Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 108 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 19 sty 2013, 08:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Wolni i potężni

Za kilka dni przypada 150. rocznica wybuchu Powstania Styczniowego, jednego z najważniejszych wydarzeń w dziejach Polski, które od pokoleń kształtuje naszą tożsamość narodową. Od roku 1717 – w którym Rosja bez ogródek otoczyła szczególnym „protektoratem” Rzeczpospolitą – co pokolenie Polacy walczyli o własne państwo aż do bezprecedensowego pokojowego zrywu solidarnościowego. Antypolskiej polityce Rosji z bronią w ręku przeciwstawiali się konfederaci barscy, uczestnicy Insurekcji Kościuszkowskiej, żołnierze epopei napoleońskiej, powstańcy listopadowi; do czynu zbrojnego 1863 roku odwoływali się Polacy walczący z nawałą bolszewicką w 1920 roku.

Powstanie Styczniowe było wyzwaniem rzuconym całemu imperium rosyjskiemu, które w wyniku rozbiorów przejęło aż 82 procent powierzchni terytorium byłej I Rzeczypospolitej. Pomimo klęski militarnej spowodowanej miażdżącą przewagą wroga trwające kilkanaście miesięcy powstanie umocniło polską świadomość narodową oraz dążenia niepodległościowe następnych pokoleń. Marian Langiewicz, dyktator i generał wojsk powstańczych, napisał: „Kraj, który ma takich żołnierzy, musi być wolnym i potężnym. Towarzysze broni! Ojczyzna i historia Was nie zapomni”.

Legenda i etos Powstania Styczniowego legły u podstaw odrodzonej Polski. Józef Piłsudski w przededniu uformowania Legionów w 1914 roku powiedział profetycznie: „Rok 1863 dał wielkość nieznaną, wielkość, co do której i teraz świat wątpi. (…) I gdy raz jeszcze rzucam pytanie, wielkości, gdzie twoje imię? – znajduję odpowiedź: wielkość naszego narodu w wielkiej epoce 1863 roku”. I po 123 latach niewoli, dzięki zbiorowemu wysiłkowi Polaków reprezentujących różne środowiska i stany powstała II Rzeczpospolita. Nic dziwnego, że żyjący jeszcze w okresie międzywojennym weterani Powstania Styczniowego cieszyli się szczególnymi honorami.

Do wzorców i doświadczeń powstańczych – zwłaszcza w aspekcie budowy struktur tajnego państwa – odwołano się przy budowie polskiego państwa podziemnego w okresie II wojny światowej. Także uczestnicy dążeń wolnościowych i niepodległościowych w czasach PRL kultywowali pamięć o bohaterach z przeszłości. Z drugiej strony, nawet w czasach zwasalizowanej przez Kreml PRL zorganizowano oficjalne obchody jubileuszu stulecia wybuchu powstania i otwarto dla publiczności Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej.

Z okazji jubileuszu Senat RP podjął specjalną uchwałę ustanawiającą rok 2013 Rokiem Powstania Styczniowego. Miałem zaszczyt uczestniczyć w pracach nad uchwałą senacką, w której zapisaliśmy: „Honorując patriotyczne oddanie i szlachetne poświęcenie powstańców styczniowych, spłacamy dług wobec wielu pokoleń Polaków, którzy nie wahali się stanąć do walki w obronie wolności. (…) Uchwała Senatu stanowi wyraz najwyższego hołdu poświęceniu i ofierze uczestników tamtych wydarzeń oraz wyraża pielęgnowany do dziś kult odpowiedzialności oraz obowiązku wobec Ojczyzny i Narodu. Senat Rzeczypospolitej Polskiej ustanawia rok 2013 Rokiem Powstania Styczniowego. Zwraca się do instytucji państwowych i samorządowych wszystkich szczebli o godne uczczenie tej doniosłej rocznicy”.

Bolesne i charakterystyczne, że Platforma Obywatelska nie chciała poprzeć projektu uchwały ustanawiającej Rok Powstania Styczniowego również przez Sejm RP.

Jan Maria Jackowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... tezni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 22 sty 2013, 07:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Radio Maryja integruje Polaków

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Agnieszka Gracz

Ojcze Dyrektorze, styczeń to w Rodzinie Radia Maryja czas spotkań opłatkowych nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami. W jakiej atmosferze one się odbywają?
– O spotkaniach opłatkowych z Rodziną Radia Maryja poza naszą Ojczyzną mogliby wiele powiedzieć ojcowie posługujący w Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie: o. Zbigniew Pieńkos, dyrektor Centrali Radia Maryja w Chicago, czy o. Jacek Cydzik odpowiedzialny za Radio Maryja w Kanadzie. Te spotkania z Polakami mieszkającymi poza Polską są pełne entuzjazmu i radości, ale są też czasem modlitwy, refleksji. Na Msze Święte przychodzą tysiące osób, na bankiety kilkaset osób. Aby oddać atmosferę tych spotkań, może przytoczę słowa prowincjała redemptorystów kanadyjskich, który był obecny na jednym z naszych spotkań, w Polskim Centrum Kultury w Mississauga, gdzie po Mszy Świętej na bankiecie zgromadziło się 600 Polaków. Dziękował za to spotkanie, z którego przebijała głęboka radość i odpowiedzialność za Kościół, za Ojczyznę, za budowanie struktur dobra.

Jaki charakter mają te spotkania?
– Spotkania mają wymiar ewangelizacyjny. Towarzyszy im specjalnie przygotowany program. Rozpoczynają się Mszą Świętą, wzajemnym składaniem życzeń i wspólnym bankietem. Jest to katecheza przeprowadzona właśnie w taki sposób. Widać też, że Ktoś z góry to prowadzi, my pragniemy tylko dobra. Radio Maryja integruje Polaków, jednoczy. Nie ma tutaj takich organizacji, które by systematycznie gromadziły taką liczbę osób. Na Mszach Świętych są tysiące osób, a np. na bankiecie w New Britain było 200 Polaków, w Mississauga 600 osób.

Takie spotkania opłatkowe to czas składania życzeń, wspólnego świętowania, ale też okazja do wymiany myśli. Jakie sprawy niepokoją Polaków?
– Polacy mają ogromne serca. I widać też, że przeżywają bardzo to, co dzieje się w Ojczyźnie. Mają wiele spostrzeżeń i dużo spraw ich bardzo niepokoi. Na skutek wszystkich doświadczeń związanych z wyjazdem z Polski, często bolesnych, wiele się nauczyli, szybciej dojrzewali i szerzej postrzegają wydarzenia, rozumiejąc rzeczywistość. Widzą również, co się dzieje obecnie w Polsce, w jakim kierunku zmierza cały system, powiedziałbym, liberalno-libertyński, socjalizm liberalny, który przyszedł po tych socjalizmach, które tyle zła wyrządziły Polsce. Polacy widzą, co się dzieje z Ojczyzną, mówią wprost o likwidowaniu państwa i niszczeniu Narodu. Spotykam wielu bardzo dojrzałych katolików, robią wszystko, co najlepsze, dla kraju, organizują wiele spraw. Tutaj bardzo modlą się za Polskę.

Radio Maryja i dzieła przy nim powstałe z Telewizją Trwam na czele znalazły się na czarnej liście Europejskiego Parlamentarnego Forum ds. Populacji i Rozwoju, wśród osób i organizacji napiętnowanych za działania na rzecz obrony życia ludzkiego i rodziny. Jak Ojciec to odbiera?
– Jest to nieporozumienie i możemy się dziwić, że pojawiła się taka czarna lista tych, którzy działają na rzecz obrony życia człowieka. My jako katolicy powinniśmy tym bardziej organizować się w strukturach dobra, nie możemy uciekać od tych wyzwań. Jeśli nie zadziałamy, to zło będzie nas coraz bardziej otaczać i będzie rosło. Nie może być na to przyzwolenia. Potworne systemy, komunizm czy nazizm, nie powstały od razu w takich rozmiarach, początkowo też wyglądały niewinnie i wielu ludzi przez swoją nieświadomość bądź też ospałość i obojętność poddało się im. Trzeba bardzo poważnie na to spojrzeć i myśleć o konsekwencjach. To nowa ideologia zła, która się organizuje i nie zatrzyma się, jeśli nie będziemy przeciwdziałać. Naszym celem jest troska o człowieka. Każdy ma swoje powołanie, musi je odkryć, ale nigdy nie może być nim zabijanie drugiego człowieka. Promowanie aborcji i wszelkich działań mających na celu eliminowanie osób najsłabszych, także osób starszych, to język szatański. Działanie szatana polega na kłamstwie. Sam Pan Jezus nazywa go ojcem kłamstwa. Mam nadzieję, że ludzie będą potrafili wyjść z tego kręgu kłamstwa, ponieważ to prowadzi do samozagłady, do nieszczęść, które sięgają w wieczność. Kobieta sama wybiera, czy chce być matką, jednak szczęścia nie wybiera się przez zabijanie. My nie występujemy przeciwko człowiekowi, nawet jeśli źle postępuje, my występujemy przeciwko złym czynom, które unieszczęśliwiają człowieka.

Dziękuję za rozmowę.
Agnieszka Gracz

http://www.naszdziennik.pl/polska-polon ... lakow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 03 cze 2013, 07:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Strzeżmy naszej tożsamości!

MP, KAI

Materializm i egoistyczne samozadowolenie są błędną drogą do Europy i w Europie, drogą wiodącą ku przepaści – mówił wczoraj podczas Mszy św. na Polach Wilanowskich w Warszawie w czasie VI Dnia Dziękczynienia ks. abp Gerhardt Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary. – Aby zachować swą historyczną tożsamość, [Naród Polski ] musi przeciwstawić się ideologii materialistycznej! Musi kultywować swoją wierność historii, w którą wpisane jest wielkie dziedzictwo chrześcijaństwa! – zaznaczył ks. abp Müller. Zwrócił uwagę, że wiary i Kościoła na polskiej ziemi nie udało się pokonać ani mocarstwom imperialistycznym w okresie zaborów, ani też w XX w. Hitlerowi i Stalinowi, którzy usiłowali stworzyć świat bez Boga. – Także w dobie współczesnego neopogaństwa Polska nie może ulec tym tendencjom – apelował kaznodzieja.

Mszę św. poprzedziła procesja dziękczynna z relikwiami św. Andrzeja Boboli. Procesja nawiązywała do uroczystego powrotu jego relikwii z Rzymu do Warszawy w 1938 r., dwa miesiące po kanonizacji patrona Polski. W tym roku mija 75 lat od kanonizacji i sprowadzenia relikwii świętego do Polski.

http://www.naszdziennik.pl/wp/34526,str ... mosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 13 cze 2013, 08:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Kongres Ruchu Narodowego - część główna.



TOŻSAMOŚĆ – SUWERENNOŚĆ – WOLNOŚĆ

Ruch Narodowy tworzą ogólnopolskie organizacje prawicowe, m.in. Młodzież Wszechpolska, Obóz Narodowo-Radykalny, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, Unia Polityki Realnej, Ruch Wolności oraz organizacje lokalne, takie jak Narodowy Szczecin, Narodowa Łódź itp.

Pełna treść deklaracji Ruchu Narodowego:

TOŻSAMOŚĆ – SUWERENNOŚĆ – WOLNOŚĆ

Deklaracja ideowa Ruchu Narodowego

1. Tożsamość narodu. Ruch Narodowy za swój podstawowy cel obiera obronę i umocnienie polskiej tożsamości narodowej. Największym bogactwem i gwarancją rozwoju Polski jest kilkadziesiąt milionów Polaków mieszkających w kraju, pozostawionych na Kresach i rozsianych na emigracji. To przed nami stoi wyzwanie kontynuacji – zbudowanej na fundamencie chrześcijaństwa – polskiej tożsamości, w całym jej historycznym i regionalnym bogactwie. Podejmiemy walkę z promocją kosmopolityzmu i płytko pojętej nowoczesności, by na powrót uczynić nasz naród dumną i silną wspólnotą.


2. Tożsamość rodziny. Rodzina jest fundamentem życia wspólnotowego. Ruch Narodowy będzie bronił rodziny pojmowanej jako małżeństwo kobiety i mężczyzny oraz prawa do życia od momentu poczęcia. Zaproponujemy rozwiązania poprawiające warunki życia rodzin, by umożliwić rozwój demograficzny narodu. Ruch Narodowy będzie stać na straży autonomii rodziny i przeciwstawi się próbom ingerencji urzędniczej w życie rodzinne.


3. Tożsamość osoby. Polska będzie taka, jak uformowani zostaną młodzi Polacy. Dzieci i młodzież mają prawo do patriotycznego wychowania w szkołach, do wykształcenia formującego umysły w klasycznym duchu. Ruch Narodowy nie zgadza się na poddawanie młodzieży kolejnym eksperymentom edukacyjnym, ani na płynącą z mediów i instytucji kultury falę liberalno-lewicowej propagandy. Położymy także nacisk na upowszechnianie sportowego trybu życia.


4. Suwerenność państwa. Państwo jest podstawowym instrumentem realizacji interesów narodowych. Ruch Narodowy odzyska państwo z rąk realizujących obce interesy, skorumpowanych elit, finansowych oligarchów oraz pasożytujących na nim klik oportunistów i ignorantów. Będziemy dążyć do naprawy Rzeczpospolitej, postawimy na odbudowę etosu służby publicznej. Chcemy twardo bronić polskich interesów wobec sił międzynarodowych i brukselskiej biurokracji. Poprzemy budowę Europy niepodległych narodów, opartej na dobrowolnej współpracy gospodarczej. Ruch Narodowy będzie zmierzał do odbudowy polskiego potencjału obronnego, aby zapewnić naszemu krajowi bezpieczeństwo.


5. Suwerenność kultury. Naród tylko wtedy jest niepodległy, kiedy myślenie jego elit jest niezależne od zewnętrznych ośrodków i zakorzenione w jego historii. Ruch Narodowy będzie rozwijał oryginalną, polską myśl polityczną. Przywróci powagę i wielkość polskiej kulturze, tak, by ponownie stała się atrakcyjna dla innych narodów, także jako gwarant uniwersalnych wartości.


6. Suwerenność ekonomiczna. Silne państwo samodzielnie kształtuje swoją politykę gospodarczą. Ruch Narodowy obroni polskiego złotego jako walutę narodową, ponieważ własny pieniądz jest jednym z filarów niepodległości. Powstrzymamy pogłębianie zadłużenia gospodarki i uprzywilejowanie obcych instytucji finansowych. Będziemy wspierać niezależność energetyczną Polski.


7. Wolność słowa. Naród rzeczywiście wolny posiada nie tylko własną myśl, ale i zdolność jej artykułowania. Ruch Narodowy będzie dążył do złamania dominacji elit okrągłostołowych w sferze medialnej. Staniemy w obronie grup atakowanych oraz inwigilowanych przez władzę. Podejmiemy walkę z poprawnością polityczną, która odbiera głos narodowcom, a uprzywilejowuje nową lewicę i promuje degenerację godzącą w podstawy życia narodu.


8. Wolność gospodarowania. Wolny naród ma możliwość samodzielnego budowania podstaw materialnych swojego życia i dysponowania owocami swej pracy. Obecny stan, w którym koszty utrzymania sektora publicznego spoczywają głównie na mniej zarabiających i drobnych przedsiębiorcach, jest nie do zaakceptowania. Zmusza on miliony Polaków do emigracji zarobkowej. Ruch Narodowy podejmie walkę z patologiami biurokracji i fiskalizmu, stanie w obronie praw podatnika. Będzie walczył o swobodę działania i dostęp do kapitału dla polskiego przedsiębiorcy, aby ten mógł tworzyć nowe miejsca pracy. Zadbamy o bezpieczeństwo socjalne Polaków proponując sprawiedliwy i prosty system emerytalny.


9. Wolność osoby. Człowiek może być prawdziwie wolny jedynie w ramach wspólnoty, dlatego Ruch Narodowy będzie bronić wolności przed zagrażającym jej liberalizmem. Jako Polacy mamy swoje własne, bogate tradycje myślenia o wolności. Chcemy z całą mocą głosić prawdę, że prawa bez obowiązków nie mają racji bytu. Dla każdego Polaka są to po pierwsze obowiązki wynikające z przynależności do wspólnoty narodowej. Będziemy zachęcać do oddolnej aktywności i tworzenia inicjatyw budujących silny i zorganizowany naród.

Ruch Narodowy, którego podstawową siłą jest świadomość i wola działania młodego pokolenia Polaków, w myśl powyższych zasad podejmuje pracę nad przemianą Ojczyzny. Osią myślenia politycznego jest dla nas idea narodu, rozumianego jako kulturowa wspólnota pokoleń – przeszłych, obecnych i przyszłych. Tak pojmowany naród jest jedynym prawowitym gospodarzem w swoim państwie. Dlatego będziemy walczyć o Polskę dla Polaków – dumną, silną, dostatnią i bezpieczną.

mc/PAP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 06 lip 2013, 07:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Rosną zastępy nieobojętnych

Beata Falkowska

Na budowanym przez establishment III RP postkomunistycznym systemowym monolicie pojawiają się wyraźne pęknięcia. Socjotechniczne wysiłki Platformy Obywatelskiej wpisujące się w działania podejmowane przez postkomunistyczne ekipy po 1989 roku celują w depolityzację Polaków, wymuszanie postawy nieuczestnictwa, wewnętrznej emigracji. Forsowane przez Aleksandra Kwaśniewskiego puste hasło „Wybierzmy przyszłość” w dobie Tuska przerobiono na „Nie róbmy polityki, budujmy drogi”. Wdrukowanie za pomocą medialnej propagandy fałszywej wizji historii i zredukowanie społeczno-politycznych aspiracji obywateli to warunek sine qua non trwania układu, m.in. dzięki przełożeniu na niską frekwencję przy urnach.

System III RP usiłuje postawić szczególnie młodych, wchodzących na arenę życia publicznego, zawodowego przed zerojedynkowym wyborem: albo uległość, albo obojętność. To nie do końca się udało. W sytuacji zmasowanego ataku na podstawowe wartości cywilizacji część osób się podda, ale wyłomy w tworzonym murze obojętności są na tyle duże, że postkomuna nie może odtrąbić sukcesu. Nie uciekniemy od gorzkiej prawdy, że młodzi są ogromnie podzieleni, tak jak ich rodzice, a wielu z nich deklaruje gotowość do wyjazdu z Polski. Z drugiej strony patriotyczne manifestacje, marsze za życiem, w obronie Telewizji Trwam, konserwatywne panele gromadzą rzesze Polaków młodego i średniego pokolenia.

– Wracamy do normalności. To, co zgubiły gdzieś dwa poprzednie pokolenia (lub im to odebrano), wraca ze zdwojoną siłą – manifestowanie swych uczuć narodowych, szacunek dla przeszłości, przodków, poczucie dumy i wspólnoty opartej na prawdziwych wartościach – zauważa Leszek Żebrowski.

Częścią tego powrotu do normalności jest przewartościowanie spojrzenia na historię i politykę przez średnie oraz starsze pokolenie, dla których peerelowska papka propagandowa była powszedniością, a odkrywanie białych plam historii po 1989 roku trąciło bajkami o żelaznym wilku.

Katharsis

Profesor Jan Marek Chodakiewicz interakcje z publicznością przychodzącą na spotkania autorskie w post-PRL po 1989 roku porównuje do wielkiego katharsis. – Ludzie mają przede wszystkim potrzebę wygadania się. Jest to w pewnym sensie terapia zbiorowa po straszliwej rzezi II wojny światowej i pół wieku totalitaryzmu. Jednocześnie widać było na początku wielki kompleks niższości, często maskujący się jako kompleks wyższości. Stałe niedowartościowanie – opowiada. Z jednej strony ludzie „wszystko wiedzieli,” z drugiej strony czekali, aż im ktoś powie, co robić, utwierdzając ich w słuszności swych przemyśleń czy też odruchów. Chodakiewicz zapamiętał ich wielki patriotyzm, dobroć i prostoduszność.

Zmiany mentalnościowe zachodzą bardzo powoli, ale nieustannie. – Wielki zastrzyk wiedzy, alternatywne źródła informacji, wolność słowa powodują, że niewolniczy fundament postkomunizmu jest powoli podmywany. Obecnie na spotkaniach jest mniej psycho-analizy. Starsze pokolenie niewolników komuny wykrusza się – konstatuje prof. Chodakiewicz.

Bohaterstwo Polaków w XX wieku było tak wielkie, że fascynacja protagonistami tamtych wydarzeń jest jakby naturalna, wypływająca z samego faktu poznania tej rzeczywistości. Nawet przypadkowo stykający się z wiedzą o tamtych czasach są zdobywani przez jednoznaczną postawę powstańców warszawskich czy żołnierzy wyklętych. I nie dotyczy to jedynie młodych, w odczuciu niektórych nadmiernie fetyszyzowanych w publicznej debacie.

To może drobna cegiełka, ale warto zauważyć, że posttotalitarne zniewolenie odrzucane jest – również przez pamiętających PRL – chociażby na poziomie semantycznym. Znacznie stopniało grono, które sowiecką okupację nazwie „wyzwoleniem”. Znika gramatycznie błędne określenie „radzieckie” (bo od radcy a nie rady), narzucone Polakom przemocą, terrorem i cenzurą. – Weszło ono w podświadomość niewolników. Po spotkaniu jedna studentka z Krakowa powiedziała mi, że ona w tej chwili jest tego świadoma i zaczyna usuwać „radziecki” ze swych prac i wypowiedzi i że będzie wpływać na kolegów. „Sowiecki” powraca do polszczyzny – opowiada historyk. Ofiary nareszcie porzucają język katów.

Autograf dla rodziców

Od kilku lat zmienia się przekrój wiekowy osób bywających na patriotycznych, prawicowych imprezach.

– O ile wcześniej byli to na ogół ludzie starsi, z doświadczeniem życiowym, pamiętający jeszcze okres wojny, okupacji i lata Polski Ludowej, o tyle obecnie są to prawie wyłącznie ludzie młodzi, głównie do 30. roku życia, oraz dorastająca młodzież. To cieszy, bo to do nich należy przyszłość – wskazuje Leszek Żebrowski.

Spotkania autorskie Joanny Wieliczki-Szarkowej, autorki książek o żołnierzach wyklętych czy o tragicznej historii Kresów, gromadzą także młode osoby. Co więcej, proszący o autograf młodzi zaznaczają, że książka o wyklętych będzie prezentem dla rodziców, dziadków. – Następuje pewne odwrócenie społecznych ról, dawniej to starsi starali się zainteresować historią młodych. Jestem spokojny, że ten oddolny, społeczny powrót do historii, i to w różnych wymiarach, wyda owoce. Może nie za rok, nie za dwa, ale za 10 lat czy w następnym pokoleniu. Młodzi chcą być Polakami – mówi dr Jarosław Szarek.

– Oni raczej nie pamiętają PRL, starają się zrozumieć elity trwania, starają się stać elitami działania, starają się zwalczać kompleks niewolnika PRL i post-PRL. Mają „wykop” – dodaje prof. Chodakiewicz.

Bankructwo polityki amnezji

Kolejny fenomen to poszukiwanie przez młodych Polaków tradycji rodzinnej – kto z dziadków, a nawet pradziadków był w konspiracji, w jakim ugrupowaniu, co się z nim działo w Polsce Ludowej. To budujący przykład odbudowywania tożsamości i odkrywania więzi narodowej, łączności z poprzednimi pokoleniami.

Eksplorowanie meandrów historii w naturalny sposób łączy się z rosnącym zainteresowaniem sprawami publicznymi, nawet wśród kilkunastolatków, którzy wręcz domagają się faktografii, analiz, interpretacji. Moi rozmówcy podkreślają, że trzeba ich nieustannie zachęcać do pogłębiania czasem fragmentarycznej wiedzy, tworzyć ramy organizacyjne klubów dyskusyjnych. Już tak się dzieje. W różnych dziedzinach powstaje gros społecznych inicjatyw. Wieloletni już wysiłek Instytutu Pamięci Narodowej, Radia Maryja, środowisk katolicko-narodowych wydaje owoce. – Odwrotnie niż 20 lat temu widzę wiele inicjatyw oddolnych. Szczególnie cieszy, że ruszają się małe i średnie miasta. Rośnie duma lokalna, głód wiedzy. Rosną zastępy nieobojętnych – podsumowuje prof. Chodakiewicz.

Do zakwestionowania obozu III RP przyczynia się fakt, że ekonomia nie zna PR i propagandy. Jak by nie sterować społecznymi nastrojami za pomocą usłużnych mediów, nijak nie przekona się młodych, że to oni są beneficjentami transformacji. – Propaganda „Polski sukcesu”, „zielonej wyspy” bankrutuje, a wraz z nią upada polityka „amnezji”. To się na siebie nakłada – zauważa prof. Mieczysław Ryba z KUL. Wizja przyszłości w odczuciu wielu młodych nie należy do świetlanych i skłania do zejścia z wytyczonych przez mainstream szlaków, odrzucenia stylizowanych na główne pokoleniowe debat – homo czy hetero, katolicyzm kontra „społeczeństwo otwarte” etc. Siła nośna tych projektowanych raczej przez lewicowych dziadków niż młodych sporów jest bardzo ograniczona. Odbywa się natomiast potężna praca po prawej stronie.

– Obecna władza mimo wszystko ma pewne sukcesy w zabijaniu pamięci historycznej, ale w sferze masowej. W sferze elitarnej, aktywnej młodzieży wyraźnie przegrywają i w tym obszarze diagnozują swoją klęskę – mówi prof. Ryba.

Próbą reakcji na usuwającą się spod nóg ziemię jest czekoladowy orzeł i przekaz, że jest cudownie i wspaniale. Te zabiegi przypominają nastrój pochodów i akademii 1-majowych i są tak samo całkowicie nieefektywne. Ich sztuczność poraża.

Optymistyczne nastroje po prawej stronie chłodzi dr Barbara Fedyszak-Radziejowska. Przypomina, jak łatwo w 2005 roku właśnie młodzi dali się nabrać na konieczność obrony wolności i demokracji przed strasznym PiS. – Z wiarygodnych badań wynika, że polska młodzież jest rzeczywiście bardziej konserwatywna niż rówieśnicy w Europie. Daleka jednak jestem od nadmiernej fascynacji profilem młodego pokolenia. Zobaczmy wszystkie pokolenia jako współpracujące we wspólnocie, a nie będące w konflikcie. Młodzi są w dużej mierze tacy jak my. Reagują w stosunku do świata, który my tworzymy – zauważa.

Poprawienie III RP?

Im większy jest atak, im nachalniej władze uciekają od polskości, historii, chcąc z niej uczynić karykaturę, tym bardziej Polacy sięgają do korzeni, do tego, co jest najważniejsze.

Platforma Obywatelska wyczuwa, że zderza się z murem i kurs na „europejskość” oraz ucieczkę od historii jest antyskuteczny i nie do utrzymania. Wprzęgnięcie całego aparatu państwa w metodyczne podcinanie tożsamościowych korzeni zawiodło. Możemy zatem spodziewać się prób wkomponowania się przez akolitów Tuska w społeczne trendy i tworzenia koncesjonowanych środowisk „konserwatywnych patriotów” w ramach koncepcji „długiego trwania”. Być może zwiastunem strategii poprawiania III RP przez dokooptowanie konserwatywnego sztafażu są prorodzinne wycieczki Bronisława Komorowskiego.

Zmiana w Polsce wymaga, jeśli nie wymiany, to znacznego odświeżenia elit, które stałyby się kreatywnym motorem przekształceń. Często w historii bywa tak, że musi wyrosnąć nowe pokolenie, by stało się to możliwe.

– Przychodzi pokolenie bezkompromisowe, młodych, którzy nie chcą – jak nauczał Jan Paweł II – Polski, która nic nie kosztuje. To ono przejmie podtrzymanie tożsamości – podsumowuje dr Szarek.

http://www.naszdziennik.pl/wp/43056,ros ... tnych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 16 lip 2013, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Żydzi "wygłupiajcie" się tak dalej, bardzo proszę

Wbrew temu co pisze ze swadą Seaman w notce "Żydzi, przestańcie się wygłupiać", zdecydowanie wolę, aby Żydzi "wygłupiali" się tak dalej, czyli oburzali na przegłosowany ostatnio w sejmie zakaz uboju rytualnego. Z pełnym przekonaniem twierdzę, że mają rację, gdyż walczą o elementarne prawo do wolności religijnej, do obrządku, tradycji itp. Walczą o zachowanie swojej tożsamości. A my?

Jak na całą sprawę spojrzeć szerzej to chyba nietrudno znaleźć analogie z walką jaką toczą Chrześcijanie, tu i teraz w Europie i w Polsce, bo przecież my też się wygłupiamy. A to z jakimś krzyżem w miejscu publicznym, a to z procesją, a to z kościołem, a to z katechezą, a to z pogrzebem... itp itd, lista jest bardzo długa. Ostatnio wygłupiamy się na przykład z rodziną, że niby rodzinę stanowi kobieta i mężczyzna, he he he, co to za wygłupy moherowych zacofańców.

Okazja nadarza się więc doskonała, aby o tym pomyśleć, zrozumieć o co chodzi Żydom i brać z nich przykład, bo to jest walka o uniwersalne prawa człowieka, o tożsamość narodową, czyli w ostateczności o wpólnotę, której jakoś ostatnio nie udaje się nam stworzyć ....

To tyle w temacie, nie chce mi się więcej tłumaczyć, bo mnie cholera bierze. Jak kto miał zrozumieć, to zrozumiał, a kto nie zrozumiał ten kiep.

http://giz3.salon24.pl/521116,zydzi-wyg ... dzo-prosze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 26 lip 2013, 06:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Pamięć wielkiego Narodu

Adam Kruczek

Motocykl to nie tylko wspaniały środek komunikacji, ale też pojazd rozpalający ludzką wyobraźnię niezależnie od wieku. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę Wiktor Węgrzyn, gdy rodziła się idea Rajdu Katyńskiego, z której w kolejnych latach wyrosło wiele patriotycznych i modlitewnych przedsięwzięć.

– Mam wielkie uznanie i szacunek dla pana Wiktora Węgrzyna za podjęcie tej inicjatywy odbudowania polskiej pamięci i związanie jej z Jasną Górą – zapewnia o. prof. Eustachy Rakoczy OSPPE, jasnogórski kapelan Żołnierzy Niepodległości.

Jechać z Bożym błogosławieństwem

W swoich motocyklowych inicjatywach Wiktor Węgrzyn od samego początku zwracał uwagę na religijny fundament. Za duchowego przewodnika służył mu ks. Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich. Gdy w 2003 r. Węgrzyn cudem uniknął śmierci w ciężkim wypadku drogowym i chciał odbyć dziękczynną pielgrzymkę na Jasną Górę, to właśnie ks. Peszkowski podsunął mu myśl, żeby pojechał motocyklem i zaprosił kolegów. Dało to początek największemu w Europie zlotowi motocyklistów pragnących u stóp Jasnogórskiej Pani otworzyć kolejny sezon motocyklowy.

Liczba motocyklistów przybywających w kwietniu do Częstochowy rosła wprost w postępie geometrycznym. Dość powiedzieć, że od 70 motocykli w 2004 r. osiągnęła liczbę 35 tys. motocykli w 2011 roku. Według policyjnych danych, na jasnogórskie błonia przyjechało wówczas ok. 50 tys. osób.

Dalszemu rozwojowi tej idei postawił tamę postkomunistyczny prezydent Częstochowy, organizując w 2012 r. w tym samym czasie komercyjną imprezę motocyklową, co zmusiło Wiktora Węgrzyna do przeniesienia jego Zlotu Gwiaździstego do Gietrzwałdu. W bieżącym roku kwietniowy zlot motocyklowy wrócił na Jasną Górę, a w sanktuarium w Gietrzwałdzie jesienią odbędzie się zakończenie sezonu motocyklowego.

Od samego początku motocyklowe zloty organizowane przez Wiktora Węgrzyna na Jasnej Górze skupione były wyłącznie na Eucharystii i modlitwie o pomyślność w nachodzącym sezonie motocyklowym. Z założenia podczas jasnogórskiego zlotu nie odbywała się żadna impreza o charakterze komercyjnym czy rozrywkowym. Jedynym pozaliturgicznym akcentem jest prowadzona wśród kierowców jednośladów kwesta, z której całkowity dochód przeznaczony jest na pomoc dla Polaków żyjących na Kresach. W rekordowym 2011 r. motocyklistom udało się zebrać 115 tys. złotych. Za corocznie zebrane pieniądze kupują książki, głównie polską klasykę, zakładają biblioteki przy parafiach, kupują zabawki, sprzęt sportowy, wspierają polskich harcerzy i sierocińce. Z tych pieniędzy zostało ufundowanych również już 9 pomników Jana Pawła II, z których 3 stanęły na Białorusi i 6 na Ukrainie.

Ksiądz Jan Puzyna, proboszcz w Oszmianie na Białorusi, bardzo mile wspomina dwie krótkie wizyty uczestników Rajdu Katyńskiego w tym mieście. – Uczestnicy rajdu zostawili kilkadziesiąt ilustrowanych książek o historii Polski, które bardzo przydają się uczestnikom działającego przy parafii kółka nauki języka polskiego dla dzieci i dorosłych, ale ważniejszy od tych darów jest bezpośredni kontakt z uczestnikami rajdu, wspólne rozmowy, widok biało-czerwonych flag. Ludzie potem długo bardzo serdecznie wspominają te chwile. To zostaje w sercach – opowiada ks. Jan Puzyna.

W ubiegłym roku motocykliści ze środowiska skupionego wokół Wiktora Węgrzyna dali mocne świadectwo, uczestnicząc w peregrynacji po Polsce Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w kopii podróżującej od Władywostoku do Fatimy w intencji obrony życia. Motocykliści z Rajdu Katyńskiego każdego dnia eskortowali przejazd Ikony, która nawiedziła 14 sanktuariów, 9 katedr oraz 22 miejscowości na terenie Polski.

– Jesteśmy za cywilizacją życia. Chcemy wyrazić to, że dla nas jest bardzo istotna ochrona życia, każde istnienie, każde życie. Motocykliści może dlatego, że często czują zagrożenie, ocierają się o śmierć, doceniają wagę życia – deklaruje Katarzyna Wróblewska, wiceprezes Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński i komandor polskiej trasy peregrynacji.

Przywrócić Kresy polskiej pamięci

Przez 12 lat istnienia w Rajdzie Katyńskim wzięło udział ok. 500 motocyklistów. Stał się on impulsem do utworzenia Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński, który organizuje szereg cennych inicjatyw patriotycznych na Kresach.

Jedną z nich jest znacznie skromniejszy Motocyklowy Rajd „Ojców Naszych Starym Szlakiem”, który odbywa się od 10 lat równolegle do katyńskiego. W tegorocznym motocykliści z różnych stron Polski odwiedzili m.in. Grodno, Lidę, Budsław, Borysów, Roś, a w Kuropatach złożyli kwiaty na uroczysku, na którym w masowych grobach ofiar NKWD najprawdopodobniej spoczywają również Polacy z tzw. białoruskiej listy katyńskiej. Prezes Węgrzyn zapowiedział zwiększenie frekwencji tego rajdu w przyszłości.

Już dwukrotnie motocykliści skupieni wokół Wiktora Węgrzyna stanowili honorową asystę organizowanej przez harcerzy z Wileńskiego Hufca Maryi im. Pani Ostrobramskiej Sztafety Niepodległości z Zułowa, miejsca urodzenia Marszałka Józefa Piłsudskiego, do Mauzoleum Matki i Serca Marszałka. To prawdziwe wyzwanie, jakim jest dla motocyklisty przejechanie 67 km w tempie biegaczy, ochrzcili jako Motocyklowy Rajd „Najjaśniejsza i Niepodległa… – Pamiętamy”.

Motocykliści Rajdu Katyńskiego podejmują coraz trudniejsze wyzwania na Wschodzie. Do takich należą już wyprawy śladami łagrów sowieckich „Most Pamięci”. W 2011 r. w celu ukazania dramatu polskich zesłańców z lat 40. przejechali 25 tys. km, spinając Kołymę i Katyń, a w 2012 r. Kazachstan i Jasną Górę. Głównym przesłaniem tej wyprawy były odwiedziny rodaków, przekazanie im jasnogórskiej ziemi oraz zebranie ziemi z miejsc naznaczonych piętnem sowieckich represji. Udało się dotrzeć do 13 takich miejsc na „nieludzkiej ziemi”. Obecnie trwa trzeci rajd z tego cyklu, prowadzący wzdłuż Kanału Białomorskiego, w 80. rocznicę jego otwarcia. Pochłonął on 250 tys. ofiar, zmuszonych przez komunistów do niewolniczej pracy ponad siły – każdy metr wybudowanego kanału był okupiony śmiercią jednej osoby.

Motocykliści spod znaku Rajdu Katyńskiego nie byliby sobą, gdyby nie walczyli o cześć i pamięć ofiar ludobójstwa dokonanego na polskiej ludności Kresów przez nacjonalistów ukraińskich. W 2012 r. już po raz trzeci odbyli Zlot Huta Pieniacka, w ramach którego nie tylko modlili się w miejscu, gdzie Ukraińcy z 14. Dywizji SS Galizien wymordowali ok. 1000 bezbronnych mieszkańców Huty Pieniackiej, ale również porządkowali polski wojskowy cmentarz w Brodach.

Bogaty kalendarz imprez patriotycznych, w których uczestniczą motocykliści ze Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński, wynika z przyjętego przed laty ich kierunku ideowego, a także ze stworzenia wokół Wiktora Węgrzyna prężnego środowiska motocyklowego, podzielającego te zasadnicze idee.

– Pasjonują nas motocykle, ale w tym momencie stają się one pewnym środkiem do osiągnięcia celu, którym jest niesienie pamięci, upamiętnianie polskości na Kresach – wskazuje Leszek Rysak, historyk z IPN, motocyklista i członek zarządu Stowarzyszenia. – To się łączy w naturalny sposób, gdyż motocykle umożliwiają nam szybkie przemieszczanie się, docieranie do miejsc nawet tych, gdzie samochodem nie można dotrzeć – wyjaśnia.

Świadectwo dawane historii

Imprezy organizowane przez Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński to głównie wyprawy szlakiem oręża polskiego, odwiedzanie miejsc chwały, a także przywracanie narodowej pamięci skazanych na zapomnienie, niezwykle istotnych elementów polskiej martyrologii dotyczącej Kresów i antykomunistycznego podziemia.

W ostatnich latach powstało szereg nowych inicjatyw dotyczących narodowej pamięci. Od 2010 r. organizowany jest Rajd Motocyklowy „Żołnierze wyklęci – pamiętamy”. W tym roku wiódł on śladami żołnierzy walczących w latach 1945-1956 na północno-zachodnim Mazowszu, na ziemiach dobrzyńskiej i sierpeckiej.

Trzyletnią tradycję ma też rajd motocyklowy „Zbrodnie niemieckie – pamiętamy”, do którego impulsem stała się 70. rocznica utworzenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i bezpośredniej zagłady KL Auschwitz.

W 2011 r. 110. rocznicę urodzin oraz 30. rocznicę śmierci Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego uczczono I Rajdem Motocyklowym „Prymas Tysiąclecia – pamiętamy”.

– Jesteśmy środowiskiem otwartym. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą z nami uczestniczyć w tych spotkaniach, inicjatywach, które podejmujemy, a także chętnie przyłączamy się do innych inicjatyw, do udziału w których jesteśmy zaproszeni głównie przez środowiska związane z historią i motocyklami – wskazuje Leszek Rysak. – Nad wszystkimi tymi przedsięwzięciami trzyma pieczę prezes Węgrzyn – podkreśla.

http://www.naszdziennik.pl/wp/49136,pam ... arodu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 22 sie 2013, 05:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Spadkobierczyni wolnej Polski

Drobna, z pozoru krucha, mówi przyciszonym głosem – nawet gdy opowiada o swojej twardej, niezłomnej walce o pamięć ojca, rotmistrza Witolda Pileckiego.

Zaznawszy dzieciństwa w polskim starym majątku Sukurcze pod Lidą, została z dnia na dzień – jako małe dziecko – wyrwana z tej sielanki przez wojnę, która brutalnie odebrała jej dom rodzinny, by rzucić w świat obcy, wrogi, wymagający od niej sił ponad wiek i skazać na wieloletnią poniewierkę.

Gdy słucha się Zofii Pileckiej-Optułowicz, trudno dać wiarę, że walka o przetrwanie w rzeczywistości, która plugawiła przez lata wszystko to, co było jej najdroższe, faktycznie stała się jej udziałem – tak silne jest jej przywiązanie do dawno już pogrzebanych wartości, takich jak szlachetność i szacunek dla ludzkiej godności oraz przekonanie, że człowiek ma obowiązek czynienia dobra. Tego nauczył ją ojciec.

Rzadko mówi o sobie. Pytana o własne życie, podaje tylko najważniejsze fakty, z których większa część i tak dotyczy rotmistrza Pileckiego.

Ojcowski dekalog

Panna z dworu, urodzona na początku lat 30. w majątku, który przez wieki był ostoją polskości na wschodniej rubieży, nie była wychowywana na „dziedziczkę”. Rodzice ciężko pracujący nad wydobyciem ogromnego gospodarstwa z ruiny, ale i poświęcający się działaniom na rzecz miejscowej społeczności, pomni doświadczenia poprzednich pokoleń, wiedzieli, że może nadejść dzień, gdy oni lub ich dzieci – Zosia i Andrzej, znajdą się bez dachu nad głową.

Dlatego w „bajce” – jak mówi o Sukurczach pani Zofia – gdzie aleja lipowa chronić miała od wiatrów ze wschodu, biedronek nie wolno było tknąć, bo „każde stworzenie pełni ważną rolę w wielkim łańcuchu życia”, „woda lecznicza” biła z krynicy nieopodal dworu, a największą przyjemnością były konne przejażdżki. W tej bezpiecznej krainie istniała granica nieprzekraczalna – dyscyplina, nie nazbyt surowa, ale mądra. Ojciec wpajał dzieciom „bardzo różne rzeczy, począwszy od tego, byśmy nie garbili się, siedząc przy stole – opowiadała pani Zofia – po zobowiązanie, byśmy zawsze mówili prawdę”. Ojciec pilnował też, by dzieci rano zmówiły pacierz, umyły zęby i zameldowały mu, że są gotowe do śniadania, na które zawsze była owsianka. Nie było grymaszenia – nałożona na talerz porcja musiała być zjedzona do końca.

Zdarzały się i figle (porysowanie pięknego kryształowego lustra szpikulcem), za które spadały na dzieci kary łagodne, ale nieuniknione. Kłamstwo było przestępstwem największym, więc gdy winowajcy przyznali się do zniszczenia lustra, usłyszeli od ojca: „Zrobiliście źle, ale dla mnie jest ważne, że takie małe dzieci potrafią powiedzieć prawdę, która jest dla nich bolesna”.

Jako niespełna sześcioletnia dziewczynka żegnała ojca ruszającego na swojej klaczy Bajce na wojnę w 1939 roku. Pani Zofia zapamiętała, że ktoś ją podniósł i podał ojcu, który uścisnął córkę i odjechał. Maria Pilecka została sama z dziećmi. Nie na długo jednak – bolszewicy szaleli po okolicy, polując na Polaków. Pomogli wówczas ludzie prości, z którymi rotmistrz wspólnie pracował w polu. Ukryli dzieci w chłopskiej chacie pod stosem poduch, dziurawionych przez sowieckich żołdaków bagnetami w poszukiwaniu ludzi. Pomogła też nauczona przez ojca samodzielność, kiedy matka wypychała dzieci na mróz, by ocalić je przed kolejną rewizją, a zima z roku 1939 na 1940 była wyjątkowo mroźna i śnieżna.

Ocaliła medalik

Gdy życzliwi ostrzegli, że Pileckim grozi wywózka w głąb Rosji, matka wzięła Zosię i Andrzeja, by razem ze swoją siostrą i jej córką uciekać na zachód, pod niemiecką okupację. Tam, w miejscowości Ostrów Mazowiecka, czekała na nich babcia.

Na granicy sześcioletnia dziewczynka przeszła pierwszy wielki egzamin z odwagi. Sowiecka straż zatrzymała ich i zagnała na posterunek. Matkę zamknięto w chlewie, a Zosia z Andrzejem zostali na schodach. Bez jedzenia i picia czekali całą noc, kopani przez przechodzących sołdatów. „Ojciec mówił, że mam być bardzo dzielna, więc wyszłam sama z posterunku, weszłam do ubikacji przylegającej do chlewka i pukałam w ścianę, żeby dać matce znać, że jesteśmy i żyjemy” – wspominała. Rano Sowieci zabrali im wszystko, nawet obrączki, ale córka rotmistrza zbuntowała się, gdy próbowali ją tknąć. Zaczęła krzyczeć tak głośno, że zostawili ją w spokoju. Ocaliła wpleciony w warkocz złoty łańcuszek z Matką Bożą Ostrobramską i wszyte w staniczek sukienki pieniądze.

„Rzeczy najważniejsze”

Przez granicę przeszli szczęśliwie, dotarli do Ostrowi, gdzie odnalazł ich ojciec. Pojawił się kilka razy, bo już wtedy musiał się ukrywać, aż we wrześniu 1940 roku przepadł na ponad dwa i pół roku w piekle, którego nie tylko dziewczynka, ale i dorosły człowiek nie umiałby sobie wówczas wyobrazić. Ale nawet stamtąd oboje z bratem dostawali od ojca listy, a wśród nich obrazek przedstawiający dwa krasnale kołyszące się na belce. I czekali, aż wróci.

Po ucieczce rotmistrza z Auschwitz w kwietniu 1943 roku kontakt stał się łatwiejszy –tak było do Powstania Warszawskiego. Córka chciała sprostać jego oczekiwaniom: intensywnie trenowała, m.in. biegi i gimnastykę, by zaimponować ojcu. Rotmistrz traktował swoje dzieci jak dorosłe osoby – nie tylko dlatego, że wokół szalała wojna. Cały czas przygotowywał Zofię i Andrzeja do tego, że kiedyś może go zabraknąć, a wtedy będą musieli sobie sami dawać radę. „Postrzegałam świat przez pryzmat tego, co przekazał mi ojciec, a starał się przekazać jak najwięcej, tak jakby czuł, że będzie miał mało czasu, by zaszczepić w nas to, co było dla niego najważniejsze, abyśmy lepiej żyli” – przyzna po latach Zofia Pilecka-Optułowicz. W listach pisał do dziesięcioletniej córki o „rzeczach najważniejszych”, które „kiedyś zrozumie”, bo, jak wyjaśniał: „Żyjemy w takich czasach, kiedy nie wiadomo jest, czy będę mógł pisać do Was, gdy będziecie dorośli (a list może się przechować)”.

Spotkania w Ostrowi i wyjazdy do ojca do Warszawy dawały zapewne poczucie, że ojciec jest, że czuwa. W Warszawie odbywały się „lekcje konspiracji”: rotmistrz zabierał córkę ze sobą do tramwaju, jeździli razem po różnych miejscach, kazał jej też chodzić przed sobą i obserwować. Gdyby zobaczyła patrol niemiecki, miała mu dać znać. To nie było wystawianie dziecka na realne niebezpieczeństwo, ale nauka konspiracji – na wszelki wypadek. Była jeszcze cudowna Wigilia w warszawskim mieszkaniu ojca w 1943 roku, z choinką ubraną w biało-czerwone wstążeczki.

Zofia Pilecka-Optułowicz unika mówienia o sobie – i należy to uszanować. Tym bardziej cenić należy to, co zechciała ujawnić: przyzwyczajona do odwiedzin ojca w imieniny matki Marii, obchodzone 12 maja, czekała na niego w 1947 roku do nocy, aż usnęła w fotelu. Zbudziło ją stuknięcie w szybę. W pierwszej chwili poderwała się i otworzyła okno, krzycząc do mamy, że przyjechał ojciec. Maria Pilecka otworzyła drugie okno, ale nikogo nie było widać. Odczytała to jako znak, że z ojcem stało się coś złego. Po latach dowiedziała się, że 12 maja był już po pierwszych ciężkich przesłuchaniach.

Wkrótce potem dostały z mamą wiadomość, że Witold Pilecki został aresztowany. Przyszedł czas, do którego zawsze przygotowywał swoją córkę – została prawie sama.

Napiętnowana

Podczas procesu w marcu 1948 roku całe gimnazjum musiało wysłuchiwać przez szczekaczki relacji z rozprawy. Pod koniec procesu wychowawczyni spytała ją, czy „ten szpieg Pilecki” to jej ojciec. Odpowiedziała: „Tak, to jest mój ojciec i jestem z niego bardzo dumna”.

Nadeszły lata biedy i tułaczki. W Ostrowi wszyscy ich znali, więc szukali innego miejsca do życia. Matki nikt nie chciał zatrudnić jako nauczycielki, chwytała się więc każdej pracy. Żeby jej ulżyć, Zofia przeniosła się w klasie maturalnej do Warszawy. Gdy Marię Pilecką wreszcie zatrudniono – choć na krótko – w Miedzeszynie, przyznano jej klitkę w drewnianym baraku. Zamieszkała w nim razem z córką. Zimą wiatr hulał między deskami. Jedynym źródłem ciepła był mały piecyk zwany kozą. Dopóki się w nim paliło, było ciepło, ale gdy przestawał grzać, od razu robiło się zimno. Do matury Zofia uczyła się więc w palcie i rękawiczkach. W Otwocku, gdzie Maria Pilecka pracowała w Ognisku Wychowawczym dla dzieci, do dziś niektórzy pamiętają ją jako ogniskową „ciocię”.

Wszystkie rzeczy Zofii, w tym pamiątki z Sukurczów, mieściły się w jednej walizeczce. Córce „wroga ludu” i „szpiega od Andersa” niełatwo było żyć w Polsce „ludowej”. Chciała studiować, ale przed córką „zdrajcy” wyższe uczelnie były zamknięte. Przyjęta wreszcie na Politechnikę Warszawską, spotkała się tam z szykanami, które zmusiły ją do rezygnacji z marzeń o dyplomie.

Gorycz III RP

Z czasem jej życie zaczęło się jednak stabilizować: wyszła za mąż, dziś ma dwie córki i pięcioro wnucząt. Latami opiekowała się chorą matką. Zmarłą córeczkę Krysię pochowała na Łączce – nie wiedziała wtedy, że tam właśnie spoczywa jej ojciec.

Datę jego śmierci poznała dopiero na początku lat 90. Od tamtej pory rok w rok 25 maja o godzinie 21.30 zapala świecę pod murem więzienia przy Rakowieckiej. I rok w rok jest z nią tam coraz więcej ludzi.

Gdy nastała nowa Polska, musiała przeżyć jeszcze odmowę rehabilitacji ojca w 1989 roku, niechęć członka Kapituły Orderu Orła Białego Władysława Bartoszewskiego przeciw przyznaniu rotmistrzowi tego odznaczenia w 2006 roku; głosy ponad 20 polskich europosłów, którzy wraz z Parlamentem Europejskim odrzucili w 2009 roku propozycję, by Międzynarodowy Dzień Bohaterów Walki z Totalitaryzmem obchodzić w dniu śmierci rotmistrza, który zostałby tego święta patronem; pełen oszczerstw artykuł Andrzeja Romanowskiego w tym roku i wiele innych, których nie chce pamiętać.

„Prawda o ojcu obroni się sama” – powiada. Prawdę o sobie zostawia najbliższym.

Anna Zechenter, IPN Kraków

http://www.naszdziennik.pl/mysl/51670,s ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 20 wrz 2013, 10:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Tak właśnie starają się zlikwidować nam naszą świadomość i naszą tożsamość narodową. A potem już bezbronnych zatomizowanych wyzutych ze wspólnoty, zapędzą do getta w którym będziemy musieli im służyć. Tak już w przeszłości bywało, ta sama ideologia już tego raz dokonała. Ta sama ideologia, która dziś stosunkowo bezkarnie na naszych oczach się rozwija i rośnie w siłę.

„Trylogia” – dowód polskości

Przy okazji decyzji resortu pani KrystynySzumilas (trudno używać w tym kontekście słów „edukacja narodowa”) o zdjęciu „Trylogii” Henryka Sienkiewicza z kanonu lektur gimnazjalnych, co rusz pojawiają się głosy krytykujące to arcydzieło polskiego noblisty za promowanie „łatwego patriotyzmu”, ukierunkowanego li tylko na „krzepienie serc”. Wykorzystuje się przeciw Autorowi jego wyznanie, które zamieścił na zakończenie „Pana Wołodyjowskiego”.

Tkwi w tych krytykach pokrętny sylogizm, zrównujący krzepienie polskich serc z głaskaniem rodaków po główce i uprawianiem zakłamanej pedagogiki narodowej w myśl – obowiązującego dzisiaj hasła – „Polacy, nic się nie stało!”. Kto tak twierdzi, daje świadectwo, że „Trylogii” nie czytał i nie zamieszkał (choćby przez chwilę) we wskrzeszonym na jej kartach przez geniusz Sienkiewicza świecie imperium Rzeczypospospolitej (by zapożyczyć tutaj określenie autorstwa Cata-Mackiewicza). Wskrzeszenie tego świata, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami – oto największe pokrzepienie serc Polaków, w latach osiemdziesiątych XIX wieku (pierwszy tom „Ogniem i mieczem”) zmagających się nad Wartą i Niemnem o zachowanie ojczystej ziemi i ojczystego języka.

To, że w tak uproszczony sposób Sienkiewiczowską „Trylogię” krytykują chwalcy wszystkiego, co orzeknie resort p. Szumilas – specjalnie nie dziwi. Dziwi natomiast mocno podobna krytyka z ust tych, którzy nie tylko deklarują, ale i dużo robią dla wskrzeszania świata dawnej Rzeczypospolitej w naszych czasach. Oto pisarz Jacek Komuda – autor cyklu powieściowego o dymitriadzie - w wywiadzie zamieszczonym w najnowszym numerze „Do Rzeczy” (nr 34) deklaruje: „A tak naprawdę cisnąłem precz „Trylogię” w trakcie studiów na Wydziale Historycznym UW. Wcale nie pod wpływem literackiej mody, ale tego, co przeczytałem i usłyszałem od moich wykładowców oraz promotorów”.

Co prawda, to prawda. Studia historyczne mogą skutecznie zniechęcić do poznawania najciekawszych epok w dziejach Polski. W przypadku Jacka Komudy wpływ warszawskich „wykładowców i promotorów” okazał się trwały. Dalej bowiem autor współczesnych powieści historycznych usprawiedliwiając swoje „ciśnięcie ‘Trylogią’” wyznaje: „Nigdy nie chciałem pisać ku pokrzepieniu serc, ale ku przestrodze. Żebyśmy wiedzieli, jakich błędów uniknąć, by odbudować mocarstwową pozycję Polski”. Czytaj: Sienkiewicz tylko krzepił serca (głaskał po główce), ale nie przestrzegał.

Podobnie jak Komuda, ja również w czasie swoich studiów historycznych (na UAM) przeszedłem przyspieszony kurs zniechęcania do dziejów dawnej, wielkiej Rzeczypospolitej. Ale „Trylogią” nie ciskałem. Kocham ją i często do niej zaglądam. I czytam we wspaniałej scenie rozmowy księcia Jeremiego z Ukrzyżowanym w kaplicy zamku zbaraskiego (najwspanialsza – obok III części „Dziadów” – scena rozmowy Polaka z Panem): „Wróg najgorszy to nie Chmielnicki, ale nieład wewnętrzny, ale swawola szlachty, ale szczupłość i niekarność wojska, burzliwość sejmów, niesnaski, rozterki, zamęt, niedołęstwo, prywata i niekarność – niekarność przede wszystkim”. Jakbym czytał „Kazania Sejmowe” księdza Piotra Skargi i przypominają mi się słowa natchnionego kaznodziei: „Zginęła w tym królestwie karność, nikt się urzędów ani praw nie boi”.

Czytam „Pana Wołodyjowskiego”, a w nim scenę jak zniesmaczony Zagłoba – zdążając do Warszawy – napotyka w Mińsku Mazowieckim okazały dwór księcia Bogusława Radziwiłła, udającego się w charakterze posła na konwokację (bezkrólewie po abdykacji Jana Kazimierza) i snuje w związku z tym faktem gorzkie refleksje: „Ale widać, źle się dzieje w tej prześwietnej Rzeczypospolitej, jeśli podobni przedawczykowie, bez czci i sumienia, nie tylko kary nie odnoszą, ale w bezpieczności i potędze jeżdżą, ba! Jeszcze obywatelskie funkcje sprawują. Chyba, że zginiem, bo gdzież, w jakim kraju, w jakim innym państwie taka rzecz przygodzić by się mogła? Dobry był Joannes Casimirus, ale nadto przebaczał i przyuczył najgorszych dufać w bezkarność i przezpieczeństwo. Wszelako nie jego to tylko wina. Widać, że i w narodzie sumienie obywatelskie i czułość na cnotę do reszty zginęła”.

Na pytanie pana Zagłoby o kraj, w którym robią kariery zdrajcy, a oficjalną filozofią jest „przyuczanie najgorszych do bezkarności” (czy nie nazywa się to czasem „grubą kreską”?), bardzo łatwo odpowiedzieć. Czy Sienkiewicz nie przestrzega? Czy jego przestrogi straciły na aktualności? Czyż zdrada i swawola („róbta, co chceta”) ciągle nie toczą gmachu Rzeczypospolitej?

Kontrapunkt (świadomy?) dla wynurzeń pisarza Komudy odnajdujemy w tym samym numerze „Do Rzeczy” w omówieniu (autorstwa Piotra Zychowicza) edycji wspomnień polskich dzieci, których rodzice padli ofiarą realizowanej w Sowietach w 1938 roku ludobójczej „operacji polskiej”. Przygotowana przez Tomasza Sommera edycja zawiera również wspomnienie Eugenii Kuźmińskiej, która wspominając aresztowanie jej ojca przez NKWD w dniu 15 lutego 1938 roku, zapamiętała, że dowodem „kontrrewolucyjnej” aktywności tego ostatniego, były odnalezione przez sowieckich funkcjonariuszy podczas rewizji dzieła Henryka Sienkiewicza. Jeden z nich powiedział wówczas widząc te książki: „O, to dobry antyrewolucjonista”. Czytaj: Polak. A więc, skazany na śmierć.
Groźny jest ten Sienkiewicz.

Grzegorz Kucharczyk

http://www.pch24.pl/trylogia---dowod-po ... 859,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 03 paź 2013, 07:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Pieśń ujdzie cało?

Piotr Szubarczyk

Na jesieni 1944 r. komunistom w Polsce „lubelskiej” zależało na działaniach stwarzających wrażenie „normalnego” życia kraju pod ich rządami, pod okupacją przebraną w kostium „władzy ludowej”. W październiku zaczyna się rok akademicki, więc zaproponowali historykowi literatury, prof. Juliuszowi Kleinerowi, wykłady. Rozpoczęły się one na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim 3 października 1944 roku. Przyciągnęły tłumy, nie tylko studentów. Co sprawiło, że ludzie wychodzący z wojny, przygnieceni problemami bytowymi, chcieli słuchać wykładów z literatury?

Profesor analizował dzieła Adama Mickiewicza: poemat „Konrad Wallenrod” i arcy- dramat „Dziady cz. III”. „Konrad Wallenrod” to historia człowieka, który kamufluje się przed wrogiem narodu, gdyż wie, że nie może walczyć z otwartą przyłbicą, wróg jest za silny. Dzieło zawiera pełne nadziei i wiary słowa: „Płomień rozgryzie malowane dzieje, skarby mieczowi spustoszą złodzieje, pieśń ujdzie cało”… Ta pieśń to słowo, które oddaje ducha narodu, budzi do nieustannych starań o wolność. To „Arka Przymierza między dawnymi i młodszymi laty”. Między kolejnymi pokoleniami Polaków, którzy oddali serca świętej Sprawie niepodległości Narodu.

Z „Dziadów” mógł profesor zacytować słuchaczom fragmenty, które objaśniały sytuację zniewalanej w roku 1944 Polski! Na przykład słowa rosyjskiego senatora: „Nie dziw, że nas tu przeklinają, wszak to już mija wiek, jak z Moskwy w Polskę posyłają samych łajdaków stek”… Nic więcej nie trzeba było mówić… Wielka polska literatura posłużyła za nowy „język ezopowy”, skoro nie wolno było mówić wprost pod rządami powołanej właśnie, dekretem Bieruta, cenzury prewencyjnej.

Gdzie jest dziś nasza „Arka Przymierza” między starszymi i młodszymi Polakami, skoro tracimy wspólny kod naszej tradycji i kultury?

http://www.naszdziennik.pl/wp/55675,pie ... -calo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 17 paź 2013, 06:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Reanimacja pamięci

Obrazek

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

W najbliższą sobotę przedstawiciele katolickich mediów w Auli Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi będą analizować kondycję tożsamości Polaków w jej najważniejszych aspektach.

„Pamięć i tożsamość Polaków – dziś” – tak brzmi tytuł siódmej już konferencji dziennikarzy katolickich z cyklu „Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem”. Patronat medialny nad imprezą objęły m.in. „Nasz Dziennik”, Telewizja Trwam i Radio Maryja.

Jak zapowiadają organizatorzy, czyli Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy, tegoroczna sesja to kolejne otwarte spotkanie ludzi mediów, którego celem jest reanimacja pamięci i budzenie świadomości obywateli cywilizacji łacińskiej, cywilizacji wiernej prawdzie.

– Temat konferencji jest w pewnym sensie konsekwencją poprzednich konferencji i logiczną kontynuacją tematyki poruszanej w ubiegłych latach. Cały czas poruszamy się w obrębie zagadnień kluczowych dla przywrócenia właściwej definicji naszej tożsamości opartej na cywilizacji łacińskiej, dziś na wielu polach dewastowanej. W tym roku chcemy szczególnie pochylić się nad kondycją tożsamości na naszym polskim gruncie – zapowiada Krzysztof Nagrodzki, sekretarz Oddziału Łódzkiego KSD i koordynator zespołu organizacyjnego konferencji.

Jak zaznacza, tegoroczna konferencja ma szansę stanowić etap w pogłębianiu tematu tożsamości w formule bardziej dynamicznej, którą można zawrzeć w pytaniu: „Quo vadis Polonia? Dokąd idziesz, Polsko?”.

– W tym roku chcemy pochylić się nad naszym polskim tu i teraz. Dlatego też taki dobór wykładów i prelegentów. Chcemy bronić naszych fundamentów i zasadniczych składników naszego funkcjonowania w przestrzeni publicznej, czyli samodzielności myślenia, identyfikacji narodowej i cywilizacyjnej, a przede wszystkim naszej wiary – dodaje Krzysztof Nagrodzki.

Patronat honorowy nad konferencją objął metropolita łódzki ks. abp prof. Marek Jędraszewski. Będzie się ona składać z dwóch sesji. Pierwsza rozpocznie się otwarciem konferencji przez red. Zygmunta Chabowskiego, podczas którego głos zabierze również prezes Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy ks. dr Bolesław Karcz oraz w imieniu organizatorów red. Krzysztof Nagrodzki.

Część pierwsza konferencji będzie się składać m.in. z wykładów ks. abp. prof. Marka Jędraszewskiego, który poruszy temat pamięci i tożsamości według Jana Pawła II, dr Łukasza Kamińskiego, prezesa IPN, prof. Piotra Jaroszyńskiego i ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego. W sesji drugiej wezmą udział Wojciech Reszczyński, prof. Andrzej Waśko, Temida Stankiewicz-Podhorecka, a słowo końcowe skieruje do uczestników ks. bp Adam Lepa.

O obrazie polskości w szkolnej edukacji polonistycznej po 1989 r. będzie mówił prof. Andrzej Waśko, literaturoznawca. Jest to temat ważny zwłaszcza w kontekście ostatnich działań Ministerstwa Edukacji Narodowej w zakresie systematycznego okrajania kanonu lektur szkolnych z najważniejszych dla naszej tożsamości pozycji.

– Mamy obecnie do czynienia z rozmywaniem tożsamości poprzez stopniowe rugowanie z kanonu najważniejszych dzieł polskiej literatury. W zamian za to proponuje się uczniom przekazy rodem z kultury masowej i popularnej. Problem polega na tym, że opiera się ona nie na historii i realnych wartościach, ale na micie. W wyniku takiej „formacji” studenci pierwszego roku nie mają zielonego pojęcia, kto jest autorem hymnu narodowego czy gdzie i w jakich okolicznościach powstał „Mazurek Dąbrowskiego”. Sam byłem świadkiem takiej rażącej niewiedzy. Obecnie młodzież zatopiona jest w kulturze masowej, a publiczna edukacja nie gwarantuje klasycznej formacji. W związku z tym możemy mówić o tożsamości rozmywanej, o procesie systematycznego wyciągania z muru naszego dziedzictwa cegiełek, które ten mur tworzą – uważa prof. Andrzej Waśko.

Jego zdaniem, rolą katolickich mediów powinno być również kształtowanie postaw patriotycznych poprzez krzewienie klasycznej literatury i pozytywny przekaz na temat naszej historii, wbrew temu, co proponują i promują ośrodki lewicowe.

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mieci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 19 paź 2013, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Wszystkie działania władz godzące w naturalny porządek naszej Ojczyzny są skoordynowane i przeprowadzane na najszerszą z możliwych skalę. Niszczona jest rodzina, gospodarka, kultura, obronność, tożsamość, prawda, przyzwoitość, sprawiedliwość, duchowość, moralność, edukacja, codzienna egzystencja.
Aż serce boli wymieniać to wszystko.
Polsko Ojczyzno nasza co oni Tobie chcą uczynić, jaki plan wobec Ciebie realizują?


Trwa niszczenie tożsamości narodowej

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Z red. Tomaszem Bieszczadem, członkiem zarządu Oddziału Łódzkiego Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, współtwórcą Konferencji „Dziennikarz między prawdą a kłamstwem” w Łodzi, rozmawia Marta Milczarska

Tegoroczna Konferencja „Dziennikarz między prawdą a kłamstwem” podejmuje temat „Pamięć i tożsamość Polaków – dziś”. Skąd pomysł na taki temat?

– Temat ten jest wynikiem wielu dyskusji i uzgodnień w gronie zespołu przygotowującego konferencję, ale główną rolę odegrał tu Krzysztof Nagrodzki.

Będzie to już siódme spotkanie opatrzone wspólnym mianownikiem, trafnie oddającym stan dzisiejszego dziennikarskiego rozdarcia. Wszystkie nasze konferencje starały się dogłębnie badać zmieniającą się specyfikę medialnych profesji i – w szczególności – etyki zawodowej. Jest oczywistą rzeczą, że konferencje czerpią ze swojego dotychczasowego dorobku i rozwijają pewne stałe wątki.

W ciągu minionych siedmiu lat wiele się w Polsce zmieniło. Gruntowne zmiany zaszły też w obszarze funkcjonowania mediów. Nastąpiła ich daleko posunięta instrumentalizacja i degradacja. Mam na myśli coś, czego nie było nigdy wcześniej po 1990 roku: ostentacyjne i jednowymiarowe zaprzedanie się dziennikarskiego mainstreamu doraźnej polityce, skutkujące prymitywizacją przekazu i formalnym uzależnieniem od – nie zawsze czystych – interesów mocodawców i sponsorów. W tym samym czasie nastąpiło też gwałtowne ożywienie i rozwój mediów niezależnych, lokujących się w zdecydowanej opozycji wobec mainstreamu. Media te, mimo iż spychane do defensywy, radzą sobie coraz lepiej na rynku i na ogół udaje im się przestrzegać dyrektywy sformułowanej niegdyś przez Nicolasa Gomeza Davilę: „Baczmy, byśmy nie stali się prostym przeciwieństwem naszych wrogów”.

Znaczący wpływ na polaryzację mediów miała tragedia w Smoleńsku, która zweryfikowała i ujawniła dziennikarskie postawy, dodając odwagi i pasji jednym, a innych utwierdzając w ich statusie posłusznych karierowiczów.

Tegoroczna konferencja – jak rozumiem – będzie kolejną próbą przedstawienia rzeczywistości polskiej, doszczętnie spolaryzowanej w jej medialnym obrazie. Próbą, która nam, ludziom zajmującym się dziennikarstwem, powinna pomóc w znalezieniu płaszczyzny pozwalającej na godną rozmowę o Polsce – przy pomocy mediów. Mam poczucie, że organizatorzy konferencji niczego innego nie pragną, jakkolwiek bolesne byłyby to poszukiwania. Bez dobrej diagnozy nie ma skutecznej terapii. Precyzyjne, cierpliwe diagnozowanie dżumy niszczącej polskie media (i w ślad za nimi polskie życie zbiorowe) powinno w końcu poskutkować powolną ich naprawą (mimo iż dotychczasowe doświadczenia nie nastrajają zbyt optymistycznie)...

Jaka jest rola dziennikarza i mediów w kreowaniu pamięci i tożsamości?

– Uważam, że jest ona dzisiaj decydująca. Media przeciwstawnych obozów walczą zaciekle o interesy wielkich grup społecznych i własnych środowisk, w pewnym sensie wyręczając je i zastępując w walce. „Pod broń” powoływani są dziennikarze, blogerzy i trolle, podczas gdy zwykli ludzie nie są wcielani do wojska i nikt nie wysyła ich na front. Główny społeczny konflikt w Polsce – w zasadzie należałoby go nazwać „wewnętrzną zimną wojną” - przeniósł się w bezpieczne rejony, do telewizji i internetu. Zwłaszcza w tym ostatnim medium każdy „urodzony wojownik” może wyżyć się gruntownie i bez większej szkody dla innych.

Jednocześnie otaczająca nas, „coraz bardziej”, rzeczywistość toczy się leniwie i – jeśli nie liczyć jakichś skrajnych incydentów – właściwie bez wyrazu. Krew nie wsiąka w bruk ulicy, tylko farba drukarska wsiąka w papier i jest to na pewno postęp, pytanie: jak trwały i stabilny. W każdym razie sytuacja ta jest na pewno lepsza niż prawdziwe wojny, z prawdziwą krwią i prawdziwą śmiercią. Czasami można odnieść wrażenie, że w tle tego medialnego zgiełku dochodzi do głosu „czynnik Maryjny”, dyskretne echo Fatimy. Tak, jakby to za Jej przyczyną zaciekła wojenna agresja „uchodziła” z ludzi, „sublimując się” i bezpiecznie rozładowując w mediach...

Ale ponieważ na tym świecie nie ma nic za darmo, ten względny spokój ma cenę wysoką, jedną z najwyższych. Jego koszty ponosimy wszyscy codziennie. Ceną za bezkrwawe wojny jest to, co obserwujemy wszędzie dookoła: atrofia uczuć, zanik przenikliwości intelektualnej, emocjonalne uzależnienie od mistrzów propagandy i życie światłem odbitym od niezbyt moralnych celebrytów. Inna rzecz, że spora część publiczności medialnej chętnie sama rezygnuje z intelektualnej autonomii na rzecz politycznych podpowiedzi i instrukcji, często – w formie lekkostrawnych „przekazów dnia”. Dokąd nas to zaprowadzi? Jeśli tak dłużej potrwa i jeśli nie wypełni się na czas fatimskie proroctwo – być może dojdziemy do jakiejś formy mentalnego i emocjonalnego piekła. Być może do takiego, o jakim myślał Sartre („Piekło to inni”).

Jakiego rodzaju media i jakie postawy dziennikarzy zagrażają tożsamości Polaków?

– Dzisiaj powiedzieć można i napisać wszystko, pod warunkiem, że urąga to poczuciu przyzwoitości i zdrowemu rozsądkowi. A jeśli urągającemu uda się trwale zranić uczucia katolików lub zdeprawować umysły młodzieży, czy zdradzić wartości i nawygrażać Bogu... o, wtedy jego radość i satysfakcja zaiste jest ogromna. (...) I dlaczego prawda z takim trudem musi przedzierać się do umysłów i dusz większości Polaków? Znakomita większość pragnie podążać w stronę świata przez „szerokie wrota”. Woli dawać pierwszeństwo prymitywnej i zakłamanej propagandzie przed Prawdą. Woli… szkoda słów.

Odpowiadając zatem na Pani pytanie, ośmielę się dopowiedzieć, że pamięci i tożsamości Polaków zagrażają dziś – być może po raz pierwszy w tak przemożnej skali – sami Polacy... Milcząca większość Polaków, z których każdy indywidualnie wybiera narodową absencję, wierząc, że ona go przed czymś uchroni. Otóż nie uchroni.

Kiedy ludzie sami dla siebie wybierają rodzaj duchowego apartheidu, nie widząc, że jest to getto, niech nie dziwią się potem, że obudzili się w getcie. Niestety, przekonujemy się o tym – przede wszystkim my, nieobojętni – na każdym kroku, odczuwając, w jak niezauważalny sposób ześlizgujemy się po ścianach wielkiego leja... Dlatego na nas, dziennikarzach katolickich, ciąży szczególna odpowiedzialność: Po prostu musimy krzyczeć. Krzyczeć!

Organizator konferencji podkreślił w zaproszeniu, że odbywa się ona „w czasie coraz intensywniejszych prób wykoślawienia pamięci i świadomości, a przez to – dewastacji tożsamości”… Czym jest to „wykoślawianie pamięci i świadomości”? Gdzie widzimy tego przykłady?

– Dewastacja tożsamości narodowej stała się naszą codziennością. Jej dobrze zaplanowane przejawy widzimy wszędzie dookoła. Wystarczy wyjść na kilkanaście minut z domu albo włączyć na kilka minut telewizor i „przelecieć” po kanałach, aby ujrzeć to wykoślawienie i tę dewastację.

Gdyby jednak chodziło tu tylko o „wykoślawienie”, nie byłoby strachu. Ludzie nieraz radzili sobie z „wykoślawieniem”. Słowo to sugeruje pewien paradygmat przypadkowości, a nawet niechlujstwa w realizacji zamysłów: „wykoślawienie” może się wykoślawiającemu udać, ale może się też nie powieść. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z bardzo przemyślanymi i precyzyjnymi socjotechnikami. Ich główną cechą, a jednocześnie miarą skuteczności, jest bezwzględność: brak skrupułów, zasad, litości. Jest to zestaw gier operacyjnych przećwiczonych w najlepszych laboratoriach tajnych służb całego świata i w akademickich gabinetach.

„Wykoślawiający” grają tak, jakby walczyli o wszystko. My zachowujemy się najchętniej tak, jakbyśmy grali z nimi w berka. Wydaje się – na pierwszy rzut oka – że dla większości Polaków promocja nowych wafelków w supermarkecie ma większe znaczenie i jest bliższa sercu, niż postawienie pomnika Rotmistrza Pileckiego. Można odnieść wrażenie, że i „Solidarność”, i Jan Paweł II walczyli dla Polaków przede wszystkim o „pełne półki”. Kiedy cel został osiągnięty, sześćdziesiąt parę procent społeczeństwa wybrało absencję (wyborczą) i zakupy (w niedzielę). Warto pod tym kątem prześledzić cały okres polskiej anty-edukacji, jaką zafundowano społeczeństwu po 1990 roku. Jakie były jej priorytety i kto je realizował...?

Widzimy wyraźnie, że medialne giganty zachowują się tak, jakby poszły na służbę uosobionego Zła z niepoprawnych politycznie horrorów. Że nie pozwalają nam kształtować naszego społecznego bytowania przynajmniej w części tak spokojnie, jak to jest u innych europejskich nacji. Wydaje się, że liczba ludności ciągle jest tutaj za duża. Że my stale komuś zawadzamy – czy to z powodu naszego wytrwałego katolicyzmu, czy wskutek niefortunnego położenia, które utrudnia sąsiadom czułe uściski...?

Jednak mamy też dojmujące poczucie, że jeszcze nie jest za późno. Że wprawdzie zaniedbywaliśmy konieczne modlitwy i działania, ale budzimy się – powoli, z trudem, z różańcem w dłoni… I o tym też będziemy mówili podczas tej konferencji.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Milczarska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... dowej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 21 paź 2013, 07:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Tożsamość to Wielka Siła, budząca lęk nieuczciwej władzy.

Obrazek

Tożsamość daje poczucie wartości

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Rozchwiana tożsamość narodowa służy ludziom żądnym władzy i grupom biznesowym, bo osoby jej pozbawione są łatwym narzędziem manipulacji – podkreślali uczestnicy sesji „Pamięć i tożsamość Polaków – dziś”, która odbyła się w sobotę w Łodzi z cyklu „Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem”.

– Po co nam tożsamość narodowa? Po to, żebyśmy byli wspólnotą – wskazywała socjolog dr Barbara Fedyszak-Radziejowska (PAN). – Tożsamość narodowa buduje poczucie więzi, świadomości posiadania wspólnych interesów i spraw, buduje poczucie własnej wartości, a obniżone poczucie własnej wartości to słabszy poziom motywacji – dodała.

Kryzys tożsamości narodowej rodzi realne problemy społeczne. – Tożsamość narodowa jest bardzo potrzebna do normalnego funkcjonowania zarówno wspólnoty, jak i jednostki – podkreślała dr Fedyszak-Radziejowska. A różne ośrodki władzy czy biznes nie potrzebują silnej tożsamości narodowej, ponieważ konsument reaguje na bodźce reklamowe, które podsuwają mu przeświadczenia, iż poczucie własnej wartości buduje dzięki temu, co kupi.

Jak stwierdził prof. Piotr Jaroszyński (KUL, WSKSiM), naród jest połączony wspólną kulturą, a społeczeństwo obywatelskie to ludzie powiązani czysto administracyjnie, można być obywatelem dzisiaj, a jutro już nie. Filozof zaznaczył, że powiązanie z narodem jest głębsze, z jednej strony więzami pokrewieństwa, a z drugiej – wspólnotą kultury i języka. Pamięć jest ważna dla bycia człowiekiem i bycia narodem. – Musimy mieć tę pamięć, aby osiągać wspólne cele – tłumaczył prof. Jaroszyński.

Jako przykład strukturalnego kłamstwa przywołał przekaz związany z Katyniem – w czasach PRL w encyklopedii powszechnej w ogóle nie było takiego hasła.

Strach przed państwem

Wpływ na tożsamość narodową mają, na co wskazywał europoseł Janusz Wojciechowski, patologie drążące państwo. – Państwo polskie coraz częściej krzywdzi swoich obywateli – zauważył europoseł, przytaczając szereg przykładów dotyczących doprowadzania do upadku firm pod różnymi pretekstami.

To samo dotyczy ofiar niewydolnego wymiaru sprawiedliwości, który np. nie ściga oszustów, tłumacząc oszukanym rolnikom, którzy nie otrzymali zapłaty za dostarczone płody rolne, że w chwili zawierania umowy nie miała ona charakteru oszustwa. – Ale przecież taki jest charakter oszustwa – dziwił się postawie śledczych Wojciechowski.

– W normalnie funkcjonującym państwie takie sprawy powinien ścigać prokurator, ale u nas prokurator umarza sprawy, twierdząc, że nic nie wskazuje na oszustwo. Coraz większy jest strach ludzi przed własnym państwem – ocenił Wojciechowski.

– Jaki to ma związek z tożsamością, ano ludzie wyjeżdżają, nie zakładają tu rodzin, firm, a duża część dramatu bierze się ze złego stanu państwa, w którym ze strony władzy wszystko jest możliwe i nic nie jest pewne, wielu by nie wyjechało, gdyby państwo polskie działało i egzekwowało elementarną sprawiedliwość – podsumował deputowany. – Dzisiejsza szkoła przestaje wyrabiać smak – diagnozował prof. Andrzej Waśko (UJ). Zrezygnowano z wielu lektur podstawowych dla polskiej tożsamości. – Trwające reformy polonistyki uniwersyteckiej i reformy nauczania oparto na fałszywych założeniach – zauważył.

Ci, którzy decydowali o kanonie lektur, stwierdzili, że skoro młodzież nie chce czytać, a historia ją nudzi, to należy wprowadzić ją w aktualną ofertę rynku wydawniczego.

Efektem tych reform jest m.in. kryzys kreatywności, która kształci się na arcydziełach, czy spadek poziomu rozumienia czytanych tekstów, przerabianych tylko we fragmentach, bez głębokiego osadzenia w kontekście.

Według badań socjologicznych z ostatnich lat sprawa tożsamości społecznej, jak mówiła dr Fedyszak-Radziejowska, „wygląda dobrze”. W 2007 r. 94 proc. zaznaczyło wybór „jestem Polakiem” jako identyfikację społeczną. W 2012 r. silny i bardzo silny związek z Narodem odczuwało 80 procent. – Nie mamy do czynienia z kryzysem – zauważyła socjolog.

Jednak ks. prof. Andrzej Zwoliński zwrócił uwagę, że w badaniach 60 proc. młodzieży mówi, iż wychowuje ją telewizja. – Korzystanie niekontrolowane z obrazu powoduje, że jesteśmy podatni na działania propagandowe – zaznaczył. Niesie to za sobą ograniczenia w wiedzy na temat tożsamości narodowej czy kościelnej.

Jak przeciwdziałać?

Remedium na to może być prezentacja pokolenia żołnierzy niezłomnych jako wzorca dla dzisiejszej młodzieży, o czym mówił red. Tadeusz M. Płużański. W zakresie edukacji należy – zdaniem prof. Waśki – „odbudować kanon lektur, obronić go i odnowić”. – To wyzwanie dla społeczeństwa i dla władzy – mówił. Należy dokonać także głębszych reform struktur państwowych. – Konieczna jest naprawa instytucji państwowych, by Polacy odzyskali zaufanie i wiarę we własne państwo. A przede wszystkim w sprawiedliwość – skwitował Wojciechowski.

Warto też protestować. O konieczności takiego działania mówił reżyser Grzegorz Królikiewicz.

Na to, że protesty mają sens, wskazał też red. Wojciech Reszczyński, przypominając niedawno ostatecznie zakończoną sprawę wetknięcia polskiej flagi w imitację psich odchodów w jednym z programów TVN. Za co stacja została ukarana ponad 430 tys. zł kary.

Jakie jest zadanie dziennikarzy w tym względzie? – W dobie rewolucji społecznej rola dziennikarza jest potężna, musi widzieć problemy, nazywać je i reagować na nie, otwierać oczy czytelnikom, pokazywać, co się dzieje – podkreśliła red. Dorota Łosiewicz.

Zenon Baranowski, Łódź

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 25 paź 2013, 08:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31116
Teatr – zabijanie tożsamości narodowej

Temida Stankiewicz-Podhorecka krytyk teatralny

Żyjemy w czasach rozchwiania wszystkich wartości. Na naszych oczach przez świat przetacza się antychrześcijańska rewolucja, niczym walec tratując po drodze wszystko, co dobre, normalne, zgodne z prawem naturalnym. Żyjemy w czasach, gdy w ramach pogłębiającej się integracji europejskiej następuje agresywne dążenie do zacierania tożsamości państw i narodów, co skutkuje tym, iż na przykład polskie symbole narodowe traktowane są jako szkodliwy relikt zamierzchłej epoki. Krótko mówiąc – ciemnogród, którego należy się wstydzić. Tak jak i słowa „patriotyzm”. Nowa lewica i neoliberalne środowiska polityczne oraz medialne wbijają nam do głów, iż bycie Polakiem, a do tego jeszcze katolikiem, nie ma najmniejszego sensu.

Antynarodowość i antykatolickość
I taki klimat antypolskości towarzyszy dziś większości przedsięwzięć realizowanych niemal już w każdej przestrzeni naszego życia: w polityce, gospodarce, nauce, edukacji, mediach. Ale najbardziej spektakularną przestrzenią, najsilniej oddziałującą na odbiorcę, jest kultura, a w niej niezwykle ważną rolę pełni teatr. I – aż przykro powiedzieć – teatr, który należał kiedyś do sztuki wysokiej i ma tak piękne karty w swojej historii (dość przypomnieć postawę teatru polskiego w czasie okupacji niemieckiej), dzisiaj ochoczo bierze aktywny udział w niszczeniu polskości.

Naturalnie, nie dotyczy to wszystkich teatrów w Polsce, ale o większości z nich można powiedzieć, że prezentowane na ich scenach przedstawienia nie są skierowane ku patriotyzmowi, ku kształtowaniu ducha patriotycznego, ku kształtowaniu świadomości narodowej, lecz ku nienawiści własnego kraju. Słowo „patriotyzm” jest tu rzadko używane, a jeżeli już, to wyłącznie w celach prześmiewczych, szyderczych. Tak więc jeśli teatr dziś kształtuje tożsamość, to jest to tożsamość antynarodowa i antychrześcijańska, zwłaszcza antykatolicka. Ta antynarodowość w przedstawieniach zazwyczaj idzie w parze z antykatolickością.

Obserwując wnikliwie życie teatralne i w ogóle kulturalne, trudno oprzeć się wrażeniu, że istnieje scenariusz bardzo precyzyjnie przygotowany, według którego systematycznie dokonuje się dziś niszczenia kultury zakorzenionej w chrześcijaństwie. Podejmowałam już tę tematykę, pisząc na łamach „Naszego Dziennika”, że chodzi o to, by całkowicie tę kulturę przeformułować, zmienić hierarchię wartości, a w to miejsce wprowadzić antykulturę, antysztukę, antyteatr, antyliteraturę itp. Dlaczego? Bo kultura, jak wiadomo, jest tym najbardziej bezpośrednim nośnikiem i przekaźnikiem wartości, które budowano przez wieki i których nie można oderwać od tradycji, ta z kolei jest nieodłącznie związana z cywilizacją chrześcijańską. A to znaczy, że wartości chrześcijańskie są tutaj fundamentem, na którym zbudowany jest podstawowy trzon kultury. Z tym łączą się pewne wzorce zachowań, styl życia, relacje między ludźmi itd. No i oczywiście twórczość artystyczna. Na straży tychże wartości od pokoleń stoi Kościół broniący tradycji w jej najszlachetniejszym wydaniu.

Za nasze pieniądze
Tymczasem lewicowo-liberalne ideologie i ich pochodne próbują dziś zawładnąć światem i przejąć rząd dusz. Czynią to przez kulturę, sztukę. Film, literatura, sztuki plastyczne, teatr, a także nauki humanistyczne są więc poddawane nieustannej presji odcięcia się od tradycji. Finansowanie przez państwo tego typu przedsięwzięć jest realizowaniem owego scenariusza. Wystarczy przyjrzeć się, na co wydawane są publiczne pieniądze.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, podkreślam: dziedzictwa narodowego, finansuje na przykład przedstawienia teatralne, które nie tylko uwłaczają teatrowi jako sztuce, ale są jadowicie antypolskie, antynarodowe, antykatolickie i promują elementy dewiacji w relacjach międzyludzkich, traktując to jako walor godny naśladowania.

Przez zacieranie naturalnych granic międzykulturowych, narodowych niszczy się świadomość historyczną Narodu, a wraz z tym poczucie odrębności kulturowej. Tym samym pozbawia się Naród pamięci o jego dziedzictwie kulturowym dającym gwarancję duchowej niepodległości. I właśnie o tę duchową niepodległość chodzi, która przez wieki silnie ugruntowana w naszej tradycji narodowej pokazała wielokrotnie na przestrzeni dziejów, iż tym, co najbardziej ludzi łączy i gruntuje ich tożsamość, są wiara i kultura narodowa. A depozytariuszem wartości narodowych, naszego dziedzictwa narodowego jest Kościół, który nieustannie przez wieki stoi na straży wartości definiujących naszą tożsamość religijną, narodową, kulturową. I dlatego jest tak agresywnie atakowany. Najnowszy atak, kolejny już, to rodzaj linczu na ks. abp. Józefie Michaliku za to, że powiedział prawdę o wrogiej człowiekowi ideologii wywodzącej się z marksizmu, mianowicie ideologii gender, która już od kilku lat funkcjonuje w teatrze. Jej treści są sprytnie promowane w przedstawieniach.



Idealny grunt
Bo nie przestrzeń stricte polityczna jest najlepszym miejscem dla szerzenia tej patologii, jaką jest ideologia gender. Najlepszym miejscem jest kultura, sztuka, a zwłaszcza teatr. Ta skrajnie antychrześcijańska ideologia, jaką dziś środowiska genderowe pasują na dyscyplinę naukową, którą przecież nie jest – burzy fundament całej naszej cywilizacji, odcinając ją od korzeni chrześcijańskich, co powoduje, że nasza cywilizacja zatraca swoją tożsamość.

Ta niebezpieczna, wynaturzona ideologia skierowana przeciwko prawu naturalnemu niszczy godność osoby ludzkiej, ingeruje w istotę człowieczeństwa i odbiera istocie ludzkiej sferę najczulszą i najgłębszą, mianowicie życie duchowe. Niszczy transcendentalny wymiar człowieka. Lansując styl życia singli oraz układów jednopłciowych, homoseksualnych, lesbijskich, odciąga człowieka od życia rodzinnego i podstawowych wartości tradycyjnych. Tym samym w relacjach międzyludzkich wprowadza zamęt i fałszywe postrzeganie świata realnego. Człowiek gubi swoją tożsamość, traci orientację, kim jest naprawdę. Nie odróżnia świata prawdziwego od wirtualnego. Staje się bezradny. I właśnie o to chodzi, bo taką istotą pozbawioną tożsamości, umocnienia w rodzinie i wartościach można bezkarnie manipulować.

Atakujące dziś sceny teatralne w Polsce (i nie tylko w Polsce) ponowoczesne, postmodernistyczne nurty są znakomitym narzędziem do wprowadzania ideologii gender. Gdy uważnie przyjrzymy się, jakie treści niesie obecnie większość spektakli teatralnych, wnioski nasuwają się jednoznaczne. Przestrzeń stricte artystyczna w przedstawieniach najczęściej nasiąknięta jest ideologią gender, dla niepoznaki ubraną w kostium teatralny. Niech za przykład posłuży Warszawska Opera Kameralna, gdzie obecnie przygotowywana jest premiera opery o pośle, transseksualiście, Annie Grodzkiej.

Ideologia gender promowana jest przez teatr w różnych wariantach, nie tylko poprzez tematykę zmiany płci czy ukazywania na scenie seksu w wydaniu homoseksualnym, jak na przykład obrzydliwy „Shoping and fucking” prezentowany przez – uwaga! – młodzież jako spektakl dyplomowy studentów aktorstwa łódzkiej szkoły filmowo-teatralno-telewizyjnej. Ideologią gender można indoktrynować także poprzez uderzenie w Kościół katolicki, w wiarę chrześcijańską, poprzez ośmieszenie symboliki religijnej czy interpretując Pana Jezusa „super współcześnie”, na przykład w spektaklu Teatru Łaźni Nowej w Krakowie „Jezus Chrystus Zbawiciel” w reżyserii Michała Zadary. Spektakl jest obrazoburczy, oparty na skandalicznym tekście Klausa Kinskiego sprzed ponad 40 lat (warto zastanowić się, dlaczego ten marny tekst sprzed prawie pół wieku wyciągnięto z lamusa właśnie teraz).

Dominują nihilizm i negacja
Choroba, która toczy dzisiejszy teatr w Polsce, nie wynika z braku środków finansowych na realizację przedstawień, lecz ze świadomości twórców teatralnych, w której najczęściej dominuje brak jakiegokolwiek pozytywnego światopoglądu i pozytywnych inspiracji programowych. To sprawia, że teatr już od wielu sezonów tkwi w skierowanym przeciwko człowiekowi nihilizmie i negacji wszystkiego, co wiąże się z wartościami pozytywnymi, z ładem moralnym i harmonią funkcjonowania wartości podstawowych w społeczeństwie.

Dla przykładu: jeśli pojawia się temat rodziny, to zawsze jest to rodzina patologiczna, w której relacje między jej członkami są –jak się dziś określa – toksyczne. Żadnych pozytywnych wzorców. Jeśli na scenie widzimy postać uosabiającą wiarę katolicką, to okazuje się, że jest to hipokryta, na zewnątrz świętoszkowaty, a w rzeczywistości figura bardzo negatywna. Jeśli temat spektaklu dotyka patriotyzmu, to wyłącznie w kategorii prześmiewczej, albo jest to patriotyzm postrzegany jako niebezpieczny wojujący nacjonalizm. Jeśli w spektaklu pojawi się już wątek Powstania Warszawskiego, to koniecznie w kontekście jakoby polskiego antysemityzmu, co ma niby świadczyć o tym, iż żołnierze Armii Krajowej to zajadli antysemici. Jeśli zaś w przedstawieniu mówi się pozytywnie o miłości, to tylko wtedy, gdy dotyczy to związków dewiacyjnych, jednopłciowych, homoseksualnych.

Ale najagresywniej teatr reaguje na wartości narodowe i katolickie. Rzadko już można znaleźć przedstawienie, w którym nie ośmieszano by symboliki religijnej, Kościoła katolickiego, a nawet nie szargano Imienia Pana Boga czy Krzyża Chrystusowego. Drugim stałym elementem jest szydzenie z wartości narodowych, z polskiej tradycji zawartej w przekazach literatury klasycznej, w sztuce czy obyczajach.

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów tego typu działalności jest Stary Teatr w Krakowie, najpierw pod dyrekcją Mikołaja Grabowskiego, a teraz, od stycznia bieżącego roku, pod dyrekcją artystyczną Jana Klaty. Bezkarnie trwa tu niszczenie wartości tradycyjnych, polskiej historii, tożsamości narodowej, religijnej, kulturowej, społecznej.

Tradycja na celowniku
Zadziwiająca jest w przedstawieniach tego teatru zajadłość, wręcz nienawiść do polskiej tradycji, do narodowych pamiątek, do tego, co wiąże się z polskością, do polskiej literatury klasycznej upamiętniającej naszą historię, jak na przykład „Trylogia” Henryka Sienkiewicza w reżyserii Jana Klaty. Sztuka miała ośmieszyć wartości narodowe, udowodnić, że Sienkiewicz był idiotą i grafomanem, zaś polska szlachta to analfabeci, prymitywna dzicz.

W szekspirowskim zaś „Tytusie Andronikusie”, współfinansowanym przez Niemców, Klata obsadził Polaków w roli barbarzyńców, wręcz podludzi, a Niemców ukazał jako przedstawicieli cywilizacji rzymskiej.

Nie można tu nie wspomnieć o niedawnej premierze tego teatru, czyli „Bitwie Warszawskiej 1920” autorstwa Pawła Demirskiego (który silnie akcentuje swoje przywiązanie do tzw. nowej lewicy i miłość do marksistowskiej ideologii) w reżyserii Moniki Strzępki. Spektakl jest wprawdzie całkowitym bełkotem pseudoartystycznym, ale w tym bełkocie wyraźnie zaakcentowano zdeprecjonowanie, a nawet zanegowanie znaczenia bitwy oraz ośmieszenie postaci Piłsudskiego, potraktowanie Marszałka jako niedorozwiniętego przygłupa, zaś na piedestale bohatera ustawienie – uwaga! – zbrodniarza Dzierżyńskiego. No i nie zabrakło szydzenia ze śmierci księdza Skorupki. Ale i na wielu innych scenach nie jest lepiej.

Parę sezonów temu Opera Narodowa w Warszawie wystawiła operę Stanisława Moniuszki „Verbum nobile” w reżyserii Laco Adamika, który swoją inscenizacją próbował wmówić Polakom – podobnie jak Klata „Trylogią” – że Moniuszko to również grafoman, tylko taki bardziej ludowy, więc wystawianie go dzisiaj wymaga dużej korekty.

Wrócę jeszcze do Jana Klaty, który kieruje dziś jednym z najważniejszych teatrów w Polsce, Starym Teatrem im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie, który ma prawo używać nazwy „narodowy”. Wielokrotnie już pisałam, że teatrowi powinna być odjęta nazwa „narodowy” z uwagi na to, iż to, co prezentuje na scenie, jest zaprzeczeniem wartości narodowych, jest antypolskie, antypatriotyczne i szkodliwe dla polskiej kultury, a nawet – powiedziałabym – racji stanu. Klata wcześniej, nim jeszcze został dyrektorem Starego Teatru, „odświeżał” klasykę.

Na przykład jego inscenizacja „Fantazego” Juliusza Słowackiego w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku odznaczała się głównie obscenami ordynarnego seksu uprawianego przy piosence „Czerwone maki na Monte Cassino” oraz zamianą języka poetyckiego na najbardziej rynsztokowe wulgaryzmy. Z tekstu Słowackiego pozostały tam właściwie tylko imiona postaci. I pewnie w nagrodę za takie „odświeżanie” klasyki minister Zdrojewski awansował reżysera na dyrektora teatru.

A oto inne przykłady. Co roku w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego w Muzeum Powstania Warszawskiego wystawiane są spektakle upamiętniające rocznicę tego wielkiego wydarzenia. Ale de facto spektakle te uwłaczają dziedzictwu związanemu z etosem powstańczym, promują antywartości, dyskredytują idee patriotyczne i ośmieszają Powstanie. Są bezczelną kpiną z Powstania. Hańbią pamięć o tych, którzy oddali życie za Ojczyznę.

Przedstawienia te wpisują się w trwający już od dłuższego czasu proces usuwania ze świadomości społecznej symboliki narodowej. Cel jest czytelny: ośmieszanie, dyskryminowanie Powstania i jego bohaterów ma prowadzić do wyeliminowania ze świadomości społecznej prawdziwej wartości Powstania w jego patriotycznym wymiarze. Taka działalność ma obrzydzić etos Powstania, umniejszyć jego wagę i heroizm walczących Polaków, by dla współczesnych, zwłaszcza dla młodego pokolenia, przestało być wzorem patriotyzmu i podstawowych wartości.

Na topie – dewiacja
Nie wszystko jest dziś w teatrach ośmieszane. Jest coś, co teatr szeroko popiera i promuje na wszelkie sposoby: to promocja dewiacji seksualnych, układów homoseksualnych. Tego typu spektakle zalewają dziś nasze sceny. A niektóre zamiast w teatrze powinny znaleźć się na biurku prokuratora, bo są ewidentną promocją pedofilii, jak na przykład spektakl „Enter”, ze względu na promowanie układu homoseksualnego między trzydziestoparoletnim homoseksualistą i jego partnerem nastolatkiem. Spektakl, w reżyserii Anny Smolar i Jacka Poniedziałka, wystawiony był trzy sezony temu pod szyldem Nowego Teatru w Warszawie, któremu dyrektoruje Krzysztof Warlikowski.

Zachęta idzie z góry. Bo gdyby nie było przyzwolenia ze strony obecnej władzy na takie właśnie spektakle, to teatry nie otrzymywałyby na ich realizację funduszy. Tymczasem na takie szkodnictwo kulturalne są i fundusze, i zachęta, by iść dalej w tym kierunku.

Trzeba dodać, że większość tych koszmarnych przedstawień to nikomu niepotrzebny pseudoartystyczny bełkot. O co więc w tym wszystkim chodzi? Może o to, by teatr był jednym z narzędzi zabijania naszej tożsamości narodowej także poprzez „odmóżdżanie” Polaków.

Dość spojrzeć na listę lektur w programie edukacji szkolnej, gdzie dzieła klasyków literatury polskiej są usuwane, a w ich miejsce wprowadza się utwory w większości autorów współczesnych, nierzadko miernych literacko, ale nadgorliwie poprawnych politycznie. Ośmieszających więc wszystkie te wartości, które przez wieki formowały pokolenia Polaków, utwierdzając nas w narodowej tożsamości i wskazując zarazem na wspólne europejskie korzenie cywilizacji wyrastającej z chrześcijaństwa. Dziś, kiedy Europa, to znaczy jej liberalno-lewicowi przedstawiciele w Unii Europejskiej, starają się za wszelką cenę unieważnić ów chrześcijański fundament, na którym zbudowana jest nasza cywilizacja, stworzono nurt polityczno-poprawnościowy mający za zadanie uformowanie nowego człowieka, obywatela „wolnego” od wszystkiego, a zwłaszcza od Boga.

Na koniec pytanie, retoryczne: jak długo będziemy godzić się na to, by z kasy państwowej, z naszych pieniędzy łożono na antyteatr i finansowano przedsięwzięcia celowo podważające fundamenty wiary katolickiej, deprecjonujące nasze pamiątki narodowe i promujące ewidentne zło? Jak długo jeszcze teatr będzie politycznym narzędziem w ręku tych, którzy poprzez teatr realizują swój plan wrogi człowiekowi?
--------------------------------------------------------------------------------

Wykład „Pamięć i tożsamość Polaków – dziś” wygłoszony podczas VII Konferencji z cyklu: Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem.

http://www.naszdziennik.pl/wp/57798,tea ... dowej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 11 lis 2013, 00:28 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Rola inteligencji polskiej w obronie tożsamości narodu

Po wszystkich przejściach ostatnich 50 lat związanych z utratą realnej niepodległości i dominacją antypolskiej ideologii mamy wobec inteligencji polskiej wielkie oczekiwania: wobec profesorów, nauczycieli, historyków, polonistów, psychologów, socjologów, aktorów, reżyserów, prawników, filozofów, dziennikarzy. Równocześnie z przerażeniem widzimy, że odzew z ich strony jest bardzo słaby, jak gdyby stan ducha naszego narodu był im zupełnie obojętny, a niepodległość państwa znaczyła tyle co nic. A nawet więcej, odnieść można wrażenie, że poważna część tzw. inteligencji z pogardą odnosi się do narodu, a niepodległości chciałaby się czym prędzej pozbyć. Co się dzieje? Co się stało z inteligencją, z polską inteligencją? Dlaczego oderwali się od narodu? Dlaczego nie cenią niepodległości? Odpowiedź na to pytanie jest dość złożona.

Wiemy, że losy dawnej polskiej inteligencji były tragiczne, że odgórnie zarówno okupant sowiecki jak i niemiecki uderzył przede wszystkim w inteligencję, a tych, którym udało się przetrwać skazywano na banicję lub wykańczano na miejscu w tzw. PRL-u. W ten sposób doprowadzono do sytuacji, w której powstawała nowa „inteligencja", albo wykorzeniona z polskości, albo wręcz Polsce programowo wroga. Po takiej inteligencji zbyt wiele dobrego dla Polski i Polaków oczekiwać nie możemy.

Ale jest jeszcze drugi wymiar problemu związany z rozumieniem tego, czym w ogóle jest tzw. „inteligencja" i czy ona w ogóle - jako inteligencja - będzie miała w przyszłości cokolwiek z narodem wspólnego? Choć wielu osobom pytanie to może wydać się dziwne, to jednak, jak zobaczymy, wcale nie jest ono pozbawione podstaw.

Gdy dziś mówimy „inteligencja", to albo mamy na myśli stopień czyjejś pojętności, albo tzw. wykształconą warstwę społeczeństwa. Mówimy więc, że Jan Kowalski ma wysoki stopień inteligencji, a jego sąsiad - niski, pierwszy bowiem szybko rozwiązuje rebusy, a drugiemu idzie to wolniej.

Mówimy też, że jest za mało inteligencji w Polsce, a Polska pod tym względem zajmuje przedostatnie miejsce w Europie. W tym drugim wypadku chodzi o warstwę ludzi wykształconych, a za takich uchodzą ci, którzy skończyli studia.

Kiedy pytamy o rolę inteligencji w obronie tożsamości narodu, to mamy na myśli właśnie tę wykształconą warstwę społeczną. I wydaje się nam całkiem naturalne, że inteligencja danego społeczeństwa jest właśnie po to, żeby taką tożsamość narodową pogłębiać i jej bronić. Niestety, nasze oczekiwania są złudne. Inteligencja nie obroni polskiej tożsamości, i to nie tylko dlatego, że jest w dużej mierze uwikłana w komunistyczną indoktrynację, ale dlatego że w ogóle jest inteligencją. Dla wielu osób diagnoza taka może być pewnym zaskoczeniem, a nawet brzmieć może dość przewrotnie. A jednak tak jest: inteligencja nie obroni naszej tożsamości narodowo-religijnej jak długo będzie inteligencją. Dlaczego?

Otóż, stare łacińskie słowo - „intelligentia" - nabrało nowego znaczenia jako tzw. wykształconej warstwy społecznej dopiero w... XIX wieku. Wcześniej słowo to miało inne znaczenie. W jednym z tekstów autora średniowiecznego możemy przeczytać: „intelligentia proprie significat actum intellectus, et aliquando significat substantias separatas, scilicet angelos"] A więc: „słowo „intelligentia" oznacza w sensie właściwym akt poznania intelektualnego, ale czasem odnosi się do substancji oddzielonych, czyli aniołów".

Widać stąd jasno, że dzisiejsze rozumienie słowa „inteligencja" nie pokrywa się z rozumieniem dawnym. Skąd wzięło się w takim razie to nowe znaczenie? Czy dawniej nie było warstwy wykształconej? Dotykamy tu problemu kluczowego dla rozumienia obecnej sytuacji nie tylko w Polsce, ale również na tzw. Zachodzie.

Od inteligencji oczekujemy przede wszystkim związku z narodem: jego kulturą, jego wiarą, jego ziemią, jego dorobkiem. Niedoczekanie nasze... Jako Polacy poddani byliśmy podwójnemu zniewoleniu. Pierwsze było zniewoleniem związanym z naszym historycznym doświadczeniem zaboru rosyjskiego; w tym kontekście okres po II Wojnie Światowej, to w jakiejś mierze kontynuacja zaboru rosyjskiego, stąd też mowa była o IV rozbiorze Polski. Ale było też drugie zniewolenie, ideologiczne, o charakterze międzynarodowym, którego geneza nie jest rosyjska. Chodzi o tzw. komunizm.

Otóż, warto przypomnieć, że „Dekalog komunizmu", czyli Manifest komunistyczny, został napisany nie przez Rosjanina, ale przez Karola Marksa, i nie w Moskwie, ale, nomen omen, w... Brukseli. Ideologia komunistyczna była jedną z ideologii, które niczym głowy hydry rodziły się na tzw. Zachodzie. I właśnie gdy mówimy o zniewoleniu Polski w tym drugim sensie, to chodzi o zniewolenie ideologiczne w wymiarze europejskim, a nie rosyjskim. I to zniewolenie ideologiczne, choć nie dosłownie jako komunizm, ale jako socjalizm - dalej istnieje, a nawet się pogłębia. Pytając o inteligencję w Polsce, musimy zapytać o rolę inteligencji w socjalistycznych ideologiach XIX wiecznych, w których właśnie pojawiło się słowo „inteligencja" na oznaczenie warstwy społecznej.

I tu zauważamy rzecz niezwykle ciekawą. Otóż, XIX-wieczna „inteligencja", to kolejne wcielenie tzw. filozofów, ale nie tych filozofów, którzy idąc za tradycją klasyczną starają się najgłębiej poznać prawdę dla niej samej, lecz chodzi tu o sztuczną warstwę społeczną, której zadaniem jest rządzenie państwem. Jest to warstwa „oświeconych", ale oświeconych nie prawdą, lecz ideologią, a więc de facto indoktrynerów (illuminati). Naprzeciwko nich stoi ciemny, niewykształcony proletariat, doskonały materiał do obróbki. Z tego materiału część pozostanie proletariatem, a część wzbogaci warstwę oświeconych, warstwę inteligencji. Czy to jest schemat wzięty od Marksa? W tym wypadku nie. Jest to teoria głoszona wcześniej przez Augusta Comte'a, twórcę słynnego pozytywizmu. W Rozprawie o duchu filozofii pozytywnej Comte pisał: „...jeśli w ogóle gdziekolwiek i kiedykolwiek realizuje się w pełni słynna tabula rasa Bacona i Kartezjusza, to właśnie wśród współczesnych proletariuszy; zwłaszcza we Francji są oni bardziej, niż jakakolwiek inna klasa, zbliżeni do idealnego typu, przystosowanego do przyjadą racjonalnej pozytywności. "2 A więc warstwa oświeconych filozofów-ideologów, tych, których Comte nazywa również „inteligencją" ma za zadanie wpłynąć na umysły pozbawionego wykształcenia proletariatu 3. Ale o jaką filozofię pozytywną chodzi? O tę która wyzbyła się wpływów fazy teologicznej i fazy metafizycznej; w języku zdroworozsądkowym oznacza to typ wiedzy, w którym nie ma miejsca ani dla Boga ani dla chrześcijaństwa, ani dla kultury klasycznej, ani też dla realistycznego wyjaśniania świata i człowieka. W ten sposób kształtujące się z początkiem XIX wieku pojęcie „inteligencji" jako tej warstwy wykształconej, która zajmie naczelne miejsce w państwie, czy to na uczelniach, czy w szkołach, czy w rządzie, czy w środkach przekazu, wcale nie oznacza ludzi zakorzenionych we własnym narodzie, w jego ziemi, przyrodzie, dziejach, kulturze, religii, ale sztuczną warstwę całkowicie wykorzenioną z narodu i z wiary. Jest to warstwa sztucznej inteligencji, która dzięki opanowaniu głównych struktur państwowych urabia nieuświadomione masy, czyli przeprowadza zakrojoną na szeroką skalę indoktrynację. Taka jest geneza pojęcia „inteligencji" jako warstwy społecznej. I takie pojęcie „inteligencji" panuje dziś wszechwładnie w Europie i na tzw. Zachodzie: inteligent ma być społecznie oderwany od wiary i od narodu. Tylko taki inteligent może robić społeczną karierę, a wszelkie jego słabości „narodowo-religijne" mają być wyłącznie jego sprawą prywatną. To jest ów Europejczyk-socjalista, światowiec-socjalista, jednym słowem - inteligent.

Jeśli więc rozważamy rolę inteligencji w obronie tożsamości naszego narodu, na którą składa się wiara i kultura, to możemy być pewni, że inteligent jako inteligent raczej będzie tę świadomość burzył niż jej bronił. I dlatego właśnie tak słabo w obronie Polski stają wychowani na inteligentów: profesorowie, nauczyciele, historycy, poloniści, psychologowie, socjologowie, aktorzy, reżyserzy, prawnicy, filozofowie czy dziennikarze. Nie wszyscy, ale niestety, z bólem musimy to wyznać, bardzo liczni. Nie bronią polskiego języka, polskich dziejów, polskich ideałów, polskiej ziemi... tego wszystkiego, co stanowi o tożsamości naszego narodu. Niestety, panujący w Polsce sowiecki komunizm był de facto formowany przez inteligentów mieszkających w Polsce. W ostatnich latach, wobec bezbronności narodu na którym zastosowano techniki metanoidalne, łatwo im było przestawić się na siostrzany eurosocjalizm kultywowany przez bratnich inteligentów z Zachodu. Cel zachodnich inteligentów jest taki sam jak inteligentów ze Wschodu: wykorzenić społeczeństwa z ich narodowości i z ich wiary, tyle że stosowano inne środki: na Wschodzie siła fizyczna i tępa propaganda, na Zachodzie demokracja i wyrafinowana socjotechnika. Tak pojęta inteligencja tożsamości narodu polskiego nie obroni, przeciwnie będzie burzyć wszystko to, dzięki czemu naszą tożsamość jeszcze zachowujemy.

Jakże przenikliwie wiele z tych spraw dostrzegał nasz Prymas Tysiąclecia. Tuż przed śmiercią na odsłonięciu tablicy upamiętniającej Stefana Starzyńskiego (1.03.1981) Prymas zauważał z bólem: „Dziś wiemy, że dokonano straszliwej wiwisekcji i alienacji narodowej i historycznej młodego pokolenia, pozbawiając je wiedzy historycznej o Narodzie i o polskiej twórczości literackiej, a przez to -pozbawiając kultury narodowej."4 To słowo „wiwisekcja" znaczy coś więcej niż tylko brak dostępu do informacji, to uśmiercanie żywej duszy narodu. Ono oznacza uśmiercanie metodyczne i planowe, uśmiercanie naukowe, zajmowali się nim inteligenci w rządzie, w partii, w szkołach, w mediach i w cenzurze. Prymas dalej zwracał uwagę: ,Naród nie jest na dziś, ani też na jutro. Naród jest, aby był! (...) Polska nie pożywi się ani alienacją narodową, ani odejściem od kultury historycznej, twórczej, literackiej. Polska nie pożywi się ani „Argumentami", ani groteskową laicyzacją, ani uwstecznioną ateizacją. Polska nie pożywi się odzieraniem dusz młodzieży z kultury narodowej, z własnych dziejów. Pamiętajmy: Polskę sprzedano raz - nie w Warszawie, ale na Sejmie Grodzieńskim, przed dwoma wiekami. My nie chcemy więcej handlu Polską!" Chciałoby się i dziś powtórzyć za ks. Prymasem, tym razem do Pań i Panów w Warszawie: my nie chcemy więcej handlu Polską!

W roku 1961 w Warce Prymas mówił: „Wrogowie wiedzą co Narodowi służy, a co mu szkodzi. I jeśli chcą mu szkodzić, niszczą to, co mu pomaga. Dlatego też najeźdźcy zawsze niszczyli Kościół i chcieli zatrzeć ślady moralności chrześcijańskiej w życiu Narodu. Dlatego starali się Naród upodlić i rozpić. Są to lekcje z niedawnej przeszłości. Obyśmy ich szybko nie zapomnieli, mogą się nam bowiem przydać."5 I chyba już się przydają, jak widzimy, gdy inteligencja w Polsce zaprzedaje się tylu milionom brukowców spadających na nasz kraj, i bierze udział w filmach, programach, przedstawieniach, których celem jest upodlenie młodego pokolenia, i gdy zamiast wyboru książek odkłamujących polskie dzieje i polską kulturę, mamy coraz większy wybór, tyle że gatunków piwa.

W Komentarzu do Jasnogórskich Ślubów Narodu Prymas pisał: „Polska wysoka obyczajowość, kultura, oświata i sztuka promieniowały wokół i zdobywały sobie szacunek i naśladowców, bez potrzeby sięgania po miecz. Polska zwyciężała swoją duchowością, którą wzięła z Ewangelii Chrystusowej, której słowo padło w nas jak ziarno na glebę wyborną". 6 Który z narodów słowiańskich posiada tak bogatą literaturę, tak bogatą obyczajowość i tak rozwinięty język jak właśnie Polacy? Cóż to za światło narodu, owi inteligenci, którzy nie znając i nie rozumiejąc naszej kultury wmawiają nam różne bezeceństwa? A gleba naszego narodu była i jest wyborna. Żaden z sąsiednich narodów słowiańskich nie dorównuje nam w dziedzictwie kultury, niektóre ledwo co mówią, inne ledwo co piszą, a my mamy i literaturę własną, i przetłumaczone najważniejsze dzieła obejmujące okres 3 tysiącletniej kultury zachodniej.

Prymas upominał Polaków: „Musimy mieć ambicję, bo nie jesteśmy narodem śmieci. Jeden z wybitnych twórców polskiej kultury - wspominał Prymas na „III Tygodniu kultury chrześcijańskiej" (30.04.1977) - gdy znalazł się w więzieniu za protest przeciwko określaniu naszego Narodu jako „ narodu śmieci", napisał na ścianie: „ Śmiecie mówić, że my śmiecie? - My nie śmiemy, a wy - śmiecie".7

Śmiejmy mówić kim jesteśmy, śmiejmy protestować, gdy narodowi naszemu odmawia się godności. Niestety... Ciągle aktualne są słowa Prymasa skierowane do inteligencji katolickiej (9.09.1974): ,Bo wielkim nieszczęściem naszej współczesności jest to, że wśród ludzi bardzo wymownych, wielu jest niemych, którzy boją się powiedzieć prawdą, boją się ujawnić co myślą. Są oni wszędzie, nie wyłączając katedr uniwersyteckich i różnych kongresów naukowych - na które ostatnio jest urodzaj w naszej Ojczyźnie. Jest to największe nieszczęście dla naszego narodu i państwa! Dla Narodu - bo tworzy się warstwa ludzi tchórzliwych, którzy pospolite tchórzostwo, zamykające im usta przed wyznaniem prawdy, nazywają roztropnością. Jest to szkodliwe i dla państwa, bo właściwie nie wie ono, jaki jest obywatel i co myśli. [...] Nie ma większego nieszczęścia dla narodu, jak społeczeństwo zastraszone, milczące, niezdolne do wyznania prawdy!" Prymas kontynuował: „Odwagi! Zacznijcie odważnie myśleć, chcieć i miłować. Zacznijcie odważnie wierzyć w Boga, Ojca wszystkich Polaków! Zacznijcie mężnie wyznawać Jezusa Chrystusa, Brata wszystkich Polaków. Zacznijcie odważnie przyznawać się do Kościoła Powszechnego, który jest matką a nie macochą wszystkich Polaków!"8

I dziś po tylu latach, gdy widzimy jak tzw. inteligencja ciągle odwraca się od Kościoła i odwraca od Polski, chciałoby się powiedzieć: profesorowie, nauczyciele, historycy, poloniści, psychologowie, socjologowie, aktorzy, reżyserzy, prawnicy, filozofowie, dziennikarze, kapłani - nie bądźcie eurointeligentami, bądźcie Polakami, stąd zaczerpnięcie i mądrości, i miłości. Naród czeka!

Piotr Jaroszyński
"Polska i Europa"

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... arodu.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 108 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /