Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 06 sie 2011, 12:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Wojciech Wencel

Obywatel Mickiewicz

Kiedyś kochali go wszyscy. Wydawało się, że bez lektury „Pana Tadeusza” nie sposób w pełni być Polakiem. Dziś dystansują się od niego publicyści wszelkiej maści: budowniczowie nowego wspaniałego świata, konserwatywni pragmatycy, tradycjonaliści katoliccy, a nawet neomesjaniści.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 3 sierpnia 2011

Jedni krytykują go wprost, inni zdawkowo dają do zrozumienia, że jego tradycja ich drażni. Jak doszło do tego, że Adam Mickiewicz, którego dzieła były dawniej przechowywane w polskich domach jak relikwie, stał się persona non grata w życiu publicznym III RP? Dlaczego z wieszcza narodowego przeistoczył się nagle w strasznego odszczepieńca, towiańczyka, ekstremistę politycznego, ciemniaka i szaleńca?

Trzeba przyznać, że Mickiewicz potrafi ostro namieszać, zwłaszcza po swojej śmierci. Podczas premiery „Dziadów” w 1967 r. wbił nóż w plecy przyjaźni polsko-radzieckiej, i to wbrew intencjom reżysera. Teraz znów wyszedł z grobu, żeby zburzyć nasz święty spokój. I pomóc nam przemienić współczesną Polskę. Ci, którzy – dosłownie i w przenośni – nie mają zamiaru umierać za ojczyznę, już czują jego obecność. Wiedzą, że jego myśl polityczna może się odrodzić. Dlatego starają się go wykluczyć. Łatwiej bagatelizować moherów niż kontynuatorów mickiewiczowskiej tradycji. Ale wieszcz zdążył na nowo wejść między wolnych Polaków, a jego wykluczenie stało się częścią wspólnego losu. Słusznie mówił w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” Jarosław Marek Rymkiewicz: – To ogromny zaszczyt – być wykluczonym razem z Mickiewiczem i z wszystkimi moherami.

Dla ludzi – z różnych względów – wynarodowionych, pragnących realizować własne interesy lub plany Stwórcy wyłącznie w przestrzeni prywatnej, wskazówki wieszcza faktycznie muszą być irytujące. Wolność? Tak, ale jako doświadczenie polskiej duszy. Mała ojczyzna? Proszę bardzo: Soplicowo, centrum polskości. Multikulturowość? Żyd czy Słowianin nam bratem, w granicach polskiego imperium. Żywe chrześcijaństwo? Oczywiście! Niech miele ziarna polskich sumień i odnowi oblicze tej ziemi. Czego byś nie tknął, jesteś w Polsce.

W „Księgach narodu i księgach pielgrzymstwa polskiego” (1832) Mickiewicz pisze: „Nieraz mówią Wam, iż jesteście wpośród narodów ucywilizowanych i macie od nich uczyć się cywilizacji, ale wiedzcie, że ci, którzy Wam mówią o cywilizacji, sami nie rozumieją co mówią. Wyraz cywilizacja znaczył obywatelstwo, od słowa łacińskiego civis, obywatel. Obywatelem zaś nazywano człowieka, który poświęcał się za Ojczyznę swą. (…) Ale potem, w bałwochwalczym pomieszaniu języków, nazwano cywilizacją modne i wykwintne ubiory, smaczną kuchnię, wygodne karczmy, piękne teatra i szerokie drogi”.

Z perspektywy XXI wieku można dodać do tego zestawu zaawansowane technologie, media, hipermarkety i ciepłą wodę w kranie, a więc wszystko to, co – według dzisiejszych rządców dusz – ma być jedyną treścią polskiego życia. Koniec z poświęcaniem się za ojczyznę. Cywilizację budują nam Maciej Zień, Magda Gessler i Andrzej Saramonowicz. Tylko speca od szerokich dróg nie widać.

Mickiewicz nie nawołuje do porzucenia cywilizacyjnych zdobyczy, ale traktuje je wyłącznie jako środki zabezpieczające byt. „A jeśli narody gospodarne mają być najdoskonalsze – pisze – tedy mrówki przewyższają wszystkich gospodarnością; ale na człowieka to nie dosyć”. I wieszczy Polakom ambitną misję: „Nie Wy macie uczyć się cywilizacji od cudzoziemców, ale macie uczyć ich prawdziwej cywilizacji chrześcijańskiej”.

Po 10 kwietnia 2010 r. zaczął się w Polsce żmudny proces przywracania pierwotnego znaczenia słowu „obywatel”. Gorzej z wyznaczoną przez Mickiewicza misją. Żeby uczyć cudzoziemców cywilizacji chrześcijańskiej, trzeba najpierw ją zbudować. Wolni Węgrzy rozwiązali ten problem, masowo modląc się w intencji ojczyzny na różańcu. Dziś mają silne państwo i konstytucję zaczynającą się od słów: „Boże, błogosław Węgrów!”. Niedawno podobna krucjata różańcowa ruszyła w Polsce. Istnieją przynajmniej trzy powody, by wziąć w niej udział: zawierzenie Bogu, miłość ojczyzny, szacunek dla Mickiewicza.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2011 ... ewicz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 17 sie 2011, 13:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Wojciech Wencel

Nie dajmy się podzielić

Jak opisać wspólnotę wolnych Polaków, która narodziła się w dniu tragedii smoleńskiej?

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 10 sierpnia 2011

Utworzyli ją ludzie kochający swój kraj, odważni i solidarni, ale różniący się doświadczeniami życiowymi, wyznaniem, wykształceniem czy zainteresowaniami. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że Smoleńsk poruszył trzy struny starej polskiej liry: Boga, honor i ojczyznę, ale w każdym z nas nacisk padł na co innego.

Dla wielu chrześcijan wydarzenia z 10 kwietnia 2010 r. to przede wszystkim doświadczenie duchowe, które uzmysławia kruchość ludzkiego życia, inspirując do modlitwy za zmarłych oraz w intencji ojczyzny. Dla części z nas to także świadectwo, że Bóg wciąż dialoguje z ludźmi przez historię, choć bałwochwalczy świat dawno ogłosił jej koniec. Jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń w naszych dziejach kompromituje technokratów, którym wydaje się, że odwracając się od „przeklętej polskiej historii”, zbudują sobie raj na ziemi. Ich bezmyślna arogancja jeszcze trwa: podobnie jak przed 10 kwietnia zarzucali nieudacznictwo dawnym Polakom, teraz w podobnym świetle próbują przedstawić załogę tupolewa. Uważają się za władców historii, którzy są w stanie pokierować nią perfekcyjnie, bez wojen i katastrof, według własnego planu. Ale w kontekście Smoleńska to już tylko dziecięce przechwałki. Narodowa tragedia dramatycznie odsłania ciągłość polskiego losu. Na nowo stawia przed nami tajemnicę bolesnej historii, przed którą trzeba wreszcie pochylić głowę, bo nieustanne sprowadzanie jej do konsekwencji ludzkich błędów i przypadków stało się infantylne. Kluczem do tej tajemnicy jest krzyż Jezusa Chrystusa. Nic dziwnego, że w kontekście Smoleńska powracają mesjańskie wizje Adama Mickiewicza, w których Polska staje się zaczynem wielonarodowej cywilizacji chrześcijańskiej.

Druga, chyba najliczniejsza, grupa wolnych Polaków akcentuje głównie kwestie związane z honorem. To ci z nas, którzy słusznie domagają się ustalenia pełnej prawdy o przyczynach katastrofy i rozliczenia winnych. Kierując się instynktem samozachowawczym, myślą przede wszystkim o kwestiach praktycznych: politycznej i gospodarczej naprawie państwa zrujnowanego przez rządy PO. W sposób szczególny poczuwają się do solidarności z biednymi, wykluczonymi z debaty publicznej, zepchniętymi na margines. W tym nurcie mieszczą się np. działania klubów „Gazety Polskiej”, Solidarnych 2010 czy publicystyka Zdzisława Krasnodębskiego.

Trzecią grupę stanowią tradycyjni polscy inteligenci, zdolni do głębokiej refleksji historiozoficznej. W kontekście Smoleńska próbują przede wszystkim na nowo zdefiniować polskość i pogłębić zbiorową świadomość geopolityczną. Interesują ich kwestie cywilizacyjne i długie trwanie w polityce. Stoją na straży narodowej pamięci. Odwołują się do wyśmianej dziś kategorii patriotyzmu, która dla nich jest elementarna. Do tej grupy należą Jarosław Marek Rymkiewicz czy redaktor krakowskich „Arcanów”, prof. Andrzej Nowak.

Oczywiście, większość z nas wyznaje wszystkie trzy wartości: Boga, honor i ojczyznę. Nawet jeśli skupiamy się na jednym obszarze, pozostajemy w jedności z tymi, którzy udzielają się na dwóch pozostałych. Istnieją jednak publicyści, którzy za wszelką cenę pragną nas przekonać, że wartości te są wzajemnie sprzeczne. Chrześcijanom podpowiadają, że ich wiara kłóci się z postawą obywatelską, a nawet z religijnością „radiomaryjnego ludu”. Praktykom mówią, że metafizyczne odczytywanie Smoleńska to bujanie w obłokach. Profesorów przestrzegają przed zwolennikami PiS-u.

Musimy się na nowo policzyć – mówiła Anna Walentynowicz. Od 10 kwietnia 2010 r. staramy się wypełnić ten testament. Spis powszechny wolnych Polaków, rozpoczęty na Krakowskim Przedmieściu i kontynuowany w lokalnych społecznościach, stanie się wymierny podczas zbliżających się wyborów parlamentarnych. Ale wybory polityczne to tylko jeden z elementów cementujących wspólnotę.

Ważne, byśmy w dłuższej perspektywie nie dali się uwieść tym, którzy chcą nas podzielić. Mamy obowiązek działać solidarnie, nie mieszając porządków, ale szanując wszystkie trzy elementy polskiej tradycji. Na jednej strunie nie sposób przecież wygrać żadnej melodii. Żeby odmienić nasz kraj, stara polska lira musi zabrzmieć pełnią dźwięków.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2011 ... ielic.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 16 wrz 2011, 15:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Być Polakiem nie jest to tak wielka rzecz, jak nam się wydaje. Ale przestać nim być, znaczyłoby przestać być człowiekiem.

Ferdynand Goetel, „Czasy wojny”



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 20 wrz 2011, 07:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
W polu dobra i zła

Polskie dziedzictwo polityczne?

Do parlamentu czekają olbrzymie kolejki chętnych do wzięcia odpowiedzialności za nasze wspólne życie. Mogłoby to wyglądać optymistycznie, skoro aż takie tłumy pragną społecznego dobra. Jakiego jednak naszego dobra mogą pragnąć twórcy morderczej i siermiężnej PRL, którzy jednak nie pragną zniknąć z politycznej sfery, traktując ją jak poletko własnych interesów? Jakiego naszego dobra są spragnieni co najmniej mataczący w sprawie katastrofy smoleńskiej, a zatem posłuszni wykonawcy zleceń oficerów KGB? Cóż to za nasze dobro - aborcja, in vitro, instytucja zboczeń seksualnych? Trzeba zatem z tego tłumu chętnych jakoby do zadbania o nasze wspólne dobro wybrać ludzi sumienia. Ono stanowi wyróżnik naszego człowieczeństwa i ono gwarantuje troskę o wspólne dobro. Człowiek bez sumienia schodzi na poniżejludzki poziom i dba tylko o własny interes. Nic zatem dziwnego, że do czasu powojennej sowieckiej okupacji naszego kraju w polskiej polityce liczyli się przede wszystkim ludzie sumienia, a w każdym razie taki ideał stawiały sobie najszlachetniejsze polskie rody. Na frontonie swojego zamku w Dzikowie Tarnowscy umieścili w XVII wieku szczególną swoją życiową dewizę: "Dozwól nam, Panie, mieszkać w tem domu ojczystem, a racz obdarzyć zdrowiem i sumieniem czystym".
Pragnienie czystego sumienia? Nie lepiej i najpierw: pragnienie pieniędzy, sławy i władzy? Cóż to za domownicy aktualnie odnawianego pięknego zamku w Dzikowie, dzisiaj dzielnicy Tarnobrzega? Apetyt na ich dobro - jak czytamy w prasie - zdają się mieć także niektórzy towarzysze i posttowarzysze, liczący na piękną "chatę" za darmo. Ma zatem ród Tarnowskich jakieś problemy z realizacją swojego szlachetnego zamysłu, aby ich zagrabioną własność uczynić duchowym skarbem tamtych ziem, którą ubecy, esbecy i pierwsi sekretarze z Rzeszowa, Niska, Stalowej Woli i Tarnobrzega uczynili po II wojnie prawdziwą pustynią blokowisk. Dopiero wtedy, kiedy wkroczyli do Dzikowa Sowieci, rozpoczęła się tam rzeź także polskiej pamięci historycznej, ucieleśnionej w zgromadzonych tam arcydziełach literatury i sztuki. Bibliotekarz i archiwista tego skarbu zanotował w swoim memoriale, iż "już w ciągu kilku godzin po zjawieniu się sołdatów skrzynie na strychu zostały rozbite, druki na strzępy podarte, rozrzucone i celowo najordynarniej zanieczyszczone; zabytkowe meble i przedmioty obdarte, połamane i potłuczone i w dużej części spalone". Za tę rzeź odpowiedzialna była także ówczesna "władza ludowa". Dzisiaj jej potomstwo pcha się razem do Sejmu. Pewnie w ten sam sposób, jak ich przodkowie potraktują skarby "polactwa", włącznie z ich wiarą, sumieniami, całym dobrem narodowym. Przecież już piewcę satanizmu zatrudniono w telewizyjnej Dwójce, aby przygotował muzyką teren do dalszej akcji...
Jeśli części tego skarbu polskiej i światowej kultury nie udało się uratować i odzyskać przez Tarnowskich - na użytek społeczności, której zawsze służyli - to "towarzysze" nie poradzili sobie z duchowym hartem domowników zamku w Dzikowie, modlących się napisem na jego frontonie o bycie ludźmi sumienia. Nie złamała ich wojenna tułaczka, utrata całego majątku, wpływów i wygnanie z Ojczyzny. Hrabina Róża Tarnowska (zmarła w 2005 roku) pomimo subtelnego wykształcenia, znajomości kilku języków musiała utrzymywać się przy życiu w Kanadzie, pracując jako sprzątaczka, a jej mąż, hrabia Artur Tarnowski - jako sprzedawca w sklepie. Polscy arystokraci pozostają sobą i nie tracą sumienia nawet w najcięższych warunkach. Takich polityków nam dzisiaj trzeba!

Marek Czachorowski

--------------------------------------------------------------------------------
Człowiek bez sumienia schodzi na poniżejludzki poziom i dba tylko o własny interes

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 20&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 02 paź 2011, 11:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Polska moich marzeń...

Polska naszych marzeń… Wielokrotnie pisałem o takiej Polsce. Prawej, sprawiedliwej, gdzie najważniejsze wartości są w poszanowaniu, gdzie sacrum nie miesza się z profanum, gdzie każdy może znaleźć swoje miejsce pod warunkiem szacunku dla innych…

Wierzę, że ziści się już niedługo. Może wciąż biedna, z wieloma ułomnościami, ale sprawiedliwa, uczciwa, prawa. Polska, w której prawda w sposób absolutnie podstawowy różni się od kłamstwa. Polska, w której to kłamstwo będzie przynosiło kłamcy wstyd i infamię... Bo my Polacy naprawdę wiele zniesiemy, pod warunkiem, że przeróżne polityczne łotry i dranie nie będą nas nagminnie cyganić i nie będą wystawiać Polski na hańbę i poniżenie, jak to było z Tragedią Smoleńską. Bo Ojczyzna to świętość…I dla niej i dla naszej wspólnoty jesteśmy w stanie naprawdę znieść niejedno.

Acha…Polska naszych marzeń to również tytuł książki Jarosława Kaczyńskiego. Ja swój, do niniejszego felietonu, wymyśliłem zanim usłyszałem o książce lidera opozycji. Jak ja lubię takie piękne przypadki, które tak naprawdę nie są żadnymi przypadkami. Świadczą jeno o wspólnych marzeniach wielu z nas, marzeniach o pięknej Polsce, której to piękno w tak bliski sposób definiujemy. I tyle po prostu. Aż tyle...

http://andrzejleja.salon24.pl/348417,po ... ich-marzen


Bo czy można żyć bez...powietrza?




Moje państwo - Polska
Jest nas wielu, nie musimy się poddawać. Marzył Żeromski o szklanych domach i jego marzenia w dużej części spełniły się w okresie międzywojennym. Mimo postępu technicznego i wzrostu poziomu oświaty - teraz jest trudniej. Brunatny i czerwony okupant uczynił większe spustoszenia mentalne w narodzie niż 123 lata zaborów. Największe straty poniosła polska inteligencja, tego nie można odrobić w czasie jednego pokolenia. Państwo bez poszanowania tradycji, więzi kulturowej i narodowej, bez marzeń o sprawiedliwości, bez kultu patriotyzmu - nie ma szans wybicia się na prawdziwą wielkość, którego obywatele będę dumni ze swojej narodowości i swojego państwa. W takim państwie szanowane będą odrębności mniejszości narodowych i ich tradycje. W takim państwie chciałbym żyć.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 17 lis 2011, 07:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Jeszcze o Święcie Niepodległości

Wystarczy sięgnąć do polskiej literatury, aby tego rodzaju przekonanie uznać za słuszne. To samo można powiedzieć o naszej historii. Rożne przecież działy się rzeczy w przeszłości, ale nadziei nie brakowało.

Mówi o tym Zygmunt Krasiński, wyjątkowy entuzjasta niepodległości Polski:

Cokolwiek będzie,
cokolwiek się stanie.
Jedno wiem tylko:
sprawiedliwość będzie.
Jedno wiem tylko:
Polska zmartwychwstanie.


Warto przy okazji powyższego tekstu zwrócić uwagę na to, że dla Zygmunta Krasińskiego niepodległość Polski nie jest tylko sprawą polityczną, militarną, względnie ekonomiczną. Z pewnością te wszystkie dziedziny mają jakiś wpływ na niepodległość. Ale najważniejsza jest sprawiedliwość. Niepodległość ma być przede wszystkim owocem sprawiedliwości. I z tego względu nadzieja wieszcza, nadzieja minionych pokoleń, nadzieja wiodąca ku wyzwoleniu, ku uwolnieniu się od zaborców, okupantów i innych ciemiężycieli, ma swoje mocne korzenie w podstawach ładu moralnego.

Nieraz do zniechęcenia był tylko jeden krok

Nie było rzeczą łatwą poprzez dziesięciolecia podtrzymywać w kolejnych pokoleniach naszych rodaków nadzieję na wolność. Prześladowcy sięgali po różne metody, ale najczęściej zmierzali do osłabienia ducha, do ośmieszania polskości, do niszczenia kultury polskiej, zabraniając wreszcie posługiwania się mową polską. Oto fragment z "Syzyfowych prac" Stefana Żeromskiego, przypomniany przez nieznaną mi osobę, a nadesłany e-mailem z Białegostoku:
"- Co takiego? - głośniej zawołał inspektor - kazałem śpiewać (chodzi o carskiego inspektora).
- Panie inspektorze - rzekł ksiądz spokojnie i z zimną uprzejmością - uczniowie będą śpiewali tutaj, w kościele, hymn po polsku, i to nie tylko dziś, ale zawsze".
Od tego najczęściej zaczynają się zmagania. A potem przychodzi atak na sprawy fundamentalne, które w rzeczywistości polskiej wyrażają trzy słowa: "Bóg, Honor i Ojczyzna". Atak najpierw uderzał w Pana Boga. Obecnie mniej, gdyż trudno wbrew logice twierdzić, że świat nie ma Pierwszej Przyczyny. Za to usiłuje się deprecjonować to, dzięki czemu Bóg jest nam tak bliski. Zwalcza się więc krzyż, bo z krzyża przemawia do nas Największa Miłość. Nie da się Jej zasłonić. A w Krakowie u zbiegu ulicy Kapucyńskiej z Loretańską, w samym centrum, mimo ciasnoty na skraju ulicy stoi krzyż, od dziewiętnastego wieku. I nikt nie dyskutuje na temat miejsca, w którym stoi. Nie można kwestionować obecności Najwyższej Miłości. Jest on pamiątką walk o wolność.
Dyskretnie i podstępnie, ale usiłuje się również niszczyć znaczenie Honoru. Bo jak wytłumaczyć Polaków, którzy zapraszają obcokrajowców i to nie najlepszej sławy, aby przybyli do Polski i blokowali innym Polakom Marsz Niepodległości! Honor w takim zachowaniu całkowicie został powalony na ziemię. Ale to tylko jeden przykład. A co sądzić o powszechnie praktykowanym kłamstwie, obecnym w publicznych wystąpieniach polityków najwyższych szczebli? A co powiedzieć o beztrosce licznych dziennikarzy? Oto dwa przykłady. W czasie pobytu Benedykta XVI w Madrycie nasza telewizja publiczna i telewizje komercyjne wciąż pokazywały zamieszki na ulicach stolicy Hiszpanii powodowane rzekomo przez przeciwników odwiedzin Papieża. Tymczasem nasza młodzież po powrocie była tym zaskoczona. Oni nawet tego nie zauważyli. Ale wyżej wspomniane telewizje nie transmitowały ani jednego wystąpienia papieskiego w pełni. A samo Święto Niepodległości! Poczynając od piątku, przez kolejne dni środki społecznego przekazu pokazywały tylko blokadę i bójki wokół. Dlaczego nie miały odwagi pokazać samego marszu. Tam było kilkanaście tysięcy ludzi, głównie młodych, również wiele młodych małżeństw z dziećmi. Czyżby denerwował ład tam panujący?
Próby osłabiania obecności Boga w naszej rzeczywistości, choćby w znaku krzyża; ciągłe pomijanie albo ośmieszanie znaczenia Honoru - rzecz jasna, że musi się odbić na osłabieniu treści słowa Ojczyzna. I to nas boli.

Czyli czas powstań się nie skończył

Trudno przecież wyobrazić sobie, aby Polacy zrezygnowali z tego wszystkiego, o co walczyli ich poprzednicy z jakże wielką determinacją. Już w czasie zaborów nierzadko manifestacje były wstępem do powstań. W obecnej dobie, jeśli te wolności, które jakoś przebijają się przez nasze media, będą trwały, rolę dawnych powstań przejmą manifestacje. I na to nie ma mądrych. Nie możemy bowiem zlekceważyć przelanej krwi przez setki tysięcy rodaków. Nie możemy zapomnieć milionów pomordowanych, wydziedziczonych, więzionych. Nie ma Polski bez Honoru. Nie ma Polski bez Boga, oczywiście w jej duchowej istocie i kulturowej szacie.
Ale ta Polska przez setki lat nikomu nie była ciężarem. Potrafiła pogodzić wszystkie narody, i to przez cztery, a nawet pięć stuleci. To w Polsce katolickiej do czasu rozbiorów mieszkało około 80 proc. Żydów. Nikt nie słyszał o prześladowaniach. W Rzeczypospolitej żyły różne narody. Było w niej miejsce na Orła i na Pogoń. Szkoda, że nie zauważono św. Michała Archanioła. Rzeczpospolita może być wspaniałym przykładem dla współczesnych prób unijnych. Tylko czy nasi rodacy chcą o tym mówić. A może preferują bycie "pawiem i papugą narodów"? To możliwe, a jednak szkoda dorobku wieków.
Proszę więc mi wybaczyć, że odwołuję się do naszej kultury i historii, bo do czego mam się odwoływać? A czy wolno to wszystko zaprzepaścić? Nie wolno! I jest nadzieja, że do tego nie dojdzie. Oto e-mailowa wiadomość z Białegostoku. W Liceum Ogólnokształcącym nr 2 im. księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej zaczyna się apel z okazji rocznicy wkroczenia wojsk sowieckich w granice Rzeczypospolitej w roku 1939. Chór miał śpiewać na rozpoczęcie hymn państwowy. Pani wicedyrektor zabroniła. Pod koniec apelu jeden z uczniów powiadomił zebranych o zakazie i podał komendę do odśpiewania hymnu. Pani wicedyrektor wyszła. Jest żoną jednego z wiceprezydentów miasta. Przykre, ale po co? Po co kontrmanifestacje? Po co blokady! Polska nie ulegnie. Idzie nowe pokolenie, jeszcze dzielniejsze. Ono obroni się przed rozkładem moralnym. Ono uratuje swoją wiarę w Boga, Honor i miłość do Ojczyzny. Ono uratuje własną tożsamość. A wszystko po to, aby Polska w jednoczącej się Europie miała swoją twarz. A Europa, żeby nie stała się szara jak stepy, dzika jak tajga i wyniszczona jak pustynia.
Europa musi mówić wieloma językami. Musi radować się bogactwem kultur. Jeśli chce być sobą, powinna szanować to wszystko, co jest fundamentem każdej zdrowej społeczności ludzkiej, a więc: wiarę w Boga, Honor i każdą Ojczyznę.

Ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz członek Komitetu Poparcia Marszu Niepodległości w Warszawie
--------------------------------------------------------------------------------

Po co blokady! Polska nie ulegnie. Idzie nowe pokolenie, jeszcze dzielniejsze. Ono obroni się przed rozkładem moralnym. Ono uratuje swoją wiarę w Boga, Honor i miłość do Ojczyzny

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 31 gru 2011, 11:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Kultura dla człowieka

Z prof. dr. hab. Piotrem Jaroszyńskim rozmawia Imelda Chłodna

Jest Pan wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Czego dotyczą Pańskie zainteresowania naukowe?
- Filozofii kultury i cywilizacji, w tym kluczowych zagadnień mieszczących się w ramach tych dziedzin, a wyznaczonych przez triadę: prawda, dobro, piękno. Nie każda cywilizacja liczy się z prawdą, nie w każdej dobro ma wymiar uniwersalny, nie wszystkie chcą odkrywać bądź tworzyć piękno. W ramach refleksji nad kulturami i cywilizacjami ciągle powracają pytania: Dla kogo one są? Jakie miejsce zajmuje w nich człowiek? Jaki typ społeczności może się w ich ramach zawiązać? Są cywilizacje, gdzie człowiek nie jest podmiotem, a społeczność to tylko niewolnicy. Obecnie kończę książkę, która stanowi zwieńczenie moich wykładów z filozofii kultury, jakie prowadziłem przez kilkanaście lat. Pracuję też z tłumaczami (angielskim i hiszpańskim) nad najnowszą monografią, która właśnie ukazuje się po polsku "Metafizyka czy ontologia?".

Filozofia jest nieraz potocznie uważana za naukę oderwaną od rzeczywistości, mało praktyczną. Znajomość filozofii przydaje się w życiu codziennym?
- Życie codzienne to nie tylko troska o to, jak przetrwać, ale również myślenie, refleksja, lektura, rozmowa, bo przecież nasz rozum jest czujny i przytomny, chętny do właściwej mu pracy, którą jest myślenie. Otóż bez filozofii człowiek nie potrafi myśleć w sposób całościowy, uporządkowany i systematyczny, właśnie codziennie, nie tylko od święta. Myślenie bez filozofii to takie odpryski idei, wrażeń, uczuć. Albo jeśli już mowa o jakimś planowaniu, to jest ono prowadzone na krótką metę, bez dalekosiężnej wizji całości i wielkiego celu. Pamiętajmy, że filozofia, klasycznie rozumiana, jest odpowiedzią na poszukiwanie przez człowieka mądrości, co oznacza, że bez takiej filozofii człowiek musi kluczyć i żyć dość powierzchownie.

A czy filozofia może być użyteczna w studiowaniu innych kultur, cywilizacji?
- Poznając jakąś kulturę lub cywilizację, musimy zadać odpowiednie pytania. Te pytania dostarcza nam filozofia. Na przykład: Co uznawane jest w danej cywilizacji za rzeczywiste? Jak rozumiany jest człowiek? Czym jest społeczeństwo? Kim jest Bóg? Czy i jakie prawa posiada człowiek? To są pytania filozoficzne, na które odpowiedź przynoszą różne dziedziny nauki i kultury, ale filozofia szuka odpowiedzi ostatecznych, natomiast w kulturach lub cywilizacjach odpowiedzi te są zazwyczaj niedoprecyzowane merytorycznie i metodologicznie. Będzie trochę mitologii, trochę teologii, trochę poezji, trochę tzw. mądrości ludowej. Jak to wszystko zrekonstruować bez metodologii i bez filozofii, żeby uzyskać w miarę klarowny i spójny obraz? Jest to niemożliwe, chyba że chodzi tylko o zauroczenie obcymi cywilizacjami, ale to bywa płytkie i krótkotrwałe, jest modne, a nam chodzi o głębsze rozumienie, do którego niezbędna jest filozofia.

Filozofia zajmuje ważne miejsce w profilu studiów w WSKSiM w Toruniu. Czym jeszcze ta uczelnia różni się od innych szkół wyższych?
- Od strony kadry warto podkreślić, że pracują tu pasjonaci swoich dziedzin, którzy równocześnie mają poczucie przynależności do tej właśnie kultury, jaką jest kultura polska, co z kolei wiąże się z poczuciem odpowiedzialności za młodzież, tak aby potrafiła współtworzyć polskie elity. Jest to szczególnie ważne w dobie ponad- czy antynarodowej europeizacji i globalizacji, gdzie człowieka pozbawia się jego narodowej tożsamości, a tym samym i kultury, która odsłania przed człowiekiem pełny wymiar życia osobowego. Próbuje się nas poddać operacji niszczenia lub niedorozwoju osobowościowego, tak aby człowiek stał się wyłącznie elementem praw rynku, a nie podmiotem wolnym w podejmowaniu decyzji i kierowaniu własnym życiem w perspektywie prawdziwego szczęścia. Patrząc od strony studentów, młodzież nasza jest dobrze ułożona i wychowana, wie, czego chce, i pamięta, jak ważnym okresem w jej życiu jest właśnie czas studiów, dlatego na poważnie przykłada się do nauki. Praca z taką młodzieżą to duża przyjemność.

WSKSiM znana jest z międzynarodowych kongresów organizowanych z udziałem wybitnych specjalistów z całego świata. To ogromna szansa dla studiującej tu młodzieży - może zobaczyć i usłyszeć profesorów z innych ośrodków akademickich i naukowych, może też z nimi porozmawiać.
- Zdobywanie takich doświadczeń łączy się z poszerzaniem horyzontów umysłowych, co jest szalenie ważne, ponieważ wzbogaca młodego człowieka na całe życie. Nie jest łatwo samemu znaleźć kontakt z profesorami, którzy pracują na innych uczelniach, w innych krajach czy na innych kontynentach, natomiast dzięki naszym inicjatywom profesorowie ci przyjeżdżają do nas. To wielki skarb. Wśród wielu kongresów warto wymienić współorganizowany również przez Katedrę Filozofii Kultury KUL cykl zatytułowany "Katolicy i..." - edukacja, polityka, media. W tym roku odbył się czwarty już kongres "Katolicy i ekonomia", na którym wystąpili prelegenci z sześciu kontynentów. Za każdym razem referat wprowadzający przedstawia JEm. ks. kard. Zenon Grocholewski, prefekt Kongregacji Wychowania Katolickiego.

Wśród kierunków proponowanych przez WSKSiM znajduje się kulturoznawstwo. Co stanowi specyfikę tych studiów?
- Kulturoznawstwo jest kierunkiem stosunkowo młodym, a do szkół wprowadzone zostało przez... marksistów po to, by poznawane kultury poddać ideologicznej interpretacji, a następnie - po opanowaniu centrów formowania świadomości takich jak szkoła, teatr, film, uczelnia, media - dokonać przewrotu ideologicznego, który umożliwiłby podbój danego społeczeństwa w sposób "bezkrwawy". W ramach kulturoznawstwa prowadzonego na naszej uczelni chodzi raczej o poznanie kultur i cywilizacji wedle obiektywnych kryteriów, jakich dostarcza filozofia klasyczna, dzięki czemu tak poznane kultury mogą nas autentycznie wzbogacić, a ludzi otworzyć na siebie. Szczególną rolę zwracamy na bogactwo i znaczenie kultury polskiej, która w większości wypadków traktowana jest niechętnie lub po macoszemu. A my mamy wspaniałą kulturę, którą trzeba koniecznie przywracać, gdyż naród bez własnej kultury przestaje być narodem, co oznacza, że nie decyduje sam o sobie, o tym, kim jest i kim ma być. Walka o kulturę polską jest walką o naszą ludzką tożsamość, podmiotowość i godność.

Błogosławiony Jan Paweł II, bogaty doświadczeniem polskich dziejów, nauczał, że naród żyje dzięki swej kulturze. Ta prawda nabiera jeszcze większej aktualności w obliczu multikulturalizmu, globalizmu, ideologii "tolerancji".
- Nie ma kultur doskonałych, wszystkie kultury są jakoś ułomne, czegoś im brak. Kontakt z innymi kulturami może te braki uzupełniać. Z drugiej strony, aby lepiej zrozumieć i docenić własną kulturę, trzeba mieć jakąś skalę porównawczą. Dlatego właśnie warto poznawać inne kultury, nie kosztem kultury własnej, lecz dla pełniejszego rozwoju własnej osobowości. Dzięki odpowiedniej postawie unikniemy pułapek multikulturalizmu, w ramach którego kultury sprowadza się do strojów i posiłków, by docelowo stworzyć globalistę, czyli człowieka bez kultury. Narzędziem globalizacji jest tolerancja, która działa zazwyczaj w jedną stronę: akceptuj innych, ale nie siebie. Ale gdy nikt nie będzie siebie szanował, to kultury narodowe znikną, zostanie tylko pracownik, klient i konsument. To będzie jakiś homunkulus. Nam chodzi o kulturę dla człowieka jako osoby.

W dobie swobodnego przemieszczania się w świecie o czym należy pamiętać, poznając inne kultury, podróżując po innych krajach?
- Są kultury, które należą do tej samej cywilizacji, jak np. kultura polska, włoska, francuska. Ich dzieje to historia powstania i rozwoju cywilizacji łacińskiej. Dlatego by zrozumieć lepiej kulturę polską, np. architekturę dworów czy pałaców, trzeba pojechać do Włoch i popatrzeć na zabytki rzymskie. Ale wtedy przekonamy się, że to zaczęło się jeszcze wcześniej, bo w Grecji. Więc udajemy się do Aten, do Delf, do Olimpii, do Epidauros i zaczynamy oddychać kulturą zachodnią u jej źródeł, zaczynamy rozumieć, jak z tego samego źródła wyrosły różne nurty. To jest poznawanie samych siebie. Ale możemy pojechać tam, gdzie są zupełnie inne cywilizacje, np. do Chin lub do Indii, i wtedy z kolei ostrzej przedstawiają nam się różnice, jak choćby ta, że w Chinach nie ma pojęcia praw człowieka, a w Indiach ciągle istnieje system kastowy. Podróże kształcą, ale wykształconych. Kulturoznawstwo, jakie proponujemy w WSKSiM, pomaga człowiekowi odnaleźć się w tym jakże bogatym i zróżnicowanym świecie, ale ciągle zachowując własną tożsamość.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my09.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 26 lut 2012, 13:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Wojciech Wencel

Adam Mickiewicz o dzisiejszej Polsce

O ludziach rozsądnych i ludziach szalonych (1833)

Pierwsze zjawienie się historyczne w Polsce ludzi na urząd rozsądnych i z profesji dyplomatów, przypada na czasy pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej. Kiedy haniebnemu sejmowi Ponińskiego radzono podpisać akt samobójstwa, nie śmiano już do Polaków przemawiać językiem starym, wzywać ich w imię Boga, w imię powinności; trzeba było stworzyć język nowy. Rozprawiano więc o okolicznościach czasu, miejsca, o trudnościach, o nadziejach; nareszcie zaklinano obywateli w imię rozsądku, aby przestali czuć po obywatelsku. Gdzież rozsądek, wołano, chcieć opierać się woli trzech dworów? Gdzie są środki oparcia się? Czy jest czas po temu? Czy nie lepiej część poświęcić, aby resztę zachować ze skołatanego statku Rzeczypospolitej wyrzucić, dla ulżenia mu, kilka województw? Od chorego ciała Rzeczypospolitej dać odciąć cząstkę, której nie podobna uzdrowić etc. etc. etc. Tak sprawa ojczysta wpadła od tej chwili na języki sofistów!



Poczciwi posłowie, szczególniej z głębi prowincji przybyli, słuchali z podziwieniem nowych dla Polaków rozumowań; nie umieli, nie chcieli nawet wdawać się w rozprawy, zatykali uszy na podobne bluźnierstwa; polskim rozumem, polskiem sercem nie mogli pojąć ani uczuć, jak to sejm miałby Rzeczpospolitę rozdzierać, bliźnich swoich, współobywateli w niewolę zaprzedawać. Odpowiedziano im, że sejm posiada la souveraineté! Przybiegli na pomoc ludziom rozsądnym dyplomaci, zbrojni w obosieczne słowa aliansów, gwarancji, traktatów, kartonów, neutralności, i nareszcie wzbogacili słownik nasz wyrazem kordon, nad którym niegdyś tak dumali politycy nasi, jak potem nad interwencją i nieinterwencją. Zgraja głupców i ludzi bezdusznych wstydziła się przyznać, że tych wyrazów nie rozumie, rada była popisać się z nauką szermując nimi. Rejtan po raz ostatni przemówił starym językiem, zaklinając na rany boskie, aby takiej zbrodni nie popełniać; ludzie rozsądni okrzyknęli Rejtana głupcem i szalonym; Naród nazwał go wielkim; potomność sąd Narodu zatwierdziła.

Kiedy konfederaci Barscy broń podnieśli, znaczna część Narodu podzielała ich uczucie ale rozsądek i polityka tak się rozszerzyły między szlachtą, że zamiast wsiadania na koń, zaczęto rozważać, czy sposobna była pora, oczekiwać odpowiedzi z Wiednia, posiłków z Francyi etc. Nareszcie konfederaci napadli Stanisława Augusta; okrzykniono, że spalili honor narodowy. Konfederatów potępiono jako szalonych awanturników. Naród i potomność inny wydał o nich wyrok.

Kiedy na sejmie czteroletnim, Korsak, w każdą materię wtrącał dwa słowa: skarb i wojsko! wojsko i skarb ! zaklinając teoretyków, aby zamiast tylomiesięcznego rozprawiania o prawach kardynalnych, zaczęli od poparcia tych czynem, wojną! ludzie rozsądni, za to, że Korsak często parlamentarskich form nie przestrzegał, nazwali go głupim; stronnicy Moskwy szalonym.

Kiedy Kościuszko stanął na czele Narodu, kiedy Warszawę oswobodzono, Stanisław August, przyjmując deputację rewolucyjną, rzekł na pół z płaczem: "To jest wszystko pięknie! c’est sublime! Ale Mości Dobrodzieje, czyżto rozsądnie? cóż to z tego bedzie?..." Kościuszko umarł na wygnaniu; ale zwłoki jego złożył Naród w grobach królów naszych. Stanisław August, rozsądny, pochowany był z honorami królewskimi w Petersburgu.

Kiedy w czasie tworzenia się legionów młodzież polska opuszczając krewnych, wyrzekając się dóbr, przekradała się pod chorągwie Dąbrowskiego i Kniaziewicza, krzyczano na tych zbiegów, obwołano ich za szaleńców. Dąbrowski i Kniaziewicz w ówczesnych pismach niemieckich wystawieni byli jako szaleni awanturnicy. Znajdował się między awanturnikami zbiegły od rodziny Wincenty Krasiński, który później stał się rozsądniejszym.

O rozsądnych ludziach rewolucji ostatniej zostawiamy sąd pokoleniom. Może nikt z tych, którym zarzucają biedy, nie będzie obwiniony o złe chęci, o brak miłości Ojczyzny; może najczęściej przez wstyd fałszywy, przez bojaźń śmieszności, przez żądzę popisania się z wiadomościami prawnymi i parlamentarskimi, ludzie poczciwi nie śmieli radzić się uczucia swego sumienia, ale biegali po rozsądek do głowy i książek.

Co z tego wszystkiego wnosimy? Oto, że rozsądek, czyli wzgląd na okoliczności zmienne życia codziennego, nie jest trybunałem na sądzenie spraw dotyczących się wieków i pokoleń; że rozsądek pojedyńczy jest często w sprzeczności z rozumem narodowym, z rozumem rodu ludzkiego. W czasach, kiedy umysły chore na sofisterię pozwalają sobie o wszystkim rozprawiać na prawo i lewo, rozum rodu ludzkiego wygnany z książek i rozmów, chowa się w ostatnim szańcu, w sercach ludzi czujących. Wskazówką tych ludzi jest uczucie powinności. Godna uwagi, że jeden z naszych generałów zasłużonych, pierwszy, ile nam wiadomo, śmiał na czele pamiętników swoich militarnych napisać te słowa: „Czułem że o powinności nie wolno rozumkować”.

Jeżeli się kto spyta, co jest powinnością Polaka dzisiaj? W tej godzinie? W tym lub owym zdarzeniu? Nie podajemy siebie za wyrocznię, nie umiemy nic powiedzieć człowiekowi, któremu jego sumienie nic nie mówi. Niech czeka. Lepiej zrobi nie mieszając się w wypadki i rozmowy. A jeśli szuka nauczyciela i książek, niech weźmie na uwagę krwawą lekcję demonstrowaną w Fischau, w Kronstadt; niech rozbierze kurs polityki, którą wykładają bracia nasi przy taczkach w twierdzach pruskich. Tym tylko profesorom przyznajemy prawo rozprawiać o działaniu teraźniejszem braci naszych w Polsce; oni sądem przysięgłym wojennym zawyrokują o ich zasługach.

Pielgrzym nie śmie mierzyć swoim rozsądkiem przedsięwzięcia i działania ludzi, którzy czują, że powinni, że umieją, i że mogą coś wielkiego dla dobra Ojczyzny zdziałać. Nie wciska się jak nieproszony świadek, tym mniej jak sędzia, między sumienie tych ludzi i Opatrzność! I drugim wciskać się nie radzi; w przekonaniu, że wszelki zamiar, o ile byl czysty od widoków osobistych, o chęci wyniesienia się lub poniżenia innych, o tyle się uda, to jest: przyniesie pożytek sprawie ojczystej, zaraz lub w przyszłości.

27 maja 1833 roku

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... olsce.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 13 mar 2012, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Obroża i smycz. O wspólczesnych niewolnikach.

Jeżeli istnieje czasownik, który byłby idealnym dopełnieniem rzeczownika Polak, to brzmi on wolny. Te dwa wyrazy stanowią idealny związek frazeologiczny oddający prawdę o polskiej duszy, o naszym narodowym charakterze. Polacy to naród, który przede wszystkim umiłował wolność. Cała historia naszej Ojczyzny dowodzi prawdziwości tego twierdzenia. Zatem każde działanie sprzeczne z ideą wolności jest sprzeczne z polskim duchem narodowym. Jest sprzeczne z naturą Polaka. Zresztą to chyba nie przypadek, że w naszym godle narodowym jest nieokiełznany dumny ptak. Symbol wolności.

To właśnie to naturalne u Polaków umiłowanie wolności skłoniło Żołnierzy Wyklętych do walki na śmierć i życie z sowieckim okupantem i zainstalowaną przez Stalina w Lublinie, a później w Warszawie władzą. Władza z nadania Stalina, przez Polaków (rozumianych jako naród) nie mogła być uznana za prawowitą władzę. Dlatego obowiązkiem każdego polskiego patrioty był sprzeciw. Taki sprzeciw, jaki należny jest okupantowi i jego pomagierom. I na taki sprzeciw zdobyli się liczni, którzy nie mogli zakceptować pojałtańskiego porządku na polskiej ziemi. Ci liczni mieli ulec zapomnieniu, gdyż okupant i jego namiestnicy mówiący po polsku nie mogli sobie pozwolić na pamięc o ludziach i czynach mogących być zarzewiem buntu. To oczywiste, gdyż tak postępuje każdy okupant. Tutaj sytuacja jest czarno-biała. Są ruscy namiestnicy niewolący Ojczyznę i wolni Polacy. Choć kryjący się po lasach, to w duchu i sercu wolni. Tak wolni jak tylko Polak potrafi być wolnym.

I jeszcze jeden przykład bohatera, który choć służył przez długi czas w armii będącej de facto przedłużeniem Armii Czerwonej, pozostał wewnętrznie wolnym człowiekiem. Mowa oczywiście o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim. Tylko bowiem człowiek wolny jest zdolny przez 9 lat nieustannie dzień po dniu narażać życie swoje i swoich najbliższych, tylko po to, by jego ojczyzna nie zamieniła się w nuklearną pustynię, a rodacy nie wyparowali razem z atomowym grzybem bomb nuklearnych.

Zapytasz Czytelniku skąd tytuł notki, skoro jak na razie tekst jest o wolnych Polakach. Już wyjaśniam. Obroża i smycz to atrybuty psa i niewolnika. Upierdliwi napiszą zaraz, że atrybutem niewolnika były raczej kajdany, nie obroża. Uprzejmie zatem wyjaśniam, że ta obroża ma charakter li tylko symboliczny. Na blogu Sowińca pod dyskusją o pułkowniku zamieściłem taki komentarz:

Panie Jerzy stosunek do pułkownika Ryszarda Kuklińskiego jest doskonałym papierkiem lakmusowym pozwalającym zobaczyć kto jest Polakiem, a kto jedynie niewolnikiem. Niewolnikiem, któremu przypisana jest obroża i smycz. Nieważne jest z jakiej ręki je chleb, nieważne czyj but go kopie, nieważne kto wydaje mu komendy. Ważne tylko by ocalić niewolniczy żywot. Zatem niech przeciwnikom pułkownika pozostaną tylko te dwa atrybuty obroża i smycz. Widocznie na więcej nie zasługują.

To samo można odnieśc do tych, którzy plują na Żołnierzy Wyklętych. Zresztą w większości wypadków są to te same nicki. Sartre, maccard, mediolan, chirl, rkatafrakta vel NRohirrim, wojtek24, tessa i wielu innych niewolników. Wystarczy zajrzeć pod notki o pułkowniku czy Żołnierzach Wyklętych. Wszędzie stadko psów lub niewolników. Niezdolnych do lotu. Niezdolnych do podniesienia głowy. Potrafiących jedynie obrażać pamięć tych, którzy oddali swoje życie, poświęcili wszystko, by oni mogli wieść swój niewolniczy żywot. Zatem niech pozostanie im jedynie obroża i smycz należne psom i niewolnikom.



http://mesko.salon24.pl/397226,obroza-i ... ewolnikach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 16 mar 2012, 19:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Wojciech Wencel

Dwa mesjanizmy

Wszystko już było. W latach 1819–1823 istniał w Warszawie Związek Wolnych Polaków.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 7 marca 2012

Każda komórka tej tajnej organizacji nawiązywała w nazwie do konkretnej tradycji patriotycznej. Seweryn Goszczyński, który trafił do chorągwi Tadeusza Rejtana, ciekawie opisuje rytuał swojej związkowej inicjacji w poemacie „Trzy struny”. W opustoszałym Pałacu Radziwiłłów sylwetki Wolnych Polaków „w czarnej odzieży, z twarzą pod kapturem,/ Przykute do ścian półkolistym chórem,/ Czarnych posągów rzędem być się zdały”. Zebranych oświetla jedynie blask świec umieszczonych w leżącej na stole czaszce Jana Karola Chodkiewicza. Pisze poeta: „Przez to pół martwe mdłych świateł pałanie,/ Przez trupią czaszkę, po dzielnym hetmanie,/ Przez ten miecz przysiąg wzywam cię, Rejtanie!/ Wstąp w moje myśli, Polski męczenniku”.

W 1824 r., kiedy powstawał ten poemat, polscy patrioci nie odczuwali specjalnego rozdźwięku między gotowością do walki zbrojnej a indywidualnym sumieniem. Goszczyński potwierdził swoją miłość do ojczyzny w latach 1830–1831 udziałem w ataku na Belweder i w bitwie pod Stoczkiem. W powstaniu listopadowym uczestniczyło zresztą wielu świetnych poetów, m.in. Konstanty Gaszyński, Stefan Garczyński czy Józef Bohdan Zaleski. Wątpliwości u autora „Zamku kaniowskiego” pojawiły się dopiero na początku lat 40., gdy poznał w Paryżu Andrzeja Towiańskiego. Ten charyzmatyczny Litwin, który szybko stał się duchowym guru emigracyjnej inteligencji, głosił bowiem, że walka z bronią w ręku, a nawet oddanie życia za ojczyznę, to sprzeciwienie się woli Boga. Nauczał, że aby zmienić świat, wystarczy rozważać Słowo Boże w chrześcijańskiej wspólnocie, uczyć się kochać nieprzyjaciół i stawać się lepszym człowiekiem.

W założonym przez Towiańskiego Kole Sprawy Bożej bracia wyznawali sobie wzajemne urazy i prosili o wybaczenie. Atmosfera żywego chrześcijaństwa przyciągnęła m.in. Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego. Relacje zaczęły się psuć, gdy Towiański zarządził modlitwę za duszę cara Aleksandra I. Jak głosi plotka, brat Juliusz krzyknął wówczas, że duch Stefana Batorego zabronił mu się modlić za jakiegokolwiek Moskala, i wkrótce opuścił sektę. Mickiewicz wytrzymał nieco dłużej. W 1844 r. przetłumaczył nawet podpisany przez Aleksandra Chodźkę, ale ułożony przez Towiańskiego list do Mikołaja I. Guru zwracał się w nim do cara w klimacie miłości bliźniego, prosząc go o objęcie duchowego przywództwa nad ludami słowiańskimi. Sprawę doznanych krzywd kwitował ewangeliczną mądrością, że „nie do braci należy sądzić braci”. Zresztą – przyznawał – Polacy także odwrócili się od Boga, za co zostali ukarani rozbiorami. Teraz czas wyrzec się nienawiści i rozpocząć „nową epokę chrześcijańską”. Oczywiście, pismo wywołało burzę w środowisku emigracji. Towiańskiego uznano za rosyjskiego szpiega, którego celem jest sparaliżowanie polskich dążeń niepodległościowych.

Także dzisiaj te dwie koncepcje mesjanizmu są w Polsce obecne. Niektórzy podążają drogą wydeptaną przez towiańczyków, twierdząc, że już nie tylko zbrojna walka o niepodległość, ale i zwyczajne zaangażowanie patriotyczne czy polityczne jest pogańskim „wyborem Barabasza”. Poddanie się woli Bożej oznacza dla nich generalną kapitulację: wobec losu, kłamstwa, przemocy. Przy drugiej, chrześcijańskiej drodze stoi drogowskaz ze słowami bł. Marceliny Darowskiej: „Bóg nas stworzył Polakami”. Ponieważ nie jesteśmy pionkami na szachownicy Boga, naszym powołaniem jest walczyć o niepodległość Polski do ostatniej kropli krwi. Nie dowiemy się, jaki jest plan Boży wobec ojczyzny, jeśli będziemy biernie czekać na triumf jej nieprzyjaciół.

W XIX w. na szczęście ostatecznie zwyciężył czyn. W 1855 r. Mickiewicz wyjechał do Konstantynopola tworzyć Legion Polski, a osiem lat później do powstania styczniowego znów poszedł kwiat patriotycznej inteligencji. Poeta Władysław Ludwik Anczyc pisał: „Hej, strzelcy, wraz! nad nami Orzeł Biały,/ A przeciw nam śmiertelny stoi wróg./ Wnet z naszych strzelb piorunne zagrzmią strzały,/ A lotem kul kieruje Zbawca Bóg”.

W sensie duchowym nie ma znaczenia, że oba te narodowe zrywy skończyły się polityczną klęską. Widocznie taki był zamysł Boga. Liczy się fakt, że ufni w moc Zbawiciela jeszcze raz ocaliliśmy polską duszę, stając do nierównej walki z potęgą tego świata.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... nizmy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 25 kwi 2012, 21:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Wojciech Wencel

Ognista procesja

Trzy wymiary wspólnoty: moja rodzina, mój Kościół, mój naród – przenikają się wzajemnie w trakcie rocznicowego nabożeństwa w intencji ofiar Smoleńska.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 18 kwietnia 2012

Pół godziny przed mszą św. próbuję przecisnąć się do wnętrza warszawskiej archikatedry. Ale dzisiaj nawet mysz kościelna miałaby z tym problem, cóż dopiero taki grubas jak ja. Przemiły pan ze służby porządkowej każe mi się cofnąć i prosi, żebym się nie obrażał. Bez przesady. Wolni Polacy nie obrażają się tak łatwo, zwłaszcza gdy towarzyszy im żona trzeźwo oceniająca sytuację: – Mówiłam, żebyś się nie pchał! Trzy wymiary wspólnoty: moja rodzina, mój Kościół, mój naród – przenikają się wzajemnie w trakcie rocznicowego nabożeństwa w intencji ofiar Smoleńska. Spoiwem jest miłość. Nie zmieniła się ani trochę od czasu pielgrzymek Jana Pawła II. Nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.

Gdy na placu Zamkowym formuje się Marsz Pamięci, ktoś intonuje „My chcemy Boga!”. Po dwóch zwrotkach zamieniam się w rybę bezgłośnie poruszającą szczękami, ale ludzie wokół, z moją żoną włącznie, znają święte słowa lepiej niż teksty radiowych przebojów. Parafrazując „Przesłanie Pana Cogito”, można stwierdzić, że powtarzane poza oficjalną kulturą stare zaklęcia polskości przetrwały najazd współczesnych Hunów. Dopóki stara Polska żyje w pieśni, nie da się jej zniszczyć. Będzie się odradzała jak na początku XX w., podczas procesji na Boże Ciało w Bobrujsku, pięknie opisanej przez Floriana Czarnyszewicza w powieści „Nadberezyńcy”.

Maszerując Krakowskim Przedmieściem, czuję, jak rozprzestrzenia się ten polski żywioł. W centrum pochodu śpiewamy „Chrystus Wodzem, Chrystus Królem...” Nagle gdzieś na prawej flance wybucha gromkie: „Cześć i chwała bohaterom!”, za moment na lewej „Zwyciężymy!”. Inicjowane w kolejnych miejscach śpiewy i okrzyki wyraźnie nawiązują do tradycji katolickich, endeckich, piłsudczykowskich. Ścierają się ze sobą w powietrzu, próbują przechylić szalę na własną stronę, ale żaden z nich nie jest w stanie zdominować pozostałych. Jedne płynnie przechodzą w drugie, jakby mogły zachować moc tylko razem, zamieniając się w jasny ogień polskości. Ściskając żonę za rękę, przypominam sobie tytułowy wiersz z tomu „De profundis”: „i ruszyliśmy ognistą procesją do kresu nocy/ okiennice mijanych domów zatrzaskiwały się/ węże drutów kolczastych kąsały nam pięty/ lecz widać było z oddali że płoniemy a nie giniemy/ kąpiemy się w ogniu a nie spalamy się”.

Nie zabraliśmy ze sobą zniczy, ale tak chyba miało być, skoro po Apelu Jasnogórskim wręczyła nam je piękna – jak wszystkie wolne Polki – nieznajoma. Spieszyła się na autobus, prosiła, żebyśmy postawili znicze przed Pałacem Prezydenckim. Stawialiśmy je ostrożnie, jak świece odpalone od paschału. Wspólnotowa sztafeta pamięci, solidarność, miłość, która nie zazdrości, nie szuka poklasku. Stara Polska, o której milczą główne media.

To był piękny dzień. Jeden z tych, które pamięta się do końca życia. Wśród bliskich ludzi, choćby były ich dziesiątki tysięcy, nie sposób się zgubić. Zgubić można się w tłumie i właśnie to przydarzyło się Robertowi Mazurkowi. Publicysta „Rzeczpospolitej” obwieścił, że więcej nie pójdzie przed Pałac Prezydencki. Wykrył bowiem, iż oprócz kwiatów i zniczy niektórzy z nas przynieśli transparenty przepowiadające trudną przyszłość zdrajcom ojczyzny. „Tak jak wy nie chcecie być wariatami i pogardzanymi oszołomami, tak oni też nie chcą być zdrajcami i renegatami” – napisał tonem ubogiej nauczycielki. Zupełnie jakby bycie zdrajcą zależało od czyjegoś samopoczucia, a nie od faktów politycznych.

W filmowej „Trędowatej” jest scena, w której Stefcia Rudecka tańczy na balu z ordynatem Michorowskim, a gdy nagle zostaje sama, widzi wokół siebie jedynie zapiekłe twarze, słyszy złowrogie szepty. W tym kontekście trauma Mazurka, który na Marszu Pamięci poczuł się jak na wiecu partyjnym albo na spotkaniu promocyjnym „Gazety Polskiej”, staje się bardziej zrozumiała. Większość publicystów, którzy dotąd sceptycznie odnosili się do smoleńskiej pamięci, ma jednak odmienne intuicje. Stępili ostrze szyderstw, wsadzili głowę w tematykę gospodarczą albo odkryli na Krakowskim Przedmieściu przestrzeń „godności i wolności”. Jedni nieśmiało się tłumaczą, inni już wychodzą przed szereg, jakby od dwóch lat walczyli o prawdę. A niech im będzie. Wolni Polacy mają dość politycznej wyobraźni, by pozwolić wyszumieć się mądralom.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... cesja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 02 maja 2012, 07:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Opoka polskości

Patriotyzm, czyli miłość ojczyzny, to nie - jak nam niektórzy wmawiają - jakiś stary kostium krępujący ruchy współczesnym, ale przede wszystkim żywe zobowiązanie serca i rozumu

Zapewne wiele zdarzeń dotyczących tak wspólnotowego, jak i jednostkowego życia usiłowano przed 1270 rokiem po polsku zapisać, ale ostało się tylko to jedno: "daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj" (w oryginalnym zapisie: day, ut ia pobrusa, a ti poziwai), zanotowane przez niemieckiego mnicha w pisanej po łacinie kronice henrykowskiego klasztoru. Pojedyncze wyrazy, owszem, odnajdujemy w paru łacińskich kronikach, rocznikach czy w wydanej w 1136 roku bulli Papieża Innocentego II dla gnieźnieńskiego arcybiskupstwa, gdzie zarejestrowano przeszło 400 polskich nazw miejscowych oraz osobowych, lecz zdanie - to jednak co innego: inna ranga, inny rodzaj wydarzenia... Zaiste, zdumiewający to dar polszczyzny, polskiej kultury, polskiej duchowości; polskiej i... nie tylko. Oto snując domysły nad tym, skąd się wzięła nazwa podległej cystersom wsi Brukalice, kronikarz Piotr, zakonnik, wskazuje na zamieszkały tam kmiecy ród Brukałów, z których niegdyś jeden, Bogwał - Czech z pochodzenia, po powrocie z pola wyrzekł owo zdanie, zwracając się do pochylonej nad żarnami żony: "daj, ja będę mełł, a ty sobie odpocznij" - bo tak by mniej więcej ono brzmiało w dzisiejszej polszczyźnie. Mielenie na żarnach należało wówczas do czynności typowo kobiecych, a ponieważ pomaganie owej białogłowie, jak powiada kronikarz, przydarzało się wspomnianemu Bogwałowi nieraz, miejscowi wzięli go na języki (a on to wszystko przetrzymał!) i nazwali Brukałą; stąd i rodowy cognomen, i nazwa wsi; stąd i zdanie - zdarzenie rozpoczynające dzieje polskiego kulturowego dziedzictwa.


"Day"
Zauważmy, iż rzecz (słowo) dotyczy tu historii zgoła prozaicznej, szarej, nieefektownej, aczkolwiek przecież dla życia niezwykle istotnej: ciężkiej pracy nad darem ziemi, nad ziarnem, które pod obracanym kamieniem zamienia się w mąkę, z której z kolei otrzymujemy niezbędny dla życia chleb. Nie jest to więc zdarzenie z rzędu tych, które od początku kulturowych dziejów człowieka do dziś zwykły zajmować uwagę kronikarzy wielkich i małych wspólnot, np. to, że gdzieś tam ktoś na kogoś napadł, ograbił, odebrał mu życie, ktoś kogoś oszukał, cesarskie dziecię się narodziło, książę ziemie postradał, w królewskim pałacu ślub się odbył; ot, ekscytujący "publiczność" los "VIP-ów" każdej epoki... A jednak "bohaterami" przedstawionego w pierwszym polskim zdaniu wydarzenia nie jest nikt z możnych tego świata: ani król, ani książę, ani znamienity rycerz, ani choćby opat nawet, ale... zwykli kmiecie: on i ona, których nic, prócz tego, że próbowali ulżyć sobie w codziennej doli, na tę chwilę nie wyróżniało. Zdumiewa prostota tej sceny: mężczyzna i kobieta, przed nimi dwa kamienne koła do mielenia ziaren, on - choć sam zmęczony - proponuje żonie, żeby odpoczęła i że ją zastąpi przy żarnach. Tak oto rodziła się prawdziwa solidarność: dwoje ludzi, ciężkie kamienie... i cicha mowa serca. Jak u św. Pawła: "Jedni drugich brzemiona noście". Nikt się tu nad nikogo nie wywyższa; żona Brukały - niczym Ewa w Księdze Rodzaju - pozostaje mu co do godności równa: adiutorium simile sibi. (I niech nikt nam dzisiaj nie wmawia, że polska kultura, że chrześcijaństwo deprecjonuje kobietę, i że w związku z tym, jak twierdzą feministki, trzeba ją nieustannie z tej opresji wyzwalać!).
W ten oto sposób praca nad naturą (ziemia, kamienie, zboże), przez poruszone w spotkaniu dwojga ludzi serce i sumienie, staje się również pracą człowieka nad samym sobą i osobowym aspektem wspólnoty; staje się zaczynem prawdziwie życiodajnej kultury (łac. cultura - uprawa) - przestrzenią poszukiwania sensu życia, świadectwem troski o jego jednostkowy oraz społeczny ład. Dzięki niej i za jej sprawą poniekąd kobieta i mężczyzna, odpocząwszy ("od-począć" to - jak mówił Norwid - począć się od nowa, przysposobić się do nowego trudu, do dalszego toczenia kamieni...), niebawem znów wrócą do swoich, w podziale pracy najważniejszych, czynności: on - na pole, ona - do żaren; zapewne niebawem urodzą się dzieci, bo skądś przecież ci Brukałowie w Brukalicach się wzięli... Będą mełli mąkę i wypiekali chleb - owoc pracy człowieka nad darem ziemi i niebios i nad samym sobą.
Tak więc u początków polskiej kultury nie stoi obraz jakiejś utraconej Arkadii, nie kształtuje jej mit o jakiejś zapomnianej krainie wiekuistego szczęścia ("Sławianie, my lubim sielanki" - powiada Literat w III części "Dziadów" Mickiewicza), ale wprost przeciwnie: u jej źródeł stoi prawda o nieomijalności ogromnego trudu w porządku ludzkiego zamieszkiwania na danej i zadanej nam ziemi. Nie na utopii zatem, lecz na realizmie w doświadczaniu oraz znoszeniu człowieczego losu - tak jak go zapisuje henrykowskie zdanie - funduje się wizja naszej osobowej i wspólnotowej na tym świecie obecności.
Charakterystyczne, iż ta kultura u swych źródeł wyłania się jakby z językowego osocza cywilizacji łacińskiej. To łacina, zdaniem wielu uczonych, nadała polszczyźnie składniową giętkość, strukturalny ład, wysubtelniła międzysłowne zależności. Na razie w "Księdze henrykowskiej" mamy do czynienia z prostym, trójczłonowym komunikatem o egzystencjalnym (i moralnym!) sensie spotkania dwojga prostych ludzi; pierwszy zapis czynności (day, pobrusa, poziwai), wskazanie na ich związek (łacińskie "ut", rodzime "a"), na elementarne relacje między "ia" a "ti". Tak oto wygląda pierwsze zapisane spotkanie paru polskich słów - i tak też jawi się zapis spotkania jakby naszych pierwszych polskich rodziców. Czyż trzeba więcej?

"Usłysz głosy..."
A drugi tekst? To "Bogurodzica", której pierwszy zachowany zapis pochodzi z 1408 roku. Jakże wspaniale wybrzmi w nim owa zawarta w pierwszym polskim zdaniu tęsknota za ładem serca i sumienia - w "Bogurodzicy" skierowana ku niebiosom, gdzie mieszka Boski "Gospodzin" - źródło i dysponent wiecznej oraz doczesnej pomyślności. Już w inicjalnym wersie objawi się ona z jakąś nieznaną innym kulturom mocą teologiczno-antropologicznej deklaracji: "Bogurodzica, dziewica, Bogiem sławiena Maryja!". Oto niewiasta z Nazaretu, dziewczyna z ludu wzięta, zostaje ukazana jako Matka Boga - najważniejsza Pośredniczka między trudną realnością ziemskiego "pobytu" człowieka a Królestwem Pana, w pieśni określonym jako "rajski przebyt". Czym człowiek bez tej tęsknoty? Czym owa tęsknota bez rozpoznania prawdziwej natury człowieka, która zarazem z ziemią związana i boskim wezwaniem do jej przekroczenia nasycona, także w pracy się objawia i w akcie pracy sprawdza?
Zdumiewający jest egzystencjalny realizm obu polskich tekstów: wyznania Brukały z "Księgi henrykowskiej" i wyznania tej szerszej wspólnoty, która jako "my" się określa w najstarszej polskiej pieśni. Oba zdają się zbudowane na głębokim doświadczeniu trudów życia, oba uwydatniają jego ziemski ciężar, oba też czynią z kobiety jakiś ważny punkt odniesienia dla spełniania się człowieczeństwa w człowieku; kim wszakże byłby Bogwał bez swej towarzyszki życia i kim byłby ród ludzki bez Bogarodzicy? Stąd i owo "pojękliwe", tak dla słowiańskiej mowy - twierdzi Norwid - charakterystyczne, błagalne wołanie: "Twego syna (...) Zyszczy nam, spuści nam/ (...) Słysz modlitwę, jąż nosimy,/ A dać raczy, jegoż prosimy", które ma zanieść Matka przed oblicze Tego, który nas - śmiertelnych, życiem utrudzonych, chrzci stale Duchem Świętym, aby słabych i słabnących umocnić w drodze do "rajskiego przebytu". Tamta (Brukałowa żona) w jakimś głęboko symbolicznym sensie daje początek rodzinie, Maryja zaś daje początek tym, co są z rodu Chrystusa - Jej Syna; staje się Matką w Nim ochrzczonych. Przy Jej udziale Bóg się uniża, by tak wywyższyć człowieka, aby wieczne życie stało się jego udziałem. Gdy Słowo Przedwieczne zamienia się w ciało - i Ona doznaje wywyższenia: staje się "Bogiem sławiena".
Wielkość "Bogurodzicy" i na tym polega, iż łączy ona porządek horyzontalny z porządkiem wertykalnym, ziemski realizm ludzkiego bytowania z transcendencją. Oto pieśń ta każe nam podnieść głowy znad żaren (wszak "Nie samym chlebem żyje człowiek") i skierować swe spojrzenie ku górze: tam, gdzie w Trójcy Jedynej - Gospodarz bytu. Bez Jego błogosławieństwa daremny trud, a wiedzą wszak coś o tym różni Brukałowie - ludzie ciężkiej, codziennej pracy. Aby ziemski mozół człowieka wydał owoce, tzn. żeby był godny "zbożnego pobytu", czyli plonował nie tylko chlebodajnym zbożem, ale i zbawczym błogosławieństwem niebios - potrzeba, aby wszystko, co człowiecze, rozstrzygało się pod spojrzeniem "Bożyca". Bez Niego bezpożyteczne bywają ludzkie utrudzenia i daremne - coś też o tym wiedzieli nasi przodkowie - wszelkie bojowanie.
Mądry Norwid umieszczał "Bogurodzicę" w centrum i jakby u początków naszej narodowej oraz cywilizacyjnej "epopei", której istotą i sercem zarazem "praca i nabożeństwo". Poza nią marnieją kultury, wątleje indywidualna oraz wspólnotowa "dzielność" człowieka, karłowacieje społeczeństwo. "Bogurodzica" w jakimś istotnym sensie uświęca ludzki trud i czyni pracę ważnym rodzajem modlitwy; włącza łaskę w porządek ziemskiego bytowania człowieka. Żadna praca, czyn żaden, powiada się w tej pieśni, nie powinny być bezmyślne ("Usłysz głosy, napełń myśli człowiecze"), tzn. nie powinny się odbywać bez pamięci o Bogu i drugim człowieku. Od spotkania dwojga w akcie pracy rodzi się wspólnota, od spojrzenia tej wspólnoty ku górze, od jej modlitwy, staje się Kościół, Eklezja - i pomnażają się owoce ludzkiej na tej ziemi obecności; owoce kulturowe i głęboko duchowe jednocześnie.
Słowo "Bogurodzicy", nic nie tracąc ze swych ukazanych w pierwszym polskim zdaniu związków z ludzką realnością, tę realność poprzez pieśń-modlitwę podnosi wyżej i objawia jako rzeczywistość - powtórzmy - realizującą się pod spojrzeniem Boga; ukazuje, iż Jemu także winniśmy prawdę naszego ludzkiego utrudzenia i naszych najgłębszych nadziei. Polacy związali tę pieśń ze świętym polem - przestrzenią trudnego bytowania i gorzkiego częstokroć szczęścia, i nazwali go Polską - ich ojczyzną, ojcowizną. Warto przy tym zwrócić uwagę, że i ten tekst również nosi w sobie pamięć oraz doświadczenie grecko-rzymskiej kultury, a czyni to poprzez refreniczne "Kiryjelejzon", którego wszak nie przetłumaczono na polskie "Boże, zmiłuj się" - jakby na znak nierozerwalnej z tą kulturą więzi.

"Czego chcesz od nas, Panie..."
Z podobnego kontekstu cywilizacji łacińskiej wyłania się wielkie dzieło Jana Kochanowskiego - przepotężny, polifoniczny i wielotonalny, renesansowy hymn na cześć niewyczerpalnego bogactwa stworzenia. Kształtowany w oparciu o łacińską klasykę i jednocześnie niezwykle czuły na walory żywej polszczyzny język autora "Psałterza Dawidów" był już zdolny wypowiedzieć najdelikatniejsze poruszenia ludzkiej duchowości oraz zmysłowości; wyrazić miłość i żal, radość i przygnębienie, splendor oraz grozę natury, chwałę i tajemnicę Boga. Niezwykle przekonująco potrafił też Kochanowski podkreślić znaczenie wolnego i wrażliwego sumienia, oddać powagę społecznych i patriotycznych powinności obywatela. Pisał wiersze o konieczności pracy człowieka nad sobą, o mądrej obecności w kulturze i naturze zarazem, o uprawianiu człowieczeństwa w różnych jego doczesnych aspektach, ale zawsze: pod okiem Boga - wiecznego Gospodarza. "Bądź na wieki pochwalon - pisał w do dziś śpiewanej w niektórych kościołach "Pieśni XXV" - nieśmiertelny Panie!/ Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie.// Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi,/ Jeno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi!". Kładł akcent na zmysłowe walory egzystencji ("Miło szaleć, kiedy czas po temu"), lecz i zaznaczał wagę doskonalenia się w cnotach, dzięki którym pozyskuje człowiek "wieczną sławę i osiadłość w niebie", zaś w "Pieśni XII" dodawał: "A jeśli komu droga otwarta do nieba,/ Tym, co służą ojczyźnie". Zygmunt Kubiak - eseista, tłumacz i wybitny znawca antyku, w mowie wygłoszonej na okoliczność przeniesienia szczątków poety z przykościelnego cmentarza do kaplicy w Zwoleniu w 1984 roku określił istotę polskości Kochanowskiego jako "gorzką wiedzę i dźwiganie kamieni". W jakimś istotnym sensie - od pierwszego zdania, przez "Bogurodzicę" - jest to też nasza sprawa na dzisiaj.
Dzieje się tak, gdyż patriotyzm, czyli miłość ojczyzny, to nie tylko, jak nam niektórzy wmawiają, jakiś stary kostium krępujący ruchy współczesnym, ale przede wszystkim żywe zobowiązanie serca i rozumu. Rozum bez serca zamienia patriotyzm w ideologię, serce zaś, które bez rozumu chciałoby się tu obyć, zdolne jest tę specyficzną miłość przekształcić jedynie w sentymentalny poryw. Patriotyzm rozumiem więc nade wszystko jako pewne bardzo istotne doświadczenie serca rozumnie wybierającego podglebie dla osobowego wzrastania każdego człowieka. A wybór dotyczy nie tylko tego, co było czy co jest, lecz i tego, co będzie, a więc i tego także, kogo chcielibyśmy - jeśli Bóg litościwy - spotkać w naszej wieczności, oraz tego również, z kim chcielibyśmy, żeby się w swym ziemskim życiu spotkały - jeśli je mądrze kochamy - nasze dzieci, wnuki, prawnuki... Bo że spotkają się z jeszcze lepszymi niż dzisiaj środkami lokomocji, z jeszcze szybszym sposobem komunikowania się, z jeszcze bardziej udoskonalonymi narzędziami pracy - co do tego chyba raczej trudno mieć wątpliwości, ale czy spotkają się z dobrymi, mądrymi, uprawiającymi cnoty ludźmi? Trzy przedstawione przeze mnie dzieła mówią, co tutaj potrzebne: praca - modlitwa - głębokie oraz rzetelne rozeznawanie wartości. Z takiego też, sądzę, doświadczenia i ducha polszczyzny, tak jak się one wyrażają i zapisują we wspomnianych dziełach, zrodziła się polskość. "Spójrzcie na opokę, z której wyciosani jesteście - powiada Sługa Jahwe w "Księdze Izajasza" - na źródło, z którego pochodzicie!". Warto o tym pamiętać.

Prof. Kazimierz Nowosielski historyk literatury Uniwersytet Gdański

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my15.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 08 cze 2012, 20:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Bóg pozwala nam oddzielić prawdę od kłamstwa

Idzie nowych ludzi plemię

Warszawska Gazeta ok. 1 czerwca 2012 r. KOMENTARZ TYGODNIA

Polska tradycja wierności Bogu, honorowi i Ojczyźnie, Chrystusowi i Maryi, zwalczana z wielką zaciekłością i pogardą przez satanistycznych zdrajców w połączeniu ze społeczną apatią daje stan polaryzacji postaw.

28 maja minęła 31. rocznica odejścia do wiecznej Ojczyzny sługi Bożego ks. Stefana kardynała Wyszyńskiego - prymasa Polski, interreksa w latach PRL-u. W niedzielę 3 czerwca obchodzimy uroczystość Trójcy Świętej - wielbimy Boga w Trójcy Świętej Jedynego za dar Prymasa Tysiąclecia - niezłomnego obrońcy Kościoła i narodu w Polsce. Dzięki jego wierze i męstwu ojczyzna oddana Maryi Królowej Polski nie utonęła w czerwonym morzu komunizmu a Kościół w Polsce po Soborze Watykańskim II uniknął wewnętrznego rozkładu.

W Jasnogórskich Ślubach Narodu napisanych przez uwięzionego prymasa w dniu św. Andrzeja Boboli 16 maja 1956 roku w Komańczy i uroczyście wygłoszonych przez Episkopat Polski wraz z milionową rzeszą wiernych na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 roku Polacy złożyli przed oblicze Boga w Trójcy Świętej Jedynego w dłoniach Maryi Królowej Polski naszą przeszłość i przyszłość, całe nasze życie narodowe i społeczne, „aby Polska była rzeczywistym Królestwem Twoim Maryjo i Twojego Syna, poddanym całkowicie poddanym całkowicie pod Twoje panowanie w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym.”

Ks. arcybiskup Andrzej Dzięga w kazaniu wygłoszonym w czasie jasnogórskiego czuwania Krucjaty Różańcowej 26 maja upomniał się o poddanie się władzy Jezusa jako Króla Polski we wszystkich dziedzinach ojczystego życia przez intronizację ku czemu prowadzi nas Maryja Królowa Polski.

22 lutego 1981 roku ks. prymas Wyszyński przemówił w warszawskiej kaplicy Domu Prymasowskiego na Miodowej do „Solidarności” z Gdyni i wezwał Trójcę Świętą dla uwydatnienia więzi między Ojcem Niebieskim a Jego dziećmi tu na ziemi. Więź i jedność międzyludzka w mocy chrztu świętego staje się obrazem jedności osób Ojca i Syna w Duchu Świętym. Duchowe odnowienie Obrazu Bożego, gdy „idzie nowych ludzi plemię”, dokonuje się we wspólnocie. Proroczo ostrzega prymas przed wejściem w ślady złoczyńców, gdy klucz od kasy państwowej z rąk jednych złodziei przejdzie do rąk drugich. „Właściwe życie polityczne, kierownicze w państwie mogą prowadzić tylko ludzie święci, tacy, którzy mają świadomość odpowiedzialności za swoje czyny; nie można rządzić tylko pięścią, gwałtem a może i podstępem; niech „Solidarność” zacznie tworzyć „nowych ludzi plemię.” Budząca się solidarność narodu daje nadzieję odsunięcia od władzy podstępnych zdrajców.

W zbiorze 10 opowiadań „Koń na wzgórzu” żołnierz pisarz i poeta Eugeniusz Małaczewski (1897-1922) ukazuje bolszewicki nihilizm przeciwstawny miłości chrześcijańskiej. Do twórczości Małaczewskiego i jego przesłania nadziei, zawartego w słowach „idzie nowych ludzi plemię” nawiązywał w kazaniach ksiądz prymas. Polska tradycja wierności Bogu, honorowi i Ojczyźnie, Chrystusowi i Maryi, zwalczana z wielką zaciekłością i pogardą przez satanistycznych zdrajców w połączeniu ze społeczną apatią daje stan polaryzacji postaw. Płytka ocena tego stanu sprowadza się do stwierdzenia: ciągle się kłócą.

Jeżeli jednak pod pozorem kłótni kryje się spór o sprawy podstawowe, o obecność Boga na ziemi i człowieka w niebie, o wierność i zdradę, wówczas nie można wzywać do „pojednania” na zasadzie - przestańcie się kłócić, nie kłóćcie się o słowa. Słowo ma w sobie treść albo jej nie ma, jest słowo prawdy i słowo kłamstwa, jest słowo dobre i słowo złe, zamazywanie tych prostych rozróżnień prowadzi do myślowego zamętu, do zapaści semantycznej. Prawda jest znakiem wspólnoty ale i podziału, zgody ale i sprzeciwu. Jest znakiem, któremu sprzeciwiać się będą. Bóg - Stwórca oddzielił światło od ciemności. Bóg - Zbawca oddziela i pozwala nam oddzielić prawdę od kłamstwa. Tylko wierność prawdzie daje wolność i dobro.

Ks. Stanisław Małkowski

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 24 lip 2012, 07:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
"Polska jest państwem wielkim, otoczonym jeszcze znaczniejszymi państwami, które dzięki swojemu despotyzmowi i swej karności wojskowej mają wielką siłę zaczepną. Ona przeciwnie, - słaba przez swoją anarchię, jest ( mimo wartości Polaków ) celem wszystkich ich zamachów. Nie posiada twierdz, mogących powstrzymać ich napady. Wyludnienie pozbawia jej niemal całkowicie możliwości obrony, Nie ma ładu gospodarczego, wojska mało, a nawet brak zupełny; żadnej karności wojskowej, żadnego porządki, żadnego posłuchu; - wiecznie wewnątrz podzielona, wiecznie zagrożona z zewnątrz, nie ma żadnej spoistości i zależy od kaprysu sąsiadów.
W obecnym stanie rzeczy jeden tylko widzę sposób, by nadać jej brakującą spoistość: przepoić, że się tak wyrażę, cały naród duszą konfederatów; ugruntować republikę w sercach Polaków tak, by się w nich utrzymała pomimo wszelkich wysiłków jej gnębicieli; zdaje mi się, że serca są tem jedynem azylum, w którem przemoc nie może jej dosięgnąć i zniszczyć. Niedawno właśnie mieliśmy tego dowód, na zawsze pamiętny. Polska była wprawdzie w okowach rosyjskich, ale Polacy pozostali wolnymi. Wielki przykład, wskazujący, w jaki sposób możecie wyzywać potęgę i ambicję sąsiadów.
Nie możecie przeszkodzić by was nie połknęli, - postarajcie się przynajmniej, by was nie mogli strawić.
Pomimo wszelkich starań, aby dać Polsce to wszystko, czego jej brakuje, by mogła oprzeć się wrogom, - ulegnie ona sto razy, zanim się to osiągnie. Cnota obywateli, ich gorliwość patrjotyczna, im tylko właściwy kształt, jaki przybrały ich dusze pod wpływem narodowych urządzeń - oto jedyne wały, zawsze gotowe do obrony Polski, a których żadna armja zdobyć nie zdoła.
Jeżeli potraficie dokazać tego, by Polak nigdy nie mógł zostać Rosjaninem, ręczę wam, że Rosja nigdy nie ujarzmi Polski."

Cytat za: Jean-Jacques Rousseau, w: Uwagi nad rządem Polski (1772). Kopia cyfrowa jest dostępna pod poniższym linkiem:

http://kpbc.umk.pl/dlibra/docmetadata?i ... ublication


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Polska dusza
PostNapisane: 23 wrz 2012, 11:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30672
Wojciech Wencel

Dziedzictwo Pani Cogito

Gdańskie Srebrzysko, kwadrans po trzeciej w nocy. Przy grobie Anny Walentynowicz powinna już trwać ekshumacja. Stoimy pod bramą cmentarza, wspólnie odmawiając różaniec.

Felieton z cyklu "Listy z podziemia", "Gazeta Polska" 19 września 2012

Za nami młoda reporterka odważnie dzierży mikrofon z logo TVN 24. Trochę mi jej żal, bo na medialny szlagier nie ma co liczyć. Nikt nie rzuci się z pięściami na żołnierzy w czerwonych beretach, którzy zagradzają przejście. Wystarczy nam prosta modlitwa za poległych w Smoleńsku, a później czuwanie do bladego świtu, bo – jak się wkrótce okaże – nie można rozpocząć ekshumacji bez inspektora sanepidu.

Ktoś z goryczą zauważa, że coraz częściej spotykamy się w katakumbach jak pierwsi chrześcijanie. Widocznie taki polski los. Choćbyś kierował się tylko dumą narodową, prędzej czy później odnajdziesz się razem z innymi w ciemności, którą rozjaśnia (ale nie całkiem) światło Chrystusa. Hiobowe cierpienia, Jonaszowa misja, Jakubowe zmagania. Bez wiary w Boga historia Anny Solidarność, czytaj: historia Polski, nie miałaby sensu. Jednak wiara zawsze potrzebuje prawdy, nawet tej najtrudniejszej. Świadomość własnego losu rodzi wolność, pozwala odczytywać święte znaki i umożliwia dialog z Bogiem. Ludzie, którzy nie chcą znać prawdy, stają się stadem owiec prowadzonych na rzeź. Przez kogo? Na pewno nie przez Boga, który z każdym człowiekiem, z każdą rodziną i z każdym narodem pragnie budować intymną relację.

A państwo? Czy nie ma obowiązku dociekać prawdy o narodowej tragedii? Stercząc przy bramie cmentarza, myślę o smoleńskich trumnach, które wróciły do Polski zalutowane. Jak to się stało, że nie tylko ekipa rządząca, ale i większość Polaków przeszła nad tym faktem do porządku dziennego? Jak głęboko musi sięgać postsowiecka mentalność, nakazująca z czcią pochylić głowy wobec bezosobowej machiny historii? Wot, stało się. Po co jątrzyć? Życia to im nie przywróci. W putinowskiej Rosji byłby to argument zamykający dyskusję. Na szczęście tu jest Polska. Nie da się wiecznie ukrywać byków w rosyjskich protokołach sekcji zwłok. Prawda będzie odkrywana stopniowo, kawałek po kawałku, aż wreszcie wyjdzie na jaw. Tylko kto odpowie za dodatkową traumę, jaką przeżywają rodziny zmuszone do żądania ekshumacji swoich bliskich?

Srebrzysko to dziwne miejsce. Na stosunkowo niewielkiej powierzchni sąsiadują ze sobą cmentarz miejski, krematorium, szpital psychiatryczny i zakład wywozu śmieci. Kto jest tu pierwszy raz, z pewnością nie czuje się komfortowo. Może tylko nazwa dzielnicy kojarzy mu się mniej posępnie. Do momentu, gdy uświadamia sobie, że wywodzi się ona od ulicy Srebrniki. Owszem, chodzi o walutę zdrajców.

Jeśli ktoś ma wątpliwości co do natury III RP, niech przyjrzy się biografiom tych, których państwo polskie zdradziło i zepchnęło na margines: Zbigniew Herbert, Andrzej Gwiazda, Krzysztof Wyszkowski, autorzy z kręgu „Arcanów”... I ta, w której losach umiłowanie prawdy skrystalizowało się w sposób najczystszy: Anna Walentynowicz, autentyczna Pani Cogito. Choćby spadkobiercy Okrągłego Stołu zatrudnili najlepszych speców od pijaru, nie uda im się zmyć tego znamienia, jakim jest historyczny konflikt z panteonem sprawiedliwych.

Dnia 8 kwietnia 2011 r. byłem świadkiem odsłonięcia tablicy pamiątkowej na budynku, w którym mieszkała Pani Ania. Bóg chciał, że tego samego dnia w kościołach czytano fragment z Księgi Mądrości: „Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości”.

Anny Walentynowicz nie poznałem osobiście. Mimo to po 10 kwietnia 2010 r. stałem się kustoszem jej pamięci. Jej grób na Srebrzysku odwiedzałem częściej niż mogiłę własnego ojca, prowadziłem tam rodzinę i przyjaciół. Ekshumacja wpisuje się w ciąg bolesnych wydarzeń, których Pani Cogito doświadczała za życia. O świcie pod bramą cmentarza chyba wszyscy mieliśmy to samo odczucie: wreszcie uczestniczymy w jej losie. Solidarnie. Zdeterminowani, by pójść jej śladem. Do ciemnego kresu.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... ogito.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /