Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 58 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 07 gru 2011, 17:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Jak w dzisiejszych czasach pokolenie ludzi dorosłych kształtuje przestrzeń człowieczeństwa wśród młodego pokolenia?
Tu jednak ludzkość stanęła w wielkim rozkroku. Gdy jedni starają się młodego człowieka wychować i wzbudzić w nim cechy ludzkie, to inni jak gdyby wykorzystując młodych, zatrzymują ich w drodze po "kwiat" człowieczeństwa i niczym wilk w bajce o "Czerwonym Kapturku" ukazują im świat dorosłych od strony najbardziej zwyrodniałej.
W efekcie człowieczeństwo przedwcześnie więdnie i usycha, i zaprzepaszcza jedyną w swoim rodzaju szansę na poznanie czym jest ludzka godność. Godność człowieka.


Pandemia pornografii
sobota, 26 listopada 2011 13:41 | | |
W piśmie Rycerzy Kolumba zwrócono uwagę na swoistą pandemię pornografii, która pogrąża w szczególności mężczyzn. Jak potwierdzają duchowni, grzech przeciwko czystości z powodu pornografii jest jednym z największych wyzwań dla wielu katolickich rodzin.

Pornografia staje się bardziej popularna niż np. wszystkie dyscypliny sportu. W rzeczywistości jest dziś główną rozrywką w wielu miejscach świata. Jest w komputerach, smartfonach, w TV kablowej czy satelitarnej. Dostępna jest w hotelach,w wielu sklepach i na stacjach benzynowych. Dla wielu mężczyzn – i coraz częściej kobiet – stanowi ona część codziennego życia.

Nauczanie katolickie na temat pornografii jest jasne. Korzystanie z niej jest „poważnym wykroczeniem.” Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza: „Pornografia polega na wyrwaniu aktów płciowych, rzeczywistych lub symulowanych, z intymności partnerów, aby w sposób zamierzony pokazywać je innym. Znieważa ona czystość, ponieważ stanowi wynaturzenie aktu małżeńskiego, wzajemnego intymnego daru małżonków. Narusza poważnie godność tych, którzy jej się oddają (aktorzy, sprzedawcy, publiczność), ponieważ jedni stają się dla drugich przedmiotem prymitywnej przyjemności i niedozwolonego zarobku. Przenosi ona ich wszystkich w świat iluzoryczny. Pornografia jest ciężką winą (…).” (KKK 2354).

Jak zwrócono uwagę w artykule, zdumiewająco wielu użytkowników pornografii nawet jeśli w końcu chce się od niej uwolnić, nie może tego zrobić. Dr Mary Anne Layden, dyrektor University of Sexual Trauma w Pensylwanii i szef Programu Psychopatologii w tamtejszym Centrum Terapeutycznym porównuje pornografię do uzależnienia. Przypomina, że w dokumencie Senatu USA dot. przeciwdziałania szerzeniu się pornografii eksperci napisali, iż „materiały te są silnie wciągające i na stałe zostają wszczepione do mózgu.”

Niestety, zwykły użytkownik pornografii nie może się od niej uwolnić, przyznając się do grzechu i okazując skruchę, ponieważ podobnie jak narkotyki, pornografia nie jest tylko złym nawykiem. Uzależnienie od pornografii jest powszechne wśród dorosłych, a staje się również problemem coraz większej liczby dzieci i młodzieży. Tylko nieliczni mogą liczyć na profesjonalną pomoc. Większość z nich będzie się zmagać z problemem przez całe życie.

Wskutek oglądania pornografii w mózgu dokonują się zmiany neuro-plastyczne. Psychiatra Norman Doidge, autor bestsellerowej książki „Mózg, który się zmienia” pisze: „Pornografia, oferując nieograniczony harem obiektów seksualnych, hiperaktywizuje pożądanie. U widzów porno rozwijają się nowe mapy w ich mózgach, w oparciu o zdjęcia i filmy, które oglądają”. Dodaje on, że użytkownicy pornografii automatycznie dążą do aktywizowania tych map, by mózg ich nie odrzucił, jak ma w zwyczaju gdy z czegoś nie korzysta. Tak więc, podobnie jak nasze mięśnie stają się niecierpliwe i domagają się ćwiczeń, jeśli przez cały dzień nic nie robiły, tak rodzi się też głód zmysłów, które muszą być stale stymulowane. Co więcej, pornografia, pomimo tego, że jawi się jako przyjemność, nigdy nie jest w stanie dać prawdziwej satysfakcji. To wyjaśnia, dlaczego jej użytkownicy mogą spędzać długie godziny, wyszukując zdjęć pornograficznych w Internecie.

Doidge zauważa ponadto, że widzowie materiałów pornograficznych stale potrzebują coraz silniejszych stymulacji. Dlatego oglądają coraz bardziej perwersyjne materiały, w tym – nawet jeśli nie są pedofilami – zaczynają sięgać po pornografię dziecięcą.

Ponad dziesięć lat temu Margaret A. Healy, adiunkt w Fordham University School of Law i Muireann O’Brian, były szef organizacji zwalczającej pornografię, prostytucję i handel ludźmi (ECPAT), zaobserwowali związek pomiędzy pornografią dla dorosłych i pornografią dziecięcą. Od tego czasu, wielu pracowników organów ścigania potwierdza, że liczni użytkownicy materiałów pornograficznych dla dorosłych w końcu przerzucili się na pornografię dziecięcą, nawet jeśli nie byli pedofilami i nie interesowali się takimi materiałami wcześniej.

Wskutek pornografii zmienia się nastawienie użytkownika niemoralnych materiałów do seksu, małżonka i społeczeństwa. On lub ona zaczynają fantazjować i próbują skłonić partnera do odbywania aktów oglądanych na filmach. Są oni też bardziej skłonni do molestowania seksualnego i agresji seksualnej. Cierpią – jak wykazały to liczne badania – na zaburzenia uniemożliwiające odbycie aktu seksualnego. Co więcej, są wiecznie niezadowoleni ze swoich partnerów. Wśród fanów pornografii bardzo często dochodzi do rozwodów.

Wielu prawników podkreśla silny związek istniejący między użytkowaniem pornografii a liczbą rozwodów.
Badania z 2004 r., których wyniki opublikowano w Social Science Quarterly wykazały, że osoby, które wdały się w romans pozamałżeński były trzy razy bardziej narażone na zdradę, właśnie z powodu oglądania materiałów pornograficznych w Internecie.

Zaobserwowano ponadto, że z materiałów pornograficznych częściej korzystają dzieci rodziców, którzy sięgają po tego typu filmy lub zdjęcia. Dla dziecka, pornografia jest zabójcza. Dr Sharon Cooper, pediatra z University of North Carolina wyjaśnia, że kora przedczołowa – siedlisko „zdrowego rozsądku,” która odpowiada za kontrolę impulsów i emocji – nie jest w pełni dojrzała aż do 20. lub 22. roku życia. Wprowadzenie pornografii do tej części mózgu powoduje nieodwracalne zmiany w rozwoju kluczowych obszarów mózgu dziecka, które to co widzi na ekranie odczytuje jako prawdziwe.

Niektóre dzieci rzeczywiście naśladują to, co widzą w pornografii i eksperymentują na rodzeństwie, krewnych i przyjaciołach. Liczne badania wskazują, że dzieci narażone na pornografię, rozpoczynają aktywność seksualną w młodszym wieku, mają więcej partnerów seksualnych, i mają wielu partnerów w krótkim okresie. Badanie opublikowane w 2001 r. w czasopiśmie Pediatrics udowadnia, że nastolatki oglądające filmy pornograficzne, częściej niż ich rówieśniczki, które nie oglądają tego typu przekazów, mają silne pragnienie zajścia w ciążę.

Źródło: LifeSiteaNrews.com, AS.(xwk)

http://www.katolickie.media.pl/index.ph ... Itemid=128


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 11 gru 2011, 13:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Relacja i refleksja

W królestwie skomplikowanych
Wzajemnych relacji,
W obszarze zawieszonym,
Między radością a cierpieniem,
Wyszykowani do życia
Jedni z wielu,
Zajmują miejsca dogodne
Do realizacji życiowych dokonań.
Z miejsc tych,
Przysposobione do życia
Instytucje ludzkie,
Łapczywie wyglądają
Szacunku i uznania
Dla siebie.
Szacunku, za umiejętność
Stwarzania pozorów,
Za wpasowanie się,
Za nie odróżnianie się.

W tej grze,
Zwanej również życiem,
Wszystko jest omówione,
Znany jest zakres tego,
Co żyć wolno.
Jest i nagroda za podporządkowanie się,
Jest nią nieszczera, a okazywana
Życzliwość ludzka,
A także możliwość
Spojrzenia we wszystkie oczy
-lecz nie bezpośrednio,
ale wyłącznie poprzez własne zalety.

Patrz, to są ludzie,
Dumni i wyniośli,
Pnący się w górę
W miarę możliwości.
W odczuciach swoich,
Zawsze coś warci.
Kochający życie,
-ale czy otwarci?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 16 gru 2011, 16:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Garść cytatów - ś.p. Stanisław Heller

"Wiedzieć czy rozumieć? Bez pierwszego rozumienie staje się fanatyzmem, a bez drugiego człowiek staje się bestią..."

http://m.sheller.nazwa.pl/assets/files/ ... /index.htm


"Tak nieskończoność Wszechświata ujawnia swą zdolność do "punktowej" możliwości samoświadomości Siebie. Oto tajemnica Człowieka we Wszechświecie i Wszechświata w Człowieku. Stworzyła nas Nieskończoność: doznawanie powinowactwa z substancją i Nieskończonością zostało zadane Człowiekowi wraz ze świadomością."
http://wieczornapora.salon24.pl/229187, ... cznej-xiii


"Matematyzm nie polega jednak tylko na tym, że jest instrumentem opisu naukowego. Jest także sposobem rozumienia i poglądu na samą istotę wiedzy. W tym kontekście matematyka jest skrajnie antymoralna (antyetyczna). Antyetyczność matematyki nie wypływa z przyjmowania założeń moralnie złych lub dobrych, ale z całkowitego od nich abstrahowania. Kult ścisłości matematycznej polega na nieludzkiej oziębłości do wszystkiego, co matematycznie nieopisywalne. Dla matematycznej ścisłości ważne jest tylko wyliczenie i jego zgodność z oczekiwaniami praktycznymi: nie ma zaś żadnego znaczenia sposób zastosowania owych wyliczeń. Matematyzm jako przekształcenie myślenia matematycznie teoriopoznawczego w straszliwą antyreligię ujawnia nieustający udział dyscyplin matematyczno-fizycznych w rozwoju coraz straszniejszych instrumentów militarnych, sprzyjanie temu rozwojowi w nadziei znalezienia na tym polu radości twórczej, a jednocześnie abstrakcyjne odcinanie się od odpowiedzialności za użycie praktyczne tych straszliwych sposobów twórczej precyzji ilościowej. Wiedza jako umiejętności praktyczne i rozumienie przyrody w wieku XX tak dalece się rozminęły, że jako ludziom bliżej nam do potworów niż istot współdoznających."

MIĘDZY BOGIEM A PRAWDĄ : W poszukiwaniu Tożsamości Kosmicznej XIII

http://wieczornapora.salon24.pl/229187, ... cznej-xiii

http://wdrodze.salon24.pl/373423,garsc- ... law-heller


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 31 gru 2011, 11:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Orędzie Ojca Świętego Benedykta XVI na XLV Światowy Dzień Pokoju

Wychowanie młodzieży do sprawiedliwości i pokoju

1. Początek nowego roku, którym Bóg obdarza ludzkość, jest dla mnie zachętą do złożenia wszystkim, z wielką ufnością i miłością, specjalnych życzeń, aby okres, który mamy przed sobą, obfitował w rzeczywistą sprawiedliwość i pokój.

Z jakim nastawieniem należy podchodzić do nowego roku? W Psalmie 130 znajdujemy bardzo piękny obraz. Psalmista mówi, że człowiek wierzący oczekuje na Pana "bardziej niż strażnicy świtu" (w. 6), oczekuje z niezłomną nadzieją, bo wie, że przyniesie On światło, miłosierdzie, zbawienie. Oczekiwanie to rodzi się z doświadczenia ludu wybranego, który uznaje, że został wychowany przez Boga do patrzenia na świat w Jego prawdzie i do tego, by nie ulegać przygnębieniu w obliczu udręk. Zachęcam was, byście mieli w 2012 r. takie właśnie ufne nastawienie. To prawda, że w roku, który dobiega końca, narosła frustracja z powodu kryzysu gnębiącego społeczeństwo, świat pracy i gospodarkę; korzenie tego kryzysu są przede wszystkim kulturowe i antropologiczne. Odnosi się wrażenie, że całun ciemności spowił nasze czasy i nie pozwala zobaczyć blasku światła dziennego.
W tej ciemności serce człowieka wciąż oczekuje jednakże na jutrzenkę, o której mówi Psalmista. Oczekiwanie to jest szczególnie żywe i widoczne u ludzi młodych, i dlatego myślę o nich, ze względu na wkład, który mogą i muszą wnieść w życie społeczeństwa. Chcę zatem przedstawić Orędzie na XLV Światowy Dzień Pokoju w perspektywie wychowawczej: "Trzeba wychowywać młodzież do sprawiedliwości i pokoju", jestem bowiem przekonany, że jej zapał i skłonność do idealizmu mogą dać światu nową nadzieję.
Moje Orędzie skierowane jest także do rodziców, rodzin i wszystkich osób zajmujących się wychowaniem, formacją, a także do odpowiedzialnych za różne dziedziny życia religijnego, społecznego, politycznego, gospodarczego, kulturalnego oraz za przekaz. Poświęcanie uwagi światu młodzieży, umiejętność słuchania jej i doceniania jest nie tylko szansą, ale podstawowym obowiązkiem całego społeczeństwa, w perspektywie budowy przyszłości opartej na sprawiedliwości i pokoju.
Należy wpajać młodym ludziom przekonanie o pozytywnej wartości życia, wzbudzić w nich pragnienie, by je poświęcać w służbie Dobra. Jest to zadanie, które spoczywa bezpośrednio na nas wszystkich.
Niepokoje, o których mówiły ostatnio demonstracje wielu młodych w różnych regionach świata, wyrażają pragnienie, by móc patrzeć w przyszłość z uzasadnioną nadzieją. W chwili obecnej budzi w nich niepokój wiele życiowych kwestii: pragnienie uzyskania wykształcenia, które w głębszy sposób przygotuje ich do zmierzenia się z rzeczywistością, trudności związane z założeniem rodziny i znalezieniem stałego miejsca pracy, możliwość wywierania realnego wpływu na świat polityki, kultury i gospodarki, by zbudować społeczeństwo o bardziej ludzkim i solidarnym obliczu.
Ważne jest, by to wrzenie i związane z nim idealistyczne zapędy zostały potraktowane z należną uwagą przez wszystkie części składowe społeczeństwa. Kościół patrzy na młodych z nadzieją, pokłada w nich ufność i zachęca ich, by dążyli do prawdy, by bronili wspólnego dobra, by ich perspektywy były otwarte na świat, a oczy zdolne do widzenia "rzeczy nowych" (Iz 42, 9; 48, 6)!

Odpowiedzialni za wychowanie
2. Wychowanie jest najbardziej fascynującą i najtrudniejszą przygodą życia. Wychowywać - z łacińskiego "educere" - znaczy wyprowadzać z samego siebie, by wprowadzać w rzeczywistość, prowadzić ku pełni, która sprzyja rozwojowi osoby. Proces ten zachodzi dzięki spotkaniu dwóch wolności, wolności dorosłego i osoby młodej. Wymaga on odpowiedzialności ze strony ucznia, który musi być otwarty i dać się prowadzić do poznania rzeczywistości, oraz ze strony wychowawcy, który musi być gotowy złożyć dar z siebie. Dlatego bardziej niż kiedykolwiek potrzebni są autentyczni świadkowie, a nie zwykli dystrybutorzy reguł i informacji; świadkowie, którzy potrafią widzieć dalej niż inni, ponieważ ich życie obejmuje sfery bardziej rozległe. Świadek to ten, który jako pierwszy żyje tym, co głosi.
W jakich miejscach urzeczywistnia się prawdziwe wychowanie do pokoju i sprawiedliwości? Przede wszystkim w rodzinie, ponieważ rodzice są pierwszymi wychowawcami. Rodzina jest podstawową komórką społeczeństwa. "To właśnie w rodzinie dzieci uczą się wartości ludzkich i chrześcijańskich, które umożliwiają konstruktywne i pokojowe współżycie. W rodzinie uczą się solidarności międzypokoleniowej, poszanowania zasad, przebaczania drugiemu i otwarcia na drugiego"1. Jest ona pierwszą szkołą, w której otrzymuje się wychowanie do sprawiedliwości i pokoju.
Żyjemy w świecie, w którym rodzina, a nawet samo życie są wciąż zagrożone i nierzadko niszczone. Warunki pracy, często trudne do pogodzenia z obowiązkami rodzinnymi, niepokój o przyszłość, życie w gorączkowym rytmie, migracje w poszukiwaniu odpowiednich środków utrzymania, jeśli nie wręcz zwykłej możliwości przeżycia, wszystko to powoduje, że trudno jest zapewnić dzieciom jedno z najcenniejszych dóbr: obecność rodziców; obecność, która pozwalałaby na coraz głębszą wspólnotę na drodze życia, by możliwe było przekazywanie zdobytych z upływem lat doświadczenia i pewników, które tylko wtedy można wpoić, gdy spędza się razem czas. Rodzicom pragnę powiedzieć, by się nie zniechęcali. Przykładem własnego życia niech zachęcają dzieci, by pokładały nadzieję przede wszystkim w Bogu, bo tylko On jest źródłem autentycznej sprawiedliwości i pokoju.
Pragnę zwrócić się także do odpowiedzialnych za instytucje, których celem jest wychowanie: niech czuwają z wielkim poczuciem odpowiedzialności nad tym, aby godność osoby była szanowana i dowartościowana we wszystkich okolicznościach. Niech dbają o to, by każda młoda osoba mogła odkryć swoje powołanie, pomagając w owocnym spożytkowaniu darów, które Pan jej przeznaczył. Niech zagwarantują rodzinom, że ich dzieci będą mogły otrzymać wykształcenie, które nie będzie stało w sprzeczności z ich sumieniem i zasadami religijnymi.
Oby każde środowisko wychowawcze było miejscem otwierającym na transcendencję i na ludzi; miejscem dialogu, integracji, słuchania drugiego, w którym młody człowiek poczuje, że jego możliwości i wewnętrzne bogactwo są dowartościowane, a także nauczy się doceniać braci. Oby uczyły one kosztowania radości, która płynie z codziennego życia miłością i współczuciem wobec bliźniego oraz uczestniczenia w budowie bardziej humanitarnego i braterskiego społeczeństwa.
Zwracam się do liderów politycznych, prosząc o to, by w konkretny sposób pomagali rodzinom i instytucjom wychowawczym w korzystaniu z ich prawa i wykonywaniu takiego obowiązku, jakim jest wychowanie. Nie powinno nigdy zabraknąć odpowiedniego wsparcia dla macierzyństwa i ojcostwa. Niech dbają o to, by nikomu nie zamykano dostępu do kształcenia i by rodziny miały wolność wyboru struktur wychowawczych, które ze względu na dobro dzieci uważają za bardziej odpowiednie. Niech angażują się na rzecz łączenia rodzin, które są podzielone ze względu na konieczność zdobywania środków utrzymania. Niech prezentują młodym przejrzysty obraz polityki jako prawdziwej służby dla dobra wszystkich.
Nie mogę wreszcie nie zwrócić się z apelem do świata mediów, aby wnosiły one swój wkład w wychowanie. W dzisiejszym społeczeństwie środki społecznego przekazu odgrywają rolę szczególną: nie tylko informują, ale też formują ducha swoich odbiorców, mogą zatem mieć znaczny udział w wychowaniu młodzieży. Ważne jest, by pamiętać, że związek między wychowaniem i przekazem jest bardzo ścisły: proces wychowania umożliwia bowiem właśnie przekaz, który pozytywnie bądź negatywnie wpływa na formację osoby.
Również młodzi powinni mieć odwagę, by przede wszystkim żyć tym, czego wymagają od osób ze swojego otoczenia. Spoczywa na nich wielka odpowiedzialność: niech znajdują siłę, by w dobry i świadomy sposób korzystać z wolności. Oni również są odpowiedzialni za swoje wychowanie i formację do sprawiedliwości i pokoju!

Trzeba wychowywać do prawdy i do wolności
3. Święty Augustyn zapytywał: "Quid enim fortius desiderat anima quam veritatem?"2. Czegóż dusza pragnie na sposób bardziej żarliwy niż prawdy? Ludzkie oblicze społeczeństwa w dużym stopniu zależy od wkładu wychowania w to, by to nieodparcie nasuwające się pytanie pozostawało żywe. Wychowanie obejmuje bowiem całościową formację osoby, w tym również wymiar moralny i duchowy człowieka, ze względu na jego ostateczny cel i dobro społeczeństwa, którego jest członkiem. Toteż aby wychowywać do prawdy, trzeba przede wszystkim wiedzieć, kim jest osoba ludzka, znać jej naturę. Psalmista, patrząc na otaczającą rzeczywistość, zastanawia się: "Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym syn człowieczy, że się nim zajmujesz?" (Ps 8, 4-5). To jest podstawowe pytanie, które trzeba sobie zadać: Kim jest człowiek? Człowiek jest istotą mającą w swym sercu pragnienie nieskończoności, pragnienie prawdy - nie częściowej, ale zdolnej wyjaśnić sens życia - bowiem został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. A zatem uznanie z wdzięcznością, że życie jest nieocenionym darem, prowadzi do odkrycia własnej głębokiej godności i nienaruszalności każdej osoby. Dlatego wychowanie w pierwszej fazie polega na uczeniu się dostrzegania w człowieku obrazu Stwórcy i, w konsekwencji, głębokiego szacunku dla każdej istoty ludzkiej i pomagania innym w prowadzeniu życia na miarę tej najwyższej godności. Nie należy nigdy zapominać, że "autentyczny rozwój człowieka obejmuje całą osobę we wszystkich jej wymiarach"3, w tym również transcendentnym, i że nie można poświęcać osoby, aby osiągnąć jakieś szczególne dobro, czy to ekonomiczne, czy społeczne, indywidualne czy zbiorowe.
Jedynie w relacji z Bogiem człowiek pojmuje także znaczenie swojej wolności. A zadaniem wychowania jest formowanie do autentycznej wolności, która nie jest brakiem więzów czy domeną wolnej woli, nie jest też absolutyzowaniem "ja". Człowiek, który siebie uważa za absolut, który sądzi, że nie zależy od niczego i od nikogo, że może robić wszystko, co mu się podoba, ostatecznie przeczy prawdzie swojej istoty i traci swoją wolność. A przecież człowiek jest istotą relacyjną, żyjącą w relacjach z innymi, a przede wszystkim z Bogiem. Autentycznej wolności nie można nigdy osiągnąć, oddalając się od Niego.
Wolność jest wartością cenną, ale delikatną; może być źle rozumiana i źle używana. "Szczególnie groźną przeszkodą w pracy wychowawczej jest dzisiaj wszechobecny w naszym społeczeństwie i w kulturze relatywizm, który niczego nie uznaje za ostateczne i dla którego jedynym kryterium jest własne "ja" człowieka, z jego zachciankami, a mimo pozoru wolności staje się dla każdego więzieniem, ponieważ oddziela ludzi od siebie i sprawia, że każdy zamyka się we własnym "ja". W takiej relatywistycznej perspektywie nie jest zatem możliwe prawdziwe wychowanie: bez światła prawdy każdy człowiek prędzej czy później zwątpi w wartość własnego życia i relacji, które się na nie składają, w sens wysiłków, które podejmuje wspólnie z innymi, aby coś zbudować"4.
Aby korzystać ze swojej wolności, człowiek musi zatem wyjść poza perspektywę relatywistyczną i poznać prawdę o samym sobie oraz prawdę na temat dobra i zła. W swoim sumieniu człowiek odkrywa prawo, którego nie stanowi sobie sam, ale któremu musi być posłuszny, a którego głos nawołuje go do miłowania i do czynienia dobra oraz unikania zła, do brania odpowiedzialności za czynione dobro i popełniane zło5. Dlatego korzystanie z wolności jest ściśle związane z naturalnym prawem moralnym, które ma charakter uniwersalny, wyraża godność każdego człowieka, stanowi fundament jego podstawowych praw i obowiązków, a zatem, w ostatecznym rozrachunku, sprawiedliwego i pokojowego współżycia między osobami.
Właściwe korzystanie z wolności ma zatem centralne znaczenie w promowaniu sprawiedliwości i pokoju, które wymagają szanowania samych siebie i drugiego człowieka, nawet jeśli jego sposób postępowania i życia jest odległy od naszego. Z takiej postawy rodzą się czynniki, bez których pokój i sprawiedliwość pozostają słowami pozbawionymi treści: wzajemne zaufanie, zdolność prowadzenia konstruktywnego dialogu, możliwość przebaczenia, które jakże często chciałoby się uzyskać, ale którego nam z trudem przychodzi udzielić, wzajemna miłość, współczucie dla słabszych, a także gotowość do poświęcenia.

Trzeba wychowywać do sprawiedliwości
4. W naszym świecie, w którym wartość osoby, jej godności i jej praw - pomimo głoszonych intencji - jest poważnie zagrożona przez rozpowszechnioną tendencję do stosowania wyłącznie kryteriów użyteczności, zysku i posiadania, jest rzeczą ważną, żeby nie oddzielać pojęcia sprawiedliwości od jego transcendentnych korzeni. Sprawiedliwość bowiem nie jest zwykłą konwencją ludzką, gdyż o tym, co sprawiedliwe, nie decyduje pierwotnie prawo pozytywne, lecz głęboka tożsamość istoty ludzkiej. To właśnie integralna wizja człowieka chroni przed umowną koncepcją sprawiedliwości i pozwala ją także postrzegać w optyce solidarności i miłości6.
Nie możemy ignorować faktu, że niektóre prądy kultury, wspierane przez racjonalistyczne i indywidualistyczne zasady ekonomii, oderwały koncepcję sprawiedliwości od jej transcendentnych korzeni, oddzielając ją od miłości i solidarności: ""Miasta człowieka" nie umacniają tylko związki między prawami i obowiązkami, ale jeszcze bardziej i przede wszystkim relacje oparte na bezinteresowności, miłosierdziu i komunii. Miłość objawia zawsze, także w relacjach ludzkich, miłość Bożą, nadając wartość teologalną i zbawczą wszelkim wysiłkom na rzecz sprawiedliwości w świecie"7.
"Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni" (Mt 5, 6). Będą nasyceni, ponieważ łakną i pragną mieć uczciwe relacje z Bogiem, z samymi sobą, ze swoimi braćmi i siostrami, z całym światem stworzonym.

Trzeba wychowywać do pokoju
5. "Pokój nie polega jedynie na braku wojny i nie ogranicza się do zapewnienia równowagi sił. Nie da się osiągnąć pokoju na ziemi bez obrony dóbr osoby ludzkiej, swobodnej wymiany myśli między ludźmi, poszanowania godności osób i narodów, wytrwałego dążenia do braterstwa"8. Pokój jest owocem sprawiedliwości i skutkiem miłości. Pokój jest przede wszystkim darem Boga. My, chrześcijanie, wierzymy, że Chrystus jest naszym prawdziwym pokojem: w Nim, przez krzyż, Bóg pojednał ze sobą świat i zburzył bariery, które nas dzieliły (por. Ef 2, 14-18); w Nim istnieje jedna rodzina pojednana w miłości.
Pokój jednak nie jest tylko darem, który należy przyjąć, lecz jest także dziełem, które trzeba tworzyć. Abyśmy byli naprawdę wprowadzającymi pokój, musimy nauczyć się współczucia, solidarności, współpracy, braterstwa, musimy być aktywni we wspólnocie i z czujnością uwrażliwiać sumienia na sprawy narodowe i międzynarodowe oraz na to, jak ważne jest poszukiwanie odpowiednich sposobów rozdziału bogactw, wspierania wzrostu, współpracy w rozwoju i rozwiązywania konfliktów. "Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi" - mówi Jezus w Kazaniu na Górze (Mt 5, 9).
Pokój dla wszystkich rodzi się ze sprawiedliwości każdego i nikt nie może uchylać się od tego zasadniczego obowiązku umacniania sprawiedliwości, zgodnie ze swoimi kwalifikacjami i odpowiednio do zakresu odpowiedzialności. Wzywam w szczególności młodych ludzi, w których zawsze żywe jest dążenie do ideałów, by cierpliwie i wytrwale poszukiwali sprawiedliwości i pokoju, kultywowali miłość do tego, co jest sprawiedliwe i prawdziwe, również wtedy, kiedy może to oznaczać, że trzeba ponosić ofiary i iść pod prąd.

Trzeba podnieść oczy ku Bogu
6. W obliczu trudnego wyzwania, jakim jest chodzenie drogami sprawiedliwości i pokoju, możemy odczuwać pokusę, by zapytać jak Psalmista: "Wznoszę swe oczy ku górom: skądże nadejdzie mi pomoc?" (Ps 121 [120], 1).
Wszystkim, a zwłaszcza młodym, chcę powiedzieć z mocą: "To nie ideologie zbawiają świat, lecz jedynie wpatrywanie się w żyjącego Boga, który jest naszym Stwórcą i stoi na straży wolności oraz tego, co jest naprawdę dobre i autentyczne (...), zwracanie się bez wahania do Boga, który jest miarą tego, co sprawiedliwe, i zarazem jest wieczną miłością. A co może nas zbawić, jeżeli nie miłość?"9. Miłość współweseli się z prawdą, jest siłą, która uzdalnia do angażowania się na rzecz prawdy, na rzecz sprawiedliwości, na rzecz pokoju, ponieważ wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma (por. 1 Kor 13, 1-13).
Drodzy Młodzi, wy jesteście cennym darem dla społeczeństwa. Nie pozwólcie, by ogarnęło was zniechęcenie w obliczu trudności i nie uciekajcie się do fałszywych rozwiązań, które często jawią się jako najłatwiejsza droga do przezwyciężenia problemów. Nie bójcie się zaangażować, podejmować trudu i ponosić ofiar, wybierać dróg, które wymagają wierności i stałości, pokory i oddania. Ufnie żyjcie swoją młodością i głębokimi pragnieniami, które odczuwacie: szczęścia, prawdy, piękna i prawdziwej miłości! Żyjcie intensywnie na tym etapie życia, tak bogatym i pełnym entuzjazmu.
Bądźcie świadomi tego, że to wy jesteście przykładem i inspiracją dla dorosłych, i to tym bardziej, im mocniej staracie się opierać niesprawiedliwości i korupcji, im bardziej pragniecie lepszej przyszłości i angażujecie się w jej budowanie. Bądźcie świadomi swoich możliwości i nie zamykajcie się nigdy w sobie, ale umiejcie pracować na rzecz bardziej świetlanej przyszłości dla wszystkich. Nigdy nie jesteście sami. Kościół darzy was zaufaniem, otacza was opieką, dodaje otuchy i pragnie wam zaoferować to, co ma najcenniejszego: możliwość, byście wznieśli oczy ku Bogu, spotkali Jezusa Chrystusa, Tego, który jest sprawiedliwością i pokojem.
Kobiety i Mężczyźni, którym leży na sercu sprawa pokoju! Pokój nie jest dobrem, które już zostało osiągnięte, ale celem, do którego wszyscy powinniśmy dążyć. Patrzmy z większą nadzieją w przyszłość, dodawajmy sobie nawzajem odwagi na tej drodze, pracujmy nad tym, aby naszemu światu nadać bardziej ludzki i braterski kształt, czujmy się zjednoczeni w odpowiedzialności za młode pokolenia obecne i przyszłe, a zwłaszcza za takie ich wychowanie, by były nastawione pokojowo i wprowadzały pokój. Z tą świadomością przesyłam wam te refleksje i kieruję do was wezwanie: zjednoczmy nasze siły duchowe, moralne i materialne, aby "wychowywać młodzież do sprawiedliwości i pokoju".

Watykan, 8 grudnia 2011 r.






--------------------------------------------------------------------------------

1 Benedykt XVI, Przemówienie do władz regionu Lacjum, gminy i prowincji Rzymu (14 stycznia 2011 r.): "L´Osservatore Romano", wyd. polskie, n. 4/2011, s. 7.
2 "In Iohannis Evangelium Tractatus", 26, 5.
3 Por. Paweł VI, Encyklika "Populorum progressio" (26 marca 1967 r.), 14: AAS 59 (1967), 264.
4 Benedykt XVI, Przemówienie z okazji otwarcia Kongresu Diecezji Rzymskiej w Bazylice św. Jana na Lateranie (6 czerwca 2005 r.): AAS 97 (2005), 816; "L´Osservatore Romano", wyd. polskie, n. 9/2005, s. 33.
5 Por. Sobór Watykański II, Konstytucja "Gaudium et spes", 16.
6 Por. Benedykt XVI, Przemówienie w Bundestagu (Berlin, 22 września 2011 r.); "L´Osservatore Romano", wyd. polskie, n. 10-11/2011, s. 38-41.
7 Tenże, Encyklika "Caritas in veritate" (29 czerwca 2009 r.), 6: AAS 101 (2009), 644-645.
8 Katechizm Kościoła Katolickiego, 2304.
9 Benedykt XVI, Przemówienie podczas czuwania z młodzieżą (Kolonia, 20 sierpnia 2005 r.): AAS 97 (2005), 885-886; "L´Osservatore Romano", wyd. polskie, n. 10/2005, s. 25-26.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my15.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 17 lut 2012, 18:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Żywot Mateusza

Mówią o nim: „Pomylony”. Gdy sięgam pamięcią w przeszłość, jawi się mi jako ktoś, kto istniał naprawdę. I chociaż można go spotkać także współcześnie, to jednak przeważnie już nie jest taki jak dawniej. Kiedyś żył otwarcie, był przekonany co do swego świata wartości. Zdziwiony ludzką pogonią za tym wszystkim, co człowiek nazywa sukcesem, głośno wyrażał swoją niezgodę na niepoetyczność świata. Dzisiaj często tylko przemyka zaułkami zdarzeń, jest skulony w sobie, jakby zaczął wątpić w samego siebie, w swoją słuszność, jakby chciał wypłynąć na „środek jeziora”. Niepokoi mnie ten stan, bo przecież, gdyby „Pomylony” przepadł, świat byłby jak zima bez ptaków.

Przejmująco o „Pomylonym” mówił Witold Leszczyński w „Żywocie Mateusza”, w filmie, który powstał na podstawie powieści norweskiego pisarza Tarjei Vesaasa „Ptaki” (powieść została wydana w 1957 roku). Witold Leszczyński w tytule swojego dzieła odwołał się do średniowiecznego gatunku literackiego przedstawiającego biografię świętego, kogoś, dla kogo wartości duchowe mają ogromne znaczenie. To odwołanie wartościuje głównego bohatera, jakim jest Mattis. Określa jego tożsamość. Podobny charakter, jak tytuł, ma czołówka – obraz brzegu jeziora widziany z perspektywy łodzi płynącej jakby pod prąd, przeciw codzienności, w stronę źródła, zgodnie z ruchem słońca, z porządkiem natury. W tej scenie wyraża się istota „Pomylonego” – Mattisa, człowieka żyjącego według Bożego prawa, tęskniącego za muzyką sfer.

Mateusz odczuwa silną więź ze światem, a zwłaszcza ze swoją siostrą – Olgą, z którą mieszka w ich domu rodzinnym. Ukazuje to początkowa scena filmu, w której Mateusz i Olga siedzą na ławce przed domem. Ona nawija na kłębek nić z motka, a on go podtrzymuje swoimi otwartymi rękoma. Mateusz ma w sobie potrzebę bycia kochanym i potrzebę kochania. Kiedy śni, wyobraża siebie jako kogoś, kto żyje w świecie pięknych uczuć: widzi brzozowy, jakby święty gaj, w którym jest dziewięć dziewcząt (dziewięć Muz) i w którym pasą się konie. Prosi dziewczęta o to, żeby spośród nich przyszła ta, o której myśli. Jest nią dziewczyna, która ruchem ręki wywołuje delikatny śpiew ptaków. To ta, którą, jak mówi, zrodziły ptaki. Scena pozwala zrozumieć, że Mateusz jest utkany z subtelnych emocji. Wypowiedziane zaraz potem przez Mattisa zdanie: „A teraz możesz zrobić, co tylko zechcesz”, to dowód na to, że nie traktuje ludzi użytecznie, że choć bardzo pragnie kobiecej miłości, to jednak nie myśli o niej wyłącznie ze względu na własne „ja”.

Mateusz jest kimś, kto uważnie przygląda się wszystkiemu, kimś, kto odbiera całym sobą wszystko, co go otacza. Widzi świat jako coś niezwykłego – ptak, kępka mchu, piorun, falująca woda to wszystko wzbudza w nim podziw, to wszystko jest dla niego żywe, bratnie. Ludzie nie rozumieją jego zachwytu całym światem, bo dla nich piękno tkwi tylko w rzeczach. Dla nich wartościowym człowiekiem jest ten, kto potrafi ciężko pracować, kto jest praktyczny, dzięki któremu można wzbogacić się materialnie, awansować. Sposób myślenia, postępowania Mateusza, ich zdaniem, nie przynosi zysku, prowadzi do ubóstwa, więc dla nich Mateusz jest „pomylony”. Jego świadomość, mądrość życiową oceniają jako przejaw infantylizmu. Wyraziście o tym świadczy scena, w której młynarz, widząc przechodzącego obok niego Mateusza, mówi mu, aby zaczekał; wchodzi do młyna i zaraz wraca, żeby poczęstować Mattisa karmelkami – tak, jak częstuje się dziecko.

Z pozoru ludzie, wśród których żyje Mateusz, są sympatyczni, ale tylko z pozoru. Są ukazani z perspektywy głównego bohatera, który odnosi się do nich z szacunkiem należnym drugiemu człowiekowi, więc wydaje się, że mają w sobie pewien rodzaj świetlistości. Jednak gdy uważnie przyjrzeć się ironii, z jaką odnoszą się do Mateusza, temu, jak śmieją się z niego, wtedy tracą jasność duszy, zaczynają przypominać istoty wypchane cynizmem. To ludzie, którzy potrafią wykorzystać czyjeś szlachetne uczucia, ale nie potrafią zachwycać się nimi – gospodarz, który przyjmie Mateusza do pracy, zatrudni też parę zakochanych, bo ma przekonanie, że zakochani są „najtańszą siłą roboczą”. Jak twierdzi, gdy ludzie są zapatrzeni w siebie, stawiają niewielkie wymagania, byleby tylko mogli być ze sobą.

Mateusz, spotykając ludzi, często słyszy: „Dokąd idziesz, Pomylony?” Droga Mateusza jest drogą im zupełnie nieznaną. O ile Mateusz potrafi iść niespiesznie, usiąść w bezmiarze czasu i rozmyślać, oni ciągle mają poczucie braku czasu, gdzieś pędzą, dokądś gnają. Wyrazem tego jest epizod z zagranicznymi turystami. Pędząc samochodem, w pewnej chwili muszą gwałtownie hamować, bo na drogę wychodzi Mateusz. Jadą tak, jakby droga była tylko dla nich, jakby do nich należała. Są bardzo zdziwieni tym, że Mattis zajście z nimi traktuje z uśmiechem, że wyciąga do nich rękę na przywitanie. Jego reakcja jest niebywała, nie ma w niej krzyku, złorzeczenia ani gwałtownej gestykulacji, jest natomiast ciekawość innych ludzi. Nie przeszkadza to im jednak zaraz ruszyć z piskiem opon. Co po sobie zostawiają? Nic, oprócz mnóstwa kurzu i hałasu, w którym niczego ważnego nie można usłyszeć. Cudzoziemskość ludzi, których Mateusz spotyka na drodze, jest symboliczna. Uświadamia, że Mattis i oni to postaci z dwóch różnych światów nierozumiejących się wzajemnie.

O niezwykłości Mattisa świadczy jego tęsknota za życiem wzniosłym, idealnym, za wolnością. Dziwi się Oldze, że nie podziela jego entuzjazmu zrodzonego z tego, że przeleciał nad ich domem „wielki ptak” – będący dla niego znakiem świata, którego tak bardzo pragnie. Nie rozumie, dlaczego ona nie ma w sobie potrzeby ujrzenia niezwykłego zjawiska. Mateusz to człowiek bardzo wrażliwy, ale i ktoś, kto ma w sobie wyrozumiałość – niechęć Olgi do wyjścia przed dom, żeby zobaczyć szybującego ptaka, kwituje stwierdzeniem: „Jeden jest taki, a drugi inny”.

Kiedy widzi po raz kolejny ptaka, mówi: „Ptak i ja. Ja i ptak”, a gdy ptak odlatuje, mówi: „Ty jesteś ty”. Słowa te świadczą, że Mateusz zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, ze swojej inności, ze swojej obcości w świecie ludzi pochłoniętych codziennym pomnażaniem rzeczy. Wie, że liryczne marzenia bardzo trudno spełniają się w świecie człowieka, dla którego widok szybującego ptaka nie jest czymś, co wprawia w zachwyt. Czuje podświadomie, jak daleki jest świat wysnuty z serca – jest jak baśń. Jego dramat polega na tym, że z jednej strony pragnie bliskości ludzi, wie, że piękna życia nie da się urzeczywistnić bez drugiego człowieka, a z drugiej strony ma świadomość, jak to urzeczywistnienie jest trudne z powodu tego, kim człowiek potrafi być.

Mateusz przeczuwa, że byt „wielkiego ptaka” w rzeczywistości, w której przyszło mu żyć, jest zagrożony, że istota taka jak „wielki ptak”, żyjąc pośród ludzi, naraża siebie na śmiertelne niebezpieczeństwo. Wkrótce o tym przekonuje się – słyszy strzał i widzi, jak ptak spada na ziemię. To tragiczne zdarzenie pozwala zrozumieć, kim bywają ci, dla których Mateusz jest „pomylony”. To ludzie pozbawieni głębszych uczuć. Mają w sobie chęć władzy, dominowania. Uważają, że mogą robić wszystko, co im się podoba. Niektórzy z nich znajdują przyjemność w używaniu przemocy, być może dlatego, że mając zmurszałe serca, tylko z niej mogą czerpać poczucie własnej wartości. Kiedy Mateusz patrzy na ptaka ustrzelonego przez myśliwego, kiedy widzi, jak coraz bardziej matowieją oczy ptaka, wypowiada przejmujące: „Nie!”. Nie chce zgodzić się na śmierć piękna, duszy. Instynktownie rozumie, że życie bez duszy jest życiem pozbawionym sensu.

Ta jego niezgoda jest czymś, czego na ogół nie pojmują ludzie: gdy Mateusz przynosi martwego ptaka do domu, Olga z obrzydzeniem mówi: „Fuj, skąd on się tu wziął? Cały stół ubrudzi. Czy to jest twój ptak?” I zaraz dopowiada: „Ptaki często giną wcześnie”. W tych jej słowach jest jakiś rodzaj niewiary w to, że życie może w całej swojej rozciągłości być życiem etycznym. Jest pogodzenie się z „koniecznością zawarcia kompromisu ze światem”. Mateusz myśli inaczej. Wie, że „ptaki mogą żyć okropnie długo!” Ulega jednak namowom siostry, która przekonuje go do tego, by ptaka zakopał, a potem przywalił kamieniem. Kiedy to się stanie, Mateusz zaczyna się bać, przeczuwa, że gdy ginie „ptak”, musi stać się coś strasznego. Przeczuwa, co może stać się z człowiekiem, kiedy człowiek swoją duszę przygniata kamieniem niepamięci.

Wielkie pokłady miłości, które leżą w jego duszy, powodują, że Mateusz podejmie heroiczne próby zbliżenia się do ludzi, ale wszystkie one będą nieudane, co więcej przniosą ze sobą wielki dramat. Świadczy o tym chociażby spotkanie, do którego dochodzi na kamiennej wyspie. Na śpiącego na niej Mattisa natrafiają dwie dziewczyny – Anna i Ewa – które wybrały się łodzią na jezioro. Kiedy pytają się go o imię, ten, jak św. Piotr, zapiera się siebie, przedstawiając się jako Andrzej. Robi tak, ponieważ wie, że rozpoznany jako Mattis („Pomylony”) nie miałby szansy na to, by potraktowały go „poważnie”. Mateusz instynktownie czuje, że aby zbratać się ze światem, musi stać się kimś innym, niż jest, musi zacząć „mówić jak ludzie”.

Historia ta nie zakończy się szczęśliwie. Na kamiennych wyspach codzienności istoty takie jak Mateusz są niczym ryby wyrzucone z wody na brzeg – duszą się powietrzem tych wysp i umierają powoli w rozpaczy. Wkrótce Mateusz zostanie złożony do „sarkofagu”. Dokona się to ostatecznie za sprawą jego siostry, która przerwie najważniejszą, a z czasem jedyną nić wiążącą Mateusza z ludźmi. Pochłonięta uczuciem do drwala, który pojawia się w jej życiu, zaczyna Mateusza okłamywać, wykorzystuje jego ufność, robi wiele, żeby jej brat jak najrzadziej przebywał w domu. Mateusz, stając wobec pustki, nabiera poczucia odrzucenia. O tym, że ma prawo czuć się odrzucony, świadczy pojawienie się w oknie jego domu dwóch nowych kwiatów doniczkowych, postawionych zapewne przez Olgę. To już nie są te same kwiaty, które dawniej przyozdabiały dom. Mateusz nie chce zgodzić się na inny niż jego świat, dlatego nie przyjmie „pomocy” drwala, który mówi, że może nauczyć go, jak odzierać drzewa z kory, by móc dzięki temu zarabiać pieniądze.

Mateusz, wydziedziczony ze świata przez ludzi, jako „Pomylony” chce zakończyć życie. Przed wypłynięciem na jezioro, gdzie postanawia zatopić siebie z łodzią, wgryza się w drzewo. Zamiast soku, wydostaje się z drzewa gęsta krew. Wygląda to tak, jakby przegryzł pępowinę łączącą go ze światem, którego „prawd” nie chce przyjąć. Po wypłynięciu rozbija dno łodzi – do środka zaczyna wdzierać się woda układająca się w kipiące, wrzące serce. Po chwili zapada cisza…po jakimś czasie cisza zostanie przerwana krzykiem Olgi: „ Mattis!”. Jej nawoływanie odbije się się od lasu, jeziora i powróci echem. Na krzyk Olgi nikt nie odpowie, bo przecież pustka może przywołać jedynie pustkę.

Los Mateusza wypełnia się jaskrawo w naszej współczesności rzeczywistości. Próbuje się nas przekonać, że ktoś taki, jak Mateusz, to człowiek „pomylony”. Nasi „dziarscy chłopcy”, którzy sprawują władzę, chcą oduczyć nas posługiwania się jego językiem, przekonując, że najwyższy czas, abyśmy zaczęli przemawiać językiem dzisiejszej Europy. Czy mają rację? Może mimo to warto wychodzić jak najczęściej na brzeg jeziora i wołać: „Mattis!”, by nie usłyszeć pewnego dnia bulgotu wody, by nie stanąć wobec ciszy odzierającej człowieka ze skóry, by umieć dostrzegać siedzące na zimowej gałązce wtulone w siebie sikorki.

http://lomza.salon24.pl/387902,zywot-mateusza


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 29 lut 2012, 09:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Ludzi przyciąga prawda, nie "strategia"

Z ks. kard. Raymondem Leo Burke´em, prefektem Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, rozmawia Agnieszka Żurek

W przemówieniu na otwarcie w Rzymie międzynarodowego kongresu bioetycznego "Granice życia" Eminencja nazwał skandalem milczenie chrześcijan wtedy, kiedy powinni reagować.
- Tak. Dzisiaj zbyt wielu ludzi akceptuje manipulacje wokół życia ludzkiego bądź też uważa, że nic nie może zrobić w tej sprawie i że jest ona beznadziejna. Wiele osób milczy właśnie z powodu poczucia bezsilności. Prowadzi to do sytuacji, w której głos Kościoła w obronie życia staje się coraz słabiej słyszalny. Oczywiście, Kościół mówi głosem swoich hierarchów, liczy jednak także na świadectwo osób świeckich. Jest wiele pól ludzkiej aktywności, na których mogą one dawać świadectwo - wymieńmy tutaj chociażby zawód lekarza czy prawnika. W tych dziedzinach dochodzi tymczasem do strasznych sytuacji.

Jak Ksiądz Kardynał widzi tu rolę katolickich środków społecznego przekazu?
- Katolickie media powinny mieć świadomość swojej szczególnej misji. Używacie tych samych narzędzi, co inne środki masowego przekazu, ale macie misję szczególną, ponieważ macie być głosem Chrystusa i Jego Kościoła. Nie możecie zwyczajnie naśladować tego, co mówi świat, i iść z prądem wyznaczanym przez decydentów danej epoki. Mogę mówić tylko o sytuacji w Stanach Zjednoczonych, ponieważ znam ją najlepiej. Media w USA w przeważającej mierze popierają aborcję, eutanazję i antykatolicki styl życia. Wy tymczasem musicie użyć najlepszych instrumentów i wykorzystać maksimum swoich możliwości, aby być głosem Chrystusa i Jego Kościoła.

W swoim wystąpieniu Eminencja wspomniał także o konieczności modlitwy za polityków. Zgodzi się Ksiądz Kardynał z tezą, że żyjemy obecnie w dziwnej sytuacji, kiedy to działania podejmowane w celu wcielania w życie wartości chrześcijańskich nie tylko nie są wspierane, ale bywają wręcz niszczone przez rządy niektórych państw?
- To prawda. Dzieje się tak na przykład w Stanach Zjednoczonych. Modląc się za rządzących, realizujemy ewangeliczną zasadę modlitwy za naszych wrogów. Straszne jest mówienie, że rząd może być naszym wrogiem, ale tak niestety się zdarza. Rząd Stanów Zjednoczonych na przykład nakłada na organizacje, instytucje i na indywidualne osoby obowiązek finansowania tego, co jest niemoralne - antykoncepcji, aborcji czy zabiegów sterylizacji. W amerykańskim społeczeństwie rodzi się jednak przeciwko temu dość silny opór. Protestują lekarze, prawnicy, bardzo ważne jest także, aby głos księży biskupów w tych kwestiach był silny i słyszalny. Nie możemy akceptować tego, co się dzieje. Inną bolesną kwestią jest to, że zdarza się, iż osoby uważające się za katolików w debatach publicznych zajmują stanowisko przeciwne nauczaniu Kościoła.
Rozmawialiśmy o "cichych katolikach". Trzeba powiedzieć także o tych "głośnych", którzy publicznie występują przeciwko Kościołowi. Uważają oni, że wiara jest ich sprawą prywatną i w życiu publicznym mogą nie przestrzegać jej zasad. Takie zachowanie jest niedopuszczalne. To poważny problem, na przykład w Stanach Zjednoczonych. Wielu polityków utrzymuje, że są katolikami - za katolika uważa się na przykład wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, który popiera wszystkie te moralnie niedopuszczalne procedery. Nierzadko dochodzi do absurdalnych wręcz sytuacji. Dzisiaj dowiedziałem się na przykład, że była rzecznik Izby Reprezentantów Nancy Pelosi ogłosiła, iż Kościół zmienił swoje nauczanie co do antykoncepcji. To śmieszne.

Jak znaleźć wyjście z takiej sytuacji?
- Jeśli istnieje jasny i spójny głos mówiący prawdę, wielu ludzi zaczyna ją przyjmować. Śmieszne są różne padające pod adresem Kościoła propozycje, aby zmienił on swoje nauczanie.

Eminencja miał odwagę zająć taką właśnie konsekwentną postawę - na przykład odmawiając udzielania Komunii Świętej politykom popierającym aborcję, in vitro.
- Tak. Niektórzy księża biskupi mówią: "Naszą rolą jest jedynie nauczanie". Jeśli jednak udzielasz Komunii Świętej ludziom, którzy uczą czegoś dokładnie przeciwnego, którzy są zgorszeniem, inni ludzie, patrząc na ciebie, myślą: "Cóż, on nie traktuje swojego nauczania poważnie". Kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych pojawiło się kilku polityków popierających aborcję i za każdym razem, kiedy odbywała się większa uroczystość kościelna - na przykład ingres biskupa Waszyngtonu czy Austin - magazyn "Time" zamieszczał na swoich łamach zdjęcie któregoś z tych polityków w chwili, kiedy nuncjusz apostolski udzielał mu Komunii Świętej. Nie winię tu nuncjusza, niby w jaki sposób mógłby znać tych wszystkich polityków. Biskup danego senatora powinien jednak powiedzieć mu: "Niech się pan zastanowi, co pan robi. Proszę mieć szacunek dla Kościoła. Jeśli nie zgadza się pan z jego nauczaniem, niech pan nie przystępuje do Komunii Świętej".

Zadałam to pytanie, ponieważ z podobną sytuacją spotykamy się w Polsce.
- Obawiam się, że podobnie jest na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych księża biskupi na przykład nie są poddani dyscyplinie w tej kwestii. W USA obecnie borykamy się z jeszcze innym problemem - katolickie stowarzyszenia ubezpieczeń medycznych i katolickie placówki zdrowotne, w których pracuje sporo osób stanu zakonnego, ale także katolicy świeccy, popierają linię rządu, a sprzeciwiają się biskupom. Tymczasem trzeba powiedzieć jasno, że zajmując pozycje stojące w sprzeczności z prawem moralnym i z nauczaniem Kościoła, nie możesz się już uważać za katolika. Te osoby tymczasem deklarują, że są katolikami, mimo że nie słuchają głosu biskupów. To jest bardzo dziwna sytuacja.

Co Eminencja sądzi o wysuwanym często postulacie "otwarcia" Kościoła i "złagodzenia" jego nauki po to, żeby "przyciągnąć młodych ludzi"?
- To nie działa. Na przykładzie Stanów Zjednoczonych mogę powiedzieć, że to tak zwane otwieranie się na świat i akceptowanie błędnego sposobu myślenia i antykatolickich zachowań doprowadziło do zmniejszenia się liczby ludzi uczestniczących w niedzielnych Mszach Świętych i przystępujących do sakramentów. Jest wręcz odwrotnie - znam wielu młodych ludzi, których bardzo przyciąga tradycyjny ryt odprawiania Mszy Świętej. Znam też wielu młodych ludzi ogromnie spragnionych poznania nauczania Kościoła - jego silnego i jasnego przekazu. To prawda przyciąga ludzi, a nie jakieś próby stosowania tej czy innej "polityki" czy "układania się" ze światem.

Młodzi ludzie są czasem zmęczeni rozrywką i mają jej dość. Nie szukają jej w Kościele i nie oczekują, że Kościół im ją zapewni i że będzie w tej dziedzinie konkurować ze "światem". Jest, zdaje się, wręcz odwrotnie.
- O, tak. Sam Ojciec Święty napisał w liście do księży biskupów o tym, że ludzi tak bardzo przyciąga Msza Święta odprawiana w tradycyjnym rycie i tradycyjne formy liturgii kościelnej, ponieważ doświadczyli już zbyt wielu nadużyć, które mogą okazać się wręcz ponad ludzką wytrzymałość.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 08 mar 2012, 09:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Bóg przemawia w ciszy

W relacji człowieka z Bogiem potrzebne jest milczenie. W dzisiejszym świecie naznaczonym przez słowa i obrazy jest ono konieczne, by usłyszeć Słowo Boże, by pogłębić naszą więź z Bogiem w obliczu przeżywanych cierpień fizycznych i duchowych, zwracał uwagę Ojciec Święty, zachęcając wiernych do ufności i wytrwałości w modlitwie.

W audiencji ogólnej Ojciec Święty Benedykt XVI, kontynuując temat modlitwy, zwrócił uwagę na szczególny wymiar w rozmowie z Bogiem - na milczenie. Jest to ważny element relacji z Bogiem. Milczenie odgrywało też ogromną rolę w życiu Jezusa, zwłaszcza na Golgocie. - Krzyż Chrystusa nie ukazuje jedynie milczenia Jezusa jako ostatniego słowa skierowanego do Ojca, ale pokazuje również, że Bóg przemawia także milczeniem - mówił Ojciec Święty, wskazując na dwa wymiary milczenia: człowieka i Boga, który przemawia do nas w ciszy.
Milczenie jest konieczne, aby człowiek mógł usłyszeć głos Boga. O znaczeniu trwania w ciszy, zdolności i konieczności wychowania do tej wartości Benedykt XVI mówił już w posynodalnej adhortacji "Verbum Domini". - Dziś milczenie jest bardzo trudne, ponieważ człowiek żyje w epoce, która nie sprzyja skupieniu - mówił Ojciec Święty. - Można mieć wrażenie, że istnieje obawa oderwania się, choćby na chwilę, od rzeki słów i obrazów, które zaznaczają i wypełniają dni - mówił Benedykt XVI. Przypomniał też o drugiej ważnej relacji w modlitwie. Jest nią milczenie Boga. - Zdarza się, że człowiek doświadcza niemal poczucia opuszczenia, wydaje się nam, że Bóg nas nie słucha i nam nie odpowiada - mówił. Tego milczenia Ojca doświadczał Jezus, wisząc na Krzyżu, jednak jak mówił Benedykt XVI: "Chrześcijanin wie dobrze, że Bóg jest obecny i słucha, nawet w ciemności bólu, odrzucenia i samotności". Papież zwrócił uwagę, że o obecności Boga zapewnia nas również sam Jezus, przypominając, że Bóg dobrze zna nasze potrzeby w każdym momencie naszego życia, a "im bardziej stajemy się otwarci na Jego ciszę i na nasze milczenie, tym bardziej zaczynamy rzeczywiście Go znać", przypominał Ojciec Święty, zachęcając zgromadzonych do ufności i wytrwałości w modlitwie.

Agnieszka Gracz

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi09.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 20 mar 2012, 08:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Cierpienie ze strachu przed Bogiem?

Walka z chrześcijaństwem wcale nie musi być prowadzona w sposób bezpośredni. Jeśli symbolem naszej religii jest nieprzypadkowo krzyż, to jakiekolwiek wymazywanie czy zamazywanie pozytywnego znaczenia cierpienia w naszej świadomości musi być rozumiane jako niszczenie chrześcijaństwa. Nowożytna filozofia, niezależnie od swoich odmian, sprzysięgła się w tym zmaganiu przeciwko usensownieniu ludzkiego cierpienia. Widzimy to także w tym nurcie nowożytnej etyki, który zwany jest hedonizmem etycznym. Do dzisiaj jest on wykładany na wielu uniwersytetach jako obowiązujący model etycznego myślenia. Miarą dobra i zła jest dla hedonistów etycznych przyjemność: jeśli czyn dostarcza przyjemności, uznany jest za moralnie dobry, jeśli zaś od niej odwodzi - za moralnie zły. Znamy argumenty przeciwko temu sposobowi myślenia z książki Karola Wojtyły "Miłość i odpowiedzialność", rozdziału zatytułowanego "Krytyka utylitaryzmu". Krytykuje się tutaj hedonistyczną "etykę", zwłaszcza Jeremiasza Benthama, angielskiego hedonisty etycznego z przełomu XVIII i XIX wieku, w rozmaity sposób później "ulepszaną" i retuszowaną. Mamy też u nas zawodowych i wpływowych etyków, którzy głośno twierdzą, że Karol Wojtyła wcale nie jest znawcą hedonizmu etycznego, ale nie kwapią się, aby tę swoją tezę uzasadnić, co dobrze koresponduje z duchem naszych czasów knuta i knebla, jak to na własnej skórze doświadczamy w związku z dyskryminacją Telewizji Trwam.
Knut i knebel to nieodzowne narzędzia hedonistycznego sposobu organizacji życia społecznego. Zwracał na to uwagę Karol Wojtyła. Z jednej strony podkreślał, że stanowisko Benthama - jak i wszystkich innych hedonistów etycznych - w ogóle nie zasługuje na miano etyki, ponieważ sprowadza dobro moralne do tego, czym ono nie jest, czyli do przyjemności. Stąd też - twierdzi Karol Wojtyła - na gruncie utylitaryzmu etyka "jest niepotrzebna". Z drugiej strony autor wskazał na usprawiedliwianie i torowanie drogą hedonizmu etycznego tylko egoistycznych postaw. Przyjemność jest bowiem dobrem tylko subiektywnym (związanym z własnymi przeżyciami). A zatem poszukiwanie przyjemności - uznanie jej za jedyne czy najwyższe dobro - musi oznaczać konsekwentnie poszukiwanie tylko własnego dobra.
Krytykowany przez Karola Wojtyłę nowożytny utylitaryzm zaatakował także praktyki dobrowolnego podejmowania cierpienia. Zdaniem Benthama, ascetyczne ćwiczenia mnichów to "sposoby udręczania", dzięki którym mniemają, że "zyskają łaskę bóstwa", a co by znaczyło, że traktują Boga jako istotę niemiłosierną. Kierować się mają zatem w swoich praktykach pokutnych koniec końców strachem "przed przyszłą karą ze strony złośliwego i mściwego bóstwa". Wśród uczniów Benthama znajdujemy także Zygmunta Freuda. Uważał on praktyki pokutne za ukierunkowane na "udobruchanie" Boga, co jest "tak jawnie infantylne, tak obce rzeczywistości, że człowieka przyjaźnie usposobionego do rodzaju ludzkiego aż boli, gdy pomyśli, że znaczna większość śmiertelników nigdy nie wzniesie się ponad to ujęcie życia". Głowa nie bolałaby Freuda (i Benthama), gdyby tylko zainteresował się realnymi powodami cenienia sobie przez chrześcijan podejmowanego dobrowolnie cierpienia. Z lękiem przed okrutnym bóstwem te praktyki nie mają nic wspólnego. Ale klasycy nowożytnej etyki zazwyczaj przypominają narcyzów, całkowicie niezainteresowanych poprzedzającą ich epoką, epoką klasycznego etycznego myślenia. Przykładem tej narcystycznej ignorancji może być dosyć grube dzieło "etyczne" przywołanego Jeremiasza Benthama, ale pozbawione jakiegokolwiek śladu znajomości klasycznej etyki. Widać, że nie chodzi o prawdę.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 20&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 12 maja 2012, 07:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Historia mojego nawrócenia

Kiedy przypominam sobie tę nieprawdopodobną ścieżkę, jaką doszedłem do Kościoła katolickiego, z pokorą uznaję tajemnice niemożliwych do przewidzenia dróg Bożej Opatrzności, które doprowadziły do autentycznego punktu zwrotnego w moim życiu.
Jestem jedynakiem, urodziłem się w marcu 1940 r., w tym samym roku zostałem ochrzczony w Kościele anglikańskim. Mój ojciec był adwokatem, pracował w departamencie własności Rady Hrabstwa Londyn, gdzie odpowiadał za decyzje kupna i sprzedaży ogromnej liczby włości należących do miasta. Byłem z nim bardzo związany. Ojciec był niezwykle zacnym, prostolinijnym i uczciwym człowiekiem, chociaż prawie nigdy nie chodził do kościoła. Był również zaangażowanym masonem, miał 4. stopień wtajemniczenia Royal Arch (Królewskie Sklepienie) w Wielkiej Loży Anglii, tak jak zresztą jego najdalsi przodkowie.

Prawda o masonerii

Około roku 1960, kiedy studiowałem historię na protestanckim Uniwersytecie Irlandii (Trinity College) w Dublinie, ojciec podsunął mi książkę na temat rewolucji francuskiej. Ponieważ temat ten omawialiśmy na studiach, polecił mi, żebym ją przeczytał. W tamtym czasie zarówno on, jak i ja wybuchlibyśmy śmiechem, gdyby ktoś zasugerował, że lektura tej książki skłoni mnie w późniejszym czasie do przestudiowania, a później całkowitego przyjęcia przekonania katolików, że to właśnie katolicyzm jest jedyną prawdziwą religią ustanowioną przez Chrystusa.
Z zupełnie nieznanych mi powodów ojciec kupił właśnie tę książkę po raz pierwszy wydaną tuż po I wojnie światowej, kiedy on sam był jeszcze studentem w Trinity College (Cambridge). Ku mojemu zdumieniu (nie było o tym żadnej wzmianki w podręczniku, który czytałem), autor twierdził, że masońska loża Wielkiego Wschodu była otwarcie zaangażowana w rewolucję francuską. Co więcej, nie był to absolutnie żaden wymysł chorej wyobraźni, ale fakt solidnie i rzetelnie udokumentowany na podstawie oryginalnych źródeł, które autor odnalazł w paryskiej Bibliotece Narodowej. We Francji masoni otwarcie chlubili się rolą, jaką odegrali w rewolucji! Sam też sięgnąłem do niektórych oryginalnych francuskich tekstów dostępnych w mojej bibliotece uniwersyteckiej.

Całkowicie wsiąkłem w ten temat i niebawem odkryłem, że najbardziej wiarygodnym autorytetem w dziedzinie masonerii, tymi, którzy najszerzej orientowali się w tej tematyce i którzy przedstawiali ją w sposób najbardziej dokładny i dogłębny, kierując się przy tym autentycznym pragnieniem obiektywnej prawdy, byli katoliccy księża! A więc ta szczególna kategoria ludzi, których w toku wychowania rodzice nauczyli mnie traktować z lekceważeniem, drwiną, a nawet pogardą.

Do tego czasu akceptowałem cyniczną postawę ojca względem chrześcijaństwa w ogólności, a wzgardę wobec katolicyzmu w szczególności. Po przeczytaniu kilku naukowych tekstów autorstwa katolickich księży na temat antychrześcijańskiej działalności masonerii zacząłem się zastanawiać nad przyczynami odrzucania przeze mnie chrześcijaństwa i nad błędami Kościoła katolickiego, jakie rodzice i ogólnie społeczeństwo mi wpajali.
W dalszej kolejności zacząłem sprawdzać, czy twierdzenia Kościoła katolickiego były rzeczywiście prawdą, a nie jej wypaczeniem - jak chcieli tego moi rodzice i wielu ich anglikańskich przyjaciół.

Była to niesamowita łaska i radość, kiedy odkryłem, że twierdzenia te są faktycznie prawdą i że każdy, kto je sprawdzi, szczerze szukając prawdy, znajdzie ją. A wraz z nią, jak obiecuje Chrystus (J 8, 32) - odnajdzie także wolność od iluzji tego świata, od ciała i szatana. Cudownie jest odkryć, że Anglia stała się swego czasu ziemią świętych poprzez tę samą żywą ofiarę Eucharystii, która od wieków aż po dziś dzień składana jest nieprzerwanie na ołtarzach Kościoła i w której Chrystus staje się prawdziwie obecny - ze swoim Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem. Przekracza w ten sposób owo zwyczajne, pozbawione ducha ofiary anglikańskie wspomnienie Ostatniej Wieczerzy, do czego zresztą - podobnie jak moi anglikańscy znajomi - byłem raczej słabo przekonany.

Czas cierpliwości

Jednocześnie pierwsze lata mojego nowego życia w Chrystusie były naznaczone krzyżem boleści. Mój ojciec przeżył prawdziwy szok, kiedy dowiedział się, że jego jedyny syn przyjął tę fałszywą - jak uważał - wiarę, spod której jarzma Anglia została szczęśliwie uwolniona za sprawą reformacji. Wskutek mojego nawrócenia między nami powstała przepaść. Zarówno dla niego, jak i dla mnie było to bardzo bolesne. Dlaczego musiało się to stać w taki sposób? Dlaczego nie potrafił dostrzec, że to jego ręka wprowadziła mnie na ścieżkę wiodącą do Rzymu?
Blisko cztery lata po tym, jak pomógł mi wejść na tę drogę, wreszcie zostałem przyjęty do Kościoła katolickiego; był listopad 1964 r., miałem 24 lata. Siedem lat później, kiedy 8 maja 1971 r. mieliśmy wziąć z moją narzeczoną Andreą ślub w kościele Brompton Oratory w South Kensington, dopiero w noc poprzedzającą uroczystość mój ojciec w końcu zgodził się w niej uczestniczyć. Do tego stopnia żywił niechęć do Kościoła katolickiego.
Przez pierwsze lata w Kościele byłem pochłonięty próbami zrozumienia i pełnego przeżywania tajemnicy Chrystusa w Najświętszej Ofierze Mszy Świętej i Kościoła. Jednocześnie usilnie walczyłem o to, by poradzić sobie z nieznanym mi dotąd problemem cierpienia, jakim było swego rodzaju prześladowanie i odrzucenie. Doświadczałem tego od moich rodziców. Jako anglikanin jedyne, co wiedziałem o Najświętszej Maryi Pannie, to fakt, że była Matką Chrystusa. Dopiero ok. roku 1968 po raz pierwszy rzeczywiście doświadczyłem znaczącego spotkania z Maryją. Byłem już wtedy katolikiem i uczestniczyłem w tygodniowej pieszej pielgrzymce z Londynu do narodowego sanktuarium maryjnego w Walsingham. Jej organizatorem było Bractwo Matki Bożej Odkupienia, a trasa przebiegała tym samym szlakiem, jakim podążali pielgrzymi w czasach poprzedzających reformację w Anglii. Później, rok albo dwa lata po naszym ślubie, oboje przeczytaliśmy "Przedziwny sekret Różańca Świętego" Ludwika Marii Grignion de Montfort. Te pełne mocy świadectwa świętego zawarte w jego dziele zachęciły nas do podjęcia regularnej modlitwy różańcowej. Każdego wieczoru udawaliśmy się do pokoju naszych dzieci i razem z nimi przed obrazem Najświętszego Serca odmawialiśmy Różaniec.

Nieprzejednani

W pierwszych latach naszego małżeństwa w zasadzie w ogóle nie udało nam się przekonać moich rodziców, by zaakceptowali naszą wiarę. Podobnie zresztą było z zaakceptowaniem pięciorga dzieci, jakimi Bóg pobłogosławił nasze małżeństwo. Stanowisko mojego ojca było następujące: to jego decyzja, więc musi nauczyć się z nią żyć. Przyjmując, że "stracił" swojego jedynego syna dla świata, który był mu całkowicie obcy, mimo że było to bolesne, nie zamierzał niczego ze mną robić. Brał nawet pod uwagę możliwość wydziedziczenia mnie. Moja matka natomiast sądziła chyba, że jej niemal świętym obowiązkiem jest przekonać mnie, bym zarzucił chodzenie na Mszę św., ilekroć ich odwiedzałem. - Nie musisz chodzić na Mszę co niedziela, wypocznij - przekonywała. Jako dziecko wzrastała w nad wyraz surowej, niemalże purytańskiej dyscyplinie w Kolumbii Brytyjskiej - kanadyjskiej prowincji. We wczesnych latach naszego małżeństwa powiedziała nam, nerwowo marszcząc brwi, że jeśli będziemy mieć więcej dzieci, to zginiemy!

Ale nagle wydarzyło się coś niesłychanego, coś, z czego wówczas ledwo zdawaliśmy sobie sprawę. Spoglądając w przeszłość, widzimy, że im dłużej modliliśmy się rodzinnie na różańcu - zawsze włączając do naszych intencji moich rodziców, stopniowo relacje z nimi zaczynały się polepszać. Po jakimś czasie coraz rzadziej dochodziło między nami do sprzeczek, a zamiast sarkazmu, zawziętości i krytycyzmu pojawiły się akceptacja i pokój.
Mimo tej wyczekiwanej poprawy nie było jednak żadnych oznak zmiany w ich podejściu do chrześcijaństwa i katolicyzmu. Na krótko przed śmiercią mój ojciec, który pozostał masonem aż do końca, w dalszym ciągu otwarcie zaprzeczał Boskiej naturze Chrystusa i gardził Kościołem katolickim. Jak przy takich zapatrywaniach jego dusza mogła zostać zbawiona? I to właśnie wtedy, w tych okolicznościach, Najświętsza Maryja Panna łaskawie dała nam udział w poruszającym doświadczeniu cudownej mocy Różańca.

Krzyż i Różaniec

Anglikanka odpowiedzialna za budynek, w którym mieszkali moi rodzice, zadzwoniła do mnie w noc poprzedzającą śmierć mojego ojca, by powiedzieć mi, że chyba nie dożyje on do rana. Poprosiłem ją, żeby zadzwoniła do mnie, jak tylko będą jakieś nowe wiadomości. W uroczystość Zwiastowania Pańskiego, 25 marca 1981 roku, prawie 10 lat po naszym ślubie, zatelefonowała o godz. 7.00, by powiedzieć, że ojciec właśnie umarł; że kiedy odchodził, poczuła, iż musi zmówić w jego intencji "Zdrowaś Maryjo". Powiedziała też, że w tym czasie panowała tam tak niesamowita atmosfera pokoju, iż nie chciała, żeby to doświadczenie dobiegło końca. Później wyjaśniła mi, że jako anglikanka chodziła do katolickiej szkoły prowadzonej przez siostry i że nigdy nie zapomniała cudownych majowych procesji maryjnych, w których dziewczynki szły pięknie ubrane i śpiewały "Zdrowaś Maryjo"!

Po całej udręce rozłąki i odrzucenia, które wycierpiałem ze strony moich rodziców, okoliczności śmierci mojego ukochanego ojca były niesamowicie pocieszającym znakiem od Matki Bożej, że przyszła, by zabrać jego duszę - w odpowiedzi na nasze Różańce odmawiane w jego intencji. Mój ojciec surowo zabronił mi przynoszenia jakichkolwiek przedmiotów wyrażających wiarę katolicką. Nie pozwolił mi też nigdy zaprosić księdza. Posłuchałem go. Ale nie powstrzymał mnie przed potajemnym odmawianiem Różańca w jego intencji, kiedy przebywałem w jego pokoju gościnnym. W kieszeni, czego nie było widać, przesuwałem paciorki różańca. "W godzinę jego śmierci" wszystkie szkodliwe antykatolickie wpływy masonerii były niczym wobec Niepokalanej Maryi Panny i Jej Różańca.
Kilka dni później na prośbę mojej matki pierwszy raz w życiu przejrzałem biurko mojego ojca. Ku mojemu zdumieniu pod jakimiś masońskimi dokumentami znalazłem długi, solidnie wykonany różaniec - taki, jaki zakonnicy noszą przy habicie. Znalazłem też prosty drewniany krucyfiks. W tym życiu nigdy się nie dowiem, jak te przedmioty znalazły się u mojego ojca. Musiałem nawet zaprotestować, tłumacząc mojej matce, że to nie był żaden katolicki spisek, za który miałem ponosić odpowiedzialność.

Zdarzyło się więc tak - mimo że sami się tego nie spodziewaliśmy - że to mój własny ojciec mason przyczynił się do mojego nawrócenia. A później to modlitwa różańcowa całej naszej rodziny sprawiła, że miał piękną śmierć - w uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Chwała za to Jezusowi i Maryi!

Fatimski bestseller

Druga część tej opowieści dotyczy mojej matki, jej pięknego odejścia w wigilię uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. Dotyczy także Różańca i rozwoju mojej osobistej relacji z Matką Bożą.
Mniej więcej wtedy, kiedy się pobraliśmy, założyłem niewielkie katolickie wydawnictwo - Augustine Publishing Company. W tamtym czasie dość trudno było znaleźć dobre katolickie książki, z których można byłoby się dowiedzieć czegoś na temat wiary. Postanowiłem więc coś w tym względzie zrobić. Z początku było bardzo trudno, zaledwie 5 milionów ludzi w Anglii deklarowało katolicyzm, a już i tak słabe zainteresowanie wiarą ulegało dalszemu spadkowi wynikającemu z zamieszania, jakie powstało po Soborze Watykańskim II. Był rok 1979, mieliśmy już trzech synów - Charlesa, Michaela i Jamesa, gdy na świat przyszła nasza pierwsza córka. W tym samym roku Francis Johnston, znany katolicki pisarz, zapytał mnie, czy nie opublikowałbym jego nowej książki opatrzonej imprimatur biskupa Fatimy pt. "Fatima the great sign" ("Fatima - wielki znak"). Wydaliśmy ją 25 marca 1980 roku. John Haffert z Błękitnej Armii Naszej Pani z Fatimy, bliski przyjaciel Francisa Johnstona, zgodził się zakupić 5 tys. egzemplarzy pierwszego wydania, stąd też byliśmy w stanie zaoferować tę książkę po korzystnej cenie. Momentalnie tytuł stał się bestsellerem. W samej Anglii w ciągu paru lat zdołaliśmy sprzedać 30 tys. egzemplarzy w sześciu nakładach.

Pierwsza moja podróż do Fatimy w 1983 r. była tak głębokim duchowym doświadczeniem, że mogę je opisać jedynie jako coś na wzór drugiego nawrócenia; nawrócenia, które w pewnym sensie w porównaniu z tym pierwszym było nawet głębsze, bardziej osobiste, płynące rzeczywiście z głębi serca. Byłem urzeczony pięknem, czystością, pokorą Naszej Pani oraz Jej cudowną macierzyńską troską o dusze wszystkich Jej dzieci rozproszonych po świecie.
Wszystkie te cechy zdają się jaśnieć niebywałym światłem w Fatimie i w przesłaniu Naszej Pani. Doświadczenia, które stały się moim udziałem, odkąd za sprawą ojca wszedłem na tę szczególną ścieżkę, jaką nadal podążam, uwidoczniły się wówczas i nabrały pełnego znaczenia. Pani Fatimska - jak nam przekazała - jest "Panią Różańca Świętego", jednego z sakramentaliów, który odkryliśmy ok. 10 lat wcześniej, a który rok po publikacji książki Francisa zapewnił mojemu ojcu tak piękne okoliczności śmierci. Co więcej, zaznajamiając się z cudownymi objawieniami Niepokalanego Serca Naszej Pani, zdałem sobie sprawę, że w 1971 r. pobraliśmy się w miejscu poświęconym Jej Niepokalanemu Sercu - kościół Brompton Oratory jest pod tym właśnie wezwaniem! W tamtym czasie nie byliśmy tego świadomi, w ogóle niewiele wówczas wiedzieliśmy o Naszej Pani i nie słyszeliśmy o Fatimie!

Dłoń na Cudownym Medaliku

Przez kilka lat po śmierci mojego ojca relacje z moją matką były dość napięte, szczególnie gdy chodziło o kwestię rodzinnego majątku i moich oczekiwań co do spadku. Stopniowo jednak zaczęła się do nas zbliżać. W 1988 r. nastąpił niespodziewany zwrot w naszych relacjach. Charles, nasz najstarszy syn, skończył 16 lat. Gdy miał już za sobą wszystkie ważne egzaminy, zabrałem go na wakacje do Portugalii. Przez tydzień zwiedzaliśmy święte miejsca i byliśmy u naszych przyjaciół w Fatimie. Prosiliśmy Matkę Bożą w naszych intencjach i pojechaliśmy też do Coimbry. Kilka tygodni po powrocie zadzwoniła do mnie moja matka: - Postanowiłam zmienić moją wolę - oświadczyła.

Co miało to oznaczać? Czy miałem zostać całkowicie skreślony, tak jak planował to mój ojciec przed śmiercią? - Postanowiłam uczynić cię moim wyłącznym wykonawcą testamentu - obwieściła. Taka zmiana serca mogła nastąpić jedynie jako odpowiedź na nasze modlitwy. W praktyce oznaczało to, że uwzględniła mnie w swoim testamencie zamiast przyjaciela ojca, który był masonem. Znaczyło to również, że w chwili kiedy rok po śmierci mojej matki nasze wydawnictwo zaczęło podupadać, a ja z uwagi na wiek nie mogłem już znaleźć innego zatrudnienia, mieliśmy zabezpieczenie, które pozwoliło nam przetrwać i wesprzeć nasze dzieci w trakcie studiów.

W ostatnich latach życia moja matka przeprowadziła się do świetnie prowadzonego domu opieki. W końcu złagodniała w stosunku do nas i mniej więcej rok przed śmiercią zgodziła się nosić na piersi Cudowny Medalik poświęcony przez proboszcza. Mimo że niemal zupełnie nie wierzyła w Boga, umarła w atmosferze niezwykłego pokoju o godz. 9.45 31 grudnia 1991 r., w wigilię uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. W pokoju była anglikańska pielęgniarka. Kiedy w chwili śmierci mojej matce osunęła się głowa na poduszce, kobieta ta chwyciła jej dłoń i położyła ją na Cudownym Medaliku. Powiedziała mi później, że sama nosi Medalik z Matką Bożą, bo to Ona uzdrowiła jej córkę z choroby nowotworowej.
Nietrudno sobie wyobrazić moją wdzięczność Matce Bożej. Mój ojciec umarł, odrzucając Chrystusa i Kościół. Moja matka prawie w ogóle nie miała wiary i np. nie chciała uczestniczyć w anglikańskich nabożeństwach ani przyjmować Komunii. Jak więc było to możliwe, żeby uprosić ich ocalenie? Dyskusje czy jakiekolwiek argumenty za wiarą w Chrystusa czy Kościół nic by nie dały. Jedyną rzeczą, jakiej potrzebowali, była nasza modlitwa różańcowa i ufne złożenie troski o ich zbawienie w ręce Naszej Pani. Innymi słowy, to, czego nam potrzeba, to żyć fatimskim przesłaniem, odmawiać każdego dnia Różaniec, podejmować wyrzeczenia, czynić pokutę w duchu wynagrodzenia za nasze grzechy i w intencji wszystkich tych bliźnich, niestety dzisiaj bardzo licznych, którzy według słów Anioła wypowiedzianych podczas pierwszego objawienia w Fatimie, "w Boga nie wierzą, którzy Go nie uwielbiają, którzy Mu nie ufają i którzy Go nie kochają".

Sekwencja cudownych zdarzeń

W 1992 r. przypadała 75. rocznica objawień Naszej Pani w Fatimie. 25 grudnia 1991 r. Michaił Gorbaczow, były pierwszy sekretarz Związku Sowieckiego, obwieścił jego rozpad. Zredagowałem i opublikowałem sprawozdanie ukazujące sekwencję pewnych nadnaturalnych zdarzeń. Tekst dokumentował to, w jaki sposób poświęcenie Rosji dokonane przez Papieża Jana Pawła II przed Bazyliką św. Piotra 25 marca 1984 r. doprowadziło do upadku Związku Sowieckiego. Mowa tu o książce "Fatima, Rosja i Jan Paweł II. W jaki sposób Maryja przyczyniła się do wyzwolenia Rosji spod marksistowskiego ateizmu. 13 maja 1981 - 25 grudnia 1991".
Zabrałem tę książkę do Fatimy na majowe obchody 75. rocznicy objawień. Miałem okazję wręczyć jeden egzemplarz papieskiemu legatowi ks. kard. Angelo Sodano, by przekazał go Janowi Pawłowi II. Dane mi było spotkać tam również polskiego kapłana z warszawskiego Zgromadzenia Księży Marianów od Niepokalanego Poczęcia NMP, który do tego stopnia docenił moją książkę, że ostatecznie w 1994 r. Wydawnictwo Księży Marianów opublikowało jej tłumaczenie na język polski. Ojciec Święty otrzymał je podczas prywatnej audiencji, stąd też mam piękne kolorowe zdjęcie przedstawiające Papieża przyjmującego tę książkę z rąk o. Jana Rokosza MIC, ówczesnego prowincjała Polskiej Prowincji Zgromadzenia Księży Marianów. Jan Paweł II powiedział wtedy parę ciepłych słów o książce. W Polsce sprzedano blisko 50 tys. egzemplarzy. Obecnie kończę nowe opracowanie na temat Fatimy przedstawiające w skrócie historię rozwoju fatimskiego przesłania w Kościele. Książka będzie nosić tytuł: "Message of Fatima. In the Life of the Church and Teaching of the Popes, 1917-2010" ("Fatimskie przesłanie. W życiu Kościoła i w papieskim nauczaniu w latach 1917-2010"). Moją nadzieją i zamiarem jest to, by praca, którą włożyłem w napisanie tej książki, przyczyniła się do szerszego przyjęcia przesłania Matki Bożej - szczególnie przez księży i biskupów. Wierzę, że tak się stanie, kiedy ludzie zobaczą, że kolejni Papieże, począwszy od Piusa XII, przyjmowali je z rosnącą akceptacją i poparciem; że przesłanie to - jak w swoim nauczaniu dowodził błogosławiony Jan Paweł II - łączy się i dostarcza potężnego i skutecznego duchowego remedium na problemy, którym dzisiejszy Kościół musi stawiać czoła.
Poprzez te wszystkie doświadczenia nauczyłem się, że jeśli w sposób bezwarunkowy człowiek powierzy swoje intencje w ręce Maryi, to, co dla niego niemożliwe, dzięki Jej wstawiennictwu może stać się możliwe. Cieszę się, że mogę złożyć świadectwo mojego życia, począwszy od chwili nawrócenia, na chwałę Naszej Błogosławionej Pani, dziękując Jej za cudowne łaski i błogosławieństwa, które uprosiła dla całej mojej rodziny. Mam nadzieję, że w ten sposób więcej katolików otworzy swoje serca dla Maryi jako naszej Niepokalanej Matki w Niebie, a przede wszystkim, że każdego dnia będzie odmawiać Różaniec - tak jak Maryja prosiła o to usilnie w Fatimie i tak jak bł. Jan Paweł II przynaglał nas do tego w poruszającym liście apostolskim "Rosarium Virginis Mariae".

Jeśli to nastąpi, poszczególni ludzie i całe społeczeństwa będą świadkami nowych cudów Naszej Pani. Było tak np. wtedy, kiedy na skutek odmawiania modlitwy różańcowej wiele lat po objawieniach z 1917 r. nastąpiło zdumiewające odrodzenie się Kościoła w Portugalii. Albo kiedy katolicka Austria została ocalona przed okupacją Armii Czerwonej po II wojnie światowej 13 maja 1955 roku.
Nawiązując do słów obietnicy, jaką Maryja złożyła s. Łucji 13 czerwca 1917 roku - Niepokalane Serce Maryi, bądź naszą ucieczką i drogą, która poprowadzi nas do Boga.

Timothy Tindal-Robertson pisarz, publicysta
--------------------------------------------------------------------------------

Timothy Tindal-Robertson, z wykształcenia historyk, absolwent elitarnych szkół brytyjskich, syn jednego z ważniejszych masonów, jest przewodniczącym Światowego Apostolatu Fatimskiego na Wielką Brytanię i Walię. Autor licznych artykułów publikowanych w prasie angielskiej i amerykańskiej, a także kilku znaczących pozycji, w tym wydanej w Polsce książki "Fatima, Rosja i Jan Paweł II". W naszej Ojczyźnie znany również jako współtwórca książek "Fatima, Kościół i Trzecie Tysiąclecie" oraz "Fatima dziś" przygotowanych wraz z Sekretariatem Fatimskim w Zakopanem.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nn04.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 26 maja 2012, 20:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Nie bójcie się głębokich pragnień

Życie niesie ze sobą wiele pytań, ale wśród nich jest jedno, na które trzeba znaleźć odpowiedź przede wszystkim: "Jaki jest jego sens i co czeka nas po śmierci?". To pytanie zadane przez Jana Pawła II rzymskiej młodzieży jest zarazem pytaniem o znaczenie całości ludzkiej egzystencji.

Ilu jednak młodych ludzi zadaje je sobie dzisiaj? W dawniejszym społeczeństwie, opartym na wartościach chrześcijańskich, rodzina, szkoła i oczywiście Kościół stale przypominały młodym ludziom o fakcie, że jeśli Bóg obdarzył ich bezcennym darem życia, zrobił to po to, aby służyli Mu na tej ziemi, a następnie cieszyli się Nim w wieczności. Te prawdy, stanowiące ABC chrześcijanina, są dzisiaj bardzo często zapominane, a przynajmniej nieobecne w edukacji młodego pokolenia. Młodzi ludzie w społeczeństwie, które ich otacza, uczą się przeżywać teraźniejszość w taki sposób, jak gdyby była ona całym życiem. Uczą się także koncentrować się na tym, co ulotne, zapominając o tym, co rzeczywiście istotne. Są faszerowani rozmaitymi pojęciami, bombardowani różnego rodzaju komunikatami, wszystko zdaje się być w ich zasięgu, ale w rzeczywistości, w większości przypadków, biernie poddają się oni temu, co niesie codzienność, i wypuszczają z rąk ster własnego życia. "Nie bójcie się swojej młodości i tych głębokich pragnień, których doświadczacie - pragnienia szczęścia, prawdy, piękna i trwałej miłości!" - zachęcał Jan Paweł II. Dzisiejsze społeczeństwo jest natomiast głęboko nieszczęśliwe i smutne, ponieważ odwróciło się od Chrystusa, źródła każdej prawdziwej radości. Chrześcijańskie społeczeństwo opierało się na trzech podstawowych wartościach: Bogu, Ojczyźnie i Rodzinie. Rewolucja 1968 roku próbowała natomiast stworzyć z niego nowy organizm, wykorzeniając definitywnie odwołanie do Boga i zadając śmiertelny cios dwom instytucjom: rodzinie i państwu, które Pius XII określał "filarami społeczeństwa". Bez tych punktów odniesienia współczesny człowiek - szczególnie młody - jest skazany wyłącznie na siebie samego. Grozi mu utrata poczucia tożsamości. Zanegowanie idei tożsamości stanowi z kolei część procesu dezintegracji człowieka. Zaprzeczanie istnieniu duszy prowadzi do zanegowania spójności i harmonii wewnętrznej. Mimo to wartości takie jak Bóg, Ojczyzna i Rodzina, które wydawały się coraz bardziej znikać z przestrzeni publicznej, w dobie głębokiego kryzysu moralnego i duchowego, który mocno zatrząsł podstawami społeczeństw, zaczynają na nowo poruszać. Odwoływanie się na nowo do tych wartości jest naturalne, ponieważ człowiek, składający się z duszy i ciała, potrzebuje wielkich ideałów i zaangażowania się we wcielanie ich w życie - tak aby coraz bardziej stawały się one rzeczywistością. Dobra materialne, chociaż potrzebne, nigdy nie zdołają w pełni zaspokoić ludzkiego ducha. Młodzi ludzie to czują.

Ich naturalnym odruchem, który dziś na wszelkie sposoby usiłuje się gasić, jest poszukiwanie dóbr niezniszczalnych - prawdziwej miłości, głębokiej przyjaźni, a przede wszystkim Prawdy. Aby to jednak osiągnąć, trzeba walczyć, trzeba podjąć wysiłek. To jest właśnie dla współczesnych młodych ludzi najtrudniejsze. Jeśli są przyzwyczajeni do otrzymywania wszystkiego bez wysiłku, idea konieczności podjęcia walki hamuje ich zapał. Łatwiej jest poddać się zniechęceniu i szerzącemu się konformizmowi. Młody człowiek stoi zatem dzisiaj na rozstajach. Ma do wyboru zaakceptowanie tego, co narzuca mu współczesne społeczeństwo usiłujące zrobić z człowieka niewolnika jego własnych wad, bądź podjęcie wyzwania zawalczenia o poprawę tego społeczeństwa i o przywrócenie w nim Bożych praw. Jest to "walka między dwoma państwami", którą opisywał św. Augustyn. Będzie ona trwała aż do skończenia świata. Jest to walka dobra ze złem, która toczy się na przestrzeni całej historii ludzkości. Od nas, od indywidualnej decyzji każdego człowieka zależy, po której stronie staniemy. Jedyną pewną rzeczą jest to, że nie możemy nie podejmować tej decyzji. Kto szuka "drogi środka", kompromisu, prędzej czy później pogubi się. Historię tworzą mniejszości o jasnej tożsamości, gotowe walczyć w obronie wyznawanych wartości. Pierwsze sygnały duchowego przebudzenia już widać: wystarczy zobaczyć, ilu młodych ludzi uczestniczy w Marszach dla Życia na całym świecie, postulując zniesienie niesprawiedliwych praw legalizujących zabijanie dzieci w łonach matek. Z tym samym zapałem powinno się bronić naszych rodzin, naszych tradycji kulturowych i religijnych, jednym słowem - wszystkiego, co określamy mianem cywilizacji chrześcijańskiej. W walce o obronę tej cywilizacji możemy być pewni, że z pomocą Matki Najświętszej odniesiemy zwycięstwo i osiągniemy świętość. "Nie lękajcie się chcieć świętości! - wołał do młodych Jan Paweł II. - Uczyńcie nowe tysiąclecie erą ludzi świętych!".

Virginia Coda Nunziante

tłum. Agnieszka Żurek
--------------------------------------------------------------------------------

Autorka jest członkiem zarządu Stowarzyszenia Famiglia Domani i Fundacji Lepanto, kierownikiem Departamentu Spraw Międzynarodowych Consiglio Nazionale delle Ricerche (włoskiego odpowiednika Polskiej Akademii Nauk).

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=nn10.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 02 cze 2012, 07:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Szkoła człowieczeństwa

Do odkrycia na nowo rodziny jako zasadniczego dobra ludzkości, które jest współczynnikiem i znakiem prawdziwej i stabilnej kultury służącej człowiekowi, wezwał wczoraj Ojciec Święty, który przybył na VII Światowe Spotkanie Rodzin w Mediolanie

"Mediolan - miasto życia", "Benedetto!", "Viva Papa!". Tymi hasłami wczoraj po południu powitali Benedykta XVI zarówno mieszkańcy miasta, jak i przede wszystkim goszczące tam od kilku dni rodziny z całego świata. Wzdłuż trasy przejazdu z lotniska witały Ojca Świętego oklaskami i okrzykami rzesze wiernych, a na samym tylko placu katedralnym oczekiwało go 100 tysięcy osób. Papieża przywitali arcybiskup Mediolanu ks. kard. Angelo Scola i burmistrz miasta Giuliano Pisapia. Metropolita mediolański w przemówieniu powitalnym zwrócił uwagę na ogromne dziedzictwo swej diecezji. - W ciągu wieków dojrzewała tutaj kultura ludu pracowitego, gościnnego i wspaniałomyślnego. Ludu dumnego ze swojej odrębności, która jest karmiona i strzeżona przez ryt ambrozjański - mówił.
W swym pierwszym przemówieniu Ojciec Święty przypominał o głębokiej wierze mieszkańców regionu. - Także dziś Mediolan jest powołany do odkrycia na nowo tej swojej pozytywnej roli, będąc zwiastunem rozwoju i pokoju dla całych Włoch - wskazał Papież. Podkreślił również, że wiara w Jezusa Chrystusa musi ożywiać całą tkankę życia, zarówno osobistego, jak i wspólnotowego, prywatnego, jak i publicznego, bo to jedyna droga do trwałego i autentycznego dobrobytu, począwszy od rodziny - zasadniczego dobra ludzkości.

Fenomen ludzkości

Rodzina jest uniwersalnym fenomenem w historii rodzaju ludzkiego, jest pierwszą szkołą człowieczeństwa. Zaznaczył to wczoraj w czasie VII Światowego Spotkania Rodzin ks. kard. Ennio Antonelli.
Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny, podsumowując kończący się kongres teologiczno-pastoralny, który poprzedzał przybycie do Mediolanu Ojca Świętego Benedykta XVI, zapewniał, że chrześcijański wzór rodziny to ideał nie tylko piękny, ale możliwy do zrealizowania. Niestety, dziś mamy do czynienia z kryzysem, który niepokoi narody. Nie jest to tylko kryzys ekonomiczny, ale dużo głębszy, to kryzys antropologiczny i kulturowy. - Indywidualistyczna kultura, utylitarystyczna i konsumistyczna, relatywistyczna, przenika zwyczaje, komunikację medialną, ekonomię i politykę, wpływa też na rodzinę - wskazywał.

Godna praca

Podczas kongresu mówiono przede wszystkim o rodzinie ujętej głównie w aspekcie antropologicznym i biblijnym, ale także socjologicznym. W jednym z wystąpień poświęconych aspektowi rodziny i pracy w perspektywie wiary ks. kard. Dionigi Tettamanzi zwrócił uwagę na "rewolucję antropologiczną i ekonomiczną" dokonującą się w perspektywie jedynie użyteczności konkretnego człowieka. W tym kontekście były arcybiskup Mediolanu mówił o potrzebie spojrzenia na rodzinę i pracę w świetle bezinteresowności i prymatu relacji międzyludzkich. - Dzisiaj powszechnie bierze się pod uwagę jedynie relację pomiędzy człowiekiem i jego pracą. Mało kto rozważa temat rodziny w jej relacji do pracy i do świętowania - stwierdził.

Chrześcijańska niedziela

Bardzo mocny akcent w czasie mediolańskiego spotkania położono na konieczność poszanowania niedzieli. - To iluzja, kiedy chcemy być rodziną chrześcijańską bez uczestniczenia w niedzielnej Mszy św. - podkreślał ks. kard. Antonelli. Akcentował konieczność przykładu ze strony rodziców także w tym względzie. - Rodziny Nigerii gromadzą się w niedzielę na Mszy św., ryzykując często życie - wskazywał. - Chcemy być solidarni ze wszystkimi prześladowanymi, ale najlepszym wyrazem tej solidarności jest naśladowanie ich przykładu - mówił. Przypomniał, że niedziela powinna być dniem poświęconym Bogu i aktywnościom, które sprzyjają umacnianiu więzi rodzinnych.

Państwa europejskie w dużej mierze doświadczają laicyzacji niedzieli, poświęcając ją pracy, zakupom, pomijając czas dla rodziny. Jednak jest to dzień niezwykle ważny w wielu państwach, szczególnie kontynentu Ameryki Łacińskiej czy Afryki. Junia Imuccundiva z Zimbabwe, która przyjechała do Mediolanu z prawie 40-osobową grupą rodzin, zwróciła uwagę, że w jej kraju bardzo ważne jest wspólne spędzanie czasu. - Dziś wiele mówiło się o świętowaniu. U nas każda niedziela jest poświęcona Bogu - podkreśliła. - Rano idziemy całą rodziną do kościoła, a potem wracamy do domu na posiłek. To czas dla Boga, ale i dla nas, rodziców i dzieci - dodała. Niedziela zajmuje szczególne miejsce również w sercach mieszkańców Ameryki Środkowej i Południowej. - Każda niedziela to dla nas dzielenie Stołu Eucharystycznego, a potem wspólnego stołu, gdzie z rodzicami i dziadkami spotykamy się na obiedzie - wyznaje Youanny Javier, student z Republiki Dominikany. Ksiądz arcybiskup Oscar Julio Vian Morales SDB, metropolita Santiago de Guatemala, podkreślał przywiązanie mieszkańców Gwatemali do rodziny i do szczególnego przeżywania święta. - Mimo trudności dzięki Bogu nasze rodziny troszczą się o wspólne świętowanie i pielęgnowanie więzi rodzinnych - powiedział ks. abp Vian Morales.

Kulminacyjnym punktem światowego spotkania rodzin będzie niedzielna Msza św. z Benedyktem XVI, na której organizatorzy spodziewają się miliona osób. Rodziny, spotykając się z Następcą św. Piotra, oczekują na słowa wsparcia, nadziei i zapewnienia o bliskości i modlitwie.

Agnieszka Gracz Mediolan

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi15.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 15 cze 2012, 16:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Debata o wolności religijnej - x. Karol Stehlin FSSPX - dr Paweł Milcarek

http://www.youtube.com/watch?v=6dHYIUvBEVI&f.%20plcp

Debata o wolności religijnej
- x. Karol Stehlin - Bractwo Kapłańskie św. Piusa X
- red. dr Paweł Milcarek - redaktor naczelny kwartalnika "Christianitas"
Prowadzenie: Dawid Gospodarek
Organizator Klub Jagielloński
Debata odbyła się 5 czerwca AD 2012 w sali im. św. Tomasza z Akwinu w Klasztorze
OO. Dominikanów w Krakowie
Zdjęcia: Stanisław Papież, Krzysztof Monticelli
Montaż: Robert
TV Fides et Ratio - Kraków
http://www.fides-et-ratio.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 11 sie 2012, 17:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
O herezji

Św. Franciszek Salezy
Heretycy są heretykami i zasługują na to miano dlatego, że spośród artykułów wiary wybierają te, które im odpowiadają i dogadzają, wszystkie inne zaś odrzucają odmawiając im słuszności. Katolicy natomiast są katolikami, gdyż bez wyboru i jakichkolwiek zastrzeżeń, z niewzruszoną gotowością i stanowczością przyjmują całość nauki Kościoła. Zupełnie tak samo dzieje się w dziedzinie miłości. Czynić jakiś wybór pomiędzy Bożymi przykazaniami, czyli chcieć praktykować jedne, równocześnie gwałcąc pozostałe – nie jest niczym innym niż herezją przeciw świętej miłości.

Ten, który powiedział: Nie zabijaj! – powiedział także: Nie cudzołóż! Jeśli więc nie zabijasz, a popełniasz cudzołóstwo, to wstrzymujesz się od zabójstwa nie dla miłości Boga, lecz z jakiś innych względów skłaniających cię do wyboru raczej tego przykazania, niż innego. Taki zaś wybór jest właśnie herezją w zakresie miłości. Jeśliby ktoś powiedział mi, że z miłości, jaką dla mnie żywi, nie chce uciąć mi ręki, a natomiast przyszedłby wyrwać mi oko, zranić mnie w głowę lub przeszyć mnie na wylot szpadą, to chyba słusznie mogę zawołać: Jak śmiesz twierdzić, że to z miłości nie chcesz uciąć mi ręki, skoro wyrywasz mi oko nie mniej dla mnie cenne, albo – co gorsza – dziurawisz mi ciało ostrzem szpady?

Jest bezsporną prawdą, że dobro wywodzi się zawsze z przyczyny całkowitej i pełnej, zło zaś – z każdego braku. Aby jakiś akt był aktem prawdziwej miłości, musi on pochodzić z miłości pełnej, ogólnej, powszechnej, obejmującej wszystkie przykazania Boże. Wystarczy uchybić miłości przekraczając którekolwiek z przykazań, aby nasza miłość nie była już ani pełna, ani powszechna. Serce zaś, w którym ta miłość przebywa, nie jest wtedy już sercem prawdziwego miłośnika, i – co za tym idzie – nie jest również sercem naprawdę dobrym.

Św. Franciszek Salezy, Traktat o miłości Bożej

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 02 paź 2012, 07:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Człowieczeństwo nasze wypełnia się pozytywnie pod wpływem miedzy innymi codziennych doświadczeń, a tych pod rządami PO nam nie brakuje.

Budzi się śmiałość

Marcin Austyn

Z dr. Tomaszem Sommerem, socjologiem, ekspertem Instytutu Globalizacji, rozmawia Marcin Austyn

Bezprecedensowa mobilizacja Polaków do uczestnictwa w warszawskim marszu to znak, że w społeczeństwie coś się zmienia?
- Niewątpliwie coś się dzieje. Ludzie najwyraźniej się ośmielili. W Warszawie mieliśmy przykład grupowego wystąpienia, w którym część społeczeństwa w bardzo cywilizowanej formie przedstawiła swoją wolę. W mojej ocenie, podczas manifestacji pojawiły się też problematyczne kwestie. Mam tu na myśli wystąpienie Piotra Dudy, szefa NSZZ "Solidarność", który mówił np. o umowach o dzieło. A wydaje się, że jeszcze większym problemem jest zbyt wysokie opodatkowanie umów o pracę. Na to nie zwrócono uwagi.

Nie sposób powiedzieć o wszystkim.
- Stąd też należy podkreślić przede wszystkim to, że demonstracja bez wątpienia była żywym dowodem błędnej decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w sprawie nieprzyznania koncesji dla Telewizji Trwam na nadawanie w cyfrowym systemie naziemnym. Osobiście jestem przeciwnikiem koncesjonowania tego rodzaju działalności. Wówczas nie byłoby też problemu tej Telewizji. Skoro jednak koncesje obowiązują, to patrząc na frekwencję na demonstracji, to komu jak komu, ale właśnie Telewizji Trwam to pozwolenie należało się w pierwszej kolejności. Szkoda, że trzeba tego typu manifestacji, zaangażowania tylu ludzi, żeby egzekwować zupełnie naturalne prawo.

Ludzie czują się poszkodowani sytuacją, w której władza nie szanuje ich podstawowych praw?
- Przede wszystkim powiedziałbym, że mamy do czynienia z dyktaturą pewnej mniejszości, która na tyle umiejętnie porusza się w systemie, że zapewnia sobie instytucjonalną większość w czasie, gdy przesądzane są decyzje związane z powoływaniem władzy. W Polsce nigdy nie rządziła większość. Nie było dotąd partii, która zdobyła w wyborach ponad 50 proc. głosów poparcia. Podobnie jest dzisiaj, ale dzięki umiejętnemu wykorzystaniu sytuacji po wyborach partia rządząca przejęła pełnię władzy. Zatem można by przyjąć, że rządzi swego rodzaju kwalifikowana większość. Jednak sobotnie masowe wystąpienie opozycji wskazuje na to, że być może już tej większości nie ma. Proszę wyobrazić sobie tego typu demonstrację zwolenników Platformy Obywatelskiej. Oni prawdopodobnie nie są zdolni zmobilizować tylu ludzi do działania w taki sposób.

Manifestacja będzie impulsem do kolejnych działań?
- Z pewnością ludzie zobaczyli, na co ich stać, i mam nadzieję, że wyciągną z tego pewne wnioski. Mam tu na myśli pewną śmiałość i przekonanie, że nie są osamotnieni w tej swojej postawie.

A druga strona? Ona także wyciągnie wnioski?
- Obawiam się, że nie.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/11344,bud ... alosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 19 paź 2012, 15:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Czy mamy w sobie tyle przestrzeni, aby móc w niej pomieścić dorobek kulturowy całych pokoleń, czy też mamy w sobie tylko ciasnotę wewnętrzną, mieszczącą jedynie prymitywizm współczesnych ideologów i głupotę celebrciarzy?

Przeciw kultowi przeciętności

Ewa Polak-Pałkiewicz

Znamienne, jak chętnie dzisiejszy czas wynosi na piedestał przeciętność, a boi się każdej osobowości większego formatu. Można być umysłowo miernym i moralnie przetrąconym, można nie mieć nic do powiedzenia, biernie przyjmować ideologiczny uniform, idealnie wtapiać się w banalne poglądy i przeciętne gusta – i stać się bożyszczem naszych czasów. Warunkiem jest wyłączenie krytycznego myślenia. Doskonały przykład stanowi najwyższa ocena, jaką wystawiły polskie media p. Danucie Huebner przy okazji batalii o zatwierdzenie nowej Komisji Europejskiej. Osobę, która dała się poznać jako fatalny negocjator, oceniono jako fantastyczną kandydatkę na komisarza UE – zgodnie z wysokimi notami, jakie uzyskiwała w unijnych gremiach – podczas gdy prof. Rocco Buttiglione, który zaprezentował niezależne poglądy, nazwany został przez naszych komentatorów postacią skrajną, podejrzaną i niebezpieczną. Może jest chory? Ktoś, kto publicznie odcina się od głównego hasła poprawności politycznej, że homoseksualizm jest normą, nie może być całkiem normalny. Lepiej trzymać się od niego z daleka i ostrzegać przed nim społeczeństwo.
Dlaczego tak łatwo przychodzą tego rodzaju kwalifikacje ludziom skądinąd niepozbawionym inteligencji? Z jednej strony wyraża się w tym typowa dla koniunkturalistów wszystkich epok skłonność do przystosowania się do najgłupszej doktryny, od której zależy kariera zawodowa. (Kapitalnym przykładem tej mentalności był zrealizowany parę lat temu we Francji film ukazujący zawrotną karierę przeciętnego człowieka zagrożonego wyrzuceniem z pracy, który nagle dał do zrozumienia, że jest homoseksualistą, oszukując w ten sposób swoich szefów. Dzięki temu zabiegowi piął się na szczyty powodzenia i doprowadził do sromotnej klęski wszystkich, którzy chcieli mu zaszkodzić). Z drugiej strony ta obrzydliwa mentalność jest wynikiem coraz słabszego wykształcenia. Szkoły i uczelnie wyższe, niemal bez wyjątku, wpisują się dziś w ideologiczny schemat myślenia o rzeczywistości, przeciwstawiający się antropologii chrześcijańskiej, prawdziwej filozofii, bez której niemożliwy jest jakikolwiek ład myślenia. Pisał o tym przed kilku laty francuski filozof – prof. Claude Tresmontand: „Na uniwersytetach francuskich antychrystianizm prawicowy, wywodzący się z Heideggera i Nietzschego, oraz lewicowy, pochodzący od Marksa, Bakunina i Proudhona, spotykają się w doskonale zgodnej eliminacji wroga, jakim jest myśl chrześcijańska”. Nauczanie odkurzonego marksizmu jest normą na większości uniwersytetów europejskich. W efekcie tępienia w XX wieku myśli metafizycznej „młodzi katolicy czy protestanci – jak mówi prof. Tresmontand – którzy odbyli zaawansowane studia, pozostają na niezwykle niskim poziomie wiedzy o swojej religii, co do której nie otrzymali żadnego wykształcenia”. Kłopoty ze zrozumieniem, czym jest homoseksualizm, wynikają właśnie z tego, że chrześcijaństwo w oświacie i nauce powszechnie przedstawiane jest jako mniej czy bardziej zepsuta papka. „Wprost przeciwnie – twierdzi prof. Tresmontand – trzeba pokazać, że tu chodzi o naukę, taką samą jak fizyka czy biologia, lecz najważniejszą, gdyż za przedmiot ma ona poznanie i realizację celowości stworzenia”.
I wreszcie kolejna przyczyna zaniku niezależnych opinii i poglądów wśród gremiów, od których oczekuje się rzetelnego myślenia: wyniszczenie najlepszych przedstawicieli cywilizacji chrześcijańskiej w Europie, prawdziwych katolickich elit, w wyniku wojny i represji komunistycznych. Tak wielu jej twórców i obrońców wywodziło się i działało właśnie w Polsce. Zarówno wściekłość niemieckiego ateizmu, wspartego obłędną teorią ras i doktryną Hitlera, jak i agresja sowieckiego komunizmu skierowane były przeciwko najlepszym świeckim i duchownym synom Kościoła. Katolicka Polska utraciła najwięcej ludzi mężnego serca, prawdziwych obrońców wiary, apostołów, którzy mieli nie tylko dar działania społecznego na rzecz chrześcijaństwa, ale byli wybitnymi umysłowościami. Ich postawa i poglądy nie były naiwne, były wynikiem gruntownej wiedzy, poznania rzeczywistości, głębokiej kultury.
Zbyt mało znamy życiorysy i dzieła polskich męczenników ostatniej wojny. Powinniśmy polskiej – i europejskiej – świadomości przywrócić postacie tak niezwykłe, jak bł. Stanisław Kostka Starowieyski, jeden z założycieli Akcji Katolickiej, działający w międzywojniu na rzecz odnowy wiary w kręgach katolików świeckich, prowadzący dzieła społeczne, które dziś zadziwiają rozmachem. Niemcy doskonale wiedzieli o jego działalności. Obozy, na jakie go skazano, były zemstą za coś, co gdyby mogło rozwijać się swobodnie, najpewniej przemieniłoby i Polskę, i Europę. W obozach Sachsenhausen i Dachau Stanisław Starowieyski, polski ziemianin, był aniołem pokoju, podporą zrozpaczonych. Nawracał wojujących ateistów. Zginął skopany przez strażnika szpitala obozowego. Milczy o jego działalności historia ostatniej wojny przekazywana dzieciom w szkole, milczą podręczniki uniwersyteckie. Katoliccy męczennicy więzień i łagrów pozostają nieznani we własnej ojczyźnie, nie mogą się więc stać przewodnikami odchodzącej od Boga Europy. A istnieją przecież spisane świadectwa ich życia, istnieją dokumenty...
Życie polskich męczenników za wiarę, którzy stali się ofiarami dwóch bezbożnych systemów – z których komunizm nigdy nie został rozliczony przez Europę – systemów, które w dzisiejszym języku poprawności politycznej są systematycznie zakłamywane, powinno stać się drogowskazem dla podupadłej świadomości europejskiej. Nikt tego nie zrobi za nas, Polaków. To jest nasz obowiązek zarówno wobec najlepszych synów Polski i Kościoła, jak i wobec umierającej na ciężkie schorzenie pamięci Europy.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0446&nr=15


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 58 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /