Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Matka Boska w życiu Polski i Polaków

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 01 sie 2011, 14:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Miejsca Jana Pawła II

Duchowa stolica Polski


Szczególne miejsce na szlaku ziemskiej wędrówki bł. Jana Pawła II zajmuje Jasna Góra. To tu, przed oblicze Czarnej Madonny, przybywał jako młodzieniec, kapłan, biskup, kardynał i Papież.

Tu umacniał swoją miłość do Matki Bożej, którą przekazywał światu. Ten osobisty kontakt z Maryją, której oddał się w niewolę "Totus Tuus", i z którą szedł przez życie do Chrystusa, starał się przekazać ludziom. Po zamachu z 13 maja 1981 r. wierni na placu św. Piotra modlili się o życie rannego Papieża przed kopią Obrazu Jasnogórskiego. On sam, kiedy powrócił do zdrowia, kulę, która go raniła, ofiarował jako wotum do Fatimy, a na Jasną Górę przekazał zakrwawiony pas, z prośbą, by umieścić go przy Cudownym Obrazie. Jednak pozwolił o tym powiedzieć dopiero niedługo przed śmiercią. Właśnie ten przestrzelony pas papieskiej sutanny, ofiarowany Maryi w czerwcu 1983 r. w podzięce za ocalenie życia, jest jednym z najważniejszych papieskich wotów na Jasnej Górze. Jan Paweł II pozostawił tu również m.in. różaniec, złotą różę i złote korony dla Matki Bożej, które przekazał w przeddzień odejścia do Domu Ojca.
Jasna Góra stała się także strażnicą mniej oficjalnych pamiątek papieskich, jak chociażby rower czy samochód BMW, którym poruszał się Jan Paweł II. Zawsze jednak pozostanie miejscem ukochanym przez Karola Wojtyłę, którego miłość Boga zaprowadziła na tron papieski i na ołtarze.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nj06.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 17 gru 2011, 08:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Z Maryją po niemożliwe

Wywiady rzeki ze znanymi ludźmi (najczęściej są to aktorzy, dziennikarze, politycy) przyciągają zazwyczaj wielu czytelników, nie zawsze kierując się wzniosłymi pobudkami. Bo gdy jedni chcą bliżej poznać swoich ulubieńców - wywiad to przecież okazja do wspomnień, a nawet zwierzeń, ujawnienia faktów dotychczas nieznanych - inni nastawieni są głównie na plotki lub tanie sensacje. Z drugiej jednak strony wywiad może być środkiem do przekazania ważnych idei, które zabarwione nutą osobistą stają się przez to bardziej pociągające i przyswajalne. I właśnie z tą ostatnią sytuacją mamy do czynienia w przypadku wywiadu Szymona Cieślara pt. "Życie jest ciekawe. Z Ojcem Dyrektorem Tadeuszem Rydzykiem CSsR rozmowy niedokończone" opublikowanego przez Fundację Nasza Przyszłość, Szczecinek 2011.
Próżno by w tym wywiadzie szukać plotek, nie ma też mowy o samozadowoleniu z osiągniętego sukcesu. Wyłania się natomiast postać osoby, która od wczesnego dzieciństwa wyróżniała się spośród otoczenia jakimś wewnętrznym imperatywem dążenia do czegoś innego, niż było to udziałem najbliższych: "koledzy, koleżanki... różnie to było z tym koleżeństwem. Spoglądając z perspektywy czasu, widzę, że niektórzy z grona znajomych gdzieś się nawet pogubili" (s. 11). Reminiscencja czasów dzieciństwa jest podporządkowana nie rzeczom błahym czy sentymentalnym, ale takim, które już wówczas mają głębsze znaczenie, a zwłaszcza napotkani ludzie, jak choćby pani nauczycielka ze szkoły podstawowej, która przygarnęła małego chłopca do szkoły, by wcześniej posmakował radości czytania (s. 29).

W przeczuciu spraw wielkich
Młody chłopak nie wie, co sprawia, że zachowuje się tak lub inaczej, ale odczuwa w sobie tę wewnętrzną presję, która popycha go na indywidualną drogę, mimo że jej celu tak naprawdę jeszcze nie rozumie. Zachowane w pamięci obrazy lub postaci będą później odgrywać ważną rolę jako ostrzeżenie lub wzór. W ten sposób odnajdujemy się w świecie, który - choć widziany oczyma dziecka, później chłopaka, a wreszcie kapłana - jest otwarty na jakieś wielkie sprawy i na wielkich ludzi. Ale to wszystko nie powstaje w próżni. To wszystko dzieje się w polskim kontekście. A więc z jednej strony coraz bardziej okrutne i niesprawiedliwe pazury systemu, z drugiej cienie lub przebłyski naszej wielkości.


Walka o Pana Boga
Nad wszystkim jednak przebija powołanie Ojca Tadeusza, którego grunt znajduje się w rodzinnym domu: "Największą rolę w odkrywaniu Pana Boga, Jego ogromnej Miłości, miała moja rodzina, począwszy od bardzo religijnej Mamy" (s. 11). Tu kryteria niższej lub wyższej pozycji społecznej nie odgrywają roli, mowa jest o prostej polskiej rodzinie ("pochodzę z rodziny robotniczej", s. 9). Tu najważniejsza jest wierność, to jest ten fundament, który pozwala człowiekowi zarówno dotrwać do końca, jak i sięgać po rzeczy wielkie: "Pamiętam moje pierwsze doświadczenia Pana Boga. To była nawet walka o Pana Boga w moim życiu, w moim sercu, obrona, żeby On w nim był" (s. 9).
Ta walka przyniosła liczne owoce. W świetle Ewangelii przyjętej do serca można było coraz ostrzej postrzegać rzeczywistość, czyli po prostu odkrywać kłamstwa, jakimi posługiwała się propaganda komunistyczna. Gdy więc z jednej strony trąbiono o sprawiedliwości społecznej, to tak naprawdę niesprawiedliwość jeszcze bardziej się pogłębiała. Gdy głoszono, że młodzież jest "przyszłością Narodu", o którą trzeba się troszczyć, to w rzeczywistości młodzież była przez reżim systematycznie niszczona lub pozostawiona sama sobie ("widziałem często pijanych studentów i niejednokrotnie fatalne zachowanie młodych", s. 19-20). W ten sposób dojrzewało przekonanie o misji zwróconej szczególnie w stronę młodzieży. W efekcie młody duszpasterz zgromadził wokół siebie w Toruniu ponad 200 ministrantów.

Pod płaszczem Maryi
A potem mamy tę niezwykłą przygodę z Radiem, częsty powrót do momentów, kiedy i jak to się zaczęło. Nie w Polsce, ale w Niemczech. Najpierw była myśl: "Pojawiła się idea - a może radio? Nie dowierzałem, jak to radio? Nie ma na to miejsca, nie ma pieniędzy, nie ma pozwoleń. Nic nie ma, ale pojawiła się idea" (s. 21). Z niczego, tylko w myśli, ale była to myśl natchniona. Nie mogła więc być przypadkowa i nie mogła sama przypadkowo się poukładać, bo "ja czuję, że Pan Bóg prowadzi". Do Torunia trafia statua Matki Bożej Fatimskiej, dar od przyjaciół Niemców, która ma opiekować się Radiem i mu towarzyszyć. I nagle jak spod ziemi wyrastają ludzie, setki, tysiące, a potem miliony. To sprawia wrażenie cudu, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy tzw. rynek mediów jest już podzielony i kontrolowany, a ludziom nic się nie chce. A tu się okazało, że im się chce. I to jak! Istotne było nastawienie, Radio będzie istnieć i rozwijać się, jeśli ludzie naprawdę tego będą chcieli: "Dziękuję za to, że składacie ofiary, proszę was, nadal pamiętajcie o tych dziełach. Jeżeli chcecie, żeby to dzieło istniało, warunek jest taki, że je utrzymacie" (s. 24). Ale nie tylko ludzie, bo to byłoby za mało: "Matko Boża, jak mi nie chcesz robić wstydu, to pomagaj! Teraz do Ciebie wszystko należy, ja jestem Twoim dzieckiem i sługą. Pragnę tego Radia dla Ciebie" (s. 25).
To zawierzenie Maryi i włączenie w to dzieło tak wielu ludzi z różnych krajów i kontynentów, różnych sfer i ze wszystkich pokoleń, nie tylko wierzących, i nie tylko katolików, sprawia, że na przekór najrozmaitszym trudnościom, nie mówiąc już o wściekłych także personalnych atakach, całe dzieło wypełnione jest ludzką miłością, nadzieją, wiarą i ofiarnością. I to na przekór złu przybierającemu nawet kształty diaboliczne. To ścieranie się ze złem nigdy nie może odebrać nam radości, bo "życie niesie ze sobą bardzo dużo radości", bo jest bardzo ważne, "żeby mieć w sobie radość" (s. 33). Ta radość, jeśli płynie ze zdrowych źródeł, jest wręcz konieczna, żeby nie ulec defetyzmowi, zobojętnieniu, rozpaczy, a takie właśnie uczucia i takie nastroje próbuje w nas wyzwolić świat kreowany przez propagandę medialną. A tymczasem trzeba konsekwentnie pamiętać i działać w świetle tej najbardziej podstawowej prawdy, że jest się dzieckiem Boga i że płaszczem swoim otacza nas Jego Matka. Właśnie taką myśl przekazywali ludzie wielcy, bo Radio jest odpowiedzią na ich misję w Narodzie Polskim, zwłaszcza bł. Jana Pawła II i Sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego, Prymasa Polski.

Z papieskim błogosławieństwem
Nieliczne, ale pozostawiające trwały ślad spotkania, są dowodem na to, że ziarno prawdy może paść na bardzo urodzajną glebę i wtedy wydaje nie dziesięciokrotny, ale milionowy plon. Bo jeśli kiedyś ks. Prymas kierował swoje słowa na placu jasnogórskim do setek tysięcy ludzi, to wielu z nich mogło potem o nich zapomnieć, ale jeśli dziś przypomni je Radio Maryja, to jakby ożywają i trafiają do milionów. Prymas więc mówił: "Dzieci Boże, my nie musimy mieć wszystkiego największego. To, co mamy, musi być przede wszystkim dobre dla nas w naszej sytuacji (...) my musimy być gospodarni, a gospodarność to jest pracowitość i oszczędność. Nie pożyczajmy od nikogo..." (s. 125). I słowa te, mimo że upłynęło kilka dziesiątek lat, są aktualne, a może jeszcze bardziej niż kiedyś. Tak mówił prawdziwy gospodarz w poczuciu odpowiedzialności za powierzone mu dzieci Boże, polski Naród.
Było też spotkanie z Prymasem na czele pielgrzymki młodzieży, która odważnie stanęła w obronie krzyża, nawet pod groźbą wyrzucenia ze szkoły, na co Prymas odpowiedział: "Nigdy nie wyciągajcie ręki przeciwko krzyżowi, nigdy! Nie bójcie się!" (s. 127). I wreszcie spotkanie ostatnie, gdy młody redemptorysta mówi: "Przychodzimy do człowieka, bez którego Polska nie miałaby takiego oblicza, jakie ma. Może nie mówilibyśmy językiem polskim... Przychodzimy do człowieka, bez którego nie byłoby Papieża Polaka". Na co Prymas odpowiada już nie tylko jako kapłan i kardynał, ale jako po prostu "stary człowiek", a więc ktoś, kto wiele widział i wiele doświadczył, ale nigdy nie ustąpił, nie zszedł z prawej drogi, mimo tak potężnego osaczenia ze strony wrogów Kościoła i nieprzyjaciół Polski: "Wszystko postawiłem na Maryję. Postawcie na Maryję. Jak nie wierzycie Prymasowi Polski, to uwierzcie staremu człowiekowi" (s. 129). W tych słowach zamyka się mądrość nie tylko Prymasa, ale i ostatniego interrexa.
Spotkań z Janem Pawłem II było bez liku. Najważniejsze było to, że "Ojciec Święty był zawsze bardzo życzliwy i zawsze błogosławił Radio" (s. 132). Miało to kapitalne znaczenie, gdy z różnych stron, nie tylko z zewnątrz, ale i od wewnątrz, atakowano toruńską rozgłośnię. Jednak Papież zawsze był za Radiem i dawał temu niejednokrotnie publiczny wyraz, zarówno przyjmując Pielgrzymki Radia Maryja, jak i wypowiadając się na temat Radia, jego znaczenia i misji.

Dobrze przeżyć dzień
Są wielkie zadania i zwykła codzienność. Ale tych wielkich zadań nie będzie bez codzienności właściwie przeżytej. Więcej, ta codzienność musi być bardzo dobrze przeżyta, bo "nie ma większych planów, niż dobrze przeżyć dzień" (s. 151). Doświadczenie pracy związanej z Radiem i dziełami, jakie przy nim powstały, jak Telewizja Trwam, "Nasz Dziennik", Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, fundacje i instytuty - odsłania tę podstawową prawdę: chcąc osiągnąć coś wielkiego, nie możemy się rozmarzać i czekać z założonymi rękami, że ktoś za nas coś zrobi. To my musimy to robić codziennie i jak najlepiej. Wtedy właśnie będziemy nie tylko skuteczni, lecz także szczęśliwi.
Warto zanurzyć się w świat Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka, którego energia i optymizm umacniają i pobudzają tak wielu z nas, nie tylko w Polsce, i nie tylko wśród Polaków, do działania i do wiary. Książka jest bardzo ładnie wydana, prowadzącemu wywiad udaje się płynnie poruszać różne tematy, a całość czyta się jednym tchem. Dodatkowo w książeczce "Pamiątka XX-lecia posługi Radia Maryja" (Szczecinek 2011) możemy znaleźć liczne i piękne zdjęcia, które unaoczniają miniony, ale jakże znaczący dla Kościoła i Polski czas. Czas, który nadal stawia przed nami nowe i wielkie zadania. Dzięki temu życie naprawdę jest ciekawe.

Prof. Piotr Jaroszyński filozof Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej

--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest specjalistą w zakresie filozofi kultury, etyki, estetyki i retoryki.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my13.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 26 gru 2011, 18:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Polacy Narodem Wybranym

My, Polacy będziemy się za takich barbarzyńców cywilizacyjnych modlić w miejscach objawień Maryjnych, Krakowie, Gietrzwałdzie i innych miejscach. W kontekście naszego czynnego zaangażowania się w walkę ze złem znajdują właściwy sens inne słowa kard. Hlonda: « Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą i wielką miłością bliźniego i Różańcem; Polska ma stanąć na czele Maryjnego zjednoczenia narodów;
Polacy Narodem wybranym

Tego określenia mnie nie uczono w szkole i na lekcjach religii również. Jednak pamiętam moją nauczycielkę od historii która kazała mnie wyjść za drzwi gdy przerabialiśmy temat: „Napaść hitlerowskich Niemiec na Polskę”. Podniosłem rękę i nauczycielka powiedziała: „Proszę Gawroński” udzielając mnie głosu. Ja wstałem i oznajmiłem, że w temacie brakuje słowo Rosja, a temat powinien brzmieć prawidłowo „Napaść hitlerowskich Niemiec i Rosji na Polskę”.
Spokojnie zapytała skąd ja to wiem: „Odpowiedziałem od Ojca”. W klasie zaczął się mały szum, ale nic nie normalnego tylko kilka dyskretnych słów między kolegami i koleżankami. Szybka reakcja nauczycielki od historii, która skwitowała: „Gawroński jeżeli tak dobrze znasz historię to wyjdź za drzwi”. Lekcje przesiedziałem za drzwiami. Na następnej lekcji historii dalej wałkowaliśmy ten temat II wojny światowej. Tym razem inaczej się odbyło. Na wstępie przed odczytaniem listy obecności z dziennika nauczycielka zapytała czy dalej podtrzymuje moje twierdzenie z poprzedniej lekcji w kwestii kto na kogo napadł w czasie II wojny światowej. Rozradowany wstałem i z uśmiechem oznajmiłem, że tak podtrzymuję iż Rosja z Niemcami napadli na Polskę. Nic nie mówiąc palcem wskazała drzwi. Wyszedłem.
Przez jakiś czas byłem klasowym bohaterem i nie zdawałem sobie z powagi sytuacji zwłaszcza, że dyrektorem szkoły był nauczyciel fizyki zagorzały komunista. Zdziwiło mnie również, że na wywiadówce nie było słowem o tym incydencie. Było to na przełomie lat 60 i 70-tych. Dzisiaj mile wspominam tę nauczycielkę w końcu mogłem wylądować u debila komunisty, a tak się nie stało i cała sprawa pozostała tylko w kręgu klasy i rodziny.

Opisałem ten epizod z mego szkolnego żywota aby Szanownym czytelnikom przybliżyć element dezinformacji władzy stosowany od czasu pojawienia się reżimów totalitarnych w Europie.
Dlaczego władzy zależy na ukrywaniu prawdy ? Odpowiedź może być tylko jedna: Ich władza nie jest władzą prawdy tylko władzą oszustów innymi słowy kryminalna.
Tutaj dochodzimy do sedna dzisiejszego tematu czyli Narodu Wybranego.
My Polacy mamy świadectwo i tytuł Narodu Wybranego bezpośrednio od samej Matki Jezusa, którego żydzi przyzwolili ukrzyżować. Jezuita ks. Giulio Mancinelli 14 sierpnia 1608 roku jest świadkiem objawienia w dniu szczególnym dla kościoła w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny matki Jezusa. W dalekim Neapolu w klasztorze Gesu Nuovo Matka Boga wypowiedziała te słowa do księdza pytając:

„Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski ?
Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku mnie pałają jego synowie.”

O objawieniu powiedział swym przełożonym, że wspaniały i dziwny obłok, wychodzący jakoby z morza, który zbliżał się ku niemu zobaczył i jak z obłoku powstała piękna postać Dziewicy Niepokalanej z Dzieciątkiem Jezus na ręku, okryta w królewską purpurę, a u kolan Jej klęczał młody jezuita, aureolą okolony: – Wniebowzięta Królowa! – opowiedział jezuita ks. Juliusz Mancinelli i osunął się na kolana. Bogarodzica, nasza Królowa spojrzała na klęczącego u Jej kolan, św. Stanisława Kostkę, a potem na ks. Mancinellego i rzekła:
- Jemu tę łaskę dzisiejszą zawdzięczasz, Juliuszu mój! Wskazując na św. Stanisława Kostkę.
A pytającym go braciom zakonnym opowiadał, modląc się zarazem:
- Królowo Polski… módl się za nami. Matka Boża wielkie rzeczy dla Polaków zamierza.
Zdziwił się Neapol, Rzym i świat chrześcijański wraz z Papieżem ponieważ rzecz była niesłychana gdyż żadnemu narodowi w całym świecie łaska taka nie była ani przedtem ani do tej pory przez Matkę Boża okazana i udzielona.
Przybył zatem ks. Mancinelli do Krakowa z błogosławieństwem Papieża aby Królowi i Polakom swe objawienia osobiście oznajmić, że Królowa Polski Matka Boga pragnie szczęścia dla Polaków.

W dniu 8 maja 1610 roku modląc się przed trumną św. Stanisława patrona Polski dziękując Bogu tymi słowy: Dziękuję Bogu, że ona jest taką urodzajną rodzicielką Świętych, skarbiąc sobie ten przywilej i chwałę, że Kościół cały ją nazywa: „ Polską, Bożą Winnicą i Królestwem Bożym” i woła do niej z uznaniem i miłością: „Ciesz się Matko, Polsko, żyzna w obfite błogosławionych potomstwo” – Gaude Mater Polonia, prole foccunda nobillis !
Powtarza jezuita z dalekiego Neapolu. Gdy tak modlił się w czasie Mszy Świętej na Wawelu za pomyślność

Królestwa Polskiego ujrzał w wielkiej postaci Maryję w królewskim majestacie, jakiej nigdy dotąd nie widział, po czym Bogurodzica tymi słowy zwróciła się do niego:
„Jam jest Królowa Polski, Jestem Matką tego Narodu, który jest mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj nieustannie, a Ja ci zawsze będę, jakom jest teraz, Miłościwą.”

Objawienia w Neapolu i Krakowie zostały potwierdzone przez Papieża Aleksandra VII. Papież tymi słowy zwrócił się do Króla Polski Jana Kazimierza:
„Maryja was wyratuje, toć to Polski Pani. Jej się poświęćcie, jej oficjalnie ofiarujcie, Ją Królową ogłoście, przecież sama tego chciała.”

Na wieczną pamiątkę objawień Wawelskich jezuity ks. Juliusza Mancinellego koronę na iglicy Kościoła Mariackiego w Krakowie założono w dziesiątą rocznicę wzięcia go do nieba przez samą Maryję dnia 14 sierpnia 1618 roku. A było to tego samego dnia i tak samo wieczorem gdy równo 50 lat wcześniej Maryja zabierała św. Stanisława Kostkę.
Obecna korona na iglicy Kościoła to druga ufundowana w 1666 z okazji 10-lecia ślubów Króla Polski Jana Kazimierza złożonych we Lwowie.

Wiele jest świadectw łask Bożych dla nas Narodu Wybranego. Jedną z nich jest fakt, że niezwłocznie po objawieniach na Wawelu nastąpiła wygrana bitwa pod Kłuszynem, która miała miejsce 4 lipca 1610 w niespełna dwa miesiące od objawień w Krakowie. W wyniku poniesionej klęski bojarzy zdetronizowali cara Wasyla Szujskiego i obwołali carem królewicza polskiego Władysława, syna Zygmunta III Wazy, a Żółkiewski wkroczył do Moskwy

W tym roku przypadła 400 setna rocznica tamtych wydarzeń ukrywanych przez popleczników carskich i komunistycznych. 29 października 1611 r. wielki wódz i mąż stanu hetman Stanisław Żółkiewski, zdobywca Moskwy, przywiódł do Warszawy wziętych do niewoli cara Rosji Wasyla IV, jego żonę carycę Katarzynę, dowódcę armii rosyjskiej – wielkiego kniazia Dymitra oraz następcę moskiewskiego tronu wielkiego księcia Iwana. Przemawiający w imieniu króla, podkanclerz Feliks Kryski przypomniał, że to Rosjanie napadli na Polskę pierwsi po czym nastąpił Hołd Ruski.
I tak z pomocą Najświętszej Maryi Panny, naszej Królowej ocaliliśmy Europę już kilka razy: przed muzułmanami w bitwie pod Wiedniem w roku 1683 oraz przed barbarzyńcami cywilizacyjnymi w 1920 roku.
Wywyższyła nas Polaków Królowa Nieba wejrzawszy na pokorę naszą, na męczeństwo przodków naszych, na świętość naszych świętych i nasze szczere chęci zupełnie oddane sprawie Bożej.

Ponownie jednak zagrażają Polsce i Polakom zbrodniarze stosujący wyrafinowane techniki medialne oraz wykorzystując zmęczenie Narodu doznanymi represjami i terrorem totalitarnym.
Pójdźmy wszyscy Polacy do Najświętszej Maryi Panny, Królowej naszej na Wawel w miejsce objawienia, które miało miejsce 8 maja 1610 roku i prośmy o uwolnienie naszej ukochanej Ojczyzny od zbrodniarzy cywilizacyjnych sprawujących władzę w Polsce. Uznajmy Jej syna Jezusa za Króla Polski i Polaków.

Już Prymas August Hlond ostrzegał i deklarował : „Kiedy Niemcy pozbędą się wreszcie swych zaborczych zamiarów, kiedy wyleczą się z Drang nach Osten, kiedy naprawią szkody, jakie zadali narodowi polskiemu i dadzą pełną gwarancję bezpieczeństwa, kiedy zdecydują się całkiem szczerze na życie w zgodzie i braterstwie ze swymi sąsiadami wschodnimi, wtedy postawa Polski wobec Niemiec będzie zgodna z jej tradycją pokojową i nacechowana duchem współpracy nad pokojem w świecie.
Kard. August Hlond pozostawił nam Polakom również testament o zwycięstwie odniesionym przez Maryję: « Nil desperandum! Nihil desperandum! Sed victoria, si erit – erit victoria Beatae Mariae Virginis. In hoc certamine, quod certatur inter satanicos conventus et Christum, aliquis eorum, qui se credebant vocatos esse, revocatur in altum et erit sicut Deus ipse disponet ».
Tłumacząc jego słowa: « Nie traćcie nadziei. Nie traćcie nadziei. Lecz zwycięstwo, jeśli przyjdzie – będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny. W tej walce, która się toczy między gromadą szatanów a Chrystusem, tych, którzy wierzą, że są wezwani, Bóg wezwie na głębię i będzie tak, jak chce sam Bóg ».

Prymas dodał także: « Walczcie z ufnością. Pod opieką błogosławionej Maryi Dziewicy pracujcie… Zwycięstwo wasze jest pewne. Niepokalana dopomoże wam do zwycięstwa ». Odwoływali się do tych słów Prymas Wyszyński, często cytował je również Jan Paweł II; wzmiankę o nich znajdziemy w jego testamencie. Pontyfikat i cudowne ocalenie Jana Pawła II jest zawarte w dwóch słowach:« Totus Tuus » z łac. « Cały Twój » i jako dewiza papieża Jana Pawła II, kilkakrotnie została powtórzona w jego testamencie. Jest ona cytatem z modlitwy z Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny św. Ludwika Marii Grignion de Montfort (1673-1716). Modlitwa ta brzmi:

Totus Tuus ego sum et omnia mea Tua sunt. Accipio Te in mea omnia. Praebe mihi cor Tuum, Maria.
A po polsku brzmi:
Jestem cały Twój i wszystko, co moje, do Ciebie należy. Przyjmuję Ciebie całym sobą. Daj mi Swoje serce, Maryjo.

My Polacy jesteśmy Narodem Wybranym i każdy kto w to wątpi niech czym prędzej zmieni swą przynależność Narodową Polską np. na przynależność Społeczną Kolorową lub inną. O tym, że jesteśmy Narodem Wybranym wiemy od samej Matki Jezusa, a wiedza o przeznaczeniu Polaków do tej pory jest ukrywana lub manipulowana. Wzbudza to uzasadnione podejrzenia graniczące z pewnością, iż mordowanie Polaków jest niczym innym jak realizowaniem doktryny religijnej i niezależnej od tego kto sprawuje władzę w Rosji czy obecne środowiska które poprzez celowe i nadmierne zadłużanie Polski i Polaków pragną nas Naród Wybrany zniewolić na wiele pokoleń pałając żywą nienawiścią do naszego Narodu i naszego Zbawiciela.
Niech pomyśli jeden z drugim przez chwilę o gniewie jaki na siebie i swych potomków ściąga napadając na nas Polaków wraz z uzbrojonymi policjantami, ponieważ czynna napaść na oblubieńców Matki Jezusa nigdy nie pozostała bezkarna.
My, Polacy będziemy się za takich barbarzyńców cywilizacyjnych modlić w miejscach objawień Maryjnych, Krakowie, Gietrzwałdzie i innych miejscach. W kontekście naszego czynnego zaangażowania się w walkę ze złem znajdują właściwy sens inne słowa kard. Hlonda:
« Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą i wielką miłością bliźniego i Różańcem; Polska ma stanąć na czele Maryjnego zjednoczenia narodów;
Zachód oczyszczając się ze zgnilizny, z podziwem na nas patrzeć będzie;
Trzeba ufać i modlić się;
Jedyna broń, której używając Polska odniesie zwycięstwo – to Różaniec;
Ona tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga;
Polska będzie pierwsza, która dozna opieki Matki Bożej; Maryja obroni świat od zagłady zupełnej; Polska nie opuści sztandaru Królowej Nieba;
Całym sercem wszyscy niech się zwracają z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem;
Nastąpi wielki triumf Serca Matki Bożej, po którym dopiero zakróluje Zbawiciel nad światem przez Polskę ».

Kończąc pragnę zapytać: czy ktoś z Szanownych czytelników zna powód abym ja, Polak oraz wszyscy Polacy nie wierzyli Papieżom, Prymasom Polski, że jesteśmy z Królewskiego szczepu Narodu Wybranego?
Ostatnie badania genetyczne przeprowadzone przez grupę międzynarodowych naukowców z Uniwersytetu Stanford w USA potwierdziły tylko, że naród Polski od jednego ojca wywodzi się, a historia nasza sięga 10 700 lat. Nauka jednak wspiera wiarę i opublikowane w Journal of Genetic Genealogy, 5(2):137-159, 2009 najnowsze odkrycie przez genetyków polskiej haplogrupy R1a1a7 męskiego chromosomu Y- DNA, potwierdziło tylko głoszone od pokoleń z ojca na syna, prawdę o naszym wspólnym pochodzeniem z resztą Słowian. Okazało się bowiem, że Polacy zamieszkują swoją ziemię, ukochaną Ojczyznę od zawsze, od przeszło 10 tys. lat.

Chcę być Polakiem w Polsce i nikt tego nawet siłą nie zmieni abym uznawał kryminalnych polityków którzy publicznie oświadczają, że cyt:”Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością…”
Dla nas kryminalizacja władzy czyli mordowanie Prezydentów RP, okradanie rolników z zabytków wpisanych do Rejestru Zabytków, okradanie z dopłat unijnych to nienormalność!!! Nawet gdy zgodnie z obowiązującym prawem rolnicy upominają się na forum Parlamentu Europejskiego w formie Petycji zamyka się ich do więzienia (zob. Petycja 1248/2007 do PE).
To jest nienormalność połączona z szaleństwem i barbarzyństwem cywilizacyjnym !!!
Królowo Polski módl się za nami.
Rafał Gawronski
Autor jest prezesem Stowarzyszenia Ziemiańskiego w Polsce
Opracowano na podstawie materiałów źródłowych udostępnionych przez ks. Ksawerego Wilczyńskiego oraz www.poloniae.wordpress.com

http://www.piotrnatanek.pl/polacy-narodem-wybranym


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 28 sty 2012, 08:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
„Płonący obraz” – świadectwo z wojny polsko – bolszewickiej 1919 – 1920 roku

W sierpniu 1920 roku Polska doznała szczególnej opieki Matki Bożej. W chwili największego zagrożenia uratowana została Armia Polska, Naród i Państwo Polskie. Ale Maryja ratowała także pojedynczych żołnierzy. Oto jedno z takich zdarzeń, przekazane nam przez naszego Ojca – Piotra Wójcika – uczestnika tej wojny. Po ciężkich walkach, i długich, wyczerpujących marszach, legł zmęczony żołnierz i pogrążył się w głębokim śnie. Leżał przy leśnej drodze, na której pojawili się Kozacy na koniach. Jechali w jego stronę. Byli jeszcze daleko i nie widzieli śpiącego polskiego żołnierza. Wtedy właśnie zobaczył we śnie płonący obraz Matki Najświętszej. Płonęła jego rama, a iskry i ogniste żagwie spadały z góry na mundur, ręce i twarz…


ZE WSI MAZOWIECKIEJ. Świadectwo to dotyczy naszego ojca Piotra Wójcika, chłopskiego syna Adama i Stanisławy z Trzcińskich, urodzonego 29 czerwca 1901 roku, na Mazowszu, we wsi Skwary, Parafia Naruszewo, Dekanat Płoński, w Diecezji Płockiej. Został on powołany do wojska z obowiązującego poboru na początku 1919 roku i wcielony do formującej się 1 Dywizji Piechoty Legionowej Wojska Polskiego. Dywizja ta była doborową formacją w Armii gen. Rydza- Śmigłego, i odegrała znaczącą rolę na Froncie Litewsko – Białoruskim, i w walkach na Ukrainie. A od połowy sierpnia 1920 roku w polskiej kontrofensywie znad Wieprza, a później znów na Froncie Północno – Wschodnim.
BLIZNA NA GŁOWIE. W dzieciństwie lubiłem wdrapywać się Ojcu na kolana, i wyżej na jego plecy. Już wtedy zauważyłem bliznę, długą na kilka centymetrów, położoną symetrycznie na szczycie głowy, na środku okrągłej łysiny, otoczonej nad uszami wianuszkiem włosów. Blizna była dobrze widoczna, i może, dlatego nie wydawała się czymś szczególnym. Zdawało się, że jest tak naturalna, jak obecność nosa na środku twarzy, i zapewne mają to wszyscy tatusiowie. Dopiero później przyszła świadomość, że jest to ślad „pocałunku” Ojczyzny, której wtedy wielu z jego pokolenia nie szczędziło ani krwi, ani życia.

ŻOŁNIERSKA CODZIENNOŚĆ. Ojciec często opowiadał o swoich wojennych przeżyciach. W jego wspomnieniach pojawiały się relacje o uciążliwych, długotrwałych marszach, o odparzonych i poranionych nogach, o soli wykrystalizowanej z potu na plecach mundurów, o śnie umęczonych żołnierzy, którzy czasami zasypiali na stojąco, albo w kolumnie marszowej. Wspominał, że żołnierz musiał zmagać się nie tylko z nieprzyjacielem, ale także z piekącym słońcem, deszczem i błotem, a zimą z trzaskającymi mrozami i śniegami po kolana. Dziurawe buty, bród, wszy, głód, pragnienie, oraz niepewność jutra, i częsta zmienność sytuacji frontowych – to był „chleb powszedni” żołnierzy tej wojny.

WIELKIE ZMĘCZENIE. Był rok 1919 lub 1920 (dokładna data i miejsce uległy niepamięci piszącego te słowa). W czasie ciężkich, wielodniowych, walk młody polski żołnierz stracił kontakt ze swoim oddziałem. Ten osiemnasto – może dziewiętnastoletni – chłopaczyna w mundurze – Piotrek ze Skwar – podobny był chyba do tych młodzików na froncie, których wspominał ranny oficer, uczestnik tej wojny: „Widzę dziecinne ręce poborowych osiemnastolatków, wysuwające się z przykrótkich rękawów mundurów, ręce naiwne, zdziwione, niezdarnie trzymające karabin – narzędzie obce.[...] Oto ku tym chłopczynom, zmęczonym i wynędzniałym, niemal bez oficerów, tkwiącym w indywidualnych okopkach, jak stadko kuropatw wkopanych w śniegu, rwie się ta zgraja, której oni nawet nie widzą, o której nie wiedzą zupełnie.” (Melchior Wańkowicz „Ogniem i Mieczem” – Tygodnik Ilustrowany” nr 7 –13/1921, cyt. za „Wojna bolszewicka rok 1920”, Warszawa 1990r., s.44.). O zmęczeniu żołnierzy, ten sam oficer, tak mówił: „Żołnierz wycieńczony ustaje zupełnie. Kładzie się przy drodze, przysiada na głazie polnym i już się nie rusza, głuchy na wszystko, obojętny nawet na czekającą niewolę.” ( tamże, s.45).


NIEZWYKŁY SEN. Z wielu przeżyć naszego Ojca szczególnie zapamiętałem, wiele razy wspominane, wydarzenie o nadzwyczajnej pomocy Matki Najświętszej, która – jak był przekonany – uratowała mu życie w chwili śmiertelnego zagrożenia.
Wyczerpany do granic wytrzymałości Piotrek, gdy zorientował się, że jest sam, zapragnął, choćby na chwilę, położyć się i odpocząć… I tam, gdzie stał, legł na poboczu leśnej drogi i twardo usnął. Nie wiedział jak długo spał. Ale we śnie zobaczył nad sobą obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Nigdy nie był w Częstochowie, ale obraz ten znał ze swego kościoła parafialnego w Naruszenie, który i dzisiaj znajduje się tam w bocznym ołtarzu. A może ktoś dał mu taki obrazek, gdy opuszczał swój dom rodzinny idąc na wojnę? Jeśli tak, to nie zrobiła tego jego Matka, Stanisława, gdyż już od dziesięciu lat nie żyła. Ze wspomnień innych żołnierzy dowiadujemy się, że byli oni, przed wyjazdem na front, serdecznie żegnani przez nieznanych ludzi, i często obdarowani jedzeniem, albo jakąś skromną pamiątką… Często był to medalik, różaniec, albo poświęcony obrazek. A może był to dar któregoś z księży kapelanów, którzy szli z żołnierzami na front.

PŁONĄCY OBRAZ. Obraz Matki Bożej Częstochowskiej we śnie Piotrka był nad nim. On spał, a Maryja czuwała nad jego snem. Ale gdy Ją ujrzał, to był to widok przerażający. Płonęła drewniana rama obrazu, a w dół sypały się na niego iskry i ogniste żagwie. Bał się, że za chwilę zostanie poparzony. Gwałtownie obudził się, i wtedy, zobaczył przez zarośla czterech Kozaków, jadących na koniach w jego stronę. Szybko się zerwał, i na czworakach umknął w gęstwinę. Był uratowany! Nie ma wątpliwości, jaki byłby jego los, jeśli wpadłby w ich ręce. Gdyby Kozacy bardzo się spieszyli, to zginąłby na miejscu – dla oszczędności naboi, i nie czynienia hałasu – zostałby zasieczony szablami. Gdyby potrzebowali języka, to musiałby biec na powrozie przy koniu, może przez wiele kilometrów. Później przesłuchanie. Może bicie i tortury. Na koniec śmierć, a w najlepszym razie głód, poniewierka i upodlenie w długotrwałej niewoli. Zawsze był przekonany, że uratowała go Najświętsza Panna, która obudziła go z głębokiego snu w chwili zagrożenia życia. Wspominał to wydarzenie ze szczególną wdzięcznością i nabożeństwem do Matki Najświętszej.

POD ARTYLERYJSKIM OSTRZAŁEM. Dalsze wojenne losy Piotra Wójcika podobne były do losu całej Armii Polskiej, pamiętnego, 1920 roku. Brał udział w wielu ciężkich bojach prowadzonych przez jego Dywizję, do połowy sierpnia przeważnie w odwrocie. W jednej z potyczek, gdy powoził konnym zaprzęgiem, został ciężko ranny w głowę szrapnelem w czasie bolszewickiego ostrzału artyleryjskiego. Zabrano go nieprzytomnego z pola bitwy. Trafił do szpitala na Woli w Warszawie, gdzie przeszedł trepanację czaszki. Wyjęto mu z głowy odłamek, ale leczenie trwało długo, gdyż szpital opuścił dopiero po zakończeniu wojny. Był z tego pokolenia, które „życia swego los” złożyło na ołtarzu Ojczyzny. Bronił jej wolności. Bronił też Kościoła i wiary, gdyż o to toczyła się ta wojna.

JESZCZE JEDEN OŁTARZ OFIARNY. Jest jeszcze coś, co charakteryzuje jego postać. Podobnie jak wielu z jego pokolenia – całe życie ciężko pracował na utrzymanie rodziny i wychowanie ośmiorga dzieci. Ręce miał spracowane, pełne odcisków, i po skończonej pracy czasami prosił, aby wyjąć mu z dłoni drzazgę albo kolec ostu. Matkę mieliśmy taką, która uczyła nas, aby te ręce całować…
Miał też niewielką słabostkę. Niekiedy prosił któreś z dzieci, najczęściej najmłodsze, aby w czasie drzemki podrapać mu stopy. Zapewne poprawiało to krążenie w jego umęczonych nogach. Ale, chyba także, był to jakiś rodzaj terapii, jakiejś osobistej medytacji i zamyślenia nad swoimi przeżyciami. Mówił wtedy; „O, gdybyś wiedział gdzie te nogi chodziły…”, i bywało to początkiem przywoływania nowych wspomnień.
Nie dożył czasu, w którym mógłby głośno mówić o swoim udziale w tej wojnie. Zmarł w lipcu 1969 roku. Jego grób znajduje się na cmentarzu w Dobrzyniu nad Drwęcą.
To świadectwo, które pochodzi od Niego, i dołączone o Nim wspomnienie, niech pozostanie w zgodzie z myślą katolickiego pisarza i filozofa Jeana Guittona, że „każdy okruch [prawdy – CWU] wyrwany zapomnieniu staje się święty”.

Czesław Wójcik – Uglis

Świadectwo to zostało przekazane do Archiwum Jasnogórskiego w Częstochowie. Wpis dokonany w święto Matki Bożej Częstochowskiej 26 sierpnia 2011 r.

http://cud1920.pl/351/plonacy-obraz-swi ... -1920-roku


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 09 mar 2012, 18:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
MIŁOŚĆ MATKI BRZEMIENNEJ

Obrazek
Matka Boska Brzemienna z Matemblewa


Gdańszczanie, Kaszubi od ponad 200 lat pielgrzymują do Matemblewa, jednak początkiem sanktuarium jest droga w przeciwnym kierunku. Pewien stolarz z Matarni w środku srogiej zimy, podczas szalejącej zamieci wyruszył przez zaspy do Gdańska po pomoc dla żony leżącej w połogu i po ratunek dla nienarodzonego dziecka. Działo się to w 1769 r. Dlatego dziesięć kilometrów, które dzieli Matarnię od miast to w tych okolicznościach było bardzo, bardzo daleko. Za daleko, aby pójść po pomoc i zdążyć na czas z powrotem. W trakcie wędrówki człowiek ów tracił powoli siły, aż upadł z wycieńczenia. Leżąc w śniegu i nie mogąc ani się podnieść ani iść dalej „zaczął się żarliwie modlić, błagając Boga o ratunek dla siebie, obłożnie chorej żony i nienarodzonego dziecka. Nagle pojawiła się przed nim oświetlona niezwykłym światłem piękna postać brzemiennej Niewiasty. Niewiasta powiedziała mu: „Wracaj spokojnie do domu! Twoja żona żyje i urodziła Ci syna”. Stolarz zawrócił, i ostatkiem sił dotarł do domu. „Tu uradował się wielce, gdy stwierdził, że jest tak, jak mu to oznajmiła tajemnicza postać”. Tyle powiada ludowe podanie.

Wieść o cudownym wydarzeniu stolarz przekazał cystersom w oliwskim opactwie. Na miejscu widzenia zaczęli zbierać się wierni. Większości były to kobiety „które bądź nie mogły urodzić dzieci, bądź spodziewały się potomstwa. Na szczycie wzgórza, pośrodku śródleśnej i uroczej doliny w Matemblewie, cystersi wznieśli drewnianą kapliczkę, a w niej umieścili figurę Maryi”. W czasie II wojny światowej zbierały się przed figurą Madonny matki, prosząc o szczęśliwy powrót do domu synów, ze wszystkich frontów tej apokaliptycznej wojny. Po wojnie zaś matemblewskie wzgórze stało się schronieniem „dla wiernych, szukających w modlitwie ratunku w niejednej beznadziejnej sytuacji”.

Wzgórze Matembleskie to miejsce spotkania ludzi z Bogiem. Dlatego sanktuarium ozdobione jest wotami – świadectwami łask doświadczonych przez wiernych. Wota współczesne są szczególnie wymowne. Żyjemy bowiem w czasach globalnego tryumfu pop liberalnej kultury. W czasach „oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy”(KKK 675). Nadzieja na ziemski raj – pozornie – zrealizowała się tu i teraz. Życie wydaje się łatwe, bezstresowe i przyjemne. Człowiek stał się wolny! Nie tylko od Boga, króla i tradycji, ale także od wszelkich ludzkich, moralnych więzów. Bóg – w kulturze – dawno umarł. Królów ścięto, a wolność jednostki ogłoszono bogiem. Celebryci zaś są kapłani nowego kultu. Stanowią o tym, co dobre i złe – a co ważniejsze – o tym, co jest „trendy”, a co „passé”. Media stały się kapitalistycznym „opium dla ludu”. Mamią mirażami „słodkiego, miłego życia”: sukcesu bez pracy, życia bez cierpienia, seksu bez miłości i zobowiązań. Uległość każdej zachciance i każdej pokusie ma wyzwolić ludzi z kajdan chrześcijańskiej moralności. Rewolucja seksualna i obyczajowa tryumfuje. Wolność rewolucyjna tryumfuje, a jednak nie zasypuje gruszek w popiele wczorajszych sukcesów. Nieubłaganie, jak parowóz, ciągle prze naprzód. Aborcja, eutanazja, „małżeństwa” homoseksualne – tolerujemy prawie wszystko. Dlatego zła już nie ma. Grzech, poza niepoprawnością polityczną, już także nie istnieje. Kobieta jest dla mężczyzny – już na poziomie języka potocznego – „towarem”. Mężczyzna dla kobiety „sponsorem”. Kluczem do raju galerii handlowej. Dziecko to niepożądana konsekwencja imprez – zabawy wiecznych dzieci – kwiatów w dorosłych.

Miraż pop-liberalnego raju rozwiewa się przy każdym podmuchu wichrów życia. Gnoza liberalnego samo zbawienia rozsadziła kultury narodów w sypkie piaski pustyni. Jednak nie tknęła twardej skały natury rzeczy. Pop liberalizm jakoby wyzwolił miliony od poczucia winy, ale nie wyzwolił przyczyny od skutku, ani nie odciął czynu od jego konsekwencji. Skutki liberalnej utopii realnie dotykają miliony. Ale i tu inżynierowie liberalnej „socjotechniki” skwapliwie śpieszą strapionym z promocyjną ofertą pomocy. Za niewielką opłatą oferują odcięcie skutku od przyczyny: bezpieczną, profesjonalną i higieniczną utylizację wszelkich niepożądanych konsekwencji pochopnych czynów, do których popełnienia wcześniej gorąco zachęcali. Liberalizm jest bowiem spółką z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością. Ludzkie życiowe klęski są wyłącznie indywidualne. Dramat życia jest tylko indywidualnym wypadkiem przy pracy. Nigdy zaś skutkiem liberalnego projektu. Celebryta – samozwańczy prorok umywa ręce od skutków głoszonej doktryny: „róbta, co chceta”. Architekt nie jest winien katastrofie budowlanej życia. Plany są w porządku, to robocizna została spartaczono. Wadliwe jest wykonanie, nigdy zaś projekt liberalnego domu wznoszonego na piasku. Opłakane skutki „wyzwolenia człowieka” dotykają milionów jednostek, ale nie liberalizmu. Tragedie życia liberalizmu nie obalą. Pop liberalny Zachód demograficznie znika, ale liberalizm krzepnie, trzyma się mocno i rośne w siłę.

Czołgi w Europie dziś śpią w hangarach, działa nie grzmią, a jednak wojna w Europie trwa. Front zbliża się. Jest tuż, tuż. Za rogiem w przychodni. Na następnej ulicy w klinice. Żyjemy bowiem w czasach Armagedonu – wielkiej bitwy wydanej przez siły ciemności życiu. Codziennie giną niewinni – nienarodzone dzieci, starzy i chorzy. Liczba ofiar cywilizacji śmierci przekroczyła już dwa miliardy ludzkich istnień. Cichy Holokaust wrze i krwią bulgocze niewinną. Barbarzyńska kultura śmierci ścina kwiat niewinnego życia. Ludzkie wampiry zbijają na rzezi milionów niewiniątek bajońskie sumy, a góry krwawego złota wypiętrzają się. Kostucha ubrana w lekarski szynel koszami ludzkich odpadków syci żar szpitalnych krematoriów. Poskręcane, rozerwane ciała nienarodzonych dzieci spopielają się w zyski globalnych aborcyjnych koncernów.

Powyższe epitety to nie są żadne grube metafory ani poetyckie hiperbole czyli porównania bardzo przesadzone w stosunku do rzeczywistego wyglądu opisanej rzeczy. Są to raczej eufemizmy czyli delikatne nazwy dla brudnych, brutalnych spraw. Oto, jak praktycznie egzekwuje się prawo kobiety do „wolności brzucha”. Wolność od matki od ciężaru dziecka osiąga się po 12 tygodniu życia płodu metodą rozdrobnienie i usunięcie.

Do tego „kosmetycznego zabiegu” używa się narzędzia przypominające kombinerki (kleszczyki Weirtheima). Kości i czaszka poczętego dziecka są już bowiem częściowo zwapnione i twarde. „Aborcjonista wprowadza narzędzie do macicy, chwyta nogę lub inną część, a następnie obracając wyrywa ją z ciała dziecka. Czynność tę powtarza raz po razie. Kręgosłup musi zostać rozłamany, a czaszka zmiażdżona, aby ich usunięcie stało się możliwe. W czasie zabiegu nie stosuje się znieczulenia wobec dziecka”.

Po 16 tygodniu ciąży stosuje się inną metodę. Dziecko poczęte, a nie narodzone zatruwa się stężonym roztworem soli. „Dużą igłę wprowadza się przez powłoki brzuszne matki do worka owodniowego dziecka. Do wód owodniowych wprowadza się stężony roztwór soli. Dziecko połyka go oraz na skutek funkcjonowania odruchu oddechowego, wprowadza do płuc. Jest zatruwane i walczy o życie, czasami dostaje konwulsji. Zabicie dziecka trwa nieco ponad godzinę. Gdy wszystko przebiega zgodnie z planem, następnego dnia matka rozpocznie poród i urodzi martwe dziecko” (Human Life International – Polska, Aborcja cz. 2. data dostępu: 10 luty 2012).

Dla naukowca metoda to droga dochodzenia do prawdy. Prawdy, która jest drogą i życiem rozumu. Dlatego „naukowe”, ginekologiczne metody wyzwolenia łona matki od życia dziecka, a portfela ojca od finansowych kłopotów są manifestacją zdziczenia współczesnej kultury. Zbrodnicze metody uśmiercania dzieci prawem zalegalizowało bowiem państwo. Dlatego są nie tylko jednostkową moralną aberracją ginekologa mordercy i winą wyrodnej, przestraszonej życiem matki. Zbrodnia dzieciobójstwa mając państwową sankcje staje się wyrazem „woli powszechnej”. Woli Republiki – a więc także mojej, i Twojej woli Czytelniku. Dlatego milcząc, nie protestując, jesteśmy współwinni morderstwa. Jak Makbet skuszeni nadzieją potęgi – przyjemnością, egoistyczną wolą życia – mordujemy życie. Zabijamy, co ginekologowi wpadnie pod kleszcze: dziecko w łonie, matkę w kobiecie, ojca w mężczyźnie, prawdę i miłość w serach ludzi.

Oto przede mną dolina Jozafata! Pola śmierci Europy. Krwawe pokłosie rzezi niewiniątek, cichy holokaust narodów. Wspominam proroctwo Ezechiela: „spoczęła na mnie ręka Pana, (...) i postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. (...) było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe.” Nienarodzone dzieci pod czułym wzrokiem królującej na pobliskim wzgórzu Matki, ośmielają się upomnieć o swoje prawa. Żywym przypominają o swoim życiu i śmierci. Pułki pyzatych barokowych aniołków, niby płatki śnieżnej zamieci, wirują dokoła. Wyciągają rozerwane ręce! Wydłubanymi oczkami podnoszą płacz. Było Was setki, tysiące tysięcy, miliony. Dziesiątki braci i sióstr, koleżanek z podwórka, kolegów z boiska. Przyjaciół, których nie polubimy ani w Realu, ani na facebooku: Mały Albert nie pytając w przedszkolu „kiedy Mama przyjdzie?” nie pojmuje względność czasu. Zosia zaś nie biegając, jak stado kangurów po kuchni, nie odczuje względności przestrzeni. Maleńka Maria nie odkryje radu ani polonu. Nie będzie skakała z powodu szóstek z matmy i fizy. Fryderyk nie dotknie fortepianu. Adam i Juliusz nie napiszą ni wiersza. Nie powstanie ani jedna linijka „Balladyny”. Teatr świata nie wystawi ich żadnego dramatu, z wyjątkiem dramatu ich śmierci. Kot Wisławy będzie na nią czekał na próżno. Przyjaciele, koledzy, współpracownicy – istnieli, a nie są. Dziesiątki, setki, tysiące dziewczynek, którym nikt nigdy w szkole życia, życia nie uprzykrzy ciągnąć za warkocze. Tysiące chłopców, którzy nigdy ze sobą nie pograją w nogę. Dlatego las Matemblewski jest dla mnie, jak las Birnam dla księcia Makbeta. Boję się, że podejdzie pod mury miasta.

Każde z tych dzieci w chwili, gdy wydaje ostatnie tchnienie, szepce: <> (2 Mch 7, 9). „Ja wiem – szepce mi do ucha mały męczennik Maksymilian – Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje, i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja Go zobaczę” (Hiob 19, 25 – 27). Jaś i Małgosia, którzy nie poznali kolan ojca i piersi matki, a tylko piec Baby Jagi, z małą męczennicą Teresą, i pułkami aniołków – w chrzcie krwi towarzyszami – czekają na dzień, kiedy Pan powie do Alberta, Zosi, Fryderyka, Juliusza, Adama: „oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe. Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście obrosły ciałem, i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to, abyście ożyły i poznały, że Ja jestem Pan>>.(Ez 37, 5 – 6). Na to dzieci zapłaczą: „Wyschły kości nasze, minęła nadzieja nasza, już po nas”. Na to Pan Bóg powie: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój” dzieci moje (…) i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę (...). Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli” (Ez 37, 11 – 14).

Dzień nadziei, dzień zwycięstwa życia, nadejdzie po dniu Sądu Ostatecznego. Żyjemy jednak w czasach tryumfu cywilizacji śmierci. Pan chce jednak przyjąć „ofiarę przebłagalną za zabitych, aby mordercy „zostali uwolnieni od grzechu” (2 Mch 12, 38 -45). Dlatego przy kaplicy z Figurą Matki Bożej Brzemiennej zbudowano Diecezjalny Domu Samotnej Matki im. Jana Pawła II. Aby życie poczęte, mogło się narodzić. Aby matka i dziecko mogły, wbrew zakusom śmierci, żyć. Śmierć pokonać może bowiem jedynie mocniejsza niż śmierć miłość. Miłość Matki Brzemiennej – jedyne panaceum życia na cywilizację śmierci.

P.S.

http://www.hli.org.pl/drupal/pl/node/3711

http://www.hli.org.pl/drupal/pl/node/3712

Zobacz czym jest aborcja
Uwaga!!!
Prezentowane zdjęcia są drastyczne i niewskazane jest oglądanie ich przez wrażliwe osoby, w szczególności dzieci.
Dlaczego prezentujemy te okropieństwa?
Ponieważ większość z nas nie ma pojęcia, czym jest aborcja tak naprawdę.
Dlatego, że rocznie na świecie wykonuje się około 50 mln aborcji, a prawdopodobnie znacznie więcej, gdyż liczba ta nie uwzględnia stosowania środków poronnych i tzw. "regulowania miesiączki".

Pomoc matkom brzemiennym, znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej
http://www.matemblewo.pl/dsm/?t=pomoc


Tekst opublikowany w miesięczniku "Nasz Głos", marzec 2012 nr 3 (180).

http://mariuszwegrzyn.salon24.pl/397970 ... rzemiennej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 04 kwi 2012, 06:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Jasna Góra pamięta o Smoleńsku

Z o. prof. dr. hab. Zachariaszem Jabłońskim OSPPE, definitorem generalnym Zakonu Paulinów, rozmawia Małgorzata Bochenek

Ojcze Profesorze, w narodowym sanktuarium na Jasnej Górze codziennie trwa modlitwa za Ojczyznę.

- Jasna Góra miała zawsze w sobie zakodowaną wrażliwość na sprawy Ojczyzny. Były momenty, kiedy wołanie w intencji Ojczyzny się wzmagało, takim czasem był na przykład czas zaborów. W okresie międzywojennym dziękowano za Cud nad Wisłą, ale też modlono się o odnowienie ducha społeczno-narodowego. Kolejnym wielkim etapem modlitwy była konfrontacja z komunizmem, który chciał zawładnąć duszą polskiego Narodu. Temu jednoznacznie przeciwstawił się ks. kard. Stefan Wyszyński. Prymas Tysiąclecia wiedział, że o sprawach społecznych trzeba myśleć nie tylko w kategoriach abstrakcyjno-dewocyjnych, ale należy przedłożyć konkretny projekt i takowy zawarł w Ślubach Narodu Polskiego, które Jan Paweł II nazwał Polską Kartą Praw Człowieka. Do przesłania w nich zawartego, które nie straciło na aktualności, odwołujemy się zawsze, modląc się w intencjach Ojczyzny. Musimy czynić bardzo wiele, aby treść tych Ślubów poznawało młode pokolenie Polaków, by chciało nimi żyć.

Jasnogórska Rodzina Różańcowa koordynuje również Krucjatę Różańcową w intencji Ojczyzny...

- Krucjata zawsze rodziła się z przekonania, że należy coś naprawić, to nie była wydumana inicjatywa, ale nastawiona na konfrontację ze złem, na zasadzie podejmowania pozytywnych działań przeciwko nadużyciom duchowym, moralnym, a także politycznym. Na Jasnej Górze od czasów przemian w Polsce szczególnie modlimy się Mszą św. za Ojczyznę o godz. 15.30. Widzimy, że teraz należy tę modlitwę jeszcze bardziej zintensyfikować i w tym duchu Jasna Góra patronuje od strony formalnej, zgodnie ze wskazaniem Episkopatu Polski, Krucjacie Różańcowej w intencji Ojczyzny. Znajduje to wyraz między innymi w comiesięcznych nocnych czuwaniach. Najbliższe odbędzie się w nocy z 27 na 28 kwietnia. W każdym miesiącu od lat w tym terminie w kaplicy Cudownego Obrazu trwa modlitwa w intencji beatyfikacji Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, dlatego temu spotkaniu w sposób szczególny patronuje Prymas Tysiąclecia. Ksiądz kardynał Stefan Wyszyński podpowiada nam, o co powinniśmy się modlić, jakie stanowisko winniśmy zajmować zgodnie z duchem Ewangelii, zwłaszcza teraz, kiedy w Polsce obserwujemy ofensywę antychrześcijańską, narzucaną przez niektóre kręgi polityczne. Myślę, że modlitwa za Ojczyznę służy również pogłębieniu naszej maryjności. Warto także zwrócić uwagę na "Modlitewnik zatroskanych o Polskę" Wincentego Łaszewskiego, zawiera on wiele propozycji niezwykle cennych modlitw za Ojczyznę.

Na Jasnej Górze jest wiele cennych pamiątek związanych z katastrofą pod Smoleńskiem. W sukience Matki Bożej umieszczono fragment samolotu Tu-154... W jaki sposób Jasna Góra będzie obchodzić drugą rocznicę katastrofy smoleńskiej?

- Jasna Góra jako jedna z pierwszych w sposób szczególny uczciła ofiary rządowego samolotu, który 10 kwietnia 2010 r. rozbił się pod Smoleńskiem. Przy wejściu do kaplicy Cudownego Obrazu są umieszczone zdjęcia wszystkich ofiar katastrofy. Obecnie przygotowujemy się do obchodów tej bardzo bolesnej dla naszego Narodu rocznicy. 10 kwietnia po Mszy św. sprawowanej w intencji Ojczyzny planujemy Misterium Smoleńskie - program słowno-muzyczny niosący wyzwanie odkrycia całej prawdy o smoleńskiej katastrofie. Wieczorem tego dnia odprawiona zostanie uroczysta Eucharystia, po której zgromadzeni przejdą do "Katyńskiej Dolinki", gdzie posadzono dęby pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej.
3 maja, w uroczystość Królowej Polski, zostanie poświęcone i odsłonięte wielkie epitafium tym, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Być może jeszcze w kwietniu zostanie otwarta wystawa, na której znajdą się wota przekazane przez rodziny ofiar katastrofy. Jest wśród nich piuska ks. bp. Tadeusza Płoskiego, biskupa polowego Wojska Polskiego, który bardzo był związany z Jasną Górą, a jego przemówienia były zawsze naznaczone wielką troską o Ojczyznę. Na wystawie będzie również mundur generała Andrzeja Błasika, a także jedno z najbardziej wymownych wot - tablica umieszczona w Smoleńsku, która nie spodobała się rosyjskim władzom. Pragnę zaznaczyć, że przejście obok eksponowanych przy wejściu do kaplicy Cudownego Obrazu bohaterów jest także szczególnym wezwaniem do modlitwy za Ojczyznę. Przed tygodniem w Sali Rycerskiej otwarta została ekspozycja zdjęć osób, które zginęły w katastrofie pod Smoleńskiem, a które niejednokrotnie pielgrzymowały na Jasną Górę do serca Królowej Polski.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi09.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 02 maja 2012, 06:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Narodowa lekcja duchowości maryjnej

Z ks. bp. Stanisławem Stefankiem, członkiem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę, rozmawia Małgorzata Bochenek

Z okazji 50. rocznicy ogłoszenia przez Papieża Jana XXIII Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski główną Patronką Polski z inicjatywy Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę 3 maja ulicami Warszawy przejdzie marsz - pielgrzymka. Ekscelencjo, jaką rangę dla nas, Polaków, ma wybór za swoją Patronkę Maryi?
- To wydarzenie jest dotknięciem samego serca i duszy Narodu, sięga w głąb wszystkich wymiarów naszej historii, kultury, obyczajowości, ale również wyjaśnia konkretne wydarzenia polityczne. Wszystkie święta patriotyczne, narodowe skojarzone z kalendarzem maryjnym zawsze miały podłoże poważnych wydarzeń polityczno-społecznych. Powinniśmy tego typu rocznice, jak święto Matki Bożej Królowej Polski, każdego roku traktować jako okazję do naszej edukacji. Nowe pokolenia powinny "przerabiać", mówiąc szkolnym językiem, lekcje historii: duchowości, życia społecznego, politycznego, w kontekście ważnych decyzji naszych przodków, którzy w uporządkowanym życiu duchowym, kulturowym widzieli szansę trwania państwa polskiego pośród innych narodów. Jest to szkoła, która nie tylko jest sezonowym pomysłem czy usługą, ale też obywatelską szkołą człowieczeństwa, uczy szacunku każdego wymiaru życia, włącznie z duchowym i religijnym.

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę wpisuje się w nurt społecznej mobilizacji w ważnych dla naszej Ojczyzny sprawach.
- Tego typu krucjaty modlitewne były już w Polsce organizowane, a niektóre wciąż trwają, chociażby krucjata modlitw w obronie życia nienarodzonych. Ta krakowska inicjatywa trwa już od dziesiątków lat, pogłębia naszą świadomość wartości życia ludzkiego i konieczności jego obrony. Aktualna krucjata wpisuje się w dosyć ważny moment historii, gdy musimy przejść następny z wielu progów i opowiedzieć się, czy jako Naród mamy być autonomicznym środowiskiem o własnym duchu, własnej tożsamości. Tyle razy, ile sięgamy do źródeł chrzcielnych, odżywa w nas ogólna sprawność narodowa, społeczna. Chcemy zaoferować Europie naszą niepodległość. Tylko wolna Polska, a także świadoma swojej roli i odpowiedzialności, może usłużyć sąsiadom pokojem i ofertą ciągle odbudowującego się życia duchowego. A ilekroć w Polsce dochodzi do kryzysu moralnego, tylekroć powstaje wokół Polski niepokój polityczny. Pokazują to karty historii. Obrona moralności jest więc warunkiem pokoju zarówno w Polsce, jak i w Europie. Modlitwie różańcowej nadajemy szczególny rys odpowiedzialności za ład moralny w Europie. Wychodzimy naprzeciw różnym groźbom, wstrząsom. Jako Naród musimy być samodzielni i mocni.

"Z Maryją, Królową Polski, módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu", to główna intencja Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę...
- Krucjata trwa w intencjach autonomii Narodu, ożywienia sumienia. Modlimy się za młodzież, która powinna czuć swoją odpowiedzialność za losy Polski. Prócz tych szczegółowych intencji mamy świadomość niezwykłego, ważnego poczucia. My mamy być silni, to należy do naszych elementarnych obowiązków wobec Europy.

Marsz będzie również publiczną manifestacją wiary. Dlaczego tak ważne jest nasze świadectwo w przestrzeni publicznej?
- Bardzo ważne jest to, aby Kościół był świadomy swojej obecności jako nauczyciel modlitwy i stróż moralności dla wszystkich narodów. Ludzie, którzy kierują się motywami religijnymi, którzy liczą się z wolą Pana Boga, z Dziesięciorgiem Przykazań, muszą służyć budowaniu mostów, przede wszystkim kulturowych, obywatelskich. Taka jest rola Kościoła i ludzi wierzących.
Jeżeli świat nie będzie się kierował elementarnymi zasadami etyki również społecznej, politycznej, wcześniej czy później dojdzie do napięć, a przede wszystkim do krzywd wyrządzanych w odniesieniu jednostkowym, ale także międzynarodowym.
Kościół zawsze troszczył się o to, aby ludzie mogli swoją wiarę wyznawać publicznie. Zawsze organizowaliśmy procesje, które są przecież manifestacjami naszej wiary w wymiarze społecznym. Teraz doszły pewne nowe formy, takie jak marsze. Nie można ich pojmować tylko w kategorii protestu. Marsze są również przekazaniem pewnych treści, przekonań. Jest wiele różnych pomysłów na różne marsze, dlatego uważamy, że i my tym językiem powinniśmy przemówić do świata współczesnego. Wcielenie Chrystusa motywuje każdy wymiar publicznego działania chrześcijan, a nawet obliguje do objawienia na zewnątrz tego, czym żyjemy w duchu.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 02 maja 2012, 06:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
W lustrze historii

"Boże, Ty dałeś narodowi polskiemu w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę (...)" - to początek kolekty z uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Cytowane słowa dobrze określają powód, dla którego dziś gromadzimy się w świątyniach, czcimy Matkę Pana jako naszą Patronkę, modlimy się za Ojczyznę. Nie chodzi tylko o poruszenie ducha, które towarzyszy Jej wspomnieniu. Emocje niekoniecznie prowadzą do prawdy, bywa, że ją spłycają bądź zaciemniają. Chodzi o dotarcie do istoty owej obecności, przebicie się przez symbole, zrozumienie siebie i historii Narodu, który nigdy w swoich najgłębszych pokładach istnienia nie przestał istnieć mimo wielu prób unicestwienia. Dlaczego? Ponieważ zachował w sobie ducha Bożego. Stał w swojej gromadzie, wraz z Matką "obok krzyża Jezusa Chrystusa" (por. J 19, 25-27), bronił jego godności. Tutaj zbierał siły do walki o swoją tożsamość, do odrodzenia się z popiołów.
Mocno zapomniany już dzisiaj Antoni Gołubiew w szkicu pt. "Wyprawa na dno wieków" przejmująco opisuje swój pobyt na dnie stanowiska archeologicznego w katedrze poznańskiej. Powojenna restauracja odsłoniła przedromańskie zręby pierwotnego kościoła. Tutaj, na Ostrowie Tumskim, Mieszko I wraz z drużyną najprawdopodobniej przyjął chrzest. Spoglądając w górę z "dna" dziejów, widząc kolejne warstwy znaczone nadpalonymi bierwionami, fundamentami, stawianymi na ruinach poprzednich zburzonych warstw, widzi firmament nieba namalowany na sklepieniu XX-wiecznej świątyni. "Wszystko to minione wieki budowały, wciąż budowały, wciąż wznosiły i szły z ufnością w jutro" - pisze Gołubiew. "Ta wizja z "dna", zaledwie siedem lat po wojnie, poruszała do głębi, wzbudzała wiarę, nagłą radość (...). Patrzyliśmy nie tylko w tę przebrzmiałą dziś historię, lecz w lata, które dopiero ku nam nadbiegną, w nieodgadnioną przyszłość". Oto lustro historii. Siła życia, która nijak nie dała się zatrzymać. Znak nadziei. Nie byłoby jej, gdyby nie obecność Jezusa i Jego Matki stojącej obok krzyża. O tym właśnie mówią słowa dzisiejszej kolekty. Każą ufać, że Jej macierzyńska "pomoc i obrona" pozwolą nam wytrwać, przedrzeć się prawdzie przez kłamstwo, odrodzić ducha dumnego Narodu i tak jak działo się to tyle już razy w dziejach, poprowadzi go do zjednoczenia i duchowego odrodzenia.

ks. Paweł Siedlanowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 04 maja 2012, 14:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Uroczystości ku czci Matki Bożej Królowej Polski

Kilkudziesięciu polskich biskupów wzięło udział 3 maja w uroczystościach ku czci Matki Bożej Królowej Polski na Jasnej Górze. W homilii wygłoszonej podczas Mszy św., abp Józef Michalik wyraził ubolewanie, że mentalność współczesnych chrześcijan została skolonizowana przez kulturę laicką.

W kazaniu wygłoszonym z jasnogórskiego szczytu do ok. 10 tys. wiernych, abp Michalik skrytykował żenujący styl uprawiania polityki przez tych parlamentarzystów, „którzy epatują językiem brutalnej nienawiści, dając dowód braku kultury i złego wychowania”.

Ocenił, że współczesna Polska marnotrawi dziedzictwo wiary, bowiem „w zdecydowanej większości ochrzczonej Polsce tyle jest kłamstwa i prywaty, zamiast służby ojczyźnie i troski o jej przyszłość”.

Przewodniczący KEP powiedział także, że „dramat rozbitych rodzin, niekiedy z powodu emigracji, a niekiedy z racji źle rozumianej tolerancji i relatywizmu moralnego, woła o pomstę do nieba, bo jakże często wiąże się to z krzywdą pozbawionego miłości obojga rodziców dziecka”.

Powołując się na opinie niektórych obserwatorów, przewodniczący Episkopatu powiedział, że na naszych oczach umiera chrześcijańska cywilizacja, która spowodowała skolonizowanie mentalności współczesnych chrześcijan przez kulturę laicką. Zdaniem hierarchy, sami chrześcijanie wykazują brak pogłębionej tożsamości i wiedzy na temat Kościoła.

„Jakże często słyszymy od samych katolików, że Kościół powinien zrobić to lub tamto. Czyli, że Kościół to oni – biskupi, może księża a nie my. Nie utożsamiamy się z Kościołem, który przecież stanowimy wszyscy, razem, w jedności, w zjednoczeniu z Chrystusem. To jest dziś najpilniejsze zadanie” – mówił na Jasnej Górze abp Michalik.

Hierarcha zaapelował do polskich katolików, by poczuli się Kościołem i wykazywali odpowiedzialność za wiarę i życie zgodnie z jej wskazaniami, wszędzie tam gdzie są.

Wskazał też, że antykościelne czy fałszywe ataki godzą we wszystkich wiernych. „Potrzebna jest nowa odwaga wiary i nasza wspólna, powszechna reakcja, która stanie się świadectwem wierności prawdzie” – zachęcał abp Michalik.

Wobec współczesnej sytuacji trzeba utrzymać stare tradycje chrześcijańskie, ale też budować nowe struktury i wspólnoty lokalne, promować i włączać się w ruchy i stowarzyszenia katolickie – postulował kaznodzieja. Opowiedział się za tworzeniem w każdej parafii grup Akcji Katolickiej, które wykażą się wrażliwością na słabych, biednych i tych oddalonych od Kościoła, bowiem o takich ludziach także trzeba pamiętać. Wskazał też na znaczenie grup, „które pomogą odkryć czym naprawdę może być miłość sakramentalnego małżeństwa”.

Po homilii został ponowiony Milenijny Akt oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi, Matki Kościoła, za wolność Kościoła Chrystusowego.

W procesji z darami symbolicznie zostało złożone Epitafium Smoleńskie upamiętniające wszystkie ofiary z 10 kwietnia 2010 r. Więcej o tym wydarzeniu czytaj tutaj

Po Komunii św. złożono przyrzeczenie Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

KAI

http://www.pch24.pl/uroczystosci-ku-czc ... 255,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 06 maja 2012, 23:58 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
8 maja 1610 r. NMP ogłosiła się Królową Polski

Dzisiaj cytuję in extenso fascynujący artykuł mariologa ks. Xawerego Wilczyńskiego. Pisze on o jednym z najważniejszych wydarzeń w historii Polski.


Szczęśliwa historia Polski

„Szczęśliwe Narody, które taką mają historię jak Polska, szczęśliwszego od Was nie widzę Państwa, gdyż Wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymowne – obyście to tylko zrozumieli sami”(z akt zakonu Marianów dawnych – białych).

Słowa te, wypowiedział niegdyś do hetmana Stanisława Jabłonowskiego, nuncjusz apostolski w Polsce Pignatelli (przedtem abp Neapolu), późniejszy Innocenty XII Papież, który poznał dobrze i dzieje i ducha Narodu Polskiego, a pokochał go tak szczerze i serdecznie najbardziej za jego miłość ku Matce Bożej, za tę miłość i wierność, która się tak bardzo podobała Bogarodzicy, iż „weszła w dzieje Polski i zawładnęła każdym sercem Sarmatów” (z akt zakonu Marianów dawnych – białych), a w końcu, widząc zalewające nas fale złego z cudzoziemskich stron i chwiania się Jej Narodu w surowych, staropolskich zasadach Wiary i poczciwości, widząc też i błądzących królów i wodzów polskich – sama Pani nieba i ziemi raczyła ująć losy nasze w swe niepokalane dłonie, byśmy nie zginęli i nie zmarnieli, i Królową Polski sama się nazwała i mianowała, nim Ją kochający i wdzięczny Naród Polski swą Panią, Władczynią i Monarchinią obwołał i wobec nieba i ziemi tytuł Królowej Polski w akcie państwowym ofiarował i na wieki wieków przyznał. Polska stanęła jako wielkie a żywe przedmurze wiary i oświaty.

Odczuł to świat cały, odczuł potężnie, bo ilekroć reszta Europy zagrożona zostanie – na Polskę kierowały się oczy świata i nadzieje – i do Krakowa przybywali papiescy legaci wołać ochrony, ratunku, pomocy i rady.
Zasługi Polski przemilcza dziś Europa, aby się zawstydzić wobec nas, jak zawstydziła ją niegdyś wielkość i zasługa króla Jana III. To niewdzięczność świata wobec naszego zasłużonego narodu, który ochronił i ocalał całe chrześcijaństwo.

Dziś tej zasługi nie pomny jest świat i nie odwdzięcza się jej, ale Bóg pamięta i Jego Opatrzność odda najwyższą sprawiedliwość, która wedle nieomylnych zapewnień Ewangelii: „odda każdemu według uczynków jego” (Mat.16, 27).

To ta sprawiedliwość Boża wskrzesiła nas i ożywiła politycznie, abyśmy dalej i jeszcze wierniej służyli Bogu, bo od nas dziś nie mniej wymaga Pan, niż od ludu izraelskiego, gdy go z Egiptu wywiódł, z ciężkiej niewoli na wolność, aby – jak uczy ks. Skarga – „uczynić sobie z nich Królestwo i Rzeczpospolitą porządkiem, urzędem i prawem dobrze osadzone i postanowione” .

Obrazek

Co powiedziała NMP jezuicie Juliuszowi Mancinelli?

Na przełomie XVI i XVII wieku żył we Włoszech wielkiej świętości jezuita, Sługa Boży Juliusz Mancinelli (1537-1618), bliski przyjaciel króla polskiego Zygmunta III Wazy. Był on wielkim misjonarzem. Apostołował w Europie, przeszedł pieszo dużą część Azji i Afryki. Miał opinię proroka i cudotwórcy. Zakładał wiele dzieł miłosierdzia, a tam gdzie przybył, stwierdzano liczne nawrócenia. Sławny ten kapłan–cudotwórca w sposób niezwykle czuły kochał i wielbił Niepokalaną Bogurodzicę, przeróżne pochwały na Jej cześć głosząc. Ponadto odznaczał się O. Juliusz wielkim nabożeństwem do świętych Polaków, a szczególnie do św. Stanisława Biskupa krakowskiego i swego umiłowanego współbrata w Zakonie, Stanisława Kostki zmarłego w Rzymie w 1568 r., którego świętością i posiadaniem cały zakon jezuicki uradowany, zaszczycony i wspomnieniami o Nim był przepełniony.

Że zaś w owe czasy wielu w tym Zakonie było świątobliwych i świętych Polaków, jak Piotr Skarga, Mikołaj Łęczycki i inni, wielebny O. Juliusz, wielki miał dla Narodu polskiego respekt i miłość, i wdzięczność za to, że Polacy tylu znakomitych świętością i nauką dali jego Zakonowi członków, Zakonowi, który dobry ten zakonnik – jak swą Matkę, całym ukochał sercem.

W narodzie polskim wyczuwano od zarania dziejów, że wszelkie dobro pochodzi od Boga i Bogu należy je składać przez Maryję. Pamiętając o tym, często zasyłał swe modły do „Wniebowziętej Królowej” przez przyczynę ukochanego współbrata w Zakonie, „małego Polaka” Stanisława Kostki, „za wspaniały i wielki Naród, co takiego nadzwyczajnego wydał z siebie świętego” jak Stanisław Kostka.

Zapragnął też O.Juliusz Mancinelli ujrzeć i uczcić tę ziemię polską, „Matkę Świętych”, nawiedzić grób chwalebny św. Stanisława Biskupa i Męczennika, patrona św. Stanisława Kostki, podziękować Bogu w Katedrze krakowskiej za łaski jakie mu Wniebowzięta Królowa Maryja w ciągu życia wyprosiła i udzieliła na rozlicznych Misjach w Konstantynopolu i w Azji wśród niewiernych Turków i w polskiej Katedrze prosić o dalsze łaski dla uprzywilejowanej Polski.

Jakby tę podróż do dalekiego kraju odprawić i świętą ziemię Męczenników nawiedzić i uczcić? Ziemię, o której papież Paweł V powiedział, że gdyby ją ścisnąć w garści, to by się krew męczeńska polała z niej – tylu Polaków życie za wiarę w ciągu wieków dało, iż cała „jest jedną relikwią świętą”.

Nie wiedział jednak Mąż Boży, jak tego dokonać? Miał już 70 lat. Bardzo przepracowanego, przełożeni umieścili w Neapolu, w klasztorze Gesu Nuovo, na przygotowanie się do śmierci po znojnej pracy na misjach, wśród niewiernych. Tak o dalekiej Polsce, przez siebie ukochanej, święty ten zaiste jezuita myśląc – modlił się do Maryi, by mu przyszła z pomocą jak to wykonać, a również prosił Ją, by mu dopomogła wynaleźć nowy tytuł, wyrażający nie tylko Jej chwałę w Niebie, ale i na ziemi, w jakiś niezwykły sposób. Słowem, tytuł „Wniebowziętej Królowej” już mu nie wystarczał.

Gdy się tak w celi zakonnej starzec miły, nastrojony najuroczyściej wewnętrznie po przyjściu z Nieszporów i procesji w wigilię Wniebowzięcia Matki Bożej, a więc święta sobie najmilszego, 14 sierpnia 1608 roku, modlił – spojrzał przez okno na firmament Niebieski i, o dziwo!, ujrzał niby drugi Eliasz-prorok wspaniały i dziwny obłok, wychodzący jakoby z morza, który płynął ku niemu. O. Mancinelli zobaczył wyraźnie, jak z owego obłoku powstała słodka postać Dziewicy Niepokalanej z Dzieciątkiem Jezus na ręku, okryta w królewską purpurę, pełną Majestatu, a u kolan Jej klęczał piękny młody jezuita, aureolą cudną okolony: – Wniebowzięta Królowa! – szepnął O. Juliusz, przywykły do odwiedzin niebieskich Maryi i owładnięty nie dającą się określić ludzką mową z radością osunął się na kolana, a Maryja już przy nim w swoim Majestacie. Wielebny O. Juliusz zawołał: „O, Królowo Wniebowzięta – módl się za nami!”. A Matka Boża mile nań spoglądając powiedziała:

„A dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo wielce kocham i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwszą miłością ku mnie pałają jego synowie…”.

Powiedziawszy to Bogarodzica jakby czekała na odpowiedź Wielebnego Sługi Bożego, który też zawołał: – "Królowo Polski Wniebowzięta, módl się za Polską!".

Po tych słowach nasza Królowa i Pani miłośnie spojrzała na klęczącego u Jej kolan Stanisława Kostkę, a potem na O. Mancinellego i słodko rzekła: – Jemu tę łaskę dzisiejszą zawdzięczasz, Juliuszu mój!

Co się działo w sercu świętego zakonnika po tym widzeniu, któż to wyrazić zdoła, gdy on sam ledwie łkaniem radości pytającym go braciom zakonnym opowiadał, modląc się zarazem: – Królowo Polski… módl się za nami. Matka Boża wielkie rzeczy dla Polaków zamierza.

W krótkim czasie potem za pozwoleniem swych przełożonych, którzy rzecz całą ściśle zbadali, O. Mancinelli doniósł O. Mikołajowi Łęczyckiemu T.J., swemu przyjacielowi w Polsce, o tym, co zaszło i polecił serdecznie, aby Zygmuntowi III, jak wiadomo wielkiemu przyjacielowi Towarzystwa Jezusowego, tę „dobrą nowinę” oznajmił.
Ucieszony i król, i Skarga, i cały Zakon Jezusowy w Polsce rychło rzecz całą rozgłosili i że Sama Bogarodzica Dziewica Polski Królową nazwać się i ogłosić raczyła, opowiedzieli. Radość w naszej Ojczyźnie była niewypowiedziana na wieść, że mamy Panią, której królowanie nigdy nie ustanie i która czuwać nad nami będzie po wieki wieków, owszem, nawet „wielkie rzeczy dla nas zamierza” uczynić. Zdziwił się Neapol i Rzym i całe Włochy na tę wieść.

Zainteresował się Papież tym faktem – rzecz była bowiem niesłychana i żadnemu innemu Narodowi chrześcijańskiemu łaska taka nie była ani przedtem, ani potem w tym stopniu przez Matkę Bożą okazana i udzielona. Wywyższyła nas Królowa Nieba, wejrzawszy na naszą pokorę, na męczeństwo przodków naszych, na świętość naszych świętych i na chęci nasze dobre, a zupełnie oddane sprawie Bożej; wejrzała i na przyszłość naszą, widziała błędy, które nas do upadku przywiodą, a przecie i wtedy – o dobroci Maryi niezmierzona i nigdy dość nie wywdzięczona! – chciała nam być Królową i Pocieszycielką. Że była – wiemy.

Obrazek

Podróż O. Juliusza Mancinelli do Polski

O. Juliusz Mancinelli wybrał się do Polski, by ujrzeć Królestwo Maryi. Nie żałował on ani słonecznej swej Ojczyzny, ani pięknego Nieba Neapolu, ani cudownego Morza, ni cichego klasztoru Gesu Nuovo Nie wzdragał się dalekiej, pełnej niebezpieczeństw podróży miły starzec i – poszedł do Polski. Miłość ku Bogarodzicy, ku Królowej Polski Wniebowziętej, gnała go do tych północnych, a wtedy z powodu wojen prowadzonych przez Zygmunta III Wazę i nie bardzo spokojnych krajów.

Wtedy po Polsce brzmiało echo kazań sejmowych Skargi, w których potężnej jeszcze wtedy Polsce, karami Bożymi surowo grozi prorok jezuita i że „nas potłucze Pan jako ten garnek”, przepowiada.

Inni kaznodzieje też straszą nas nie na żarty. Nikt otuchy nie wlewa w Naród na przyszłość… W takim to okresie, w takim czasie zjawia się w dniu 8 maja 1610 roku w Katedrze wawelskiej staruszek zakonnik. Zakurzony, zmęczony, ledwo żyw, ale z oczu jego błyska jakiś ogień. Ujrzawszy trumnę Ojca naszej Ojczyzny, św. Stanisława, co niegdyś „spoił rozdartą Ojczyznę w jedną całość”, pada krzyżem i modli się za Polskę…Dziękuje Bogu, że ona jest taką urodzajną rodzicielką Świętych, skarbiąc sobie ten przywilej i chwałę, że Kościół cały ją nazywa: „Polską Bożą, Winnicą i Królestwem Bożym” i woła do niej z uznaniem i miłością:

„Ciesz się Matko, Polsko, żyzna w obfite błogosławionych potomstwo” – Gaude Mater Polonia, prole foccunda nobilis! – powtarza zachwycony święty nasz przyjaciel włoski, nasz pielgrzym ukochany, przez Królową Polski Wniebowziętą umiłowany, a potem wychodzi ze Mszą świętą przed grobem świętego Biskupa Męczennika, by mu dziękować, że tak dobrze opiekował się św. Stanisławem Kostką, iż do takiej on doszedł świętości w młodym wieku.

Gdy się tak modli pątnik z Neapolu w czasie Mszy świętej za pomyślność Królestwa naszego – ujrzy w wielkiej postaci Maryję w królewskim olśniewającym Majestacie jak jeszcze nigdy Jej nie widział. I powiedziała mu Bogarodzica:

„JA JESTEM KRÓLOWĄ POLSKI, JESTEM MATKĄ TEGO NARODU, KTÓRY JEST MI BARDZO DROGI, WIĘC WSTAWIAJ SIĘ DO MNIE ZA NIM I O POMYŚLNOŚĆ TEJ ZIEMI BŁAGAJ NIEUSTANNIE, A JA CI ZAWSZE BĘDĘ, JAKOM JEST TERAZ, MIŁOŚCIWĄ”.

I znów mógł ten święty nasz Przyjaciel oznajmić, a to już osobiście ks. Piotrowi Skardze, zakonnym swym współbraciom, królowi i temu wielkiemu biskupowi krakowskiemu, co „żył jak filozof, a umarł jak święty w 1616 r.”, Piotrowi Tylickiemu, o ciągłej i wielkiej łasce Niepokalanej i Wniebowziętej Królowej Polski, jak Ją przez wieki nazywali i czcili biali Marianie, z polskiego serca sprawcy wiedeńskiej Wiktorii O. Stanisława Papczyńskiego w 1670 r. wykwitli, aby Maryi, Królowej Polski, roznosić cześć, duszom poległych za Wiarę i Ojczyznę lub w nędzy zmarłych nieść skuteczny ratunek, a misjami ustawicznymi nawracać błądzących, uczyć kochać i siebie i drugich.

Dni pobytu ojca Mancinellego w Krakowie były dla miasta dniami szczególnego uniesienia religijnego. Długo przetrwała pamięć o pątniku spieszącym do Polski z dobrą nowiną. Namodliwszy się w Polsce do syta, Wielebny Ojciec Juliusz i o Lwów zawadził, co tylko godnego było oglądać, gwoli podniesienia serca ku Bogu, obejrzał i wrócił do ojczystych Włoch ze swymi wspomnieniami drogą kiedyś odprawioną przez świętego Kostkę.

Błogosławiły go serca polskie i opłakały rozłąkę z tak zaiste niezwykłym człowiekiem, co „był jak nasz, nie cudzy”. Tak to Wiara św. zbliża ludzi, że choć innego narodu, są jakby dziećmi jednej matki, jeśli odznaczają się świętością I znów znalazł się O. Juliusz w swoim Neapolitańskim klasztorze, spoglądał jak pięknym jest morze i to włoskie niebo, ale myślą w modlitwach, powracał do umiłowanej przez Królową Polski północnej ziemi. Już lat 7 ubiegło, jak wrócił z Polski.

Obrazek

Matka Boża do ojca Juliusza Mancinelli w dzień Wniebowzięcia Niepokalanej Królowej Polski w 1617 r.

Nadszedł dzień Wniebowzięcia Niepokalanej Królowej Polski w 1617 r. I znów, jak kiedyś, ujrzał O.Juliusz – 80-letni staruszek – Bogarodzicę mówiącą do niego:

„– Juliuszu, synu mój! Za cześć i miłość, jaką otaczasz tajemnicę mego Wniebowzięcia, ujrzysz mię za rok w mej chwale w niebiosach. Tu jednak, na ziemi, nazywaj mnie zawsze KRÓLOWĄ POLSKI!”.

Ciche łkanie Sługi Bożego było jedyną odpowiedzią Maryi. Niebo i widzenie Boga i Wniebowziętej Pani zapewnione, towarzystwo św. Stanisława Kostki pewne; radości niebieskie po wiek wieków niewątpliwe… Co za radość, co za szczęście!…

Jak wielka za życie cnotliwe zapłata…– Królowo Polski, módl się za nami!

Za rok O. Juliusz Mancinelli już nie żył. Zabrała go Niepokalana i Wniebowzięta Królowa Polski, zabrała do siebie. O, Ojcze Juliuszu, spraw, by i nami nie gardziła. Niech i nas zabierze z sobą po życiu cnotliwym, które nam ułatwiaj z Nieba: Pomnij na nas, Polaków!

Wieść o śmierci tego protektora naszego u Maryi bolesnym echem odbiła się w Polsce. Posypały się do niego prośby do Nieba. Odpowiedział łaskami. Proszono o jego relikwie w 1625 roku – dano ich cząstkę z jego szlachetnej głowy i portret. Nie miało tego skarbu rodzinne miasto świętego męża Macerata, a dostali i mieli Polacy.

Obrazek

Korona na iglicy wieży Bazyliki Mariackiej

Dokładnie w 10-tą rocznicę jego śmierci, tj. 15 sierpnia 1628 r., Kraków uczcił go pierwszą koroną na iglicy wieży Bazyliki Mariackiej. Naród nasz też pierwszy o beatyfikację tego świętego Włocha kołatał. Dziś to warto by ponowić, a wzmoże się orędownictwo Jego do Królowej Polski, byśmy się teraz duchowo odrodzili i naprawdę spolszczyli: po dawnemu, po katolicku – święcie!

W XVII wieku wiele burz przeszło nad Polską, ale i danych było wiele znaków specjalnej opieki Królowej. Maryja wciąż czekała na ofiarowanie jej państwa i całego narodu.

Gdy pod nawałą potopu szwedzkiego Polska zdawała się ginąć, a król znalazł się na wygnaniu, biskupi polscy zgnębieni donieśli Papieżowi: „Zginęliśmy, jeśli się Bóg nie zlituje nad nami!”.

„– Nie!– woła papież Aleksander. – Maryja was wyratuje, toć to Polski Pani. Jej się poświęćcie, Jej oficjalnie ofiarujcie, Ją Królową ogłoście, toć sama tego chciała”.

I choć Polacy zwątpili w ratunek – Papież nie zwątpił.

Obrazek

1656 r. - Śluby Lwowskie i ogłoszenie NMP Królową Polski

Pobożny król Jan Kazimierz, stosując się do rady papieża Aleksandra VII, wrócił do Polski, do Lwowa i tam 1. kwietnia 1656 roku zasilony Ciałem Pańskim z rąk Piotra Vidoniego, Nuncjusza papieskiego, który wtedy Mszę św. odprawiał przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej w katedrze, otoczony biskupami i senatorami, następujący wśród powszechnego wiernych wzruszenia, ogłosił MARYJĘ KRÓLOWĄ POLSKI.

Chwiejącą się na głowie ostatnich królów koronę przeniesiono na skronie Matki Zbawiciela. Wtedy to po raz pierwszy, podczas publicznego odmawiania litanii loretańskiej przez nuncjusza papieskiego, padło wezwanie: „Królowo Korony Polskiej”. Tysięczne rzesze rycerstwa, mieszczaństwa i chłopstwa padły na kolana z pieśnią „Pod Twoją obronę”. Na tron polski wstąpiła na wieki królująca narodowi Bogarodzica Dziewica Maryja!
Rzym i całe chrześcijaństwo radowało się tym faktem, a kult Matki Bożej pogłębił.

1.Kraków 8-V-1610 – osobista Jej się intronizacja (w kontekście Neapol 14-VIII-1608 i 15-VIII-1617)

2.MB Ostrobramska w Wilnie w 10-tą rocznicę powyższej Jej intronizacji się w Krakowie

3.Korona na Bazylice Mariackiej 1-sza zamontowana 15-VIII-1628 r. w 10-tą rocznicę zapowiedzianego przez Nią wzięcia do nieba Giulio Mancinellego

4.Gietrzwałd 1877 NMP – Królowa Polski, bo Ona na królewskim tronie, i z koroną, i mówiła po polsku

5.NMP Rokitniańska 19-III-1947 r. zadekretowana przez prymasa A. Hlonda jako Królowa Polski Ziem Odzyskanych (Mszał 15-VIII)

Za: http://aniol-ave.blogspot.com/2012/02/n ... .html#more

Źródło
http://rebeliantka.nowyekran.pl/post/61 ... owa-polski

Obrazek

"Hymn" Zygmunta Krasińskiego

Hymn

Królowo Polski, Królowo Aniołów!
Ty, coś na świecie przebolała tyle,
Gdy Syn Twój zstąpił do ziemskich padołów,
Skróć umęczonej Polsce Twej - mąk chwile!
Królowo Polski, Królowo Aniołów,
Roztocz ponad nią tęczę Twej opieki,
Odwiąż jej ręce od katowskich kołów;
Bądź jej Aniołem, teraz i na wieki!

Królowo Polski, Królowo Aniołów!
Lilio bez zmazy, Ty gwiazdo poranna,
Mieczem boleści siedmiokrotnie ranna,
Wiesz, co rozpaczy wrzący w sercu ołów,
Co krzyż l gwoździe, i rany, i ciernie,
Wiesz, co kiwi ziemskiej i łez ziemskich cieki
I jak konania ból boli bezmiernie -
Bądź nam Aniołem, teraz l na wieki!

Królowo Polski, Królowo Aniołów!
Lecz wiesz zarówno, jakim blaskiem płonie
Ukrzyżowany - wniebowzięt po zgonie:
Nie daj nas sieciom piekielnym na połów!
Nieśmiertelnymi na śmierć zbrojna leki,
Wykaż znów śmierci na nas, że jest niczem,
Wskrześ nas, o Pani, przed świata obliczem,
Bądź nam Aniołem, teraz l na wielki!

Królowo Polski, Królowo Aniołów!
Ten świat się rozpadł i rozdziera siebie,
Lecz żadna z jego rozerwanych połów
Już się nie modli, o Mario, do Ciebie!
My jedni tylko, paląc się na stosie,
Wciąż ślemy modły w Twój bezmiar daleki -
Poznasz, Królowo, poddanych po głosie;
Bądź mym Aniołem, teraz i na wieki!


Więcej Tutaj:
http://jozefbizon.files.wordpress.com/2 ... 8-9_jb.pdf

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 08 paź 2012, 09:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Jasnogórskie Śluby Narodu 26 sierpnia 1956 roku

Wielka Boga -Człowieka Matko! Bogurodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo!

Królowo świata i Polski Królowo!

Gdy upływają trzy wieki od radosnego dnia, w którym zostałaś Królową Polski, oto my, dzieci Narodu polskiego i Twoje dzieci, krew z krwi Przodków naszych, stajemy znów przed Tobą, pełni tych samych uczuć miłości i nadziei, jakie ożywiały ongiś Ojców naszych.

My, biskupi polscy i królewskie kapłaństwo, Lud nabyty zbawczą Krwią Syna Twojego, przychodzimy, Maryjo, znów do Tronu Twego, Pośredniczko Łask wszelkich, Matko Miłosierdzia i wszelkiego pocieszenia.

Przynosimy do stóp Twoich niepokalanych całe wieki naszej wierności Bogu i Kościołowi Chrystusowemu - wieki wierności szczytnemu posłannictwu Narodu, omytego w wodach Chrztu świętego.

Składamy u stóp Twoich siebie samych i wszystko, co mamy: rodziny nasze, świątynie i domostwa, zagony polne i warsztaty pracy, pługi, młoty i pióra, wszystkie wysiłki myśli naszej, drgnienia serc i porywy woli.

Stajemy przed Tobą pełni wdzięczności, żeś była nam Dziewicą Wspomożycielką wśród straszliwych klęsk tylu potopów.

Stajemy przed Tobą pełni skruchy, w poczuciu winy, że dotąd nie wykonaliśmy ślubów i przyrzeczeń Ojców naszych.

Spojrzyj na nas, Pani Łaskawa, okiem Miłosierdzia Twego i wysłuchaj potężnych głosów, które zgodnym chórem rwą się ku Tobie z głębi serc wielomilionowych zastępów oddanego Ci Ludu Bożego.

Królowo Polski! Odnawiamy dziś śluby Przodków naszych i Ciebie za Patronkę naszą i za Królową Narodu polskiego uznajemy.
Zarówno siebie samych, jak i wszystkie ziemie polskie i wszystek lud polecamy Twojej szczególnej opiece i obronie.

Wzywamy pokornie pomocy i miłosierdzia w walce o dochowanie wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, Kościołowi świętemu i jego Pasterzom, Ojczyźnie naszej świętej, chrześcijańskiej przedniej straży, poświęconej Twojemu Sercu Niepokalanemu i Sercu Syna Twego. Pomnij, Matko Dziewico, przed obliczem Boga, na oddany Tobie Naród, który pragnie nadal pozostać Królestwem Twoim, pod opieką najlepszego Ojca wszystkich narodów ziemi.

Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym.

Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!

Matko Łaski Bożej! Przyrzekamy Ci strzec w każdej duszy polskiej daru łaski, jako źródła Bożego życia.

Pragniemy, aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga, aby cały Naród żył bez grzechu ciężkiego, aby stał się Domem Bożym i Bramą Niebios, dla pokoleń wędrujących poprzez polską ziemię ¬pod przewodem Kościoła katolickiego - do Ojczyzny wiecznej.

Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!

Święta Boża Rodzicielko i Matko Dobrej Rady! Przyrzekamy Ci z oczyma utkwionymi w Żłóbek Betlejemski, że odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia.

Walczyć będziemy w obronie każdego dziecka i każdej kołyski, równie mężnie, jak Ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc obficie krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli zadać śmierć bezbronnym.

Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca wszelkiego życia i za najcenniejszy skarb Narodu.

Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!

Matko Chrystusowa i Domie Złoty! Przyrzekamy Ci stać na straży nierozerwalności małżeństwa, bronić godności kobiety, czuwać na progu ogniska domowego, aby przy nim życie Polaków było bezpieczne.

Przyrzekamy Ci umacniać w rodzinach królowanie Syna Twego Jezusa Chrystusa, bronić czci Imienia Bożego, wszczepiać w umysły i serca dzieci ducha Ewangelii i miłości ku Tobie, strzec prawa Bożego, obyczajów chrześcijańskich i ojczystych. Przyrzekamy Ci wychować młode pokolenie w wierności Chrystusowi, bronić je przed bezbożnictwem i zepsuciem
i otoczyć czujną opieką rodzicielską.

Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!

Zwierciadło Sprawiedliwości! Wsłuchując się w odwieczne tęsknoty Narodu, przyrzekamy Ci kroczyć za Słońcem Sprawiedliwości, Chrystusem, Bogiem naszym.

Przyrzekamy usilnie pracować nad tym, aby w Ojczyźnie naszej wszystkie dzieci Narodu żyły w miłości i sprawiedliwości, w zgodzie i pokoju, aby wśród nas nie było nienawiści, przemocy i wyzysku.

Przyrzekamy dzielić się między sobą ochotnie plonami ziemi i owocami pracy, aby pod wspólnym dachem domostwa naszego nie było głodnych, bezdomnych i płaczących.

Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!

Zwycięska Pani Jasnogórska! Przyrzekamy stoczyć pod Twoim sztandarem najświętszy i najcięższy bój z naszymi wadami narodowymi.

Przyrzekamy wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu, rozwiązłości.

Przyrzekamy zdobywać cnoty: wierności i sumienności, pracowitości, oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości społecznej.

Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!

Królowo Polski! Ponawiamy śluby Ojców naszych i przyrzekamy, że z wielką usilnością umacniać i szerzyć będziemy w sercach naszych i w polskiej ziemi cześć Twoją i nabożeństwo do Ciebie, Bogurodzico Dziewico, wsławiona w tylu świątyniach naszych, a szczególnie w Twej Jasnogórskiej Stolicy.

Oddajemy Tobie szczególnym aktem miłości każdy polski dom i każde polskie serce, aby chwała Twoja nie ustawała w ustach naszych dnia każdego, a zwłaszcza w dni Twoich świąt.

Przyrzekamy iść w ślady Twoich cnót, Matko Dziewico i Panno Wierna, i z Twoją pomocą wprowadzać w życie nasze przyrzeczenia.

Lud mówi: Królowo Polski, przyrzekamy!

W wykonaniu tych przyrzeczeń widzimy żywe Wotum Narodu, milsze Ci od granitów i brązów. Niech nas zobowiązują do godnego przygotowania serc naszych na Tysiąclecie Chrześcijaństwa Polski.

W przededniu Tysiąclecia Chrztu Narodu naszego chcemy pamiętać
o tym, że Ty pierwsza wyśpiewałaś narodom hymn wyzwolenia z niewoli i grzechu; że Ty pierwsza stanęłaś w obronie maluczkich i łaknących,
i okazałaś światu Słońce Sprawiedliwości, Chrystusa, Boga naszego. Chcemy pamiętać o tym, że Ty jesteś Matką naszej Drogi, Prawdy i Życia, że w Twoim Obliczu Macierzyńskim najpewniej rozpoznajemy Syna Twojego, ku któremu nas wiedziesz niezawodną dłonią.

Przyjm nasze przyrzeczenia, umocnij je w sercach naszych i złóż przed Oblicze Boga w Trójcy Świętej Jedynego. W Twoje dłonie składamy naszą przeszłość i przyszłość, całe nasze życie narodowe i społeczne, Kościół Syna Twego i wszystko, co miłujemy w Bogu.

Prowadź nas poprzez poddaną Ci ziemię polską do bram Ojczyzny Niebieskiej. A na progu nowego życia sama okaż nam Jezusa, błogosławiony Owoc żywota Twojego.

Amen

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 10 gru 2012, 10:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Ekspiacyjny Apel Jasnogórski

Wczorajszy Apel Jasnogórski miał charakter ekspiacyjny za zbezczeszczenie Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Rano 58-letni mężczyzna rzucił w Cudowny Obraz czarną farbą po Mszy św. w kaplicy. Dzięki zabezpieczeniom Ikona nie uległa zniszczeniu a sprawca został schwytany.

Modlitwie Apelu Jasnogórskiego przewodniczył przeor o. Roman Majewski. Obecni byli abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, abp –senior Stanisław Nowak oraz biskup pomocniczy Jan Wątroba. Bardzo tłumnie zebrali się wierni – częstochowianie, ale i pielgrzymi, odpowiadając w ten sposób na apele abp. Depo i przeora Jasnej Góry o modlitwę ekspiacyjną.

- Dziś rano ręka szaleńca rzuciła w stronę Obrazu farbę, która miała zniszczyć oblicze naszej umiłowanej Matki i Królowej – przypomniał w trakcie Apelu Jasnogórskiego o. Majewski. - Szaleństwo bez granic. Nikt nie jest przecież w stanie zniszczyć w nas Twojego Oblicza Matko, które wyryte jest mocno w naszych sercach, pielęgnowane z żywą wiarą i nadzieją, nikt nie jest w stanie zniszczyć w nas Twego najcenniejszego daru – Jezusa, Pana naszego i Zbawiciela – mówił przeor.

W emocjonalnym rozważaniu paulin zastanawiał się, kto może cieszyć się z tego, że Polska „staje u progu powszechnej profanacji Boga i człowieka. Kto sprzyja, że wokół nas rozpętuje się każdego dnia w słowach i czynach prawdziwe szaleństw tzw. Polaków, szaleństwo bez granic, bez ludzkich hamulców moralnych”.

- Kto pragnie, by Polska w imię tolerancji gościnnie otworzyła drzwi dla tych, którzy codziennie i publicznie drwią ze swojej ojczyzny i z jej świętości największych, z jej świętych miejsc i świętych tradycji? – pytał przeor jasnej Góry. - W imię czego my, naród, mamy wyzbyć się tego co nas stanowi, co jako Polacy okupiliśmy krwią, cierpieniem, wieloletnią niewolą i zniewoleniem poprzednich pokoleń? Czy ciągle nie jesteśmy zdolni wyciągać wniosków z naszej historii, czy potrzebny jest ktoś, spośród nas, kto nas poderwie do opamiętania? Czy jesteśmy w stanie w swoim własnym sercu, rodzinie, swoim otoczeniu bronić prawd Kościoła świętego?

O. Majewski przypomniał słowa Sługi Bożego o. Mariana Morawskiego, jezuity (zmarł w 1940) – „Wielu obraża się tym w ojczyźnie naszej, że Kościół uczy tajemnic niedostępnych rozumowi, upokarzających hardość rozumu ludzkiego.”

- Wielu obraża się ciągle w naszej ojczyźnie prawami i przepisami Kościoła, tymi, które są przeciwne miłości własnej, zmysłom, lenistwu – kontynuował przeor Jasnej Góry. - Obraża ich spowiedź święta, post, Eucharystia, bezżeństwo stanu duchownego, wszystko co kościelne ich drażni i obraża. Obraża wielu w ojczyźnie naszej ludzka strona i ułomność Kościoła. Widzą w kapłanach, w hierarchii, w zakonach wiele niedoskonałości, niedbalstwa, zgorszenia, ale najwięcej odstręcza od Kościoła wzgarda i nienawiść świata – powiedział o. Majewski, dodając, że w tłumie osób sprzeciwiających się Kościołowi oraz obojętnych wobec niego są ci, którzy wołali i wołają o Polskę wierną Bogu.

Na koniec przeor podziękował biskupom częstochowskim za ich opiekę nad sanktuarium, a policji oraz straży porządkowej za pomoc.

Abp Wacław Depo w słowie kończącym Apel Jasnogórski przypomniał słowa św. Pawła Apostoła, że gdzie jest wzmożone działanie Łaski, tam też objawia się grzech. - Prosimy, by Łaska przezwyciężała wszystko, Maryjo czuwaj nad nami wszystkimi, abyśmy nie zagubili się na drogach do Twojego Syna - powiedział.

KAI, kra

http://www.pch24.pl/ekspiacyjny-apel-ja ... 653,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 11 gru 2012, 07:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Wspólnie przepraszajmy Pana Boga

„Dziwnie szatan jest na to miejsce zawzięty. I dokłada wszelkich starań, aby nabożeństwu tu przeszkodzić i wiernych jak najmniej do udziału w nim dopuścić. Bo nic tak do takiej desperacji piekielnego dworu nie przywodzi, jak widok czci dla Tej, która głowę węża starła”. (Henryk Sienkiewicz)

Z ogromnym bólem i niedowierzaniem przyjęliśmy atak na Cudowny Obraz Matki Bożej Królowej Polski na Jasnej Górze.

Aby wynagrodzić Panu Bogu i Matce Najświętszej zniewagi, Ojcowie Paulini i metropolita częstochowski ks. abp Wacław Depo zachęcają Naród Polski, by zjednoczył się w modlitwie ekspiacyjnej.

W dniu profanacji, tj. w niedzielę, 9 grudnia br., rozpoczęła się spontanicznie zainicjowana nowenna przebłagalna, która polega na włączeniu się za pośrednictwem Radia Maryja, Telewizji Trwam lub Radia Jasna Góra do modlitwy Apelu Jasnogórskiego o godz. 21.00 oraz na wystawieniu w oknie zapalonej świecy.

Łączmy się zatem w rodzinach, parafiach, wspólnotach, zgromadzeniach, w Rodzinie Radia Maryja, by wspólnie nieść do Pana Boga przebłaganie za obrazę Jego Najświętszej Matki.

Abyśmy mogli wspólnie łączyć się w modlitwie przebłagalnej, prosimy o informowanie nas o terminach i miejscach zbiorowych modlitw ekspiacyjnych. W tym celu prosimy o wypełnienie formularza.

IK

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... -boga.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 19 gru 2012, 08:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Świętokradztwo na Jasnej Górze, czyli wilki w owczych skórach

Ewangelia wgśw. Mateusza (7, 15-20) mówi nam:

„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach.”

Niestety Polacy jakby zatracili zdolność rozeznania, co jest dobrem, a co złem. Nie potrafią również rozpoznać wilka odzianego w owczą skórę otoczonego watahą fałszywych proroków.
Przyjrzyjmy się zatem owocom tego wcielonego zła, które zniewoliło naszą Ojczyznę mieniąc się „rządem miłości” i prowadzi ją z premedytacją i wyrachowaniem do zguby.

Czy to przypadek, że właśnie za panowania Donalda Tuska mieliśmy do czynienia z mordem politycznym w Łodzi, dekapitacją całego dowództwa polskiej armii niemającego precedensu nawet w czasach wojny i wreszcie smoleńską zbrodnią, której ofiarami stał się prezydent państwa i jego elity?
Czy to zwykły nieszczęśliwy zbieg okoliczności, że właśnie za rządów Tuska doszło w Polsce do najbardziej barbarzyńskiego od wieków ataku na symbol chrześcijaństwa, krzyż?
I w końcu w niedzielę, 9 grudnia 2012 roku niemal po sześciu wiekach ponownie polska ręka zamachnęła się na Jasnogórski Cudowny Obraz Matki Boskiej, najbardziej znany symbol Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce.

Piszę „polska ręka” gdyż wstyd i hańba, jaka spadła w 1430 roku na Polskę i Polaków powołały do życia fałszywą legendę jakoby to napadu na klasztor dokonali wtedy jacyś anonimowi husyci. Do dziś pielgrzymi odwiedzający Jasną Górę sądzą, że dwa cięcia na obliczu Maryi zadane zostały przez owych husytów lub według innej wersji, Szwedów.

Oto tuż przed Wielkanocą 1430 roku skuszeni rozsiewaną kłamliwą propagandą o rzekomych bogactwach jasnogórskiego skarbca na klasztor najazdu dokonała polska szlachta w składzie: Jakub Nadobny z Rogowa herbu Działosza, Jan Kuropatwa z Łańcuchowa herbu Szreniawa i książę wołyński Fryderyk Ostrogski. Towarzyszyła im banda zwerbowanych zwykłych rzezimieszków, którym obiecano udział w łupie.
Rozczarowani skromną zawartością skarbca ogołocili sukienkę Matki Boskiej, a sam cudowny obraz okaleczyli i połamali.

Tak opisywał to wydarzenie Jan Długosz:
„Pod ten czas niektórzy z szlachty polskiej wyniszczeni marnotrawstwem i obciążeni długami, mniemając, że klasztor częstochowski na Jasnej Górze, zakonu św. Pawła Pierwszego Pustelnika, posiadał wielkie skarby i pieniądze, z tej przyczyny, że do niego z całej Polski i krain sąsiednich (...) zbiegał się lud pobożny (...) zebrawszy (...) kupę łotrzyków (...) napadli na rzeczony klasztor paulinów. A nie znalazłszy w nim spodziewanych skarbów, zawiedzeni w nadziei, ściągnęli ręce świętokradzkie do naczyń i sprzętów kościelnych, jako to kielichów, krzyżów i ozdób miejscowych. Sam nawet obraz Najchwalebniejszej Pani naszej odarli z złota i klejnotów, którymi go ludzie pobożni przyozdobili. Niezaspokojeni łupem, oblicze obrazu mieczem na wylot przebili, a deskę, do której wizerunek przylegał, połamali, tak iż zdawało się, że to nie Polacy, ale Czesi kacerze dopuścili się czynów tak srogich i bezbożnych. Po dopełnieniu takowego gwałtu, raczej skalani zbrodnią niż zbogaceni, z niewielką zdobyczą pouciekali. Długi czas mniemano, że ów gwałt popełnili czescy kacerze, mieszkający w przyległych Polsce miastach i zamkach szląskich.”

Trzeba był sześciu wieków i czasów panowania ekipy Donalda Tuska by współcześni barbarzyńcy wydając wojnę Polsce, Polakom i Kościołowi ukazali nam wszystkim owoce swojej działalności.
To jest atak Wcielonego Zła na chrześcijański naród, jego tożsamość i wszystko to, co ten naród spajało przez całe wieki i stanowiło jego siłę.

Co będzie się działo dalej? W dłuższej perspektywie naprawdę nie wiem.
Jeżeli zaś chodzi o efekt na dzisiaj to nie wykluczam, że 58 letni szaleniec ze Świdnicy podobnie jak atakujący krzyż „bohater” Salonu z dwoma wyrokami za przestępstwa pospolite, Dominik Taras, udzieli ekskluzywnego wywiadu Katarzynie Wiśniewskiej bądź Dominice Wielowieyskiej z Gazety Wyborczej, po czym da autograf księdzu Adamowi Bonieckiemu, który z uśmiechem strzeli sobie z nim fotkę. Wszak postąpił tak z Nergalem, który targając Biblię i rzucając jej fragmenty w publikę krzyczał „Żryjcie to gówno”.

Przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski:

-„Bracie, który podniosłeś rękę na swoją Matkę, bracie szalony, wszak to i nasza Matka, nasza Matka ukochana! Coś ty najlepszego zrobił? Kto Cię do tego namówił?
Kto policzy łzy bólu i przerażenia z powodu takiej niegodziwości? Kto szyderczo cieszyć się może z tego bólu i z tej straszliwej prawdy, że Polska w samym swoim sercu staje u progu powszechnej profanacji Boga i człowieka? Kto sprzyja, że wokół nas rozpętuje się każdego dnia w słowach i czynach prawdziwe szaleństwo tzw. Polaków? Szaleństwo bez granic. Bez ludzkich hamulców moralnych, bez opamiętania, bez odpowiedzialności za słowa i czyny.
Kto pragnie, by Polska w imię tolerancji, gościnnie otworzyła drzwi dla tych, którzy codziennie i publicznie drwią ze swojej Ojczyzny i z jej świętości największych? Z jej świętych miejsc i z jej świętych tradycji? W imię czego my-naród mamy wyzbyć się wszystkiego, co nas stanowi, co jako Polacy okupiliśmy krwią, cierpieniem i wieloletnią niewolą i zniewoleniem poprzednich pokoleń? Czy ciągle nie jesteśmy zdolni wyciągać wniosków z historii naszej?”


14 sierpnia 1991 roku papież Jan Paweł II przybył do Częstochowy na VI Światowy Dzień Młodzieży. Wieczorem przeszło milion zgromadzonych pod Jasną Górą młodych ludzi z różnych stron świata powitało Ojca Świętego. Przedmiotem wspólnej refleksji stały się trzy słowa powtarzane codziennie podczas Apelu Jasnogórskiego:

JESTEM – PAMIĘTAM – CZUWAM

Później nastąpiła uroczysta intronizacja wniesionego przez młodych ludzi Krzyża (Jestem), Biblii (Pamiętam) i Ikony Bogurodzicy (Czuwam)
To wzniosłe wydarzenie uznane zostało później za zapowiedź przełomu, wielkiej przemiany, a przez katolickich optymistów nazwane ciosem wymierzonym wprost w szatana.
Dzisiaj jesteśmy naocznymi świadkami wojny wydanej przez „rząd miłości” Tuska oraz „elity” III RP Kościołowi i widzimy bezpardonowy barbarzyński atak właśnie na Krzyż, Biblię oraz Jasnogórską Bogurodzicę.

„Nie ma przypadków, są tylko znaki”-powiedział śp. ksiądz Bronisław Bzowski.
"Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz”– powiedział Jezus.

Ugłaskana i lansowana przez „Kościół Otwarty” forma katolicyzmu mówiąca, że już sama bliskość z Jezusem plus Boże Miłosierdzie gwarantuje „święty spokój” oraz łatwe i przyjemne życie to ułuda. Nie można jednocześnie być w zgodzie z Jezusem i cieszyć się wszystkimi urokami tego świata. Nie ma zmiłuj się i każdy z nas musi dźwigać jakiś swój krzyż oraz dawać odważnie świadectwo, jeżeli oczywiście nie chce skończyć przywalony krzyżami z puszek po piwie, strzępami potarganej Biblii, oblany czarna farbą z rozbitych na czole żarówek, a jako nagrodę pocieszenia sfotografować się z księdzem Bonieckim jak z zakopiańskim misiem.

http://kokos.salon24.pl/473197,swietokr ... skorach-at


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Matka Boska w życiu Polski i Polaków
PostNapisane: 27 gru 2012, 12:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Aresztować Matkę Boską

W czasie obchodów milenium chrztu Polski komuniści w wojnie z Kościołem posunęli się do aresztowania pielgrzymującego po Polsce obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Przez wiele lat policja „oblegała” Jasną Górę i pilnowała, aby obraz nie opuścił klasztoru.

Kardynał Stefan Wyszyński w czasie swojego uwięzienia w latach 1953–1956 doszedł do wniosku, że choć po stalinowskiej nocy nic z dawnych cnót w Polakach nie zostało poza wiarą i czcią dla Najświętszej Panny, to – jak pisał Henryk Sienkiewicz w „Potopie” – na tym „fundamencie reszta odbudowaną być może”. Dlatego swoją strategię odnowy moralnej narodu oparł na ponowieniu ślubów jasnogórskich, składanych niegdyś przez Jana Kazimierza, oraz na dziewięcioletnim przygotowaniu do milenium chrztu Polski, m.in. poprzez publiczne manifestacje czci dla pielgrzymującej po Polsce kopii obrazu jasnogórskiej Madonny. Władze PRL, z Władysławem Gomułką na czele, próbowały zorganizować konkurencyjne obchody tysiąclecia państwa polskiego, ale wobec większej popularności uroczystości kościelnych postanowiły rozprawić się z kultem, jaki otaczał obraz Matki Boskiej Częstochowskiej.

Madonna skrępowana sznurami

Niemal każdy z rozpisanych na lata punktów programu wielkiej nowenny przed milenium chrztu Polski spotkał się z kontrakcją ze strony rządu. Na hasło wierności krzyżowi władza zareagowała usuwaniem krzyży ze szkół. W odpowiedzi na program „w obronie duszy ciała” odpowiedziała przepisami dotyczącymi przerywania ciąży, pozwalającymi zabijać dzieci nienarodzone. Wkrótce władze z furią zaatakowały prymasa Wyszyńskiego za list biskupów polskich do niemieckich ze słynnym „przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. Być może rządzącym udałoby się wykorzystać antyniemieckie nastroje w społeczeństwie, gdyby nie sam Gomułka, który oburzał się, że „prymas kieruje Polskę ku Zachodowi, gdy tymczasem od dwudziestu lat należy ona do Wschodu”.

Kiedy w kwietniu 1966 r. rozpoczęły się obchody milenijne, władze – też w Gnieźnie – zorganizowały konkurencyjne uroczystości związane z tysiącleciem państwa polskiego. Kazanie arcybiskupa Krakowa Karola Wojtyły zostało częściowo zagłuszone przez salwy armatnie na cześć ministra obrony narodowej Mariana Spychalskiego. Jednak ludzie przerywali kordony Milicji Obywatelskiej, żeby opuścić rządowe obchody i przyłączyć się do uroczystości kościelnych. 40 tys. osób entuzjastycznie pozdrawiało biskupów. Ta sama sytuacja powtórzyła się w Poznaniu, gdzie widać było tysiące ludzi uciekających z wiecu Gomułki na uroczystość religijną. Wszędzie obchodom milenium towarzyszył obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Kiedy w Poznaniu władze zakazały procesji z obrazem, wierni ponieśli samochód, w którym znajdowała się ikona. Ponieważ komunistyczne władze nie wpuściły do Polski papieża Pawła VI, podczas uroczystości 3 maja na Jasnej Górze na pustym fotelu ustawiono portret papieża.

Mimo protestów kardynała Wojtyły milicja uniemożliwiła uroczysty wjazd obrazu Matki Bożej do Krakowa. Podczas wyjazdu ikony z Krakowa doszło do starć ZOMO z demonstrującą młodzieżą. W odwecie za spontaniczną procesję studentów w Lublinie zatrzymano samochód z obrazem, przykryto ikonę plandekami, skrępowano sznurami i odprowadzono do Częstochowy. Choć władze odebrały prymasowi obraz w drodze z Fromborka do Warszawy, kilkanaście tysięcy ludzi zgromadzonych przed kościołem św. Stanisława Kostki na Żoliborzu w Warszawie gorąco oklaskiwało Wyszyńskiego, kiedy witał nieobecny obraz. Wreszcie we wrześniu władze aresztowały wizerunek Madonny i zakazały wywożenia go z Jasnej Góry. Dlatego wszystkie następne uroczystości milenijne odbywały się w obecności pustych ram z kwiatami, co wywierało na wiernych wielkie wrażenie.

Po ostatniej, listopadowej uroczystości milenijnej w Białymstoku nikt nie miał już wątpliwości, że Kościół ma za sobą przygniatającą większość społeczeństwa. Klęska konkurencyjnych uroczystości organizowanych przez władze w miastach na milenijnym szlaku pozwoliła jednemu z biskupów podsumować, że Kościół wygrał „rozgrywki” wynikiem 24:0. Delegitymizacja władz PRL była tak wielka, że wierni zaczęli śpiewać „Boże coś Polskę” z ostatnim wersetem w brzmieniu: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”.

Uwolnienie obrazu

Przez sześć lat obraz był zamknięty w jednej z kaplic na Jasnej Górze. Milicjanci pilnowali, aby obraz nie został wywieziony. Wierni zaczęli ich porównywać do Szwedów oblegających Jasną Górę. Zakonnikom grożono, że jeśli obraz opuści klasztor, to władze odbiorą im domy klasztorne w Częstochowie i na Skałce w Krakowie.

Dlatego obraz został potajemnie wywieziony z Jasnej Góry dopiero w czerwcu 1972 r. Pomysłodawcą akcji był ks. Józef Wójcik, wcześniej wielokrotnie więziony za organizowanie protestów przeciwko usuwaniu krzyży ze szkół. O planowanym włamaniu na Jasną Górę wiedzieli tylko prymas Wyszyński i generał zakonu paulinów. Pomagające ks. Wójcikowi siostry dorobiły klucz do kaplicy i wywiozły nyską obraz z Jasnej Góry. Ikona została przewieziona do Radomia, gdzie odbywał się kolejny etap pielgrzymowania pustych ram obrazu nawiedzenia. Kiedy Wyszyński i Wojtyła zobaczyli wykradzioną ikonę, ucałowali ją i ku euforii ok. 80 tys. zgromadzonych osobiście zanieśli ją na plac i wstawili w ramy.

„Jak się Polska uchrześcijani”

Jak mówił już w 1960 r. Wyszyński, „dziewięcioletnie przygotowanie do milenium winno całą Polskę przeobrazić wewnętrznie. Los komunizmu rozstrzygnie się w Polsce. Jak się Polska uchrześcijani, stanie się wielką siłą moralną, komunizm sam przez się upadnie. Losy komunizmu rozstrzygną się nie w Rosji, lecz w Polsce. Polska pokaże całemu światu, jak się brać za komunizm, i cały świat będzie jej wdzięczny za to! ”.

Strategię prymasa Wyszyńskiego w skali globalnej kontynuował Jan Paweł II. Jak mówił, „nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża Polaka, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z twoim prymasowskim posługiwaniem”.

Kiedy młodzi Polacy po wprowadzeniu stanu wojennego upadli na duchu i chcieli uciekać na Zachód, Jan Paweł II na spotkaniu z młodzieżą w 1983 r. w Częstochowie wzywał do wierności Polsce i milenijnemu programowi zawartemu w słowach Apelu Jasnogórskiego. „Co to znaczy: »czuwam«? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Czuwam – to znaczy: miłość bliźniego – to znaczy podstawowa międzyludzka solidarność”.

Te słowa papież mógł powtórzyć w 1991 r. na Światowym Dniu Młodzieży w Częstochowie, na który przybyła nie tylko młodzież z Europy Zachodniej, ale też dzięki upadkowi murów, po raz pierwszy ok. 100 tys. ludzi z Europy Wschodniej. Kiedy papież pozdrawiał wiernych po rosyjsku, litewsku, białorusku, ukraińsku, czesku, słowacku, chorwacku i słoweńsku, na placu przed klasztorem pojawiały się flagi państw, które dopiero miały powstać w następnych miesiącach. Cztery dni później w Związku Sowieckim doszło do próby zamachu stanu. W wyniku klęski tzw. puczu Janajewa niepodległość ogłosiły Ukraina i Białoruś, których prezydenci wspólnie z prezydentem Rosji Borysem Jelcynem rozwiązali Związek Sowiecki z końcem tego samego roku. Jak mówił Jan Paweł II o walce stoczonej o człowieka w XX wieku: „Zaprawdę, zaprawdę. Wielkie rzeczy Pan wam uczynił! ”.

Upadek postkomunizmu?

Niedawna profanacja obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej czy przyzwolenie władz na poniżanie Krzyża Pamięci boli wielu Polaków. Jednak nikt jeszcze nie wygrał w Polsce z Jasnogórską Madonną ani krzyżem Chrystusowym. Tak było z krzyżami gdańskimi. Dziesięć lat po tym, jak władze zlikwidowały prosty drewniany krzyż postawiony przez stoczniowców kolegom zabitym w grudniu 1970 r., powstała gigantyczna, 17-metrowa konstrukcja trzech stalowych krzyży.

Dlatego w obliczu profanacji nie trzeba upadać na duchu, bo jak mówił w „Potopie” ks. Kordecki, „jeśli Bóg ślepoty umysłowej na nich nie zesłał, nigdy oni się na Jasną Górę nie ośmielą uderzyć, bo ten dzień byłby dniem przemiany ich fortuny a opamiętania naszego”.

Autor: Krzysztof Zielke
Żródło: Gazeta Polska

http://niezalezna.pl/36428-aresztowac-matke-boska


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /