Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Świadomość i tożsamość

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 30 lip 2009, 15:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Artykuł Wiesława Gołębiewskiego ciekawie wprowadzajacy w temat wątku.

http://iskry.pl/index.php?option=com_co ... 3&Itemid=1

Narody są jak kwiaty na tej ziemi

Narody są jak kwiaty na tej ziemi. Mamy np. róże, tulipany, stokrotki, bratki, bławatki, peonie, bzy i setki, setki innych gatunków i odmian. Ta różnorodność czyni nasz świat piękniejszym i bardziej przyjaznym do życia.

Tak było zawsze, od chwili pojawiania sie życia na naszej planecie. Nie wszystkie kwiaty i rośliny mogą żyć obok siebie w zgodzie i przyjaźni. Jedne giną z powodu zmian klimatycznych, inne są atakowane i zagrożone przez inne “silniejsze”, powstają nowe gatunki, są wreszcie i takie, które wymagają ochrony, aby mogły przetrwać. Nigdy jednak nie powstały takie warunki biologiczne i klimatyczne na ziemi, aby powstał tylko ten jeden, jedyny, najpiękniejszy kwiat, który by opanował całą ziemię a dla innych nie byłoby już ani sensu istnienia ani miejsca do życia.

Czy z narodami i kulturami tych narodów nie jest podobnie. Czy setki tysięcy lat życia człowieka oraz tysiące lat życia narodów na tej planecie niczego nas nie nauczyły? Dlaczego uważamy siebie i nasz okres, w którym żyjemy za wyjątkowy, w którym potrafimy zmienić kulturę i biologie życia na ziemi /przynajmniej zapoczątkować te zmiany/. Okres, w którym próbujemy tworzyć kulturę globalno-uniwersala “dla ludzkości ponad-narodowej” a często podważamy i wyszydzamy kultury narodowe – nawet własną, w której zostaliśmy wychowani. Czy to nie utopia z tym globalizmem kulturowym, tak jak z tym przysłowiowym “kwiatem paproci”. Ta “światowa, globalna kultura ludzkości” miałaby szanse zaistnienia jedynie w przypadku, gdyby wszystkie narody równocześnie gotowe były zrezygnować ze swoich kultur, a co za tym idzie narodowości, na korzyść tej światowej subkultury ludzkości. Wiemy dobrze, ze to utopia. Chyba nie trudno jest dziś zauważyć jak szybko rozwijają się Chiny, Indie, Filipiny, Rosja czy inne narody - czy te miliardy ludzi wiedza coś o teoriach światowej subkultury ludzkości, naszych liberalnych globalistów z Europy /UE/ czy Stanow Zjednoczonych?. A jeżeli nawet wiedza, to czy chcieliby w tym eksperymencie partycypować?. Sadze, ze nie. Oni swoimi osiągnięciami będą cieszyć sie sami i je wykorzystywać do konkurencji międzynarodowej /oby pokojowej/. Czy ta różnorodność narodów/kultur/ i ich konkurencja nie jest immanentną cechą życia ludzkości na ziemi. Próby “uporządkowania świata i ludzkości” na jeden wzór były podejmowane wielokrotnie w przeszłości przez wielu “szaleńców”. Zawsze się kończyły niepowodzeniem i tragedią narodów.

Wydaje sie, że próby stworzenia jednej subkultury ludzkości nie maja szans powodzenia, bo narody są jak kwiaty a ludzkość jak bukiet pięknych różnorodnych kwiatów. Nie wyjaśniajmy wiec sobie, ze utrata narodowości to nic wielkiego, – bo to jest giniecie gatunku, którego późniejsza odbudowa często nie jest już możliwa. Czy pod tym “budowaniem” globalizmu kulturowego ludzkości, nie kryją sie inne cele polegające na osłabianiu jednych narodów /kultur/, kosztem wzrostu innych?. Ja osobiście nie wierze w uporządkowanie świata na wzór stworzenia jednej subkultury dla całej ludzkości na świecie. My Polacy, jako naród jesteśmy tym kwiatem w bukiecie i starajmy się, aby tam nas nie zabrakło. Zasługujemy przynajmniej na rolę stokrotki w tym światowym bukiecie narodów.

Cały ten wstęp “kwiatowy” proszę potraktować, jako wprowadzenie do dyskusji nad nasza narodowością, wynarodawianiem sie Polaków – dyskusji, jaka powstała na tle artykułów opublikowanych ostatnio na łamach P.D.P red. Mariana Kałuskiego /Australia/, – z którym zgadzam sie całkowicie oraz Bolesława Łuckiego/Kanada/, z którym w wielu kwestiach nie mogę sie zgodzić.

Ostatnio przeczytałem esej profesora filozofii starożytnej i historii filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wyższej Szkoły Europejskiej im. Ks. Józefa Tischnera w Krakowie Ryszarda Legutki zatytułowany „Esej o duszy polskiej” (2008). Zgadzam się całkowicie z prof. Ryszardem Legutko który pisze:, „że po 1989 roku, czyli po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po upadku dyktatury komunistycznej lat 1945-89, kraj nasz nie jest w większości zamieszkiwany przez Polaków, a tylko przez polskojęzycznych obywateli, ponieważ w 1989 roku Polacy nie stali się narodem, gdyż elity inteligenckie, wcześniej opozycyjne wobec PRL-u, zaczęły ręka w rękę z komunistami zwalczać narodowe aspiracje Polaków, kochanie Polski, służenie jej, Polakom i polskiej racji stanu. Tak, więc rozpoczęty przez komunistów w 1945 roku proces wynaradawiania Polaków jest kontynuowany po dziś dzień”.

„Gazeta Wyborcza” jest trybuną tych, „globalistów-uniwersalistów” którym POLSKOŚĆ szkodzi w dążeniu do tej doskonałości „ponadnarodowej”, – której oczywiście nikt jeszcze tak naprawdę nie zdefiniował i nie bardzo wiadomo, – co ma być tym wzorcem doskonałości kulturowej ponad kulturami narodowymi. Natomiast jedno jest już pewne dla tych „intelektualistów –globalnych” (tu cytuję red. Gadomskiego) z „Gazety Wyborczej”: „że trzeba oświecić obywateli Polski przez zwalczanie polskiego nacjonalizmu i polskiej kultury”, „polskość jest mało atrakcyjna” (Na tropie prawdziwych Polaków „Gazeta Wyborcza” 17.5.2008). Dalej myśl tę rozwija.Gadomski następująco: „Spoiwo polskiego narodu jest dość słabe: język, którym nie można się porozumieć w żadnym innym kraju, historia, w której więcej klęsk niż sukcesów, katolicyzm, który w okresie zaborów stanowił najsilniejszy wyróżnik polskości, lecz dziś coraz słabiej spaja Polaków. Polska kultura masowa jest imitacją globalnej mac kultury. Nawet polska kuchnia jest mało atrakcyjna i chętnie zastępowana przez kuchnie innych narodów”.

Te przytoczone z „Gazety Wyborczej” teksty świadczą tylko o jednym, że stosując opanowaną do perfekcji manipulacje i propagandę /metody przejęte z poprzedniego okresu/ robi się wszystko, aby prawda nie wygrała z fałszem. Nie sposób odnosić się punkt po punkcie do fałszywych tez głoszonych przez red. Gadomskiego w „Gazecie Wyborczej”. Stawianie równości pomiędzy nacjonalizmem i patriotyzmem jest politycznym kłamstwem a w naszym polskim przypadku naprawdę chore /ale z premedytacją ciągle przez kłamców przytaczane/. Patriotyzm jest najlepszym „lekarstwem” do zwalczania nacjonalizmu, bo daje wszystkim narodom /niezależnie od ich wielkości i siły/ takie samo prawo do umiłowania i szacunku dla ich dziedzictwa narodowego, kultury, religii, języka, tradycji …Daje równość wszystkim narodom. Hitlerowcy czy bolszewicy nie byli żadnymi patriotami Niemiec czy Rosji – byli po prostu mordercami, bo nie szanowali praw innych narodów a swoje narody stawiali ponad innymi. Nam Polakom nigdy nacjonalizm nie groził /pomijam oczywiście jakieś chore i nietypowe dla naszej przeszło tysiącletniej historii przypadki/. Śmiem twierdzić, że my, jako naród nawet byśmy nie potrafili nacjonalizmu w naszym narodzie rozwinąć a już na pewno uprawiać /nacjonalizm nie mieści się w polskiej, słowiańskiej duszy/ - to tylko nasi przeciwnicy narodowi z uporem maniaka ciągle nam to wmawiają, bo polski patriotyzm i katolicyzm bardzo im przeszkadza. Polski nacjonalizm jest wymyślony przez naszych wrogów do zwalczania POLSKOŚCI.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego polskie korzenie, oraz pielęgnowanie Polskości ma stać w sprzeczności wg p. Gadomskiego z tym, aby Polak był szczęśliwy, miał życie bogate, udane. Udane i szczęśliwe życie w krajach naprawdę demokratycznych nie zależy aż tak bardzo od pochodzenia narodowego, ale od wykształcenia, osiągniętej fachowości i doświadczenia, zdolności, kultury osobistej i wytrwałości, etc. To, jakie mamy korzenie narodowe, i czy pielęgnujemy swoją kulturę narodową, czy nie - nie jest przeszkodą w osiągnięciu szczęścia, zamożności czy udanego życia. Powiem więcej – w USA nie szanuje się tych, którzy zapominają o swoich korzeniach narodowych, a za wszelką cenę chcą udawać Amerykanów /już w pierwszym pokoleniu emigrantów/.

Dziwny jest fakt, że stronie narodowej właściwie nie daje się możliwości przedstawienia swoich racji, programów, argumentów, a co najważniejsze – zaproponowania modelu jedności narodowej POLAKOW po okresie komunistycznych kłamstw, zmierzających do naszego rozbicia; zaproponowania modelu nowoczesnego, otwartego na świat, ale z zachowaniem naszej tożsamości narodowej i uszanowaniem naszej szeroko pojętej kultury, wiary oraz dziedzictwa narodowego. Bez uszanowania i zachowania tych wartości zginiemy, jako Naród Polski. Z dużym zdziwieniem dowiadujemy się jedynie, jakim to jesteśmy hamulcem na drodze do doskonałości globalnej, ponad kulturowej i przeszkadzamy w osiągnięciu szczęścia ludzkości. To prawda, co pisze prof. Legutko: „tak wiec rozpoczęty przez komunistów w 1945r proces wynarodowienia Polaków jest kontynuowany po dziś dzień”. Moje pokolenie w większości pamięta te same hasła z epoki budowy komunizmu, gdzie każdy miał „otrzymywać w/g potrzeb” i miał być szczęśliwy. Również przeszkodą był wówczas kościół, prawda historyczna i polska kultura. Jakie były efekty tego systemu też wiemy i po prostu mamy prawo nie wierzyć propagandzie uprawianej przez „Gazetę Wyborcza” a zachować swoje zdanie i opinie.

Wynaradawianie się Polaków nie następuje tylko na Obczyźnie, ale i w Kraju. Można mieszkać w Kraju a identyfikować się bardziej z aspiracjami bliżej nieokreślonego światowego, czy europejskiego globalizmu kulturowego niż z własną kulturą narodową.

Pamiętajmy, że pojęcia: narodu, patriotyzmu, ojczyzny, wiary, dziedzictwa narodowego należą do sfery kulturowej, natomiast pojęcia typu: państwo, społeczeństwo, obywatelstwo należą do sfery administracyjnej. Wartości kulturowe w każdym narodzie stoją ponad pojęciami administracyjnymi, bo to naród tworzy państwo a nie odwrotnie. Manipulacja i cynizm antynarodowy ostatnich przeszło 60-ciu lat polegał między innymi na tym, ze próbowano pojęciami administracyjnymi /państwo, społeczeństwo, obywatel/ zastąpić pojęcia i wartości kulturowe narodu próbując je eliminować. I tak pojecie Narodu Polskiego zastępowano pojęciem społeczeństwa a pojęcia i wartości takie jak patriotyzm, ojczyzna, dziedzictwo narodowe powoli „wyciszano” i wycofywano z oficjalnego języka publicznego.

Oczywiście nie cały proces transformacji ustrojowej 1989-2008 był i jest jednolity w tych sprawach. Były również i sukcesy w sprawach zachowania kultury narodowej, prawdy historycznej i dziedzictwa narodowego. Stworzenie Muzeum Powstania Warszawskiego, Instytutu Pamięci Narodowej oraz podjecie prac związanych z powołania Muzeum Historii Polski jest tego najlepszym przykładem. Oby tych przykładów było coraz więcej.

Walter Wiesław Gołębiewski, Denver, Colorado, USA, 30 maja 2008 r.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 25 lis 2009, 10:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Tomasz Poręba: każde państwo w UE powinno zachować swoją suwerenność

Jestem przekonany, że w Unii Europejskiej każde państwo powinno zachować swoją suwerenność. Tylko Unia działająca wspólnie w sprawach generalnych takich jak polityka energetyczna, polityka wschodnia czy stosunki transatlantyckie a jednocześnie silna tradycją, kulturą i dziedzictwem historycznym europejskich narodów będzie w stanie odgrywać znaczącą rolę w kreowaniu światowej polityki.

Choć postępuje zanik granic i mamy ułatwiony kontakt z narodami Unii Europejskiej, to ważne jest to, by każde państwo zachowywało swoją odrębność. Dla mnie patriotyzm to silna więź łącząca obywatela, ale nie tylko z państwem ale także jego kulturą, językiem i tradycją. Każdy z nas powinien je zachowywać i pielęgnować. Naszym obowiązkiem jest też przekazywanie polskiego dziedzictwa kulturowego i historycznego przyszłym pokoleniom. Musimy uczyć je, szacunku do wartości narodowych. Zachowanie tożsamości narodowej jest ważne. To dzięki niej każdy czuje więź ze swoją ojczyzną. Zastanawiam się, czy istnieje w ogóle takie pojęcie jak patriotyzm europejski. Wydaje mi się, że obywatele Unii Europejskiej czują mimo wszystko przywiązanie do historii i dziedzictwa kulturowego swoich krajów. To, że łatwiej im się przemieszczać, że w każdym państwie mogą czuć się jak u siebie w domu, nie zatraca poczucia ich przynależności do swojego narodu. Wydaje mi się, że patriotyzm jest uniwersalną wartością, którą każdy nosi w sobie. To więź duchowa z narodem, to poczucie przynależności do określonej wspólnoty. Patriotyzm daje poczucie solidarności. Patriota ma szacunek dla kraju, ojczyzny, miłuje narodową kulturę i jest oddany własnej ojczyźnie. To świadoma postawa obywatelska.

Tomasz Poręba

http://www.pis.org.pl/komentarz.php?id=1&ida=16184


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 25 lis 2009, 13:15 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
by zachować suwerenność Naszą w Unii
musimy bronić naszej Wiary i Kultury, a młodych
uczyć starego wierszyka,ktory nam wypalano w naszej Pamieci
"Kto ty jesteś,Polak mały
jaki znakTwój,orzeł biały......
Czem twa ziemia,mą Ojczyzna,
czem zdobyta
krwią i blizna....itd":)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 25 lis 2009, 13:19 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
remieszadełka
nie czytam,nie wspieram swoimi pieniedzmi,tych
ktorzy mają w tle Ketmana i przyjaciela człowieka "honoru"
a artykul jak widac,taki jak jego PATRON,ci co uczyli się łaciny,doskonale pamietaja,
co znaczy TO słowo........:(


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 11 sty 2010, 11:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Ks. prof. Czesław S. Bartnik

O ateizującej depolonizacji

Świat popadł w głęboki kryzys nie tylko gospodarczy, ale i duchowo-moralny. Przede wszystkim gubi swoją tożsamość i ucieka we wszystkich dziedzinach od przeszłości. To jakby psychoza lękowa po utracie stałego gruntu religijnego. Jest ona bardzo wieloobjawowa. Tutaj będą poruszone tylko pewne symptomy uciekania części polityków i inteligencji od Polski, zwłaszcza religijnej.

Antypolonizm od zewnątrz
Daje się u nas zauważyć coraz większy lęk przed różnymi atakami słownymi i rzeczowymi ze strony Rosjan, Niemców, Ukraińców, Litwinów, Żydów, a nawet Amerykanów. Polska klasyczna ma coś w sobie, za co ją wszyscy łatwo krytykują i atakują, zrzucając zarazem wszelkie winy z siebie. A nasze czynniki, zwłaszcza z PO i SLD, chcą w odpowiedzi iść na daleki kompromis i dystansować się od przeszłości i bardzo cieniować klasyczną polskość.
Rosja i Niemcy już w roku 1922 porozumiewały się w sprawie obalenia traktatu wersalskiego, który ustanowił państwo polskie. Uważały, że Polska powstała na ich ziemiach i w konsekwencji w roku 1939 dokonały IV rozbioru Polski. I Niemcy, i Rosjanie zapoczątkowali ludobójstwo Polaków na różne sposoby, Stalin już od roku 1937 na rosyjskich terenach. 70 lat po wybuchu wojny, kiedy pamięć o niej bardzo się już zatarła, próbują w perfidny sposób zrzucić niemal całą odpowiedzialność za wojnę i jej okropieństwa właśnie na Polskę, na jej rzekomą megalomanię, wrogość, wojowniczość i prowokacyjny mesjanizm katolicki. Przy tym niemal całkowicie wybielają siebie. Jest to, oczywiście, diaboliczne. Dziś Polska musi dążyć z całych sił i wielkodusznie do jak najlepszego ułożenia swoich stosunków z oboma tymi państwami, jednak nie za cenę utraty swej tożsamości, godności i bez przyjmowania oszustw i bredni propagandowych za prawdę. Wszakże zadanie dobrej współpracy będzie bardzo ciężkie, gdyż polityka tych państw nadal nie kieruje się w pełni zasadami moralnymi.
Litwini mają ciągle uraz unijny do nas. Często uważają, że unia Polski z Litwą zahamowała ich rozwój i przyniosła dominację Polakom, mimo że faktycznie unia uratowała Litwę przed Krzyżakami, Moskwą i Szwecją. Stąd do dziś mniejszość polska na Litwie nie może uzyskać odpowiednich praw, ugody między rządem polskim i litewskim pozostają w większości na papierze, zawziętą niechęć do Polaków wspierają nawet liczni katoliccy duchowni litewscy. Jest zgoła groteskowe, że niektórzy ich historycy uważają, iż zwycięstwo pod Grunwaldem osiągnęły ich wojska. Stąd na 600-lecie bitwy pod Grunwaldem w roku przyszłym Litwini zapraszają już wszystkich swoich sąsiadów, tylko nie Polaków, mimo że król polski Władysław Jagiełło był Litwinem. Zresztą i u nas z wiedzą historyczną jest tragicznie, jeden z maturzystów w tym roku był pewny, że pod Grunwaldem walczył... Bolesław Chrobry, czyli Waleczny.
Z kolei Ukraina, pozostająca całe wieki pod panowaniem Tatarów, Litwinów, Polaków i Rosjan, ma traumę braku własnej narodowości i państwowości. Toteż na początku XX w. nastąpiła potężna erupcja nacjonalizmu i wrogości wobec sąsiadów, jednak Ukraińcy na ogół czują się bliżsi Rosji niż Polsce, choć po Unii Lubelskiej w 1569 r. prosili o przyłączenie do Korony, bo mieli więcej wolności niż pod Wielkim Księstwem Litewskim. Ale u czynników przywódczych ukształtowała się potworna mentalność azjatycka. Już w XVII wieku, w czasie buntów chłopskich, Kozacy głosili, że Polacy są najokrutniejszym narodem, że palą i mordują całe wsie ukraińskie, że np. dzieci chłopów ukraińskich gotują w kotłach na oczach ich matek. Rosja ich znacznie wyciszyła. Ale po wkroczeniu Niemców na tzw. Zachodniej Ukrainie wybuchła niespotykana nienawiść do Polaków, dochodząca aż do potwornego ludobójstwa Polaków na Wołyniu i we wschodniej Małopolsce. Ale co znaczy skorupa mentalna. Wielu intelektualistów, z którymi rozmawiałem, utrzymuje, że dziś należą się im ziemie polskie po San i Wieprz, że nie oni mordowali Polaków, tylko partyzantka sowiecka, a wreszcie, że to Armia Krajowa paliła wsie ukraińskie, spokojne i niewinne. Dlatego przywódcy OUN i UPA są największymi bohaterami narodowymi i najwspanialszymi ludźmi. Niektórzy Polacy powiadają, że prezydent Wiktor Juszczenko powinien potępić ludobójstwo na Wołyniu i przeprosić Polskę w imieniu narodu ukraińskiego. Otóż nie rozumieją oni, że prezydent następnego dnia zostałby przez wiodące czynniki usunięty. Trzeba rozumieć, co znaczy wypaczona mentalność społeczna, jaka wystąpiła też np. u hitlerowców, Sowietów i innych. A jeszcze dodam, że pewien uczony Ukrainiec mówił do mnie, że pod Grunwaldem to oni pobili Krzyżaków, a rycerstwo polskie śpiewało ukraiński hymn o Bogurodzicy. Co znaczy mentalność! Na Zachodzie nawet czynniki kościelne niczego nie rozumieją o Wschodzie. Oczywiście, musimy rozwijać jakieś zbratanie się, ale musimy pamiętać, że mentalność zmienić się może dopiero za dziesiątki lat, a może i później. Dowodem na to jest wiekowa nienawiść grekokatolików do łacinników, choć jedni i drudzy są katolikami.
Popsuły się też nasze stosunki z Ameryką, choć politycy PO wiwatują. Obawiamy się, że lobby żydowskie, które ma istotny wpływ na politykę amerykańską, wzięło sobie Polskę na kieł z powodu niezapłacenia kontrybucji za mienie żydowskie, zniszczone przez Niemców, Rosjan i Żydów komunistycznych. Mimo że Ameryka była dla nas idolem, że daliśmy jej wielu zasłużonych ludzi, że wspieramy ich w nieszczęsnej wojnie irackiej i afgańskiej, to jednak w sumie polityka amerykańska stała się dla nas nieżyczliwa: zostaliśmy wyrugowani w kontraktach gospodarczych z Irakiem, zostaliśmy pokrzywdzeni w offsecie za samoloty F-16, w USA ciągle się pisze o "polskich obozach koncentracyjnych", jako jedyni z UE nie otrzymaliśmy ruchu bezwizowego, choć Amerykanie przyjeżdżają do nas bez wiz, są produkowane ciągle różne filmy antypolskie, przygotowuje się nam stronniczego ambasadora, delegacja na 70-lecie napaści Niemiec na Polskę i początek II wojny światowej była dosyć lekceważąca nas. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze szereg posunięć antykatolickich, jak np. w sprawie zezwolenia na aborcję tuż przed narodzeniem i na eksperymenty na embrionach ludzkich. Wprawdzie niektórzy nasi naiwni politycy mówią, że to tylko "deszczyk pada", jednak trzeba to wszystko otwarcie Ameryce wyłożyć.

Wewnętrzna deprecjacja polskości
"Zapanowała - pisze słusznie Temida Stankiewicz-Podhorecka - jakaś dzika moda na deprecjonowanie wszystkiego, co jest nasycone polskością, polskim duchem narodowym, a więc niszczenie naszego najlepszego dorobku w dziedzinie kultury, najwybitniejszych polskich twórców, pisarzy, kompozytorów i co znamienne, dotyczy to tylko tych, których dzieła są promocją polskości i wartości moralnych" ("Nasz Dziennik", 9.09.2009 r.). Dotyczy to właśnie Henryka Sienkiewicza, Juliusza Słowackiego, Fryderyka Chopina i innych. Bożyszczami natomiast stają się totalni krytykanci polskości, jak Witold Gombrowicz. A wybitniejsze postacie duchownych XX wieku przedstawia się jako antysemitów: św. Maksymiliana Marię Kolbego, ks. kard. Adama Sapiehę, Prymasa Stefana Wyszyńskiego i innych. I tak cała nasza obecna kultura nie jest w polskiej gestii ani w polskich rękach.
PO, SLD, częściowo PSL i niektóre inne ugrupowania głoszą, że są za suwerennością Polski, a jednocześnie szaleją za traktatem lizbońskim, który nam taką suwerenność odbiera. Trzeba zatem mocno poprzeć apel "Naszej Polski": "Rząd PO swoją polityką społeczną i gospodarczą chce doprowadzić do likwidacji naszej suwerenności. Czas powiedzieć: 'Dość'" ("Nasza Polska", 11.08.2009 r.).
Istotnie zatrważające jest to, co pisał peowski minister spraw zagranicznych w związku z uroczystościami na Westerplatte: że II Rzeczpospolitą Polską zgubiły "jagiellońskie ambicje mocarstwowe". To co? Mieliśmy się poddawać Niemcom czy Rosji, że teraz PO tworzy "nowoczesne państwo narodowe, nie etniczne, lecz obywatelskie" - jakiś nowy rodzaj narodu: "obywatelski"; że cały sens Polski to "integracja z UE" i wreszcie, że nie należy "wkładać korony cierniowej", co trzeba chyba rozumieć tak, żebyśmy się nie robili cierpiętnikami, bo wszyscy nasi wrogowie i nam niechętni, także Niemcy, Rosja i Ameryka, mają swoje racje ("Gazeta Wyborcza", 29-30.08.2009 r.)? I tak rozumuje polski minister?
Jeszcze gorzej. Na uroczystościach 15 sierpnia, w Święto Wojska Polskiego i uratowania naszej niepodległości, nie było premiera, marszałka Sejmu, ministra spraw wewnętrznych, ministra spraw zagranicznych, szefa policji, podobno się obrazili, że prezydent odmówił nominacji generalskich jednemu czy drugiemu długoletniemu zomowcowi. To jest nowy patriotyzm; wszyscy ważniejsi zomowcy winni dostać ordery Polonia Restituta. Niestety, taka deprecjacja polskości rozlała się szeroko. Oto 15 sierpnia korespondent TV zapytał pewną panią, dlaczego wzięła ze sobą dzieci na uroczystość. "Niech dzieci pobędą trochę na powietrzu" - padła odpowiedź. Chyba celowo taką wypowiedź wyemitowano.
Są ciągle pozostałości po PRL. Kiedy, jak wiemy, pewien minister oskarżył w Sejmie premiera o agenturę na rzecz Rosji, to prokuratura w 2002 r. oskarżyła ministra o "wyjawienie tajemnicy państwowej". Nie oskarżyła o nieprawdę, lecz o złamanie tajemnicy państwowej, tak jakby ów człowiek był naszym agentem przeciwko Rosji. Proces niedawno się zakończył.
Nie wiadomo, jak tłumaczyć stałe osłabianie wszystkich formacji armii. Dziś - przepraszam za porównanie - gdyby np. napadło na nas takie państwo jako Kosowo, to już "moglibyśmy się" bronić cały tydzień.
PO zmierza wyraźnie do zlikwidowania Instytutu Pamięci Narodowej broniącego Polski, a przynajmniej chce obezwładnić jego prezesa. I nie ściga się, a nawet często się wspiera, złych ludzi z przeszłości i bagatelizuje się zbrodnie na Narodzie Polskim bolszewików, Niemców, naszych władz bezpieczeństwa i różnych przestępców politycznych. Co więcej, coraz częściej zaczyna się im na nowo oddawać cześć przez nazwy ulic, pomniki, patronaty.
Odchodzi się coraz dalej od polskości. I dzieje się coraz gorzej w rządzie, wojsku, sądach, prokuraturach, szkołach, gospodarce, w kształtowaniu stosunków międzynarodowych, w kulturze i sztuce. Władze nie mają idei Polski, jej programu, profilu całościowego. Władza robi się dosyć arogancka, nieodpowiedzialna, kłamliwa, no jakby spętana przez jakieś układy, grupy baronów partyjnych, agentów, rekinów gospodarczych. Władza robi wrażenie, jakby stała pod inną jakąś władzą. Szok z tą powszechną prywatyzacją. Ma nie być niczego państwowego: szpitale, szkoły, zasoby ziemi i podziemi, koleje, energetyka, autostrady, poczta, komunikacja lokacyjna itd. - wszystko ma być prywatne. Wobec tej utopii liberalistycznej trzeba by sprywatyzować partie, parlament, no i cały rząd. Tylko czy by się znalazł odpowiednio hojny inwestor strategiczny?
Jak pamiętamy, 19 września 2008 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że ustawa o obronie dobrego imienia przed mediami jest niekonstytucyjna, bo narusza wolność słowa. A tymczasem dziwne jest związanie w mediach filosemityzmu z antypolonizmem. Kiedy bronimy polskości, to zarzuca się ipso facto antysemityzm. Antysemityzm we właściwym znaczeniu jest grzechem, ale nie możemy się zgodzić, że antypolonizm jest cnotą, i że jeśli ktoś czuje się Polakiem, to ciężko grzeszy, że w imię prawdziwej miłości do Żydów, naszych braci, trzeba jednocześnie poniewierać Polską. Oczywiście, takie myślenie przynosi wielkie szkody właśnie światu żydowskiemu.
TVN wyemitowała program, w którym było włożenie polskiej flagi w atrapę psich odchodów. W procesie nadawca wygrał. Sąd postępowy orzekł, że nie było to znieważenie polskiej flagi, bo nadawca "nie chciał jej znieważyć". Podobne są wyroki w sprawach obrazy uczuć religijnych od 1993 roku. Po prostu według tej "nowoczesnej" logiki chcący znieważać nie chce znieważać, tylko reklamuje swoje dzieło. W ten sposób Polacy muszą myśleć po europejsku.
Wracają znów ciężkie problemy wsi polskiej, w przeciwieństwie do Zachodu. UE wspiera w pewnych drobiazgach, ale w perspektywie globalnej niszczy wieś przez tłamszenie jej gospodarki ogólnej. Słusznie przemawiał ks. bp Jan Styrna, że nasze władze winny chronić nasze rolnictwo przed pseudorynkiem. Polscy rolnicy są dyskryminowani w Europie i potężne koncerny zachodnie niszczą nasze rolnictwo w całości, ale szczególnie ogrodnictwo, sadownictwo, mleczarstwo, hodowlę i przetwórstwo. Na chłopach żerują też bardzo nasi pośrednicy: nieraz produkt bywa 10 razy tańszy u producenta niż w sklepie. I ciągle ceny uzyskiwane przez producenta są niższe od kosztów produkcji. W sumie więcej importujemy żywności, niż eksportujemy. Podobnie rząd nie broni przed zalewem żywności po cenach dumpingowych, np. z Chin. Ministerstwo rolnictwa każe chłopom bronić się samym. Niby mają pójść z kosami na Chiny? Chyba raczej na ministerstwo.
Do tego dochodzi jeszcze niechęć do wsi, a nawet pogarda. Polityka PSL jest asekuracyjna i słaba. W rezultacie jest to też przejaw antypolonizmu, bo wieś jest nadal grzybnią Narodu.
Wydaje się, że władze liberalne robią tak świadomie. Przykładem tego może być także skok na SKOK-i (Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe), chyba dlatego, że bazują na polskim kapitale i nawiązują do tradycji polskiej, której liberałowie się wstydzą, sądząc, że sami już stworzyli nowy świat. Różnych decyzji władz centralnych należy się naprawdę bać, bo bywają nieraz dziwnie wyskokowe, jak np. w przyjęciu idiotycznej decyzji UE, żeby żarówki wymienić w całości na świetlówki. Przy tym sprzeczność to dla nich "motor rozwoju": znoszą termometry, bo "mają rtęć", a wprowadzają na rynek na ogromną skalę żarówki właśnie z rtęcią.
Bardzo szkodliwa jest zmiana języka z komunikacyjnego na podstępny. Nowi ideologowie mówią niby językiem polskim, ale wkładają weń treści ideologii liberalnej. I tak np. demokracja oznacza już ukrytą walkę o własną korzyść; wolność oznacza swobodę dorabiania się na wszelkie sposoby i uwolnienie się od zewnętrznych norm etycznych; prawda - zgodność rzeczy z własnym poglądem; sprawiedliwość - zrealizowanie własnych postulatów; męstwo - rzucenie się w wir życia; cnota - zgodność z poprawnością polityczną; religia to nie wiązanie się człowieka z Bogiem, lecz egzystencjalna psychoza lękowa. Wszystko to zakłada koncepcję człowieka jako "zwierzęcia wolnego, zdrowego i bogatego - animal liberum, sanum et dives". Takie zmiany semantyczne rodzą ogromne zamieszanie i zamęt komunikacyjny. Dotyczy to spraw bardzo konkretnych. Oto pewna sędzina nie połapała się w tej dwuznaczności semantycznej i skazała pewną biedną kobietę na 15 tys. zł grzywny za to, że ta nazwała swego sąsiada "pedałem". Nie zauważyła, że dziś jest to epitet pozytywny, wręcz pieszczotliwy, negatywny i ubliżający byłby natomiast epitet: "ty homofobie" czy "ty heteroseksualisto". Co do semantyki specjalnej, to trzeba jeszcze pamiętać, że my w innym znaczeniu używamy słowa "holokaust", a Żydzi w innym. Dla Żydów "holokaust" (szoah) to tylko mordowanie Żydów jako Żydów, choćby w niezbyt wielkiej liczbie, natomiast nie może być określone słowem "holokaust" mordowanie innych, choćby wielkimi milionami. Toteż holokaustem nie są ani Katyń, ani ukraińskie rzezie na Polakach, ani głodzenie na śmierć milionów Ukraińców przez Stalina, ani straszne mordy Turków na Ormianach, ani żadna niemiecka eksterminacja Polaków, ani mordowanie nienarodzonych. Stąd np. protesty nawet przeciwko prezydentowi, kiedy ten nazwał zbrodnię katyńską holokaustem.

Depolonizacja przez antykatolicyzm
Depolonizacja dokonuje się też przez atakowanie Kościoła katolickiego, do którego należy chyba ponad 90 proc. Polaków. Działania depolonizacyjne widzimy doskonale od lat w atakach niektórych partii i innych czynników oficjalnych na Kościół polski. Rozwój życia katolickiego, jak np. przez Rodzinę Radia Maryja w pielgrzymowaniach na Jasną Górę, doprowadza wrogów polskości do wściekłości. Po tej też myśli bardzo pochwalono ks. abp. Alfonsa Nossola za to, że nie chciał być kiedyś wyświęcony na biskupa na Jasnej Górze.
Elementy antykatolicyzmu przewijają się w naszej wierchuszce ciągle. Nawet krytyka ziemskiej strony Kościoła, skądinąd potrzebna, przeradza się - zwłaszcza u apostatów - w próbę niszczenia Kościoła. Obecnie szczególnie PO i SLD nie dostrzegają Kościoła polskiego. Na przykład ostatnio w wykazie uniwersytetów polskich Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie umieściło Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, nie dlatego, żeby nie był uniwersytetem, lecz zapewne dlatego, że jest katolicki. Ale głównie rozwija się atak na katolickie rozumienie małżeństwa, rodziny i etyki seksualnej.
Przejmowana jest za liberalizmem starożytna idea platońska, że dzieci winny być "produkowane" i wychowywane poza rodziną. Dziwne, że nawet inteligencja tego nie dostrzega. Oto przykład: sąd odbiera ojcu jego dziecko, argumentując, że ojciec jest zapracowany i nie ma czasu zajmować się dzieckiem - jeśli taki wyrok jest poprawny, to trzeba by pozbawić praw rodzicielskich wszystkich sędziów, członków rządu, parlamentarzystów, polityków, uczonych, biznesmenów, ponieważ jako rodzice są zbyt zajęci i zapracowani, żeby mogli wychowywać swoje dzieci. Innym razem sąd odbiera dziecko rodzicom, bo są biedni i mają jeszcze inne dzieci. Jakie znowu tutaj kryje się "genialne" założenie? Ano, że dzieci nie mogą mieć ludzie ubodzy i że nie wolno posiadać więcej dzieci niż dwoje, niemal jak w Chinach. Żeby mieć dzieci, trzeba być bogatym, tymczasem ludzie bogaci właśnie nie chcą mieć dzieci, bo naruszają one ich wygodny i luksusowy styl życia.
Ostatnio szaleje antykatolicyzm na punkcie zapładniania in vitro. Przypadki niepłodności zdarzały się zawsze, ale dziś stają się one coraz częstsze w antybiologicznej cywilizacji technicznej. U nas co siódme małżeństwo nie może mieć dzieci. W Polsce pierwszy raz zastosował zapłodnienie in vitro (w probówce) prof. Marian Szamatowicz z Białegostoku w roku 1987. Obecnie dokonuje się in vitro w kraju od 5 do 7 tys. rocznie. Nie ma regulacji prawnych. Wielu ludzi, także niestety katolików, chce poszerzać ten proceder, i to z pieniędzy podatników, bo jest bardzo kosztowny. Etyka naturalna i Kościół sprzeciwiają się metodzie in vitro z powodów zasadniczych: zabiegi tego rodzaju łamią strukturę małżeństwa i rodziny, włączane są osoby trzecie oraz towarzyszy im zabijanie embrionów, co następuje w procedurze implantacji oraz zamrażania. Zwolennicy tej metody, niekatoliccy, mówią, że samo małżeństwo jest tylko tworem światopoglądowym, nie rozumieją też, że zamrożenie embrionów oznacza ich zabicie.
Ze strony ludzi rozumnych i etycznych szuka się wyjścia nie tylko przez tradycyjne leczenie lub adopcję, ale ostatnio także przez metodę naprotechnologii (Natural Procreative Technology), którą zapoczątkował dr Thomas W. Hilgers z Instytutu Papieskiego w Omaha w USA. Metoda ta łączy edukację w zakresie odpowiedzialnego rodzicielstwa z całym procesem leczenia z niepłodności kobiet i mężczyzn przez technologię medyczną. Metoda ta w ostatnich miesiącach przyszła i do Polski. W dniach 12-13 września w 2009 r. odbyła się międzynarodowa konferencja poświęcona naprotechnologii, zorganizowana na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie przez dr. Macieja Barczentewicza, pod patronatem prof. Jana Oleszczuka. Ksiądz arcybiskup prof. dr hab. Józef Życiński podaje, że stosowanie in vitro jest skuteczne tylko w ok. 26-30 proc. i daje często ciąże mnogie, natomiast leczenie niepłodności metodą naprotechnologii jest skuteczne w blisko 44-50 procentach. Doktor Thomas W. Hilgers mówi, że swoją metodą leczy także te kobiety, u których in vitro się nie udało, jemu udaje się je wyleczyć w blisko 80 procentach. Jednakże trzeba stwierdzić ze smutkiem, że metoda naukowa, lecznicza i całkowicie moralna napotyka na wielki opór zagorzałych zwolenników in vitro, którzy tej metody nie znają. I tutaj dochodzi do głosu na szeroką skalę brak zmysłu katolickiego.
Polskość jest dziś zagrożona z wielu stron i przez wiele czynników, choć głównie przez postkomunizm, liberalizm i ateizm. W rezultacie stoimy wobec wielkiej groźby doprowadzenia całej Polski do głębokiego upadku, nie bez winy rządu, który na nasze nieszczęście żyje ideologią liberalną, dokonuje finlandyzacji naszej polityki, nie posiada właściwego zmysłu polskości i wierzy w nową utopię, jak choćby w przypadku mitycznego, katarskiego inwestora stoczni. Najgroźniejsze jest niecenienie suwerenności, choćby w ubóstwianiu traktatu lizbońskiego zmierzającego do ustanowienia jednego stricte państwa europejskiego. Już ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego (DzU nr 25, poz. 219; za K. Barłowskim) stanowi, że deputowani (po wyborach) stają się w Parlamencie Europejskim przedstawicielami określonych frakcji politycznych, a nie reprezentantami Polski. Toteż na zakończenie chciałoby się posłużyć słowami Cycerona przeciwko Katylinie, ubiegającemu się w Rzymie w roku 63 przed Chrystusem o najwyższą władzę konsula, także siłą i propagandą, obiecującemu zniesienie długów i szukającemu poparcia poza granicami kraju: "Quo usque tandem abutere, Catilina, patientia nostra?" - Dokądże wreszcie będziesz nadużywał, Katylino, naszej cierpliwości?


http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my31.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 11 sty 2010, 15:33 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Swiadomość i tożsamość.......raz jeszcze przytoczę Tytuł,

dzięki Ci Aerolicie za zaproponowanie tego tematu,TU w tak Polskim miejscu ,w necie.................
słuchanie,czy czytanie Ksiedza profesora Czesław S Bartnika
powinno być
wprowadzone do szkół,jako uzupełnienie tego,czego dzisiaj
w oswiacie najbardziej brakuje.................czyli
etyki,historii,filozofii


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 09 kwi 2010, 22:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.radiopomost.com/index.php?op ... &Itemid=42


Po co nam polskość?
Napisał Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński
środa, 07 kwiecień 2010
Wielu mieszkańców Polski nie docenia tego, że są Polakami. Wydaje się im to oczywiste, a nawet niekiedy uważają to za bezwartościowe.
A przecież gdyby polskość nie była czymś najcenniejszym, nikt by się o Polskę przez tyle wieków nie bił, nikt nie narażałby się na więzienie i zsyłki, nikt w latach niewoli nie pielęgnowałby naszego języka. A jednak walczono o Polskę, troszczono się o naszą kulturę. Więc polskość jest jakimś przedziwnym skarbem.

Henryk Sienkiewicz na odsłonięcie pomnika Juliusza Słowackiego w Poznańskiem w roku 1899 tak mówił: „Można by mniemać, że Bóg tworząc Polaków rzekł im: Oto na domiar wszystkiego daję wam spiż dźwięczny a niepożyty, taki, z jakiego ludy żyjące przed wami stawiały posągi swym bohaterom; daję wam złoto błyszczące i giętkie, a wy z tego tworzywa uczyńcie mowę waszą. I została ta mowa, niepożyta jak spiż, świetna i droga jak złoto, jedna z najwspanialszych w świecie, tak wspaniała, piękna i dźwięczna, że chyba tylko język dawnych Hellenów może się z nią porównać".

Tak ku czci wielkiego poety mówił laureat Nagrody Nobla, Henryk Sienkiewicz, największy obok Kochanowskiego, Mickiewicza, Krasińskiego i Norwida twórca zatroskany o kulturę naszego słowa. Słowo to jest darem od Boga, niezwykłym skarbem, cenniejszym od spiżu i złota. Słowo to jest tak piękne i dźwięczne, że tylko mowa Greków może się mu równać.

Ale my dziś mowę naszą za mało cenimy, za mało ją pielęgnujemy, za mało kochamy. Obchodzimy się beztrosko z tym wspaniałym darem. A przecież mowa nasza pozwala wypowiedzieć ludzkie pragnienia i uczucia, pozwala wyrazić głębię i przenikliwość myśli, pozwala odkryć wielkie aspiracje i nadzieje. To wszystko, co ludzkie i boskie, może wypowiedzieć lub przybliżyć nasza polska mowa. Przykro jest patrzeć, co dziś z naszą mową robi większość polskojęzycznych mediów. A Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowuje program, którego zadaniem jest uszczuplenie lekcji języka polskiego, tak aby przyszłe pokolenia Polaków nie znały już własnych skarbów, by nie znały Kochanowskiego, Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza. W czasie zaborów narzucono nam język rosyjski czy niemiecki, dziś tworzy się jakąś nową mowę polskopodobną, którą posługiwać się ma nowe społeczeństwo pozbawione własnej tożsamości. Wygląda na to, że plany opanowania polskiej ziemi idą w parze z planami zniewolenia polskiej duszy. Czyżby więc czekała nas długa walka o polskość w Polsce?

A czym jest polskość, najlepiej wiedzą ci, którzy przed ponad pół wiekiem wskutek międzynarodowego spisku pozbawieni zostali Ojczyzny, których dopiero dzieci i wnuki mogły uczyć się polskiego. Jedna z nauczycielek w Baranowiczach na Białorusi wspomina: „Do niedawna język polski znali ludzie starsi. Młodzież i dzieci znały Ojcze nasz, co mówiły, raczej nie rozumiejąc słów. W roku 1989 na prośbę babć zaczęliśmy pracę z osiemnastoma dziewięcio-, dwunastoletnimi dziećmi. Uczyliśmy języka polskiego od podstaw. I tak się zaczęło. Gdy grupa zaśpiewała na jakiejś uroczystości Rotę, jedna z babć uklękła i z płaczem mówiła: «Paniczka, że też ja doczekała, że moja wnuczka Rotu śpiewaje»".

Aż nie chce się wierzyć, że w tak trudnych warunkach polskość przetrwała dzięki modlitwie Ojcze nasz i polskim babciom. Nasuwa się pytanie: Czy każda szkoła w niepodległej Polsce uczy nasze dzieci Roty!

Czym jest polskość, ukazuje świadectwo jednej z uczestniczek polskich kursów na Łotwie zamieszczone w pozycji Oświata polskojęzyczna za granicą. Stan obecny i perspektywy rozwoju. Materiały z I Forum Oświaty Polonijnej. Uczestniczka kursu tak się zwróciła do nauczycielki: „Pani Ania, po co mnie to było? Po co ja te kursy zaczęła? Ja teraz żyć nie mogę, miejsca nie mogę sobie znaleźć, spać nie mogę. Kiedy ja nawróciła się na polskość, to miejsca nie mogła sobie znaleźć. A po powrocie z Polski, kiedy ja pierwszy raz była, to przez tydzień w łóżku leżała, nic nie mogła robić. Ja teraz jak chora, tylko myślę i myślę. Do Polski się chce, tęskno. Pani Ania, po co mnie to było? Może lepiej, żeby ja tego wszystkiego nie znała? Po co ja te kursy zaczęła?"

Te dwa świadectwa o przeżywaniu polskości zmuszają do zastanowienia się, jakie jest nasze zadanie i zadanie polskiej szkoły. Mamy uczyć dzieci i młodzież żyć bardziej po ludzku, bardziej po polsku. I taki jest sens naszych dzisiejszych zmagań o Polskę, a szczególnie o kształt polskiej szkoły. Mamy prawo w Polsce żyć, uczyć się, pracować i tworzyć po ludzku, po polsku. Kto nam to prawo odbiera, łamie podstawowe prawa narodu i człowieka. I wcale nie jest ważne, kim ten ktoś jest - wynajętym agitatorem czy wysokim urzędnikiem, posłem, senatorem, ministrem.

Naród nasz po latach zniewolenia musi odzyskać pełną niepodległość duchową. Tej niepodległości uczyć musi szkoła. Rodzice mają prawo tego wymagać, do tego mają prawo dzieci. Dopiero po odzyskaniu pełnej niepodległości duchowej będziemy mogli powiedzieć o sobie, że jesteśmy Polakami i że jesteśmy wolni.

Piotr Jaroszyński
"Patrzmy na rzeczywistość"
ZA , http://iskry.pl/index.php?option=com_co ... 8&Itemid=4
Ostatnia aktualizacja ( środa, 07 kwiecień 2010 )


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 19 maja 2010, 20:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
dr Artur Mamcarz-Plisiecki
Czy polszczyzna ocaleje?

Odpowiedź na pytanie postawione w tytule wydaje się bardzo prosta. Udzielił jej ponad sto lat temu Cyprian Kamil Norwid. Całkiem niedawno zaś jego słowa przypomnieli Polakom księża biskupi. Pięknie wybrzmiały one w liście pasterskim, w którym mowę ojczystą uznano za: „bezcenne dobro każdego narodu”. „Nie tarcza – mówi poeta – nie miecz bronią języka lecz arcydzieła”. Wystarczy więc, by powstawały w Polsce wybitne dzieła literatury i sztuki, a obronimy jako naród własną tożsamość i własny język. „Wystarczy”?! – od razu widać, że to łatwiej powiedzieć niż wykonać! Przecież degradacja polskich obyczajów, zachowań, całej sfery publicznej, polityki, edukacji i właśnie języka postępuje w tempie zastraszającym! Warto więc może się zastanowić czy mamy jeszcze szansę odbić się od dna. Trzeba też pomyśleć o możliwościach odbudowania polskiej kultury literackiej – chodzi wszak, jeśli wierzyć Norwidowi, o obronę i ratunek dla polskiego języka.

Artyzm na straży tożsamości
Jest niezmiernie ciekawe, jak szybko sentencja poety wypowiedziana w latach 60-tych XIX wieku miała wcielić się w życie. Otóż po powstaniu styczniowym (1863-1864) sytuacja w Polsce była naprawdę dramatyczna. Chodzi nie tylko o represje, konfiskaty majątków, wywózki na Sybir, które spadły na uczestników walk. Nie idzie nawet o walkę z polskością, która prowadzona była systematycznie zarówno przez Rosję jak i Prusy. Zresztą Polacy indywidualnie czy później nawet społecznie bądź gospodarczo całkiem nieźle sobie radzili. Któż dziś pamięta jeszcze o polskich inżynierach, architektach czy budowniczych znakomicie pracujących nad rozwojem przemysłu i techniki? O tych, którzy nawet katorgę na Syberii wykorzystywali do badania jej przyrody i zasobów naturalnych? O wybitnych polskich geologach, podróżnikach czy przyrodnikach? Kto obecnie myśli o krajowych społecznikach, twórcach spółek giełdowych, bankowcach, spółdzielcach, wydawcach książek i prasy? Chodzi jednak nie o sytuację jednostek, ale o pozycję naszych rodaków jako społeczeństwa i narodu. Tymczasem właśnie sprawa – powiedzmy – „narodowa” Polaków przedstawiała się wtedy bardzo źle. Na brak własnego państwa i rodzimych instytucji nałożyły się przekonania, które mogły prowadzić do społecznej depresji i pesymizmu – czyli w konsekwencji do kompletnego wynarodowienia. Chyba największe spustoszenie wywoływał rozpowszechniony wśród pozytywistów darwinizm społeczny. Był to pogląd, że podobnie jak u zwierząt, tak i wśród ludzkich narodów trwa brutalna walka o istnienie. Polakom natomiast, po upadku powstania styczniowego, bardzo dobitnie „udowodniono”, że są słabi, nie mają więc racji bytu, pozostają narodem bez znaczenia. Pozytywiści ukazywali więc w swej twórczości obraz chorego społeczeństwa, które należy podnieść na wyższy poziom ekonomiczny, cywilizacyjny i kulturowy. Dopiero dzięki tego typu działalności – ich zdaniem – Polacy będą mogli stanąć do rywalizacji-walki z innymi narodami.

Z podobnych założeń wyrastały poglądy ludzi, którzy dla rozwoju polskiego pesymizmu zrobili chyba najwięcej. Byli to konserwatyści krakowscy, czyli tzw. „stańczycy”. Przedstawiali oni bardzo negatywny obraz dziejów Polski, zwłaszcza I Rzeczpospolitej. Popularyzowali tezę, że główną przyczyną jej upadku było warcholstwo, prywata i „instynkt anarchiczny” Polaków. Można powiedzieć, że „historyczna szkoła krakowska” w okresie swej działalności (czyli przez 50 lat! – 1864-1914) przytłoczyła swym pesymizmem politycznym i charakterologicznym duży odłam polskiego społeczeństwa. Stańczycy wytworzyli i szeroko spopularyzowali nowy mit – chorego narodu, anarchicznego i bez politycznego rozumu.

Na upowszechnienie tego typu twierdzeń złożyło się szereg czynników. Nie możemy zapominać, że u swoich źródeł poglądy te wpisały się jakoś w ogólne nastroje społeczne – ukształtowane w czasie wielkiej narodowej „smuty” po upadku powstania. Trzeba mieć też jednak na uwadze, że właśnie wtedy nastąpił niezwykle dynamiczny rozwój prasy. Zmieniła ona mianowicie swój dotychczasowy charakter. Gazety przestały być już wysyłane do nielicznej grupy abonentów, a zaczęto je sprzedawać do prawdziwie masowego odbiorcy. Zarówno więc pozytywiści, jak i stańczycy ze swymi poglądami trafiali od razu do bardzo szerokiej grupy adresatów.

Na szczęście dla nas, czy raczej dla naszego poczucia własnej wartości pojawiło się wówczas dwóch gigantów. Byli to niezwykle utalentowani artyści, którzy swoją sugestywną, poruszającą i piękną twórczością zdobyli dusze i wyobraźnie większości Polaków. Z jednaj strony był to mistrz pędzla, Jan Matejko, z drugiej wirtuoz pióra, Henryk Sienkiewicz. W ich działalności, zwłaszcza tego ostatniego spełniły się słowa Cypriana Kamila Norwida. Arcydzieła twórcy Trylogii uratowały nasz język przed kompletnym rozpuszczeniem się w pruskim ale też i rosyjskim kwasie. Sienkiewicz przynosił odczucie historycznej wielkości polskiego narodu i polskiego państwa. Krzewił kult rycerstwa i rycerskości w niezwykłej wprost skali. Rycerstwa opartego nie tylko na walorach fizycznych, ale przede wszystkim duchowych i moralnych. Krzepił ducha Polaków, pokazywał, że nigdy nie należy tracić nadziei. Budził żądzę awantury, niezwykłej przygody, wyzwalał instynkt bohaterski i heroicznego ducha. Uwydatniał w niesłychanie barwny, malarski i popularny sposób dziejową misję Polski, kreśląc tym samym wizję przyszłego państwa.

Wspaniały kunszt Sienkiewicza potrafił docenić nawet jego zagorzały przeciwnik i parodysta, Witold Gombrowicz. Tak pisał w swoim dzienniku o sięganiu po Trylogię: „Czytam Sienkiewicza. Dręcząca lektura. Mówimy: dość kiepskie, i czytamy dalej. Powiadamy: ależ to taniocha – i nie możemy się oderwać. Wykrzykujemy: nieznośna opera i czytamy w dalszym ciągu urzeczeni. (…) Trudno też w dziejach literatury o przykład podobnego oczarowania narodu, bardziej magicznego wpływu na wyobraźnię mas. Sienkiewicz, ten magik, ten uwodziciel, wsadził nam w głowy Kmicica wraz z Wołodyjowskim oraz Panem Hetmanem Wielkim i zakorkował je” (cyt. za: S. Siewierski, Czytania Sienkiewicza, „Przegląd Humanistyczny” nr 6 / 1996).

Mowa jak spiż dźwięczny
Wystarczy próbka jego wypowiedzi o polskiej mowie, aby zrozumieć, jaki ładunek emocji i wzniosłości potrafił dawać Polakom Henryk Sienkiewicz: „Opatrzność tworząc narody, hojnie osypała naszych praojców rozlicznymi darami. Dała im obszerne i żyzne ziemie; dała im zarazem lwie i gołębie serca, szlachetne dusze i bystre umysły, zdolne do najgórniejszych lotów. Ale nie był to jeszcze kres darów. Można by mniemać, że Bóg, tworząc Polaków rzekł im: Oto na domiar wszystkiego daję wam spiż dźwięczny, a niespożyty, taki z jakiego ludy żyjące przed wami, stawiały posągi swym bohaterom: daję wam złoto błyszczące i giętkie, a wy z tego tworzywa uczyńcie mowę waszą. I została ta mowa, niespożyta, piękna i dźwięczna, że chyba tylko język dawnych Hellenów może się z nią porównać. Powstali również z biegiem wieków liczni mistrze słowa, którzy ze spiżu uczynili ramę harfy, a ze złota nawiązali na nią struny. A wówczas poczęła śpiewać ta polska harfa i wyśpiewywać dawne życie. Czasem huczała jak grzmot w górach; czasem unosiła się nad równinami; czasem w skowronkowych tonach dźwięczała nad polami – błogosławiąca i błogosławiona, czysta jak łza, Boża jak modlitwa – słodka jak miłość” (Mowa H. Sienkiewicza z okazji odsłonięcia pomnika Juliusza Słowackiego w 1899 r. w Miłosławiu, cyt. za: Z. Gloger, Encyklopedia staropolska, Warszawa 1985, t. III).

Jeśli dodać do tego, że Henryk Sienkiewicz był w tym czasie najbardziej poczytnym polskim pisarzem, zaś Trylogia była zasadniczo pierwszą książką, którą młodzież (inteligencka, rzemieślnicza, nawet chłopska) pochłaniała z wypiekami na policzkach, to otrzymujemy skalę oddziaływania Sienkiewicza na Polaków. Jedynie ten autor, przez swoje pisarstwo, był w stanie odwrócić, przełamać w Polakach ten narodowy samokrytycyzm, który niemal na trwałe został odciśnięty na naszej mentalności w XIX wieku.

Jeśli chodzi o stan ducha naszych rodaków, to mamy sytuację bardzo podobną do tej z końca XIX wieku. Od szeregu lat, w wielu opiniotwórczych środkach przekazu w Polsce, trwa prawdziwy spektakl samobiczowania. Jesteśmy podobno: narodem warchołów, antysemitów oraz nieudaczników życiowych. „Słynna” jest też w świecie nasza: „nietolerancja”, „zacofanie” czy „widowiskowa religijność”, „połączona” oczywiście z pijaństwem i fanatyzmem. Zdumiewa np. mniej czy bardziej otwarta pogarda wielu przedstawicieli polskich elit (zwłaszcza publicystów i niektórych przywódców politycznych) dla „tego kraju”, w którym podobno nic się nie da zrobić. Nic dziwnego więc, że Polacy stanowią wciąż najmniej zadowolony z siebie naród ze wszystkich ludów Europy! Najwyraźniej czarny obraz polskości trafia u nas zawsze na bardzo podatny grunt…

Wychować współczesnego Sienkiewicza
Jakże przydałby się w takim razie polskiej kulturze dzisiaj artysta na miarę Sienkiewicza! Taki, który rozpaliłby serca i zdobył na nowo polską wyobraźnię. Oczywiście obecnie w dobie mediów elektronicznych i Internetu słowo ma zdecydowanie mniejszą siłę oddziaływania niż kilkadziesiąt lat temu. Atrakcyjne dzieło medialne jednak – dobry reportaż, ciekawa audycja, pięknie zredagowana strona internetowa także może przyciągać i poruszać odbiorców. Zwłaszcza jeśli umiejętnie połączy się w tych „produkcjach” ich aspekt słowny i wizualny.

Co można jednak zrobić by przygotowywać czy w jakieś mierze wychowywać przyszłych artystów? Na pewno trzeba zacząć od polskiego domu i polskiej szkoły. Ciekawe, że w przypadku tej ostatniej słyszeliśmy już najrozmaitsze, nieraz karkołomne deklaracje programowe. Niektórzy reformatorzy edukacji byli nawet w stanie powiedzieć, że ich celem jest to, by absolwent określonego typu szkoły potrafił składać zeznania podatkowe – „PIT-y”. Nikt jednak dotąd nie proponował, że uczeń ma nauczyć się sprawnie i pięknie posługiwać ojczystym językiem. Dodajmy do tego propozycję, zgłoszoną ponad osiemdziesiąt lat temu przez o. Jacka Woronieckiego. Ów uczony dominikanin uważał, że lekcja języka polskiego ma być nie tylko nauką – jak to się mówi: gramatyki i literatury. Przede wszystkim powinna stać się szkołą porządnego myślenia. Chodzi więc o uczenie języka jako nośnika kultury intelektualnej. Trzeba nam zatem – to na łamach „Naszego Dziennika” nie jest postulat nowy – wrócić do szkoły humanistyczno-klasycznej. Przypomnijmy, że szkoła taka opierała się na trzech zasadniczych filarach: 1) edukacji językowej (nauka języka ojczystego, języków klasycznych – greki i łaciny oraz nauka języków obcych), 2) edukacji literackiej (piśmienniczej i oratorskiej) i 3) edukacji historycznej oraz prawno-politycznej (historia, nauka o społeczeństwie, geografia, elementy prawa).

W rozwoju przyszłych pisarzy czy twórców szczególne znaczenie ma nauka języków klasycznych. Kontakt z łaciną i greką, a zwłaszcza z oryginalnymi tekstami wprowadza ucznia od razu w świat wielkiej literatury. Ktoś, kto chce pisać i tworzyć ma niejako pod ręką gotowe motywy, tematy i formy literackie, z których może korzystać w nieograniczony wręcz sposób. I są to zarazem wzorce najwyższej próby!

Zorganizujmy więc takie szkoły, a jak grzyby po deszczu pojawią się u nas współcześni Mickiewicze, Słowaccy, Krasińscy, Sienkiewicze czy Reymontowie. A wtedy o losy polszczyzny będziemy zupełnie spokojni…


http://www.realitas.pl/RealnaPolska/AMP20100515.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 03 cze 2010, 11:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
Marek J. Chodakiewicz podaje w NCz, moim zdaniem bardzo trafną, definicję Polaka/Polki. Według cytowanego autora:

"Polakiem, Polką jest osoba identyfikująca się z polskością, a więc tradycją narodową oparta na prymacie chrześcijaństwa, zasadach prawa rzymskiego oraz spuściźnie greckiego logocentryzmu. Polka i Polak podtrzymują kontuację polskich wartości, takich jak wiara, wolność jednostki, integralność rodziny, niepodległość kraju i nienaruszalność własności prywatnej. Trudno być Polakiem/Polką bez nawiązywania do spuścizny poprzednich pokoleń, których osiągnięcia, ale i klęski składają się na sens polskości i ją definiują. Polak/Polka zgadza akceptuje dobrowolnie dziedzictwo moralno - historyczne i świadomie je kultywuje i wzbogaca, aby przekazać je sobie współczesnym i potomnym."

Według autora Polakiem nie może być np. komunista, który neguje stary porządek, a jego celem jest wywrócenie tradycyjnego świata wartości do góry nogami i budowa "nowego" społeczeństwa metodami "inzynierii społecznej", której jedną z odmian jest zamordyzm i masowe ludobójstwo przeciwników, lub domniemanych przeciwników nie podzielających tej wizji.

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3532835


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 12 cze 2010, 15:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
JurekSki — Słowa: K.J. Wegrzyn, muzyka, wykonanie : M.Wroblewski

Zaszum nam Polsko



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 12 cze 2010, 16:05 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
zaszum nam Polską
KOssaka,Malczewskiego
zaszum


Ostatnio edytowano 14 wrz 2010, 15:55 przez wędrowiec, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 12 cze 2010, 16:07 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
zaszum nam Potegą pedzla Matejki
i klawiaturą Fryderyka,zaszum


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 12 cze 2010, 16:14 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
zaszum
i
"niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katow i tchorzy/.../
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych ktorych zdradzono o swicie "
Zbigniew Hrber "Pan Cogito"

zaszum
o TYCH.........rowniez
co nie raz ginęli o swicie
podobnie jak 10 Kwietnia 2010 ............ tez


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 24 cze 2010, 16:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30847
"Niewolnictwo" - Andrzej Kołakowski



Pieśń Andrzeja Kołakowskiego do słów wiersza Zdzisława Brońskiego "Uskoka"

NIEWOLNICTWO

A kto chce być sługą, niechaj sobie żyje,
Niechaj sobie powróz ukręci na szyję.
Niechaj swoją wolę na wieki okiełza.
Pan jest niedaleko, niech do niego pełza...
Niechaj jak pies wierny czołga się bez końca
Za żydowskim biczem, który go potrąca
I najpierw głaskany, a potem wzgardzony,
Niechaj bolszewikom wybija pokłony.

A kto chce być wolnym i prawe ma serce,
Niech walczy, niech cierpi, choćby w poniewierce.
Niech ducha pokrzepi myślą o przyszłości
Niech czoła nie zniża w podłej służalczości.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świadomość i tożsamość
PostNapisane: 14 wrz 2010, 15:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/36711

Polska będzie wreszcie miała swoje Muzeum Wysiedleń - w odróżnieniu od niemieckiego będzie tu zawarta prawda a nie kłamliwa propaganda.

Kopia artykułu:

Muzeum wysiedlonych Polaków
avatar użytkownika SowiniecSowiniec, wt., 14/09/2010 - 08:15
W Krakowie powstanie Centrum Dokumentacji Przymusowych Migracji Polaków - poinformowała Kronika TVP Kraków.
"Młodzi historycy z Uniwersytetu Pedagogicznego mówią,że dzięki temu będzie można ocalić wspomnienia wypędzonych Polaków, które obejmują okres od czasów carskich do epoki stalinowskiej" - czytamy na stronie internetowej Telewizji Kraków.
Już od 6 lat grupa studentów z tej uczelni pod kierunkiem doktora Huberta Chudzio bada losy zesłańców i inwentaryzuje polskie cmentarze na całymświecie. Przygotowany przez nich projekt Centrum poparł wojewoda małopolski, który chce przekazać na jego siedzibę jeden z krakowskich fortów, najprawdopodobniej Wróblowice w Swoszowicach.
Jak podkreślił w rozmowie z Kroniką Kracik, planowane muzeum nie jest bynajmniej odpowiedzią na inicjatywę Eriki Steinbach o podobnej nazwie.
Centrum ma być gotowe w 2015 roku. Zajmie się ono także gromadzeniem relacjiświadków innych narodowości. W centrum mają się znaleźć np. wspomnieniaŁemków, wyrzuconych z domów w Beskidzie Niskim w latach 40. ubiegłego wieku w ramach akcji "Wisła".
Sowiniec - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /