Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 31 gru 2013, 10:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Dekalog Polaka

Piotr Szubarczyk

W grudniu 1940 roku konspiracyjna Komenda Obrońców Polski wydała kalendarzyk na rok 1941. Ma on dziś dla nas szczególną wartość, gdyż zawiera pierwodruk tekstu o nieprzemijającej wartości. To „Dekalog Polaka” Zofii Kossak-Szczuckiej (8 VIII 1890 – 9 IV 1968).

Przypominamy go w ostatnim dniu roku – jako głos z przeszłości, testament Polaka do wypełnienia także przez nas. Także dlatego, by uczcić wybitną polską pisarkę, wnuczkę Juliusza Kossaka, więźniarkę Auschwitz, autorkę „Krzyżowców”, „Szaleńców Bożych” i wielu innych powieści i opowiadań, które podnosiły Polaków w czasach komunistycznego zniewolenia.

Niektóre z przykazań roku 1940 są dziś bardziej aktualne niż przed 73 laty! Zwłaszcza to ostatnie!

Prosimy nauczycieli, by korzystali z tych przykazań w pracy nad formowaniem młodych Polaków na ludzi dumnych, świadomych swej tożsamości narodowej.

Dekalog Polaka 1940-2013

Jam jest Polską, Ojczyzną twoją, ziemią Ojców, z której wzrosłeś. Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz.

1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mnie.

2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody.

3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie.

4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną.

5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich.

6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.

7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego.

8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem.

9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.

10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.

Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością. Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego.

Obrazek
Sopocki pomnik Armii Krajowej wyraża symbolicznie to wszystko, o czym Zofia Kossak- -Szczucka napisała w „Dekalogu Polaka”


http://www.naszdziennik.pl/wp/63912,dekalog-polaka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 21 sty 2014, 09:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Niewdzięczna Europa

Ignacy Jan Paderewski

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Żaden naród nie jest tak czułym na ludzką niedolę, na ludzką niewolę, jako my jesteśmy. Żaden naród nie spieszy się tak skwapliwie uciśnionym, bliskim czy dalekim, jako my spieszymy. Żaden z narodów świata tak obfitej krwi swojej daniny nie złożył na ołtarzu wolności, jak nasz Naród Polski!

Ktokolwiek w tysiącletnie dzieje nasze wczytać się zechce i uczciwie je rozważy, przekonać się musi, że cała przeszłość nasza to tylko jedna wielka o wolność ludzką walka. Po cudze dobro nie sięgaliśmy nigdy, niczyjej mowy ani obyczaju nie staraliśmy się tępić, na niczyją wiarę świętokradzkiej nie podnieśliśmy ręki. Walczyliśmy tylko, zrzucając jarzma ucisku, zrywając niewoli kajdany, zawsze i wszędzie głosząc wszem i każdemu: ZA NASZĄ I WASZĄ WOLNOŚĆ!


Obrazek

Fragment przemówienia na wiecu Polaków zebranych pod pomnikiem T. Kościuszki z apelem o Dzień Pracy dla Polski, Chicago, 30 maja 1915 r.
--------------------------------------------------------------------------------

Naród Polski posiada tę dziwną słabość, że nie pozostaje obojętny na różne formy niesprawiedliwości, jakie dotykają inne narody, czy to w wymiarze religijnym, czy politycznym, czy ekonomicznym. Inni zwykli korzystać z naszej pomocy, ale jakże często zapominają, komu tę pomoc zawdzięczają. Austria i Europa chętnie zapomniały o tym, kto uratował Austrię i Europę w zwycięskiej bitwie pod Wiedniem; Churchill zapomniał, kto z takim poświęceniem przelewał krew w obronie Anglii. I dziś świat pamięta o obaleniu muru berlińskiego, ale zapomniał już o polskiej „Solidarności”. Więc przynajmniej my pamiętajmy.

http://www.naszdziennik.pl/wp/65899,nie ... uropa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 22 sty 2014, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Polskie ideały

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Zygmunt Krasiński

Wszystko, do czego Europa dni naszych skwapliwie, a nieraz niedojrzale, niezręcznie i gwałtownie brać się będzie, to Polska już w piersiach swych nosi i wypracowywa: wolność i braterstwo polityczne – Rzeczpospolitę i króla – demokracją, jak fale płynne, ogromne oceanu, a na nich ar ystokracją z zasług miecza i rozumu płynącą jak rozskrzydlone żaglami okręta, przemijające wciąż. Wszystko to razem przeczuwa i natychmiast wykonywa. Wieków trza będzie światu, by takiego ideału dostąpił w myśli, a wielu drugich, by go w pełni i mierze urzeczywistnił. Polska w XV i XVI wieku już taki ideał wciela. Król wybieralny – sejmy – sejmiki – pospolite ruszenie, czyli naród wszystek w straż pancerną przemienion – najszersza, najmiłosierniejsza tolerancja religijna – otwarte schronienie wszystkim wygnańcom z Włoch, Niemiec, Francji – równość przed prawem wszystkiej szlachty, ówczesny naród składającej – miasto podbój przykład niepodległości, wolności, a przy tym rządu, potęgi, oświaty, ogłady, miłością ciągnący k sobie postronne ludy. Stąd unie owe nieśmiertelne, stąd Prusy wydobyte spod Krzyżaków i Litwa pogaństwu odjęta, kwapiące się w objęcia Rzeczypospolitej, a z Litwą i Ruś. Nic wspanialszego nad ten widok w historii świata – bo wszędzie wokół posępnych wojen, zdrad, prześladowań, rzezi religijnych i politycznych bezprzerwany ciąg. Włochy, Anglia, Francja, Niemcy dziejami swymi codziennie bluźnią Bogu. Jedna Polska Go czci.

Fragment pochodzi z „O stanowisku Polski z Bożych i ludzkich względów”, wyd. 1912.

--------------------------------------------------------------------------------

Jakże często patrzymy na Polskę, na jej dzieje, na jej kulturę, na jej mieszkańców oczami zaborców lub wrogów. Widzimy tylko to, co złe, a pamiętamy niewiele, zaś to, co pamiętamy, okazuje się nierzadko wierutnym kłamstwem. Tymczasem trzeba Polskę poznać, by ją docenić, ba, by się nią zachwycić. Przecież w tym, co dobre, jakże często byliśmy pierwsi. By to wiedzieć, trzeba Polskę pokochać, jeśli jest się Polakiem.

http://www.naszdziennik.pl/wp/65981,polskie-idealy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 14 mar 2014, 08:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Podbój ducha

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Polska cierpi straszną krzywdę, zadaną jej przez przemoc, ale ma ufność niezachwianą, że za zrządzeniem Opatrzności i pod opieką Wspomożycielki Wiernych rychło zmartwychwstanie i zacznie się odbudowywać z ogromnego zniszczenia. Została cała skąpana we krwi, znieważona okrutnie w swych uczuciach międzynarodowych, oczerniona bezwzględną i bezwstydną propagandą potwornego kłamstwa. Ale mimo wszystko wierzymy, że podniósłszy się z pomocą Bożą, posłannictwa swoje będzie spełniała nadal, a nawet w wybitniejszym stopniu niż dotąd będzie ostoją, twierdzą i apostołką wiary, pokoju i cywilizacji. Najwięcej przerażają nas, Biskupów polskich, religijne następstwa (tego) podboju. Cóż bowiem dziać się będzie w sumieniach tych blisko dziewięciu milionów katolików, którzy zostali sprzedani Sowietom? Jakie męki duchowe czekają tych 18 milionów wiernych, którzy pozostają pod drugą okupacją oficjalnie i zawzięcie antychrześcijańską? Co będzie w Polsce podbitej z wiarą, z moralnością i duchem ludu? Co będzie z życiem katolików i Kościołem? Co będzie z rodziną dotąd tak zdrową i z wychowaniem młodzieży?

Fragment pochodzi z listu do ks. kard. Gonçalves Emmanuela Cerejeiram, Rzym, 20 X 1939

--------------------------------------------------------------------------------

Podbój Polski przez wrogie nam państwa ma wymiar nie tylko polityczny (tracimy niepodległość) lub ekonomiczny (jesteśmy bezwzględnie wyzyskiwani), lecz również moralny i religijny. Podbity naród jest przez okupantów demoralizowany, wydziedziczany ze swojej tradycji i kultury, a także odwodzony od Kościoła, a nawet od Boga. Niewola przynosi najgorsze skutki w wymiarze ludzkim. Stąd właśnie wielcy Prymasi polscy z całą świadomością, z całym zaangażowaniem i poświęceniem, łącznie z narażaniem się na utratę wolności lub życia, robili wszystko, aby w pierwszym rzędzie uratować duszę naszego Narodu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/71198,podboj-ducha.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 16 maja 2014, 08:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Wychowawca polskiej duszy

S. Gabriela Wistuba OP

W niedzielę, 18 maja, mija 65. rocznica śmierci Sługi Bożego o. Jacka Woronieckiego OP. Dzień ten kojarzy nam się z urodzinami św. Jana Pawła II, którego kanonizacja „na świeżo” umacnia nasze serca. Jednak tacy ludzie jak Karol Wojtyła nie biorą się znikąd. Są jak płodne konary drzewa wydające stokrotny owoc. Ale żeby taki konar żył i owocował, musi być wszczepiony w szlachetny pień i czerpać soki za pomocą tkwiących głęboko w ziemi korzeni. Jan Paweł II wyrósł z takich korzeni, które pozostają nieco w ukryciu. Jednym z nich był o. Jacek Woroniecki. Wraz z wieloma innymi wpłynął na atmosferę duchową, kulturową, narodową, społeczną, w której wzrastał dzisiejszy święty.

Ojciec Jacek – Adam Woroniecki urodził się w 1878 r. w Lublinie. Był drugim z ośmiorga dzieci państwa Woronieckich. Przyszedł na świat w rodzinie książęcej, w której otrzymał staranne wykształcenie. Z domu rodzinnego wyniósł też wychowanie do postawy służby, miłości Ojczyzny, odpowiedzialności społecznej. Jako chłopiec miał m.in. za zadanie uczyć dzieci wiejskie języka polskiego i historii ojczystej – przedmiotów zakazanych wówczas przez władze carskie.

Obrazek
Sługa Boży o. Jacek Woroniecki


Rektor KUL
Życie o. Jacka Woronieckiego przypadło w czasie wielkich wydarzeń i zmian dziejowych: zabory, I wojna światowa, odzyskanie niepodległości przez Polskę i odrodzenie narodowe w okresie międzywojennym, II wojna, wreszcie początek rządów komunistycznych; w Kościele był to czas pontyfikatów wybitnych Papieży.

Ojciec Jacek wstąpił do zakonu dominikańskiego. Pociągał go ideał głoszenia Ewangelii. Właściwie przez całe życie uczył, wykładał, dzielił się swą bogatą wiedzą. Karol Wojtyła w swoich wykładach opierał się na podręczniku o. Woronieckiego – „Katolickiej etyce wychowawczej”, który właśnie doczekał się nowego krytycznego wydania.

Był gorącym patriotą. Jego dzieciństwo i młodość to czas tęsknoty za wolną Ojczyzną. Angażował się w sprawę odzyskania niepodległości przez Polskę i ukształtowania jej granic. Gdy powstała, podjął ogromne starania, by przyczynić się do jej rozwoju, by społeczeństwo polskie jak najszybciej stanęło na własnych nogach. Ogromnie cenił język ojczysty. Troszczył się o właściwe miejsce dla jego nauczania w programach szkolnych; twierdził, że nauka języka ojczystego to nauka myślenia i wartościowania.

Po utworzeniu niepodległego państwa polskiego w 1918 r. o. Woroniecki związał się z powstającym w Lublinie uniwersytetem. Był drugim rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dzięki zabiegom o. Jacka KUL przetrwał czas wielkiego kryzysu gospodarczego. Ojciec szukał pomocy wszędzie: kwestował, wykazywał niezwykłą inwencję w obmyślaniu form finansowania uczelni, założył Towarzystwo Przyjaciół Uniwersytetu, aby oprzeć istnienie uczelni na ofiarności społecznej. Niełatwo było znaleźć wykładowców: KUL nie miał jeszcze praw państwowych, a etaty profesorskie nie dawały prawa do emerytury ani do ubezpieczeń.



Wykuwanie charakteru
Ojciec Jacek miał serce duszpasterza. Jego troską było, by każdy człowiek osiągnął cel swojego życia, czyli szczęście wieczne – zbawienie, a na ziemi – możliwie pełny rozwój. Uważał, że chrześcijanie są powołani do przemieniania świata według Ewangelii. Najpierw każdy powinien dokonać tej przemiany w sobie, a dzięki niej będzie umiał działać w świecie, by przekształcać doczesną rzeczywistość.

Był przede wszystkim wychowawcą: stawiał na kształtowanie charakteru. Twierdził, że nie wystarczy umeblować umysł wiadomościami – trzeba zdobyć sprawności w postępowaniu, wyćwiczyć je. Uczył, że trzeba „umieć chcieć”, że potrzebni są ludzie o silnej woli, którzy wiedzą, czego chcą, dlaczego chcą i umieją wytrwale chcieć. Ojciec interesował się młodzieżą i jej sprawami, inspirował do działania; był harcmistrzem, angażował się w działalność Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”, spowiadał młodych ludzi i modlił się za nich.

Chętnie nauczał o miłosierdziu. Wówczas nie był to jeszcze temat popularny. Dowiedziawszy się o s. Faustynie Kowalskiej i jej objawieniach, nie wypowiadał się na ich temat, lecz przedstawiał naukę Kościoła o miłosierdziu, a jej syntezę zawarł w książce „Tajemnica Miłosierdzia Bożego”. Pouczał w niej również o właściwym jego przyjmowaniu: uwielbianiu Boga, zaufaniu do Niego i naśladowaniu – najpierw duchowo, przebaczając krzywdy, a następnie materialnie – przez zapobieganie wszelkim biedom ludzkim. Dzieła miłosierdzia należy realizować nie tylko indywidualnie, lecz przede wszystkim wspólnotowo: katolicy mają być liderami szeroko rozumianych działań i akcji społecznych. Z tą książeczką wiąże się piękne wspomnienie, gdy tuż przed swoją śmiercią o. Jacek powiedział: „Jutro stanę przed Bogiem Sędzią. Będzie on kartkował wszystkie tomy mojej ’Etyki’. Wodząc palcem po stronicach, zacznie mi wskazywać: tego się dopuściłeś, to popełniłeś. Ale gdy Bóg skończy, wtedy Mu powiem: To prawda, Panie, wszystko uczyniłem, lecz jestem autorem innej jeszcze książki: ’Tajemnica Miłosierdzia Bożego’. Tę miarę do mnie zastosuj”.

Wreszcie – o. Jacek był człowiekiem cierpiącym. W młodości zachorował na wagotonię, która towarzyszyła mu do końca życia. Z jej powodu wciąż powtarzała się konieczność przerywania wszystkich zajęć, nieraz na całe tygodnie, co było kłopotliwe i upokarzające. Przeżywał okresy załamania i depresji. Doświadczył wtedy pomocy przyjaciół. Szukał też zwykłych ludzkich sposobów odzyskiwania sił (odpoczynek wśród piękna przyrody, korzystanie z dóbr kultury, kuracje zdrowotne). W ostatniej chorobie zrezygnował ze środków uśmierzających ból, aby go ofiarować w intencji konkretnych osób i spraw.

Zmarł w Krakowie 18 maja 1949 roku. Proces beatyfikacyjny o. Woronieckiego rozpoczął się w grudniu 2004 roku. Kościół przedstawia nam go jako kogoś, kto przez przykład i wstawiennictwo może nam pomóc godnie przejść przez życie, na chwałę Boga i dla dobra bliźnich.

http://www.naszdziennik.pl/wp/77368,wyc ... duszy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 17 cze 2014, 06:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Tacy jesteśmy

Ignacy Jan Paderewski

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Chociaż straciliśmy Ojczyzny niepodległość, chociaż nam wiarę wykradano z duszy, choć nam piędź za piędzią ziemię ojczystą spod stóp wydzierano, choć naszym dzieciom za krzyżactwa dawnego przykładem wyrywano język, pogrążeni w okrutnej niedoli na ludzką niewolę zawsze byliśmy pamiętni. Skądkolwiek dolatywał nas jęk uciśnionych, gdziekolwiek odzywały się surmy bojowe do walki o wolność wzywające, biegliśmy żwawo, co tchu, niosąc pomoc ramion naszych silnych, serc naszych mężnych, ducha nieustraszonego: bośmy Polacy! (…).

Za nasze trudy, za nasze zasługi, za krew naszą świętą żadnej nie dostaliśmy zapłaty. O losy nasze nikt się nie troszczył, bo znieprawione w dobrobycie narody zawsze tylko o sobie myślały. Toteż gdy przyjdą ku wam ludzie ufni w złota potęgę, syci i chełpliwi, a upokorzenia bliźnich żądni, i gdy wyrzucać wam zechcą szyderczo, żeście ludem biednym, narodem upadłym, wtedy powiedzcie z wielkiego narodu godnością i dostojeństwem: upadliśmy, ale nie z występku, jeno z cnoty nadmiaru! Upadliśmy, ale nie sami! Upadło wraz z nami wszystkich cywilizowanych narodów sumienie i nie oczyści się ono z błota i nie podniesie zgoła, aż my powstaniemy! Upadliśmy, ale jak Chrystus pod krzyżem swym padał, z cierniową męczeństwa koroną na przeczystych skroniach, ażeby zmartwychwstać!


Fragment pochodzi z przemówienia na wiecu Polaków pod pomnikiem T. Kościuszki, Chicago 30.05.1915 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Polacy jako ludzie nie należą do ideałów, mamy wiele wad, ale który naród ich nie ma? Jednak w tej walce o polskość odkrywamy cechy niezwykłe, jakie ukształtowały się od stuleci, a właściwie od zarania naszych dziejów. Jest to chrześcijańskie pojęcie narodu. Nie ma polskości bez uznania ideałów chrześcijańskich. Dlatego właśnie bariera polskości jest tak trudna do przekroczenia dla tych, którzy wyrośli z innej gleby, ale równocześnie polskość stanowi niespożyte źródło siły i możliwości odradzania się. Gdyby nie to źródło, wciśnięci między dwa „krwiożercze narody” i ich imperia, dawno przestalibyśmy już istnieć. A jednak istniejemy i będziemy się odradzać. Nie będziemy się mścili, będziemy szli z pomocą pokrzywdzonym, a za okazywaną pomoc nie będziemy żądać uznania. Trudno, tacy będziemy do końca świata.

http://www.naszdziennik.pl/wp/82412,tacy-jestesmy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 12 lip 2014, 19:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=14090

Polski etos rycerski [wideo]

Obrazek

http://www.youtube.com/watch?v=A14UY2CQrlE


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 03 wrz 2014, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Piąty akt dramatu

Zygmunt Krasiński

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Patrz, co się z Świętą, a zapomnianą od wszystkich synów, Polską dzieje? Oni, jej synowie, szaleją na ziemi, szarpiąc się wzajem i zaprzedając się w niewolę pierwszemu lepszemu gałganowi, pierwszemu lepszemu systemacikowi – w tej samej chwili, w której kolory zrzucają niemieckie, poddają się pod jarzmo innych obcym, nie swoim kolorom, zatykają czerwony sztandar na barykadach lwowskich. Z niewoli niewolnicy wpadają w niewolę i nie widzą tego – im się śni, że walczą o niepodległość, a niewolnikami są wciąż i jako niewolnicy przepadają; bo wszelki niewolnik przepadnie! Niewolnik ducha obcego! […] Więc nad synami tak zaślepionymi i bratobójczującymi Polska święta, czysta, zapomniana, unosi się w powietrzu i płacze! A oto zatknięty czerwony, niewolniczy sztandar wywoła rzeź – i oto przyjdzie Fortimbras, przyjdzie na ten piąty akt dramatu i zastanie Hamleta trupem rozciągniętego, prawdziwie Hamleta, który w obłędzie, szale, rozpaczy, chcąc zgonu ojca się pomścić, żył jak obłąkaniec, duchy widywał podziemne i nic nie zrobił, prócz, że zabił jednego czy dwóch ludzi, a potem zginął, koronę Ojczyzny uronił i oto leży rozciągnięty, a Fortimbras wchodzi i każe go grzebać i dziedzictwo po nim bierze.

Fragment pochodzi z listu do Augusta Cieszkowskiego, 12.11.1848 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Polacy potrafią wznieść się na szczyty idei, tworząc kulturę tak subtelną jak preludia Chopina, tak błyskotliwą jak odkrycia Kopernika i tak ofiarną jak niewymowne cierpienia męczenników. Równocześnie jednak potrafią pozbyć się skrzydeł, by dać się zniewolić jakiemuś Fortynbrasowi, którego głównym zajęciem jest, jak pisał Zbigniew Herbert, „projekt kanalizacji i dekret w sprawie prostytutek i żebraków [i] lepszy system więzień”. Brakuje nam mocnej woli i konsekwencji w realizacji wielkich ideałów, dlatego potrafią uwieść nas i złamać ludzie mierni i ograniczeni.

http://www.naszdziennik.pl/wp/95135,pia ... amatu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 26 wrz 2014, 09:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/477/to-jest- ... -ratunek-1

To jest prawdziwa Polska. Tutaj jest nasz ratunek.
Rebeliantka - 25 Września, 2014 - 20:14

[http://www.dailymotion.com/video/x1vm9jj_tajemnica-tajemnic-prawdziwa-historia-ocalenia-polski-i-swiata_shortfilms]

Nie zmienią nam prawdziwej Polski ci, co chcą pisać jej historię na nowo na podstawie archiwów SB i doraźnych interesów Unii Europejskiej. Nie zmienią ci, którzy podżegają do wojen w imię interesów oligarchów, międzynarodowego kapitału, przemysłu zbrojeniowego lub banderowców. Nie zmienią ci, którzy zamiast prawdziwej wiary oferują nam nowoczesne gusła lub powrót do pogańskich wierzeń.
Zachowamy naszą prawdziwą Polskę.

Rebeliantka - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 08 paź 2014, 11:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/10/07 ... -z-wyboru/

Coś jest w Polsce i Polakach oraz w Niemczech i Niemcach, że w stosunkach między Niemcami a Polakami najszlachetniejsze jednostki wśród Niemców łatwo się polonizują, a najpodlejsze jednostki wśród Polaków chętnie zostają folksdojczami i się germanizują.

Kopia artykułu:

Wiceadmirał Józef Unrug, Polak z wyboru
Posted by Marucha w dniu 2014-10-07 (wtorek)

Pani Tekli dziękujemy za przypomnienie nam 130. rocznicy urodzin wiceadmirała Józefa Unruga, dowódcy Marynarki Wojennej II RP i Obrony Wybrzeża w czasie kampanii wrześniowej. Przy okazji poruszymy temat ogólniejszy – o Polakach z wyboru.
Admin


Obrazek

Polacy z wyboru
Po napaści III Rzeszy na Polskę przyszło im dokonywać wyboru pomiędzy wiernością Rzeczypospolitej a rodzinnymi, niemieckimi korzeniami. Nie wahali się – opowiedzieli się za swą przybraną polską Ojczyzną, za dumą z bycia Polakiem.
Dziś, gdy pseudoelity nawołują do ucieczki od polskości, obrzydzają patriotyzm i szydzą z niego, trzeba pamiętać o tych bohaterach II wojny światowej, którzy płacąc wysoką cenę, wybrali honor, służbę i wierność Polsce.

Zapomnieli niemieckiego 1 września 1939 roku
Polskości nie wyparło się wielu służących w Wojsku Polskim obywateli Rzeczypospolitej, w których żyłach płynęła niemiecka krew. Walczyli we wrześniu 1939 roku, a potem, po dostaniu się do niewoli, otrzymywali wiele propozycji zwolnienia. Przesłuchiwani przez Abwehrę mieli podpisać volkslistę i rozpocząć służbę na rzecz III Rzeszy. Wielu kategorycznie odmówiło. Niektórzy byli zapraszani na spotkania z członkami rodzin poza obozem. Mimo takiej presji nie ulegali jej, pisząc oświadczenia, że czują się Polakami.
Z obozu jenieckiego Oflag II C w Woldenbergu (Dobiegniewie) przeniesiono kilkunastu oficerów Wojska Polskiego o niemiecko brzmiących nazwiskach do zamku w Książu. Razem zgromadzono ich około trzystu. Wszyscy byli lepiej traktowani i żywieni. Złagodzono im rygory, jakim byli poddani w obozach jenieckich. Kilka miesięcy później wrócili do obozowych baraków. Nikt z nich bowiem nie podpisał niemieckiej listy narodowościowej.
Porucznik Gerhard Büllow dowodził plutonem w szwadronie Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, walczył w bitwie nad Bzurą. Miał nie tylko niemiecko brzmiące nazwisko, ale i liczną rodzinę w Niemczech. Gdy trafił do oflagu w Woldenbergu, odwiedzili go dwaj bliscy krewni – pułkownicy Wehrmachtu. Wtedy zwrócił się z prośbą o przydzielenie tłumacza – mimo iż niemiecki znał równie dobrze jak polski. Podczas spotkania z kuzynami zażądał też obecności polskich świadków. Na propozycję zwolnienia z obozu nie przystał, argumentując, iż jest polskim obywatelem i oficerem, a zatem w niewoli pozostanie tak długo, jak oficerowie Wojska Polskiego.
Taka postawa nie była wyjątkiem. Kontradmirał Józef Unrug pytany, dlaczego nie mówi po niemiecku, odpowiadał: „Zapomniałem tego języka 1 września 1939 roku”.

W mundurze WP pod bagnetem
W Oflagu VII A w Murnau więziono urodzonego w Wiedniu majora kawalerii Józefa Trenkwalda. Służył jeszcze w wojsku austriackim, a od 1918 roku w 8. Pułku Ułanów im. ks. Józefa Poniatowskiego. Za wojnę polsko-bolszewicką otrzymał Order Virtuti Militari. Reprezentował Polskę na wielu jeździeckich zawodach, zdobył drużynowo srebrny medal olimpijski w Amsterdamie w 1928 roku oraz trzy lata później Puchar Narodów, z powodzeniem uczestniczył w mistrzostwach Polski w jeździectwie.
We wrześniu 1939 roku mjr Trenkwald był zastępcą dowódcy 9. Pułku Strzelców Konnych. Walczył do końca, bijąc się z wojskami niemieckimi oraz sowieckimi i kapitulując dopiero w ostatniej bitwie pod Kockiem. Do obozu w Murnau przyjechał jego ojciec – generał, aby przekonać go do podpisania volkslisty. Major Trenkwald nie zmienił zdania, a po wyzwoleniu przez wojska gen. Pattona kontynuował służbę w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa.
Niektórzy demonstracyjnie okazywali swą wierność Polsce. Porucznik Kazimierz Pfaffenhofen-Chłędowski podczas walk we wrześniu 1939 roku stracił rękę. Kiedy był już w niewoli, zmarł jeden z jego niemieckich krewnych. Na pogrzeb pojechał ubrany w polski mundur, prowadzony przez niemieckiego strażnika pod bagnetem. Obozowi koledzy porucznika oddali mu przed wyjazdem najlepiej zachowane części swych uniformów, aby prezentował się niczym na defiladzie.

Jestem Polakiem i oficerem polskim

Niezłomną postawę symbolizuje wspomniany już admirał Józef Unrug. Urodzony w Brandenburgii, był synem oficera armii pruskiej i Saksonki niemówiącej po polsku. Podczas I wojny światowej służył w niemieckiej marynarce wojennej, dowodząc kolejno kilkoma okrętami podwodnymi. Od wiosny 1919 roku rozpoczął służbę w polskiej marynarce. Tworzył ją od podstaw i kontynuował to dzieło przez cały okres II Rzeczypospolitej. Komandor Bolesław Romanowski, wspominając polskich marynarzy walczących u boku aliantów podczas wojny, powiedział o kontradmirale: „To byli wspaniali z twardej szkoły admirała Unruga. Dobrzy specjaliści, doskonały korpus podoficerski. Tylko dzięki szkole, z której wyszliśmy, mogła się rozwinąć nasza flota na Zachodzie. Trzeba pamiętać, że przez okres II wojny w oparciu o krajowy trzon personalny obsadziliśmy 2 krążowniki, 10 niszczycieli, 2 patrolowce, 5 okrętów podwodnych (nie licząc trzech internowanych) i sporą ilość ścigaczy”.
We wrześniu 1939 roku kontradmirał Unrug dowodził całością polskich sił morskich i lądowych na Wybrzeżu. Podczas kapitulacji Helu 2 października 1939 roku odmówił rozmów w języku niemieckim. Zdumionym oficerom Wehrmachtu znającym jego życiorys i służbę w pruskiej marynarce rzucił krótko: „Jestem Polakiem i oficerem polskim”. W niewoli nie podał ręki żadnemu Niemcowi. Pozostał nieugięty, nie uległ też naciskom swej niemieckiej rodziny i represjom – gdy trafił do karnego oflagu w Colditz. Po wyzwoleniu znalazł się w Anglii, został I zastępcą szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej. „Był Polakiem dużego formatu, broniącym narodowego honoru i osobistej godności” – napisał o nim Zbigniew Mierzwiński.

Wszystko za przybraną Ojczyznę
Te słowa można też odnieść do arcyksięcia Karola Olbrachta Habsburga – syna Karola Stefana. Jako absolwent wiedeńskiej Wojskowej Akademii Technicznej i oficer armii austriackiej Karol Olbracht zgłosił się na ochotnika do odradzającego się Wojska Polskiego, walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Kilka lat później przeszedł do rezerwy, zajmując się swym majątkiem w Żywcu.
Na wieść o wybuchu wojny z Niemcami – mając ponad pięćdziesiąt lat – włożył mundur pułkownika Wojska Polskiego, po czym zgłosił się do pobliskiej jednostki wojskowej, ale nie został przyjęty. Wtedy wsiadł w samochód i przyjechał do Ministerstwa Obrony Narodowej. Gdy dotarł do stolicy, nie zastał już tam władz RP…
- Ojciec uważał, że choć jest z pochodzenia Austriakiem, to jest wiernym obywatelem II Rzeczypospolitej, który oddałby wszystko za swoją przybraną Ojczyznę – wspominała jego córka księżna Maria Krystyna Habsburg, dzisiaj honorowa obywatelka Żywca.
Już w połowie listopada 1939 roku został aresztowany przez gestapo i uwięziony w Cieszynie. Ceną za opuszczenie więzienia było podpisanie volkslisty. – Ojciec powiedział, że nie, bo on złożył przysięgę i jest oficerem polskim. Nie zdradził swej Ojczyzny – zapamiętała córka.
Umieszczono go na dwa lata w pojedynczej celi, gdzie siedział ze świadomością, że każdego dnia może zostać zamordowany. Podczas przesłuchań był bity – stracił wzrok w jednym oku i został częściowo sparaliżowany. Jego żona, Alicja Ankarcrona, z pochodzenia Szwedka, współpracowała z ZWZ-AK, za co została internowana wraz z rodziną i innymi Polakami w głębi Niemiec. Ich majątek skonfiskowała III Rzesza. Mimo represji nigdy nie wyrzekli się Polski. Tak też wychowali dzieci.
Syn Kazimierz już pod koniec sierpnia 1939 roku wrócił ze Szwecji i zaciągnął się do Wojska Polskiego. Walczył pod Narwikiem, pragnął wstąpić do 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, ale nie pozwolił mu na to słaby wzrok. Z kolei jego brat Karol Stefan walczył w 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka. Ich siostra, księżna Maria Krystyna Habsburg, pozostała w kraju. Musiała wyjechać dopiero po wkroczeniu sowieckiej armii. Wróciła w 2001 roku.
- W Polsce jest wszystko: wspaniałe góry, jeziora, morze, wspaniała roślinność. Za tym wszystkim tęskniłam. Nawet gdy mówię po szwedzku, niemiecku czy francusku, myślę po polsku. Polska jest dla mnie „non plus ultra” – wartością najwyższą. Nigdy nie wyrzekłam się swej polskości i nie przyjęłam żadnego innego obywatelstwa – mówiła księżna.

Dr Jarosław Szarek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/9390,po ... yboru.html

* * *

Admirał Józef Unrug – zapomniana legenda września 1939 roku

Mam przyjemność przedstawić wam sylwetkę niezwykłego człowieka. Po francusku i niemiecku mówił lepiej niż po polsku, ale do końca pozostał człowiekiem honoru. Zapomniany trochę przez historię, ale pozostawił piękną kartę po sobie.

Obrazek

W dziejach Polski mamy wiele postaci wybitnych i znanych. Wiceadmirał Jozef Unrug z pewnością nie jest postacią znaną szerzej Polakom. Większość zapewne nigdy o nim nie słyszała, a powinna, bo był człowiekiem niezwykłym.
Urodził się w Niemczech w roku 1884, jako syn generała królewskiej pruskiej gwardii. Niemiecki generał nie ukrywał swojej polskości, a jego starsi bracia brali udział w powstaniu styczniowym 1863 roku. Matka, niemiecka hrabianka, nigdy nie mówiła po polsku i to ojciec wychowywał dwóch synów w polskiej tradycji. Uczył polskiej historii, posyłał na lekcje języka polskiego do polskich emigrantów.
Przyszły dowódca polskiej floty, marynarzem postanowił zostać już w dzieciństwie. Maturę Józef Unrug zdał w Dreźnie, a następnie wrócił do rodzinnego majątku na Kujawach w Sielcu koło Żnina. Ojciec, emerytowany już niemiecki generał Tadeusz Unrug, chciał żeby Józef studiował agronomię. Bał się, że syn w niemieckiej szkole morskiej się wynarodowi. Trochę to dziwne , bo on sam się nie wynarodowił, pomimo wysokiego stopnia wojskowego w Cesarstwie Niemieckim, a w syna nie wierzył. Na wszelki wypadek Józefa wydziedziczył z praw do rodzinnego majątku.
Józef Unrug rozpoczął studia w Akademii Morskiej w Kilonii. W 1904 roku Józef Unrug (Josef von Unruh), jako kadet wypłynął w swój pierwszy rejs. W następnym roku był już chorążym Cesarskiej Floty. Ojciec miał nadal obiekcje co do jego służby w niemieckiej marynarce wojennej, ale Józef czuł się Polakiem. W roku 1907 został podporucznikiem marynarki, a w 1910 roku porucznikiem. Był znakomicie wykształcony, władał kilkoma językami, odbywał rejsy na różnych okrętach, ciągle się doskonalił, pełnił służbę na morzu i lądzie. W roku 1915, podczas pierwszej wojny światowej, rozpoczął służbę na okrętach podwodnych, wcześniej kończąc Oficerską Szkołę Okrętów Podwodnych. W tym samym roku dostał awans na kapitana marynarki.
W grudniu 1917 roku kapitan Józef Unrug jest już szefem flotylli szkolnych okrętów podwodnych i szefem szkoły dla marynarzy I techników podwodnych w Kilonii. We wrześniu 1918 roku, kapitan Unrug otrzymał Krzyż Żelazny I klasy. W marcu 1919 roku Józef Unrug złożył dymisję i zwolnił się ze służby w Cesarskiej Marynarce Wojennej.
Już dwa miesiące później Jozef Unrug przyjechał do Warszawy do Sekcji Marynarki Ministerstwa Spraw Wojskowych. Polska odzyskała niepodległość i Józef Unrug pragnął także odbudowywać ojczyznę, zgodnie z przekonaniami i wychowaniem. Niestety ojciec Józefa nie doczekał tych czasów. Józef Unrug złożył prośbę o przyjęcie do Polskich Sił Zbrojnych z zaliczeniem 15 letniego stażu w Cesarskiej Marynarce. W owym czasie Polska jeszcze nie miała dostępu do morza, lecz tworzono już plany budowy floty. Były to bardzo trudne czasy, wręcz niewyobrażalnie trudne do zrozumienia dla dzisiejszego pokolenia. Kraj i jego gospodarka była w gruzach, brakowało wszystkiego oprócz entuzjazmu.
Do Polski ciągnęli ludzie z wszystkich zaborów, każdy w swojej dziedzinie pragnął pracować dla kraju. Jednym z problemów była trudność w porozumiewaniu się wszystkich w ojczystym języku. Były niemiecki oficer Unrug przedstawił dokumenty, że jest obywatelem polskim z rodzinnym majątkiem w Sielcu. Przedstawił pisma tamtejszej społeczności potwierdzające jego polskość. Przydali się także krewni: Chłapowscy i Unrugowie służący w oddziałach wojskowych z Wielkopolski. Józef Unrug został pozytywnie zweryfikowany i przyznano mu stopień kapitana marynarki.
Józef Unrug służbę w Polskiej Marynarce Wojennej uczynił treścią i celem życia. Szybko został doceniony za wiedzę i sumienność. Pełnił różne funkcje sztabowe, a następnie odesłano go do Gdańska celem przejęcia obiektów nawigacyjnych wybrzeża. Traktat wersalski przyznał Polsce część wybrzeża z małymi portami Puck i Hel. Od Niemiec przejmowano tereny, lecz Niemcy twierdzili, że Polacy nie zabezpieczą nawigacyjnie swoich wód terytorialnych.
Byli zszokowani, że polska marynarka dysponuje doskonałą kadrą oficerską, wysokiej klasy specjalistów. Kapitan marynarki Józef Unrug został szefem Urzędu Hydrograficznego, który tworzył od podstaw dobierając do współpracy trzech polskich oficerów, byłych oficerów marynarki niemieckiej. Jednym z zadań było nabycie statku hydrograficznego. Władze Gdańska nie uznawały wówczas rządu polskiego, wiec statek nabyto niejako prywatnie na nazwisko Kapitana Unruga. W połowie 1920 roku Unrug przedstawił memorandum na temat przyszłej bazy morskiej dla Marynarki Wojennej w Gdyni. Miał istotny wkład w budowę portu. W 1927 roku objął obowiązki dowódcy Floty. Miał już wtedy stopień komandora.
W 1933 roku otrzymał awans na kontradmirała. W sierpniu 1939 roku został Dowódcą Obrony Wybrzeża. Był świadomy, że Polska może liczyć tylko na własne siły i zapasy. Kontradmirał jako dowódca wybrzeża nie zamierzał wchodzić w kompetencje dowódcy Lądowej Obrony Wybrzeża, pułkownikowi Dąbkowi, który mu podlegał. Pułkownik Dąbek, znakomity żołnierz, dowódca i patriota spełnił swój obowiązek do końca. Do swojej bohaterskiej śmierci.
Dowódca floty kontradmirał Unrug miał świadomość beznadziejnego położenia Polski w przededniu wojny. Był doświadczonym oficerem jeszcze z pierwszej wojny światowej i nie miał zamiaru przelewać krwi żołnierzy i marynarzy nadaremnie. Był tez człowiekiem honoru i rygorystycznie przestrzegał podczas walk międzynarodowych konwencji. Po miesiącu walk poddał podległe mu wojska 1 października. Wielu oficerów i żołnierzy chciało dalej walczyć, lecz posłuchali przełożonego. Admirał Unrug miał niesamowity posłuch i szacunek wśród podwładnych.
Był wysokim (ponad 190 cm wzrostu), przystojnym mężczyzną, surowym lecz sprawiedliwym. Zawsze o nienagannych manierach, ubiorze i postawie. Pełen zapału do pracy, odpowiedzialny, pracowity i skrupulatny. Podpisanie kapitulacji na Helu odbyło się 2 października 1939 roku. W rozkazie pożegnalnym admirał stwierdził że „po wojnie będziecie defilować nie tylko w Warszawie, ale i w Berlinie”.
Niemcy po kapitulacji odnosili się do admirała z wielkim szacunkiem, oddawali mu honory oficerowie i marynarze. Podczas rozmów kapitulacyjnych z Niemcami, oficerowie Polscy pomimo, że znali język niemiecki mówili tylko po Polsku w obecności tłumaczy.
Józef Unrug miał swój udział w podjęciu decyzji o przejściu trzech kontrtorpedowców do Wielkiej Brytanii, co uratowało życie 600 marynarzom oraz spowodowało, że Polska Flota brała nadal udział w II wojnie światowej na morzu. Niemcy próbowali nakłonić admirała Unruga do podjęcia służby w marynarce niemieckiej. W jego żyłach płynęła niemiecka krew, był spokrewniony z wieloma wybitnymi rodami niemieckimi. Zawsze słyszeli odpowiedź: JESTEM POLSKIM OFICEREM. 5 października kontradmirał Józef Unrug został odwieziony do obozu jenieckiego.
W niewoli admirał zachował swoje nienaganne maniery, był zawsze starannie ubrany, był dumny i wyniosły. Następna próba nakłonienia Unruga do służby w Niemieckiej Marynarce Wojennej nastąpiła w lutym 1940 roku. Do obozu jenieckiego przyjechała grupa dostojników wojskowych, w tym kuzyn admirała ,generał major Walther von Unruh. Admirał odmówił rozmowy po niemiecku, twierdząc że zapomniał ten język 1 września 1939 roku. Na pytanie czy coś mu potrzeba, odpowiedział, że ma nieszczelną zasłonę. Niemcy byli osłupieni.
Postawa admirała w niewoli była wzorem do naśladowania przez podkomendnych oficerów, którzy wykazywali duże morale i wiarę w ostateczne zwycięstwo. Admirał był przenoszony do obozów jenieckich kilkukrotnie i zawsze był namawiany do wstąpienia do Kriegsmarine i podpisania niemieckiej listy narodowościowej. Zawsze odpowiadał ,że taka propozycja to dla niego zniewaga i nigdy jej nie przyjmie. Niemcy niejednokrotnie próbowali Unrugowi utrudniać pobyt w niewoli, lecz ten momentami był cierpliwy, a momentami po prostu swoją postawą i pozycją stawiał na baczność nawet komendantów obozów, besztając ich, że stoją przed naczelnym dowódcą floty polskiej, wprawdzie w niewoli, ale odznaczonego najwyższymi krzyżami Francji i Niemiec.
Niemiecka niewola skończyła się dla Józefa Unruga w kwietniu 1945 roku. W maju 1945 roku kontradmirała Unruga zaprosił do swojej kwatery pod Paryżem głównodowodzący wojsk ekspedycyjnych w Europie generał Eisenhower, przysyłając samolot. 18 maja Unrug dotarł do Londynu. Został powołany na zastępcę szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej w Londynie. Władze emigracyjne mianowały Józefa Unruga do stopnia wiceadmirała. 19 września 1946 roku zapadła decyzja o likwidacji Polskiej Marynarki Wojennej na Zachodzie. Admirał Unrug zdał egzaminy i otrzymał dyplom kapitana żeglugi wielkiej.
Wiceadmirał Józef Unrug zmarł w 1973 roku we Francji. Mieszkał z żoną w Domu Polskim dla emerytów. Komuniści nie chcieli by admirał po wojnie wrócił do Polski, on nie przyjął nawet francuskiego obywatelstwa. Był dumnym patriotą do końca życia.

Powiedzieli o admirale
„Codzienną pracę ułożył sobie tak, że był w stanie załatwić w oznaczonych godzinach, obowiązki dowódcy Floty, omówić zagadnienia bezpośrednio z podwładnymi, obejrzeć port wojenny oraz warsztaty, wskazać każde niedociągnięcie, dać wskazówki i wyciągnąć konsekwencje za najmniejsze niedbalstwo. [...] To był Polak, którego patriotyzm przejawiał się w rzetelnym codziennym wykonywaniu obowiązków z całkowitym poświęceniem. Był przełożonym o najwyższych kwalifikacjach fachowych, wychowującym i uczącym własnym przykładem. Zawsze stawiał najwyższą poprzeczkę dla siebie i tego też wymagał od innych. Był człowiekiem szlachetnym, sprawiedliwym, zawsze taktownym, bezpośrednim, szanował godność innych i własną.”
Jerzy Kłossowski tak pisze o admirale: „Dowódca floty przeważnie raz na dzień obchodził nabrzeża portu wojennego, dokonywał powierzchownych oględzin okrętów i urządzeń portowych. [...] W związku z tymi kontrolnymi obchodami pozostawał pewien humorystyczny szczegół. Sygnałem ostrzegawczym o nadejściu dowódcy floty był wyprzedzający go wilczur z odgryzionym w niefortunnych zalotach ogonem. Dlatego załogi nazwały tego psa „Kominem”. Ukazanie się „Komina” na horyzoncie stanowiło zawsze hasło do ogłoszenia alarmu na okręcie.”
„…zawsze będę pamiętał Jego wyprostowaną, elegancką sylwetkę, gdy spacerował po obozie z nieodłączną laską w ręku. Również pamiętam i pamiętać będę, że kontradmirał był grzeczny i uprzejmy dla współjeńców oraz manifestacyjnie wyniosły i oschły dla Niemców. Przypominam sobie także, iż głośno i ostro zwymyślał [...] niemieckiego podoficera, który ośmielił się wejść do Jego pokoju [...] bez pukania.”

Źródło: http://www.progressforpoland.com/

http://www.sadistic.pl/admiral-jozef-un ... 213701.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 01 sty 2015, 16:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
A to Polska właśnie

Jest taki naród, który w XX wieku przeszedł niewyobrażalną gehennę: rozbiory, pierwszą wojnę światową, nawalę bolszewicką, drugą wojnę światową, a wreszcie - pól wieku komunizmu. Wydarzeniom tym towarzyszyły zbrodnie, więzienia, grabieże zarówno poza prawem, jak i w jego majestacie. Wydawać by się mogło, że naród ten powinien już zniknąć bez śladu. A jednak istnieje, trwa... Tym narodem jest naród polski.

Kiedy Stanisław Wyspiański wypowiedział w Weselu przejmujące słowa: „A to Polska właśnie", kraj nasz był już od ponad stu lat pod rozbiorami. W Polsce żyły więc pokolenia Polaków urodzone w niewoli, które nie znały niepodległego państwa. A jednak niepodległość była żywym skarbem, za którym wszyscy tęsknili, bo wolne były bijące, prawdziwie polskie serca.

W czasie zaborów państwo nasze podzielone było między trzech mocarzy, natomiast w okresie komunistycznym uzależnieni byliśmy od jednego tylko kraju. Związek Radziecki napadł na Polskę 17 września 1939 r. W efekcie tereny wschodnie po wojnie już do nas nie wróciły (około jednej czwartej teryterium Polski przedwojennej). Staliśmy się państwem satelitarnym z marionetkowym rządem podległym Moskwie.

Gdy w roku 1989 nastąpił rozpad Związku Radzieckiego, wydawało się, że Polska, od której wyszła iskra „Solidarności", bardzo szybko zregeneruje utracone siły, że stanie się krajem w pełni suwerennym, że odzyska godność tysiącletniego państwa. A jednak stało się inaczej. Wielu z tych, którym naród zaufał, okazało się zdrajcami. Kolejne wybory unaoczniały bezlitośnie, że droga do prawdziwej niepodległości jest jeszcze długa, że rządzący nie wahają się wydawać ustaw i praw przeciwko narodowi.

Pod koniec drugiego tysiąclecia znowu pytamy: „Gdzie jesteś, Polsko?" I mimowolnie dotykamy naszych serc, czy biją...

W okresie rozbiorów duch nasz żyt przede wszystkim w sztuce. Polscy poeci, powieściopisarze, malarze, kompozytorzy, aktorzy wznieśli się w swej twórczości na wyżyny sztuki światowej. Chcieli być najlepsi nie z próżności, lecz by przypominać światu, że są Polakami i że Polska musi być wolna. Chcieli też przypominać rodakom, że są Polakami, że nie wolno im się wynarodowić, chcieli karmić ich polskim chlebem. Wielki Polak, Ignacy Jan Paderewski, któremu kłaniali się królowie i prezydenci, tak mówił w Chicago na wieczornicy żałobnej ku czci Henryka Sienkiewicza: „Umarł, jak żył, karmiąc łaknących. Przez lat blisko pięćdziesiąt żywił on naród cały swym słowem, przez ostatnie dwa lata chlebem polskim, od was głównie przesyłanym, karmił wdowy i sieroty. Za to narodu żywicielstwo, za to wdów i sierot karmienie cześć mu i chwalą, i wdzięczność nieskończona przyszłych pokoleń!"

Gdzie jest Polska dziś, gdy tamci wielcy odeszli, a na ich miejsce przyszli ludzie mali, którzy publicznie okazują pogardę polskiemu narodowi? Wydaje się to nieprawdopodobne, ale właśnie w czasach, gdy próbuje się zniewolić człowieka, gdy pieniądze i polityka podbiły już całe miasta, gdy socjotechnika i manipulacja działają zadziwiająco precyzyjnie, polskie serce bije... w rozgłośni radiowej. A bicie tego serca słychać w Toruniu, prawie w całej Polsce, w Europie i na innych kontynentach. Tym rytmem biją serca wszystkich Polaków. Radio Maryja przypomina światu, że jest Matka Boża, że jest Polska, że jest niezłomny naród.

Gdy ograniczono naszą wolność, gdy tylu Polaków musiało rozjechać się po świecie, gdy zawiodły nas różne „elity", odnaleźliśmy się w tej przedziwnej rozgłośni. Polacy w Ojczyźnie i na świecie dowiedzieli się o sobie, o tym, że są, że podobnie myślą, podobnie czują,- że razem mogą działać, niezależnie od wieku, wykształcenia, pochodzenia. I można odnieść wrażenie, że poza oficjalnym państwem i oficjalnymi strukturami rodzi się „nowych ludzi plemię", na których z takim utęsknieniem oczekiwał obrońca Polski Prymas Tysiąclecia. Rodzina Radia Maryja już rozrosła się poza granice Polski, doskonale się rozumie i błyskawicznie potrafi się zorganizować. I wiem, że już zazdroszczą nam inne narody, które nawet jeśli żyją dostatniej, to często utraciły to, co w człowieku szlachetne i dobre. A my przecież dzięki tej wielkiej rodzinie możemy kochać pięknie, bo czujemy Polskę.

Zygmunt Krasiński 12 października 1848 roku w liście do Jerzego Lubomirskiego pisał: „Kto ciągle Polskę czuć będzie w sercu - ciągle sam się poświęci, a nigdy drugich poświęcić się nie odważy, ten z Bogiem będzie, ten zwycięży..." I my też zwyciężymy, bo w sercach naszych jest Polska.

Piotr Jaroszyński
"Patrzmy na rzeczywistość"

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... lska-wanie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 27 sty 2015, 21:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawica.net/39871

Po co istnieje Polska?
Dział: Opinie » autor: Paweł Bartosik » data: śr, 12-11-2014

Po co istnieje Polska? Lub innymi słowy: co jest celem istnienia narodów?
- Rozwój ekonomiczny?
- Zjednoczenie przeciwko wrogom?
- Obrona tradycyjnych wartości?
- Pielęgnowanie własnego języka i miłość do własnej historii?
Nie sądzę.
Według Pisma Świętego tym celem jest służba Chrystusowi i oddanie Jemu chwały. Naród, królestwo, które porzuca ten cel - kruszy fundament swojego istnienia. Nie ma bowiem niczego świętego w danym dialekcie, budynkach, hymnie, fladze, krwi, położeniu geopolitycznym.
Istnienie narodów jest dobre i zgodne z Bożym celem. Zgodnie z Księgą Apokalipsy w niebie będą zbawieni ludzie z wszystkich narodów, języków i plemion. Oznacza to, że istnienie narodów jest częścią Bożego planu odkupienia ludzkości, nie zaś budowaniem niepotrzebnych murów, barier i granic. Cenimy wolność, zabiegamy o wolność nie dlatego, że wierzymy w bożka o nazwie "Polska", lecz dlatego, że pragniemy, by Polska była narodem, który służy Chrystusowi, a nie ciemiężcom (z zewnątrz lub wewnątrz).
Biblia przestrzega zarówno przed bałwochwalczym, jak i nonszalanckim traktowaniem własnej ojczyzny. Powinniśmy być patriotami, nie zaś lekkoduchami lub czcicielami Białego Orła. A być patriotą to służba i odpowiedzialność za kraj, w którym żyjemy. To zaś - zgodnie ze słowami Pana Jezusa (Mt 28.18-20) niesie w sobie zadanie czynienia go (narodu, nie zaś jedynie jednostek w nim) uczniem Chrystusa.
Nie zapominajmy o tym, dlaczego jesteśmy Polakami.

Autor: Paweł Bartosik


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 04 mar 2015, 12:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Wojciech Wencel

Mądrość Kresów

Na wschodnich i południowych rubieżach Rzeczypospolitej przetrwała polska dusza.

Pierwsze wrażenie: koniec świata. Panorama Tylicza oglądana z czarnego szlaku, który dochodzi tu z pobliskiej Krynicy, przypomina widok z samolotu. Domy wyglądają jak kolorowe pudełka, potoki Mochnaczka i Muszynka – jak błękitne wstążki. Spomiędzy drzew podobnych do roślin doniczkowych wyrastają miniaturowe wieże kościoła i cerkwi, a pochyłe łąki w tle układają się w szachownicę.

Ktoś powie, że to kwestia perspektywy. Kiedy jednak zejdziemy na główną ulicę, stwierdzimy, że magia tego miejsca przekracza prawa optyki. Budynki, często drewniane, stają się wprawdzie nieco większe, ale zachowują swój baśniowy charakter. Dobry Bóg musiał zasiać tu mnóstwo maku, bo w dni powszednie słychać tylko odgłosy pracy cieśli, a w niedziele stłumiony dźwięk dzwonu. Legenda mówi, że ten ostatni dociera spod ziemi, dokąd przed wiekami zapadła się Ornawa, po łacinie Ornamentum, czyli Ozdoba. Na jej miejscu w 1363 roku król Kazimierz Wielki założył na prawie magdeburskim Novum Oppidium zwane Miastkiem, a niedługo później cała okolica została darowana biskupom krakowskim. W 1612 roku na cześć jednego z nich, Piotra Tylickiego, mieszczanie zmienili nazwę osady na Tylicz.

Przez całe stulecia miasteczko leżące na trakcie handlowym z Polski na Węgry tętniło życiem. Miało swoje mury obronne i zamek, a także cechy rzemieślnicze, szpital i sąd. W miejscowym Domu Kultury do dziś znajdują się dokumenty z przeprowadzonego w 1763 roku procesu niejakiej Oryny Pawliszanki, która została ścięta za zaczarowanie krowiego mleka i wyniesienie z cerkwi Najświętszego Sakramentu. W miasteczku znajdował się wówczas obóz konfederatów barskich, znanych także jako Rycerze Maryi, którzy w okolicy toczyli walki z Moskalami.

Jeszcze w okresie międzywojennym na tylickim rynku mieściło się dziewiętnaście sklepów i rzeźnia. Odbywały się też wielkie jarmarki, na które przybywali goście z Węgier i Słowacji. Jednak po pożarze w 1930 roku centrum miasta mocno podupadło. Z miejskich zabytków do dziś zachował się drewniany kościół parafialny z XVII wieku z obrazem Matki Boskiej Tylickiej i młodsza o stulecie cerkiew grekokatolicka z łemkowskim cmentarzem. Ale duch miejsca pozostał. Spacerując po baśniowym rynku pamiętającym współistnienie Polaków, Łemków, Słowaków, Węgrów, Żydów i Cyganów, czujemy się, jakbyśmy nagle przenieśli się do innej rzeczywistości.

Dlaczego o tym piszę? Po pierwsze dlatego, że zaczęły się wakacje i chciałbym pomóc Państwu w wyborze odpowiedniego miejsca na wypoczynek. A po drugie, żeby opisać specyfikę polskiej duszy, która przetrwała na wschodnich i południowych rubieżach Rzeczypospolitej. W Tyliczu na granicy polsko-słowackiej, w Janowie Lubelskim niedaleko granicy z Ukrainą albo w Tykocinie w pobliżu granicy z Białorusią. Takich kresowych miasteczek jest w Polsce mnóstwo. Łączą je bogata historia, wielokulturowość, poetycki klimat i… polityczne preferencje mieszkańców. W pierwszej turze wyborów prezydenckich we wszystkich tych miejscowościach zdecydowanie zwyciężył Jarosław Kaczyński.

W internecie pod wynikami głosowania na wschodzie Polski jakiś nadgorliwy zwolennik Bronisława Komorowskiego napisał: „Za Kaczyńskim są tereny, które powinny być na Białorusi i Ukrainie”. Faktycznie.
Zabrano nam Wilno i Lwów, Polesie i Podole. Powinno się nam zabrać jeszcze Podlasie, Lubelszczyznę i Podkarpacie. Tam bowiem jakimś cudem zachowali się obciachowi Polacy, którzy zamiast dostosować się
do sondaży i opinii prezentowanych na antenie TVN24 głosują w zgodzie ze swoim patriotycznym instyntem.

Polska to obwarzanek: Kresy urodzajne, centrum – nic – mawiał marszałek Józef Piłsudski i miał rację. Szczególnie wyraźnie widać to dzisiaj, gdy dla większości obywateli z tzw. Ziem Odzyskanych i wielkich miast Polska stała się wyłącznie miejscem do mieszkania i bogacenia się. Ale w tych, którzy nie są do końca wyobcowani, obudził się żarliwy patriotyzm, pojawiło się pytanie o polską duszę. Po smoleńskiej tragedii wrócili do naszej świadomości Mickiewicz z Wilna, Słowacki z Krzemieńca, Łupaszko z ryngrafem na piersi. Uzmysłowiliśmy sobie, że wszystko, co najlepsze, najbardziej niezłomne w naszej tradycji, zrodziło się na Kresach.

Jako poeta jestem pewien, że czeka nas teraz wielka narodowa pielgrzymka na Litwę, Białoruś i Ukrainę. Musimy przywrócić zerwane więzi, zabezpieczyć ślady naszych przodków, odzyskać kulturową jedność. Jesteśmy to winni zmarłym, wygnańcom i tym, którzy mieszkają tam do dziś. Tylko w ten sposób odbudujemy narodową tożsamość, znajdziemy odpowiedź na pytania, skąd przychodzimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, odnajdziemy cząstkę siebie w cudownej inwokacji z „Marii” Antoniego Malczewskiego:
„Ej! Ty na szybkim koniu gdzie pędzisz, kozacze?/ Czy zaoczył zająca, co na stepie skacze?/ Czy rozigrawszy myśli, chcesz użyć swobody/ I z wiatrem ukraińskim puścić się w zawody?”.

Zanim jednak ruszymy na podbój mitycznych stepów, doceńmy tę część Najjaśniejszej Rzeczypospolitej,
która pozostaje w naszych granicach. Nie skazujmy naszych rodaków ze „ściany wschodniej” na banicję, nie wstydźmy się ich politycznych wyborów ani ich nie obrażajmy. Prawdopodobnie jest bowiem tak, że kiedy my błądzimy w wielkomiejskim zgiełku, oni żyją w prawdziwej Polsce. Tam, gdzie słowa Bóg, honor i ojczyzna mają jeszcze jakiś sens.

http://gosc.pl/doc/766077.Madrosc-Kresow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 19 mar 2015, 07:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Ratujcie polską duszę

Dr Aldona Ciborowska

Dusza polska jak nigdy dotąd jest zagrożona rozkładem, stąd potrzebne jest wołanie o duszę polską, by Polacy byli wolni od kłamstwa poprawności politycznej - apelował podczas Forum Dziennikarzy Katolickich w Hebdowie ks. Stanisław Koczwara. Profesor Instytutu Teologicznego w Wilnie był gościem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, które w dniach 30.11-2.12 br. zorganizowało w prowadzonym przez Ojców Pijarów Centrum Wiara i Kultura - spotkanie ludzi mediów i Kościoła, a także działaczy społecznych.

Miejcie litość nad Ojczyzną! - zaapelował ksiądz prof. Stanisław Koczwara, w wykładzie zatytułowanym „Starożytna zasada ora et labora w odzyskaniu Polski”. Prelegent wyjaśnił, że przyczyna rozkładu polskiej duszy tkwi w libertynizmie, który oznacza stan duszy wytwarzający się pod wpływem hipnozy materializmu praktycznego. Uczony stwierdził, że istnieje potrzeba ratowania cywilizacji ludzkiej przed unicestwieniem przez antycywilizację śmierci powodowaną ideą zniszczenia Boga poprzez bestializację człowieka, co przecież, zdaniem Prelegenta, powinno wywołać reakcję u człowieka, gdy tymczasem stwierdzamy brak odporności, stan hipnozy, patrzymy na walkę z zasadami, imponuje nam barbarzyństwo, a kultura kapituluje wobec zalewu antykultury, bo jej nie słychać w domu, w katedrze, na ambonie, więc jak ma być obecna? Tymczasem jak zauważył Ksiądz Profesor, zabobonną bojaźnią napawają hasła tolerancji i grzęźniemy w chlewie pseudowolności, tracąc szacunek dla siebie.

Wobec faktu deprawacji myśli, Ksiądz Profesor wypowiedział swoje szlacheckie veto! i jako naukowiec podkreślił obowiązek wychowywania i wykazywania obowiązku walki z tymi zagrożeniami: żeby każdy tam gdzie jest, także kapłan „okiem serca” spojrzał na swoją Ojczyznę i powziął mocne postanowienie wydobycia z lenistwa duchowego poprzez wzbudzenie w sobie zasadą "ora et labora"poczucia dumy z faktu bycia chrześcijaninem - „res publica Christiana”!

Ksiądz Profesor wskazał, że po pierwsze trzeba oprzeć się na chrześcijaństwie! Okazją jest Rok Wiary, rok jubileuszu 1700- lecia wydania edyktu mediolańskiego (313r) przez cesarza Konstantyna, poprzedzonego bitwą, w której armia walczyła pod znakiem krzyża. Czy to nie jest skierowane do nas? - retorycznie pytał ks. Koczwara: wydobyć się z niewolnictwa materii - pod znakiem krzyża, bo przecież ku wolności wyswobodził nas Chrystus. Ksiądz Profesor przekonywał, że przed dzikimi, niebezpiecznymi hordami stepowymi obroni religia katolicyzmu, który broni realizmu Boga w historii. Wyjść od ja do innego ja od mojego narodu do innego narodu, aby wyraz Polska nie odpychał, ale tak jak z chlubnej tradycji Ojców da wyrobienie moralne i uratuje Państwo i Ojczyznę od klęski.

Z kolei, ksiądz profesor Koczwara wyraził pewność, że trzeba oprzeć się na tradycji, gdyż istnieje zagrożenie pośpiechem, a przecież „w cierpliwości posiądziecie życie”. Sama praca zależy od głębszej kultury duchowej, przekonuje Profesor Instytutu Teologicznego w Wilnie, w której tradycja jest łącznikiem, stąd już w rodzinach należy w sobie obudzić zdolność do rozumienia tradycji. Kolejnym wskazaniem księdza Profesora jest wobec demoralizacji życia publicznego wpływać życiem prywatnym przez zakładanie rodzin i wychowanie do umiłowania tradycji, czystości serca i rąk, gdyż taki obraz pracuje przy fundamentach życia publicznego, bo tylko wtedy młody człowiek będzie obywatelem przysługującym się życiu publicznemu a nie własnej karierze, z czego płynie wniosek, że się nie powinno w ogóle dopuszczać do pracy publicznej bez zasług wobec domu. Myślą przewodnią powinna być promocja kultury polskiej dokonywana z najwyższym dostojeństwem ponieważ bez kultury narodowej nie ma Narodu.

Jako kolejne zadanie do podjęcia Szacowny Prelegent wymienił wielkość tj. charakter zdolny do służby publicznej adekwatnie do profesjonalizmu. Niech każdy Polak zna się na czymś! Następnie ksiądz Profesor Koczwara mianem „lojalstwa” określił tak zwane „partyjnictwo”, które jest wyrazem służby partii politycznej, a które jest śmiercią ideałów gdy tymczasem chodzi o służbę Ojczyźnie. Z kolei Prelegent wyjaśnił istotę labora pracuj!, która polega na znoszeniu z godnością klęsk życiowych, bo właśnie być pokonanym i nie ulec to zwycięstwo i najdoskonalszy probierz godności osobistej.

Przechodząc do zagadnienia ora! - módl się! Ksiądz Profesor podjął temat powinności, gdzie świadomość powinności to imperatyw sumienia, który ma związek z potrzebą Absolutu a potrzeba ta jest głosem Boga. I tutaj filozofować to znaczy żyć myśląc i w tym znaczeniu żyć to znaczy filozofować. Profesor Koczwara określa człowieka mianem istoty, która się modli i tutaj właśnie znajduje się kryterium rozróżnienia, którego owoce manifestują się w sztuce, nauce, filozofii. W tym kontekście ateizm publiczny - obecny i wszechogarniający kwestionuje honor oraz poczucie powinności, jest wojną wypowiedzianą modlitwie, dlatego powinność wobec Polski nakazuje nam wejść w głąb sumienia. Wejść z modlitwą i kiedy posiądziemy wpływ, to tak można wprowadzać nowość żeby Polska nie przestawała być sobą. Przykładem podjęcia powinności ukazanym przez Księdza Profesora jest postać świętej Jadwigi, która miała głębokie poczucie powinności by zadbać o zbawienie swoich poddanych, a nie tylko o byt poddanych, stąd Jej zabiegi w Rzymie by rok 1389 mógł być obchodzony w Polsce, by poddani mogli skorzystać z łaski odkupienia.

Na zakończenie Ksiądz Profesor Stanisław Koczwara stwierdził, że odpowiedź na pytanie: jak odzyskać Polskę - uzyskujemy już na podstawie samego faktu, że podejmujemy pytanie: jak odzyskać Polskę - ponieważ podążając za myślą sekretarza Tadeusza Kościuszki, to właśnie swobodne wyrażanie uczuć obywatela jest cechą obywatela wolnego.

Tekst ukazał się na stronie Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy:

Więcej o spotkaniu dziennikarzy w tekście "Razem przeciw mediokracji"

http://www.niedziela.pl/artykul/3476/Ra ... lska-dusze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 31 mar 2015, 12:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Polska dusza jest obecnie najzacieklej niszczoną wartością w naszej Ojczyźnie.
Odbiera się nam nie tylko tożsamość, ale i odbiera się nam również prawo do posiadania tożsamości, atakując nas jako rzekomych nacjonalistów, ksenofobów, konserwatystów, zacofańców, antysemitów, katoli, itp.
Z mediów i ze szkół ruguje się naszą kulturę i naszą historię, zastępując je medialnym kabareciarstwem półgłupich celebrytów i ideologicznymi bredniami napełniajacymi program nauczania dzieci i młodzieży.
Nadzieja na przetrwanie tkwi jednak głęboko w nas i przy odrobinie naszego zaangażowania w swój rozwój, dusza polska jest w stanie się odrodzić.
Nie ma narodów bez duszy narodowej. Jeżeli w narodzie zabito duszę, to i zabito tym samym naród. Zabity naród staje się już tylko społeczeństwem, masą ludzką, zbiorowością ludzką, która ma niewiele, lub wcale nie ma, wspólnych wartości. Nie ma w tych zbiorowościach niczego co by łączyło ludzi, scalało, wzmacniało, stanowiło ich siłę.
Takimi zbiorowościami rządzą jedynie urzędnicze dekrety, strach i przemoc.


Pusta polska dusza?

Jan Ośko

Najbardziej nie lubię, gdy Polacy mówią, że na świecie zachodzą procesy, którym koniecznie musimy się poddać. Wcale nie musimy. Zawsze imponował mi amerykański mieszkaniec małego miasteczka, który uważa, że to u niego jest centrum świata. I, że to on może zmienić kierunek, w którym zmierza świat - mówi Ryszard Legutko.

Jest postacią bardzo krakowską, spokojny konserwatysta, profesor filozofii, wykładający swoje kwestie rozważnie, raczej powoli, a niekiedy wręcz dostojnie. Do Warszawy zjeżdża przede wszystkim w celach politycznych, na Wiejską do parlamentu. Jeszcze w zeszłym roku tuż przed wyborami trzymał pieczę nad polską edukacją. Profesor Legutko nie jest lubiany przez tzw. warszawkę i tzw. krakówek. Nie tylko z powodu PiS-owskich barw politycznych, ale przede wszystkim ze względu na głoszone poglądy. Kolejna jego książka „Esej o duszy polskiej” już wywołała pewne pomruki niezadowolenia.
Bo przecież pisać dzisiaj o duszy już samo w sobie jest pewną bezczelnością, a co dopiero pisać o polskiej duszy.
Niestety analiza polskiej duszy, według diagnozy postawionej przez prof. Legutkę, który wcielił się w rolę teologa narodu polskiego, nie wypada zbyt dobrze. Prawdę mówiąc, z książki wynika, że Polacy zatracili duszę.
Esej nie jest jednak czarną, beznadziejną wizją skrajnego pesymisty. Na warszawskiej promocji książka zyskała poważnych zwolenników. O pracy Ryszarda Legutki dyskutowali m.in: o. prof. Jacek Salij OP, były premier Jarosław Kaczyński, historyk literatury prof. Włodzimierz Bolecki i publicysta Piotr Zaremba.
Główną tezą eseju prof. Legutki jest przeświadczenie, że Polacy utracili po 1945 r. swoją tożsamość narodową i nie odzyskali jej po roku 1989. PRL przerwał łańcuch tradycji narodowej zostawiając pustkę duchową, którą ogromnie trudno wypełnić.
„Po 1945 r. odwrócono tradycję, zamiast budowy wspólnoty narodowej nastąpiła jej destrukcja” - zauważył prof. Bolecki.
Bodaj najtrafniej ocenił ten proces o. Jacek Salij. Zwrócił uwagę na to, że komunizm walczył z polskimi wadami, takimi jak chociażby megalomania narodowa czy nacjonalizm, w sposób, który nie miał nic wspólnego z terapią, ale poniżał i pozbawiał tożsamości narodowej. I taką metodę stosowaną przez komunistów przejęły dzisiaj liczne i wpływowe środowiska, które wyolbrzymiają polską megalomanię, antysemityzm czy nacjonalizm.
Jarosław Kaczyński przypomniał, że „moralna wspólnota subtelnych umysłów” opisana w tej książce to ludzie, którzy chociaż w PRL zaliczali się do czołowych opozycjonistów, wcześniej byli głęboko uwikłani w komunizm.
Jedynie Piotr Zaremba zauważył, że destrukcja polskiej tożsamości nie wynika tylko i wyłącznie z komunistycznej przeszłości, ale także z dominującego dzisiaj zachodniego prymitywizmu kulturowego, który zdominował główne mass media.
„Najbardziej nie lubię, gdy Polacy mówią, że na świecie zachodzą procesy, którym koniecznie musimy się poddać. Wcale nie musimy. Zawsze imponował mi amerykański mieszkaniec małego miasteczka, który uważa, że to u niego jest centrum świata. I, że to on może zmienić kierunek, w którym zmierza świat” - zakończył prof. Ryszard Legutko. Takiej właśnie pewności siebie brakuje polskiej duszy.

http://www.niedziela.pl/artykul/53853/n ... lska-dusza


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /