Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Świadomość i tożsamość

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 11 lis 2013, 01:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Inteligencja nie może być antynarodowa - to absurd. Albo nie jest to inteligencja, albo jest to inteligencja innego narodu niż polski, i do tego narodu Polakom wrogiego.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 21 sty 2014, 18:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/01/21/ ... i-rodziny/

Guru i gwiazdor Gazetopalaków(KGP) Dawid Wildstein – Bóg nie lubi rodziny
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-01-21

W najnowszej, kreowanej na prezentującą katolicki punkt widzenia, Frondzie numer 69, w artykule „Mroki namiotu Abrahama. Lewacki teatr” Dawid Wildstein stwierdził, że „Bóg nie lubi rodziny” . Zdaniem Wildsteina „zagrożenie tkwi w rodzinie”, w rodzinie kryją się demony, rodzina ze swej natury jest patologiczną instytucją.
Dla tego też, zdaniem Dawida Wildsteina, Bóg objawił się Abrahamowi. Celem ingerencji Boga, zdaniem publicysty Frondy, było poskromienie patologii pierwotnej rodziny. Według Dawida Wildsteina Bóg objawia się Abrahamowi i „niszczy tę wspólnotę, łamie jej prawa i zwyczaje, łączące jej członków emocje i popędy”. Bez takiej ingerencji, zdaniem publicysty, rodzina „nie jest nic warta”.
Według Dawida Wildsteina Bóg ratuje jednostki przed rodziną, „bez Boga rodzina by nas pożarła. Pochłonęła by naszą tożsamość”. Zdaniem publicysty rodzina ze swej natury to „dzika walka o dominacje i ciągły mord”. Według Dawida Wildsteina „horda nadal tkwi w każdej rodzinie” a „kazirodztwo i morderstwo – dwa fundamenty hordy”.
W swych rozważaniach Dawid Wildstein oparł się na autorytecie Zygmunta Freuda stwierdzając nawet, że „Bóg to pierwszy freudysta. I to freudysta najbardziej radykalny”. Freudyzm zdaniem publicysty przywraca właściwe, zagubione, znaczenie relacji Boga do rodziny, znaczenie tego dlaczego „Bóg nie lubi rodziny”. To freudowskie znaczenie najlepiej współcześnie, według publicysty, ma wyrażać teatr Warlikowskiego.
Odmiennie od publicysty Frondy kościół katolicki niezmiennie głosi, że Bóg normy moralne zawarł w naturze ludzkiej. Błogosławiony Jan Paweł II podczas swojej pielgrzymki do Nigerii z 1998 roku, w czasie mszy świętej na błoniach Kubwa stwierdził, że „W porządku naturalnym rodzina jest podstawą wszelkiej ludzkiej wspólnoty i społeczeństwa. Z tej podstawowej komórki, jaką stanowi rodzina, rozwijają się rody, plemiona, narody i państwa” które mają „swoje źródło w ludzkiej rodzinie — we wspólnocie męża i żony, matki, ojca i dzieci”.
W adhortacji „Ecclesia in Africa” z 1995 roku ojciec święty stwierdził, że „małżeństwo ze swej natury jest czymś więcej niż związkiem dwojga osób, ponieważ ma szczególną misję utrwalania rodzaju ludzkiego. W ten sam sposób również rodzina ze swej natury wykracza poza obręb ogródka domowego. ”Rodzinę łączą ze społeczeństwem żywotne i organiczne więzi, stanowi ona bowiem jego podstawę i stale je zasila poprzez swe zadanie służenia życiu: w rodzinie przecież rodzą się obywatele i w niej znajdują pierwszą szkołę tych cnót społecznych, które stanowią o życiu i rozwoju samego społeczeństwa. W ten sposób na mocy swej natury i powołania, daleka od zamknięcia się w sobie, rodzina otwiera się na inne rodziny i na społeczeństwo, podejmując swoje zadanie społeczne””
W adhortacji Christifideles Laici z 1989 roku Jan Paweł II stwierdził, że „Rodzina jest kolebką życia i miłości, gdzie człowiek „rodzi” się i „wzrasta”, jest podstawową komórką społeczeństwa. Tę wspólnotę należy otaczać specjalną opieką, zwłaszcza wtedy, gdy ludzki egoizm, kampanie antyprokreacyjne, polityka totalitarna, a także nędza i ubóstwo materialne, kulturalne i moralne, jak również mentalność hedonistyczna i konsumpcyjna, niszczą źródło życia, ideologie zaś i rozmaite systemy, z którymi łączą się różne formy obojętności i niechęci, atakują właściwą rodzinie funkcję wychowawczą.”

Jan Bodakowski

http://www.pismofronda.pl/wp-content/up ... 12/F69.jpg


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 17 mar 2014, 08:04 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Znaki chrześcijańskiej tożsamości

Przeraża mnie myśl o krzywdzie, którą możemy wyrządzić, jeżeli z powodu strachu lub wstydu będziemy się krępować w dawaniu świadectwa w życiu codziennym” – pisał św. Josemaría Escrivá de Balaguer (Bruzda, 36). Ta właśnie wypowiedź założyciela Opus Dei zainspirowała mnie do krótkiej refleksji nad znaczeniem świadectwa w życiu chrześcijanina.

W jaki sposób ludzie wierzący mogą stawać się autentycznymi świadkami Chrystusa? Odpowiedź wydaje się oczywista. Podążając za wskazaniami Pisma Świętego, Katechizmu, naśladując konkretne przykłady zaczerpnięte z historii Kościoła, zwłaszcza postaci świętych, błogosławionych i męczenników. Ludzie ci dawali świadectwo pisane codziennym życiem, cichym, systematycznym i pokornym wypełnianiem zwykłych obowiązków.

W sytuacjach skrajnych takim czytelnym znakiem miłości do Chrystusa stawała się ofiara z życia, dobrowolnie przyjmowane prześladowanie w obronie wiary, cierpienie, poświęcenie się dla wyższego dobra. Wiek XX widział wielu heroicznych bohaterów zwycięstwa dobra nad złem: ojciec Maksymilian Kolbe, biskup Władysław Goral, ks. Jerzy Popiełuszko, Jan Paweł II i wielu innych. Wypełniali oni starożytną maksymę: Verba docunt, exempla trahunt (Słowa uczą, przykłady pociągają), wychodząc z założenia, że najczytelniejszym znakiem jest właśnie sposób życia człowieka, jego czyny i postawy.

Koncepcje sprzeczne z chrześcijaństwem
Współczesny świat przepełniony jest różnymi znakami, przekazami i komunikatami. Media elektroniczne, reklama i propaganda wprost bombardują nas informacjami, komentując rzeczywistość, oferując dobra materialne, promując określone postawy i zachowania. Niestety, ich treść w coraz większej mierze inspirowana jest ideologiami, koncepcjami i wizjami sprzecznymi z chrześcijaństwem.

Bywa, że znaki te są agresywnie wrogie, wręcz obelżywe, wobec ludzi wierzących (nie tylko chrześcijan). Pseudoartystyczna „twórczość”, wystawy, przedstawienia teatralne, filmy nasycone symboliką uderzającą w sferę sacrum relatywizują podstawowe wartości i niszczą międzyludzkie relacje. Poprzez swą obecność w przestrzeni publicznej oddziałują na jednostki i zbiorowości. Szczególne zagrożenie stanowią dla ludzi nieprzygotowanych do odbioru tego rodzaju treści, zwłaszcza dla dzieci i młodzieży, ale również dla osób stojących z dala od wiary i Boga.

Nie wstydźmy się Chrystusa
Odpowiedzią na te zjawiska powinno być nasycanie obszaru relacji i komunikacji znakami chrześcijańskimi, zwłaszcza symboliką krzyża. Można przywołać wiele argumentów natury teologicznej, które ukazują przemienianie rzeczywistości mocą Chrystusowego Krzyża. Mówił o tym Jan Paweł II podczas swej wizyty w Zakopanem. Pozwolę sobie więc jedynie na wskazanie kilku najbardziej oczywistych sposobów ewangelizowania poprzez chrześcijańskie znaki.

Powinniśmy czynić znak krzyża w miejscach publicznych, na przykład przechodząc obok obiektów sakralnych, zwłaszcza kościołów, w których trwa wystawienie Najświętszego Sakramentu. Warto czynić znak krzyża jako formę błogosławieństwa dzieci, krewnych, przyjaciół, przed wyruszeniem w podróż, przed wyjściem do szkoły czy pracy.

Innym czytelnym znakiem chrześcijańskim jest Różaniec. Odprawiając to piękne i obdarzone potężną siłą oddziaływania nabożeństwo, nie chowajmy wstydliwie różańca, nawet gdy znajdujemy się w miejscach publicznych. Nośmy krzyżyki, medaliki, znaki różnych ruchów, organizacji, instytucji i bractw religijnych. W święto Objawienia Pańskiego oznaczajmy nasze domostwa symboliką Trzech Króli. Dbajmy o przydrożne krzyże, kapliczki i figury. Odnawiajmy je, gdy tego wymagają.

Pamiętajmy jednak, aby nasze świadectwo było dyskretne w formie i pozbawione ostentacji, ale równocześnie wyraziste i jednoznaczne. Nie lękajmy się i nie wstydźmy się manifestowania przynależności do Chrystusa i Kościoła. Podobnie jak chrześcijańskie pozdrowienia, znaki owe świadczą o naszej tożsamości, wspólnotowości i ostatecznym przeznaczeniu.

Prof. Cezary Taracha

http://www.naszdziennik.pl/mysl/71524,z ... mosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 09 kwi 2014, 13:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wuzetka2012.blogspot.com/2014/02 ... arego.html

Znakomici aktorzy odchodzą ze Starego Teatru. Winny Klata?
poniedziałek, 10 lutego 2014

Obrazek
Michal Lepecki / FORUM


Brawa, kwiaty i długa owacja na stojąco pożegnały Annę Polony i Jerzego Trelę, którzy po raz ostatni wystąpili jako aktorzy Starego Teatru w Krakowie. Media spekulują o przyczynach ich odejścia po 50-latach współpracy. Powodem miała by być polityka dyrektora placówki Jana Klaty.

W Starym Teatrze atmosfera jest wciąż gorąca. Oprócz protestów widzów i niesnasek wewnątrz zespołu, mamy do czynienia z odejściami z teatru. Odchodząca Anna Polony kilkakrotnie krytykowała to, w jaki sposób Klata prowadzi teatr. Aktorka związana od pięćdziesięciu lat z krakowskim teatrem podkreśliła, że nie podoba się jej obecny styl placówki oraz promowany przez obecne kierownictwo teatru sposób oceny przeszłości. Anna Polony powiedziała także, że źle dziś czuje się w placówce.

Aktorka podkreśliła, że nie podoba jej się także promowany przez obecne kierownictwo teatru sposób oceny przeszłości. – Co to znaczy: „rewizje”? Znaczy, że bohaterów i wielkich ludzi mamy poniżać, kopać, poniewierać, oskarżać ich o jakieś obrzydliwe rzeczy? Młodzi, zastanówcie się. Mnie się wydaje, że wy się źle bawicie. Że to, co robicie, pójdzie po prostu w zapomnienia. I tego się będą wszyscy wstydzić – powiedziała artystka.

Pożegnanie dwójki wybitnych aktorów nastąpiło po spektaklu „Chłopcy” Stanisława Grochowiaka w reżyserii Adama Nalepy. Także reżyser po raz ostatni pojawił się w tej aranżacji na deskach Narodowego Starego Teatru.

Źródło: dziennikpolski24.pl/wPolityce.pl

luk

Za:
http://www.pch24.pl/znakomici-aktorzy-o ... z2pnGO0cqV


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 14 maja 2014, 08:46 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Trzech szatanów

Ignacy Jan Paderewski

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyńsk

Od samego początku naszego istnienia gromadząc własne ziemie, własne jednocząc plemiona, broniliśmy rozproszonej, dręczonej, mordowanej, tępionej przez Niemcy Słowiańszczyzny. Wszelako już w zaraniu dziejów przypadło nam spełniać zadanie, którego żaden inny nie podjął się Naród. Bóg nam wielki, olbrzymi krzyż włożył na barki. Staliśmy się strażnikiem całej Europy, obrońcą całego chrześcijaństwa, orędownikiem wolności całego Zachodu. I rosły, i rozwijały się, bogaciły się i potężniały europejskie ludy we względnym spokoju, swarząc się tylko między sobą, bo od istotnego, groźnego niebezpieczeństwa bronił ich stale, wytrwale i skutecznie Naród Polski, stojąc u bram Wschodu, krew swoją bez ustanku za ich przelewając wolność. A gdy strudzony, wyczerpany wierną pięćsetletnią w obronie chrześcijaństwa i ludzkości służbą, Naród nasz zapragnął pokrzepić wewnętrzne swe siły, gdy zaczął wprowadzać w ustroju swym społecznym zmiany i porządki wielkim duchem miłości i sprawiedliwości natchnione, wtedy na widowni ukazał się szatan i jakby Bogu i wierze chrześcijańskiej na obrazę, Przenajświętszej Trójcy urągowisko on, szatan, założył własną trójcę, tę trójcę potworną, przeklętą, co nas ograbiła, wydziedziczyła, rozdarła.

Fragment pochodzi z przemówienia na wiecu Polaków zebranych pod pomnikiem Tadeusza Kościuszki w Chicago, 30.05.1915 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Nie możemy zapominać, że dzieło rozbiorów było dziełem szatańskim, ponieważ nosiło znamiona typowo szatańskiej przewrotności. Władcy państw, które dokonały rozbioru Polski (Rosja, Prusy, Austria), tak zasłużonej dla obrony chrześcijaństwa i Europy, uczynili to w imię… Trójcy Świętej. Zabić państwo chrześcijańskie w imię chrześcijańskiego Boga to doprawdy dzieło, jakiego normalny człowiek, a zwłaszcza chrześcijanin, nie mógłby się podjąć. A jednak oni się podjęli, a my skutki rozbiorów odczuwamy po dziś dzień. Musimy mieć tego świadomość, głęboką świadomość, jeśli naprawdę chcemy odzyskać niepodległość opartą na odzyskaniu własnej tożsamości.

http://www.naszdziennik.pl/wp/77170,prz ... ialaj.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 21 maja 2014, 07:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Dla pokrzepienia serc

Henryk Sienkiewicz

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Jutro jadę do Lublina, a 27 jest odczyt w Warszawie. W ogóle mają one świetne powodzenie. Przynoszą coś dla powodzian, a więcej jeszcze dla prowincji, którą przebiega jakby prąd elektryczny nowego życia, spotęgowanej ochoty do pracy i do samoobrony. Trudno wypowiedzieć, a zwłaszcza trudno dać pojęcie o tym wam, żyjącym w kraju konstytucyjnym, jakie to ma ogromne znaczenie. Jest mimo wszelkiego umęczenia jedna w tym dla mnie pociecha: oto wszędzie spotykają mnie chłopi i wszędzie mówią mi: „Tyś nas zrobił Polakami”. Wszędzie! To mi opłaca wszelkie owacje, wszelkie przemówienia, wszelkie pochwały i tę rolę szczura na ołtarza, tak przeciwną mojej naturze, że nie ma na to dość słów. Ale patrzę natomiast na dziwne zjawisko. Oto rząd przez lata całe per fas et nefas [prawem i bezprawiem] zjednywał sobie chłopów i przegrał sprawę na głowę, tak bajecznie, że trudno zrozumieć, jak się to mogło stać. Miliony ludu budzą się nagle i uświadamiają narodowo do tego stopnia, że trzeba je hamować. Jest to żywiołowy, niczym nie powstrzymany ruch. Trochę do tego dopomogły niezawodnie moje powieści historyczne – ale teraz to jest po prostu lawina. Patrzę na to własnymi oczami – i muszę wierzyć, bo tak jest. Obóz polski to teraz nie tylko inteligencja, to kilkanaście milionów jednolitego pod względem uczuć narodu.

Fragment pochodzi z listu do Adama Krechowieckiego, Warszawa 22.01.1904 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Po upadku Powstania Styczniowego było już jasne, że bez wciągnięcia chłopów do walki o niepodległość Polski nie ma co liczyć na jakiekolwiek powodzenie. Sprawa była jednak trudna, ponieważ car starał się podtrzymać społeczne podziały, a nawet kokietował chłopów przeciwko szlachcie, wiedząc, że z kolei sami chłopi, nie mając jeszcze wyrobionej świadomości narodowej, zadowolą się tylko polepszeniem własnej sytuacji ekonomicznej. Powstał pat: jak przekonać tych, którzy pamiętając o krzywdach, są manipulowani przez cara, a nie płonie w nich ogień miłości do Polski? Trzeba było ten ogień rozpalić, nawet pod bokiem carskiej cenzury: taka jest geneza sienkiewiczowskiej „Trylogii” – pokrzepić i rozpalić serca. I tak się stało. Narodzili się nowi Polacy, razem odzyskali niepodległość.

http://www.naszdziennik.pl/wp/77875,dla ... -serc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 10 lis 2014, 09:51 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Dumni z Polski

Ks. kard. Stefan Wyszyński

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Dziś miłosierdzia Bożego potrzebuje także nasz ochrzczony Naród, odwodzony od miłości Boga i nieraz wątpiący w to, czy jest jeszcze na świecie sprawiedliwość między narodami. Nie każdy ma odwagę upomnieć się dla Narodu o prawo do Boga, do miłości, do wolności sumień, do dziejów, kultury i dziedzictwa rodzimego. Nie każdy poczuwa się do obrony tylu zagrożonych wartości naszej kultury chrześcijańskiej, którą usiłuje się przemleć w młynie bezdusznej dialektyki materialistycznej. Nie każdy pamięta o tym, co zawdzięczamy naszemu Narodowi i co powinniśmy mu świadczyć. A przecież nie wolno tworzyć „dziejów bez dziejów”, nie wolno zapomnieć o tysiącleciu naszej Ojczyzny i chrześcijańskiej drogi; nie wolno sprowadzać Narodu na poziom „zaczynania od początku”, jak gdyby tu, w Polsce, dotąd nic wartościowego się nie działo; nie wolno milczeć, gdy na ostatni plan w wychowaniu młodego pokolenia spycha się kulturę rodzimą, jej literaturę i sztukę, jej wypróbowaną moralność chrześcijańską, oraz związek Polski z Kościołem rzymskim i z przyniesionymi do Polski wartościami Ewangelii, krzyża i mocy nadprzyrodzonych. Nasza godność narodowa wymaga, byśmy oparli się tej zarozumiałości, z jaką lekceważone jest wszystko co polskie na rzecz tak nam obcego importu.

Fragment pochodzi z listu pasterskiego na XXXIII Tydzień Miłosierdzia 2-8 X 1972 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Walka o prawa naszego Narodu do własnej tożsamości, do własnych dziejów, do własnej kultury nie tylko trwa, ale wręcz przybiera na sile. Zmienił się system, ale polskość w najgłębszym i najpiękniejszym tego słowa rozumieniu znajduje się na indeksie politycznej poprawności, dlatego znika ze szkół, z literatury, z teatrów, z mediów, a na sile przybiera za to antypolonizm. Więc czy naprawdę system się zmienił czy tylko przepoczwarzył?

http://www.naszdziennik.pl/wp/112243,du ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 21 lis 2014, 06:50 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Sztafeta Pokoleń

Obrazek

Maria Fieldorf-Czarska nie bała się śmierci. Czy takie stwierdzenie nie jest zbyt zuchwałe? Ona sama się nad tym zastanawiała. Kiedyś mi powiedziała: „Chrześcijanin powinien odczuwać bojaźń przed śmiercią, a ja – kiedy o tym myślę – odczuwam raczej jakiś błogi spokój. Myślisz, że to grzech?”. Potem, patrząc mi uważnie w oczy, pytała jeszcze: „Czy ty wierzysz szczerze w świętych obcowanie? Bo dla mnie to jest najważniejsze. Ja cały czas odczuwam obecność moich bliskich – ojca, mamy, siostry. Modlę się za nich, ale czuję, że oni się za mną też wstawiają. Nieraz tego doświadczyłam w życiu. Nigdy nie jestem sama z moimi troskami. I dlatego moment śmierci wyobrażam sobie jako moment spotkania.

A przecież każde spotkanie jest darem, jest radosne, więc czego tu się bać!”.
Radość na myśl o spotkaniu związana była także z niepokojem i z dociekliwością pani Marii, dotyczącymi okoliczności udręczenia przez zbrodniarzy jej ojca i dokładnych okoliczności jego śmierci. Nasłuchała się różnych wersji na ten temat: że był przed śmiercią bity, upokarzany – jako symbol znienawidzonych przez bolszewików wartości, jako symbol Polski „sanacyjnej”, „reakcyjnej”. „Jak się spotkamy, to się wszystkiego dowiem”. Na tym zwykle kończyła swoje rozważania, ale przy następnych odwiedzinach temat znów wracał. Widać było, że szuka u przyjaciół potwierdzenia dla swych dociekań.

Pragnienie ładu

Walczyła do końca o ukaranie ostatnich żyjących oprawców generała „Nila”, ale nie było w tym chęci zemsty. Te starania wynikały raczej z poczucia sprawiedliwości, które nosiła w sobie. Uważała, że pozostawianie takich zbrodni bez symbolicznej choćby kary to grzech zaniechania, niedbalstwa, który wpływa demoralizująco na ludzi, bo odbiera im wiarę w elementarną sprawiedliwość. To kpina z majestatu Rzeczypospolitej, w obronie której umierali „Nil”, „Łupaszko”, „Zapora”, „Inka” i tysiące innych, najwierniejszych żołnierzy Polski „wolnej i czystej jak łza”. Zachwyciła się kiedyś tymi słowami z pieśni 5. Wileńskiej Brygady AK.
O wiele ważniejszą sprawą niż ukaranie ostatnich zbrodniarzy było dla niej to, co odchodzące pokolenie Armii Krajowej pozostawi polskiej młodzieży jako przesłanie, testament do wypełnienia przez młodych. Kiedy nasz wspólny przyjaciel, Ireneusz Kaczmarek z Sopotu, wymyślił Sztafetę Pokoleń, Maria była mu bardzo wdzięczna. Sztafeta polegała na spotkaniach ostatnich żołnierzy AK z młodzieżą w szkołach i symbolicznych aktach przekazania idei wierności Bogu i Ojczyźnie, która powinna spajać wszystkie pokolenia Polaków. Maria sama uczestniczyła w kilku takich spotkaniach – w Gdańsku, na Kaszubach i w Krakowie. Kiedyś byliśmy razem na Kaszubach, w gimnazjum w Luzinie pod Wejherowem. Miałem dla młodzieży prelekcję, w trakcie której przyszła mi do głowy szczęśliwa myśl. Poprosiłem wszystkich o powstanie. Żeby uczniowie rozumieli, czym była przysięga Armii Krajowej, jaka była jej moc, poprosiłem, by przymknęli oczy i powtarzali za mną słowa tej przysięgi. Wrażenie było ogromne, wszyscy byli bardzo wzruszeni, a po ostatnich słowach zapadła cisza. Po spotkaniu Maria poprosiła mnie, bym to powtarzał na spotkaniach z młodzieżą. Robię to często.


Gdy w Krakowie powstawała jednostka sił specjalnych o kryptonimie „Nil”, Maria została zaproszona na uroczystości. Towarzyszyłem jej wówczas. Bardzo starannie się przygotowywała. Czuła, że jej życie dobiega końca, a dla żołnierzy każde słowo córki „Nila” będzie miało znaczenie. Oprócz uroczystości w jednostce czekało ją jeszcze spotkanie z uczniami szkoły średniej. Maria postanowiła przygotować dwa przesłania do młodych Polaków – osobno do szkolnych nastolatków i do żołnierzy. To były dwie grupy, na których szczególnie jej zależało.

Podziękowanie i zobowiązanie

Poprosiliśmy znanego krakowskiego aktora Wojciecha Habelę, by podczas uroczystości w jednostce przeczytał przesłanie Marii do żołnierzy. Zrobił to wyjątkowo pięknie, wszyscy uważnie słuchali. Maria przemawiała w tym przesłaniu do żołnierzy niczym prawdziwy dowódca. Miałem wrażenie, że mówi to wszystko w imieniu swego ojca:
„Pierwszą po Bogu miłością jest miłość do własnej Ojczyzny. Podkreślał to także wielokrotnie Prymas Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński. Do Was to mówił, oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego. Wiedział, że Polska doczeka takich czasów, kiedy Wojsko Polskie będzie się mogło odwołać do swojej szlachetnej dewizy: Bóg – Honor – Ojczyzna. Źródłem mocy jest bowiem sam Bóg – pod warunkiem że ta moc służy dobrej sprawie – świętej Sprawie, jak mówili Polacy czasu wojny o niepodległości kraju. […] Odmowa współpracy z wrogiem – bez względu na konsekwencje – to był honor mego Ojca. A kto obroni dziś, jeśli nie Wy, dobre imię tych, których nazwano »żołnierzami wyklętymi«? Oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego, przyszłość Polski od Was zależy. Od Waszej cnoty żołnierskiej i od Waszej mądrości. Każdy musi »znaleźć swoje Westerplatte«, z którego nie wolno zdezerterować – by odwołać się do nauki Jana Pawła II”.

Co możecie zrobić?

W przesłaniu do młodzieży skupiła się na obowiązkach i powinnościach. „Czy zastanawiacie się czasem, co dobrego możecie zrobić nie tylko dla siebie, nie tylko dla bliskich – ale także dla swojej Ojczyzny? Całe moje życie podpowiada mi, że ten, kto służy Ojczyźnie, służy także sobie samemu, bo wielkie idee wyzwalają w człowieku wielkie siły, radość życia, energię i szlachetność, przybliżają go do Boga […]. Co możecie więc zrobić dla Polski? Możecie wiele i nie musicie już, jak pokolenia przed Wami, rzucać »swój życia los na stos«.

Wasza pokoleniowa misja to przede wszystkim nauka i doskonalenie się w różnych dziedzinach wiedzy i umiejętności. Polska potrzebuje obywateli światłych, prawych i kochających swój Kraj. Polska potrzebuje ludzi idei i wartości, gotowych tych idei i wartości bronić. Polska potrzebuje obywateli świadomych historii swego narodu i swego państwa, potrafiących bronić swoich bohaterów przed oszczercami i pokazywać ich innym narodom. Wierzę, że będziecie godnymi następcami naszego pokolenia, pokolenia Armii Krajowej, które już powoli odchodzi. Wam, młodzi Polacy, powierzamy Polskę, Ojczyznę naszą i Waszą. Niech Pan Bóg ma Was w swojej opiece”.

***
Fragmenty przesłania do żołnierzy wybrzmią pięknie rok później w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie, po Mszy św. żałobnej. Żegnaliśmy Marię na zawsze. Odchodziła w pokoju, na wymarzone spotkanie z ojcem. Pan Bóg zaoszczędził jej cierpień. I pozwolił jej spisać przed śmiercią ten szczególny testament, który niech idzie do młodych ludzi jak sztandar w pochodzie przez życie. l

Piotr Szubarczyk, IPN Gdańsk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/114387, ... kolen.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 24 gru 2014, 10:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
RÓŻNICE MIĘDZY POLSKIM NACJONALIZMEM A NIEMIECKIM NAZIZMEM

„Nie jesteśmy faszystami, ani hitlerowcami, przede wszystkim dlatego, że jesteśmy ruchem czysto polskim, nie potrzebujemy obcych wzorów. Nie uważamy się za faszystów ani za hitlerowców również dlatego, że oba te ruchy mają wiele wad, a nawet grzechów, którymi obarczać się nie chcemy. Nie są to wzory, które chcielibyśmy naśladować.”
Jan Mosdorf

„Głęboki katolicyzm polskiego nacjonalizmu kazał mu przestrzegać nakazów chrześcijańskiej miłości bliźniego, a zatem również doceniać wartość innych narodów stworzonych przez Boga. Co za tym idzie, zdecydowanie odróżniał go od nacjonalizmów o charakterze szowinistycznym, jak niemiecki nazizm, w którym wiara w doskonałość własnej, biologicznie pojmowanej, substancji narodowej implikowała jednoznacznie wrogie nastawienie do innych nacji, postrzeganych jako biologicznie gorsze i słabsze. Z takim światopoglądem nazizm musiał się zwrócić przeciw chrześcijaństwu; jak dowodzą współczesne badania historyczne, Hitler planował w pełni wykorzenić je na terenie Niemiec i krajów przez nie podbitych, ale z realizacją swojego planu postanowił zaczekać, aż umocni się jego władza nad Europą. ” {1}

Dlaczego polski nacjonalizm to nie nazizm?

Nacjonalizm polski jest bardzo mocno oparty na wierze, bądź wartościach wypływających bezpośrednio z wiary w Jednego Boga – stwórcę i źródło Piękna, Sprawiedliwości.
Wszak już w 1937 roku „Ruch Młodych” w książce: „Katolicki nacjonalizm”, głosił:
„Młody nacjonalizm polski to nacjonalizm katolicki. W przeciwieństwie do dotychczasowych racjonalistów pogańskich nie stawia narodu na naczelnym miejscu w hierarchii wartości. Za najwyższą wartość, najwyższy cel człowieka, uznaje Boga – Boga stawia jako naczelny ideał nacjonalizmu polskiego. Praca zaś dla narodu i w narodzie (…) jest drogą do tego najwyższego dobra wiodącą.”
Jak więc widać, od początku istnienia ruchów narodowych w Polsce (Ruch Młodych powstał z intencji Młodzieży Wszechpolskiej) – religia rzymsko-katolicka była bardzo mocno wyróżniona na tle samego nacjonalizmu. To zaś oznacza, iż narodowcy polscy różnili się kompletnie od faszystów – wszak podważających zwierzchnictwo papieża – jak nazistów – okultystycznych i instrumentalnie używających autorytetu Kościoła – oraz komunistów – propagujących ateizm narodowy i ubóstwienie Towarzysza.
Różnica nacjonalizmów nie powinna dziwić – każdy nacjonalizm jest inny. Ale wszystkie można charakteryzować pod kątem kategorii Adama Doboszyńskiego, dzieląc je na:

- nacjonalizm pozytywny:
Interesy narodu są ważniejsze od interesu państwowego, polipoprawnego, bądź zagranicznego. Nie jest jednak egoizmem narodowym (mającym u podstawy indywidualizm – de Saint-Simone’a) – prędzej zaś personalizmem narodowym (opartym po części na dziełach Friedricha Schleiermachera – opis Boga), który stawia na współpracę narodów (np. europejskich) ku tworzeniu silnej Europy, o suwerennych państwach, z mocnymi narodami.

- nacjonalizm negatywny (szowinistyczny):
Odnosi się do rasizmu, idei segregacji rasowej, etnicznej i kulturowej. Oparty na ksenofobii, oraz szowinizmie narodowym – popiera idee tak hierarchizacji ras (opartej na ewolucjonizmie), jak i kult jednostki – autorytaryzm i indywidualizm, lub też ubezwłasnowolnienie jednostki. {2}

„Nas się porównuje z hitleryzmem. Ja się nie zarzekam tych porównań, tylko one są nieistotne, bo mamy swoją tradycję”
Tadeusz Bielecki, wystąpienie sejmowe, 20 II 1933

KRYTYKA NAZIZMU

Wiek XIX i początek XX to budzenie się nacjonalizmu na kontynencie europejskim spowodowane złożonymi procesami polityczno-społecznymi oraz gospodarczymi związanymi z wydarzeniami, takimi jak chociażby reperkusje I wojny światowej. Wśród krajów, które najbardziej odczuły skutki Wielkiej Wojny należy wymienić bez wątpienia Niemcy. Pokonane, nie mogące się pogodzić z warunkami jakie w ich mniemaniu narzuciły im zwycięskie mocarstwa, szukały usprawiedliwienia swej klęski poza własnym narodem i sternikami jego polityki. W tej sytuacji zrodził się ruch hitlerowski, wyrażający nie tylko niezadowolenie zdemobilizowanych kombatantów, ale i znacznej części narodu niemieckiego wychowanego na XIX-wiecznych ideach swej wyjątkowości i posłannictwa. Początkowo jako polityczna efemeryda, w przeciągu niespełna 10 lat stał się on główną siłą polityczną Republiki Weimarskiej, by w roku 1933 święcić ostateczny tryumf mianowaniem przywódcy i wodza Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej – Adolfa Hitlera, kanclerzem Niemiec. Gdy w latach dwudziestych ruch hitlerowski dopiero się rozwijał, ruch narodowy w Polsce był już ukształtowanym organizacyjnie i ideowo, kierunkiem politycznym, zajmującym poczesne miejsce w systemie politycznym II Rzeczpospolitej. Obok nazistów, w Europie powstawały lub już funkcjonowały inne ruchy o zabarwieniu nacjonalistycznym. Jednak szybkie sukcesy partii nazistowskiej, jej skrajna ideologia nacechowana szowinizmem, rasizmem, kultem przemocy i antypolskimi treściami oraz fakt, że rozwinęła się ona w sąsiednim państwie czyniła z niej obiekt, do którego ruch narodowy w Polsce musiał się konkretnie ustosunkować. Najważniejszym czynnikiem wskazującym na zasadność rozważań nad hitleryzmem w kontekście dziejów polskiego ruchu narodowego, jest występowanie w ideologii tego pierwszego – nacjonalizmu, przedstawianego, jako główna i przewodnia idea nazizmu niemieckiego. [1]
W roku 1912 Balicki napisał: „W Polsce nacjonalizm powstał samorzutnie, wcześniej niż wśród wielu innych narodów i najzupełniej niezależnie od wzorów obcych. Za dowód służyć może tu fakt na pozór formalny, a jednak przekonywujący: prąd, który go wytworzył, nie przybrał nazwy nacjonalizmu, nie przeczuwał nawet, że w innych krajach powstaną kierunki analogiczne i dojdą pod pewnym względem do wniosków zadziwiająco podobnych”. [2]
Według Balickiego jego obóz do końca wieku XIX posiadał charakter bezpartyjny i starał się przemawiać do całego narodu w imię polskiej racji stanu i polskiego interesu narodowego. Był wolny od doktrynerstwa, a wszelkie zagadnienia ujmował w kategoriach ogólnonarodowych.

Materializm nazizmu
O tym, że nazizm czerpał z pierwiastków pogańskich, pozostających w sprzeczności w stosunku do preferowanej przez obóz narodowy „cywilizacji rzymskiej” i jej wartości, przekonanych było coraz więcej polskich nacjonalistów. Zarzucano mu, że jego cechą jest materializm „ten pogląd, który Boga zastępuje materią i odrzuca wszelkie religijne objawienie”. „Czymże, bowiem innym, jeśli nie materializmem jest w Niemczech pogląd powtarzany za teoretykiem hitlerowskim, Rosenbergiem iż o charakterze i losach człowieka decyduje krew i ziemia, Blut und Boden?” zastanawia się endecki publicysta, zapewniając jednocześnie, że „my zostaniemy przy swojej, narodowej filozofii, opartej o sławne słowa Adama Mickiewicza: „Albowiem cywilizacja prawdziwie godna człowieka musi być chrześcijańska”. [3]
Wobec zaostrzenia się sytuacji międzynarodowej niedługo przed rokiem 1939 i znacznych sukcesów Niemiec hitlerowskich prowadzących do konfliktu z Polską przedstawiano nazizm jako ruch wysoce amoralny. Jędrzej Giertych stwierdzał, że jest on pozbawiony wszelkich zasad, „ruch, który zwyciężył przez kłamstwo i fałsz, niosąc terror, niewolę i bezprawie”[4] a S. Kozicki nazwał go „najazdem barbarzyńców wewnętrznych”. [5]

Antykatolickie wychowanie młodzieży
Krytyka miejsca i roli, jakie przeznaczyli naziści religii i Kościołowi wyrażała się także w analizie systemu wychowania młodzieży niemieckiej. Partia nazistowska, ogarniająca wszelkie aspekty życia jednostek, kierująca się światopoglądem antychrześcijańskim, prowadziła w efekcie działania zmierzające do całkowitego wyrugowania Kościoła, dla którego wychowanie młodzieży było podstawowym zadaniem według polskich nacjonalistów. Zastrzeżenia, co do treści wychowawczych i metod stosowanych w niemieckiej organizacji młodzieżowej Hitler Jugend wyrażali także publicyści ONR – Falanga określając je jako „płytkie” i antyreligijne”. [6]
Stosunek całego obozu narodowego do miejsca i roli religii jak i Kościoła katolickiego w ideologii oraz działaniach partii nazistowskiej wyznaczyła ewolucja, jaką obóz ten przechodził od połowy lat dwudziestych. Ewolucja ta zmierzająca w stronę syntezy wartości nacjonalistycznych, w tym i całokształtu wartości uznawanych przez naród polski z katolicyzmem zaowocowała powstaniem specyficznego nacjonalizmu chrześcijańskiego. Jego ideowe pryncypia znajdujące wytłumaczenie i uzasadnienie w duchowych wartościach chrześcijańskich stały w sprzeczności z nacjonalizmem niemieckim, nacjonalizmem odwołującym się do antychrześcijańskiego neopoganizmu, przesiąkniętego ideami wynikającymi z materializmu. W opozycji do tak pojmowanego nacjonalizmu przez nazizm niemiecki, teoretycy ruchu polskiego starali się przeprowadzać swoją krytykę.

Rasizm
Wśród zastrzeżeń wysuwanych wobec oblicza ideowego hitleryzmu, ruch narodowy wymieniał na pierwszym miejscu obecność silnie akcentowanych przez nazistów idei rasistowskich. Historia to zmaganie się narodów, a nie ras. Ideolodzy polskiego nacjonalizmu twierdzili, że to, co zadecydowało o różnicy między narodami to warunki, w jakich się kształtowały i rozwijały się społeczeństwa europejskie, zdeterminowane historycznie, a nie rasowo. Już w 1895 r. Roman Dmowski, pisał podkreślając, że naród jest dla niego kategorią historyczną: „dusza narodowa, wytworzona przez długi proces dziejowy, w dziejach znajduje uzasadnienie swego bytu i swoich aspiracji”. [7] Podobne opinie wyrażał Roman Rybarski: „Charakter narodowy, to zjawisko z dziedziny psychiki, a nie z dziedziny fizycznej”. [8] Dla Wojciecha Wasiutyńskiego rasa rozumiana antropologicznie, nie mogła stanowić centralnego elementu ideologii.
Zgodnie z teorią narodową, że dzieje to zmaganie się narodów, a nie ras, rasizm biologiczny był więc zaprzeczeniem samej istoty nacjonalizmu.
„My Polacy, dla których niebezpieczeństwo niemieckie jest i zawsze pozostaje aktualne, mamy wszelki powód po temu, aby dobrze znać niemieckie dążenia rasowe”. [9]
Stojanowski twierdził, że popularyzowanie nordycznych idei rasistowskich w Polsce byłoby wychodzeniem naprzeciw niemieckim planom opanowania Europy wschodniej, posługującym się „nordyzmem” jako ideologią ponadnarodową. Przestrzegał, że zwycięstwo rasizmu w Polsce to osłabienie jedności narodowej i uzależnienie Polski pod względem politycznym i umysłowym od Niemiec, gdyż będąc krajem silniejszym niż Polska i mając już szeroko rozwinięty ruch rasowy podporządkowałyby sobie one przedstawicieli ruchu nordyczno-rasowego. Dochodził do tego jeszcze konflikt z Kościołem. Oparcie polskiego rasizmu na innej rasie niż nordyczna, byłoby tylko naśladownictwem niemieckiego sposobu myślenia, a więc także przejawem zbieżności ideologicznej z Niemcami nie wnosząc niczego pozytywnego do polskiej myśli narodowej.
Na podstawie obserwacji działań ruchu hitlerowskiego wobec Kościoła katolickiego w Niemczech, publicysta „Myśli Narodowej” Jan Świerzowicz stwierdzał, że światopoglądu chrześcijańskiego nie można pogodzić ze światopoglądem rasistowskim. W przypadku sytuacji niemieckiej zrodziło to nieuchronny konflikt. Eskalacja antykatolickich posunięć nazizmu, spowodowana była faktem, że pozostawał on właściwie ruchem rasistowskim, obywającym się bez Boga i oddającym prymat materii. W opinii Świerzowicza „jest to
objaw podyktowany rozpaczą, objaw patologiczny. Od zwalczanych Żydów przyjęli ideę narodu wybranego, wyższość ponad innych, pogardę dla słabszych i stworzyli rodzime niemieckie getto, izolując się świadomie od świata kultury zachodniej. [10]
Stanowisko ruchu narodowego było zdecydowanie przeciwne rasizmowi w wydaniu niemieckim i stanowczym głosami odcinało się od ideowego pobratymstwa z ruchem hitlerowskim: „Doktryna hitlerowska jest nam obca. Nikt jako żywo, nie słyszał z ust narodowca aprobaty hitlerowskiej teorii rasizmu – tej teorii, zbudowanej na czysto materialistycznych przesłankach”. [11]

Różnice między rasizmem niemieckim a antysemityzmem polskim:
Publicysta ONR-Falanga starając się zwrócić uwagę na różnice między rasizmem niemieckim, a antysemityzmem polskim stwierdzał: „Można być antysemitą nie będąc rasistą. My to właśnie jesteśmy. Antysemityzm, pojęty jako religia, pozostaje w jaskrawej sprzeczności z nauką Kościoła. Ale ten sam antysemityzm w roli programu ekonomicznego przestaje być zjawiskiem karygodnym, nie przekracza bowiem sfery spraw doczesnych”. [12]
W innych wypowiedziach na temat relacji rasizm biologiczny a antysemityzm w Polsce widać, także wierność głównym wątkom polskiego rasizmu „duchowego”. W. Wasiutyński twierdził, że Żydzi nie stanowili jednej rasy fizycznej, a o ich cechach i charakterze narodowym zadecydował „niezwykle zwarty typ życia duchowego”. [13]
J. Giertych nie wykluczał asymilacji niektórych jednostek spośród społeczności żydowskiej, zaznaczając przy tym: „Nie jesteśmy rasistami, uważamy, że przynależność do narodu to jest fakt przede wszystkim duchowy, a dopiero na drugim miejscu rasowy i zdajemy sobie sprawę z tego, że asymilacja Żydów z naszym narodem w szeregu wypadków istotnie się odbywa i w pewnym, skromnym zakresie może być uznana za nieszkodliwą”[14].
W innym miejscu stwierdzał: „Gdy mówimy o rasie żydowskiej, nie chodzi nam o jej cechy fizyczne, lecz o to, że w osobniku tej rasy prawem dziedziczności odzywa się to, co stanowi żydowskiego środowiska właściwość duchową”. [15]
Najlepszym podsumowaniem rozważań na temat charakteru antysemityzmu endeckiego niech będzie wymowny cytat z książki J. Giertycha pt. „Nacjonalizm chrześcijański” wydanej tuż po wojnie w roku 1948: „Gdy zaś w czasie drugiej wojny światowej Żydzi w Polsce stali się przedmiotem barbarzyńskich prześladowań ze strony Hitlera, polscy narodowcy stanęli bez zastrzeżeń w obronie prześladowanych. Wielu działaczy polskiego obozu narodowego w czasie wojny w kraju przy rozmaitych okazjach z narażeniem własnego życia przyczyniało się do ratowania zagrożonych śmiercią Żydów. Jeden z najgłośniejszych polskich antysemitów, Jan Mosdorf, został przez Niemców rozstrzelany za to, że starał się ratować Żydów. Polski ruch narodowy uchodził – i słusznie – za jedną z głównych sił antyżydowskich w Europie. Jego
przywódca, Roman Dmowski wymieniany jest przez historyków żydowskich w liczbie historycznych wrogów żydowskiego narodu. A jednak w godzinie dziejowej próby, ruch ten nie uległ – tak, jak wiele nacjonalizmów w Europie – pokusie skorzystania z sytuacji, jaką wytworzyły zwycięstwa Hitlera dla rozprawienia się ze społecznością żydowską w Polsce z brutalnością, dyktowaną przez egoizm narodowy – i zajął postawę chrześcijańską. Jest to najlepszym dowodem jego z gruntu chrześcijańskiego charakteru”. [16]

Krytyka niemieckiego systemu totalnego
Totalitarny system władzy, który ukształtował się w Niemczech po dojściu Adolfa Hitlera do władzy dość mocno zaabsorbował polską narodową myśl polityczną. W latach dwudziestych, gdy obóz narodowy podziwiał faszystowskie Włochy Benito Mussoloniniego, rozważania na temat ich ustroju zajmowały poczesne miejsce w publicystyce narodowej. Od zachwytu dla „rewolucji włoskiej” i jej dokonań na niwie państwowej, narodowcy z początkiem lat trzydziestych przeszli do jej krytyki, twierdząc, że faszyści katolickie państwo włoskie zamienili w zwykłą, pozbawioną aprobaty społecznej statolatrię. W przypadku stosunku do wprowadzonej przez hitlerowców państwowości było podobnie. Krytyka w tym przypadku potęgowała się jeszcze ze względu na walkę nazistów z kościołem katolickim i kontrolowaniem przez państwo niemieckie całokształtu życia obywateli, a szczególnie wychowania młodzieży. Osobną kwestią decydującą o negatywnych ocenach nazistowskiego państwa był fakt pozostawania ruchu narodowego w opozycji do obozu rządzącego, który pod koniec lat trzydziestych zaczął wykraczać poza ramy przypisanego mu autorytarnego stylu rządzenia ewoluując ku totalizmowi. Te i inne względy zadecydowały w dużej mierze o krytycznym stanowisku prawie całego obozu narodowego wobec obserwowanego funkcjonowania totalnego systemu władzy w Niemczech i sceptycznym nastawieniu do prób zastosowania niektórych aspektów totalitaryzmu w projektowanym przez narodowców polskim systemie władzy.

W roku 1934 na łamach „Gazety Warszawskiej” ukazał się cykl artykułów Romana Dmowskiego odnoszących się wysoce krytycznie do negatywnych zjawisk jakie niósł ze sobą w psychice społecznej Niemców postęp nazizmu. Według Dmowskiego „rewolucja niemiecka” wyjałowiła się intelektualnie z powodu tzw. „militaryzacji polityki”. Przejawiała się ona w przeniesieniu wzorów i zachowań charakterystycznych dla ducha wojskowego do stylu uprawniania polityki. Naśladowanie wojska w polityce wyrażało się nie tylko w kulcie cnót wojskowych, ale i w formach i typie organizacji, w skłonnościach do mundurowania wszystkiego, wreszcie w języku. Skutkiem tego stało się ślepe posłuszeństwo i wykonywanie komendy w dziedzinie politycznej myśli. „Jeżeli wszakże członkowie danego obozu wszyscy myślą jednakowo, to znaczy, że myślą na komendę, czyli nie myślą wcale. Myśl polityczna, jeżeli ma się posuwać naprzód, potężnieć, nie może rodzić się tylko w jednej głowie – musi nad nią pracować wiele i to różnorodnych mózgów. Zmilitaryzowani politycy oczekują od wodza, żeby im rozkazywał nie tylko, co mają robić w walce i w pracy politycznej, ale i co mają myśleć, żeby ich uwolnił od obowiązku myślenia na własny rachunek i na własną odpowiedzialność”. [17]
Dzieło Hitlera, jak twierdził Dmowski, nie było więc tworem narodowym, ale dyktaturą podważającą podstawowe zasady cywilizacji rzymskiej.
Nazistowski system władzy był nie do zaakceptowania dla działacza liberalnego skrzydła endecji Wacława Komarnickiego, profesora prawa politycznego i międzynarodowego na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, posła SN na sejm. Według niego nacjonalizm w szacie totalnej przybiera charakter w dużej mierze negatywny. Przejawem tego miał być światopogląd materialistyczny, wiara w siłę fizyczną i kult gwałtu, zaszczepione przez marksizm w początkowej fazie ruchu hitlerowskiego. Dla przykładu W. Komarnicki wymienia metody stosowane przez SS, obozy koncentracyjne, zachwianie niezawisłości sądów, zniesienie wolności prasy. Jego zdaniem totalne cechy państwa niemieckiego miały swe źródło, nie tyle w powrocie pangermańskiego ducha, ile w zasadach „pruskiego drylla i feldfebla”. Cechy systemu totalnego według niego są obce narodowi polskiemu, dlatego też próba ich zastosowania w Polsce zdecydowanie nie miałaby sensu. [18]

Negatywne zjawiska towarzyszące kształtowaniu się systemu władzy w Niemczech były obce polskiemu nacjonalizmowi. Świadczą o tym chociażby reakcje na „noc długich noży” – rozprawę ze zwolennikami E. Röhma wewnątrz partii nazistowskiej, które definiowano jako lekceważenie prawa przez Hitlera. Dmowski bardzo krytycznie nastawiony do modelu państwowego w Niemczech po zajściach z 29 na 30 VI 1934 r. napisał o nazistach: „Co gorsza, ma się wrażenie, że zanika w nich poczucie potrzeby prawa”. W narodowym „Słowie Pomorskim” pisano wtedy: „Tam gdzie z fundamentu państwa usunięto ostatnią jego podporę, tj. prawo i sprawiedliwość – musiało dojść do wyzucia się z wszelkiej ludzkości”. [19]
Nazizm dla narodowców jawił się jako jego rywal w walce o wychowanie społeczeństwa – „Każda dyktatura ideologiczna dąży do monopolu, do ekskluzywności, każda obawia się ośrodków samodzielnej myśli, a więc przede wszystkim Kościoła”. [20]
Rugowanie religii z życia jednostek i ograniczenie roli rodziny przez nazistowską partię było nie do zaakceptowania dla grupy narodowców skupionych wokół ONR-ABC. W swoim piśmie sceptycznie stwierdzali: „Niemcy, oparte na systemie monopartii rozwiązały te sprawy, włączając całe życie organizacyjne społeczeństwa w ramy hierarchicznego ustroju partyjnego; wszystko tam podporządkowano władzy partii. Nie wydaje się jednak by metoda ta sprzyjała maksimum wykrzesania sił twórczych ze społeczeństwa”. [21]
Elementem totalnego systemu w Niemczech poddawanym ciągłej krytyce, poza środowiskiem ONR-Falanga, była zasada wodzostwa i władza dyktatora. R. Dmowski twierdził, że współczesne mu systemy dyktatorskie posiadają jeszcze wiele cech ideologii XIX-wiecznych i uznawał je za sprzeczne z formułowaną przez siebie istotą nowoczesnego ruchu narodowego. Opisane przez Dmowskiego zjawisko „militaryzacji polityki” przejawiało się również w istnieniu nieomylnego wodza, który decydował o wszystkim, co miało według Dmowskiego fatalne skutki dla prowadzenia realnej polityki. „Jeżeli walczący obóz polityczny składa się z ludzi, którzy całą inicjatywę polityczną składają na wodza i tylko czekają komendy, to jej polityka będzie odcięta od szerokich sfer społeczeństwa, od tej podstawy, która ma dla niej takie znaczenie jak dla armii teren geograficzny i jego znajomość”. [22]
Dmowski mimo, że zdołałby uznać Hitlera za „pierwszorzędnego hipnotyzera” i „wodza politycznego XX wieku” wyrażał się sceptycznie o jego możliwościach objęcia wszystkich spraw niemieckich – „(...) żądać od niego, żeby przy tym był zdolny myśleć za wszystkich o całym zakresie polityki i myśleć twórczo – to za wiele. Taki człowiek się nie urodził i takiego nigdy nie będzie”. [23]
Dmowski z punktu widzenia lansowanego przez ruch narodowy poglądu o kształtowaniu się form życia państwowego przez wielowiekową tradycję wręcz z oburzeniem traktował naczelną zasadę totalizmu niemieckiego, a mianowicie, że wola wodza jest najwyższym źródłem prawa: „Więc na to niezliczony szereg pokoleń od najbardziej zamierzchłych czasów wytwarzał sobie z wysiłkiem prawa, wiążące ludzi w jedną całość społeczną i umożliwiającą im wspólne życie, na to kosztem tych wysiłków wyrosło niegdyś stare prawo niemieckie, na to istniał Rzym i jego potężna cywilizacja prawna, która z Niemców zrobiła wielki naród, na to szła przez kilkadziesiąt pokoleń olbrzymia praca narodu niemieckiego w dziedzinie prawa i postępu prawnego w społeczeństwie, ażeby dziś powiedziano Niemcom, iż prawem jest to, co powie Hitler?"... [24]
Zasada wodzostwa ze względu na jej niezgodność z katolicyzmem pozostawała nie do zaakceptowania dla młodych obozu narodowego. Twierdzili oni, że w instytucji wodza i w idei wodzostwa kryje się wiele niebezpieczeństw. Z rozbawieniem i w ironiczny sposób komentowano zbiorowe egzaltacje osobami dyktatorów i głoszonymi przez nich hasłami, którym ulegały tłumy w Niemczech. Fascynacje Hitlerem traktowano jako przejaw zakłamania i płycizny umysłowej narodu niemieckiego: „Umysły zahipnotyzowane fałszywą doktryną dojść mogą, jak się okazuje, nawet do takich absurdów jak ubóstwianie człowieka”. [25]
Po tym jak przywódcy ONR-ABC przekonali się, że idee totalitarne są
niepopularne w społeczeństwie polskim, ideę wodzostwa konsekwentnie krytykował jeden z wybitniejszych przedstawicieli tego środowiska Jan Korolec. W swojej publicystyce przekonywał, że dyktatura w jakiejkolwiek postaci stosowana na stałe to szkoła niewoli [26], a ustrój państwa narodowego winien oprzeć się na staropolskich tradycjach. [27] Konstruowanie modelu ustrojowego uwzględniającego tradycje polskiej państwowości i cechy polskiego charakteru narodowego było głównym motywem wyróżniającym środowisko ONR-ABC. Według jego ideologów wszelkie propozycje ustrojowe winny być ściśle zharmonizowane z polską historią państwa i prawa oraz właściwą dla Polaków psychiką narodową – „Totalizm i monopartia, stanowiące niemal całkowite ograniczenie wolności i zmuszenie do bezkrytycznego podporządkowania się rządzącej grupie oraz do standaryzowania myśli i czynów odpowiadają doskonale Niemcom. Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa na tle polskiej psychiki. Jest ona właśnie w tych dziedzinach całkowicie zaprzeczeniem niemieckiej. (...) Stać nas również na dokonywanie wspólnymi siłami rzeczy wielkich, jednak nigdy na rozkaz i nigdy pod groźbą kary czy represji, ale zawsze dobrowolnie i ochoczo”. [28]
Stanowisko ONR-ABC na zasady tworzenia koncepcji ustrojowych na tle funkcjonującego w Niemczech ustroju totalnego może być reprezentatywne dla całego obozu narodowego w tej kwestii. Zwracało uwagę na główne wątki, które rozważali ideologowie polskiego nacjonalizmu analizując niemiecki system władzy i możliwość jego recepcji na polski grunt. Najpełniej ów stosunek ujął jeden z publicystów tej grupy w stanowczym stwierdzeniu: „Jestem zwolennikiem zastosowania w nowym ustroju zasad wolności, zaufania do społeczeństwa, uznania wartości jednostki ludzkiej. Zasady te są właściwe typowi cywilizacji polskiej, tradycjom i charakterowi narodowemu, wreszcie religii katolickiej. Wzory niemieckie nam nie odpowiadają”. [29]
Niniejsze rozważania zakończę więc wnioskiem Romana Dmowskiego na temat nazistowskiego państwa i prawa: „Musielibyśmy być wrogiem cywilizacji, ażeby to uznać za wzór dzieła narodowego w polityce, za przykład dla innych narodów”. [30]

{1} „Polska idea nacjonalistyczna”, Adam Danek
http://www.legitymizm.org/polska-idea-nacjonalistyczna
{2} http://prawy.pl/portal_aktual/z-kraju/5 ... -nazistami
[1] np. R. Tokarczyk, Współczesne doktryny polityczne, Zakamycze 1998r., s. 364.
[2] Z. Balicki, Nacjonalizm a patriotyzm, Przegląd Narodowy, 1912 r., [w:] B. Grott, Zygmunt Balicki – ideolog
Narodowej Demokracji, Kraków 1995r., s. 162
[3] W. Nowosad, O jednolity pogląd na świat, Lwów 1939 r., s. 8-16, 20-21
[4] J. Giertych, Rewolucja nihilizmu, Polityka Narodowa, nr 4-6, IV–VI 1939 r., s. 295-308.
[5] S. Kozicki, Niemcy i Europa, Warszawski Dziennik Narodowy, nr 201 z 23 VII 1939 r., s. 3
[6] B. Grott, Katolicyzm w doktrynach ugrupowań narodowo-radykalnych do roku 1939, Kraków 1987, s. 63.
[7] R. Dmowski, Jedność narodowa, Przegląd Wszechpolski, nr 6 z 15 III 1895 r., s. 82, [w:] R. Wapiński, Roman
Dmowski, Lublin 1988, s. 73.
[8] Sz. Rudnicki, Roman Rybarski o narodzie, ustroju i gospodarce, Warszawa 1997, s. 198
[9] K. Stojanowski, Niemiecka hodowla rasy, Kurier Poznański, nr 567 z 10 XII 1933 r.
[10] J. Świerzowicz, Tragedia religijna Niemiec, Myśl Narodowa, nr 20 z 8 V 1938 r., s. 306-308
[11] Hitler, Żydzi i katolicyzm, Warszawski Dziennik Narodowy, nr 66 z 1 VIII 1935 r.
[12] A. Łaszowski, Czy rasizm i antysemityzm to jedno, Falanga, nr 32–33 z 14–21 VIII 1938 r., s. 4.
[13] B. Grott, Katolicyzm w doktrynach, s. 99.
[14] J. Giertych, O wyjście z kryzysu, Warszawa 1938 r., s. 236.
[15] B. Grott, Nacjonalizm i religia. Proces zespalania nacjonalizmu z katolicyzmem w jedną całość ideową w myśli Narodowej Demokracji, Kraków 1984 r., s. 122.
[16] J. Giertych, Nacjonalizm chrześcijański, Poznań 1998 r., s. 55
[17] K. Kawalec, Roman Dmowski o ustroju politycznym państwa, Warszawa 1996 r., s. 192
[18] M. Marszał, „Myśl Narodowa” wobec Niemiec politycznym i hitleryzmu, s. 98
[19] Łotry u władzy, Słowo Pomorskie, nr 168 z 26 VII 1934 r., [w:] R. Wapiński, Kształtowanie się w Polsce
w latach 1922-1939 poglądów na ruchy faszystowskie w Europie, „Studia nad faszyzmem i zbrodniami hitlerowskimi” (Wrocław), 1985, t. IX., s. 114
[20] Trzecia Rzesza w walce z katolicyzmem, Warszawski Dziennik Narodowy, nr 56 z 22 VII 1935 r., s. 3
[21] H. Szczawiński, Elementy wychowania narodowego, Nowy Ład, nr 2 z 1937 r., s. 2
[22] K. Kawalec, Roman Dmowski o ustroju politycznym państwa, s. 189
[23] Ibidem, s. 192
[24] Ibidem, s. 194-195
[25] Kult bożków, Warszawski Dziennik Narodowy, nr 138 z 22 V 1937 r., s. 5
[26] Sz. Rudnicki, Obóz Narodowo-Radykalny, s. 278.
[27] B. Grott, Katolicyzm w doktrynach, s. 42.
[28] P. Warimiński, Od liberum veto do monopartii, Nowy Ład, nr 5, 1937 r., s. 3
[29] Organizacja narodu, Nowy Ład, nr 8, 1935 r., s. 7.
[30] K. Kawalec, Roman Dmowski o ustroju politycznym państwa, s. 195.
+ Zeszyt Szkoleniowy Młodzieży Wszechpolskiej - Ireneusz Brezyna - Krytyka nazizmu ,
Warszawa 2004

http://blogpatriotki.blogspot.com/2014/ ... izmem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 31 gru 2014, 09:43 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Zjawisko roku – historia „na propsie”

Jeszcze dekadę wcześniej niewielu spodziewałoby się, że w czasach dominującej dekadencji heroiczna historia powstańców warszawskich czy żołnierzy wyklętych podbije serca młodych ludzi. Ale chyba nikt nie mógł przypuszczać, że polskie symbole staną się obiektem pożądania ze strony mainstreamu – piosenkarzy, aktorów czy projektantów mody.

Coraz bardziej powszechne – niechby i powierzchowne – zainteresowanie historią eksplodowało w roku 2014 na niewiarygodną wręcz skalę. Przez kilka ostatnich lat przykrywka nad wrzątkiem takiej pasji drżała, głośno brzęcząc. Brzęczała podczas marszy 1 marca, podczas różnych spotkań z popularnymi historykami i świadkami historii oraz w ubiorach wielu młodych ludzi, chętnie zakładających bluzy z symbolami Polski Walczącej, NSZ czy antykomunistycznymi hasłami słusznie perswadującymi, że czerwone jest złe.

Co stało u fundamentów takiego zainteresowania historią, poszukiwania autorytetów i wzorców wśród ginących z Panem Bogiem w sercu i Ojczyzną na ustach w powstaniu warszawskim, lub w beznadziejnym antykomunistycznym zrywie? Przede wszystkim kryzys autorytetu w ogóle. Bo kto ma stanowić dla młodych ludzi, po omacku nierzadko szukających krystalicznych wzorców, fundament na którym byliby w stanie się oprzeć? Przecież nie elity „Solidarności”, skompromitowane cuchnącymi paktami z czerwonymi oraz setką mniejszych i większych politycznych szwindli. Niestety, również nie św. Jan Paweł II, który dla większości dzisiejszych gimnazjalistów i licealistów wydaje się być postacią obecną głównie na kartach historii – pomnikową i ważną, ale pozbawioną heroicznego wymiaru walki z komuną. Owszem, był przeciwnikiem komunistycznych porządków, szedł pod prąd lewicowych prądów, potępił nawet teologię wyzwolenia, ale z drugiej strony spotykał się przecież z gen. Wojciechem Jaruzelskim. Trudno dziwić się, że serca młodych ludzi zdecydowanie bardziej poruszać musi chociażby Józef Franczak „Lalek”, bohatersko ostrzeliwujący się przed tropiącymi go bezpieczniakami.

Innym powodem zainteresowania młodzieży tematem wojennych bohaterów jest sprzeciw wobec zakłamywanej przez lata komuny (i postkomuny) historii. Najbardziej zakłamywani są oczywiście wyklęci, do dzisiaj odsądzani od czci przez niektóre osoby ze środowiska „Gazety Wyborczej” czy potomków funkcjonariuszy PZPR. W ramach tego zjawiska szczególnie należy wskazać na Narodowe Siły Zbrojne, w dalszym ciągu nie mogące doczekać się rehabilitacji w oficjalnej narracji historycznej. Nie brakuje wszak „badaczy” przypisujących tej formacji „faszystowski” czy – jakby miało to być jakąś obelgą – „antydemokratyczny” charakter.

Młodzi ludzie łyknęli więc bakcyla historii i niejako dla tego zaczęło stopniowo kształtować się popkulturowe „podziemie”. To dla nich nakręcono „Kamienie na szaniec”, „Czas honoru” czy „Miasto’44”. To dla nich śpiewa „Tadek” i „Panny Wyklęte” czy mniej znana, ale równie świetna „Forteca”. Śmiało można więc powiedzieć, że polscy bohaterowie walki z dwoma zbrodniczymi totalitaryzmami, są po prostu na topie. I bardzo dobrze! Owo „na topie” ma też jednak swoją ciemniejszą stronę, ujawniającą się właśnie w mijającym 2014 roku. Chodzi mianowicie o coraz bardziej nachalne próby wulgarnego nieomal skomercjalizowania tego, co święte – symboli za które ginęli polscy bohaterowie. To już nie jest zwykły „top”. Należałoby raczej powiedzieć, że historia jest już obecnie – wybaczcie, ale tak mętne zjawisko wymaga równie mętnego określenie – „na propsie”. Owszem, to slang, słowo drastycznie potoczne. Ale też wydarzenia 2014 roku pokazały, jak bardzo potoczne – by nie powiedzieć: śliskie – jest to, co popkultura zaczyna wyprawiać z historią naszych herosów.

Modniś z „Polską Walczącą”

We współczesnej Polsce wszystkie instytucjonalne przejawy nawiązania do tradycji zdają się być nieomal wiekopomnym sukcesem. Przyszło nam bowiem żyć w kraju, gdzie z honorami wojskowymi chowany jest w zaszczytnym miejscu na Powązkach zbrodniarz komunistyczny, generał Wojciech Jaruzelski. Stąd cieszy, że całkiem niedawno uznano w końcu symbol Polski Walczącej za chroniony prawem. Mimo to jest on traktowany niczym modny emblemat, nadający się w sam raz jako ozdoba dla wszelkiej maści „lanserów” i projektantów mody.

W internecie furorę robi film z popularnym homoseksualnym pisarzem, Michałem Witkowskim i reporterem TVN, Filipem Chajzerem w rolach głównych. Dziennikarz, spotkawszy się z cudacznie wystrojonym znajomym, niemal od razu zwrócił uwagę na przewiązaną na jego ramieniu, biało-czerwoną opaskę z symbolem Polski Walczącej. Natychmiast zareagował, stanowczo wzywając Witkowskiego do jej zdjęcia.

O ile reakcja Chajzera wydaje się być oczywista dla każdego normalnego człowieka, o tyle zaskakuje pomysł Witkowskiego, by szpanerski strój ozdobić biało-czerwoną opaską – symbolem bijących się z okupantem Polaków. Jeszcze kilka lat temu mówienie o patriotycznych symbolach jako o „krzyku mody” zakrawałoby na świetny dowcip. Wygląda jednak na to, że rosnąca popularność polskich bohaterów, skłania pozerów do nowych, awangardowych niemalże posunięć i wprowadzania zabójczo wręcz ekscentrycznych połączeń.

To, że historia może się sprzedać zrozumiał nie tylko modniś Witkowski, ale też popularny projektant, Robert Kupisz. Jego kolekcję mody zimowej sezonu 2012/2013 zainspirowała podobno… poezja Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Projektant postanowił odwołać się do młodych uczestników powstania warszawskiego. Oczywiście wszystkie stroje zostały właściwie skrojone, na miarę współczesnych, ekscentrycznych wielbicieli wszelakich nowości. – Powstanie Warszawskie zawsze budziło we mnie dużo emocji, rodziło wiele pytań, na które trudno było mi znaleźć odpowiedź – powiedział o swoich inspiracjach Kupisz. I zaskoczył jasną deklaracją przybliżenia młodym ludziom… Polski.

Takie deklaracje zaskakują, wszak do niedawna patriotyzm był raczej passe. Jeszcze parę lat temu całe tabuny nadwiślańskich intelektualistów zwykły przekonywać do naiwnej wiary w internacjonalistyczne twory w rodzaju „europejskiego społeczeństwa” (bo już, broń Boże, nie narodu), czy otwartej multikulturowej Europy, dla której przywiązanie do narodowych tradycji, wypływających z „ciemnej” i „ciasnej” plemiennej mentalności, stanowić miało realne zagrożenie.
Trudno przy tym założyć, że oferta modowa Kupisza to jakiś niepokorny wyskok „projektanta-tradziucha”. Jest on bowiem typowym bywalcem salonu i to w jego blasku ogrzewają się gwiazdki i gwiazdeczki show biznesu. Skoro więc zajmuje on poczesne miejsce na kanapie mainstreamu, przy kominku poprawnościowej mentalności, to trudno wyzbyć się graniczącego z pewnością przekonania, iż postawiwszy na historyczne projekty modowe bezpiecznie poszedł z prądem tego, co stanowi nieomal crème de la crème dzisiejszego szpanerstwa.

Najwierniejsi z wiernych

Obok świata popkultury, zakłamywane w PRL karty polskiej historii odkrywają też media elektroniczne, nagłaśniając ekshumacje i identyfikacje ciał polskich bohaterów walki z komuną. Transmisje konferencji prasowych IPN czy czołówki dla wyklętych na takich portalach jak wyborcza.pl – to obrazki, przyznajmy, zaskakujące. Pieszczochy tych mediów – w rodzaju Żakowskiego lub Najsztuba – nie stronią bowiem od deklaracji nieprzyjaznych tradycji antykomunistycznego powstania polskich żołnierzy po 1944 roku. Trudno przy tym dziwić się takim deklaracjom lewicowo-liberalnych publicystów. Wszak przyznanie racji wyklętym musiałoby się nieodzownie łączyć z potępieniem zbudowanego przez komunistów satelickiego państwa, szumnie okraszonego przymiotnikiem „ludowe”. A to zdecydowanie wykracza poza możliwości salonowców, bowiem biografie ich znajomych, kolegów, przyjaciół czy członków rodziny silnie wiązały się z budową totalitarnego systemu.

Skąd więc wśród nieprzyjaznych tradycji wyklętych nagły popyt na informacje o przywracaniu im pamięci przez niestrudzonego prof. Szwagrzyka? Poniekąd wymusza go rosnące wśród Polaków zainteresowanie tamtymi czasami. W wielu przypadkach jest ono bardzo powierzchowne, ale nie zmienia to faktu, że walka z komuną jest, tak po ludzku, walką atrakcyjną, wszak na bitewnej arenie starły się wówczas siły czystego dobra i czystego zła. W dodatku niewiele mówi się o tym w szkole, a brak tej tematyki w narzucanych przez państwo wyznacznikach programowych musi siłą rzeczy nadawać jej charakteru atrakcyjnej ciekawostki, tajemniczej, nieodkrytej karty historii.

Z drugiej jednak strony, o czym nie należy zapominać, wielu Polaków coraz chętniej chce autentycznie zgłębiać zainteresowanie najnowszymi dziejami Polski, wojennymi kartami historii ukrytymi głęboko w szufladach cenzorów, o których, z wyżej wspomnianych względów, niewygodnie było dotąd pisać w gazetach czy mówić w telewizji. Wielu z nich popularyzowało wyklętą historię także wtedy, gdy nie była ona na modowym czy, szerzej, „popkulturowym propsie”. Ich wpływ może się okazać nieoceniony dla coraz szerszej grupy ludzi, zarażonych sympatią dla naszych bohaterów. To książki, muzyka oraz spotkania z wielkimi pasjonatami i badaczami tamtych wydarzeń mogą stopniowo przywracać zapomniane karty historii. I oby tak się stało.

Krzysztof Gędłek

http://www.pch24.pl/zjawisko-roku---his ... 012,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 10 kwi 2015, 06:34 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Ta niewyobrażalnie wielka tragedia smoleńska scaliła by nasz naród, gdyby nie wszy dziennikarskie, polityczne i urzędniczo - służbowe.
Raz otwarte zło zaczęło się wylewać i wylewać i wciąż wylewa się, a końca tego wylewania nadal nie widać.
Koniec jednak nastąpi gdy zwycięży prawda o tej straszliwej bandyckiej zbrodni.
Dziś wiemy że to była zbrodnia. Dziś domyślamy się kto się jej dopuścił.
Jutro będziemy wiedzieć, którzy z nas zhańbili się tą zbrodnią.
Prawda jak oliwa wypłynie i pogrąży zbrodniarzy w otchłani potępienia.
Prawda, ... tylko ona wie co się wydarzyło 10.04.2010 r.


Wojciech Wencel

Gloria victis

Święty Boże, który odkupiłeś grzechy wszystkich ludzi, jednocz żywych i otwieraj serca umarłym. Święty Mocny, nie zostawiaj nas samych na Krakowskim Przedmieściu. Święty a Nieśmiertelny, nie zostawiaj ich samych w Nierzeczywistym Mieście.

Felieton z tygodnika "wSieci" 2015 nr 14*

Wyjść na wiatr. Stanąć wśród zwyciężonych na Krakowskim Przedmieściu i patrzeć w wyłupione oczy kamienic. „Tak wielu – nie przypuszczałem – śmierć wzięła tak wielu” – pisał Thomas Stearns Eliot. I jeszcze: „Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień – spod ziemi / martwej wyciąga gałęzie bzu, miesza / wspomnienie z pożądaniem, niepokoi / wiosennym deszczem zdrętwiałe korzenie”.

Umarli piszą doktoraty, pracują na etatach, spłacają kredyty. Rano biegną do pracy, do pieluch, do punktów obsługi klienta, wieczorem chronią się w modnych klubach albo składając dłonie, recytują z przejęciem: „Ząb mnie boli, my dwoje, nas czworo”. Marzą o innej Polsce, innej historii, innej poezji. Przez całą dobę porządkują swoje małe dzieje, swoje przytulne mieszkania, swoje kolekcje płyt z muzyką elektroniczną. Gdy grzeszą, są nam bliźniaczo podobni. Jeśli się modlą, to żarliwie. Do boga umarłych.

Przyjaciel z dawnych lat okazał się skrybą w pałacu gubernatora. Mieszka w beczce, nie wierzy nikomu, musi zarobić na rodzinę. Miłośnik teologii i zdrowego rozsądku podkreśla swój dystans wobec „sprawy smoleńskiej”. Nie uważa, by narracja medialna była przez kogoś sterowana. Spadkobierca endecji układa pamflety przeciwko honorowi. Bryluje we wszystkich mediach. Jest celebrytą, więc ma obowiązki celebryckie.

Żywi mieszkają głębiej – w kanałach, pod chodnikami, na powązkowskiej „Łączce”, w smoleńskich mogiłach. Słyszymy się nawzajem, lecz dzieli nas ziemia, brama do wieczności, przedziwna granica światów. Przed kościołem św. Krzyża – spiżowa figura Chrystusa. Tego, który zszedł na ziemię i poległ w powstaniu. Wyżej, w niebieskiej przestrzeni – miasto nieujarzmione. Nie zbawiła go Armia Czerwona. Zbawił je Syn Boży, rozstrzelany przez Niemców gdzieś na Wąskim Dunaju.

Historia wciąż się powtarza. Wieczorem pod narożnym barem gromadzą się rzymscy żołnierze. Wiatr niesie ich przekleństwa po całej Jerozolimie. Członkowie Sanhedrynu śledzą wypadki z oddali. Jesteśmy trzciną nadłamaną, garstką prostych ludzi przywiązanych do krzyża. Nocą zabiorą ten krzyż i skryją przed wzrokiem cudzoziemców. Bo nie ma miejsca dla Boga żywych w mieście umarłych. Ale to już będzie tylko walka z symbolem. Cieszmy się i radujmy, bo Chrystus zmartwychwstał, jak zapowiedział. Alleluja!

Po 10 kwietnia 2010 r. powstało kilkaset utworów poetyckich odnoszących się do najważniejszego wydarzenia w powojennych dziejach Polaków. Część z nich gromadzi „Antologia smoleńska. 96 wierszy” świeżo wydana przez Stowarzyszenie Solidarni 2010. Niektóre doczekały się także oprawy muzycznej. Dla mnie jednak najbardziej poruszającym utworem smoleńskim pozostaje modlitewna „Suplikacja”, nagrana przez Andrzeja Dziubka do filmu „Mgła” Marii Dłużewskiej i Joanny Lichockiej. Niezwykłe świadectwo wspólnotowego zawierzenia. „Potężny głos zamilkłych chórów” z głębi polskiego losu.

Zanim się uda przełamać los, trzeba go podźwignąć. Po Herbertowsku spojrzeć „w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci / najgorszą ze wszystkich – twarz zdrady”. W piątą rocznicę narodowej tragedii trzeba przyjechać do Warszawy, wyjść na wiatr i stanąć wśród tych, którzy – cytując marszałka Józefa Piłsudskiego – zostali zwyciężeni, lecz nie ulegli. Chwała rodzinom smoleńskim i najwierniejszym uczestnikom miesięcznic w archikatedrze, którzy ocalają dla nas, dla naszych dzieci i wnuków, ducha polskości.

Święty Boże, który odkupiłeś grzechy wszystkich ludzi, jednocz żywych i otwieraj serca umarłym. Święty Mocny, nie zostawiaj nas samych na Krakowskim Przedmieściu. Święty a Nieśmiertelny, nie zostawiaj ich samych w Nierzeczywistym Mieście.

Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas, Panie! Niech demon wschodu, który zaczął swe krwawe dzieło w Smoleńsku, upadnie na Ukrainie, zanim zgnuśniała Europa zaprosi go do siebie.

Od nagłej i niespodzianej śmierci zachowaj nas, Panie! Spraw, by każdy z nas zdążył wypełnić swoje powołanie i na łożu śmierci mógł z czystym sumieniem zawołać: „Jeszcze Polska nie zginęła, / Choć nas już nie będzie. / Czego starość nie dopięła, / To młodość zdobędzie!”.

My grzeszni Ciebie Boga prosimy: wysłuchaj nas, Panie!

* W piątą rocznicę Smoleńska wyjątkowo udostępniam mój tekst z aktualnego numeru "wSieci". Zachęcam do kupowania papierowego wydania tygodnika. W każdy poniedziałek w kioskach – z moim nowym felietonem.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2015 ... ictis.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 17 lut 2017, 21:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Wojciech Wencel

Tysiąc słojów wiary

Gdy Polacy postanowili zadbać o dąb, zawiązał się Komitet Obrony Jemioły.

"Gość Niedzielny" nr 3/2017

Jeżeli o sile dębu świadczy jego korona, to I Rzeczpospolita była prawdziwym mocarzem w europejskiej dąbrowie. W rozłożystych gałęziach krążyły życiodajne soki idei jagiellońskiej, rozwijały się liście chrześcijańskiej kultury, dojrzewały żołędzie czynu. To tutaj znajdowały schronienie ptaki powietrzne, przylatujące nieraz z odległych stron, zwabione szlachetną zielenią, przynaglone powiewem wolności.

Dopiero u progu XVIII w. Sasi przywlekli ze sobą jemiołę, którą udało im się zaszczepić na staropolskim dębie. Hasło „Pod jemiołą jest wesoło!” do tego stopnia spodobało się Polakom, że stracili instynkt samozachowawczy. Błyskawicznie wykorzystali to hodowcy pasożytniczej rośliny z ościennych imperiów. O utrzymanie jemioły na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego dbali zwłaszcza Rosjanie (tzw. jurgielt). W ostatnim ćwierćwieczu, gdy na gałęziach dębu było już więcej rozrywkowego ziela niż liści i żołędzi, imperia uznały drzewo za swoją własność.

Pod zaborami Polacy przypomnieli sobie o utraconej sile. Krążąca w ocalałych gałęziach idea niepodległości wydawała nowe owoce, które były natychmiast ścinane i wywożone na Sybir. Każda taka ingerencja ożywiała jednak niższe partie drzewa, które odkrywały swoją więź z koroną. Po kolejnych powstaniach zostawał osmolony pień z kikutami konarów, na których zaborcy apiać szczepili jemiołę, ale Polakom nie było już do śmiechu. Czekali, aż polski dąb odrodzi się w całości.

Odrodził się w epoce legionowej i szybko uformował koronę równie wspaniałą jak ta sprzed rozbiorów. W gałęziach II Rzeczypospolitej krążyły nie tylko wielkie idee, ale i prochy przeszłych pokoleń, bohaterskich powstańców i romantycznych poetów. Może i był to „krzepki upiór dębowy” – jak w balladzie Bolesława Leśmiana – ale gdy grał swój koncert, sam Bóg padał mu w objęcia, nie potrafiąc ukryć wzruszenia. Nic dziwnego, że Niemcy i Sowieci, którzy wkroczyli do Polski we wrześniu 1939 r., nie bawili się już w szczepienie jemioły. Po prostu wycięli koronę dębu, czyli kwiat polskiej inteligencji.

W kraju zarządzanym przez komunistów pozostał ukorzeniony pień. Najpierw mocno go sponiewierano, później darowano mu „małą stabilizację”. Stał, nie chwiał się, ale wydawał się martwy. Zadziwiające, że w epoce Jana Pawła II i „Solidarności” wyrosło na nim kilka dębowych gałązek, rozwinęły się liście, a nawet pojawiły się pierwsze żołędzie. Ten zaczątek nowej korony został wypalony w stanie wojennym. Niestety, architekci III Rzeczypospolitej nie skorzystali z żywych szczepów dębu przechowywanych na emigracji. Uznali, że drzewo może nadal istnieć bez korony, a nagi wierzchołek pnia przykryli mową-trawą o urokach demokracji, tolerancji i zdrowego żywienia.

A jednak pień znów ożył! Młodzi nonkonformiści przejęli się losem żołnierzy wyklętych i bohaterów powstania warszawskiego, patriotyzm przestał być uznawany za wroga kultury, a polityka prezydenta Lecha Kaczyńskiego rozbudziła nadzieję na przywrócenie Polsce ciągłości i godności. Donald Tusk zareagował na ten cud według sprawdzonych receptur: kazał szczepić na dębie jemiołę. Wiedział, co robi, bo większość Polaków i tym razem uwierzyła w „politykę miłości”. Ochoczo dreptali pod jemiołowe gniazda, którymi stały się główne media, żeby bez grzechu się całować. A przy okazji manifestować nienawiść do wszystkich, którzy nie dali się wciągnąć do zabobonnego korowodu. A potem był Smoleńsk, gdzie – staroruskim zwyczajem – fizycznie wycięto kłopotliwe gałęzie polskiego dębu.

Dopiero pięć lat po tym bolesnym doświadczeniu naród naprawił swój błąd w wyborach powszechnych. Oczywiście nie obyło się bez problemów. Gdy Polacy postanowili zadbać o dąb, zawiązał się Komitet Obrony Jemioły, a jego aktywiści krzyczeli: „Zapłacicie za to! Jemioła jest pod ochroną! Kto usuwa jemiołę, ten niszczy środowisko naturalne!”. Ale tylko garstka naiwnych dała się nabrać na te lamenty. Większość z radością obserwowała wierzchołek drzewa, który znów się zazielenił.

Jak wytłumaczyć żywotność polskiego dębu? Jedni twierdzą, że potrafi się on nieustannie odradzać dzięki pojedynczym liściom, które heroicznie pną się ku światłu. Inni uważają, że decyduje o tym trwałość pnia liczącego 1050 drzewnych słojów. Ja myślę, że wszystko to jest zasługą korzeni. Żeby unicestwić dąb, trzeba by go wyrwać z sadzawki chrzcielnej, w której Mieszko I zanurzył się w śmierć Chrystusa, aby razem z Nim zmartwychwstać. Nie ma na świecie wyrwidęba, który dałby radę zniszczyć to wieczne przymierze.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2017 ... wiary.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 19 lut 2017, 12:21 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Nie dawał mi spokoju felieton Wojciecha Wencla „Tysiąc słojów wiary”, (zamieszczony powyżej) napisany jak zwykle w wielkim stylu i metaforycznie analizujący naszą ponad tysiącletnią historię.
W zasadzie autor napisał w nim wszystko, co trzeba było, ale mnie po korciło w podobnym duchu przeanalizować wszystko to co uczyniono z Polską i z Polakami w III RP.
Mimo iż generalnie w III RP nie mordowano ludzi, to jednak ten okres w dziejach naszego narodu uważam za najbardziej zbrodniczy w całej naszej historii.
W tym właśnie okresie postanowiono zabić Polskiego Ducha, zniszczyć, ośmieszyć i wyrzucić na śmietnik Polską Kulturę, zdeprawować Naród Polski, a przy okazji okraść Polskę i Polaków, zabrać nam wszystko i wmówić wolność, demokrację, prawa człowieka itp. lewackie bzdety. Lewacki diabeł kpił z nas i śmiał się nam w oczy ile tylko mógł, a my dawaliśmy się mu dzielić.
Jak wyglądały te nasze prawa człowieka i te demokratyczne rządy świadczą choćby poczynania warszawskiej mafii reprywatyzacyjnej wyrzucającej ludzi z ich domów na bruk, czy niekończące się długoterminowe kolejki do lekarzy, którzy już nie leczą, ale świadczą usługi medyczne, nie w myśl posiadanej wiedzy, ale w myśl obowiązujących procedur.
Bandytyzm III RP niestety nie jest dla wszystkich oczywisty, gdyż nie każdy rozumie jaką rolę odgrywa w życiu narodu jego duch. Nie każdy zna dzieje naszej Ojczyzny i dla wielu z nas sprawy te wydają się, głównie za przyczyną propagandy III RP nie istotne.
Starano się zabić w Polakach podmiotowość narodową, podmiotowość obywatelską, podmiotowość społeczną, zastępując je podmiotowościami obyczajowymi, konsumenckimi, czy dewiacyjnymi.
To zło, już zasiane, będzie długo jeszcze krążyć w naszym krwioobiegu narodowym, aż całkowicie się z niego wyleczymy.
Świadomość tych zbrodni powinna być pełna wśród Polaków, przyczynią się do tego szeroko rozumiane rozważania o tych niegodziwościach, których dokonywano na nas w okresie państwa istniejącego teoretycznie, czyli w III RP.


To w III Rzeczpospolitej, w podobno wolnej Polsce, dąb spotkała największa tragedia. Mowa-trawa stała się jedyną mową pozbawioną agresji, mimo iż ukrywała się w tej mowie ogromna manipulacja i dezinformacja. Inne formy masowego przekazu zaczęły bezwzględnie podkopywać dębowe korzenie i je ... podcinać.
Tego nie robili nawet zaborcy i okupanci ani niemieccy, ani sowieccy, do tej pory.
Ale tym razem świat naszych odwiecznych sąsiadów ożywił stada autorytetów moralnych, które natychmiast przystąpiły do deformowania prawdy, kultury, pamięci, tradycji i wiary. Nad dębem rozszalały się huragany globalizmu, padlinizmu, czyli wszelkich dewiacji, huragany poprawności, a przedewszystkim huragan antypolonizmu. Z nieopisaną zaciekłością karczowano korzeń za korzeniem.
Hordy autorytetów moralnych, celebrytów, dziennikarzy, polityków i szeregowych gosicieli zgnilizy duchowej, oraz użytecznych idiotów, usilnie starały się porazić pień dębu grzybicą nowotworów i doprowadzić do jego próchnicy. Jednak duch dębu był tak silny, że ożywcze soki przeszłości z łatwością zmywały zgniliznę nanoszoną na pień.

Literatura polska, ta wielka, ta która budowała ducha dębu, z dnia na dzień stała się przedmiotem kpin. Miłość do własnego życia, do własnego piękna, miłość wszystkich listków i gałązek do siebie, do pnia, do korzeni, zwana potocznie patriotyzmem stała się piętnem, którym znakowano i etykietowano ludzi zwąc ich ciemnogrodem, nienawistnikami, nawiedzonymi i szydzono z nich publicznie tak, aby wszyscy te szyderstwa usłyszeli i ulękli się.
Jednak w głębi duszy dębu brzmiał wciąż jeszcze żywy głos „nie lękajcie się“.
Mimo iż piły cięły, a siekiery uderzały raz po raz, z pnia dębu wciąż wyrastały nowe korzenie w poszukiwaniu ożywczych soków przeszłości. I choć oficjalnie pień uważano już za martwy, to on siłą własnego ducha, wyrastającego z ponad tysiącletniej przeszłości, wciąż żył i mimo zmasowanych ataków terroryzmu ideologicznego, zaczął odmieniać oblicze „Tej Ziemi“.
Taka jest siła ducha, który jeżeli żyje w narodzie i jest pielęgnowany, to chroni naród, do tego stopnia, że nie sposób narodu unicestwić, nie sposób go wykarczować. Ten duch jest, mówiąc językiem wspólczesnym, gwarantem nie tylko przetrwania, ale przede wszystkim gwarantem wzrostu i rozwoju, gwarantem ładu, moralności i dobrych obyczajów, gwarantem rozumienia i rozstropności, gwarantem męstwa i zdolności do poświęcenia, gwarantem sprawiedliwości i szlachetności, gwarantem zdrowia i dostatku, gwarantem siły i odwagi, gwarantem wolności i empatii, gwarantem zdrowej wielopokoleniowej rodziny, gwarantem zdrowego wychowania i sensownej edukacji.
Krzaczki jemioły nie mają takiego wewnętrznego ducha, są naroślami na zdrowym ciele dębu, wampiryzują na jego sokach i są odzwierciedleniem nieuczciwości wobec wszystkiego co miało swój wkład w ukształtowanie dębu o 1050 słojach.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 30 kwi 2017, 22:24 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Prezydent: Polskiemu społeczeństwu "wciskano pedagogikę wstydu"

Obrazek
Prezydent Andrzej Duda przemawia podczas obchodów 72. rocznicy forsowania Odry przez 1. Armię Wojska Polskiego na Siekierkowskim Cmentarzu Wojennym w Starych Łysogórkach, fot. PAP/Marcin Bielecki


Powinniśmy prowadzić - wzorując się na prezydencie Lechu Kaczyńskim - twardą, zdecydowaną politykę historyczną. Politykę prawdy - uważa prezydent Andrzej Duda.

"Moda na patriotyzm" jako odreagowanie "pedagogiki wstydu"

Prezydent zaznaczył, że polityka historyczna prezydenta Lecha Kaczyńskiego jest głęboko w jego pamięci i jego świadomości. Według Lech Kaczyński pod tym względem był "absolutnym ewenementem" w sposobie prowadzenia polityki historycznej po 1989 roku w odniesieniu do pozostałych prezydentów.
Jak mówił Duda, lata 90. to był czas, kiedy polskiemu społeczeństwu "wciskano pedagogikę wstydu", a do czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego "patriotyzm był niemodny". - Fałszowano obraz nas w nas samych. To kompletna aberracja - mówił. Dodał, że nie był też zwolennikiem polityki "radosnego patriotyzmu", prowadzonej przez Bronisława Komorowskiego.

Według prezydenta dzisiejsza "moda na patriotyzm" to właśnie odreagowanie tej "pedagogiki wstydu". - To, że dzisiaj młodzież wychodzi i że jest dumna ze swojego pochodzenia, że mówi w polskim języku, że ma tę wielką, polską historię to jest wspaniałe zjawisko i cieszę się, że w ten sposób zaprzeczamy tamtemu, co w tedy było realizowane, nie wiem po co. Po to, żeby łatwiej było nad nami zapanować w ramach jakichś wielkich organizmów międzynarodowych, żebyśmy byli pokorniejsi w ramach UE? Nie wiem, po co to robiono, ale fakt jest taki, że robiono? - mówił prezydent.

- Mamy z czego być dumni i powinniśmy być dumni, to inni mają się czego wstydzić - dodał. Według prezydenta powinniśmy więcej mówić o sukcesach i budowniczych II Rzeczypospolitej. Jak ocenił, dokonania tamtego okresu pozwalają przypuszczać, że gdyby nie niemiecka, a potem sowiecka napaść na Polskę w 1939 r., nasz kraj byłby dzisiaj gospodarczo na poziomie bogatych krajów Europy Zachodniej.

Postkomuniści zdominowali polską narrację historyczną

Prezydent odniósł się do zarzutów, że prowadzona przez niego polityka historyczna jest zbyt mocno skoncentrowana na Żołnierzach Wyklętych. Zauważył, że wciąż wiele wpływowych stanowisk we współczesnej Polsce zajmują osoby, których przodkowie aktywnie walczyli z Żołnierzami Wyklętymi w ramach utrwalania ustroju komunistycznego.

- Miejmy tego świadomość, że dzisiaj dzieci i wnuki zdrajców Rzeczypospolitej, którzy walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską, zajmują wiele eksponowanych stanowisk w różnych miejscach. Nigdy nie będą chcieli się zgodzić na to, żeby prawda o wyczynach ich ojców, dziadków i pradziadków zdominowała polską narrację historyczną, będą zawsze przeciwko temu walczyli - powiedział Duda.

- To jest starcie ideologiczne, starcie historyczne, ale to jest starcie również o to, kto w naszym kraju ma sprawować rząd dusz, czy nadal ma on być w rękach postkomunistów. Ja takiemu czemuś mówię "nie" - powiedział prezydent.

Nie można potępiać kogoś za brak heroizmu

Duda zaznaczył, że nie zgadza się jednak z "czarno-białą" oceną całego PRL. - Nigdy nie pozwolę nazwać czernią żołnierzy pierwszej czy drugiej armii Wojska Polskiego, późniejszego Ludowego Wojska Polskiego, czyli tych, którzy bardzo często nie zdążyli do armii gen. Władysława Andersa, a którzy szli ze Wschodu - powiedział. Jak dodał, "bardzo niewielu z nich to byli ideologicznie ustawieni, przysłani do ideologicznego urabiania przedstawiciele de facto sowieckiego imperium".

Według niego PRL nie jest jednobarwny. - Władza oczywiście była ludowa i była sterowana z Moskwy, byli ci polityczni, którzy również byli sterowani z Moskwy, byli zdrajcy, byli ci, którzy służyli systemowi, a więc w efekcie także Moskwie i także ich dzisiaj nazwiemy zdrajcami, ale oprócz tego była zdecydowana większość zwykłych ludzi, którzy po prostu chcieli żyć. Szli na różne kompromisy, część tych kompromisów na pewno dziś nie odbieramy dobrze, ale trzeba na to często spojrzeć z pewną wyrozumiałością i zrozumieniem - powiedział prezydent.

Jak dodał, nie od każdego można wymagać heroizmu; za heroizm należy się "szczególna nagroda, order, pomnik", ale nie można potępiać kogoś za to, że nie był heroiczny.


Prezydent udzielił wywiadu dla TVP Historia, która 3 maja będzie obchodzić 10-lecie działalności kanału.

źródło PAP

© Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie tylko pod warunkiem podania linkującego źródła.
30 kwietnia 2017 r.

http://newsroom.salon24.pl/775114,prezy ... ike-wstydu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 03 sie 2017, 07:31 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Lekcja z Powstania Warszawskiego

Obrazek

Powstanie Warszawskie jest dla nas lekcją wiary w Boga i wiary w człowieka – powiedział ks. abp Henryk Hoser. W intencji poległych i zamordowanych powstańców Warszawy oraz ludności cywilnej stolicy, która zginęła z rąk okupanta, modlono się 1 sierpnia wieczorem w katedrze św. Michała Archanioła i Floriana Męczennika na Pradze.

Podczas Liturgii biskup warszawsko-praski zwrócił uwagę na duchowy wymiar powstańczego zrywu, przyrównując go do powstań machabejskich z II-I w. przed Chrystusem. – „Na miejscach publicznych zabijano dzieci mego narodu, a młodzieńcy padali pod mieczami wrogów. [...] Odebrano temu narodowi całe jego piękno, a jego wolni synowie stali się niewolnikami” – mówił ks. abp Hoser, podkreślając, że taki był los Polski w czasie okupacji.
– Dlatego jesteśmy dumni z człowieczeństwa powstańców Warszawy, którzy walczyli o ludzką godność, którzy walczyli z przeciwnościami bestialskiego zła i morderczych działań, broniąc obrazu Bożego w człowieku – oświadczył kaznodzieja.

Mówił również o przebiegu Powstania po prawej stronie Wisły. – Ze względu na brak uzbrojenia i zbliżające się oddziały Armii Czerwonej walki trwały tu zaledwie kilka dni. Dzięki decyzji ppłk. Antoniego Żurowskiego udało się ocalić część ludności cywilnej. Niestety po wycofaniu się 14 września hitlerowców i wkroczeniu NKWD rozpoczął się nowy terror wobec Polaków. Wyłapywano, torturowano i rozstrzeliwano dowódców i żołnierzy AK. Świadectwem tych zbrodni są katownie praskie – przypomniał ks. abp Hoser.
Zwrócił uwagę, że mimo upadku Powstania i krwawych prześladowań nowego okupanta „legenda 63 dni walki” przetrwała w Narodzie. – Dziś jest ono dla nas lekcją wiary w Boga i w człowieka – powiedział ordynariusz warszawsko-praski, przypominając postać kapelana zgrupowania „Kryska” ks. Józefa Stanka, który zginął w czasie walk powieszony na własnej stule.

Ksiądz arcybiskup Hoser zwrócił uwagę, że w wyniku Powstania Warszawskiego Polska została pozbawiona całej młodej elity swojego Narodu. – Straciliśmy dziadków, rodziców, całe pokolenie, które mogłoby po wojnie odbudowywać kraj. Ich groby są dziś naznaczone brzozowymi krzyżami na warszawskich Powązkach, a kilka ton ich prochów leży złożonych na kopcu na cmentarzu Wolskim – mówił duchowny. Przestrzegł jednocześnie przed pochopnym ocenianiem tych, którzy 73 lata temu stanęli do walki. – Oni nie mieli wiedzy o decyzji aliantów. Nie znali planów Stalina– zauważył.

Podkreślił, że mimo tragicznych konsekwencji Powstanie Warszawskie stanowi ważną lekcję patriotyzmu, a więc lekcję miłości Ojczyzny ponad wszelkimi podziałami. – Ci, którzy 1 sierpnia w Godzinie „W” stanęli do walki z okupantem, uczą nas, jak nie spodleć, jak nie ulec wzajemnej niechęci i jak nie pozwolić na rozbicie jedności. W godzinie próby wszyscy – zarówno żołnierze, jak i ludność cywilna stolicy, byli zjednoczeni, walcząc do końca, do ostatniej chwili – by przynajmniej godnie umrzeć, by umrzeć nie śmiercią niewolników, ale ludzi wolnych – powiedział ks. abp Hoser.

Zwrócił uwagę, że u podstaw budowania jedności leży określenie tego, co stanowi dobro wspólne, a więc dobro wszystkich obywateli. – Właśnie we współpracy Polaków powinniśmy upatrywać przyszłość naszego Narodu – oświadczył biskup warszawsko-praski.

Przyznał, że również współczesne czasy nie są łatwe dla tych, którzy za punkty odniesienia przyjęli te same hasła „Bóg, Honor i Ojczyzna”, bo powstańcy Warszawy ginęli z nimi na ustach.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... kiego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /