czy samotnego i wiele innych. Taka jałmużna jest możliwa również dla ciebie - jeśli chcesz się stać darem dla drugich. Otwartość wobec twoich bliskich i docenienie wartości zwykłych uczynków, sprawi, że również ludzie z marginesu nie będą dla ciebie żywym wyrzutem sumienia. Popatrzysz na nich nie z wyrachowaniem i podejrzliwością, ale ze współczuciem, nawet jeśli nie będziesz miał czego wrzucić do kubeczka...

Chrystus również nie uzdrowił wszystkich, nie uwolnił całego świata od nędzy i wszelakiego cierpienia, chociaż mógł to uczynić. Wędrował po Palestynie, a nie po całej ziemi. Nie uleczył wszystkiego zła, ale był litościwy i współczuł. Dał przykład, abyś i ty mógł Go naśladować.

Aby być bardziej sobą

Czy pamiętasz takie określenia jak „umartwienie” i „wyrzeczenie”? Z czym kojarzy ci się post? Mentalność dzisiejszego człowieka Zachodu nie potrafi już dostrzec wartości tej praktyki, uważając go za przeżytek. Post nie jest pomysłem chrześcijaństwa. Wiele kultur i religii praktykowało wyrzeczenie na długo przed przyjściem Chrystusa. Najwidoczniej ludzie bardzo sobie je cenili. Kościół zachował to ćwiczenie, przejmując doświadczenie wieków. Jeśli pragniesz zrozumieć sens wyrzeczenia, przyjrzyj się swoim przyzwyczajeniom. Jak wiele codziennych czynności wykonujesz mechanicznie: bierzesz prysznic, spożywasz posiłki, oglądasz telewizję, idziesz do szkoły lub do pracy itd. Nawet nie musisz o tym myśleć. Jak silne są nawyki – wystarczy chwilę się zastanowić: przejadanie się, zapominanie, nie panowanie nad sobą. Są też dobre przyzwyczajenia: punktualność, solidność i zrównoważona dokładność czy ... mycie zębów. Chcesz zmienić swoje życie? Zacznij pracę nad twoimi nawykami. Zapewne będzie cię to kosztowało nieco wysiłku – czasem nawet zaboli, ale ostatecznie wyda dobre owoce. Zamiast koncentrować się na negatywnej stronie postu, spróbuj popatrzeć na niego pozytywnie.

„ Złe przyzwyczajenie zwycięża się przyzwyczajeniem dobrym, zaś dobre przyzwyczajenie przeobraża naturę, i co wcześniej wydawało się trudne, później okazuje się wykonalne i łatwo dostępne.” – tak pisał św. Tomasz a Kempis .

Czas Wielkiego Postu jest idealny do takiego przedsięwzięcia. Zastanów się co chciałbyś podjąć, od czego zacząć. Nie łudź się, że od razu cały się zmienisz. Wybierz coś małego na miarę twoich sił. Następnie ćwicz ten zwyczaj codziennie. Nie zrażaj się niepowodzeniami, czy nikłym skutkiem twoich wysiłków. Co uczynić przedmiotem postu? Może to, abyś był bardziej swoi przyjacielem niż wrogiem i krytykiem, aby widzieć w sobie więcej dobra, dostrzegać swoje talenty i osiągnięcia. Od czasu do czasu zamiast szukać uporczywie swoich błędów, warto wyłowić to co szlachetne, zliczyć darowane ci dobrodziejstwa i podziękować. Każdy z nas nosi w sobie niezmierne skarby. Wielki Post jest po to, abyś odkrył to bogactwo i nim się ucieszył.

Pokochać swój ból

Z pewnością słyszałeś już niejeden raz, że każdy chrześcijanin musi nieść swój krzyż. Teoretycznie jesteś skłonny go zaakceptować, ale czy zauważyłeś, że krzyż, jaki ci przypada nigdy nie jest tym właściwym? Krzyż, jaki dźwigasz ( twoje zdrowie, wygląd, sposób bycia, żona, mąż, matka, dzieci, sąsiedzi) zawsze wydaje ci się nie do zniesienia, upokarzający i krzywdzący. Natomiast wszystkie inne krzyże zdają ci się bardziej odpowiednie np.: krzyż kolegi, sąsiada, ten poprzedni – ten, jaki sobie sam wymyśliłeś. Ten twój znienawidzony rozstraja cię i zatruwa ci życie. Rozpaczliwie wołasz o inny – taki, który jest znośny, wzniosły, pożyteczny.

Trudno jest pogodzić się ze swoim losem, z ciężarem, który dźwigasz na swoich barkach. Masz dwa wyjścia: przekląć Boga i wszystkich wokół, wpaść w rozpacz i stać się krzyżem dla innych. Tymczasem życie wciąż będzie wypełnione dolinami. Momenty zwątpienia są dla nas potrzebne. Podobnie jak ruda jakiegoś metalu sama w sobie jest dla nas bezużyteczna, dopóty nie podda jej się procesowi hutniczemu. Krzyż jest takim środkiem wydobywania z nas j szlachetnego kruszcu. Oczyszcza z nas to, co jest zbędne, a oczyszczanie boli. Dlatego istnieje druga możliwość: przyjąć swój ból. Można powiedzieć, że spośród naszych uczuć ból jest pewnego rodzaju banitą. O ile to możliwe ignorujemy go – dlatego jeszcze bardziej cierpimy. Ile potrzeba walk, dyskusji, aby zaakceptować swój ból!

Niech czas Wielkiego Postu stanie się dla ciebie okazją do przyjrzenia się swojemu bólowi. Czego masz już dość? Czego chciałbyś się pozbyć? Co ci dokucza i doskwiera? Postaraj się choć raz spojrzeć na twe cierpienia inaczej. Nie myśl, że tak łatwo jest się z nimi „zaprzyjaźnić”. Szczęście ma w sobie coś dogłębnie bolesnego i ciężkiego. Zawiera się w nim zgoda na sytuacje, od których próbujesz uciec.

Spójrz na Jezusa kroczącego po Drodze Krzyżowej – na Szymona, który sądził, że już skończył pracę na polu i idzie na zasłużony odpoczynek, gdy nagle zostaje obarczony krzyżem Skazańca ( jakże musiał być wściekły!). Cyrenejczyk miał tę niepowtarzalną okazję pogodzenia się z bólem, gdyż patrzył na Jezusa i z Jego twarzy wyczytał, co to znaczy przyjąć swe cierpienie.

Dariusz Piórkowski SJ

http://www.tezeusz.pl/cms/tz/index.php?id=679

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 20 lut 2015, 07:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Wiarą znudzonemu

Obrazek

Zamyślenie wielkopostne 2015

Trzeba ćwiczyć

Słuchaj, młody znudzony.
Masz nadwagę, prawda?
Mam i co z tego wynika?
Na razie nic,
ale stąd Twoje lenistwo.
Następne rzeczy przyjdą same
i powie Ci o tym wynik badań.
Za duży cukier,
za wysoki cholesterol,
niedotlenione serce
i posypiesz się.
Znudzony wiarą zlękniesz się.
Lekarzy posłuchasz,
boś tchórzliwy,
a gdybyś nie przespał wiary,
to mówiłem Ci o tzw. ascezie.
A Ty mówiłeś,
nie chcę być ascetą.
Pustelnicy, kameduli to są asceci.
Za mało wiesz.
Nie tylko oni.
A zobacz sportowców – jaka asceza,
zobacz muzyków – całe życie ćwiczenie,
zobacz naukowców – całe życie w książkach.
Wielkich rzeczy dokona tylko ten,
kto mozolnie,
systematycznie ćwiczy,
co na bieżąco chwyta wiedzę.

To jeszcze rozumiem,
ale dlaczego ksiądz nie każe mi jeść?
Jedz, tylko uważaj, masz nadwagę!
Post jest cudownym lekarstwem.
Przestaniesz być znudzonym,
zaczniesz myśleć wyraźniej,
nabierzesz chęci do życia,
wróci radość i uwierzysz w Boga.

E, ksiądz mówi jak uzdrowiciel,
nie jestem znachorem ani uzdrowicielem,
ale mówię Ci to,
o czym wszyscy wiedzą.
To dlaczego jest tylu takich jak ja?
Bo znudzili się wiarą.
Reszta przyszła sama.

Ks. bp Józef Zawitkowski


http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... onemu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 20 lut 2015, 11:41 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Post przygotowuje na śmierć

Obrazek

Post, czyli rezygnacja z pokarmu, ale także z rozmaitych dóbr materialnych, pozwala człowiekowi przygotować się do śmierci, która będzie ostatecznym oderwaniem się od tego, co materialne – mówi dla portalu PCh24.pl ks. dr hab. Janusz Królikowski, profesor UPJPII, wykładowca teologii dogmatycznej.

Czy mógłby Ksiądz wyjaśnić na czym polega różnica między postem ilościowym a jakościowym? Kiedy poszczególne z nich obowiązują?

W aktualnych normach katolickich dotyczącego obyczaju wiernych, ściśle biorąc, rozróżniamy wstrzemięźliwość i post. Wstrzemięźliwość oznacza powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych i innych pokarmów, natomiast post oznacza dodatkowo ograniczenie ilościowe przyjmowanego pokarmu (w ciągu dnia dwa razy lekki posiłek i raz do sytości). Wstrzemięźliwość obowiązuje w każdy piątek roku, chyba że w ten dzień wypada uroczystość liturgiczna. Post natomiast obowiązuje w środę popielcową i Wielki Piątek. Wstrzemięźliwość obowiązuje od czternastego roku życia, natomiast post od osiągnięcia pełnoletniości do sześćdziesiątego roku życia.

Choć nie jest on ściśle związany z Wielkim Postem, znamy jeszcze post eucharystyczny. Czego on z kolei dotyczy?

Post eucharystyczny oznacza powstrzymanie się przez jedną godzinę od przyjmowania pokarmu. Chodzi w tym przypadku o cielesne przygotowanie się do przyjęcia Komunii świętej.

W Wielkim Poście zachęceni jesteśmy do podjęcia większych umartwień niż te, o których mówią przykazania kościelne. W jakim celu Kościół przypomina w tym czasie o poście?

Post, czyli ograniczenie w przyjmowaniu pokarmu, ma duże znaczenie duchowe, które można rozpatrywać w dwóch perspektywach. Przede wszystkim post, czyli rezygnacja z pokarmu, ale także z rozmaitych dóbr materialnych, pozwala człowiekowi przygotować się do śmierci, która będzie ostatecznym oderwaniem się od tego, co materialne. Nie rezygnujemy z pokarmu i dóbr materialnych z tej racji, że są złe, ale przede wszystkim z tej racji, by przygotować się do tego, że pewnego dnia będziemy musieli z tego, co materialne, zrezygnować w sposób definitywny i nieodwołalny. Ponieważ to nie jest łatwe ani proste, dlatego domaga się odpowiedniego przygotowania. Aby nie było nam ciężko umierać! Po drugie, trzeba powiedzieć, że wstrzemięźliwość i post uświadamiają nam, że mamy stale wznosić się ponad świat materialny. Rezygnacja z tego, co materialne, w najbardziej bezpośredni sposób przypomina, że człowiek jest i powinien być „ponad”, i to być coraz bardziej ponad materią. Nie możemy dać się zniewolić pokarmowi, telewizji, komórkom, komputerom, samochodom itd.

W jaki sposób należy pościć, aby było to zgodne z Pismem Świętym i Tradycją Kościoła?

Post to rezygnacja z pokarmu i co do ilości, i co do jakości. Jednym słowem skromność w pokarmie, krótsze posiłki, mniej dogadzania sobie, pamięć o tych, którzy cierpią niedostatek. Myślę, że w naszych czasach bardzo ważna jest rezygnacja nie tylko z pokarmu, ale przede wszystkim z rozmaitych narzędzi technicznych. Przynajmniej częściowo ograniczyć korzystanie z nich jest bardzo korzystne, aby poczuć się wolnym.

Czy w niedziele Wielkiego Postu można także pościć?

Pościć można w każdy dzień i fundamentalnie taka była u swoich podstaw idea Wielkiego Postu. Pełne ograniczanie się w pokarmie w czasie czterdziestu dni Wielkiego Postu. Moja babcia opowiadała mi, że jeszcze w jej młodości, w ramach przygotowania do Wielkiego Postu, wyparzano sprzęty kuchenne, aby nie było na nich nawet śladu tłuszczu. Był to wymowny gest, który przypominał potrzebę życia opartego tylko na tym, co konieczne.

Przykładowo podejmujemy wyrzeczenie, że nie będziemy jeść słodyczy przez cały czas trwania Wielkiego Postu. Tymczasem odwiedzamy znajomych, a oni częstują nas czymś słodkim. Jak wówczas się zachować, aby z jednej strony nie uchybić ich gościnności, z drugiej nie złamać swojego postanowienia, a z trzeciej nie opowiadać o swoim wyrzeczeniu, aby nie być posądzonym o chwalenie się nim?

Są dwie szkoły proponujące rozwiązanie tego problemu. Pierwsza mówi, że w gościnie, aby uszanować gospodarzy, nie należy niczego odmawiać, ale po prostu przyjąć to, co nam podają, nawet jeśli kłóciłoby się to z naszymi pryncypiami. Jest to szkoła, chciałoby się rzec, bardzo humanistyczna. Pojawia się jednak problem zgorszenia – trzeba go uniknąć za wszelką cenę, bo jest to poważny grzech. Druga szkoła zatem mówi, że trzeba mieć odwagę otwarcie przyznać się do swoich przekonań i przyjętych postanowień. Osobiście jestem zwolennikiem tej drugiej szkoły, choć niekiedy zdarza mi się iść za pierwszą opcją.

Zdarza się niekiedy także, że wierni usiłują połączyć post z dietą. Czy takie połączenie jest w ogóle realne? Przecież post to nie odchudzanie się…

Post ma przede wszystkim swoją własną i niepodważalną motywację – pości się ze względu na Boga i wyraża się w poście takie postępowanie, które do Boga prowadzi. Post to nie jest zachęta do higieny i „dbania o linię”, jak modnie mówi się dzisiaj. Post to nie terapia cielesna, ale duchowa. Szukanie wyzwolenia od świata materii jest jego celem. Tak zwane dbanie o linię jest wiązaniem się ze światem materii, choć czyni się to w nieco subtelny sposób. Ostatecznie w poście chodzi o takie życie, które jest otwarte i otwiera się na Boga w tym, co najbardziej pospolite, czyli w dążeniu do wewnętrznego wyzwolenia.

Bóg zapłać za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski

http://www.pch24.pl/post-przygotowuje-n ... 053,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: WIELKI POST
PostNapisane: 23 lut 2015, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
„Rozdzierajcie wasze serca, nie szaty

Kazanie Biskupa Płockiego wygłoszone w Środę Popielcową 1 marca 2006 r. w katedrze płockiej
Biskup Stanisław Wielgus

Środa Popielcowa otwiera błogosławiony dla każdego chrześcijanina okres Wielkiego Postu, kiedy w liturgii kościelnej słyszeć będziemy przede wszystkim dwa wezwania: Nawróćcie się i dajcie się pojednać z Bogiem. W pierwszym czytaniu mszalnym słyszeliśmy Boże Słowa, przekazane nam przez Proroka Joela, który woła żarliwie do każdego z nas: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty” (Jl 2, 12).

Rzeczywistość grzechu

Boże wezwanie skierowane jest do wszystkich ludzi, ponieważ każdy człowiek jest grzeszny; ponieważ na duszy każdego z nas pozostała szatańska skłonność do zła, będąca skutkiem grzechu pierworodnego.
W naszych czasach, pod wpływem wojującego sekularyzmu, który uparcie dąży do zabicia w ludzkich duszach wiary w Boga - miliony ludzi przestały rozróżniać dobro moralne od zła i utraciły poczucie grzechu. Miliony zapomniały o słowach św. Jana: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1, 8). Miliony ludzi przestały także wierzyć w biblijną prawdę o grzechu pierworodnym.
Tymczasem grzech pierworodny nie jest wymysłem ludzkiej fantazji. Grzech pierworodny jest tak wielką rzeczywistością, że bez niej niepodobna zrozumieć ani ludzkiej natury, ani ludzkiej historii, w której nieustannie, od prawieków toczy się ustawicznie walka między dobrem a złem. Mitem i fantazją jest natomiast stworzona przez żyjących w XVIII w. filozofów francuskich teoria, że człowiek to niewinne dzikie stworzenie, które bez żadnej wrodzonej winy przychodzi na świat, i że jeśli zapewni się mu odpowiednie warunki rozwoju, to zawsze wyrośnie z niego wspaniała wartościowa osoba. Każdy nieuprzedzony człowiek - obserwując obiektywnie otaczający go świat, widząc potworne zbrodnie, których ludzie dokonują, stając wobec przykładów kompletnego zdziczenia moralnego i okrutnego wandalizmu, który jest czynieniem zła dla samego zła, a także konfrontując się z innymi formami porażającego wprost zła - nie może odrzucić narzucającego się wprost przekonania, że za tym wszystkim kryje się jakaś nieczłowiecza, tajemnicza potęga zła, która tak straszliwie deprawuje miliony ludzi, że popełniają takie potworności, jakich sami nigdy by nie popełnili, gdyby nie czaił się za nimi złowrogi diabeł, ojciec wszelkiego zła. Nasi pierwsi rodzice w raju nie tylko sprzeniewierzyli się Bogu, nie tylko bezczelnie chcieli Mu być równi, lecz dopuszczając się swojego występku, przejęli od tej najbardziej w kosmosie odrażającej istoty, jaką jest diabeł, niewyobrażalną podłość, która tak często się objawia w życiu ludzkim. W trakcie grzechu pierworodnego została im niejako wstrzyknięta diabelska trucizna pychy, chciwości i rozpusty. To dlatego, ci którzy są z dala od
Boga, gardzą Nim i Jego przykazaniami. To dlatego żyją tak, jakby Boga nie było. To dlatego bluźnią Bogu i szydzą z Jego moralnego prawa, krzywdząc swoich bliźnich w życiu społecznym, rodzinnym, sąsiedzkim i indywidualnym.

Wezwanie do pokuty

Kościół zna dobrze ludzkie słabości. Założony został przecież przez Chrystusa po to, by nawracać nasze serca, by nas ostrzegać przed złem, by wzywać nas do pokuty, bez której nie ma ani nawrócenia z grzechu, ani też zbawienia wiecznego.
W sposób szczególnie gorliwy czyni to w Wielkim Poście. W dniu dzisiejszym, otwierającym ten czas umartwienia i refleksji nad swoim życiem, każdy z nas na znak pokuty podejdzie do ołtarza i pochyli głowę przed kapłanem, który posypie ją popiołem. Od głębokiej starożytności popiół jest traktowany jako znak pokuty oraz znikomości i przemijalności ludzkiego życia. Sens obrzędu posypania głów popiołem wyraża modlitwa, którą odmawiają kapłani przy jego poświęceniu: Panie Boże - modlą się kapłani - Ty przebaczasz ludziom, którzy się upokarzają i starają się zadośćuczynić za grzechy, wysłuchaj łaskawie nasze prośby i udziel hojnie błogosławieństwa swoim sługom i służebnicom, którzy będą posypani tym popiołem. Niech wytrwają w czterdziestodniowej pokucie, aby mogli z oczyszczonymi duszami uczestniczyć w paschalnym misterium Twojego Syna.

Pokuta zatem ma zadośćuczynić za nasze grzechy i oczyścić nas z przywiązania do nich, czyli dokonać naszego nawrócenia.
Mijają wieki, zmieniają się warunki życia chrześcijan. Zmieniają się także formy pokuty. Niegdyś, gdy ludzie bardzo ciężko pracowali od rana do nocy i bez żadnych urlopów, aby utrzymać siebie i swoje rodziny przy życiu; gdy ludzkie rozrywki były bardzo ubogie i ograniczone, a największą, dostępną dla nich doczesną wartością była uczta - w tych czasach za szczególną formę pokuty uważano post i wstrzemięźliwość, tzn. powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych i ograniczenie ilości spożywanych potraw.
My żyjemy w innym zupełnie świecie. Żyjemy w społeczeństwach, które nazywane są społeczeństwami zabawy. Nie praca jest najważniejsza dla wielu milionów współczesnych ludzi, lecz zabawa. Praca jest potrzebna po to, by zapewnić im pieniądze na ustawiczną zabawę. Dla większości ludzi w wielu zachodnich zwłaszcza społeczeństwach nie ma dziś problemu wyżywienia. Tam ludzie nie cierpią głodu. Mięso, które niegdyś jadano tylko kilka razy do roku, oni jedzą kilka razy na dzień. Nie cierpią na wychudzenie, lecz na nadwagę. Robią wszystko, co mogą; poddają się uciążliwym postom, rezygnują z mięsnych potraw i słodyczy, aby tylko pozbyć się zbędnych kilogramów. I robią to nie dlatego, że żąda od nich tego religia. Nie czynią tego bynajmniej dla pokuty, lecz dla zdrowia i urody. Gdyby Kościół zażądał w naszych czasach od kogokolwiek, by o chlebie i wodzie pokutował za swoje grzechy przez kilka miesięcy lub lat, odezwałyby się natychmiast tysięczne głosy obrońców ludzkiej wolności i ludzkich praw. Natychmiast ogłoszono by wojnę przeciw okrucieństwu Kościoła. Tymczasem ci sami ludzie w swoich niezliczonych pismach i poradnikach zalecają swoim współczesnym, chcącym zachować piękną sylwetkę i urodę, drakońskie, czasami wręcz okrutne formy pokuty i umartwienia, na które składają się dotkliwe posty i uciążliwe ćwiczenia fizyczne. I oni tę pokutę podejmują bez żadnego szemrania.
Tak więc niejeden współczesny człowiek, żyjący w społeczeństwie zabawy, pości i pokutuje jeszcze bardziej niż średniowieczny chrześcijanin, ale czyni to nie ze względu na Boga, lecz ze względu na swoje ciało - i tylko ciało.
Taka forma pokuty nie ma żadnego znaczenia w oczach Bożych. W żadnym wypadku nie jest spełnieniem wezwania do pokuty za popełnione grzechy.
My, chrześcijanie, którzy nie utraciliśmy jeszcze świadomości naszych grzechów i słabości, zupełnie inaczej potraktujmy wezwanie do pokuty na Wielki Post. Weźmy więc sobie do serca cytowane wcześniej słowa Proroka Joela, który wzywa nas, byśmy nie rozdzierali w geście pokutnym naszych szat, lecz nasze serca.

Współczesne formy pokuty

Post i wstrzemięźliwość od pokarmów są ważne i nie należy od nich odstępować, lecz dużo ważniejsze są dla nas, ludzi żyjących w odmiennych niż nasi przodkowie okolicznościach, inne formy postu. Postem zatem będzie odejście od mentalności społeczeństwa zabawy. Postem będzie odmówienie sobie telewizji, przed którą być może spędzamy codziennie długie godziny; postem będzie odmówienie sobie dyskoteki, alkoholu, papierosów i innych przyjemności. Każda forma postu jest rezygnacją z czegoś dla Boga, by okazać Mu swoje serce. Każdy post jest swojego rodzaju wyznaniem, że tęsknimy za Bogiem, że gotowi jesteśmy przezwyciężyć swój egoizm, swój hedonizm, by okazać Mu naszą miłość.
Ewangelia dnia dzisiejszego, wyjęta z Kazania na górze, zaleca nam realizację innych jeszcze wskazań, koniecznych w życiu każdego chrześcijanina. Są nimi, poza postem: modlitwa i jałmużna.
Być chrześcijaninem, to znaczy rozmawiać z Bogiem w modlitwie. Gdy przestajemy się modlić, wówczas zamiera w nas człowieczeństwo, zamiera wrażliwość na prawdę, dobro i piękno, ponieważ człowiek, zrywając z Bogiem, zrywa ze źródłem tych wartości.
Przerażają nas wiadomości o ludzkich zbrodniach, o napadach, zdradach, porzuceniach własnych dzieci, o zabójstwach, oszustwach, aferach i wojnach. Wszelkie tego rodzaju zło popełniane jest przez ludzi, którzy się nie modlą, którzy zerwali tę konieczną więź ze swoim Stwórcą.
Zawsze, ale w okresie Wielkiego Postu szczególnie módlmy się wiele i gorąco. Naszą modlitwą niech będzie nie tylko błaganie o łaski dla nas i dla naszych bliźnich, lecz także uwielbienie Boga w adoracji przed Najświętszym Sakramentem, Różaniec, litanie, koronki, udział w Drodze Krzyżowej, w Gorzkich żalach, a zwłaszcza udział w rekolekcjach wielkopostnych, które niech zostaną zwieńczone przystąpieniem do sakramentu pokuty.

Nie ma prawdziwie chrześcijańskiego życia bez czynnej - a nie tylko teoretycznej - miłości bliźniego, która ma się okazać przez różne formy pomocy ludziom potrzebującym, znajdującym się w gorszych niż my warunkach życiowych. W Ewangelii zapisane są słowa Chrystusa, który mówi, że jałmużna udzielona potrzebującemu zakrywa bardzo wiele naszych grzechów. Jałmużna połączona z postem stanowi ogromną moc w Bożych oczach. Jest tak wielka, że potrafi nawet uwolnić od opętania diabelskiego.
Nie zapominajmy nigdy o tym, że Chrystus identyfikuje się z ludźmi biednymi, poniżanymi, cierpiącymi, chorymi, najbardziej sponiewieranymi przez los i przez innych ludzi. To dlatego powiedział: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, najsłabszych, najbiedniejszych - to Mnie uczyniliście. Groźne są nasze czynne grzechy, ale tak samo groźne są grzechy zaniedbania. Nie wolno nam zatem nigdy mówić: co mnie obchodzą inni. Ja ich nie krzywdzę, ale też im nie pomagam. To nie jest chrześcijaństwo. Do takich ludzi na Sądzie Ostatecznym Chrystus powie: Idźcie precz w ogień wieczny, bo byłem głodny, spragniony, prześladowany, chory, opuszczony, a wyście mi nie pomogli, chociaż mogliście to uczynić. A gdy oni zapytają: Panie, gdzie widzieliśmy Cię głodnym, chorym, czy opuszczonym? Odpowie: w bliźnich waszych. W każdym z potrzebujących bliźnich waszych byłem ja.
W Dziejach Apostolskich czytamy takie piękne słowa: „Więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu” (Dz 20, 35). Dlatego w języku potocznym używane jest niekiedy takie powiedzenie, że branie napełnia ręce, a dawanie napełnia serce. Niech w czasie Wielkiego Postu serca nasze zostaną obficie napełnione.
Rozmodleni, przygotowując się na spotkanie z Chrystusem przez post i dobre czyny, wejdźmy w święty okres Wielkiego Postu i pomóżmy naszym bliskim w rodzinie i wśród przyjaciół, by i oni zbliżyli się do Chrystusa, by i oni wzięli udział w rekolekcjach, by i oni klęknęli przy konfesjonale i zjednoczyli się z Chrystusem Eucharystycznym. Amen.

(Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.)

http://www.niedziela.pl/artykul/45951/nd/„Rozdzierajcie-wasze-serca-nie-szaty”


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /